Kuroi Kuma

W tym dziale lądują zaakceptowane karty postaci. Na ich podstawie można się upewnić wyglądu właściwie wykonanej KP, aby uniknąć późniejszych poprawek.

Kuroi Kuma

Postprzez Kuroi Kuma » 23 lis 2017, o 21:37


DANE PERSONALNE




IMIĘ: Kuroi
NAZWISKO: Kuma
KLAN: Sabaku
WIEK [DATA URODZENIA]: 32 [12.10.351]
PŁEĆ: Mężczyzna
WZROST | WAGA: 187cm | 82kg
RANGA: Dōkō forever!


APARYCJA

Obrazek
WYGLĄD:Czasami nie masz czasu na takie pierdoły jak zainteresowanie się swoim wyglądem zwłaszcza, gdy wracasz do swej wioski po takim czasie. Jego włosy znacznie urosły, bo sięgają już gdzieś w okolice łopatek, sprawiające wrażenie mocno potarganych, chociaż usilnie stara się je jakoś ułożyć. Te jednak wbrew jego woli wolą wyłazić we wszystkie możliwe strony. Co może być mylące są obecnie czarne - może to z powodu mniejszego wystawienia je na słońce pustyni, albo poprzednio coś na nie nakładał? Ciężko stwierdzić, jednak jego włosy swoim odcieniem przypominają pióra kruka. A skoro mowa już o owłosieniu, to jego twarz zwykle okala dwu-trzydniowy zarost - krótki, twardy jeżeli ktokolwiek wie co to oznacza, lecz nie irytujący. Z racji tego, że cierpi na deficyt snu, pod jego oczami bardzo łatwo doszukać się charakterystycznych worków, które nieczęsto podkreślone są przez przekrwione gałki. Nadrabianie snu podczas dnia niestety nie pomaga mu w pozbyciu się tej cechy tak charakterystycznej dla owej postaci.
Drugą dosyć duża zmianą jest utrata wagi. Nie jest wychudzony, skądże znowu - jego sylwetka po prostu wydoroślała, przystosowała się do tego co robi. Nie trenuje już po prostu tak często, jest bardziej żylasty, co nie zmienia faktu, że ciągle nie jest chuderlakiem. Skądże znowu, jednak nie zależy mu po prostu aż tak na sylwetce jak kiedyś, by jego ciało wyglądało jak z okładki. Jest dość wysoki, chociaż na pierwszy rzut oka nie wygląda, bo często się garbi - albo śpi, co też nie polepsza jego sytuacji. Zmiana w wyglądzie mogła jednak sprawić, że wiele osób znanych w przeszłości go po prostu nie pozna w obecnej postaci. Z ułożonych włosów nie zostało nic, rysy nieco bardziej się wyostrzyły przez cały ten czas, a sylwetka co tu dużo mówić zmizerniała na pierwszy rzut oka.
UBIÓR: Ubranie Kuroia jest dosyć proste i składa się w sumie z jak najmniejszej liczby elementów, jak to tylko możliwe. Czy to przez lenistwo, czy brak wyczucia stylu? Kto by to dokładnie wiedział. Warto zacząć od elementu najbardziej charakterystycznego - czyli kilku metrów bandaża owiniętych dookoła szyi samego zainteresowanego. Jak potrzeba to ochronią przed wiatrem, czy słońcem, a nawet i ranę można w to obwiązać i po kłopocie! Czy to rozwiązanie nie jest genialne w swej prostocie zwłaszcza w tak niedogodnych warunkach, jakie panują na pustyni? Dalej można zauważyć czarną koszulkę z długim rękawem sięgającym samych nadgarstków. Leży luźno na skórze, nie przeszkadza w ruchach no i co najważniejsze - jest wygodna. Poniżej, na pasie widoczny jest pasek podtrzymujący spodnie utrzymane w tej samej stylistyce co koszulka. Jego ubiór raczej nie wyróżnia go zbytnio z tłumu, wygląda jak każdy przechodzień na ulicy. Został jeszcze jeden element ubioru, a chodzi tu oczywiście o dość ważny jego człon, czyli obuwie. Po pierwsze skórzane, bo zależało mu na tym, żeby były wygodne, a po tak długim czasie jak je "rozbijał" zdążyły już przylgnąć do jego stóp jak druga skóra. Ich główną cechą jest wytrzymałość, gdyż sam Kuroi przez większość swego życia podróżuje, więc nie może sobie pozwolić na jakieś niedogodności związane z chodzeniem. Może i są nieco cięższe, jednak nie przeszkadza mu to z racji bycia shinobim - z jakiegoś powodu się w tym szkolił, prawda? A powód dobry jak każdy inny. Nie jest to nic nadzwyczajnego, nie pokazuje się z wyciągniętymi na wierzch ostrzami, które po prostu krzyczą "REKRUTUJCIE MNIE DZIWNI ZLECENIODAWCY!". Nie chce, by jego osoba wyróżniała się z tłumu, nie chce być rozpoznawalny na każdym rogu, bo to po prostu w jego zawodzie najgorsza możliwa rzecz.

ZNAKI SZCZEGÓLNE: Bandaże, podkrążone oczy


OSOBOWOŚĆ


CHARAKTER: Kuroi jest dosyć spokojny, nie przejmuje się za bardzo, nie wczuwa w sytuację - no może do czasu, aż ktoś go nie zacznie irytować. Nie lubi zamieszania, stąd ciężko mu o udział w takich zabawach na skalę światową. Stoi z boku, nie chce się wyróżniać. Jeżeli komuś pokażesz, że coś potrafisz, wtedy zacznie od Ciebie tego wymagać. A jeżeli nie pokażesz nic nikomu? Jest typem wędrowca, który nie może znaleźć swojego miejsca, błędny rycerz polujący na swojego smoka, który jest poza jego zasięgiem. Niektórzy mogą nazwać go mrukiem, gdyż nie mówi za dużo. Częściej słucha, niżeli wyraża swoją opinię, dlatego ludzie mogą go błędnie oceniać. Skoro nie ma nic do powiedzenia, to czemu ma cokolwiek mówić? Do tej pory nie może tego zrozumieć. Często pisze w notesie, to jego nieodzowny towarzysz, niczym jego atrybut ciągle mu towarzyszy, lubi zapisywać to co robił, kogo spotkał, prowadzić swoją własną historię, która pewnie nikomu się nie przyda, ale samemu może wrócić do dobrych czasów i powspominać dawne dzieje.
Jest jednym ze starszych shinobich, może to łut szczęścia, że udało mu się dożyć takiego wieku, może to przez spryt, a może to przez to, że trzyma się w cieniu? Dzięki temu i podróżom uznaje, że zdobył trochę wiedzy o tym świecie i wykształcił własny światopogląg. Ciężko na niego wpłynąć, ciężko go zmienić, jest uparty, ale słucha i analizuje. Niestety nawet to nie pozwoliło mu rozstać się z ulubionym nałogiem, a konkretniej paleniem. Od alkoholu nie stroni, lubi sobie wypić, jednak to ta pierwsza używka towarzyszyła mu od... zawsze? To jego słabość, która go czasami irytuje, lecz czerpie z niej niewypowiedzianą przyjemność i to jest swoista rekompensata. Z tego też powodu nie lubi słabości u innych i często otwarcie je krytykuje.

NAWYKI: Często przysypia w miejscu publicznym, zdaje się być nieobecny myślami, czasami przy dłuższym okresie niepalenia trzęsą mu się ręce.
NINDO: Za długo spałem - nie powiedział nikt nigdy.
HISTORIA: Dzień jak co dzień, późną porą w barze na obrzeżu małej mieściny stał bar, do którego uczęszczało głównie kilku stałych bywalców. Nieznajomych witano tam niechętnie, ludzie podnosili zmęczone po całym dniu spojrzenia, oprowadzając takich osobników do momentu, gdy nie usiedli na przysłowiowych czterech literach. Stan piwniczki z alkoholami nie był może wyjątkowo urozmaicony przez egzotyczne trunki, jednak dało się tu wypić ulubiony kufel piwa, czy też sake pod koniec dnia. Na pierwszy wybór zdecydował się właśnie nowoprzybyły do baru człowiek. Usiadł przy kontuarze podwijając wcześniej długi płaszcz, położył na blacie papierośnicę i odebrał trunek. Wypił trochę, próbując się nie krzywić. Dawno nie miał niczego w ustach, a produkt nie był pierwszej klasy. Zimny płyn rozlał się po jego wnętrznościach wstrząsając nim lekko. Uśmiechnął się pod nosem, miał spuszczoną twarz, więc raczej nikt tego nie widział. Nie robiło to jednak żadnej różnicy, wszyscy byli zajęci sobą. Tacy ludzie jak on przychodzili, odchodzili a mieszkańcy żyli dalej w swoim małym społeczeństwie. Mężczyzna rozejrzał się po pułkach, zerknął na barmana, który splunął do szklanki i począł ją przecierać, pucować. Skierował dłoń ku swej papierośnicy, jednak właściciel pokręcił przecząco głową. Niby zajęty swoim zajęciem, a jednak obserwował wszystkich uważnie. Jednych był bardziej pewien i to właśni ci mieli najwięcej swobody, drugich jednak traktował z dystansem, nie pozwalał na panoszenie się po jego lokalu. Przybysz westchnął głośno i schował metalowe pudełko do kieszeni. Dokończył trunek, położył kilka monet na blacie i poprosił o następną porcję. Ułożył się teraz wygodnie na krześle, wyjął notatnik, na którym ząb czasu odcisnął już swoje piętno i zaczął kartkować od początku. Wiele wpisów było pokreślonych, pełnych złości i agresji, co widoczne było nawet dla niewprawnego czytelnika. Wyjął małe piórko i zamoczył je w atramencie, po czym zaczął pisać... Gdy już skończył notowanie, wyczyścił w szmatkę pióro, zamknął pojemniczek i miał już je chować do kieszeni, gdy coś go tknęło. Wypił parę łyków piwa, które zdążyło już wypuścić nieco zamkniętego w sobie gazu, a także ocieplić się delikatnie. Wtem otworzył na pierwszej stronie dziennik, w którym wcześniej pisał i wczytał się w starannie nakreślone znaki na papierze.

WPIS ZERO:
To dziś jest ten wielki dzień, oficjalnie mogę nazywać się shinobi, chociaż wielu podejdzie do tego sceptycznie. Matka jednak byłaby dumna, gdyby jeszcze była wśród nas. Jej mały chłopiec, jak lubiła mnie nazywać wyrósł już trochę i zaczynał swoją drogę, po której miał podążać. Dopiero wróciłem do domu, emocje już stosunkowo opadły, jednak nadal czuję to przyjemne mrowienie w skroniach, które mówi „idź dalej”. Nie jestem jednak pewien na ile dobrze postąpiłem. Czemu poszedłem w Twoje ślady mamo? Mimo tego, że to przez nie Twoja ścieżka się zakończyła, a ojciec ją odradzał raz za razem negując wszystko, czego mnie nauczyłaś do tej pory. Miałem potencjał, nadal go chyba mam, wiedzieliśmy o tym oboje i nie zamierzam go zmarnować na pracę jako handlarz. W owych czasach nic nie jest bezpieczne, zwłaszcza ludzkie życie, na które czyhają wszyscy. Tym wpisem zacznę swoją opowieść, będę zbierać swoje wspomnienia, by przekazać je pewnego dnia dalej. Może ktoś czytając te brednie wyciągnie jakieś wnioski, może mój przykład pomoże mu, lub jej..? Tego nie wiem, jednak chciałbym się tego dowiedzieć. Na zawsze Twój, Kuma.
[...]

WPIS CZTERY:
Dopiero wstaje, słońce jeszcze nie wstało, czuje się jak kogut, który ma zapiać i pobudzić wszystkich domowników, by zabrali się w końcu do swoich codziennych zajęć. Jednak jest za wcześnie, ciemno. Czuję pot, nawet teraz, gdy jeszcze to piszę. Wchłonął się już w moje ubranie, delikatnie je przesiąknął i zostanie przynajmniej do rana. Jestem zmęczony, jednak przy niewielkim świetle piszę ten wpis. Miałem sen, a raczej koszmar. Nie miał to być mój sennik, jednak dawno się tak nie czułem. Jakby coś przeszyło moje ciało na wskroś, rozrzuciło na kawałki niczym cerber mięso, a później złożyło do całości. Jednak przechodząc do sedna. Widziałem starca, siedział on pośrodku niczego, wsparty o kiju i przyglądał mi się z oddali. Nie ruszaliśmy się z miejsca, jednak coś nas zbliżało do siebie. Jakby ziemia ruszała się spod naszych stóp. Nie bałem się go, nie wyglądał groźnie, do czasu, gdy nie spojrzałem w jego ślepia. Były puste. Dosłownie, oczodoły były puste, brak gałek był przerażający. Jednak przyglądał mi się, wpatrywał w moje oczy bez słowa. Wtem wyciągnął przed siebie dłonie zaciśnięte w pięści. Ściskał coś, trzymał mocno i nie wypuszczał z dłoni. Mięśnie pod jego skórą zarysowały się mocno. Wtem nagle spytał "wybierz jedną, a zatrzymasz to co masz, zachowasz bezpieczeństwo, wybierz drugą, a odlecisz wolny". Spojrzałem na niego dziwnie, nie rozumiejąc jego słów. Nie powiedział która ręka oznacza który wybór, dalej wlepiał swe swoje wydłubane ślepia w moje. Nie za bardzo rozumiejąc wybrałem jego lewą dłoń dotykając ją jednym palcem. Ten wyrzucił do góry zawartość ściskaną w prawej dłoni. Złoty proszek rozprysł się w powietrzu i opadł szybko na ziemie. Drugą zaś otworzył spokojnie, a piasek poleciał razem z wiatrem. Wtem sypnął mi jego resztką w twarz i takim oto sposobem piszę teraz ten wpis. Robi się już jasno, trzeba wykorzystać cenne chwile snu. Na zawsze Twój, Kuma.
[...]

WPIS DWIEŚĆIE JEDEN:
Ojciec poszedł w jej ślady, zostawili mnie na tym padole razem z rodzimym majątkiem. Nie przywiązałem się do niego. W tym miejscu tylko jadłem, spałem, czasem utrzymywałem je we względnym porządku. Chyba nikt nigdy nie był na tyle zadowolony z nowego zakupu. Tak, oddałem swe domostwo w ręce jakiegoś starca z dwójką dzieci. Nic mnie tu więcej nie trzymało, przyjaciele odeszli w swoją stronę, rodzina leży parę metrów pod ziemią. Nie byłem jednak pewien co począć dalej. Kontynuować interesy, iść dalej wyznaczoną mi niegdyś ścieżką, czy tez dołączyć do niegdysiejszych domowników. Ostatni pomysł był iście idiotyczny, zakrawał nawet o przestępstwo, ale wykonane na samym sobie. Z pierwszym nigdy nie wiązałem przyszłości, jednak to było moje zajęcie przez dłuższy czas. Wtedy jeszcze miałem inne priorytety, ona była tuż obok, uwielbiała to miejsce, mimo obecności mojego ojca. Trzymał się na uboczu, zawsze gotów wspomóc młodych dorosłych. Jednak i ona odeszła z przyczyn mi nieznanych. Zachowywała się dziwnie, była roztargniona, peszyła się gdy tylko przykładałem dłoń do jej skroni, przy przegnać rozczochrane kosmyki z jej pięknej twarzy, by ujrzeć to niezwykłe spojrzenie. Brązowe oczy, które zawsze wiedziały o czym myślę, prześwietlały mnie na wylot. Denerwowało mnie to, że zawsze wszystko wie, jednak byłem spokojny, bo mogłem jej uwierzyć, że nie wykorzysta tego przeciw mnie. Teraz mi ich cholernie brakowało. Nikt więcej tak nie patrzył, nie wkładał w to co robi tyle pasji. To właśnie zdecydowało. Musiałem zapełnić tę pustkę. Zacząłem od papierosów, jednak to nie pomagało do końca. Postanowiłem ruszyć się z tego miejsca, dać odpocząć skołatanym nerwom i przenieść się w miejsce, w którym mógłbym urządzić się na nowo, zapomnieć o tym co było. Ostatni raz piszę z tego miejsca, jest mi ciężko, bo poznałem tutaj najmniejszy kąt i zawsze będzie w mojej głowie. Teraz jednak niegdysiejszy dom zdawał się być klatką. Każdy pokój niósł ze sobą jakąś historię – mniej lub bardziej szczęśliwą, jednak tkwiącą w moim sercu. Wspomnienie o tym co mogło być kłuło mnie w serce, dlatego też postanowiłem je oddać w lepsze ręce. W ręce kogoś, kto na pierwszym miejscu stawia swe dzieci. Żegnaj, na zawsze Twój, Kuma.
[...]
Mężczyzna zamknął dziennik, uniósł głowę ku górze pogrążając się w myślach. Ile to już minęło, zdawałaby się chwila, jednak to już połowa jego życia. Tyle samo lat spędził szwendając się na tym padole, co u rodziców za piecem. Dokończył resztki trunki, zalegające wciąż w kuflu, otarł brodę rękawem, na którym pozostały malutkie bąbelki pianki. Zapakował dziennik do kieszeni, skinął barmanowi na znak podziękowania i wyszedł. Zostawił jednak pod kuflem kartkę, a raczej zawiniątko. Szczelnie zwiniętą paczkę otworzył właściciel przeliczając sumę pieniędzy. W środku widniała mała karteczka, na której widniało napisane, pewną ręką i pięknym pismem „Tobie się bardziej przyda”. Obejrzał się jeszcze raz na drzwi, jednak nieznajomego już nie było.

WPIS TRZYSTA CZTERDZIEŚCI OSIEM:
Mur, piekło czające się po drugiej stronie. Ciężko je jakkolwiek inaczej opisać, niż po prostu piekło. Cierpienie, ból, czerwień. Zwłaszcza ta ostatnia, która najbardziej kojarzy mi się z krwią wszystkich tych ludzi, którzy zostali na polu walki. Czy to może jednak rzeź? W sumie brzmi trochę lepiej, można powiedzieć że ma lepszy wydźwięk, ale nie kojarzy się tak źle. Nie wiem czy mam zamiar jeszcze tam wracać, byłem jak dziecko we mgle, które nie potrafiło znaleźć swojego miejsca. Nie nadaje się do takich miejsce, gdzie wrzucony w wir chaotycznych wydarzeń prędzej ktoś rąbnie cię ostrzem od tyłu, niżeli Tobie uda dowiedzieć co tak naprawdę się tu dzieje i co powinieneś zrobić. Tylu ludzi, w jednym miejscu, a Ty stoisz tylko i myślisz czy wypada tu zapalić, czy ten popiół nie spadnie na głowę Twojego kolegi, który gryzie kwiatki od spodu. I mimo tego, że wszystko płonie, to nikt nie ma ognia... Czasami wydaje mi się, że między tymi łebkami, a mną jest coraz większa przepaść. Może to przez ten wiek? A może po prostu dawno niczego dobrego nie zjadłem. Muszę znaleźć sobie kogoś, kto będzie mi gotował. Chociaż w tym miejscu to mało smaczne przemyślenie. No cóż... na zawsze Twój, Kuma.
[...]

WPIS PIERWSZY, DZIENNIK DRUGI:
Stało się to, czego się obawiałem.
Skończył się. Zapisałem cały dziennik i musiałem wziąć nowy. Wykosztowałem się, ale warto, bo ma ładniejszą oprawę. Ostatnio spotkałem jakiegoś dziwnego typka. Opowiadał mi o jakiejś wojnie w Atsui. Uwierzysz? Ja też nie uwierzyłem, a ponoć to prawda i wydarzyła się już dawno temu. I tak się składa, że tam byłem, tylko spoglądałem na to z boku. Siedziałem na jednym z klifów - spoglądałem sobie na wioskę zajadając się takoyaki, kupione dzień wcześniej, ale zupełnie o nim zapomniałem. Wyglądało to jakby świat wybuchnął, ale oglądanie tego było niesamowicie przyjemne, że nie mogłem oderwać oczu. Nie widziałem szczegółów, małe mróweczki poruszały się gdzieś tam, na tej naszej kochanej pustyni, a ja nawet bym nie zdążył tam dobiec. Wtedy nie wiedziałem, że to nasi, byłem w pobliżu, stwierdziłem że popatrzę sobie na wioskę, a tu proszę bardzo. W każdym razie karczmarz opowiadał mi o rzezi, o tym jak Sabaku wygrali wyżynając w pień dosłownie wszystkich kościanych, o tym całym zdarzeniu z ich liderką i banicji. Tylko trochę nie było tak, jak opowiadał. Siedząc sobie tam, na skałach, gdy mięso wypuściło trochę soku i ubrudziłem mój pierwszy notatnik stwierdziłem, że muszę rzadziej pisać, bo jeszcze ktoś na to trafi i będzie spoglądał, a to przecież prywatne. Wracając - jak zobaczyłem że mój dziennik się ubrudził postanowiłem go spalić. Ot, rozpocząć nowy rozdział. W sumie to coś w tym jest, taka prawdziwa metafora. Zrobiłem mu taki mały pogrzeb, pył rozsypałem na wietrze i zobaczyłem, że moi rodacy nie do końca sobie poradzili z przeciwnikami. Zakrwawieni Kaguya biegli przez pustynię uciekając przed wrogiem, gdy spotkali mnie i moje gurdy. Po tym raczej łatwo rozpoznać członka Sabaku, więc od razu zaatakowali. I tak straciłem jedną z nich. A ich krew pokryła piasek, by zaraz wsiąknąć i zostawić wysuszone ciała. Straciłem wtedy dwie rzeczy, ale ich i tak było więcej, więc za każdą odebrałem sobie ponad to, co powinienem. Chyba w końcu dorosłem, bo inaczej patrzę na życie. Czy to dorosłość? Czas pokaże. Na zawsze Twój, Kuma.
[...]

WPIS DZIESIĄTY, DZIENNIK DRUGI:
Siedzę i widzę, jak ktoś na mnie patrzy... dosłownie patrzy na mnie, na mój stolik i widzę, że coś ode mnie chce i co wtedy zrobić? Jakaś małolata, która pewnie dopiero co chwyciła ostrze do ręki i zaczęła się bawić, nim chwyciła ostrze swojego kolegi. Tak, z pewnością zaczynam zrzędzić i trzeba będzie to zmienić. W każdym razie co człowiek może zrobić, jak ktoś zżera Cię wzrokiem? Zapraszasz do siebie i słuchasz co ciekawego ma do powiedzenia. Za dużo ludzi widziałem, jeszcze więcej historii, z których to większość no cóż. Pewnie była zmyślona. Dziwi mnie jednak, że ludzie potrafią tak otwarcie obnosić się z bronią na wierzchu wiedząc, że wzrok innych ludzi na pewno tam zejdzie, bo niby gdzie indziej? Nie wiem, ta cała dziewczynka - Motoko jak się przedstawiła - raczej sobie za wiele z tego nie robiła. Najważniejsze w tym jednak było, że alkohol u Garasu się spóźniał i trzeba było go znaleźć. A gdzie szukać kogoś, kto zrobi wszystko za garść pieniądza? No właśnie. Krótko mówiąc udało się, a karawanie nic się nie stało, więc jej można było dać jakieś ochłapy, a samemu wypić to co zostało z tymi ochlejusami, którzy zawsze podkradną trochę towaru. A skoro ich oficjalnie zaatakowano, to czemu by nie skorzystać? Wiem jednak jedno z tej całej opowieści... Ludzie z katanami potrafią nieźle walczyć. No i tego, nie mieszaj więcej niż trzech rodzajów alkoholu. Na zawsze Twój, Kuma.
[...]

Obrazek
Gdy wracasz do wioski i okazuje się, że Twój szczep jest rodem, ale to nadal Kuweta
WPIS PIĄTY, DZIENNIK DRUGI:
Wioska, powrót na stare śmieci. Dużo się tu zmieniło od ostatniej wojny głównie z tego powodu, że kościani zostali zepchnięci na bok, wyrzuceni na wygnanie. Czyli w sumie też powrót do początku. W końcu na swoim, jednak jeszcze miejscami widać było zgliszcza, na których rodziło się coś nowego. Będę musiał się dowiedzieć u rządzących co tu konkretniej się wyprawiało i czy coś się w tej materii zmieniło. Ludzie dochodzący do władzy zawsze starali się o więcej, nigdy im nie starczało to, co mieli więc tylko czekać aż pojawi się nowy konflikt. Podobnie pewnie zrobiono z tym murem, o którym rozwiesili tyle ogłoszeń - ktoś miał chrapkę na te tereny, to zaczęli wchodzić coraz głębiej i głębiej, a potem się doigrali i Dzicy zaczęli z nich brać przykład i w końcu chcieli dowiedzieć się co jest po drugiej stronie. Jednak w końcu wróciłem, po latach, nie wiem jak długo zostanę, ale nie jestem już tą samą osobą, którą kiedyś. Schudłem. W sumie to jest mi to na rękę, bo czuje się lekki, a nie jak chodzący kolos. Chociaż tym także nigdy nie byłem. To chyba największa zmiana w moim życiu. No i może jeszcze jedna... Możliwe, że znalazłem towarzyszkę. Ale tylko uczennicę! Na zawsze Twój, Kuma.
[...]


WIEDZA


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



ZDOLNOŚCI

Obrazek
"Muszę się ruszyć?", Kuroi Kuma 383
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



ROZLICZENIA


PIENIĄDZE: DING
PH: DING
MISJE:
    D - 5
    C - 3
    B -
    A -
    S -

PREZENT OD ADMINISTRACJI:


//notka dla sprawdzającego
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 13 gru 2017, o 23:25 przez Kuroi Kuma, łącznie edytowano 2 razy
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 66
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 32
Ranga: Doko
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta: Sznycel

Re: Kuroi Kuma

Postprzez Venus » 27 lis 2017, o 19:39

Wszystko się zgadza. Karta zaakceptowana.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla uczestników tematu
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
Support
 
Posty: 1088
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui


Powrót do Zaakceptowane karty

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość