Takeshi

W tym dziale lądują zaakceptowane karty postaci. Na ich podstawie można się upewnić wyglądu właściwie wykonanej KP, aby uniknąć późniejszych poprawek.

Takeshi

Postprzez Takeshi » 14 wrz 2016, o 11:02


DANE PERSONALNE


IMIĘ: Takeshi
NAZWISKO: Nie używa
PRZYDOMEK: Takeshi don Rybokage Trzeci z rodu Hoshigakich, Pan Rekinów i Śmierdzący Śledziem Płomień Tańczący na Kurhanach Wrogów
SZCZEP: Hoshigaki
WIEK [DATA URODZENIA]: 23 [360]
PŁEĆ: Mężczyzna
WZROST | WAGA: 196 | 91
RANGA: Dōkō


APARYCJA


WYGLĄD: Takeshi na tle pospólstwa wyróżnia się głównie wzrostem, którego można mu pozazdrościć. Sięga blisko dwóch metrów co czasami przysparza mu trudności, jednak jest wielkim atutem przy spotkaniu kogoś mniej ciekawego w ciemnym zaułku. Jego lekko opalona na brązowo cera podkreślona jest przez bardzo jasne niebieskie oczy błyszczące ponad nieco dłuższym, zadartym ku górze nosem. Wydatne kości policzkowe mogą sugerować postronnym, iż praca fizyczna należy do jego głównej. Pod płaszczem który zwykł nosić można ujrzeć skrzela, trzy czarne płaty umożliwiające oddychanie pod wodą. Po prawej stronie w poprzek całego aparatu oddechowego widoczna jest głęboka, szarpana blizna. Jego ciało z racji wieku znajduje się teraz w najlepszej formie, jednak nie jest on zbytnio muskularny. Prócz nieco większych dłoni i dobrze uformowanych nóg, można go porównać do typowego przeciętniaka. Kruczoczarne włosy przycinane były najpewniej przez portowego dziada dlatego też nie było sensu ich układać w bliżej określoną fryzurę. Ot wszystkie nastroszone są w nieładzie. W samej twarzy chłopaka, czy też mężczyzny widać jest coś pociągającego, może to kwestia wzroku, lub naostrzonych, rekinich zębów ostrych jak brzytwa.
UBIÓR: Wewnątrz swej osady, a także w nieco cieplejszych okolicach Takeshi zwykł nosić przewiewne spodnie, lub raczej materiał który coś takiego przypomina. Skrojony prosto, wygodnie nie krępuje ruchów i pozwala na ukrycie pewnych niespodzianek. Wszystko związane mocnym skórzanym pasem, do którego dodatkowo doczepionych jest kilka mniejszych kieszonek. Ot tak, na mniejsze potrzeby. Na dłoniach nosi coś w rodzaju rękawic, jednak sięgają one ponad łokieć. Dodatkowo nie pokrywają palców co ułatwia chwyt. Na nogach buty skórzane, związane rzemykami. Dookoła jego twarzy a także szyi - chcąc zakryć widoczne cechy klanu - owinięty jest biały bandaż, który zwisa luźno na tors chłopaka.
Gdy tylko opuszcza bezpieczniejsze tereny chłopak zakłada swój nowy nabytek!
ZNAKI SZCZEGÓLNE: Rekinie uzębienie, czarny płaszcz, jasne oczy, blizna na skrzelach


OSOBOWOŚĆ


CHARAKTER: Zazwyczaj jest nieobecny, krąży myślami w zupełnie innym miejscu dlatego też zdarza mu się momentami nie słuchać co mówi jego rozmówca. Jednak lubi gadać, czasem nawet za dużo, jest zbyt bezpośredni i nie zwraca uwagi na to jak należy się zachować. Od lat był po prostu sobą, niepohamowany przez żadne reguły. Czasami jest zbyt władczy, lubi trzymać pod sobą ludzi którzy podlegają jego bezpośredniemu dowództwu. Jednak zwykł kryć swoją twarz chowając się przed przeszłością która ma swoje jasne i mroczne strony. Pozwala mu to także na zasłonięcie cech charakterystycznych dla jego klanu.
NAWYKI: Drapanie się po nosie
NINDO: Nikt mi nie rozkazuje. Nikt nie potrafi mnie powstrzymać. Morze jest większe od wysp. Nikt nie potrafi kontrolować wyspy. I nikt nie kontroluje morza.
HISTORIA:
Spoiler: pokaż
Letni poranek, zbliżało się przedpołudnie zwiastujące ocieplenie. Mgła nie zdążyła jeszcze nadejść, lecz zbliżała się z każdą chwilą znad znajdującego się niedaleko morza. Słabo oświetloną uliczką poruszał się nieco starszy facet zważając na obecne czasy i zawód jakim się prawił. To akurat było widoczne na pierwszy rzut oka. Pasiasta koszula, luźne spodnie. Trzymał w nich teraz ręce grzebiąc dłońmi, szukając resztek pieniędzy które dostał ze wczorajszej wypłaty. Z jego ust parował alkohol, spojrzał na kilka monet trzymanych w garści. Na lokum za mało, na napitek też średnio. Zrezygnowany skierował swój wzrok ku słońcu, które to leniwie przemierzało nieboskłon. Wypływał za jakieś trzy godziny, jeszcze masa czasu a kapitan nie kazał stawić się przed wyznaczonym czasem. Zwiesił głowę i dalej szedł wkraczając w nieco gorszą dzielnicę portowej wioski. Zerkał po okrytych brudem ludziach, którzy nie mieli dostępu do wody, a pieniądze zdobywali z żebractwa lub pomocy innych naiwniaków. Kilka razy zaczepiały go małe dzieciaki proszą o miedziaka na słodycze. Odganiał je ręką i szedł dalej kierując się nie wiadomo gdzie. Wtem usłyszał czyiś krzyk. Wysoki, jednak mający w sobie jakąś mroczną nutę. Przyszykował krótkie ostrze schowane za paskiem spodni, a jego nogi same poniosły go do tego miejsca. Nie spieszył się, był jeszcze nieco przepity, a wyglądał jakby jego cug trwał co najmniej trzy tygodnie. Trafił do ślepej uliczki, ustawiono tutaj kilka koszy na śmieci, a także kartonów wyściełanych posłaniem. Prawie jak dla psa, lecz takie mieli tutaj warunki. Jeden facet, rosły kark trzymający pałkę z nabitym gwoździem stał u wylotu alejki, a na jej końcu stał kolejny typ o twarzy nieskalanej myślą i przyciskał jakąś kobietę do płotu.
-A panowie tutaj słuszbowo? - jego język plątał się w ustach, nogi nie myślały nawet skoordynować swoich ruchów. Kiedy tylko nie otrzymał odpowiedzi podszedł do pierwszego "strażnika", rozpiął rozporek i z błogą miną na ustach wypuścił z siebie strumień trzymany już spokojnie od godziny.
-Co karwa?! - pałkarz obejrzał swoje zamoczone spodnie od chybotania marynarza, zebrał swoją broń i zamachnął się. Ten drugi rozpiął już spodnie i wyciągał swojego małego przyjaciela. Czemu nie walczyła? Marynarz skierował swój wzrok i zobaczył ręce przywiązane do pobliskiej siatki. Pałka zbliżała się, jednak to nie był za duży problem. Uchylił się przed nią i skulony przy ziemi wyciągnął ostrze. Zaraz sterczało z krtani pierwszego osiłka oszołomionego głuchym uderzeniem w rurę. Już więcej nie pamiętał.
-No, nie będzie nam tu jakiś podrostek podskakiwał! - rzucił drugi facet i rozszerzył nogi dziewczynie wsunąwszy tam właśnie rękę. Był pewien że jego przyjaciel dał sobie radę, nie usłyszał krzyku i dźwięku wbijanego ostrza w gardło. W jego głowie szumiało coś innego, coś co zaprzątało męski umysł i nie pozwalało trzeźwo myśleć. Marynarz schylił się do bezwładnie leżącego ciała, sprawdził kieszonkę, wyciągnął z niego kilka monet i paczkę ciasno zapakowanych papierosów. Odpalił jednego o zapałkę schowaną w kieszeni. Drugi facet wykrzyknął tylko "Zostaw, to moje, kup sobie..." gdy w końcu zrozumiał sytuację w jakiej się znalazł. Ze spodniami opuszczonymi do parteru i naprzeciwko człowieka ze sztyletem w ręku. Marynarz chuchnął dymem w jego stronę i wyrzucił peta na pobliskie posłanie. Potem tylko w niemym uśmiechu podskoczył do zaskoczonego chłopa i wbił mu ostrze pod żebra zasłaniając drugą ręką usta.
-Shhhh, spokojnie, to już koniec - dziewczyna zaczęła się szamotać, jej krągłe biodra próbowały się poruszyć jednak sznur nie chciał puścić jak na złość. Chciała odwrócić głowę, lecz zaraz poczuła ucisk na szyi. Zimna dłoń, która miejscami była ocieplona przez gorącą posokę była prawie gotowa ją udusić, gdy tylko chociaż piśnie słówko. Zadygotała, zrozumiałą swoją sytuację i wypięła bardziej swój zbudowane pośladki w kierunku marynarza. Otarła się o niego kilka razy a on mruknął przyjemnie. Jego lewa dłoń trzymająca ostrze widniała teraz przed jej twarzą. Pisnęła cichutko, jak myszka, lecz zaraz jej ręce opadły bezwładnie. Więzy już nie krępowały jej ruchów, lecz marynarz przycisnął ją trochę do siatki kładąc rękę na jej brzuchu.
-Będziesz moja. Tylko w trochę bardziej przyjemnym miejscu - jego głos był niski, przyjemny tak samo jak dotyk. Przesunęła ręką po jego biodrach, by w końcu zatrzymać się w nieco twardszej okolicy. Chwyciła go mimowolnie i ścisnęła. Zaraz potem ją obrócił i skierował ku wyjściu z zaułka. Narzuciła na siebie tylko strzępy ubrania, lecz mężczyzna mógł zauważyć coś dziwnego. Jej skóra była nieco poszarzała, a na szyi nie było blizn jak sądził poprzednio. To było coś innego. Nie zniechęcił się jednak i ruszył za nią do małej, klaustrofobicznej chatki. Otworzyła drzwi, a zwisający bezwładnie zamek wiele tłumaczył. Chwyciła go za koszulę i rzuciła na materac skryty w rogu domku. Zaraz potem usiadła na nim rozkrokiem i zaczęła rozbierać. On zaś odłożył ostrze na bok, by mieć na nie oko i przyglądał się jej potarganym, długim włosom czarnym niczym noc. Jej oczy skierowały się na dobrze zbudowaną klatkę piersiową, na wydatne kości policzkowe. Przycisnęła się do niego i nie chciała puścić.
-Teraz Ty jesteś mój - powiedziała pieszczotliwie zagryzając zęby na płatku jego ucha.

Dziewięć miesięcy później było dużo krzyku, jednak nadal nie tak dużo, jak tej pamiętnej nocy i nie tak przyjemnych. W nieco lepszych warunkach, obok misy ciepłej wody i płatach materiału podawanych przez starszą kobietę odbywał się poród dziecka. Raz za razem dziewczyna czuła mocne skurcze i próbowała wycisnąć z siebie wszystko co mogła - dosłownie i w przenośni. Trwało to długo, lecz w końcu przyszedł na świat mały chłopiec. Dziewczyna podniosła się na rękach by zobaczyć swoje dziecko. Była dosłownie mokra od potu, w pokoju panował zaduch. Były okolice lata, stawało się teraz cieplej a domki całkiem nieźle trzymały temperaturę. Dziewczyna widziała wszystko jak przez mgłę, jej ręce drżały. Jej szare dłonie pokryta miejscami poprzez łuski chwyciły zawiniątko, a ona sama nie mogła uwierzyć. Widać było przejawy należności do szczepu, z jakiego pochodziła, jednak jego skóra była bieluteńka, przez co nie przypominał żadnego noworodka, którego mogła do tej pory zobaczyć. Mieszaniec, czy to z tego powodu? Wtuliła go w siebie a ten zaraz przestał krzyczeć. Po raz pierwszy poczuł ciepło od kogoś, kto kocha szczerze i z całego serca. Jeszcze kilka dni nie mogła funkcjonować tak jak wcześniej, dlatego też przychodziła ta sama starsza kobieta. Była miejscową zielarką, pomagała biedniejszej ludności gdy tylko mogła i była taka potrzeba. Nie za bardzo lubiła i popierała to, czym zajmowała się matka noworodka. Dała sobą poniewierać za garść monet, a czasem zostawała z niczym. Brutalność tej okolicy zmuszała ją do tytanicznego wysiłku, aby chociażby przeżyć. Teraz miała na sobie dwa istnienia do wyżywienia. Był to jednak spokojny czas, a dziecko rosło wraz z każdym dniem. Takeshi - bo tak postanowiła go nazwać - nie zwykł siedzieć w domu jak miał nakaz, lecz poznawał miasto od każdej strony. Nauczył się chować po zaułkach, znajdować kryjówki w których łatwo było zabrać przechodniowi zawartość kieszeni, a także poznał rozkład uliczek na pamięć. Jego matka niewiele wiedziała o nowym hobby, lecz zauważała małe podarki które jej przynosił, czy też dodatkowe zaskórniaki w skrytce pod łóżkiem. Żyli w małym kłamstwie - obydwoje wiedzieli o swoim zajęciu, jednak nikt się tym nie przejmował. Tak po prostu było i nie mogli nic na to poradzić.
- Mamo... czy jesteś szczęśliwa? - zapytał dziewięcioletni chłopak spoglądając ku swojej rodzicielce. Jego niebieskie oczy świdrowały człowieka na wylot i nie sposób było przewidzieć czy to przez nie potrafi wyczuć jak ktoś kłamie, czy to zwykły zbieg okoliczności. Te zwiesiła głowę i mocniej wtuliła go w siebie. Leżeli teraz na kanapie, którą znaleźli na jednym ze śmietników i doprowadzili do ładu. Drapała go swoimi dłońmi po zmierzwionych włosach.
- Kiedyś powiedziałabym, że takie życie jest nie warte funta kłaków. Lecz od kiedy pojawiłeś się w moim życiu mam do kogo wracać. Może byłeś wyrównaniem rachunku za wszystkie cierpienia, jakie musiałam przejść? - pytanie zawisło w powietrzu i nikt z nich nie miał zamiaru odpowiadać. Pewne rzeczy są po prostu oczywiste, wiadome, a słowa psują ich prostotę i głębię. Te dwa sprzeczne archetypy łączyły się tutaj w całość tworząc bardzo swoisty twór. Chłopak wyrwał się z objęć i ruszył ku małej kuchni, by wyjąć z szafki dwa chrupiące ciasteczka. Jedno wręczył kobiecie, a drugie sam zaczął pałaszować. Był dosyć niski jak na swój wiek, jednak jego ciało było doskonale zaprojektowane do warunków w jakich się znajdowali. Podziękowała mu skinieniem głowy włożyła smakołyk do ust, który przyjemnie zaczął chrupać. Chłopak dorastał, z każdym dniem stawał się większy, aż przewyższył swoją matkę. Te była dumna z chociaż jednej rzeczy, która jej wyszła w życiu. Lata mijały jeden po drugim, a wioska portowa zaczęła się coraz bardziej bogacić w czasie pokoju. Sam Takeshi zaczął parać się bardziej legalną pracą, podobnie jak jego matka. Na szesnaste urodziny dostał swój pierwszy prezent, który nie był tylko pocałunkiem w czoło. Z samego rana przyszła do niego rodzicielka i postawiła zawiniątko na klatkę chłopaka. Ten nie za bardzo rozumiejąc co się dzieje spojrzał na pudełeczko okryte szmatkami i począł je odpakowywać. Gdy tylko zobaczył zawartość oniemiał i zmarszczył brwi, a w odpowiedzi od trzydziestopięcioletniej już kobiety mógł zobaczyć tylko wzruszenie ramionami. Wtulił się w nią mocno, a jego szerokie barki oplotły ją przyjemnie.
-Teraz możesz rozpocząć nowe życie z dala od tego miejsca. To wiele dobrych i złych wspomnień. - z pakunku wystawał tylko kawałek kartki i materiału przypominającego kołnierzyk koszuli.


Znajdował się na maszcie, sprawdzał stan lin co było raczej rutynowym zadaniem. Dlatego też było takie nudne. Musiał sprawdzić stan każdej najmniejszej linki od początku do końca znajdując się jakieś dziesięć metrów nad ziemią a czasem nawet wyżej. Jednak nie przeszkadzało mu to za nad to. Kiedy był tak wysoko horyzont rozszerzał się nieco czasami ukazując kryjący się ląd jako czarną krechę. Wodził palcami po naprężonym materiale pamiętając jego najmniejsze wgniecenia, każda lina była inna, zapleciona własnoręcznie. Czasem nawet w ramach kary kapitan zsyłał ich pod pokład do ciasnego pomieszczenia, gdzie czekał zawiązany węzeł i lina do skręcenia. Zadanie nie było ciężkie, wymagało małego użytku siły a do tego człowiek nie musiał przebywać w deszczu jak sytuacja tego wymagała. Ale było nudno. I to cholernie - do tego stopnia że czasami członkowie załogi woleli wyczyścić cały pokład niż siedzieć w tej dziurze. Bo tak było nazywane przez wszystkich. Kapitan przechadzał się w okolicy nadbudówki przyglądając się w pracy. Brak wiatru zmuszał do złożenia masztów i chwycenia za wiosła. Stukał palcami o kawałki drewna, mawiał że w ten sposób sprawdzał czy nie przegniło, lecz raczej uważaliśmy że po prostu lubi to robić. Niektórzy słyszeli w tym melodię, inni zaś po prostu uważali to za zwykły nawyk. Skierował wzrok ku Takeshiemu i przywrócił go do pracy, by zaraz wrócić do swojego zajęcia. Był rosłym mężczyzną który dobijał do pięćdziesiątki. Większość włosów na jego głowie zdążyła już posiwieć, jednak miejscami widoczne były jeszcze rude przebicia sugerujące rzeczywisty kolor jego owłosienia. Był gładko ogolony, do tego też zachęcał pozostałych członków załogi, jednak nie przymuszał. Uważał że każdy szanujący się człowiek powinien być zadbany na tyle, by nie straszyć swoją osobą mieszkańców portu. Kilkoro marynarzy poszło za przykładem, jednak reszta nadal pozostawała panami sama sobie i wolała zarosnąć, by wkroczyć do portu, zrobić kolejny tatuaż, zostawić całą gażę zebraną za rejs i przepić w barze tuż obok. Wracając jednak kapitan sam w sobie był dosyć miłym gościem. Zrezygnował z własnej kajuty w nadbudówce na małe pomieszczenie w którym głównie trzymał mapy. Spał z załogą, wieczorami przychodził na wartę pogadać, czasem rzucił coś od siebie na stół. Jednak jego rozkaz był niepodważalny. Każdy słuchał się bez wyjątku i w pewnym sensie instynktownie. Człowiek tak doświadczony przez życie miał już pewien bagaż doświadczeń i można mu było zaufać. Nigdy nikt nie zawiódł się na jego decyzjach. Statek był kupiecki, z kilkoma kajutami przewozowymi dla ewentualnych dodatkowych gości. Desperaci potrafili czekać długo w porcie aż przypłynie okręt do wybranego miejsca, dlatego też gdy potrafili dobrze zapłacić mogli zakwaterować się na statku o dumnej nazwie "Ciężka Baryła". Nie można było odmówić oryginalności pomysłodawcy. Jak na swoją nazwę okręt był dosyć zwinny, lecz to nie zmniejszało jego ładowności. Nie potrzebne było wypełnianie magazynów po brzegi, zawsze pozostawało trochę miejsca by przygotować się na ewentualne przerwy w rejsie na... maleńki abordaż.
Takeshi zeskoczył z masztu wcześniej zsunąwszy się z liny w końcu poczuł trochę bardziej stały grunt pod nogami. Statkiem delikatnie kołysało na wietrze mimo nieco wzburzonych fal. Ziewnął przeciągle i zszedł pod pokład by rzucić się w hamak i przymknąć chociaż na chwilę oczy. Mijał właśnie trzeci rok odkąd zatrudnił się do pracy na tej łajbie i jakoś nie odnosił wrażenia że cokolwiek miało by się zmienić. Płaca była niezła, wyżywienie nie przypominało miejskiego szaletu, a długa znajomość z kapitanem i dobre rozeznanie w mapach dało mu trochę wyższą pozycję niż reszcie załogi. Kręcił wykałaczką wydłubując resztki śniadania i wpatrywał się w deski pokładu słysząc szorowanie. Przód, tył, przód tył, komuś szło to strasznie mozolnie dlatego też ziemniakiem w górę, a ten zadudnił na górze.
-No przecie szoruje! - słychać było krzyk na standardowe pobudzenie do pracy. Chłopak westchnął ciężko i zamknął oczy pogrążając się w śnie. Zakończył swoje obowiązki na dzisiaj dlatego też mógł pozwolić sobie na chwilę wolnego. Zapominając o bożym świecie ułożył się wygodniej, przykrył derką i oddał się przyjemnemu bujaniu.
Obudził go alarm, dzwon rozbrzmiewał głośno wybijając trzy sygnały, robiąc chwilę przerwy by znowu zabrzmieć w ten sam rytm. Chłopak zerwał się z miejsca i chwycił za ostrze ukryte w dziurze w belce i przykucnął rozglądając się dookoła siebie. Widział tylko innych członków załogi. Alarm przestał bić przerywając sygnał w jego środku. Nie było odwołania, sam nie został dokończony co oznaczało tylko atak na okręt. Machnął na pozostałych przywołując ich do siebie i podeszli do znajdujących się niedaleko schodów. Wyciszyli się, czekali na dźwięki nadchodzące z góry. Nikt nie wzywał pomocy co nie świadczyło za dobrze o sytuacji w jakiej się znajdowali. Szybki rzut oka - Takeshi policzył około czternastu marynarzy i kapitana pod pokładem przyczajonych przy głównym wejściu. Na pierwszy rzut oka nie nic na to nie wskazywało, lecz można było dostrzec kilka kryjówek przygotowanych specjalnie tak, gdyby ktoś wdarł się na pokład. Usłyszeli stukot podkutych butów o pokład, widocznie agresor nie krył się ze swoimi zamiarami. Usłyszeć można było około dwudziestu par nóg które poruszały się szukając cennego ładunku. Ten jednak był schowany na najniższej kondygnacji. Kilkoro nieszczęśników zostało wysłanych na dół kierując się prosto w pułapkę. Piątka ludzi z przygotowanymi mieczami schodziła schodek po schodku próbując nie zwracać na siebie uwagi. Ich towarzysze w na rufie robili dużo hałasu próbując zagłuszyć skrzypienie drewna, lecz na niewiele się to zdawało. Trzydzieści sześć - tyle było schodków i każdy w myślach odliczał jak atakujący schodzili coraz to niżej. Kapitan nauczył ich zwracać uwagę na szczegóły, zwłaszcza na te wydające się najmniej istotne. W końcu piątka zatrzymała się czując że jest coś nie tak, jednak było już za późno. Ostrza błysnęły z kryjówek wbijając się w przeciwników, którzy padli jak jeden mąż. Marynarze wyskoczyli ze swojej spod pokładu i ruszyli jak jeden mąż szarżując na agresorów. Z szaleńczym okrzykiem na ustach dwóch skierowało się na masz, skąd mogli rzucać nożami, dwóch obstawiło nadbudówkę, za to reszta ruszyła wystawiając przed siebie ostrza. Nie mieli przewagi liczebnej, lecz byli na swoim terenie. Pozostałych piętnastu przeciwników nie zdążyło dobrze się obrócić, a połowa z nich leżała już na deskach. Jeden z nich wpadł do wody powodując głuche pluśnięcie. Takeshi razem z pozostałymi już unosił swoje ostrza, by zostać odepchnięty jak szmaciana lalka.
-Co do karwy nędzy! - rzucił jego towarzysz i został uciszony na wieczność przez sztylet wystający z gardła. Ktoś krzyknął coś o shinobich i zaraz marynarze pobledli ze strachu. Na coś takiego nie byli przygotowani w najmniejszym stopniu. Unieśli się z desek pokładu i zebrali się bliżej siebie. Najeźdźców zostało już tylko ośmioro, marynarzy zaś dziesiątka. Miotacze już dawno odeszli do innego świata. Potem działo się piekło. Na każdego jednego przeciwnika życie musiało oddać dwójka marynarzy. Chronili jednak do końca swojego kapitana i jego przybocznego. Ostrze błyskały, nie była to finezja, lecz po prostu krwawa rzeźnia. Pokład splamiony krwią nie stanowił najlepszego pola do bitwy, dlatego też każdy ograniczał ruchy do minimum. Jedno cięcie wystarczało do zakończenia życia przeciwnika. Słońce grzało niemiłosiernie przypominając każdemu o najgorętszej porze dnia. W końcu został Takeshi z kapitanem na dwójkę pozostałych shinobich. Ich uśmiechy były wprost mordercze, nie sugerowały nic dobrego. Znajdowali się na rufie, nie mieli się już gdzie wycofać.
-Kapitan odchodzi ostatni - zwrócił się do młodziana i wypchnął go prosto w odmęty morza. Woda uderzyła w jego płuca, by zaraz on sam zaczął oddychać poprzez skrzela. Spojrzał ku górze, jaskrawy ogień rozbłysł w miejscu gdzie chwilę temu znajdowały się dwa statki. Kawałki drewna wpadały w czarną toń. On sam zaś dopłynął do najbliższego brzegu, padł na gorący piasek i poprzysiągł sobie jedną rzecz. Nigdy więcej nie dać się zaskoczyć i poznać wroga. Od środka. Tak oto został jednym z nich.



WIEDZA


INFORMACJE:
    -Klan Hoshigaki - techniki, zdolności, cechy charakterystyczne
    -Kierowanie i zarządzanie statkiem kupieckim
    -Podstawowe zdolności przetrwania w trudnych warunkach
    KLANY, RODZINY SHINOBI, WIĘZY KRWI:
      - Aburame - ich ubranie zasłania praktycznie całe ich ciało, a oczy przysłonięte są przez ciemne okulary, potrafią manipulować robactwem, używając go w walce, specjalizują się w ninjutsu, zamieszkują tereny Kaigan
      - Hōzuki - mają charakterystyczne, ostro zakończone uzębienie, lubią przebywać blisko wody, którą świetnie manipulują i potrafią się w nią zmienić, nie mają określonego typu walki, są w niej mało oczywiści i nieprzewidywalni,
      -Hyuga - mają białe oczy, mimo że Takeshi nie zna tego klanu z nazwy, to zna ich możliwości i to, że mogą widzieć przez bariery. Zna też trochę ich sytl walki - znany użytkownik Hisui,
      - Inuzuka - często charakterystyczny tatuaż na policzkach, jakby na kształt kłów, towarzyszą im, jak i walczą z nimi psy, preferują walkę bezpośrednią, wyszkoleni w taijutsu, zamieszkują tereny Yustsu
      - Jashin – wyjątkowi na swój sposób, mają zdecydowanie dziwny styl walki, ranią siebie, jednocześnie raniąc przeciwnika, sprawiają wrażenie nieśmiertelnych, specjalizują się w walce dużymi ostrzami, niekoniecznie katanami, ich siedzibą jest Ryuzaku no Taki
      - Kami - dosyć chłodni w obyciu, zamknięci w sobie, ale z niezwykłymi umiejętnościami, dzięki którym potrafią panować i manipulować dowolnie papierem, ulokowali się na terenach Antai
      - Kaminari – członkowie tego klanu w większości przypadków charakteryzują się ciemniejszą karnacją, z natury spokojni, specjalizują się w manipulacji raitonem, wytwarzając go w innej, znanej sobie wersji, stawiają na ninjutsu, zamieszkują tereny Antai
      -Maji - Takeshi nie zna go z nazwy, wie jednak na czym polega. Manipulacja bronią za pomocą czary-mary mógł zaobserwować przy treningu, czyli bez żadnych ograniczeń - znany użytkownik Maji Meguri,
      - Nara - przeważnie nie wykazują chęci do walki, nie lubują się w bezpośrednich starciach, potrafią manipulować cieniem, używając go w walce, posiadają niesamowitą inteligencje, z natury są raczej strategami, specjalizują się w ninjutsu, zamieszkują tereny Midori
      - Ranmaru - szczep, który zjednoczył się z klanem Yuki i zamieszkuje wyspę Hyuo, specjalizują się w technikach ocznych, które przy aktywacji przebierają czerwoną, intensywną barwę
      - Senju - młody wygląd i stosunkowo długi żywot, często wyśmienici w konkretnie jednej dziedzinie, manipulują drewnem, specjalizują się w ninjutsu, zamieszkują tereny Shinrin
      - Shabondama - nie mają oni charakterystycznych cech wyglądu, ale potrafią tworzyć bańki, które potrafią być niebezpieczne
      - Uchiha – w większości przypadków ciemnowłosy przedstawiciele tego klanu, posiadają wyjątkowe oczy, które przy aktywacji stają się czerwone, zazwyczaj posługują się katonem, specjalizują w genjutsu i ninjutsu, zamieszkują tereny Sogen
      - Yuki - ród samotników, izoluje się od reszty klanów, nie wtrąca w nie swoje sprawy, członek tego klanu to często cichy, ale skuteczny zabójca, potrafią manipulować lodem

    POSTACIE: -Midori aka Pomidori aka Durian
    -Hikari
    -Hisui
    -Meguri R.I.P.
    -Rakan R.I.P.
    -Toshio
    -Ren
    -Kyoushi
    -Kenjiro R.I.P.?
    -Juuzou
    -Kisho



ZDOLNOŚCI


KEKKEI GENKAI: Same no Karada
NATURA CHAKRY: Suiton
STYLE WALKI: Kenjutsu - Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
Nabyta brak
PAKT: brak
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 65
    WYTRZYMAŁOŚĆ 50
    SZYBKOŚĆ 67
    PERCEPCJA 50
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1
KONTROLA CHAKRY Ranga S
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 115% (5% z wytrzymałości 10% poprzez klan)
MNOŻNIKI:

POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    NINJUTSU Ranga E
    GENJUTSU Ranga E
    STYLE WALKI 1 (dziedzina D)
    • Chanbara A
    • ---
    • ---
    IRYōJUTSU Ranga D
    FūINJUTSU Ranga E
    ELEMENTARNE
      KATON -
      SUITON Ranga B
      FUUTON -
      DOTON -
      RAITON -
    KLANOWE Ranga C

JUTSU:
    NINJUTSU
      Ranga E:
        -Bunshin no Jutsu
        -Henge no Jutsu
        -Kai
        -Kawarimi no Jutsu
        -Kinobori no Waza
        -Suimen Hokō no Waza
        -Nawanuke no Jutsu
    TAIJUTSU
      brak
    KENJUTSU
      Ranga D:
        -Fūma Ninken
      Ranga C:
        -Omotegiri
        -Mikazukigiri
      Ranga B:
        -Uragiri
    IRYŌJUTSU
      Ranga D
        -Katto no Jutsu
        -Chiyute no jutsu
        -Trucizny poziom prosty/słaby
      Ranga C: brak
    FŪINJUTSU
      brak
    KLANOWE
      brak
    ELEMENTARNE
      SUITON
        Ranga D:
          -Suiton: Kirigakure no Jutsu
          -Suiton: Mizu Kawarimi
          -Suiton: Mizutetsu no Jutsu
        Ranga C:
          -Suiton: Mizukiri no Yaiba
          -Suiton: Tenkyū
          -Suiton: Mizu Bunshin no Jutsu
          -Suiton: Mizu no Tatsumaki
          -Suiton: Mizuame Nabara
          -Suiton: Mizurappa
          -Suiton: Suiben
          -Suiton: Takitsubo no Jutsu
        Ranga B:
          Suiton: Suiryūdan no Jutsu
          Suiton: Mizu Kamikiri
          Suiton: Suijinheki
          Suiton: Suidan no Jutsu



EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
    Shuriken: 5+3=8 - w kaburze na broń
    Kunai: 5+3=8 - w kaburze na broń
    Makibishi 60szt.
    Sztylet - schowany w rękawicy
    Wybuchowa notka 5 sztuk
    Granat dymny 2+3=5 sztuk
    Bombka Świetlna 2+3=5 sztuk
    Pilnik1+4=5 sztuk
    Pigułka z krwią 2 sztuki
    Bandaże 10 metrów - metr obwiązany na twarzy i torsie, po pół metra na rękach (od dłoni w górę)



ROZLICZENIA


PIENIĄDZE: Bank
PH: Rozliczenie PH
MISJE:
    D - 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
    C - 1 | 2 |
    B - 0
    A - 1 |2 |
    S - 0

PREZENT OD ADMINISTRACJI:
15 PH

-Ph liczone za fabułę podwójnie 15 postów
Ostatnio edytowano 22 lis 2017, o 23:22 przez Takeshi, łącznie edytowano 42 razy
Takeshi
 

Re: Takeshi

Postprzez Natsu » 15 wrz 2016, o 17:53

Akcept.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
To Long Life, In Our "Limbo Union" Another year, another room, where you hang a few things on the walls.
It's just where you call home for now,
Until it's time to take them down and move on.

Great company, has no where else they need to be,
No place else they'd rather go, and no one waiting for them at home.

Hope is the room, you make in your heart,
To find a new home for all your misguided love.
Look at the room I've made. I am nearly empty again,
But I want to give to you, and I like it when you take from me.


Support Fabularny. Główną robotą jest prowadzenie eventów, jeśli chodzi o faktyczne sprawy administracyjne, piszcie do Exodii.

Everybody dance now! Obrazek
Avatar użytkownika

Natsu
Support
 
Posty: 496
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume


Powrót do Zaakceptowane karty

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość