Nikusui-hime <3

W tym dziale lądują zaakceptowane karty postaci. Na ich podstawie można się upewnić wyglądu właściwie wykonanej KP, aby uniknąć późniejszych poprawek.

Nikusui-hime <3

Postprzez Nikusui » 22 kwi 2015, o 12:17


DANE PERSONALNE


IMIĘ: Nikusui
NAZWISKO: Ryukata
PSEUDONIM: Venus; przedstawia się tak, zamiast podania imienia
KLAN: Kaminari
WIEK [DATA URODZENIA]: 24 lata [14 czerwca 359 roku]
PŁEĆ: Kobieta/Kunoichi
WZROST | WAGA: 167 centymetrów | 49 kilogramów
RANGA: Sentoki


APARYCJA


WYGLĄD:
To średniego wzrostu kobieta o długich, białych włosach, których kosmyk swobodnie opada na jej czoło. Względnie, jej skóra nieco kontrastuje z tak jasnym odcieniem włosów, bo jest od nich nieco ciemniejsza. Nie oznacza to jednak, że ta młoda kobieta należy do grona przedstawicielek płci pięknej i lepszej o opalonej karnacji. Wręcz przeciwnie, wypada przy innych wyjątkowo blado, co niekoniecznie może dodawać jej jakiegokolwiek uroku. Na czym oczywiście w żadnym wypadku jej nie zależy. Za to jasna cera szybko ukazuje jakiekolwiek zaczerwienienia, rumieńce, siniaki czy otarcia. O ile bitewne pamiątki nie są dla niej wstydliwe, tak objawy słabości, czyli zarumienienie się, jest dla niej niedopuszczalne. Jak każdy człek chodzący po tej ziemi, a przynajmniej większość, posiada dwa oczyska, w dość dziwnym, bliżej nieokreślonym kolorze. Jest to ciężko określić, bo w zależności od światła, jego padania i natężenia, wydają się być one albo szare, albo wpadając w wyblakłą, delikatną zieleń. Niżej najzwyczajniejszy w świecie nos, który pozwala odczuwać zapachy. Zapewne czasami całkiem przydatnie, a momentami smrodu wolałoby się nie czuć. I tym sposobem zeszliśmy do ust, nie opisanych jakimiś pięknymi zwrotami, że są pełne, malinowe i mięciutkie. Owszem, może i ktoś się nimi zachwycił i śni o nich po nocach, ale poematów na pewno o nich nie będzie. Skoro koniec o mordce, to trzeba się skupić na figurze Nikusui. Z racji tego, że nie należy ani do bardzo wysokich ani do niskich dziewcząt, zapewne mieści się w przeciętnej tych czasów. Klatka piersiowo odpowiednio wyrobiona, może tym razem nieco ponad przeciętną, tyłek też na miejscu, nogi, ręce, czego tu chcieć więcej? Ah, w sumie warto wspomnieć, że na prawym biodrze ma bliznę, po jednej z odbytych walk. Ma około pięciu centymetrów długości, ale Venus nie uważa jej za szpetną. Pamiątka to pamiątka, nie można nimi gardzić. Można zwrócić również uwagę na jej lewe ucho, które ozdobione jest pięcioma kolczykami, zwykłymi wkrętami, nic, co by zwisało, by nie przeszkadzało w walce. W prawym, rzecz jasna, znajduje się tylko jeden. Dla własnej zachcianki lewe ucho ozdobione jest czarnymi, malutkimi kamieniami szlachetnymi, zaś prawe czerwonym. Przy szczegółach, które dotyczą ten panienki, można jeszcze powiedzieć o jej wiecznie czerwonych paznokciach, co raczej mocno rzuca się w oczy przy bladych dłoniach.
Czyż nie zabawny i zarazem niezwykły jest to widok, gdy staje przy swoich pobratymcach, przy przedstawicielach rodu i niemal odbija się od niej biel na tle ciemniejszej karnacji praktycznie każdego obok. Otóż nieczęsto spotyka się tu osobę o aż tak jasnej cerze jak Nikusui, którą odziedziczyła po matce zielarce, która na sztuce ninja raczej niewiele się nie znała, za to zdolności i częściowo charakterek przeszedł po ojcu. Jak się urodziła to nikt, przede wszystkim ze względu na jej wygląd, nie widział w niej przyszłej kunoichi, a przynajmniej nie spadkobierczynie rodu Kaminari.


UBIÓR:
Aktualny:
Obrazek

Obcisły, biały top, z ozdobnymi wąskimi, czarnymi paskami, niemalże w całości zakryty był przez jasną bluzkę, zakładaną niczym koszula, jednakże bez rękawów. Skrojona była tak, że przy założeniu wychodziła na asymetryczną, co dodawało jej uroku. Do tego były jeszcze czarne spodnie, kończące się pod kolanami. To już samo w sobie tworzyło jedną całość, jednakże jeszcze dodatkiem do całości była czerwona spódnica, przepasana czarnym pasem, rozcięta na prawym udzie, dzięki czemu było widać, że pod spodem są jeszcze spodnie. Cały strój zatem miał dwa warianty, w zależności od zachcianek właścicielki. Całość uwieńczają zwyczajne, czarne buty na niewysokim obcasie.

Początkowy, zakłada go od czasu do czasu:
Obrazek

Strój Nikusui składa się z kilku części i utrzymany jest w ciemniejszych, niebieskich barwach. Zacznijmy od tego, że ma na sobie coś na wzór kombinezonu bez ramion, ściśle przylegającego do ciała, z lekko prześwitującego materiału. Od samych kostek, aż po szyję, która ozdobiona jest złotym paskiem. Na to przywdziany jest gorset, wiązany pod piersiami, również utrzymany w barwie niebieskiej, granatowej i złotej. Od gorsetu luźno opada coś na wzór sukni, z dwoma rozcięciami na udach. I o ile tył tej dolnej części jest niebieski, tak przód jest granatowy, ale obie części także szczycą się złotymi zdobieniami w formie pasów. Od dołu gorsetu, po obu stronach, odchodzi pas, który opiera się na jej udach, jak i pośladkach. Dzięki temu przy większym wietrze nie świeci niemal gołym tyłkiem, chociaż nie zawsze można to wykluczyć. Skupiając się na nogach, Nikusui nosi na nich coś na wzór pończoch, zaczynających się od samych sto, gdyż zaczepiane są o jednego z palca u stóp i ciągną aż do połowy ud, w dość nieregularnym wzorze, również ze złotymi zdobieniami. Podobnie przedstawia się sytuacja na jej ramionach, co z kolei tworzy formę długich rękawiczek z odkrytymi palcami.

ZNAKI SZCZEGÓLNE:
  • blizna na prawym biodrze
  • czerwone paznokcie
  • bicz przywieszony przy prawym biodrze


OSOBOWOŚĆ


CHARAKTER:
Podobno charakter kobiety jest ciężko opisać, tym bardziej ciężej wytłumaczyć, dlaczego tak, a nie inaczej. Co się natomiast tyczy samej Nikusui, to wcale nie odstaje od tego powiedzonka. Owszem, pewnie dałoby radę podać parę słów, które w jakiejś części opisują, ale zdecydowanie lepiej chociaż spróbować wyjaśnić te zachowania. Na pewno dobrze jest zacząć od jakiś zalet, którymi mogłaby się zaszczycić ta młoda kobietka. Jest lojalna, zdecydowanie. Chociaż grono, które mogłoby ją tak opisać, jest bardzo niewielkie. Stąd też łatwy wniosek, że bardzo szczegółowo i etapami dobiera sobie tych, których szanuje i akceptuje. Wychodzi z założenia, że jest w stanie o siebie zadbać, bo na pewno nie jeden raz zdążyła udowodnić nie tylko sobie. Mocno stąpająca po ziemi, mimo wszystko potrafi znaleźć w sobie odpowiednią dawkę humoru. Nawet jeśli to czarny humor, bo i takim się nie powstydzi. Stawiając sobie jakiś cel, nigdy z niego nie rezygnuje i nawet jeśli droga do niego będzie długa, stroma i z wybojami, będzie nią podążać, aż dostanie to, czego tak pragnie. W jakimś sensie można to też uznać za jej wadę, bo wtedy nie liczą się dla niej środki, którymi się posługuje. Po trupach do celu? Może być i tak.
Ciężko stwierdzić czy mówi dużo czy też nie. Jak w większości przypadkach jest to raczej kwestia tego, jaki dziś ma dzień. Na całe szczęście nie powinno się jej kojarzyć ze zmiennymi humorkami. Mimo iż niektóre jej zachowania bywają skrajne, to takie są od zawsze, a przynajmniej odkąd pamiętała. Nie potrafi być bezkrytyczna, często mówi to, co jej ślina na język przyniesie i nie waha się używać przy tym soczystych epitetów. I naprawdę nie zdążyło się, by któreś z tych słów wywołało w niej poczucie winy bądź żalu, co nie oznacza, że takowych w ogóle nie posiada. To robiłoby w niej w jakimś sensie bezduszną osobą, którą tak naprawdę nie jest. W końcu zdarzy się jej dość sporo pogaworzyć w jednej z karczm z kimś przy butelce, a raczej kilku, sake, nawet jeśli jest to mężczyzna. To właśnie tutaj zaczynają się schody. Panienka Nikusui dość specyficznie podchodzi do płci przeciwnej. Dorastając i przygotowując się do roli kunoichi, zdążyła wyrobić sobie zdanie o "drugiej stronie". I o dziwo, wcale nie przeżyła jakiejś strasznej traumy, żadna jej taka nie spotkała, by powstała jakaś przyczyna jej podejścia. Sama, będą biernym obserwatorem, wyrobiła sobie jakieś mniemanie na ten temat. Bezpośrednio nie odczuwając skutków chełpienia się mężczyzn swoimi zdolnościami i pozycją, nie tylko w domu, ale również i w świecie, zapałała do nich szczerą niechęcią. Ciężko byłoby to nazwać nienawiścią, bo w jej przypadku to zdecydowanie za duże słowo. Według niej po prostu istnieją, są, bo muszą. Są częścią tego świata, cząstką reprodukcyjną, bez której, de facto, nie byłoby przecież też i jej. Jednak uważa, że przez te lata zdążyli wyrobić sobie zbyt wygórowaną opinię na temat swojej "rasy". Nikusui sądzi, że już dawno przerosło ich ich własne ego i trzeba zacząć pokazywać im, że mogą znacznie mniej niż myślą. Pewnie wiele osób pokusiłoby się o określenie, że jest seksistką, ale wcale jej to nie przeszkadza. Według niej pozycja kobiet była aktualnie na tyle nisko, że zamierzała to zmienić i zamienić się rolami z mężczyznami, którzy nie dość, że polegają w większości na swoim marnych mięśniach, to w większości przypadkach nie grzeszą inteligencją.
Ryukata jest osobą waleczną i jeżeli ma okazję, nie puszcza przeciwnika żywego. Pomimo tego, że sama z siebie nie pakuje się w jakieś problemy, tak nie stroni od walk, gdy takowe się nadarzą. Tak po prawdzie nie da się opisać wszystko, bo wiele rzeczy wychodzi dopiero w praniu, ale spodziewać się po tej panience można wiele. Od poświęcenia własnego życia za życie kogoś bliskiego, aż po zamordowanie każdego, kto stanie na drodze do jej celu. Najważniejsze jest jednak to, że te małe szaleństwa rzadko towarzyszą jej w życiu, bo statystycznie częściej widuje się ją w karczmie, popijającą sake, bądź kapiącą się w pobliskim jeziorze. Obraz spokoju i pokory? Pozory uwielbiają mylić.
W pewnym czasie nastąpiły w niej jednak zmiany. Sprawcą tego było wydarzenie w Sachū no Senjō, gdzie doświadczyła bólu, naoglądała się śmierci i poczuła, co to znaczy współpracować. Zmienił jej się ogląd na pewną kwestię, której dotychczas kurczowo się trzymała i nie przypuszczała, że cokolwiek spowoduje zmianę tego. Coś jednak w niej pękło i przez przeżycia na krwawej wojnie, zaczęła inaczej postrzegać płeć przeciwną. Nie uważała ich za gorszych czy bezużytecznych, nie odczuwała już takiej niechęci, którą w różnoraki sposób wykorzystywała. W jakiś sposób dotarło do niej, że nie powinna tak patrzeć na mężczyzn, że przecież nie wszyscy są tacy, jak wysoko postawieni członkowie jej klanu, do których, de facto, nie potrafiła jeszcze zmienić swojego nastawienia. Dlatego ta nieufność i ta pogarda została ograniczona do kręgów Kaminari, w których i tak nie czuła się zbyt dobrze.

NAWYKI:
  • oblizywanie warg, gdy o czymś myśli
  • nocne posiadówki w karczmie przy sake
  • nagie kąpiele w jeziorze
NINDO:
  • W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze.
  • Czas to pieniądz, więc nie pierdol się z moim.
HISTORIA:
Antai jest piękną krainą. Dostęp do morza umożliwia szeroki rozwój kupiectwa, a wiele niespotykanych ziół przyciągają w te tereny przybyszów. Oprócz tego, tutejsi mieszkańcy mogą pochwalić się produkcją najlepszego wina, jakie do tej pory ujrzał i zasmakował świat. Nic więc dziwnego, że do tak prężnie działającej prowincji udała się kobieta, która lubowała się w tworzeniu nowych mikstur, maści i innych tego typu rzeczy. Niewysoka białowłosa panienka dotarła aż do osady, która zamieszkiwana była przed ród Kaminari. Chcąc nie chcąc, niewiele wiedziała na ich temat. W sumie gdy się tam znalazła, to nawet nie zdawała sobie sprawy w jakie tereny się zapuściła. Na całe szczęście nie spotkały ją w związku z tym żadne problemy, bo była nikim więcej, jak kimś, kto nieco wystaje nad zwykłych obywateli. Niegroźna, filigranowa kobieta napotkała na swojej drodze rosłego, dobrze zbudowanego mężczyznę, który wręcz samą swoją postawą ją zawstydzał. W swojej niewinności i braku krytycznego podejścia do świata i ludzi, poddała się tej znajomości. Dosyć krótkiej, wręcz niemożliwej. Mimo swoich wielu podróży, mężczyzna ten był pierwszą osobą, która wzbudzała w niej taką fascynację. I to ze wzajemnością. Nie wiedziała jednak, że nastawienie tubylca znacznie różni się od tego, co ona myślała. Zauroczona szarmanckim zachowaniem, a nie chęcią szybkiego zdobycia, po paru spotkaniach, skończyła wraz z nim w motelowym pokoju, w którym zamieszkiwała. Pasja, która wtedy odczuwała, była tak ogromna, że nawet przez myśl jej nie przyszło, że zafascynowanie ze strony mężczyzny jest jedynie fizyczne. Bo to właśnie jej wygląd, ta inność, która nagle pojawiła się w osadzie, tak go do niej przyciągały. Nie darzył ją jednak żadnym większym uczuciem, a już na pewno nie miłością. Zwyczajnie go pociągała, nic więcej. Wśród ciemnoskórych kobiet, których było tutaj praktycznie na pęczki, pojawił się ktoś inny i nawet jeśli było to z jego strony powierzchowne, nie zamierzał z tego rezygnować. Postawił przed sobą cel, który zamierzał osiągnąć i nie było mowy o tym, żeby zrezygnował. I właśnie tę cechę odziedziczyła po nim ich córka, której pojawienia się nie brał nawet pod uwagę.
Gorący, pełen pożądania i nieprzespanych nocy romans trwał jakiś czas, aż do momentu, kiedy mężczyzna dowiedział się, że białowłosa przybyszka zaszła z nim w ciążę. O ile dla niego nie była to korzystna sytuacja, tak ona była wniebowzięta, toż to w końcu przyjdzie na świat owoc ich miłości. Co prawda jednostronnej, ale jednak. Na jej szczęście jeszcze nie zdawała sobie z tego sprawy. Do momentu porodu wszystko przedstawiało się w dobrych, jasnych i ciepłych barwach. Problemy zaczęły pojawiać się, kiedy w szpitalnej sali przy wielkim wysiłku zielarki, której imię brzmiało Eri, przyszła na świat dziewczynka. Wątłe, zaróżowione ciałko według ojca dziecka, Hisashiego, nie zapowiadało świetlanej przyszłości dla tej małej osóbki. Nie dawał jej szans, by jakiekolwiek geny, którymi może zaszczycić się osobnik klanu Kaminari, przeszedł i na nią. Przez myśl nawet przeszło mu, że to może nie być jego córka. Jasna, blada cera, białe włosy i nic, co by go z nią związało. Dopóki nie otworzyła swoich oczu. Tak dopiero zobaczył siebie, swoje własne spojrzenie. I chociaż tymczasowo łączyło ich tylko to, zaakceptował ją. Tak inną od wszystkich, zupełnie jak ich matka. Nie widział jednak przyszłości dla ich trójki. Chciał mieć potomka, który odziedziczy jego geny, i który przedłuży ród Kaminari. Skoro z Eri się nie udało, będzie musiał spróbować szczęścia gdzieś indziej. Czy był zdolny do miłości? Pewnie tak, tylko akurat nie mogła być nią obdarzona białowłosa kobieta, którą spotkał tutaj nieco ponad rok temu.
Naiwność, która towarzyszyła Eri od zawsze, wcale nie uciekła. Mimo odejścia Hisashiego, pozostała w osadzie, zakładając w niej coś na wzór sklepu zielarskiego. Mężczyzna co jakiś czas pojawiał się w ich życiu, już bardziej związany emocjonalnie z córką, niż z samą Eri, ale ta dalej łudziła się, że po jakimś czasie do nich wróci. Tak się oczywiście nigdy nie stało, a w międzyczasie ojciec Nikusui doczekał się potomka, który spełnił jego oczekiwania. Młoda dziewczyna nie miała żalu do ojca. Może przez to, że nie przebywała z nim zbyt często, więc nawet po narodzinach jego syna to nie uległo zmianie. Tak więc powoli dorastała, obserwując tylko gdzieś z boku treningi innych i samej nie idąc w tym kierunku. Matka w żadnym stopniu nieutalentowana, toteż po co było tam pchać córkę?

Minęło parę lat, zanim odziedziczone cechy od ojca zaczęły się uwidaczniać. Z początku Eri ich nie dostrzegała, ale maniakalny upór zaczął przekonywać ją co do tego, że Nikusui odziedziczyła po ojcu nie tylko wyjątkowe oczy. Po skończeniu dziewięciu lat coraz więcej przebywała poza domem, w nieznanej Eri lokacji. Wracała zmęczona, brudna, obita, a nawet czasami z lekkimi ranami. Nie wyglądało to tak, jakby się z kimś była, zresztą nigdy się na to nie skarżyła. Postanowiła jednak jednego wieczora pójść za córką, by sprawdzić, co się dzieje. I tak ujrzała ją nad jednym z jezior, była zupełnie sama i trenowała. Na drzewach miała powyznaczane pełno celów, do których starała się trafić kunaiem bądź shurikenem. Kobieta była pod wrażeniem działań swojej córki. Nie spodziewała się, że pomimo oceny innych, iż nie nadaje się na kunoichi, ta postanowiła ich zaskoczyć. W zupełnej samotności i ciszy. To wykształtowało w Nikusui chęć samowystarczalności i dbania o własne dobro przede wszystkim. I zapewne gdyby wiedziała, że jej matka wie o treningach, zdążyłaby ją przekonać, by nic nikomu nie mówiła, szczególnie ojcu. Tym samym stało się to, czego by się spodziewała po swojej matce. Przy kolejnym treningu już nie tylko Eri podziwiała działania młodej Ryukata, bo nazwisko przyjęła po matce, ale również i jej ojciec pojawił się tu w roli widza. Chociaż z początku nieco zaskoczony, tak po zwykłych uderzeniach i braku przejawu klanowej mocy, postanowił się ujawnić. Wyszedł z cienia, kierując się w stronę nieco zdyszanej córki. Zaskoczona jego obecnością nie ruszyła się z miejsca, stojąc sztywno wlepiło w niego swoje spojrzenie, do momentu, kiedy poczuła jego dłoń na swoim ramieniu.
- Całkiem nieźle, Niku. Nie męcz się jednak tyle, nie obudzisz w sobie czegoś, czego nie masz. - mruknął, a jego głos chociaż cichy, melodyjny i kojący, podziałał na nią niczym płachta na byka. Skąd on w końcu mógł wiedzieć, co zamierza zrobić. Nigdy nie mówiła, że chce być taka jak on. Nawet przez myśl jej to nie przeszło. A tymczasem potraktował ją, jakby chciała go doścignąć, jakby była zazdrosna!
Tym razem wzrok wbiła w ziemię, chcąc wywiercić w niej wielką dziurą. Może i była inna, może wraz z matką wyróżniała się na tle wszystkich mieszkańców, ale to nie oznaczało, że jest gorsza. Gorsza od tej całej, jednakowej, beznadziejnej reszty. I mimo iż nie chciała pokazywać mu nic więcej, oprócz paru ruchów i rzutów bronią, tak emocje wzięły górę i przy jej zaciśniętej pięści pojawiło się coś, czego jeszcze nie potrafiła opanować, a co pojawiało się od czasu do czasu, w niezidentyfikowanej formie. Element, którego tak oczekiwał Hisashi, a którego nie dawał szans pojawienia się u Nikusui. Charakterystyczny dźwięk jednak pobudził jego intuicję i zanim zdążył odejść, odwrócił się jeszcze raz w stronę swojej córki. Zmrużył oczy i uśmiechnął się lekko. Mylił się? Trudno. Jednak jeżeli sama już zrobiła takie postępy, nie czuł potrzeby trenowania jej. Mógł jej zapewnić lepszego rywala, jej przyrodniego brata. Przypuszczał, że to bardziej pobudzi ją do działania i samodoskonalenia się.
- Za cztery dni o ósmej rano bądź w tym miejscu, Niku. - jej ojciec zwykle skracał jej imię i nie rozdrabniał się na szczegółowe informacje. I zanim zdążyła o cokolwiek spytać, zniknął w cieniu, zapewne zabierając ze sobą jej matkę, o której obecności dalej nie miała pojęcia.

Otworzywszy oczy widziała jedynie rozmazany obraz. Kształty były niewyraźne, kolory zbyt jasne, a dźwięki odbijały się od każdej ściany, zniekształcone i niezrozumiałe. Ktoś gwałtownie złapał ją za rękę, i mimo iż był to delikatny dotyk, bolał jak cholera. Syknęła przez zaciśnięte zęby, próbując się ruszyć, ale nie mogła. Wszystko ją bolało, jeszcze nigdy nie czuła się tak paskudnie. Miała wrażenie, że zaraz opuści swoje ciało, oby tylko już nie cierpieć. Nie była w stanie nawet wydusić z siebie jakiegoś słowa, nie miała na to siły. W przeciwieństwie do jej matki, która dalej gorączkowo ściskała ją za rękę i cieszyła się, jakby co najmniej wcześniej Nikusui miała tu umrzeć. Kto wie, może i była taka możliwość.
Leżała nieruchomo, a przynajmniej starała się to robić, dopóki nie zmusiła się na odwrócenie głowy w bok i spojrzenie na swoją rodzicielkę. Wlepiła w nią spojrzenie, jakby oczekiwała wyjaśnień tego, dlaczego tu jest i co z nią nie tak, że praktycznie palcem nie można drgnąć! I zanim zdążyła otrzymać odpowiedź, wspomnienie z walki uderzyło w nią z całą swoją mocą. Zamknęła oczy, marszcząc czoło i krzywiąc się w grymasie, kiedy w myślach przewijały się obrazy i krótkie scenki sparingu ze swoim przybranym bratem. Chociaż z początku nic nie zapowiadało takiego zakończenia, chociaż walczyła tak dzielnie jak tylko mogła, młodszy chłopak przerastał ją umiejętnościami. Nic dziwnego, techniki klanowe miał bardzo rozwinięte, nie mogła się praktycznie do niego zbliżyć. Wytrenowany przez ojca nie dawał jej żadnych forów. Wręcz czuła jakby chciał pokazać, gdzie jej miejsce. A na pewno nie miał tym na myśli miejsca wśród ninja. Nie żałował sobie, mimo młodego wieku. Mimo, że nie miała siły dalej walczyć, nie odpuszczał, aż do utraty przez nią przytomności. W punktu widzenia osoby trzeciej mogło to wyglądać bardziej jak forma egzekucji, a nie sparingu. To dlatego teraz tu leżała, unieruchomiona, bezsilna i pokonana. Poprzysięgła sobie, że nie odpuści i pokaże na co ją stać. Niech no tylko wyjdzie z tego szpitala i trochę potrenuje, a odnajdzie swoją drogę. Teraz jeszcze było za wcześnie.
Poleżała w szpitalu dobre dwa tygodnie. Psychicznie wyszła znacznie silniejsza, fizycznie było już gorzej, bo jeszcze kulała i nadal była nieco obolała. Musiała odpuścić treningi, ale wiedziała, że i odpoczynek kiedyś się skończy i będzie mogła wrócić do tego, co było jej pasją. Musiało minąć naprawdę dużo czasu, musiało powstać wiele kolejnych ran, żeby była zadowolona ze swoich efektów. I tak w wieku siedemnastu lat ponownie stanęła twarzą w twarz ze swoim przyrodnim bratem, w tym samym miejscu, o tej samej porze. I chociaż walka rozpoczęła się podobnie, z wyrównanymi szansami, tym razem to ona okazała się tą lepszą. Nie zniżyła się jednak do jego poziomu i kiedy tylko stwierdziła, że chłopak jest niezdolny do walki, odpuściła. Nie zamierzała kopać leżącego, bo to nic chwalebnego. Zrealizowała jednak swój cel, więc musiała znaleźć sobie kolejne plany. Stąd też zaczęła poszukiwać, nie tylko tego, co mogła w sobie posiadać, ale również swojego miejsca.

Kolejne lata jej życia minęły wyjątkowo spokojnie. Wykonywała jakieś małe zlecenia, samodoskonaliła się i odwiedzała przeróżne miejsca. Podczas jednej z takich wypraw, zatrzymała się w nieznanej sobie karczmie, gdzie jakiś mężczyzna bezczelnie przerwał jej chwilę spokoju przy czarce sake. Mógł być może w jej wieku, nie pytała, nie interesowało ją to, bo wystarczyło to, że wylał herbatę na jej stół, przez co trochę gorącego napoju polało się również i na nią. Zdecydowanie nie był to dla tego chłopaka szczęśliwy dzień. Nie mógł przecież wiedzieć, jakim podejściem może poszczycić się Nikusui do mężczyzn, a nie dość, że on nim był, to jeszcze zdążył znacznie pogorszyć swoją sytuację tym incydentem. Nie potrzebowała wiele by chcieć zrównać go z ziemią, nawet nie podnosząc na niego ręki, a używając jedynie mocy soczystych wyrażeń wychodzących z jej ust. Kenji, bo tak brzmiało jego imię, nie był gorszy i dorównywał jej kroku. Przebudził w niej taką nienawiść, której jeszcze nigdy nie uświadczyła. Był to taki dziwny typ uczucia, w którym chciałaby zniszczyć wszystko dookoła, może nawet myślami robiąc krzywdę temu nietypowemu Rogaczowi, ale chyba świadomie nie porwałaby się na zabicie go. Zapewne dlatego, że pomimo niechęci jaką go darzyła, pragnęła go tak bardzo, że jeszcze tego samego dnia wylądowali w jednym z pokoi karczmy. Nie obchodziła ją wtedy spadając lampka ze stolika, czy część pościeli na podłodze. Całą swoją nienawiść przelała na namiętność, która nią zawładnęła, a przed którą nawet nie uciekała. Chyba nawet śmiało mogło przed samą sobą przyznać, że przez te kilka godzin czuła się naprawdę szczęśliwa i spełniona. To jednak musiało się skończyć, a to, co robiła z Kenjim, pozostało jedynie w ścianach tamtego pomieszczenia. Od tamtej pory go już nie widziała, ale nie ubolewała nad tym faktem. Możliwe, że następnym razem zamiast myśli o mordowaniu go, po prostu rozkwasi mu tę słodką buźkę o ziemię. W sumie ten młody mężczyzna jest jedną z nielicznych osób, które poznały jej prawdziwe imię. W końcu znacznie bardziej woli posługiwać się swoim pseudonimem, Venus. Imię za bardzo kojarzy jej z osadą i rodziną. Dalej historia będzie się już pisać sama, bo chcąc nie chcąc, Nikusui została odesłana do Ryzaku, w związku z postanowieniem Możnowładców. Z początku niechętnie nastawiona, w późniejszym czasie zaczęła dostrzegać jakieś plusy tej sytuacji. Nowi ludzie, nowe umiejętności, nowe doświadczenia. Zapowiada się ciekawy czas dla panienki.
Sam pobyt w Ryuzaku no Taki nie był jednak jakiś mocno fascynujący. Jej życie nabrało tempa dopiero po odbyciu tych dwóch, przymusowych lat w miasteczku kupieckim. Wtedy zaczęły zachodzić w niej wewnętrzne zmiany, zaczęła inaczej spoglądać na mężczyzn, nie traktując już ich aż tak surowo, jak dotychczas. I, o dziwo, zakochała się. W mężczyźnie, którego przy pierwszym spotkaniu miała ochotę zabić. Tym, który zawładnął jej sercem, był Senju Shigeru, ale nie dane było im się długo sobą nacieszyć, gdyż zginął podczas jej nieobecności, pozostawiając ją w objęciach zemsty.



WIEDZA


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



ZDOLNOŚCI


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): - kabura na broń na prawym udzie,
- torba przewieszona na wysokości bioder, umiejscowiona nad lewym pośladkiem

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



ROZLICZENIA


PIENIĄDZE: klik kaska!
PH: klik punkciki!
MISJE:
    D - 3
    C - 3
    B -
    A - 2
    S -
PREZENT OD ADMINISTRACJI: +10PH i +5PH oraz fan na pocieszenie ;), 7PH
Ostatnio edytowano 10 gru 2017, o 17:20 przez Nikusui, łącznie edytowano 23 razy
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 641
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 24
Ranga: Sentoki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Nikusui-hime <3

Postprzez Defrevin » 29 kwi 2015, o 20:13

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Karta zaakceptowana.
Jeśli masz ważną sprawę, pytanie lub potrzebujesz pomocy związanej z funkcjonowaniem forum, proszę wyślij do mnie prywatną wiadomość. Z chęcią zapoznam się ze sprawą i rozwieje wszelkie wątpliwości.
Avatar użytkownika

Defrevin
Założyciel Forum
 
Posty: 1942
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 22:31
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Kenshi


Powrót do Zaakceptowane karty

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość