Arata [w budowie]

W tym dziale można zapoznać się z poprawną kartą postaci, a także pobrać jej wzór, który należy uzupełnić i wrzucić do tego działu. Po otrzymaniu akcepta można zacząć rozgrywkę!

Arata [w budowie]

Postprzez Arata » 4 lis 2017, o 16:58

DANE PERSONALNE

IMIĘ: Arata[新, "nowy/świeży]
NAZWISKO: -
WIEK: 15
PŁEĆ: Mężczyzna
WZROST | WAGA: 188cm\86kg
RANGA: Samuraj

APARYCJA

WYGLĄD: Jeśli zaczniemy od włosów można zobaczyć czarne rozczochrane włosy nachodzące na czoło. Oczy o barwie szarej z nutką zieleni które zazwyczaj są lekko przymrużone, nos zadarty usta blade co zresztą pasuje do też białej karnacji. Twarz normalnie nie przedstawia emocji czasami jednak widać znudzenie ale w momencie potrafi zmienić swoje oblicze. Sylwetka smukła ale nadal widać dobrze zbudowane ciało które woli chować pod płaszczem, ręce często ukrywa pod ubraniem. Wartym nadmienieniem są jego nogi wyjątkowo dobrze umięśnione gdy stoi w jednym miejscu wysuwa lekko do przodu lewą nogę dając mu możliwość szybkiego odskoku w tył lub na boki albo doskoku do przodu.

UBIÓR: Na pierwszy rzut oka widzimy czarny płaszcz z kapturem który szczelnie okrywa ciało przed warunkami atmosferycznymi jak i chroniącego przed ciekawskimi spojrzeniami, wracając do kaptura widać wiązane zapięcia. Jeśli zdarzy się że wyciągnie dłonie na zewnątrz zobaczymy charakterystyczne czarne rękawiczki z białymi wzorami. Płaszcz nie pozwala ujrzeć białego medalionu spokojnie wiszącego na szyi. Gdy uda się go zobaczyć bez płaszcza ujrzymy zazwyczaj luźne koszule zazwyczaj o ciemnej barwie. Spodnie najczęściej czarne mocno przylegające ale dające swobodę ruchu, buty pełne wiązane o bardzo sztywnej podeszwie ale niepowodujące dyskomfortu dla właściciela.

ZNAKI SZCZEGÓLNE:Szare oczy z odcieniem zieleni, ręce schowane pod płaszczem, bardzo ostrożne zachowanie względem nieznanych osób po twarzy tego nie ujrzysz zazwyczaj nie przedstawia emocji ale widać to po utrzymywaniu odpowiedniego dystansu i napiętym ciele.

OSOBOWOŚĆ

CHARAKTER: Po twarzy nie da się powiedzieć zbyt wiele ale zachowanie jego względem ludzi świadczy że obawia się ich nie mniej niż dzikich stworzeń. Ma prosty tok myślenia wręcz dziecięcy, nie chce aby cokolwiek go ograniczało czy to człowiek, prawo, nawet własne ciało, na szczęście nie jest na tyle arogancki by nie rozumieć że jest siła nad siłą i niebo nad niebem. Ma proste zasady dobroć zwracać dobrociom a zło złem. W pewnych aspektach nie różni się od seryjnego mordercy, jeśli miałby wroga a usunięcie go spowodowało aby jego rodzina, przyjaciele mieli się stać problemem, przeszkodą w przyszłości ich los byłyby podobny, nawet jeśli w tym gronie znalazłby się dzieci. Doskonale wie że taka metoda powoduje potężne koło nienawiści. Prawie każda osoba ma kogoś kto darzy ją jakimś uczuciem, dlatego stara się unikać problemów albo usuwać je po cichu. Niezwykle boi się nawiązywać bliższych kontaktów, wie że każda bliska osoba może zostać wykorzystana przeciwko niemu, jednak jeśli ktoś się znajdzie w tej grupie potrafi skoczyć za nim w objęcia śmierci. Szanuje wiele wartości ale najbardziej ceni siłę nieważne w jakiej postaci. Szanuję ludzi posiadających siłę nie jest głupcem, ignorantem potrafi zgiąć głowę i się wycofać ale nie padnie przed nimi na kolana ma swoją dumę.

NAWYKI: Gdy jest zirytowany zasysa cicho powietrze i strzela z języka, lekko wysunięta lewa noga do przodu.

NINDO: To siła rządzi i napędza ten świat jak i moje życie.

HISTORIA: Historia jak każdego dziecka rodzi się i nic z tego nie pamięta z czasem jednak poznaje swój malutki świat, dom i kawałek podwórka ogrodzonego cholernie wysokim murem za nim tylko widać drzewa zdobione zielonymi igłami a za nimi ośnieżone szczyty. Wracając do domu znajdowali się w nim dwa olbrzymy jeden który ciągle mnie tulił i wydawał niezrozumiałe dźwięki drugi natomiast krzywił rogi ust do góry i kładł swoją ogromną dłoń na mojej małej malutkiej głowie. Z czasem nauczyłem się ich odróżniać jeden dający ciepło i pożywienie drugi uczucie bezpieczeństwa i czegoś jeszcze niezrozumiałego. Czas dla niektórych płynie szybko dla mnie był to długi czas ... szczęścia, tak to mogę nazwać na początku poznawałem świat za pomocą kolan jak i moich dłoni zawsze jak cień podążała moja mama tak w każdym razie wyglądało moje pierwsze słowo w kierunku do niej i wyjątkowo to się podobało tejże osobie ale to nie jest zbyt ważne nie pamiętam tego okresu zbyt dobrze. Jednak głównie historia zaczyna się od momenty pierwszych kroków i zdań, to w tym momencie zacząłem lepiej poznawać tą drugą osobę mojego ojca. Nie okazywał zbyt wiele uczuć był w sumie takim przeciwieństwem matki oschły nie okazujący zbyt wiele emocji, ale dający niesamowite uczucie zarówno podziw i chyba to było to niezrozumiałe ... strach tak to był strach ale wtedy nie mogłem tego jeszcze określić. Wtedy ten czas szybko mijał na zabawie, nauce z matką jak i na treningu którego pilnował mój ojciec, raczej to też była dla mnie zabawa dał mi drewniany miecz i kazał okładać jakaś drewnianą kukłę z czasem jednak zwykłe uderzenia nie spowodowały zbytniej na niej wrażenia gorzej dla moich dłoni zaczęły powstawać oparzenia i co najbardziej zadziwiające gdy chciałem przerwać usłyszałem tylko ostry nakaz kontynuowania uderzenie mimo mojego oburzenia nie wiem dlaczego dalej uderzałem ból stawał się coraz dotkliwszy, zabawa zamieniała się w katusze ale ostre spojrzenie mojego ojca nie pozwalało mi poprzestanie gdy tak uderzałem nagle poczułem że ból zanika ale czucie dłoni też gdy miałem dalej uderzać poczułem że ramiona mi opadają i nie słuchają mnie. W tym momencie poznałem w końcu znaczenie strach spanikowałem bałem się ujrzeć to spojrzenie które świdruje mnie na wylot, zacisnąłem dłonie z całej siły na drewnianej rękojeści i w tym momencie zaczęło się budzić ... wiem co to było za uczucie niechęci do swojej niemocy, nie wiem jak ale wbrew sobie ramiona zaczęły się podnosić. Uścisk był jak imadło nie czułem go ale krew spływająca wzdłuż rąk o tym świadczyła i nagle usłyszałem tępe uderzenie. Przede mną znajdowała się drewniana kukła lecz tym razem miała widoczne wcięcie w okolicy klatki, podniosłem zdziwione spojrzenie na ojca co ujrzałem spowodowało jeszcze większe zdziwienie, ogromy uśmiech na twarzy. Pierwszy raz widziałem uśmiech na jego obliczu nie licząc przy narodzinach ale tego raczej nie mogę pamiętać. Wracając do tematu stał tak uśmiechnięty ale szybko znikł ten uśmiech, nie wiedziałem co powiedzieć ale wyręczył mnie, usłyszałem znów ten sam ciężki głos "idź do matki niech opatrzy ci rany" w tym momencie dotarło do mnie w jakim strasznym stanie są moje dłonie. Jak pomyślę miałem wtedy około 6 lat, gdy wróciłem do domu ujrzałem smutne spojrzenie osoby tak mi bliskiej, ona już wiedziała co mnie czeka. Opatrzyła mi dłonie nałożyła dziwny smar który przyjemnie chłodził rany a następnie owinęła białymi bandażami. Tak zakończył się ten dzień, ale nie koniec treningu co drugi dzień uderzałem w tą cholerną kukłę a w czasie gdy goiły się moje rany uczyłem się pisać, liczyć pod czujnym okiem troskliwej matki. Mijały tygodnie coraz lepiej umiałem posługiwać drewnianym orężem, dłonie twardniały i nie było już oparzeń a kukła zaczynała przypominać zmasakrowany kawałek drewna. Od tego momentu zacząłem fechtować z moim ojcem on w przeciwieństwie do kawałka drewna nie pozwalał się trafiać i srogo karał za błędy a ból jak wiadomo jest najlepszym nauczycielem i w takowy sposób poznałem styl Battodo - Chanbara. Czas mijał nieubłaganie skończyłem 9 lat, dowiedziałem czym zajmował się mój ojciec był myśliwym stąd mieliśmy jedzenie a resztę uzyskiwaliśmy z wioski oddalonej ponad 12 km to w niej sprzedawał skórę jak i trofea zwierząt. Jako że skończyłem 9 lat rodzice uznali że muszę poznać wioskę, zapomniałem wspomnieć że klimat jest tu bardzo surowy temperatura zazwyczaj poniżej 0 °C wszędzie śnieg. Wrócę do domu był to spory dom drewniany a naokoło tylko lasy iglaste więc jakże inaczej z ciemnego drewna bardzo dobrze wpasowywał się w krajobraz śniegu i lasu. Naokoło domu zbudowany był mur z kamienia na wysokość 2 metrów posiadający 2 wyjścia główną bramę przed domem jak i mniejszą furtkę za tyłami domu. Dokończone teraz historię w jaki sposób poznałem wioskę, przebycie 12 km w lodowej krainie nie jest łatwe do tego licząc wilki śnieżne które nie ułatwiają sprawy. Zostałem przygotowany w ciepłe ubrania uszyte przez mamę, na plecy dostałem zawinięte 10 skór lisów polarnych to i tak nie wile porównując do bagażu mojego ojca, przy pasie miał długi miecz to chyba była katana a przez ramie wisiał mu czarny łuk z kołczanem pełen strzał. Na plecach znajdowały się skóry z tą różnicą że było ich o wiele więcej niż moich. Wyruszyliśmy rano aby zdążyć do wioski i jeszcze wrócić, niestety nie ułatwiałem sprawy poruszać się w śniegu do kolan 9 latkowi gdy dotarliśmy moim oczom zaczęły ukazywać się domy drewniane z których buchały snopy dymów, to było niezwykłe przez całe życie wychowywałem się w niewiedzy że tak wiele jest jeszcze jest do odkrycia. Gdy w końcu dotarliśmy do pierwszych domów usłyszałem wiele głosów krzyków i rozmów i dźwięk pracy. Oglądając się a boki widziałem wiele ciekawskich spojrzeń rzucanych w moim kierunku i jeszcze coś w tych spojrzeniach mogłem dostrzec szacunek ale to było skierowane do mężczyzny przede mną. Nim się spostrzegłem znajdowaliśmy się naprzeciwko dużego budynku, kazał mi poczekać zabrał mi ciężar z pleców i udał się do owego budynku, wrócił po kilku minutach i mówiąc że ma dla mnie niespodziankę wyjął za pleców czarną katanę.
Arata
 
Posty: 1
Dołączył(a): 1 lis 2017, o 19:14
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta:

Powrót do Podania Kart Postaci

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość