Dojo szkoły Taka

Re: Dojo szkoły Taka

Postprzez Hayami Akodo » 12 maja 2018, o 01:20

My only fear is that you can miss your target.


Ten badyl? TEN BADYL?! W tym momencie urażony Hayami trzepnął kuzyna w głowę otwartą dłonią, prychając gniewnie niczym rozdrażniona kotka, której zabrano mleko. Rzeczywiście, zbyt dużo włożył siły w walkę z Yosuke, dał się ponieść temu wszystkiemu - i dlatego tamten zareagował tak, a nie inaczej; mimo wszystko uśmiechnęli się do siebie, a Hayami wyjął czerwonowłosemu broń z osłabłej nagle, zapewne dość upierdliwie bolącej ręki - nie na tyle jednak, by nie mógł nią sprawnie władać. Pomyśleć tylko, tak deprecjonować szlachetną fukuro-yari i styl, który za sobą niosła! Parsknął, nie mogąc jednak powstrzymać głośnego, radosnego śmiechu. To miejsce przynosiło mu ukojenie, spokój, oczyszczenie duszy ze zbędnych myśli. W ten sposób mógł odciąć się od tego, co było, na krótszy lub dłuższy czas, może nawet na zawsze...i ruszyć dalej.

- Ten badyl, na który tak narzekasz, uratował mi pod Murem życie - zauważył pogodnie, idąc z dwiema włóczniami w dłoni w kierunku sali treningowej. Jeden krok...Właśnie tyle było potrzeba, by móc poznawać nowe życie. By nigdy się nie zatrzymywać, nie zwalniać z uwagi na jakieś przeszkody. Samuraj winien był się rozwijać, odpowiadać duchowi czasu i duchom przodków szacunkiem, ale iść raczej według własnego serca i rozumu. Na tym przecież powinna polegać Droga: szukasz samego siebie, poznajesz odpowiedzi na pytania, dostępujesz zrozumienia. Odstawił bronie na właściwe miejsce, potarł o siebie dłonie - tak jakoś, z odruchu, przecież nie było zimno - i wrócił do Yosuke, który został na placu. Przytulił go delikatnie, na chwilę, do siebie. To też był odruch, Hayami? Może. - I nie obrażaj mojej inteligencji. Jeśli bym wytrwale trenował, nauczyłbym się w końcu tego, co chciałbyś mi przekazać. Może wystarczyłby jeden krok.

Mistrz Ashido, słuchający tego, uśmiechnął się szeroko pod kapturem. Tego się właśnie spodziewał; samurajskie dzieci go nie zawiodły. Wykazały się wiedzą i zdolnościami, które warte były bliższego poznania i rozwinięcia. Zaprawdę, wielkimi są sekrety domów wojowników i wielkie są potęgi ukryte w ramionach młodzieńców...!
Stał jeszcze przez chwilę, słuchając radosnej, szybkiej niczym prądy strumyka rozmowy młodych ludzi, ich kroków po chrzęszczącym żwirze i kamyczkach, hałasu odstawionej za szybko broni, cichego przekleństwa, kiedy Hayami prawie poślizgnął się na posadzce i byłby wpadł na Yosuke, przypatrując się lotowi ptaków przecinających niebo. A potem pokiwał głową, jakby uzyskał odpowiedź na jakieś niezwykle ważne pytanie, i wrócił nieco wolniejszym, niż zwykle, krokiem do siebie.

Cztery dni później Hayami podjął decyzję o wyjeździe. Doprowadził do konfrontacji z czcigodnym Ashido-sama, rozmówił się z nim w ważnej sprawie i uzyskał od niego zapewnienie, że chłopcy będą mogli opuścić świątynię w okresie zimowym z powodów prywatnych i do niej wrócić, wymienił też z nim inne uwagi. Trenował z Takashim i Hajime oraz innymi uczniami, słuchał nauk mistrzów, brał udział w nabożeństwie w świątyni i nawet złożył pieniężną ofiarę na klasztor, ale...To nie mogło trwać wiecznie. Gdzieś na Teiz wciąż czekały na niego wyzwania, świat wzywał go otwarcie do siebie, przypominając, że ma rachunki do wyrównania. Poza tym miał wrażenie, że ta pielgrzymka niewiele mimo wszystko mu dała. Zwiedzając zakamarki szkoły Taka, Hayami poznał historię swojego ojca, lepiej chyba zrozumiał tę dumę, która zdeterminowała życie Isamiego Akodo, to, co nim kierowało, kiedy wybierał sobie za żonę dziewczynę bez przyszłości, za to z nieskalanym honorem - jedyną wartością, którą mu mogła dać.
Pomyśleć, że tak to się skończyło.
Stali teraz, on, Yosuke, Hajime i Takashi, przed bramą wyjściową. Kasztanowowłosy samuraj był, jak zwykle, ubrany do drogi: standardowy kremowo-biało-niebieski zestaw z krwawymi plamami czerwonych sarashi, wygodne nowe sandały, katana przy pasie lśniąca ostrzeżeniem, na plecach niedawno nabyty plecak wypełniony ściśle rzeczami, a w dłoni włócznia.
Wciąż miał jeszcze wiele do powiedzenia - tyle że nie wiedział, które ze słów powinno paść pierwsze.
Dylemat ten rozstrzygnęli młodsi bracia, tuląc się do niego na pożegnanie. Wiedzieli, że przez bardzo długi czas nie zobaczą już rodzinnego domu, matki, najstarszego brata i zapewne kuzyna również, bo Hayami zakładał, że Yosuke albo wyjedzie zaraz, albo zaczeka tylko kilka dni i ruszy dalej. Przed nim też otwierała się rzeczywistość. Nowy świat.
- Sayonara, Hayami-nii - szepnął przez zdławione gardło Hajime. Nigdy nie lubił pożegnań.
- No to bywaj, staruszku! - Takashi klepnął brata w ramię, co sprawiło, że ten skrzywił się nieco - nie tyle z rzeczywistego bólu, co bardziej z dyskomfortu. - Pisz do nas czasem i odwiedzaj nas w szkole, dobra?
Młody samuraj zaczął się śmiać. Poczochrał włosy obu nastolatków, po czym stwierdził pewnie:
- Spokojnie, będę do was pisał i będę zaglądał do waszej szkoły, jeśli będę w pobliżu. Tylko mi nie naróbcie wstydu i piszcie regularnie listy do mamy!
Dzieciaki pokiwały entuzjastycznie głowami, już wyobrażając sobie możliwości pochwalenia się matce, jak dużo zdarzyło się w ich życiu. Uścisnęły raz jeszcze brata, po czym cofnęły się kilka kroków, wciąż nie spuszczając z niego oczu.
A Hayami uśmiechnął się ciepło do Yosuke. Zmarszczył brwi, przypominając sobie dokładną treść całej rozmowy sprzed czterech dni. Tej rozmowy, która zginęła w zamiataniu podwórka, przynoszeniu wody, rąbania drewna, wspólnych modlitw i śmiechu dobiegającego znad otworzonych dango.

- Tobie też dziękuję. Za tamto - powiedział z uśmiechem. Uścisnął kuzyna bardzo serdecznie, czochrając jego fryzurę, i tak budzącą w świątyni zgorszenie, bo kto to widział, żeby... - Będę czekał na naszą walkę. Zresztą i tak zobaczymy się zimą. Wierzę w to. Bywaj, Yosuke.

Gdy już zaś się odwrócił od nich po długich pożegnaniach, zapewnieniach, słowach i uśmiechach ginących w cieniu bramy i pagody stróżującej nad klasztorem, gdy zaczął schodzić w dół, westchnął. Nie chodziło tu o te tysiąc stopni, horrendalną dla niektórych ilość, ani o cnoty bushido, których znaczenie winien był teraz interpretować i rozważać...Bardziej nasuwała mu się gorzka analogia z wydarzeniami z przeszłości.
Gdyby wtedy podjął inną decyzję...gdyby powstrzymał język, okazał cierpliwość, opanowanie, te wszystkie książkowe cechy, może wszystko obrałoby inny kierunek? Może coś by się zmieniło - na lepsze?
Ale teraz nie miało to już znaczenia. Filozoficzne dywagacje musiały bowiem ustąpić wobec kluczowego problemu: jak dostać się do Teiz? I gdzie powinien szukać Seinaru? Niby mówił, że wraca do domu, na ojczystą wyspę, ale mogło zdarzyć się różnie. Po drodze mógł napotkać przeszkody. Tak, czy inaczej, nie musiał tu już zostawać. I to mimo wszystko najbardziej Hayamiego cieszyło.


__________________________________________________________________________________________________________
ZT ---- > klik
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 971
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Dojo szkoły Taka

Postprzez Kakita Asagi » 12 maja 2018, o 16:23

Czy z wiekiem mistrzowie tracą umiejętność mówienia jasno? Zdecydowanie tak i jeśli ktoś by zapytał naszego bohatera o zdanie, to byłby gotów założyć, że jest to jeden z wymogów zostania mistrzem - mówienie w sposób pokręcony. Czy miało to na celu zmuszenie potencjalnego ucznia do głębszego zastanowienia się nad swoim postępowaniem, czy może było przejawem zwykłej złośliwości? Tak czy inaczej, niebieskooki zajął się "przesłuchaniem"...
Jak się szybko okazało, oto wszystkie elementy układanki dopasowały się do siebie - nasz młody samuraj miał nazwiska trzech z czterech podejrzanych osób, które widział wczorajszego wieczoru. Nie było mowy o pomyłce, oto własnie miał przed sobą twórcę repliki skradzionego miecza - zatarcie sygnatury niewątpliwie miało na celu uniemożliwić jego wykrycie, co wpasowywało się w dedukcję naszego śledczego. Dodatkowo, brak śladów użytkowania bojowego plus nie najmłodsza oprawa pasowały do zeznań młodego kowala - teraz nie było już wątpliwości, że muszą działać szybko. Oto może Oshio został przez niego nieopatrznie wysłany w paszcze lwa..
- Musimy się spieszyć. - rzekł niebieskooki, który istotnie zainteresowany był, w jaką to pułapkę zależności popadł Sekura-san, jednakże teraz jego uwagi wymagały dużo bardziej palące sprawy - czerwona lampka, nie, syrena alarmowa, rozbrzmiewała w jego głowie i kazała jak najszybciej odnaleźć młodszego ucznia. Jak się okazało, rzeczywistość zdecydowała się wyprzedzić Żurawia o kilka kroków....

- NIE! krzyknął niebieskooki, którego dłonie od razu powędrowały do rękojeści dłuższego z jego mieczy, a nogi już gotowe były by biec w stronę pożaru, jednakże... nie drgnął. Chociaż jego ciało rwało się do działania, a umysł coraz bardziej popadał w obawę o młodszego kolegę, to jednak resztki rozsądku jeszcze tliły się w zakamarkach jego duszy. Pierw błyskawiczna ocena sytuacji - czy oto właśnie mają do czynienia z atakiem, walką, a może to jedynie dywersja? Dlaczego jednak ktoś miałby dokonywać dywersji? Przecież sprawa wydawała się dość świeża, mało kto się nie zajmował. Najpewniejszy był jednak atak. Należało działać.
- Michio-san, natychmiast powiadom kogoś z mistrzów. Yasaru To, Shimitsu Onaro oraz Honotsune Ari mają zostać natychmiast zatrzymani. Trzeba zamknąć szkołę. Powiedz, że udałem się do wnętrza budynku. Nie możemy tam ruszać obaj, bo tylko my wiemy, kto może za tym stać. Koniecznie dodaj, że nie znany jest czwarty podejrzany. Podaj mi po jednej cesze, która pozwoli mi ich rozpoznać! - samuraj wydał młodszemu koledze dyspozycję. Oczywiście, że przydałaby się mu pomoc, jednakże wystarczy, że jednego ucznia naraził, a jeśli zginą obaj to wiedza o tym, kto jest sprawcą napaści, jeśli zginą w walce oboje, to nikt się już niczego nie dowie, a zagrożenie było poważne - takie wybuchy nie pojawiają się same z siebie. Możliwe, że był tam jeszcze jakiś ninja, albo co pewniejsze, Oshio nie był jedynym, który eksperymentował z chakrą. Problematyczna sprawa...

Wydawszy odpowiednie dyspozycje, nasz bohater musiał ruszyć do walki. Sprawnym ruchem odwiązał sageo od swojego miecza i podwiązał nim sobie rękawy swojego haori, w walce nic nie mogło mu zasłonić percepcji. Spodziewając się chaosu, zdecydował się sięgnąć po jedną ze sztuczek, które opanował niedawno - przesyłając chakrę do stóp biec po ścianie i przeskakując na kolejne gzymsy, aż uda mu się dostać na płonący dach, stale trzymając dłonie na rękojeści miecza. Mając na uwadze fakt, że jednym z jego przeciwników może być łucznik, spróbuje dostać się do celu nie biegnąc w linii prostej - ten, kto się nie rusza, ten umiera. Niebieskooki nigdy nie był dobrym snajperem, ale oko miał niezłe - warto by wyszukać spojrzeniem jakiegoś, a raczej jakąś czyhająca łuczniczkę...
Zakładając, że udało mu się dostać bez większego problemu na dach, pora dostać się do płonącego środka i oto pierwszy problem. Jak rozpoznać wroga w ogniu walki? Na niekorzyść naszego bohatera przemawiał fakt, że nie widział podejrzanych dłużej, niż przez chwilę ubiegłej nocy, ale może to wystarczy? Może ma też jakąś wskazówkę od Michio? No cóż, pewne jest, że przez kilka, a może kilkanaście, minut jest zdany na siebie. Pierw rozeznajmy się w sytuacji i nie dajmy głupio zabić - pierwszy priorytet znaleźć Ishio o ile tutaj jest. Jeśli trwa już jakieś starcie, w którym jego młodszy przyjaciel bierze udział, to wtedy wkraczamy do walki próbując wyeliminować jego przeciwnika za pomocą Iaido i to w najpotężniejszym wydaniu, albo... No cóż, pozostańmy w ruchu, zobaczmy co się dzieje i nie dajmy się zabić...

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
 
Posty: 860
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 24
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- drewniane tachi i wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG: 9017321
Multikonta:

Re: Dojo szkoły Taka

Postprzez Rindou Arashi » 15 maja 2018, o 16:50

31 / ...



Niebo robiło się coraz ciemniejsze a wiatr się wzmagał, sprowadzając dym na dziedziniec świątyni. Powietrze było ciężkie, osiadało przy ziemi, drażniąc drogi oddechowe i zasłaniając widoczność samurajów, próbujących ustalić co takiego się stało. Czerwonowłosy skinął głową na prośbę starszego kolegi i schował swój miecz na jego miejsce. Obrócił się na pięcie w kierunku biblioteki i już chciał wbiec do środka, kiedy to usłyszał ostatnią prośbę.
- Ari nie znam, ale oni mają blond włosy. Noszą także czerwone opaski na ramionach z wyszytym czarnym skorpionem. - przymknął oczy i wpadł do środka przez drzwi, które jeszcze chwilę temu spokojnie zamykał. Tak wiele zmieniło się w ciągu ostatnich minut. Czy na pewno zdążą?

Młody Asagi postanowił wykorzystać sztuczkę, której przez wieki samurajowie zazdrościli shinobi. Zebrał chakrę w swoich stopach i wybił się przed siebie, pędząc w kierunku płonącego, powoli walącego się dachu. Był blisko a jego szybkość przewyższała większość adeptów szkoły, więc znalazł się jako jeden z pierwszych na miejscu. Wylądował na dachu, skąd postanowił trochę się rozejrzeć. Budynek w środku był cały wypełniony czarnym, gęstym dymem powstającym ze spalania przeróżnych rzeczy. Prawie połowa była zapadnięta, z powodu dwóch serii wybuchów. Z racji takiej pory, w budynku prawie nikogo nie było, w końcu większość uczniów w tym momencie trenuje, jednak jego bystre oko spostrzegło pierwsze grupy uczniów biegnących w stronę miejsca katastrofy. Chwytali za wiadra, broń, łopaty i wiele innych przydatnych przy pracach rzeczy. Znalazł się ktoś, kto postanowił pokierować całą akcją ratowniczą, wydając polecenia swoim kolegom. Zdawało się, że sobie poradzą.
W pewnej chwili do uszu Asagiego dotarły odgłosy uderzania o siebie stali. Nie miał wątpliwości, wewnątrz budynku toczyła się walka. Niestety nim wejdzie do środka, musi w jakiś sposób zabezpieczyć się przed drażniącym dymem, już teraz odczuwał w płucach jego skutki, a głębiej będzie tylko gorzej. Jednak kto sobie z tym poradzi jak nie on. Kiedy już znajdzie rozwiązanie i postanowi wskoczyć do środka, czeka go wycieczka przez płonące korytarze. Wewnątrz budynku było ciemni, dym szczypał w oczy a gorąco powodowało ogromne ilości potu ja skórze. Potu, który wchłaniał nieprzyjemny dym i także gryzł w skórę. Odgłosy dochodziło z głębi korytarza niższego piętra i zapewne tam udał się nasz heros.
Kiedy pędził korytarzem, usłyszał trzask drewna, gdyby nie jego spostrzegawczość i niewiarygodna szybkość, było by już po nim. Metr przed nim posypał się strop, prawie całkowicie blokując przejście. Jednak nie było to koniec. Belki były na tyle luźno poukładane między sobą, że mógł dostrzec co jest po drugiej stronie, oczywiście wcześniej wypierając ze swojej świadomości otaczający go dym. Widział tam wysokiego młodzieńca, który trzymał w dłoni katanę pokrytą błękitną chakrą. Miał długie blond włosy a na ramieniu czerwoną opaskę, wyglądało jakby mówił coś do leżącego przed nim młodzieńca. Był to Ishio, który starał się podnieść z ziemi, nie wyglądał najlepiej, widać było, że ma złamaną rękę a całą łysą głowę pokrytą miał czerwoną krwią. Czyżby jego przeciwnik był aż tak silny?? A może wziął go z zaskoczenia... Asagiego oddzielało od tej sceny kilka metrów, jednak najpierw miał do pokonania stertę niebezpiecznych elementów. Jak sobie poradzi? Co takiego wymyśli nasz dzielny heros? Pozwoli młodzieńcowi zginąć, czy może uratuje go jak na bohatera przystało... Sam jestem ciekaw!!
Rindou Arashi
 

Re: Dojo szkoły Taka

Postprzez Kakita Asagi » 15 maja 2018, o 20:09

Nowe umiejętności sprawdzały się wyśmienicie i nasz samuraj zdołał dostać się tam, gdzie niewielu samurajów mogło. W zasadzie, gdyby nie sytuacja, to Kakita może i by zastanowił się nad sugestią wprowadzenia tego ninjutsu do programu szkoły, ale w chwili obecnej miał zupełnie inne problemy na głowie, a w zasadzie, nie miał ich na głowie i musiał dopilnować by ten stan się nie zmienił. Gryzący dym... o czym on myślał, kiedy tu wbiegał? To będzie jego pierwsze wyzwanie, normalnie sięgnąłby po jakiś materiał, chociażby chustkę tenegui której zwykle używał do ścierania potu, gdyby tyko mieć ją w czym zmoczyć. Upierdliwości wy moje, maseczka na twarz chroniąca przed dymem musi być zmoczona, czy nie znajdzie się tutaj najmniejsze źródełko wody, chociażby jakieś wiadro czekające na podlanie roślin? W najgorszym razie, pozostanie jedynie zasłonięcie twarzy materiałem i poruszanie się możliwie nisko, tam gdzie dym jest najmniejszy. Z reszta, każdą słabość należy zmienić w siłę, skoro mocno się pocimy, to i nawilży się nieco materiał, lepsze to, niż nic...

Dźwięk walki zadziałał na naszego bohatera trzeźwiąco - na dole toczyła się walka, musiał do niej dołączyć, za wszelką cenę. Jaką szansą było, że to jego młodszy kolega toczy starcie? Zdecydowanie za wysoka - nikt inny w tej chwili nie mógł walczyć, a nawet jeśli ktoś inny, to nie mógł to być przyjaciel szkoły, więc trzeba było ruszyć do boju. Zatrzymując się przed spadającymi elementami strop, niebieskooki poczuł kolejny zastrzyk adrenaliny - to miejsce było nieziemskie niebezpieczne, trzeba było uważać i to bardzo. Do tego ostrożność... I kiedy pomyślał, dostrzegł to. Ishio pokonany przez kogoś, kogo opis doskonale wpasowywał się w jednego z "pustynnych samurajów", a fakt, że stał nad jego młodszym kolegą w wiadomym celu motywował do działania. Ciało naszego samuraja aż rwało się do walki, a umysł gorączkowo szukał drogi przez zawalony strop - mowy nie było, że zdąży się tam dostać przekopując się przez masę gruzu.
"Myśl!" - zagrzmiał w duchu niebieskooki, szukając jakiejś drogi - nie umiał przenikać przez materię, nie umiał też jednym ruchem rozwiać całej masy, ale... umiał inne rzeczy. Skoro spadł strop, to oto pojawiła się dziura, dziura przez którą w szybkim susem można znaleźć się nieco wyżej. Co nam to daje? Znając, mniej więcej położenie walczących, samuraj dostanie się na wyższy poziom, ale co dalej? Błękitna aura w wykonaniu obcego samuraja nie mogła być niczym innym, jak Kenryuto - znał tą technikę, a to oznaczało, że nie jest to byle kto. Będzie trzeba działać!
Będąc piętro wyżej, niebieskooki przedrze się nieco za walczących, po czym sam dobędzie swojego miecza i otoczywszy go aurą własnej chakry, pośle wiązkę duchowej energii... w podłogę. Nie do końca sobie pod nogi, ale by zrobić sobie dodatkowe wejście i móc skoczyć w dół. Czy to rozsądne? Zdecydowanie nie - nie wie ilu jest wrogów, ale pewne jest jedno, raczej tego nikt się nie spodziewa - plan podstawowy, dorwać tego, który walczył z Ishin'em. Kakita wie, że nie ma czasu do stracenia, a efekt zaskoczenia długo nie potrwa, a więc należy możliwie najszybciej doskoczyć do przeciwnika i wymierzyć mu cięcie, najlepiej takie, którego nie zauważy i położy go od razu...

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
 
Posty: 860
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 24
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- drewniane tachi i wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG: 9017321
Multikonta:

Re: Dojo szkoły Taka

Postprzez Rindou Arashi » 15 maja 2018, o 22:49

33 / ...



Znalezienie wody nie należało do najłatwiejszych zadań, w końcu jeśli nie nosił jej przy sobie, to raczej nie znajdzie jej od tak stojącej w jakimś wiadrze. Jednak to nie powstrzymało go od wtargnięcia do budynku u rozejrzenia się. Samuraj szybko pokonał korytarz aż w końcu znalazł się przed zapadniętym sufitem. Ten niby blokował mu drogę dalej, jednak również to go nie zatrzymało przed uratowaniem swojego towarzysza. Zebrał chakrę w swoich stopach i wybił się, wskakując w powstałą wnękę. Znalazł się na korytarzu piętro wyżej, gdzie sytuacja wyglądała podobnie jak na tym niżej. Dym kierował się w stronę dziury, którą wszedł do pomieszczenia, skąd rozchodził się po całej świątyni. Jednak nie okolica interesowała naszego herosa, a to co znajdowało się pod nim. Błyskawicznie pokrył swoją broń błękitną chakrą i przypominając sobie gdzie znajdował się jego przeciwnik, wykonał zamach, wypuszczając energetyczny pocisk. Ten uderzył o podłogę, powodując delikatny wstrząs, po czym przebił się dalej, wyrzucając w powietrze kolejne drewniane wióry, pył i uwalniając zbierający się pod spodem dym. Uderzenie samuraja nie dość, że utorowała mu drogę, to jeszcze rozdzieliła dwójkę młodzieńców. Asagi nie oczekując na zaproszenie zeskoczył na podłogę, gdzie jego wzrok spotkał się z trzymającym katanę mieszkańcem pustyni. Nie był on kimś szczególnym i gdyby nie jego czerwona opaska, to nie wyróżniał by się na tle innych adeptów. Wysoki, dobrze zbudowany szermierz, który zapewne niedługo skończył by edukację. No właśnie, skończyłby, gdyby nie wplątał się w tą nieciekawą sytuację.
- Czego tu chcesz!! Nie mieszaj się, to nasza sprawa!! - powiedział i wziął zamach, wypuszczając znajdującą się na jego ostrzu chakrę wprost na Asagiego. Nim jednak zdążył zadziałać coś więcej, przekonał się, że odwracanie się plecami nawet do ciężko rannego przeciwnika jest wielkim błędem. Ishio resztą swoich sił zmieszał zawartą w sobie chakrę i posłał ją w kierunku blondyna, dym dookoła adepta zebrał się kulę, po czym pchnął niczego nieświadomego szermierza na ścianę. To wystarczyło aby padł na ziemię i wypuścił z ręki miecz, co dało wolną drogę samurajowi. Czarnowłosy jednym ruchem miecza wykończył go, nawet nie dając mu czasu na jakiekolwiek wyjaśnienia. Jeden błysk miecza przeszył pomieszczenie, po czym głowa, kawałek ramienia oraz cała ręka oddzieliły się od ciała. Krew trysnęła, ochlapując miecz oraz ubranie szermierza, a chwilę później bezwładne zwłoki spadły na ziemię.

Ishio uśmiechnął się do swojego towarzysza, po czym próbował się podnieść, jednak kiedy tylko oparł się na swojej prawej ręce, ta zgięła się z przeszywającego go bólu. Podniósł on głowę i spojrzał na samuraja, próbując się w jakikolwiek ułożyć tak aby go nie bolało. Drugą ręką wskazał na ciągnący się wgłąb budynku korytarz, a dokładniej na znajdujące się tam schody.
- Dziewczyna... Ona uciekła tamtymi schodami... Kiedy zapukałem do jego pokoju, usłyszałem ich kłótnię. Była u niego... Goń ją, to ona ukradła miecz, to ją widzieliśmy wczoraj jak przekazywała pakunek. Resztę... Resztę opowiem ci jak już będzie po wszystkim. Biegnij!! Poradzę sobie!! - próbował podnieść się, opierając o ścianę, jednak kiedy tylko stanął na nogę i spróbował zrobić krok potknął się, przy okazji kaszląc z powodu otaczającego go dymu... Co teraz zrobi nasz bohater?? Jaki jest jego plan??
Rindou Arashi
 

Re: Dojo szkoły Taka

Postprzez Yōsuke » 22 maja 2018, o 10:42

Tak oto pożegnał się z Hayamim. Szybko to wszystko minęło… Wielka szkoda. Ale nie miał zamiaru się tym załamywać, oj nie, nie! Yosiek miał już zaplanowane co takiego zrobi, żeby się nie nudzić, był to oczywiście trening! Czuł, że tego potrzebuje. Po ostatniej walce można było spostrzec, że Yosuke ma lekki problem z kontrolowaniem zasobów swojej chakry. Proste techniki zmęczyły go niesamowicie, co nie mogło przejść niezauważone. Wiedział, że może go to kiedyś zabić, bądź wykluczyć z walki o wszystko, a nie mógł do tego dopuścić. Sama myśl, że przez swoje lenistwo, czy niedbalstwo mógłby nie uratować Hayamiego, czy Takashiego lub Hajime przed niebezpieczeństwem zamęczała go, nie dając chwili spokoju. W głowie miał nawet plan treningu, wiedział doskonale co musi robić i jak to robić, aby dawało najlepsze efekty. A co mogłoby być lepszym miejscem od szkoły Taka do takiego treningu?

Spojrzał tylko na chłopców i powiedział:

- Idźcie się rozpakować, odpocząć i coś zjeść. Ja później do Was dołączę - wytłumaczył, ciepłym niczym poranne słońce latem głosem, ukłonił się mistrzowi i poszedł na plac na którym trenował z Hayamim. Chwilkę to zajęło, ponieważ po drodze zajrzał do magazynu, skąd wziął trochę ciężarków, które powkładał do toreb przymocowanych do jego pleców. Oczywiście wszystko za zgodą mistrza, bo jakże by inaczej! Miał tylko nadzieję, że nie narobi za dużego bałaganu, bo nie wiedział, czy znajdzie jakiekolwiek siły na to, żeby to wszystko posprzątać.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Wiedział, że dzisiaj już nie da rady nic zrobić, ponieważ mięśnie delikatnie odmawiały mu posłuszeństwa, co skutkowało uczuciem “zwaciałych” mięśni i ogólnego drewna we wszystkich stawach. Postanowił więc udać się do wyznaczonego do spania pokoju, położyć się i odpocząć. Trwał tam kilka dni, podczas których starał się pomóc chłopcom w treningu, czy najzwyczajniej w świecie sprzątał, czy nosił co cięższe rzeczy, aby nie żyć tam za darmo, jednak nic nie trwa wiecznie. Kiedyś Yosuke musiał ruszyć dalej, na swój szlak. Nie zdążył nawet pożegnać się z Hajime i Takashim w jakimś normalny sposób. Najzwyczajniej w świecie pomachał im z daleka, krzycząc głośne "powodzenia", po czym zniknął za horyzontem.


z/t --> Szlak transportowy.
Obrazek

Bank || PH || THEME

Mowa || color=#FF8040
Avatar użytkownika

Yōsuke
 
Posty: 134
Dołączył(a): 6 sty 2018, o 06:45
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Czerwone włosy zaczesane w nieładzie do tyłu, długi czarny płaszcz z kapturem,
pod spodem standardowy strój shinobi oraz czarna zbroja.
Widoczny ekwipunek: -Czarna zbroja
-Katana na plecach
-Kabury na broń, jedna na lewym udzie, druga na drugim
-Dwie torby, jedna nad lewym pośladkiem, druga nad prawym
-Rękawiczki z blaszką
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4650
GG: 60356706
Multikonta:

Re: Dojo szkoły Taka

Postprzez Kakita Asagi » 23 maja 2018, o 17:21

Szybkie i precyzyjne cięcie było dokładnie tym, co od lat trenował niebieskooki właśnie na takie "okazje" - walka na śmierć i życie wymagała podejmowania decyzja i życia z konsekwencjami, a tutaj nie ukrywajmy, wszystko było na milimetry. Co prawda, w planie młodego Kakita było wykorzystać specjalną do takich okazji technikę, to jednak jak widać nie było to bardzo konieczne, bowiem powalony Ishio nadal pozostawał groźnym przeciwnikiem. Cenne ułamki sekund, jakie kupił naszemu bohaterowi wystarczyły, by zadał on decydujące cięcie i zakończył to starcie. Pozostawało już tylko sprawnym ruchem strzepnąć krew z ostrza i schować miecz...
Sytuacja nie wyglądała dobrze - rany młodszego samuraja były poważne, a palący się budynek groził zawaleniem. Asagi przeniósł spojrzenie na wskazany przez młodzika korytarz - istotnie, należało ruszyć w pogoń za kobietą, jednakże... dużo ważniejszym było teraz uratować życie adepta. Wiedzieli już, kto był winny kradzieży oraz napaści, nie było mowy, by podejrzani zdołali uciec daleko, należało więc zabrać o wyratowanie tych, którzy jeszcze trzymali się życia, a potem można ruszać w pogoń za zdrajcami.
- Nie poradzisz sobie. - stwierdził Asagi, widząc w jak nieciekawym stanie był jego towarzysz, którego sam posłał w to niebezpieczne miejsce. Nie mógł teraz tak o go zostawić, zwłaszcza, że jak zauważono, winni byli już znani, pozostawało ich tylko złapać. Dodatkowo, gonienie łuczniczki wiązało się ze sporym ryzykiem, kto wie, czy nie czekała na możliwość strzału... no właśnie, dlaczego jej tutaj nie było i jak wywiązała się walka?
- Pierw wyprowadzimy ciebie, a ty mi opowiesz "resztę". - rozkazał Kakita, po czym zaczął wzrokiem szukać drogi do jakiegoś wyjścia. Pewne było, że tą samą którą tutaj wszedł nie pójdzie, najpewniej czeka go podróż z rannym Ishin'em w kierunku, w którym uciekła podejrzana, ale cóż, skoro trzeba? Tak więc, na razie pomagamy młodzikowi wstać, po czym uważając by nic więcej nie spadło nam na głowę próbujemy się wydostać. Jeśli po drodze natrafi się na jakiś wojowników, przekaże się im chłopaka i będzie można ruszać na poszukiwanie złodziejki...
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
 
Posty: 860
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 24
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- drewniane tachi i wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG: 9017321
Multikonta:

Re: Dojo szkoły Taka

Postprzez Rindou Arashi » 24 maja 2018, o 11:49

35 / ...



Pot spływał po czole naszego samuraja podobnie do krwi na jego ostrzu. Szybko jednak przetarł je, zbierając czerwone kropelki, po czym wsunął swoje ostrze na jego miejsce. Słysząc słowa swojego towarzysza, młodzieniec nie odpowiedział, jedynie wysunął rękę, tak aby ten pomógł mu wstać i wsparł go swoją postawą. Ciemny dym unosił się wszędzie i gryzł w oczy, co mocno utrudniało widoczność, dodatkowo dotykanie ścian nie należało do najprzyjemniejszych z racji ich bardzo wysokiej temperatury. Przymknięte oczy zalane potem szczypały, jednak mimo to trzeba było iść przed siebie. Korytarz, który chwilę temu wskazał chłopak, prowadził do głównego wejścia, jednak po drodze trzeba było najpierw pokonać kilka zadymionych pięter. Jednak była to najlepsza droga przy obecnym stanie rannego, na pewno nie będzie on mógł się wspinać. Dlatego też powoli przemieszczali się wgłąb korytarza.
- Kiedy przyszedłem po drzwi, usłyszałem kłótnię, więc postanowiłem trochę posłuchać. Okazało się, że to ta uciekająca dziewczyna ukradła, a raczej podmieniła miecze. Właścicielem kopi był Onaro, którego właśnie zabiłeś... - zaczął opowiadać, po drodze, co jakiś czas kaszląc od problemów z oddychaniem. - Oni mieli wspólny dyżur w trakcie którego kochali się zamiast pracować. Kiedy dziewczyna została sama na chwilę, w jakiś sposób udało jej się wykonać zamianę.. Potem przez dłuższy czas miecz był w pokoju. Wczoraj widzieliśmy jak przekazała go dalej... Nie wiem dlaczego... nie wiem komu.. Jednak nim udało mi się oddalić, zauważyła, że podsłuchuję. Wtedy doszło do wybuchu. Wyglądało jakby używała wybuchowych notek, musiała zaminować cały budynek. Ona zaczęła uciekać a Onaro stanął mi na drodze... Gdyby nie ta pułapka to bym go pokonał... - uderzył się w klatkę piersiową, przeklinając niespodziankę przygotowaną przez dziewczynę.

Kiedy zbliżali się już do wyjścia, zauważył ich ktoś z walczących z ogniem adeptów. Od razu podbiegli we dwójkę do Asagiego i odebrali rannego, częstując obu z nich wodą. Było tutaj jeszcze kilkunastu innych uczniów, którzy całkiem sprawnie prowadzili akcję ratunkową. Zdawało się, że chyba już wszyscy zostali wyprowadzeni z budynku, gdyż sporo ludzi leżało na kocach na terenie przed wejściem. Samuraj po otrzymaniu napoju, dostał wilgotną ścierkę, do starcia sadzy i czarnego potu ze swojej twarzy. Nim zdążył się oporządzić, poczuł obok siebie silniejszy podmuch wiatru, a kiedy obrócił się, obok niego stała już dwójka mistrzów, których nie raz już dzisiaj widział. Mistrzowie Amatsurama oraz Tsuki, posiadający w dłoniach swój oręż w otoczeniu kilku innych uzbrojonych samurajów. Mistrz Matsumoto wraz ze swoim wielkim Guan-dao bardzo szybko przejął kontrolę nad akcją ratunkową, wydając kolejne polecenia przy użyciu swojego donośnego głosu.
- Asagi-San, rozumiem, że nasze spotkanie tutaj nieprzypadkowym jest? Ta zbrodnia z mieczem powiązana?? - z ogromnym, znanym tylko sobie spokojem uśmiechnął się do młodego samuraja. Nie mówił nic więcej, tylko zerkał na Asagi'ego co jakiś czas przenosząc wzrok na leżącego obok młodzieńca.
Rindou Arashi
 

Re: Dojo szkoły Taka

Postprzez Kakita Asagi » 24 maja 2018, o 21:18

Dławiący dym, straszliwy gorąc - niebieskooki zdecydowanie chciał opuścić to miejsce. Fakt, że stale z tyłu głowy niepokoiły go myśli o nieprzyjaciółce, która mogła się kryć w ciemności - mogąca razić z dystansu Ari była teraz poważnym zagrożeniem, może nawet większym od szalejącego inferno. Jak się jednak miało okazać, los na chwilę postanowił uśmiechnąć się do Żurawia i pozwolił mu znaleźć drogę między zgliszczami budynku, a w między czasie mógł posłuchać historii swojego młodszego kolegi.
Jego relacja była dość spójna, wszystko wskazywało na to, że kochankowie uknuli plan, który miał im dać możliwość zrobienia pierw wielkiego zamieszania, a potem ucieczki z mieczem... Zaraz moment! Niebieskookiemu przeskoczyły w głowie pewne trybiki, w pierwszym momencie Ishio zeznał, że tamci się kłócili, a następnie zapukał do drzwi to ona uciekła. Teraz w jego opowieści pojawił się wątek podsłuchiwania oraz zostania odkrytym - czy to przez rany, czy może przez nadmiar wrażeń, zeznanie młodzika nie trzymało się całości. W głowie Asagi'ego na chwilę pojawiła się niebezpieczna myśl, że może oto... zabił nie tego człowieka? Czyżby... przybysze z pustyni mieli się okazać niewinnymi ofiarami głębokiego spisku? Czy właśnie dlatego Ishio chciał z nim trenować tamtej nocy w miejscu, w którym doszło do przekazania pakunku? To było niepokojące, nuta wątpliwości pojawiła się w sercu samuraja, a jeśli okaże się prawdą, gniew jego będzie podobny huraganowi...

Odebrawszy podaną ścierkę, niebieskooki przetarł twarz i westchnął z ulgą - nie przypuszczał, że tak cudownym może być bliskość mokrego materiału. Ta "przygoda" uświadomiła go w tym, dlaczego strażacy noszą te swoje długie płachty chroniące twarze, a chwilę później zdał sobie sprawę z tego, jak szalone to było - z jednej strony ratował życie podwładnego którego posłał do jaskini lwa, z drugiej stale grała mu w myślach pewna wątpliwość, chociaż serce podpowiadało mu, że Ishio nie jest jego wrogiem. Jego umysł też chciał w to wierzyć i chociaż gryzło się to z ideą czystego, nieskalanego założeniami spoglądaniem na świat, to jednak stanowiło najbardziej ludzką część jego natury.
Widok mistrzów, którzy przybyli w to miejsce również uspokajał, akcja ratunkowa trwała sprawnie, pożar wydawał się być opanowany, pozostawał tylko jeden problem - kto pochwyci łuczniczkę? Skoro wszyscy znaczący członkowie kadry instruktorskiej znajdowali się tutaj, to dawało jej spore możliwości chociaż... niebieskooki dostrzegł pewną możliwość. Jeśli Ishio mówił prawdę i tamci byli kochankami, to Ari nie ucieknie daleko, poczeka w jakimś punkcie zbornym na swojego partnera, a gdy wieść o jego śmierci do niej dotrze, zdecyduje się powziąć zemstę. Na kim? Najpewniej na młodym Ishio, bo przecież o Kakita-san nie wiedziała. Trzeba to wykorzystać.
- Jak sam mawiałeś mistrzu, nie ma przypadków. - odpowiedział niewysokiemu mistrzowie samuraj, po czym biorąc kolejny łyk wody kontynuował - Zgodnie z tym, czego się dowiedziałem, kopię miecza wykonał Michio Sekura, nie był jednak świadom, do czego ma zostać wykorzystana. W intrygę zamieszani byli Honotsune Ari oraz Shimitsu Onaro - jego zgładziłem w walce, po tym jak starł się z nim Ishio. - po tych słowach niebieskooki zamyślił się i przeniósł spojrzenie przed siebie. Przez chwilę coś rozważał, po czym ponownie zwrócił się do mistrza.
- Honotsune i Shimitsu byli kochankami, tak twierdzi Ishio. Podejrzewam, że Honotsune ukryje się teraz i poczeka na jego przybycie, którego oczywiście nie będzie. Wtedy zdecyduje się wziąć odwet na tym, kto go zabił, czyli w jej mniemaniu na Ishio... Podejrzewam, że drugi z przybyszów z pustyni jest również w to zamieszany. Wnoszę o jego natychmiastowe zatrzymanie i przesłuchanie. Dodatkowo, proponuję by wieść o śmierci Shimitsu z mojej ręki została nagłośniona, wtedy Honotsune powinna skupić swój gniew na mnie i tak ja pochwycimy. - zakończył poważnie Kakita, układając swą strategię, teraz to on miał przewagę niewiedzy wroga po swojej stronie. Podstawa, to dobrze ją wykorzystać.
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
 
Posty: 860
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 24
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- drewniane tachi i wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG: 9017321
Multikonta:

Re: Dojo szkoły Taka

Postprzez Rindou Arashi » 24 maja 2018, o 23:29

37 / 37



Od przybicia mistrza Tsuki nie minęło zbyt wiele czasu, jednak widać było efekty. Mężczyzna w sile wieku nie raz zarządzał przy takich wypadkach, więc doskonale wiedział gdzie i w jaki sposób należy oddelegowywać ludzi, aby wykorzystać ich potencjał. Sam stał na czele, wyprostowany, obserwując otoczenie swoim bystrym wzrokiem i wydając jedynie krótkie stanowcze komendy. Ranni byli przygotowywani na transport do lazaretu a silniejsi i starsi z adeptów zawijali się w tkaniny, brali narzędzia oraz wodę, widać było, że szykują się do wejścia do środka. Jedynie grupka 4 wojowników stojąca przy bibliotekarzu, ciągle trzymała dłonie na głowniach, wyczekując przybycia przeciwnika.
- Poradziłeś sobie Asagi-san. Dziękuję, że to wszystko ustaliłeś. Na pewno list gończy za zbiegami zostanie wydany a drugi z pustynnych przybyszów przesłuchany. Nim jednak to, odpocząć musisz. Na rozmowę udamy się potem, miałbym zadanie dla ciebie.
- uśmiechnął się i wyciągnął w jego kierunku dłoń, w której coś trzymał. Była to mała, biała czekoladka zawinięta w papier ryżowy.




W ten tuż przy mistrzu przeleciała strzała wprost z dachu. Staruszek błyskawicznie ruszył ręką, łapiąc zakończony czerwonymi lotkami pocisk, po czym skierował wzrok na miejsce, z którego doleciała. Stały tam dwie osoby. Pierwszą z nich była dziewczyna, która od razu skojarzyła się Asagiemu z wczorajszą nocą. Tym razem jednak miała odsłoniętą twarz a jej bujne włosy opadały na piersi. W jednej z dłoni trzymała łuk, a drugą trzymała na ramieniu osoby obok siebie. Był to szczupły, wysoki mężczyzna, odziany w czarne szaty o czarnych jak smoła, opadających na głowę włosach. Na jego ramionach powiewał węglowy płaszcz a w dłoni odzianej w rękawiczkę trzymał coś co było obiektem zainteresowań ostatnich kilku godzin. Zaginiony miecz ceremonialny.
- Już za późno! Nawet ty Mistrzu Amatsurama nie jesteś w stanie mnie zatrzymać! Odbiorę ci wszystko co tak bardzo kochasz, wszystko na czym ci zależy tak jak ty to zrobiłeś. Najpierw zabiorę ci jedną z pamiątek, potem uczniów, szkołę, aż zostaniesz sam, w rozpaczy. Wtedy przyjdę po Ciebie!! - zacisnął dłoń na obnażonej klindze, która zaczęła się czerwienić, a potem wyginać. Nie minęło kilka sekund, kiedy stopniało i kolejnymi kroplami zaczęło spadać z dachu na ziemię. Chwilę później mężczyzna wrzucił ją do jeszcze palącego się budynku.
- Odbiorę ci wszystko, żebyś poczuł tę gorycz... Ojcze! - jego donośny głos rozchodził się po całej szkole, docierając do uszu każdego z uczniów. Chwilę później jego usta złączyły się w namiętnym pocałunku ze stojącą obok niego dziewczyną. Chmura dymu - szare powietrze wyciekło z pod jego płaszcza, przykrywając cały dach. Gęste opary mieszały się ze spalinami tworząc coś, przez co nie dało się przebić zwyczajnymi oczami. Nie minęło kilka sekund, kiedy pierwsze promienie słońca przebiły gęstwiny, jednak wtedy nie było tam już żadnego śladu po przybyszu...




Koniec Misji - zakończona powodzeniem!


Jeżeli będziesz zainteresowany powstałym wątkiem, będziesz chciał rozwiązać tę sprawę sam, bądź z innymi samurajami twojej szkoły zapraszam do mnie. Jeżeli będziesz chciał aby ktoś inny ci to poprowadził, bądź też będziesz chciał aby użył on jakiegoś wątku/postaci powstałej przy tej misji, zapraszam także do mnie z pytaniami.
Rindou Arashi
 

Re: Dojo szkoły Taka

Postprzez Kakita Asagi » 26 maja 2018, o 15:23

Czyżby mieli chwilę wytchnienia? Zmęczenie dawało o sobie znać młodemu samurajowi, który chociaż umysłem starał się zachować czujność, ale nie było to proste. Adrenalina opadła, a on najchętniej udałby się teraz na jakiś odpoczynek, nawet jeśli przed chwilą deklarował gotowość podjęcia dalszej walki z nieznanym wrogiem. Niestety, ciało i umysł człowieka nie są tak niezniszczalne jak stalowe miecze.
- Tak jest, mistrzu. - odpowiedział niebieskooki z odpowiednim ukłonem, bo chociaż Asagi wolał ruszyć w pogoń za wrogami już teraz, to jednak nawet on musiał przyznać, że obecnym stanie za wiele nie zwojuje - pierw trzeba odpocząć, zebrać siły fizyczne i psychiczne i po ustalenie wszystkich szczegółów, będzie można ruszyć w pogoń...

Świst strzały poderwał młodego samuraja na równe nogi, a jego ręce same znalazły drogę do miecza - walka wcale się jeszcze nie zakończyła. Asagi skierował swoje niebieskie oczy na dach, z którego padł strzał i obserwował tak dobrze znane mu ostrze oraz pozostałą dwójkę złoczyńców. Mimo zmęczenia, młody samuraj już liczył w umyśle odległość, jaką musiałby pokonać by znaleźć się na dachu i skrzyżować z nim ostrza. Dlaczego tego nie zrobił? Bowiem nikt inny nie rzucał się do walki to raz, a dwa dystans był zbyt wielki, by zrobić to sprawnie, a ryzyko za duże. Jedyne, co mógł uczynić Kakita, to podobnie jak pozostali samurajowie obserwować wydarzenie i zapamiętać ile się da.
Słowa przybysza były szokiem dla wszystkich, a Asagi nie był w tym przypadku wyjątkiem. Odruchowo przeniósł spojrzenie na "małego mistrza", nie do końca rozumiejąc co właśnie się dzieje - w zasadzie... to nie musiał rozumieć. Dla niego liczyło się tylko jedno, szkoła została zaatakowana i trzeba jej bronić, nie ważne teraz kto za tym stoi. Zanim jednak ktokolwiek ruszył w bój, wrogowie oddalili się w iście widowiskowym stylu, który przywodził na myśl jedno - shinobi.
- Mistrzu, możesz na mnie liczyć. - rzekł do jednego ze swych dawnych nauczycieli Asagi, po czym zgodnie z wolą mistrzów udał się tam, gdzie był najbardziej potrzebny...
Jesienny wiatr rozwiewał włosy młodego samuraja jednocześnie wzywając go do domu, ale młody Kakita wiedział, że teraz nie może wrócić na Yinzin. Będzie musiał wystąpić o to z oficjalną prośbą, ale w obliczu zaistniałych wydarzeń jest najbardziej potrzebny w szkole Taka, miejscu, które było mu bliższe nawet niż dom...

<ZT>
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
 
Posty: 860
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 24
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- drewniane tachi i wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG: 9017321
Multikonta:

Re: Dojo szkoły Taka

Postprzez Kakita Asagi » 19 cze 2018, o 09:18

Wiosna, cieplejszy wieje wiatr, wiosna, znów nam ubyło lat... Niebieskooki nie miał wątpliwości, w jakim celu został wezwany przed oblicze mistrza szkoły i powiedzmy sobie szczerze, od jakiegoś czasu spodziewał się, że dokładnie tak się to stanie. Kakita nie był głupi - doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że przedłużył swój pobyt na kontynencie, co prawda, przysłużył się szkole Taka - pokonał morderców, odkrył spisek mający na celu zniszczenie szkoły i chciał dalej kontynuować to dochodzenie, jednakże... Jednakże obowiązkiem jego było powrócić na Yinzin, a nie zrobił tego. Z chwilą zniknięcie śniegu, jego noga powinna stanąć na ojczystym lądzie, a on? A on tkwił w dojo. Był jednak głupi.
Teraz, kiedy został wezwany przed oblicze mistrza swojej szkoły, który w końcu powrócił z nieobecności należało się spodziewać konsekwencji, a mogły być one tylko jedne. Czy Asagi był gotów przyjąć odpowiedzialność, za swój czyn? Cóż, był samurajem, znał zasady. Ponad to, był też mistrzem miecza, a jeśli jeszcze nie, to zdecydowanie radził sobie z nim lepiej niż większość przeciętnych przedstawicieli świata. Jedną z zasad szermierki było - rób i bierz odpowiedzialność za swoje czyny. Tym się kierował zawsze, a jednak... jednak jakaś część jego natury buntowała się. Bał się konsekwencji, które miał ponieść za... no właśnie, za zryw serca? Cóż, można było tłumaczyć sobie, że pozostał w szkole by jej pomóc, to była prawda, ale nie cała. Pozostał, bowiem wierzył, że pięknooka Hyuuga Setsuna w końcu spełni swą obietnice, podobnie jej ojciec. Jakże naiwne to było. Czy należało za to umierać? Z jednej strony głupie. Z drugiej to też dobra śmierć.
Idąc w kierunku siedziby głównego mistrza, niebieskooki starał się oczyścić umysł, chociaż bał się to jednak obiecał sobie, że jeśli to ma być jego ostatni dzień, to będzie przykładem dla wszystkich adeptów szkoły - pokaże, jak ostatnie chwile przeżywa prawdziwy samuraj.
Przed wejściem do siedziby mistrza, zatrzymał się i na żądanie strażników oddał swój długi miecz, po czym oczekiwał na wezwanie do środka. Zrobi to wszystko najbardziej honorowo jak umie...
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
 
Posty: 860
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 24
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- drewniane tachi i wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG: 9017321
Multikonta:

Re: Dojo szkoły Taka

Postprzez Exodia » 19 cze 2018, o 12:53

Obowiązek kontra obowiązek. Pomaganie swojej szkole w uporaniu się z problemami czy dotrzymanie ustalonego terminu i punktualność? Jedno albo drugie, nie było opcji by upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Decyzja podjęta przez młodego samuraia dawała jednak najwięcej korzyści dla ogółu samuraiskiego... cechu? Można tak to nazwać. Może Lider szkoły chce go wynagrodzić za zasługi albo znieść niełaskę w którą popadł? Nic nie było wiadomo i to dlatego Asagi miał takie a nie inne myśli. Powinien już szykować kawałek naostrzonej stali w wypadku potrzeby błyskawicznego seppuku! Podchodząc do siedziby, wątpliwości nie malały ani trochę. Oddanie broni strażnikom, którzy nie mogli wpuścić uzbrojonego wojownika do najważniejszej osoby w ich społeczności, także nie napawało pozytywnym nastrojem. Nawet jeśli próbował oczyścić swój umysł technikami opanowanymi podczas swojej drogi wojownika, nie było to zbyt skuteczne. Nadal gdzieś z tyłu głowy tkwiła, niczym cierń wbity w deskę, wizja poniesienia kary za swoją niekompetencję.
Strażnik przed drzwiami do siedziby odsunął się sprzed wejścia i gestem wskazał drzwi. Po wejściu zamknął za nim wejście. Asagi wylądował w stosunkowo szerokim i długim korytarzu. Wydawało się, że nie ma w nim żadnych drzwi, ale po chwili skupiania można było zauważyć kilka przesuwanych drzwi, idealnie wkomponowanych w ściany. Przed jednymi z takich drzwi stał kolejny strażnik. Na boso oczywiście, miejsce na umieszczenie obuwia znajdowało się obok wejścia, na niewielkim drewnianym podeście. Strażnik oczekiwał na podejście Asagiego, po czym otworzył drzwi i, podobnie jak swój kolega przed domem, wskazał na nie. W pomieszczeniu, na niewielkiej poduszce, klęczał mężczyzna. A właściwie to siedział na swoich kolanach. Asagi natychmiast go rozpoznał. Mistrz szkoły Taka czekał na niego. Widząc go po drugiej stronie wejścia, uśmiechnął się likko i gestem wskazał na drugą poduszkę, po drugiej stronie niewielkiego stolika. Pomieszczenie, któremu młody samurai mógł się bliżej przyjrzeć dopiero po wejściu, było zaskakująco puste. Poza szafką w rogu pomieszczenia, nie było w nim absolutnie nic. Poza rzecz jasna poduszkami i stolikiem. Sam pokój nie był aż tak duży. Wystarczająco, żeby móc się po nim przejść bez potrzeby miarkowania swojej prędkości. Przypominało kwadrat o ściance długości dziesięciu metrów.
- Witaj, Asagi-san. Usiądź, chciałbym z tobą porozmawiać na temat twojego pobytu tutaj.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1992
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: Dojo szkoły Taka

Postprzez Kakita Asagi » 19 cze 2018, o 15:26

Przechodząc przez kolejne pomieszczenia, niebieskooki samuraj starał się nie tracić swojej kruchej pewności siebie, ale nie oszukujmy się, jego sytuacja nie była za ciekawa. Z drugiej strony miał przecież na swoim koncie pewne dokonania, może gdyby się na nie powołać... Zostawiwszy obuwie w odpowiednim miejscu, niebieskooki szedł na "sąd" i chociaż starał się przekonać samego siebie, że się nie boi, to jednak musiał przyznać przed samym sobą, że w niegodny samuraja sposób starał się kurczowo trzymać życia. Samurajowie mieli swój kodeks, a Asagi znał go bardzo dobrze. "Można żyć, kiedy żyć się godzi, i umrzeć, kiedy umrzeć trzeba". - przywołał w pamięci przedostatnią zasadę bushido, w obliczu której właśnie stanął. Nie takim miał być zapamiętany, oto właśnie, stając przed ostatnimi drzwiami nabrał wdechu.
Po pierwsze, prawdziwy umysł wymagał by nie ulegać emocjom - tworzenie wszelkich założeń, uleganie wyrzutom, czy też zadręczanie się nie stanowiło DROGI wojownika. Oto nasz bohater stanął przed ostatnimi drzwiami i... Należało być wojownikiem do końca. Po prawdzie, Kakita nie wiedział, po co został wezwany, należało więc skupić się na tym, co się realnie działo...

Stając na progu, samuraj posłał niski ukłon swojemu mistrzowi, wyrażający szacunek i oddający powagę jego randze. Niebieskooki zbliżył się do mistrza niespiesznie, ale pewnym krokiem, po czym zajął miejsce na przeciwko swojego mistrza, siadając podobnie jak on. Dlaczego zdecydował się usiąść? Cóż, stanie nad głową jego przełożonego byłoby równą zniewagą, jak usiąść, ponad to, jeśli będzie miał paść przed nim na twarz, to z tego położenia będzie mu zdecydowanie wygodniej.
- Przybywam na wezwanie mistrzu. - przywitał się zgodnie z etykietą, po czym wyprostował się i dodał - Słucham mistrzu. - bez zbędnych słów, wątpliwości czy też domysłów i wybiegania w przyszłość. Dowie się w swoim czasie, dlaczego go wezwano. Niezwykle długie te sekundy...
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
 
Posty: 860
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 17:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 24
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Tachi + Wakizashi
- drewniane tachi i wakizashi
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG: 9017321
Multikonta:

Re: Dojo szkoły Taka

Postprzez Exodia » 20 cze 2018, o 00:16

Stojąc przed obliczem najważniejszej osoby w okolicy... Ba, najważniejszego majestatu każdego samuraia owej szkoły, każdy miałby chociaż lekkiego pietra. Niewłaściwy gest, nawet najmniejszy i pozornie mało znaczący, mógłby okazać się zniewagą dla starca. A jak głosi znane powiedzonko: "Ta zniewaga krwi wymaga". Krew będzie idealnym zmywaczem hańby. Zdaje się że także Bushido uwzględniało takie właśnie sytuacje. Takie myśli na pewno nie mogły pomóc niepewnemu nastrojowi Asagiego. Wchodził do siedziby niczym do kolejki na szafot. Nawet jeśli sam Mistrz nie wyglądał na kata. Asagi zajął wskazane mu miejsce, wcześniej oddając wyraz szacunku przez niski ukłon. Mężczyzna odchrząknął kilkukrotnie.
- Pierw chciałbym ci podziękować za dotychczasowe wysiłki na rzecz szkoły Taka, szczególności tego Dojo. Doszły mnie słuchy o twoich osiągnięciach i o rozwiązaniu z twojej strony kilku nieprzyjemnych problemów. - powiedział. W jego glosie, mimo widocznego wpływu czasu na jego osobę, dalej dało się wyczuć siłę i życie. Ale przede wszystkim jego głos był pełen powagi i pewnego rodzaju głębi. Ciężko było określić to jednoznacznie. To był ton ludzi mądrych i doświadczonych życiowo. Ale także, co poparły jego późniejsze czyny, osoby wdzięcznej. Mężczyzna lekko schylił głowę w stronę Asagiego. Krótki, ale wymowny gest. Może przyjmowanie wdzięczności od kogoś pokroju Mistrza po prostu nie wypada? Ale rozpoczęcie od dobrej wiadomości z pewnością powinno chociaż delikatnie uspokoić młodego samuraia.
- Poinformowałem o twoich dokonaniach Musashi-dono. Dzisiaj dotarła do nas wiadomość zwrotna, w której mowa jest o twoim pobycie tutaj - jeśli był jakiś moment, w którym serce mogło jednocześnie zacząć bić szybciej i całkowicie stanąć, to najpewniej byłby ten. Napięcie sięgało zenitu. Niczym w kulminacyjnym momencie pojedynku. Po jednej stronie Asagi, a po drugiej decyzja głowy całej samuraiskiej profesji.
- Musashi-dono prosił, bym przekazał ci, że twój pobyt na kontynencie został wydłużony na czas nieokreślony za zasługi dla Szkoły Taka. A także, że od teraz twoją powinnością jest dalsze dbanie o to dojo i utrzymywanie spokoju na okolicznych terenach. - zakończył, przywdziewając na twarz lekki uśmiech. Zupełnie jakby świadomie budował całą tą sytuację, tylko dla tego jednego, kulminacyjnego momentu. Spadku w kolejce górskiej, chwili ulgi. Niezły dowcipniś, oczywiście pod warunkiem że zrobił to umyślnie. Ale Asagi mógł chyba odetchnąć, dalej ciesząc się ze swojego życia i z braku konieczności przedwczesnego jego zakończenia.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1992
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Szkoła Taka

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość