Szkoła Taka: Siedziba mistrza

Re: Szkoła Taka: Siedziba mistrza

Postprzez Kakita Asagi » 1 lut 2020, o 18:04

Kolejne informacje zmniejszały liczbę możliwych rozwiązań i pozwalały rozpoznać prawdę - jak się okazywało, młodzik miał bardzo niewiele do zaoferowania. Oznaczało to, że w tej kwestii Kakita nie powinien na zbyt wiele liczyć, cóż, nigdy nie podejmował się takich zadań z myślą o nagrodzie, dla samurajów liczyły się inne, dużo mniej uchwytne rzeczy - samo zaprowadzenie porządku w okolicy było wystarczającą nagrodą, zwłaszcza, że samuraj już się tego zadania podjął...
Dalsze słowa chłopca oznaczały, że ich kroki zostaną skierowane do dobrze znanej szermierzowi nadmorskiej osady - wiele miłych wspomnień się z nią wiązało, począwszy od powrotu z Cesarstwa na kontynent, poprzez pierwsze śledztwo które sprawiło, że objął takie, a nie inne stanowisko. W końcu, to tam poznał Setsune... Tak, to ostatnie wspomnienie stale sprawiało, że jego serce w jakiś sposób mniej spokojnie biło. Nie były to jednak te same uczucia co kiedyś, dawniej, chciałoby się rzec, że za młodu, było to niepewne drżenie, chęć przenoszenia gór i czynienia cudów. Dziś, był to cień, swoisty zawód, nie pierwszy, ale chyba najbardziej dotkliwy w życiu już nie tak młodego samuraja. No, ale cóż, nic to...

Ustaliwszy co trzeba, spakowawszy swój ubogi dobytek, niebieskooki wraz z młodzikiem udali się do centrum kompleksu świątynno szkolnego. Kakita lubił przechadzać się uliczkami tego miejsca, nawet jeśli nie miał w tym konkretnego celu - ten porządek, ład i zupełna autonomia od świata działała na samuraja kojąco, zwłaszcza w wojennej zawierusze. W obliczu trwającego konfliktu, szkoła Taka i świątynia Amaterasu jawić się musiała oazą spokoju, korzystającą z ochrony jaką roztaczało nad nią odległe Yinzin...
Kiedy na ich drodze pojawił się młody mnich, który zgodnie z etykietą pierw ukłonił się naszemu bohaterowi, na co ten odpowiedział własnym, nieco mniej niskim ukłonem - dokładnie tak jak wypada. Blask w oku i iskra młodości, jakie płonęły w jego spojrzeniu cieszyły serce samuraja, który jednak szaleństwa miał już za sobą, chyba...
- Witaj. Niestety, nie tym razem, chociaż kiedyś kto wie.... - odpowiedział pogodnie samuraj, spoglądając na swojego chwilowego towarzysza, który istotnie może kiedyś zajrzy w progi szkoły szukając nauki, zwłaszcza jeśli chciał umieć zrobić użytek z tego naostrzonego kawałka metalu, jaki miał przy sobie. Tak czy inaczej, skoro mnich sam się pojawił, należało zwrócić się do niego ze sprawą, za którą i tak będzie go poszukiwał, ale przy tym nie wprowadzając go zbyt głęboko w treść zadania, im mniej osób wie, tym lepiej.
- Dziś jednak ten młodzian przybył zwrócić się do nas z prośbą o pomoc. W tym celu muszę porozmawiać z mistrzem Zenpachi, jednakże i do ciebie będę miał prośbę. Czy mógłbym prosić o pożyczenie jednego zestawu mnisich szat podróżnych? Mam na myśli te szaty świeckich mnichów. Będę zobowiązany... - rzekł z odpowiednią pokorą niebieskooki, skłaniając się lekko w proszący sposób. Może i był hatamoto, ale ranga nie uderzyła mu do głowy i umiał prosić.
Obrazek

Heroic battle Theme|Asagi-sensei Theme|Bank|Punkty historii|Własne techniki| Przedmioty z Kuźni | Inne ujęcie | Pieczątka

Spoiler: pokaż
Lista samurajek, które były na forum, ale nie zostały moimi uczennicami i na pewno przez to nie grają.
  • Mokoto (walczyła na Murze)
  • Mitsuyo (nigdy nie opuściła Yinzin)
  • Inari (była uczennicą Seinara)
  • Sakiko (byłą roninką, obierała ziemniaki na misji D)
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
Bohater Lata
 
Posty: 1541
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 18:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Zbroja
- Tachi + Wakizashi
- Długi łuk + Kołczan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG/Discord: 9017321

Re: Szkoła Taka: Siedziba mistrza

Postprzez Kuroi Kuma » 5 lut 2020, o 00:58

Kiedy goni czas
Asagi - Misja A 13/60+

Ponoć pokój, to tylko okres pomiędzy kolejnymi wojnami. Świat shinobi chyba na stałe miał przypisaną walkę, jako coś stałego, coś do czego po prostu trzeba było przywyknąć. Samurajowie często byli jednak z dala od tego świata, oddzielali się grubą kreską nie chcąc być kojarzony z takimi wydarzeniami. Tutaj było spokojnie, życie dalej się toczyło, zupełnie jakby ten świat był oderwany od rzeczywistości, szedł swoim tempem. Kwestią czasu jednak było, gdy ktoś w końcu przyjdzie i do tego miejsca, kto będzie chciał więcej ziem, więcej mocy i kontroli nad resztą. Typowe podejście - jesteś z nami, albo przeciw nam. Mnisi jednak trenowali, może i nie przygotowywali się bezpośrednio do wojny, ale jednak ich sztuka była z nią bezpośrednio związana. Na co komu zdolność władania mieczem, jeżeli nie do walki? Czy to po stronie atakującej czy broniącej, jednak nie dało się w żaden sposób ukryć, że zdolność ta w takim miejscu i w takich czasach była cholernie przydatna.
Chłopak popatrzył się na samuraja, ten widział na jego twarzy niemy uśmiech, który bowiem chłopiec nie chciał stać się właśnie taki - szanowany, potrafiący o siebie zadbać, no i oczywiście silny. Marzenie zawsze w jakimś stopniu odbiegało od rzeczywistości, jednak w tej sytuacji to właśnie Kakita mu pomagał, a nie ktoś inny. Chłopaczek więc nie potwierdzał, ale i nie zaprzeczał, że takie rozwiązanie by mu odpowiadało. Teraz jednak przysłuchiwał się o czym rozmawiają starsi w jego sprawie.
-Mistrz jest u siebie, obecnie udał się na spoczynek, możliwe że medytuje korzystając z chwili wolnego. Co do szat zaś, oczywiście, przygotuję wszystko tak szybko, jak tylko się da. - poczekał chwilę czekając, czy może jeszcze będzie do czegoś potrzebny, potem ukłonił się, odwrócił i poszedł w stronę świątyni, by przygotować wszystko dla samuraja. Ten zaś musiał obejść się smakiem. Pozostało już więc udać się do osoby, która była tutaj najważniejsza, która to miała najwięcej do powiedzenia.
Sam mistrz siedział przy otwartych na zewnątrz drzwiach, spoglądał na zewnątrz, rozmyślał, na jego twarzy widniał grymas niezadowolenia. Brak tu było złości, gniewu. W jego dłoniach spoczywała czarka z parującym napojem, jego intensywny zapach rozszedł się po pomieszczeniu. Napar z białej herbaty kusząco zapraszał do środka. Gdy tylko usłyszał jak Kakita - sam albo z towarzyszem - zmierza w kierunku jego pokoju odłożył napój na bok i odwrócił się ku gościom.
-Witaj, w czym mogę Ci pomóc?
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1091
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Szkoła Taka: Siedziba mistrza

Postprzez Kakita Asagi » 6 lut 2020, o 10:14

- Bardzo dziękuję. - odpowiedział niebieskooki, zadowolony w duchu, że udało mu się zorganizować jeden z elementów swojego planu, teraz przychodziła pora na trudniejsze kwestie. Fakt, że mistrz szkoły odpoczywa oznaczało, że będzie mu trzeba poprzeszkadzać, nie jest to nigdy najlepsze wyjście, zwłaszcza, że czasami zdarza mu się znikać na zdecydowanie dłużej, ale skoro nie zostało jasno stwierdzone "że jest niedostępny" to można spróbować szczęście...
Kierując się ku kwaterze mistrza, niebieskooki pierw zdjął z nóg buty, co by nie nanieść brudu i dopilnował, by jego młody towarzysz uczynił to samo - zasady musiały być zawsze zachowane. Następnie pozostawało jedynie skierować się w stronę celu, którymi były chronione przez parę strażników drzwi. Warty były obowiązkiem adeptów szkoły i Kakita będąc jeszcze młokosem również niejednokrotnie pełnił tę zaszczytną (aczkolwiek równie stresującą co nudną) funkcję. Stając przed strażnikami, niebieskooki nieznacznie się im skłonił, nie był pewien, czy rozpoznaje ich twarze, ale oni generalnie powinni wiedzieć z kim mają do czynienia.
- Muszę się widzieć z mistrzem Zenpachi. rzekł hatamoto, po czym nie czekając do końca na polecenie od strażników, wyciągnął zza pasa swoje tachi, które ujmując oburącz przekazał w ich stronę. Zasady były jasne, tylko mistrzowie szkoły mogli tutaj wchodzić z długą bronią, wszyscy inni musieli pozostawić ją przed wejściem (co prawda Kakita wątpił, by w obliczu ataki mistrzowi robiło różnice, co jego oponent ma przy sobie, ale tradycja była tradycją). Następnie po przekazaniu broni w bezpieczne miejsce poinstruował chłopaka by ten poczekał tutaj na niego i nie robił niczego...

Przekraczając próg pokoju, niebieskooki ukłonił się odpowiednio nisko i trwał tak przez dwie sekundy, zmysłami chłonąc wnętrze. Takie wstępne "wybadania" sytuacji często ułatwiało dalszą konwersację, warto wiedzieć czego się można spodziewać. Mistrz z mało zachęcająco miną i czarką herbaty przeniósł na niego swoje spojrzenie, jak zawsze nie pozwalając wyczytać z siebie więcej, niż sam chciał pokazać - w praktyce, Kakita nie wiedział zupełnie czegoś się spodziewać, więc najlepiej zagrać w otwarte karty.
- Przepraszam za najście mistrzu. - rzekł niebieskooki po czym zbliżył się na odległość kilku metrów, w zależności od tego, czy mistrza dał mu znak usiadł w seiza lub stał, nie robiło mu to większej różnicy i kontynuował wyjaśniając powód swojej wizyty.
- Dzisiejszym porankiem naszedł mnie chłopiec - syn kupca z osady Funemi, Arata. - mały wstęp, a po nim rozwinięcie sprawy. - Jego siostra została porwana przez kryminalistów, którzy jakiś czas temu wymusili na jego matce wynajęcie ich jako ochroniarzy. Niegodziwcy windowali zapłatę za ochronę aż w końcu porwali dziewczynkę dla okupu. - hatamoto zgrabnie streścił wszystko, czego do tej pory zdołał się wywiedzieć, w odpowiednich miejscach stawiając akcent. Dla Zenpachi'ego nie powinno być problemem zrozumieć intencji samuraja i wyczytać, co w zasadzie zaszło. Teraz jednak, należało przejść do sprawy trudniejszej...
- Zaoferowałem swoją pomoc w odbiciu jego siostry. Przychodzę, by prosić cię mistrzu o zgodę na podjęcie się tego zadania i jeśli ją wyrazić, o udostępnienie mi jednej oprawy shirasaya dla mojego tachi. - i tutaj niebieskooki nisko się ukłonił i czekał tak na decyzję swojego zwierzchnika, mając nadzieję, że jego elokwencja i znajomość obyczajów nie zawiodą go i nie wyleci z tego miejsca z hukiem za zbyt dużą samodzielność...
Obrazek

Heroic battle Theme|Asagi-sensei Theme|Bank|Punkty historii|Własne techniki| Przedmioty z Kuźni | Inne ujęcie | Pieczątka

Spoiler: pokaż
Lista samurajek, które były na forum, ale nie zostały moimi uczennicami i na pewno przez to nie grają.
  • Mokoto (walczyła na Murze)
  • Mitsuyo (nigdy nie opuściła Yinzin)
  • Inari (była uczennicą Seinara)
  • Sakiko (byłą roninką, obierała ziemniaki na misji D)
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
Bohater Lata
 
Posty: 1541
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 18:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Zbroja
- Tachi + Wakizashi
- Długi łuk + Kołczan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG/Discord: 9017321

Re: Szkoła Taka: Siedziba mistrza

Postprzez Kuroi Kuma » 7 lut 2020, o 22:40

Kiedy goni czas
Asagi - Misja A 15/60+

Młodziak obserwował bacznie co robi jego "starszy kolega" jakkolwiek by to ironicznie nie brzmiało. Taka drobnostka jak zdjęcie butów to w sumie podstawa, coś czego nie trzeba było uczyć. Chłopaczek zdawał sobie sprawę, że nie wchodzi do stodoły, tylko do miejsca, gdzie mieszka mistrz. Osoba więcej jak szanowana, więc skazą byłoby wnieść do jego domostwa brudy. Na znak od strażników nie trzeba było czekać, bowiem rozstąpili się oni przed samurajem. Nie mieli wyraźnego rozkazu, by nikogo nie wpuszczać, a Kakita nie był w tych okolicach kimś nieznanym, nie zjawiał się też bez przyczyny, więc nie było sensu go zatrzymywać. Co innego było z chłopakiem, którego to zhaltowali na wejściu, by poczekał tutaj. Lepiej trzymać rękę na pulsie i nie wpuszczać nieproszonych osób do mistrza.
A skoro o nim mowa, to ten mimo otwieranych drzwi, mimo tego że ktoś wszedł do środka, to ten się nie spieszył. Nie wyczuwał zagrożenia, a strażnicy przy wejściu nie reagowali jakoś przesadnie. Dopiero po chwili odwrócił się - na jego twarzy malowała się dosyć poważna mina. Niekoniecznie związana z przybyciem samuraja do przybytku, bowiem miał więcej swoich zmartwień na głowie, które obecnie zaprzątały mu głowę.
-Nic się nie stało, jesteś tu zawsze mile widziany - gestem ręki wskazał mu, by ten się zbliżył, usiadł na spokojnie. Do niektórych rzeczy warto było podchodzić "na szybko". Tylko dać im chwilę czasu, emocje nie powinny być czymś, co przejmuje kontrolę nad człowiekiem. Ten krótki, acz znaczący ruch, który zmuszał ciało do tego, by nie było napięte niczym struna. Wsłuchiwał się uważnie w to co młodzian ma do powiedzenia - skrót historii z wcześniej wyjaśniał wiele, cała wiedza skupiona w małej pigułce.
-Ciągle nie rozumiem czemu tacy ludzie chodzą po tym świecie. Rozumiem pogląd, że by istniało dobro, musi istnieć zło, ale czy jest to naprawdę potrzebne? - rzucił pytanie w powietrze, chociaż nasz samuraj dobrze wiedział, że to nie jest coś, na co musi odpowiadać. To pytanie, które można było rozważać, jednak nigdy nie znajdzie się dobrej odpowiedzi - Oczywiście, że masz moją zgodę Kakita, obyś przywrócił temu chłopcu i jego rodzinie spokój. Co do Twojej prośby, dopasuj proszę sobie jedną z moich - wskazał na ścianę, a dokładniej na przejście do drugiego pokoju. Tam też znajdowało się wyposażenie samego mistrza - począwszy od zbroi ukazanej na przeciwległej ścianie, która samym swoim wyglądem zmuszała przeciwnika do zastanowienia się czy na pewno jest zdecydowany by atakować. Obok spoczywały miecze, mała kolekcja starannie wyselekcjonowanych "ulubieńców. Po drugiej zaś ścianie (na lewo) było oprzyrządowanie, wszystko czego było potrzeba do sztuki posługiwania się mieczem. Pokój był niczym małe marzenie dla każdego samuraja.
-A teraz wybacz, ale niestety muszę zająć się swoimi sprawami - rzucił do samuraja z bardzo mało wyczuwalnym uśmiechem, gdy tylko ten wziął potrzebne mu wyposażenie. Czas ruszać!
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1091
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Szkoła Taka: Siedziba mistrza

Postprzez Kakita Asagi » 10 lut 2020, o 11:15

Zagadnienie istnienia zła istotnie było godne zastanowienia się, nie tylko w tym konkretnym momencie, ale ogólnie i całościowo. Kakita miał swoje własne zdanie na ten temat, jednakże jeszcze nie był to ten moment, w którym powinien się nim dzielić. Zdaniem bowiem niebieskookiego, zło było naturalną koniecznością i wynikiem niedoskonałości ludzkiej natury. Człowiek, jako twór niewiele różniący się od innych zwierząt łatwo ulegał swoim emocjom i rządzą, a kiedy kierownictwo swoich czynów im powierzał, wtedy powstawało zło. Wszystkie bowiem naganne postawy, były odbiciami swoich chwalebnych form, odwołania od yin i yang nie są tutaj przypadkowe i stanowią swoją konieczność, dajmy na to chociażby dumę i pychę. Ta pierwsza sprawia, że możemy odważnie kroczyć przed świat, że cudze słowo nie złamie nas z miejsca i co więcej, będziemy umieć się bronić. Druga natomiast sprawi, że nie będziemy kroczyć przez świat, tylko po świecie, nadmiernie przeceniając swoje wartości ostatecznie poniesiemy porażkę. Czy jednak w istocie zło było koniecznością istnienia dobra? Jakby się nad tym zastanowić, było jego wypadkową, bowiem jakże docenić światło, jeśli nie ma ciemności? Idąc krok dalej, gdyby porażka nie była karą, zwycięstwo nie znałoby smaku nagrody. Znów wracamy do Yin i Yang...
Ostatecznie, niebieskooki nie skomentował więc słów mistrza, aczkolwiek lata nauko w szkole sprawiły, że zaznajomił się z wieloma tekstami traktującymi o filozofii drogi miecza. Drugą połowę uczyniło jego doświadczenia, umiejętność zabierania życia wynikała właśnie z tego, że samuraj nie zabijał życia, tylko zło, które ono reprezentowało. W tym znać było znów porządek - roślina która kiełkuje i wzrasta ostatecznie wydaje owoc i następnie zamiera. Tak samo zło, pierw raczkuje, potem wzrasta, a na koniec musi umrzeć - cykl narodzin na początku i śmierci na końcu był tym, wokół czego kręciło się całe bushido, czyż bowiem znaczenia bushido nie odnajdywano właśnie w śmierci? No, ale dość tych akademickich rozważań i przemyśleń, będzie jeszcze na to czas.
- Bardzo dziękuję za zgodę mistrzu, uczynię wszystko co konieczne. - podziękował Kakita z niskim ukłonem. Mistrz polecił mu przywrócić spokój rodzinie chłopaka, a więc to od niebieskookiego będzie zależało, jak to rozwiąże. Niuanse etykiety i gry słowne oznaczały, że w zasadzie dostał polecenie wyeliminowania złoczyńców, skoro bowiem nie szanują cudzego życia i wybrali wygodną drogę, równowaga domaga się, by zapłacili za nią tą samą walutą. Dalsze słowa samuraja sprawiły, że Kakita poczuł się niezwykle wyróżniony, móc skorzystać z własności mistrza oznaczało, że będzie musiał być bardzo ostrożny, a przy tym sprawić się dobrze.
- Dziękuje za ten honor. - rzekł po czym spokojnie skierował się we wskazane miejsce. Przekraczając próg do pokoju mistrza, samuraj wykonał odruchowo lekki ukłon, czuł się lekko zaniepokojony samym faktem, że się tam znajduje, ale nie zamierzał tracić ogłady, ani nadmiernie przyglądać się zgromadzonym sprzętom. Szybko wyszukał wzrokiem dębową oprawę, która powinna pasować do jego tachi i powrócił do głównego pomieszczenia, gdzie przyszło mu się pożegnać z liderem szkoły - nie było sensu zawracać mu dłużej głowy, jak już wszystko zostało ustalone, tak więc raz jeszcze ukłon na do widzenia i można było opuścić pomieszczenie...

Ponownie stając na progu, niebieskooki skierował wzrok w stronę strażników, którzy mieli jego broń, od których zamierzał swój główny oręż odebrać. Miał teraz pierwszy element potrzebnej mu układanki, należał się teraz udać po mnisie szaty, a tam dokonać przełożenia głowni swojego miecza z eleganckiej oprawy do "patykopodobnej" shirasaya - ta metoda przechowywania ostrza nadawała się bardziej do trzymania na ścianie, ale w tym zadaniu będzie to lepsze. Należało samego siebie również ubrać w "odpowiedniejsze" szaty, tak czy inaczej - taki był plan i tego się samuraj zamierzał trzymać. By nie kłopotać jednak mnichów w zajmowanie się dobytkiem, Kakita zamierzał jeszcze przed opuszczeniem szkoły zajrzeć do swojej skromnej kwatery i tam pozostawić dobytek (zabierając jednak swą gotówkę), a następnie mogli się już udać do osady, chyba, że coś sie po drodze jeszcze istotnego wydarzyło, co to uniemożliwiało...
Obrazek

Heroic battle Theme|Asagi-sensei Theme|Bank|Punkty historii|Własne techniki| Przedmioty z Kuźni | Inne ujęcie | Pieczątka

Spoiler: pokaż
Lista samurajek, które były na forum, ale nie zostały moimi uczennicami i na pewno przez to nie grają.
  • Mokoto (walczyła na Murze)
  • Mitsuyo (nigdy nie opuściła Yinzin)
  • Inari (była uczennicą Seinara)
  • Sakiko (byłą roninką, obierała ziemniaki na misji D)
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
Bohater Lata
 
Posty: 1541
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 18:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Zbroja
- Tachi + Wakizashi
- Długi łuk + Kołczan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG/Discord: 9017321

Re: Szkoła Taka: Siedziba mistrza

Postprzez Kuroi Kuma » 12 lut 2020, o 00:11

Kiedy goni czas
Asagi - Misja A 17/60+

-Wiem - odpowiedział tylko krótko. Tylko tyle wystarczyło, oszczędność słów, która jednak przekazywała wszystko w tak uproszczonej formie. Jednocześnie dając Asagiemu kredyt zaufania - jedną z najcenniejszych rzeczy, które można było ofiarować. Żadne skarby, żadne materialne rzeczy nie mogły się równać właśnie z tym. Uwierzeniem w drugą osobę, że jest zdolna do pewnych czynów, że postąpi słusznie i odda się sprawie. Że nie zawiedzie oczekiwań. Tak krótkie, łatwe słowo, a ustawiało poprzeczkę bardzo wysoko. Sprawienie zawodu własnemu mistrzowi było bowiem plamą na honorze, obrazą tak ogromną, że ciężko potem było ją zmyć. Do końca odprowadzał Cię wzrokiem, na jego twarzy na chwilę pojawiła się iskra, za którą widoczna była radość. Ten krótki acz znaczący moment. Był zadowolony z jednego ze swoich wychowanków, którzy postępowali słusznie. Oddani sprawie, pokorni, trzymający się zasad. Człowiek godny swojego tytułu.
-Powodzenia - rzucił jeszcze na odchodne, widząc swojego podopiecznego jak wyrusza na wyprawę. Ten ubytek osłabi z pewnością szkołę Taka, lecz Kakita przecież nie odchodził na wieki, tylko na króciutki wydawałoby się okres.
Wyszedł na zewnątrz, chłopaczek siedział sobie obok spokojnie czekając na pojawienie się niebieskookiego. Pozostało mu tylko tyle - czekanie, prawdziwy trening cierpliwości, który był jedną z najgorszych prób. Nigdy do końca nie można było być pewnym, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Obok niego stał wcześniej spotkany mnich, który trzymał już w rękach przygotowane dla samuraja szaty.
-Ah witaj. Udało mi się zebrać odpowiedni strój Asagi-senpai. Mam nadzieję, że wszystko będzie pasowało - wystawił ku niemu ręce z zawiniątkiem, w którym kryć się miało przebranie potrzebne do zadania -A teraz nie przeszkadzam Ci już dłużej... Chociaż może zabiorę ze sobą tego młodzieńca? Marnotrawstwem byłoby, by siedział tutaj całe dnie, nieprawdaż? - zapytał czekając na odpowiedź, nie chciał bowiem w jakiś sposób pokrzyżować planów samurajowi. Może miał pomysł na to, w jaki sposób chłopaczek powinien spędzić tutaj czas. Takie rozwiązanie jednak sprawiało, że młodziak nie zrobi niczego głupiego i będzie przy nim ktoś starszy, kto dopilnuje, by dobrze się sprawował do powrotu samuraja.
Niezależnie od decyzji Kakita ruszył do swoich kwater, by przygotować się do wyruszenia. Miał już wszystko czego tylko potrzeba, teraz wystarczyło to tylko dobrze wykorzystać i rozwiązać problem chłopaczka. Droga do pobliskiej wioski w przebraniu mnicha na pewno będzie spokojna, bowiem nikt normalny nie odważyłby się zakłócać spokój, a co dopiero podnieść rękę na mnicha. Wszystko szło gładziutko, wydawałoby się nawet że może za łatwo i w końcu ta passa szczęśliwych "rzutów" musi się skończyć. Przygoda jednak dopiero się rozpoczynała i dopiero teraz samuraj wkraczał w jej najtrudniejszy, najmniej przewidywalny element.

Następny pościk -> tutaj
Napisz proszę w hide co takiego masz przy sobie, bo rozumiem że nie będzie to cały dobytek
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1091
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Szkoła Taka: Siedziba mistrza

Postprzez Kakita Asagi » 11 mar 2020, o 17:59

Nie wiele rzeczy jest równie przyjemne jak sen. Uściślając, sen po długiej misji. Dotarłszy do szkoły, niebieskooki w pierwszej kolejności skierował się obmyć z zaschniętej krwi i zmienić opatrunek. Z zadowoleniem stwierdził, że ninja który mu pomógł był niezwykle zdolny, bowiem rana została zasklepiona, jednakże blizna pozostanie, kolejna. Podobnie na jego policzku, ślad dowodzący tego, że potrafi się uchylić od lecącej strzały...
Po obmyciu się, Kakita skierował swoje kroki do kwatery i tam... przygotował raz jeszcze swój miecz. Może był zmęczony, ale musiał zająć się obowiązkami wojownika, tak więc wyjął głownię z tymczasowej oprawy shirasaya i następnie sumiennie naostrzył usuwając pozostałości starcia. Wykorzystanie technik chakry uchroniło jego miecz przed poważnymi uszkodzeniami, ale i tak pierwsze ciosy zadał "surową stalą", a tak chociaż wytrzymalsza od kości, nosiła na sobie ślady zużycia, mikroskopijne, ale dla samuraja nie było półśrodków - miecz był jego duszą, musiał być w idealnym stanie. Zwłaszcza, że to tej stali zawdzięczał przeżycie, gdyby nie wytrzymała próby, mogłoby go tu nie być i umiejętności na niewiele by się zdały...

Sen spłynął na samuraja szybko, a on nie opierał się. Kiedy już jego miecz był w swojej prawidłowej oprawie, mógł zasnąć... Kakita obudził się nieco później niż przewidywał odruchowo rozciągając się. Pulsowanie w prawym barku przypomniało mu, że musi jeszcze "chwilę" uważać, tak więc szanując pracę iryonin'a ostrożnie ubrał nowe kimono z rodowymi monami, po czym zasuwając za sobą drzwi skierował kroki do siedziby mistrza - jakby nie było, należało złożyć drobiazgowy raport z przebiegu zadania i wywiedzieć się, czy coś nowego udało się mistrzowi odkryć...
Droga do siedziby Zenpachi'ego była mu doskonale znana, a jego znali strażnicy, tak więc bez trudu zdołał wejść do środka, oczywiście zostawiając im pod opieką wierne tachi. Na widok mistrza ukłonił się odpowiednio nisko, po czym zajął wskazane miejsce. Czuł się całkiem dobrze, siły go przepełniały, ale... wiedział, że jeszcze nie może tyle, ile by chciał móc.
- Mistrzu, jak wiesz, udało mi się odbić z rak oprawców Kakehashi Mitsuki, jednakże obawiam się, że sprawa jest poważniejsza. Kakehashi Sayuri oraz niejaki Syf potwierdzili, że tamta banda miała swoich ludzi wśród strażników. Co więcej, ich działanie miało przypominać działania sekty, a sama organizacja wskazywała na dobrze zaprojektowaną. - tyle słowem wstępu, teraz należało dokładnie wyłuskać ze swojej pamięci wszelkie szczegóły i przejść do meritum, dokładnie punktując wszystko, czego się Kakita wywiedział.
- Kakehashi Sayuri zeznała, że osobą z którą się kontaktowała na początku był niejaki Murasaki, jego strój miał odbiegać jakością od pozostałych. Za siedzibę tamta banda obrała sobie opuszczoną wioskę, w której wczoraj mistrz był. Moje pojawienie się w przebraniu mnicha nie wzbudziło ich zdziwienia, przeciwnie. Zostałem zaprowadzony do jednego z budynków, gdzie po drobiazgowym przeszukaniu polecono mi zejść schodami w dół. W tym miejscu bardzo dziękuję za oprawę shirasaya. - krótka przerwa, w czasie której niebieskooki przekazał drewnianą oprawę mistrzowi. Musiał przyznać, że bez niej nie udałoby mu się przetrwać. Cała jego misja to z jednej strony dużo ostrożności i taktyki, a z drugiej cała masa szczęścia i wsparcia bogów.
- Pod ziemią znajdowała się administracja, składająca się z dwóch mężczyzn zaprawionych w pracy z pieniędzmi, przynajmniej siedmiu uzbrojonych w różnoraki oręż ochroniarzy, ale i dwaj barmani. Cała placówka wydawała się działać od długiego czasu, byli bardzo pewni swego. Przed wejściem czekało jeszcze trzech ludzi. kakita ostrożnie referował kolejne szczegóły, które były istotne dla przyszłych działań szkoły przeciwko grupie zbrodniarzy, grupie, która najpewniej jeszcze spróbuje szczęścia i zdecyduje się zemścić.
- Kiedy wywiązała się walka, bez trudu pokonałem strażników. Ich wyszkolenie było podstawowe, a ochota oddawania życia żadna. Przeciwnikiem, który omal mnie nie zabił był właśnie władający kośćmi osobnik. W jego oczach nie było strachu i pałał rządzą zabijania. Nie walczył, by mnie pokonać. On walczył, by zaspokoić jakiś zwierzęcy instynkt. Bez mrugnięcia okiem ruszył naprzeciwko mojemu cięciu. - przerwał niebieskooki zastanawiając się, co jeszcze należałoby powiedzieć...
- W czasie misji działałem pod przybranym imieniem Muso Gannosuke, podałem się za wędrownego, świeckiego mnicha. Nie sądzę, by bandyci wiedzieli jak się nazywam, ale po przybyciu mistrza najpewniej połączą fakty... Mam prośbę mistrzu. Proszę, by udział Syfa został utajniony. To człowiek żyjący na granicy światła i cienia, ale sądze, że to właśnie on wysłał strażników by sprawdzili jak mi poszło. Proszę również, by szkoła rozważyła przyjęcie Kakehashi'ego Arata na ucznia. Ma w sobie zdecydowanie potrzebne do zostania samurajem, a jeśli nie, to na pewno czas jaki tutaj spędzi uczyni z niego mężczyznę, którego tamta rodzina potrzebuje. O nic więcej nie proszę i czekam na dalsze rozkazy. - Kakita zakończył ukłonem, po którym się wyprostował i czekał. Był dumnym hatamoto ze szkoły Taka, wczoraj przetrwał i wygrał, ale... wczoraj to wczoraj, a dzisiaj to dzisiaj. Zadania nowe na pewno na niego czekały...
Obrazek

Heroic battle Theme|Asagi-sensei Theme|Bank|Punkty historii|Własne techniki| Przedmioty z Kuźni | Inne ujęcie | Pieczątka

Spoiler: pokaż
Lista samurajek, które były na forum, ale nie zostały moimi uczennicami i na pewno przez to nie grają.
  • Mokoto (walczyła na Murze)
  • Mitsuyo (nigdy nie opuściła Yinzin)
  • Inari (była uczennicą Seinara)
  • Sakiko (byłą roninką, obierała ziemniaki na misji D)
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
Bohater Lata
 
Posty: 1541
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 18:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Zbroja
- Tachi + Wakizashi
- Długi łuk + Kołczan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG/Discord: 9017321

Re: Szkoła Taka: Siedziba mistrza

Postprzez Kuroi Kuma » 11 mar 2020, o 19:06

Kiedy goni czas
Asagi - Misja A 68/60+

Każdy popełniał błędy. Mniejsze czy większe, jednak zawsze się one pojawiały w życiu człowieka czy tego chciał, czy nie. Tym właśnie cechowało się życie - uczeniem się na swoich własnych pomyłkach i przekazywanie wiedzy o nich przyszłym pokoleniom. Wielu jednak nie dożywało momentu, w którym mogliby podzielić się swoimi doświadczeniami z przyszłymi pokoleniami. Zwłaszcza w czasach, gdy wojna ciągle toczyła się w okolicy, nie było czasu na szkolenie młodych, Ci musieli brać odpowiedzialność na swoje barki. Błąd samuraja nie był niczym wielkim, jednak po prostu podirytował medyka. Ten wykonywał swoją pracę, chciał robić ją jak najlepiej potrafił, a wszelkie "przeszkadzajki" po prostu mu tu utrudniały. To było jednak dobre przypomnienie, że mimo pełnionej funkcji czasami trzeba było posłuchać się tych mniejszych, którzy nie mieli kodeksów, zasad. Rana poprawiała się, Kakita mógł obserwował jak budynek powoli się odgruzowuje, a uczniowie jeden po drugim schodzą na dół, by obejrzeć co takiego stało się pod ziemią. Widok nie należał do najprzyjemniejszych - ciała rozłożone na ziemi, pełno krwi i brudu, do tego roztrzaskany bar i swąd spalenizny. Zapłata za zadanie była uczciwa - nie była to fortuna, może samuraj mógłby nawet domagać się więcej, w końcu ocalił córkę, której życie wycenione zostało na tysiące ryo. Nikt nie zabroniłby mu odnalezienia matki i targowania się o więcej, ale czy to przystoi samurajowi? Sam nie wspominał o zapłacie za wykonanie zadania, nie ustalali żadnej kwoty, więc czy ta walka miałaby sens? Oczywiście ten przyjął ją bez problemu i oczekiwał, aż medyk zakończy swoje zadanie. Trochę piasku w klepsydrze musiało jednak się przesypać, by ten w końcu poklepał niebieskookiego po ramieniu.
-Gotowe. Uważaj proszę jednak na siebie. Przynajmniej przez najbliższy czas. Rozciągaj się, za kilka dni powinno wrócić do normy - praca zakończona, murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść. Medyk więc udał się w stronę miasta, do nieco mniej dramatycznych przypadków, a na pewno spokojniejszych. Asagi był już gotowy do drogi - zabrał jednego z uczniów, razem z nim pozbierał swoje zabawki. Wrócił do szkoły, zajął się najważniejszymi według niego rzeczami, udał się na spoczynek.

---
Strażnicy zabrali broń samuraja, a później rozsunęli się, wpuszczając Asagiego do środka. Bark dalej szarpał, było to bardziej upierdliwe, ale przynajmniej przypominało o tym, że trzeba na siebie uważać. Mistrz gestem ręki wskazał, by nowoprzybyły spoczął. Wysłuchał raportu samuraja, nie chciał mu przerywać. Jego wolą było poznać wersję, którą Asagi poznał na własnej skórze. A ta była całkiem ciekawa.
-Słyszałem już co nieco, jednak dobrze mieć wszystko z pierwszej ręki. Ta rodzina opowiedziała mi już co nieco, nie wiem jakim cudem coś takiego mogło namnożyć się pod naszym nosem. - westchnął ciężko i pokręcił głową. Coś takiego było bowiem po części jego porażką, że nikt wcześniej nie zwrócił się do szkoły Taka o pomoc. Musiał to zrobić mały chłopiec pod wpływem chwili, a nie starszy za głosem rozsądku - Mam nadzieję, że się przydała - odebrał shirasaya z rąk Asagiego i ułożył ją przy swoim boku - Ten Syf, jak to sprytnie go ktoś nazwał powiadomił strażników o tym, co się tam dzieje. Pewnie wiedział komu można zaufać, a komu nie, dlatego otrzymałeś stosowną pomoc. Może i po części brał udział w tym zbrodniczym procederze, ale jego dobry wpływ nie zostanie zapomniany. Co do tego młodego człowieka, to spokojnie, decyzję podejmiemy, gdy emocje już ochłoną. On sam wyraził już taką wolę, więc chyba Cię nieco uprzedził - mistrz uśmiechnął się pod nosem i chwycił zwinięty w rulon pergamin, leżący po jego prawej stronie. Rozłożył go przed sobą i wczytał się szybko, sprawdzając czy to ten papier, o który mu chodziło i podał go Asagiemu.
-Ludźmi związanymi z tą działalnością będziemy ścigać bezwzględnie, jednak zajmie to trochę czasu. Tutaj jednak jest coś, co w tych okolicznościach będzie zarówno przyjemne, jak i pożyteczne. Ogłoszono turniej, na który proszę, abyś się udał. Obecnie raczej nie będziesz mógł walczyć w pełni sił, ale zobaczysz jak sobie radzą zarówno nasi, jak i przybyli z oddali. To ta przyjemna część, ta przydatna to to, byś miał oko, czy przypadkiem ktoś z tej - jak to powiedziałeś - sekty się tam nie kręci i nie namawia ludzi do podobnego procederu. Widziałeś kilku ludzi, którym udało się uciec, jeżeli zobaczyć któregoś z nich nie bój się podjąć stosownych kroków, jednak wiedza jest tutaj bezcenna, zapamiętaj to proszę. Tutaj masz wszystkie szczegóły odnośnie miejsca, mam nadzieję, że zaszczycisz turniej swoją obecnością - wręczył samurajowi zwitek papieru.


Post by wysłać Kakita na turniej - za zgodą Ocira
Nie wiem jak liczyć te posty, bo się średnio dogadaliśmy, więc policzę jako dwa, a co tam
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1091
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Szkoła Taka: Siedziba mistrza

Postprzez Kakita Asagi » 11 mar 2020, o 19:55

Oho, czyli jak się okazywało przypuszczenia samuraja były słuszne: Syf jednak "maczał" palce w tym, że wsparcie przyszło do samuraja. To była istotna lekcja i nauka - wszystkie działania, nawet najmniejsze są ze sobą powiązane i małe uderzenie skrzydeł motyle może spowodować wichurę. Kakita wiedział, że miał możliwość ścięcia mężczyzny o mało zachęcającej aparycji, ale... nie zrobił tego. Więcej nawet, wtajemniczył go w swój plan i właśnie dlatego rozważał, czy powinien go zostawiać przy życiu, podjął decyzję i nie żałował jej. Nie był to jednak koniec rewelacji - jak się bowiem okazywało, Arata już sam zgłosił się do szkoły Taka z prośbą o nauki. Niebieskooki doskonale wiedział, że droga samuraja jest drogą trudną i nie był pewien, czy syn kupca powinien wejść na tą ścieżkę. Z drugiej strony, szkolenie w szkole Taka mogło mu pomóc w inny sposób - nie tylko nauczyć sztuk walki, ale przede wszystkim jak iść przez życie, umieć podejmować decyzję i z podniesioną głową przyjmować ciężar swoich decyzji, nawet tych najtrudniejszych.
- Tak mistrzu, to dobra decyzja. - odpowiedział Zenapchi'emu Asagi, przenosząc odruchowe spojrzenie na pergamin, który spoczywał u boku mistrza, a dalej wsłuchał się w słowa szermierza, z niemałym zainteresowaniem. Oto bowiem okazywało się, że w jego ojczyźnie, której nie widział już od tylu lat miał się rozgrywać Wielki Turniej - wydarzenia o skali globalnej. Nie dziwota, że należało tam mieć oko na działania podejrzanych ludzi, co prawda Kakita był pewien, że miejscowe władze już zabezpieczyły całe wydarzenie, ale dodatkowa para oczu zawsze się przyda, poza tym... Kakita czuł w duchu, że pora zobaczyć rodzinny dom. To... miało być swoistą klamrą, spięciem całego jego życia. Wszak przecież opuścił Yinin właśnie po to, by udać się do Hanamaru by uczyć się od najlepszych wojowników, los sprawił, że trafił do rodzinnej szkoły Taka, tam służył pomoca mieszkańcom prowincji Kaigan, rozwiązywał kryminalne sprawy, odkrył wrogów szkoły kierowanych przez niewdzięcznego syna mistrza Amatsurama, zakochał się... Tak, Setsuna była w jego pamięci, ale już tylko cieniem - swoistym dowodem jego błędów młodości, nieulotna niczym sen. Lata minęły i białooka, piękna kunoichi była już tylko wspomnieniem, takim, o którym miło się myśli, ale którego się nie ściga. Zrobił to już raz, udając się na drugi koniec znanego świata. To, nauczyło go wiele.
- Zenpachi-sensei, dziękuję za zaufanie. Bezzwłocznie udam się na Yinzin. - odpowiedział mistrzowi skłaniając się nisko, po czym wycofał się ostrożnie z pomieszczenia, odebrał swoją broń po czym udał się po swój ekwipunek, szczególnie ten ciepły płaszcz. Jak dobrze pamiętał, w jego ojczyźnie jest zimno...

<ZT>
Obrazek

Heroic battle Theme|Asagi-sensei Theme|Bank|Punkty historii|Własne techniki| Przedmioty z Kuźni | Inne ujęcie | Pieczątka

Spoiler: pokaż
Lista samurajek, które były na forum, ale nie zostały moimi uczennicami i na pewno przez to nie grają.
  • Mokoto (walczyła na Murze)
  • Mitsuyo (nigdy nie opuściła Yinzin)
  • Inari (była uczennicą Seinara)
  • Sakiko (byłą roninką, obierała ziemniaki na misji D)
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
Bohater Lata
 
Posty: 1541
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 18:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Zbroja
- Tachi + Wakizashi
- Długi łuk + Kołczan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG/Discord: 9017321

Re: Szkoła Taka: Siedziba mistrza

Postprzez Kakita Asagi » 22 sie 2020, o 15:42

Lato sprzyjało podróżowaniu. Asagi wraz z żoną, na swoich wiernych wierzchowcach podróżowali od posterunku do posterunku, po drodze robiąc przerwy na popas i rozprostowanie nóg. Niebieskooki nie był może mistrzem jeździectwa, ale jako samuraj musiał sobie radzić w siodle i chyba robił to nie najgorzej. Co prawda, na trakcie przez pancerz który stale na sobie miał wyglądał jakby zerwał się jakiegoś pola bitwy, no ale jak już zauważono, tylko jedna rzecz jest większa niż samurajska duma - męska...
Skoro już o podróży mowa, to podczas zatrzymania się w jednej z tawern, uwagę naszego bohatera przykuło pewne niecodzienne ogłoszenie. Oczywiście nie raz, nie dwa widział podobne, sam czasem rozważał, czy nie złapać jakieś mniejszej robótki pomagając siłą porządkowym (w zasadzie, to robił to, ale bardziej z polecenia swoich mistrzów), ale tutaj... Tutaj wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Przede wszystkim sprawa wyglądała... niewiarygodnie. Antykreator - demon z zamierzchłej przeszłości, istota (bo nie osoba), o której słyszy się w legendach, ale jak się okazało... stała za całą masą obecnych nieszczęść. Niebieskooki początkowo nie wiedział, co ma o tym wszystkich myśleć, jednakże głęboko w sercu samuraja rodziła się myśl by udać do Daishi i zmierzyć z tym potworem. Czy samuraj szukał śmierci? Czy stracił rozum? Jego analityczny umysł podpowiadał mu, że to wszystko wygląda jak pułapka. Jeśli istotnie, to cały Antykreator rzeczywiście istnieje, to takie ogłoszenie jest... pułapką. Zebrać w jednym miejscu wszystkich, którzy chcieliby z nim walczyć i wybić do nogi. I okoliczne wioski ku przestrodze. Tylko głupiec by... się tam udał. Dlaczego więc Asagi poczuł, że musi być jednym tych głupców? Czy walka z Seinaru nie nauczyła go dbania o własne życie? Czy nie miał po co i dla kogo żyć? Miał. Pytanie jednak, czy mógł żyć ze świadomością, że ci, którzy będą chcieli walczyć ze wcieleniem zła pójdą sami w oczywistą pułapkę? Odpowiedź była jedna. Rolą samuraja była walczyć ze złem i niszczyć je. A kiedy przyjdzie czas umrzeć, to trzeba umrzeć. Czy śmierć w walce z największym złem tego świata jest tego warte? Jest. Satsujinto i Katsujinken... to były dwie koncepcje, którymi kierował się w swojej drodze Kakita - miecz życia i miecz śmierci. Kwintesencją idei Katsujinken było własnie to, by zabijając źródło zła i cierpienia ocalić życie jak najliczniejszych. Oczywiście, Asagi nie roił sobie, że ma w starciu z kimś takim jakiekolwiek szanse by przeżyć. Problem był inny. Czy mógłby żyć ze świadomością, że inni spróbowali, a on nie? Gdzie znajdował się sens Bushido?
Następnego poranka niebieskooki za pozwoleniem karczmarza zabrał ze sobą jedno z ogłoszeń i ruszyli z Ayame w drogę do szkoły Taka. Oczywiście, Asagi ogłosił Ayame co zamierza zrobić. Nie była szczęśliwa. Ale rozumiała...chyba.


Dalsza podróż minęła im... spokojnie. Nie rozmawiali o tym, cieszyli się drogą, krajobrazem, swoją obecnością. Przeszłość to historia, przyszłość nie istnieje, istniało tylko TU i TERAZ - a tego teraz było całkiem sporo. Prastary Las zupełnie różnił się do surowego Yinzin, wszystko musiało być dla jego małżonki zupełnie nowym, może niebezpiecznym. Kilka razy w duchu Asagi nawet zastanawiał się, czy nie zarzucić eskapady na północ, ale... to nie była droga samuraja. Skoro już powziął jakąś myśl, to należało się jej trzymać. Obawa o prywatę jest dla samuraja nie do zaakceptowania, a lęk przed śmiercią hańbą. Racjonalizowanie oczywistej decyzji było zwykłym tchórzostwem, a on nie zamierzał się bać, poza tym... czuł w duchu, że tam będą jego towarzysze. Nie wierzył, że Akahoshi Kensei, a w zasadzie, Yuki Natsume nie przybędzie. Jeśli się pomylił co do niego w tej kwestii, to cóż...
W końcu, zza wzgórz na horyzoncie zarysował się chram świątyni Amaterasu - dom Żurawia. Już sam widok wystarczył, by niebieskooki lekko się uśmiechnął i tylko siłą woli powstrzymał się od tego, by spiąć konia i ruszyć przed siebie w szalonym galopie, ale wszystko po kolei. Pierw należało pokonać drogę 1000 stopni, na której znajdowali się "kamienni strażnicy". Niebieskooki nie wyobrażał sobie, że pokonają tą wspinaczkę konno, tak więc na ostatnim posterunku zostawili konie i ostatnią część trasy pokonali na własnych nogach - zawsze jest to jakaś odmiana i zmiana punktu widzenia...
Mijani na kolejnych stopniach mnisi i adepci szermierki posyłali naszemu bohaterowi należne honory, nie było go już trochę, ale jako hatamoto i jeden z bieglejszych szermierzy oraz asystentów instruktora miał tutaj swoje miejsce i... no właśnie. Był wysoko, ale nie aż tak wysoko. Było przed nim wielu ważniejszych, chociażby wąsaty mistrz Amatsurama, czy też straszliwy mistrz Yagyu, albo... najważniejszy z ważnych, szef wszystkich szefów - mistrz Zenpachi.


Pokonali długą drogę, po czym przeszli przez ostatnią bramę tori i niebieskooki wykonał ukłon w głąb świątynnych budynków, dopiero teraz, tak naprawdę był w swoim domu. Jednakże, jak w każdym domu istniała pewna wspomniana już hierarchia i etykieta, która wymagała by nowego członka społeczności przedstawić głowie rodziny w tym przypadku, straszliwemu mistrzowi.
- Ayame, oto właśnie mój dom. Szkoła Taka przy świątyni Amaterasu. Chcę, byś poznała teraz naszego mistrza. - oznajmił swojej żonie, a jako, że był człowiekiem czyny, zdecydował się realizować to postanowienie. Pierw jednak zahaczyli krótko o jego kwaterę, gdzie samuraj zostawił swoją zbroję i dał żonie (oraz sobie) szansę na przebranie w świeże kimono, odświeżenie swoich ciał co by wyglądać przed mistrzem godnie, po czym udali się w stronę siedziby mistrza (w między czasie Asagi doszedł do wniosku, że może przydałby mu się nieco większy pokój, zwłaszcza że mają teraz mieszkać tam we dwójkę, a może czasem w nieco liczniejszym gronie, ale wszystko po kolei).
- Kakita Asagi wraz z żoną do mistrza Zenapchi'ego. - przedstawił się niebieskooki strażnikom, którzy stali przed drzwiami pełniąc straż, po czym zgodnie z ceremoniałem przekaże im długi miecz, jednakże wakizashi zachowa. Podobnie jak treści wezwania do wielkiej wyprawy, na którą... chciał się udać...
Obrazek

Heroic battle Theme|Asagi-sensei Theme|Bank|Punkty historii|Własne techniki| Przedmioty z Kuźni | Inne ujęcie | Pieczątka

Spoiler: pokaż
Lista samurajek, które były na forum, ale nie zostały moimi uczennicami i na pewno przez to nie grają.
  • Mokoto (walczyła na Murze)
  • Mitsuyo (nigdy nie opuściła Yinzin)
  • Inari (była uczennicą Seinara)
  • Sakiko (byłą roninką, obierała ziemniaki na misji D)
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
Bohater Lata
 
Posty: 1541
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 18:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Zbroja
- Tachi + Wakizashi
- Długi łuk + Kołczan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG/Discord: 9017321

Re: Szkoła Taka: Siedziba mistrza

Postprzez Kakita Ayame » 22 sie 2020, o 20:51

Ten kontynent to z pewnością piękne miejsce i bardzo różno rodne co odkrywała każdego dnia, ale jedno było niezmienne –upał. Miała wrażenie, ze z każdym dniem było gorzej. Podróż była męcząca dla tak nie wprawionej osoby jak ona, ale pochodziła z porządnej samurajskiej rodziny i nie będzie pokazywać słabości. Ostatecznie w tej walce miała jakieś szanse na zachowanie godności w przeciwieństwie do starcia na morzu.
Oboje musieli przyznać , że mieli bardzo dużo czasu dla siebie na rozmowy i wspólne zmierzanie do celu i musiała przyznać przed samą sobą, że ich relacja zaczynała się zmieniać. Nie to by przez pół roku niemal na Yinzin nie mieli czasu, by siebie poznać. Tu byli „skazani” na siebie. Ten tydzień był intensywny pod tym względem. Miała też trochę czasu na przemyślenia. Chociażby o tym co przeczytali na ogłoszeniu w karczmie o Antykreatorze. Nie była wielkim strategiem czy taktykiem, ale rozwieszanie ogłoszeń o wyprawie we wskazane miejsce i robienie pospolitego ruszenia na tak potężna istotę o której krążyły legendy nie było mądrym pomysłem. Widziała w tym dwie możliwości albo wyjątkowo nieśmieszony żart o potencjalnie tragicznych konsekwencjach albo pułapkę. Mogła to być też prawda i ta wersja też się jej nie podobała w zwłaszcza w kontekście tego, że jej mąż postanowił dołączyć do wyprawy. Nie podobał się jej ten pomysł nic a nic, ale nie miała prawa kwestionować jego decyzji. Z niejakim zaskoczeniem odkryła jak bardzo zabolała ją myśl, że mogłoby mu się coś złego przytrafić. Tu nawet nie chodziło, o to że nie miałaby z sobą co zrobić gdyby tam zginał i inne powinności jakie wiązały się z ich małżeństwem, ale naprawdę martwiła się o niego.
Z drugiej strony jeśli była to prawda, to tchórzostwem byłoby pozostanie biernym w takiej sytuacji, a potem życie w cieniu tego, że nic się nie zrobiło. I to inni walczyli za ciebie lub co gorsza ponieśli porażkę, bo ich nie wsparłeś. Więc rozumiała jego decyzję. Chyba. A skoro już zostało postanowione to nie wracali do tematu.
Podróż miała się ku końcowi z jednej strony, ku jej ogromnej uldze, bo nienawykła do jazdy konnej i wszystko ją bolało i nienawykła do temperatur. Z drugiej żalowi, bo miała możliwość podziwiać codziennie inne zmieniające się widoki jakich nigdy nie doświadczyła na Yinzin.
Ostatni etap musieli już pokonać pieszo, a mijani ludzie pozdrawiali jej małżonka z należytymi honorami co spawało, że zaczynało do niej docierać, że to jest jego dom i w tym miejscu ludzie go znają i tu należy. Nadchodził ten moment na który czekała, by wszystko było tak jak być powinno, kiedy to mąż zabiera swoją żonę a ona opuszcza dom rodzinny. Wspinanie się tego dnia po tych schodach nabierało dla niej swoistego dopełnienia rytuału przejścia w nowe życie, po raz kolejny odkąd poznała Asagiego i niejako zmusili ich do wspólnej drogi. Tym razem już go znała i tak, chciała z nim tam iść.
Idąc na spotkanie z mistrzem czuła się mniej tak jakby miała spotkać swoich teściów i tak denerwowała się tą perspektywą, ale tym razem było gorzej. Teściowie sami na drodze negocjacji niejako kupili ją do swojego domu, a tym razem nie miała pojęcia co ją czeka. Teraz już odświeżona czekała na wejście u boku Kakita Asagiego przedstawiona jako „żona” i nie było odwrotu. Pozostawało jedynie mierzyć się z najbliższą przyszłością i zrobić to z godnością. Nie nabrała powietrza „dla otuchy” to byłoby nieeleganckie, ale drobnym ruchem ramion poprawiła swoją postawę na bardziej pewną, ale nie bezczelną wkładając w nią wszystko to czego została nauczona o tym jak inni oczekują, że powinna zachowywać się dobra kobieta i żona. W końcu taką chciała być.
Avatar użytkownika

Kakita Ayame
 
Posty: 80
Dołączył(a): 9 mar 2020, o 19:27
Wiek postaci: 21
Krótki wygląd: Niezbyt wysoka ciemnowłosa kobieta o ciemnych oczach o gęstych rzęsach i bladych ustach. Ubiera się w tradycyjne kimono. Posiadająca urodę charakterystyczną na Lazurowego Wybrzeża.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=8176&p=134862#p134862
GG/Discord: view

Re: Szkoła Taka: Siedziba mistrza

Postprzez Ocir » 22 sie 2020, o 22:38

Wszędzie dobrze, ale w szkole najlepiej - tak mogło brzmieć albo i nawet brzmiało stare samurajskie porzekadło. Rozłąka ze Szkołą Taka nie była najkrótsza, bo trwała dobre kilka miesięcy, więc powrót do niej z pewnością można było uznać za coś miłego, szczególnie że rola, jaką tutaj pełnił honorowy bohater, nie była przykrym przymusem, lecz czymś zaszczytnym i stanowiącym istotny element obranej drogi życia.
Kakita miał z pewnością wiele podobnych powrotów po krótszych i dłuższych absencjach, ale ten konkretny przypadek wyróżniał się na tle reszty, a to za sprawą wyjątkowego towarzystwa, które przywiódł do tych skromnych, ale nie biednych, progów samurajskiej placówki.
Sama Szkoła nie zmieniła się w żadne warty zwrócenia sposób. Ot, ściany kilku istotniejszych budynków zostały odświeżone i na nowo zabielone we wiosnę. Przewijając się przez część kompleksu, Kakita mógł zobaczyć kilka nieznajomych twarzy świeżo przyjętych, młodziutkich adeptów drogi miecza.
Napotkał też i znajome twarze, w tym jedną z tych milszych dla oka, delikatniejszych. Chodziło o Kumiko, ciemnowłosą uczennicę, która już nie była aż takim podlotkiem, jakim ją Asagi mógł pamiętać z początków nadzorowania jej treningów. Była teraz pojętną dziewczyną, która przekroczyła próg dorosłości, choć jak każdy inny miała swoje wady.
– Dobrze cię widzieć z powrotem, Kakita-sensei – oznajmiła spokojnie, kłaniając się nauczycielowi oraz jego kompance, której przyjrzała się ze sporym zaciekawieniem, ale jeszcze bez przesadnej nachalności. Mimo sporego zainteresowania nie odważyła się zapytać. Jeżeli Asagi odezwał się do niej czymś więcej niż odpowiedzią na powitanie, to zareagowała kurtuazyjnie i bez ciągnięcia dalszego rozmowy. Chyba była trochę zmieszana, może zaskoczona. Pytanie, czy chodziło tu o sam fakt nieznajomego towarzystwa, czy o to, że towarzystwo te było kobietą.
Straż nie robiła żadnych problemów z wpuszczeniem dwójki do środka. Asagi był tutaj znany.
Wewnątrz sali napotkali dość standardowy jak dla Hatamoto widok – dwójkę mistrzów prowadzących rozmowę. Pierwszym z nich był oczywiście Zenpachi - trzydziestokilkuletni, dobrze zbudowany, ale przy tym całkiem szczupły mężczyzna o długich, czarnych włosach i opalonej karnacji. Drugim był Amatsurama - znacznie starszy, niższy, o rzadkich włosach związanych w kitę i z wielkimi, sumiastymi wąsami.
Obecność Ayame wzbudziła zainteresowanie mistrzów. Obaj kinęli głowami na powitanie, a potem jako pierwszy zabrał głos starszy z nich.
- Twoja podróż owocniejsza niż planowano okazuje się – oznajmił, uśmiechając się pod wąsem, którym zresztą zaraz zakręcił palcami. Być może już coś podejrzewał, bo przecież Asagi nie przyprowadziłby towarzystwa tak po prostu.
- Witamy w Szkole Taka – odezwał się Zenpachi do Ayame, by następnie przenieść wzrok na swojego podopiecznego. - Czy wyprawa do Yinzin była pomyślna? - zapytał niespiesznie, a jego mima - jak zwykle - zdradzała niemalże tyle, co nic.
Avatar użytkownika

Ocir
Administrator
 
Posty: 3484
Dołączył(a): 11 mar 2015, o 00:33
Wiek postaci: 0
GG/Discord: Ichi#9163
Multikonta: Ichirou

Re: Szkoła Taka: Siedziba mistrza

Postprzez Kakita Asagi » 22 sie 2020, o 23:25

Powrót do szkoły był... orzeźwiający. I to nie tylko z powodu przyjemniejszego niż na Yinzin klimatu, po prostu, tutaj było miejsce naszego bohatera. Pełnił w tym miejscu coraz poważniejsze funkcje, począwszy od rozwiązywania kryminalnych zagadek, przez ściganie zdrajców po asystowanie w czasie treningów i jakby nie patrzeć, pełnienie roli sensei. Co prawda, jeszcze nie na "pełen etat", ale już teraz coraz więcej odpowiedzialności spadało na jego barki, w tym również za młodszych samurajów, takich jak chociażby Ishio, albo... Kumiko.
Niebieskooki nie od razu ją poznał. Zmieniła się, wydoroślała, z udowadniającego na siłę swoją wartość podlotka, teraz prezentowała się jak młoda kobieta.
- Ciebie również, Kumiko-san. Mam nadzieję, że dopilnowałaś wszystkiego pod moją nieobecność. - odpowiedział jej pogodnie, ale z lekko badawczym spojrzeniem starszy samuraj. Powrót do szkoły sprawiał, że Asagi wchodził nieco inny tryb myślenia, znów musiał być sensei'em, ale... przygody jakich doznał w ojczyźnie sprawiły, że nieco się zmienił. Może stał się nieco mniej pysznym wojownikiem? Cóż, jeśli tak, to na pewno zachował swoją dumę i naturalną czujność oraz baczne oko. Spojrzenie Kumiko jakim obdarowała jego małżonkę nie uszło jego uwadze.
- Kumiko-san, pozwól że ci przedstawię. Moja małżonka, Kakita Ayame z domu Natsumori. Oku-san, to Kumiko, adeptka miecza i znawczyni jeździectwa. - przedstawił obie niewiasty sobie, po czym przeprosił i skierował swoje kroki dalej w stronę mistrza. Pewne sprawy miały swój czas i miejsce, w tym konkretnym przypadku, należało przedstawić żonę najważniejszym członkom szkolnej społeczności...


Przepuszczony przez strażników, bo jakże mogłoby być inaczej, samuraj przekroczył próg pomieszczenia... pierwszy. Teraz, chociaż byli daleko od Yinzin, znów wracała samurajska etykieta, stawiająca kobietę krok za mężczyzną. Jego żona była jego ozdobą i z racji swojego urodzenia, stała nieco niżej niż on. Nie oznaczało to, że jej nie szanował, wręcz przeciwnie - właśnie dlatego zachował znane dla niej zasady, w zasadzie, zasady dla ich obojga naturalne.
W pomieszczeniu znalazł znany sobie widok, a to go w duchu cieszyło. Szczególnie sędziwy i wąsaty sensei Amatsurama napawał serce radością, chociaż... kto wie, czy nie zastraszy jego ślubnej swym szczególnym sposobem mówienia i bycia? Cóż, niech się Ayame stara, wszak jest córką samuraja i nie bez powodu nosi tanto, czyż nie? Asagi zbliżył się do obu mistrzów na odległość około 2 metrów, po czym usiadł w seiza i ukłonił się im obu.
- Mistrzu Zenpachi, mistrzu Amatsurama, ciesze się, że znów was widzę. - wypowiedział trwając z czołem przy ziemi, po czym niespiesznie się podniósł i czekał. Wszystko miało swój czas i miejsce, w tym przypadku przemówili mistrzowie, a wśród nich wąsaty sensei pozwolił sobie na dosyć bezpośrednią uwagę, a propos pomyślności wyprawy. Mistrz szkoły natomiast zachował nieco bardziej powściągliwą postawę, żadnym gestem czy wzrokiem nie zdradzając swych myśli. Niebieskooki zawsze zachowywał przy nim maksymalną ostrożność, oczywiście, w granicach zdrowego rozsądku - była to ostrożność podyktowana obcowaniem z nietuzinkowym mistrzem miecza, jakim Zenpachi był.
- Istotnie mistrzu Amatsurama. - zgodził się z wąsatym mężczyzną, po czym przeniósł swoją uwagę na głównego zwierzchnika i mówił dalej.
- Tak mistrzu, wyprawa na Yinzin była owocna. Pozwól, że przedstawię, oto moja małżonka, Kakita Ayame, córka hatamoto Natsumori Satoru. Przez ostatnie miesiące dzięki uprzejmości moich teściów mogliśmy pozostawać w Watarimono, jednakże teraz, zgodnie z obyczajem, zdecydowałem się zabrać do domu. Mam nadzieję, że mistrzowie zgodzą się by pozostała tutaj wraz ze mną. - zaczął niebieskooki przedstawiając w zasadzie najbardziej oczywisty "element pomyślny" jaki miał miejsce podczas pobytu w stolicy. Nie mówił na razie, jakie talenty ma jego małżonka, na to przyjdzie czas, jeśli zapytają, sama będzie mówić za siebie, wszak jest córką samuraja, czyż nie? W tym czasie on... mógł poukładać sobie inne myśli, bo przecież w Watarimono wydarzyło się bardzo, bardzo wiele, od czego by więc zacząć?
- Twoje przypuszczenia mistrzu odnośnie mojej przydatności w czasie turnieju okazały się słuszne. W czasie walk, na trybunach miał miejsce niewielki incydent, który opanowali Seinaru Kei oraz Asahi Ichirou. Miałem okazję poznać obu szacownych wojowników i samemu pomóc miejscowym służbą porządkowym w śledztwie dotyczącym próby porwania dziecka przez członka klanu Sabaku. W śledztwie pomogła mi moja małżonka. - i zaczęło się wspominanie, kto z kim co i dlaczego. Spraw było bardzo wiele, nie sposób je wszystkie streścić od razu, więc niebieskooki zdecydował się bardzo ostrożnie selekcjonować informacje i jeszcze ostrożniej słowa. Szlacheckie wychowaniu było tutaj niezwykle przydatne, zwłaszcza kiedy przyszło do pociągnięcia kwestii spotkania z Seinaru, jego senpai z tej szkoły...
- Seinaru-senpai dostarczył mi bardzo ważnych informacji odnośnie naszych wrogów z Ondori-ryu. Okazało się, że próbowali wejść w posiadanie sekretów szkoły Ryu. Na szczęście, Seinaru-senpai zapobiegł tragedii i pokrzyżował ich plany. Sądzę, że również szkoła Kame może stać się ich celem, jednakże decyzje w tej sprawie pozostawiam mistrzom. - redagował Kakita z odpowiednim ukłonem, bowiem teraz przyszło pociągnąć dalszą myśl odnośnie sukcesów, a raczej ich braku, na polu... pojedynków. Tutaj jednak Asagi miał pewien... problem. Przegrać to jedno, zostać niemalże zabitym w walce pokazowej, to zupełnie co innego. Nie jego jednak zadaniem jest wybielać Seinaru, on jedynie powie prawdę.
- Miałem też okazję skrzyżować swoje ostrze z Seinaru-senpai w pokazowej walce na zakończenie turnieju. Stanęliśmy przed sobą bez opancerzenia i z ostrą bronią. Celem walki było zdobycie trzech trafień z unikaniem punktów witalnych. Na początku udało mi się zdobyć pierwszy punkt, jednakże dalej... zmuszony byłem ulec sile Seinaru-senpai. Nigdy wcześniej nie mierzyłem się z nikim tak szybkim lub tak silnym. Pchnięcie jakie zastosował zadało mi ranę, przez którą nie mogłem kontynuować starcia i zmuszony byłem się poddać. To była dla mnie cenna lekcja... - zakończył z lekkim ukłonem, a na wspomnienie ciosu, jaki wyprowadził mu Kei poczuł... ból pod obojczykiem. Blizna, jaką tam nosił był dowodem tego, jak wielką mocą dysponował jego przeciwnik, to dlatego też zdecydował się intensywnie trenować by opuścić Yinzin jako silniejszy wojownik. Musiał też swoje odchorować, ale nie wszystko na raz. Pierw tyle, potem opowie o Natsume, znaczy się, Akahoshim, Kenseikai, spotkaniu z Uchiha-san, oraz... planach udania się na północ. Dużo opowieści przed nim...
Obrazek

Heroic battle Theme|Asagi-sensei Theme|Bank|Punkty historii|Własne techniki| Przedmioty z Kuźni | Inne ujęcie | Pieczątka

Spoiler: pokaż
Lista samurajek, które były na forum, ale nie zostały moimi uczennicami i na pewno przez to nie grają.
  • Mokoto (walczyła na Murze)
  • Mitsuyo (nigdy nie opuściła Yinzin)
  • Inari (była uczennicą Seinara)
  • Sakiko (byłą roninką, obierała ziemniaki na misji D)
Avatar użytkownika

Kakita Asagi
Bohater Lata
 
Posty: 1541
Dołączył(a): 15 gru 2017, o 18:45
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj (Hatamoto)
Krótki wygląd: Mężczyzna o ciemnych włosach i niebieskich oczach, wzrostu około 170 cm. Ubrany w kremowe kosode, z brązową hakama oraz granatowym haori z rodowym symbolem. Na głowie wysłużony, ale nadal w dobrym stanie kapelusz.
Widoczny ekwipunek: - Zbroja
- Tachi + Wakizashi
- Długi łuk + Kołczan
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4518
GG/Discord: 9017321

Re: Szkoła Taka: Siedziba mistrza

Postprzez Kakita Ayame » 23 sie 2020, o 12:39

Ayame grzecznie przywitała się z młodą uczennicą szkoły Taka trudno jej było na ten moment orzec czy jest zazdrosna i w ciągu tych kilkunastu sekund jakie stanowiło ich spotkanie doszła do wniosku, że tamta dwójka się zna troszkę lepiej to nie czuje się zagrożona. W każdym razie to nie młode dziewczę było tym czego się teraz obawiała. To czekało w pokoju.
Dwóch mężczyzn nie sprawiało wrażenia zbyt groźnych, przynajmniej dla ludzi pozbawionych instynktu samozachowawczego. Młodszy miał odpowiednią postawę dla mistrza miecza a starszy cóż… przypominał trochę śmiesznego wujaszka z samej fizjonomii ale jeśli doliczyć to ”coś” które przejawiało się w zachowaniu i wyrazie oczu co trudno było nazwać czy dokładnie zdefiniować mówiło, że to nie jest taki znowu zwykły człowiek.
Pozostając w krok za mężem postąpiła dokładnie jak on kłaniając się w najniższy sposób, dokładnie tak jak jej wpoili. Było to dla niej tak naturalne i niewymuszone jak oddychanie. Było nawet w tym coś pięknego z jaką gracją potrafiła trwać w takiej pozie –Witajcie szlachetni mistrzowie. Zaszczytem jest móc was poznać - i jak płynnie się podnieść kiedy przyszedł na to czas.
Po tym przywitaniu słuchała relacji swojego męża w milczeniu nie wtrącając się ni słowem ni gestem. Starała się też nie patrzeć w stronę mistrzów bezpośrednio, nie chcąc uchodzić za bezczelną i bezpośrednią a pyzatym zdrowy rozsądek mówił że to niebezpieczne. Patrzyła przed siebie tak wy widzieć sylwetkę swojego męża licząc na wskazówki jak powinna się zachować w nowej skąd inąd dla niej sytauccji, ale też tak by widzieć pomieszczenie nie skupiając się zbytnio na szczegółach.
Avatar użytkownika

Kakita Ayame
 
Posty: 80
Dołączył(a): 9 mar 2020, o 19:27
Wiek postaci: 21
Krótki wygląd: Niezbyt wysoka ciemnowłosa kobieta o ciemnych oczach o gęstych rzęsach i bladych ustach. Ubiera się w tradycyjne kimono. Posiadająca urodę charakterystyczną na Lazurowego Wybrzeża.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=8176&p=134862#p134862
GG/Discord: view

Re: Szkoła Taka: Siedziba mistrza

Postprzez Ocir » 23 sie 2020, o 16:50

Kumiko była zdziwiona, ale z pewnością nie tylko ona. Cel ostatniej podróży Asagiego był raczej wszystkim znany i nie wiązał się ze zmianą statusu matrymonialnego, nie wspominając już o przyprowadzeniu do Szkoły swojej wybranki (wybranej niekoniecznie przez niego) życia.
– Już nie adeptka – poprawiła spokojnie, ale z pewną dozą śmiałości i dumy, kiedy nauczyciel przedstawił ją swojej żonie.
– Bardzo mi miło – odpowiedziała grzecznie na słowa Ayame i na tym właściwie skończyło się to krótkie spotkanie. Być może później, kiedy już świeżo upieczone małżeństwo się ulokuje i załatwi najważniejsze sprawcy u mistrzów, będzie okazja do dłuższej pogawędki i nadrobienia zaległości z młodą samurajką.

Na przywitanie małżonki szanowanego Hatamoto mistrzowie skinęli głowami, choć oczywiście nie aż tak nisko, jak ona to uczyniła. Kiedy Kakita przedstawił swoją partnerkę, starszy z dwójki mieczników zmarszczył już i tak pomarszczone czoło i owinął długi wąs wokół swojego palca. Przełożony całej Szkoły – tak jak zwykle – pozostał niewzruszony na dość zaskakujące nowiny.
– Naturalnie – zaczął oszczędnie Zenpachi, przenosząc wzrok na Ayame. – Znajdziemy dla was przestronniejszą kwaterę. Na bliższe poznanie przyjdzie później pora, nie co ponaglać – oznajmił spokojnie, nie zamierzając już przy pierwszym spotkaniu zasypywać czy to Asagiego, czy to Ayame pytaniami. Niczego nie ponaglał. Wolał, aby ci wpierw ulokowali się i żeby Ayame choć trochę zapoznała się z tutejszą rzeczywistością.
– Widzę po tobie, że przybywasz również z innymi wieściami, więc zacznijmy od nich – dodał niedługo później, czytając z Hatamoto jak z otwartej księgi. W istocie, ciemnowłosy bohater miał wiele rzeczy do opowiedzenia, wobec których obaj mistrzowie zamienili się w słuch.
– Wydarzenie ściągające najróżniejsze osobistości z całego świata nie mogło się obyć bez wstrząsów – podsumował wzmianki o incydentach, których Kakita był świadkiem lub uczestnikiem. Bez wątpienia później, przy jakiejś innej okazji Asagi będzie mieć okazję do opowiedzenia o konkretnych sytuacjach, ale teraz były sprawy istotniejsze, jak chociażby kwestia wrogiego ugrupowania.
– Piania Kogutów od jakiegoś czasu w Kaigan nie słychać. Do tej pory sądziliśmy, że to na samej Szkole Taka ich działania się skupiają, ale najwyraźniej ich ataki są rozleglejsze, niż się spodziewano. Skontaktować z innymi szkołami się trzeba – skomentował z lekkim umartwieniem Amatsurama, dla którego sprawa miała charakter osobisty.
– Musimy być czujni. Cisza z ich strony może być zapowiedzią przed burzą – stwierdził zwierzchnik całej szkoły. Na decyzje i odpowiednie działania jeszcze miał nadejść czas. Mistrzowie musieli wpierw wszystko przedyskutować.
Potem Kakita opowiedział o swoim pokazowym pojedynku.
– Jego sława nie wzięła się z niczego – odpowiedział Zenpachi. – Szkoda, że ominęła mnie ta walka, ale nie wątpię, że dałeś z siebie wszystko. Ważne, że wyniosłeś z niej naukę – oznajmił, splatając dłonie za plecami i znowu zamieniając się w słuch. Jego mądre oczy bowiem widziały, że Asagi nie skończył swojej relacji, więc pozwolił mu dalej mówić.

Avatar użytkownika

Ocir
Administrator
 
Posty: 3484
Dołączył(a): 11 mar 2015, o 00:33
Wiek postaci: 0
GG/Discord: Ichi#9163
Multikonta: Ichirou

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Szkoła Taka

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość