Dom Sameoshiego Hoshigaki

Re: Dom Sameoshiego Hoshigaki

Postprzez Masachi » 31 mar 2019, o 21:09

Misja D 7/15 ,,Różowo-brody"

Abordaż pustego statku żenujący? Coooo? Co to za zbrodnicze słowa, zapewne obruszą się wszyscy niedzielni piraci. Atakowanie statku, to przecież przyjemność sama w sobie, to czy jest pełen czy pusty nie ma żadnego znacznie dla prawdziwego pirata! Chociaż z drugiej strony kto lepiej zna się na piratowaniu niż była pirat? Ale trzeba im przyznać walczyli jak mężczyźni! No i rąbali wóz jak mężczyźni! Sto procent testosteronu we krwi. Oczywiście dalej nikt nie interweniował, żadnych strażników czy zdenerwowanych mieszkańców. Łubu dubu, wóz już był w stanie takim że raczej nie pojedzie, dosyć mocno go porąbano, walka na nim mężczyzn którzy zlali bohaterkę trwała w najlepsze, aż tu naglę fruuu, woda trafiła w obydwu i sprawiła że spadli z wozu i przeturlali się po ziemi, odczuł to dosyć mocno raniony nożem w brzuch różowo-brody. Zaraz potem z okna poleciała siekiera. Pan kopnięty butem w twarz dalej smacznie sobie spał ignorując wszystko co się dzieje. Maname była średnio uszczęśliwiona zniszczeniami w swoim domu, ale czyja to wina? Po co drażniła pijaków? Mimo że podobała jej się walka na wozie, a rzucającymi byli rębacze, to oberwało się technikom tym pierwszym. To troszkę niesprawiedliwe można by rzec. Ale los czuwał nad tą dwójką najwyraźniej, bo topór poleciał troszkę inaczej niż zakładała rzucająca i dosłownie uciął dłoń jednemu z stojących na ziemi. Koledze miotacza. Zawył, i złapał się za krwawiącą rękę, jego kolega zbladł i przestał rąbać i natychmiast dopadł do towarzysza broni złapał jego uciętą dłoń i przyłożył ją do reszty ciała, chyba miał nadzieję że magicznie się zrośnie, ale że nic takiego się nie stało, to postanowiono przejść do pierwszej pomocy, dlatego dobry kolega natychmiast wyjął jakąś butelkę otworzył ją i polał na ranę jej część, a resztę zawartości wcisnął do gardła lamentującemu rannemu. Napojem okazała się tania wódka. Co do tych co dostali techniką to wstali i dostąpili do dalszej walki między sobą tym razem na pięści i nie na, a koło wozu. Koń spacerujący po okolicy zarżał potrząsnął głową i wrócił do skubania ziemi koło drogi. Chyba stara szkapa była przyzwyczajona do pijackich dziwów.
Avatar użytkownika

Masachi
 
Posty: 43
Dołączył(a): 6 mar 2019, o 20:37
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Blizna na karku wchodząca na lewy policzek. Wytatuowany lis na lewym boku. Jasnoniebieskie włosy. 180cm. Czerwone spodnie, nieodziany tors, brązowawe buty ze skóry. Na to narzucony bordowy płaszcz.
Widoczny ekwipunek: Zanbato na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=7045
GG: 67779192
Multikonta: -

Re: Dom Sameoshiego Hoshigaki

Postprzez Harumi » 31 mar 2019, o 21:30

RÓŻOWO-BRODY 7/15
[Maname- misja D]

Uporządkujmy zatem sytuację i bilans strat wśród wątpliwej inteligencji ludków. Pijak 1 wraz z Pijakiem 2 oraz 3, jak rąbali wóz, tak rąbią dalej. Nikt nie wie, dlaczego ani właściwie po co. W każdym razie nasz wagonik stracił już kółko, jego bok wyglądał tak, jak statek po porządnym sztormie, a dechy odpadały wraz z unoszącymi się w powietrzu drzazgami. Wtrącenie dźwiękowe Maname spowodowało chwilowe przerwanie tegoż kabaretu. Wszyscy, jak jeden mąż, prócz handlarza i skupionego na celowaniu w deski melepecie znanego jako "pijak numer 2", spojrzeli w stronę, z której nadchodził dźwięk. Właściciel wozu wspaniałomyślnie postanowił wykorzystać powyższą sposobność. Do ataku, rzecz jasna. Gwałtownie sięgnął ku cholewce buta i wysunął z niej ostro zakończony nóż motylkowy. Bezceremonialnie cisnął nim pod żebra Różo-brodego. Ten, pod naporem syknął przeraźliwie i odepchnął naszego nożownika w tył.
Skąd Właściciel Wozu miał takie umiejętności? Droga dedukcji - samotny kupiec, to bezbronny kupiec. Nasz mości właściciel zadbał o swoje, przynajmniej podstawowe bezpieczeństwo i już lata wstecz, nim wskoczył na obecnie zajmowany poziom wiekowy, nauczył się sztuki ciosania ostrymi narzędziami. Nijak miało się to do zdolności Shinobich, ale na zwykłych rabusiów wystarczyło.
Różowo-brody, chuderlawy gigant zachwiał się na prawej nodze nieomal upadając głupim ryjem na grunt. No, ale nie upadł. A przynajmniej nie na ziemię. Jego wątłe ciało uderzyło o dechy rozbitego wozu, wciąż jednak dzierżył topór w lewej dłoni. Majkut! To nie żart. Odruchowo przyłożył prawą dłoń do miejsca, z którego wypływała brunatna ciecz.
- Ty skurwysynie z łona najbrzydszej kurwy Hanamurskiej! - cisnął gniewnie. Adrenalina wręcz buzowała w jego ciele. Różowo-brody wyprowadził cios toporem, wciąż będąc w pozycji leżącej, mający na celu ucięcie kończyny Właściciela Wozu.
Pudło. Różowo-brody nawet go nie drasnął. Trzydziestoletni handlarz odskoczył do tyłu tym samym unikając jakiegokolwiek zadrapania. Natychmiastowo cisnął umięśnioną nogą w stojącego za jego plecami pijaczka skupionego na trafianiu w deski. (wizualizacja ciosu) Celnie trafił w splot słoneczny. Bolesny cios. Pijak numer 3 padł jak kłoda, niby oddycha, ale czarno to widzę. Czarny dystrykt, czarno to widzę. Taka gra słów. Z jegoż ręki wytrącił się malutki toporek, który, rzecz jasna, przejął sprytny handlarz. Gdzieś w toku wydarzeń wyrzucił także z ręki nóż.
W tym samym czasie, do naszej meduzy, ameby, pantofelka, dysmózga vel Pijaka 2 doszedł melodyjny głosik Maname. Przerwał ciosanie wozu i odwrócił się w jej stronę. Zupełnie tak, jakby średnio obchodziło go co się dzieje z jego koleżkami. Być może to wpływ wody ognistej albo jego niespełnione marzenie z dzieciństwa o byciu seksownym drwalem właśnie zostały uskutecznione. W każdym razie, wlepił swą nietkniętą inteligencją twarz w niebiesko-włose dziewczę.
- Utkyaj ruuuurę smarkuuuljo! - wrzasnął chybotając się na nogach. Najwyraźniej dziewczyna nie przypadła mu do gustu, bo - nie wiedzieć czemu - cisnął w jej okno dzierżonym dotychczas toporem. Dziesięć punktów za celność, trafienie w szafę też coś. Wychodzi na to, że mamy kandydata na zastępstwo Anity Włodarczyk. Kto wie, może wywalczy złoty medal dla Hanamury? Czaicie to; człowiek, który dziw, że oddycha mając te swoje dwadzieścia IQ wygrałby Mistrzostwa Świata. A to ci heca!
- Chapaj dzidę łehehe - dodał na koniec rubasznie i w następstwie dumy ze swojej cudownej wiązanki postanowił, chyba z wrażenia, oddać urynę na wóz. Oczywiście w akompaniamencie jakiejś pijackiej przyśpiewki. Bo czemu nie. Z cudownego, zachrypniętego i alkoholickiego głosu można było wyciągnąć jedynie jeden wers.
- TarariarararAAA. Dobry szef, to maaartwy szef! Hej ho! Dobry szefuncio tarariraraRAAA - przysięgam, darł mordę w niebogłosy. Z powodzeniem mógłby budzić zmarłych.
Maname musiałaby być po lobotomii i niedawnym przeszczepie rogówek, by nie zauważyć, że Różowo-brody jest bliski wykrwawienia. Summa summarum jego krew tryskała wokół jak fontanna. Tyle, że zamiast wody była krew. Fajnie, co? Dodatkowym smaczkiem było to, że Pijak 1 radośnie biegł ku tęcz... ku bliżej nieokreślonemu celowi, wzdłuż dróżki. Szczury zawsze uciekają z tonącego statku jako pierwsze.
- O ty szmaciarzu!! - wydarł się handlarz. Przeszedł w stronę różowo-brodego na wyciągnięcie ręki i zamachnął się toporem. I... Trach! Przynajmniej nie trach ostrza. Nie, nie. Manamcia wypluła strumień ze swoich słodkich usteczek trafiając wprost w dwójkę walczących idiotów. Napór wody był na tyle silny, że spieprzyli się z wozu jak dzidzie. W następstwie tegoż czynu poleciał, wyrzucony przez lejącego na wszystko pijaczka nr 2, topór. Z oczywistych powodów trafił w rozpieprzony wóz.
Pijak 2, gdy tylko spostrzegł całe zajście od razu zrobił w tył zwrot. Wciąż jednak nie przerywał śpiewu.
Na polu bitwy pozostała Maname, Właściciel wozu i różowo-brody klaun. No i konik, oczywiście, że konik. Można by też napomknąć o pijaku nr 3. Tylko po co? Leży, to niech leży. I tak nikogo nie obchodzi.
Za wozem, po jego lewej stronie leżał Handlarz i Różowo-brody. Ten pierwszy właśnie odkrztuszał resztki wody, ten drugi - leżał. Dziwne by było, gdyby robił coś innego. Nie był cyborgiem ani nadczłowiekiem. Ot zwykły rzezimieszek.
Handlarz czołgał się do przeciwnika jak jebany mors. Wiecie, ten uroczy grubasek z kłami. (serio polecam obczaić, słodkości) Gdy tylko dotarł do chuderlawego człeka zaczął targać go za ramiona.
- Gadaj, gdzie żeście zapierdolili moje towary albo cię rodzona matka nie pozna! - Cedził gniewnie w akompaniamencie łomotu głowy różowego.


Postacie
Zła szajka
1) Pijak 1 | Ma topór
2) Pijak 2 | Bez toporu
3) Pijak 3 | Leży na ziemi, bez toporu
4) Różowo-brody | Posiada wyszczerbiony miecz, zraniony pod żebrami
5) Właściciel wozu| Posiada topór wyrwany z rąk Pijaka nr.3
Mapa
*klik*
Jakby coś było niejasne - feel free.
Dla MG

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
ObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Harumi
Nocny Marek
 
Posty: 553
Dołączył(a): 17 gru 2018, o 00:37
Lokalizacja: Szczecin
Wiek postaci: 20
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, krzywo ścięte włosy sięgające trochę poniżej łopatek, złote oczy, niesamowicie blady odcień skóry.
Widoczny ekwipunek: Torba przymocowana do pasa (z przodu), duża torba na wysokości lędźwi (z tyłu)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6788
GG: 62022462
Multikonta: Inari

Re: Dom Sameoshiego Hoshigaki

Postprzez Maname » 31 mar 2019, o 22:54

Wiecie co wam powiem? To była chwila w której musiałam się nieco cofnąć w czasie! Dosłownie, aż miałam wrażenie jakbym naprawdę wsiadła w statek i płynęła w lewą stronę i cofała czas! Wróćmy więc do chwili przed chwilą, czyli tej która miała miejsce... yyy Chwilę temu. Wiecie o co mi chodzi. Trzeba to nieco inaczej ująć, może dokładniej. Wyglądałam przez to okno a tam działy się iście sceny jak z piratów z karaibów. Kojarzycie? Ja też nie. W każdym razie działo się dużo i głupio! Ale jak zabawnie.

Siedziałam w oknie i słuchałam, piękne słowa prosto z czarnego dystryktu docierały do moich uszek. Muszę wziąć jakieś dodatkowe zajęcia z takich wiązanek bo przydałoby się poprawić nieco te moje. Ten cały handlarzyna to niezły akrobata, pewnie nie uwierzycie mi jakie cuda wywijał na tym wozie. Szast, prast, świst i cios! Nie trafili go, wyrwał nawet topór z ręki obwiesiowi! To dopiero. Też bym nie uwierzyła jakby mi to ktoś opowiadał. Był jak jakaś małpka okrętowa, tak nogami wywijał! A co do ciebie pani narrator. Co ty wiesz o widzeniu czegoś na czarno! Było tutaj ciemno jak nie powiem gdzie i ja też to właśnie dlatego czarno widziałam!

Zawsze chciałam mieć własny okręt i wydawać rozkazy niedorajdom. Niektórzy po prostu powinni wydawać rozkazy a inni ich słuchać. Takim typem człowieka właśnie była załoga tego dziwaka z opaską. Słuchającą rozkazów. Ale głupi kapitan to też głupia załoga. Wszystko się więc dlatego zgadzało. On był głupi, oni byli głupi. On był pijany, oni też byli pijani. Aż chciałabym splunąć, że te jego patałachy to trzy słuchające się ogony które kręcą się i kręcą tak jak się im zagra. Ale nie! Nie mogłam bo leciał w moją stronę topór jednego z nich. Na całe szczęście chyba pod naporem wiatru jeden z nich się przewrócił, więc jak tylko wyłoniłam głowę z pod okno już leżał na ziemi.

- Sam sobie odetkaj rurę drewnociosaczu! - Wydarłam się zza okna, już nie chciało mi się spać. Co to to nie, nie mam pojęcia jaka czarna magia do tego doprowadziła, ale to musiał być jakiś zły bóg który pokierował tym toporem. Jak on go dorzucił tak daleko i tak wysoko? Musiał mieć farta. Tylko kurka... Moja szafa! - Szlag by to... Moja szafa! - Mentalnie miałam ochotę go teraz rozerwać. To była moja szafa, moja komódka, co innego mam w pokoju, he? Jak śmiał... Zrobiło mi się naprawdę przykro jak patrzyłam w jej kierunku.

Nie słyszałam za dużo o takich medalach, ale wiem, że skoro jest złoty to na pewno jest coś wart. Mój tatko na pewno jakiś mi przywiezie jak wróci do domu. Co z tego, że pływa teraz pod banderą Cesarstwa? Zawsze coś przywozi, nigdy nie jest to coś wielkiego ale jestem pewna, że któregoś dnia przywiezie mi złoty medal z dziedziny pływania za kurs z Hanamury do jakiegoś Ryuza-zakui? Jakoś tak to leciało? Nie ważne! Nie obchodzi mnie jakieś Rakakazukui czy jak tam, nigdy tam nie byłam i nie chcę. W powietrzu zaczęły unosić się odgłosy piosenki, jaka to meeeelodia? Zapytał Janowski, no a ja nie wiedziałam. Gdybym wyjrzała to bym wiedziała a tak straciłam szansę i musiałam odsunąć się w cień... Słysząc co śpiewa wychyliłam się zza okna. Pobieżnie wzrokiem szacowałam uszkodzenia klnąc na patałacha pod nosem - Tatko mnie za to spierze... - Bo kto by mi uwierzył w tę historię, no, kto? Nawet ty mi nie wierzysz, ani ty ani ty...

Różowo-brody nie wyglądał najlepiej, ale tak naprawdę było ciemno i... za dużo nie widziałam, czerwono było, to był znak. Zawsze mnie zastanawiało dlaczego ja nie krwawię, ale to chyba lepiej! Nie zostawiam śladów jak większość. Spudłowałam! Szlag by to! A myślałam, że jednak mam cela, a tutaj figa! Krew nigdy nie była fajniejsza od wody ale teraz powinien ktoś oberwać, bardzo się zawiodłam, ty tam na górze, jak sterujesz tym lecącym toporem, he? Chyba żal o to szybko mi nie przejdzie. Nie ważne! Na szczęście spłynęli z wozu jak jakiś ściek, kurka... Przeze mnie będzie cała ulica czerwona rano! Ugh... Nie wiedziałam co powinnam zrobić, ani tatko, ani ja tutaj nie miałam sytuacji takiej jak ta. Statkowe sprawy się nie aplikowały, miastowe sprawy chyba też i co tutaj począć? No co tutaj począć? Niedoszły topornik uciekł w stronę, nie wschodzącego jeszcze słońca z sobie znanych tylko powodów... Pewnie poszedł po wsparcie! Kurka, ten handlarzyk ma przekichane. Ale to raczej nie moja sprawa.

Dopiero teraz dotarło do mnie, że właściwie to i handlarz spadł z wozu. Czy moja woda aż tak ich porobiła, że spadli obaj? No cóż... Natury nigdy nie oszukasz, zwłaszcza tutaj, jak stajesz przed siłą prawdziwej natury, Kapitan Maname! Nie budzi się jej ze snu bo tak. - Widzicie psubraty. Kapitan Maname wam pokazała jaki los was czeka jak się nie uciszycie i jeszcze raz ją obudzicie! No i płacicie za szafę! - Wydarłam się do zalanych obwiesiów, handlarzy też, ale jego liczę oddzielnie bo mówiąc o obwiesiach chodzi mi o śpiącą królewnę i tego z którego wylała się czerwona woda. Niech sobie uzupełni płyny to zaraz wstanie i będzie cacy. Zmarszczyłam brwi widząc morsiątko, wyszłam więc przez okno i zlazłam po ścianie. Nie było strasznie wysoko. Z dosyć gniewną jak na mnie miną zaczęłam się zbliżać, ale tez nie za blisko. Grożąc im trochę ręką mówiłam jasno. - Moja komódka! Kto zapłaci za moją komódkę! - Stałam z założonymi rękami, skrzyżowałam je, miałam wyglądać niedostępnie i poważnie. To ja tutaj byłam teraz najwyższa póki oni leżeli, o tak! Dlatego szybko wlazłam na wóz by być jeszcze większa!

- Jak on nie wstanie to ty zapłacisz za moją komodę! Jejku... Jak jeszcze naruszyliście mundur tatki to on z was zrobi pieczone kotlety jak wróci! - To była prawda. Tatko się nie cyrtolił, mi też potrafił włoić, ale to tylko jak coś odstawiłam, no a kogo obwini za mundur jak nie mnie? Muszę to sobie jakoś zrekompensować na nich albo... Albo nie wiem, zaradzić zniszczeniom jeśli do nich doszło. Musze to sprawdzić, ale nie teraz! - A ty co, nie ma szalup ratunkowych! - Krzyknęłam do tego padalca który zaczął się oddalać, pewnie już zrobił kilka metrów. Wciąż jednak coś musiało go powstrzymać, rozejrzałam się za toporkiem w pobliżu. jak tylko jakiś złapałam to hyc w jego stronę. Gdzie dostał tam dostał. Czy napruty i rozpruty pobiegnie dalej?


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

- Myślę - - Mówię -


Avatar użytkownika

Maname
 
Posty: 133
Dołączył(a): 12 sty 2019, o 12:42
Lokalizacja: Hanamura
Wiek postaci: 14
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Ma na oko około 1.50 wzrostu
- Duże niebieskie oczy
- Jak się uśmiecha widać ostre zęby
- Granatowe włosy, często rozpuszczone
- Niezbyt rzucająca się w oczy, standardowe kimonko, białe i butki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6892
GG: 0
Multikonta: Inoś

Re: Dom Sameoshiego Hoshigaki

Postprzez Harumi » 1 kwi 2019, o 22:06

RÓŻOWO-BRODY 9/15
[Maname- misja D]

Denat w postaci Różowo-brodego i Handlarz niespecjalnie przejmowali się tym, co wykrzykiwała niebieska piratka. Ten pierwszy - z oczywistych względów. Ten drugi - raczej z chęci uzyskania jakichkolwiek informacji na temat skradzionego towaru. Toteż właściwie, należycie, przeszło to mimo ich uszu. Kupiec w dalszym ciągu trząsł ramionami Różowego antagonisty i wykrzykiwał jakieś śmieszne rozkazy. Dopiero w momencie dygresji Maname zaprzestał powyższych czynów.
Wyprostował plecy i wstał z klęczek jak gdyby nigdy nic i odwrócił się do wrzeszczącej małolaty.
- Dziecko, co mnie twój tatko - pokręcił łbem bez przekonania. - Tu są sprawy dla dorosłych, idź spać. Mam większe zmartwienia niż twoja komoda - sarknął wracając wzrokiem do Różowo-brodego, który ledwo dychał. Handlarz trącił go nogą licząc, że odpowie na jego pytanie.
- No gadaj żesz. Gdzie moje towary łazjo?! - wycedził przez zęby. Ale na nic to. Różowy zdechł. Ot tak, gdzieś na uliczce. Śmieszna śmierć. Zginąć z rąk pozornie grzecznego, ułożonego i bezbronnego handlarza po grubo po trzydziestce.
- Nosz i masz ci babo placek. Żona to mnie za jaja powiesi. Wypłaty nie będzie, a dzieciaki pozdychają z głodu. Że też musiałem się tu zapuszczać - mruknął pod nosem podchodząc do wozu. No, totalnie ignorował piratkę. Nie da się zaprzeczyć. Obszedł go z prawej, lewej, wzdłuż i wszerz. Drewniany powóz nadawał się jedynie do przerobienia go na podpałkę. Wkurzył się. Nie... Wkurwił. Zamiast wracać do domu z brzęczącą sakwą pełną monet będzie musiał natrudzić się więcej, niźli to warte. Po pierwsze - odzyskać towary. Po drugie - w jakiś sposób doprowadzić wóz do stanu używalności. Plan całkiem niezły. Tylko wykonanie może być... Nierealne. A przynajmniej nie w pojedynkę. Westchnął zrezygnowany.
W równoległym czasie do powyższego opisu rozgrywała się scena iście z filmu akcji. Drobna, trzynastoletnia dziewczynka chwyciła leżący topór i bez namysłu cisnęła nim w Pijaka 2. Ten, z racji stanu upojenia alkoholowego, szedł sobie slalomikiem, łukami et cetera. Wynik? Toporek chybił. Choćby Manamcia była mistrzem w rzucie toporem to i tak by nie trafiła. Tor chodu pijaczyny był tak nierówny, że aż dziw, że jeszcze szedł. Jak mówi stare powiedzenie - głupi ma szczęście. I w tej sytuacji sprawdzało się to w stu procentach.
Stojący przy wozie handlarz zlustrował niebieskowłosą. Podrapał się po wątpliwej ilości włosów i z nieudawaną goryczą i wstydem, wywołanym tym, co wydostanie się z jego ust, zagaił do młodzinki.
- Jesteś shinobi, prawda? - zapytał nieco drętwo. - I jesteś stąd... - dodał po chwili, wciąż mocno skonfundowany. - Nie chciałabyś... No wiesz... Zarobić?
Handlarz wzrokiem wodził wszędzie tam, gdzie nie było piratki. Ot, zażenowanie własną nieudolnością.
- Jeśli odzyskasz te towary, to sowicie cię wynagrodzę - burknął.


Postacie
Zła szajka
1) Pijak 1 | Poszedł gdzieś
2) Pijak 2 | Poszedł gdzieś
3) Pijak 3 | Leży
4) Różowo-brody | Umarł sobie
5) Właściciel wozu| Stoi przy wozie
Mapa
*klik*
Jakby coś było niejasne - feel free.
Dla MG

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
ObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Harumi
Nocny Marek
 
Posty: 553
Dołączył(a): 17 gru 2018, o 00:37
Lokalizacja: Szczecin
Wiek postaci: 20
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, krzywo ścięte włosy sięgające trochę poniżej łopatek, złote oczy, niesamowicie blady odcień skóry.
Widoczny ekwipunek: Torba przymocowana do pasa (z przodu), duża torba na wysokości lędźwi (z tyłu)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6788
GG: 62022462
Multikonta: Inari

Re: Dom Sameoshiego Hoshigaki

Postprzez Maname » 1 kwi 2019, o 23:53

- A co mnie twój wóz? - Odrzuciłam jego słowa, bo przecież mój tatko był ważniejszy niż jakiś kawałek drewna, bo niczym innym jego wózek już nie był. - I widzisz? Tak mu włoiłeś, że usnął. Brawo! - Gestykulowałam z wyraźną złością na twarzy, pokazałam na tego różowego któremu zabrakło wody. Spał w najlepsze, co nie? Ten cały poszkodowany wydawał się chyba nie widzieć, że jego koleżka już odleciał.

- Gdyby miał chociaż trochę oleju w łepetynie to by się tutaj nie zapuszczał... - Wymamrotałam. Samotny kupiec, pośród nocnych mroczków. Tutaj wystarczyło poczekać by zaczęło dziać się coś złego... Niech to! Mój topór spudłował, liczyłam, że dostanie za tą moją szafę ale skusiłam... Chyba będę musiała poćwiczyć inny rodzaj walki na odległość, rzucanie chyba nie jest dla mnie bo nie mogę coś trafić... Albo... Może to niewyspanie? Mimo, że się przebudziłam to wciąż nie jestem wyspana i już dzisiaj nie będę. Patrząc na lawirującego pijaczynę musiałam aż przetrzeć oczy, to było całkiem nieprawdopodobne, że uniknął ostrza i poszedł dalej. Cholerny farciuch. Tupnęłam wtedy nogą dosyć mocno. - Pijacki chód jest zbyt... To idealna szkoła uniku - Było inne wytłumaczenie? Ja nie widziałam, no bo przecież nie mogłam uwierzyć w to, że zwyczajnie źle rzucam, a wy jak sądzicie?

Może i był głową jakiejś tam rodziny, może i miał plany ale co z tego? Moje też zostały pokrzyżowane, a były równie ważne co jego. Wolność Tomku w swoim domku, a jak w domku spać nie możesz to spadasz, panie Tomku. Ha! Gość jednak zwrócił na mnie uwagę. Ale ja nie byłam pewna czy zwrócę swoją na niego, tak słuchałam trzy po trzy co mówi aż padło słowo zarobić. To moja druga natura i imię. Zarobić, tak powinni mnie czasami nazywać. Zarobić, ale nie w lampę a zarobić ryo. - Może tak, może nie - Splunęłam lekko, nieco obrażona, no i szlag. Ślina się cała nie odkleiła i wyglądało to śmiesznie, na szczęście się nie upaprałam, brawo ja. Co ze mnie za shinobi, jaki shinobi? Nie byłam tutaj bo chciałam, tylko dlatego, że musiałam. To, że mogłam wejść po ścianie chyba nie czyniło mnie ninja, co? - Jestem Kapitan Maname i jeśli mamy wchodzić w jakiekolwiek układy, a w tym targi, tak się będziesz do mnie zwracać kupczyku! - Przymknęłam na chwilę oczy i otwarłam je patrząc na odchodzącego dalej, gdzieś w dal pijaka. - Już to widzę... - Wymamrotałam, ale czy miałam coś lepszego do roboty? Już raczej i tak się nie prześpię. Nici ze snu, pięknie. Jeśli niedoszły woźnica nie miał wiele więcej do powiedzenia to chyba mogłam za tamtym pijusem iść, najpewniej lazł gdzieś gdzie może odpocząć i nacieszyć się łupem. Byłam pewna, że z nieprzytomnego kolegi ten handlarzyna wyciągnie to czego tylko będzie potrzebował. Nawet jeśli to fałszywy traf to trudno. Przynajmniej zrobię poranny spacer. Mimo, że mogłam odzyskać jego towary to dalej nie wiedziałam czy będę chciała to zrobić. Ale nad tym pomyślimy później, prawda?

- Myślę - - Mówię -


Avatar użytkownika

Maname
 
Posty: 133
Dołączył(a): 12 sty 2019, o 12:42
Lokalizacja: Hanamura
Wiek postaci: 14
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Ma na oko około 1.50 wzrostu
- Duże niebieskie oczy
- Jak się uśmiecha widać ostre zęby
- Granatowe włosy, często rozpuszczone
- Niezbyt rzucająca się w oczy, standardowe kimonko, białe i butki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6892
GG: 0
Multikonta: Inoś

Re: Dom Sameoshiego Hoshigaki

Postprzez Harumi » 3 kwi 2019, o 20:28

RÓŻOWO-BRODY 11/15
[Maname- misja D]


- Nie oczekuję, że będzie cię obchodził - odparł spokojnie. Handlarz nie miał ochoty na przepychanki słowne z gówniarą. Ostatnie co go teraz interesowało, to czyjekolwiek zdanie. Poza jego własnym, rzecz jasna. Dalece mu było do chęci kontaktu z kimkolwiek. A przynajmniej w tym momencie.
Truchło Różowo-brodego nie miało w zamiarze odpowiadać. Byłoby dziwne, gdyby stało się inaczej. Ponownie pokręcił głową. Ostatnie na co miał ochotę w swoim życiu, to kogokolwiek zabijać. Na przestrzeni wszystkich lat i przemierzonych z trudem kilometrów mógłby na palcach jednej ręki zliczyć przypadki, w których musiał użyć swoich umiejętności, by obić komuś ryjec. Keisuke, bo zwał się kupiec, był prostym człowiekiem z prowincji. Całe lata przepracował w polu, robił za czterech, pomagał ojcu w uprawie warzyw. Przyszła żona, potem dzieci, sadzenie drzew. Tylko psa brak. Naturalnym było, że po czasie wydatki wzrosły. Zwłaszcza, kiedy cała rozwrzeszczana gromadka pucipulków domaga się coraz większych racji żywnościowych. Toteż chcąc nie chcąc, musiał zmienić kwalifikacje. Początkowo pracując pod jurysdykcją jednego z bardziej znanych handlarzy, by następnie pracować na własnych zasadach. Zasady te, w znacznej mierze, były motywowane potencjalnym zarobkiem. Bo kto nie lubi zarabiać, no kto?
- Tak, tak - pomachał olewczo. Ręce mu drżały. Ale przecież nie mógł pozwolić na to, by rozmemłać się jak kluska przed dziewczynką. Stary dziad. No nie godzi się. Był to pierwszy raz, gdy został zmuszony do odebrania komuś życia. Innej opcji nie było. W końcu albo oni, albo on. Za bardzo lubił swoje dzieci, za bardzo kochał żonę, by zostawić ich bez środków do życia. Każdy człowiek wchodzi na etap, w którym przestaje się liczyć “ja”, a zaczyna “moja rodzina”. Jedni wcześniej, drudzy później.
- Słucham? - rzucił zatrzymawszy proces oglądania strat. Zamrugał dwa razy. I otrzymawszy odpowiedź, bądź też nie, wrócił do poprzednich czynności.
Wyjaśnijmy zatem zagadkę “dlaczego?”. Otóż towary w Czarnym Dystrykcie bywają znacząco droższe niż te w innych zakątkach świata. Mało kto chce się tu zapuszczać, bowiem na chętnych czekają rozmaite trudności. Ichni pokaz dostaliśmy w poprzednich opisach. Wracając - każdy, kto dowiezie pożądane produkty w czas, a przede wszystkim w całości, otrzymuje wypłatę znacznie większą, niż ta, która określana jest mianem “normalnej”. Nic więc dziwnego, że łysol, zwany również Handlarzem, popędził co sił w nogach (kołach wozu?) w te rewiry bezprawia. Może był naiwny, a może po prostu głupi.
- Mhm - mruknął. Już miał się odwracać, bo przecież nie będzie klękał na schorowane kolana, żeby jakaś dziecinka mu pomogła. A tu zmiana frontu. I zdania. Każdy ma swoją cenę, rzekł w myślach. Bynajmniej nie czuł, że to coś niepoprawnego. W końcu sam ciągle gonił za pobrzękiwaniem monet. Skinął głową na żądanie Maname. Kapitan Maname... Pożal się Boże. Do czego to doszło? Cóż, cel uświęca środki.
- Jestem uczciwym kupcem. Przychylne mi osoby obdarowuję sowicie, masz moje słowo - wysunął dłoń. - Słowo Keisuke Nakamura - poczekał na wiążący uścisk dłoni odszedł na metr.
[/akap]- Cóż, z wozu już nic nie będzie. W każdym razie, zatrzymam się w Ryokan “Onna-bugeisha”. Gdybyś miała problem ze znalezieniem– zapytaj kogoś. Na pewno cię pokierują.
[akap]
Zamilkł na chwilę chcąc zebrać myśli
- Na jednego z nich mówili Yato... Yami... Jakoś tak. Na drugiego Ushi. Jeśli uda ci się odnaleźć wyposażenie mego wozu – dostarcz cały załadunek do “Prezent Wiatru”. Tam odbierzesz swą nagrodę. Masz czas do zmierzchu. Wybacz, ale jestem zmęczony podróżą, udam się na spoczynek. Powodzenia - dodał oschle.


Postacie
Zła szajka
1) Pijak 1 | Poszedł gdzieś
2) Pijak 2 | Poszedł gdzieś
3) Pijak 3 | Leży
4) Różowo-brody | Umarł sobie
5) Właściciel wozu| Przy maname
Mapa
*klik*
Jakby coś było niejasne - feel free.
Dla MG

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
ObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Harumi
Nocny Marek
 
Posty: 553
Dołączył(a): 17 gru 2018, o 00:37
Lokalizacja: Szczecin
Wiek postaci: 20
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, krzywo ścięte włosy sięgające trochę poniżej łopatek, złote oczy, niesamowicie blady odcień skóry.
Widoczny ekwipunek: Torba przymocowana do pasa (z przodu), duża torba na wysokości lędźwi (z tyłu)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6788
GG: 62022462
Multikonta: Inari

Re: Dom Sameoshiego Hoshigaki

Postprzez Maname » 4 kwi 2019, o 19:38

Wszyscy mówią o przysięganiu jakichś słów, dotrzymują ich jednak jedynie gdy jest to im wygodne. Ale chyba muszę mu uwierzyć bo ludzie morza, bardzo często mają tylko to. Złamanie ich to jednak wielka zbrodnia. - Dobra! Poszukam, ale lepiej dotrzymaj słowa. - W tej chwili wszystko zależało ode mnie, to ja rządziłam i nim i jego towarami. Szlag by to, bo właśnie zobowiązałam się je dostarczyć. Trudno! Najwyżej będę prowadziła z nim negocjacje jak przyjdzie co do czego.

Dałam mu się wygadać do końca i ostatecznie odejść. Nie byłam zadowolona bo nie dość, że zepsuli mi spanko to jeszcze rozwalili szafę, o tym na pewno nie zapomnę. Zastanówmy się! Zaczęłam się kręcić w miejscu bo było całkiem chłodno. Dopiero teraz do mnie dotarło, że nawet bucików nie ubrałam. Kurcze, tak to jest jak się działa zbyt szybko... Zaczęłam się więc kręcić z poirytowania. Głowa też nie przestawała mi chodzić. Kupiec powiedział mi co wiedział i poszedł. Wtedy też wróciłam się do domciu, tą samą drogą którą go opuściłam. Pierwsze co to zaczęłam oceniać szkody mojej komódki. Przyglądałam się jej próbując zobaczyć czy jeszcze coś z niej będzie bo może przesadzam. Później założyłam na siebie jeszcze szaliczek by mi w szyję zimno nie było. Po ubraniu bucików, pamiętajcie, to ważne. Zeszłam ponownie na dół i zaczęłam się zastanawiać - Co dalej? - Będąc już na dole zebrałam myśli. - Dobra! Yato... Yami... Ushi Nie znam, ale pewnie w tym lokalu obok będą wiedzieli, jak burdy to tam! - Wspominałam już chyba, że całkiem blisko, bo właściwie po drugiej stronie tej pechowej ulicy znajdowała się pijalnia do której chciałam wejść i zacząć rozpytywać o tę dwójkę. Na pewno ktoś coś o nich wiedział. Chociaż... Tak naprawdę o tej godzinie jest zamknięte. - Jestem pewna, że ktoś się zainteresuje syfem jaki tutaj został - Moja buzia wykrzywiła się w grymasie patrząc na tego chama zbolałego z różową brodą. Leżał... No i leżał. Był też ten drugi co sobie również leżał, chyba pijany. Tak więc po sprawdzeniu lokalu pozostało mi ocucić tego patałacha.

Zbliżyłam się do tego śmierdziela i pierwsze co to splunęłam na niego. Wiecie, nie będę go dotykać. Jeśli to nie podziałało to na chwilę zostawiłam go w spokoju i wróciłam do Różowego pirata. Jego miecz, to na pewno wzięłam. Jeśli miał pasek od niego i jakąś zachowajke to też zabrałam i sama sobie go przypięłam bo jemu już chyba się nie przyda - Jak fajnie poszczerbiony! - Ale nie zapomniałam sprawdzić jego kieszeni. Musiał w nich coś mieć, może nie tyle co wartościowego a informacyjnego, jakaś strzałka czy coś... Symbol. Potem wróciłam do tego który też leżał i dotarło do mnie jedno. Bez dotykania się nie obejdzie. Zmroziło mnie, przeszył mnie nagle takie dziwne uczucie obrzydzenia. Z wykrzywioną twarzą też zamierzałam sprawdzić co ma w kieszeniach, dopiero po tym zaczęłam rozmyślać jak go tutaj obudzić, ale chyba najprościej będzie na niego konkretnie splunąć. Wypuściłam więc z ust delikatny strumień wody, chociaż... Tak naprawdę delikatna nie byłam ale nie zamierzałam go w tym utopić. Miał się podnieść i tylko o to mi chodziło.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


- Myślę - - Mówię -


Avatar użytkownika

Maname
 
Posty: 133
Dołączył(a): 12 sty 2019, o 12:42
Lokalizacja: Hanamura
Wiek postaci: 14
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Ma na oko około 1.50 wzrostu
- Duże niebieskie oczy
- Jak się uśmiecha widać ostre zęby
- Granatowe włosy, często rozpuszczone
- Niezbyt rzucająca się w oczy, standardowe kimonko, białe i butki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6892
GG: 0
Multikonta: Inoś

Re: Dom Sameoshiego Hoshigaki

Postprzez Harumi » 5 kwi 2019, o 18:21

RÓŻOWO-BRODY 13/15
[Maname- misja D]

Keisuke, co zdarza się niezwykle rzadko, był niesamowicie słowny. Praca na prowincji i lata wyrzeczeń nie sprawiły, by ta cecha uległa jakimkolwiek zmianom. Miał swoje zasady, a przede wszystkim był wierzący. Paradoksalnie dla wydarzeń, które miały miejsce tej nocy. Choć jakby przyjąć tezę, że bóstwa wybaczą zabójstwo w obronie własnej, to wizja raju nie jest wcale tak odległa. W końcu jedna skaza nie powinna psuć całokształtu piękna. Niejednokrotnie powtarzano mu, że "czcić można i łeb sardynki", ale on pozostawał niewzruszony. Uwagi puszczał mimo uszu, a w swoim życiorysie niejednokrotnie wyrył znaki dobrych uczynków i odpowiednich decyzji.
- Nie śmiałbym - odrzekł wzruszając ramionami. W tym świecie słowa znaczą tyle co nic, ale jeśli istnieje jeden powód, by odzyskać zaufanie do cudzych wyrazów, to jest nim właśnie pan Nakamura. Niebiesko włosa piratka nie miała się o co obawiać. Czyste zasady, czysta gra, czyste zlecenie.
Pijalnia obok domu Maname, to istna gorzelnia otwarta dwadzieścia cztery na dobę, siedem dni w tygodniu, 365 dni w roku. Nawet w święta! Nie było tam luksusowo, lokal nie mieścił się nawet w powszechnie przyjętej normie standardów, ale można się było napić kiedy się chciało. A to już wystarczający powód do odwiedzenia tegoż przybytku.
W lokalu było pusto. No, może gdyby nie leżące zwłoki zabawowiczów nocnych. Przytłumione światło lamp nie drażniło oczu, a w pomieszczeniu panowała cisza. Tylko gdzieś z zaplecza pobrzękiwała cicha melodia. Przy barze stał młody chłopak, który leniwie przecierał kolejne szklaneczki. Od razu zwrócił uwagę na maluchną piracinkę. Odchrząknął.
- Dziewczynko! Tutaj nie mogą wchodzić dzieci... - zwrócił się do niej zmarnowany. Jednak usłyszawszy historię, jaka rozgrywała się na sąsiedniej ulicy od razu pobladł. Co prawda - dystrykt, to dystrykt, różne rzeczy się działy, ale żeby aż tak? Szybko wydukał to, co wiedział. A wiedział tylko tyle, że "gang" Różowo-brodego to nieudacznicy ala gang cygana z Weekendu. Wszyscy ich olewali, cokolwiek by nie zrobili. Mówiono o nich "niedorajdy różowego", a realne mafie i gangi śmiały się do rozpuku widząc ich sylwetki.
- Wiem, że wynajęli jakiś magazyn w okolicy, całkiem charakterystyczny z tego co mówili ludzie stąd. Coś tam niby szykowali, czort jeden wie. Mogli nawet otworzyć hodowlę jedwabników, bo tylko do tego się nadawali - roześmiał się rubasznie. - Wybacz mała, to musi ci wystarczyć. Ściany mają uszy, zmykaj już - dodał kierując Maname ruchem dłoni do drzwi. Summa summarum, zyskała nowe informacje. Całkiem konkretne.
Maname udało się znaleźć miecz - zupełnie nieprzydatny, bo ostrość miał porównywalną do noża do masła, kartkę z rozrysowaną trasą i jebitnym iksem. Swoją drogą, kto tak robi? I nic więcej. Zupełnie nic. Oprócz paczki ususzonych na wiór liści służących jako wkład do ziołowych papierosów.
Dla leżącego alkusa splunięcie nie zrobiło najmniejszej różnicy. Jak leżał, tak leży. Dopiero strumień chłodnej wody przywołał go do minimalnej świadomości. Spluwając na wsze strony, niczym pierdolona fontanna, wodą gromadzącą się w rozwartych szeroko ustach, wsparłszy na dłoniach, podniósł korpus.
- Co jeeeeełst - ryknął ledwie otwierając małe, chińskie oczka. Ujrzał dziewczynę. Mrugnął dwa razy. Zupełnie tak, jakby właśnie witał się z Św. Piotrem i miał wejść do raju. - Coooś tły za jeudna - burknął przetarłszy mokry łeb. - Czełgo chcesz?!
Niezależnie od przebiegu rozmowy Maname, przy wsparciu niezwykle szczegółowej mapki trafi do magazynu Wakararu.
Na zewnątrz wygląda na duży złożony z sporych drewnianych bali budynek, prowadzą do niego jednak dosyć małe wrota co przy skali samego magazynu wygląda dosyć komicznie. Gdybyś jednak mieszkał w Hanamurze wiedział byś, że budynek ten od dawna nie jest wykorzystywany i stoi sobie solą w oku tutejszym posiadaczom ziemskim, czy też bogatym kupcom, którzy zrobili by wszystko by położyć swoje łapska na tym terenie, można tutaj przecież postawić coś dużo bardziej użytecznego niżeli stary magazyn. Pech jednak chce, że akt własności tego budynku jest w posiadaniu osoby prywatnej. Od czasu do czasu przybija tutaj pewna grupka i składuje swoje towary - Nie można dlatego powiedzieć, że stoi on jako nieużytek.

Towary leżały jak gdyby nigdy nic. A obok taczkopodobny twór. Wystarczyło je zabrać i oddać temu, kto chciał je kupić. Cóż za prostota!


Postacie
Zła szajka
1) Pijak 1 | Poszedł gdzieś
2) Pijak 2 | Poszedł gdzieś
3) Pijak 3
4) Różowo-brody | Umarł
5) Właściciel wozu
6) Barman
Mapa
*klik*
Jakby coś było niejasne - feel free.
Dla MG

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Mapka prowadzi do tego miejsca.
Obrazek
ObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Harumi
Nocny Marek
 
Posty: 553
Dołączył(a): 17 gru 2018, o 00:37
Lokalizacja: Szczecin
Wiek postaci: 20
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Białe, krzywo ścięte włosy sięgające trochę poniżej łopatek, złote oczy, niesamowicie blady odcień skóry.
Widoczny ekwipunek: Torba przymocowana do pasa (z przodu), duża torba na wysokości lędźwi (z tyłu)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=6788
GG: 62022462
Multikonta: Inari

Re: Dom Sameoshiego Hoshigaki

Postprzez Hikari » 16 kwi 2019, o 16:40

~ Burzliwy dzień ~
Misja rangi D 5/15+
Maname




Owszem czarny dystrykt to miejsce, do którego straż niechętnie zaglądała, ale zdarzały się takie przypadki. To, że udaje się dość rzadko nie znaczy, że nigdy. Wspomnienie o kapitanie statku nie zrobiło raczej na nikim wrażenie, wręcz przeciwnie. Bo co on może zrobić tym tutaj lądowym? Praktycznie nic, ma swoją załogę za którą odpowiada oraz rządzi, ale niektóre rejony są dla niego zamknięte. Mógłby próbować poruszyć to u góry, ale przecież Maname nawet nie wie z kim rozmawia tak po prawdzie, nie było przedstawienia, o imię się nie pytała. Tak czy inaczej rozmowę przetrwała, a potem do domu się udała.
Dzisiejsze znalezisko zostało schowane w bezpiecznym miejscu, zawinięty w jakąś szmatkę za deseczką w korytarzu budynku. Zdawało się, że nikt się nie kręcił podczas wykonywania tej czynności. Za oknem przez moment było tylko widać kogoś w czarnym płaszczu, pojawił się znikąd po ukryciu amuletu, aczkolwiek nie wydawał się zwracać uwagi co właśnie robiono w środku. Przecież prywatność się każdemu należy, chociaż akurat to miejsce należy do wszystkich mieszkańców tego budynku. Niestety nie udało się przy tym zachować całkowitej ciszy, deska przy odginaniu wydała z siebie dość głośny charakterystyczny dźwięk stanowiący ostrzeżenie przed złamaniem. Ostatecznie misja została zakończona sukcesem, więc trzeba było wrócić do domu i zająć się przykładowo ciuszkami taty. Po paru jeszcze czynnościach w kwestii dbania o siebie nareszcie dane było dziewczynie przymknąć oczy w ciepłym łóżeczku. Dzisiejsza noc należała do tych bez żadnego snu, kiedy zamykasz, a potem otwierasz oczy.
Było późno, dochodziło prawie południe, ale bodźcem budzącym wcale nie były promienie słońca tylko zapach. Dało się wyczuć coś bardzo pysznego w powietrzu, a w brzuchu burczało. Dochodził on z kuchni, więc Maname natychmiast się tam udała, a wtedy ujrzała bardzo zaskakujący widok. Swojego tatuśka, który zasłaniał cały stół. Sprawiało to, że niemożliwym było poznanie źródła tego aromatu w powietrzu. Na widok córki natychmiast do niej podbiegł i przytulił, a następnie szepnął w ucho.
- Gdzie ukryłaś amulet?
Nagle do umysłu dotarło, że to wszystko było snem, a te słowa wypowiada jakiś dorosły mężczyzna będący kilka metrów od łóżka.
- Nie ruszaj się, całe łóżko jest w notkach wybuchowych.
Doszły do dziewczyny kolejne słowa zanim zdążyła zrozumieć całą sytuację w jakiej się znajduje. Jeden fałszywy ruch i wybuchnie w powietrze, a zamachowiec stał w cieniu zakryty w całości czerwonym płaszczem.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1882
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Dom Sameoshiego Hoshigaki

Postprzez Maname » 16 kwi 2019, o 19:01

No i pospałam. Sama nie wiem jak do tego doszło, że potrafiłam spać tak długo, ale hej. Przestało padać, chociaż tyle dobrego... I wiecie co? Napiła bym się wody. Chociaż, przyznam, że to dziwne, nie pamiętam żebym spała... Ale to nie tak, że zawsze pamiętam, po prostu... Po prostu jest inaczej, okej? Zapach, całkiem ładny, dotarł w końcu i do mnie z drugiego pokoju. Zastanawiało mnie co go zrobiło, przecież nie mieliśmy tam kuchni z prawdziwego zdarzania... Poza tym... Zaraz... Kto by to robił? No i jak!? No i tam polazłam, zerwałam się niemal i zobaczyłam tatkę nad garnuszkiem, to ci dopiero heca. To jak wstał i do mnie podbiegł, nie... Tak się tatko nie zachowywał! - Ej no... Co ty... - Dziwnie się poczułam bo... No wiecie, nie robił tak, nie powinien, tak się stęsknił albo co? Nie rozumiałam tego w tej chwili... Wtedy rozległ się głos, głos którego nie znałam, na pewno nie był to głos należący do mojego tatki. Musiałam jednak przyznać, niezłe sny miewam, tak nieprawdopodobne...

- C-co? Nie za wcześnie wróciłeś? - Zapytałam zaskoczona, chciałam się już zerwać ze swojego fuutonu i wtedy dotarło do mnie a raczej do moich uszu, że ktoś siedzi obok i coś do mnie mówi. Nim dobrze się obudziłam, oraz zobaczyłam, że to wcale nie tatko a jakiś dziwny typek w czerwonym płaszczu... - To nie łóżko... - Złapałam się za głowę widząc tego jegomościa. Skoro zakrył się cały to wyglądał jak jakiś czerwony duch w prześcieradle, pewnie jeszcze bez oczu. - Czerwony duszku, jak śmiesz budzić Kapitan Maname, to po pierwsze. Po drugie, skoro już mnie kłopoczesz to oznacza, że szukałeś i nie znalazłeś. Więc nic mi nie zrobisz. Bo jak zrobisz to będziesz sobie dalej szukał figi z makiem, o! - Skrzyżowałam ręce na piersi, wciąż nie podnosząc się z " łóżka " N Niech mówi do mnie jak do osoby ważniejszej którą oczywiście jestem. Niech się chowa w cieniu, prawda jest jedna, jak wysadzi domniemane notki to sam sobie zrobi krzywdę. Jest zbyt blisko. Na całe szczęście, znałam jedną sztuczkę która powinna go przechytrzyć jeśli rzeczywiście podłożył notki. Zaczęłam przelewać delikatnie chakrę na fuuton/łóżko. To powinno dezaktywować jego cwany plan, jeśli rzeczywiście jakiś miał. Jeśli cokolwiek wyniosłam z zajęć z Shoheiem to na pewno to, że jeśli ustawi im zapalnik to będę mieć wystarczająco czasu by uciec, tak samo jak on. Raz odpalonych notek nie można odpalić drugi raz więc nie przyśpieszy już tego. - Czego chcesz i co robisz w moim pokoju czerwony kapturku? Pewnie jeszcze się okaże, że pod tym czerwonym prześcieradłem ukrywasz białą czuprynkę, co? Też bym się wstydziła takiej. Rozumiem - Czy tego chciał czy nie, to ja byłam największą kartą przetargową i mogłam grać jak chciałam. Gdyby to był zwyczajny łotrzyk, gdyby zależało mu na zysku i odkrył skrytkę, to już dawno by stąd się zawinął i nawet bym nie wiedziała. Ale nie! On mnie kłopocze, spać nie daje! To znaczy, że jak zawsze, jestem w najlepszej możliwej pozycji do agresywnych negocjacji. Musi wiedzieć, że groźby na mnie nie działają bo i tak i tak, jeśli mu zależy to się postara, a jak nie... To taką figę dostanie. - Co z tego będę mieć? - Zapytałam go otwarcie. Jak chce negocjować to niech wystawia swoją ofertę jako pierwszy. Ofertę, nie groźbę która najprawdopodobniej nie ma pokrycia.

- Myślę - - Mówię -


Avatar użytkownika

Maname
 
Posty: 133
Dołączył(a): 12 sty 2019, o 12:42
Lokalizacja: Hanamura
Wiek postaci: 14
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Ma na oko około 1.50 wzrostu
- Duże niebieskie oczy
- Jak się uśmiecha widać ostre zęby
- Granatowe włosy, często rozpuszczone
- Niezbyt rzucająca się w oczy, standardowe kimonko, białe i butki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6892
GG: 0
Multikonta: Inoś

Re: Dom Sameoshiego Hoshigaki

Postprzez Hikari » 20 kwi 2019, o 03:42

~ Burzliwy dzień ~
Misja rangi D 7/15+
Maname




Łóżko, futon to tylko szczegół w tym co chciał przekazać nasz tajemniczy rozmówca. Machnął na to zupełnie ręką, widoczna dłoń była dość duża, zdecydowanie należała do dorosłego mężczyzny. Nie dało się na jej podstawie jednak określić niczego zbytnio więcej, chociaż określenie czerwony duszek oraz Kapitan Maname zdecydowanie rozbawiło rozmówcę. Dało się usłyszeć lekki śmiech.
- Przepraszam panią, panią...
Przestał mówić, a w jego dłoni spod płaszcza można powiedzieć wyrósł kunai, a na nim błyskawice. Ostatecznie nie dało się dojrzeć jego źrenic, nie wyglądał jakby tutaj patrzył.
- Radzę przestać robić to co robisz. I nie udawaj głupiej.
Powiedział dość nagle, a w przypadku nieposłuszeństwa był gotowy do ataku. Pech chciał, że byłby bardzo nieprzyjemnym przeciwnikiem. Ostatecznie byłoby to dużym kłopotem w nie własnym mieszkaniu, mogłoby przysporzyć wielu zniszczeń. Przy wykonaniu polecenia dezaktywował swoje jutsu i schował broń.
- Pani Kapitan, a gdzie się podział pani statek? Niestety jesteśmy na lądzie, daleko od załogi twojego tatuśka. Wróci najwcześniej przy dobrych wiatrach za dwa tygodnie.
Dalej przyszło wyśmiewanie z strony dziewczyny, aczkolwiek to go zupełnie nie wzruszyło. Dziewczyna była pewna, że karta przetargowa jest po jej stronie. Nie znała jednak siły informacji, którą posiada ten człowiek. Wypowiadał fakt za faktem, a to nie było wcale wszystko czym potrafił zaskoczyć.
- Trzynastolatki wstydzą się wszystkiego co czerwone, zaczynając od pierwszego okresu.
Wzruszył tylko ramionami, zaczynając niecierpliwie stukać palcami o pobliski mebel. Od najmniejszego do wskazującego i od nowa kolejka. Dbał też cały czas aby był niedostrzegalny. Mimo to ostatnie pytanie było czymś czego raczej się spodziewał.
- No to możemy przejść do konkretów. Co z tego będziesz mieć? Odpowiedź jest bardzo prosta, brak problemów.
Zrobił tutaj chwilę ciszy dając moment na zastanowienie się, ale nie pozwolił nic powiedzieć, bo sam przerwał kontynuując.
- Właściwie to już wczoraj strażnicy spisali ciebie szukając złodzieja. Byłaś w bardzo niefortunnym miejscu i czasie. Pomyśl, że służba właściciela tego przedmiotu w zeznaniach opisze twój wygląd. Kto pójdzie z rana za kratki, a jego mieszkanie zostanie dokładnie przeszukane? Jeszcze prawdopodobnie konsekwencje dopadną twojego ojca, którego czekać będzie degradacja. Wolisz zaryzykować? Wiedząc, że jak stąd wyniesiesz ten amulet jesteś również obserwowana?




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1882
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Dom Sameoshiego Hoshigaki

Postprzez Maname » 20 kwi 2019, o 22:17

Wiedziałam, że blefował z tymi notkami! Właśnie zaczął wyciągać coś z pod płaszcza. To był faktyczny kunai, naprawdę on coś chce tutaj ugrać? Chociaż... Teraz zaczynałam się zastanawiać czy naprawdę nie powinnam odpuścić, przełknęłam ślinę bo w tej chwili wszystko stało się... Dużo prostsze, zawsze jest gdy masz nóż na gardle. Ale i tak nie wszystko szło po jego myśli, to było pewnie. Jeden blef nie wypalił, te całe notki, to skorzystał z kunaia.

Zastanawiałam się co niby miałabym zrobić by go udobruchać. W końcu nie mam tej błyskotki przy sobie a on, raczej jej nie znajdzie co potwierdził swoim beznadziejnym napadem. Prawdziwy łotrzyk obserwowałby mnie chwilę i zaczaił się w odpowiednim momencie. On, poszedł najłatwiejszą drogą, drogą tłuka i jełopa. Mówił i mówił i wiecie co wam powiem odnośnie jego bełkotu? Faktami mnie nie zaskoczył, rzucał słowami jak nie powiem z czego! No i wcale mnie tym nie zaskoczył. To było jasne, że tatko nie wróci szybko, a może jednak? Nie mógł wiedzieć kiedy ruszył na rejs i mógł być lada chwila. Wątpię by ta niedorajda cokolwiek o nim wiedziała, nie podjąłby się tak beznadziejnego skoku gdyby wiedział. Albo jest zwyczajnie... Idiotą.

Ostatnie dni udowodniły, że wielu idiotów kręci się po Hanamurze, poczynając od pijanego różowo-brodego głupca, idąc dalej do jakiegoś skreślonego dziwaka, a na dziwnym typie z siedziby władzy kończąc, no a teraz to! Naprawdę, ten tydzień daje mi w kość rzucając mi pod nogi takich cudaków, co kolejny to lepszy. - Skąd wiesz ile mam lat!? - Zapytałam dosyć głośno, strzelił mnie tym tekstem, czy to właśnie tym miał zaskoczyć? Co on może o mnie wiedzieć... Chociaż, um... Nie będę o tym mówić! To moja sprawa, nawet z wami o tym nie będę rozmawiać bo... Bo nie będę! Gość w sumie mógł stukać jedynie w komódkę która stała po drugiej stronie, to był kawałek ode mnie więc... Mogłam się ruszyć i coś zrobić. Ale czy byłam pewna, że chcę? - Hę? Co? Skoro wiesz o takich rzeczach to na pewno wiesz, że baba z okresem to taka z którą zadzierać nie można, nie ważne ile ma lat, każdemu skopie tyłek. - To były fakty, zawsze wydawało mi się, że tatko nie musiał się przejmować takimi sprawami bo matuli nie było, ale to widziałam już tutaj jak nie jedna mateczka skopała tyłek swojemu synkowi bo za późno wrócił albo bez pozwolenia ruszył w rejs, babki zawsze były w takich sprawach górą i facet się zwijał.

Nie odpowiadałam na pierwsze słowa, kłopoty... On wie co to są prawdziwe kłopoty? Myśli, że jestem jakimś pustakiem i nie rozumiem co się do mnie mówi i nie potrafię wyciągać wniosków? - Phi! Naprawdę brakuje ci chyba piątej klepki. Naprawdę, po pierwsze. Na pewno nie ukryłabym go w domu, gdybym go posiadała. - No naprawdę szok, gość jest niespełna rozumu jeśli sądzi, że ukryłam to w domu i, że strażnicy spisali właśnie mnie, nawet jeśli to brak im dowodów. - I co, myślisz, że nie będę miała kłopotów jeśli ci to oddam? Co ty, słuchasz tego co mówisz w ogóle? Z tego co mówisz wynika, że nie ważne co zrobię i tak mam przekichane! A jak ci tego nie dam to może mi odpuszczą. - Jak inaczej powinno się rozumieć takie groźby? Zwłaszcza jeśli grożący sam sobie robi w spodnie takim gadaniem. Prawie jak marynarze po pijaki, gadali jedno, potem drugie, pierdu pierdu które sobie przeczyło. - Nie opiszą mnie jeśli mnie nie widzieli - Pozostawała kwestia tego świra, może on właśnie mnie im opisze, chociaż, miałam to gdzieś. Nie mogli mi nic zrobić, byłam shinobi w służbie cesarstwu, tak jakby. - To pójdę za kratki, phi. Wielkie mi co. Przeszukają dom i mnie wypuszczą. Potem będą się tłumaczyć kapitanowi Cesarskiej floty i płacić odszkodowanie, raczej ich stać skoro mają tak fajne bibeloty - Ha! Znowu jestem górą. Tak naprawdę przecież tak by się to skończyło. Bibelocika w domu nie ma. Strażnicy tutaj nie przychodzą. Wszystko jest załatwiane inaczej. - Jeśli konsekwencje miałyby dopaść tatka, to ta banda niedorajd musiałaby być wysoko postawiona, wątpię by ktoś taki jak ty był im zagrożeniem. No i przecież, raczej stać ich na wynajęcie zabójcy... Naprawdę chcesz zadzierać z takimi ludźmi? Daj mi teraz połowę wartości tego świecidełka a powiem ci gdzie bym go schowała i nawet nie powiem o tobie strażnikom - Nie wiedziałam jak wiele jeszcze ma w rękawie ale jeśli ci ludzie są tak potężni jak mówi to nie tylko dla mnie będą zagrożeniem ale również dla niego. - Skąd wiesz, że nie mam jakiejś super ninja zdolności i nie zobaczyłam twojej twarzy albo czegoś innego co by Cię zidentyfikowało? - No i o to chodzi, on ma się poczuć zagrożony. Patrzyłam na niego gniewnie ze zmarszczonymi brwiami. Jeśli rzeczywiście mu zależy to zacznie negocjować jak trzeba, a jeśli nie to niech na mnie rusza. Przecież mnie nie zabije ryzykując ścięcie w razie złapania. Zawsze wiedziałam, że lepiej pójść siedzieć za kradzież niż za zabójstwo. On też powinien to wiedzieć. - Jeśli obserwują nas teraz to lepiej byś z nim wrócił. Proszę bardzo. Szukaj sobie. W domu go nie ma. I co teraz? Może jeszcze mi powiesz, że boisz się " czerwonego " i nie zajrzysz " tam? " Kto wie. Może tam się ta błyskotka schowała. - Uśmiechnęłam się zawadiacko. To była prowokacja. Jeśli rzeczywiście będę obserwowana, albo już jesteśmy, to co za różnica? On też będzie jak z nim wyjdzie. Na tym polega cały śmieszny problem tej sytuacji, on jest poszukiwany, ja nie jestem. Ciekawe jak długo zamierzamy się bawić w kotka i myszkę słownie nim do czegoś dojdzie. Czas leci, a każda chwila to korzyść dla mnie. Im większy harmider przy wszystkim, tym lepiej.

Mimo wszystko liczyłam, że jednak do tego nie dojdzie. Zawsze mógł ze mną dobić targu i mogliśmy rozstać się w pokoju. Poza tym wszystkim na pewno musiał wiedzieć, że nawet jeśli ktoś będzie mnie obserwował to zawsze mogę wyjść udając sąsiadkę z piętra niżej? Nikt się przecież nie domyśli.

Jeśli typek na mnie jakkolwiek ruszył by zadać cios to wystarczyło, że go dotknęłam. Dlatego też skropliłabym się przy pierwszej nadarzającej się okazji rzucając mu się pod nogi, a później to już była kwestia kilku ruchów i dotknięcia go. Na pewno dotknęłabym jego nóg, po jednej na rękę a później skorzystała z mojej tajnej broni. Woda powinna zacząć wspinać się po jego nogach, nie szła by rzecz jasna prosto w górę a ruchami okrężnymi lądując na jego ręce jeśli była blisko a druga idąc po plecach w stronę głowy która była ostatecznym celem dla obydwu. Miałby się zacząć dusić bo pozbycie się moich wodnych bombelków to jedno a odparcie mojego kunaia w brzuch to drugie, na szczęście torba leżała blisko a wykonanie rzutu to kwestia sekund które spędziłby na odpędzaniu się z mojej wody.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


- Myślę - - Mówię -


Avatar użytkownika

Maname
 
Posty: 133
Dołączył(a): 12 sty 2019, o 12:42
Lokalizacja: Hanamura
Wiek postaci: 14
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Ma na oko około 1.50 wzrostu
- Duże niebieskie oczy
- Jak się uśmiecha widać ostre zęby
- Granatowe włosy, często rozpuszczone
- Niezbyt rzucająca się w oczy, standardowe kimonko, białe i butki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6892
GG: 0
Multikonta: Inoś

Re: Dom Sameoshiego Hoshigaki

Postprzez Hikari » 23 kwi 2019, o 13:08

~ Burzliwy dzień ~
Misja rangi D 9/15+
Maname




Oczywiście samo to, że osoba z którą rozmawia Maname znała jej wiek było jakimś zaskoczeniem. Sama dziewczyna jest święcie przekonana, że rozmawia z jakimś idiotą, który prawdopodobnie ten fakt sobie wymyślił i przypadkowo dość dobrze trafił. Cóż patrząc na jej wygląd z pewnością dało się to jakoś oszacować, ale jak popatrzymy na jego przekonanie w głosie on był pewien tego co mówi. Nie zmyślał, a podawał fakt. Teraz nadchodzi pytanie, skąd o tym wie?
- A dlaczego miałbym zdradzić źródło swojej wiedzy? Podaj mi chociaż jeden powód.
Powiedział to lekko znudzony, ciekawe ile razy przechodził przez takie momenty w swoich życiu ten zamaskowany mężczyzna. Kiedy nie wszystko szło po jego myśli, bo najchętniej po obudzeniu dostałby zapewne ten amulet i zniknął z tej posiadłości jak najszybciej. Mimo to wszedł w dyskusję z młodą obywatelką Hanamury, która zeszła do baby przy okresie. Tej niby nie powinno się rozdrażniać, ani z taką zadzierać. W pewnym sensie to jest prawda, ale musi być jeden podstawowy warunek.
- Taka kobieta jest w stanie każdemu skopać tyłek, bo nikt nie chce jej zranić. W naszym wypadku cóż twoja krzywda jest mi kompletnie obojętna.
To co mówił tajemniczy facet było zupełnie źle zrozumiane przez dziewczynę. Nie bez powodu nie podawał żadnych konkretów, ale walnął mocno dłonią w drewno, które stukał palcami przerywając pierwszą wypowiedź odnośnie ukrycia amuletu. Dość raptownie i głośno, że mógł pobudzić sąsiadów, ale nie przejmował się tym. Możliwe, że zostawił nawet tam jakiś odcisk.
- Teraz pora najwyższa abyś przestała kłamać. Podniosłaś go na ulicy w czarnym dystrykcie, a potem schowałaś przed strażnikami. Nie rozstałaś się z nim wracając aż do tego budynku. Wiem, że najdalej gdzie go mogłaś ukryć to na korytarzu albo u swojego sąsiada, więc przestań pierdolić głupoty, że go nie posiadasz tutaj na miejscu.
Dalej mógł tylko słuchać dziewczyny. Przez pewien dłuższy moment, tylko wszystkie jej przemyślenia były dość błędne. Czy on siebie słuchał? Ależ bardzo uważnie, o wiele bardziej niż Maname. Był tam czas niedokonany, "pomyśl co będzie jak służba opisze". Ostatecznie już nie przerywał, dał się wygadać do samego końca, a dopiero potem zaczął swoje.
- Źle, źle, źle. Wszystko źle, nic nie zrozumiałaś. Wyjaśnię to jeszcze raz tak, aby twój ptasi móżdżek zrozumiał.
Złapał głębszy oddech, a chwili go wypuścił z płuc i wrócił do stukania palcami.
- Obecnie jeszcze raporty z twoim wyglądem nie dotarły do siedziby straży. Są bezpieczne u mojego dobrego znajomego tam pracującego, który jak nie dostanie z rana wiadomości podejmie działanie. Pierwsze co zrobi na swojej służbie to zda raport, a drugie to wysłanie tutaj ludzi do przeszukania całego budynku. Możesz mnie im opisać, nikt w to nie uwierzy. Cóż kto będzie ufał złodziejowi prawda?
Lekko westchnął i na chwilę spojrzał się przez okno chcąc zobaczyć ile zostało do świtu. Wciąż tak z połowa nocy patrząc po księżycu. Chociaż chciałoby się dostrzec jego twarz zrobił to tak, aby było to wciąż niemożliwe. Zresztą wybrał sobie idealne miejsce do obserwacji w ukryciu, bez zdradzania siebie samego.
- Obecnie w momencie przekazania mi amuletu żadna Maname nie pojawi się w żadnych papierach. Przyjdą najwyżej z wizytą, czy coś się tobie nie przypomniało po wczoraj. Możesz próbować to wynieść z tego budynku, schować gdzieś indziej, ale będziemy obserwować każdy krok jaki zrobisz i znajdziemy tą zgubę. A jeżeli dalej upierasz się, że nie posiadasz tego nigdzie przy sobie to no cóż... Możemy się przekonać z rana. Znam drogę do wyjścia, jak nie masz nic więcej do dodania to już sobie pójdę, a potem będę dobrze bawił patrzeć jak masz kłopoty, które mogłaś uniknąć.




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1882
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Re: Dom Sameoshiego Hoshigaki

Postprzez Maname » 25 kwi 2019, o 14:54

Ten gość... Słowo daję, nie daje za wygraną, ale jak mówiłam, to ja rozdaję teraz karty. Mam coś czego on potrzebuje i nie zamierzam mu tego od tak oddać. Pewnie sobie myśli, że z każdym wypowiadanym zdaniem mięknę, ale tak naprawdę to on mięknie, widzę to! Odnosi się do coraz większych informacji i wiecie co? Wszystko co mówi to jakieś bzdury wyssane z palca, o! - By pokazać jaki silny jesteś i jak bardzo nade mną górujesz? - Tak, to był powód by powiedzieć mi nieco więcej, przecież taki gość jak on musi pokazać, że ma silne plecy i nie blefuje, prawda? Jeśli nie potrafisz wystarczająco dobrze blefować, a on nie potrafi, to musi mieć plecy i muszę być tego pewna. Chociaż, to i tak nic nie zmieni bo pewnie wymyśli coś takiego, że wiecie, nie uwierzę mu bo tak bardzo będzie to nieprawdopodobne. Już i tak spalił sobie kilka mostów podczas tej rozmowy.

- Gdyby moja krzywda była ci obojętna to byś przeszukał okolicę i mnie nie kłopotał, nie rozmawialibyśmy teraz i oboje byśmy robili co do nas należy. Taki z ciebie kiepski łotrzyk, że nawet wystawiasz się na widok wszystkim. - Rozumiałam go jak chciałam, ale przecież mogłam, pierwsza zasada rozmowy z załogą swoją albo wroga, musisz być przekonujący i brzmieć na mądrzejszego i silniejszego niż się jest. On na takiego nie brzmi i jasne jest, że trzęsie portkami i chce dostać wszystko do ręki. A dlaczego? Bo sam nie potrafi znaleźć, taki z niego cienias. Kto wie co sobie zaplanował z tymi swoimi kiepskimi blefami, pewnie jak mu dam te błyskotkę to dopiero będę miała nie lada kłopoty bo ktoś to zobaczy albo i tak mnie z tym połączy, tak zapewne będzie. - No, trochę głośniej kapturku. Na pewno sobie pomagasz siedząc tutaj i rozmawiając ze mną. Poszukaj sobie swojej błyskotki - Wzruszyłam ramionami bo tego chciałam, by sobie poszedł i sam jej poszukał, niech się postara i udowodni i mi i temu kto go przysłał, że posiada jakieś umiejętności prócz charyzmy 6/20.

- Ha! Mój ptasi móżdżek jest i tak większy od twojego. Powinieneś sobie dawno zdać sprawę z tego, że rozmowa ze mną nie ma sensu i mogłeś go zacząć szukać. Nawet bym ci nie przeszkodziła. Jak go znajdziesz to oznacza, że ci się należy. - Znowu, kolejne głupie gadanie. Ale teraz zaczynam go podejrzewać, że on mózgu to nawet w ogóle nie ma, działa jak instynktowna dżdżownica. Skoro się obrócił, to zastanawiało mnie jak to zrobił wciąż ukrywając twarz. Jakaś dziwna złodziejska magia, a mógł po prostu założyć maskę albo kawałek materiału. Ale cudak. - "Będziemy", to teraz masz kolegę? Ciekawe który z was jest mądrzejszy. Pewnie on bo tak kurczowo spoglądasz w jego stronę, szukając pomocy. Pewnie, że go wyniosę, zrobię to tak, że nawet nie będziecie wiedzieć. Super. Tylko się nie przewróć na schodach! - Powiedziałam głośniej te ostatnie zdanie i patrzyłam jak sobie idzie. Liczyłam, że sobie idzie. Nie mniej trochę mnie zmartwił i napsuł nerwów, ale i tak i tak byłam pewna, że blefuje i aż dziw, że jest w stanie ryzykować utratę przedmiotu by sobie popatrzeć jak mam kłopoty. Co za bałwan. Za dużo to mu raczej nie płacą.

No i poczekałam aż sobie poszedł. Jakieś pięć, może dziesięć minut po tym jak wyszedł sama opuściłam pokój i wyszłam na hol zerknąć czy nie ma go gdzieś na schodach. Jak go nie było to wróciłam do domciu, sięgnęłam szmatkę z szafki a później rozejrzałam się po pokoju, kilka ruchów i wyciągnęłam shurikena z torby i wsadziłam go do szmatki i ładnie obłożyłam by nie było widać co to. Teraz pozostało mi czekać, chociaż. Również miałam już swój plan, nie wiedziałam jego twarzy ale to nie był żaden problem. Ubrania i płaszcz, to wystarczyło. - Chcesz narobić kłopotów mi... To ja narobię ich tobie... - Taki miałam dokładnie plan. Odsłoniłam zasłonki i wyczekiwałam wizyty obiecanych strażników. Blisko rana wykonałam pieczęcie i postarałam się przybrać postać czerwonego płaszczyka. Twarz nie była w tej chwili istotna, stąd wybrałam by przybrana forma miała ją zakrytą przy pomocy czerwonej chusty. Zeszłam na dół i wyciągnęłam amulecik wraz ze szmatką I tak wyczekiwałam dalej straży z dwoma pakuneczkami. Jeśliby się pojawili to trzeba było wyjść oknem i po ścianie na dach. Liczyłam, że on również zobaczy co wyprawiam, w końcu obiecał obserwować, prawda?


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


- Myślę - - Mówię -


Avatar użytkownika

Maname
 
Posty: 133
Dołączył(a): 12 sty 2019, o 12:42
Lokalizacja: Hanamura
Wiek postaci: 14
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Ma na oko około 1.50 wzrostu
- Duże niebieskie oczy
- Jak się uśmiecha widać ostre zęby
- Granatowe włosy, często rozpuszczone
- Niezbyt rzucająca się w oczy, standardowe kimonko, białe i butki
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=6892
GG: 0
Multikonta: Inoś

Re: Dom Sameoshiego Hoshigaki

Postprzez Hikari » 27 kwi 2019, o 08:43

~ Burzliwy dzień ~
Misja rangi D 11/15+
Maname




Maname ciągle nie wierzyła w posiadane przez niego kontakty, a unikanie odpowiedzi mogło być tylko faktycznym blefem. Tylko czy ktoś by to wymyślał, a może chciał dać szansę?
- Tylko dziecko by zdradzało swoje tajemnice z takich powodów. Nie dam tobie żadnych informacji, które będziesz mogła wykorzystać jakkolwiek.
Odpowiedział tylko na to, ale potem nawet nie słuchał do końca. Po prostu wyszedł, otwierając drzwi patrząc po ruchu ciała schowanego pod płaszczem wydawał się śmiać. Musiał mieć dobry humor, a sprawy nie poszły po jego myśli. Czy aby jednak na pewno? Dziewczyna wychodząc na klatkę nigdzie nie widziała nawet śladu po niedawnej wizycie. Jakby to się nigdy nie wydarzyło. Wizyta nie była tak wczesna, do drzwi zapukano dopiero około ósmej rano. Wcale się im aż tak bardzo nie śpieszyło. W przypadku braku reakcji jeden mężczyzna pozwolił je sobie otworzyć samodzielnie, co dziwniejsze wcale nie był to żaden strażnik. Miał około trzydziestu lat, metr osiemdziesiąt wzrostu, jego twarz wyróżniały świecące na czerwono oczy oraz kręcone blond włosy. Gdy zaczęłaś biec wcale nawet nie próbował gonić, zamiast tego się odezwał.
- Wiem, że to jest Henge. Jesteś otoczona, jeżeli będziesz dalej uciekać będziemy zmuszeni użyć siły. Jestem Akoraito wysłanym przez straż, aby sprowadzić ciebie na przesłuchanie.
Wtedy właśnie otwierała dziewczyna okno mając zaraz przez nie wyskoczyć. Mężczyzna mimo to nie ruszył. Był zrelaksowany, stał z dłońmi w kieszeni i tylko kontynuował swoją wypowiedź.
- Dodajesz sobie oraz swojemu ojcu jeszcze większych kłopotów Maname.
Teraz czy będzie kontynuować plan, czy też nie zależało to dalej od niej. Widziała jednak na dachu na dachu naprzeciwko stojącego mężczyznę, gotowego do podjęcia działania. Ciekawe jakiej rangi on był, czy miała szansę na próbę ucieczki?




When the day is long and the night
The night is yours alone
When you're sure you've had enough of this life, well hang on
Don't let yourself go
'Couse everybody cries and everybody hurts sometimes
Avatar użytkownika

Hikari
 
Posty: 1882
Dołączył(a): 24 sie 2015, o 17:56
Wiek postaci: 24
Ranga: Akoraito
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1307
GG: 12819100
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Dzielnica mieszkalna

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość