Trybuna południowa

Re: Trybuna południowa

Postprzez Kuroi Kuma » 16 sty 2018, o 20:36

-Zależy. W sumie to trzeba samemu spróbować, bo nie ma do tego jednej zasady. Jednym pasuje, inni wybrzydzają. Raczej wiesz jakie jest moje stanowisko w tej sprawie - kącik jego ust delikatnie się uniósł przypominając sobie pewną osóbkę, która zawsze karciła go, gdy zaciągał się przyjemny, acz gryzącym dymem. Jeżeli miał od czegoś umrzeć, to wolał od tego, no i jakieś przyjemności też trzeba mieć. Kuroi zdecydowanie wolał ten sposób relaksowania się niżeli walkę, bo był po prostu leniwy. Wygodniej mu było ułożyć się na krześle z założonymi nogami wyciągniętymi przed siebie, odpalić kawałek ziela w fajce i delektować się tą błogą chwilą. Wyobraził sobie jak przyjemnie byłoby spędzić taką chwilę przed kominkiem, obok palącego się, trzaskającego od czasu do czasu ognia. Spojrzał kątem oka na gościa bez... oka, który był chyba dosyć mocno powiązany z dziewczyną. Od razu wyłapał aluzję, bo raczej był tak oczywiste, że ciężko było tego nie zrozumieć po jego pierwszych słowach. Wesoły chłopaczek, Akashi, wyciągnął do niego dłoń. Spojrzał się na nią jakby mu ktoś podstawił średnio smaczny posiłek pod nos i nie wiedział czy wypada go zjeść, czy jednak lepiej wypluć przy pierwszej okazji. Podał mu jednak dłoń i uścisnął niepewnie, by zaraz ziewnąć przeciągle.
-Dobry - patrzył na Tensę, której słowa ciężko było rozgryźć. Morderstwo i ktoś przyszedł sobie ot tak? Zasklepianie ran... o co mogło chodzić? Nie tyle że nie czuł się niezręcznie, ale też za bardzo go nie interesowały relacje między nimi. Ot bardziej dziwiło go jak ten ktoś się tu znalazł. Los był przedziwny splatając drogi nieznajomym...
-Przynieść zawsze możesz, odmawiać nie wypada - wzruszył ramionami ciesząc się, że chociaż w tym wypadku jest szansa na darmowy alkohol, skoro po tym jak zrobił bajzel w burdelu nie załapał się nawet na szczątki jakiejś flaszki. Było to potrzebne do czegoś jeszcze, bo jeżeli chłopak przyniesie co sam zaoferował dowie się od tej dziewojki o co tutaj tak naprawdę chodzi. Kolejny walczący? Może jakiś przeciwnik, albo to o czym wspominała niedawno? Cholera go tam wie, ale oby nie tykał gurdy, bo po łapach. Co jak co, ale strasznie irytowały go pytania "a co to". A co to do cholery ma być, piasek w pojemniku, nie widać? W sumie to przyzwyczaił się do nich, ale miał nadzieję nie odpowiadać na nie co chwilę. Może po prostu wywiesi karteczkę na gurdzie z napisem "tak, to piasek"?
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 546
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 35
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Akashi » 16 sty 2018, o 21:12

Piękne chwile i wspaniałe przywitanie, czego chcieć więcej. Tyle miłości tyle ciepła wylewające się z ich słów. Ten chłód ogrzewający serce potwora, każdego zdziwienie, cząstka strachu dawała tyle przyjemności. Tylko szkoda, że tylko on rozumiał ile ciepła mu to dawało, a zresztą. Maska, która nosił była zbyt idealna, nie pozwalająca zniszczyć nieskażonego dobra, które powstało razem z murem odgradzającym jego duszę. Teraz pozostało jedynie się wytłumaczyć z tego co zaszło w hotelu. - Ciekawsze zajęcie?...- zapytał, z lekkim zdziwieniem, czuł się nieco osaczony, ale niezbyt się tym przejmował. - Ach, wybacz.. zatraciłem się trochę wtedy. - dodał po chwili, uśmiechając się jeszcze szczerze niż wcześniej. Sam nie wiedział czemu i nie rozumiał swojego zachowania, ale jednak musiał jakoś grać. Obawiał się reakcji innych, nie każdy akceptował to kim on jest na prawdę, a raczej nikt. W końcu znaczna cześć jego pobratymców to potwory chcące jedynie zabijać. - Morderstwo? Oj Tensa, pamiętasz co mówiłaś po drodze do hotelu? Jestem wampirem. Nie mogę umrzeć, a jeżeli nie wierzysz możesz spróbować wyciąć mi serce i tak to nic nie da. - powiedział, jednak musząc się nieco wycofać do tyłu, nie był miłym gościem po takim przedstawieniu jakie jej dał w hotelu. Na dobrą sprawę każdy uciekłby z tamtego miejsca krzycząc wniebogłosy, a ona nawet nikogo o tym nie powiadomiła. - Jednak się cieszę, że nikogo nie powiadomiłaś. Może i cesarz zezwolił mi na przebywanie tutaj, jednak wątpię, że strażnicy byliby tak samo mili jak on. Mało kto przeżywa spotkanie z osobami takimi jak ja. Przez co nawet będąc aniołem i zabijać jedynie przestępców oraz ratując życie nie winnych. Zawsze ja będę najgorszym potworem skąpanym we krwi. - powiedział, już bez uśmiechu na ustach, jego wyraz twarzy był bardzo poważny, wręcz nie pasujący do niego. Zdawał sobie sprawę z kłopotów w jakie się wplątał. Jednak nie potrafił z nich dobrze wybrnąć. - Taką postawę to ja rozumiem! Zaraz coś przyniosę. - wypowiedział, z wyraźnym zadowoleniem i radosnym śmiechem oddalając się na chwilę w kierunku jakiegoś straganu w górnych częściach trybun, a po paru minutach wrócił cały obładowany sake, mając ze sobą całą skrzynkę butek. - Tyle powinno nam wystarczyć na trochę. Czyż nie? - powiedział z uśmiechem, do dość starszego mężczyzny, przynajmniej z wyglądu. Jednak samemu wiedział, że wygląd może być mylący. Po chwili postawił przed nim skrzynkę i samemu stanął naprzeciw jakby znajomych i ukucnął, wolał nie siadać obok. Nie miał pojęcia jak to mogłoby się skończyć. - W zasadzie...Tensa, chciałem Cię przeprosić, musiałaś najeść się wiele strachu przez mojego zachowaniem. Nie wiem czemu to zrobiłem i zbliżyłem się do Ciebie. Nie twierdzę, że to był błąd jednak muszę odnaleźć najpierw moją siostrę, bez tego mojego prawdziwe rany nigdy się nie zagoją. - opowiedział, wyjmując dwie butelki ze skrzynki, jedną podając panu z pokaźnym pakunkiem, a drugą biorąc dla siebie. - Moje rany...to trochę dziwne, jestem w stanie zasklepić każdą ranę w przeciągu chwili, nawet te śmiertelne, a nie jestem w stanie zregenerować swojego oka. Jestem trochę wampirem inwalidą. - wypowiedział ze smutkiem, nie rozumiał tego dlaczego jego oko nie jest się w stanie zregenerować. - I co do naszej wcześniejszej rozmowy...jeżeli spotkam się z nią ponownie, ona zapewne zginie. - powiedział do białowłosej obracając butelkę w dłoni. - Mam już dosyć tych przygnębiających tematów. Twoje zdrowie staruszku.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 1161
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Tensa » 16 sty 2018, o 21:51

Palenie, dla jednych przyjemność, dla innych okropność. Każdy sam mógł sprawdzić, czy mu to odpowiadało. Właściwie to i ją kusiłoby spróbować tego zakazanego owocu, w końcu raz się żyje... Może przynajmniej ten pierwszy raz, doszedłby do skutku, bez żadnych nieprzewidzianych komplikacji.
-Domyślam się, będę musiała spróbować. - powiedziała, miłym głosem, zupełnie niepodobnym do tego, którym obdarzała Akashiego. No cóż, ten drugi w trakcie tej krótkiej znajomości zdołał już ją zirytować. Ciekawsze zajęcie... zatracenie się w sobie i coś, czego nie potrafiła zrozumieć dlaczego? I po co? Nie miało to dla niej najmniejszego sensu. Po raz kolejny była w sytuacji o której, gdyby ktoś jej opowiedział, nie uwierzyłaby, ale skoro widziała to na własny oczy, to nie miała żadnego powodu, aby wątpić.
-Zdążyłam się domyślić. - odpowiedziała szorstko. Oboje się zatracili, ona czerpała z chwili, a on cholera wie w czym. Jednak było, minęło i się nie powtórzy. Jeśli miała się wyzbyć tej "lekkomyślności" o której mówili, to nie było innej możliwości, nawet jeśli była cholernie przyjemna. Chłopak może i był od niej silniejszy, ale nie zamierzała udawać, że nic się nie stało, cały plan na ewentualne spotkanie poszedł w pizdu, gdy po raz pierwszy otworzyła usta.
-Pamiętam, mimo wszystko rana była poważna, nawet istota z legend nie powinna wyjść z takich obrażeń. Nie mam zamiaru Ci go wycinać, to nie na miejscu. - tak... miła atmosfera zdążyła prysnąć, przynajmniej dla niej. Co prawda mogła odejść, ale to miejsce jej pasowało, było wygodne, dobrze było widać arenę, no i co najważniejsze było gdzie usiąść. Szukanie innego nie było jej w smak.
-Tak. W jednej chwili z anioła stałeś się demonem, chociaż i tak nie mam pojęcia, czym tak naprawdę jesteś. - niepewność, tak niewielka rzecz, a pozwala zadać pytanie, nie wypowiadając go, nie wykazując nadmiernej atencji osobie, do której jest kierowane. Po chwili chłopak ruszył po sake, biedny staruszek, on jeszcze nie wiedział jaki Akashi ma spust... jeśli spróbuje za nim nadążyć, to zapewne skończy się ciekawie. Miała kilka minut, aby wyjaśnić Kuroi'emu dość nietypową sytuację... mówienie o czymś, o czym ktoś nie ma pojęcia w jego obecności, co najmniej nie było w dobrym stylu.
-Nie wiem, czy powinnam o tym mówić, ale nieco nas łączyło. Głupio przy kimś mówić o czymś, o czym nic nie wie. - powiedziała, a jej twarzy przybrała barwę dojrzałego buraka. Po kilku minutach Akashi wrócił wraz ze skrzynką sake... no cóż, trzeba było mu przyznać, że robił spore zapasy.
-Nie przepraszaj, sama nie wiem, czemu do tego doszło, poniosło nas. Nie byłam przygotowana, no cóż, ty dałeś mi informacje o Motoko, więc jeśli gdzieś o niej usłyszę, jakoś dam Ci znać, nie lubię długów. - chciała być z nim kwita. W końcu kiedyś w przyszłości mógł potrzebować pomocy, a dług wdzięczności nie pozwalałby jej odmówić. -Mimo wszystko to imponująca zdolność, jednak nie powinnam pytać, jak ją nabyłeś. Nie przejmuj się nią, mam zamiar upolować ją zaraz po powrocie do Sogen. - uśmiechnęła się pod nosem, gdy dwójka mężczyzn zaczęła pić.
Tensa
 

Re: Trybuna południowa

Postprzez Kuroi Kuma » 16 sty 2018, o 22:47

Chwila co... wampir? Co to do cholery w ogóle miało być? Nagle, ni stąd ni zowąd pojawił się jakiś typek, który uznawał się za wampira, który jeszcze twierdził, że jest nieśmiertelny. Chyba to było za dużo dla Kuroia, gdyż jedyne w jaki sposób to skomentował było przeciągnięte:
-Aaaaaha - po czym nałożył sobie na głowę czapkę mikołaja, co by w klimacie krwi i czerwieni ciągle się utrzymać i oczywiście chronić głowę przed ewentualnym zimnem! Taka to była przydatna rzecz w tym dosyć zimnym klimacie. Nie miał bladego pojęcia co myśleć o tym gościu, który jeszcze twierdził, że jest aniołem i zabije przestępców. Kolejny shinobi? Na pęczki ich tu widać - pomyślał Kuroi przyglądając się temu uprzejmemu młodzieńcowi, który nie za bardzo do siebie przekonywał mówiąc coś takiego po rozpoczęciu znajomości. Kupił jednak Kuroia w trochę inny sposób - poszedł mu po alkohol, więc nie był do końca gościem bez piątej klepki i umiał jakoś uszanować starszych. Był czymś dziwnym, chociaż wyglądał jak zwyczajny człowiek, tak samo mówił, tak samo się wyrażał. To zupełnie nie trzymało się kupy. Został na chwilę we dwoje z białowłosą i spojrzał pytającym wzrokiem, co w połączeniu z tą czapeczką wyglądało dosyć komicznie.
-Ja nie wnikam, ale to wszystko z wampirami, demonami, aniołami... to chyba dla mnie za dużo. Cóż, słyszałem że shinobi są dosyć specyficzni, ale nie że aż tak - wzruszył ramionami, nie wiedząc co zrobić z tym fantem, lecz zaraz przyszedł lekko obgadany przez tą dwójkę chłopaczek z butelkami sake. Reakcją wręcz odruchową było pojawienie się ogromnego banana na twarzy starszego shinobiego, który jednak krył się z tym faktem. Odebrał jedną buteleczkę nie przerywając tego ckliwego jak cholera love-story, które się rozgrywało pomiędzy nimi wliczając w to jeszcze jakieś siostry i wtem wpadło mu w ucho słowo klucz. A nawet dwa. Zginie. Motoko. Zdrowie. Co? Chwila, wróć. Kuroi spojrzał to na nią, to na niego, latał wzrokiem pomiędzy nimi. I jeden i drugi, obydwoje życzyli śmierć komuś, kogo poznał w sumie to dosyć dawno temu nasz kochany Kuroi na szlaku. W sumie to może zbieżność nazwisko, może nie, wolał zrobić dobrą minę do złej gry, niż wdać się w jakąś dziwną akcję. Ale słyszał dobrze - Motoko, imię pewnej samurajki, z którą to pewnego razu miał okazję odbić pewną karawanę. Kiedy to było? Nie pamiętał, dawno, miał to w starym dzienniku, to na pewno, lecz on przepadł razem z pozostałymi zapisami w odmętach płomieni. Miał tylko nadzieję, że był to przypadek, bo nie jednemu psu burek, prawda? Przed oczami widział dosłownie jej postać, bo zawsze kojarzył posturę, rysy, a nawet styl poruszania się z danym imieniem, próbował jej jakoś kojarzyć i podobnie zrobił też w przypadku Akashiego.
-Na zdrowie! - wykrzyknął w końcu, by zaraz odkorkować butelkę i wypić z niej trochę, jednak nie za dużo. Bardziej nie miał zamiaru się schlać w miejscu, którego nie znał na tyle dobrze, by wiedzieć, że ma ciepłe posłanie, na które ktoś go ewentualnie zaniesie. Strzeżonego i tak dalej.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 546
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 35
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Akashi » 16 sty 2018, o 23:13

Wszystko poszło dobrze, a jednookiemu kłamanie szło całkiem dobrze. Jednak nie do końca, czuł się z tym nieco dziwnie, mimo że non stop robił dobrą minę do złej gry, nie potrafił sobie z tym poradzić. Bajki o wampirach, aniołach i demonach, kto by to kupił? Jednak chłopakowi to nie wystarczyło. Po tych wszystkich wyjaśnieniach złapał jeno butelkę i opróżnił ją jednym tchem do dna i mocno westchnął. - Poważne obrażenia...Nie bądź śmieszna! - wykrzyczał, a z jego oka zaczęły cieknąc łzy. Miał powoli wszystkiego dosyć i samemu na nowo się zmieniał, nie chciał pozostać dalej jednym wielkim kłamstwem. - Nawet nie wiesz jakie to uczucie gdy umierasz mając ostrze wbite w głowę. Gdy twoje ciało znajduję się w kałuży własnej krwi. Nigdy tego nie poznasz. - powiedział, będąc wyraźnie smutnym, mimo faktu, że sam staruszek w tej czapce nieźle go śmieszył i w innej sytuacji leżałby na ziemi zalewając się łzami śmiechu. - Przeżyłem coś czego nie powinienem, tylko dlatego, że obiecałem mu...jej... obiecałem ją chronić. - wybełkotał, opierając dłoń na swojej twarzy, w miejscu gdzieś wcześniej zanurzył swój palec. - Nie jestem wampirem, tylko wydłużam swoje życie za życie innych. Bez znaczenia co się stanie...nie mogę umrzeć, chociażbym tego chciał. - dodał, obejmując swoją głowę w dłonie. Nie potrafił zapanować już nad sobą i swoimi słowami. Jednak po chwili spojrzał na arenę widząc znajomą mu twarz. - Shiga..on jest taki sam jak ja. Także jest wyznawcą Jashina. - powiedział, wskazując na białowłosego chłopaka swoją dłonią. Nie miał pojęcia czemu to robi, coś powoli odbierało mu rozum nie pozwalając mu dłużej grać. - Wiem.. jestem potworem. - dodał, załamującym się głosem, pozbawionym całkowitej nadziei na lepsze jutro. Na to, że uda mu się naprawić swoje błędy, których dokonał w przeszłości. - Co do Motoko, nie powiedziałem Ci wszystkiego. Wtedy w hotelu, przebiła mnie trzy razy mieczem. Ramię, brzuch i płuco. Jeśli się z nią ponownie spotkam będzie chciała mnie zabić, ale ja chce odnaleźć jedynie moją siostrę. - powiedział, podnosząc się z ziemi i stając przed nimi, by po chwili oddać im pokłon. - Przepraszam. Przybyłem tutaj tylko po to by zdobyć jakieś informację o mojej siostrze, ale nawet nie wiem jak może teraz wyglądać. - wypowiedział, cały czas kłaniając się w ich stronę. Nie wiedział co miał zrobić. Po raz pierwszy był z kimś tak szczery, nie był żadnym potworem siejącym śmierć, a jedynie przerażonym dzieckiem, chcącym uchronić to co kocha.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 1161
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Hayami Akodo » 17 sty 2018, o 03:52

Hearts will grow though having to bend,
Leaving behind all things in the end.


Wziąwszy udział w loterii, udzieliwszy pomocy komuś nieznanemu, Hayami czuł się zwyczajnie szczęśliwy. Nawet, jeżeli jego wygrana będzie prawie żadna albo nie uda mu się w nic trafić, to jednak pozostawała mu satysfakcja - zmierzył się z wyzwaniem innym, niż uzbrojony przeciwnik, spróbował trochę pomyśleć, rozruszać zmęczony wydarzeniami umysł i zmusić go do refleksji. Z tą myślą wrócił na trybunę - ostatni dystans znów przemierzył biegiem, tym razem chcąc już jak najszybciej znaleźć się byle gdzie i oglądać walkę Keia.
Akurat, gdy dotarł na miejsce, Hime zeszła z pola walki w chwale, a na jej miejscu zjawili się inni walczący. Z pola zeszli też Kaguya i jego oponent. Ciekaw był wyniku tej drugiej walki, będzie musiał o to kogoś zapytać - zwycięstwo nie zrobi dobrze temu nabzdyczonemu paniczykowi Uchiha, ale chociaż pognębi znienawidzonego członka klanu kości. Prychnął cicho, po czym przyspieszył kroku, widząc początek walki Seinaru z owym Sabaku. Samurajowi udało się powalić przeciwnika, co wywołało - oczywiście - u Hayamiego szeroki uśmiech zadowolenia.
I ktoś tu mówił, że jest tylko pasterzem, tak?
Jak na pasterza, Seinaru Kei miał zbyt mężne serce i zbyt dobrze władał wiatrem. W sumie to do niego pasowało: wiatr, ulotny, melancholijny, porywający wspomnienia, ale i niebezpieczny, potrafiący zniszczyć dom, obalić człowieka na ziemię.
Nie daj się porwać...
Na widok Tensy, jakiegoś płaczącego chłopaka i faceta w czapce Mikołaja Hayami po prostu zdębiał. Jego mózg potrzebował bardzo długiej chwili, by przetworzyć te informacje. Zacisnął pięści; chłopak płakał, było to bardzo widoczne, miał tylko jedno oko...Tego trzeciego chyba pogięło, by wkładać czapkę świąteczną w chwili, gdy wokół rozkwitała wiosna (prawda, że zimna i niechętna, jak trudna do zdobycia kobieta, ale jednak), a Tensa? Cóż, Tensa po prostu była. Zaczął się szarpać z własnym sumieniem: szklanym wzrokiem obserwował obydwie walki (zdaje się, że w innej części kobieta o niebieskich jak niebo włosach walczyła z Panem Ślicznotką), a w myślach zastanawiał się, co robić.

Tu umiera Tensa, jestem już tylko shinobi.
To jej siostra. Ma prawo wiedzieć.
Jak cholera ma prawo, przecież nie obchodziło jej, co się stało z Sagisą!
Porzuciła ją. Ani słowa.
Ale jednak mimo wszystko są rodziną.
Rodzina...


Zacisnął wargi. Przegrał; sumienie nakazywało mu wyraźnie podejść do Tensy i poinformować ją chociaż o tym jednym. Cokolwiek z tym zrobi, nie obchodziło go to już - zrobił, co mógł, podjął ostateczne kroki, a jeśli tamta to odrzuci, to już nie jego wina. Zresztą nie było sensu na to czekać tyle czasu. Póki ją ma, póki mu nie uciekła, musiał działać.
Podszedł szybkim, zdecydowanym krokiem do owej trójcy, którą wcześniej wypatrzył. Skłonił się lekko najpierw Tensie, potem nieznajomemu mężczyźnie i spojrzał ciepło, z niepokojem na płaczącego. Dosłyszał końcówkę jego wypowiedzi.

-Szukasz więc swojej siostry, nieznajomy? Może i ja będę mógł pomóc Ci ją znaleźć?-spytał. Po chwili przeniósł wzrok na Tensę, już nie tak ciepły i pełen łagodności; nie, to spojrzenie było twarde i bezlitosne niczym kamień. Ostre.
Czas był najwyższy przejść do konkretów. Podszedł tu przecież nie tylko z wrodzonej empatii, która nie pozwalała mu milczeć w chwili, gdy ktoś płakał, cierpiał, ale i z konkretnym planem. Zamysłem. Musiał doprowadzić nierozwiązane sprawy do końca. Do punktu, w którym od dawna powinny się znajdować.

-Tensa, musimy natychmiast porozmawiać. Nie udawaj, że mnie nie znasz i nie wiesz, o czym mówię, bo i tak mnie to nie obejdzie-powiedział twardo i ostro. Chwycił dziewczynę za ramię, po czym zwrócił się do jej towarzyszy:-Przepraszam was na chwilkę.

Odciągnąwszy ją na bok za rękę, zmierzył ją od stóp do głów miodowym spojrzeniem. A w spojrzeniu owym płonęła teraz prawdziwa, niewybaczalna furia. Tak mógłby patrzeć Izanagi rozgniewany na swą małżonkę Izanami, w Yoshioka Hirasaka, zstępując jak bóg.

-Twoja siostra, którą porzuciłaś na statku, urodziła mi syna-warknął przez zęby.-Byłem przy jej porodzie, widziałem dziecko, napisałem nawet do waszych rodziców z wieściami, nie chcąc, by się martwili. Teraz dałem jej trochę odetchnąć, by odpoczęła razem z dzieckiem pod opieką tutejszych lekarzy w szpitalu. I wiesz co, Tensa? Jeżeli się spotkamy w turnieju lub kiedykolwiek, nie zabiję cię przez wzgląd na Sagę, ale przysięgam, że nie będę się powstrzymywał. Bo i na to nie zasługujesz. Splamiłaś honor Uchiha i przez to, gdyby nie okoliczności, wyzwałbym cię na pojedynek. To twoja ostat.nia szansa, by zmienić zdanie moje i Sagi na swój temat. Bo drugiej, do kurwy nędzy, już nie będzie.

Oznajmiwszy to cokolwiek dosadnie, jednak z ekspresją w zimnym, przesiąkniętym gniewem tonie, puścił Tensę i usiadł przy chłopaku, zachowując jednocześnie największy możliwy dystans od białowłosej i od trzeciego mężczyzny.
Ostatnio edytowano 17 sty 2018, o 17:09 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 971
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Trybuna południowa

Postprzez Kaito » 17 sty 2018, o 10:44

Przez całą drogę na trybuny młodszy Hōzuki próbował przeanalizować wypowiedzi brata i przypomnieć sobie czy kiedykolwiek mówił on o uczuleniu na ołówki. Ta cała sprawa wyglądała dla niego nad wyraz podejrzanie, chociaż chłopak nie był pewien czy Ame robi sobie z niego żarty i wykorzystał ten absurdalny argument jako wymówkę, czy może rzeczywiście cierpiał na jakąś wyjątkowo dziwną przypadłość, a nigdy wcześniej nie było okazji, by się z nią zdradził. Kaito nie potrafił jednoznacznie ocenić tej sytuacji, dlatego też nie zamierzał się ze swoim towarzyszem doli i niedoli wykłócać. Po prostu przy którymś z mniejszych placów skorzystał z dobrodziejstw niewielkiego źródełka i przemył dłonie, by przypadkiem nie narazić brata na nieprzyjemne konsekwencje styczności z alergenem. Choć swoją drogą… jakie skutki mogło wywołać w przypadku takiej alergii rzeczywiste zetknięcie się z wkładem ołówkowym? Cóż, Kaito postanowił się w końcu poddać i ponownie, przynajmniej na jakiś czas, może nie wyłączyć, ale przynajmniej stępić swoją i tak nadwyrężoną już zagadką mózgownicę.
Kiedy dotarli do stóp areny, gestem dłoni wskazał Ame, aby ten podszedł z nim do tablicy turniejowej przedstawiającej dokładną kolejność pojedynków oraz wymieniającej wszystkich uczestników.
- Uchiha, Aburame, Senju… – Mruknął bardziej do siebie niż do brata, wymieniając wszystkie te klany, które w jakimś stopniu kojarzył. Inne nazwiska widniejące w tym zestawieniu nic mu nie mówiły, więc szesnastolatek nie mógł stwierdzić, czy podczas pojedynków zobaczą także członków innych klanów lub szczepów.
- Myślisz, że inni też mają jakieś ciekawe zdolności? – Zapytał Ame, jakby w nadziei, że ten słyszał o kimś jeszcze. Było jednak mało prawdopodobne, by starszy z Hōzukich o klanach i szczepach wiedział więcej, skoro w gruncie rzeczy przez całe swoje życie bracia podróżowali razem i poznawali praktycznie tych samych ludzi.
- Może być ciekawie. – Dodał, jeszcze raz przyglądając się uważnie tablicy, a następnie skierował się w stronę wejścia na jedną z trybun, nie zważając na swojego brata. Wiedział przecież, że Ame i tak w końcu do niego dołączy; bez sensu było się rozdzielać, skoro trybuny były tak skonstruowane, że praktycznie z każdej widok na pole bitwy był dość dobry.

Kaito minął tabliczkę z napisem „trybuna południowa”, a już po chwili zajął jedno z wolnych miejsc siedzących. Rozejrzał się przy tym po wszystkich wokoło. Grupa shinobich i kunoichi rozmawiała między sobą, najpewniej wszyscy się tutaj już mniej lub bardziej znali, dlatego poczuł się nieco wyobcowany. Nie chciał, żeby tak było, dlatego zdecydował się zagadać. Musiał jednak pomyśleć, co powiedzieć, żeby zwrócić na siebie uwagę najbliższego otoczenia.
- Cześć, jestem Kaito! – Wymamrotał wreszcie radośnie, twierdząc, że zawsze najlepiej zacząć od przedstawienia swojej osoby. – A to mój brat, Ame. – Dodał też szybko, wskazując pozostałym na niebiesko-włosego chłopaka, bo domyślał się, że jego brat sam z siebie zapewne nie będzie chętny zawiązywać jakichkolwiek relacji. Jak znał życie, Ame najprawdopodobniej usiadłby na tyłku i bez słowa obserwował pojedynki. A gdzie przy tym jakakolwiek przyjemność z poznawania nowych ludzi?!
- Spóźniliśmy się trochę. Czy ktoś mógłby nam powiedzieć co nas ominęło? Ktoś już zwyciężył w swoim pojedynku? – Zapytał dopiero po chwili, zaczynając w zasadzie dość neutralny temat. Chciał jednak w ten sposób jakoś włączyć się do rozmowy osób przybyłych na trybuny wcześniej. Liczył także na to, że pozna chociaż ich imiona.
Po tych słowach na chwilę zamilknął, skupiając swe spojrzenie na toczących się aktualnie pojedynkach. Jeden z nich dopiero się rozpoczął, ale w drugim walka rozgorzała na dobre. Kaito zauważył jak jeden z uczestników uformował otaczającą go chmurę piasku - czyżby była to jakaś technika Dotonu, a może umiejętność kompletnie innego rodzaju? Cóż, młody Hōzuki nie słyszał o klanie Sabaku i jego zdolnościach, dlatego to, co właśnie zobaczył było dla niego nowym doświadczeniem. Niestety chłopak od piasku dość szybko oberwał, a w reakcji na ten fakt Kaito aż przygryzł delikatnie wargę. Oj, to musiało zaboleć...
choć ten gość i tak miał wiele szczęścia, że nie znalazł się w samym epicentrum wybuchu.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 461
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Ame » 17 sty 2018, o 12:55

Całkiem sprawnie poszło. Nie sądził, że możliwe jest nie zadawanie pytań po usłyszeniu czegoś tak głupiego. Myślenie musiało go nadwyrężyć. Kolejne wspaniałe zwycięstwo! Ame poszedł do tabliczki informacyjnej i stanął obok brata. Razem z nim wpatrywał się w nią odczytując nazwiska uczestników. O dużej części z nich słyszał i wiedział czego może się spodziewać, było tam też kilka zagadek, którym zamierzał się przyjrzeć.
- Na pewno nie będzie nudno, Kaito! - odpowiedział na rozważania brata. Jak zwykle został kawałek w tyle za nierozważnym i energicznym krewnym drugiego stopnia w linii bocznej. Po prostu zdecydował się pójść za nim. Przez chwile przeszło mu przez myśl, aby poszukać własnych przygód, jednak kto w innym wypadku wybawiłby Kaito gdyby ten wpadł w nieciekawe towarzystwo, a potem próbuj wytłumaczyć matce jego pobyt w szpitalu. Przez głowę przetoczyły mu się setki innych podłych scenariuszy. Definitywnie nie zostawi tego pajaca. Gdy dogonił brata spostrzegł, że wpadł on już między grupkę nieznajomych. Mimo wesołości Kaito dało się zauważyć, że atmosfera jest miejscami napięta. Być może gdyby przybyli chwile wcześniej wiedzieliby o co poszło.
- Witam wszystkich! - odpowiedział w związku z nieudolną próbą przedstawienia go przez brata.
Jednocześnie przypatrzył się dojrzałemu mężczyźnie z podkrążonymi oczyma, który ma na plecach jakiś dziwny garnek. Ciekawe co on tam trzyma? - pomyślał. Może będzie okazja go o to zapytać. Po jaką cholerę dźwigać coś takiego. Następnie rozejrzał się po całej reszcie zgromadzonego tam ludu. Nikt już tak bardzo nie rzucał się w oczy, nie wyróżniał się żadnym niezwykłym widocznym przedmiotem. Ame z początku planował tylko obejrzeć walki, ale skoro już tu jest to może uda mu się nawiązać kontakt z kimś bystrzejszym niż młodszy. Postanowił usiąść obok chłopaka o złotych oczach i kasztanowych włosach. Nie wyglądał na standardowego shinobi z okolicznych ziem, a jednocześnie nie wyglądał na dziwaka, co dawało mu jakiś potencjał. Po podejściu do niego zauważył iskierki gniewu w jego oczach. Może to jakiś jego znajomy jest na arenie?
- Cześć, jestem Ame. Kto walczy? - zagaił.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 436
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Tensa » 17 sty 2018, o 20:46

Kuroi, postanowił założyć czapkę, i wyrazić swoje zdanie... no cóż, niezbyt pochlebne, ale przynajmniej jakieś. Może nie wyłapał, że to była jedna wielka metafora, a może tylko jej się zdawało, że nią była. Nie skomentowała tego, najzwyczajniej w świecie nie wiedziała jak, no i nie widziała w tym najmniejszego sensu.
Poważne obrażenia... Akashi mógł to negować, ale widziała na własne oczy, nie powinien tego przeżyć, a tym bardziej wyjść z tego bez czyjejś pomocy. Chłopak płakał, rany, o których mówił, musiały mocno wiązać się z jego przeszłością. W jaki sposób nie wiedziała, ale musiał być jakiś powód, dla którego te wszystkie emocje uwolniły się z niego. W pewnym sensie miał rację, nigdy nie pozna, jak to jest, doznać śmiertelnych ran, jaki ból i strach się z nimi wiążą, a jeśli kiedyś jej się zdarzy to... najzwyczajniej w świecie będzie to ostatnia rzecz, jaką pozna. Chociaż czy już tego nie przeżyła? Gdy czołgała się, szukając pomocy? Kiedy krew przeciekała przez bandaż na nadgarstku. Umierała, gdyby nie szczęście nie wyszłaby z tego.
-Gówno wiesz, nie jestem żadnym wampirem, ale wiem, jak to jest umierać, kiedy chwila dzieli Cię od śmierci i masz tylko nadzieje, że ci, których widzisz na horyzoncie, będą chcieli Ci pomóc. Odbieracie życie, żeby wydłużyć swoje? Co z tego? Ludzie od zawsze wykorzystują siłę, żeby dostać to, czego chcą. Co za różnica, czy to dłuższe życie, czy ukochaną? Ty nie jesteś potworem, jesteś człowiekiem, którego siła pozwala mu nim być. - odpowiedziała, dość krótko na jego wyznanie. Nie miała zamiaru go pocieszać, czy specjalnie się przejmować, ale chęć bycia szczerą... no cóż, ta dzisiejszego dnia była o wiele większa niż kiedykolwiek. Mówi się, że "łatwiej wygadać się przed kimś obcym", dzień, który właśnie przeżywała, zdawał się w pełni to potwierdzać, sami obcy, a jej jakby lżej na sercu.
-Motoko się nie przejmuj, powiedziałeś mi wszystko, co wiedziałeś, może nie wystarczy, żeby ją odnaleźć, ale to dobry początek, jestem ci winna to samo względem siostry. - tylko tyle odpowiedziała na jego przeprosiny. Motoko była zdolna przebić go trzykrotnie mieczem, no cóż, nie wiedziała, jak silny jest ten chłopak, ale to, że dziewczyna nie zawahała się przed zadaniem mu śmiertelnej rany... zakładając oczywiście, że nie wiedziała o jego zdolnościach, dostarczała kolejną dawkę informacji, kiedy ją spotka, nie będzie czasu na wahanie, albo Tensa, albo Motoko, i żadna z nich nie będzie się wahać.
Skoro brało już wszystkich na szczerość to i przeszłość musiała dać o sobie znać... na trybunę, na której się znajdowała, wszedł Hayami. Był sam, chociaż obiecał opiekować się Sagisą, wyłapała go o wiele wcześniej, szedł w ich stronę... czyli Sadze rzeczywiście coś musiało się stać, inaczej nie miałby powodu... nie szedłby właśnie w ich stronę... a może nie szedł? Może tylko zmierzał w podobnym kierunku? Wszystko rozwiązało się dość szybko, gdy skierował słowa do Akashiego, by zaraz potem przenieść na nią wzrok. Ich spojrzenia spotkały się, twardy, bezlitosny wzrok samuraja z jej chłodnym i pewnym siebie. Odrzucona przyjaźń, przeszłość, o której tak usilnie próbowała zapomnieć, cały czas uderzała w nią, najpierw przeczucie w drodze do hotelu, a teraz on. Podniosła się, zrzucając z siebie jego dłoń, odeszli kawałek dalej.
-Nie mam zamiaru udawać, ale skoro jesteś tu sam, to nie marnuj czasu i powiedz co z nią. - powiedziała twardo, nie jak do przyjaciela, ale jak do żołnierza, któremu rozkazuje się straceńczą szarżę.
-Myślisz, że dajesz mi jakąś cholerną szansę? Jeśli tak zależy Ci na honorze, spotkajmy się po festiwalu, skoro nie masz odwagi, to ja cię wyzywam. Nie martw się, nie zginiesz, jesteś jedyną osobą, która dała jej uśmiech. Ktoś musi jej pilnować, a ja nie mogę, jeśli ma zapomnieć kiedykolwiek, o tym, kto jest prawdziwym ojcem, nie mogę jej wiecznie tego przypominać, więc rusz zakutym łbem. Kto wtedy po nią poszedł? Czyje cholerne czerwone oczy zastąpiły te Kazuo? Moje. Jestem ostatnią rzeczą, która może jej o tym przypominać. Pieprze ten cały honor, jeśli przez niego ona ma dalej cierpieć. Może dla Ciebie jest najważniejszy, ale dla mnie ważniejsza jest ona. Myślisz, że uciekłam, bo bałam się odpowiedzialności? Gówno prawda, musiałam to zrobić, żeby znów się uśmiechała, nie widząc mnie codziennie. - ucichła na chwilę, jakby zamyślona. -Jesteś cholernym idiotą, zostawiłeś ją tam z synem i myślisz, że nic się nie stanie? Wracaj na swoje miejsce na trybunach. - dorzuciła na odchodne. Nie tylko ona, nie tylko Motoko, był jeszcze ktoś, dziecko, niczemu nie winna konsekwencja tamtej letniej nocy. Biegła, rozpychając się łokciami, ostatnia rzecz, której brakowało to, to żeby zrobiła coś jemu i sobie. To cholerne przeczucie musiało się sprawdzić, przeszłość musiała wrócić. Miała to wszystko w dupie, ten ostatni raz ją spotka, uspokoi i powie prawdę, jeśli kiedyś ma to się skończyć, nie może zostawić niepozałatwianych spraw. Wizyta w szpitalu i pojedynek z Hayamim, tak będzie mogła się z tym zmierzyć i raz na zawsze od tego odciąć. Biegła, licząc, że zapobiegnie cholernej tragedii. Samuraj mógł próbować ją zatrzymać, ale nie otrzymałby nic oprócz ciosu w twarz, nie miała zamiaru pozwolić mu tego spieprzyć.

[z/t]
Tensa
 

Re: Trybuna południowa

Postprzez Kuroi Kuma » 17 sty 2018, o 23:43

Patrzył kątem oka na tego dziwaka i pomyślał sobie, że chyba znalazł się w dosyć dziwnym towarzystwie. Gość, który miał jakieś obrażenia, jakieś ostrze wbite w głowę w ogóle co? Do tego to, co mówił wcześniej i pił na zabój. Zupełnie nie pasowało mu to do profilu kogoś, z kim chciałby się upić w trzy dupy i zasnąć w karczmie wcześniej wypaliwszy sobie shishę tak jak zdarzyło się to dosyć niedawno z Ichirkiem. Coraz bardziej myślał nad tym, czy by się z tego nie wymiksować, bo z każdą chwilą robiło się coraz dziwniej i dziwniej. Ten - jak się przedstawił - Akashi jeszcze wprost mówił o wydłużaniu swojego życia poświęcając innych, a to już definitywnie przeważyło o sprawie. Dowiedział się jednak czegoś ciekawego.
Wyznawcy Jashina. Słyszał o nich, jednak tylko to, że są wyznawcami jakiegoś dziwnego kultu, lecz nic poza tym. Znał już dwóch przedstawicieli tego dziwnego kultu, a to stawiało go w trochę lepszej pozycji. W tej rozmowie był bardziej z boku, trochę jakby go nie było w tym spotkaniu, prawda? Można tak powiedzieć, więc w sumie co on tu robił? Słuchał. Słuchał, zbierał informacje i zapamiętywał sobie wszystko to, co się tu wydarzyło, bo na przyszłość może się przydać. Wtem pojawił się ktoś JESZCZE, a dokładniej ktoś, kto wiedział coś o wspomnianej wcześniej siostrze Akashiego. Kuroi kiwnął mu na przywitanie, więcej nie było potrzebne, bo zaraz i tak miał odejść z białowłosą na bok. Ta to miała ciekawy żywot. Najpierw spotyka w dwuznacznej sytuacji tą dwójkę, jeden z nich uważa się za wampira i wyznawcę Jashina, potem przychodzi drugi gościu i zabiera ją na bok.
A potem przyszedł ktoś jeszcze i to było dla Kuroia zbyt wiele. Rozumiał, że to było miejsce publiczne, ale nie mogli wybrać miejsca obok, tylko przychodzili akurat tutaj? Młodziak chociaż przedstawił siebie i swojego brata., kolejny Shinobi - katana mówiła wszystko. Zmęczony witaniem każdej napotkanej osoby Kuroi znowu kiwnął głową obojgu przybyłym i chyba stwierdził, że na trzeźwo tego nie zdzierży i wypił trochę mętnego, białego płynu z butelki.
-Też dopiero co przybyłem, więc wam nie pomogę w tej kwestii - wzruszył ramionami i spojrzał na walkę, która niedawno rozpoczęła się tuż obok nich. Sabaku? Użytkownik piasku, a to ci dopiero heca. Jeden z nowo przybyłych usiadł obok Kuroia i w sumie nie przeszkadzało mu to, jak chce niech siedzi, miejsce było przecież wolne, prawda? Był ciekaw jak skończy się ten pojedynek, chociaż wyglądał na przegrany widząc jak chłopak po prostu miażdży swojego oponenta. Wszystko wskazywało na to, że nie pokaże zbyt wiele i w sumie się z tego cieszył. Im mniej ludzi znało możliwości szczepu, tym lepiej.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 546
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 35
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Hayami Akodo » 21 sty 2018, o 03:25

Okaleczony chłopak. Wściekła Tensa wyzywająca go na pojedynek. Dwoje dzieciaków, niebieskowłosych jak tamta Ayako, wciąż dzielnie walcząca ze swoim przeciwnikiem. Czy to wszystko dzieje się naprawdę...?
Spojrzenie Hayamiego stało się lodowato zimne. Naprawdę, w temperaturze jego oczu można byłoby odmrozić sobie dłonie - lecz on miał nadzieję, spoglądając tak na białowłosą kobietę, której krótkie włosy były dla niego jak...jak blizna, że udało mu się zmrozić jej pełne dumy serce.
Wyzwała go na pojedynek? Bardzo dobrze. Shinken shobu, pojedynek samurajów, był zbyt ważny, zbyt...święty dla prawdziwych bushi, by miał jej uchybić, odmawiając walki - zresztą w tym towarzystwie nie mógł jej odmówić. Zresztą nie chciał sobie odmawiać przyjemności sprawdzenia się, zmierzenia się w walce z kobietą taką jak ona, z prawdziwą Uchiha. Mimo wszystko, mimo porzucenia Sagisy i swojego domu, wciąż była z Koutei. I nie powinna zapominać, kim jest. Nie powinna wyrzekać się swojego domu.
On nigdy nie zapomniał o swoim monie, o rodzie Akodo, z którego wywodzili się z braćmi, a kiedy został głową rodu, odpowiedzialność wzmogła się w dwójnasób. Westchnął głęboko, wypuszczając powietrze z ust. Głupia.
Shinken shobu było poważną, śmiertelną walką do pierwszej krwi, pełną prawideł honoru i zgodną z kodeksem bushido. Bushi stawali obowiązkowo do pojedynków, gdy ich wyzwano, nie mogli się wycofywać, i umierali albo szli dalej w chwale. A Hayami? Cóż, na razie stało przed nim zupełnie inne wyzwanie. Musiał wygrać te walki i dać Sagisie odpocząć, zostawić ją samą z myślami i dzieckiem, pozwolić jej pomyśleć. On sam też tego potrzebował - i to bardzo. Zamrugał powiekami, widząc, że starszy z niebieskich...Ame? Deszcz?...podchodzi bliżej. Wypadałoby udzielić odpowiedzi.
-Akodo Hayami, samuraj-przedstawił się, po czym wyjaśnił spokojnie:-Jak na razie walczyły dwie pary: Osamu Masuko ze zdolnościami Yamanaka i piękna Hime, władająca płomieniem. Ogień księżniczki strawił tego smoka, że tak powiem. Walczyli też Shinji Uchiha i Kosuke Kaguya. Kaguya przegrał...I dobrze!
Tu Ame znów mógł ujrzeć przez chwilę, krótki moment, w oczach Hayamiego ową dziką, zapiekłą wrogość, nienawiść, która - jak się wydawało - wygaśnie chyba wraz ze śmiercią młodzieńca, z chwilą, kiedy jego mężne serce znieruchomieje, usta się zamkną, a w miodowych tęczówkach zagości pustka. Jednak po chwili wrażenie to znikło i Hayami znów uśmiechał się ciepło, a złote oczy lśniły delikatnie ciepłem i dobrocią.
Przez cały czas patrzył na walczących; na Ayako, na Keia. Keiowi już się udało, schodził z dumą, z triumfem z areny...Podziwiał jego walkę przecież z zapartym tchem, szkoda, że nie od początku, ale zawsze.
-Haaa! Wiedziałem, że mu się uda!-krzyknął, unosząc zaciśniętą pięść w górę w geście triumfu.-Wiedziałem, że Kei poradzi sobie z tym Sabaku. Jest lepszy, silniejszy od czasu wojny i tamtego sparingu w Teiz...
Pokiwał delikatnie głową.
Owca pokazała pazury lwu. Tym lepiej.
-Wydaje mi się, że niedługo już będzie moja walka z Atari Sanadą, Ame-kun, Kaito-kun, nieznajomi-san.-powiedział ze spokojną powagą.-Być może do zobaczenia.
To rzekłszy, oddalił się od nich i zszedł powoli, spokojnie po schodach, kierując się w stronę areny. Wolał zrobić to teraz, niż później i opóźniać niepotrzebnie walkę. Ciekawe, kim jest tak naprawdę Atari Sanada...
Idąc, oddał się na krótką chwilę wspomnieniom.


Lighting to ease the shadows' sight
Hearts will grow, the heavens will play



Zimno. Przerażające zimno. Stopy drętwieją ci już od śniegu, na którym zmuszony jesteś ćwiczyć - i choć na sobie masz przecież zimowe obuwie i ubrania, to jednak kościami czujesz, że będziesz chory po kolejnym genialnym wymyśle ojca, żądającego od ciebie zbyt wiele.
Na szczęście po chwili pozwala ci wejść do środka. Tam kontynuuje trening. Isami jest wprawdzie wspaniałym ojcem i dobrym człowiekiem, ale jeśli chodzi o wymagania, nie potrafi oznaczyć odpowiedniej granicy, przez co wciąż chodzisz zmęczony, padnięty, wyczerpany - niepotrzebne skreślić. Teraz ojciec włożył ci w utrudzoną dłoń yari ćwiczebną. Nie widzisz jego twarzy wśród białych ścian naznaczonych czarnymi znakami.
-Zaaatakuj mnie, będę się bronił. No już!
Jedno, drugie, trzecie pchnięcie. Nie możesz pokonać ojca, choćbyś nawet chciał. Wkrótce przestajesz je liczyć i po prostu robisz to, co ci każą. Od tego jesteś. Jesteś przecież samurajem, a ich obowiązuje cnota posłuszeństwa...
Kiedy padasz wyczerpany na ziemię, ktoś cię podnosi. Ktoś...cię podnosi. Unosisz z trudem głowę, zimna woda chłodząca wargi, zimna chochla z upragnioną wilgocią...Pijesz jak spragniony wielbłąd, ale w tej chwili słyszysz silne uderzenie. Głos ojca jest niewyraźny, oddala się ode ciebie. Jak podczas mgły. Kim jest ten, który podał mi wody...? O, niechaj mi się jeszcze ukaże, niech zobaczę jego twarz, niech zapamiętam imię, bym wypowiadał je, dziękując za niego bogom w modlitwach.
Widzisz złoto.
On...albo ona? ma złote oczy. Piękne, głębokie, o kilka tonów ciemniejsze niż twoje, ale na pewno piękne.
Czerwień.
I...Lwia grzywa. Czy to ktoś spośród Lwów? Jeden z nich? Jeden z tych, przed których rykiem kiedyś, kiedyś będą drżeli wrogowie?
Twarz nieznajomego rozpływa się we mgle. Zostajesz już tylko ty.
Tylko ja i on. Nogi ci drżą, nie możesz ustać. Ale kiedy nieznajoma postać o złotych oczach próbuje cię powstrzymać, zostaje uderzona w twarz przez twojego ojca. Silnie, brutalnie. Słyszę krzyk bólu? Mój? Nie mój?
- Daj spokój- zwracasz się słabym głosem do towarzysza. -Poradzę sobie. Dzięki za wodę.
Banał, ale od czegoś trzeba zacząć.




ZT
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 971
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Trybuna południowa

Postprzez Kaito » 21 sty 2018, o 19:58

Kompletnie nie pojmował tego, co dzieje się na południowej trybunie. Mimo że należał raczej do dość towarzyskich chłopaków i zwykle takie tłumy go nie przerażały, tak tutaj pojawili się razem z Ame z niemałym opóźnieniem, przez co trudno było mu zrozumieć, jakie relacje i ewentualne niesnaski łączą innych obecnych tu ninja… albo samurajów.
Wreszcie Hayami, który przedstawił się właśnie jako samuraj, podjął rozmowę i wyjaśnił Kaito jak przebiegały poprzednie pojedynki.
- Dziękuję! Szkoda, że nie widziałem tej walki z księżniczką płomienia… – Westchnął ciężko, bo naprawdę żałował, że nie mógł obserwować akurat tej walki. Po barwnych określeniach użytych przez Akodo brzmiała ona jeszcze bardziej interesująco. Przyćmiła nawet atrakcyjność ewentualnego ujrzenia popularnego członka klanu Uchiha w akcji. Tak, młody Hozuki słyszał o czerwonookim klanie, ale nie miał jeszcze okazji dokładnie poznać jego zdolności.
- Szkoda, że ten Sabaku nie zdążył pokazać zbyt wiele. – Dodał jeszcze, kiedy Hayami z entuzjazmem podszedł do zwycięstwa Seinaru. Kaito wydawało się, że się znali i to zapewne z tego powodu Akodo zareagował tak pozytywnie. Jemu jednak czegoś w tej walce brakowało, myślał, że dowie się o uczestnikach znacznie więcej.
Po ogłoszeniu zwycięzcy okazało się, że w następnym pojedynku bierze udział właśnie Hayami, dlatego Kaito pomachał mu tylko na pożegnanie i życzył powodzenia. Mimo że nawet nie zdążył samuraja poznać, życzył mu wygranej… bo o jego przeciwniczce właściwie wiedział jeszcze mniej, a raczej nic. Chłopak zajął dobre miejsce, by obserwować ich pojedynek, kiedy to przypadkowo włożył ręce do kieszeni i zdał sobie sprawę z tego, że nie ma portfela. Od razu zorientował się w sytuacji – musiał go zostawić na loterii, bo przecież tam ostatni raz płacił za wrzuconą do urny odpowiedź.
- Ame! Zostawiłem portfel na loterii. Muszę uciekać. – Krzyknął tylko do brata, po czym przeskoczył kilka siedzeń na trybunie i opuścił ją, pędem przebiegając kolejne alejki Hanamury. Miał nadzieję, że nikt nie zdążył jeszcze jego marnych oszczędności zwinąć. Może w jego portfelu na próżno było szukać jakiejś wielkiej fortuny, ale nadal zostało tam jeszcze trochę pieniążków, za które można by było później kupić chociażby upragnione przez Kaito wcześniej dango.

Zt.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 461
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Ame » 21 sty 2018, o 21:32

Sytuacja na trybunie południowej zaczęła się stabilizować i wszyscy wyraźnie skupili się na walce. W międzyczasie otrzymał skrótową relację dotyczącą wcześniejszych walk, a także informacje co do walczących w tym momencie. Na szczęście samuraj mimo poddenerwowania nie przeniósł swoich negatywnych odczuć na nowo przybyłych i w przeciwieństwie do reszty tam zebranych okazał się sympatyczną i przyjazną osobą. Z zapałem komentował bieżący pojedynek, walczący samuraj okazał się jego znajomym. Hozuki nie spodziewał się, że na oko zwykłym kijem i bez użycia żadnych technik można tak ładnie pokiereszować, z pewnością przez jakiś czas Sabaku będzie dużo mniej rozmowny. Być może namówi kiedyś samurajów na wspólny trening, w końcu jedną z ambicji "rekina" jest bycie doskonałym szermierzem, a z kim można poprawić swoje umiejętności, jeśli nie z ludźmi, którzy poświęcili się władaniu bronią? Jedno jest pewne - obserwacje Ame się potwierdziły. Drugi z walczących na arenie posługiwał się piaskiem, który wydobywał się z gurdy, takiej jak ta, którą posiada tajemniczy jegomość z trybuny. Prawdopodobnie też jest z klanu Sabaku. Hm, posługują się piaskiem więc przynajmniej są do niego przyzwyczajeni - pomyślał. Porządkowanie nowo nabytych danych przerwało mu nagłe wywołanie samuraja do następnej walki. Szkoda, jego komentarze pozwalały mu lepiej zrozumieć wszystko co dzieje się na dole, okazał się także krótkotrwałą, aczkolwiek przyjemną kompanią.
- Powodzenia, nie daj się złapać na jakąś dziecinną sztuczkę! - Ame szczerze życzył Hayamiemu zwycięstwa. Miał irracjonalne przeczucie, że ich drogi jeszcze kiedyś się skrzyżują. Wygodnie usadowił się na swoim krześle, teraz przynajmniej będzie miał komu kibicować. Wtem spokój przerwał nie kto inny jak jego brat, który wstał z miejsca krzycząc, że zapomniał portfela. Zanim starszy zdążył zareagować, Kaito już wybiegł.
- Debil... - podsumował zachowanie brata. Mimo tego, że chciał zobaczyć samuraja w akcji instynkt opiekuńczy jak zwykle wziął w nim górę i spokojnym krokiem poszedł za młodszym.

/zt
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 436
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Megumi Ishida » 22 sty 2018, o 23:26

Ludzie przychodzili i odchodzili, między innymi jedna z dziewczyn zwana Tensą. Bardzo fajna, miła, nie strzeliła w twarz za wpadnięcie na nią, ogólnie spoko dziewczyna. Potem przyszedł jeden chłopak, potem drugi, potem dziewczyna sobie poszła. Generalnie dziewczyna niestety po tym jak rozsiadła się wygodnie na ławie na trybunach to dosyć szybko zasnęła ignorując wręcz to co do niej mówiono. Ale każdy kto był przy niej prędzej czy później musiał zobaczyć że chrapie jak nowo narodzona. Zasnęła, ponieważ była zmęczona, dlatego też wpadła na młodą Uchihę. Jednak automatycznie wręcz podświadomie zareagowała na dźwięk swojego imienia. Wzywano ja do boju a jej honorem było stawić się do walki. Tak więc uczyniła. Otworzyła oczy rozprostowała plecy i wskoczyła na pole walki.
z/t
Megumi Ishida
 

Re: Trybuna południowa

Postprzez Ray » 23 sty 2018, o 12:08

Spóźnił się. To było wiadome. O turnieju dowiedział się wcześnie i nawet wcześnie wyruszył, ale po drodze działo się zbyt dużo ciekawych rzeczy, aby dotrzeć na czas. Początkowo Ray myślał, że walki będą na śmierć i życie, i to, prawdę mówiąc, natychmiast go kupiło. Samemu nawet chciał wziąć udział, ale później niestety informacje zostały sprostowane - żadnych zabójstw. No i cały entuzjazm opadł. Mimo wszystko obserwowanie walk nadal było ciekawe no i może ktoś się zapomni i zabije przeciwnika? Kto wie. Trzeba było mieć nadzieję. Wracając - nie zdążył nawet na koronację, toteż nie wiedział kto jest tym całym cesarzem czy innym "moje słowo to rozkaz" tego terenu. Na ulicach coś tam się działo, ale tymczasowo to ignorował, bo przecież turniej był priorytetem. Jakaś loteria, jakieś budki z jedzeniem, jacyś specyficzni ludzie, jednak nic tak ciekawego, jak ryzyko życia.
Trafił na trybuny i natychmiast spojrzał na arenę. Miała zacząć się kolejna walka między niejaką Megumi i niejakim Yasuo. Ani imiona, ani nazwiska niczego nie mówiły Rayowi, zatem nie wiedział czego ma oczekiwać. Zapatrzony na arenę szedł wzdłuż trybuny, aż w końcu kątem oka dojrzał wolne miejsce. Usiadł i nie spoglądnął nawet na osoby obok niego. A przecież rozpoznałby, że to ktoś z jego terenów, bo na plecach miał gurdę. Ten przedmiot był dosyć powszechny u Sabaku, którzy nosili w nich piasek. Jednak białowłosy nie spojrzał na ludzi obok, a wpatrzony był na pole, na które weszła czarnowłosa dziewczyna z wielkim no-dachi na plecach. Uśmiech Raya, który już wcześniej gościł na jego twarzy, jedynie poszerzył się. Przyglądnął się nieznajomej dokładniej i pokiwał głową w uznaniu.
- Ładniutka. - pomyślał głośno, zupełnie zapominając, że znajduje się wśród ludzi. Zresztą - niewiele go to i tak obchodziło. Megumi Ishida miała bardzo kobiece kształty, co kupiło uwagę czerwonookiego. Nie dało się ukryć, że lubił urodziwe kobiety, ale te z doroślejszymi kształtami jakoś bardziej pobudzały jego wyobraźnię. I nie tylko ją. Zatem taki wpatrzony w dziewczynę czekał, aż pojawi się jej przeciwnik. Cicho, w myślach jej kibicował. Przynajmniej na razie.
Ray
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Arena Zmierzchu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość