Trybuna południowa

Re: Trybuna południowa

Postprzez Kuroi Kuma » 15 sty 2018, o 12:20

Jego statek dobił do brzegu, wybudziło go to ze snu i od razu poczuł gdzie jest. Sól. Charakterystyczny jej zapach, a nawet można by powiedzieć smak powietrza związany nierozerwalnie z morzem. Kuma opierał się plecami o burtę statku spoglądając w czyste, błękitne niebo. Wiosna wybudziła się już na dobre, chociaż akurat w tym miejscu nie dało się tego odczuć. Było dużo chłodniej niż na pustyni, chociaż też nie do końca. Sabaku czuł się trochę jak w nocy, gdy piasek oddawał całe swoje magiczne ciepełko i robiło się zimno jak cholera. Podniósł się na równe nogi i obejrzał dookoła szukając zejścia na suchy ląd. Po drodze oczywiście uiścił zapłatę za rejs, bo inaczej nie byłby w stanie się tutaj dostać. Od razu czuć było inny klimat i już nie chodziło mu tu o pogodę. Był turniej, którym żyła cała osada i wszystko wyglądało jak festiwal. Ludzie ze wszystkich stron, nawet on sam, który przybył z drugiego krańca narysowanej w odpowiednim dziale mapki. Wziął głęboki wdech, mocniej otulił się płaszczem i schował twarz między bandaże, co by mu było trochę cieplej, nim się przyzwyczai do temperatury. Ruszył spokojnym krokiem rozglądając się za jakimiś informatorami, co by wiedział gdzie może się skierować po jakieś atrakcje. Podszedł do małego stolika, gdzie mógł takową karteczkę znaleźć i już mniej więcej wiedział co i jak. Spojrzał w kierunku areny - dużej, to właśnie w tym miejscu tłoczyli się ludzie chcący przyjrzeć się walczącym na arenie. Ciekawe ile z nich było shiobimi, czy dopuszczali też zwykłych ludzi? Ciężko stwierdzić, dlatego też wolał przekonać się na własne oczy.
Stąpał sobie powoli alejką w stronę areny trzymając informator przed sobą i studiując go w trakcie tej wędrówki. Wtem do jego nozdrzy dostał się zapach jedzenia. Grillowane mięsko, tego nie dało się pomylić z niczym innym. Zboczył z głównej trasy, ustawił się w kolejce jak wypadało i już za chwilę miał w ręku kilka patyczków, na które nabite było jeszcze skwierczące mięso. Zgłodniał od tego ciągłego biegania od wioski do wioski, łażenie po szlaku i bujania statkiem, chociaż to ostatnie było nawet przyjemne, bo pozwoliło mu zasnąć. Im bliżej podchodził do tej ogromnej budowli, tym lepiej słyszał tłumy reagujące na odgłosy walki. Uśmiechnął się pod nosem, dobrze trafił. Kolejny kawałek mięsa spoczął w jego ustach, gdy przepychał się, by dostać się na jedną z trybun. Od razu zrobiło na niego wrażenie urządzenie tego miejsca. Arena znajdująca się na dole wyglądała tak, że sam miał ochotę tam wskoczyć i powalczyć, ale niestety się nie zapisał. No trudno. Walczących tutaj jednak jeszcze nie było, więc musiał odczekać trochę zanim przyjdzie mu przyglądać się widowisku.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 542
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 35
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Tensa » 15 sty 2018, o 16:09

Przemierzając Hanamure, postanowiła zahaczyć o kram z jedzeniem, po tym wszystkim, co się stało, była głodna jak wilk. Mięso z grilla podawane w jakiś dziwny sposób wydawało się idealne, by zaspokoić głód. Ciepłe jedzenie pieściło jej podniebienie, spływając do żołądka, ogrzewając ją również od środka. Tego potrzebowała, by odzyskać siły. Najadłszy się, znów ruszyła w drogę. Bez problemu odnalazła drogę powrotną na trybuny, jednak nie do końca była pewna, na którą ich część się udać? Turniej w końcu trwał już w najlepsze, więc o znalezienie gdzieś wolnego miejsca zapewne nie było łatwo. Pozostawało jej jedynie mieć nadzieje, że "cycatka" wciąż siedzi na ich wcześniejszym miejscu, może nikt ich nie zajął? Nie chciała znów wpaść na jednookiego, jednak to była najwygodniejsza i najsensowniejsza opcja, w końcu, nawet jeśli ten podający się za wampira, psychopata pomyśli tak samo, to co mogło stać się na trybunach, cały czas obserwowanych przez czujne oczy strażników? Najwyżej wspomni o tym, co się stało, a ona zarumieniona ze wstydu, wyprze się wszystkiego. Nawet jeśli nikt jej nie uwierzy to, jakie to miało znaczenie, przecież w Hanamurze i tak nikt jej nie znał, mogło ucierpieć co najwyżej jej nazwisko, ostatnia rzecz, z której mogła być dumna. Chociaż i to zapewne nie długo, straciła sporo czasu, bawiąc się, gdy miała zbierać informacje, tak naprawdę miano członkini dumnego czerownookiego roku wystawione zostanie na próbę, dopiero gdy stanie do walki z Morim, członkiem klanu Senju, który postanowił występować pod pseudonimem, ehh... powinna zrobić to samo, ułatwiłoby to wiele, a na pewno zmniejszyło stres związany z tym jakie brzemię bezmyślnie wzięła na swoje barki. Przeciskała się między ludźmi, brnąc przez południową trybunę do miejsca, które wcześniej zajmowała, a które okazało się początkiem, przyjemnej lub też nie przygody. Tak jak myślała, "cycata" wciąż pozostawała na miejscu, jednak wydawał jej się zajęta, niedaleko niej stał mężczyzna, który, no cóż, wcinał mięso z patyka i na pierwszy rzut oka wydawał jej się miły. Na pewno był od niej o wiele starszy, no i w żadnym stopniu nie przypominał Akashiego. Podeszła nie przejmując się tym, czy zachowa jakąkolwiek kulturę, zaczepiając obcego, tą straciła jakiś czas temu.
-Wybacz, że przeszkadzam, ale chciałam zapytać, jakie były wyniki poprzednich walk. Sama biorę udział w turnieju, niestety je przegapiłam. - powiedziała, z uśmiechem i rumieńcem wywołanym przez to, jak głupio właśnie zabrzmiała.
Tensa
 

Re: Trybuna południowa

Postprzez Kuroi Kuma » 15 sty 2018, o 16:31

Kuma siedział sobie wygodnie przegryzając mięso na patyczku i kiwając się przy tym w rytm muzyczki lecącej w jego głowie. Czekał na walki aż się rozpoczną przy tych trybunach siedząc na wygodnym miejscu, gdzie miał oko na wszystko i wszystko byłoby piękne i urocze jak małe kotki w koszyku, gdy ktoś do niego podszedł, a konkretniej dziewczyna o białych włosach. Od razu widać że shinobi, bo przecież nosi przy sobie kaburę na broń, może jedna z uczestniczek? To się wyjaśniło na samym początku, bo zadała pytanie odnośnie wyników. Kuroi spojrzał na nią lekko zmęczonym brakiem snu wzrokiem, wcisnął do ust kawałek mięska i spojrzał na arenę przed sobą.
-Dopiero przyszedłem... w sumie to czekam aż nowa się zacznie. Gryza? - spytał wystawiając ku niej mięsnego szaszłyka, który przed chwilą ugryzł. Zdziwiło go, że takie dziewczę bierze udział w walkach, ale to właśnie pozory myliły najbardziej i to przez nie można było się potężnie zdziwić. Uśmiechnął się jednak do niej i przesunął robiąc koło siebie miejsce, bo przecież był miłym i dobrym człowiekiem, prawda? Dlatego też poczęstował ją jedzeniem, chociaż mógł tym nienadgryzionym... ale jeszcze by wzięła za dużo. Co ważne - obok niego spoczywał zawsze towarzyski pojemnik z piachem, dosyć dużych rozmiarów gurda, która dla niewtajemniczonych wyglądała po prostu dziwnie, bo chyba gość nie przyszedł handlować piaskiem na wyspie. Chociaż byli też i tacy, może to piasek pierwszej jakości? Zerknął na Tensę i wskazał na informator trzymany w dłoniach.
-Walczyła Panna już? Czy jeszcze czeka na swoją kolej, bo szczerze powiedziawszy ciekawie byłoby zobaczyć tą walkę na arenie przed nami jeżeli mam być szczery. Jakoś nigdy nie lubiłem brać w czymś takim udziału, ale oglądanie to już całkiem inna sprawa. Przyjemnie popatrzeć na te wszystkie sztuczki. - mówił spokojnie, ciepło, a jego dosyć niski głos łatwo było wychwycić nawet spomiędzy ludzi. Chociaż wyglądał na mruka, to było tylko pierwsze, strasznie mylne wrażenie podobne do tego, co sam próbował zrobić. Czyli ukrywanie tego, że jest Shinobim. Prócz gurdy nic na to bowiem nie wskazywało, żadnej broni przy pasie, żadnej kabury, ot gość z piaskiem i małym plecakiem przy sobie, nic więcej. Pozory mogły być jednak złudne tak jak w tym przypadku. Czemu to robił? Cóż, może po prostu nie lubił się tym chwalić, nie miał powodu, albo kierowały nim inne, tylko jemu znane pobudki. Najbliżej prawdy był jednak pierwszy powód. Niektórzy po prostu nie widzą zaszczytu w byciu narzędziem mordu liderów klanu.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 542
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 35
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Tensa » 15 sty 2018, o 17:04

Pierwsze wrażenie, który wywołał u niej mężczyzna, nie było mylne, przynajmniej tak sądziła po pierwszych wypowiedzianych przez niego słowach. Ehh... to samo pomyślała o tamtym fioletowowłosym, skarciła się w myślach, nie powinna być tak ufna, ostatnio nie skończyło się to za dobrze, może nic jej się nie stało, lecz zakończenie przyprawiło ją o palpitacje serca. Musiała przyznać, że takiego strachu nie czuła już dawno, od czasu tamtego listu przekazanego jej przez Motoko. Na plus mogła zaliczyć to, że przynajmniej poznała jej imię i dowiedziała się, gdzie zatrzymała się podczas tamtego pobytu w Sogen, może minęło sporo czasu, jednak to był już jakiś sensowny trop. Wciąż dziwiło ją, że to właśnie w Hanamurze, tak oddalonej od jej rodzinnej osady zacznie się jej polowanie, pojawią się pierwsze wskazówki, no cóż, może i czerwonooka była na festiwalu? Może już gdzieś się minęły, a ona jej nie poznała, w końcu minął już prawie rok. W sogeńskim hotelu już pewnie o niej zapomnieli, w końcu musiało przewijać się tam o wiele osób.
-Podziękuję, przed chwilą jadłam. - odpowiedziała, z rozbrajającym uśmiechem. Nie miała powodu, aby być nie miłą, jednak nie chciała zjeść zbyt wiele przed walką, uczucie pełności, ociężałość, nie były czymś, co mogło w jakikolwiek sposób jej pomóc. Turniej znów był priorytetem, nie miała zamiaru po raz kolejny opuszczać trybun, no z wyjątkiem zejścia na arenę. Zajęła miejsce obok mężczyzny.
-Niestety nie miałam jeszcze okazji, jeśli się nie mylę walczę, w ostatnim rzucie. Proszę mówić mi Tensa, będzie prościej, nie przywykłam do nazywania mnie panną. - odpowiedziała. - Z resztą nie wiem, nawet jakim cudem wciąż nią jestem. - by zaraz dodać w myślach złośliwy komentarz, a może zaledwie sama dziwiła się, jakim cudem tak się stało? Nie była do końca pewna. Saga, Akashi, i to cholerne "tak jakby" które zaczynało wydawać się idealnym określeniem jej życia uczuciowego. Tak jakby, kochała, ale zostawiła, tak jakby to przeżyła, ale nie do końca. Czy cokolwiek w jej cholernym życiu było pewne? Udział w turnieju, przynajmniej w pierwszej rundzie, odpowiedź była, aż nazbyt prosta.
-Tak właściwie to pierwszy raz biorę udział w turnieju, ciekawi mnie jak to jest, często ogląda pan takie wydarzenia? - zapytała zaciekawiona. W końcu jeśli jej rozmówca był stałym bywalcem turniejów, to zapewne posiadał ogromną, chociaż teoretyczną wiedzę o tym, jak zachować się w walce, jakie taktyki stosować, może nawet widział gdzieś jakieś występy innych uczestników? Informacje w tej chwili osiągały wartość większą niż złoto. Jej wzrok przykuły znajdujące się obok gurdy z piaskiem.
-Nie chcę być wścibska, ale naprawdę zaciekawiły mnie pańskie bagaże. - zasugerowała pytanie, w końcu nie wiedziała, czy powinna je zadać.
Tensa
 

Re: Trybuna południowa

Postprzez Kuroi Kuma » 15 sty 2018, o 17:37

Wzruszył ramionami na wieść, że dziewczyna nie jest jednak głodna i dalej konsumował swój pierwszy od dawna posiłek. Mięso nie było już tak gorące, jednak nadal ciepłe i dosyć smaczne, czego w sumie mógł się spodziewać. Tam gdzie ludzie, tam gdzie dużo ludzi, a tym bardziej takie wydarzenie, tam znajdzie się też jeden z drugim, który chce zarobić. A jaki był najprostszy sposób? Własnie poprzez jedzenie, którego domagać się będzie każdy widz spragniony emocjonującej walki i dobrego jedzenia jako przekąski. W tym także i Kuroi, który rozumiał, że przed walką nie wypada chodzić z pełnym żołądkiem, bo w trakcie walki można mieć pełne gacie - jedno z drugim po prostu nie współpracowało. Dziewczyna wskazała mu za to gdzie walczy - jej przeciwnikiem miał być jakiś Morino Shonen, co kompletnie mu nic nie mówiło, podobnie jak nazwy pozostałych uczestników. Wiedział jedno - była z klanu Uchiha, podobnie jak jeszcze jeden biorący udział. Pokiwał głową w zadumie i spojrzał na nią, by skojarzyć sobie imię z danym człowiekiem. Bardzo często to robił, po prostu lustrował kogoś od góry do dołu, wyłapywał szczegóły odnośnie danej osoby i jakoś próbował dopasować do niej dane imię. Głównie z tego powodu, że miał do nich dużego pecha i rzadko kiedy udało mu się wcześniej je zapamiętać do czasu wymyślenia tej sprytnej, acz prostej metody.
-Kuroi - rzucił jedno, krótkie słowo które było jednocześnie też jego imieniem. Skoro ktoś się przedstawił, musiał też zrobić to samo, ot taka niepisana zasada, której przestrzegał jak zamykanie drzwi przed snem. Skierował wzrok na arenę, na arenie obok, którą ciężko było dostrzec coś się działo, trwała walka, na którą cały czas czekał i miał nadzieję, że się zacznie nim skończą mu się przekąski.
-Cóż, ja nie miałem jeszcze okazji, ale raczej odpadłbym w pierwszej turze. A czy często? Raczej nie, chyba że by do tego zaliczyć pijackie bójki, to te zdarzają się nad wyraz często. Ot skutek częstego nocowania w niesprawdzonych miejscach. Raczej niecodziennie można spotkać walki i to na taką skalę, prawda? - uśmiechnął sie pod nosem na wspominki odnośnie jednej z takich walk. Bardzo przyjemnie było oglądać dwóch spitych do nieprzytomności facetów, którzy okładają się po mordach, ale żaden z nich już niczego nie czuje, bo zawartość alkoholu w ich żyłach już dawno przekroczyła zabójcze stężenie. A mimo to dalej się tłukli. Spojrzał na gurdę, która wyglądała po prostu jak duży pojemnik np. na bimber (może stąd to zainteresowanie?) i plecaczek. Kuroi podniósł ten drugi, wyciągnął ze środka notatnik i pokazał dziewczynie
-Nie wiem czy to należy do interesujących, ale jedyne co bym do tego zaliczył to to. Lubię pisać, traktuję to jako drugorzędne zajęcie, które pozwala trochę człowiekowi odsapnąć. A skąd to zainteresowanie jeżeli mogę wiedzieć? W moich stronach to raczej normalne, czyżby w Twoich już nie? - przekrzywił głowę na lewo, schował dziennik i zamknął plecak rzucając go zaraz na gurdę z piachem.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 542
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 35
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Tensa » 15 sty 2018, o 18:45

Wzruszenie ramionami, dalsze jedzenie, normalna reakcja. Mężczyzna nie był z tych, których urazić może byle co. Pokiwał głową w zadumie, by chwilę później zacząć lustrować ją wzrokiem. Czemu to robił? Chciał ją ocenić? Dowiedzieć się czegoś? Po co? Przecież nie brał udziału w turnieju, informacje o niej nie były mu potrzebne, więc czemu? Może była przewrażliwiona? Przecież ona sama takim wzrokiem badała Mori'ego, chcąc wyciągnąć z jego wyglądu, postawy, tego, co miał przy sobie jak najwięcej informacji. Miłą rozmowę prowadziła pytaniami, mającymi większe, lub mniejsze znaczenie, w głowie układając je, porównując reakcję. Dowiedziała się... chociaż bardziej upewniła w swoich domysłach na tyle, że mogła zakładać sporo na jego temat, lecz wciąż pozostawał ten element niepewności. Wciąż w pamięci miała swoje porażki, błędy, chociaż odcięła się od przeszłości, nie skreśliła jej, w końcu bez dotychczasowych, doświadczeń, przeżyć, nie zostałaby, tym kim jest, nie podjęłaby decyzji, które doprowadziły do tego, że właśnie siedzi z kolejnym nieznajomym facetem, prowadząc kolejną niezobowiązującą rozmowę, czy, gdyby nie spotkała Akashiego, gdyby nie tamto wydarzenie, może to z Ishidą znalazłaby się w tamtym hotelu? A może z Morim? Czy to, kto był tam z nią, miało jakiekolwiek znacznie? Czy kogoś innego nie traktowałaby z wzajemnością z resztą jak zabawkę? Czy z kimś innym, byłoby to coś więcej niż buchająca ogniem zapałka, która po chwili się wypala? "Saga." krótkie słowo, zwykłe imię, przeleciało jej przez głowę. Szczera odpowiedź, podana bez przemyślenia, prawdziwa, zła... Nie takiej chciała, nie na taką liczyła, ale nie mogła nic na to poradzić. Mówi się, że czas leczy rany, ale ile potrzeba go, by wypełnić pustkę w sercu, by zniknęło wspomnienie niespełnionych marzeń? "Wiele" odpowiedzi pojawiały się same, może właśnie tego potrzebowała, by je poznać? By poznać samą siebie? Zapomnienia, szczęścia, emocji, relaksu... Najzwyczajniejszego w świecie odpoczynku, wolności której zrzekała się każdego dnia i nocy, kiedy pilnowała siostry podczas snu? Kiedy w dzień starała się być jej oparciem? Czy gdyby wcześniej dała sobie nieco wypoczynku, wytrzymałaby pomylenie jej z Kazuo? Nie... raczej nie, w końcu była taka jak on, na każdym kroku przekonując się o tym, jak bardzo podobni byli, jak wykorzystywali ludzi, jak tworzyli wokół siebie pozory i wykorzystywali swoją siłę, by uzyskać to, czego chcieli. Jedyną różnicą było to, jak tego dokonali, tropiciel za życia był od niej potężniejszy, a ona znała jego słaby punkt, on użył siły i strachu, ona aktorstwa i sprytu, tak podobni, a jednak tak różni. Oboje odpowiedzialni za piekło, które spadło na niewinnych, na tą jedną, której włosy pałały ogniem. Życie zrodzone ze śmierci, czy to możliwe, że to właśnie ono wywołało w niej to przeczucie? Może, ale nie ona miała się nimi zająć, to była robota Hayamiego, ofiarowała mu szczęście i życie Sagisy i jej dziecka. "Kuroi" - jedno słowo, imię jej rozmówcy wyrwało ją z zamyślenia. No cóż, chyba właśnie przeszli na ty, mimo to starszym należał się szacunek.
-To chyba coś innego... - w jej głowie pojawiła się zapijaczona twarz Hachiego, staruszka, który mimo wieku i stanu upojenia dysponował niesamowitą mocą, tak karczemne bitki nie były tym samym co prawdziwa walka, ale nie powinno się lekceważyć żadnego przeciwnika, nawet takiego, który wydaje się niezdolny do walki, można było się na tym łatwo przejechać, z resztą czasem wciąż nawiedzało ją wspomnienie, tego jak smakuje ziemia, było jak kubeł zimnej wody, dla jej ego, chociaż było to dość przydatne, nie pozwoliło przeceniać swoich możliwości, chociaż smak nie należał do przyjemnych. -Tak mi się wydaje, nie widziałam z nich za wiele. Liczę tylko, że nie zhańbię nazwiska, odpadając w pierwszej rundzie. Jedyne co wywnioskowałam z rozmowy z Mori, to to, że przynależy do klanu Senju. Przez te wszystkie wojny, ta walka wydaje się tak ważna, czuję się, jakbym wzięła na swoje barki reputację całego klanu. Gdyby to był ktokolwiek inny... obym się pomyliła. - nie do końca wiedziała, czemu to mówi, chyba po prostu chciała się przed kimś wygadać, a mężczyzna był pod ręką. Chciała, by był narzędziem, które pozwoli jej pozbyć się tego niezdrowego stresu. No cóż, kiedy nie ma się z kim porozmawiać i przypadkowa osoba wydaje się odpowiednia. Kuroi podniósł plecak i wyciągnął z niego zeszyt.
-Mogę zapytać, co piszesz, czy to zbyt osobiste? - na myśl przyszedł jej notatnik leżący gdzieś tam na dnie torby, gdyby ktoś spróbował go przeczytać... nie chciała tego, były tam nie tylko informacje, czy przemyślenia, prowadziła w nim swego rodzaju dziennik z kilkoma niewygodnymi informacjami.
-Zastanawiała mnie gurda... - powiedziała nieco później, dość niepewnie. W końcu Kuroi nie odpowiedział za pierwszym razem, nie chciała być nader wścibska...
Tensa
 

Re: Trybuna południowa

Postprzez Kuroi Kuma » 15 sty 2018, o 19:10

Nie brał udziału? A może brał i to on krył się pod jednym z tych nazwisk na informatorze, który sam pokazał? Cóż, sam Kuroi raczej nie przepadał za takimi walkami, wolał obierać drugą stronę barykady czyli działać po cichu, bez świadków, a nie widowiskowo rozpieprzać cały teren dookoła. Czasami jednak się nie dało i cóż... trzeba było działać mniej konwencjonalnie. Obecnie jednak korzystał z tej sielanki, z tego wolnego czasu jaki mu się należał, w którym to mógł w końcu trochę pozwiedzać świata. Zwłaszcza chodziło tutaj o Kantai, które dotknęła niedawna wojna, lecz powoli wstawało z kolan mogąc ponownie pokazać swoje znaczenie. Słyszał o tej wojnie, na szczęście w niej nie uczestniczył, bo masakra po prostu do niego nie pasowała, a tylko tak można było opisać wojny. Widział jednak pozytywną zmianę, miasto nie było już tak... spięte? Nie było czuć tej nerwowości pomiędzy ludźmi, a ten festyn jeżeli można go tak nazwać tylko to pokazywał jeszcze jaśniej, światło, które im obecnie przyświecało czy coś takiego. Dobrze było to zobaczyć na własne oczy.
Dziewczyna ciągnęła dalej, najwidoczniej w świecie u niej gurda to nie było nic zwykłego, a sam Kuroi dobrze o tym wiedział, bo był w Sogen podczas pierwszej obrony muru. Wtedy też pierwszy raz zobaczył Uchihów, a także niszczycielskie moce chakry płomieni.
-Hah, spokojnie, nie zawsze się wygrywa. Chociaż fakt, w pierwszej rundzie to raczej nieprzyjemne, ale przynajmniej sobie powalczysz, by się sprawdzić. Walka z Senju? No to jeszcze lepiej, zapowiada się ciekawie. - podrapał się po nosie bardziej z przyzwyczajenia, niżeli z jakiegoś uczucia swędzenia. Uchiha kontra Senju, odwieczna walka, która obecnie przybrała formę niby pokoju, ale tak nie do końca, co było widać po jej dosyć oczywistych słowach. Ci pierwsi kierowali się dumą, więc stawało się oczywiste dla mężczyzny to, czemu dziewczyna tak bardzo chciała wygrać, pokazać swą wyższość. Sam nie miał takiej więzi z klanem, może to dlatego że nie przedstawiał się w ten sposób? Kuroi Sabaku brzmiałoby co najmniej dziwnie, bo czy ktoś widział czarny piasek? A niedźwiadków można było kilka spotkać. Wziął kolejny gryz nietypowego szaszłyka, już ostatni niestety, a patyczek odłożył obok, by zabrać go ze sobą, jak będzie miał okazję znaleźć jakiś pojemnik na brudy. Notatnik. Rzecz niezwykle osobista, kryjąca wiele sekretów, a jednak nie mógł się z nią rozstać. Była to chyba jego jedyna słabość, sposób na pozbycie się całego napięcia kryjącego się w ciele. Sposób na rozmowę na trochę innym poziomie.
-Stary nawyk opisywania tego co się dzieje dookoła. To trochę jak rozmowa z przyjacielem, przydatne jak nie ma nikogo pod ręką. Ostatnio jeden mi się skończył, więc postanowiłem go spalić. Ten jest dosyć nowy, wiec wiele w nim nie ma. No i trudniej o czymś zapomnieć, a gdy dzieje się tak dużo, jak na przykład właśnie takie walki, to przydatna rzecz. - akurat w jego przypadku nie było tam wiele osobistych wpisów. Nie dawały one za dużo informacji o samym czytającym, prócz oczywiście imienia, ale to raczej oczywiste. Podpisywał się pod każdym wpisem, tak co by podkreślić swoją obecność.
-Gurda? A to piach. Nic ciekawego, zapewniam. Można powiedzieć, że to takie hmmm... hobby - albo sposób na życie i zmiażdżenie zbyt natrętnej Uchihy, ale to nie czas i miejsce na takie rzeczy. No i jego rozmówczyni była sympatyczna, więc czemu miałby niszczyć ten piękny początek dnia?
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 542
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 35
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Tensa » 15 sty 2018, o 20:04

Niepewność targająca ją od środka, ostatnia cenna rzecz postawiona na szali przez czysty zbieg wydarzeń. Trafienie na Senju już w pierwszej rundzie, jakie były na to szanse? Wśród tylu klanów, frakcji, trafić akurat na ten jeden związany krwawymi nićmi z jej własnym rodem. Ślepy traf? A może przeznaczenie? Wojny ucichły, delikatny pokój panował między potomkami synów Rikudou sannina, lecz ludzie wciąż żywili do siebie urazę, drewniacy darzyli nienawiścią wachlarz, a ten drugi odpowiadał im tym samym. Polityka miały wpływ na każdy aspekt życia, lecz nie mogła zaleczyć zadanych sobie na przestrzeni wieków ran, one nie potrafiły się zabliźnić, tak samo, jak białowłosa potrzebowały czasu, lecz o ile w jej przypadku chodziło o tygodnie, miesiące czy lata, o tyle w przypadku historycznego, legendarnego wręcz sporu mijać musiały pokolenia. Chociaż już teraz znajdowali się tacy jak ona, ludzie, którzy nie pałali nienawiścią do swych rywali, przynajmniej nie za to, po której stronie tej odwiecznej barykady się urodzili. Dla niej niezależnie od tego, czy władali drewnem, czy ich moc skupiała się w oczach byli tylko ludźmi, shinobi, takimi samymi jak ona. To na podstawie ich czynów mogła pochopnie lub nie osądzać, czasem się myliła, lecz nie ma ludzi nieomylnych. Mori, nie był potworem łaknącym jej krwi, krwi Uchiha, lecz tak jak w przypadku Akashiego pozory i domysły mogły być mylące. Może on wcale nie był Senju? Może jego reakcja nie była przypadkowa? Jeśli rzeczywiście spędził całe życie tam, gdzie mówił, to mógł należeć do klanu Nara, prawda było to mniej prawdopodobne, ale możliwe. Gorzej, że na starcie z władcą cienie przygotowana była jeszcze gorzej niż, na tą z drewniakiem. Postanowiła pozostać przy założeniu, że należy do Senju, chwila wątpliwości nie była czymś, czym powinna się kierować, to tylko złudne uczucie... do tej pory kierowanie się nimi sprowadzało tylko coraz to większe tragedie. Zdecydowanie powinna bardziej wierzyć w swój umysł, dzięki niemu wciąż kroczyła wśród żywych i dzięki niemu dostąpiła awansu... awansu, który sprawił, że zapisała się na ten turniej, chcąc potwierdzić swoją wartość... jako człowiek, czuła, że ją straciła. "Jeśli teraz zostawisz ją i dziecko, nie będzie to godne shinobi i Uchiha" słowa Hayamiego odbiły się w jej głowie, zdecydowanie straciła swoją wartość, była tchórzem, lecz nie miał racji. Wciąż miała siłę swego klanu, wciąż była zdolna wykonywać misje, wiedziała jak to robić, to nie jej nazwisko czy status ucierpiały, lecz imię. Nie zginął ani Akolita, ani Uchiha, lecz Tensa, dziewczyna z długim warkoczem gotowa zrobić wszystko za jeden uśmiech, gotowa zabić, za siostrę, ryzykująca samodzielne starcie z porywaczami, żeby tylko się nie dowiedziała... żeby tylko się nie martwiła. Tak, długowłosa Tensa, idealna córka, stawiająca siostrę ponad własne dobro, to ona odeszła... musiała odejść, lecz droga była długa, a jej krok powolny, wciąż odwracała się za siebie, licząc, że fiołkowe oczy pełne łez zdołają zmienić jej decyzją, że uczucie po raz kolejny wygra z umysłem, że sprowadzi kolejną tragedię. Musiała nauczyć się żyć dla siebie. "...nie mogę cię zmuszać, żebyś zawsze była gdzieś blisko... wciąż pamiętała słowa siostry, płomiennowłosej, która nie rozumiała, dlaczego siostra wciąż przy niej trwała. Myślała, że ją zmusza, a tak naprawdę to Tensa tego chciała... "Egoizm nie zawsze jest zły", zwłaszcza gdy robisz coś dobrego, chcesz, żeby było to dobre, jednocześnie uzależniając się od kogoś, oddajesz mu wszystko i wierzysz, że to będzie trwało wiecznie, że kiedyś będzie dobrze, aż nie przychodzi ten dzień i zauważasz, że mimo starań ktoś inny sprawia, że ona się uśmiecha... to on zostaje jej opoką, oddajesz ją, by nie przywodzić na myśl tamtej letniej nocy. "Nie zawsze się wygrywa" Kuroi miał rację, ale niektóre porażki bolą bardziej niż inne, nawet jeśli nie przypłacasz ich życiem, niektóre walki przegrywasz, nim tak naprawdę się zaczną.
-Przybyłam po to, żeby sprawdzić, czy byłam godna awansu, ostatni słaby punkt, jaki posiadałam, znikł jeszcze po drodze. Walka Senju i Uchiha, odwiecznych rywali... nie sądziłam, że przeciętny Akolita może stać się awatarem tych drugich. - no cóż, szczerość nie zawsze popłaca, a ta wobec obcych dość szybko może obrócić się przeciw niej, ale skoro nie miała już nic do stracenia, to jej życie warte było tyle, co broń, którą się posługiwała, jedyną różnicą było to, że żelazo samo w sobie nie zabijało, nie było samobieżne. Kuroi zjadł ostatni kawałek mięsa, patyczek odłożył.
-To ciekawe, sama staram się zapisywać wszystko, co ważne, informacje, przeżycia, ale nie potrafiłabym spalić notatnika, tyle rzeczy, cała moja historia. To tak jakbym pozbyła się siebie. - "Co w gruncie rzeczy zrobiłam." - dodała w myślach. Notatnik, ostatnia rzecz, jedyna, która w jakikolwiek przypominać mogła jej o tym, co było... nie mogła, tak po prostu go wyrzucić, ale... czy nie powinna? I tak nie miała gdzie. W duchu obiecała sobie, że po festiwalu dopilnuje by zniknął, razem z resztkami starej Tensy.
-Piach... - powtórzyła cicho. No cóż, dziwne hobby, ale nie wnikała, jej też zdarzało się robić dziwne rzeczy... chociaż nieco bardziej ryzykowne niż tachanie ze sobą piasku. -Wybacz mi wylewność.
Tensa
 

Re: Trybuna południowa

Postprzez Kuroi Kuma » 15 sty 2018, o 22:44

Godna awansu? Kuroi uśmiechnął się gdzieś tam w środeczku, gdyż był od niej dużo starszy i nadal był dumnym z siebie mięsem armatnim zwanym także Doko. Czy liczył na awans? Gdy przybył do wioski chyba tak, jednak lider go szybko zgasił sprowadził do pionu. Dosłownie i w przenośni pokazał mu, że obecnie jest tylko kolejnym shinobim, kolejnym "idź, zrób, pracuj", który ma się dla wioski poświęcić. Sam Jou nie był od niego wiele starszy, więc tym bardziej stawiało to ich na podobnym sobie poziomie. Jakoś nie czuł, że jedyne co chce robić, to wysłuchiwać żądań jakiegoś faceta, który każe mu wykonywać zadania dla podrostków. Widać dziewczyna coś w swoim klanie osiągnęła, może Uchiha lepiej traktowało swoich ludzi? Albo nie pyskowała po prostu - pomyślał sobie i pokiwał głową trochę odchodząc myślami gdzieś indziej. Coraz bardziej, coraz częściej przekonywał się, że jeszcze nie wie co z tym fantem zrobić, jak się zachować w takiej sytuacji? Tego nie wie i pewnie się nie dowie, póki sam nie przekona się na własnej skórze. Shinobi byli tylko bronią, bronią w rękach jednego lidera, czy to drugiego i mieli być mu podlegli. A skoro Kuroi szanował to, że nikt nie zniewolił... to czy mógł być normalnym shinobim?
-Zawsze pozostanie jakiś słaby punkt. Nawet najtwardszy cel posiada jakieś słabości. W moim przypadku to chyba lenistwo... albo obżarstwo - zaśmiał się krótko, jakby przelotnie. Okazało się, że dziewczyna także wszystko zapisywała, co było dosyć niespotykane. Mało który zabójca lubił pisać o sobie, o swoim życiu, o przeżyciach, o wszystkim co tylko się działo w jego głowie. Niektórzy woleli sławę, inni zbierać na swoje konto osiągnięcia po cichu, a inni... a inni mieli swoje dziwactwa jak w tym wypadku.
-Tak. Piach. Każdy się dziwi, ale co poradzisz. Lepsze to niż zbieranie kamieni! Spokojnie, wybaczam. Chociaż nie jest to zbyt częste, ale co mi tam. Co do notatnika - polecam go od czasu do czasu spalić. Zostawić za sobą przeszłość, bo ciąży gorzej niż łańcuch nad psem - było to górnolotne jak cholera, że prawie sam Kuroi się zdziwił że tak potrafi. Był niczym filozof, a jego imię pasowało do takiego lekko niespełna rozumu pustelnika czy mnicha. Brakowało jeszcze tego, żeby chodził z jakimś kosturem i chodził po wodzie, by zaraz zamienić ją w wino. W każdym razie obecnie nie pisał się na zakładanie jakiegoś dziwnego kultu religijnego, bo jeszcze zaczną go ścigać Jashiniści, że robi im konkurencję, czy coś takiego. A spotkanie z nimi nie należało do najprzyjemniejszych. Zwłaszcza, jeżeli mieli niezbyt dobre zamiary.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 542
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 35
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Tensa » 15 sty 2018, o 23:18

I tak rozmawiali, trzydziestokilkuletni Doko, wraz z nastoletnią Akoraito, no cóż, sytuacja była dość nietypowa, kto powinien okazywać temu drugiemu większy szacunek. Ważniejsze było starszeństwo wiekiem czy może rangą? No cóż, w ich wypadku oboje okazywali sobie szacunek, chociaż Tensa nie wiedziała, że jakimś cudem była wyżej w hierarchii. Właściwie było to dla niej dobre, w końcu jak mogłaby równać się doświadczeniem z kimś niewiele młodszym od jej ojca... Pamiętała tamten dzień, nic nie wskazywało na to, co ma się stać, dowiedzieli się, że Saga jest w stanie błogosławionym, potem obudziła się z uśmiechem, przyszedł list do Hayamiego, jej siostra znów się uśmiechała, aż do tego nieszczęsnego obiadu. Kłótnia, ucieczka siostry, na wieść o tym, że w jej łonie spoczywa potomek tropiciela, poszukiwanie... oczami wyobraźni znów widziała tamten moment, śnieg poznaczony szkarłatem, jej siostra w samym środku krwawej plamy, rany, które sama sobie zadała tylko po to, by dziecko nie przyszło na świat, by samej mogła odejść, niosła ją na rękach, płakała, prosiła, żeby jej nie zostawiała... a teraz sama odeszła, ale nie o tym była historia... Zaniosła siostrę do domu, trafiła w sam środek kłótni rodziców, Tsuyoshi nie wytrzymał tego, jak Rin traktuje swoją córkę. Shinobi zamknął swą żonę w genjutsu, stanęła między nimi, gdy ta kuliła się ze strachu. Chakra czterdziestolatka była ogromna, sam brak jej kontroli sprawił, że rozwiewała jej włosy. Stała tam między nimi, strach skryła pod maską determinacji, wiedziała, że nie ma szans... A teraz ktoś z podobnym doświadczeniem, w podobnym wieku siedział obok niej, rozmawiali. Białowłosa nawet nie miała świadomości, że siedzący obok niej Kuroi jest shinobim, takim samym narzędziem jak ona. Czy to właśnie ta różnica w doświadczeniu? Młodziki obnosiły się z dumą z zawodem, jaki wykonują, chociaż to, co robili nie, należało do rzeczy chwalebnych, a starzy? Oni trzymali to w ukryciu, nie wychylali się, nie ryzykowali bez potrzeby, odkrycia tego, kim są naprawdę... Gdyby tylko wiedziała, że Kuroi nim jest, miałaby wiele pytań, wiekowy umysł znał pewnie wiele sekretów, może wiedział nawet więcej o mocy, którą starała się opanować?
-Możesz mieć rację, każdy ma słabości, chociaż nie powiem, że wyglądasz na obżartucha. - zamyśliła się. -Myślałam, że nie mając nic do stracenia, nie będę ich miała, ale... chyba wciąż jedną zachowałam. - zaczerwieniła się, wracając wspomnieniami do hotelu, do momentu, w którym dała się rozbroić, związać... -Jestem zbyt lekkomyślna, zwłaszcza gdy dam się ponieść emocjom, ale i to z czasem będę mogła zwalczyć. - uśmiechnęła się pod nosem. Tak... najlepszym sposobem na zwalczenie pokusy to jej ulec, musiała po prostu ostrożniej dobierać "znajomych". Zbyt szybko obdarzała ludzi zaufaniem, o ile, kiedy wykonywała misje, nie był to problem, to w chwili rozluźnienia, ciężko jej było się powstrzymać.
-Łańcuch... nawet jeśli go zerwiesz, obroża wciąż uciska twoją szyję. Spaliłabym go, ostatnią pamiątkę, chociaż jeśli spróbowałabym zrobić to tutaj, coś czuje, że poczułabym, jak to jest, gdy strzała wbija się w plecy.
Tensa
 

Re: Trybuna południowa

Postprzez Kuroi Kuma » 16 sty 2018, o 00:03

Cóż, co racja to racja. Przez ostatnich kilka lat trochę się mu schudło, stąd też wyglądał na bardziej kościstego niż wcześniej. W sumie to dobrze chyba... co nie? Jedzenie było ważną częścią jego życia, pozwalało mu się skupić na chwili, na smaku danego regiony, a w każdym miejscu było coś innego, coś nowego, coś do przeżycia. Może to właśnie z tego powodu tak lubił zwiedzać, podróżować. Jednak zwiedzać ludzi i ich zwyczaje, a nie często puste miejsca, świątynie bez wiernych, opustoszałe domostwa. W sumie to dziwnym było, że Kuroi podchodził do wszystkiego tak beztrosko, tak frywolnie. Zupełnie jakby nie zauważał, że świat jest zły, bo dziewczyna przeżyła swoje różne perypetie i to nimi się zamartwiała. On zaś dzielił swój umysł na dwie części - ten spokojny, opanowany, mogący chwytać wszystko, co daje mu życie i tą drugą, gdzie musiał być shinobim i postępować według ustalonych zasad. Oba często się przeplatało nie mogąc istnieć bez drugiej połówki. Bez pierwszej nie istnieje druga i odwrotnie. Może to dlatego udało mu się przeżyć tak długo, bo nie zadręczał się ilością żywotów, jakie skrócił wykorzystując w dużej mierze stojący obok niego piasek?
-To chyba nazywa się byciem kobietą. Da się coś na to poradzić? Moja matka do końca pozostała jak to ładnie nazwałaś "lekkomyślna" - i to miał na myśli dosłownie, bo czasami potrafiła wybuchnąć, by w drugiej chwili powrócić do stanu tej kochanej, opiekuńczej matki, którą była. Ogień i woda w jednym ciele, może to po niej mógł podzielić swoje życie na dwie części? Nie pamiętał już czy to przyszło z wiekiem, czy to było już dawno temu. Wydawało mu się to tak naturalne, że wrodzone gdzieś tam głęboko w podświadomości.
-Każdy ma swoje cienie. Ale chyba za dużo o nich myślisz jak na ten wiek. Skąd się tu wzięłaś, co Cię tu przywiało? Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że przypadkowo zapisałaś się na turniej dla walczących, w którym występować będą chyba głównie shinobi patrząc na tę listę, hm? Przynajmniej nie sądzę, by tak było. - spojrzał na nią wcześniej ocierając usta z resztek jedzenia, jeżeli jakiekolwiek się tam jeszcze znajdowały. Zaraz potem dodał już trochę ciszej:
-Ehh zapomniałem znowu... Będę musiał kupić w końcu tego ziela jak wrócę - bo przypomniał sobie, że nie uzupełnił zapasów jak to miał w planach przed wyruszeniem do Kantai. Powoli odczuwał skutki braku dymka przez tak długi czas, lecz nie przez odstawienie jakiejś uzależniającej substancji. Nie miał swojego rytuału, który powtarzał mniej więcej w równych odstępach czasu, który był już tak zakorzeniony w jego naturze, że dziwił się jak długo bez tego wytrzymuje. Przed powrotem do wioski zapasy mu się skończyły no i pech chciał, że fajkę szlak trafił i musiał skombinować teraz nową.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 542
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 35
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Tensa » 16 sty 2018, o 14:45

Lekkomyślność, czy rzeczywiście wiązała się jedynie z byciem kobietą? Przecież on również dał ponieść się emocją, bez przemyślenia ruszyli do pokojowego hotelu... chociaż może on to planował? Białowłosa mogła tego nie dostrzec, nie zauważyć, że tak naprawdę właśnie do tego dążył fioletowowłosy. Nie powinno jej to dziwić, w końcu kobiety były "lekkomyślne", a faceci to wykorzystywali... tylko moment, w którym wbił sobie palec w oczodół m nie zgadzał się z tą teorią. Akashi pewnie leżał teraz w hotelowym pokoju, wykrwawiając się, chociaż po takim czasie pewnie nie żył. Była głupia, zostawiając go tam, w końcu to ona jako ostatnia mu towarzyszyła, a potem zdenerwowana zeszła na recepcje... jeśli znajdą ciało oskarżą ją o morderstwo, a wątpliwe było, że ktoś uwierzy w prawdziwy przebieg zdarzeń. Zapłacił za całą dobę, więc nikt przynajmniej do czasu, aż ta się zakończy, nie znajdzie jego ciała. Miała niecałe 24 godziny na opuszczenie Hanamury... Jedynym co mogłoby pozwolić jej zostać dłużej to dobra linia obrony, sposób, w jaki powinno paść ciało, fakt, że zranił się własną ręką, może to było mało, ale jeśli będzie zwyciężać w kolejnych walkach, zaryzykuje... to chyba była prawdziwa lekkomyślność, ale mogło się udać, wystarczyło trochę szczęścia i zwykła szczerość. Ostatnimi czasy z tym drugim nie miewała żadnych problemów.
-Stereotypy, często mylące. Bez urazy, ale jest na to prosta recepta, wyciszyć się, nie dać ponosić emocjom, a przede wszystkim myśleć. W walce to o wiele prostsze niż w życiu, ale w drugim wypadku to możliwe, nie wiem tylko jeszcze, jak to osiągnąć. - kolejna odpowiedź, była już bardziej przemyślana. Dać ponieść się emocjom, to nigdy nie przynosiło nic dobrego. Kuroi zadał jedno pytanie, to, na które odpowiedź kryła się w cieniu, który zaprzątał jej myśli. Chciała udowodnić, że się nadaje? Chciała, aby Saga mogła w końcu się wyrwać? Chciała spędzić czas z przyjaciółmi? Chciała wrócić do akcji, znów poczuć jak adrenalina znów miesza się z krwią, poczuć ból, zadać go, walczyć. Zmusić ciało do wysiłku, ponad wszelkie siły, wykorzystać je do limitów, chciała ryzyka, chociaż na szali nie leżało jej życie, to nie była walka, która mogła sprawić, że głód kostuchy zostanie zaspokojony. Mimo wszystko dostałaby dowód, którego chciała, "Wygram dla ciebie" to hasło już dawno straciło aktualność, od początku chodziło o nią samą, miała świadomość, że nie ma najmniejszych szans na spełnienie wyszeptanego ślubu...
-Było kilka powodów, ja chciałam znów walczyć, udowodnić, że mimo tamtej porażki niedługo po awansie zasługuje na miano Akolity, nie światu, tylko samej sobie. Do tego ten festiwal miał pozwolić mojej... ehh teraz nazywanie jej ukochaną nie ma znaczenia. Po prostu musiała w końcu wyrwać się z klatki, a ten festiwal spadł nam z nieba, ale po drodze ułuda pękła jak mydlana bańka, teraz jestem tutaj tylko dla siebie. - no cóż, pewnie szczerość w końcu ją zgubi, ale chociaż przez te dwa dni festiwalu mogła sobie na nią pozwolić. -Nic dziwnego, że występują głównie shinobi, zwykły człowiek, widząc kule ognia, ucieka. Shinobi walczy dalej, do końca, choćby musiał oddać życie dla sprawy. Na szczęście moje straciło wartość. - pozostawienie bez komentarza tabelki z walkami nie byłoby w jej stylu. W końcu skoro miała okazję, to chciała się wygadać. Mimo że Kuroi ściszył głos, doskonale usłyszała, co mówił, i ... nie zrozumiała.
-Ziela? - zapytała, nie kryjąc zdziwienia.
Tensa
 

Re: Trybuna południowa

Postprzez Kuroi Kuma » 16 sty 2018, o 16:10

Często są mylące, ale jak łatwo ocenić według nich człowieka i w dużej mierze być zgodnym z rzeczywistością. Każdy był na swój sposób wyjątkowy, jednak zachowania były powielane ciągle i ciągle - na tak długo, że pewne z nich weszły w krew i to właśnie mógł wykorzystywać zabójca, by lepiej poznać swój cel. Myślenie podczas walki go zaintrygowało, bo często to była bezmyślna szamotanina bez większego planu, bez przemyślenia swoich ruchów. W przypadku walki na arenie było troszeczkę inaczej, bo tutaj ścierało się tylko dwóch przeciwników, a nie setki jak to miało miejsca ostatnio na murze. Ciekawe kto przejdzie do końca, do czołówki turnieju... te walki będą należeć do najciekawszych, bo uczestnicy będą musieli się maksymalnie skupić na celu. Dobrze, że nad wszystkim czyhali sędziowie, bo w przeciwnym wypadku trup słałby się gęsto. Ciekawe jak by zareagowała widownia na śmierć jednego z uczestników.
-Tak bywa - podsumował całe to wyrywanie się z klatki, ukochaną i wszystko inne. Nigdy nie należał do osób słynących z ogromnej empatii. Zwłaszcza do nowo poznanych osób na arenie po drugiej stronie pięknie wyrysowanej mapki. Czasami trzeba było być ponad to wszystko, co było na świecie. Ponad tę niemoralną walkę o zaistnienie. Nie zawsze się wygrywa było niczym motto Kuroia, którego się trzymał jak ostatniej deski ratunku, bo było uniwersalne i ponadczasowe. Ot to wszystko. Nigdy nie nazywał się zwycięzcą po pojedynku, bo zawsze mógł go ktoś zajść od boku. Liczył, że ktoś na arenie pokaże coś w tym stylu, co pasowałoby do tej idei. Pewny siebie zwycięzca nie zauważył jednego ruchu przeciwnika i to go zgubiło. To by było dla niego zwycięstwo losu nad pychą ludzi. To by sprawiło mu niesamowitą radość.
-Cóż, mamy sędziów, więc powinni wszystkiego dopilnować. Szczerze powiedziawszy to szkoda, że nie ma nikogo niewładającego chakrą. A jeżeli chodzi o ziele, to cóż... to po prostu ziele. Do palenia. Niektórzy też żują, ale potem to gówno zostaje pomiędzy zębami i trzeba je wyciągać. Całkowicie niepraktyczne... - gdyby mógł, pewnie by pokazał dziewczynie co miał na myśli, ale niestety nie miał przy sobie już zbawiennego liścia podobnego do tytoniu. No i fajka, bez niej też nie było sensu, skoro nie lubił go żuć. Ci w Sogen naprawdę niczego nie wiedzą... albo może ona jest po prostu na tyle młoda, że nie widziała tego i owego? Niby shinobi, a niedoinformowana ehhh... - pomyślał sobie grzecznie Kuroi, trochę niegrzecznie podsumowując młodą kunoichi. Na szczęście nie mówił tego na głos, ale co racja to racja. Informacja była kluczem do zwycięstwa. Och jak prostsze byłyby te walki, gdyby wiadomym było, czym posługuje się przeciwnik.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 542
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 35
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Akashi » 16 sty 2018, o 16:50

Wędrowanie po mieście było kiepskim pomysłem. Młodzieniec samemu nie wiedział co ma poradzić ze sobą. Miejsce duże i nieznane mu, a on sam ze swoimi problemami, które mogłyby przynieść wszystkim tutaj krwawe żniwo, a on taki słaby i bezbronny. Nawet nie potrafił wykorzystać okazji, która sam stworzył. Zaiste był słabą jednostką bojąca się zabić bezbronną dziewczynę, a nawet nie był w stanie jej wykorzystać. W sumie nawet tego nie chce, nie wiedział po co doprowadził do tego. Nie panował nad swoim ciałem, robił coś czego normalnie by nie robił, a teraz co. Został samemu w swoim kimono i przyszło wędrować mu po mieście, jeszcze stracił bandaż, który nosił na twarzy. Dziwnie się czuł chodząc tak jak teraz. Nie przywykł do pokazywania swoich braków, które go uczłowieczały, przecież to jedyny element jego ciała, który nie chce się zregenerować do końca. Wyznawca z dysfunkcją, a niby ta regeneracja taka dobra. W sumie wiele pomogła już chłopakowi, gdy nie ona już dawno by umarł. Bez niej nie przeżyłby tamtej nocy z Motoko, skończyłby jako kolejny trup tamtego dnia. Zwykły szary człowiek, prześcignięty przez innych. - Życie jest do dupy. - powiedział, cicho pod nosem, tak by nikt tego nie usłyszał gdy przechodził ulicami, cały czas głęboko wzdychając i zastanawiając się nad tym do czego doszło parę chwil wcześniej. Nie był sobą, nie panował nad własnym ciałem, przez co chciał się zabić, ale nie był w stanie. Ulice i ludzie pozbawieni krwi, cieszący się z życia i jeden chodzący trup, który nie radzi sobie sam ze sobą. Jeszcze nie miał gdzie się podziać, jedynie chyba pozostało wrócić tam gdzie był wcześniej. Na trybuny, miejsce raczej idealne i może ze spotka tam białowłosą i nieco jej wyjaśni. Po chwili, skierował się w znajomym już sobie kierunku i po paru minutach był na miejscu i ku jego uldze białowłosa też tutaj był, już w założonej zbroi, jeszcze w nowym towarzystwie. Takie uroki areny. Młodzieniec ze spokojem podszedł do dziewczyny od tyłu, obejmując jej szyję. - Nie zauważyłem kiedy wyszłaś z pokoju. O i widzę, że bez mojej pomocy założyłaś zbroję. Jeżeli ponownie będziesz chciała ją zdjąć chętnie pomogę. - powiedział, z uśmiechem na ustach i bardzo spokojnym głosem, oraz wesołym. Mimo tego, że jego twarz była pozbawiona bandaża był w stanie sobie z tym jakoś poradzić, póki nikt nie zwracał uwagi na jego braki. - Proszę mi wybaczyć mój brak manier. Zwą mnie Akashi. - dodał wyciągając rękę w stronę nieznajomego. Przecież właśnie tutaj po to przybył, by poznać ludzi i zdobywać informacje. Jednak po chwili posmutniał, po dokładnym rozejrzeniu się po okolicy. - Moje sake...wszystko zabrali... Ech trudno. Chcecie się napić? Mogę przynieść. - powiedział, jak zwykle z czarującym uśmiechem na ustach i blaskiem w swoim jedynym oku. Jak na razie niezbyt interesował się rzeczami, które dzieją się na arenie.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 1161
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta:

Re: Trybuna południowa

Postprzez Tensa » 16 sty 2018, o 20:21

Stereotypy, pierwsze wrażenie, mylące, lecz mające ogromny wpływ na to, jak jesteśmy postrzegani, jak oceni nas ten, który siedzi obok. Co o niej pomyślał? Wylewna nastolatka, chcąca udowodnić, że coś potrafi... płytkie, straszliwie wręcz płytkie, ale prawdziwe. Odrzucona miłość, porzucone życie, poznawanie własnej osoby, cholerne toposy, sprawdzające się od wieków i... wciąż aktualne. Czasy się zmieniały, wszystko szło do przodu, poprzednie pokolenia, zastępowane były przez nowe, a uniwersalne prawdy, życie wciąż pozostawało takie samo, pełne dramatów, wydających się błahymi dla postronnych, lecz niszczące od środka, ale nie tylko. Ci, którzy pławili się w szczęściu, mówili, że jest piękne, nazywali je cudem... lecz czym było? Jaki był jego sens? Czy to ważne? Czy takie rozmyślania mają sens w obliczu rzeczy ważnych? Wybieganie w przyszłość, zastanawianie się nad tym, co się dzieje, gdy dusza opuszcza ciało... nieodkryta tajemnica, którą rozwikłać można tylko, sprawdzając na sobie. Nie miało to najmniejszego sensu, a życie chwilą obecną było tak przyjemne, nie musiała zastanawiać się co będzie, kiedy w końcu sobie poradzą... Nawet zwykła rozmowa sprawiała przyjemność, gdy z tyłu głowy nie błąkała się myśl o zranionej dziewczynie. Krótka odpowiedź Kuroi'ego miała w sobie więcej treści niż tysiąc pustych słów. Jej dramaty, nie były czymś, co powinni roztrząsać, nie tu, nie w tej chwili, nie znając się od zaledwie kilku minut. Wyrzucenie tego z siebie pomogło, przynajmniej chwilowo i to musiało jej wystarczyć.
-Może znajdą się jacyś ninja wyspecjalizowani w taijutsu, starcie z nimi byłoby ciekawym przeżyciem. - no cóż, na taką walkę liczyła najbardziej, jednak miała świadomość, że pięść nie jest w stanie zatrzymać wspomnianej wcześniej kuli ognia... w końcu tkaniny, z których produkowane były ubrania, były łatwopalne, poparzenia były najmniejszym. -Już rozumiem, czy palenie jest przyjemne? Nigdy nie miałam okazji spróbować. - wyznała, właściwie to ciekawiło ją to... no, ale miła rozmowa ze staruszkiem, nie mogła trwać wiecznie, poczuła, jak ktoś ją obejmuje. Zadrżała, zajęta rozmową nie zauważyła, jak ktoś się do niej zbliżył, w pierwszej chwili chciała, wbić łokieć w jego brzuch... Ciarki przebiegły po jej ciele, gdy usłyszała głos Akashiego, z nim była w hotelu, on wbił sobie palec w martwe oko... jakim cudem przeżył?
-Nie dziwię się, znalazłeś sobie ciekawsze zajęcie. - powiedziała z wyrzutem, chłodem zdolnym zmrozić morze które musiała przebyć, aby się tu znaleźć. -Musiałam sobie jakoś poradzić, nie licz na powtórkę. - powiedziała krótko, obecność chłopaka, wywołała w niej irytacje, poczuła ten brak, przyjemność w jednej chwili przemieniającą się w mrożący w krew w żyłach strach. -Przynajmniej tyle dobrze, że żyjesz, nie oskarżą mnie o morderstwo. - no cóż, to była smutna prawda. Po chwilach namiętności obchodziło ją tylko to, aby nie sprawił jej kłopotów. Zrzuciła z siebie jego ramiona. Odwróciła się, gdy zapytał o sake. -Ja już nie powinnam... - urwała, jego oko. Przecież sama widziała, jak wpychał w nie palec, to niemożliwe, ale jakimś cudem się zabliźniło. -Twoje rany szybko się zasklepiają. - zimny głos, nabrał tonu zdziwienia, gdy wypowiadała te kwestie.
Tensa
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Arena Zmierzchu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości