Trybuna północna

Trybuna północna

Postprzez Natsume » 8 sty 2018, o 17:35

Obrazek

Trybuna północna jest obszarem pokazanym na obrazie po stronie lewej od wodospadu. Jest to spory, zadaszony obszar z licznymi siedziskami, na których można usiąść i na spokojnie oglądać pojedynki. Od niższych części areny trybunę chroni zaś murek (który nie przeszkadza w obserwacji areny - siedziska również są ustawiane w coraz to wyższych rzędach, dzięki sposobowi wybudowania areny).
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1290
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 26
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Trybuna północna

Postprzez Seinaru » 9 sty 2018, o 10:15

Przepychał się między krzesełkami i rzędami, aby znaleźć jak najlepsze trzy wolne miejsca obok siebie. W jednej ręce trzymał żelki, drugą wpychał je sobie do buzi, a kij znajdował się teraz na jego plecach. Musiał przyznać, że zbroja którą nosił od jakiegoś czasu była prawie nieodczuwalna podczas użytkowania. Spodziewał się, że będzie się w niej poruszał jak żółw w składzie porcelany, jednak dawno nie pomylił się bardziej.
- Przepraszam, proszę się przesunąć... - Powtarzał co chwilę, gdy przeciskał się między kolanami zirytowanych widzów, którzy już zajęli swoje miejsca. Kei był spokojny o swój zapis w turnieju. Nie wiedział dokładnie jak działają te mechanizmy na szczycie, ale domyślał się, że to może Tadatoshi załatwił mu miejsce? Cholera wie. Wiedział jednak że wystąpi, gdy nadejdzie jego kolej. Był jednak bardzo ciekawy każdej walki jako obserwacja potencjalnego przeciwnika w przyszłości. Poza tym nauka zdolności innych było tym, po co przybył to Kantai. Turniej miał być esencją jego wizyty i treningu tutaj, a Seinaru był przekonany, że przy okazji okaże się doskonałą rozrywką. Tym bardziej, że będzie mógł na nim zobaczyć Hayamiego.
Znalazł w końcu wygodne trzy miejsca z dobrym widokiem na całą arenę i rozłożył na nich swoje klamoty, a do przybycia Akamiego na każde pytanie "wolne?" odpowiadał tylko:
- Żaęte... - Mając buzię pełną żelków, które niestety powoli się kończyły. Widać było już dno paczki...
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1457
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Trybuna północna

Postprzez Hayami Akodo » 9 sty 2018, o 11:32

Wzywający mnie głos cichnie,
lecz nawet jeśli zagłuszy go wiatr i czas,
Odnajdę cię.


Sam w sumie nie wiedział, dlaczego podjął taką, a nie inną decyzję. I kiedy inni gratulowali mu wczesnego ojcostwa, dziwili się, że taki młody, a już spodziewa się potomka, on odpowiadał oględnie, zasłaniał się przysięgą, która w sumie mogłaby niby stracić znaczenie - Tensa odeszła, porzuciła ich oboje, postanowiła żyć na własną rękę. Zerwała z nimi związki, cóż mogła ją więc obchodzić jakaś śmieszna obietnica samuraja? Mimo to Hayami chciał dotrzymać obietnicy. Planował stanąć w szranki, zmierzyć się z areną i z rzeczywistością pojedynków, szlachetnych walk, w których samurajowie i shinobi będą stawać obok siebie, przynosząc zaszczyt swoim rodom i prowincjom...tak przynajmniej zakładał. Miał jednak nadzieję, że nic nikomu się nie stanie, że nie będzie musiał podejmować natychmiastowej ewakuacji do Sogen lub do innych pobliskich prowincji z przerażoną Sagisą przy boku, przy okazji walcząc z wrogiem. Szli dość spokojnie ulicami Hanamury, mijając miejscowych i gości, no i Hayami próbował zajmować dziewczynę rozmową i opowiadać jej w najdokładniejszych szczegółach to, co przegapiła tak, by mogła to sobie wyobrazić. Plastyczny, giętki język wyszczekanego chłopaka, którego w domu ojciec nauczył za pomocą uderzeń shinaia i wypluwanej z ust krwi dyplomacji, układał się w słowa, frazy, zdania i opisywał, opisywał, opisywał. A kiedy skończył i umilkł, akurat wyrosła przed nimi budowla nazywana przez miejscowych Areną Zmierzchu. Piękno, wręcz monumentalność tego budynku, surowa morskość wysepek i wodospadu sprawiły, że mimowolnie się szeroko uśmiechnął. Jego natura człowieka żyjącego od zawsze za pan brat z morzem ucieszyła się tym drobnym prezentem od losu - chociaż czy rzeczywiście był to prezent? Może raczej szczęście głupiego albo po prostu rozsądny zamysł tutejszych władz.
Zaczął się wspinać po stopniach w górę, szukając spojrzeniem Keia i jakiegoś miejsca, które miał zająć; oczywiście w żaden sposób nie zaniedbywał Sagisy, co to, to nie! Dał jej przecież po drodze trzecią butelkę z napojem, tą z ciepłym sokiem, objęcia i ciepły uśmiech, którego - jak miał nadzieję - nie odrzuciła. Gdzież ten Kei? Przecież nie mogą nie zdążyć...

-Gdzie ten Kei, yoku...-nie dokończył przekleństwa, gdyż przyszło mu na myśl, że nie powinien bluzgać przy przyszłej matce i jej coraz większemu z dnia na dzień maleństwu, demoralizować dziecka, dawać złego przykładu. Zamiast tego wypatrzył wreszcie Keia. Westchnął, kręcąc głową.
-No, nareszcie - rzucił prawie wesoło. Prawie robiło tu jednak wielką różnicę. Pomachał w stronę kruczowłosego pasterza lewą dłonią (prawą nadal podtrzymywał Sagę), po czym zawołał:

-OI! Kei, jestem!

Kiedy podeszli do niego bliżej, pomógł Sagisie zająć miejsce (akurat cudem znalazło się wolne po jego stronie), po czym zaprezentował towarzyszkę, mówiąc:
-Kei-kun, to jest Sagisa, zwana też Sagą, najładniejsza dziewczyna z Sogen. Saga, poznaj Keia Seinaru, mojego przyjaciela z Teiz, mistrza pasterzy i gotowania, który psuje solniczki i morduje ludziom żołądki.

Puścił oko do bruneta, po czym dodał pogodnie:

-Nie myśl sobie, że o tym zapomniałem, Keeei-kun. Pamięć mam aż za dobrą, zwłaszcza w przypadku kucharzy!

To miejsce napełniało go nie tylko dziwnym respektem wobec potęgi cesarstwa - jego, który pochodził z rodu samurajskiego i nie przysięgał służyć innemu daimyo prócz Musashiego Sasakiego-sama - ale i dziwną nadzieją. Właśnie w takim miejscu, jak to, na tych trybunach, w towarzystwie ukochanej i przyjaciela, nagle nabierał wiary w szczęśliwe zakończenie. Zaczynał wierzyć, że kiedyś, kiedyś, po wielu godzinach, dniach, może nawet latach, odnajdzie Tensę, nakłoni ją do powrotu do siostry i relacje w rodzinie Uchihów ułożą się tak, jak powinny, bez konieczności wbicia yari w czyjąś pierś lub innych działań niepożądanych.

-Trzeba się zapisać na turniej-stwierdził trzeźwo.-Idziecie ze mną?
Ostatnio edytowano 9 sty 2018, o 13:52 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 3 razy
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 963
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Trybuna północna

Postprzez Atari Sanada » 9 sty 2018, o 11:58

Wielki wodospad przelewał przez swe koryto liczne złoża wody, szumiąc i dudniąc przy tym na tyle potężnie, że czuć go było we własnych wnętrznościach. Ten mały pokaz sił matki natury idealnie budował napięcie przed wydarzeniami, które miały tu miejsce i będąc oddalonym nie mógł też zagłuszyć gromadzących się ludzi na stopniowanych siedziskach. Cała konstrukcja opierała się na klasycznych zasadach budowy areny, nie wyróżniało się tu nic, choć otaczający ją widok i sama arena starały się usilnie zmienić to na wrażenie czegoś niecodziennego i fantastycznego.
Dla samej skrywającej swoje obliczę pod szarym płaszczem i bambusowym kapeluszu młodej podróżniczki, był to pierwszy raz kiedy miała okazję zobaczyć coś podobnego. Rozglądała się badając młodzieńczym wzrokiem niemalże wszystko, tak jak robią to ciekawskie szczenięta starając się ugryźć wszystko to czego nie miały jeszcze w swoich pyszczkach. Nie była jednak sama, dlatego starała się zachować jakieś pozory obycia, ukryć całkowitą niewiedzę i fascynacie absolutnie każdą mijaną rzeczą. Wychodziło to raczej słabo i nie trudno było dojrzeć to co tak naprawdę działo się w cieniu bambusowego kapelusza.
Siedziska nie należały do najwygodniejszych, ale sama Atari nie zaznała w krótkim życiu wiele wygody, stąd też nawet nie zauważyła możliwości nieco lepszych warunków. Widok był po prostu zbyt pochłaniający, na tyle, aby dziewczyna nie odzywała się przez dłuższą chwilę. Ostatecznie ciemne oczy padły na dwie wyspy pośród jeziora na dnie okalających trybun. - Jesteś silną wojowniczką Nikusui-sama - Spytała nonszalancko nie odrywając nawet na moment zahipnotyzowanego wzroku areną. W jej głowie widniała zapętlona myśl, że jeszcze chwila i ją wywołają, aby stanęła wśród wysp i zawalczyła wraz z innymi doświadczonymi ludźmi. Właściwie nie miała pojęcia z kim walczy i chyba nie chciała wiedzieć. Imiona i nazwiska nie mówiły jej wiele, no chyba że pochodziły z bohaterskich opowieści podkoloryzowanych kreseczkami najmłodszych z różnorakich zakątków świata. - Wydaje mi się, że jesteś. Wyglądasz na silną. - Odpowiedziała samej sobie tym razem posyłając długie, odważne spojrzenie na twarz kobiety. Jej ciemno szare oczy nie wyróżniały się zbytnio, były takie nijakie. Nie utonęło się w nich na zbyt długo, nie zapamiętało z powodu pięknej barwy czy niecodzienności, ot oczy najładniejszej dziewczyny ze wsi - a o taki tytuł właściwie nie trudno. Tak jak nie trudno było urodę powalić, bo piękność we wsi okazywała się przeciętną w świecie. - Siła pozwala na więcej. Można żyć trochę bardziej. - Dodała wpatrując się tym razem w czerń rozświetloną płomykiem chakry białowłosej kobiety. Niezwykłe jak los pozwolił młodej Atari na spotkanie tak silnych i niezwykłych osób i nie chodziło tu tylko o legendarnego Muraia, ale i o Nikusui. Ta kobieta z pewnością była ikoną dla wielu dziewczynek, które pewnego dnia chciałby być zupełnie takie jak ona. Odważne, pewne siebie, pięknie i silne. Ponieważ siła biła od niej, zupełnie odwrotnie niż w przypadku samej ukrytej pod bambusowym kapeluszem. Ciemne oczy odwróciły się od postaci kunoichi i znów lustrowały arenę, przepełnione iskierkami młodzieńczego wigoru i determinacji. Wkrótce to ona będzie tam walczyć i nie była już kompletnie nieznana. Zarówno załatwiający swoje sprawy Murai jak i siedząca obok niej Nikusui chcąc czy nie chcąc już w tym momencie kojarzą ją i inaczej będą patrzeć na występ w którym będzie starać się zaprezentować swoje umiejętności. Serce uderzało mocno i gwałtownie, mimo wszystko Sanada nie mogła doczekać się tego po co tu tak naprawdę przybyła. Turnieju.
Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
 
Posty: 232
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 15:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
GG: 60754875
Multikonta: Yama-uba

Re: Trybuna północna

Postprzez Sagisa » 9 sty 2018, o 13:17

Hayami prowadził ją uliczkami Hanamury, ani na moment nie przestając mówić. Chciał jej zapewne wynagrodzić brak udziału w ceremonii koronacyjnej, więc z iście poetyckim zapałem relacjonował je teraz, wdając się w szczegóły tak błahe, że niekiedy nie chciała mu wierzyć. I nawet nie zauważyła, kiedy dotarli na teren Areny Zmierzchu otoczonej zewsząd przepięknym krajobrazem. Widok ten zapierał dech i napawał jej wnętrze dziwnym uniesieniem.
Młodzieniec skręcił w stronę północnej części trybun, a Saga zatrzymała się na moment, tknięta dziwnym przeczuciem, że powinna iść w zupełnie inną stronę. Obróciła się, spoglądając na tłum zmierzający ku południowym trybunom. Czy tam była Tensa? Czy gdyby poszli właśnie tam, natrafiliby na nią? Czy chciałaby ona w ogóle z nimi rozmawiać? Po wydarzeniach na statku chyba trudno będzie im nawiązać jakikolwiek kontakt z osobą, która zdawała się wyrzec samej siebie. Uśmiechnęła się smutno, zaraz jednaj upomniała w duchu, wszak była tu z szatynem, przy którym nie powinna okazywać smutku. Chłopak zdawał się chyba jednak nie zauważyć kilkusekundowego postoju wśród tłumu, wypatrując wzrokiem znajomego, z którym się tu umówił. Nie stopowała go zatem i ruszyła w górę po schodach, przyjmując znów ten lekki uśmiech co wcześniej.
Akodo już prawie klął, nie mogąc odnaleźć zgubę, aż wreszcie wypatrzył i zaczął machać do jakiegoś chłopaka, wołając go. Podeszli bliżej, przeciskając się nieco, tu jednak odrobinkę pomógł jej brzuszek, a mianowicie jego postrzeganie przez widzów, którzy kulturalnie przepuszczali ją dalej, na co odpowiadała delikatnymi uśmiechami i skinieniem głowy. Wreszcie znaleźli się na miejscach, a przyjaciel zaczął ich sobie przedstawiać. Gdy nazwał ją najpiękniejszą dziewczyną w Sogen, tylko przewróciła oczami, by następnie pochylić się w stronę bruneta.
- Nie zwracaj uwagi na te komplementy - zaczęła konspiracyjnym szeptem, nawet się z tym nie kryjąc. - Yami jak zwykle przesadza, ale każda próba zaprzeczenia sprowadza się do jeszcze dłuższej wiązanki.
Puściła do Keia oczko, śmiejąc się pod nosem. Za to przedstawienie pana z Teiz było nad wyraz ciekawe. Aż chciała spytać, co takiego chłopak przesolił, że młody Akodo tak się na niego uwziął. Ich relacje były naprawdę ciekawe, choć sama Saga zdawała się być tu niejako nie na miejscu. Nie żeby miała coś przeciw nowym znajomościom, jednak w ostatnim czasie ciężko jej było zaufać komuś obcemu. Już raz zaufała i wyszła na tym katastrofalnie, nie zamierzała popełniać dwa razy tych samych błędów. Wszak mówi się, że przezorność popłaca.
Hayami w którymś momencie wspomniał coś o zapisach na turniej, wytrącając ją tym samym z lekkiego zamyślenia. Na jego pytanie odpowiedziała pogodnym uśmiechem i uścisnęła delikatnie jego dłoń.
- Ja zostanę tutaj, w końcu nie biorę udziału - stwierdziła luźno. - Poza tym ktoś chyba powinien przypilnować nam miejsc, nieprawdaż? Ale chętnie przyjrzę się rozpisce walk, jeśli uda ci się taką zdobyć.
Pochyliła się nad nim, składając na jego policzku delikatny pocałunek. Miało to być zapewnieniem, że może ją na chwilę zostawić samą, że przecież nic się nie stanie. Zresztą nie musiała zostawać sama, prawda?
- A ty, Kei-kun? Idziesz się zapisać, czy może dotrzymasz mi towarzystwa?
Nie była pewna, czy rzeczywiście chce zostać z brunetem sam na sam, jednak jeśli miało to zniwelować obawy złotookiego, była na to gotowa. Cały czas się uśmiechała, nie przesadnie, ot lekko, naturalnie, a ton miała nad wyraz przyjazny. Co jednak zrobi Seinaru?
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 508
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Trybuna północna

Postprzez Seinaru » 9 sty 2018, o 13:34

Właśnie brał do buzi przedprzedprzedprzedostatniego żelka, czyli piątego od końca w paczce, gdy usłyszał za sobą wołanie. No nareszcie! Wstał żeby być lepiej widocznym i odmachał. Zobaczył na horyzoncie głowę Akamiego, a zaraz obok niego można było dostrzec kobietę Akimichi. Oh wait... to na pewno ta jego ciężarna nie-narzeczona. No cóż... wypadało pozostać pełnym klasy, choćby ze względu na to, że taki właśnie wybór podjął Akami. Czy słusznie? Keiowi nic było do tego, miał swoje żelki i zero problemów, więc to że jego przyjaciel napytał sobie biedy w ten czy inny sposób... huh, pomoże mu jeśli będzie trzeba, ale w jego domu jest już wystarczająco tłoczno. A propos, ciekawe jak tam Itachi...
Gdy do niego podeszli, Seinaru odgryzał głowę kolejnemu misiowi.
- Oh nie, dlaczego... naprawdę jesteś całkiem ładna... - Patrzył jej w twarz, dopóki nie zreflektował się, że akurat ten jego komplement mógł wyglądać naprawdę nietaktownie. Dla Hayamiego zbzikowanego na punkcie honoru to byłby już pewnie powód żeby wyzwać go na pojedynek na śmierć i życie. Dlatego Seinaru, chcąc uniknąć konfrontacji szybko naprawił błąd.
- Yyyy... przepraszam za to... - Uśmiechnął się.
- Konkubina mojego przyjaciela jest moją przyjaciółką. - Yup, nawet z brzuchem.
Zaprosił ich oboje na miejsca, po czym Akami obudził się, że nie jest jeszcze zapisany na turniej i zaproponował jeszcze raz wspólny spacer i przeciskanie się przez spocony tłum.
- Nah... ja nie idę. Nawet nie wiem dlaczego, ale jestem już na listach. Ale też chętnie obejrzę drabinkę. Jak będą rozdawać jakieś informatory to weź po drodze z łaski swojej... - Założył nogę na nogę i podsunął paczkę pod nos Sagisy.
- Żelka? - Były tam dwa ostatnie. Czerwony wiśniowy miś i jakiś zielony glutowaty w kształcie gluta. Pewnie przycisnęły go na półce w sklepie inne misie, ale Kei dałby sobie rękę uciąć, że też smakował wybornie, ja reszta jego sióstr i braci.
- Tylko się pośpiesz Akami, bo spóźnisz się na pierwszą walkę!
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1457
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Trybuna północna

Postprzez Mishari » 9 sty 2018, o 13:54

Dziewczyna, którą chłopak zobaczył na plaży, zdała się nie słyszeć jego przywitania i odeszła bez słowa, prawdopodobnie go nawet nie zauważając. Cóż jak teraz o tym myślał to odludne miejsca, chyba nie były najlepsze do nawiązywania nowych znajomości. Został jeszcze na plaży przez jakiś czas, a następnie udał się na Trybunę Pólnocną. Podobno miało być to dobre miejsce do oglądania walk. Zapisy z tego co słyszał były już zamknięte, ale samo oglądanie też mogło być ciekawe, była to też kolejna okazja do spotkania kogoś.

Do trybuny zmierzał niespiesznym krokiem zastanawiając się po jaką cholerę właściwie tu przyjechał i jak bardzo mu nie w smak brak siostry w pobliżu. Wiedział co prawda jak źle znosi rozłąkę z nią, jednak nie podejrzewał, że jej brak może być aż tak odczuwalny. Z przemyśleń wyrwał go dopiero widok areny, chyba w końcu udało mu się dotrzeć do miejsca, którego szukał.

Zebrała się już całkiem spora widownia, chłopak nie za bardzo wiedział do kogo podejść, wiedział jednak że musi wyboru dokonać jak najszybciej, bo z czasem będzie to dla niego coraz trudniejsze. Jego wybór padł na czerwonowłosą dziewczynę, która wydawała się być w ciąży, co wywołało u niego lekkie zdziwienie ponieważ wydawała się być młodsza od niego. Chwilę wcześniej widział jak wysoki samuraj odchodzi od niej i oddala się w kierunku areny, wyglądał na całkiem silnego, więc pewnie miał wziąć udział w turnieju.
Podszedł do niej i przedstawił się.
-Yo, jestem Mishari z Klanu Koseki, wczoraj wieczorem przybyłem do Hanamury
Miał nadzieję że tym razem nie zostanie przez nich olany, to byłby spory cios po poprzedniej nieszczególnie udanej konwersacji... Podszedł bliżej i kontynuował
Jeśli nie masz nic przeciwko to dołączę się do waszej rozmowy? Jestem zupełnie zielony jeśli chodzi oto co się tutaj dzieje. Słyszałem że mają się odbywać jakieś walki, więc postanowiłem przyjść i zobaczyć na własne oczy.
Czarnowłosy starał się być tak pozytywnie nastawiony do nieznajomych jak to tylko możliwe, co przychodziło mu z dużym trudem. Cholerna Hanako, powinna tu być razem z nim, wtedy wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej, nie wiedział co prawda jak, ale musiałoby być lepiej. Ona zawsze powodowała, że świat stawał się nieco piękniejszy.
Podobno wcześniej miała miejsce koronacja, byliście może na niej? Jeśli tak, to moglibyście mi opowiedzieć jak to wyglądało?
Mishari
 

Re: Trybuna północna

Postprzez Hayami Akodo » 9 sty 2018, o 14:41

-Czy ona ci wygląda na moją konkubinę? - prychnął Hayami, kręcąc głową. - Kocham ją, ale nie będę jej nakłaniał ani do konkubinatu, ani do ślubu, ani do innych rzeczy, dopóki sama się nie zgodzi.. I nie przepraszaj, nic się nie stało.

Szturchnął go z rozbawieniem w bok, po czym westchnął głęboko. Czemu Sagisa nigdy się nie doceniała?

-Nie wiem dlaczego, ale Kei bez przerwy nazywa mnie Akamim-roześmiał się głośno, niewymuszenie.-Przyniosę prospekty i coś do jedzenia, zaraz wracam. Zostań z Keiem, skarbie.

Ucałował ją czule w policzek, spojrzał na Keia przeciągle, mówiąc wzrokiem "zostaw ją, a cię skrócę o głowę", po czym zszedł szybko do punktu, w którym siedział mężczyzna w średnim wieku odziany w kimono, zapisujący starannie wszystkie nazwiska i imiona oraz inne dane pędzelkiem na papierze. Zatrzymał się przed nim, marszcząc brwi. Podał swoje dane, po czym odeszli na bok, aby zrobić miejsce innym zapisującym się. Na jego barkach, prócz odpowiedzialności za Sagisę i jej syna lub córkę, spoczęła teraz odpowiedzialność za honor rodu Akodo i honor samurajów; stał się przecież reprezentantem wyspy Yinzin. Podszedłszy do tablicy ogłoszeń, spojrzał na pary biorące udział: więc Uchiha Shinji, bohaterski dowódca. Kaguya Kosuke...Zacisnął pięści. Nienawidził Kaguya na tyle, by życzyć im wszystkiego najgorszego, skoro jeden z nich zabił jego ojca...Niejaka Hime. Uśmiechnął się delikatnie, przypomniawszy sobie pewną niedawno spotkaną księżniczkę, której służył kasztanowowłosy rycerz. Nie miał jednak pewności, czy to była ona, a nawet mimo wszystko wątpił - niewidoma panienka z wysokiego rodu miałaby walczyć wśród plebsu? Też coś...Ineko Yasuo i Ishida Megumi byli dla niego zupełnie obcymi nazwiskami; z równym zaskoczeniem odkrył także, że przydzielono mu niejaką Atari Sanadę bądź niejakiego Atariego Sanadę. Obie wersje były równie możliwe.

Ciekawe, kim jest...?

Czy to samo pytanie już się kiedyś nie powtórzyło? Zadawałeś je sobie, idąc na spotkanie z Kurusu, szukając swojego dowódcy i jego oddziału pod Murem...i ciekawiło cię, kim jest Pan Kot, którego kazano ci szukać w ubiegłym roku.
Mam nadzieję, że ktoś jeszcze dba o grób Aki i mojego ojca.

Spojrzał na tablicę jeszcze raz...i zmartwiał. Pod nazwiskami Senju Yorukaze i Aburame Kenjiego, zupełnie mu zresztą obcymi, znalazło się jedno znajome nazwisko. Nazwisko, które tylekroć z dumą wymawiał, zapisywał i wspominał, które obok Sagisy rozgrzewało mu serce w puste dni, kiedy potrzebował wsparcia, a urok rodzinnego domu nagle bladł w obliczu kolejnych przydymionych krwią przygód. Nazwisko, które teraz albo miało okryć się sławą, albo niezmytą hańbą.

Tensa Uchiha.

Z wielkim trudem zapanował nad sobą. Przełknął ślinę, po czym zsunął się spojrzeniem niżej. Senju Toshio, Daishi Ayako, Shiga...i Seinaru Kei. Uśmiechnął się lekko; czy to znaczyło, że Shijima nie ma zamiaru walczyć? Może to i lepiej - gdyby przyszło mu zmierzyć się z kimś tak silnym, jak on, z demonem śniegu, wątpił, by wyszedł z tego cało i z honorem. A najważniejszy był tu przecież honor.
Ostatnie nazwisko na liście, Sabaku Masaki, wywołało w nim ciepły uśmiech. Lubił piaszczysty ród i choć nie miał z nim zbyt wielkiej styczności, to jednak ci Sabaku, których spotkał pod Atsui w bitwie, byli dla niego dobrzy, honorowo oddali zwłoki jego matce, postąpili, jak przystoi wojownikom.

Nie możesz przegrać.
Dla niej.


Wziął od starej kobiety w kimonie, która rozdawała ulotki z programem turnieju, trzy kopie grafiku walk, potem pobiegł szybko do jakiegoś stoiska i kupił tam trzy duże paczki chrupiących ciasteczek z nadzieniem owocowym. W końcu wypadałoby coś zjeść, prawda? Pobiegł natychmiast na górę, mijając ludzi i rzucając co chwila w eter "przepraszam".
Gdy jednak pojawił się na miejscu, okazało się, że dołączył do nich jakiś chłopak z klanu Kōseki, który wczoraj przybył do Hanamury i teraz pytał o sytuację.

-Przyniosłem prospekty, Kei, Sagisa, to wasze...i kupiłem też ciastka-zakomunikował pospiesznie, wręczając dwa z trzech dostarczonych prospektów. Po krótkiej chwili odwrócił się do Mishariego i uśmiechnął się lekko. Jak miał na imię? Mirai? Mihari? Coś w tym rodzaju.

-Cześć-powitał go, po czym znów zaprezentował towarzyszy: -Ja jestem Hayami Akodo z Yinzin, to jest moja ukochana Sagisa z Sogen, a to Seinaru Kei, też samuraj, pasterz z Teiz. Jeśli chodzi o koronację, cóż...Zerknij do mojego prospektu, tu masz walki, tylko mi go zwróć, z łaski swojej.

Podał kartkę Mishariemu, po czym kontynuował:

-Koronowali cesarza Natsume Yukiego z dynastii Kenshi. Facet wygląda na luzaka, to dobrze. Ludzie liberalni podobno są lepszymi władcami, bo łatwiej im zrozumieć tych, którymi rządzą. Obwiązali go szarfami i potem rozwiązywali, wywołując imiona bogów, potem nazwali go Byakko, Tygrysem ze Wschodu. A że jest to ten sławny Natsume Yuki z Krwawego Pokolenia, to będzie ciekawie.

Po chwili milczenia dorzucił jeszcze pytanie w kierunku przyjaciela:

-Kei, z kim ty walczysz? Nie patrzyłem jeszcze na te prospekty, wziąłem je, kupiłem jedzenie i wróciłem.

Usiadł obok Sagisy, łapiąc oddech po biegu, i wyjął z kieszeni butelkę herbaty zabraną z ryoukanu. Wyjął też dwie pozostałe, po czym wręczył je ukochanej i przyjacielowi, a swoją otworzył.

-Pomyślałem o wszystkim-uśmiechnął się, po czym spojrzał na towarzyszy.-Saga, dasz radę wysiedzieć do końca walk, czy wychodzimy wcześniej? A przy okazji to skąd masz psa, Kei?
Ostatnio edytowano 10 sty 2018, o 10:27 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 2 razy
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 963
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Trybuna północna

Postprzez Nikusui » 9 sty 2018, o 20:42

Przygotowania tego wszystkiego na pewno trochę musiały zająć. Nic więc dziwnego, że młoda Atari biegała swoim spojrzeniem to tu, to tam, chcąc zapewne zarejestrować jak najwięcej szczegółów. Nie dało się ukryć i sama Nikusui musiała przyznać, że takich widoków nikt na co dzień nie miał. Jednakże białowłosą nigdy takie rzeczy nie fascynowały. Swego czasu, gdy takie zainteresowanie byłoby najbardziej zrozumiałe, skupiała się na treningach i kompletnie nie interesowały ją takie festiwale. Znajdywała się na nich raczej przypadkiem i tak po prawdzie, były raczej mniejsze, niż ten. Wiedziała jednak z czym to się je, więc nie wywierało to na niej takiego wrażenia, jak na podróżniczce z Teiz. To było nawet na swój sposób słodkie. To udawanie, krycie się ze swoją ciekawością świata. Ryukata na ten widok nie potrafiła się nie uśmiechnąć.
We dwie dość szybko dotarły na trybunę północną, jak to wcześniej zasugerowała białowłosa. Zajęły wolne miejsce, z których i tak widok na obie areny był dobry. Nie przeszkadzał nawet zbytnio lekki szum wodospadu, który znajdował się po ich lewej stronie. Miejsce walk było różnorodne, od kamieni po drewniane pale. Arenę dookoła otaczała woda, która miała zapewne wytaczać jakąś granicę. Całkiem zrozumiałe, skoro jednocześnie miały odbywać się dwie walki. Niestety, jej widza ograniczała się tylko do zawodnika z Rodu Uchiha. Kaguya może gdzieś obili jej się o uszy, zwłaszcza, jeśli chodzi o zdetronizowanie ich przez Sabaku, ale reszta... kompletnie nic nie przychodziło jej do głowy. W każdym razie, miała się niedługo przekonać, na co stać ninja pierwszych walk.
Z zaciekawieniem spojrzała na obserwującą arenę Atari, wysłuchując się jej słów. W międzyczasie założyła nogę na nogę, układając jedną swoją dłoń na prawym kolanie.
- Powiedziałabym, że po prostu jestem doświadczoną kunoichi. - powiedziała, może skromnie, ale raczej prawdziwie. Nigdy się nie wywyższała. No dobra, mogłaby to robić, ale jedynie w męskim towarzystwie i w momencie, kiedy wiedziała, że może sobie na to pozwolić. Tutaj sytuacja była zupełnie inna. - Nie mierz wszystkiego siłą. - odparła, zerkając jeszcze w szare oczy dziewczyny. Wbrew pozorom niewiele osób posiadało taką barwę, a przynajmniej nie w jej stronach.
Białowłosa westchnęła cicho i powróciła wzrokiem na arenę, widząc, jak powoli robi się tam małe zamieszanie. Najwidoczniej pierwsze walki miały się zacząć lada moment. Zapewne za chwilę pojawią się sami walczący, którzy zostali już wezwani na swoje pole walki.
- Życie to dla wielu zbieg okoliczności czy przypadków. A dla mnie to jak żyjesz, tkwi przede wszystkim tu. - powiedziała, przy ostatnim słowie pukając palcem wskazującym w miejsce tuż nad skronią dziewczyny. Dalej byłoby to ciężkie, ze względu na słomiany kapelusz, ale przez według białowłosej był zrozumiały. - Nie siła jutsu, nie wyrośnięte mięśnie. Uwierz w to, co chcesz osiągnąć. I nieważne, jeśli od razu się nie uda. - dopowiedziała, po czym znowu spojrzała na dziewczę, które niedługo mogło ją opuścić, by również znaleźć się na jednej z tych aren, o czym Nikusui nie miała zielonego pojęcia. Na dobrą sprawę nie wiedziała czy dziewczyna w ogóle zajmuje się sztuką ninpou czy czymkolwiek, co byłoby z tym związane. Sprawiała raczej wrażenie nieco nieobytej, spragnionej wiedzy i zafascynowanej tym światem, co akurat dla białowłosej było nawet urocze. - Bo nieważne ile razy upadasz, ale ile razy wstajesz. - mruknęła, cytując swoje nindo, którym kierowała się od zawsze. Dawało jej jakąś motywację, szczególnie jak z kretesem przegrała z przyrodnim bratem. Tego upokorzenia nie zapomni do końca życia.
- Oprócz poznania Muraia, co cię skłoniło do przebycia taki kawał drogi, Atari-chan? - zapytała młodej kobiety, po czym spojrzenie jej oczy znowu uciekło w stronę areny. Może wyglądała niepozornie i ukrywała się pod męskimi ciuchami, ale w jakiś sposób ciekawiła Nikusui i chciała wiedzieć o niej nieco więcej. Czyżby Atari znudziło się życie na wsi i postanowiła chociaz na chwilę posmakować innego życia? W sumie z jej wcześniejszych słów trochę tak wynikało, jakby prostej dziewczynie nie dane było żyć inaczej, może nawet lepiej. Oczywiście z poznaniem Muraia nie mówiła tak całkiem serio. W końcu skąd miała wiedzieć, że mężczyzna tu będzie. Owszem, była taka szansa. Ale czy to powód, by pokonywać taki długo odcinek?
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 977
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Trybuna północna

Postprzez Sagisa » 10 sty 2018, o 00:58

I nadeszła ta wiekopomna chwila, w której została przedstawiona jako "najładniejsza dziewczyna w Sogen", co dla niej było stwierdzeniem na wyrost. Co prawda miała specyficzną urodę, ale nigdy nie uważała się za jakoś wybitnie piękną. Gdy jednak nawet Kei przyznał, że jest, jak to ujął, "całkiem ładna", nie wiedziała, jak ma na to odpowiedzieć.
- Dz-dziękuję... - bąknęła trochę niepewnie, rumieniąc się delikatnie. To był właściwie pierwszy raz, gdy ktoś obcy prawił jej komplementy, a ona chyba nigdy nie przykładała do nich większej wagi. Gdy jednak Seinaru nazwał ją pewnym określeniem...
- Kon... co? - aż wytrzeszczyła w szoku oczy, zaraz marszcząc brwi i patrząc groźnie na przyjaciela z dzieciństwa. - Hayami! Coś ty mu nagadał?!
Złotooki oczywiście zaczął tłumaczyć znajomemu, że dziewczyna nie jest jego konkubiną i że nawet nie będzie jej do tego nakłaniał, jeśli sama nie zechce. To ją trochę złagodziło, mimo że szatyn już wcześniej twierdził, że nie zmusi jej do ślubu czy czegokolwiek. A mimo to zastanawiała się, co takiego usłyszał od niego młodzian z Teiz, że doszedł do takich a nie innych wniosków.
W końcu jej osobisty samuraj wybrał się na zapisy do turnieju, ona zaś została z nowym znajomym, który najwyraźniej zdążył się już zapisać. Zastanowiło ją przezwisko "Akami", którym określał on młodego Akodo, chociaż po dłuższym przemyśleniu i tak doszłaby do wniosku, że to połączenie pierwszych znaków nazwiska z ostatnimi z imienia. To jednak później, teraz została jej podetknięta pod nos paczka żelków. Zawierająca dwóch ostatnich przedstawicieli jednego z przysmaków, które zawsze przywoził jej Yami. Sięgnęła ostrożnie do środka, wyjmując zielonego glutka, tego najbardziej poszkodowanego i najmniej apetycznie wyglądającego.
- Dziękuję - uśmiechnęła się pogodnie do Keia, wsuwając smakołyk do ust. Od razu poczuła na języku znajomy smak. - Jabłkowy, jeden z moich ulubionych.
Siedziała tak przez chwilę w ciszy, zastanawiając się, jak zacząć rozmowę. Nie znała chłopaka właściwie wcale, raczej nie mieli wspólnych tematów poza... osobą Hayamiego. I wtedy coś sobie przypomniała.
- Więc pochodzisz z Teiz, tak? - zaczęła trochę niepewnie. - Yami pisał mi, że właśnie tam się poznaliście, razem z niejakim... Shijimą? Wspominał też, że nauczyłeś go paru rzeczy związanych z mieczami. No i że razem walczyliście pod Murem. Przyznam szczerze, czasem nie jestem w stanie zrozumieć sensu tej jego paplaniny.
Tu uśmiechnęła się nieznacznie, wspominając poniekąd dawne czasy, gdy młodszy jeszcze Akodo nawijał jak nakręcona pozytywka, wręcz wypluwając z siebie kolejne salwy słów. Spojrzała uważniej na Seinaru, czekając na jego słowa. Może powie jej coś ciekawego na temat przyjaciela, kto wie?
Starała się jakoś utrzymać rozmowę z nowym znajomym, przynajmniej do powrotu szatyna. Mimo gwaru panującego dookoła, cisza między nimi byłaby... niezręczna. Wkrótce też padł na nią podłużny cień, podchodzącego do niej mężczyzny. Myśląc, że to właśnie jej towarzysz podróży, odwróciła się z lekko złośliwym uśmiechem na ustach.
- Co tak dł... - urwała w jednej chwili, widząc nad sobą zupełnie obcego faceta. W oczy rzuciła jej się tylko nieco pobladła twarz i czarne niczym smoła włosy w nieładzie. Odsunęła się gwałtownie, wpadając plecami na Keia, dłoń już miała w kaburze skrytej pod rozpiętym teraz płaszczem. Zamknęła na moment oczy, wzięła głęboki oddech. Nieznajomy nie był Kazuo, tylko jakimś Kosekim. Dosłownie moment później usłyszała wyczekiwany głos swojego samuraja.
- Hayami... - szepnęła, w momencie się uspokajając. Usiadła wygodniej, rozluźniła się, nawet uśmiechnęła. Jej rycerz bez zbroi przejął rolę stróża i dyplomaty, od razu przedstawiając siebie, ją, a także ich towarzysza z Teiz, by zaraz objaśnić szczegóły samej koronacji i podać Kosekiemu własną rozpiskę walk.
Gdy została przedstawiona, skinęła tylko głową na przywitanie, zaraz jednak skupiła się na wręczonym jej arkuszu, przeglądając pobieżnie nazwiska. Uchiha Shinji, walczył jako pierwszy z jakimś Kaguyą, potem walka jakiejś Hime, w trzecim starciu miał brać udział Yami... Kolejnych nazwisk nie kojarzyła, aż wreszcie nie natrafiła na te najbliższe jej sercu.
- Tensa... - padło głucho z ust płomiennowłosej, a jej twarz stężała. Wpatrywała się w widniejące na karcie nazwisko, zupełnie nie zwracając uwagi na cokolwiek innego. Przynajmniej do momentu, aż na jej kolana nie trafiła butelka z piciem. Zamrugała kilka razy, przenosząc niewidzące spojrzenie na samuraja.
- Tensa walczy w piątej rundzie - słowa przez nią wypowiadane zdawały się wysnute z jakichkolwiek emocji. - Jej przeciwnikiem jest jakiś leśny chłopiec.
I tyle. Żadnego rozemocjonowania, zadawania pytań, czegokolwiek. Jak to mówiła Mo? Że powinna nauczyć się panować nad emocjami? Może właśnie przyszła na to pora. Właśnie tu. Właśnie teraz. Oddała Hayamiemu swój prospekt, odwracając spojrzenie w stronę areny, łagodniejąc. Upiła kilka łyków ciepłej jeszcze herbaty, wpatrując się w wychodzącego na pole walki sędziego, który zapowiedział pierwsze starcie. Przedstawiciel jej klanu kontra członek klanu będącego wrogiem dla Yamiego i jego ojca podczas pamiętnej bitwy pod Atsui. Bitwy, w której głowa rodu Akodo został pozbawiony życia. Upiła kolejny łyk z butelki, po czym przekazała ją w ręce szatyna i wstała.
- Przepraszam na moment, idę poszukać łazienki - stwierdziła krótko, tarmosząc samurajowi włosy. - A ty się o mnie nie martw. Miło było poznać, Koseki-kun - skłoniła się jeszcze lekko przed Misharim, wymijając go następnie i przeciskając się w stronę wyjścia.
Nie powinna tu być. Nie teraz. Skoro nawet w obcym w pierwszej chwili widzi człowieka, który w jednej chwili zabrał jej wszystko, to jest z nią źle. Nawet bardzo. Ale przecież nie powie tego Hayamiemu. Nie temu nadopiekuńczemu chłopaczkowi, który najchętniej schowałby ją do kieszeni, chcąc w ten sposób chronić nawet przed nią samą. Nie chciała, by nadmiernie się martwił. Tylko tyle, a może aż tyle?


//Podałam tu pseudonim Tośka, bo pod takim bierze udział w turnieju. Na rozpisce Natsu wpisał go normalnie z nazwiska.//
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 508
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Trybuna północna

Postprzez Seinaru » 10 sty 2018, o 08:37

No i skończyły się... Seinaru pochłonął ostatniego żelka i usiadł na swoim miejscu. Został przez chwilę sam z Sagisą, jednak swój wzrok skierował już nieco uważniej na arenę. Usłyszał pytanie i ponownie skierował swój wzrok na nią.
- Tak właściwie to pochodzę z Yinzin, przeniosłem się na Teiz stosunkowo niedawno, ale już wiem, że tam zostanę. Ta... Shijima jest tu wojskowym z armii tego nowego Cesarza. Całkiem fajny koleś. Shijima znaczy się, Cesarza nie znam. - Kei roześmiał się na słowa o Hayamim. Trafiła w sedno.
- To chyba możemy sobie podać ręce, bo ja też czasami niewiele z tego wynoszę. I nie walczę mieczami, bronię się kijaszkiem, tym tutaj, o. - Wskazał palcem na swój metalowy kijek oparty o oparcie krzesełka z przodu. - Szczerze mówiąc to nie potrafiłbym się chyba przemóc żeby kogoś tak po prostu ciachnąć. Wolę pacnąć. Hihi... - Tak, zawsze mógł kogoś pacyfistycznie pacnąć w głowę i ten ktoś wtedy zazwyczaj się uspokajał.
- O walce mieczem nie wiem zbyt dużo niestety, a nasz ostatni sparing był na mój kijaszek i jego włócznię. - Wyjaśnił Sagisie do końca, gdy przypałętał się do nich jakiś kolejny nieznajomy, niemal równocześnie z Hayamim. Seinaru zauważył przerażenie Sagi, jednak jedyne co zrobił to nie odsunął się, gdy na niego wpadła. Nie złapał jej jednak, lecz pozwolił odbić się od niego i ogarnąć w jej własnym zakresie. Był jej tak samo nieznajomy jak ten nowy, zatem wolał nie przekraczać "przypadkiem" żadnych granic. Tym bardziej że przez chwilę była chyba naprawdę przerażona. Trwało to jednak zaledwie sekundę, po której Hayami był już w pobliżu w pogotowiu.
- Yup, ja jestem samuraj-pasterz. Miło mi. - Na szczęście nie trzeba było już długo strzępić języka i opowiadać wszystko, co wydarzyło się do tej pory, w tym wszystkim na szczęście wyręczył ich Akami. W tym czasie Kei zaczął przyglądać się turniejowej drabince, na której odnalazł swoje nazwisko.
- Sabaku... Masaki... Nie znam człowieka... - Odpowiedział Hayamiemu. To prawda, nigdy wcześniej nie słyszał o rodzie Sabaku, dlatego nie było co owijać w bawełnę. Czuł niewielką tremę, lecz na razie postanowił się skupić na obecnych walkach.
- Patrzcie, już wchodzą pierwsi! - kei podekscytował się nagle, gdy zobaczył pierwszych wojowników na arenie. Wyglądało na to, że pierwsze starcie niedługo się rozpocznie.
- Siku w takim momencie? - Zdziwił się gdy usłyszał jeszcze Sagisę. - Idź, idź, poczekamy tutaj.
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1457
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Trybuna północna

Postprzez Hayami Akodo » 10 sty 2018, o 11:52

Na dźwięk imienia drugiej z sióstr Uchiha Hayami drgnął gwałtownie. Wszystkiego się spodziewał, ale nie tego, że krwistowłosa wypowie głośno imię siostry. Westchnął głęboko. Jeżeli on walczył w trzeciej rundzie i miałby szczęście w walkach, to istniało ryzyko, że będzie musiał się z nią zmierzyć. Rozsądnie rzecz biorąc, Tensa znała jego techniki żywiołowe i łatwo mogła je skontrować z pomocą swoich zdolności. Pozostawało mu więc bukijutsu. Nie chciał jej zabijać, nie leżało to w zgodzie z jego nindō, no i wątpił, by tutejszy cesarz miał zamiar dopuścić do wielkiej rzezi na arenie, do splamienia nieskalanych wód wodospadu posoką zabitych shinobi. W tej sytuacji została mu jedna możliwość: powalić Tensę i doprowadzić do przegranej w taki sposób, by było to zgodne z jego honorem. Czy miał inny wybór? Zaszli już przecież zbyt daleko. Zbyt daleko, by miał się teraz wycofać z tego wszystkiego. Jeśli miał reprezentować ród w godny sposób...
Usłyszawszy, że Kei ma walczyć z Sabaku, zmarszczył brwi. Miał styczność z tym rodem, prawda, że przelotną, ale miał. Pod Atsui widział ich możliwości, więc postanowił podzielić się z przyjacielem swoją wiedzą.

-Sabaku walczą piaskiem. Kontrolują ten żywioł i są bardzo niebezpieczni, bo tajemniczy, nigdy nie przewidzisz tego, co zechcą zrobić-rzucił szybko, wstając ze swojego miejsca i przeciągając się leniwie. -Byłem pod Atsui i walczyłem razem z moim ojcem po ich stronie, więc to i owo o Sabaku mi się obiło o uszy. Obił mi się o uszy Ichirou Asahi, Kochanek, który sławny był z tego, że kontrolował piasek i podobno miał liczne romanse; znikąd by przecież by się to nie wzięło. Uważaj więc na tego swojego Sabaku, Kei.

Zdziwił się, słysząc, że Sagisa pragnie udać się do łazienki. Teraz? W tej chwili, kiedy już zaczynają się walki, a pierwsi wojownicy zaczynają wychodzić na arenę? Trochę go to zdziwiło, ale tylko trochę - bo po chwili zobaczył, jak Sagisa reaguje na nieznajomego przedstawiciela rodu Kōseki. Jak w jej oczach, pięknych i srebrzystych niczym promienie księżyca, pojawia się strach. Zacisnął mimowolnie palce na rękojeści katany, jakby gotów był ją wyszarpnąć z sayi i zaatakować. Powstrzymał się jednak, strażnicy mogli interweniować...Nie chciał kłopotów. W zamian jednak uśmiechnął się ciepło do ukochanej. Jeśli chciała odejść, nie miał zamiaru jej zatrzymywać.

-W porządku, idź, tylko wracaj szybko-powiedział z uśmiechem, siadając na powrót. Po krótkiej chwili namysłu dodał jeszcze:
-Lepiej będzie, jeśli zostawisz nas samych, Kōseki-kun. Tak będzie...po prostu lepiej, uwierz mi.
Wolał wyjść na nieuprzejmego, niż narażać Sagisę na wybuch emocjonalny, którego mogłaby żałować. Zresztą dobrze się czuł w towarzystwie Keia i krwistowłosej, i wolałby nie powiększać go w zbędny sposób, a młody Kōseki...Nie to, by coś do niego miał, po prostu Hayami wolał na tę chwilę kameralne rozmowy.
Słysząc słowa Seinaru, zupełnie zignorował Mishariego i z zainteresowaniem godnym dziecka obserwującego walki kotów wpatrzył się w arenę. O ile ludzie zgromadzeni na trybunach byli dla niego dosyć...niewyraźni, o tyle walczących dostrzegł od razu. Na dźwięk pseudonimu "Hime" roześmiał się głośno. Hime, księżniczka, piękna, ale ociemniała...A jednak posłuchała jego rad i postanowiła sama rozdawać karty w grze zwanej życiem.

Jakże to było...krzepiące.

-To Chise Uchiha, ta, o której mówiłem. Kiedy ją spotkałem w Sogen, w żartach nazywaliśmy się hime-san i bushi-san. Ona była elegancką, chociaż niewidomą damą, ja byłem jej rycerzem-stwierdził wesoło, wracając myślami do tamtych chwil.

Zmiażdżona w palcach róża.
Jasne kimono.
Elegancja.
Herbata.
Los.
Spowiedź.

Taaak, Chise i Hayami niejako wyspowiadali się sobie ze swoich myśli, odczuć, historii. Samuraj udzielił jej paru rad, a to, co ona z nimi zrobiła, nie należało do niego. Po prostu miał tylko obserwować jej zdolności na wypadek, gdyby wygrała.
Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal...
...czy coś.

Drugi z walczących, chłopak, pomachał do widowni. Hayami mimowolnie zaklaskał, chcąc nagrodzić działania chłopaka. Po chwili spojrzał na drugą część areny; znalazła się tam druga para. Kaguya...

Zacisnął pięści. Wściekłość, nieukojony żal i nienawiść przemknęły przez jego twarz niby meteor, jak spadająca gwiazda pozostawiająca na niebie ślad. Jednak i teraz się opanował, uspokoił. Nie lubił zbytnio Shinjiego - jego duma, pycha, pewność siebie, które zauważył (a może mu tylko mignęły?) podczas spotkania na polanie, były przeciwieństwem skromnej pokory Hayamiego - ale z głębi serca życzył sobie, by ten cholerny Kaguya odpadł. Naprawdę wierzył teraz w tego bufona.

-Na kogo stawiasz?-zagadnął bruneta, upijając kolejny łyk herbaty z kamionkowej butelki. Co jakiś czas zerkał w kierunku, w którym poszła Sagisa, ale nie wstawał, nie szedł za nią.

Poradzi sobie. Ma kaburę.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
 
Posty: 963
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Trybuna północna

Postprzez Seinaru » 10 sty 2018, o 14:19

- Oh... - Seinaru był nieco zaskoczony, gdy Hayami okazał się znawcą Sabaku. Co jak co, ale ten chłopak był mu teraz naprawdę pomocny.
- Władcy piasku? I mogą z nim robić co chcą? Z każdym piachem w pobliżu? Na arenie jest go trochę... Wiesz jak szybko może latać? - Od razu zadał mu kilka dodatkowych pytań. Warto było zrobić tak dokładny wywiad, na jaki tylko pozwalały możliwości. Zaśmiał się na ksywkę, o której wspomniał Akami.
- Kochanek. Okej, to już nawet nie pytam czym się wsławił... - Rozluźnił się nieco i rozsiadł nieco luźniej na krześle.
Gdy jego kolega odprawił natręta z kwitkiem, Kei tylko na niego spojrzał. Nie trzeba było chyba już nic dodawać.
Pierwsza walka już się rozpoczęła. Seinaru z uwaga słuchał tego, co Hayami ma mu do powiedzenia. Trochę mu zazdrościł jego obycia w świecie. Wiedział więcej o przeciwniku Keia niż on sam, do tego znał kolejną uczestniczkę turnieju. Bardzo szybko stawał się dorosły.
- Widzę, że nie próżnowałeś po naszym rozdzieleniu po bitwie o Mur... - Zaczął i nieco się zadumał. Wokół panowała ogólna euforia, lecz w jego głowie zapanował na chwile dziwny smutek.
- Tobie też jestem winien przeprosiny za tamto. Pomiędzy mną i Shi wtedy coś pękło, a Ty cały czas byłeś z boku, odepchnięty. Musiałem wtedy odejść, żeby to wszystko nie skończyło się czymś gorszym. Czymś gorszym dla mnie... - Shijima na pewno tego nie chciał, tak samo jak Hayami. To była jego własna decyzja i to on ponosił winę za jej konsekwencje.
- Ta niewidoma z Uchiha? - Zainteresował się ponownie walką, gdy już nieco mu przeszło i wyjaśnili sobie tą kwestię. Sądząc po opisie to jej przeciwnik nie będzie miał zbyt trudno...
- Właściwie to nie znam tutaj nikogo... mam tylko nadzieję, że Shinji przegra z kretesem i to jak najszybciej. - Powiedział wprost i całkiem szczerze, samemu zastanawiając się nad taktyką właściwą dla swojego przeciwnika.
- A ten Atari Sanada? Jego też znasz? To przeciwnik dla Ciebie z tego co tu widzę. - Wgapiony w folder zadał mu pytanie.
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1457
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Trybuna północna

Postprzez Mishari » 10 sty 2018, o 14:59

- Nazywam się Mishari, dzikuję za prospekt, z chęcią go przejrzę - odpowiedział Hayamiemu. Po czym wziął się za przeglądanie kartki otrzymanej od samuraja, nie kojarzył z niej żadnych imion, co nie było niczym dziwnym jako że od dawna nie ruszał się poza granice prowincji i przez to nie miał okazji usłyszeć nawet pogłosek o co silniejszych shinobi i samurajach. Następnie zaczął się przysłuchiwać rozmowie, już na pierwszy rzut oka widać było, że ta trójka zna się nie od dziś, więc Koseki czuł się wśród nich nieco nieswojo między nimi. Gdy dziewczyna oddaliła się a Akodo go odprawił poczuł lekkie uczucie żalu, ale nie zamierzał tego po sobie pokazywać.
- Rozumiem... do zobaczenia w takim razie - Odpowiedział zielonooki, a następnie oddał prospekt i się oddalił. Nie za bardzo wiedział co ze sobą począć, więc szedł postanowił się przejść dookoła areny. Miasto było duże, więc na pewno znajdzie tutaj coś dla siebie, jeśli tylko odpowiednio poszuka. Poniósł kolejną porażkę, do tego jeszcze zupełnie nie rozumiał dlaczego tak się stało. Czuł się zawiedziony z tego powodu, jednak na przekór dała mu ona siłę i postanowił, że nieważne ile razy zostanie odrzucony przez kolejne osoby nie podda się i będzie próbował. Aż do skutku, lub końca festiwalu...
Mishari
 

Re: Trybuna północna

Postprzez Shigemi » 10 sty 2018, o 19:25

Gdy piękna oprawa koronacji opadała jeszcze chwilę stałem i patrzyłem co dokładnie każdy pocznie, zwłaszcza z nowopoznanych, jednak oni nie bardzo kwapili się do rozmowy, więc również postanowiłem zadziałać jak i oni, czyli udać się w sobie znanym tylko kierunku. Uśmiechnąłem się pod nosem, dowiedziałem się kilka nowych rzeczy, zbieranie informacji szło całkiem zgrabnie. Zastanawiałem się tylko czy to co powiedział zamaskowany jegomość było prawdziwe i czy rzeczywiście był tym całym mnichem, jak się sam określił. Ubiór był dosyć ciekawy towarzystwo też nie gorsze, jedna niewidoma, przynajmniej tak się zachowywała, drugi natomiast był na prawdę bogato wyposażony. Ekipa była co najmniej interesująco-intrygująca. Uśmiech spod nosa mi nie gasł, a ja skierowałem swoje kroki w stronę północnej trybuny, gdzie widziałem sporo nieznanych mi osobistości. Kompletnie nie spodziewałem się, że będzie tutaj Nikusui. Wszak jeśli mnie oczy nie myliły, a zwłaszcza słuch to miała rozmowę z samym Muraiem. Nie wiedziałbym tego, gdyby nie jej entuzjastycznie nastawiona towarzyszka, która wydała go swoim, jakby to określić, aplauzem? Chyba tak, to będzie chyba najlepsze określenie.

Swoje kroki skierowałem w kierunku mojej znajomej z klanu oraz jej towarzyszki, nie chcąc podsłuchiwać oraz przeszkadzać w rozmowie podszedłem bliżej dopiero, gdy zauważyłem impas w rozmowie. Stanąłem lekko za dziewczynami po czym odezwałem się w swoim lekko aroganckim stylu:
Trzeba przyznać, że mają rozmach... - wziąłem głębszy wdech i następnie dodałem:
Zwłaszcza jak na kraj po tylu konfliktach, robi wrażenie na przybyłych, ale ciekawe co myślą mieszkańcy... - mówiłem to niby do nich, niby w eter, właściwie cholernie ciężko było określić do czego prowadził ten monolog i do kogo był skierowany. Spojrzałem na koleżankę Nikusui i powiedziałem, ale najpierw ukłoniłem się grzecznościowo, może wręcz lekko przesadnie:
- Kaminari no Shigemi, z kim mam przyjemność? - uśmiechnąłem się drgnięciem kącików ust, a po wysłuchaniu odpowiedzi, z uśmiechem dosyć szerokim, jednak lekko sarkastycznym powiedziałem:
- Jeśli dobrze słyszałem na placu, spotkałaś swojego idola z Krwawego Pokolenia, jednego z najsilniejszych jego przedstawicieli wśród żywych..., przynajmniej tak słyszałem. - zwróciłem swój wzrok w stronę Nikusui i powiedziałem:
-Zeszło trochę więcej niż godzinę, ale się jednak tutaj spotkaliśmy, w kwestii ciekawych obserwacji, to słyszałaś może o klasztorze, w którym nosi się wielkie, rogate maski? W dodatku gadał coś o cyklu śmierci i reinkarnacji... - następnie lekko spojrzałem w stronę areny patrząc czy już zaczęło się robić interesująco czy ciągle jednak trwają przygotowania, uśmiechnąłem się w stronę Nikusui i dodałem:
-Znasz może kogoś, kto będzie tutaj "występować"? Chociaż to pewnie pytanie retoryczne, skoro jest tam ktoś warty uwagi to na pewno go znasz, chyba że skupiasz się tylko na najjaśniejszych gwiazdach programu... Zrobiłem chwilową pauzę, aby napędzić dramaturgię- ...takich trochę krwistoczerwonych...- Na zakończenie puściłem jej oczko, oj igrałem z ogniem, ale w sumie to w słowach było sporo racji, największa gwiazda programu - Natsume - jej znajomy z Krwawego Pokolenia, najpewniej najbardziej znany Shinobi na tym placu - "Pusty" - jej znajomy, trzeba było przyznać, że miała znajomości i nie można jej tego ująć, ale można się trochę podroczyć, chyba że zaraz dostanę sztyletem między oczy i się skończy, wolałem jednak tego uniknąć lubiłem swoje patrzałki, więc zmieniłem temat rozmowy na troszkę inny:
-Drogie Panie, macie swoje faworyta? - to był dużo bezpieczniejszy tor do rozmowy i może trochę udobrucha Nikusui, która mogła już kombinować plan zemsty, na aroganckim znajomym z rodziny, za którą i tak nie przepadała....
Shigemi
 

Następna strona

Powrót do Arena Zmierzchu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron