Szlak transportowy

Jest to najmniejsza prowincja na terenie Karmazynowych Szczytów, znajduje się w niej średnia pod względem wielkości, lecz dobrze prosperująca osada z siedzibą Rodu Yamanaka. Terytorium prowincji w większości pokryte jest górami i pagórkami, obfitującymi w różnorakiej głębokości jaskinie. Flora składa się głównie z traw i wysokich drzew iglastych, z nielicznymi odmianami wysokogórskich drzew liściastych i mchów. Soso posiada również dostęp do morza, co pozwoliło mieszkańcom rozwinąć rybołówstwo i przemysł morski.

Re: Szlak transportowy

Postprzez Asaka » 3 lis 2018, o 16:56

Sprawa z tym listem była kwestią, która bardzo mocno nie pasowała. Nie to, by Reira kłamała, ale coś tutaj się cholernie nie zgadzało. To, że w ogóle jakaś wiadomość przyszła, to w jaki sposób – nie chodziło też wcale o treść listu. Ale gdy tak Asaka rozmyślała o wczorajszym dniu, dotarła wspomnieniami do samuraja, który pojawił się jak gdyby nigdy nic, zaatakował ich i mruczał pod nosem imię Reiry jak mantrę. Był szalony to pewne. Przypomniała też sobie o karteczce, która wypadła mu wtedy z kieszeni – widziała ją dokładnie, ale w ferworze walki zapomniała, a później nikt tego skrawka papieru nie widział. Pewnie zdmuchnął go wiatr, może nawet za jej sprawę, gdy użyła techniki, by odrzucić kunaie rzucone w nią przez Bezimiennego samuraja. Trochę się teraz zastanawiała, czy ten świstek niósł na sobie jakąś istotną informację, czy był li tylko małym, nic nie znaczącym papierkiem, zwykłym śmieciem.
Zaraz wyrzuciła to z głowy, mrucząc pod nosem na odpowiedź Reiry.
- Po prostu zastanawiam się co ten list i samuraj mieli ze sobą wspólnego. Przyjście tamtego mężczyzny wydawało mi się zupełnie nieprzypadkowe – odpowiedziała jej po chwili.
Złość czy raczej zirytowanie na Reirę już jej minęło. Asaka szybko wpadała we wściekłość, ale równie szybko się uspokajała. Dla niej to też była trudna sytuacja – martwiła się tak samo jak Reira o swoich bliskich, a w dodatku musiała myśleć o jej ochronie. Robota Shikaruia i jej miała się ograniczyć to ochrony podczas przejścia przez wojenną ziemię, oboje jej powiedzieli, że nie będą kombinować i myśleć za nią jak to zrobić, żeby ją przepuścili, i nie tego tyczyła się zapłata. A tego, by cała i zdrowa dotarła do swojego męża i dzieci. Nic poza tym. Dlatego też oskarżenia Teirena były psu z gardła wyciągnięte – dokładnie taką miały wartość: żadną. Nic nie wiedział, a się wypowiadał, jakby posiadł jakąś tajemną wiedzę. Rzecz jasna błędną. Poza tym Asaka wcale się nie upierała za tym, by iść teraz-zaraz do Saimin. Mało tego, sama zaproponowała, że mogą iść gdzie indziej a na głos zastanawiała się co wtedy powiedzieć Yamanakom, skoro w papierach widniała jakaś Koseki Reira. Tylko tyle i aż tyle.
Uderzenie nie było dla niej żadną przyjemnością. A jednak nie wprawiało ją też w obrzydzenie. To był odruch, krótki impuls, który rozbłyskiem i lawiną przetoczył się przez jej głowę. Była akcja, była też reakcja. Facet obrażał ją i nie okazywał żadnego szacunku od początku – bo co, bo była niższa? Bo była kobietą? Bo była jedną z Kosekich? Nie czuła się gorsza z powodu żadnej z tych rzeczy – jak mogłaby? Była przecież dumna, a duma rozlewała się po całym jej ciele, sprawiając wrażenie, jakby była zarozumiałą siksą. Tak było łatwiej. Wiedziała lepiej od niego.
Patrzyła, jak cofnął się, jak złapał za swój policzek, jak splunął krwią – jego bolało, widziała to. Ją nie. Czuła za to, jak złość powoli, bardzo powoli zaczyna z niej spływać, choć minie jeszcze sporo czasu, nim zniknie całkiem. Żółte oczy oberwowły usta Teirena, gdy wypowiadał następne zdanie. Samolubna suka – aj, zabolało, znowu, tyle, że tym razem i Teiren i Shikarui mieli szansę to zobaczyć na jej twarzy. Tak, była egoistką, rzadko kiedy dla obcych robiła coś bezinteresownie – choć nie znaczyło to, że nie robiła tego nigdy. Wcale nie musiała razem z Shikim bronić gospodarstwa Reiry. Wcale nie musiała jej pomagać się ubrać odpowiednio jak ninja. Wcale nie musiała robić dla niej kryształowych shurikenów. Nic nie musiała, cena tego nie obejmowała. A jednak – tak właśnie zrobili.
Nie patrzyła na Sanadę, cała jej uwaga poświęcona była Teirenowi, wystarczył jeden fałszywy ruch – ale ten jednak nie nadszedł. Wiedziała jednak, że czarnowłosy jest obok, wiedziała, że obserwował. Mógł zrobić coś, cokolwiek, a jednak stał obok i tyle, jakby było mu zupełnie obojętne to, jakie słowa padły. Jakie groźby padły. Jakby było mu wszystko jedno, jak Teiren ją nazywał. Nie oczekiwała, że się za nią wstawi, nie była damą w opresji, co przed chwilą chyba sama pokazała, ale czuła się trochę tak, jakby toczyła tę walkę całkowicie samotnie. Bo przecież… Jeśli nie jesteś z nami, to jesteś przeciwko nam. Tak dokładnie to odczuwała.
- A ty nie odzywaj się, jeśli nie masz pewności, że to co mówisz, jest prawdą – warknęła do niego. Tego właśnie w ludziach nie znosiła. Głupoty. I odzywania się na tematy, o których nie mieli i nie mogli mieć zielonego pojęcia. Cholernego wymądrzania się.
Po tych słowach nie zaszcyciła już nikogo spojrzenie, odwróciła się na pięcie, wyprzedziła Reirę i poszła przodem, zachowując dystans od całej reszty. Nie miała ochoty na towarzystwo. Zbyt mocno to wszystko przypomniało jej o czasach, gdy była małą dziewczynką, którą każdy wytykał palcami i każdy się naśmiewał. Którą pogardzano, a nikt nie stawał w jej obronie. Nie płakała, nigdy nie płakała, bo wiedziała, że jeśli choć raz okaże słabość, to nigdy nie dadzą jej spokoju. A teraz i tak wszyscy tamci ludzie już nie żyli.
Gdy budynek zaczął jej majaczyć przed oczami, zwolniła kroku. Łatwo szło się traktem po górzystym, zalesionym terenie, gdy z żadnej ze stron nie widziało się ludzi. A budynek oznaczał, że takowi mogli być i zapewne byli w pobliżu. Zwykli cywile, starający się żyć na terenie ogarniętym wojną? A może kolejny posterunek, na który wykorzystano inną budowlę? Czy może raczej opuszczony kawałek ziemi, w którym mogli przyczaić się wrogowie…? Ani przed Hyugami, ani przed Yamanakami nie byliby w stanie się ukryć. Co gorsza, tamci wyczuliby ich z daleka. Ale mieli kogoś, kto mógłby ich przynajmniej ostrzec. Jeżeli Shiki nadal kręcił się gdzieś z tyłu, to Asaka odwróciła głowę do niego, starając się dowiedzieć, czy może przypadkiem nie da im jakiejś informacji o tym, co mają przed oczami. Znając jego, to najpewniej sam już wypatrzył budynek i sprawdzał okolicę, czy w pobliżu nie kręci się ktoś ze złymi zamiarami.
- Jest bezpiecznie? - zapytała po chwili. W jej głosie nie było słychać już złości. W ogóle żadnej emocji nie dało się z niego wyłapać.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1102
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Szlak transportowy

Postprzez Shikarui » 3 lis 2018, o 17:51

Shikarui w ogóle nie dumał nad tym listem i nad tamtą kartką, którą porwał wiatr stworzony przez Asakę. Ha, żeby tylko wiedzieli, że karteczka ta wcale nie zagubiła się w odmętach świata. Złapana została w pułapkę dłoni tego, który tymi dłońmi potrafił wysadzać, a żaden z nich nie miał tego wiedzieć. Sekret pozostawał sekretem i może, jeśli kiedyś napotkają Reirę na terenach Kosekich, przyjdzie im spotkać jej nagrobek. Usłany chryzantemami kurhan, na pewno będzie wyglądał całkiem ładnie. Słonecznie, bezpiecznie. Na miejscu. Nad kurhanem jej syn, córka, mąż - czy ile ona tam miała dzieci? Już nie pamiętał. Powinien zgrywać trochę milszego, powinien bardziej się postarać, tymczasem niemal na każdym kroku pokazywał, że los tej kobiety i Teirena obchodzi go tyle, co nic. Wieści przyniesione o zeszłorocznym śniegu, co ponoć ma pojawić się znowu tego roku, była ciekawszą od odcisków, które oni próbowali zostawić na nich. Tak, na nich, nie na nim samym. Opętani wzrokiem, który widział kraniec swego nosa - i ten, co ponoć nie rozumiał uczuć, widział to wyraźnie. Ona, poddana panice i impulsom, on, tak bardzo przewrażliwiony na punkcie tego, kiedy ktoś spina się przy nim i omija go wzrokiem, jakby był trędowaty. Była jeszcze ta, co należała do nich. Tak, tak, historia przecież nie miała być o Reirze czy o Teirenie. Miała być o Asace i o tych, którzy wędrowali jej śladem. A On? Część niej, więc może i opowieść okręci się wokół niego. Jeden mały skrawek, wspominka o pewnym cieniu, który jako antagonista miał zakręcić się wokół tytułowej bohaterki. I równie sprawnie zakręcić jej życiem. Jego serce uderzało mocniej dla bólu. Oddawał się kochance nazywanej sadyzmem, bo pobudzała jego zmysły i pożerała ciekawość. Co będzie? Jej pięść trafi w jego szczękę. Zaboli wystarczająco, żeby tę szczękę zawrzeć i by już więcej dumny Jugo się nie odzywał. Och? Jednak miał swoje ostatnie słowo. A nie, to ona miała je mieć? Krew splunięta na ziemię zniknie wraz z pierwszą rosą tego wieczoru, wsiąknie w glebę. Na jej miejscu na pewno wyrosną kwiaty równie pięknie, co rosły na usypanych trupach. Gdyby to potoczyło się inaczej, czuwałby dalej, czy jednak wkroczył? Gdyby Teiren nie przyjął ciosu, ale zablokował, potem? Odpowiedziałby tym samym. I gdyby jego pięść leciała w dół na twarz okrytą bielą włosów... nie, nie stałby z boku. Nie mogło to jednak zmienić odczucia Asaki, że w tej walce stawała przeciwko swojemu przeciwnikowi całkowicie sama. Jej rycerz na czarnym koniu milczał, stał z boku. Nie niósł go Cień w przód, bo nie było nieść do czego. To ponoć tylko słowa, aaa? Słowa potrafiły ranić o wiele dotkliwiej niż jakiekolwiek ostrze. Pchały w ramiona szaleństwa i - zupełnie jak miecz - zmuszały cię do tego, byś wyciągał wszystkie możliwe bronie, jeśli chciałeś potyczkę przetrwać. Cokolwiek mógł zrobić - nie zrobił tego. Tak właśnie pięść sięgnęła twarzy Teirena, a Teiren oberwał. Tak polała się krew - i cóż? Miał przepraszać, że jego pięść pierwszą nie była? Nie, nie przeprosin tutaj trzeba było. Tylko zapewnienia, że nie była sama w tym boju. Bo Shikarui rzeczywiście był poza nim, nie współodczuwając bólu i złości, którym emanowała Koseki. Bo co, bo ona była gorsza? Nie była. Teiren był gorszy? Nie był. Nawet Reira nie była gorsza w tym wszystkim. Tylko że stojąc poza tym, stał za plecami Asaki - jak jej skrzydła, które tym razem mocniej ją obciążyły i pociągnęły w dół, kiedy nie poczuła żadnego rodzaju wsparcia. To nie ich by chronił - to za nią stał. Choć nie fizycznie, bo fizycznie przecież stał bliżej Reiry. Złudne wrażenie, jakie sprawiał, zupełnie nie zgrywało się z intencjami, jakie miał. A jedyną jego intencją było to, żeby Teiren dostał za swoje, a Asaka by wyrysowała swoją granicę i dała nauczkę temu, którego jęzor poniósł zdecydowanie za daleko. Do czasu. Miał już naprawdę dość i Teirena i Reiry. Niszczyli ten piękny dzień, rozdzielali go na kawałki. Przeszkadzali. Suka? Czy on nazwał Asakę s u k ą? Miał dość powtarzania się, był znużony nachalnością tej dwójki, ich pierdoleniem trzy po trzy. Dał już dwa ostrzeżenia Reirze. Jedno Teirenowi. Był chory, kiedy miał się powtarzać. Stawał się jeszcze bardziej chory, kiedy ból pojawiał się na twarzy Asaki.
- Znikaj stąd, Teiren. - Odezwał się spokojnie, tak jak zawsze zresztą. Nie musiał krzyczeć. Więc nie krzyczał. - Biegnij szybko i módl się, żeby mój wzrok cię nie dosięgnął. - Już dość. Tym jednym słowem przekroczył linię, której nie powinien był przekraczać i której Shikarui nie zamierzał tolerować. Mógł całą winę zrzucać na Asakę, ale tak naprawdę to ona była tutaj tą ugodową. To ona spajała drużynę i sprawiała, że Shikarui w ogóle tolerował ich obecność. To ona dawała propozycje, wychodziła z ręką do nich wszystkich - do Teirena również. To, że on tego nie widział, było tylko i wyłącznie jego winą. I gdyby Shikarui miał chociaż odrobinę współczucia w sobie, pewnie nawet byłoby mu żal i chciałby, żeby ta dwójka się pogodziła. Tak się jednak składało, że do uraz miał całkiem niezłą pamięć. Nie zapomniał tej pierwszej tamtej nocy, kiedy zwalił winę za zawaloną misję na niego. Tej, którą tu skierował do Asaki, nie zamierzał zapomnieć nigdy.
- Asaka. - Odezwał się bez względu na to, czy Teiren ruszył, czy nie. Po jego przejściu paru metrów, albo po dwóch sekundach trwania w bezruchu. - Powinienem go zabić? - Mógł być bardziej poważny? Te kroki mogły być ciężarem prowadzącym przez lata. Krew na jego rękach, ale ten cios został wymierzony w jej serce. Nie chciał decydować za nią.
Kiedy tylko zbliżyli się do ryokanu przyjrzał się budynkowi. Co jakiś czas ich podróży zresztą uruchamiał oczy, by przekonać się, czy droga jest bezpieczna. Tak i teraz, kiedy tylko dom zauważyli, przyjrzał mu się dokładnie, by upewnić się, że nie jest to budynek opuszczony. Dzikie bestie nie były mu straszne, ludzie - co innego. Zwłaszcza ci, którzy kręcili się po budynkach zniszczonych. Cokolwiek tam widział - poinformował o tym Asakę.
Obrazek

Take my evil heart, I offer it to You
Watch it beating while my skin turns blue.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1645
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Szlak transportowy

Postprzez Yamanaka Inoshi » 3 lis 2018, o 20:20

Misja Rangi - CW - 31/...

- Rok 385 - Jesień -
- Sanada Shikarui, Koseki Asaka
- Szlak Daishi - Soso -

- Yume -





" Chwila grozy. "

Nie tylko Asaka widziała ten nic nie znaczący świstek. Widział go również Ren, po tym jak Asaka go zdmuchnęła powędrował polami prosto pod jego nogi. Czy to było przeznaczenie, że on poznał jego treść? Tego tajemniczego puzzla w tej układance. Mhm, brakowało jednak czegoś jeszcze, układanka nie zostanie dokończona, Rena nie ma, puzzla też nie. Pozostaje jedynie pamięć i wyobraźnia. Pamięć i wyobraźnia brakującego kawałka układanki który pasowałby w to miejsce... Gdzie on jest? Jaka była jego treść? Wszystko to zniknęło wraz z białowłosym który opuścił tę drużynę, tę chaotyczną drużynę której wciąż brakowało jednego członka do posiadania magicznej szóstki... Teraz już dwójki.
Reira nie odpowiadała, nie miała pojęcia co powiedzieć. Asaka chyba nie oczekiwała odpowiedzi na to pytanie. Nie mógł to być przypadek, nie dowiedzieli się jednak czego chciał bo sam był milczący poza paplaniem jej imienia a kartka... Przepadła.
Teiren lubił kąsać jak pszczołą, bywały jednak momenty w których przesadzał. Kto jednak przesadził pierwszy posuwając się do rękoczynów? Szybki ruch, krótki impuls który w innych warunkach mogłaby przypłacić życiem... Czym jest jednak życie bez ryzyka, warte świeczki czy nie? Asaka mimo wszystko nie znała wielu rzeczy o Jugo mimo, że mieszkali na jej ziemiach. Podobnie mało zdawał się też wiedzieć lub ujawniać Shikarui.

Cena... Czym jest praca shinobich. Shinobi otrzymują zadanie, ochronę, eskortę, doręczenie, jedno z wielu typów zadań które można doświadczyć będąc jednym z ninja. Ninja są zaradni, nie stawiają warunków jak zwyczajne zbiry do ochrony. Warunków niemalże niedorzecznych na które zgodzi się każda osoba w desperacji. Shinobi może być wieloma osobami, to ninja decyduje kim jest. Czy jest tym prawdziwym a może zwyczajnym bandytą z opaską.
Asaka nie cierpiała jak ktoś się wymądrza, prawi swoje słowa jak ktoś kto złapał prawdziwą skarbnicę wiedzy za nogi i czyta ją jak bajkę gdzie tak naprawdę nie wie nic a wszystko co zostało zapisane to łgarstwo, wierutne kłamstwo. Czy jednak o niej nie można powiedzieć tego samego? Słowa Teirena bolały jednak czy nie dlatego, że miał część racji? Trudno jest ignorować i nie zwracać uwagi na to co boli najbardziej, na prawdę... Inaczej te słowa nic by nie bolały, byłyby jak ten wiatr który zdawał się tracić na swojej sile.
Słowa Shikaruia w stronę Teirena nie były dla niego zaskoczeniem, również nie powinna zaskoczeniem być jego odpowiedź.
- Jeśli moje słowa jako Jugo mają być cokolwiek warte to nie mogę, obiecałem - Wtedy skrzywił się wyraźnie na twarzy spoglądając w kierunku Sanady. Nie oczekiwał jego zrozumienia, wiedział, że kierują nimi inne pobudki, inne demony.
- Samuraj coś zgubił, kartkę... Reiro... Wczoraj o tym rozmawialiśmy, zobaczymy czy rzeczywiście coś za sobą niosła jeśli faktycznie to on ją zgubił. Coś tam było napisane, jak do was szliśmy to mi błysnęła pod nogami, mnie i renowi. Wiecie, znam taki jeden trik... -Noc swoje trwała a Teiren chyba jako jedyny z grupy zdecydował się na nocleg na kanapie. Nie lubił namiotów. Przymknął na chwilę oczy całkowicie ignorując kolejne zdanie Sanady, " zabić go " To byłby zły ruch, słowa całkiem na pokaz i wiedział o tym. Czy ryzykowałby życie Asaki w takim starciu? Są blisko, na co zda się mu jego łuk. Wiedział, że Teiren nie skrzywdzi pobratymca, pozostawał więc tylko jeden cel, białowłosa. Wtedy na niebie pojawił się pewien ptak, przyleciał, usiadł na jego ramieniu, rozpostarł swoje skrzydła kracząc na Sanadę a później na Asakę. Teiren szeptał coś do zwierzaka. Wyszeptał w jego kierunku kilka słów, cichych słów, trudnych do zasłyszenia normalnemu uchu. Wzniósł rękę wyżej i ptaszysko odleciało w górę, po chwili rozległo się znacznie większe krakanie i kolejne i znowu. Po kilku chwilach cała chmara ptaków leciała w kierunku Yusetsu, tego z którego przybyli.
- D-dobrze... Ciekawe o co z tym chodziło - Wzięła głęboki wdech bowiem słowa Shikaruia brzmiały poważnie, nie była fanką przemocy, przynajmniej fizycznej a Teiren wydawał się tym całkiem nie przejmować. Musiał wiedzieć coś czego ona nie wiedziała, musiał czuć więcej, był shinobim, to był wręcz jasne.
- Zobaczymy. Może coś znajdą, poprosiłem je by rozejrzały się w okolicy gospodarstwa za białymi kartkami, zwojami, notatkami. - Spojrzał w górę skrywając nieco wzrok przy pomocy dłoni złożonej w daszek, obserwował odlatujące ptaki.
Shikarui natomiast mógł rzucić okiem do środka, owszem, wszystko było w jak należytym porządku. Budynek nie był opuszczony jednak w środku przebywało teraz tylko kilka osób. Właściciel i kilku przyjezdnych którzy jedli właśnie obiad. Dużo dalej jednak bowiem niemal na granicy zasięgu swojego wzroku mógł dostrzec czwórkę Shinobi którzy zbliżali się w kierunku tawerny. Wyraźnie im się nie śpieszyło, to byli Yamanaka, mówiły o tym ich stroje oraz opaski. Zgrywali się między sobą, całkiem nie przejęci wojną, czy musieli się nią przejmować? Mieli swoje umiejętności które pozwalały wykrywać zagrożenie.




Teiren
Reira
Duch
Shigeki
Makashi



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Prowadzone misje:
- C - Pośród swoich
Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
 
Posty: 3128
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 23:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szlak transportowy

Postprzez Asaka » 3 lis 2018, o 22:52

Prawda potrafiła boleć, to prawda. Jednak coś chyba było w powiedzeniu, że najgorsza prawda jest lepsza od najsłodszego kłamsta. A co, jeśli kłamstwo jest gorzkie? Co, jeśli kłamstwo krążyło za tobą przez całe twoje życie, było jak trucizna, która zatruwała żyły poprzez bolesne ugryzienie żmii? Słowa Teirena bolały, cholernie bolały, ale nie dlatego, że były faktem czy może miały w sobie ziarno prawdy – nie miały. Były jednym wielkim kłamstwem, ułudą, którą Jugo nagiął dla własnych celów i teraz bawił się swoją ofiarą. Tyle, że ofiara nie zamierzała pozwolić na takie traktowanie. Nikomu. Nawet obcemu, którego słowa powinny obchodzić ją tyle, co nic. I nie obchodziły, tyle, że obrażał Shikaruia, potem obrażał ją, a po drodze jeszcze jej rodzinę, choć robił to chyba dość nieświadomie. To przecież z powodu tego jak zwracał się wczoraj do Sanady ona tak się zjeżała na to, co mówił. Wszystko zaczęło się wczoraj – najpierw lekceważąca „dziecinka”, później pretensje do Shikaruia i nazywanie go kretynem. A sam był przecież krystalicznie czysty, choć przecież miał oczy, buzię i język, z którego teraz tak korzystał. Gdzie był wczoraj, gdy trzeba było powiedzieć „stop, nie strzelać!”? Mieli czytać mu w myślach? A co oni – Yamanaka?
Bała się, że kłamstwo powtarzane tak wiele razy stanie się prawdą.
Znikaj stąd. A jednak? Więc trzeba było powiedzieć o kilka słów za dużo, by jednak coś tknęło Shikaruia i by się odezwał? Asaka w tym momencie była chyba bardziej zdziwiona tym, że w ogóle to zrobił. Spodziewała się, że do samego końca będzie musiała znosić bolesne słowa Teirena całkowicie sama. Tak jak było to zawsze. Tak jak była do tego przyzwyczajona przez całe życie, albo raczej przez jego większość. Nigdy nie była żadną główną bohaterką, musiała trzymać się z boku. Nie była czystej krwi, nie była z dobrego domu, nie była żadnym geniuszem. Wszystko musiała nadrabiać ciężką pracą, by w ogóle została przez kogokolwiek zauważona – zaś wcześniej tłukła wszystkich jak popadnie. Tak jak teraz. Dała się ponieść emocjom – coś, czego nie robiła już naprawdę bardzo długo. A przynajmniej nie w wydaniu, w którym jej pięść ląduje na czyjejś twarzy. Tak, jej wyraz twarzy na co dzień wglądał, jakby pytała „problem?!” albo „a wpierdol chcesz?” – ale jednak tego nie robiła; oprócz tego wyrazu twarzy była całkiem pogodna i dość spokojna. Tylko… nie dzisiaj.
A jednak z pewną ulgą przyjęła to, że Shikarui jednak się w to wmieszał. Naprawdę była egoistką. Powinna to wszystko olać, ale gdzieś tam, podświadomie, zawsze miała nadzieję, że ktoś stanie w jej obronie, że nie będzie musiała robić wszystkiego sama. Tak, jeśli umiesz liczyć, to licz na siebie – najprawdziwsza prawda świata, jednak czasem człowiek miał nadzieję, że nie będzie musiał liczyć do jednego. Czasami, tak po prostu, chciało się liczyć do dwóch.
- Nie, daj spokój. Po co – a no po to, żeby zawrzył gębę. Żeby przestał sączyć ten swój jad. Żeby po prostu przestał. Ale to, że odzywał się tak, a nie inaczej, nie było jeszcze powodem, by dostał strzałą między oczy. Jakaś jej część cholernie tego chciała, ale nie była aż tak zimna, jak się wydawało. Zapłata przyjdzie sama, kiedyś. Karma to wredna suka. Tak jak wróciła do tych wszystkich ludzi, którzy mieszali ją z błotem. - Szkoda zachodu, Shikarui. Szkoda też twoich strzał. To przecież tylko drobne nieporozumienie – „drobne”. Jej głos nie brzmiał tak, jakby było to drobne nieporozumienie.
Ale Teiren zaimponował jej jednym: tym, że chciał dotrzymać słowa, mimo wszystko. Już samo to sprawiło, że Asaka nie zamierzała trzasnąć go drugi raz, a po prostu zignorować, starając się pochłonąć jakoś swój gniew i ból. Miała nadzieję na przeprosiny, ale nie liczyła na nie. Liczyła natomiast na to, że jak najprędzej odstawią Reirę w bezpieczne miejsce i zabiorą się za robotę dla Yamanaka. A im szybciej to zrobią, tym szybciej pozbędą się Teirena. Nie było powodu, by go zabijać. Chociaż wizja sprania go na kwaśne jabłko była kusząca.
- Też widziałam tę kartkę. Wyleciała mu z kieszeni – odezwała się po chwili. Znalazła się teraz z drugiej strony Shikaruia, jak najdalej od Teirena, żeby przypadkiem nie strzeliło jej do głowy, żeby go kopnąć ze złości. Sanada był teraz murem, osłoną i podporą, która trzymała to wszystko do kupy – co za ironia. - Chyba zdmuchnęłam ją, gdy chciałam odbić jego kunaie – to mogło być albo coś ważnego, albo kompletna bzdura, ale kto mógł o tym decydować?
Tak na dobrą sprawę pierwszy raz w życiu zobaczyła o co chodziło w zdaniu, że Jugo są bardzo blisko z naturą. Ptaszysko usiadło na ramieniu Teirena i zakrakało, jak gdyby nigdy nic, jakby było jego kompanem, a przecież był to zupełnie przypadkowy zwierz. Dziewczyna kątem oka obserwowała to, co miało miejsce, jak szeptał do wrony, kruka, czy czymkolwiek to było – Asaka wyznawała się na ptakach mniej więcej tak, jak na kwiatkach, czyli wcale – i jak po chwili ptak wzbił się w powietrze, a zaraz za nim zebrała się cała chmara innych. Huh? A co to za czary? Nie wiedziała co to ma znaczyć. Zwłaszcza w obliczu jego kolejnego zdania – że mają się rozejrzeć za kartkami. PTAKI. Za KARTKAMI.
To było chyba trochę za dużo dla białowłosej, dlatego zamilkła i gapiła się na drogę przed sobą.
Shikarui przekazał Asace i reszcie to, co widział. A więc zajazd nie był opuszczony, znajdowali się w nim ludzie – i wyglądało na to, że cywile. Zaś w oddali majaczyli mu shinobi. Czwórka Yamanaka. Wyglądało na to, że mieli szczęście, bo nawet, gdyby ich zatrzymano, to mieli papiery, dowód na to, że są tutaj za zgodą gwardzistów na posterunku granicznym. Oprócz tego, to mogła być doskonała okazja, by zatrzymać się i odpocząć. To znaczy Asaka mogła iść dalej (Shikarui też, wiedziała to, ale zakładała, że Teiren również), ale Reira była tylko zwykłym człowiekiem, czyż nie? I to pewnie takim, który nie jest przyzwyczajony do długich wędrówek? Mogła sobie uważać, że białowłosa nie przejmuje się jej losem… I było to mylne myślenie.
- Czy jest pani dalej iść, pani Reiro? Czy może chciałby się pani zatrzymać na jakiś czas, odpocząć i coś zjeść? Wygląda na to, ze w tym ryokanie jest bezpiecznie – czekała na jej decyzję. I w zależności od słów Reiry, mogli się zatrzymać, bądź iść dalej. Chyba, że któryś z panów miał coś do powiedzenia.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1102
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Szlak transportowy

Postprzez Shikarui » 3 lis 2018, o 23:52

Właśnie, zabijanie Teirena się nie opłacało i Jugo miał pewną rację w tym, że to pytanie było tylko na pokaz, jeśli to można było tak ująć. Jedynie pewną i to tą mniejszą, bo mylił się co do tego, że nie był w stanie zaryzykować. Był, ale tylko dlatego, że był pewien - był od niego silniejszy. Mylił się też co do tego, że to rzeczywiście było dla zgrywy. Zapytał, bo chciał znać zdanie Asaki w tym temacie. Wystarczyło jedno, krótkie tak, a byłby tym wilkiem, który jak dotąd głaskany z włosem, zerwał się z łańcucha. Nie zaszczekał, nie zawarczał. Zaszarżował. Rzucił się w przód, nie po to, by kąsać, a by od razu rozpłatać gardło. Rozerwać je na strzępy, biorąc poprawkę na ryzyko. Czy zrobiłby to tu i teraz? Tymi strzałami, których przecież było szkoda, tym łukiem, które obdarzał dotykiem delikatniejszym od tego, jakim obdarzał dotąd jakąkolwiek z kobiet. Żadna z kobiet nie dała mu przecież tyle, co dał ten kawałek drewna i żadna nie śpiewała tak pięknie, jak śpiewała rozprężana cięciwa. Żadna nie była godna tego zaufania. A tu spójrz - była Asaka. Był Aka, była liderka Uchiha, był Kaito. Tyle dobrych par rąk, które zamiast odpędzać się od wyleniałego kundla - wyciągały do niego dłoń. Czasem ciężko było wręcz uwierzyć w szczęście, które cię dotykało i odpowiednio je docenić, bo im więcej ci dają, tym więcej, jak sądziłeś, ci się należy. Wszyscy tutaj byli wystarczająco pokręceni, żeby mieć bardzo wiele wyczulonych punktów.
Kolejna nuta wkradła się do piosenki. Ładnie, zgrabnie biegła razem z nimi, to szła przodem, to zawracała tuż za nich i sprawdzała ich ślady na udeptanej dróżce. Im więcej kroków robili, tym mocniej przenikało go to wrażenie, że powinni się rozdzielić. Choć nie, to nie było powoli sunące wrażenie. Te wrażenie nastało tu i teraz. Dopiero w tym momencie, w którym Asaka oświadczyła, że nie warto na niego tracić czasu, spojrzał na Teirena nie jak na robaka, którego można zgnieść, przestał przenikać obojętnie przez niego i traktować go jak tło, a zobaczył w nim człowieka. I bardzo nie spodobało mu się to, co widzi. Krzywy uśmiech pojawił się na twarzy czarnowłosego, kiedy odwrócił swoje spojrzenie. Nie warto, co? Były rzeczy, na które rzeczywiście nie warto było marnować strzał, ale były też takie cele, na których czerwone koła same się malowały i szeptały ci na ucho, żebyś trafiał w nie bardzo dokładnie. Najlepiej w samą dziesiątkę. Tu i teraz powinien był chyba pocieszyć Asakę, powiedzieć jej cokolwiek, co sprawiłoby, że poczułaby się lepiej. Znów zawodził. Mógłby się zasłaniać tym, że mówcą był kiepskim, bo za takiego się uważał. Miewał przebłyski, kiedy w grę wkraczało coś innego... właśnie - co w sumie? Kiedy zaczynał się najzwyczajniej w świecie starać.
- Powinniśmy ich zostawić i pójść swoją drogą, ale usłyszę zapewne, że ty również dałaś słowo. - Nieporozumienie? Więc nagle teraz mogli znaleźć nić porozumienia. Ale trzeba było przyznać, rozbawili go oboje. Teiren ze swoim "słowem", a Asaka z tym, że to było "drobne nieporozumienie". Wyciągnął rękę, którą objął białowłosą i pochylił się nieco do jej ucha, by tylko ona słyszała jego słowa. Nie mówił aż tak cicho, by jeśli ktoś nadstawiał ucha, tego nie słyszał, ale dostatecznie, by mogły zagubić się dla reszty w wietrze. - Wiem, że sądzisz, że nie zasłużył. Zasłużył. Nie wmawiaj mi, że to "drobne nieporozumienie", bo ten plugawy język nie powinien należeć do niego. Podałbym ci go na tacy, ale byś nim wzgardziła. A może powinienem odgryźć ci uszy, żebyś nie słyszała jego słów? - I jak na potwierdzenie tego przygryzł płatek jej ucha z lekkim uśmieszkiem na ustach, zaczepnym w jego wydaniu, przynajmniej to wiedziała Asaka, bo dla Teirena i Reiry był to uśmiech raczej kpiący, arogancki - bo na taki wyglądał. Równie dobrze mógł szeptać na uszko Asaki plan tego, jak Teirena się pozbyć. - Na twoją sprawę mogę poświęcić cały kołczan. - Cofnął swoją rękę z jej pleców, bo tak dość niewygodnie było iść mimo wszystko. Zwłaszcza, że przed nimi wyrósł ryokan.
Zabawy Teirena z ptakiem (damn) były akurat nieobce czarnowłosemu (?!), więc nie zwrócił na to większej uwagi. Prócz tego, że zawsze przyjemnie było się przyjrzeć dzikiej naturze z bliska, dzikim zwierzętom, które od niego zawsze stroniły i nigdy nie użyczały mu swojego głosu. Tak jak nigdy dokładnie nie wiedział, jak to jest nosić w sobie od urodzenia tą dziką energię, która była jak bestia na bardzo cieniutkiej smyczy. Teraz przecież też odczuwał tego mały ułamek, a zdawał sobie sprawę, że było to coś zupełnie innego. Nie pozwalało mu na czerpanie energii z natury. To coś żywiło się na nim. I pożerało go aż nazbyt chętnie.
Obrazek

Take my evil heart, I offer it to You
Watch it beating while my skin turns blue.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1645
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Szlak transportowy

Postprzez Yamanaka Inoshi » 4 lis 2018, o 12:04

Misja Rangi - CW - 34/...

- Rok 385 - Jesień -
- Sanada Shikarui, Koseki Asaka
- Szlak Daishi - Soso -

- Yume -





" Dalsza podróż "

Czasem najmniejsze powody by coś zrobić są wystarczającym usprawiedliwieniem... Tak jest łatwiej, stwierdzić, że to ten jeden powód do tego doprowadził i wnieść go na wyżyny stwierdzić, że tak, zasłużył sobie. Ale czy warto? No właśnie, zabij go Asako, no zabij go. Zostaw ich, zrezygnuj, namawiał zły duch oferujący przyjemność związaną z odgryzieniem ucha, tak. To by było coś, to by była pomoc jakiej nikt by nie oczekiwał. Pozbądź się źródła problemu, nie chcesz czegoś słyszeć, pozbądź się słuchu, brzmi jak krzywe zwierciadło a jednak... Wydaje się skuteczne. Trudno było ukryć to, że Shikarui chce jej coś przekazać, mogło to wyglądać zadziornie, arogancko a może zwyczajnie ta dwójka lubiła takie niebezpieczne zabawy. Teiren zdawał się nie być zbyt zajęty jednak zachowanie Shikaruia sprawiło, że pozostawał na baczności, zwłaszcza, że zbliżali się do pierwszych ludzkich osiedli, przynajmniej czegoś co je przypominało.
- Dowiemy się co to było, może... Za jakiś czas. Ptaki powinny nas odnaleźć bez problemu. Kwestia tego czy się zatrzymamy, nie wiemy co na niej było, może nic... - Spojrzał się wtedy na Reirę, jakby szukając jakiejś decyzji. Asaka również zwróciła się do niej z pytaniem, bo tak naprawdę była jedyną która mogła potrzebować odpoczynku. Już na sam jej widok można powiedzieć, że jeszcze trochę energii w sobie ma i raczej nie padnie w wyniku pięciu, czy dziesięciu kroków. Było już grubo po południu a więc w jesiennym czasie robiło się dosyć szybko ciemno, nie obejrzeliście się jak słońce zaczęło zachodzić i wymieniać się na swojej trasie z księżycem który powoli rósł do potęgi pana nocy.
- Możemy iść... - Powiedziała Reira, pewnie by i odpoczęła jednak wiedziała, że każda kolejna zwłoka narazi ją na kolejny gniew Asaki czy Shikaruia, czy chciała ryzykować dezercje? Nie, nie mogła sobie na to pozwolić, chociaż... Może i mogła? Wypuściliby ją do Daishi jako zwyczajną Reirę, nie shinobi w końcu z tym problemu nie było z opuszczeniem terenów wojny. Czy Shikarui rzeczywiście bawił się z ptakiem? Ponoć te zabawy nie były mu obce a mimo to Teiren wzniósł znaczenie tych słów na całkiem nowy poziom, bowiem nie bawił się byle jakim ptakiem a takim normalnym latającym i za nim podążyła cała gromada ptaków.
Reira przekazała wam swoje zdanie, może to i lepiej, że się nie chciała zatrzymać. Bo tak naprawdę tylko znowu doszłoby do opóźnień, wzrok Shikaruia jest wystarczająco godny zaufania by podróżować w nocy, czego chcieć więcej? Ruszyliście więc dalej drogą docierając po kilkunastu dłuższych minutach do samiutkiego wejścia do przybytku. To był moment na ostateczną decyzję by jednak się zatrzymać. Wciąż został wam do pokonania kawałek drogi do samej granicy z Daishi, najprościej byłoby stwierdzić, że jesteście gdzieś w połowie drogi, może rzeczywiście nie warto marnować czasu?




Teiren
Reira
Duch
Shigeki
Makashi



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Prowadzone misje:
- C - Pośród swoich
Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
 
Posty: 3128
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 23:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szlak transportowy

Postprzez Asaka » 4 lis 2018, o 13:16

Asaka też czuła, że powinni się rozdzielić, tyle, że zobowiązali się wykonać pewne zadanie. Białowłosa mogła się wydawać chłodna czy bezuczuciowa, ale była niesamowicie obowiązkowa i nie zamierzała porzucać Reiry, którą mieli chronić. Nie chciała też traktować jej jak przedmiot. Oboje rudowłosi mogli sobie myśleć co chcieli, ale Asaka nie była bezuczuciową, samolubną suką. A Shikarui nie był kiepskim mówcą. Bo gdyby był, to doprowadziłby ją do szału już dawno temu – a ona zdenerwowała się raz. Tylko i wyłącznie raz.
- Oczywiście, że dałam słowo. I nie będę go łamać – wielu rzeczy o sobie nie wiedzieli, ale na pewnych płaszczyznach zdążyli się już poznać. Dlatego też Shikarui mógł spokojnie domyślić się co powie, co zrobi, jak też czego nie zrobi. Tak samo jak Asaka doskonale wiedziała, że nie usłyszy tutaj żadnego pocieszenia. Chociaż nie spodziewała się, że Shiki powie w ogóle cokolwiek. Chyba… Chyba go nie doceniała. Bo nie spodziewała się też, że obejmie ją jedną ręką. - To nie jest tego warte – odpowiedziała mu na pierwszą część zdania. Jednak dobrze ją znał, bo miał racje, wzgardziłaby podanym na tacy językiem. Poza tym nie chciała nikogo okaleczać, ani by ktoś okaleczał innych w jej imieniu. To nie sprawiało jej radości, mało tego – napawało ją lękiem. Sama też nie chciała tak skończyć. - I co byś z nimi zrobił? Zrobił sobie z nich naszyjnik? Ałć! – no tego też się nie spodziewała!
Shikarui potrafił być bezczelny i był taki w dziewięciu przypadkach na dziesięć, ale i tak nie spodziewała się, że… ugryzie ją w ucho. Tak tutaj, na środku traktu, którym szli, w towarzystwie Reiry i Teirena. Lekki rumieniec wpłynął na jej policzki; usta Sanady znajdowały się za blisko, zdecydowanie za blisko, zaś uśmieszek, który zobaczyła, gdy już obróciła głowę -że niby taka oburzona, choć wcale nie była zła - wcale nie pomagał!
- Trzymaj je dla wrogów – dodała po chwili, starając się brzmieć normalnie.
Cholerny Sanada doskonale wiedział co robi. Ten ryokan, który przed nimi wyrósł był jak wybawienie, bo przynajmniej mogła chociaż częściowo skupić myśli na czymś innym.
To „możemy iść” nie było zbyt przekonywujące. Mało tego, robiło się już powoli ciemno, a w takich warunkach trudno będzie im się poruszać. Tylko Shikarui miał jakieś szanse, ale on był sam jeden, a ich była trójka. Trójka, która w ciemności widziała tyle, na ile pozwalał widzieć księżyc. I ewentualne pochodnie, ale tych Asaka nie miała przy sobie. Mimo wszystko dobrym pomysłem było zatrzymanie się, zjedzenie coś i odpoczęcie. W najlepszym wypadku czekało ich drugie tyle drogi do granicy, a przecież uż za nią też trzeba będzie odprowadzić Reirę pod drzwi domu, czyż nie? Daishi nie było spokojną krainą – drapieżników krążyło tam co niemiara.
- Chyba lepiej będzie jak się zatrzymamy – odpowiedziała jej. Przecież widziała, że Reira raczej nie da rady przejść drugie tyle, a na pewno była też głodna. To nie była prawdziwa kunoichi. - Moglibyśmy ruszyć dalej skoro świt. Za chwilę będzie całkiem ciemno, trudno będzie nam się wtedy poruszać.
Jeśli więc reszta na to przystanie, Asaka była gotowa ruszyć do wejścia do ryokanu i odszukać gospodarza.
– Dobry wieczór. Czy znalazłoby się miejsce dla czterech przyjezdnych shinobich? – nie było sensu tego ukrywać; Shikarui niósł łuk, Asaka taszczyła na plecach wachlarz, poza tym widać było jej kaburę na broń na udzie. Ogólnie cała czwórka wyglądała jak ninja. Ściemnianie nikomu by nie pomogło. Poza tym mieli swoje papiery. Asaka, mówiąc to, pokłoniła się lekko na przywitanie, tak jak zwykła to robić.
Natomiast jeśli reszta na to nie przystała… to nie było tematu i ruszyli dalej drogą.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1102
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Szlak transportowy

Postprzez Shikarui » 4 lis 2018, o 14:54

Najbardziej w tym wszystkim bawiło go to, tak całkiem szczerze, że Teiren tak mocno zezłościł się na Asakę, a Reira tak mocno starała się ją przekonać do swojej jedynej racji, podczas gdy jego znosili w zasadzie bez zmrużenia okiem, a rzeczywistość kształtowała się w zupełnie inny sposób. To powinno być na odwrót. Powinno, ale nie było. Nie dlatego, że tak naprawdę to wszystkie te słowa Teirena, a przynajmniej większość, byłyby o wiele bardziej prawdziwe, gdyby skierował je do Sanady, bo w przeciwieństwie do Asaki - był bardzo samolubną suką. W pełni mocy tych słów, zaprzeczał im tylko wtedy, kiedy mu to pasowało i kiedy było opłacalne. Tutaj nie widział żadnego zysku w graniu miłego, ba! Widział więcej strat w wyklarowaniu się na tego miłego, uprzejmego gościa, niż bycia... po prostu sobą. - Bądź sobą. Powiedz chociaż jedno dobre słowo. - Wybierz jedno. Nie dam rady zrobić obu rzeczy na raz. Nie przytrafiało mu się to pierwszy raz, a Asace na pewno po raz pierwszy nie obrywało się dla zasady. Z powodu, jak to ujęła, całkowicie przypadkowego, drobnego nieporozumienia. Temat kartki go zupełnie nie interesował, bo nie interesowała go sprawa Reiry. Nie za rozwiązywanie zagadki płaciła. Chyba że zamierzała? Wtedy należała się dopłata, czarnowłosy gotów był targować się o każde jedno, złamane ryo. Żaden tam z niego zawodowy handlowiec, miał nawet problemy z poczuciem własnej wartości, ale to było tych kilka lat temu. Dziś było dziś i swoje umiejętności cenił wyżej ponad parę groszy, które mogą przypadkiem wypaść z czyjejś kieszeni.
Znał ją niby tak dobrze, a jednak ciągle za mało. Cholera, przeminął cały sezon, a oni cały ten sezon spędzili ze sobą razem. Wiedział na przykład, że zasypia w przypadkowych miejscach, że lubi herbatę z dwoma łyżeczkami cukru i że nie jest szczególną fanką słodyczy. Wiedział, jaką minę robi, kiedy się zamyśla, a ciągle nie widział, że spogląda na niego zupełnie inaczej, niż na innych ludzi. Przynajmniej miał pewność, tyle świadomości do niego docierało, że traktuje go zupełnie inaczej od przypadkowo napotkanej osoby. Tylko czy to nie było naturalne? Lepiej traktujesz tych, których znasz, bo kiedy im jest dobrze - tobie automatycznie też. Ten sekret został przed nim odkryty już jakiś czas temu. Nie lubił więc, kiedy jej było źle, bo nawet jeśli nie posiadał empatii w stopniu zaawansowanym, to drażniło go, kiedy dolegało jej coś, co nie okręcone było wokół niego. Paradoks, bo czuł się jeszcze gorzej, kiedy to on był centrum jej złego samopoczucia. Znając ją wiedział, że nie chciałaby niczyjej głowy na tacy. I że nie porzuci czegoś, co podpisała słownym cyrografem.
- Oczywiście, moja Pani. Dla ciebie wszystko. - Przechylił nieco głowę na ramię, spoglądając na tą naburmuszoną twarz, która teraz przybrała niemal dziecięcy wygląd. Taka zła, taka niezadowolona! Przynajmniej ożywiona w pełnym słowa tego znaczeniu. Z tymi rumieńcami, które dodawały uroku jej bladej urodzie Królowej Lodu, wyrwanej prosto z kryształowego królestwa. Wyglądało na to, że to rzeczywiście przez nią zepsuł się jego wzrok, kiedy odłamek szkarłatu wpadł do lawendowej tęczówki.
- Dobrze będzie się przespać w łóżku. - Dodał. Ostatnio ciągle w podróży, przynajmniej tydzień spędzili w namiocie. Nie liczył dokładnie dni, rozmywały się one w całokształcie. Teraz raczej też nie będzie potrzeby ich liczyć. Jutro powinni dotrzeć na granicę, gdzie odstawią Reirę i wrócą zająć się zleceniem. Mieli niemal miesiąc, im szybciej się wyrobią tym lepiej. Wkroczyli więc do karczmy i ich oficjalna liderka przejęła stery. To dobrze. Czarnowłosy za to przypatrywał się czwórce Yamanaka, choć nie natrętnie. Nie było to też nader nachalne, więc nie trwało zbyt długo. Każdy z nich chciał coś zjeść i odpocząć przed jutrzejszą wędrówką.
Obrazek

Take my evil heart, I offer it to You
Watch it beating while my skin turns blue.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1645
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Szlak transportowy

Postprzez Yamanaka Inoshi » 4 lis 2018, o 19:56

Misja Rangi - CW - 37/...

- Rok 385 - Jesień -
- Sanada Shikarui, Koseki Asaka
- Szlak Daishi - Soso -

- Yume -





" Dalsza podróż "

Dalsza konwersacja Asaki z Shikaruiem prowadziła do jednego... I tylko oni wiedzieli do czego, tak naprawdę nic nie stało na przeszkodzie by dalej, zwyczajnie szli przed siebie i jednak skorzystali z oferty tutejszego ryokanu. Wszystko to jednak ciągnęło za sobą jeden mankament, kolejny stracony czas. Nie można jednak mówić o straconym czasie w wypadku w którym tak dużo się zyskuje, chwila odpoczynku, miły sen w niezłych warunkach, czy to coś złego? Złego bo ktoś chciał odpocząć? Zresztą... Noc i tak jest zbyt niebezpieczna i nieprzewidywalna by wystawiać się na jej zagrożenia które nie odpuszczają. Wiele jest drapieżników i nie każdym z nich są zwierzęta. Zarówno Reira jak i Teiren rzucili dwójce dziwne spojrzenia, te szepty, gryzienia... Jakkolwiek by one nie wyglądały czy mogły być czymś innym jak kłótnią dwójki kochanków? Żadne nie powie tego wprost, oburzenie Asaki było jak granat dymny, zasłona mająca coś ukryć, czego nikt nie będzie kwestionował bo przecież również się oburzyła, prawda?

Asaka podjęła decyzją dla drużyny, gdy zbliżyli się do lokalu zdecydowała, że jednak lepiej będzie się zatrzymać. W ten sposób chciała zrobić każdemu dobrze, postawić na kompromis który miał przynieść jedynie same korzyści i zapewnić wszystkim bezpieczeństwo. Jak jednak takie gesty rozumie Shikarui? Czy potraktowanie obecnego dobrze przynosi mniej radości niż kogoś kogo się zna? To zazwyczaj właśnie rodzina i znajomi są tak niewdzięczni, to oni bywają prawdziwymi niewdzięcznikami uważając, że wszystko im się należy, że jest się zobowiązanym do dobroci wobec ich, dobroci która przynosi im korzyści, czy jest coś złego w tym, że traktują to jak obowiązek? TWÓJ obowiązek. Bo przecież, jeśli nie spełniasz ich ŻĄDAŃ to jesteś gorszy, nic nie warty, śmieć... Zwyczajny śmieć nie godny który nie zna swojego miejsca. Taak, dokładnie. Czym jest więc dobroć wobec kogoś nieznajomego, kto nawet nie oczekiwał pomocy albo kogoś kto zdawał sobie sprawę, że nie musisz mu pomagać... Nic nigdy nie jest proste a wdzięczność... Czym ona rzeczywiście jest? Kolejnym uzależnieniem? Czy każda pomoc kreuje kolejną potrzebę pomocy w przyszłości? Może zło jest prawdziwą pomocą... Zło i mrok które sprawia, że ktoś musi sam o siebie zadbać, tworzy albo bohatera albo bestię... Dobrze jest przespać się we własnym łóżku, prawda? Własny... Gdzie jest ta własność, gdy coś jest twoje tylko na chwilę, taka drobna, taka ulotna, własność... Zamówiliście więc pokój po wkroczeniu do lokalu, nie było problemu.

Nie był przepełniony, znalazł się jeden duży pięcioosobowy który mogliście wziąć, mogliście też wziąć cztery oddzielnie, nie robiło to różnicy właściciel był w stanie dać wam ten jeden duży w cenie czterech małych, nie miał zbyt dużego ruchu. Tak samo jeśli chodzi o strawę, po zamówieniu od razu byliście pierwsi w przygotowaniu. To tylko kwestia tego ile jesteście w stanie poczekać, co za różnica bo po prawdzie i tak spędzicie tutaj noc... A co z Yamanaka? Również weszli do budynku i zamówili posiłek, nic dziwnego, czwórka przyjaciół z wojny. Szybko zdecydowali się zająć swoimi sprawami, nie przejmowali się wami wcale a wcale. Usiedli w rogu parteru i zajęli się rozmową, były to zwykłe rozmowy traktujące o domu oraz o tym jak dużo wolnego jeszcze im zostało przed powrotem na ich posterunek.




Teiren
Reira
Duch
Shigeki
Makashi



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Prowadzone misje:
- C - Pośród swoich
Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
 
Posty: 3128
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 23:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szlak transportowy

Postprzez Asaka » 4 lis 2018, o 23:36

Kiedyś Shikarui powiedział Asace, że nie lubi rzucać się w oczy; że lubi być zwykłym szarym człowieczkiem, którego nikt nie zaczepia i który nie zaczepia innych. Zaś ona z tymi swoimi długimi, srebrzystobiałymi włosami i złotymi oczami choćby chciała – rzucała się w oczy. Doskonale widoczne było to w Sogen, gdzie trudno było uciec przed wzrokiem obcych. Powiedziała mu wtedy, że to dobrze się składa – bo to na nią będą zwracać uwagę, nie na niego. I… Chyba miała rację. Racja była też w tym, że najciemniej było pod latarnią. I jeśli chcesz się gdzieś ukryć to tam, gdzie nikt się nie spodziewa: na widoku. Shiki nie musiał się nawet starać, bo wszyscy instynktownie zwracali większą uwagę na nią, niż na niego. Tę dobrą i złą uwagę. I to chyba powinno mu odpowiadać. Miał święty spokój. Zaś ona była już przyzwyczajona, że zwykle wyglądało to tak, a nie inaczej. Fakt, nie obrywało jej się pierwszy raz – tak dla zasady obrywało jej się zazwyczaj bardzo często. Głównie też dlatego, że nie potrafiła zatrzymać języka za zębami i mówiła co myśli, nie bawiąc się w słodkie słówka, które miały załagodzić ewentualny ból. Mówiła jak jest, jak uważa, jak myśli. A czasami nie mówiła nic – bo wolała nie mówić, niż ściemniać.
Potrzeba było więcej czasu niż dwa-trzy miesiące, by kogoś dobrze poznać. To był… dobry początek, samo łagodne podejście do góry, która później okazywała się całkiem stroma i wysoka – bo z czasem zazwyczaj wcale nie stawało się łatwiej. Jednak wejście na sam szczyt było tego chyba warte? Poznanie drugiego człowieka na wylot, może nawet lepiej niż znało się samego siebie… Asaka też nie wiedziała o Shikim wszystkiego. Ba, wiedziała skandalicznie mało, a jednak potrafiła już coś o nim konkretnego powiedzieć, tak nawet bez głębszego zastanowienia. Bo jeśli spędzasz z kimś tyle czasu, to trudno się chociaż w małym stopniu nie poznać. A chciała więcej, naturalnie. Gdyby nie chciała, to nie chciałaby trzymać się przy jego boku, ani jego trzymać przy sobie – choć to drugie… Sam się przecież trzymał. Nie kazała mu iść za sobą. W ogóle nigdy niczego mu nie kazała. Nie był jej własnością. Był osobą, która ma własną, wolną wolę, i mógł robić co tylko chciał.
No co za żartowniś, kto by pomyślał – nie była żadną wielką panią, a jednak… A jednak czy nie miło było coś takiego usłyszeć z ust, z których chciało się spijać słowa? Odwróciła głowę już mniej naburmuszona, woląc sobie nie wyobrażać co pomyślała Reira i Teiren widząc to małe przedstawienie.
Asace było wszystko jedno to, czy rozlokują się w jednym pokoju, czy w czterech osobnych. Obie opcje miały swoje plusy i minusy. Osobiście wolałaby mieć oko na Reirę – nie dlatego, ze jej nie ufała i mogłaby coś kombinować, a po prostu, na wszelki wypadek, gdyby ktoś przyszedł z pytaniem na ustach, na które rudowłosa nie mogłaby odpowiedzieć, paląc swoją przykrywkę. Jednak zrozumiałaby potrzebę samotności w nocy i była skłonna się dostosować do zdania reszty. Kwestia jedzenia też bardzo prędko się wyjaśniła. Zamówiony posiłek przyszedł szybko, Asaka nie zamierzała czekać aż wystygnie. Nie chciała też zaczepiać innych przyjezdnych – siedząc w towarzystwie swojej własnej grupki. Nie było też co się rozdrabniać – po posiłku przyszedł czas na kąpiel, by choć minimalnie zmyć z siebie brud podróży, a później na sen. Białowłosa rzeczywiście nie miała z nim problemu, bo zasypiała bardzo szybko i byle gdzie, a jeżeli było to łóżko a nie twarda ziemia, to zasypiała jeszcze szybciej. Jeśli po drodze nic się nie wydarzyło, to wszyscy pewnie wstali skoro świt i udali się na śniadanie, po którym byli gotowi do drogi. Przynajmniej Asaka była. Im szybciej wyruszą, to szybciej dotrą na miejsce.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1102
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Szlak transportowy

Postprzez Shikarui » 5 lis 2018, o 19:31

Jemu też było wszystko jedno, jak będą spać. Był typem człowieka, któremu nie przeszkadzało spanie i na gołej ziemi, dopóki był daszek nad głową, kiedy padał deszcz, tym bardziej nie przeszkadzało mu towarzystwo. Kłamstwo. W towarzystwie półspał, ciągle czuwając, najmniejszy szelest wyciągał go z czerni i skupiał jego myśli. Na szczęście był tym typem, którego ciężko było zedrzeć, na tyle zahartowany życiem, że parę nocy (nie)spania w ten sposób nie robiło mu żadnej różnicy, tym bardziej, że nawet nie był zmęczony. Wypoczywał samym faktem ułożenia się i zamknięcia powiek. Przy Asace spał spokojnie, przynajmniej jak na niego. Należał do tego typu ludzi, którzy ogólnie mieli bardzo lekki sen. Prawdą też było, że powiedział jej kiedyś, że dobrze się czuje będąc na uboczu. Prawdą było, że powiedział jej, że w takim razie świetnie się zgrali. Czy była jakaś rzecz, która bardziej rozsierdzała białowłosą niż ignorancja wobec jej osoby? Takową wykazał się właśnie Teiren, kiedy zwracał się do niej tak a nie inaczej. Traktując ją tak, jakby rzeczywiście była dziewczynką, w tamtych krótkich chwilach, które zostały rozbite silnym uderzeniem pięści.
Ranek przyszedł szybko. Bo i co miał nie przychodzić? Tak jak wczorajsza kolacja, tak i dzisiejsze śniadanie w wydaniu Sanady skromne nie były. Chociaż na pewno śniadanie skromniejsze od obiadku. Był jak miś, który musiał się najeść, ile trzeba, a potem śmigał na zapasach przez tydzień. Coś często się pojawia to wspomnienie o tygodniu. Dzisiejszy dzień był prawie tak samo dobry, jak wczorajszy, więc lustereczko, lustereczko, powiedz przecie...
Yamanaka przestali go bardzo szybko interesować, kiedy tylko okazali się być ot - shinobimi. Nie tymi, co ci się rzucą zaraz do gardła, a tłem. Nadal wilkami pośród owiec, ale do tych wilków człowiek w końcu przywyka, kiedy chowasz się wśród nich.
Obrazek

Take my evil heart, I offer it to You
Watch it beating while my skin turns blue.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1645
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Szlak transportowy

Postprzez Yamanaka Inoshi » 6 lis 2018, o 23:37

Misja Rangi - CW - 40/...

- Rok 385 - Jesień -
- Sanada Shikarui, Koseki Asaka
- Szlak Daishi - Soso -

- Yume -





" Dalsza podróż "

Czwórka shinobich w czasie wojny, drużyna Asaki, raczej nie rzuca się w oczy, jest wiele takich grup które podróżują przez prowincje, czy też przesiadują obecnie w koszarach czekając na otrzymanie swoich rozkazów. Rozkazy na wojnie bywają różne, począwszy od prostych zadań mających na celu pilnowanie porządku przechodząc przez bardziej wyrafinowane misje takie jak zabójstwa czy zniszczenia. Są jeszcze eskorty ważnych osób, wydawałoby się, że bycie ochroniarzem to proste zadanie jednak wymaga dyskrecji i nie rzucania się w oczy bo prawdziwe mistrzostwo to sprawić wrażenie, że nie wiadomo gdzie i czy w ogóle jest ochrona bowiem oczy widzą, oczy oceniają a to czego oczy nie zobaczą nie mogą ocenić.
Przyjaźń i inne relacje buduje się długo, rzadko zdarza się tak by spotkanie pierwszej nocy stało się czymś więcej niż przelotną znajomością w przeciągu tylko kilku dni. Wracając jednak do waszego odpoczynku, noc minęła wam spokojnie. Nie stało się nic niezwykłego, każde z was miało swoje cztery kąty i mogliście wreszcie się umyć, wyspać i coś zjeść. Miła odmiana od prowiantu zabieranego na drogę i spania w namiocie... Aż się czasem wydaje, że nie warto nawet takich rzeczy ze sobą zabierać bo i tak nie będzie okazji z nich skorzystać. O poranku, jak schodziliście na śniadanie dostrzegliście tych samych Yamanaka jak siedzieli już przy jedzeniu i zajmowali się swoimi sprawami.
Poranek jak poranek, była jesień i było chłodno, wszystko zwiastowało jednak, że się ociepli. Jedno jednak można uznać, za dobre w rozpoczęciu dzisiejszego dnia. Reira nie marudziła. Teiren również zdawał się nie rzucać słów na wiatr byle kogoś zdenerwować. Wyruszyliście więc dalej i w przeciągu kilkunastu godzin dotarliście do granicy z Daishi. Widzieliście ją już w oddali, bardzo nie różniła się od tej którą mijaliście wcześniej na ziemiach Yusetsu. Tym razem jednak na bramce znajdowali się również przedstawiciele rodu Kosekich. Cel znajduje się coraz bliżej, wystarczy po niego jedynie sięgnąć. Czy jednak wszystko jest takie proste jak się wydaje?
Oczywiście wiatr wzmagał się od samego rana, trudno było o nim zapomnieć nawet na chwilę, im bliżej Daishi tym bardziej nieprzewidywalny i nieokiełznany wicher do was dopadał. Po drodze zdarzyło wam się mijać przeróżne osoby w tym rolników przechodzących z osady do osady w sobie tylko znanym celu, nie brakowało też na drodze wozów handlowych, wydawałoby się, że tereny wojenne, jest niebezpiecznie a jednak handel kwitnie. Nie trudno było dostrzec, że na niektórych z nich przewożono różnego rodzaju uzbrojenie, te akurat miały eskortę. Żaden z nich jednak nie jechał w kierunku Daishi, wszystkie albo wymijały was w przeciwną stronę albo skręcały w jedną z bocznych dróg i zmieniały kierunek.




Teiren
Reira
Duch
Shigeki
Makashi



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Prowadzone misje:
- C - Pośród swoich
Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
 
Posty: 3128
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 23:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szlak transportowy

Postprzez Asaka » 7 lis 2018, o 02:22

Zgadza się, przyjaźń i inne relacje buduje się długo, a na domiar wszystkiego – każde inaczej. Rzeczywiście rzadko się zdarzało, by przypadkowo poznana osoba zostawała na dłużej – ale mówi się, że wyjątek potwierdza regułę. Ja jednak powiem, że nie tyle ją potwierdza, co kompromituje. Asaka i Shikarui byli właśnie takim wyjątkiem. Przypadkowe spotkanie w karczmie, przypadkowe zaczepienie, spytanie o pomoc, choć wyraz twarzy Asaki dobitnie pytał: „problem?!?!?!”. Przypadkowe zaproponowanie wspólnej podróży, przypadkowe stwierdzenie, że czemu nie – bo białowłosa i tak nie miała nic lepszego do roboty. A teraz byli tutaj, zmierzając do Daishi, zgodnie z pierwotnym planem, choć nie wyglądało na to, by na Daishi miała się ta przygoda zakończyć. Przynajmniej nie dla tej dwójki.
Noc minęła spokojnie – w końcu mogli przespać się wygodnie w łóżku, a nie w namiocie pod niemal gołym niebem. W cieple kołdry, z możliwością zmycia z siebie brudu, zjedzenia porządnego posiłku. Ale jednak w podróży też nie było tak źle. A kupno namiotu było wspaniałym pomysłem – bo wcześniej spali na zmianę na zimnej ziemi, bez choćby koca. Mieli też w czym gotować sobie jedzenie po drodze i między innym dlatego tak długo im to wszystko zajęło – bo nigdzie im się nie spieszyło. Jasne, dużo wygodniej było nocować w gospodzie, ale póki nie było jeszcze zimy… choć ta zbliżała się wielkimi krokami… to nie było jeszcze tak bardzo źle.
Kolejne kilkanaście godzin też upłynęło spokojnie. Mijali po drodze różnych ludzi, nikt ich jednak nie zaczepiał. Wozy, karawany też nie powinny nikogo dziwić. Podczas wojny pewne produkty były szczególnie ważne i można było naprawdę sporo zarobić, jeśli tylko podejmowało się ryzyko handlowania na tak niebezpiecznym terenie. Asaka nie zwracała na mijanych ludzi większej uwagi – ufała, że Shikarui czuwa, a skoro nie miał żadnych zastrzeżeń, to nie było sensu się przesadnie nad tym zastanawiać. Kiedy to się stało, że tak bardzo mu zaufała…? Czy to było podczas ich wspólnej misji, gdzie okazało się jak dobrze im się razem współpracuje? Czy podczas wspólnego picia sake, gdzie na wierzch wyszły pewne sprawy… Sprawy, które miały szansę ich poróżnić, a jednak byli tutaj oboje.
Im bliżej byli Daishi, tym bardziej się niecierpliwiła. Nie sądziła, że tak mocno będzie tęsknić za ojczystą ziemią, ani że będzie tak podekscytowana, że znowu zobaczy te ośnieżone szczyty czy poczuje chłodny wiatr na karku. Że zobaczy swoją rodzinę. Chociaż cały czas czuła niepokój, że stało się coś złego, że faktycznie wmieszali się w wojnę… Ostatnie metry do granicy niemalże przebiegła – niemalże, bo jednak powstrzymała się, chcąc zachować chociaż minimum godności. I co teraz – pokazywać papiery, nie pokazywać? Przepuszczą bez słowa, czy czegoś będą chcieli? Dziewczyna kątem oka spojrzała na swoich towarzyszy, na dłużej zatrzymując się na Reirze, chcąc przekonać się, czy jest spokojna, czy może zdenerwowana.
Obrazek
to capture a predator
you can't remain the prey
you have to become an equal

in every way


Avatar użytkownika

Asaka
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 1102
Dołączył(a): 18 maja 2018, o 13:08
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białowłosa, złotooka, niewysoka
Widoczny ekwipunek: Kabura na broń na udach; torba na pośladku; ciemnobrązowy płaszcz z kapturem; kanzashi we włosach; wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5564
Multikonta: Yukirin

Re: Szlak transportowy

Postprzez Shikarui » 7 lis 2018, o 23:39

Ułożenie głowy do snu było dość przyjemne. Na miękkiej poduszce, nie na twardej glebie, w swoim pokoju - tym swoim tylko na jedną noc, ale to wystarczyło. Tak samo jak wystarczyło spokojne śniadanie pozbawione głębokich rozmów i ekscesów, które popsułyby komukolwiek z nich humor. Między nimi w zasadzie nie było żadnego humoru. Nie było niczego. Niedokończone szepty i pokusy między nim a Asaką zatonęły w nocy, tak jak oni utopili się w ramionach Morfeusza jeszcze parę godzin wcześniej. Pomimo tego, że byli w sercu ogarniętego wojną kraju było... spokojnie. Nad wyraz wręcz spokojnie. Ogień nie trzaskał wokół, nikt nie chował się pod stołami, bojąc, że zaraz przyjdzie czas na nich. Tak jakby ta wojna była tylko na niby, dla pokazu, by odstraszyć tych, którzy mogliby zalać prowincję w innym wypadku. Przypadkowych przechodniów, kupców bez licencji i szarlatanów różnej maści. Aż ciężko było uwierzyć, że tutaj naprawdę wszyscy jedli spokojnie śniadanie, włącznie z Yamanaka, czekając na dalszą drogę. Z drugiej strony - mieli biegać w panice? Na pewno nie, ale tak też nie wyglądały twarze ludzi bojących się o własne jutro. Czarnowłosego to zastanowiło. To było wtedy. A teraz?
Teraz czuwał. Stąpając lekko, z nieludzką wręcz gracją, spoglądając na drzewa, na pola, na górzyste tereny, w które powoli zmieniały się te doliny i równin, w koronę świata malującą się daleko, daleko przed nimi. Nie niepokoiła ich żadna niechciana przygoda, żadni bandyci, żadne oddziały, które próbowałyby skontrolować, skąd są i co próbują osiągnąć. Tylko droga, skrzek wron i para kruków, która wzniosła się w powietrze, kiedy już zbliżyli się do granicy. Niesione na skrzydłach wolności, czy powinności? Dotarli w końcu tutaj. Do magicznej granicy, na której mieli odstawić Reirę. Którą mieli przekroczyć, żeby upewnić się, że jej rodzina nie wplątała się w wojnę, że Koseki nie bronią właśnie zażarcie własnego domu, że jej rodzina nie pomknęła na główny font po stronie Hyuga. Biorąc pod uwagę to, jak świat prezentował się tutaj, nie mogło nic złego dziać się tam. Takiego wrażenia nabierał Shikarui.
- Dziwnie spokojne jest Soso. - Rzucił niby ot tak, bo po części "ot tak" było. Polityka go nie interesowała, ale fakt, jak spokojny był ten kraj był... po prostu zdumiewający. Nie bardzo rozumiał i nie wiedział nawet, jak to rozumieć. Może front tutaj po prostu nie dotarł, a ludzie aż za często mieli skłonności do życia całkowitą ułudą. Mamili się, że są nietykalni, że to zło, które dotknęły jego, jego też i tamtego na samym końcu uliczki, nie dotknie ich bezpośrednio. Kosmos zaznał równowagi - jednym zabrał, by innym dać. W ich mniemaniu tak było chyba w porządku. Spojrzał na Reirę. Mieli dostać zapłatę z góry, a po wypłacie śladu nie było. Więc teraz wypadało sypnąć groszem. Może jeszcze Yamanaka coś sypną? Nikt przecież nie pracował za darmo. - 500 ryo, tak jak się umawialiśmy. - Wyciągnął rękę w jej kierunku. Gest wystarczająco chyba wymowny, by nie miała wątpliwości co do tego, czego od niej teraz oczekuje. Chciała mieć ochroniarzy - niech płaci. Pieniądze miała, wiedział to. Sama im przecież pokazywała.
- Chcesz iść najpierw odwiedzić rodzinę, a potem wrócimy zrobić misję? - Dopytał Asaki, kierując na nią spojrzenie. -Spokojnie wyrobimy się z czasem.
Obrazek

Take my evil heart, I offer it to You
Watch it beating while my skin turns blue.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1645
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Szlak transportowy

Postprzez Yamanaka Inoshi » 9 lis 2018, o 00:22

Misja Rangi - CW - 43/...

- Rok 385 - Jesień -
- Sanada Shikarui, Koseki Asaka
- Szlak Daishi - Soso -

- Yume -





" Dalsza podróż "

Czy mądrym jest opuszczać swoją gardę i liczyć na towarzysza? Zapomnieć o bezpieczeństwie i wierzyć, że to właśnie on będzie go pilnował, taki układ jest niemal jak partnerstwo albo, coś więcej. Niecierpliwość rosła kiedy spotkanie z upragnionymi bliskimi stawało się rzeczywistością która była niemal na wyciągnięcie dłoni. Tęsknota... Czasami tęsknimy za tym co straciliśmy lub pozostawiliśmy, jak jednak jest w rzeczywistości, czy to nostalgia do tego co znamy? Czy znowu chcesz być tą małą z którą nikt się nie chciał bawić Asako? Znowu chcesz być tą łotrzycą która okłada innych po twarzach bo jej źle, czy za tym właśnie tęsknisz? To część twojego domu...
Pędziłaś jakbyś miała otrzymać nagrodę za przejście granicy, przekroczenia bramy do innego świata, tego który pamiętałaś. Widziałaś za sobą Teirena i Reirę, Shikarui też był z nimi, nie opuścił cię, nie mógłby, nie zostawiłby swojej liderki, przywódczyni tej drużyny na pastwę tej dwójki, jak śmiałby. To byłoby okrutne z jego strony. Reira wydawała się nieco poddenerwowana jednak znacznie mniej niż przy pierwszym przekraczaniu granicy. Teiren? On zdawał się całkowicie spokojny, o siebie się nie bał. Wiedzą, że go przepuszczą bez problemów, zwłaszcza, że jest Jugo a poza tą ziemią, terenami Soso leży jego dom, jego kraina. Kraina znacznie spokojniejsza niż spokojne i względnie bezpieczne Soso, czymże jest spokój tak naprawdę? Wiecznym strachem i niepewnością, że coś może pójść nie tak czy częściowo jałowe chłodne krainy Daishi na których może spotkać cię śmierć, nie taka zwykła bowiem nie zgotowana przez człowieka, nie przez wojną a przez naturę, samą mateczkę naturę która sama podejmuje decyzje a sprzeciwić się jej najzwyczajniej w świecie trudno. Soso wydawało się spokojne, ale tak samo było i w prowincji Hyuga, też żyli w spokoju, udając, że wojny nie ma bowiem wszelkie starcia pojawiały się tylko na granicach, żadna ze stron zdawała się nie osiągać zwycięstwa. Wojna na wyniszczenie, wyniszczenie które nie następowało.
- Jak będziemy na miejscu. Shikarui-san, proszę - Odpowiedziała cichnącym głosem widząc jego wyciągniętą dłoń. Narażenie się Sanadzie nie należało do jej celów, wystarczyło jej to co działo się wcześniej jako dowód jego charakteru, zachowania którego gdyby mogła to omijałaby szerokim łukiem, teraz jednak była na nie skazana. Nie zapomniała o tym co powiedziała wcześniej, wytrzymał on jednak tak długo, że mógł wytrzymać jeszcze trochę, bo jaką to właściwie robiło różnicę? Czy dostanie pieniądze teraz czy później? Tym bardziej, że składanie najróżniejszych opłat w towarzystwie strażników granicznych nie świadczyło zbyt dobrze o tej małej zgrai najemników, mówiło, że coś kombinują, może to zwyczajne dzielenie łupu a może i nie... Teiren stanął pierwszy do przejścia. Bez problemu został przepuszczony na drugą stronę, tylko zapytali go kim jest.
- Teiren, pochodzę z Daishi, jestem z Jugo - Tak powiedział, a przypatrujący się mu mężczyzna burknął raz, burknął drugi i już rudowłosy był wolny, mógł znaleźć się po drugiej stronie, nie był dalej sprawdzany ani zatrzymywany. Kolejna była Asaka, poproszono ją o udowodnienie, że jest z Kosekich, nie mógł to być wielki problem, umiejętności kryształowe tej dziewczyny pozwalały na pokazanie dobitnie czyja krew płynie w jej żyłach, dalej szła Reira, machnęła strażnikom przed oczami wyciąganymi z torby shurikenami zrobionymi z kryształu. Machnęli tylko ręką i również ją przepuścili, w końcu kto inny jak nie koseki trzymałby kryształowe shurikeny... Przemycanie nie shinobi jako shinobi przez granicę to dopiero głupi pomysł...
No i przyszła kolej na Shikaruia, również Jugo, tym razem po chwili obserwacji strażnik uśmiechnął się w kierunku czarnowłosego mówiąc:

- Nie miałem okazji zobaczyć przemiany żadnego z was - Powiedział siedzący na bramce Koseki, wydawał się szczerze zainteresowany zobaczeniem jak naprawdę wyjątkowi są mieszkańcy szczepów z Daishi. Czy można mieć mu za złe ciekawość? Nie codziennie widzi się członków tego szczepu, wielu podróżuje... Wielu z tych ilu zostało bo nie są wielką społecznością.
- No, udowodnij, że jesteś jednym z nich, chcę to zobaczyć. - Spojrzał wtedy w kierunku pozostałych strażników, w tym kolegi siedzącego obok oraz mężczyzny po drugiej stronie, Yamanaki. Był odrobinę bezczelny lecz Shikarui na pewno wiedział jak radzić sobie z takimi ludźmi, sam bowiem często był jednym z nich.




Teiren
Reira
Duch
Shigeki
Makashi
Strażnik Koseki



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Prowadzone misje:
- C - Pośród swoich
Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
 
Posty: 3128
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 23:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
Multikonta: Hoshigaki Maname

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Soso

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron