Gdzieś w drodze

Jest to najmniejsza prowincja na terenie Karmazynowych Szczytów, znajduje się w niej średnia pod względem wielkości, lecz dobrze prosperująca osada z siedzibą Rodu Yamanaka. Terytorium prowincji w większości pokryte jest górami i pagórkami, obfitującymi w różnorakiej głębokości jaskinie. Flora składa się głównie z traw i wysokich drzew iglastych, z nielicznymi odmianami wysokogórskich drzew liściastych i mchów. Soso posiada również dostęp do morza, co pozwoliło mieszkańcom rozwinąć rybołówstwo i przemysł morski.

Re: Gdzieś w drodze

Postprzez Yamanaka Inoshi » 7 sie 2018, o 21:09

- Rok 385 - Lato -


" Znowu on? "
Obrazek

Szła ścieżką wyznaczoną przez pozostałe strzałki aż w końcu natrafiła na przerwę, skierowała swoje kroki dalej zauważając, że po chwili ponownie pojawiają się kolejne.
- A więc tak to było... Ugh, tylko dlaczego ta zmyłka? - Pomyślała sobie idąc dalej. Nie minęło właściwie sporo czasu aż natrafiła ponownie na zboczeńca, dostrzegła go siedzącego na powozie co wprawiło ją w niezłą konsternację. Jednak nie sam wóz był pierwszą rzeczą która ją zdziwiła.
- To ten gnój... Wreszcie jest, wreszcie go dopadłam... - W tej chwili tylko wyobrażała sobie jak zmusza go do czegoś dziwnego i daje mu swoisty wycisk na najróżniejsze sposoby.
- Co? Skąd znasz moje imię! Nie przedstawiłam ci się przecież zboczeńcu, no i o co chodzi z tym powozem? Wiesz przez co musiałam przejść uganiając się za tobą... - Czy miało to jednak w tej chwili znaczenie skąd zna? Nie, zirytowało to ją ale to chyba tyle. Wyciągnęła w tej chwili ręce w jego stronę zaciskając przy tym pięści, złość wróciła momentalnie, długo to nie trwało jednak poderwała się ze swoim kijaszkiem i rzuciła nim w stronę starucha jak włócznią, jasne, że nie trafiła, nie chciała go przecież zabić tym kawałkiem drewna. Chciała to zrobić gołymi rękami...
- Też mam swój kij wskazujący kierunek, wiesz? Aż sam lgnie do ciebie! - Buzowała złością i było to widać i w jej oczkach i w buźce i tak w ogóle to cała buzowała. Trudno jednak powstrzymać się przed taką reakcją, jeśli nagle wyłonił się, jak filip z konopii niemalże prowodyr wszystkich tych zajść.
- Co miała znaczyć tamta poprzednia kartka, ugh! Przez ciebie zeżarłam żołędzia! Wiesz co to oznacza? - Sama nie wiedziała tak naprawdę ale nie zaszkodziło zapytać i jego w końcu ten stary zbok wiedział wszystko i jego magiczny kij wskazywał drogę.
- Napadli mnie po drodze wiesz? Założę się, że sam nasłałeś tych dwóch kolesi z kijami i tego bachora by podmienili strzałki. Pewnie cię to nawet nie obchodzi... No i mój strój nadaje się do generalnego prania, cały mokry poprzecierany a był nowy! - Skrzyżowała ręce na piersiach by zaraz dmuchnąć swoją grzywkę wyraźnie zirytowana. Przyjrzała się kopercie o której mówił starzec, dalej jednak nie ufała temu co powiedział, zwróciła się w kierunku krzaka jednak nie poszła w jego kierunku,
- Przez ciebie mam tylko kłopoty... Nawet nie wiem czy dalej chcę tę kamizelkę, zwłaszcza, że pewnie i tak odstawiłeś z nią coś zbereźnego albo gorszego... - Mówiła głosem który stawał się z każdym wyrazem ciut smutniejszy.
- Nawet nie wiesz jak chciałam ci nakopać szurnięty dziadzie... - Westchnęła spuszczając swobodnie ręce, po chwili złapała się lekko za bolące ramie z grymasem na twarzy. Nie mogłaby go przecież zabić, odważyłaby się? Nie, potrafiła tylko gadać i w tym wypadku grozić, niezrealizowane groźby są najłatwiejsze do wypowiedzenia, zwłaszcza jeżeli są pełne emocji i wiesz, że i tak i tak... Pozostaną tylko w tej sferze i nigdy nie zostaną zrealizowane.
- Ojciec mnie zabije wiesz? Prawdopodobnie zostały mi... Hmm, pięć godzin życia? Czyli aż wrócę do domu, potem zacznie się piekło... Witajcie bezsenne noce okraszone shinranshinem... Wielkie dzięki dziadku... - Mówiła zbliżając się nie do krzaka a do jakiegoś pobliskiego drzewa, oczywiście skupiła w stopach chakrę by się na nie wspiąć a następnie z jednej z gałęzi zerknąć na to co znajdywało się za krzakiem, patrzyła nieufnie zarówno w to miejsce jak i w kierunek w którym pewnie dalej znajdował się Dizu.





Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
C->BW - Bezpańskie Psy - Terumi Hikari
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: Gdzieś w drodze

Postprzez Rika Kari Matsubari » 7 sie 2018, o 22:06

Misja C - Yamanaka Inoshi
Rika Kari Matsubari
33


Dizu znał jej imię, a jeśli dobrze pamiętała, to to nie padło podczas rozmowy w sklepie ani razu. Wciąż była niesamowicie wściekła na staruszka. Był on powodem wszystkich jej dzisiejszych kłopotów. Wiedział on, że nie ma co szczególnie jej przerywać. Była zła i on rozumiał te powody. Właściwie dziwne, gdyby nie rozumiał. Zareagował dopiero gdy w jego stronę, gdzieś z pół metra od jego głowy przeleciał kij.
-DAWAJ! I o to chodzi! – Wstał i wyraźnie powabiony uderzył się pięścią w mostek, aby wywołać dodatkowy efekt.
-I nie krytykuj poprzedniej kartki. Ta kartka oznaczała, że jestem bardzo słownym gościem. Myślisz, że mi się chciało? Siedziałem w krzaku blisko pół godziny, żeby dotrzymać słowa. – mówił, jakby czuł się zupełnie niedoceniony. – ale się udało. – dodał po chwili, bo to przecież bardzo ważna informacja.
-No i przynajmniej wiesz teraz jak smakuje żołądź.
Na wieść o napadzie nieco się zdziwił. Dotykał się delikatnie po brodzie i intensywnie myślał.
-Właściwie… powinienem był to przewidzieć. W tych okolicach nietrudno o kłopoty... Ale to tym lepiej. Zaliczyłaś solidny trening. Mam nadzieję, że nie byli słabsi? Może coś z tego wyniesiesz. – wskazał kciuk w górę, jakby olewając zniszczony strój i inne zażalenia. Najwidoczniej Dizu nie był tu po to, żeby się żalić.
-O nie, droga panienko. Inoshi. – chlubił się, że zna jej imię. – proszę niczego nie insynuować. Kamizelka jest w nienaruszonym stanie i absolutnie powinnaś ją wziąć. Naprawdę niepotrzebnie się gorączkujesz. Nakopać mi? Przecież nic ci nie zrobiłem, właściwie. Do domu i tak nie zdążysz o przyzwoitej. Może przed północą, jak się postarasz…
Dalej już tylko słuchał. Słuchał o tym, jak zabije ją ojciec. O tym ile życia jej zostało i jak beznadziejnie skończy przez dzisiejszy wybryk. Że też zachciało jej się łamać zakazy ojca! Jakaż była wtedy durna, że dała się ponieść chwili! Dizu nie przerywał ani na moment, delektując się każdą chwilą. Był wyraźnie pobudzony. Bawił się tym wszystkim i wyraźnie dawał Inoshi dużo uwagi…
Ta wciąż nie miała do niego ani krzty zaufania. Nie wskoczyła w krzaki za „kopertą”. Nic z tych rzeczy. Znała Dizu od kilku godzin, ale już te dwadzieścia minut obcowania z nim pozwoliły na wyrobienie sobie pewnego zdania. Wolała zachować czujność, bowiem nigdy nie wiadomo, czy zaraz na powrót nie zacznie podążać za strzałkami w poszukiwaniu tego zboka.
Ino z pomocą chakry wspięła się na drzewo znajdujące się niedaleko krzaczka, w którym podejrzewała znaleźć coś od staruszka. Nie była to zwykła wspinaczka. Była to wspinaczka z nieustannym przyglądaniem się poczynaniom Dizu, zupełnie jakby ten znowu miał wykręcić jakiś numer. Nawet nie próbował ukrywać, jak bardzo go to bawi. Inoshi przez dłuższą chwilę przyglądała się krzaczkowi i mogła już pomyśleć, że nic tam nie ma i to znowu jakaś chora gra. Wtedy dostrzegła jedna kartkę pod jedną z tylnych (z jej perspektywy) gałązek krzaczka. Co to mogło być, czyżby rysunek? Zastanawiała się, będąc zbyt daleko by wszystko dokładnie zobaczyć. Ale nie, to nie mógł być obrazem, bowiem na kartce widniały kolory.
Co on knuje? – mogła pomyśleć, kierując się w stronę krzaka. Prawdopodobnie nadal nie tracąc czujności podeszła dostatecznie blisko, odsunęła kamień i sięgnęła po kartkę. Dizu wciąż nie odzywał się ani słowem. Kartka ta to właściwie niewielkich rozmiarów obraz, malowany pędzlem. Przedstawiał on jakąś karczmę, która choć obca, wydawała się Inośce całkiem znajoma. Dwóch mężczyzn siedziało przy stole. Młody, może dwudziestoletni mężczyzna z blond końskim ogonem nalewał właśnie sake drugiemu bohaterowi ilustracji. Ten zaś, może nieco starszy, miał lekko przerzedzone włosy i patrzył się na kieliszek z niepodrabialnym skowyrnym uśmieszkiem.


***
Tuż po przepędzeniu łobuzów starszy z chłopców wręczył młodszemu jego czapkę, którą przechwycił kijaszkiem w powietrzu. Dłuższą chwilę wyglądał za łotrami, którzy szukali zaczepki. W kilku na jednego zawsze lepiej, on dobrze o tym wiedział. Dopiero potem odwrócił się ponownie, aby odezwać się do wystraszonego chłopaka.
-Mówią na mnie Dizu. A jak Tobie na imię?
-Dzięki za pomoc. Jestem Inoshima.
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
Niespodzianka Lata
 
Posty: 479
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 12
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Gdzieś w drodze

Postprzez Yamanaka Inoshi » 7 sie 2018, o 23:32

- Rok 385 - Lato -


" Znowu on? "
Obrazek

- Powinieneś... A gdyby mieli miecze? Wiedziałeś, że nic ze sobą nie mam, mogłam tam leżeć martwa w kałuży krwi i kto wie co jeszcze... Byli wielcy, czarni i mieli gołe klaty, phi... - Mówiła z założonymi rękami podczas gdy zbliżała się do kartki leżącej pod kamyczkiem.
- Co z tego wyniosę? Już wyniosłam, ten okropny drąg którym w ciebie rzuciłam! - Wyraźnie naburmuszona schyliła się i odrzuciła kamień na bok łapiąc za gwóźdź tego programu. Zaraz po sięgnięciu karteczki spojrzała gniewnie na Dizu, nie było to jednak spojrzenie w stylu " idę cię zabić " a coś bardziej sugerujące " Co to ma znaczyć ", obróciła kartkę najpierw na jedną, potem na drugą stronę przypatrując się materiałowy i szukając ukrytych zapisków i znaczeń.

- Kuso... Gdybym znała się bardziej na ninjutsu to bym sobie poświeciła a tak nie mam czym, na pewno coś tutaj ukryłeś, coś po czym albo będzie mi wstyd albo coś co mnie upokorzy znowu. - Zmarszczyła brwi przyglądając się samemu malunkowi.
- Karczma, dwóch facetów, chyba nic specjalnego, prawda? Tylko co to ma wspólnego z zadaniem? To wciąż jakieś ukryte zadanie... Zwykły rysunek, no i co z nim? Mam namalować taki sam? - Pytała nieco zażenowana całą tą sytuacją i tak właściwie również zmęczona, bo cały dzień wałęsała się po lesie, również walczyła i na samą myśl o powrocie do domu przechodziły ją ciarki a co dopiero myśleć o drodze powrotnej jaka ją miała czekać. Wtedy coś jej zaświtało patrząc na rysunek, był to obraz, malunek, ręcznie rysowany, co jak co Yamanaka nie lubiła niszczyć rzeczy i wiedziała, że będzie się z tym źle czuć jednak w tej chwili chciała się dziadydze odpłacić za trudy dnia dzisiejszego. Nim jednak zaczęła robić z nim cokolwiek odpowiadała staruszkowi dalej.

- Niepotrzebnie? Niepotrzebnie? Wszystko jest tutaj potrzebne i na miejscu... Przez twoje głupie zabawy zużyłam dużo za dużo energii i teraz przez dwa tygodnie znowu będę leżeć nim się za coś zabiorę... Świetnie, po prostu pięknie. Pewnie będą mnie szukać jak do rana się nie pojawię... Zresztą... Co ja mówię, jest za późno by tak łazić, tamci byli groźni a mogą być gorsi... - Jak tylko mogła to rugała go, westchnęła obracając się w kierunku staruszka z kartką w dłoni. Wyciągnęła ją przed siebie uśmiechając się, fałszywie i szeroko w jego stronę. Było jasne co chciała zrobić, gdyby jednak ją powstrzymał zaprzestała by. Nagle słychać odgłos rozrywanego papieru/materiału. Oj miała satysfakcję w tej chwili i to wielką. Delektowała się tą chwilą póki trwała, swoim własnym małym triumfem nad starym zboczeńcem, ale mu pokazałaś, prawda Inoshi?

- Pokazałam mu teraz, przedarłam to przez środek, jest jeszcze co drzeć w razie czego - Trzymała w łapkach rozdarty na pół malunek, mniej więcej gdzieś pomiędzy mężczyznami, oczekując jakiejś konkretniejszej reakcji od Dizu. Zadarła nos do góry krzyżując przy tym ręce na piersiach jak to zwykła robić przy swojej negatywnej postawie i obróciła się, właściwie czy czegokolwiek oczekiwała? Nie, była obrażona i tyle. Tak naprawdę to co zrobiła było bezcelowe a jednak to zrobiła. Nie obchodziły ją w tej chwili korzyści czy jakieś inne zależności, nawet teraz kamizelka mało ją obchodziła na samą myśl o tym jakie piekło czeka ją w ciągu następnych dni.





Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
C->BW - Bezpańskie Psy - Terumi Hikari
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: Gdzieś w drodze

Postprzez Rika Kari Matsubari » 8 sie 2018, o 10:49

Misja C - Yamanaka Inoshi
Rika Kari Matsubari
35


-Nie dramatyzuj… - Dizu przewrócił oczyma. – gdyby mieli miecze, to poradziłabyś sobie z mieczami. Podobno umiesz już trochę walczyć, musisz podejmować wyzwania, Inoshi! No, chyba że chcesz przez całe życie odnajdować psy starszych pań. – staruszek omal tego nie zaproponował, mówiąc tonem jak gdyby była to całkiem atrakcyjna alternatywa.
-Ten drąg to najmniejsza wartość, jaką wyciągnęłaś z tego pojedynku. Jeśli skupisz swoją uwagę na nim i zapomnisz o całej reszcie, wszystkie wysiłki zostaną stracone. – wzruszył ramionami.
Dalej już tylko się przyglądał. Przyglądał i słuchał, co to dziecko ma do powiedzenia. Zbudował prostą konstrukcję, opierając o kolana swoje łokcie, a otwartymi dłońmi podpierając prowadzoną przez zgarbione plecy brodę. Siedział tak i patrzył się na Yamanakę. Uśmiech ten był trudny do rozszyfrowania. Mógł być dumny z jej postępowania, albo wyobrażać sobie nagą żonę, która właśnie przed nim stała. Cokolwiek to nie było, miał naprawdę szeroki, rozanielony uśmiech, który poszerzał się z kolejnymi zarzutami i wybuchami gniewu Inoshi. Czy to normalne? Czy sprawiało mu przyjemność doprowadzanie jej do białej gorączki? Słuchanie jej kolejnych pomysłów na rozwiązanie zadania i wyrzutów co do jego działań? Tak, chyba dawało mu to radochę, pytanie tylko: dlaczego?
Trwało to tak przez dobre kilka minut, po których Inoshi dalej nie dostrzegała niczego na zdjęciu. Miała różne pomysły na rozwiązanie zadania, ale spodziewała się raczej kolejnego ośmieszenia i upokorzenia, miast sięgnięcia gdzieś głębiej. Z każdą chwilą była coraz bardziej wkurzona. Wreszcie zdecydowała się wyżyć i raz a porządnie odegrać się na Dizu. Zaatakować nie jego ciało, a duszę, niszcząc malunek, który musiał być dla niego wiele wart.
Staruszek zaś patrzył na to i jego uśmieszek zniknął w mgnieniu oka. Zrobiło mu się smutno, chciał zareagować, ale chyba nie bardzo miał pomysł jak. Widział jej satysfakcję z powodu tego, co zrobiła. Widział jak się cieszy. Czyżby przesadził, doprowadzając ją do tego? Nie, to niemożliwe. Właściwie nie spodziewał się tego, ale wszystkie jej zachowania niemal od samego początku były częścią jego planu.
-Dziecko, zanim rozedrzesz dalej ten malunek, daj mi coś powiedzieć. Potem może być już za późno. – wpatrywał się w zdjęcie. W dwie postacie przedzielone białą błyskawicą przedartego papieru. – spójrz raz jeszcze na ten rysunek. Ten przystojniak po lewej stronie, to ja. Młodzieniec z sake zaś, to twój tatko. – powiedział, dając jej chwilę na przetrawienie informacji i przyjrzenie się rysunkowi. Opowiedział o tym, jak poznał jej ojca. Powiedział o przygodach, jakie przeżyli i o numerze z kupą, przez którą Inoshima miał problemy.
-Twój tatko był kiedyś… ahh. Zresztą o tym pewnie opowie ci sam. Po wielu latach przyszedł taki moment, w którym zmarła moja opiekunka. Rodziców straciłem już wcześniej. To były najtrudniejsze chwile w moim życiu, kiedy musiałem opuścić osadę. Wyjechałem i od blisko 30 lat włóczę się po świecie, odwiedzając czasem twojego starszego. Życie rozdzieliło nas tak samo, jak ty zrobiłaś to teraz na fotografii. Pierwszy raz wróciłem po 4 latach. Spotkaliśmy się, a Hibiki, nawalony najmocniej z nas wszystkich wpadł na pomysł, żeby to uwiecznić. Poprosiliśmy malarza, aby zrobił nam dwa identyczne portrety, na znak wiecznej przyjaźni. Mój przepadł w płomieniach wiele lat temu, gdy zaatakowali mnie nocą rabusie. Przepadło wszystko co wówczas miałem, ale teraz żałuję tylko tego malunku… Ten który trzymasz w dłoni, panienko, należy do twojego taty.
-Tylko się nie smuć. Wiem, że to wszystko wydaje się porąbane, ale ja jestem z ciebie dumny i on też będzie. Ale dosyć mojego pierdzielenia. – Dizu odwrócił się za siebie i wyciągnął coś, co znajdowało się wcześniej w jego bryczce. – Proszę, Inoshi. To pierwsza prawdziwa koperta tego dnia. Myślę że to dobry moment, abyś to przeczytała. – wyciągnął rękę z kopertą. Czekając, aż dziewczyna podejdzie.
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
Niespodzianka Lata
 
Posty: 479
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 12
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Gdzieś w drodze

Postprzez Yamanaka Inoshi » 8 sie 2018, o 18:09

- Rok 385 - Lato -


" Wspomnienia przeszłości "
Obrazek


Stało się, jak grom z jasnego nieba można było usłyszeć dźwięk przedzieranego wspomnienia... Dziewczyna szybko zauważyła jak uśmiech znika z twarzy staruszka, w tej chwili wiedziała, że wygrała, teraz to ona rozdawała karty, to było jej rozdanie... Jej zwycięstwo sytuacja niemalże szachowa gdzie przeciwnik musi się poddać. Uśmiech nie znikał z jej twarzy, nawet pomimo tego, że wciąż miała mieszane uczucia odnośnie tego co robi.
- Dobrze mu tak, koniec jego durnych gierek - Myślała gdy przerwał jej, sama wtedy przestała, nie chciała go katować, może i mu zależało na tym rysunku? Czy to nawet miało dla niej znaczenie? Gdy dalej mówił przysłuchiwała się jego słowom, nie wadziło jej ponownie przyjrzeć się zniszczonemu przez siebie malunkowi, widziała go przecież i nie zobaczyła w nim nic ciekawego, raczej nie mógł tego zmienić.
- Nagle zaczęło ci na tym zależeć? Powinieneś wiedzieć komu to dajesz... - Uniosła się swoją, w tej chwili pewnością siebie, gdy jednak kontynuował wspominając o tym co rzeczywiście jest na zdjęciu to Inoshi zaniemówiła, przełknęła tylko ślinę z początku i wtedy jej tęczówki nagle się pomniejszyły, tak jakby nagle coś ją strzeliło i bardzo poruszyło.
- Ale... To jest... Tata? On nigdy nie zaprzyjaźniłby się z kimś takim jak ty. - Otworzyła nieznacznie usta zaszokowana, w tej chwili zatrzęsły się jej ręce podczas gdy zawiesiła wzrok na malunku. Przyglądała się i widziała, teraz widziała, nawet jeśli malunek był... Nie ważne, zwyczajnie uwierzyła, blond włosy, zgadzały się... Uśmiech starszego również był na miejscu, wszystko idealnie zagrane i dopasowane... Mówił prawdę.
- Ja... - Na jej twarzy malował się wtedy jedynie niepewny smutek, nie wiedziała co ma właściwie teraz powiedzieć. Nie musiała jeszcze nawet wiedzieć o tym, że nie ma kopii, zwyczajnie zniszczyła coś co mogło mieć znaczenie i na pewno je miało. Nie mówiła dalej właściwie nic i wsłuchiwała się w opowieść którą jej zaserwował, nie wiedziała nawet czy powinna cokolwiek mówić, zapomniała niemal, że jej ojciec kiedyś też był w jej wieku albo i młodszy albo zwyczajnie nie chciała o tym pamiętać.

- Jak zawsze zawaliłam sprawę... Dizu-sama. Zniszczyłam coś co... Było dowodem waszej przyjaźni, ostatnim świadectwem tego co było i nie powinno być rozerwalne... Tylko to potrafię, zawalić sprawę, teraz przynajmniej przez to nikt nie zginął ale... To jakoś nie sprawia, że czuje się z tym lepiej - Była wtedy bliżej wraz ze zniszczonym malunkiem w dłoniach, przykładała porwane fragmenty do siebie tak jakby liczyła, że nagle, przy pomocy jakiejś cudownej magii złączą się ponownie w jedność i będzie mogła się uśmiechnąć.
- To jego pamiątka... Chciałam zniszczyć twoją i teraz... Wygląda na to jakbym nie chciała zranić jego a wszystko co najgorsze zwalić na ciebie... Jednak... Dlaczego mi na to pozwoliłeś, hę?! - Powiedziała nieco głośniej, nie płakała, od czasów smutku z Kami no hikage nie chciała zbytnio pokazywać aż takich emocji jednak czasami łzy napływają same nawet jeśli próbujemy to skryć i staramy się być silni.
- Gdybym wiedziała wcześniej nie doszłoby do tego... I to wszystko, po co to wszystko? Dalej nie rozumiem dlaczego... Ja wiem, że jeśli choć trochę go znałeś to wiedziałeś jaką wagę przywiązuje do takich rzeczy, on nigdy nie zapomina, wiedziałeś, że nie możesz zapomnieć i teraz... Skrzywdziłam was oboje. - Westchnęła wpatrując się przez chwilę w rysunek, sake? Nie, nic ono nie znaczyło, cała reszta znaczyła. To musiało być siedem kotów. To był na pewno ten lokal, dopiero teraz go rozpoznała.
- Nie miałam takiego przyjaciela... Dlaczego wcześniej o tym nie wiedziałam? Tata nie powinien mi powiedzieć o kimś z kim łączy go więź? Ta nierozerwalna? Co się stało? I właściwie... Dlaczego opowiadasz mi o swoim życiu... - Nie było to tak, że nie obchodziły jej jego losy, zwyczajnie nagle zaczął mówić wszystko, tak jak ze wszystkim do tej pory musiał mieć w tym jakiś cel, czy chciał wzbudzić współczucie? Może, czy chciał ją wprowadzić w zakłopotanie? Zapewne, ale wystarczyłoby powiedzieć, że jego kopia przepadła i to wszystko a jednak... On zdecydował się mówić więcej.
- Hibiki też w tym był? Więc gdybym została chwilę dłużej to... ugh, pewnie bym nawet nie ruszyła za tobą. Jestem na siebie tak zła, chwila cierpliwości... - Słyszała jak mówił by się nie smuciła, było na to jednak trochę zbyt późno, przetarła nieco oczy zbliżając się do wozu.

- Dumny z czego? Z tego, że rozdzieliłam was na zawsze? Dumny z tego, że omal nie dałam się pobić jakimś bandytom? Dumny z tego w jakim stanie tutaj dotarłam? Dumny z tego, że nie połapałam się nic a nic? Z czego tutaj być dumnym, chyba tylko z jednej wielkiej porażki... - Jeśli tylko mogła to chciała dosiąść się do bryczki. Westchnęła ze skrzyżowanymi rękami, zbliżyła się do jego bryczki i odebrała ostatnią kopertę, kopertę? Może to był zwój? No nie ważne, złapała za przedmiot i spoglądając na staruszka zwróciła się do niego słowami.
- Nie wiem czy powinnam ją otwierać... Złamałam zasady już dwa razy, przegrałam. - Mówiła trzymając w dłoniach list? Kolejny żart? Poruszyła ustami nieznacznie to w lewo to w prawo, nie wiedziała jaką mimikę powinna teraz przybrać. Otworzyła kopertę...





Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
C->BW - Bezpańskie Psy - Terumi Hikari
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: Gdzieś w drodze

Postprzez Rika Kari Matsubari » 8 sie 2018, o 21:53

Misja C - Yamanaka Inoshi
Rika Kari Matsubari
37


Dizu zmarkotniał na moment po przerwaniu malunku. Był zaskoczony. Przejęty, że zniszczona została nie jego własność. Ostatni symbol wielkiej przyjaźni, która umarła tylko dlatego, że świat ułożył dwójkę idealnie pasujących do siebie ludzi na przeciwnych ściankach kostki Rubika. Co teraz? Czy po ich znajomości zostanie jeszcze jakiś ślad, a może wraz z podarciem kartki zakończy się i ona, raz na zawsze?
Staruszek puścił mimo uszu pierwsze uwagi blondynki, ale druga była bardzo dotkliwa. Dizu z trudem się powstrzymał wiedząc, że riposta niedługo torze do niej sama. Prędzej jednak rozpoczął się jeden wielki lament na temat wszystkiego. Jak zawsze mi coś nie wyszło, jaka jestem okropna, dlaczego tak, dlaczego nie inaczej… Trosk było wiele, a wszystkie w jednakowo ponurej nucie. Wypominanie sobie kolejnych niepowodzeń, porażek, klęsk – Ino znała wszystkie te określenia. W tej burzy emocji błysło jednak pewne rozsądne pytanie. Dlaczego Inoshi nigdy nie słyszała o Dizu?
-Podczas ostatnich piętnastu lat kilka razy udało nam się doprowadzić do spotkania. Zawsze jednak ukrywaliśmy się przed innymi, nigdy nie spotykaliśmy się u was w domu. Dlaczego? To całkiem proste. Jakby to powiedzieć… twoja mama za mną nie przepada. – wzruszył ramionami. – nigdy nie było jednak o co walczyć, bo przyjeżdżałem raz na kilka lat, krążąc po świecie nieustannie. Nie mam pojęcia, dlaczego Inoshima nigdy o mnie nie wspominał. Wiem jednak, że chciał byśmy się poznali. Kiedyś, pewnej zimy Harumi zostawiła go samego z tobą – Dizu pukał się w czoło, jasno pokazując jak duży był to błąd. – a on zawinął Cię w cztery ręczniki i przyprowadził do mnie, żebyśmy mogli sobie pogadać. Miałaś wtedy rozkoszne puldaski i nie byłaś zbyt rozmowna, ale w sumie krzyczałaś tyle, co teraz. – skowyrny uśmiech powrócił na twarz staruszka.
Wciąż w pamięci wąsacza tkwił podarty obraz. Dizu miał jednak swoje lata i wyrobione spojrzenie na świat. Z każdą kolejną chwilą smutek ten przechodził zaś w ulgę.
-Musisz zrozumieć panienko, że od samego początku na niczym nie zależało mi tak, jak na twoim gniewie. Podarłaś ten obraz, ale wiesz co? Mam to w dupie. Właściwie to nie mam. Jestem ci wdzięczny. Wszędzie doszukujesz się porażek i niepowodzeń. Wszędzie widzisz to co złe. Może myślisz, że jesteś realistką, ale to nieprawda. – Dizu doskonale wiedział co mówił. Mimo rzucanych mu przez całe życie kłód ten zachowywał spokój i wszystkie dramaty potrafił przeobrazić w coś dobrego. – Inoshima poczuje utratę tego obrazu, ale jeśli masz ochotę, możesz go podrzeć dalej. Przez kilkanaście lat wmawiamy sobie, że nasza przyjaźń przetrwa wszystko, a wiara w to jest tak wielka, że chyba zapominamy, jak wiele wymaga pielęgnacji. Łączy nas ślepa nadzieja, że byle obrazek jest dowodem przyjaźni. Nie, Inoshi. On od dawna jest już tylko usprawiedliwieniem. Otwórz to proszę, a dowiesz się całej reszty. Nigdy nie jest za późno, żeby wygrać.


Spoiler: pokaż
Do kogoś bardzo ważnego
Jeśli czytasz ten list, to znaczy, że poznałaś już Dizu. Za Tobą ciężki dzień pełen znoju i frustracji. Złamałaś dziś nie jeden zakaz, prawda? Jest mi bardzo przykro z tego powodu. Jest mi bardzo przykro, że nie mogłem tego widzieć na własne oczy.
Być może nie poświęcam Ci tyle czasu, na ile zasługujesz, córciu, ale wcale nie znaczy to, że o Tobie nie myślę. Myślę bardzo dużo a martwię się chyba dwa razy tyle. Wiem, że najchętniej nie mówiłabyś mi o niczym, ale ja swoje wiem. Mam nadzieję, że i Ty wiesz, jak bardzo przypominasz mnie, gdy byłem mały. Uwierz mi, że gdyby nic się w moim życiu nie zmieniło, byłbym teraz o wiele gorszym człowiekiem. Na szczęście ja miałem po swojej stronie los. Nadszedł czas, żebym ja został Twoim losem. Posłuchaj uważnie.
W domu nigdy nie brakowało mi niczego. Zawsze najlepsze warunki do lekcji i do treningu. Zawsze dobre jedzenie i kultura. Nie wszystkie dzieci miały tyle, co ja. Jednak przez to, ze wszystko miałem jak na tacy, nie uczyłem się sam. Byłem zdolnym dzieckiem, któremu dokuczali inni. Który bał się przeciwstawić, mimo że spokojnie poradziłby sobie z kolegami. Rzadko ponosiłem jakiekolwiek porażki, ale gdy do nich dochodziło, dla mnie rozpoczynał się istny koniec świata.
To właśnie podczas jednej z przepychanek z kolegami, którzy mnie napadli, zjawił się Dizu. Pomógł mi i zostaliśmy przyjaciółmi. Szybko staliśmy się nierozłączni, a czas spędzany z Dizu miał na mnie bardzo zły wpływ. „Zły” oczywiście nie należy tu brać dosłownie. Robiłem awantury i buntowałem się o wszystko. Przestałem być dobrym dzieckiem. Zrozumiałem wiele spraw. Robiłem głupie numery, które dawały mi wielką radość. Nie będę opowiadał o dowcipie w podchodach, bo on na pewno nie wytrzymał tyle, by Ci o tym nie wspomnieć. Owszem, wszyscy myśleli, że staczam się na dno, jednak ja wówczas wchodziłem na szczyt. Zacząłem samodzielnie myśleć i robić wszystko po swojemu. Stałem się prawdziwie sobą i to pozwoliło mi na bycie silnym. Nikt nigdy mu tego nie odda, ale to zasługa Dizu.
Nasza przyjaźń została uśpiona w wyniku okoliczności, o których lepiej nie mówić. Spotykaliśmy się jednak co kilka kilka lat, by przez chociaż jeden dzień żyć dawnym życiem. Na pewno zastanawiasz się, dlaczego nie dowiedziałaś się o nim wcześniej. To bardzo proste. Mama go nie toleruje. Nigdy za nim nie przepadała i jeszcze koronny argument, że będzie miał na Ciebie zły wpływ.
Po wczorajszej awanturze poszedłem właśnie do niego. Wrócił na stare śmieci, nie wiadomo na jak długo. Poszedłem, żeby poprosić go o jeszcze jedną przysługę. By pojawił się w Twoim życiu tak jak pojawił się z moim i zrobił to dziwne coś. Aż trudno mi sobie wyobrazić, że możecie teraz siedzieć na ławce pod jabłonią i śmieć się do rozpuku z kolejnych dowcipów. Nie mam żadnych wątpliwości, że bardzo polubisz tego świra. Wiem, że to co zrobiłem jest trochę nie fair, ale potraktuj to jako pełnoprawną misję. Dla mnie była ona najważniejsza w życiu, być może dla Ciebie również taka będzie.
Nie chcę zabierać wam wspólnych chwil, dlatego wyjaśnię jeszcze pewne rzeczy. Gdy kilka dni temu powiedziałem Dizowi o swoich planach. Ten bardzo się u cieszył i w mig obadał teren. Hibiki z przyjemnością Cię podkablował, ale nie miej mu tego za złe. To starzy przyjaciele. Kamizelkę ureguluje jutro mama, a rozliczymy się, gdy do nas wrócisz. Dizu jednak chętnie zabierze Cię dokąd zechcesz, jeśli tylko nadal masz ochotę mnie zabić. Wszystko potrzebuje czasu. Zerknij jeszcze raz do koperty, wetknąłem tam trochę gotówki, żebyś miała co jeść. To dla Twojego dobra. Kocham Cię.

HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAYamanaka Inoshima
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
Niespodzianka Lata
 
Posty: 479
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 12
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Gdzieś w drodze

Postprzez Yamanaka Inoshi » 9 sie 2018, o 15:02

- Rok 385 - Lato -


" Wspomnienia przeszłości "
Obrazek

Słuchała, mimo, że dalej była zła za to wszystko co się stało, to w tej chwili jednak jego słowa sprawiły, że zwyczajnie mu uwierzyła, częściowo zrozumiała już o co w tym wszystkim chodzi, wciąż natomiast zaskakiwało ją to, że zostało to zorganizowane w taki sposób.
- Więc... Znasz mnie od zawsze? - Skrzywiła się nieznacznie rzucając spojrzenie w jego stronę, było raczej dużo mniej gniewne niż przedtem, teraz jedynie skonfundowane.
- Nie dało się tego zorganizować jakoś inaczej? - Westchnęła i przeszła do odczytywania listu tak jak jej staruszek polecił. Od samego początku czytania wydawała się być bardzo zajęta i wczytana w otrzymaną wiadomość, wertowała wers po wersie uśmiechając się przy tym nieznacznie co jakiś czas.
- Żebyś wiedział, że nie wytrzymał - Pomyślała w chwili gdy czytała fragment o żarcie starym już jak świat.
- Nic dziwnego, że mama nie mogłaby z nim wytrzymać, ledwo ja mogę... Az się zastanawiam jak ty mogłeś - Oj wytrzymanie z Dizu wydawało się niemal niemożliwością, ten dziadziuś potrafił zajść za skórę, oj potrafił.
- Teraz właściwie nie mam wyjścia jak potraktować tego... Jakoś, mhm - Pokręciła głową skupiając swój wzrok na kolejnych linijkach spisanych przez ojca. Wydawałoby się, że w tej chwili nie widzi świata poza tym listem, czyta i czyta odpowiadając sama sobie na część z informacji jakie tam się znajdują. Gdy skończyła odwróciła kartkę na drugą stronę spoglądając w stronę staruszka.
- Dizu-sama, miałbyś może coś do pisania? - Jeśli otrzymała od niego albo ołówek, czy cokolwiek innego to zabrała się szybko za pisanie własnej wiadomości, takiej którą chciałaby przekazać ojcu.


Spoiler: pokaż
Tato, Mamo, - Jeśli czytacie ten list to znaczy, że ze mną wszystko jest w porządku, przynajmniej było gdy go pisałam. Trudno w tekście i na papierze wyrazić to co czuję ale... Chyba tak będzie lepiej bo i ty Tato wyraziłeś na nim więcej niż potrafiłeś. Od samego ranka byłam bardzo zła na twojego przyjaciela, chciałam go dorwać i odzyskać co moje, początkowo nie wiedziałam ani o co chodzi ani czego on chce. Wszystko to przez co dzisiaj przeszłam by do niego dotrzeć, pewnie w innych okolicznościach byłoby niezłą zabawą, w tym wypadku nie było. Mimo to, nie nienawidzę go, możesz być o to spokojny. O jego zły wpływ na mnie możesz być chyba spokojny, pamiętaj, że jestem też trochę jak mama :>

W pierwszej chwili byłam również zła na Hibikiego ale nie mogę go winić za wzięcie udziału w tym wszystkim. Przykro mi, że nigdy nie zaufałeś mi na tyle by opowiedzieć mi o swoim przyjacielu, wciąż nie rozumiem dlaczego, przecież widziałeś nie raz, że przechodziliśmy przez coś podobnego a jednak... Ja nie miałam swojego Dizu. Pewnie w tej chwili mógłbyś sobie wyobrazić jak wzdycham, tak, tak, zrobiłam to. Dzisiejszy dzień był pełen szaleństwa, niekoniecznie tego dobrego i niekoniecznie tylko z rąk staruszka. Na początku wydawało mi się, że wiem co jest właściwie, w tej chwili jednak mam wątpliwości i muszę to sobie wszystko jakoś poukładać - Sama. Ale ja też muszę przeprosić Ciebie, zwłaszcza ciebie Tato za jedną rzecz. Wtedy w Hanamurze... Okłamałam Cię. Gdy byłeś w szpitalu coś się stało, spotkałam kogoś. Był to pewien chłopak, starszy ode mnie, zdecydował się pomóc z własnej woli, to on wynajął pokój w którym spałam, nie było miejsca i ludzie licytowali się o pokoje.

On wtedy zwyczajnie oddał mi swój pokój, bądź spokojny, jak spałam to go w nim nie było. Pochodzi z rodu Yogan, nasi sąsiedzi z południa. Tak naprawdę to zadbał tam o mnie i jestem mu za to wdzięczna. Wstydziłam się przyznać, że skorzystałam z jego pomocy, duma naszego Rodu jest wielka i prawie nigdy o niej nie zapominamy, nie chciałam byś uznał, że osłabiam naszą rodzinę. To nie wszystko, jest dość utalentowanym shinobim i przyjęłam jego pomoc pod jednym warunkiem, że wszystko zwrócę lub odpracuję dlatego... Długo zwlekałam z udaniem się do niego do Yogan-ryu, jednak dzisiaj wiem, że to jest właśnie dzisiaj gdy tam wyruszę.

Obiecał, że nauczy mnie czegoś a z tego co widziałam jest genialny, chciałabym kiedyś potrafić to co on, wiesz tatku? Nie wiem czy nie jest nawet lepszy od ciebie. Przychylił się też do mojej woli nauki iroyjutsu i mimo, że sam się na nim nie zna to powiedział, że zrobi wszystko by mi pomóc to też jeden z powodów dla których chce go odwiedzić. Wstyd się przyznać ale... Zniszczyłam również twój pamiątkowy malunek z Hibikim i z Dizu. Nie wrócę jednak póki nie złożę go jakoś w całość. Nie mogę pozwolić by i symbol waszej przyjaźni przepadł jak ona sama. Kocham was oboje i ciebie tato i ciebie Mamo. Wrócę gdy sobie wszystko poukładam, mam nadzieję, że niedługo.

P.S - Nie złość się mamuś, że pisane prawie w całości do taty.
Inoshi


Zaraz jak skończyła pisać oddała ołówek czy cokolwiek innego do pisania dostała by sam list wsunąć ponownie do koperty i wyciągnąć z niego pieniądze, schowała je gdzieś pod swój strój bo wiedziała, że sam list chce wysłać jeszcze raz. Skrzywiła się nieznacznie zdając sobie sprawę, że właściwie nie ma czym przypiąć listu, westchnęła i zaczęła za chwilę majstrować rękami przy swoich włosach, po kilku chwilach jej kitka znikła a to co ją zastąpiło były zwyczajnie rozpuszczone włosy nieco krócej niż do ramion a w dłoni trzymała kilka spinek które pozwoliły jej utrzymać ten stojący kucyk. Oparła się o oparcie wozu robiąc sobie taką jakby poduszkę z dłoni. Spojrzała na siedzącego obok starca.

- Słyszałam, że jedziemy do Yogan-Ryu, co na to powiesz? - Mówiła z pewnego rodzaju entuzjazmem który wydawał się całkiem inny jakby pochodzący od całkiem kogoś innego, nie od tej samej dziewczyny. Zeskoczyła po chwili z wozu łapiąc za leżący gdzieś obok kij bo, podskoczyła i ponownie znalazła się na wozie i usiadła na swoim miejscu.

- Tak właściwie... Chciałabym z tobą porozmawiać, mam jeszcze trochę pytań nim to jednak zrobię muszę odesłać ten list. - Mówiąc to rozglądała się po okolicy w poszukiwaniu jakiegoś latającego ptaszyska. Jeśli go ujrzała uśmiechnęła się i momentalnie złożyła dłonie w pieczęć - Ninpou: Shintenshin no jutsu - i wystrzeliła swoją duszę w jego kierunku. Nieprzytomne ciało blondynki powinno się osunąć gdzieś albo na oparcie albo na bok siedzenia, mogła nawet wyglądać jakby nagle usnęła. Wtedy też do miejsca w którym stał wóz zacząłby podlatywać ptak który zniżyłby swój lot na tyle by po chwili wylądować na powozie, na oparciu spoglądając swoimi oczętami na Dizu, przekręcił głowę w bok, dla człowieka w dosyć nienaturalny ale dla ptaka zwykły sposób, spojrzał na nieprzytomną blondynkę a potem na leżące spinki i list. Czekał aż białowłosy staruszek przypnie zwinięty list albo kopertę do nóżki ptaszyska lub gdziekolwiek indziej. Jeśli to zrobi to odleci w kierunku Saimin dostarczyć swoją wiadomość a przez cały czas lotu i jeszcze dłuższą chwilę Yamanaka będzie nieprzytomna.




Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
C->BW - Bezpańskie Psy - Terumi Hikari
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: Gdzieś w drodze

Postprzez Rika Kari Matsubari » 9 sie 2018, o 20:06

Misja C - Yamanaka Inoshi
Rika Kari Matsubari
39


Informacja o tym, że Inoshi widziała się już kiedyś z Dizu, mogła być prawdziwym szokiem dla blondynki, która cały czas uważała go za okropnego zboka. Żeby nie było, nic się w tej kwestii dotąd nie zmieniło. Po chwili sięgnęła po kopertę od staruszka, ze znacznie mniejszą nieufnością niż do tej pory. Otworzyła ją i wyjęła kartkę papieru – list.
List ten podpisany był przez ojca, Inoshimę, którego charakterystyczny podpis widniał na dole kartki. Czytając go, blondynka jakby wyłączyła się ze świata, zatracając jakby w dodatkowym wymiarze tego listu. Cała treść kompletnie zmieniała wizję tego dnia. Dnia, który okazał się lekcją, którą wiele, wiele lat temu musiał przejść również jej tata. Dużo o Dizu, mamie Inoshi i ogólnie o drodze przez życie. Podczas czytania kilkukrotnie się uśmiechnęła, kilkukrotnie też przeszła w konsternację. Ostatecznie skończyła czytać. Po chwili namysłu zapytała się staruszka, czy ten ma coś do pisania. Wszedł bez słowa ponownie na bryczkę i wyciągnął ołówek. Siedzieli teraz razem, a Inoshi pisała list. Dizu nie patrzył.
Gdy skończyła, wyciągnęła z koperty pieniążki i upchnęła w bezpieczne miejsce. Wymyśliła mechanizm przypinający list do… no cóż. Do dalszej części jej planów. Spojrzała na Dizu i wyszła z propozycją.
-Juhu! Jogan-Ryu, mówisz? A co Cię tam sprowadza? Byłem jakieś czterdzieści razy, ale czterdziesty pierwszy z pewnością będzie niezapomniany! – Dizu wyciągnął jedną rękę do przodu, niczym zwycięzca sportowych zmagań.
Inoshi zeskoczyła z wozu, by odnaleźć kij, którym jeszcze niedawno rzuciła w kogoś, kogo teraz mogła nazywać sprzymierzeńcem, a może i przyjacielem? Dziewczyna ostrzegła, że ma coś jeszcze do załatwienia. Wypatrzyła odpowiednią zwierzynę, ot niczym nie wyróżniającego się ptaka i strzeliła do niego swoją duszą. Jej ciało odchyliło się do tyłu, a ona w ciele ptaka stawiła się ponownie na bryczce, gdzie Dizu bez problemu odczytując jej zamiary przypiął jej do nogi list.
Pewnie czekacie na fantastyczny opis lotu i poczucie wolności, ale powrót Inoshi do domu wcale nie wyglądał tak błogo. Prawdę mówiąc była to walka o życie, a ptak-Ino to z całą pewnością najbardziej pokracznie latające stworzenie na ziemi. Całe szczęście, że w powietrzu nie ma za wiele przeszkód. Gdy zbliżała się celu, zauważyła ojca siedzącego przy oknie. Nie pozostało nic innego, jak wylądować na parapecie i wtedy… bum! Tak, to się zdarza i bardziej doświadczonym lotnikom. Inoshi najzwyczajniej wbiła się w szybę, doprowadzając ojca do zawału. Ten, gdy tylko zorientował się co jest grane, mało nie padł ze śmiechu. Szybko jednak otworzył okno i odpiął list.

W tym czasie Dizu uznał, że najlepiej będzie już ruszyć, przecież dziewczyna zaraz do niego wróci. Pociągnął za cugle i dał koniom znak, by wprowadzić bryczkę w ruch. Pierwszy zryw, a ciało Inoshi przechyliło się niefortunnie, lądując głową na kolanach staruszka. Ten był tym faktem niewzruszony. Kiedyś, jak jeszcze mógł, wszystkie tak robiły.
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
Niespodzianka Lata
 
Posty: 479
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 12
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Gdzieś w drodze

Postprzez Yamanaka Inoshi » 9 sie 2018, o 21:35

- Rok 385 - Lato -


" Wspomnienia przeszłości "
Obrazek

Kto by się spodziewał, że właśnie w taki sposób zakończy się lot blondynki? Wpadła na okno jak totalna amatorka, czy jednak można ją za to winić? Pierwszy raz właściwie szybowała w przestworzach w ptasim ciałku. Zderzyła się z szybą jednak, na całe szczęście kryzys został szybko zażegnany przez ojca który pozbierał ją i zabrał list. W tym wszystkim najbardziej szkoda bogu ducha winnego ptaszora.
- Dlaczego mnie to spotyka? - Pytała sama siebie gdy dochodziła do siebie w ptasiej formie.
Nim Inoshi wróciła do siebie minęła dłuższa chwila, odległość jaką musiała pokonać jej dusza była całkiem spora a i wciąż się oddalali w związku z tym, że starzec podjął decyduję o wyruszeniu już teraz. Gdyby tylko dziewczyna wiedziała w jakiej pozycji się znajdzie to zawczasu przykleiłaby siebie do siedzenia w taki sposób który nie pozwoliłby jej znaleźć się w tak dziwnym położeniu, gdyby tylko miała czym. Po znalezieniu się ponownie w swoim ciele powoli dochodząc do siebie, pierwszym na co zwróciły uwagę jej zmysły było o trzęsienie:
- Trzęsie... - Pomyślała, w tej samej chwili dotarło do niej, że pod jej głową wcale nie jest jakoś twardo, coś pod nią jest... Było to tym bardziej dziwne, ze nie pamiętała tej pozycji. Gdy odpływała to jeszcze siedziała, mimo wszystko dopiero teraz poczuła siłę uderzenia jakim zderzyła się z oknem. Nabawiła się dodatkowego siniaka który stał się jedną z kolejnych rzeczy które zwyczajnie będą ją irytować przez kilka kolejnych dni.
- Ugh... Co się stało? - Otworzyła oczy i pierwsze co zobaczyła to Dizu prowadzącego powóz, spoglądała na niego z nieco niecodziennej pozycji. Automatycznie zarumieniła się i poderwała najszybciej jak tylko mogła prawdopodobnie zachaczając przy tym o rękę staruszka, już znajdowała się po drugiej stronie siedzenia wskazując na staruszka i rzuciła z przekąsem w jego kierunku:
- Co ty chciałeś zrobić, co!? Nie było mnie tylko trochę a tu proszę, już leżę na twoich kolanach zboczony dziadku! - Czy można ją winić? Już zaczynała mu ufać a on odstawia taki numer. A może to jednak nie był on a jedynie przypadek? Prawdopodobnie tak było. Po jakimś czasie ochłonęła i wróciła jej chęć do zadania staruszkowi kilku pytań na które odpowiedzi wciąż nie znała.
- Jadę tam bo... Chcę kogoś odwiedzić, kogoś kogo poznałam w Hanamurze... Muszę mu oddać należności no i obiecał, że pokaże mi trochę ninjutsu. To naprawdę dobra osoba, pomógł mi gdy naprawdę tego potrzebowałam. - Mówiła przeczesując lewą dłonią włosy. Oparła się wtedy o oparcie mrużąc odrobinę oczy.
- Co z moją kamizelką, dziadku? - Zapytała dosyć powoli ziewając zaraz potem, była już kompletnie padnięta tym wszystkim co się dzisiaj wydarzyło, najchętniej poszłaby już spać no ale nie miała w tej sytuacji jak.
- Dizu-sama, chciałam zapytać... O co tak naprawdę chodzi z tym całym kijem? To był jakiś żart albo coś? Bo w tej chwili, zważywszy, że ci bandyci którzy mnie napadli również posługiwali się kijami jak ty... Początkowo myślałam, że to ty ich wysłałeś. - Spojrzała na niego z odrobinę zmrużonymi oczami, a raczej okiem bo drugie skrywała grzywka, nie poprawiała już jej nawet, ot nie czuła potrzeby.
- Jak to się stało, że straciłeś wszystko? Dlaczego nie zostaniesz gdzieś w jednym miejscu? Kim była twoja żona? Co was rozdzieliło? Nie wmówisz mi, że moja mama to aż taka diablica której się obydwaj baliście bo w to nie uwierzę. No i... Skoro mój tato przyprowadził mnie do ciebie jak byłam mała to znaczy, że wiedział, że ci się wtedy spodobam, nie zrobił by tego gdyby nie był pewny dlatego... Gdzie twój syn albo córka? Nie uwierzę, że miałeś żonę z którą wspominasz tyle... I nie miałeś kogoś. - Zwróciła się w jego stronę tak naprawdę nie wiedząc czego spodziewać się jako odpowiedzi, były to trudne pytania na które może nie zechce odpowiadać, musiała jednak je zadać by dopełnić opowieści z listu.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Myśli - Mowa
Ostatnio edytowano 11 sie 2018, o 08:22 przez Yamanaka Inoshi, łącznie edytowano 1 raz


Prowadzone misje:
C->BW - Bezpańskie Psy - Terumi Hikari
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: Gdzieś w drodze

Postprzez Rika Kari Matsubari » 10 sie 2018, o 16:33

Misja C - Yamanaka Inoshi
Rika Kari Matsubari
41


-Hola! Spokojnie. Nie tak nerwowo, koniki to wyczuwają. – powiedział Dizu, kiedy Inoshi gwałtownie podniosła się z jego kolan.
-Nic się nie stało. Nie wiedziałem ile ci to zajmie, więc pomału ruszyłem. Ale jeszcze daleka droga. – dodał i patrzył jak dziewczyna cała się czerwieni, pomimo pojawienia się chłodnego wiaterku wynikającego z szybkiej jazdy, którego tak bardzo brakowało przez cały ten nieznośnie ciepły dzień.
Dizu mało nie parsknął śmiechem na myśl o zarzutach nt. swojej zboczoności.
-Próbowałem cię podnieść! I wiesz co? Wagę masz w porządku, udało mi się raz czy drugi. Ale ty po chwili znowu się staczasz. Nie wiem… ciągniesz do tego miejsca jak misie do miodu! – Dizu niestety nie wytrzymał bez śmiechu do końca swojego tekstu.
-Potrzymaj chwilę. – wręczył jej cugle i poinstruował Inoshi tak, by robiła to prawidłowo. Odwrócił się do niej plecami i zaczął czegoś szukać.
-Uuu… a tata wie, że masz chłopaka? – zapytał i niemal wyczuć się dało, jaki musi mieć teraz uśmieszek. – trzymaj, to twoja kamizelka.
Z czasem zrobiło się nieco ciszej i jechali niemal w milczeniu. Przez chwilę. Pytanie o kij wyraźnie rozbawiło Dizu, ale był to inny rodzaj śmiechu niż poprzednio.
-Historia o kiju jest właściwie taka, jaką poznałaś u Hibikiego. Poważnie. Faktycznie był szczep i rzeczywiście ten kij pochodzi z mahoniowego drzewa. Tyle tylko, że nie dostałem go ja, a mój wujaszek, od którego kij ten kiedyś dostałem, bo mi się spodobał. Moce, w które podobno wierzyło jakieś plemię, mnie nigdy się nie objawiły. Widziałem jak słuchasz i nie chciałem stracić tego widoku. Poza tym… ah. Nieważne. No, więc ten nie ma żadnych mocy. Pewnie zastanawiasz się jakim cudem cofnął się, gdy go obróciłem. To taki trik. Drugą ręką robię taki niewidoczny ruch i kij wtedy zmienia kierunek. A trzymam go tylko z jednego powodu. To nim sięgnąłem czapkę twojego ojca, gdy pierwszy raz się spotkaliśmy.
Inoshi jednak nie dawała za wygraną i chciała wiedzieć więcej i więcej. Właściwie wszystko. Nie tylko dla niej był to ciężki dzień. Dizu nie jest już w formie pozwalającej mu na taki wysiłek, jak dziś.
-Zostawmy coś na kolejne spotkanie. – uśmiechnął się skowyrnie, a bryczka już niedługo miała dotrzeć pod wskazany adres.


z/t

Misja zakończona sukcesem! Nie był to pomysł o najwyższym potencjale z prowadzonych przeze mnie misji, ale zabawę oceniam najwyżej. Mam nadzieję, że Ty też! Nie pozostaje życzyć nic innego, jak powodzenia dalej. ;)
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
Niespodzianka Lata
 
Posty: 479
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 12
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Gdzieś w drodze

Postprzez Rika Kari Matsubari » 13 wrz 2018, o 17:45

Misja B - Akashi
Rika Kari Matsubari
1


Jakkolwiek niezrozumiała były dla Akashiego ostatnie wydarzenia, jedno pozostawało faktem. Przeżył. Przeżył starcie z innym człowiekiem, wyznawcą tej samej wiary. Niedługo przestanie pamiętać. Zapomni o jego głosie i oczach, z których powoli odpływało życie. Pozostanie tylko… wilczyca. Mały psiak i niewinnym jeszcze spojrzeniu, które wyznawca Jashina niósł teraz na rękach. Ile mogła mieć, z tydzień? To kruche stworzonko za słabe było, by pokonywać wraz z nowym panem wielokilometrowy wysiłek, zbyt duże natomiast, by je gdzieś schować… Na przykład do czaszki. Ha, tylko kto by wpadł na taki pomysł?
Szedł więc dalej w nieznane. Wszystko jedno było mu, dokąd dotrze. Letnia pogoda doskwierała mu, ale na pewno nie tak, jak małemu stworzonku, który – gdy tylko nie spał – domagał się pićku. Najlepiej z cycka.
Skwar był nieznośny, istnie tropikalny klimat. Trudno sobie wyobrazić jak źle mogło by być, gdyby nie gęsta osłona wysokich, liściastych drzew? Ku szczęściu mężczyzny, po drodze na próżno było szukać dodatkowych wrażeń. Od czasu do czasu dźwięk łamanej gałązki informował i pojawieniu się w pobliżu jakiegoś zwierzęcia, które – bez wyjątku. – zauważone uciekały w popłochu.
Czy Akashi wiedział w co się pakuje? Powinien wiedzieć o wojnie między rodami Hyuuga i Yamanaka, jaka toczy się w Karmazynowych Szczytach, choć może ostatnie przygody pochłonęły go do tego stopnia, że nie miał skąd się dowiedzieć? A może nie mam racji, może doskonale wiedział, że wraz ze swoim malutkim przyjacielem kieruje się wprost na terytorium objęte działaniami wojennymi?
Gdy tylko las się skończył, prosta, długa polna droga poprowadziła go do granicy z Soso, którą czujnie strzegli strażnicy. Przed bramą stało ich dwóch, ale nie trzeba było być mistrzem dedukcji, by domyśleć się, że w pobliżu jest ich znacznie więcej.
-Coś ty za jeden? – zapytał ochrypłym głosem wysoki, postawny mężczyzna. Lustrował wyznawcę Jashina od stóp do głów. Mowa ciała zarówno jednego, jak i drugiego ze strażników mogła wskazywać na wzmożoną czujność. Akaś wyglądał na niezorientowanego w temacie, dlatego mężczyzna podjął dalej:
-Aby przekroczyć granicę musisz opowiedzieć się po naszej stronie w konflikcie zbrojeniowym przeciwko Hyuuga. – wypowiedział z pogardą i grymasem na twarzy nazwę swego śmiertelnego wroga. – Zostań naszym sojusznikiem. Zobowiąż się interweniować w potrzebie i pomóż nam zwyciężyć tych niegodziwców. Niechaj ziemie te będą ci twoimi, a będziesz tu mile widziany. – zakończył swą mowę pierwszy ze strażników. Najwidoczniej to on był tutaj od gadania. W głosie tym wybrzmiewała nuta przejęcia. Najwidoczniej nie stał on jedynie na służbie, a całym sercem wspierał swój ród. Postawione warunki były nader zrozumiałe. Wszystko zależało teraz od Akashiego. Jeśli zdecydował się dołączyć w sporze do rodu Yamanaka, strażnicy pozwolili mu wejść.
-Słuszna decyzja. – postawny stróż położył dłoń na ramieniu Akashiego, jeśli ten zdecydował się dołączyć. - W każdej chwili może cię odwiedzić posłaniec. Zadania są różnego kalibru, za każde zostaniesz sowicie nagrodzony. Zapewniam cię, że stanąłeś po właściwej stronie. Powodzenia.
Co dalej? Wybór dalszego kierunku należał do wilczego właściciela. Właśnie… czy nadałeś jej już imię, Jashinisto?
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
Niespodzianka Lata
 
Posty: 479
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 12
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Gdzieś w drodze

Postprzez Akashi » 13 wrz 2018, o 18:19

Wędrowanie przed siebie było zazwyczaj najlepszym pomysłem, w końcu idąc non stop przed siebie w końcu gdzieś się dotrze, albo wdepnie w jakieś kłopoty. Co mogło być całkiem zabawne i przyjemne, chociaż biorąc pod uwagę nieletniego towarzysza to mogłoby być nieco zabójcze dla niego i niebezpieczne. Dlatego droga tym razem była bezpieczna, pozbawiona jakiś dziwacznych rzeczy, a raczej powalonym ludzi chcących napadać na podróżujących czy też morderczych zwierzątek, które obierają sobie drogi za szwedzki bufet.
Sama pogoda również dopisywała, wyjątkowo ciepło, wręcz gorąco. Podkręcone ogrzewanie do maksimum, bez włączonej klimatyzacji w postaci wiatru. Jednak były zasłonki liściaste, które na początku ułatwiały życie szczeniakowi, który był niezbyt przejęty tym co dzieje się dookoła niego. Przynajmniej nie hałasował, jedynie spał, jadł i załatwiał swoje potrzeby fizjologiczne. Czemu to dopiero ma parę dni? Dlaczego to nie jest starsze i bardziej żywe? Można pomyśleć że zdechło. W sumie... Ona oddycha?
Tak, na szczęście tak. Dodatkowo chce jeszcze mleka, nie ma to jak karmić po drodze, a gdzie jakieś punkty karmienia dla młodych matek? Czy coś? Żadnych ułatwień życia, ani nic.
Podróż trwała dość długo, ale w końcu skończyła się na dziwacznej bramie gdzie stało dwóch strażników, najwyraźniej pilnowali wejścia. Tylko w sumie dlaczego? Akashiego średnio interesowało to co działo się na świecie i kto gdzie był sławny. Miał to wszystko gdzieś i interesował go jedynie jego mały świat, to co widział i widzi w danym momencie.
- Kim jestem? Jestem wędrowcem, najemnikiem, który lubi walkę. - odparł, przyglądając się przez chwilę strażnikom z uśmiechem na ustach. By po chwili oderwać od nich wzrok i przyjrzeć się swojemu szczeniakowi. By sprawdzić czy przypadkiem się nie obudził i czy nie domaga się ponownie jedzenia. W międzyczasie otrzymał także kolejne informacje od tego samego jegomościa. Konflikt zbrojny przeciwko Hyuuga? Cholera wie kto to jest. W sumie to chłopak coś tam wiedział, posiadał jakąś tam podstawową wiedzę jaką otrzymał zza młodu. Samo przemówienie mężczyzny wydawało się być nieco pod publikę, takie lekko teatralne i głębokie. Jednak cóż mogą być i takie, nikt nikomu tego nie zabroni.
- W sumie, jakaś praca się przyda. Na dodatkowy zarobek nie będę narzekał, a jak jeszcze dostane pieniądze za mordowanie. To łączenie przyjemnego z pożytecznym. - powiedział, tym samym zadając się na wsparcie nieznajomych w tym całym przedstawieniu, jednak po cichu liczył, że obejdzie się już bez teatralnych przemówień przepełnionych charyzmą. To niestety średnio działało, lepiej działał dźwięk pełnej sakiewki. Po czym otrzymał kolejne wyjaśnienia oraz dostał możliwość przejścia przez bramę. Z której chętnie skorzystał.
Każda strona jest właściwa, o ile dobrze płaci. Wy byliście pierwsi, więc to wasze szczęście. pomyślał, powolnie przekraczając bramę? Chyba bramę, albo w sumie granice prowincji. By po chwili się zatrzymać, przyjrzeć się bezimiennej suczce. Trzeba na prawdę coś wymyślić. Po chwili obrócił się ponownie do dwójki mężczyzn z niezręcznym uśmiechem na twarzy.
- W zasadzie... to którędy do najbliższej karczmy? Mleko mi się powoli kończy, a ta bestia zapewne zaraz będzie głodna. Może tego po niej nie widać, ale pochłania je litrami. Oraz chętnie bym ją zostawił w jakimś bezpiecznym miejscu, gdy samemu będę pomagać w waszych działaniach. - zapytał się z uśmiechem na twarzy, pełny zawstydzenia i lekkiej niezręczności, a zarazem wesoły oraz pogodny. Przynajmniej chyba mógł liczyć na wskazanie jakiegoś miejsca gdzie mógłby się udać, by nakarmić tą wilczycę i zostawić ją na jakiś czas. Przy okazji posłaniec miałby ułatwione zadanie w poszukiwaniu. Gdyby od tak sobie poszedł przed siebie byłoby go raczej ciężko zlokalizować.
Przynajmniej teraz raczej mógł bezpiecznie ruszyć w skazane miejsce i czekać na rozwój wydarzeń. Raczej idąc po drogach trafi do celu bez większego problemu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 1090
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta:

Re: Gdzieś w drodze

Postprzez Rika Kari Matsubari » 14 wrz 2018, o 08:49

Misja B - Akashi
Rika Kari Matsubari
3


Błoga wędrówka, która – choć okraszona zniechęcającymi do życia warunkami pogodowymi – niosła za sobą wiele przyjemnych uczuć. Cisza, spokój… samotność? Wilczyca przez większość drogi spała, utrzymując wystarczającego towarzystwa dla kogoś, kto ostatnimi czasy walczył na śmierć i życie. Tak, czasem zdecydowanie lepiej zamknąć się w sobie i spędzić ten czas na na przykład myśleniu. Myśleniu o tym co było i co jest. O bezimiennej wilczycy – na litość boską, chyba nie będziemy nazywać jej tak cały czas? – i mleku, które potrzebuje. Ciekawe skąd pomysł, że potrzebuje mleka… stereotyp stereotypami, ale nawet pijącym mleko kotom mleko szkodzi. A wilczyca to w sumie pies.
Nieważne. Cały świat rozważań prysł jak bańka mydlana gdy zbliżył się do granicy i stojącej przy niej strażników. Z głosu „mówiącego” wybrzmiewał pewien patos ale też wielkie zaangażowanie w sprawę. Trudno było choć przez chwilę mieć wątpliwości, jak bardzo mu zależy. Podejście Akasia było na jego gust zbyt swobodne i gdyby miał zły dzień, pewnie przy pierwszej okazji wsadziłby jashiniście kunaia w dupę. Teraz jednak w ogóle nie zwracał na to uwagi. Liczyła się sprawa. Walka o ukochane ziemie, w której stojący przed nim człowiek mógł pomóc. Już sam wilczurek na jego rękach świadczył, że jest… no może niekoniecznie silny, ale na pewno dziwny, odmienny.
Toteż konwersacja toczyła się w raczej pokojowej atmosferze, na tyle ile można o takowej mówić gdy nad głowami rozmówców roztaczają się niewidzialne gołym okiem, burzowe chmury. Co jednak najważniejsze, strażnik zaufał Akashiemu. Szczególnie zaciekawiła go uwaga o mordowaniu. Co by nie mówić, właśnie takich ludzi potrzebują najbardziej. Po swojej stronie.
Zatem przed mężczyzną z wilczycą na dłoniach uchyliły się wrota do Soso, o ile można tak mówić o tym niewiele znaczącym punkcie granicznym. Wszedł do środka i choć początkowo nieco zaskoczony, że z tej pokojowej atmosfery spaceru po lesie wyrwały go wojenne poczynania zwaśnionych rodów, teraz zdawał się wietrzyć w tym szansę na spory zarobek. Wtedy pomyślał, że przecież musi nakarmić zwierza, a i wspomniany przez stróża posłaniec powinien wiedzieć, gdzie go szukać… Może więc najlepiej będzie, jeśli ustalą to od razu?
-Karczma Oritoshi będzie odpowiednim miejscem. Cały czas prosto i raz w lewo. Nie sposób nie trafić. – mężczyzna zignorował całą część o wilczycy, skupiając się na swoich obowiązkach. Co by nie mówić pracował w straży, a nie touristic information.
Akaś dotarł więc na miejsce, przed wspomniany przez bezimiennego stróża (pamiętasz!?) budynek. Czas się rozgościć.


z/t -> Karczma Oritoshi
Avatar użytkownika

Rika Kari Matsubari
Niespodzianka Lata
 
Posty: 479
Dołączył(a): 6 mar 2018, o 12:34
Wiek postaci: 12
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5085
GG: 65637578
Multikonta: Zan

Re: Gdzieś w drodze

Postprzez Shigemi » 14 wrz 2018, o 14:06

Wysiadłem z łódki i skierowałem się w stronę lasu, westchnąłem cicho i podrapałem się po głowie. Wszystko cu tutaj się działo wskazywało na stan wyjątkowy, kontrole traktów, łódek i obowiązkowa rejestracja przyjezdnych sporo dawały do myślenia. Westchnąłem cicho, flashbacki z Kami no Hikage teraz były żywsze niż kiedykolwiek, pomruczałem pod nosem, a następnie skierowałem swoje kroki w stronę Soso, chciałem dowiedzieć się czegoś przydatnego, może o czarnych technikach, może o Antykreatorze, ale raczej takich ciekawostek nie będę w stanie się dowiedzieć w miejscu, w którym trwała wojna i zapewne dezinformacja będzie się solidnie szerzyć. Han miał rację, bez bata wszyscy będą się po prostu zarzynać jak zwierzaki, tylko że my będziemy walczyć nie we własnym, a w cudzym interesie...
Avatar użytkownika

Shigemi
 
Posty: 121
Dołączył(a): 21 paź 2017, o 17:29
Wiek postaci: 19
Krótki wygląd: Białe kimono, czarne haori ze złotą klamrą i złotymi wstawkami, czarno-bordowe obi ze złotymi wyszyciami
Widoczny ekwipunek: katana przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4289
GG: 10004280
Multikonta:

Re: Gdzieś w drodze

Postprzez Yamanaka Inoshi » 14 wrz 2018, o 21:11

Misja Wojenna Rangi - C - 1/...

- Rok 385 - Lato -
- Shigemi Kaminari -
- Gdzieś na szlaku -

- Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. -

Obrazek



" Przygoda czeka "

Leśna ścieżka na którą wkroczyłeś nie cechowała się niczym szczególnym prócz tego, że daleko jej było do głównego traktu który obstawiony był przez żołnierzy służących rodowi który zamieszkiwał tę krainę. Wojna, tak, wojna, znowu rozgorzała w tym zakątku świata, jak to jest Shigemi, że twoje kroki z jakiegokolwiek powodu by ciebie tutaj nie kierowały, sprowadzają cię na tereny wojny, głodu i strachu, to podświadome a może to przeznaczenie? Przeznaczenie które rzeczywiście ma doprowadzić albo do twojej śmierci albo do czegoś dużo bardziej cenniejszego. Mniej więcej miałeś pojęcie o geografii i wiedziałeś, że do wieczora będziesz w stanie dotrzeć do głównej aglomeracji miejskiej w tym rejonie - Saimin. Miasto-stolice tego regionu. Mimo, że blisko morza to właśnie w tym mieście znajdowało się główne centrum dowodzenia rodu Yamanaka, z tego co wszystkim wiadomo. Wzmożone kontrole na traktach podczas wojny nie były niczym nowym, ty jednak zdaje się uniknąłeś takowej dopływając w bliżej nieokreślone miejsce łodzią. Nie byłeś raczej osobą która potrafiła idealnie zamaskować swoją obecność w tym rejonie, mimo to, nie byłeś też jedynym który się tutaj znajdował, można więc stwierdzić, że znajdowałeś się nieco pod radarem.

Było już popołudnie i słońce zaczynało powoli zachodzić pozostawiając za sobą pomarańczowe niebo. Ścieżka którą szedłeś była dosyć wąska. Obie jej strony były udekorowane porastającymi te lasy drzewami iglastymi. Próżno tutaj szukać skupiska liści. W oddali mogłeś dostrzec zarysy domostwa które wydawało się znajdować na twojej drodze, ścieżce która miała doprowadzić cię do osady. Z tej odległości trudno powiedzieć czy ktoś tam mieszkał, czy dom został opuszczony w wyniku wojny lub jakiegoś mniejszego starcia. Równie dobrze wciąż może tam ktoś mieszkać lub przebywać. Samo domostwo z tej perspektywy przypomina niezbyt duży drewniany dom złożony głównie z drewnianych bali. Budynek posiada jedno piętro a na jego szczycie spoczywa coś w rodzaju drewnianej korony.



Prowadzone misje:
C->BW - Bezpańskie Psy - Terumi Hikari
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Soso

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość