[Event] Komplikacje - Port

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Aka » 29 cze 2018, o 11:32

Tłumy ludzi przychodziły z każdą kolejną minutą, coraz więcej osób właziło na statki. Rodziny, samotnicy, szumowiny i szlachta. Każdy kto mógł się ratować - próbował to zrobić.
- Co się stanie z Kami no Hikage? - zapytał wreszcie. Ludzie porzucą miasto i zostawią je... puste? - Kto przyjmie tych wszystkich ludzi? - pytał, spoglądając się na Hanzo, jednak jego pytanie chyba powinno zostać bez odpowiedzi. Obydwoje wiedzieli, że nie może się to skończyć dobrze, jeżeli mieszkańcy Serca Świata nie wrócą do siebie, gdy sytuacja się uspokoi. Ale tak właściwie... czy ona właśnie się nie uspokoiła? Coraz mniejsza wrzawa, coraz spokojniej. Jak gdyby najgorsze było już za nimi, choć czy to rzeczywiście prawda? Wyprawa do Kami no Hikage zmieniła coś w Akim - uświadomiła mu, że nie wszystko może być takie proste, jak by tego pragnął. Nie każdy jest dobry i nie każdy zasługuje na drugą szansę. Ale przede wszystkim uświadomiła mu, jak kruche jest ludzkie życie - jego życie. Od śmierci nie ma lekarstwa.
Spojrzał na ślepego mnicha poważnym wzrokiem. Dobrze, że tego nie widział, bo posądziłby Akiego o napastowanie wzrokiem.
- Oczywiście, panie Hanzo. - skinął głową, lekko pochylając się przed Iryoninem. - Nie, panie. To wcale nie jest dziwna prośba. - zaprzeczył. - Jestem po prostu... zaskoczony, słysząc te słowa z ust kogoś innego, niż ja sam. Bo, jakby nie patrzeć, całe moje życie życie poświęciłem temu, żeby mój Ogień trwał. - nawet, jeżeli czasami przygasał, nawet jeżeli ktoś próbował go stłamsić, on wciąż odżywał na nowo, coraz mocniejszy, coraz silniejszy. - Nawet w mroku jest światło. - spojrzał na Shikaruia i uśmiechnął się. Słowa Hanzo były czymś, co na zawsze zapamięta.
Zaskoczenie? Przerażenie? Szok? Uchiha, nawet gdyby chciał, nie potrafiłby określić słowami emocji, które uderzyły w jego serce. Oto nadchodziła czwórka ludzi w ich kierunku, lecz tylko jedna była odpowiedzialna za taki stan Akiego.
- Pani Ayame! - krzyknął, natychmiast podbiegając do burty statku. Była ranna, wyglądała jak wyrwana z objęć śmierci, wyglądała... jak on sam przed chwilą. Okropny widok, krew, flaki, podkrążone od płaczu oczy. Ale żyła. I tylko to się liczyło. - Niech ktoś im pomoże, są ranni! - wrzasnął w ich kierunku i jeżeli była taka konieczność, samemu miał zamiar podbiec do ciotki i pomóc jej wejść na statek. Musiał to zrobić, był to winny swojemu klanowi. Nie mógł zareagować wcześniej, na placu, to chociaż teraz chciał w jakiś sposób się zrewanżować. Go ktoś wyniósł i uratował, nie mógł więc teraz bezczynnie patrzeć, jak wykrwawiają się na śmierć. Złapać jakąś szmatę, jeżeli będzie potrzeba, to zerwać z siebie koszulkę i przyłożyć do ran krewnej, żeby choć trochę spowolnić wyciek krwi, zanim ktoś się nimi zajmie. - Kim jesteś, gdzie ich znalazłeś?! - zapytał nieznajomego. Przecież to było wręcz nieprawdopodobne, aby ktoś zdołał wyciągnąć ich ze sceny, spod ruin pałacu. Jakim cudem jeszcze żyli? Przecież od tego momentu minęło już tyle czasu! Zresztą, to nie miał znaczenia. Teraz potrzebowali znaleźć kogoś, kto odratuje wykrwawiających się radnych.
- Inoshi do cholery, starczy! - krzyknął na dziewczynę gdy usłyszał, jak ona kolejny raz prosi Hanzo o pomoc. Nie mogła, nie powinna tego robić, nie powinna wymagać od kogoś aż tyle poświęcenia. - Przecież on się ledwo rusza, zaraz zezgonuje! Niech ktoś inny się nimi zajmie! - głośno zaprotestował. Mężczyzna, który uratował mu życie, ledwo trzymał się na nogach. Nie dość, że był ślepy, to teraz jeszcze jego własne ciało odmawiało mu posłuszeństwa. Ślepiec potrzebował odpoczynku, a nie kolejnego nawału obowiązków. Cholera wie, ile chakry już zużył, a kolejna porcja rannych mogła go doprowadzić do tragicznego stanu. Cholera no, byli na pokładzie z kilkoma setkami ludzi. Musiał tu być jakiś Iryonin! - Medyka! Trzech rannych, szybko! - podobno nadzieja jest matką głupich, ale skoro gdy on był ranny, za rogiem nagle pojawił się tajemniczy nieznajomy i zdołał ocalić jego życie, to ciągle tliła się iskierka. W końcu nawet w mroku jest światło, prawda?



Streszczenie:
Spoiler: pokaż
Pogadanka + jeżeli to możliwe, staram się pomóc przy Ayame.



Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
  • Katana
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
  • Torba a w niej:
    • 5x Shuriken
    • 5x Kunai
    • Sztylet


Spoiler: pokaż
ZDOLNOŚCI
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 41
    WYTRZYMAŁOŚĆ 41
    SZYBKOŚĆ 45
    PERCEPCJA 45
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 172
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 51%/104%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPO:
    NINJUTSU C
    GENJUTSU
    STYLE WALKI 0 (dziedzina E)
    • --- Chanbara
    • ---
    • ---
    IRYoJUTSU
    FuINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON B
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON
    KLANOWE D
    JUTSU:
    Ninjutsu:
    • [ E ] Bunshin no Jutsu
    • [ E ] Henge no Jutsu
    • [ E ] Kai
    • [ E ] Kinobori no Waza
    • [ E ] Suimen Hoko no Waza
    • [ C ] Hari Jizo
    • [ C ] Hari Jigoku
    • [ C ] Kawara Shuriken
    Katon:
    • [ C ] Katon: Kaen Senpu
    • [ C ] Katon: Gokakyu no Jutsu
    • [ C ] Katon: Kasumi Enbu no Jutsu
    • [ B ] Katon: Hibashiri
    • [ B ] Katon: Benijigumo
Aka
 

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Mokuzu » 29 cze 2018, o 12:03

Wyglądało na to że wszystko potoczyło się bez jej udziału. Mukuzu wycofała dlatego Kikaijiu aby powróciły do niej i zamierzała się po prostu wycofać w cień. Nie była pewna nawet czy wszyscy wiedzą że tu była. Nie pokazała tak naprawdę nic. Czując że tak naprawdę nic nie zrobiła. Była bezsilna, mogła tylko patrzeć jak inni walczą. Obserwować jak robią to osoby które coś potrafią. A jej jedynie udało się jej jedynie zaobserwować prawdziwą walkę która się tu toczyła. Dając jej poczucie ogromnej bezsilności. Które w połączeniu z jej stanem nie należało do najmilszych. Jeden z walczących jednak upadł niedaleko jej coś mu się stało. Sama była ranna co sprawiało że targanie go mogło otworzyć jej rany. A jej umiejętności lecznicze praktycznie nie istniały. Jednak inni zajęli się nim prawdopodobnie poradzą sobie, tak są silni dadzą sobie radę. Sama jednak zamierzała ponownie powrócić do bezpiecznego tłumu zaraz po tym jak bramy się otworzą. Mimo tego że niektórzy nazwali by ją kunoichi to ona w tym momencie czuła się niczym zwykła dziewczynka na polu walki. Nie chciała nawet rozmawiać z tymi którzy walczyli gdyż czuła się dla nich jedynie problemem, zbędnym obciążeniem. Powolnym krokiem aby nie przemęczać już bardziej siebie zamierzała dostać się na któryś z statków. Nie była pewien który jednak część z ludzi na jednym statku miała dość znajome mundury. Widziała je gdzieś a to sprawiało że bardziej podchodziła właśnie do tego statku. Wydawało jej się że pochodzą oni z kraju lezącego niedaleko jej ojczyzny. Tak musiała jakoś wrócić i spróbować jakoś wytłumaczyć liderowi klanu Aburame co tu się właściwie wydarzyło. Problem polegał na tym że sama nie do końca wiedziała. Przydały by się jej jakieś informacje. Z drugiej strony nadal było tu bardzo niebezpiecznie dlatego może na statku uda jej się czegoś dowiedzieć na temat tego co dzieje się w tym miejscu.

Mokuzu przywołuje do siebie robaki i stara się wejść na statek.



Spoiler: pokaż
Nazwa
Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi

Rozwinięcie umiejętności klanowych wiąże się z możliwością perfekcyjnej kontroli wszystkich posiadanych owadów. Nadal możemy osiągnąć te same efekty co przy poprzednim poziomie z tym, że tym razem przy użyciu wszystkich posiadanych owadów. Zwiększa się zasięg i szybkość z jaką się poruszają.

Zasięg
Brak Skupienia
25 metrów

Pełne Skupienie
100 metrów

Wytrzymałość
Bardzo Słaba

Szybkość
Mierna

Dodatkowe
Wykonywane przy pomocy Kikaichū

Koszt Chakry
E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne


Spoiler: pokaż

[color=#BF8000][b]STYLE WALKI:
Bukijutsu - Seido
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 5
    WYTRZYMAŁOŚĆ 20
    SZYBKOŚĆ 5
    PERCEPCJA 20
    PSYCHIKA 20
    KONSEKWENCJA 5
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 50
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 82%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    KLANOWE C
    NINJUTSU
    GENJUTSU D
    STYLE WALKI 1
    • Seido D
    IRYōJUTSU D
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON

Spoiler: pokaż
JUTSU:
Aburame
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Di [ D ]
  • Hijutsu: Mushiyose [ D ]
  • Hijutsu: Ningen no Jutsu [ D ]
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi [ C ]
  • Mushi Kame no Jutsu [ C ]

Styl Walki: Seido
  • Kage Shuriken no Jutsu [ D ]
  • Sōshuriken no Jutsu [ D ]

Genjutsu
  • Kasumi Jusha no Jutsu [ D ]
  • Magen: Narakumi no Jutsu [ D ]

Iryōjutsu
  • Chiyute no Jutsu [ D ]

Antidota i trucizny
  • Poziomy opanowania: Prosty


Kikaichu:
Wysysanie chakry - Kikaichū potrafią wysysać chakrę przeciwnika, jeżeli tylko zdołają się na nim usadowić. Aby proces stał się odczuwalny, musi to być grupa min. 10% robaków. Ilość wyssanej chakry na turę oblicza się następująco: Ranga dziedziny klanowej x 1% x (ilość robaczków/10). Przykładowo na randze S Kikaichūw liczbie 10% wysysają 5% chakry na turę.
Zapach - Samice Kikaichū mają bardzo specyficzny zapach i samce będą w stanie je znaleźć, jeśli te nie oddaliły się na więcej niż 40m.

Pozostała kolonia: 40%- 20%(te wysłane)
Pozostała chakra: 42%-4%=38%

O dokładny stan zdrowia myślę, że lepiej zapytać Koalę, ale została dość poważnie zraniona i zaszyta (może się normalnie poruszać ale straciła sporo krwi etc).


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Płaszcz z kapturem (szaro-zielony)
  • Kabura na udzie (czarna)

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Kabura
  • 4 Kunai

Torba (schowana z tyłu, pod płaszczem)
  • 6 Kunai
Mokuzu
 

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Murai » 29 cze 2018, o 12:19

Jeźdźcy także posiadali uczucia, posiadali swoje ideały. Nie byli wypranymi z uczuć ludźmi, jak Kakuzu. Zniszczenie dwóch kukiełek i reakcja Kabuto na to dawały temu wystarczający dowód. O to chodziło Hanowi, kiedy mówił że Murai jest nijaki, pusty? Posiadanie tych cech było niezbędnym elementem do osiągnięcia czegoś? Murai sam temu przeczył, samo jego istnienie mogło być wyjątkiem potwierdzającym regułę. Nie miał nikogo, nie miał uczuć, nie miał... celu. Znowu o tym myślał kiedy nie powinien, kiedy na budynku niedaleko niego działo się to. Pojawienie się jak do tej pory najbardziej okazałej kukły było zwrotem w walce. O ile z poprzednimi dwoma udało im się poradzić za pomocą błędów popełnionych przez przeciwnika. W tym wypadku nawet ktoś pokroju jego towarzyszy był w stanie doprowadzić do zniszczenia lalek. Nie byli aż tak źli i bezużyteczni jak pierwotnie myślał Kakuzu, jednak wynikało to właśnie z ogromnych błędów taktycznych popełnionych przez potężnego przeciwnika. Gdyby nie to, gdyby ostrożnie korzystała ze swoich zasobów w postaci lalek, walka ta mogłaby wyglądać całkowicie inaczej i pewnie nie wszyscy by przeżyli. I jak tutaj mówić o wyższości innych ludzi nad nim, skoro to właśnie przez ich ułomności udało im się doprowadzić ją do tego stanu?
Piasek lecący w powietrze był znakiem, że pozostanie na ziemi nie będzie dobrym pomysłem. Widział możliwości Sabaku, wiedział że ilości kontrolowanego piachu mogą być naprawdę ogromne więc należało się ulotnić na bezpieczny obszar. Ogromna chmura piasku która zawisła w górze zapowiadała zły scenariusz, mimo tego że Kakuzu nie potrafił dokładnie określić co za chwilę się stanie. Z chmury wystrzeliły dziesiątki pocisków które spadły na walczących niczym deszcz. Morderczy deszcz, którego należało za wszelką cenę unikać. Murai wystrzelił z pleców kilka strumieni nici, za których pomocą starał się odbijać pociski, zmieniać ich trajektorię. Do tego dochodziły ruchy samego właściciela macek, nie dał się trafić nawet najmniejszym pociskiem. Widział, że siła każdej kulki jest bardzo duża, na tyle że trafienie w serce mogłoby oznaczać jego śmierć. Nie zaniechał jednak wystrzelenia ognia, tym bardziej że marionetki zaczęły zbierać się w jedną zwartą grupę. Umiejętności kontroli metalu Kenshiego były silniejsze od kontroli samego Jeźdźca? Kilka połączonych technik Katon pozwoliło na dosłowną anihilację pozostałych kukiełek. Następnym krokiem powinno być bezpośrednie zniszczenie ciała Jeźdźca. Nie wiadomo było, jak wiele kukiełek posiada. Przeciąganie walki nie leżało w ich interesie. Kolejne pociski, tym razem ze strony Shigi, leciały w stronę Kabuto. I wtedy, kiedy zasłoniła się nimi, stało się to. Stworzyli sytuację idealną. Kto przemieścił metalowe skrzydło zniszczonej przez Muraia i Shigę kukiełki? Kenshi i jego magnetyzm? Faktem było, że zagrożenie nie minęło. Mimo szybkiego niszczenia się kukiełki-anioła, mimo tego że sam Kabuto zaczął umierać. Zagrożenie w postaci spadających pocisków z piasku nie minął. Kakuzu, nadal manipulując swoimi nićmi celem odbicia i ochrony przed pociskami, zeskoczył z budynku prosto na ziemię. I natychmiast użył techniki do skrycia się pod jej powierzchnią. Głęboko w ziemi chciał przeczekać salwy pocisków. Po drganiach podłoża które mógłby wyczuwać będąc kilkanaście metrów pod nią, miał wyczuć moment w którym mógłby bezpiecznie wyjść.

1) Skaczę na ziemię, po drodze chronię się nićmi.
2) Chowam się pod ziemią na kilkanaście metrów i przeczekuję bombardowanie. W razie czego chowam się głębiek, a jak minie to wychodzę.


Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI


KEKKEI GENKAI: Jiongu
NATURA CHAKRY: Doton
STYLE WALKI: Gōken
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 30 (1 poziom)
    WYTRZYMAŁOŚĆ 65 (2 poziom)
    SZYBKOŚĆ 170 (5 poziom)
    PERCEPCJA 155 (4 poziom)
    PSYCHIKA 1 (1 poziom)
    KONSEKWENCJA 95 (3 poziom)
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 410
KONTROLA CHAKRY A
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY:251% [100% bazowe + 6% Wytrzymałości + 55% (Serce Katon B) + 45% (Serce Fuuton C) + 45% (Serce Suiton C)]
MNOŻNIKI:

POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:

    NINJUTSU E
    STYLE WALKI: (2 - dziedzina B)
    • Goken - S
    • Seido - A
    KLANOWE A
    DOTON C
    FUUIN D
    KATON B (Klik)
    FUUTON C (Klik)
    SUITON E (Klik)



Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Dwie kabury na broń (lewe i prawe udo)
- 2 tonfy obwinięte bandażami (przy pasie)


PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
  • Przy pasie:
  • Kabura na broń |Zapełnienie: 19,5/20 obj.| (prawe udo):
    • 2 kunai z notką wybuchową (13)
    • 1 kunai z notką oślepiającą (6,5)
  • Torba (60/70) (lewy bok):

    • Zwój Mały 1 (10/70) (Wypełnienie: 136,75/150):
      • Sztylet x2 (20/150)
      • Zaostrzony Kastet x2 (16/150)
      • Katana (30/150)
      • Parasolka z senbonami x125 (51,25/150)
      • 1 kunai z notką wybuchową (6,5)
      • 3 kunai z notką oślepiającą (13)
      • 11 shuriken (21)
    • Zwój Mały 2 (10/70) (Wypełnienie: 94/150):
      • 1 Fūma Shuriken (90)
      • 2 strzykawki (4)

    • Zwój Mały 3 (10/70) (Wypełnienie: 135/150):
      • Notka wybuchowa x19 (8/150)
      • Notka Świetlna x3 (1,5/150)
      • 4 porcje Makibishi (40 sztuk) (10/150)
      • Dzwoneczki x15 (3,5/150)
      • Żyłka 40m (40/150)
      • Bomba dymna x1 (2/400)
      • 10m żyłki (10/400)
      • Kunai x10 (60/400)
    • Zwój Średni 1 (30/70) (Wypełnienie: 270/400):
      • Gruda z ziemią z doczepioną notką wybuchową na zewnątrz (270)
      • Wachlarz (90)
    • Ukryte w ciele:
      • 4 notki wybuchowe (1 w każdej kończynie)
      • 4 notki oślepiające (1 w każdej kończynie)
      • Metalowe kolce - 6 w każdej ręce, 1 w nadgarstku, 3 w każdej nodze
      W Domu:
    • Mały Zwój z tajemnicami Kakuzu


Spoiler: pokaż

Nazwa
Doton: Moguragakure no Jutsu

Pieczęci
Brak

Zasięg
Dowolny

Koszt E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (1/2 co turę w trakcie przemieszczania)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Kolejna z przydatnych technik Dotonu, która umożliwia wyjście nawet z najtrudniejszych sytuacji. Użytkownik wysyła chakrę do ziemi, aby ta stała się miękka. Następnie może się ukryć, a także przemieszczać. Technika bardziej nadaje się do tego pierwszego, ale i opcja druga jest możliwa. Warto dodać, że dziura w ziemi, która początkowo jest tworzona, jest bardzo prosta do zasypania w tym stanie, przez co nie da się nas wykryć.


Nazwa
Jiongu: Reberu Ei

Przedostatni poziom Jiongu. Wprowadza on szereg różnych zmian. Udoskonala zdolności nici, co jest oczywiste, lecz warto o tym wspomnieć. Idąc dalej, pozostają już tylko dwa narządy wewnętrzne: serce i mózg. Dochodzi również bardzo ważna dla Kakuzu rzecz. Zostaje wprowadzona możliwość aplikacji nowych serc. Aktualnie ich limit to trzy, lecz z czasem da się to zmieniać. Schemat zdobywania serc opisany jest poniżej.

Wytrzymałość
Ponadprzeciętny/Przeciętny

Szybkość
Ponadprzeciętny/Przeciętny

Zasięg
25 metrów

Dodatkowe
Wymagana kontrola chakry na D

Koszt Chakry
D: 36% | C: 28% | B: 20% | A: 12% | S: 8% | S+: 4% (na turę)


Chakra:

Serce główne 39%-6%-12%=21%
Serce Katon 23%
Serce Fuuton 9%
Serce Suiton (nie do użycia) 45%
Murai
 

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Chise » 29 cze 2018, o 12:55

Okrzyk Kabuto "Zdychajcie" Chise potraktowała jak prośbę o natychmiastowe usunięcie się z zasięgu jej wzroku, jak i zasięgu techniki, której efekty słyszała. Świst pocisków i to, że zaczynały upadać koło nich były wystarczającym znakiem, by uznać, że siedzenie na dachu, choć niewątpliwie dawało wspaniały widok, to nie było aktualnie najmądrzejszym pomysłem, zwłaszcza w jej obecnym stanie. Zraniona w nogę nie mogła liczyć na to, że będzie w stanie unikać pocisków z całą swoją zręcznością, jak i ze względu na częstość, z jaką uderzały. Miała pomysł jak to zrobić. Ponieważ nie posiadała żadnych technik ochronnych - a nawet gdyby jakieś umiała, to nie mogłaby ich użyć - musiała po prostu znaleźć dla siebie schronienie, Używając najprostszej, podstawowej techniki - choć nadal ze ściśniętym żołądkiem, bo pamiętała ostrzeżenia medyka -zeszła po ścianie, następnie postanowiła wskoczyć przez okno do wnętrza budynku i tak przeczekać piaskowy grad. W tym czasie usłyszała nagle uspokojenie. Kabuto urwała swoje słowa w połowie, akurat jak miała zacząć rzucać określeniami na nich. Odkaszlnęła, a serce Uchiha zaczęło bić szybciej. Brzmiało to, jak koniec. Jej koniec. Ktoś musiał ą w końcu trafić, przebić rdzeń.. I ostatecznie zabić. Wszystkie jej zabawki zaczęły się psuć, ale nie przerwało to techniki jej archanioła, który nadal bombardował okolicę. Chise schroniona w budynku czekała, aż skończy słyszeć uderzenia gradu, by mogła wychylić.
Wtedy dopiero wyszła tą samą drogą co weszła, słysząc nawoływanie Kenshiego i ruszyła powoli w stronę bramy. Po drodze postanowiła pomóc ich dowódcy, który niezbyt się wykazał w czasie ich bitwy, o ile tego potrzebował. W końcu to, że się nie wykazał nie oznaczało, że należało go zostawić na pastwę losu w tym opuszczonym przez wszystkim miejscu. Zarzucając sobie jego rękę przez kark, prowadziła powoli w stronę bramy i statku. Jednak kiedy dotarli do Shigi, musiała się zatrzymać. Oddychała ciężko.
- Akarui-dono.. Nic mu nie będzie? - zapytała z niepokojem, ignorując żartowanie Shigi. Znała go na tyle dobrze, że wiedziała, że żartowałby, nawet gdyby odcięli mu głowę. Przykucnęła przy nich i pacnęła Jashinistę w tył głowę.
- Głupek - powiedziała zagniewana. Jak mógł tak łatwo ryzykować swoim życiem i to jeszcze w taki durny sposób? Wzięcie dwóch pigułek było idiotycznym pomysłem nawet z jego regeneracją, równie dobrze ona mogła teraz rzucać kulami ognia, nie pamiętając o słowach medyków. Musieli dotrzeć do statków i to był dodatkowy powód do niepokoju. Jednak.. Powoli się uspokajała i czuła narastające zmęczenie.
Udało się im.
Udało.
Chise
 

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Megumi Ishida » 29 cze 2018, o 15:01

Megumi wiele przeszła, zniszczyła kukła jeźdźca, walczyła z opętanymi wrogami, została ranna, i ogólnie powoli zaczynała mieć tego dosyć. Co prawda zasoby czakry były zużyte nawet nie do połowy, co oznaczało że mogła sobie jeszcze powalczyć, aczkolwiek, rana mogła w każdej chwili dać o sobie znać i sprawić jej trudności. Dlatego optymalne było zakończenie walki i wynoszenie się z tego miejsca. Przecież zawsze mógł pojawić się drugi zły jeździec i ich wszystkich roznieść. Pytanie było dlaczego Kabuto przypuściła na nich atak w pojedynkę. Czyżby wydawało się jej że pokona wszystkich tutaj zebranych? Tego zapewne już nigdy się nie dowiedzą. I szczerze to mało ją to interesowało, teraz jednak miała chyba ostatnie zagrożenie na głowie. Mianowicie spadające z niego kamienie. Postanowiła przemieścić się jak najszybciej w miejsce z poza zasięgu tej techniki obszarowej. Oczywiście najważniejsze było nie dostanie kamieniem. Lepiej postać chwilę w miejscu celem ominięcia głazu, niż wlecenie na pełnym biegu w jeden z pocisków spadających z nieba. Gdy wydostanie się za pole rażenia lub po prostu ostrzał zostanie zaprzestany przemieści się do łodzi. Chyba że wszyscy inni skierują się gdzie indziej. Nie ma większego sensu próbować czegoś tutaj jeszcze zdziałać. Szkoda że ta przygoda może skończyć się dla niej ze stratą finansową. W końcu zmarnowała bombkę dymną, miło by było mieć hajs na jej odkupienie. No cóż, na szabrowanie nie ma chyba za bardzo czasu więc raczej można wykalkulować że po za doświadczeniem i możliwością walki z najsilniejszym wrogiem, tak średnio się wzbogaci w sposób materialny, dobrze że była bogatsza duchowo.
Spoiler: pokaż
Przedmioty widoczne: Dwie torby przy pasie.
No-dachi na plecach.
Fuma shuriken rozłożony zawieszony na plecach na sznurku.
Na każdej ręce obszar od nadgarstka do łokcia jest obwinięty metrem bandaża.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
-No-dachi jest ze stali katańskiej
-W prawej ręce spod bandaża wystaje krzesiwo, a w lewej krzemień. Są mocno osadzone, tak by nie wypadły podczas potarcia nimi o siebie.
W torbach (280/30+10+5+50+5+0.5+2+2+=104.5)
5 kunai(30), 5 shurikenów(10), 20 senbon(5), 10 kwadratowych shurikenów(50), 20 mabishi (5), 1 notka świetlna(0,5), 1 bombka świetlna(2),


Spoiler: pokaż
[uhide]KEKKEI GENKAI:
NATURA CHAKRY: Katon
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Wrodzona - Sensorka
  • Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 50 (150PH)
    WYTRZYMAŁOŚĆ 110 (410 PH)
    SZYBKOŚĆ 150 (650 PH)
    PERCEPCJA 101 (354 PH)
    PSYCHIKA 1 (3PH)
    KONSEKWENCJA1 (3PH)
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH:411
KONTROLA CHAKRY C(120PH)
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 111%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    NINJUTSU
    GENJUTSU
    STYLE WALKI 1 (dziedzina D) (50PH)
    • Chanbara S
    • ---
    • ---
    IRYōJUTSU
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON B (300PH)
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON
    KLANOWE

JUTSU:
Ninjutsu:
-[E]Bunshin no Jutsu
-[E]Henge no Jutsu
-[E]Kai
-[E]Kawarimi no Jutsu
-[E]Kinobori no Waza
-[E]Suimen Hokō no Waza
-[E]Nawanuke no Jutsu
Katon
-[D]Katon: Hōsenka no Jutsu
-[C]Kaengiri
-[C]Katon: Kaen Senpū
-[C]Katon: Gōkakyū no Jutsu
-[C]Katon: Kasumi Enbu no Jutsu
-[C]Katon: Endan
-[.B] Katon: Hōsenka Tsumabeni (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=78675#p78675)
-[.B] Katon: Benijigumo (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=78676#p78676)
Chadabra:
-[D]Fūma Ninken
-[C]Mikazukigiri
-[C]Omotegiri
-[A] Hiken: Tsukikage (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=70175#p70175)

Czakra 68%-15%=53%
Megumi Ishida
 

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Nikusui » 29 cze 2018, o 15:41

Walka wciąż trwała, i chociaż początkowo to kilku chętnych miało stoczyć ważny bój, tak okazało się, że pozostali nie mogli pozostać bierni. Nawet ona. Białowłosa, mimo braku pełnej sprawności fizycznej, wciąż próbowała cokolwiek zdziałać. Jej natura podpowiadała jej, że nie ma co odprowadzać na statek kogoś, kto poradzi sobie bez niej. Dlatego została, żeby walczyć. Żeby jeszcze chociaż na trochę się przydać i ukraść życie paru przeciwnikom. To był priorytet, chociaz tak czy siak, zdawała sobie sprawę, że te wydarzenia podzielą wielu. Mimo posiadania jednego wroga, który pewnie i tak dalej żyje, wielu chowało wzajemną urazę i wykorzysta ten stan rzeczy, jaki nastał. Niepewność i złość zagości na ustach wielu. Nikusui miała dziwne przeczucie, że to dopiero początek. Mały chaos wprowadzony przez Hana, by później mógł patrzeć, jak sami siebie nawzajem wybijają. Oby się myliła.
Nie odprowadzała wzorkiem Hanzo, Inoshi, Akiego czy Shikaruia. Wdała się w walkę, wciąż utrzymując dystans i próbując działać na jak największą skalę. Stąd ten klon, ale i on zrobił swoje. Więcej od niego nie wymagała, bo wiedziała, że jest to słaba pomoc. Zawsze jednak jakaś.
Udało jej się zdjąć paru wrogów, oczywiście wciąż nie wdając się w bezpośrednią bitwę. To mogłoby się jeszcze dla niej skończyć źle. Jednak dotychczasowe działania, zwłaszcza sprzed chwili, sprawiały, że poczuła spory ubytek chakry. Jej oddech nieco przyśpieszył, aczkolwiek nie opadała z sił. Odczuwała jednak lekkie zmęczenie, co w tym wypadku było zrozumiałe. Musiała skorzystać jednak z okazji, że wciąż nie była atakowana i dobijać tych, którzy im zagrażali. Co prawda wojska Ryuzaku no Taki i Cesarstwa zdawały się mieć przewagę, ale czy to oznacza, że miała nic nie robić? Czas ponownie użyć jutsu, które było jej atutowym i zaatakować jak największą ilość wrogów, bez konieczności interakcji.
Na nieco przykucniętych nogach, złożyła sekwencje pieczęci, by wykonać dwanaście najsilniejszych wiązek, jakie tylko potrafiła. Oczywiście w tych, których miała w zasięgu. Wiedziała, że trafienie taką jedną może spowodować śmierć, aczkolwiek trzeba było mieć na uwadze wszystko. Dbając jednak o jak największy zasięg jutsu, celowała jedną wiązką w jednego przeciwnika. Jeżeli nie zabije, to przynajmniej unieszkodliwi na jakiś czas. Bicz nie ruszała, bo nie wdawała się w bliską walkę, więc na ten moment był jej niepotrzebny. Liczyła jednak na to, że ta z pozoru prosta zagrywka, przyniesie dobry skutek. Nawet, jeśli dalej mogła pluć sobie w brodę za to, że zbliżenie się do wroga mogłoby być dla niej zbyt ryzykowne. Zwłaszcza, gdy szala wygranej przechylała się tymczasowo na ich stronę. Nie wiedziała, co jeszcze może ich spotkać, więc wolała trochę się oszczędzić. Jeśli jednak tak dalej pójdzie, koniecznie będzie musiała skorzystać z bojowej pigułki. Jednak, czego się nie robi dla domniemanego pokoju świata? No, może bardziej dla siebie. I w jakiejś części dla Hanzo, który miał zostać odeskortowany na statek, a który zapewne uratował ją z opresji. W najlepszym przypadku pewnie leżałaby nieprzytomna. A w najgorszym... wiadomo. Dlatego starała się zapewnić bezpieczeństwo nie tylko tym walczącym, ale również tym, którzy mieli odpłynąć. Bezpiecznie odpłynąć. Może brzmiało to jak mrzonka, bo czy ucieczka z Kami na Hikage mogła zapewnić bezpieczeństwo? No pewnie, że nie. To też był jeden z powodów, dla których tu została i walczyła. Pozostali, których kojarzyła, nie byli na jej widoku. Od dłuższego czasu nie widziała również Shigemiego, ale było tu mnóstwo ludzi, więc mógł jej umknąć. Nie miała przecież zielonego pojęcia, że ten był po drugiej stronie bramy, wraz z tymi, którzy walczyli z Kabuto.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 996
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Koala » 30 cze 2018, o 14:39

MAPA MIASTA.
Mapa z podziałem na dzielnice


Komplikacje
Ścieżka główna eventu


Sytuacja na placu przed bramą w końcu zaczęła się uspokajać. Z olbrzymiej chmury piasku, która jeszcze przed chwilą unosiła się nad głowami walczących, powoli opadły ostatnie pociski, pozostawiając w okolicy jeszcze więcej ruin po zniszczonych fragmentach budowli i kamiennych płyt, z których składał się deptak. Ale wyglądało na to, że nikomu jako tako nic się nie stało - wszyscy zdążyli na czas zasłonić się technikami lub schować w zniszczonych budynkach. Najbliżej oberwania była Megumi, która próbowała unikać uderzeń za pomocą tylko swojej szybkości - co z jej obrażeniami nie było najlepszym pomysłem. Ale jakimś cudem udało jej się uniknąć dalszych obrażeń. Grad pocisków jednak całkowicie zdemolował to, co pozostało z marionetki przejętej przez Akaruia - niegdyś wybuchowy anioł stał się tylko zniekształconą, stalowo-drewnianą grudą. Zero użytku.
Gdy tylko deszcz zaniknął, spod swojej osłony wyszedł Hakusei i podrapał się z zakłopotaniem po głowie.
-Kurwa mać... i przez tą cholerną marionetkę Haretsu wyszło na to, że to ja byłem tu najbardziej bezużyteczny... - mruknął z niesmakiem, po czym wraz z Akaruiem przybliżył się do leżącego ciała Kabuto. - Uważaj, może uda się z niej jeszcze coś wydobyć.
Akarui zapieczętował w zwoju rdzeń Kabuto, i podniósł za pomocą nici marionetkę głównego ciała. Haretsu był zniszczony gradem pocisków i pocięty, a Maji - stopiony i przytopiony do dachu. Udało się z niego wydobyć tylko stalową rękę z miotaczem żywiołów i wysuwanym ostrzem oraz jedno ze skrzydeł, składające się z dwudziestu odłączanych noży uformowanych na pióra. Hakusei zaś przeszukał marionetkę Kabuto, próbując wyciągnąć coś co mogłoby się im przydać. I faktycznie, coś znalazł - w niewielkiej komorze w otworze na rdzeń znalazł coś w rodzaju starego notatnika. Na wyświechtanej okładce dało się zobaczyć imię.
-Ayatsuri Sayuri... - mruknął, mrużąc oczy. W końcu kiwnął głową i spojrzał na resztę. - Dobra robota, wszyscy z was. Zabieramy rannych i... samodzielnie otrutych, i wynosimy się stąd. Brama zaraz się otworzy.
Z tymi słowami machnął ręką do stojących na murze Numy i Reiyi, którzy zajęli się otwieraniem przejścia. Następnie podszedł do piątki shinobi (Akarui, Shiga, Chise, Shigemi i Mokuzu) i przystanął przy nich, przyglądając się im.
-To było cholernie ryzykowne - powiedział w kierunku Shigi, kręcąc lekko głową. - Ale grunt, że zadziałało. Dobra robota. Teraz tylko upewnij się, że nie zdechniesz.
Następnie spojrzał na Shigemiego.
-Nie wiem, czy chcę wiedzieć, co do cholery robiliście za murem, ale dobrze że nic wam nie jest. Następnym razem postarajcie się tak nie ryzykować.
Nachylił się też do Mokuzu.
-To samo tyczy się ciebie, moja droga. Wiem, że zapewne chciałaś pomóc, ale to była walka ponad twoje siły, zwłaszcza zważając na to w jakim jesteś stanie. - Westchnął. - Chodź, pomogę ci. Teraz będziemy musieli biec i skakać po głowach walczących.
Akarui za pomocą bolesnej techniki Saikan Chūshutsu no Jutsu wyciągnął część toksyn, które krążyły po ciele Shigi, ale diagnoza i tak nie była zbyt dobra - pigułka zmaltretowała jego organy wewnętrzne, w szczególności wątrobę i żołądek. Powinien przeżyć, ale pewnie jeszcze przez dobre kilka miesięcy będzie drastycznie osłabiony (-50% statystyki fizyczne do sierpnia). Z pomocą Shigemiego i Akaruia został od razu podniesiony i z szarżą poprowadzony w kierunku otwierającej się bramy. Pozostali również ruszyli. Czas się stąd wynosić.

Pojedynek z Shiro Ryu robił się faktycznie zacięty. Zakonnicy zaczęli coraz lepiej kontrować ataki i stopniowo przechodzić z defensywy do ofensywy, dając efekt w powalonych kilku żołnierzach z Ryuzaku no Taki i Cesarstwa. Kapitan Hoozuki również zaczął walczyć nieco ostrożniej, gdy zauważył że jego kompani zaczęli coraz mocniej się przerzedzać i wycofywać. Było to po części związane z tym, że statki były w dużej mierze zapakowane, i pozostało tylko wskoczyć na pokłady i wynosić się z tych ruin.
Żołnierze zauważyli też, że brama zaczęła się otwierać. Przez nią zaś zaczęli nadbiegać wojownicy, którzy jeszcze przed chwilą walczyli z Kabuto. A nawet i dwie osoby więcej - pomiędzy walczącymi dało się zobaczyć Mokuzu i Shigemiego, biegnących obok Hakuseia. Ten drugi dzierżył ze sobą nieprzytomnego już Shigę. Akarui niósł ze sobą marionetkę Kabuto. Pozostali zaś szarżowali, chcąc przedostać się do statków.
-Dobra, wycofać się! Czas się stąd zawijać! Na okręty! NA OKRĘTY!
Spośród walczących nagle wyskoczył Zjawa, stając między walczącymi a nadbiegającymi od bramy, i sięgnął po miecz. Z ostrza w kierunku Shiro Ryu pomknęła duża fala chakry, rozcinając ich i robiąc wąskie przejście dla nadchodzących. Następnie wraz z nimi pobiegł w kierunku okrętów.
Wojska zaczęły stopniowo się cofać, wciąż z tarczami skierowanymi na napierających zakonników. Teraz wszyscy skupili się bardziej na defensywie.
-Odepchnijcie ich tarczami! - usłyszeli okrzyk.
Żołnierze uderzyli wszyscy jednocześnie, odpychając Shiro Ryu i dając im metr wolnej przestrzeni.
Którą natychmiast zasłoniła drewniana ściana, wytworzona przez Senju Kazuo. Wszyscy broniący się zostali odgrodzeni, dając im czas na ucieczkę. Co też zresztą zrobili.
Walczący z Kabuto zostali szybko zaniesieni na okręty, płynące do Ryuzaku no Taki. Zmieścili się tam więc Kenshi, Chise, Murai, Megumi, Akarui, Shiga, Mokuzu i Shigemi. Dostali się tam również Nikusui, Shikarui i Aka.
Na okręty Cesarstwa zaś (z własnej woli lub przez brak miejsc na statkach do Ryuzaku) wskoczyli Ame, Kaito, Inoshi z rodzicami, Kisho, Saburo, Izanagi i Kei. Chwilę później z muru nadlecieli również Reiya i Numa - dziewczyna zostawiła Numę na okręcie do Cesarstwa, żegnając się słowami "Poradzę sobie. Dzięki za pomoc, jeszcze raz... może jeszcze kiedyś się zobaczymy". Sama zaś poleciała na okręt Ryuzaku, gdzie znajdowali się również pozostali Shiro Ryu.
Oba okręty odpłynęły tuż obok siebie, tak by znajdujący się na pokładach mogli słyszeć rozmowy i ostatnie pertraktacje.

Gdy statki już odpłynęły, zasłonięte od Kami no Hikage zasłonami dymnymi wypuszczonymi ze smoczych paszcz kobuksonów, zaczęły się poważniejsze zabiegi i rozmowy. Pierwszymi, którzy zostali przyjęci do leczenia, byli ci którzy zostali ranni podczas walki z Kabuto. Hanzo, chociaż mocno zmęczony, sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej pigułkę żywnościową.
-Nienawidzę tego - mruknął z wyraźną dezaprobatą do samego siebie, ale włożył ją do ust i przegryzł. Skrzywił się potężnie, ale odetchnął nieco spokojniej. - Zwykle wolę zasnąć niż używać tego cholerstwa, ale skoro sytuacja nakazuje...
Usiadł po turecku.
-Zajmijcie się Radnymi i tymi, co otrzymali rany normalne! Mnie zostawcie tego, co się otruł tym gównem.
Przyniesiono nieprzytomnego tak, by położyć go koło Hanzo. Mężczyzna splótł palce i strzelił nimi donośnie, po czym nałożył je na tors. Tradycyjnie, jedną ręką zaczął skanować ciało, a drugą od razu zaleczać. "Widząc" stan Shigi, mężczyzna aż gwizdnął.
-No no, ładnie go poharatało. Właśnie dlatego nigdy nie używam pigułek żywnościowych.
Zielona chakra wpływała i wypływała z ciała Jashinisty, stopniowo regenerując jego ciało. W końcu, po chwili, Hanzo odsunął się od leżącego i samemu oparł się o burtę.
-Co zrobiłem, to mogłem. Teraz wszystko zależy od niego - jeśli przeżyje, to będzie krytycznie osłabiony, dopóki nie znajdzie poważniejszej pomocy medycznej.
Z tymi słowami obrócił lekko głowę i przymknął oczy. Zasnął prawie natychmiast.
Cały czas obok Shigi i Hanzo, między innymi uchodźcami, dało się zauważyć małego chłopca, z przerażeniem obserwującego proces leczenia. Aiden, chłopak któremu Chise i Shiga pomogli przed całym wydarzeniem.
W tym czasie medycy, Aka i Inoshi zajęli się członkami Rady. Stopniowo rozpoczęli proces leczenia, podając im pigułki i używając technik leczniczych. Radni jednak byli ledwo kontaktowni, a przynajmniej poza Takasu, który siedział i oddychał ciężko, patrząc w deski pokładu. Aka w tym czasie obrócił się w kierunku mężczyzny, który przyprowadził ich na okręty, i dość bezczelnie spytał go o to, kim jest. Mężczyzna lekko się skulił, jak gdyby nie spodziewał się takiego przyjęcia, i spojrzał na Akę z niepewnością.
-Ja... jestem Uchiha Shinnichiro, służący Rady... Lokaj i pomocnik, zajmujący się pałacem i Radnymi...
Podrapał się po szyi.
-Cóż... jestem dobry w trzymaniu się poza widokiem. Dlatego, ja... poczekałem, aż kurzawa na placu się uspokoi, i uratowałem kogo się dało... Państwo Uchiha, Takasu i Hassum byli jedynymi którzy wciąż żyli, dlatego zrobiłem co mogłem by ich przyprowadzić do punktu ewakuacyjnego...
Stojący obok Sau kiwnął lekko głową.
-Prawda, Shinnichiro potrafi się poruszać tak, jakby wcale go nigdzie nie było. Nie dziwię się, że przeżył tak długo.
Zapadła cisza, przerywana tylko okrzykami ze strony wojskowych, pochwałami od kapitanów, rozmowami wśród cywili i dźwiękami fal. W końcu przerwał ją sam Tsuyo, przejeżdżając dłonią po swojej trupiobladej twarzy.
-A więc w taki sposób jednego dnia straciliśmy wszystko. Majątki, miasto, wpływy. Zatraciliśmy próbę odzyskania pokoju. Teraz kto wie, jak się skończy sytuacja na świecie...
Spojrzał z melancholią na oddalające się coraz bardziej Kami no Hikage. A przynajmniej płonące zgliszcza tego, co kiedyś było Sercem Świata.
-... A przeczucia mam bardzo złe...
Sau westchnął ciężko.
-... To prawda. Wszyscy zawiedliśmy. Shiro Ryu już nie istnieje, Rada... nie istnieje. Co teraz się wydarzy?...
-Klany w końcu zaczną myśleć po swojemu, to się wydarzy - dało się usłyszeć buńczuczne słowa kapitana Hoozuki. Większość jednak na nie nie zareagowała.
Ponownie, cisza.
-Shiro Ryu wcale nie kończy działalności.
Wszyscy obrócili się w kierunku, z którego dochodził głos. Był to Zjawa.
-Nie kończycie działalności, tylko zmieniacie jego cel. Od teraz waszym celem nie będzie służba Radzie. Od teraz będzie nim podążanie za Suzumurą i powstrzymanie go, niezależnie co będzie planował. I ja wam w tym pomogę.
Sau spojrzał na niego tępo, po czym kiwnął głową.
-W takim razie przejmiesz stery - ja, niestety, nie mam odpowiednich wartości by to zrobić. Pozostali - macie wybór. Możecie kontynuować współpracę, albo możecie powrócić do waszych klanów - to tylko i wyłącznie wasza decyzja.
Shiro Ryu spojrzeli po sobie.
I wszyscy wyrazili zgodną opinię - pozostają w organizacji. Sau, Zjawa, Miyuki, Hakusei, Yuriko, Reiya. Pozostał tylko wybór Kenshiego.
-W takim razie nazwiemy się... Saisei. Odrodzenie. Biały smok powraca jako feniks. I jego płomienie dosięgną tego, który zaczął ich poprzednie spopielenie.
Wszyscy kiwnęli głowami. Wtedy przybliżył się do nich Shinnichiro.
-A... co z Radnymi?
-Wrócimy do naszych domów, jako ostatnie relikty dawnych czasów - uprzedził odpowiedź Takasu, wciąż patrząc w deski. - Czas Rady się zakończył. Teraz nadejdzie kolejna era krwi.
I to były ostatnie słowa, płynące ze strony byłych przywódców świata. Pozostały już tylko dźwięki towarzyszące żegludze...
Z dala od Kami no Hikage.
Martwego Serca.

W tym czasie NES i Yuji spokojnie odchodzili w kierunku północnego portu, drepcząc sobie wesoło wzdłuż muru. NES najwidoczniej nie odczuwał potrzeby komentowania pierwszej wypowiedzi Yujiego, mówiącej o tym jak to zwiastuni zniszczenia jakie się dokonało w Kami no Hikage byli im potrzebni. W końcu to się mówiło samo przez się, nie trzeba było tego dalej roztrząsać. Dlatego przez pierwszy fragment murów panowała cisza.
W końcu odwrócił się w kierunku Yujiego, gdy ten zaczął komentować bezsensowność samotnego ataku ze strony Kabuto. Jego spojrzenie było zupełnie obojętne.
-Sayuri i tak już umierała. Przeżyła już swoje lata, w końcu pamięta jeszcze czasy gdy Han żył - teraz pozostałoby jej może tydzień, może dwa. Wolała umrzeć w taki sposób, przedłużając czas batalii i dając nam czas na zebranie wszystkiego co potrzebne z siedziby Shiro Ryu. - Wzruszył ramionami. - Jej wybór. Nikt nie będzie się bawił w opiekunkę. A że tamci będą mogli się pocieszyć odrobiną sławy...
W końcu, gdy dotarli nad północny port, NES zeskoczył z murów i ruszył w kierunku niewielkiego hayabune, pozostawionego przez Shiro Ryu specjalnie w celu ucieczki dla NESa.
-Reszta wyruszy, jak skończą robotę tutaj. Ja nie będę im potrzebny. Zresztą, na razie tylko odstawię cię gdzieś na uboczu, w Sogen. Stamtąd ruszysz gdzie chcesz. Twoją robotą będzie rozpropagowywanie swojej nowej religii, za którą co bardziej tępi i spanikowani będą podążać. A później, z czasem, przerobi się ich na kolejną armię Antykreatora. W końcu nie możemy polegać cały czas na Shiro Ryu, a potrzebujemy mięsa armatniego.
Wsiadł do łódki i pokazał Yujiemu, by siadł obok.
-Czas kontynuować naszą karuzelę patologii.


I tym oto "pozytywnym" akcentem kończymy następny event. Dziękuję wszystkim chętnym za uczestniczenie, mam nadzieję że się podobało.
Dziękuję też Koali i Exodii za pomoc w prowadzeniu, bez nich poprowadzenie tego przez tyle czasu to byłby istny koszmar xD
Podsumowanie pojawi się niedługo, w nim też będzie wycena kto dostał ile PH.

Jeszcze raz - dzięki!

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 786
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Shikarui » 30 cze 2018, o 15:17

Klapnął na ziemi, zsuwając się z ramion Akiego. Sądził, że Uchiha usiądzie zaraz obok, równie wycieńczony, albo i nawet bardziej - styrany i zniszczony tym, co stało się w Kami no Hikage. Cień chłopaka zniknął zgodnie z przewidywaniami, ale nie dlatego, że ten usiadł, a dlatego, że odbiegł do burty, zaczynając coś krzyczeć. Krzyczeć do kogoś. Shikarui uniósł za nim znużone spojrzenie, ale nie zabrał się do pomocy komukolwiek w czymkolwiek. Ludzie przesuwali się wokół, wszyscy po kolei wydawali się być pochłonięci wydarzeniami, które ciągle się działy jeśli nie tuż przed ich oczami, to w ich umysłach. Sceny powtarzane w kółko i w kółko, wizje napierające pod powieki i ujawniające się nawet kiedy spróbujesz zamknąć oczy. Jego za bardzo wołał sen, żeby przeżywać cokolwiek. Gniew ostygł, wyrwany z ciała jak wiatr zrywał z dachów płatki śniegu, łącząc je w bezwiednym tańcu. Mijały minuty a mogły to być długie godziny. Neony, podczas których człowiek przechodził drogę ewolucji tak głęboką i długą, że po obudzeniu się nie rozpoznasz świata i nie zrozumiesz jego reguł. Wszystkiego przyjdzie uczyć się na nowo. To miał właśnie tego typu sen. Śnienie na jawie bez żadnych obietnic i wzruszeń, ale z obietnicą, że wszystko się zmieni, kiedy magiczny pył zakończy ułudę Piotrusia Pana.
Nie zasypiał, bo obecność Kapitana Haka była ciągle oczywista.
Statek ruszył po spokojnych falach i dopiero wtedy sen z nim wygrał. Otulił się szczelniej płaszczem i zapadł w płytki, niespokojny sen. Czekając, aż dopłyną do Ryuzaku. Czekając, aż w końcu krokodyle przestaną krążyć wokół łodzi. Sporo było tych oczekiwań. I jakoś bardzo niewiele słodkich kłamstw szeptanych do uszka. Tylko gorzka, niesmaczna prawda.

[z/t]
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1466
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Aka » 30 cze 2018, o 15:46

Aka pomagał, dwoił się i troił żeby jakoś odwdzięczyć się za uratowanie mu życia. Jeżeli miał podawać wodę - podawał, jeżel imiał tamować krwawienie - robił to. Samemu był... w miarę dobrym stanie. Rana była świetnie zaleczona, widać było, że Hanzo znał się na rzeczy. Szkoda tylko, że nie posłuchał Akiego, gdy ten zasugerował mu odpoczynek. Teraz, chcąc nie chcąc, musiał to zrobić - zasnął z przemęczenia. Aka jedynie pokiwał głową, lekko zasmucony, że nikt go nie posłuchał.
Spojrzał na Shinnichiro, lekko mrużąc oczy.
- Kolejny Uchiha... - rzekł z zastanowieniem. Zabawne, trzeci posiadacz Sharingana, który uciekł z objęć śmierci. Bogowie zaprawdę mieli poczucie humoru, że skazywali ich ród na takie cierpienia. - Cieszę się. - powiedział bez żadnych emocji. Cała ta historia wydawała mu się tak nieprawdopodobna, że aż nierealna. Celem Hana było zamordowanie wszystkich radnych, sam to powiedział, a pozwolił na to, by ktoś ich odratował? Dziwne. Bardzo dziwne. Jednak to nie była pora, by zajmować się takimi pierdołami. Teraz musięli odpocząć.
Zbliżył się wreszcie do Shikaruia, który leżał gdzieś skulony w kącie, pod jego płaszczem, nie chcąc się wyróżniać spośród tych wszystkich ludzi. Nic dziwnego - w końcu był okrzyknięty przeklętym. Cholera wie, co zrobiliby zabobonni ludzie, gdyby dowiedzieli się, że jest nosicielem klątwy. Teraz jednak chłopak nie miał najmniejszych szans na obronę - nie było w nim ni gniewu, ni agresji. Została tylko... obojętność? To już chyba wiedział tylko on sam. Teraz był jednak rozbity. Śpiący, słodki, bezbronny. Aka zbliżył się do niego, bez słowa siadając tuż obok niego. Horyzont roztaczał się przed nimi, gdy zmierzali w kierunku miasta swoich wybawicieli. Chwycił go za dłoń, wplatając w nią swoje palce. Wreszcie było spokojnie. Wreszcie byli bezpieczni.

[z/t]
Aka
 

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Numa » 30 cze 2018, o 16:13

Bezdomny odprowadził kobietę w kierunku statków. Przybliżyli się do nich po czym stało się coś co dosłownie zbiło z tropu młodego niedoświadczonego osobnika. Został on bowiem zostawiony na statku... Było to dziwne ponieważ sam za bardzo nie chciał jeszcze wsiadać. Czuł że nie ma sił na walkę mimo tego Numa nie wiedział kiedy zjeść z sceny. Sprawiło to że kobieta odstawiła go na statek -Zaraz... Dlaczego ona mnie wsadza na statek... Przecież odprowadziłem ją w kierunku statku Następnie stało się coś co Numa odczuł naprawdę dotkliwie. Ba bezdomny ewidentny został porzucony. A nawet i więcej jego pomoc została odrzucona uznano że to on potrzebował pomocy, a sama kobieta uznała go sam nie wiedział za co. Po prostu wrzuciła go na statek i poszła na drugi... Dla serca bezdomnego który zbyt szybko przywiązywał się do osób było to dotkliwe odczucie. Sprawiało swoisty smutek. Kobieta wydawała się normalna w porównaniu do innych których poznał takich jak Dio czy Shiga. Dlatego ich zwyczajnie wolał by unikać nie był głupi. Byli też inni jak ta kobieta Chise która była chyba związana z tym Shigą bliższą znajomością. Sprawiało to że nie mógł by przyjaźnić się z nią nie będąc narażonym na tego osobnika. To Jednak teraz nie miało żadnego znaczenia. Bo został wyrzucony jak swoisty śmieć, na statek gdzie miał pozostać. Sprawiło to że Numa spoglądał jak kobieta odchodzi z brakiem emocji na twarzy. Za to w wnętrzu czuł ból. Co zabawne w tym momencie zastanawiał się czemu to się tak kończy. Nie rozumiał. - Dlaczego ona odchodzi ? Gdzie ona idzie ? - Zastanawiał się przez chwilę gdy dopiero dotarły do niego słowa że to koniec. Statek wypływał już w rejs a on patrzył z swoistą dziurą w sercu. Zastanawiając się co zrobił nie tak ? -Uratowałem ją dlaczego jednak wepchnęła mnie na ten statek i poszła w drugą stronę. Na inny statek. Nie mogłem płynąć z nią ? - Pytał się siebie przez chwilę. Po czym obserwował dym który miał za zadanie zamaskować ich wypłynięcie na głębokie wody. Numa czuł dziurę, która wypełniała się smutkiem ale i desperacją czy kiedyś cokolwiek się zmieni ? Wiedział że prawdopodobnie nigdy więcej już nie zobaczy połowy z tamtych ludzi. Sprawiło to że rozmyślając o tym co się właściwie działo usiadł gdzieś z boku na pokładzie i siedział praktycznie bez ruchu skulony. Nie zajmując miejsca czy zwracając uwagi z kapturem na głowie. Płynął gdzieś na okręcie wojennym nie wiedząc na dobrą sprawę nawet gdzie płynie ani dlaczego. Numie jednak nie robiło to większej różnicy był bowiem bezdomnym, człowiekiem który nie wędrował z wyboru tylko z przymusu. Nie znał tych niebieskich flag które były tu dość powszechne. Czy też umundurowań żołnierzy a sam Numa był dość wykończony tym co działo się na kontynencie. Pogryzając się w wewnętrznych przemyśleniach które sprawiały mu ból który raz wprowadzał go w smutek którym nie umiał się podzielić a raz w gniew którego nie miał na kim wyładować... I tak Siedział podróżując opuszczając to miejsce.

/ NmN \
- Myśli Numy -
- Słowa Numy -
Kod: Zaznacz cały
[color=#BF8040][b] —  — [/b][/color]

Obrazek


Nie odpowiadam przed żadną władzą.
Oraz mogę mówić i robić co mi się żywnie podoba.
Bez ponoszenia żadnych konsekwencji !
Nie posiadam siły, wpływów czy pieniędzy.
Mało, nie mam nawet pracy.
Jestem Bezdomnym !


Spoiler: pokaż
Avatar użytkownika

Numa
 
Posty: 618
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 11:12
Wiek postaci: 16
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Brązowooki chłopak, rasy białej. Posiada ciemnobrązowe włosy.
Widoczny ekwipunek: -Hełm zakrywający twarz pozostawiający jedynie małą szczelinę na jego oczy.
-Czarny płaszcz z kapturem.
Link do KP: viewtopic.php?p=79250#p79250
GG: 37827204
Multikonta: Ni ma

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Yuji Saga » 30 cze 2018, o 16:39

Dostałem bardzo ciekawe informacje, ta lalkara nazywała się Sayuri, miała bardzo mało czasu życie oraz pamięta czasy kiedy to nasz główny zły jeszcze żył. Czyli bardzo dużo latek miała, chyba mogłem ją nazywać babcią, ale się takto dobrze zakonserwowała. Ostatnimi ciekawym info było to, że reszta zabierała potrzebne rzeczy z siedziby Shiro Ryu. Dobrze rozegrali. Odpędzili na początku ludzi od pałacu w którym była jakaś laska, która jest potrzebna do ich planu. Czyżby to był kij co rozstąpi morza? Może. Następnie odpędzili od zamku tych zakonników, gdzie były inne ciekawe przedmioty. Jedynie pokiwałem głową na zrozumienie. Zostałem jak na razie dość lekko zagłębiony w wiedzę co tutaj robili, ale coś jest! Może następnym razem wyjawią mi cosik więcej, kto wie. Jak nie to sam się wypytam, kiedyś chyba się poddadzą i mnie wprowadzą w ich niszczycielski plan, który mnie tak kurewsko interesuje.
Nic za bardzo już nie komentowałem, bo nie chciał dać tego co chciałem dostać. Jedynie słuchałem aż nie dotarłem do łodzi. Która o dziwo była mała i się ostała w tym chaosie, pewnie te zombie je chroniły własna piersią oraz mózgiem, bo go już nie używali i tylko do tego się nadawał. Usiadłem obok NESa, rozłożyłem nogi i wziąłem głęboki wdech. Właśnie teraz zacząłem się odprężać.
-Nie ma sprawy. Moim planem jeszcze przed naszym spotkaniem było uświadomić ludzi o mojej boskości, by została otworzona moja sekta, by marne robaki we mnie wierzyły. To że na was wpadłem jedynie to trochę przyśpieszy. Armie debili da się tak zrobić. Ludzie wierzący dla swojego boga zrobią wszystko, wiec mi to tam rybka.- uśmiechnąłem się, patrząc gdzieś w dal. Tam widziałem moją przyszłość. Ja całkowicie nagi, no nie całkowicie bo miałem piękną białą przepaskę biodrową. Siedziałem na tronie, przedemną klęczało dziesiątki tysięcy ludzi. A obok dziewki oraz ładny chłopcy nago podawali mi winogrona oraz ktoś śpiewał „YMCA”, tak dla rozluźnienia. Uwielbiam sztukę. Wróciłem po chwili do teraźniejszości.
-Chociaż potrzebujemy jakiejś formy kontaktu. Zebym ja się do ciebie skontaktował oraz ty do mnie. Chociaż jeżeli tak zależy ci na prywatności, to żebyś tylko ty mógł się do mnie skontaktować. Najważniejsze by był jakikolwiek kontakt, bo pewnie to nie koniec tego wspaniałego chaosu co robicie. Wiec jak będzie potrzebna jakaś pomoc to walcie, chętnie wam pomogę. Każdy potrzebuje sojuszników.- pochyliłem się do tyłu i zacząłem odpoczywać. Teraz tylko dostać się do Sogen i ustalić jakiś kontakt z NESem, jakieś listy? Posłańcy albo nawet miejsca spotkań, które mogą się odbywać raz na trzy miesiące.


[z/t]
Yuji Saga
 

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Murai » 30 cze 2018, o 18:08

Udało im się. Jej jedyny czuły punkt w który należało trafić został trafiony. Cała masa kukiełek nie została wykorzystana. Możliwości kontroli piasku wieloskrzydłej kukiełki także nie zostały wykorzystane. Muraiowi wydawało się, że Kabuto nie pokazał wszystkiego. Było to o tyle dziwne, iż jego uwaga była skupiona na nich, po tym jak zniszczyli dwie kukiełki. Będąc pod ziemią Kakuzu mógł złapać chwilę na przetworzeniu tego wszystkiego, całej walki i wkładu każdego z nich. I doszedł do wniosku, który jego sam zaskoczył. Przegrana Kabuto leżała wyłącznie po jej stronie. Przez jej niecodenienie przeciwka, przez masę błędów które popełniła. Miała potężną obronę w postaci magnetycznej kukły, potężną ofensywę w postaci kukły generującej wybuchy. I kolekcję stu kukiełek z dodatkiem najpotężniejszej, kontrolującej piach. I przegrał. Murai nie odegrał nawet w tym większej roli, trafił ją shurikenem i wystrzelił kilka technik Katon. I tyle. Inni także nie zrobili niczego aż tak specjalnego. I jak Murai miał zostać przekonany, że jego sposób myślenia jest zły? Kiedy kolejny raz wszystko co robił i widział potwierdzało jego ideologię? Gdyby Jeździec zachował spokój i z chłodnym wykalkulowaniem zaatakował pierw Kakuzu, samotny cel po drugiej stronie pola walki, to jego szanse byłby większe. Poddanie się emocjom i osobiste słabostki doprowadziły do jego porażki.
Deszcz pocisków ustał i Kakuzu mógł wyjść na zewnątrz. Pole było pokryte piaskowymi plamami po pociskach. Z jego obserwacji wynikało, że cała reszta zdążyła przeżyć. Natychmiast skierował wzrok na miejsce gdzie chwilę temu przebywało kukiełkowe ciało Jeźdźca. Podszedł w jego pobliże, żeby móc obserwować prace Akaruia i ich dowódcy. Dowódcy który ostatecznie nie zrobił niczego podczas tej walki. Dlaczego tacy ludzie jak on jeszcze żyli? Chciał sobie poobserwować walkę, podziwiając starania innych w starciu z kukiełką? Patrzył się jak Akarui odczepia kolejne to mechanizmy, jak przeszukują kukłę. Kiedy skończyli, Murai postanowił wrócić na teren portu. Nic więcej nie mógł tutaj zastać, żadnych informacji. Był nieco... rozczarowany? Oczywiście że nie, nie mógł czuć czegoś takiego jak rozczarowanie albo cokolwiek. Po prostu wiedział, że ich zwycięstwo przyszło łatwo, stanowczo za łatwo. I to krążyło mu w myślach przez całą drogę powrotną na statek. Natychmiast zlokalizował, po krzykach wokoło, okręt którym mógł dostać się do Ryuzaku. Nawet jeśli ktokolwiek próbował pomóc mu w dostaniu się na pokład, jak gdyby miał być ranny, to nie było takiej potrzeby. Nie odniósł żadnych obrażeń. Jedynymi rzeczami jakie stracił były ogromne pokłady chakry. W tłumie zdołał zlokalizować kilka znajomych twarzy. Wszystkich walczących z Kabuto. A także białowłosą, która wcześniej otrzymała bezpośrednie trafienie od Hana.
- Jak zdrowie? - zapytał, podchodząc do niej i machając dłonią w geście przywitania. Zlustrował ją wzrokiem, jak gdyby pytanie i tak nie miało znaczenia. Sam chciał to ocenić. Sam Murai nie otrzymał żadnej pomocy medycznej, gdyż nie było takiej potrzeby. Zdrów niczym ryba, a nawet bardziej, biorąc pod uwagę że organizm który praktycznie nie ma ludzkich elementów nie może być chory, a krytyczne obrażenia najprawdopodobniej doprowadziłyby do jego śmierci
Murai
 

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Yamanaka Inoshi » 30 cze 2018, o 18:37

- Rok 384 - Zima -


" Niekończące się fale "
Obrazek

Inoshi zrobiła co mogła by doprowadzić rannych radnych na statki. Ostatecznie udało się jej przy pomocy Akiego oraz innych doprowadzić ich do floty na której też zajęto się nimi jak trzeba. Martwiła się też o los swoich rodziców, też, mimo tego całego harmidru jaki teraz panował, musieli znaleźć się na jakimś statku. Nie wiedziała tylko na jakim. Przynajmniej na samym początku gdy odprowadzała rannych. Gdy ludzie i ranni zaczęli zajmować statki jasnym się stało, że nie starczy miejsca dla wszystkich dlatego trzeba było się podzielić pomiędzy statki które przybiły do portu. Zarówno załogi okrętów które broniły portu jak i inni shinobi podzielili się pomiędzy statkami wracając na swoje posterunki jeśli tylko mogli. Szybko też do całej tej grupy dołączyli pozostali którzy walczyli z Kabuto za bramą. Nim statki ruszyły blondynka wyczuła znajomą chakrę na jednym z okrętów z flagami cesarstwa.

- Czyżby? Dlaczego mieliby płynąć akurat tam? Pewnie nie było miejsc albo po prostu było najbliżej... Muszę iść do nich - Wiedziała, że nie chce się z nimi rozdzielać ponad to co konieczne. Cała sytuacja w Kami no Hikage sprawiła, że zaczęła na rodziców patrzeć nieco inaczej. Wcześniej strach napawający ją możliwością ich straty, oraz straty własnego życia... Częściowa utrata nadziei na to, że ktokolwiek stąd się wydostanie. Wszystko to zwyczajnie było zbyt trudne by przetrawić to w odpowiedni sposób tak szybko. Nim statki wypłynęły na pełne morze zdecydowała się przepchnąć pomiędzy ludźmi i znaleźć się na statku razem z rodzicami o ile tylko mogła. Wiedziała, że nawet jeśli nie będzie w stanie dostać się na ten właściwy statek to liczyła, że spotka ich na miejscu. Gdy tylko statki wypłynęły a jej dusza osiągnęła pewnego rodzaju spokój mogła wreszcie odpocząć zastanawiając się nad tym co przyniesie kolejny dzień spędzony na bezkresnej wodzie prowadzącej do lodowego kraju wyspiarzy.

Przysiadła przy jednej ze ścian prowadzących w głąb statku wciąż obserwując błękitne niebo wypełnione chmurami. Jednak na tych chmurach stało się coś nieprzewidywalnego, nagle do statku podleciał ktoś... Jakby Anioł i przyniósł ze sobą chłopca którego zostawił na górnym pokładzie. Dziewczyna zmrużyła oczy przypatrując się nadlatującej boskiej istocie w pierwszej chwili nie wiedziała kto to ani do czego tutaj doszło. Po chwili jednak dopiero dotarło do niej, że to była Reyia, przyjaciółka Kenshiego, metalowego wojownika z którym go wcześniej w porcie widziała i nie tylko tam. Czym jednak było to pozostawienie biednego Numy? Kim właściwie był ten biednie wyglądający chłopiec, darem z nieba czy bohaterem? A może zwykłym balastem który trzeba było wyrzucić bo zwyczajnie ciążył...
z/t



- Głębokie Wody -


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2976
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Izanagi » 30 cze 2018, o 20:03

Katana robiła się dla mnie coraz cięższa, przy tak długiej walce, o takiej intensywności potrafi zmęczyć nawet najbardziej wytrzymałych ninja. Jedyne co dodawało mi ciągle sił było to że za chwilkę będzie można wejść na pokład. Nie wiem ile czasu minęło od momentu gdy tutaj przybyłem, ile czasu minęło od rozpoczętej walki, ale strasznie mi się dłużyły te ostatnie chwile. W pewnym momencie tylko usłyszałem żeby pakować na pokłady, odkręciłem głowę na chwilkę aby tylko kiwnąć na znak zgody, ciągle w między czasie walcząc i odsuwając się w stronę statku, by w pewnym momencie odwrócić się i wskoczyć na statek. Nie wiedziałem gdzie wskoczyłem ale natychmiast usiadłem na tyłku z mieczem trzymanym pionowo między nogami łapiąc oddech. Byłem brudny, zmęczony, w porwanym ubraniu, poparzony... wyłączyłem automatycznie czerwone oczy. Łapiąc oddech oparłem się o pokład podtrzymując ręce na katanie, gdy tylko złapałem nieco oddechu zacząłem się rozglądać kto tutaj jest, z kim ja w ogóle płynę i gdzie bo jakoś bardziej mnie interesowało opuszczenie tego miejsca, niż to gdzie się udam, ale skoro już jestem na miejscu i nieco odpocząłem to wypadałoby się zainteresować gdzie się przemieszczamy. Gdy tylko dopłynęliśmy na miejsce i okazało się że tym miejscem jest Kantai, miejsce którego nie znałem, to się zdziwiłem co nie kojarzyłem jeszcze tego miejsca, musiałem się kogoś dopytać gdzie jestem i w którą stronę muszę się udać aby dojść do domu. Tylko jak dowiedziałem gdzie się znajduje oraz w którą stronę mam się udać aby dotrzeć do domu, to mi opadły ręce i wiedziałem że jeszcze nieco czasu zajmie mi dotarcie do niego. Nie widziałem tutaj sensu dalej przebywać więc czym prędzej po przybyciu postanowiłem udać się do portu aby odnaleźć statek z powrotem, gdyż jak się okazało zostałem dostarczony w przeciwnym kierunku od domu.
[z/t]
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 144
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Kei » 1 lip 2018, o 13:56

Po niedługim czasie Kei się przekonał, że walka Shiro Ryu nie była taka łatwa ja się wydawało i z czasem zaadaptowali się by stawić skuteczny opór żołnierzom. Zapewne po dłuższym czasie mogłoby to wyglądać dość nieciekawie, lecz na szczęście ich zadaniem nie było pokonać przeciwników, a jedynie ich przetrzymać. Mimo to podczas dalszego atakowania Kei zaczynał znowu się stresować, a przynajmniej do czasu, aż na widok w bramie powracających sojuszników kapitan cesarstwa zarządził odwrót. Cóż wszystko zapowiadało się dobrze, a przynajmniej do czasu, aż nie zbliżył się do statków. Wówczas zauważył, iż po załadowaniu grupy z zza bramy kładki na statek kierujący się do Ryuzaku no Taki zostały zabrane i kierowano resztę na okręty płynące do Morskich Klifów. Cholera, co jest nie tak z tymi statkami najpierw trafiam na tą przeklętą wyspę a teraz znowu nie mogę wrócić na kontynent... - Westchnął w myślach, po czym grzecznie wsiadł na okręt Cesarstwa, w końcu nie miał wyboru. Niezbyt zachwycony był też tym, że w sumie po tym wszystkim nie bardzo miał okazję pogadać z Megumi o tych wszystkich wydarzeniach, np. o śmierci lidera Dōhito, w sumie sam miał wątpliwości co zrobić w tej sprawie,no ale trudno się mówi. Właściwie jak tak się zastanawiał, to jedna z osób co wyruszyła z dziewczyną by walczyć z lalkarzem i teraz z nią wróciła przypominała pewnego osobnika o którym mu wspomniano wcześniej na turnieju. Hmm, czyżby to on? - Przemknęło mu po myśli. Cóż i tak nie miał jak podejść by się upewnić, więc roztrząsanie tego nie miało większego sensu. Zamiast tego postanowił wsłuchać się w toczące się rozmowy i rozejrzeć się po pokładzie za znajomą twarzą. Jeśli dobrze zakładał, to Inoshi chyba też mogła trafić na ten statek, no ale to się już zobaczy. Być może ona znałaby odpowiedź na parę trapiących go kwestii. Tak, czy siak pozostał na okręcie pozwalając się zabrać z tej parszywej wyspy.

[zt]
Kei
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość