[Event] Komplikacje - Port

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Chise » 27 cze 2018, o 13:17

Chise skrzywiła się lekko, kiedy kobieta odskoczyła - i opuściła rękę z mieczem, wracając do szybkiego opatrzenia ran. Jeden z aniołów został pokonany i to był zawsze jakiś sukces, w którym miała udział. Pozbierała wszystkie swoje miecze, jednak nie ustawiała sie w pozycji bojowej swojego stylu, nie chcąc nadwyrężać za bardzo zranionej nogi ani jej przeciążać. Chwyciła więc po prostu trzy miecze, w dłoniach oraz ustach, by tak się ewentualnie bronić przed wszystkimi atakami.
Tymczasem reszta osób także nie próżnowała. Olbrzymi, ognisty atak zniszczył drugą marionetkę i uszkodził Kabuto, która chyba zaczeła powoli.. Odchodzić od zmysłów. Jej słowa niosły ze sobą znamiona szaleństwa, których wcześniej nie było po niej widać, jednak utrata dwóch aniołów była dla niej za dużym obciążeniem psychicznym. Na tyle silnym, że dalej, w odpowiedzi, posuwała się do ostatecznych rozwiązań, których wcześniej nie używała. Była pewna, że nie doceniła ich wcześniej. Miała się za lepszą, silniejszą, niepokonaną. I rzeczywiście, w pojedynkę z całą pewnością pokonałaby każdego z grupy, nawet Pustego, Kenshiego i Shigę, których miała za najsilniejszych tutaj, jednak razem stanowili siłę, której nie była w stanie zmieść tak łatwo. Sprawiali jej kłopoty, mieszali w planach, zapędzili w kozi róg.. A teraz musieli zmierzyć się w konsekwencjami.
Po odpieczętowaniu ziemia zaczęła drżeć, a Kenshi wydał polecenie by zająć wyższe pozycje. Uchiha delikatnie zagryzła usta, po czym postanowiła zaryzykować i skorzystać z tej niewielkiej, niezauważalnej ilości czakry by wbiec po ścianie na dach, na którym znajdował się też Murai. Przykucnęła przy środku, nadal trzymajac miecze, gotowa do obrony. W tej sytuacji nie mogła zrobić wiele więcej.
Spoiler: pokaż
Chise wskakuje na dach.. I w sumie tyle, jest gotowa do obrony.

Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: -
NATURA CHAKRY: Katon
STYLE WALKI:
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Wrodzona - Ślepiec
  • Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 50
    WYTRZYMAŁOŚĆ 100
    SZYBKOŚĆ 150 | 200
    PERCEPCJA 60 (startowe) | 75 (z bonusem)+50 | 125 łącznie
    PSYCHIKA1
    KONSEKWENCJA40
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 360 bez bonusów
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 110%
MNOŻNIKI: +25% percepcji, styl na S, +50 szybkość i percepcja
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    STYLE WALKI 1 (dziedzina D)
    • Nanken no Mai - S
    • ---
    • ---
    NINJUTSU D
    ELEMENTARNE
    KATON B

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
Przy pasie 7 wakizashi, maska, kabura na udzie i torba
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Kabura:
4 Kunai
3 Granat dymny
4 Notki świetlne
2 Notki wybuchowe - jedna przy kunai, a druga nalepiona na rękojeść miecza
Użyta piguła i bandaż, rozdawane przed Niku tutaj
Torba:
20 kwadratowych shurikenów
5 zakrzywionych shurikenów


Nazwa
Maska "Szansa".

Typ
Ubranie, Maska.

Objętość
Do noszenia na twarzy lub w torbie, 20

Waga Fūin
25

Opis Maska Szansy to prosty stosunkowo przedmiot. Zasłania całą twarz, jest dość gruba, żeby ciężar jej był nieodczuwalny, a sama maska przyległa odpowiednio do ciała, konieczne jest zawiązanie jej z tyłu głowy paskiem. Wykonana z wytrzymałej stali oprze się większości broni miotanych, a także technik do rangi B włącznie, za wyjątkiem technik penetracyjnych, których efekt zostaje pod ocenę MG. Maska ma stosunkowo prostą budowę, bez upiększeń, bez dziwnych kształtów, jest jednolitą pomalowaną odpowiednio 'skorupą', ukrywając zupełnie twarz i jakiekolwiek jej detale jak owal twarzy. Dodatkowo posiada dwa kilku centymetrowe rogi w górnej części stanowiące ozdobę oraz element ostrzegawczy dla przeciwników mający dodawać animuszu. Tak samo jak odpowiednie kolory.

Cena
1100 ryou

Link do tematu postaci
KLIK!


Spoiler: pokaż

Nazwa
Nanaken no Mai

Zasięg
Zależy od długości ostrzy

Specjalizacja
Użytkowanie wielu broni siecznych jednocześnie

Opis Odmiana Chanbary będąca bardzo dziwnym sposobem na posługiwanie się bronią białą. Użytkownik włada bowiem aż siedmioma mieczami jednocześnie. Są to ostrza krótsze od katany znajdujące się w podanych miejscach: w ustach, między łokciami i przedramionami, pod lewą pachą, przyciśnięty ramieniem do szyi, pod kolanem i przyciśnięty udem do brzucha. Chwyty broni są na tyle solidne, że można spokojnie władać bez obawy o wypadnięcie broni w trakcie walki. Korzystając z tej metody walki liczy się głównie szybkość i percepcja.

Właściwości Użytkownik tego stylu jest w stanie używać większej ilości broni siecznych jednocześnie, co przekłada się na jego zdolności bojowe - staje się bardziej nieprzewidywalny, a przez to niebezpieczniejszy.

Bonusy Poziom Nanaken no Mai a ilość mieczy:
D: 2 ostrza
C: 3 ostrza
B: 4 ostrza
A: 5 ostrzy
S: 7 ostrzy

Dodatkowo podczas walki wieloma ostrzami użytkownik otrzymuje bonusy do atrybutów (zależne od zaawansowania w stylu):
D: Szybkość +10, Percepcja +10
C: Szybkość +20, Percepcja +20
B: Szybkość +30, Percepcja +30
A: Szybkość +40, Percepcja +40
S: Szybkość +50, Percepcja +50
Bonusy na każdej randze nie sumują się.

Opis Uwaga! Ten styl walki mogą opanować jedynie wybrane osoby, posiadające zgodę Administracji.
Chise
 

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Koala » 28 cze 2018, o 01:56

MAPA MIASTA.
Mapa z podziałem na dzielnice


Komplikacje
Ścieżka główna eventu


Wojska Shiro Ryu i zjednoczonych oddziałów Ryuzaku no Taki i Cesarstwa w końcu się starły w chaotycznym pojedynku. Miecze, włócznie i tarcze uderzały o siebie z olbrzymim hukiem, mieszając ten dźwięk z okrzykami bólu i rykami bojowymi, tworząc tym samym istny harmider w okolicy portu. W kierunku nadchodzących wojsk cały czas nadlatywały też liczne pociski, wystrzeliwane przez strzelców i łuczników stojących na utworzonych wcześniej szańcach. W efekcie, dzięki tej dość prostej, a niezwykle skutecznej taktyce, straty po stronie obrońców były praktycznie zerowe, a po stronie agresora - bardzo duże. Uprzednio osłabieni technikami, a teraz jeszcze cały czas kąsani ze wszystkich stron... Shiro Ryu zostało wysłane niczym mięso armatnie, i takoż też upadało z rąk walczących. Niczym zboże podczas żniw.
A żeby dopełnić tego obrazu destrukcji, do pomocy przyłączyły się również załogi samych okrętów. Coś szczęknęło, a w kierunku środków oddziałów wroga pomknęły pierwsze pociski z balist pokładowych. Impet uderzeń powalał coraz więcej oponentów, widocznie uszczerbiając ich siły...
Skąd więc ich tu się tyle wzięło?...
Wojownicy z Ryuzaku przecisnęli się przez drugie przejście, zmierzając do Shiro Ryu od boku, i zaczęli ich kąsać własnym orężem. I tu ponownie dało się zobaczyć różnice między ich podejściem do walki, a tym prezentowanym przez odzianych na czarno wojowników - żołnierze z kontynentu walczyli bardziej defensywnie i podręcznikowo, ostrożnie obliczając każdy atak i upewniając się, że podczas atakowania nie zagubią też wartości obronnych swojego oręża. Cały czas byli osłonięci tarczami i wykonywali pojedyncze, precyzyjne uderzenia, by zredukować niebezpieczeństwo do minimum. I choć Cesarscy również stosowali podobne ruchy, uzupełniali je również ruchami niemożliwymi do zapakowania w jakikolwiek szablon - na przykład skorzystanie z tego, że ich włócznia utknęła w ciele przeciwnika, żeby wyprowadzić innemu oponentowi soczysty prosty w szczękę przed wyrwaniem oręża z powrotem. Co zaskakujące, było to skuteczne, a w tym chaosie dało się zauważyć pewien porządek.
Na reakcje pozostałych wojowników, którzy również zdecydowali się rzucić do boju, nie trzeba było długo czekać. Za kapitanem Hoozuki i wojownikami obu frakcji, do ataku ruszyli również shinobi, wcześniej pomagający w zbieraniu cywili w jedno miejsce. Niedaleko za mężczyzną w środek walki wskoczyli również Saburo i Ame, gdzie podczas gdy kapitan wyprowadził cios od góry w stojącego przed nim oponenta, Ame wylądował tuż obok niego, gładkim cięciem ścinając dwóch oponentów za jego plecami. Wojownik kiwnął głową z aprobatą, po czym kontynuował natarcie, tnąc na boki i celując w punkty witalne - obroną zupełnie się nie przejmował. Zresztą, i tak mało kto zdołał go trafić.
Tuż za Ame pojawił się Saburo, który zaatakował jednego zakonnika próbującego ciąć młodego Hoozukiego w bok. Zanim cios zdążył dosięgnąć, Jashinista uderzył go kijem w ramię, wytrącając miecz, po czym doprawił ciosem w krtań, posyłając oponenta na ziemię. Zauważył też kolejnego oponenta, który chciał dotrzeć do duetu, lecz nie zdążył - oberwał w twarz celnie wymierzoną kulą elektryczności, wystrzeloną przez Keia, i upadł na ziemię.
Chwilę później dołączył do nich Izanagi, wbijając katanę w trafionego pociskiem zakonnika. Kapitan, słysząc pytanie ze strony Uchihy, tylko zaśmiał się rubasznie:
-Co, już byś chciał zwiewać na kontynent? My tu dopiero zaczęliśmy!
Spojrzał jednak na okręty (ignorując przy tym fakt, że oberwał w szyję mieczem - po prostu rozbił się na odrobinę wody, ot, nic wielkiego) i ocenił, że faktycznie większość cywili była już zapakowana. Kiwnął lekko głową i krzyknął na całe gardło:
-Nie wychylać się za daleko od szeregu! Zamykamy luki, stopniowo wracajcie na pozycje!
Czterech Shiro Ryu chciało wykorzystać fakt, że Hoozuki wykrzykuje polecenia, i rzucili się w jego kierunku z orężem wszelakim. I wtedy nagle pokryła ich jakaś dziwaczna, kleista ciecz, uniemożliwiając im dalszy ruch - Nikusui wykonała swoje następne ruchy. Chwilę później w ich kierunku pomknęły shurikeny naładowane energią elektryczną, pomagając w zabiciu dwóch (nie, Mizuame Nabara nie przewodzi energii elektrycznej). Dalszą kanonadę kontynuował jej klon, stojący na powierzchni wody i rażący sklejonych wodnymi shurikenami. Został rozbity chwilę później, lecz szkody zostały uczynione.

Ewakuacja cywili również trwała, i przechodziła zaskakująco sprawnie jak na warunki wokół. Ludzie pragnęli jak najszybciej zadekować się w bezpiecznych lukach okrętów, zmierzając pod pokład lub pod pancerne osłony kobuksonów. Dzięki temu okręty bardzo szybko się zapełniały, będąc już praktycznie w całości zapełnione cywilami. Pozostała już tylko końcówka...
-Chęci to dobry pierwszy krok - powiedział spokojnie Hanzo, podpierając się na Inoshi. - A to, czy te chęci przekształcisz w czyny, zależy wyłącznie od Ciebie. Muszą mieć podporę, zwaną wytrwałością. A tę możesz stworzyć tylko ty.
Parsknął cichym śmiechem.
-Czemu tak twierdzę? Ha! Bo po prostu jestem stary, a wiem jak działają shinobi! Jak działają ludzie! Oni nie potrzebują powodu, żeby rozkręcić taką rozpierduchę jak tutaj! Powód znajdzie się po drodze - powiedział, śmiejąc się pod nosem. - Po prostu wiem, że niezależnie jak długo będę żył, i tak nigdy nie doczekam końca wszystkich wojen. Natura ludzi zawsze będzie silniejsza od umiłowania pokoju.
Powoli kroczył, mając pomoc ze strony Inoshi. Obok nich zaś powoli człapali Aka i Shikarui. Hanzo, słysząc słowa ze strony Aki, obrócił głowę w jego kierunku i uśmiechnął się lekko. Pokręcił przy tym głową.
-"Dobry" to akurat ostatni epitet, jakiego bym użył by opisać swoją osobę. I jak mówiłem - nie musisz mi dziękować, to mój obowiązek jako medyka.
Zamilkł na moment, po czym jego uśmiech się poszerzył.
-Więc mówisz, że zrobisz wszystko o co poproszę, hm?... W takim razie oto moja prośba. - wskazał na kroczący duet. - Nie pozwólcie, by cokolwiek czego uświadczyliście was złamało. Wiem, że to dość dziwne polecenie, ale... może wam się przydać. Zajmijcie się sobą i doprowadźcie się do takiego stanu, byście byli w stanie utrzymać się swojego zdrowia psychicznego.
Opuścił głowę, dalej uśmiechając się tajemniczo.
-Nawet w mroku jest światło. Nie zapomnijcie tego. Cała wasza trójka. Po prostu je znajdźcie. Żyjcie.
Mężczyzna nagle się potknął, opadając na kolano. Od razu przyszła mu kolejna osoba do pomocy - Kaito. Młodzieniec stał tuż obok i zauważył, że ślepy mnich kroczył z widoczną trudnością, więc dość szybko podszedł i pomógł mu podnieść się ponownie do pionu.
-Dziękuję.
Następnie odpowiedział na kolejne pytania ze strony Inoshi. Widocznie uniknął tematu koszmarów, jak gdyby nie chciał już o tym rozmawiać. Czym był ten grzech którego się dopuścił? Dlaczego był tak skupiony na pomocy innym, nawet ignorując to w jakim stanie się znajduje? Cóż, od niego pewnie się tego nie wyciągnie.
-Obramówka? O proszę, o tym jeszcze nie słyszałem. No, ale nie znam się na Fuuinjutsu, więc to może być cokolwiek. I nie wiem jaki haczyk jest tutaj, przecież sam nigdy nie miałem tej pieczęci. Zwykle jest to tylko krytyczne zmęczenie po dezaktywacji. Czasem zawirowania psychiczne, ale to rzadko.
W końcu westchnął, gdy stanęli na trapach.
-Mną się nie przejmuj - powiedział, uśmiechając się. - Idź na ten okręt, na który wejdą twoi rodzice. Sam pewnie popłynę do Ryuzaku, bo muszę się przejść do Kyuzo...
Na okręty do Ryuzaku wkroczyli też trzej liderzy Rodów - Nara Naoki, pomagający prowadzić jeszcze nie do końca posklecanego Senju Kazuo, i Hyuuga Reiko.
Największym zaskoczeniem jednak było to, że Kaito wyczuł cztery źródła chakry, które pojawiły się znikąd niedaleko barykad od strony zgliszcz pałacu na czubku klifu. I chwilę później zauważył też, kto to - zza szańca nagle wychynęła niewielka grupka czterech osób. Jedna z nich do tej pory była nieznana - mężczyzna odziany w zwykły, jasny strój, przypominający nieco biedniejszą formę uniformu oficjalnego służby Rady Dwudziestu. Razem z nim zaś przybyły trzy osoby.
Znane osoby.
Uchiha Ayame. Hassum. Takasu Tsuyo.
Trójka członków Rady Dwudziestu. Krytycznie ranni, wykrwawiający się jak świnie, ale żywi.

Wściekłość uszkodzonej Kabuto, pozbawionej przy tym większości swojej siły ognia, mogła ustępować chyba tylko jej desperacji. Uwolnienie wielkiego, zdobionego archanioła o sześciu skrzydłach oraz jego kompanii mniejszych stworzeń było jej ostatnim ruchem, który potrafiła wykonać - z uszkodzonymi kończynami i nadtopionymi elementami opancerzenia i uzbrojenia, jej mobilność była drastycznie ograniczona. Musiała postawić wszystko na jedną kartę - wszystko, albo nic.
Dziewczyna machnęła ręką, a piasek z okolicy nagle zaczął gwałtownie unosić się w powietrze. Słysząc polecenia ze strony Kenshiego i Akaruia, wszyscy najszybciej jak tylko mogli udali się na podwyższenia, żeby tylko nie stać na podłożu. Pozostawiono tylko nie do końca przytomnego Hakuseia, który dopiero zbierał się z podłoża, i nie do końca rozumiał co się działo wokół. A przynajmniej dopóki nie zauważył chmury lalek, jednej wielkiej marionetki i dużej, piaskowej chmury nad ich głowami. Nie mając więcej czasu, zasłonił się tym co miał - czyli wytworami z atramentu. Niewielka osłona, ale zawsze coś.
W tym samym czasie Kabuto machnęła dłonią w dół. Identyczny gest wykonała wielka, piaskowa marionetka.
-ZDYCHAJCIE!
Z piaskowej chmury nagle zaczął spadać istny deszcz piaskowych pocisków. Widać było przy tym, że nie były to żadne ordynarne głaziki - nawet najmniejszy z tego piaskowego gradu bez problemu łamał dachówki na budynkach. Opadające kule były bardzo dużym zagrożeniem, i mogły nim być jeszcze przez dobrą chwilę. Najbardziej zagrożeni byli Murai, Chise, Kenshi, Akarui i Megumi - to oni stali najbliżej piaskowej chmury. Kabuto najwidoczniej zignorowała obecność Shigemiego i Mokuzu, a na samego Shigę nie widziała sensu marnować silnego ataku obszarowego.
Wtedy jednak zaczęło się dziać coś niezwykłego - pomniejsze lalki zaczęły się poruszać tak, jakby Kabuto straciła nad nimi kontrolę. I nie bez powodu - teraz, gdy pierwszy anioł zniknął, zniknęły też jego możliwości kontroli magnetyzmu. Odsłaniając Jeźdźca na ataki.
W jakiś sposób zdołała utrzymać marionetki w jednym miejscu, lecz i tak wszystkie praktycznie znajdowały się tuż nad jej głową.
I wtedy nastąpiła kolejna kanonada ognia. Zaczęła Megumi, która posłała w kierunku marionetek obłok dziwacznego, siwego dymu - znajomego dla tych, którzy mieli chociaż trochę do czynienia z żywiołem Katonu. I chwilę później ten obłok został wykorzystany bezlitośnie przez Muraia i Shigę, którzy posłali w kierunku marionetkarki kolejne ataki ogniowe. Pod wpływem strumieni ognia połączonych z Kasumi Enbu, całą chmarę mniejszych lalek nagle objął ogień, który zaczął również sięgać stojącej pod nim Kabuto. Ayatsuri próbowała odskoczyć, lecz nie była w stanie - uszkodzenia jej ciała były zbyt duże.
Kolejne pociski ze strony Shigi pomknęły również w kierunku samego Koyu-Tenshiego, który szybko stanął przed swoją panią i zaczął zasłaniać ją przed atakami. Ogień widocznie zostawiał na nim ślady uszkodzeń, lecz same ataki nie zdołały jej osobiście zagrozić.
-Nie odejdę stąd bez walki! Zapomnijcie o tym, wy...!
Nagle ucichła.
Wszystko ucichło.
Wszystkie pozostałe lalki, jakie tylko się ostały, opadły na ziemię.
Na twarzy Kabuto dało się zauważyć oznakę kompletnego szoku.
Skrzydło Metatrona, pierwszego anioła, zostało po kryjomu uniesione przez Akaruia. Mężczyzna wykorzystał ostrza jego piór, by przeszyć szkarłatny rulon na piersi marionetki.
Kabuto osunęła się na kolana, dotykając swojego źródła i patrząc na dłonie.
Pokryte krwią.
-To... jak... - szepnęła, patrząc z rozpaczą na swoją krew.
Zacisnęła dłoń. W ciele Koyu-Tenshiego zaś dało się usłyszeć liczne, pomniejsze wybuchy. Marionetka zapewne nie będzie się nadawała już do użytku. Wszystkie pozostałe również. Tylko jej własne ciało pozostało nieuszkodzone. Kabuto w końcu się uśmiechnęła, patrząc najpierw na swoje zakrwawione dłonie, a następnie na wszystkich stojących na placu.
-I tak jest już za późno. Hanji-sama, Bóg Zniszczenia, posiada już potrzebne mu komponenty. Moje życie było tylko elementem maszyny. Możliwym do odrzucenia i do zastąpienia.
Kaszlnęła.
-... żałuję tylko... że... nie zobaczyłam... jak jego plan się iści. Wybacz mi, Panie... zawiodłam...
Z tymi słowami sięgnęła do piersi i wysunęła ze swego ciała zakrwawioną tubę. Jej ciało natychmiast oklapło, tak jak marionetka, której nici zostały obcięte. A jej źródło, rulon, opadło na zeszklony ogniem piasek obok jej ciała.
Taki oto był koniec Kabuto, Jeźdźca Głodu.
Główny przeciwnik może już zginął, ale zagrożenie nie minęło. Deszcz wytworzony przez jej główne ciało wciąż opadał, posyłając w kierunku walczących śmiercionośne odłamki. Trzeba było tego jakoś uniknąć, bo oberwanie czymś takim mogłoby się skończyć czymś bardzo krytycznym...
Dodatkowo, Shiga, który skorzystał z drugiej pigułki żywnościowej, poczuł potężny ból wewnątrz swojego ciała - jak gdyby jego wątroba nagle zaczęła się rozpadać na kawałki. Zdołał przez chwilę unikać pocisków, po czym wylądował na ziemi niedaleko Mokuzu i Shigemiego. Przytomny, lecz niemogący się poruszać. A pociski, choć tutaj rzadkie, wciąż były niebezpieczne...

Przybycie NESa na mur nie mogło oznaczać niczego dobrego. A przynajmniej dla przebywających tam Numy i Reiyi, bo - jak widać - Yuji miał z nim bardzo dobre kontakty. Szalony Jeździec przejechał palcami po swoich włosach, zaczesując je tym gestem do tyłu. Skorzystał z tej krótkiej chwili, by na spokojnie spojrzeć na obie strony muru - najpierw na Shiro Ryu walczących z dwoma armiami sprowadzonymi przez statki, a później na scenę wielkiej batalii z Kabuto. Ostatecznie zaś wzruszył ramionami, jak gdyby żadne z tych nie zrobiło na nim większego wrażenia.
-Bitwa to tam chuj, to co się wydarzy to nas już nie interesuje. Chodziło nam o rozpętanie chaosu, nie wymordowanie wszystkich po kolei. Bo w końcu przecież martwi nie przekażą wiadomości tak sprawnie, nie?
Skrzywił się lekko, gdy spojrzał na scenę śmierci Kabuto.
-Dobra, ale to nas już trochę boli - mruknął. - Kabuto była jednym z Jeźdźców. Może i najsłabszą z nas, o dobrą połowę słabszą ode mnie na przykład, ale wciąż była Jeźdźcem. Ech, i teraz trzeba będzie szukać zastępstwa...
Gdy zaś Yuji spytał się o to, co NES robił gdy nie było go nigdzie widać w mieście, tylko parsknął śmiechem i pokręcił głową, jak gdyby chciał tylko zbesztać zbyt ciekawskiego uczniaka.
-O to niech cię głowa nie boli, Dio. Gdzie chodzę i co robię, to tylko i wyłącznie moja sprawa. - Jego twarz skrzywiła się w ironicznym uśmiechu. - Ale fakt, z przemową i wkurwieniem Sabaku Jou to dobry ruch. Gratuluję.
Odwrócił się i zaczął iść w kierunku portu północnego, pokazując gestem żeby Yuji poszedł za nim. Odwrócił się jednak na chwilę, gdy usłyszał głos Numy. Młodzieniec zdołał wciągnąć Reiyę z powrotem na mur, lecz przyłożył jej ostrze noża do szyi i zaczął krzyczeć, że "to on się nią zajmie". NES znów parsknął śmiechem i wzruszył ramionami, odchodząc. Krzyknął tylko:
-Tnij albo nie masz jaj!
Z tymi słowami spokojnie odszedł, zmierzając gdzieś wzdłuż murów. Yuji za nim. Reiya zaś, do tej pory milcząca i czekająca na to, co Numa zrobi, wyrwała się z jego chwytu i wstała, otrzepując się. Jej ciało, przed chwilą rozdrobnione na setki małych kartek, znów przyjęło normalną formę.
-Dzięki - powiedziała w końcu, uśmiechając się lekko. - Uratowałeś mi życie, choć w sposób niezwykle niekonwencjonalny.
Odwróciła się i spojrzała, czy NES już zniknął.
-Cóż, Saga oficjalnie zapewne wyląduje w globalnych bingo bookach... a za Jeźdźcem nie ma sensu iść, rozniósłby nas, gdybyśmy walczyli w pojedynkę.
Podeszła do kołowrotu i pokazała Numie, by stanął obok.
-Proszę, pomóż mi. Musimy otworzyć bramę i pozwolić reszcie prysnąć w stronę okrętów. Wtedy się zwijamy... i cóż, żegnamy Kami no Hikage. Zapewne na zawsze.


Czas do 14:00, piątek 29 czerwca.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 867
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 14:07
Wiek postaci: 0
Multikonta: Shikarui

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Numa » 28 cze 2018, o 13:30

Wyglądało na to że Numa dotrwa kolejnego dnia. Sprawa jednak toczyła się nieco inaczej niż mu się wydawało że się potoczy. Można wręcz powiedzieć że wyglądało na to że zachęcał Nessa aby przybył. A to zdecydowanie nie było w intencji Numy. Mimo tego kobieta przeżyła, Numa spodziewał się że Ness może zechcieć ją dobić aby zwyczajnie pokazać że nie wolno ruszać jego uczniów i ziomków. Taki klasyczny straszak aby go nie denerwować. Dlatego Numa obmyślił ten dziwny plan konfliktu interesów. Gdyby Ness coś zrobił Numie prawdopodobnie ten z nieśmiertelny jeździec był by wkurzony choć on chyba naprawdę miał już wszystko gdzieś pragnął tylko umrzeć. A też to on zlecił Numie zabójstwo jednej osoby było to po prostu dziwne jednak Numa w ten sposób widział kilka opcji którymi ta wówczas wątpliwa sytuacja mogła się potoczyć. Gdyby jednak widział że Ness po prostu idzie to raczej nie wołał by go. Jednak wyszło jak wyszło. Spora determinacja młodego bezdomnego pod presją życia sprawiła że zwyczajnie popełnił błąd. Na całe szczęście nie tak groźny w skutkach. Co do gestu Dio. Numa nie znał go więc zwyczajnie odmachał tym samym do Dio jak gdyby nigdy nic. Kiedy się odwrócili idąc mimo wszystko zapewne odsunął by kunai od kobiety. I już pewnie to robił kiedy ta wyrwała się z jego chwytu. Tak Numa czuł się dość zmieszanie. Następne co usłyszał to dzięki. Numa sam nie rozumiał w sumie bardziej spodziewał się kurwa co ty robisz albo pytań dlaczego to zadziałało. Mimo tego wyszło nie najgorzej. Jednak Numa pozostał w swoistym bezruchu. I zamiast rozmyślać co teraz zwyczajnie odetchnął jakby z ulgą. Milczał wówczas, Kobieta zaczął jednak coś mówić zwróciło to wzrok Numy który no nie wiedział co ma teraz mówić. Tłumaczyć się czy nie tłumaczyć, podobno tylko winny się tłumaczy dlatego nic nie mówił. Kiedy ta poprosiła o to aby pomógł otworzyć bramę Numa podszedł do kołowrotka i zgodnie z polecaniami kobiety zaczął otwierać bramę. W sumie była to ta sama kobieta którą widział wcześniej pomagała im transportować tego białookiego. Dopiero teraz to jakoś do niego dotarło. Na słowa o tym że pożegnają to miasto na zawsze Numa lekko obejrzał się w kierunku jeszcze nawet całych budynków. Które przyozdobione były licznymi trupami. Co wprawiało bezdomnego w podły nastrój. Spoglądał w pewien punkt w mieście. Tak dokładnie tam gdzie zginęła tamta grupka ludzi. Dopiero teraz do niego docierało jak kruche było życie. Gdyby ich jakoś przytrzymał spowolnił przewidział nadciągającą Kabuto zapewne przeżyli by. Jednak te podła gnida rozsypała się na jego oczach na skutek ataków na dole. Nie pomógł im wiele. Choć to on pierwszy zdołał cokolwiek sensownego zrobić Kabuto. Czego jednak można było się spodziewać po bezdomnym zakrytym nowym płaszczem. Który obecnie rozwijał jedynie samemu swe umiejętności. Ostatecznie jednak wzrok Numy skierował się w kierunku tej dziewczyny. Tak jakby chcąc coś powiedzieć jednak co mógł jej powiedzieć w tej chwili ? Sam nie wiedział otworzył tylko lekko usta jakby chcąc coś powiedzieć i zamknął.

Po otworzeniu bramy popatrzył w kierunku okrętów, zastanawiając się co właściwie teraz ? Nie miał żadnych planów. Wiedział że pewien dziwny człowiek prawdopodobnie będzie chciał go zmusić aby kogoś zabił, co nie z bardzo podobało się Numie. Zabić było bardzo łatwo to doskonale wiedział jak kruche bywało życie zwykłych ludzi. Jednak po co w imię czego. Zdał sobie wówczas sprawę że oni stracili miasto miejsce gdzie żyją co oznaczało że byli bezdomnymi. Sprawiło to że znów odwrócił się w jej kierunku i zapytał.
- Gdzie się teraz udasz ? -
Numa powątpiewał by wszyscy ruszyli do jednego zakątku świata. Sam myślał raczej o powrocie do spokojnego lasu. Jednak nie wiedział co teraz. Ba nie wiedział nawet czemu te dwa statki są nieco inne i gdzie płyną. Tego jednak zapewne dowie się kiedy podejdzie do nich. Sam Numa jednak stał trochę jak wryty zastanawiając się co on właściwie pocznie z życiem które udało mu się obronić. - Co ja właściwie mam teraz robić ? - Wówczas zdał sobie sprawę z czegoś co było dość dziwne. W końcu dopiero teraz przypomniał sobie że kobieta oberwała z kawałku muru. Więc prawdopodobnie jest trochę ranna. Dlatego zapytał spokojnie patrząc na nią.
- Odprowadzić cię do statków czy dasz sobie radę ? -
Tak Numa trochę się ogarnął i proponował po prostu pomoc w dojściu do statków. Zawsze mógł jakoś pomóc. Zapewne teraz gdy ma nogi da radę tam dojść jednak na dole nadal toczyła się walka. Walka której Numa wolał by nieco unikać z takim poziomem chakry. W dwóch jednak było bezpieczniej. Ona mogła zapewne używać chakry a on jeszcze jako tako sprawnie się poruszał. Plan więc był niezgorszy. Numa miał nadzieję że ta nie poleci jeszcze ratować miasta w samobójczej wyprawie choć się na to nie zanosiło to zdał sobie sprawę że mogła tłumić emocje. Dlatego zaczął myśleć co może zrobić aby nieco załagodzić sprawę. Rozmowa o wrogu wydawała mu się słabym pomysłem w tym momencie. Numie wydawało się jednak że wiele się dowiedział. I tak nagle wypowiedział nieco głośniej jakby przerywając siebie i prawdopodobnie i ją z zadumy czy myślenia.
- Dobra, chodź odprowadzę cię do tego statku. -
I ruszył idąc w jego kierunku prawdopodobnie łapiąc też tą kobietę aby jakoś dotarła na miejsce. Z jego twarzy zniknęła nieco posępność. Po prostu skupił się na drodze powrotnej do statków.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
- Myśli Numy -
- Słowa Numy -
Kod: Zaznacz cały
[color=#BF8040][b] —  — [/b][/color]

Obrazek


Nie odpowiadam przed żadną władzą.
Oraz mogę mówić i robić co mi się żywnie podoba.
Bez ponoszenia żadnych konsekwencji !
Nie posiadam siły, wpływów czy pieniędzy.
Mało, nie mam nawet pracy.
Jestem Bezdomnym !


Spoiler: pokaż
Avatar użytkownika

Numa
Martwa postać
 
Posty: 619
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 12:12
Wiek postaci: 16
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Brązowooki chłopak, rasy białej. Posiada ciemnobrązowe włosy.
Widoczny ekwipunek: -Hełm zakrywający twarz pozostawiający jedynie małą szczelinę na jego oczy.
-Czarny płaszcz z kapturem.
Link do KP: viewtopic.php?p=79250#p79250
Multikonta: Ni ma

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Saburō Hokusai » 28 cze 2018, o 16:05

Bitwa się zaczęła. Obserwując kapitana Hoozuki, Saburo wskoczył za nim w środek przeciwników. Ame już tam był i prawie został cięty mieczem w bok, ale wyznawca zauważył to i najpierw wytrącił broń przeciwnikowi uderzając kijem w jego ramię, a następnie kończąc ciosem w krtań. Następnie zauważył jak jeden oponent biegnie w stronę ich dwójki. Miał już zrobić wślizg pod nogi przeciwnika i uderzyć go w kolano, ale zanim dotarł on do nich już leżał. Dostał kulą elektryczności od któregoś z sojuszników. Walka toczyła się w zaciętym boju. Saburo rozwalał wraz z kompanami oraz armią cesarstwa wszystkich, którzy stawali im na drodze. Podczas gdy oni się bili od frontu, armia Ryuzaku podeszła od boku do przeciwnika atakując ich z dwóch stron jednocześnie. Bitwa trochę trwała, lecz o dziwo udało im się bez większych problemów ją wygrać. Wyznawca wyszedł z tego bez szwanku nie licząc paru zadrapań czy siniaków. Wtedy okazało się, że ludność weszła już na pokłady i zostali tylko walczący. Kapitan Hoozuki kazał się wszystkim powoli cofać i tak też zrobił. Nie dyskutował, wreszcie mógł wydostać się z tej przeklętej wyspy i nie patrzeć więcej na cholernych mieszkańców, którzy nie umieli okazać szacunku. Podczas wycofywania się chłopak coś sobie przypomniał i spojrzał za bramę skąd buchnęła wielka kula ognia. Co tam się działo? Całkowicie o nich zapomniał. Jednak oni też na pewno chcieli wydostać się z tej dziury. Trzeba było powiadomić kapitana.
- A co z shinobi zza bramy? Oni tam walczą z jakąś marionetką z tego co słyszałem. Walczą za nasze bezpieczeństwo!


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Kij

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
Gracz nieobecny
 
Posty: 290
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 15:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Shigemi » 28 cze 2018, o 18:51

Trzask, wściekłość i bezsilność, tak właśnie wyglądała ostatnia minuta życia Kabuto, chłopaki wykonali na prawdę świetną robotę, dziewczyny z resztą również, ja jednak skupiłem się na unikaniu rzadkich, bo rzadkich, ale jednak nie było czasu na świętowanie, bo Jashinista, osunął się na ziemię niedaleko mojego miejsca pobytu i przez to mógł być ugodzony piaskiem. Zeskoczyłem z muru i podbiegłem do niego, a następnie ostrożnie przewiesiłem go przez bark i podniosłem. Cholernik nie był filigranowym młodzieniaszkiem i dosyć solidnie odczułem to co właśnie zrobiłem, jednak nie miałem czasu, aby się zastanawiać bardziej nad tym i skupiłem chakrę, która wróciła po zjedzeniu pigułki i postanowiłem Shigę podnieść i z nim za pomocą chakry udać się w stronę ewakuujących się chłopaków.
-Zajebista robota, jakim cudem Ty masz takie pierdolnięcie? - zagaiłem, miałem nadzieję, że to trochę pobudzi chłopaka i sprawi, że utrzyma on przytomność.
-Zabieram Cię do Iryoninów. - Starałem się zrobić tak, aby Shigi nie poturbować jeszcze bardziej, ale także przedostać się tak, aby Zombie-Shiro Ryu nas nie zaatakowały. Jak widać mimo swojej nieśmiertelności Jashiniści mogli cierpieć na uszkodzenia wewnętrzne od przeróżnych chemikaliów. Westchnąłem z ulgą widząc jak port i ludność cywilna ewakuuje się, nie wiedziałem, że Ryuzako no Taki oraz Cesarstwo przybyły nam z pomocą i to była duża ulga, jeśli oczywiście Cesarstwo chciało pomagać. Wylądowałem z Shigą nieopodal załadunku, poszukiwałem teko całego Akaruia, którego wywołał Shiga, wrzasnąłem tylko:
-MEDYKA, PRZESADZIŁ Z PIGUŁAMI NA CHAKRĘ! - to sprawi, że na pewno ktoś przybiegnie z pomocą, a przynajmniej w trakcie biegu już będzie mógł przygotować plan pomocy Shidze. Wzorkiem także poszukiwałem Nikusui, miałem cichą nadzieję, że ją zobaczę, chociażby na noszach, ale żywą. Ekipa tutaj dzielnie walczyła z kolejnymi zastępami Shiro Ryu, postanowiłem im pomóc wysyłając 9 wiązek w najbliższych Shiro Ryu.
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
5x kunai, 5x shuriken, przypięte do pasa wakizashi
Obrazek
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):

kabura 2x jedno i drugie udo w każdej 2x kunai, 2x shuriken
torba 1x biodro:
1x kunai, 1xshuriken
bandaż 5m
bojowa pigułka x1
pigułka z krwią x1
płaszcz
żyłka 5m
2x wybuchowa notka
2x dymna bombka

Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: Ranton
NATURA CHAKRY: Raiton
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
Wrodzona -
Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
SIŁA 18
WYTRZYMAŁOŚĆ 25
SZYBKOŚĆ 50
PERCEPCJA 14
PSYCHIKA 5
KONSEKWENCJA10
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 107
KONTROLA CHAKRY D
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 102%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPO:
NINJUTSU
GENJUTSU
STYLE WALKI 0 (dziedzina E)
---
---
---
ELEMENTARNE
SUITON D
RAITON D
RANTON B
JUTSU:
[E]Henge no Jutsu
[E]Kai
[E]Kawarimi no Jutsu
[E]Kinobori no Waza
[E]Suimen Hoko no Waza
[E]Nawanuke no Jutsu
[D]]Raiton: Dendo Hando
[D]Raiton: Hiraishin
[D]Suiton: Kirigakure no Jutsu
[D]Suiton: Mizu Kawarimi
[D]Suiton: Mizutetsu no Jutsu
[D]Ranton no Jutsu: Reberu Di
[C]Ranton no Jutsu: Reberu Shi
[B|Ranton no Jutsu: Reberu Bi
[B|Ranton: Raiunkoha
Chakra 81-28=53%

Spoiler: pokaż

Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>[tab=kg]
Nazwa
Ranton: Reizā Sākasu - Reberu Bi

Bardzo ważny poziom w kontroli Rantonu dla każdego użytkownika. Przede wszystkim, daje on możliwość wystrzelenia wiązek z dowolnego fragmentu ciała (ich ilość zmniejsza się jednak wtedy o połowę). Oprócz tego wiązki mogą skręcać do 120 stopni co utrudnia unik jak i stwarzała duże pole do popisu. Ryzyko porażenia przy ataku jest wręcz oczywiste, a wiązki mogą poważnie ranić ludzkie ciało, w zależności od tego gdzie trafią. Tak jak w poprzednich poziomach Reberu zasada wytwarzania nowych wiązek przy utrzymaniu pieczęci smoka została zachowana.

Pieczęci
Tygrys → Pies → Wąż → Smok

Szybkośći
Przeciętna

Zasięg
20 metrów

Ilość wiązek
9

Koszt Chakry
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4% (1/2 na turę)

[topis=Uwaga]Istnieje możliwość "anulowania techniki" i natychmiastowego przejścia do ponownego wykonywania tworząc nowe wiązki jeśli tylko utrzymaliśmy złożony znak smoka zastępując w ten sposób stare wiązki nowymi.
Zabieg taki wymaga od nas ponownego poniesienia kosztu.

[/justify][/topis][/tab]
Shigemi
 

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Ame » 28 cze 2018, o 19:28

Cywile rzucili się do ucieczki, ale nie Ame. W końcu dzierżony przez niego oręż zobowiązywał raczej do tego, by stanął w szranki, a nie rzucał się w pogoń jak zdecydowana rzesza tutaj zebranych. I nawet jeśli niebieskowłosy nie wyglądał tak dostojnie jak niektórzy wojownicy z Ryuzaku, czy chociażby kapitan jego klanu, tak nie dało mu się odmówić, że kiedy tylko dobył swojego miecza, rzucił się w ferwor bitwy niczym rasowy żołnierz. Przecież poza obszernym arsenałem technik i doświadczeniem, liczyło się także wola walki.
Czy rzeczywiście zależało mu tylko na tym, by kapitanowi z Hozuków nie podpaść? Czy może jednak chciał w jakiś sposób zabłysnąć, zwrócić na siebie uwagę jednego z najważniejszych członków swojego rodu? Druga opcja na pewno tliła się gdzieś z tyłu głowy, nawet gdyby przyjąć, że nie myśli o niej tak intensywnie. Na to nie było przecież czasu, bo opętani zakonnicy nadbiegali praktycznie zewsząd, a w tym wszechobecnym tłumie trzeba było naprawdę uważać na każdy, nawet najmniejszy ruch.
Nadal brakowało mu tarczy, ale przecież nie zamierzał z tego powodu płakać. Zamiast tego postanowił zrobić użytek ze swojego miecza. Jak się okazało, treningi przyniosły rezultaty, bo Ame po chwili wylądował obok swojego kapitana i zręcznym ruchem ściął dwóch przeciwników. Krew przelana, w dodatku został doceniony przez starszego z Rekinów, ale to jeszcze nie był przecież koniec starcia. Ba, zakonnicy chyba dopiero się rozkręcali i chwila uwagi mogła kosztować życie. Niebieskowłosy szybko się o tym przekonał, bo o mało co nie oberwał od jednego z rywali. Co prawda jego Kekkei Genkai raczej pomogłoby mu w uniknięciu ciosu, ale że pokłady chakry Ame były już mocno nadszarpnięte, chłopak mógł być wdzięczny czujnemu jak pies podwójny Soburo. Jashinista uderzył bowiem przeciwnika kijem zanim ten zdążył wyprowadzić skierowany w stronę Rekina cios.
Potem Ame widział już tylko bohatersko przybyłego Izanagiego, atak kleistą mazią i naładowanymi elektryczną energią shurikenami. Nie musiał nawet specjalnie reagować, wcześniej pokonał dwóch, a resztą zajęli się jego sojusznicy. W tym momencie sytuacja nieco się uspokoiła, ale niebieskowłosy nie spuszczał gardy, dokładnie lustrując swoje otoczenie. Trzymał się także blisko swych kamratów, by w razie konieczności przypilnować ich tyłów. W końcu nikt nie mógł się spodziewać, co jeszcze wydarzy.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Przez miesiące, patrzył na pełny lili wodnej staw i stawał się świadom, że nie może być to zwykły rekin morski. Element, który zmienił jego charakter to wlasnie wybor bestii. Kiedy wrócił był nieco inny. Nie posiadał jeszcze paktu, jednak już do czegoś się zobowiązał, reprezentowania cechy tego zwierzęcia swoim nastawieniem. - Hakai o Ame.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 620
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 22:22
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Kaito » 28 cze 2018, o 20:03

Korciło go, by tak jak brat rzucić się do walki, ale nie mógł też robić niczego na siłę, kierując się wyłącznie osobistymi pobudkami i chęcią wykazania się w boju, podczas gdy inni ludzie cierpieli i nie poradziliby sobie bez odpowiedniego wsparcia. Dlatego też chcąc nie chcąc zatracił się w pomaganiu cywilom, koncentrując się na tym, by każdy osłabiony, każdy ranny, ostatecznie trafił na pokład. Bezpieczna przystań, można by rzec, gdyby nie to, że wszędzie wokoło przelewana była krew. Mógł z oddali dostrzec i usłyszeć odgłosy walki, szczęk zderzającego się ze sobą oręża, krzyki upadających żołnierzy. Niektórzy próbowali zatrzymać zakonników, inni zaś stawiali czoła potężnej lalkarce. Czy czuł się gorszy? Przecież zdawał sobie sprawę z tego, że każdy jeden ninja ma tutaj swoją rolę i każdy dokłada cegiełkę do tego, by misja ewakuacyjna zakończyła się sukcesem. A jednak… zaciskał nerwowo pięść, kiedy szedł do kolejnej osoby, która nie mogła wdrapać się na statek. Ostatecznie i tak ją rozluźniał i zakasał rękawy do pracy, a dzięki pracy jego i innych mu podobnych okręty zapełniały się w naprawdę niezłym tempie. Niezłym, bo trzeba było przecież zważyć na stan tych wszystkich ludzi… wielu z nich nie było przecież w stanie samodzielnie postawić nawet kilku kroków. Może i był zły, że nie może teraz walczyć u boku kapitana i swojego starszego brata, ale nie mógł winić tych cywili. A być może właśnie do tego nadawał się najlepiej? Kto wie? Był w końcu szybki i zwinny, zręcznie poruszał się w tłumie, i na pewno miał duży wpływ na to, że ewakuacja wreszcie dobiegała końca.
No właśnie… zostali tylko pojedynczy cywile, którymi zajął się już ktoś inny. Czyżby nastał ten czas, w którym Kaito wreszcie będzie mógł się przysłużyć także w walce? Chłopak już kierował się w stronę wypatrzonej gdzieś w oddali niebieskiej czupryny, kiedy nagle dostrzegł obok siebie upadającego mężczyzny. Westchnął praktycznie bezgłośnie, zatrzymał się i pomógł mu wstać. Cóż, przynajmniej usłyszał słowo „dziękuję”, w tym chaosie nie wszystkich było nawet na nie stać. Młody Hozuki skarcił siebie w myślach. Chyba był już po prostu tym wszystkim zmęczony, może w jakimś też sensie rozgoryczony. Prawdopodobnie też z tego względu ostatecznie zrezygnował ze swojego bohaterskiego porywu i zamiast rzucić się w wir toczącej się nieopodal batalii, powolnie powłóczył nogami za Inoshi i Hanzo. Dopiero jego wrodzony, sensoryczny radar nieco go rozbudził. Instynktownie zatrzymał Inoshi swymi ramieniem. Nie miał nawet pojęcia jak dziewczyna ma na imię. Nie był pewien czy w ogóle je słyszał. Jeżeli tak, to pewnie mu umknęło. Przecież w tych okolicznościach nie miało większego znaczenia. Nie było nawet wiadomo czy którekolwiek z nich przeżyje.
- Chwila. Mamy towarzystwo. – Mruknął dość zwięźle i tajemniczo, bo sam musiał się nieco bardziej skoncentrować. Kojarzył, cholera, kojarzy te źródła chakry. Co prawda nie byłby pewnie w stanie przypisać ich do konkretnych osób, ale wiedział, że to ktoś ważny, ktoś kto uczestniczył w uroczystości na placu. Tylko tyle i aż tyle, bo nie oszukujmy się. Może i próbował zapamiętać źródła chakry tych dostojniejszych osobistości, ale ich akcja ratunkowa trwała już dość długo, a jego sensoryczne zdolności „widziały” tego dnia mnóstwo innych osób. Ba, w tym momencie trudno było mu nawet określić, czy mają do czynienia z kimś, kogo należało ratować, czy raczej powinni się szykować na jakąś ostrą jatkę. Wreszcie jednak dostrzegł znajome szaty – wyglądało na to, że nie popełnił żadnego błędu w ocenie. Rzeczywiście mieli do czynienia z członkami Rady.
- Czy to… – Zwrócił się właściwie nie wiadomo do kogo, prawdopodobnie do Inoshi. – … Radni? – No ich to akurat by się tutaj nie spodziewał. Im bliżej się jednak znajdowali, tym lepiej widział w jakim są stanie. Nic dziwnego, że sunęli się w tak żółwim tempie. Wyglądali jak śmierć na chorągwi, a i tak cud, że udało im się przeżyć. Kaito skrzywił się nieco… Od kiedy pamiętał nienawidził Rady, może i bardziej z zasady, przez wzgląd na to, że został wychowany w Cesarstwie, a jednak nadal jego pięść zacisnęła się mocno, a rekinie zęby ujrzały światło dziennie i delikatnie wpijały się w jego wargi. Po cholerę mieliby im pomagać? Pierwszy raz się zawahał, ale ta chwila zawahania nie trwała jednak zbyt długo. Przecież i tak ten rekini chłopiec nie znał się na polityce wcale a wcale i naiwnie wierzył w pokój i lepsze czasy. Jego złote serduszko nawet teraz wyrywało się z piersi, przypominając mu o tym, że życie ludzkie zawsze powinno stać na pierwszym miejscu. Że trzeba zapomnieć o dawnych konfliktach, że ktoś musi jako pierwszy wyciągnąć rękę i pokazać, że jest inne wyjście niż otwarte wypowiadanie sobie wojny. Szlag, kiedy przypomniał sobie o wystąpieniu Rady coś ścisnęło go w żołądku.
- Chodź, musimy im pomóc. - Odezwał się wreszcie do towarzyszącej mu dziewczyny. Hanzo, nawet jeśli ich jeszcze nie opuścił, nie był w najlepszym stanie, ale ona mogła go wesprzeć w tej wątpliwej przyjemności kolejnej akcji ratunkowej. Tak, Kaito nadal bił się z myślami, ale ostatecznie nogi same powiodły go w kierunku rannych. A niech zobaczą, że nawet ktoś z Cesarstwa, kto za przeproszeniem, powinien wypiąć do nich dupę, jednak jest w stanie ruszyć im z pomocą. Z drugiej strony Rekin wolał pozostać czujnym, bo te podłe szumowiny z Rady nawet krwawiąc jak świnie, mogły wbić komuś nóż w serce, czyż nie? Chociaż po prawdzie, miał nadzieję, że się myli i że cała ta zorganizowana batalia, w której i ludzie z Klifów odegrali niemałą rolę, nauczy ich pokory i szacunku dla innych, autonomicznych krajów i odsunie na bok imperialistyczne zapędy, a także chęć władzy nad całym światem ninja. Poza tym… nie miał chyba serca, by zostawić kogoś w takim stanie, niezależnie od tego, co zżerało do od środka.




Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyte umiejętności i techniki:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
Gracz nieobecny
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 22:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Kenshi » 28 cze 2018, o 20:12

Sytuacja na polu bitwy zmieniała się jak światło w kalejdoskopie – dynamika działań wszystkich uczestników była niesamowicie duża i w każdej chwili ciężko było przewidzieć, co nastanie w kolejnej. Pomimo rangi przeciwnika, niesprzyjających okoliczności walki, to grupa ekspedycyjna twardo stawiała opór, umożliwiając skuteczną ewakuację cywili i słabszych jednostek z terenu Kami no Hikage. No, przynajmniej taką nadzieję mieli Ci, którzy za bramą podstawiali swoje głowy pod kosę czarnego żniwiarza – Śmierci.
Wściekłość Kabuto była przerażająca – zobrazowanie tego mieliśmy dosłownie na widoku – ciężko było nie zauważyć unoszącej się trzymetrowej, ostrej jak brzytwa marionetki wraz z niemalże setką - co prawda mniejszych, ale dalej niebezpiecznych – kukieł. Pomimo tego, obrońcy nie cofnęli się, tylko dalej naciskali. Biorąc pod uwagę sytuację w jakiej się wszyscy znaleźli, innego wyjścia poza karkołomną ucieczką – nie było.
Kenshi, jako członek zakonu, który zdradził mieszkańców Kami no Hikage – czuł szczególną, ciążącą na nim odpowiedzialność. Nie wahał się gdy zdecydował się uczestniczyć w grupie ekspedycyjnej do Dzielnicy Rzemieślniczej. Nie wahał się również gdy wziął odpowiedzialność za drużynę i ratowanie życia zwykłych mieszkańców. Tak i teraz nie wahał się postawić kolejnego kroku na przód, dołączając do grupy obrońców, którzy postanowili dać czas pozostałym na ewakuację. W chwili obecnej – wyciągnąwszy przed siebie dłonie, skupiony na obszarze w którym znajdowały się dziesiątki, śmiercionośnych marionetek, Kenshi również nie myślał o sobie, tylko o osobach które znajdowały się z nim w tym miejscu. Liczył na to, że dzięki swoim magnetyczny zdolnościom, zdoła powstrzymać Kabuto i dać pozostałym czas do opuszczenia niebezpiecznego terenu. Niestety jak zwykle, nie wszystko miało pójść w zgodzie z jego planem.
Kukły na które Maji oddziaływał, nie poleciały zgodnie z jego wolną na ich władczynię. Nie przygniotły jej, ale wszyscy mogli zauważyć, że ta nie jest w stanie nad nimi zapanować. W ten sposób nastąpił szach – Maji zdołał wyelminowac jedno zagrożenie, jednocześnie samemu uniemożliwiając podjęcie jakichkolwiek innych działań ryzykując utratę „kontroli” nad tą sytuacją. Na szczęście… od czego jest tak wspaniała drużyna?
Pozostali członkowie grupy ekspedycyjnej nie byli bierni – część zgodnie z jego okrzykiem, postanowiła się uchronić, wskakując na różne podwyższenia, tak by nie znaleźć się na śmiercionośnym piasku. Megumi, członkini jego wcześniejszej grupy, posłała obłok nieznanego dymu w stronę oponentki – Kenshi nie wiedział czy to jest trujący dym, czy też inna niemniej niebezpieczna substancja lotna, liczyło się jednak to, że najwyraźniej ktoś miał w zanadrzu jeszcze jakiś plan. Przy akompaniamencie tego ruchu, do partii gry doszli również Murai i Shiga, którzy solidarnie wykorzystali element Katonu i posłani pociski w stronę nieznanego kłębowiska. W efekcie, nastąpiła potężna eksplozja, która u Kenshiego wywołało w uszach gwałtowny wzrost ciśnienia, tak że ten otworzył buzię, nie ryzykując utraty słuchu. To zachowanie równocześnie zbiegło się z niebezpieczeństwem, które zauważył w niedalekiej odległości od siebie – kontrataku przeciwnika z marionetki, której Maji nie pochwycił swoimi zdolnościami.
- Doton: Rokkusherutā – padł w tym samym kierunku z którego miała wysunąć się z ziemi, defensywna technika Dotonu. Kenshi miał na sobie zbroję, ale nie chciał ryzykować obrażeń innych partii ciała, nieosłoniętych ekwipunkiem uzyskanym z przynależności do Shiro Ryu. Przez to działanie, przegapił efekt zniszczenia, jaki ukazał się wszystkim tym, którzy postanowili dalej obserwować. Gdy czarnowłosy usłyszał, że kurz bitewny opadł, odważył się nieco podnieść i rzucił okiem przez otwór w półkopule.
- Kuglarz uśmiercony… swoją własną bronią. Los to w rzeczywistości, przewrotna kurwa – nie była to pierwsza tego typu myśl, tego oto dnia. Jeszcze kilkanaście minut temu, Kenshi w ten sposób pomyślał słysząc o bliskiej obecności Floty Lodowego Cesarstwa, potencjalnej pomocy ludzi, którym oni wypowiedzieli kilkanaście godzin temu – wojnę.
- Bądźcie ostrożni, najciemniej pod latarnią – rzucił w kierunku pozostałych, przez chwilę obserwując najbliższe ich otoczenie, spoglądając na dachy domsotw, na zaułki, na plac – jakby próbując dostrzec zagrożenia. – Którego chyba nie ma….
Chyba nam się udało – bierzcie z nich przykład – Maji powiedział, wskazując na Shigemiego, który chwycił Shige i postanowił od razu udać się w stronę Portu. Kenshi spoglądając za nimi dostrzegł, że w oddali zaczęto podnosić bramę do portu – kolejny znak jakoby im się udało zażegnać niebezpieczeństwo. Jeżeli pozostali byli w stanie kierować się o własnych siłach, Kenshi ruszył za nimi, zamykając pochód – a gdyby było potrzebne pomoc, na przykład w przemieszczaniu się – i wtedy Kenshi nie odmawia pomocy.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Wiem, że niektórzy mają ser­ca jak dzwon

Silne, głośne, pra­wie niez­niszczal­ne

Lecz zim­ne jak żela­zo, z które­go je odlano


Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
Postać porzucona
 
Posty: 426
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 13:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi lekki, przewiewy strój w którego skład wchodzą spodnie, tunika, okrycie głowy i szyi - wszystko w odcieniach bieli.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, tunika, okrycie głowy i szyji, rękawiczki, blaszane plakietki na nadgarstkach oraz pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
Multikonta: Azuma

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Yuji Saga » 28 cze 2018, o 21:37

-Masz absolutną rację. Potrzebujemy tych którzy ogłoszą co się tutaj stało, tych którzy będą zwiastowali chaos który został zasiany w tym dniu.- rozłożyłem ręce na boki zadowolony. Chociaż musiało to zabawnie wyglądać, jak nadgarstek miałem rozwalony przez co moja dłoń była bezwładna i zabolało mnie to, że tak beztrosko nią macham. Postanowiłem wytrzymać, zachować ból dla siebie, nie można wyjść przed kolegą na beksę, co nie? Wtedy by spadła moja reputacja u niego trochę niżej niż jest, ale za to że udało mi się wykonać zadanie które mi dał, to muszę być nawet wysoko, mam taką nadzieje. Jeżeli chce ich porządne wykorzystać, wróć, czerpać korzyści współpracując z nimi to muszę mieć z nimi dobre stosunki, a to na pewno nie stosunki seksualne.
Nagle dostałem informację która mnie zaszokowała. No nie spodziewałem się, że ta blondynka, która mi się spodobała i ją śledziłem aż tutaj była jednym jeźdźcem! Ale to mi się nie trzymało kupy! Przecież widziałem ich na początku. Wszyscy normalnie wyglądali no poza tym blasza…. No chyba że się schowała pod wielką zbroją, wtedy to rozumiem.
-Jeżeli była słabsza od was to po chuja tutaj wyskoczyła? Jak reszta z waszej paczki robiła coś innego? Nie potrzebnie się z nimi bawiła, rezultat by był taki sam, a nawet jakby nie zaatakowała to by był lepszy dla nas. Ci tutaj zostaną okrzykniętymi bohaterami, ci którzy pokonali jednego z wojowników Antykreatora. Dadzą nadzieje na ponowne zjednoczenie przeciw Hanowi. Spieprzyła to i to po całości. Eh.- westchnąłem ciężko i teatralnie pomachałem głową na boki, pokazując tak mój gest dezaprobaty.
-Twoja sprawa, ja się grzecznie spytałem gdzie byłeś. Smutno tak bez was było i tyle. – nie ciągnąłem dalej tego tematu. Widać było, że nie ufają mi żeby powiedzieć o czym dokładniej robili w tym czasie. To było ściśle tajne i jakby to mogło wyciec to by pokrzyżowało plany naszego wielkiego „złego” tutaj. Rozumiem to w zupełności, chociaż jako jeden z bogów powinienem mieć prawo wiedzieć, co nie?! No ale zostawmy to na chwilę.
NES ruszył sobie murem, ja oczywiście ruszyłem za nim na początku. Chociaż postanowiłem przyrównać do niego, by iść z nim ramie w ramie. Uśmiechnąłem się do niego i zadowolony rozglądałem się dookoła. Było tutaj wiele zniszczenia, to był pokazac mocy tych silnych, którzy jak chcą niszczą, a jak będą chcieli budować to będą budować. Taka była kolej rzeczy i taka zawsze powinna mieć. Silni wyznaczają rzeczywistość, silni posilają się słabszymi.
-Czyli wypływamy z naszej wysepki zabaw? Dobrze się tutaj bawiłem, chociaż zaczęło wiać chujem kiedy ci się tak zebrali razem, wielka siła przyjaźni… czy tam inne pierduty i wszystko razem tym pokonają. Nic zabawnego, takie zwykłe i oklepany scenariusz w ich przypadku.- splunąłem w bok, a dokładniej w dół muru. Próbowałem tak trafić w jedną dachówkę którą widziałem z góry. Jakbym trafił to bym sobie dał puchar „pluwacz roku”. To by był jedyny konkurs na tym festiwali w tym mieście.
-Han, ten nieśmiertelny i jeszcze ktoś z nami tam wypływa, tak? Jeżeli tak to superowo, chętnie ich bliżej poznam, mam nadzieje że są tak szalenie ciekawi jak Ty. Do tego jestem ciekawy co teraz zamierzacie robić, jaki macie plan.-

Streszczenie:
  • Gadam do NESa.
  • Ide z NESem ramie w ramie, jeżeli mogę, a jak nie to za nim.
  • Rozglądam się zadowolony dookoła.
  • Dalej gadam do NESa.


Techniki!
Spoiler: pokaż
Nima!


Staty:
Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:

SIŁA 41
WYTRZYMAŁOŚĆ 50
SZYBKOŚĆ 81
PERCEPCJA 49
PSYCHIKA 1
KONSEKWENCJA 1

SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 222
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 105%
Chakra: 45%



Ekwipunek: (Tylko bez zmian w pojemności, bo aktualizacja wbiła kiedy już event był
Spoiler: pokaż
Torba [68/70] :
  • 8x Kunaie
  • 1x Notka Świetlna
  • 5x Shurikenów
  • 2x Granat Dymny
  • Pigułka ze skrzepniętą krwią

Plecak [25/210]:

  • Bandaże 2 metry
  • Rękawiczki zwykłe

  • Ołówek

  • Czerwony Notes

  • Lusterko

Na plecach:
  • Sasumata
Yuji Saga
 

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Kei » 28 cze 2018, o 22:57

Jak się okazało jednostki Shiro Ryu były dość łatwo eksterminowane przez obie armie, a przynajmniej takie wrażenie odnosił brunet. Żołnierze Cesarstwa oraz Ryuzaku Świetnie sobie radzili w ataku bezpośrednim, jak i dystansowym co tylko wzbudzało podziw u chłopaka, cóż sam chciałby kiedyś osiągnąć podobny poziom. Mimo to ponownie skłaniał się bardziej ku podejściu tych z kontynentu. Nie widział większego sensu w wykonywaniu dodatkowych ruchów i zbytnim narażaniu się, jednakże nie zamierzał komentować stylu wojowników z Morskich Klifów, w końcu to była ich wola by tak walczyć.Sam też z resztą nie próżnował i obezwładnił kolejnego Shiro Ryu elektrycznym pociskiem. Nie dane mu było go jednak dobić, gdyż wyręczył go koleś w kapeluszu. W związku z tym brunet miał powód zarówno do złości, jak i zadowolenia, lecz ostatecznie zdecydował się olać tą sytuację, w końcu mieli jeszcze całkiem sporo do roboty. Słysząc instrukcje wykrzyczane przez kapitana cesarstwa Kei przypuszczał, że już niedługo armie powinny się zacząć wycofywać. W związku z tym sam postanowił kontynuować atak z barykad, cóż miał jeszcze trochę chary, więc nie było powodu powstrzymywać się skoro wszystko już powoli zmierzało do końca. Dlatego też po ponownym przygotowaniu ostrzy wypatruje kolejnych wroga w zasięgu 20m. Gdy takich znajdzie zaczyna znowu zbierać energię z elementem raitonu. Tak jak poprzednio uwzględnia działania sojuszników, nie chcąc przypadkiem popsuć ich planów. Kiedy zbierze już energię strzela w pierwszego niekrytego przeciwka w zasięgu. Następnie jeśli trafi i nikt nie zdecyduje się zlikwidować osłabionego/uziemionego wroga, to przerzuca z lewej ręki do prawej drugiego kunaia i sięga po shurikena z ukrytej kabury, by następnie miotnąć nim w gardło porażonego. Liczy, iż ten będzie mieć problem z reakcją i chce go zdjąć trafiając w krtań.
Oczywiście cały czas pozostaje czujny i stara się być świadomym swego otoczenia. W razie ataków miotanych przeciwnika zdecyduje się zeskoczyć z barykad i za nimi schować. Gdyby jakiś przeciwnik zbyt szybko by się zbliżał skupi się na utrzymaniu dystansu licząc że ktoś go przejmie. W ostateczności może zbijać i blokować ataki oponenta za pomocą kunaiów w rękach.
W przypadku gdyby zjednoczone armie wycofały się pod barykady sam zacznie powoli cofać się w w stronę statków, W razie czego sam będzie zainteresowany tym zmierzającym na kontynent. Jeśli chodzi o walczących za bramą przypuszczał, iż ci na czas raczej wycofają się do portu, więc starał się o nich nie myśleć tym bardziej, że sam był zajęty, więc nie mógł sobie pozwolić na rozkojarzenie. Pojawienie się oficjeli również go zaskoczyło, lecz nie zamierzał się nimi przejmować, przy najmniej do czasu aż nie dotrze na statek.

Streszczenie:
Po usłyszeniu instrukcji wykrzyczanych przez kapitana cesarstwa Kei przypuszczał, że już niedługo armie powinny się zacząć wycofywać. W związku z tym sam postanowił kontynuować atak z barykad, cóż miał jeszcze trochę chary, więc nie było powodu powstrzymywać się skoro wszystko już powoli zmierzało do końca. Dlatego też po ponownym przygotowaniu ostrzy wypatruje kolejnych wroga w zasięgu 20m. Gdy takich znajdzie zaczyna znowu zbierać energię z elementem raitonu. Tak jak poprzednio uwzględnia działania sojuszników, nie chcąc przypadkiem popsuć ich planów. Kiedy zbierze już energię strzela w pierwszego niekrytego przeciwka w zasięgu. Następnie jeśli trafi i nikt nie zdecyduje się zlikwidować osłabionego/uziemionego wroga, to przerzuca z lewej ręki do prawej drugiego kunaia i sięga po shurikena z ukrytej kabury, by następnie miotnąć nim w gardło porażonego. Liczy, iż ten będzie mieć problem z reakcją i chce go zdjąć trafiając w krtań.
Oczywiście cały czas pozostaje czujny i stara się być świadomym swego otoczenia. W razie ataków miotanych przeciwnika zdecyduje się zeskoczyć z barykad i za nimi schować. Gdyby jakiś przeciwnik zbyt szybko by się zbliżał skupi się na utrzymaniu dystansu licząc że ktoś go przejmie. W ostateczności może zbijać i blokować ataki oponenta za pomocą kunaiów w rękach.
W przypadku gdyby zjednoczone armie wycofały się pod barykady sam zacznie powoli cofać się w w stronę statków, W razie czego sam będzie zainteresowany tym zmierzającym na kontynent.


Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 35
    WYTRZYMAŁOŚĆ 30
    SZYBKOŚĆ 30
    PERCEPCJA 43
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1

UMIEJĘTNOŚCI:
Wrodzona - Wielka Chakra[/*]
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 123%

NINJUTSU C
RAITON C
JUTSU:
- [E] Bunshin no Jutsu
- [E] Henge no Jutsu
- [E] Kai
- [E] Kawarimi no Jutsu
- [E] Kinobori no Waza
- [E] Suimen Hoko no Waza
- [E] Nawanuke no Jutsu
- [E] Fūin no Jutsu
- [E] Hibana o tenka suru
- [D] Suienzou no Jutsu
- [D] Utsusemi no Jutsu
- [D] Hikari no gijutsu-kyu
- [D] Raiton: Dendō Hando
- [D] Raiton: Hiraishin
- [C] Hari Jizo
- [C] Hari Jigoku
- [C] Hitei Musho
- [C] Raiton: Raikyū
- [C] Raiton: Ikazuchi no Utage
- [C] Hikari chōshinsei


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Plecak

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
- Kabura x2 (przymocowane do pasa po bokach jedna po lewej druga po prawej, zwykle ukryte pod kurtką)
Lewa kabura:
- stalowa żyłka 15m,
- 6 (5) shurikenów.

Prawa kabura:
- 3 kunai,
- bombka świetlna.

Plecak:
- 1 kunai,
- mały zwój pieczętujący,
- topaz,
- rabat u grabarza.
W kieszeni wisiorek z wyrytymi imionami - Azami i Mirori.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Raiton: Raikyū

Pieczęci
Brak

Zasięg Max.
20 metrów

Koszt
E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (za pocisk)

Dodatkowe
Wymaga posiadania dwóch metalowych broni

Opis Najprostsza technika dystansowa użytkowników Uwolnienia Błyskawic, wymagająca posiadania dwóch metalowych broni - np. kunai. Użytkownik ustawia oba narzędzia obok siebie, przesyłając w ich stronę chakrę Raitonu. Po chwili wyładowania tworzą pomiędzy nimi kulkę błyskawic, którą można następnie miotnąć w kierunku oponenta. Proste i skuteczne, a dodatkowo ma szanse oszołomić przeciwnika.


48% - 15% = 33%
Kei
 

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Yamanaka Inoshi » 28 cze 2018, o 23:14

- Rok 384 - Zima -


" Światło w bocznej ścieżce... "
Obrazek

Ewakuacja trwała w najlepsze, ludzie ratowali się jak tylko mogli, grupa w której była Inoshi również przemieszczała się w kierunku okrętów. Wydawałoby się, że sytuacja w całym porcie przechyla się na korzyść zjednoczonych sił shinobi. Wojownicy tworzący mur naprzeciw Shiro ryu radzą sobie nieźle wraz z pomocą innych ninja. Wielkim poświeceniem również wykazują się ci którzy zdecydowali się kupić pozostałym nieco czasu i stanąć w szranki z Kabuto. Walka z nią dobiega powoli końca jednak nikt po tej stronie nie wie kto wyjdzie z niej zwycięsko, przynajmniej jeszcze. Blondynka zaczęła słuchać tego co miał do powiedzenia Hanzo, próbował on być swojego rodzaju motywatorem jednak mówił bardzo dużo o ogólnikach.
- Wytrwałość... - Powtórzyła po nim, słowa te sprawiły, że częściowo zaczęła się zastanawiać nad prawdziwością wygłoszonych przez niego słów. Wytrwałość może i była podporą, jednak... To dalej była podpora towarzysząca " Chęciom ". W tej chwili nie odpowiedziała nic, dała mu mówić, skręciła głowę w jego stronę poprawiając przy tym grzywkę, słuchała kolejnego zdania w którym mówił o swoim doświadczeniu życiowym.
- Demo... Wciąż potrzebuję podstawy dla tych podpór... Może... Może inni ludzie nie potrzebuję powodu, ja potrzebuję. Nic nie bierze się z niczego, Hanzo-sama - Przymknęła nieznacznie oczy złączając przy tym dłonie, złapała lewą ręką za cztery palce prawej wzdychając przy tym.
- Czy nie powiedziałeś mi przed chwilą, że wszystko jest możliwe i przeszkodą są chęci? Czy ty... Naprawdę w to wierzysz, Hanzo-sama? - Spuściła nieznacznie głowę prowadząc dalej starszego Hyugę przed siebie w kierunku statków.
- Natura ludzi... Co to znaczy? - Czym była ta tajemnicza natura ludzka? Czyżby chodziło o nieprzerwaną chęć rozwoju? Chęć niszczenia, władania i wszystkiego innego co prowadzi do zniszczenia świata i innych ludzi ze względu na swoją zachłanność i spaczenie?
- Ja... Myślę, że Natura jest dwojaka... Gdyby nie ta niszczycielska nie byłoby tej pragnącej pokoju. Nikt nie powiedział, że gdyby ich nie było, panowałby pokój. Może... Może wtedy wszyscy widzieliby inny problem. To nie rozwiązanie... - Rzuciła swobodnie kierując swój wzrok najpierw na walczących a później na idących obok Akiego i Shikaruia. Nie przyglądała się im zbytnio. Zwyczajnie chciała zobaczyć jak sobie radzę i częściowo uciekała wzrokiem od swojej własnej wypowiedzi.
- Kim jest ktoś dobry? - Powiedziała cicho, zastanawiała się nad znaczeniem tych słów które jednocześnie mówią wiele a w tej samej chwili nie mówią nic. Czy osoby dobre czynią nieustannie zło? Wszyscy je czynią... Czy są osoby dobre? Czy wszyscy jesteśmy źli? Kolejne zdania tym razem kierowane do całej trójki, były owiane pewną dozą tajemniczości. Z jednej strony były one pokrzepiające, miały takie być, zachęcenie do życia i dalszej walki, tak można je było zrozumieć. Dalej jednak Inoshi czuła, że w tym słowach jest coś nieswojego. Blondynka, potknęła się razem z mnichem gdy ten zahaczył o kamień, dosyć szybko podniosła się spoglądając na niego i pomagając mu wstać.
- Gomenasai!... Wszystko w porządku!?, Hanzo-sama? - Spytała się energicznie próbując uniknąć odruchowo kontaktu wzrokowego, tak jakby miało to dla niego jakąkolwiek różnicę. W końcu i tak nie widzi jednak w dalszym ciągu nie mogła się do tego przyzwyczaić. Dosyć wysoki chłopak który się pojawił, niczym rekini rycerz na pomoc wyraźnie odciążył małą Inoshi, był przecież dużo od niej większy. Wyjaśnienia odnośnie pieczęci może i byłyby wartościowe gdyby rzeczywiście była czymś częstszym niżeli kilka przekleństw na cały kontynent. To nie tak, że Yamanaki to nie obchodziło, zwyczajnie ta informacja miała ograniczoną użyteczność póki nie będzie jej dotyczyć, jak to mówią. Co dotyczy ciebie, próbujesz to poznać. Mimo wszystko zdawała sobie sprawę z tego, że informacje które poznała mogą być użyteczne dla innych a dla kogo właśnie są iryonini? Dla innych...
- Może w domu zrobią z tej wiedzy użytek... - Myślała krocząc dalej razem z Kaito oraz zmęczonym Hanzo.
- Nie możemy Cię zostawić w takim stanie, Hanzo-sama. Musimy Cię odprowadzić na statek. Dopiero wtedy do nich dołączę. - Mówiła, w pierwszej chwili jej głos wydawał się lekko łamać, tak jakby brakowało jej pewności w tym co mówi, po krótkiej chwili dopiero zaczęła wypowiadać słowa pełniej i głośniej. Pierwszą rzeczą którą zrobiła było poszukiwanie wzrokiem okrętu na który mogli się udać. Wyrwał ją jednak z tego Kaito zwracając uwagę na cztery źródła chakry które wyczuł. Pokręciła głową starając się otrzeźwić. Złożyła pieczęć Sensoryczną, musiała sprawdzić jak radzą sobie te mocno ranne chakry członków rady, jak bardzo waha się siła tych źródeł.
- Co powinniśmy zrobić, Hanzo-sama? Czy to nie jest właśnie to światło w tym ciemnym tunelu o którym mówiłeś? - Obróciła się w jego stronę kładąc zaraz dłoń na swojej torbie za plecami.
- Wciąż mam te dwie pigułki z krwią... Sam mówiłeś by pomagać... Oni są... - Zwróciła wzrok w stronę rannych, potem na dalej walczących wojowników pośród których był nie jeden marynarz z miasta handlowego oraz Cesarstwa. Gdzieś między nimi posuwał się Kei oraz Nikusui. Takasu, przewodniczący rady, ledwo co przypominał mężczyznę z początku całej tej zawieruchy. Podobnie było z pozostałą dwójką. Ayame i Hassumem. Oboje byli członkami rady którzy mieli co nieco do powiedzenia w wielu kwestiach, czy jednak teraz ich zdanie ma jakiekolwiek znaczenie? Nie mogli czekać, w tej chwili nie zostało rannym... Nie, nie tylko rannym. Im też nie zostało wiele czasu, zwłaszcza jeśli chcieli uratować chociaż jedno kolejne życie. Czy jednak warci są oni tego ryzyka? Nawet jeśli zatamują krwawienia to kto ich uleczy? Hanzo? Ten zmęczony ślepy starzec który już ledwo daje rade? Czyżby... Jego słowa był bliższe spełnienia niż mogłoby się wydawać? Może właśnie stąd te jego tajemnicze porady... Inoshi zwróciła uwagę na rekiniego chłopaka, skinęła głową w jego stronę na znak potwierdzenia.
- Hai - Odpowiedziała do chłopaka, to nie tak, że zgadzała się na wszystko. Zwyczajnie wiedziała, że musi spróbować wprowadzić słowa medyka w życie, miała tutaj na myśli jego rady, chciała wiedzieć więcej i widząc wszystko do czego tutaj doszło chciała zrobić różnicę i dostała taką możliwość już drugi raz, czy to jest odkupienie za wszystko to co zaszło pod bramą? Jeśli byli wtedy blisko statku to doprowadziła do niego Hanzo i ruszyła zaraz z Kaito w stronę członków rady. Gdyby Hanzo zdecydował by iść i zostawić go, to niechętnie ale to zrobi idąc po rannych. Gdy już dotrze na miejsce zwraca uwagę na pewno na tę jedną nieznaną osobę i jej chakrę. W dalszym jednak ciągu sytuacja wydawała się jej nieprawdopodobnym szczęściem, fartem... Losem? Bo przecież w końcu to co się wydarzyło na placu było istnym horrorem i masakrą z której... Nikt nie miał prawa wyjść żywym. Jeśli już dotrze na miejsce to zwraca uwagę na otoczenie by być pewnym, że są bezpieczni. Jak będzie na miejscu spogląda na Kaito pytająco mówiąc w jego stronę:
- Jak możemy zatamować te rany... Nie mogą nam się tutaj wykrwawić! Nie po tym wszystkim. Za dużo przeszli! - Rzuciła z przejęciem w stronę Hozukiego. Liczyła, że on ma w zanadrzu coś co im pomoże. Jeśli może to stara się pomóc najlżejszej z osób i wraz z pozostałymi doprowadzić ich na statek do Hanzo który teraz był ich jedyną nadzieją. Czy jednak w takim stanie mógł rzeczywiście im pomóc? Potykał się o własne nogi i już wcześniej przy leczeniu Uchihy prosił jedną z dziewczyn o chakrę... Jeśli już dotrą na miejsce z rannymi, bądź ich obandażują wtedy Inoshi poda im pigułki które posiada, wedle tego co zaleci Hanzo.
- Hanzo-sama, jesteś w stanie im pomóc? Już pomagając Akiemu... Wtedy powiedziałeś, że tamta... Nikusui mogła ci pomóc, wspomagając swoją chakrą... Czy ja też jestem w stanie to zrobić? - Jeśli nie będzie w stanie nic zalecić to poda po jednej pigułce z krwią tym którzy wydają się być w nieco gorszym stanie. Jeśli nie będzie innego wyjścia nie pozostanie jej nic innego jak zgodzić się na oddanie swojej energii w celu przeprowadzenia chociażby częściowego leczenia tej trójki.


Streszczenie
Spoiler: pokaż
Blondynka dalej rozmawia i prowadzi Hanzo, zwraca uwagę na Kaito który się do nich przyłączył. Dalej, jeśli ma możliwość odprowadza mnicha na statek/zostawia go jeśli sobie zażyczył i rusza z Kaito po nowo przybyłych rannych radnych chcąc ich uratować. Jeśli Kaito ma jakiś pomysł z zajęciem się rannymi, to pomaga mu w tym. Bierze najlżejszą z osób i wraca do Hyugi na statek. Podaje pigułki z krwią i jeśli jest taka potrzeba to oddaje część swojej energii by wspomóc lekarza w zajęciu się przynajmniej najgorszymi ranami tych osób które może zwiększyć szansę na ich przeżycie o ile w ogóle medyk zdecyduje się na taki ruch.




Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Myśli - Mowa
Prowadzone misje:
- D - Patrol I
- C - Stary Relikt
- C - Sprawa Honoru

Rezerwacje:
Yasuo -
Naoki -

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Postać porzucona
 
Posty: 3451
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 23:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do ramion
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 161
- Łuskowaty kombinezon
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Stalowe elementy pancerza, maska
Duży miecz na plecach
Plecak
Kabura z prawej strony na udzie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG/Discord: Tario#3987/64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Izanagi » 29 cze 2018, o 00:28

Katana plus moje kekkei genkai świetnie działały, dość mocno z nich korzystam w tej potyczce dzięki czemu potrafię lepiej wyrzynać przeciwników, jak tylko ujrzałem że coraz sprawniej przebiegała ewakuacja, byłem zadowolony przez co schodził ze mnie stres odpowiedzialności z ochrony ludności. Nieustannie walcząc rozglądałem się dookoła gdzie mógłbym łatać luki w naszej obronie, gdy tylko takie miejsce widziałem starałem się tam docierać ciągle walcząc z przeciwnikiem, na czole czułem krople potu. W końcu tak intensywna walka z przeciwnikiem, to ciężka walka, mimo że nie są oni tak trudnym przeciwnikiem jak ninja na moim poziomie, to nieustanna walka z niekończącym się przeciwnikiem też potrafi nieco zmęczyć nawet najbardziej wytrwałych. Człowiek nawet nie wie kiedy wpadnie w trans, trans zabijania, przez co nie zastanawiam się nawet nad tym ilu ludzi dzisiaj już pozbawiłem życia, ile rodzin rozbiłem i że cały śmierdzę trupem oraz jestem brudny we krwi. Teraz to wszystko nie miało najmniejszego znaczenia gdyż wpadłem w trans walki, jakoś nie mogłem sobie pozwolić na coś innego bo sam bym został trupem gdybym nie był maksymalnie skoncentrowany na walce i łataniu luk, by móc pozwolić cywilom wejść bezpiecznie na statek. Adrenalina strasznie pobudza organizm, czasem jak człowiek zacznie gadać to nie może przestać, a czasem jak się na czymś skupi to już nic innego go nie interesuje i jest jak zaczarowany, wcale nie odzywając się. Hoozuki coś tam się zaśmiał ze mnie, czy "...już byś chciał zwiewać na kontynent?..." w pewnym sensie tak, aktualnie nie widziałem dla siebie konkretniejszego zadania, chyba że coś jeszcze z tego wszystkiego wyniknie ale mimo wszystko każdy miał swoje zadania, ja też takie miałem i w ten czy inny sposób je wykonywałem, nie czułem się gorzej przez to że znalazłem się w innym miejscu i czasie, bo według mnie w miejscu gdzie byłem było dużo do roboty nie wiedząc co się działo gdzieś indziej. Okręty szybko robiły się pełne i już prawie byliśmy blisko, zerkając co jakiś czas. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko czekanie aż do zapakowania wszystkich na łodzie i potem pomyślimy co dalej, już dość długo przebywałem w tym miejscu, nieco odpoczynku by się przydało, chociaż tak naprawdę na to nie liczyłem bo brałem to pod uwagę iż jeszcze coś się może wydarzyć do samego końca, los lubi nam utrudniać pracę. Nie bardzo wiem co tam się wydarzyło, co z resztą ninja którzy pojawili się na samym początku tej zadymy. Nie znałem wszystkich tutaj więc starty większej nie mogłem czuć gdyby komuś coś się stało, co jest nieco smutne, bo tak samo jest ze mną w stosunku do nich.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Katana - przy pasie
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Izanagi
Gracz nieobecny
 
Posty: 144
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 14:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Akarui » 29 cze 2018, o 03:05

Pozostał tylko deszcz...
Szkoda tylko, że taki nietypowy, bo mało mokry, bardziej suchy... Czerstwy jak ten żart, hehe...

Najważniejsze było to, że koszmar był już blisko końca. Całe zamieszanie wywołane przez sojuszników Akarui'ego był na tyle pomocny, by ten mógł wyczuć mechanizmy jeszcze działające w marionetce przeciwnika. Niestety, za późno wpadł na to jedno, jedyne rozwiązanie w tej ciężkiej sytuacji. Zanim Metatron wymierzył cios, Kabuto zdołała wysłać impuls nicią chakry do finalnego Anioła. Z nieba zaczął padać piaskowy deszcz...

Zagrożenie związane z mniejszymi marionetkami zniknęło, więc druga marionetka, Sandalfon, nie musiał już robić zamieszania na niebie. Krótki ruch palcami sprawił, iż ta wróciła do tymczasowego właściciela, rozczapierzyła skrzydła tworząc dach, który miał za zadanie osłonić mężczyznę przed piaskowym deszczem. Tozawa spędził z tym narzędziem zniszczenia wystarczająco dużo czasu, by mieć pogląd na jej wielkość, pole powierzchni płatów nośno-ścinających i ich stan, co powinno pomóc w zasłonięciu się przed zagrożeniem. Teraz wystarczy przeczekać ulewę.

Akarui spojrzał w miejsce, gdzie powinna stać Kabuto. Nie stała. Już leżała. A bok niej na zeszklonym od ognia piachu, leżała czerwona tuba, którą wcześniej przebiło skrzydło jednego z aniołów. Medyk gdy tylko mógł, zeskoczył w tym kierunku i spokojnie podchodził, mając za osłonę drugiego skrzydlatego. Ostatnia ukazana marionetka do niczego się już nie nadawała. Seria wybuchów w jej wnętrzu musiała być zabezpieczeniem właśnie przed przejęciem broni przez innego marionetkarza. W swoim geniuszu nie pomyślała jednak, że to jej własne ciało może być zagrożone. Marionetka mimo uszkodzeń, zdawała się być w najlepszym stanie ze wszystkich jej tworów. A ta tuba? Szczyt możliwości sprytnego klanu z Samotnych Wydm. To wszystko zasługuje na zachowanie. Oczywiście nie razem, nie chcemy kusić losu! Stąd też jestestwo Kabuto ląduje bezpiecznie zapieczętowane z pustym zwoju, a same jej ciało na linkach chakry, by spokojnie unosić się obok, niczym nagroda, trofeum. Jeśli jednak z jakichś powodów tuba nie zmieści się do zwoju bądź coś taką możliwość zablokuje medyk upewni się, że nie czuje z przedmiotu żadnych oznak życia bądź chakry i schowa do torby. Zawsze może jeszcze parę razy przebić tą tubkę kunai'em, prawda? Oprócz tego małego potwora Akarui postanowił zabrać ze sobą na jednej lince jeszcze jedną z dwóch pokonanych lalek, która była w lepszym stanie. Czy może udałoby si z tych dwóch złożyć jedną? Ważne jednak, że w torbach medyk ma wystarczającą ilość stalowej żyłki, by w razie potrzeby obwiązać nimi i lalkę Kabuto i tubę.

Wtedy też od strony muru słychać krzyk. Znów ktoś potrzebuje medyka. Ktoś przesadził z pigułkami. - Nie... Shiga... Jak na Iryonina, Akarui sprawia ludziom ostatnio sporo bólu. Najpierw śmierć Tensy. Potem Reiko-sama zostawiony na pastwę wroga. A teraz to? Shiga prosił o pigułkę żywnościową. Czyżby wcześniej już jakąś zażył? Akarui rzucił się biegiem w tym samym kierunku, krzycząc: - Hej! Tutaj! Kładź go na płaskim, już! Po czym dobiega na miejsce i puszcza nici chakry, zostawiając ciało Kabuto blisko siebie. Na dłoniach natychmiast pojawia się seledynowa chakra nakierowana na brzuch mężczyzny. Jeśli druga pigułka dała mu kopa, to znaczy, że jej toksyny zaczęły krążyć w organizmie, wypłukując wartości odżywcze i możliwe, że wstrzymując pracę organów wewnętrznych. - Shiga-san, do cholery... Gdybym wiedział, że to Twoja druga, kazałbym Ci się pierdolić... Medyk jeszcze nie znał tego mnicha, choć miał szczerą nadzieję, że ten odpowie na jego zaczepkę. Same problemy... Teraz jednak ważne było, by jak najszybciej zniwelować choć część skutków ubocznych pigułki żywnościowej... A może by ją tak wypłukać, jak truciznę? Choć jeśli się zdążyła rozpuścić, to może nic nie wyjść... Co zrobiłby Hanzo?

Plan działań:
Spoiler: pokaż
1. Zasłonięcie się marionetka i jej skrzydłami przed piaskowym deszczem.
2. Ostrożne zbliżenie się do ciała Kabuto, zasłaniając się marionetkami.
3. Zapieczętowanie tuby w zwoju, zabranie ze sobą ciała Kabuto na linkach i jednej marionetki, która jest w lepszym stanie (albo dwóch, jeśli uzna, że da się coś z nich jeszcze złożyć). Jeśli tuba nie wejdzie do zwoju, upewnia się, że już jest nieszkodliwa i schowa do torby. Marionetkę i tubę może związać metalowymi linkami.
4. usłyszenie potrzeby medyka, udanie się do Shigi i rozpoczęcie leczenia natychmiast. Użycie Naosute no jutsu bądź Saikan Chūshutsu no Jutsu, jeśli medyk uzna, że da się potraktować rozpuszczającą się w ciele Shigi pigułkę jak truciznę.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
MOWA
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1546
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 01:03
Wiek postaci: 0
Krótki wygląd: Jak na avku brązowy płaszcz z kożuszkiem - mamy zimę! ;)
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Shikarui » 29 cze 2018, o 12:05

Ciało nie odmówiło mu posłuszeństwa, kiedy zaczął się podnosić. Informacje do niego docierały, tylko ciężko było je przyswoić, obrobić, przyjąć do siebie. Dlatego ich rozmowa o jakimś pragnieniu odkupieniu zła, pomocy innym i super mega wdzięczności była jak denerwujący szerszeń. Hałasuje obok twojego ucha i doprowadza cię do granic twojej wytrzymałości, nadwyrężając cierpliwość, zaczyna irytować, ale nie możesz zdzielić go ręką, bo zaatakuje. W pobliżu było wystarczająco wiele szerszeni, żeby uwierzyć, że wszystkie się na ciebie rzucą. Tak, czuł się zagrożony. Teraz, gdy się podniósł i zobaczył, jak wiele ludzi było wokół, a nie tylko słyszał ich jak zza tafli wody, poraziła go jego własna bezbronność. Jego i chyba Akiego umazanego krwią. Nie kierował nawet wzroku na Hanzo, Inoshi czy Nikusui, dokładnie ich nie słuchał. Przetwarzał świat, który stał się naprawdę malutki wobec wielkich budynków, które zostawiali za swoimi plecami i otwartego morza, na które mieli wyruszyć, kładącego się pod ich nogami i jednocześnie nigdy nie uległego. Żadne z bóstw nigdy nie było chętne do tego, by człowiekowi ulec i pozostawić im na własność swą domenę. Szerszenie bzyczały, a w ulu panował coraz większy ruch. Dym, sylwetki ludzi, kolory ich ubrań, jęki i rozmowy, nawoływania i huki. Huki, które zamilkły. Tak jak milczały trąby anielskie zwiastujące nadejście Bestii. Za to on miał ochotę krzyczeć i rzucać się na boki. Rzucić się do gardła Inoshi i kazać jej przestać. Zamknąć jej usta i potem usta tego Hanzo, by przestali w końcu rozmawiać na temat tego, co znajdowało się na jego ciele, teraz nakrytego płaszczem, który chronił od zimna przynajmniej do tego stopnia, że przestał się trząść. Przecież mieli zimę. Zacisnął mocniej dłoń na ramieniu Akiego. Chłopak mógł stać? Więc to wszystko mu się tylko przyśniło? Krew, upadek ciała na ziemię, przerażony błękit? Może to wszystko było tylko snem. Bardzo męczącym i niezwykle długim, w którym nie można było zostać wygranym niezależnie od podjętych decyzji. W końcu tylko w snach człowiek zachowywał się nieracjonalnie. Wbiegał w paszczę lwa, obracał się między płomieniami, szukał Wiktorii tam, gdzie dawno była Klęska. Jeśli zamkniesz oczy, już zawsze będzie sen - zmieni się tylko jego treść. Chyba warto. Zmienić realia, przenieść się do innego miasta i zacząć od nowa, w którym początek nie rozpocznie się od gniewu tłoczącego żyły. A ten całkiem sprawnie przepływał przez ciało Shikaruiego. Gniew, nienawiść? Cokolwiek to było, zaciskało wnętrzności w jedną, ciężką kulę i sprawiało, że pragnienie zniszczenia wszystkiego wokół było wizją najbardziej kuszącą ze wszelkich możliwych. Fakt, że właściwie nie było tu już czego niszczyć, tego zapału nie ostudzał. Aka mógł go aktualnie wywieźć nawet za Mur i tam zostawić, Shikarui pewnie by się nie zorientował za bardzo, co się tak naprawdę wokół niego dzieje. Wszędzie było teraz lepiej niż w tym tłumie. Ludziom nie wolno ufać. Więc czemu tak blisko i ufanie powierzał się ramionom Uchihy? Każdy krok w stronę statku wtłaczał do głowy nowe wątpliwości. W końcu to ul. Tam, gdzie stworzenia mają wyjątkowo podły jad w swoich żądłach, nie powinno się zapuszczać, a już na pewno nie w tym stanie. Nie było innego wyboru, nie było alternatywy. Nie mogli zostać, nie mogli zawrócić. Byli zależni od statków, które dumnie prezentowały swoją przynależność do konkretnych prowincji. Ryuzaku i Cesarstwo - zacieniony umysł Shikaruiego tyle jeszcze pojmował. Tylko jakoś zrozumienie tego, że do Ryuzaku się kierują, nie przyszło wcale a wcale. Nawet załapał to, że Kaito na chwilę do nich dołączył. Gdzieś z boku, gdzieś na moment. Shikarui rozpoznał od razu sylwetkę chłopaka - jednej z tych niewielu osób, do których miał słabość. Dużym nadużyciem byłoby powiedzenie, że czuł ulgę, że nic mu nie było - mimo wszystko było mu to obojętne. Zarejestrował samo jego pojawienie się. Tej osoby, która szerszeniem nie była.
Światło w mroku?
Co najwyżej jeden irys.


STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 17 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1882
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Hitsukejin Shiga » 29 cze 2018, o 12:06

Spoiler: pokaż
Soundtrack do posta


Hej, jest takie powiedzenie, że cel uświęca środki, czyż nie? No jest, funkcjonuje, ma się dobrze. W tym wypadku celem było pozbycie się zagrożenia i jej marionetek. Kobietka w postaci lali była naprawdę sporym utrapieniem ze swoimi lala-zabawkami. I mordowała ludzi bezlitośnie, trzeba było się jej pozbyć. Prawda. I to, z grubsza, zostało wyukonane, jako sedno całej zabawy.
Pojawiła się jakaś chmura piaskowych kulek i okrzyk zdychajcie. Jak na słowo mocy całkiem słabo, mało punktów w perswazję, bo Shiga nie czuł potrzeby zdychać. Ale są tacy ludzie, co jak ci powiedzą PIERDOL SIĘ I SPIERDALAJ, to nie dość, że czujesz podniecenie i robi ci się twardo tu i tam na zwiastujący się samoistnie nadchodzący stosunek to jeszcze odczuwasz gigantyczną ekscytację spowodowaną nieuchronną nadchodzącą wyprawą w nieznane. Kabuto definitywnie tych umiejętności nie posiadała. Ot, taki okrzyk który nie był w stanie przytłumić woli ognia.
Ogień zaatakował. Bezlitosny ciągły strumień ognia z Hinotori, połączony z jakimiś mało imponującymi pociskami Pustego + dymem robiącym boom szermierki Megumi. Marionetki w liczbie prawie stu nie miały najmniejszej szansy, a jęzory ognia zaczęły nawet swoje dzieło przenosić na Kabuto. Pociski Shigi zajęły największego anioła, przez co musiał chronić Kabuto przyjmując ataki... I wtedy nadszedł atak którego się nie spodziewała. Zabłąkane lalowe skrzydełko przebiło rdzeń kabuto, zakańczając jej życie. Shiga się.. ucieszył. Próbował się oddalić, a potem poczuł coś dziwnego. Ból tak silny, że nawet nieprzyjemny. Bo owszem, Jashiniści czują przyjemność gdy czują ból, ale to przypominało wsadzenie w tyłek setki dildo i wibrator przyczepiony do każdej komórki ciała. Co z tego, że w założeniu to miało być coś przyjemnego, jak to najwzyczajniej w świecie sprawiało mu cierpienie.
Padł jak długi przy Shigemim i Mokuzu, zdołając się tylko w ostatniej chwili odwrócić na plecy, by w miarę obserwować co się dzieje.
Ciekawe o co chodziło z planem Hana, bo to, że to nie koniec i to, że zdobył Khakkarę zwiastuje dla nich tak dziesięć na dziesięć bardzo źle to jest akurat pewne, ale... co? Ale jaki jest jego cholerny plan, co? Jakaś globalna broń zagłady którą chcę ich zmazać z powierzchni ziemi jeden po drugim?
Wtem, do Shigi podszedł właśnie Shigemi, który wcześniej dał mu maskę Kabuto, oryginalnego ciała. Shiga ledwo mógł poruszyć wzrokiem w jego stronę, mówić też z trudem... Nie mógł się ruszać, to było pewne. Ciało po prostu odmawiało posłuszeństwa, nie działało tak, jak powinno. Było... wpół martwe, bardziej niż zwykle, a to już jest jakieś osiągnęcie!
-Mama i tata, wiesz, pszczółki i kwiatki. I powstałem Ja. I odkąd pamiętam bawię się ogniem. A jak robisz coś baaardzo często i bardzo dużo, to w pewnym momencie jesteś w tym zajebisty. Dzięki za komplement... - wydukał Shiga do Shigemiego, wzrokiem dostrzegając w pobliżu Mokuzu. Ciekawe co ona tu robiła?
Potem nadszedł wpierdol ostateczny. Pojawił się Akarui, który nie wyglądał na zbytnio zachwyconego takim obrotem spraw z Shigim. Shiga wyszczerzył się na jego widok, odsłaniając stalowe ząbki.
-Gdyby Kabuto wiedziała, że wykorzystasz skrzydło jej lali do przebicia jej serduszka, to wsadziłaby ci to skrzydło w dupę, a nie pozwoliła nim wymachiwać, Akarui-dono. Dobra robota. - Widać było, że jego ręka drży. Chciał ją podnieść, by podać ją medykowi, ale ten się wziął do pracy, a Shiga nie był w stanie za bardzo drgnąć. Zaczął się tylko chichrać jak debil.
-Jakbyś mi kazał się pierdolić, Rui-dono, krzyknąłbym ci żebyś ku temu zapoznał mnie ze swoją matką lub inną żeńską krewniaczką. Poziom całej walki by wzrósł niemożebnie, co? - Zaczął chichrać się dalej, mimo tego, że... praktycznie umierał. Chociaż, Akarui przystąpił do pracy to może Shiga nie zdechnie. Tak szybko jak by to było na miejscu po czymś takim. Czyli dość szybko.

Jeśli Shiga tylko dostrzeże Chise w zasięgu "ucha" i słucha.. Ale to było słabe... to powie jej tak:
-Chise pamiętasz na Hanamurze, że jestem mnichem, a obowiązkiem mnicha jest ratować słabszych i potrzebujących? Spójrz na ludzi których pomogłem ratować i wiedz, że to nie było kłamstwo. TO PO PROSTU JESZCZE NIE BYŁA PRAWDA. - I kolejna fala śmiechu. Ciężko się skupić i utrzymać w jakiejś rozsądnej, w miare logicznej postawie mentalnej, jak zalewają cię potężne uczucia bólu i przyjemności, a wszystko całkowicie irracjonalne i absurdalne.

Shiga nie miał nic do gadania, co z nim zrobia, jakby ktoś mu chciał dać w ryj to ma ku temu teraz okazję.



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość