[Event] Komplikacje - Port

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Akarui » 15 cze 2018, o 22:43

Rozpoczął się ostatni akt tej powieści...
Dlaczego żadna przygoda Akarui'ego związana z jakimś świętem czy festiwalem nie może się skończyć dobrze? Pozytywnie? Czemu nie ma szczęśliwego zakończenia? Podczas Festiwalu Radości stracił ojca. Medyk uważał go za swojego bohatera. To on uczył go sztuki Iryojutsu, pomagał w rozwoju. I nagle, ni stąd ni zowąd, został zamordowany przez jednego z Hoozukich. Przez Turniej Piaskowych Filarów dorobił się kontuzji, która mogła zakończyć jego karierę jako shinobi. Stracił bardzo wiele i nic nie było pewne. Jego duch prawie umarł. Esencja wszystkiego, co w nim pozytywne. Koronacja Cesarza Morskich Klifów zaczęła łamać jego wiarę w siebie i swoje umiejętności. To tam źle wyleczona niedoszła samobójczyni zmarła, niedostatecznie wyleczona przez medyka. A jej zgon niósł ze sobą wiele więcej żalu i problemów, niż na początku się spodziewał. A tutaj? Kami no Hikage to jedna, wielka, jeszcze krwawiąca blizna, w której sam Antykreator cały czas dłubie brudnym patykiem.

Ech, dziwne myśli chodzą człowiekowi po głowie, gdy wykonuje mechanicznie wyuczone czynności. Jak teraz, gdy dość ciasno oplatał bandażem od jednego z medyków opatrunek na klatce piersiowej Nikusui. Usłyszał podziękowania, które wyrwały go z jego przemyśleń. Uśmiechnął się do niej szeroko i ciepło, mówiąc: - Nie dziękuj, to moja praca. Zamiast tego wolałbym w końcu poznać Twoje imię, wiesz? Moje na pewno słyszałaś po ucieczce z placu, Akarui. Dziewczyna próbowała wstać, przy czym oczywiście asystował i dodał od siebie: - Słuchaj, to nie jest zwykła rana. Mocno rozorało Ci klatkę piersiową. Pod żadnym pozorem nie możesz się teraz drastycznie ruszać. Na Twoim miejscu nawet nie rozkładałbym szerzej rąk, bo ledwo zaleczona tkanka się zerwie i będzie problem, rozumiesz?

W międzyczasie również dużo się działo. Wrócił Shiga, który po wszystkim chciał pogadać z Akarui'em. Port był chwilowo bezpieczny, ale statków brak. Te się znalazły, jednak pojawił się kolejny problem. Należały do floty Cesarstwa. Gdyby tego wszystkiego było mało, pojawiło się największe zagrożenie. Kabuto wrócił. Szedł w kierunku portu, a do jednego marionetkowego anioła dołączył drugi. Zaczęła zbierać się ekipa mająca powstrzymać ten horror. Jakżeby inaczej, jako pierwszy wybiegł Shiga, co było raczej oczywiste. Kolejnym był Kenshi, nadal ubrany w płaszcz Shiro Ryu. Skoro szalony mnich już na miejscu, to nie mogło tam zabraknąć i Chise. Swoją drogą, to chyba nie jest tylko przyjaźń, mając w pamięci tą romantyczną scenę sprzed paru chwil... Dziewczyna nie powinna teraz walczyć, ale czy medyk może ją powstrzymać? Kolejna młoda dama wybiegła w kierunku strasznego przeciwnika, a była to już czwarta osoba. I piąty. Znikąd pojawił się sam Pusty. Akarui słyszał większość rozmów. Już wszyscy wiedzieli, że będą walczyć z marionetkarzem i jego śmiercionośnymi narzędziami. Ktoś nawet wspomniał, że po drugiej stronie również przydałby się członek klanu Ayatsuri. W takiej chwili medyk mógł podjąć tylko jedną decyzję. Tylko ona była logiczna i racjonalna. Przymknął oczy, powoli wciągnął powietrze nosem i jeszcze wolniej wypuścił ustami. Zwrócił się ostatni raz do jasnowłosej: - Gdyby coś się działo, gdybyś źle się poczuła, trzymaj się blisko niego - wskazał palcem na medytującego mnicha na wozie i kontynuował - to Hanzo, najbardziej utalentowany medyk, jakiego w życiu widziałem. Choć sam nic nie widzi, hehe... Musze iść, trzymaj się... Pożegnał się z dziewczyną krótkim uśmiechem i...

...dołączył do ekipy właśnie przechodzącej przez zaraz mającą się zamiar zamknąć bramę na port. Chwycił swój wierny kastet w prawą dłoń, słuchając każdego z osobna i zdobywając kolejne informacje, a potem dzieląc się swoimi: - Właśnie w tym problem, Chise-dono. Nie wiemy gdzie jest ten rdzeń. A nici chakry nie da się ot tak rozerwać czy przeciąć. Siła musi być ogromna, a ostrze pokryte chakrą. Rozejrzałem się po wszystkich, którzy się zgłosili do tej chwalebnej misji. Postanowiłem się w końcu otworzyć. Jeśli mamy pokonać te monstrum, trzeba zdradzić chwilowym sojusznikom trochę więcej. Byle cicho, by Kabuto tego nie usłyszała: - Słuchajcie... Zwykle walczę w zwarciu, ale przeciw takim marionetkom Wasze żywioły i magnetyzm będą bardziej przydatne. Stanę w drugiej linii. Jeśli nagle poczujecie pociągnięcie w moim kierunku, gdzieś w bok, albo nagle dziwnie się wychylicie, by uniknąć ataku, nie opierajcie się. Czasem może zdążę do Was krzyknąć. Jeśli zobaczycie, że któryś anioł albo co innego zaczyna walczyć po naszej stronie, nie przeszkadzajcie. I bardzo Was proszę, by to zostało między nami... Jaką pewność miał Akarui, że obecni sprzymierzeńcy nie zdradzą jego tajemnic? Żadną. Tylko oni byli w stanie zauważyć jego zdolności za zamkniętymi wrotami do portu. Mógł ich tylko poczęstować swoim delikatnym uśmiechem, który po chwili zniknął z twarzy, zamieniając się w powagę dopasowaną do tej sytuacji, nie spuszczając już wzroku z Kabuto...

I nagle przypomniało mu się jeszcze jedno, czy musiał się podzielić: - Poprzednia marionetka-zbroja miała umiejętności klanu Yuki, Hyoton. Musimy założyć najgorszy scenariusz, że oba anioły jak i sam lalkarz również mają ukrte zdolności... Jeśli coś pokażą, a Wy to rozpoznacie, lepiej byłoby się podzielić informacją.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
MOWA

Moderator WT i Kuźni
Nie wiesz od czego zacząć swoją twórczość w tych działach? Napisz mi co planujesz, spróbuję pomóc przed pokazaniem Twego dzieła innym moderatorom ;)
Avatar użytkownika

Akarui
Bohater
 
Posty: 887
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 00:03
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Kaito » 15 cze 2018, o 22:51

Członkowie grupy mieli zgoła różne podejście do przybyłych złodziejaszków. Mokuzu przyjęła ich stosunkowo ciepło w porównaniu do Izanagiego. Kaito z kolei chciał pogodzić obie wersje i zaproponował dość proste rozwiązanie. Dlaczego niby chciał, by mężczyźni zostawili swoje toboły? Z jednej strony nie robiło to większej różnicy, to ich problem, że tachali za sobą ciężary, nie wiedząc nawet czy wyjdą z tego miasta żywi. Okradzeni pewnie też nie mieli do niech większych pretensji, a być może już dawno kopnęli w kalendarz. Czarnowłosemu przyświecał jednak inny cel. Chciał się przekonać czy nieznajomi są w stanie przedłożyć dobro grupy i bezpieczeństwo ponad te kosztowności, czy może jednak liczą tylko na to, że okradną teraz ludzi udających się do portu. Chociaż… czy mieli w ogóle z czego? Ci tutaj raczej nie dbali już o majątek. Wyglądało jednak na to, że zarówno zaostrzone miecze, jak i dyplomatyczne głosy z ekipy ratunkowej zdołały przekonać szukających schronienia do współpracy.
Nagle rozgorzał jakiś hałas i banda szabrowników przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Kaito przepchnął się łokciami przez tłum cywilów, by dojrzeć, co się wydarzyło gdzieś na przedzie pochodu. Cholera… tego chyba nikt nie przewidział. Wydawało się, że są już tak dobrze zorganizowani, że pozostała im jedna prosta, a jednak nienawiść i pragnienie zemsty Ruri dało im się we znaki, a kobieta zaatakowała w najmniej spodziewanym momencie. Rekin nie zdążył zaobserwować całego zajścia, ale widział spoglądające na niego ślepia Kenty, powoli odpływające w niebyt. Nie miał z nim zbytnio styczności, ba, początkowo nawet nie pałał do niego sympatią przez wzgląd na te nieprzychylne komentarze o Cesarstwie, a jednak teraz coś go zakłuło w żołądku. Może jednak gość nie był taki zły? Wystarczyło zresztą zwrócić uwagę na to jak spoglądał na swoich towarzyszy, włączając w to Ame. Chyba i dla niego przestało się liczyć pochodzenie, a że popełnił w ferworze walki kilka błędów… Nie zasługiwał na śmierć, nie teraz i nie w taki sposób.
„Niechaj Hachiman cię poprowadzi, wojowniku.” – Mruknął tylko w myślach Kaito, bo niestety na żadne większe rytuały nie mieli czasu ani sposobności, zaś blondwłosy medyk niestety nie mógł już nic poradzić. Na szczęście Kenta nie cierpiał zbyt długo, wreszcie oddając się objęcia bogów. Naoki postanowił przenieść jego ciało, prawdopodobnie oddając mu w ten sposób cześć. A co z resztą? Płakać nad grobem nie mogli, musieli dalej brnąć w kierunku portu i przygotować się już do ścisłej ewakuacji, załadowywania ludzi na statki.
Wreszcie dotarli zresztą do portu i również tam nagła śmierć Kenty wywołała niemałe poruszenie. Wskazano Ruri jako winowajcę, wspomniano coś o przesłuchaniu. Właściwie Wyspiarz trochę kobiecie współczuł. Rozumiał jej ból związany ze stratą towarzyszów. Mimo wszystko nie popierał jej morderczego aktu i zdawał sobie sprawę z tego, że przesłuchanie, a także ewentualne ukaranie kobiety jest konieczne dla przywrócenia choćby prowizorycznego porządku. Bo o jakim porządku można było mówić, spoglądając na rozprzestrzeniający się ogień, liczne ciała i rzeki krwi, czyż nie?
Temat Ruri na razie zszedł na drugi plan, gdyż znacznie istotniejszą kwestią była obrona portu. W tym celu wszyscy zostali zebrani w jedno miejsce, zbici niczym sardynki w puszcze, ale dzięki temu mogli chronić słabszych. Kaito dojrzał gdzieś w tłumie Kenshiego, którego poznał podczas festiwalu w Hanamurze. Chociaż… poznał to może zbyt wielkie słowo. Kojarzył go, przeprowadził z nim wówczas całkiem przyjemną rozmowę. Teraz dopiero uświadomił sobie, że jest to najwyraźniej ktoś ważny. W tym ścisku atmosfera grozy i strachu zdawała się na chwilę ucichnąć, a w serca obecnych wkradła się chyba nawet jakaś radość, poczucie siły i zjednoczenia. Kaito wyczuwał tę aurę i nie sądził, by było to coś, co zdołał sobie wmówić z racji swojego życiowego optymizmu. Tak było. Naprawdę.
Szesnastolatek bacznie obserwował teren, ale w tym momencie główną rolę pełnili jednak medycy, którzy biegali od jednego do drugiego rannego, starając się pomóc jak największej liczbie poszkodowanych. On sam niestety nie miał zielonego pojęcia o iryojutsu, więc wolał trzymać się gdzieś z tyłu. Dzięki swemu sensoryzmowi mógł wcześniej uprzedzić grupę o ewentualnym zagrożeniu i tego się trzymał. Skorzystał nawet z okazji i utrzymywał pieczęć, by zwiększyć dystans swoich umiejętności. Nie był nawet pewien czy jego wrodzone zdolności są nadal przydatne, skoro zebrało się tutaj tak wielu potężnych ninja, no ale… nie zaszkodziło baczyć na pobliski teren.
Do jego uszu dobiegały urywki różnych rozmów. Niektóre były kompletnie błahe, ale jedna z nich szczególnie zwróciła jego uwagę. Ktoś w pobliżu mówił o jakiejś lalkarce i ewidentnie obawiał się starcia z tą kunoichi. Musiała być kimś potężnym, a Kaito nawet nie miał pojęcia o kim dokładnie mowa. Przez moment przemknęło mu nawet przez myśl, żeby podejść i zapytać, ale wtedy usłyszał krzyk jakiejś kobiety. Mówiła, że znalazła okręty… czyżby pojawiła się jakaś iskra nadziei? Po chwili okazało się, że należały one do Cesarstwa, a wówczas kobiety zwątpiłby w dobrą wolę Wyspiarzy.
- Jeśli macie zamiar się z nimi skontaktować, mogę spróbować pomóc. – Wtrącił się jednak do rozmowy. Nie powiedział wprost, że pochodzi z Kantańskiego regionu, ale raczej nie musiał. To że jego ojczyzną są Morskie Klify miał wypisane na twarzy. Przecież w innym wypadku w ogóle nie brałby udziału w tej dyskusji. W tym samym momencie ktoś wydał rozkaz, by zamknąć bramę i zająć się tworzeniem solidnych barykad i zabezpieczeń, dlatego też Kaito ponownie zwrócił się w kierunku Yuriko.
- Gdybym był potrzebny, dawajcie znać. – Mruknął tylko, po czym czmychnął w poszukiwaniu czegokolwiek, co nadawałoby się do stworzenia trudnych do przełamania barier. Może nie był tak silny jak Ame, ale nie miał na co narzekać. Był za to szybki, dzięki czemu nie obawiał się takiej fizycznej pracy. Szukał szczególnie jakichś ciężkich, wytrzymałych palów, z których można było stworzyć coś na wzór palisady.
Kiedy przed bramą pojawiła się tajemnicza postać, po towarzyszących jej aniołkach dało się domyślić, iż to wspomniana lalkarka. Naoki zdecydował się wyjść jej naprzeciw i rozkazał zebrać grupę pięciu osób chętnych do tego starcia. Młody Hozuki chciał się zgłosić, ale wtedy przypomniał sobie wcześniejsze rozmowy nieznajomych o lalkarce i nawet jeśli był zdeterminowany do osiągnięcia celu, nie sądził, by jego możliwości bojowe czy stosunkowo lichy arsenał technik mógł cokolwiek zdziałać przeciwko tak potężnej postaci. Dlatego też czarnowłosy chłopak westchnął tylko ciężko, przenosząc kolejne belki, pale czy mniejsze kawałki drewna służące uzupełnieniu luk w palisadzie. Skoro nie mógł pomóc w walce z Kabuto, chciał się chociaż przyczynić w jakiś sposób do ochrony ewakuowanej wcześniej ludności.


Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyte umiejętności i techniki:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 354
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Yamanaka Inoshi » 16 cze 2018, o 11:07

- Rok 384 - Zima -


" Zatrzymujący się czas, bijące serce. "
Obrazek

Czymże jest doświadczenie w obliczu zniszczenia takiego jak to, czy każdy jest w stanie sobie z tym poradzić i niewzruszony... Niedotknięty... Przejść przez to wszystko i jak gdyby nigdy nic kontynuować swoje życie, na dobre i na złe zapominając o tym czego doświadczył, tego co widział i czuł zamykając to w pojemniku, pojemniku skrytym daleko, daleko od serca którego bliska obecność reagowałaby z tym przedziwnym i smutnym tworem który powstał w wyniku całej tej pożogi. Inoshi... Cały czas pamiętała to co zrobiła, to co się stało i dzięki niej i z jej powodu, nie była dumna, nie wiedziała czy kiedykolwiek będzie, próbowała podnieść się na duchu już nie raz, nie dwa licząc, że to wystarczy, duma klanu, próba jednak... Pozostania silną, na tyle silną by nikt jej potem nie powiedział złego słowa jak to zwykle miało miejsce... Czy jednak ktoś by miał do niej pretensje po tym co się wydarzyło? Splot wielu zbiegów okoliczności... Czy dobrych? Wielu zginęło by ona mogła przeżyć, mimo to... Czy oddali swoje życie dobrowolnie a może jednak zostali do tego celu perfidnie wykorzystani? Mgła... Mgła bywa zdradziecka. Rozmowa i rozkazy wydane przez Kenshiego, kolejna dawka odwagi zaaplikowana dla niej przez metalowego wojownika, Kei który miał jej towarzyszyć, to wszystko brzmiało jak zadanie, misja coś co mogłaby zrobić, tym razem nie samotnie, tym razem nie mogła zawieść. W całym tym zamieszaniu blondynka miała jeden cel, chciała odnaleźć rodziców, musiała to zrobić, to było jej zadanie, przede wszystkim to a ruszenie razem z Kuroshim wydawało się jedyną szansą by sprawdzić większy kawałek okolicy, jedyną jaki miała. Tym razem jednak Los zdecydował za nią, do portu zaczęły zbliżać się pozostałe grupy. Początkowo blondynka wypatrywała jednak nie mogła dostrzec nikogo kto by tam był dla niej. Mimo umiejętności sensorycznych wykrycie chakry, być może i słabszej niż zwykle wydawało się trudne, trudne dla niej.

Gdy jednak do metalowego wojownika, do ostatniego z Shiro ryu zaczęli zbliżać się ludzie blondynka zamarła na chwilę. Wyczuła coś... Coś a raczej kogoś, kogoś kogo chciała odnaleźć od początku tej zawieruchy, znalazła ich wreszcie - Masaka... Czyli jednak... Ktoś mnie wysłuchał, czy to na pewno oni? - Myślała w chwili gdy to uczucie zaskoczenia ją sparaliżowało. Nie ruszała się, stałą wpatrując się tempo w Kenshiego gdy nagle została objęta przez dwie osoby, jak się okazało swoich rodziców. Już wiedziała, że to oni, łzy same napłynęły jej do oczu. W tej chwili jej tęczówki były rozszerzone. Była zaskoczona a zarazem i szczęśliwa, że wreszcie się odnaleźli, że to rzeczywiście byli oni. Nie była w stanie się ruszyć. Harumi ścisnęła ją wyraźnie mocniej podczas gdy dosyć, do tej pory obolały Inoshima nachylił się obejmując dwójkę. Łzy które spływały po policzkach dziewczyny nie mogły zostać tak łatwo zatrzymane, nawet nie próbowała tego zrobić, poddała się im, tak po prostu bo nie były to bowiem łzy smutku a łzy szczęścia, jak mogłaby się nie cieszyć, szczerze z faktu i losu który pozwolił im się ponownie odnaleźć nawet mimo tego wszystkiego co się stało. Zacisnęła oczy spuszczając nieznacznie głowę, stała w tej pozycji przez chwilę pociągając nosem, w pewnej chwili gdy tylko mogła obróciła się by uściskać zarówno Inoshimę jak i Harumi. Nie zważała na to co im się stało, nie miało to znaczenia w tej chwili, najmniejszego, liczyło się, że są, oczywiście była delikatna bo dlaczego miałaby nie być. Nawet mimo różnic i niezgody między nimi w tej chwili wszystko to nie istniało bo rodzina była w komplecie, razem i już teraz nie mogli zostać rozdzieleni, przynajmniej nie tak jak poprzednio. - Gdzie się podziewałaś? Miałaś wrócić... Nie ważne, to już bez znaczenia - Powiedział by zaraz po tym odetchnąć z ulgą ojciec. - Hai - Dosyć cicho mruknęła Inoshi bo przecież nie ma już znaczenia ani szukanie winnych tej sytuacji bo wszyscy żyją. - Nie ruszaj się przez chwilę - Powiedziała matka przecierając lekko jej policzek ręką, był zwyczajnie brudny, może i nawet nieznacznie zadrapany - Blondynka skrzywiła się lekko a grymas na jej twarzy był jedynie nieznaczny jednak również pełen ulgi - Auć! Mamo... Nie rób tak... Ugh... - Cofnęła się nieznacznie a jej grymas zamienił się w lekki uśmiech, jeden z niewielu jakie mogła z siebie wydać dzisiejszego trudnego dnia. Szybko jednak posmutniała mówiąc - Ja... Szukałam was, chciałam was znaleźć, nie mogłam, wszystko działo się tak szybko... Za szybko - Powiedziała do ojca który teraz puścił obydwoje by dać sobie chwilę na wytchnienie. Chwila miłość to coś czego każdy potrzebuje. Mimo, że ich stan był już stabilny to i tak medycy zdecydowali się nimi zająć. Wtedy dopiero blondynka dostrzegła rany jakich doświadczyli, wpatrywała się w nich przez chwilę w ciszy. Wtedy ktoś inny zajął ich rozmową przygotowując się do ewakuacji i kolejnych czynności. Dziewczyna wtedy wysunęła nieco dłonie przed siebie, spojrzała na nie, przyjrzała się im, zaraz potem spuściła wzrok patrząc na nogi i całą siebie. Nie była ranna, nic jej nie było, rozluźniła się przypatrując pozostałym z których wielu było ciężko rannych, nawet dużo ciężej niż jej rodzice.

" Ulatujący spokój "

Wraz z rodzicami zbliżyła się do wozu gdzie dostrzegła Shigę który chwilę wcześniej rzucił nań ostrza. Siedział tam Hanzo do którego zbliżyła się i zwyczajnie chciała mu podziękować. Wpatrywała się w niego przez chwilę, wydawał się medytować, odpoczywać. Ojciec wyjaśnił córce kim jest ów mężczyzna. Wtedy też oddalił się zająć się innymi sprawami i omówić sytuację w jakiej się znaleźli z innymi, mimo, że był ranny to nie przeszkadzało jego umiejętnościom sensorycznym i telepatycznym. Blondynka natomiast została przy wozie. - Hanzo-sama. Arigatou za zajęcie się moimi... Rodzicami. - Miała nerwowo złączone dłonie, wyglądała też na dosyć zmęczoną, czuła, że mu przeszkadza jednak zależało jej by zrobić różnicę - Chciałabym... Się przydać, zrobić coś... Użytecznego - Rozejrzała się po wszystkich widząc powoli podnoszącą się wrzawę. Liczyła, że będzie mogła się przydać, bo przecież co innego jej pozostało? Wciąż czuła się winna tych wszystkich śmierci pod bramą i powinna bo to było jej brzemię. Jeśli Hanzo nie miał dla niej zajęcia to wtedy ruszyła dalej po osobach które kojarzyła w poszukiwaniu czegoś do zrobienia by nie być tym razem kulą u nogi.

Nawet i te spokojne chwile muszą kiedyś dobiec końca, cóż za złośliwy świat nie pozwala cieszyć się chwilami spokoju i trzeba je zdawkowo liczyć by nie oszaleć i ich nie zmarnować, póki wciąż są. Spoglądając na wojownika z klanu Maji który wtedy rozmawiał z Reyią, całkiem bliską, zaraz obok niej, zbliżyła się do niego mówiąc - Arigatou, Kenshi-sama... - Wykonała nieznaczny ukłon w stronę wojownika, w końcu to on oczyścił port i pozwolił wszystkim przybyć w to bezpieczne, chwilowo miejsce. Był kluczowy a jego rola była wielka w tym wydarzeniu. - Jeśli jest coś co mogę zrobić... Przydać się - Zapytała wpatrując się w obydwoje, mimo, że nie chciała mu dłużej przeszkadzać w rozmowach z bliską mu osobą za którą wzięła Reyię to czuła pewne poczucie obowiązku, teraz gdy jej rodzina była tutaj razem z nią, chciała czuć się potrzebna, wartościowa. Liczyła, że będzie mogła coś zrobić.

" Uciekający czas... "

Wrzawa rosła i osiągnęła apogeum gdy Senju Kazuo próbował przejąć dowodzenie nad całą grupą. Miał gość tupet. Rozmowa osób o lalkarce zaskoczyła Yamanakę - To Lalkarze mogą być aż tak niebezpieczni? - Pomyślała, przecież nigdy nie miała takimi do czynienia a ludzie sami w sobie potrafili przynosić śmierć i zniszczenie. Niecodziennym widokiem była odlatująca chmura z Jou Sabaku którą dostrzegła, oczywiście nie widziała kto leci jednak nawet i w tej chwili poczuła, że ich sytuacja się pogarsza, są pozostawieni przez kogoś kto mógłby im tutaj pomóc by uratować innych. Wzrok wszystkich skierowany był na Reyię która udała się zamknąć bramę. W tej chwili wydawało się to dziewczynie niemal niemożliwe, zwłaszcza w jedną osobę. To jednak świadczyło jak potężna ona musiała być. Jej krzyk, ten jeden wrzask jaki wydała w stronę pozostałych zmroził jej krew w żyłach... Przestraszył ją a wszelki spokój uleciał. Zagrożenie powróciło i czasu było niewiele. Słysząc polecenia i popłoch jaki się pojawił nie wiedziała co powinna zrobić. - Co nam dadzą barykady... Dla tak potężnych istot jak ta która zabrała Shikaruia i Akiego... To dla nich nic - Jeśli nie otrzymała ani polecenia od Kenshiego ani od Hanzo to dołączyła do tworzenia, bezcelowych dla niej barykad, jej pomoc jednak była pewnie zbyt pożyteczna w tej kwestii, nic jednak nie przeszkodziło jej próbować.

Strzeszczenie
Spoiler: pokaż
Inoshi cieszy się z odnalezienia rodziców i spędza z nimi chwilę. Potem idzie do Hanzo chcąc być przydatna i otrzymać coś do zrobienia, coś co nie jest budowaniem osłon. To samo czyni z Kenshim i Reyią. Potem jeśli nie znaleźli dla niej nic innego niż robienie barykad to dołącza do innych w ich budowaniu, mniej lub bardziej skutecznie.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
- ? - - Zwodniczy Karmazyn - Cała grupa
- C - - Maść na wszystko - Igarashi Nao
- D - - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:

Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 1771
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Natsu » 17 cze 2018, o 15:53

MAPA MIASTA.
Mapa z podziałem na dzielnice

Spoiler: pokaż
Obrazek
  • Czerwona - Ekipa wpierdolu + Numa pod ziemią
  • Szara - Kabuto
  • Biała - Shigemi
  • Fioletowa - Yuji
  • Zielona - Mokuzu
  • Czarna - Wszyscy

Ekipa wpierdolu ma 20 metrów do Kabuto. Sandalfon jest koło niej, Metatron - obok Shigemiego.



Komplikacje
Ścieżka główna eventu


Cywile, choć wciąż okazujący ślady strachu, zaczęli się powoli uspokajać dzięki faktowi, że prawie wszyscy najsilniejsi wojownicy w końcu zgromadzili się w jednym miejscu, oraz wszyscy cywile chętni do opuszczenia wyspy w końcu zostali przyprowadzeni do punktu ewakuacji. Teraz jedyne co pozostało, to umożliwić samą ewakuację. A to w pełni zależało od tego, czy Sau zdoła przekonać Cesarstwo do pomocy... no, i czy Muiri Kurohiko, która odleciała wcześniej, sprowadzi ze sobą jakieś okręty. Na razie nie pozostało nic, tylko się uzbroić, stworzyć punkty obrony, i... czekać. Nadzieja matką głupich, ale w końcu to głupi mają zawsze szczęście. I jak to mówią - ona również umiera ostatnia...
Wielu podeszło dość emocjonalnie do zgonu Kenty - zwłaszcza Saburo i Ame, gdzie ten drugi pożegnał swojego niedawnego przywódcę z respektem, a drugi - poczuł wielki gniew. Jednak ze względu na sytuację, na razie ograniczył się tylko do zagrożenia Ruri śmiercią. Były teraz ważniejsze rzeczy do roboty. Dwóch strażników wzięło ciało Kenty i zaniosło je na molo, gdzie obwiązali go resztką żagla.
Hanzo kiwnął lekko głową, gdy Akarui skomentował jego umiejętności medyczne. Gdy jednak dorzucił ostatnie słowo, aktywnie parsknął śmiechem i pokręcił głową.
-No no, chłopcze. Równie subtelne jak rzut cegłą w czoło - stwierdził z krzywym uśmiechem na twarzy. Widać było że żartował.
Chwilę później obrócił się również w stronę Inoshi, która podbiegła i czule przywitała się ze swoimi rodzicami. Mnich ponownie pozwolił sobie na lekki uśmiech, tym razem zabarwiony bardziej... melancholią? Jak gdyby ta sytuacja przywróciła mu jakieś dawno zapomniane wspomnienia, o których nie myślał lub nie chciał myśleć. Ale nie były one też takie złe. Gdy młoda Yamanaka podziękowała mu za pomoc, ten tylko pokręcił głową.
-Pomoc rannym to mój obowiązek, nie tylko jako medyka i mnicha. - Westchnął, drapiąc się po podbródku. - Inni medycy znaleźli ich niedaleko głównego placu, tłum prawie ich stratował. Posklecaliśmy ich na tyle na ile byliśmy w stanie.
Hanzo zaczął się zastanawiać nad jakąś robotą dla Inoshi, gdy nagle część strażników zaczęła krzyczeć ostrzegawczo. Ktoś nadchodził od wschodu, wzdłuż portu. Pojawił się znikąd, objawiając się w niewielkiej chmurce, by następnie zaszarżować w stronę zgromadzonych ludzi. Wielu sięgnęło po broń, przygotowując się na najgorsze, lecz Yuriko podniosła dłoń w celu powstrzymania ich.
-To ten, co wystrzelił flarę. I niesie ze sobą dwóch rannych. Wcześniej byli w grupie Miyuki.
Mężczyzna w podartych szatach i z ukrytą pośród materiału głową, biegnąc z ogromną prędkością, pojawił się przy grupie w zaledwie kilkanaście sekund. Położył obu młodzieńców - jak się okazało, Akę i Shikaruia - na kamiennej posadzce. Shikarui był ledwo przytomny, ale nie widać było po nim ran. Aka zaś był cały pokryty szkarłatem i ledwo łapał oddech.
-Jeden został przeklęty, drugi ma poderżnięte gardło. Pośpieszcie się.
Odwrócił się i miał zacząć uciekać, gdy powstrzymała go Yuriko.
-Kim jesteś? Skąd się tu wziąłeś? Skąd wiedziałeś o flarze?
Mężczyzna przewrócił tylko oczami.
-Nazywam się Saito, wziąłem się tu znienacka, i o flarze też wiem stamtąd. A teraz wybacz, ale mam w kurwę ważną rzecz do załatwienia, zanim zmarnujecie jeszcze więcej mojego czasu.
I z tymi słowami pufnął w obłok, znikając. Klon? Teleportacja? Yuriko pokręciła głową, rozdrażniona, ale dość szybko się otrząsnęła i krzyknęła po pomoc medyczną. Hanzo, słysząc to, kiwnął głową i wstał z wozu.
-Chcesz pomóc, młoda damo? Pomóż mi z tymi dwoma. Musisz bardzo ostrożnie przykryć czystym materiałem ranę na szyi tego z poderżniętym gardłem. Znajdziesz je na drugim powozie. Nie mamy za dużo czasu, z ciętą raną szyi mamy tylko kwestię minut na odratowanie go.
Wtedy w końcu Sau, wcześniej zupełnie odcięty od otoczenia, podniósł się z pozycji siedzącej i rozejrzał się. Nie zauważył przebiegającego Saito, ale obecność nowych rannych przyjął z zaskakującym spokojem. Na jego twarzy było widać jednak ślady zrezygnowania. Yuriko podeszła do swojego przywódcy i trąciła go pięścią w ramię.
-Jakieś wieści?
-Wyjaśniłem wszystko co mogłem - powiedział przybitym głosem. - Odpowiedział mi tylko śmiech.
Pokręcił głową. W tym czasie wszyscy obecni, którzy nie zgłosili się do pomocy w walce z Kabuto, rzucili się do gromadzenia materiałów i tworzenia pierwszych szańców. Głazy, beczki, belki, worki - co tylko się dało, lądowało w jednym miejscu i stopniowo było formowane na kształt umocnień. Pomógł też Senju Kazuo, który mimo ran zdołał wytworzyć kilka przyzwoitych drewnianych ścian, otaczających sektor w którym znajdowali się prawie wszyscy. Miało to jednak sporo luk, i wymagało wzmocnienia innymi osłonami. Zgodnie z propozycją Saburo i Keia, postanowiono stworzyć osłony na bazie półkola.
Gdy tylko Hakusei wydał polecenie, bardzo szybko obok niego zjawiła się nie piątka, a szóstka wojowników - Shiga, Kenshi, Murai, Chise, Megumi, oraz jako ostatni - Akarui. Członek Kręgu spojrzał na niego z ukosa - w końcu prosił o pięciu, nie patrzył zbyt chętnie na odejścia od tej formuły - ale gdy usłyszał, że posiada on dość przydatne dla tej walki umiejętności, w końcu pokiwał tylko głową i spojrzał na wszystkich obecnych, dzielących się informacjami o Ayatsuri.
-No dobra, skoro jesteście gotowi - wyruszamy.
I jak powiedział, tak też wszyscy zrobili - pozostali mogli zobaczyć plecy siódemki wojowników, idących naprzeciw oczekującej ich marionetkarki. Odziany w czerń zakonnik z zasłoniętą twarzą na przedzie, niosący w dłoni rozwinięty do połowy zwój i pędzel fude. Odziany w białe haori mnich z dwoma kunaiami i włócznią na plecach. Wojownik ze szkarłatnym płaszczem Shiro Ryu i kataną przy pasie. Uzbrojona w siedem mieczy dziewczyna z zasłoniętymi oczami. Szermierka władająca no-dachi z rozłożonym fuuma shurikenem na plecach. Odziany w czerń Kakuzu. Opalony medyk z zabandażowanym przedramieniem. Ruszyli w kierunku bramy, nie zważając na to jak to się skończy. Gdy tylko przekroczyli bramę, podwoje natychmiast zaczęły się zamykać. W ostatniej chwili jednak na drugą stronę przemknęła niewielka postać, której nikt nie zauważył - Mokuzu, korzystając z chwili nieuwagi, przeszła przez bramę i ukryła się za gruzami, chcąc obejrzeć pojedynek.
Umocnienia rosły całkiem sprawnie, lecz i tak brakowało ostatnich szlifów. Nie przerywano więc nawet na chwilę, mimo zmęczenia ze strony większości. Nikusui pozostała pośród rannych i obserwowała, jak Hanzo i Inoshi zajmują się przyniesionymi przez tajemniczego Saito Aką i Shikaruiem.
I wtedy usłyszeli jakieś dźwięki ze strony morza.
Okrzyki. I muzykę.
Od strony morza do portu zbliżała się grupa piętnastu okrętów. Jedenaście nosiło symbole rajców Ryuzaku no Taki i powiewały biało-pomarańczowymi banerami i żaglami. Cztery pozostałe zaś, płynące na przedzie, symbolizowały się złotem i czernią - były to okręty Cesarstwa. Dla wprawnego oka - wyspiarze przypłynęli w dwóch kobuksonach, jednym sekibune i jednym atakebune, z pokładu którego do morza zeskoczyły jakieś dwie osoby. Jedenaście okrętów z Ryuzaku no Taki liczyły cztery kitamaebune, cztery sekibune, dwa kobuksony i jeden atakebune.
Okręty powoli zbliżyły się do portu. Do brzegu najpierw przybiły oba atakebune. Z pokładów zeszło czterech mężczyzn - dwóch z kraju kupieckiego i dwóch z Morskich Klifów. Żeglarze z kontynentu wyglądali zupełnie różnie od siebie - jeden z nich był kawałem chłopa, który spokojnie mógłby sam operować wiosłem dla trzech. Drugi zaś, kapitan, był znacznie nikczemniejszej postury - za to miał przy sobie bardzo dobrej jakości wyposażenie, wliczając ciężką kuszę. Wyspiarze przedstawiali podobną dysproporcję - większy z nich miał jakieś 190 cm wzrostu i duże mięśnie, widoczne pod opancerzeniem żołnierza lekkiej piechoty. Jego twarz była poznaczona licznymi bliznami, które dodatkowo uwydatnił tatuażem irezumi. Kapitan floty zaś był członkiem klanu Hoozuki, co było widać po jego zębach, pewnej siebie postawie i braku jakiegokolwiek opancerzenia.
-A więc w końcu postanowiliście schować ogon między nogi i zawołać pomocy, co? - powiedział wesoło Cesarski, śmiejąc się perfidnie. - Jak to szybko upadła duma Rady, gdy gówno rąbnęło w wiatrak, he? Pomyślałby kto.
Kapitan floty Ryuzaku podszedł do Hoozukiego, wściekły, i przyłożył mu palec do piersi.
-To wy powstrzymaliście nas przed przybyciem wcześniej, diabły! Przyblokowaliście dostęp do zatoki, żeby okręty nie wpłynęły szybciej!
Hoozuki parsknął śmiechem.
-Niczego nie przyblokowaliśmy, po prostu stanęliśmy obok. Wasza wina, że staliście jak dupy wołowe i myśleliście, że zaczniemy do was strzelać...

W tym samym czasie, gdy zamknęła się brama, po drugiej stronie. Pierwszym, który zareagował na przybycie Kabuto i rzucił się do ataku, był Numa. Wzruszyła lekko ramionami, gdy młodzieniec powiedział że błotne wilki które zniszczyły jej poprzednią lalkę należały do niego, po czym posłała w jego kierunku nowowytworzonego anioła. Chłopak otoczył się błotem w idealnym momencie, by osłonić się przed atakiem. Pięść anioła uderzyła w błotną powłokę, w taki sposób że błoto tylko chlapnęło dookoła. Czyżby na tym się skończyło?...
Katsu.
Huknęło potwornie, a z pięści anioła nagle pomknął istny stożek ognia. Eksplozja wytworzona przez stwora była na tyle potężna, że cała powłoka błota praktycznie została zdezintegrowana. Numa w ostatniej chwili zdążył się ukryć pod ziemią, lecz i tak czuł że siła wybuchu aż dzwoniła mu w uszach. Marionetka natychmiast się poderwała do tyłu, wracając w kierunku marionetkarki, która wskoczyła na inny dach i ze spokojem w oczach obserwowała otoczenie. Korzystając z chwili wolnego, odsunęła jakąś klapkę jaką miała na wysokości piersi. I z tak odsłoniętej szpuli wystrzeliły błękitne linki, łączące ją z obydwoma jej marionetkami. Sama zaś wyprostowała ręce, sprawdzając czy reszta jej ciała działa jak należy, i wyciągnęła z pojemnika na swojej nodze dość duży zwój.
I wtedy Shigemi zauważył, że drugi anioł jest tuż niedaleko niego, mknąc w jego kierunku z nastawionymi skrzydłami...
-Chyba nie zamierza dać nam czasu na odpoczynek... Atakować czym możecie! Celujcie w jej główne ciało, będzie zmuszona osłonić się marionetkami!

Pozostał tylko Yuji, który nadal nie spieszył się do kontaktu z kimkolwiek. Korzystając z tego, że wszyscy byli zbyt zajęci pojedynkami i technikami by jakkolwiek reagować na jego (nie)skromną osobę, młodzieniec wycofał się i zaczął uciekać bocznymi uliczkami - tak, by nie zbliżyć się do pola walki. Przechodził od jednej ścieżki do drugiej, spokojnie lawirując, aż w końcu dotarł do bezpiecznego przejścia na mur. Nikogo w okolicy już nie było, widać było tylko ślady zniszczonych domów, zabitych Shiro Ryu i strażników, ograbione pomieszczenia, wszędzie walający się gruz i odłamki.
Wkroczył w końcu na mur, powoli skradając się po ścianie i nie wchodząc w zasięg wzroku kogokolwiek. Wreszcie dostał się na samą górę, pragnąc się dostać bliżej bramy i zejść na drugą stronę...
Gdy zauważył, że ktoś tam właśnie stał. Była to kobieta, trzymająca dłońmi kołowrót od bramy. Odziana w strój Shiro Ryu, aktualnie obserwowała pole walki, co jakiś czas jednak rzucając okiem na wszystkie strony. Co teraz?...


Czas do 5:00, wtorek 19 czerwca.
To Long Life, In Our "Limbo Union" Another year, another room, where you hang a few things on the walls.
It's just where you call home for now,
Until it's time to take them down and move on.

Great company, has no where else they need to be,
No place else they'd rather go, and no one waiting for them at home.

Hope is the room, you make in your heart,
To find a new home for all your misguided love.
Look at the room I've made. I am nearly empty again,
But I want to give to you, and I like it when you take from me.


Support Fabularny. Główną robotą jest prowadzenie eventów, jeśli chodzi o faktyczne sprawy administracyjne, piszcie do Exodii.

Everybody dance now! Obrazek
Avatar użytkownika

Natsu
Support
 
Posty: 533
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Shikarui » 17 cze 2018, o 23:41

Nie miał pojęcia, kiedy znowu się osunął w ciemność. Może tak naprawdę nie było żadnej ciemności i tylko obraz rozmywał mu się we wszystkich kierunkach? Wystarczyło oderwać wzrok od świec, nad którymi unosiło się drżące powietrze, spojrzeć w zacieniony kąt kamiennego lochu – odlatujesz. Odlatywać byś chciał, a szara rzeczywistość prezentowała się tak, że pozostawało tonięcie. Zapadanie się w oceanie, który przytłaczał ciężkością wody zamykającej ramiona nad twoją głowę. W dół, dół, dół... I w górę. Fale przychodziły i odchodziły, leniwe i nieśpieszne. Kiedy się wynurzasz to myślisz tylko o tym, żeby zaczerpnąć powietrza. Nie myślisz o niczym innym. Tlen staje się niezwykle istotny, bo bez tlenu nie przeżyjesz tam – w dole. Zwracasz uwagę na swój oddech, przestajesz oddychać mechanicznie. Musisz się skupić na tej czynności, kontrolować go – kiedy możesz sobie pozwolić na wdech, by płuc nie zalała woda? Było parę pewników, które oprócz skupienia na oddychaniu, kuły w twój umysł. Jednym z nim był ten, w których wiedziałeś, że to nie ty tutaj toniesz i bynajmniej nie jest to ocean. To Aka tonął we własnej krwi. Choć czy to na pewno był taki pewnik? Kolejnym było to, że ktoś tutaj był i... chyba zastanawiał się, czy powinien wam pomóc. Pomóż NAM, rzecz jasna. Różniliście się od siebie jak ogień i woda, zaczynając od zupełnych podstaw – aparycji, na sposobie myślenia kończąc, od "pomóż mu" po "pomóż nam". Drabina priorytetów, co? Jasne. Więc dodam jeszcze jedną kroplę do tego morza potrzeb. Przeżyj.
Z chwili na chwilę było tylko lepiej. Ogarniasz się? Oczywiście. Trzymasz się świadomości... jak tonący brzytwy. Boli? Musi boleć. Gdyby nie bolało, mógłbyś pomyśleć, że już jesteś martwy. I im mocniej starał się wysunąć z ograniczeń własnej wytrzymałości, tej fizycznej i psychicznej, tym świat.. oj, byłby wyraźniejszy. Lecz jeszcze nie tutaj. Nie czas to i miejsce – tak prawił druid i święte to słowa. Shikarui nie wyłapał, w którym momencie Gareki ich uniósł – i czy to naprawdę był on. W końcu nie wiedział nawet, kto tak na dobrą sprawę zszedł do tego ponurego miejsca pachnącego woskiem, krwią, kurzem i swądem stopionego metalu. Ogarniasz się? Jeszcze nie. Jeszcze umysł krzyczał ile sił imię Akiego. Cisza była nieznośnie głośna. Nie musiały grzmieć błyskawice, by grzmiały myśli. W dół, dół, dół... w górę.
Zrobiło mu się mdło, chociaż nie wiedział od czego.
Chyba od tego nagłego przeniesienia się.
Jasność blasku dnia raziła w oczy i sprawiała, że musiałeś je zmrużyć. Zacisnąć powieki, które, jak się okazywało, miałeś do tej pory otworzone. Chłodny powiew zimowego powietrza, jod napierający na płuca. Heh, przynajmniej w twoim wypadku miał przez co płynąć. Aka nie miał takiego luksusu.
- ...przykryć czarnym materiałem...
Słowa płynęły, jedno przez drugie, zlewał się w całość we wrzawie i krzykach, smrodzie płonących statków.
Aka... Słowa płynęły, a w głowie Shikaruiego płynęło tylko jedno. Kiedy tak się wynurzał. Kiedy zanurzał się na powrót. I gdy ogień zalewał jego ciało, wzbudzając dreszcze i kiedy przestawał, sprawiając, że robiło się nieprzyjemnie zimno. Gorączka opanowała jego ciało, albo tylko odczucie, że tę gorączkę ma. Nie wiem tego ja – on tym bardziej tego nie wiedział.
Unosisz się na przedramieniu, mięśnie drżą od wysiłku, jakim jest dźwignięcie swojego ciała, ale w końcu cię słuchają – po tych długich, wykańczających minutach walki wyniesionych z podziemi. Tak jakbyś nagle czuł ciśnienie na lepsze życie. Czułeś? Tak jak jego organizm wydawał się walczyć z klątwą, tak umysł wydawał się zmagać z zupełnie inną – taką, która rzeczywiście potrafiła rozpalić codzienność i utrzymać na powierzchni oceanu o wiele dłużej.
Shikarui nachylił się w kierunku Akiego. Dla postronnych obserwatorów mogło to wyglądać tak, jakby zaraz miał na niego bezwładnie polecieć. Och cóż, mało w tym było finezji.
Może dlatego, że żadnej finezji nie dało sie odnaleźć w poderżniętej grdyce.
Uniosłeś minimalnie samego siebie – teraz unosisz głowę. Spojrzenie jasnych, zamglonych, ametystowych tęczówek, które bez ładu i składu staczały się z jednej twarzy, by zatrzymać na drugiej. Bez rozponania. Nie poznawał Nikusui, którą wcześniej widział w towarzystwie Muraia i nie poznawał Inoshi, z którą się rozdzielili przy bramie. Szukasz pomocy? Pomoc była na wyciągnięcie dłoni – wystarczy unieść ją wystarczająco wysoko. Zamiast dłoń unosić – sięgnął nią do dłoni Akiego, by zacisnąć palce wokół jego. Jakby składał na krańcach tych palców ostatnie kłamstwo – tę obietnicę, że wszystko będzie dobrze.
Nawet o tym nie pomyślał.
Z podciętym gardłem nie mogło być dobrze.
Rozerwana górna część garderoby Shikaruiego trzymała się właściwie tylko jeszcze dzięki pasowi z materiału i rękawom, odsłaniając jego pokrytą bliznami klatkę piersiową i paskudną bliznę wokół szyi. Prawie mógł z tą nagą klatą robić za Słoneczny Patrol, gdyby tylko był bardziej opalony. I bardziej... ruchliwy.



Streszczenie:
Spoiler: pokaż
Nic nie robię. Oprócz lekkiego uniesienia się i złapania Akiego za łapkę.


STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 17 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 579
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Yamanaka Inoshi » 17 cze 2018, o 23:59

- Rok 384 - Zima -


" Los który rządził światem "
Obrazek

Cała okolica wydawała się odrobinę spokojniejsza, kto by się spodziewał, że ludzkie nastroje zostaną tak szybko ostudzone. Obecność silnych shinobi którzy przybyli by uratować to co jeszcze się da zadziałała jak lód na gorące serca i krzyki ludzi ochładzając ich oraz wszelkie nastroje, spokój... To było coś czego każdemu brakowało, niedobór ten sprawiał, że każda chwila odpoczynku który nie był czymś zakłócony była równie cenna jak złoto. Czy cisza i spokój jest złotem? Milczenie podobno nim jest a właśnie ono teraz było czymś co pozwala ludziom osiągnąć wewnętrzny spokój który z kolei jest tym czymś niezbędnym do właściwego podejmowania decyzji, czy jednak ktoś kto był przed chwilą przerażony, śmiertelnie bał się o życie swoje i innych, czy taka osoba jest... Nie, czy jej wolno podejmować decyzje? Jaka jest szansa, że znów nie popadnie w histerię? Odwaga, duma, powinność. Trzy cechy które odróżniają prawdziwych wojowników od innych, te trzy cechy dzielą ludzi na dwoje, odseparowują prawdziwych bohaterów od innych, czy jednak każdy może się takim bohaterem stać? Kto wie, tego nie wie nikt, nawet bohaterowie mają trudne chwile, bliscy... Wielu ludzi ich tutaj straciło, część straciło a jednak ich odzyskali, jedną z tych którzy odzyskali to co ważne była Inoshi, bo przecież od początku poszukiwała swoich rodziców z którymi tutaj przybyła, zrządzenie losu i lekarz Hanzo, ślepy mnich o którym mało co wiadomo. Czy był on takim darem od losu? Czyżby ktoś wysłuchał jej próśb? Może i tak, może to było właśnie to. W tej chwili jednak dużo brakowało jej do bohaterki, może i miała w sobie te trzy cechy jednak skrzętnie ukryte, wciąż czekające by się ujawnić. Wiele łez uroniła w trakcie tego dnia, wiele z powodu kilku rzeczy które stały się z jej powody, ona ich dokonała i ich żałuje. Czy mogłaby się całkowicie załamać? Stracić ducha i nie móc zrobić niczego? Poddać się? Nie, dlatego właśnie był tutaj Kenshi który pokazał jej, że wciąż jest o co walczyć gdy pojawiają się inne osoby, bo nie tylko dla siebie walczymy ale i też dla innych, wiedziała to jednak w tej chwili, wtedy, stało się to dla niej oczywiste co potem potwierdziła próbując uspokoić dwójkę braci którzy mogliby zginąć w starciu z metalowym wojownikiem a teraz? Teraz los ponownie podsyła jej dawnych kompanów, Akiego i Shikaruia, dwójkę która razem z nią tworzyła drużynę, oddział pierwszy w swojej grupie, po tym jak rozdzielili się, po tym jak Aka zdecydował się ruszyć by uratować swojego przyjaciela bliskiego jego sercu. Shikaruia z którym poczuł więź, byli trójką by wtedy się rozdzielić, oni pozostali razem a ona została pozostawiona losowi, ten los płata czasem straszliwe figle bo mimo przeciwności to ona wyszła z sytuacji... Z tarczą a oni na tarczy, czy jednak byłoby lepiej gdyby Aka został wtedy razem z nią? W końcu to oni powstrzymali napływ Shiro ryu do dzielnicy przez co potencjalnie ludzie mogli zostać uratowani a ścieżka nie została zalana wrogimi wojami. Pech, szczęście w nieszczęściu, być może gdyby jednak zostawił sytuację samemu Sanadzie to wtedy cywile nie zginęli by z rąk kuszników których blondynka nie mogła pobić, nie mogła dokonać tego wystarczająco szybko. Ten sam los płatający figle postawił ich los w jej rękach... Czy jednak mogła mieć im to za złe? Mogła mieć im za złe co innego. Pałała ona do nich zemstą? To idealna okazja by ukarać ich, oboje za to co stało się wtedy w mieście, za to jak została potraktowana. Była panią życia i śmierci, co powstrzymywało ją przed dokonaniem złych wyborów? Mogła zawsze doprowadzić do czegoś... Mogła zawsze doprowadzić do ich śmierci czy jednak... Powinna? Czy chciałaby? W końcu nigdy nie była morderczynią...

" Serce które nie przestawało bić "

Inoshi słuchała tego co mówił Hanzo, to on był jej wybawcą, w tej chwili bohaterem który uratował jej rodziców. Nie omieszkała dostrzec wcześniej odchodzącego innego lekarza, Akaruia. Nie wsłuchiwała się jednak w ich wymianę zdań. Słowa o pomocy rannym i obowiązku przypominały jej o domu i o tym o czym mówi się w Karmazynowych szczytach. Spuściła nieznacznie głowę popadając na chwilę w odmęty własnych myśli - Przecież... To samo mówią w domu o tym samym mówi ojciec... Obowiązek, powinność wobec klanu, poświęcenie... Czy aż tak bardzo się myliłam? Czy byłam aż tak... Aż tak? Przecież nawet on to mówi... Gdyby nie jego obowiązek oni by już nie żyli a ja? Gdyby... Nie Obowiązek Kenshiego do ratowania innych to wtedy ja też... - Zacisnęła lekko oczy bo przecież oni wszyscy wykazali się troską o innych i w jakimś stopniu powiodło im się. - Hanzo-sama... Czy... Jak powinno pogodzić się, nie oczekuję, że zrozumiesz ale, mówisz o obowiązku, czy poświęcenie siebie dla innych jest dobre? Co to oznacza? - Zapytała dosyć niepewnie, może i nawet trochę cichszym głosem - Ja wiem, że... Być może nie powinnam pytać ale... Uratowałeś ich bo to twój obowiązek teraz ratujemy innych i... Gdzie ten obowiązek się kończy, czy wtedy nie będziesz tego robił? - Podniosła wzrok wpatrując się w niego, był lekarzem więc była ciekawa tego jak bardzo zaangażowany, jak bardzo oddany on rzeczywiście jest, czy potrzebowała zapewnienia? O czym właściwie? W końcu uratował jej rodziców, tutaj jednak nie o to chodziło. Czy był to jedynie los czy może rzeczywiście trafiło na człowieka dla którego życie innych jest wartością, nie ważne kim są i co zrobili. - Bo... Ja nie wiem, nie jestem pewna, dzisiaj... Stało się coś... I to było straszne, nawet... Nawet... Z nimi o tym... Nie powiem im o tym. - Spuściła ręce swobodnie jakby wypuszczając z siebie nagromadzone powietrze. - Ja mogłam uratować część ludzi... T-tutaj przed bramą ale... Ale, oni, oni wszyscy albo... Większość, nie wiem, nie zdążyłam. Ta przeklęta brama... - Rzeczywiście okolica bramy przed wejściem do portu, tam gdzie zbierali się ludzie gotowi do udania się na starcie z lalkarką, usłana była ciałami, wiele z nich to ciała cywili a kilka leżących po bokach, tuż przy murach nosiło mundury shiro ryu. Wszyscy ci ludzie zgromadzeni w pułapkę, ostrzelani z kusz niemal jak bydło. - Ta brama zbierze kolejne żniwa... - Dodała cicho pociągając przy tym nosem, wzięła głębszy oddech przecierając palcami oczy.

" Oddech który mógł się zatrzymać... "

Podniosła wzrok by ujrzeć jak niemalże znikąd pojawił się kolejny jegomość, wtedy też blondynka rozpoznała w dwójce rannych przez niego niesionych swoją dwójkę kompanów - Masaka... Czy to... Aka? Shikarui? Oni jednak żyją? Myślałam, że przepadli... Że... Jak dobrze... - Mimo, że miała z nimi swoją własną utarczkę to w tej chwili byli kompanami którzy wrócili z martwych, czyżby i do nich los się uśmiechnął i właśnie ich sprowadził z powrotem z odmętów rzeki styx? Aka już zapłacił przewoźnikowi... Szczęście w nieszczęściu, jednak... Właśnie teraz na drugim brzegu był ktoś kto mógł zawrócić jego łódź. Podbiegła szybko spojrzeć co z nimi, przyklęknęła przy nich gdy zostali położeni na posadzce, przełknęła ślinę zdając sobie sprawę z tego w jakim stanie są - Gdyby nie oni... To na pewno tamta... Tamta silna chakra dotarła by do bramy i... Zginęłabym... Nande, nande... musieliście to robić? - Rzuciła zaciskając mocno dłonie które spoczywały nad jej kolanami. Wpatrując się w wykrwawiającego Akiego i cierpiącego Shikaruia nie wiedziała co miała zrobić, bo przecież... To oni ją uratowali nie tylko oni, czyżby teraz... Przyszła jej kolej? - Oni byli ze mną Hanzo-sama... Rozdzieliliśmy się i... Ja zostałam z ludźmi, myślałam, że mnie zostawili wtedy gdy... Wszyscy... - Wstała spoglądając bardzo szybko na wóz. Słowa Hanzo przez sekundę dzwoniły jej w uszach, nie mogła jednak zwlekać, nie miała na to czasu. - H-hai, Hanzo-sama - Szybko ruszyła do drugiego powozu wsłuchując się w słowa które wypowiadał medyk. Nie zwlekała od razu zaczęła przeszukiwać wozy w celu znalezienia jakiś materiałów, zależało jej na czymś czystym, szmaty, ubrania, cokolwiek mogła znaleźć i było czyste bądź się takie wydawało. Jeżeli leżał tam też jakiś odkażacz w postaci jakiegoś wolnego alkoholu lub inny sprzęt wyglądający na lekarski to również starała się go wziąć i przynieść w pobliże tej dwójki.

Gdy już była na miejscu przyklęknęła nad Akim którego stan był rzeczywiście poważnym - Co powinnam zrobić, Hanzo-Sama, co ty będziesz robić? - Rzuciła w jego stronę, tęczówki jej oczu były w tej chwili zmniejszone, sytuacja tego typu, mimo, że było ich wiele, to wciąż to sprawiały, było to naturalne. Postarała się przyłożyć dłoń z materiałem do szyi rannego chłopaka by zaraz za chwilę włożyć drugą pod jego głowę i podłożyć pod nią coś co znajdzie w okolicy, bądź przyniosła ze sobą. Potem przyłożyła dłoń do jego czoła by sprawdzić jak wygląda sytuacja temperaturowa. Oczywiście nie miała odpowiedniej wiedzy, mogła jedynie stwierdzić czy jest ciepły czy rzeczywiście robi się zimny. - A co jeśli rana będzie zakażona Hanzo-sama? Co zrobimy? - Spojrzała wymownie na Akiego który ledwo dychał. Przyciskała materiał, chciała go obwiązać w koło jego szyi. Nie za mocno. Zerkając ukradkiem na drugiego z przyprowadzonych chłopaków zwróciła się do Hanzo wciąż nie zapominając o zajmowaniu się Akim - A... Co to znaczy, że on został przeklęty? Co on miał na myśli? - Powiedziała zaskoczonym a zarazem i pytającym tonem. Nie oczekiwała odpowiedzi aż tak bardzo bo teraz liczyło się to by przeżyli. - Czy... Powinniśmy go jakoś schłodzić? - Odnosiła się do Shikaruia, zdawała sobie sprawę z tego, że nie mają wody jednak wiedziała, że może taką zrobić. - Możemy przynajmniej poprawić jego komfort... Chociaż tyle, prawda? -

Dalej nie mogła robić niczego innego niż zajmować się dwójką, przyjaciół. Ostatecznie zwróciła też uwagę na nadpływające statki które po pewnym czasie zaczęły się zbliżać - Co? Już? Oby wystarczyło dla wszystkich miejsca... Mam nadzieję, że... Nie, na pewno wystarczy, uratują nas. Jestem pewna - Powróciła do zajmowania się dwójką rannych, chyba, że otrzymała od Hanzo inne polecenie. Wtedy też zatrzasnęła się brama - B-brama, ta cholerna brama, gdzie jest Kenshi? On... On ją otworzy jedną ręką, prawda? Tak jak wtedy... - Wiedziała, że nie może już spanikować, czym jednak są te zapewnienia samej siebie w chwilach takich jak ta gdzie może zdarzyć się niemalże wszystko?

Streszczenie
Spoiler: pokaż
Inoshi postępuje według instrukcji hanzo i idzie do wozu po czystą szmatę, wraca, zajmuje się Akim i Shikaruiem, cały czas stara się rozmawiać z hanzo. Dostrzega statki.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
- ? - - Zwodniczy Karmazyn - Cała grupa
- C - - Maść na wszystko - Igarashi Nao
- D - - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:

Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 1771
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Aka » 18 cze 2018, o 00:28

Czy jest coś gorszego od obudzenia się z rozciętym gardłem?
Z pewnością. Nie obudzenie się w ogóle.
Nie wiedział, kiedy światłość zamieniła się w mrok i ponownie. Przebłyski świadomości przebijały się przez sen, wyprowadzając go znowu na jawę. A zaraz potem znowu ciemność, nicość. Stracił poczucie czasu i rzeczywistości. Jeśli miał zamknięte oczy - to nie był świadom, jeśli nie - to ból i tak przyćmiewał wszystko. Nie było najmniejszej mowy o logicznym myśleniu. Wszystko działo się zbyt szybko. Choć czy rzeczywiście była to kwestia tego, że tlen nie dochodził do mózgu, powodując zaburzenia postrzegania, czy może raczej to, że jego wybawca pędził z niesłychaną prędkością? Nigdy nie widział czegoś takiego. Nawet Wojna zdawała się być wolna, przynajmniej takie miał wrażenie. Fakt był jeden: kimkolwiek był tajemniczy człowiek - próbował uratować mu życie.
Słyszał krzyki. Przerażenie, rozpacz, rozkazy. Głębokie, męskie głosy i te wyższe, kobiece. Tonęły w tym rozgardiaszu, nie dawały się zrozumieć, były zagadką, której Aka nie był w stanie rozwiązać. Nawet nie próbował - był w zbyt dużym szoku, by zrozumieć coś więcej niż... ból. Bo to było jedyne co teraz czuł. Potworny, przerażający ból, nieustępujący, rosnący z każdą kolejną sekundą.
I krew. Kałuża krwi. Ile jej stracił? Nie miał pojęcia. Litr? Dwa? Trzy? Nie więcej, bo gdyby tak było, nie odzyskałby przytomności. Mózg nie otrzymywałby tlenu. Skoro jeszcze żył, to znaczy, że jego organizm był nad wyraz wytrzymały. Albo, że jego niedoszły morderca ciął płytko. Zbyt płytko. Tak, jak gdyby wiedział, co zrobić, żeby zadać jak najwięcej bólu. By szarpnąć Uchihę za włosy i postawić przed Śmiercią. By ciągnąć go za kudły i unieruchomić, kazać się wpatrywać w te puste, czarne oczodoły. Oh tak. Teraz je widział. Widział śmierć, widział ją tak dokładnie, jak nigdy wcześniej. Prawdopodobnie nawet sam Shikarui nigdy nie stał tak blisko kostuchy. I oby nigdy nie miał okazji. I choć Uchiha usilnie walczył, nie mógł odwrócić wzroku. Widział siebie. Widział swoją śmierć. Czuł jej smak, jej zapach. W takich chwilach jak ta, śmierć zdawała się być zbawieniem. Wystarczyło się jej oddać, wejść w jej ramiona i pozwolić się otulić, a wtedy skończy się wszystko. Nie będzie już krwi, nie będzie już cierpienia. Zaśniesz. I nigdy się nie obudzisz.
Jego rozbiegany wzrok na chwilę skupił się w jednym punkcie. Shikarui. Chyba tam był. Tuż obok, zaraz na wyciągnięcie ręki. Tak niedaleko, tak blisko!
Próbował wstać, ale jego ciało odmówiło mu posłuszeństwa. Na jego szczęście. Każdy ruch w jego stanie był zbędną stratą energii i ewentualnym pogorszeniem już i tak krytycznego stanu. Czuł, że nie powinien się ruszać, że każde, nawet najmniejsze, drgnięcie mięśni może być dla niego ostatnim. Jego oczy były puste, wzrok mętny. Był coraz bliżej lepszego świata. Ale mimo to walczył. Świadomie? Czy może jego organizm był silniejszy od jego woli?
Widział jego twarz, a raczej coś, co ją przypominało. Blada, niewyraźna plama, z dwiema lawendowymi kropkami.
Otworzył usta. Chciał coś powiedzieć, czy tylko się zdawało? Trudno określić, bo zamiast ciepłych słów, z jego ust prysnęła krew. brudząc już i tak do niczego nienadające się ubrania czarnowłosego. Ból, ogromny ból i... niemoc. Tak uporczywie łaknął powietrza, próbował złapać jakikolwiek chełst, ale jedyne co czuł, to żelazo uderzające o jego język i obrzydliwe, ohydne uczucie w żołądku. Zaczął kaszleć, dławić się własną, szkarłatną cieczą, która wydostawała się na zewnątrz nie tylko ustami, ale również nosem. Leżał na plecach, w takiej pozycji ciecz nie miała gdzie uciekać, dokąd spływać, osadzała się w gardle Akiego, blokując dostęp do świeżego powietrza.
Tonął we własnym płynie ustrojowym.
Czuł, że jeśli nie zmieni pozycji, to utopi się we własnych wydzielinach. Spróbował się położyć w bezpiecznej pozycji, żeby mieć możliwość oddychania. Nie wiedział kiedy nadejdzie pomoc. Czy w ogóle nadejdzie pomoc. Był zbyt zdezorientowany, żeby wiedzieć, że w ogóle ktoś mu pomaga. Zapewne będzie pamiętał jedynie urywki z tej całej tragedii. Ale mimo to walczył. Walczył, bo tylko śmierć kończy walkę. Wszystko inne ją jedynie przerywa.
Może i by się bał, może by popadł w panikę, może i pozwoliłby strachowi położyć swe łapska na jego ciele, ale... nie miał na to czasu. Wyłączył się psychicznie. Jego ciało skoncentrowało się na przeżyciu, nie na emocjach.
Spróbował obrócić głowę, żeby dostrzec, co dzieje się wokół, jednak zaprzestał gdy poczuł, że w miejscu w którym u normalnego, zdrowego mężczyzny znajduje się grdyka, poczuł jedynie galaretowatą, bliżej nieokreśloną zbitkę zwisającej skóry i mięśni. Powinien poczuć jakieś strzyknięcie, chrupnięcie, opór. Nie było nic takiego. Gardło ślizgało się, jak gdyby jedynie kości je podtrzymywały. I w sumie tak było.
Krzyknął. A przynajmniej tak mu się wydawało, bo to co z niego wyszło, to bliżej nieokreślony jazgot pomieszany z bulgocącą krwią. Trudno było mówić z podciętą grdyką.
Nie miał pojęcia gdzie jest. Nie miał pojęcia kim są Ci, którzy próbują mu pomóc. Nie wiedział nawet, czy rzeczywiście mu pomagają, czy tylko pastwią się nad nim, chcąc podtrzymać jego cierpienie, napatrzeć się na nie, zaspokoić swoje chore żądze, jak Hanji i ten drugi. Nie rozróżniał poszczególnych osób, przewijających się nad nim, mijających miejsce w którym leżał. Widział tylko kogoś, kto przypomina Shikaruia i to tylko dlatego, że ciągle stał obok niego.
Może i rozpoznałby Inoshi. Może i rozpoznałby Hanzo. Może i rozpoznałby białowłosą Nikusui, którą wcześniej dostrzegł na placu. Może i poczułby palce oplecione wokół jego dłoni. Może i poczułby ciepło jego skóry. Może i poczułby się lepiej.
Gdyby nie był zajęty umieraniem.
Walką z umieraniem.


Streszczenie:
Spoiler: pokaż
Staram się nie umrzeć :v



Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
  • Katana
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 163
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Numa » 18 cze 2018, o 12:51

Spoiler: pokaż


Nume ogarniało coraz bardziej przerażenie. Czy był to paraliżujący strach ? Nie nadal dawał radę odnaleźć się w tej walce miał plan. Rzucił swoje życie na szali tego wyjątkowo ryzykownego hazardu. Błoto zakryło mu widok mimo tego widział chwilę wczęsniej że marionetka zmierza w jego kierunku. Nie zamierzała się bawić. Miała go zabić. W tym momencie uderzyła kolejna fala strachu. Która zamiast zatrzymać go w miejscu sprawiła że jego ciało zalały jeszcze większe emocje. Rękoma zaczął wkopywać się z całych sił w ziemię znikając pod ziemią. Wracając do ziemi. Mrocznej bezpieczniej ziemi. Wówczas nastąpił wybuch. Numa odczuł go niczym wybuch kilkudziesięciu notek wybuchowych nad nim. Wybuch przeraził go i ogłuszył na tyle że słyszał jedynie szum. Numa był w szoku. Mimo tego plan pozostawał. Nadal zamierzał zabić tą przeklętą marionetkę która miała udawać człowieka. Numa nie uważał jej za człowieka. Czuł że powinna przepaść zniknąć bez śladu.
W myślach numy jendak nadal dominował szum który dekoncentrował go znacznie. Numa spodziewał się że kupił trochę czasu innym jak i dorzucił swoją cegiełkę do upadku tego potwora. Numa jednak zdawał sobie coraz bardziej sprawę z przepaści dzielącej go z tym potworem. Nie miał szans dalej walczyć sprawiło to że zdawał sobie sprawę że zaraz pewnie zginie.


Spoiler: pokaż


Numa dopiero pod ziemią poczuł się wręcz sparaliżowany. Uciekać ? Numa poważnie zaczął rozważać taką opcję nie miał szans na walkę w pojedynkę. Kula błota zapewniła mu defensywę ale i również ukryła mu przed oczami to co działo się po bokach. Nie widział wsparcia. Ból uszu jak i szum nadal mu doskwierał tłumił jego reakcję. Pod ziemią był bezpieczny jednak otarł się o śmierć. To było zdecydowanie bliskie otarcie. Jego ciało nadal pamiętało ten wsrząs który ogarnął go. Falę uderzeniową która rozbrzmiała wprawiając jego młode ciało w drżenie rozbrzmiewającego echa. Echa wybuchu który nadal słyszał. Wówczas dopiero zaczął przebudzać się w nim zdrowy rozsądek. Choć czy mówienie do siebie mogło być oznaką zdrowego rozsądku. - Nie chcę zginąć. Nie tutaj. Nie chcę jeszcze umierać... - Można było uznać że Numa właśnie zaczynał się rozlepiać aż oczy lekko zawilgociły mu się, puszczając może po jednej łzie na oko, działo się tak z żalu, nad tym co prawdopodobnie stanie się z nim za chwilę. Nie był to jednak płacz rozpieszczonego dziecka. A jedynie poczucie postawienia pod ścianą które doskonale rozumiał. Było to uczucie że coś tracił, nigdy więcej nie mogąc tego odzyskać. Nie ważne ile by wypłakał wiedział że nic to nie zmieni. Świadomość tego sprawiała że Numa zacisnął pięści pod ziemią i aktywował dojutsu. -Chcę żyć... Uciekać ? Z tą myślą zaczął widzieć co dzieje się na powierzchni wówczas zdał sobie sprawę z czegoś istotnego. Nie był sam.

Spoiler: pokaż


Bezdomny dostrzegł innych którzy przybyli prawdopodobnie na pomoc mu, sprawiło mu to kolejny cios w serce. Numa nie spodziewał się że ktokolwiek przyszedł by na ratunek bezdomnemu. Już miał zamiar ruszyć dalej w kierunku portu ratować się ucieczką. Tak wybuch Który poczuł na własnej skórze wystarczył aby złamać jego ducha. Kiedy on miał uciekać inni przybyli mu pomóc. Sprawiło to że Kolejny szok emocji przeszedł przez jego ciało a uczucie łez żalu przechodziło w inne. Były to łzy pieprznego szczęścia. Numa widział sporo znajomych osób, Shigę, Chise, tą dziewczynę która prawie weszła mu do tunelu. Za nimi było naprawdę sporo ludzi na nabrzeżu czekając na ratunek. Sprawiło to że bezdomny realnie się popłakał. - A więc ktoś ocalał. - Sprawiło to że Numa. Był dosłownie rozszarpywany przez wewnętrzne emocje. Zdecydowanie nie było to coś co było proste dla osoby która większość czasu spędzała samotnie. Sprawiło to że podjął decyzję. - Uciekać ? NIEEEEE ! - Wówczas pod ziemią Numa zacisnął mocno ręce. Zdał sobie sprawę że może uciec. Jednak jakim kosztem. Porzucając ich na pastwę tego pierdolonego potwora. Nie nie wchodziło to w drogę. Czuł jak siły coraz bardziej go opuszczają Była to już resztka jego sił. Mimo tego nie mógł pozwolić sobie na zwyczajnie pozostawienie ich. Załzawiony Tsūjitegan skierował swój wzrok w kierunku Kabuto, wówczas Numa jeszcze mocniej zacisnął swe ręce starając się wykrzesać resztki swojej chakry z organizmu aby złapać tą przeklętą kreaturę. Rozbryźnięte błoto na skutek ataku Marionetki powinno jedynie ułatwić sprawę. Mógł dosłownie kierować je z wszystkich stron. Numa atakował jednocześnie wszystkie marionetki starając się otoczyć je i uniemożliwić ruch. Albo chociaż spowolnić ich ruchy. Błoto miało je obsiąść iść w ich kierunku jak tylko mogło. Numa w tym momencie mimo emocji i mimo szoku starał się dać z siebie wszystko.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
- Myśli Numy -
- Słowa Numy -
Kod: Zaznacz cały
[color=#BF8040][b] —  — [/b][/color]

Obrazek


Nie odpowiadam przed żadną władzą.
Oraz mogę mówić i robić co mi się żywnie podoba.
Bez ponoszenia żadnych konsekwencji !
Nie posiadam siły, wpływów czy pieniędzy.
Mało, nie mam nawet pracy.
Jestem Bezdomnym !


Spoiler: pokaż
Avatar użytkownika

Numa
 
Posty: 314
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 11:12
Wiek postaci: 15
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Brązowooki chłopak, rasy białej. Posiada ciemnobrązowe włosy.
Widoczny ekwipunek: -Czarny płaszcz z kapturem.
Link do KP: viewtopic.php?p=79250#p79250
GG: 37827204
Multikonta: Ni ma

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Izanagi » 18 cze 2018, o 13:49

Dotarliśmy wreszcie do portu, ale fajnie nie było bo znowu się coś pojebało, stałem i nie mogłem w to uwierzyć. Nie miałem ochoty już na żadne rozmowy chciałem po prostu wejść na ten statek i odpłynąć stąd, przegrupować się i dopiero wtedy na spokojnie załatwić sprawców całego tego bałaganu, teraz musiałem ochraniać tych ludzi za nim dostaniemy się na statki, przyglądałem się temu wszystkiemu uważnie dookoła, ale mało z tego wszystkiego rozumiałem, bo może nawet w pewnym sensie nie chciałem, po prostu wyjąłem katanę z włączonym swoim kekkei genkai będąc gotów do obrony, na tyle ile oczywiście jestem w stanie pomóc. - No i co? Ładujemy się kurwa na te statki, czy będziemy tutaj tak stać jak idioci? Zapłaćcie im czy coś.- miałem się nie odzywać, ale nie potrafię tak, coś powiedzieć muszę. Wróg był blisko, statki także, fajnie by było jakbyśmy mogli cywili tam spokojnie już odeskortować, bo nieco by nam ulżyło i nieco można by było się skupić na czymś innym, tak to teraz trzeba być skoncentrowanym aby nikt nich nie zranił, do tego sam nie będą w szczytowej formie, ale co zrobić, trzeba się skupić i obserwować uważnie otoczenie aby móc mieć czas na jakąkolwiek reakcję. Nie chciałem nawet próbować z kapitanem bo czułem że jeszcze się z nim pokłócę to jest ostatnia rzecz której teraz nam trzeba, bo jak słucham co oni tam gadają to aż chuj mnie strzela, w takiej sytuacji gdzie nie ma czasu ktoś jeszcze jakieś fochy stwarza, albo chcą nam pomóc albo niech spierdalają i tyle. Dlatego też wiedziałem że nie mogę sam się tam udzielać gdyż zepsuł bym prawdopodobnie wszystko, wolałem po prostu obserwować sytuację przed nami. Chyba że okaże się iż możemy skorzystać ze statków to wtedy mogę zająć się ewakuacją cywili bo to chyba jedyne co w tej chwili mi zostało, nie wiem nawet czy Ci co są na froncie potrzebują aktualnie pomocy w walce, jeśli tak by się stało to bym im pomógł. Nie podoba mi się moja pasywność, tylko nie widziałem gdzie mógłbym pomóc, a nie chciałem gdzieś wpaść bez ostrzeżenia i wywołać nie potrzebny chaos, z tym że obrona cywili jest także bardzo ważna przynajmniej dla mnie człowieka który nie jest jakimś bezuczuciowym burakiem, chociaż sam lekko starałem się nim stać to gdzieś z tyłu głowy cały czas przeżywałem, na swój własny specyficzny sposób. Na całe szczęście była już nas tutaj cała masa przez co każdy mógł zająć się swoimi zadaniami, ja nie miałem okazji spotkać tych najsilniejszych osobistości, ciekawiło mnie to ale nie do tego stopnia by koniecznie ich spotkać, bo mógłbym tego pożałować, chociaż ja nie jestem osobą która bez sensu rzuca się na silniejszy od siebie. Tak czy siak trzeba się skupić teraz na obronie do momentu aż będzie można wreszcie ewakuować ludzi...


Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI

Chakra 92%-4%
4% koszt shara

Kontrola chakry C


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Katana - przy pasie
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 82
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Kei » 18 cze 2018, o 15:19

Jak się okazało jego uwaga odnośnie budowy barykady została dobrze przyjęta, dzięki czemu można było ruszyć do pracy beż żadnych problemów. Chłodne podejście niebieskowłosego osobnika niezbyt go ruszyło, w końcu w obecnych warunkach ciężko wykazać się jakimś optymizmem. Na szczęście Kei będąc zajętym kwestią budowy nie usłyszał rozmowy na temat statków, dzięki czemu nie stracił pozostałej mu motywacji. Chłopak znosił worki wypełnione różnymi materiałami, ziemią kamieniami itp. Było to dość męczące zajęcie ale ktoś tym musiał się zająć. Gdy stwierdził, iż na miejscu znalazło się wystarczająco surowca do budowy postanowił pomóc przy samej konstrukcji. Zdecydował się wesprzeć innych przy wzmacnianiu połączeń poszczególnych elementów barykady, cóż w końcu nie można było pozwolić by puściły. Kiedy się tym zajmował do jego uszu dobiegły pewne dźwięki od strony morza. Po odwróceniu się by sprawdzić co to za odgłosy dostrzegł dwie floty, jedną pod sztandarem Cesarstwa, a drugą pod banderą Ryuzaku no Taki. Mimo to zdecydował się nie przerywać pracy do czasu, aż statki nie dopłyną do portu. Jakby nie patrzeć wróg był tuż za bramą, więc nie można było sobie pozwolić na marnowanie czasu na bezczynnym czekaniu, w końcu nie wiadomo co będzie się dziać za pięć minut. Na szczęście statki bez problemu dotarły do doków i nie wyglądało na to by wrogowie mieli przekroczyć mury, dlatego też brunet mógł odetchnąć z ulgą. Gdy dowódcy flot zeszli na ziemię liczył, iż ci od razu przejdą do rzeczy, jednakże rozpoczęła się kolejna sprzeczka. Serio cesarscy musieli przeszkadzać w tej chwili? - Rzucił zrezygnowany w myślach, a eksplozja w tle nie poprawiała jego nastroju. Tak, czy siak jeśli nikt wpływowy nie podszedł do nich natychmiast, to sam postanowił poruszyć istotną kwestię. Marszowym krokiem podchodzi do oficerów i w ramach szacunku salutuje (chyba mieli coś takiego w tych realiach) jako ktoś z niższą rangą by przyciągnąć ich uwagę.
- Panowie kapitanowie czy możemy przeprowadzić ewakuację cywili na okręty? Walka toczy cię tuż za bramą nie wiadomo kiedy wkroczy do portu. Spodziewamy się też w każdej chwili wrogiego wsparcia. - Odparł spokojnym tonem jakby składał raport.
Jeśli uzyska zgodę od któregokolwiek, to zacznie kierować ludzi do odpowiednich statków.
- Proszę powoli. Niech najpierw idą ranni. Ci, którzy mogą niech idą o własnych siłach, a cięższym przypadkom niech pomogą ci sprawniejsi. - Odrzekł głośniejszym tonem do tłumu.
Podczas ewakuacji wypatruje się czy nikt się nie wywrócił i czy nikomu nie grozi stratowanie.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kei
 
Posty: 312
Dołączył(a): 4 sty 2018, o 14:40
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4707
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Kenshi » 18 cze 2018, o 19:11

Maji nie był odosobniony w swojej decyzji. Do grupy, która miała stawić czoło przedstawicielce klanu Ayatsuri, dołączyło po Kenshim kilka kolejnych osób i nie wszystkie były dla Kenshiego anonimowe. Mężczyzna, który uczestniczył w trakcie Bitwy o Mur – Akarui, a także Murai – przedstawiciel Kakuzu z którym miał okazję porozmawiać w trakcie Festiwalu w Hanamurze. W grupie znalazła się również dziewczyna która najwyraźniej znała Wyznawce Jashina. Kenshiemu zdawało się, że skąd ją zna – być może również z Hanamury. Ostatnią członkinią grupy została już wcześniej przez czarnowłosego poznana Megumi, która dość ochoczo zabrała się do zadania. – Oby tym razem uważniej słuchała – mężczyzna pomyślał z przekąsem, zachowując swoje myśli dla siebie.
- Mi również nie zależy na tym, aby Cię rozbroić – spokojnie odpowiedział ciemnowłosej przedstawicielce klanu Uchiha, odnotowując fakt, że mimo posiadania znacznej liczby ostrzy, jej spojrzenie wydawało się niezwykle puste. – Jesteś ślepa..? Czarnowłosy mimowolnie poczuł, że nie chciał się znaleźć w jej pobliżu. Odczuwał dyskomfort na myśl, że miałby obok siebie kogoś, kto mógłby przez przypadek jego samego zaatakować obierając go za wroga. Stąd u czarnowłosego zaczęło powstawać przeświadczenie by obrać inną pozycję przy przeciwniku, przy zetknięciu z którym nie będzie musiał obawiać się o swoje plecy.
- Skąd będziemy wiedzieć, że to ty przejąłeś nad nami kontrolę, a nie przeciwnik? – rzucił w kierunku Akaruia, który zasugerował że w chwili jak poczujemy szarpnięcie, bądź zdecydowany ruch niewynikający z naszej własnej woli, oznaczać to może działania właśnie wspomnianego marionetkarza. Prośba by z tym nie walczyć, wydała się Kenshiemu wyjątkowo trudna do zrealizowania. Człowiek czując opór, odruchowo będzie próbował go przełamać. A co w sytuacji gdy będziemy chcieli wykonać unik i coś nas zatrzyma? Ciche westchnięcie jakie mu się wyrwało, nie oznaczało niczego dobrego.
Gdy przekroczyli bramę portu, usłyszeli za sobą zgrzytnięcie, a następnie łoskot uderzających wrót o podłoże. Kenshi nie musiał się obracać by zrozumieć, że zatrzaśnięto za nimi przejście. Czarnowłosy nie wiedział na ile to pomoże – wróg znał sztukę Ninjutsu, z pewnością przebiegnięcie po prostopadłych murach, nie mogło stanowić dla niego problemu. Pomimo swojego zwątpienia, czuł również podziw dla siły Reiyi – nie sądził, że dziewczyna będzie miała tyle pary, aby samodzielnie zamknąć bramę. Jego zdumienie szybko jednak zostało przegnane gdy dostrzegł mężczyznę znikającego w błocie które chwilę później wyparował w potężnej eksplozji, wywołanej uderzeniem jednej z marionetek. Kenshi w tym momencie skupił się całkowicie na swoim przeciwnikiem, na dalszy plan przenosząc pozostałe spostrzeżenia.
- Posłuchajcie, jeżeli się zgodzicie, otoczę Wasze bronie ładunkiem magnetycznym. Po zetknięciu z marionetkami, ładunek przejdzie na nie. Będą przyciągały wszelkie żelastwo... Nawet drobinki żelaza, które również jestem w stanie stworzyć. W ten sposób możemy uszkodzić wewnętrzny mechanizm ich działania, może nawet unieruchomić... - spojrzał na pozostałych, o ile go słuchali – przynajmniej na jakiś czas. To może być nasza szansa, aby je przechwycić, a jeśli się nie uda.. To zyskamy chociaż chwilę aby skupić się na ich operatorze.
Cóż, był to plan stworzony na szybko, ale opierał się na doświadczeniu Kenshiego. Walczył już raz z Ayatsuri oraz jego marionetką i wiedział że nie należą do najprostszych przeciwników, a przed sobą z pewnością nie mieli byle kogo. Marionetki które kuglarka posiadała, znacznie się wyróżniały od tego z czym Kenshi dotychczas miał okazję się zmierzyć. Wolał najpierw spróbować w ten sposób podejść do przeciwnika, niż zdawać się na zwykłe młócenie ostrzami o ich pancerz. - Jeżeli się zgadzacie, to podsuńcie szybko swoją broń - rzucił, bedąc gotowym do chwycenia swojej katany i przelania na nią swojego magnetycznego ładunku.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 318
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi białą zbroje, szkarłatny płaszcz z wysokim kołnierzem, a u boku ma przepasaną pochwę z kataną.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, zbroja, rękawiczki, pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Nikusui » 18 cze 2018, o 20:48

Nie miała wystarczająco siły, by zrobić coś więcej niż przypatrywanie się i ewentualna obrona za pomocą swoich umiejętności. A to i tak było wątpliwe. Jej jeszcze odrętwiało ciało ruszało się niemal jak mucha w smole, nie pozwalając na odpowiednią reakcję. Jedynie umysł nadążał za tym, co się dzieje. Dlatego odprowadziła wzorkiem tych, którzy zdecydowali się stawić czoła przeszkodzie. Przeszkodzie, którą i ona już widziała.
Teraz przed jej oczyma rozciągał się inny widok. Kolejni ranni, jeden wyglądał na umierającego. Z podciętym gardłem nie zapowiadało się to zbyt dobrze, ale był ktoś, kto ratował z takich opresji. Czy jednak wystarczy mu siły? Czy nie jest za późno? Drugi z przyniesionych nie wyglądał już tak źle, ale widać było wycieńczenie na jego twarzy. I nie tylko. Jakby zmartwienie? Nie wiedziała, bo to był czas, żeby zadziałać. Przydać się, może nie w szybkim zmienianiu opatrunków, skoro sama miała mocno ograniczona mobilność, przyszło jej jednak coś innego do głowy. W czasie, gdy nieznajoma, jasnowłosa dziewczyna zalewała Hanzo tysiącami pytań, które po trochu zaczęły irytować białowłosą. Po prostu nie lubiła takich gadek, zajmowania czasu, który można było spożytkować inaczej.
- Musisz tyle gadać? - zapytała, patrząc ze zmarszczonymi brwiami na Inoshi, powoli przemieszczając się bliżej rannych. Bliżej Akiego oraz Shikaruia. Widać było po niej, że sama również ucierpiała, ale na pewno nie była w agonalnym stanie. Przynajmniej nie już. - Potrzebne jest teraz skupienie, a nie czas na wątpliwości, rozpacz i jąkanie się. Obserwuj co się dzieje i próbuj reagować. To się jeszcze nie skończyło. - dodała zdecydowanie, po czym niedbale kucnęła przy Akim. Nie mogła tego zatamować, ani nie używała medycznych jutsu. Wiedziała jednak, że Hanzo użył już sporo swojej chakry. Może mogłaby w jakiś sposób użyczyć mu swojej przy procesie leczenia chłopaka? Z rozpaczliwej historii tej dziewczyny wynikało, że byli po ich stronie i w jakiś sposób pomogli dziewczynie by była bezpieczna. Może przypadkiem, może nie. Nie miało to teraz raczej znaczenia.
- Jeśli to możliwe, mogę wspomóc proces leczenia, przekazując ci moją chakrę. Mam naprawdę spory zapas, a rannych na pewno będzie więcej. - zwróciła się do Hanzo, który na pewno wiedział, w jakim stanie zajmuje się jej ciało. Nie dałaby rady biegać z deskami, by próbować budować barykadę, która i tak według niej nie była zbyt dobrym zabezpieczeniem. Ale mogła zrobić to. O ile medyk potwierdził, że jest to możliwe do zrobienia i powiedział jej, co ma dalej robić.
W międzyczasie nie dało się nie słyszeć przybyłych gości. Czyżby ostatni ratunek? Cesarstwie statki jednak przybyły. I nie tylko, bo z Ryuzaku ponoć też. Podśmiewywanie się ze strony Hoozuki zmieniły się w oskarżenia, jakoby cesarskie statki specjalnie blokowały te z miasta kupieckiego. Białowłosa pokiwała jedynie z zażenowaniem głową i kontynuowała wszelakie czynności, jakie zalecił Hanzo. Oczywiście zrobi więcej, jeśli jej sprawność fizyczna się polepszy. W sumie, bardzo na to czekała. Szczególnie, że walka już się zaczęła. Słychać było naprawdę potężny wybuch, więc odruchowo odwróciła głowę w stronę bramy. Musiała dalej zachowac czujność, by zareagować, gdyby groziło im niebezpieczeństwo.
- Mam przy sobie par pigułek ze skrzepniętą krwią i parę metrów bandaża. - zakomunikowała, bo wiedziała, że pigułka może się przydać Akiemu. Poderżnięte gardło musiało wylać z siebie trochę krwi, więc jeżeli ślepy medyk uzna, że trzeba taką chłopakowi podać, robi to od razu. Oczywiście zgodnie z jego zaleceniami, bądź też każe Inoshi wyjąć pigułkę ze swojej torby, gdyby ręce miała zajęte.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 906
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Saburō Hokusai » 18 cze 2018, o 21:27

Ciężar przeróżnych worków oraz różnych części od statków zaczął powoli dawać mu się we znaki. W końcu długo pomagał ninja wznosić te umocnienia. Każdy chyba czuł po takim czasie ból w mięśniach oraz zmęczenie wynikające z długotrwałego wysiłku. Pewne było jedno. Im lepiej to zrobią tym potem lepiej dla nich. Nie wiadomo z czym będą musieli się jeszcze mierzyć. Póki co oprócz walki za bramą było raczej spokojnie, jednak trzeba było być przygotowanym, dopóki stąd nie wypłynął. W każdej chwili mógł ukazać się wróg i choć wolał tego nie mówić głośno, miał co do tego złe przeczucia. Po pewnym czasie udało im się wybudować dosyć solidną "fortyfikację". Nie była ona pozbawiona luk, bo miała ich multum, ale nie mieli czasu na to, żeby ją umacniać. Powód tego był prosty... statki. Duży huk, który dochodził znad morza zerwał wszystkich obecnych ludzi na nogi. Czyżby tamtemu się udało? Wyglądało na to, że była to flota Cesarstwa i Ryuzaku no Taki. Nie ukrywam, że wyznawca mimowolnie uśmiechnął się sam do siebie. Na chwilę jakby zapomniał o całym świecie... Dopóki nie usłyszał silnego wybuchu, który docierał do jego uszów zza umocnienia. Spojrzał za siebie, aby wyrwać się z błogiego stanu. To nie był jeszcze koniec. Nie mógł spuścić gardy dopóki był na tej wyspie. Nie wiadomo jak sobie radzą z tą marionetką. Co jeśli przegrają? W tym celu trzeba było jak najszybciej zebrać dupe i ruszyć się z tej wyspy póki jeszcze mógł.
Nie był on typem tchórza, ale był typem, który nie lubi jak się mu zabija towarzyszy. Jeszcze gdyby to był wróg... ale nie. To była osoba, której darowali życie i pozwolili jej odejść wraz z towarzyszami. Po co ma ryzykować swoim życiem dla ochrony innych skoro tak mu się odpłacają? To co tutaj przeżył, na pewno zmieniło to jego pogląd na rzeczywistość. Nie chciał zostawać tu ani sekundy dłużej. Miał tego dość. Tak samo jak miał gdzieś tych wszystkich ludzi. Można uznać, że był egoistą, ale przynajmniej miał swoje zasady których się trzymał i znał wartość własnego życia. Statki dobiły do brzegu. Wydawać się mogło, że teraz wszystko pójdzie jak z płatka, ale jak zawsze coś się musi pokomplikować. Kapitan Cesarstwa zaczął kłócić się z kapitanem Ryuzaku no Taki o jakieś pierdoły. Widać było, że wyspy poruszyło to zaświadczenie o wojnie i nawet ich rozumiał, ale nie chciał już słyszeć o tym gównie nic więcej. Trzeba było jednak im to przerwać. Tracili niepotrzebnie czas, a niebezpieczeństwo z każdą chwilą mogło być coraz bliżej. Gdy wyznawca miał się już odzywać, nagle jakiś koleś w kapeluszu wyciągnął miecz w stronę kapitanów oraz aktywował sharingana i narzucił im rozkazy. Mówiąc szczerze. Gdyby nie byli na wojnie oraz ich życie nie zależało by od tych tutaj panów, wybuchnął by śmiechem. Jednak byli w takiej kropce, że innej pomocy nie będą mieli, ich życie wisiało na włosku, a czas nie pozwalał im na wygłupy. Czy ten człowiek zdaje sobie sprawę z tego co robi? Jak wkurzy kapitanów to wszyscy tutaj zostaną i nikt nie wydostanie się z tej cholernej wyspy. Wyznawca miał straszną chęć, aby podejść i dać mu w ryj, ale nie zrobił tego. Zacisnął tylko pięść oraz zęby i wziął parę głębszych oddechów. Czy musi on tu siedzieć z takimi debilami? Pytanie nasuwało się do jego głowy samo, jednak postanowił się nic nie odzywać. W zamian za to zostawił on tą robotę jednemu z shinobi, który jak widać było sprytnie wymyślił jakby tu się wtrącić nie szkodząc żadnej ze stron. Miał nadzieję, że ten koszmar zaraz się skończy i będzie mógł wypić parę butelek za zdrowie Kenty...


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Kij

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 235
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Kaito » 18 cze 2018, o 22:46

/Wybaczcie, wyjątkowo krócej, ale totalny brak czasu, a termin jednak goni ; )

Praca w ich swoistym „obozie” rozgorzała na dobre. Niektórzy zdecydowali się walczyć z tajemniczą lalkarką, pozostali zaś zajęli się tworzeniem barykad i innych osłon na bazie półkola. Kaito nawet nie wiedział w tym zamieszaniu, kto zaproponował takie rozwiązanie, ale wydawało się ono rozsądne, dlatego też nie protestował. Zamiast tego zrobił użytek ze swych fizycznych możliwości, przenosząc jak najwięcej ciężarów i ustawiając je tak, by zapewniały im jak najlepszą ochronę. Chociaż… czy jeśli ta pani od marionetek była tak silna, to czy ich palisady na cokolwiek się zdawały? Najlepiej by było, gdyby jak najszybciej ewakuowali ludzi na statki. Ba, młody Hozuki zaproponował przecież nawet swój udział w audiencji ze świtą z Cesarskich okrętów, ale został chyba zignorowany. Cóż, nie było się też czemu dziwić. Nie był nikim potężnym ani nikim ważnym.
Czarnowłosy, nie szczędząc sił i ocierając kolejne kropelki potu zbierające się na jego czole, bacznie obserwował jednak wydarzenia rozgrywające się przy brzegu. Wreszcie statki zacumowały do portu, włączając w to również okręty należące do Morskich Klifów. Rekin zaczął tworzyć barier w ich pobliżu, by móc słyszeć rozmowy kapitanów. I szczerze? Nie pochwalał może tonu, w jakim członek jego rodu wygłaszał swą przemowę, ale nie ukrywał, że ten miał trochę racji. Ci wszyscy tutaj, wielcy zwolennicy Rady rzeczywiście demonizowali Cesarstwo na potęgę i zachowali się trochę jak dupy wołowe. A Kaito przecież proponował, że zagada do znajomków z Klifów, czyż nie?! Chłopak musiał jednak przyznać, te inwektywy i ironię można by już sobie w tym momencie darować, bo i tak do niczego ona nie prowadziła. Mieli za to mnóstwo bezbronnych istot do uratowania, i to nimi, a nie wzajemnymi wyzwiskami powinni się zająć. Dlatego też szesnastolatek bez kompleksów odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę przybyłych. Zasalutował Hozukiemu, subtelnie ukazując mu swe uzębienie. Może i nie odziedziczył specyficznego Kekkei Genkai, ale i tak wyglądał na członka rodu, i pełnoprawnym członkiem również był.
- Uprzejmie proszę o zgodę na eskortowanie cywili na okręty. – Przekazał to, co chciał przekazać zaraz po tym jak odsalutował. No nie oszukujmy się, nie mieli czasu na gierki. Silniejsi może i wyszli naprzeciw lalkarce, ale gdyby ta tylko zdołała się przebić przez prowizoryczne osłony, cywile byliby w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Dlatego też Kaito miał gdzieś fakt, że być może jako ktoś mało ważny nie powinien nawet odzywać się do tak wysoko usytuowanych jednostek. Potrzebował zgody na dalsze działania ewakuacyjne, i gdyby tylko takie otrzymał, miał zamiar pomóc tym najsłabszym, rannym, w dostaniu się na pokład. Widział zresztą, że podobny plan działania przyjęli Izanagi i nieznajomy czarnowłosemu chłopak (Kei), więc przynajmniej nie był w tym wszystkim sam. Miał nadzieję, że ci tutaj zapomną na chwilę o urazach i pozwolą im sprawnie kontynuować akcję ratunkową.


Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyte umiejętności i techniki:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 354
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Mokuzu » 18 cze 2018, o 22:47

Gdy brama zaczęła zamykać się za Mokuzu odgradzając od bezpiecznego schronu, ta obejrzała się za siebie rozdarta. Chwilę jeszcze, gdy wydawało się iż nadal ma czas na zmianę decyzji wyrzuty sumienia męczyły ją niemiłosiernie. Czuła się jakby świadomie i na własne życzenie pozbawiła się szansy na przetrwanie. Bo choć w walkę z marionetkarką nie chciała się bezpośrednio angażować to jednak w cale nie było powiedziane, że Fantastyczna Szóstka poradzi sobie z tym zadaniem. Los dziewczyny był bardziej niepewny niż wcześniej, ale zdecydowała się brnąć w to dalej zachowując jednak bezpieczną odległość, gdzie mogła pozostać ukryta. W tym czasie przysłuchiwała się planom działania championów starając się przewidzieć przebieg takiej walki. Nigdy wcześniej nie słyszała o sztuce ninja polegającej na kontroli marionetek, lecz to właśnie ciekawość ich w dużym stopniu popchnęła ją do pochopnej decyzji przyjrzenia się ich walce. Z tego co rozumiała to same kukły były czymś w rodzaju klonów kontrolowanych przez ową kobietę, lecz choć były zabójcze to atakowanie ich samych mijało się z celem. Jednak jak obejść marionetki i dostać się do ich władczyni? W ukryciu, Mokuzu sama się nad tym zastanawiała i doszła do wniosku, że jest to jak najbardziej wykonalne posiadając pewien zestaw umiejętności na wystarczająco wysokim poziomie... z dozą goryczy przyznała, że gdyby była silniejsza to byłaby dla takiej drużyny całkiem użytecznym zasobem. Zamiast tego jednak pozostało jej przyglądanie się. W gruncie rzeczy nie czuła się źle z tą rolą, cały czas usilnie trzymając swojej niedojrzałości, która pozwalała jej się prześlizgiwać przez życie pod obronnymi skrzydłami innych. Wiedziała już, że tym razem tak nie będzie. Otrzymane wcześniej rany bardzo ją o tym uświadomiły, ból towarzyszył jej do tej pory i przypominał sobie z każdym jej najmniejszym krokiem. I choć nie wierzyła w swoje możliwości to jakiś cień nadziei pojawił się w jej sercu na wypadek ewentualności, gdy i ona będzie mogła stać się choć trochę użyteczna. Wbrew wszystkiemu była zdania, że tutaj ma możliwość przydać się znacznie bardziej niż przy przenoszeniu gruzu... nie tylko z natury była dość słaba to poniesione rany uniemożliwiały jej sprawne poruszanie i podnoszenie. Choćby jej rola ograniczała się do szybkiego poinformowania dowódcy o krytycznym stanie rozgrywających się wydarzeń, spróbuje zrobić to dobrze. Póki co jednak... jak przystało na tchórza jakim była, skryta i cicha starała się obserwować poczynania przeciwniczki, by zrozumieć styl jej działania.
Spoiler: pokaż
Streszczenie:
Póki co nic konkretnego nie robi tylko myśli, dywaguje, zbiera odwagę i obserwuje.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Płaszcz z kapturem (szaro-zielony)
  • Kabura na udzie (czarna)

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Mokuzu
 
Posty: 73
Dołączył(a): 17 kwi 2018, o 22:09
Wiek postaci: 14
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Prawie każdy skrawek skóry zakryty przez ubranie
Kaptur na głowie i gogle o czarnych szkłach, w których idzie się przejrzeć
Średniej długości czarne włosy, 158cm wzrostu
Widoczny ekwipunek: Szaro-zielony płaszcz z kapturem i kabura na udźcu
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5373&p=81711#p81711
GG: 0
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość