[Event] Komplikacje - Port

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Shiga » 18 cze 2018, o 23:13

Spoiler: pokaż
Soundtrack do posta


Gdyby Shiga znał myśli Chise, też by się zastanawiał co kierowało Numą. Chłopak był jedną wielką enigmą nawet dla Jashinisty, a zaufajcie mi, Jashinista imieniem Shiga widział już niejeden bajzel, z niejednej misy kaszę jadł. Czy jakoś tak, nigdy nie rozumiałem tego powiedzenia. Shiga naprawdę rozkminiałby teraz, gdyby te myśli znał, kim jest Numa i o co do cholery mu chodzi. Ważne jest jedno.

Chłopak jest wartościowy.
Musi przeżyć ten cały burdel.


Kiedy Chise zaczęła swoją wypowiedzią prowokować obecnych, Shiga odetchnął nieco głębiej niż zwykle, nieco zniesmaczony tym, że jego kompanka wdaje się w niepotrzebną czczą dyskusję z ludźmi których mózgi przypominają fistaszki. Jeden w drugiego to debil, tchórz, idiota i trep, mało który mógł się naprawdę pochwalić łbem na karku, naprawdę. Toteż jakiekolwiek dyskutowanie z nimi było jak wpychanie sobie grochu w dupe. Troche bolesne, a na pewno bez sensu.
-Widzisz, to się chyba karma nazywa. Rada zjadła więcej niż mogła ugryźć i się porzygali. I teraz się taplają. Karma wraca. Byliśmy razem na wyspach. Wyspiarze na pewno pomogą, ale najpierw ich dokładnie oplują wszystkich. Taki mają klimat. - I dopiero kiedy on walnął swoją szopkę, a Chise wbiła mu szpilę w plecy grożąc wbiciem mieczy w tyłek, prychnął na nią jak kociak któremu ktoś nastąpił na ogon.
- To się nazywa pogadanka z bohaterem. Chciałbym by ostatnie moje słowa były zapamiętane przez ludzi. Wiem, że mogę tam zginąć, niech pamiętają, że zgłosiłem się wzywając wszystkich do walki i ogłaszając swoją siłę, a nie mówiąc coś głupiego, typu anko mochi jest niedobre gdyż coś tam. Może kiedyś powstanie pomnik Hitsukejina, taki zajebisty wielki ciągle płonący stos z tablicą z moim imieniem. A tam... Anko mochi ssie rurę. No i pogadanka z bohaterem umarnęła śmiercią naturalną, można zamykać bramę, bzz bzzz bzzz. Ale ja pierdolę jak się stresuję. To presja. Wiesz. Bywa. - Po czym zakładając jednak zdjęte Haori znalazł się za terenem bramy razem z drużyną marzeń, istnym dream teamem. Fakt faktem, Shiga zawsze dużo mówił w momencie w którym się stresował. Zaczynał przede wszystkim gadać dużo i gadać głupio. Dziwne okrzyki, hasła bez sensu, niby dalej analizował wszystko i wszystkich, ale jakoś tak odruchowo zalewał otoczenie zbędnymi informacjami i dźwiękami wydobywającymi się z jego ust.

Spoiler: pokaż
Soundtrack do posta


Kto tutaj idzie, bo Shiga wyszedł pierwszy i ma zamiar teraz dokonać szybkiej oceny sytuacji. Jako drugi zgłosił się Kenshi, którego to Shiga prowokował. Ostatni z Shiro Ryu nie będących członkami jakiejś elitarnej sekty, bo był wśród nich podczas festiwalu, a nie skitrany jak jakiś spierdol razem z Sau czy innymi otakuzjebami którzy opluli Jashinistę, mimo przydatnej wiedzy którą im podawał na tacy, jak gdyby były to najsłodsze przystawki. Czyli mamy jednego trepa. No fajnie, trepol którego można rzucić na przod i niech zdycha, taki jego żołnierski los, na sos, na sos, rzucił swój shiro ryuowski los.

Pojawiła się też jakaś śmieszna laska, patrząc po broni - szermierka, którą widział na placu. Zwiała. A jednak teraz tutaj była. Zabawne. Tchórz który chce się zreflektować? Tak samo jak ten pachoł z Shiro Ryu. Zaczęła od razu jak nawiedzona coś wykrzykiwać, na co Shiga przewrócił oczami, zsuwając ją do kategorii ameby i pierwiotniaki i będąc pewnym, że nią też się można w razie czego jak żywą tarczą posłużyć.

O chuj nadszedł i szatan. Lucyferru-sama, nitkowy tchórz który stroni od walki i każdego do tej pory konfliktu w jakim Shiga go widział unikał. W Hanamurze zero walki, plac - zero walki. Dobicie kabuto - zero walki. Gdzie nie spojrzeć całkowite zero walki. Ale bądźmy dobrej myśli. To w końcu Kukyo, pusty z krwawego pokolenia. Ten to musi mieć jakieś umiejętności, tylko może są tak jebitne i wyrafinowane, że nie pokazuje ich byle komu dlatego tak unika walki, bo plebs nie jest godny dostrzec jego umiejętności. Może jak je w końcu wszystkim zaprezentuje to Kabuto wypierdoli z butów.

Akarui. Na jego obecność mnich liczył najbardziej. Chłopak był kolejnym kogo Shiga uważał za wartościowego. Drugą postacią obok Numy, dla którego nadstawiłby karku i własną piersią próbował bronić przed śmiercią. W końcu to samo on zrobił dla Chise, obronił ją, gdy lód z ataku Kabuto mógł ją zabić. Dał się podziurawić chroniąc dziewczynę, która jest mu niemalże całkowicie obca, a na pewno nie ma dla niego jakiegoś większego znaczenia. Nie musiał, a zrobił to. Shiga go za to bardzo doceniał i był gotów walczyć z nim tak zaciekle, wspierając się, jak gddyby Akarui był jego rodzonym bratem.

A potem ostatni rodzynek, Chise. Dziewczyna cholera wie dlaczego postanowiła wtrącić się do walki. Była szósta, nie w kolejności, ale oznaczało to, że może zawrócić. Mogła się cofnąć za bramę i nie ryzykować niepotrzebnie życia. Nie była to jej walka, ona już swoją stoczyła - przetrwała walkę z przekleństwem Hana, z jego plugastwem. A walka z Kabuto należała do Shigi. Zniszczył jej jedno ciało i zamierzał położyć zniszczeniem jej drugie ciało. Te właściwe. A jednak Chise musiała się wtrącić, musiała się pojawić. Nim jeszcze zamknęła się brama, Shiga podszedł do dziewczyny, szybko wsuwając jej dłoń zza strój, kładąc dłoń na gołej skórze, przysunął usta do ucha.
-Pamiętasz swój pocałunek gdy wróciłem? Jeśli to przeżyjemy, wycałuje każdy centymetr twojego ciała tak samo energicznie. A zaufaj mi, ssę z liczenia więc będziemy musieli wiele razy zaczynać od nowa. - Po czym cmoknął dziewczynę w szyję, podając jej trzy notki świetlne i dwie wybuchowe o które prosiła. W głowie obliczył, z jakim ekwipunkiem go to zostawia i na szybko przepiął notki wybuchowe z bełtów zastępując je świetlnymi. To oznaczało, że w tej chwili miał cztery notki wybuchowe, bombkę świetlną i dwie notki świetlne. To dawało siedem bełtów zwykłych przytroczonych do wewnętrznej strony haori, sześć bełtów specjalnych gdzie cztery to notki boom boom i dwie świetlne i jeden bełt podpięty do szpuli osadzony pod rękawicą między kuszą, a szpulą z drutem... To daje im jakąś ofensywną szansę.

Spoiler: pokaż
Soundtrack do posta


Na szybko Shiga wrócił do Kenshiego i reszty. Otrzymał przydatne info od Kenshiego, Akaruia, Muraia, postanowił zbiorczo odpowiedzieć wszystkim.
-Mnich Jashina. Potężny katon. Sprzęt ninja i kusza z systemem szpulowym pozwalającym odzyskiwać pociski lub przesyłać katon po żyłce prosto w cel. Ufam ci, Akarui-dono i tobie Pusty, mam nadzieję, że jakoś się zgramy. Mam aktualnie trzy pomysły na wykorzystanie ognia. Mogę wywołać chmurę wybuchowego pyłu i krzesić ogień iskrami z kłów albo posłać na nią lub anioły dwie bardzo potężne demoniczne pociski które nigdy nie chybiają. Mam też ogniste tornado które widzieliście na festiwalu. - Wtedy Kenshi zaproponował namagnesowanie broni. Shiga najpierw odwróci się plecami dając namagnesować kunaie, a potem podsunie związane bełty.
-To jest pomysł. Niech którekolwiek z was jakkolwiek ją namagnesuje. Widziałem co potrafią twoi pobratymcy, Murai. Wyciąganie kończyn na wielkie odległości. Nie zdołałbyś jej dosięgnać czymkolwiek i namagnesować? Wtedy jeśli zrozumiałem dobrze Kenshiego-sana moje bełty i przytroczone do nich notki nie mogą chybić. - Spoglądał na swoich towarzyszy z wielką nadzieją...

Brama się zatrzasnęła, coś przy marionetce wybuchło czy smagnęło ogniem, ważne, że efektownie...
-Zabawa się chyba rozpoczęła. Tam są tez nasi. - Wskazał zza Kabuto, gdzie przed chwilą był Numa. - Krzyczcie do mnie co mam robić. Na razie wskakuje na dach i czekam na okazję do ostrzelania jej notkami. Do tej pory będę walił zwykłymi bełtami próbując ją zdezorientować lub sprowokować. Jeśli będzie namagnesowana jak moje bełty to wale w nią. Chyba, że serio chcecie bym posłał te dwa potężne demoniczne pociski w nią lub anioły, ale wtedy mówie, że zostanę prawie bez czakry. Ten atak zajebiście męczy, ale nie chybia. Chise, uważaj na Siebie. Nie szarżuj. Kocham... - zająknął się. Spojrzał na dziewczynę. - Kurwa, takie akcje kocham. - Po tych słowach wskoczył po murze na dach najbliższego budynku, próbując nieco zdystansować się od kabuto, ale wyczekując dobrej okazji. Jeśli jakiś atak będzie szedł bezpośrednio w niego to chłopak zeskoczy za budynek. A jeśli nie, to tak jak mówił - zakłada na kusze zwykły bełt i strzela w kabuto swoją wierną kuszą, próbując lalkarkę wkurzyć. Bo co innego jej tym zrobi, jak ona pewnie z litego spierdolitu jest albo innego kosmicznego materiału.

Co do tej nadziei która padła wcześniej.
Jeśli ktokolwiek ma sobie poradzić z tym skurwolem Hana to właśnie są oni w tym składzie. To dobry skład.
I to nawet mimo tego, że Kenshi jest z Shiro Ryu i mu podpadł ucieczką z placu, to ma magnetyzm i ducha walki.
I to nawet mimo tego, że Murai jest postacią która nie walczy bez sensu i nie poświęci się dla nich, to jest potężny.
I to nawet mimo tego, że Chise nie powinna używać czakry to jest wspaniała fizycznie.
I to nawet mimo tego, że Akarui to medyk, to jest to człowiek o wielkim sercu.

I to nawet mimo tego, że to jeździec antykreatora, jestem pewien, że to wygramy.
Musimy.



Spoiler: pokaż
Shiga po poznaniu umiejętności innych i przygotowaniu swojego ekwipunku i namagnesowaniu się wskakuje na dach, gdzie wali raz po raz jak mu siła pozwoli zwykłymi bełtami których ma siedem w Kabuto, próbując odwrócić jej uwagę, by towarzysze mieli nieco większą swobodę działania. Jeśli jakiś atak leci na Shige to ten zeskakuje do tyłu z budynku wykorzystując solidną budowlę jako swoją tarczę. Jeśli Kabuto zostanie namagnesowana to wali w nią bełtem z notką, albo jeśli coś innego się stanie, na przykład każą Shigiemu walić demonami, to można się jakoś indywidualnie dogadać na zasadzie rozmowy na GG/SB/PW "Shiga, a co zrobi Shiga gdy...". Na budynek Shiga oczywiście wbiega na pełnej prędkości używając Kinobori no waza, czyli koncentrując czakrę w stópkach.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Ostatnio edytowano 18 cze 2018, o 23:15 przez Shiga, łącznie edytowano 1 raz
Spoiler: pokaż

Nazwa
Sumairu + Kiba

Typ
Unikat/Broń

Opis Sumairu oraz Kiba to dwa oddzielne przedmioty, a raczej zestawy przedmiotów łączące się w jedną upiorną całość. Po rozcięciu swoich policzków i ust, poszerzając uśmiech niczym przy "uśmiechu kota Cheshire", użytkownik Sumaire zakłada sobie dwie trójkątne nakładki z nierdzewiejącego metalu w które wchodzi rozdarta skóra - taki separator w postaci ruchomych metalowych łuków nie pozwala skórze się zregenerować i policzkom zrosnąć, zostawiając użytkownikowi niesamowicie wielki i szeroki uśmiech (który jednak nie odsłania zębów, jeśli mamy zamknięte usta - uśmiech jest po prostu znacznie dłuższy wtedy niż u normalnych śmiertelników), co przy okazji pozwala znacznie szerzej otwierać usta. Kiba to para szczęk, dolna i górna, składające się z takich samych pod względem ilości zębów co normalne ludzkie, jednak te zęby są wykonane z nierdzewiejącego metalu i mają bardzo ostre, spiczaste kształty niczym kły zwierzęcia lub potwora, co pozwala z łatwością szarpać oraz rwać mięso i cieńsze materiały. Zęby niestety muszą być wyrywane jeden po jednym, a potem kły wkręcane na śrubach w mięso jedno po drugim. Na dziąsłach na stałe zostają zamontowane metalowe okowy w formie gwintowanego otworu na wkręcenie kła, ale także pełniące role stopera powstrzymującego odrost zwykłego zęba.

Właściwości Sumairu zwiększa możliwości rozwarcia ust, co pozwala na większe i głębsze ugryzienia, Kiba pozwala wyrywać i rwać gryziony materiał ze względu na ostrość kłów i ich twardość.

Dodatkowe Aby poprawnie wykorzystać Sumairu oraz Kibę użytkownik musi posiadać iryojutsu lub regenerację pozwalającą na bardzo sprawne zregenerowanie tkanek do wsadzonych łuków Sumairu oraz do zregenerowania dziąseł by Kiba były w stu-procentach użyteczne.

Wytrzymałość
100 punktów

Zdobycie
500 ryou + misja C na "zamontowanie".

Link do tematu postaci
KLIK!


Nazwa
Suiseki - Krzesiwo

Typ
Dodatek

Opis Suiseki to nic innego jak specjalny kieł/ząbek który montuje się zamiast zwykłego stalowego kła do istniejącej już, zamontowanej w szczęce szyny z otworami - do gotowego produktu Kiba. Suiseki jest stworzony z magnezu który uderzając o zwykły metal - pocierając, uderzając i tak dalej, wystarczy kłapnięcie zębami - krzesi dużą ilość iskier co pozwala podpalać łatwopalne płyny/gazy jeśli te są w zasięgu do 25 cm od ust użytkownika krzeszącego iskry.

Zdobycie
300 za sztukę.

Link do tematu postaci
KLIK!

Obrazek
Głos Shigi | Ból i Smutek Shigi
Kolorek - AF936B
Czy wiara zostanie nagrodzona gdy mój czas dobiegnie końca?
Czy przegapię ostatnie ostrzeżenie przez kłamstwo, którym żyję?
Czy jest tam ktokolwiek? Przecież wiem, że dusza istnieje.
I nie jestem godzien, nie jestem godzien abyś przyszedł.

Jeśli mimo wszystko jesteś przy mnie, dlaczego milczysz Panie?
Jeśli trwasz przy mnie w każdej chwili, dlaczego nie czuję Twej obecności?
Bądź przy mnie, nie pozwól mi odejść, inaczej pozostanie jedynie nicość.

Czy ogarnie mnie ciemność, gdy zacznie brakować tchu?
Czy może pociągnie mnie światłość, ku swej wiecznej chwale?
Nawiedzają mnie głosy, mówiące, że nie ma czego się lękać.
I wciąż Cię wołam, wciąż Cię wołam Panie!

Dlaczego milczysz Panie? Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Inaczej pozostanie jedynie nicość. Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Nim Raj obróci się w pył, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona.
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu
Avatar użytkownika

Shiga
Najbardziej specyficzna postać
 
Posty: 1756
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Strój składa się z czarnego montsuki i juban, skórzanego ciemnego haorihomo, bordowego date-eri i o śnieżnym haori. Sam Shiga jest niepokojący, wygląda na kogoś nawiedzonego, mnicha lub kultystę, ze względu na elegancki i bojowy ubiór i bijąca aurę.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach. Kij od włóczni w ręku. Na ręku rękawica z kuszą.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 63835158
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Yuji Saga » 18 cze 2018, o 23:14

Dobrze zrobiłem. Postanowiłem ominąć teren na którym zaraz mogła się rozgrzać bitwa. Sam za to poleciałem na mury, które oddzielały ruiny miasta od portu. Dzięki temu miało się ten dobry widok na wszystko. Zobaczyłem port, gdzie byli wojownicy, już trochę poturbowani przez przeciwności, które napotkali w mieście. Przy nich, a zaraz największą grupa byli zwykli mieszkańcy, którzy byli przerażeni, ale budowali ostatnia linie oporu z desek, worków z ziemią i innymi materiałami, jakby szykowali się na szturm jakiejś armii. Godne pożałowania, próbują wszystkiego byle przeżyć, sami nie wezmą się za walkę, tylko czekali aż powybijają ich rodziny, zniszczą domy, zabiją ich a potem ewakuować się „bezpiecznie” z rodami. No właśnie, jak już jesteśmy przy ewakuacji. Było też dużo statków na morzu! Oj bardzo dużo! Poznałem jakie to są statki, kraju kupieckiego i tego Cesarstwa, tak tego z którym rada wypowiedziała dość niedawno wojnę! HA! Gdyby nie ten atak Antykreatora i jego paczki marzeń, to by Cesarstwo zaatakowało! To by była dobra wizja! Ale teraz inaczej to będzie, pokażą się z dobrej strony będą tymi wybawcami, którzy uratują biednych mieszkańców. Jacy oni mili, kochani. Dobre zagranie polityczne, ale to nie wyjdzie przy mnie, oj nie.
Wskoczyłem na wieże, ruszyłem spokojnie by z niej zejść na bramę i potem wskoczyć na drugą wieże, ale nie miałem takiej możliwości. Na bramie była dziewuszka ubrana w ubranie Shiro Ryu. Widac nawet kobiety mają pozwolenie na mundur i trzymanie koła, by nie opuścić bramę. Godne jej zadanie, trzymaj, nie puszczaj i czekaj az reszta zrobi robotę. Słaba kobietko. Uśmiechnąłem się do siebie kiedy tak o tym pomyślałem. Do tego przed bramą, ale już w mieście, była pewna ekipa, która najwyraźniej postanowiła się zmierzyć z moją narzeczoną i jej aniołkami. Zobaczyłem tam osoby które poznałem na placu gdzie miałem rozmowę o prace z moim nowym kumplem. Nie znałem imienia tej dwójki, ale nienawidziłem ich. Najbardziej tego faceta, żeby tak się do mnie odzywać? To ma tupet! A kobieta? Przeżyła! Dobra jego! A niedobra dla mnie, miałem nadzieje że zdechnie suka i tamten popadnie w rozpacz, obłęd, zemstę cokolwiek. Zawiodłem się na moim szczęściu przez chwilę, ale co zrobić! Trzeba iść dalej, może ta dwójka umrze w tej walce? Mam nadzieje, kibicuje blondynce całym krokiem. Dobrze przeczytaliście.
Czas ogarnąć mój plan i wystawić go w życie. Nie jest jakiś wybuchowy, jak ja sam, ale podoba mi się. Oto zawsze mi chodziło oraz miałem takie zadanie. Postanowiłem wejść na blanki wieży, ale po stronie portu i tak bliżej muru z którego niedawno wszedłem na ten wysoki obiekt. Tak by na wszelki wypadek od razu zeskoczyć na mur i spieprzać gdzie pieprz rośnie. Bo to co zrobię może się nie spodobać reszcie.
Spojrzałem na robaki w porcie z góry, uśmiechnąłem się lekko i mogłem zaczynać. Niech przedstawienie się zacznie, a ja zacznę lśnić na niebie.
-ŚMIERTELNICY!- Ryknąłem głośno, by zwrócić ich uwagę na moją wspaniała osobę.
-Jesteście w potrzebie! Władcy zawiedli! Ale bogowie o was nie zapomnieli!- Wyciągnąłem do nich dłoń, w geście niesienia pomocy. Będę dla nich światłem, objawieniem, które będą czcili do końca swoich dni.
Spoiler: pokaż
Obrazek

-Bóg miłości, wygranej, wojny, seksu, piękna ukazał się wam w swoim boskim Avatarze! YUJI SAGA! I przynoszę wam radę, a nawet objawienie boskie!- Ciągle krzyczałem by mnie usłyszeli, a do tego nie dodałem jeszcze innych tytułów, bo było ich za wiele, tytuł zdrady, kłamcy i tym podobne źle się przyjmuje u zwykłych mieszczuchów.
-Tego dnia umarło wiele istnień! Wasi rodzice, dziadkowie, dzieci, wnuki, przyjaciele, nawet wasze kochane miasto które było dla was domem! To wielka strata, ale nie płaczcie teraz! Musicie zrozumieć czyja to wina! TO WINA RODÓW! KLANÓW! WOJOWNIKÓW! Którzy przynieśli zniszczenie, śmierć waszych bliskich na wasze spokojne miasto, które mogło by żyć spokojnie w tym czasie! To także przez RADE bo ona ich tutaj zaprosiła! Zaprosiła śmierć na własne życzenie! A do tego nie umieli was uratować, tylko tylu was przeżyło bo wielcy wojownicy postanowili się zabijać nawzajem! O tak! Piaskowy człowiek mordował wojowników Haretsu który zamordowali innych mieszkańców, a potem on sam zabijał waszych bliskich! Klany tutaj walczyły miedzy sobą, by zdobyć korzyści! A wy się dla nich nie liczyliście, a widzą w was tylko interes i nic więcej! Tylko ci tutaj co was uratowali są tacy dobrzy, co nie? Ale się mylicie!- Długo gadam, wiem, ale muszę dać swój monolog złoczyńcy. Chociaż tak to nie powinno brzmieć, starałem się by to brzmiało jak współczucie i chęć niesienia dobra dla tych nędznych ludzi. Jestem bogiem, a jeszcze ukazuje im prawdę albo raczej możliwość, która w tej sytuacji dotknęła ich wszystkich mogła być najbliższe prawdy. Jest duża szansa, że mu uwierzą. Wracając, bo ja dalej gadam do nich, a to tutaj to tylko moja dygresja wewnętrzna.
-Uratowali was, bo sami chcieli się uratować! Nie mieli tutaj żadnych interesów rodowych! Wykorzystywali was jak tarczę by móc przeżyć, by silniejsi na początku rzucili się na słabszych, a nie na nich! Widzieliście trupy przed bramą! Nie ma tam żadnego wojownika tylko wasi sąsiedzi, przyjaciele!- Mogłem dodać więcej, ale musiałem się szybko streszczać, bo ktoś mógł mnie zaatakować. Dlatego byłem czujny niczym rybka w sezonie wędkarskim.
-I do tego Cesarstwo! Bohaterowie przybyli na pomoc! O dziwo mieli tutaj swoje statki! A od rozpoczęcie tej całej masakry tak dużo nie minęło! Dziwne, co nie?! Byli niedaleko wyspy z którą mają waśnie? I do tego dziś wypowiedziano im wojnę! Oni to zaplanowali MIELI WTYKI! Posłużyli się tymi w mieście by później wyjść na tych dobrych! Terroryści rozrabiają na ich życzenie, a oni zbierają plony! Oni współpracują ze sobą! Udało im się zniszczyć rade, nic im się teraz nie sprzeciwi! Teraz tylko muszą was przekonać do siebie i zawładną tak naszym światem jak rada, a nawet gorzej! Dlatego baczcie na to co powiedziałem, oni chcą was tylko wykorzystać! POWSTAŃCIE!
I po tym od razu zeskakuje na mur i biegnę przed siebie! Jak najdalej od wszystkich Uciekam przed wrogami których mogłem sobie zrobić po tym co wykrzyczałem. Na całe szczęście o cesarstwo wspomniałem pod koniec, więc jak by się na mnie wkurzyli i ruszyli, to ja już mogę spierdalać, to znaczy oddalać się od nich. Do tego miałem przygotowany plan, jakby ktoś we mnie czymś strzelił, albo zaatakował frontalnie. Ale jak na razie ucieczka, jeżeli by mnie chcieli zestrzelić z muru to zeskakuje do miasta i biegnę w głąb niego. Tak czy siak nie miałbym teraz użytku z portu i możliwości odpłynięcia którymś ze statków, a nawet przed moim ogłoszeniem nie miałem takiej szansy. Ten jashinita pewnie już opowiedział wszystkim o moim połączeniu z NESem oraz Hanem, więc za nic na świecie bym nie popłynął z tymi na kontynent. Muszę spotkać się z moim kumplem z którym umówiłem się na spotkanie. Do tego chyba ogarnąłem moją część planu, którą dostałem. Piaskowy jegomość teraz nienawidzi Haretu częściowo dzięki mnie, wiec pewnie zbierze ziomków i ich zaatakują. A teraz jeszcze mieszkańcy usłyszeli to i owo, może pojawić się w ich sercach zwątpienie, a to wszystko przekażą reszcie kontynentu, gdzie ludzie mogą rzucać plotkami o klanach oraz tym całym cesarstwie, bo to dziwne, że przypłynęli TAK szybko z swoich wysp tutaj. Niech się rodzi zwątpienie, nienawiść do drugich! Nawet słowa mogą wywołać lawinę nienawiści i na to właśnie liczę.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Yuji Saga
 
Posty: 140
Dołączył(a): 2 gru 2017, o 10:33
Wiek postaci: 20
Krótki wygląd: Dwumetrowy muskularny mężczyzna o blond włosach i czerwonych oczach. Nosi zielone buty, żółte spodnie oraz czarną przylegającą koszulkę bez ramiączek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=69493#p69493
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Akarui » 18 cze 2018, o 23:39

Klamka zapadła...
A dokładniej nie klamka, a brama prowadząca do portu. Tam, za plecami ochotników zebrali się cywile, ranni, uciekinierzy. heh, ochotników... Niby dumnie brzmi, ale szybko może to się zmienić w umarlaków... Przeciwnikami wybranej szóstki pod dowództwem jednego z ocalałych Shiro Ryu był jeden z Jeźdźców samego nadal żyjącego Antykreatora. Kabuto. Marionetkarz, który zrezygnował z człowieczeństwa na rzecz mechanizmów. Który zamordował i zmienił w lalkę co najmniej dwójkę ludzi.

Właśnie, dwoje. Przeciwnik sam się wcześniej przyznał co do zbierania kolekcji z ludzi, tuż po zniszczeniu pierwszej zabawki. Reszta to jedynie łączenie faktów i logiczne myślenie. Poprzednia lalka posiadała umiejętności tworzenia lodu, co nie jest możliwe za pomocą samych mechanizmów (z tego co wiedział Akarui). Kolejnym tropem była akcja wykonana przez kolejne śmiercionośne narzędzie. Wywołanie takiego wybuchu nie pochodziło z byle notki. Takie eksplozje były zwykle wywoływane przez członków klanu Haretsu... Tozawa postanowił pójść za ciosem i ostrzec swoich sojuszników, natychmiast, jak tylko wszystko poskłada do kupy: - To Haretsu... Ród z Samotnych Wydm, który potrafi wywoływać kierunkowe wybuchy podczas walki w bliskim dystansie. Ale to marionetka, więc się nie zdziwcie, jak wydłuży łapy!

Podział informacji nie poszedł po myśli Akarui'ego. Kenshi miał wątpliwości co do zaproponowanej taktyki. Zaproponował też swoją, dzięki czemu medyk mógł już powiązać go z innym klanem Samotnych Wysp. Pomysł nie był głupi, ale swój też trzeba trochę wybronić: - Spokojnie. Sami zauważycie, że ten ruch jest na Waszą korzyść. I postaram się Was poinformować o tym. A plan z namagnetyzowaniem jest bardzo dobry. Ode mnie trzy kunai. Medyk schował swój kastet na przypisane mu miejsce na biodrze i wyciągnął rzeczone bronie z kabury i torby, a każdy blisko stojący mógł zauważyć, że przy rączkach widnieją zawiązane notki wybuchowe. Bez słów, każdy się na pewno domyślił, w jakim celu będą rzucone. Gdy te będą już gotowe, dwa ostrza będą trzymane w jednej dłoni, jeden w drugiej. Medyk wycofa się parę kroków w tył i gdy nadejdzie odpowiednia chwila, dwa krótkie zamachy naprowadzą broń na przeciwnika.

Medyk zauważył po drodze jeszcze jedną ważną rzecz, musiał szybko coś przekazać ekipie: - Nie pozwólcie jej odpieczętować kolejnych zwojów, nie wiadomo, co może z nich wyjść! Kabuto bowiem wyciągnęła ze swojego ciała kolejny zwój, co nie napawało optymizmem. Nawet jeśli w środku jest różowy pluszak, to pewnie zagryzie OBROŃCÓW na śmierć! Trzeba przeszkodzić w każdej próbie wzmocnienia się przeciwnika. Akarui stanął na ugiętych nogach i skierował swoje dłonie w kierunku przeciwnika. Należy działać szybko! Może przyda się ostatnio opracowana technika?


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
MOWA

Moderator WT i Kuźni
Nie wiesz od czego zacząć swoją twórczość w tych działach? Napisz mi co planujesz, spróbuję pomóc przed pokazaniem Twego dzieła innym moderatorom ;)
Avatar użytkownika

Akarui
Bohater
 
Posty: 687
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 00:03
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Murai » 19 cze 2018, o 00:00

Grupa prezentowała się dość nietypowo. Każdy z nich wydawał się posiadać różne umiejętności i różne style walki. Operowania kilkoma mieczami, umiejętności magnetyczne, żywioły, a także możliwości samego Kakuzu. Rzecz jasna nie miał zamiaru podzielić się żadnym ze swoich sekretów. Im mniej wyjawił, tym większa była szansa za zaskoczenie ich w potencjalnej przyszłości. Sam fakt że wyjawił swoje żywioły powinien być dla nich wystarczający. Podczas kiedy wybrani wojownicy mieli walczyć z przeciwnikiem, to pozostali mieli ustawiać barykady? W jakim niby celu? Co da kupa gruzu przeciwko wrogowi takiego kalibru? Oczywiście że nic, skoro po prostu ją rozwali bądź ominie. Wydanie takiego polecenia było całkowicie zbyteczne poza jednym w zasadzie aspektem - morale. Jeśli dasz reszcie coś bezsensownego do roboty i wmówisz im, że ma to znacznie, to ich nastroje się poprawią. Determinacja jaką włożą w ową czynność przełoży się na ich samopoczucie. Lepsze to, niż żeby kazać im czekać w bezczynności na nieuniknione? Zdecydowanie, nawet jeśli ta czynność nie miała żadnego znaczenia. Kto też w takiej sytuacji przejmowałby się morale osób niezwiązanymi z walką? W tym momencie najważniejszym dla Muraia było pokonanie przeciwnika i przeżycie. Nikt inny, żaden dowódca który kazał skupić ataki na głównym ciele. Żaden z pozostałych walczących. Tylko Kakuzu. Dlatego też nie miał większego zamiaru koordynowania ataków z sojusznikami. Nieprzećwiczone wcześniej kombinacje albo też próby skonstruowania dobrego planu na poczekaniu nie mogły wyjść tak skutecznie. Nawet, jeśli wcześniej proponował jednemu z nich skombinowanie żywiołów. O wiele lepiej wychodziła mu indywidualna walka. Nie był szkolony do współpracy, a w ciągu swojej wolności nie miał okazji do pracy z kimś. Żył samotnie od początku do końca.

Nie walczysz wtedy, gdy spokojnie mógłbyś to robić. Wykonujesz ślepo rozkazy.

Walczył, mimo że nie musiał, że mógł zostawić to komuś innemu. Wyglądało to jak gdyby starał się na siłę zaprzeczyć tym słowom, ale nie była to prawda. Stanowisko Hana już od początku było chwiejne w wielu punktach, a po czynach Nikusui jedynie się w tym utwierdził. Logiczne działania miały sens. JEGO działania miały sens. Nie musiał przekonywać się, że jego sposób myślenia był lepszy. Bo był lepszy. Nie mógł pozwolić, by sposób myślenia oparty na błędach zakłócił jego dotychczasowy porządek. Propozycje wysuwane przez innych wydawały się naprawdę interesujące. Wystarczyło jedynie namagnesować główne ciało. Jeden pocisk wystarczył? W takim razie...
- Możliwe że odcięto by ją po drodze. Brak jednej ręki to pozbawienie mnie praktycznie każdej możliwości opartej na technice i tym samym ograniczenie mojej użyteczności w dalszej walce. Ale mam pomysł, bezpieczny i równie skuteczny. Zobaczymy, czy uda mi się trafić. - po słowach tych wyjął ze zwoju Fuma Shurikena, którego dał do namagnesowania Kenshiemu, podobnie jak dwa skuriken. Jeśli któreś z nich trafiło, to było to równoznaczne z przyciąganiem innych pocisków. Owe przedmioty zabrał ze sobą, skacząc na dachach. Chciał zajść ciało najlepiej od boku, jednocześnie uważając na dwa anioły. Wyrzucił namagnesowane shuriken w kierunku głównego ciała, po chwili posyłając największą broń, także namagnesowaną, po możliwie jak największym łuku. Jego podkręcenie zdecydowanie było możliwe. Duży łuk dawał realną możliwość, że przeciwnik tego nie zauważy. Dodatkowo Kakuzu wytworzył pod przeciwniczką kilka Dotonowych pali, żeby uniemożliwić jej bezproblemowe odpieczętowanie kolejnej lalki i ograniczenie jej ruchów. Po kilku chwilach zaczął podbiegać do przeciwniczki. Starając się utrzymać dystans około 15m do niej, obserwować ruchy z bliższej odległości niż wcześniej. I móc lepiej kontrolować swoje bronie, rzecz jasna.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Dwie kabury na broń (lewe i prawe udo)
- 2 tonfy obwinięte bandażami (przy pasie)
- Wachlarz na plecach (zwinięty)


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1637
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Chise » 19 cze 2018, o 00:55

Grupa zbierała się szybko. Choć w niektórych przypadkach "zbieranie się" to było za wiele powiedziane. Jedna z ochotniczek po prostu przebiegła, wrzeszcząc o tym, że jest najlepszą szermierz na świecie. Chise śmiała w to wątpić, ale nie było teraz czasu na takie głupoty. Zaraz po niej dołączył Pusty, któremu dziewczyna krótko kiwnęła głową. Jego zjawienie się o czymś jej przypomniało, sięgnęła do swojego paska, odpinając z niego maskę. Przy okazji czuła chropowaty materiał poprzedniej marionetki i poczuła nieco otuchy. Skoro raz się udało, może uda się i kolejny? Zapięła swoją na twarzy, zakrywając twarz jednolitą masą i poczuła się pewniej. Była już ich piątka, ale niespodziewanie dołączyła do nich szósta osoba. Chise lekko zmarszczyła brwi pod maską, słysząc wytłumaczenie chłopaka, ale nadal nie była przekonana do tego.
- Akarui-dono.. - mruknęła w jego stronę -...uważaj na siebie. Ktoś nas jeszcze musi poskładać po wszystkim - powiedziała to z humorem, ale jej troska była całkowicie poważna. Nie chciała tak bardzo brać stereotypów pod uwagę, ale medyk kojarzył się jej z kimś, kto wymagał obrony, a nie stawał w pierwszej linii. A jakby nie patrzeć, ich siódemka była taką właśnie pierwszą linią przeciwko Kabuto. Shiga zbliżył się do niej, szepcząc do ucha i pocałował w szyję. Uchiha wyczuła w tym.. Stres. Napięcie. Uścisnęła do za ramię.
- Hej, bez obaw. Przeżyjemy to, mnichu. Razem - szepnęła do niego, tak by nikt inny tego nie widział. Szybko zgarnęła notki w biegu już doczepiając je do broni.
Brama się zatrzasnęła, pora było atakować. Chise wyciągnęła miecze, układając je błyskawicznie w swoich miejscach, w czasie gdy Kenshi opowiadał o swoim planie. Jednak to wszystko trwało za długo, do chłopaka zaczęła się niemal ustawiać kolejka osób chcących magnesować broń i gadających. Uchiha kiwnęła szybko w stronę drugiej szermierki, która wydawała się na swój maniakalny sposób konkretniejsza od nich.
- Ja lecę od dołu - mruknęła do niej i nim nawet skończyły się rozmowy, wystartowała. Oczywiście, ze względu na pozycję nie mogła poruszać się prostoliniowo, biegiem. To była seria efektywnych skoków, gwiazd i salt, które wykorzystywała by poruszać się mając wszystkie siedem mieczy. Była czujna, nasłuchiwała. Kabuto mogła przecież zaatakować w każdej chwili, spodziewała się wszystkiego. Od shurikenów, kunai, sebon, a także żywiołów i wybuchów i samych lalek. Była gotowa do uników jak nigdy, w pełni skupiona tylko na przeciwniku, by niczego subtelnego nie przegapić. Nie poruszała się też prosto, ruch był chaotycznie rozrzucony na boki, a dodatkowo początkowo mogło się wydawać, że zgodnie z rozkazem szarżuje prosto na główne ciało, na dom. Specjalnie stanęła pod samą ścianą, uniemożliwiając Kabuto zauważenie jej ruchów, chyba, że się wychyli z dachu, wtedy zamierzała wyrzucić kunai z notką prosto w jej stronę. Nie taki jednak miała zamiar. Zmieniła kierunek i rzuciła w stronę drugiego anioła kunai z notką owiniętą wokół rękojeści, który zamierzała zdetonować, kiedy będzie w jej polu rażenia. Ona sama podążała za nim natychmiast, uznając za bezpieczną odległość od notki tak z 2 metrów, półtorej. Jak to u szermierzy bywa, przede wszystkim dążyła do bezpośredniego kontaktu, gdzie pierwszym celem będzie zniszczenie rąk.

Spoiler: pokaż
Chise wyciąga wszystkie siedem mieczy i zbliża się pod dom, biegnąc ruchem bardziej zygzakowatym, chaotycznym, na którego dachu stoi Kabuto. Jest ostrożna i gotowa do uniku. Spod ściany wyrzuca w kierunku drugiego anioła kunai z notką, który zamierza aktywować kiedy będzie w bezpośredniej bliskości marionetki, sama podążając za nią w odległości ok 2 metrów. No, chyba, ze Kabuto się wychyli z dachu, wtedy zamierza rzucić w nią i nie zmarnować okazji. Dąży przede wszystkim do bezpośredniego kontaktu z marionetką, gdzie najpierw skupi się na zniszczeniu rąk,



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
Przy pasie 7 wakizashi, maska, kabura na udzie i torba
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż

Nazwa
Nanaken no Mai

Zasięg
Zależy od długości ostrzy

Specjalizacja
Użytkowanie wielu broni siecznych jednocześnie

Opis Odmiana Chanbary będąca bardzo dziwnym sposobem na posługiwanie się bronią białą. Użytkownik włada bowiem aż siedmioma mieczami jednocześnie. Są to ostrza krótsze od katany znajdujące się w podanych miejscach: w ustach, między łokciami i przedramionami, pod lewą pachą, przyciśnięty ramieniem do szyi, pod kolanem i przyciśnięty udem do brzucha. Chwyty broni są na tyle solidne, że można spokojnie władać bez obawy o wypadnięcie broni w trakcie walki. Korzystając z tej metody walki liczy się głównie szybkość i percepcja.

Właściwości Użytkownik tego stylu jest w stanie używać większej ilości broni siecznych jednocześnie, co przekłada się na jego zdolności bojowe - staje się bardziej nieprzewidywalny, a przez to niebezpieczniejszy.

Bonusy Poziom Nanaken no Mai a ilość mieczy:
D: 2 ostrza
C: 3 ostrza
B: 4 ostrza
A: 5 ostrzy
S: 7 ostrzy

Dodatkowo podczas walki wieloma ostrzami użytkownik otrzymuje bonusy do atrybutów (zależne od zaawansowania w stylu):
D: Szybkość +10, Percepcja +10
C: Szybkość +20, Percepcja +20
B: Szybkość +30, Percepcja +30
A: Szybkość +40, Percepcja +40
S: Szybkość +50, Percepcja +50
Bonusy na każdej randze nie sumują się.

Opis Uwaga! Ten styl walki mogą opanować jedynie wybrane osoby, posiadające zgodę Administracji.
Obrazek
Avatar użytkownika

Chise
Najlepszy Kobiecy Charakterek
 
Posty: 565
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4372
GG: 46966371
Multikonta: Obi

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Shigemi » 19 cze 2018, o 01:40

Post pisany, żeby się wyrobić, dopiero wróciłem z pracy, proszę o wyrozumiałość.
_______________-
Głośne westchnienie opuściło moje ciało, gdy zobaczyłem jak jeden z aniołów zaatakował zakapturzonego chłopaka. Myślałem, że szarża zakończy się szybko i krwawo, ale tak się nie stało, na szczęście chłopak użył sztuczki i zniknął w błocie, czyżby użył czegoś Kawarimi - podobnego? Bardzo prawdopodobne. Westchnąłem cicho i spojrzałem przed siebie. Poczułem jak zimny dreszcz przeszywa moją skórę, drugi anioł szarżował w moją stronę, musiałem wykorzystać złożoną pieczęć i z moich rąk wyleciały cztery wiązki, jedna wycelowana w Kabuto i mechanizm, który zauważyłem, druga wycelowana bezpośrednio w klatkę piersiową anioła, trzecia i czwarta była wystrzelona z bardzo małym opóźnieniem i wycelowane były: trzecia w prawy bark anioła, a czwarta w okolice lewego biodra. Dodatkowo opóźnienie wystrzelenia wiązki trzeciej i czwartej miało pozwolić mi na zareagowanie na prawdopodobny ruch mechanicznego anioła śmierci. Nie miałem jednak czasu na pozostanie w jednym miejscu, musiałem zwiększyć dystans, więc zeskakuję najszybciej jak tylko to możliwe (jeśli było to potrzebne to wykonuję przewrót w tył) i w możliwie najniższej pozycji w dół z budynku, a następnie odbijam się - cofając kolejne kilka metrów w tył, a następnie w lewo za budynek, aby zniknąć z zasięgu wzroku kuglarce. Byłem cały czas czujny i gdy tylko miałem chociaż chwilkę na rozejrzenie się to poszukuję czegoś do Kawarimi no jutsu, jeśli to znajduje to przygotowuję sobie tę technikę, aby móc przeżyć atak tego potwora, następnie wyciągam kunai, aby móc spróbować chociaż obronić się przed ostrzami.

Streszczenie:
Wytworzenie 4 wiązek rantonu:
1 - w Kabuto
2 - w klatkę anioła
Po minimalnym opóźnieniu rzędu pół sekundy:
3- w prawy bark
4- w lewe biodro.
Zeskok w dół - jak najszybciej, tak żeby nie ucierpieć jeśli zauważę, że nie jestem w stanie wykonać techniki to po prostu jej nie robię tylko spierdzielam
Odskok w tył
Schowanie się za budynek
Poszukiwanie czegoś zdatnego do przygotowania Kawarimi
Przygotowanie Kawarimi
Wyjęcie Kunaia
Zachowanie czujności



Spoiler: pokaż
Wycofanie się o 5-10m do tyłu i w prawo na budynek
Składanie pieczęci do rantonu
Przygotowanie do wsparcia Numy/ewentualnego odparcia ataku w moją stronę.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
5x kunai, 5x shuriken, przypięte do pasa wakizashi
Obrazek
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>[tab=kg]
Nazwa
Ranton: Reizā Sākasu - Reberu Bi

Bardzo ważny poziom w kontroli Rantonu dla każdego użytkownika. Przede wszystkim, daje on możliwość wystrzelenia wiązek z dowolnego fragmentu ciała (ich ilość zmniejsza się jednak wtedy o połowę). Oprócz tego wiązki mogą skręcać do 120 stopni co utrudnia unik jak i stwarzała duże pole do popisu. Ryzyko porażenia przy ataku jest wręcz oczywiste, a wiązki mogą poważnie ranić ludzkie ciało, w zależności od tego gdzie trafią. Tak jak w poprzednich poziomach Reberu zasada wytwarzania nowych wiązek przy utrzymaniu pieczęci smoka została zachowana.

Pieczęci
Tygrys → Pies → Wąż → Smok

Szybkośći
Przeciętna

Zasięg
20 metrów

Ilość wiązek
9

Koszt Chakry
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4% (1/2 na turę)

[topis=Uwaga]Istnieje możliwość "anulowania techniki" i natychmiastowego przejścia do ponownego wykonywania tworząc nowe wiązki jeśli tylko utrzymaliśmy złożony znak smoka zastępując w ten sposób stare wiązki nowymi.
Zabieg taki wymaga od nas ponownego poniesienia kosztu.
[/topis][/tab]
Avatar użytkownika

Shigemi
 
Posty: 108
Dołączył(a): 21 paź 2017, o 17:29
Wiek postaci: 19
Krótki wygląd: Białe kimono, czarne haori ze złotą klamrą i złotymi wstawkami, czarno-bordowe obi ze złotymi wyszyciami
Widoczny ekwipunek: katana przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4289
GG: 10004280
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Megumi Ishida » 19 cze 2018, o 16:27

Dziewczyna zgłosiła się do walki wierząc w swoje umiejętności. Powoli oceniała kto jeszcze postanowił podjąć się walki. Łącznie 6 osób. Ten w zbroi powiedział coś o magnesowaniu broni więc przyjęła to z radością. Podała mu swoje no dachi oraz fuma shurikena, jeśli się zgodził to również 2 kwadratowe shurikeny. Ekipa za nimi osłaniała ludność cywilną która miała się ewakuować, a oni mieli wytrzymać ataki jeźdźcy. Tylko pytanie czy wytrzymać czy go pokonać? Ona osobiście zaczęła się prawie ślinić na myśl że może okryć się sławą mordując dosyć irytacjom świat postać. Jej zapał został jednak mocno ostudzony przez zobaczenie jak działa technika lalki. Właśnie zrobiła duże bum bum koło jednej z osób sojuszniczych. Wyczuła sensorem że to przeżyła. Super. Przynajmniej nie ma pierwszego zgona. Inna osoba która coś opowiadała to medyk który zaoferował się że może objąć kontrolę nad lalką, oraz że może pomóc i podczas uniku. Dziewczyna zareagowała sceptycznie. Ale w sumie racja, mała wskazówka gdzie uciekać może być pomocna, żeby tylko nie skończyło się tym że spartoli jej unik czy coś. Dobra dalej, to byłą kobieta z kilkoma mieczami. Kojarzyła ją z turnieju, czyli kolejna szermierz. Jeszcze dalej był jakiś mężczyzna z kuszą który dużo gada, czyli wsparcie z dystansu. I biały mich z kataną, kolejny szermierz i na koniec ktoś kto wygląda tak jak by uciekł śmierci, ale zwracano się do niego z szacunkiem, a i po czakrze czuła że w miarę silny koleś. Gdy rozpoczęła się walka ona niewiele myśląc, uznała że ten zwój może zrobić problemy, bo skoro kieruje kukiełkami, to znaczy że może kierować ich większa ilością, czyli musi je gdzieś trzymać. A gdzie się trzyma dużo kukiełek? A no w zwojach. A więc jak odpali swój to przypał. Zrobił duży wdech złożyła pieczęci skróciła dystans do około 18m i rypnęła prosto w oryginalne ciało wielką kulą ognia. Jednak uważnie obserwowała ciało i wzrokiem jak i sensorem. Chciała ocenić jego prędkość oraz prędkość potencjalnych kukiełek. Oczywiście również na nie uważała. Nie chciała również wejść w paradę użytkownikowi raitonu w bieli, oraz temu z silną czakrą który szarżował na wroga. Do tego postanowiła sobie w duchu że jak tylko coś będzie nie tak, znaczy że czakra wroga zniknie innym z oczu to przy użyciu sensorki będzie mówić gdzie się znajduje. No i przez myśl przeszła jej ostatnia rzecz. Czy skoro lalki używają techniki, to czy nie powinny mieć własnej czakry ? Czyli czy nie powinna ich wyczuwać? W tym celu skierowała swoją uwagę na dwa anioły, ciekawe, bo jeśli ma rację to powinna móc się orientować o ich obecności cały czas co pozwoli na lepszą reakcję.
Spoiler: pokaż
Megumi daje sprzęt do namagnesowania, potem skraca dystans do 18m i wali katonem w główne ciało
Przedmioty widoczne: Dwie torby przy pasie.
No-dachi na plecach.
Fuma shuriken rozłożony zawieszony na plecach na sznurku.
Na każdej ręce obszar od nadgarstka do łokcia jest obwinięty metrem bandaża.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Megumi Ishida
 
Posty: 353
Dołączył(a): 27 lis 2017, o 21:28
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek B
Widoczny ekwipunek: Obandażowane ręce od nadgarstków do łokcia.
2 torby na wyposażenie na pośladkach
No-dachi na plecach
Rozłożony fuma-shuriken zawieszony na sznurku na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4403&p=65802#p65802
GG: 56674178
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Natsu » 20 cze 2018, o 00:22

MAPA MIASTA.
Mapa z podziałem na dzielnice

Spoiler: pokaż
Obrazek
  • Czerwona - Shigemi
  • Szara - Murai
  • Biała - Kenshi
  • Żółta - Akarui
  • Niebieska - Shiga
  • Zielona - Mokuzu
  • Pomarańczowa - Chise
  • Brązowa - Numa
  • Bordowa - Megumi
  • Czarna - Kabuto i lalki

Szare smary to głazy i ruiny. Fiolet - trucizna.



Komplikacje
Ścieżka główna eventu


Przybycie okrętów wzbudziło gorące emocje wśród cywili. Niektórzy zaczęli w końcu odczuwać coś, co wyglądało jak nadzieja. Inni wyglądali na znacznie bardziej sceptycznych, jak gdyby domyślali się że to jeszcze nie jest koniec. Aczkolwiek świadomość, że istniało duże prawdopodobieństwo ocalenia, podniosło znacząco morale między zwykłymi ludźmi. Niektórzy zaczęli już otwarcie się obejmować i powtarzać jak mantrę "jesteśmy ocaleni", inni rozpoczęli przygotowywanie swoich rzeczy do przeniesienia ich na pokłady statków.
Nadzieja. Cóż za potężne narzędzie!
Hanzo podszedł do leżących Shikaruia i Aki, przyklękając przy tym drugim. Mężczyzna obrócił głowę w kierunku Inoshi, która zdążyła już przejść się do jednego z wozów i zebrać z niego czysty materiał oraz podejść do całej trójki. Po drodze dołączyła do niej Nikusui, która spróbowała doprowadzić ją do pionu werbalnie, i również przysiadła obok leżącego duetu. Mężczyzna spokojnie się uśmiechnął, tak jakby starał się tym powiedzieć "nie obawiajcie się, jestem tutaj", i wyciągnął przed siebie rękę.
-Otrzyj ranę z krwi, tak dokładnie jak tylko będziesz w stanie. Ułatwi to trochę proces leczenia.
Kiwnął głową, gdy ta podstawiła coś pod głowę Uchihy, jak gdyby aprobując pomysł z przyłożeniem do siebie krawędzi ran. Następnie westchnął lekko, skupiając w sobie chakrę. W jego dłoni pojawiła się nagle zielona kulka chakry, którą szybko przyłożył do szyi młodzieńca. Szmaragdowa bańka objęła szyję młodzieńca, stopniowo zaczynając proces łączenia rany z powrotem w jedność.
-Blizna mu zostanie, ale przynajmniej nie będzie już zagrożony. - Następnie zwrócił się w kierunku Nikusui: - Oczywiście, przyjmę każdą pomoc. I skorzystaj z tej pigułki, proszę, podaj ją temu chłopcu. Rany szyi mają to do siebie, że łatwo mogą doprowadzić do wykrwawienia. O utonięciu nie mówiąc...
I faktycznie, technika Iryojutsu zaczęła działać w stopniu zaskakującym - już po kilku sekundach rana całkiem się zamknęła, lecz do zagojenia jeszcze potrzebowała chwili czasu. Hanzo więc wciąż przytrzymywał rękę na szyi Aki, pozwalając Nikusui położyć mu rękę na ramieniu i wspomóc go swoją chakrą.
-Wracając do twoich pytań - powiedział spokojnym, lecz niepokojąco cichym głosem. Na jego twarzy było już widać zmęczenie, lecz mimo tego nie przerywał procesu. - Moim napędem do pomocy jest chęć naprawienia tego, co zrobiłem w przeszłości. Dlatego jestem gotów na wszelkie poświęcenie ze swojej strony, gdyż po prostu nie mam już nic do stracenia. Zazwyczaj jednak ludzie powinni mieć jakieś granice.
Pokręcił głową.
-Medyk ratuje tak wielu, jak tylko może. Ale musi mieć też świadomość, że nie wszystkich da się uratować.
Następnie spojrzał na Shikaruia, który powoli przybliżył się do Aki i złapał go za rękę, nawet mimo krytycznego zmęczenia w jakim był.
-Obróć go na brzuch. Jeżeli to "przekleństwo" to to o czym myślę, to gdzieś na jego ciele znajdziesz taki fikuśny wzorek. A przynajmniej tak mi to zawsze opisywali, nigdy nie mogłem go zobaczyć z wiadomych powodów.
Zwrócił się następnie do samego Shikaruia, słysząc że jest przytomny:
-Słyszysz mnie? Rozumiesz moje słowa? - Przerwał na moment, by usłyszeć odpowiedź, po czym dodał: - Co się wam stało?
Zakończył proces leczenia Aki. Rana na jego szyi zmieniła się tylko w niegroźną, wąską bliznę na szyi - symbol tego, co mu się stało. Hanzo jeszcze tylko podniósł go do pozycji siedzącej, złapał od tyłu za klatkę piersiową i z całej siły nacisnął.
W oczach Aki błysnęła nagle czerwień, gdy został przez nacisk zmuszony do wyplucia krwi nagromadzonej w jego płucach. Wokół jego źrenicy błysnęły trzy czerwone plamki-magatamy, zanim jego Sharingan zniknął równie szybko jak się pojawił.
-No dobra, będzie żył - powiedział spokojnie, po czym sam padł na wznak na plecy i westchnął potężnie, ocierając czoło z potu. - ... na Konohanę, co za dzień.

W tym samym czasie Sau i Yuriko przybliżyli się do obu kapitanów okrętów, które przybiły do portu. Mężczyźni trwali w bardzo ożywionej dyspucie, która koncentrowała się głównie na tym że szef floty z Ryuzaku no Taki obrzucał kolejnymi zarzutami przywódcę czterech okrętów z Cesarstwa, na które to zarzuty Hoozuki odpowiadał w sposób tak sarkastyczny, że wprost bezczelny. Razem z Sau przybliżyło się kilkoro shinobi z grup ewakuacyjnych, którzy reagowali albo spokojniej, albo mniej. W tej drugiej grupie znajdował się Izanagi, który od razu sięgnął po katanę i aktywował Sharingana, przemawiając w kierunku kapitanów w sposób wyjątkowo butny. Hoozuki zmierzył młodzieńca od stóp do głów, po czym parsknął śmiechem.
-Schowaj ten scyzoryk, bo jeszcze się pokaleczysz, chłopcze. Zanim kogokolwiek gdziekolwiek wpakujemy, będziemy musieli sobie wyjaśnić parę spraw, żadna ze stron nie wie która zacznie strzelać najpierw.
-Raczej to my się obawiamy, że to wy to zrobicie - warknął kapitan z Ryuzaku.
-Naprawdę, nie mamy teraz na to czasu! - przerwał obu Sau, podnosząc ręce w uspokajającym geście. Następnie spojrzał na kapitana Hoozuki. - Skoro mówicie, że przybyliście tu odrobinę wcześniej, to dlaczego nie przybiliście od razu?
Umięśniony pomocnik kapitana parsknął.
-Ta, bo już widzę że z chęcią byście nas przyjęli.
-Cóż, wy również nie byliście zbyt chętni by nam pomóc w przeszłości.
Mężczyzna podszedł do Sau na taką odległość, że prawie stykali się nosami. Dało się teraz zobaczyć różnicę między ich wzrostem: Hoozuki był od przywódcy Shiro Ryu wyższy o pół głowy. - No wiesz, kiedy Hoozuki Zangetsu wymordowywał połowę mieszkańców Kantai i nas wyniszczał? Kiedy praktycznie byliśmy w stanie wojny domowej? I kiedy setki z nas zostało zmuszonych albo do głodowania, albo do piractwa czy innych form zbrodni?
Yuriko pacnęła się w czoło.
-... Naprawdę teraz chcecie się o to kłócić? To było już dobrą chwilę temu, a teraz jest teraz!
-Wtedy też było "teraz". "Teraz", które zostało przez was olane. A my mamy to do siebie, że nie wybaczamy. I nie zapominamy.
Odwrócił się i podszedł z powrotem do swojego pomocnika, który splótł ręce na piersi.
-Sami też byliśmy piratami, którzy wyklinali bierność Rady przez te długie lata, gdy Novum Ordo panoszyło się po naszej krainie. Ani Rada, ani Shiro Ryu nie byli skłonni przybyć by nas uratować. Gdyby to, co się tu stało, wydarzyło się za tamtych czasów, stalibyśmy teraz tylko na horyzoncie, patrzyli na was na brzegu i się śmiali, uprzejmie machając łapkami.
Sau w końcu wybuchnął.
-TO DLACZEGO W OGÓLE PRZYBYLIŚCIE, DO KURWY NĘDZY?! ŻEBY TERAZ POPATRZEĆ I POMACHAĆ?!
Zapadła cisza.
Którą przerwał dopiero kapitan Hoozuki.
-Teraz już nie jesteśmy piratami. Jesteśmy wojskiem Cesarstwa. Byliśmy bandytami, ale dostaliśmy nową nadzieję. Nową szansę. Szansę, za którą będziemy wdzięczni i lojalni Cesarzowi.
Spojrzał prosto w oczy Sau, ignorując ciszę wokół.
-... Byłem na koronacji, i pamiętam jego słowa. "Cywile nie powinni cierpieć dlatego, że ich przywódcy mają wodogłowie", parafrazując. Dlatego nawet mimo tego, że pluję na was, Shiro Ryu, i cieszę się że Rada zdechła, tak mimo wszystko pomożemy w ewakuacji. Lepiej się cieszcie, bo dwa razy dnia dobroci dla zwierząt nie będzie.
Spojrzał najpierw na kapitana floty Ryuzaku, który tylko stał i w gniewnym milczeniu obserwował całą rozmowę, a następnie przełożył spojrzenie na Kaito i Keia. W końcu kiwnął głową.
-Ci, którzy wsiądą na nasze okręty, popłyną z nami do Hanamury. Co zrobią stamtąd, już zależy tylko i wyłącznie od nich.
Kapitan z Ryuzaku no Taki kiwnął głową.
-Ładujcie ich jak najszybciej. Zabierzemy ich do Ryuzaku no Taki, tam może uda nam się znaleźć lepszą pomoc.
Wtedy na murach zauważyli jakąś osobę - blondyna, który zaczął wykrzykiwać natchnionym tonem teorie i niemalże religijne nawoływanie o tym, jak to za całe zło tego dnia, byli odpowiedzialni przedstawiciele Rodów, przywódcy, i sami shinobi jako shinobi. I chociaż było widać, że jego słowa były wręcz nasączone niechęcią do ninja i chęcią wzbudzenia jeszcze większej paniki i chaosu, niektórzy z cywili zaczęli szeptać między sobą, jak gdyby zastanawiali się czy to wszystko jest prawda i czy przypadkiem ten tutaj nie mówi przypadkiem z sensem. Zaczęli się rozglądać, rozmawiając z sąsiadami i porównując swoje opinie.
Gdy wspomniał dodatkowo o Cesarstwie, kapitan Hoozuki oparł dłonie na biodrach i spojrzał na blondyna z niesmakiem. Wspomniał o tym, jak to Cesarscy byli odpowiedzialni za atak i zaczął nawoływać, by powstać przeciwko nim, co spotkało się tylko z jego rozbawieniem. A gdy w końcu blondyn zniknął, tylko machnął na niego ręką.
-Łał, w tym mieście jest nawet nawiedzony kaznodzieja, który nie wie nawet na czym polega PIERDOLONY ZWIAD. Doprawdy.
-Inna sprawa, że może mieć w tym trochę racji - powiedział kapitan z Ryuzaku, patrząc na Hoozukiego z niesmakiem. - Skąd mamy wiedzieć, że to wy nie byliście odpowiedzialni za atak?
-Może stąd, że raz, plujemy na Shiro Ryu, dwa, byliśmy zajęci koronacją i własnymi sprawami, trzy, rozpierdol zrobił wasz własny w rzyć chędożony kapitan? Naprawdę, myślisz że jesteśmy na tyle durni, by marnować czas na odbudowę takimi bzdurami? Zamieniłeś rzyć z mózgiem czy co?
Ta wymiana również wzbudziła emocje. Niektórzy zaczęli faktycznie podejrzewać, że Cesarstwo może mieć związek z atakiem, inni - że to nie mogli być oni. A jeszcze inni po prostu zaczęli prychać na shinobi za to, że byli shinobi. Największa jednak grupa wyraziła opinię, że chcą po prostu opuścić to miejsce, zanim zaczną dywagować.
Spoiler: pokaż

Nagle usłyszeli krzyk. Wszyscy spojrzeli w kierunku jakiejś grupy cywili, pokazujący na jakiś punkt w pobliżu muru dzielącego port północny i południowy. Dało się tam zauważyć duży wyłom. Przez który do portu zaczęli napływać nagle pozostali żołnierze opętanych Shiro Ryu. Nie wchodzili jednak bez przemyślenia - podchodzili ostrożnie, od razu formując obronną ścianę, i zaczęli powoli zmierzać w kierunku umocnień.
-No i chuj. DYWIZJA, NA BRZEG!
Ze wszystkich okrętów Cesarstwa, które przybiły do brzegu, wyskoczyły opancerzone w czerń oddziały armii Cesarskiej. Widać było u nich brak jakiegokolwiek zawahania i dużą dyscyplinę - gdy tylko wyskoczyli, od razu zasuwali luki między utworzonymi wcześniej przez resztę shinobi na brzegu szańcami. Ściana tarcz z włóczniami na przedzie, za nimi miecznicy, a jeszcze dalej - łucznicy. Oddziałów nie było bardzo dużo, ale zawsze było to coś.
-Wojska Ryuzaku, na brzeg! Pomóżcie w utrzymaniu pozycji! Nie mamy czasu! - krzyknął kapitan z Ryuzaku, po czym spojrzał na Sau i Yuriko. - Wprowadźcie cywili na pokład, nie marnujmy czasu! Niech shinobi zostaną i pomogą w obronie, reszta niech się pakuje! Shinobi popłyną z nami, wejdziemy na ostatnie okręty.
-No, to zacznijmy zabawę - powiedział kapitan Hoozuki, wyciągając miecz. - Tylko upewnijcie się, że nie zwiejecie przed walką. W końcu ludzie z kontynentu są w tym bardzo dobrzy, nie?
Z tymi słowami zaszarżował w kierunku szańców, ignorując wściekły i nieuprzejmy okrzyk ze strony kapitana floty miasta kupieckiego. Przebiegając między cywilami, którzy zaczęli napływać na pokłady kobuksonów i kitamaebune, zaczął krzyczeć:
-Shinobi, strażnicy, kto jest w stanie walczyć - na szańce! Niech to będzie wasz ostatni zryw przed bezpieczeństwem! Cesarscy! W końcu możecie się sprawdzić na porządnym polu walki! Czas zacząć zabawę!

Wszyscy zaczęli się przygotowywać do walki, lecz Kabuto widocznie nie zamierzała dawać pozostałym możliwości pełnego przegrupowania. Gdy tylko skończyła zabawę z wyciąganiem zwoju z nogi, szybko posłała pierwszego anioła w kierunku Shigemiego. Młodzieniec wystrzelił w jego kierunku cztery wiązki jego Kekkei Genkai, trafiając trzema w nadlatującą marionetkę - pociski jednak nie zrobiły na nim większego wrażenia. Sama Kabuto zaś zeszła z drogi pocisku, odsuwając się o krok. Młody Kaminari zaczął uciekać, zeskakując z budynku...
... gdy nagle zauważył, że ze skrzydeł anioła odczepiła się część piór, która pomknęła w jego stronę. Szybko zerwał się w bok, by ukryć się w uliczce. Wypatrzył kawałek zrujnowanego budynku, który znajdował się niedaleko grupy, i przygotował technikę. I w tej samej sekundzie oberwał lecącymi piórami - podążały za nim, jak gdyby były samonaprowadzane. Chłopak w ostatniej sekundzie podmienił się z głazem, lądując przy pozostałych. Hakusei odruchowo sięgnął po pędzel, lecz gdy zauważył że nie jest to przeciwnik, poluzował.
Odskok ze strony Kabuto pozwolił Akaruiowi przejąć zwój, który dziewczyna zostawiła na dachu. Gdy tylko ten podleciał na ziemię, w pewnej odległości, odpieczętował go za pomocą własnych nici.
W środku było ludzkie ciało. Ciało Kazuyoshiego Uchiha, człowieka który zdradził i doprowadził do śmierci poprzedniego lidera rodu Uchiha.
Tylko na tymże ciele była założona jakaś pieczęć. Która gdy tylko ciało się pojawiło, nagle błysnęła.
Uwalniając wokół dziwny, fioletowy obłok. Lotna trucizna? Jutsu? Gaz? Co to mogło być? Problem był taki, że zaczęła się roznosić również w kierunku grupy startowej...
-Naprawdę myśleliście, że zostawiłabym ot tak, na widoku, coś co mogłoby wam pomóc? - skomentowała, przeskakując na dach na którym przed chwilą stał Shigemi. Obok niej natychmiast pojawił się pierwszy anioł, którego przywołała tuż po zniszczeniu jej pancerza. - Aniołowie Hana nie należą do was. I nigdy należeć nie będą.
Następnymi, którzy wykonali swoje ruchy, byli Murai i Shiga, którzy zaatakowali prawie jednocześnie. Murai wskoczył na bok, by spróbować otoczyć przeciwniczkę, i zaatakował ją kilkoma namagnesowanymi shurikenami. Dziewczyna bardzo szybko wybiła się w powietrze razem z pierwszym aniołem, przygotowując jego skrzydła. Kilka piór pomknęło w kierunku pocisków Muraia, uderzając w nie - technika jednak nie powstrzymała pocisków, wzmocnionych chakrą Fuutonu. Wokół dziewczyny nagle pojawiło się ziemiste więzienie, które sprawiło że shurikeny faktycznie ją trafiły - w punkty, które jednak nie były w stanie jej zagrozić. Ot, po prostu się wbiły.
Wtedy dołączył Shiga, wystrzeliwując w jej kierunku bełt z kuszy. Podobnie jak wcześniej, od anioła wystrzeliły dwa pióra, które przeleciały tuż obok pocisku.
Wykrzywiając jego trajektorię, tak że ten pomknął w stronę muru. Wybuch rąbnął gdzieś obok blank.
-Magnesy mają dużą wadę - skomentowała sucho Kabuto. - Inne magnesy zmieniają ich działanie... lub negują łądunek.
... Ten anioł również był Hitokugutsu!
Anioł wyciągnął dłoń w kierunku swojej pani, za pomocą skrzydeł zaczynają robić wyłom w technice Dotonu. Powoli, stopniowo zrobił niewielki otwór, przez który zdołał wyciągnąć swoją panią, i razem z nią wylądować na środku drogi. Murai jednak zdołał zauważyć, że jeden z shurikenów zablokował częściowo staw jednego z ramion Kabuto - tego, z którego wcześniej wyjęła zwoje. Czyli jej stawy nie były niezniszczalne. Dodatkowo wyglądało na to, że teraz lądując, chlupnęła wokół siebie błotem - błotem, które pokryło zarówno nią, jak i jej marionetkę. Nie było to dla niej prawie żadne utrudnienie, jako że dość szybko zaczęła się z tego uwalniać, ale wciąż - jeszcze przez chwilę nie mogła skoczyć.
Dołem zaś pomknęły Megumi i Chise. Ich podejście do szarży było zupełnie inne, lecz cel był podobny. Za nimi ruszył Hakusei, przygotowując jakąś technikę.
W tym samym momencie pojawił się obok niego drugi anioł, uderzając pięścią w ziemię. Po okolicy rozniosła się kolejna eksplozja, która miotnęła Hakuseiem o ścianę i dość solidnie nim wstrząsnęła. Chise i Megumi zaś zaatakowały - Megumi spróbowała miotnąć kulą ognia w Kabuto, lecz ta szybko zauważyła intencję i zdołała się odsunąć na bezpieczny dystans, wciąż mając do dyspozycji pierwszego anioła. Dziewczyna była w stanie wyczuć, że wszystkie trzy lalki - Kabuto i oba anioły - miały własną chakrę. Tak jakby były to trzy oddzielne osoby.
Chise zaś rzuciła notką wybuchową w kierunku anioła, który znokautował Hakuseia. Anioł nagle uniósł się w powietrze, schodząc z linii trafienia, tak że wybuch tylko nim lekko wstrząsnął. Gdy tylko wylądował, od razu machnął skrzydłem, uderzając stojącą na drodze Megumi. Ostrza dość głęboko zraniły ją w nogę i bok, posyłając na ziemię. Chise prawie natychmiast doskoczyła i uderzyła mieczami. Dwa miecze wbiły się głęboko w stawy lalki - jeden zdołał, po chwili manipulacji, urwać jedno z ramion marionetki. Drugie tylko zablokowało staw.
Chwilę później Chise poczuła potworny ból w nodze. Drugie skrzydło anioła nastawiło ostrza, korzystając że dziewczyna wylądowała tuż obok niego, i uderzyło ją na całej długości nogi. Inni zaś mogli zobaczyć, że o ile drugie ramię było zablokowane, to tylko w barku - nie w łokciu. I w efekcie anioł przyłożył otwartą dłoń do twarzy Chise...

W tym czasie Yuji zdążył wykonać swoją żarliwą przemowę, i bardzo przytomnie zaczął spierdalać z miejsca zdarzenia. Wiedział, że tym wystąpieniem sprowadził na siebie liczne spojrzenia, zarówno pozytywne, jak i negatywne, i chociaż niektórzy mogli przyjąć jego wiadomość do świadomości - inni mogliby go za to zlinczować. Dlatego wolał się wycofać. Uciekać jak najdalej.
Tylko coś mu przeszkodziło.
Dokładniej to wybuch bełtu z notką koło blanki. Rykoszet z pojedynku na dole przeszedł również na niego.
Eksplozja sprawiła, że mężczyzna poleciał na kamienną ścieżkę na szczycie muru i upadł, tracąc na moment umiejętność normalnego oceniania sytuacji. Nic poważniejszego mu się nie stało, ale i tak było to dla niego dość problematyczne.
Chociaż największy problem dopiero nadchodził.
W postaci anioła bez nóg, unoszącego się jakieś dziesięć metrów od niego. W powietrzu. I wyglądał on identycznie, jak tamta kobieta która stała przy kołowrocie. Jej skrzydła wyglądały jak złożone z licznych kartek papieru, podobnie jak specyficzna aureola utworzona z jej szyi wokół jej głowy.
W jej dłoni zaś znajdowała się długa włócznia. Również z papieru.
-Mam nadzieję, że masz dobre wytłumaczenie na to, co teraz zrobiłeś.
Yuji zauważył, że wokół niego również zaczęły unosić się kartki. Liczne. A co najgorsze, niektóre z nich były notkami wybuchowymi.
Czyżby taki miał być koniec Dio?


Czas do 13:30, 22 czerwca.
To Long Life, In Our "Limbo Union" Another year, another room, where you hang a few things on the walls.
It's just where you call home for now,
Until it's time to take them down and move on.

Great company, has no where else they need to be,
No place else they'd rather go, and no one waiting for them at home.

Hope is the room, you make in your heart,
To find a new home for all your misguided love.
Look at the room I've made. I am nearly empty again,
But I want to give to you, and I like it when you take from me.


Support Fabularny. Główną robotą jest prowadzenie eventów, jeśli chodzi o faktyczne sprawy administracyjne, piszcie do Exodii.

Everybody dance now! Obrazek
Avatar użytkownika

Natsu
Support
 
Posty: 533
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Murai » 20 cze 2018, o 13:01

Wystarczyło ją jedynie trafić, prawda? Jeśli plan Kensiego faktycznie miał podziałać, to oczywistym wymogiem było namagnesowanie przeciwnika. Nawet jeden przedmiot wystarczyć miał do ustawienia tej kwestii w walce. Samodzielnie goniące przeciwnika pociski brzmiały jak dobra opcja do zatrzymania na jakiś czas głównej siły ofensywnej. Dopóki byliby w stanie rozproszyć jakoś uwagę Kabuto, jej kukiełki stałyby się znacznie mniej skuteczne. Kakuzu wiedział, jak działa podzielność uwagi. Postanowił obdarzyć zaufaniem plan mężczyzny i namagnesował trzy ze swoich broni. Udał się na flankę i zaatakował. Wykorzystał kilka ze swoich technik, umiejętności sprawnego korzystania z broni miotanych... Był w stanie użyć swojej największej broni - ataków opartych na kombinacji technik i umiejętności, co skutkowało absolutną nieprzewidywalnością w ich używaniu. Mógł użyć kilku technik po sobie, a efekty takiego połączenia nie musiały być oczywiste, a przeciwnik najpewniej sam nie przewidział takiej kombinacji. Jeden z jego największych atutów zakładał mimo wszystko, że przeciwnik będzie próbował rozszyfrować Muraia. Że staje przeciwko komuś, kto strata się walczyć także głową. W przypadku Kabuto wcale nie musiało tak być, mogła mieć próby rozgryzienia go w głębokim poważaniu, skupiając się bardziej na kontroli swoich marionetek. Ale znaczyło to, że miał większe szanse na trafienie. I tak też było, trafił. Używając kilku sztuczek i marnując całkiem sporo chakry, ale trafił. Aczkolwiek wiadomość od samej Kabuto i obserwacja pola bitwy przyniosły nieoczekiwany rezultat. Z dwoma wnioskami na czele. Jedna z tych kukiełek mogła naginać pole magnetyczne. A druga generowała wybuchy. Były to wyjątkowo ważne informacje z dwóch przynajmniej powodów. Po pierwsze, całe żelastwo trzymane przez Muraia w kaburach i zwojach było bezużyteczne. To z kolei sprawiało, że musiał polegać wyłącznie na chakrze. Jej zasoby także nie były bez dna, nawet pomimo ogromnych jej pokładów musiał racjonować je z głową i sensem.
Skomplikowało się. Cała akcja przeprowadzona była w sposób, delikatnie mówiąc, żałosny. Pozwalali na dotarcie kukiełki do nich, nie atakowali głównego ciała, nie korzystali ze swoich najpotężniejszych atutów. Gdzie był ten bardzo potężny ogień uczestników turnieju? Gdzie możliwości kontroli magnetycznego pyłu, na którego powstrzymanie Kabuto musiałby przeznaczyć większą część uwagi? I przede wszystkim gdzie są Shirei-kanowie? Co jest z tymi ludźmi? Z każdym kolejnym wydarzeniem którego Kakuzu byl świadkiem, utwierdzał się w swoich przekonaniach. Zupełnie jakby jakaś wyższa siła, widząc jego zawahania przez słowa Antykreatora, dawała mu jasne sygnały że jego ideologia jest słuszna. Że jest lepszy od kogokolwiek obecnego na polu bitwy. Że mu udało się to, czego inni zdaje się nawet nie próbowali. Wystarczyła jedna kukiełka tworząca wybuchy. Podczas gdy Kakuzu zamknął Kabuto w swoim Dotonie i ta musiała skupić swoją uwagę na wydostaniu się... Co robili inni? Nic? Jak ma ją pokonać, kiedy pole bitwy wypełnione jest samymi jednostkami słabymi i, nie oszczędzając w słowach, ułomnymi? Próba ucieczki nie wydawała się aż taką złą opcją. Dlatego praca zespołowa nigdy nie dawała żadnych rezultatów. Zbyt odstawał od innych, nie mogli za nim nadążyć. Byli bezużyteczni. Kakuzu przeniósł jedną ze swoich masek na pierś. Jeśli ktoś ma coś zrobić w tej walce, to on. Zaczął składać pieczęcie w szybkim tempie. Po chwili z jego piersi wystrzeliła potężna technika Katon. Na tyle potężna, że powinna chociaż w jakimś stopniu zwrócić jej uwagę, a w razie trafienia dokonać poważnych szkód. Siedem strumieni ognia wystrzeliło w jej stronę.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Dwie kabury na broń (lewe i prawe udo)
- 2 tonfy obwinięte bandażami (przy pasie)


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1637
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Yamanaka Inoshi » 20 cze 2018, o 17:37

- Rok 384 - Zima -


" Rozstępująca się mgła... Ujawniająca się ścieżka. "
Obrazek

Czymże było zajmowanie czyjegoś czasu jeśli mogło oznaczać osiągnięcie spokoju i równowagi przez kogoś kto go zajmuje? Być może białowłosa Nikusui była świadkiem nie jednej tragedii tego typu, wiedziała jak się zachować co zrobić... Niewątpliwe, że tak było. Była starsza, mądrzejsza i dużo bardziej doświadczona. Czym jednak jest mądrość? Ukrywaniem własnych wątpliwości czy może stwierdzenie, że ich nie ma, wyrzeczenie się ich? Pierwsze słowa które skierowała do małej Inoshi wydały się jej czymś nowym, swoistym plaskaczem w twarz, od tak. Zwłaszcza w takiej chwili, sytuacji i chwili która wymagała zrozumienia i czegoś więcej niż samolubnej chęci spokoju. Czy jednak blondynka mogła winić Blondwłosą za rzucane uwagi? Każde kolejne zdanie wydawało się być czymś w rodzaju ataku z tym, że... Czy rzeczywiście tak było? - Co za białowłosa jędza - Pomyślała ignorując pierwsze zdanie skierowane w jej stronę, początkowo jednak na jej twarzy wyrysowało się zaskoczenie i zmieszanie. Wtedy też wracała już do rannych słuchając kolejnych " mądrych " wywodów starszej białowłosej. Rzeczywiście miała ona racje ale czy sama wykazała się taką samą mądrością dzisiejszego dnia, wiele innych razy bądź... Gdy była po raz pierwszy świadkiem czegoś takiego? - Skoro jest taka idealna to dlaczego leży pośród rannych a ja nie? - Pokrzepiła się w myślach Yamanaka krzywiąc się wyraźnie w chwili w której spojrzała na dziewczynę z rodu Kaminari. - Ugh... Ona ma częściowo rację... - Jej twarz wyraźnie posmutniała, dodatkowo do zwyczajnej, niezbyt szczęśliwej mimiki dnia dzisiejszego, ponieważ faktycznie tak uważała, jednak tutaj nie chodziło o to co powiedziała tylko jak, wszystko można ubrać inaczej w słowa a pretensja zawsze zostanie odebrana w inny sposób niż powinna.

Inoshima siedział wtedy kawałek dalej przy innych rannych, chciał coś zdziałać jednak jego stan nie pozwalał mu na efektywne działanie a co dopiero walkę, tym razem miał pecha i musiał spędzić wydarzenie na ławce rezerwowych i pozostawić pole do działania innym. Dla tak dumnego człowieka jak on mogło to być uwłaczające jednak w tym wszystkim dobrze się stało, przynajmniej teraz dostrzeże siłę nowego pokolenia i pozwoli działać innym. Był on typem człowieka który miał swoje zdanie i zawsze był go pewien, nie ważne, że mógł nie mieć racji... Póki jej rzeczywiście nie miał. Wtedy jednak już nic nie dało się zrobić, no bo w końcu skoro on sobie nie poradził... Tym bardziej uratowanie córki uważał za szczęście, los. Ten dobry oczywiście, niby jak miałaby przetrwać sama w takim miejscu podczas gdy wielu innych, nie raz i nie dwa bardziej doświadczonych od niej poległo bądź dołączyło do szeregów rannych.

Blondynka siedziała w odpowiedniej pozycji nad Akim - Hai - Odpowiedziała na polecenie wydane przez Hanzo, zaczęła przecierać czystą szmatą ranę z krwi, starała się to robić delikatnie jednak zależało jej na tym by rana została chociaż częściowo uwolniona od bryzgającej krwi. Rany szyi to straszliwe rany przez które traci się dużo krwi w bardzo szybkim tempie i trudno jest je opanować. Uratowanie życia Uchihy było teraz priorytetem. Zabawny w tym wszystkim był fakt, że szmatka której użyła była już czerwona od krwi, niemalże tak bardzo jak przebijająca czerwień na fiolecie jej szaty. Westchnęła przełykając przy tym ślinę. Gdy tylko mężczyzna zaczął skupiać chakrę w dłoni nie przestawała odrywać od niego wzroku, zrobiła swoiste wielkie oczy patrząc jak przykłada on dłoń nieco nad jego kark i za pomocą medycznej chakry zasklepia naczynia krwionośne, żyły oraz rozciętą skórę. - Sugoi... - Powiedziała z podnieceniem, nigdy wcześniej nie widziała tak doświadczonego lekarza w akcji, nigdy właściwie nie miała okazji rzeczywiście oglądać pracy medyka a co dopiero prawdziwego mistrza w swoim fachu. Może to i śmieszne, że kunoichi w jej wieku nigdy tego nie widziała ale... Czego oczekiwać po prostych misjach które dostawała do tej pory? Obróciła głowę zerkając w stronę ojca który siedział dalej, popatrzyła się chwilę na niego uśmiechając się przy tym nieznacznie. Cieszyła się, że nic mu nie jest, że udało mu się przeżyć cały ten rozgarbiasz i jak na swój temperament wyszedł prawie bez szwanku, mimo pewnego rodzaju kości niezgody między nimi i braku zaufania... To cieszyła się, to przecież był jej tata, miała jednego i był zawsze. Trudno mówić tutaj o czymś innym niż przywiązaniu bo przecież... Ile razy klęła, że go nie chce znać albo żeby przepadł. Za każdym razem jednak tego żałowała a dzisiejszego dnia miała nadzieję, że jej poprzednie prośby nie zechciały się spełnić. Z Harumi było trochę inaczej, matka była trochę bardziej wyrozumiała i zawsze pozostawiała ten margines na pomyłkę lub swobodę, nie to co ojciec.

" Zjednoczeni "

Wróciła do rzeczywistości słysząc jak Hanzo wspomina o ranie która pozostanie na szyi chłopaka, mimo to cieszyła się bo oznaczało to, że z tego wyjdzie. Siedziała wtedy z rękami opartymi na kolanach i szmatką w dłoni, ścisnęła je obie dosyć mocno na szmacie nie zważając na to, że wyciskana krew spływa na jej nogi czy też szatę - Hanzo-sama... To było, to było wspaniałe. Ja... Chciałabym się tego nauczyć. - Podniosła wzrok skupiając się na nim, w tej chwili czuła, że jest to coś co powinna znać. Coś przy czym wreszcie mogłaby się przydać, dużo bardziej niżeli bycie jednym chodzącym kłopotem jak do tej pory. Patrzyła przez chwilę jak Nikusui wspiera Hyugę swoją chakrą, skrzywiła się nieznacznie ponieważ w tej chwili nie była pewna co do poświęcenia swojej - Ja nie mam tyle chakry by się nią dzielić... Ale... Hanzo-sama ma rację, mogę... Powinnam jeśli mogę kogoś uratować. - Wzięła głębszy oddech wpatrując się w swoją lewą dłoń którą wyciągnęła nieznacznie przed siebie, patrzyła i myślała, po chwili natomiast zwróciła swój wzrok na leżącego obok Shikaruia którego klatka była wyraźnie poraniona, była odrobinę zaskoczona ponieważ wcześniej nie widziała tych ran ani nawet nie zdawała sobie z nich sprawy. Zaczynała się zastanawiać nad tym co go spotkało i przez co musiał przejść. - Um... Hanzo-sama - Włożyła dłoń do swojej torby by dość szybko wyciągnąć z niej zawiniątko. Podsunęła je mówiąc - T-tutaj też są pigułki. Dwie, zabrałam je tym wojownikom którzy nie czują bólu... - Powiedziała z odrobiną braku pewności siebie. Jeśli było trzeba to i podała swoje pigułki, nie zależało jej na nich, chciała by Uchiha ożył w najbliższej przyszłości. Zwróciła swój wzrok na Nikusui, spojrzenie z jakim ją zostawiła było może i odrobinę zazdrosne, jednak głównym motywem który można było wyczytać z jej oczu było pewnego rodzaju zatroskanie, raczej na pewno nie o nią.

Rzeczywiście Aki stracił sporo krwi i należałoby ją uzupełnić, pigułki dane przez jedną z dziewczyn powinny temu przynajmniej częściowo zaradzić, zważywszy na fakt, że rana chłopca zaczęła się zasklepiać tak jak przewidywano. Wreszcie lekarz zdecydował się odpowiedzieć blondynce na jej pytania. Rzeczywiście był to dopiero jedyny moment w którym mógł to zrobić, życie rannych było priorytetem i z tym musiała się Inoshi pogodzić, chociaż nie przeszkadzało to jej bo i jej priorytet był taki sam. - Nie masz nic do stracenia, Hanzo-sama? - Spytała go zawieszając na nim pytający wzrok. - Co takiego uczyniłeś? - Rzuciła w jego stronę nie zważając na reakcję białowłosej jeśli takowa miała miejsce. Zadając to pytanie odpłynęła na chwilę przypominając sobie dokładnie co zaszło przed bramą, czy był to widok gorszy niż ten który teraz ma miejsce pośród walczących? To była rzeź, rzeź z której mało kto ocalał, nikt kogo mogłaby dostrzec i przez kogo? Z jej winy. - Czy to moja wina? Czy... Da się to naprawić? - Myślała rozglądając się po zgromadzonych, zarówno tych przytomnych jak i nie przytomnych, zwracała też uwagę na to co dzieje się w koło niej obserwując pałętających się ludzi czy strażników. - Co powinnam zrobić? - Powiedziała jakby dalej w transie, nie zrobiła tego umyślnie, miała to być myśl jakich w jej głowie kryło się teraz wiele. Bywała zamyślona, to prawda, zdarzało jej się czasem wypowiedzieć którąś z myśli na głos i tak też było w tym wypadku... - Hai - Kiwnęła głową na jego ostatnie słowa odnośnie ratowania kogo może, była to odpowiedź twierdząca, zgadzała się, że powinna ratować kogo może, mimo to nie opuszczało jej poczucie winy za spowodowanie masakry przed bramą nim ktokolwiek inny się pod nią znalazł. Było to też potwierdzenie jego polecenia które jej wydał. Nie zwróciła początkowo uwagi na to, że Sanada się porusza, szybko jednak dotarło to do niej i zaczęła go przekręcać na brzuch jak jej zalecił - Już, już Shikarui-sama, spokojnie. O-on żyje, Aka żyje. - Nie umknął jej uwadze gest jakiego się on dopuścił. Częściowo czuła się źle gdy to zobaczyła. Z drugiej cieszyła się bo przecież od początku czuła, że ta dwójka stała się sobie bliska jednak przypomniało jej to o kilku przykrych rzeczach. Mianowicie o tym, że tak właściwie to prócz rodziców to nie ma nikogo, dotarło do niej to, że straciłaby kompletnie wszystko gdyby im się coś stało, byłaby wolna jak ptak, czy jednak wolność czynów jest warta martwego serca? Czy rzeczywiście jej serce by wtedy umarło? Zwykle była sama bo jak to często bywa nie czuje się tej bliskości gdy zazwyczaj, codziennie, jest ona po prostu szorstka i wymagająca, podczas gdy ty nie potrafisz tych wymagań spełnić przez co jedynie tracisz wiarę w siebie i klniesz na wszystko. Na wszystko i wszystkich bo w końcu jak możesz zaimponować innym czy spełnić ich oczekiwania gdy nie potrafisz spełnić oczekiwań bliskich ci osób, to boli. Nawet spełnianie własnych oczekiwań staje się wtedy wybrakowanym tematem zastępczym, bo przecież... Nie mogą one być lepsze czy trudniejsze od tego czego oczekują od nas bliscy, prawda? Jak można być tak egocentrycznym?

" Świat, który stanął ramie w ramie, razem... "

Kiwnęła głową gdzie też po krótkiej chwili z wyraźnym grymasem na twarzy zaczynała szukać " czegoś " na ciele chłopaka. Nie wiedziała czego konkretnie. - Eh... To dziwne uczucie... - Pokręciła głową wpatrując się w jego rany i szukając czegoś dziwnego, nie widziała wcześniej takiego znamienia dlatego też zaczęła szukać czegoś dłonią na jego klatce przejeżdżając po niej dłonią od lewej do prawej w poszukiwaniu tego tajemniczego znamienia. Mogło wyglądać jak jakaś rana, jak jakiś tatuaż. Nie wiedziała, tak samo nie mógł wiedzieć ślepy Hanzo, jeśli dostrzegła znamię diabła to w pierwszej chwili dotknęła go by się upewnić czy to nie jest jakaś dziwna rana zadana z nieznanego źródła czy może jest to coś innego. Ostatecznie o wszystkich swoich typach i wątpliwościach informowała Hanzo mówiąc mu co widzi i co czuje. Widziała, że chłopak był przytomny, to co robiła mogło sprawić mu sporo dziwnych odczuć jednak sama też nie czuła się z tym komfortowo, przynajmniej nie w tej sytuacji. - Ja... Widziałam co się stało. Część z tego... Silne źródło chakry zabrało ich obydwu albo poszli za nim, nie wiem... Nie widziałam dokładnie. - Nie wtrącała się dalej w rozmowę przeklętego z medykiem jeśli nie została o to poproszona, bo przecież sama również chciała usłyszeć to co miał do powiedzenia i czy zweryfikuje to jej wersję. Gdy Aka został już całkowicie wyleczony Inoshi chwyciła Akiego za ramię gdy został podniesiony w górę, wpatrywała się w jego twarz zawieszając wzrok na bliźnie - Jak się cieszę... Jesteś cały - Spojrzała na jego oczy które teraz błysnęły czerwienią i trzema tomoe by po chwili zniknąć w niebieskiej toni jego oczu. - C-co to było? Co się stało z jego oczami? Raz widziałam jak spojrzał się były czerwone, tak jak teraz - Pytała spoglądając na ślepego oraz dziewczynę. Nie mogła nie zauważyć jak mnich pada zmęczony na plecy wzdychając jakby targał za sobą stado wołów. Od razu zbliżyła się do niego i z wyraźnym przejęciem rzuciła - Hanzo-sama, Daijobu desu ka? Mogę jakoś pomóc? - Przykucnęła teraz przy nim obracając co chwilę wzrok na dwójkę rannych pod ich opieką.

Słowa wypowiadane przez DIO, mimo, że nie słuchała go zbyt dokładnie wyprowadzały ją z równowagi, denerwowały ją, mimo to nie mogła nic zrobić by skończył krzyczeć, w pewien sposób sprawiały one, że traciła resztki pewności siebie, przecież już teraz nie lubiła wyspiarzy a on ją tylko podburzał do jeszcze większej nienawiści, zarówno dla nich jak i dla innych rodów co mogło tylko wzniecić nie tylko jej gniew ale też i innych zgromadzonych, ostatnią rzeczą której potrzebowali była wspólna wrogość. Co jednak mogła zrobić jeśli nagle ludzie zaczną obrzucać się pretensjami jeden do drugiego o to co się tutaj stało, jak niby miałaby sobie wyobrazić powrót do domu do Karmazynowych Szczytów podczas wiecznej walki i niezrozumienia pośród członków załóg statków. Długo by one nie popłynęły... Nie trwało to długo bowiem wojska zaczęły wychodzić na ląd by zasłonić dziury w zabudowaniach obronnych wznoszonych przez pozostałych shinobi. Okrętowi wojownicy byli teraz ostatnią linią obrony przed nadciągającymi wojownikami Shiro ryu którzy dostali się na tę stronę przez wyłom w murze powstały wcale nie tak dawno. Szyk w którym szli był zwarty co zarazem utrudniało pozbycie się ich... Chyba, że ktoś byłby w stanie rzucić w nich notką. Bądź przejąć jedno z ciał idące pośród nich i zdetonować ją umieszczając je na plecach jednego z wojowników niżeli przy ich nogach. Kto wie co by się wtedy stało... Nie zmieniało to faktu, że wciąż niewzruszenie maszerowali, raz za razem, krok za krokiem noga za nogą. Czy wyspiarze i wojownicy z Ryuzaku wytrzymają? Blondynka jednak była zbyt zajęta pilnowaniem dwójki rannych by ruszyć do pomocy w obronie, byłą też zmęczona i nie miała ze sobą zapasu dodatkowej energii. Wypatrywała panicznie wszystkich którzy biegli ich bronić zerkając co i rusz na Hanzo bądź białowłosą Nikusui jakby oczekując rozkazu czy też polecenia, nie chciała nic zarządzać sama, być może się bała, że stanie się to co zawsze gdy podejmowała decyzje, to samo co stało się przed bramą...

Streszczenie
Spoiler: pokaż
Inoshi wykonuje polecenia Hanzo dalej go rozpytując, chce wiedzieć co robi i jak to robi. Również chce to umieć. Stara się nie zareagować na Nikusui, również wyciąga pigułki z krwią. Przemywa rany Akiego, jak wstaje to podtrzymuje go w pozycji siedzącej razem z hanzo. Jeśli stwierdzi, że jej chakra również może się przydać, być potrzebna, to niepewnie ale odda i swoją. Sprawdza ciało Shikaruia w poszukiwaniu znaku diabła, tak jak jej polecono. Gdy lekarz pada zmęczony pyta czy może coś zrobić. Zastanawia się nad usłyszanymi słowami które rzucił do wszystkich Yuji, mimo to stara się tego głośno nie komentować. Dalej przypatruje się formacjom tworzonym przez wojowników przybyłych na statkach i innych shinobi do obrony przed Shiro Ryu.

Sugoi - niesamowite
Daijobu desu ka?– Wszystko w porządku?


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Myśli - Mowa
Ostatnio edytowano 20 cze 2018, o 20:02 przez Yamanaka Inoshi, łącznie edytowano 1 raz


Prowadzone misje:
[B] - Nici Dziedzictwa - Senju Oshi -
[C] - " Melancholy were the sounds on a winter's stray " - Kowai, Uchiha Katsuko, Namikaze Ren -
Rezerwacje:
Hikari, Rika Kari, Hiroshi, Numa, Yami, Senju Hyojin, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
[C] - ??? - Yamanaka Misae, Koseki Kitashi, Rakurai Minoru -
[D] - Nie wszystko jest za darmo - Sabaku Kirishi -
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy Noł Lajf
 
Posty: 1149
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Hanamura
Wiek postaci: 14
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do karku z długą grzywką na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/EBuF3w0.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Torba
2 Kabury z prawej strony, jedna na pasie, druga na nodze.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Ame » 20 cze 2018, o 18:44

Ame był zajęty tym czym się pierwotnie zajął. Chciał pomoc w budowie barykady, po prostu chwytał wszystko co się w miarę nadaje i nosił te fragmenty tam, gdzie mogły się przydać. Nigdy wcześniej okoliczności nie zmusiły go do budowy konstrukcji obronnych, wiec po prostu skupiał się na przenoszeniu materiałów, które niedbale opierał na powstających "murach". Bardziej starał się po prostu nie przeszkadzać niż pomagać. Mial nadzieje, ze gdy wchodzili do portu to byli wtedy na ostatniej prostej, aby wyjść wreszcie z tego gnoju, w który wpakował się przez nadgorliwość Kaito. Jak zawsze chciał być ostrożny, a tylko narobił bałaganu po drodze. Wszystko byłoby w porządku, gdyby wszystkie obiekty, które były zdolne do wydostania ich z tego spłonęły. Jedyna nadzieja były statki, które pojawiły się na horyzoncie. Chłopak porzucił prace, przy której i tak nie miał za bardzo pojęcia co robi. Podszedł bliżej brzegu, aby przekonać się, ze są to statki z jego rodzinnego cesarstwa. Wyraźnie zobaczył, jak w cywili wstępuje nowe życie. W niego również. W końcu jest jednym z tych ludzi, którzy jako pierwsi tracą nadzieje, chociaż we własnym mniemaniu był po prostu realista. Przypadki zdarzają się rzadko, a cuda jeszcze rzadziej. Pojawienie się statków cudem na pewno nie było - w najgorszym wypadku było właśnie przypadkiem, ale chłopak podejrzewał, ze to raczej sprytna akcja cesarza, który wykorzystuje szanse jakie się pojawiają. Hozuki po chwili dostał się na brzeg, żeby być świadkiem "konfrontacji" pomiędzy kapitanami flot. Oczekiwał, ze nie będzie to zbyt mila rozmowa. Shiryo Ryu, Ryuzaku no Taki i ktoś z floty cesarstwa. Sila rzeczy to rozmowa nie może być mila. Cieszył się, ze być może los pozwoli mu dostać się do Hanamury. W zasadzie na pewno - skoro jest tutaj z polecenia liderki, to nie widział powodu, dla którego krajanie mieliby z jakiegoś powodu nie pozwolić mu wejść na statek. Co prawda nie spieszyło mu się do domu, ale wiadomo, ze wolałby być tam niż tutaj, po za tym chciał uzyskać kilka wyjaśnień na temat tego co się tutaj w ogolę działo. Nie wtrącał się w ich rozmowę. Wyszedłby tylko na niedoświadczonego pajaca, który próbuje wplatać się w politykę, czego nie chciał. Trochę żałował, ze jego lud porzucił piractwo. Fajnie byłoby się obłowić tym wszystkim, co zostało tutaj zgromadzone. Chyba urodził się pokolenie za późno. W ogolę nie zareagował na słowa blondyna. Zwyczajne biadolenie szaleńca. Właśnie miał wyjść przed szereg i zgłosić się jako przedstawiciel klanu, przekazać to co widział.
- Ame Hozuki, jestem tu z poleceni... - nie zdążył dokończyć, gdyż zauważył, zresztą tak jak wszyscy, wyłom w improwizowanej fortyfikacji. Nie myśląc długo ruszył wraz z wojownikami ze swojego klanu wprost na opętanych wojowników.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 21 cze 2018, o 00:04 przez Ame, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
Szarak
 
Posty: 266
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Yuji Saga » 20 cze 2018, o 18:56

Dobrze mi poszła przemowa. W paru rzeczach by się zmieniło, poprawiło i lepiej dobrało słowa, bo były dwuznaczne. No ale co zrobić! Pierwszy raz takie coś do tłumów wypowiadałem, nie wypadłem źle, ale w moim odczuciu mogło to być sto razy lepsze i to o wiele. Następnym razem kiedy będę podjudzał ludzi, wróć, naprowadzał nędznych ludzi na prawowitą drogę to będzie sto razy lepiej, mówię wam. Co do reakcji ludzi, to nie wiem jaka była. No pod koniec, bo jak mówiłem to wszyscy mieli inne twarze od pozostałych. Inni wyglądali jakby właśnie moja mądrość na nich spłynęła, dostali objawienia i już przerzucą się na moja religie. Codziennie zapisy do mojego kultu od ósmej rano do dziewiątek, bo później wyleguje się na sofie i zajadam winogrono. Kolejną grupą, a nawet raczej opozycją byli ci co twardo stali na swoim, a było ich mało w mieszkańcach, bo większość do shinobi albo ci co przypłynęli. Typowe. To ich nie dotyczyło, no większości z tej grupki, więc nie wzięli sobie do serca tego co powiedziałem. Biada im, oj biada. Kolejna byli ci pośrodku. Z jednej strony dla nich miałem rację, ale z drugiej chyba nie. Czyli tak było na pograniczu tego i drugiego. Ostatnia to miała przysłowiowo wyjebane i próbowali siebie uratować. Nie mają zdania, nie obchodzi to ich, po prostu bez walki o swoje chcą wziąć i spieprzyć. Żałosne dla takich marnych istot. Ci z innych grupek pokazali coś, a ci tutaj? No nic. Mało co widziałem, bo szybko przeszedłem do taktycznego odwrotu. Byłem na sto procent pewien, że zaraz dostanę od jakiegoś z Cesarstwa za takie spekulacje na głos o ich działalności tutaj.
Zeskoczyłem, biegłem i JAKIŚ BEŁT WYBUCH. No co jak co, ale powinna być tabliczka, uwaga, bełt wybuchowy proszę nie podchodzić nie bliżej niż kilka metrów. Przez to było bardzo nie miło. Spadłem, upadłem i zaczęło mi się kręcić w głowie, czy tam inne dziwy, przez które na chwilę zatraciłem poprawny kontakt z tym światem. Moja pierwsza myśl w tym czasie „No i po chuja wygłaszałeś wymowy? już w ciebie strzelają”. Podniosłem się jedną ręką z ziemi i zacząłem się rozglądać, by ogarnąć teren, jakoś szybciej przywrócić się do zwykłego boskiego działania. A to nie było łatwe, oj nie. Do tego doszła kolejna przeszkoda, której nie wyliczyłem. Jaki ja jestem słaby z matematyki…
Kilka metrów odemnie, bardzo szybko się tutaj znalazła, była kobieta, ale to nie byle jaka, bo kaleka! Nie miała nóg, ale za to unosiła się, miała skrzydła, które wyglądały jak kartki oraz tam gdzie powinna mieć nogi też miała papierkowe bloczki. Najwyraźniej to jakaś przedziwna technika, ale fajna co zmienia użytkownika w aniołka. Wiele dzisiaj aniołów spotykam, a jeszcze żaden mi nie pomógł. Do dupy z takimi pracownikami boskiego departamentu. Wracając. Była to kobieta, którą wcześniej widziałem a dokładniej na bramie przed chwilą. Nie spodziewałem się jej tutaj, a nawet tego, że mnie zaatakuje, bo to co przed chwilą mnie spotkało to jej sprawką, bo kogo innego? Tych co walczą z blondynką? Niemożliwe, są bardziej skupieni na walce niż na tym co ja zrobiłem. Dziewucha miała papierową włócznie, w innych okolicznościach bym się zaśmiał, ale to jest raczej jutsu, więc może mieć właściwości zwykłej broni. A kiedyś bawiłem się origami, a takie cuda mi nie wychodziły, to niesprawiedliwe. Do tego notki wokół mnie latały, popatrzyłem na nie i wśród nich zobaczyłem wybuchowe! Na początku moje oczy się rozszerzyły z zaskoczenia na ten widok, ale szybko postanowiłem wrócić do spokoju, albo raczej spokojnej mimiki twarzy by nie ukazać strach.
- Przepraszam...Już pędzę z wytłumaczeniem.- Złapałem się jedną ręką za głowę, drugą miałem w moim nosidełku. Spojrzałem na nią i westchnąłem, trząść lekko moją dolną szczęka w akcie "strachu".
-Postanowiłem uświadomić mieszkańców co się dzieje. Źle dobrałem słowa, wiem, powinienem lepiej to zrobić nawet to ostatnie słowo „powstańcie”, bardziej mogłem użyć „pamiętajcie”. Eh, byłem wystraszony i zacząłem spieprzać. Widziałem coś czego nie chce już więcej widzieć.- spróbowałem wstać na nogi, oczywiście powoli, pokazując i patrząc na dziewczynę, że nic nie kombinuje, nawet wyciągnąłem zranioną rękę i podniosłem do góry. Profilaktycznie, by nie myślała, ze nią coś kombinuje.
-Na początku tego festiwalu byłem przy tej scenie gdzie to się wszystko zaczęło. Zabawa po całości, kupiłem nawet sobie taką fajną pieczoną jaszczurkę na patyku, palce lizać. I zaczęła się ta rewolta. Zdrada głowy waszego zakonu, straszne oraz co się tam zadziało. Przebił pierś jakąś technika temu łysemu, to było straszne. Wszyscy uciekali, ludność, shinobi. Zostałem tylko ja z paroma innymi osobami. Zatrzymaliśmy trochę tamtych co byli tam. Byli za silni oczywiście na nas, więc długo to nie trwało… a jednak nas zostawili, bawili się nami. Jakby cel już wykonali tutaj. Zabicie rady. Dalej to tylko próbowałem zniknąć z miasta, bo po tym co widziałem na placu to było nie do opisania, ale biegnąć po mieście widząc te straszne rzeczy, ogarniał mnie większy strach.- złapałem się za pierś, a dokładniej za moją czarną koszulkę, która na mnie przylega. Złapał ją tak mocno, że trochę się tam podarła. Przy okazji spuściłem głowę lekko do dołu, by ukryć oczy. Chcąc stworzyć tak otoczkę, ze się przejąłem tym. Jestem najlepszym aktorem, więc grałem to tak ze jestem przejęty tym wszystkim, tą śmiercią tym wszystkim.
-Chciałem uciec właśnie tym portem. Widziałem te trupy przed bramą…. Było tutaj wielu przedstawiciel rodów, wojowników, a nikt ich nie ratował. Byli tylko zdani na siebie, bo ci woleli walczyć między sobą. Czy to nie budzi w tobie gniewu oraz obrzydzenia względem ich? Mają taką moc, a nie wykorzystują jej w obronie słabszych. Tylko walka, korzyści, szabrowanie. Tak to nie powinno wyglądać, rody, szczepy, ci silniejsi powinni mieć piecze nad słabszymi, by ukazać im też drogę szczęścia. Wskoczyłem na wieże i zobaczyłem to. Tak bardzo mało ich przeżyło… gniew zrodził się w moim sercu, za to że ich tak zostawili. Do tego te statki, tak szybko się tutaj pojawiły, jakby czekali na to. Zrozumiałem, że to było zaplanowane. Od początku Cesarstwo się nie lubiło z radą, wiedzieli że wybuchnie między nimi wojna, a słysząc o festynie postanowili to zakończyć raz na zawsze i następnie przypłynąć jak wybawcy, którzy uratują mieszkańców. W taki sposób mają czystą kartę oraz nową ludność która będzie ich popierała oraz będzie okłamywana oraz zdobyta krwią swoich bliskich.- zacisnąłem bardziej pięść na materiale i opuściłem rękę w dół, przy okazji zrywając koszulkę ukazując mój nagi tors, moje wybitne piękne muskuły. Nie tylko genialny aktor, ale boski model. Oczywiście nie zwracałem na to uwagę wtedy, ale teraz, panie brałbym się na tych blankach.
-I zrodziła się w mnie myśl. Zrobić coś przed ucieczka stąd, zrobić coś dobrego wreszcie poza zatrzymaniem kogoś, kto się tylko ze mną bawił. By ich uświadomić o tym wszystkim. Ze tyle złego zdarzyło się przez tych co trzymają władzę. Że nie powinni az tak opierać się na Shinobi, bo to tylko daję im więcej śmierci niż pożytku. Chciałem dobrze… ale powiedziałem źle co miałem powiedzieć. Jak stanąłem przed nimi, przed taką grupą coś się we mnie obudziło, że plotłem trzy po trzy przy tym co chciałem przekazać. Jeszcze zrzuciłem winę na tych co pomagali. A ostatnie słowo… co mi do głowy strzeliło… nie chciałem by wzbudzić bunt, ale żeby stali się niezależni i byli jak najdalej nas, którzy przyciągają kłopoty.- kolejny raz westchnąłem, spojrzałem kątem oka na port i celowo opuściłem szczękę. Oczywiście grałem przerażenie.
-Czy-czy tam zaraz nie dojdzie do bitwy?- zgrałem to z tym jak tamci zaczęli się zbierać do walki. Dobra moja, może się przejmie tym bardziej niż mną i mnie zostawi po takiej gadce.
-Nie chce kłopotów, nie chce już walczyć. Przepraszam, spierdoliłem, ale teraz oni potrzebują pomocy dobrych Shiro Ryu.-
No i tyle z mojej gadaniny poszło. Teraz trzeba było być gotowym na wszystko. Czy łyknie to wszystko czy nie. Przez to moją gadaninę już miałem plan działania, jakby coś poszło nie tak. Czyli jakby chciała mnie owinąć tymi kartkami co kontroluje, albo mnie zaatakuje po albo w trakcie monologu. Tego i tego nie chciałem, bo nie tworzyłem takie słówka nie na darmo, a tylko by zyskać i wywinąć się z czegoś obronną ręką. A co zamierzałem? Stworzyć ziemną kopułę, która mnie zakryje i uratuję przed atakami tych notek. Może by mój twór przeżył wybuch, albo jakoś w pewnym stopniu mnie uratowało przed nimi. A po tym wyskakuje, szykuje rękę, by stworzyć wybuch w stronę możliwego nadciągającego ataku, który zniweluje jakiś kolejny wybuch wroga albo jakiś jego notatkowych atak, zbiegam z muru do środka miasta, oczywiście nie na teren bitki, bo to samobójstwo. Omijam wtedy. Ale to tylko jest mój plan awaryjny. Bardzo prosty, bo nie miałem co ciekawego zrobić teraz w tym momencie, byłem w nieciekawej sytuacji. Tylko jeżeli wszystko poszło z moim planem, pozwoliła mi odejść, to spieprzam dalej jak najdalej od wszystkich. Zrobiłem swoje, nakłamałem, pogadałem, teraz spotkać się z NESem, bo nic więcej tutaj nie zdziałam.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Yuji Saga
 
Posty: 140
Dołączył(a): 2 gru 2017, o 10:33
Wiek postaci: 20
Krótki wygląd: Dwumetrowy muskularny mężczyzna o blond włosach i czerwonych oczach. Nosi zielone buty, żółte spodnie oraz czarną przylegającą koszulkę bez ramiączek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=69493#p69493
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Megumi Ishida » 20 cze 2018, o 21:01

Megumi zaatakowała chcąc trafić główne ciało i ku jej zaskoczeniu ono po prostu uciekło do tyłu, ale cóż to też był pewien plus. Atak mnicha piorunami nie przyniósł żadnego efektu, co utwierdziło dziewczynę w przekonaniu że bez porządnego łupnięcia nie ma zbytnich szans na unieszkodliwienie wroga. No cóż, sojusznicy byli potężni, ale wróg również. A to oznacza jedno. Ktoś kto przerobi jeźdźca na wykałaczki ten zdobędzie chwałę i splendor, a może i możliwość nabrania sobie łupów bojowych. Jednak żeby to zrobić trzeba pokonać wroga. Każda kukła ma swoje źródło czakry, jeśli jedno zgaśnie to wam o tym powiem! W innym przypadku znaczy że jest to działanie pozorowane! wydarła się do sojuszników. Oceniała dalsze możliwości walki. Miała sporo czakry, ale słabe techniki. Miała duży miecz, ale mało siły. Co miała dobrego? Powoli ogarnęło ją zwątpienie. Jak banda nieznających się ludzi która ewidentnie nie umie współpracować ma mieć jakiekolwiek szanse na wyjście z opresji? Po co właściwie zgodziła się na tą walkę? Pytania kłębiły się w jej głowie, a ona zrozumiała że jest jak mrówka rzucona w tornado. Łza napłynęła jej do oka. Zginie tutaj. Zginie i nie będzie miała szans na spełnienie marzeń. Cholernie się bała, co ona może zrobić? Czy ktoś ją uratuje? Przecież tutaj wszyscy martwią się tylko o własny tyłek. Obrócić się i uciekać? Przecież to jak by walczyli przeciwko 3 niesamowicie silnych shinobich. Nie ma szans na zwycięstwo. Przecież Kabuto dała drapaka przed jej katonem, przed jej wizytówką. Jak ona ma ją trafić? Musiałaby chyba ją unieruchomić. Jak jej urżniesz wszystkie kończyny to już nie będzie uciekać, a wtedy trafisz ją tym swoim zasranym ogniem. Poczuła się jak by ktoś wylał jej na głowę kubeł zimnej wody na głowę, a do serca odwagę. Przez chwilę chciała znaleźć kto to powiedział, ale po chwili przecież zorientowała się że ten metaliczny skrzekliwy głos, pełen arogancji musiał pochodzić tylko od jednej osoby. A raczej rzeczy. No dachi przemówiło do niej tak jak na turnieju, oraz tak jak podczas rozpoczęcia się tego całego syfu w mieście. Uśmiech zastąpił grymas twarzy który pojawił się na jej ślicznej przy grubawej twarzy. Dziękuję wyszeptała pod nosem. Nie było czasu rozwodzić się ponownie nad tym czy jej na łeb nie bije, albo czy to szermierz nie powinien mówić do miecza, a nie na odwrót tak jak to ma miejsce ostatnio zbyt często. Czy ma jakiś atut? A no szybkość, więc trzeba z niej korzystać. Zobaczyła że wróg odpieczętował jakieś ciało z dymem, nie chciała się do niego zbliżać więc trzeba zmienić pozycję. Ale zaraz, parszywa lalka która robi bum bum z rąk walczyła z dosyć ładną panią szermierz. I ta dała radę ją trafić naruszając jej mechanizmy, niestety kukła jej oddała. A teraz zapowiadało się że rozwali jej ten śliczny łepek. Znaczy nie żeby Megumi miała coś do likwidacji przeciwniczek które mogą zagrozić jej w osiągnięciu tytułu najlepszej szermierz na świecie, ale po pierwsze grali w jednej drużynie, a po drugie miała za dobre serce żeby zabijać bez powodu, a co dopiero patrzeć jak ktoś zabija bez powodu. Do tego przecież jeśli ta dziewczyna przeżyje i stanie się silniejsza to mogą kiedyś wspólnie walczyć! Wtedy w uczciwym pojedynku przekona się o wyższości swojego fechtunku, nad jej. Ale na razie.... Rzuciła bombę dymna między lalkę a jej właścicielkę. Miało to wyglądać tak jak by miała zamiar zaszarżować na główne ciało przez dym. Inna sprawa że nie chciała też zasłonić widoku Musowi, (mimo że nie wiedziała jak się nazywa) to jednak czuła podświadomie że jest silny i że skoro już tam się znalazł to ma jakiś dobry plan na atak. Może uda mu się zająć kuglarkę żeby ona mogła wykonać swój plan. Dobywając miecza szarżowała na kukłę będącej po jej lewej, używając najlepszej techniki jaką znała, swojej chluby. Dokonując błyskawiczny doskok wylądowała koło lalki tnąc mieczem jej łapę. Celowała prosto w staw. Chciała bo po prostu rozwalić ucinając bestii kończynę. Po cięciu stawu, niezależnie czy go rozcięła na pół, czy tylko zniszczyła, chciała dalej prowadzić broń w tym samym kierunku czyli w korpus. A nóż da radę dokonać dodatkowe zniszczenia w takim skomplikowanym mechanizmie. Jednak bardziej chciała odepchnąć wroga od rannej szermierz. Oczywiście korzystała z tego że byłą szybka oraz że jej broń była długa, była gotowa do uników i odskoków tak żeby ominąć atak anioła. Nie chciał mieć poharatanych kończyn, jak ta tutaj pani. Ale miała nadzieję że bombka dymna sprawi że główne ciało postanowi raczej że wykona błyskawiczną egzekucję na wrogu, a nie zacznie na ślepo atakować. Bomba dymna po za pozbawienie widoku miała udawać że planuje ona atak frontalny na główne ciało, a nie zniszczenie lalki.
Spoiler: pokaż
Megumi rzuca bombą dymną zasłaniając widok na kukłę i dziewczynę z 7 mieczami Kabuto, a sama atakuje techniką z doskokiem kukłę.
Przedmioty widoczne: Dwie torby przy pasie.
No-dachi na plecach.
Fuma shuriken rozłożony zawieszony na plecach na sznurku.
Na każdej ręce obszar od nadgarstka do łokcia jest obwinięty metrem bandaża.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Megumi Ishida
 
Posty: 353
Dołączył(a): 27 lis 2017, o 21:28
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek B
Widoczny ekwipunek: Obandażowane ręce od nadgarstków do łokcia.
2 torby na wyposażenie na pośladkach
No-dachi na plecach
Rozłożony fuma-shuriken zawieszony na sznurku na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4403&p=65802#p65802
GG: 56674178
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Kei » 20 cze 2018, o 21:10

Ech, czy wszystko na prawdę musi się komplikować? Nie mogą sobie porozmawiać w trakcie ewakuowania wszystkich?. - Westchnął w myślach widząc sprzeczkę kapitanów i Shiro Ryu. Żeby tego jeszcze było mało to na dzień dobry jakiś koleś w kapeluszu próbował grozić dwóm pierwszym... Doprawdy brunet miał już tego po dziurki w nosie i zastanawiał się czy nie olać tego wszystkiego i po prostu od tak nie wejść na pierwszy lepszy okręt. Mimo wszystko pohamował się oraz nie dał tego po sobie poznać. Na szczęście po krótkiej dyskusji jakoś dali się namówić do współpracy, więc chłopak nie musiał długo znosić tej nieznośnej sytuacji a przynajmniej tak myślał. Gdy już wszystko zmierzało we właściwym kierunku ktoś się wtrącił wykrzykując na cały głos swoje teorie spiskowe. Cóż w normalnych warunkach wysłuchałby go rozbawieniem, lecz w obecnej chwili było to jak dolewanie oliwy do ognia. Dlatego też z każdym kolejnym słowem nieznajomego Kei miał nadzieję że ktoś doskoczy do tego osobnika i go powstrzyma, bądź też że ten się potknie i zaraz zleci z tego muru. O ile kapitan z Morskich klifów całkiem dobrze poradził sobie z tą propagandą, to jeśli chodziło dowódcę Ryuzaku no Taki sprawa miała się gorzej. Wziął on część tych bredni na poważnie przez co kłótnia między mężczyznami rozgorzała na nowo. Ile można, ogarnijcie się wreszcie. - Krzyknął w duchu czując jak poziom irytacji i stresu w nim rośnie. Cóż jak mogłoby być inaczej skoro jeszcze przed chwilą liczył, że zaraz uwolni się od tej wyspy, a tu takie rzeczy się dzieją. Na szczęście za raz po tym sytuacja znowu się zmieniła, chociaż może jednak bliżej było temu do pecha. W końcu jak inaczej nazwać grupę nadciągających wrogów, nawet jeśli zmusiło to dwóch krzykaczy do współpracowania ze sobą. Kei miał nadzieję że kapitanowie załatwią sprawę swoimi własnymi oddziałami skoro już je ściągnęli, niestety kolejne słowa jednego z nich rozwiały jego nadzieje. Mam nadzieję że przed bezpieczeństwem, a nie ogólnie ostatni... - Mruknął w myślach, na twarzy jednak nie ukazał tego zniechęcenia i przygnębienia. Chcąc wykonać polecenie rozejrzał się za stabilną częścią barykady na której da się stanąć i w razie czego nie będzie problemów z zeskoczeniem z niej. Jeśli znajdzie to na nią wchodzi, w razie czego z małą pomocą chakry. Stojąc tak i pilnie obserwując sytuację wyciąga 2 kunaie, po jednym na rękę. Jeśli przeciwnicy zbliżą się do granicy 20m, to krzyżując je zacznie zbierać energię z elementem raitonu. Jednakże uwzględnia też działania sojuszniczych jednostek, by przypadkiem nawzajem nie popsuć sobie planów. Jak już zbierze energię strzeli pierwszego nie krytego przeciwka w zasięgu. Następnie jeśli trafi z lewej ręki do prawej przerzuca drugiego kunaia i sięga po shurikena z ukrytej kabury, by następnie miotnąć nim w gardło porażonego. Licząc, iż ten będzie mieć problem z reakcją Kei chce go zdjąć trafiając w krtań. Jeśli się uda postara się jeszcze raz powtórzyć ten zestaw czynności.
Naturalnie sam pozostaje czujny i stara się być świadomym swego otoczenia. W razie ataków miotanych przeciwnika zeskoczy z barykad i się za nimi schowa oczekując odpowiedniej możliwości do ponownego ataku. Gdyby jakiś przeciwnik zbyt szybko by się zbliżał skupi się na utrzymaniu dystansu licząc że ktoś go przejmie. W ostateczności będzie ataki zbijać i blokować kunaiami w rękach.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kei
 
Posty: 312
Dołączył(a): 4 sty 2018, o 14:40
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4707
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Port

Postprzez Kenshi » 20 cze 2018, o 22:35

Nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale najpierw po kolei. Propozycja Kenshiego wymyślona i rzucona w pośpiechu, szybko spotkała się z odpowiedzią – pozytywną aprobatą za którą po chwili poszła broń – kto był zainteresowany podsunął oręż który Kenshi swoim ostrzem namagnesował. Plan był w teorii prosty – wystarczyło namagnesować przeciwników, aby Kenshi był w stanie ułatwić wszystkim przeprowadzanie ataku. Wystarczyło cisnąc bronią, aby ta sama podążała za przeciwnikiem. I połowicznie to się udało – główne ciało zostało trafione, a nawet i uwięziona Dotonową techniką. Właśnie wtedy, gdy kapłan kultu Jashina, posłał w oponenta strzał z bełtu, obserwujący walkę mogli zauważyć, jak wystrzelone w kontrataku stalowe pióra – mijając zaledwie o odrobinę strzał Shigi, wykrzywiły jego trajektorię. Wybuch który nastąpił w następstwie tego gdzieś w oddali, nie zagłuszył słów Kabuto - „Inne magnesy zmieniają ich działanie... lub negują ładunek”.
- Dorwali się do Jitonu… - skrzywił się gdy uświadomił, że to oznaczało zamordowanie i zbezczeszczenie ciała kogoś z jego klanu. Mimowolnie jego umysł próbował sobie przypomnieć, czy ostatnio słyszał o zaginięciu kogokolwiek z ludzi o jego zdolnościach… Kłęby dymu, które wydostały się z przechwyconego zwoju, a raczej z ciała które skrywał, skutecznie przerwały te krótkie rozmyślania.
- Akarui, nie zbliżaj się do tego – rzucił do kuglarza, który to nieświadomie, przyciągnął do nas zastawioną przez przeciwniczkę pułapkę. Kenshi nie dostrzegając bezpośredniego dla siebie zagrożenia ze strony przeciwniczki, natychmiast złożył trzy pieczęcie po czym przyłożył dłonie do podłoża – dym zdążył mu przysłonić część pola walki i uznał, że trzeba jak najszybciej się tego pozbyć. - Doton: Retsudo Tenshō. Wstrząs jaki nastąpił spowodował rozstąpienie się podłoża, właśnie w miejscu gdzie znajdowało się ciało wyłonione ze zwoju. Jego celem było oddalenie zagrożenia – chciał by trucizna która wydostawała się z ciała, wraz z nim wpadła w głębiny przepaści jakie się wytworzyły.
Kenshi zdawał sobie też sprawę z faktu, że przebywanie w miejscu może stanowić niesamowite zagrożenie dla jego życia, dlatego biorąc przykład z innych, ruszył po skosie przed siebie – mijając chmurę trującego dymu zauważył marionetkę przeciwnika, która stała nad Chise z wyciągniętą dłonią przy jej twarzy. Zimny dreszcz chwycił go za kark, gdy zrozumiał że dziewczyna będąc ranną może się z tego nie wykaraskać. – NIE – warknął wyciągając w kierunku marionetki swoją dłoń którą następnie machnięciem zamierzał… „zdmuchnąć” czy też raczej odepchnąć kukłę posiadającą metalowe skrzydła. Zdążył to uczynić akurat w chwili, gdy między dwójkę wpadła bomba dymna posłana przez Megumi, powodując ograniczenie pola widzenia.
Z już schowaną ale wciąż namagnesowaną kataną, pomknął natychmiast w tamtym kierunku, przebiegając obok chłopaka, który wcześniej ledwie uniknął ataku (Numa), zbliżając się co raz bardziej do Chise i Megumi. Nie wbiegł jednak miedzy kobiety, tylko łukiem ominął ich dwójkę oraz kłębowisko dymu wywołanego eksplozją bombki dymnej. Po sformułowaniu czterech pieczęci, prawa dłoń zajarzyła się u niego wyładowaniami elektrycznymi, która następnie została przez niego uwieńczona przyłożeniem do ziemi – w chwili gdy Kenshi po ominięciu kłębowiska ludzi i dymu, dostrzegł swój cel.
Zamierzał odseparować marionetkę od jej właściciela – zamykając ją w Raitonowym więzieniu. - Poślijcie w to notki, jeżeli macie! – krzyknął do dwóch kobiet, nie wiedząc czy rzeczywiście na stanie miały jeszcze takie wyposażenie. Jeżeli nie... To zawsze Akarui mógł podjąć próbę, przejęcia wrogiego arsenału, podpinając swoje specjalistyczne nicie chakry. Pytanie tylko czy chciał w ten sposób ryzykować, bezpieczną, tylną pozycję?

Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 20 cze 2018, o 22:39 przez Kenshi, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 298
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi białą zbroje, szkarłatny płaszcz z wysokim kołnierzem, a u boku ma przepasaną pochwę z kataną.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, rękawiczki, pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 0
Multikonta: brak

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości