[Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kenshi » 9 cze 2018, o 23:02

Maji do samego końca miał wątpliwości co do prawdomówności Shirugo i Shigemiego, stąd nawet krzyknął w kierunku blondwłosej przedstawicielki rodu Yamanaki, aby mu towarzyszyła i miała „oko” na sytuację za jego plecami. Na szczęście okazało się, że dwójka braci, przyjęła polecenie od Kenshiego na poważnie i postanowili wypełnić dane im zadanie. Na uwagę by nie odpływać bez nich, czarnowłosy mimowolnie się uśmiechnął. – Nie ma takiej możliwości, bądźcie o to spokojni – rzucił jeszcze w odpowiedzi, zanim udali się w przeciwnym kierunku. Mimowolne spojrzenie na port, na obraz dogorywających okrętów trawionych ogniem i nie sposób było nie pomyśleć, że raczej taka sytuacja nam nie groziła. – Jeżeli Reiya nie doprowadziła Sau do stanu używalności… to nikt z nas nie opuści tej wyspy. Ciche westchnięcie było sygnałem do opuszczenia pozycji i ruszenia do wypełnienia planu.
Podczas tego biegu w którym Kenshi podążał za swoimi błotnymi basiorami, a blondwłosa przedstawicielka klanu Yamanaka, zajęła końcową pozycję pochodu, padło ze strony dziewczyny ważne pytanie. Kenshi dopiero po chwili odpowiedział, wiedząc jak wiele zależy od tego co powie. – Rozumiem… Port południowy jest jednym z dwóch punktów ewakuacyjnych i istnieje spore prawdopodobieństwo, że właśnie tutaj się na nich natkniesz – zauważył w biegu, umyślnie ignorując nasuwające się przemyślenie, że jej rodzice mogą być już dawno martwi. Kenshi miał na tyle rozsądku aby nie udzielić takiej odpowiedzi, by nie psuć nadziei, która pozwalała Inoshi wciąż normalnie funkcjonować. – Musimy najpierw oczyścić to miejsce, a to może jeszcze nieco trochę zając – mruknął, już jednak zdecydowanie ciszej, po czym przeszedł do działania, bo jego twory znalazły się w końcu na tyle blisko skupisk przeciwników, aby je zniszczyć.
Eksplozja, jedna po drugiej rozbrzmiały w porcie, niszcząc resztki tych z Shiro Ryu, którzy uchronili się przed unicestwieniem przez Senju Kazuo. Kenshi, docierając do niego, zamierzał go wesprzeć, niszcząc część przeciwników, z którymi walczył. W chwili eksplozji, zauważył jak niezależnie od jego eksplozji, lider klanu Senju… rozpada się. – Cholera jasna.. za późno? – rzucił na głos zastanawiając się czy nie przeoczył ataku. Istniało również inne prawdopodobieństwo co stało za przyczyną zniszczenia klona – choćby śmierć oryginalnego przywódcy Rodu Senju, choć w tych kategoriach Kenshi wolał nie myśleć. Ten człowiek wraz z kobietą kręgu, stanowili najsilniejszych przedstawicieli jego oddziału. Jeżeli oni padli martwi… to jakie szansę miał Kenshi wraz z Inoshi?
Byli sami, nie licząc oczywiście cywili od ich pozycji nieco oddalonych. Na drugim krańcu portu, słychać było jeszcze okrzyki, co mogło wskazywać na walki prowadzone przez rodzeństwo, ale tego Kenshi już nie widział. Jedynie słyszał, przypatrując się szczątkom płonących okrętów. – Port południowy wygląda na względnie zabezpieczony… Nie wiem jednak co się dzieje w porcie wschodnim, Inoshi jesteś w stanie odnaleźć pozostałych członków naszej drużyny? Ostatnio Keia oraz Megumi widziałem w wschodniej części miasta, niedaleko bramy od portu – rzucił w kierunku blondynki, na moment zawieszając na niej swoje spojrzenie. Trwało to tylko jednak chwile, na tyle by nawiązać kontakt wzrokowy, pokazać że Kenshi dostrzega jej obecność, że ta nie jest dla niego ino pyłkiem na wietrze, tylko stworzeniem z krwi i kością od której informacje mogą być bardzo ważne. – Jeżeli sytuacja w drugim porcie przedstawia się tak jak tutaj, ta informacja musi zostać przekazana do pozostałych grup ekspedycyjnych… Trzeba w końcu zorganizować transport ludzi, a raczej, zabezpieczyć ich pochód – mruknął, już bardziej sam do siebie, lustrując mury oddzielające doki od miasta, jakby wypatrując na nich grożącego im potencjalnie niebezpieczeństwa.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Wiem, że niektórzy mają ser­ca jak dzwon

Silne, głośne, pra­wie niez­niszczal­ne

Lecz zim­ne jak żela­zo, z które­go je odlano


Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 372
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi lekki, przewiewy strój w którego skład wchodzą spodnie, tunika, okrycie głowy i szyi - wszystko w odcieniach bieli.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, tunika, okrycie głowy i szyji, rękawiczki, blaszane plakietki na nadgarstkach oraz pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Megumi Ishida » 9 cze 2018, o 23:03

Megumi była opatrywana, czuła że powoli jej ciało zaczyna wyglądać tak jako powinno. Dodatkowe otwory najwyraźniej nie przynoszą szczęścia. Ani te na brzuchu, ani te na dłoniach, co można wywnioskować po ostatnich wydarzeniach. A właściwie to, fakt że tak szybko opatrzono jej rany był głównie zasługą lidera Senju. Marnowanie czakry na ratowanie 2 łajz na polu bitwy, a potem jeszcze narażanie zdrowia na szwank, bo ustępuje młodszej kobiecie miejsce w kolejce. Szacunek do tego mężczyzny miała całkiem duży. Odratowana, kiwała głową potwierdzając że rozumie co mówi lekarz, miała dosyć sporo szczęścia na to wychodziło, jeśli szczęściem nazwać można wpadnięcie w tak żenującą pułapkę i zminimalizowanie obrażeń z wpadki wynikających. Obleciała ponownie wzrokiem pobliskie osoby znajdujące się w budynku, było to średnio optymistyczne, ponieważ nie dosyć że byli czymś czemu trzeba pomóc w ucieczce, to jeszcze sami niewiele wniosą. Pogładziła kark, i przeczesała otwartą dłonią włosy. Niesforny kosmyk opadał jej na oko. Spróbowała go zdmuchnąć, bezskutecznie. Tabletka miała metaliczny smak, ale wiedziała że trzeba ją zjeść. Powoli odzyskiwała siłę. Z smutkiem oceniła że skoro maja w planach przebić się na południe do portu, to znaczy że jak wcześniejsi kompani z zespołu ratowniczego nie dotrą na miejsce o czasie to może być problem. Westchnęła, dobra olać to, każdy sobie jakoś poradzi teraz kwestia co się będzie działo dalej. Lider miał w sobie jeszcze sporo czakry, czyli był w tej samej sytuacji co dziewczyna. Gdyby nie rana to mógłby wojować jeszcze dłużej bez konieczności odwiedzania medyków i lokali wypoczynkowych. Kei dostał polecenia ocenienia drogi czy można wyprowadzić cywili. Popatrzyła na niego z ciekawością, bez zbędnego gadania się zgodził, mimo że w teorii powinien być bardzo oporny w tym temacie. Wiedziała że nie był jakimś super hiper kozakiem i możliwe że już 2 przeciwników mogłaby sprawić niezłe problemy dla niego. Pff, w sumie ona to od 2 przeciwników mało nie zginęła, ale przemilczmy ten temat. Problemem ze smokami było to że wszyscy byli elitą, więc bili na głowę zwykłych żołdaków których można kłaść na tony. Chłopak skierował się do wyjścia. Stuk. Czarna drewniana pochwa no-dachi uderzyła ukutą metalem końcówką o ziemię. Pomarańczowa wstążka którą była (pochwa) przewiązana zafalowała, przez nagłe poruszenie broni. Dziewczyna wstała, trzymając prawą ręką pochwę w okolicach 3/4 długości. Lewą rękę oparła o rękojeść przewiązana czerwonym materiałem. Wyprostowała się, a potem odrzekła głosem spokojnym, acz nieznoszącym sprzeciwu. Dotrzymam mu towarzystwa. I ruszyła w jego kierunku wychodząc z nim na dwór. Miecz w pochwie służył jako całkiem poręczna laska do opierania się podczas drogi tak by nie nadwyrężać rannej części ciała. Gdy wyszli z budynku, dała mu znak że to on prowadzi. Jeśli coś zwróci jej uwagę w zasięgu jej zdolności sensorycznych to go o tym poinformuje, tak samo jak podejmie stosowne kroki spotykając inne zagrożenia na ich drodze. Nie można pozwolić żeby ktoś kto uratował jej tyłek tyle razy, sam jeden musiał łazić po mieście które było jedna wielką sceną na której rozgrywała się sztuka pod tytułem ,,Każdy każdego morduje. Rzeźnia".
Spoiler: pokaż
Przedmioty widoczne: Dwie torby przy pasie.
No-dachi na plecach.
Fuma shuriken rozłożony zawieszony na plecach na sznurku.
Na każdej ręce obszar od nadgarstka do łokcia jest obwinięty metrem bandaża.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
-No-dachi jest ze stali katańskiej
-W prawej ręce spod bandaża wystaje krzesiwo, a w lewej krzemień. Są mocno osadzone, tak by nie wypadły podczas potarcia nimi o siebie.
W torbach (280/30+10+5+50+5+0.5+2+2+2=106.5)
5 kunai(30), 5 shurikenów(10), 20 senbon(5), 10 kwadratowych shurikenów(50), 20 mabishi (5), 1 notka świetlna(0,5), 1 bombka świetlna(2), 1 bombka dymna(2)


Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI:
NATURA CHAKRY: Katon
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Wrodzona - Sensorka
  • Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 50 (150PH)
    WYTRZYMAŁOŚĆ 110 (410 PH)
    SZYBKOŚĆ 150 (650 PH)
    PERCEPCJA 101 (354 PH)
    PSYCHIKA 1 (3PH)
    KONSEKWENCJA1 (3PH)
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH:411
KONTROLA CHAKRY C(120PH)
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 111%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    NINJUTSU
    GENJUTSU
    STYLE WALKI 1 (dziedzina D) (50PH)
    • Chanbara S
    • ---
    • ---
    IRYōJUTSU
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON B (300PH)
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON
    KLANOWE

JUTSU:
Ninjutsu:
-[E]Bunshin no Jutsu
-[E]Henge no Jutsu
-[E]Kai
-[E]Kawarimi no Jutsu
-[E]Kinobori no Waza
-[E]Suimen Hokō no Waza
-[E]Nawanuke no Jutsu
Katon
-[D]Katon: Hōsenka no Jutsu
-[C]Kaengiri
-[C]Katon: Kaen Senpū
-[C]Katon: Gōkakyū no Jutsu
-[C]Katon: Kasumi Enbu no Jutsu
-[C]Katon: Endan
-[.B] Katon: Hōsenka Tsumabeni (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=78675#p78675)
-[.B] Katon: Benijigumo (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=78676#p78676)
Chadabra:
-[D]Fūma Ninken
-[C]Mikazukigiri
-[C]Omotegiri
-[A] Hiken: Tsukikage (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=70175#p70175)

Czakra 88%
Megumi Ishida
 

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Yamanaka Inoshi » 10 cze 2018, o 00:18

- Rok 384 - Zima -


" Widzę to czego nie chcę zobaczyć... "
Obrazek

Sytuacja jaka rysowała się w porcie zdawała się klarować nieco bardziej. Mężczyźni wykonali polecenia wydane im przez ostatniego smoka dosyć szybko wyrażając przy tym swoje zaniepokojenie możliwością pozostawienia ich tutaj w tym zapomnianym przez wszelkich bogów miejscu. Charyzma smoka i krzyk blondynki musiał być wystarczająco przekonujący do przekonania tej dwójki do siebie. - Arigatou, Kenshi-sama, przynajmniej ty w to wierzysz... J-ja, również bym chciała a w tej chwili wszystkie myśli są tylko czarnymi myślami... Widzę rzeczy których nie chcę oglądać... - Pomyślała sobie spoglądając w kierunku szkarłatnego płaszcza, nie odpowiadała nic, po chwili spojrzała w podłogę by zaraz wrócić do rozglądania się zarówno wzrokiem jak i przy pomocy swojej umiejętności sensorycznej. Dalsze działania Kenshiego doprowadziły do oczyszczenia portu, jego błotne wilki wykonały swoje zadanie, niepokojący natomiast okazał się klon władcy lasów który rozpadł się tak nagle. Co to mogło oznaczać? Inoshi nie wiedziała, nie miała pojęcia o żadnych technikach klonowania ani tym bardziej nie wiedziała nic o łączeniu natury ziemi oraz wody. - Co się stało? - Zastanawiała się - Może powinnam się jego zapytać? Na pewno wie coś więcej. - Spojrzała w kierunku towarzyszącego jej wojownika i powiedziała w jego stronę - K-kenshi-sama, dlaczego ten klon się rozpadł? Co to oznacza? Nic go przecież nie trafiło, dlaczego? - Może jej pytania brzmiały głupio, brakowało jej jednak nie tylko doświadczenia ale wiedzy i obycia w takich chwilach. Mimo, że po pozbyciu się ostatnich wojowników sytuacja zdawała się uspokajać to wciąż pozostała do oczyszczenia druga strona portu którą zajmowała się właśnie dwójka braci. Silny duet rudzielców działający na polecenie Majiego.

" Raport pełen beznadziei... "

Dochodziły stamtąd odgłosy walki jednak czy tamta dwójka sobie nie poradzi? Raczej na pewno byli w stanie sobie poradzić jeśli przeżyli do tej pory i nie zostali ranni. Na pewno wyglądali na bardziej pewnych siebie i doświadczonych niż dziewczyna. - Ja... - Pokręciła głową słysząc pytanie rzucone przez wojownika, cofnęła się nieznacznie kręcąc głową na boki nieznacznie, spuszczała swobodnie ręce. - Oni... - Spojrzała w stronę dużej bramy, tej samej o którą tak zaciekle walczyła, nie byli od niej daleko a nawet z ich pozycji można było dostrzec ciała leżące po jej drugiej stronie - Kei... Oni oddalili się na północ, nie mogę ich wykryć, nic... Ta dziewczyna, wydawała się słabnąć jak widziałam ich ostatni raz... Przeżyli wybuch w wieży, wleciał tam jakiś... Jakiś ptak albo smok, wcześniej wyczuwałam dwie silne osoby, potem tylko jedną... - Wzięła głębszy oddech przymykając lekko oczy, złapała się za głowę najpierw wplatając palce we włosy by po chwili przykryć dłońmi nieznacznie twarz. - Oni... Nie weszli do portu, ostatni raz wykryłam ich chwilę po wybuchu, jedna osoba odeszła stamtąd, teraz też jej nie czuję... Ich czułam jednak... Też nie wiem gdzie są. - Mówiła, jednak jej głos był pełen zdenerwowania i przejęcia, to przyśpieszała, to przerywała by zaczerpnąć powietrza. - I-I wtedy... Co do mojej grupy, też przepadli, zostaliśmy sami Kenshi-sama. Pojawił się ktoś silny, ktoś potężny... Ta chakra... To nie była zwykła chakra! Była przytłaczająca... Oni... O-oni, Aka i Shikarui byli z tą silną chakrą potem z nią poszli... Tak po prostu, nie wiem dlaczego. Nie ma ich. Zniknęli... Ta chakra też... - Zacisnęła dosyć mocno dłonie na wysokości torsu, zerkając najpierw na nie a potem podnosząc odrobinę wzrok by spojrzeć na Kenshiego. - Przytłaczała ich tak, że niemal ich nie czułam... Zniknęli kierując się w stronę placu, tego placu z którego przyszliśmy... Przynajmniej to silne ogniwo, niemal nie mogłam ich odróżnić... Nie jestem pewna. Ja... Przykro mi, że potrafię przekazywać tylko złe wieści... Chciałabym... bym potrafiła to zmienić ale wszystko zawsze... Zawsze jest takie samo. Ten atak... Na mnie gdy przejęłam tego-tego mężczyznę, leciałam z wieży... Czy to możliwe... Kenshi-sama, że któryś z nich posiada takie umiejętności jak ty i gdzieś się tutaj ukrywa? C-co jeśli czeka na dogodną okazję? - Spojrzała na niego z wyrazem bezsilności w oczach, bo w końcu co mogła? Nawet jeśli spróbowała to zawsze, wszystko to co robiła, każdy jej czyn, mniejszy lub większy ulegał zniweczeniu. Nie mogła osiągnąć pełnego sukcesu w swoich działaniach, nawet jeśli próbowała i dążyła do tego nie tylko z całych sił ale i z całym sercem.

Nie mogła osiągnąć tego czym cechowali się shinobi, perfekcji która czyniła ich tym kim byli, taki shinobim w jej oczach był właśnie Kenshi, ostatni smok. W końcu własnoręcznie pokonał tylu wojowników, mimo, że się bał był w stanie przełamać strach i go nie okazywać, nie okazywać go innym i inspirować do dalszej walki. Jego charyzma, mimo szramy na twarzy pozwalała jedną wypowiedzią i wyciągniętym ostrzem przekonać dwójkę wojowników do swojej racji. Inoshi nie chciała zabijać, nie marzyła o tym, wszystko to co zrobiła było dyktowane wyższemu celowi, ratowaniu życia, zarówno swojego jak i innych, wiele osób żałuje potem tych czynów, ona jest jedną z takich osób. Bo przecież... Mogła zrobić dużo, dużo więcej by uratować chociaż kilka osób, gdyby była bardziej przydatna być może klon Kazuo nie rozpadłby się a sytuacja w porcie została opanowana dużo szybciej. Wszystko to jednak opiera się na słowie " jeśli ". A czasu i podjętych decyzji cofnąć się nie da, czy w takim razie jest winna wszystkich tych śmierci? Tych do których przyłożyła swoją dłoń i tych którym nie zapobiegła? W tej chwili wszystko dzieje się tak szybko i myśli przypływają tak jak i odpływają w zawrotnym tempie jednak mając godziny na rozmyślanie nie będzie jej łatwo się z tym pogodzić, jeśli przeżyje, czy jednak bierze to za pewnik? Chciałaby, czy jednak zdaje sobie w tej chwili sprawę jak bardzo życie może ulec zmianie? Na gorsze a może na lepsze?

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2778
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Han » 10 cze 2018, o 00:32

Oparłem się wygodniej o wystawione przede mnie oparcie krzesła, patrząc z lekko przekrzywioną głową na wykrzykującego jakieś losowe obelgi sharinganowca. Na zewnątrz wyglądało na to, że cały ten jego dziwaczny wybuch mnie poruszył tak mocno, że wcale, ale w środku poczułem lekką odrazę. I nie ze względu na to, że nie znosiłem takich krzykaczy jak on. Moje obrzydzenie wynikało z samego faktu, że mam przed sobą pełnoprawnego Uchihę, używającego tych szkarłatnych patrzałek z taką dumą. Jedynym czerwonookim, którego byłem w stanie tolerować, był Shinnichiro. A i jego tylko zaledwie, bo był mi po prostu potrzebny. Ostatnia współpraca z Uchihami skończyła się na konieczności zamordowania nie tylko poprzedniego lidera klanu, ale też tego pieprzonego kretyna, Kazuyoshiego.
Ugh. Aż poczułem, że pięści same mi się zaciskają.
-Zapraszam. Spróbuj.
Uśmiechnąłem się krzywo, patrząc prosto na Uchihę.
-Pierwsza zasada świata shinobi - nigdy nie ufaj nikomu.
Strąciłem żelazny kokon, którym obwiązała ich Wojna, i uprzejmie poczekałem aż łaskawie podniosą się z powrotem na nogi. W tym czasie zdążyłem wyciągnąć niewielkie kiseru, które nosiłem za pazuchą, i zapaliłem je za pomocą płomyka świecy leżącej obok rozpieprzonego na podłodze żyrandola. W sumie, to paliłem teraz głównie z przyzwyczajenia, dla samej czynności palenia. Od kiedy zostałem po prostu wskrzeszony, nie byłem w stanie odczuwać żadnych fizycznych potrzeb ani bodźców. No, rzecz jasna dotyk i inne tego typu czułem, ale ból? Nope. Senność? Zero. Zmęczenie? Może trochę, ale bardziej mentalne niż fizyczne.
Wyglądało na to, że w końcu się pozbierali. He, potrzebowali trochę czasu, co? Na dodatek rzecz jasna czerwonooki musiał jeszcze poparskać na wszystko dookoła. Bo nie byłby sobą. Ech, ci Uchiha. Każdy z nich jest dokładnie taki sam jak poprzedni. Czemu się spodziewałem jakiejkolwiek różnicy?
-Uwolniłem was, bo byliście związani - powiedziałem z krzywym uśmiechem. - Dziwnie tak gadać z kimś kto dynda pod sufitem.
Poza tym, czy ich śmierć cokolwiek by zmieniła? Wątpliwe. Ot, byłoby może kilka osób na krzyż, które pamiętałoby o ich istnieniu. Odbyłoby żałobę, i zapomnieliby o nich. Świat wokół nie zmieniłby się ani trochę. Byłoby po prostu jednego krzykacza i jednego chłopca w permanentnej depresji mniej.
Wtedy usłyszałem kolejne argumenty Aki, mówiące o tym jak to bitwa pod Dokuroyamą nie była głupia. Parsknąłem śmiechem, w którym jednak nie było ani nuty wesołości. Cała ta batalia była jedną pieprzoną pomyłką, i większość doskonale o tym wiedziała. Podniosłem się z krzesła i spojrzałem na Akę, czując że moja irytacja zaczyna rosnąć.
-A więc uważasz, że w celu rozwiązania waszej durnej wojny, sprawiedliwym było porwać cały szczep shinobi? Przerobić ich na pierdolone działo!? DOPROWADZIĆ DO ŚMIERCI SIEDEMDZIESIĄT PROCENT KLANU, PO TO ŻEBYŚCIE WY MOGLI SIĘ CHWALIĆ ŻE WYGRALIŚCIE?! Jesteś pieprzonym kretynem, czy tylko takiego udajesz!?
Wszystko wokół zaczęło się trząść. Gdy się połapałem, zauważyłem że w miejscu gdzie stałem, od punktu mojej stopy aż do połowy ścian pojawiły się szerokie pęknięcia w głazie, a sama presja mojej chakry posłała duet na podłogę. Westchnąłem ciężko. Niepotrzebnie się tak napalam. Zresztą, kim jestem, żeby rzucać takie rzeczy? I tak nie uwierzą, że sam za życia starałem się ograniczać do manipulowania. Po prostu... świadomość, że ktoś doprowadził do ludobójstwa mojego rodu, który i tak od tak dawna jest torturowany własną siłą, a później wycierał sobie tym twarz aby udowodnić że zrobili dobrze, tylko sprawiał że miałem faktyczną ochotę kogoś zamordować.
Ech, czemu odnosiłem wrażenie że do czegoś mogą mi się przydać. Zarżnięcie ich byłoby takie proste...
Oklapłem ponownie na krzesło, zmęczony, i ponownie zaciągnąłem się dymem z fajki.
-Identyczne argumenty mogą podać Senju. Uchiha również wielokrotnie wbijało im nóż w plecy, gdy myśleli że uda się osiągnąć pokój. Wcale nie jesteście lepsi, jedni od drugich. Jesteście siebie warci, niestety.
Parsknął śmiechem.
-Pod Dokuroyamą po stronie Uchiha tylko jeden był marionetką, i był to wasz lider. Cała reszta z was ochoczo przyklasnęła na tę durną bitwę. Nikt nie miał wypranych mózgów. Ruszyli do bitwy, bo wierzyli w siłę swojego rodu i chęć zwycięstwa.
Znów warknąłem, a salą lekko wstrząsnęło.
-Więc wszystkie te duchy Juugo, które poszły wniwecz przez wasz zwyrodniały wynalazek, mogą odpoczywać spokojnie. Bo przecież przeprosiliście! Powiedzieliście jedno słowo i wyciągnęliście rękę w przeprosinach. "Ej, sory, głupio wyszło, zarżnęliśmy prawie wszystkich z was, niestety i tak przegraliśmy. Więc co, wybaczycie?"
Wstałem i zacząłem się przechadzać po sali. Jakoś tak... trochę mnie to uspokajało.
-Stań na popiołach tych dziesiątek, setek Juugo, i spytaj czy wasze przeprosiny mają jakąś wartość. Ich cisza jest Twoją odpowiedzią.
Spojrzałem na Akę, później na Shikaruia. I ponownie westchnąłem ciężko. Cóż. Życie z chakrą natury było wyjątkowo trudne, i prowadziło do wielu tragedii. Wiedziałem to aż za dobrze. Dlatego nie dziwiłem się słowom Sanady, nawet jeśli nie do końca się z nimi zgadzałem. Uśmiechnąłem się jednak, słysząc że Sanadowie zdołali się wycofać i nie spotkał ich ten sam los, co między innymi część z moich krewniaków. Przynajmniej jedna dobra wiadomość. Liczebność Juugo nie wynosi może dwudziestu. Woohoo.
-Pokaż mi swoją Senninkę. Twoją przemianę.
Spojrzałem jeszcze z ukosa na Akę, gdy ten znowu zaczął szczekać o tym, jak to wszystko zepsułem.
-Tja. Chcieliście, że cały klan, czy tylko ty? Shinobi to drapieżnicy. Nie istnieje wśród nich coś takiego, jak pokój. Prędzej czy później i tak sobie rzucą się wzajemnie do gardeł.
Dopóki nie zostaną powstrzymani raz na zawsze, dodałem w myślach.
Avatar użytkownika

Han
 
Posty: 14
Dołączył(a): 10 kwi 2016, o 00:39
Wiek postaci: 100
Ranga: Zło Wcielone
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2357
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Aka » 10 cze 2018, o 12:48

W oczach Hana było widać spokój. Był tak cholernie cichy, że cała ta nienaturalna atmosfera powodowała dreszcze na karku Akiego. Czy się go bał? Z pewnością. Ale to nie jego moc robiła na nim wrażenie. Wojna pokazywała siłę co najmniej podobną do Hanjiego, co dla niego, słabego Doko, wystarczyło. Nie nabrałby się dwa razy na te same sztuczki. Bardziej przerażały go dziwne, nietypowe oczy mężczyzny i jego zachowanie. Był pewny siebie, uparty, na dodatek jego poglądy na świat, a przynajmniej te które wygłaszał, były co najmniej... niepokojące. Powoli zaczynał rozumieć, jak czuli się ludzie, którzy z jego rozkazu zostali zabici.
- Nie ufaj nikomu. Oko za oko. - westchnął. - A na końcu pozostaną ruiny świata samotnych ślepców. - pokręcił głową ze smutkiem wymalowanym na twarzy. Niestety, ten pogląd nie należał tylko do Suzumury. Znaczna część Shinobi popierała taki, błędny jego zdaniem, pogląd. Skłaniałby się nawet ku myśli, że większość. Oto dlaczego panowały wojny - bo każdy żywił urazę za przeszłość.
Może Han wcale nie był taki wysoki. Może to po prostu ludzkość klęczała przed nim na kolanach. Jego odpowiedź była... zabawna. Przeszkadzała mu rozmowa z osobami podwieszonymi pod sufitem, a nie przeszkadzało mu mordowanie ludzi powalanych na ziemię jego zdradzieckim atakiem. Był przepełniony hipokryzją, ale czego można było się spodziewać po kimś, kto przez lata planował zamach stanu? Kłamstwa, gierki, łapanie za słówka. Miał to zapewne opanowane do perfekcji. Ale po co to przeciągał? Tego ani Shikarui, ani tym bardziej Aka nie wiedzieli. Mógł ich po prostu zabić, a potem odejść jak gdyby nigdy nic. Byliby tylko kolejnymi, nieznanymi ofiarami z Kami no Hikage. Spoczęliby w jakiejś zbiorowej mogile Serca Świata. W jednym jednak ich oprawca się mylił. Ktoś by do nich przyszedł. Tym ktosiem byłyby setki, tysiące ludzi, którzy oddawaliby hołd poległym w rozpaczliwej obronie miasta. Kobiety i mężczyźni, którzy nie stracili wiary, nawet gdy wszystko wokół się waliło. I modliliby się za ich dusze nawet, gdyby nie znali ich imion. Antykreator mógł sobie uważać co tylko chciał, ale na świecie wciąż byli dobrzy ludzie.
Może nie powinien był tego mówić. Może powinien był posłuchać Shikaruia i uspokoić się. Ale trudno było zapanować nad sobą, gdy ktoś wmawiał ci, jak wielkim gównem jesteś Ty i Twoja rodzina. Ale rzeczywiście, słowa Akiego musiały bardzo zaboleć samego Pana Zła. A jeśli nie zaboleć, to przynajmniej wyprowadzić z równowagi. Czy mógł to uznać za sukces? W normalnej sytuacji zapewne na twarzy czarnowłosego zagościłby lekki uśmieszek, ale w tym przypadku stał z kamienną miną, a jego emocji nie zdradzały absolutnie nic. Zbyt się bał konsekwencji swoich słów, by pozwolić sobie na przekroczenie i tak już cienkiej linii między odwagą, a głupotą.
Mimo wszystko i tak odrobinę przesadził. W głosie Hana było słychać żal, nienawiść, gniew i... wyrzuty? Miał mu za złe, że bitwa pod Dokuroyamą się w ogóle odbyła?
- Miałem wtedy czternaście lat... - tylko tyle zdążył powiedzieć, nim Han uwolnił ogromną siłę, która dosłownie powaliła ich na ziemię. Usłyszeli trzask rozwalanych ścian, podłóg. Aka ze zdziwieniem obserwował chakrę rozchodzącą się z wielką mocą, niszczącą struktury na swojej drodze. Wcale nie potrzeba było Sharingana, aby wiedzieć, z jak potężnym wojownikiem ma się do czynienia.
- Shika...! - warknął, bardziej w przestrzeń, niż do kogokolwiek konkretnego. Przeturlał się w bok, w stronę swojego towarzysza niedoli. Szybko spojrzał na Sanadę. - Nic Ci nie jest? - nie rozbił sobie głowy? Nie złamał niczego? Nie po to przeszli przez piekło, żeby taka głupota cokolwiek mogła im zrobić. Mimo to, podał mu rękę i pomógł wstać. Zupełnie jakby ignorując Antykreatora stojącego obok. Dopiero gdy się upewnił, że z Shikaruiem wszystko w porządku, przeniósł swe czerwone oczy na Suzumurę.
- Żywisz do mnie nienawiść tylko dlatego, że nazywam się Uchiha... - choć jego Sharingan mógł sugerować złość, mimika jego twarzy wskazywała na zasmucenie. - To nie tak! - zaprotestował. Skąd ten Han mógł o wszystkim wiedzieć, skoro nawet nie pochodził z Sogen? Wymądrzał się, pouczał ich, a nigdy nie był w ich sytuacji. - N-nie obrażaj mojej rodziny! - zatrząsł się, a jego głos zadrżał. Strach wymieszany za złością. - Ciekawe co ty byś zrobił! Co byś zrobił, gdyby ktoś postawił Cię przed takim wyborem! Gdyby ktoś nie pozwolił Ci żyć w spokoju, niszczył całe twoje życie! - mówił teraz o Senjuu, którzy od lat prowadzili wojny, mniej lub bardziej bezpośrednie. - Jakbyś się czuł, gdyby ktoś groził Twojej rodzinie?! Jakbyś się czuł, gdyby ktoś, kto mówi o pokoju wbijał Ci nóż w plecy za każdym razem?! Jakbyś się czuł, gdyby ktoś postawił na szali życie Twojej ukochanej, miłości Twojego życia, płomienia domowego ogniska, z którą każdego dnia dziko się kochasz, z którą każdego dnia rozpalasz nowy żar, kobiety która nosi w brzuchu Twoje dziecko, pierwiastek Ciebie, a na drugiej jakiegoś nieznajomego?! - zapytał, choć odpowiedzi nie oczekiwał. Odpowiedź mogła być jedna. - Zrobiłbyś dokładnie to samo. Poświęciłbyś obce życie, by ratować tych, których kochasz... - dodał cicho. - Musieliśmy to zrobić... albo sojusz Senjuu-Akimichi zmiótłby nas z powierzchni ziemi. - opuścił głowę. - Wybór między mniejszym złem, a większym. - westchnął ciężko. - Powybijaliby nas. Wszystkich. Starców, kobiety, dzieci. Nie oszczędziliby nikogo. Ale... nie oczekuję, że zrozumiesz. Tylko ktoś, kto został postawiony przed takim wyborem, będzie wiedział o czym mówię. - nie znał Hana. Wiedział tylko, że uznawał cały ten przelew krwi za idiotyczny. - Może i masz rację. Może i ta bitwa była głupia. Ale była i nic tego nie zmieni. Rozpamiętywanie tego jest bezsensowne. - mruknął.
To wszystko było na swój sposób wyjątkowe. Stali tutaj i rozmawiali jak... równy z równym? Cóż. Han z pewnością mógł zdmuchnąć Akiego, razem z całą siedzibą w której się znajdowali. A jednak z jakiegoś powodu tego nie robił. Chciał wysłuchać jego argumentów, czy może po prostu dobrze się bawił? A może żadne z tych? W myślach Akiego pojawiło się pełno pytań, jednak Suzumura nie zamierzał na nie odpowiadać. Sprytnie unikał odpowiedzi, zmieniał temat, przechodził z jednej myśli w drugą, nie wyjaśniając nic a nic.
- Jeśli stanę na popiołach tych dziesiątek, setek Juugo i spytam, czy nadal są na nas źli, to cisza będzie moją odpowiedzią? - zapytał, parafrazując mężczyznę. - Martwym wszystko jedno. Ich już tutaj nie ma. Nikt ich już nie zmusi do wybierania między rodziną, a honorem. - cóż za szczęściarze. Nie żeby Aka miał ochotę do nich dołączać. - Gdybym był drapieżnikiem, rzuciłbym Ci się do gardła zaraz po odcięciu łańcuchów. Jak bezmyślne zwierzę - nie patrząc na to, że nie zdążyłbym mrugnąć, a Twoja potęga zapewne zatrzymałaby mnie po kilku krokach. Martwego. - Han był silny, a Aka nie był bezmyślną bestią, żeby porywać się z motyką na słońce. Nawet jeżeli czasem tak to wyglądało.
W końcu Antykreator zwrócił się do Sanady. Uchiha nie do końca rozumiał o czym mówi oprawca.
- Czym jest przemiana? - zapytał, unosząc brew. Nie znał klanu Juugo, nie wiedział na czym polegają ich zdolności. Mówili zagadkami, o których nie miał pojęcia. Załatwiali swoje interesy, byli jakąś... rodziną? Nie wyglądali ani trochę podobnie. Chociaż patrząc na ich zachowanie... były pewne podobieństwa.
Aka skierował Sharingana ponownie w stronę Hana.
- Nie da się cofnąć czasu. Nie da się zabić pierwszych Shinobi. Jesteśmy Ninja i musimy z tym żyć. To nasza era. Era walk i nienawiści. A nawet gdyby... to jak nie Shinobi, to Samurajowie. Jak nie samurajowie, to zwykły motłoch. Będziemy się zabijać tak długo, aż żyją ludzie. Nigdy się nie uda zaprowadzić wiecznego pokoju. - te słowa trochę go bolały. Uderzały w jego światopogląd, w którym wszyscy mogli trzymać się za ręce i żyć wesoło. - Ale próbować warto. Może kiedyś nastanie nowa era, czas w którym wszystko się zmieni. Tylko... nie można tego robić siłą. To do niczego nie doprowadzi. Ludzie będą się Ciebie bali, a nie szanowali. Ta rzeź, której dokonaliście... setki ludzkich istnień. Ciekawe, czy Ty staniesz na ich popiołach i przeprosisz... Nie różnili się niczym od tych Juugo. Poświęcenie, na które byłeś gotów, huh. - zauważył. - No chyba, że zabijasz dla samej zabawy. Ale gdyby tak było, to raczej leżelibyśmy martwi. - spojrzał w górę. na sufit wielkiego holu, jakby w stronę bogów, którzy gdzieś tam w oddali obserwowali ich poczynania, słuchali ich rozmów. - Jestem klanem. Klan jest mną. Jeśli zmienię siebie, zmienię klan.


Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
  • Katana
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
  • Torba a w niej:
    • 5x Shuriken
    • 5x Kunai
    • Sztylet


Spoiler: pokaż
ZDOLNOŚCI
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 41
    WYTRZYMAŁOŚĆ 41
    SZYBKOŚĆ 45
    PERCEPCJA 75/45
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 172
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 51%/104%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPO:
    NINJUTSU C
    GENJUTSU
    STYLE WALKI 0 (dziedzina E)
    • --- Chanbara
    • ---
    • ---
    IRYoJUTSU
    FuINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON B
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON
    KLANOWE D
    JUTSU:
    Ninjutsu:
    • [ E ] Bunshin no Jutsu
    • [ E ] Henge no Jutsu
    • [ E ] Kai
    • [ E ] Kinobori no Waza
    • [ E ] Suimen Hoko no Waza
    • [ C ] Hari Jizo
    • [ C ] Hari Jigoku
    • [ C ] Kawara Shuriken
    Katon:
    • [ C ] Katon: Kaen Senpu
    • [ C ] Katon: Gokakyu no Jutsu
    • [ C ] Katon: Kasumi Enbu no Jutsu
    • [ B ] Katon: Hibashiri
    • [ B ] Katon: Benijigumo


Spoiler: pokaż

Nazwa
Sharingan: Ni Tomoe

Na poziomie dwóch tomoe możliwości Sharingana rosną dość znacząco w stosunku do poprzednika. Od tej pory użytkownik jest w stanie rozpoznać na pierwszy rzut oka działające genjutsu. Poprawiają się także percepcja użytkownika. Nie jest to jeszcze pełnia możliwości tego Kekkei Genkai, ale rozwój jest widoczny od razu.

Możliwości
  • Widzenie chakry przeciwnika - brak takiej możliwości przez obiekty
  • Dostrzeganie obiektów niewidocznych gołym okiem - np. cienkie żyłki
  • Rozpoznawanie genjutsu
  • Odróżnianie klonów od oryginału - ranga C w dół
  • Bonus atrybutów - wzrost percepcji o 30 punktów
  • Kopiowanie technik - Tylko techniki taijutsu i bukijutsu (w przypadku braku dziedziny męczą o wiele bardziej). Wykonywane dopiero po przeciwniku.

Wymagania
Przebudzenie, w przypadku misji minimum B, dziedzina klanowa D

Koszt
E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne (1/2 podtrzymanie)
Aka
 

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Shikarui » 10 cze 2018, o 13:05

Gdyby Han powiedział to, co miał do powiedzenia, pewnie nazwaliby go zdrajcą. I pewnie nim był. Te człowiek chyba jednak wiedział, że zrobił jedynie to, co musiał zrobić. Słowo, które przecięło półmrok tego miejsca, okrzyk o "zdrajcy" - Shikarui przez chwilę sądził, że jest to okrzyk skierowany do niego. Przez jeden ułamek sekundy. Tak jak i to wszystko wydawało się płynąć do Hana, ale odbijało w jego stronę. Dziwne, dziwniejsze. Najdziwniejsze. Wystarczyło jedno potwierdzenie, żeby poczuł więź z osobą, która przed nimi stała. Nie oznaczało to, że zaczynał go lubić. Nie oznaczało, że nienawidził go tym bardziej. Oznaczało jedynie tyle, że uciekało z niego wszystko to, czym się stał po tym, gdy i jego drzewa i wiatr zdrajcą obwieściły. Pewnie nim był.
Wiedział jednak, że zrobił jedynie to, co musiał zrobić.
Ta więź nie była migotliwa i płytka, nie była też głęboka. Nie była podobna do niczego, co tworzyli między sobą ludzie. Może rzeczywiście wszystko ograniczało się do myśli, że nie ważne, jak daleką rodzinę miało się przed sobą, niepowiązaną nawet linią krwi z tobą samym - nadal była to rodzina, nadal był to członek tego samego klanu. Nóż w kieszeni sam się i otwierał i jednocześnie głowa sama pochylała. Shikarui czuł się teraz jak smilodon. Okaz w zoo, jedyny w swoim rodzaju. Lecz o tym, ze był jedynym wiedział tylko on sam. W tym świecie, w którym nie wolno było ufać nikomu - wiedział o tym doskonale. Nie wolno było tutaj ufać nawet samemu sobie.
Słowa Hana grzmiały jak najgorsza z klątw. Shikarui czuł, jak przenikają jego jestestwo. Jak ta czysta furia dobija się do bram jego świadomości i gości tam na dobre. Czy miała na niego jakikolwiek wpływ? Wszystko zapisywało się na białej kartce, jakby mogło ukształtować go od nowa, ale to tylko złudzenie. Jedno z wielu zresztą. Gdyby ta furia miała jedynie wydźwięk słów pewnie nic wielkiego by się nie stało. Słowa, które czarnowłosy ważył, na które uważał i które starał się starannie dobierać - w kompletnym przeciwieństwie do Akiego, który na słowa "uspokój się" reagował tylko gorszym wrzaskiem. I rozkazał, by Sanada mu nigdy więcej nie przeszkadzał. To ten rozkaz sprawił, że Shikarui już się nie poruszył, by zasłonić Akiego, kiedy potężna chakra rozwinęła się w tym pomieszczeniu, dusząc, odbierając dech w piersi - powalając niemal na kolana. Trzasnęła ziemia i kamień, jakby był patyczkiem łamanym w rękach dziecka, pękł pod nogami Pana Tego Świata. Wszyscy powinni paść na kolana - czy padł ktokolwiek? Teraz zrobił to Shikarui pod napływem mocy, która zagrzmiała pod pięknymi murami kryjówki Shiro ryo. Pochylił się jeszcze niżej przed tą siłą. Zgiął niemal w pół, podtrzymując się rękoma kamienia przed sobą. I nie uniósł już spojrzenia na Hana. Chłodna kropla potu spłynęła po jego skroni. Zmuszał samego siebie do zachowania samokontroli. Spoglądał na buty Hana. Chyba tam powinni spoglądać ci nic nie znaczący. Tygrysy miały jednak to do siebie, że bardzo lubiły chować kły w uśmiechu, gdy kłaniały się królom sawann. Fałszywa istota. Tym był. Taki był.
Choć przecież tylko głupiec ufał dzikiemu tygrysowi, który raz dał się pogłaskać z włosem.
Jego własne imię, niemalże słodko skrócone, niemal do niego nie dotarło. Pisk w uszach zagłuszył wszystko na parę chwil - lecz to "niemal" nie oznaczało "na pewno". Zmartwienie? Strach? O co? O co, do kurwy nędzy? Skierował wzrok na Akiego, który znalazł się tuż przy nim. I nie mógł od niego oderwać spojrzenia. Hej, Aka... pożycz mi duszę. Może wtedy będę mógł się zobowiązać. Uniósł się. Wyciągnął dłoń, by złapać tą, która została do niego wyciągnięta. Złapał ją. Wciąż była tak samo ciepła, jak ją zapamiętał. Jego własna była tak samo zimna. Tak samo szorstka. Podciągnął się w górę z pomocą Uchihy. Czy rzeczywiście dotarli tak daleko? Dla Shikaruiego ta podróż była wyjątkowo krótka. Im przeznaczona - więc jeśli mieliby umrzeć, to czy nie miało się to stać tu i teraz?
Shikarui zacisnął mocniej zęby i uniósł ametysty oczu na... na kogo w sumie? Ich ciemiężcę? Głównego zbrodniarza tych czasów? Tego złego? A przecież słowa, które wypowiadał na placu, były słodkie. Mamiły i sprawiały, że cała piątka wydawała się Shikaruiemu naprawdę piękna. Ci, którzy przybyli za wezwaniem trąb anielskich, przypłynęli na pierwszych promieniach odmienionego światła - ci, których otaczał mrok. W końcu ten, kto był bez winy, pierwszy rzucił kamieniem. I tak kamieniami rzucił cały tłum. Nikt nie szukał tutaj sprawiedliwości. Huh? Znaczy się - szukali wszyscy. Chyba nawet szukał jej Aka. Zimny ogień był doskonale widoczny w tych lawendowych taflach, które wbił w Hana mimo starań, by ukryć to uczucie głęboko w sobie. Tak jak wszystkie inne, bo przecież emocje zagłuszały trzeźwe myślenie. Bo przecież za dużo mówiły przeciwnikowi o nas samych. Jasne ślepia zalały się intensywną, bijącą własne światło czerwienią i... tyle. Mimo chęci, mimo napięcia mięśni - tylko na to mógł sobie pozwolić.
- Dlatego teraz to wszyscy inni umierają w miejsce Jugo. Słabym od zawsze pozostawało tylko jedno: błędy silnych. - Shikarui znał to z autopsji. Przecież sam na tych błędach żerował.
- Jak mówiłem, Panie, nie nacieszysz oczu. - Odparł o kilka tonów za chłodno. Zreflektował się i opuścił spojrzenie. - To wszystko, na co mnie stać. - Wstyd? Oczywiście. Przerabiał to nie raz - i za każdym razem wypadało to tak samo źle. Z całym szacunkiem, ale nie jestem ogierem pokazowym, którego wartość ocenia się dumą jego prezencji. Jego wyglądu. Nie wypowiedział tych słów. Nie miały one znaczenia dla świata zewnętrznego, bo i tak przecież na żądanie Hana o to, by skoczył, zapytałby, jak wysoko. - To zdolność szczepu Jugo. Korzystając z energii natury potrafi...my... modyfikować swoje ciało. Dzika chakra prowadzi Jugo do zatracenia i wybuchów agresji. Często przestajemy odróżniać wrogów od przyjaciół... tylko nie ja. - Wyjaśnił Akiemu i zacisnął palce w pięści, choć wyglądał tak spokojnie. To chyba łamało serce. Tylko czyje? Akiego, który chciał się pobawić w zbawcę uciśnionych? Łamało, bo chyba mimo wszystko, mimo kłód rzucanych pod nogi, byli całkiem nieźle dobranym duetem. Nie jest ci więc smutno, że nie było w związku z tym żadnej historii? Oczywiście żadnej nie miało być. Osaczony umysł działał tak, że kiedy przypierali cię do ściany - walczyłeś. Tak jak walczył Aka. Na słowa, bo nie miał siły, by walczyć swoimi pięściami. W końcu nawet mały kotek walczy przyparty do ściany. Shikarui miał w sobie naprawdę wiele cierpliwości i mógł wiele znieść, by dojść do celu. Może to było jego dziedzictwo, bo przecież w tym nie różnił się wiele od Hana. Czerwień zniknęła z jego oczu. Z całym szacunkiem, mogę być ogierem pokazowym. Jednym z tych, które poniosą w dal i nigdy nie zawrócą, jeśli choć na chwilę puści się jego lejce. Dla niego całe to pieprzenie o klanach, mordach, zabijaniu w wyższej idei - było pieprzeniem. Pierdoleniem idealistów. Jego świat był zbyt mały, by jakąkolwiek ideą mógł się zarazić. W końcu, jak wiadomo - idea była jak rak.
Może to dlatego gdyby Aka miał raka to nazwałby go: Shikarui.
Tak przynajmniej podejrzewam.


STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 17 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


UŻYTE JUTSU:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1362
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Exodia » 10 cze 2018, o 20:37

Spoiler: pokaż
Obrazek
Legenda:
Biały - Megumi, Kazuo, Miyuki, medyk, ranni
Kei - czerwony
Yamanaka - czarny
Kenshi - szary
Wojna, Shikarui, Aka - ?


Megumi i Kei

Bezpieczna przystań. Spokojne miejsce, wyciszone z symfonii śmierci i zniszczenia jaka grała na zewnątrz. Nawet, jeśli było przepełnione rannymi i potrzebującymi wsparcia. Nawet jeśli była tam jedynie jedna osoba która miała doświadczenie z bardziej zaawansowanymi technikami medycznymi. Aczkolwiek nawet w takiej ostoi pojawiały się niespodzianki. Kazuo, Shirei Kan, ustępujący miejsca prostej Kunoichi? Ceniący sobie jej zdrowie ponad własne? Czy nie zdawał sobie sprawy, że jego osoba była bardziej wartościowa na polu bitwy? Prawdopodobnie zdawał, nie wydawał się głupi mimo widocznego potępiania jego decyzji przez niektórych członków "jego grupki". Mimo wszystko dowództwo samo wzięło na siebie ciężar ratowania ludzi w głębi miasta. Gdzie Kazuo został ciężko ranny, gdzie nad ich głowami walczyli Haretsu i Dohito. Być może, tylko być może, ich decyzja była dobrą? Ale kto by się martwił słusznością decyzji, skoro w obecnej sytuacji były inne priorytety? Uleczona Megumi mogła w miarę się poruszać, chociaż rzecz jasna sprawiało jej to trudności. Ale to Kei został wysłany na zwiad, Najbardziej sprawny z nich wszystkich. A oni w tym czasie zaczną przygotowania do wyjścia. Brzmiało rozsądnie, sam Kei się na to zgodził. Aczkolwiek Megumi chciała iść z nim. Kiedy wstała i podparła się mieczem w pochwie niby laską, medyk wydał kategoryczny sprzeciw.
- Ej, gdzie się wybierasz! Jeszcze nie wydobrzałaś, wracaj i się kładź bo będzie tylko gorzej! - i on zareagował. Nie tylko on. Miyuki złapała dziewczę za rękę. Żelazny uścisk, nawet pomimo tego że łatwo mogła się z niego wyrwać. Kobieta stanęła przed cały czas idącą Megumi.
- Zostajesz w środku. Odzyskasz sprawność wewnątrz. To jest rozkaz. - to był głos nieuznający sprzeciwu. Zimny niczym lodowce Morskich Klifów. Kei poszedł sam, go przepuściła.

Na zewnątrz nie działo się wiele, prawdopodobnie tyle samo co wewnątrz. Okolica ucichła. Było w tym coś niepokojącego, jak gdyby każdy kto był wewnątrz po prostu umarł. Jedynie kilka wybuchów w okolicach bramy przy której zginął Ekiken, mogło świadczyć że jego morderca dalej tam krąży i rozprawia się z pozostałymi przy życiu. Albo tworzy wybuchy tyko dla swojej satysfakcji. Zaczął swój zwiad. Zaglądnąć w każdy zaułek i w każdy kąt. Szukać cywili którzy mieliby jeszcze tutaj pozostać. Jakiś przeciwników do eliminacji. Szczęśliwie dla niego, niczego takiego nie było. Pusto. Kto był żywy już zdołał się stąd ulotnić. A kto martwy, leżał w kałuży własnej krwi. Albo też w kawałkach. Bezgłowe zwłoki były czymś zaskakująco normalnym w tej sytuacji, o ile cokolwiek mogło być normalnym. W końcu doszedł do bramy. Tam zrobiło się już bardziej ciekawie - niedaleko niej kryli się ludzie. W otwartych domach, za drzewami, za stosami drewna. Patrzyli na otwartą bramę nie z radością, lecz pełni strachu. Zupełnie jakby coś tam było. Tymczasem w budynku dla rannych, trwała ewakuacja. Kilka małych pakunków zostało zebranych pod drzwiami. Stosy prześcieradeł. Kto mógł się poruszać, pomagał. Kazuo wstał, wyszedł na zewnątrz i swoimi mocami stworzył dwa wozy. Bez koni oczywiście, aczkolwiek do wozów tych zaczęli powoli gromadzić się ludzie, zbierając ze sobą wszystko co tylko mogli, a co wydawało się przydatne.

Kenshi i Inoshi

Pozyskanie cennych sojuszników w owej sytuacji na pewno było plusem. Pomoc w szybszym oczyszczeniu portu? A czemu nie, nawet lepiej. Im szybciej tym lepiej, szczególnie jeśli miał to być punkt zbiórki. Podczas, kiedy wilki eksplodowały, a Kenshi siał śmierć pośród przeciwników, Inoshi miała kolejny poważny problem, natury prywatnej. Rodzina. Dla niektórych jedyna wartość. Byli gdzieś tutaj. Tak samo pozostali z jej grupy. Byli gdzieś tam. Nie mogła ich wykryć. Była w tej sytuacji bezradna. Aczkolwiek mogła wyczuć, jak kolejne źródła chakry w drugiej części portu znikają, mając kontakt z dwoma jaśniejącymi perełkami - braćmi łowcami Nukeinów. Nie byli w takim razie tacy źli, ich przechwałki miały sens. Niedługo port będzie absolutnie czysty z przeciwników. I wtedy właśnie Inoshi wyczuła znajomą chakrę zbliżającą się w ich kierunku. W kierunku bramy. Była to chakra Keia, jednego z jej towarzyszy. Dodatkowo Kenshi nadał polecenie sprawdzenia wschodniego portu. Tego samego, w którym nie tak dawno miała miejsce potężna eksplozja. Wszystko wskazywało na to, że są martwi. Ich chakry zniknęły... Ale skoro Kei żył, to może i była jakaś nadzieja?
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1983
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kei » 11 cze 2018, o 13:35

Postawa Megumi nieco ucieszyła, trzeba przyznać, że w towarzystwie byłoby mu raźniej, więc jeśli nie pokazałoby się więcej przeciwwskazań, to byłby jak najbardziej za. Jednakże praktycznie natychmiast lekarz i Miyuki wyrazili swój sprzeciw, cóż jeśli miałoby to jej zaszkodzić, no to może jednak powinna zostać? Chłopak też mimo wszystko wolał by rany towarzyski się nie otworzyły, więc nie zabierał głosu w tej sprawie. Uśmiechnął się z wdzięcznością do dziewczyny i ruszył. Jeśli chodzi o drogę, którą przemierzał, to nie spotkał się na niej z żadnymi problemami. Podczas rozpoznanie nie trafił na żadnych wrogów, ani cywili, przynajmniej nie na tych żywych. Co do tych pierwszych, to uważał tę sytuację za dość szczęśliwą, cóż nie musiał się martwić za swoje bezpieczeństwo i może ta okolica została już oczyszczona z Shiro Ryu. Druga kwestia wydawała się jednak nieco smutna, w końcu taki los spotkał ich przez jakiegoś szaleńca... Sytuacja jednak trochę się zmieniła przy samej bramie. O, jednak są jacyś ocalali, ale co to za wyrazy twarzy? Co robi druga grupa? - Rzucił w myślach. Chcąc dowiedzieć się czegoś podszedł do najbliższego cywila i spytał o sytuację. Następnie osobiście ruszył do bramy rzucić okiem co dzieje się w porcie. W międzyczasie rozglądał się po okolicy i zerknął też na drogę prowadzącą od bramy prosto na plac. Cóż w końcu lepiej by nic nie zaatakowało go od tyłu. Jeżeli nikogo żywego nie zauważy, wejdzie nieco głębiej, by lepiej rozeznać się w sytuacji. W przypadku wrogów będzie się starał nie rzucić im w oko. Jeśli zauważy towarzyszy i uzna drogę do nich za bezpieczną to skieruje się do bliżej znajdującej, niezajętej osoby,
- Jak sytuacja? Sashigi Miyuki i Senju Kazuo chcą przeprowadzić ewakuację do tego portu, czy sytuacja jest na tyle opanowana by można było tu skierować ludzi? - Spytał spokojnym tonem.
Cały czas pozostawał czujny i zważał na swoje otoczenie. W razie czego jest gotowy do uniku w postaci odskoku.

Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 35
    WYTRZYMAŁOŚĆ 30
    SZYBKOŚĆ 30
    PERCEPCJA 43
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1

UMIEJĘTNOŚCI:
Wrodzona - Wielka Chakra[/*]
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 123%

NINJUTSU C
RAITON C
JUTSU:
- [E] Bunshin no Jutsu
- [E] Henge no Jutsu
- [E] Kai
- [E] Kawarimi no Jutsu
- [E] Kinobori no Waza
- [E] Suimen Hoko no Waza
- [E] Nawanuke no Jutsu
- [E] Fūin no Jutsu
- [E] Hibana o tenka suru
- [D] Suienzou no Jutsu
- [D] Utsusemi no Jutsu
- [D] Hikari no gijutsu-kyu
- [D] Raiton: Dendō Hando
- [D] Raiton: Hiraishin
- [C] Hari Jizo
- [C] Hari Jigoku
- [C] Hitei Musho
- [C] Raiton: Raikyū
- [C] Raiton: Ikazuchi no Utage
- [C] Hikari chōshinsei


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Plecak

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
- Kabura x2 (przymocowane do pasa po bokach jedna po lewej druga po prawej, zwykle ukryte pod kurtką)
Lewa kabura:
- stalowa żyłka 15m,
- 6 shurikenów.

Prawa kabura:
- 3 kunai,
- bombka świetlna.

Plecak:
- 1 kunai,
- mały zwój pieczętujący,
- topaz,
- rabat u grabarza.

Spoiler: pokaż
78%
Kei
 

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kenshi » 11 cze 2018, o 20:59

Południowy port był oczyszczony – a przynajmniej na taki wyglądał, gdy wokół Kenshiego i Inoshi nie było więcej przeciwników. Błotne bestie z umieszczonymi wewnątrz notkami wybuchowymi pozbawiły życia ostatnich przeciwników w zasięgu wzroku, niestety nie ochraniając przed zniszczeniem najważniejszego z ich sprzymierzeńców w tym miejscu – Senju Kazuo. Szczęśliwą informacją w tym wszystkim wydawała się wieść, że był to tylko klon, który został zniszczony. Tylko czy na pewno przebiegło to w sposób w jaki się mogło wydawać? Kenshi nie zauważył dotykającego klona ataku, Inoshi po chwili podzieliła się podobnymi wątpliwościami.
- Nie wiem… Może prawdziwy Senju Kazuo dał taki rozkaz… Jest też inne wyjaśnienie o którym wolę nawet nie myśleć – powiedział, pozwalając sobie tym samym na szczerość względem blondwłosej. Uznał, że powinna wziąć taką sytuację pod uwagę, zdawać sobie sprawę z sytuacji w jakiej się znaleźli. Musieli zachować teraz szczególną ostrożność, a każde nieprzemyślane zachowanie – choćby wpadanie w panikę, mogło doprowadzić do ich śmierci.
Po udzieleniu odpowiedzi blondwłosej, teraz to Kenshi zadał jej pytanie, ważne bo dotyczące pozostałych członków ich drużyny z ekspedycji. Czarnowłosy nie wiedział gdzie się znajduje Senju Kazuo, ani Miyuki członkini kręgu Shiro Ryu, ale być może Yamanaka wiedziała co z Kei, Megumi, a także pozostałą dwójką, która wcześniej była w drużynie z Inoshi. Kenshi nie dostrzegał dalej w okolicy żadnego zagrożenia – ani na lądzie, ani na murach, stąd w spokoju wysłuchał tego co dziewczyna miała do powiedzenia. A miała sporo.
Sytuacja przy porcie wschodnim, mocno się pokomplikowała w trakcie zniknięcia czarnowłosego. Okazało się, że Megumi została ranna – mógł to być efekt tego, że zamiast posłuchać Majiego, postanowiła działać według własnego planu. Nie było teraz czasu tego rozpominać, ani wyciągnąć wniosków krytycznych względem jej postawy – liczyło się jednak to, że była wraz z Keiem. Do momentu aż nie napotkali dwóch innych źródeł walczących ze sobą, poruszających się jakimś ogromnym, latającym tworem. – Cholera… Może gdybym ich nie zostawił tam… - rzucił zastanawiająco, z wyraźnym niezadowoleniem na twarzy. Czy miał jednak jakiś wybór? To Inoshi go tutaj ściągnęła. Poinformowała go o problemach z bramą, była sama. Uznał że bardziej może się przydać na południu, szczególnie gdy pozbył się większości przeciwników na wschodnich murach. Widocznie jego działania nie były wystarczające.
Inoshi nie zakończyła jednak na podzieleniu się informacjami o Kei i Megumi. Kontynuowała, przechodząc do losów swojej drużyny, której losy zostały rozdzielone, pozostawiając tamtą dwójkę samym sobie. Do momentu aż napotkali potężne, nieznane źródło za którym podążyli. Kenshiego w tym momencie przeszył dreszcz zaniepokojenia, gdy pomyślał że może stać za tym ktoś, kto mógł pozbawić tą dwójkę własnej woli, tak jak to uczyniono z całą armią Shiro Ryu. Z tą obawą, czarnowłosy już się nie podzielił. Nie chciał sparaliżować blondynki tą myślą, tym bardziej że istniało prawdopodobieństwa tego, że będzie się trzeba rozdzielić i działać równolegle. – Posłuchaj, będziemy musieli…
I w tej właśnie chwili Kenshi nabrał powietrza w usta, bo dostrzegł zbliżającego się w ich stronę… Keia. Chłopak nie wyglądał na rannego, poruszał się też bez widocznych utrudnień. Wyglądał…całkiem dobrze. – Gdzie jest Megumi? Co się tam stało? – rzucił w jego kierunku odruchowo chcąc zachować dystans między nimi, bo trudno było mu zrozumieć w jaki sposób mógł się ten chłopak tu znaleźć. Po chwili jednak padły z jego strony kluczowe słowa – Sashigi Miyuki oraz Senju Kazuo… Dwójka liderów ich zespołu, którzy chcieli rozpocząć ewakuację ludzi do portu. Kenshi, omal się nie roześmiał, bo sytuacja była na prawdę absurdalna. – Ouch, oczywiście że można przeprowadzić ewakuację. Port jest oczyszczony, zarówno z przeciwników jak i z okrętów – mruknął w odpowiedzi, rozciągając ręką wzdłuż linii portu, ukazując niemalże doszczętnie zniszczone okręty. Część już zatonęła, część jeszcze płonęła. Żaden nie nadawał się do transportu ludzi. – Potrzebny jest nam Sau, bez niego nie wydostaniemy stąd ludzi. Cóż, o tym ani Inoshi ani Kei wiedzieć nie mogli. Nie znali Reiyi, nie wiedzieli co mu przekazała. Gdzie teraz byli, czy wciąż żyli?
- Nie ważne… tak trzeba ich tutaj przyprowadzić. Kei, udało Ci się to, znasz już mniej więcej bezpieczną drogę. Inoshi, udaj się z nim jako dodatkowe wsparcie. Twoje sensoryczne umiejętności pozwolą wam bezpiecznie dotrzeć na miejsce, omijając wszelkie punkty zapalne. A w większej grupie, wraz z przywódcą Rodu Senju oraz z Miyuki będziecie bezpieczni. Ja zostanę i przypilnuję aby port pozostał do tego czasu w takim stanie w jakim się znajduje. Gorzej już chyba być i tak nie może.. – oznajmił, krzywo spoglądając na cywili znajdujących się nieopodal, bo właśnie przyszło mu do głowy, co Ci by mogli głupiego odjebać, aby jeszcze bardziej utrudnić i tak tragiczną sytuację.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Wiem, że niektórzy mają ser­ca jak dzwon

Silne, głośne, pra­wie niez­niszczal­ne

Lecz zim­ne jak żela­zo, z które­go je odlano


Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 372
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi lekki, przewiewy strój w którego skład wchodzą spodnie, tunika, okrycie głowy i szyi - wszystko w odcieniach bieli.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, tunika, okrycie głowy i szyji, rękawiczki, blaszane plakietki na nadgarstkach oraz pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Han » 11 cze 2018, o 23:34

Uśmiechnąłem się krzywo, czekając aż duet pozbiera się z mojego nie do końca planowanego wybuchu gniewu. Ech, dawno już nie miałem takiej sytuacji, kiedy przez proste wspomnienie jakiegoś paskudnego wydarzenia potrafiło mnie wytrącić z równowagi. Ale co tu dużo mówić - tutaj chodziło o mój ród, który chociaż był zdziesiątkowany nie tylko przez Uchiha, ale też przez ich samych, który mimo tego że w dużej mierze cierpiał i stawał się potworami nie z własnej woli... ale wciąż był moim rodem. Ludźmi, z którymi dzieliłem ten paskudny los. Świadomość, że ktoś tak po prostu, dla zabawy, wyniszczał i bawił się życiem tych i tak już wyniszczonych ludzi, sprawiał że z automatu krew gotowała mi się w żyłach. A przynajmniej gotowałaby się, gdyby nie to że aktualnie nie mam ani krwi, ani żył.
Westchnąłem, gdy Aka kontynuował swój emocjonalny wykład o tym "jak bardzo ich nie rozumiem i nie potrafię się postawić w ich sytuacji". Ledwo się powstrzymałem od sarknięcia, które zamaskowałem zaciągnięciem się kolejnym obłokiem dymu z fajki kiseru. I tak mi przecież nie zaszkodzi. Przecież od tego nie umrę drugi raz, nie?
-Nie pochlebiaj sobie, że aż czułbym do ciebie nienawiść - powiedziałem sucho, wypuszczając cumulus z ust. - Widziałem wiele Rodów shinobi, z licznymi, w tym Uchiha, zdarzyło mi się współpracować, czy to jako Han, czy to jako Suzumura Hanji. I uwierz mi - każdy z was jest taki sam. Patrzycie tylko na to, co jest przed waszymi nosami. Nie obserwujecie szerzej. Zamiast próbować zmienić sytuację, popychacie ją do przodu. I kończy się na tym, że wy wbijacie im sztylet w plecy, i oni robią to samo wam. Tradycja naszego świata. Powtarzam - i wy, i Senju jesteście siebie warci.
Aka zaczął wypluwać kolejne zdania - o tym, co bym zrobił gdyby ktoś próbował mi odebrać to, na czym mi zależy. Westchnąłem tylko, bo mojej odpowiedzi i tak by nie zrozumiał - był zbyt zaślepiony swoją egoistyczną wizją, w której liczy się tylko to co jest obok niego. Nigdy nie odczuł, czym jest faktyczne cierpienie. Nie liczyłem więc na to, że będzie wiedział o czym mówię. Ale cóż, powiedzieć mogę tak czy owak. Może chociaż Shikarui będzie w stanie zrozumieć jego słowa.
-Nie zrobiłbym absolutnie nic, gdyż moje życie i spokój zostały i tak odpowiednio zniszczone przez sam fakt tego, kim... lub czym... się narodziłem. Shinobi, który od młodego był wystawiony na chakrę natury. Surową, niekontrolowaną potęgę. Mój Ród cierpi od samego początku - nie musi mieć nawet wrogów, gdyż samo istnienie jest dla nich katorgą.
Spokojnie przystanąłem, patrząc gdzieś w ścianę.
-A ty, jakbyś się czuł, gdybyś miał świadomość że w każdej chwili możesz stracić nad sobą kontrolę? Własnoręcznie zamordować wszystkich Twoich bliskich i wykąpać się w ich krwi? Gdyby tym, co wbijało ci sztylet w plecy, była sama chakra? Gdybyś obserwował, jak ci których znałeś od dawna nagle rzucają się sobie do gardeł? Jak matka zabija własną córkę, którą ty kochałeś? Gdybyś to ty był złem, nie mniejszym, nie większym - niepodzielnym złem, nawet mimo tego że niczego nie zrobiłeś by ku temu dążyć lub na to zasłużyć?
Uśmiechnąłem się gorzko, patrząc na Uchihę.
-Co byłbyś gotów poświęcić?
W końcu nie wytrzymałem. Gdy usłyszałem słowa Aki o tym, jak to martwych nie obchodzi co im się przydarzyło, parsknąłem śmiechem. W tym dźwięku jednak nie było najmniejszego śladu wesołości. Doprawdy. Nie ma sensu rozpamiętywać przeszłości, zginęli to zginęli, na chuj drążyć temat. Gdyby chociaż zginęli w sposób honorowy, który pozwoliłby im na ostatni wybór. Nie. Zostali zamordowani jak zwierzęta zaprowadzone na ubój, pozbawieni życia tylko i wyłącznie po to, żeby umarli i w śmierci mieli jakiś użytek.
-Więc uważasz, że to sprawiedliwe że twoi pobratymcy nie dali im w tej kwestii jakiegokolwiek wyboru - powiedziałem, cedząc słowa przez zęby. - Bez honoru, bez rodziny. Zabraliście im oba. Bo ej, przecież i tak będą martwi, więc co za różnica! - Pokręciłem głową. - Brak mi słów. Jeśli tacy jak ty dojdą do siły, to będziemy mieli trzy martwe Rody. Jeden - Twoich wrogów, bo jebać wroga maczetami. Dwa - Twój własny, bo taki egoizm tylko stworzy wam więcej wrogów. Trzy - jakiś mniejszy klan, który zostanie zgnieciony po drodze, bo "martwym to bez różnicy". I to ponoć ja tu jestem potworem.
W końcu westchnąłem, wzruszając ramionami.
-Nie potrzebuję szacunku. Teraz już nie obchodzi mnie to, co się stanie z moją osobą i czego się dopuszczę. Jestem już za daleko. I bliżej pokonania swego jedynego wroga niż kiedykolwiek. - Następnie zaśmiałem się ciepło. - Ty jesteś klanem? Współczuję! Ty nawet koła w furmance zmienić nie jesteś w stanie, a co dopiero swój klan!
Mając to z drogi, skupiłem się na Shikaruiu. Aktywował swoją umiejętność, którą uważał za Senninkę, lecz... to nie było to. To nie była umiejętność Juugo. Wręcz przeciwnie - nie była ona w stanie stać od tego dalej. Westchnąłem ciężko, lecz nawet mimo tego... uśmiechnąłem się. Czyli wyglądało na to, że nasza klątwa nie roznosiła się tak chętnie przy kontaktach z innymi shinobi, co... Było to z jednej strony smutne, a z drugiej - pokrzepiające. Juugo mogą stracić swoje umiejętności, lecz żyć w spokoju. Budząca wizja.
-...Nie masz ataków z prostego powodu - powiedziałem w końcu po chwili milczenia. Spojrzałem na młodzieńca ze spokojem. - To nie jest Senninka. Ta umiejętność nazywa się Tsujitegan, i jest ona limitem krwi klanu Ranmaru z Morskich Klifów. Najwidoczniej Twój drugi rodzic miał swój sekret...
Nagle wziąłem wdech, pozwalając się przepełnić chakrą natury. Okolica znowu zaczęła się trząść, kiedy wokół mojego ciała zaczęła wirować fioletowa chakra, stopniowo wnikająca w moją skórę.
Zmieniająca jej kolor na szaro-czerwony.
Tworząca na mnie dziwaczne kształty kolców i pancerza.
Formująca mnie w demona.
-To jest Senninka - powiedziałem spokojnie, widząc jak chakra wokół mnie wiruje, faluje i rozrzuca pył z podłóg na wszystkie strony, ze mną w centrum. - Surowa chakra natury daje nam moc, o której nie śniliśmy... Lecz za bardzo wysoką cenę.
Spojrzałem swoimi jadowicie żółtymi oczami na Shikaruia.
-Niektórzy z nas potrafią Senninkę przekazać. Aktywować. U Juugo i nie-Juugo. Oddać ją jako dar... lub jako przekleństwo.
Chakra przestała ze mnie buchać, przestało się też trząść. Utrzymałem jednak swoją demoniczną formę, nie tracąc nad sobą kontroli. Znałem swoje granice. I wiedziałem, że będę w stanie utrzymać się przy świadomości jeszcze dobrą chwilę.
Avatar użytkownika

Han
 
Posty: 14
Dołączył(a): 10 kwi 2016, o 00:39
Wiek postaci: 100
Ranga: Zło Wcielone
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2357
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Yamanaka Inoshi » 11 cze 2018, o 23:34

- Rok 384 - Zima -


" Zaginiony członek oddziału "
Obrazek

Dwaj bracia w drugiej części portu radzili sobie nad wyraz sprawnie. Inoshi była jednak zbyt zajęta tłumaczeniem Kenshiemu całej sytuacji którą monitorowała od samego początku. - Wtedy... Nie było by nas tutaj, Kenshi-sama - Zwróciła się w jego stronę, kwitując jego odpowiedź odnośnie sytuacji przy wschodniej bramie. Zamierzała wsłuchać się w to co ma do przekazania jej wojownik, mimo, że była nieco niepewna tego co chce jej przekazać, to chwila spokoju jakiej doświadczyła wystarczyła by opuściła gardę, przestała skupiać się na szukaniu zagrożenia i innych źródeł. Przegapiła Keia który nagle dreptał do nich od strony bramy. Była zbyt zajęta i przejęta losami Akiego, Shikaruia oraz tym w jakiej sytuacji ostatnio widziała pozostałą dwójkę shinobich. - Co? Jakim cudem on... Masaka - Zamarła na chwilę nawet nie obracając się w stronę nadchodzącego chłopaka, nie mogła uwierzyć, że tak nie wiele potrzeba, by zgubić czyiś ślad i nie podchwycić go ponownie. Jak łatwo jest w chwilach pełnych emocji i wszelkich sytuacjach stracić najzwyczajniej w świecie czujność. To, że Kei żył i był zdrów było pewnego rodzaju nadzieją, skoro udało mu się przeżyć i przebić do nas samemu oznaczało, że potrafił sobie poradzić, co jednak z Megumi, dziewczyną która mu towarzyszyła tworząc we trójkę razem z Kenshim oddział drugi. Nie wiedziała jak powinna zareagować na jego nagłe pojawienie się pośród nich, stała wyraźnie zaskoczona ale i szczęśliwa, że mu się powiodło. Informacja o przeżyciu kolejnych liderów okazała się być tym co ponownie sprawiło, że nadzieja ożyła - Dobrze, że przeżyli, skoro oni żyją to oznacza, że inni ludzie... Innych też ratowali. Może nawet... Nie, na pewno, oni też tam będą. - Zamyśliła się podczas rozmowy dwójki shinobi którzy jej obecnie towarzyszyli. Port był czysty i to był fakt, brakowało jednak możliwości wyjścia z tej patowej sytuacji. Brakowało im łodzi.

Kolejne słowa wypowiadane przez dowódcę wydawały się brzmieć tak jakby zarówno blondynka jak i Kuroshi byli pozbawieni pewnych informacji, pozbawieni wiedzy do tego kluczowej która ma znaczenie. Przez chwilę wpatrywała się w żołnierza z blizną na nosie by nieco speszona podsumowaniem przez niego ich sytuacji powiedzieć - Kenshi-sama, kim jest ten cały Sau i po co nam on? - Zapytała, nie mogła inaczej, nie znała Sau'a, ani nie mogła mieć pojęcia o ich sprawkach i wszelkich zależnościach. Nie była ani z Kami no Hikage ani nie interesowała ją, przynajmniej do teraz polityka globalna kontynentu. Kim był ten cholerny Sau? Chciała to wiedzieć, kto to jest i dlaczego jest taki ważny. W końcu dla niej najbardziej liczyli się teraz jej rodzice po których śladu jak dotąd nie było, nie oznacza to, że nie zależało jej na innych, mimo wszystko, martwiła się o wszystkich, każdy jednak ma swoje priorytety i rzeczy z którymi potrafi się pogodzić lub przynajmniej je łatwiej znieść... Co rozumiemy poprzez łatwiej znieść? No właśnie, każdy radzi sobie z czymś takim inaczej, blondynka nie wiedziała jeszcze jak zniesie trudy stolicy świata po powrocie do normalności o ile będzie miała taką możliwość, nie wybierała się jednak na drugą stronę więc zakładała, że wróci do normalności.

" Ścieżka ninja "

Kolejne zdania a zarazem i rozkazy przydzielane przez mężczyznę w zbroi odbijały się niczym echo słyszała, jednak nie słuchała, dopiero gdy usłyszała dźwięk swojego Imienia zwróciła uwagę, obróciła twarz w jego stronę z pomniejszonymi tęczówkami sugerującymi zaskoczenie, czy jednak mogła spodziewać się czegoś innego? Chyba nie, jasnym było, że będą działać dalej i nie osiądą na laurach, nie pod dowództwem tego bojownika. - Demo... Kenshi-sama! A-A co jeśli... Jeśli... Co jeśli to silne źródło chakry powróci? A jeśli ten... Ta osoba, ktokolwiek to był na tym smoku również? - Przełknęła ślinę wyrażając swoje zaniepokojenie i dezaprobatę, mimo, że była to chwila w której mogła się wykazać to nie postrzegała jej w ten sposób. Czy rzeczywiście się bała? W chwili gdy udowodnione zostało, że jest względnie bezpiecznie? Być może jej obawy to jedynie pretekst, czy jednak są one bezpodstawne? Rzeczywiście w większej grupie silnych shinobi może być łatwiej... Jednak nie musi. Większa grupa silnej chakry to niemal pożywka dla kogoś silnego, osoby która mogłaby obrócić w pył każdego z grupy, szczególnie jeśli w grupie są ranni i słabi. - N-naruhodo... - Skrzywiła się wykonując drobny ukłon w stronę Kenshiego, był przecież teraz jej dowódcą i mimo swoich obiekcji wypadało by słuchała jego poleceń, tym bardziej, że i dowódcy należy się szacunek, chociażby drobny. - Baka... Dopiero teraz przypomniałaś sobie o tym? Co on sobie o tobie pomyśli - Rzucała sama do siebie w myślach. Przecież nie powie otwarcie, że zapomniała o grzecznościach i o swoim miejscu w linii. W rodzie Yamanaka jasnym było, że losy jednostki są nie ważne jeśli skorzystają na tym wszyscy pozostali. Życie jednak zawsze było chronione, mimo to, czy chciała czy nie, czy bała się czy nie. Czy zgadzała się z wolą rodu... Nie chciała być gorsza a przynajmniej gorsza niż już jest. - Co by powiedzieli rodzice... Pewnie od razu by mi ojciec przypomniał co powinnam zrobić od początku od kiedy Kenshi dowodzi... - Westchnęła spoglądając na Keia, chłopaka w jej wieku który zachowywał zimną krew i po nim nie było widać tego wszystkiego z czym ona się zmaga. - Tata chciałby bym wykonywała rozkazy, na pewno... Pewnie wolałby bym była taka jak Kei... Po nim nie widać, jest silniejszy ode mnie. - Spuściła głowę podczas gdy jej grzywka opadła przysłaniając jej oko.

Wzięła głęboki oddech by zaraz po chwili podnieść wzrok wpatrując się w bramę. Ruszyła razem z Kuroshim przyglądając się jego kolejnym poczynaniom i zachowaniu. Wcześniej widziała go przez pewien czas jednak nie miała okazji być obok niego i śledzić jego rzeczywistych poczynań, pomijając ich spotkanie przy formowaniu się grup, byli sobie obcy a jednak byli blisko bo byli rówieśnikami. Nie był dużo starszy od niej, jednak... Był wielki, patrząc na niego musiała niemal podnosić głowę w górę. - Ale on jest wielki... - Pomyślała wpatrując się w idącego Kei'a. Był on rzeczywiście dużo wyższy od małej w tej chwili blondynki, na oko o jakieś czterdzieści centymetrów, to naprawdę sporo. Po wyminięciu bramy ruszyła krok w krok za chłopakiem. - W-więc... Kei-san, yyyy - Nie wiedziała co ma tak naprawdę powiedzieć, nie znała go, nie wiedziała co tak naprawdę potrafi ani kim rzeczywiście jest, ot dla niej w tej chwili był towarzyszem broni wielkim jak brzoza. Nie zapomniała jednak złożyć pieczęci sensorycznej by przyjrzeć się otoczeniu. Zwolniła kroku, musiała się skupić by rozróżnić wszystkie te źródła chakry jakie mogły pojawić się na jej wewnętrznym radarze. Początkowo skupiła się na rejonie w którego kierunku szli, tam gdzie wskazał Kei, chciała być pewna, że mają do czego wracać i, czy faktycznie Kazuo wraz z Miyuki i innymi ludźmi żyje. Rzeczywiście wyczuła grupę ludzi w której skład wchodziła chakra osób wcześniej wymienionych. Jakaś jedna dobra wiadomość. - Wciąż żyją... - Odetchnęła z ulgą, nie mogła jednak trzymać tej ulgi zbyt długo ponieważ wciąż skanowała pozostałą okolicę, nie trwało to długo. Szybko wykryła grupę ludzi idącą w stronę portu. Zatrzymała Keia łapiąc go za rękaw, ścisnęła go mocno wcześniej puszczając pieczęć. - Ktoś idzie do portu... Sporo osób, kojarzę tę chakrę... Nie... Ciężko mi powiedzieć kto to, to na pewno nie shiro ryu, coś podobnego czułam gdy dzieliliśmy się na grupy - Złożyła ponownie pieczęć badając ponownie ten obszar, dalej ciężko jej było wychwycić osoby które się w tej grupie znajdowały, wyczuła jednak znajomy ślad, znak tego czego poszukiwała odkąd to wszystko się zaczęło. - Masaka! Czyżby? Kei, tam mogą być moi rodzice, mogą, rozumiesz? Musimy tam iść! - Była wyraźnie zaskoczona i podekscytowana, jak nigdy. Wydawało się, że nabrała nowej energii, nadzieja która przerodziła się dla niej w fakt a zarazem i życie, siła która mogła pozwolić jej osiągnąć dużo, dużo więcej niż się jej wydawało. - Ale wtedy co z innymi? - Zacisnęła mocno pięść wpatrując się w niego, jakby oczekując jego decyzji. - Tak długo ich szukałam, tak się martwiłam... A jeśli... Co z nimi? Muszę wiedzieć, czy nic im nie jest... Jednak, jednak nie powinnam porzucać misji dla nikogo. Zacisnęła mocno zęby a na jej twarzy pojawił się najzwyczajniejszy w świecie grymas - Ta wasza duma... Nie chciałam być shinobi a jednak... Nie wiem co powinnam zrobić, na pewno tak nie postępuje shinobi... - Przewróciła wzrok w stronę bramy do której powoli zbliżała się wspomniana wcześniej grupa - Nie będą zadowoleni jeśli to zrobię... - Wzięła oddech, jeden pełny a za nim kolejny by spróbować się nieznacznie rozluźnić.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
[C] - Uczta dla sępów - Ayatsuri Juranu
{B} - Ostatni Smok - Maji Kenshi, Ryukata Nikusui
Rezerwacje:


Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2778
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Aka » 12 cze 2018, o 00:39

Han był wyraźnie inny. Nie chodziło tu już o jego wygląd, który sam w sobie budził co najmniej mieszane uczucie, ale o jego styl. Jego filozoficzne poglądy na świat totalnie nie zgrywały się z wizją Akiego. Młody Uchiha był prostym chłopakiem, dla którego nie miało większego znaczenia to, co było. Hanji najwyraźniej nie potrafił dostosować się do panującej sytuacji - obecny świat zdawał mu się... nie odpowiadać. Zabawne. Ktoś z jego mocą mógł dopasowywać świat do siebie. I Suzumura najwyraźniej właśnie to robił. Jego siła potrafiła burzyć mury, jego chakra była potężna. Nigdy nie widział jeszcze takiej energii. Podziwiał go, lecz bez wzajemności. Zło Wcielone gardziło nim.
- Kłamiesz. - odpowiedział cicho, jakby bojąc się swoich słów. Te oskarżenia były bardzo poważne, ale w gruncie rzeczy nie można było ich ani potwierdzić, ani obalić. - Nie znasz wszystkich ludzi. Nie znasz mnie. Nie masz pojęcia kim jestem. - zaprotestował, unosząc głowę w kierunku największego zdrajcy ichniejszych czasów.
Był sobą. Nie ukrywał niczego. Wszystkich traktował na równi, dawał szansę. W przeciwieństwie do większej części tego świata, rozumiał, jak ważna jest rozmowa.
- Żyjąc przeszłością, zapominamy o przyszłości. - powiedział cichym, lecz pewnym siebie głosem. Wiele razy powtarzał to sobie w myślach, lecz nigdy nie miał okazji wypowiedzieć tych słów. To było... jego Nindo. To, którym kierował się od kiedy tylko pamiętał. Od kiedy jego mały móżdżek dorósł do pewnych spraw. Pomimo wychowania pod okiem tak zwanych patriotów, zawsze wychodził naprzeciw tradycji, tak bardzo pielęgnowanej przez Sogeńczyków. Choć usilnie próbowano mu wmawiać, kto jest dobry, a kto zły, on zawsze miał swój pogląd na sprawę. A przede wszystkim - potrafił nie patrzeć na to, co było. Tak przecież było w przypadku Shikaruia. Najemnika. Mordercy. Bandyty. Pomimo tego wszystkiego, co o nim wiedział, postanowił dać mu szansę. Dostrzegł gdzieś tam, głęboko w jego sercu, jakiś płomyk nadziei. I nawet jeżeli tego nie okazywał, to wierzył, że każdego da się zmienić - potrzeba tylko trochę wysiłku. Taki właśnie był Aka. Wszystkich oceniał indywidualnie - w przeciwieństwie do Hana, który w jego mniemaniu uwielbiał rzucać ogólnikami.
Uchiha są źli. Juugo byli niewinni. Senjuu to zdrajcy. Shinobi się nie urodzili - zostali stworzeni jako maszyny od zabijania.
Tak prezentowała się chłodna wizja świata, roztaczana przed nimi przez jej konstruktora.
- To co spotkało klan Juugo to tragedia. Przemoc, której można było uniknąć. Ale przecież... Ty... ty właśnie robisz dokładnie to samo, prawda? - zmarszczył czoło, spoglądając na Hana. - Zabiłeś ich z dala od rodziny. Gdy niczego się nie spodziewali. Gdy przybyli na festyn. Pogrzebałeś ich pod murami Serca Świata. Popełniasz ten sam błąd, który popełnili moi starsi bracia. Tylko jedno was różni. Oni zrozumieli swoje błędy i robią wszystko, by nigdy ich nie powtórzyć. - miał na myśli pasywną politykę ich przywódczyni, która stroniła od konfliktów zakrojonych na szeroką skalę.
- Nie wiem jak to działa. Nie wiem, co czuje się, gdy morduje się członków swojej rodziny. Nie wiem, co kieruje Juugo, gdy tracą kontrolę. Ja zrobiłbym wszystko, żeby do tego nie dopuścić. Zapiąłbym się w pasy, włożył szmatę w zęby i przeczekał atak. - powiedział pewny siebie. Głupota? Być może. Ale nie wiedział dokładnie, jak działa ich klan. To była dla niego wielka niewiadoma. Nie znał szczegółów, a z relacji tej dwójki niewiele wynikało. - A jeśli to byłoby nieuniknione, gdybym nie mógł przewidzieć kiedy nadejdzie szał... cóż. Zapewne przywdziałbym czerń. Dołączył do Shinsengumi i poprosił o przydział za murem. Tam bym mógł spożytkować swój szał - mordując tych, którzy zagrażają mojej rodzinie. - to brzmiało w jego mniemaniu całkiem sensownie. - Nawet wtedy mógłbym przysłużyć się mojemu rodowi. - gdyby rzeczywiście spotkała go taka... przypadłość, to z całą pewnością nadal chciałby pomagać Uchihom. Oni go wychowali. Oni byli jego rodziną.
- I na dodatek nie mogę mieć dzieci. - uśmiechnął się rozbrajająco. - Dla mojej rodziny zrobię wszystko. - odpowiedział. - Nie założę nowej. Dlatego dbam o tą, którą mam. O każdego Sogeńczyka. Dla nich byłbym gotów poświęcić wszystko, co tylko mogę poświęcić. - zmrużył oczy, przekrzywiając głowę na bok.
- Nie potrzebuję współczucia. - skontrował. - Nigdy nie chciałem wojny z Senjuu. Nie żywię do nich żalu. Nie mam zamiaru jebać ich drewna maczetami. Nie zależy mi też na niczyjej śmierci. Usilnie próbujesz mnie przypisać do kategorii typowego Uchiha, wrzucić do szufladki z napisem urodzeni w Kōtei, ale poza darciem mordy i władaniem Katonem... niewiele mnie z kimś takim łączy. Jeżeli mam już z czymś walczyć - to ze stereotypami i fałszywym poglądem na mój ród. - przekonał do siebie Shikaruia, który z początku traktował go przecież zupełnie tak samo, jak Han. Być może ta walka miała jakiś sens. Byli bogami
I wtedy się zaczęło.
Potężna, filetowa chakra zaczęła wirować wokół ciałą Hana, tańcząc przy nim złowieszczo, zmieniając kolor jego skóry, przemieniając go w demona. Formując paskudny, obrzydliwy pancerz, który wzbudzał w Akim odrazę. Oto stało przed nim plugastwo, czarci pomiot. Czy był zaskoczony? Raczej nie. Ktoś tak potężny raczej nie był człowiekiem. Był demonem w ludzkiej skórze.
- Juugo, Sanada, Ranmaru... - spojrzał na Shikaruia. - Nosisz wiele nazwisk. - zauważył, zbliżając się do Shikaruia. Powoli, starając się zachować równowagę, pomimo trzęsącej się podłogi. Stanął tuż obok niego, ramię w ramię. - Nie dbam o to, z której rodziny jesteś. - sam nie wiedział, co skłoniło go do wypowiedzenia tych słów. Dla niego był przede wszystkim Shikaruiem. Chłopakiem, z którym walczył ramię w ramię przeciwko oszalałym Shiro Ryu. Kolegą, który uratował go z rąk wiedźmy. Towarzyszem, który ruszył za nim w bój - mimo, że rozsądek podpowiadał co innego. A dobry Uchiha miał obowiązek spłacić dług. Był przy nim.
Z bogiem i choćby przeciwko bogom.



Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
  • Katana
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
  • Torba a w niej:
    • 5x Shuriken
    • 5x Kunai
    • Sztylet


Spoiler: pokaż
ZDOLNOŚCI
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 41
    WYTRZYMAŁOŚĆ 41
    SZYBKOŚĆ 45
    PERCEPCJA 75/45
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 172
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 51%/104%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPO:
    NINJUTSU C
    GENJUTSU
    STYLE WALKI 0 (dziedzina E)
    • --- Chanbara
    • ---
    • ---
    IRYoJUTSU
    FuINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON B
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON
    KLANOWE D
    JUTSU:
    Ninjutsu:
    • [ E ] Bunshin no Jutsu
    • [ E ] Henge no Jutsu
    • [ E ] Kai
    • [ E ] Kinobori no Waza
    • [ E ] Suimen Hoko no Waza
    • [ C ] Hari Jizo
    • [ C ] Hari Jigoku
    • [ C ] Kawara Shuriken
    Katon:
    • [ C ] Katon: Kaen Senpu
    • [ C ] Katon: Gokakyu no Jutsu
    • [ C ] Katon: Kasumi Enbu no Jutsu
    • [ B ] Katon: Hibashiri
    • [ B ] Katon: Benijigumo


Spoiler: pokaż

Nazwa
Sharingan: Ni Tomoe

Na poziomie dwóch tomoe możliwości Sharingana rosną dość znacząco w stosunku do poprzednika. Od tej pory użytkownik jest w stanie rozpoznać na pierwszy rzut oka działające genjutsu. Poprawiają się także percepcja użytkownika. Nie jest to jeszcze pełnia możliwości tego Kekkei Genkai, ale rozwój jest widoczny od razu.

Możliwości
  • Widzenie chakry przeciwnika - brak takiej możliwości przez obiekty
  • Dostrzeganie obiektów niewidocznych gołym okiem - np. cienkie żyłki
  • Rozpoznawanie genjutsu
  • Odróżnianie klonów od oryginału - ranga C w dół
  • Bonus atrybutów - wzrost percepcji o 30 punktów
  • Kopiowanie technik - Tylko techniki taijutsu i bukijutsu (w przypadku braku dziedziny męczą o wiele bardziej). Wykonywane dopiero po przeciwniku.

Wymagania
Przebudzenie, w przypadku misji minimum B, dziedzina klanowa D

Koszt
E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne (1/2 podtrzymanie)
Aka
 

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Shikarui » 12 cze 2018, o 01:05

Shikarui, stojąc tutaj, sam nie był pewien, czy słucha którejkolwiek ze stron, choć powinien. Zapamiętywać, notować, być jak bóg - nienamacalny, a jednak ciągle obecny. Z tym, że Shikrui był i namacalny i obecny. Słuchał. Nie zatykał sobie uszu, stał tutaj i słuchał, a argumenty każdej ze stron leciały - jedna po drugim, trzecia po czwartej. Och? Chyba nie ta kolejność. Nic nie szkodzi- przynajmniej kolejność całej tej rozmowy była uporządkowana. Dla niego samego ta rozmowa niczego nie zmieniała. Niczego nie wnosiła. Nie była w stanie wpłynąć na prawidła świata, na które Aka nie chciał spojrzeć. Zapatrzony w swój ród, kochający go ponad życie - taki dumny, tak..! Tak wystraszony. Han miał rację - przynajmniej Shikarui uważał, że ma. Częściowo. Słowa Akiego były jak chłodna woda polana na rozognioną ranę, która łagodzi ból. To był fakt - Han robił teraz dokładnie to samo, co zrobili Uchiha - z tą różnicą, że ci drudzy rzeczywiście pochylili głowy w pokorze. Czy ta pokora cokolwiek zmieniała? Shikarui osobiście mógłby sobie nią tyłek podetrzeć. Tak samo jak nienawiścią Jugo do samych Uchiha, której nie podzielał. Uchiha, Senju, Jugo, Yamanaka - ród jak rod. Nazwisko zupełnie niczego nie zmieniało. Nie pod tym względem, w którym Senju mieliby być w czymkolwiek gorsi... ale nie miał niczego ciekawego do powiedzenia na ten temat. Wiedział o tym tyle, ile wiedział o wojnie, której Jugo zostali wykorzystani by zasilić machiny bojowe. Wojny były i będą. Zresztą - naprawdę go to nie obchodziło. Nie teraz. Czuł się zmęczony. Stłamszony obecnością przed nim, która kazała mu trzymać głowę nisko - tak samo, jak kazał mu trzymać głowę jego ojciec. Czuł się zwodzony mylnymi bodźcami, w których raz jest rozkaz - zaraz potem obawa. Pewnie umysł płatał mu już figle najróżniejszego rodzaju. Było tutaj zbyt ciemno, zbyt duszno i zbyt ciasno. Zamknięte drzwi i resztki z tego, co ich tu więziło - cudowna sceneria do prowadzenia rozmowy. I to o czymś tak wielkim i wspaniałym jak uczucia. Nie znał historii Senju i Uchiha. I to dlatego nie był pewien, czy ciągle słuchać. Czy słuchać w tym wypadku oznaczało od razu słyszeć. Przepełnieni ideami, pasją, która u Hana chyba dawno już wyblakła i jeśli zostały jej jakieś resztki to były to marne odbicia na niebieskiej kalce - nie pasował do tej dwójki. Ponoć gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. I może to był właśnie czas, by zgodnie z własnym instynktem zatroszczyć się o samego siebie i odejść w swoją stronę.
Shikarui zacisnął dłonie w pięści. Właśnie, jakie to uczucie, kiedy możesz stracić nad sobą kontrolę w każdej chwili? Zamordować bliskich i wykąpać się w ich krwi? Słowa płynęły, a każde kolejne zamiast unosić świat do góry - wciskał go tylko mocniej w dół. Zgniatał obcasem buta tak, jak zgniata się obrzydliwego robaka. Shikarui wcale nie pragnął wybawienia dla swojej rodziny. Dostali właśnie to, na co zasłużyli. Więc na co zasłużyli Uchiha? Sanada nie był tutaj od osądów - przecież on tylko obserwował i słuchał. Tylko czy naprawdę aż tak źle życzył Jugo? Nie marnował czasu na życzenia. Pielęgnował cele, by zamieniać je w czyny - a aktualnie żaden cel nie istniał. Głęboko chowana uraza wypłynęła teraz na wierzch i szalała po jego wnętrzu wraz z wieloma innymi emocjami, których nie potrafił wyrazić i nie chciał wyrażać. Nawet gdyby chciał to nie wiedziałby jak. W końcu przestał pochylać głowę i zaczął spoglądać prosto na Hana. Człowiek, który mordował, bo był już za daleko. Który prawił morały dziecku, które nie zrobiło nawet pierwszego kroku. Przecież to dobrze. Shikarui naprawdę lubił gładkość tych dłoni, które nie były splamione krwią. Aka był za daleko na starcie i to on najwięcej mówił o spopieleniu całego świata. Wydawali mu się do siebie całkiem podobni. Może to dlatego, że Han zdawał się być krzywym zwierciadłem dla Akiego. Alternatywną rzeczywistością, w której dla swojej rodziny musiałby poświęcić coś więcej niż tylko samego siebie. Złamałby się? Upadł pod ciężarem? Oczywiście droga tej dwójki rozmijała się z rozmachem.
- Oceniasz go zbyt surowo. - Zabrał w końcu głos. - Wciąż mało widział, mało doświadczył i jest zaślepiony swoimi ideami, ale walczy całym sercem. Nikomu jeszcze nie udało się zmienić koła, dopóki nie spróbował. - Można było oskarżyć Shikaruiego o tchórzostwo. W wielu wypadkach można było go wytykać palcami. Tam, gdzie milczał. Tam, gdzie uciekał. Tam, gdzie się kłaniał, zamiast walczyć. I nic go to nie obchodziło, bo nie obchodziło go to, co powiedzą o nim inni. A jednak nie cierpiał być oceniany i doglądany jak pies na wystawie.
Hipokretyn.
Jak wszyscy tutaj zebrani.
Zaciskał szczęki, stojąc tak przed Hanem - człowiekiem znienawidzonym przez tysiące. Wrogiem publicznym numer jeden, który... wcale nie wydawał się przerażający. Może dlatego, że przywykł do widoku takich oczu u Jugo? Może dlatego, że wizja płonącego świata nie robiła na nim wrażenia? A może dlatego, że był jak iskra nadziei dla Jugo. Dla tego, by już nigdy więcej żadna matka nie próbowała wyrwać serca własnego dziecka. By żaden mężczyzna nie uniósł ręki na swoją żonę. Przemoc i gwałt kierowały tym pokraczym, przeklętym rodem. Potwory. Tak określiła ich Inoshi - i miała rację. Nie byli niczym innym... ONI nie byli. Bo według słów Hana - Shikarui się do nich nie zaliczał.
- Słucham? - Zamrugał. Nie był pewien, czy wypowiedział to jedno pytanie na głos, czy głucho zahuczało ono jedynie w jego głowie. Ale tak jak nagle niemrawo wyglądał, tak i niemrawo zabrzmiał. Jakby nie do końca chciał przyswoić to, co teraz usłyszał. - Co... - Nie dokończył. Silna chakra znów wypełniła pomieszczenie. Znał to uczucie. Wiedział, czym jest. Wiedział, co Han teraz robi.
To, o czym tak długo marzył.
To, czym zawsze chciał się stać.
To nie jest Senninka, to nie jest Senninka... Najwidoczniej Twój drugi rodzic miał swój sekret... Słowa dudnły w jego głowie, kiedy próbował utrzymać się na lekko ugiętych nogach, wpatrując się w Hana w kompletnym otumanieniu. Jak ciele. Choć tak na dobrą sprawę to nie był problem braku zrozumienia. To był problem tego, że Shikarui nie chciał tego zrozumieć. Zaakceptować. Kłamie. Na pewno kłamie. Ja po prostu jeszcze... nie jestem wystarczająco dobry... ale kiedyś mi się uda. Obudzić moją Senninke, opanować ją. Bez żadnych sekretów w rodzinie. Tylko że Han nie miał żadnych powodów, żeby kłamać. Dlatego Shikarui nie wypowiedział tych wątpliwości na głos.
Shikarui nie zliczyłby, ile razu Aka go uratował w przeciągu tych paru dni od ich poznania się. Być może Uchiha tego nie dostrzegał, ale dla Sanady za każdym razem był to blask, który pokazywał mu, gdzie iść, gdy niczym dziecko błądził we mgle i ciemnościach. Tak było i tym razem. Drgnął i spojrzał na niego. Naprawdę? Naprawdę to nie robiło żadnej różnicy? Jasne. Czemu by miało. No czemu...
- Ha... - No właśnie. To dobrze. To bardzo dobrze! Shikarui wybuchnął śmiechem. - DAR?! Chyba obie żartujesz. - Chyba coś w nim po prostu pękło. Chyba wszystko już po prostu popękało. Dopiero, kiedy ziemia przestała drżeć, można było złapać głębszy wdech. Szalejąca chakra nie sprzyjała pozytywnemu samopoczuciu. Tylko dlaczego myśl o tym, że nie jest obciążony genami rodziny, wcale nie sprawiała, że czuł się lżejszy? Ciężko było powiedzieć, czy Han nie wpadnie zaraz w szał i ich nie zaatakuje. Shikarui powstrzymał się przed wyciągnięciem ręki i zasłonięciem Akiego. gdyby to zrobił, ten zaraz pewnie zacząłby się burzyć. I pewnie wyrwałby do przodu tym bardziej. Shikarui uczył się dość szybko na błędach. - Przepraszam za moją bezczelność, Panie. - Odezwał się już swoim grobowym, zwyczajowym tonem, kiedy napad (chyba histerycznego) śmiechu mu minął. - Sam swoimi słowami potwierdziłeś, że Senninka to tylko klątwa. Mogę więc już spać spokojnie bez obaw, że zabiję kogokolwiek. - Nie żeby Shikarui kiedykolwiek się tego bał. Ale to było widać po jego oczach. Po jego spojrzeniu. Oczy, które przelały zbyt wiele krwi, były po prostu inne.


STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 17 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek

Fear
makes the wolf bigger than he is.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1362
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy spięte czerwoną tasiemką
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, duży zwój na plecach, średni zwój nad nim, mały zwój przy kaburze
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kei » 12 cze 2018, o 08:09

Gdy Kei podszedł do dwójki Kenshi na dzień dobry wyskoczył z pytaniem. Heh, chyba oddzielił się od nas z nie własnej woli skoro o to pyta. - Rzucił w myślach.
- Jest cała, obecnie odpoczywa z grupą. - Odparł spokojnym tonem.
Na kolejne słowa podniósł nieznacznie brew. Odpowiedź ta zabrzmiała chłopakowi trochę jak sarkazm, lecz nic nie odpowiedział w tej kwestii. Kwestia o Sau zdziwiła bruneta nieci, cóż nie znał go, więc nie wiedział nic o jego umiejętnościach, ale po pokazie Senju zdawał sobie sprawę, że raczej da się ten problem rozwiązać inaczej.
- Jest inna opcja, ale najpierw muszę sprowadzić wszystkich. - Odrzekł spokojnie ukazując nieznaczny uśmiech na chwilę.
Wzmianka o przydzieleniu kogoś mu do pomocy zaskoczyła chłopaka, w końcu Inoshi mogła być potrzebna przy dalszym zabezpieczaniu okolicy. Mimo wszystko nie zamierzał jednak oponować, gdyż wsparcie mu nie przeszkadzało. Sama reakcja dziewczyny z kolei wydawała się dość interesująca. Gdy jednak wspomniała o smoku postanowił to sprostować.
- Co do smoka, to dwóch Shirei-kan urządziło sobie pojedynek. Jeden nie żyje, a drugi raczej nic nie zrobi póki nie zbliżymy się do wschodniej bramy. - Odparł, po czym nie chcąc przeciągać rozmowy skierował się w stronę wyjścia z portu.
Jakby nie patrzeć należało skończyć zadanie, poza tym im szybciej je wykona tym szybciej opuści tą koszmarną wyspę. Ech, mam już tego dość... - Westchnął w duchu. W bramie, gdy Inoshi zaczęła skanować okolicę poprosił by sprawdziła drogę na wprost. Cóż być może droga przez plac będzie potrzebna, więc postanowił nią się teraz udać. Gdy zamierzał się już zbierać blondynka zrobiła się jakaś nieswoja. Na szczęście sama postanowiła wyjaśnić sytuację. Heh, w sumie to powinienem jej kazać iść ze mną do grupy rannych, jednakże ją rozumiem... Sam nie widziałem ich od dłuższego czasu, to się martwię co u niech. - Skomentował w myślach.
- Ech. - Westchnął. - Ty możesz iść, ale ja muszę wrócić i złożyć raport. - Rzucił spokojnym, acz uprzejmym tonem.
Następnie rusza przed siebie, no chyba że wcześniej dziewczyna coś wyryła, wtedy zmienia odpowiednio trasę. Po drodze ponownie rozgląda się między budynkami by sprawdzić czy ktoś tam nie stoi. Jeśli nic nie blokowało widoku to spoglądał nawet dalej by sprawdzić, czy niczego nie widać. Jeżeli zauważył wrogą, to chował się ponownie za budynek i nasłuchiwał, licząc na to iż nie został zauważonym. W razie gdyby bez żadnych przeszkód dotarł do placu, to wpierw rozgląda się szukając jakiś ludzi stojących na ziemi, a następnie sprawdza dachy budynków. Jeśli uzna że jest bezpiecznie od razu uda się dalej do tymczasowej bazy by złożyć raport.
Podczas całej drogi pozostaje czujny i zważa na swoje otoczenie. W razie potrzeby pozostaje gotowy do odskoczenia w ramach uniku.

Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 35
    WYTRZYMAŁOŚĆ 30
    SZYBKOŚĆ 30
    PERCEPCJA 43
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1

UMIEJĘTNOŚCI:
Wrodzona - Wielka Chakra[/*]
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 123%

NINJUTSU C
RAITON C
JUTSU:
- [E] Bunshin no Jutsu
- [E] Henge no Jutsu
- [E] Kai
- [E] Kawarimi no Jutsu
- [E] Kinobori no Waza
- [E] Suimen Hoko no Waza
- [E] Nawanuke no Jutsu
- [E] Fūin no Jutsu
- [E] Hibana o tenka suru
- [D] Suienzou no Jutsu
- [D] Utsusemi no Jutsu
- [D] Hikari no gijutsu-kyu
- [D] Raiton: Dendō Hando
- [D] Raiton: Hiraishin
- [C] Hari Jizo
- [C] Hari Jigoku
- [C] Hitei Musho
- [C] Raiton: Raikyū
- [C] Raiton: Ikazuchi no Utage
- [C] Hikari chōshinsei


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Plecak

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
- Kabura x2 (przymocowane do pasa po bokach jedna po lewej druga po prawej, zwykle ukryte pod kurtką)
Lewa kabura:
- stalowa żyłka 15m,
- 6 shurikenów.

Prawa kabura:
- 3 kunai,
- bombka świetlna.

Plecak:
- 1 kunai,
- mały zwój pieczętujący,
- topaz,
- rabat u grabarza.
W kieszeni wisiorek z wyrytymi imionami - Azami i Mirori.

Spoiler: pokaż
78%
Kei
 

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Megumi Ishida » 12 cze 2018, o 10:51

Ten samotny chłopak który chronił jej tyłek tyle razy teraz ma iść sam na zwiady? Niedoczekanie! Chciała również z nim iść i naglę została powstrzymana. To było do przewidzenia, problemem był jednak żelazny chwyt który powstrzymywał ją od parcia w stronę drzwi. Znowu. Kurwa znowu. Który już raz w ciągu ostatnich dni przekonuje się że jej siła fizyczna jest niewystarczająca? Na turnieju przegrywa bo nie umie zablokować uderzenia, bo jest za słaba. Nie umie wyrwać się z mazi, bo jest za słaba. Baaa, gdyby byłą silniejsza może nawet nie musiałaby wpadać bokiem do mazi i odnosić ran! Zdawało się jej że jest na tyle szybka i ogarnięta, aby móc zbić pocisk z kuszy. Oczywiście czego brakowało? A no siły żeby dała radę zmienić jego tor lotu. Cały czas cierpiała przez za małą sprawność fizyczną, nie przez techniki średniej rangi, a przez siłę. Do tego jej miecz, mimo że naprawdę pomocny, po za swoją długością nie miał zbytnio cech które czyniłyby go jakąś specjalną bronią. Potrzebowała dużo większego i dużo cięższego miecza do masakrowania każdego kto stanie jej na drodze. Do tego potrzebowała się również rozwinąć w kierunku pozwalającym na bardzo duża ilość trudnych do zablokowania ataków. Musiała się rozwinąć w tych dwóch kierunkach, na razie nawet porzucając rozwój dziedzin ninjutsu. Gdy będzie sprawna fizycznie, wtedy można do nich wrócić, ale na razie, trzeba doprowadzić ciało do perfekcji. Nie widząc sensu w kłótni z kimś kto dowodził odsunęła się i opadła na miejsce w którym wcześniej siedziała. No cóż, przynajmniej postara się pomagać obserwując za pomocą sensora czy ktoś nie podkrada się do budynku. Gdy jej grupa powoli, bo powoli, ale jednak zaczęła się przygotowywać do ruszenia, postanowiła że najlepiej będzie im pomagać. Krzątała się aktywnie pomagając w pakowaniu i przenoszeniu rzeczy. Niech będzie z niej jakiś pożytek, jak nastąpi wymarsz, wtedy będzie pomagać tym ledwo chodzącym podtrzymując ich.
Spoiler: pokaż
Przedmioty widoczne: Dwie torby przy pasie.
No-dachi na plecach.
Fuma shuriken rozłożony zawieszony na plecach na sznurku.
Na każdej ręce obszar od nadgarstka do łokcia jest obwinięty metrem bandaża.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
-No-dachi jest ze stali katańskiej
-W prawej ręce spod bandaża wystaje krzesiwo, a w lewej krzemień. Są mocno osadzone, tak by nie wypadły podczas potarcia nimi o siebie.
W torbach (280/30+10+5+50+5+0.5+2+2+2=106.5)
5 kunai(30), 5 shurikenów(10), 20 senbon(5), 10 kwadratowych shurikenów(50), 20 mabishi (5), 1 notka świetlna(0,5), 1 bombka świetlna(2), 1 bombka dymna(2)


Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI:
NATURA CHAKRY: Katon
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Wrodzona - Sensorka
  • Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 50 (150PH)
    WYTRZYMAŁOŚĆ 110 (410 PH)
    SZYBKOŚĆ 150 (650 PH)
    PERCEPCJA 101 (354 PH)
    PSYCHIKA 1 (3PH)
    KONSEKWENCJA1 (3PH)
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH:411
KONTROLA CHAKRY C(120PH)
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 111%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    NINJUTSU
    GENJUTSU
    STYLE WALKI 1 (dziedzina D) (50PH)
    • Chanbara S
    • ---
    • ---
    IRYōJUTSU
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON B (300PH)
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON
    KLANOWE

JUTSU:
Ninjutsu:
-[E]Bunshin no Jutsu
-[E]Henge no Jutsu
-[E]Kai
-[E]Kawarimi no Jutsu
-[E]Kinobori no Waza
-[E]Suimen Hokō no Waza
-[E]Nawanuke no Jutsu
Katon
-[D]Katon: Hōsenka no Jutsu
-[C]Kaengiri
-[C]Katon: Kaen Senpū
-[C]Katon: Gōkakyū no Jutsu
-[C]Katon: Kasumi Enbu no Jutsu
-[C]Katon: Endan
-[.B] Katon: Hōsenka Tsumabeni (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=78675#p78675)
-[.B] Katon: Benijigumo (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=78676#p78676)
Chadabra:
-[D]Fūma Ninken
-[C]Mikazukigiri
-[C]Omotegiri
-[A] Hiken: Tsukikage (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=70175#p70175)

Czakra 88%
Megumi Ishida
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron