[Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kenshi » 4 cze 2018, o 19:00

Skala zniszczeń był ogromna i wciąż się powiększała a to za sprawą poczynań ludzi – zarówno tych pozbawionych własnej woli jak i tych, którzy czynili to z własnego upodobania. Wśród tych drugich byli Ci, którzy odpowiadali za rozpoczęcie tej całej masakry, ale i tacy, którzy wykorzystali sytuację aby się wzbogaci. Kenshi jak dotychczas, nie miał okazji spotkać kogokolwiek poza opętanymi, pozbawionymi własnej woli wojownikami Shiro Ryu. Może w tym tkwiło jego dotychczasowe szczęście, a także skuteczność. Z przeciwnikami, którzy potrafią myśleć, nie byłoby już tak prosto, prawda?
Czarnowłosy skupiony całkowicie na przeciwnikach znajdujących się przed nim, dopiero po chwili zarejestrował, że krzyki zza pleców, odnoszą się do niego. Nie spowodowało to jednak że zaniechał swojego planu – będąc w bięgu, przeskakując po dachach jeszcze niepłonących budynków, w pewnym momencie, obrócił się w powietrzu, wyhamowując impet szybkości, przykucnąwszy na dachu budynku. Błotniste bestie, pognały dalej w kierunku skupisk wrogich Shiro Ryu – Kenshi w dalszym ciągu zamierzał je wysadzić po zbliżeniu się do przeciwników. Czarnowłosy liczył, że zdąży zanim Kazuo zostanie stłamszony siłami przeciwnika.
Okrzyk jaki został posłany w jego kierunku, pochodził od jednego z dwóch, potężnie zbudowanych mężczyzn, którzy najwyraźniej ruszyli w pogoń za czarnowłosym. Kenshiemu wystarczyła tylko chwila, aby zrozumieć, że umiejętnościami magnetycznymi, nic przeciwko im nie zrobi, bo odziani byli w skórzane zbroje. – Strażnicy miejscy? Ich zachowanie, w szczególności ostatnie wypowiedziane słowa, wskazywały na to, że dobro niewinnych ludzi, leżało im na sercu. Kenshi wyciągnął przed siebie kataną, w chwili w której jeden z mężczyzn chwycił kolejnego, a następnie posłał go niezwykle silnym zamachem w stronę Majiego. Kenshi odskoczył do tyłu, bardziej na bok (schodząc z toru lotu pocisku jednego z mężczyzn), uważnie na sekundę spoglądając zza siebie, aby przypadkiem nie wylądować między budynkami. Zamierzał krzyknąć do nieznajomych, wyraźnie przejawiających w stosunku do Kenshiego mylne wrażenie, gdy ponownie ktoś mu wszedł w zdanie. Tym jednak razem ktoś znajomy.
Czarnowłosy zwrócił szybko spojrzenie na mury miasta, prowadzące od baszty w której pozostawił dziewczynę i dość szybko zauważył postać zbiegającą po murach, kierującą się właśnie w ich stronę. Była to Inoshi, która wyraźnie nawoływała w kierunku mężczyzn, że Kenshi nie stanowi zagrożenia. – Pociągnięcie temat? Na wszelki wypadek, gdyby to nie zadziałało, czarnowłosy przyjął postawę bojową, rozpoczynając szybkie wywijanie młynku własną kataną, która błyskawicznie znalazła się w jego łapie. – Radzę Wam jej posłuchać… To nie ja jestem Waszym przeciwnikiem, tylko tamci… Kukiełki w rękach Suzumury Hanjiego… Człowieka który wymordował Radę Dwudziestu i Zgromadzenie Możnowładców…
Czy te słowa mogły coś zdziałać? Kenshi nie był pewien, dlatego też na wszelki wypadek przyjął postawę defensywą gotowy do odparcia ataku. Nie zamierzał jednak pierwszy przepuścić ataku, dając tym samym im do zrozumienia, że warto zastanowić się nad słowami które padły z ich strony. Nie oznaczało to też zaprzestania działań związanych z błotnymi bestiami - gdy te dotarły do obu skupisk przeciwników, Kenshi aktywuje pieczęć wywołującą eksplozję notek.

Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 318
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi białą zbroje, szkarłatny płaszcz z wysokim kołnierzem, a u boku ma przepasaną pochwę z kataną.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, zbroja, rękawiczki, pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Megumi Ishida » 4 cze 2018, o 20:57

Bandaż przesiąknięty krwi barwiący już jej ubranie. Zdawało się jej że z każdą chwilą jest w coraz to gorszej sytuacji. Najpierw do niej strzelają, potem wpada w pułapki, potem ją dźgają, potem krwawi. No dobrze że przynajmniej obeszło się bez jatki z tym silnym kolesiem. Cudem jej kompan dotargał ją do ciała bezgłowego faceta. Przeszukali go i nic. To było przerażające. Taki kozak, a miał tylko gówniany wisiorek który może wnieść więcej problemów niż zysków gdyby próbować go sprzedać i zero jakiś medykamentów. Co to ma być? Kpina nie żołnierz. Przynajmniej miał jakąś kasę. Właściwie można spróbować wziąć też torby, zawsze się przydadzą, ale czy był czas na takie pierdoły? Po za tym kurcze, szacunek do zwłok może? Ktoś umarł śmiercią wojownika, a ty chcesz go okradać? Znaczy czym innym jest wzięcie pieniędzy i broni do walki co oczywiste. Jakoś trzeba żyć co nie? Ale takie totalne szabrowanie było poniżej godności. Jak już to można zabrać medalion i ciało i oddać je rodzinie. Albo zrobić to z samym medalionem. Ale to za to jest proszeniem się o kłopoty. Westchnęła widząc że tutaj nie ma dla niej nadziei. Muszą zmierzać dalej, do członków ich drużyny. Tam będzie bezpieczniej. A może i pomoc medyczna. Na razie jej zadaniem było bycie sensorem i takie przekazywanie informacji żeby nie wpadać na wrogów i móc ich omijać. I naglę wyczuła potężną energię. Ale znaną, więc była spokojna. Gorzej że gdy go zobaczyła z jej gardła wydobył się cichy dziecinny pisk rozpaczy przemieszanej z przerażeniem. Twarz wygięła się w grymasie. Kurwa mać, czy w tym pierdolonym mieście każdy jest albo martwy, albo ranny, albo jest wrogiem? Domyślam się że nie masz zdolności medycznych, albo medykamentów? Wiadomo głupie pytanie, w sumie wtedy sam by sobie pomógł. Kątem oka dostrzegła, otwory gębowe na ręce trupa. Uznała że jednak nie chce na nie patrzeć. Co to za dziwoląg?! A olać, to martwy, to jest spora szansa że się nie ożywi i nie pójdzie siać terroru. Jeśli pan Senju poprosi o wyjaśnienia, to mu udzieli bez owijania w bawełnę. Jest również gotowa za nim podążyć jeśli taka będzie decyzja. Miał już tego dosyć. Była jak worek kartofli. Wleczono ją przed siebie, a ona umierała. Różnica czy podążą sami, czy z nim. Właściwie gość jako lider możliwe że nie był jakimś odszczepieńcem kompletnym i potrafił troszkę wojować, albo raczej co bardziej potrzebne, posiada zmysł wychodzenia z tarapatów. Miecz na jej plecach dodawał otuchy. Czy jednak była na tyle sprawna żeby go dobyć i nim wojowować? Wydawało by się że raczej nie. Pozostało jej tylko raportowanie na bieżąco kto jest blisko i jako tako pozycję, żeby mogli wymijać wrogów.
Spoiler: pokaż
Przedmioty widoczne: Dwie torby przy pasie.
No-dachi na plecach.
Fuma shuriken rozłożony zawieszony na plecach na sznurku.
Na każdej ręce obszar od nadgarstka do łokcia jest obwinięty metrem bandaża.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Megumi Ishida
 
Posty: 355
Dołączył(a): 27 lis 2017, o 21:28
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek B
Widoczny ekwipunek: Obandażowane ręce od nadgarstków do łokcia.
2 torby na wyposażenie na pośladkach
No-dachi na plecach
Rozłożony fuma-shuriken zawieszony na sznurku na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4403&p=65802#p65802
GG: 56674178
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kei » 4 cze 2018, o 23:35

Jak się okazało elitarny shinobi zajął się wrogimi żołnierzami co nieco ułatwiało sytuację i w pewnym stopniu podnosiło na duchu. Cóż dzięki temu, że byli zajęci sobą brunet mógł w spokoju podejść do ciała, a dodatkowo zmniejszana była liczba Shiro Ryu, którzy wywołali rozróby w okolicy. W pewnym sensie to było jak ustrzelenie dwóch ptaków jednym kamieniem. Podszedł do truchła z pewnymi nadziejami, w końcu ktoś na takim poziomie powinien mieć coś przydatnego. Pusta torba, torba z białą... gliną? Ręka z ustami?! Może to cecha klanu, ale to trochę... - Przemknęło chłopakowi przez myśl gdy przeszukiwał trupa. Niestety naprawdę przydatnych przedmiotów nie był w stanie pozyskać. Doprawdy czy w dzisiejszych czasach nikt nie nosi przy sobie nawet najprostszych medykamentów? - Westchnął w duchu. Zgarnął monety i wisiorek oraz postanowił z Megumi na plecach się ulotnić stąd i wrócić za mury. Nie powinno okrada się zmarłych? Cóż może i tak, lecz kasa bardziej chłopakowi była potrzebna, a wisiorka mógł użyć jako argumentu, że widział całą sytuacje. Zapewne klan tego mężczyzny chciałby wiedzieć co się z nim stało. Problem w tym, że Kei musiałby odkryć co to w ogóle za dziwaczny klan. Po wróceniu za mur dzięki wskazówce od Megumi oraz spostrzeżeniu kierowanego tłumu podszedł do Senju Kazuo. Początkowo miał jakieś oczekiwania wobec tej osoby, lecz dostrzegając jego stan szybko je porzucił. W sumie jego myśli były zbliżone do tego co wyrwało się dziewczynie, a zwłaszcza tej pierwszej części.
- Panie Senju Kazuo, co się u Pana stało?! Ech, gdyby tu był chociaż gdzieś sklep zielarski, to może znalazło by się coś na te rany. - Odparł wzdychając pod koniec.
Cóż pomijając to, że śmierć tych dwóch osób mogłaby postawić go w dość niebezpiecznej sytuacji, to raczej nie chciałby się tak wysilać przy targaniu kogoś, kogo przeznaczeniem było zginąć w tym przeklętym wydarzeniu. Tak czy siak liczył na jakieś nowe wytyczne od Senju,najlepiej takie, dzięki którym mógłby znaleźć kogoś lub coś co wyleczy rany tej dwójki. Pytanie tylko czy mógł liczyć na coś tak wygodnego.
Podczas wszystkich działań Kei pozostawał czujny oraz zważał na swoje otoczenie.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kei
 
Posty: 312
Dołączył(a): 4 sty 2018, o 14:40
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4707
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Exodia » 6 cze 2018, o 09:05

Spoiler: pokaż
Legenda:
Biały - Megumi, Kei, Kazuo, Miyuki, medyk, ranni
Yamanaka - czarny
Kenshi - szary
Wojna, Shikarui, Aka - ?


Aka i Shikarui

Jak to się stało? Ich wspomnienia nawet nie wydawały się prawdziwe, wszystko było bardzo nierzeczywiste. W jednej chwili walczą o własne życia, próbują sprostać niemożliwemu do pokonania wyzwaniu. W drugiej słodko śpią, nieprzytomni, pokonani niczym dzieci. Może faktycznie takie proporcje siły pomiędzy Wojną a tą dwójką były rzeczywiste? Faktem było to, jak się skończyło to spotkanie. Ciemnością w ich oczach. Niemożliwością pobierania wiadomości z otoczenia. Dla nich była to zaledwie chwila, zanim ponownie się obudzili. Nie wiedzieli dokładnie jak dużo czasu mogło minąć. Dzień? Kilka godzin? Zdecydowanie nie było to łatwe do określenia, otoczenie w tym nie pomagało. Otworzenie oczu równało się trafieniem strumieniem światła prosto w oczy. Czyli nadal był dzień. Ten sam czy już następny? Nadal ciężko było o tym myśleć, dwójka była nieco zamroczona. Próby poruszenia się niewiele dawały. Nogi były oderwane od podłoża. Wisieli. Na niewielkiej wysokości, ale wisieli. Ruszenie rękoma również było niemożliwe. Czuli na całej długości rąk zimno metalowych ogniw. Łańcuchy oplatające ich nie pozwalały na jakiekolwiek ruchy, nawet rękoma. Dodatkowo nieprzyjemnie uciskały, na tyle nieprzyjemnie że to mogło podchodzić pod tortury. Kiedy już ten fakt stał się dla nich oczywisty, mogli chcieć zilustrować otoczenie. Hol. Całkiem spory, zarówno w szerokości pomieszczenia jak i w jego wysokości, praktycznie w całości zbudowany ociosanego kamienia. Byli na samym środku. Szybki rzut oka w górę i duet już wiedział, do czego byli przytwierdzeni. Na suficie znajdowała się całkiem spora metalowa obręcz. A pod ich nogami szczątki dziwnej konstrukcji stworzonej ze szkła, świec i metalowego stelażu. Wszystko oczywiście w kawałkach. Na ścianach wisiały banery z symbolami Shiro Ryu. Przez niewielkie okna nie byli w stanie zobaczyć wiele, tym bardziej że zostały zasłonięte grubymi płachtami materiału. Gdzieniegdzie światło się przebijało i tylko to umożliwiało Aka i Shikaruiowi zobaczenie czegokolwiek. Na przykład siedzącej pod jedną ze ścian osoby, doskonale duetowi znanej. Wojna.
- No cześć. Dobrze że nic wam nie jest. Już się bałam że uderzyłam was za mocno. Niektórzy ludzie są naprawdę delikatni. Jedno mocne uderzenie i krzyczą z bólu, kiedy ich kości się łamią jak suche patyki. Gdzie tutaj zabawa kiedy tak szybko się psujecie, co? - uśmiechnęła się szeroko, pokazując ząbki. Złowieszczo czy niewinnie? Czy miało to jakiekolwiek znacznie w sytuacji, gdy byli wystawieni na jej łaskę niczym kawał mięcha u rzeźnika?
- Naprawdę chciałam to załatwić jak ludzie. Pogadać, pogaworzyć, trochę lepiej was poznać. Ale skoroście chamy i niewychowane ludzie, to postanowiłam was troszkę unieruchomić. Mam nadzieję, że się nie gniewacie. - po słowach tych podeszła do Aka i wymierzyła silne uderzenie w brzuch. Na tyle silne, że mógł czuć jak traci oddech przez spory ból. Ale z drugiej strony jego organy wewnętrzne raczej nie ucierpiały. Chyba. Wojna dostosowała swoją siłę, żeby nie zepsuć swoich nowych zabawek?
- To może zacznijmy od początku, tym razem w przyjaznej atmosferze? Kim jesteście i co tutaj robicie? W sensie w Kami no Hikage, co robicie tutaj już wiem przecież.


Kei i Megumi

Ranne owce musiały się wycofać. Zostawić pole walki dla obrońców ich stada. Wilki czaiły się wszędzie, nawet jeśli po drodze pojedyncze osobniki załatwiały sprawy pomiędzy sobą. Ale co mają czuć ranni, kiedy widzą jak potencjalnie najsilniejsza osoba pośród nich, Shirei-kan, jest pokonany i praktycznie niezdolny do walki? Co mają zrobić, skoro nie mogą polegać nawet na nim? A co najgorsze... Ktoś musiał go doprowadzić do tego stanu, co pewnie łatwe nie było. Czy ta osoba nadal się tutaj kręci, czy może już nie żyje? Jakakolwiek odpowiedź nie była satysfakcjonująca, bo przecież może być ich tutaj więcej. Pod warunkiem, że nie wszyscy zostali wybici. Mężczyzna zauważył duet. Natychmiast ich rozpoznał, kierując się chwiejnie w ich kierunku. Gdy znalazł się wystarczająco blisko, mogli zobaczyć że jest naprawdę mocno osłabiony. Nie było w nim tej charyzmy i bojowości, co na początku.
- Ci ludzie... to potwory. Ewakuowaliśmy ludzi, wszystko szło sprawnie dopóki nie pojawił się on. Mężczyzna o złotych oczach. Był szybszy niż dźwięk... Wasza dwójka, za mną. - powiedział, składając pieczęć. Usiadł na wysuwającym się z ziemi strumieniu drewna, po czym nakazał duetowi także zająć na nim miejsce. Strumień rósł cały czas, popychając fragment na którym siedzieli. Sposób na transport który ogranicza poruszanie się do minimum i znacznie go przyśpiesza? Kierowali się co prawda w kierunku bliżej nieokreślonym, ale na pewno nie w kierunku portu. Bardziej wgłąb miasta. Do pewnego silnego źródła chakry umieszczonego w jednym z całych domów. Dopiero w tym momencie, wchodzenia pomiędzy budynki, mogli zobaczyć prawdziwą naturę walk jakie miały tu miejsce. Zawalone budynki, dziury po eksplozjach, drewno wyrastające ze ścian i ziemi, z trupami Shiro Ryu na nie nabitymi.
- Widzieliście tą dwójkę walczącą na glinianym smoku, jak mniemam. To byli Naohiro Haretsu i Ekiken Dōhito, Shirei-kanowie. Z tego co widziałem, to walka pomiędzy nimi już się skończyła. Wiecie, co się stało? Najlepiej zaraportujcie wszystko ot początku. - powiedział mężczyzna, przytrzymując pieczęć i dalej prowadząc trójkę w kierunku źródła chakry. Znajomego dla Megumi - Miyuki. A także kilkanaście innych, mniejszych źródeł. Szybkie przemieszczanie się co prawda chwila po chwili wycieńczało Kazuo, ale taki sposób pozwalał na oszczędzenie sił rannej Megumi. I był znacznie szybszy. Mężczyzna słuchał raportu obydwojga. W końcu dolecieli do odpowiedniego domu. Nie wyglądał szczególnie, ale wejście do środka pozwoliło dokładniej ocenić sytuację. Przed wejściem zniszczył jeszcze drewnianą ścieżkę.

Ranni. Wszędzie ranni. Podpierali ściany, leżeli na prowizorycznych łóżkach z szmat czy kawałków posłania. Przy drzwiach stała Miyuki, cała i zdrowa. Poza jedną raną, ramię przebite na wylot zdaje się. Aczkolwiek zabandażowane i najwidoczniej załatane. W środku, pomiędzy rannymi, krzątał się samotnie mężczyzna odziany w zwiewne, fioletowe szale. Chodził pomiędzy pacjentami, sprawdzał ich stan. Samotny medyk pośrodku festiwalu śmierci i rozpaczy, zajmujący się ludźmi rannymi? Jedną z rannych, bardziej ruchliwą i faktycznie pomagającą innym tak samo jak medyk, była Miyuki. Miała co prawda ranę na ramieniu, ale opatrzoną odpowiednio profesjonalnie. Kiedy tylko drzwi się otworzyły, ta skierowała na nie swój wzrok. Widząc Kazuo i dwójkę podwładnych jej postawa zelżała. Była gotowa do ataku na wypadek pojawienia się Shiro Ryu.
- Dobrze że jesteście. Panie Medyk? Kolejni ranni. - powiedziała, wracając do pomagania rannym. Podawania wody, zmieniania opatrunków. Osoba bez zaawansowanej wiedzy medycznej mogła zrobić w zasadzie tylko to, ale zdejmowało to wiele ciężaru z barków medyka.
- Tajes! Chodźcie tutaj i powiedzcie co wam jest. - powiedział, wskazując na trzy wolne posłania na podłodze, samemu podchodząc i pomagając Kazuo ułożyć się na posłaniu.


Kenshi i Inoshi

Prawi i sprawiedliwi przeciwko gnidzie zabijającej ludzkie życia? Czy taki prosty czarno-biały obraz wystarczył? Kenshi stanął przed niemałą zagwozdką. Duet który wyzwał go na potyczkę, bo raczej inaczej nie można było tego nazwać, był odziany wyłącznie w skóry. Nie stawiało to Kenshiego od razu w pozycji stratnej, będzie musiał jedynie użyć mózgu zamiast wyrzucić kogoś z murów. Sztukę tę zresztą opanował niemalże do perfekcji. Nie czekając na odpowiedź, mężczyźni zaatakowali. Koordynacja jednego z drugim dawała wrażenie, że duet współpracuje ze sobą dość długo. Na tyle, by doskonale dopasowywać swoje plany. Pewnie to była ich standardowa strategia. Przeciwnik-pocisk wylądował obok Kenshiego, a rzucający już go doganiał. Inoshi postanowiła, jak na kobietę przystało, raz a dobrze wydrzeć się i w ten sposób spróbować coś ugrać. Zażegnanie konfliktu. Dwójka najpewniej wzięła Kenshiego za agresora, zakładając że wilki służą do zabijania niewinnych ludzi. Pytanie tylko, czy ta dwójka będzie w stanie w jakiś sposób załapać to? Krzyki Inoshi były pierwszą wskazówką. A potem sam Kenshi przemówił. Dwójka ustawiła się obok siebie w pozycjach bojowych. Maji odpowiedział tym samym. Niepotrzebna walka w tym miejscu odcisnęłaby swoje piętno na każdym. Ale z drugiej strony...
- No tak, faktycznie zachowujesz się inaczej...
- Bracie, on chyba nie jest z nimi. Ta dupcia na murze by za nim nie stała jakby była zła, co nie?
- Chyba że ona też jest z nimi i robi mu plecy. Dajesz się za łatwo manipulować kobietom, Shiguro!
- No ale mówi normalnie. Nie atakuje jak bezmózg wszystkiego co się rusza. - szybka wymiana zdań pomiędzy dwojgiem, jak się okazało, braci, była przeprowadzona nawet pomimo parcia na nich ze strony Kenshiego. Nieświadomego parcia rzecz jasna, ale taka deklaracja mogła być odbierana jako konieczność szybkiego wyboru. Zdecydowania o swoim następnym kroku. Miecz na pewno w tym pomagał. Po chwili zaczęli mówić znacznie ciszej, tak cicho że "dupcia" na murze nie była w stanie tego usłyszeć. Ani nawet Kenshi. Po kilku chwilach intensywnej gadaniny, mężczyźni rozluźnili się nieco. Jeden z nich pochylił głowę w stronę Kenshiego.
- Rozumiem, w takim razie raczej na pewno nie jesteście z nimi. Wybaczcie nam. Jesteśmy Shirugo i Shigemi Kazuki, łowcy Nukeinów.
- Po prostu zobaczyliśmy jak wysyłasz swojego wilka i pomyśleliśmy... No nieważne w każdym razie. Jesteście tutaj sami? - zapytał drugi z braci, zerkając na Inoshi nadal stojącą na murze. Łowcy głów w takim miejscu? Może też chcieli sobie pooglądać ceremonię? Ich zawód wiele nie znaczył w obecnej sytuacji, bardziej liczył się fakt ich "nawrócenia". Nadal jednak wyglądali na nieco rozkojarzonych aktualną sytuacją. Nadal było widać napięcie w ich postawie. I nic dziwnego, w takich okolicznościach, gdzie każdy może cię zaatakować, opuszczenie gardy to czysta głupota.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1530
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Aka » 6 cze 2018, o 17:19

Wynurzył się na powierzchnię jawy, niczym Kappa wychodzący z odmętów morskich. Lecz to nie on był demonem tego świata. To jego otaczali mordercy. Z jednej strony Shikarui, z drugiej Wojna.
- Oh, żyję... - rzekł z... lekkim rozczarowaniem. Zupełnie jakby wcale nie zależało mu na tym tak zwanym przetrwaniu. Aka jednak, w przeciwieństwie do Shikaruia, miał nieco inne podejście do tego typu spraw. Przetrwanie za wszelką cenę, wyrzeczenie się wszystkiego co ważne, co święte, nie było dla niego w najmniejszym stopniu dopuszczalne. Uchiha, jak to Uchiha, był porywczy i z reguły nie myślał o konsekwencjach. Przestrzegał pewnego niepisanego kodeksu postępowania, jasno określającego co mu wolno, a czego nie.
Spojrzał na Shikaruia z żalem w oczach.
Sprzymierzenie się z wrogiem w celu zachowania życia... z całą pewnością nie było rzeczą, na którą Aka by się zgodził.
- He, he, khe... - zaśmiał się pod nosem, spoglądając na czarnowłosego towarzysza. W jego głosie był żal połączony ze smutkiem. Miał żal do Sanady, że zatrzymał ten pieprzony miecz. Może wtedy by się udało, a tak to skończyli, gdzie skończyli. W jakimś stęchłym, pozbawionym światła, pomieszczeniu. Tylko nieliczne promienie słońca dawały jakąkolwiek wiedzę na temat tego, gdzie się znajdywali. Była to siedziba Shiro Ryu. Zdrajców, kanalii, bestii i największych zwyrodnialców współczesnego świata. Grupa bandytów, mordujących cywili. A ten cholerny Shikarui próbował zgrywać miłego, dobrego koleżkę. - Warto było? - rzucił wzrokiem na Sanadę, wiszącego nieopodal. Dopiero po chwili Aka poczuł, że tak naprawdę nie może się ruszyć, a jego nogi nie dotykają podłoża. Był lekko zamroczony, jego myśli były chaotyczne i niepewne, jednak nie trzeba było geniusza żeby wiedzieć, że znaleźli się w miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę.
- Nie, nie... - mruknął pod nosem i szarpnął ręką, łańcuchami szeleszcząc tak głośno, że nawet martwego by obudził. - Bogowie, nie mogliście mnie po prostu zabić? - zacisnął zęby, spoglądając w górę, jakby oczekując odpowiedzi od Amateratsu. Poczuł, jak jego ciało zaczyna drżeć, a każdy kolejny oddech staje się coraz cięższy. Wiedział co się dzieje. Tu nie chodziło o strach, nie chodziło o przerażenie spowodowane ciemnością, czy znalezieniu się najwyraźniej w jakimś budynku należącym do Zakonu. Chodziło o to, że nie mógł się poruszyć w nawet najmniejszym stopniu. Taka pozycja, powieszenie nad ziemią i uniemożliwienie swobodnego poruszaniai się sprawiały, że organizm miał problem z swobodną kontrolą oddechu. Uniesienie klatki piersiowej było męczące, po pewnym czasie stawało się wręcz... torturą. Torturą, której Aka tak bardzo się bał. Ukrzyżowani ludzie nie umierali z powodu ran, głodu czy pragnienia. Oni najzwyczajniej w świecie po kilku dniach mordęgi, zaczynali bitwę o każdy kolejny oddech. Walkę, którą w końcu musieli poddać, nie mogąc w żaden sposób przeciwstawić się okropnym prawom matki natury.
W oddali ujrzał Wojnę w swym całym majestacie. Brudną, czającą się w kącie, atakującą z nienacka.
- Cześć?! - wrzasnął, wierzgając się dziko, jak zwierzę schwytane w sieci. Jak gdyby miał jakiekolwiek szanse rozerwać siłą mięśni metal. - Ty szmato! Nie jestem niczyją zabawką, słyszysz, kurwa, niczyją! - wrzasnął, szarpiąc się całym ciałem, kłapiąc zębami, zupełnie jak drapieżnik uwięziony w klatce, bezskutecznie próbujący zaatakować przedrzeźniającą go dziewczynkę. - Ty w dupę jebana, skurwiała dziwko, lubisz na ostro? Bawi cię to?! Lubisz takie klimaty, ty perwersyjna ździro?! - ona mówiła swoje, on swoje, bezczelnie wtrącając się jej w zdanie. Gówno go obchodziło, co miał do powiedzenia ktoś taki jak on. - Taka cwana jesteś?! Skakać do młodszych, słabszych?! - każdy zgrywał odważnego, gdy miał przewagę nad wrogiem. Mogła sobie pozwolić na takie zachowanie, na prowadzenie nierobiących na nikim wrażenia monologów. Rozdawała karty, wiedziała na jakie zagrywki może sobie pozwolić. Tylko tak naprawdę... co kobieta miała tak właściwie zamiar zrobić? Zgwałcić raczej ich nie chciała. Przy jej prędkości, gdyby zaczęła kręcić się w kołko to sama by siebie zadowoliła. Po co te wszystkie kajdany? Mogła im po prostu połamać ręce. Albo od razu zabić. Ale nieee. Ona stała przed nimi, próbując jakoś usprawiedliwić swoje zachowanie, a Uchiha dalej ciągnął swoje, zupełnie nie zwracając na to uwagi.
Jeżeli kobieta oczekiwała wiązanki, to szybciej było jej iść do kwiaciarni, a nie targać dwójkę chłopaczków przez pół miasta.
- Poczekaj tylko, aż się wydostanę. A ci jebnę... - ot, cały Aka. Wulgarny, wściekły, lekkomyślny. Jego nienawiść do kobiety przekroczyła chyba nawet jego wyobrażenia. Nikim tak nie gardził, jak nią. Nawet klan Senjuu, morderców jego ojca, traktował z większą sympatią. Ale nie można było się temu dziwić. Wojna pozbawiła go niemal wszystkiego. Upokorzyła go na całej linii. Zawiódł na misji, zawiódł podczas ataku, zawiódł podczas ucieczki. Stracił zaufanie, nie wypełniwszy zadania. Stracił szacunek, gdy nie potrafił zabić człowieka. A teraz stracił jeszcze godność, gdy pozwolił, żeby to KOBIETA znęcała się nad nim. Została tylko ta jedna, jedyna, maleńka rzecz.
Ogień.
Dziki, nieprzewidywalny, wściekły. Tego jedynego nie mogła mu zabrać. Mogła połamać mu ręce, mogła połamać mu kręgosłup, ale nie mogła złamać jego charakteru. Za wysokie progi na jej nogi. Jeżeli liczyła, że swoją siłą zrobi na nim wrażenie, to trochę się przeliczyła. Jeżeli chodziło o Akiego, to dla niego szacunek zdobywało się czynami, a nie strachem. Wypchaj się więc, Wojno, idź do diabła! Tam twoje miejsce!
Nie potrafił, albo nie chciał przewidzieć, że może oberwać za swoje szczeniackie zachowanie. A oberwał - i to całkiem mocno. Prosto w brzuch. Szarpał się, jakby to mogło cokolwiek zmienić. Nie miał szans na unik. Uderzenie było silne. Kurewsko silne. Niemal poczuł jak kawał mięcha ociera się o jego kręgosłup. Chciał czy nie chciał, splunął w jej kierunku. Trudno było powiedzieć, czy to przez to, że cios zadała w połowie potoku jego wyzwisk, czy też może chciał nacharać jej w tą zdradziecką mordę.
- Suka... - wymamrotał ostatkiem sił. Bo z Akasiem było momentami jak z babą - jak nie pierdolniesz, to się nie zamknie. A Wojna? Cóż... wybitnie jej nie lubił. Jednak co by nie mówić o tej pannicy, to jej metody były co najmniej... skuteczne. Uchiha utkał mordę, desperacko koncentrując się na tym, żeby złapać oddech. Sprytne zagranie, koleżanko. Na ten moment Aka się uspokoił. Ale czy to pomoże na dłużej? Cóż. Najwyżej jebnie mu znowu.
Spuścił głowę, opierając ją o klatkę piersiową. Tak było łatwiej, nie odczuwał takiego zmęczenia. Łypnął spojrzeniem w kierunku Sanady. Oboje byli w tak samo żałosnej sytuacji, tylko, że to Aka obrywał. Za swoje zachowanie, za swoją arogancję. Był zbyt pyszny, by narzekać na swój los na głos. W sercu jednak niósł ogromny żal. Żal o to, że Shikarui mu nie pomógł. Czy słusznie? Zapewne nie. Przecież niczego sobie nie obiecywali. Nikt nikomu nie składał przysięgi, nie mówił, że będzie go bronił. Nie mieli wobec siebie żadnych zobowiązań. Ot, dwoje koleżków, których los ze swym dziwacznym poczuciem humoru postanowił skierować na jedną drogę. I może wszystko skończyłoby się dobrze, gdyby nie jeden szczegół.
Jeźdźcy mieli karetę, a oni nie tworzyli nawet pary.
Jeżeli Aka powinien mieć do kogoś żal, to tylko do siebie. Wiedział o tym. Za to, że w ogóle opuścił rodzinne krainy. Co z tego zyskał? Zawiódł na całej linii. Zawiódł ród, zawiódł rodziców, zawiódł Kazuo, zawiódł cywili, ale przede wszystkim zawiódł siebie.
Ale najwyraźniej tak musiało być. Próbował oszukać los i spotkała go kara. Próbował być bohaterem i skończył tutaj - w zapomnianej przez bogów Siedzibie Zła. Próbował uratować Serce Świata przed zarazą, a skończył w miejscu, gdzie to wszystko się zaczęło. Bezbronny, pobity, skuty i porzucony. Oh, ironio.
Chciał uratować kogokolwiek, a nie potrafił nawet siebie. Co gorsza, teraz to nawet i Shikarui nie mógł mu pomóc. Uchiha był zdany na łaskę osoby, którą obrażał średnio co trzecie słowo. Ona trzymała jego życie w garści. Mogła je zgnieść, podeptać i napluć na to, co zostało. Ale patrząc na te wszystkie świece, kajdany, znaki smoków... Zwykła, szybka śmierć wydawała się aż nad wyraz łaskawa. Nie wiedział, co Wojna dla nich szykowała. I chyba nie chciał wiedzieć.
I zaczęło się. Znowu to samo. Znowu ta sama gadka, ta sama śpiewka, ta sama, zbędna kurtuazja.
- Suzumura Hanji, kupiec korzenny. - odpowiedział z kamienną miną, a następnie parsknął pod nosem, śmiejąc się z własnego żartu. Jak na kogoś przykutego łańcuchami do ściany miał wyjątkowo wesoły humorek. Gdyby tylko mógł dorwać tego cholernego zdrajcę... - Aka Uchiha. AKA UCHIHA. - zaakcentował, tak żeby wyraźnie zrozumiała. Nie chciał powtarzać się trzeci raz. Zabawne, że ktoś, kto mówił o chamstwie i niewychowaniu, drugi raz popełniał ten sam błąd i żądał przedstawiania się. W domu jej nie nauczyli, że jeżeli zaczynasz konwersację, to Ty przedstawiasz się pierwszy? - Rzeczywiście, przyjemna atmosfera. Zawsze marzyłem o tym, żeby bito mnie podczas rozmowy o moich planach życiowych. Całkiem tu romantycznie, może zapalisz świeczki? - przewrócił oczami z wyraźną ironią w głosie. - Cóż. To chyba już bez znaczenia. - westchnął, spoglądając błękitnymi oczami najpierw na kobietę, a potem na Shikaruia. - Przybyłem tu z misją. Miałem dowiedzieć się, co planuje Rada Dwudziestu. - pokiwał głową z beznadzieją wymalowaną na twarzy. - Nawet nie musiałem się specjalnie wysilać. Sami, publicznie ogłosili, co mają zamiar zrobić. Wojna z cesarstwem, hah. Nie minęły dwie minuty i z Rady Dwudziestu, zrobiła się Rada Zeru. Cesarz Natsume pewnie się ucieszy, że wygrał wojnę szybciej, niż się rozpoczęła. - gdyby mógł, to zapewne wzruszyłby ramionami. - Taa... ciekawe jak podejdą do tego klany. Patrząc na elokwencję i odpowiedzialność liderów, to zapewne zaczną mordować się między sobą. Miło, że nie będę musiał tego oglądać. - pokiwał głową, a w jego głosie było słychać lekki smutek. - Nie wiem po co uganiasz się za dwoma słabiakami. Po mieście latają Sentoki i Kogō, a Ty się bawisz w porywanie dwóch dziaciaków... Ile będziemy czekać, aż nas zabijesz? - nie rozumiał jej podejścia do sprawy. Podejrzewał jedynie, że kobieta ma zamiar z nich zrobić swoje zabaweczki do tortur. Miała zamiar zacząć od wyrywania paznokci, czy może miała w planach coś bardziej ambitnego? - A Ty? Co robisz w Kami no Hikage? Tylko błagam, nie mów, że wyzwalasz lud. - odpowiedział jej szczerze, więc miał nadzieję, że nie będzie robiła z nich idiotów.
Nadzieja w Kami no Hikage. Dobre. naprawdę dobre.




Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
  • Katana
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 163
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Shikarui » 6 cze 2018, o 18:25

Czas na nikogo nie czekał. Mimo to jak łatwo było wyciągnąć ręce i przestawić wskazówki zegara? Cofnąć je. Przesunąć. W przód, to w przód tylko chciał lecieć czas. Jednak oszukać można każdego. Każde dziecko może się bawić tarczą, przestawiać literki i udawać, że czas mu dany należy tylko i wyłącznie do niego. Do nas. Nie należał. Ofiarowany w dłonie Wojny, jak śliczny pakunek, cieszył jedynie oczy złudzeniami tego, że można tutaj było podjąć jakąkolwiek bitwę. Przegrałeś walkę? Przegrałeś całą wojnę! Zawsze było to ostatnie starcie, które miało zadecydować, która ze stron ma przewagę. Która zwycięży. Ta walka była z góry przesądzona - dlatego nie warto było jej podejmować z nadziejami na zwycięstwo. Dlatego trzeba było podjąć ją z myślą, by zminimalizować koszty. Tyk, tyk, tyk... Wskazówka ciągle przesuwała się do przodu, nawet kiedy wyciągałeś z niej baterie. Upierdliwe gówno... Odmierzała czas - tylko do czego? Nakazywała czekać - tylko na co? W czerni nie było miejsca na zastanawianie się, czy jeszcze się obudzisz. Byłeś po prostu czernią i każdego gówno obchodziłeś tutaj ty, twoje poprzestawiane wskazówki i twoje prywatne tete-a-tete z samą Mort. Ludzie za bardzo zajęci byli wsłuchiwaniem się... w co? W mijający czas? We własne myśli? Podszepty własnych demonów, które ciągle kusiły "idź niżej, idź niżej..!". Tam jakoby zasnęła obietnica czegoś lepszego. Czegoś, gdzie nie będzie potrzeby zastanawiania się, co trzeba poświęcić, żeby coś uzyskać. Przez moment Shikarui ważył ciężar świata w swoich ramionach, tak jak ważył ciężar Akiego, który pomyślał, że tę bitwę jednak da radę wygrać. Chyba dlatego nie uciekł. I chyba dlatego wyciągnął miecz. Głupi, głupi Książę... Zaufał własnym myślom tak jak zaufał kiedyś wężowi, który obiecał zabrać go na jego planetę. Czy gdyby mu powiedział, z jakim przeciwnikiem mają do czynienia - zmieniłoby to coś? Aka podjąłby inną decyzję i spieprzałby do pozostałej grupy, szukałby Inoshi? Można gdybać, a Shikarui nigdy nie bawił się w zbytnie rozckliwianie. W jego świecie to były błędy. W świecie Akiego to, co tu było błędem, było jedynym prawidłem. Sanada zawsze reagował na komendę waruj, może to dlatego, że był z tego pokolenia, które było skazane na banicje. Problemem więc był brak słów czy brak zrozumienia? Shikarui nie bał się tego, że się spali. Nie bał się podążyć za nim i nie bał odpowiedzieć na komendę, którą wyda. Tylko, ha..! Ufać? Nie, zdrajcom się nie ufa. Bo widzisz, Przyjacielu - Sanada należał do tych, co reagują na "waruj", kiedy było to dla nich wygodne. Tego ostatniego po prostu nikt nie dopowiadał. Takich historii było bez liku. O tych, co skoczyli i już nie wypłynęli. O tych, którzy rzucili się w porwisty nurt i porwały ich fale - lecz morze niemal zawsze zwracało to, co raz odebrało. Nigdy nie zwykło jednak zwracać tego niezmienionego. Musiało boleć, co, mój Mały Książę? Złamane zaufanie i złamana wiara. Ponoć ta potężna broń, której nie dało się wyrwać z twoich dłoni. Która miała być victorią opiewającą twoje własne zwycięstwo. Tu wyrosłem - na pierwszych krokach po zakrwawionych płytach, gdzie kazali klękać i składać modły do bogów o ludzkich twarzach. Całkiem ludzkich sylwetkach. Ty dopiero stawiałeś tutaj swoje pierwsze kroki. Dlatego jeszcze wczoraj - kochany dom i jeszcze bardziej kochająca rodzina, dziś chory, pojebany świat. W tym świecie można by pić wódkę prosto z plastikowego kubeczka. Nikomu nie przeszkadzał rozpuszczający się posmak w ustach. Nikogo nie obchodziło, że umrą kiedyś na raka, skoro i tak byli martwi. Nikogo nie obchodziła ta rozpacz, ta lawa uczuć, która nie była już nawet ogniem. Więc co kogo miałby obchodzić ten kryształ ciężkich myśli? Wychowany na krwi i bezdechu? Cień człowieka i cień samego siebie. Po prostu człowiek - marna egzystencja. Pies na zawołanie i pies na polowanie. Przynajmniej nikt nie mógł mu powiedzieć: miałeś, chamie, złoty róg i czapkę z piór. I gdzie one teraz są, hm..? Gdzie je zgubiłeś, Aka? Czapkę wicher niesie, róg huka po lesie, ostał ci się ino sznur. Ten, kto niczego nie ma, nie ma też rzeczy do stracenia. Nikt tutaj nie rzuci róży na stóg siana. Nie tak miał wyglądać świat. Przykro mi, nie jesteś malarzem, a świat to nie obraz - nie staniesz, kiedy zechcesz, przed jego stelażem. Więc Shikarui miał mu potrzymać płótno? Pomóc dzierżyć pędzel? Przecież nigdy nie powiedział, że jest człowiekiem. Więc co? Aka oczekiwał, że zacznie zachowywać się jak jeden z nich? Życzenia się nie spełniają.
Cisza go zbudziła.
Nie otworzył oczu od razu. Powinien? Tak, zdecydowanie. Wojna i tak zapewne zorientowała się, że prędkość jego oddechu uległa zmianie. Wydawała się zauważać wszystko - i jeszcze więcej. Shikarui wolał przeceniać przeciwnika niż go nie doceniać, zwłaszcza takich jak ona. Wsłuchiwał się w dźwięki wokół, trwając w kompletnym bezruchu, próbując wyczuć, co jest, a czego nie ma. Och, było wiele i jeszcze więcej. Zbyt wiele. Jego powieki otworzyły się i skierował spojrzenie od razu na Wojnę. Dziewczyna, jakby bardzo z siebie zadowolona, czuwała tu nad nimi, zawieszając ich na ziemią, zawieszając nad czasem i przestrzenią. W skroniach czuł tętnienie krwi. Ramiona ciągnęły w górę. Gdyby nie materiał szczelnie owijający nadgarstkiem, zapewne też czułby nieprzyjemne szarpanie skóry przez żelazo. Nie unosił spojrzenia. Nie musiał. Tafla lawendy gładko zalała się czerwienią. I bez tego słyszał wyraźnie szczękanie ogniw. Gdzie jestem? Co tu robię? Co to za miejsca? Te pytania nie pojawiły się w jego głowie. Cisza. Cisza, dopóki nie skierował spojrzenia na Akiego i nie usłyszał jego słów. Czy warto było? Shikarui nie odpowiedział. Jego mimika nie wyrażała niczego. Żalu, gniewu, przerażenia. Zupełnie jakby był znudzony całą tą sytuacją i nic go ona nie obchodziła. Chyba jeszcze nie do końca do niego docierała - przynajmniej tak to wyglądało. I rzeczywiście - serca nie da się oszukać. Tak jak i jego spojrzenie tężało z chwili na chwilę, kiedy przypatrywał się spętanemu Uchiha. To serce uderzało coraz mocniej i mocniej. Boleśnie, jakby chciało zapaść się w dół bebechów i nigdy więcej nie wynurzać do miejsca, które było mu dane, albo jakby zamierzało po prostu przestać bić. To drugie było chyba bliższe prawdzie.
Mówili, że w podziemiach mieszkają demony. Czy to był dom Wojny i czy to ona tutaj żyła? Czarnowłosy rozejrzał się spokojnie po otoczeniu, badając otoczenie wokół siebie. Znaki Shiro ryo. Więc byli w ich komnacie? Szukał przejść, drzwi, choć szanse ucieczki nie istniały. Tylko on sam wiedział, jak zaczęły drżeń mu dłonie. Rzeczywiście - oddech ciążył nieprzyjemnie. I znów - jakby nie obchodziło go to, co mówi Wojna i też to, co robił, czy mówił, Aka. Nie chciał spoglądać teraz na tego chłopaka. Nie chciał patrzeć na jego słabość, na jego żal. Na wyrzuty, do których miał pełne prawo. Śmieszne. Przecież zawsze żywił się ludzkimi słabościami, a teraz sam nie mógł na nie spoglądać. Może nie chciał patrzeć na Akiego, ponieważ sam zaczynał promienieć własną słabością, która plątała jego myśli i zmysły. Każdy dźwięk tego miejsca, każdy szczęk ogniw, każdy zapach, który chłonęły jego nozdrza - nadgarstki paliły go żywym ogniem, chociaż skóra nie miała prawa być jeszcze tak podrażniona. Albo mogła? Nie miał pojęcia, ile czasu byli tutaj spętani, ale sądząc po stanie własnego ciała - chyba niezbyt długo.
Zamknął oczy, kiedy kobieta podeszła do Akiego. Kiedy potok słów zalał to pomieszczenie lawą - lawą, już nawet nie ogniem. Niemal nie słyszał. Nie docierały do niego słowa - wyłapywał tylko ogólny sens całego tego żaru. Wszystko zagłuszało mu uderzenia serca. Tu-dum... prawie jak odgłos tykania uciekających wskazówek zegara. Zamknął powieki, nie chciał spoglądać - a jednak widział wszystko dokładnie. Zdołał nie drgnąć ostatkami woli, kiedy pięść wylądowała na brzuchu Uchihy. I co? Co teraz? Przecież byłeś taki dobry w dopasowywaniu się do sytuacji. Tak dobry w dostrajaniu. Nie tu. Nie teraz. Paraliż nie chciał puścić nawet w przypadku krzywdy drugiej osoby. Shikarui poruszył palcami i ścisnął je mocniej. Ściskał je tak od momentu przebudzenia się. Walka nic nie da. Ucieczka nic nie da. Z przeznaczeniem nie da się walczyć - Shikarui był zawsze o tym przekonany. Chciał wyłamać palce i wyswobodzić swoje ręce. Nawet jeśli miałoby to nic nie dać. Chciał - nie zrobił tego. Nie, kiedy dotarło do niego, że całe jego ręce są unieruchomione, nie pozwalając na ten trick. Żałosne było to, że nie potrafił się odezwać. Aka krzyczał - Shikarui nie potrafił wydać z siebie ani jednego dźwięku. W kąciku jego głowy była myśl, że to dobrze, że z Aką gadają sobie w najlepsze. I znów - ta sama śpiewka, że i tak nic nie miało tu znaczenia. Fakt, że Wojna nie pozbawiła ich ekwipunku, tylko potwierdzała to, że była cholernie pewna siebie. Po prostu mogła sobie na to pozwolić. Poruszał się tylko i wyłącznie dlatego, że komórki jego ciała wciąż pamiętały zaprogramowanie przed utratą przytomności. Już przestało być pewnikiem, czy nie pojawią się kolejne razy, jeśli Aka będzie jej odpowiadać dokładnie tak, jak tego chciała. Albo i nie? Może poruszał się właśnie przez ten paraliż. Paradoks. Przez odczucie, które kazało zrobić cokolwiek, byle się wyzwolić.
Otworzył oczy.
Lśniący w tym półmroku szkarłat jego oczu bił swoim własnym światłem, kiedy skierował spojrzenie na Iwaru.
- Sanada Shikarui. - Powtórzył spokojnie, głosem czystszym niż ten, którym uraczył ją na ulicach Kami no Hikage. Sam sobie się dziwił, że mu nie zadrżał. Resztą... resztę chyba wyjaśnił Aka. Mógł się pod to gładko podpiąć. Shikarui naprawdę miał wrażenie, że się dusi. Bieg czasu nie poprawiał tego wrażenia. Mimo to starał się oddychać w miarę równo. Naprawdę cisnęło się na kraniec języka, by powiedzieć jej, że siedzą i wiszą - ale ubiegła ich. No tak. Jasne, że wiedziała, co tutaj robią. I tylko ona to wiedziała. - Szukałem pracy. - Odparł krótko i na temat. Jak to zresztą potrafił i jak to miał w zwyczaju. Rzecz jasna można by dopowiedzieć: dopóki nie wybuchła rewolucja... ale to przecież było oczywiste. Nikt tego nie przewidział. To miał być festiwal, który przyciągał tłumy, a tłumy dawały gwarant na większą ilość zleceń w jednym miejscu. Może Iwaru faktycznie to lubiła? Perwersyjne zabawy rodem z tanich kryminałów wyjętą. Trzeba jej było przyznać, że trafiła w słaby punkt. Nie dlatego, że Shikarui to lubił, wręcz przeciwnie. Od drżenia jego dłoni chyba zaczęłyby dzwonić kajdany, gdyby nie to, że obciążał je całą wagą swojego ciała.
- Hej, Iwaru... - Uniósł głowę, dźwignął podbródek, przechylił nieco głowę na bok. Nawet wyciągnął jeden kącik w górę w enigmatycznym uśmieszku. Jeszcze bardziej miękki głos. Niemal pieszczotliwy. - Wystarczyło tego dzieciaka zostawić. Założę się, że zdołałbym cię zaspokoić. - Zacisnął palce mocniej. Przestały drżeć. Nadal nie spoglądał na Akiego. Nadal nie chciał na niego patrzeć. Nie sądził, żeby Wojna dała się zbaitować, ale wydawała się na tyle szalona, że większe, bardziej skomplikowane gierki chyba do niej nie docierały. Zresztą co za różnica. Aktualnie mógł tylko zyskać na swoich próbach.
To bolało.
Bolał wyrzut i żal Akiego. Bolały jego własne słowa, które były na krańcu języka jak ostrza tanto. Przez to wszystko chyba rzeczywiście świat był zamazany i niepewny. I nagle można było się cieszyć z tego, że coś cię podtrzymuje. W innym wypadku chyba nie dałby rady utrzymać się w tej chwili na nogach. Zdrajca. Logika podpowiadała, że powinien siedzieć cicho, odpowiadać tylko na jej pytania - to wszystko. Nie znał przecież Akiego. Znali się o wiele za krótko. Kawałek jesieni i kawałek zimy - parę dni, czy całe lata, całe już miesiące? W normalnej perspektywie ten chłopak powinien mu być całkowicie obcy.


STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 17 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


UŻYTE TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 603
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kenshi » 6 cze 2018, o 20:18

Dwójka nieznanych, potężnie zbudowanych mężczyzn, przeszkodziła czarnowłosemu w doprowadzeniu planu do końca. Wilki, mimo że były oddalone od Kenshiego w pewnej odległości, nie były w stanie funkcjonować bez jego uwagi. A ta chwilowo była skupiona na dwójce potencjalnych przeciwników, bo inaczej ich nie można było nazwać. Nieznajomi wyraźnie przejawiali chęć podjęcia walki z Kenshim i nim Maji zdążył cokolwiek powiedzieć, Ci rozpoczęli wprowadzać swój plan ataku w życie. Na szczęście mężczyzna nie był pozostawiony sam sobie. Do głosu doszła Inoshi, która domyślając się tego co się święci, postanowiła opuścić swoje stanowisko. I pomóc. Ale czy skutecznie?
Shirugo i Shigemi – bo tak się przedstawili – po wysłuchaniu krzyków Inoshi, a także znacznie spokojniejszej części wypowiedzi Kenshiego, zaniechali dalszych działań. Wyraźnie zmieszani, szybko się naradzili, porozumiewając tak cicho, że nawet Maji przy swojej percepcji nie był w stanie usłyszeć co mówili. I to był powód dla którego w myślach Kenshiego zapaliła się czerwona lampka. Nie wiedział co Ci tak naprawdę postanowili po naradzie – słowa nie musiały iść w parze z czynami.
- Nie… Nie jesteśmy sami – odpowiedział, zastanawiając się przy tym czy takie pytanie było na miejscu, biorąc pod uwagę sytuację w jakiej się znaleźli. Zależało mu na czasie, a właśnie go tracił na wyjaśnienia – Nasz oddział rozproszył się po całym mieście, aby przeprowadzić ewakuację na jak najszerszą skalę, zabezpieczając przy tym punkty ewakuacyjne… Jak się zapewne domyślacie, ten port jest jednym z takich miejsc… - Kenshi na moment się odwrócił, wskazując dwójce osamotnionego wojownika próbującego powstrzymać członków zakonu Shiro Ryu przed dokonywanymi zniszczeniami - … i serio to nie jest odpowiedni czas na urządzanie takich pogaduszek. Jeżeli chcecie się na coś przydać, zabezpieczcie drugą stronę portu – czarnowłosy odpowiedział zaprzestawszy wywijania kołowrotka kataną. Drugą dłonią wskazał obu cały odcinek znajdujący się za nimi, ten który miał właśnie na myśli. Tam wciąż znajdowali się cywile i wciąż istniało niebezpieczeństwo, że przez otwartą bramę wtargną ludzie stanowiący dla innych prawdziwe niebezpieczeństwo.
- Te wilki.. Będą mi potrzebne do ugaszenia pożaru, Inoshi trzymaj się z tyłu, miej oko… na tą całą sytuację – Kenshi rzucił w kierunku blondynki, nie chcąc jej ponownie odsyłać na mury, a przy okazji uznawszy że jej obecność może być przydatna. Pomimo wyjaśnień tej dwójki, wcale nie czuł że im całkowicie zaufał. Bo czy było to możliwe w ciągu kilku sekund? W sytuacji takiej jak tutaj? Oczywiście, że nie. Dlatego potrzebna była mu ta drobna blondynka, aby była jego oczyma w chwili gdy będzie zwrócony do nich plecami i będzie wprowadzał swój plan w życie.
Gdyby nie było żandych uwag, a mężczyźni ruszyli w kierunku z którego przybyli, Kenshi wraca do tego co zaprzestał. Rusza za swoimi wilkami, które znajdowały się już w pewnym oddaleniu, a widząc je posyła w dwóch kierunkach, do skupisk pozostałych przy życiu Shiro Ryu, a gdy wilki znalazłyby się w końcu w ich otoczeniu, to Kenshi detonuje znajdujące się w nich notki – samemu zachowując bezpieczną od nich odległość.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 318
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi białą zbroje, szkarłatny płaszcz z wysokim kołnierzem, a u boku ma przepasaną pochwę z kataną.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, zbroja, rękawiczki, pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Yamanaka Inoshi » 6 cze 2018, o 21:52

- Rok 384 - Zima -


" Pustka "
Obrazek

Blondwłosa dziewczyna odetchnęła z wyraźną ulgą opierając się dłońmi o przerwę między blankami muru gdy spostrzegła, że sytuacja na dole zbliżała się ku pokojowemu rozwiązaniu, przynajmniej chwilowo. Widok jak jeden z rudzielców ląduje całkiem niedaleko metalowego wojownika sprawił, że na chwilę zamarła, gdy jednak nie doszło do kolejnych ciosów a cała trójka zaczęła rozmawiać odetchnęła z wyraźną ulgą spuszczając nieznacznie głowę w dół - Uff, całe szczęście, że usłyszeli... To mogło się źle skończyć i dla niego i dla nich. Może teraz we czwórkę będzie łatwiej - Pomyślała zerkając z pozornym spokojem w dół, bezpośrednio pod mur. - Sytuacja dalej nie jest dobra a ja czuję ulgę... To dziwne... - Faktycznie, sytuacja w żadnym wypadku nie uległa poprawie. Czy czucie ulgi w takiej chwili jest na miejscu? Świadczy to tylko o tym jak niewiele potrzeba by zmienić chwilowe postrzeganie sytuacji przez niektóre osoby, między innymi tę dziewczynę która mimo chwilowej ulgi dalej nie zazna spokoju, może również sprawić, że zacznie widzieć cień szansy, tylko odrobinę więcej więcej na powodzenie ich dalszych losów.

Mimo, że była ich teraz czwórka to wciąż byli rozdzieleni, dwójka braci oraz metalowy wojownik na dole a ona, samotnie na murze okalającym miasto. Z jednej strony miała swoje własne zadanie do wypełniania na miejscu w którym jest z drugiej strony znów zaczynała czuć się po prostu sama i samotna. Nie chciała odpuścić, nie mogła zawalić i tym razem. - Tylko ja mogę go ostrzec jeśli coś nadejdzie od strony miasta albo skądkolwiek indziej. Jeśli mnie tutaj nie będzie możemy zostać zaskoczeni - Myślała podczas gdy osuwała się po blance muru o którą się oparła. Przysiadła nie składając nawet żadnych pieczęci, była zmęczona, musiała odpocząć i odetchnąć. Była zmęczona tym ciągłym stresem i niepokojem zmieszanym z walką z samą sobą, tym bardziej, że i wydzieranie się na cały regulator nie należy do przyjemnych. Chciała zwyczajnie odetchnąć. Mimo, że było to trudne musiała spróbować, nawet mimo pewnej dozy niepewności co do dwójki nowych potężnych wojowników w tej sytuacji jej wątpliwości były niemalże całkowicie przyćmione przez wzgląd na to, że nie chciała zostać tutaj całkiem sama a widok kogoś kto może pomóc był jak ognik ogrzewający samotne zmarznięte serce.

Gdy tak siedziała nie mogła przestać myśleć, każda chwila bezczynności przywoływała liczne myśli które kłębiły się w jej głowie. Mimo, że nawet i fizycznie jest w stanie odpocząć to na odpoczynek mentalny nie przyszedł jeszcze czas i nie wiadomo kiedy przyjdzie, przecież wciąż nie zrealizowała celu który sobie postawiła. - Ciekawe jak oni sobie radzą... Chcę myśleć, że dobrze... Nie może być inaczej. - Jedynego właściwego i jedynego który się liczy. Miała odnaleźć swoją rodzinę która gdzieś tutaj w mieście jest jednak do tej pory nie potrafiła ich zlokalizować. Bała się próbować, wiedziała, że odłączenie się i ruszenie gdzieś w miasto samotnie to proszenie się o śmierć. - Kuso, nie mogę nic zrobić... Boję się, nie potrafię, nie pójdę sama... - Siedziała tak chwilę z dłońmi wplecionymi we włosy, zasłaniała nieco twarz, miała przymknięte oczy bo też potrzebowały chwili spokoju od widoku... Widoku którego lepiej nie opisywać, płonące miasto pogrążone w chaosie, pełne śmierci, krwi i strachu. Z jakiegoś powodu jednak miała nieodparte wrażenie, że ona boi się bardziej niż większość. - Dlaczego tak jest? Wszystko to co robimy... Wciąż trafiają się jakieś przeszkody. - Wtedy usłyszała jak zwraca się do niej Kenshi, nie spodziewała się, że zostanie wyrwana z tego stanu. Z jednej strony liczyła na chwilę wytchnienia z drugiej chciała coś zrobić jednak bała się bezpośredniej konfrontacji, czyli tego co działo się na dole.

" Odrobinę bliżej piekła... "

Wzdrygnęła się opuszczając swobodnie dłonie, nie mogła zignorować tego wezwania, ostatecznie to właśnie on miał większe doświadczenie we wszelkich sytuacjach, zostając tutaj byłaby wciąż całkiem sama a tak, może chociaż na chwilę wyzbędzie się tej pustki i uczucia pozostawienia samej sobie w całym tym chaosie. Podniosła się, złapała za kuszę którą musiała odłożyć na bok w chwili gdy przysiadała. Wychyliła się lekko zerkając na znajdujących się na dole dwóch rosłych rudzielców oraz metalowego bojownika w szkarłatnej pelerynie. Odejmując krew na jego pancerzu wyglądał tak samo jak wtedy na złotym bulwarze gdzie dostrzegła go przy jednym ze stoisk, jeszcze nim rozpoczął się cały ten kocioł. - To da mi okazję z nim porozmawiać... Może... Może... - Liczyła, że przez to wszystko zbliży się do bezpieczeństwa na którym jej zależało, nie tylko swoim ale i innych, szczególnie tych których próbowali uratować, trudno jednak nie winić się za te śmierci którym nie udało się zapobiec. Skumulowała swoją chakrę w stopach i zaczęła schodzić z muru, nie robiła tego ani wolno ani szybko. Po krótkiej chwili znalazła się pod murem oglądając z bliska zniszczenia i to czego dokonali zdradzieccy wojownicy po tej stronie muru. Może to nawet i lepiej, że nie słyszała nic z tego o czym ta dwójka wcześniej rozmawiała ani tego co powiedzieli nim znalazła się na dole.

Po zejściu z muru, niemal jak żeglarz schodzący na ląd Inoshi zbliżyła się do trójki dalej słuchając tego co miał do powiedzenia Kenshi. Mimo, że brakowało jej wytchnienia, jednak nie tylko fizycznego nie chciała dać po sobie tego poznać bo w końcu co by to zmieniło? Mimo to można było dostrzec, że wciąż jest zamyślona co nie wydaje się być korzystne w tej sytuacji w jakiej się znajdują, smutek który rysował się na jej twarzy nie było możliwy do przeoczenia. Czy właściwie ktoś potrafiłby cieszyć się z obecnego stanu rzeczy? Starała się obserwować otoczenie na tyle na ile mogła, na tyle na ile była w stanie. Jednak będąc już na dole ogarnął ją przerażający strach, idąc tak trzęsła się biorąc pod uwagę wszystko to co się wydarzyło, działo i mogło stać. Płonące statki, ranni ludzie, płonące budynki. Nigdzie nie było lepiej a w całej okazałości zniszczenia i chaos można poznać tylko gdy się jest jego częścią w jego środku. Może dla Majiego i innych było to normalne, dla niej niestety nie... - K-Kenshi-sama jest coś co chciałabym zrobić a nie mogę... - Zwróciła się w jego stronę dalej mu towarzysząc, rozglądała się uważnie zarówno szukając potencjalnych zagrożeń jak i czegoś co mogłaby zrobić, przydać się na coś. Mimo, że późno to może znajdzie przy pomocy wizji sensorycznej jakieś odczyty z płonących bądź też nie, domów. Ludzie zawsze są nieprzewidywalni i być może i w tym przypadku ktoś został i schował się w miejscu które zna najlepiej nie wiedząc, że tak naprawdę grozi mu takie same niebezpieczeństwo jak na zewnątrz, zastanawiające, w tej sytuacji to bez znaczenia co zrobisz i tak jest niebezpiecznie. - Nie wiem co mam zrobić... Nie... Nie wiem jak. Muszę odnaleźć rodziców, nie wiem gdzie są ani czy... Muszę ich znaleźć, na pewno gdzieś są! Dla ciebie nic nie jest niemożliwe Kenshi-sama... - Rzuciła nieco głośniej do towarzyszącego jej wojownika najpierw patrząc przez chwilę gdzieś w bok by później skończyć kierując wzrok na niego, zmrużyła nieco oczy ponieważ zapach palącego się ognia i wszechobecny dym mogły podrażnić każdego. Jeśli tylko mogła to tak jak jej polecono starała się potem trzymać nieco z tyłu w bezpiecznej odległości na tyle na ile mogła nie oddalajac się też zbytnio. Wróciła do rozglądania się za przedmiotami lub obiektami które mogłyby okazać się użyteczne w sytuacji w jakiej się znaleźli, coś co chociaż częściowo spowolniło lub przygasiło pożary. Czy jednak był sens by ratować resztki łodzi?

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
- ? - - Zwodniczy Karmazyn - Cała grupa
- C - - Maść na wszystko - Igarashi Nao
- D - - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:

Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 1782
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kei » 7 cze 2018, o 18:52

Słowa Kazuo wywołały u bruneta nie dowierzanie, a następnie zmartwienie. Znowu ktoś potężny i to tak absurdalnie?! - Przemknęło mu przez myśl. Co gorsza najwyraźniej ten osobnik był wrogiem. Cóż koleś od wybuchów też wydawał się być potworem, ale on chyba załatwiał tylko swoje prywatne sprawy więc chyba zajmował tylko neutralną pozycję w całym tym rozgardiaszu.
- Dobrze. - Odparł na ostatnią część wypowiedzi i ostrożnie wszedł za Senju na wyrastającą masę drewna.
Przez chwilę zastanawiał się czy odstawić Megumi, w końcu wszyscy są teraz zabierani na miejsce przez Senju. Po chwili namysłu jednak zrezygnował z tej opcji. Cóż niby mógł sobie odpocząć ale nie wiedział czy dziewczyna jest w stanie się sama utrzymać. Po chwili namysłu pomógł towarzyszce usiąść a sam usiadł obok i pilnując jej na wszelki wypadek. Mimo wszystko nie było sensu stać, a podróż mogła się ciągnąć, więc zdecydował się na tą opcję. Obserwując trasę podróży trochę martwił się tym, że ich kierunek raczej zmierza w centrum miasta, w końcu w obecnej chwili najbardziej pragnął opuścić tą wyspę. Niestety nic mie mógł na to poradzić, więc w spokoju obserwował okolicę. Niestety widoki też nie należały do najlepszych. Zniszczenia, masa trupów, dziury i inne deformacje... Walki między elitami raczej nie są normalne. Jeszcze ci zabójcy rady, że też się w coś takiego wmieszałem... - Westchnął w duchu. Nie miał jednak czasu by pogrążać się w depresji i zniechęceniu, gdyż kolejne słowa Kazuo przyciągnęły jego uwagę. A więc tak się zwali. No to wiem, które to klany. Teraz pytanie, który należy do którego. - Skomentował w myślach. Co do składanie raportu postanowił pominąć szczegóły, które mogły by postawić ich w złym świetle i skupić się na faktach. Chociaż sam nie doświadczył całej sytuacji, to mógł to opowiedzieć z wniosków, które wyciągnął.
- Rozumiem. Podczas przeprowadzania ewakuacji w części południowo-wschodniej dzielnicy zostaliśmy zaatakowani przez Shiro Ryu, którzy pokazali się na murach. Podczas starcia Megumi została ranna, a drugi członek drużyny zniknął. Po opanowaniu sytuacji reszta mieszkańców opuściła strefę ewakuacyjną. Niedługo później w wieżę uderzył biały smok w wyniku eksplozji roznosząc ją na kawałki razem z bramą. Następnie na gruzach dało się zauważyć młodego mężczyznę trzymającego starszego ciężko rannego. Przepraszam niestety nie wiem, który jest którym. Z ich rozmowy wynikało że ten drugi był inicjatorem walki. Młodszy przerwał rozmowę wysadzając głowę starszego, po czym ruszył eksterminować Shiro Ryu w porcie. - Odparł spokojnym tonem starając się streścić ciąg wydarzeń.
Miał nadzieję, że Megumi nie doda zbędnych szczegółów, albo zostawi to tak jak ujął. Jakby nie patrzeć parę rzeczy potoczyło się trochę niekomfortowo. Chłopak trochę martwił się tym, czy Senju nie padnie nim dotrą na miejsce, w końcu też nie wyglądał najlepiej. Jak się okazało jego obawy były raczej bezpodstawne. Odetchnął nieco gdy w wejściu zobaczył kolejną znajomą twarz w raczej w miarę dobrym stanie. Niestety stan reszty ludzi nie wydawał się najlepszy. Na słowa Miyuki i lekarza zaprowadził Megumi do jednego z posłań.
- Ze mną wszystko w porządku, proszę się mną nie martwić. - Odrzekł spokojnym tonem siadając z boku.
Nie odniósł żadnym ran, więc nie zamierzał zawracać głowy lekarzowi. Gdy po tym wszystkim złapał trochę oddechu i zwrócił bardziej uwagę na poczynania Miyuki westchnął lekko. Cóż nie bardzo miał ochotę robić cokolwiek, jednakże czułby się winny, gdyby był jedyną zdrową osobą, która odpoczywa sobie odpoczywa. Dlatego też jeśli członkini kręgu pozwoliła przejął od niej podawanie wody, by ona mogła skupić się na wymianie opatrunków.
W między czasie zachowywał czujność i co jakiś czas zerkał na zewnątrz by sprawdzić sytuację.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 7 cze 2018, o 18:59 przez Kei, łącznie edytowano 2 razy
Avatar użytkownika

Kei
 
Posty: 312
Dołączył(a): 4 sty 2018, o 14:40
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4707
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Megumi Ishida » 7 cze 2018, o 18:54

Młoda para dreptała sobie koło trupa ograbiając go z jego skarbów. Gdy wyczuła lidera klanu który po krótce wyjaśnił co się stało i zabrał ich w szeroki świat zaczęła myśleć ile miała szczęścia. To byli liderzy klanu, potężni faceci. Nawet ranny mógł być za silny do pokonania dla zdrowej Megumi, a co dopiero dla rannej. O różnicy poziomów między nią a liderami klanów dotkliwie przekonała się gdy ranny, nawet chyba bardziej niż ona lider Senju, tak po prostu stworzył słup drewna przypominający troszkę węża i zabrał ich z olbrzymią prędkością przed siebie. On był ranny, u kresu sił, a jego technika do transportu była czymś z czym najsilniejsze bojowe techniki dziewczyny nie miały prawa się równać. Niebo a ziemia. Zupełnie inne poziomy. No cóż oni mu powiedzieli co się stało, on im, i tak jakoś podróż zleciała że dotarli do celu. Po drodze mijali pobojowisko. Masakra, tyle ciał, kolce z ziemi, on był faktycznie jakimś nadczłowiekiem że dokonał takich zniszczeń samemu. Gorzej, opowiadał o jakimś złotookim który go tak poturbował. Czyżby jedna z potężnych czakr które pojawiły się przy scenie podczas początku całej tej zabawy? To było naprawdę straszne, ponieważ dowodziło że jest ktoś silniejszy od liderów klanów. Ehh, jak by wpadli na niego to mieliby pewnie ułamki sekund życia, bez szans na obronę. Po wejściu do budynków rozpoznała znajomą czakrę, ten plus że to nie zasadzka chyba. Kładka z drewna zniszczona, co w sumie logiczne, nie każdy chce pokazywać dokąd się udał. W środku pomieszczenia masa mniejszych i większych źródeł czakry okazywała się ludźmi którzy odnieśli mniej lub bardziej poważne obrażenia. Ich szefowa, bo tak ją można nazwać,też nie była wyjątkiem. Paskudna rana sprawiała że wiadomym było że potencjalne z nowym przeciwnikiem starcie może być jej ostatnim. Fioletowawy człowiek dreptał od rannego do rannego, widać że dbał o ludzi, musiał naprawdę chcieć pomagać, a nie tylko ratować własny tyłek. Podszedł do niej i zapytał co jej jest. Dziewczyna się rozluźniła, tutaj miała szanse być w miarę bezpieczną na czas rekonwalescencji. Dźgnięcie mieczem w bok, nie wiem czy nie uszkodził mi flaków, straciłam też sporo krwi i to chyba może być największy problem. Ledwo chodzę i widzę już podwójnie, bo wpadłam na pomysł kontynuowania walk z przeciwnikami którzy mi nie zagrażali. Pozwoliła się zbadać lub leczyć, po chwili jeśli medyk sam nie powiedział to zadała mu pytanie: Czy da się mnie połatać na tyle żebym mogła w miarę bezpiecznie walczyć nadal? Sporo przeciwników jeszcze zostało, a porty są opustoszałe. Potem jednak pomyślała o jednej rzeczy Co z resztą shinobich z naszej drużyny do ewakuacji? Pojawili się tutaj? Widzieliście ich po drodze? Straciłam z oczu wszystkich w momencie kiedy wdałam się w walki przy bramie. Podczas leczenie, mimowolnie złapała za rękę Keiai mocno ścisnęła.
Spoiler: pokaż
Przedmioty widoczne: Dwie torby przy pasie.
No-dachi na plecach.
Fuma shuriken rozłożony zawieszony na plecach na sznurku.
Na każdej ręce obszar od nadgarstka do łokcia jest obwinięty metrem bandaża.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Megumi Ishida
 
Posty: 355
Dołączył(a): 27 lis 2017, o 21:28
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek B
Widoczny ekwipunek: Obandażowane ręce od nadgarstków do łokcia.
2 torby na wyposażenie na pośladkach
No-dachi na plecach
Rozłożony fuma-shuriken zawieszony na sznurku na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4403&p=65802#p65802
GG: 56674178
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Han » 8 cze 2018, o 13:04

Wkroczyłem powoli do tego, co jeszcze do niedawna było siedzibą Shiro Ryu. Moją siedzibą. Chociaż, czy mógłbym z czystym sumieniem nazwać to miejsce "moim"? Owszem, ukrywałem się tutaj już ponad dekadę, odgrywając wiernego i sprawiedliwego przywódcę zakonu sług Rady Dwudziestu, tylko po to by uzyskać większe wpływy wewnątrz Kami no Hikage i móc się dowiedzieć, gdzie znajduje się ten przedmiot, który był mi potrzebny. Khakkara. Mnisi kij, który aktualnie wisiał na moich plecach, delikatnie pobrzękując metalowymi krążkami zawieszonymi na okrągłej części lancy. Pomyśleć że coś tak niepozornego mogłoby mi być kiedykolwiek potrzebne...
W środku, tak jak się spodziewałem, było pusto. Na swój sposób było to nawet smutne. Nie żałowałem tego, co się wydarzyło, lecz nie zmieniało to faktu że gdy człowiek się do czegoś przyzwyczai, świadomość że to już nigdy nie powróci trochę mu jest w stanie pogorszyć humor. Akuryo dokonał zła koniecznego, nawet jeśli było to związane z wyniszczeniem tych, którzy patrzyli na mnie jak na swój autorytet.
Nie. Nie patrzyli na mnie. Patrzyli na Suzumurę Hanjiego. Człowieka, którego twarz zebrałem dawno temu w celach infiltracji. Był to zwykły, podstarzały mężczyzna, zebrany z siedziby kultu Wędrowców w Głębokich Odnogach. Zabijając go, tylko oszczędziłem mu cierpień.
-Mam nadzieję że to będzie tego warte... - mruknąłem do siebie pod nosem. Takie przyzwyczajenie, którego nie potrafiłem wyplenić.
Nagle usłyszałem jakieś okrzyki dochodzące z dalszej części holu. Był to głos jakiegoś młodego mężczyzny, oraz... Wojny? Na litość boską, czy ona kogoś porwała, nie pytając o polecenia? Przysięgam, że kiedyś wbiję jej drzazgi pod paznokcie...
Wkroczyłem powoli do pomieszczenia. Ujrzałem dwójkę młodzieńców wiszących z krążka pod sufitem, na którym zwykle wisiał ozdobny żyrandol. Wojnę, która przed chwilą uderzyła jednego z chłopaków, Uchiha Akę, i zadała kilka pytań. No i wyżej wymieniony żyrandol, leżący w szczątkach na podłodze. Warknąłem cicho.
-WOJNA! CO TO WSZYSTKO MA ZNACZYĆ!?
Samurajka zesztywniała, spoglądając w moim kierunku.
-Byłam zajęta z tymi dwoma, kiedy zobaczyliśmy Twoją flarę. Reszta się zgromadziła w sali spotkań, nie licząc Kabuto, która dalej hasa wesoło po mieście. A tych tu przyniosłam, żeby ich przesłuchać. Zaciekawili mnie swoją szaleńczą odwagą w walce.
No tak. Ta pieprzona flara. Ciekawe, kto ją wystrzelił. Sprytnie spowolnił nasz marsz, do diabła.
-To nie ja wystrzeliłem tę flarę, niemoto - warknąłem. Chyba zobaczyła na mojej twarzy rozdrażnienie, bo pozwoliła sobie nie skomentować mojej obelgi. - Wynoś się. Będę musiał posprzątać Twój burdel.
Na twarzy Wojny pojawił się wyraz niezadowolenia i rozdrażnienia, ale nie skomentowała. Po prostu odwróciła się i wyszła, zmierzając w kierunku sali spotkań. Westchnąłem ciężko. Chyba egzystencja w ciele nastolatki zaczęła jej padać na mózg.
Odwróciłem się w kierunku wiszącego duetu, przysuwając sobie krzesło, i usiadłem na nim okrakiem, mając oparcie przed sobą. Ruszyłem lekko ręką.
Z mojej dłoni wystrzeliło ostrze z elektryczności, które ucięło łańcuchy i posłało oswobodzony duet na podłogę.
-Porwanie dwójki młodych wojowników bez doświadczenia było niezrozumiałym gestem. Zwłaszcza jeśli waszym jedynym zajęciem było szukanie pracy lub szpiegowanie.
Spojrzał na Shikaruia, który przedstawił mu się jako "Sanada". Sanada, huh... brzmiało przerażająco znajomo.
Miki...
-Sanada, hm. Dawno nie widziałem nikogo z rodzin Juugo, zwłaszcza od tej durnej wojny między Uchihami i Senju, gdy przerobili Juugo na wieżyczkę laserową.
Spoglądałem na nich swoimi złotymi oczyma o czarnych białkach. Za życia białka stawały się czarne dopiero, gdy używałem swoich umiejętności nabytych przez to przekleństwo zwane chakrą. A teraz mam to już permanentnie. Ha. Poczucie humoru świata.
Avatar użytkownika

Han
 
Posty: 14
Dołączył(a): 10 kwi 2016, o 00:39
Wiek postaci: 100
Ranga: Zło Wcielone
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2357
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Aka » 8 cze 2018, o 15:38

- Nie jestem dzieckiem, mam osiemnaście lat! - zaprotestował głośnym, pretensjonalnym tonem na słowa Sanady. I być może możnaby było na tym zaprzestać, ale nie, wielki pan Jugo postanowił złożyć jej co najmniej niemoralną propozycję. - SHIKARUI! - wrzasnął na niego, nieomal zdzierając sobie gardło. - Przestań z nią dyskutować! - brzmiał nieco... zazdrośnie? Trudno powiedzieć. Na pewno był zirytowany, zdenerwowany działaniami swojego towarzysza. A potem jeszcze nazwa go dzieckiem. Go. Uchihę! - Zamknij się, zamknij mordę, albo klnę się na wszystkich bogów, że choćbym miał poruszyć niebo i ziemię, to zejdę stąd i tak Ci przypierdolę, że nie będziesz wiedział, którą dziurą srać, a którą rzygać! - nie będzie się puszczał z jakąś lafiryndą. Przynajmniej nie w jego obecności! Oh, gdyby ten chłopaczek tylko wiedział, jak prędko przyjdzie mu uwolnić się z wiążących go okowów. A raczej, jak szybko go uwolni... Suzumura Hanji.
Nie wierzył własnym oczom. Jego umysł musiał płatać mu jakieś figle. Może to jakieś wyjątkowo nieśmieszne Genjutsu, w które wrzuciła ich kobieta? To było nie do pojęcia. Oto stało przed nim całe zło tego świata.
Antykreator i Wojna.
Po drugiej stronie dwójka Doko. Otumanieni. Zbesztani. Przywiązani łańcuchami do ściany.
Może chłopcy powinni zasłonić oczy, żeby Hanji i Iwaru mieli jakieś szanse?
Aka zapewne zaatakowałby ich od razu, ale szkoda mu było chakry na takich leszczy. Już i tak nie zostało mu jej zbyt wiele. Musiał się przecież jakoś wydostać z tego zapomnianego przez bogów miejsca, a bycie nieprzytomnym troszeczkę uniemożliwia swobodne poruszanie się po dzielnicy. Ale teraz raczej mu to nie groziło, wszak gdy tylko zobaczył największego szczura tego wieku, ciśnienie podskoczyło mu co najmniej kilkukrotnie.
- TY PODŁY ZDRAJCO! - wrzasnął w jego kierunku. Zaskakujące, jak silne struny głosowe miał ten chłopak. Wydzierał się i wydzierał, a z każdym jego słowem głos przybierał na sile. - Oni ci, kurwa, ufali! Miałeś ich chronić! A ty ich zarżnąłeś! Zebrałeś wszystkich w jednym miejscu i zarżnąłeś, jak świnie w rzeźni! - krzyczał w stronę niszczyciela światów. Przysiągłby, że słyszała go cała najbliższa okolica. - Morderco, bydlaku, jak mogłeś?! - szarpnął się z całej siły, jak wilk odsłaniając bialutkie kły. Gdyby tylko się do niego zbliżył, zapewne Aka zatopiłby w nim swoje zęby. Wpił zęby w jego szyję, rozerwał tchawicę i patrzył, jak się wykrwawia. Tak tego gnoja nienawidził. - Zabiję was oboje! Wy podstępne, parszywe gnidy, szuje! - jego oczy błysnęły czerwienią. To już nawet nie było kontrolowane. Sharingan uaktywnił się pod wpływem natłoku negatywnych emocji. Czuł nienawiść tak ogromną, że nie potrafił się kontrolować. Zaciskał dłonie, co przy jego dość niewygodnej pozycji przypominało bardziej drapanie, jak gdyby chciał przejechać pazurami po ryju tego zawszonego zdrajcy. W myślach klął się na wszystkich znanych mu bogów, nowych i starych, ażeby dali mu siłę. Błagał Tsukuyomi i Amateratsu, by choć raz pochylili się nad nim i dali mu siłę. Żeby dali mu moc, którą będzie mógł walczyć z antykreatorem. I gdyby tylko mógł, rzuciłby na nich wszystkie klątwy znane w jego rodzinie. Przekląłby każdego, dziesięć pokoleń wstecz, za zdradę jakiej Suzumura się dopuścił. Siedem dni płomieni, siedem dni tortur. Cierpiałby tak samo, jak wszyscy ci, których zdradził.
Ale Aka tego nie potrafił. Był tylko słabym, nic nie znaczącym Doko. Marnym człowieczkiem z dwoma łezkami. Nie dla niego Mangekyō. Był niczym, w porównania do Hana.
I Han ich traktował jak nic. Był jeszcze bardziej bezczelny niż Wojna. Lekceważył dwójkę chłopaków, był tak pewny siebie, że kazał odejść swojej służce. Chciał się samemu zająć problemem. Wredna suka odeszła, a szkoda, bo miał ochotę napluć jej w mordę jeszcze raz.
Zachowanie Hanjiego jednak nie wskazywało na to, że ma ochotę ich zabijać. Może i miał, jednak nie czynił nic specjalnego w tym kierunku. Wręcz przeciwnie, uwolnił ich. Zerwał łańcuchy, którymi byli otoczeni. Ta sytuacja wywołała na twarzy Akiego niemałe zaskoczenie. Oto ten, który krzyczał o zamordowaniu każdego swojego wroga, znów mógł składać pieczęcie. Mógł więc zrobić to, czego tak bardzo chciał.
Skierował swój wzrok na Shikaruia.
- Nigdy. Więcej. Nie. Próbuj. Mnie. Powstrzymywać. - rozkazał. W jego głosie było czuć ogromny żal w stronę Sanady. Za to co zrobił. Za to, jak się zachował, gdy Wojna ich zaatakowała. Za to, że nie zareagował, gdy kobieta go biła. Za to, jakim człowiekiem był. I przede wszystko za to, że nie chciał się zmienić. Gdy spoglądał na czarnowłosego Sanadę widział w nim mrok. Nie było w nim żadnego blasku, żadnego Płomienia. Nie było niczego, co by dawało nadzieję. Spojrzał na Shikaruia czerwonymi ślepiami i zacisnął pięści. Miał dosyć jego prób "ratowania" mu życia. Jak widać, Aka tutaj stał i miał się całkiem dobrze. Trochę go bolał brzuch - trudno, żeby nie bolał, kiedy pięść rozpieprzająca ściany przypomina Ci, jak kruche jest ludzkie ciało.
Z jednej strony chciał go złapać za rękę i odejść z wiatrem, tam, gdziekolwiek ich zaprowadzi. Z drugiej strony miał ciągłe wątpliwości, po której stronie stoi Sanada. Chronił go, powstrzymywał przed zrobieniem głupstw, a jednocześnie gotów był poświęcić wszystko, żeby tylko przeżyć. Nawet swój własny honor.
Przez chwilę w pomieszczeniu panowała niezręczna cisza. Aka rozmasował nadgarstki, zmęczone od bycia skrępowanymi metalowymi ogniwami. Ciągle jednak obserwował swojego wroga czerwonymi oczami, nie odrywał od niego wzroku. Nie tylko dlatego, że traktował go jak zagrożenie, ale przede wszystkim dlatego, że chciał ujrzeć prawdziwe zło.
Stali tak w ciszy, którą w końcu ktoś postanowił przełamać.
- Po cholerę nas uwolniłeś?! - zapytał, skinąwszy głową w stronę rozwalonych łańcuchów. - Dlaczego nie zabiłeś nas od razu, tak jak reszta Shiro Ryu postąpiła z cywilami?! - nie rozumiał dziwnego zachowania Suzumury. - Ah, a może chcesz ze mną walczyć? - parsknął pod nosem. Tak. Ze mną. Może Hanji znalazł gdzieś w kieszeniach poplamionego krwią niewinnych płaszcza resztki honoru i pozwolił Akiemu zginąć w walce? Uchiha spojrzał na swojego towarzysza pełnym złości wzrokiem. Wiedział, że ta pizda, która stała obok niego, za bardzo bała się o swoje życie, o swoje cholerne cztery litery, żeby przyłączyć się do bitwy. Już prędzej sprzedałby swoją duszę temu tutaj demonowi. Pod warunkiem, że by ją miał.
- Zerowe szanse, huh? - wyzwie go na pojedynek, pokona, a potem odejdzie w blasku i chwale, zostawiając za sobą płonącą siedzibę Shiro Ryu. No. W najgorszym wypadku zginie, zanim zdąży mrugnąć. W każdym razie będzie bohaterem. Tak samo, jak jego ojciec, który poległ w bitwie Dokuroyamą.
- P-po pierwsze, ta wojna nie była durna! - jego głos drżał. Aka wiedział, w jak beznadziejnej sytuacji się znajdował. Ale był na tyle odważny, lub na tyle głupi, że był gotów zaprotestować, gdy ktoś pierdolił głupoty i obrażał jego nazwisko. - Senjuu od zarania dziejów próbują wyciąć w pień mój klan! Moją rodzinę! I teraz, gdy nie ma żadnej władzy, gdy nie ma nikogo kto ich powstrzyma, zrobią dokładnie to samo, co robią od setek lat! - oh tak, robił to. Upominał Hana - Antykreatora, siewcę śmierci i zniszczenia, odpowiedzialnego za setki ofiar poległych w imię rewolucji w Sercu Świata. Dla Akiego ten mężczyzna mógł sobie być nawet bogiem. Ale nikt nie miał prawa - nawet sam bóg - twierdzić, że jego rodzina umierała na darmo. Walczyli o swoich bliskich, o swoje rodziny, o swój dom.
Ale co takie bezpańskie pieski jak Shikarui i Han mogli wiedzieć o czymś tak abstrakcyjnym, jak miłość? Kundle, których nikt nigdy nie pokochał, których nikt nigdy nie przytulił, nie powiedział, że będzie dobrze. Zdziczałe zwierzęta, które z mordem w oczach gotowe były zabić każdego, kto stanie na ich drodze. Byleby mieć się czym nażreć.
- Po drugie, to nie Uchiha, tylko kilku psycholi z przerostem ego! Reszta to żołnierze, którzy musieli mordować, bo ktoś im wyprał mózgi! - brzmi znajomo, nieprawdaż? - Po trzecie - Uchiha odpowiedzieli za swoje czyny. Zostaliśmy ukarani. Wybaczyliśmy i chcieliśmy, żeby nam wybaczono! Chcieliśmy zacząć nowe życie. Wyciągnęliśmy rękę w stronę Juugo... - spojrzał na Shikaruia. To właśnie do niego Uchiha przylgnął. Podał mu dłoń. Nie patrzył na przeszłość. - ... i wyciągnięto do nas rękę. - skierował wzrok na Hana. Może i Amateratsu nie obdarzyła go swoimi płomieniami, lecz na nowo rozpaliła Ogień w jego sercu. Głos Akiego był pewny, silny. Sogeński akcent nie miał tu żadnego znaczenia. Uchiha naprawdę wierzył w to co mówił, wierzył w swoją rodzinę, swoje ideały, swoje marzenia. - Chcieliśmy zacząć nowe życie. Zakończyć te wojny. Nigdy już do tego nie wracać! A teraz... - kipiała w nim złość, nienawiść do Hana. - A teraz wszystko zepsułeś! Znowu wszystko będzie jak dawniej! Wszystko zjebałeś! - liderzy już zaczynali mścić się za zamierzchłe czasy. Dawne waśnie odżyły. Znowu wrócili do czasów, gdy za wszystko płaci się krwią. I pomyśleć że za to wszystko był odpowiedzialny jeden... potwór. - Ty bestio! Dlaczego zrujnowałeś wszystko na co pracowała ludzkość?!



Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
  • Katana
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 163
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Shikarui » 8 cze 2018, o 16:34

Czy Shikarui uważał Akiego za dziecko? Poniekąd tak. Takie duże dziecko, które niby potrafi sobie poradzić, bo ma parę nóżek i rączek oraz szereg śmiercionośnych technik pod ręką, ale wciąż dziecko. Nie był hipokrytą - samego siebie uważał za dzieciaka. Wciąż zbyt młodego, zbyt niedoświadczonego i zbyt słabego. Nieporadnego w świecie, chwytającego się najbardziej durnych prac, byle tylko się wyżywić, którego zabawką był łuk na plecach, który kosztował więcej, niż cała jego garderoba razem wzięta. Garderoba zaplamiona teraz krwią. I nie była to jego krew. Krzyk, jaki wydusił Aka ze swoich płuc był bardziej potwierdzeniem niż zaprzeczeniem. Dzieci zawsze krzyczały, tupały i przewracały się na plecy, merdając ku niebu łapkami jak małe psiaki, kiedy coś im nie pasowało. Kiedy chciały coś wymusić na dorosłym. Lecz tu dorosłych brak - więc o co ta afera? O dumę? Kogo? Najpierw Akiego. Bo miał całe osiemnaście lat. A potem? W jego głosie pobrzmiała groza. Jakby nie dowierzał temu, co słyszy. Jakby nie chciał tego słyszeć i zamierzał to zakończyć, zanim się zaczęło. Uśmiech zniknął z warg Sanady i dopiero teraz spojrzał na Akiego - spojrzeniem przeciągłym, jakby tym samym mógł mu przekazać wszystko, o czym myślał i co sądził o tym wszystkim. Słowa jednak nie płynęły. Była nieznośna cisza, brak jakichkolwiek wytłumaczeń i koniec końców, zdawałoby się, że brak emocji w czarnowłosym. Jednocześnie jego twarz była tych emocji pełna. Chyba? Może to po prostu nieznośny blask półcieni wokół, przez które nic nie było dostatecznie wyraźne. To, czy Shikauri zamierzał rzeczywiście milczeć, pozostało tajemnicą. Tę rozmowę przerwała siła o stopień wyższa od głosu Uchihy, który przyciągał tak wiele uwagi Jugo.
Han.
Wyczuł go już z daleka. Chakre tak silną, że napięła wszystkie jego mięśnie i zaparła dech w piersi na parę chwil. Nic szczególnego - równie dobrze mogło to być spowodowane niewygodną pozycją, w której się znalazł. Zaraz potem mężczyzna stanął tuż przed nimi. A Wojna? Jak grzeczna córeczka, do której przyszedł surowy ojciec - struchlała i grzecznie podwinęła ogonek, kładąc po sobie uszka. Najwyraźniej Pan i Władca nie był zadowolony z zamieszania wyrządzonego przez jego zwierzaczka. Przynajmniej w tej kwestii byli ze sobą zgodni - Shikarui również nie był z niego zadowolony. Pewnie byli też zgodni w paru innych kwestiach. Sanada skrzywił się lekko. Gierka musiała obejść się smakiem. Bez różnicy. Wymienili diabła na arcydiabła - przy ich poziomie nie zmieniało to nijak tego, że byli tutaj uwięzieni i nie mieli szans na ucieczkę.
- Aka. - Odezwał się dość cicho. Aka jednak nadal mówił. Nadal sypał swoją wiązankę, swoje wyrzuty... oh, gdyby tylko mógł, uderzyłby go w twarz, zmuszając go do ogarnięcia się. To nie było proste, oczywiście, że nie. Jego pyskówki jednak niczego nie ułatwiały - wręcz przeciwnie. Już raz za to oberwał. Najwyraźniej za lekko. Lepiej by było dla niego, gdyby stracił przytomność. Shikarui sam z trudem nad sobą panował w tym wszystkim. - Aka. Uspokój się. - Syknął na niego. Znów miał te szkarłatne, głębokie oczy z dwoma łezkami. Shikarui nie miał pojęcia, co to było. Chyba nic dobrego. Chyba czerwień mogła wróżyć jedynie przekleństwa.
O jakiej flarze mówili? Ile czasu już minęło? Byli tutaj parę minut, parę godzin? Czy jakikolwiek okręt przetrwał płomienie, które je pożerały? Jeśli nie - nie będzie czym wracać. Nigdy się stąd nie wydostaną.
Shikarui wylądował na ziemi, zdziwiony, że zebrana przez tego mężczyznę chakra nie miała pozbyć się problemu, a czyniła go bardziej uciążliwym. Chciał, żeby sobie pozwolili na więcej? Sprawdzał ich, bawił się nimi? Czarnowłosy ze wstrętem i zdecydowanie nazbyt śpiesznie cisnął tym, co zostało z kajdan na bok, ściągając je ze swoich rąk, jakby parzyły go żywym ogniem. Dopiero wtedy, kiedy Aka wysyczał swoje żądania, najpierw na moment zamarł w bezruchu, zaciskając palce na nieodsłoniętej skórze nadgarstków, po czym uniósł powoli spojrzenie na towarzysza. Na Obcego czy już Znajomego? Dopiero czy już? Szkarłat cofnął się z jego tęczówek pozostawiając jedynie chłodną, przejrzystą lawendę. Zbyt czystą na mrok tych lochów. Wystarczająco ponurą, żeby nie pasować do światła dnia. Niczego nie powiedział. Kawałek po kawałku odpadały odłamki lustra, a on nie próbował nawet ich łapać. Tak się traciło grunt pod nogami nawet kiedy było się na dnie. Przyjmował to rujnowanie się ze spokojem zewnętrznym i wewnętrzną zgodą. Nawet jeśli mu się to nie podobało - przeznaczenia przecież nie można było uniknąć.
Z jakiegoś powodu Shikarui czuł się spokojniejszy przy Hanie, choć jego osoba była o wiele potężniejsza od Wojny. Z powodów dla siebie niezrozumiałych jego instynkt przetrwania nie trąbił na głos. Jego umysł przestał szukać dróg ucieczki. Tylko czy to na pewno obecność Hana, czy może fakt, że zostali uwolnieni? I słowa, które płynęły z ust Akiego? Ton, jakim się do niego zwracał. Nikt nie lubił się czuć jak bezradny pył wirujący na wietrze, dlatego tak wielu walczyło i starało się wspiąć wyżej. Shikarui niczym się nie różnił w tym aspekcie od przeciętnego obywatela. Zabawne, że większość słów kierowanych przez Uchihe do Hana brzmiały tak, jakby były kierowanego do Shikaruiego. Przynajmniej Shikarui tak to odczuwał. Jak membranę w kościach.
- Wyciągnęliście rękę w naszą stronę? - Powtórzył po Akim. Spokojnie, bez większych wzruszeń. - Twój klan na to pozwolił. - Oderwał oczy od Hana i przeniósł je na Akiego. - To nic osobistego. Nie żywię urazu. Wyciągnięta dłoń przez członka rodu Uchiha, o której Aka mówi, okazała mi więcej dobroci niż mój własny szczep okazał mi kiedykolwiek. - Więc jednak Aka wiedział. Shikarui był poniekąd ciekaw, czy wie. Czy przyjęcie wiedzy o tym, że on sam pochodzi z rodziny, którą Uchiha potraktowała jak narzędzia, jak bronie, przyszło mu tak leciutko i łatwo. Czy zaspokojenie tej ciekawości cokolwiek zmieniało? Nie. A mimo to Shikarui poczuł mały zalążek chłodnego gniewu, kiedy ten temat został poruszony. Mimo tego, że tak nienawidził Jugo i sycił oczy upadkiem własnej rodziny. Mógł go teraz o wszystko zapytać, kiedy tutaj stali, obserwowani przez czujne, żółte oczy. Nie zapytał jednak o nic. Przez moment nawiązał kontakt wzrokowy z Akim. Nawet jeśli się gubił, to natychmiast odnajdował swoją drogę. Wracał do swoich ideałów. To było godne podziwu. I Sanada obawiał się, że wpędzi go szybko do grobu.
- Senninka? - Zapytał, unosząc na drobny moment jeden kącik warg ku górze, kiedy spojrzał w oczy Hana. - Jaki to zaszczyt, że ktoś z Jugo wciąż pamięta tchórzliwy ród, który uciekł przed szponami Uchiha na drugi kraniec prowincji. - Nie brzmiało to jak sarkazm. Tak jak poprzednie słowa Shikaruiego w stronę Akiego nie brzmiały jak wyrzut. - Obawiam się, że nie nacieszysz oczu, Panie. - Czarnowłosy pochylił się z szacunkiem.
Nie oznaczało to, że ten szacunek odczuwał.
Do siły, do potęgi - owszem. Tym nie mniej miał przed sobą przedstawiciela Jugo. Nie było chyba klanu, którym bardziej by gardził. Który wzbudzałby w nim tyle negatywnych emocji. Jednocześnie nie istniał żaden inny klan, za który by się podawał. Syndrom sztokholmski, co? Rodzina. Nie ważne jak daleka - wciąż była to rodzina.


STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 17 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 603
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Exodia » 8 cze 2018, o 19:37

Spoiler: pokaż
Obrazek
Legenda:
Biały - Megumi, Kei, Kazuo, Miyuki, medyk, ranni
Yamanaka - czarny
Kenshi - szary
Wojna, Shikarui, Aka - ?


Kei i Megumi

Silny był pokonywany przez silniejszego, słabszy przez mniej słabego. To było całkowicie naturalne i nie można było się dziwić. Dziwić się można było, że Shirei-Kan określał kogoś "potworem". Aż tak ogromna przepaść dzieliła napastnika Kazuo i jego samego? Aż tak? Dla młodych podlotków takie coś faktycznie mogło być szokujące. Podlotków, którzy widzieli to i owo podczas tego chaosu. Zabijali, walczyli o swoje życie. I teraz o wszystkim opowiadali. Przynajmniej opowiadał Kei, Megumi starała się nie stracić przytomności i skupiła się tylko na tym. Reakcją mężczyzny na to wszystko, pierwszą reakcją, był lekki szok.
- Szlag by to. Zabił Ekikena. W końcu, powiedziałbym... - powiedział Kazuo z wyraźnym niedowierzaniem. Zdziwił go rezultat pojedynku czy może sam fakt śmierci Ekikena? Faktycznie, o czym rzecz jasna inni nie mogli wiedzieć, miał pewne prywatne problemy z tym człowiekiem. Może czekał aż sama natura się o niego doprosi? Zabicie kogoś nie było niczym niezwykłym, na pewno nie w tych czasach. Niezwykli byli ludzie i okoliczności.
- Dobrze że udało wam się przeżyć. Naohiro to cholerny narwaniec, nie wiadomo co mógłby wam zrobić gdyby was zobaczył. - powiedział, już spokojniej i z ulgą. Biorąc pod uwagę że koleś wysadził głowę innego lidera Rodu, to spotkanie się z nim w cztery oczy, albo i sześć oczu, mogłoby się źle skończyć dla duetu. Po dotarciu na miejsce, schronienia dla rannych mieszkańców Kami no Hikage z jedynym okolicznym medykiem, cała trójka mogła w końcu zaznać spokoju. Tymczasowego, niepewnego spokoju. Bo jeśli któryś z potworów pojawi się tutaj, w tym momencie, to kto go powstrzyma? Ranny Kazuo? Ranna Miyuki? Zwykli ludzie? Ten medyk który uwijał się niczym poparzony po pomieszczeniu, próbując ratować życia? Medyk skierował się natychmiast ku Kazuo, który machnął na niego ręką.
- Nią zajmij się pierwszą, ja na spokojnie poczekam. - powiedział, zajmując swoje miejsce leżące. Mimo że z lekkim grymasem bólu na twarzy. Nie chciał zgrywać twardziela, jeśli mogło to pogorszyć jego stan. Medyk w purpurze wyglądał na lekko zdezorientowanego, ale po chwili kiwnął głową i zabrał się za badanie Megumi.
- Coś się zrobi. Połóż się. - powiedział delikatnie, wskazując na wolne miejsce na podłodze. Natychmiast kiedy Megumi się położyła, zaczął badać jej ranę. Aura z chakry na jego dłoni przynosiła ulgę. Medyk w skupieniu oglądał ranę, cały czas używając swojej medycznej techniki.
- Wbiło się głęboko, dobrze że nie na wylot. Powinno być dobrze, pod warunkiem że nie będziesz przeciążać tej części ciała. Wtedy rana może się otworzyć na nowo. Masz, zażyj. - powiedział, podając Megumi pigułkę ze skrzepniętą krwią. Na jego czole pojawiły się krople potu, jego oddech robił się coraz cięższy. Kiedy aura zniknęła z jego dłoni, wstał lekko chwiejny i wyciągnął z kabury przy pasie niewielką pigułkę, którą zażył. Jak wiele chakry musiał zużyć, by uleczyć ich wszystkich? Kiedy podszedł do Kazuo, Miyuki natychmiast zabrała się za opatrywanie jej praktycznie zagojonej rany. Praktycznie, nadal była nieco widoczna. Ale nie krwawiła, nie bolała. Poruszanie się też nie było aż tak ograniczone jak było. Po chwili nowy bandaż okalał jej ranę.
- ... nie wiem czy będę w stanie, Kazuo-san. Sam fakt że tutaj dotarłeś to cud. - mruknął medyk, wylewając zawartość niewielkiej fiolki wyjętej z kabury na ranę mężczyzny, następnie używając swojej medycznej chakry, zupełnie jak wcześniej. Kazuo jedynie zaśmiał się cicho.
- Postaraj się. Ktoś musi ich doprowadzić do portu, - odpowiedział, przymrużając nieco oczy. Senność? A może śmierć? Jego chakra nie osłabła aż tak, nadal trzymał się całkiem dobrze. Przynajmniej pod względem utrzymania życia w swoim ciele.
- Nie dotarł nikt poza wami. - odpowiedziała krótko - Teraz naszym priorytetem powinno być zabranie wszystkich do południowego portu, do miejsca zbiórki. I bezpieczne ich zabranie, z nami włącznie. Nie ma sensu siedzieć tutaj dłużej, niż to konieczne. Czy po drodze widzieliście jakieś zagrożenia?
- Nie wydaje mi się. Jeszcze Naohiro załatwił kilku, powinno być w miarę czysto. - odpowiedział Kazuo, włączając się w rozmowę. Jęknął jednak z bólu, próbując się poruszyć. Medyk w purpurze stanowczo zatrzymał go w pozycji leżącej.
- Mógłbyś zerknąć na sytuację na zewnątrz? Sprawdzić, czy na pewno droga do portu jest bezpieczna, po czym wrócić tutaj? Nie możemy wyjść z ludźmi, jeśli na drodze pojawi się jakieś zagrożenie. - powiedziała do Keia. Miało to sens, on jako jedyny był bardzo sprawny, bez żadnych zadrapań można by powiedzieć. Megumi była w stanie ledwo po wyleczeniu, a o reszcie ciężko było powiedzieć.


Kenshi i Inoshi

Tak, chaos i śmierć niewinnych ludzi wokoło to zdecydowanie najlepsze możliwe okoliczności na poznawanie nowych ludzi. Gaworzących ze sobą o kobietach i tego typu rzeczach. Ludzi, którzy nie tak dawno temu mieli najszczersze intencje żeby zabić Kenshiego. Wynikało to faktycznie z nieporozumienia, ale nadal. To był fakt. Duet łowców Nukeinów odetchnęło z ulgą widząc, że Kenshi jest częścią większej grupy ewakuującej ludzi. I że faktycznie wilkami próbuje pomóc ofiarom Shiro Ryu, zamiast ich dobijać. Maji ponownie wykazał się inicjatywą i zdolnościami przywódczymi, których przebłyski widać było już podczas bitwy na Murze. Tam dowodził oddziałem, ledwo wyzwanie. Tutaj kazał dwójce Shinobich wybić resztę przeciwników w drugiej części portu. Mężczyźni popatrzyli na siebie, jak gdyby jeden u drugiego oczekując odpowiedzi, potwierdzenia. Zgadzają się na to, czy nie? Ostatecznie jednak braterskie zrozumienie pozwoliło im dojść do tego samego wniosku. Kiwnęli głowami.
- O-oczywiście! To brzmi jak plan, idziemy wyczyścić drugie!
- Tylko nie odpływajcie bez nas, dobrze? - po tych słowach mężczyźni gwałtownie zawrócili i pobiegli we wskazanym kierunku. Brzmiało to niczym żart. Nie odpływać bez nich? Ciekawe czym, skoro każdy jeden statek płonął żywym ogniem, albo został ugaszony przez permanentne zanurzenie w morskiej wodzie. Kenshi zabrał się za wyczyszczenie swojej części portu. Duet mógł zauważyć, jak klon Kazuo rozpada się na drobne drzazgi. Sam z siebie. Zostali sami. Aczkolwiek wilki sterowane przez Kenshiego dotarły do tych nielicznych niedobitków Shiro Ryu. Notki poszły w ruch. Brak bólu nie miał znaczenia w przypadku takiego rodzaju śmierci. Kiedy twoje ciało nie daje rady. Krew się leje. A ty umierasz. Zgony na miejscu, stanowczo zbyt delikatna kara dla tych pozbawionych mózgu i wolnej woli pionków. Kenshi nie był w stanie zauważyć jakiegokolwiek innego Shiro Ryu po swojej stronie portu. Pytanie tylko, co dalej?
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1530
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kei » 9 cze 2018, o 15:13

Słysząc słowa Senju w końcu dowiedział się, iż to starzec był Ekikenem Dōhito. Dzięki temu mógł przypisać tożsamości walczącym i klany do których należeli. Hmm, być może będzie z tego jakiś pożytek. - Rzucił w myślach. Natomiast po kolejnej wypowiedzi Kazuo po plecach Keia przeszedł dreszcz. Heh, dobrze, że jednak zdecydowałem się nie zwracać na siebie uwagi wtedy, ale może wtedy powinienem być jeszcze ostrożniejszy... - Skomentował w duchu. Mimo tych wszystkich przemyśleń nie okazywał większej reakcji na twarzy. Gdy już trafili do lekarza gest Senju nieco go zaskoczył, cóż mimo wszystko, to on wyglądał na osobę w gorszym stanie, nie licząc jego statusu społecznego. Kiedy zbierał się by przejąć cześć obowiązków od Miyuki został złapany przez Megumi. Odnosząc wrażenie że ta jest nieco zdenerwowana postanowił się nie wyrywać i poczekać. Cóż nie widział powodu by szarpać się z dziewczyną, tym bardziej jeśli zapewniało to jej komfort psychiczny. Następnie gdy lekarz skończył z Megumi, a ta go puściła zaczął pomagać kobiecie z obowiązkami. W międzyczasie przysłuchał się też rozmowie Kazuo z doktorem. Jest aż tak źle? W takim razie jakim cudem on funkcjonuje? Aż tak silne poczucie obowiązku? - Rzucił w myślach. Cóż jakby nie patrzeć, to jeśli nawet ktoś tak silny jak ten Senju zginie, to jak niby mają liczyć na własne przeżycie? Tak czy siak Kei pomagał, a przynajmniej starał się pomagać Miyuki do czasu, aż rozmowa nie dotarła do ostatniego etapu. Wzmianka o zbieraniu się i ewakuowaniu na południe cieszyła bruneta, jednakże gdy kobieta odwróciła się do niego i zleciła zbadanie drogi tam i z powrotem skrzywił się w duchu. Żartujesz sobie? Sam mam sprawdzić całą tracę w tym mieście rodem z koszmaru? - Złożył pretensje w myślach. Mimo iż miał  zastrzeżenia co do tego pomysłu starał się nie ukazywać nic na twarzy. Kusiło go by wspomnieć o umiejętnościach sensorycznych towarzyszki, jednakże wątpił, czy wystarczyłoby to by powstrzymać "przełożonych" od zlecenie mu wpierw wykonania rozpoznania. Ponadto nie chciał podpaść Megumi, jeśli mimo wszystko wolała się nie chwalić zbytnio umiejętnościami sensorycznymi.
- Rozumiem, w takim razie idę. - Odparł spokojnym tonem.
Mimo sporej niechęci opuścił dom uprzednio ostrożnie wyglądając na zewnątrz i upewniając się, że nikogo nie ma w okolicy. Rzuciwszy okiem w stronę placu udał się między domami w stronę drogi prowadzącej prosto do południowego muru. Gdy miał okazję rozglądał się czy między budynkami nie ma cywili lub wrogów. Jeśli nic nie blokowało widoku to spoglądał nawet dalej by sprawdzić, czy niczego nie widać. Jeśli znalazł jakiegoś zwykłego cywila, to podawał mu trasę do reszty, a sam kierował się dalej. Jeżeli jednak zauważył wrogą, to ponownie chował się za budynek i nasłuchiwał, trzeba było liczyć na to że nie zostało się zauważonym. W razie gdyby bez żadnych przeszkód dotarł do drogi pod południowym murem, to najpierw sprawdza czy nikogo nie widać zarówna na górze, jak i na ziemi, a następnie rusza w stronę bramy, by sprawdzić, czy nie jest otwarta i jak wygląda sytuacja w porcie.
Podczas całej drogi pozostaje czujny i zważa na swoje otoczenie. W razie potrzeby pozostaje gotowy do odskoczenia w ramach uniku.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kei
 
Posty: 312
Dołączył(a): 4 sty 2018, o 14:40
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4707
GG: 0
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość