[Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Aka » 29 maja 2018, o 23:56



Głupia, arogancka, wywyższająca się, przemądrzała pizda. Była silna? Może i tak. Ale nie była ani trochę lepsza od tych, których zabijała. Nie była w żadnej sposób ponad tymi, którym odbierała życie. Zwykła dziwka, szmata, która chełpiła się swą potęgą. - Obyś się udławiła własną krwią. -. Tak samo słaba, tępa, wyszczekana, pusta, pozbawiona jakichkolwiek skrupułów. Gardził nią - ale nie zamierzał marnować swojego ostatniego oddechu na to, by jej to oznajmić.
Była jak cała wojna. Gra o sumie stałej. Gra, w której zysk jednego gracza oznacza stratę drugiego. Oh tak, jeźdźczyni idealnie odzwierciedlała całą apokalipsę, jaką Han sprowadził swoją zdradą na świat. Tylko co było ich celem? Ślepe dążenie na przód, w celu wymordowania jak największej ilości ludzi? I to miała być wojna?! Z reguły wojnę prowadzi się po to, aby coś zyskać.
A co zyskał Han, poza litrami krwi, poza flakami, poza przelanymi łzami, poza złamaniem kręgosłupa kolejnego dzieciaka, poza zniszczeniem przyszłości tysięcy ludzi, poza zmuszeniem kogoś do zabijania w imię chorej idei? Co było warte poświęcenia setek istnień? Iluzja wolności, którą próbował omamić lud na placu, czy może iluzja władzy, którą próbował zademonstrować w momencie mordowania bezbronnych, niemogących się ruszyć ludzi? Co chciał osiągnąć swoimi działaniami? Ukarać ich za to, że śmiali przeciwstawić się jego wizji tworzenia ludzkości? Że zakładając obrożę pokoju powstrzymywali kolejną eskalację pokoju? Za to, że śmiali odmówić postępu, tak hojnie ofiarowanego im przez ich nowego boga?!
Zacisnął zęby, gdy Wojna zmierzała w ich kierunku, gdy siejąc zamęt i zniszczenie skierowała się w kierunku dwóch, marnych Doko. Osób tak bardzo nic nie znaczących, bezsilnych. W stronę gryzoni, szkodników którymi dla niej byli. Do tchórzy, którzy próbowali się ukryć przed jej majestatem w jakiejś śmiesznej chatce w nadziei, że ich nie znajdzie.
- Nie. Nie będę dłużej szczurem. Nie będę się już dłużej chował! - jedna, jedyna łza pociekła po jego poliku. Bał się Wojny. Tylko szaleniec by się nie bał. Ale miał już tego dosyć. Dosyć poniżania, dosyć bycia gorszym od innych Shinobi.
Drżał, drżał ze strachu jaki ogarniał go od wewnątrz, drżał na widok jej twarzy, na dźwięk jej głosu, na widok smoka, który przeleciał nad ich głowami. Ale nie mógł wiecznie uciekać. Nie mógł wiecznie się chować za plecami innych. Nie mógł liczyć wiecznie na rodziców, na przywódczynię klanu, na Shikaruia. Był wojownikiem i jak wojownik musiał się zachowywać.
- Aka Uchiha. - wyrzucił je z siebie, jak gdyby zrzucając cały balast, który Serce Świata zarzuciło na jego barki i kazało mu dźwigać. Teraz się go pozbył - i jeżeli to miały być jego ostatnie słowa, jeśli to miał być jego ostatni oddech, to nie uważał go za zmarnowanego.
Zabiła jego ciotkę, przyszła do niego, potraktowała go jak śmiecia, jak mysz chowającą się przed pazurami tygrysa, z którą można się pobawić przed wypruciem flaków i zjedzeniem.. Jak psa, skomlącego o litość. Nawet nie spojrzała się na Akiego, śmiała się z niego, szydziła, opluła.
Chciałaś zobaczyć, kurwo, pewność siebie? Chciałaś zobaczyć determinację, która nie bacząc na konsekwencje rozlewała się błękitem? Chciałaś, suko, zobaczyć Ogień, który pochłania duszę, który przejmuje władzę nad umysłem?! Patrzyłaś nie w te oczy, co trzeba! Nie powiedział ci nikt nigdy, że nie można ignorować Uchiha podczas walki?
Czas jakby stanął w miejscu. Stali, mierząc się z własną przeszłością, z teraźniejszością i przyszłością, której przecież mogło nie być. Życie jest ciągłą walką. O rodzinę, o dobrobyt, o lepsze jutro.
- Ale pamiętasz, Shikarui, co mówiłem? Tylko śmierć kończy walkę. Wszystko inne ją jedynie przerywa. - a oni ciągle żyli. AKA ciągle żył. On żył zawsze i nawet jeśli miał spotkać swoją śmierć, to nie zamierzał składać broni. Nawet jeśli wróg był silniejszy, wytrzymalszy, szybszy. Nawet jeśli z góry był skazany na porażkę. Jeżeli miał umrzeć, to na własnych zasadach.
- Amateratsu... Pani. Bądź dla mnie łaskwa. - zwrócił się do jedynego boga, a właściwie bogini, w którą wierzył. Do świecącej na niebie. Nie do Hana, nie do tajemniczego człowieczka wstrzymującego czas. Był dzieckiem zrodzonym w ogniu i jeśli miał umrzeć, to tak jak przystało na Płomień. Jeżeli miału umrzeć, to tylko w blasku.
Jego oczy błysnęły czerwienią.
Akt odwagi, powiedzą jedni. Czysta głupota, powiedzą drudzy.
Ale on już wygrał. O to przecież chodziło w tej grze, zwanej wojną. Pokonał swoją słabość. Pokonał tchórzostwo, którym wypełnił go Han. Wynik fizycznego starcia nie miał większego znaczenia. Był zwycięzcą. Aka zawsze zwyciężał.
W ręku trzymał katanę. Katanę, którą wręczył mu Shikarui. Wtedy, gdy uciekali, zostawiając cywili na pastwę losu. Ale on nie zamierzał już uciekać. Nie tym razem. Nigdy więcej. Nawet, jeżeli nigdy więcej miało oznaczać następne piętnaście sekund jego życia. Nigdy. Przenigdy.
Ciął. Szybko, na wskroś, celując w szyję. Jeden cios, jedna głowa. Wojna zignorowała go, zlekceważyła, nie patrzyła na niego - zafascynowana swym Shikaruiem.
I teraz to Shikarui musiał zdecydować, czy wszystko co mówił, co myślał było prawdą. Musiał zdecydować, czy generał podąży za swoim królem. Czy ucieknie, jak tchórz, jak dawniej, gdy wykonywał kolejne zlecenia. Musiał zdecydować, czy naprawdę chciał chronić Uchihę przed śmiercią.
Ale przede wszystkim musiał zdecydować...
... czy jego bitwa nadal się toczy...
... czy może Shikarui umarł już dawno temu.



Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
  • Katana
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 163
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Shikarui » 30 maja 2018, o 01:36

Shikarui..?
Nie, nie umarł.
Zacznijmy od tego, że nigdy się nie narodził.

Racja, tylko głupiec nie bałby się tej czarnowłosej istoty, która przed nimi właśni stała. Do której wyszli, jak owieczki wołane przez swego pasterza. Tylko tym byli - bydłem prowadzonym na rzeź. Shikarui nigdy nie próbował oszukiwać tej rzeczywistości, która objawiona kładła im się do stóp. Musiałby uważać Akiego za naprawdę słabą jednostkę, by sądzić, że sam sobie nie poradzi. Zresztą ta gra była warta świeczki. Gra o życie? Chyba tak. Gra o życie na planszy rozłożonej przez Hana, który wysłał w świat swoich gońców. Swoich dumnych pomocników, którzy chcieli rozmawiać. Nie chciał też oszukiwać się co do tego, że mieli jakiekolwiek szanse w starciu z nią. Nie był samobójcą. Pomimo tego, że nie było takiej rzeczy, która trzymałaby go mocno przy życiu, nie istniała też chęć, by udać się na drugą stronę. Instynkt, by walczyć o przetrwanie był zbyt silny - dlatego tak ciążył każdy kolejny krok, choć Shikarui wcale nie szedł wolno. Nie garbił ramion. Ha..! Nawet lekko się wykrzywił, kiedy jego wzrok napotkał spojrzenie wesołej Wojenki. Nie krzywił się dlatego, że się wywyższała. Nie dlatego, że nad nimi dominowała. Krzywił się dlatego, że jego umysł toczył sporo innych, bardziej rozsądnych rozwiązań - a jednak to wciąż wydawało się najbardziej zgodne z nim samym. Wierny jak pies. Gotów rzucić się z zębami na dzierżącego strzelbę nawet pod samą muszkę. Byle kupić choć jedną sekundę więcej... Słyszał wyrzut w jego głosie. Słyszał kraniec, który pobrzmiewał pustką. W pustce odbijało się echo gniewu. Mieszanka uczuć, która rządziła czarnowłosym musiała być naprawdę przytłaczająca. Wypalała wszystko, o co tylko Shikarui mógłby się otrzeć. Czego mógłby dotknąć. Mimo to nie zatrzymał się i nie obejrzał na Akiego. Cóż, ten chłopak wciąż miał wiele do nauczenia się. Na przykład o tym, że na wojnie wszystko jest tymczasowe. Nawet znajomi. Tacy tymczasowi przyjaciele. Pozostawało pytanie, który dla kogo stanie się tymczasowym przyjacielem, biorąc pod uwagę wydarzenia, które miały po sobie nastąpić bardzo płynnie.
Nie spodziewał się tylko tego, że Aka stanie u jego boku. Sanada ściągnął lekko brwi i zerknął na chłopaka. Czerwień całkowicie zniknęła z jego tęczówek i pozostała tylko lawenda, w której wszystko odbijało się tak samo wyraźnie jak w tafli jeziora, którego nie narusza porwisty wiatr. Czemu? Zresztą - nie miało to znaczenia. Chyba. Ta szalona decyzja wpędzi ich obu do grobu - i nie było to coś, z czym Shikarui chciał się pogodzić tu i teraz.
Dłoń Wojny opadła na jego głowę i sprawiła, że znów na nią spojrzał po tym ułamku sekundy. Jej tempo go nadal dziwiło. Nadal niepokoiło. To nie było coś, do czego można było się przyzwyczaić. Jakiś nieznośny ciężar, jakiś żar wgniatał trzewia. Jakaś nieznośnie silna dłoń zgniatała wnętrzności. Irytujące. Nie podobało mu się to napięcie. Może to dlatego odetchnął lekko, przez nozdrza. Nie ruszało go to, że Wojna nie sięgnęła po miecz. Gdyby chciała zabiłaby ich szybciej, niżby zdążyli zauważyć. Szybka kalkulacja. W ich interesie było zabawienie jej, żeby się nie znudziła. Ludzie lubią tańczące kukiełki. Lubią, kiedy wydaje im się, że mają kontrolę. Przestają być wtedy uważni. Tylko że Shikarui nie potrafił się przemóc. Nadczłowiek, którego miał przed sobą... nawet teraz, kiedy nie widział jej chakry, miał wrażenie, że mogłaby połamać im kości samą myślą.
- Cieszę się, że mogłem panienkę zabawić. - Pokłonił się głęboko, powoli. Zaraz jednak się też wyprostował. Równie powoli. Nie potrafił przewidzieć, czego kobieta chciała. Więc tak to było? Po prostu podnieciła się mordem? Jeden zły ruch... teraz była rozweselona, ale zaboli, jeśli coś się jej nie spodoba. - Zapewne nic. Nie ma lepszego widowiska od kundli rzuconych tygrysom na pożarcie. - Odpowiedział na jej pytanie, choć może nawet nie wymagało ono odpowiedzi. Jej wzrok jednak jawnie mówił, że pragnęła reakcji. Pragnęła... życia. Te bezdenne, czarne oczy, które magnetyzowały i sprawiały, że Shikarui nie potrafił się od nich oderwać, mamiły i przyciągały do siebie. Wchłaniały życie i pozostawiały tylko śmierć. Aka milczał. Milczał, dopóki nie zadała ostatniego pytania. Przez cały ten czas nie spoglądał na niego i nie dawał żadnego sygnału, że chłopak obok niego cokolwiek go obchodzi. W tym momencie łącząca ich więź była słabością, która mogła zostać obrócona przeciwko nim, jeśli tylko przeciwnik zauważy, że nie są przypadkowymi shinobi na polu walki... zresztą skoro widziała tamten skok to pewnie widziała (i słyszała) też o wiele więcej. Cholera. Nie było tutaj czasu na długie rozważania. Na przyglądanie się kartom trzymanym w dłoniach. Trzeba grać szybko, póki przeciwnik ma cierpliwość. Z jakiegoś powodu Shikarui zakładał, że ta cierpliwość u tej panienki może się bardzo szybko skończyć.
- Yaken. - Blef? Nie. Gra słów. Yaken - bezpański pies. Bardzo banalna gra słów, bo chyba lepiej nie wpadać w... głębszą. Kolejne założenie - wojowniczka. Wojowniczka o gorących myślach, pragnąca żyć szybko. Tak samo szybko, jak toczyła się wojna. - Sanada Shikarui, Pani. Rozumiem, że możemy liczyć na ten sam gest z twojej strony, Pani..? - Bezczelność - tylko odrobinka. Próbował wybadać grunt. Tylko... wszystko to było odciąganiem nieuniknionego. Chyba. Z drugiej strony zabicie dwóch shinobi tego poziomu pewnie było dla niej niczym, nawet nie było w tym niczego zabawnego, więc niby czemu miałaby to robić? Och, jak ciężko było cokolwiek tutaj oszacować...
... gdy blask miecza dołączał do śpiewu stali.
Czas chyba faktycznie zwalniał w takich chwilach.
I choć Shikarui i tak wiedział, że Wojna poradzi sobie świetnie z ich dwójką, z tym mieczem i wszystkim innym - nie chciał, by radziła sobie z Akim.
Otworzył szerzej oczy. Spoglądając uważnymi, zimnymi ślepiami na boginię objawioną, widząc, jak katana leci w jej stronę. Jak wilk, nie pies. Wilcze ślepia obserwujące z taką uwagą... choć był świadom, że niczego nie zauważy.
Ich ruchy były tak śmiesznie ślamazarne w jej obliczu.
Tak, to były naprawdę bardzo długie ułamki sekund.
Wyciągnął dłoń, chcąc odtrącić ostrze miecza, które leciało w kierunku Wojny. Chcąc zbić je na bok. Zadziałał instynktownie. Atakowanie jej nie miało żadnego sensu. Atakowanie jej mogło tylko im zaszkodzić. Chciał odtrącić miecz, uderzając jego bok bokiem swojej dłoni i wsunąć się pomiędzy nich, unosząc lekko kunai. Plecami do Akiego.
Czasem Królowa musiała chronić swojego Króla od jawnego samobójstwa.


STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 17 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 568
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kei » 30 maja 2018, o 17:38

Jak się okazało strzelectwo nie było łatwym kawałkiem chleba. Jedno pudło, dwa pudła... Gdy w umyśle Keia zaczynała kiełkować myśl, że jeszcze trochę i chyba wyrzuci tą kuszę w cholerę, to akurat trafili. Później jeszcze jeden cel odpadł. Być może zdjęli by chociaż jednego nim strzały się skończyły, jednakże odgłosy ciągłych eksplozji zaczęły się zbliżać w ich stronę. Być może dobrze byłoby to olać i dalej ciągnąć swoją robotę, lecz to chyba trochę niepokojące gdy coś się zbliża, a ty nawet nie wiesz co. Dlatego też szybko się odwrócił by sprawdzić źródło hałasów, a wtedy... To chyba jakieś jaja... - Przemknęło mu gdy zmierzył się z dość absurdalnym widokiem. Biały smok i na jego grzbiecie dwóch mężczyzn walczących ze sobą, których każdy atak wywołuje eksplozję. Niby jak inaczej miałby nazwać ten obraz przed sobą jak nie absurdalnym?
- Spadamy stąd! - Krzyknął zbierając się do biegu odrzucając kuszę i kołczan by go nie spowalniały.
Jeśli Megumi miała jakieś problemy ze wstaniem, to ją pociągnie by stanęła na nogi. Poza tym sądził, że raczej będzie nawet szybsza od niego pomimo rany. Cóż w końcu w tej kwestii dała niezły popis na turnieju. Pokrywszy stopy i podeszwy butów chakrą zamierzał zbiec z wieży po zewnętrznej ścianie, a następnie po murze udać się za kolejną wieże lub nawet dalej. W sumie to najlepiej byłoby opuścić tą ulicę jak najszybciej... Mógł jednak pobiec inaczej jeśli dziewczyna chciała uciekać w innym kierunku. Pytanie czy sama ucieczka wystarczyła, w końcu zawsze mogło wyjść, że jednak nie zdążą się oddalić wystarczająco daleko na czas. Co wtedy? Cóż pozostaje spróbować atakiem zmienić kurs smoka, najlepiej tak, by walczący na nim nie zwrócili uwagi na nich. Jeśli latający obiekt zacznie zbliżać się gdzieś do odległości 20m, to chłopak podczas biegu wyciągnie kunaia i po naładowaniu go chakrą raitonu i rzuci go w niego. Jednakże nie celował byle gdzie chciał trafić w prawą stronę przy skrzydle, ewentualnie samo prawe skrzydło (z jego punktu widzenie]a czyli w lewe dla smoka). Następnie podczas dalszego biegu Kei składa pieczęć, a z kunaia powinny wydobyć się wyładowania. Chciał tylko trafić w smoka, najlepiej byłoby gdyby sami walczący nie zauważyli tej akcji. Co to miało na celu? Jeśli zdołałby choć trochę uszkodzić prawe skrzydło, lub ograniczyć jego ruchy, to smok mógłby przynajmniej odrobinę wykręcić na północ, więc mogliby się skuteczniej zwiększyć odległość. Czemu mu na tym zależało, mimo że już teraz się oddalali? Jeden z walczących tworzył jakieś białe wybuchające przedmioty, smok też był biały, więc jeśli był techniką tego mężczyzny, to już samo wyobrażenie sobie skali wybuchu mroziło krew żyłach. Z tego też względu chciał jak najszybciej oddalić się od tego.
Podczas swoich wszystkich działań chłopak pozostawał czujny, Zerkał też w stronę portu, cóż głupio byłoby gdyby dał się z zaskoczenia zaatakować, zwłaszcza że jeszcze sam do niedawna ostrzeliwał tamtych żołnierzy. W razie czego starał się jakoś uchylić, czy odskoczyć.
Jeśli chodzi o omijanie drugiej wieży, to naturalnie na nią nie wchodził, by następnie zejść, tylko okrążył biegnąc po ścianie.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 30 maja 2018, o 22:28 przez Kei, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Kei
 
Posty: 312
Dołączył(a): 4 sty 2018, o 14:40
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4707
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kenshi » 30 maja 2018, o 20:25

Kenshi nie był mówcą… Nigdy się nie szkolił z pogadanek motywacyjnych. Nie posiadał dużego doświadczenia w dowodzeniu ludźmi.. To sytuacje w jakich się w życiu znalazł, wymuszało na nim podejmowanie takiej, a nie innej roli. Dzięki zdrowemu rozsądkowi, znajomości własnych umiejętności, pozwalało mu to przeżyć. I ludziom którzy znaleźli się pod jego dowództwem. Tak było podczas Bitwy o Mur. I tak Kenshi chciał by pozostało w trakcie Bitwy o Kami no Hikage. Mimo, że walka o uratowanie miasta było działaniem bezcelowym, to wciąż w tej ruinie klejnota świata, znajdowali się żywi ludzie pragnący ratunku. Inoshi, blondynka z klanu Yamanaka też należała do tych osób. A czarnowłosy wiedział, że po utraceniu ducha, jej szanse na przeżycie drastycznie zmaleją. Instynkt samozachowawczy oraz zachowanie zimnej krwi, to było jedyne co mogło ją teraz uratować.
Po przekazaniu młodszej współuczestniczce ekspedycji wskazówek co do zachowania, Kenshi zeskoczył z baszty, zbiegając po prostopadłych murach miasta, by w końcu znaleźć się na dachach co jeszcze nie naruszonych budynków. Opętani członkowie zakonu, zajęci byli przede wszystkim niszczeniem okrętów, co jakby nie patrzeć, w tej chwili było dla Kenshiego jak i mieszkańców wpatrujących się tępo w płonący port – najlepszym rozwiązaniem. Tym drugim pozwalało to nacieszyć się jeszcze przez chwilę życiem, a Kenshiemu, dopomóc dla nich w utrzymaniu tego stanu.
Czarnowłosy już będąc u góry mniej więcej wiedział czego się spodziewać, bo miał stamtąd doskonały widok na pozycje oponentów, zebranych mieszkańców, a także nielicznych sprzymierzeńców. W trakcie zbiegania układał plan działania, a po znalezieniu się w zadowalającej odległości od przeciwników, sięgnął do kabury przypasanej do lewego uda. Muśnięcie palcami po ostrzach shurikenów wystarczyło do tego, aby namagnesować znajdującą się tam broń, która po chwili wyskoczyła i śmignęła w stronę zajętych okrętami przeciwników. Kenshi był wystarczająco blisko, aby tak nakierować broń i to z taką prędkością, by shurikeny weszły newralgiczne miejsce byłych współtowarzyszy Kenshiego – szyje, skronie, oczodoły, czaszki. Po jednym ostrzu w każdego wroga – i to nie raz, do momentu aż Ci z pierwszej grupki znajdującej się najbliższej Majiego, padli martwi.
Czy to był koniec? Nie… To był tylko początek. Początek rzezi, którą Kenshi miał teraz odwrócić. Ci, którzy wcześniej bestialsko pozbawiali życia ludzi których przysięgali chronić, mieli teraz zapłacić karę za to bestialstwo. Własną krwią. I to co spotkało pierwszą grupę przeciwników, miało w następnej kolejności dotknąć kolejną grupę przeciwników. W ten sam sposób, do momentu aż cały grupa padnie martwa.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 315
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi białą zbroje, szkarłatny płaszcz z wysokim kołnierzem, a u boku ma przepasaną pochwę z kataną.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, zbroja, rękawiczki, pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Yamanaka Inoshi » 30 maja 2018, o 21:59

- Rok 384 - Zima -


" Wszystko widzę... Wszystko wiem... "
Obrazek

Blondynka wciąż siedziała wyraźnie przybita oparta o blankę muru podczas gdy Kenshi wygłaszał do niej swoją mowę. Może i nie był mówcą... Może i nie był tym który potrafił tchnąć w innych nadzieję jednak... Czy pozostał ktoś inny za czyim przykładem mogła pójść zarówno ona jak i wielu innych? Wojownik z blizną na nosie, członek organizacji która zdradziła... Jeden z ostatnich którzy zdecydowali się stawić opór, czy miał wybór? Inoshi, mimo, że próbowała zniechęcić mężczyznę do otwarcia bramy poległa i na tej linii, udowodnił jej, że się myliła, że można otworzyć bramę samotnie podczas gdy ona próbowała... I zawiodła. Może ten drobny gest, otwarcie bramy, utworzenie drogi, jakże bezcelowej dla kilku istnień stał się czymś w rodzaju poklepania po plecach, symbolem, że jednak jeszcze coś można zrobić, dokonać najmniejszej zmiany która wywrze na kimś bądź na czymś wpływ. Czy on był kolejną iskrą nadziei która przeleciała koło jej nosa? Dużo tych iskier, czy jednak wszystkie są prawdziwe? Wyraźnie zaskoczona siłą i umiejętnościami chłopaka blondynka podniosła nieznacznie głowę, wpatrując się w poczynania Majiego nie dowierzając temu czego dokonał, otworzył bramę z którą ona nie miała najmniejszych szans, kawał metalu który nie stał się dla niego barierą nie do przeskoczenia. Wpatrywała się przez chwilę w jego poczynania z przejęciem, wciąż jednak nie mogła pozbyć się smutnego uczucia beznadziei które zagnieździło się w niej, wydawałoby się, że na dobre i nie stało się to dzisiaj a dawno temu. - Nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem... A gdy ta osoba umiera nadzieja umiera z nią... - Jakże absurdalna była ta myśl, mimo to przedstawiała pewną prawdę, prawdę, że gdy nadzieja zostanie złamana bądź stracona to można ją odbudować jednak... Za każdym razem gdy tak się dzieje jest ona słabsza i łatwiej ją zniszczyć. Każda kolejna iskierka staje się mniejsza, trudniejsza do spostrzeżenia... Czy ktoś wspominał o pochwyceniu nadziei? Kolejne zdanie które wygłosił oficer było zwykłym pokrzepieniem stawiającym shinobi wyżej w hierarchii ludzi czy jednak życie ninja było ważniejsze od życia innych? Po to przecież w tej chwili tutaj są, właśnie po to by ratować te niższe życia, te pozornie mniej warte iskierki. Wiele z tych iskier, mimo usilnych starań nie dotrwa poranka, tak samo wielu ninja zginie na marne starając się o przeżycie kogoś... Kogoś innego niż oni sami. Mimo strachu, Yamanaka należała właśnie do tej ostatniej grupy.

Czy znalazłby się ktoś kto czynił by zło w takiej chwili? Rzeczywiście były takie osoby pośród shinobi. Chociażby Yuji który od czasu swojej walki na placu z siłami zła zdążył już zmienić strony i zaoferować im swoje usługi. Inoshi nie potrafiłaby jednak tego zrobić, tutaj potrzeba osoby o konkretnie złym duchu która była już zła... Wiele zła również dzieje się przez pomyłkę i właśnie do jednej z tych pomyłek również zalicza się blondynka. Wodna mgła która uratowała jej życie i pozwoliła dokonać tego co zrobiła... Okazała się zgubą nie jednej osoby pod bramą, czy właśnie wtedy młoda kunoichi wykazała się samolubnością? Jak to mówią, póki jest nadzieja można walczyć dalej. Ciężko powiedzieć by rzeczywiście próba Kenshiego do niej dotarła, fakt, zaimponował jej dokonując tego z czym ona nie mogła sobie poradzić, wiedziała jednak, że ona nie należy do osób na których można polegać i liczyć, że wykonają zadanie, dlatego nie mogła uznać tego za coś wielkiego na dłuższą metę, zważywszy na to, że... To znowu pokazało i udowodniło jak niskiego poziomu są jej umiejętności. Czy jednak chciała kiedyś szczególnie je rozwijać? To nie tak, że ćwiczyła i zawiodła się na swoim braku postępu. Tutaj chodziło o coś innego o zwykłe przeświadczenie o własnej mocy i niemocy. Sile która potrafiła dokonywać cudów tego jej brakowało a przynajmniej sama tak uważała... Wmówiono jej to, w końcu nawet tutaj nie była wysłana w jakimś konkretnym celu, przyjechała jako piąte koło u wozu dla swojej rodziny którzy byli prawdziwymi wysłannikami. Gdzie oni byli teraz?

" Ci którzy posiadają odwagę dzielą się nadzieją... "

Odpięła swoją torbę kładąc ją przed sobą, zajrzała do środka zerkając na swój ekwipunek. - Strach... Prawdziwy shinobi powinien potrafić go ukryć, ja nie potrafię... Jak niby przeżycie tego wszystkiego ma mi to ułatwić? - Zastanawiała się. Podniosła lekko zaskoczona wzrok gdy smok wstał wpatrując się w port. Również rzuciła wzrokiem na to co oferował festiwal ognia z budynków i pozostałości statków które tam płonęły. Przetarła oczy widząc uśmiech Kenshiego, nie była jednak w stanie sama się uśmiechnąć, jej duszę trawiło w tej chwili zbyt wiele zmartwień i nawet fałszywy uśmiech był zwyczajnie zbyt trudny. Gdy ten rzucił się biegiem w dół szybko poderwała się dobiegając do blanki, wyciągnęła jakby rękę jakby chciał go jeszcze złapać, powstrzymać. Rzuciła w jego stronę - Demo... Kenshi-sama... - Spuściła głowę w dół zdając sobie sprawę z tego, że już jej nie usłyszał, był już niemalże na dole. Wzięła głęboki oddech przez chwilę wpatrując się w jego poczynania i miejsce w które się udał. - Hai, tak zrobię... - Powiedziała w tej chwili chyba tylko do siebie, jakby sama chciała podnieść się na duchu. Odwróciła się rozglądając za kuszą która jeszcze powinna tutaj leżeć. W końcu jedną rzuciła na bok, druga powinna wciąż leżeć przy martwym wojowniku. Nie miała siły ładować jej jedną ręką jednak z pozycji stojącej była w stanie to zrobić. Przykucnęła przy ostatnim ze smoków, tym który leżał tutaj martwy, przyjrzała się mu zabierając kołczan z bełtami, były to ostatnie bełty z których mogła w tej chwili skorzystać. Wszystkie inne albo były w tej chwili poza jej zasięgiem albo... Wyleciały do portu. Przypięła kołczan do swojej szaty, tak samo postarała się przełożyć kuszę przez ramię bądź plecy. Przykucnęła zerkając w stronę masakry która odbyła się po wewnętrznej stronie murów, westchnęła z poczuciem winy i wstydu by wstać po chwili i złożyć pieczęć sensoryczną. - Zrobię co mogę, będę jego oczami i uszami... Nawet pomimo... - Potrząsnęła głową na boki tak jakby chciała odrzucić tę niewypowiedzianą myśl, myśl która nawet nie została uwzględniona. Jej włosy powiewały wtedy na wietrze a grzywka, bardziej dzika niż zwykle zasłaniała twarz.

Pierwszym co spostrzegła blondynka było kilka osób które przebiegły od strony portu i wbiegły do miasta - Czy powinnam... Może powinnam ich ostrzec... Nie, tylko przysporzę im kłopotów. Poradzą sobie, nigdzie nie będą bezpieczni, na pewno nie ze mną... - Ciągły widok trawionych statków, jedynego motywu na ucieczkę jaki w tej chwili wyobrażała sobie blondynka nie napawał ją przekonaniem co do sprawy Kenshiego, stawiał on ją w ciągłej niepewności i wciąż rzucał jej wiele pytań dotyczących szans powodzenia, przeżycia, zarówno jej jak i innych oraz jej rodziców których bardzo chciała w tej chwili odnaleźć. Zwróciła się w drugą stronę skupiając się na przerażająco silnej chakrze na drugim końcu ulicy gdzie wcześniej była jej dwójka kompanów. Siła wojny przykrywała całą dwójkę niemal całkowicie, była w stanie dostrzec nikłe oznaki ich obecności. Wtedy wydała z siebie odgłos zaskoczenia połączony z czymś w rodzaju beznadziejności, bo co mogła zrobić ze swojej obecnej pozycji? Nie mogła zrobić nic, była zbyt słaba by zrobić różnicę, mogła jedynie patrzeć na to co się dzieje. Nie chciała wybierać na to do kogo wyśle wiadomość, już kiedyś postawiono ją przed trudnym wyborem który mógł zmienić życia ludzi, wyborem który dla niej nie miał żadnych konsekwencji, ona jednak była empatyczna i czułaby ten ból straty którego doświadczyli inni, nie chciała tego. Dalej dostrzegła białą bestie, prawdopodobnie białej ptaka który promieniował chakrą, na pewno każdy kto się tam znajdował zwróciłby uwagę na gigantyczne ptaszysko które właśnie pojawiło się znikąd. Osobnik który dokonał przywołania był już jednak nieco słabszy chakrą od swojego drugiego, wybuchowego oponenta. Czy to właśnie nie był Douhito Ekkiken który wcześniej zbiegł z placu na białym ptaku? Kierował się przecież w tą stronę miasta... Czy ktoś powinien coś zrobić by zapobiec temu rozlewowi krwi? Kim był jednak jego przeciwnik który również specjalizował się w wybuchach...

" Odmówienie pomocy... "

Obserwacja białego stwora, może nawet i białego smoka wydawała się na tyle interesująca, że Inoshi nie odrywała od niego swojego wzroku, mimo, że ledwo widziała to co działo się na takiej odległości aż wzdrygnęła się gdy spostrzegła, że leci on w stronę drugiej z bram. Od razu skierowała tam swój wzrok i sensoryczną wizję dostrzegając chakrę znajomą, należącą do dwójki Shinobi z grupy Kenshiego - Czy to... Ona wydaje się słabsza niż wcześniej... Jeśli czegoś nie zrobią to... Czy powinnam? - Myślała o Megumi i Kei'u którzy działali przy wschodniej bramie miasta. Drżącą dłonią zaczęła składać pieczęcie jakby właśnie miała wykonać przekaz, złożyła je jednak szybko odpuściła. - Nie... Nie mogę, na pewno to widzą, nie mogą inaczej, muszą sobie poradzić... Poradzą sobie. Przykro mi... - Zacisnęła mocno oczy by po chwili zacisnąć lewą dłoń na kolbie kuszy, musiała ścisnąć coś twardego. Adrenalina ponownie zaczęła dawać o sobie znać. Czy właśnie ona była teraz sędzią dusz? Osobą która decyduje o życiu innych, tych którzy przejdą przez bramy oraz tych którzy wrócą i będą żyć dalej? Kto zdecyduje o niej? Kenshi? Shikarui? Aka? Ojciec? A może Senju Kazuo? Jedno było pewne, nie uważała siebie za jedną z osób które ratują innych, ona była kimś kogo trzeba było uratować, było ku temu wiele dowodów w przeciągu kilku ostatnich godzin. - Dobrze... Muszę mu pomóc, muszę się skupić na obserwowaniu portu i całej okolicy. - Zbliżyła się ponownie do blanek z widokiem na port, stojąc na szczycie wieży wzięła głęboki oddech i zaczęła wędrować swoją wizją sensoryczną po porcie za wojownikiem z blizną na twarzy, tą samą którą dostrzegła jeszcze tego ranka w porcie. Skupiała się na okolicy która otaczała młodego wojownika, póki nie wyszedł z zasięgu obserwowała, chciała widzieć wszystko, każdy kąt, każde źródło chakry w jego pobliżu, każde które mogło wydać się mniejszym lub większym zagrożeniem. Mimo to w tej chwili bardziej przydatny był by użytkownik jakiegoś dojutsu niżeli mała blondynka potrafiąca wykrywać chakrę, w końcu Inoshi nie jest w stanie rozpoznać nieznanej sobie chakry i stwierdzić, że ta chakra jest dobra a ta zła. Wszystko bazuje na strzępkach informacji i domysłach. - Będę obserwować, ja zrobię wszystko... Muszę wertować informacje, przekazywać co najważniejsze, mam tylko dwa strzały... - I tak też czyniła obserwowała wszystkie ruchy jakie tylko była w stanie poznać lub odróżnić szukając przy tym o ile to możliwe nieprawidłowości w okolicy. Zmęczenie dawało jej już o sobie wyraźnie znać, mimo to musiała walczyć dalej, tak jak powiedział towarzyszący jej przez chwilę były smok - Nie mogła przestać walczyć i się poddać walkowerem.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
- ? - - Zwodniczy Karmazyn - Cała grupa
- C - - Maść na wszystko - Igarashi Nao
- D - - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:

Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy Noł Lajf
 
Posty: 1756
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Megumi Ishida » 30 maja 2018, o 22:20

Megumi chciała walczyć, wiedziała że jest ranna, ale teraz to tylko rana, może dalej walczyć żeby się wydostać z tej przykrej sytuacji. Zawsze może być gorzej. Po za tym, dziewczyna nie miała odwagi by stchórzyć. Przodkowie na nią patrzyli z niebios. Ona aspirująca do zostania mistrzynią szermierki, miałaby uciekać i zostać na pastwę losu cywili? To niegodne. Ktoś kto ucieka od walki jest niegodny noszenia miecza na plecach. Ani symbolu drugiego miejsca w turnieju. Strzał i pudło. W sumie nie spodziewała się niczego innego, troszkę przykre. Przeładowała tak jak planowała i o dziwo znowu wpadka. Ale za którymś razem trafiła i zabiła, potem znowu. Dwa trupy na 7 wrogów, to nie najgorszy wynik. Jednak hałas za nią uświadomił ją że coś jest bardzo nie tak. Obróciła się i zobaczyła 2 silnych ludzi nawalających się dziwnymi technikami, które wybuchały co warto przypomnieć i walczyli tak na wielkim białym smoku. Co lepsze jeden z nich rzucał małymi wybuchającymi kulka, i one wybuchały. A smok był do nich podobny, przynajmniej co do materiału. Uuuu przypał, trzeba wiać bo możliwe że będzie bum. Natychmiast upuściła broń nie uważając czy spadnie za balustradę czy nie. Skoczyła na równe nogi robiąc długie susy. Złapała jedną ręka prawie bezwiednie swojego fuma shurikena, wciskając go na miejsca na plecach. Szybko obejrzała się na zejście do wnętrza wieży, ale zignorowała je i przeskoczyła nad nim. Nie chciała wpaść w pułapkę. Skoncentrowała czakrę w stopach, uważała żeby nie wpaść w maź. Wskoczyła na mur który łączył obydwie wieże, a pod nim była brama. Biegła po nim, nie próbując jakiś manewrów ze schodzeniem na ziemię, w końcu rannej łatwiej uciekać po płaskim, niż pionowo w dół po ścianie co nie? Biegła i kątem oka oraz sensorem obserwowała otoczenie. Miała nadzieję że odbiegną wystarczająco daleko. W końcu uciekała razem z towarzyszem do którego nawet nic nie krzykła. W końcu sam wiedział że trzeba uciekać. Chciała wbiec na wieżę która napotka i dobiec do kolejnej, czyli pierwszej kwadratowej. Bała się jednak że nie zdąży, wtedy jeśli warunki będą takie że będzie miała około 20m od wieży na którą spadnie smok to użyje techniki. Złoży pieczęcie i wypuści dym z płuc który doleci do miejscówki z której uciekła. Potem tylko iskra z krzesiwa które miała, wcześniej schowanego pod bandażami, teraz w torbie, i wybuch powinien rozwalić część smoka, a do tego jego impet powinien wyrzucić gadzinę razem z załogą daleko po za wieżę. Jeśli jednak będzie dalej niż 25m ,to nawet nie próbuje takich numerów tylko ucieka. Może nie wybuchnie, a tamci ich nie zauważą? Ważne żeby technika została aktywowane przed uderzeniem oraz nim cały smok znajdzie się w dymie, warto rozwalić jego połowę, a drugą odrzucić siłą wybuchu. Co by się nie działo musi dobiec do kwadratowej wieży. Potem pomyśli, ale na razie to było istotne.

Spoiler: pokaż
Przedmioty widoczne: Dwie torby przy pasie.
No-dachi na plecach.
Fuma shuriken rozłożony zawieszony na plecach na sznurku.
Na każdej ręce obszar od nadgarstka do łokcia jest obwinięty metrem bandaża.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Megumi Ishida
 
Posty: 356
Dołączył(a): 27 lis 2017, o 21:28
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek B
Widoczny ekwipunek: Obandażowane ręce od nadgarstków do łokcia.
2 torby na wyposażenie na pośladkach
No-dachi na plecach
Rozłożony fuma-shuriken zawieszony na sznurku na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4403&p=65802#p65802
GG: 56674178
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Exodia » 1 cze 2018, o 15:53

Spoiler: pokaż
https://i.imgur.com/wcckLkI.png
Obrazek
Legenda:
Aka - (nieprzytomny) błękit
Kei - żółty
Yamanaka - czarny
Shikarui (nieprzytomny) - biały
Megumi - pomarańczowy
Kenshi - szary
Zielony - Wojna
Ogromny biały i różowy - Ekiken Dōhito (martwy) i Naohiro Haretsu
Zaznaczone domy to te w których wybuchło. Jarają się już solidnie i przenosi ogień się na inne obszary
Czarna obwódka - teren który opadł
Czarne obok bramy - rozwalona eksplozją brama, część murów i terenu wokoło


Shikarui i Aka
Wojna nie była aż taka straszna, jak mogło się wydawać. Z pozoru wyglądała niczym zwykła osoba. Jej czarne, martwe oczy jednak... Kilka szczegółów które świadczyły o jej nietypowości. Jej zachowanie, całkowicie swobodne. Nie musiała nawet uważać, jakkolwiek się bronić. Podejmować środków bezpieczeństwa. Świadomość różnicy pomiędzy nimi? Biorąc pod uwagę jej ogromne walory fizyczne (w znaczeniu możliwości ciała rzecz jasna), których świadkami byli Shikarui i Aka, to nie można się było dziwić takiemu a nie innemu zachowaniu. W głowach tej dwójki właśnie trwał chaos. Niezrozumienie. Eksplozja różnych emocji, które nie mogły znaleźć ujścia w czymkolwiek. Mogli stać w miejscu i patrzeć. Aka nie był w stanie powiedzieć czegokolwiek. Paraliżował go strach, rozsadzała wściekłość. Niczym beczka prochu, której lont stopniowo i stopniowo staje się krótszy.
- Ej, po co ta formalność, wcale nie mnie zadowoliłaś tym ukłonem~ Przynajmniej wy zdołaliście mnie zabawić. Już myślałam, że wszystkie zabawki zostaną zabite zanim zdążę je zobaczyć! Te głupki naprawdę się nie powstrzymują, wiecie? - kobieta uśmiechnęła się, błysnęła swoimi ząbkami. W normalnych warunkach jej persona mogła uchodzić za nawet piękną. Może nawet ten duet doceniłby jej urodę, gdyby nie nadszarpnięte nerwy, stan psychiczny ledwo utrzymujący się w ryzach, wszystkie skutki stanu rzeczy wokoło, inne okoliczności... Czyli praktycznie wszystko co tylko się dało. Następnie przywitanie się. Drobna fanaberia z jej strony, grzeczności które nie służyły niczemu. Po co komu imię osoby, którą zaraz się zabije? Sadyzm takiej sytuacji był ciężki do opisania. Jak dziecko które patrzy się na mrówkę i próbuje się z nią dogadać, żeby potem wsadzić ją do ogniska i patrzeć z dziką radością jak płonie.
- Uchiha, powiadasz? Mam nadzieję że nie będziesz problematyczny, w tych stronach Uchiha nie są zbyt mile widziani. A przynajmniej tak słyszałam w każdej innej prowincji, nawet Sogen. HA! - parsknęła dziewczyna. Żart z pewnością nie uspokoił chłopaka. Ta beczka prochu miała naprawdę krótki lont.
- No pewnie, że tak! Jestem Iwaru, zwana Wojną. Jedną z Czworga, Panią rozpierdolu i destrukcji. Miłośniczka jabłek w karmelu i słodkich zwierzątek przybitych do drzew. Miło was poznać. - powiedziała, wystawiając rękę przed siebie i machając ją dziko, z entuzjazmem. Czemu nie potrafiła być poważna chociaż na chwilę? Co z nią było? Czy rżnięcie głupa naprawdę leżało w jej naturze do tego stopnia? A może faktycznie powiedziała prawdę?

Czy miało to jakiekolwiek znaczenie? Nie w obliczu beczki prochu, która wybuchła. Beczki, której dłoń poruszała się sama. Oczy zrobiły się krwistoczerwone z czarnymi tomoe, niczym kwiaty na tafli jeziora. Katana poruszała się pewnie i szybko. Nie na tyle, by Shikari tego nie zauważył. Zareagował, odbijając ostrze swoim kunaiem. Wojna stała niewzruszona, obserwując widowisko. Nie odsunęła się od miecza. Nie zareagowała. Czy ten miecz był aż tak szybki? Oczywiście że nie, było to dla niej niczym w spowolnionym tempie. Coś, na co zareagować można jakkolwiek, o ile stwarzało zagrożenie. A to tutaj nie stwarzało.
- EJ, TO BYŁO NIEGRZECZNE! - krzyknęła Wojna, kiedy broń Aka została zneutralizowana. I zniknęła. Po prostu zniknęła. W ułamku sekundy nie było jej w tym samym miejscu w którym była. Pojawiła się za dwójką. Mogli ją wyczuć, zobaczyć jej cień na ziemi przed sobą. Aka mógł poczuć jedno uderzenie w okolicach karku. I po tym nie czuł nic więcej. Opadł na ziemię bezwładnie.
- To cię nauczy, chamie! A dla ciebie też coś mam. Tylko się nie przestrasz, postaram się być delikatna~ - szepnęła kobieta, po czym Shikarui mógł poczuć uderzenie w tył głowy. I, podobnie jak Aka, padł na ziemię. Co dalej się działo? Nie było osiągalnym dla nich, żeby się o tym dowiedzieć. Wszystko trwało dosłownie chwilę. Chwila i dwójka Shinobich padła na ziemię.


Megumi i Kei
Martwienie się problemami innych nie leżało komukolwiek w tej sytuacji. Każdy musiał martwić się o siebie, ewentualnie o najbliższe mu osoby. Rodzinę, przyjaciół, i tak dalej. Co kogo obchodził palący się dom z nieznajomymi w środku, skoro samemu otarło się o śmierć? Megumi nie mogła mieć bardziej wywalone na innych niż w momencie, kiedy zobaczyła za sobą ogromnego smoka. Jej rany nadal dawały się we znaki, w mniejszym stopniu właściwie tylko dlatego że strzelanie z kuszy nie wymagało angażowania tych konkretnych części ciała. Ale już bieganie, zabranie sobą broni? Jak najbardziej. Wstanie było bolesne i problematyczne, znalezienie odpowiedniego medyka było priorytetem. Ale nie było takowego w okolicy, więc duet musiał uciekać po murze, w stronę następnej wieży, z czego Kei musiał pomóc Megumi. Nawet pomimo jej ogromnej szybkości, wciąż była ranna i nie stabilna fizycznie. Jej bieg był zachwiany, może przez utratę krwi? Ale faktem było, iż cudem udało im się dotrzeć na wieżę. W sam raz, żeby wzniesienie i kamiennie klocki zbudowane jako zasłona dla stojących na wieży, zasłoniły ich przed falą uderzeniową. Sama wieża była pusta, z dwoma całkowicie ograbionymi zwłokami Shiro Ryu. Jednak duet mógł, patrząc na ogromny wybuch, zauważyć dwójkę mężczyzn wychodzących z niego. Jeden z nich, wyszedł wyprostowany. Z widocznymi ranami, poparzeniami. Jedną dłonią trzymał za głowę drugiego walczącego, bezwładnie taszczonego po ziemi. Bez jednej ręki i nogi, jak mogli zauważyć. Zwycięzca pojedynku rzucił starca na ziemię. Obydwoje byli wystarczająco blisko, a oni na tyle głośno, że dało się usłyszeć fragmenty ich rozmowy. Na którą młodszy mężczyzna mógł, jako zwycięzca, pozwolić sobie zgodnie ze swoim widzimisię.
-... było? WARTO BYŁO, JEBANY PODLUDZIU?! ODPOWIADAJ! - krzyknął młodszy, kopiąc leżącego kilkukrotnie, przy towarzystwie jego krzyków bólu. Ten, po dłuższej chwili, wydukał z siebie kilka zdań. Jednak duet usłyszał jedynie kilka słów.
- Warto było, Naohiro. Dobrze było wyszaleć się ten ostatni raz... - powiedział z ledwością, kasłając gęsto krwią. Jego stan był, delikatnie mówiąc, tragiczny. Brak dwóch kończyn w połączeniu z jego starczym wiekiem dawał niską nadzieję na cokolwiek. Mężczyzna zwany Naohiro podniósł mężczyznę w powietrze jedną ręką, ponownie za głowę.
- Jeśli spróbujesz położyć rękę na mojej rodzinie... nie wybaczę ci. Wstanę z grob... - ostatnie słowa zostały przerwane przez potężny wybuch, wychodzący prosto z ręki Naohiro, ukierunkowany z całą mocą w głowę starca. Wybuch tak potężny, jak gdyby cała wcześniejsza eksplozja została skupiona w jednym kierunku. Ciało bez głowy opadło na ziemię. To był koniec Ekikena Dōhito. Mężczyzna splunął ja jego trupa, kierując się w stronę zniszczonej przez siebie bramy. Mając całkowicie wywalone na wszystko, co działo się wokoło. Nie przejmując się nawet tym, że mógł być widziany przez kogokolwiek. To był koniec. Megumi zatoczyła się, obraz zaczął jej się dwoić przed oczyma. Mimo wszystko pozostała przytomna. Jeszcze.


Kenshi i Inoshi
Podczas kiedy inni byli jedynie pionkami pośród gońców i królów, to Kenshi nie miał zamiaru pozostać jedynie biernym obserwatorem, czekającym na to co przyniesie mu przyszłość. Nie chciał przeżyć, chciał swoim życiem coś ugrać. Nie dla siebie wprawdzie, a dla innych. Metalowy wojownik był w stanie dalej walczyć, w przeciwieństwie do kilku swoich towarzyszy z grupy, rozsianych po całej dzielnicy. Inoshi z kolei nie do końca wiedziała co ma zrobić. Otoczona potężnymi chakrami, silnymi osobnikami walczącymi o swoje. Wyczuwała towarzyszy, z czego chakra jednego z nich szybko słabła. Ale była za słaba. Jedna osoba nie zrobiłaby różnicy w starciu potworów. Nie pomogłaby z takiego dystansu rannemu. Musiała wymyślić sposób, żeby dalej być użyteczną i tym samym wywalczyć sobie wolność zamiast, by ktoś wywalczył to za nią. Podniesienie bramy w obecnej sytuacji nie miało większego znaczenia taktycznego, pozwoliło jednak wielu małym grupkom cywili przejść na inne, bezpieczniejsze tereny. Tereny na których powoli zaczęła szaleć pożoga. Podpalone domy roznosiły ogień wokoło, ten przeskakiwał na inne za pomocą wiatru. W mieście wybuchało coraz to więcej pożarów. Kenshi był od tego odgrodzony grubym murem. Skupił się na anihilacji pozostałych Shiro Ryu za pomocą swojej metalowej broni, sterowanej zdalnie przy pomocy umiejętności Rodowych. Pociski leciały prosto przed siebie, ostatecznie trafiając w szyje kilku przeciwników. To był dla nich koniec. Nic nie odwróci poczynionych przez nich szkód, aczkolwiek nie będą powodować kolejnych. Ich martwe ciała wpadły do wody.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1528
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Aka » 1 cze 2018, o 16:41

Drogi pamiętniczku,
dwa dni temu miałem willę w Sogen, kochający klan i całkiem sensowne życie.
Potem poznałem Shikaruia.
Teraz błądzę ulicami spalonego Serca Świata, z perspektywą życia krótszego, niż pamięć złotej rybki.

To nie Wojna przyszła do niego. To on przyszedł po wojnę. Z samym sobą, ze swoimi pragnieniami, marzeniami, pokusami i słabościami. Wojna nie była demonem, nie była diabłem. Gorzej. Była człowiekiem - takim samym jak Aka i takim samym jak Shikarui, choć ten ostatni tak bardzo próbował zrzucić jarzmo człowieczeństwa, nie dopuszczając do siebie myśli o tym, że żyje. Głupi on, oj głupi. Ale tak przecież było łatwiej. Całe jego „życie” sprowadzało się do tego, żeby było jak najłatwiej. Żadnych pragnień, żadnych marzeń, żadnych pokus i... żadnych słabości. Dla Shikaruia wojna była obojętna. Nie miał o co walczyć.
Sucha woda, ciepły lód, nieproblematycznych Uchiha. Mniej-więcej tak prezentowało się to, na co liczyła Wojna. Albo nie wiedziała co mówi, albo wręcz przeciwnie. Doskonale wiedziała, co czarnowłosy zrobi. Jakkolwiek głębokie było źródło głupoty Akiego, nie zostało jeszcze wyczerpane. Nie uschnęło, nikt go nie zakopał. Wciąż stało i kipiało, może trochę przysypane, ale wciąż dające znać, że to jeszcze nie jest koniec tego czarnowłosego, narwanego Uchihy, który tak bardzo próbuje udowodnić swoją wartość.
Lekcja trzydziesta piąta.
Jak coś cię wkurwia to mów, że cię wkurwia a nie, że złowrogo szumią wierzby czy duch Twój na rozżarzone węgle dupą usiadł.
- Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego mnie... - chroniłeś? Zdradziłeś? Nie dokończył. Tylko to zdążył wydusić z siebie, gdy Shikarui zbił uderzenie. Przecież... gdyby tego nie zrobił, na pewno Aka by ją dorwał! Nie ruszyła się ani na milimetr, ściąłby jej głowę! No. A przynajmniej tak uważał nasz mały urwis.
Nie zdążył poprawić, wykonać kolejnego cięcia. Nie było na to czasu. Uśmiechnął się pod nosem, sądząc, że to jego koniec. Otworzył usta, spoglądając na Shikaruia. Chyba chciał dokończyć. Ale nie zdążył.
Nie poczuł wiele. Lekkie uderzenie w... bark. Nie w głowę. Nie w kręgosłup. Nie w żadne newralgiczne miejsce, którego uszkodzenie spowodowałoby takie... obrażenia. O ile można było to nazwać obrażeniami. Bo zemdlał w ciągu ułamka sekundy. Ujrzał jedynie jej cień. Nie próbował się bronić. Nie żeby miał jakiekolwiek szanse.
Oboje padli. Czego oczekiwał Shikarui, próbując rozmawiać z panią rozpierdolu i destrukcji? Że zaprosi ich na herbatę i jabłuszka w karmelu? Wielki pan zabójca, postrach dłuzników, niewdzięczników i skąpców.
I czego oczekiwał Aka, zadając się z kimś takim? Stał teraz pośród nicości. On i Shikarui. Wokół nie było nic. Nie było nawet czerni. Tak jak gdyby zostały na całym świecie tylko dwa byty. Doko i wyrzutek. Nic poza tym, nikt poza nimi.
- Kurwa, pomyśleć, że straciłeś dla mnie tyle czasu, że przez chwilę poczułem się ważny. - Mały Książe spojrzał na Shikaruia, na swego generała, na swego sługę, na swego zdrajcę. Stał przed nim, jak nieruchomy posąg, jak zjawa, którą chciał sięgnąć, lecz nie mógł. - A tak naprawdę myślałeś tylko o sobie. O swoim życiu. By wyrwać się z Kami no Hikage i dalej mordować za pieniądze... ja pierdolę, nie wierzę! - syknął. - No powiedz coś do mnie! - wrzasnął do niego. Ale Sanda stał bez ruchu. Zmrużył oczy. - Wolisz zamknąć oczy, udawać, że wszystko jest w porządku. Ale nie da się żyć z zamkniętymi oczami, wiecznie ukrywać się przed światłem. I pomyśleć, że... - chciał coś powiedzieć, ale nie dokończył, ugryzł się w język. Westchnął cicho. W jego głosie było czuć żal i ogromny wyrzut skierowany do Sanady. Zawiódł go, zawiódł swoim postępowaniem, swoim egoizmem, swoją próbą powstrzymania go od wszystkiego, co miało miejsce. Generał, który nie słucha swojego króla, nie może być dłużej generałem. Tym bardziej, jeśli pomylił się w ocenie sytuacji i swoimi czynami doprowadził do klęski wojsk. Miał wybór między tym co dobre, a tym co łatwe. Wybrał drugą opcję. Bał się śmierci, tego co się z nim stanie. Wolał kontynuować swoje życie bezpańskiego psa. Wrócić bezpieczny do swojej budy i przeżyć jeszcze kolejny dzień, choćby jeden więcej. Miał więc swój kolejny dzień, mógł brać z niego garściami. I niech bierze. - Ale czego ja oczekiwałem po kimś, kto za garść miedziaków jest gotów zabić swoją rodzinę... - biedne, głupie jagnię liczyło, że lew stanie z nim ramię w ramię, że pójdzie z nim w bój, nawet jeżeli ma to oznaczać śmierć. Jakże się pomylił. Do końca życia nie wybaczy sobie, że próbował zaufać komuś, komu nikt o zdrowych zmysłach nie powinien był zaufać. Wiedział to wtedy, w dzielnicy latarni. A mimo to wyciągnął dłoń w jego stronę, licząc, że zdoła oswoić dzikie zwierze. Lecz dzikie zwierze bało się ognia. Widziało w nim nie ciepło, nie dom, lecz pożogę. Był zupełnie inny, niż sądził. Gorszy. Słabszy.
Powinien był go zostawić. Patrzeć, jak czarne dziury zbliżają się do i pochłaniają go w mrok. Powinien zrobić to samo, co zabójca zrobiłby z nim. Shikarui był dla niego zbędnym balastem. Tak samo jak Aka dla Shikaruia. Przeszkadzali slbie nawzajem w przetrwaniu. Przecież o to Ci chodziło, Shikarui, prawda? O przetrwanie. Tylko to się liczy. To przecież Twoje słowa. Aka je tylko próbował zaadaptować. Nie wierność, nie przyjaźń, nie idee, nie rodzina. Tylko przetrwanie. Ale nie Aka - on nie był taki. Był lepszy, był ponad to. Jego płomienia nie mogła zgasić nawet taka szuja, jak Shikarui. Gdy uderzał kataną, wiedział, że jego czyn nic nie zmieni. Że nawet jeżeli się wydostaną, to Sanada dalej będzie żył swoim życiem, pustką otaczającą go z każdej strony, a pustkę w środku zastąpi chwilowymi uciechami, po których znów nastąpi nicość. Bardzo chciał w niego wierzyć, ale chyba nie potrafił. Ciągle mu mówił co ma robić, próbował bronić i jak to się skończyło? Nie wiedział nawet, czy żyją. Czy ta cała projekcja mu się śni, czy może sam kreuje ją siłą wyobraźni. Wiedział tylko jedno.
Zawiódł go.
Chciał go zniszczyć, przegnać ze swojego snu. A przynajmniej tak sobie wmawiał, bo nie robił w tym kierunku nic. Skoro to jego umysł, to mógł go przegonić, przegnać, prawda? Przecież to wszystko to tylko wytwór wyobraźni. Zbyt dużo o nim myślał w ostatnim czasie, dlatego mózg ubzdurał sobie, że jest najwyraźniej kimś ważnym.
Aka wmawiał sobie, że nie zasługiwał na niego. Że zasługiwał na kogoś lepszego. Ale utknął tu z nim i musiał sobie z tym jakoś poradzić.
Miał mieszane odczucia. Trudno być wdzięcznym komuś, kto jednej chwili trzyma Cię za rękę, daje znać, że jest dobrze, że jest przy Tobie, a później Cię odtrąca i każe zrobić tak, żeby to mu było dobrze. Gdy zamiast walczyć ramię w ramię, blokuje Twój cios. Jak gdyby od zawsze był po stronie tych złych. Za kogo uważał? Za nieznajomego? Za przyjaciela? Na pewno nie za króla. Mógł sobie w dupę wsadzić te swoje pseudofilozoficzne wywody na temat panów, władców, królów. Swoim sztywnym, pozbawionym emocji zachowaniem zawiódł go na całej linii. A nie o to chodziło w relacjach. Chodziło o robienie głupstw, o śmianie się przeznaczeniu w twarz, o uporczywe dążenie do celu, nawet jeżeli ten zdawał się być nieosiągalnym. Nawet, jeżeli miała spotkać Cię za to kara. Sanada bał się tego, czego nie mógł kontrolować. Próbował kształtować ogień, powstrzymać go... ale Shikarui był prosty. Za prosty dla Akiego. Dla Uchihy, który nie dbał o swoje życie. Dla chłopczyka, który dzierżył oręż potężniejszy niż jakiekolwiek ostrze. Wiarę.
Wiarę w kogo? W siebie, może w Shikaruia? Może w bogów? A może w ludzi? Może chciał sobie coś udowodnić, a może chciał udowodnić coś Sanadzie? Może był jego Aniołem Stróżem? Może chciał mu pokazać, że każdy zasługuje na szansę, nawet ktoś taki jak on?
A może po prostu chciał spłacić swój dług.
Jaka była prawda, wiedział tylko Aka. Ale nie zamierzał się tym dzielić z nikim.
A zwłaszcza ze samym sobą.



Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
  • Katana
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 163
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Shikarui » 1 cze 2018, o 21:06

Była niepoczytalna. Ta Wojna. Wojna, która do nich przyszła, czy to oni rzeczywiście przyszli do niej? Shikarui od samego początku wiedział, że ta partia będzie naprawdę ciężka do rozegrania. Upierdliwa. A jego prost "ja" nie do końca komplikacje tolerowało, czy nie tak? Człowiek, który nigdy się nie narodził, nie miał prawa żyć. Wydawało mi się to proste, całkiem logiczne. Wiesz... czase myślę, że w naszym świecie logika jest najmniej logiczną rzeczą. Tak jak on wydawał się całkowicie martwy, a przecież, w swoim chłodzie, był tak cholernie żywy. Więc i odpowiedź na to pytanie nie było wcale takie oczywiste. Aka sam do niej wyszedł, to prawda. Jego nogi nie uginały się pod własnym ciężarem, ale czy nie uginały się pod nią? Przed nią. Za słabe, żeby unieść cały ciężar śmierci i ognia, którym chciał oczyścić świat. Proszę bardzo – ktoś go wyręczył. Zabił wszystkich możnych tego świata, zlikwidował to, czym Aka tak gardził. Więc czemu nie był zadowolony? Nie był zadowolony – był roztrzęsiony, wściekły, zażenowany, przestraszony. Przechodził przez wszytkie stany zbyt szybko. Podczas gdy jego świat spalał się intensywnym płomieniem, świat Shikaruiego stał ciągle w tym samym miejscu.
Shikarui nie przyszedł do Wojny. To Wojna przyszła do niego.
Chyba tym się różnili przede wszystkim. Aka nie lękał się śmierci. A Shiki? Czy bał się Kostuchny o białych, kościstych palcach, które ściskały w dłoniach kosę? Zagubiona granica między odwagą i głupotą. Uporządkowane priorytety. Aka też miał je całkiem dobrze poukładane – tak mu się przynajmniej wydawało. Duma, upór. Nikt nie miał prawa go ignorować i zmuszać, by pochylał przed kimkolwiek głowę. To było chyba dobre? To na pewno było samobójcze. Sam fakt, że Uchiha tutaj stanął, obok niego, nie napełniało go ulgą, nie sprawiało, że czuł się lepiej. Nie sprawiało też jednak, że czuł się gorzej. Sprawiało, że stawał przed o wiele trudniejszym zadaniem i notował to w kąciku swojego umysłu, bo doskonale widział, jak chakra Akiego napełnia się gniewem. Jak przesuwa się, kroczek po kroczku, w kierunku szaleństwa... a wiesz, jak to jest, Drogi Pamiętniczku? Z szaleństwem jest jak z grawitacją.
Wszystko, czego potrzebuje, to tylko lekkie pchnięcie.
Nie potrafił przewidzieć ruchów Wojny, ale nie wiedział też, co zrobi Aka. W takim wypadku należało być gotowym na wszystko. Mógł rozłożyć ramiona i lśnić. Zamienić się w gorące słońce, pozwalając swojej krainie na całkowite zniszczenie. Liściom na uwiędnięcie. Wodom na wyschnięcie. Lód może wtedy naprawdę zamieniłby się w gorący, a słońce stałoby się lodowate. Wtedy może Uchiha rzeczywiście nie sprawiałby problemów. Osoba, która wolała nie istnieć, scalać się z cieniami, była gotowa na przeinaczenie swojej własnej natury. I właśnie to robił. Grał - na czyją korzyść? Kłamstwem byłoby powiedzenie, że tylko i wyłącznie Akiego. Przecież był gotów na zawarcie paktu z Diabłem. Diablicą o schorowanych oczach. O wiele bardziej chorych od jego własnych. Której chakra była nasączona krwią i mordem - zupełnie inaczej niż gorąca, przyjemna chakra stojącego u jego boku chłopaka. Z jakiegoś powodu doskonale wiedział, co zrobi Wojna, jeśli tylko uniosą na nią broń. Albo raczej - domyślał się.
Przecież sam postąpiłby identycznie.
Dlatego zareagował automatycznie.
Sam nie bardzo wierzył w to, że jego ręka odtrąciła ostrze, które nie musnęło nawet włosów Iwaru. Dziewczyna stała dokładnie tak, jak stała wcześniej. Niewzruszona. Dla niej to, co dla nich było chwilą, było całą wiecznością, w której mogła robić wszystko. Nie bardzo wierzył w to, że Aka naprawdę ten miecz uniósł. I czy odczuwał w tej chwili cokolwiek? Poza tym zdziwieniem.
Jedyne, co odczuł, to głos w swoim umyśle, który powiedział mu nie udało się.
Ręce, którym przeznaczono zabijać, nie nadawały się do chronienia.
Dlaczego mnie...
Zdradziłeś.
Tyle pytań - i tak mało odpowiedzi.
Lawendowooki obrócił się, by złapać Akiego w ramiona, upuszczając kunai. Na jego twarzy nie było zdziwienia, żalu, skruchy. Zupełnie jakby nie było czego żałować. A przecież tak wiele żalu kwitło na ognistych polach. Wiatr targał kartkami tego pamiętnika z dziecięcych lat i wyrywał kolejne kartki. Jedyną wyraźną była ta, w której długość życia liczyła się krócej od życia złotej rybki. Dziwne, bo Aka wcale nie wydawał się martwy. Ciepły, bezwładny, ale tak samo lekki jak wtedy, kiedy podsadzał go wyżej, żeby mógł oglądać, co takiego dzieje się na placu przed pałacem. Był sobą do końca. Pomimo bólu. Pomimo lęku. Dlatego nie było żalu w sercu Shikaruiego. Zrobiłeś, co mogłeś, wojowniku. Czy na pewno? Coś można było zrobić lepiej... ach tak. Już wiedział, co.
Mógł od razu ogłuszyć Akiego i zabrać go na pierwszą lepszą łódź, zabierając go do domu. Nawet jeśli ten miałby go znienawidzić.
Nigdy bym cię nie zdradził.
Spoglądał na czarne, potargane włosy oparte o jego klatkę piersiową. Pachniały dymem. Nie powinny. Powinny pachnieć wiatrem sogeńskim, który pląsa się pomiędzy liśćmi i umyka ku błękitowi nieba. To była tylko chwila. Krótkie myśli, dziwne odrętwienie i miękkość ciała. To nie był strach. To była zgoda.
Potem powitał Śmierć jak starą przyjaciółkę.
Poleciał do przodu, zanurzając się w czerni.
Lis spojrzał na Akiego, na swojego króla, na swojego Pana, na swojego sprzymierzeńca. I położył po sobie uszy. Usta pocięte chłodem zdań, które cięły skórę uszu. Cięły ramiona. Za bardzo ciążyła przelewana krew - dlatego Lis mógł tylko siedzieć. Siedzieć i słuchać, zakrywać usta - milczeć. Mógł tylko przymknąć oczy, próbując zdjąć klątwę zamkniętą pod powiekami. Był zły. Aka był wściekły, a jego ostatnie słowa były bardziej celne od noża skierowanego w serce.
Nie, to nie tak, Aka. A jak? Chciałem cię tylko ochronić. Złość, złość... tyle furii zamkniętej w jednej sylwetce, która teraz wydawała się potężniejsza od lodowców Hyuo. Która zajmowała całą przestrzeń, jakby jego krzyk wybudzał niezmąconą czerń i pozwalał jej spętywać dłonie, nogi, szyję... Tyle wyrzutu. Tyle żalu. I chociaż mógł się przed tym bronić, to koniec końców żadne ze słów nie wydobyło się z jego ust. Rzeczywiście - wolał zamknąć oczy. Czy to znaczyło, że udawał, że wszystko było w porządku?
Pochylał głowę przed Śmiercią, pochylał głowę, nim ich ciała zamienią się w granit. Cztery ściany, jedno denko i płachta, którą nas przykryją. Dosypią do tego ze dwie łopaty ziemi i uznają rzecz za sprzątniętą, lub porzucą w rowie, psom na pożarcie. Przyszli pogrzebać czas, zatrzymali wskazówki zegarów, po których już nie będzie można się ślizgać, by już nigdy nie można było powiedzieć: "przebacz". Tylko czy Shikarui miał za co przepraszać? Czy czuł się winny? Zwinął się w kłębek, schował twarz w swoich ramionach. Nie musiał się z niczego tłumaczyć - chyba dlatego milczał. Powinieneś. Tylko jakoś żadne słowo nie chciało wyjść z gardła.
- Hej, pamiętasz jeszcze, jak mama rysowała nam krzyżyk na czole na dobranoc, by odegnać wszelakie zło? Przydałby się tutaj ten gest. - Przecież tego też nigdy nie mógł powiedzieć. A jednak te słowa pobrzmiały w tej pustce tętniącej obecnością Wojny i bólem głowy. Uniósł spojrzenie i zerknął w bok. Na chłopca, którego spotkał dawno, dawno temu. Który pochylił się nad nim i ucałował jego czoło. Tylko po to, by mniej bolało. Tylko że to wcale nie był chłopiec z dawnych dni.
To był roześmiany Aka, który pomachał lekko ręką, jakby chciał dopowidzieć, że czemu tutaj tak siedzi, jakby lubi się kryć w czyimś cieniu, skoro mógłby wznieść się ku niebu. Jakby mówił, że gdybyś wzniósł się do nieba, już nigdy nie spadłbyś w dół. Widział w nim wszystko to, czym nigdy nie był. Nigdy się nie stanie. Życie, tętniące szybko i spalające się równie potężnym płomieniem. Ciepło, którego tak brakowało. Uśmiech, który był tak trudny do wykonania. Emocje, które jarzyły się tak intensywnie. Wolę, która nie chciała się ugiąć przed najpotężniejszymi. Siedział przy ognisku i zapraszał do tego, by się ogrzać. Jak mógłby nie skorzystać? Chciał pielęgnować ten obraz w swojej głowie. Obraz spokoju, śmiechu i dzikich, niewinnych, młodzieńczych przygód, które wydawały się całkowicie trywialne i których nie pojmował, a które Akiemu sprawiały chyba frajdę. Chciał poleżeć tutaj dłużej - w tej czerni, w której jedynym światłem były te przyjemne płomienie, które nie odstępowały Akiego na krok. Przykleiły się jak cień do jego ciała i snuły za nim po chodniku. W tym miejscu mogły płonąć do woli. Tylko czy to nie było zbyt egoistyczne? Wiedział, że prędzej czy później będzie musiał go stąd przegonić. Zmusić do tego, by wracał do swojego domu - nawet jeśli miałby go zostawić go w tych ciemnościach.
Nie chcę. Nie zostawiaj mnie tu... Boję się. Boję się tego mroku.
Nie chcę być znowu zamknięty.
- Mam ci coś powiedzieć? - Shikarui uniósł na niego spojrzenie i uśmiechnął się paskudnie. - Spierdalaj. Marnujesz mój czas.
Aka zdecydowanie zasługiwał na kogoś lepszego. Na lepsze życie, które nie było poznaczone błąkaniem się za kimś, kogo przeznaczeniem była tylko śmierć. Lepiej przemienić wszystko w nienawiść, prawda? Zatruć nią sobie serce i poddać się tej truciźnie, która ściągała świat jeszcze niżej, niż ludzie zakopywali trumny.
Może Shikarui chciał po prostu zobaczyć dla siebie jakąkolwiek szansę.
Głupi lew masochista.
Przydałoby się coś, co pozwoliłoby zakryć uszy, by nie słuchać chłosty zdań. Taki krzyżyk na czole. Bolało? Nie miało prawa boleć. Tak jak on nie miał prawa głosu. Tak jak musiał słuchać. I mimo to nie chciał go porzucać. Nie chciał zostawiać chłopaka, który wydawał się tak dobry... Chciał zamknąć jego pięści w swoich dłoniach, by jego knykcie obijały się o mur, który on by bił. Otulić skrzydłami, unieść tam, gdzie chciałby polecieć, dziękując za samą jego obecność. Nawet jeśli te skrzydła dawno nie miały lotek, jeśli wyrwano każdą pojedynczą, by nigdy więcej nie mógł dotknąć nieba. Wierzył w tego chłopaka. Tylko że, koniec końców, nie był w stanie go ochronić. Najwyraźniej tak musiało być.
Zawiódł go.
- Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. - Odezwała się śpiewnie Śmierć.
Shikarui pokręcił lekko głową.
Nie, to jeszcze nie pora.
Mam coś do zrobienia.
Przestawmy zegary.


STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 17 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Najlepszy Dramat
 
Posty: 568
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kei » 2 cze 2018, o 11:49

Niebezpieczeństwo nadciągało i trzeba było uciekać. Wbrew założeniem bruneta kondycja Megumi nie pozwalała jej wykorzystać nawet połowy potencjału jej szybkości i chłopak był zmuszony pomóc jej z biegiem. Doprawdy gdyby nie to że nie miał czasu na rozmyślania, to chyba zacząłby się zastanawiać, czy jednak nie powinien sam od razu spróbować zwiać z wyspy gdy miał jeszcze okazję. Ech, zresztą i tak nie byłoby sensu płakać nad rozlanym mlekiem. Jakimś cudem udało mu się zwiać z towarzyszką na kolejną wieżę i skryć przed podmuchem nim ten ich zdmuchnął i wysłał w powietrze. Czy mógł już odetchnąć? Chyba jednak nie... Pomijając wątpliwy stan dziewczyny, to dostali chyba miejsca w pierwszym rzędzie na egzekucję vipa z jakiegoś klanu. Bruneta martwiło tylko czy rzeczywiście powinni to widzieć. Z tego też względu Kei z jakimkolwiek gwałtowniejszym ruchem postanowił poczekać, aż zabójca zacnie się oddalać, w końcu po co zwracać na siebie jego uwagę. W takim razie co dalej? Cóż ta ulica chyba została już ewakuowana. Po krzyku Megumi tłumy opuściły okolicę, a przy tych wybuchach raczej nikt przy zdrowych zmysłach by tu nie został. Pozostało więc się zastanowić co najlepiej byłoby teraz zrobić. Wyglądało na to że dziewczyna dłużej nie pociągnie jeśli sprawy będą się wciąż tak toczyć. Między innymi nie mógł pozwolić jej dalej chodzić, cóż zresztą wyglądało na to, że jeszcze trochę i w sumie ona nawet nie będzie w stanie stać. Niosąc ją na plecach pewnie mógłby ograniczyć jej ruch w pasie, jednakże czy targając ją towarzyszkę sam zdoła uniknąć niebezpieczeństw. Ten punkt widzenia zachęcał do rozmyślań, czy nie powinien się skupić tylko na własnym bezpieczeństwie. Z tą przelotną myślą pojawiającą się w jego głowie, chcąc znaleźć motywację do jakichkolwiek działań postanowić zrobić sobie w umyśle szybki przegląd za i przeciw ratowania Megumi.Cóż największe wątpliwości budziło to czy zdoła znaleźć medycynę, lekarza lub kogoś z iryōjutsu na czas. Z drugiej strony było kilka kwestii, których nie mógł zignorować przez co skłaniał się jednak przy próbie ratowania jej życia. To czym się kierował jednak pozostanie sekretem, cóż nie każdy mógłby się zgodzić z jego tokiem rozumowania. Wzdychając przełożył plecak z pleców na przód i przykucnął.
- Wskakuj na plecy. Jeśli sama będziesz się zbytnio ruszać, to możesz długo już nie wytrzymać. W zamian chciałbym byś wypatrywała, czy ktoś się nie zbliża, zwłaszcza ten od wybuchów i żołnierze z portu. - Odparł spokojnym tonem czekając aż dziewczyna skorzysta z jego przysługi.
W sumie miło by było gdy tamten jegomość pozbył się tych okolicznych Shiro Ryu, pytanie tylko czy zainteresują się sobą nawzajem. Wracając do towarzyszki, to jeśli siadła na jego placach, to chwycił ją mocno w udach by nie spadła, a następnie pokrywszy swoje podeszwy butów i stopy chakrą zaczął schodzić z muru. Jeśli wybuchowy i Shiro Ryu byli zajęci sobą nawzajem to zszedł od strony portu i szybko zbliżył się do ciała drugiego potężnego shinobi. Jeżeli jednak nic nie przykuwało za bardzo uwagi tamtych osobników to zszedł od strony miasta i zakradł się do wyrwy w murze. Następnie ostrożnie wygląda i sprawdza czy ma możliwość bezpiecznego podejścia do ciała bez zwracania na siebie czyjejś uwagi. W razie czego korzysta z możliwości. W między czasie uważa na spadające kamienie z uszkodzonego muru. Jeśli uda mu się podejść to przeszukuje ciało. Cóż elitarni shinobi raczej na pewno będzie mieć przy sobie jakąś medycynę. Jeśli coś takiego znajdzie to poda Megumi. Jeśli sama nie będzie w stanie tego użyć, cóż to będzie musiał sam jej to zaaplikować, ale to gdy ponownie schowają się za murami. Przy okazji patrzy czy nie ma jakiegoś przedmiotu, który w jakiś sposób określałby jego pozycję i przynależność. Cóż być może jego klan dobrze zapłaci za informacje o tym co się stało, no ale trzeba nieć dowód, że na prawdę się to widziało. Tia, szkoda tylko, że nawet nie wie do jakiego klanu należy ten osobnik. Tak, czy siak gdy zrobi swoje spróbuje zakraść się z powrotem za mur. Następnie po zajęciu się stanem towarzyski, o ile było jak i czym, zabiera ją na plecach dalej. Jako, że druga grupa też prowadziła ewakuację stwierdził, iż będą oni kierować ludzi do południowej bramy skoro nikogo tutaj nie skierowali. Dlatego też uznał, że tam powinien szukać towarzyszy. Cóż potrzebował jakiejś dodatkowej siły bojowej, skoro obecnie wicemistrzyni turnieju w najlepszym przypadku mogła służyć za radar. Planował kierować się drogą przy murze, jednakże jeśli Megumi coś wykrywała to starał się unikać przeciwników kierując się w uliczki między domami.
Przez cały czas sam też starał się być czujny i zważać na otoczenie. Jako że w tym stanie nie bardzo mógł odskakiwać, to pozostawało mu inaczej unikać ataków, np. przez kontrolowane upadki na boki, a może bardziej rzuty na ziemię.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kei
 
Posty: 312
Dołączył(a): 4 sty 2018, o 14:40
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Widoczny ekwipunek: plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4707
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kenshi » 2 cze 2018, o 13:15

Czarnowłosy po zajęciu pozycji, rozpoczął eksterminację obłąkanych członków zakonu, tym samym pociągając ich do sprawiedliwości – kary śmierci, bo było to w obecnych warunkach jedyne rozwiązanie które gwarantowało bezpieczeństwo ludzi stanowiących samodzielnie o swoim zachowaniu. Z tego co Maji zdążył już wywnioskować, jego dawni pobratymcy, nie byli w stanie odpowiadać za swoje poczynania. Cokolwiek kazano im robić – wykonywali to bez żadnych wyrzutów sumienia. – I ja muszę postępować podobnie. Wyzbądź się dla nich litości. Mocne słowa, ale czy można było inaczej? – Niestety nie.
Zakon Smoków, nazywany również formacją Shiro Ryu, było elitarną jednostką wyselekcjonowanych wojowników, a mimo tego w chwili obecnej 90% stanowiły ludzkie kukiełki, których zabicie nie stanowiło dla Kenshiego większego wyzwania. Do tej chwili nie musiał sobie brudzić rąk czyjąś juchą – dokonywał dzieła zniszczenia na przeciwniku poprzez swoje niezwykłe umiejętności. Było to wygodne rozwiązanie, które jednakże nadszarpywało jego pokłady chakry. Czarnowłosy nie dostrzegając u innych zainteresowania własną osobą, sięgnął do torby przypasanej u lewego boku i wyciągnął stamtąd małą bigułkę, która mimo niepozornego wyglądu, niejednokrotnie stanowiła o byciu wśród żywych. Szybkim przełknięciem, Maji uzupełnił wykorzystaną chakrę, przy okazji odczuwając napływ nowych sił.
Spojrzał w kierunku w których wciąż dochodziły walki. Senju Kazuo nadal stawiał czynny opór, eliminując kolejne jednostki. Istniało poważne jednak ryzyko, że w jakiś sposób członkowie formacji Shiro Ryu zdołają przełamać obronę lidera klanu z Prastarego Lasu, dlatego Maji zdecydował się wspomóc czynionego przez mężczyznę wysiłki. Wykorzystując warunki swojego najbliższego otoczenia, wytworzył z błota dwa wilki, które odpowiednio przygotowując, posłał następnie w kierunku kolejnych skupisk przeciwników znajdujących się na górze (po lewej stronie) portu.
Kenshi nie stał też biernie, ruszył za nimi, zachowując jednak odpowiednio duży dystans. W trakcie tego sprintu każdy z wilków obrał swoją grupę przeciwników. Ci zapewne w dalszym ciągu skupieniu na niszczeniu okrętów, mogli nie zauważyć tak niedużego przeciwnika, który przecież będąc tylko błotnym wilkiem, nie generował prawdziwych dźwięków zwierzęcia. Kenshi miał nadzieję, że jego plan się powiedzie – każdy ze stworów dotrze do przeciwników, a następnie po znalezieniu się tak blisko, będzie mógł uczynić to co przygotował od samego początku – KATSU.
Sam biegnąc w pewnym oddaleniu za wilkami trzymał w pogotowiu swoją katanę, która spoczywając w jego prawej ręce, stanowić miała odpowiedni argument siłowy do niezatrzymywania przez nikogo – szczególnie cywili dla których w chwili obecnej, nie miał w ogóle czasu.
Rozwiązanie przyjęte przez Kenshiego pozwalało pozbyć się kolejnych grup przeciwników, w inny sposób od tego co czynił do tej pory, a więc w sposób nie chakrożerny. Maji dodatkowo czyniąc w ten sposób, dawał znać potencjalnym sojusznikom, że wilki należą do niego i nie stanowią zagrożenia. Senju Kazuo w końcu wiedział że Maji należał do jego oddziału i nie jest jego wrogiem. Czarnowłosy nie miał również pewności co do tego, czy przeciwnicy go rozpoznają – czy odróżniają od innych swoich pobratymców, również pozbawionych własnej woli. W każdym jednak razie – Warto spróbować. A jak pomyślał, tak też uczynił.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 315
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi białą zbroje, szkarłatny płaszcz z wysokim kołnierzem, a u boku ma przepasaną pochwę z kataną.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, zbroja, rękawiczki, pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Yamanaka Inoshi » 2 cze 2018, o 18:33

- Rok 384 - Zima -


" Nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem... "
Obrazek

Blondynka miała złożoną pieczęć sensoryczną, gdy jednak usłyszała i spostrzegła ludzi przebiegających przez bramę od razu zbliżyła się do krańca wieży wpatrując się w biegających ludzi, wzięła głęboki oddech wiedząc co chce zrobić, nie była jednak przekonana czy to cokolwiek da. Bała się, że będzie zmuszona zejść niżej a to może skończyć się dla niej źle, może nie w tej chwili jednak straci przewagę wysokości która w obecnej chwili oznacza wiele. - Ludzie! Ludzie! Wszyscy, stójcie! Nie biegnijcie na północ, słyszycie? Nie biegnijcie na północ. Jesteśmy odcięci, ODCIĘCI! Musimy coś zrobić i ugasić ten budynek inaczej wszystko się zacznie palić i nikt się z miasta nie wydostanie, słyszycie? SŁYSZYCIE do cholery!? - Kto by się słuchał młodej Kunoichi stojącej na wieży która sama nie ma odwagi zejść i poprowadzić ludzi, czy ktoś by się jej w ogóle posłuchał? Mimo, że małą to miała nadzieję, liczyła, że chociaż ktoś, część ludzi gdy zobaczy masakrę która odbyła się pod bramą zatrzyma się i zda sobie sprawę z niebezpieczeństwa które również grozi im w samym mieście. - NIE UCIEKAJCIE NA PÓŁNOC ani w stronę PLACU. Tutaj już jest bezpiecznie! Trzeba tylko ugasić ten budynek! - Krzyczała ile miała tchu w piersi, niemalże od wykrzykiwania tego lekko zachrypła, musiała kilkanaście razy kaszlnąć i odchrząknąć. - Czy na pewno dobrze robię? A co jeśli to wszystko się zawali... Nie, na ulicach czeka ich śmierć... Może tutaj... Na wieży... - Pokręciła głową zerkając na płonący budynek który ogień strawił już całkiem porządnie, wtedy przypomniała sobie, że jeszcze kilkanaście minut temu ktoś tam mógł żyć a teraz? Prawdopodobnie spłonął zapomniany przez każdego, zostawiony... Nie uratowany, nikt nawet nie spróbował kiedy była na to szansa... Inoshi podniosła się składając ponownie sensoryczną pieczęć, wyszukiwała ponownie swoich towarzyszy, Akiego i Shikaruia. W tej chwili jednak ich chakra stała dosłownie w miejscu, nie poruszała się, nawet nie robiła minimalnych ruchów. Wstrząsnęło to ją, do tego stopnia, że przerwała wykrywanie krzywiąc się przy tym znacząco, zmrużyła oczy w tamtym kierunku, wiedziała, że była obok nich chakra kogoś potężnego jednak w tej chwili to tylko ona była w ruchu co sprawiało, że miała tylko więcej pytań a odpowiedni się nie pojawiały.

" Przeszłość. Wzrok widzący przyszłość... "

Przyłożyła dłoń do swojej szyi kładąc ją na niej, obejmując ją dosyć lekko. - Co dalej? Co tam się dzieje? Czy oni... Oboje? Nie... Niemożliwe, przecież zniknęli by, nie wykryłabym gdyby... To coś innego. Jestem zbyt daleko... Zbyt słaba... I jeszcze Kenshi-sama na mnie liczy... Liczy, że nie będę bierna, że... Pomogę... Nie tylko, nie mogę stąd odejść... - Rozluźniła lekki uścisk spuszczając dłoń swobodnie, wtedy też przypomniała sobie do jakiego wysiłku zmusił ją Shotaro jeszcze w Soso, w rodzinnej prowincji niedługo przed wyjazdem. Wtedy gdy kazano mu ją przeszkolić na wypadek " czegoś " czy właśnie to co się działo było tym czymś co mogło się wydarzyć? Czymś czego spodziewała się Arisu? - Zmęczył mnie wtedy strasznie... Czy byłam bardziej zmęczona niż teraz? Na pewno... Na pewno, kto by pomyślał, że będę wspominać tamte chwile, chwile których wtedy nienawidziłam i zamieniłabym na wszystko inne... Na wszystko, teraz już wiem, że nie... Ciekawe co by powiedzieli teraz gdyby mnie widzieli... Tutaj, samą... Czyniącą to wszystko, gdybym mogła zdecydować... Nie wiem czy bym to zrobiła, czy zdecydowałam? Czy miałam wybór? Nie wiem... Nie wiem. - Uśmiechnęła się nieznacznie, tylko na krótką chwilę, był to ruch mimowolny, wykrzywienie kącika ust w lekki uśmiech w sytuacji w której wracasz do wspomnienia i z jakiegoś powodu dobrze je wspominasz, być może nawet i tęsknisz nie tylko za samym uczuciem ale i za słońcem a nawet i wiatrem minionych dni, chwil które już przeminęły i zostały tylko wspomnieniem zapisanym w czyjejś świadomości niczym opowieść spisana na kartce za pomocą czarnego atramentu. - Biegłam aż straciłam wszelkie siły a co on wtedy zrobił? Nie forsował mnie dalej a mógł, zasłużyłam sobie, ojciec i tak uważał, że Shotaro okazał się zbyt lekki jak dla mnie, że powinien podejść ostrzej... Mama z kolei uważała, że był idealny a ja narzekałam strasznie, nie cierpiałam go na początku... Mogłam... Nie, do tej pory pamiętam jak mnie wszystko bolało.... Naprawdę chciał mnie wyszkolić... Ciekawe co on by zrobił na moim miejscu, gdybym tylko mogła otrzymać odpowiedź... - Kartkę można podrzeć niszcząc wspomnienie, tak samo sprawa ma się z ludzkimi wspomnieniami, mogą zostać zniszczone gdy wspomnienie, myśl o przeszłości zostanie spaczona przez jakieś wydarzenie z przyszłości które zacznie się do niego wdzierać jak dzikie zwierze, potwór którego nie da się powstrzymać. Wtedy nie będzie już tylko i wyłącznie wspomnieniem z przeszłości, tej jednej chwili, będą to dwie chwile, zapamiętana chwila do której zaraz dołącza dziki zwierz niosący zgrozę i smutek... - Jak ja bym chciała by oni się odnaleźli... -W tej chwili miała lewą dłoń położoną na sercu, było to życzenie, może nie wypowiedziane jednak zawsze rzucone w eter, w przestworza wszechświata życzenie które... Być może, ale tylko być może zostanie spełnione. Liczyła, że znajdzie się ktoś kto im pomoże bądź oni pomogą komuś i wrócą tutaj cali i zdrowi, że będzie mogła być dumna z nich i z siebie.

" Ryzyko które nie niknie... "

Zacisnęła dłoń na swojej szacie ściskając ją z całej siły na wysokości serca - Odnajdźcie się... Proszę... - Wypuściła z siebie powietrze składając ponownie pieczęć Sensoryczną - Muszę sprawdzić co z nimi... - Wędrowała wzrokiem w kierunku Keia i Megumi dostrzegając, że dalej wyczuwa ich chakrę, że poruszają się w jej stronę, tylko z jakiegoś powodu byli dalej niż wcześniej. Masa chakry którą dostrzegła w miejscu w którym rozbił się gliniany ptak, smok, cokolwiek to było zmniejszyła się. Jeszcze chwilę wcześniej były tam dwa źródła chakry które wpadły do wieży wraz z tym glinianym tworem, teraz jednak wyczuwała tylko jedno, jedno które opuściło po chwili wieżę i gdzieś się udało, śledziła je przez chwilę zapominając o Megumi i Kei'u. Szybko jednak wróciła i do nich obserwując ich poczynania, zarówno przy wieży jak śledząc ich ruchy. Gdy upewniła się, że nic się do tej dwójki nie zbliża odwróciła się wracając na drugą stronę wieży. Wzięła głęboki wdech próbując uzyskać przy tym maksymalne skupienie, no i kolejny wdech mający na celu ją uspokoić. Wpatrywała się we wszystkie źródła chakry które tylko mogła dostrzec po drugiej stronie muru, nie chciała się dać rozkojarzyć. Pierwszym co zrobiła było odszukanie Kenshiego, ostatniego smoka - Gdzie jesteś, gdzie jesteś... - Latała sensoryczną wizją po porcie starając się dostrzec jego, głównie jego chakrę. Starała się nie zwracać uwagi na drobne chakry shiro ryu, przynajmniej na te które znikały od ciosów Kenshiego. - Silny jest, prawda? - Pomyślała obserwując poczynania tej walecznej chakry która zdawała się wykańczać poszczególnych Shiro ryu, zdrajców którzy rozpętali to piekło. W tej chwili blondynka nie mogła postąpić inaczej jak skupić się na źródłach chakry jakie otaczały jej kompana, starała się dostrzec jak najwięcej pobliskich źródeł które mogłyby mu zagrozić. Wtedy wykryła dwa źródła, szybko się poruszające w jego stronę. - Co to za chakra? - Niemalże podskoczyła, - Jest szybka... Szybsza niż on... Muszę go ostrzec... - Przekręciła nieznacznie głowę upewniając się w tym czy faktycznie wykrywa to co wykrywa. Była ona czymś innym niż wykrywała do tej pory. Na pewno nie byli to zwykli Shiro ryu... Pokręciła głową jakby chciała się otrzeźwić, poprawiła grzywkę i ruszyła. Zeskoczyła z wieży na mur i ruszyła w stronę dwóch źródeł które kierowały się w kierunku Kenshiego, biegła po murze wyciągając z siebie jeszcze energię.- Muszę... Muszę zobaczyć co to jest... Kim oni są... - Biegła, po chwili już dyszała, mimo, że wydobywała z siebie pokłady energii które ostatni raz wykorzystywała właśnie wtedy, podczas treningu Shotaro. Walczyła dalej, bo musiała. Chciała znaleźć się jak najbliżej nich, tak by mogła je dostrzec bądź rozpoznać chakrę, czyja była lub do kogo należała jeśli mogła wcześniej widzieć bądź wykryć tę osobę. Wiedziała, że to coś niecodziennego o czym powinna przekazać informacje, nie chciała jednak przekazywać informacji niepełnej, musiała więc zweryfikować dane swoim zwiadem. Jeśli były to klony władcy z Shinrin to nie ma się czego obawiać, mogłaby odetchnąć, Kazuo przecież widział Kenshiego i nie zaatakowałby go od tak, zresztą to widać od razu shiro ryu zachowują się nieco inaczej niżeli ludzie walczący o przetrwanie no i poza tym wojownik zabijający innych smoków rzuca się w oczy. Jeśli jednak jest to inne zagrożenie Inoshi musi wpierw wiedzieć co powinna przekazać towarzyszowi nim to zrobi... W końcu niepełna informacja może mu równie dobrze pomóc jak i zaszkodzić a już na pewno nie poprawi sytuacji ani jej ani jego. Toteż jeśli tylko mogła była w gotowości do ewentualnego przekazania informacji metalowemu wojownikowi bądź kontaktu z tym co ujrzy.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
- ? - - Zwodniczy Karmazyn - Cała grupa
- C - - Maść na wszystko - Igarashi Nao
- D - - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:

Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy Noł Lajf
 
Posty: 1756
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Megumi Ishida » 2 cze 2018, o 22:53

Megumi podczas szaleńczej ucieczki cały czas była gotowa do odpalenia techniki prosto w smoka. Okazało się jednak że uciekli na przyzwoitą odległość. Zagadnieniem którego nie poruszała w myślach było to czy potrafiłaby zdążyć z techniką tak jak planowała. Była coraz słabsza, rana była jednak poważniejsza niż zwykłe draśniecie. Gdy poderwała się z ziemi po zabójstwie wroga poczuła przeszywający ból który towarzyszył jej całą podróż na kolejną wierzę. Gdyby nie Kei, to miałaby ostroooo przekichane. Chyba sama by nie zdążyła tam dobiec przed eksplozją. Może dałaby radę użyć technikę tak jak chciała, ale wiązało się to z marnowaniem czakry i drażnieniem dwóch potężnych skupisk czakry. A tego raczej nie chciała. Tak więc po dokulaniu się do kryjówki mogli usłyszeć niecodzienną rozmowę, a raczej jej fragmenty. Dziewczyna leżała na ziemi zastanawiając się czy ten koleś który pozostał przy życiu ma zdolności sensoryczne. Żywiła nadzieję że nie ma, co pozwalało rokować że nie wiedział o potencjalnych świadkach, czegoś co mogło chyba wywołać nawet pewien drobny skandal dyplomatyczny między tymi dwoma klanami. Gdy już sobie poszedł, chciała się podnieść i ruszyć dalej do walki, jednak zakręciło się jej w głowie. Problemy z widzeniem, znaczne osłabienie organizmu, na granicy utraty przytomności. Gdyby była sama to byłoby to równoznaczne z śmiercią w ruinach. Potrząsnęła głową. Nieee, na pewno by sobie poradziła, była wytrzymałą fizycznie. Umościłaby sobie gniazdko i wydobrzała. Ehh co ona gada. Spartoliła robotę bo była za słaba żeby wyrwać się z mazi, oraz nie posiadała wystarczającego zasobu technik pozwalających na pozbycie się oponenta który był na średnim dystansie. Mimo że miała w zanadrzu katon zdolny do walki na takim dystansie, to obecni przeciwnicy byli na niego dosyć odporni. A to nie było zbytnim pocieszeniem. Teraz jednak lider klanu, lub ktoś równie potężny zmierzał do portu. Zniszczył bramę więc niedobitki cywilów mogą się przedostać do portu, jeśli by jakieś były w pobliżu. Co lepsze tamten silny człowiek może wyczyścić port z potencjalnych wrogów. W końcu są 2 opcje, albo ucieczka, albo wybicie co do nogi przeciwnika. Jednak było to mało realne, patrząc że obrywali sromotnie od samych zabawek wroga, nie mówiąc o głównej sile. Osłabiona, okaleczona, ale duchem nadal silna. Ciekawe tylko jak długo, kiedy jej psychika się załamie? A może nie będzie miała okazji, bo szybciej umrze niż się podda? Nie miała jednak ochoty umierać w takich warunkach, czym innym jest polegnięcie w pojedynku, a czym innym zginięcie od rany którą zadała bezwolna zabawka zaprogramowana na zabijanie. Totalna kompromitacja. Wstyd. Ale czy taki słabeusz jak ona może mieć prawo decydować o swojej śmierci? Takie robaki jak ona nie miały prawa żądać od losu możliwości śmierci na własnych zasadach. Kim ona była? Czy dysponowała potężnymi technikami? Czy może to były techniki który nauczy się nawet średnio rozgarnięty początkujący. Czy była silna fizycznie? Właśnie udowodniła że nie, na turnieju też poległa przez braki w sile fizycznej. Dwa razy dostała po dupie ostatnimi razy i obydwie sytuacji odnosiły się do jej zdolności czysto siłowych. Czy to znak że powinna popracować nad siłą zamiast tylko nad szybkością? Chyba tak. No cóż, na pewno zapamięta tą lekcję jeśli będzie jej dane pożyć dłużej. Czy o takiego pasożyta jak ona upomni się ktokolwiek? Bez klanu, z matką prostą chłopką z zawodu i przybranym ojcem kupcem. A biologicznego ojca nie spotkała nigdy i pewnie nie spotka. Przykre jest to życie. Leżała patrząc na niebo gdzie słońce zaczynało się dwoić, a nawet troić. To zły znak. I wtedy odezwał się Kei. Kazał jej wleźć na plecy, a ona w zamian ma pilnować czy nie zostaną zaatakowani z zaskoczenia. W sumie logiczne, każdy daje z siebie wszystko i się uzupełniają. Właściwie jak zakomunikuje mu że ktoś nadciąga, to może ją porzucić i samemu uciec dalej. Sądziła że byłaby wstanie zatrzymać potencjalnego wroga przez kilka sekund, a może nawet go zabić. Ale nie chciała próbować, bo to by skończyło się również jej śmiercią. No cóż, cieszyła się że to on wyszedł z tą propozycją, a nie ona. Jej duma już była wystarczająco nadszarpnięta. Czym innym jest kokietowanie dużo słabszego młodzieniaszka, a czym innym jest realna potrzeba polegania na nim. Jej duma ulatywała niebezpiecznie szybko. Była teraz jedynie jego 6 zmysłem, który trzeba targać jak worek kartofli. Dobry pomysł dzięki. Po drodze może spróbuj przeszukać ciało tamtego gościa, może ma coś co mi pomoże, albo jako ktoś dosyć silny może ma przy sobie jakieś oszczędności lub dokumenty które mogą mieć jakąś wartość. Co znajdziesz to twoje. Wysapała ostatkami sił siląc się na uśmiech. Wgramoliła się mu na plecy obejmując go nogami i rekami. Bezwładnie położyła głowę na jego ramieniu. Ograniczyła ruch do minimum. Starała się uspokoić jak najmocniej żeby serce nie waliło jej tak szybko i co za tym idzie nie pompowało tak szybko nowej krwi do obiegu która wylewała się z jej rany. Zamknęła oczy. Skupiła się tylko na wyczuwaniu źródeł czakry i informowaniu o nich chłopaka. Raz na jakiś czas jak zdoła to złoży pieczęć żeby chwilowo zwiększyć swój zasięg i zaraz potem nie znajdując nic podejrzanego go wyłączy. Była ciekawa kto znajduje się w ich zasięgu, i czy to malutkie źródła energii czy może jakieś wielkie. Jednak podstawą było zachowanie przytomności i przedłużenie stanu jej posiadania. Potrzebowała pilnej opieki medycznej żeby wrócić do walki. Jeśli jakiś przeciwnik ich zaskoczy z taką prędkością że Kei nie będzie miał szans w starciu to puści jego plecy stając do walki na te kilka sekund. Musiała przyznać że coraz bardziej podobał się jej ten chłopak. Niby młody niby z jej perspektywy dzieciak, ale z drugiej z niezłymi jajami. W końcu wytachał ją z miejsca wybuchu, nawet nie jęknął gdy koło nich zakończono żywot bardzo potężnej osoby, wcześniej pomógł jej wyjść z pułapki i ukatrupił osobę która ją zraniła. Dwa razy uratował jej życie w ciągu kilku minut. Teraz zapewne tachając ją na plecach zrobi to po raz 3. Sama przecież musiałaby się chyba sturlać po tych schodach na dół, bo innej opcji nie było, skoro nie mogła schodzić w dół murów. Jeśli to przeżyje to będzie musiała mu się odwdzięczyć, i to bardzoooo.
Spoiler: pokaż
Przedmioty widoczne: Dwie torby przy pasie.
No-dachi na plecach.
Fuma shuriken rozłożony zawieszony na plecach na sznurku.
Na każdej ręce obszar od nadgarstka do łokcia jest obwinięty metrem bandaża.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Megumi Ishida
 
Posty: 356
Dołączył(a): 27 lis 2017, o 21:28
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek B
Widoczny ekwipunek: Obandażowane ręce od nadgarstków do łokcia.
2 torby na wyposażenie na pośladkach
No-dachi na plecach
Rozłożony fuma-shuriken zawieszony na sznurku na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4403&p=65802#p65802
GG: 56674178
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Exodia » 3 cze 2018, o 21:32

Spoiler: pokaż
Obrazek
Legenda:
Kazuo - biały
Kei - żółty
Dwójka oponentów Kenshiego - zielony
Yamanaka - czarny
Megumi - pomarańczowy
Kenshi - szary
Ogromny różowy - Naohiro Haretsu


Megumi i Kei
Nie powinni być świadkami tego wydarzenia. Nawet jeśli Shirei-kan Haertsu niespecjalnie się z tym krył, to pewnie wolały żeby cała sprawa nie rozniosła się szerokimi kręgami. Żeby śmierć przeciwnika była jedynie efektem nieszczęśliwego wypadku. Niewygodni świadkowie mogliby być, delikatnie mówiąc, mocno niepożądani. Gniew Lidera, jego siła, to rzeczy przed którymi warto się wystrzegać. Słusznie więc zrobili, że zachowali ostrożność. Niektórzy w takiej sytuacji mogliby dać znać o swojej obecności, szczęśliwie dla świata jednak tacy ludzie pożegnaliby się z życiem i zwiększyli średnią wartość inteligencji pośród reszty ludzkości. Pogarszający się stan Megumi był kolejnym, stale powracającym problemem. Utrata krwi czy brak profesjonalnego opatrzenia rany, a także wysiłek fizyczny. Wszystko to doprowadziło do znaczącego osłabienia dziewczyny. Co w takiej sytuacji należało zrobić. Medyka, jak obydwoje dobrze wiedzieli, nie było żadnego. Megumi sama nie mogła się poruszać, dlatego Kei przyjął funkcję jej wierzchowca. Podróż w dół będąc obarczonym dodatkowym ciężarem nie była łatwa, nawet pomimo wykorzystania chakry do zejścia na dół. Duet musiał się bardziej skupić, aczkolwiek widok mordercy który swoimi wybuchami pozbywa się tych nielicznych pozostałych przeciwników, odzianych w metalowe pancerze topiące się pod wpływem wybuchów niczym masło na patelni, był dziwnie satysfakcjonujący i dawał nadzieję. Dwójka doszła do ciała Ekikena Dohito, nieznanego im mężczyzny. A właściwie jego bezgłowego trupa, pozbawionego jeszcze kilku kończyn. Jaki był tego cel? Co chcieli przez to osiągnąć? Przeszukanie ciała. Potężni Shinbi faktycznie mogli mieć przy sobie coś więcej niż tylko kunai i shurikeny. A co miał Ekiken? W swoich luźnych, niedawno białych szatach? Dwie torby przy pasie. Jedna całkowicie pusta, druga z resztką jakiejś białej, glinkowatej substancji. Najpewniej to z niej stworzone były jego bronie, w tym ogromne smokopodobne coś. W oczy, oprócz złotego wisiorka z wyrytymi dwoma imionami - Azami i Mirori - rzuciła się im dłoń martwego. Miała usta. Po wewnętrznej stronie. Kolejna zagadka? Oprócz tego, w niewielkiej sakiewce, znajdowało się blisko 500 Ryo. I właściwie tyle. Największe i najbliższe skupisko ludzi, którzy ewakuowali innych. W Dzielnicy Mieszkalnej, najbliższej. Poruszanie się zaułkami, pomiędzy budynkami. Gdzie pył wojny opadł na tyle, że dało się w miarę przejść. I wtedy coś pojawiło się przed nimi. Ktoś. Wyszedł zza jednego budynku. Kazuo. Z bokiem, z którego potężnie krwawiło. Jak poważne był jego rany ciężko było stwierdzić, ale białe pasmo materiału owinięte wokoło jego brzucha było całe czerwone. Pomagał sobie w chodzeniu jednym z klonów. Ledwo był w stanie chodzić.

Kenshi i Inoshi

A duet w Porcie? Po kolei eksterminował kolejnych członków Shiro Ryu, a właściwie robił to Kenshi. Yamanaka stała na murze, kontrolując sytuację i czując kolejne ogniska chakry, które znikają pod naporem sterowanych metalowych broni swojego sojusznika. Yamanaka czuła zdecydowanie więcej, niż była w stanie przetrawić. Za dużo informacji, za dużo ognisk chakry. Ciężko było skupić się na jednym, konkretnym. Nic nie szukała, nikogo. Niczym obserwowanie mrowiska. Widzisz je, widzisz mrówki, ale obserwowanie każdej jednej było niemożliwe. Chyba, że mrówka była większa od innych. Dwa źródła chakry które kierowały się w stronę Kenshiego. Zamiast telepatycznie poinformować go o tym, Inoshi po prostu zeskoczyła z wieży na mur. Dlaczego? Ciężko było powiedzieć. Maji w tym czasie dokonywał terroru swoimi technikami. Z okolicznego błota stworzył dwa wilki, które pobiegły do przeciwników. Widocznych Shiro Ryu obok jednego z klonów Kazuo. Widać było, że miał poważne braki w chakrze. Wystarczająco, żeby funkcjonować. Sam ruszył za wilkami. Biegł za nimi w pewnym oddaleniu. Ale wtedy coś usłyszał.
- TY TAM, SHIRO RYU! STÓJ W MIEJSCU! - męski, potężny głos. Dobiegający od jednego z dwójki mężczyzn stojących na jednym z dachów, całkiem blisko niego. Widać było u nich widoczne podobieństwa w rysach twarzy. Mogli być rodzeństwem. Dorosłe, rosłe chłopy. O rudych czuprynach. Odzianych w przylegające, skórzane ubrania. Bez widocznych śladów jakiegokolwiek metalowego ekwipunku.
- Mierzysz się z nami, odwołaj swoje wilki! Nikogo więcej nie zabijesz! - krzyknął, chwytając swojego kompana za rękę. Jednym wymachem z obrotem posłał go prosto w kierunku Kenshiego. Niczym bardzo szybki pocisk. Ba, niesamowicie szybki pocisk. Wyrzucający zaczął biec tuż za kompanem, z nieco mniejszą prędkością. A wyrzucony mknął niczym strzała w kierunku Kenshiego.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Aka i Shikarui - nie ma posta, jesteście nieprzytomni. W następnym moim rzucie będzie.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1528
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Yamanaka Inoshi » 4 cze 2018, o 16:16

- Rok 384 - Zima -


" Żniwa... "
Obrazek

Pieczęć była złożona jednak dostrzeżenie dokładnie tego co miało miejsce w porcie graniczyło z cudem - Nic tutaj nie widzę... Kompletnie nic, jest ich zbyt dużo... Cholera zbyt dużo... Ruszają się za szybko, nie mam na to czasu... - Wzięła kilka szybkich oddechów by potem na chwilę przestać nabierać powietrzę, chciała oczyścić swoją wizję i nie rozpraszać się, liczył się tylko cel, postarała się skupić bardziej, włożyć w to więcej energii jednak szybko jasnym okazało się, że nie jest w stanie zbyt wiele dostrzec i w obecnej chwili nie zmieni tego nic, mnogość ognisk chakry w porcie należących zarówno do ludzi, pozostałych Shiro ryu bądź też innych celów sprawiała, że nie mogła poradzić sobie z ich rozróżnieniem, mogła jedynie wyczuć co silniejsze z nich i pozostać na śladzie ostatniego ze smoków który oczekiwał, że nawiąże z nim kontakt w chwili gdy będzie to konieczne. - Chociaż to... Chociaż jedna rzecz musi mi się udać... - Liczyła, że może chociaż na tym jednym polu nie zawiedzie, margines błędu był mały a szanse na niepowodzenie były... Nieznane, jednak jeśli miałyby się powiększyć zarówno ona jak i metalowy wojownik mogliby mieć problem. Trudno oszacować, nawet w takich chwilach co się stanie i jakie efekty przyniosą nasze działania. Pewnym można być tylko jedno, życia oraz śmierci w chwili wbicia ostrza w ciało przeciwnika. Blondynka jednak nie walczyła w tej chwili mieczem a informacją która mogła zmienić wszystko. - Jeśli... Sprawdzę te dwa źródła... Zostawię na chwilę innych, co z tą dwójką? - Wspominała Shikaruia i Akiego. Mimo wszystko nie chciała by im też się coś stało. Może i z początku mieli swoje różnice, nie traktowali jej dobrze, jednak w tej chwili wszyscy byli na tej samej tonącej tratwie zwanej stolicą świata, towarzyszami broni, towarzyszami którzy się rozdzielili i wydawało się, że również zawiedli. Przez chwilę czuła, że ich chakra się porusza wraz z tą bardzo silną, poruszały się razem. - Masaka... Czyżby? Dlaczego idą razem? Co się stało? - Wtedy znikali już z odległości na które była w stanie dostrzec ich chakrę znikali na terenach prowadzących w stronę głębszej części miasta oraz placu, miejsca z którego przyszli i terenu na którym wszystko się rozpoczęło. - Nande, nande? Co się z nimi stało? - Nawet jeśli skupiłaby się na odszukaniu ich ponownie, było już zbyt późno by móc ich dostrzec, nawet jeśli... Nie mogła zrobić już nic prócz próby pozostania silną jeszcze trochę... - Co tam się stało? Przepadli... Zniknęli... Nie ma ich... Został jeszcze on... Tylko on - Miała na myśli Kenshiego który walczył w porcie, jedyny sojusznik którego chakra dalej biła, jedyny którego zapamiętała jako zdolnego do walki w tych trudnych chwilach. Musiała się upewnić, że tak pozostanie. - Czy jestem w stanie zrobić coś więcej? - Spuściła głowę a jej usta wykrzywiły się się na widok chaosu który panuje zarówno w tej dzielnicy jak i porcie. Zważywszy, że chakra pozostałej części oddziału pod przywództwem Majiego również się oddalała dalej w stronę północnej części miasta z każdą chwilą zbliżając się do krańca umiejętności wykrywania młodej Yamanaki co oznaczało, że teraz już wszystko leży tylko w rękach jej i Kenshiego, utrzymanie względnego porządku w tej dzielnicy oraz porcie co mogło okazać się zadaniem ponad jego siły a co dopiero jej...

" Osamotnieni "

Biegnąć po murze Inoshi ostatecznie starała się zrównać mniej więcej wysokością z dwoma źródłami chakry, które okazały się dwójką wojowników którzy dopiero teraz zdecydowali się ujawnić. Nie nosili oni oznak smoków z Shiro ryu ani emblematów shinobi z konkretnych rodzin, nawet jeśli, to czy robiło to dla blondynki różnicę? Liczyło się to, że nie byli zakuci w zbroje zdrajców, dla nich również miało to znaczenie gdzie skacząc po budynkach dostrzegli Majiego który dokonywał swojego samosądu na dawnych kompanach. Widząc ich w pierwszej chwili skryła się za blankami muru, gdy jednak usłyszała pierwsze słowa skierowane w czyimś kierunku... Nie, to nie był czyiś kierunek, to był kierunek prowadzący do wojownika z blizną o czym przekonała się gdy wyjrzała zza blanki. - Co powinnam zrobić... Czy mnie usłyszą? - Zmrużyła oczy i przetarła je skupiając wzrok na dwójce rosłych wojowników. - Dobrze... Spróbuję, głośno... Najgłośniej jak potrafię... Nie, nie spróbuje, zrobię to... - Wzięła kilka głębszych oddechów, zdawała sobie sprawę z tego, że poinformowanie Kenshiego nie zmieni nic, wysłanie wiadomości do nich może zostać zignorowane, w końcu kto by uwierzył głosowi w swojej głowie który wziął się znikąd w końcu to zawsze może być kolejna sztuczka, trick stosowany przez tych siepaczy. Tak przynajmniej pomyślałaby blondynka gdyby nie znała swojego klanu i nagle ktoś zaczął by majstrować przy jej głowie, nawet w tak drobny i niewinny sposób. Były bardzo duże szanse, że tak się stanie. Sposób w jaki jednak krzyczeli sprawił, że przeszła jej przez myśl jeszcze jedna możliwość, faktycznie możliwym było, że jej nie usłyszą, bądź zignorują nawet bezpośrednie krzyki w ich stronę. Wtedy nie pozostanie jej wiele jak zrobienie jednej rzeczy. - Jeśli... Muszą mnie usłyszeć. Jeśli... Wtedy albo oni albo Kenshi-sama... Ktoś ucierpi - Zacisnęła dłoń opierając ją na swojej nodze, potrzebowała czegoś by wyzbyć się zdenerwowania, jednak teraz, szczególnie teraz nie potrafiła pozbyć się tego wszechobecnego ciśnienia - Mogę zrobić jeszcze jedno... Wtedy jednak... To wielkie ryzyko, może ich uratuję i nikomu nic się nie stanie jednak... Co ze mną? - Zacisnęła zęby zaciskając oczy. Powieki skryły jej pomniejszone już od jakiegoś czasu w wyniku wszystkich tych okropnych wydarzeń jakie mają tutaj miejsce, tęczówki. - Wy dwaj, ej, wy! Wasza dwójka - Zaczęła wykrzykiwać w ich stronę przykładając przy tym dłonie do ust by ukierunkować swój głos, niemal tak jak robi to megafon, przynajmniej próbowała. - Zostawcie tego Shiro Ryu, on jest po naszej stronie! Proszę! - Poprawiła dłonią nieznacznie włosy i przyłożyła dłonie do ust tworząc z nich drobny tunel kierunkując swój głos. - Słyszycie!? Jestem tutaj na murze, ey! ON walczy razem z nami przeciwko zdrajcom, on jest po naszej stronie, pomóżcie mu. Przyjrzyjcie się dobrze, zachowuje się inaczej niż tamci! On zabił wielu z nich. Połączone siły shinobi, jesteśmy wszyscy po tej samej stronie! - Dalej krzyczała, jej głos mógł przybierać wtedy różne tonacje w zależności od tego czy zaczynała czy kończyła zdanie. Tak czy inaczej po ostatnim zdaniu dostała napadu kaszlu. Ciągłe krzyczenie w ostatnich momentach sprawiało, że czuła faktycznie nieprzyjemne sensacje związane ze zbyt dużą ilością krzyku i tego rozpaczliwego i tego który miał coś zmienić.

Cała walka którą odbywała to nie było jedynie starcie z przeciwnikiem w którym, nie oszukujmy się pełniła pośrednią i marginalną rolę. Ważne było też utrzymanie się trzeźwą, tak jak powiedział Kenshi, nie mogła teraz się zagubić i poddać nie jeśli chciała pozostać prawdziwa wobec samej siebie. Nie w chwili w której zostało tak niewielu tych którzy uniknęli pożogi sprowadzonej na Kami no Hikage przez Suzumurę Hanjiego oraz jego podwładnych z Shiro Ryu, nie w chwili w której mogła spróbować pomóc komuś, jednak pomóc szczerze i z namysłem a nie rzucić się w wir wszystkiego licząc na szczęście które zawiodło w dzisiejszym dniu nie jednego, wielu było silnych którzy myśleli, że sprostają każdej przeszkodzie. Wielu z nich leży teraz martwych... Ręka rękę myje jak to mawiają a los uśmiecha się do tych którzy czasem podejmują jednak ryzyko, pośród tego wszystkiego wciąż tliła się w niej iskierka nadziei, że ktoś faktycznie odnajdzie jej rodzinę, jedno słowo, jedna informacja, to wszystko o co mogła prosić.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
- ? - - Zwodniczy Karmazyn - Cała grupa
- C - - Maść na wszystko - Igarashi Nao
- D - - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:

Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy Noł Lajf
 
Posty: 1756
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość