[Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kei » 25 maja 2018, o 18:42

Jak się okazało żadnego wałęsającego się wroga w okolicy nie było, dlatego też Kei mógł się od razu skierować w stronę tymczasowej towarzyszki. Los chciał, że chłopak zjawił się akurat gdy dziewczyna była w dość nieciekawej sytuacji. Widok ten pobudzał do rozważań jakim cudem on poradził sobie ze swoim przeciwnikiem, podczas gdy wicemistrz turnieju skończył w takiej sytuacji. To jednak nie powstrzymało go przed zaserwowaniem oponentowi podwójnego ataku shurikenami w gardło. Na szczęście z powodu oparzeń nie bronił się przed tym i bronie trafiły w gardło. Fartownie starczyło to by go powalić wroga, chociaż niestety ostatkami sił wróg przeprowadził ostatni atak. Po wejściu na wieżę, a konkretnie tą część nie zalaną mazią bez zbędnego podchodzenia rzucił okiem cze przeciwnik na pewno już nie dycha.
- Ech, czyli nie tylko mnie potyczka spotkała. - Westchnął pod nosem z neutralnym wyrazem twarzy. - Pomóc? - Rzucił spokojnym tonem w stronę dziewczyny.
W sumie musiał się trochę powstrzymywać przed ukazaniem uśmiechu, gdyż widok przyklejonej Megumi wydawał mu się wręcz przekomiczny. Heh, dobrze że mój oponent tego nie zastosował. - Skomentował w myślach. Jeśli dziewczyna poprosi o pomoc, lub obniesie się dumą, lecz nie będzie się zapowiadać, by mogła się uwolnić, to spróbuje ją jakoś wyciągnąć z tego kleju. Po pokryciu podeszew butów chakrą wpierw delikatnie sprawdza czy aby na pewno ta maź się nie lepi do jego obuwia, cóż nie chciałby skończyć, tak jak jego tymczasowa towarzyszka. Jeśli wszystko jest w porządku, to podchodzi do dziewczyny. Nim sam coś robi, to pyta ją, czy jest gotowa.
- W takim razie przepraszam. - Odparł spokojnym, po czym wziął ręce pod pachy Megumi starając się ją chwycić w miarę solidnie.
Następnie po lekkim zgięciu kolan zaczął ją ciągnąć do góry. Jakby nie patrzeć miał nadzieję, że przy wspólnej pracy da się jakoś towarzyszkę wyciągnąć z tej mazi. Naturalnie przerywa z wysilaniem się gdyby miało się to wiązać z utratą równowagi, cóż jego priorytetem jest własne bezpieczeństwo. Jeśli jakoś ją wyciągną, to kwestię ran zostawia samej dziewczynie, gdyż on nie dysponował odpowiednimi narzędziami, a przypuszczał, że Megumi odpowiednią wiedzę w tej kwestii miała. Ten czas postanowił poświęcić na odzyskanie swoich shurikenów oraz przeszukanie zdjętego przez siebie żołnierza. Szczególnie interesowały go drobne przedmioty, jak kunaie, zwoje itp. Z miecza nie korzystał, więc i tak nie miałby z niego pożytku. Z drugiej strony kuszą i kołczanem z bełtami nie pogardzi. Jeśli te drugie przykleiłoby się do mazi np. mocowanie, to je odetnie i umieści w plecaku, tak by mógł swobodnie sięgać po bełty. Oczywiście w tym czasie chłopak zważa by samemu się nie przylepić.
- Skoro oczyściliśmy już teren to może zabierzmy tych cywili pod bramę? W razie czego jako sensor możesz chyba sprawdzić tamtą okolicę nim nas ostrzelają. Szczerze chciałbym już zakończyć to zadanie i opuścić te nieszczęsne miasto. Tak poza tym gdzie podział się Kenshi? - Odparł spokojnym tonem lekko wzdychając.
W razie gdyby dziewczyna się zgodziła, bądź wyskoczyła z innym pomysłem, to zejdzie z wieży po ścianie i podąży za nią. Naturalnie cały czas jest czujny i zważa na otoczenie, w końcu w każdej chwili może pokazać się kolejny przeciwnik.

Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 35
    WYTRZYMAŁOŚĆ 30
    SZYBKOŚĆ 30
    PERCEPCJA 43
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1

UMIEJĘTNOŚCI:
Wrodzona - Wielka Chakra[/*]
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 123%

NINJUTSU C
RAITON C
JUTSU:
- [E] Bunshin no Jutsu
- [E] Henge no Jutsu
- [E] Kai
- [E] Kawarimi no Jutsu
- [E] Kinobori no Waza
- [E] Suimen Hoko no Waza
- [E] Nawanuke no Jutsu
- [E] Fūin no Jutsu
- [E] Hibana o tenka suru
- [D] Suienzou no Jutsu
- [D] Utsusemi no Jutsu
- [D] Hikari no gijutsu-kyu
- [D] Raiton: Dendō Hando
- [D] Raiton: Hiraishin
- [C] Hari Jizo
- [C] Hari Jigoku
- [C] Hitei Musho
- [C] Raiton: Raikyū
- [C] Raiton: Ikazuchi no Utage
- [C] Hikari chōshinsei


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Plecak

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
- Kabura x2 (przymocowane do pasa po bokach jedna po lewej druga po prawej, zwykle ukryte pod kurtką)
Lewa kabura:
- stalowa żyłka 15m,
- 6 shurikenów.

Prawa kabura:
- 3 kunai,
- bombka świetlna.

Plecak:
- 1 kunai,
- mały zwój pieczętujący,
- topaz,
- rabat u grabarza.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Suimen Hoko no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Rozwinięcie Kinobori no Waza, rozszerzająca nasze możliwości kontroli chakry i poruszania się po powierzchniach wszelakich. Tym razem do naszego wachlarza podłoży możliwych do użytkowania dołącza tafla wody - użytkownik tego jutsu po prostu kumuluje chakrę w stopach, a następnie cały czas zmienia powłokę energii na podeszwie - pozwala to utrzymać się na falującej wodzie.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>



Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>


78%
Kei
 

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Aka » 26 maja 2018, o 13:40

Jego błękitne oczy z każdą kolejną chwilą widziały coraz więcej zła. Kolejni zakonnicy umierający z rąk Shikaruia, kolejni ludzie spoglądający w puste oczodoły śmierci. Kolejne rozbijane czaszki, łamane żebra, wypruwane flaki. Dosłownie kilka metrów przed nim notka Sanady rozerwała przeciwnika na strzępy, zostawiając z niego jedyne coś, co trudno było nazwać zwłokami. To była spalona kupa bliżej nieokreślonych tkanek ludzkich. Cudem można było nazwać to, że ledwo trzymający się na nogach Aka, utrzymał się po fali uderzeniowej. Był oszołomiony - trudno nie być po takim huku. Zwłaszcza, jeżeli nie spodziewałeś się co Twój towarzysz ma zamiar zrobić.
- Miałeś go zastrzelić! - jego głos drżał, słychać w nim było przerażenie, strach. Shikarui, bez znaczenia, czy zrobił to umyślnie, zmusił go do oglądania widoku, na który nikt nigdy nie powinien skierować wzroku. Sharinganowiec stał w osłupieniu, próbując otrząsnąć się z szoku, jednak cała ta sytuacja niemalże go sparaliżowała. Panikował, choć tak naprawdę, jakby nie patrzeć... nawet włos mu z głowy nie spadł. No, nie licząc tych rozerwanych przez bicz jednego z zakonników. Ale tak poza tym, to nie miał nawet najmniejszej rany. Tak samo Shikarui - byli cali i zdrowi. A jednak obydwoje wiedzieli, że trzeba stąd uciekać jak najprędzej.
Młody Uchiha nawet nie zorientował się, kiedy Shikarui wcisnął katanę w jego dłonie i pociągnął za sobą. Gdziekolwiek, byleby w bezpieczne miejsce. Jednak czy ukrywając się w budynku mogli być bezpieczni? Nawet sam Sanada wiedział, że w obecnej sytuacji nie byliby bezpieczni nawet w obwarowanym pałacu, a co dopiero w jakimś tam domku. Nigdzie nie mogli czuć się pewnie. Zachowanie Shikaruia, cała ta akcja z kunaiem i notką ewidentnie na to wskazywały.
Byli otoczeni z każdej możliwej strony. Z lewej szła na nich Wojna, z portu Shiro Ryu, w głębi miasta - dwóch idiotów, najprawdopodobniej nieświadomie, realizujących cel winowajcy tego całego zamieszania. Jedyną względnie bezpieczną drogą wydawała się ta wiodąca w stronę portu, tam gdzie poszła druga grupa. To była ich jedyna nadzieja na przetrwanie. Nie było już walecznego Akiego, który swoimi mądrymi, żeby nie powiedzieć przemądrzałymi tekstami.
- Nie chcę już! Nie chcę tu być! Chcę wrócić do domu, do Sogen! - odrzekł z pretensją w głosie i z całej siły wbił paznokcie w nadgarstki chłopaka, który go tutaj zaprowadził. Czuł się okropnie. Nie był wychowany w takim świecie. Nie był idiotą - wiedział, że ludzie umierają, jednak sposób w jaki się to działo, przyprawiał go o dreszcze. Jego rodzice, dumni członkowie klanu Uchiha w swoich opowieściach raczej nie wspominali o ludziach, którym jelito grube owinęło się wokół szyi, a ręka odleciała kilkanaście metrów dalej. Nie tak wyobrażał sobie wojnę. Liczył na honorową i sprawiedliwą walkę, tymczasem siła z jaką przyszło im się mierzyć była nie tyle potężna, co wręcz niewyobrażalna. Skala zniszczeń Serca Świata dobitnie pokazywała w jak beznadziejnej sytuacji się znaleźli. Gdyby nie to, że Shikarui przycisnął go do ściany i kazał uklęknąć, zapewne sam przewróciłby się na ziemię ze zmęczenia. Stali blisko siebie, czuli bicie swoich serc, ciepło swoich ciał, swój oddech. I może Aka uznałby to za całkiem przyjemne i na swój sposób urocze, gdyby nie to, że Shikarui raczej nieumyślnie zatykał mu usta dłonią - całą we krwi - podrażniając jego wyjątkowo ekscentryczne kubki smakowe. Zrobiło mu się niedobrze, jego żołądek podchodził do gardła. Wzdrygnął się, spoglądając w lawendowe oczy swojego towarzysza. Upuścił katanę na podłogę, opierając się plecami o ścianę. Pogrążony w smutku i beznadziei.
- Bogowie nas przeklęli... - oddychał głęboko, ciężko, w ustach czuł wyraźny smak żelaza. Smak innego człowieka. Smak, którego tak bardzo chciał się pozbyć - obrzydzał go, przerażał. Tak, właśnie tak - gdyby zapytać go, jak smakuje strach, odpowiedziałby bez wahania - jak krew i rzygowiny. Dlaczego Amateratsu schowała się za ciemnymi smugami dymu? Dlaczego próbowała zgasić jego płomień? Dlaczego go opuściła? A może... może nigdy jej przy nim nie było.
Z czarnych scenariuszy wyrwał go Shikarui. Znowu. Trudno było powiedzieć, czy ta pomoc bardziej pomagała, czy może szkodziła Akiemu. Przecież wszystko kręciło się wokół tego, że czuł się bezużytecznym ścierwem, skazanym na czyjąś łaskę. Przecież gdyby nie jego towarzysz, to nie przeżyłby tutaj nawet kilku minut. A przynajmniej tak sobie wmawiał.
Bez słowa przyjął kubełek wody. Dopiero w odbiciu na tafli wody zobaczył, że cała jego twarz usmarowana jest we krwi. Zamknął oczy i duszkiem wypił całą zawartość, chcąc pozbyć się nieprzyjemnego smaku w ustach.
Sanada miał rację, nie mogli zostawać tutaj na dłużej. Trzeba było brać nogi za pas - nie wiadomo z której strony przyjdzie zagrożenie.
- Ogarnij się, Aka, uspokój się... - powtarzał sobie w myślach - Nie rób niczego głupiego, nie daj się ponieść emocjom, nie tak jak tamta tępa blondynka... - przypomniał sobie o Inoshi, która została gdzieś z tyłu. Uchiha nie rozumiał, dlaczego nie podążyła z nimi. Nie wiedział nawet, czy jeszcze żyje. Ale czy miało to dla niego jakiekolwiek znaczenie? Raczej nie.
- M-musimy unikać walki... Musimy się stąd wydostać. Za wszelką cenę. - westchnął głęboko, podnosząc katanę z ziemi. Aka podszedł do swojego towarzysza, dość niepewnie, jednak z pewnością o wiele spokojniej niż parę chwili temu.
- Shikarui... -
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spojrzał na niego, czekając na jego reakcję. Potrzebowali rozeznania w sytuacji, aby poczynić następny krok. Ślepe błądzenie po mieście było zgubną opcją - trzeba było mieć jakiś plan.

Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
  • Sztylet
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 27 maja 2018, o 18:11 przez Aka, łącznie edytowano 2 razy
Żadnych bogów,
żadnych panów.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 169
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Yamanaka Inoshi » 26 maja 2018, o 16:07

- Rok 384 - Zima -


" Czym właściwie jest zwycięstwo? "
Obrazek

- Kim jesteś... - Rzuciła w myślach zastanawiając się czy zadawanie pytań zarówno sobie jak i osobie którą przejęła ma sens, do tej pory nie otrzymała żadnej odpowiedzi, przynajmniej żadnej od niego, czyżby faktycznie zostali pozbawieni nawet samoświadomości? Westchnęła puszczając kołowrotek, był wyraźnie zbyt trudny do ruszenia dla niej samej... - Nie ruszę tego w taki sposób... - Pokręciła głową przysiadając i osuwając się przy ścianie. Mimo, że to ciało nie było zmęczone ona była, zrobiła to odruchowo zerkając na swoje ciało będące w drugiej części pomieszczenia - To śmieszne... Jestem tutaj uziemiona. Rycerz broniący śpiącej księżniczki, w zamkniętej wieży... Jak absurdalnie to brzmi? - Wstała zerkając na siebie i na swoje obrażenia które otrzymała leżąc pośród rannych, nie były one poważne co pozwoliło jej odetchnąć z ulgą. Poprawiła pas przy którym znajdowała się katana wojownika. - Dosyć niewygodna ta zbroja... Dziwne uczucie, tak... Chodzić, nim... - Wyciągnęła klucz a następnie zamknęła drzwi do wieży, jeżeli wszystkie były zamknięte to upewniła się, że takie są. Klucz przypięła do szaty swojego ciała. Zawsze mogła wyjść górą, mimo to gdyby musiała awaryjnie opuścić ciało wojownika i sama miałaby kłopoty, kto wie, wtedy ten klucz może się przydać i być ostatnią deską ratunku. - Na pewno przyda się bardziej tutaj niż mnie gdzie indziej... - Skierowała swoje kroki na górę wieży spoglądając na zabitego przed chwilą wojownika. Przełknęła ślinę wpatrując się w jego twarz - Nande? Nande? - Zacisnęła mocno dłoń na rękojeści katany przypiętej do pasa. - Nawet ten miecz to tylko wrażenie... Nie mam takich umiejętności jak oni... - Wyjrzała za wieżę dostrzegając dalej znajdującą się tam mgłę, zadrżała zaraz odwracając od niej wzrok - Nie chcę na to patrzeć... Niech ta mgła tam zostanie, niech nie opada... To zbyt dużo... - Odstąpiła kilka kroków w tył, nieco nerwowo. Oparła się dłońmi o blanki z drugiej strony odwracając się po chwili i szukając wzrokiem statków i obserwując poczynania tego co tam dostrzeże.

" Niezmienna postawa, fala wspomnień. "

Obróciła głowę spoglądając w stronę w którą udała się grupa Kenshiego, dostrzegła walący się budynek. Ruszyła do przodu, jednak zatrzymała się dalej na wieży - Nie... Nie mogę stąd odejść, ktoś musi zadbać o to by brama znowu nie wpadła w ich ręce... - Zerknęła do swojej nowej torby przeglądając wszystko co w niej jest - Jak otworzyć tę bramę... Gdyby ojciec tutaj był coś by wymyślił... Pewnie jak zwykle by mnie skrzyczał i rzucił shinranshina i zaraz zmusił do wykonania swojego planu, który... Na pewno by się powiódł, nie inaczej... - Westchnęła ciężko wyciągając katanę, wykonała nią kilka machnięć starając się wyczuć w dłoni broń, może i były one dosyć niezgrabne to pamięć mechaniczna ciała powinna jednak też zadziałać ułatwiając jej nieznacznie wyprowadzanie ciosów przy pomocy tej broni. - Dlaczego staram się tak dla tych ludzi? Zostawili mnie... Nikt by mnie nie uratował, dosłownie nikt... - Schowała miecz do pochwy opierając na na jego rękojeści swoją dłoń - Demo... Nie jestem taka jak oni... I tak już zawiodłam. - Skierowała swoje kroki do drugiej wieży uprzednio skupiając chakrę w stopach - Jeśli dobrze pamiętam tam były jakieś bloczki, może one zablokują bramę... Ale, zajmie mi to dużo czasu. Najpierw chciałabym wiedzieć czy to możliwe... - Będąc w drugiej wieży złapała za kołowrotek, zacisnęła na nim mocno dłonie wojownika starając się wykonać chociaż najmniejszy ruch i wsunąć w to miejsce bolec blokujący by kołowrotek nie był w stanie wrócić do swojej poprzedniej pozycji. - Dlaczego oni nie wracają? Gdyby ojciec tutaj był to pewnie by sobie z tym poradził... Gdzie jesteś, nie mogłeś przecież od tak przepaść, nie ty... Zawsze wszystko wie, zawsze wie jak poradzić sobie ze wszystkim, wszystko wie lepiej... Gdzie jesteś - Odsunęła bloczek z całej siły, pełnej nerwów ciągnąc kołowrotek starając się podnieść bramę chociaż nieznacznie i znów wsadzić bolec blokujący. - Jeżeli tak samo jest z drugiej strony to na pewno nie otworzę jej w całości, ale... Ale chociaż odrobinę. - Złapała za jeden z innych bolców i wróciła do poprzedniej wieży, również pociągnęła za kołowrót kilkanaście razy starając się wsunąć bloczek po jakimś większym ruchu. Liczyła, że podniesie bramę chociaż minimalnie, chociażby na tyle by dało się pod nią przeczołgać. - Może wtedy, chociaż ktoś się uratuje... - Pomyślała, w tej chwili jednak zastanawiała się jak radzą sobie inni, z jednej strony chciała wiedzieć czy ktoś tutaj przyjdzie, liczyła na to z drugiej była pełna żalu do każdego, że ją zostawili i nie chciała by ktoś się wtrącał.

" Wojna nadchodzi! "

Złożyła pieczęć przymykając przy tym oczy. W tej chwili zaczęła wykrywać otaczającą ją chakrę - Zobaczmy jak wygląda okolica. - Pomyślała wędrując sensoryczną wizją po całej okolicy. Wpierw dostrzegła dwa duże źródła chakry, całkiem szybko się poruszające, wypuszczające co i rusz mniejsze źródła. - Co to? Kto to jest? Walczą? Dlaczego? - Wróciła do grupy Kenshiego dostrzegając wyraźnie słabszą niż wcześniej chakrę dziewczyny, wojowniczki Megumi oraz Kei'a. - Tylko mnie zostawili... Tylko mnie... Czym na to zasłużyłam? Pewnie jak tutaj zginę nawet nikt nie zauważy... - Zacisnęła mocno oczy dostrzegając bardzo silną chakrę należącą do wojny, otworzyła przerażona oczy, cofnęła się do ściany opierając o nią i zsuwając się po niej - C-co to za chakra? Kto? Wcześniej jej nie było, to na pewno nikt od nas... - Jej serce zaczęło bić wyraźnie szybciej, była zaskoczona taką siłą, czy jednak znała ją? Nie, jednak i w tym wypadku nie chciała mieć z nią do czynienia. - Nie poradzę sobie z czymś takim... Nikt sobie nie poradzi... Co powinnam zrobić... Co zrobić... Powinnam uciekać? - Wzięła kilkadziesiąt głębokich oddechów - Informowanie drugiej grupy jest bez sensu, zaraz i tak będą wiedzieć... I tak mnie nie posłuchają. Kto by się przejmował w końcu tym co mówię i moim losem, nikogo nie obchodzę, gdyby było inaczej to nie zostawili by mnie w takiej sytuacji, nie zostawili! - Uderzyła zaciśniętą dłonią gest pięści w ścianę podczas gdy siedziała o nią oparta, nie jakoś mocno i nie zewnętrzną stroną, można rzec, że było to zwykłe niegroźne puknięcie. - Nie chcę już tu być... Gdybym tylko... Gdybym tylko mogła nie wyszła bym dzisiaj na ten targ, wtedy byli by ze mną, ojciec na pewno by coś wymyślił i już by nas tutaj nie było... Nie było, po prostu - Skuliła się, jak najbardziej tylko w zbroi mogła obejmując nogi rękami. Ta gigantyczna chakra była niemalże powalająca. - Co jeśli on mnie zobaczy? Co jeśli? Nie, nie mogę stąd odejść... Ale jak ich znajdę? Jak mam ich znaleźć? Nie mam już siły... Nie mogę ani wrócić ani... - Przymknęła oczy starając się przy tym uspokoić, wzięła głęboki wdech rzucając myśli do siebie, głęboki w odmęty zarówno swojej świadomości starając się dotrzeć do przejętego wojownika o ile to tylko możliwe - Jesteśmy na siebie skazani... Nie wiem co robić... Jeśli coś mi się stanie to umrzesz... Nie chcę tego, nie chcę... Proszę pomóż mi w jakiś sposób, jeśli faktycznie tam jesteś... - Złudne nadzieje, ale nie od dzisiaj wiadomo, że Yamanaka jest naiwna w końcu nadzieja jest matką głupich a wiele z tego co robi opiera się na nadziei. Głupia Inoshi liczy, że pomoc i pomysł spadnie jej prosto z nieba, czy można ją jednak za to winić w tej sytuacji? Czegokolwiek nie zrobi jest w pułapce. Nie może opuścić tego ciała póki jest przydatne... Jak szorstko to brzmi ale jest to prawda, jej ciało jest zmęczone, brak mu w tej chwili mocy której jakże potrzebuje a wojownik wciąż ma jej całkiem sporo, czy powinna traktować go jak zwykłe naczynie i poświęcić ku ratowaniu samej siebie jeśli wystąpi taka sytuacja? Czy może powinna traktować go jak osobę, kogoś kogo można jeszcze uratować, czy jest dla niego ratunek?

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




W ręce Kusarigama łańcuch 4m
Kabura 1
  • 2 kunai
  • 2 shurikeny
Kabura 2
  • 5 shurikenów
  • 5 dzwoneczków
  • 1 kunai
Torba
  • Lusterko
  • 3 kunai
  • 1 trójkunai
  • 1 Bombka świetlna
  • 2 pigułki ze skrzepniętą krwią
[/uhide]


Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
C->BW - Bezpańskie Psy - Terumi Hikari
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Megumi Ishida » 26 maja 2018, o 19:50

Dziewczyna robiła rzeczy dziwne, taki już jej charakter. Ale kto by się spodziewał że ktoś taki jak ona, tak sprawny fizycznie wpadnie w taką pułapkę jak rozlana lepka maź. Eh, przynajmniej nie zginęła od strzału z kuszy ponieważ zrobiła unik. Dalej jednak jej koordynacja zawiodła. Zamiast epickiego zabicia wroga za pomocą katonu i kunaia skończyło się na tym że on jak gdyby nigdy nic ruszył na nią, a ona ugrzęzła jeszcze mocniej, tym razem bez możliwości manewrów. Był ślepy, to dawało jej szansę na to że sam wpadnie w tą samą technikę co ona. O jak się zdziwiła kiedy okazało się że potrafił wyjąc broń bez żadnych problemów. Przecież to chore. To znaczy że jest o wiele silniejszy od niej. Zbladła. Wiedziała że jest źle i wiedziała że to niebezpieczne. Już prawie w jej głowie było pytanie czy umrze, ale wyczuła kogoś zbliżającego się. Uśmiechnęła się szeroko wiedząc że sojusznik idzie z odsieczą. Mniej jej było do śmiechu w momencie kiedy oponent trafił za drugim razem w bok. Skrzywiła się z bólu, na szczęście już przybył młodzieniec który powalił wroga zwykła bronią miotaną, a następnie pomógł jej wstać. Ból był straszny, jedynie kiwnęła głową i coś stęknęła w odpowiedzi. Pomógł jej się wydostać z mazi. Sama skoncentrowała czakrę w miejscach którymi miała zamiar się oprzeć o lepką substancję, i powoli próbowała wyjść z pułapki, co zapewne powinno się w końcu udać. Od razu po uwolnieniu doskoczyła do chłopaka przytulając się do niego. Soczysty buziak w policzek dla nastolatka w ramach wdzięczności. Dziękuję ci mój ty rycerzu za pomoc. Wyszeptała do ucha ocierając się o niego w celowy sposób różnymi częściami ciała. Zaraz jednak skończyła bo ból dał o sobie znać. Szybko zdjęła z lewej dłoni bandaż. Wyjęła obydwu bandaży krzesiwo i krzemień, wrzucając je do torby. Dźgnięcie było w bok, więc odwiązała materiał który miała obwinięty w talli zawiązany na kokardkę. Zdjęła bluzkę kładąc ją na bok, i nie nie miała na sobie stanika, ale nie przeszkadzało jej iż chłopak stał przy niej, nawet na niego nie patrzyła. Spojrzała na ranę i obwiązała się bandażem, następnie ubrała biało bluzkę która przestała być biała po stronie zranienia, i obwinęła się swoją szarfą, wiążąc ją standardowo na kokardkę. Owinęła ją na miejscu zranienia żeby jeszcze mocniej dociskać ranę. Następnie znowu koncentrując czakrę w miejscach styku ciała z mazią postanowiła wydobyć z niej miecz. Jeśli się nie uda to poprosi chłopaka o pomoc. W końcu siła 2 osób powinna być wystarczająca do wydobycia jej oręża. Następnie dokonają przeszukania ciał poległych na wierzy, głównie ich toreb. Następnie obejrzała kuszę mężczyzny która leżała sobie na ziemi. Załadowała ją, a następnie przypięła przy pasie sobie kołczan licząc ilość bełtów. Pozbierała razem z towarzyszem praktycznie wszystko co było na wierzy przydatnego w dalszych walkach. Cały czas za pomocą swojego sensora monitorowała czy nikt na nich nie nacierał. Po skończonych przygotowaniach, dała znak żeby zaczęli schodzić na dół. Albo schodami z wieży, albo po ścianie za pomocą czakry. Wiadomo że lepsze to 1, ale nie wiadomo czy odnajdą klucz do drzwi. Już podczas schodzenia krzyczała: Niema w okolicy wrogów, proszę udać się do bramy ewakuacyjnej natychmiast! Wszyscy zostali usunięci! Jest już bezpiecznie! Pośpieszcie się! No i potrzebny jeden medyk na chwilę, bardzo proszę. Zostałam ranna i potrzebuję pomocy by móc wrócić do walki. Nadal na północy są ludzie którym muszę pomóc! Proszę!!! Liczyła że ktoś podejdzie jej pomóc na ziemi i obejrzy ranę, może opatrzy jakimiś podręcznymi ziołami itd. W sumie fachowe opatrunki i diagnoza też by były spoko, ale cóż. Nie będzie wybrzydzać. Po otrzymaniu pomocy medycznej, postara się odszukać Kenshiego, oczywiście cały czas trzymała koło siebie nastolatka. Fakt była ranna, fakt zachowała się głupio, ale koniec końców dalej potrafiła wyczuć że była znacznie silniejsza od niego. Mimo że ranna. Dlatego jeśli pojawi się zagrożenie to musi go chronić, w końcu uratował jej życie i wiedział ją pół nagą!
Spoiler: pokaż
Przedmioty widoczne: Dwie torby przy pasie.
No-dachi na plecach.
Fuma shuriken rozłożony zawieszony na plecach na sznurku.
Na każdej ręce obszar od nadgarstka do łokcia jest obwinięty metrem bandaża.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
-No-dachi jest ze stali katańskiej
-W prawej ręce spod bandaża wystaje krzesiwo, a w lewej krzemień. Są mocno osadzone, tak by nie wypadły podczas potarcia nimi o siebie.
W torbach (280/30+10+5+50+5+0.5+2+2+2=106.5)
5 kunai(30), 5 shurikenów(10), 20 senbon(5), 10 kwadratowych shurikenów(50), 20 mabishi (5), 1 notka świetlna(0,5), 1 bombka świetlna(2), 1 bombka dymna(2)


Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI:
NATURA CHAKRY: Katon
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Wrodzona - Sensorka
  • Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 50 (150PH)
    WYTRZYMAŁOŚĆ 110 (410 PH)
    SZYBKOŚĆ 150 (650 PH)
    PERCEPCJA 101 (354 PH)
    PSYCHIKA 1 (3PH)
    KONSEKWENCJA1 (3PH)
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH:411
KONTROLA CHAKRY C(120PH)
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 111%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    NINJUTSU
    GENJUTSU
    STYLE WALKI 1 (dziedzina D) (50PH)
    • Chanbara S
    • ---
    • ---
    IRYōJUTSU
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON B (300PH)
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON
    KLANOWE

JUTSU:
Ninjutsu:
-[E]Bunshin no Jutsu
-[E]Henge no Jutsu
-[E]Kai
-[E]Kawarimi no Jutsu
-[E]Kinobori no Waza
-[E]Suimen Hokō no Waza
-[E]Nawanuke no Jutsu
Katon
-[D]Katon: Hōsenka no Jutsu
-[C]Kaengiri
-[C]Katon: Kaen Senpū
-[C]Katon: Gōkakyū no Jutsu
-[C]Katon: Kasumi Enbu no Jutsu
-[C]Katon: Endan
-[.B] Katon: Hōsenka Tsumabeni (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=78675#p78675)
-[.B] Katon: Benijigumo (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=78676#p78676)
Chadabra:
-[D]Fūma Ninken
-[C]Mikazukigiri
-[C]Omotegiri
-[A] Hiken: Tsukikage (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=70175#p70175)


Użyte techniki:


Nazwa
Suimen Hoko no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Rozwinięcie Kinobori no Waza, rozszerzająca nasze możliwości kontroli chakry i poruszania się po powierzchniach wszelakich. Tym razem do naszego wachlarza podłoży możliwych do użytkowania dołącza tafla wody - użytkownik tego jutsu po prostu kumuluje chakrę w stopach, a następnie cały czas zmienia powłokę energii na podeszwie - pozwala to utrzymać się na falującej wodzie.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>


Czakra 103%-15%=88%
Megumi Ishida
 

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kenshi » 26 maja 2018, o 22:32

Działanie podjęte przez Kenshiego było ryzykowne, ale coś obiecał żegnając się z Reiyą i teraz robił co mógł aby się z tego wywiązać. Mimo że groziło to jego śmiercią, nie czuł się z taką myślą źle. W pewien sposób, byłoby to jego zadośćuczynienie tego, co jego pobratymcy czynili mieszkańcom tego miasta. Dołączając do Shiro Ryu, czuł się po części współwinny tego stanu, mimo że nie miał w żaden sposób na to wpływu. Cudem uchronił się od podobnego losu. Niestety, wiedzieli o tym jedynie nieliczni, a czarnowłosy nie był nawet pewny, czy wciąż tak rzeczywiście było. Być może Reiye i Sau dogoniło przeznaczenie przed którym próbowali się uchronić, opuszczając główny Plac Zgromadzenia. O tym jednak Kenshi wciąż wiedzieć nie mógł.
Mężczyzna zaryzykował i stworzył kopułę, która miała zablokować nadlatujący stos rozlatującego się budynku. W chwili jej tworzenia, uszu Kenshiego dobiegł rozdzierający okrzyk znajdującego się w środku staruszka… Tego samego którego wcześniej uwolnił. Półkopuła stworzona z Dotonu, wytrzymała siłę uderzenie. Ciężkie odetchnięcie nie mogło być niezauważone przez towarzyszących mu mężczyzn, ale nie było sensu rozwodzić się nad tym. Sytuacja na powierzchni wciąż była tragiczna dlatego Maji postanowił niemal od razu dalej działać. Nie miał czasu przeszukiwać rozwalonego domu by się upewnić, że człowiek w środku poniósł straszną śmierć od obrażeń wewnętrznych, nie chciał również pozostawać dwójki ludzi tutaj, w środku zapadliska – dlatego zdecydował o wykorzystaniu innej techniki z repertuaru Dotonu, która pozwoliłaby się całej trójce wydostać bezpiecznie na zewnątrz. Z pewnym wysiłkiem co prawda, ale jednak.
Proces przekopywania się na powierzchnie był czasochłonny, Kenshi nie mógł tego uczynić tak szybko jak by tego chciał. Dwójka jego towarzyszy z tego jednak faktu, pewnie raczej była zadowolona. Tutaj, pod ziemią, oddzieleni byli od całego okrucieństwa jakie miało miejsce na górze. Miejsce które Kenshi obrał do wydostania się, było oddalone od zapadliska, ciut dalej na północ, między dwoma budynkami. Wychodząc na zewnątrz, czarnowłosy zlustrował najbliższe otoczenie, a następnie wschodnie mury – wyglądało na to, że wszyscy Shiro Ryu strzegący murów zostali wyeliminowali – Megumi musiała zająć się ostatnimi.. Ciekawe co z Keiem – spojrzał na dwójkę mężczyzn, którzy właśnie wyszli z tunelu. Maji nie miał dużo czasu, dlatego od razu zamierzał przekazać im wskazówki.
- Wschodnia brama wydaje się bezpieczna, przemieszczajcie się między budynkami… Unikajcie strażników Shiro Ryu, zaledwie garstka wciąż posiada świadomość. Większość stała się zwykłymi kukiełkami w łapach pierdolonego Suzumury Hanjiego. Przekażcie wiadomość pozostałym ocalałym. Hanji zdradził ideały, zamordował Radę Dwudziestu, Możnowładców i to on odpowiada za zniszczenie miasta – po wypowiedzeniu tych ostatnich słów, Maji już stał wyprostowany, wciąż w swojej białej zbroji, w szkarłatnym płaszczu, mając u pasa swoją niezastąpioną katanę. Dość czasu w tym miejscu stracił – wiedział gdzie miał się kierować. – Skieruje się na południe, należy jeszcze zabezpieczyć południowe przejście do portu. Niech los Wam sprzyja – mruknął do obydwu mężczyzn, po czym ich opuścił, klucząc między budynkami, by ostatecznie skierować swoje kroki ku południowej bramie, tej o której telepatycznie powiedziała mu Inoshi, blodynka z jego oddziału. Drogę jaką obrał nie miała biec głównym przejściem - bo Kenshi domyślał się że gdzieś tam mógł napotkać na przeciwnika, przez którego znalazł się w tarapatach. Oczywiście jego też by było najrozsądniej - wyeliminować, ale to by znowu kosztowało go czasu. W tym momencie, co innego było dla niego priorytetem.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Wiem, że niektórzy mają ser­ca jak dzwon

Silne, głośne, pra­wie niez­niszczal­ne

Lecz zim­ne jak żela­zo, z które­go je odlano


Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 342
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi lekki, przewiewy strój w którego skład wchodzą spodnie, tunika, okrycie głowy i szyi - wszystko w odcieniach bieli.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, tunika, okrycie głowy i szyji, rękawiczki, blaszane plakietki na nadgarstkach oraz pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Exodia » 27 maja 2018, o 11:09

Spoiler: pokaż
https://i.imgur.com/QmJ14Ei.png
Obrazek
Legenda:
Aki - błękit
Kei - żółty
Yamanaka (ciało) - czarny
Yamanaka (dusza w ciele Shiro Ryu) - szary z białą kropką
Shikarui - biały
Megumi - pomarańczowy
Kenshi - szary
Shiro-Ryu od Akiego - niebieski
Zielony - Wojna
Ogromny biały i różowy - dwaj wybuchowi ludkowie (starzec i młodszy, nawalają się)
Zaznaczone domy to te w których wybuchło. Jarają się już solidnie.
Szare ciemne - Shiro-Ryu na murach.
Czarna obwódka - teren który opadł


Kenshi
Ratowanie życia ludzi, nawet w takiej sytuacji, nie można było się powstydzić. Ba, biorąc pod uwagę że niektórzy tutaj obecni Shinobi pozwolili na spalenie żywcem kilku ludzi w swoich domach, uratowanie dwójki z trójki zagrożonych śmiercią może być postrzegane jako spory sukces. 66% skuteczności, nie mówiąc o potencjalnie uratowanych życiach które teraz mogły uciekać, zamiast tkwić w ziemi z bełtem w piersi. Kenshi był faktycznie spowolniony przez pełznących w tunelu ludzi, ale nie do tego stopnia by się ślimaczyć. Owszem, jeden z nich był ranny, ale mężczyźni wzięli sobie polecenia Kenshiego bardzo do serca. Wydostali się, cała trójka, lądując pomiędzy bezpiecznymi i stabilnymi budynkami. Ale po osobie która stworzyła dół nie było tam śladu, przejście pomiędzy dwoma budynkami faktycznie nie było najlepszym miejscem na poszukiwania. Dwójka ludzi została uraczona kolejną dawką poleceń. Stojący na baczność wojownik, bohater. Figura do naśladowania w białym pancerzu, niczym księciuniu na białym rumaku ratujący księżniczkę. Tylko że zamiast niej była dwójka dorosłych mężczyzn. Ci jedynie kiwnęli głowami w geście potwierdzającym. A sam rycerz skierował się ku bramie południowej, klucząc i starając się unikać przeciwników i zagrożeń. Otwartych miejsc w których mógłby zostać namierzony. Nieprowokowanie konfrontacji było ruchem mądrym, szczególnie w takich warunkach, kiedy odrobina chakry mogła przesądzić o życiu bądź śmierci. Kenshi nie dostrzegł swojego agresora, być może przeniósł się gdzieś indziej, albo też ukrył się pod ziemią. Nikogo charakterystycznego nie zauważył podczas swojej wędrówki do południowej bramy. Jedynie na szczycie jednej z wież przy bramie południowej mógł zauważyć samotnego Shiro Ryu, który kombinował coś z kołowrotkami, przeglądał martwych. A obok niego znajdowało się ciało Yamanaki Inoshiego, jednego z jego sojuszników.

Yamanaka Inoshi
Po brawurowej walce, zakończonej tym razem nie lotem w dół w innym ciele, Inoshi zaczął się zastanawiać. Tymczasowe ciało Shiro Ryu faktycznie było nieco silniejsze od jej własnego, co dawało znacznie więcej możliwości. Oczywiście samej bramy gołymi rękoma się nie podniesie, jakby nie patrzeć był to potężny kawał żelaza. Od tego były kołowrotki, dwa. A Inoshi był jeden. Ten matematyczny paradoks był problemem z powodów dość oczywistych. Gdzie znajdzie drugą osobę która miałaby mu to podnieść? Próba otworzenia bramy każdym kołowrotkiem po kolei byłaby okej. Niestety krzepa Shiro Ryu nic nie dawała, prawdopodobnie dlatego mechanizm został wymyślony na dwie osoby zamiast na jedną. I wtedy Inoshi dostrzegł, stojąc na wieży, widok po drugiej stronie. Port.
Rozczarowanie? Strach? Beznadziejność? Czego się spodziewał? Statków stojących w rzędzie, czekających na wypłynięcie w siną dal? Stojących masztów i napiętych żagli? Nic z tego nie było. Kawałek na morzu znajdowało się kilka mniejszych statków, płynących jak najdalej. Byle daleko stąd. A cała reszta, okręty kupców i flota Shiro Ryu, wszystko to płonęło żywym ogniem. Płomienie trawiły absolutnie wszystko co było w porcie. Każdą jedną łódeczkę. Niektóre zdążyły już całkowicie zatonąć, inne utrzymywały się na powierzchni jeszcze dogorywając. Jeszcze inne były zapalone całkiem niedawno. A przy tych statkach stało kilkunastu Shiro Ryu. Jedni trzymali pochodnie nasączone tłuszczem i notki wybuchowe. Inni po prostu pluli Katonem. Statki zdawały się być ważniejszym celem, niż ludzie. Nie ważne ilu zabijesz, zawsze ktoś ucieknie. A tak nie ucieknie nikt? Ludzkie reakcje były różne. Całkowite załamanie, opadniecie na kolana i czekanie na śmierć. Śmierć która byłaby wybawieniem. Inni panicznie rzucali się do ucieczki. Ale gdzie, skoro bramy były zamknięte? Więc to był prawdziwy motyw za zamknięciem bram? Zamiast zablokowania ludzi wchodzących do portu, to zablokowanie ludzi wychodzących? Dwie niewielkie kropki chakry, dwa klony Lidera Senju. One eliminowały kolejne jednostki Shiro Ryu, starały się gasić pożary. Ale było na to za późno, zdecydowanie za późno. Mimo że ich liczba malała, to nie robiło się ani trochę lepiej. Czy była jeszcze nadzieja dla tych ludzi? Czy była nadzieja dla kogokolwiek?

Kei i Megumi
Duet spotkał się w naprawdę nieprzyjemnych okolicznościach, przynajmniej dla jednego z nich. Dwie dość głębokie rany w boku Megumi dawały o sobie znać. Czy ostrze sięgnęło jakiś ważniejszych organów wewnętrznych? Ciężko było powiedzieć, jako że wokoło nie było akurat żadnego medyka. Przyczepiona do podłoża dziewczyna była skazana na łaskę i niełaskę Keia. Najpewniej każdy mężczyzna zacząłby mieć chociaż delikatne wątpliwości odnośnie swojej moralności. Szczęśliwie dla obojga szalejąca wokoło śmierć, wojna i inne zjawiska które pozbawiały ludzi kończyn, skutecznie odciągały dwójkę od czegokolwiek co nie byłoby ucieczką. Po krótkim symbolu wdzięczności ze strony dziewczęcia za odklejenie jej od ziemi (wysiłki jej i Keia wystarczyły do tego), przyszła pora na dokładne przeszukanie ciał poległych. Kusza z pewnością była cennym nabytkiem, a dziesięć bełtów do niej zebranych stanowiły bardzo dobry arsenał. Teoretycznie dziesięć śmierci. Pani Szermierz odzyskała także swój miecz. Rany dawały o sobie znać, samo chodzenie było bolesne i trudne. Jednak dziewczę wpadło na dobry pomysł - krzyczeć o pomoc. Ponieważ to zazwyczaj działa. Tym razem nie zadziałało. Ludzie ogarnięci chaosem i chęcią ratowania własnego życia, zdawali się nie słyszeć wołania o pomoc. Albo też mieć je w głębokim poważaniu. Po co komu ratowanie innych, kiedy samemu nie jest się pewnym czy ujdzie się z życiem? Nie było nikogo kto mógłby pomóc, użyczyć swoich technik Iryojutsu. Samo poruszanie nie byłoby takim problemem, ale to doprowadziłoby do szybkiego otworzenia się ran. Czy była jakakolwiek inna opcja?

Shikarui i Aka
Mówiąc o sytuacjach beznadziejnych i pozbawionych jakiejkolwiek nadziei na przetrwanie, trzeba wspomnieć o duecie Shikarui i Aka. Szczególnie ten drugi miał wyjątkowo ciężki czas. Niemoc zabicia nawet jednego wroga samodzielnie, konieczność wołania o pomoc do swojego przyjaciela, ucieczka przed przepotężnym zagrożeniem sunącym prosto na nich... To zdecydowanie nie był jego dzień, każdy na jego miejscu mógłby się nieco załamać. A na pewno każdy nieodpowiednio wyszkolony Shinobi. Nawet kiedy przeciwnik został zabity, to miał pretensje odnośnie formy. Notka zamiast proszonej strzały? Nawet mimo faktu, że był cały i zdrowy, jedynie z uszczuploną chakrą. Shikarui kolejny raz przejął funkcję przywódcy, najwidoczniej ogarnianie sytuacji i wydawanie innym poleceń było jego konikiem. Ukryty talent do dowodzenia ludźmi wynikły z konieczności przeżycia? Bardzo prawdopodobne, dobrze że w takich, za przeproszeniem, chujowych scenariuszach znalazł się przynajmniej jeden pozytyw. Widząc biegnącą w ich stronę Wojnę, mężczyzna schował się z młodym Uchiha do jednego z domów. Drzwi stały otwarte, wnętrze puste niczym stragan z kunaiami w przecenie po ataku Shinobi-Januszy. Były to idealne warunki. Wojna zeszła na ziemię, nie zwalniając tempa. Kiedy znalazła się przy budynku ich poprzedzającym, krzyknęła dziarsko.
- Halo halo, wychodźcie! Nie chciałam was przestraszyć, tylko porozmawiać! Poważnie mówię, nie zabiję was przecież. - jej głos odbijał się echem wokoło, w towarzystwie kolejnych wybuchów generowanych przez dwójkę walczących. Cisza w jakiej byli Shikarui z Aka była mordercza. Jakikolwiek dźwięk mógłby przecież ich zdradzić, prawda? Najmniejszy dźwięk z ich strony mógłby zostać wyłapany, chociaż nie może mieć przecież aż tak dobrego słuchu, czyż nie?
- I tak wiem, gdzie jesteście. Zróbmy to jak cywilizowani ludzie. - powiedziała głośno, po czym skierowała się prosto do domu w którym ukrywali się uciekinierzy. Przypadek? Raczej na pewno nie. Zachowywała się bardzo swobodnie, zbyt swobodnie. Jak gdyby miała całkowitą świadomość swojej dominacji w tym momencie. Że nie musi nawet próbować się starać. Stanęła przed domem.
- No już, wyjdźcie. Kilka sekund i macie ode mnie spokój. Inaczej stracicie coś więcej niż tylko czas.


...i od teraz długo wyczekiwana chwila, wracamy do formatu 36h -> 24h. Autentycznie ciężko się tak pracowało.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1705
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Shikarui » 27 maja 2018, o 12:00

Nie poleciała dalej. Nie pobiegła do przodu, w kierunku wojowników, którzy na pewno zasługiwali na jej uwagę. Nie. Zatrzymała się tu i teraz. W tych wąskich uliczkach, w których Shikarui zdecydował się zatrzymać, powodując, że wszystkie włoski na karku Shikaruiego stanęły dęba. Rozglądała się po uliczkach jak kociak w poszukiwaniu swojej myszki, która jej umknęła. Udawała. Shikarui nie wiedział, czy udawała, że ich szuka, czy rzeczywiście nie wiedziała dokładnie, gdzie są. Tkwił z Akim ciało przy ciele. Trzymając zakrwawioną dłoń przy ustach i nozdrzach tamtego, które przyprawiały go o mdłości, a Sanada nawet nie zastanawiał się nad tym, czy smród ognia i krwi jest rzeczywiście aż tak obrzydliwy. Nigdy nad tym nie myślał. Wdychał tą woń tak samo sprawnie jak świeże powietrze zabarwione jodem. Chwilowe rozprężenie znów zamieniło się w pełne naprężenie. Aka nawet nie wiedział, przed czym uciekają. Przed kim? Ciężko było tę kobietę przyrównywać do kogoś. Osobę, której każda komórka krzyczała o przeładowaniu mocą. Wrodzoną? Nabytą? Nie miało to większego znaczenia.
Wtedy się odezwała.
Ucieczka przed nią nie miała najmniejszego sensu. Shikarui nie miał sobie niczego do zarzucenia w kwestii podjęcia tego wyboru. Próbował - nie udało się. Gdyby biegli i tak by ich dogoniła, zwróciliby na siebie niepotrzebną uwagę. Najwyraźniej, z jakichś powodów niezrozumiałych dla śmiertelnych, i tak ją zwrócili. Czy to przez wybuch? Tak, rzeczywiście, przecież miał zastrzelić tego Shiro ryo, nie rozerwać go na kawałki... ale wtedy, kiedy Aka z taką stanowczością szepnął te słowa, poczuł zbyt wiele mięty do życia. Rozbłysk barw był uderzający, jakby radość przepłynęła przez jego żyły w czystej postaci. Coś na moment przysłoniło jego zdolności chłodnego kalkulowania, trzeźwego myślenia. Ten jeden moment... czy ten moment miał ich tutaj, teraz, kosztować życie? Jeden błąd. Czy TO był jego błąd? Błędem było podejmowanie jakiejkolwiek walki. Palce Shikiego mocniej nacisnęły na wargi i policzki Akiego. Nieświadomie. Nieświadomie napinał się coraz bardziej i bardziej i chyba nawet przestawał oddychać. Krótkie, urywane oddechy, kiedy spoglądał prosto na dziewczynę, która wodziła swoimi dużymi oczyma wokół. Nie bał się. Pierwsze wrażenie po zobaczeniu jej chakry spłynęło z niego i zeszło po jego palcach. Dobrze, że nie oblepiło Akiego. Czarnowłosy nie był chętny do informowania go o potworze, który czaił się tuż za rogiem. Zresztą nie musiał. Teraz Aka wyraźnie słyszał jej głos i na pewno zdawał sobie sprawę z tego, że nie uciekaliby w takim popłochu, gdyby nie było przed kim uciekać. Zmysł dowódcy? W jego mniemaniu to Aka dowodził. Shikarui po prostu... no właśnie, co po prostu? Rządził się po równo od samego początku. Tak jakby Aka był królem, a on jego generałem. Czarna królowa na planszy szachownicy obok czarnego króla. Nie ważne, jak silna była królowa i jak mocno mogła skakać po planszy - nie miała żadnego znaczenia, jeśli nie potrafiła obronić swojego króla. Nie widział Akiego w roli bezwartościowego i słabego piona na tej planszy. W jego oczach był najbardziej istotnym pionem, wobec którego nie miałby żadnych szans w bezpośrednim starciu. Na tym to wszystko jednak polegało - Shikarui nie dopuszczał do starć bezpośrednich. Ogromy cierpliwości, jak u urodzonego drapieżnika, nakazywały mu wyszukiwać okazji.
Tutaj miało się stać coś całkowicie przeciwnego.
Czasem, by obronić Króla, trzeba być gotowym na pewne poświęcenia.
Wszystkie komórki ciała Sanady mówiły "nie". Darły się wniebogłosy. Jego instynkt całkowicie sprzeciwiał się decyzji, którą podjęło jego serce. To zimne. To całkowicie nieczułe. Suma zysków i strat - ile warte było życie Akiego w porównaniu do jego? Chciał po prostu jeszcze chociaż przez moment mylić błękit nieba z oczami zachodzącymi głębokim szkarłatem o dwóch łzach weń wetkniętych. Przytrzymać jeszcze przez chwilę księżyc.
Jego szczęki zacisnęły się tak mocno, że aż dziwne, że nie połamał wszystkich zębów. Pochylił się do ucha Akiego tak blisko, że niemal muskał wargami jego płatek.
- Oko po lewej. Biegnij w górę uliczek i skręć potem w prawo. Dołącz do pozostałych. Inoshi walczy po lewej. - Jego szept był niemal niesłyszalny. Jak oddech. Jak jedno z uderzeń serca. Zacisnął palce Akiego na katanie, którą tak kurczowo ściskał przy sobie i zsunął swoje dłonie, podnosząc się. Nie spojrzał w oczy towarzysza.
Kalkulacja zysków i strat.
Całe życie podlegało wyborom. Shikarui nigdy nie bał się ich podejmować. Jego system wartości był jasny, wyraźny, deklarowany na bieżąco. A jednak kroki, które stawiał w kierunku drzwi, wychodząc na spotkanie Wojny, wcale nie były lekkie. Sięgnął po kunai we framudze i wyrwał go z niej. Chowanie się nie miało sensu. Prędzej czy później by ich znalazła. Nawet jeśli nie - nie mogli tutaj zostać. Dwóch liderów ciągle się zbliżało. Więc uciekać? Dogoniłaby ich natychmiast. Shikarui nie wierzył, że tak po prostu chce pogadać. Z kimś tak nic nie znaczącym... Chyba że Aka znaczył więcej, niż sam przyznał. Że był ważną, istotną jednostką w swoim klanie. Zresztą to i tak nie miało aktualnie żadnego znaczenia. Wobec tej przeciwniczki nic nie miało znaczenia. Mogła ich zmieść pstryknięciem palca. A mimo tego Shikarui blokował drzwi, licząc na to, że ten ułamek sekundy wystarczy. Że zabawi kobietę na tyle, by Aka mógł zbiec od tej poczwary.
Przestąpił przez próg domu i zatrzymał się. Dopiero po chwili uniósł jasne, zimne, lśniące jak ametyst tęczówki, które zalały żywy, płonący ogień ich czerwieni, na uśmiechniętą niewiastę, zaciskając kurczowo dłoń na rękojeści kunaia. Odetchnął głęboko. Spokojnie i bez strachu.
Ave Caesar morituri te salutant.*
Spoglądanie jej w oczy było zapewne bezczelnością z jego strony.
Chyba właśnie spoglądał w twarz emancypacji Śmierci.


*Witaj Cezarze, idący na śmierć cię pozdrawiają.

STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 17 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Dear rabbit, please stop looking the other way
It's cold out there so why not stay here
Under my tail.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 928
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Yamanaka Inoshi » 27 maja 2018, o 16:44

- Rok 384 - Zima -


" Między młotem a kowadłem... "
Obrazek

Młoda kunoichi obserwując wszystko to co działo się po zewnętrznej stronie murów zamarła przez chwilę wpatrując się w zniszczenie jakie tam się odbywało. - M-masaka... Nande... Nande - Zakryła usta lewą dłonią wpatrując się przez chwilę w krajobraz skąpany w ogniu płomieni. Zacisnęła obie pięści nie mogąc oderwać wzroku od płonących budynków, szukała wzrokiem tej iskierki nadziei, przynajmniej jednej nie naruszonej przez diabelskich wojowników łodzi, bezskutecznie - Dlaczego? Dlaczego!? Dlaczego zawsze... Spóźniłam się... Zawiodłam, znowu... - Wertowała wzrokiem to co mogła dostrzec zatrzymując się na chwilę przy pustych portach w których powinny być łodzie jednak teraz stały puste a na ich miejscu dostrzec można było co najwyżej drewniane szczątki, pozostałości niegdysiejszych statków. - Cokolwiek zrobię jest to bezużyteczne... Spóźnione... Po co ? Dlaczego staram się wciąż coś zrobić? - Ciężko było w tej sytuacji szukać jakichkolwiek pozytywów. Z jednej strony droga ucieczki została odcięta, co w tej chwili da otwarcie bramy? Śmierć i zniszczenie zbiera swoje żniwa zarówno wewnątrz muru jak i na zewnątrz. Wszędzie jednak są ostatni walczące o życie swoje, być może też i o innych, czy mają jednak jakieś znaczenie? Przecież każdy i tak tutaj zginie. Bez drogi ucieczki nie ma możliwości przeżycia ani w porcie ani w mieście. Czy ktoś może myśleć w tej chwili inaczej? - Przegraliśmy... Zaczynam myśleć, że... Oni nie wrócą... Chciałabym jednak... Jednak... - Obróciła się nieznacznie zerkając na niekończące się wybuchy głębiej na ulicy, widoczne nawet i z tego miejsca - No i jest jeszcze ta chakra... Pójście w którąkolwiek stronę to tylko decyzja... Jak się chce umrzeć - Zerknęła w stronę drugiej grupy i dostrzegła chakrę zbliżającego się Kenshiego. - Otwarcie bramy i tak nic nam już nie da. Przynajmniej powiem mu jak wygląda sytuacja... Co to zmieni? No właśnie... Co... - Spojrzała na swoje, spokojnie w tej chwili leżące ciało - Taki spokój... Chciałabym być tak spokojna na jaką wyglądam ale... Nie... Nie, nie mogę, nie potrafię... - Zbliżyła się i podniosła swoje ciało kierując się do wnętrza wieży. Odpięła klucze od szaty swojego ciała i przekręciła je w zamku przypinając je po chwili ponownie do ubrania blond dziewczyny.

" Fala zmywająca wszelką nadzieję... "

Kenshi gdyby właśnie podchodził do drzwi mógłby usłyszeć swoisty *klick* przekręcanego zamka. Drzwi się jednak nie otworzyły, zdecydowała się ich nie otwierać. Kto wie jak zareaguje Kenshi na widok swojego dawnego kamrata. Większość zdradziła i to było jasne. Przejęte ciało usiadło pod ścianą trzymając obok siebie swoje właściwe ciało, wewnątrz wieży. Jeśli Kenshi znalazłby się po chwili w środku. - Nie krzywdź mnie Kenshi-sama! To tylko ja... - Podniosła lekko ręce do góry, wystawiając je nieznacznie przed siebie. Spojrzała wymownie na siedzące obok swoje, nieprzytomne ciało. - Jednak przyszedłeś, spóźniłeś się... Przegraliśmy Kenshi-sama. - Westchnęła spuszczając ze zrezygnowaniem dłonie w dół wpatrując się przez chwilę najpierw w niego potem w siebie - Port jest stracony... Wszystko płonie, statków nie ma. Nie ma ucieczki... - Spuściła głowę w dół biorąc kilka głębszych, wyraźnie dających sygnał zdenerwowania oddechów - Ja zwiodłam, wszyscy ludzie... Oni... Oni, przepadli. Wystrzelali ich jak kaczki... Nie mogłam nic zrobić, nic... Jestem bezużyteczna, zawsze byłam. Nigdy... Nigdy nie mogłam czegoś zrobić dobrze, po prostu dobrze... Za pierwszym razem, nawet teraz... Teraz ty... Ryzykowałeś by się tutaj dostać, na marne... Na marne... - Nawet i w tym ciele nie potrafiła powstrzymać emocji, oczy zaczęły jej wręcz łzawić a głos powoli coraz bardziej się łamał - Ci... Ci którzy są w porcie też już są straceni... Ludzie z pod bramy... Nie żyją... Droga na północ miasta zablokowana, te ciągłe wybuchy parę ulic dalej... Na pewno słyszałeś... Jeszcze jest ta chakra, ta obalająca chakra, nie chcę tam iść, nie chcę! Jest zbyt silna, czuję to nawet tutaj... To nikt z naszych, wiem to, na pewno! Nikt! - Przetarła szkliste oczy i policzki po których spływały, pełne, trudne do nie zauważenia łzy, zaraz po tej czynności pociągnęła parę razy nosem. - Mój oddział zaginął kilka ulic dalej... Ta silna chakra, nie potrafię rozróżnić nic innego, wszystko co czuje z tamtego rejonu to ona... Nie wiem co robić, nic już nie poradzimy, umrzemy tutaj... Po prostu umrzemy, pytanie jak szybko... A moi... Moi... R-rodzice gdzie oni są? Do tej pory nigdzie się nie pojawili, nie ma ich... Ojciec zawsze sobie potrafił poradzić on wiedziałby co zrobić, wiedziałby! On by coś wymyślił a tak... - Rzucała łamiącym się głosem pełnym wyrzutów. Podniosła się opierając się ręką o ścianę, niemal nie zwróciła uwagi jak głowa jej ciała która do tej pory była oparta o jej ramię zsunęła się nieco w bok i powoli osunęła się na podłogę, nic się jej nie stało, opadła swobodnie, niewinnie. Czy jednak dalej taka była po tym czego dokonała? Zabójstwo całej czwórki, mogła się o to obwiniać... Winiła się, zabiła ich czy jednak miała inne wyjście? Mogła uciekać tak jak inni, dlaczego tego nie zrobiła? - Mogłam... Uciekać tak jak inni, dlaczego tego nie zrobiłam... Zabiłam ich, nigdy przedtem nie... Nie, to był pierwszy raz... Nie chcę się tak czuć... Nie chcę... Teraz... Teraz... Jesteśmy w pułapce. To działo się tak szybko... Rodzice by sobie poradzili... Chcę ich znaleźć, muszę ich znaleźć... Oni muszą znaleźć mnie, rozumiesz, Kenshi-sama? - Spojrzała na niego niemal błagalnym wzrokiem, czy miało to jakiejś znaczenie? Prawdopodobnie żadnego, nic by to nie zmieniło, nie mieli przecież możliwości odnalezienia ich od tak, zwłaszcza gdzie przeciwności losu były w tej chwili zbyt wielkie, nie wspominając już o tym, że pójście w głąb miasta w tej chwili to proszenie się o śmierć.

Co powinni zrobić? Nie mieli przed sobą wielu możliwości, teraz mogli wreszcie otworzyć razem bramę, co im to jednak da kiedy port jest stracony. - M-możemy otworzyć bramę... Demo... Nic nam to nie da. - Skrzywiła się wyraźnie. - Nie mogę zostawić swojego ciała samego na zbyt długo... Nie mogę do niego wrócić. Jestem zbyt zmęczona by działać... - Spojrzała na przejętego wojownika w którego ciele była - A on... Ma jeszcze siłę... No i może. Znałeś go? Jak myślisz, da się go uratować? - Przekrzywiła nieznacznie głowę próbując poprawić ręką włosy, ze zwykłego przyzwyczajenia, rusza dłonią tak jakby była tam jej grzywka której te ciało nie posiada. - Kenshi-sama... Ja... Nie umiem walczyć tym mieczem, masz jakieś rady? Nie chcę umrzeć... - Oparła dłoń na rękojeści katany wciąż przypiętej do pasa przy zbroi.

Jeśli w międzyczasie Maji zdecyduje się na otwarcie bramy to Inoshi w ciele wojownika powędruje do drugiej wieży i postara się wraz z nim podnieść bramę na odpowiednią wysokość. - Nie wiem co to zmieni... - Rzuciła do siebie, ze zrezygnowaniem ruszając kołowrotek by podnieść bramę w górę, synchronicznie z drugim mężczyzną który ją podnosi. Gdy zostanie ona podniesiona na pewną odległość to postara się zablokować kołowrotek bloczkiem by nie dopuścić do jej ponownego opadnięcia.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.






Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




W ręce Kusarigama łańcuch 4m
Kabura 1
  • 2 kunai
  • 2 shurikeny
Kabura 2
  • 5 shurikenów
  • 5 dzwoneczków
  • 1 kunai
Torba
  • Lusterko
  • 3 kunai
  • 1 trójkunai
  • 1 Bombka świetlna
  • 2 pigułki ze skrzepniętą krwią
[/uhide]


Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
C->BW - Bezpańskie Psy - Terumi Hikari
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Megumi Ishida » 27 maja 2018, o 17:37

Ból w ranie był dosyć nieprzyjemny. Rana jak to rana, bolała, krwawiła i średnio ułatwiała funkcjonowanie, żeby nie powiedzieć że nawet utrudniała. Ale co to dla niej. Kobiety shinobi są twarde i nigdy się nie poddają. No chyba że dostaną w brzuch mieczem, wtedy ich zapał troszkę opada. Ale Megumi się tym nawet nie przejąła, znaczy widmo śmierci było martwiące, a fakt że po zawołaniu o pomoc nikt nie raczył nawet popatrzeć było co najmniej przykre. Ona odniosła rany walcząc za nich, a oni nie mieli nawet ochoty popatrzeć na jej rany. Samopoczucia nie poprawiał fakt że nie mogła sobie schodzić z wieży za bardzo, ponieważ obrażenia jej na to nie pozwalały. Ogarnęła się jakoś i po przejrzeniu sprzętu dojrzała że dysponują 10 bełtami i 2 kuszami. Rozejrzała się na zewnątrz, z jednej strony lud prosty na ziemi kłębił się jak mrówki, a z drugiej... Obróciła się i zamarła. Łodzie w porcie płonęły, z trudem stłumiła przekleństwo na ustach. Kilku około 7 ludzi wroga spacerowało powoli po porcie doszczętnie niszcząc każdą napotkaną łódź. De facto już skończyli i teraz tylko dopełniali dzieła. I naglę coś ją ruszyło. Uśmiech wykwitł jej na ustach, stała na bramie. Nie zauważyła jej ponieważ była zbyt skupiona na prowadzeniu klonów do walki, a potem do szturmu na wieżę. Stali we dwójkę na bramie. Jak się orientowała mogli ją na spokojnie we 2 otworzyć, ale zaraz, czy to ma sens? Właściwie to nie. Po otwarciu bramy, zaraz wróg tu przybiegnie i wygoni ludzi a sporo z nich zginie. To nie było dobre rozwiązanie. Przez chwilę zastanawiała się nad potencjalnym ruchem. Na sam początek załadowała kuszę swoją i jej towarzysza, na wypadek gdyby nie posiadał wystarczającej siły. Generalnie to z jednej strony możemy olać wrogów w porcie, w końcu i tak nic tam niema już. Ale z drugiej, po zniszczeniu wszystkich opcji ucieczki z wyspy dojdzie do rzezi ludzi w mieście. A każdy okręt jaki przypłynie, bo jakiś w końcu przybędzie, chociażby handlowy, zostanie zniszczony. Lepiej jest dostać się do morza i mieć nadzieję na ratunek, albo chociaż mieć świadomość że jest kilku przeciwników mniej. Proponuję żebyśmy oddali po strzale we wrogów z kuszy, następnie jak damy radę to oddamy kolejne, aż będą już za blisko na takie zabawy. Ściągniemy ich uwagę na siebie, i liczę że zabijemy swoimi kuszami ze 3. Pozostałą 4 zabijemy kiedy będą nacierać na wieżę. Pasuje ci to? Oczywiście po pierwszym strzale kryjemy się żeby tak szybko nad nie zauważyli.Jeśli odpowiedź była twierdząca to rozpoczęła przygotowania do walki. Zdjęła z pleców rozłożony fuma shuriken opierając go o balustradę, na wypadek gdyby potrzeba było szybko rzucić czymś dużym. Złożyła kilka pieczęci tworząc koło siebie 2 kopie która padły na ziemię kryjąc się na razie, ale będące gotowe do walki jak nadejdzie na to pora. Trzeba wybić te warchlaki z portu i otworzyć bramę. Celowała na oko, jeśli byli tak blisko żeby przebić się przez pancerz to waliła w klatę, a jak nie po głowie. Po pierwszym strzale natychmiast pad na ziemię, i przeładowanie na plecach, opierając klamrę kuszy o balustradę wieży. Strzały oddawała w pozycji siedzącej jak się dało. Strzelali równocześnie na jej komendę. Jeśli jej towarzysz nie miał wystarczająco siły by samemu naciągnąć wielką kuszę to nakazała mu po jednym strzale paść na ziemie i czekać aż wrogowie się zbliżą pod wieżę wystarczająco. Liczyła że pierwsza salwa ich zaskoczy, że nie będą wiedzieli skąd padł strzał, i druga zgarnie kolejnych wrogów i dopiero wtedy zorientują się gdzie jest ich pozycja. Idealnie by było jak by oddała potem jeszcze kolejny strzał, a może i dwa jak zdąży. Gdy będą już prawie pod wieżą to zmieni strategię.



Spoiler: pokaż
Przedmioty widoczne: Dwie torby przy pasie.
No-dachi na plecach.
Fuma shuriken rozłożony zawieszony na plecach na sznurku.
Na każdej ręce obszar od nadgarstka do łokcia jest obwinięty metrem bandaża.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
-No-dachi jest ze stali katańskiej
-W prawej ręce spod bandaża wystaje krzesiwo, a w lewej krzemień. Są mocno osadzone, tak by nie wypadły podczas potarcia nimi o siebie.
W torbach (280/30+10+5+50+5+0.5+2+2+2=106.5)
5 kunai(30), 5 shurikenów(10), 20 senbon(5), 10 kwadratowych shurikenów(50), 20 mabishi (5), 1 notka świetlna(0,5), 1 bombka świetlna(2), 1 bombka dymna(2)


Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI:
NATURA CHAKRY: Katon
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Wrodzona - Sensorka
  • Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 50 (150PH)
    WYTRZYMAŁOŚĆ 110 (410 PH)
    SZYBKOŚĆ 150 (650 PH)
    PERCEPCJA 101 (354 PH)
    PSYCHIKA 1 (3PH)
    KONSEKWENCJA1 (3PH)
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH:411
KONTROLA CHAKRY C(120PH)
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 111%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    NINJUTSU
    GENJUTSU
    STYLE WALKI 1 (dziedzina D) (50PH)
    • Chanbara S
    • ---
    • ---
    IRYōJUTSU
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON B (300PH)
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON
    KLANOWE

JUTSU:
Ninjutsu:
-[E]Bunshin no Jutsu
-[E]Henge no Jutsu
-[E]Kai
-[E]Kawarimi no Jutsu
-[E]Kinobori no Waza
-[E]Suimen Hokō no Waza
-[E]Nawanuke no Jutsu
Katon
-[D]Katon: Hōsenka no Jutsu
-[C]Kaengiri
-[C]Katon: Kaen Senpū
-[C]Katon: Gōkakyū no Jutsu
-[C]Katon: Kasumi Enbu no Jutsu
-[C]Katon: Endan
-[.B] Katon: Hōsenka Tsumabeni (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=78675#p78675)
-[.B] Katon: Benijigumo (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=78676#p78676)
Chadabra:
-[D]Fūma Ninken
-[C]Mikazukigiri
-[C]Omotegiri
-[A] Hiken: Tsukikage (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=70175#p70175)


Użyte techniki:

Nazwa
Suimen Hoko no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Rozwinięcie Kinobori no Waza, rozszerzająca nasze możliwości kontroli chakry i poruszania się po powierzchniach wszelakich. Tym razem do naszego wachlarza podłoży możliwych do użytkowania dołącza tafla wody - użytkownik tego jutsu po prostu kumuluje chakrę w stopach, a następnie cały czas zmienia powłokę energii na podeszwie - pozwala to utrzymać się na falującej wodzie.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>


Czakra 88%
Megumi Ishida
 

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Aka » 27 maja 2018, o 18:12

Aka musial nauczyć się kontrolowania swoich emocji. Był zbyt chwiejny, czasami nawet sam nie rozumiał, co tak do końca czuje. Jego umysł przenikały sprzeczne informacje, z jednej strony chciał uciekać jak najdalej, z drugiej pomóc cywilom, a jeszcze z trzeciej, nie pozwolić aby Shikaruiowi stała się krzywda. Tak to już jest, gdy wszystkimi wartościami jakie miałeś w życiu, możesz się teraz co najwyżej podetrzeć. Próbując odnaleźć nowy cel, zaczynasz popełniać błędy, krążysz wokół, nie zdając sobie sprawy z błędów, które popełniłeś. A największym z nich, była próba pomocy mieszkańcom.
Od początku dwójka Shinobi z kontynenty walczyła sama, Kami no Hikage zdawało się nie mieć żadnych sił porządkowych poza Shiro Ryu, inni Shinobi chyba nie istnieli, albo leżeli gdzieś pod gruzami - jak Inoshi. Aka i Shikarui nie mieli informacji o żadnych innych wojownikach, poza dwójką dziadków, wysadzających wszystko wokół siebie. Świetna pomoc, dzięki, doceniamy. Jak będzie trzeba zburzyć pomniki Amateratsu, a na cokoły wznieść nowych bogów, z pewnością się odezwiemy.
Nic się nie układało po jego myśli. Aka nie był zadowolony. Wręcz przeciwnie - wyglądał jak wkurwiony chomik, gdy dłonie Shikaruia zaciskały się na jego policzkach. W tym śmiesznym geście było czuć strach. Shikarui nie zachowywałby się tak, gdyby chodziło o jakąś płotkę. Już po chwili do uszu Akiego doszedł głos, na którego dźwięk powinni byli zalać się zimnym potem. Nie, Aka miał już tą fazę za sobą. Zacisnął zęby i burknął jakieś bliżej niezrozumiałe przekleństwo pod nosem. Nie mieli nawet chwili spokoju. Nie mógł w to uwierzyć, że potężna Wojna, budząca strach i trwogę, ugania się za dwoma Doko i traci na nich czas, zamiast zając się, nie wiem, kimś potężniejszym. Na przykład tymi, którzy uznali, że miasto jest za mało zniszczone i trzeba dopierdolić jeszcze kilka bombek.
- Przestań, zamknij się, błagam. - rzekł z ogromnym wyrzutem w głosie. Aka pójdź tam, zaatakuj tego, weź to i przyjdź tutaj, a na koniec uciekaj i nie odwracaj się za siebie. A najlepiej to w ogóle się nie udzielaj, bo w mordę możesz zarobić. Miał dość tego, że wszyscy nim rządzą, mówią mu co ma robić, jak ma żyć. Nie miał dziesięciu lat i pomimo, że chciałby aby lider Senjuu im pomógł, to nie potrzebował niańki, która będzie mu paluszkiem wskazywała, gdzie ma zostawić swoje zabaweczki. Był dorosłym człowiekiem i odpowiadał za swoje czyny. - Mam gdzieś Inoshi i mam gdzieś całą resztę. Dla tego miasta nie ma ratunku. Nikt nie przyjdzie nam z pomocą! - warknął na niego. Od kiedy tak bardzo zależało mu na obcych ludziach? Czy naprawdę Shikarui nie rozumiał powagi sytuacji? Ten zimny sukinsyn, zabójca wyrzucający swoich zleceniodawców przez okno, naprawdę nie widział co się wokół dzieje? Dlaczego w ogóle ten, który tyle mówił o spierdalaniu, teraz nagle chciał zostać i kazał wynosić się młodemu Uchiha? Nie rozumiał, że każąc mu uciekać, skazuje go na długą i powolną śmierć? Że skoro nikt nie pomógł mu wcześniej, to i teraz nikt nie przyjdzie z pomocą? Jakkolwiek to chujowo nie brzmiało, to młody Sanada był jedynym, który w tej krainie łzami i krwią płynącej poświęcił mu więcej, niż dwa oddechy. Ale tym bardziej świat go przekonywał, że nie warto było marnować tlenu na kogoś, kto nie potrafi zadbać o siebie. Był słabym Doko, a nie żadną znaczącą jednostką, zwłaszcza w swoim klanie. Był płodem, który miał to nieszczęście wyjść z łona swojej rodzicielki. Los w ostatnim czasie brutalnie mu to uświadomił. Brutalnie i - według jego skromnej opinii - już stanowczo zbyt wiele razy, wgniatając go w ziemię jak robala.
Może i Shikarui chciał obronić swojego króla, może był gotowy poświęcić się, aby nie dopuścić do szacha. Ale co z tego? Nie grali w cholerne szachy, tylko walczyli o życie. Tu nie było czasu na analizę każdego ruchu - trzeba było na bieżąco dostosowywać się do sytuacji. A Sanada? Nawet nie spojrzał na niego po tym wszystkim. Odwrócił się do niego plecami, mając w głębokim poważaniu to, czy się zgadza na taki plan. A nie zgadzał się, oj nie. Alea iacta est.
- Mam dosyć krycia się za Twoimi plecami. - tak to już było, że jak Uchiha coś sobie ubzdura, to i choćby skały srały, nic go nie nakłoni do zmiany zdania. Shikarui blokował drzwi, jak gdyby próbując uniemożliwić Akiemu wyjście na przód. Cóż, nie uwzględnił, że wyskoczy przez okno - te same, które mu wskazał - i stanie obok niego, ramię w ramię, tuż przed Wojną.
Nie czuł strachu, nie czuł frustracji, co najwyżej rozczarowanie. Rozczarowanie, że wszystko w co wierzył okazało się być kłamstwem.

Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
  • Katana
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Żadnych bogów,
żadnych panów.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 169
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kenshi » 27 maja 2018, o 19:27

Jeden z nielicznych Shiro Ryu, ocalały z pogromu przeprowadzonego przez Hanjiego, ruszył ku południowej bramie – kierunku z którego Inoshi nawiązała kontakt, prosząc gorąco o pomoc. Wtedy, Kenshi nie mógł pozostawić współtowarzyszy i udać się na ratunek, ale teraz… Sytuacja uległa zmianie. Udało się zabezpieczyć przejście po wschodniej stronie muru, dlatego teraz Maji pędził ku drugiej bramie.
Podczas biegu, wystrzegał się otwartych przestrzeni, nie chcąc angażować się w pojedynki, które nakradłyby mu cennego czasu. Na jego szczęście, do żadnej z takich sytuacji nie doszło, mimo że na północy słyszał eksplozje. Jak na jego słuch, to te co raz bardziej się zbliżały. Przyspieszył bardziej.
Wybiegłszy na ostatnią drogę biegnącą równolegle do południowych murów, Kenshi zachłysnął się widokiem jaki zobaczył. Pod murami leżała sterta ciał – kobiety, dzieci, mężczyźni, ludzie starsi… Bełty wystrzelone z kusz nie oszczędziły nikogo. Opętani członkowie Shiro Ryu, nie dzielili, wszystkich traktowali równo, bez względu na wiek i płeć pozbawiając życia. Grymas nienawiści jaki wypełzł Kenshiemu na twarz, mógłby odstraszyć nie jednego – nikogo jednak nie było pod ręką. Czarnowłosy przeniósł spojrzenie na basztę i to tam dostrzegł ostatnią żywą osobę, którą można było posądzić o tą zbrodnię. – Marny Twój los.
Czarnowłosy natychmiast skierował się w stronę wieży, a gdy był już blisko i zobaczył jak ten nachyla się nad ciałami i szabruje – Kenshi szybkim machnięciem dłoni, przy użyciu swoich magnetycznych zdolności wystrzelił ocalałbym członkiem zakonu Shiro Ryu poza mury miasta. Nie mógł znieść że ta ubezwłasnowolniona marionetka, pastwi się nad ciałami pomordowanych. Szczególnie, że u jego boku dostrzegł znajomą, leżącą kobietę. Blondynkę, która należała do grupy pierwszej i która jeszcze paręnaście minut temu, nawiązała z nim kontakt, przekazując informację o zbliżających się problemach. Być może na górze znajdowały się ciała pozostałych członków z ekspedycji, z grupy pierwszej – ale o tym Kenshi przekonać się mógł dopiero w chwili gdy dotrze na górze. Wciąż tliła się w nim iskierka nadziei, że być może członkowie jego zespołu, jeszcze żyją. – Nadzieja umiera ostatnia.
Kenshi jak na shinobiego przystało, nie bawił się w żmudne wchodzenie po schodach, tylko po przelaniu chakry do stóp wbiegł na prostopadłą ścianę, a następnie ruszył ku górze, by ostatecznie wskoczyć do baszty, w tej w której jeszcze nie dawno znajdował się członek zakonu. Szybkie zlustrowanie otoczenia, wystarczyło mu do upewnienia się że nic mu nie grozi. Na miejscu znajdowały się dwa kołowrotki, służące najpewniej do otwarcia bramy, a także zwłoki jednego strażnika Shiro Ryu z przestrzeloną czaszką, oraz ciało blondynki, do której Kenshi natychmiast przykucnął.
Zlustrował ją dość oględnie, nie dopatrując się na jej ciele żadnych poważnych obrażeń poza kurzem, odciskami trudów poruszania się. Nawet odniósł wrażenie, że dostrzega na jej ubraniu ślad buta, ale przestał się nad tym bardziej zastanawiać, bo ponownie brał u niego w górę gniew gdy pomyślał, że ów niedawny człowiek mógł po niej deptać.
Wybacz, że Cię zawiodłem, spóźniłem się… Ale są jeszcze inni którym można jeszcze pomóc. – oznajmił, podnosząc się z trudem, a następnie spojrzał na port, gdzie zauważył ludzi którzy bezczynnie wpatrywali się w zagładę czynioną przez członków zakonu Shiro Ryu. Te skurwysyny pozbawiały tutejszą ludność możliwości opuszczenia wyspy. - Nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem – powiedział, dostrzegając w oddali Senju Kazuo, który powoli acz systematycznye pozbawiał życia kolejnych członków kasty Smoków. Kenshi zamierzał dołączyć do tego człowieka, do ludności by ich chronić przed ocalałymi zbrodniarzami, nim jednak do tego dojdzie…
- Najpierw trzeba otworzyć bramę – spojrzał na kołowrotek, na którym po chwili zacisnęły się silne dłonie mężczyzny. Następnie napinając mięśnie, Kenshi postanowił zrobić wszystko, aby otworzyć bramę, a następnie zablokować spust, aby ponownie nie opadła. W mieście wciąż byli cywile i było należy uczynić wszystko aby umożliwić im ucieczkę. Szczególnie, skoro w mieście wciąż trwały walki, a najpewniej również i zgładzenia dokonywane przez szabrowników, niedobitki Shiro Ryu...


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Wiem, że niektórzy mają ser­ca jak dzwon

Silne, głośne, pra­wie niez­niszczal­ne

Lecz zim­ne jak żela­zo, z które­go je odlano


Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 342
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi lekki, przewiewy strój w którego skład wchodzą spodnie, tunika, okrycie głowy i szyi - wszystko w odcieniach bieli.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, tunika, okrycie głowy i szyji, rękawiczki, blaszane plakietki na nadgarstkach oraz pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Yamanaka Inoshi » 28 maja 2018, o 17:26

- Rok 384 - Zima -


" Niezauważona chmura która przykryła nadzieję... "
Obrazek

Nagle coś poruszyło przejętym przez blondynkę wojownikiem, poczuła ściśnięcie, jakby ją coś chwyciło. Nie zdążyła nawet zareagować, ruch był natychmiastowy, nie miała wystarczająco siły by oprzeć się sile magnetyzmy, było to niemal niemożliwe zważywszy na ilość żelastwa jaką miał na sobie Shiro Ryu. Z impetem wystrzeliła za mur niemalże lecąc poziomo w kierunku portu i opadając coraz niżej z każdą chwilą... - Nani? - Pomyślała zaraz po tym jak nieznana siła wystrzeliła ją z muru, oszołomiona wpatrując się w wieżę która oddalała się od niej coraz bardziej... - Dlaczego? Dlaczego ja? Nic nie dostrzegłam... Co to za siła? - Jej oczy niemal drżały w tej chwili - Czy to jest... Jeśli go opuszczę... Będę bezbronna a jeśli... Poświęcam kolejną by uratować siebie... - Wzięła jeden głęboki oddech - Tylu ludzi straciło życie pod bramą... Pod moją wodzą... A ja? - W tej chwili mimo różnych myśli krążących po jej głowie zwyczajnie bała się, bała się bólu, bała się śmierci, bała się tego wszystkiego co ją czeka w obu przypadkach, żałowała zarówno tych ludzi którzy przy niej zostali zabici jak i innych osób które straciły swoje życie w walkach dzisiejszego dnia. - Czy oni na to zasłużyli? Kto zasłużył tutaj na przeżycie? - Wszystko to wydawało się trwać ułamki sekund, ułamki które zarazem trwały niemalże całą wieczność. Chciała krzyczeć, teraz mogła, wydała z ciała przejętego wojownika jeden rozpaczliwy ryk po którym ciało zamilkło i zaczęło spadać dalej, pozbawione już kontroli Yamanaki...

- Mówią, że nadzieja umiera ostatnia, moja właśnie umarła... Bez niego ich nie odnajdę... - Duch dziewczyny znalazł drogę do swojego ciała i jeszcze przed chwilą bezwładna blondynka poderwała się z przeraźliwym krzykiem nieznacznie do góry, nie wstała, podniosła tylko tors podpierając się rękami o kamienną podłogę dysząc przy tym częściowo z przerażenia a częściowo ze zmęczenia. Ta jedna iskierka nadziei jaką blondynka pokładała w przejętym ciele, w jego sile i sprawności zgasła z chwilą w której musiała je opuścić. Było to rzeczywiście kłopotliwe jednak, według niej dawało jej największe szanse, gość był silny, zwinny potrafił całkiem sprawnie się poruszać w metalowej zbroi a co najważniejsze pamięć mięśniowa dłoni jak i ręki pozwalałaby jej chociaż częściowo wykorzystać jego umiejętności walki kataną, umiejętności których młoda kunoichi nie posiada. - Teraz... Teraz boje się jeszcze bardziej. Będąc nim mogłam udawać, że się nie boję... Że nie czuję strachu, że sobie poradzę, może ktoś by w to uwierzył a w tej chwili? - Yamanakowe tęczówki uległy zwężeniu, to oddziaływanie strachu i przerażenia w chwili gdy zdała sobie sprawę z tego co się stało. Mogłoby się wydawać, że nawet i jej oczy drżą w tej chwili gdy opierała się o blankę wieży wpatrując ze strachem w oczach w Kenshiego. - T-to on... To do niego wysyłałam wiadomość... Jednak przybył? - Spojrzała w tej chwili na swoje ubranie które faktycznie miało kilka mniej lub bardziej krwawych odcisków buta na sobie, nie wspominając już o innej krwi która się na nim znajdowała. Żadna jednak nie należała do niej, może tylko drobna stróżka krwi która leciała jej z nosa i nie została wcześniej wytarta. Złożyła pieczęć sensoryczną rozglądając się na maksymalnym zasięgu, chciała się jednak skupić na najbliższym korzystając ze skupienia by dostrzec coś co mogło doprowadzić ją do tego stanu, coś co mogło pozbawić ją przed chwilą życia, w końcu... To nie mógł być Kenshi, prawda? Poszukiwania raczej nie ujawniłyby tego zagrożenia, dlatego też po chwili przestałaby wykrywać chakrę ponownie przytłoczona, niemalże przybita chakrą dochodzącą z głębi dzielnicy rzemieślniczej, chakrą należącą do Wojny która w tej chwili zabawia się z Shikaruiem i Aką, grając z nimi w swoją własną grę, niemal jak w jakimś tanim horrorze. - Co teraz? Nie mogę już nic zrobić... Nie mam siły, zrobiłam co mogła i wszystko poszło na nic, na nic...Teraz jestem już kompletnie bezużyteczna... Tylko będę zawadzać... - Spojrzała na Majiego który bądź co bądź prędzej lub później siłował się z bramą, spuściła głowę w dół pozwalając by grzywka zasłoniła jej niemalże pół twarzy - To bezcelowe, nie podniesiesz bramy... Kenshi-sama. J-ja... Próbowałam, zawiodłam... Gdyby nie ten atak z zaskoczenia to teraz... Moglibyśmy otworzyć ją razem, drugi kołowrotek w drugiej wieży - Zacisnęła pięści by po chwili zrobić to samo z oczami - Nie podniosę bramy... Nie mam dość siły. Przykro mi, że ryzykowałeś przyjście tutaj i musiałeś trafić na mnie... - Pociągnęła nosem odgarniając nieznacznie włosy, głównie grzywkę - Zawiodłam wszystkich tych ludzi na dolę, mój oddział gdzieś przepadł, pewnie też już są straceni a ja? Nie jestem w stanie nic zrobić i wciąż tu jestem... - Kilka łez, skapnęło na jej szatę, jedna po drugiej, nie był to zwykły strumień których uroniła już dzisiaj wiele, były to zwyczajne krople przypominające padający deszcz, deszcz który nie nadchodził, może nawet nie był potrzebny gdyż same czarne chmury które nie chciały opuścić nieba wciąż po nim pływały - Gdziekolwiek pójdziemy jesteśmy straceni... Port... Droga powrotna do dzielny, jesteśmy odcięci - Po ostatnim zdaniu wpatrywała się tępo w płonące, wcale nie tak daleko statki oraz portowe budynki dla których wyraźnie nie było już ratunku. Krzyki i odgłosy walki dochodzące zewsząd nie pomagały a co najważniejsze, nie pozwalały się uspokoić, co dopiero mówić o zmianie nastawienia lub zdobyciu nowej kropli nadziei. Czy nadzieja przychodzi do człowieka wraz z kolejnym? Być może, w tym wypadku jednak każda kolejna osoba nie przynosiła nadziei w tej chwili pełnej beznadziejności i zawodu, każda kolejna ludzka twarz przynosiła tylko żal i smutek, ktoś w końcu musi ich uratować, prawda? Kto to zrobi jeśli nie ma nikogo kto byłby w stanie to zrobić, wszyscy oni są skazani przepaść w meandrach walki o życie oraz Kami no Hikage.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
C->BW - Bezpańskie Psy - Terumi Hikari
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2178
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kei » 28 maja 2018, o 19:38

Na szczęście zgodnie z oczekiwaniami wspólnymi siłami dali jakoś radę uwolnić Megumi. To co się stało potem było jednak całkowicie poza wszelkimi kalkulacjami. Gdy Megumi się zbliżyła się do niego w jego głowie pojawiły się znaki zapytania, a w chwili kiedy przytuliła się do niego zarumienił się nieco skrępowany. Na tym się jednak nie skończyło. Gdy pocałowała go w policzek w jego głowie pojawiło się krótkie - Eh?!, po czym zaczerwienienie na twarzy chłopaka się pogłębiło. Te silne rumieńce utrzymały się także gdy szeptała ocierając się o niego. Sam jednak nie wiedział jak na to do końca zareagować, cóż nie spotkał się osobiście jeszcze z taką sytuacją, więc czuł się nieco zagubiony. Nie żeby nie miał żadnych relacji z płcią przeciwną ale żadna starsza dziewczyna jeszcze tak go nie kokietowała.
- Cóż... ciesze się, że mogłem pomóc. - Odparł zakłopotany.
Cholerka, co to ma być? Potrzebuję więcej samokontroli, nie mogę sobie pozwolić na tracenie głowy w takich sytuacjach. - Skrytykował się w myślach. Co do rany dziewczyny w sumie by jej z nią pomógł, lecz przypuszczał, że w tej gestii wie mniej od samej zainteresowanej, więc się w to nie wtrącał. Gdy Megumi zaczęła zdejmować górną partię zewnętrznych ubrań początkowo to zignorował sądząc, iż zapewne coś jeszcze coś nosiła co osłaniało jej najważniejsze części ciała. Jednakże kiedy zdał sobie sprawę, że dziewczyna nie ma nic pod spodem, to nieco speszony odwrócił się. Nie to, że widok by mu się nie podobał, cóż zapewne wręcz przeciwnie, jednakże tak nie wypadało. Zresztą nie wiadomo co by sobie o nim pomyślała, gdyby tak się w nią wtedy wpatrywał. Dlatego też plecami do niej przeszedł do przeszukiwania ciał w celu pozyskania jakiś przydatnych przedmiotów. Jak się okazało Megumi szybko skończyła opatrywanie swych ran i do niego dołączyła. Łowy jednak nie były do końca satysfakcjonujące, cóż liczył na coś poza kuszami i bełtami, no ale trudno się mówi. Jeśli chodzi o miecz towarzyszki, to naturalnie kiedy poprosiła z nim też jej pomógł. Jak się okazało dziewczyna nie mogła za bardzo się poruszać, a jej przemowa zachęciła ludzi bardziej do ucieczki niż przemowy. Na ten widok westchnął zrezygnowany. Dowiedział się też że rany Megumi chyba były nieco poważniejsze niż przypuszczał. Najwyraźniej będzie musiał sprowadzić tutaj kogoś z odpowiednimi umiejętnościami jeśli zauważy. Na słowa dziewczyny zwrócił uwagę na sytuację po drugiej stronie muru. Najwyraźniej i tu sytuacja miała się gorzej niż przypuszczał. Jeśli zauważył płonący port i statki, to zaczął się martwić jak się wydostanie z tej przeklętej wyspy. Co do kuszy, to jeśli nie był w stanie załadować jej samemu, to daje ją Megumi z prośbą by się tym zajęła. Te rozwiązanie jest jednak nieco zawstydzające i uderzy w męską dumę Keia.
- W porządku, właściwie nie mógłbym być spokojny z nimi za plecami. - Odparł spokojnym tonem zgadzając się na propozycje dziewczyny.
W sumie sam chciał zasugerować lekkie przytrzymanie kilku wrogów za pomocą swej techniki, lecz po chwili zauważył, iż wieża jest za wysoka i niestety nie bardzo byłby wstanie aktywować jutsu. Gdy zajęli już pozycje poinformował towarzyszkę w którego celuje, cóż głupio by było gdyby wybrali sobie tą "samą tarczę strzelniczą". Sam naturalnie bierze jednego z tych których łatwiej trafić. Jego umiejętności wymagały jeszcze wielu ćwiczeń więc nie zamierzał się popisywać. Niby jego percepcja nie należała do najgorszych, lecz czy wystarczyło to by być dobrym strzelcem? Niekoniecznie dlatego potrzebował celu, który maksymalizował jego szanse trafienia. W przeciwieństwie do Megumi przybrał pozycję półprzyklękniętą, a kuszę dla większej stabilności próbował o coś oprzeć. Następnie zgodnie z komendą towarzyszki wystrzelił. Następnie położy się na bok by ukryć, tak jak dziewczyna planowała. Naturalnie w między czasie zwrócił uwagę czy wrogowie też nie mają kusz i w razie czego ostrzegł Megumi, w końcu to nie oni mieli być postrzeleni. Sam w razie czego był gotowy do uchylenia się. Następnie jeśli mógł przeładować kuszę, to przystąpi do kolejnej salwy informując gdzie celuje. Jeżeli nie będzie µogł to w ukryciu będzie czekać, aż ta nie poinformuje w ten czy inny sposób, że wrogowie już zmierzają w ich stronę. Następnie wstanie, odłoży kuszę i wyciągnie dwa kunaie, zrobi krok czy dwa do tyłu by nie był zbytnio widoczny, jednakże naturalnie będzie uważać na maź. Następnie gdy będzie mieć świadomość, iż przeciwnicy są już pod murem skrzyżuje kunaie i będzie zbierał w ich okolicach czakrę z naturą raitonu tak by stworzyła się kula wyładować. Następnie zamierzał ją wystrzelić w któregoś z oponentów, który wbiegł na wysokość powyżej 15m, cóż upadek już wtedy powinien być zabójczy. Starał się trafić w tors, w końcu raiton i tak przejdzie przez zbroję. Jeśli oberwanie wyładowaniem nie starczyło by wróg stracił kontrolę nad czakrą i spadł, to rzuci w niego kunaiem celując tym w jego gardło. Jeśli któryś przeciwnik spróbuje złapać spadającego kolegę, to spróbuje rzucić kunaiem w jego gardło starając się skorzystać z okazji, że się odsłonił. Następnie pokrywając swe buty czakrą cofa się przez maź na drugi koniec wieży i wyciąga 2 shurikeny. Zamierzał celować w oczy lub gardło tych co się tylko wychylą nad krawędź.
Naturalnie cały czas był czujny i starał się być świadomy swego otoczenia. W razie ataku w zależności od okoliczności próbuje się uchylić lub odskoczyć.

Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 35
    WYTRZYMAŁOŚĆ 30
    SZYBKOŚĆ 30
    PERCEPCJA 43
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1

UMIEJĘTNOŚCI:
Wrodzona - Wielka Chakra[/*]
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 123%

NINJUTSU C
RAITON C
JUTSU:
- [E] Bunshin no Jutsu
- [E] Henge no Jutsu
- [E] Kai
- [E] Kawarimi no Jutsu
- [E] Kinobori no Waza
- [E] Suimen Hoko no Waza
- [E] Nawanuke no Jutsu
- [E] Fūin no Jutsu
- [E] Hibana o tenka suru
- [D] Suienzou no Jutsu
- [D] Utsusemi no Jutsu
- [D] Hikari no gijutsu-kyu
- [D] Raiton: Dendō Hando
- [D] Raiton: Hiraishin
- [C] Hari Jizo
- [C] Hari Jigoku
- [C] Hitei Musho
- [C] Raiton: Raikyū
- [C] Raiton: Ikazuchi no Utage
- [C] Hikari chōshinsei


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Plecak

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
- Kabura x2 (przymocowane do pasa po bokach jedna po lewej druga po prawej, zwykle ukryte pod kurtką)
Lewa kabura:
- stalowa żyłka 15m,
- 6 shurikenów.

Prawa kabura:
- 3 kunai,
- bombka świetlna.

Plecak:
- 1 kunai,
- mały zwój pieczętujący,
- topaz,
- rabat u grabarza.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Raiton: Raikyū

Pieczęci
Brak

Zasięg Max.
20 metrów

Koszt
E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (za pocisk)

Dodatkowe
Wymaga posiadania dwóch metalowych broni

Opis Najprostsza technika dystansowa użytkowników Uwolnienia Błyskawic, wymagająca posiadania dwóch metalowych broni - np. kunai. Użytkownik ustawia oba narzędzia obok siebie, przesyłając w ich stronę chakrę Raitonu. Po chwili wyładowania tworzą pomiędzy nimi kulkę błyskawic, którą można następnie miotnąć w kierunku oponenta. Proste i skuteczne, a dodatkowo ma szanse oszołomić przeciwnika.



Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>


78% - 15% = 63%
Kei
 

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kenshi » 28 maja 2018, o 22:02

/ No cóż, przechodzimy do korekty wcześniejszego posta

Czarnowłosy popełnił błąd, nie sprawdzając tętna dziewczyny po dotarciu na szczyt baszty. Jednakże pozbycie się stróżującego strażnika z Shiro Ryu, rzut okiem na drugiego z mężczyzn z przebitą czaszką, a następnie oględne przyjrzenie się nieprzytomnej dziewczynie, której krew z nosa zdążyła przyschnąć – wystarczyły mu do wyciągnięcia takich wniosków. Taki pośpiech wynikał u Kenshiego z sytuacji w jakiej się znalazł. Szybkie podejmowanie decyzji i działanie było wskazane, a wszelkie tracenie czasu na zastanawianie się, zbliżało kolejne istnienia do zagłady. A na to Maji nie chciał się zgodzić.
Po wypowiedzeniu swoich słów, zamierzał skierować się do kołowrotka, aby spróbować podnieść bramę. Nie było mu to jednak od razu dane. Szeroko otworzył oczy gdy blondynka, którą jeszcze chwilę temu miał za martwą, poderwała się z podłogi z przeraźliwym krzykiem. Mało co brakło, aby Kenshi ze swojej pół klęczącej pozycji, zwyczajnie się wywrócił. Jego myśli szybko pogalopowały, do człowieka, którego kilkanaście sekund temu wykatapultował zza mury – czyżby było to w jakiś sposób związane z Inoshi? – Żyjesz… Cieszę się – powiedział, szczerze się do dziewczyny uśmiechnąwszy. Była to w końcu jakaś dobra informacja w tym morzu nieszczęścia.
Nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo blond włosa dziewczyna powiedziała mu, że próba podniesienia bramy, skończy na panewce. Wyjaśniła, że wcześniej sama próbowała, ale przeszkodził jej atak z zaskoczenia. Czarnowłosy ściągnął brwi w zamyśleniu, próbując całą tą sytuację zrozumieć, ale było to ciężkie… Oględnie znał zdolności klanu Yamanaka. Wiedział, że specjalizują się w kontroli umysłu. Potrafią komunikować się na odległość, a także właśnie ze względu na te zdolności – są dobrymi mediatorami oraz dyplomatami. Niemniej dziewczyna, która przed nim się znajdowała – była roztrzęsiona. Przerażona całą sytuacją. Zwyczajnie się bała i chyba ten strach co rusz brał nad nią kontrolę.
- Nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem – powtórzył i nie bacząc na jej słowa, ścisnął mocniej kołowrotek, który następnie spróbował przekręcić. Napięte mięśnie napotkały potężny opór, koła zębate drgnęły, ale Kenshi szybko poczuł że faktycznie, bez pomocy się nie uda. Dlatego też wykorzystał swoje zdolności magnetyczne. Oddziałując Jitonem na bramę, wpływał na jej unoszenie, co przy współdziałaniu pracy rąk, zaczęło dawać efekty. Osie zgrzytnęły, drewno owinięte łańcuchami zatrzeszczało, ale koła zębate wprawione w ruch – ruszyły, nawijając na swoją szpulę, kolejne dziesiątki centymetrów grubego łańcucha. Cały proces nie trwał chwili, ale wraz z upływem kolejnych sekund, przestrzeń oddzielająca port od miasta, wciąż się powiększała. Do chwili, aż kołowrotek nie napotkał blokady. Kenshi natychmiast mechanizm zablokował, ponownie przenosząc spojrzenie na blondynkę.
- Wiem, że jesteś przerażona, ale nie możesz teraz stracić głowy. Dopóki żyjemy, wciąż możemy ratować innych. Jesteśmy shinobi, nie rzemieślnikami, nie rolnikami – zwrócił się do kobiety, kładąc kolejne kroki na posadzce, aż znalazł się tuż obok niej, przykucnięty – Docierając aż tutaj, pokazałaś odwagę oraz niesamowity hart ducha. Nie każdy byłby w stanie tego dokonać. Nawet wśród Ninja są tacy, którzy wykorzystaliby taką chwilę do czynienia zła. I w tym mieście również się znajdują. Wśród cywili, kobiet i dzieci… - czarnowłosy westchnął, przypatrując się blondynce. Była młoda, niedoświadczona. Czy mógł się jej dziwić?
- Strach jest normalny. Nie wyzbędziesz się tego, nie przeżywszy wcześniej takich sytuacji. Są inni, którzy potrzebują w tej chwili naszej pomocy, więc jeżeli chcesz się poczuć lepiej… - podniósł się, przypatrując portowi, który był już zasnuty ciemnymi chmurami - To mi pomóż. Pilnuj bramy, monitoruj przejście i otoczenie. Informuj mnie o zbliżającym się zagrożeniu. Jeżeli nie będziesz w stanie sama wyeliminować zagrożenia… Odwrócił się do niej, z lekkim uśmiechem, który zapewne pięknie nie wyglądał z tą obrzydliwą szramą na twarzy – Bądź moimi oczami i uszami – powiedział, po czym chwytając za mury baszty, przerzucił tułów, a następnie przelawszy chakrę do stóp, zaczął błyskawicznie zbiegać po murach miasta, kierując swoje kroki wprost do portu – kierując się tam gdzie byli pozostali opętani, Shiro Ryu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Wiem, że niektórzy mają ser­ca jak dzwon

Silne, głośne, pra­wie niez­niszczal­ne

Lecz zim­ne jak żela­zo, z które­go je odlano


Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 342
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi lekki, przewiewy strój w którego skład wchodzą spodnie, tunika, okrycie głowy i szyi - wszystko w odcieniach bieli.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, tunika, okrycie głowy i szyji, rękawiczki, blaszane plakietki na nadgarstkach oraz pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Exodia » 29 maja 2018, o 21:28

Spoiler: pokaż
https://i.imgur.com/WpSv0O6.png
Obrazek
Legenda:
Aki - błękit
Kei - żółty
Yamanaka (ciało) - czarny
Ciemna zieleń - Shiro Ryu w porcie u Kenshiego
Jasna zieleń - klon Kazuo
Shikarui - biały
Megumi - pomarańczowy
Kenshi - szary
Zielony - Wojna
Ogromny biały i różowy - dwaj wybuchowi ludkowie (starzec i młodszy, nawalają się)
Błękitne ogromne pod białym i różowym - gliniany smok na kursie kolizyjnym z wieżą na której są Megumi i Kei
Zaznaczone domy to te w których wybuchło. Jarają się już solidnie.
Czarna obwódka - teren który opadł


Shikarui i Aka
Niczym szczury w kanałach uciekające przed kotem, tak i ta dwójka pierzchała jak popadnie przed zagrożeniem. Tylko o ile oni byli faktycznie szczurkami dla niej, to ona dla nich była nie tyle kotem, co potężnym tygrysem. Który jednym pazurkiem może przebić szczurka na wylot. Świadomi zagrożenia ukryli się w domu, jednak Wojna doskonale znała ich pozycję. Stała przed wejściem, przeskakując z nogi na nogę z niecierpliwości. Ile trzeba było na nich czekać? Dostali prosty przekaz - to albo całkowita anihilacja. Duet uwierzył w to, że Wojna jest w stanie to zrobić. O ile na początku dało się łudzić, że walka jest możliwa, że istnieje możliwość oporu albo ucieczki. Ale ostatecznie Shikarui doszedł do wniosku, że nie ma. Nie dla ich obojga. Dlatego postanowił się poświęcić. Wyjść do tego potwora, zgodzić się na jego dziwną gierkę. To niczym pójście na pewną śmierć, można powiedzieć że był na to gotowy kiedy wyszedł przed domostwo, z kunaiem w dłoni. Zwykły kawałek żelastwa, niewiele większy od jej nogi? To miało go uratować? Równie dobrze mógł wziąć nogę od stołu albo wykałaczkę. Jego plan był prosty - zapewnić bezpieczeństwo Aka. Piękny akt poświęcenia i dobrej woli, powiedzą inni. Czysta głupota, powiedzą drudzy. Ale jedno było pewne - Shikarui powinien znaleźć sobie inne spodnie, bo te nie mogły pomieścić jego cohones. Wojna uśmiechnęła się szeroko, widząc idącego w jej kierunku mężczyznę. I drugiego. Aki, który miał uciekać, zebrał w sobie resztki odwagi i pewności siebie, małe drobinki które pozostały po mentalnym gwałcie na jego psychice, i stanął obok niej. Ramię w ramię stojąc naprzeciwko największego zagrożenia, z jakim kiedykolwiek się spotkali. Co na to owe zagrożenie? Roześmiało się donośnie, patrząc na dwójkę z wyraźną wyższością.
- No w końcu, ile można czekać? Człowiek chce pogadać a wy uciekacie jakbyście zobaczyli samego Antykreatora. Spokojnie. - kobieta była naprawdę wyluzowana, nawet nie wyciągnęła miecza trzymanego przy boku. Po prostu podeszła, tak szybko że dwójka nie była w stanie nawet zarejestrować tego za pomocą oczu, po czym pacnęła ich po głowach. Zaskakująco delikatnie.
- Powiem, że naprawdę mi zaimponiłeś. Ten skok z góry był taki cudowny że od razu mi się ciepło zrobiło. Czysta śmierć i destrukcja, całkowita pewność siebie, pewna rąsia. U-WIEL-BIAM! - krzyknęła głośno piskliwym wręcz głosem, wpatrując się w Shikaruia swoimi czarnymi oczyma. Niczym studnie bez dna, puste i jakby nieobecne. Ale skupione wyłącznie na mężczyznę. Aka jak gdyby się nie liczył. I nic dziwnego. Mimo tej swobody w jej zachowaniu, coś w jej postacie, jej sposobie bycia... Coś niepokojącego.
- A tamta dwójka tego nie rozumie. Po prostu się napierdalają bo chcą, czy inne gówno. Ale wy... wy walczycie o życie, resztkami swoich sił. Beznadziejni, skruszeni, słabi. Co może być lepszego od oglądania waszego wierzgania się po życie? - rozmarzyła się wojna, a w ich bezdennych studniach zapaliły się wesołe ogniki. Chyba nikt nie zauważył przy tym ogromnego smoka stworzonego z gliny, który pojawił się na niebie niedaleko nich. I który śmignął w powietrzu nad nimi, kierując się na wschód. Dźwięk eksplozji z jego grzbietu nie ustępował.
- A teraz coś z zupełnie innej beczki... Kim wy właściwie jesteście? Lubię poznać swoich rozmówców nieco lepiej, nawet podczas szalejącej wokoło śmierci i zniszczenia... ba, szczególnie wtedy!


Kenshi i Inoshi
Kenshi, skacząc po dachach, był w stanie zauważyć na szczycie wierzy Shiro Ryu, który majstrował coś przy kołowrotkach. A obok niego - ciało Yamanaka Inoshi. Młoda dziewczyna wyglądała jak pozbawiona życia. Co można było zrobić innego, niż cisnąć owym Shiro Ryu daleko, hen daleko poza Mury? Prosto na teren portu, gdzie mógł znajdować się jakiś niewinny cywil? Najpewniej śmierć przez uderzenie bezwładnym ciałem nie była ani honorowa, ani bezbolesna. Ciało wyleciało. Gdyby tylko Kenshi wiedział, że dusza Yamanaki była faktycznie w ciele owego wojownika, próbując otworzyć bramy. Gdyby wiedział, najpewniej nie byłoby tej całej sytuacji. Inoshi nie przerwałby przymusowo swoich prób otworzenia bramy, które i tak wydawały się skazane na niepowodzenie w pojedynkę, miałby czas żeby wszystko wyjaśnić. Ale Maji nie bawił się w półśrodki. Wywalił go niczym z solidnej katapulty. Tymczasem Kenshi mówił do, jak mu się zdawało, trupa towarzysza. I samodzielnie otworzył bramę za pomocą swoich magnetycznych zdolności. Prawda, że przerażające? Oczywiście że tak, lekką ręką i odrobiną chakry poruszył mechanizmy i podniósł żelazną kratę, blokując ją metalowymi bolcami. A Yamanaka wrócił do swojego ciała. Przemowa motywacyjna Kenshiego na pewno poruszyłaby nie jednego, ale jego zdolności przywódcze zostały już wcześniej docenione na wojnie przy Murze. I ruszył ku Portowi. Brama pozwoliła kilku ludziom na przejście do dzielnicy już nieco bardziej wyczyszczonej z przeciwników. Nadal, widok trupów i duża ilość krwi wsiąknęła w ziemię i nie dała nawet chwili spokoju psychicznego. Kenshi ruszył po dachach, żeby lepiej zorientować się w sytuacji, która nie była różowa. Żaden statek nie był cały, żaden teoretycznie nie nadawał się już do korzystania z niego w formie środka transportu. Kolejni Shiro Ryu pluli ogniem, przyśpieszając zatonięcie niektórych jednostek. Pozostali odgradzali nielicznych ludzi od terenu doków. Ich wyciągnięte miecze splamione krwią były wystarczającym dowodem. Kenshi mógł zobaczyć moment, w którym jeden z drewnianych klonów Kazuo Senju rozpada się na drobne drzazgi. Drugi nadal próbował ratować ludzi i eliminować zagrożenia, ale widać było że on też długo nie pociągnie. A Yamanaka? Obserwował, jak potężna chakra i chakry Shikaruia i Aka zbliżyły się do siebie naprawdę blisko. Niebezpiecznie blisko. Wybuchy obok niech z kolei nasilały się coraz to bardziej. Na niebie pojawił się, praktycznie w okamgnieniu, ogromna biała bestia. Przypominała smoka. Na jego szczycie ktoś stał. Smok, po chwili z dwoma osobami na szczycie, kierował się bezpośrednio w kierunku drugiej, wschodniej bramy...

Megumi i Kei

Trzeci duet, którzy wytworzył się z konieczności wzajemnej pomocy niż głębszych relacji, był w odmiennej sytuacji niż inni. Nie byli w poważnych tarapatach, nie mieli tarapatów przed sobą. Oni byli bezpośrednio po nich, a w szczególności Megumi. Liżąc rany po niefortunnym wdepnięciu w klej, dziewczę nie było w stanie podejmować bardziej szybkich akcji, a nadmierne poruszanie się powodowałoby otwarcie ran i ogromny ból. To był "etap" lizania ran, stopniowego układania planu i powrotu do zdrowia, prawda? Szukanie medyka w mieście, skierowanie się do szpitala? A gdzie tam. Ten duet, dorwawszy kusze i bełty, postanowił załatwić tylu, ilu się tylko da. Shiro Ryu rzecz jasna, ulokowanych w porcie. Siejących chaos, palących statki. Zabijających ludzi. Sprzęt mieli, teraz pozostało jedynie wycelować, nacisnąć, potem nałożyć kolejny bełt. I uważać na wszelkiego rodzaju zagrożenia. Pociągnęli za spust pierwszy raz, jednocześnie. Bełty nie trafiły. Ruchome cele, nawet powolne, były trudne dla Shinobich którzy nie mieli jakiegokolwiek doświadczenia z broniami miotanymi czy kuszami.
Pociski leciały, ale nie trafiały. I kolejny raz. I kolejny. Za trzecim udało im się trafić jednego z mężczyzn odzianych w zbroję, prosto w głowę. I kolejny raz. Powoli nabierali wprawy, jednak "powoli" to nie coś co można robić na polu bitwy, to nie jest odpowiednie tempo. Tym bardziej, kiedy w potyczce biorą udział wybitne jednostki Shinobich. Odgłosy wybuchów rozległy się za nimi. Naturalnie zwróciło ich uwagę, że były one coraz głośniejsze. Kiedy się odwrócili, mogli zobaczyć ogromne... coś. Białe, latające, przypominające nieco uskrzydloną jaszczurkę. Ogromne niczym dom. I to coś leciało prosto na nich, z dwoma ludźmi walczącymi na szczycie, także korzystając z eksplozji. Jeden generował wybuchy prosto ze swojego ciała, drugi wystrzeliwał z rąk małe białe pociski. Ale jedno było pewne - żaden z nich nie interesował się kierunkiem lotu. I ten stopniowo się obniżał. Do tego stopnia, że kolizja z wieżą na której była dwójka Ninja, była jedynie kwestią czasu. Którego, nawiasem mówiąc, też nie zostało wiele.

Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1705
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość