[Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Shikarui » 21 maja 2018, o 14:43

Pustka. Nie ważne, co działo się wokół, Shikarui odczuwał tylko pustkę. Zupełny spokój, którego nie gasiła gasnąca chakra wokół, której nie rozpalała ta, która lśniła swoją siłą, pulsując złowieszczo w miejscu, w którym Dohito walczył... z kim właściwie? Nie miało to znaczenia. Ważne, że wiedział, że nie powinno go tam być. Ani jego ani Akiego czy Inoshi. Nie można tutaj było mówić o moralnych rozterkach. Nie martwił się ludźmi, którzy mieli spłonąć i nie martwił tymi, na których opadły ciężkie bramy miasta, nawet tymi, na których opadał właśnie grad strzał. To nigdy nie była jego walka i nigdy nie miała być. Ktoś już tak kiedyś powiedział, wiesz..? W innej wojnie, w strugach deszczu, ślizgając się na błocie, krwi i flakach wypadających z ludzkich bebechów. Ten świat... A gdyby go spalić i zostawić tylko dwoje..? Tylko tych parę osób, które miały naprawdę dobre oczy. Te, których chakra była przyjemnie ciepła i obok której można było się ogrzać, nawet jeśli tak wiele rzeczy wydawało się w tym płonącym świecie niezrozumiałych. Tak się układało, że człowiek widział różnicę między tym płomieniem, który niszczył ich domy, lękał się go i nienawidził, a między tym, który zamykali w ścianach kominka czy kręgu z kamieni, by się ogrzać i zagotować wodę na herbatę. Prawda była jednak taka, że jedyną różnicą był rozmiar płomienia i dymu, który wydzielał. Żaden z nich nie był wystarczająco gorący, żeby rozproszyć tą czerń, którą Sanada traktował już jak swoją przyjaciółkę. Z zamkniętymi oczami żyło się naprawdę łatwo. Mimo to w tej prostocie nie drzemała przyjemność. Nie da się docenić czerni, która zamazywała wszystkie kształty, zatapiała sylwetki, przez które tylko pojedyncze osoby potrafiły przejść w stanie nienaruszonym, objawiając się jak emancypacje słońca zawieszonego na niebie, czy księżyca, po który zawsze wyciąga się dłoń i oszukuje samego siebie, że kiedy zamykasz na nim pięść to tak jakbyś go właśnie złapał i mógł ściągnąć do siebie. Czar pryskał, kiedy naprawdę opuszczałeś tą dłoń. Przecież właśnie dlatego czarnowłosy jeszcze tutaj był. Złapał Księżyc na rozgwieżdżonej tafli jeziora i nie budził się ze złudzenia, że kiedy tą dłoń cofnie to zostanie na tym brzegu zupełnie sam. Taki sam, jakim był, nim tą rękę uniósł. Ta wojna się zakończy i każdy z nich rozejdzie się do swoich domów. Inoshi wróci do Yamanaków, szukać swoich rodziców. Aka pobiegnie do Sogen i opowie o tym wszystkim liderce Uchiha, która wysłała go tutaj z misją. To wszystko będzie jednak potem, prawda?
Na razie Shikarui mógł trzymać swój Księżyc.
Łuk napiął się do granic możliwości. Shikarui nie śpieszył się z oddaniem strzału, bo cel nie przyśpieszał. Nie zwalniał. Poruszał się w miarowym tempie, niosąc głowę jakiejś nieszczęśnicy. Strzały miały jednak to do siebie, że kiedy nadało się im cel, pośpiech brały za punkt nadrzędny. Świst przeciął powietrze - i zaraz za nim powietrze przeciął odgłos stali przecinającej czaszkę na wylot, która ze swoją siłą przebiłaby się i przez stalowy pancerz, w który wojownicy byli okryci. Szkarłatne oczy Sanady powędrowały lekko w bok. Inoshi promieniowała chakrą. Rozedrganą, kontrolowaną na słowo honoru. Dawała z siebie przecież wszystko. Uda się. Czasem cuda potrafiły zdarzać się w najmniej spodziewanym momencie. Aka wysyłał ludzi do bram, które zaczęły być ostrzeliwane przez Smoki. Jak kaczki. Zwierzyna łowna, która nie ma nic do powiedzenia na temat tego, czy chce być zwierzyną, czy może zawsze pragnęli być drapieżnikami. Cóż, z przeznaczeniem przecież nie można było walczyć, czy nie tak? Zaraz potem Aka ruszył na tyły Smoków, którzy umknęli za winkle, przez co trafienie ich z tej pozycji było niemożliwe. Shikarui nie czekał na oklaski. Pozostał w ruchu. Ciepły ogień zalał ulicę, w błyskawicznym tempie zalewając ją falą morderczych płomieni, za którymi nawet on ledwo był w stanie nadążyć. Jego oczy to widziały - tak jak i widziały chakrę, którą kumulował młody Uchiha. Jednak jego ciało nie byłoby w stanie umknąć przed ogniem. Zapewne Smoki również nie dadzą rady. Ba - nie wydawali się nawet próbować. Wyskoczyli z okręgu, prosto przez żarłoczne jęzory i przeszli od razu do ofensywy. Bez wahania. Shinobi schował łuk do pochwy za kołczanem na plecach i wyciągnął z kabury kunai, trzymając się dachu, skoro żaden ze Smoków nie postanowił unieść na niego swojego ogona, nie rozciągnąć skrzydeł. Nie zaryczeć. Ponoć Smoki zieją ogniem.
Co widzą Twoje oczy..? Bo Moje widzą tu tylko jednego Smoka.
Czarnowłosy wybił się pędem z dachu i skoczył w dół. Prosto na barki tego Smoka, który stał dalej od Akiego. Który nie wyszedł mu naprzeciw. Ogień w oczach, widzisz to, Przyjacielu? Sądzę, że to są oczy w ogniu. Trzymał kunai skierowany w dół, by wbić go prosto w czaszkę przeciwnika, korzystając z jego skupienia na Uchiha. Miał ciągle w głowie to, że tamten z tyłu mógł się podnieść, ale tamte trupy z placu potrzebowały na to chwili. Plus może uszkodzenie im mózgu na coś się zda? Nie da się walczyć z nieśmiertelnym przeciwnikiem.
Krwawi, lecz nie możesz tego zabić.
Jeśli przeciwnik uniknął ciosu, Shikarui zamierzał kucnąć i podciąć jego ścięgna. Nawet jeśli nieśmiertelny - za daleko na podciętych ścięgnach nie pohasa - i podciąć go od razu nogą, by się wywalił. I wtedy dokończył dzieła mordu. Wtedy bardzo sympatycznie zagarnął katanę i krótsze ostrze, które ten przy sobie miał. Chciał mu uciąć łeb. Po tym wycofał się w tył. Nie zamierzał się znaleźć w zasięgu morderczych płomieni. Zamierzał szybko cofnąć się do poprzedniego zabitego i jemu również odciąć głowę mieczem, by zwiększyć prawdopodobieństwo na to, że nie powtórzy się to, co widział na placu, gdy Chise walczyła z tymi nieumarłymi. Och, przy okazji chciał odzyskać swoją strzałę z tego zakutego łba. Szkoda, by się marnowała w trupie, czyż nie?


STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 17 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



UŻYTE TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Mój Nieznajomy
Czy widzisz to co ja?
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 832
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kenshi » 21 maja 2018, o 18:15

Maji stracił nieco czasu na przeszukiwaniu domostwa, ale w końcu opłaciło się to gdy odnalazł przywiązanego mężczyznę. Nie mógł on samodzielnie się uwolnić, wiec wszelkie nawoływania na nic by się zdały – gdyby tu Kenshi nie wszedł, zapewne udusiłby się przez szmatkę wepchniętą w usta. Pomimo ulgi z zakończenia przeszukiwań, Maji nie zapomniał o ostrożności – z uwagą zachował pewną odległość przy uwalnianiu podstarzałego mężczyzny. Jego rozbiegane spojrzenie, wraz z cwaniackim wyrazem twarzy, nie sprzyjał spoufałości. Zresztą… nie było na to czasu.
- Ruszamy – Maji zakomenderował, nie wysłuchując nawet tłumaczeń mężczyzny, po czym oboje opuścili budynek, kierując się w kierunku pozycji zajmowanej przez Ishide Megumi. Ona także napotkała problemy, jedna innego typu, co w obecnej sytuacji tylko spotęgował gniew Kenshiego. Wykrzyczał co miał do powiedzenia, co spotkało się z reakcją również chwilę wcześniej uwolnionego starca, który zawtórował słowom Majiego. To pod ich wpływem, drzwi domostwa pod którym stała Megumi, się otworzyły. Na nieszczęście ich mieszkańców.
Mężczyzna wychodzący z domostwa opuścił trzymaną kuszę, wyraźnie rozpoznając swojego – jakby nie było – sąsiada. Żadnemu jednak osobnikowi z grupy ekspedycyjnej nie było dane poznać jego całego imienia, gdyż osoba wypowiadająca imię, nagle padła na ziemię w konwulsjach z bełtem w gardle. – Kurwa mać – przeszyło myśli, przy równoczesnym ostrzeżeniu Megumi jakoby na murach pojawiło się rosnące źródło chakry. Tym samym… Wiele w tym momencie wydarzyło się rzeczy na raz.
Uszu obecnych dotarł przeszywający wisk najpewniej żony nieszczęśnika. W tym samym czasie na ludzi, którzy kierowali się w stronę bram, zaczął spadać grad pocisków, kierowany prosto z murów, miejsca o którym sekundę wcześniej poinformowała Megumi. Jakby tego było mało, oponenci obrali za cel Kenshiego, chcąc go najwyraźniej szybko wyeliminować. Czarnowłosy nie zdążył się nawet zastanowić nad powodem tak skoordynowanego działania wymierzonego wprost w jego osobę – czy mogło to wynikać z jego ubioru, a może oponenci otrzymali takie wskazówki? Natychmiast podniósł wokół siebie pole magnetyczne, zatrzymując wszelkie nadlatujące żelazne groty pocisków W tym samym właśnie czasie, otrzymał również telepatyczną wiadomość od członkini grupy pierwszej . – Cholera jasna.
- Wykorzystajcie budynki do osłony.. Oddalcie się od murów… Znaleźliśmy się w krzyżowym ataku kuszników… Ostrzeliwują cywili… Nie mogę ich pozostawić… Wytrzymajcie… Postaram się do Was dołączyć jak najszybciej!
Kenshi nie został sparaliżowany strachem, ani przytłoczony sposobem komunikacji, bo nie był to pierwszy raz gdy miał do czynienia z telepatycznie przekazywaną informacją. Niestety, wieści które miał sam do przekazania, również nie były dobre. Szczególnie gdy wyczuł z myśli kobiety, przytłaczający strach.
Niestety, jak to zostało już zauważone, Maji nie mógł się rozdzielić. Nie mógł być w dwóch miejscach równocześnie. I niestety, ale nie mógł wspomóc towarzyszy z drugiej grupy, pozostawiając tych tutaj na pastwę losu. Musiał szybko działać, jeżeli miał ponownie, tym razem w Kami no Hikage – wnieść różnicę.
- Jiton: Reberu Esu – mruknął, wyciągając przed siebie dłoń, wprost ku wieży na której znajdowało się trzech pozbawionych własnej woli członków Shiro Ryu. Byli oni odziani tak jak inni strażnicy zakonu – w ekwipunek żelazny, w tym białą zbroję. Maji, wykorzystując swoje niebywałe zdolności klanowe, sięgnął bez skupienia w tamtą stronę, a następnie nie czekając cisnął ludźmi odzianymi w żelazny ekwipunek, poza mury miasta, zrzucając ich z wieży. Nie przerywając techniki, skupił się tym razem w pełni, nad kolejną wieżą, na której znajdowało się dwóch kolejnych członków Shiro Ryu – ich los miał zostać przypieczętowany w ten sam sposób. Wykorzystując swoje zdolności do manipulacji magnetyzmem, zamierzał ich „wystrzelić” z wieży tak, by przypadkiem przy użyciu chakry w stopach, nie byli w stanie dosięgnąć murów w trakcie spadania, aby uchronić się przed roztrzaskaniem z ziemią.
- Megumi! Zabierz stąd cywili, z północy kierują się siły wroga. Niech ukryją się między budynkami dopóki, dopóty nie opanujemy sytuacji na murach… GDZIE JEST KEI? – rzucił w kierunku kobiety zarówno szybki rozkaz jak i pytanie. Młodego nastolatka wciąż nie dostrzegł na ulicach, być może znajdował się jeszcze w domostwie. Czemu jednak tak długo? Kenshiego opanował lęk, że być może, nie posłał towarzysza w celu ratunkowym tylko na kaźń w spotkaniu z jakimś nikczemnikiem.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Wiem, że niektórzy mają ser­ca jak dzwon

Silne, głośne, pra­wie niez­niszczal­ne

Lecz zim­ne jak żela­zo, z które­go je odlano


Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 336
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi lekki, przewiewy strój w którego skład wchodzą spodnie, tunika, okrycie głowy i szyi - wszystko w odcieniach bieli.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, tunika, okrycie głowy i szyji, rękawiczki, blaszane plakietki na nadgarstkach oraz pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Megumi Ishida » 21 maja 2018, o 19:05

Megumi jako dumna wojowniczka, płci ŻEŃSKIEJ, postanowiła wyprowadzić ludzi z domu i sprawić żeby jej zaufali powołując się na swój autorytet. Chciała w ten sposób ich nakłonić do opuszczenia budynku, jednak po odpowiedzi niezgodnej z jej oczekiwaniami już chciała do niego odkrzyknąć że ma się ebać i zdychać pod gruzami swojej rudery jeśli tego chce. Na szczęście dziadek uratowany przez dowódce jej drużyny nakłonił ich do opuszczenia lokum. Troszkę przypał można by rzecz, ponieważ jednak nie wyszło mu to na dobrze. Wyszedł sobie z kusza na podwórko i zaraz dostał strzała z inne kuszy. Takie chichot losu. Niestety, dziewczynie było nie do śmiechu, ponieważ po pierwsze właśnie ewakuacja cywili stanęła pod znakiem zapytania, a jej autorytet chyba możliwe że upadł troszkę. W końcu mówi komuś wychodź z chaty żeby nie zginąć, on z niej wychodzi i heh ginie. Troszkę to podkopuje zaufanie do jej osoby. Jak by na to jednak nie patrzeć to upuścił całkiem to fajną kuszę, znaczy szkoda że mu się umarło, ale z drugiej strony to olać go, fajna zabawka, najchętniej to by ją adoptowała, ale reszta strzelców również postanowiła sobie postrzelać do niej. I teraz pytanie, po co ona ma zdolności sensoryczne, skoro de facto w żaden sposób nie wykorzystała informacji które miała, to jest ludzie na murach. Ale na jej obronę to jacyś dziwni oni byli ponieważ niby ich nie było, a potem się pojawili, tak jak by dosłownie byli martwi, a potem odżyli, albo co lepsze wszyscy dysponowali zdolnościami ukrywania swojej czakry. Co by to nie było, mleko się rozlało, tak jak krew kusznika z domu. Miała z jednej strony możliwość dopaść do kuszy i dostać się do domu, a następnie próbować prowadzić walkę z okien strzelając do przeciwników, ale wiązało się to po pierwsze z zastojem ewakuacji, po drugie z niebezpieczeństwem wynikającym ze spanikowanych domowników, oraz co najważniejsze daniem się osaczyć w budynku. A kto mówi że oni potrafią tylko strzelać z dystansu. Jak wpadną z bronią do pomieszczenia z cywilami i zmuszą ją do walki równoczesnej z obroną ludzi, to skończy się że będą straty w ludności cywilnej, a na to raczej nie chciał pozwolić. Tak więc uznała że najlepsza opcją jest .... szarża.
Spoiler: pokaż

Była w zasięgu 3 wież z 7 ludzi łącznie. Jednak jeśli skróci dystans będą celować do niej tylko 2 wieże czyli 5 osób. Dalej, jeśli zacznie wbiegać pod jedna z nich to utrudni strzelcom z tej na którą wbiega strzelanie. Decyzja była prosta, ładne zgrabne uniki przed bełtami i strzałami z łuków, seria pieczęci, i stworzenie koło siebie 4 identycznych kopi które szarżowały na wieżę, robiąc uniki przed pociskami biegnąc na sam szczyt. Którą wieżę? Jeśli plan jej tymczasowego szefa się powiedzie i zrzuci faktycznie agresorów z wieży po prawej i po środku to pobiegnie na tą najbardziej po lewej. Jeśli coś mu przeszkodzi to wbiegnie na najbliższą z nich. Biegły one (ona i kopie) dosyć mocno klucząc utrudniając bardzo celowanie wrogim strzelcom. Po złożeniu pieczęci podczas szarży wsadza sobie kunaia do ust. Klucząc i robiąc uniki zamierza dotrzeć na szczyt wieży. Biegną rozproszone. Wbiegając na szczyt po pionowej ścianie chwyta swoje no dachi i wyciąga je z pochwy. Robią to wszystkie kopie. Zapewne przynajmniej jeden obrońca stanie na krawędzi wieży celując do szarżującej grupy dziewczyn, i na to właśnie liczyła. Biegła biegła i naglę dokonała bardzo szybkiego susa do przodu ( a raczej w górę jak patrzeć na to z perspektywy kogoś stojącego na ziemi) i wykonała piękne cięcie które zamiarem było ukrócenie tej marnej egzystencji jednego ze stojących u góry strzelców, jeśli z jakiegoś dziwnego powodu żaden nie będzie próbował do niej strzelać gdy wbiegała pionowo po ścianie to po prostu normalnie wbiegnie wskakując na mur. Po cięciu oczywiście wskoczy też na mur. Dobrze by było gdyby chociaż części kopi dała radę wskoczyć równocześnie z nią na wieżyczkę, ponieważ w ten sposób minimalizowała szansę że akurat do oryginału zostanie oddany strzał. Po wejściu na wieżę wszystkie kopie rzucają się na pozostałych, lub pozostałego wroga. Każda z nich zachowuje się jak by miała zadać cios mieczem w oponentów. Chodzi o to żeby wszystkie 5 wbiegając na wieżę stanęły tak i żeby przeciwnicy, nawet po dobyciu broni do walki w zwarciu nie wiedzieli w którą uderzać, oraz żeby nie wiedzieli przed którymi ciosami się bronić. Jeśli któryś da radę trafić jedna z kopi to obłok dymu na pewno pomoże w walce, ponieważ jeszcze bardziej zdezorientuje obrońców. Postara się pozabijać w ten sposób wszystkich na wieży, będąc gotowa do blokowania i uników. Jeśli dzieło zostanie dokończone to zapewne pozostanie na niej będąc gotowa do kolejnych działań. Warto też jako tako kontrolować pozycję sojuszników, miała nadzieję że ten gość z klanu Mai nie postanowi nawalać do wieży którą ona próbuje zdobyć. Lepiej jak by zajął się ewakuacją ludzi, albo zdjął ludzi na innych wieżach, to by było idealne. Naturalnie kunai w ustach dosyć mocno przeszkadzał w przekazaniu odpowiedzi. Ale jednak warto pamiętać że jeśli zacznie gadać będąc otoczona klonami, to dosyć szybko ktoś się połapie która jest oryginalną Megumi. Wiedziała że na razie Kei jeszcze żyje, więc nie ma powodów do zmartwień, za to rozkaz ewakuacji cywili był na chwilę obecną nie do końca dobry. Żeby ich ewakuować albo musi pchać się z nimi w pole ostrzału ostatniej wieży, co jest równoznaczne z tym że nie zapewni im bezpieczeństwa, lub będzie musiała ich jakoś wyprowadzić na około, wchodząc w paradę drugiej drużynie. Lepiej zlikwidować wrogów i dopiero wtedy ruszyć dalej. W sumie to nawet warto pomyśleć o tym że jeśli spotkają twardy opór na północy, to jak będą mieli na ogonie jakiś wrogów doprowadzi do tego że będą walczyć na 2 fronty.
Spoiler: pokaż
Przedmioty widoczne: Dwie torby przy pasie.
No-dachi na plecach.
Fuma shuriken rozłożony zawieszony na plecach na sznurku.
Na każdej ręce obszar od nadgarstka do łokcia jest obwinięty metrem bandaża.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
-No-dachi jest ze stali katańskiej
-W prawej ręce spod bandaża wystaje krzesiwo, a w lewej krzemień. Są mocno osadzone, tak by nie wypadły podczas potarcia nimi o siebie.
W torbach (280/30+10+5+50+5+0.5+2+2+2=106.5)
5 kunai(30), 5 shurikenów(10), 20 senbon(5), 10 kwadratowych shurikenów(50), 20 mabishi (5), 1 notka świetlna(0,5), 1 bombka świetlna(2), 1 bombka dymna(2)


Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI:
NATURA CHAKRY: Katon
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Wrodzona - Sensorka
  • Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 50 (150PH)
    WYTRZYMAŁOŚĆ 110 (410 PH)
    SZYBKOŚĆ 150 (650 PH)
    PERCEPCJA 101 (354 PH)
    PSYCHIKA 1 (3PH)
    KONSEKWENCJA1 (3PH)
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH:411
KONTROLA CHAKRY C(120PH)
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 111%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    NINJUTSU
    GENJUTSU
    STYLE WALKI 1 (dziedzina D) (50PH)
    • Chanbara S
    • ---
    • ---
    IRYōJUTSU
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON B (300PH)
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON
    KLANOWE

JUTSU:
Ninjutsu:
-[E]Bunshin no Jutsu
-[E]Henge no Jutsu
-[E]Kai
-[E]Kawarimi no Jutsu
-[E]Kinobori no Waza
-[E]Suimen Hokō no Waza
-[E]Nawanuke no Jutsu
Katon
-[D]Katon: Hōsenka no Jutsu
-[C]Kaengiri
-[C]Katon: Kaen Senpū
-[C]Katon: Gōkakyū no Jutsu
-[C]Katon: Kasumi Enbu no Jutsu
-[C]Katon: Endan
-[.B] Katon: Hōsenka Tsumabeni (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=78675#p78675)
-[.B] Katon: Benijigumo (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=78676#p78676)
Chadabra:
-[D]Fūma Ninken
-[C]Mikazukigiri
-[C]Omotegiri
-[A] Hiken: Tsukikage (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=70175#p70175)


Użyte techniki:

Nazwa
Bunshin no Jutsu

Pieczęci
Baran › Wąż › Tygrys

Zasięg
Obszar danej prowincji, w której znajduje się gracz

Koszt
E: 7% | D: 5% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: Niezauważalny (za 2 iluzje)

Dodatkowe
Brak własnej woli; niematerialne

Opis Prosta technika Ninjutsu, która polega na stworzeniu iluzji nas samych. Przy jej pomocy – w zależności od Kontroli Chakry – jesteśmy w stanie stworzyć od jednej do kilkunastu iluzji, które wyglądają jak my i wykonują nasze polecenia wydawane drogą mentalną. Oczywiście iluzje nie są materialne, więc każde uderzenie w nie kończy się ich rozwianiem w małym, błyskawicznie znikającym obłoku dymu. Warto również zauważyć, że iluzje nie wydają żadnych dźwięków, dodatkowo nie rzuca swym "niematerialnym" ciałem cienia, a także nie potrafią poruszać żadnych przedmiotów.



Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>



Nazwa
Hiken: Tsukikage

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na odległość ostrza

Koszt
Brak

Dodatkowe Należy mieć Szybkość na poziomie powyżej 150, na czas używania techniki otrzymujemy +40 do szybkości

Opis Kolejna technika polegająca na szybkości i iluzji optycznej. Użytkownik zbliża się do przeciwnika/przeciwników z dużą szybkością, by w pewnym momencie doskoczyć do nich i w mgnieniu oka wyprowadzić jedno wertykalne (lub horyzontalne, jak kto woli) uderzenie. Kluczem tej techniki jest ostatnia faza - doskok jest niemal natychmiastowy, a na miejscu gdzie wcześniej był użytkownik zostaje jego sylwetka, przez co wydaje się, że wykonał on uderzenie tuż po teleportacji.
Megumi Ishida
 

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Aka » 21 maja 2018, o 22:28

Każda legenda ma w sobie ziarnko prawdy. Jednak czy ktokolwiek przypuszczał, że smoki przypuszczą nalot na miasto? Że jedynym co pozostanie po Sercu Świata będą ruiny? Któż był tak okrutnym królem smoków, żeby skazać całe królestwo na śmierć? Zło przyszło na świat, mordując każdego, nie okazując litości dla słabych. Można było z nimi walczyć, lecz pokonanie to zupełnie inne sprawa. Jego rodzice mieli rację, gdy opowiadali mu o demonach, gdy opowiadali mu o tym, jak mrok potrafi otumanić człowieka. I teraz, spoglądając zakonnikom w twarz wiedział, że ma do czynienia ze złem w najstraszniejszej postaci. Z chaosem, nieładem, bezsensownym zniszczeniem.
Pruły więc demony przed siebie, malując na niebie czarne obłoki pożogi, otulone w czerwonej łunie płomieni. A ich pan, zapewne stojący gdzieś na wieżach Serca Świata, śmiał się spoglądając jak gangrena rozprzestrzenia się po całym organizmie. Jak skrawek po skrawku zaraza ogarnia kolejne tereny, wyniszczając człowieka raz po razie. Chciał się zabawić? Był aż tak okrutny, że tym co dawało mu radość była powolna śmierć niewinnych? Przecież gdyby zechciał, mocy miał tyle, że złamałby każdą obronę, obracając w proch wszystko co napotkał na drodze. Nie podołała rada, nie wytrzymali liderzy klanów, nie pomogli Shinobi. Pozostała tylko desperacka próba obrony tego, co wbrew wszelkim prawom utrzymywało się przy życiu. Wojna o każdy okruch życia.
Walka z każdą kolejną chwilą przybierała na mocy. Do uszu bruneta dochodziły krzyki z okolic bramy, jednak był wtedy zajęty swoją misją. Nie wiedział jeszcze, w jak beznadziejnej sytuacji się znaleźli. Że bitwa dopiero się rozpoczęła.
Poczuł się jak bezużyteczne ścierwo, gdy członkowie Shiro Ryu przeszli przez ogromną ścianę ognia, nie robiąc sobie nic a nic z poparzeń zadanych przez technikę. Nie zastanawiali się nawet przez chwilę, zupełnie jakby byli odporni na Katon. Jednak prawda była zgoła inna - wszak ich twarze były wyraźnie poparzone, lecz potwory nie lękały się ni ognia, ni światła.
- Jakim cudem?! - przeszło mu przez myśl, widząc jak mężczyzna z metalowym biczem zmierza w jego stronę. Choć przed chwilą wskoczył w płomienie całkiem silnego jutsu, to zdawał się nie odczuwać tego konsekwencji. Zwykły człowiek zapewne byłby sparaliżowany przez ból, jednak oni zdawali się nie być ludźmi. Czy ich pan zdołał wyeliminować z ich umysłów nawet tak elementarne odruchy, jak instynktowna ucieczka przed zagrożeniem?
Aka drgnął widząc, że człowiek z metalowym biczem zmierza w jego stronę. Z początku Uchiha miał wrażenie, że mężczyzna był wyraźnie poirytowany jego działaniami, jednak gdy przyjrzał się jego twarzy po raz drugi, nie dostrzegł cienia emocji. To wszystko wydawało się nieprawdopodobne, niemożliwe wręcz. Jak gdyby śnił, znajdywał się w jakimś koszmarze. Nie marzył jednak o przebudzeniu - przecież to tutaj poznał Shikaruia.
Opuścił technikę, gdy tylko mężczyźni wydostali się z kręgu. Nie było sensu dłużej utrzymywać ognia, skoro wrogowie nic sobie z niego nie zrobili. Aka miał dość czasu, by złożyć pieczęcie, wszak po utworzeniu ognistego kręgu nie stał bezczynnie w miejscu - tym bardziej, że jeden z zakonników miał zamiar go zaatakować, a on musiał przygotować jakąś defensywę. Przeciwnik korzystał z dość niekonwencjonalnej broni, co dla Akiego było ogromnym plusem. Wykonał kilka pieczęci, a jego włosy gwałtownie się wydłużyły, otaczając całe jego ciało. Hari Jizo było idealną kontrą na metalowy bicz wykorzystywany przez członka Shiro Ryu. Otoczenie się włosami uniemożliwiało jego przeciwnikowi skuteczne złapanie go za kończynę i unieruchomienie, a sama technika na dodatek potrafiła zatrzymać grad strzał, czy stalowych kunai - tym bardziej niegroźne były dla niej małe ostrza z dziwacznej broni. Z tą swoistą tarczą zaczął się wycofywać, uciekając za róg budynku przy którym był. Był przestraszony i zaniepokojony krzykami dochodzącymi od strony portu. Przede wszystkim jednak był wściekły - na samego siebie.
Znowu miał poczucie bycia słabym, bezbronnym chłopczykiem. Znowu to robił. Znowu uciekał. Jak szczur, który spieprza, gdy tylko wyczuje zagrożenie. Uciekł od walki na wojnie, uciekł z Placu, a teraz uciekał od kolejnego zakonnika. Miał już dosyć tego ukrywania się. Sięgnął do torby i chwycił za sztylet.
Wiedział, że zakonnik za nim pójdzie. Musiał pójść. Gdyby odpuścił, stojący za jego plecami Shikarui błyskawicznie by się go pozbył. Gdyby odwrócił się w stronę Sanady, wystawiłby się na cios Akiego. Musiał więc ruszyć łowczy za swą zwierzyną. Za pizdowatym chłopczykiem z czerwonymi oczami, za płomykiem który go śmiał oparzyć. Zdmuchnąć go, zgasić go - tak, jak zrobił to jego zakon z Uchiha Ayame.
Jednak ta zwierzyna miała kły. I zamierzała ich użyć.
Ileż można było chować się i żyć jak tchórz? Ileż można było polegać na Shikaruiu? Wszystko ma swoje limity. W tym cierpliwość Uchihy. Sharingan w jego oczach błyszczał złowrogo. Pragnął krwi. Pragnął śmierci. Kolejnych emocji, tak bardzo potrzebnych jego klanowi. Wyczekał na odpowiedni moment i wyskoczył zza rogu - lewym bokiem, włosami blokując ewentualny nadchodzący cios. Uderzył mocno, na wskroś, chcąc pozbawić swojego wroga równowagi i poranić go kolcami. Prawą ręką natychmiast wykonał poziome cięcie, na całej szerokości. Celował w gardło, chcąc natychmiast pozbawić wroga zdolności bojowej. Potem zrobić to, czego każdy Shinobi musiał dokonać prędzej czy później. Zrobić to, czego jeszcze nigdy nie miał okazji zrobić. Zrobić to, do czego był od dawna szkolony. Zabić człowieka - pierwszego w swoim życiu. Pchnąć, dźgnąć, dźgnąć, zabić...


Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
  • Sztylet
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 165
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kei » 22 maja 2018, o 16:00

Niestety walka nie przebiegała po myśli Keia, właściwie to wręcz przeciwnie. Jak na bezmózgą marionetkę żołnierz z dziecinną łatwością odparł ataki chłopaka, co znacznie podniosło już wysoki poziom stresu chłopaka. W tym momencie Kei żałował, że bardziej nie skupił się na jakiejś specjalizacji. Co gorsza przeciwnik zastosował niespodziewany atak rzutu mieczem, cóż chłopak ledwie zdążył tego uniknąć tylko dlatego, iż wziął taką możliwość w ogóle pod uwagę. Jednakże kto właściwie by przypuszczał, że ten naprawdę zastosuje taki atak. Kei naprawdę zaczynał się martwić, czy rzeczywiście sobie z nim jakoś poradzi. Nie pozwalał jednak sobie na utratę zimnej krwi, w końcu chwila wahania może zdecydować o życiu i śmierci. Słysząc, iż wróg przyśpieszył kroki nie zamierzał czekać i natychmiast rzucił się w kierunku odnogi korytarza ze schodami. Nie zamierzał dopuścić do walki w zwarciu tym bardziej, że usłyszał kolejne dobywanie broni, które sugerowało znowu coś dłuższego od kunaia. Gdy wejdzie w daną odnogę, to 4m za zakrętem (może być wcześniej w zależności od długości korytarza i tego jak schody stoją) odwraca się i zaczyna składać pieczęcie. Naturalnie wcześniej podczas biegu swego kunaia z lewej ręki schował w kaburze by nie przeszkadzał. Składanie pieczęci stara się tak zgrać by jutsu aktywować natychmiast w chwili gdy przeciwnik po wejściu w zakręt odwróci się w jego stronę. Co wtedy powinno się stać? Cóż Kei zamierzał wypuścić oślepiający blask, przy pomocy którego chciał kupić sobie trochę czasu na przeprowadzenie kolejnego ataku. Naturalnie w momencie aktywacji techniki nie zapomniał zamknąć oczu, w końcu głupio by było, gdyby sam obezwładnił się własną techniką. W tym samym czasie cofa się prawą ręką sięgając po kunaia, a lewą ręką po 3 shurikeny z kabur. Decyduje się ostrożnie odsunąć na wypadek gdyby mimo oślepienia oponent zaczął machać mieczem na oślep. Wycofywanie się szczególnie nastąpi, jeśli Kei usłyszy kroki. Oczywiście chłopak uwzględnia teren , by przypadkiem nie zostać przypartym do ściany, ani nie stoczyć się niechcący ze schodów. Gdy tylko światło zgaśnie, Kei natychmiast otwiera oczy i zakładając, iż przeciwnik chwilowo ma ograniczoną możliwość określenia jego działań przechodzi do ataku. Pierw rzuca kunaiem celując w gardło i zaraz po tym trzema shurikenami celując w oczy. Zamachy są tak rozplanowane by nadlatujących wszystkich broni nie dało się odbić jednym cięciem miecza, a jednocześnie by trudno było na czas powtórzyć drugie. Przynajmniej tak to wyglądało według założeń chłopaka. Naturalnie stara się utrzymać też poza zasięgiem miecza wroga. Gdyby przeciwnik padł, to zachowując czujność ostrożnie podchodzi lustrując jego ciało. Cóż wolał być ostrożny i upewnić się, że ten nie żyje, w końcu gdyby wstał zaraz po tym jak chłopak się odwróci to mogłoby być niebezpiecznie, a w obecnej chwili był w stanie uwierzyć i w taką możliwość. Jeśli ten dalej się nie rusza to po podejściu wykopuje miecz z dłoni wroga, następnie sam bierze to ostrze i odcina mu głowę. Teraz raczej mając pewność że ten już nie wstanie zbiera z powrotem swoje wszystkie bronie i kieruje się do wyjścia. Nim jednak opuści budynek to ostrożnie wygląda na zewnątrz o ile usłyszy jakieś dziwne hałasy.
Istnieje jednak możliwość, iż ofensywa się nie do końca udała i wróg dalej będzie napierać. Wówczas wyciąga z kabury kolejne 2 kunaie, tak by mieć po jednym w ręce. Następnie Kei zeskakuje ze schodów chcąc kupić sobie trochę czasu nim wróg się zbliży. Oczywiście robi to po upewnieniu się że wyląduje bezpiecznie, jeśli nie to pozostaje zbiegnięcie ze zważaniem na swoje tyły. Tak, czy siak jeśli zdoła się oddalić, to odwraca się i krzyżuje swoje kunaie zbierając energię między nimi. Wkrótce powinna się pojawić kula wyładowań, którą zamierza posłać w stronę przeciwnika. Najlepiej głowę lub szyję, o ile będzie mieć pewność że trafi. Zaraz po tym szybkim zamachem stara się posłać kunaia prosto w gardło przeciwnika. Jeśli wróg padnie, to postąpi wedle tego co było podane w wyższej opcji.
Chłopak bierze też pod uwagę, iż przeciwnik może zdołać się zbliżyć, wówczas ewentualne cięcie blokował by przy pomocy kunaiów, a pchnięcia nimi zbijał. Latające mierze i inne rzeczy teraz bierze jeszcze bardziej pod uwagę, dlatego też teraz jest jeszcze bardziej gotowy to ewentualnych odskoków. Podczas swych wszystkich działań w każdej z opcji jest czujny i zważa na swe otoczenie. W końcu nie chciałby dać się zaskoczyć nie wiadomo czym.

Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 35
    WYTRZYMAŁOŚĆ 30
    SZYBKOŚĆ 30
    PERCEPCJA 43
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1

UMIEJĘTNOŚCI:
Wrodzona - Wielka Chakra[/*]
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 123%

NINJUTSU C
RAITON C
JUTSU:
- [E] Bunshin no Jutsu
- [E] Henge no Jutsu
- [E] Kai
- [E] Kawarimi no Jutsu
- [E] Kinobori no Waza
- [E] Suimen Hoko no Waza
- [E] Nawanuke no Jutsu
- [E] Fūin no Jutsu
- [E] Hibana o tenka suru
- [D] Suienzou no Jutsu
- [D] Utsusemi no Jutsu
- [D] Hikari no gijutsu-kyu
- [D] Raiton: Dendō Hando
- [D] Raiton: Hiraishin
- [C] Hari Jizo
- [C] Hari Jigoku
- [C] Hitei Musho
- [C] Raiton: Raikyū
- [C] Raiton: Ikazuchi no Utage
- [C] Hikari chōshinsei


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Plecak

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
- Kabura x2 (przymocowane do pasa po bokach jedna po lewej druga po prawej, zwykle ukryte pod kurtką)
Lewa kabura:
- stalowa żyłka 15m,
- 6 shurikenów.

Prawa kabura:
- 4 kunai,
- bombka świetlna.

Plecak:
- 1 kunai,
- mały zwój pieczętujący,
- topaz,
- rabat u grabarza.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Hikari chōshinsei (z jap. Światło supernowej)

Dziedzina
Ninjutsu

Ranga
C

Pieczęci
Tygrys › Szczur › Wąż

Zasięg
do 5m oślepienie, od 5m do 10m rozmazanie obrazu i mrużenie oczu

Koszt
E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3%

Dodatkowe
Wymaga znajomości Hikari no gijutsu-kyu

Opis Technika została opracowana na podstawie Hikari no gijutsu-kyu. W przeciwieństwie jednak do pierwowzoru tutaj chakra zostaje wyzwolona z ciała użytkownika w postaci błyskawicznego błysku. Można powiedzieć, że czas trwania został zastąpiony siłą i intensyfikacją światła. A co to konkretnie daje? W bliższym zasięgu pozwala oślepić na 1-2 sekundy osoby, które akurat patrzyły w stronę użytkownika techniki. Powyżej pięciu metrów z kolei potrafi rozmazać obraz i zmusić oczy do mrużenia na ten sam okres. Zwykle jest to czas wystarczający chociaż na wykonanie kolejnych pieczęci. Naturalnie technika nie wpływa w żadnym stopniu na osoby niewidome. W chwili błysku użytkownik też musi zamknąć oczy aby samemu nie poczuć efektów techniki.

Link do tematu postaci
[KLIK!


Obecna chakra: 108% - 15% = 93%

Ewentualnie


Nazwa
Raiton: Raikyū

Pieczęci
Brak

Zasięg Max.
20 metrów

Koszt
E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (za pocisk)

Dodatkowe
Wymaga posiadania dwóch metalowych broni

Opis Najprostsza technika dystansowa użytkowników Uwolnienia Błyskawic, wymagająca posiadania dwóch metalowych broni - np. kunai. Użytkownik ustawia oba narzędzia obok siebie, przesyłając w ich stronę chakrę Raitonu. Po chwili wyładowania tworzą pomiędzy nimi kulkę błyskawic, którą można następnie miotnąć w kierunku oponenta. Proste i skuteczne, a dodatkowo ma szanse oszołomić przeciwnika.


Chakra: 93% - 15% = 78%
Kei
 

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Yamanaka Inoshi » 22 maja 2018, o 18:41

- Rok 384 - Zima -


" Na czystym niebie wnet, gromada chmur jawi się... "
Obrazek

Brama opadła a huk spuszczonego metalu zwrócił uwagę każdego w okolicy. Inoshi w tej chwili słyszała odpowiedź Kenshiego na jej wezwanie. To co usłyszała nie sprawiło, że poczuła się pewniej... Była sama a z letargu komunikacji wyrwały ją krzyki ludzi i świst bełtów lecących w kierunku tłumu, który teraz był już nie do opanowania, ludzie zaczynali się rozbiegać na wszystkie strony starając jak najszybciej oddalić od placu, wielu z nich nie mogło się to udać w chwili w której mający idealną pozycję do ostrzału strzelcy kontynuowali swój ogień. Widok ten spełnił najgorszy sen blondynki, ona, próbując znaleźć się jak najdalej od bezpośredniego starcia, próbując stworzyć siebie użyteczną dla wszystkich w tej sytuacji kończy w miejscu największej masakry. - Oni... Oni wszyscy, mieliśmy ich uratować... Ja miałam - W tej chwili drżała rozglądając się przerażona po okolicy, skupiając wzrok na wieży. - Mieliśmy... Miało się udać a teraz... - Wtedy dostał jeden z ludzi znajdujących się obok niej, sama znalazła się na celowniku strzelców na zamkowej bramie... Łzy napłynęły jej do oczu znowu, tym razem nie potrafiła tego powstrzymać, nie był to pierwszy raz, tym razem widziała, że koniec był bliski, nie tylko jej ale i innych... Wszystkich pozostałych w Kami no Hikage, nie było już nadziei na ucieczkę, nie miał kto ich uratować, byli skazani zginąć z ręki opętanych Shiro ryu. - Zawsze... Wszyscy chcieli, a ja nie potrafiłam... Wymagali, zostałam tutaj sama - Zacisnęła pięść by w tej samej chwili ruszyć na drugą stronę ulicy. W tej samej chwili zaczęła składać pieczęć Tygrysa jedną ręką zaciskając dłoń w tej pozycji - Kirigakure no jutsu - wyszeptała trzymając drugą połowę pieczęci Barana.

Wtedy wróciła wspomnieniem do sytuacji jeszcze z tego lata gdy jej zadaniem było odnaleźć staruszkę, babcię pewnego chłopaka imieniem Tomoe, sprawa błaha w przyrównaniu do tego co działo się tutaj a również zakrywała o ból i śmierć - Wtedy zdecydowałam się na mgłę bo nie potrafiłam podjąć decyzji... - Przełknęła ślinę wpatrując się w wojowników stojących między blankami na wieżach bramy podczas gdy bełty leciały czy to w stronę jej czy innych ludzi - Nie wiedziałam co powinnam czynić, czy pozwolić jej odejść czy czekać aż on nas odnajdzie. Sprawiała problemy i chciała odejść... Była taka jak ja - Niemalże westchnęła, to był dalej ułamek sekundy - Dalej tylko pcham się w kłopoty, prawdopodobnie i tym razem popełnię błąd, tym razem jednak podjęłam decyzję... - Miała przez sekundę zaciśnięte oczy - Jeden błąd decyduje o życiu czy śmierci, prawda? Jestem szalona, czy to rozpacz mnie do tego doprowadziła? A co z nimi? Widząc co dzieje się tutaj... Nie... Nie myśl tak, nie potrafię. - Zakończyła rzucanie jutsu i już w tej chwili rozglądała się za swoim następnym celem, bez realizacji którego nie ma możliwości o kontynuacji jej planu, planu ryzyka i ostatniej szansy, rozpaczliwej próby ratowania siebie lecz tym razem nie tylko zwyczajnej próby walki o własne życie, tym razem próby prawdziwej walki o życie innych, wiedziała, że ucieczka tym razem będzie bezskuteczna, zawsze uciekała przed odpowiedzialnością a właśnie w tej chwili wszyscy ci ludzie byli jej odpowiedzialnością, każdy z nich był białą chmurą na niebie która była zastępowana przez czarne, pojawiające się w ich miejsce kłęby, każdy jeden przyniesiony był przez strzały, bądź też bełty trafiające każdego z bezpiecznych do tej pory ludzi, osób które miała uratować, oni wszyscy mieli a jednak w tej chwili ich życie zależało tylko od niej, była ostatnia i jedyna która mogła coś zmienić...

Okolicę momentalnie powinna zalać mgła która bez problemu powinna zająć całą ulicę, jeśli mówić o jej szerokości. W tej chwili nie widziała innej opcji niż wykonać ryzykowny ruch, ruch który może ją zabić, jednak... Bez tego ryzyka wszyscy tutaj utkną, zarówno ci ludzie jak i inni ocaleni, kto ich uratuje? Nikt, została całkiem sama, nikt nie przybędzie, do tej pory więziła swoją duszę nie używając najsławniejszego jutsu swojego klanu, nigdy nie potrafiła dowieść, że jest warta rodzinnego dziedzictwa mimo, że zawsze starała się ukryć, że jej na tym zależy a przynajmniej przed innymi, z jakiegoś powodu unikała rozmów w rodzinnym domu o tym, że czuła strach i wahała się. Teraz nie było wyjścia. To właśnie strach ją napędzał, jakkolwiek by nie myślała, chciała żyć a wola przetrwania to wielka moc, co prawda pełno jest momentów w których nawet i z tą wolą błądzi się w ciemności jakbyśmy mieli zamknięte oczy, tym razem jednak potrafiła dostrzec i światło w tej ciemności...

" ...jednak w sercu nadzieja się tli... "

Chciała przeżyć a w tym wypadku mgła rozpraszająca ostrzał agentów shiro ryu mogła być tym czego wszyscy potrzebowali a potrzebowali szansy która dałaby innym nadzieje i możliwości. Utrudnienie możliwości ostrzału w kierunku znajdujących się na ścieżce ludzi było głównym celem kirigakure no jutsu, jednak nie jedynym. Blondynka tworzyła sobie zasłonę, również nie chciała zostać trafiona podczas realizacji dalszej części swojego ryzykownego planu - Jeśli mnie trafią... Nigdy przedtem... Nie nie możesz o tym myśleć, przestań. - Zdawała sobie sprawę, że nie wie jak zareaguje w tym wypadku a to tylko dolewało oliwy do ognia zmartwień który w tej chwili trawił nie tylko jej serce ale całe ciało. Sytuacja była trudna i wymagała nietypowych rozwiązań, mimo dodatkowego strachu i popłochu jaki mogła wywołać za pomocą mgły pośród uciekających dalej liczyła na swoje jutsu, wierzyła, że chociaż częściowo uda się jej uratować wszystkich tutaj, zgubionych oraz zapomnianych pod ostrzałem. Wszystko to mogło dać im chociaż małą szanse uniknięcia nadlatujących bełtów od strony wojowników shiro ryu, w końcu jeśli nie mogli celować dokładnie co może się stać?

- To nic.. Ból... Nawet jak wystąpi to nie pokona mnie, nie może - W tej chwili szukała ciała bądź dwóch pod osłoną mgły, zamierzała schować się pod nimi by odwrócić uwagę od siebie. Nakryć się jednym w taki sposób by ukryć przynajmniej swój tors i nie wystawiać go na ogień strzelecki od strony bramy, podczas trwania opadającej mgły próbowałaby przyjąć taka pozycje która pozwala jej chociaż na częściową swobodę, szczególnie rąk i dłoni. Zaprawdę to straszne chować się pośród nieruchomych i martwych ciał, w tej chwili jednak robiła to co mogło przybliżyć jej plan starając się uniknąć przy tym rozmowy z samą sobą i nie przyjmować do wiadomości tego pośród czego próbuje się skryć, albowiem kto chciałby chować się pośród rannych i zmarłych których chciało się chronić i powinno było się uratować a teraz? Oni w swojej śmierci ratują ciebie. Chciała wyglądać jak martwa by odwrócić od siebie kompletnie uwagę. Jedynym sposobem by tego dokonać był kolejny krok w realizacji planu. Pierwszy z nich który można rzeczywiście nazwać działaniem, prawdziwym ruchem mogącym coś zmienić. Pośród tego całego chaosu zaczęła się w niej tlić nadzieja, jedna mala i drobna, nadzieja na wyjście z tej sytuacji cało i być może dowiedzenie innym swojej wartości - Chciałabym... By się odnaleźli, chociaż ten jeden raz... tylko ten jeden, niech widzą, że jestem coś warta. Wasza siła... W tej chwili nadaje mi odwagę, arigatou, mamo i tato. Zrobię to dzięki wam. - Myślała wypatrując znajdujących się na bramie strzelców przy pomocy swojej wizji sensoryczne znajdując się pośród ciał.

Próbowała poprawić swoją pozycję by zapewnić sobie jednocześnie swobodę ruchów jednak nie zdradzić swojej pozycji poprzez przesadne wiercenie się - Poprzednio garść odwagi przekazała mi Seri, wtedy w lesie nigdy bym nie pomyślała, że tym razem to oni przekażą mi odwagę i siłę do działania. Moc mogącą coś zmienić - Czy wszystko to nie było tylko szalejącą mrzonką, mającą za cel usprawiedliwić cale to działanie potencjalnie wystawiające, na ryzyko siebie oraz innych? Będąc skryta pod ciałami na pewno krew zaczęła zalewać zarówno ją jak i jej ubrania, prawdopodobnie szybko stałaby się niemalże tak brudna i zakrwawiona jak inni tutaj leżący, niezbyt wyróżniając się z pośród innych leżących w kałuży krwi ciał. - Uda się, trafisz, nie możesz nie trafić. - Nim jednak mgła opadnie całkowicie zdecydowała się złożyć dłonie w celownik, delikatnie wycelować w jednego z mężczyzn na wieży na której stała ich trójka...

" Cena niewinności "

Zmrużyła oczy starając się skupić wzrok na swoim celu, jednemu z mężczyzn, strzelców znajdujących się na wierzy, zdecydowała się na tą na której była ich trójka. Złożone pieczęci nieznacznie przesuwała by wycelować w swojego przeciwnika, nie było tym razem mowy o pomyłce, musiała trafić - Trochę w lewo... Lewo... Minimalnie... Jeszcze... Jeszcze... Jeszcze... JEST! - Wzięła głęboki oddech, teraz wszystko miało zostać rozstrzygnięte, w tej jednej chwili musiała to zrobić, nie było innego wyboru, zabrnęła zbyt daleko, cokolwiek by się nie stało musiała kontynuować - Shintenshin no jutsu - Wystrzeliła swoją duszę w kierunku strzelającego kusznika z wierzy. - Nawet nie wiem co mi się stanie jak go trafie... Z nimi było coś nie tak, nie chcę by to przeszło na mnie. - Jej dusza w szybkim tempie wędrowała do celu, wystrzelona po linii prostej. - Pierwszy raz kiedy byłam blisko tego jutsu... Wtedy Hajime użyła go na tamtym opętanym chłopaku, chwile wcześniej... Dobrze, że udało mu się uniknąć mojego ciosu tamtego dnia... - Gdy jej dusza znalazła się w wojowniku pierwszym co zrobiła było spojrzenie na współtowarzyszy na wieży, nie zapomniała jednak o swoim ciele leżącym tam na dole, spojrzała w jego stronę z wycelowaną kuszą w tym kierunku. - Pierwszy raz... Oni są martwi i tak? Prawda? Nie czują już bólu? Wtedy w lesie los oszczędził mi tego, dlaczego teraz mnie do tego zmusza? Nie chcę... - Zacisnęła dłoń na kuszy obracając się w kierunku najbliższego kolegi z Shiro Ryu, nacisnęła palcem na spust kuszy mając ją wymierzoną w jego głowę. Odległość była wręcz minimalna, nie było możliwości spudłować, powinna wbić się w jego głowę i albo go zabić albo przynajmniej wyłączyć z walki, czy jednak faktycznie kusza okazałaby się bezużyteczna i nie zabiła go na miejscu? Wszystko trwało ułamki sekund które dłużyły się jej strasznie, bełt przelatujący tak krótką odległość normalnie mignąłby jej przed oczami jednak w tej chwili leciał, leciał i nie mógł dolecieć, adrenalina i strach... - Zostawili mnie tutaj... Zostawili tych ludzi, nie widzą co się tutaj stało? Ślepi są? Seri-chan, oszukałam cię wtedy ale odwróciłam sytuacje i wyszłyśmy z tego cało, mnie nie ma kto pomóc, tylko ja... - Wspominała wydarzenia z ciemnego lasu Soso gdzie wykorzystała naiwność kuzynki i oszukała ją narażając na śmierć, na swoje szczęście nikomu nic się nie stało. Ta skrywana niepewność, wszystko to sprawiło, że ciężko było jej przełknąć nawet ślinę. Po naciśnięciu spustu kuszy wzięła kolejny głęboki oddech odwracając się do drugiego z agentów. Rzuciła kuszę w stronę jego głowy z zamiarem trafienia go przy jej pomocy a następnie jednym ruchem rzuciła się na niego starając się go zepchnąć z blanek, uderzyła w niego barkiem a potem chciała poprawić rękoma podczas tej próby, na sam dół na ziemię, tak by spadł z wieży przy pomocy masy przejętego ciała oraz samej masy pancerza jaki miało ono na sobie. Wysokość na pewno nie była mała i jeśli spadł głową w dół powinien zginąć, jeśli jednak nie, powinien być chociaż wystarczająco unieruchomiony, przynajmniej na tą chwilę.

Ciało smoka na pewno było silniejsze niż jej, byli to w końcu doskonali wojownicy, nawet to jednak nie potrafiło powstrzymać tego co przyniosła ze sobą ze swojego ciała, siebie i swoich przywar. Nigdy wcześniej nie miała okazji zabić... Próba w lesie skończyła się porażką co oszczędziło jej tej traumy, pierwszy raz to coś wielkiego - To nie ja, to on... On to zrobił, on... - Wmawiała sobie odtwarzając przed oczami wszystkie te ułamki sekund dosłownie sprzed chwili. Zacisnęła oczy kładąc się na ziemię łapiąc za jedną ze sprawnych leżących tutaj kusz. Skryła się za blanką. Jeśli agenci zaczęli do niej strzelać wtedy złożyła pieczęcie Wół → Koń → Byk - Suiton: Rekkū Suigeki - Starała się jak najszybciej podnieść i wypluć z siebie 8 wodnych pocisków w stronę agentów. Chciała by się przynajmniej przewrócili, chociaż jej faktycznym celem było odepchnięcie za ich pomocą obydwóch z nich na tyle by spadli z wieży do zewnątrz, za mury. - Moja własna wersja Mizurappy, oh, jakby ona mi się tutaj przydała... Musi mi wystarczyć to, - Będąc w ciele strzelca Shiro ryu korzystała z jego chakry, powinna być pełna gdyż dopiero co się regenerowali. Niezależnie od efektu swoich działań skrywa się za blankami zastanawiając się co zrobić dalej. Wygląda też z pomiędzy blanek na zewnątrz muru by przyjrzeć się temu co tam się dzieje.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- D - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
- C - Kara - Kami Noriko, Senju Oshi
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2106
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Exodia » 23 maja 2018, o 12:24

Spoiler: pokaż
Obrazek
Legenda:
Aki - błękit
Kei - żółty
Yamanaka - czarny
Shikarui - biały
Megumi - pomarańczowy
Kenshi - szary
Shiro-Ryu od Akiego - niebieski
Zaznaczone domy to te w których wybuchło. Jarają się już solidnie.
Szare ciemne - Shiro-Ryu na murach.
Czarna obwódka - teren który opadł


Kei
Samotna konfrontacja w nieprzyjemnym środowisku. Nieprzyjemnym względem wolnego miejsca wokoło rzecz jasna. Małe pole do manewru i przeciwnik który nawet ogłupiony reprezentował sobą wyzwanie. W takich warunkach panika czy nawet irracjonalne decyzje byłyby w miarę zrozumiałe. Kiedy adrenalina uderza do głowy, a strach zmienia uporządkowane myśli w całkowity chaos, nie trudno o jakiś błąd, jakąś decyzję pozbawioną sensu. Unikanie walki w zwarciu było jednak rozsądne. Tak samo próba ograniczenia jego widoczności. Najwidoczniej młody wiek i samodzielność, mimo że nie często idą w parze, to połączenie jest jak najbardziej możliwe. Kei wykorzystał budowę piętra na którym się znalazł, pomagał także fakt że wróg nie śpieszył się do zabicia swojej potencjalnej ofiary. Shiro-Ryu, gdy tylko odwrócił się w kierunku jednej z odnóg korytarza w którą zanurkowała ofiara, został trafiony. Technika oślepiająca, tworząca potężny błysk. Nawet nie czując bólu mężczyzna nie mógł zignorować efektu oślepienia, jakiego doznał. Zasłonił oczy przed światłem, był to czysty odruch. Kiedy denerwujący błysk się skończył, mężczyzna zdjął rękę z twarzy. I tył to błąd. Mężczyzna szedł do przodu, kiedy został trafiony kilkoma broniami w twarz. Twarz to bardzo wrażliwe miejsce na ciele, aczkolwiek nawet trafienie w oczy nie odbiło się aż tak negatywnie. Mężczyzna wyciągnął miecz i zaczął wykonywać nim chaotyczne cięcia przed siebie, nadal idąc do przodu. W takiej sytuacji nie było innego wyjścia jak zeskoczyć ze schodów i spróbować czego innego. Tak też postąpił Doko, ciskając w przeciwnika kolejną techniką. Kula skoncentrowanej elektryczności trafiła wroga prosto w jego metalowy pancerz. Przeciwnik zatrząsł się i upadł do tyłu na podłogę. Lekko drgał. Wyrzucenie kunai w gardło było logicznym następstwem, mimo że Kei musiał nieco zmienić pozycję. Z gardła przeciwnika trysnęła strużka ciemnej krwi. Wyglądało na to, ze wszystko było dobrze. Niekoniecznie. Coś uderzyło w drzwi wejściowe. Z duża siłą, na tyle dużą że dźwięk z uderzenia natychmiast wpadł do uszu Keia. Był to bełt. Wystrzelony z góry, na co mógł wskazywać kąt pod jakim się wbił. Coś się działo. W oddali słychać było wybuchy. Znacznie lepiej słyszalne niż wcześniej. I, dodatkowo, bardzo silne trzęsienia ziemi blisko domu. Jak gdyby epicentrum było praktycznie już obok.

Reszta grupy I
Kenshi i Megumi

Dokładnie w tym samym czasie, kiedy jeden z towarzyszy walczył o życie i zakończył jedno życie, dwójka Shinobich musiała uporać się z licznymi wrogami ostrzeliwującymi cywilów. Kilku nierozważnych ludzi nie uciekło natychmiastowo. Przypłaciło to życiami, kiedy bełty wchodziły w ich ciała niczym w masło. Niektórzy mieli szczęście, ruszając się w ostatniej chwili. Bełt trafiał prosto w głowy, zabijając na miejscu. Ci miej fartownie dusili się własną krwią, kiedy pocisk wbijał im się w gardła. Wili się w konwulsjach, a ich oczy pokrywały się delikatnymi strugami łez. Chaos jedynie się zwiększył, każda kolejna akcja doprowadzała do większego odsetka zabitych. Kenshi nie zamierzał się temu przyglądać. Bełty które powędrowały w jego stronę, które miały w sobie metalowe elementy, zatrzymał swoimi umiejętnościami magnetyzmu. Doświadczenie z telepatią Yamanaka, nabyte podczas potyczki pod Murem, pozwoliło mu na natychmiastową odpowiedź i tym samym na zmniejszenie zawahania odnośnie następnych ruchów do minimum. Pozostawienie towarzyszy z problemem kuszników po ich stronie było nieco brutalne, ale sensowne. Czy wynikało to z wiary z własnych towarzyszy czy świadomości własnych ograniczeń, nie miało to znaczenia. Liczyło się samo podjęcie konkretnej decyzji i jej konsekwencje. Maji zaczął spychać przeciwników za pomocą magnetycznych zdolności, którzy posiadali metalowy ekwipunek. Jedna komenda mentalna i przeciwnicy lecieli do tyłu, zrzuceni z wieży bez możliwości złapania się za krawędź muru. Byli bezbronni. Odgłosy upadających ciał nie były słyszalne przez grubość kamiennego umocnienia. Jednak nie to było największym problemem. W przeciągu kilku krótkich chwil, teren na którym się znajdował zaczął się gwałtownie obniżać. Kwadrat wielkości mniej więcej 5x5m w szybkim tempie wchodził w ziemię. Gdzie była osoba która do tego doprowadziła? Czy był po stronie wroga? Skoro obrała za cel Kenshiego to musiało być na pewno to. Znalazł się w ogromnym pudełku z ziemi, z otwartym wieczkiem. Nie był to koniec zmartwień. W obniżonym terenie znajdowało się dwóch jeszcze żywych ludzi. Jeden nie mógł się poruszać z uwagi na bełt który trafił prosto w kolano. Drugi był cały i zdrowy. Ale nie miał bladego pojęcia co się dzieje, i ciężko go winić, nie na co dzień widzi się taką technikę. Płat ziemi zatrzymał się mniej więcej na wysokości 8m wgłąb. Jakby tego było mało, bo najwidoczniej może dziać się więcej niż tylko to, na granicy dołu znajdował się jeden z domów. Który, tracąc stabilność, zaczął bardzo szybko opadać na Kenshiego. Praktycznie w całości, niczym jeden wielki pocisk. To ten sam dom, w którym ukrył się starszy mężczyzna. I który był właśnie częścią tego pocisku, w powietrzu słychać było jego paniczny krzyk.
Megumi z kolei miała zamiar zwieńczyć dzieło, jakim było pozbycie się wszystkich wrogów na wieżach, którzy zagrażali cywilom. Pobiegła do ostatniej wieży, tworząc jednocześnie swoje niematerialne kopie. Podstawowa technika każdego Ninja. Wszystkie Megumi kluczyły podczas biegu, co dodatkowo utrudniało celowanie przeciwnikom, którzy natychmiast zwrócili na nich uwagę. Ich szybkie ruchy i duża ilość natychmiast zwróciły uwagę strzelców, którzy postanowili obrać ją za cel. Całkowicie słusznie zresztą, zwykli ludzie tutaj nie dojdą i ich nie zabiją. A taka Megumi może i nawet miała taki zamiar. Kiedy wbiegła na mur, jej klony rozbiły się o ścianę i zniknęły. Dlaczego? Czyżby klony nieposiadające w sobie chakry nie były w stanie jej skupić żeby móc chodzić po ścianach? Bardzo prawdopodobne. Megumi została sama. Jeden z kuszników widząc nadzwyczajną prędkość wycofał się do tyłu, a drugi wychylił się do przodu żeby ją ustrzelić, zgodnie z planem. Mając znacznie mniej celów, byli w stanie skupić się na jednym. Kusznik strzelił, ale spudłował. To pudło kosztowało go życie, ostrze cięło gładko w głowę. Nawet brak odczuwania bólu nie mógł go uratować. Martwe ciało opadło na krawędzi wieży, nie mogąc spaść w żadną stronę. A sama Megumi wskoczyła na szczyt wieży. Trafiając nogami na dziwną, lepką maź na większej części powierzchni wieży. Mazi podobnej do wody, ale była znacznie bardziej gęsta. I lepka, Megumi nie mogła oderwać od niej nóg. Drugi Shiro-Ryu z nieziemskim spokojem wypuścił bełta z odległości około pięciu metrów. Prosto w nią.

Inoshi
Tragedia tocząca się przy bramie była wielka i mała. Osobista i ogółu zarazem. Oto ginęli ludzie, niczym mrówki rozdeptywane przez dzieci. A jednocześnie ginęło coś w jednym z Ninja, którzy mieli za zadanie tych ludzi ochraniać. Zapewnić bezpieczeństwo. Yamanaka złożył pieczęć i aktywował technikę mgły, żeby osłonić się przed wrogiem. Mgła była zarówno przekleństwem, jak i błogosławieństwem. Dla Kunoichi z sensorycznymi umiejętnościami - jak najbardziej. Możliwość bycia niewidzialnym dla przeciwnika i wykrywanie chakry pozwalało na swobodne poruszanie się. Ale z drugiej strony... inni ludzie tego nie umieli. Wpadali na siebie, wywracali się. Uderzali w martwe obiekty. Drzewo, ściany domów. Przy ucieczce w dowolnym kierunku nie było opcji żeby spanikowaniu ludzie goniący za własnym życiem mogli brać pod uwagę takie szczegóły jak przeszkody właśnie. Nawet jeśli mgła pojawiała się stopniowo, a nie od razu. Kusznicy nadal pruli do niewinnych ludzi. Z rozkazu, przyjemności? Śmierć przychodziła do kolejnych osób i odbierała im przyszłość, najbliższych. Życie. Trzeba było coś zrobić. Cokolwiek, chociażby spróbować. Uratować ludzi, uratować siebie. Jakieś pięć metrów od Inoshi coś wybuchło, a podmuch skutecznie odrzucił go kawałek w tył, szczędząc poważniejszych uszkodzeń ciała. Nic poza odepchnięciem. Któryś z Shiro Ryu zrzucił notkę? Prawdopodobne, po co próbować precyzyjnego sprzętu kiedy można było coś wysadzić i zabrać do grobu wiele osób? Blondynka podjęła działania. Znalazła kilka trupów i ukryła się pod nimi z zamiarem udawania martwej. Wycelowała. Użyła techniki, strzeliła swoją duszą w jednego z kuszników. Miała doskonałą widoczność za pomocą sensoryzmu, doskonałe warunki jako że kusznik wychylał się poza krawędź muru żeby lepiej przymierzyć się do strzału. Trafiła. Natychmiast przystąpiła do realizacji swojego planu. Niewystrzelony bełt tkwił w kuszy. Jedno kliknięcie dzieliło ją od zabicia jednego z Shiro-Ryu. Zrobiła to, ciało mężczyzny poruszyło się. Bełt wystrzelił, skazując na śmierć przeciwnika. Prosto w głowę. Drugi mężczyzna oberwał kuszą, skupiony na tym żeby rozstrzelać niewinnych ludzi. Blondynka natychmiast ruszyła w kierunku przeciwnika i starała się go wypchnąć serią ataków. Ale wtedy Inoshi w obcym ciele poczuła silny ból w okolicach głowy, jak gdyby ktoś przebiegł po niej. Albo przypadkowo kopnął. Realne ciało pozostało w strefie ucieczki innych ludzi. Ten jeden moment pozwolił przeciwnikowi na reakcję. Był wystarczająco blisko. Złapał Inoshi w ciele Shiro-Ryu. Pociągnął go ze sobą. Razem polecieli. Razem spadali. Razem ruszali na pewną śmierć. Bardzo szybko. Bardzo bardzo szybko.

Aka i Shikarui
Jedni korzystali z podstępu żeby poradzić sobie z zagrożeniem niemożliwym do pokonania normalnymi metodami. Ale po co komu podstęp, skoro masz strzałę w głowę albo silnego Katona który spala na wiór? Takie podejście dawało Shikaruiowi i Aka dobrą pozycję, tym bardziej że udało im się zabić jednego z przeciwników i poparzyć pozostałą dwójkę. Następne ich posunięcia miały na celu po prostu zabicie ich. Shikarui postanowił zabawić się w prawdziwego skrytobójcę, korzystając z faktu że każdy był i rozkojarzony przez wyjście z ognistego kręgu i przez skupienie się na młodym Uchiha. Faktycznie tak było, stwarzało to idealną wręcz okazję do zabicia go. Prosty kunai wystarczył, Shikarui schował łuk i po prostu skoczył na wroga z góry. Korzystając ze swojej precyzji, potęgi grawitacji i tymczasowego stania przeciwnika w miejscu, Shinobi rzucił się w dół. Ostrze weszło w głowę niczym w masło, na pewno pomogła tutaj masa dzierżącego broń. Najpewniej doszło prosto do mózgu. Przeciwnik nie miał nawet czas zareagowanie. Po prostu upadł na ziemię. Martwy. Aka w tym czasie konfrontował się nie tylko z przeciwnikiem, ale też z samym sobą. Jakkolwiek kiczowato by to nie zabrzmiało. Wszystko wydawało się nierealne, a jego czyny ponownie doprowadzały do ucieczki. Tym razem jednak w celu zabicia. Siania śmierci w obronie własnego życia. Dla niego było to wystarczające, sama chęć życia. Przeciwnik, zgodnie z jego przewidywaniami, poszedł za nim. Ale Aka był gotowy. Rzucił się na przeciwnika, a ten błyskawicznie odskoczył i wykonał zamach swoją nietypową bronią. Najpewniej silny wymach czymś takim spowodowałby nawet wyrwanie kawałków mięsa z ciała, potężny ból. Silne rany cięte. Ale utwardzone włosy stworzyły coś na wzór płaszczu, który skutecznie ochronił go przed efektami wymachu. Natychmiast skoczył do przodu chcąc zadać kolejne uderzenie. Przeciwnik odskakiwał. Był poza zasięgiem Aka, był od niego szybszy. Wyskoki do tyłu uniemożliwiały zadanie przez niego ciosu sztyletem. A Shiro-Ryu nadal wykonywał wymachy biczem. Cofał się, nawet jeśli pamiętał o drugiej osobie kawałek za jego plecami.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




gg/pw - pytania. Ja 12h, wy po 36h.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1667
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kenshi » 23 maja 2018, o 21:29

Sytuacja w jakiej znaleźli się członkowie ekspedycji, była niewątpliwie groźna. Bełty wystrzeliwane przez licznych członków zakonu na murach, były niesamowicie niebezpieczne dla wszystkich znajdujących się na dole. Pierwsze ofiary bestialskiego działania nadeszły błyskawicznie. Czarnowłosy nie potrafił cofnąć czasu i krwawego żniwa Shiro Ryu, ale mógł powstrzymać dalszy rozlew krwi. Jego reakcja, była niemalże natychmiastowa.
Kenshi użył swoich magnetycznych zdolności, aby powstrzymać nadlatujące bełty – jego Kekkei Genkai było na tyle rozwinięte, że nie stanowiło to dla niego żadnego problemu. Nie rozwiązywało to jednak w żaden sposób problemu – dlatego Maji posunął się znacznie dalej. Wykorzystał magnetyczne zdolności Jitonu jak procę – kierując siłe wyrzutu wprost na przeciwników znajdujących się na murze. Członkowie zakonu Shiro Ryu posiadali żelazny ekwipunek – zbroje, bronie który posłużyło za doskonały punkt ciężkości, który Kenshi wykorzystał przeciwko im samym. Cisnął nimi jak z kamieniem z procy, poza mury miasta, gruchocząc kośćmi nieszczęśników przy spotkaniu z ziemią.
W ten sposób czarnowłosy zdążył pozbyć się dwóch skupisk przeciwników, na wschodnim murze miasta. Kenshi zdążył zabezpieczyć znaczną połać przestrzeni – a wykorzystała to Megumi, która pognała w kierunku ostatniej grupy przeciwników. Zupełnie ignorując polecenia Kenshiego. Ten mimo, że poirytowany – nie zdążył wyrazić w jakikolwiek sposób dezaprobaty, bo nagle coś się stało z otoczeniem. Ziemia pod stopami Majiego, osunęła się.
Czarnowłosy zachwiał się delikatnie w pierwszej sekundzie, dostrzegając jak ściany wokół niego zaczynają pruć do góry. W rzeczywistości to jednak obszar na którym znajdował się Maji wraz z dwoma cywilami, zaczął nagle osuwać się niżej – i to na znaczną głębokość. Jakby tego było mało, wśród wszechobecnego krzyku, zarówno rannych jak i mordowanych – czarnowłosy wyczuł nowe zagrożenie w postaci osuwających się ścian budynku obok którego chwile wcześniej się znajdował – a w chwili obecnej stał na skraju zapadliska. Ściany budynku nie były w stanie wytrzymać takiego ubytku podparcia dla stabilności fundamentów, co zaowocowało osunięciem się wraz z pierwszymi ścianami, prawie całego budynku do środka. Od pewnej śmierci Kenshiego i towarzyszących mu dwóch mężczyzn, dzieliły ich tylko sekundy.
- Doton: Rokkusherutā – rozbrzmiało w zapadniętej, kwadratowej przestrzeni, w momencie gdy Kenshi doskoczył do obu współtowarzyszy niedoli. Z ziemi wyskoczyła solidna półkopuła, która była w stanie pomieścić akurat trzy osoby. Nie było czasu szukać innych rozwiązań – Kenshi liczył na to, że technika wytrzyma spotkanie z nadlatującym budynkiem. Powinna, ale nie był tego pewien – w każdym razie, każde inne rozwiązanie jakie nasunęło mu się w myślach, wymagało zbyt dużo czasu. Jedynie to dawało cień szansy. A gdyby się powiodło…


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):

  • Katana przypasana z tyłu na wysokości pasa
  • Szkarłatny płaszcz Shiro Ryu
  • Biała zbroja Shiro Ryu
  • Rękawiczki na dłoniach

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Wiem, że niektórzy mają ser­ca jak dzwon

Silne, głośne, pra­wie niez­niszczal­ne

Lecz zim­ne jak żela­zo, z które­go je odlano


Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 336
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi lekki, przewiewy strój w którego skład wchodzą spodnie, tunika, okrycie głowy i szyi - wszystko w odcieniach bieli.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, tunika, okrycie głowy i szyji, rękawiczki, blaszane plakietki na nadgarstkach oraz pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Aka » 23 maja 2018, o 22:30

Czasem tak jest, że ktoś stawia ci barierę tuż przed nosem, gdy już chcesz wydostać się z przeklętego miejsca, w tym przypadku miasta. Lecz co wtedy? Co ma robić młody poszukiwacz, który przez swe własne, złe decyzje został uwięziony w Sercu Świata? Mógł co najwyżej robić bezsensowne okrążenia po mieście, w nadziei na odwróceniu losu. Losu, który najwyraźniej ktoś postanowił ukraść. I choć Uchiha usilnie się starał, nie mógł pokonać żadnego potwora - nie pomagały żadne techniki, moc Akiego zdawała się nie robić najmniejszego wrażenia na jego wrogach. Za każdym razem był w jakiś sposób kontrowany, przeciwnik okazywał się mieć więcej szczęścia niż rozumu i wychodził ze starcia bez szwanku. Tak było też i tym razem, gdy zakonnik podążył za róg budynku. Biedny Aka nie brał nawet pod uwagę, że poparzony, ranny i osaczony ze wszystkich stron człowiek - o ile człowiekiem można było nazwać to coś - będzie szybszy od niego. Nie pomógł nawet Sharingan, chluba jego klanu. Smoki były dla niego za silne. Był skazany na innych, na pomoc ich strony. Musiał liczyć, że w tym pojedynku pomogą mu i nie pozwolą, aby cała kraina stanęła w ogniu.
Nie potrafił siać śmierci, nie potrafił zebrać żniw. Smutek rozpływał się po jego organizmie, ogarniając cały umysł czarnymi myślami. Zawodził swoich rodziców raz za razem, ale przede wszystkim zawodził siebie. Nic mu się nie udawało. Był Shinobi, a nie nadawał się nawet do tak prostej dla ninja rzeczy, jak mordowanie ludzi. Uważał się za żałośnie słabego, nawet bardziej bezużytecznego niż Inoshi, która gdzieś tam właśnie ostatkiem sił walczyła z kilkoma Shiro Ryu. A on? Nie mógł poradzić sobie nawet z jednym.
Tak bardzo chciał wyskoczyć do przodu. Ciąć szybko, na oślep, wyrwać się i odstąpić od obrony. Zaciskał zęby z całej siły, trzęsąc się z bezsilności. Złość kipiała w nim, pragnęła opuścić wnętrze i pozwolić rozlać się na zewnątrz. Ostatkami sił powstrzymywał się od zrobienia czegoś głupiego. Wiedział, że jeżeli spróbuje wyprowadzić jakikolwiek atak, że jeżeli wyjdzie z bezpiecznej strefy, to oberwie. Serce pragnęło czegoś innego, niżeli mózg podpowiadał. Otoczony płaszczem z czarnych włosów walczył ze samym sobą. Żeby nie ulec, żeby nie rzucić się jak ostatni idiota ze sztyletem na wroga, który jest od niego o wiele szybszy, silniejszy i na dodatek posiada lepszą broń. Oddychał głęboko, szybko, ciężko. Chciał puścić się w przód, poczuć smak krwi, zobaczyć jak jego wróg cierpi, nawet jeżeli w przypadku Shiro Ryu było to niewykonalne. W tym wszystkim jedynym co dobrze zrobił, było skuteczne odwrócenie uwagi od zabójcy z Karmazynowych Szczytów. Z jakiegoś powodu smoki upodobały sobie akurat młodego Uchihę, mimo że nie stanowił dla nich dosłownie żadnego zagrożenia. Totalnie zignorowali łucznika, który od pewnego czasu - dosłownie jak maszyna do zabijania - mordował jednego po drugim. A oni? Mieli to w dupie. Nie rozumiał, dlaczego tak bardzo chcieli stłamsić ogień w jego sercu. Dlaczego tak usilnie próbowali go zabić, że nie oglądali się za siebie. Skoncentrowali się na Sharinganowcu, próbowali go dorwać, pozwalali raz za razem zachodzić się od pleców i kończyli dokładnie w ten sam sposób. Martwi.
A on? Jego oczy zalały się błękitem. Miał ochotę paść na kolana i rozpłakać się. Poczuł się jak ostatnie gówno, gdy kolejny raz Shikarui przychodzi mu na pomoc. Gdyby nie czarnowłosy, to zapewne leżałby już martwy. Nie uratował cywili pod bramą, nie uratował ludzi uwięzionych w płonących domach, nie potrafił uratować nawet samego siebie.
Znosił więc kolejne ciosy. Kolejne uderzenia, jedno po drugim. Choć stłumione, ciągle je odczuwał. Pierwsze, drugie, trzecie. Czuł, jak bezsilny jest wobec nadchodzącego zagrożenia. Czuł się jak ścierwo, nad którym ktoś się znęca, próbując poniżyć go, zrównać z ziemią, pokazać gdzie jego miejsce. Nie było już Sharingana, nie było już złudzeń, iluzji. Nie było silnego Akiego, który w swej rozpaczy próbuje wykrzesać z siebie ostatki sił. Nie próbował tego robić, nie chciał. Wiedział, że Shikarui sobie poradzi. On w razie, gdyby wojownik próbował zmienić cel, mógł wtedy rzucić się na jego plecy, dźgnąć go. A teraz? Mógł jedynie patrzeć, jak Sanada mordował jednego po drugim. Jak zbiera to, czego on nie potrafił. Jak każdy kolejny wróg pada pod jego stopami, nawet nie zdając sobie sprawy z nadchodzącego zagrożenia.
Wiedział o Sanadzie nadchodzącym od strony płonącego domu. O śmierci, zbliżającej się z każdą kolejną sekundą. A zakonnik? Był otoczony. Z obu stron. Nie odpuścił Akiemu, popełnił błąd - zupełnie jak jego martwi już towarzysze. A Shikarui? Kolejny raz zwyciężał. Wróg bezsensownie koncentrował się na Akim. Na tym małym, śmiesznym Uchiha. Smok połknął haczyk. Owieczkę wypełnioną siarką.
- Zastrzel go. - tym właśnie był. Przynętą. Robakiem.


Spoiler: pokaż
EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Ciemny płaszcz podróżny
  • Plecak
  • Sztylet
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 165
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Shikarui » 23 maja 2018, o 23:30

W zabijaniu zawsze tkwiła satysfakcja. W zgniataniu słabych pod swoimi butami, w miażdżeniu, w przyglądaniu się, jak ucieka życie z oczu. Tylko że Shikarui niczemu się tutaj nie przyglądał. Nie cieszył triumfem, nie czerpał z niego przyjemności, bo jego myśli wędrowały zupełnie innymi torami. Wędrowały za tym Smokiem, który ział ogniem. Za niebieskim błękitem, który uznał za całkiem niezłe odzwierciedlenie nieba. Nie wędrował za ginącymi tłumami i teraz nie wędrował też za słabnącą chakrą małej dziewczynki, która skryła się we mgle. Wędrował tylko za Akim, bo to za nim wędrowało niebezpieczeństwo. Każda komórka jego ciała nastawiona była na ochronę chłopaka, ale nie zrozumcie mnie źle - to nie była ślepa ochrona. Wciąż miał w głowie odpowiednio poukładane priorytety, w których nie było miejsca dla myśli, jak Aka czuje się z tym wszystkim. Gdzie nie było zastanowienia, czy Inoshi da sobie radę i że powinien najpierw zająć się Smokami na Murze, by otworzyć bramę do statków. Bramę do portu. Musiał wyeliminować tych, którzy atakowali Akiego - proste. Nie uważał jednocześnie chłopaka za bezbronnego czy słabego, by kazać mu całkowicie wycofać się tak jak nakazał to Inoshi, której drobne ciało i rozkołatane nerwy nie nadawały się do pracy w terenie. Przynajmniej taką konkluzję wysnuł jego chłodno kalkulujący umysł. Nie przewidział jednak, że to tam odbędzie się największe piekło.
Czarnowłosy wyrwał kunai z głowy przeciwnika. Chrupnęło, mlasnęło. Chciał zabrać jego miecz, odebrać katanę - odrąbać głowy potworom, które potrafiły odrodzić się nawet po śmierci. Jak na razie jednak obaj leżeli. Czemu? Uszkodzenie mózgu coś zmieniało? Nie było czasu, by na ten temat dumać. Z ofensywy Aka przeszedł do defensywy. Czemu? Przecież nie było czasu nad tym dumać. Otoczony kopułą włosów... coś się w nim zmieniło. Zgasł ogień Księżyca. Ognisko zamierało z minuty na minutę, choć pożywienia wokół było wiele. Mógł pożerać wszystko - zamiast tego wybrał milczenie.
Czemu?
Zastrzel go.
Płonące oczy, chyba znudzone, obojętne na koszmar otulający od stóp do głów, otworzyły się szerzej. Wszystko nabrało tempa. Wszystko nabrało kolorów. Biały świat wypełniony konturami zaczął zalewać się barwami. Gorący, duszny powiew na twarzy stał się realny. Ciepło rozpłynęło się po ciele wraz z pierwszym uderzeniem serca. Gorąc, który bladą skórę napełnił rumieńcami niewidocznymi pod chustą, którą zakrył swoją twarz. Ten dreszcz był realny. Wiesz, chyba każdy w swoim życiu czeka na niektóre słowa. "Kocham cię", "przepraszam". "Bardzo dziękuję". Siedzimy więc i czekamy. Czasem na cud, a czasem na rzecz zupełnie nieuniknioną. Niektórzy po prostu czekali, aż Nierządnica położy dłoń na ramieniu Bestii i powie: Nikogo już nie musisz zabijać. Być może wtedy nie doszłoby do Apokalipsy..? Tej szemranej, która wszyscy tak mocno przeżywali, a tylko Ty jeden stałeś obok. W tym świecie, który nie zwykł rozwijać się szybko, tak przynajmniej sądziłeś. Kiedy trwał, wtedy trwał stały – bardzo wyraźny, bardzo namacalny, a kiedy przypadek Losu wchodził nam w drogę, wtedy to nie on, lecz my zaczynaliśmy tracić swoje kontury. Szybciej, niżbyśmy chcieli. Szybciej, niżbyśmy mogli sobie to wyobrazić.
Dlatego większość z nas Nierządnicy poszukiwali. W końcu - co mogłaby powiedzieć Nam?
Zaczynaliśmy sądzić, że jesteśmy Bestiami – wybrańcami swego rodzaju, wokół których wszystko się kręci – wszak kręciło – tylko nasze myśli były klarowne, tylko do nich dostosowywały się ujęcia rzeczywistości, tylko my dla siebie samych byliśmy "normalni". Cała reszta była niezidentyfikowanymi psychicznie chorobami, wytworem diabła mącącego w umyśle. Wybrańcy. My, Grzesznicy. My, za których Zbawiciel umarł na krzyżu.
Ktokolwiek w to wierzy?
Nawet ateiści czekają na swoją kolej poczucia ciepła dłoni na ramieniu.
Wszyscy czekamy, aż ktoś nam powie "Dość. Wystarczy zabijania..." i poczujemy, że faktycznie nadszedł nasz czas – złożenia skrzydeł, opadnięcia wojennego popiołu – czas ciszy i blasku nastającego dnia po bardzo długiej nocy wybitej na dnie naszych czaszek ognistym znamieniem popełnionych błędów, zranionych ludzi i wreszcie – naszych własnych ran.
Wojna takie miała reguły, że żądała krwi za krew.
Myślę, że On czekał na kogoś, kto powie mu "Czas zabijać", a słodki dźwięk tych słów spłynie na kraniec języka soczystym posmakiem żelazistej krwi. I wreszcie znajdę moją Nierządnicę i wzniosę popiół ku niebu, by słońce nigdy więcej nie wyjrzało zza horyzontu. Taki miałem sen. I śnić go będę snem wolnych ludzi, którym nie zabroniono jeszcze marzyć; i będę tak myślał, dzień po dniu, i będę głaskał Los pod włos, by nauczyć się z nim przedrzeźniać i chadzać drogami na wspak, i będę pielęgnował drogę przez ciernie, na której końcu nie było gwiazd, by w końcu zaśmiać się w twarz diabłu szeptającemu nieprawdy o świecie i powiedzieć mu, że to bzdura.
Bo kogo tak naprawdę obchodzi to, że jest nierealny?
Heh, myślę, że obchodziło tylko Jego.
Jego i tych, którzy czekają na swój czas.
Na "Czas zabijać".
Shikarui rzucił trzymany kunai pod nogi mężczyzny, który cofał się w jego stronę, biorąc poprawkę na jego szybkość poruszania się, na to, że może być świadom jego obecności - nawet na to, że prawdopodobnie się cofnie do przodu, specjalnie przed kunaiem. Zamierzał trafić tak, by kunai był pod jego nogami - nie by poleciał w przód, na Akiego, nic z tych rzeczy. Kompletnie bezużyteczny rzut.
Notka przypięta do kunaia miała wybuchnąć pod nogami Smoka i rozsadzić go na kawałki.
Zastrzel go dudniło w jego głowie i sprawiło, że adrenalina zaczęła szumieć jak szalona w jego krwiobiegu. Wszystko stało się przedziwnie wyraźne i jednocześnie wydawało się zwalniać i przyśpieszać tempa. Jeśli Smok nie dał się złapać na wybuchową notkę - Shikarui rzeczywiście zamierzał go ustrzelić. Tak, by strzała nie trafiła w Akiego, rzecz jasna. Nie wiedział, jak wytrzymała jest ta technika i czy strzała zdolna przebić solidny pancerz nie przebije i jego osłony.
Gorąca adrenalina zmieniła się na zamrażający całe ciało podmuch, który zwalał z nóg. Shikarui rzucił się do przodu, w kierunku Akiego, by wyciągnąć do niego dłoń. By złapać go za rękę i pociągnąć za sobą. Gdziekolwiek. Dokądkolwiek. Byle jak najdalej od zachodu. Po drodze schylił się po katanę, którą przytroczoną miał do pasa jeden ze Smoków, wciskając ją właściwie w ramiona Akiego. Przytłaczająca moc tego CZEGOŚ wibrowała w jego kościach i nakazywała spierdalać jak najdalej. Każdy wróg był lepszy od TEGO. Nie na północ. Nie na Mury. Więc... w stronę Kenshiego? Na to wychodziło. Musiał stąd zabrać Akiego. Musiał zabrać go jak najdalej od tej Bestii, która już usłyszała swoje czas zabijać, żeby to oni nie skończyli jak zgniecione śmieci pod jej butami. Nic nie znaczące, zmiażdżone mrówki.
- Zostaw tych cywili, musimy stąd uciekać. - Wyjątkowo słychać było w jego głosie... coś. Irytację? Napięcie? Nie był zirytowany, ale jego głos właśnie tak brzmiał. Był przerażony. Przerażony potęgą, która nadciągała jak burza lodowa, której nie da się niczym powstrzymać - przynajmniej on nie mógł. Kilka takich burz zaczynało ich otaczać z różnych stron. Coś, przed czym nie mógł Akiego uchronić - mógł tylko wlec go za sobą z miejsca na miejsce, próbując umknąć przed zagrożeniem. Shikarui obejrzał się za siebie, ale nie na Uchihe, którego oczy znów stały się na błękitne. Tak smutne... Obejrzał się na czarnowłosą jeźdźczynie, która się tutaj zbliżała. Jego szeroko otworzone oczy mówiły same za siebie. Niemal jakby blask chwały Tej, która dosiada konia o trupiobladym kolorze, odbijał się w płonącej czerwieni jego oczu. Jakby jej odległa sylwetka, spokojna twarz, aksamit kruczych włosów, był obrazem głównym, a on jedynie jej ramką. To tu właśnie kończyła się granica między brakiem strachu, a tym, czego po prostu nie dało się nie bać. A mimo tego, mimo, że wiedział od początku, że stąd trzeba uciekać, bo wyraźnie widział ich chakry na placu Rady, choć tam jeszcze nie została uwolniona, mimo tego, co zaczynało się dziać wokół - nie uciekał.
Człowiek musi być odpowiedzialny za to, co oswoi.
Tylko kto tu kogo oswajał?


STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 17 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



UŻYTE TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Mój Nieznajomy
Czy widzisz to co ja?
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 832
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Yamanaka Inoshi » 24 maja 2018, o 20:40

- Rok 384 - Zima -


" Pożegnanie i pamięć "
Obrazek

Przejęty Shiro ryu ruszył w kierunku swojego niespodziewającego się oponenta gdy nagle został wytrącony z równowagi, jego twarz wykrzywiła się w bólu w najmniej odpowiednim momencie w chwili tak kluczowej która pozwoliła drugiemu złapać go i pochwycić się go jak tonącej brzytwy, tyle, że ta brzytwa straciła swoją rękojeść i ku zaskoczeniu wszystkich, również i swoim runęła w dół wierzy razem z nim... Inoshi jęknęła głosem przejętej osoby chcąc niemal chwycić się za głowę, wiedziała jakim ryzykiem obarcza to przejęcie, na jakiej szali stawia swoje życie. Mimo tego, że spodziewała się komplikacji i takiej ewentualności to w dalszym ciągu pozostało to dla niej zaskoczeniem. Zaskoczeniem które było swoistym świadectwem niedoświadczenia młodej Kunoichi. - Ten ból... Czy... - Z przerażeniem zdała sobie sprawę co się właśnie stało, leciała w dół wraz ze swoim przeciwnikiem, spojrzała przez ułamek chwili na jego twarz, nie mogła zwlekać, jedyną rzeczą którą mogła zrobić w tej chwili to opuścić to ciało. Uwolnić ciało przejętej osoby i zostawić je na śmierć, pozwolić tej dwójce spaść razem w dół ku ich własnej otchłani. - Nie ma innego wyjścia... Dziękuje i przepraszam... - Pomyślała, nie wiedziała w tej chwili czy właściciel, ten prawowity ciała gdzieś ją słyszy czy nie, jednak była mu wdzięczna, że był przydatny. Nie myślała o tym tylko jak o narzędziu, przynajmniej nie chciała o nim tak myśleć, ta chwila którą w nim spędziła, mimo, że szybka i nie pozwoliła na wiele wywarła różnicę a przede wszystkim pozostawiła w jej głowie pewną myśl. Myśl traktującą o obecnej egzystencji wojowników Shiro Ryu. Skupiła się zamykając przy tym oczy gdzie też całą swoje skupienie oddała w kierunku powrotu do swojego ciała, uwolniła technikę zwracając ciało, kierując je na śmierć wraz z drugim agentem. - Czy właśnie stałam się morderczynią? Shinobi wykonują powierzone im zadania, prawdziwi chronią słabszych a ja? A JA?! - Sama natomiast wróciła do siebie licząc na to, że nie znajdzie się w dwuznacznej sytuacji, ból który nastał był... Typowy, możliwy do zdiagnozowania, cały czas liczyła, że nie było to nic poważnego ponad przypadkowy cios lub kopniak. Wyczuła by przecież, że to coś innego a stworzona przez nią wcześniej mgła była właśnie obosieczną bronią która zarazem ochroniła ją lecz i naraziła na cierpienie, czy jednak... Uchroniłaby ją przed stratowaniem? Wątpliwe, przecież ludzie którzy uciekają i walczą o życie nie patrzą pod nogi, robią wszystko by przeżyć i ujść z życiem, poświęcając nawet ku temu innych. Mimo wszystko, ten ból dawał jej pewnego rodzaju nadzieję, że jej mgła i działanie uratowało chociaż jedno istnienie. Chciała w to w tej chwili wierzyć...

Uwolnienie i dusza Yamanaki powędrowała z powrotem do pierwotnego ciała spoczywającego pośród innych, opuszczonych przez dusze ciał. Z tym wyjątkiem, że inne dusze opuścił je na stałe a jej... Właśnie wróciła. Otworzyła oczy znajdując się pośród tej tragedii, leżąc na stosie pełnym śmierci i przerażenia. Cokolwiek by się nie działo, mimo, że sama wprowadziła się w to miejsce, to teraz prawdopodobnie jej ubranie było zalane krwią, nie jej a innych, ból spowodowany kopniakiem nie powinien się nasilać jednak wystarczająco jej w tej chwili doskwierał. - Żyje... Żyje... - Odetchnęła z ulgą rozglądając się i poszukując źródeł chakry w pobliżu, była ciekawa jak wielu ludzi nie uciekło jeszcze z mgły i jak wielu z nich dogorywało na ścieżce w ostatnich chwilach swojego życia. Zaraz po otwarciu oczu ogarnęło ją przerażenie widokiem jakiego doświadczyła, dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego w jakim miejscu się znalazła, że leży na zbiorowej mogile za sprawą własnych poczynań, nie mogła krzyczeć, chciała, nie mogła... Musiała. Łzy same napływały do oczu. Mimo nawet szczęścia za sprawą uratowania samej siebie od niechybnej śmierci od strzaskania o ziemię nie była w stanie ich powstrzymać. - Kiedy was odnajdę? Czy was odnajdę? Jak was odnajdę... - Mogło chodzić tylko o osoby z którymi tutaj przybyła o jej rodziców o których znalezieniu, w całym tym kotle zwanym stolicą świata, nie może odnaleźć. Wcześniej tego nie dostrzegła a jednak z jej nosa leciała krew, nie chwilę a dużo dłużej, prawdopodobnie od czasu kontaktu telepatycznego z Kenshim. Odległość na jaki to robiła nie była niewielka i był to ruch który mógł znacznie nadwyrężyć jej siły. Biała, niemalże mleczna mgła rozpościerała się na całej ulicy. Jeszcze nie opadła chłodna, dająca chwilę wytchnienia woda w innym stanie skupienia. Nawet teraz, w trakcie zimy chłód który roznosił się na ulicy nie pozwalał stopić serc walecznych Shinobi którzy walczyli nie tylko o swoje życie ale też o życie innych...

" Jawna wola walki... "

Czy jednak ogień w sercu młodej Kunoichi płonął nadal? Dalej spoglądając na pozostałą wieże zastanawiała się co robią i jakie kolejne ruchy przyjęli pozostali na niej strzelcy. - Muszę dokończyć to co zaczęłam, nie mogę... Muszę, jeśli tego nie zrobię to... Nikt tego nie zrobi... Nikt nie pomoże, wszyscy będziemy w pułapce i ja... I Aka... Shikarui, moi rodzice, nawet Kenshi - Zacisnęła pięść delikatnie starając się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Spróbowała się podnieść i wydostać z pośród ciał, jak najszybciej tylko potrafiła. Odejść... Jak najszybciej, jak najdalej, odsunąć się, zostawić to za sobą i więcej do tego nie wracać. Przysuwając się pod mur przetarła nieco twarz, wtedy zdała sobie dopiero sprawę z tego jak w tej chwili wygląda, krew na jej rękach i ubraniu była wyraźnie widoczna. Zamarła na chwilę w bezruchu wpatrując się w swoje dłonie. Wpatrywała się w nie z pewnym poczuciem winy ale i trwogą. Wiedziała, że nie mogła inaczej, dalej jednak czuła się winna. Nie wiedziała jeszcze dlaczego, ten ucisk na torsie zabierający niemal dech w piersiach sprawiał, że musiała się skupić na dalszym celu inaczej przepadnie w odmęcie swoich własnych myśli. - Dobra... Już, co teraz... Tak, muszę postarać się jeszcze trochę... Jeszcze trochę. - Skupiła chakrę w swoich stopach wspinając się szybko na mur który był niemal za jej plecami. Jeżeli drzwi wejściowe od strony lewej do wieży bramowej były zamknięte to wspięła się na nią przy pomocy techniki, docelowo jednak sprawdza drzwi starając się je otworzyć i normalnie wejść do środka.

Rozgląda się uważnie po pomieszczeniu starając się zlokalizować dźwignię do otwarcia bramy lub też inne użyteczne przedmioty, takie jak bronie lub inne przedmioty użytkowe. Tak samo postępuje po znalezieniu się na szczycie. Będąc na górze stara się nie wychylać by nie dać się spostrzec strzelcom na drugiej wieży, sprawdza torbę martwego, zastrzelonego wcześniej wojownika w poszukiwaniu medykamentów, pigułek lub innych przedmiotów które mogłyby przykuć jej uwagę. Robiąc to wpatrywała się zarówno w niego jak i w ludzi na drugiej baszcie, była cała w nerwach, z drugiej strony coś w jej głowie zaczęło świtać. Patrząc na martwe ciało zdała sobie sprawę, że oni żyją, zdradzili ale dlaczego? Dziwnie się zachowywali jakby byli pod wpływem czegoś, co to oznacza? Czy poprzez swoje jutsu może z nimi się skomunikować? Czy da się z nimi porozumieć? - A jeśli... J-jeśli ich da się uratować? - Ta myśl, ta jedna drobna myśl przeszła przez jej głowę niczym strzała wprawiając ją w osłupienie. Co jeśli właśnie teraz, wszyscy walczący tutaj o życie zabijają prawdziwe ofiary tego wydarzenia? Włącznie z nią, wszyscy robią to bez mrugnięcia okiem, tak jakby to był zwykły dzień, zwykły przeciwnik, nikogo nie obchodzi ich los, ich życie lub też nie. Zaatakowali i mają zginąć - Nande? Nande? - Zdawała sobie pytanie, Dlaczego? Dlaczego stawiana jest w takiej sytuacji gdzie ofiary zabijają ofiary. Nie jest możliwe by wszyscy nagle popadli w taką rządzę mordu. Blondynka zwróciła uwagę na kołczan z bełtami przy pasie martwego, w tej chwili wyciągnęła z niego dwa bełty, złapała za leżącą na wieży jedną z kusz.[powinny być dwie o ile jedna nie spadła] Jeżeli była załadowana to położyła bełty obok samemu leżąc i kryjąc się między blankami niemal jak snajper. Nie była jednak snajperem, Odległość między wieżami nie pozwalała jej bez treningu i doświadczenia na wykonanie bezwarunkowego strzału który mógłby wyłączyć jej przeciwników z akcji. Nie miała też doświadczenia w ładowaniu kuszy co wymagałoby od niej naciągania jej w pozycji stojącej a na taką nie mogła sobie pozwolić będąc pod potencjalnym ostrzałem ze strony pozostałych agentów.

" Ktoś kto staje się Shinobi? "

Rozpatrując swoją pozycję wycofała się do wieży lub też na mur po swojej stronie. W tej chwili wiedziała, że musi podjąć jedną dobrą decyzję. Jeżeli strzelcy byli skupieni na strzelaniu bądź obserwacji terenów wewnętrznych miasta to wtedy korzystając z wiedzy pozyskanej na wieży zdecydowała się zejść nieco po murze w dół po zewnętrznej ich stronie i dojść w taki sposób do wieży z obydwoma przeciwnikami robiąc ciche i spokojne kroki nie dając zdradzić swojej pozycji. Po dotarciu złożyła dłonie w pieczęci psa oraz tygrysa - Kasumi Jusha no Jutsu - Wyszeptała. Agenci powinni dostrzec wtedy jak blondynka wyłania się na blankach po przeciwnej stronie wieży i po chwili przystępuje do ataku. Drugi klon natomiast powinien pojawić się na blankach po lewej stronie niemalże z nich wyrastając i znów szykować się by ruszyć w kierunku wojowników. Prawdziwa Inoshi natomiast korzystając z zamieszania wspięłaby się na wieżę i z tej jakże bliskiej odległości oddała strzał, tak jak poprzednio kierując go na głowę swojego przeciwnika. Niestety nie byłaby w stanie przeładować kuszy dlatego odrzuciła ją na bok znajdując się już na solidnym kamieniu z którego zbudowana jest wieża. Złożenie dłoni w celownik nie mogło trwać długo, w tej chwili zdecydowała się zaryzykować i ponownie spróbować przejąć agenta Shiro ryu - Shintenshin no Jutsu - tym razem powiedziała to na głos mając na celowniku ostatniego przeciwnika. Nim znalazła się w ciele przeciwnika poczuła zmęczenie. Zużyła już dużo chakry a i ciągłe nerwy i walka nie oddziaływały na nią dobrze ani mentalnie ani fizycznie. Mimo to znalezienie się w ciele strzelca powinno dać jej nową energię, jego energię. Tym razem jednak zastanawiała się czy faktycznie w tej powłoce jest ktoś jeszcze, ktoś nie ogarnięty rządzą mordu i zniszczenia. Sprawdziła ekwipunek wojownika rozglądając się po okolicy przy pomocy jego wzroku. Rozejrzała się zarówno po zewnętrznej części murów jak i tej wewnętrznej. Miała nadzieję, że to już koniec, koniec tego problemu i strachu. - Chciałabym by oni tutaj przyszli, mogłabym pokazać im jak się spisałam, co zrobiłam... C-czy jednak jest czym? - Chwyciła się za głowę przyklękając. Szczęk metalu wyposażenia wojownika powinien być przez nią słyszalny w tej chwili, tym bardziej, że ma go na sobie.

Spojrzała w kierunku swojego ciała, swojej powłoki w tej chwili pozbawionej duszy. Cichej i spokojnej. To był pierwszy raz kiedy mogła dostrzec siebie w takich warunkach, takiej sytuacji. - Kim jesteś? Kim naprawdę jesteś? - Pytanie skierowane zarówno do siebie jak i do drugiej świadomości, prawdziwego właściciela ciała w którym obecnie się znajduje. Widok sprawił, że zadrżała, widzieć siebie a widzieć SIEBIE to różnica, szczególnie gdy dokonało się takich rzeczy i zdajesz sobie sprawę co może się wydarzyć. - Shinobi winien skrywać swoje uczucia, nie powinien ich okazywać... Nie jestem prawdziwa... Nigdy nie będę. - Jeśli mogła to przewiesiła by kuszę na pasku przez ramię a potem chwyciła swoje ciało pod kolana i pod ramię schodząc z wieży. Jeśli nie było paska to wzięła swoje ciało a na nie położyła kuszę. Wracając do tej w której był mechanizm sterujący bramą. Będąc w środku oparłaby swoje ciało o ścianę, lub położyła w jakimś miejscu które chociaż przypomina wygodne. Kolejnym jej ruchem byłoby złapanie za dźwignię bądź kołowrotek i próba otwarcia bramy przy pomocy siły i tężyzny przejętego ciała o ile było to możliwe próbowała otworzyć bramę do końca.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- D - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
- C - Kara - Kami Noriko, Senju Oshi
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2106
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Kei » 24 maja 2018, o 21:48

Walka Keia zaczęła się toczyć według jego założeń choć nie do końca. Atak po oślepieniu odniósł sukces ale nieśmiertelny przez co chłopak musiał przejść do drugiego planu. Miłą kwestią wydawało się to, że oślepił przeciwnika, przez co ten przynajmniej w teorii stał się łatwiejszy do pokonania. Brunet jednak nie miał czasu cieszyć się tym faktem, gdyż wróg mimo pozbawienia go jednego ze zmysłów zdecydował się na dalszy atak i mimo że chaotyczny, to bardziej agresywny. Widząc to, chłopak nie mając czasu nawet ponarzekać na to w myślach zeskoczył ze schodów i po ustawieniu się przeszedł do kolejnego ataku. Jak się okazało potraktowanie oponenta wyładowaniem oraz dobicie kunaiem starczyło. Skuteczność tego zestawu sprawiła, że zwątpił w sens w swoich wszystkich poprzednich ataków. Cóż mógłby robić sobie wyrzuty, że nie zdecydował się na to wcześniej, jednakże w tej chwili miał ochotę odetchnąć sobie z ulgą, w końcu pozbył się naprawdę niebezpiecznego i upierdliwego przeciwnika. Niestety nie miał na to okazji, gdyż rozgardiasz z zewnątrz dał o sobie znać w postaci bełtu wbijającego się w drzwi oraz wybuchów i trzęsienia ziemi. Co?! Co tam się dzieje? - Rzucił w duchu po czym westchnął. Nim jednak poszedł zerknąć jak się sprawy mają na dworze podszedł do ciała wroga. Po upewnieniu się, że ten jednak nagle nie wstanie ściągnął z niego swoje bronie i po szybkim otrzepaniu ich z większości krwi schował je w swych kaburach. Cóż trochę zaszalał sobie z czakrą, więc przynajmniej swe uzbrojenie wypadało zachować na później. Niestety raczej nie mógł pozwolić sobie na zbytnie zwlekanie, więc pierwszego kunaia musiał zostawić w pokoju na górze. Następnie szybko skierował się w stronę wyjścia, jednak zamiast opuścić budynek schował się za ścianą i ostrożnie wyjrzał na zewnątrz. Cóż jakby nie patrzeć wypadałoby się czegoś dowiedzieć o sytuacji nim podejmie się działania. Cóż z pewnością mógł zobaczyć trochę nowych ciał, z tego też powodu rozglądał się w poszukiwaniu wrogów jak i sojuszników. Jakby nie patrzeć budynek spadający do jakiejś dziury był raczej zaskakującym widokiem, lecz skupiał się nie tylko na nim, tym bardziej, że nie zdawał sobie sprawy, iż ktoś może być tam na dole.
Jeśli nie zauważy żadnego "wolnego" żołnierza "marionetki", czy kogoś innego podejrzanego, to skieruje się do walczącej Megumi. Korzystając z tego że dziewczyna zajmuje swojego przeciwnika stara się podbiec niespostrzeżenie pod wieżę i po jej prawej stronie przy murze wbiec pionowo w górę. W czasie tego biegu zwarza na walczącą dwójkę, by przypadkiem nie oberwać żadnym pociskiem i np. odsunąć mu z trasy czy odskoczyć. Po drodze wyciąga dwa shurikeny z kabury, po jednym na rękę i zamierza tym z lewej od razu rzucić gdy tylko zauważy przeciwnika. Celem była naturalnie w szyja, gdyż zapewniała prawie pewne zdjęcie wroga przy trafieniu. Gdyby to nie starczyło, to poprawiał shurikenem z prawej ręki. Jeśli przeciwnik padnie i będzie mieć co do tego pewność, to wejdzie by odebrać swoje bronie z ciała. Po czym zerknie co z Megumi i o ile będzie potrzebować pomocy, to zacznie schodzić po ścianie. Nim wejdzie jednak zerknie pod nogi, gdyż nienaturalne poruszanie się Megumi mogło wzbudzić jego wątpliwości. Gdy on i dziewczyna zejdą, to kieruje się w stronę dziury i domu, który w niej wylądował. Cóż być może nie wyglądało to ciekawie, ale być może byli tam cywile do uratowania. Po drodze pyta tymczasową towarzyszkę o Kenshiego, w końcu tamten osobnik nie wyglądał na kogoś, kto by zwiał w samym środku walki, a go nigdzie nie widać.
Gdyby jednak jego ataki nie odniosły większego skutku, to liczy, że dziewczyna sama też coś zdziała, a on postara się zejść z linii potencjalnego strzału, gdyby przeciwnik zaczął się w jego stronę odwracać. Jak? Zacznie zbiegać w dół ponownie, przez co oponent musiałby podejść do krawędzi i się wychylić. Kei uwzględniał takie zachowanie, choć przez obecność Megumi miał wątpliwości, czy do tego dojdzie. Tak czy siak po kilku krokach odwraca się wyciągając kunaia w prawej ręce. Zamierza nim w przeciwnika gdy ten tylko pojawi się w zasięgu jego wzroku. Na cel stara się wziąć znów jego gardło. W razie powodzenia sprawdzi co z Megumi i odbierze swe bronie, jak w poprzedniej opcji. Jeśli to nie podziała to skręci na środkową część wieży by sam budynek go zasłonił. W przypadku strzału obserwując to jak celuje wróg postara się jakoś uchylić, szczególnie chroniąc witalne punkty.
Wracając jednak do momentu gdy wychodził z budynku, to mogło się też zdarzyć że jednak zauważył jakiegoś niezajętego wroga szwendającego się po okolicy. Wówczas pozostaje go obserwować w ukryciu do czasu, aż nie zwróci swej uwagi w inną stronę, cóż w końcu dobrze byłoby go wziąć kunaiem z zaskoczenia, o ile byłby w zasięgu celnego rzutu. Jeśli tak będzie to wyciągnie jednego z kabury i wyceluje nim w gardło oponenta. Gdyby nadeszła jakaś kontra dystansowa, to ukrywa się za ścianą, w przypadku zwarcia postara się utrzymać dystans. Istnieje też szansa, iż tym kto się zjawi będzie któryś z pomocników przywódcy buntu. Cóż ci nie wydawali się słabi, więc nie zamierzał z nimi zadzierać solo. Dlatego wstrzymywałby się z atakiem, chyba iż działania tego osobnika zagrażały by życiu, któregoś z jego tymczasowych towarzyszy.
Naturalnie podczas wszystkich swoich działań zachowuje czujność i ostrożność. Poza tym gdyby w którymkolwiek momencie grunt pod nogami zacząłby mu się walić, czy obniżać to postara się wskoczyć na "rosnącą" ścianę i wbiec ponownie na górę. Gdyby tak trzęsło, że nie mógłby stać to pozostaje mu to zrobić na czworaka.

Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 35
    WYTRZYMAŁOŚĆ 30
    SZYBKOŚĆ 30
    PERCEPCJA 43
    PSYCHIKA 1
    KONSEKWENCJA 1

UMIEJĘTNOŚCI:
Wrodzona - Wielka Chakra[/*]
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 123%

NINJUTSU C
RAITON C
JUTSU:
- [E] Bunshin no Jutsu
- [E] Henge no Jutsu
- [E] Kai
- [E] Kawarimi no Jutsu
- [E] Kinobori no Waza
- [E] Suimen Hoko no Waza
- [E] Nawanuke no Jutsu
- [E] Fūin no Jutsu
- [E] Hibana o tenka suru
- [D] Suienzou no Jutsu
- [D] Utsusemi no Jutsu
- [D] Hikari no gijutsu-kyu
- [D] Raiton: Dendō Hando
- [D] Raiton: Hiraishin
- [C] Hari Jizo
- [C] Hari Jigoku
- [C] Hitei Musho
- [C] Raiton: Raikyū
- [C] Raiton: Ikazuchi no Utage
- [C] Hikari chōshinsei


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Plecak

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
- Kabura x2 (przymocowane do pasa po bokach jedna po lewej druga po prawej, zwykle ukryte pod kurtką)
Lewa kabura:
- stalowa żyłka 15m,
- 6 shurikenów.

Prawa kabura:
- 3 kunai,
- bombka świetlna.

Plecak:
- 1 kunai,
- mały zwój pieczętujący,
- topaz,
- rabat u grabarza.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>


78%
Kei
 

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Megumi Ishida » 24 maja 2018, o 22:35

Megumi szarżowała na pozostałych 2 przeciwników, w końcu nie mogli być silni skoro jej dowódca zmasakrował ich 5 w ułamkach sekund. I to powinno ją zastanowić niestety. Z jednej strony byli bezwolnymi marionetkami, nie odczuwali bólu, ale z drugiej strony jednak ich ciała to dalej były ciała wojowników. Żeby dostać się do smoków trzeba było posiadać jako taki umiejętności. I teraz pytanie czy walczy z marnymi imitacjami dawnych wojowników, na co wskazywałoby to jak szybko padają, chociażby podczas walk na placu. Ale mogła też mieć do czynienia z jeszcze bardziej podrasowanymi super żołnierzami. Obstawiła jednak tą pierwszą opcję. Już podczas szarży jej plan okazał się błędny, ponieważ kopie nie miały ochoty współpracować, czyli właściwie zmarnowała czakrę. Jednak sama szarża wyszła i pozbawiła życia jednego z wrogów. Jak wielkie było jej zdziwienie kiedy po zabiciu przeciwnika wskakując by pokonać drugiego wpadła w lepką maź z której średnio miała jak wyjść. To by było pół biedy jeszcze, ale stojący przed nią wróg wystrzelił w nią bełta z kuszy. Nie było innej opcji jak unik. Odchyliła się i poleciała w bok na ziemię. Od razu przesłała czakrę do miecza rozpalając go ogniem i posłała falę płomieni z niego w przeciwnika. Niby nie odczuwał bólu, ale miało to też negatywne skutki. Ból informuje ciało że coś jest nie tak, tutaj jak ładnie dostanie to zostanie mocno poraniony jak i również straci wzrok. Od razu po technice wypuściła miecz z dłoni koncentrując czakrę w dłoni/ręce na którą upadła. Chciała upaść tak żeby dotknąć śluzu tylko dłonią na której była czakra co miało dać jej szansę na nieprzyklejenie się. Drugą ręką sięgnęła do ust łapiąc przygotowanego za wczasu kunaia i cisnęła go w wrażliwe miejsce u przeciwnika które było dobrze odsłonięte. Twarz, gardło itd. Rzucała żeby zabić, ponieważ domyślała się że technika tylko go spowolni. Po uśmierceniu wroga miała kilka opcji. Fizyczne wyrwanie się było trudne, ale możliwe że uda się jej w momencie kiedy palący się ogień jakoś się jej przysłuży. W teorii ogrzanie tej mazi powinno sprawić że część wody wyparuj, a sama maź troszkę straci konsystencję. Wtedy spróbuje się wyrwać i wydostać. Inną opcją jest próba zdjęcia po prostu butów i liczenie że w ten sposób da radę się wyjść z opresji. A w najgorszym razie czuła że członek jej zespołu jest w miarę bezpieczny i chyba zmierza jej pomóc, więc będzie mogła liczyć na jego pomoc podczas wychodzenia z tego syfu. Jako że nie czuła w pobliżu nowych wrogów kamień spadł jej z serce. Jak tylko się wydostanie to podejmie nowy plan działania tym razem bardziej na spokojni obserwując co się dzieje na polu bitwy.


Spoiler: pokaż
Przedmioty widoczne: Dwie torby przy pasie.
No-dachi na plecach.
Fuma shuriken rozłożony zawieszony na plecach na sznurku.
Na każdej ręce obszar od nadgarstka do łokcia jest obwinięty metrem bandaża.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
-No-dachi jest ze stali katańskiej
-W prawej ręce spod bandaża wystaje krzesiwo, a w lewej krzemień. Są mocno osadzone, tak by nie wypadły podczas potarcia nimi o siebie.
W torbach (280/30+10+5+50+5+0.5+2+2+2=106.5)
5 kunai(30), 5 shurikenów(10), 20 senbon(5), 10 kwadratowych shurikenów(50), 20 mabishi (5), 1 notka świetlna(0,5), 1 bombka świetlna(2), 1 bombka dymna(2)


Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI:
NATURA CHAKRY: Katon
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Wrodzona - Sensorka
  • Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 50 (150PH)
    WYTRZYMAŁOŚĆ 110 (410 PH)
    SZYBKOŚĆ 150 (650 PH)
    PERCEPCJA 101 (354 PH)
    PSYCHIKA 1 (3PH)
    KONSEKWENCJA1 (3PH)
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH:411
KONTROLA CHAKRY C(120PH)
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 111%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    NINJUTSU
    GENJUTSU
    STYLE WALKI 1 (dziedzina D) (50PH)
    • Chanbara S
    • ---
    • ---
    IRYōJUTSU
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON B (300PH)
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON
    KLANOWE

JUTSU:
Ninjutsu:
-[E]Bunshin no Jutsu
-[E]Henge no Jutsu
-[E]Kai
-[E]Kawarimi no Jutsu
-[E]Kinobori no Waza
-[E]Suimen Hokō no Waza
-[E]Nawanuke no Jutsu
Katon
-[D]Katon: Hōsenka no Jutsu
-[C]Kaengiri
-[C]Katon: Kaen Senpū
-[C]Katon: Gōkakyū no Jutsu
-[C]Katon: Kasumi Enbu no Jutsu
-[C]Katon: Endan
-[.B] Katon: Hōsenka Tsumabeni (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=78675#p78675)
-[.B] Katon: Benijigumo (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=78676#p78676)
Chadabra:
-[D]Fūma Ninken
-[C]Mikazukigiri
-[C]Omotegiri
-[A] Hiken: Tsukikage (http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=70175#p70175)


Użyte techniki:

Nazwa
Kaengiri

Pieczęci
Brak

Zasięg
5 metrów

Koszt
E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (za 3 tury)

Dodatkowe
Należy mieć dowolny styl Kenjutsu na randze C.

Opis Specyficzna technika, dająca możliwość łączenia technik szermierzom z talentem w korzystaniu z żywiołu ognia. Użytkownik pokrywa ostrze miecza chakrą tego właśnie elementu, po czym wykonuje zamach. Shinobi dzięki temu jest w stanie wysłać z ostrza falę płomieni, mogącą poparzyć przeciwnika. Dodatkowo, podpalone ostrze zadaje nieco zwiększone obrażenia. Technika trwa 3 tury.



Nazwa
Suimen Hoko no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Rozwinięcie Kinobori no Waza, rozszerzająca nasze możliwości kontroli chakry i poruszania się po powierzchniach wszelakich. Tym razem do naszego wachlarza podłoży możliwych do użytkowania dołącza tafla wody - użytkownik tego jutsu po prostu kumuluje chakrę w stopach, a następnie cały czas zmienia powłokę energii na podeszwie - pozwala to utrzymać się na falującej wodzie.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>


Czakra 111%-8%=103%
Megumi Ishida
 

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Exodia » 25 maja 2018, o 12:00

Spoiler: pokaż
Obrazek
Legenda:
Aki - błękit
Kei - żółty
Yamanaka (ciało) - czarny
Yamanaka (dusza w ciele Shiro Ryu) - szary z białą kropką
Shikarui - biały
Megumi - pomarańczowy
Kenshi - szary
Shiro-Ryu od Akiego - niebieski
Zielony - Wojna
Ogromny biały i różowy - dwaj wybuchowi ludkowie (starzec i młodszy, nawalają się)
Zaznaczone domy to te w których wybuchło. Jarają się już solidnie.
Szare ciemne - Shiro-Ryu na murach.
Czarna obwódka - teren który opadł


Kenshi
Magnetyczny chłopak nie miał aż takich problemów na polu bitwy, poza faktem że ostatecznie nie dane mu było ocalić kogokolwiek. Ba, jego soczyste rozkazy przekonujące ludzi do wyjścia z domów okazały się jedynie wypuszczeniem na ulice kolejnych ruchomych celów dla strzelców na murach. Fakt, cele nie były głupie i same potrafiły uznać, że jest zbyt niebezpiecznie żeby wychodzić. Śmierć mogła co prawda przyjść sama do ich domów, ale była na to mniejsza szansa jeżeli nie wystawiało się na mordercze bełty i strzały. Kenshi za pomocą swoich magicznych wręcz umiejętności pokonał większość strzelców, ale tego nie mógł się spodziewać. W jednej chwili zabijasz ludzi na wieży mocą magnetyzmu, a w drugiej jesteś na dnie potężnej dziury z lecącym na ciebie z góry budynkiem. I z kilkoma cywilami na dole. Czasu na reakcję nie było za dużo. Trzeba było działać, dlatego też Kenshi zauważając zagrożenie zbliżył się do cywili i stworzył ziemną kopułę w celu uratowania ich i siebie jednocześnie. Spadający budynek, mimo że mocno nadkruszony i głównie z drewna, nadal miał swoją masę, która połączona z prędkością spadania mogła nawet zabić. Zagrożenie było poważne. Na kilka sekund dziura zapełniła się odgłosami tłuczonego szkła, niszczonego drewna, uderzających w ziemię ruin. A także krzyk starca, który leciał na spotkanie z ziemią. I który to przerwał się gwałtownie, docierając do swojego celu. Po chwili było po wszystkim. Dziura była wypełniona w niewielkiej części ruinami budynku, na na granicy widać było tą niewielką część, która utrzymała się w ziemi i nie spadła. Niestety mężczyzny nigdzie nie było widać. Może był pogrzebany pod szczątkami? Biorąc pod uwagę że chował się za drzwiami, w części budynku która spadła jako pierwsza, było to bardzo prawdopodobne.
Kolejnym krokiem było zabezpieczenie cywili. Zostawienie ich w ogromnym dole nie było ani humanitarne, ani nie spełniało podstawowego wymogu jakim była pomoc zwykłym ludziom w zagrożeniu. Stworzenie tunelu na powierzchnię pod odpowiednim kątem było decyzją przemyślaną. Dodatkowo wydanie poleceń ofiarom pozwoliło im na zrozumienie całego planu i jak mają postępować.
- T-tak jest. - przytaknęli mężczyźni, kierując się do tunelu. Kenshi także nim ruszył, jakkolwiek miałoby to sens z uwagi na jego umiejętności chodzenia po dowolnych powierzchniach. Może to chęć zapewnienia bezpieczeństwa uratowanym ludziom? Bez względu na powód, cała trójka ruszyła tunelem. Powoli, acz stanowczo. Szczęśliwie mężczyzna który niósł rannego okazał się mocno krzepki, więc nie było z tym problemu. Po minucie czy dwóch, mężczyźni wyszli z tunelu w miejscu planowanym przez Kenshiego - pomiędzy domami na północy. Kenshi nie mógł zobaczyć z tej perspektywy osoby, która mogła wywołać taką sytuację. Wyłącznie ściany domostw. Aczkolwiek dzięki temu miał nieco czasu na oddech, przemyślenie następnego swojego ruchu.


Megumi i Kei
Pozostała dwójka miała swoje problemy. Mimo wszystko w gorszej sytuacji była Megumi. Jej szarża faktycznie podziałała, ale przyklejenie jej do podłoża za pomocą techniki Suiton było ruchem niezwykle sprytnym. Nawet jeśli byli marionetkami, to potrafili działać logicznie. Niektórzy przynajmniej. Ale sytuacja w jakiej znalazła się Kunoichi była nie do pozazdroszczenia, szczególnie gdy przeciwnik strzelił bełtem z naprawdę bliskiej odległości. Lot w bok był jedyną opcją. Na prostych nogach rzecz jasna nie dało się tego zrobić. Poleciał w bok z zamiarem oparcia się na mazi dłonią pokrytą chakrą, w międzyczasie wykonując wymach swoim ogromnym nodachi. Jak mogło się to skończyć? Fala ognia faktycznie poleciała w przeciwnika, ale Megumi nie zdążyła wystawić ręki. Klej trafił na ramię i cały bok Kunoichi wraz z jedną ręką. Miecz wleciał do kleju i zapadł się w nim do połowy, całą jedną stroną ostrza i rękojeści. Fala ognia uderzyła przeciwnika centralnie. On jednak się tym nie przejął, jak to osoba która ma wywalone na każdy ból. A żywy ogień na twarzy to właśnie jeden z bardziej bolesnych bodźców jaki można sobie wyobrazić, nawet samo myślenie o tym po prostu boli. Go nie bolało. Wyciągnął miecz i z zamkniętymi oczyma szedł w kierunku leżącej na ziemi Megumi. I dźgnął dwa razy na ślepo. Jeden spudłował, czubek ostrza został natychmiast wyjęty z mazi. Dźgnął ponownie. Trafił w jej odsłonięty, prawy bok. Wbijając się całkiem głęboko. I wtedy w szyi przeciwnika pojawił się shuriken. I następny. Kei, nie widząc po wyjściu z budynku jakiegokolwiek przeciwnika, postanowił pobiec do Megumi. I była to dobra decyzja, która mogła ostatecznie uratować jej życie. Przeciwnik wyciągnął ostrze, wbił je raz jeszcze w ten sam bok Megumi... po czym upadł na maź rozlaną przez niego samego. Martwy.

Aki i Shikarui

Bezużyteczność. Świadomość, że nie jest w stanie się zrobić nic. Aki nie był w stanie. Nawet zabicie jednego przeciwnika, jednego wrogiego piechura. To było zbyt wiele dla niego, dla Uchihy, członka jednego z najznamienitszych Rodów. Jak ciężka musi być ta świadomość? Niczym plecak wypełniony ołowiem? Niczym dzban pełen wody na głowie małej dziewczynki z pustynnych krain? Bolało. Bardzo bolało. Dla niego mógł być to największy ból na świecie. Przeciwnik nadal odsuwał się od włosowego płaszcza, atakując go swoją bronią. A Aki w owym płaszczu nadal się przybliżał. Spychał wroga do tyłu, który musiał utrzymać dystans celem uzyskania jak największej skuteczności swojej broni. I wtedy Shikarui wkroczył do akcji. Wizja potężnej chakry na klifach może i sprawiła, że jego bielizna zrobiła się nieco bardziej wilgotna ze strachu, ale nie znaczyło to że mógł pozostawić przyjaciela w potrzebie. Potęga więzi i rzuconego kunaia z notką wybuchową pozwoliła na skuteczny atak i uratowanie życia kamrata. Chociaż czy jego życie było aż tak zagrożone? Był względnie bezpieczny, po prostu doprowadził do sytuacji w której żaden nie może zabić drugiego, z czego jeden nawet nie próbował. Skupienie wyłącznie na obronie pozwoliło Akiemu na przetrwanie fali uderzeniowej wywołanej notką Shikaruia. Wybuch spod nóg Shiro Ryu rozsadził go. Nie było innego określenia na to. Jego ręka poleciała całkowicie gdzie indziej, a gdzie indziej jego noga. Reszta ciała to spalone zwłoki z osmaloną zbroją. Jeden kawałek papieru w odpowiednim miejscu, jeden pozornie bezużyteczny świstek. Bardziej użyteczny od Akiego w każdym razie. Dwójka zaczęła biec. Byle daleko, byle razem. Byle w przeciwnym kierunku do tego, w którym znajdowała się potężna chakra. Która była coraz bliżej i bliżej i bliżej. I zbliżała się w tempie wręcz niebywałym dla Shikariua. Jakby jego umysł nie był w stanie nadążyć za tym, jakby ten konkretny obiekt, ta kobieta w czarnych włosach, przewyższała jego możliwości postrzegania. Czy szła prosto na nich? Nie, biegła i skakała po dachach w ich kierunku. Niczym wściekły pies, który nie ważne kogo ściga. Ważne, żeby ścigać, nawet jeśli nie wiadomo czy jest tam ktoś kogo warto ścigać. Na jej twarzy malowała się czysta błogość i radość. A gdzieś dalej, na końcu ulicy, stopniowo przybliżali się walczący ze sobą starzec i jego przeciwnik. Starzec wystrzelił w stronę przeciwnika kilka glinianych ptaków, natychmiast skontrowanych przez eksplozję z dłoni młodszego osobnika. Walka trwała, a ziemia i budynki wokoło nich wyglądały na poważnie rozwalone.

Inoshi

Yamanaka miała genialny wręcz plan. W ciele jednego z Shiro Ryu, na pewno bardziej wyćwiczonego niż ona sama pod względem walki fizycznej, zabić pozostałą dwójkę strzelającą do ludzi. Mgła ukryła jej ciało, dodatkowe trupy ukryły jej ciało. Ona sama uciekła z ciała i weszła do innego ciała. Bełt z kuszy trzymanej przez ciało Shiro Ryu bił się w ciało innego Shiro Ryu. Wszystko szło niczym z płatka, zgodnie z planem. Nawet jeśli plan był bardzo prosty w swoim założeniu. Ale wprawa i reakcje innych wrogów, tego nie przewidziała. Efektem tego był lot na dwie osoby w jedną stronę - w stronę twardo ubitej ziemi, z dużej wysokości. Pod warunkiem, że Inoshi nie nauczy się latać, to problem jest praktycznie nierozwiązywalny. Chyba że doskonale zna się możliwości swojego Rodu i wie się, że w każdym momencie można powrócić do swojego pierwotnego ciała. Tak też uczyniła Inoshi, a dwa ciała Shiro Ryu wykonały skok na główkę do basenu zwanego "pewna śmierć". Powróciła do swojego ciała, obolała przez kogoś kto uciekał i przypadkowo zasadził jej kopniaka. Albo się na nią wywrócił. Śladów jakichkolwiek poważnych obrażeń na jej ciele, na przykład po oberwaniu bełtem z kuszy, nie było. Cała i zdrowa, jedynie mocno bolało. Musiała jednak ruszać dalej, nie było czasu na martwienie się lekką strużką krwi z nosa. Jako osoba inteligentna, chciała wejść do wieży poprzez drzwi. Te były jednak zamknięte, musiała więc wejść starym sposobem Ninja. Na szczycie zaczęła poszukiwania jakiś przedmiotów które mogłyby się jej przydać, a także dźwigni. W małej kieszonce przy pasie zastrzelonego znalazła pigułkę ze skrzepniętą krwią. A dźwignię zlokalizowała tutaj. Nie była to jednak dźwignia, a bardziej... kołowrotek. Połączony z bramą długim łańcuchem. Na przeciwnej stronie znajdował się taki sam. Na ziemi obok kołowrotków leżały solidne, metalowe bolce, służące do zablokowania kołowrotków żeby zostały w jednej pozycji. Mając dokładniejsze pojęcie o budowie bramy i metodzie jej otworzenia, Yamanaka ruszyła do akcji. Przeładowała na spokojnie kuszę na wieży, zeszła na Mur i użyła techniki tworzącej iluzje swojej osoby. Jedną na wieży z której właśnie zeszła. Drugi pojawił się bezpośrednio na wieży na której jeszcze pozostali przeciwnicy. Ci natychmiastowo ruszyli na nią z obnażonymi broniami. Jednak kiedy zauważyli klona na innej wieży, dobyli kusz i zaczęli w nią strzelać. Ale to też był klon. To dało mnóstwo czasu Yamanace na podejście cichaczem i zastrzeleniem jednego z wrogów z kuszy. Wbiło się od dolnej części podbródka i weszło prosto do głowy. Śmierć na miejscu, ból nie miał tutaj nic do gadania. Błyskawiczny odrzut broni w bok i złożenie znaku do swojej techniki nie trwały długo, nie mogły trwać. Ciało się osunęło, a Yamanaka w nowym ciele mogła spróbować otworzyć bramę. Ponieważ kołowrotki były dwa, a ona jedna, to próba otworzenia bramy samemu, nawet pomimo większej tężyzny fizycznej niż w swoim oryginalnym ciele, była z góry skazana na niepowodzenie.


36h dla was, 12h dla mnie.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 1667
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 15:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG: 45935453
Multikonta: Murai

Re: [Event] Komplikacje - Dzielnica Rzemieślnicza

Postprzez Shikarui » 25 maja 2018, o 15:10

Shikarui nie zdecydował się na bieg środkiem ulicy. W lewo? Źle. Nie mogą się przybliżać do dwójki walczących liderów. W prawo? Jeszcze gorzej. Mgła topniała, a leżąca w bezruchu Inoshi tonąca pod gradem strzał z muru nie dawała znaku życia. Zresztą - tam były Smoki. To, że gasło tam życie, oznaczało tyle, że trzeba się od tego miejsca trzymać z daleka. Nie to, że należy tam biec i pomóc umierającym. Więc? Przed siebie. Lecz to "przed sobą" prędzej czy później musiało się skończyć. Promieniujący silną chakrą Kenshi był obietnicą jakiegokolwiek postoju dla czarnowłosego potwora pędzącego w ich kierunku. Shikarui przymrużył lekko oczy, oglądając się do tyłu, nim znów spojrzał przed siebie. Ucieczka była bezcelowa. Skoro więc była bezcelowa to po co uciekać? Trzymał mocno rękę Akiego, prowadząc go bocznymi alejkami opustoszałych ulic. Lekko oddalili się w lewo. Shikarui chciał sprawdzić, czy Jeźdźczyni ma ich na radarze... ale nie. W sumie czemu by miała? Niepotrzebnie spanikował. To przecież nie było nawet w jego stylu. Bać się? Do cholery, czego niby? No czego?! Potęgi, która była nie do powstrzymania. Która zmiotła Radnych promieniujących silną chakrą i której nie powstrzymali liderzy, których moc również rezonowała po kościach. Shikarui sporo już widział, ale to? To było coś zupełnie innego. Nowego.
Wyhamował dość gwałtownie i pociągnął za sobą Akiego, zakręcając do otworzonych drzwi jednego z budynków, z którego już zdążyli ewakuować cywili. Ewakuować? Ha! Posłać ich na rzeź. Jugo wbił kunai w drewnianą framugę drzwi. Ten z przyczepioną notką. Sam zaś pociągnął towarzysza w drugi koniec pokoju, by w razie czego nie oberwali rykoszetem i by w razie czego można było dać susa przez okno w przeciwnym kierunku.
Aka nie zamierzał mu odpowiedzieć albo po prostu nie miał na to siły. Jego niebieskie oczy wydawały się zupełnie nieobecne, jakby szok, czy też rozpacz, przeżarła go do kości i wzięła nad nim pełne posiadanie. Sanada przycisnął młodego Uchihe do ściany i zmusił go do kucnięcia poza zasięgiem okien. Nie zamierzał się z tym czymś ścigać. Widział przecież, że TO... to nie było szybkie. TO było skurwysyńsko szybkie. I co najważniejsze nie leciało prosto na nich. Nie ważne, jak bardzo nie starałby się śpieszyć, jak prędko by nie gnał - nie daliby rady tej dziewczynie uciec. Dziewczynie, która nie miała żadnego powodu, by zainteresować się takimi płotkami jak oni.
Zapanowała cisza.
Cisza ta zapełniona była grzmotami uderzeń własnego serca. Tego, które wydawało mu się, że dawno przestało bić. Teraz biło zbyt głośno. Zbyt mocno. Niemal słyszał szum własnej krwi w swoich żyłach, swój spłycony oddech. Dopiero teraz to uderzenie adrenaliny do niego dotarło. Czujnie jak kot śledził spojrzeniem ruch potężnej chakry, choć słowo "śledził" raczej tutaj nie pasowało. Nie nadążał przecież za nią wzrokiem, co dopiero ciałem. Nawet nie bardzo zauważył, kiedy nakrył swoją zakrwawioną dłonią usta Akiego. Kiedy znalazł się tak blisko niego, że słyszał również huczenie jego serca.
Czekał.
Czekał, aż jeźdźczyni ich minie. O ile ich minie. Aż popędzi do reszty ich drużyny, choć tam wcale nie było łatwo i przyjemnie. Tylko co niby obchodzili go tamci ludzie? Tego potwora i tak nic i nikt nie da rady zatrzymać. Dopiero, kiedy kobieta ich minęła, czarnowłosy opuścił powoli swoją rękę z twarzy niebieskookiego i nabrał głębszego tchu. Chyba brakowało mu tlenu. Dopiero wtedy rozluźnił napięte do granic możliwości mięśnie. Dopiero opuścił spojrzenie w dół.
Dopiero skierował spojrzenie na Akiego, choć wcale nie musiał tego robić i tą samą, zakrwawioną dłoń, uniósł do jego czoła, jakby chciał sprawdzić jego temperaturę. Podniósł nieco kosmyki jego czarnych włosów opadających na skórę i przejechał nią na jego włosy. Zupełnie, jakby chciał go zapewnić, że jest dobrze. Było? Cóż, Sanada odzyskał swój rezon. Uniósł się, z wyciągniętą dłonią w kierunku Uchihy, która zjechała z jego poplątanych kosmyków. Nie mogli tutaj zostać. Wojna swoją drogą. Napierdalający się liderzy swoją. Wyrwał kunai z framugi i schował go do torby.
- Ruszamy. - Nie było pytań o "chcę" czy "nie chcę". Nie było pytań, czy Aka ma siłę, czy jej nie ma. Po prostu musieli ruszać. Ale mimo swojego uodpornienia na sławną empatię Shikarui nie był głupi. Widział w jakim stanie jest chłopak. Cofnął się do kuchni i złapał za jakąś manierkę z wodą, czy po prostu kubek, żeby tej wody zaczerpnąć z wiadra i podał ją Akiemu. - Pij. I ruszamy. Nie możemy tu zostać. - Był gotów chlusnąć tą wodą chłopakowi w twarz, by się rozbudził i wrócił do swojego skupionego stanu. Na swój sposób martwiło go to. Ten stan, w którym zatopił się Aka, a który nie wiedział dokładnie, czym jest. Na pewno nie przyjacielem. - Dwójka liderów walczących między sobą nadciąga z góry. Mur jest obstawiony przez Smoki. Opuścili bramy miasta. Teren za nami jest pusty. Udamy się tą drogą na mury i otworzymy bramę. - Jeśli by to od niego zależało to przecież dawno by go tu nie było. Nadal nie wiedział, czy Aka chciał ratować mieszkańców, ale skoro mu nie odpowiedział to zakładał, że tak. Shikarui spojrzał w kierunku portu, by zobaczyć, czy w ogóle są tam jakiekolwiek statki. Czuwał też, by nikt i nic nie zbliżyło się do nich za bardzo, rozglądając ciągle wokół.
Wola Akiego była jego wolą.


STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 17 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



UŻYTE TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Mój Nieznajomy
Czy widzisz to co ja?
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 832
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron