[Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Ame » 8 cze 2018, o 22:41

Ame otwierał bramę, wiedząc, ze może się to dla niego źle skończyć. Jak każdy miś czy tam Rekin o małym rozumku, próbował skalkulować najbardziej optymalne wyjście z sytuacji, w której się znalazł. Nie wyglądało to za ciekawie i jego pesymistycznie [realistycznie!!] nastawiony umysł podpowiadał mu tylko najgorsze scenariusze. Od wygnania i nagrody za jego głowę, a na natychmiastowej egzekucji kończąc. Już wtedy słyszał oskarżenia tej pieprzonej kunoichi, którą pościł ze względu na ich przewagę liczebną, ranę towarzysza i jego własne, kurczące się zasoby. Widać nie zamierzała siedzieć cicho, a chłopak co raz bardziej miał ochotę ją uciszyć. To, ze puścił ją wolno jest dopiero pierwszą rzeczą, której w pełni żałował jeżeli chodzi o Kami no Hikage. Hakusei pojawił się na środku placu, co samo w sobie zwiastowało nadchodzące kłopoty. Reakcja Kenty wydawała się to potwierdzać. Miał w tej chwili jedną wspólną cechę z Windowsem i dzieciakiem Emo - zawiesił się. Być może na wspólnej znajdą to miejsce gdzie miłość, wiara, nadzieja na przyszłość i tak dalej. Mimo rany na boku i apteczki w ręku jakoś nie zamierzał samodzielnie się opatrzeć. Może ma to związek z katatonią, w którą właśnie wpadł, ale Ame nie spieszyło się, żeby to sprawdzić. Jego umysł cały czas gorączkowo szukał wyjścia z tej sytuacji, jednocześnie licząc, ze wszystko się samo jakoś ułoży. Pewnie Kenta robił dokładnie to samo, tylko po nim było to bardziej widać. Najgorsze jest to, ze niby jest o wiele bardziej doświadczonym shinobi od Rekina, ale do wniosków na miarę Einstain'a to on nie doszedł.
- Ale o przedłużeniu linii życia nic nie powiesz, nie? - zarzucił kolejna drobną złośliwością w kierunku nieformalnego lidera ich niewielkiej grupy. W tym samym czasie dołączyła już cala wesoła kompania włącznie z nie tak wesołymi byłymi lokatorami tego budynku. Kunoichi z wejścia zaczęła rzucać oskarżeniami w kierunku Hozukiego i Jashinisty. Tłum jak to tłum, był zaniepokojony, jednak chłopak miał nadzieje, ze patrząc na dwóch spokojnych i ułożonych młodzieńców, którzy kulturalnie otworzyli im bramę, a patrząc na rozhisteryzowaną furiatkę, nie podejmą żadnych pochopnych akcji. Wszyscy, których zdanie się liczyło jakoś nie byli chętni do pojmania zespołu ninja. "Ich trzech" oczywiście. Parafrazując kolejną uliczną wieszczkę można powiedzieć, ze była zimna zima, trochę krwi się polało, Kenta wina by się napił, a to wszystko się przespało. Tak zaczęła się w posiadłości przygoda. Ame chciał pieniędzy, a Ruri jest wkurwiona... Chociaż do "Ich trzech" na pewno owa wieszczka by nie pasowała. Z drugiej strony pozowała trochę na wampirzyce, wiec może widok krwi by ja skusił, kto wie? Ame słuchał kłótni kobiet o to czy iść do portu czy zając się zbrodniarzami, ale po prawdzie wiedział, ze nie maja one za dużego głosu w tej grupie i nie za bardzo go ich kłótnie obchodziły. Wysłuchał oskarżeń w swoim kierunku ze spokojem na jaki jeszcze go było stać. Gorzej, ze Hakusei przywiązywał wagę do tego i teraz będzie musiał się z tego jakoś wyplątać. Cieszył się mimo wszystko, ze nie podjął żadnych pochopnych decyzji, ale chłopak się nie czarował - prawdopodobnie tylko ze względu na Kente. Szybkim krokiem, bez zbędnego marudzenia poszedł za Hakusei'em do budynku.
- To może ja zacznę... - chłopak nie czekał zbyt długo na reakcje Saburo i Kenty, chciał pierwszy wyrwać się przed szereg. Tutaj miał nadzieje, ze nikt nie wejdzie mu w paradę.
- Zaczęliśmy powierzone nam zadanie od drobnego zwiadu, podczas którego znaleźliśmy ten dom, a w nim dziwnie zachowującą się grupę. Byli strasznie spokojni, zaś z okna jakiś drab patrzył sobie po prostu na płonące miasto. Uznaliśmy to za wybitnie podejrzane. Kenta ruszył pierwszy i od razu podjął walkę z wrogo nastawionym shinobi. Naszym oczom ukazał się plac pełen trupów i przemykających po nim uzbrojonych mężczyzn. Biorąc pod uwagę, ze Kenta już zaczął walkę, nie chcieliśmy zostać w tyle i zaatakowaliśmy. Dopiero po dłuższych starciach i odrobinie strat pojawiły się uzbrojone kobiety. Wtedy wszystko stało się dla nas jasne, ale było już za późno, wiec puściliśmy wolno cala gromadkę i zaczęliśmy przeczesywać dom w poszukiwaniu pułapek, broni i medykamentów. W środku jest jeszcze masa złota, którego jakimś magicznym sposobem "jeszcze" nie zabraliśmy, chociaż mieliśmy okazje. - jak można się domyślić, Rekin opowiedział ugrzecznioną wersje wydarzeń, która miała na celu wybielenie ich w oczach Hakusei'a, a mówił to wszystko na jednym oddechu niczym Kasia z "Trzynastego posterunku", która mówiła o swoich zainteresowaniach w odcinku z wyborami Miss Policji.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 436
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kisho » 9 cze 2018, o 15:52

Zdawałoby się, że wszystko idzie ku końcówki, że lada moment opuszczą Kami no Higake i zostawią to miejsce daleko za swoimi plecami. Pozostało jedynie przejść to zasrane miasto, pokonać panoszący się w nim syf w postaci członków zakonu i załadować się na pierwszy lepszy statek. Proste czyż nie? Ostatnie metry przed metą. Ach, jakże pięknie się zapowiadało. Wykonali swoje zadanie, zebrali całkiem pokaźną grupkę i wystarczyło bezpiecznie ich przeprowadzić. Nawet posiadanie rannych nie stanowiło wielkiego problemu. Wystarczyło zastosować na nich podstawowe techniki Irojutsu i pomóc w przetransportowaniu pod północny mur miasta gdzie zostaną ulokowani na wozach. Naprawdę można było mieć nadzieje na pozytywne zakończenie.
Tylko że...
Jak zawsze w takich momentach, coś musiało się spierdolić!

Kisho pozostawał biernym słuchaczem i obserwatorem całego zamieszania, jakie wywołała Ruri, obwiniając Saburo i Amego za morderstw jednej z ukrywającej się w budynku grupy. Wolał skupić się na rannych a niżeli marnować czas na coś, czego już nie cofną ani też nie naprawią. Rozumiał, że dziewczyna zapewne oczekiwała jakiegoś wymiaru sprawiedliwości, ale z tym akurat mogła nieco poczekać albo chociaż nie obwieszczać tego publicznie i tym samym wprowadzać niepotrzebny zamęt. Co jednak o tym sądził? Ano, jako osoba, która widziała, że faktycznie nawiązała się walka miedzy dwiem grupami, niby mógł co nieco powiedzieć, a przynajmniej opowiedzieć co mniej więcej się tam działo, ale niestety nie mógł jednoznacznie ocenić poczynań swoich kamratów. Widział walkę, ale nie był w stanie niczego usłyszeć, a kto wie, czy nie próbowali nawiązać kontaktu lub załatwić sprawę pokojowo, a w odzewie jedynie zostali zaatakowani?
- Dobrze się spisałaś - rzucił do Mokuzu z lekkim uśmiechem, by ją nieco podbudować. - Ci wszyscy, których ocaliłaś, są ci wdzięczni. - dodał. - Ja w sumie także. Dziękuję. - Pochylił nad leżącą dziewczyną w ramach dziękczynnego ukłonu za jej cały wkład i poświęcenie, podobnie zresztą zrobił w kierunku Izanagi'ego. Mało kto dałby się obić, a może i nawet zabić, za praktycznie obcych ludzi.
Nie przerywając techniki leczącej, przeniósł jarzące się zielenią dłonie nad rany kolejnego pacjenta, drugiego mocno poranionego w kolejce. Nie wiedział, co mu się stało, mógł jedynie przypuszczać, co takiego zadało mu tak liczne i niewielkie rany. Przypuszczał pułapkę z chmurą senbonów albo bazujący na podobnej zasadzie atak. - Ktoś wie, co mu się stało? - spytał, tak z ciekawości. Może ktoś coś wiedział.
- Dobrze - odpowiedział w międzyczasie Dzikiemu, choć nie miał czasu, by pilnować całej grupy. Był zajęty leczeniem poszczególnych jednostek, tych, które wyraźnie tego potrzebują, no i przez cały czas skanował okolicę swymi szkarłatnymi oczyma, by też czasem nic im nie zagrażało. Dlatego też liczył na pozostałą dwójkę.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK

PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • kabura na broń (na prawym i lewym udzie)
  • torba (na lewym i prawym pośladku)
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 452
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Saburō Hokusai » 9 cze 2018, o 16:10

Kenta odwiesił się. Rzucił głupim tekstem zanim brama została otworzona. Patrząc na niego wydawać się mogło, że chce opatrzyć swoje rany, ale coś wolno strasznie to robił. Brama otworzyła się i jego oczom ukazała się gromada ludzi. Poznał nawet twarze sprzed rozdzielenia się, ale jego obserwacja została przerwana przez krzyki kobiety i to tej samej, którą jeszcze nie dawno puścili wolno. Oskarżała ich, że są mordercami i że pozabijali cywili. W tym momencie Hokusai otworzył szerzej oczy i spojrzał na nią groźnie. Czuł jak gniew wzbiera się w nim. Wypuścili ją wolno, żeby mogła żyć, a ona jeszcze ich oskarża publicznie przy wszystkich. Chłopak mocno ścisnął pięść. Nie chciał nic mówić, bo nie chciał pogarszać swojej sytuacji, ale był wkurwiony na maksa. Był też gotowy na atak w razie czego. Nie wiadomo jak zareagują shinobi słysząc to co opowiada tamta kobieta jednak nie bał się pojedynku. Było to spowodowane tym, że widział umiejętności Ame jak i umiejętności Kenty. Można powiedzieć, że walczyliby jak równi z równymi. Siedzieli w tym we troje po uszy, więc we troje będą za to odpowiadać. Kiedy kobieta przedstawiła swoją wersję wydarzeń Hakusei zaprosił ich do budynku. Trzeba było przyznać, że adrenalina rosła z każdą chwilą jednak raczej nie chciał walczyć. W grupie "morderców" był jego kompan Kenta. Choćby tylko ze względu na niego nie powinien podejmować walki. W końcu kto by zaatakował swojego kumpla? Cała trójka niedługo potem znalazła się w budynku gdzie teraz to oni zaczęli opowiadać swoją wersję wydarzeń. Ame wypowiedział się na ten temat. Opowiedział wszystko dokładnie w sumie tak jak było. Miał nadzieję, że nie poniosą większych konsekwencji, bo to serio była pomyłka. Nie mogli postąpić inaczej. Mieli podejść pod ludzi, którzy mogli być wrogami i zapytać co tutaj robią? To była wojna. Tutaj albo ktoś został zabity, albo sam ginąłeś. Dostali misję, chcieli sprzątnąć ludzi, którzy go zajmowali, bo myśleli, że to bandyci. Okazało się inaczej, więc trudno. Lepiej dmuchać na zimne prawda?
- Dokładnie tak jak powiedział Ame. To jest wojna. Mieliśmy podejść pod ludzi, którzy mogli być wrogami i zapytać czy mają dobre zamiary? Jeśli by się okazało, że nie to my byśmy leżeli zamiast tej trójki trupów - mówił spokojnie jednak nie spuszczał wzroku z Hakuseia - tym bardziej kto normalny wychyla się przez okno, gdy na zewnątrz panuje spustoszenie i ogląda sobie widoki? Ich zachowanie wskazywało na to, że wcale tutaj nie przyszli, żeby się schronić. Trupy koło domu tylko potwierdzały naszą wersję.
Był śmiertelnie poważny. Liczył na zrozumienie ze strony drugiego kompana Nary. To nie była ich wina, że podejrzanie to wszystko wyglądało. Na wojnie także nie chcieli zostać zabici. Uznali, że to najlepsza opcja i się stało. Teraz tylko czekał na to co powie im człowiek Nary. Był też ciekawy jak będzie tłumaczył się Kenta.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Kij

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 290
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Mokuzu » 9 cze 2018, o 16:40

Będąc w tak opłakanym stanie, Mokuzu nie potrafiła skupić się na bezpieczeństwie innych ludzi. Była bądź co bądź tylko nastoletnią dziewczyną ledwie zaczynającą swoją przygodę jako kunoichi i brakowało jej zimnej krwi i dojrzałości, które z pewnością pewnego dnia nabędzie. O ile uda jej się przeżyć tą wojnę... powoli zaczęła zdawać sobie sprawę z konsekwencji jakie owe wydarzenia będą miały na politykę globalną. Czy naprawdę nie da się tego powstrzymać? Jedyne wyjście, jakie ona sama widziała z tej sytuacji wiązało się z poświęceniem wszystkich znajdujących się na wyspie ludzi. Gdyby odciąć drogę ucieczki, gdyby wszystko skończyło się tutaj... żadnych świadków, czy intryg. Wówczas znajdujący się poza Kami no Hikage nie mieliby pretekstu do kontynuowania walk. Nie mieliby kogo obwiniać za śmierć swoich krewnych reprezentujących ich na uroczystości. Lecz Mokuzu wiedziała, że prawdy nie da się na zawsze ukryć. A poświęcenie kilku tysięcy osób dla ratowania miliona byłoby trudne w wykonaniu dla ludzi, którym bliższe było tu i teraz niż odległe tygodnie, czy miesiące... czy ona sama potrafiłaby się na to zdobyć? To było wątpliwe. Może podobne myśli rodzące się w jej głowie świadczyły o tym, że powoli traciła zmysły z powodu ran? Lecz czuła się lepiej... bez słowa wpatrywała się w twarz Kisho, gdy ten udzielał jej pomocy medycznej. Od czasów Subaru nikt inny tego nie robił przez co owy akt miał dla niej wyjątkowo personalne znaczenie.
- Dziękuję - szepnęła tak, by tylko on to słyszał jakby dzieliła się z nim jakimś sekretem. Mówił bardzo miło rzeczy i nie potrafiła powstrzymać lekkiego uśmiechu, nawet wiedząc, że stara się tylko ją uspokoić. To była też część zawodu medyka. W zamian pochowała wszystkie swoje robaczki, by się przypadkiem na żadnego nie natknął. Większość osób uważałoby to za wysoce niekulturalne. Nie było ich wiele, zauważyła Mokuzu ze smutkiem.



Spoiler: pokaż

[color=#BF8000][b]STYLE WALKI:
Bukijutsu - Seido
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 5
    WYTRZYMAŁOŚĆ 20
    SZYBKOŚĆ 5
    PERCEPCJA 20
    PSYCHIKA 20
    KONSEKWENCJA 5
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 50
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 82%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    KLANOWE C
    NINJUTSU
    GENJUTSU D
    STYLE WALKI 1
    • Seido D
    IRYōJUTSU D
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON

Spoiler: pokaż
JUTSU:
Aburame
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Di [ D ]
  • Hijutsu: Mushiyose [ D ]
  • Hijutsu: Ningen no Jutsu [ D ]
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi [ C ]
  • Mushi Kame no Jutsu [ C ]

Styl Walki: Seido
  • Kage Shuriken no Jutsu [ D ]
  • Sōshuriken no Jutsu [ D ]

Genjutsu
  • Kasumi Jusha no Jutsu [ D ]
  • Magen: Narakumi no Jutsu [ D ]

Iryōjutsu
  • Chiyute no Jutsu [ D ]

Antidota i trucizny
  • Poziomy opanowania: Prosty


Spoiler: pokaż
Nazwa
Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi

Rozwinięcie umiejętności klanowych wiąże się z możliwością perfekcyjnej kontroli wszystkich posiadanych owadów. Nadal możemy osiągnąć te same efekty co przy poprzednim poziomie z tym, że tym razem przy użyciu wszystkich posiadanych owadów. Zwiększa się zasięg i szybkość z jaką się poruszają.

Zasięg
Brak Skupienia
25 metrów

Pełne Skupienie
100 metrów

Wytrzymałość
Bardzo Słaba

Szybkość
Mierna

Dodatkowe
Wykonywane przy pomocy Kikaichū

Koszt Chakry
E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne


Kikaichu:
Wysysanie chakry - Kikaichū potrafią wysysać chakrę przeciwnika, jeżeli tylko zdołają się na nim usadowić. Aby proces stał się odczuwalny, musi to być grupa min. 10% robaków. Ilość wyssanej chakry na turę oblicza się następująco: Ranga dziedziny klanowej x 1% x (ilość robaczków/10). Przykładowo na randze S Kikaichūw liczbie 10% wysysają 5% chakry na turę.
Zapach - Samice Kikaichū mają bardzo specyficzny zapach i samce będą w stanie je znaleźć, jeśli te nie oddaliły się na więcej niż 40m.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Płaszcz z kapturem (szaro-zielony)
  • Kabura na udzie (czarna)

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Kabura
  • 4 Kunai

Torba (schowana z tyłu, pod płaszczem)
  • 6 Kunai
Mokuzu
 

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Izanagi » 9 cze 2018, o 20:53

Stałem i czekałem aż ktoś się mną zainteresuje, ale tak się nie stało przez co już jakoś po prostu zlałem to, do tego ktoś z grupy niby zabił cywili jak dobrze rozumiałem, nieco mnie to zdziwiło ale wiedziałem że nie możemy teraz patrzeć na nich tylko przejść do dalszego działania, na nic nam to stanie bezczynne. Rozglądałem się dookoła jak wygląda nasza sytuacja, ilu nas jest i czy wszyscy gotowi czy może jeszcze ktoś grymasi, kątem oka widziałem że z Mokuzu lepiej, co nieznacznie mi poprawiło humor.
Nagle wyczułem jak ktoś lekko chwycił mnie za ubranie, nie odkręcałem się tylko nie do końca sprawną ręką delikatnie drżącą, dotknąłem jej dłoni które trzymały mój rękaw. - Wszystko będzie dobrze. Obiecuję. - spojrzałem na nią z uśmiechem, nie wiedziałem czy tego potrzebuje, ale czułem że wielu ludzi traci nadzieje w tej ciężkiej sytuacji, mi też przechodziły przez głowę różne szalone wizje ale gdybym sam siebie nie napędzał pozytywnym myśleniem już bym nie wytrzymał tego psychicznie, taki dar obracania wszystkiego na dobrą stronę, nawet gdy ich czasem nie było. Widziałem że Kisho zajmował się leczeniem innych, miałem nadzieje że on mnie nie zapomni i mi coś tam pomoże. Lider, czy kim on był, bo z wrażenia zdążyłem już zapomnieć dodał iż ja i jeszcze dwóch z nas mamy teraz zająć się ochroną grupki, spodziewał się że ktoś przyjdzie?
- Nie wiem jak Wy ale jakby mnie lekko ktoś postawił na nogi to byłbym już dawno ruszyć do tego portu, zresztą nie możemy z nie winnymi ludźmi śmigać w nieskończoność, trzeba ich zaprowadzić w bezpieczne miejsce.- mówiłem to w sumie do każdego kto był blisko mnie, wiedziałem że cywile to zbędny balast w momencie ataku przeciwnika, więc czym prędzej lepiej by było dostarczyć ich we właściwe miejsce. Do tego nie wiedzieliśmy co się dzieje z innymi grupami, może ktoś potrzebuje pomocy, może natrafił na silniejszy opór. Uważny mimo wszystko byłem jak tylko mogłem, czułem że to nie jest biwak w lesie i trzeba być wyczulony, bo w każdej chwili może zaatakować nas wróg. Jeżeli byliśmy gotowi do dalszej drogi to ja staram się iść z tyłu aby mieć na uwadze nasze plecy, przód zostawić mogłem jednemu z nas, tylko zastanawiało mnie czy ruszyć mamy wszyscy już, czy czekać na Hakusei'a w końcu powiedział że jak zjawi się Naoki to mamy dać znać, a oni sami będą w pokoju siedzieć, czyli raczej trzeba na nich czekać, więc przez to musiałem poszukać jakiejś wysokości na którą się mogłem wdrapać aby obserwować okolicę.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 144
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kaito » 10 cze 2018, o 13:06

Kiedy usłyszał krzyki Ruri, musiał przyznać, że mocno się wściekł, a z tego wszystkiego zacisnął pięść. Miała do nich pretensje o to, że biegali wokół rannej? Ciekawe co by powiedziała, gdyby to ona znalazła się na skraju życia i śmierci. Mokuzu walczyła nie tylko dla siebie, ale i dla wszystkich tu zebranych i jak nikt inny zasługiwała na wsparcie medyczne. Kaito jednak odpuścił i poluzował uścisk pięści, zastanawiając się nad tym, co też kobieta miała na myśli, mówiąc o mordercach. Miał chwilę na oddanie się tego rodzaju przemyśleniom, kiedy czmychnął po jakąś wodę dla kunoichi manipulującej robakami. Gdy przybiegł z powrotem na miejsce, podał napój Kisho, skoro ten najlepiej znał się na rzeczy i wiedział ile jego pacjentka powinna wypić. Nie można było chyba też przesadzać.
W międzyczasie otworzyły się też bramy, a czarnowłosy Kantańczyk mógł dojrzeć postaci Ame i Soburo. Nieco dalej znajdował się też Kenta, który na własną rękę próbował uporać się z odniesionymi ranami. Cóż… młody Hozuki pomyślałby, że walczyli z zakonnikami, gdyby nie to, że teraz dopiero połączył słowa Ruri ze wskazywanymi przez nią osobami. Ale… to wszystko jakoś nie trzymało się kupy. Grupa morderców? W dodatku Ame do niej należał? Wyspiarz nie chciał w to uwierzyć, a jednak, kiedy przyjrzał się bliżej, zauważył ciała, najwyraźniej towarzyszów Ruri. Kaito nie był pewien jak powinien zareagować, a w dodatku w tym samym momencie zawalił się jeden z budynków za ich plecami, a po całym terenie zaczął szybko rozpościerać się ogień. Chłopak pomyślał, że może dałoby się go jakoś ugasić, ale tak szczerze… chyba nie daliby rady. Po wodę trzeba było się przejść, a jednak płomienie w zbyt dużym tempie pochłaniały kolejne kawałki drewna i nie tylko. Ponadto większość ludzi tutaj było już porządnie wyczerpanych. Na domiar złego podeszła do niego Aya, która nagabywała go, by ruszyli już całą grupą do portu. Pomysł nie był może wcale zły, gdyby nie to, że Mokuzu nadal była w nienajlepszym stanie, zaś Ruri nie miała zamiaru się poddawać i cały czas wytykała palcami winowajców, domagając się wymierzenia im sprawiedliwości. Tylko czy rzeczywiście czekała na sprawiedliwość, a nie mścicielski, społeczny odwet? Pieprzony chaos.
- Dajmy im chwilę, w porządku? Pomogę jej dotrzeć do portu, ruszymy wszyscy razem. – Odpowiedział swojej towarzyszce, pokazując gestem na Kisho i Mokuzu. Ten pierwszy starał się jak mógł, by doprowadzić ją do porządku, a właściwie uratować jej życie, nawet jeśli nikt nie chciał tego powiedzieć głośno. Jeżeli była na to jakakolwiek szansa, nie mogli ich tak po prostu zostawić. Szesnastolatek starał się jednak pokierować cywilów tak, by oddalić wszystkich w bezpieczne miejsce, z dala od rozprzestrzeniającego się pożaru. A wydawało się, że to już koniec serii niefortunnych zdarzeń… No nic, skoro dotarli tak daleko, musieli się jeszcze trochę pomęczyć. W innym wypadku szkoda by było przecież tego wysiłku i poświęcenia.
Wokoło rozgorzała z kolei żywa dyskusja, co począć z Ame, Soburo i Kentą – trójką shinobi, którzy prawdopodobnie splamili swój honor i dopuścili się zbrodniczego aktu. Kaito spoglądał wymownie na brata, jakby chciał z jego twarzy wyczytać odpowiedź: czy to prawda? Nie podszedł jednak bliżej, byli także zbyt daleko siebie, by wymienić choćby te kilka zdań, które mogłyby wyjaśnić całą sytuację. Młodszy mógł tylko wierzyć, że to jakieś nieszczęsne nieporozumienie, liczyć na to, że ten bałagan był tylko wynikiem czyjegoś błędu i że nie był to jakiś kolejny durny pomysł niebieskowłosego.
Póki co Rekin nie mógł dla brata zrobić nic, szczególnie przez wzgląd na to, iż Hakusei wyznaczył go już do innej roboty. Kaito miał nadzieję, że Ame jakoś sobie poradzi i nie wpadnie w większe tarapaty. Rzucił mu więc kolejne porozumiewawcze spojrzenie, chociaż nie dałby sobie ręki uciąć, że jego brat zdoła z niego cokolwiek wyczytać. Drobina rozczarowania? Jednak połączona z myślą, że kiedy to wszystko się skończy, wreszcie się spotkają i okaże się, że niebieskowłosy jest niewinny.
- Będziemy kierowali się w stronę portu. – Oznajmił Hakuseiowi, po czym odwrócił się na pięcie i podszedł do Kisho i Mokuzu. Pigułka, którą początkujący medyk podał pacjentce chyba odniosła jakiś skutek, bo dziewczyna wyglądała już znacznie lepiej. Co prawda raczej nie należało spodziewać się po niej, że jest zdolna do większego wysiłku i dotarcia do portu o własnych siłach, ale z pewnością wyglądała na „mniej martwą”, a to już był jakiś mały sukces. Kaito zaczął zbierać cywilów, wskazując w miarę bezpieczne, przynajmniej w jego mniemaniu, miejsce zbiórki, a następnie odwrócił się jeszcze w kierunku Kisho.
- Jeżeli jest taka możliwość, to mogę ją przenieść do portu. Tylko powiedz w jaki sposób ją złapać, by nie zrobić jej przy tym większej krzywdy. – Zagadnął do niego, proponując swoją pomoc. Był najmniej wyczerpany ze wszystkich, miał jeszcze niewykorzystane pokłady siły, które mógł spożytkować na ratunek Mokuzu. Kisho może też nie wyglądał źle, ale on jednak, jako medyk, był o wiele bardziej potrzebny grupie. Mógł przecież pomóc innym rannym. Dla Kaito zatem naturalną koleją rzeczy było to, by teraz to on wziął na siebie ciężar sytuacji… i tym samym ciężar Mokuzu na swoje barki. Czekał więc niecierpliwie na instrukcje Kisho, by w miarę możliwości, wziąć dziewczynę na plecy i poprowadzić grupę cywilów do portu. Ostatnia prosta, prawda? To motywowało do działania, nawet jeśli gdzieś z tyłu głowy Rekina kłębiły się pewne obawy, zarówno co do dalszych planów zakonników, jak i te dotyczące zamieszania narosłego wokół jego starszego brata.


Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyte umiejętności i techniki:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 461
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Natsu » 10 cze 2018, o 21:35

Obrazek
Komplikacje
Ścieżka dzielnicy mieszkalnej eventu
Kisho, Ame, Kaito, Saburo, Mokuzu, Izanagi


Nie pojawiły się żadne komentarze na temat tego, czy pożyją długo czy krótko. Czuć się jak zbrodniarz, bo o zbrodnię się było oskarżanym? Nie czuł się jak zbrodniarz, więc co miałyby zmienić słowa. Ani tam, kiedy obwieścili mu, jak bardzo się co do przeciwników pomylili, ani kiedy otwierali bramy ani teraz, kiedy siedzieli na dywaniku u Hakuseia.
- Mam w dupie, co się tutaj wydarzyło. – Odezwał się wprost Kenta. Mógł sobie na to pozwolić, byliście tutaj we czworo, z czego jeden był sędzią – trójka oskarżonymi. Zresztą nie było co się oszukiwać – Kenta nawet gdyby nie mógł to i tak samemu sobie wystawiłby pozwolenie. - Dryblas w oknie nie wyglądał wcale pokojowo, a faceci uzbrojeni na placu, wśród trupów, też jakoś do mnie nie przemawiali. – No właśnie. Co innego niby mógł powiedzieć ten nieformalny lider grupy? Nikt tutaj nie spodziewał się po nim "o jejku, jejku, jak bardzo mi przykro i jak bardzo przepraszam". - Nie mam nic do gadania. Chłopaczki wszystko wyjaśnili. – Shabondama siedział swobodnie na swoim krześle, nie przejawiał najmniejszych oznak zdenerwowania, żalu za grzechy, czy czegokolwiek, co by sprawiało, że chciałoby mu się wybaczyć.
- Niewiedza nie jest usprawiedliwieniem. – Upomniał Kente chłodno Hakusei. Westchnął ciężko i pomasował nasadę nosa. - Was też to dotyczy. – Nie brzmiało to jednak tak ostro i nie brzmiało jak reprymenda. Raczej jak upomnienie. - Sytuacja rzeczywiście prezentowała się na waszą niekorzyść. Przyznaję. – Wystarczyło spojrzeć na plac – a Hakusei na ten plac spojrzał bardzo uważnie, kiedy krążył nad posiadłością. Człowiek tracił wtedy złudzenia co do tego, o co się tutaj walczy. O przetrwanie. - Wasze rody zajmą się wyznaczeniem kar dla was, ja nie jestem katem. Zresztą potrzebujemy teraz wszystkich par rąk do pracy. Ufam... że naprawdę było tak, jak to opisujecie. – Podniósł się z krzesła, ale nie odszedł od razu. Przez dłuższy moment rozglądał się wokół, by potem zawiesić na was na długą chwilę spojrzenie. Czy to zaufanie było prawidłowe? W świecie shinobi lepiej było nie ufać nikomu. Wtedy jakoś dłużej się żyło... tylko o wiele lżej się spało.
- Został przebity jakąś techniką, która tworzyła... coś na wzór senbonów.– Wyjaśniła Ruri. Pojedyncze rany nie były groźne, bo nie krwawiły obficie – problem był taki, że było ich dziesiątki. I te "senbony" dość głęboko wbiły się w miękkie ciało.
Sytuacja na dworze prezentowała się w miarę spokojnie. Ludzie się rozłożyli i ściągały tutaj kolejne osoby. Zaczynało robić się tłoczno. Niektórzy przywlekli ze sobą zapasy, jedni wydobywali wodę, by napoić spragnionych, inni szukali w tym miejscu jakichkolwiek broni, które pozwoliłyby się im obronić przed ewentualnym najeźdźcom. Obserwowany przez Kisho teren pozwalał na przygotowanie się na wszystko. Parę grup złodziei, szabrowników, czy jak inaczej ich nazwać próbowało się do was dobrać, ale nie byli kretynami. Wielkie kruczysko na dachu i widok uzbrojenia poszczególnych person mówił sam za siebie. Nawet kiedy podchodzili za blisko – odpuszczali. Nie było sensu ryzykować, skoro wokół mieli tyle łatwych do złupienia domów. W tym czasie trwała też regeneracja tych, którzy opieki medyka potrzebowali. Ta sytuacja poprawiła się, kiedy przybyły wozy zorganizowane wcześniej przez Kisho wraz z kilkoma strażnikami jadącymi na koniach, którzy pochód zabezpieczali. Dowódca straży zasalutował w kierunku Kisho, a mężczyzna, blondyn, któremu wcześniej powierzył opiekę nad tą grupą, zeskoczył z wozu i podbiegł do was.
- Jestem chirurgiem. – Wyjaśnił pośpiesznie. Przy sobie miał torbę – w tej torbie przyrządy najróżniejszego rodzaju do przeprowadzania operacji. Tych bez użycia chakry. - Pokażcie mi ją. – Ogrzał szybko swoje palce i przyjrzał się Mokuzu. - Zszyję rany. Krwotok ustał, czym go powstrzymaliście? – Zaczął wyciągać poszczególne przedmioty, których potrzebował. - Dajcie mi ciepłej wody i czystą szmatkę. Szybko! – Zażądał, unosząc głowę. Nie kierował tych słów nawet do nikogo konkretnego. Zszywanie ran zbyt przyjemne nie było, ale lepsze to, niż ryzykować, że pigułka podarowana przez Kisho przestanie w końcu działać. Zwłaszcza, że ta nieprzyjemna tortura nie trwała szczególnie długo. Po zakończonym zabiegu zajął się Izanagim.
- Wiele tutaj nie pomogę, musi ci pomóc iryo-ninja. Weź to. Ukoi ból na parę godzin. – Podał dzielnemu Uchiha proszek. Ten sam proszek wręczył Mokuzu. - Nie nadwyrężajcie się. Brak bólu będzie tylko złudzeniem. Jeśli przesadzicie – umrzecie. – Ostrzegł ich. Zrobił co mógł. Tak samo zresztą jak i Kisho, któremu położył dłoń na ramieniu z uśmiechem. - Dobra robota. Uratowałeś tej dziewczynie życie.
Wielka trójca z Hakuseiem na czele opuściła budynek. Ruri była tak pochłonięta kwestią swojego... przyjaciela? Towarzysza? Kogoś jej bliskiego, kto został przez Amego podziurawiony jak sito, że nawet ich nie dostrzegała. Może jej umysł został ukojony wrażeniem kary, jaka na nich spadła. Kto wie. Chętni powynosili trupy. Nie było mowy o tym, by zrobić im pochówek godny królów, ale nie potraktowano ich jak śmieci. Zostali złożeni w budynku i jeden z kapłanów, który się tutaj pojawił, odprawił nad nimi modły, oddając ich duszę Amaterasu.
W bramie posiadłości pojawił się w końcu Nara. Wyszedł bez szwanku z potyczki ze Smokami, nawet nie pobrudził sobie ubrania. Z klasą, spokojny, opanowany, jakby wcale nie odbył przerażającej walki na ulicach, w której starał się chronić domostwa w pobliżu i ludzi, którzy w tych domostwach byli. Roztaczał wokół siebie aurę na tyle mocną, że ludzie ustępowali mu drogi i robili przejście, spoglądając na niego z szacunkiem, choć... on sam wydawał się ani trochę nie wyróżniać z tłumu.
- Hakusei, Kenta – opowiedz mi o wszystkim. – Mężczyźni na dłuższy moment oddalili się na bok, zostawiając was jeszcze samych. Nie trwało to jednak długo, gdy wrócili. Naoki jeszcze przez moment chodził od człowieka do człowieka, pytał, rozmawiał, sprawdzał. Jak się czuli, czy byli w stanie iść. Strażnicy sami chętnie skorzystali z chwili odpoczynku. - Kisho, Hakusei, Kenta. – Skinął w ich kierunku głową. Spojrzał potem na pozostałych. Na ranną Mokuzu i ranneg Izanagiego. Na Kaito, który przeżywał wszystko zbyt intensywnie. Zbyt dogłębnie. Bohaterowie, których potrzebowały te czasy. I w końcu spojrzał również na Saburo i Amego pod pieczą Kenty. Niefrasobliwych, ale przecież nie złych ninja. - Świetna robota. To zaszczyt móc z wami pracować. Choć na drugi raz, Saburo, Ame, zróbcie dokładniejsze rozeznanie w sytuacji. Dobrze postąpiliście puszczając resztę ludzi wolno. Niech to będzie dla was dobra nauczka na przyszłość. – Kenta uśmiechnął się lekko pod nosem. Hakusei uśmiechnął się delikatnie, łagodnie, co było widać nawet przez materiał, który zasłaniał mu twarz.
- Ruszamy do portu! – Oznajmił głośno Naoki. - Niech najsłabsi wsiądą na wozy. Będziemy poruszać się jedną zwartą grupą! Ochronimy was, więc zachowajcie spokój! – I jak zostało powiedziane – tak się stało. - Ulice są w większej mierze czyste, ale nie wiemy, co nas czeka w porcie. - Zwrócił się już ciszej do całej waszej zebranej grupy. - Mokuzu, Izanagi, oszczędzajcie się. Kisho, Hakusei – polecicie do portu przodem i zdacie raport z tego, co się tam dzieje. Unikajcie niebezpieczeństwa. Kenta, Ame, Saburo. Pójdziecie na czele grupy. W razie niebezpieczeństwa liczę na was. Kaito, Mokuzu, Izanagi – poprowadzicie ludzi. Do dzieła, drużyno. To jeszcze nie koniec naszych trudów. – Położył dłoń na ramieniu Izanagiego i Saburo (na ramieniu Izanagiego, które nie było poparzone, rzecz jasna) i zacisnął na nich lekko palce. Wyglądał na pewnego siebie. I to nie była ta stalowa pewność siebie, która zamrażała nerwy. Uśmiechnął się do was wszystkich krótko, ale pokrzepiająco. Wiedział, co robi.
A nawet jeśli nie wiedział, to świetnie to ukrywał.
- Ruszamy. – Wypowiedział w końcu wyczekiwane słowa.
- Chodź, Kisho. Polecimy. – Hakusei machnął na Kisho lekko głową. Ptaszysko czekało na swoich jeźdźców. W tym samym czasie Kenta zagarnął Saburo i Amego pod pachy tak, jak zrobił to na początku.
- No i co tam było z tym krótkim życiem, misiaczku ty mój? – Uśmiechnął się szeroko w kierunku Amego.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



36h na odpis!
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2248
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Saburō Hokusai » 10 cze 2018, o 23:14

No i nieoficjalny lider ich grupy w końcu postanowił zabrać swój głos. Można było się domyślić, że nie będzie się jakoś wielce tłumaczył, ani tym bardziej przepraszał. Zrobił ten sam błąd co oni. Sytuacja wyglądała jak wyglądała. Teraz mówi się trudno. Trzeba było przyjąć konsekwencje na klatę. Hakusei dosyć chłodno wyraził się do Kenty. Ich też upomniał, ale nie tym samym tonem. Wobec dwójki ninja podlegających Kencie był bardziej uprzejmy. Zapewne to dlatego, że to Kente traktował jako ich dowódcę. Mimo wszystko przyznał im częściową rację i nie chciał wymierzać im kary. Puścił ich wolno mówiąc, że rody zajmą się nimi. Słysząc to wyznawca uśmiechnął się pod nosem. Nie podlegał on temu całemu kościołowi. Był on wędrowcem wierzącym jak i praktykującym, ale nie uznawał on arcykapłana. Nie potrzebował człowieka, który go kontroluje, jemu wystarczał sam Jashin. Oznaczało to, że kara raczej go ominie, ale najpierw to trzeba jeszcze jakoś się stąd wydostać. Ważne, że Hakusei uwierzył im na słowo i puścił ich wolno. Chwilę później czwórka shinobi wyszła z domu, a chłopak mógł dokładnie obejrzeć co tu się dzieje. Jak się okazało tłum ludzi stał już przygotowany do wymarszu, a ninja, których kojarzył z początku tej wędrówki byli w jakby to powiedzieć... dosyć ciężkim stanie. Dziewczyna jak można było zauważyć na pierwszy rzut oka niezbyt sobie radziła. Kisho który był medykiem próbował jej pomóc razem z jakimś człowiekiem, ale co będzie z jej stanem? Dalej są w środku wojny, kto wie co może ją jeszcze czekać, a jakoś musi dojść do portu. Wiadomym było, że jeśli będzie się zbyt przemęczać... przy tych ranach skończy się to dla niej tragicznie. W lepszym stanie był chłopak w kapeluszu, który również poniósł rany, ale nie były one tak zagrażające życiu jak rany dziewczyny. Oczywiście pewnym wyznawca nie był, ale na pierwszy rzut oka tak właśnie to wyglądało. No cóż... jak widać wojna zbierała swoje żniwo nawet w ich grupie. I prawie zabrała za sobą jeszcze jedno życie, ale nadludzka regeneracja jednak zdołała uratować mu życie. Rozeznając się tak z sytuacją nawet nie zauważył jak Nara pojawił się w obozie. Podczas tego zauważył on również że teraz kunoichi która jeszcze całkiem niedawno głosiła jacy z nich mordercy teraz siedziała cicho i nawet słowem się nie odezwała. Nie wiadomo czym to było spowodowane, ale miał nadzieję, że już go kobieta nie będzie więcej wkurwiać. Samego Nare usłyszał dopiero gdy zawołał Kente oraz Hakuseia na bok. Ciekawiło go gdzie Nara był przez ten czas, skoro nie widać było po nim ani zmęczenia, ani nawet nie miał brudnych ubrań od krwi. Może coś innego załatwiał? Kto wie. Po chwili stania w bezczynności i czekając na rozkazy w końcu skończyli ze sobą gadać i przyszli do nich. Naoki zaczął chwalić wszystkich dookoła, ale oczywiście on też musiał upomnieć Amego i wyznawcę. Szybko jednak skończył się ten temat i cieszył się, bo miał dosyć ciągłego wracania do tego samego błędu. Choć przez chwilę zastanawiał się skąd ten uśmiech na twarzy Kenty i Hakuseia gdy Nara ich upominał. Nawet pomimo wysiłku rozgryzienia ich nie miał pojęcia co mogło im chodzić po głowach. Zapadła decyzja o ruszaniu do portu. Jeśli wszystko dobrze pójdzie to była to ostatnia prosta i można było wyrwać się stąd razem z tymi cywilami na jakiś statek. Kto jednak wierzył w to, że wszystko im pójdzie jak z płatka? Chyba tylko naiwniacy. Każdy został rozdzielony do poszczególnych zadań. On po raz kolejny był w grupie z Kentą i Ame, ale był z tego powodu zadowolony. Polubił tą dwójkę. Takie sytuację jak te zbliżały do siebie ludzi. Tym bardziej, że już znał mniej więcej te osoby i darzył je większym zaufaniem niż pozostałe. Nara jak zwykle idealnie podobierał grupy. Nie można mu było nic zarzucić. Teraz tylko liczył na jego inteligencję, żeby w razie w wyszli z tego cało. Trójka towarzyszy była przydzielona do eliminowania zagrożenia, czyli mieli iść z przodu grupy. Lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy. Los chyba żądał od niego po prostu przelania więcej krwi. Nie ważne czy była to jego czy kogoś. Po prostu liczyła się krew. Spojrzał na swoich kompanów. Wiedział, że ta dwójka jest silna. Wręcz idealna pod względem swoich umiejętności do szybkiego eliminowania zagrożenia i kiedy tak na nich patrzył przypomniał sobie o Kencie. Ciekawiła go w dalszym ciągu jego historia i stosunek co do wyspiarzy. Zapytać go? Może dać sobie siana? Nara w końcu skończył swoją przemowę i na końcu złapał Izanagiego oraz wyznawcę za ramię lekko ściskając przy tym palce. Miał on umiejętność do motywowania ludzi. Biła od niego aura siły, która dodawała ludziom odwagi. Właśnie dlatego taki dowódca jak na tą grupę był idealny. Może nie mieli zbyt silnych ludzi, ale mieli dowódcę dzięki któremu ludzie dawali z siebie więcej niż 100%. Odchodząc na bok czuł dotyk czyjejś ręki na swojej głowie. Odwracając się lekko spojrzał na Kente, który zażartował sobie z uśmiechem do Amego. Widać było, że polubił go mimo, że był z wysp. Atmosfera między nimi jak i relacje były na tyle dobre, że Jashinista postanowił nie pytać jednak o to kompana. Postanowił też nic się nie odzywać na temat tekstu skierowanego w stronę Amego. Przez chwilę zaczął zastanawiać się oraz wyczuć przez lekki obrót ciałem swoją ranę na plecach. Ciekaw był ile regeneracja już zdążyła skleić jego ciało, jednak nie był to teraz czas na takie przemyślenia.
- Została nam jeszcze droga do portu. Jak obstawiacie, jak bardzo mamy przejebane?



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Kij

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 290
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Mokuzu » 11 cze 2018, o 00:27

Mokuzu nie spodziewała się takiej życzliwości ze strony tych nieznanych jej zupełnie osób. Nigdy wcześniej nie uczestniczyła w misji grupowej dlatego nie wiedziała jak to jest móc na kimś polegać. Prawdopodobnie poruszyło ją to bardziej niż powinno, lecz nie zdawała sobie z tego sprawy. Pomimo wszystkiego co się stało czuła się szczęśliwa, co odzwierciedlił uśmiech na jej twarzy. Serce jej mocniej zabiło i zrobiło jej się przyjemnie ciepło na sercu. Zapragnęła mieć stałą drużynę. Dzięki staraniom Kisho dziewczyna była w stanie wrócić do siebie na tyle, aby ponownie zacząć rejestrować co się wokół niej dzieje. Już wcześniej widziała obrażenia Izanagiego, ale nie miała pojęcia o ich skali. Wprawdzie wyglądał znacznie gorzej niż ona i Mokuzu aż zadrżała na widok nadpalonej skóry, walka z ogniem budziła w niej szczere przerażenie. Pokręciła przecząco głową słysząc jego słowa, lecz nie do końca na nich skupiając.
- Nie, ja... - dała upust swoim emocjom. Co mogła powiedzieć? Cała uwaga skupiała się teraz na niej, podczas gdy Izanagi sam nie wyglądał najlepiej. I nic nie mogła na to poradzić... w końcu pokiwała smutno głową i spojrzała na własne nogi, zbyt zawstydzona, aby utrzymać kontakt wzrokowy. Był to pierwszy raz w życiu Mokuzu, gdy zapragnęła wyleczyć kogoś swoją własną chakrą. Niestety nie miała do tej dziedziny ninja takiego talentu jak jej świętej pamięci brat. W międzyczasie uwaga skupiła się na Saburo i Ame, którzy z tego co zrozumiała, wraz z Kentą nieświadomie uśmiercili jakichś cywili. Ich wytłumaczenie zdawało jej się całkiem zrozumiałe... poza tym, cała trójka zgłosiła się do pomocy ryzykując własnym życiem, co znaczyło, że byli dobrymi ludźmi. Mokuzu była przekonana, że niezależnie co ktokolwiek mógłby im teraz powiedzieć to ich wewnętrzne cierpienie zdecydowanie to przebije. Ona sama przyczyniła się dziś do śmierci kilku osób i choć byli to przestępcy to czyn ten nie pozostał bez wpływu na jej psychikę. Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić, co oni musieli teraz przeżywać wiedząc, że zabili niewinne osoby. Tak czy inaczej, nie byli teraz w pozycji, by odmawiać pomocy ze strony trzech sprawnych wojowników, podczas gdy ona i Izanagi byli w tak ciężkim stanie. Na szczęście nie tylko ona to zauważyła i cała drużyna przeszła nad tym do porządku dziennego... w krainie Mokuzu to jednak nie koniec zmartwień. Choć w pierwszej chwili widok płaszcza medyka podbudował ją na duchu, to gdy przekonała się, że nie dysponował on chakrą leczniczą zmienił w przerażenie i panikę. Nie nie nie! Uciekłaby, oddaliłaby się gdyby tylko miała na to siły... gdyby się odważyła. Powiedzieć, że zakładanie szwów nie należało do przyjemności byłoby eufemizmem. Tym razem jej łzy były ciche, a ona sama odwróciła głowę od miejsca szycia. Nie potrafiła na to patrzeć, samo uczucie przechodzącej przez jej skórę igły wywoływało na jej ciele silne dreszcze. Choć wiedziała, że medyk udziela jej pomocy to nie potrafiła pozbyć się w swoim sercu lekkiej niechęci do niego, jakby to on był winien całego jej cierpienia. Z pewnością za kilkanaście minut zrozumie, że jej postawa była całkowicie bezsensowna, lecz póki co pozostawała w tej samej pozycji z odwróconą głową niczym obrażona. Jej urażona duma przegrała jednak z okropnym bólem i niechętnie, acz sięgnęła po lek przyjmując go bez wahania. Dopiero gdy na chwilę zostawiono ją w spokoju, dyskretnie wytarła oczy rękawem podnosząc gogle. Cóż, na tyle dyskretnie na ile było to w tej chwili możliwe. Trzeba było zabrać się do pracy i ją również to dotyczyło. Obecność Naokiego podniosła morale całej grupy jak i wszystkich ludzi na około... nawet w sercu Mokuzu zagościła nadzieja. Już teraz darzyła Narę ogromnym zaufaniem i szacunkiem, powodzenie ich misji zależało od niego. Jak tylko umiała starała się więc wykonywać wszystkie jego polecenia.



Spoiler: pokaż

[color=#BF8000][b]STYLE WALKI:
Bukijutsu - Seido
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 5
    WYTRZYMAŁOŚĆ 20
    SZYBKOŚĆ 5
    PERCEPCJA 20
    PSYCHIKA 20
    KONSEKWENCJA 5
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 50
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 82%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    KLANOWE C
    NINJUTSU
    GENJUTSU D
    STYLE WALKI 1
    • Seido D
    IRYōJUTSU D
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON

Spoiler: pokaż
JUTSU:
Aburame
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Di [ D ]
  • Hijutsu: Mushiyose [ D ]
  • Hijutsu: Ningen no Jutsu [ D ]
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi [ C ]
  • Mushi Kame no Jutsu [ C ]

Styl Walki: Seido
  • Kage Shuriken no Jutsu [ D ]
  • Sōshuriken no Jutsu [ D ]

Genjutsu
  • Kasumi Jusha no Jutsu [ D ]
  • Magen: Narakumi no Jutsu [ D ]

Iryōjutsu
  • Chiyute no Jutsu [ D ]

Antidota i trucizny
  • Poziomy opanowania: Prosty


Spoiler: pokaż
Nazwa
Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi

Rozwinięcie umiejętności klanowych wiąże się z możliwością perfekcyjnej kontroli wszystkich posiadanych owadów. Nadal możemy osiągnąć te same efekty co przy poprzednim poziomie z tym, że tym razem przy użyciu wszystkich posiadanych owadów. Zwiększa się zasięg i szybkość z jaką się poruszają.

Zasięg
Brak Skupienia
25 metrów

Pełne Skupienie
100 metrów

Wytrzymałość
Bardzo Słaba

Szybkość
Mierna

Dodatkowe
Wykonywane przy pomocy Kikaichū

Koszt Chakry
E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne


Kikaichu:
Wysysanie chakry - Kikaichū potrafią wysysać chakrę przeciwnika, jeżeli tylko zdołają się na nim usadowić. Aby proces stał się odczuwalny, musi to być grupa min. 10% robaków. Ilość wyssanej chakry na turę oblicza się następująco: Ranga dziedziny klanowej x 1% x (ilość robaczków/10). Przykładowo na randze S Kikaichūw liczbie 10% wysysają 5% chakry na turę.
Zapach - Samice Kikaichū mają bardzo specyficzny zapach i samce będą w stanie je znaleźć, jeśli te nie oddaliły się na więcej niż 40m.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Płaszcz z kapturem (szaro-zielony)
  • Kabura na udzie (czarna)

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Kabura
  • 4 Kunai

Torba (schowana z tyłu, pod płaszczem)
  • 6 Kunai
Mokuzu
 

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Ame » 11 cze 2018, o 19:09

Wygląda na to, ze kolejne przesłuchanie w jego niezbyt długim życiu po raz kolejny skończyło się na reprymendzie i braku kary. Przez chwile Rekin miał wrażenie, ze Kenta przejmuje się wszystkim tym co tutaj zaszło, ale jego wytłumaczenie pokazało dobitnie, ze tamten od samego początku miał dosłownie wszystko w dupie. Na szczęście potwierdził wszystko to co powiedzieli początkujący shinobi czyli Ame i Saburo. Po części jednak, Hozuki spodziewał się, ze Kenta jako jedyny trochę żałuje tego co się stało. W końcu to na nim głownie ciąży odpowiedzialność za to co się stało. Ame odwaliø cale tłumaczenie za tego ćwoka, ale cóż - ratował głownie własną dupę. Hakusei widocznie nie zamierzał za bardzo ingerować w ich życiorysy i nie podjął żadnych kroków w celu ukarania ich osobliwego trio. Podobno maja się nimi zając ich klany. O ile się dowiedzą... Postanowił im zaufać i po prostu wyszedł. Chłopak nie zamierzał mu w tym przeszkadzać.
Gdy wyszedł zobaczył kobietę, która wcześniej przewodziła grupce, która schroniła się w tym budynku. Sprawiedliwość wyraźnie przestała ja obchodzić, gdyż była zajęta walka o życie Jeżyka. Nie za bardzo angażował się w wynoszenie tropów, a jeszcze mniej w jakiekolwiek modły. W bramie posiadłości pojawił się wreszcie lider klanu Nara i teraz już chyba cala wesoła kompania była w komplecie, mogli zabierać się z tego zadupia galaktyki. Nie obyło się bez drobnej reprymendy, ale jak widać ugrzeczniona wersja, jaka usłyszał Hakusei bardzo przypadła wszystkim do gustu. Ame na pewno wyciągnął z tej akcji kilka doświadczeń, mniej lub bardziej cynicznych i z pewnością wpłynie to na jego akcje w przyszłości. Moze mniej pospiechu, a może więcej brutalności? Kto wie? Rekin nie wiedział czy został wysłany do przedniej straży za kare czy dlatego, ze jako jeden z niewielu jakoś trzyma się na nogach. Wiedział, ze w tym momencie najniebezpieczniejsi mogą być jego potężni sojusznicy i lepiej się nie wychylać, postanowił zaakceptować przydzielona mu role. Zobaczył jak Kisho wsiada wraz z Hakuseiem na jego niecodzienny środek transportu, zaś ich troje ruszyło do portu jako
Spoiler: pokaż
mięso armatnie
najdzielniejsi i najsprawniejsi wojownicy.
- Zwracam honor, pozytywne myślenie jednak działa, tylko nie widzę jakoś tego wozu do wożenia tak dużego przyrodzenia. - nie byłby sobą gdyby nie odpowiedział na zaczepkę Kenty.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 11 cze 2018, o 20:14 przez Ame, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 436
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Izanagi » 11 cze 2018, o 19:26

Zrobiło się nieco spokojnie przez pewien czas, w pewnym sensie oczywiście, tamta walka jakoś mnie rozkręciła, dobrze że nie było od razu kolejnej bo mógłbym jej nie przeżyć ale w porównaniu do tego co się teraz dzieje to mogę nazwać to spokojem. Wsiąkłem chyba już w klimat tego co tutaj się dzieje i po prostu jakoś nic mnie nie ruszało do pewnego stopnia, albo też po prostu nie chciałem za bardzo lub za często zaśmiecać tym głowy, bo to wpłynąć mogłoby negatywnie na próbę kontrolowania tego co tutaj się dzieje, kontrolowania w cudzysłowie oczywiście, bo nie ja tutaj byłem najważniejszą osobą, i dobrze.
Po dość długim czasie wreszcie dostałem lek na uśmierzenie bólu, całe szczęście, chociaż liczyłem że ktoś podleczy mnie, ale jak to się mówi, lepsze to niż nic. Teraz przynajmniej mogłem bardziej się skoncentrować na zadaniu, zadaniu dotarcia do portu, po tym jak było dość spokojnie przez ostatnie chwile można było się spodziewać akcji, zresztą miałem wrażenie że nie tylko ja miałem takie przeczucie że coś jeszcze się stanie. Mieliśmy za chwilę ruszać, przed tym tylko dostaliśmy jakieś rozkazy czy też polecenia, ja miałem prowadzić ludzi, więc szybko wziąłem się do działania i prowadziłem grupkę ludzi, idąc za resztą naszych, sam idąc z boku większej grupki ludzi tak aby mieć ich na widoku, oraz spoglądać czy nie nadchodzi jakieś zagrożenie z różnych stron, oczywiście tych które nie są nadzorowane przez kogoś od nas. Zastanawiałem się jak daleko jest do portu i co się stanie jak tam dotrzemy, myślałem bo nic innego nie było do roboty, bo wszyscy byli jacyś małomówni, a ja nie chciałem do nich zbytnio się odzywać w takich chwilach bo mogliby sobie pomyśleć coś dziwnego, a czasem rozmowa w takich chwilach jest dobrym rozwiązaniem bo można na chwilę zapomnieć o tym co się tutaj dzieje, z tym że mimo wszystko nie bałem się że mógłbym kogoś urazić, więc nie pozostaje mi nic innego jak iść ochraniając cywili i wypatrując wroga. Pozytywne myślenie to było to co mnie od samego początku mojego życia trzyma przy nim, mimo różnych złych chwil zawsze wmawiam sobie że "zawsze może być gorzej" lub " teraz to już będzie tylko lepiej", może to i głupie ale szkoda mi czasu na załamywanie się, chociaż czasem przez chwilkę przechodzą złe myśli to natychmiast staram się myśleć pozytywnie.
- Jak dotrzemy do portu, to co wtedy?- miałem nic nie gadać, ale jakoś nie wytrzymałem i musiałem o coś się spytać, nie pamiętam czy ktoś mówił co dalej i zapomniałem czy nie.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 144
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kisho » 11 cze 2018, o 22:23

Poszatkowany pacjent nie należał do łatwych przypadków, zwłaszcza że Kisho nie wiedział, czym dokładnie został zaatakowany. Według Ruri była to jakaś technika tworząca pociski podobne do senbonów. Dobrze wiedzieć, ale chłopakowi chodziło o konkrety. To, że najpewniej była to technika, zdążył się domyślić, a przynajmniej przypuszczał taką ewentualność. Najbardziej ciekawił go rodzaj owych igłowych pocisków. Gdyby wiedział, z czym się mierzy, może udałoby mu się w jakiś sposób pomóc, a tak? Ani me, ani be, ani kukuryku. Mógł jedynie przez moment zregenerować co niektóre rany, licząc, że wystarczy to do momentu dotarcia do portu i kogoś, kto rzeczywiście będzie wiedział co z tym fantem zrobić.
Chwilę później do miejsca zbiórki dotarły wozy z pobliskiej rezydencji, wraz z tamtejszymi ludźmi i strażnikami, których Kisho tam posłał. Mieli idealne wyczucie czasu.
- To nie będzie potrzebne - rzucił w stronę Kaito, który ochoczo chciał pomóc w przetransportowaniu Mokuzu. - Spójrz tam - wskazał palcem na bramę niemal w tym samym momencie, gdy pojawił się pierwszy transport. - Możesz pomóc w załadowaniu ludzi na wozu, niektórzy nie są w stanie chodzić o własnych siłach - zasugerował.
Kisho uśmiechnął się lekko na widok salutującego dowódcy straży. Zbędny gest, w końcu nijak nimi nie dowodził. Niemniej, poczuł się doceniony. Po nim zobaczył blondyna, tego samego, który chciał pomóc w rezydencji. Mężczyzna wyskoczył z powozu z jakąś torbą i od razu ulokował się obok Mokuzu. Okazało się, że był chirurgiem. Czyli jednak miał przydatne zdolności, o których wcześniej nie wspomniał. Lepiej późno niż wcale!
- Podałem jej pigułkę ze skrzepniętą krwią - wyjaśnił, gdy tylko padło pytanie odnośnie do ustania krwotoku. Kątem oka obserwował ruchy blondyna i sposób, w jaki zszywał rany dziewczyny. Nie chakrowe metody, mimo że bolesne dla pacjenta, były równie skuteczne co techniki Irojutsu i przy okazji jak już zostało wspomniane, nie marnowały zasobów chakry. Chirurg władał całkiem przydatnymi umiejętnościami, które i Kisho zapragnął poznać i przyswoić, ale to może kiedy indziej. Na chwilę obecną i tak nie opanował jeszcze przydatniejszych technik medycznych więc będzie miał co robić po zakończeniu tego bajzlu w Kami no Hikage.
- Ja jej... - zgodził się, gdy poczuł dłoń blondyna na ramieniu i usłyszał jego słowa. - a ona im wszystkim. - Czym było uratowanie jednego życia, w porównaniu z jej czynami? Mokuzu ocaliła grupę ludzi, narażając się przy tym i prawie witając ze śmiercią. Nie mógł się z nią równać. - To jej należą się podziękowania. - Korzystając z uwagi chirurga, kiwnął głową w stronę przyjaciela Ruri, tego podziurawionego. - Mógłbyś i na niego spojrzeć? Ewentualnie przypilnować? - poprosił. Nie miał czasu, by zająć się dziwnie poszatkowanym mężczyzna, ani też odpowiednich kwalifikacji, więc wolał oddać go w bardziej doświadczone ręce. W końcu i tak musiał to zrobić, w sensie zostawić nie tylko poszkodowanego, ale całą grupę, gdyż został wysłany na zwiad wraz z Hakusei. Nie żeby mu to odpowiadało. Kolejna „przejażdżka" w przestworzach w towarzystwie Dzikiego. No cudownie! Chociaż lepsze to niż przebywanie obok nieobliczalnego Kenty. Przy nim Hakusei nie wyglądał aż tak źle i gdyby nie świadomość tego, skąd pochodził, najpewniej szybko by go polubił i to nie znaczy, że teraz go wcale nie lubi czy coś. Po prostu ze znanych powodów ma pewne problemy z jego pełną akceptacją.
- Taaa... - mruknął w stronę Hakuseia w odpowiedzi na jego zachętę. - Tylko nie szalej tak od razu z szybkością czy wysokością, dobrze? - poprosił, wsiadając na ptaszysko i łapiąc się mocno za jego pióra. - No chyba, że planujesz zrzucić zawartość mojego żołądka prosto na wrogów. - Zażartował. Komuś, kto całe życie spędził przy gruncie dość trudno ot, tak przywyknąć do wysokości, jaką potrafiło nabrać atramentowe stworzenie. Nawet brak lęku wysokości w tym wypadku wcale nie pomagał. - To lecimy. - Wygodnie usadowiony i z mocnym chwytem, był gotowy do lotu. Wystarczyło jedynie poczekać aż stworzenie zacznie się wzbijać i nabierać odpowiedniej wysokości. Kisho zgodnie z zaleceniem Nary skupi swój wzrok na porcie, ale nie pominie także obserwacji prowadzącej do niego drogi, by ewentualnie po powrocie poinformować lidera o ewentualnych przeszkodach, utrudnieniach czy też niemożności przejechania wozami przez wcześniej obraną drogę. Co do portu, to tutaj sprawa była raczej prosta, miał wywęszyć zagrożenie, o ile takie tam było i aktualny stan tegoż miejsca. Być może okaże się cały zniszczony i będą zmuszeni kombinować inaczej. Bądźmy jednak dobrej myśli. Przydatnymi informacjami będzie także stan cumujących tam łodzi, jak i ilość ludzi a w tym i shinobi. Być może uda mu się nawet wyodrębnić inne grupy, które także ruszyły ewakuować pozostałe dzielnice miasta.



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK

PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • kabura na broń (na prawym i lewym udzie)
  • torba (na lewym i prawym pośladku)
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 452
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kaito » 11 cze 2018, o 22:56

Kaito miał ręce pełne roboty i miotał się między jednym miejscem a drugim, przez co rozmowa, w której uczestniczył przede wszystkim jego brat docierała do jego uszu jedynie w urywkach. Czarnowłosy zasłyszał jednak coś o tym, że działania Ame i jego grupy były wynikiem ludzkiej pomyłki i chociaż nie wiedział, jaka była prawda, i nie miał okazji skonsultować tej wersji zdarzeń z niebieskowłosy, postanowił po prostu w nią uwierzyć. Z tego też względu odetchnął z ulgą i musiał przyznać, że bez tego ciężaru pracowało mu się o wiele lepiej. Czy rzeczywiście przeżywał wszystko zbyt mocno? Nie dało się ukryć, że w tym chłopaku drzemały ogromne wręcz pokłady empatii… tylko czy to była wada? Faktycznie emocje niekiedy mogły przesłonić mu obraz sytuacji, ale jednocześnie nieraz bywały niezwykle silnym motorem popychającym go do samorozwoju i dobrych uczynków. Prawdopodobnie wszystko miało swoje plusy i minusy. W tym momencie ważne było zaś to, że po Wyspiarzu można było spodziewać się pełnego zaangażowania. Może nawet zbyt pełnego, jak to zauważył Kisho. Kantańczyk spojrzał na niego z zakłopotaniem, gdy ten stwierdził, że jego pomoc przy przeniesieniu Mokuzu nie będzie potrzebna. Wskazał mu gestem na nadjeżdżający wóz i zaproponował inną rolę. Wyglądało na to, że to Kisho w ostateczności zadecydował o jego losie, ale jakoś młody Hozuki nie miał mu tego za złe. I tak nie poczuwał się przecież do roli przywódcy, równie dobrze mógł wypełniać rozkazy, jeśli rzeczywiście w ten sposób mógł się przysłużyć dla dobra sprawy.
- Rozkaz, panie kapitanie! – Rzucił nawet radosnym tonem, by nieco rozjaśnić ten wszechobecny mrok i niezwykle ciężką i smutną atmosferę. Co rusz przemierzali przecież ulice pełne trupów, budynki powoli pochłaniane przez ogień… a jak to się mówi, „jeżeli długo patrzysz w otchłań, otchłań zaczyna spoglądać także na ciebie”. Nawet jeden głupkowaty żart mógł rozładować nastrój na tyle, by zatrzymać to stopniowe pogrążanie się w mroku. Tak przynajmniej mu się wydawało… ale to nie był i tak czas na przemyślenia. Kaito bez cienia wątpliwości opuścił swojego towarzysza-medyka i udał się we wskazanym przez niego kierunku z zamiarem „zapakowania” ludzi na wozy. Wszystkim tym, których mijał, a którzy mieli jeszcze siły, by poradzić sobie samodzielnie, przekazywał dalszy plan działania i instruował, gdzie mają się udać, właściwie kierując ich do Izanagiego. Sam zaś wyszukiwał najsłabszych czy rannych jednostek, by pomóc im dołączyć do świty powozowej. Chciał jak najprędzej uporać się z załadowaniem wozu do pełna – w końcu ci, którzy mieli nim jechać nie dotarliby do portu na nogach. Po tym procederze powrócił do miejsca, gdzie wcześniej Kisho zajmował się Mokuzu.
Wydawało się, że „przesłuchania” i ustalenia osób stojących na czele całej akcji ratunkowej dobiegały końca. Naoki nie szczędził grupie pochwał, co właściwie było dość miłe i motywowało do jeszcze lepszej pracy. Poza tym Kaito cieszył się, że wrócił do nich, jakoś dodawał mu otuchy i wiary w to, że „nadejdzie lepsze jutro”. Naoki rozdzielił także zadania, dzięki czemu ekipa stała się chyba nieco bardziej zorganizowania, bo nie oszukujmy się… w którymś momencie wkradł się mały chaos i chyba sam Rekin nie był do końca pewien czym ma się zająć, nawet jeśli na chwilę nie zaprzestawał pomagać.
- No to chodźmy. – Mruknął niezbyt głośno do stojącego nieopodal Izanagiego. To im przypadło zadanie doprowadzenia cywilów do portu. Nic nowego, ale może to i lepiej, że właśnie oni mieli stanąć na czele grupy. Kaito zapoznał się już z wieloma jej członkami, ponadto miał dobry kontakt z Ayą, która także dokładała swą cegiełkę, jeśli mowa o uporządkowaniu i rozstawieniu innych. Kaito postanowił ją trzymać blisko siebie, by to razem z nią zebrać wszystkich ewakuowanych i wskazać im drogę. Nie chciał nikogo tutaj zostawić, pominąć... a przy tym cały czas musiał obserwować dzięki swym zdolnościom pobliski teren, by w razie czego szybko zareagować. W końcu Izanagi i Mokuzu byli ranni i wyczerpani, i to na nim spoczywał największy ciężar ochrony pochodu.
- Pewnie zapakujemy wszystkich na statki i łodzie i pozostawimy za sobą ten cały rozgardiasz. – Westchnął jeszcze ciężko w odpowiedzi na pytanie młodego Uchihy. W tym westchnięciu słyszalna była jednak nie tylko nuta zmęczenia, ale i nadziei, a może nawet i spełnienia? No bo przecież po kim, jeśli nie po tym czarnowłosym chłopaku, spodziewać się bardziej optymistycznego podejścia? I to nawet w tak niesprzyjających warunkach!


Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyte umiejętności i techniki:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 461
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Natsu » 12 cze 2018, o 18:51

Obrazek
Komplikacje
Ścieżka dzielnicy mieszkalnej eventu
Kisho, Ame, Kaito, Saburo, Mokuzu, Izanagi


- Byłoby to zapewne szokujące zarówno dla nas, jak i dla naszych wrogów. – Podjął żarcik Hakusei. Kruk wzbił się w powietrze. Nie lecieli z porażającą prędkością, ale nie był to też wolny lot – zdecydowanie szybciej, niż Kisho był w stanie osiągnąć o własnych siłach. Dość szybko oczy Kisho wyłapały jakąś sylwetkę na horyzoncie. Nie na ziemi, nie na dachach – w powietrzu. W ich kierunku leciała dziewczyna na białych skrzydłach. Dziewczyna? Raczej kobieta. Zbliżała się dość szybko w waszą stronę. Jej skrzydła nie miały lotek. Stworzone były z białych kartek papieru, które pozwalały jej na ten lot. W końcu was dostrzegła. Dużo później niż ty dostrzegłeś ją. Próbowała skupić na was spojrzenie, ale początkowo byliście tylko niewyraxnymi plamkami, tak jak i dla Hakusei jej sylwetka była niewyraźna.
- Kto jest przed nami? – Zapytał, przymrużając oczy i próbując coś dojrzeć. Ułomność ludzkiego oka nie znała granic. Rozpoznawałeś ją. To ona wyciągnęła rannego Sau sprzed oblicza Hana kiedy to wszystko się zaczęło, jeszcze na placu głównym, przed pałacem. Shiro ryu. Nie miała tego samego, kompletnie pozbawionego blasku spojrzenia jak wszystkie te trupy. I zdaje się, że to właśnie za nią popędził Kenshi.
Kobieta zwolniła i uniosła ręce w górę, by były na widoku i by dać wam znać, że nie ma żadnych wrogich intencji, kiedy zaczęła w końcu was dostrzegać. Tak i zwolnił Hakusei. Robili do siebie ostrożne podchody – nic dziwnego. Nie mogliście sobie pozwolić na zignorowanie ewentualnego przeciwnika.
- Nazywam się Reyia! Sau mnie wysłał do Naokiego Nary! – Rozłożyła ręce jeszcze szerzej. Ptaszysko i niewiasta zatrzymali się przed sobą w powietrzu. - Przybywam z rozkazem, by sprowadzić ludzi do portu południowego. Droga jest oczyszczona! – Słysząc te słowa Hakusei przysłowiowo zluzował majty. Zresztą teraz sam widział jak na dłoni, że nie macie do czynienia z wrogiem.
- Przekażemy wiadomość! Nara już wyruszył z ludźmi w stronę portu! – Dwójka ninjy skinęła do siebie głową i Reyia odleciała w swoją stronę. Wy zaś zawróciliście.

- Jak się czuje nasza dzielna pacjentka? – Blondyn, do którego Mokuzu żywiła szczerą niechęć, pojawił się obok dziewczyny, uśmiechając lekko. Nie żeby nagle zyskał zdolności teleportacyjne – Mokuzu mogła go zobaczyć, jak chodził od rannego do rannego, z pobrudzonym od krwi ubraniem. I nie była to jego krew. Nie była to też krew jego wrogów. Pomógł tylu osobm, ilu był w stanie. Również temu, który podziurawiony jak sito wyglądał na dogorywającego. Stan mężczyzny nie był za ciekawy, ale na dany moment przynajmniej stabilny. Wozy ruszyły powoli szeroką ulicą. Ludzie szli obok, przed, za nimi – tam, gdzie było miejsce i gdzie nie groziło wpadanie na siebie wzajem.
Rzeczywiście – wystarczyło, żeby Naoki się pojawił, a wszystko stało się bardziej... zorganizowane. Tak jak medyk nie dostał magicznej mocy teleportacji, tak i Nara nie miał magicznej aury, która panowałaby nad ludźmi. Parę poleceń tu, parę poleceń tam i już można było w miarę rozsądnie działać, przemieszczając się w kierunku portu. Tym razem lider nie zniknął wszystkim z pola widzenia. Szedł na czele pochodu, prowadząc tłum ludzi, za który byliście odpowiedzialni, prosto do portu, w którym nawet nie wiadomo było, czego się spodziewać. Nie ma jednak innej możliwości ucieczki z tego piekła jak drogą morską. Wszyscy to chyba rozumieli.
Mieszkańcy ewakuowani z miasta poruszali się wolno. Naoki dopasowywał tempo do najwolniejszych, bo nie mogliście sobie pozwolić na rozdzielenie się w takich warunkach. A przynajmniej pomysł rozdzielenia się nie padł od nikogo. Kisho miał przecież rację, że trzeba ograniczyć straty do minimum, dlatego lepiej było trzymać ludzi w różnych budynkach, tak i tutaj zapewne lepiej by było przemieszczać się mniejszymi grupami – z tym, ze Nara ufał oczom Ranmaru. Ufał również zdolnościom tej drużyny. Poradzili sobie świetnie bez niego, więc i teraz sobie poradzą.
- Nie mam pojęcia, pewnie wyjebałoby skalę, gdybyśmy próbowali jakąś ustalić. – Kenta już chciał klepnąć Saburo po plecach, ale zatrzymał swoją dłoń w połowie drogi, spoglądając na zniszczony, pokrwawiony płaszcz. Rana się już zagoiła. Jedynym wspomnieniem po niej była wspomniana krew. - Zarówno co do wozu jak i stopnia przejebania. – Wyjaśnił, jakby ktokolwiek miał wątpliwości co do tego, czy zwraca się do Amego czy jednak do Saburo.
W tym czasie przez ludzi przedarła się Aya, próbując znaleźć Kaito – i w końcu jej się to udało. Akurat, żeby usłyszała krótką rozmowę między nim a Izanagim.
- Hej! – Adrenalina ciągle napędzała ją do działania, ale chyba postarzeje się po tym wszystkim o kilka lat. Jak wszyscy tutaj obecni. - Nie chciałam tego mówić głośno, ale... jesteście pewni, że są jakiekolwiek statki? – Ściszyła głos, pochylając się w waszą stronę, żeby nikt niepowołany tego nie dosłyszał.
Kisho i Hakusei dotarli do waszej drużyny. Ptak już nie był do niczego potrzebny, więc po wylądowaniu, kawałek przed grupą, rozpłynął się w atramentową kałurze.
- Szybko wróciliście. – Odezwał się Naoki, kiedy już do was dotarł.
- Spotkaliśmy po drodze posłańca od Sau. - Zameldował Hakusei i spojrzał na Kisho. Pokrótce opowiedział o spotkaniu i zostawił Ranmaru sprawozdanie z tego, co widziałeś. Nie zalecieliście jednak tak daleko, żeby widzieć cokolwiek tak na dobrą sprawę.
Dalsza podróż obyła się spokojnie. Znów pojawiły się pojedyncze grupy szabrowników, które mignęły między uliczkami, ale do was samych nie podeszli. Ci mądrzy, co? Albo ci najgłupsi, skoro i tak chcieli tutaj zostać. W końcu, przed samym portem, jedna z takich grup was dogoniła. A mówiąc "was" mam konkretnie na myśli to, że jeden z nich podbiegł w stronę Kaito, Mokuzu i Izanagiego.
- Oj, oj, młody kamracie! Można u was znaleźć schronienie? - Mężczyzna wyszczerzył swoje popsute zęby w paskudnym uśmiechu. Kenta lekko pacnął Amego i Saburo w ramiona, pokazując gestem głowy tą... czwórkę obecnie. I grupkę wyglądającą na złodziejaszków. Obładowanych złodziejaszków, którzy ledwo byli w stanie unieść wory na swoich plecach. Margines społeczeństwa. Idący z samego przodu Nara i Hakusei ich nie zauważyli.
Port przywitał was chłodnym powiewem morskiego powietrza.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



36h na odpis!
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2248
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Mokuzu » 12 cze 2018, o 23:53

Jednak Mokuzu okazała się niezbyt silną i konsekwentną osobą, gdyż zyskując na powrót uwagę chirurga przedstawiła mu stan swoich ran. Wyglądało to nie najlepiej, lecz przynajmniej nie traciła już więcej krwi i mogła się poruszać bez ryzyka otwarcia rany. Nie zmienia to jednak faktu, że utrata takiej ilości krwi jak i przebyta walka mocno ją osłabiły, a działanie tabletki (choć uratowała jej ona życie), nie mogło w stu procentach tego odwrócić. Dziewczyna uznała jednak, że nadszedł czas, by osunąć jej problemy na boczny tor i zająć się sprawami poważnymi na tyle na ile miała siły. Słowa Kisho wprawiały ją w zakłopotanie, gdyż nawet jeśli faktycznie zasłużyła się w jakiś sposób to jako kunoichi nie zasługiwała na uznanie jej zasług. Zrobiła po prostu co do niej należało, w chwili gdy miała pełnię kontroli nad swoimi czynami walczyła, aby uratować cywili. Tym był dla niej zawód shinobi, który nie wiązał się z żadnym poklaskiem. Mimo to, było to na swój sposób miłe i choć Mokuzu nic nie odpowiedziała jak to miewała w zwyczaju to na jej policzki wystąpił zdradliwy rumieniec informując, że słowa Kisho nie uszły jej koło uszu. Na dystrakcję nie musiała długo czekać, gdyż minęło dobrych kilka minut nim pochód uformował się w wymyślony przez Narę szyk, czemu towarzyszył cichy gwar poszeptywań i głośniejszych rozmów ze strony shinobi. Wydawać by się mogło, że plan działa, gdyż przestępcy przezornie trzymali się z daleka zabezpieczonych wagonów... dziewczynie przyszło jednak przez myśl, że mogło to oznaczać, że na wyspie cały czas znajdują się niewinne osoby stanowiące dla nich idealne ofiary. Wszystkich nie byli w stanie uratować, niektórzy zostaną w Kami no Hikage na zawsze. W sercu Mokuzu pojawiły się wyrzuty sumienia i chęć pozostania jeszcze chwilę... czuła się rozdarta i wiedziała, że będzie ją to męczyć jeszcze przez wiele miesięcy. Trauma rodząca się w sytuacjach, gdy samemu przeżyło się coś, czego nie przetrwały inne osoby. Poczucie winy i gdybanie co by było, gdyby postąpiło się wówczas inaczej. Lecz okazało się, że pomoc spadła niczym z nieba...
- Zapewniamy schronienie najsłabszym, ale chronimy też siebie nawzajem... w grupie siła - odpowiedziała narzucając pogodny ton. Nie miała złudzeń co do rodzaju ludzi z jakimi miała do czynienia, ale uznała że mogą się przydać nim zaczną sprawiać kłopoty. Trudno było ich tak po prostu odrzucić, gdy prosili o pomoc. - Ale wy nie wyglądacie na słabych, więc możecie pomóc. Każda para rąk się przyda. - Mokuzu nie traciła entuzjazmu, choć co bardziej spostrzegawcze osoby wyczułyby cynizm. Jedno było pewne, otwarcie atakowanie przybyszy mogło ściągnąć na nic tylko dodatkowe kłopoty... a oboje z Izanagim nie byli zdolni do walki. Tamci zaś wyglądali na takich, co bez problemu dadzą radę sprowadzić innych potrzebujących pomocy w zamian za możliwość przeprawy przez morze. Musieli się w końcu domyślić, że nic im po zrabowanych dobrach na wyrżniętej w pień i opuszczonej wyspie. Mokuzu miała nadzieję, że Izanagi i Kaito wyczują jej intencje i ją wesprą, choć nie dała im ku temu wielu wskazówek. Podstęp to jedyne co jej teraz pozostało, ale wszak umiejętności konoichi to nie tylko walka... manipulacja przeciwnikiem to podstawa.


Spoiler: pokaż

[color=#BF8000][b]STYLE WALKI:
Bukijutsu - Seido
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 5
    WYTRZYMAŁOŚĆ 20
    SZYBKOŚĆ 5
    PERCEPCJA 20
    PSYCHIKA 20
    KONSEKWENCJA 5
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 50
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 82%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    KLANOWE C
    NINJUTSU
    GENJUTSU D
    STYLE WALKI 1
    • Seido D
    IRYōJUTSU D
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON

Spoiler: pokaż
JUTSU:
Aburame
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Di [ D ]
  • Hijutsu: Mushiyose [ D ]
  • Hijutsu: Ningen no Jutsu [ D ]
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi [ C ]
  • Mushi Kame no Jutsu [ C ]

Styl Walki: Seido
  • Kage Shuriken no Jutsu [ D ]
  • Sōshuriken no Jutsu [ D ]

Genjutsu
  • Kasumi Jusha no Jutsu [ D ]
  • Magen: Narakumi no Jutsu [ D ]

Iryōjutsu
  • Chiyute no Jutsu [ D ]

Antidota i trucizny
  • Poziomy opanowania: Prosty


Spoiler: pokaż
Nazwa
Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi

Rozwinięcie umiejętności klanowych wiąże się z możliwością perfekcyjnej kontroli wszystkich posiadanych owadów. Nadal możemy osiągnąć te same efekty co przy poprzednim poziomie z tym, że tym razem przy użyciu wszystkich posiadanych owadów. Zwiększa się zasięg i szybkość z jaką się poruszają.

Zasięg
Brak Skupienia
25 metrów

Pełne Skupienie
100 metrów

Wytrzymałość
Bardzo Słaba

Szybkość
Mierna

Dodatkowe
Wykonywane przy pomocy Kikaichū

Koszt Chakry
E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne


Kikaichu:
Wysysanie chakry - Kikaichū potrafią wysysać chakrę przeciwnika, jeżeli tylko zdołają się na nim usadowić. Aby proces stał się odczuwalny, musi to być grupa min. 10% robaków. Ilość wyssanej chakry na turę oblicza się następująco: Ranga dziedziny klanowej x 1% x (ilość robaczków/10). Przykładowo na randze S Kikaichūw liczbie 10% wysysają 5% chakry na turę.
Zapach - Samice Kikaichū mają bardzo specyficzny zapach i samce będą w stanie je znaleźć, jeśli te nie oddaliły się na więcej niż 40m.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Płaszcz z kapturem (szaro-zielony)
  • Kabura na udzie (czarna)

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Kabura
  • 4 Kunai

Torba (schowana z tyłu, pod płaszczem)
  • 6 Kunai
Mokuzu
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość