[Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez BeeBee-Hachi » 4 cze 2018, o 15:02

Obrazek
Komplikacje
Ścieżka dzielnicy mieszkalnej eventu
Kisho, Ame, Kaito, Saburo, Mokuzu, Izanagi


Ame i Saburo
[akap]Ame. Drogi, kochany Ame. Shinobi niezbyt skomplikowany, żyjący według zasady: strzeżonego Pan Bóg strzeże. Choć ciebie strzegł już chyba tylko diabeł. Zwał jak zwał – jak kto woli. W budynku nie było żadnych pułapek. Ta podstępna, zła i niedobra kunoichi albo nie zdążyła ich postawić, albo nie była aż taka podstępna i wcale o tym nie pomyślała. Z jakiegoś powodu stawiałabym na twoim miejscu na to drugie. Mój pajęczy zmysły podpowiada mi, że gdyby na to wpadła – spotkałbyś taką niejedną. Żadnych magicznych przycisków, żadnych bomb, notek wybuchowych. Dom jak dom – bogatego kupca, nie wspaniałego wojownika. I rzeczywiście w domostwie było zbyt czysto, żeby mówić o rabunku na tle pieniężnym. Bardziej od badania tego, co tutaj zaszło, pochłonęło cię samo zwiedzanie. Cholerni turyści. Brakowało tylko fotek co krok, żeby upamiętnić tą wiekopomną chwilę. Jedyna rzecz wartościowa z punktu widzenia "pro shinobi" to wspomniany miecz oraz medykamenty, ziółka, bandaże – apteczka pierwszej pomocy małego alchemika. Cholera wie, do czego te wszystkie świństwa służyły. No prócz bandaża. Bandaż wiadomo, do czego służył. Niestety żadnych piguł.

Kenta odetchnął głęboko, prostując się. Złapał się pod bok, który broczył krwią, wsiąkając w jego odzienie wierzchnie, które miał na sobie. Z waszej trójki tylko Ame jeszcze tryskał energią. Tych parę igieł wbitych w jego ciało, znaczących skórę i ubranie drobnymi uszkodzeniami i paroma kroplami krwi, były niczym w porównaniu z obrażeniami waszej dwójki. Prawda była taka, że gdyby nie dar Jashina, byłbyś już trupem. Ta świadomość, gdzieś w kąciku głowy – czy nie była zbawcza? Czy może raczej – irytująca? Irytująca, że jesteś jednym z tych dzieci, które są miotane przez siły wyższe z kąta w kąt. Uzależniony od boga, którego nigdy nie będzie dane ci zobaczyć. Tak czy siak – twoje ciało było niezwykłe. Tak samo jak ciało Ame i zdolność zmieniania swojego ciała w wodę.
Kenta spojrzał na płaszcz, który przewiązywał plecy Saburo. Krwawienie już ustało i powoli wszystko zaczynało się zasklepiać – czego nie było widać. W końcu materiał wszystko zasłaniał. Po chwili wyciągnął rękę i złapał skórę na policzku Jashinisty, wyciągając ją trochę, rozciągając, miotając na wszystkie strony świata. Nie dosłownie. Po tej dłuższej chwili, w której chyba oceniał słowa, które tutaj padły. Albo oceniał chłopaka, który te słowa wypowiedział?
- O ty puci puci słodziaczku mój ukochany jeden. – Kenta był dość wysoki, ale przy wzroście Soburo nie robiło to takiego wrażenia. I dobrze, bo w innym wypadku pewnie już by się nad młodym shinobim pochylał. Na szczęście jego tarmoszenie nie trwało zbyt długo, bo z budynku wyłonił się Ame.
- Oj, ten tutaj cię mocno wychwala. – Krzyknął do Amego i pokazał paluchem na Saburo, tykając czubek jego głowy. Spojrzał na tykanego. - Teraz... poszukajmy wina? – Mówił poważnie czy sobie żartował? Chyba mówił poważnie, bo zeskoczył w dół, lądując ze zduszonym jękiem na lekko ugiętych nogach. Ciągle podpierał się pod bok. - Przed braniem sobie pamiątek trzeba powyciągać stąd te trupy. Cywile dostaną przecież zawału.


Kaito, Izanagi, Mokuzu
Właśnie. Co. Teraz.
Będzie.

Oprócz bycia nie pozostawało wam nic innego. Walka? Na pewno nie dla Izanagiego, który z ledwością niósł opierającą się na nim coraz bardziej i bardziej Mokuzu. Mdlała? Nie mdlała? Izanagi nie był lekarzem, żeby być w stanie ocenić, co dzieje się z dziewczyną, a ta z chwili na chwilę stawała się coraz mniej kontaktowa. Robił więc to, co do mężczyzny należało – opiekował się kruszyną i jak najszybciej próbował dołączyć do całej grupy. Na szczęście wcale nie mieli daleko. I wcale nie było trudno trafić na miejsce. Głosy ludzi, próby ustaleń, co dalej, pytanie o to, co z nimi teraz będzie, płacz, jęki. Jedyne, czego wasze uszy dosłyszeć nie mogły to śmiech. Nikt się tutaj nie śmiał i nikt nie żartował. Obecna zbieranina to byli głównie starsi ludzie, kobiety z dziećmi, mężczyźni byli w mniejszości. Większa część ruszyła przodem z odesłanymi wcześniej ludźmi. Ciało Mokuzu ciążyło na ramionach Izanagiego. Paląca skóra naciągała się, ból uderzał do głowy – wiele ulgi nie przyniósł odpoczynek i przysiadnięcie na boku, kiedy już niewiasta została odebrana z jego rąk i usadzona obok.
Przedstawicielka klanu Aburame zgięła się w pewnym momencie w pół. Z jej warg pociekła krew, która karminem zabarwiła skórę jak drogocenna szminka. Najpiękniejsza na świecie. Tak lśniąca. Kobieta, która próbowała opatrzyć dziewczynę odebraną z ramion Uchihy krzyknęła cicho, zwracając na siebie uwagę najbliżej stojących. Krzyk ten dobiegł też do uszu Kaito, który próbował ciągle nadzorować grupę... albo teraz już kilka grup, które próbowały tworzyć całość?
- Ona potrzebuje medyka! – Krzyknęła kobieta, która przycisnęła dłonie do boku Mokuzu, z którego mocniej zaczęła broczyć krew. Ciemność była w tym wypadku błogosławieństwem. Słodką ostoją, do której odpływało się chętnie, bo nie karała bólem, który rozciągał się w czasie. Umysł Izanagiego był na to za twardy, by poddać się cieniom. Lecz Mokuzu? Tak delikatna... Robaki, które wędrowały po jej ciele, poruszały się niespokojnie. Wyczuwały słabość swojej Pani jeszcze intensywniej niż w tamtej ciemnej uliczce, do której nie dopływał blask światła.
- My... my... – Zaczęła Aya. Tylko co mogła powiedzieć? My nie mamy medyka? My nie mamy żadnej możliwości, żeby jej pomóc? - Może w rezydencji coś znajdziemy! – W tej, do której mieliście wszyscy iść. Tam, gdzie miała odbyć się zbiórka.
- Ciągnąć ranną prosto w ramiona wrogów? – Zapytała chłodno, chowają kunaie do kabury na udzie.
- Lepiej zostać tutaj i czekać, aż wróg wyjdzie z którejś ulicy? – Odpyskowała Aya, krzyżując spojrzenie z kunoichi. Może i nie była wojowniczką. Nie musiała być. Jej oczy płonęły wręcz, kiedy intensywnie wpatrywała się w oczy kobiety, która sprowadziła tutaj kolejną grupę. - W domu możemy znaleźć jakieś medykamenty. Tam są warunki, by ich oparzyć. – Zwróciła się do Kaito, który przyznał, że muszą ruszać – ale też i przyznał, że trzeba ich wszystkich opatrzyć. Mokuzu już nie kontaktowała. Omdlała. Reszta rannych też nie prezentowała się najlepiej, ale przecież było właśnie tak, jak powiedziała Aya – na ulicy nie było warunków do operowania tak ciężko rannych. Do szpitala zaś było za daleko. O wiele za daleko. Nie mogliście sobie pozwolić na maszerowanie na drugi koniec miasta. Albo mogliście? Tu i teraz wszystko było możliwe. Pytanie, jakie koszta przyjdzie ponieść za poszczególne decyzje. Kunoichi odetchnęła i skierowała spojrzenie na przedstawiciela klanu Uchiha, który zadał to jedno, ważne pytanie. Wiedziała, wszyscy tu chyba wiedzieli, że nie chodzi mu o dosłowny stan rzeczy. Nikt nie wiedział przecież, co czai się za rogiem. Nikt nie był w stanie przewidzieć, w którą stronę teraz przechyli się ten szalony świat i czego będzie trzeba się łapać, żeby nie zatonąć. Brzytw wokół było wiele. Nikt nie chciał pokaleczyć palców.
- Dasz radę walczyć? – Kobieta podeszła do Izanagiego parę kroków i wyciągnęła w twoją stronę rękę. Widziała katanę przy twoim pasie. Nikomu innemu jak właśnie wam przypadło zgrywać tych silnych. To na was utkwione były oczy obecnych i każdy przejaw słabości czy niepewności odbijał się w nich strachem. Niewiele potrzeba, by wzbudzić panikę i wszystko się zaczęło sypać. Gdybyście tylko spojrzeli na wszystkie te twarze – nie było w nich nadziei. Ich nadzieją byliście Wy. Odpowiedzialność spoczywająca na barkach potrafiła niesamowicie ciążyć, nie sądzicie?

Kaito, Izanagi, Mokuzu, Ame, Saburo
Grupa z Kaito, Ayą, Ruri, Mokuzu i Izanagim ruszyła w kierunku przygotowanego przez Ame i Saburo budynku. Przygotowanego, khe. Odpoczynek, na jaki Mokuzu i Izanagi mogli sobie pozwolić, był krótki. Zbyt krótki. Dziewczynie od robaków było to teraz już i tak całkowicie obojętne. Jeden z mężczyzn niósł ją w ramionach, podczas gdy kobieta, która do tej pory próbowała powstrzymać krew, uciskała ciągle podarty materiał na ranie. Niewiele to pomagało. I wyglądało naprawdę źle. Ulice były w miarę spokojne. Ludzie w budynków zorientowali się, że urządzana jest ewakuacja. Fama sama się rozniosła – to i cywile sami wychodzili ze swoich klitek. Mogliście zobaczyć Saburo i Kente stojących na dachu. Tak i Saburo zobaczył was. I tylko on, bo Kenta zdążył zeskoczyć w dół.
Mokuzu ocknęła się. Kontakt ze światem był ograniczony, ale przynajmniej rozmazany świat był widoczny. Bodźce dochodziły z lekkiej oddali, a nieprzyjemny posmak żelaza w ustach drażnił i męczył.
Podobno człowiek może wypić pół litra krwi, zanim go zemdli.
- Dobrze się czujesz? - Czyjś miękki głos. Nieco chrapliwy. Kobiecy. Ktoś się pochylał nad Mokuzu. - Ocknęła się! - Krzyknęła kobieta zajmująca się Mokuzu do ludzi na przedzie. - Nie ruszaj się. Zaraz dotrzemy do bezpeicznego miejsca i zszyjemy twoją ranę.
Słodkie kłamstwa.
Gorzka prawda.

Kisho
Widziałeś, że Hakusei nachyla się nad ptakiem. I chociaż nie mogliście nawiązać kontaktu wzrokowego, przynajmniej on nie mógł, ograniczony swoimi zmysłami, to wiedziałeś, że cię zauważył. I wiedziałeś, że widzi dokąd zmierzasz. Spojrzał w tamtym kierunku. Dopiero wtedy pojawiła się jego reakcja. Jakby twój bezsłowny przekaz do niego dotarł. A może to był tylko przypadek? W tym momencie można było tylko snuć przypuszczenia i robić to, co misie lubiły najbardziej – domyślać się.
Byłeś jednym z wielu, który pojawił się na ulicy. Dlatego nie zwróciłbyś niczyjej uwagi, gdyby nie to, jak się wydarłeś. Strażnicy od razu się zatrzymali, dwóch z nich wystawiło w twoim kierunku broń. Dowodzący oddziałem, przynajmniej tak można było się domyślić, również położył rękę na rękojeści miecza. Nie widzieli stąd, co dzieje się za rogiem, ale wrzask ludzi i ryk atramentowych zwierząt stał się aż nader wyraźny. Celować w ciebie czy w uliczkę? Nie wiedzieli tego. Zwątpienie wraz z pełną gotowością do działania zlało się w jedno. Tylko że ich, w przeciwieństwie do zwykłych cywili, nie trzeba było przekonywać, przekrzykiwać, czy nakłaniać do działania. Nawet jeśli ten, który stał na ich czele, spoglądał na ciebie nieco nieufnie. Zwłaszcza na twoje płonące oczy. Jak to było..? Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem..? To tak jak z Hakuseiem. Nawet jeśli był demonem zza muru, który potrafił zrzucać na ludzi mordercze bestie, to nadal walczył po twojej stronie. WASZEJ stronie. Nara mu ufał. Ufał też Kencie. Tylko że nie było ludzi nieomylnych.
- Słyszeliście? Ruchy do stajen! – Ryknął i machnął ręką. Strażnicy skinęli głowami i wzięli się za... za zapędzanie ludzi. Chyba tak najtrafniej było to nazwać. Nie mieli czasu na pierdzielenie się w farmazony. - Jak wyglądają drogi? Można dostać się do portu? – Mężczyzna, który dyrygował, podszedł do ciebie, ale zachowywał bezpieczną odległość. Strażnicy sami byli zaniepokojeni odgłosami dochodzącymi zza rogu, dowódca w tym wypadku starał się zachować zimną krew. To wcale nie było proste. Przynajmniej nie zerkał ciągle przez ramię.
A Ty? Ty widziałeś dokładnie, jak shiro ryo giną, zalani oceanem atramentu i kłów. W ciszy. Nie krzyczeli, nie uciekali. Parli do przodu i siekali mieczami. Jeden z nich złożył parę pieczęci i potężna kula katonu rozbiła część bestii, rozbiła się o mur i zostawiła na nim osmalone placki. Ogień chętnie uczepił się firan i mebli, wpełzając przez otworzone okna i szybko zaczął rozprzestrzeniać. Hakusei wzbił się znów w powietrze, wodząc pędzlem po pergaminie, z którego wyskakiwały kolejne istoty.
Dalej widziałeś Narę, który... wyszedł ze swojego pojedynku zwycięsko i nawet wyglądało na to, że nie odniósł jakichś wielkich obrażeń. Był osłabiony, ale wciąż dobrze się trzymał. Zaczął robić to, co wszyscy wokół – ewakuować mieszkańców.
Kaito prowadził ludzi w stronę umówionego budynku. Część o własnych siłach wędrowała w kierunku portu. Mokuzu była w stanie krytycznym. Naprawdę ciężkim. Izanagi zresztą wcale nie wyglądał lepiej. Trzymał się, to prawda, ale jego obrażenia również były poważne. Kenta również ucierpiał.

- Kisho! – Hakusei wyleciał z uliczki i postawił na ziemi dziecko, które wyrwał z plątaniny ciał i atramentu. Czarne ptaszysko wydawało się naprawdę dumne, kiedy osiadło na łapach przed tobą. - Wszystko w porządku?



Spóźnienie Mokuzu nieusprawiedliwione. Zdążyła odpisać parę minut przed moim postem, więc kara zmniejszona.

36h na odpis!
Obrazek
Avatar użytkownika

BeeBee-Hachi
Moderator
 
Posty: 2097
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 9261903
Multikonta: Arashi

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kisho » 4 cze 2018, o 18:38

Kisho poczuł ulgę, widząc jak strażnicy, choć niepewnie, usłuchali jego nawoływań i za poleceniem dowódcy ruszyli w kierunku stajni. Miał nie lada obawy, gdy ich broń skierowała się w jego stronę, w końcu mieli prawo mu nie ufać i mieć go za ewentualnego wroga, ale koniec końców wszystko skończyło się dobrze. Nawet jeśli nadal mieli go na oku i trzymali dłonie na rękojeściach ostrzy, tak na wszelki wypadek, to już było w porządku. Miał swoje ręce do pracy, dość sporą ilość sprawnych i gotowych rączek. Wiedział jak je wykorzystać.
- Najbezpieczniejsze miejsca do drogi biegnące przy murze - odpowiedział na pytanie dowódcy. - Im bliżej centrum miasta tym robi się gorzej. - Miał zamiar przekazać mu plan działania, wyznaczyć mu rolę opieki nad ludźmi w stajni, ale w tym momencie do uliczki wleciało ogromne ptaszysko z Hakuseim na grzbiecie. Pierwsze co zrobił Kisho na ich widok, to ścisnął mocniej rączkę kunaia, jakby przygotowywał się do ataku. Ruch ten był dość instynktowny i bezwarunkowy. Jeszcze ostatnio coś takiego chciało go zabić, choć przybierało nieco inne kształty.
- T... Tak - zająknął się. Trudno było się przyzwyczaić do dzikiego jako sojusznika. - Dałbyś radę podrzucić mnie na miejsce zbiórki? Nasi są poważnie ranni. - Spytał, choć nieco obawiał się lotu na czarnym stworzeniu. Taki transport jednak znacznie skróci nie tylko czas dotarcia do potrzebujących jego medycznych jutsu, ale także i ukruci cierpienia rannym. Wiadomo im szybciej zacznie ich leczyć, tym prędzej dojdą do siebie. Być może nieco pokrzyżuje plany Nary, bo jakby nie było, mieli z ugry uzgodnione zadania, ale cóż, dla Kisho liczy się życie innych i to było jego priorytetem.
- W stajni - zwrócił się bezpośrednio do dowódcy strażników - jest masa ludzi i kilka powozów z końmi. Zbierzcie wszystkich do kupy i kierujcie się prosto na północ. Zatrzymajcie się pod murami wioski i zaczekajcie tam na nas. Przyprowadzę tam resztę. - Jego plan był prosty. Wyśle strażników do stajni, a sam uda się na oryginalne, wcześniej ustalone miejsce, gdzie czeka grupa ewakuacyjna. Zebranych tam ludzi przetransportuje pod północny mur, a z tamtą wszyscy ruszą do portu. Taka masa ludzi musi szybko i bezpiecznie przedostać się przez miasto więc poruszanie się obrzeżami było jedynym wyjściem. Dodatkowo by nie stali się łatwym celem dla ewentualnych obszarowych technik, Kisho będzie ich ubezpieczał i za wczasu informował o zagrożeniach by, jeśli to możliwe, obrali inną ścieżkę.
Bez wyjątku, czy Hakusei mu pomoże, czy też odmówi, Kisho i tak zrobi swoje, nawet jeśli miałby gnać z buta przez pół miasta. I nie, nie chodziło o jakąś zawziętość czy upór. Wszystkie podejmowane działania od momentu podziału na grupy miały na celu ewakuację miasta i to tego trzymał się czerwonooki.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK

PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • kabura na broń (na prawym i lewym udzie)
  • torba (na lewym i prawym pośladku)
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 9 cze 2018, o 15:55 przez Kisho, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 343
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Saburō Hokusai » 4 cze 2018, o 22:39

Dar Jashina... bez wątpliwości była to na tyle przydatna umiejętność, że w tym momencie uratowała chłopakowi dupsko. Ale czy to właśnie nie na tym polega opieka Boga nad wyznawcą? Kenta zaczął tarmosić chłopaka za policzek. W co on się bawił? Kto wie co mu do głowy strzeliło. To był człowiek, który lubił się powygłupiać. Nie zamierzał mu odbierać tej przyjemności. Najbardziej jednak rozbawiło go pytanie o wino. Nie wiedział czy on tak serio z tym pomysłem, ale chłopak odpowiedział mu.
- Jak znajdziesz to się możemy napić.
W tym momencie wyszczerzył lekko zęby. Widział jak Kenta schodzi z dachu. Miał ranę na boku, nieopatrzoną. Patrząc tak na mężczyznę próbował wyobrazić sobie przebieg tej walki. Chciałby zobaczyć tą siłę, szybkość, reakcje, precyzje... To musiało być wspaniale. Sama myśl aż go rozweselała, ale nie mógł teraz dać ponieść się fantazji. Znajdowali się na wojnie. W dodatku byli ranni, ale już na swój stan nie patrzył. Jego regeneracja zaczęła działać. Krwawienie ustąpiło, rana zaczęła się zasklepiać. To była kwestia czasu, kiedy ona zniknie, jednak wątpił, że ich kapitan posiada taką umiejętność. Trzeba było coś zrobić, jakoś go opatrzyć.
- Ame nie znalazłeś w środku jakiejś apteczki? Pasowałoby opatrzyć Kente.
W tym momencie również spojrzał na uliczkę. Zbliżali się w ich stronę jacyś ludzie... dużo ludzi. Czyżby wrogowie? Tamci wezwali posiłki? Nie. To było niemożliwe. Widać było, że to cywile. Ich ilość, zachowanie i ubiór świadczyły o tym, że nie mogli to być ninja. To oznaczało, że powoli zaczęli się tu przemieszczać. No cóż... teraz to już raczej nie zdążyliby posprzątać te wszystkie trupy, ale trzeba było to zrobić. Westchnął ciężko i krzyknął z dachu na dół.
- Grupa ludzi zmierza w naszą stronę. Jak nie chcecie, żeby widzieli te trupy to trzeba się z nimi szybko uwinąć.
Po tych słowach zszedł na dół i wszedł do środka budynku. Zaczął znosić wszystkie trupy jakie były tam gdzie kazałby mu Kenta.




----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Kij

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 235
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Mokuzu » 5 cze 2018, o 21:38

Dziewczyna czuła pod palcami lepką, na wpół wyschniętą krew w miejscu, gdzie jej dłoń już teraz bezwiednie zaciskała się na prowizorycznym opatrunku z ubrania. Wydawało jej się, że jest cała mokra i nie potrafiła stwierdzić, w których miejscach była to krew, a w których pot. Jedyne co teraz czuła to ból silnie promieniujący z jednej strony jej ciała, który działał na nią otumaniając. Tak naprawdę średnio rozumiała co się wokół niej działo, choć gdzieś w podświadomości kryła się myśl o czyhającym niebezpieczeństwie. Choć była tak bliska śmierci to jednocześnie jakby w nią nie wierzyła, instynkt nie zdołał zaskoczyć i dodać jej woli do walki... przez część drogi majaczyła coś niewyraźnie trwając w półśnie. To nie tak, że nie zależało jej na życiu. Po prostu osłabienie wywołane utratą tak sporej ilości krwi dało jej się porządnie we znaki. Fizycznie czuła się fatalnie, była pokaleczona na całym ciele i brudna. Wibracje wywoływane przez pozostałe w jej ciele kikaichu przyprawiały ją o mdłości, lecz one właśnie próbowały jej pomóc. Do tego gwałtowne emocje wywołane anielskim (jak jej się w tej chwili wydawało) głosem donoszącym o zbliżającym się ratunku. Wszystko to sprawiło, że Mokuzu gwałtownie wychyliła się z ramion niosącej ją osoby i zwróciła zawartość swojego żołądka na ziemie, tak przy wszystkich. W jej oczach pojawiły się łzy bólu i upokorzenia, a choć przez okulary nie były one widoczne to odgłos, który wydobył się z jej gardła chwilę później mógł uświadomić wszystkich zgromadzonych o jej niedoli. Przypominał coś pomiędzy szlochem i jękiem bólu. - Przepraszam - szepnęła żałośnie wycierając buzię rękawem. Gardło paliło ją od soków żołądkowych, ale zacisnęła usta w cienką linię z mocnym postanowieniem nie odzywania się przez resztę drogi... to musiała być najgorsza chwila w jej życiu. Nigdy nikomu Mozuku tak bardzo nie współczuła jak sobie samej w tej sytuacji. Nikt nie powinien był przez coś takiego przechodzić. Pominąwszy nieliczne pokwikiwania, było to póki co wszystko od tej panny. Miała szczerą nadzieję, że tak usilnie jak ona starała się unikać kontaktu wzrokowego z innymi, tak reszta postanowi pójść jej śladem i udawać, że nic się jej udziałem nie stało. Z resztą, poza kompletnym i całkowitym upokorzeniem musiała martwić się bardziej naglącymi ranami, które autentycznie mogły wysłać ją na tamten świat. Jeden pożytek z tego wszystkiego był taki, że nieco się ożywiła i z minuty na minutę stawała bardziej świadoma otaczającej ją sytuacji.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Płaszcz z kapturem (szaro-zielony)
  • Kabura na udzie (czarna)

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Mokuzu
 
Posty: 73
Dołączył(a): 17 kwi 2018, o 22:09
Wiek postaci: 14
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Prawie każdy skrawek skóry zakryty przez ubranie
Kaptur na głowie i gogle o czarnych szkłach, w których idzie się przejrzeć
Średniej długości czarne włosy, 158cm wzrostu
Widoczny ekwipunek: Szaro-zielony płaszcz z kapturem i kabura na udźcu
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5373&p=81711#p81711
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Ame » 5 cze 2018, o 22:42

Ame jest skomplikowany niczym fakt iż tensor polaryzowalności jest kwadratem drugiej pochodnej polaryzacji o zespolonym współczynniku załamania. A on na razie mógł najwyżej załamywać się pod ciężarem swojego nowego miecza. Jeżeli Bóg już dawno postawił na nim kreskę, a diabeł wziął go tym samym pod swoje skrzydła, to znaczy, ze ma na prawdę przekichane, bo z umiejętnością, która sprawiła, ze w jego ciele zostało tylko kilka igieł zamiast tony drewna, dachówek i innego ścierwa, w piekle nie przetrwa. W budynku nie natknął się na żadne pułapki. Okrutna, zła i podła kunoichi nie mogla mu tego zrobić, lecz Hozuki nie rzucił się do plądrowania natychmiast, by moment wykorzystać. Zarówno dzikich lokatorów jak i nieobecnych już duchem gospodarzy. Chłopak powoli zwiedzał dom, bardziej patrząc na fanty, bo po to głownie tutaj wszedł. Nie zamierzał szukać odpowiedzi na pytanie jak zginęli właściciele domu. Trwała wojna i zginęli na jeden ze sposobów w jaki ginie się na wojnie. Od rzezimieszków, wojujących stron czy innych obłąkańców, którzy wykorzystują momenty takie jak ten. Oops. Dziwne jest tylko to, ze nic nie zginęło, ale to nie jest ważne. Ważne, ze dla niego więcej zostało. Miedzy innymi chyba zabytkowy miecz, który natychmiastowo zaiwanił ze ściany, gdzie tylko się marnował. Przytroczył zanbato do pleców. A wiec kto ma najlepsze ostrze w mieście?! Ame ty! Ame ty! Miał ochotę pozachwycać się nim dłużej, ale wiedział, ze czas go nagli. Myszkując po pokoju znalazł tajemnicze pudełko, które wyglądało na apteczkę, prawdopodobnie pozostałość po jego poprzednich przeciwnikach. Jedyne co w jej zawartości wydawało mu się znajome to bandaże. Nie, ze te konkretne, tylko ogólnie tylko to rozpoznawał. Oczywiście zabrał pudełko ze sobą. Żałował tylko, ze nie ma tam żadnych pigułek, które w najbliższym czasie mogłyby się przydać. Niebieskowłosy nie chciał tracić więcej czasu, gdyż nie wiedział co się dzieje z jego towarzyszem, który nie był w najlepszym stanie, a skoro znalazł apteczkę, to dlaczego miałby się nie podzielić? Gdy wyszedł na zewnątrz, pierwszym co zobaczył była obecność Kenty. Wojownik wydawał się tak jak wcześniej bardzo optymistyczny i wesoły, ale widać tez było, ze był ranny, co następnie potwierdził Saburo, który podobno wcześniej bardzo chłopaka zachwalał. No Hozuki prawie się zarumienił! Rzucił apteczkę na dach, tak żeby obaj inwalidzi wojenni mogli skorzystać z jej dobrodziejstw. Cytując Lorda Farquuada: "Znaj łaskę pana, Ogrze!".
- Obawiam się, ze zaproszenie tu cywili będzie szaleństwem z naszej strony. Z prostego powodu - nasi wcześniejsi przeciwnicy nimi byli. Jeżeli dołącza do którejkolwiek grupy to na pewno nas rozpoznają. Jak sądzisz, nie zwrócą na to uwagi, Kenta? - Ame wygłosił swoja opinie, lecz wiedział, ze Kenta i szaleństwo to pojęcia, które są ze sobą związane. W tym momencie zadziałały prawa Murphy'ego. Jeśli coś może pójść źle, to pójdzie. Saburo, który siedział na dachu zakomunikował im, iż zmierza do nich grupa ludzi. Co więcej - jedyne o czym pomyślał, to to, ze trzeba pozbierać trupy. Ame nie wierzył w przypadki. Pojawili się zbyt szybko żeby to był przypadek. Specjalnie udał się do przeciwnego końca posiadłości i czekał na rozwój wypadków, dając sobie możliwość ewentualnej ucieczki za teren tego cyrku.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 291
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta: Ieanuso

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kaito » 5 cze 2018, o 23:25

Wreszcie grupy połączyły swe siły i zjednoczyły się w jedną całość. Sytuacja nie rysowała się jednak tak kolorowo jak można by się tego spodziewać. Wiele osób było rannych, w tym Mokuzu, której stan był chyba najcięższy. Potrzebowali medyka na gwałt, a niestety nikt z tutejszych nie za bardzo znał się na technikach iryoujutsu. W dodatku nikt nie mógł być pewien, co szykuje wróg i czy czasem nie napotkają go na swojej drodze. Kaito nie czuł się najlepiej. Kiedy patrzył na Mokuzu, zżerało go poczucie winy za to wszystko, co to się wydarzyło. Ale czy powinno? Czarnowłosy spojrzał w kierunku grupki dzieciaków, która pewnie pozostałaby w swych czterech ścianach, gdyby nie jego interwencja. Nie mógł uratować wszystkich, nie mógł być we wszystkich miejscach na raz. Tak naprawdę nie wiadomo co było najlepszą decyzją, a może w ogóle nie dało się w tych okolicznościach takowych podjąć. Kantańczyk podszedł jednak do Izanagiego i Mokuzu.
- Dobra robota. – Powiedział spokojnym tonem, starając się nie zdradzać zmartwienia o stan dziewczyny. Nie chciał, by ta była jeszcze bardziej podenerwowana. To pewnie tylko pogorszyłoby sytuację. – Wybaczcie. Musiałem ewakuować dzieciaki. – Westchnął po tym, tłumacząc się przed dwójką kamratów. Może i nie było to wcale konieczne, skoro robił to, co uważał za słuszne. A jednak… czuł się nieco lepiej i lżej, kiedy zrzucił z siebie ten ciężar. Niestety była to tylko kropla w morzu, bo musieli pomyśleć co dalej.
- Powinniśmy ruszyć do budynku przygotowanego przez drugą grupę. – Te słowa rzucił do Ayi, Ruri, Izanagiego i Mokuzu, czyli właściwie do grupy, która poczuwała się do obowiązku prowadzenia grup. Nie dało się nie docenić pomocy innych cywili, ale jednak to właśnie ta „wielka piątka” zdawała się decydować o wszystkim. Kaito wiedział, że nie mają chwili do stracenia, podobnie chyba stwierdziła Aya, która nie zamierzała pozostawać na tych ulicach ani minuty dłużej. Wyspiarz przyznał jej rację, nie było tutaj bezpiecznie. W budynku mogli się chociaż zabarykadować i nieco skuteczniej odbić ewentualny atak. Szesnastolatek skorzystał jednak jeszcze z okazji i złożył pieczęć, koncentrując się na zbadaniu szerszych połaci terenu. Chciał dzięki swym zdolnościom odnaleźć Kisho. W końcu ten wspominał wcześniej o tym, że jest początkującym medykiem, a nie oszukujmy się, kogoś takiego jak on cholernie potrzebowali. Miał nadzieję, że uda mu się wykryć towarzysza i że ten nie jest od nich daleko.
- Pomogę ją nieść. – Dodał po tym do Izanagiego i jeśli zaistniałaby taka konieczność, zamierzał przejąć Mokuzu. Uchiha w końcu się już trochę nanosił, a i po stoczonej batalii z pewnością miał mniej sił od Kaito. To nie tak, że młody Hozuki chciał zrekompensować swoje decyzje… a może chciał? Nieistotne, wiedział że jest jeszcze pełen energii, więc planował pomóc na tyle, na ile było go stać.
- Co się dokładnie wydarzyło? – Zapytał jeszcze Izanagiego, skoro i tak cała grupa szła w jednym kierunku i mieli czas, by porozmawiać o wszystkim i ustalić szczegóły. Każda informacja była przecież na wagę złota. Czy mieli do czynienia z kimś z zakonu Shiro Ryu? A może przeciwnik nie miał z nimi nic wspólnego?
- Trzymaj się. – Mruknął także niezbyt głośno do Mokuzu w chwili, w której kunoichi się ocknęła. Cholera, musiała dzielnie walczyć i byłoby to niesprawiedliwe, gdyby nie zdołali jej pomóc. O to Kaito się trochę obawiał. Czy dadzą sobie radę bez doświadczonego medyka?
- Mógłbym pójść po Kisho, ale nie wiem czy uda mi się go znaleźć i czy powinienem Was zostawiać. Podejmiemy decyzję jak dojdziemy na miejsce i porozmawiamy z moim bratem i jego towarzyszami. – Przekazał plan Izanagiemu, chcąc pokazać tym samym, że nawet jeśli wcześniej ich opuścił, to jednak teraz siedzą w tym razem i razem muszą się też trzymać. Nie dało się jednak ukryć, że przyciągnięcie w to miejsce Kisho byłoby dla nich idealnym rozwiązaniem. Cóż, po tym co czarnowłosy wyczuwał wcześniej, z jego starszym bratem wszystko było w jak najlepszym porządku. A jeśli miał rację, liczył na to, że to Ame przejmie rolę obrońcy grup, pozwalając młodszemu udać się po ich jedynego, a jakże niezbędnego, medyka.


Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyte umiejętności i techniki:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 354
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Izanagi » 5 cze 2018, o 23:47

Siedziałem oparty o ścianę, na tyłku, zbierałem energię z tego miejsca czy coś w tym stylu... czułem ból i musiałem jakoś z tym oswoić teraz, nie było aktualnie nikogo kto mógłby mi pomóc. Tylko jak to usłyszałem, uśmiechnąłem się, mimo iż wiedziałem że sytuacja może być beznadziejna to nie chciałem aby inny po mnie zobaczyli że jest źle. Sam przez chwilkę zwątpiłem, spuszczając głowę w dół, chciałem nieco zamknąć się w sobie i uspokoić moje ciało, które ciągle męczy ból, chciałem jakby w głowie powiedzieć sobie że muszę z tym teraz żyć i szybko przystosować się do niego. Nie wiem czy to było głupie czy nie, ale postanowiłem nikomu o tym nie mówić, bo ból stał się nieco mniejszy, choć tak naprawdę był cały czas taki sam, po prostu musiałem się z nim oswoić, w końcu już jakiś czas na to miałem, a wmawiając sobie iż innego wyjścia nie ma i trzeba się przyzwyczaić jakby nigdy miał mnie on nie opuścić to nieco zelżało, w głowie, chociaż wszystkie inne negatywne skutki odczuwałem cały czas. Nie chciałem się poddać tak łatwo, nie chciałem sprawiać większego kłopoty. Nagle podszedł ktoś do mnie, wyciągnął rękę i zapytał czy "Dasz radę walczyć?", podniosłem głowę, moja twarz w tym momencie nie pokazywała nic, za to poczułem że jestem obserwowany, nie chciałem na nich spoglądać, ale wyczułem w czym rzecz.
Nie wiem co to było za uczucie w tym momencie, ale poczułem ciepło w środku, jakby adrenalina raz jeszcze we mnie zabuzowała na nowo przez spojrzenia tych wszystkich ludzi dookoła, przymknąłem oczy, uśmiechnąłem się jednym kącikiem ust i szybko wyciągnąłem rękę w jej stronę, spojrzałem z ogniem w oczach i dodałem... - Będę walczył dopóki starczy mi sił!- przy pomocy ręki kompanki wstałem i byłem już gotów do drogi. Z tą walką może nieco blefowałem, ale rzeczywiście w tym momencie poczułem się, żeby nie powiedzieć wyśmienicie, a po prostu dobrze. Co jakiś czas spoglądałem na Mokuzu, nie chciałem aby ktoś zauważył że martwi mnie jej stan, zastanawiałem się czy wszystko będzie w porządku, a z boku nie wyglądało to dobrze. Starałem się być uważny aby nikt nas nie zaatakował teraz, ja sam nie musiałem się już podpierać na katanie co nieco ułatwiało mi przemieszczenie się, ale nie wiedziałem na ile będę mógł sobie pozwolić podczas następnej walki, jeżeli taka się odbędzie, bez informacji od medyka oraz jego pomocy że jestem znowu gotów na 100%. Tak czy siak musiałem się skoncentrować, na pytanie Kaito chciałem dopiero odpowiedzieć gdy dotrzemy na miejsce, gdyż nie bardzo byłem w tym momencie gotów na takie rozmowy, przy innych, a opowiadać o czym było, bo walka była ciekawa, no i wygraliśmy mimo odniesionych ran.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 82
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez BeeBee-Hachi » 6 cze 2018, o 12:46

Obrazek
Komplikacje
Ścieżka dzielnicy mieszkalnej eventu
Kisho, Ame, Kaito, Saburo, Mokuzu, Izanagi


Kisho
[akap]Odruchy bezwarunkowe – to takie ludzkie! Strach wobec zagrożenia, instynkt samozachowawczy – a wszystko to dlatego, że pojawił się przed tobą czarny ptak. Atramentowe stworzenie i jego pan na grzbiecie, który bardzo dokładnie i skrzętnie ukrywał swoje ciało pod wykrojonymi skrawkami materiału. Teraz nie było wątpliwości dlaczego właściwie to robi. Nie dla Kisho. Czy Nara o tym wiedział? Czy ktokolwiek z tu obecnych wiedział, co działo się pod murem, ile ludzi straciło życie? Tutaj wydawało się wcale nie być lepiej. Przed twoimi oczami umierali ludzie, trup kładł się trupem, człowiek tratował człowieka, a szkarłatna posoka zalewała ulice miast. To musiało być w jakimś wyższym celu. W wyższej idei, która, zamazana i niesforna, nie chciała pokłonić się przed tobą i oznajmić: oto jestem. Nie było jej. Nie było jej pod Murem i nie było jej tutaj.

Człowiek chciał wierzyć, że cała ta śmierć nie jest na darmo.
Hakusei zauważył to wahanie. To zająknięcie się. Albo nie? Spoglądał na ciebie uważnie, jakby przenikał twoją duszę na wskroś, a przecież to ty miałeś oczy, które to potrafiły. Przeniknąć przez człowieka – lecz nie przez jego myśli. Kto wie, jakimi szatańskimi sztuczkami mogli władać Dzicy? Mężczyzna obejrzał się przez ramię, po czym spojrzał ponad tobą i dowódcą oddziału straży, który cofnął się o parę kroków przed ptaszyskiem. Za jego plecami jego ludzie pustoszyli ulicę. Tłumy biegły przed nimi, za nimi. Niektórzy uderzali w drzwi, żeby wyciągnąć swoich znajomych, rodziny, sąsiadów. Widząc jednak, że się ze sobą dogadujecie – odpuścił. Nie żeby jakoś chętnie. Nie musiałeś spoglądać na strażnika, żeby widzieć, jak lekko się krzywi. Że ufa wam na słowo honoru – a to, jak wiadomo, zupełnie nic na polu walki nie znaczyło.
- Tak. Szukałem cię. – Lekko skinął głową, pokazując ci, byś wskakiwał na plecy ptaka. Spokojnie mogliście się na nim zmieścić we dwóch. - I chyba znalazłem w odpowiedniej chwili. – Dziki. Człowiek, który był gotów poświęcić walczących na placu, ale który rzuciłby się im do pomocy, gdyby nie ściskały go obowiązki. I Kenta, który miał w dupie tych, co giną.
Nie mi oceniać, który z nich był naprawdę dziki.
- Tak jest. – Strażnik zasalutował i popędził w kierunku swojego oddziału, wydając im rozkazy.
Niektóre decyzje były po prostu dobrze podjętymi decyzjami. Tak jak masło było maślane. Ale to właśnie za jego maślany smak wszyscy je tak lubili, prawda? Niektóre decyzje potrafiły sprawić, że drogi przed nami ułożone stawały się proste. Usuwaliśmy jedną, drugą, trzecią przeszkodę, naprostowywaliśmy zakręty, za którymi niczego nie było widać i które narażały na niebezpieczeństwo nie tylko ciebie samego ale i wszystkich wokół. I jak widać ze wszystkich możliwych podjąłeś tą najbardziej odpowiednią. Nie sądzisz, że ciężar świata zmalał o kilka gram? Nie mogłeś sobie pozwolić na odprężenie, daleko temu wszystkiemu było do końca, ale ta rozwalona układanka wreszcie zaczęła prześwitywać bardziej klarownym obrazem. Ten syf w końcu zaczął chociaż lekko prześwitywać czymś... czystszym.
- Trzymaj się. Wiesz gdzie jest Naoki? – Kiedy Hakusei upewnił się co do tego, że siedzisz bezpiecznie za jego plecami, kruczysko wzbiło się w powietrze. Hakusei zamoczył pędzel w atramenciek i paroma jego pociągnięciami napisał wiadomość, która zamieniła się w miniaturkę tego stworzenia, na którym lecieliście. Poszybował w kierunku lidera. Najwyraźniej Hakusei chciał dać Narze znać, że znalazł ciebie i powiadomić, dokąd się kierujecie.
Zaś to, co widziałeś przed sobą...

Wszyscy
- He? – Kenta spojrzał na Amego, który... no właśnie, który co? Obwieścił prawdę już dawno objawioną? Tam, za murami bezpiecznego domu. Tam, na dziedzińcu, w którym mieli schronić się bezbronni. Rozejrzał się po placu boju – jednym z wielu. Tak jak trupy, które były tutaj widoczne, były jednymi z wielu. Mijaliście je niemal co kroku. Przerażające. Człowiek taranował człowieka, a gdzie miejsce na zatrzymanie się nad cudzą krzywdą? Wojna potrafiła usprawiedliwić wiele czynów. Szkoda tylko, że nie usprawiedliwiała myśli i wspomnień tych, którzy tę wojnę przetrwali. Odgłos, który Kenta z siebie wydał, był skrajnie durny w bagnie, w którym zapadały się z wolna wasze stopy. Stały gruny? Pewne podejście pod górę? Ta zapadnia prowadziła prosto, to prawda. Prosto w dół. Być może dopiero teraz do niego docierało, co tutaj zaszło, a może wcale nie miało to do niego dotrzeć. Może wiedział? Może szukał tylko pretekstu dla zabicia swojego własnego ognia, który żądał ofiary krwi. Obiecane wino traciło na znaczeniu, bo opadająca adrenalina wysysała z niego cały smak. Chłodny dreszcz na przebudzenie i uświadomienie sobie mordu. Naprawdę? Można było nad tym normalnie przeskoczyć do codzienności i żartować sobie, mówić o rabunkach? I nie mówić o tym, że zbrodniarze wojenni nigdy dobrze nie kończyli.
Kenta już o nic nie zapytał. Jego wzrok zatrzymał się na świeżych trupach, ciągle ciepłych, z których sączyła się krew. O pustych, wytrzeszczonych i zatrzymanych w grymasie zdziwienia oczach. Jak ryby wyłożone na targu w piątkowe popłudnie – każda z nich taka sama, a jednak człowiek i tak lubił wybierać tą, która najbardziej wpadnie mu w oko. Każda tak samo martwa i pozbawiona jakiegokolwiek blasku w swoich rybich ślepiach.
Czarne, wielkie ptaszysko zaczęło zbliżać się w waszym kierunku. Kruk? Coś, co wcześniej wydawało się małe, stawało się naprawdę ogromne. Tak jak cała, duża grupa cywili prowadzona przez Kaito zbliżała się do umówionego miejsca, gdzie mieli czekać na bezpieczny wymarsz razem. Czy odpowiednie było posłanie niektórych cywili przodem? Ryzyko. Wszystkich nie byli w stanie tutaj i tak zmieścić. Zostali ci najsłabsi, którzy nie mieli jak się bronić i potrzebowali ochrony w tym chorym mieście upadających snów. Łamanych raz po raz. Kruk przeleciał nad waszymi głowami, unosząc się najpierw nad posiadłością, do której wszyscy zmierzali, a potem zawrócił łagodnym łukiem i zbliżył się do wędrujących. Kisho miał cały obraz wymalowany jak na dłoni. Martwych ludzi. Wisielców na linach, którzy kiwali się na podmuchach wiatru, jak zapomniane ozdoby świąteczne, których nikt nie zdjął z choinki. Ludzi podziurawionych strzałami. I choć widok był makabryczny to ilość trupów, jaka zalegała na tych ulicach, była niczym w porównaniu do tego, co działo się w niższych częściach miasta. Tutaj sytuacja była pod o wiele większą kontrolą. Wszystko dzięki oddziałowi straży, która zadziałała błyskawicznie i Kaito, który poradził sobie z pozbieraniem ludzi i zorganizowaniem ich.
Hakusei wylądował atramentową bestią przed zebranymi, zatrzymując ich, by Kisho mógł zejść swobodnie na dół. Można by wręcz powiedzieć, że Kaito wywołał wilka z lasu. Zobaczenie Mokuzu z bliska wiele nie zmieniało. Potrzebowała medyka. Nie było mowy o tym, żeby stanęła o własnych siłach i jeśli ktoś jej nie pomoże... Nie było chętnych, by na głos wypowiedzieć zdanie o niesprawiedliwości, co się stanie, jeśli nikt jej nie pomoże. Nie zasługiwała na ten los. Nie teraz. Nigdy. Stanąć w obronie cywili, co? Razem z Izanagim poczuli smak tych słów w pełni tak, jak niektórzy smakowali starego wina. To było chyba zepsute. Obrosło pleśnią. To w ogóle mogło pleśnią obrastać..?
Robaki, które wyczuwały samicę, straciły z nią kontakt. Za bardzo się oddaliliście od miejsca walki. Zresztą możliwości kontrolowania tych stworzeń przez członkinię klanu Aburame spadło do niemalże zera. Co się stało z tamtą kobietą? Kto wie. Może wpadła w objęcia ognia.
Może wybrała najkrótszą drogę do zakończenia tej wojny i sięgnęła po wyjątkowo długi sznur.
Taki, który nigdy nie miał pozwolić, by sięgnęła do ziemi.
Kisho widział to całkiem dokładnie.
- Dobra robota. – Hakusei skinął w kierunku całej czwórki bohaterów, która dbała o bezpieczeństwo cywili. Kaito, Izanagi, Mokuzu i Kisho. W uważnym spojrzeniu zamaskowanego ninjy chyba rzeczywiście urośliście – jak larwy, którym dane było przeradzać się w motyle, a które udowodniły, że ich skrzydeł nie potarga nawet najsilniejszy podmuch wiatru. - Naoki powinien do nas zaraz dołączyć. Wtedy ruszymy w kierunku portu. – Wielki ptak ledwo mieścił się na szerokiej ulicy. Potworna mara wyciągnięta z koszmarów, która wpatrywała się martwymi oczami, niezdolnymi do wyrażenia emocji, życia – nawet do odbijania blasków – w cały tłum. Wzbudzała popłoch. A popłoch i strach był tutaj najmniej pożądaną rzeczą. Rozłożył swoje skrzydła i jednym ich uderzeniem wzbił się w powietrze.
- Otwórzcie bramy! – Krzyknął Hakusei, przysiadając ptaszyskiem na murze budynku w kierunku Ame i Saburo. Oraz Kenty, który wzrokiem bez wyrazu, ściskając dłonie w pięści, spoglądał na dziedziniec.
Szczęście miało naprawdę ładny uśmiech.
Pech krzywił się obrzydliwie.



36h na odpis!
Obrazek
Avatar użytkownika

BeeBee-Hachi
Moderator
 
Posty: 2097
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 9261903
Multikonta: Arashi

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Saburō Hokusai » 6 cze 2018, o 16:20

Smród zgnilizny drapał w gardło. Dookoła nie można było zobaczyć nic oprócz śmierci i zniszczeń spowodowanych wojną. Tak bardzo chłopak chciał zobaczyć jak wygląda wojna i co? Przekonał się o tym na własnej skórze. Nie żałował. Doświadczył czegoś co chciał. Zobaczył to na własne oczy, odczuł to na własnej skórze. Widział jakie żniwo śmierć umie ze sobą zebrać, ale to był raj. Raj dla Jashina, który uwielbiał ofiary na jego cześć. Pomyśleć jak bardzo by się cieszył, gdyby wszystkie te ofiary skończyły w rytuale. Fala ciepła zalała go na samą myśl o takiej scenerii. Ciała zostały powynoszone, lecz co to da? Wiele trupów również wisiało. Ciała były wszędzie. Niemożliwością było, żeby cywile nie zobaczyli choć jednego. Zresztą co to za różnica? I tak już pewnie widzieli wiele. Trupy były nieodłączną częścią wojny. Jeśli nie zobaczyli by ich tutaj to i tak w końcu na niejednego by się natknęli. Mimo wszystko próbował zmniejszyć ich ilość do jak najmniejszej. Nie patrzył zbytnio co robi Ame wraz z Kentą. Ciekaw tylko był czy ich dowódca zdaje sobie sprawę z kim tak naprawdę walczyli. Najdziwniejsze jednak było to, że Kenta nie odpowiedział Ame. Czyżby ten zagiął go swoim pytaniem? To nie było do niego podobne, aby mężczyzna nie wyjechał z żadnym sarkazmem czy choćby już tą normalną odpowiedzią. Kto wie co w tym momencie siedziało mu w głowie, nie chciał, żeby się zamartwiał takimi pierdołami. Podszedł do niego i klepnął go w ramię.
- Chyba się troszkę zawiesiłeś.
Wyszczerzył do niego zęby po czym wszedł do budynku upewnić się, że nie zostały tu żadne trupy. W międzyczasie jeśli krwawienie rzeczywiście ustało odwiązał swój płaszcz z klatki piersiowej i założył go na siebie zakładając także kaptur na głowę. W środku szukał ciał. Przy okazji powkładał sobie do kieszeni od płaszcza jakieś drobne kosztowności typu monety lub jakieś łańcuszki i wisiorki jeśli by się zmieściły i upewnił się, że nikogo już tam nie ma. Bajzel na zewnątrz posprzątał na tyle ile mu czas pozwolił, ponieważ gdy tylko zobaczył kruka na murze porzucił swoją robotę. Na początku skojarzyło mu się, że widać go było z dachu, a teraz wiadomym było kto to jest. Był to drugi człowiek Nary. Mężczyzna widać też posiadał ciekawe umiejętności, lecz i tak większą sympatią darzył Kente. Usłyszał krzyk, który dochodził z kruka. Westchnął i spojrzał na Ame, aby sprawdzić czy usłyszał rozkaz. Podszedł do murów i tylko powiedział do kompana.
- Teraz to się dopiero zrobi bajzel - po czym zaczął otwierać bramę.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Kij

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 235
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Ame » 6 cze 2018, o 17:03

W takich sytuacjach jak ta po prostu nie ma dobrych wyjść. Mógłby uciec, no ale gdzie? To, ze nie był ranny, nie znaczy, ze będzie w stanie poradzić sobie z każdym napotkanym zagrożeniem. W końcu trochę się naprodukował żeby uzyskać taki efekt, jaki właśnie wypadałoby posprzątać z placu. Przez chwile dobrze się bawił, było na prawdę fajnie. W gruncie rzeczy w ogolę nie żałował. Żałował tylko, ze pętla zaczyna powoli się zaciskać, a jego towarzysze zauważyli to dopiero teraz. Opłacało się to wszystko, nie dość, ze ma nowy miecz, to przecież warto było bo liczą się wspomnienia - tak mawiał pewien mędrzec z ulicy. Cudza krzywda i tak dalej... członkowie jego tymczasowej drużyny także nie zważali za bardzo na to co się dzieje, nikogo tutaj nie interesowała cudza krzywda. Tym bardziej Rekin nie czul się winny. Do usprawiedliwienia czynów czy tam zbrodni wojennych jakby hejterzy powiedzieli, w oczach i wspomnieniach ofiar pewnie nigdy nie dojdzie.
Może i stwierdził rzecz oczywistą, ale patrząc na reakcje Kenty, uświadomił sobie, ze tamten niczego nie zauważył i jest to dla niego kompletna nowość. Widocznie dopiero teraz docierało do niego, ze maja przerąbane. Tylko gapił się po tych świeższych trupach, co ostatecznie dawało dowód tego, ze tamten do końca nie zrozumiał tego co tu się stało. To daje pewna nadzieje dla Ame. Zawsze można próbować obwinić jego jako najbardziej doświadczonego członka drużyny, wręcz jej nieformalnego lidera. W tym samym momencie chłopak zauważył wielkie ptaszysko, które w zasadzie pojawiło się znikąd. Zrobił kolo nad posiadłością i zniknął. Prawda uderzyła Niebieskowłosego niczym niewyżyty dresiarz po ustawce. Na placu jest więcej trupów niż tych, których osobiście wysłał do krainy wiecznych łowów. Zostaną obwinieni dosłownie o wszystko co tu zaszło. Ucieczka w tym momencie jeszcze wchodziłaby w grę gdyby nie to, ze już zostali zauważeni. Inny mędrzec ulicy kiedyś śpiewał, ze co ma być to będzie, niebo znajdzie wszędzie. Z drugiej strony podobno tylko diabeł się nim już interesuje. To chyba pora zacząć słuchać techno. Ptaszysko, które już wcześniej sygnalizowało kłopoty usiadło na murze. Do jego uszu doleciała komenda pod tytułem "Otwórzcie bramę!". Słyszał już wcześniej ten głos i należał chyba do towarzysza Kenty, z którym wcześniej się rozdzielili. Ten zaciskał tylko dłonie w pięści i nie odzywał się ani słowem. Moze jednak ktoś w tej grupie żałował tego co się stało? W przypadku Ame było tylko tyle, ze wolał żeby się to nie stało ze względu na ewentualne konsekwencje, przed którymi zaraz mogą stanąć, ale na pewno nie będzie go to prześladować do końca życia. Nawet jeżeli licząc od teraz będzie bardzo krótkie. Z westchnieniem pomógł Saburo przy otwieraniu bramy.
- Szkoda, ze my będziemy robić za kurwy. - zripostował słowa Mnicha.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 291
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta: Ieanuso

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kisho » 6 cze 2018, o 20:01

Porównać Kentę do dzikich? Na pierwszy rzut oka w ogóle nie przyszłoby to do głowy, bardziej przypominał dzieciaka, któremu w głowie siedzą jedynie zabawy. I wino. Jednak po dłuższych obserwacjach z bezpiecznej odległości, trzeba było przyznać, że coś jest na rzeczy. I nie chodzi tutaj o jego brutalność czy niepohamowanie w walce, co akurat czerwonooki miał nieprzyjemność zobaczyć. Mowa raczej o jego charakterze, tej znieczulicy i obojętności na cierpienie innych. No i... bywa cholernie agresywny w najmniej odpowiednich momentach - tak, mowa o samym początku ewakuacji, gdzie Kenta dosłownie skoczył Kishowi do gardła.
Hakusei, w porównaniu do tego powyżej, był zgoła inny, mimo że to właśnie on pochodzi z obszarów za Murem. Jedynie techniki, którymi się posługuje, w jakiś sposób nawiązywały do Dzikich. Nie wyglądało by cokolwiek ich jeszcze łączyło. Mimo to, przeświadczenie o tym, kim był i skąd pochodził nadal nie pozwalało o sobie zapomnieć.
Z lekkimi oporami Kisho wszedł na czarne zwierze. Cóż, skoro już miał ten swój transport, musiał też i przezwyciężyć obawy, zaufać kompanowi i liczyć, że też przypadkiem go nie zrzuci. Uczepił się, niby piór, niby... cholera wie, co to było, zgodnie z poleceniem i wraz z Hakuseim wzbili się w górę.
- Chwilę temu zakończył walkę, a teraz ewakuuje ludzi - poinformował. - Jest dokładnie tam - wyciągnął szybko lewą dłoń i wskazał kierunek - Za budynkami w uliczce. - Wiedział co nieco o zdolnościach dzikich, ale to, że potrafią przekazać wcześniej napisaną wiadomość w postaci latającego ptaka, było czymś nowym. Przez moment Kisho nieco się przeraził, że i w podobny sposób zamaskowany może przekazywać informacje swoim pobratymcom po drugiej stronie Muru. Takie coś niewątpliwie sprawiłoby wiele kłopotów w przyszłości, ale obecnie Kisho miał inne zmartwienie. W zasadzie nawet dwa zmartwienia o wdzięcznych imionach Mokuzu i Izanagi. Ta dwójka była w zasadzie powodem, dla którego przełamał swoje uprzedzenia i wsiadł na gigantycznego atramentowego ptaka.
- Jeśli nie uda mi się jej ustabilizować, będziesz musiał zabrać ją prosto do portu na jakiś statek - rzucił do Hakuseia, gdy zeskakiwał ze stworzenia i czekał na otwarcie bramy. Już z oddali widział, w jakim stanie znajduje się dziewczyna. Izanagi, miał to szczęście, że jego życiu praktycznie nic nie zagrażało, ale niestety na chwilę obecną będzie mało użytecznym wsparciem. Mało użytecznym, ale żywym! Królowa owadów nie miała się już tak dobrze, jak jej kompan.
Przydałby się Akarui... - zaczął nieco posępnie narzekać. - Pewnie wiedziałby co zrobić i zdołałby ją postawić na nogi. - Kisho, był medykiem, co do tego nie było wątpliwości, ale dopiero raczkującym, stawiającym pierwsze kroki w dziedzinie Irojutsu. Poznał już podstawową technikę leczącą, ale obawiał się, że w jej przypadku może ona nie pomóc. A mogłem skupić się na treningu medycznych jutsu... Po kij mi były techniki klanowe...
- Zróbcie mi trochę miejsca - rzucił niemal na wejściu, kierując się wprost do poszkodowanej. Przykucnął przy jej boku, oglądając z bliska jeszcze raz wszystkie rany i oceniając, z którymi sobie poradzi, które przekraczają jego możliwości i co najważniejsze czy jest coś, co bezpośrednio zagraża jej życiu i czym należy się zając niemal natychmiast. - Przynieście jej coś do picia - poprosił. Brunetką już wcześniej ktoś się zajął i założył prowizoryczne opatrunki, by nie traciła krwi. Problem w tym, że były to tylko półśrodki i za chwile będzie trzeba je zmienić na nowe. Dodatkowo są w akcji ewakuacyjnej i nie wiadomo czy jej stań się nie pogorszy, podczas podróży, a Kisho nie mógł obiecać, że przybędzie na jej zawołanie. Musiał więc leczyć, a nie jedynie zapobiegać.
- Może boleć, ale spróbuj na moment się pochylić -próbował mówić spokojnie, nie dawać po sobie oznak niepewności czy zwątpienia. Nie miał zamiaru niepotrzebnie jej straszyć. - Musisz to połknąć - podał jej do ręki małą kuleczkę, którą w międzyczasie wyciągnął z torby na pośladku. Przy okazji schował także kunai. Pigułka ze skrzepniętą krwią powinna jej pomóc, przynajmniej przez najbliższe kilka minuty. Przy okazji dodatkowa dawka czerwonej cieczy powinna lepiej wpłynąć na organizm. - Ostrożnie i bez pośpiechu. Pomogę ci - Objął ją, delikatnie od strony pleców, by nie musiała się męczyć i siłować z ciężarem własnego ciała. Przytrzymał dziewczynę do momentu, aż spożyła medykament i, o ile ktoś uprzejmy ruszył tyłek po choćby kubek wody, zapiła go. Po tym ostrożnie opuścił jej ciało na ziemię, by mogła swobodnie leżeć i odpoczywać, a sam przeszedł do kuracji. Leczenie zaczął od tych znaczących ran i to na nich początkowo się skupił. - Odpoczywaj - rzucił, kładąc dłonie na jej ciele i zbierając własną chakrę, którą lada moment odpowiednio przekształci i prześle do ran, by przyśpieszyć ich regenerację.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK

PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • kabura na broń (na prawym i lewym udzie)
  • torba (na lewym i prawym pośladku)
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 343
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kaito » 6 cze 2018, o 23:13

Z perspektywy innych obserwatorów wydawać by się mogło, że Kaito idzie na czele grupy, chociaż wcale żadnym przywódcą się nie czuł. Oczywiście nie miał zamiaru umniejszać swoich zasług, bo jednak udało mu się ewakuować wielu ludzi z ich domostw, a trudno było przewidzieć, co by się nimi stało, gdyby postanowili jednak skryć się przed przeciwnikiem w swoich czterech ścianach. Mimo wszystko… nie uważał, by to, co czynił sprawiło, że stał się nagle kimś wyjątkowym. Odwalił przecież tylko swoją część zadania, podczas gdy inni mieli swoje obowiązki, być może nawet trudniejsze w realizacji. No tak, spojrzenie na biedną Mokuzu znów uniemożliwiło mu uniesienie kącików ust w geście zwycięstwa. Podobnie zresztą jak ten cały obraz nędzy i rozpaczy, który napotykali po drodze. Świeże trupy, jasnoczerwona krew i wisielcy… Młody Hozuki pierwszy raz przeżywał coś takiego i nawet nie do końca potrafił nazwać swoje uczucia. Coś ściskało go zarówno w sercu, jak i w żołądku, kiedy myślał o wszystkich tych, którzy stracili życie w imię jakiejś zapewne idiotycznej idei zakonników. Do tej pory miał to szczęście, że udawało mu się zrządzeniem losu unikać wszelkich większych konfliktów. A to się z bratem po drodze pogubili, a to przebywali w krajach kupieckich, w których akurat było bezpiecznie… a to podróżowali z karawaną handlarzy, która trzymała się z dala od niebezpieczeństw. Tym razem z Ame trafili w samo serce tak okrutnych wydarzeń i musiał przyznać, że niełatwo było mu się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Do chwili obecnej chyba zbytnio idealizował świat i nie doceniał aż tak mocno wartości ludzkiego istnienia. To zawsze było dla niego ważne, ale tego dnia stało się czymś zupełnie nieocenionym.
Czy ich akcję ratunkową można było nazwać zwycięstwem, skoro po drodze napotykali tylu poległych? Można by rzec, że uratowali tylko grupkę ludności, która w praktyce była wręcz kroplą w morzu. Mogli się dołować, dobijać czy obwiniać, ale cóż… wielu uciekło, a oni jednak stawili czoła przeciwnościom losu i robili, co mogli, byleby zminimalizować straty. Kaito stwierdził, że jakkolwiek marne rezultaty by to nie było, to jednak ich akcję można było określić mianem małego zwycięstwa, i tego zamierzał się trzymać. Nie ukrywał jednak, że z poczuciem ulgi spoglądał na przybyłą świtę, a w szczególności niezbędnego w tym momencie Kisho, a także na powoli otwierające się bramy. Co prawda nikt nie powiedział, że to już koniec, ale czy nie była to jakaś maleńka iskierka nadziei? Światełko w tunelu?
- Dziękujemy… – Mruknął tylko pod nosem w odpowiedzi na komentarz Hakuseia, ale to nie on w tym momencie interesował go najbardziej. Atramentowe zwierzęta nie mogły się przecież w tych okolicznościach równać z rękoma, które leczą.
Kiedy Kisho podszedł bliżej, żeby przyjrzeć się stanowi Mokuzu, młody Wyspiarz ustąpił mu miejsca. Nie chciał przeszkadzać medykowi w pracy, a jednak był zaaferowany tym wszystkim na tyle, że nie potrafił też siedzieć bezczynnie.
- Jesteś w stanie jej pomóc, prawda? – Zagadnął początkującego iryonina ze słyszalną nutą nadziei. Może nie poznał zbyt dobrze tej dziewczyny, ale przez wzgląd na to, że byli częścią jednej grupy, czuł się tak, jakby była dla niego kimś bliskim. Ufał Kisho i wierzył, że uda mu się doprowadzić ją do porządku. Podobnie zresztą jak Izanagiego czy innych wyczerpanych lub zranionych po tej przeklętej batalii. Mokuzu była jednak w najgorszym stanie, więc siłą rzeczy trzeba było się nią zająć w pierwszej kolejności. Rekin żałował zaś, że do niczego się w tym przypadku nie może przydać. Chociaż…
- Ja przyniosę! – Wykrzyczał tylko już w biegu, kiedy jego towarzysz poprosił, żeby przynieść pacjentce coś do picia. Kaito zamierzał poszukać jakiejś wody, choćby miał w tym celu przebiec i pół miasta. W końcu był szybki, do tego zadania akurat nadawał się całkiem nieźle. Poza tym nie mógł już zrobić nic więcej, dlatego po prostu obserwował poczynania medyka, trzymając kciuki za to, by wszystko się udało. W międzyczasie spoglądał też w stronę rozwierającej się bramy, chociaż nie zamierzał się stąd ruszać póki nie upewni się co z Mokuzu, jak i resztą rannych. Nie był pewien czy Kisho będzie w stanie pomóc wszystkim, ale każda pomoc była na wagę złota, prawda? Oni też nie mogli zebrać wszystkich po drodze… nie wszystkich dało się uratować, ale każda jedna żywa dusza więcej warta była każdego poświęcenia.

Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyte umiejętności i techniki:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 354
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Mokuzu » 7 cze 2018, o 18:52

Mokuzu była zdana na innych, niemożliwość zrobienia czegokolwiek sensownego nie pomagała. z jednej strony odzyskiwała coraz bardziej świadomość z drugiej docierało do niej jak w złej sytuacji się znajduje. Jej szanse na wyjście z tego piekła były minimalne. A Jedyne czym mogła sobie realnie pomagać to unikaniem przemęczenia i gwałtownych ruchów które mogły pogorszyć jej stan. Trzymała jednak nadal kawałek materiału który miał ją ocalić. Czy to wystarczy ? Nie wiedziała. Cały czas czuła się jak by zbliżała się coraz bardziej do ostatniej wędrówki. Czy to miał być już koniec ? Nie wiedziała z drugiej strony nie chciała aby to był koniec. Wyglądało na to że w tej nieciekawej sytuacji nie może być już gorzej. Dziewczyna jednak zdała sobie sprawę że utraciła kontakt który miał lokalizować tamtą kobietę. Co mogła zrobić w stanie w którym słowa przychodziły z olbrzymią trudnością. Jej sytuacja chyba miała się odrobinę poprawić. Ktoś chciał jej pomóc, Mukuzu czuła wówczas wstyd, sama nie potrafiła o siebie zadbać potrzebowała pomocy. Mimo to nie pragnęła zginąć dlatego słuchała tego co ma zrobić aby przetrwać. Więc próbowała się powoli pochylić. Otrzymała pigułkę którą miała połknąć, gdy już ryzyko zakrztuszenia się spadło Młoda kunoichi połknęła pigułkę, czując jak jej podrażnione gardło sprawia jej ból. A to sprawiło że zakasłała lekko. Następnie odpowiadając - Dziękuję. - Doceniała to że ktoś jej pomaga, aż nadto zdawała sobie sprawę z tego że nie jest w najlepszym stanie. A pozostawiona samej sobie zginęła by. I właśnie ta świadomość sprawiała że czuła się niczym balast dla innych.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Płaszcz z kapturem (szaro-zielony)
  • Kabura na udzie (czarna)

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Mokuzu
 
Posty: 73
Dołączył(a): 17 kwi 2018, o 22:09
Wiek postaci: 14
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Prawie każdy skrawek skóry zakryty przez ubranie
Kaptur na głowie i gogle o czarnych szkłach, w których idzie się przejrzeć
Średniej długości czarne włosy, 158cm wzrostu
Widoczny ekwipunek: Szaro-zielony płaszcz z kapturem i kabura na udźcu
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=5373&p=81711#p81711
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Izanagi » 7 cze 2018, o 21:25

Podążając do miejsca docelowego widoczne były makabryczne rzeczy, które natychmiast wyrzucałem z głowy, patrzą ślepo przed siebie, czując gorąc w klatce piersiowej, nie wynikający z ran, a ze wściekłości która zaczynała we mnie kipieć coraz mocniej.
Zastanawiało mnie jedno czy to zrobili Ci ludzi których zabiliśmy czy może jeszcze ktoś inny, musiałem się dowiedzieć, chciałem się dowiedzieć by móc zajebać ich własnymi pięściami, lecz najpierw chciałem zostać nieco podleczony... Mimo iż nie chciałem na to wszystko patrzeć, nie było wyjścia, może i czułem różne efekty, jak drapanie w gardle czy smród, ale to po tym jak zabiłem tamtych gości, coraz mniej to mnie ruszało, można powiedzieć że wojna konserwuje. Zresztą widziałem już za dziecka trupa swojej własnej matki, przez co może nie oddziaływało to na mnie "AŻ" tak mocno jak na innych, chociaż to zależy od osoby, chciałem aby czym prędzej ktoś mnie tylko podleczył. Gdy doszliśmy na miejsce Kaito szybko załatwił jakiegoś medyka który miał poskładać do kupy Mokuzu. Sam stałem blisko aby wiedzieć czy wszystko będzie z nią w porządku, jednocześnie rozglądając się czy jest ktoś kto mnie by podreperował.
- Walczyliśmy w obronie cywila, z trzema wrogami no i jak widzisz nieźle dali nam popalić.- spoglądałem na kompankę, mówiąc do Kaito gdy ten będzie obok nas, która dostała nieco mocniej niż się tego spodziewałem, czekałem aż wreszcie zobaczę że z nią wszystko już w porządku by móc odejść od niej.
- W tej sytuacji mogę jedynie powiedzieć, że w porównaniu do nas, przeciwnicy nie przeżyli z nami spotkania.- nie mówiłem tego aby się chwalić bo uważałem że niema czym. Bardziej chciałem jakoś uzyskać zadość uczynienie za rany jakie odniosła Mokuzu, bo pomyślą być może że się obijałem.
- Co dalej? Bo ja jak tylko zostanę nieco podleczony jestem gotów, by ruszać dalej i moglibyśmy kurwa dorwać tych bydlaków.- bardzo chciałem utłuc tych którzy pomordowali te wszystkie nie winne osoby, tylko nie wiedziałem czy ktoś nam pomoże oraz co dalej w planie mamy do roboty, bo nic takiego nie słyszałem, chyba że podczas eskorty czegoś nie dosłyszałem.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 82
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez BeeBee-Hachi » 8 cze 2018, o 14:43

Obrazek
Komplikacje
Ścieżka dzielnicy mieszkalnej eventu
Kisho, Ame, Kaito, Saburo, Mokuzu, Izanagi


Jeszcze inny wieszcz powiedział, że ma jedną pierdoloną schizofrenię. I ze wszystkich mądrości ta jedna chyba najlepiej wpasowywała się w obraz nędzy i rozpaczy, którą prezentowało sobą Kami no hikage. Pępek świata – tylko kogo to w sumie obchodziło, jakie to miasto było? Pewnie nikogo. Produkowanie się wydawało się więc zbędne.
- Zamierzacie teraz biegać wokół rannej, kiedy mamy morderców za tymi murami? – Ruri wystrzeliła ręką w kierunku bramy, która na razie była przed wami zamknięta. Miało się to szybko zmienić, biorąc pod uwagę fakt, że Hakusei wzbił się w powietrze wydać rozkaz o jej otworzeniu.
Kruk wzbił się w powietrze, sprawiając, że ludzie automatycznie przykucnęli i zasłonili rękoma głowy. Atramentowy stwór wzbudzał niepewność i niepokój. Nie musieli widzieć zdolności tych zza Muru, żeby odczuwać lęk przed wielkim stworzeniem. Nawet Ruri na chwilę zamilknęła. Nie żeby była szczególnie wygadana – miała jedynie sporo do powiedzenia w kwestii tego, na jakie priorytety postawili ich nieformalni liderzy. Hakusei wleciał na środek przestronnego placu i wylądował na nim, zostawiając stwora na uboczu.
Kenta westchnął, ale nie było to westchnienie, które sugerowałoby, że właśnie cały ciężar wszechświata zagościł na jego ramionach. Zawieszenie to dość dobre ujęcie dla stanu, w który zapadł na kilka chwil jeden z przydupasów lidera. Towarzyszów? Towarzyszy już prędzej. Ochroniarzy? Eee... ludzi specjalnych? Gdyby ta trójka miała facebooka, to pewnie w statusie związku mieliby wpisane: to skomplikowane. Trzymał złapaną apteczkę, ale jakoś do tej pory nie wydawał się chętny do skorzystania z niej. Do tej pory. Bo kiedy Hakusei wylądował na dachu i zażądał otworzenia bramy, mężczyzna po prostu usiadł pod murem na pierwszym lepszym pudle, które akurat nie było usmoruchane krwią i jak gdyby nigdy nic zaczął się dobierać do uszkodzeń własnego ciała. Teoretycznie po to, żeby je wyleczyć.
- Pozytywne myślenie wydłuża przyrodzenie, chłopaczki. – No to się "odwiesił". W sam raz, bo bramy budynku stanęły przed resztą ekipy otworem.
- To oni! – Ręka Ruri wystrzeliła w kierunku Saburo i Amego, którzy otworzyli przejście. - To ci mordercy!
Przez tłum przebiegł szept. Szept niepokoju i niepewności, którego nie odczuwaliście Wy – główni bohaterowie tej opowieści. Ame i Saburo stali przed wami jak skazańcy, a jednak żaden z nich na skazańca nie wyglądał. W niczym by ich nie przypominali, gdyby nie ciężkie spojrzenia, które na nich spoczywały i palec kunoichi, który wskazywał właśnie ich. Ich i widocznego pod murem, naprzeciwko wrót, Kente, który zajęty był wylizywaniem własnych ran. Kisho zajął się opatrywaniem Mokuzu. A raczej ratowaniem jej życia, które przehandlowała za wygraną walkę. Całkiem niezły deal, jeśli tylko zauważyło się to, co zauważył już Izanagi – oni wciąż żyli. Ich przeciwnicy nie. Tak samo Kaito i Izanagi bardziej byli zaangażowani w pomoc dzielnej Mokuzu aniżeli w fakt, że przed sobą mieli zbrodniarzy wojennych. Sama dziewczyna nic nie ważyła w ramionach mężczyzny, który ją niósł. Jeden z tych potraktowanych shurikenami, którego obrażenia nie były na tyle poważne, żeby nie podołał zadaniu. Przelewała się przez ręce, a mimo to walczyła o to, by całkowicie się nie rozpłynąć.
- Nie trzeba ich łapać. Grzecznie czekali na swoją kolej. – Odpowiedziała Ruri Izanagiemu. Nie było w jej głosie satysfakcji, tak jak nie było jej w spojrzeniu. Węszyła postęp. Który normalny zbrodniarz otwiera bramy na żądanie?
- Kaito... – Aya odezwała się cicho. W rozmowach, które toczyły się wokół, w szumie biegu, słowa tonęły zupełnie. Zwłaszcza, że Kaito pobiegł już na plac, by znaleźć wodę. Nie było to trudne. Na dziedzińcu znajdowała się studnia, w niej zanurzone było wiadro. Gdyby wbiegł do domu to i tam znalazłby tyle wody ile dusza zapragnie. Akurat tego nie brakowało. Mimo to pożarów nie było kogo gasić.
Za waszymi plecami zawalił się jeden z budynków, blokując drogę. Kamienna konstrukcja zbudowana na drewnianym szkielecie, połowicznie drewniana, nie wytrzymała naporu kamieni i te runęły w dół. Płomienie rozprzestrzeniały się szybko, jak spragniona krwi bestia, której apetyt rósł tym szybciej, im więcej żarła. Było to na tyle głęboko w uliczce, że nie mogło być mowy o tym, żeby komukolwiek cokolwiek się stało. Tylko w którą stronę teraz spoglądać? Na winowajców? Na ogień?
- Chodźmy już do portu! – Aya wymiękła. Kobieta, która pomagała Kaito i wyciągała wszystkich z domów opadła z psychicznych sił na wytrzymywanie presji, która znów zaczęła się cisnąć na ludzkie myśli. Wydawało się, że dotarcie do tego domu to będzie koniec wszystkich problemów. Przysunęła się do Izanagiego i złapała ostrożnie kraniec jego rękawa – tam, gdzie nie był poparzony przez ogień.
- DO PORTU? – Zagrzmiała Ruri. - A co z nimi?! Mamy ich puścić wolno?!
- Kenta. – Hakusei przysłuchiwał się wymianie zdań i przypatrywał wszystkim i wszystkiemu. - Co tu się wydarzyło? – Kenta nie zdążył nawet odpowiedzieć. Zresztą jakoś się do tego nie kwapił. Wzruszył ślamazarnie ramionami.
- Ja ci powiem, co tutaj się stało. – Kunoichi wyszła naprzód, zostawiając grupę za sobą i weszła na plac. - Strażnicy kazali nam wszystkim pochować się w domach. Pomogli nam obronić się przed bandą, która była odpowiedzialna za większość z tego. – Powiodła ręką po trupach. Tych wiszących. Tych, których Saburo nie zdążył wynieść. - Ale nie za to. – Wskazała na trójkę martwych towarzyszy dobitych przez Ame. - Najpierw wpadł tutaj on – wskazała na Kente – był z nami shinobi, który chciał iść po pomoc w głąb miasta. Zaczęli walczyć. Potem oni – wskazała na Ame i Saburo – zabili trójkę cywili. Wpadli tutaj i... – Zacisnęła zęby. - I oto efekt. – Zakończyła lodowatym tonem.
Hakusei zerknął na ludzi, którzy przyszli tutaj razem z nią, Kaito, Mokuzu i Izanagim. Parę osób skinęło głowami. Inni wyglądali na przerażonych i coś do siebie szeptali. Niedobrze. Nie powinni pozwolić, żeby ludzie byli przekonani, że w ich drużynie są zimnokrwiści mordercy. To przedstawienie nie mogło trwać dalej, zresztą nie czas to na jakiekolwiek sądy. Z drugiej strony nie mogło to ujść płazem.
- Kisho, Kaito, Izanagi. Zostawiam grupę pod waszą opieką. Kiedy Naoki do nas dołączy, niech przyjdzie od razu do mnie. Będziemy w jednym z pokoi. Kenta, Ame, Saburo. Proszę. – Wskazał gestem ręki drzwi prowadzące do posiadłości. Lepiej, żeby sobie tę sprawę wyjaśnili na osobności. Nie tu i nie teraz. Nie mogli trzymać przecież cywili na ulicy... z drugiej strony byłoby już chyba lepiej niż na tym cmentarzysku.
Hakusei zajął pierwszy lepszy pokój i wskazał zainteresowanym siedzenie, sam jednak nie usiadł.
- Słucham waszej wersji wydarzeń.
W tym czasie trwała akcja ratunkowa Mokuzu. Tabletka podana przez Kisho zadziałała i powstrzymała krwawienie. Stan pacjentki ustabilizował się. Zostawianie jej jednak samej sobie, czy też nakazanie iść o własnych siłach nie wchodziło w grę. Tak jak Kisho poprosił – zrobiono mu miejsce. Było sporo rannych do opatrzenia, a do portu kawałek drogi. Większość z nich jednak spokojnie sobie poradzi. Najgorszej było z Mokuzu i mężczyzną, którego położono nieopodal niej, podziurawiony cały, jakby nakłuto go senbonami. Tych już nie było w jego ciele. Była chwila czasu na przygotowanie się przed ruszeniem przez płonące miasto prosto do portu.



36h na odpis!
Pingować mnie jak czegoś zapomniałam <notlikethis>
Obrazek
Avatar użytkownika

BeeBee-Hachi
Moderator
 
Posty: 2097
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 9261903
Multikonta: Arashi

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Bing [Bot] i 1 gość