[Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Mokuzu » 30 maja 2018, o 00:03

Chociaż ich sytuacja była naprawdę dramatyczna, to Mokuzu i tak odczuła lekki zawód, że jej partner zdecydował się poświęcić część jej kikaichu używając ognia. Decyzja Izanagiego zirytowała ją, choć nie sposób było to teraz po niej poznać. Natychmiast przywołała całą pozostałą kolonię do swojego ciała, gdzie mogła chociaż w minimalnym stopniu się odbudować. Kunoichi nie posiadała nieograniczonych ich pokładów i wobec tego musiała ostrożnie się z nimi obchodzić. W tak krótkim czasie raczej nie uda jej się pomnożyć owadów, szczególnie bez pomocy starszego krewnego. W dodatku oboje byli mocno pokiereszowani i na ten moment nie znajdowali się w pozycji, aby ratować kogokolwiek, czy cokolwiek poza własną skórą. Jednak to właśnie w tym momencie przypomniała sobie o cywilach. Jeśli im się coś teraz stanie, to cały trud włożony w walkę pójdzie na marne. Wobec tego posłała promil swojej kolonii w celu wytropienia wysłanej wcześniej samicy. Ruch był nie wskazany, a dzięki temu mogła dowiedzieć się jak sytuacja wygląda... w pewnym sensie. Nie widziała oczyma kikaichu, ale te potrafiły wysłać jej informacje na temat otoczenia, impulsów, bodźców, ciepła etc. Powinna być w stanie zlokalizować cywili, ich liczbę i określić, czy żyją nie ruszając się z miejsca. Musiała oszczędzać siły, bo dotarcie o własnych siłach do portu nie było wcale takie łatwe jak mogłoby się wydawać. Jednak shinobi nie uczono, aby szczególnie zaprzątać sobie myśli własnym życiem, leczy by służyć ratując innych. W tej chwili te wpajane od dziecka lekcja kłóciły się z instynktem samozachowawczym, który nakazywał wszystko porzucić i ratować tylko siebie. Mokuzu wychodziła z założenia, że na takie tchórzostwo zawsze znajdzie czas i zamiast tego zawołała do Izanagiego:
- Muszę zatamować krwawienie! - Miała nadzieję, że chłopak miał na sobie jakiś bandaż, albo oderwałby dla niej kawałek swojego ubrania... współczuła jego własnym obrażeniom, ale nie miała niczego czym mogłaby złagodzić jego ból.



Spoiler: pokaż

[color=#BF8000][b]STYLE WALKI:
Bukijutsu - Seido
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 5
    WYTRZYMAŁOŚĆ 20
    SZYBKOŚĆ 5
    PERCEPCJA 20
    PSYCHIKA 20
    KONSEKWENCJA 5
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 50
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 82%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    KLANOWE C
    NINJUTSU
    GENJUTSU D
    STYLE WALKI 1
    • Seido D
    IRYōJUTSU D
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON

Spoiler: pokaż
JUTSU:
Aburame
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Di [ D ]
  • Hijutsu: Mushiyose [ D ]
  • Hijutsu: Ningen no Jutsu [ D ]
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi [ C ]
  • Mushi Kame no Jutsu [ C ]

Styl Walki: Seido
  • Kage Shuriken no Jutsu [ D ]
  • Sōshuriken no Jutsu [ D ]

Genjutsu
  • Kasumi Jusha no Jutsu [ D ]
  • Magen: Narakumi no Jutsu [ D ]

Iryōjutsu
  • Chiyute no Jutsu [ D ]

Antidota i trucizny
  • Poziomy opanowania: Prosty


Spoiler: pokaż
Nazwa
Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi

Rozwinięcie umiejętności klanowych wiąże się z możliwością perfekcyjnej kontroli wszystkich posiadanych owadów. Nadal możemy osiągnąć te same efekty co przy poprzednim poziomie z tym, że tym razem przy użyciu wszystkich posiadanych owadów. Zwiększa się zasięg i szybkość z jaką się poruszają.

Zasięg
Brak Skupienia
25 metrów

Pełne Skupienie
100 metrów

Wytrzymałość
Bardzo Słaba

Szybkość
Mierna

Dodatkowe
Wykonywane przy pomocy Kikaichū

Koszt Chakry
E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne


Kikaichu:
Wysysanie chakry - Kikaichū potrafią wysysać chakrę przeciwnika, jeżeli tylko zdołają się na nim usadowić. Aby proces stał się odczuwalny, musi to być grupa min. 10% robaków. Ilość wyssanej chakry na turę oblicza się następująco: Ranga dziedziny klanowej x 1% x (ilość robaczków/10). Przykładowo na randze S Kikaichūw liczbie 10% wysysają 5% chakry na turę.
Zapach - Samice Kikaichū mają bardzo specyficzny zapach i samce będą w stanie je znaleźć, jeśli te nie oddaliły się na więcej niż 40m.

Przyzywam całą pozostałą kolonię do siebie


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Płaszcz z kapturem (szaro-zielony)
  • Kabura na udzie (czarna)

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Kabura
  • 4 Kunai

Torba (schowana z tyłu, pod płaszczem)
  • 6 Kunai
Mokuzu
 

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Izanagi » 30 maja 2018, o 01:27

Upadłem, leżałem, próbując się pozbierać po tym co się stało, nie było to takie łatwe... dopóki nie zauważyłem iż przeciwnicy zostali pokonani. To co pomogło nam pokonać przeciwników było czymś co Mokuzu wykonała, nie wiedziałem co to było ale mogłem jedynie domyślać, z tym że nie bardzo miałem teraz na to czas, leżąc i czując jakbym miał spłonąć w pewnych miejscach. Moja towarzyszka rzuciła się aby mi pomóc i zacząć mnie leczyć, niestety sam nie miałem nic co by mi pomogło. Spoglądałem na nią co i rusz jednym okien, ból był tak potężny co było widać na mojej twarzy, może nie mówiłem tego ale z pewnością było to widoczne. Wyraz twarzy mojej towarzyszki nie wiele mi mówił ale chciałem sam jej coś powiedzieć... nie wiele mogłem, miałem do powiedzenia ale czułem że mogłem zrobić nieco więcej czy też coś lepiej...
- Wybacz, to nie do końca miało tak wyglądać.- wydukałem ciężkim głosem, po czym podniosłem prawą rękę i wskazałem coś, było to miejsce w którym wystartowałem walkę. Tam nieopodal leżała część od mojego ubioru oraz kapelusz...
- Z tego możesz coś zrobić.- upuściłem dłoń na swoje ciało, chciałem aby Mokuzu z tego zrobiła jakiś opatrunek czy coś w tym stylu, sam nie miałem nic ze sobą, nie spodziewałem się że ta impreza przerodzi się w pole bitwy. Liczyłem na to że jakoś szybko dojdę do siebie, przegrupujemy się i podejmiemy kolejne działania... o ile jeszcze będę się do tego nadawał. Wśród tylu ninja z pewnością znajduje się jakiś medyk który pomoże mi wyleczyć rany, powoli myślałem aby spróbować wstać z tym że najpierw być może towarzyszka opatrzy me rany.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 144
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Natsu » 30 maja 2018, o 14:16

Obrazek
Komplikacje
Ścieżka dzielnicy mieszkalnej eventu
Kisho, Ame, Kaito, Saburo, Mokuzu, Izanagi


Ame i Saburo
Walka rzeczywiście została chwilowo zawieszona. Oni nie byli gotowi na dalszą walkę. Tak samo jak Saburo nie był. Ame mógł wystrzelić w ich kierunku w każdym momencie, pozostawało pytanie, czy rzeczywiście chciał. Kalkulacja zysków i strat. Co się opłaca? Dalsze ciągnięcie rzezi? Nawet nie rzezi – przecież walka wcale nie była tak nierówna, czego żywym dowodem była rana na plecach Saburo. Wzajemna niechęć pulsowała napięciem w powietrzu. Każda ze stron ważyła swoje możliwości i szanse, by jak najmniejszymi kosztami to przetrwać. Zupełnie jakby dwójka potężnych ninja nie istniała. Ich ścieranie się, trzaski, dźwięk trzaskającego szkła i łamanego kamienia oddalał się od was miarowo. Dźwięki były na tyle nieważkie w tle waszych obecnych problemów, że łatwo było je zignorować. Tak samo jak odgłosy ludzi, którzy nawoływali się coraz głośniej i tłumniej poza murami tego miejsca, które miało im posłużyć za tymczasowe schronienie.
- Proszę bardzo. – Rzuciła chłodno, sucho kobieta, która ciągle trzymała skrzyżowane przed sobą kunai. - Bierzcie sobie wszystko z tego domu. - Splunęła na ziemię w kierunk Ame.
Prawdopodobnie było co grabić. Posiadłość, w której stajnia, obecnie pusta, miała pięć boksów, której plac był tak rozległy, a ściany zdobiły ornamentalne żłobienia, prezentująca się naprawdę godnie na tle wszystkich drobnych domków, nie mogła należeć do biednych. Świetny pretekst – życie za złoto.
- Idźcie do wyjścia. – Nakazała kunoichi w kierunku kobiet i dzieciaków. Również w kierunku mężczyzn, z których jeden walczył obecnie o przetrwanie. Poruszanie się na pewno nie będzie dla niego przyjemne.
Tak i żaden ruch nie był przyjemny dla Saburo, który ściągnął z siebie szaty, próbując zatamować krwawienie, rozrywając swój płaszcz. Lodowaty mróz zimy uderzył w jego ciało i sparaliżował na moment, doprowadzając do dreszczy. Powietrze kąsało każdy fragment jego ciała. Pulsująca gorącem rana, z której sunęła ciepłym krew, była dlań zupełnym przeciwieństwem.
- A-ale...
- Juz! – Nakazała kunoichi ostrzej na protest jednej z kobiet. I rzeczywiście zaczęli powoli się wycofywać. Kunoichi nawet przez moment nie odwróciła się przy tym do Amego bokiem. I nie zamierzała rzucać mu do stóp swojego sprzętu i broni. Zdawała sobie sprawę z tego, że nawet jeśli Ame był zdolny do dalszej walki, to ich nadal było więcej.
Kiedy spojrzała w kierunku Saburo, jej twarz ogarnął szok. Jedna z kobiet skuliła się, widząc znamię. Brunetka szybko odzyskała względny rezon. Trójka kobiet pomagała iść rannym. Zwłaszcza pomocy potrzebował pan jeżyk, który coraz bardziej slabł. I jeśli ich nie powstrzymaliście – mieszkańcy opuścili budynek, zostawiając wam jego trupy, jego ciszę, krew i cały sprzęt, jaki tylko bylibyście w stanie tutaj znaleźć.

Kaito
Obcy. Byłeś obcym na terenie, który był ich domem. Zapewne tak samo obcy, jak ten, który wbił nóż w brzuch kobiety i zostawił ją, by wykrwawiła się bolesną i powolną śmiercią. To nigdy nie działało tak jak w filmach. Nigdy nie umierało się wystarczająco szybko, żeby nie pozostawić odcisku po sobie w każdym fragmencie swojego własnego domu. By nie zakraść się do myśli bliskich i nie zawładnąć nimi, okładając się na umysł czarną, ponurą płachtą. Nigdy nie umierało się dostatecznie szybko, żeby nie bolało. Więc czy ich bolało? Dziewczę na pewno. Te czyste łzy były ciężkie i wielkie jak groch. Mógłbyś przysiąc, że cała pościel, na której leżała, stała się oceanem nieszczęścia, który gładką falą uniesie się ze swoich ostoi i zmyje cały bród i smród krwi, która nieprzyjemnie wdzierała się do nozdrzy. Mam wrażenie, że to była jedna z tych rzeczy, do których człowiek nie mógł się przyzwyczaić. A ty? Jak sądzisz, Kaito?
Przyzwyczaisz się kiedykolwiek do Śmierci?
Więc mówisz im, by się nie bali. Chyba gotów na słodkie kłamstewka, nie wiedząc, co zrobić, w którym miejscu rozpocząć plecenie liter, by powstały sensowne zdania. Racja – o wiele łatwiej unieść miecz i opuścić go na wroga. Człowiek wtedy nie musi się tak wiele zastanawiać. I w jakimś sensie zło, które go otacza i którego ma się dopuścić, nie uderza tak mocno.
Wszystko było bardziej wyraźne, kiedy odbijały je oczy dziecka.

Twoja sylwetka była bardzo wyraźna w tych sporych oczach, które spoglądały na ciebie bez większego wyrazu. W oczach dwójki chłopców zagościł strach, skulili się nieco bardziej, jakby chcieli wycofać. I rzeczywiście nawet oglądnęli się, by zobaczyć, czy nie ma za ich plecami miejsca, w którym mogliby się skryć. Nory, która ochroniłaby ich ode złego. Chyba właśnie tego teraz potrzebowały te dziatki najbardziej. Ciepłego koca, który odciąłby ich od świata i kubka gorącego mleka z łyżeczką miodu – takim, które mama zawsze robiła, kiedy skarżyły się na ból gardła.
Chyba nikt nie wierzył człowiekowi, który wjeżdżał do ich domu z buta, że nie jest jego wrogiem. Że przyszedł tutaj w pokojowych zamiarach. Czy te dzieci wierzyły? Chyba nie. Biorąc pod uwagę, jak się kuliły, jak chciały uciekać. Tylko ten jedne chłopak ciągle tkwił w miejscu i wpatrywał się w ciebie niezmiennie tak samo. Szok? Być może. Nie zareagowali na żadne twoje słowa. Nie dostałeś odpowiedzi na swoje pytanie. Przynajmniej dopóki nie powołałeś się na kryjącą się pod łóżkiem dziewczynkę. Chłopak, któremu pewnie dane będzie zatroszczyć się o całą rodzinę, powiódł wzrokiem za twoim ruchem dłoni i spojrzał na swoją siostrę kryjącą się w cieniu. Racja, rodzina była siłą. Potrafiła sprawiać, że człowiek zbierał siły na rzeczy, których normalnie by się nie dopuścił. Czy nie tak samo było z gniewem? Pokręcił lekko głową – cokolwiek miało to znaczyć – i znów na ciebie spojrzał.
- Taty nie ma. – Padła w końcu odpowiedź. Kto wie, jaka historia kryła się za murami tego domu? W sercach tych dzieci i w sercu nieżyjącej matki? Może odrobina szczęścia. Dobry start, skoro nie można było liczyć na dobry koniec. Może tragedia, w której mąż bił żonę. Cokolwiek to było – traciło tutaj na znaczeniu. - Zabierze pan mamę w bezpieczne miejsce?
- Kaito! Kaito! – Usłyszałeś dobrze znany głos szatynki z zewnątrz. Czułeś jej chakre, jak ostrożnie weszła do domu. - Jesteś tutaj? – Weszła do środka, wyglądając za tobą. Szukała cię. - Jakaś dwójka shinobi napadła na dom, w którym zbierali się ludzie.

Kisho
Dwóch na jednego – ten bilans nigdy nie był dobry. Nawet kiedy w arsenale miało się sporo wsaniałych technik, nawet jeśli w kaburze śniła spokojnie broń, czekając tylko, aż pewna ręka po nią sięgnie. W końcu ciężko przewidzieć, czym dysponowali twoi przeciwnicy. Szczęście w nieszczęściu – oni też nie wiedzieli, czym ty dysponujesz. Cwaniaczki uśmieszek zszedł z miny najbardziej wysuniętego mężczyzny w twoim kierunku. Wpatrywali się w twoje czerwone oczy, które jarzyły się jak żywy ogień zaklętych w szklanych kulkach. Nienaturalne oczy. Nie były czymś, co widywało się na co dzień. Jeden z nich zrobił krok w twoim kierunku. Napiął mięśnie. Zrobił to, kiedy ty postawiłeś swój pierwszy w tył. Atmosfera zagęstniała do stopnia, w którym można było ją kroić nożem. Wahali się. Pomimo tego, że nie wydawali się jakkolwiek niepewni co do swego, widać było, że ważą teraz swoją szansę – tylko i wyłącznie dlatego jeszcze nie skoczyli na ciebie. Właśnie – łatwy zarobek. Nie, nie łatwy – DODATKOWY. Ale nie łatwy. Dla nich kalkulatorek zysków i strat się tutaj nie zgadzał. Atakowanie ciebie – świetnie... i ryzyko ran czy przegranej, gdy mieli tak bogatą rezydencję do złupienia, z której pewnie i tak nie dadzą rady wynieśćwszystkiego?
Wycofałeś się, a oni zrezygnowali. Odprowadzali cię jedynie czujnym wzrokiem, dopóki nie zniknąłeś za korytarzem. Ty ich widziałeś – oni ciebie nie.
- Widziałeś jego oczy? – Słyszałeś w tym pytaniu zdziwienie.
- Zamknij się. – Warknęła głowa tej dwuosobowej szajki. - Zabezpiecz korytarz. Zabieramy tyle, ile zdołamy unieść i spadamy. - I jak powiedział – tak zaczęli robić. Ten, który był w tej dwójce bardziej pomagierem, nalepił na mur notki wybuchowe, zerkając czujnie na wszystkie strony świata, wypatrując cię. W końcu mogłeś równie dobrze próbować ich zrobić w bambuko i chcieć okraść, co nie? Zostawiłeś ich i ich problemy za swoimi plecami.
Ludzie, którzy gnieździli się na placu, potrzebowali cię znacznie bardziej.
Grupka, która się ciebie słuchała, trzęsącymi się rękoma, w nerwach i niepewności, starała się zorganizować jednego konia i zaprząc go do wozu. To wcale nie było takie proste. Zwierzęta wyczuwały strach wokół. Hałas, smród dymu i krzyki wokół w niczym nie pomagały. Łzy tutaj lały się równie gęsto, co krew na ulicach miasta.

- To na nic, te dzikusy nie słuchają. – Dość młody mężczyzna w białym fartuchu, z okularkami na nosie, z którego te ciągle się zsuwały, o blond włosach związanych w kucyk, podszedł do ciebie. Jeden z tych, którzy również krzykami próbowali ogarnąć tłum. Mężczyzna otarł czoło, na którym pot nie pojawił się chyba tylko dlatego, że wokół było naprawdę chłodno. Rzeczywiście – ludzi nie słuchali. Przekrzykując siebie wzajem, w amoku, szarpiąc konie, z których dwa już uciekły w głąb ulicy. I dobierali się do pozostałych boksów. Choć nie można powiedzieć, by te krzyki były zupełnie bezowocne. Zwracały uwagę poszczególnych osób, które dzięki temu wyplątywały się z tłumu gotowego zmiażdżyć człowieka własnymi butami.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Mokuzu i Izanagi
Wojenne opary opadły. Tak to przynajmniej wyglądało z waszej perspektywy. Perspektywy obolałych ciał, zimnej ziemi, na której przysiadliście i woni krwi mieszającej się z kurzem i dymem. Mimo to była to perspektywa wygranych. Gorzkie zwycięstwo, które wydawało się zupełnie puste. Ciążące, kiedy wiedziało się, jakim kosztem zostało osiągnięte. Gdy spoglądało się na martwe robaczki, które leżały rozrzucone pod murami i te, które miękkim dywanem usłały środek ulicy. Te, które nie zostały spopielone całkowicie i opadły, martwe, po morderczej technice katonu. Ból ich utraty kuł w serce. Podrażniał wnętrze, kiedy zewnętrza część była już i tak podrażniona. Oboje coś tutaj poświęciliście i pozostawało postawić sobie to istotne pytanie – warto było?
I czy naprawdę tak to miało wyglądać?
Byliście w stanie wstać – z trudem, ale możecie sobie na to pozwolić. Na pewno nigdzie nie popędzicie. Nie pobiegniecie. Adrenalina jednak nie opuszczała waszych ciał i pozwalała ciągle działać. Przynajmniej w tym momencie okolica wydawała się być bezpieczna.
Jeden z robaczków, przyczepiony do nogi kobiety, sprowadził do siebie samców. Kobieta żyła, skryła się w domu, z którego ją wywleczono. Nie była w najlepszym stanie, ale jej życiu nic nie zagrażało. Skryła się w kącie jednego z pomieszczeń. Nie było przy niej nikogo innego. Dzięki temu Mokuzu miała pewność, że kobiecie nic nie groziło. Tkwiła bezpieczna (chyba nawet we własnym) domu. Co było więc silniejsze? Instynkt, czy wpojone nauki? Musieliście zająć się własnymi obrażeniami, co do tego nie miało wątpliwości żadne z was. Choć może Izanagi uważał inaczej? Kto, jeśli nie wy, pomoże tym wszystkim ludziom? Należało przecież też pamiętać, że nie byliście tutaj sami. Wasza drużyna liczyła jeszcze jedną osobę. Wasza cała drużyna jeszcze siedem. Czy to jakkolwiek pomagało? Świadomość, że nie byliście tutaj sami?
A jednak ulica była całkowicie pusta.
Chłód przenikał coraz intensywniej wasze nagrzane ciała. Świat obserwowany sharinganem obracał się dziwnie wolno i leniwie, kiedy ścieliły go trupy, a ciemny brąz ziemi zamieniał się w ciemny szkarłat.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



36h na odpis!
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2248
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Ame » 30 maja 2018, o 17:31

Chwilowe zawieszenie broni w celu obrzucania się wzajemnie oskarżeniami, usprawiedliwieniami i pogróżkami nie mogło trwać wiecznie. I nawet nie powinno. Czas grał tutaj zdecydowanie na niekorzyść duetu do spraw zwalczania przeludnienia wśród potencjalnych uchodźców. Wszystko co tutaj się stało jest dziełem kilku niefortunnych zbiegów okoliczności oraz kiepskiego rozpoznania w terenie. Osobiście wolałby żeby nie zostali żadni świadkowie tego co się tutaj wydarzyło. Jeżeli wszystko zależałoby od niego to zabrałby nie tylko ich majątek ale i życie. Niestety nie był sam na pokładzie tego statku, który do tej pory płynął przez burzę. Obawiał się, że członek jego załogi lada chwila może znaleźć się za burtą, więc nie mógł sobie pozwolić na kontynuowanie walki z nimi. Nie spodziewał się, że tamci pójdą na taki układ. Spodziewał się, że dumnie podniosą broń i ruszą wprost na najeźdźców. Być może wszystko rozbiło się o decyzyjność tamtej kunoichi. Nie była zaślepiona chęcią zemsty, honorem ani niczym do tego podobnym. Chciała przetrwać bez strat tego co jest dla niej najcenniejsze. Mężczyźni podnieśli sprzeciw, ale oni swoją walkę już przegrali. Chłopak nawet się nie przejął splunięciem wprost pod jego stopy. Tym razem to on jest zwycięzcą i głupie gesty pokonanych nie są w stanie go sprowokować. W milczeniu i skupieniu czekał aż grupka opuści teren posesji. Wygląda na to, że wszystko jednak może się ułożyć. Pod warunkiem, że ktoś ustąpi. W tym czasie jego towarzysz zdjął z siebie płaszcz i zaczął się nim obwiązywać w celu zatamowania krwawienia. Lepiej późno niż wcale. Może i tamci nie byli w stanie już długo walczyć, ale z Saburo wydawało się być jeszcze gorzej. Mimo tego dostrzegł zdziwienie na twarzy kobiety, która patrzyła na jego kompana. Przeniósł wzrok na niego i zauważył tajemniczy tatuaż na jego plecach. Gdzieś już o takim słyszał, nie był do końca pewien. Kojarzył mu się z sektą Jashina. W końcu znał ją tylko z opowiadań członków klanu. A to było dawno... i równie dobrze może się okazać, że nie prawda. Nie zamierzał pytać ani wnikać, ale jeżeli ma rację to wolał nie być jego ofiarą. Od tej chwili ponownie skupił się na grupce. Poczekał jeszcze kilka minut po tym jak ostatni opuścili teren posiadłości - tak dla pewności.
- Stój na czatach. Przeszukam ten grajdołek i się zmywamy. - rzucił do kompana po czym zaczął przeszukiwać plac w poszukiwaniu użytych przez siebie shurikenów, kunai i innej broni, która mogła tutaj leżeć, a mogła się jeszcze przydać.
- Nie mam pojęcia o medycynie. Jak pewnie zdążyłeś zauważyć rzadko odnoszę rany. - mówiąc to wyszczerzył kły w prawie przyjaznym uśmiechu. Gdy skończy przeczesywać plac, zamierza wziąć w ręce większy fragment drewna i rzucić go przez drzwi do posiadłości w celu zdemaskowania ewentualnych pułapek. Następnie zamierza przeszukać dom, szukając broni, kosztowności i pieniędzy.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 436
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kisho » 31 maja 2018, o 11:05

Przeczuwał walkę, nawet jeśli próbował się wycofać i do niej nie dopuścić podświadomie gdzieś w głowie snuł plan pojedynku. Niepotrzebnie jednak, bo jak się okazało, złodzieje poszli po rozum do głowy i szybko odpuścili. Starcie nie było im teraz na rękę. Każdy miał swoje problemy i naprawdę nie warto było krzyżować kunaii w tak błahej - w porównaniu do tego, co dzieje się w mieście - sprawie. Marnotrawstwo wysiłku, czasu, a i niepotrzebne ryzyko bynajmniej niewspółmierne z ewentualnymi profitami. Kalkulacja zysków i strat, tak? Całkiem dobrze ujęte.
Kisho najwidoczniej miał sporo szczęście, że akurat trafił na tych myślących ninja, którzy robili spory użytek z głowy, a nie z mięśni. Trudno zliczyć ilu to już przypadkowych szczęśliwców/półgłówków doskakiwało do niego ot, tak, bez rozwagi czy przemyślenia sytuacji. Szczęście w nieszczęściu, że w rezydencji natrafił na „równych gości", mających głowy na karku.
Gdy wyszedł na zewnątrz, momentalnie dobił do niego pewien człowiek, młody blondyn z długimi włosami, może jakiś uczony albo tutejszy pracownik. No nieważne. To, kim był albo czym się zajmował, traciło najmniejsze znaczenie. Ważne, że jakoś reagował i próbował pomóc.
- Widzę - odpowiedział szybko. Kisho doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co dzieje się przed stajnią, nawet jeśli go tutaj nie było, ba, wiedział co dzieje się niemal w każdej części miasta! Co mu jednak po tej wiedzy, skoro nie ma jak jej wykorzystać? Bo co? Sam rzuci się na wrogów albo uratuje wszystkich? Dajcie spokój. Poziomem nie dorasta złotym smokom do pięt, a i nie potrafi zapanować nad tłumem w rezydencji, a to tylko mała część ludzi, którym trzeba pomóc.
Potrzebował dodatkowych rąk, nie jednych czy dwóch a kilkoro. Ludzi, którzy by go wyręczyli w najprostszych czynnościach. Miał jednego chętnego przed sobą, ale to nie wystarczało. Zapotrzebowanie było większe, ale wiedział, gdzie może znaleźć odpowiednie osoby.
- Przypilnuj ich i spróbuj uciszyć, bo inaczej zwali się tu oddział Shiro ryo - polecił, choć wiedział, że było do niemal niemożliwe zadanie do wykonania. - Zaraz wrócę ze wsparciem - rzucił, odwracając się na pięcie i kierując się niemal w prostej linii w stronę strażników, którzy ostrzegali mieszkańców przed zagrożeniem i nakazywali im pozostać w domach. Z ich pomocą najpewniej będzie łatwiej zapanować nad ludźmi. Ponadto, nieświadomie kierowali się w stronę przeciwników, więc jeśli szybko do nich dotrze, zapobiegnie niepotrzebnej katastrofie. Musiał jednak się śpieszyć i gnać ile sił w nogach, by zdążyć i ściągnąć ich z ulicy do rezydencji.
Jeszcze to białe coś latające nad miastem... Potwór? Trochę tak to wyglądało, chociaż trudno ocenić, bo ledwie sięgał tam wzrokiem. Przypuszczał, że jest to jakaś technika, jutsu któregoś z przeciwników albo sojusznika. Założenie, że jest to twór wroga, było jednak bardziej rozsądne i bezpieczniejsze niż zignorowanie tego, bagatelizowanie zagrożenia i liczenie, że to „nasi". Jeśli się myli, to czeka go jedynie miłe rozczarowanie, ale przynajmniej zachowa swoje cztery litery w całości. Atmosferę podgrzewali także sojusznicy z własnej grupy, bo po pierwsze, w większości byli ranni, a po drugie zaczynali zachowywać się dość... dziwacznie? Mowa oczywiście o grupie zabezpieczającej miejsce zbiórki, którzy chyba zapomnieli o swoim zadaniu i zamiast pilnować zebranych tam ludzi - ku wielkiemu zaskoczeniu - wyganiali ich na ulicę.
- Co to się kurwa dzieje - Kisho aż przeklął w biegu, widząc to, co dzieje się w zasięgu jego szkarłatnych oczu. Wyglądało na to, że cały plan ewakuacji może się ostro skomplikować. Teraz jak na lekarstwo przydałby mu się Nara albo jego zamaskowany pomocnik. Właśnie! Gdzie polazł ten cały Hakusei!?! Niemożliwe przecież, że stracił go z oczu albo zdołał się ukryć przez Tsūjtegan'em, prawda? Jedynie co, to mógł być poza zasięgiem, ale... Nagle, jakby oświecony, spojrzał w niebo z nadzieją, że to tam się czai i że to właśnie on stworzył to białe „coś".


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK

PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • kabura na broń (na prawym i lewym udzie)
  • torba (na lewym i prawym pośladku)
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 9 cze 2018, o 15:56 przez Kisho, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 452
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Saburō Hokusai » 1 cze 2018, o 02:31

Ból przeszywał jego ciało. Mimo to próbował uratować swoje życie. Jeśli by nie dał rady zatamować krwawienia mogło by być po nim. Na szczęście jego ruchy nie były aż tak ograniczone jak mu się wydawało. Przerzucił swój płaszcz przez plecy i związał na wysokości rany. Póki co mu się udało zatrzymać krwawienie. Teraz trzeba było się pilnować. Ludzie, którzy stali naprzeciwko ich zgodzili się oddać wszystko co mają i zaczęli opuszczać teren. Kunoichi nie oddała tylko broni, ale wyprowadziła tutejsze osoby. Ame postawił na swoim i wygrał. Ciężko było stwierdzić czy była to dobra decyzja. Choć Hokusai uważał, że innego wyjścia nie ma po tym jak potoczyły się losy. Za dużo krwi zostało wysłane, za dużo osób oddało swoje życia i za dużo nienawiści pałali do nich ludzie, aby można się było z nimi jakoś dogadać. Ciekawiło go tylko co na ich miejscu by zrobił teraz Nara, ale jego tutaj nie było. Widział też w jaki sposób reagowali gdy widzieli jego tatuaż. Czy to przez pogłoski? Czy mieli swoje przeżycia z jego kultem? W każdym razie w ich oczach malował się strach. Jego kompan stwierdził, że ograbi to co może tylko stąd. Dobra decyzja, bo można było pozbierać chociaż trochę sprzętu. Wyznawcy i tak się nie przyda, a on widać było, że sobie dobrze radzi używając go. Co do tego, że nie za często komuś udaje się go zranić to nic dziwnego. Widział to... Jego ciało zostało zamienione w wodę. Była to strasznie użyteczna technika, o ile to jest technika. Minus miała jeden. Na człowieka z raitonem by się nie sprawdziła.
- Poradzę sobie raczej. Masz dosyć ciekawą umiejętność.
Spojrzał on na kompana po czym spróbował wstać z ziemi. Najgorsze było to, że byli bez żadnego planu. Ich przewodnika jak nie było tak nie ma. Musiał trafić na naprawdę wymagającego przeciwnika, a jeśli by się okazało, że Kenta przegrał to mieliby przesrane. Jeśli już mieli obrabować ten dom to musieli to zrobić szybko. Tą sprawę zostawił Ame a on sam poszedł po swój kij. Podniósł go i ścisnął w swojej prawej ręce. Następnie podszedł pod budynek i zaczął obserwować okolice. Nasłuchiwał też czy w tle nie słychać jego sarkastycznego przyjaciela.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Kij

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 290
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Izanagi » 1 cze 2018, o 14:57

- Nic Ci się nie stało?- zapytałem, bo wcześniej widziałem jak dostała, do tego zauważyłem plamę krwi.
Po dłuższym odpoczynku na ziemi zebrałem nieco energii, gdy tylko Mokuzu opatrzyła mnie tymczasowo, wstałem.
- Pokaż, co Ty tutaj masz.- gdy tylko podniosłem się, spojrzałem na nią i zauważyłem ślady krwi, postanowiłem z tego samego materiału co wcześniej ona urwać nieco i wykorzystać go do zatamowania krwawienia. I tak już będę musiał kupić nowy strój oraz płaszcz, jedyne co to kapelusz się ostał nie co zakurzony, podniosłem go otrzepałem i założyłem na głowę.
Opierając się na katanie schowanej w pochwie, gdyż jeszcze lekko noga mnie bolała, wykorzystując go jako podpórkę, spojrzałem na ziemię gdzie leżało mnóstwo padniętych robaków, wiedziałem już czyje one były, zamknąłem oczy stojąc oparty na swej katanie, lekko przegryzając wargę z dwóch powodów. Jeden to ból, drugi to że zniszczyłem coś ważnego dla mojej towarzyszki, chociaż gdzieś w głębi ducha czułem, że przecież nie mogłem o tym wiedzieć, że nie wiedziałem, nie miałem pojęcia, nie mogłem zaryzykować życia ludzi, bo wiedząc że ona sama dokończy dzieła zniszczenia, odpuścił bym sobie. Tak się nie stało, nie można też sobie tym zaprzątać głowy, stało się.
- Jeżeli będę mógł Ci to jakoś wynagrodzić, powiedz. Być może dasz się zaprosić na jakąś kolację po tym wszystkim czy coś?- nie chciałem od razu mieć problemów z nowo poznaną osobą, chciałem się z nią jakoś zaprzyjaźnić, a to co zrobiłem, mimo że żyjemy, może nie bardzo ją do mnie przekonać.
- To co, musimy chyba iść do Kaito, przegrupować się, jakoś wyleczyć nasze rany, bo w tym stanie nie wiele im tutaj pomożemy, tym bardziej nie wiedząc ilu przeciwników znajduje się na dzielnicy.- spytałem, po czym jeżeli kompanka nie będzie miała nic przeciwko, pomagamy sobie wspólnie iść, przecież obydwoje odnieśliśmy rany. Odchodząc z tego miejsca kątem oka spojrzałem na pozostałości z ciał przeciwników, przez chwilę zrobiło mi się nie dobrze, ale szybko starałem się o tym zapomnieć i wmówić sobie że taki jest ten świat. Na pewno gdzieś kiedyś jeszcze te zabite ludzkie ciała przypomną o sobie, bo życie ninja nie jest takie proste i nikomu tak łatwo nie udaje się zapomnieć o tych wszystkich osobach które się zabiło, czasami one potrafią wrócić w nocy i przypomnieć o sobie, zwłaszcza te które na to nie zasłużyły. Zabicie człowieka jest dość łatwe. Związane z tym problemy mają raczej charakter psychiczny, a ich wyleczenie zależy od różnych okoliczności. Żeby zabić, większość ludzi musi pokonać liczne bariery. Empatia, sumienie, refleksja to główne przeszkody w posługiwaniu się brutalną przemocą i chęcią zabijania, a My jesteśmy Ninja.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 144
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kaito » 1 cze 2018, o 21:35

Wcale nie spodziewał się tego, że zostanie przez dzieciaki potraktowany jak przyjaciel, a przynajmniej nie od razu. Chciał zyskać ich zaufanie, ale jednak nie było to łatwe, zważywszy na to, że poprzedni człowiek, który znalazł się w ich domu, dopuścił się tak okrutnego czynu. Zastanawiał się czy ta kobieta chociaż umarła szybko, czy może musiała się nieźle przed śmiercią nacierpieć. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że do pokoju doprowadziły go liczne ślady krwi, co oznaczało, że odejście z tego świata nie było wcale takie proste. Matka prawdopodobnie walczyła o każdy oddech, a być może nawet starała się odepchnąć atak napastnika, co niestety nie okazało się skutecznym zagraniem. Prawdopodobnie w głowie miała tylko jedną myśl: ochronić swoje pociechy. Ciekawe tylko czy kiedy ostatnia iskra nadziei wygasła, poczuła się spokojnie, czy może nadal drżała ze strachu. Sam Kaito czuł jak dreszcze przechodzą mu po plecach. Czy dało się przyzwyczaić do Śmierci? W jego mniemaniu chyba nie było to możliwe, choć zawsze można było się starać o to, by wyrwać kogoś z jej objęć, a czy to nie prowadziło właśnie do tego, że świat stawał się nieco lepszy? Wydawało mu się, że to, co teraz robił, było słuszne. Nie wiedział czy rzeczywiście jego działania przyniosą oczekiwane rezultaty, ale przynajmniej próbował… i tak jak wcześniej stwierdził, choćby miał uratować tylko jedną osobę, to właśnie dla niej uratuje cały świat, prawda?
Plany były piękne, a jednak ciężko było się z nimi zmierzyć. Patrzeć w te ślepia przepełnione łzami, spróbować przekonać kogoś, że będzie dobrze, podczas gdy stracił najbliższą mu osobę. Żadne słowa nie mogły oddać tego, co czuły te maleństwa, ani też nawet tego, co czuł sam młody Hozuki, któremu akurat empatycznego podejścia nigdy nie brakowało. Niestety nie mógł dać im tej samej miłości, co matka. Ba, w obecnych okolicznościach nawet nie mógł im użyczyć cieplutkiego koca, czy zaparzyć gorącego kakao lub herbatki. Nie mieli na to czasu, jeżeli chcieli przeżyć. A sytuacja nie sprzyjała, bo dzieciaki zaczęły się kulić, strach wziął nad nimi górę i zapewne myślały, że Wyspiarz także pragnie zrobić im krzywdę. Czy czarnowłosy dziwił im się? Nie. Jednocześnie musiał zapanować jednak nad tym bałaganem.
- Rozumiem… – Westchnął ciężko, kiedy okazało się, że ich ojca nie ma. Cóż, zdążył to zauważyć, wolał wiedzieć gdzie jest, ale nie zamierzał kontynuować tego tematu, by nie nadwyrężać nerwów tych szkrabów. Podobnie nie interesowało go w tym momencie to, co działo się w ich domu rodzinnym. Nie miało to przecież żadnego znaczenia w chwili, w której każde z ludzkich istnień po prostu walczyło o przetrwanie. Kantańczyk pewnie załamałby ręce, gdyby nie kolejne pytanie, które wypłynęło z ust jednego z chłopców. Czyżby jednak zdecydował się obdarzyć go odrobiną zaufania?
W tym samym momencie do uszu Kaito dobiegł także znajomy krzyk szatynki, jego przewodniczki, która oznajmiła mu, że dwójka shinobi zaatakowała dom stanowiący kryjówkę dla ich grupy. Cholera… Czarnowłosy podszedł do kobiety i zaczął coś szeptać jej na ucho.
- Dasz radę odciągnąć uwagę tamtych na jakieś pięć minut? – Zapytał tak, aby tylko ona mogła go usłyszeć. – Dołączyłbym dosłownie za chwilę, a Ty zabrałabyś te dzieciaki. – Po tych słowach rzucił jej porozumiewawcze spojrzenie, które zahaczyło także o ciało denatki. Miał nadzieję, że jego towarzyszka domyśli się o czym mowa, że musi coś zrobić ze zwłokami. I nie, nie zamierzał wyprawiać nagle pogrzebu. Ba, gdyby chodziło o kogoś innego, być może nie zrobiłby zupełnie nic. Był jednak przekonany, że jeśli odmówi dzieciakom spełnienia ich prośby, nie uda mu się namówić ich do ucieczki.
- Oczywiście, że zabiorę… ale Wy musicie pójść z moją koleżanką, dobrze? Zaprowadzi Was w bezpieczne miejsce. – Zwrócił się już na głos do młodych, zranionych domowników, po czym powoli i ostrożnie zbliżył się do ciała ich matki, by wziąć je na ręce. Prawdę powiedziawszy planował zanieść je tylko do innego pokoju, ewentualnie przeżegnać się, a następnie dołączyć do grupy, która jak się okazywało, znalazła się w niebezpieczeństwie… tego jednak dzieciaki nie musiały wiedzieć, prawda? Ot, małe kłamstewko, dzięki któremu mógł je namówić do ucieczki, a tym samym uratować im życia.


Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyte umiejętności i techniki:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 461
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Natsu » 2 cze 2018, o 14:06

Obrazek
Komplikacje
Ścieżka dzielnicy mieszkalnej eventu
Kisho, Ame, Kaito, Saburo, Mokuzu, Izanagi


Ame i Saburo
Na wojnie nie mogło zabraknąć mądrych decyzji. Chowane w rękawach, jak asy przy rozgrywce w karty, miały zapewnić przewagę i przede wszystkim – bezpieczeństwo. Swoje? Bliskich? Wszystkich wokół. Niestety po Narze nie było ani śladu. Kiedy Saburo wślizgnął się na dach, żeby przyjrzeć się okolicy, miał z niego całkiem niezły widok na świat. Obolały, ale wciąż żywy. Widziałeś, jak osoby, które przegoniliście, kierują się w stronę, z której przyszliście. Tam niknęli ci za budynkami. Daleko na niebie dostrzegłeś coś, co przypominało wielkiego, białego ptaka, wokół którego wybuchy rozjaśniały zasnute dymem niebo. Pożary napierały na was z każdej części miasta. Ptak spadł w dół i nie wzbił się już w powietrze. Bliżej dostrzegłeś czarne ptaszysko podobne krukowi – też było ogromne. Leciał wysoko nad niebem, przysłaniając co chwila światło słońce, lecz był zbyt daleko, by rzucać na ciebie swój ponury cień. Gdyby nie wszystkie te elementy, którze rzucały się ponurymi barwami na duszę człowieka, mógłbyś uznać to miejsce za urokliwie spokojne. Upadające powoli, jak pożerane przez ogromnego węża. Może bogowie w końcu postanowili opuścić to miejsce? W tym zmęczeniu, które cię powoli obezwładniało, wszystko było więcej niż możliwe.
Ame w tym czasie, po wysłaniu swojego towarzysza na czujki, przeszedł przez dom, zbierając to, co najcenniejsze. Było tego sporo. Piękne zastawy ze złota czy srebra, puchary, biżuteria z cennymi kamieniami i ze szlachetnych stopów, kosztowności wszelkiego rodzaju, które nie zostały jeszcze złupione. I trupy. Trupy służby i prawdopodobnie samych gospodarzy, którzy nie spodziewali się tego, co miało ich spotkać – wszyscy zniesieni do jednego pokoju, ze złożonymi rękoma, zamkniętymi oczyma. Spokojni, tak jakby spali od zawsze, a rzeczywistość dookoła nich była jedynie urojeniem, które minie, jeśli spróbuje się zamknąć oczy. Może ty też powinieneś, Ame? W jadalni, w której zostali ułożeni, nad kominkiem, na potężnym stojaku, ustawiono przepiękny, dwuręczny miecz. Zanbato. Nie był naostrzony, ale zadbany, lśniący w promieniach słońca przelewających się do wnętrza pomieszczenia przez okna, jak żyw nucił słodką pieśń do uszu. Rodzinna pamiątka? Zwykła ozdoba? Nie było już nikogo, kogo można by było o to zapytać, ale... ciebie to chyba i tak nie obchodziło, czyż nie? W salonie musieli zebrać się ludzie, których stąd przepędziliście. Widać było tutaj nieporządek, który nie pasował do całej reszty domu. Porozstawiane wszędzie rzeczy, zapasy zabrane z prywatnej skrytki, porozsuwane krzesła, których część została przyniesiona z jadalni. Przynajmniej wiadomo, gdzie te zapomniane się podziały. Kolejny nic nie znaczący wystrój wnętrz. Mogłeś wziąć wszystko, co tylko byłeś w stanie unieść.
- Na co tak patrzysz? – Za plecami Saburo rozległ się znajomy głos.
Kenta stał sobie, jak gdyby nigdy nic. Pochylając się lekko i bardzo uważnie przypatrując temu, w co właśnie wpatrywał się Saburo. Wyciągnął rękę, żeby zmierzwić twoją czuprynę. - Dobra robota. Tylko gdzie nasz dostawca wina? – Obejrzał się na plac. Walka i dla niego nie była łatwa. Liczne cięcia na jego ciele świadczyły najlepiej o tym, że dostał solidny łomot. Zresztą zmęczenie było po nim widoczne. Co wcale nie kolidowało z jego poczuciem humoru, jak widać.

Kaito
Kobieta zatrzymała się w progu sypialni, kiedy zobaczyła ten obraz rozpaczy. Tak na dobrą sprawę ta kobieta mogła być sprzątaczką, opiekunką, ciotką. Umysł sam dorabiał historię, że była to matka. Potem chciało się tą myśl wyprzeć. Chwytać się najbardziej pozytywnych aspektów, żeby nie pozwolić ogarnąć się cieniom, jakie zaczynały naciskać na każdy neuron mózgu. Nie nad wszystkim dało się przestąpić i przejść do porządku dziennego. Albo i nie? Może wystarczyło po prostu trochę bardziej się wysilić? Przyjąć do myśli fakt, że właśnie taki był świat shinobi – okrutny i bezwzględny, kierowany prawami dżungli, w której prawo mieli przetrwać tylko najsilniejsi. Niewiasta potrząsnęła lekko głową i spojrzała na ciebie szklącymi się oczami pełnymi niedowierzania. Nie wyglądała tak, jakby miała się rozpłakać. Wyglądała jak ktoś, kogo ten widok złamał. Rozdzielił na pół i kazał potem z tym żyć. Bo niby jak naprawić złamanie? Drgnęła, kiedy skierowałeś do niej te słowa i odpowiedziała skinieniem głowy, ściągając mocno brwi ze zmartwienia. Przykucnęła i wyciągnęła ręce w kierunku dzieciaków.
- Chodźcie. Zaopiekujemy się wami i waszą mamą. – Uśmiechnęła się najlepiej, jak tylko mogła. Kto wie, może naprawdę była matką? A może po prostu miała w sobie wystarczająco współczucia i macierzyńskiego instynktu, by mimo trudów i przeciwności uśmiechać się do nich tak, jakby były jej dziećmi. Kiedy jeden chłopczyk wysunął się naprzód i wpadł w jej ramiona, drugi zrobił to zaraz za nim. Ten, który był tutaj chyba najstarszy i który rozmawiał z tobą, wstał powoli, spoglądając na swoją mamę, po czym poszedł za łóżko, by wyciągnąć swoją siostrzyczkę. I razem z nią dołączył do braci. Kobieta jeszcze raz skinęła w twoim kierunku głową i zabrała dzieciaki na zewnątrz.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczycie. Będziemy płynąć wielkim statkiem. Płynęliście nim kiedyś? – Słyszałeś ciepły, kobiecy głos, kiedy cała piątka oddalała się od miejsca zdarzenia. Ich głos umilknął na klatce schodowej, tonąc w cieniach miasta. Ty zająłeś się niewiastą. Niby taki prosty gest, nic nie znaczący, bo przecież nikomu nie zwróci to kochającej matki, ojca ani dzieci. Odprawienie pożegnania miało tylko zapewnić, że ta osoba już nigdy nie wstanie i nie uśmiechnie się tak, jak uśmiechała się Aya. Twoja przewodniczka. Towarzyszka w obserwacji okropieństw, do których doprowadziło pięciu ludzi, tak dumnie mordujących wszystkich członków Rady.
Wyszedłeś na zewnątrz i zobaczyłeś grupkę ludzi. Paru starców, małe dzieci i jeden mężczyzna, który ich prowadził. Rozmawiali z Ayą, która oddała dzieci pod opiekę innej niewiasty. Sama przecież miała tutaj nadal dużo do zrobienia. Machnęła na ciebie ręką. W uliczce pojawiła się następna grupka. Parę kobiet, trójka mężczyzn, z których rany jednego były naprawdę bardzo poważne. Był ponabijamy ostrymi igłami i ledwo szedł. Do tego kilku nastolatków – wszyscy dumnie dzierżyli prowizoryczną broń. Noże kuchenne, deski, siekiera – wszystko, co znaleźli, byle tylko się bronić. Na ich przedzie szła kunoichi o intensywnym spojrzeniu. Twardym. Roztrzęsionym. Ściskała palce na dwóch kunaiach w dłoniach tak, jakby miało nie być jutra.
- Ruri!~ – Krzyknął mężczyzna ze słyszalną ulgą, kiedy obejrzał się i zobaczył kobietę. Zaraz ten entuzjazm ostygł, kiedy tylko dojrzał rany towarzyszy.
- Zaatakowali nas. – Oznajmiła ponuro niewiasta, dołączając do was. - Ustąpiłam. Jeden z nich był tak szybki jak mój brat. Do tego Jashinista i ktoś, kogo nie trafiały ataki, bo zamieniał się w wodę. – Pokręciła głową. - Wyprowadziłam wszystkich cywili. Ludzie po drodze powiedzieli, że organizujecie wyprawę do portu? – Kolejna konkretna kobieta na twojej drodze i przewodniczka tłumów, proszę bardzo. W dodatku ta wyraźnie potrafiła się bronić.

Izanagi i Mokuzu
To prawda. Zabicie człowieka nie było trudne. Wystarczy jedno pchnięcie nożem. Jedno cięcie mieczem. Nawet ktoś, kto nie znał się na sztukach walki, był w stanie to zrobić. Czasem potrzeba było dwóch pchnięć. Czasem trzydzieści siedem. Fakt był faktem – ludzkie ciało było bardzo kruche i zadziwiająco łatwo było o uszkodzenie go. Zaś umysł? Och, to, co się działo w umyśle, było jeszcze trudniejsze niż to, co działo się z cielesną powłoką. Tam nóż, który został wbity raz, wbijał się raz za razem – noc po nocy. Dzień po dniu. Jak Ikar przybity do skały, którego wnętrznościami żywił się wielki orzeł, tak poczucie winy uwieszało się na ramionach zabójcy i dręczyło raz za razem. Wiedziałeś o tym doskonale. O tym, że sumienie było tutaj elementem, który powinieneś odrzucić na bok. Jednocześnie nie mogłeś go wyrwać ze swojej klatki piersiowej, by nie stać się potworem, któremu mord przychodził równie łatwo jak oddychanie. Znaleźć równowagę – przecież to wcale nie takie proste.
Pomogłeś pozbierać się Mokuzu, która znacząco osłabła. Albo po prostu zakręciło się jej w głowie? Tak czy siak razem udało wam się pozbierać z zimnej ziemi. Czekał was przecież jeszcze wciąż kawał roboty i nie wiedzieliście, gdzie podziały się pozostałe oddziały, na które zostaliście podzieleni.

Kaito, Izanagi, Mokuzu
Z uliczki, którą owijał dym, a w której zniknęli wcześniej Izanagi i Mokuzu, wyszła wspomniana dwójka. Chciałabym powiedzieć – cała i zdrowa... ale mogę napisać tylko: cała. Żadnego kawałka ciała im nie brakowało. To zaś, co działo się w ich duszy to już zupełnie inny temat do rozmów. Izanagi podtrzymywał drobną dziewczynę, chociaż sam był bardzo poważnie poparzony na połowie ciała. Utykali, szli bardzo wolno. Lecz w końcu dotarli – do miejsca, gdzie naprawdę wiele ludzi zostało już zebranych. Kunoichi, nieznana wam, spojrzała na was ostro, jakby uważała was za wrogów. Nawet lekko uniosła kunaie, widząc katanę u boku Izanagiego, gotowa do odparcia ewentualnego ataku. Przynajmniej dopóki nie zobaczyła, w jakim jesteście stanie.
- Musimy zdecydować, co robimy dalej. – Odezwała się Aya, całkiem ładna, dojrzała kobieta, szatynka, która podbiegła do Izanagiego i Mokuzu, oferując swoje ręce do pomocy. Pomogła wam usiąść z boku. - Poczekajcie chwilkę, opatrzymy was. – Zapewniła i odbiegła kawałek dalej, sięgając po zapasy bandaży, które tutaj mieli i wódkę. Do odkarzenia ran. - Będzie boleć, ale proszę wytrzymać. – Podała Mokuzu kawałek patyka, by mogła go zacisnąć w ustach. By czasem nie przegryzła sobie języka, kiedy zacznie krzyczeć. A na pewno zacznie. Alkohol został polany na ranę i zaraz potem owinięto bok dziewczyny bandażem, unosząc uprzednio jej ubranie. W tym czasie druga kobieta zajęła się ostrożnym przyglądaniem się ran po oparzeniach. Chciała coś zrobić, ale... widać było, że nie mogła.
- Przepraszam, my... nie mamy nic na takie... obrażenia. – Spojrzała na ciebie przepraszająco. Z widocznym żalem, że nie jest w stanie ci pomóc w jakikolwiek sposób.

Kisho
Blondyn potarł ciężko nasadę nosa, przymykając oczy. Tak, kilka dodatkowych par rąk do pracy wydawało się wręcz niezbędnych. Niestety nie potrafiłeś takowych znaleźć. Przynajmniej nie w tym momencie, nie na zawołanie. Kilka osób w tłumie wydawało się obiecujących, próbowali jakoś to wszystko ogarnąć, ale czy na pewno można im było zaufać? Rodzina, którą wyciągnąłeś z rąk złodziei, kuliła się bezpiecznie na przygotowywanym wozie. Było tak wiele do zrobienia... I wszędzie można było powiedzieć to samo – przydałby się Nara. Tylko że Naoki walczył o własne życie – i życie was wszystkich – z przeciwnikiem, z którym zapewne nikt nie mógłby się mierzyć, nawet gdybyście połączyli siły. Właśnie – widziałeś to wszystko. Czy to tylko nie wprawiało w poczucie większej bezsilności? Myśl, że masz tak wiele informacji i nie miałeś jak ich odpowiednio rozdysponować?
- Ale jak..! – Mężczyzna wyciągnął w twoim kierunku dłoń, ale ty już wystrzeliłeś do przodu. Widziałeś, jak ciężko wzdycha, zmartwiony, jak odwraca się w kierunku całego tego burdelu i... rusza w ich kierunku, krzycząc na całe gardło "Shiro ryo!" Debilne. Ale jeśli coś jest głupie, ale działa, to znaczy, że nie jest głupie. Przerażenie skutecznie uciszało jedną osobę po drugiej i zaczęli słuchać. Jak potulne owieczki, które myślały, że znalazły się poza zasięgiem wilczych kłów, a właśnie jedna z nich obwieściła im, że wilk się dopiero zbliża.
I prowadzi za sobą całe stado.
Skupiłeś się na strażnikach. Wyścig z czasem – przecież od początku właśnie tym była ta cała akcja. Ludzie nie zdawali sobie sprawy z tego, jak bardzo trafne określenie to było. Nie mieli tak niesamowitych oczu, które dawałyby im tyle informacji, które dawałyby możliwość wybrania mniejszego zła, by uchronić paru ludzi więcej. Kto wie, jaką cenę za tę decyzję przyjdzie zapłacić? Pewnie tylko ta przechera Los, co bawiła się ludźmi na planszy szachowej, trącając kolejne z pionów.
Zabawa była tym lepsza, że nawet Los nie wiedziała, co figury dalej zrobią.

Spojrzałeś w górę. Zobaczyłeś go – pięknego, dumnego kruka. Wielkiego na tyle, że spokojnie można było na nim zasiadać... i zasiadał na nim Hakusei, który rozglądał się po całym obszarze. Leciał na tyle wysoko, że z dołu można go było uznać za zwykłe ptaszysko. Obniżał jednak lot z każdą chwilą. Rozpoznawałeś to stworzenie, ten TYP stworzenia. Widziałeś identyczne pod Murem, u dzikich. Atramentowe bestie, które zalewały świat, pragnąc rozszarpać wasze gardła. Ptaszysko ruszyło pędem w stronę Shiro ryo, którzy mordowali ludność. Chyba miałeś szansę na to, że kupi ci trochę czasu. Z ptaka prosto na Shiro ryo posypałt się atramentowe bestie, które zalały ulicę. Hakusei zaczął wskazywać ludziom kierunek ewakuacji i rozkazał odwrót. Ludzie usłuchali. A nawet jeśli nie usłuchali to i tak spieprzali ile sił, byle dalej od Shiro ryo i bestii, które ich rozrywały.
Strażnicy nieprzerwanie parli naprzód. Zaganiali ludzi do domów. Ich zbroje, poplamione, porysowane, nosiły znamiona walki. Tak samo jak ich twarze.



Nieobecność Mokuzu usprawiedliwiona.
Spóźnienia usprawiedliwione - nie działało forum, przedłużony czas odpisów dla eventowiczów (:
36h na odpis!
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2248
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Ame » 2 cze 2018, o 21:13

Mądre decyzje sprawiają, ze przezywa się bez zbędnych obrażeń w sytuacjach takich jak ta. Niektórym się ta sztuka udaje, innym nie. Czasami to trochę szczęścia, któremu trzeba jednak dopomóc. Tym razem jednak to nie on zapewniał bezpieczeństwo. Robił dokładnie coś temu przeciwnego. Zycie tych ludzi legło w gruzach, rzuciło ich na kolana, a on do tego wszystkiego sprzedał im kopa w plecy. Musieli paść pyskiem na błoto, które pochłonęło fundamenty ich spokojnej egzystencji. I nawet nie było mu przykro. Jego brat zawsze powtarzał - jeżeli życie daje ci cytryny, to zrób lemoniadę. Nie zaatakowałby ich gdyby wiedział kim są. Z daleka wyglądali na wrogów, Kenta rozpoczął walkę i stało się. Pozostała tylko kwestia próby przekłucia porażki w zwycięstwo. A póki co wydawało mu się, ze był na fali i to nawet nie dlatego, ze porównywał się do rekina. Wymusił na nich kapitulacje, która prawdopodobnie okaże się dla niego niezwykle zyskowna. Co prawda istnieje szansa, ze pójdą w świat i narobią mu kłopotów, ale w sytuacji, w której się znaleźli to była najlepsza możliwa opcja. Cieszył się również, ze tamci tez to zrozumieli. Jego towarzysz nie był w najlepszym stanie, ale przynajmniej zatamował krwawienie. Szkoda tylko płaszcza, ale nikt nie namawiał go żeby zmieniał się w kamień, który nieświadomy wsiur za chwile rąbnie siekierą.
Hozuki przechadzał się po placu. Widocznie większość sprzętu nie nadawała się do użytku i nie zostało tutaj nic co byłoby warte wrzucenia z powrotem do torby. Może rozejrzy się jeszcze raz gdy będzie opuszczał to miejsce. Po tym jak skończyła się mala potyczka, mógł wreszcie rozejrzeć się po placu. Gdy wbiegł na mur po raz pierwszy, uznał ze sprawcy tego wszystkiego właśnie stoją sobie na świeżym powietrzu i patrzą na swoje dzieło. Czasu nie da się cofnąć. Ame samodzielnie dorzucił cztery trupy do i tak pokaźnego zbioru tego miejsca. Od chodzenia tutaj tylko może popaść w depresje i zwątpienie, a to nie było w jego stylu. Zobaczył Saburo wspinającego się na dach. Niezła inicjatywa, widocznie wziął swój obowiązek na poważnie. Miał tylko nadzieje, ze wyznawca nie zasłabnie podczas warty. W końcu nie każdy ot tak sobie może chodzić z raną po siekierze w plecach. Towarzysz przestał go na chwile obchodzić, gdy zaczął szukać porządnego kawałka drewna, który miał mu posłużyć za manekina do unieszkodliwienia prostszych pułapek. Nie wierzył, ze ta sprytna kunoichi nie zostawiła mu żadnej przykrej niespodzianki w środku, ale jednocześnie nie miała czasu żeby przygotować coś z większym rozmachem. Podszedł do drzwi i cisnął klocem przez próg, odskakując metr w tył. Oczekiwał roju senbon albo wybuchu notki, jednak nic takiego się nie stało. Nie miał lepszego pomysłu na dezaktywacje czegoś bardziej skomplikowanego, wiec nie zachował się jak skomplikowany człek i po prostu wszedł przez wywalone drzwi. W końcu nie tak łatwo go uszkodzić. W środku zastał to czego chciał. No nie licząc ciał gospodarzy i ich służby, ale cóż... im się to już nie przyda. Ktokolwiek ich zabił na pewno nie był biedakiem. Na to wszystko co tu było skusiłby się nawet zamożny. Chłopak aż sam nie wiedział co pakować do kieszeni, do momentu gdy wszedł do jadalni i zobaczył nad kominkiem obiekt, którego od jakiegoś czasu pożądał. Marzenia się spełniają! Dopadł do miecza chcąc zważyć go w rekach. Na pewno był cięższy niż pomyślunek jego braciszka, wiec będzie musiał zorganizować sobie jakaś pochwę lub zwyczajny rzemień, którym będzie mógł chociaż prowizorycznie przytroczyć go sobie do pleców. Tak czy siak potężna bron od razu wpadła mu w oko i zamierza ja zabrać choćby musiał ja nieść na ramieniu. Zamierzał jeszcze przeszukać skrytki pozostawione przez urzędujących tu wcześniej cywili. W skrytkach szperał głownie w poszukiwaniu sprzętu shinobi - kunai, shuriken, notki, pigułki. Jeżeli chodzi o kosztowności to Ame wiedział, ze chociaż bardzo chce to nie może zabrać ze sobą wszystkiego. Najchętniej obwiesiłby się tym niczym cygański król, ale mimo wszystko jakoś będzie musiał wrócić z tej przeklętej wyspy. Nie uniknie interakcji z innymi ludźmi, a tym samym ich niezręcznych pytań o jego potencjalnie bezpodstawne wzbogacenie. Zamierzał zabrać ze sobą to co mógł mieć przy sobie w momencie dotarcia na wyspę - jeden czy dwa pierścienie, naszyjnik, kilka monet, to co najbardziej wpadnie mu w oko. Po skończonych łowach chciał opuścić budynek, wrócić na plac.
- Saburo, weź sobie jakieś pamiątki, tam jest tego od cholery! - krzyknie do towarzysza, który bądź co bądź tez może chcieć mieć coś od życia.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 436
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kisho » 3 cze 2018, o 12:57

Dobijaj człowieka jeszcze bardziej... Tak, Kisho był bezsilny w obliczu tego wszystkiego i zdawał sobie z tego sprawę, jak mało kto. Potrafił porównać i ocenić siłę poszczególnych jednostek - przynajmniej tak pi razy drzwi - i z dobijającym faktem, mógł przyznać, że niemal wszyscy, którzy znajdują się w obrębie zasięgu jego wzroku, nie licząc cywili rzecz jasna, są od niego o niebo lepsi. Czy jest to jednak powód do rezygnacji, płaczu lub bezczynności? Niekoniecznie. Czasem i w totalnie beznadziejnej sytuacji można coś zrobić. Zadziałać. Kisho może i był bezsilny, ale nie tak znowu całkiem bezradny, zwłaszcza że miał swoje zadanie, co do którego mógł się w jakiś pozytywny sposób wykazać. Nie na darmo ma swoje oczka i pełni funkcję przenośnego radaru! Czyż nie?
W podobnej sytuacji, to znaczy równie beznadziejnej, był blondyn, który chciał pomóc Kisho w ewakuacji. Bynajmniej nie z wyboru, bo to właśnie czerwonooki shinobi zlecił mu zajęcie się ludźmi, a to do łatwych rzeczy nie należało.
- Gdybym to ja wiedział - mruknął pod nosem, gdy usłyszał pytanie blondyna. Nie wiedział, jak ma zapanować nad wszystkimi ludzmi samodzielnie, dlatego też poszedł szukać strażników. Liczył, że ci mu pomogą i chociażby przejmą część obowiązków. Zajmą się eskortowaniem i przypilnowaniem mieszkańców. Brzmiało to, jak dobry plan, ale najpierw musi zdążyć i zawczasu ściągnąć ich z uliczki, by nie wpakowali się na ludzi zakonu. Z każdym pokonanym metrem tracił jednak nadzieję. Widział jak obie grupy zbliżają się do siebie i lada moment się spotkają. Całą sytuację uratował nasz ostatni zagubiony człowieczek - Hakusei. Chociaż trudno powiedzieć, żeby Kisho specjalnie ucieszył się na jego widok, a raczej tego, na czym zasiadał i jakimi technikami się posługiwał. Atramentowe stwory, jakie tworzył, aż za bardzo wryły się chłopakowi w pamięć po ostatnich wydarzeniach na murze. Prawie by tam umarł, więc proszę się mu nie dziwić. Sytuacja była tym bardziej dziwna, że ten dziki wcale nie wyglądał jak tamci. Znał naszą mowę, coś niecoś zapewne wiedział o świecie z tej części muru no i co najważniejsze walczył po stronie Kisho. Tak przynajmniej to wyglądało.
Chłopak pokręcił głową z niedowierzania i kilkakrotnie zamrugał powiekami. Chciał się upewnić czy naprawdę widzi to, co widzi. Oczy jednak go nie myliły. Dziki po tej stronie, walczący dla shinobich. Niespotykane, a i trochę przerażające.
Hakusei, jakkolwiek by się tutaj nie znalazł, wyraźnie próbował pomóc i to jedno mu się udało. Atakując zakon dał Kisho czas na dobiegnięcie do strażników. Nigdy by nie pomyślał, że przyjdzie mu współpracować z twórcami atramentowych stworzeń i że jeszcze będzie się z tego cieszył. Cóż, los naprawdę bywa pokręcony.
- Ewakuujemy miasto! - krzyczał z niewielkiej odległości do strażników, gdy tylko ci go zauważyli. - Zbieramy ludzi w pobliskiej stajni - zaczął szybko wyjaśniać, jednocześnie wskazując palcem wymienione miejsce. Nie miał czasu na zagłębianie się w szczegóły. - Żołnierze zakonu za chiwlę tutaj będą! - dodał jako zachętę do ruszenia ich tyłków z miejsc. Raczej nikt z nich nie chciał już walczyć, a przynajmniej nie jeśli miał inny wybór. - Ruchy!


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK

PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • kabura na broń (na prawym i lewym udzie)
  • torba (na lewym i prawym pośladku)
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 9 cze 2018, o 15:56 przez Kisho, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 452
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Saburō Hokusai » 3 cze 2018, o 21:44

Szczęście, że to już się skończyło. Inaczej mógł tego nie przetrwać, ale cóż. Na własną głupotę jak sobie zażyczył tak miał. Kto to widział, żeby się plecami do wroga ustawiać... tylko on był chyba na tyle głupi aby to zrobić. W każdym razie zatamował już krwawienie z rany. Teraz miał inne zadanie. Ame obrabowywał dom, a on miał pilnować okolicy. Wobec tego wszedł na dach i zaczął obserwować okolicę z góry. Co zobaczył? W sumie to co można zobaczyć podczas wojny. Wszędzie ogień, zniszczenia i walki. Na niebie nawet latały jakieś dwie plamy. Jedna biała, a druga czarna. Ta czarna kształtem przypominała kruka, lecz ciężko było coś dostrzec z tej odległości. Tym bardziej, że Hokusai tracił swoje siły, a zmęczenie zaczęło brać nad nim górę. W końcu stracił sporo krwi. Ciekawiło go co tam Ame wypatrzy w tym budynku. Może zdobędzie jakieś ciekawe przedmioty? Jego łupy nie interesowały. Nie po to tutaj był, choć nie ukrywał, że przydałyby się pieniądze. Z przemyśleń wyrwał go głos, który rozległ się za jego plecami. Był to Kenta. Uśmiech na twarzy chłopaka pojawił się natychmiast. Co prawda lekki, ale jednak. Czyli jednak wygrał. W sumie trudno się dziwić. Nawet teraz czuł jego siłę. Podszedł do niego niezauważenie. Gdyby chciał to zabiłby go już dawno temu.
- Patrzę na świat, który z każdą chwilą fascynuje mnie coraz bardziej - powiedział patrząc dalej przed siebie.
Nie wiedział tylko dlaczego to jemu Kenta pogratulował. Pytał też o kompana, ale miał cięty dowcip że w takiej sytuacji wyjechał z tekstem o winie. Tuż po tym Ame krzyknął, żeby wyznawca zszedł. Ten odwrócił się i spojrzał Kencie prosto w twarz.
- Nie mi gratuluj tylko jemu - po czym pokiwał lekko głową w tył - ja nic nie zrobiłem.
W tym momencie krzyknął również odwracając się w stronę swojego towarzysza.
- Choć lepiej na górę. Zobaczysz kto wrócił.
Po tych słowach wiedział, że znowu są pod rozkazami Kenty. Co oznaczało, że póki co raczej mają koniec zmartwień. Może w końcu będzie mógł odpocząć?
- Co teraz?



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Kij

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 290
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kaito » 3 cze 2018, o 22:24

Nie miał zielonego pojęcia czy kobieta jest matką, sprzątaczką, ciotką, czy kimkolwiek innym. Widział jednak jak zareagowała na widok, który zastał ją w tym pomieszczeniu. Czy gdyby nie miała własnego potomstwa byłby on nadal tak samo intensywny? Zresztą… Kaito nawet nie zastanawiał się nad tym czy rzeczywiście ma do czynienia z rodzicielką jakichś innych szkrabów. Może i jego umysł dorobił sobie najbardziej prawdopodobną historię, że ona rozumiała wszystko jeszcze lepiej od niego, ale czy miało to jakikolwiek znaczenie? Kimkolwiek nie była, musiała jakoś przegryźć fakt, że ten który był tutaj wcześniej pozostawił po sobie tylko krew i łzy. Z tymi okolicznościami nie dało się już przecież polemizować. Świat nieraz bywał okrutny, ale czy rzeczywiście należało się z takim smutnym jego obrazem pogodzić? Przecież wiele też przeżywało się chwil radości, czasami nawet euforii… Chociaż w tym momencie trudno było chyba nawet powrócić wspomnieniami do tego rodzaju emocji, bo wokoło królowała mroczna i wyjątkowo ciężka aura. Nawet przewodniczka młodego Hozukiego, mimo że starała się chyba ukryć swoje zmartwienie, nie wyglądała wcale najlepiej. Mogła udawać, ale Wyspiarz wiedział, co myśli i czuje, bo przecież sam przed chwilą przeżył to samo. A właściwie… nadal przeżywał. Po swoich słowach poklepał ją ku pokrzepieniu po ramieniu, choć ten gest prawdopodobnie nie mógł wiele zdziałać. Na szczęście jego towarzyszka była twarda i dokładnie zrozumiała, co miał na myśli. Wreszcie przykucnęła i wyciągnęła ręce do dzieciaków, zachęcając je tym samym do przyłączenia się do grupy ewakuacyjnej. Czarnowłosy bacznie przyglądał się im reakcji, mając nadzieję, że w żaden sposób nie zburzyli tej odrobiny zaufania, którą wydawało się, że udało mu się przez tę parę minut zbudować. Czuł lekkie drżenie, a mięśnie delikatnie się napięły. Po chwili jednak odetchnął z ulgą, widząc jak dzieciaki lgną do jego kompanki. Wow, musiał jej to oddać – miała podejście do takich małolatów. Te jakby wyczuwały bijące od niej pozytywne emocje, szukały u niej tego poczucia bezpieczeństwa, które wcześniej miały przy swojej matce. Nawet najstarszy z chłopców, który Kaito wydawał się najbardziej nieufny, powoli ruszył się z miejsca i zgarniając po drodze swoją siostrze, dołączył do swojego rodzeństwa. Wreszcie do jego uszu dobiegło to pytanie Ayi, które nie widzieć czemu, rozbawiło go i przyprawiło o ledwie widoczny na twarzy uśmiech. Być może dlatego, że było takie beztroskie, swobodne i zupełnie przez to nie pasowało do wszystkiego tego, co musieli w tym momencie przeżywać. Chyba teraz rozumiał dlaczego dzieci tak prędko wpadły w jej ramiona. Po prostu kobieta rzucała światło nawet w największym mroku, rozpalała iskrę nadziei tam, gdzie inni prawdopodobnie już dawno pogrążyliby się w cieniu.
Kiedy cała gromadka wyszła, Rekin odprawił ten swój mały rytuał, który niejako obiecał tym smykom. Skoro został sam jednak nie zamierzał nigdzie daleko martwej przenosić. Po prostu położył ją na łóżku, przykrywając jakimś prześcieradłem. Przeżegnał się na swój własny sposób, bo nawet nie wiedział, którego z bogów miałby prosić o łaskę, a następnie zamknął drzwi do pokoju, mając nadzieję, że nikt nie zbezcześci tego prowizorycznego grobowca. Ktoś mógłby stwierdzić, że nie oddał poległej w boju odpowiedniego hołdu, ale niestety czasu nie mieli zbyt wiele, a jednak ważniejsi byli żywi. Im można było jeszcze w jakiś sposób pomóc. Ci, którzy zamknęli powieki, niech za to odpoczywają na wieki. Amen.
W końcu wyszedł na zewnątrz, podążając śladami Ayi. Już z oddali dostrzegł ich grupę składającą się z kilku starców, małych dzieci… Tymi, które znalazł w domu, zaopiekowała się już jakaś inna kobieta. Na czele grupy zaś szedł jeden z mężczyzn, który najwyraźniej postanowił wspomóc przewodniczkę. Wyglądało na to, że wszyscy ze sobą współpracują, co zdecydowanie napawało Kaito entuzjazmem.
Nagle w uliczce pojawiła się kolejna grupa. Parę kobiet, trzech mężczyzn, z czego jeden poważnie ranny i kilkoro uzbrojonych nastolatków. Uzbrojonych… to może zbyt wielkie słowo. Dzierżyli w ręku wszystko to, co znaleźli: noże, siekiery. Na próżno było jednak szukać profesjonalnego ekwipunku ninja. Mimo wszystko Kantańczyk podszedł do kunoichi idącej na czele pochodu z ostrożnością i dystansem. Nie mógł przecież pewien tego, czego można się po nieznajomych spodziewać. Po chwili dopiero zrozumiał, że nie są to żadni obcy dla nich ludzie, a jedynie cywile, których także mieli ratować, a o których wcześniej wspominała chyba Aya. Kaito uważnie słuchał wyjaśnień Ruri i… zamarł. Gość, który zamieniał się w wodę? Cholera, czy mógł być to jednak jakiś inny Hozuki, niekoniecznie jego braciszek? A jeśli to faktycznie sprawka Ame, to co on sobie do cholery myślał? Cóż… młodszy z wyspiarskiego rodzeństwa wolał póki co nie pytać, czy rzeczywiście mowa o niebieskowłosym. I nawet nie dlatego, że wolał wierzyć, że chodzi o kogoś innego. Nie, jeżeli to Ame, to miał zamiar mu sprać tyłek jak tylko go zobaczy. Po prostu teraz były inne, ważniejsze sprawy do załatwienia.
- Dokładnie tak. Za chwilę przejdziemy jeszcze po domach po drodze i dołączymy do moich towarzyszy, którzy także zajęli się zbieraniem cywili i są nieopodal. – Odpowiedział kunoichi o stanowczym spojrzeniu. – Ale najpierw musimy jakoś go opatrzyć. Daleko w takim stanie nie zajdzie… – Dodał jednak, spoglądając na poważnie rannego mężczyznę. Był w najgorszym stanie ze wszystkich, prawdopodobnie ochraniał grupę. Nie mogli go teraz zostawić samego sobie. Szesnastoletni Hozuki podszedł więc bliżej i przykucnął przy nim. Odwinął bandaż, który miał obowiązany wokół rąk, bo wiedział, że bez tego nie jest w stanie udzielić mężczyźnie żadnej pomocy. Po tym zamierzał powyciągać wszystkie igły z jego ciała i opatrzyć rany tak, aby zatrzymać krwawienie. Nic więcej zrobić nie mógł, bo niestety sztuka iryojutsu nie była mu znana. Miał natomiast nadzieję, że szybko dołączą do Mokuzu i Izanagiego, a następnie spotkają się z innymi grupami. W końcu Kisho był medykiem. Może i jak twierdził, początkującym, ale na pewno jego umiejętności były w tym przypadku na miarę złota. Jakby nie patrzeć, ten tutaj prawdopodobnie nie był jedynym, który potrzebował o wiele bardziej profesjonalnego wsparcia.
Kaito po uporaniu się z udzieleniem pierwszej pomocy planował iść wraz ze swą grupą w kierunku Mokuzu i Izanagiego, po drodze zbierając pozostałych ludzi z alejek i domów. Chciał nieco podkręcić tempo i w tym celu motywował też pozostałych. Mimo wszystko, im dłużej przebywali w tym mieście, tym bardziej narażali się na niebezpieczeństwo. Przecież zakonnicy z Shiro Ryu raczej nie będą siedzieli przez cały dzień na głównym placu…


Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyte umiejętności i techniki:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 461
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Izanagi » 4 cze 2018, o 00:08

Mokuzu nie wiele mówiła po drodze, nie wiedziałem jak mam to odebrać, więc postanowiłem także milczeć. Po drodze za wiele nie myślałem, ból do końca mi nie pozwalał dobrze się za myśleć, za to tylko lekko spuściłem głowę w dół i uśmiechnąłem się pod nosem sam do siebie. Mimo wszystko byłem zadowolony że przeżyłem, że zawalczyłem, wiedziałem że to jeszcze nie koniec, ale też czułem że dopiero się rozkręcam, że z walki na walkę staję się silniejszy, fizycznie jak i psychicznie, szybko trzeba dojść do siebie i zacząć pomagać ludziom, chociaż myślę że pokonanie tej trójki uratowało w tym momencie wiele istnień, nie jest to do policzenia ile osób i czy w ogóle jakąkolwiek osobę uratowałoby to oprócz tamtej kobiety. Zrobiliśmy to co musieliśmy i z tego jestem zadowolony, domyślałem się że od teraz już łatwiej nie będzie. Jeśli przeżyjemy to co tutaj się dzieje, to ciężko będzie nas później pokonać. Udało się nam dotrzeć do "naszych", szybko wskazałem aby zająć się Mokuzu, ja jako facet mogłem poczekać. Nie miałem siły zbytnio rozmawiać, można powiedzieć zmęczyłem się nieco, oparłem się o ścianę i zjechałem po niej opadając na tyłek, sycząc lekko z bólu...
Kiwałem głową bezwładnie lekko na boki, oczy nieco zmrużone, ból nieźle mnie męczył do tego przyprowadziłem moją kompankę, nie będąc w pełni sił, szybko je traciłem aktualnie. Po chwili dobiegła do mnie medyczka, i powiedziała że nie może mi pomóc, tylko jak to usłyszałem zaśmiałem się pod nosem bezpłciowo...
- He he, to co teraz będzie?- w moim głosie nie było słychać nic, tylko widać było uśmiech na twarzy oraz wzrok pusto patrzący się przed siebie. Zadałem sobie tylko jedno pytanie w głowie, co teraz mam zrobić? Przecież nie poddam się tak łatwo, muszę pomóc, mam jeszcze coś tutaj do zrobienia, nie chcę się teraz stać dodatkowym problemem, nie teraz.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 144
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Mokuzu » 4 cze 2018, o 14:46

Sytuacja nadal była dramatyczna, mimo wygranej bitwy. Była ranna do tego będąc dość oszołomiona, powoli traciła orientację co się dzieje. Utrata krwi potrafiła otępić a w połączenie z szokiem bywało tylko gorzej. Złapała kawałek materiału który miał tamować krwawienie i trzymała go na najgroźniejszej ranie uciskając lekko starając się ograniczyć krwawienie. Pozwalając aby towarzysz prowadził. W ten sposób oboje powoli ruszyli wydostając się z uliczki. Mokuzu była w swoistym szoku, jakby wypierając jakby to co się dzieje dookoła. Było to nieco za dużo jak na osobę która wybierała się na festiwal. Wiedziała że jej stan nie jest najlepszy że powinna się jakoś wyleczyć jednak nie była w stanie. Czuła że musi jakoś wydostać się z miasta, a do tego przetrwać. Jedyne co pocieszało ją w tym momencie to to że cywile żyją. Nie była jednak w tym stanie zaoferować im ochrony, sama potrzebowała pomocy. Wówczas udało im się dotrzeć do innej grupy. Sprawiało to że pojawiała się jakaś nadzieja. Gdyby natrafili na wrogów zapewne nie żyli by już. Kunoichi z lekką trudnością spowodowaną otępieniem usiadła, kiedy otrzymała patyk zrozumiała że to co się zbliżało nie będzie należało do najprzyjemniejszych. Skinęła głową potwierdzająco. Po czym zagryzła patyk bez wahania będąc świadomą bólu który nastąpi. Wówczas stało się na jej ranę wlano ciecz która miała odkazić ranę. Mokuzu myślała że wie co nadchodzi jednak ból był zdecydowanie silniejszy niż przypuszczała. Zacisnęła wówczas podświadomie pięści z całych sił jak i zagryzła patyk. Następnie bandażowanie które również nie należało do najprzyjemniejszych. Jednak w porównaniu do odkażania nie było tak źle. I tak jedna z ran została odkażona pozostały jeszcze dwie, tym razem dla niej pewnie mniej odczuwalne pewnie z tego powodu że najgorsza rana już za nią. Teraz jednak ogromny ból wybił ją z otępienia pobudzając. Sprawiło to że sama chciała jakoś opatrzyć pozostałe rany lub też pomóc w tym.


Spoiler: pokaż

[color=#BF8000][b]STYLE WALKI:
Bukijutsu - Seido
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 5
    WYTRZYMAŁOŚĆ 20
    SZYBKOŚĆ 5
    PERCEPCJA 20
    PSYCHIKA 20
    KONSEKWENCJA 5
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 50
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 82%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    KLANOWE C
    NINJUTSU
    GENJUTSU D
    STYLE WALKI 1
    • Seido D
    IRYōJUTSU D
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON

Spoiler: pokaż
JUTSU:
Aburame
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Di [ D ]
  • Hijutsu: Mushiyose [ D ]
  • Hijutsu: Ningen no Jutsu [ D ]
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi [ C ]
  • Mushi Kame no Jutsu [ C ]

Styl Walki: Seido
  • Kage Shuriken no Jutsu [ D ]
  • Sōshuriken no Jutsu [ D ]

Genjutsu
  • Kasumi Jusha no Jutsu [ D ]
  • Magen: Narakumi no Jutsu [ D ]

Iryōjutsu
  • Chiyute no Jutsu [ D ]

Antidota i trucizny
  • Poziomy opanowania: Prosty


Spoiler: pokaż
Nazwa
Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi

Rozwinięcie umiejętności klanowych wiąże się z możliwością perfekcyjnej kontroli wszystkich posiadanych owadów. Nadal możemy osiągnąć te same efekty co przy poprzednim poziomie z tym, że tym razem przy użyciu wszystkich posiadanych owadów. Zwiększa się zasięg i szybkość z jaką się poruszają.

Zasięg
Brak Skupienia
25 metrów

Pełne Skupienie
100 metrów

Wytrzymałość
Bardzo Słaba

Szybkość
Mierna

Dodatkowe
Wykonywane przy pomocy Kikaichū

Koszt Chakry
E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne


Kikaichu:
Wysysanie chakry - Kikaichū potrafią wysysać chakrę przeciwnika, jeżeli tylko zdołają się na nim usadowić. Aby proces stał się odczuwalny, musi to być grupa min. 10% robaków. Ilość wyssanej chakry na turę oblicza się następująco: Ranga dziedziny klanowej x 1% x (ilość robaczków/10). Przykładowo na randze S Kikaichūw liczbie 10% wysysają 5% chakry na turę.
Zapach - Samice Kikaichū mają bardzo specyficzny zapach i samce będą w stanie je znaleźć, jeśli te nie oddaliły się na więcej niż 40m.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Płaszcz z kapturem (szaro-zielony)
  • Kabura na udzie (czarna)

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Kabura
  • 4 Kunai

Torba (schowana z tyłu, pod płaszczem)
  • 6 Kunai
Mokuzu
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron