[Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kisho » 20 maja 2018, o 20:52

Kisho nie wyobrażał sobie by miał za każdym razem ganiać za pozostałą dwójką. Gdyby był to zabieg celowy i kazano mu obstawiać tyłu, ok, nie miałby nic przeciwko i być może nawet nieco by zwolnił. Tymczasem jednak drużyna trzecia miała przemieszczać się wspólnie - przynajmniej z założenia - ale ktoś albo forsował tempo, albo się ociągał. Jedno z dwóch albo oba jednocześnie. Różnica w poziomie była nad wyraz widoczna i aż dobijająca. Brązowo-blond włosy pocieszał się jedynie tym, że mimo wszystko miał jakiś konkretny atut w swej paczce i dzięki niemu mógł się w jakiś sposób zrewanżować reszcie. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli dalej będą tak biegać i tym samym oddalać się od Kisho, będą zmuszeni za każdym razem na niego czekać. Wóz albo przewóz. Przenośny radar ma swoje fizyczne limity!
- W górnej części dzielnicy ulice są praktycznie puste - zaczął opisywać to, co widział dzięki swym szkarłatnym patrzałkom. - bo większość pochowała się w domach, ale grupa pierwsza już zaczęła tam działać. Dwójka natomiast nawiązała walkę - poinformował i na chwilę głębiej przypatrzył się Kencie. Chakra chłopaka robiła piorunujące wrażenia i zapewne byłaby wyraźnie widoczna z cholernie dalekiej odległości. Z jednej strony to dobrze, bo mieli po swojej stronie całkiem silne jednostki, a z drugiej... tylko czekać, aż dotrą do portu, zakończą całą ewakuację i Kenta jeszcze raz rzuci się mu do gardła. - Im dalej, tym gorzej - kontynuował, przechodząc do konkretów, które chyba najbardziej interesowały lidera. - Podobny oddział jak ten pod nami jest w dolnej części dzielnicy i chyba zmierzają na plac. Widzę też kilku strażników, wygląda na to, że próbują ostrzegać ludzi i chyba każą im schować się w domach. Natomiast przed nami - wyciągnął dłoń i wskazał palcem na konkretny budynek - jest stajnia z końmi i powozami. Kilku mieszkańców próbuje się tam dostać. - Próbował przekazać jak najwięcej przy jednoczesnym oszczędzaniu na słowach. Wiadomo, liczył się czas, a tego akurat nie mieli zbyt wiele. - Nam też by się przydały - zasugerował, trochę takim obojętnym tonem. Miał na myśli wozy - dość spore udogodnienie w sprawnym przetransportowaniu cywili. Przy ich wykorzystaniu mogliby równie dobrze objechać całe miasto dookoła, trzymając się murów, by uniknąć spotkania z zakonem, a i tak trafiliby do portu szybciej, a niżeli ci, którzy zaryzykowaliby przeprawę przez samo centrum miasta i panujący tam harmider.
Gdy tylko usłyszał Narę, spojrzał na niego z podniesioną brwią. Czyżby nie miał żadnego planu? Nara? Nie może być. Pewnie obmyślił kilka posunięć i jedynie chce się upewnić, czy ktoś z pozostałych nie ma lepszej koncepcji. Kisho zastanowił się przez chwilę, na głos:- Jeśli mamy zrobić to szybko i sprawnie... - przeniósł wzrok na oddział pod stopami. - Mają tam kilka notek, można by je aktywować własną, a resztę złapać tak jak wcześniej złapałeś Kentę i dobić. Ewentualnie od razu mogę między nich skoczyć i podobijać, puki nie będą nic widzieć w pyle i dymie. - Zasugerował. Zabijanie kogokolwiek nie leżało w jego naturze i bynajmniej nie chodzi o to, że jest medykiem i jego rolą jest leczyć. Nie. Już cho cho przed tym, przed nauką Irojutsu miał wewnętrzne opory. Mimo to zabijał, czasem przypadkiem, czasem w ostateczności. Dzisiaj, zrobi to, bo nie ma wyjścia. Przynajmniej spróbuje. - Rzecz jasna, jeśli tylko ktoś z was ma przy sobie jakąś notkę... - dorzucił z krzywym uśmiechem, gdy zdał sobie sprawę, że próbują przyoszczędzić na ostatniej wizycie w sklepie, odmówił kupna notek... Kto by pomyślał, że teraz to się na nim zemści? Ano nikt! Poza tym, to była tylko sugestia, nic więcej. Kisho był od czarnej roboty nie od wymyślania poprawnych planów działania. Od tego była głowa Nary.
- Chyba że masz coś skuteczniejszego - zapytał, tak jakby to było czyste stwierdzenie. - Działać musimy, tak czy siak i to szybko. - Sięgnął do torby z lewego pośladka i wyciągnął kunaia. Jakoś tak dziwnie mu ciążył. Nienaturalnie wręcz. Tak jakby wcale nie chciał być użyty albo jego właściciel wciąż miał jakieś wahania. - W końcu mamy okazję załatwić szybki transport dla mieszkańców. - Skupił swe myśli na bezbronnych, których muszę zebrać i bezpiecznie przetransportować. Nie raz się wahał, zwlekał, dawał szansę i w każdym przypadku kończyło się to jakąś katastrofą. Tym razem nie mógł zawieść. Zbyt wiele duszyczek czekało na ratunek. Zacisnął mocniej chwyt na metalowej rączce i pewnym wzrokiem spojrzał na lidera. On dowodził i tylko jego rozkazy trzymały chłopaka na dachu. Wystarczyło jednak jedno jego słowo, jeden gest zgody i rzut notki któregokolwiek z ekipy by przystąpił do działania. Cały czas widział miasto swoimi czerwonymi oczyma i przelewaną w nim krew. Mnóstwo krwi. Dar, jaki otrzymał od matki, czasem rzeczywiście okazywał się istnym przekleństwem... Ale...
Jak mógłby odwrócić od tego wzrok? Być obojętnym. Nieczułym na ból innych? No jak...?



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK

PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • kabura na broń (na prawym i lewym udzie)
  • torba (na lewym i prawym pośladku)
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 455
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Ame » 20 maja 2018, o 21:32

Prowizorka zawsze wychodzi najlepiej. No może nie zawsze, ale przynajmniej jest ciekawiej. Zapłakani, ranni cywile nie robili na Ame wrażenia. Wybuchla wojna, wiec to oczywiste, ze są ofiary. To trochę ironiczne, ze pierwszymi jej ofiarami są mieszkańcy wyspy, na której została zadeklarowana. O ile jednak będzie jakaś wojna. Zakonnicy nie żyją [chyba], rada już nie istnieje. Wszystko zależy od liderów klanów. Miał nadzieje, ze wszyscy zachowają się jak ten z klanu Nara. Kto wie co strzeli do głowy całej reszcie. Czy życie musi być takie skomplikowane?
Wszystko stalo się na tyle skomplikowane przez splot najróżniejszych nieprzewidzianych wydarzeń, ze chłopak sam już nie wiedział jakim cudem się tu znalazł w towarzystwie jakiegoś niestabilnego człeka i kogoś nieznajomego, który był na tyle oszczędny w słowach, ze ciężko było cokolwiek o nim powiedzieć. Faktem jest to, ze teraz stanowili drużynę. Z drugiej strony chyba tak samo nie przejmowali się aż tak całym tym zamieszaniem. Moze faktycznie warto byłoby usiąść na dachu i obalić sake? Albo cztery?
Powoli pokonywali odległość kryjąc się w cieniu budynków. Mimo takiego wrażenia, słowa Rekina nie trafiły w totalna próżnie i Kenta wydawał się akceptować jego punkt widzenia. Z drugiej strony możliwe jest, ze sam wpadł na taki pomysł. W końcu to jakby logiczne rozwiązanie.
- Załatwmy to szybko. - rzucił w kierunku nieformalnego lidera grupy. Nie spodziewał się, ze to będzie aż tak szybkie. Tak szybkie, ze aż nie mógł nadążyć za tym wzrokiem. To samo tyczyło się ofiary tego zabiegu. Mówiąc prosto - zeżarło facetowi łeb i niebieskowłosy nawet nie zauważył kiedy. Mieli całkiem niezły początek, ale to prawdopodobnie zaalarmowało wszystkich. Tego wrzasku nie dało się nie usłyszeć. Ame znal te umiejętności i nie był zaskoczony kiedy wyprodukował więcej baniek. Nie znal się na historii najnowszej, ale to była zdolność klanu Shabondama, który pochodził z wysp. Skąd w nim taka nienawiść do cesarstwa? Byc może kiedyś znajdzie na to odpowiedz, może go później o to zapyta, ale na pewno nie teraz. W budynku rozległy się hałasy. Nie dziwił się. Sam by na ich miejscu panikował. Mieli ku temu powody.
- Całkiem, całkiem. - skomentował przedstawienie. Nie za bardzo łapał jak ten facet może tak szybko zasuwać. Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi.
- Wolałbyś żeby panowie nie osłaniali twoich tyłów, nie? - zabłyszczał humorem godnym gimnazjalnego korytarza. Albo po prostu dostosował się do rozmówcy. Ame wbiegł za nim po ścianie. Moze nie do końca za nim, bo ciężko biec za kimś kto zapierdala jak mały samochodzik, ale chłopak się starał chociaż. Gdy wbiegł na szczyt zobaczył na dziedzińcu kilku ludzi. Nie byli wybitnie uzbrojeni. Skoncentrowani byli na ich znajomym, który widocznie trafił na godnego przeciwnika. Oby nie dal dupy, bo oni na pewno nie będą godnym przeciwnikiem dla zwycięscy. W tym czasie wyciągnął z torby bombę świetlną oraz trzy kunai. Zamierzał rzucić ja w kierunku, w którym aktualnie patrzyli, a następnie z dystansu zdjąć za pomocą rzutu owymi nożami trzech stojących pod murem. Po manewrze chciał dobyć miecza i zależnie od reakcji jego partnera wspomóc go w walce na sposób jaki on wybierze. Nie znał go i nie był w stanie przewidzieć jego reakcji, wiec uznał, ze lepiej się dostosować.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 23 maja 2018, o 00:03 przez Ame, łącznie edytowano 6 razy
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 482
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Mokuzu » 20 maja 2018, o 23:41

Przekonanie Mokuzu co do ewentualnego powodzenia jej samotnej szarży na przestępcę uleciało w chwili, gdy okazało się, że wyzwała do walki trzy osoby. W momencie, w którym jeden z nich użył techniki do rozproszenia jej kikaichu, bardzo ucieszyła ją obecność Izanagiego. Widocznie czuwała nad nią jakaś opatrzność, która chciała utrzymać ją przy życiu jeszcze przez jakiś czas.
- Atakujmy oboje jeden cel - powiedziała do chłopaka tak, by tamci nie słyszeli. Jednocześnie zignorowała słowa przeciwników i posłała swoje robaczki za biegnącym w ich stronę szermierzem. Choć z początku wyglądało na to, że miały na powrót zaatakować pierwszego z przestępców to tak naprawdę zatoczyły koło i ruszyły od tyłu na biegnącego. W idealnej sytuacji udałoby się zaatakować go z zaskoczenia. Sama zaczęła się za to wycofywać, gdyż nie miała jak odeprzeć ataku mieczem. Pozostałe owady cały czas zajmowały jej ciało, gdyż nie lubiła wypuszczać ich wszystkich na raz... nie czuła się wówczas pewnie, zupełnie jakby nie miała na sobie ubrań. W teorii było to jej słabością, lecz Mokuzu tego jeszcze nie widziała. Wręcz przeciwnie, obecność kikaichu była jedynym, co ratowało ją w tej chwili od kompletnej paniki. Przeciwnicy mieli przewagę liczebną, a nie trzeba było wiele, aby przerosnąć ją umiejętnościami. Powoli na wierzch wychodziła ta gorsza strona jej osobowości, która nakazywała jej zbytnio polegać na innych, których uważała za lepszych od siebie. Do tego stopnia chciała wierzyć, że Izanagi jest dobrze wyszkolonym shinobi, że faktycznie w to uwierzyła z nadzieją, że załatwi on większość roboty za nią. Jeszcze nie do końca docierało do niej, że bez obecności bliskich musi radzić sobie sama. Że fakt, że jest tylko nieświadczoną doko nie uchroni ją przed niebezpieczeństwem, jeśli ona sama tego nie zrobi. Chciała być uratowana, a tymczasem to ona została postawiona w sytuacji, gdzie czyjeś życie zależy od jej działania. Choć instynkt podpowiadał jej, że prawda może nie być tak wygodna jakby tego chciała to jakaś część jej umysłu trzymała się uporczywie tego złudzenia. Podczas gdy na około wszystko się waliło i paliło, ona dystansowała się od tej sytuacji... i od tej kobiety, którą przybyła uratować. Bo łatwiej było nie myśleć o niej jak o człowieku takim samym jak ona. Łatwiej było nie czuć jej bólu i upokorzenia, może nawet łatwiej dla nich obu. W tym momencie w głowie Mokuzu narodziła się przerażająca myśl. Przeciwnicy mogli spróbować szantażować ich życiem zakładników... jak mogli ich przed tym powstrzymać? Bardziej z desperacji niż jakiegokolwiek planu, kunoichi wyjęła kunaia z zawieszonej na udzie kabury. Wszystko co mogła w tej sytuacji zrobić musiało poczekać przynajmniej do czasu, aż wyeliminują chociaż jednego z mężczyzn. Póki szanse się chociaż trochę nie wyrównają, nie było mowy o tym, by którakolwiek z jej technik mogła tutaj coś zdziałać. Tym bardziej zmobilizowała się na kontroli swoich kikaichu, które miały zaatakować szarżującego na nich bandytę wpełzając mu pod ubranie gdzie się dało. To była teraz jej najlepsza szansa... w międzyczasie ona sama spróbowała ukryć się za rogiem jakiegoś budynku pozostając jednak widoczną dla Izaganiego o ile to było możliwe. Na wszelki wypadek posłała w stronę kobiety jedną samicę kikaichu, która miała niepostrzeżenie wkraść się w jej ubranie i umożliwić późniejsze wytropienie na wypadek, gdyby było tak źle, że przestępcy zdecydowaliby się ją porwać.


Spoiler: pokaż

[color=#BF8000][b]STYLE WALKI:
Bukijutsu - Seido
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 5
    WYTRZYMAŁOŚĆ 20
    SZYBKOŚĆ 5
    PERCEPCJA 20
    PSYCHIKA 20
    KONSEKWENCJA 5
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 50
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 82%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    KLANOWE C
    NINJUTSU
    GENJUTSU D
    STYLE WALKI 1
    • Seido D
    IRYōJUTSU D
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON

Spoiler: pokaż
JUTSU:
Aburame
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Di [ D ]
  • Hijutsu: Mushiyose [ D ]
  • Hijutsu: Ningen no Jutsu [ D ]
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi [ C ]
  • Mushi Kame no Jutsu [ C ]

Styl Walki: Seido
  • Kage Shuriken no Jutsu [ D ]
  • Sōshuriken no Jutsu [ D ]

Genjutsu
  • Kasumi Jusha no Jutsu [ D ]
  • Magen: Narakumi no Jutsu [ D ]

Iryōjutsu
  • Chiyute no Jutsu [ D ]

Antidota i trucizny
  • Poziomy opanowania: Prosty


Spoiler: pokaż
Nazwa
Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi

Rozwinięcie umiejętności klanowych wiąże się z możliwością perfekcyjnej kontroli wszystkich posiadanych owadów. Nadal możemy osiągnąć te same efekty co przy poprzednim poziomie z tym, że tym razem przy użyciu wszystkich posiadanych owadów. Zwiększa się zasięg i szybkość z jaką się poruszają.

Zasięg
Brak Skupienia
25 metrów

Pełne Skupienie
100 metrów

Wytrzymałość
Bardzo Słaba

Szybkość
Mierna

Dodatkowe
Wykonywane przy pomocy Kikaichū

Koszt Chakry
E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne


Kikaichu:
Wysysanie chakry - Kikaichū potrafią wysysać chakrę przeciwnika, jeżeli tylko zdołają się na nim usadowić. Aby proces stał się odczuwalny, musi to być grupa min. 10% robaków. Ilość wyssanej chakry na turę oblicza się następująco: Ranga dziedziny klanowej x 1% x (ilość robaczków/10). Przykładowo na randze S Kikaichūw liczbie 10% wysysają 5% chakry na turę.
Zapach - Samice Kikaichū mają bardzo specyficzny zapach i samce będą w stanie je znaleźć, jeśli te nie oddaliły się na więcej niż 40m.

Wysyłam 75%


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Płaszcz z kapturem (szaro-zielony)
  • Kabura na udzie (czarna)

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Kabura
  • 4 Kunai

Torba (schowana z tyłu, pod płaszczem)
  • 6 Kunai
Mokuzu
 

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kaito » 21 maja 2018, o 00:12

Misja dumna, ale i przeklęcie niebezpieczna. Kaito byłby głupcem, gdyby się nie obawiał, że coś pójdzie niezgodnie z tym ich niby idealnym planem. Cały czas starał się obserwować najbliższą okolicę i pozostać czujnym, ale to tylko w niewielkim stopniu koiło jego nerwy. A jednak pomimo tych wszystkich wątpliwości plączących się gdzieś z tyłu głowy, widok cierpiącej kobiety przywołał go do porządku, a młody Kantańczyk od razu rzucił się do pomocy. Udało mu się wyciągnąć nieznajomą z dymu, chociaż musiał przyznać, że swoje ważyła i nie było to wcale takie proste zadanie. Widział jednak tę wdzięczność w jej oczach, a to sprawiło, że poczuł się znacznie lepiej i zyskał nowe pokłady siły i motywację do działania. Strach co prawda nadal pozostał, ale efekty tej ciężkiej pracy zdawały się spychać go coraz dalej, a młody Hozuki nabrał przekonania co do swojej roli w tej ewakuacji. Może nie był zbyt doświadczony czy wystarczająco silny, ale choćby miał uratować tylko tę jedną kobietę, to przecież i tak jego poświęcenie było tego warte.
- Proszę zapomnieć o strażnikach. Zmiana planów, ewakuujemy miasto. – Starał się jeszcze jak najzwięźlej przedstawić ofierze ich zamiary. Jak najzwięźlej, bo przecież mnóstwo innych ludzi czekało na wsparcie. Choćby ta grupa osób, która właśnie wyszła z kłębów dymu, chyba w nieco lepszym stanie niż poprzedniczka. Kaito i im wytłumaczył pokrótce, by pozostali z Mokuzu i Izanagim, bądź kierowali się w stronę portu. W końcu decyzja należała do nich, jednak nalegał, by wzięli pod uwagę pierwsze rozwiązanie. Z obstawą byliby przecież na pewno mniej narażeni na niebezpieczeństwa. I chociaż szesnastoletni Wyspiarz nie wiedział zbyt wiele o swoich towarzyszach, tak miał nadzieję, że zostawia te bezbronne istoty w dobrych rękach. Rzucił więc tylko porozumiewawcze spojrzenie Mokuzu i Izanagiemu, po czym pobiegł w innym kierunku, w duchu życząc pozostałej dwójce powodzenia.
Dzięki swym zdolnościom sensorycznym mógł o wiele łatwiej zlokalizować pozostałych przy życiu, a tym samym szybciej przejść po okolicznych domach, omijając te opustoszałe. Złożona wcześniej pieczęć pozwoliła mu także na zbadanie znacznie większego terenu, więc teraz nie poruszał się na ślepo. To nie tak, że nie chciał walczyć, bo domyślał się, że w alejce, z której dobiegał gromki śmiech, do jakiegoś starcia dojdzie. Prawdę mówiąc nawet czuł się w jakimś sensie winny, że pozostawia Mokuzu i Izanagiego samych. Wiedział jednak, że jeśli się rozdzielą, zrobi większy użytek ze swoich wrodzonych umiejętności. Poza tym członkowie tej całej ekipy ratowniczej mogli się nie znać, ale nie zdziałaliby niczego bez odrobiny zaufania. Tym razem Kaito postanowił zaufać swoim towarzyszom, uwierzyć że poradzą sobie i bez jego obecności.
Czarnowłosy chłopak w końcu się oddalił, czując jak serce praktycznie wyrywa mu się z piersi. Może nie dzielił go zbyt duży dystans od Mokuzu i Izanagiego, ale jednak tymczasowo pozostał sam, a to na pewno wzmagało jego przerażenie. No ale skoro podjął się tak trudnego wyzwania i nie uciekł w popłochu, to zamierzał dokończyć to, co zaczął. Wchodził kolejno do budynków, w których wyczuwał ludzką obecność i namawiał domowników, by poszli za nim.
- Jestem z grupy ratunkowej. Ewakuujemy ludzi z miasta. Proszę się trzymać blisko mnie, a nic złego się państwu nie stanie. Kiedy zbierzemy wszystkich ocalałych z dzielnicy mieszkalnej, będziemy kierować się w stronę portu. Podobno strażnicy kazali pozostać państwu w domach, ale plan uległ zmianie. Nie znamy liczebności, siły, a nawet dokładnych zamiarów wroga, więc nie są tutaj państwo bezpieczni. – Wszystkim, do których dotarł, mówił mniej więcej taką formułkę, aby przekonać ich, że zależy mu tylko na ich dobru. Chciał zebrać jak najszersze grono ludzi, by następnie wrócić do Mokuzu i Izanagiego. Cały czas baczył także na okolicę, koncentrując się na wyczuwalnych źródłach chakry. I to także tych należących do jego towarzyszy – musiał się po prostu upewnić, że wszystko u nich w porządku. Również ze względu na nich zależało mu na tym, by jak najszybciej uporać się ze swoją częścią zadania. W końcu jak zbiorą wszystkich, powinni dalej trzymać się razem. W trójkę o wiele łatwiej będzie im chronić cywilów.


Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyta umiejętność:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Saburō Hokusai » 21 maja 2018, o 00:53

Tego się można było spodziewać. Grupa odpowiadająca za zabezpieczenie budynków oczywiście musiała walczyć, aby pozbyć się zagrożenia w pobliżu miejsca do którego będą sprowadzać ludzi. W cieniu budynków poruszali się tak, aby ich nie zauważono. Mężczyzna, który stał w oknie wydawał się strasznie dziwny. Kto zdrowy w wojnę otwiera sobie okno i ogląda widoki? Choć nie powinienem tak tego oceniać skoro jeszcze nie dawno wyznawca chciał pić sake na jednym z dachów i oglądać cały ten burdel. W każdym razie Kenta zgodził się z chłopakiem. Nie myśląc wiele wyjął jakiś... Swój przyrząd z którego wypuścił bańkę wielkości głowy. Ta poleciała z szybkością wręcz nie do opisania w kierunku mężczyzny i gdy tylko weszła na jego głowę zaczęła rozpuszczać jego głowę. Wszystko było widać. Po chwili mężczyzna padł bez głowy na ziemię, a kolejne bańki wpadły do budynku. Głosy zaczęły dochodzić ze środka jak i z zewnątrz budynku, co oznaczało że wrogów jest więcej. Kenta wymyślił plan, że on w nich wpadnie, a Hokusai wraz ze swoim partnerem mają ubezpieczać mu tyły. Wyznawca uśmiechnął się lekko. Był pełny podziwu i uznania dla tej osoby. Była strasznie silna, nie bała się wyzwań i w dodatku jeszcze panowała jakimiś dziwnymi umiejętnościami. Dobrze było mieć takiego sojusznika, bo raczej nie chciał go mieć za wroga. Kenta pobiegł w przód rzucając się w sam środek wroga. Dwójka shinobi długo się nie zastanawiała i wskoczyła na mur, który znajdował się przed nim. Na dole było paru mężczyzn odwróconych tyłem, ponieważ byli zajęci oglądaniem walki swojego koleżki z Kentą. Tamten też widocznie musiał być silny skoro mu dorównywał. W każdym razie plan był prosty. Zwykła likwidacja wroga, póki byli niezauważeni, lecz jego kompan próbował zabić ich na odległość. Stwierdził, że pozwoli mu działać. Czekał aż zrobi co ma zrobić, po czym sięgnął na plecy i wziął do ręki kij. Zeskoczył z muru pod wroga i uśmiechnął się szeroko.
- No dawać!



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

[/uhide]


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 290
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Izanagi » 21 maja 2018, o 02:15

Udaliśmy się za źródłem dźwięku, w kłębach dymu nie wiele można było zobaczyć, strasznie dym gryzł w oczy, ale w końcu dotarliśmy do miejsca gdzie ujrzeliśmy jakiś trzech kolesi maltretujących jakąś kobietę.
- Hej Ty! Zostaw ją w spokoju, to nie winna kobieta!- zareagowałem natychmiastowo, musiałem coś powiedzieć, przy okazji dobywając miecza. Zezłościłem się jak takie coś zobaczyłem, zacisnąłem lekko zęby z zdenerwowania. Gdy tylko Mokuzu szepnęła iż atakujemy razem, mruknąłem przez zęby zgadzając się po czym następnie odbiłem się z prawej nogi by nabrać prędkości, z mieczem trzymając go w obu dłoniach, by być gotów na atak mieczem w przeciwnika bądź też obronę, trzymając miecz dwoma rękoma wzmacniam jakby siłę uderzenia niżeli trzymałbym go w jednej ręce, widać było że chciałem go wykończyć tu i teraz, jednym celnym pchnięciem w ciało, oczywiście musiałem być ostrożny gdyż nie wiedziałem z kim mam do końca do czynienia, w drodze ataku uruchomiłem swoje oczy by móc łatwiej unikać czy też atakować przeciwnika, by trudniej było mnie zaskoczyć. Nie chciałem odkrywać wszystkich swoich kart na sam początek ale nie wiedząc dokładnie o jakiej sile przeciwnika mam przed sobą trzeba było zabić ich czym prędzej, tak aby nie mogli się rozkręcić. Tak szybko odbiłem się od górki ziemi, aż spadł mi kapelusz oraz płaszcz które zawsze noszę, ale tutaj lekko zadziałałem jakby gwałtownie, chociaż wcześniej Mokuzu powiedziała że atakujemy razem a ja na to przystałem, tylko po prostu to ja dałem znak do ataku, natychmiastowo. Czekałem na ten moment aby wreszcie tym zwyrodnialcom pokazać gdzie ich miejsce, a jeszcze jak zobaczyłem na żywo jak się zachowują, miałem okazję wymierzyć sprawiedliwość, pomścić tych którzy nie potrafili się sami obronić, bezbronnych i niewinnych ludzi. Zapewne to są jakieś pionki ale na nich mogę przynajmniej się sprawdzić na początek. Jeden z przeciwników posługiwał się technikami futonu na co musiałem uważać, gdyż moje katony raczej tutaj nic nie wskórają póki co, po prostu trzeba będzie czekać na odpowiedni moment z ich użyciem. Jakby tylko udało nam się pokonać pierwszego z nich staram się z Mokuzu wspólnie zaatakować kolejnego, o ile ten nie będzie próbował wcześniej nas zaatakować. Starałem się jednocześnie próbować wspierać Mokuzu aby ta nie została zaatakowana na bliski dystans za pomocą broni, gdyż widziałem że ona posługuje się jakimi robalami, i nie widziałem w tym czegoś co by pozwoliło jej odpierać frontalne ataki, zaś ja zrobię wszystko by taki atak powstrzymać, by moja towarzyszka spokojnie mogła rozprawić się z nimi na daleko.



Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI

Chakra 103%-4%=99%
4% koszt
Kontrola chakry C


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Katana - przy pasie
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 144
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Natsu » 22 maja 2018, o 10:38

Obrazek
Komplikacje
Ścieżka dzielnicy mieszkalnej eventu
Kisho, Ame, Kaito, Saburo, Mokuzu, Izanagi


DRUŻYNA PIERWSZA
Prosty, banalny szwindel zadziałał. Robale zawróciły na mężczyznę, który najbardziej oddalił się od swoich, kiedy już władca wiatru szykował się do kolejnego ich odepchnięcia, a one zamiast zaszarżować na niego – zawróciły.
- Szlak. Plecy! – Krzynął za swoim towarzyszem. Tym nie mniej było za późno. Kij zderzył się z kataną Izanagiego, która przecięło go jak masło. Resztka kija ze swoim impetem uderzyła posiadacza sharingana w bark, ale nie można było mówić o poważnych obrażeniach. Będzie siniak, który do wesela się zagoi. Zdziwiony mężczyzna nawet nie czuł, że obsiadły go robale, otoczyły całego – czuł tylko zimno w brzuchu, w którym utknęła jego katana. Krew polała się na ulicę. Męzczyzna spoglądał na swojego oprawcę ze zdziwieniem w oczach. Z kurczowo zaciśniętymi palcami na kiju, które nie zdążyły się nawet rozluźnić. Mokuzu w tym czasie czmychnęła za róg, żeby niepotrzebnie nie kusić przeciwników, na których widok przysłoniła chmara owadów. Zaufała Izanagiemu, który miał być ich pierwszym frontem, podczas gdy ona bardzo trafnie urządzała ataki dywersyjne. Odłączyła jednocześnie jednego robaczka od stadka i przypięło go do ubrania kobiety, gdyby ta... gdyby miała wam gdziekolwiek zniknąć. Jak na razie "odpełzła" jedynie kawałek, nie mając siły na poruszanie się, tym bardziej uciekanie.
Na moment wszystko zamarło.
- Kazuya? – Ciało mężczyzny, które zawisnęło na ostrzu trzymanym przez Izanagiego, zmiękło całkowicie. Mężczyzna upadł. Jeszcze oddychał, jeszcze się minimalnie poruszał, ale w jego oczach powoli gasło światło. I choć tego ostatniego dwójka jego znajomych nie widziała, to wystarczająco mocno czuli oddech Śmierci, który chłodem omiótł okolicę, żeby nie musieć zaglądać w oczy kogoś, kto nazywał się Kazuya, a komu pewnie nikt nie zdąży nawet postawić nagrobku. Mężczyźni chyba nie bardzo wierzyli w to, co się tu i teraz stało. Przez krótki moment. Bardzo krótki. Jeden z nich wyciągnął zza pazuchy kunai i rzucił w stronę Izanagiego. Drugi przystawił dłoń do ust i zaczął tworzyć niewielką, powietrzną kulkę. W tym czasie ten, który rzucił kunaiem, złożył jedną pieczęć i ze ściany w kierunk Mokuzu wyrosły ostre kolce. Takie same wyrosły z ziemi pod nogami Izanagiego.

Tymczasem u Kaito kobieta, z którą rozmawiał, nadal potulnie kiwała głową. Przestraszona i zdekoncentrowana. Drżała, ale przynajmniej już nie trzęsła się jak galareta. Pewny ton głosu naszego Bohatera zdołał ukoić jej nerwy. Przynajmniej częściowo.
- Znam okolicę. Poprowadzę ludzi. - Zaoferowała się. - Pomogę ci zebrać pozostałych. - I jak powiedziała - tak zrobiła. Zaczęliście razem chodzić od domu do domu, walić w drzwi nawołując do ewakuacji. Niektórzy rzeczywiście otwierali. Niektórzy nie chcieli wyjść, ogarnięci strachem, ale przecież trzeba się było do nich dostać. Nie wiadomo, jak skończy wyspa, kiedy wróg wejdzie w jej głąb i przestanie zajmować się Radą. Dostawanie się do ludzi trwało - zwłaszcza tych, którzy drzwi otwierać nie chcieli.
- Jak wyciągniemy osoby, które nie chcą wyjść? - Zadała w końcu to istotne pytanie towarzysząca ci kobieta. Drzwi zamknięte na cztery spusty, pozatrzaskiwane i zasłonięte okna.
Zaś twoi towarzysze? Ciężko powiedzieć, czy sobie radzili. Jedna z ogniskowych chakr zgasła. Nie były to te osoby, które poznałeś - jeden z ich przeciwników topniał w twoich oczach. Pozostała dwójka gromadziła chakre - zapewne do jakichś technik. Wydawało się, że walka jest mocno wyrównana.

DRUŻYNA DRUGA
Cóż, szybki załatwienie to szybkie załatwienie, hm..? Kenta po prostu wziął to sobie do serduszka. Tak jak obietnicę popitki winka na zadaszeniu, w promieniach zachodzącego słońca i płonącego miasta – kto by nie chciał takiej randki? Trzeba przyznać, że nieczęsto zdarzają się takie idealne okazje jak ta! W takim wypadku chronienie tyłka przez dwóch przystojniaków wcale nie było taką złą opcją, jaką mogłoby się zdawać. Szkoda tylko, że Kenta nie miał okazji usłyszeć żarciku Albo kto wie? Może usłyszał i uśmiechnął się nawet pod nosem?
Na murze mieliście dokładny pogląd na całą sytuację. Ciężko było powiedzieć, czy ci, co byli na dziedzińcu, a którzy teraz wpatrywali się w Kente jak sroki na wierzbie... czy jak tam leciało to powiedzonko... to byli ci sami, co panikowali w domu, czy może jacyś inni. Uwzględniając to, że nie było wielu super-ultra-teleportujących się ninja takich jak Kenta to... pewnie w samym domostwie było ich więcej. I chwilowo nie byli waszym zmartwieniem. Przynajmniej dopóki nie wypadną na was z motykami.
Ame sięgnął po bombkę świetlną. Zamierzał wykorzystać rozkojarzenie przeciwników – i słusznie, bo ci się otrząsnęli i już zamierzali ruszać na wroga, choć dość... niepewnie. Mieli ten instynkt człowieczy, który nie pozwala mierzyć się z drapieżnikiem silniejszym od siebie. Co tu dużo mówić – dobrze mieć jakiegoś koksika po swojej stronie. Niedobrze tylko, kiedy wróg ma lepszych koksików. Bombka poleciała w dół. Zderzyła się z ziemią i wybuchła, rażąc najbliżej stojących osobników, którzy automatycznie zasłonili swoje twarze przedramieniem. Szkoda tylko, że już po fakcie. Zawahali się na swoich nogach, każdy z nich oberwał po oczach w mniejszym czy większym stopniu. Rekino-człek sięgnął do kabury po następne narzędzia zbrodni i rzucił trzy kunai w trzech stojących najbliżej zbrodniarzy. Trafił. Nie było tutaj mowy o spudłowaniu, w dodatku miał na tyle pary w łapie, że broń przebiła się przez ciała i wyeliminowała ich z gry. Jęknęli, krzyknęli. Jeden z nich upadł na ziemię z pięknym headshotem, drugi przewrócił się na ziemię, ale żył, z kunaiem w plecach, a trzeci zniknął z pola widzenia, wycofując się w tył. Pozostała czwórka nie była zdekoncentrowana bombką na tyle, by nie zobaczyć, jak Saburo z kijem zeskakuje w dół i staje im naprzeciw. Mieli już pełno w majtach. Nie trzeba było być geniuszem, żeby tego nie widzieć. Tak jak wcześniej spoglądali na Kente i ich szefuńcia, tak teraz spoglądali na was – no jak te sroki. O, sroki na grzędzie! To chyba była grzęda, a nie wierzba.
Przynajmniej dopóki jeden z nich nie zaczął składać pieczęci.
Trójka z nich krzyknęła i ruszyli biegiem na Saburo, unosząc to, co mieli przy sobie. Jeden z nich trzymał kunai, drugi kij, a trzeci dzierżył w swoich dłoniach siekiere. Dream team, co nie? Może i dream team – ale skubańcy wcale wolni nie byli. Zwłaszcza ten pierwszy z nich, który próbował zanukować pod kijem Saburo i dźgnąć go w bok.

DRŻYNA TRZECIA
Racja, nikt przecież nie lubił być puszkami, które przytroczone do zderzaka samochodu próbują dogonić rozpędzoną machinę. Ciągną się i spowalniają. Cokolwiek jednak planował Nara pozostawało na razie jedynie domysłami. Istotnymi domysłami, na które starałeś się brać poprawki z nadzieją, że jednak nie będziesz jak te puszki, a Nara nie będzie twoim samochodzikiem. Jakby to każda kobieta powiedziała: jakim? No ładnym! Lider z całą pewnością mógł zostać zaliczony do grona mężczyzn przystojnych, choć jak wiadomo – są gusta i guściki. Wracając do głównego aktu – cokolwiek planował Nara i dokądkolwiek planował pognać was trzyosobowy zespół, na razie trwaliście w miejscu, więc o gonienie nie musiałeś się martwić. Zarówno on jak i jego prywatny ochroniarz (towarzysz? Przypadkowo-zwerbowany jak większość z was?) w postaci Hakuseia nie planowali jak na razie wyrywać się do przodu.
Nara i Hakusei słuchali tego, co miałeś im do przekazania. Nie spoglądali przy tym nawet na ciebie, ciągle mieli wzrok utkwiony w maszerujących dołem Smokach, którzy choć nie śpieszyli się donikąd to zaraz mogli zniknąć z pola widzenia. Trzeba było działać. Szybko. Już. Dopiero kiedy zacząłeś dzielić się swoim planem, Nara zwrócił na ciebie spojrzenie spokojnych, mądrych, czarnych oczu. Był jak starszy brat, albo wręcz ojciec, który układał swoją dłoń na czubku głowy pierworodnego i zapewniał go, że wszystko już dobrze. Nic się nie dzieje, bo przecież on o wszystko zadba. Ochroni własną piersią, jeśli zajdzie taka potrzeba. Różnica polegała na tym, że Ty nie byłeś małym dzieckiem i nie potrzebowałeś opieki czy ochrony. Byłeś tutaj żołnierzem. Więc jak to dobrze, że zabrakło w obie zawahania, które odwiodłoby cię od wywiązania się z powierzonych ci misji. Mówią, że cel uświęca środki. Więc może i tym razem uświęci..?
- Dobra robota, Kisho. – Pochwalił Nara i uniósł się, wyciągając z torby przy pasie kunai, który zatańczył w jego palcach. - Zajmiemy się oddziałem z Hakuseiem. Ruszaj do stajni i zajmij się tamtejszym problemem. Konie z wozami ułatwią przeprowadzanie ludzi do portu. W miarę możliwości dostarcz je na miejsce zbiórki i zajmij się wywożeniem ludzi, jeśli teren będzie bezpieczny. Jeśli tylko dojrzysz jakieś niebezpieczeństwo – wycofaj się do pozostałych oddziałów. Ja oraz Hakusei zajmiemy się Smokami. Idź. – Właśnie – Nara bez planu? Tak nie mogło być! I tak nie było. Czarnowłosy miał już w głowie w przód parę planów, wszystie następne brały po prostu poprawki na sytuację, w jakiej się znaleźli. W tym wypadku fortuna uśmiechnęła się do was, zbawiając was bardzo korzystnym położeniem stajni. Nara odczekał chwilę aż się oddalisz. Potem nastąpił wybuch. Seria wybuchów, która uniosła kolejne kłęby czarnego dymu w powietrze.
Nie uniósł w eter jedynie ludzkich krzyków.
Smoki konały w milczeniu.
Rzeczywiście – stajnia była. A raczej bogata posiadłość, która stajnie posiadała, wielkie podwórze i sporo powozów na każdą okazję. Jak zostało powiedziane – przed murami posiadłości, bo takowym murem, trzymetrowym, dom został otoczony, przy dwuskrzydłowej, solidnej bramie, zebrała się gawiedź. Matki z dziećmi, ale głównie mężczyźni, którzy właśnie nieśli ciężką kłodę, najwyraźniej zamierzając wyważyć bramę i dostać się do środka.
- Otwierać, skurwysyny!
- Shh, nie płacz, nie płacz, niedługo stąd wypłyniemy...
- Wpuśćcie nas, wpuśćcie! Nie macie serca dla dzieci?!
Kakofonia głosów i dźwięków. Znaleźli się i sprytni, którzy przeskoczyli mur i którzy na twoich oczach podsadzali swoich ziomków ziomeczków, by ci mogli przejść na drugą stronę. Żaden z tych sprytnych jednak nie wpadł na pomysł, by wrota otworzyć. Do czasu. Swoimi oczami widziałeś, że jeden z tych, którzy dopiero co przeskoczyli, zabierał się do przesunięcia zasuwy. Konie, do których zbliżali się przypadkowi ludzie, panikowały, bo i ludzie byli tutaj spanikowani. Tymczasem we wnętrzu budynku działy się równie ciekawe rzeczy. Szeroko otworzone wrota, dwóch ludzi, którzy przebierali wszystkie szafki i szuflady, wyrzucając zawartość na zewnątrz i pakując co bardziej cenne. Wcześniej stali przy samej rodzince, kucał przy nich. Widziałeś jednak, jak od nich odchodzą i jak zaczynają buszować po całej posiadłości. Cholerne sępy. Grozili im. Mężczyźnie, kobiecie i ich synowi – chłopak miał z piętnaście lat.



MAPKA. Nie cierpię mapek, ale chyba będzie nam wygodniej (:
Bordowe kółko - drużyna druga
Żółte kółka: większe - Kaito, mniejsze - Mokuzu i Izanagi
Pomarańczowe kółko - drużyna trzecia
A reszta kółek dla Kisho.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


36h na odpis!
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2268
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kisho » 22 maja 2018, o 22:17

Zgodnie z poleceniem lidera, Kisho pomknął w stronę stajni, uprzednio najpierw nieco się wycofując, by w miarę możliwości obejść szerokim łukiem żołnierzy zakonu. Kilka metrów przed przybytkiem usłyszał wybuchy za plecami. Wyglądało na to, że reszta drużyny rozpoczęła atak, który zaproponował Kisho. Użycie notek było dobrym wyborem. Dzięki nim nie tylko szybko zdołali uporać się z przeciwnikami, ale także zrobili to w dość humanitarny sposób. Przynajmniej tak można było założyć po praktycznie zerowym ludzkim odgłosie między wybuchami. Żaden z zakonu, zapewne nawet nie zorientował się, co odesłało go na tamten świat. Szybka śmierć. Przynajmniej tyle mogli dla nich zrobić - zminimalizować ból przy umieraniu, by nie cierpieli niepotrzebnie.
- Stać! - krzyknął, gdy tylko dotarł do posiadłości i znalazł się między ludźmi. Z daleka widział, że nikt z obecnych nie zachowuje spokoju. Chaos, totalny chaos, niczym nieróżniący się od tego na ulicach. - Słuchajcie mnie! - Ponownie podniósł głos. Nie miał czasu na przekomarzanki, powtórne tłumaczenia i tym podobne. - W mieście prowadzona jest właśnie ewakuacja. Moja grupa zbiera ludzi z tego regionu. Wiem, że wszyscy się boicie, ale musicie się uspokoić i przestać panikować. - Starał się zapanować nad ludźmi. - Wsiadajcie do powozów, a zdolni i umiejący nimi sterować niech przygotują konie i łapią za lejce. Za chwilę wyruszamy. - Polecił w ruchu, idąc w stronę jednego z wejść do budynku. Wiedział, że i tam znajdują się ludzie, którym potrzeba pomóc. Obiecał sobie, że wyprowadzi wszystkich i nie miał zamiaru łamać tego słowa.
- Wy tam! - krzyknął nerwowo w kierunku szabrujących. - Zostawiać wszystko i na wozy. Już! - Bynajmniej nie przypominał już wesołego człowieka, oj wręcz przeciwnie. Był zły, nie jakoś mocno, ale jednak i choć ściskał w ręku kunaia, nie miał zamiaru go używać. Nawet w ostateczności. Miał służyć jedynie, jako straszak, by inni wiedzieli z kim mają do czynienia i że lepiej niczego nie próbować. - Już! - krzyknął ponownie. Jego ton głosu wyraźnie sugerował, że lepiej go posłuchać, bo inaczej kogoś mogą spotkać niemiłe konsekwencje.
- Wy też się zbierajcie - polecił znajdującej się tam także rodzinie. Zapewne byli właścicielami i to do nich należały te budynki i ziemie. Do nich, zwrócił się jednak dopiero gdy tamci usłuchali i wyszli, no, chyba że mieli coś do powiedzenia i nie w smak było im zostawiać całe te kosztowności na pastwę losu.




Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK

PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • kabura na broń (na prawym i lewym udzie)
  • torba (na lewym i prawym pośladku)
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 455
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Izanagi » 22 maja 2018, o 23:42

Zaatakowałem i moja katana przeszła jak przez masło, drewniany mieczyk przeciwko katanie to zły pomysł. Miecz się w niego wbił, czułem jak koleś opada z sił, musiałem wyciągnąć miecz z nim ten wyzionie ducha i utrudni mi jego wyciągnięcie. Podniosłem lewą nogę zaparłem się o jego bark by jedną ręką wyciągnąć miecz, jednocześnie odpychając jego ciało nogą aby móc sobie to ułatwić. Wcześniej dostałem odłamkiem jego drewnianej katanki ale to nie były obrażenia które mogły zrobić na mniej jakieś większe wrażenie. Nie było czasu już na rozmyślania, bo przeciwnicy zaczęli wykonywać kontratak, zobaczyłem lecący kunai w moją stronę. Do tego pode mną w jednej sekundzie zaczęły pojawiać się kolce, mój ruch na to wszystko był natychmiastowy, postanowiłem odskoczyć na lewo jakieś dwa metry, równocześnie mieczem odbijając kunai który leci w moją stronę, ale wykonuję to tak by w momencie odbicia moje ciało i tak już leciało na lewo, bo tak naprawdę chciałem sprawdzić czy jestem wstanie odbijać broń miotaną ninja. Nie próbowałem tego robić wcześniej więc teraz mogłem spróbować przy okazji. Kątem oka przy unikaniu swoich ataków próbowałem dostrzec czy wszytko w porządku z moją kompanką, gdy tak było gdy po odskoku dotknąłem ziemi odbiłem się od niej by znowu nabrać prędkości i spróbować zaatakować przeciwnika który rzucił we mnie kunai, uważając przy tym na ataki. Miałem nadzieje że pomogą mi moje oczy, nie używałem ich zbyt często więc chciałem wiedzieć jaka ich użyteczność będzie podczas walki, starałem się bardzo mocno skoncentrować by potrafić unikać ciosów przeciwników i móc wyprowadzić kontratak. Po pierwszym umoczeniu miecza, złość lekko mi przeszła, lekko, ale dalej chciałem wymierzyć sprawiedliwość tym typkom.

Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI

Chakra 99%-4%=95%
4% koszt
Kontrola chakry C


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Katana - przy pasie
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 144
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Mokuzu » 23 maja 2018, o 01:10

Będąc bezpiecznie ukrytą za ścianą budynku, Mokuzu z satysfakcją obserwowała jak jej współpraca z Izanagim przyniosła oczekiwany rezultat. Można powiedzieć, że aż za dobry... chwilowa radość z osiągnięcia celu zmieniła się w szok, zimny dreszcze przebiegł po ciele dziewczyny. Poczuła jak ziemia usuwa jej się spod nóg, gdy na jej oczach mordowany był człowiek. Choć już wcześniej otaczała ją śmierć, to był to pierwszy raz gdy widziała ją z bliska, a jej uwaga była na niej skupiona... gdy się do niej przyczyniła. Mimo że to nie ona dzierżyła miecz, mimo że mieli do czynienia z przestępcami to nie wystarczyło, aby w stu procentach ją znieczulić. Izanagi wydawał się nieprzejęty, jakby robił to już wiele razy i Mokuzu mimowolnie zaczęła się go bać. Zwalczyła silną chęć oddalenia się od całej tej sytuacji, ucieczki zarówno przed bandytami jak i przed jej tymczasowym partnerem. Była głupia, czego się spodziewała? To było pole walki, ludzie ginęli. Uchiha był sporo od niej starsze przez co, jej zdaniem, bardziej doświadczony i silniejszy. Miała szczęście mogąc polegać na kimś takim, na kimś kto nie zawahałby się przed zadaniem ostatecznego ciosu. Tak właśnie wyglądał świat dorosłych. Na widok krwi zrobiło jej się niedobrze, ale musiała wziąć się w garść. Kontynuowała swój pierwotny plan, choć nie była zdolna wykrzesać z siebie tyle samozaparcia, co wcześniej. Jeśli było to możliwe zważywszy na sytuację, była jeszcze bardziej roztrzęsiona i coraz bardziej polegała na instynkcie. Jej kikaichu kradły chakrę konającemu szermierzowi, póki jego serce nie przestało bić po czym straciły zainteresowanie i rozpierzchły się w luźną chmarę. Świadczyło to o tym, że Mokuzu chwilowo nie koncentrowała się na ich kontroli, lecz podświadomie pilnowała, aby nie zaczęły działać samoistnie. To jeszcze nie był koniec walki i nie mogła pozostawić Izanagiego bez wsparcia. Będąc niewidoczną na przeciwników, złożyła dwie pieczęcie do techniki, dzięki której zewsząd zaczęły wychodzić jej podobizny. Miały one atakować i rozpraszać tamtą dwójkę, ułatwiając jej partnerowi dostanie się do nich. W międzyczasie owady utworzyły na powrót ciaśniejsza grupę, po czym rozpadły się na cztery mniejsze grupy i zaczęły krążyć po okolicy. Ich zadaniem było zajęcie jak największej przestrzeni wśród klonów, aby dodatkowo zdezorientować wrogów. W ten sposób były też trudniejsze do trafienia, gdyż zwierały szyk dopiero znajdując się bardzo blisko i zyskując możliwość dostania się do gołej skóry. Kikaichu nie atakowały jednak zdecydowanie, były cierpliwe. Krążyły, mąciły i szukały okazji, skupione przede wszystkim na zapobiegnięciu zniszczenia większej części koloni. Zamiast na twarzy, chętniej osiadały też na nogach i właziły pod nogawki próbując pozbawić ofiary chakry i zmysłów, jeśli się da. W tym czasie Mokuzu stała bezpiecznie schowana, kontrolując cały ten spektakl na tyle na ile pozwalały jej umiejętności.


Spoiler: pokaż

[color=#BF8000][b]STYLE WALKI:
Bukijutsu - Seido
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 5
    WYTRZYMAŁOŚĆ 20
    SZYBKOŚĆ 5
    PERCEPCJA 20
    PSYCHIKA 20
    KONSEKWENCJA 5
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 50
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 82%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
    KLANOWE C
    NINJUTSU
    GENJUTSU D
    STYLE WALKI 1
    • Seido D
    IRYōJUTSU D
    FūINJUTSU
    ELEMENTARNE
      KATON
      SUITON
      FUUTON
      DOTON
      RAITON

Spoiler: pokaż
JUTSU:
Aburame
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Di [ D ]
  • Hijutsu: Mushiyose [ D ]
  • Hijutsu: Ningen no Jutsu [ D ]
  • Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi [ C ]
  • Mushi Kame no Jutsu [ C ]

Styl Walki: Seido
  • Kage Shuriken no Jutsu [ D ]
  • Sōshuriken no Jutsu [ D ]

Genjutsu
  • Kasumi Jusha no Jutsu [ D ]
  • Magen: Narakumi no Jutsu [ D ]

Iryōjutsu
  • Chiyute no Jutsu [ D ]

Antidota i trucizny
  • Poziomy opanowania: Prosty


Spoiler: pokaż
Nazwa
Kikaichū no Jutsu: Reberu Shi

Rozwinięcie umiejętności klanowych wiąże się z możliwością perfekcyjnej kontroli wszystkich posiadanych owadów. Nadal możemy osiągnąć te same efekty co przy poprzednim poziomie z tym, że tym razem przy użyciu wszystkich posiadanych owadów. Zwiększa się zasięg i szybkość z jaką się poruszają.

Zasięg
Brak Skupienia
25 metrów

Pełne Skupienie
100 metrów

Wytrzymałość
Bardzo Słaba

Szybkość
Mierna

Dodatkowe
Wykonywane przy pomocy Kikaichū

Koszt Chakry
E: 8% | D: 6% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: niezauważalne


Kikaichu:
Wysysanie chakry - Kikaichū potrafią wysysać chakrę przeciwnika, jeżeli tylko zdołają się na nim usadowić. Aby proces stał się odczuwalny, musi to być grupa min. 10% robaków. Ilość wyssanej chakry na turę oblicza się następująco: Ranga dziedziny klanowej x 1% x (ilość robaczków/10). Przykładowo na randze S Kikaichūw liczbie 10% wysysają 5% chakry na turę.
Zapach - Samice Kikaichū mają bardzo specyficzny zapach i samce będą w stanie je znaleźć, jeśli te nie oddaliły się na więcej niż 40m.

Wysyłam 75%



Nazwa
Kasumi Jusha no Jutsu

Pieczęci
Pies → Tygrys

Zasięg
Klony nie mogą oddalić się o więcej niż 15m od użytkownika

Koszt
E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (od dwóch klonów)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Jedna z prostszych technik genjutsu, która polega na wytworzeniu iluzji będących idealnym odzwierciedleniem naszego wyglądu. Ów iluzje wychodzą zza drzew oraz skał, a następnie przepuszczają atak na naszego przeciwnika. Dzięki idealnemu odwzorowaniu naszego wyglądu, przeciwnik nie ma pojęcia, za którą iluzją się chowamy przez co możemy zaskoczyć go prawdziwym atakiem.


Miałam 82% chakry, zużyłam 20% (KC C, 4 klony) i mam 62%.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
  • Płaszcz z kapturem (szaro-zielony)
  • Kabura na udzie (czarna)

PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
Kabura
  • 4 Kunai

Torba (schowana z tyłu, pod płaszczem)
  • 6 Kunai
Mokuzu
 

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Ame » 23 maja 2018, o 17:11

Z jednej strony porażka Kenty oznacza również ich śmierć, ale w razie gdyby wygrał to pojawia się problem. Ame nie ma żadnego wina, zaś taki wariat jak tamten może nie przyjąć tego do wiadomości. Nie spodziewał się, ze debilny żart może w przyszłości być źródłem problemów i miał cicha nadzieje, ze tamci dwaj zrozumieli, ze żadnego popijania na dachu nie będzie. Na szczęście chociaż drugi żart nie trafia w totalną próżnie, gdyż jako ochrona jego tyłów do tej pory sprawiają się całkiem niezłe, nie licząc faktu, ze przeciwnicy w ogolę nie zamierzali wtrącać się do walki. Z opóźnieniem przyszła do niego refleksja, iż gdyby nie zaczął ataku, to po prostu wspólnie z nimi poczekali by na wynik pojedynku gigantów. Zwycięzca tamtej walki i tak podobija słabszych sojuszników, wiec od walki na placu nic nie zależy. Mogą tylko ponieść zbędny uszczerbek na zdrowiu i w sumie po co im to było. Ich aktywność ma tylko sens w przypadku gdyby tamtych dwóch wykazało się zbyt dużym entuzjazmem i jeden z nich odniósłby pyrrusowe zwycięstwo.
Trzech typów, którzy stali pod murem chyba przestali być zagrożeniem. Bombka świetlna i kunai to świetna kombinacja, mimo ze chłopak nie jest specjalistą w walce dystansowej. Uśmiechnął się krzywo kiedy łeb jednego z wrogów rozpadł się na kawałki pod wpływem jego silnego rzutu. wszystkie te filmy z Chuckiem Norrsiem nie poszły w las. Doświadczenie jest bezcenne. Szkoda, ze nie udało mu się zaliczyć hat tricka, tylko jeden out. Drugi leżał ranny z nożem w plecach, zaś trzeci widocznie gdzieś się odturlał na ślepo i miał więcej szczęścia niż rozumu. Moze będzie miał szczęście i Rekin nie będzie go szukał... może. W tym czasie jego towarzysz zeskoczył na plac zwracając uwagę pozostałych czterech. W oczach Ame nie był to rozsądny ruch. W budynku mogło być ich więcej, nie ma gwarancji, ze wszyscy zainteresowani wybiegli. Zawsze któryś mógł być w toalecie albo nie mógł znaleźć swojej siekiery, motyki czy innego sprzętu rolniczego, w który byli wyposażeni agresorzy. Widocznie nie byli farmerami, gdyż jeden z nich zaczął składać pieczecie. Skupili się na Saburo, próbując zaatakować go we trzech. W takim wypadku jutsu, którego tamten zamierza użyć najpewniej nie będzie katonem, gdyż jego towarzysze nie rzuciliby się tak ochoczo w miejsce, które zaraz liźnie płomień. W takim wypadku chłopak nie ma żadnej techniki, która pozwoliłaby mu na zatrzymanie tamtej. Nie wziął ze sobą również zbyt wiele sprzętu i nie zamierzał go marnować na te płotki. Nie wierzył w Kente na tyle żeby być pewnym, ze wygra, a nawet jeżeli wygra, to nie będzie próbował go jakoś zaatakować z powodu pochodzenia z cesarstwa. Trzeba być przygotowanym na wszystko. W czasie gdy atencje przeciwników zdobył ktoś inny, Ame zdecydował się zejść z muru i za pomocą miecza dobić rannego poprzez wbicie mu go w gardło. Następnie zamierzał pobiec wzdłuż muru w taki sposób, aby okrążyć shinobi, który teraz składał pieczecie i pozbyć się go w podobny sposób w jaki zamierzał pozbyć się rannego na dole jednocześnie korzystając z elementu zaskoczenia jaki wytwarza zajście go od z boku. Zamierzał zniszczyć go sama silą swoich uderzeń. Gdyby szczęściarz, który odczołgał się w nieznane miejsce pojawił się na drodze chłopaka, to ten bez wahania skróci jego męki szybkim sztychem. Rekin kłamczuszek.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 482
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Kaito » 23 maja 2018, o 18:04

Kaito nie potrafił całkowicie pozbyć się swych wątpliwości, jednak zdołał skutecznie odepchnąć je w najbardziej zacieniony kąt umysłu, aby lepiej skoncentrować się na swoim zadaniu, a tym samym ewakuować jak największą liczbę ludności z ich własnych domostw. Miał chyba w swych działaniach trochę szczęścia, że trafił na kobietę, którą udało mu się przekonać do swoich racji i która zechciała mu pomóc w realizacji tylko z pozoru prostego planu. Początkowo przestraszona i rozdygotana z czasem uspokoiła się na skutek opanowanego głosu młodego Hozukiego. Czyżby ta jego empatia i chęć pomocy innym, bezbronnym była słyszalna w jego wypowiedziach? Kto wie, podobno niektóre cechy charaktery wychodziły nawet na twarz, a oczy były zwierciadłem duszy… i takie tam. Wyglądało na to, że był po prostu wyjątkowo przekonujący.
- Dziękuję. – Odpowiedział na jej słowa, chwilowo dając się nawet oprowadzić po okolicy. W końcu potrafił wyczuwać źródła chakry, ale nie znał dokładnie krętych alejek miasta, używanych przez jego mieszkańców skrótów – w tym względzie rzeczywiście wsparcie kogoś z tutejszych zdawało się nieocenione. W tym momencie sensoryzm pomagał więc czarnowłosemu przede wszystkim w lokalizacji ludzi, których mieli ewakuować, podczas gdy samo wytyczenie trasy chłopak wolał pozostawić swej towarzyszce, dzieląc się z nią oczywiście wskazówkami co do wykrytych przez niego osób. No, właściwie swe wrodzone zdolności nasz mały bohater wykorzystywał w jeszcze jeden sposób, mianowicie: kontrolując to, co dokładnie działo się u Mokuzu i Izanagiego. Wyczuwał tylko chakrę, więc nie miał pełnego poglądu na sytuację. Mógł jednak dzięki temu ocenić czy rozpoczęło się już jakieś starcie, czy ktoś zaatakował jakąś chakrową techniką i czy celem jest któryś z jego towarzyszy. Przede wszystkim zaś mógł dopatrywać zmian w źródłach chakry należących do Mokuzu i Izanagiego, a ta informacja dawała mu już jakieś rozeznanie w sytuacji: czy na pewno sobie radzą z przeciwnikiem, czy może jednak potrzeba im jakiegoś wsparcia? Szesnastolatek zauważył, że jedno ze źródeł chakry wygasło. Nie należało jednak ono ani do Mokuzu ani Izanagiego, co oznaczało, że prawdopodobnie jeden z przeciwników został już zlikwidowany. Dwie inne osoby gromadziły zaś chakrę, najpewniej przygotowując się do ataku. Niełatwo było się przy takim oglądzie domyślić jak dokładnie wygląda sytuacja kamratów Kaito. Walka chyba była dość wyrównana, jednak póki co wydawało się, że nie dają sobie oni w kaszę dmuchać. Dlatego też Kantańczyk postanowił zająć się swoją robotą. Nie zapominał jednak o regularnym baczeniu na wszystko to, co rozgrywało się u duetu, by w razie konieczności przerwać poszukiwania pozamykanych w domach cywili i dołączyć do boju.
- Drzwi możemy wyważyć, a potem… – Mruknął do swojej towarzyszki, jednak przerwał w trakcie, intensywnie zastanawiając się nad rozwiązaniem tego problemu. Domyślał się, że nie wszyscy będą chcieli opuścić swoje domy i pozostawić cały swój dobytek za sobą, ale wierzył także, że większość z nich jednak zrozumie powagę sytuacji.
- … spróbujemy ich przekonać. Jeżeli mimo naszych wyjaśnień, nie będą chcieli się ewakuować, nie możemy chyba zrobić nic więcej. – Westchnął ciężko, bo szczerze mówiąc, wolałby na takich uparciuchów nie trafić. Czort jeden wiedział, co stanie się z tą wyspą i z ludźmi, którzy nie zdecydują się udać do portu. Rekin może i był w jakimś sensie naiwny, ale liczył na to, że uda mu się przekonać wszystkich do ucieczki.
- Niby mógłbym takich obezwładnić i zaciągnąć do portu na siłę, ale chyba nie możemy zmuszać do ucieczki tych, którzy nie będą wcale chcieli uciekać. – Dodał jeszcze, wzruszając bezradnie ramionami. Przecież mogli nikogo uszczęśliwiał na siłę, nawet jeśli serce mu się krajało na myśl o tych, którzy jednak postanowią pozostać w tym rozgardiaszu. Dorosły człowiek miał, mimo wszystko, prawo podjąć własną decyzję, nawet jeżeli dla innych mogłaby się ona wydawać samobójstwem.
- Zobaczymy, co da się zrobić. Póki co czeka nas jeszcze sporo pracy. – Te ostatnie słowa miały być dla kobiety sygnałem, że muszą skupić się na swoim zadaniu. Z tego też względu Kaito zamierzał przechodzić od jednego domu do drugiego i w podobny sposób jak wcześniej przekonywać mieszkańców, że ewakuacja jest najlepszym i właściwie chyba jedynym rozwiązaniem. Chłopak chciał zebrać jak najszersze grono ludzi wokół siebie, by następnie odprowadzić ich w bezpieczne miejsce, co oznaczało przede wszystkim ponowne złączenie sił z Mokuzu i Izanagim, a następnie odnalezienie pozostałych grup.
W końcu musieli jednak na zamknięte na cztery spusty drzwi, a także pozatrzaskiwane i pozasłaniane okna. Cóż, Rekin mógł to wyczuć i dobrze wiedział, że ktoś ukrywa się w środku. I nie, wcale nie chciał zachować się jak jakiś młody kryminalista. Po prostu okoliczności wymagały od niego stanowczych kroków i trzymania się wcześniejszych ustaleń, jakie poczynił w rozmowie ze wspierającą go kobietą. Właśnie z tego powodu Kaito zamierzał wykorzystać swoje doświadczenie w różnych ciosach taijutsu, by wyważyć drzwi i dostać się do środka. Postanowił skorzystać w tym celu z techniki Dainamikku Entorī, a gdyby ta nie dała rezultatu, zamierzał wybić się wysoko w powietrze i skorzystać z silniejszego kopniaka, mianowicie – Doroppu Kikku.

Rozwój postaci:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Pokłady chakry:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Poznane jutsu:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ekwipunek:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Użyte techniki i umiejętności:
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Saburō Hokusai » 23 maja 2018, o 21:25

Powiedzmy, że był to nieprzemyślany ruch, ale co zrobić kiedy natura chłopaka odezwała się? Instynkt walki był silniejszy niż myślenie, ale nie... tym razem tak być nie mogło. Trzeba było się uspokoić i zacząć myśleć. To była wojna na której łatwo można stracić życie, takim zachowaniem jeszcze łatwiej. A przecież nie o to w tym chodzi, prawda? Chciał wrócić cały i zdrowy z tej masakry, więc trzeba było zacząć myśleć, choć to nie było jego mocną stroną. Ame swoją taktyką zlikwidował trzech przeciwników. Była to dobra liczba i trzeba było przyznać, że zrobił to sprytnie. Mnich zeskoczył natomiast na ziemię i stanął naprzeciw czterem shinobi, którzy byli strasznie przestraszeni. Na początku myślał, że jak odwróci ich uwagę to Ame z góry zlikwiduje ich tak jak zrobił to z tamtymi jednak chyba się nie zrozumieli. No nic, trzeba działać inaczej. Tamci na początku nic nie zrobili, dopiero po chwili rzucili się na chłopaka. Każdy z nich dzierżył inną broń, tylko jeden z nich składał pieczęcie. Najbardziej niepewny był właśnie techniki, którą shinobi z tyłu chciał wykonać dlatego postanowił zaryzykować dosyć solidnie i zrobić ich podstępem. Było to głupie zagranie, ale sądził, że może się udać, bo skoro byli przestraszeni to może nie będą zwracać uwagi na takie szczegóły. Zanim zaczęli na niego biec chłopak wykonał szybki obrót plecami do wroga i złożył trzy pieczęcie... Pies, świnia oraz baran. W tym momencie przemienił się w wielki głaz, którego było pełno na polu bitwy, po tych wszystkich zniszczeniach. Uważał, że przeciwnicy nie wpadną na pomysł, że mógł się po prostu przemienić a uznają, że użył kawarimi w celu zmienienia swojego położenia. Ryzykował wiele, bo jeśli to nie wyjdzie to kto wie jak to się skończy, ale jak to mówią, bez ryzyka nie ma zabawy.



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

[/uhide]


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 290
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Natsu » 24 maja 2018, o 12:42

Obrazek
Komplikacje
Ścieżka dzielnicy mieszkalnej eventu
Kisho, Ame, Kaito, Saburo, Mokuzu, Izanagi


Izanagi i Mokuzu
Izanagi miał naprawdę niesamowite oczy. Oczy, które potrafiły dostrzec to, co gołym okiem niewidoczne. Mokuzu zaś miała niesamowite ciało. Ciało, które mieściło w sobie drobne życie, które były idealnymi śledczymi – i wspaniałą siłą bojową. Para dobrała się wręcz idealnie. Izanagi skupiał na sobie przeciwnika, z czego korzystała dziewczyna. Czerwień, głęboki szkarłat podobny do krwi, która prysnęła z ciętej rany przeciwnika, którego Izanagi odepchnął od siebie jak zbędnego śmiecia, wyrywając miecz z rany, łza, która tkwiła nieruchomo czernią przy wysepce źrenicy. To wszystko działo się na oczach drobnej dziewczyny, której okulary odbijały scenę mordu jak obraz, dla którego była jedynie ramką. Zdziwiony człowiek, z którego ulatywało życie. Odepchnięty nogą swojego wroga. Człowiek, który był czyimś przyjacielem i towarzyszem. Człowiek, który przede wszystkim żył.
Czy widzieć oznaczało jednak tyle samo co dostrzegać?
Wyostrzony wzrok nie był w stanie nadążyć za kunaiem na tyle, by odbić go mieczem. Nie kiedy jednocześnie zmuszony byłeś do robienia uniku, ale prawdopodobnie i bez tego nie dałbyś rady. Choć miałeś bystre oczy – nie były na tyle sprawne, jeszcze nie. Ten test kosztował cię tyle, ile każdego shinobiego kosztuje zbytnia pewność siebie i chęć testowania swych możliwości. Z drugiej strony – czy była możliwość uniknięcia zarówno kunaia jak i techniki? Ostrze wbiło się w twoje lewe ramię. Ból rozszedł się promieniowaniem po komórkach twojego ciała i uderzył do umysłu ostrzeżeniem o urazie. Przez ten krótki moment katana nieprzyjemnie zaciążyła w twoich rękach. Zapach krwi – znałeś już woń krwi wroga. Najwyższy czas, byś poznał i swój własny. Mokuzu jeszcze tej woni nie znała. Widok krwi był obrzydliwy – nie bardziej od wnętrzności, które wylały się z brzucha zmarłego wojownika, kiedy ten przejechał w tył po ziemi, odtrącony. Niepotrzebny. Kikachu osiadły na nim i zaczęły żywić się jego chakrą. A dekoncentracja tej, którą zimno objęło swoimi ramionami? Och, Śmierć kochała tulić do swojej piersi tych, którzy poczuli jej oddech na swoim karku po raz pierwszy. Kolce ze ściany uderzyły w dziewczynę pełną parą, wbijając się w jej ramiona i bok. Kikachu, które zostawiła w swoim ciele, częściowo przyjęły cios na siebie. Częściowo nie oznaczało jeszcze niestety "w pełni". Siła ciosu miotnęła dziewczyną na bok, głębokie, bolesne rany w ramieniu, bicepsie, boku, udzie zaczęły broczyć krwią. Kikachu, które przyjęły na siebie część ciosów, która nie pozwoliła kolcom na przebicie jej na wylot, opadły na ziemię – martwe. Wysypały się z jej czarnego płaszcza jak wczesnoletni deszcz. Różnica polegała na tym, że na ten ciepły deszcz wszyscy czekali. Na śmierć towarzyszy dziewczyny czekali tylko jej przeciwnicy. Prawdopodobnie miała więcej szczęścia niż rozumu. Niewidoczna dla wrogów ni była łatwym celem, więc kolce nie trafiły bezpośrednio. Ból mimo wszystko był dokuczliwy, ale przecież dziewczyna nie mogła się poddać. Nie tu i teraz, kiedy jej bardziej doświadczony towarzysz nadal walczył. Nadal stał na nogach i odpierał przeciwnika. Ba! Ruszył do przodu, rezygnując z kontrofensywy i przypuszczając atak.
Mokuzu złożyła kilka pieczęci i jeden z przeciwników został otoczony przez jej klony, które zaczęły wychodzić zewsząd. Trafione. Mężczyzna, który zaczął tworzyć powietrzną kulę dał się złapać w pułapkę, kiedy jeden z jej podobizn wyszedł zza rogu z kunaiem i cisnął w tamtym kierunku pociskiem. Silny wybuch przy zderzeniu zniszczył nieznaczny kawałek domu. Wystarczająca moc, by w człowieku zrobić dziurę, po której nie będzie wiele do ratowania. Jej kikachu rozdzieliły się na grupki i zaczęły dekoncentrować obu na raz, starając się zdobywać przeciwnika podstępem. Mądrze. W końcu jeden z nich skupiony był na opędzaniu się od klonów a drugi przygotował się na odparcie Izanagiego.
- Co ty, kurwa, robisz?! – Ryknął mężczyzna od ziemi, widząc, jak jego towarzysz się miota. Dla niego klony nie były przecież widoczne. Tak samo nie widział ich Izanagi.
W kierunku Uchihy pomknął kolejny kunai. Ten wycelowany był w jego nogę. Co jednak było bardziej istotne – kunai ten miał przyczepioną do siebie notkę, którą sharingan bez problemu natychmiastowo zauważył. Jednocześnie mężczyzna uskoczył w tył.
- KURWAAA! – Shinobi, który odpędzał kikachu, klasnął w dłonie. Miało to trzy efekty. Po pierwsze – kikachu znów zotały roztrącone na boki. Część z nich nie przeżyła o wiele silniejszego podmuchu wiatru, rozbita o mury budynku. Po drugie – szarżujący Izanagi przewrócił się na plecy. Po trzecie – kunai, który leciał w stronę jego nogi, został wytrącony z lotu i chybił dzięki temu – miał jednak wylądować tuż obok Uchihy.

Kaito
Kobieta była idealną przewodniczka – głównie dlatego, że zaangażowaną. Nie była nadal w pełni sił, ale widziałeś w lśnieniu jej oczu, jak bardzo zależało jej na tym, żeby pomóc innym. Grupka, którą prowadziliście, zaczęła się powiększać. Mówimy tutaj o paru osobach, niektórzy udali się bezpośrednio do portu, ale nadal – nadzieja potrafiła rozjaśnić mroki najbardziej ciemnego dnia, kiedy tylko dało się jej szansę. Tutaj ta nadzieja się właśnie rodziła. Życie, które dostrzegałeś, nie było tym gasnącym. W tej części dzielnicy nikt nie pędził na złamanie karku i nikt nie deptał tych wokół siebie, ale... nie do końca rzecz działa się tak jak dziać się powinna. Wyczuwałeś, że w jednym z domostw toczyła się walka. Stamtąd czułeś dwie chakry, które ścierając się ze sobą stawiała ci włoski dęba na karku. Rozpoznawałeś trzy chakry. Ta, która tak porażała swoją mocą – to był Kenta, który mierzył się z jakimś nieznanym ci przeciwnikiem. Był tam również twój brat oraz Saburo. O ile nie czułeś, żeby cokolwiek złego działo się z twoim bratem, o tyle Saburo... jego przebieg chakry został zakłócony. Tak samo jak obieg chakry Mokuzu, którą czułeś o wiele bliżej i która walczyła u boku Izanagiego. U tej dwójki nie działo się zbyt wesoło. Przeciwnicy, z którymi się mierzyli, stawali im czoła równo... o ile nawet nie byli od nich silniejsi. Techniki zaczęły latać na prawo i na lewo. Przynajmniej dwójka twoich towarzyszy pokonała jednego z nich. Przestałeś wyczuwać jego chakre.
- Wywarzyć drzwi? – Dopytała kobieta. Szatynka była całkiem ładna. Dojrzała kobieta, choć wciąż młoda, mająca szansę na rodzinę i dzieci. O ile już takowych nie posiadała. Po jej głosie od razu mogłeś stwierdzić, że ten pomysł ją nieco nastraszył. - Mogą nas wziąć za bandytów.
- Pomogę wam. – Zaofeorował się starszy mężczyzna, koło sześćdziesiątki.
- Ja rówież. – Kobieta w kwiecie wieku wypuściła z ramion swoje dzieci, zostawiając je pod opieką starszego brata. - Niektórzy się tutaj przecież znamy. – Widać było, że wizyta straży swoje zrobiła w tych terenach. Parę tych osób, które zdołaliście do tej pory wydostać z domów, kiwnęło głowami.
- Razem sobie na pewno poradzimy.
Szatynka, z którą do tej pory współpracowałeś, spojrzała na ciebie z uśmiechem. Zdziwionym, ale pozytywnie zdziwionym, uśmiechem wypełnionym wdzięcznością za to, że wciąż byli tutaj ludzie, na których można było polegać i którzy nie myśleli jedynie o krańcu własnego nosa. W końcu jednak rzeczywiście trzeba było natrafić na jakąś przeszkodę. Na ludzi być może tak spanikowanych, że nie rozpoznawali już nawet głosów swoich własnych sąsiadów. Jeden solidny kopniak wyważył drzwi do środka, wpuszczając cię do wnętrza. Spokojny, cichy dom, na którego piętrze wyczuwałeś skupiska chakry. Cztery drobne. Dzieci. Kilka kropel krwi zraszało podłogę.

Ame i Saburo
Pięć pieczęci. Dokładnie tyle potrzebował jeden z nich, by wprowadzić w życie swój... plan? Swoje jutsu? O dziwo cały plac nie zaczął porastać kukurydzą, zbożem ani ziemniakami. Nawet nie cebulą. Nikt więc nie musiał się wysilać i podlewać tych pól morzem łez po poległych towarzyszach. Gdybyście tylko chcieli dojrzelibyście przerażenie na ich twarzach. Dekoncentrację. Chyba wcale nie chcieli walczyć. Mimo to sięgnęli po to, co trzymali pod ręką... tylko w sumie po co? Nie widzi się niewinnych w tych, którzy z bronią, nawet prowizoryczną, stali w centrum miejsca, które cuchnęło krwią na kilometr. Miejscu, które wydawało się być jedynie miejscem kaźni. Arena, na którą sprowadzono (nie)winne owieczki. Bydło na rzeź. I czy wskoczenie na tą arenę było rozsądnym wyjściem? Nie najgorszym, dzięki temu Jashinista skupił na sobie uwagę tych... tych ludzi. Shinobich? Bogowie, gdyby nie to, że poruszali się szybciej i sprawniej od zwykłego człowieka, nikt by ich shinobimi nawet nie nazwał. A może po prostu byli lepiej wyszkolonymi obywatelami?
Saburo stanął z nimi twarzą w twarz. Przynajmniej do czasu. Widział, jak biegną w jego kierunku i jak niewiele ich od niego dzieliło, trzymał w dłoniach mocno swój kij... ale zamiast unikać ich ciosów bądź przyjąć je na siebie – postanowił się odwrócić do nich plecami i złożyć pieczęci, wypuszczając kij z rąk. Z zajętymi rękoma w końcu dość ciężko się pieczęci składa. Wracając więc do postawionych pytań – czy mądrze było tu wskakiwać? Cóż, czemu nie. W końcu wróg nie mógł być AŻ TAK dobry, sądząc po ich wyposażeniu. Czy mądrze było odwracać się do nich plecami? Wolałabym raczej zapytać: kto mądry odwraca się plecami do wroga. To nie mogło się udać. Nie tak, jak Saburo sobie to obmyślił. Fakt, w kamień się zmienił. Bronie zdążyły jednak dosięgnąć swojego celu. Silny cios siekierą w plecy przeorał mięśnie, wbijając się głęboko w twoje ciało. Bolało. Bolało jak sam skurwysyn, odbierając ci dech w piersiach i anulując technikę właściwie natychmiast. Uderzenie kijem, które opadło na twoją głowę, zostało przyćmione przez kawał stali, która utknęła w twoim ciele, zgrzytając o kręgosłup. Mężczyzna z nożem przynajmniej zatrzymał się i nie pobiegł na ciebie. Dostrzegł Amego, który z mieczem zeskoczył na dół i zajął się dobijaniem tych, których już uszkodził. Dzielny drwal i pasterz owiec z kijem byli tak zdziwieni nagłym pojawieniem się głazu, że odskoczyli w tył. Saburo mógł usłyszeć nieprzyjemne mlaśnięcie, kiedy ostrze zostało wyrwane z jego ciała. Mógł nawet słyszeć, jak bezwiednie opada na kolana na ziemię, gdy nogi nie były w stanie utrzymać go w górze przez obezwładniający ból. Ciepła krew wypłynęła gęstym strumieniem z otwartej rany. Głaz zniknął a goście długo w osłupieniu nie trwali. Siekiera wzniosła się nad głową Jashinisty.
Mężczyzna, który trzymał się z tyłu i składał pieczęci, zaczął unosić wokół siebie przedmioty. Kamienie, strzały, kunaie, dachówki, kawałki klocków drewna – wszystko, co mogło uczynić szkody mniejsze czy większe zaczęło się unosić i zapewne miało służyć w celach dobicia Saburo, ale zauważył Amego, tak samo jak mężczyzna dzierżący kunai. Wszystkie te przedmioty pomknęły w kierunku chłopaka, który próbował obiec swojego przeciwnika. Dodatkowo ten, który dzierżył nóż, widząc, jak jego ziomkowie ponoszą zwycięstwo, nie zamierzał zostawiać biegającego sobie samopas rekina po jego polu, co to to nie. Unikanie nie było proste. Parę kamoli trafiło rekinoludzia iiii... po tym na pewno miały zostać siniaki, ale nie zostaną, bo przecież ciężko trafić w coś, co zamienia się w wodę, prawda? Miecz, który przeznaczony był na tego, który składał pieczęci, został zablokowany mizernym nożykiem. Ugiął się pod tą siłą ciosu i widać było, że nie do końca tego się spodziewał. Twój miecz poleciał w dół i przeciął jego ciało od barku w dół. Nie było dla niego ratunku. Zdziwienie malowało się na jego twarzy, kiedy bezwładnie leciał w dół, rozbryzgując ciemną krew pod nogami żołnierza Cesarstwa. Użytkownik ninjutsu cofnął się. Złożył połowę pieczęci barana i salwa drobnych pocisków, które ledwo Ame mógł dojrzeć w słońcu, poleciała w jego kierunku.
Kenta i jego przeciwnik zniknęli wam z pola widzenia po drugiej stronie muru.

Kisho
Widziałeś to bardzo dokładnie swoimi oczyma. Blask płomieni, który zalał ulice i wytrącił szyby z okień. Objął firanki, lecz jego muśnięcie nie było na tyle trwale, by objąć je jęzorami. Wbiło się do domów, przewróciło wazony, pamiątki, obrazki namalowane węglem przez dzieci, poruszyło rozwieszonymi materiałami ubrań. Czary dym był koroną na głowie carskiej. Dekoracją, która nikomu przecież nie mogła się spodobać – a jednak wznosiła się ponad miastem. Ci ludzie... niektórych rozsadziło. Rozsypali się na kawałki jak drewniane klocki układane przez dzieci. Jak domek z kart układany przez znudzonych szubrawców w knajpach. Niektórzy jednak uniknęli okrutnej śmierci – w tym Złoty Smok na czele. Trzy potężne fale chakry zaczęły falować za twoimi plecami. Hakusei, Naoki oraz jeden z Shiro ryu, którzy starli się ze sobą w walce tych wielkich. Nie tylko za plecami wiły się smugi. Miasto zaczynało jarzyć się łuną czerwieni. Coraz więcej wybuchów, coraz więcej panicznie uciekających. Widziałeś, że Naoki starał się odciągnąć Smoki na przestrzeń, gdzie walka nie groziłaby ludziom. Czy to była prosta decyzja? Poświęcenie jednych, by inni mogli żyć? Człowiek nigdy nie powinien bawić się w Boga.
W końcu Ty dobrze o tym wiesz.

Wparowałeś między ludzi i choć twoje oczy potrafiły dostrzec tak wiele – nie mogłeś dostrzec zrozumienia na ich twarzach. Parę osób rzeczywiście się zatrzymało, paru na ciebie spojrzało, ale oszalały tłum zdawał się nie słyszeć tego, co masz im do przekazania, nawet jeśli były to informacje, które miały ocalić ich życie. Z domów zaczęli wychodzić kolejni, z ulic zbiegali się do tego miejsca błądzący. Miało to jeden pozytyw – będą bardziej w kupie. Minus? Owczy pęd potrafił wyniszczać skuteczniej od ostrza miecza. Zresztą to, co stało się na placu przed pałacem, było na to świetnym dowodem.
- Ewakuacja? – Tych parę osób, które cię słuchało – zawsze lepsze to, niż nic, zwłaszcza, że w ich oczach pojawił się cień nadziei. Słowo samo w sobie przecież było oczywiste – gdy podupada miasto, należy ewakuować ich mieszkańców. I oni powinni o tym wiedzieć. Dorośli ludzie, inteligentni, przecież samowystarczalni! Ci, w których rządziła panika. Niektórzy nie odrywali od ciebie oczu, inni spojrzeli po sobie, choć większość i tak robiła swoje. I nie sposób powiedzieć, czy rzeczywiście byłeś w stanie jakkolwiek nad nimi zapanować samym krzykiem. Twój głos w większości tonął w charmidrze. Ci, którzy usłuchali, ruszyli do wozów, lecz tyłem – za ogłupiałymi ludźmi, którzy wpadli na plac, kiedy tylko ktoś otworzył bramę na całą jej szerokość. Konie rżały odziczale, jedna z osób otworzyła boks dunego zwierzęcia, a ono? Stanęło dęba i opadło kopytami na człowieka przed nim, zrywając się do galopu, potrącając po drodze parę osób. Osoba, którą koń stratował... nie było czego ratować. Światło jego życia gasło w oczach.
Najgorsze w tym wszystkim było chyba jednak to, że nie było nikogo, kto przejąłby się losem stratowanego ani potrąconych, którzy zaczynali być tratowani przez ludzi.
Skierowałeś się do budynku, w którym było parę osób. Otworzone wrota przyjęły cię w swoje chłodne ostępy, gwar został wyciszony. Echo odbijało dźwięk twoich kroków, kiedy kroczyłeś po wypolerowanym marmurze prowadzącym do kamiennych schodów i do poszczególnych skrzydeł bogatej posiadłości. Było co rabować. Nic dziwnego, że miejscowi złodziejaszkowie postanowili skorzystać z okazji. Dwójka mężczyzn, w których wyraźnie widziałeś chakrę odróżniającą się od przeciętnej, ludzkiej, stała z worami i pakowali co mogli, przerzucając niepotrzebne śmieci, które były nie do sprzedania. Złodzieje czy nie – wciąż byli ludźmi. Więc zasługiwali na to, by żyć... prawda? Skierowałeś się prosto do nich. Słyszeli już twoje kroki, nie byli ani trochę zdziwieni. Jeden z nich opuścił rękę z workiem, ale wciąż go trzymał, oglądając się na ciebie. Drugi, o wiele lepiej umięśniony, z szalą przy boku, spoglądał na ciebie z lekkim pobłażaniem.
- Yhym. Tak jest, kapitanie. – Przystawił rękę do czoła i lekko nią machnął. Jego towarzysz uśmiechnął się pod nosem. Zlustrował cię spojrzeniem od góry do dołu. - A może ty nam zostawisz swoje rzeczy i wtedy grzecznie pojedziemy do portu?
Nie miałeś wątpliwości – to byli shinobi. Obaj prawdopodobnie dorównywali ci siłą, a dwóch na jednego, kiedy z jednym miałbyś wyrównane szanse? Choć może to tylko zludzenie. Może twoje oczy, wciąż nie doskonałe w swoich możliwościach, cię zwodziły.
Skulona w kącie rodzinka z początku nie chciała się zbierać, ale widząc, że złodzieje nic sobie z ich obecności nie robią, w końcu przemknęli bokiem i pobiegli w stronę stajni, gdzie... cóż, gdzie nie działo się najlepiej. Zwierzęta szalały, a ludzie w amoku sobie nie radzili, choć pojawili się piewcy tłumów, którzy próbowali ogarnąć całą sytuację.



MAPKA.
Bordowe kółko - drużyna druga
Żółte kółka: większe - Kaito, mniejsze - Mokuzu i Izanagi
Pomarańczowe kółko - drużyna trzecia
A reszta kółek dla Kisho.

@Izanagami
Prosiłabym o przeklejanie technik, nawet tych ocznych (:

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


36h na odpis!
Avatar użytkownika

Natsu
Moderator
 
Posty: 2268
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Komplikacje - dzielnica mieszkalna

Postprzez Ame » 24 maja 2018, o 15:21

Mężczyzna składający technikę wydawał się być dla Rekina największym problemem. W końcu ktoś kto zna ninjutsu z założenia jest groźniejszy niż zwykły pachołek z siekiera czy innym ustrojstwem. Spodziewał się po niej wszystkiego, nie licząc katonu, wiec upuszczanie miecza w celu złożenia pieczęci wydawało się bezcelowe. Nie zgrilluje przecież swoich kompanów. Mimo tego, ze stawili im opór, Ame nie zauważał w nich jakieś szczególnej ikry do toczenia tej walki. Wydawali się zagubieni, rozkojarzeni, zmęczeni. No ale mleko się już rozlało. Nawet jeżeli byli to tylko lokalsi, którzy pojmowali podstawy samoobrony [chociaż Hozuki nie zauważył charakterystycznych prążkowanych krawatów], to Kenta zdecydował za nich przez wyżarcie łba faceta, który wychylał się z okna. Istną groteską wydawałaby się sytuacja, gdyby okazało się, ze ten silny shinobi, z którym walczy teraz najsilniejszy członek ich prowizorycznej drużyny jako pierwszy wyszedł z inicjatywą zebrania tutaj cywili, zaś ich trójka została przez nich odebrani jako ci, którzy stoją za zamętem na Kami no Hikage. Gdyby niebieskowłosy siedział tutaj z grupką cywili i ktoś w makabryczny sposób załatwiłby członka ich grupy, to również podjąłby walkę bez zbędnego zadawania pytań. Ale cyrk. Byłoby na prawdę głupio gdyby to okazało się prawdą. Nawet jeżeli to wszystko jest wielkim nieporozumieniem to już jest raczej za późno. Nie wyobrażał sobie teraz nagle wyskoczyć z czymś w stylu "ee no cześć, to chyba taka mala pomyłeczka zaszła... no nic, my się będziemy zbierać, niech was Kami-Sama błogosławi..." i powoli wycofać się za murek. No to już raczej nie przejdzie, biorąc pod uwagę, ze właśnie dobijał ich kolegów, których wcześniej poważnie zranił.
Tak jak zamierzał wcześniej - biegł wzdłuż muru do odpowiedniej odległości, tak żeby zajść największy problem z boku i pozbyć się go za pomocą brutalnej siły. Miał cichą nadzieje, ze jego towarzysz, który tak pewnie skoczył w dol i otwarcie rzucił wyzwanie tym kmiotom jest w stanie poradzić sobie z nimi na własną rękę. Ame na samym początku podkreślił, ze jest szermierzem i co za tym idzie - nie ma w swoim arsenale zbyt wiele broni miotanej, jego zapasy były bardzo szczupłe i wszystko wskazuje na to, ze po tym wydarzeniu zobaczy puste dno swojej torby. Jego wewnętrzne skąpstwo na samą myśl o tym wykręcało mu wątrobę. Dlaczego akurat wątrobę? Bo zawsze mógł przepić te pieniądze, które mógł wydać na sake, wiec to chyba takie podziękowanie. Nie zwracał uwagi na swojego kompana. Był skupiony na swoim celu, wiec nie patrzył w jego kierunku. Ktoś tak pewny siebie powinien sobie poradzić. Wyglądało na to, ze technika nie była przeznaczona dla Saburo, albo nie było już sensu wykorzystywać jej na niego, jedno z dwóch. Hozuki w dalszym ciągu nie dekoncentrował się położeniem swojego towarzysza. Był zaabsorbowany przez lecące w jego kierunku kawałki wszystkiego co było na placu. Nieświadomy przeciwnik nie wiedział, ze czymś takim nawet nie jest w stanie go zadrapać, a co dopiero wyłączyć go z walki. Poczuł to samo dziwne uczucie, którego nie da się opisać. Ciężko stwierdzić co czuje osoba przez która przeleciało kilka pocisków nie robiąc jej żadnej krzywdy. Uczucie zamiany kawałków ciała w wodę jest jeszcze trudniejsze do uchwycenia. Grunt, ze nic mu się z tego powodu nie stało i nic nie stało jednocześnie na przeszkodzie żeby swobodnie zakończyć żywot użytkownika tej prostej techniki. No nie licząc jednego z przeciwników, których w swoim założeniu Rekin przypisał dla Saburo. Chwilowo uratował życie tamtego, ale w zamian za swoje. Ame czul się zlekceważony jako wojownik. Co w ogolę tamten sobie myślał, gdy próbował zablokować to ciecie nożem? Nie jest to ważne, dla niego trud skończon. Ważne natomiast jest to, ze w tym momencie zwrócił uwagę na to co się dzieje z jego kompanem. Nie było dobrze. Z drugiej strony u Ame było przeciwnie, wiec statystycznie było średnio. Z jednej strony powinien dokończyć to co zaczął i zaatakować użytkownika ninjutsu, zaś z drugiej strony powinien chyba uratować w jakiś sposób towarzysza. Takie decyzje zawsze były trudne, ale nie mógł sobie pozwolić na ten sam błąd co Saburo - stanie plecami w kierunku wroga. Chciał jednak zrealizować obie opcje. Lewa rękę trzymał za plecami, w czasie gdy zbierał czakrę w swoich wnętrznościach. Zamierzał zaatakować ta technika, człowieka, który wcześniej zaatakował go podobnie. Mozna powiedzieć, ze odpłacał mu ta sama moneta i miał przy tym nadzieje, ze zrobi to lepiej. Jego lewa ręka po wypluciu z siebie techniki miała sięgnąć po dwa shurikeny. Chciał rzucić je jednocześnie w kształcie niewielkiego wachlarza, tak żeby miały szanse trafić obydwóch oprawców jego kompana. Mialy za zadanie odwrócenia ich uwagi od dobicia tamtego. Następnie Ame zamierzał wyjąc z torby jeszcze dwa shurikeny i tym razem rzucić je pojedynczo, już z większym skupieniem, w celu wyeliminowania celów.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 482
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości