[Event] Komplikacje

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Aka » 6 maja 2018, o 16:13

Naciskała - i to był błąd. Niczego się nie nauczyła, była bardzo upartą osobą i próbowała postawić na swoim mimo, że nie miała racji. Typowe. Niestety, miała pecha pod tym względem, że nie trafiła na typowego chłopczyka, który był miły i grzeczny, jak Aka. Trafiła na mężczyznę o lodowatym sercu, który nie bawił się w zbędne ceregiele, a przynajmniej nie w stosunku do blondynki. Jasno i dobitnie kazał jej uciszyć się i zakończyć tą pozbawioną sensu rozmowę, o ile tak można było to w ogóle nazwać. Niestety, w żaden sposób nie złagodziło to jego następnych czynów. Kazał zejść Akiemu z jego pleców i odszedł na bok, bez słowa, po cichu. Tak samo jak żył. - Chyba powinienem dać sobie spokój. - posmutniał. Yamanaka zepsuła humor wszystkim, łącznie ze samą sobą i spojrzała w błękit oczy Akiego. W tym momencie gdyby mógł zabijać spojrzeniem, Yamanaka pewnie leżałaby martwa. Niestety nie mógł. Jeszcze nie. Co mógł jednak zrobić Uchiha z faktem, że Shikarui jest taki jaki jest? Nie zmusi go przecież do dzielenia się wspominkami ze swojego życia. Uchiha zmrużył oczu, a gdy je otworzył, znów płynął w nich Ogień, lecz mniejszy, dużo mniejszy.
Odgrodził się, zamknął w swoim małym świecie, do którego nie miał zamiaru nikogo wpuszczać. Przez chwilę sądził, że udało mu się wzniecić choć iskierkę, wykrzesać coś z duszy chłopaka. Jakże wielki był jego zawód, gdy kazał mu złazić ze swoich pleców. Nie było żadnego bólu pleców i Aka dobrze o tym wiedział. Nie protestował jednak, bo co miał zrobić? Mógł mu być co najwyżej wdzięczny, że nie zrzucił go na ziemię, bo mógł to zrobić. Tak, Shikarui mógł robić co chciał, z kim chciał.
- Jebać to. - nie było już rumieńców na twarzy Aki, nie było uśmiechu, radości, niczego. Może gdyby dokładniej się przyjrzeć, to wtedy można by odnaleźć smutek, lecz nie na buzi, lecz w oczach. Nie chciało mu się krzyczeć - nie miał po co. Wiedział, że i tak nikt go nie usłyszy. A mimo to, stanął obok Sanady, blisko. Nie miział go, nie patał, po prostu stał. By czuł jego obecność. Po prostu. Zrobił to dla niego? Czy dla siebie? W końcu zapadła cisza. Cisza, której Aka tak bardzo się bał. Nie wiedział jeszcze, że to tylko cisza przed burzą.
Aka
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Kaito » 6 maja 2018, o 16:43

Ame zwykle się nie przyznawał do braków w wiedzy, udawał lepszego niżeli był naprawdę. Kaito w gruncie rzeczy do nie przeszkadzało, bo po tylu latach zdążył przywyknąć do pewnych przywar brata, ale czy je rozumiał? Dla niego nie było większym problemem oświadczenie, że czegoś nie wie czy nie umie. Może miał po prostu nieco luźniejszy sposób bycia, a i trochę lepiej wychodziło mu obrócenie wszystkiego w żart. Niebieskowłosy był momentami zbyt poważny i stanowczy, co oczywiście też miało swoje zalety. Jak wszystko w życiu, miało swoje plusy i minusy.
Czy zaś Kaito obawiał się tego, że jako wyspiarz pojawił się na festiwalu organizowanym przez Radę Dwudziestu? Tak szczerze… chyba nawet o tym nie pomyślał. Chadzał alejkami jak gdyby był u siebie, bo przecież nikt go nie uprzedzał, że powinien się kryć po kątach. Poza tym to chyba nie było też do końca tak, że nie mieli tutaj wstępu, prawda? A nawet jeśli, to przecież był szybki, więc zawsze pozostawała mu ucieczka.
Miał natomiast podobne odczucia, co Ame. Cieszył się, że jest tutaj z bratem, bo we dwójkę stanowili naprawdę dobrany duet. Może nieraz któryś wpadł przez swoje roztargnienie lub butny charakter w kłopoty, ale przynajmniej, kiedy byli razem, wiedzieli, że mają gwarantowane wsparcie. Nie było bowiem w życiu sytuacji, w której jeden z nich opuściłby drugiego w potrzebie. Mieli świadomość tego, że mogą na siebie liczyć nawet w największym piekle, a jednak taka myśl zawsze dodawała otuchy.
- Jak to? Poważnie? – Westchnął ciężko, kiedy starszy Hozuki wspomniał coś o tym, że turniej się skończył. No cóż, Kaito chyba jeszcze nie do końca ogarniał, co tu się dzieje, więc dał się złapać na taką głupotę. Zorientował się dopiero po chwili, a to sprawiło, że szturchnął brata z obrażoną miną.
- No tak, żart. – Burknął niechętnie, bo czuł się tak jak gdyby grali w jakąś dziwną grę, a Ame właśnie ją wygrał. Ale spokojnie, jeszcze nadejdzie ten moment, kiedy się odegra. Już teraz zaczął obmyślać plan: jak zrobić z braciszka głupka. Te całe rozmyślania przerwały mu jednak dość wymowne słowa brata. Drugą uwagę można było pominąć, jasne, ale… czemu miał na siebie nie zwracać uwagi? Czyli jednak nie byli tutaj proszonymi gośćmi? To w takim razie w ogóle po co się wpraszali? To na pewno miało coś wspólnego z wiadomością od liderki ich rodu! A Kaito właściwie żałował, że nie było mu dane jej zobaczyć. Nie to, że nie ufał bratu. Ten pewnie przekazał mu wszystko, ale problem tkwił w tym, że obaj mogli ją zupełnie inaczej zrozumieć.
Co do nowej zbroi, zabawne… Ame chyba nie podzielał entuzjazmu młodszego, co dało się już zauważyć po jego spojrzeniu, a i wywieść z tego, że wcześniej nawet nie dostrzegł tego nabytku. A nie miał racji, nie był to żaden wyraz młodzieńczego buntu. Wręcz przeciwnie, w miarę jak Kaito dojrzewał jako shinobi, stwierdził że dodatkowa ochrona nigdy nie zaszkodzi. To chyba lepsze podejście niż brawurowe rzucanie się w przepaść, prawda?
- Chyba jak Twoja morda na tym całym festiwalu. – Niestety dla niebieskowłosego jego braciszek nie był aż taki głupi, jak mogło mu się wydawać. – Dobra, jak już skończyłeś się wymądrzać, to może skorzystamy z tego, że trafiliśmy na FESTIWAL. Cieszmy się, radujmy? – Podkreślił to jedno słowo, które Ame chyba nie chciało jakoś przejść przez gardło. Osiemnastoletni Hozuki czuł się chyba tak, jak gdyby on sam go zorganizował. Jakby był jakąś gwiazdą z Rady. Cholera, może za bardzo się przejął tą wiadomością od liderki ich rodu? Kaito do jego umysłu wejść nie mógł, stąd też nie wiedział, że ten nie przykładał nawet do niej większej wagi.
- Mogę iść po dango, jak Ty pójdziesz po jakąś wodę. Straszna duchota w tym tłumie. – Westchnął w końcu, kiedy brat zarekomendował mu załatwienie jakiejś szamki. Niespecjalnie uśmiechało mu się słuchanie jego rozkazów, ale musiał przyznać, że plan był dobry i prawdopodobnie zrealizowałby go nawet bez słów starszego. Dlatego też zręcznie przecisnął się pomiędzy nieco wyższymi i postawniejszymi od niego ludźmi, by wreszcie trafić do odpowiedniego stoiska. Kiedy czekał na jedzenie, zauważył że ma całkiem niezłe miejsce z dobrym widokiem na scenę. Przyglądał się więc z ciekawością tym wszystkim ważnym postaciom w specyficznych płaszczach. Niestety nic nie słyszał, ale nawet i to mogło go zainteresować, podczas gdy sprzedawca pakował do pudełka kolejne porcje dango. Tak, Kaito zdecydował się wziąć całe pudło, bo nie wiedział jak długo będą stali w tym tłumie, a przecież jego żołądek dość często o sobie przypominał.
Wreszcie odebrał należny zakup i zapłacił przemiłemu sprzedawcy, a gdy odwrócił się w kierunku starszego brata, pomachał mu na dowód tego, że dostrzegł jego gest. Starał się w tempie iść za nim, by czasem nie pogubili się w tym spędzie. Ostatecznie obaj znaleźli się nieco bliżej sceny tak, że mogli usłyszeć przemowę otwierającą cały festiwal. Póki co nie było w niej nic wyjątkowego, zaś czarnowłosy Kantańczyk twierdził, że Ame trochę przesadza z tymi swoimi uwagami.
- Cholera, te są znakomite! – Mruknął zaś radośnie, kiedy spróbował już trzeciego z kolei dango. Wziął chyba wszystkie rodzaje, jakie były dostępne, ale jedne z nich szczególnie przypadły mu do gustu. Mimo że wolałby zjeść wszystkie sam, to jednak miał na tyle dobre serce, że pokazał bratu, które powinien skonsumować w pierwszej kolejności. Chyba były o smaku teppan-yaki, tak przynajmniej mu się wydawało.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 22:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Nikusui » 6 maja 2018, o 22:58

Już oczyma wyobraźni widziała "bawiące" się Hanę i fretkę. Ogólnie to założenie wydawało jej się dość oczywiste, że to właśnie ta kobieta zostanie ze zwierzątkiem Muraia, jednakże mogła się mylić. W końcu ona też mogła gdzieś tu być. Albo robić coś zupełnie innego. Jednakże Kakuzu potwierdził jej przypuszczenia i ni w ząb nie mogła przypyszczać, że zwyczajnie ściemniał. No dobra, mogło jej gdzieś przez myśl przejść, że jego słowa mijają się z prawdą, ale co by to zmieniło? Był to jedynie luźny temat i równie dobrze Murai mógłby jej powiedzieć, że został fretkę u swojej matki.
- Co jak co, ale Hana na pewno nie zapewni jej bezpiecznego miejsca pod płaszczem. - powiedziała uśmiechając się lekko, mogąc tym samym skończyć temat fretki. Poza tym, mieli dodatkowego towarzysza, którego Murai nie poznał od razu. Naturalnie, Shigemi był z nimi podczas ostatniego turnieju przez chwilę, wymieli się ledwo kilkoma spostrzeżeniami i tyle. Sama też w międzyczasie wtedy zniknęła. Aczkolwiek ta sytuacja rzeczywiście mogła nie wyglądać na przypadek. Poza tym, odnaleźć się w tym tłumie? Łut szczęścia. A w przypadku Nikusui fakt, że dostrzegła Muraia w porcie.
Mimo, iż jako doświadczona kunoichi powinna brać różne scenariusze pod uwagę, to nieco nie chciało jej się wierzyć, że sprowadzono ich tutaj tylko dlatego, by ich zaatakować. To niczym wycelowanie sobie kunaia prosto w kolano.
Białowłosa uśmiechnęła się krzywo, słysząc podejrzenia swoich towarzyszy. Czy ona miała wrażenie, że coś tu nie gra? Niekoniecznie. Niestety, ale nie posiadała magicznego instynktu, który podpowiadał jej, że zaraz będzie gorąco. Tu Ryukata patrzyła na to inaczej. Brać wszystko pod uwagę, być czujnym i spodziewać się niespodziewanego. To oczywiście nie znaczyło, że należało wpadać w paranoję. Starała się jednak patrzeć na to racjonalnie, bo o ile odczucia Muraia mogły mieć swoje podstawy, to o tyle słowa Shigemiego niezbyt do niej przemawiały.

- Nie sądzę, by Rada bawiła się w łapanki i publiczne egzekucje. - zaczęła i skrzyżowała ramiona na wysokości klatki piersiowej. - To tylko wzburzyłoby tłumy i mogłoby rozpętać się coś, nad czym szybko nie zapanują. A wieści szybko się roznoszą i zamiast Cesarstwa, mogliby mieć na głowie kontynentalne rody. A chyba ostatnim, czego chcą, to pchanie innych do sojuszu z Morskimi Klifami. - zauważyła, wlepiając wzrok przed siebie. Właśnie ktoś się pojawił, zapowiadając lekkie opóźnienie. Przypuszczalnie na kogoś czekali. - No chyba, że ktoś z Cesarstwa zakłóciłby porządek. - dopowiedziała i wzruszyła ramionami. Jednak nawet ten scenariusz nie wydawał jej się być bardzo realistyczny. A przynajmniej kłóciłoby się to ze słowami Natsume.
Chociaż już trochę po tym świecie łaziła, to w takim skupisku nie dało się nie wyczuć potężnych aur chakry, które niejednego młokosa mogłyby przytłoczyć. W białowłosej nie wzbudzało to przerażenia, otumanienia czy zachwytu. Przynajmniej nie w skrajnościach tych odczuć. Pojawiło się jednak jakieś ziarno niepewności w jej głowie. Oczywiście wolałaby, żeby skończyło się na jakiś kwiecistych przemówieniach i tyle. Nie zamierzała tutaj długo zabalować, a na pewno nie tyle, co w Hanamurze. Tam miała zresztą ciekawsze zajęcia, niż polityczne rozgrywki. No i była z własnej woli, bez polecenia, co dawało jej mnóstwo swobody. Dzięki temu mogła mieć potwornego kaca na drugi dzień, fundując go przy okazji również i Kisho. Swoją drogą, nie mogła mieć pewności, że się jeszcze spotkają. Owszem, niby wiedziała, gdzie go może szukać, ale wizja wpadnięcia na niego tutaj wydawała jej się mało prawdopodobna. Z tego, co pamiętała, dopiero przybył na wyspy, potrzebował aklimatyzacji, a wysyłanie go tutaj mogło być ryzykowne. Chyba, że miała to być forma wkupienia się w łaski wysp? Odruchowo zerknęła w prawą stronę, trochę za swoje ramię, jakby szukając tej dwukolorowej czupryny, ale zauważyła jedynie dwóch podobnych do siebie młodziaków. Do jej uszu doszło coś o ofermie i mordzie, ale nie wsłuchiwała się za bardzo, bo niezbyt przejęły ją te słowne, dziecinne przepychanki. Dlatego powróciła spojrzeniem swoich żółto-zielonych oczu przed siebie, widząc znane odzienie Shiro Ryu. Jednak nie wiedziała, kto je nosi. Dawno temu miała małą styczność z tą organizacją, ale nic więcej. Nawet nie potrafiłaby sobie przypomnieć dokładnego wyglądu kogokolwiek z nich. A gościa, który więcej odsłaniał niż zakrywał, to już totalnie nie kojarzyła.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Kei » 6 maja 2018, o 23:20

Czekając na rozpoczęcie Kei rozglądał się po okolicy wypatrując jakiś znajomych twarzy. Cóż ktoś z jego otoczenie mógł usłyszeć o tym wydarzeniu i przybyć, by zobaczyć co się dzieje, bądź też ktoś z poprzedniego festynu trafił tu tak jak on sam. W sumie chciałby spotkać tu Tsukune lub Kumę, ale nie zapowiadało się, by przebywali gdzieś w pobliżu. Po jakimś czasie dostrzegł jednego z uczestników turnieju, jednakże jako że nie miał żadnych relacji z wicemistrzynią, to tylko rzucił okiem w jej stronę. Gdy już rozważał czy aby na pewno chce mu się czekać na rozpoczęcie tego wydarzenia na scenę weszli jacyś oficjele. Hę? Czyli to nie będzie żadna atrakcja tylko jakaś przemowa? - Rzucił w myślach nieco rozczarowany. Cóż mimo, że nie zapowiadało się na żadną rozrywkę, to i tak zapewne trafił na główny gwóźdź programu, więc zamierzał zostać. Tym bardziej, iż jeśli przedstawiciele władzy wygłaszali coś na takim zgromadzeniu na tej wyspie, to raczej kroiło się coś grubego bądź istotnego i głupotą byłoby ich nie wysłuchać. Nim jednak ktokolwiek z nich przemówił rozglądali się i sprawdzali coś w swoich dokumentach. Co jest? Sprawdzają obecność czy coś? - Skomentował w duchu widząc ich zachowanie. Ze spokojem obserwował jak pojawiła się jeszcze jakaś ważniejsza persona od rady, a wcześniejsi urzędnicy się wycofali. Słuchając przemówienia tego oficjela odniósł wrażenie, iż ci rzeczywiście szykują coś wielkiego, pytanie tylko co.
Kei
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Mokuzu » 6 maja 2018, o 23:46

Organizatorzy ociągali się z rozpoczęciem wydarzenia, co wywołało poruszenie wśród zgromadzonych. Wszyscy byli podekscytowani, widać nie tylko dla Mokuzu taka impreza była niecodziennym przeżyciem. Jednak ona nie przepadała za tłumami, wszystko utrudniały. Uspokoiwszy gnieżdżące się w jej ciele kikaichu, rozejrzała się po najbliższej okolicy ze skrytą za kołnierzem i okularami ciekawością. Niektóre z przybyłych osób wyglądały bardzo osobliwie, przynajmniej z jej punktu widzenia. Przyjechali shinobi z różnych zakątków świata i dla tak niedoświadczonej osoby jak ona było to dość ciekawe. Nie spodziewała się żadnych komplikacji na ten moment, dlatego nie była specjalnie czujna... bardziej denerwowała ją bliskość siedzących na sąsiednich siedzeniach osób. Dziewczyna założyła ręce na piersi i oparła się bardziej na krześle nie ruszając się z miejsca. Nikogo tu nie znała, a przy tym nie była specjalnie towarzyską osobą, aby do kogoś zagadać... uznała wobec tego, że spróbuje chociaż nie stwarzać problemów i nie kręcić się innym pod nogami. Jeszcze mogłaby coś odwalić, a wolałaby pozostać nie zapamiętana. Tylko twarz w tłumie, nikt nawet nie zwróci na nią uwagi. Ona za to starała się zaobserwować jak najwięcej i zapamiętać wszystkie twarze, które zwrócą na siebie większą uwagę. Szczególnie zaś interesowali ją wysłannicy innych klanów i szczepów, których cechy rzucały się w oczy na tle innych, zwykłych ludzi. To jednak była z jej strony zwykła ciekawość.
Mokuzu
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Chise » 7 maja 2018, o 00:08

Łatwowiernością było myślenie Shigi, że Chise nie zauważyła zmiany w jego aparycji. Mogła jej nie wiedzieć, ale metalowe zęby wydawały dźwięk tak specyficzny, że nie do pomylenia z niczym innym i za każdym razem powodujący uniesienie brwi ku górze pytająco przez Uchihę.
Nie dopytywała się jednak głownie przez troskę o Aidena. Chłopak już na początku podróży nie czuł się dobrze, ale w czasie rozwinęło się to do poziomu gdzie Chise wolała zabrać chłopca do kajuty by przesądni i bojący się chorób marynarze nie patrzyli na nich z pod byka. Zaraz po dotarciu na lad pierwszym ich ruchem było odnalezienie medyka lub zielarki, która byłaby w stanie pomóc i do takiej zostali skierowani. Ta jednak okazała się dość bezwzględna i po zbadaniu dwójki shinobich wypędziła ich, nie chcąc mieć więcej pacjentów jeśli choroba jest zaraźliwa. Nie podobało się to niewidomej, nie chciała zostawiać chłopaka u obcej osoby, ale do wyboru mieli to albo spanie pod drzwiami i ryzyko naprawdę nieprzyjemnej osoby, więc po pożegnaniu się z chłopcem i solidnej obietnicy rychłego powrotu pozwolili się wysadzić za drzwi.
Szli w milczeniu. To znaczy, Chise milczała, Shiga opowiadał o wszystkim poza tym co istotne. Mówił po co tu przyjechali, co się dzieje, o otoczeniu.. Uchiha musiała przetrawić rozstanie z chłopakiem, którego nie wypuszczała dalej niż zasięg słuchu od kilku miesięcy. W miarę pojawiania się większej ilości ludzi Chise założyła na głowę maskę, natomiast Jashinista krył się pod głębokim kapturem. To drugie było konieczne ze względu na jego rozpoznawalność, która teraz nie była im na rękę.
Po drodze nie zdążyli nic zjeść ani wypić, nie chcieli się spóźnić na jakiej ważne wydarzenia. Sporo ludzi bawiło się beztrosko, ale oni pozostawali dość poważni, skupieni, przemykali się w stronę podwyższenia. Chise nasłuchiwała, ale niewiele można było zrozumieć z wszechobecnej wrzawy.
- Kto się więc zjawił? Jest może Katsumi-sama, liderka Uchiha? - zapytała swojego towarzysza z ciekawością – Widzisz może kogoś ciekawego albo znanego? - dodała jeszcze. Pytania o to czemu jego zęby szczękają metalem postanowiła zostawić sobie na później.
Chise
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Hitsukejin Shiga » 7 maja 2018, o 00:43

Mnich Jashina w pięknym śnieżnobiałym kimonie o śnieżnych włosach, a także metalowej konstrukcji w policzkach poszerzającej uśmiech od ucha do ucha, ze stalowymi kłami rozgląda się po ludziach dookoła... Bije od niego aura ciepła i śmierci.

Shigutkiemu nie podobało się to, że mieli zostawić Aidana u zielarki. Ani ciutek, ani pół ciutka. W końcu chłopaka odbiła Chise z rąk bandyty... wróć, bandytów. Chociaż, z drugiej strony, Shigiemu nie podobało się wiele rzeczy. Nie podobało mu się to, że odkąd poznał Rem i Mitsuko... prawie nie spał. Nie, on zamykał oczy i otwierał je kilka godzin później. Nie zasypiał, nie mógł i nie chciał. Wmawiał sobie, że jeśli uśnie to umrze. I po kilku długich nocach przestał śnić... albo chociaż zauważać te sny. Na początku było najgorzej. Zęby przeszkadzały, na każdym kroku i w każdym cieniu kryła się Rem i jej potwór Mitsuko... A każdy dźwięk groził, że zmieni się w krzyk przerażenia młodej i pięknej Uchihy z całym życiem przed Sobą. Shiga cierpiał. A Chise zamiast pomagać, jak zawsze, pogłębiała jego stan. Widział jej ślepe oczy i ból się potęgował. Czy byłaby piękniejsza mając potężne oczy, jak tamta Uchiha którą spotkał?
Przeciskając się przez tłum, czuł się jak na festiwalu Hanamury. Ale coś nie pasowało. Było inaczej, wszechobecna była presja i oczekiwanie... Ludzie łakneli wrażeń.
Shigę mimo wsześniejszego cierpienia bawiło to, że tutaj nawet głośno wypowiedziane słowa ginęły w gąszczu innych. Shiga przeciskając się przez tłum i torując drogę dla Chise zgarnął jakiś napój w głębokim naczyniu, rzucił kilka ryou i poszedł dalej. Dopiero po paru krokach podał naczynie z owocowym sokiem Chise.
-Pij. Ominął cię posiłek na statku gdy zajmowałaś się Aidenem. Mam nadzieje, że się nie zaraziłaś. Jestem medykiem, ale nie od chorób. Chcesz coś do jedzenia? - Mógł się jej wydawać... nie swój, bo był bardzo nieswój i czuł się jeszcze bardziej obco we własnym ciele i we własnym umyśle. Dużo bardziej obco niż kiedykolwiek dotąd.
-Wiesz, byłem świadkiem śmierci mężczyzny. Widziałem jego kobietę. Z twojego klanu. Kiedy on wyzionął ducha, jej oczy zmieniły się. Ze szkarłatu przeszły w kwiat czerni na szkarłacie. Widziałem czarny ogień którego nic nie mogło ugasić. Czy jesteś mi w stanie powiedzieć cokolwiek więcej...? - Oboje doszli blisko sceny, stosunkowo blisko. Chise zapytała o liderów. Shiga zsunął kaptur ostentacyjnie i stanął na palcach, górując swoim wzrostem nad wszystkimi innymi w okolicy, prawie wszystkimi.
-Lider klanu Hyuuga, Reiko, w towarzystwie liderki szczepu Kami, Kurohiko. Sabaku no Jou z liderką Maji, Hibiki Kirino. Haretsu Naohiro, Nara Naoki, Douhito Ekiken. Jeśli wnioskować po tym, co wiem, kogo znam ze słyszenia i kojarze po symbolice. Nie widzę kobiety Uchiha. Nie widzę na razie waszego symboli... - Mruknął zaniepokojony nieco do Chise -... Z drugiej strony arcykapłana także nie ma w okolicy, a to duży plus. - Shiga obejrzał się na dwóch oddalonych nieco od całego cyrku mężczyzn. - Widzę kogoś jeszcze. Nie znam żadnego z nich, ale wyglądają na ważnych. Nie podoba mi się tutaj jednak. Za dużo... osobistości. - Rozejrzał się po tłumie, dostrzegając Muraia. - Widzę kakuzu z Hanamury. Wyróźnia się jak zawsze. Z drugiej strony pewnie ja także... teraz. - Zachichotał cicho. Trzymał dłoń Chise, ale nie zakładał spowrotem kaptura. Niech świat się napatrzy na jego oblicze. Co do Chise - wiedzial, ze nie musi mówić więcej. Może i nie miała wzroku, ale słuch akurat miała lepszy od niego.
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Akarui » 7 maja 2018, o 01:16

Poza niezapomnianą grzywą kolegi po fachu, Kisho, nie było dane Akarui'emu znaleźć w tym tłumie ludzi nikogo znajomego. Poza tym z minuty na minutę zdawało mu się, że coraz bardziej burczy mu w brzuchu. Póki nic się nie wydarzyło, to należy poszukać czegoś do jedzenia! Udało się mu przepchnąć z tłumu pod stragany rozstawione na obrzeżach i rozpoczął przeszukiwanie stanowisk. Pierwsze z sushi? Oj, chyba nie tym razem, nie miał ochoty na surową rybkę. Ramen? Oj, chętnie, ale w tym tłumie jeszcze obleje kogoś gorącą zupą i dopiero będzie! Padło na kolejne stoisko, onigiri! Parę ryżowych kanapek, część z łososiem, część z tuńczykiem i majonezem, jeszcze dwa na zapas do kieszeni i można było stanąć z boku i przyglądać się tłumom.

W połowie kolejnej kanapki w końcu ktoś pojawił się na scenie. Był to Hassum, postać znana z widzenia medykowi. Był to bowiem członek Rady Dwudziestu, wywodzący się z Samotnych Wysp, więc reprezentujący jego ojczyznę. Nie był zbytnio związany z tymi terenami od śmierci ojca. W końcu już dawno przeprowadził się z matką do Shigashi no Kibu, tam żył, miał znajomych i całą swoją codzienność. Patrząc jednak z perspektywy osoby trzeciej można było pomyśleć, że codziennością Akarui'ego była obecność na różnego typu festiwalach...
MOWA
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1536
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 01:03
Wiek postaci: 0
Krótki wygląd: Jak na avku brązowy płaszcz z kożuszkiem - mamy zimę! ;)
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Chise » 7 maja 2018, o 01:50

Z wdzięcznością przyjęła pucharek, uchyliła maskę i wypiła kilka łyków. Sok był kwaskowaty i smaczny, z owocu którego nie potrafiła zidentyfikować po paru łykach albo po prostu jej nieznanego. Był jednak smaczny, a co ważniejsze, dobrze gasił pragnienie. Skierowała pucharek w stronę Shigi, proponując i jemu nieco napoju, jeśli miał ochotę. Pokiwała głową na pytanie Shigi.
- Nie czuje się chora, na co najlepszym dowodem jest apetyt. Zjadłabym coś – zgodziła się na jego propozycje dość ochoczo, bez większych oporów. Rzeczywiście, po stracie nawet jednego posiłku głód się potęgował, a oni nie mieli za dużo prowiantu. Większość zresztą zostawili przy Aidienie. Przy sobie mieli tylko broń i ekwipunek, nic poza tym.
Słysząc opowieść Shigi Chise na chwilę zamarła. Bardziej z zaskoczenia opowieścią niż z samego faktu jego pytania o klan, bo to nie było zbyt dziwne. Wzruszyła ramionami lekko.
- Legendy i bajanie. Musiałabym sobie przypomnieć, a to i tak nie jest rozmowa na teraz – stwierdziła stanowczo. Gadanie o tajemnicach klanu w takim miejscu z pewnością nie było niczym rozsądnym, za dużo było czujnych uszu dookoła, za wielu shinobich. Jashinista na dobrą sprawę i tak chlapnął za wiele, uświadomiła sobie dziewczyna, zagryzając wargę.
Po zakończeniu tego tematu, przeszli na ten dotyczący liderów. Tych było sporo, kilkoro nawet pofatygowało się osobiście. Ciekawe czemu? Nie mieli kogo wysłać jako przedstawiciela? Skoro nie ma Katsumi-sama, to ciekawe kto się pojawił zamiast niej. Chise z pewnością mogła wykluczyć siebie jako emisariusza, bo liderka nawet nie miała pojęcia, że tu jest, co uświadomiła sobie z wyrzutami sumienia. To oraz to, że nie dała znać rodzicom, żadnej nawet oznaki życia od kiedy wysłali do Sogen kufry i jej rzeczy.. Musieli odchodzić od zmysłów w tym momencie.
Biedny Shinji.
Zaciekawiła ją wiadomość, że Murai-san też tu jest. Zapewne z rozkazu lidera albo po prostu lubił głośne wydarzenia. Przez chwilę igrała z myślą by do niego podejść, porozmawiać.. Ale na razie wolała odpuścić. Zamiast tego zaproponowała coś innego.
- Możemy podejść do niego po tym całym ogłoszeniu – w jej głosie było słychać nutę lekceważenia, jakby nie bardzo wierzyła, że to będzie coś istotnego. I rzeczywiście tak było. Chise spodziewała się raczej publicznego potępienia Cesarstwa albo czegoś w tym stylu, słów które koniec końców wiele nie zmienią. Co by nie mówić, Rada do tej pory nie odznaczała się wyjątkową aktywnością. Nie zainterweniowała nawet przy wojnie Senju-Uchiha, co wspominała z żalem i lekkim rozgoryczeniem, gdyż obie strony poniosły olbrzymie starty którym można było zapobiec.
- Zamiast tego usiądźmy może i zaczekajmy – zapytała, słysząc ludzi szukających miejsc, szurających krzesłami czy siadających ciężko, z westchnięciem. Zauważyła ciekawą relację – im głębsze westchnięcie tym głośniejszy skrzyp i jęk uginającego się drewna. Niemniej, mogli tutaj spokojnie zaczekać do końca, nie musząc stać w szturchającym i depczącym tłumie.
Chise
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Koala » 8 maja 2018, o 13:32


Komplikacje
Ścieżka główna eventu


Pojawienie się jednego z członków Rady Dwudziestu, nawet mimo próby wniknięcia na scenę w sposób możliwie niepostrzeżony, i tak wzbudził duże ożywienie wśród ludzi siedzących na trybunach. W końcu nie na co dzień widywało się jednego z przedstawicieli władzy, którzy praktycznie trzymali w swoich rękach jakość życia prawie wszystkich tu obecnych. Sam Hassum sam zdawał się czuć lekko niekomfortowo w sytuacji, w jakiej się znalazł (o ile coś takiego można było wywnioskować tylko po gestach i ruchach oczu), ale mimo to starał się to ignorować.
Kilkanaście minut później, na trybuny przybyli ostatni przedstawiciele klanów - liderka Rodu Inuzuka, Miyoko, maszerująca dumnie wraz ze swoją obstawą trzech dorodnych wilczurów. Było z nią też może dwóch członków klanu wraz ze swymi ninkenami - najwidoczniej czuli się na tyle pewnie, że nie odczuwali potrzeby wysłania większej obstawy Shirei-kana. Niecałe kilkadziesiąt sekund później na tereny placu przed Pałacem przybyli również przedstawiciele Rodu Akimichi (bez lidera jednak), a tuż za nimi - kilku shinobi z klanu Senju, na czele których kroczył ich lider we własnej osobie, Senju Kazuo. Na twarzy przywódcy klanu z Shinrin widać było niechęć z konieczności przybycia na to wydarzenie, ale starał się utrzymać podstawy uprzejmości i etykiety, przepraszając za swoje spóźnienie i zajmując swoje miejsce.
Gdy już w końcu upewniono się, że zapowiedzieni przywódcy i przedstawiciele klanów przybyli i usadowili się, rozpoczęto w końcu część najważniejszą. Wielkie drzwi do pałacu otworzyły się, a przez nie wyszła grupa ludzi odzianych w identyczny sposób jak Hassum - przedstawiciele Rady Dwudziestu. Wszyscy. Powoli, idąc luźnym krokiem, zbliżyli się do sceny i usiedli na specjalnych kanapach, usadowionych na bazie półkola na scenie, w dwóch rzędach. Hassum również zajął miejsce między nimi.
Spotkanie się zaczęło.
-Cieszymy się, że zechcieliście przybyć na nasze wezwanie - zaczął Przewodniczący, Takasu Tsuyo, spoglądając na liderów z lekkim uśmiechem. - Rozumiecie jednak, że sytuacja wymagała od nas tak radykalnych środków, by móc przedstawić wam nasze intencje w stu procentach.
Po trybunach poniósł się cichy szmer.
-Jak zapewne się domyślacie, chcemy z wami porozmawiać o tym, co ostatnio wydarzyło się na wyspach - powiedział donośnym głosem podstarzały radny o gęstej brodzie i czujnych oczach, znany jako Jozune Shigeru. - A właściwie, naszą powinnością jest przedstawienie wam, dlaczego ostatnimi czasy prowadziliśmy politykę celującą w ograniczenie wpływów tejże... frakcji.
To ostatnie powiedział z widoczną kpiną w głosie, czym wywołał kolejne szmery między widzami.
-Jak zapewne wiecie, sytuacja na wyspach do niedawna była wyjątkowo... niestabilna - kontynuowała wątek rudowłosa kobieta koło trzydziestki, Uchiha Ayame. - Grupa ekstremistów z Kantai, która przyjęła imię Novum Ordo, próbowała podbić wszystkie klany wyspiarskie, i tą zgromadzoną siłą zaatakować później kontynent. O ile część planu im się udała, gdy zniewolili szczepy Shabondama i Hoshigaki, o tyle frakcja została rozbita podczas bitwy o Fuyuhanę na wyspie Hyuo. Wtedy to zginęli prawie wszyscy liderzy klanów wyspiarskich - Hoshigaki San, Hoozuki Zangetsu, Yuki Yumi. Wojna się skończyła, ale spór nadal się nie zakończył.
-Jak się okazało, wyspiarze oskarżyli nas, Radę, o pasywność w trakcie wojny - podjął inny Radny, Hagane Haru z Ryuzaku no Taki. - Gdy nasz posłaniec przybył na Kantai, usłyszał wiele opinii o tym, jak to "nasz brak zainteresowania" był odpowiedzialny za to wszystko, co się wydarzyło. Nawet mimo naszej pomocy w zbrojeniu i planowaniu bitwy w Fuyuhanie, oraz przy innych możliwościach. Była to potwarz. Tym gorsza, że Yuki później dokonali nieludzkiej zbrodni.
Zapadła cisza. Przerwał ją dopiero Hassum, który powoli wstał i stanął przed wszystkimi.
-Nowy lider Yukich, Gareki, wymordował całą Starszyznę Rodu, w tym własnego członka rodziny - tylko za to, że byli oni zwolennikami kontynuowania współpracy z Radą Dwudziestu. Podobny los spotkał naszego posłańca - jego głowę otrzymaliśmy kilka dni później, w wiklinowym koszyku.
Podniósł się gwar. Liderzy i przedstawiciele patrzyli po sobie z niedowierzaniem, komentując słowa Radnych. O ile sama historia brzmiała dziwacznie, lecz najdziwniejszy w tym wszystkim był sprawca: o ile wyspiarze z Kantai od dawna znani byli ze swojej brutalności i temperamentu, co często kończyło się ich udziałem w wojnach, o tyle Yuki byli do tej pory kojarzeni jako pacyfiści, którzy utrzymywali siłę tylko w celu obrony, i nigdy w historii nie brali udziału w żadnych bataliach, po jakiejkolwiek ze stron. Ich prawa, zwane Pax Glacia, zakładały jedną, najważniejszą zasadę, której do tej pory trzymali się z pełną surowością.
"Pokój za wszelką cenę".
Co się stało, że nagle porzucili stare prawa i dokonali czegoś takiego?
-Wyspiarze zniszczyli to delikatne status quo, które udało nam się stworzyć - powiedział z widocznym rozdrażnieniem Jozune Shigeru. - Tyle pracy i starań, by utrzymać pokój i zapobiec wewnętrznym wojnom, wszystko poszło wniwecz! Ci rebelianci stali się teraz zagrożeniem nie tylko dla nas, ale i dla całego kontynentu, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co strzeli do głowy im i temu ich szalonemu "Cesarzowi"! Coś trzeba z nimi zrobić, a dostaliśmy już wystarczającą wiadomość - nie zamierzają rozwiązywać tego pokojowo!
Po raz kolejny wszyscy ucichli. W końcu, gdy wszędzie wokół nie dało się usłyszeć nawet jednego głosu, Takasu Tsuyo wstał ze swojego miejsca i stanął na baczność, wyprężając pierś. Reszta Radnych również powoli wstała i ustawiła się za swoim Przewodniczącym.
-Zbrodnie dokonane przez mieszkańców Morskich Klifów, oraz cała ich rebelia nie mogą zostać pozostawione bez reakcji. Pokój, o który walczyliśmy, musi zostać zachowany. Nawet, jeśli będziemy musieli stłamsić powstanie siłą. Dlatego...
Niektórzy z siedzących na trybunach wstrzymali oddech.
-... od dnia dzisiejszego, Rada Dwudziestu i klany Morskich Klifów, które stworzyły samozwańcze "Cesarstwo", są w stanie wojny!

Podniósł się gwałtowny raban, wywołany żywymi rozmowami, okrzykami (w niektórych przypadkach pełnymi wściekłości i niedowierzania, w innych - z odrobiną entuzjazmu). Część Liderów wyglądała na wstrząśniętych, inni zupełnie się tym nie przejęli - tak jak na przykład Sabaku no Jou i inni przywódcy z Samotnych Wydm. Cesarstwo było od nich bardzo daleko, i rzucanie się do walki z nimi byłoby zwyczajnie bezsensowne. Ci zaś, którzy mieszkali niedaleko wybrzeża, okazywali najżywsze emocje. Aburame okazywali lekkie zaskoczenie, Senju Kazuo zdawał się być przerażony perspektywą wojny, Nara Naoki przymknął tylko oczy w zamyśleniu.
A Radni cierpliwie czekali.
Czekali na?
Niespodziewanie wszyscy usłyszeli jakiś gwałtowny grzmot, przypominający uderzenie pioruna. Był on jednak wyjątkowo bliski, jak gdyby wydobył się... z wnętrza pałacu?
Ułamek sekundy później, przed radnymi pojawiłsię ten sam mężczyzna, który wcześniej stał na balkonie razem z Suzumurą Hanjim. Uśmiechnął się perfidnie w kierunku polityków, którzy stali i patrzyli na niego, kompletnie osłupiali. Mężczyzna przeczesał palcami włosy, śmiejąc się.
-Ach, cudowna impreza. I to uczucie wiatru we włosach, coś wspaniałego. Naprawdę, chapeau bas.
Radni cofnęli się o krok. Tuż obok mężczyzny pojawił się sam Suzumura Hanji, uśmiechając się przyjaźnie. Bez groźby. Lider Shiro Ryu pstryknął palcami, a wszyscy wojownicy zakonu (poza członkami Kręgu, którzy stali na dachach i przyglądali się sytuacji z takim samym, jeśli nie większym zaskoczeniem na twarzach) rzucili się w ich kierunku.
Lecz ku zaskoczeniu większości, zakonnicy wyciągnęli oręż i zwrócili się w kierunku trybun.
-Suzumura... - zaczął Takasu, patrząc na mężczyznę z mieszanką gniewu i zgrozy na twarzy. - Co to wszystko ma znaczyć!?
Suzumura zaśmiał się wesoło i podszedł do Przewodniczącego tak, że ich twarze dzieliło tylko kilkanaście centymetrów.
-Powiedzmy, że mam serdecznie dość waszych humorków i podejścia do mojej osoby. Odchodzę. A jak odchodzę, to uznałem że trzeba to zrobić z hukiem.
-SUZUMURA, TY ZDRAJCO! JAK CIĘ DORWĘ, TO...!
Jozune próbował ruszyć w kierunku lidera Shiro Ryu, lecz ułamek sekundy później wtrącił się tajemniczy przybysz.
-ZA! WARUDO! - krzyknął, wyciągając w ich kierunku jedną ze swoich umięśnionych dłoni.
Z ciała mężczyzny buchnęły nagle cienie, które pomknęły w kierunku Radnych i zmroziły ich na miejscu. Żaden z nich nie był w stanie kiwnąć nawet palcem.
Suzumura spojrzał na mężczyznę, unosząc pytająco brew. Ten zaś tylko wzruszył ramionami.
-No co? Zawsze chciałem to powiedzieć.
Hanji westchnął tylko, i podszedł powoli do zmrożonego Shigeru.
-Ależ proszę, kontynuuj. Nie przejmuj się mną, powiedz co mi zrobisz jak mnie dorwiesz. Daj mi kilka pomysłów.
Suzumura zwrócił się w kierunku widzów, którzy wciąż byli zbyt zszokowani, by zareagować w jakiś dobry sposób. Skrzyżował ręce na piersi i uśmiechnął się, patrząc też na boki. Po chwili zbliżyły się do niego trzy osoby, do tej pory odziane w długie szaty shinobi. Młoda dziewczyna o długich czarnych włosach i szerokiej bliźnie na szyi, odziana w lekki pancerz i uzbrojona w katanę. Przeraźliwie chudy mężczyzna o połowie twarzy przypominającej martwe ciało. Ktoś, kto wyglądał jak chodzący pancerz, bez ani jednego odsłoniętego fragmentu ciała.
Iwaru, Wojna. Akuryo, Śmierć. Kabuto, Głód. Mężczyzna kontrolujący cienie to musiał być więc NES, Zaraza.
Jeźdźcy.
Niektórzy widzowie, widząc co się dzieje, zaczęli uciekać. Ale jak daleko zdołają uciec?
W mieście również dało się usłyszeć dźwięki nienapawające optymizmem. Krzyki. Huk. Nad miastem pojawiły się chmury dymu. O co tu chodziło...?
Członkowie Kręgu, ostatni Shiro Ryu którzy nie wykonali żadnego ruchu, rzucili się w stronę wyjścia z placu, chcąc zebrać shinobi spośród uciekinierów i spróbować uspokoić sytuację... albo po prostu zobaczyć, co się teraz wydarzy. Na dachach zaś pozostał jeden z nich - wysoki, brodaty mężczyzna o łysej głowie, na którego twarzy dało się zobaczyć liczne kolczyki. Ten tylko stał i się przyglądał. Nie wierząc własnym oczom.


Cóż, jako że gówno wreszcie uderza w wiatrak, czas przedstawić wam główne zasady eventu.
  • Na odpis macie czas 36 godzin od mojego odpisu. W przypadku nieuzasadnionego spóźnienia (NAWET O MINUTĘ), za pierwszym razem otrzymujecie ciężką ranę/tracicie kończynę/ogólnie dzieje się wam kuku. Za drugim razem idziecie powiedzieć cześć Tanatosowi. Uzasadnione spóźnienia będę w stanie przyjąć, i wtedy będę też skłonny poczekać. Swoje odpisy postaram się stworzyć również w przeciągu ~24 godzin od zakończenia waszego czasu, ale jeśli się nie zjawi, proszę o wyrozumiałość - mam teraz bardzo dużo na głowie, i czasem mogę mieć po prostu fizyczny problem z nadążeniem. Jeśli takowe moje spóźnienie się zdarzy, mogę być bardziej litościwy w ocenianiu.
  • Wszystkie używane techniki i statystyki mają być w uhide, który ma być w spoilerze. Za brak czegokolwiek - nie będzie to uwzględnione w mojej ocenie. A o spoiler proszę ze względu na to, że scrollowanie przez długie hajdy boli.
  • Później (dam znać kiedy) będzie rozdzielenie grupy na dwie-trzy (ale raczej dwie) mniejsze. Wtedy będziecie mogli zdecydować, gdzie i z kim idziecie.


Good luck, have fun. Mam nadzieję że będzie się wam podobać.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 847
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 14:07
Wiek postaci: 0
Multikonta: Shikarui

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Hitsukejin Shiga » 8 maja 2018, o 17:15

Shiga niesamowicie mocno lubił obserwować Chise przy prostych czynnościach, naprawdę, nawet tych najprostszych. Było coś... fascynującego w tym, z jakim namaszczeniem niewidoma dziewczyna wykonywała potencjalnie najprostsze czynności. W jej małych, zgrabnych i gładkich dłoniach nawet coś tak prostego jak napicie się było spektaklem godnym posiadania własnej oddanej widowni - tym razem za widownie wystarczyć musiał nie kto inny jak główny krytyk ludzkich spektakli, Shiga Hitsukejin. Tak, tak, bardzo ładnie. 10/10/10/10. Ma pani cztery dziesiątki wygrała pani główną nagrodę czyli moje serce. A teraz jak ktoś z boku popatrzy, to się porzyga ze śmiechu. Bo najpierw Shiga zdobywa piciu dla Chise, podaje jej, troszcząc się jak o jajeczko, a potem ona podaje jemu resztę, gdzie on cały czas się do niej uśmiecha swoimi JEBITNYMI STALOWYMI KŁAMI. No, trochę Piękna i Bestia, nie ma to tamto. Shiga jednak z namaszczeniem podobnym do tego z jakim ona wszystko robi wziął kubeczek i wychylił mocno, pochłaniając resztę płynów, bez zbędnych ceregieli. Pomieszał chwilę płyny językiem nim przełknął, identyfikując smak, co nie udało się Chise.
-Persymona i karambola. Rada naprawdę chciała przyćmić Hanamurę i cesarstwo, mam wrażenie. Ciekawe co jeszcze przygotowali żeby z całych sił zaznaczyć jak to dużo lepszą i dużo większą potęgą są i jak bardzo plują na cesarstwo. To nawet troche śmieszne, zachowują się jak cholerne dzieci. Nie minęło nawet pół roku od Hanamury, a tutaj znów gigantyczne wydarzenie, wielki festiwal i jeszcze większe ogłoszenie. Trochę to... infantylne? - Powiedział do Chise, kwitując jednak sprawę uśmiechem. Gdzie dwóch pajacuje tam Shinobi korzysta i Shiga planował skorzystać. Zabawił się w Hanamurze, zyskał sławę która go ganiała po kontynencie dość długo... Może teraz też będzie możliwość rozsławić się? Miał dużo do załatwienia, zbyt dużo luźnych supłów których nieodpowiednie rozplątanie, nieodpowiedni sznureczek, mogło spowodować otwarcie prawdziwego wora z czeluści piekielnych. Niewątpliwie gdyby miał sławę i trochę się wzmocnił, jeszcze ciut bardziej, mógłby załatwić wszystkie porachunki z Dniem Sądu czy jak tam te patałachy bez jęzorów się nazywały... A posiadanie pod sobą całego zakonu fanatyków może okazać się wyjątkowo intratne i przydatne, na dłuższą metę i pod każdym względem. Jak Shiga tak sobie pomyślał to dużo więcej dróg się przed nim otwierało, więcej drzwi, niż zamykało, w związku z posiadaniem swojego własnego zakonu. A potem tylko narzucić na nich Wolę Ognistego Piekielnika... Hi no Ishi no Yomi. Kiedy Chise powiedziała, że coś by zjadła, Shiga na chwile wyskoczył z tłumu w bok - he he skok w bok - i zdobył jej, uwaga, dango. W sumie tylko to było idealnym połączeniem jedzenia możliwego do zjedzenia w drodze, z jedzeniem które jest smaczne i człowiek naprawdę ma ochotę je zjeść. Tak więc trzy patyczki dango trafiły między paluszki Chise, gdzie Shiga, po wcześniejszym ostrzeżeniu, je wsunął, jakby nieco udziecinniając Chise. Miał szczerą nadzieje, że ta bystra drobinka o białych oczach nie będzie mu miała tego bardzo za złe, że ją tak, powiedzmy to, ciutek upupia. Chise za tym nie przepadała, ale to tylko motywowało Shigę do dalszego upupiania Chise - ot takie przekomarzanki.
-To jedz. To dango wygląda smacznie. Ja się najadłem w podróży, więc na razie nie jestem głodny. Zresztą, mam zbyt dużo złych przeczuć, by móc się rozkoszować jedzeniem tak jak na to zasługują specjały Kami no Hikage. Po prostu coś mi tu nie pasuje, waham się między tym, że to przekomarzanki dużych dzieci... ale może to być coś o wiele, wiele gorszego. - Mruknął, wodząc wzrokiem za przechodniami. Ilość Shiro-ryu niepokoiła. Gdy trwała zabawa w Hanamurze, to obstawa była, wszechobecna, ale niewidoczna. A ci? Wchodzili pod nogi niemal, gdzie nie spojrzysz, to na dachu ktoryś stoi... Stwarzali poczucie osaczenia dla gości, co nie pasowało do nieco sztucznej, lecz nadal mającej za zadanie być radosną, atmosfery. Gdy wokół jest takie niewypowiedziane napięcie i presja, że coś się może wydarzyć, jak tu się człowiek ma dobrzse bawić? A może to tylko Shiga stawał się paranoikiem, przez to, co miało miejsce ostatnio? Niemi szpiedzy, spiskujący przeciwko Shigim, knujący jakieś popierdolone intrygi za plecami, podrzucający martwe ptaki i udający gniew Jashina. W rzeczywistości zrzeszający dziwki, złodziei i inne równie wartościowe warstwy społeczne. Najgorsza nie była ich siła, tylko ich liczebność, byli jak ostrze z mroku, cios mógł nadejść w każdej chwili. Shiga nie bał się dlatego, że ich lider to jakiś kozak który by go wgniótł w ziemię. Nie, Shiga miał paranoję ponieważ nawet żebrak łapiący na ulicy za rękę mógł być wysłannikiem Dnia Sądu, z trucizną na dłoniach, który zadrapie niby to niechcący i zatruje jakimś cholerstwem zdrowy organizm... To definitywnie mieściło się w polach możliwości. A potem cała ta akcja z Rem i Mitsuko, tak samo nie rozwiązana. Mei? Kolejna osoba która może zaatakować w najmniej pożądanym momencie, popchnięta do strasznych czynów chęcią zemsty. Co jeśli wykorzysta niewidomość Chise i ją zabije?! Kurwa, skąd by miała wiedzieć o Chise. Shiga, cholera, zaczyna ci odwalać, zaczynasz... wariować.
MOŻE PORA ODDAĆ CUGLE? WIESZ, BĘDZIE ŚMIESZNIE. TY TAM PÓJDZIESZ SOBIE WALCZYĆ ZE SWOIMI SMUTKAMI I STRACHAMI, A JA SIĘ TROCHĘ POBAWIE NASZYM CIAŁEM BEZ TWOICH PIZDOWATYCH SKRUPUŁÓW? NO WEŹ, BĘDZIEMY MIELI TAKI DEAL, JAK CHISE BĘDZIE GINĄĆ ALBO SZCZYTOWAĆ TO CIĘ ZAWOŁAM BYŚ POPATRZYŁ!!! Głos Strzygi zdawał się narastać ostatnimi tygodniami, był coraz bardziej... kuszący i przerażający. Im Shiga bardziej słabnął tym Strzyga rosnął w siłę. I wykorzystywał to przy każdej możliwej okazji, by nawet przy najdrobniejszej słabości - poszarpać się trochę o wodzę nad ciałem. Odseparowanie od swojego zdrowego umysłu jaźni typowego Jashinisty rozdarło mnicha na dwie połowy. A im Shiga był bardziej... ludzki, normalny i dobry, tym bardziej Jashinista Strzyga dostawał korby i stawał się brutalniejszy.
-Te legendy i bajanie były wyjątkowo spektakularne, kochana. Widziałem jak Sharingan, taki jak miał Shinji, z dwiema kropkami nagle zmienił się w coś na wzór kwiatu. A potem buh, buh, boom, wszędzie czarny ogień. Spektakularne, niemożliwe do ugaszenia, wyjątkowo dramatyczne. Ogólnie odradzam i nie polecam. - Wzruszył ramionami na podsumowanie swoich słów. Zdawał sobie sprawę, że słowa Chise są szczere i nie miała pojęcia o tych umiejętnościach Uchiha o których opowiadał, co nie zmieniało faktu, że doskonale wiedział co widział, wiedział co zrobił. Pozostaje przyznać sobie rację, że Chise chyba nie jest zbyt głęboko zaznajomiona z tajnikami szkarłatnych oczu Uchiha... Nic dziwnego, niewidoma. Może umyślnie nie dawali jej żadnej wiedzy, uznając, że i tak nie jest jej przydatna bo nie ma ich oczu? Odrobinę smutne i materialistyczne podejście, ale wydające się jednocześnie jak najbardziej logiczne i trafione. Shiga jednak sam skarcił się za zbyt długi jęzor. Na szczęście lub nieszczęście było tu zbyt wielu ludzi, zbyt duża wrzawa i poruszenie by ktokolwiek się przejął niestworzonymi historiami na temat jednego z bardziej tajemniczych klanów.
-Możemy do niego się przejść potem, jak chcesz, Chise. - Zgodził się na jej pomysł i uścisnął delikatnie jej dłoń. To, że ona zdawała się całkowicie lekceważyć całą sprawę, że dla niej cała ta akcja wydawała się zupełna błahostką, dodawalo mu niesamowite ilości otuchy. Ale niestety tylko chwilowo, bo po namyśle co tu się dzieje i co może się dziać, od razu wracały wątpliwości i stres... Moje małe paranoje. Gdy znaleźli miejsce by przysiąść, Shiga usiadł za Chise, obejmując ją od tyłu, położył głowę na jej ramieniu, z ustami blisko ucha. Wykorzystał to, że maska ich nie zasłania by ją w to ucho cmoknąć delikatnie, taki mały słodki gest.
-Będę ci zdawał relację. - Szepnął słyszalnie tylko dla Chise. Ludzie zajmowali się swoimi sprawami, aż się nie zaczęło... dziać wszystko.
-Człowiek w bandażach. Hassum. Stresuje się chyba. Trema? Nawet urocze. Wyszedł na scenę. Przecisnął się przez obstawę. Pojawiają się też powoli inni liderzy. Widzę liderkę Inuzuka, ma ze sobą wielkie psy albo wilki... Pojawiają się też inni, widze insygnia Akimichi oraz Senjuu. Wszystkich ich często spotyka się w Ryuzaku no Taki. Raczej ważne rody kontynentu, ale nie mam pewności... Lider Senjuu nie wygląda na zachwyconego, że tutaj jest. Ma strasznie krzywą minę. - Potem zrobiło się chwile cicho, więc przeszedł do lekkiego muskania ustami szyi i karku Chise, nie komentując na razie wydarzeń. Dopiero gdy wrota się otworzyły... - Hassum ubrany jak na członka rady przystało. Bogato, ciekawie. Z pałacu wychodzą inni. Pozostali członkowie rady dwudziestu, mam wrażenie. Tak samo ubrani jak Hassum. Pozostałe szychy... Razem z poprzednimi liderami to chyba wszyscy najważniejsi. Mamy tutaj całą śmietankę. Jakby teraz coś się stało, to świat pozostaje bez władzy prawie. Przerażające... - Shiga mruknął i wyprostował się. Zaczął, tak jak Chise i wszyscy, słuchać wystąpienia. Siedział w swoim pięknym białym kimonie, nie zasłaniając oblicza i słuchał z uśmiechem, popisując się metalowymi kłami. Bla bla bla.... Opierdol dla Cesarstwa się szykuje. Bla bla bla, super, że przybyliście, będą smrody. Ale przedstawienie, publiczne wyzwanie cesarstwa na wojnę, ha ha ha. Jak nic.
Shiga siedział najpierw pilnie, a potem podpierając głowę rękoma. Jakie to wszystko było przewidywalne. Czyżby Chise miała rację, że to lekceważyła? Teraz powiedzą, że w ogóle cesarstwo to ciota i chuj, a jaranie się wyspami to pedalstwo i wszyscy się grzecznie rozejdą do swoich domów? Shiga nieco zaczął się... nudzić, całym tym historycznym wykładem na temat tego co było, co się działo i dlaczego kontynent ma kosę z cesarstwem. Te wydarzenia miał kompletnie gdzieś, mordując na swoim małym poletku i nie przejmując się do niedawna sprawami wielkich. Dlatego to co mówili było dla niego tak prawdziwe, jakby teraz Natsume stanął na przeciwko i opowiedział zupełnie odwrotną historię. Nie miał powodu wierzyć ani jednym ani drugim. Nie, żeby to cokolwiek zmieniało w jego życiu, tak naprawdę... Bla bla, dalej głupoty, balej bleblanie, dalej... marudzenie jakie to cesarstwo jest złe, niewdzięczne i śmierdzi. Aż padło coś co wybiło Shigę zupełnie z rytmu przysypiania i rozbudziło go do całkowitej aktywności umysłowej i fizycznej w ciągu sekundy.
-NO, kurwa! - Zakrzyknął, ale nie dość głośno by przekrzyczeć kogokolwiek. Podniosła się straszna wrzawa. Shiga wykorzystał to by wsunąć ręce w rękawy swojego kimona i podpiąć jedną z notek pod bełt swojej kuszy, ukrytej na ręku. Może się zaraz przydać, bo tłum zaczął się bardzo ekscytować wydarzeniami które się rozgrywają. Dobrze by było, żeby nikt teraz nie odwalił, zwłaszcza czegoś, co mogłoby im zagrozić. Ludzie zaczęli się zachowywać jak zwierzęta w amoku. Shiga przysunął do Siebie krzesło z Chise, ostrzegając, że to robi, by jej nie przestraszyć.
-A więc wojna, mówiłem... - Szepnął. A potem nastąpił grzmot. Shiga obejrzał szybko strukturę pałacu od góry do dołu. Wyciągnął rękę w dół, odsunął rękaw i napiął kuszę by była gotowa do strzału. Na scenie pojawiła się ta dwójka którą wcześniej widział. - Mężczyźni, którzy wcześniej byli na balkonie, teraz są na scenie. Nie wyglądają jakby mieli dobre zamiary... Są dziwni... Dziwnie pewni siebie. Czyżby coup d'etat? - Jęknął niewyraźnie, nie na rękę mu było teraz zamienienie festiwalu w hekatombę. Ludzie z Shiro Ryu rzucili się do radnych, z bronią wycelowaną w trybuny. Poinformował o tym Chise i zaczął wyczekiwać okazji do ewakuowania się dalej. Nie, Shiga nie był dobrym mięsem armatnim pierwszych szeregów. W razie czego najlepszy efekt odniesie w pewnym oddaleniu....
-Z ciała jednego z tej dwójki strzeliły cienie. Jakoś.. sparaliżowały radę i liderów... Spierdalamy. - Powtórzył wyraźnie i złapał Chise za rękę. Gdy ludzie zaczęli się oddalać od sceny i tego, co się może wydarzyć, Shiga miał w planie wtopić się między nich, ciągnac Chise za sobą. Jeśli ktoś będzie się tłoczył to kłapnięcie stalowych kłów powinno ostudzić zapędy... Wszystko po to, by na razie zwiększyć dystans od całej sytuacji. Potem sie zobaczy. Skoro nawet Shiro Ryu nie reagują, a ci ludzie byli dość zuchwali by zaatakować radę dwudziestu na oczach tylu ludzi... Nie mogą być pierwszymi lepszymi. Dopiero gdy się oddalą na pewną odległość, Shiga opisze dokładnie Chise kogo widział przy tej dwójce, nowych przybyszów w liczbie trzech. Młoda dziewczyna o długich czarnych włosach i szerokiej bliźnie na szyi, odziana w lekki pancerz i uzbrojona w katanę. Przeraźliwie chudy mężczyzna o połowie twarzy przypominającej martwe ciało. Ktoś, kto wyglądał jak chodzący pancerz, bez ani jednego odsłoniętego fragmentu ciała. Właśnie ich opisał Chise, mając nadzieję, że ona ma lepszy plan na poradzenie sobie z kryzysową sytuacją niż uciekanie o własnych siłach jak inni. Mogli w sumie skitrać się w jakimś budynku, mogli iść z tłumem, albo wskoczyć na dach...
-Chise, co robimy? Możemy... - poinformował ją o wszystkim co widział. O drodze, pobliskich dachach, budynkach, tym co za nimi i przed nimi... Ona potrzebuje takich informacji. A Shiga zaczął żałować, że się tu pojawił, że ją tu ściągnął. Teraz, coby się nie działo... Muszą przeżyć. To najważniejsze, nic innego się nie liczy.

Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Numa » 8 maja 2018, o 18:46

Numa nie miał nawet zbyt sporo czasu przyjrzeć się pewnemu przechodniowi, w końcu coś zaczęło się dziać. Wyglądało na to że wszyscy który mieli przybyć przybyli. Rozpoczęło się przemówienie. - Dziwnie zaczynają coś od intencji. Czyżby to nie był zwykły festyn w którym mam się dobrze bawić. Nie no musi być to zwykły festyn w końcu dużo tu zwykłych ludzi. - Rozejrzał się nieco po ludziach. Prawdą było że Numa nie miał zielonego pojęcia o obecnych stosunkach politycznych. Był Bezdomnym przesiadującym zazwyczaj gdzieś na odludziu. Dlatego też nie rozumiał napięcia które działo się gdzieś za kurtyną jego postrzegania. Padły następne słowa. - Lider Yukich ? Zaraz czy Klan Yuki nie miał powiązań z klanem z którym ja mam jakieś powiązania genetyczne... Zaraz kurwa czy oni właśnie wypowiedzieli wojnę ?!?! - Numa poczuł się już w tym momencie jak by zalecanym było stąd uciekać. Założył szybko kaptur na głowę aby zakryć jak najwięcej twarzy. Chciał stad uciekać w końcu gdyby wydało się jego pochodzenie, to że jest po części w to zamieszany wtedy, mógł by zginąć bez większych problemów. Przypięto by do niego metkę szpiega pracującego dla cesarstwa albo inną taką i koniec. - Jak się stąd wydostać. - Zaczął się rozglądać w kierunku wyjścia jeszcze zanim zaczęło się główne przedstawienie. Wówczas Coś Wydało potężny dźwięk który i Numa usłyszał. Odwróciwszy wzrok dostrzegł że na scenie ktoś atakuje wszystkich zebranych. Przerażenie tak to uczucie ogarniało Młodego Numę. Adrenalina zdecydowanie podskoczyła. Widział cienie, w kształcie rąk słyszał o nich. Nie był dokładnie pewien co robią jednak teraz dokładnie widział jak wszyscy zebrani na scenie zastygli bez możliwości ruchu. Były to umiejętności klanu który znał z opowieści, wychował się właśnie na terytorium klanu Nara. - Nara ? Dlaczego ich atakuje co się tu dzieje ?! - W tym momencie zaczęła wybuchać panika. Numa od razu wiedział że musi działać aby został wmieszany w ten atak nie potrzeba było powodów. Sama jego obecność na tym festynie była karą śmierci od gospodarza, a co dopiero od ludzi którzy w tym momencie atakują cały ten "Festyn". -Kurwa, gdzie ja się znalazłem... nie mogę pokazać KG... To wyrok... Muszę zniknąć... Nie mam szans walczyć. Nawet ci zamachowcy nie są w stanie walczyć z całym miastem. Kurwa czy na pewno ? Czy ja mam szanse uciec... - Wtedy Numa zabrał się za działanie. Starał się dosłownie zniknąć podczas zamieszania jakie miało tu miejsce. Skupił się na przetrwaniu. Prawdopodobnie znikając z pola widzenia innych.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Ostatnio edytowano 8 maja 2018, o 23:18 przez Numa, łącznie edytowano 1 raz
- Myśli Numy -
- Słowa Numy -
Kod: Zaznacz cały
[color=#BF8040][b] —  — [/b][/color]

Obrazek


Nie odpowiadam przed żadną władzą.
Oraz mogę mówić i robić co mi się żywnie podoba.
Bez ponoszenia żadnych konsekwencji !
Nie posiadam siły, wpływów czy pieniędzy.
Mało, nie mam nawet pracy.
Jestem Bezdomnym !


Spoiler: pokaż
Avatar użytkownika

Numa
Martwa postać
 
Posty: 619
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 12:12
Wiek postaci: 16
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Brązowooki chłopak, rasy białej. Posiada ciemnobrązowe włosy.
Widoczny ekwipunek: -Hełm zakrywający twarz pozostawiający jedynie małą szczelinę na jego oczy.
-Czarny płaszcz z kapturem.
Link do KP: viewtopic.php?p=79250#p79250
Multikonta: Ni ma

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Yuji Saga » 8 maja 2018, o 21:50

Musiałem czekać aż kilka minut, na to co się wydarzy. No nie patrząc, że reszta widowni siedziała tam dłużej niż ja, ale oni się nie liczą. JA MUSIAŁEM AŻ TYLE CZEKAĆ. Moje zainteresowanie przez ten czas spadało, jakby ktoś włożyć gorący termometr do zamrażalki. Czyli bardzo szybko spadała. Zacząłem wtedy przyglądać się bardziej osobom, które mnie otaczały. Miałem nadzieje, że znajdę tutaj kogoś godnego zainteresowania i będę mógł się czymś zająć do ostatecznego wydarzenia.
Wreszcie coś się zaczęło dziać! Kiedy zobaczyłem ruchy w „loży vip”, od razu zwróciłem mój zainteresowany wzrok, tam są pewnie liderzy klanów, którzy rządzą klanami na całym świecie. Przybyła jakaś kobieta o ciemnym odcieniu skóry oraz psami. No cóż, bardzo ładna była, trafia w moje gusta, ale te psy trochę nie były fajne, jakoś mnie odrzucały od niej. Nikt nie chce się kochać z kimś kiedy w łóżku są jej zwierzaki, a jeżeli weszła tutaj z psami to pewnie wszędzie się z nimi prowadza. Jeżeli by je gdzieś zamknęła to chętnie się z nią zacznę umawiać na numerek, czy też dwa. Następnie pojawili się inni ludzie, którzy wyróżniali się, ale nie przekuli mojej uwagi… no może ten w długich włosach oraz brodzie. Przez ich przybycie wydawało mi się, że zaraz cała ceremonia się rozpocznie i może znowu moje zainteresowanie wzrośnie do poziomu zwodu o poranku.
Po posadzeniu swoich szanownych tyłków oraz przywitaniu się, nasza główna atrakcja się zaczęła. Drzwi od dworu się otworzyły, wszystkich wzrok skierował się właśnie tam, a nie nam nie. Co za herezja, mówię wam, za to się ścina łeb niewychowanym. No ale sam też poleciałem tam wzrokiem, patrząc, kto zabiera uwagę zwykłych wieśniaków. I o dziwo przybyła cała rada dwudziestu! I teraz powiecie, ale Yuji, skąd o tym wiesz?! Policzyłem ich dość szybko. Sprytnie, co nie? Szybko się zorientowałem po ich ciuchach, że mają takie same jak Hassan, wiec domyślałem się, że są z takiego samego klanu? Kościoła? Czymś podobnym. Wtedy zacząłem ich liczyć, wyliczyłem ile mogłem i wyszło aż dwudziestka, wiec logicznie rzecz ujmując to jest to sama nasze sławna rada dwudziestu.
-Ci co panują nad większością naszego świata.- położyłem palec na moich ustach i po chwili go oblizałem patrząc się na nim lubieżnie.
-Jestem wyżej od was, ale musicie się o tym dowiedzieć i pracować dla mnie.- te słowa powiedziałem do siebie po cichu, uśmiechając się, oraz trzymając na mojej tali dłoń. Wpatrywałem się w nich jak w obrazek, dopóki nie usadowili się na wygodnych kanapach, które wyglądało na taką „vipowska loże vip”, coś wyżej od tych liderów/przedstawicieli klanów. To mnie całkowicie przekonało, że to są te grube szychy na tym świecie. No tacy grubi nie byli, ktoś nas okłamał o tych „grubych”.
Wreszcie ktoś się odezwał i to na pewno nie Hassan, dlaczego? Bo nie widziałem by mumia gestykulowała, a tylko ktoś inny. Jego widok zaparł wdech w moich piersiach. Facet był prawie tak samo piękny jak ja! Ale tylko prawie! Jego długie falowane białe włosy, śnieżna cera i ta twarz. Jego też bym chciał w łóżku, nie powiem, ale nie wybrzydzam jak przedszkolak nad zupą, jak tacy przystojniacy pojawiają się na moim widoku. Czar na chwile prysnął, bo usłyszałem jakiegoś brodacza, który nie był jak na razie kandydatem do łóżka. Tylko powiedział cos co mnie zaciekawiło, więc wyzbyłem się na ten moment moich fantazji łóżkowych i zacząłem uważnie słuchać. Powiedział coś o wyspach, a to obiło mi się o uszy, że powstało jakieś cesarstwo. Dość mocne zagranie i gratulacje dla nich, robią coś ciekawego na świecie, zmieniają go i tak powinno być, rozwijają się!
I tutaj mamy małą lekcję historii, nikt tak bardzo nie uważałem, ale teraz jakoś zmieniłem swoje nastawienie i zacząłem żałować, że nie uczyłem się aż tak bardzo historii, mam wiele braków, ale jakoś uda mi się to nadrobić. Dlatego nastawiłem ucha i zacząłem bardzo uważnie słuchać, co miał do powiedzenia kobieta koło trzydziestki. A powiem wam, dużo ciekawych informacji co się działo na wyspach, rebelia, wyzwolenie, dużo nazw które musiałem zapisywać sobie w głowie, ale tylko nazwy, nie wiem nic dokładnie o nich więcej i to było smutne w moim przypadku. Chociaż muszę przyznać, że najciekawsze było to, jak zostało wspomniane, że ten Yuki czy Gareki wymordował starszyznę, którzy byli nawet członkami jego rodzinny. To było wspaniałe! Najciekawsze historia którą od dawna usłyszałem! Ten Cesarz miał jaja, nie pierdzieli się w tańcu, idzie do przodu, rozwija się, chce coś osiągnąć i to lubie! My jesteśmy stworzeniu do rozwoju, a nie ciągłym siedzeniu na dupie, jak za pewnie chce rada. Tylko parszywe Robaki robią, jak ktoś im zagra. Ale dobra, trzeba dojść do końca ich wspaniałej wypowiedzi, bo ona najbardziej wstrząsnęła wszystkimi, a nawet mną, w moim przypadku oczywiście w pozytywnym znaczeniu, a nie wiem, jak reszty, ale to mnie nie obchodziło.
-Wojna, to ci dopiero. To będzie ciekawe! Jak wyrośnie komuś chwast wtedy od razu próbuje się go wyrwać! To jest takie zagranie! Ciekawe! Tylko musicie uważać, aż chwasty nie przejmą waszego ogródka.- zakryłem swoje usta ręką. Byłem za bardzo podekscytowany tym wszystkim. Taki Chaos, tyle śmierci, tyle wszystkiego. To było chyba jedno z największych wydarzeń na świecie, a ja jestem tego częścią. To było coś wspaniałego. Ale musiałem się trochę uspokoić, nie przystoi mi tak się zachowywać, mam nadzieje, że nikt nie zwrócił na mnie za bardzo uwagę, ponieważ rozmawiali ze sobą na temat tego ogłoszenia.
Panowało dość ciekawe zamieszanie. Nikt się pewnie tego nie spodziewał, albo może mieli jakieś podejrzenia, bo byli najbliżej polityki tej wielkiej rady.
Nagle uderzył grzmot! Który wydobył się z pałacu? Wszyscy zwrócili się właśnie tam, inny w przerażeni, inni zaciekawieni, a już ci wyszkoleni byli w pogotowiu. Ja oczywiście zaliczyłem się do tej najlepszej grupy. A teraz sami odgadnijcie jaka to jest. Przed radnym, a dokładniej na scenie, pojawił się człowiek, który był na balkonie. Dość szybko się tam zjawił, najpewniej użył tego uderzenia jako zmykły, by pojawić się tak niespodziewanie na scenie. Patrzcie, magik pojawił się znikąd na scenie! Teraz niech wyciągnie królika z kapelusza, albo majtek to wtedy zobaczę już wszystko. No ale dobra, zaczęło się przedstawienie, powiedział niezłym tekstem, ale ostatnie słowo zepsuło to wszystko… co to znaczyło chapeau bas. Jak mi ktoś mnie uświadomi to poproszę o wyjaśnienie. Krótka chwila, pojawiły się nowe twarze, a potem straż, która zwróciła swoje ostrza w nas, czyli w widowni. Chyba nie ogarnęli w kogo powinni celować.
Rozwinęła się dalej rozmowa. Radny nazwał tego drugiego co się pojawił Suzumura, nazwał go zdrajdą, a on powiedział, ze miał dość humorków rady i składa rezygnację. Nie powiem! To mnie wszystko podnieciło! Coś takiego nie widuje się codziennie, co nie? Robi się coraz to coraz ciekawiej i nie mogę się doczekać dalszych wydarzeń. Nikt z widowni aż tak bardzo nie reagował, tak samo jak ja, patrzyliśmy co się dalej stanie. No i ktoś użył słowa „Za warudo”…. Złodziej! To nie jest jego, a moje… a nie, czekajcie, to nie jest też moje. Ale fajnie by było jakby tylko ja miał monopol na to słowo. Fajne jest, może uda mi się dorwać do niego prawa autorskie? Tylko teraz postanowiłem się zająć tym słowem, ale kiedy zobaczyłem te magiczne sztuczki ciemności, co ujawnił ten nasz magik, to powiem wam, że to było warte każdej cenny, by to zobaczyć. Ciemność owiała radnych, przez co oni nie mogli się jakoś ruszyć. Od razu zanotowałem sobie tą zdolność. Ciemność równa się paraliż.
Pojawiły się kolejne osobniki, które zainteresowały swoim niecodziennym wyglądem. Jeden odziany całkowicie w pancerz, drugi chudy oraz z połową twarzy oraz dziewczynka. Ciekawa ekipa do rozróby, co nie?
-Tego się nie spodziewałem, czyżby to był ten jeden z najlepszych dni mojego życia?- zapytałem siebie na głos.
Ludzie ruszyli biegiem, chcąc uciekać. Błąd. Odwracać się plecami do przeciwników, którzy mogą was ściąć jednym ruchem. Lepiej być zwrócony w stronę wroga, by mieć jakieś szanse na uratowanie się przed śmiercionośnym atakiem. Ale czy stałem jak debil, czekając, aż zobaczą, ze jestem takim kozakiem, swoje w miejscu i patrzę się na nich jak gdyby nigdy nic? Samobójstwo, w wielu przypadkach. A ja wole jeszcze nie bawić się z śmiertelnikami, wolałem coś innego zrobić. Stałem przez chwile w miejscu, jak wszyscy tak uciekali. Dzięki temu, ze ważę tyle ile ważę, oraz jestem dość wysoki to nic mi nie robiło, jak ludzie przepychali się. Spojrzałem w dół i miałem pewien zamysł tego co zrobię. Postanowiłem użyć mojej natury chakry, a dokładniej jednej z techniki mojej natury, by wejść pod ziemie, zakopać za sobą wejście, a potem zacząć się kierować prosto, czyli w kierunku sceny, a dokładniej chciałem dojść pod scenę, jeżeli się uda i było tam miejsce, by wyjść pod nią. Najlepsza strategia, wejść pod ziemie, przejść tam gdzie się chce bez zbędnych problemów. Jeżeli się udało wejść pod ziemie, jeżeli nie, to będę musiał wycofywać się do tyłu, uważać, jakby jakiś strażnik nie próbował mnie załatwić, a w najgorszym przypadku użyć techniki defensywnej.


Techniki!
Spoiler: pokaż

Nazwa
Doton: Moguragakure no Jutsu

Pieczęci
Brak

Zasięg
Dowolny

Koszt E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (1/2 co turę w trakcie przemieszczania)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Kolejna z przydatnych technik Dotonu, która umożliwia wyjście nawet z najtrudniejszych sytuacji. Użytkownik wysyła chakrę do ziemi, aby ta stała się miękka. Następnie może się ukryć, a także przemieszczać. Technika bardziej nadaje się do tego pierwszego, ale i opcja druga jest możliwa. Warto dodać, że dziura w ziemi, która początkowo jest tworzona, jest bardzo prosta do zasypania w tym stanie, przez co nie da się nas wykryć.


Opcjonalnie!


Nazwa
Doton: Rokkusherutā

Pieczęci
Brak

Zasięg Max.
4 metry

Koszt
E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Defensywna technika Dotonu. Polega ona na stworzeniu małej pół kopuły, pod którą maksymalnie może schować się od 1 do 3 osób. Twór jest dosyć wytrzymały, dzięki czemu da się przetrwać niezłe ataki. Kolejnym plusem techniki jest to, że można wytworzyć sobie okienko o sporej szerokości, dzięki czemu możemy obserwować sytuację. Niestety, trzeba być wtedy ostrożnym, bo coś może przez nie wpaść do środka.


Staty:
Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:

SIŁA 41
WYTRZYMAŁOŚĆ 50
SZYBKOŚĆ 81
PERCEPCJA 49
PSYCHIKA 1
KONSEKWENCJA 1

SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 222
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 105%
Ostatnio edytowano 9 maja 2018, o 06:34 przez Yuji Saga, łącznie edytowano 3 razy
Yuji Saga
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Shikarui » 8 maja 2018, o 22:51

Możnowładcy zawsze byli tak ważni. Wydawali się nieraz bardziej istotni niż byli w rzeczywistości. Shikarui nie wychylał się bardziej, niż to było potrzebne, nie stawał na palcach, szukając wzrokiem kolejnych osobistości, których twarze niewiele mu w większości mówiły. Co to takiemu gówniarzowi do takich sław? Ano właśnie - sław. Większość z nich była rozpoznawalna, nawet jeśli widziało się ich po raz pierwszy. Opowieści, plotki i ploteczki - jeśli słuchało się ludzi, łapało się informacje, a te, moi mili, potrafiły być o wiele cenniejsze od złota. Trzeba było przyznać, że Miyoko wyglądała bardzo dumnie ze swoją obstawą. Basiory robiły wrażenie. Ich obecność sprawiała, że człowiek chciał wyciągnąć do nich dłoń i sprawdzić, czy odgryzą samą dłoń, czy może od razu upierdzieli całą rękę. Nie znał jej imienia, ale nie dało się nie domyślić, kto tutaj ma coś do powiedzenia. Kto jest liderem, a kto nie. Odległość, w jakiej ich trójka znajdowała się od głównego wydarzenia też robiła swoje. Parę osób poruszyło się na przysłowiowej scenie, zaczęły się rozmowy i przemowy. Tłum nieco ucichł. O wiele ciszej byli ci, co byli na przedzie. Chcieli słyszeć, co się tam dzieje, wiedzieć, o czym rozmawiają Radni. Shikarui słyszał tyle, co nic. Rozmowy wokół, tylko w większości przyciszone, toczyły się dalej.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

- Rozmawiają o Novum Ordo. - Poinformował swoich towarzyszy. Nie oddalił się od Inoshi ani od Akiego. Wręcz przeciwnie - stał ciągle w tym samym miejscu. Wielki książę o zepsutym humorku. - Wojna. Rada wypowiedziała wojnę Cesarstwu. - Stało się, łaaał... Napięcie wypełniło powietrze. Większość Radnych wyglądała na strapionych. Ludzie nie wyglądali na takich, którzy tej wojny chcieli. Więc czy była ona faktycznie potrzebna? W imię czego? Shikarui się nad tym nie zastanawiał, nie dumał nad tym i nie grzebał w tym nawet kijem z kupą na końcu. Wojna sprawiała, że shinobi stawali się jeszcze bardziej potrzebni. Tak jak było z bitwą o Mur - ściągano wtedy najemników i hojnie ich opłacano, byle tylko przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. A Radni? Radni czekali.
Czekali... na?
Właśnie - na co?
Shikarui cofnął nogę. Nie ruszył się z miejsca, drgnął, rażony wybuchem, otwierając szeroko oczy. Czy o rażeniu w ogóle można było mówić? Nie tego się spodziewał. Mimo ostrzeżeń Akiego, że szykuje się tutaj coś złego... Mimo, mimo... Rzeczywiście, określenie, że wpatrywano się w niego z osłupieniem było doskonale powiedziane. Cokolwiek mężczyzna, którego wcześniej widział na balkonie, krzyczał - brzmiało złowieszczo. Nieznane słowa przecinały rzeczywistość i kroiły ją nożem na pół. A skoro tak - należało na to odpowiednio zareagować. Zwłaszcza, że jego technika zatrzymała liderów jak zwykłe zabawki. Nic nie znaczące lalki.
- Idziemy stąd. - Krótka, treściwa komenda. Nawet nie oderwał wzroku od tego, co działo się na scenie. Od głównego przedstawienia, którego mieli być członkami. Złapał lekko Akiego za materiał na ramieniu i pociągnął w kierunku bocznej uliczki, to samo zamierzał zrobić z Inoshi, jeśli sama nie wstała, kładąc dłoń na ich plecach, żeby popchnąć ich w jej głąb. Korzystając z tego, że do pałacu nie weszli i ludzie w czerwonych płaszczach najpierw zajęli się tymi, którzy nagle z pałacu zaczęli uciekać. Korzystając z tego, że zakonnicy chwilowo wymierzyli miecze w innych.
Wypędzić ich stąd.
Czekając... na? Nie było na co czekać. Czuł, jak mroźne dreszcze przebiegają mu wzdłuż kręgosłupa. Nie musiał nawet znajdować się blisko, czy czuć na całym sobie pokłady chakry, które oślepiały. Niemal tak samo sprawnie jak uderzenie błyskawicy. Więc? Jak to było z tym brakiem strachu? Och, nie dało się przed nimi nie odczuwać respektu. Oderwał wzrok od głównego towarzystwa i spojrzał na plac wokół nich. Rozejrzał się po mieście, tym pięknym, tym możnym, nad którym zaczęły się unosić kłęby dymu. Przesrane.

STATY:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


EKWIPUNEK:
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE): Średni łuk, kołczan - 20 strzał, torba na tyłku, mały zwój przytroczony do pasa, czarny płaszcz

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



UŻYTE TECHNIKI:
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 8 maja 2018, o 22:52 przez Shikarui, łącznie edytowano 2 razy
Obrazek

Sweet thing, lay down
Let me show you cold dirt, this ground, this life, it haunts you.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1775
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Wyrzutek A | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Yamanaka Inoshi » 8 maja 2018, o 22:51

- Rok 384 - Zima -


" Szok i Popłoch! "
Obrazek

Inoshi podniosła się, mimo, że nie mogła zobaczyć to odruchowo spróbowała dostrzec kogoś lub coś co wyszło na scenę, oczywiście, podskoczyła raz, dosyć nieznacznie jednak dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że nic z tego, zrezygnowana wróciła na swoją pozycję siedzącą słuchając tego co niewidziany przez nią człowiek na scenie mówił. Blondynka nie znała ich, a przynajmniej większość, jedynie zdarzyło jej się zasłyszeć o niektórych osobach jednak jej wiedza co do rady dwudziestu oraz innych przywódców klanów ograniczała się do minimum, nie była wystarczająco zainteresowana tymi wszystkimi tematami do tej pory, w końcu mieszkając w Karmazynowych szczytach i nie mając żadnego związku z całą tą śmietanką, nie czuła takiej potrzeby, życie zweryfikuje czy ta wiedza się przyda. W obecnej chwili, nawet tutaj, okazuje się nieprzydatna, przynajmniej według niej. Ot jakiś ważny mężczyzna wyszedł na scenę i prawi jakieś frazesy decydujące o losach maluczkich, tych maluczkich którzy, jeśli zostaną sprowokowani chwycą za broń. No i chwycili, ekstremiści, przewrót i powstało cesarstwo Morskich klifów z Natsumem jako cesarzem. O nim słyszała, mimo to był jedną z niewielu osobistości których nazwisko pamiętała. Wzajemne oskarżanie się o niepowodzenia i straty było tym co politycy robili najlepiej. - Zaczęło się, ciekawe co będzie dalej po przemówieniu. Chciałabym już stąd iść... - Cała ta gra w kto jest i za co winien wydawała się jej męcząca. Stały się krzywdy i ktoś musiał za nie zapłacić, to prawda, dlaczego jednak ktoś tak ważny jak oni, znaczy się rada zwołuje tutaj wszystkich przywódców i rozmawia z nimi jak z dziećmi, to ją zastanawiało. - Czy ta rada skłania się ku wszystkim czy może... Może jest uległa? - Pomyślała. Kolejne oskarżenia padające na wyspiarzy wydawały się... Cóż, całe to spotkanie sprawiało wrażenie tłumaczenia się z win i szukania wsparcia, było to widać mimo przekonania rady. Z drugiej jednak strony czy to był jedyny powód wybicia starszyzny Yukich? Nie miało to teraz najmniejszego znaczenia, liczył się fakt, że doszło do tego u rodu który znany był ze swojego pacyfizmu, o tym jednak Inoshi w tej chwili nie pamiętała. - Zamordował ich wszystkich? Ten cały Gareki? Krewniaków? Od tak? Co z niego za człowiek z tego Garekiego - Wyraźnie posmutniała słysząc tę wersje wydarzeń, czy faktycznie Gareki był zwyczajnym mordercą jak przedstawiała go rada? Może zrobił to z innego powodu? Tak czy inaczej rada na pewno go nie zdradzi. - To Natsume Yuki jest szalony? W końcu to nie on wymordował swoich braci... Dlaczego? - Z każdym wypowiedzianym zdaniem Inoshi zastanawiała się co rada chce osiągnąć, szukają sojuszników, czy może wrogów? - Dlaczego nie mogli zostawić ich w spokoju? - Czy faktycznie pozostawienie w spokoju rebeliantów to dobre wyjście? Kto wie, na pewno jednak nie wywoływałoby kolejnego konfliktu a tak właśnie zostanie odebrany ten festiwal przez Wyspiarzy, zostanie nazwany aktem agresji.

Głosy ludzi w tłumie zmieniały się w coraz głośniejsze szmery utrudniające zrozumienie przemawiających, co nieco jednak dało się usłyszeć. Część z ludzi faktycznie miała różne zdania na temat tego co słyszą, co jednak mogli zrobić prócz dalszego oczekiwania? To właśnie robiła Inoshi będąc w rogu przy ścianie razem z Shikaruiem i Aką którzy również, mniej lub bardziej słuchali przemówienia. - Jesteśmy teraz w stanie wojny? - Skrzywiła się a jej tęczówki z zaskoczenia się pomniejszyły - Stanie wojny? T-teraz? Ale... Co to oznacza? - Zadawała sobie w myślach to pytanie raz po raz. Zwróciła wzrok w drugą stronę spoglądając najpierw na Shikaruia, potem na Akiego, zastanawiała się jaką reakcję na te słowa oni przedstawią, wpatrywała się przez chwilę w twarz Jugo który powtórzył słowa ze sceny tylko wzmacniając w jej mniemaniu ich siłę i znaczenie. Ludzie zachowywali się głośno, krzyczeli, emanowali zarówno złością jak i podnieceniem na nowe informacje a radni co? Czekali zamiast ich uciszyć bądź cokolwiek z tym zrobić. Czy tak postępują władcy świata?


Grzmot, huk. Inoshi zadrżała na ten dźwięk, to nie była zwyczajna błyskawica. Mimo, że nie mogła dostrzec skąd dokładnie ten dźwięk doszedł napawał on ją swoistym niepokojem, wzbudzał grozę. Zamieszanie spowodowane nagłym pojawieniem się przykuwającego wzrok mężczyzny zaskoczyły wszystkich, szmer, krzyki i harmider. Szybko stało się jasne, że coś się stało i radni stracili nad wszystkim panowanie. Nie trwało to długo i nie potrzeba było wiele by zdać sobie sprawę z tego w jak kiepskiej sytuacji znaleźli się radni oraz w jak wielkiej pułapce znaleźli się wszyscy w Kami no Hikage. Shiro ryu zdradziło! Inoshi zastygła w całej tej sytuacji, była w pułapce i zdała sobie z tego sprawę, jak powinna zareagować? - Jak powinna zareagować prawdziwa kunoichi? - Zadała sobie próbując się ruszyć. Kątem oczu obserwowała agenta Shiro Ryu który był na jednym z pobliskich dachów. Nieznacznie usłyszała głoś Shikiego który mówił by się stąd zabrali, zaczęła się nieznacznie trząść patrząc na chaos który zaczynał się w koło nich tworzyć. Zwróciła wzrok ku górze dostrzegając kłęby czarnego dymu - Co się stało? Co się stało!? CO SIĘ DZIEJE!? - Wpierw tylko zadawała sobie to pytanie sama, ostatnie słowa jednak wykrzyknęła dosyć głośno w chwili gdy została pociągnięta przez jednego z towarzyszących jej chłopaków w boczną alejkę. Gdy tak się stało stanęła dosyć sztywno, nie ruszała się, złożyła dłonie w pieczęcie, przez chwilę stała ze złożonymi pieczęciami sensora starając się wypatrzeć znajome ogniska chakry spośród wielu, wielu innych. Mnóstwo z nich, tych skupisk które mogła dostrzec należały zarówno do silnych jak i słabych ludzi i shinobi. Wszystko zlewało się w jedną chakrową masę uniemożliwiając jej rozpoznanie większości z nich. Chakra dochodząca od pałacu była wręcz obezwładniająca na tyle, że w chwili jej dostrzeżenia zimny pot zalał jej czoło zmuszając do wzięcia kilkunastu głębokich oddechów, niemal pełnych paniki. Yamanaka już się nie zastanawiała, nie myślała, wewnętrznie zaczynała zżerać ją panika co dosyć łatwo można było odczytać po jej zachowaniu, trzęsła się, jej oczy również, mogłoby się wydawać, że jest przesadnie skupiona jednak zarazem nie jest bo jej obiekt zainteresowań zmieniał się z sekundy na sekundę, każdy dźwięk sprawiał, że czuła się tylko bardziej i bardziej zdenerwowana. Czy można było się tego spodziewać, przewidzieć to? Taki obrót spraw? No i co się tam właściwie stało z możnymi? Co z uciekającymi? Krzyki i hałas nie pozwalał zachować spokoju, nikomu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Myśli - Mowa
Prowadzone misje:
- D - Patrol I
- C - Stary Relikt
- C - Sprawa Honoru

Rezerwacje:
Yasuo -
Naoki -

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Postać porzucona
 
Posty: 3452
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 23:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do ramion
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 161
- Łuskowaty kombinezon
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Stalowe elementy pancerza, maska
Duży miecz na plecach
Plecak
Kabura z prawej strony na udzie.
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG/Discord: Tario#3987/64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron