[Event] Komplikacje

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Numa » 1 cze 2018, o 19:37

Wyglądało na to że Numa po dość wylewnym, zwrocie akcji otrzymał nieco szczęścia w postaci tego że tutejszy medyk zainteresował się jego sytuacją. Numa otrzymał pigułkę bojową przynajmniej z tego co rozumiał. Sprawiło to że odebrał ją mówiąc proste aczkolwiek bardzo spuszczone z tonu.
- Dziękuję. - Popatrzył przez chwilę łykając ją po odpakowaniu, upewniał się czy nie chce zapłaty jednak wyglądało na to że nie oczekuje tego. Sprawiło to że Numa postanowił nieco się odsunąć od reszty wyjść z szpitala rozejrzeć się co się dzieje dookoła. Siedzenie w szpitalu który uważał za umieralnię nie było czymś według niego dobrym. Odzyskiwał siły a to sprawiało że nie chciał tu siedzieć czuł zew walki ? Może i nie walki a zwyczajną presję aby coś zrobić. Nie będzie w końcu patrzył na leczenie dziewczyny, może i ją lubił jednak wydawało mu się to przesadą aby tylko patrzył. Wszyscy byli cali przynajmniej w pewnym stopniu. Numa stanął gdzieś obok okna i obserwował co się dzieje na zewnątrz z nadal lekkim przytłumieniem. Czy to szpital tak na niego działał czy może powoli docierało ilu ludzi tu zginęło. Ciężko było stwierdzić. Jeden z nich pan wyrachowany został wysłany na zwiad. Numa w sumie wiedział że mógł zrobić zwiad miasta z tego miejsca choć to mijało się z celem miasto nie było spore naprawdę cuda mogły się wydarzyć w przeciągu kilku chwil. Zdawał sobie z tego sprawę co potęgowało uczucie bezsilności w obliczu tego co się działo. Bezdomny czuł się trybikiem w jakimś bezdusznym golemie wojny. Nienawidził tego uczucia, wolał być wolny, na swój sposób niezależny i samemu decydować o sobie jak i znosić konsekwencje swoich działań. Tu było to wszystko zatracone. A śmierć zaglądała skąd tylko mogła.

Sprawiło to że Gdy Numa usłyszał już o tym co będą robić następnie postanowił wyjść z szpitala i rozejrzeć się po okolicy, robił to dość spokojnie kryjąc się bardziej i szukając kogoś kto potrzebował by pomocy. Bezczynność w takiej chwili była dla niego nieludzka. Dlatego gdy miał pewność że już nikt go nie widzi postanowił zrobić rozeznanie w okolicy. Miał odpoczywać taki padł rozkaz jednak dla kogo dla bezdomnego ? Tak Numa nie słuchał się rozkazów. Szczególnie gdy miał poczucie że może coś zrobić. - Gdzie jesteście... - Zaczął skanować okolicę. W poszukiwaniu cywilów ale i nie tylko interesowały go również walczące osoby albo takie które zaprzestały walki. Szczególnie ci którzy wydawali się silni. W tym również Jeźdźcy. Znał wygląd aż 4 z nich a to sprawiało że mógł ich dość łatwo identyfikować. Chwila spokoju jaką teraz miał sprawiała że mógł naprawdę dobrze rozejrzeć się po okolicy. Nadal miał na sobie kaptur aby kryć się nieco z swoim pochodzeniem które mogło by mu tu nadal zaszkodzić. Cholera wie na kogo może trafić. Numa jednak doskonale zdawał sobie sprawę że w takim chaosie ktoś mógł utknąć, albo potrzebować pomocy. Takim chciał właśnie Numa teraz pomóc. Unikając przy tym niepotrzebnej walki. A powrót chakry to umożliwiał. Nie bał się również że pielgrzymka z szpitala do portu mu ucieknie w końcu miał jeszcze na nich oko. nie chciał też władować się w coś ponad swoje siły po tym co ostatnio przeżył miał wrażenie że raczej unikanie walki jest najlepszym rozwiązaniem. Mimo tego po prostu nie mógł być obojętny. W pewien sposób nie potrafił. Zapewne to jeszcze naiwność. A do Numy nie docierało to żę tym światem kierują silni kiedy słabi giną pod pantoflem konfliktów silniejszych. Choć może to własnie ta świadomość go raniła na tyle że wypierał ją z siebie starając jakoś temu zaprzeczyć albo coś z tym zrobić.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
- Myśli Numy -
- Słowa Numy -
Kod: Zaznacz cały
[color=#BF8040][b] —  — [/b][/color]

Obrazek


Nie odpowiadam przed żadną władzą.
Oraz mogę mówić i robić co mi się żywnie podoba.
Bez ponoszenia żadnych konsekwencji !
Nie posiadam siły, wpływów czy pieniędzy.
Mało, nie mam nawet pracy.
Jestem Bezdomnym !


Spoiler: pokaż
Avatar użytkownika

Numa
 
Posty: 618
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 11:12
Wiek postaci: 16
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Brązowooki chłopak, rasy białej. Posiada ciemnobrązowe włosy.
Widoczny ekwipunek: -Hełm zakrywający twarz pozostawiający jedynie małą szczelinę na jego oczy.
-Czarny płaszcz z kapturem.
Link do KP: viewtopic.php?p=79250#p79250
GG: 37827204
Multikonta: Ni ma

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Nikusui » 1 cze 2018, o 19:58

Mieć nadzieje, tak? Jakież to było złudne. Człowiek często wolał wierzyć w rzeczy, które sobie wyobrażał, a nie w te, które rzeczywiście widział. Czy tak nie było wygodniej? Oczywiście, że tak. Zresztą, otaczające nas osoby, ich wygląd, czy zachowania, mogły być jedynie iluzją. Niczym akt w scenie, gdzie każdy odgrywał jakąś rolę. I tak naprawdę do końca nie wiadomo było, kto grał, a kto rzeczywiście był. Przejrzenie tego byłoby niesamowicie trudne. Szczególnie, gdy ta iluzja trwa latami.
- Właśnie, nie zdawał się być taki. Jednak cel uświęca środki, a cierpliwość popłaca. Nie wiem, czy to on, czy to nie on. Czy wcielił się w jakąś rolę przez ten czas, czy też przywłaszczył sobie wizerunek kogoś, kto rzeczywiście był taki, jak to opisujesz, by dojść do tego momentu. - powiedziała i wzruszyła ramionami. Na szczęście już zdrowymi. Medycy całkiem nieźle się spisali, a i jej rany nie były jakieś bardzo poważne, by była w krytycznym stanie. Dzięki temu szybko wróciła do formy i mogła złapać chwilę oddechu. Chociaż, prawdę powiedziawszy, niezbyt wiele od siebie pokazała. - Jednak masz rację, nie czas na analizę, Yuriko-san. - dodała nieśpiesznie, nie chcąc wdawać się w dalszą dyskusję. To i tak chyba wiele bym im teraz nie pomogło. Wróg to wróg. Niezależnie jak wygląda. Był groźny i miał pełne poczucie bezkarności, a to było dla nich niebezpieczne.
To wydarzenie nie przynosiło jedynie znajomości, których powinno się szybko pozbyć. Przed nimi znajdował się, ponoć, całkiem niezły medyk. Ślepy Hyuuga. Ciekawe. Yuriko również pochodziła z tego klanu, wiec naturalnie musiała znać tę postać. Z Nikusui było trochę inaczej, gdyż nieczęsto zdarzało jej się brać udział w takich... sytuacjach? Poza tym, tutaj rzeczywiście zebrała się niezła śmietanka towarzyska.
Białowłosa przyglądała się z zaciekawieniem na poczynania Hanzo i wsłuchiwała się w jego słowa. Nie był tam jakimś pierwszym lepszym medykiem. Zdawało się, że rzeczywiście znał się na rzeczy i zapewne wiele już widział. Albo.. czuł? No cóż, ogarniał o co chodzi i wiedział z czym ma styczność. Dość szybko też przeszedł do działania i najwidoczniej przywrócił Hime jako tako zdolność funkcjonowania. Miał jednak pewne uwagi. W sumie... to było całkiem niezwykłe. Wstrzyknięcie natury chakry? Przeklęta pieczęć? Cóż to dawało? Jaki to miało cel?
Spojrzała na Sou, gdy ten, zapewne chcąc dodać jej otuchy, poklepał ją po ramieniu i dał do zrozumienia, że na ten moment jedynie może pobiegać w tę i z powrotem, przynosząc bandaże i pigułki. Cóż... skoro nie mogła iść za Muraiem, to pokręci się tutaj, bo stanie w miejscu nie leżało w jej naturze. Skinęła więc głową w geście zrozumienia i zgodnie z poleceniem, poszła po dostępne bandaże i pigułki ze skrzepniętą krwią. Miała nadzieję, że szybko odnajdzie tego, który może jej takie coś wydać, a gdy tylko to się stało, zaczęła podchodzić do każdego z grupy, wręczając metr bandaża i po dwie pigułki. Nie robiła wyjątków. Nawet Hime, która niby nie powinna nadawać się do walki, dostała od niej tę małą paczuszkę. Zabrała również dodatkową "wyprawkę" dla Muraia, na którego powrót czekali. Oby nie za długo. W międzyczasie słuchała tego, co mieli do powiedzenia w sprawie wystrzelonej flary. Nie Hanji, a ktoś w poszarpanych ubraniach. Kto to był, nie było wiadomo, jednak musiał mieć związek z Jeźdźcami, bo inaczej by się tam nie skierowali. Informacji było jednak jeszcze więcej, niewiadome wzrastały, a przerażenie nie uciekało z twarzy tych, którzy byli jednak nieco bardziej doświadczeni. Cieżko jednak było powiedzieć, by Nikusui była zdziwiona tymi wszystkimi informacjami. Nie miała styczności z Hanjim, ani z Hanem czy kimkolwiek, o kim była mowa, więc nie miała na ich temat większych wyobrazeń. Owszem, o Hanie słyszał na pewno każdy, ale jak do dziś było wiadome, nie żył.
- Co po wyprowadzeniu z miasta? Jeśli chcieli zasiać zamęt, by rozpętać wewnętrzną bitwę, na pewno pozbyli się środków transportu, które pozwoliłyby cywilom szybciej opuścić te tereny. Czy może znajduje się w Kami no Hikage jakieś miejsce, gdzie można byłoby ich odeskortować? - zapytała, bo nie znała tych terenów. Była tu pierwszy raz, a ktoś coś musiał wiedzieć. Oczywiście istniało ryzyko, że jeśli takie miejsce istniało, to mogło znajdować się na tyle daleko, że podróż tam nie miałaby sensu. Albo była stratą czasu. - W ogóle wygląda to tak, jakby bardziej się z nami bawili, a przy okazji patrzyli, jak sami się wykańczamy. Skoro, jak sam powiedział, ostatnim razem zginął, bo klany się ze sobą sprzymierzyły, to wiadomo, że teraz chce tego za wszelką cenę uniknąć. Tyle, że... - urwała, patrząc w stronę, z której niedawno przybyli. - ...nie sądzę, by samo bla, bla, bla pomogłoby przekonać niektórych do współpracy, zanim się wybiją. Sytuacje, takie jak ta, są wyjątkowo dobrym pretekstem by rozwiązać swoje urazy i pozbyć się kogoś, kto dotąd był problemem. - dopowiedziała, marszcząc brwi. Osobiście rozumiała jakieś tam urazy, ale to było naturalne w tych czasach i Han doskonale wiedział, by to wykorzystać. Praktycznie nie brudził sobie rąk, bo po co. Przez te lata, bitwy, wojny i sojusze, na pewno zdążył poznać ludzką naturę na tyle dobrze, by postąpić właśnie w ten sposób.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 977
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Murai » 1 cze 2018, o 20:54

Murai, mimo że starał się pozostać niezauważonym, poruszał się po dachach. Jego możliwości fizyczne pozwalały mu na swobodne poruszanie się pomiędzy poszczególnymi budynkami. Nawet pomimo tego, że wolał zachować dyskrecję i nie rzucać się w oczy, to poświęcił to na rzecz lepszego rozeznania się w sytuacji. Z wysoka widział więcej, miał znacznie lepsze rozeznanie w terenie. Nie używał wachlarza do zwiadu, lot na nim wystawiałby go na atak pod wieloma kątami i z wielu miejsc. Zbyt rzucał się w oczy jako duży, latający obiekt. Chciał działać subtelnie i nie wzbudzać większej uwagi, taki styl działania zazwyczaj stosował. Inną sprawą było, że pomimo owej subtelności, wsławił się do stopnia w którym znała go większość ludzi parających się profesją Ninja. Oderwanie uwagi od otoczenia nie było wskazane w obecnej sytuacji, dlatego skupił się w całości na tym, co działo się wokoło. Znaleźć Shiro Ryu, jeśli trzeba to zabić. Ustanowić bezpieczną trasę do portu. Zbadać dokładnie potencjalne przeszkody terenowe, jak barykady. Wszystko to leżało w jego zadaniu, musiał więc brać pod uwagę wszystko co tylko widział. Także czynnik losowy, jak przypadkowi Shinobi albo inni poplecznicy Antykreatora. Możliwe że udział samych Jeźdźców. Tego nie był w stanie przewidzieć, dlatego musiał opracować wszystko jedynie na podstawie faktów. Po drodze widział kilka grup szabrowników. Ludzie rządni zysku, chcący włamać się do przypadkowych domów. Nie zwracał na nich uwagi, nie byli zagrożeniem którego nie dało się zneutralizować w locie, już podczas eskortowania ludzi. Brał pod uwagę widoczne działania chakry, jak w przypadku jednej z piaskowych chmur. Ogólna jednak ocena była pozytywna, droga w miarę czysta.
I wtedy to poczuł. Nie zauważył, a poczuł. Powiew wiatru świadczący o czyjejś obecności za jego plecami. Pojawił się zupełnie znikąd. Murai nie usłyszał go swoimi wyczulonymi zmysłami, nie zobaczył przenikliwym spojrzeniem. Nie było żadnego śladu, jakby przybył skądś. Że pokonał jakąś drogę, żeby proces podróży mógł zostać przez Kakuzu zarejestrowany. Nic takiego nie było. Logiczne myślenie nie zdawało się na nic, wniosek był tylko jeden - ten ktoś zaburzył rozumowanie niciowca. Albo ten ktoś użył jakiejś techniki, która pozwalała mu na przemieszczanie się z ogromną prędkością, na tyle dużą że Murai nie mógł zobaczyć samego faktu podróży. Albo użył innej techniki, opierającej się na przykład na pojawieniu się znikąd, teleportacja w ułamku sekundy. Albo, co było jeszcze bardziej groźne, był na tyle wyćwiczony fizycznie, bez użycia sztuczek opartych na chakrze. Chciał się odwrócić, ale nie był w stanie. Nie przez strach, emocje nim targające. Nie zdążył. Poczuł na plecach jego rękę. Pchnął go do przodu. Mocno i stanowczo. Na tyle mocno, że Murai nie miał wyboru, jak polecieć do przodu. Ale na tyle lekko, że nie poleciał wyjątkowo daleko. W powietrzu się opamiętał, był w stanie zrobić cokolwiek. Wykonał obrót w powietrzu, balansując swoim środkiem ciężkości. Wylądował na nogach, kucając przy ziemi i kierując swój wzrok w kierunku zagrożenia. Jego maska nadal była na klatce piersiowej, jego dłonie zbliżyły się do siebie na wysokości brzucha, by w razie czego móc wykonać jakąś błyskawiczną technikę. Z jego pleców wystrzeliło kilka mniejszych strumieni nici, które były gotowe na atak. Wycelował je prosto w zagrożenie. Mężczyznę z szarą, miejscami popękaną, skórą. Mężczyznę z oczami o czarnych białkach i złotych źrenicach. Którego ręka była całkowicie inna od reszty ciała, jak gdyby jakaś ogromna narośl w kształcie obucha.
Kakuzu natychmiast zaczął analizować ową osobę. Jeśli w jego życiu był moment, w którym całe jego jestestwo było skupione na pojedynczym człowieku, to musiał być to ten moment. Miał świadomość, że mężczyzna mógł go zabić gdyby chciał. Poderżnąć gardło jakimś ostrzem zamiast go popchnąć. Miał świadomość, że prawdopodobnie jest to ktoś na zupełnie innym poziomie, niż on sam. Kolejny Jeździec? Oczy i nietypowe ramię kojarzyły mu się tylko z jednym - Inoue. Widział to już u niej, podczas walki na Piaskowej Arenie. Wzmożona agresja, gwałtowne zwiększenie możliwości fizycznych, manipulacje swoim ciałem. Tutaj zgadzałyby się dwie ostatnie cechy. Przemówił, a Kakuzu słuchał. Został rozpoznany, nie dziwiło go to ani trochę. Ale zdziwiło go, że tajemnicza osoba jest nim zawiedziona. W jakim sensie dokładnie? Ta osoba spodziewała się po nim czegoś? Może natychmiastowej reakcji na pojawienie się za swoimi plecami? Czyli popchnięcie było jedynie testem jego możliwości? Kim jest ta osoba? Miał świadomość, że nieodpowiednia odpowiedź może być pewną śmiercią. Koniecznością była ostrożna odpowiedź, przy jednoczesnym szukaniu jakichkolwiek informacji. W najgorszym scenariuszu jego życie i tak było skończone. W najgorszym scenariuszu śmierć była nieunikniona. Nie znaczyło to, że da się zabić bez walki, bez stawiania jakiegokolwiek oporu. Jego życie, jego wolność, nie są rzeczami które powinien oddać od tak, tylko dlatego że przeciwnik jest silniejszy. Może zgubi go jego pycha albo niedocenienie Muraia. Powinien zmniejszyć jego ostrożność. Jak? Dialogiem z nim.
- W czym zawiniłem? Że nie zdążyłem zareagować na twoje pojawienie się? Wątpię by ktokolwiek byłby w stanie, być może któryś ze sług Antykreatora. Ja, niestety, także mam granice. - odpowiedział, ważąc każde swoje słowo. Unikał tematu śmierci, kary. Czegokolwiek co mogłoby temu człowiekowi podsunąć pomysł o użyciu swojej siły, zakładając że faktycznie był w stanie mnie zabić. Że Murai nie miałby możliwości samoobrony, odparcia ataku. W najgorszym scenariuszu i tak jego czas był policzony. W najlepszym był w stanie ujść z życiem. Nie przewidywał zabicia go ani pokonania. Nie, jeśli wnioski Kakuzu odnośnie jego siły, wyciągnięte na podstawie dotychczasowej próbki, były poprawne. Nigdy nie był w stanie takiego zagrożenia, jak w tym właśnie momencie. Musiał zmaksymalizować swoje szanse na ujście z tego żywym.


Spoiler: pokaż
Czy jest sens wstawiania czegokolwiek, skoro to Antykreator? Oczywiście nie, aczkolwiek wstawię tak czy siak.


ZDOLNOŚCI


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Dwie kabury na broń (lewe i prawe udo)
- 2 tonfy obwinięte bandażami (przy pasie)
- Wachlarz na plecach (zwinięty)


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1872
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion. Dwa duże szwy wychodzące od kącików ust przez całe policzki. Zazwyczaj obojętny wyraz twarzy.
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Akarui » 2 cze 2018, o 00:49

Jak miło popatrzeć na specjalistę w akcji!
Akarui obserwował każdy ruch niewidomego medyka. Ten już podczas słuchania raportów rozpoczął swoją technikę. Można było gołym okiem zauważyć, jak chakra wypływa z jego dłoni, wnika w ciało dziewczyny, a następnie wraca do dłoni, informując go o tym, co się dzieje w jej organizmie. Musiała to być wielce wyspecjalizowana technika, bo w chwilę potem sam znalazł ten punkt, w którym powstała pieczęć. Kolejny tekst wywołał nie lada uśmiech na twarzy Tozawy: "Nie sądziłem, że kiedyś to zobaczę na własne ręce." Jeśli ktoś ma tak wielki dystans do siebie, musi być wielkim człowiekiem! Z sekundy na sekundę Akarui coraz bardziej marzył o tym, by móc lepiej poznać Hyuuga Hanzo w czasach pokoju.

Kuracja zastosowana przez doświadczonego medyka również była dość nietypowa, ale za razem logiczna ze względu na właśnie zdobyte informacje. Okazuje się, że nałożona pieczęć dostarczyła do ciała dziewczyny inny, dziwny rodzaj chakry, określony mianem paskudnej. Jak coś, co zwie się chakrą natury może być paskudne? Wiedząc co się dzieje, przeszedł do działania. Wokół jego rąk narosła chakra medyczna, o wiele silniejsza i bardziej skoncentrowana niż technika używana wcześniej przez Akarui'ego. Pojawił się też plan i natychmiast jego wykonanie. Reiko miał się zająć zablokowaniem punktów tenketsu podczas wzmożonego leczenia ogólnego. Akcja była szybka. Tozawa znał pojęcie tenketsu, ale żeby mieć możliwość nie dość że zobaczenia tego punkciku, to jeszcze zablokowania? Widać białe oczy klanu Hyuuga widziały więcej niż na spore odległości i przez inne materie. Jeśli by szukać plusów wśród całego tego chaosu, Akarui natychmiast na pierwszym miejscu postawiłby "poznanie umiejętności klanu Hyuuga". Brunet zdobył się jednak na krótkie słowa uznania: - Przyjmujesz może na praktyki? W parę minut nauczyłem się więcej niż przez ostatni rok...

Shiga postanowił na forum publicznym podzielić się wszystkim tym, czego zdołał się dowiedzieć. Informacje były szokujące. Widać było, że wielu ludzi im nadal nie dowierza. Któż normalny chciałby przyjąć do wiadomości, że Han żyje i ma się dobrze, że zaplanował te powstanie w Shiro Ryu, że zmienił oddanych żołnierzy w puste skorupy bez własnych myśli i robi to wszystko po to, by na nowo skłócić ze sobą rody? Ten plan był dobry. I na pewno w jakimś stopniu już mu wypalił. Jeśli jednak już w tej chwili wszyscy wiedzą jaki jest cel, może prostszym będzie dla wszystkich niedopuszczenie do realizacji tego planu? W tym momencie jednak wolał skupić się na teraźniejszości. Zdobył wiele cennych informacji i miał nadzieję, że przez te chwile spokoju dowie się jeszcze więcej.

A jeśli dojdzie do niego Nikusui z bandażem i pigułkami, chętnie przyjmie i da w zamian swój uśmiech ;)


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
MOWA

Moderator WT i Kuźni
Nie wiesz od czego zacząć swoją twórczość w tych działach? Napisz mi co planujesz, spróbuję pomóc przed pokazaniem Twego dzieła innym moderatorom ;)
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1289
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 00:03
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Hitsukejin Shiga » 2 cze 2018, o 12:42

Soundtrack do posta


Shigi przed tym jak przedstawił wszystkie swoje ciężko zdobyte informację - hej, zdobywane z narażeniem życia i to poważnym, bądź co bądź, wróci do Chise. Na którą i tak kątem oka spoglądał - bo nie jest może medykiem z krwi i kości, co udowodniły ostatnie wydarzenia, że rozpierdol bardziej mu pisany jednak, to mógł zdobyć bardzo dużo przydatnej teraz lub później wiedzy.
Usłyszał, że Hanzou jest z Hyuuga i wybuchnął wewnątrz Siebie śmiechem. Ślepą Uchiha, klan który słynie z doujutsu leczy ślepy Hyuuga, klan który słynie z Doujutsu. Czapki z głów, geta ze stóp pospadają. To jest pieprzona komedia.
Ja myślałem, że kabaret, ale to jest naprawdę regularny najchujowszy żart jaki został kiedykolwiek opowiedziany. Shiga patrzył, wlepiając wzrok w czakrę medyczną na rękach Hanzou, na cały proces leczenia.
-W takich chwilach żałuje, że nie rozwinąłem się bardziej jako medyk. Tylko po co synowi Jashina iryojutsu, prawda, Hanzou-dono? Dziś się przekonałem, że właśnie po to by chronić to, co ma najcenniejsze. Tych których kocha. - Mruknął niezadowolony ze swojego performensu Shiga, pochylając się lekko nad Hanzou i podziwiając pracę specjalisty.
-Pieczęć Diabła? Han nazwał to częścią swojej potęgi. Powiedział, że Chise jest słaba, a on oddaje jej część Siebie i może zmieni w ten sposób swoją słabość. Żałuje, że to nie ja padłem tego ofiarą. - Shiga zacisnął pięść na krawędzi kozetki, cała jego dłoń od wbijających sięw skórę paliczków i kości zbielała. To był najsilniejszy chwyt jaki chłopak był w stanie z siebie wykrzesać.
-Czuje się taki słaby. Zużyłem więcej czakry niż jest w moim organiźmie, gdyby nie pigułka prowiantowa to bym już był wyeliminowany. Taki słaby... Jedyne co udało mi się zrobić to zabić tylko dwudziestu shiro ryu i zniszczyć marionetkowe ciało jeźdzca. To jest nic w skali wszystkich wydarzeń które miały i mają tutaj miejsce... - Shiga oddychał szybko, a serce waliło jak szalone. Nie mógł się równać ani z Hanem, ani z jeźdzcami.

Zawsze był zerem i nic się nie zmieniło. Dalej jest nic nie znaczącym, nikomu nie dorównującym pionkiem.
Czuł się wtedy wielki i silny, gdy liderzy się wycofali, a on został walczyć. Okazało się, że nadal jest nikim.
Nadal człowiek który jedyne co może o sobie powiedzieć, to to, że będzie żył wiecznie. By wiecznie cierpieć ze słabości.


Mnich padł na kolana przy kozetce, opierając głowę na ręce dziewczyny, kładąc na wierzchu jej dłoni swój policzek.
-Czyli zawiodłem. Nie umiałem się ruszyć z miejsca przed obliczem Hana. Żałosny robak ze mnie. Mam technikę, atutową, którą obiecałem sobie wsadzić temu skurczybykowi w łeb, jak tylko wymordował radę i dopuścił się rzezi na ludziach. A nie miałem dość odwagi nawet podnieść ręki do góry... - Spojrzał na ślepe oblicze Hanzou. Leczył Chise. Naprawiał tam, gdzie Shiga zupełnie zawiódł. Podszedł Reiko, razem zablokowali przepływ czakry Chise, ten ją podleczył i po chwili stan dziewczyny zaczął się stabilizować w mgnieniu oka.

Medyczne jutsu nie dość mocne.
Ogień i żar nie dość gorące.
Po prostu niewystarczający pod żadnym względem.


Shiga opuścił na chwilę Chise. Poszedł wygłosić swoją całą wiedzę, wszystko co zdobył i się dowiedział. W sumie to jedyne co mógł zrobić. Nie był dość dobry, tak jak liderzy. To oni, mimo bycia tchórzami załatwiającymi swoje interesy mieli prawdziwą potęgę. A on? Taka płotka znikąd. Nawet własny zakon by go teraz nie chciał. Jakby się dowiedzieli, że odrzucił potęgę by ratować Chise... Matko Jashina i cała jego patologiczna rodzino, to by się na wpierdolu nie skończyło. I w sumie Shiga wiedział, że to, że on uratował Chise z placu się rozejdzie. I w zakonie nie ma już czego tak na dobrą sprawę szukać.
Skierował się na podwyższenie, wygłosił całą swoją mowę. Ludzie się bali. Dobrze. Niech zdają sobie sprawę z zagrożenia. Niech odczuwają strach. Jeśli będą się bać o swoje życie nie będą robili głupot i nie będą marnowali okazji.
To może być ostatnia przygoda w ich życiu. Naprawdę ostatnia.

A Zjawa mógł dopatrzeć się fałszu w przemowie. Bo była płaska. Jednostronna. Nijaka. Wybielona. Nie było fragmentu o tym, że zniżył się do robaka i lizał jeźdzcowi dupę licząc, że dzięki temu zdobędzie jakąś siłę dla Siebie, że dzięki temu będzie w stanie być klifem o który rozbiją się fale mogące zmyć Chise. Nic bardziej mylnego - zero nagród, zero mocy, tylko złamanie godności i ciężko ranna Chise. Chuja nie warto było.
-Hana mogli przywrócić jeżdzcy albo w jakiś sposób opętali oryginalnego Suzumurę Hanjiego który wydał im ciało, został reanimowany, a potem jakoś przyjął tożsamość Hanjiego. Mówie, to nie był on. Han zdjął jego twarz jakby papier z twarzy zrywał. Na pewno jest jakieś kamuflażowe jutsu które pozwala zmieniać się w kogoś lepiej niż henge. A pewnie żadne z was nie wpadło na pomysł by prześwietlać własnego lidera, prawda? To byłby zajebiście duży brak szacunku. - Shiga zeskoczył z podwyższenia i podszedł do Sau wypowiadając te słowa. Wyciągnął do niego rękę.
-Shiga Hitsukejin, tak, podpalacz. Miło poznać. I owszem, Akuryo mówił o przeszczepach, jutsu pieczętujących i eksperymentach. Jeśli ktoś jak on potrafi być stuprocentowo nieśmiertelny, jak moi bracia z zakonu Jashina, to może i posiadł sposób podzielenia się z kimś tą nieśmiertelnością przywracając do życia Hana. Gdybanie, ale to jedyne co mi pozostało. Jeśli nie odpocznę, to nie będę w żaden sposób przydatny. Za dużo czakry poszło na zniszczenie ciała Kabuto. Ale mam suwenir. - Shiga przyłożył maskę jeźdzcy do swojej twarzy i wyszczerzył się stalowymi kłami od ucha do ucha. Postanowił wrócić do Chise, która wyglądała jakby była przytomna dłuższą chwilę. Na bank więc słyszała przemowę i jedną i drugą Shigi. Może sama coś doda?
-Hej. - Zaczął nieśmiało, widząc obolałą i wymęczoną dziewczynę. - Sporo cię ominęło. - Dodał po chwili zastanowienia, dalej nieśmiało. Było... atmosfera była dziwna. Tak wiele do powiedzenia, a tak niewiele słów miało w tej chwili sens. Shiga odprowadził wzrokiem Numę. Miał nadzieje, że chłopak się w nic nie wpakuje. Jeszcze musi go przecież sprawdzić, prawda? Ha Ha...
-Patrz, mam pamiątke z jeźdzca. Chcesz? - Więc Shiga kładzie jej maskę obok, na kozetce, tą którą zerwał z Kabuto swoimi technikami.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Mnisia aura.
Spoiler: pokaż

Nazwa
Katon: Shuujitsu Reiki

Dziedzina
Techniki żywiołowe, Katon

Ranga
E - Technika Fabularna

Pieczęci
Smok

Zasięg
Bezpośredni

Koszt D: 5% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: Niezauważalny (Koszt jednorazowy na trzy tury, użyć ponownie)

Dodatkowe
Kontrola czakry D

Opis Użytkownik poprzez skupienie koncentruje ognistą czakrę w swoich dłoniach po czym przesuwając nimi od głowy w dół rozprowadza ją dookoła swojego ciele. Powietrze maksymalnie dwadzieścia pięć centymetrów wokół użytkownika (jeśli kogoś mocno obejmujemy to także jest w tej strefie ciepła.) jest ogrzewane do komfortowej temperatury dwudziestu kilku stopni, przez co nawet w zimie utrzymuje się w ten sposób aura ciepła nie pozwalająca zmarznąć. Nie są ogrzewane osoby czy przedmioty, a powietrze, co tworzy swoisty koc grzewczy odcinający od chłodu. Ogrzewanie powietrza poprzez korzystanie ognistej czakry, takiej samej jak przy Yakitsuku Daichi powoduje, że unoszą się dookoła malutkie, niegroźne ogniki-popiołki o temperaturze maksymalnie czterdziestu stopni. Kontakt z popiołkami to jak "kropla ciepła" spadająca na skórę, jest to przyjemne uczucie. Popiołki unoszą sie w strefie oddziaływania temperatury.
Ogrzanie i różnica temperatur do ok. 15 stopni nie jest tak męcząca dla czakroobiegu, inaczej niźli gdy jest to różnica ok. 30 stopni co jest już nieco bardziej męczące i wymaga podwójnego kosztu za podtrzymanie.

Jest to technika podtrzymywana, nie można używać podczas jej żadnej innej techniki podtrzymywanej gdyż to zburzy harmonijny przepływ niezbędny do działania tejże techniki. Powstała aura nie może być wykorzystana w innych technikach ani nijak wzmocniona by zmienić jej efekt.

Link do tematu postaci
KLIK!

Piękne ząbki Shigi.
Spoiler: pokaż

Nazwa
Sumairu + Kiba

Typ
Unikat/Broń

Opis Sumairu oraz Kiba to dwa oddzielne przedmioty, a raczej zestawy przedmiotów łączące się w jedną upiorną całość. Po rozcięciu swoich policzków i ust, poszerzając uśmiech niczym przy "uśmiechu kota Cheshire", użytkownik Sumaire zakłada sobie dwie trójkątne nakładki z nierdzewiejącego metalu w które wchodzi rozdarta skóra - taki separator w postaci ruchomych metalowych łuków nie pozwala skórze się zregenerować i policzkom zrosnąć, zostawiając użytkownikowi niesamowicie wielki i szeroki uśmiech (który jednak nie odsłania zębów, jeśli mamy zamknięte usta - uśmiech jest po prostu znacznie dłuższy wtedy niż u normalnych śmiertelników), co przy okazji pozwala znacznie szerzej otwierać usta. Kiba to para szczęk, dolna i górna, składające się z takich samych pod względem ilości zębów co normalne ludzkie, jednak te zęby są wykonane z nierdzewiejącego metalu i mają bardzo ostre, spiczaste kształty niczym kły zwierzęcia lub potwora, co pozwala z łatwością szarpać oraz rwać mięso i cieńsze materiały. Zęby niestety muszą być wyrywane jeden po jednym, a potem kły wkręcane na śrubach w mięso jedno po drugim. Na dziąsłach na stałe zostają zamontowane metalowe okowy w formie gwintowanego otworu na wkręcenie kła, ale także pełniące role stopera powstrzymującego odrost zwykłego zęba.

Właściwości Sumairu zwiększa możliwości rozwarcia ust, co pozwala na większe i głębsze ugryzienia, Kiba pozwala wyrywać i rwać gryziony materiał ze względu na ostrość kłów i ich twardość.

Dodatkowe Aby poprawnie wykorzystać Sumairu oraz Kibę użytkownik musi posiadać iryojutsu lub regenerację pozwalającą na bardzo sprawne zregenerowanie tkanek do wsadzonych łuków Sumairu oraz do zregenerowania dziąseł by Kiba były w stu-procentach użyteczne.

Wytrzymałość
100 punktów

Zdobycie
500 ryou + misja C na "zamontowanie".

Link do tematu postaci
KLIK!


Nazwa
Suiseki - Krzesiwo

Typ
Dodatek

Opis Suiseki to nic innego jak specjalny kieł/ząbek który montuje się zamiast zwykłego stalowego kła do istniejącej już, zamontowanej w szczęce szyny z otworami - do gotowego produktu Kiba. Suiseki jest stworzony z magnezu który uderzając o zwykły metal - pocierając, uderzając i tak dalej, wystarczy kłapnięcie zębami - krzesi dużą ilość iskier co pozwala podpalać łatwopalne płyny/gazy jeśli te są w zasięgu do 25 cm od ust użytkownika krzeszącego iskry.

Zdobycie
300 za sztukę.

Link do tematu postaci
KLIK!

Obrazek
Głos Shigi
Czy wiara zostanie nagrodzona gdy mój czas dobiegnie końca?
Czy przegapię ostatnie ostrzeżenie przez kłamstwo, którym żyję?
Czy jest tam ktokolwiek? Przecież wiem, że dusza istnieje.
I nie jestem godzien, nie jestem godzien abyś przyszedł.

Jeśli mimo wszystko jesteś przy mnie, dlaczego milczysz Panie?
Jeśli trwasz przy mnie w każdej chwili, dlaczego nie czuję Twej obecności?
Bądź przy mnie, nie pozwól mi odejść, inaczej pozostanie jedynie nicość.

Czy ogarnie mnie ciemność, gdy zacznie brakować tchu?
Czy może pociągnie mnie światłość, ku swej wiecznej chwale?
Nawiedzają mnie głosy, mówiące, że nie ma czego się lękać.
I wciąż Cię wołam, wciąż Cię wołam Panie!

Dlaczego milczysz Panie? Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Inaczej pozostanie jedynie nicość. Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Nim Raj obróci się w pył, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona.
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Antybohater
 
Posty: 2610
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Strój składa się z czarnego montsuki i juban, skórzanego ciemnego haorihomo, bordowego date-eri i o śnieżnym haori. Sam Shiga jest niepokojący, wygląda na kogoś nawiedzonego, mnicha lub kultystę, ze względu na elegancki i bojowy ubiór i bijąca aurę.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach. Kij od włóczni w ręku. Na ręku rękawica z kuszą.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Chise » 2 cze 2018, o 13:09

Nagły wybuch bólu wyrzucił ją bez ostrzeżenia ze stanu półświadomości. Przez moment był pewna tylko tego, że nie może oddychać — uderzenie odebrało jej dech i przydusiło. Miała trudności z odetchnięciem porządnym, jednak pierwszy dech był niczym wybawienie. Wszystko wróciło, cała jej świadomość. Jednak co ważniejsze, przerażający ból odszedł, zmniejszył się i zlokalizował tylko w okolicy ramienia. Była potwornie zmęczona, mięśnie ją bolały jak po potwornym laniu.. Ale żyła. Samo to wydawało się cudem, bo jeszcze dygotała na samo wspomnienie tego, co działo się przed chwilą. Czuła na ciele jeszcze pot, cała czuła się brudna i wymęczona. Wiele by oddała w tym momencie za porządną wizytę w łaźni, z wcześniejszym wyszorowaniem całego ciała pod lodowatą wodą, która przywróciłaby jej energię oraz rozbudziła i wyostrzyła wszystkie zmysły. Jednak nie było ani czasu ani miejsca na takie luksusy.
Poczuła czyjąś dłoń na swoim czole i wyciągnęła swoją, by ją złapać. Uścisnęła z całych swoich, w tym momencie niewielkich sił. Na jej twarzy malował się zrozumiały niepokój. W końcu ostatnie miejsce, które pamiętała było pobojowiskiem z resztkami Shiro Ryu. Jej ostatnie pewne wspomnienia kończyły się na kolanach, wraz ze słowami Hana..
- Co się stało? Co to było? - padły pierwsze pytania, wykrztuszone przez ściśnięte gardło. Wiedziała, że nie jest już na placu. Tu było mnóstwo ludzi, hałas i ruch był słyszalny. Słyszała rannych, więc pewnie znajdowali się w jakiś obozie medycznym. Serce jej przyspieszyło na myśl, że Han mógł być gdzieś w pobliżu, ale wtedy pewnie nie byłoby tu tak spokojnie. Chociaż.. Wtedy nie mieli nawet świadomości, że jest gdzieś blisko. Pojawiał się błyskawicznie, bez ostrzeżenia. Mógł pewnie znów przybrać jakąś twarz i kryć się wśród medyków. Czy to nie byłoby idealne?
W tyle słyszała słowa Shigi. Trudno było ich nie słyszeć, w końcu praktycznie krzyczał na cały regulator. Głos nieprzyjemnie wbijał się jej w uszy, świdrował w nich. Rósł też niepokój dookoła, wywołany jego słowa. Z jednej strony, dobrze, że wiedza którą zebrali nie przepadnie, że się wieść rozejdzie.. Ale czy to był dobry moment na rozmowę o tym? Wzbudzało to panikę i jeszcze większe obawy.
Chise przesunęła swoje ręce, zaparła się z całych swoich sił, próbując usiąść. Nawet najmniejszy wysiłek powodował ćmiący ból w ramieniu, że zdecydowała się opierać bardziej na drugiej dłoni. Musiała się przechylić, a potem zdecydowanym ruchem wyprostować rękę, przechylając się do przodu.. Czynność, która wcześniej zdawała się banalna, zwykłe siadanie, teraz wymagała zaplanowania i przemyślenia swoich ruchów.
- Cholera - mruknęła, kiedy się jej to z trudem udało. Pochyliła się nieco do przodu, by niechcący nie przewrócić się na plecy znów, zacisnęła dłonie na swoich nogach, utrzymując pozycję. To było nieco przerażające - była już zdyszana, a ledwo usiadła. Jak miała niby choćby dalej iść? Biec? Nie wspominając o żadnej walce, która w obecnym stanie była wspomnieniem. A skoro o niej mowa..
Sięgnęła do swojego boku, który wydawał się jakiś lżejszy, jednak jej mieczy tam nie było. "Nie ma co panikować" pomyślała, mimo woli czując lepkie macki strachu. Mając broń, czuła jakby mogła się bronić przed wszystkim, nawet jeśli siły przeciwnika były przeważające. Od kilku miesięcy się praktycznie z nimi nie rozstawała na dłużej niż do spania. Kładąc się odkładała je na bok i wstając przypasywała do pasa. Ich ciężar był idealnie znajomy. Zawsze były pod ręką. Delikatnie wymacała dłonią swoje posłanie dookoła.. I nic. Żółć pochodziła jej do gardła, jednak jeszcze się opanowała. Było kilka opcji. Na pewno się znajdą, tak sobie powtarzała.
Wtedy zbliżył się znów Shiga. Nie od razu zwróciła się w jego stronę. W pamięci jeszcze miała swoje podejrzenia z placu i jego zachowanie wobec jeźdźca, jego sprzymierzenie się z nimi. Położył jej na posłaniu obok maskę, o której powiedział, że jest jeźdźca. Na pamiątkę, powiedział. Nie wiedziała, o co chodzi z tym jeźdźcem, ale nie zadawała pytań. Zapadła chwila niezręcznego milczenia.
- Shiga - zaczęła bardzo spokojnie - Gdzie są moje miecze? - jeśli ktoś wiedział, co się z nimi stało, to on. No, on i młodzieniaszek, który im pomagał, a którego nigdzie w pobliżu nie słyszała.
Obrazek
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Chise
Najlepszy Damski Charakter
 
Posty: 1301
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4372
GG: 46966371
Multikonta: Obi

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Koala » 3 cze 2018, o 16:42

MAPA MIASTA.
Mapa z podziałem na dzielnice

Spoiler: pokaż
Obrazek
  • Czerwona - Murai
  • Szara - Numa
  • Fioletowa - Yuji
  • Czarna - pozostali



Komplikacje
Ścieżka główna eventu


Hanzo w końcu zakończył proces leczenia Chise, która z lekką pomocą Reiko w końcu się dobudziła. Była wyczerpana, lecz przynajmniej tyle, że w końcu zaczynała wychodzić na prostą - odzyskała świadomość i mogła się poruszać. Jeszcze z lekkim ograniczeniem mobilności, ale zawsze coś. Hanzo stał jeszcze przez chwilę obok podnoszącej się, by upewnić się że nie spadnie z kozetki lub ogólnie nie zacznie panikować nagłą zmianą otoczenia, po czym odwrócił się w kierunku lidera Hyuuga i zajął się badaniem jego boku. Pozostali medycy, którzy przed chwilą pomagali przez dostarczenie potrzebnych mu przedmiotów, ponownie się rozpierzchli i zajęli podstawową pomocą medyczną dla każdego, kto takowej potrzebował.
Słysząc pytanie ze strony Akaruia, Hanzo tylko zaśmiał się cicho pod nosem, drapiąc się po zarośniętym podbródku. Z oblicza czterdziesto-pięćdziesięciolatka nie znikał uśmiech, wyglądało wręcz że cała aura panująca w otoczeniu zupełnie do niego nie docierała.
-Niegdyś byłem nauczycielem, ale to już dość stare czasy. Wątpię, bym był w stanie pomóc inaczej, niż pokazując kilka wskazówek. Poza tym, jako mnich nigdy nie pozostaję długo w jednym miejscu, jestem jak liście porywane przez wiatr. I często medytuję. Miałbyś mnie dość po tygodniu - dodał, znów pozwalając sobie na drobny, chrypliwy chichot.
Położył dłoń na czole Chise, która zaczęła zadawać pierwsze pytania. Sprawdził, czy schłodzony opatrunek już oddał temperaturę, po czym zdjął go i odłożył na tackę obok kozetki.
-Nie obawiaj się. Jesteś w szpitalu. Dość mocno oberwałaś, ale już wszystko w porządku. Odpocznij. I nie używaj chakry, bo możesz znów poczuć się gorzej.
Następnie zwrócił głowę w kierunku, z którego dochodził do niego głos Shigi. Pokręcił lekko głową, jak gdyby zaprzeczając słowom Jashinisty.
-Wyznawcy Jashina bywają znakomitymi medykami właśnie dlatego, że mają kontrolę nad swoim ciałem i doskonałą o nim wiedzę. Po prostu kultyści wykorzystują to do najgorszych możliwych celów.
Westchnął ciężko, szepcąc coś pod nosem. Zabrzmiało to trochę jak "Tak jakbym miał prawo to oceniać".
-Świadomość swojej słabości jest znakomitym motorem napędowym. Jeśli wiesz, że jesteś słaby, to nie bój się tego uczucia. Poddanie się niczego nie zmieni. Zmianę przyniesie tylko walka i gotowość do naprawienia tego, czego się dopuściłeś lub co się stało. - uśmiechnął się melancholijnie. - Sam również nie nazwałbym się silnym, mimo tego że swoje już przeżyłem i mam bardzo dużo doświadczenia. Nie boję się tego przyznać. Dlatego, że wiem że mogę to zmienić. Bo chcę. I ty również możesz to zmienić... jeśli chcesz.
Następnie skupił się na leczeniu lidera Hyuuga, sprawdzając reakcje mężczyzny na różne bodźce i stan jego rany. Pokazał też gestem Akaruiowi, żeby się przybliżył i pomógł mu zaszyć ranę. Najwidoczniej on również nie miał nieskończonej chakry, i wolał ją oszczędzać na tyle na ile był w stanie.
W tym samym czasie Nikusui zajęła się pomocą i rozdawaniem obecnym pozostałych opatrunków. Niestety, okazało się że tabletek ze skrzepniętą krwią nie pozostało na tyle, by każdy shinobi mógł wziąć dwie, lecz nawet i jedna była drobną pomocą. Dodatkowo każdy otrzymał też metr zapasowego bandaża, na wypadek gdyby po drodze ktoś otrzymał jakieś obrażenia. Gdy powróciła do siedzących niedaleko sekcji medycznej Sau i Yuriko, Shiga zdążył im wyjaśnić w jaki sposób Han przyjmował wygląd Suzumury Hanjiego. Sau pogładził się po koziej bródce, patrząc w bliżej nieokreśloną przestrzeń z wyjątkowo ponurą miną.
-Shoushagan no Jutsu, hm... Tyle że ta technika nie powinna zmieniać wyczuwalnej chakry, a mogę ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że jego chakra wyglądała cały czas tak samo. Więc zapewne Suzumura Hanji nigdy tak naprawdę nie istniał.
Westchnął ciężko. Nie odpowiedział też na gest przywitania ze strony Shigi. Widać było, że fakt przynależności mnicha do zakonu Jashina posłał jego opinię o Shidze na łeb na szyję. Spojrzał następnie na Nikusui, która wysunęła teorię o możliwym zniszczeniu okrętów w porcie.
-Prawda, strzelam że mogli to zrobić. Dlatego właśnie Reiya podprowadziła mnie tutaj, żeby mnie w miarę rychło wyleczono. Jestem użytkownikiem dość przydatnej techniki, która pozwala mi się kontaktować z ludźmi przebywającymi daleko stąd. Być może będę w stanie skontaktować się z jakimiś okrętami, by poprosić ich o pomoc. - Przerwał na moment. - I doskonale widać, że się z nami bawią. Chcą nas postawić przeciwko sobie, i obawiam się że całkiem nieźle im się to udaje. Niedaleko stąd wyczuwałem jakąś walkę między dwoma dużymi źródłami chakry, nie-Jeźdźcami. Teraz zostało jedno. Dlatego musimy po prostu się zebrać i opuścić to miejsce, zanim podzieje się coś jeszcze gorszego.
W tym samym czasie, ignorując zalecenia Hanzo o odpoczynku i regeneracji sił, Numa wyszedł przed budynek, omijając grupę strażników i stojącego obok samuraja Zjawę, i zaczął obserwować okolicę, pragnąc wyszukać kogoś kto mógł potrzebować pomocy. Gdyby nie to że stanął kilka metrów przed strażnikami, spod kaptura zakrywającego twarz czternastolatka mogliby zobaczyć jarzące się na czerwono oczy. Obserwował.
I zobaczył dwa obrazy.
Pierwszym była grupa ludzi ukrywająca się między uliczkami pobliskich budynków, szukająca okazji do ucieczki od okradających dom naprzeciwko bandytów. Wyglądało na to jednak, że nie byli do końca pewni gdzie mogą się podziać i jak szukać pomocy - dlatego po prostu ukryli się między beczkami i innymi skrzynkami, starając się nie zostawać na widoku.
Drugim obrazem zaś był Murai. Stojący na ziemi koło dużego placu. I stojący na dachu nad nim Han.

Tajemniczy rudowłosy mężczyzna o złotych oczach nie robił zupełnie nic, jeśli nie licząc samego faktu stania i przyglądania się ruchom Muraia. Co jednak było najzabawniejsze - samo to w zupełności by wystarczyło, by większość ludzi zaczynała odczuwać lekkie problemy z kontrolowaniem swoich zwieraczy. Zwłaszcza, gdy lekko ruszył nadgarstkiem, a solidny obuch przypominający morgenstern nagle się rozłączył na palce. Wielkie, z ostrzami niczym wakizashi zamiast paznokci palce.
Mężczyzna w końcu się uśmiechnął. Zbywająco.
-Właśnie widzę - powiedział kpiącym tonem, przykucając na krawędzi dachu w taki sposób, by Murai mógł lepiej się przyjrzeć jego twarzy o nienaturalnie popękanej skórze. - Kiedy słyszałem o Tobie i przyglądałem się przedstawicielom Krwawego Pokolenia, miałem dosyć duże nadzieje. Oczekiwałem silnych jednostek o możliwościach pozwalających przekroczyć ludzkie słabości.
Westchnął.
-Pomyśleć, że widziałem w Tobie potencjalnego Jeźdźca. Niestety, nie nadałbyś się do tego. Jesteś za słaby.
Ktoś tu widać nie przejmował się konwenansami i próbami bycia uprzejmym. I sądząc z jego wypowiedzi, był on... przywódcą Jeźdźców? Czyżby to był Suzumura? Przecież zupełnie nie wyglądał jak on - był znacznie młodszy, jego rysy twarzy, kolor oczu i włosów... wszystko było inne. A jednak dało się w nim wyczuć podobną aurę zagrożenia jak wtedy, gdy Suzumura zabijał Radnych...
-Nie mam nawet na myśli wyłącznie Twojej siły jako shinobi, bo ta i tak jest lepsza niż w przypadku niektórych, ale wciąż za mała, by konkurować z którymkolwiek z Jeźdźców. Bardziej mi chodzi o Twój charakter. Jesteś... nijaki. Brak w Tobie jakichkolwiek oznak inicjatywy. Nie chcesz niczego robić z własnej woli. Nie walczysz wtedy, gdy spokojnie mógłbyś to robić. Wykonujesz ślepo rozkazy.
Uśmiechnął się. Na swój sposób upiornie i bezdusznie.
-Nie wiesz, kim tak naprawdę jesteś i co powinieneś wnosić do świata. Nie masz żadnego celu w życiu, nie widzisz celu w swoim istnieniu. Jesteś Pusty. Doprawdy, przez przypadek nadano ci doskonały pseudonim.
Zaśmiał się. Następnie usiadł na krawędzi, pocierając swoje pazury o same siebie, wydając z nich metaliczny podźwięk przypominający ostrzenie miecza na osełce.
-Uważasz siebie za istotę ponad ludźmi, podczas gdy oni mogą mieć większą wartość niż Ty. Spójrz mi w oczy i powiedz, że jest inaczej. Potrafisz?

A w tym samym czasie Yuji, będąc świadkiem siły posiadanej przez lidera Rodu Sabaku, postanowił dokonać najbardziej sensownej i trzeźwej oceny sytuacji i wykonać najlepszy dostępny ruch. Zwany profesjonalnie taktycznym odwrotem na z góry upatrzone pozycje. A mówiąc potocznie - zaczął spierdalać tak szybko, na ile mu tylko pozwalały nogi. I technika. Przemieszczał się pod powłokami ziemi, starając się odnaleźć jakąś przestrzeń na której będzie wreszcie bezpieczny od szarżującego na niego Jou Sabaku. Lider dalej unosił się na piaskowej chmurce, trzymając w dłoni piaskową włócznię, i rozglądał się uważnie swoim jedynym okiem, pragnąc znaleźć ukrywającego się Sagę.
-Pokaż się, śmieciu! Udowodnij, że masz jakiekolwiek resztki charakteru!
... nie wyglądało jednak na to, żeby Yuji zamierzał pokazać "resztki charakteru". Uciekał. Byle jak najdalej od rozsierdzonego rudowłosego. Mężczyzna jednak w końcu spojrzał gdzieś w bok, widząc coś co go zaintrygowało, i ruszył w kierunku jednego z dachów. Na którym dało się zobaczyć młodą kobietę o czarnych włosach, widocznie zwichrowaną i z podartymi szatami. Na jej ciele dało się zobaczyć rany i obicia, na policzkach ślady łez, ale oprócz tego nie wyglądało na to by wydarzyło się jej coś groźnego.
To krótkie odwrócenie uwagi dało Yujiemu szansę na wejście za pomocą techniki Dotonu do czegoś, co wyglądało jak piwnica jednego z domów. W środku chyba nie było już nikogo, ale pomieszczenie i tak wyglądało na wyczyszczone w dużym pośpiechu. Rozwalone beczki i skrzynki, wszędobylski rozsypany ryż, rozrzucone węgiel i drewno, jakieś materiały, przedmioty o symbolicznej wartości... kompletny chaos.
A na górze dało się usłyszeć jakieś głosy. Trzy głosy ze słyszalnym przerażeniem w tonie, oraz kilka wyrażających pewność siebie. Rechoty. Płacz. Dźwięki uderzeń. No no.


Czas do 5:45, wtorek 5 czerwca.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 765
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Numa » 3 cze 2018, o 17:27

Numa dostrzegł trochę z tego co dzieje się w okolicy sprawiło to że miał zastrzyk informacji który mógł coś zmienić w tej niewątpliwie nieciekawej stypulacji. Gdyby zabić Hana ? Nie to niewykonalne nie dla niego. Nawet wiedząc że był nieco zdezorientowany jego zniknięciem które mogło świadczyć o braku wyrafinowanych zdolności sensorycznych. które umożliwiały atak z zaskoczenia To Numa wiedział że jest zbyt słaby. Han uniknął by prawdopodobnie jego technik jeśli nie po prostu przyjął na klatę bez uszkodzeń. Musiał by zaatakować jak Kabuto na co nie było go stać. A to było wątpliwe. Dodatkowo dostrzegł jakąś grupę ludzi która utknęła między beczkami w obawie przed rozbójnikami. Sprawiło to że wyłączył dou wiedział na razie wystarczająco. I musiał oszczędzać chakrę. Podniósł rękę wskazując prosto na ludzi którzy utknęli w między beczkami kryjąc się. - Tam! są Ludzie którzy boją się tamtych bandytów. (jeśli to jakiś głębszy budynek to tłumaczy który w podobnym stylu) - Przechylił rękę pokazując strażnikom gdzie kryją się bandyci. - To wasze miasto i tam są ludzie którzy potrzebują waszej pomocy. Wasza decyzja. - Następnie odwrócił się i wykrzyczał w kierunku wnętrza szpitala. - Wiem gdzie jest Han ! Jest obok tego którego wysłaliście na zwiad ! Rozmawia z nim niedaleko placu na końcu tej drogi, jeśli chcecie dalej liczyć na to że rozgrywający ten zamach pozwolą wam przeżyć czekajcie dalej w tym szpitalu ! To wasza decyzja, ja za was nie będę żył. - Po czym Numa spokojnie ruszył przysuwając się w kierunku tego miejsca.
Nadal czuł spore wątpliwości aż lekko się trząsł. Jednak z tego co rozumiał ten zwiadowca był silny, jeśli to była prawda podczas walki Hana z nim mógł chociaż pomóc w swoim stylu nie wystawiając się na śmierć. Z drugiej strony znów ryzykował. Dlaczego zaiste ie cierpiał być trybikiem, choć w pewien sposób wpasował się w machinę tylko czy ma ona szanse na walkę z tym przeciwnikiem. W każdym razie bezdomny znał ryzyko aż nadto więc trochę więcej nie było czymś nowym. Zginąć można wszędzie, choćby z głodu błądząc gdzieś w górach po upadku z wysokości. Tak mógł chociaż postawić na swoim. Poczuć że coś znaczy. Może to właśnie o to chodziło. A może Numa przez to wszystko miał już objawy uzależnienia od adrenaliny ? Cholera wie. Dlaczego wyłączył dou swoista oszczędność chakry. Już raz przepił całą a to sprawiło że był w marnej sytuacji. Numa też nie wiedział że białooczny mógł potwierdzić jego słowa aktywując na chwilę swoje dou. Dlatego nie liczył na cudowne wsparcie. W końcu był bezdomnym który nawet się nie przedstawił. Na razie starał się po prostu zakraść bliżej nie wychylając zaa budynku. Nasłuchać co tam się dzieje.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
- Myśli Numy -
- Słowa Numy -
Kod: Zaznacz cały
[color=#BF8040][b] —  — [/b][/color]

Obrazek


Nie odpowiadam przed żadną władzą.
Oraz mogę mówić i robić co mi się żywnie podoba.
Bez ponoszenia żadnych konsekwencji !
Nie posiadam siły, wpływów czy pieniędzy.
Mało, nie mam nawet pracy.
Jestem Bezdomnym !


Spoiler: pokaż
Avatar użytkownika

Numa
 
Posty: 618
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 11:12
Wiek postaci: 16
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Brązowooki chłopak, rasy białej. Posiada ciemnobrązowe włosy.
Widoczny ekwipunek: -Hełm zakrywający twarz pozostawiający jedynie małą szczelinę na jego oczy.
-Czarny płaszcz z kapturem.
Link do KP: viewtopic.php?p=79250#p79250
GG: 37827204
Multikonta: Ni ma

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Hitsukejin Shiga » 4 cze 2018, o 01:04

Soundtrack do posta


"Wyznawcy Jashina bywają doskonałymi medykami". "Mają kontrolę nad swoim ciałem i doskonałą wiedze o nim". "Kultyści wykorzystują to do najgorszych możliwych celów".
To była pierwsza odpowiedź Hanzou na wątpliwości Shigi. Który to od razu sobie ją podzielił w głowie na trzy równe częśći. No, mniej więcej równe. Bo w sumie to czuł zajebistą karuzelę na to, co usłyszał, emocjonalną ma się rozumieć.
Najpierw coś, co możnaby niby uznać za pochwałę dla jego braci, potem fajny wymądrzający się komentarz jakby wiedział o jashinistach więcej niż jashinista, a na końcu jacy to ci kultyści jednak są źli. I wrzucenie Shigi do jednego wora razem z nimi. Czyli możesz pomagać, niby jesteś dobry, ale tak czy tak jesteś tylko jashinistą wrzodem na dupie i nie wyobrażaj sobie za wiele. A dalszą część wypowiedzi medyka to Shiga ledwo zniósł, bo był o krok od zwymiotowania na Chise. Nie ma nic gorszego niż takie pierdolenie po próżnicy pełne nic nie przynoszących nikomu, bezwartościowych frazesików i steków bzdur. Te pierdolenie o tym, że znajomość słabości to motor napędowy, walka, naprawianie tego co się zrobiło... Co ma zrobić Shiga? Iść napierdolić Hanowi? Gdyby tylko miał dość sił i nie został wymazany skinięciem palca to już by gnał do Hana. Ale nie, niestety stety tak nie było i to byłaby bardzo szybka śmierć. Shiga to wiedział, Han to wiedział, wszyscy to wiedzieli. Dlatego takie pierdolenie o tym, że bla bla jak znasz swoją słabość to zmienisz ją w silną stronę... Nie.

Shiga próbował coraz to być mocniejszym. Chciał być potężny, móc pomagać Chise, móc być wreszcie kimś. Wreszcie przestać być robakiem i bezwartościowym popychadłem dla wszystkich. Nikt nigdy go nie szanował, od początku do końca wszyscy widzieli w nim śmiecia - czy to przez to jak wyglądał, skąd pochodził i jego historię czy to kim był aktualnie. Dla nich wszystkich z różnych powodów był równie wartościowy co karaluch. Mnich chciał to zmienić, ale po prostu coś nie szło.
Kiedy Sau, do którego Shiga podszedł po wysłuchaniu Hanzou, nie uścisnął wyciągniętej ręki, mnich uśmiechnął się od ucha do ucha szeroko swoimi stalowymi ząbkami popisując się wszem i wobec.
-A ja myślałem, że już sobie wybaczyliśmy wszelkie dzielące nas różnice. To, że niektórzy z nas to żądne krwi potwory mordujące niewinnych, których lider to najgorsza bestia jaką nosiła ziemia... A ci drudzy to moi bracia, Jashiniści.- Wybuchnął śmiechem i odszedł od mężczyzny, nie uznając go za godnego ani jednego spojrzenia więcej. Kolejny który potraktował go jak robaka. Zadziwiające czy nie, wszyscy którzy kiedykolwiek potraktowali Shigę jak robala bez wartości w końcu ginęli. Tak będzie i tym razem. Dla Sau był śmieciem niegodnym uściśnięcia ręki, mimo wielu bardzo kluczowych i cennych informacji jakich im doatarczył. Bardzo dobrze. Właśnie stracili sprzymierzeńca.

Shiga wrócił do Chise która zakończyła proces leczenia z Hanzou całkowicie i powoli dochodziła do Siebie.
-Shiga gdzie są moje miecze? - Powtórzył prawie bezgłośnie, poruszając ustami jak ryba wyciągnięta z wody. To pytanie uderzyło w niego jak młot w dzwon, rozbrzmiewając wielkim echem które wstrząsnęło każdą komórką jego ciała.
-Żadnego "Dziękuje, kochanie, że porzuciłeś szansę na potęgę o której marzyłeś by mnie ratować". Żadnego "Jestem ci wdzięczna, że schowałeś godność do kieszeni i byłeś gotów na pakt z diabłem byle moje życie nie było zagrożone, a kiedy ja sama nawkładałam antykreatorowi jakby był dziwką z portu wziąłeś mnie na plecy i zaniosłeś do szpitala gdzie uratowano mi życie"? Nic? Nic? Pierwsze pytanie to pytanie o miecze? Może jeszcze opierdol, że ICH NIE MA? Nieważne, że po drodze pokonaliśmy ciało jeżdzca antykreatora, czy to, że zapewniłem ci przeżycie, aż tutaj, a byłem atakowany przez zdrajców, a sojusznicy patrzyli na mnie jak zawsze patrzą na mnie ludzie, jak na śmiecia? - Shiga odchylił głowę do tyłu, nabrał powietrza mocno w płuca, biorąc baaaaaardzo głęboki wdech.
-Chiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiise. Wiesz gdzie są twoje miecze? W tym samym miejscu gdzie straciłem godność, szansę zostania potężnym i wiarę w to, że kiedykolwiek będę tak potężny, że zasługujący aż na szacunek. Idę po nie. Jak ktoś za mną pójdzie to dostaje z kuszy w ryj. - Spojrzał na koniec wypowiedzi bardzo sugestywnie na Sau - A może godność straciłem dopiero tutaj, gdzie za cenne informacje nawet mi ręki nie chcą podać bo jestem tym obrzydliwym jashinistą. -Warknął na całe gardło do wszystkich i jak burza wyleciał ze szpitala, kierując się... spowrotem. Ale kto by chciał za nim pójść?

Jasne, nikt za nim nie pójdzie. Jest robakiem. Śmieciem Jashinistą. Jeśli pomaga i zabija tych złych to zasługuje na jakiś szczątkowy szacunek. Ale jeśli zdechnie to nawet lepiej. A Shiga myślał, że sława jaką zdobył na hanamurze, globalna sława czyniąca go rozpoznawalnym, sprawi, że ludzie przestaną dostrzegać w nim tylko jashinistę, a co za tym idzie najgorsze ścierwo. Błąd.

Shiga kieruje się na klif, odpalając magiczną technikę do chodzenia jak pajonk janusz, a po klifie na mur, a po murze na pieprzony plac po pieprzone miecze w liczbie pieprzonych siedmiu sztuk. Pieprzone miecze pieprzenia plus pięć punktów do pieprzenia.
Taktyka i plan jest prosty - zerwać się na plac, nie pędem, ale szybko i odzyskać miecze z błota w którym zostały przez wszystkich porzucone. Po drodze, jeśli to w ógole możliwe, regenerować czakrę. A jeśli pojawi się jakieś zagrożenie, to cóż... kusza z notką czeka na walkę.

Co do strony emocji... Czy Shiga był wściekły? Nie. Shiga czuł się zawiedziony przez Chise, przez Liderów, przez Radę i przez Sau. Czuł się gorszy, czuł się wyobcowany, wykluczony i pominięty. Marzył, że będzie bohaterem.

Pomógł pokonać ciało jeźdzca. - Miał być potężnym bohaterem, a został utrapieniem które można wyzywać od idiotów bezkarnie.

Dostarczył Chise i przeżył starcie z jeźdzcami i Hanem - Miał być bohaterem, ratującym potrzebujących jak superbohater, a został niepotrzebnym dodatkiem do całej grupy i kimś, kto w sumie chuj, że przezył, ale bez żalu jakby zdechł.

Miał być kimś, a właśnie wszyscy, po obu stronach barykady, uświadomili mu, że jest nikim.

Smutek zostaje tylko. I trochę złości jest.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Mnisia aura.
Spoiler: pokaż

Nazwa
Katon: Shuujitsu Reiki

Dziedzina
Techniki żywiołowe, Katon

Ranga
E - Technika Fabularna

Pieczęci
Smok

Zasięg
Bezpośredni

Koszt D: 5% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: Niezauważalny (Koszt jednorazowy na trzy tury, użyć ponownie)

Dodatkowe
Kontrola czakry D

Opis Użytkownik poprzez skupienie koncentruje ognistą czakrę w swoich dłoniach po czym przesuwając nimi od głowy w dół rozprowadza ją dookoła swojego ciele. Powietrze maksymalnie dwadzieścia pięć centymetrów wokół użytkownika (jeśli kogoś mocno obejmujemy to także jest w tej strefie ciepła.) jest ogrzewane do komfortowej temperatury dwudziestu kilku stopni, przez co nawet w zimie utrzymuje się w ten sposób aura ciepła nie pozwalająca zmarznąć. Nie są ogrzewane osoby czy przedmioty, a powietrze, co tworzy swoisty koc grzewczy odcinający od chłodu. Ogrzewanie powietrza poprzez korzystanie ognistej czakry, takiej samej jak przy Yakitsuku Daichi powoduje, że unoszą się dookoła malutkie, niegroźne ogniki-popiołki o temperaturze maksymalnie czterdziestu stopni. Kontakt z popiołkami to jak "kropla ciepła" spadająca na skórę, jest to przyjemne uczucie. Popiołki unoszą sie w strefie oddziaływania temperatury.
Ogrzanie i różnica temperatur do ok. 15 stopni nie jest tak męcząca dla czakroobiegu, inaczej niźli gdy jest to różnica ok. 30 stopni co jest już nieco bardziej męczące i wymaga podwójnego kosztu za podtrzymanie.

Jest to technika podtrzymywana, nie można używać podczas jej żadnej innej techniki podtrzymywanej gdyż to zburzy harmonijny przepływ niezbędny do działania tejże techniki. Powstała aura nie może być wykorzystana w innych technikach ani nijak wzmocniona by zmienić jej efekt.

Link do tematu postaci
KLIK!

Piękne ząbki Shigi.
Spoiler: pokaż

Nazwa
Sumairu + Kiba

Typ
Unikat/Broń

Opis Sumairu oraz Kiba to dwa oddzielne przedmioty, a raczej zestawy przedmiotów łączące się w jedną upiorną całość. Po rozcięciu swoich policzków i ust, poszerzając uśmiech niczym przy "uśmiechu kota Cheshire", użytkownik Sumaire zakłada sobie dwie trójkątne nakładki z nierdzewiejącego metalu w które wchodzi rozdarta skóra - taki separator w postaci ruchomych metalowych łuków nie pozwala skórze się zregenerować i policzkom zrosnąć, zostawiając użytkownikowi niesamowicie wielki i szeroki uśmiech (który jednak nie odsłania zębów, jeśli mamy zamknięte usta - uśmiech jest po prostu znacznie dłuższy wtedy niż u normalnych śmiertelników), co przy okazji pozwala znacznie szerzej otwierać usta. Kiba to para szczęk, dolna i górna, składające się z takich samych pod względem ilości zębów co normalne ludzkie, jednak te zęby są wykonane z nierdzewiejącego metalu i mają bardzo ostre, spiczaste kształty niczym kły zwierzęcia lub potwora, co pozwala z łatwością szarpać oraz rwać mięso i cieńsze materiały. Zęby niestety muszą być wyrywane jeden po jednym, a potem kły wkręcane na śrubach w mięso jedno po drugim. Na dziąsłach na stałe zostają zamontowane metalowe okowy w formie gwintowanego otworu na wkręcenie kła, ale także pełniące role stopera powstrzymującego odrost zwykłego zęba.

Właściwości Sumairu zwiększa możliwości rozwarcia ust, co pozwala na większe i głębsze ugryzienia, Kiba pozwala wyrywać i rwać gryziony materiał ze względu na ostrość kłów i ich twardość.

Dodatkowe Aby poprawnie wykorzystać Sumairu oraz Kibę użytkownik musi posiadać iryojutsu lub regenerację pozwalającą na bardzo sprawne zregenerowanie tkanek do wsadzonych łuków Sumairu oraz do zregenerowania dziąseł by Kiba były w stu-procentach użyteczne.

Wytrzymałość
100 punktów

Zdobycie
500 ryou + misja C na "zamontowanie".

Link do tematu postaci
KLIK!


Nazwa
Suiseki - Krzesiwo

Typ
Dodatek

Opis Suiseki to nic innego jak specjalny kieł/ząbek który montuje się zamiast zwykłego stalowego kła do istniejącej już, zamontowanej w szczęce szyny z otworami - do gotowego produktu Kiba. Suiseki jest stworzony z magnezu który uderzając o zwykły metal - pocierając, uderzając i tak dalej, wystarczy kłapnięcie zębami - krzesi dużą ilość iskier co pozwala podpalać łatwopalne płyny/gazy jeśli te są w zasięgu do 25 cm od ust użytkownika krzeszącego iskry.

Zdobycie
300 za sztukę.

Link do tematu postaci
KLIK!

Obrazek
Głos Shigi
Czy wiara zostanie nagrodzona gdy mój czas dobiegnie końca?
Czy przegapię ostatnie ostrzeżenie przez kłamstwo, którym żyję?
Czy jest tam ktokolwiek? Przecież wiem, że dusza istnieje.
I nie jestem godzien, nie jestem godzien abyś przyszedł.

Jeśli mimo wszystko jesteś przy mnie, dlaczego milczysz Panie?
Jeśli trwasz przy mnie w każdej chwili, dlaczego nie czuję Twej obecności?
Bądź przy mnie, nie pozwól mi odejść, inaczej pozostanie jedynie nicość.

Czy ogarnie mnie ciemność, gdy zacznie brakować tchu?
Czy może pociągnie mnie światłość, ku swej wiecznej chwale?
Nawiedzają mnie głosy, mówiące, że nie ma czego się lękać.
I wciąż Cię wołam, wciąż Cię wołam Panie!

Dlaczego milczysz Panie? Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Inaczej pozostanie jedynie nicość. Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Nim Raj obróci się w pył, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona.
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Antybohater
 
Posty: 2610
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Strój składa się z czarnego montsuki i juban, skórzanego ciemnego haorihomo, bordowego date-eri i o śnieżnym haori. Sam Shiga jest niepokojący, wygląda na kogoś nawiedzonego, mnicha lub kultystę, ze względu na elegancki i bojowy ubiór i bijąca aurę.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach. Kij od włóczni w ręku. Na ręku rękawica z kuszą.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Murai » 4 cze 2018, o 19:39

Zagrożenie. Wszystko w tym człowieku wręcz krzyczało "zagrożenie". Skóra, oczy, całe ciało. A także aspekty psychiczny. Presja, którą wywierał na Muraiu. Świadomość upływającego czasu, wizja praktycznie natychmiastowej śmierci. Stał przed potężnym przeciwnikiem, zbyt potężnym by w jakikolwiek sposób mógł z nim walczyć jak równy z równym. Więc skoro jeden z jego największych atutów, umiejętności czysto bojowe, był całkowicie bezużyteczny, to na czym musiał polegać? Na sprycie. Inteligencji. Możliwościach oszukania przeciwnika. Miał ku temu duże pole do popisu. Ale potrzebował więcej informacji. Czego po nim oczekiwano? Kim dokładnie był ten człowiek? Ogrom pytań, ale bez odpowiedzi. Dlatego też Murai ciągnął rozmowę, mając nadzieję na uzyskanie wartościowych informacji. Potrzebował wiedzieć, w jak głębokie bagno wdepnął. I w jaki sposób najlepiej z niego wyjść. Zdeformowana kończyna mężczyzny poruszyła się, zmieniając w zwykłą rękę. Jego powiązania z Jugo były jak najbardziej rzeczywiste w tym momencie. Ale kiedy zaczął mówić, wyjawiając kolejne informacje, w głowie Kakuzu pojawił się zamęt. Szufladkowanie informacji, łączenie elementów układanki z fragmentami wcześniej usłyszanych rozmów. Murai unikał chaosu, chłonął wszystko miarowo i spokojnie. Ale w tym momencie spokój był wyłącznie zasługą jego ułomności emocjonalnej. Tylko i wyłącznie.
Jeźdźcy. On go im przedstawił, jego relacje z nimi nadal nie były wystarczająco jasne. Był pod nimi, jednym z ich podwładnych? Stał na równi z nimi? A może to on był ich dowódcą? Czy właśnie przed nim stał Antykreator? Na pewno był kimś innym niż mężczyzna który zapoczątkował cały ten chaos. Po stylu jego wypowiedzi można było odnieść wrażenie, że stawia siebie wyżej. Jak gdyby on decydował o kolejnym Jeźdźcu. Ogrom dziwnych myśli i wniosków dosłownie bombardował jego głowę. On Jeźdźcem? Szukać jednostek które przekraczały ludzkie słabości? Czyż nie taki był Kakuzu? Silny, bez uczuć, doskonalszy od reszty ludzi opierających się na emocjach i nielogicznych osądach? Był zbyt słaby. Ale sposób jego słabości, wyjaśniony przez mężczyznę, uderzył go mocno. Głęboko w jego samo jestestwo.
Nijaki... Nijaki? Był przecież kimś. Wartościowym członkiem społeczeństwa. Złożonego co prawda z podrzędnych ludzkich jednostek, ale jednak. Był jednym z silniejszych Ninja, stał ponad wieloma, wieloma ludźmi. I on był za słaby? Pod względem fizycznym tak, doświadczył ogromnej przewagi mężczyzny, ogromnej przewagi Wojny, nad nim samym. Temu nie dało się zaprzeczyć. Ale to, z czego był tak dumny. Co uważał za swoją największą zaletę, największy atut. Samo sedno jego egzystencji. Brak uczuć. Wykonywanie rozkazów. Brak inicjatywy. Nijakość... Słowa mężczyzny działały niczym potężne Genjutsu, uderzające prosto w jego głowę. Nie wiedział, co myśleć. Gdzieś z tyłu przewijały się stłamszone jego mocą protesty. Był kimś. Był lepszy niż ludzie. Był szkolony na perfekcyjnego zabójcę bez własnej woli, ale posiada ją i używa swoich umiejętności do własnych celów. Celów? Jak to nie ma celu? Przecież chce siły. Zdobyć ją, podporządkować. Być silniejszym z dnia na dzień. By bronić swojej wolności, by móc całkowicie niezależnie egzystować na tym świecie. Dlatego też podejmował interakcje z ludźmi. Żeby ich lepsze zrozumienie pozwoliło mu na lepszą manipulację nimi. Ale wtedy kolejny raz go uderzyło. Przez najgorszą rzecz, jaka mogła go uderzyć - wniosek wysunięty samodzielnie.
Ale co po tym? Co po tym jak osiągnie owy cel? Kiedy stanie się na tyle potężny, że nikt nie będzie mógł go tknąć? Co wtedy? Czy znajdzie sobie inną aspirację? Czy jego egzystencja faktycznie była pusta? Dotychczas myślał o tym słowie jako o braku uczuć. Ale teraz... ono dotyczyło go całego? Mężczyzna zasiał w nim ziarno zwątpienia w siebie samego, w cel swojego istnienia. I bezlitośnie wbijał w Muraia kolejne argumenty, niczym włócznie które przebijały jego ciało. Unieruchamiały, nie pozwalały na nic. Jedynie stanie i myślenie. Nie ruszał oczyma, nie poruszał mackami. Niczym kamienny posąg na środku fontanny. Czy w takim stanie był w stanie powiedzieć, że jest lepszy od ludzi, bardziej wartościowy? Jugo uderzył w jedyny punkt jego psychiki, który miał prawo jakkolwiek zadziałać. O którym sam Kakuzu nie miał pojęcia. Jego, prawdopodobnie, największa luka.
- Mogą... - odpowiedział powoli. Słowa ledwo wydostawały się z jego ust. Sparaliżowane nie strachem, ale świadomością tego, że jego słowa mogą być jedynie ukryciem jego prawdziwych przemyśleń. Prawdziwych efektów wywartych na nim przez mężczyznę - ... do czasu. Prześcignę tych, którzy są nade mną, nielicznych ludzi którzy reprezentują więcej niż ja. Każdego prześcignę, to jedynie kwestia czasu. Sama moja egzystencja na tym polega. Na parciu do przodu i na zdobywaniu siły. I tymczasowym uginaniem się przed tymi, którzy mają jej więcej ode mnie. - odpowiedział, zyskując na pewności siebie z każdym kolejnym słowem. Może i mężczyzna był w stanie podważyć jego tok rozumowania. Możliwe nawet, że jego słowa będą mieć realny wpływ na jego dalsze poczynania, dalsze postrzeganie siebie i innych. Ale w tym momencie Murai stał przed największym z dotychczasowych wyzwań. Nikt nie udowodnił mu, że może się mylić. Kiedykolwiek. A teraz, ten osobnik był tego bardzo bliski. Nie mógł się złamać pod naporem jego słów. Nawet, jeśli jego odpowiedź mogła sprowadzić na niego kłopoty. To był cel nadrzędny - obrona swoich racji.
- Kiedy uciekłem, mogłem żyć jak wcześniej. Jak bezrozumne narzędzie do wykonywania poleceń. Ale obudziły się we mnie nieplanowane przez nich cechy. Wyższość nad innymi. Pragnienie zdobywania wiedzy. Pedantyczność. Nawet jeśli są to małe rzeczy, to ich istnienie jest dowodem że jestem jakiś. Że nie wykonuję poleceń dla samego faktu wykonywania poleceń. Że podejmuję decyzje w oparciu o swój logiczny osąd. To, że nie zdecydowałem się na atak na przeciwnika o nieznanej sile, nie znaczyło że nie podejmuję inicjatywy. Moją inicjatywą było zebranie informacji i wtedy dopiero zadecydowanie o dalszych krokach. - odpowiedział. Wyprostował się, nie kuląc się już w pozycji bojowej. Nadal nie był w stanie go zaatakować. Ale ten drobny pozornie gest miał pokazać rozmówcy, że pewność jego słów jest tutaj. Że kładzie na szali cały sens swojej egzystencji, tylko po to żeby obronić swoje racje i przekonania. Takie zachowanie było niesamowicie... ludzkie, z braku innego słowa. Korzenie się albo milczenie, zaakceptowanie faktu. To byłyby równie logiczne reakcje. Ale wybrał tą. W której, nawet jeśli ryzykował bezpośrednio swoje życie, był w stanie zachować swoje dotychczasowe poglądy, pierwszy raz od samego początku wystawione na tak mocną presję.


Spoiler: pokaż
Czy jest sens wstawiania czegokolwiek, skoro to Antykreator? Oczywiście nie, aczkolwiek wstawię tak czy siak.


ZDOLNOŚCI


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Dwie kabury na broń (lewe i prawe udo)
- 2 tonfy obwinięte bandażami (przy pasie)
- Wachlarz na plecach (zwinięty)


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1872
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 26
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion. Dwa duże szwy wychodzące od kącików ust przez całe policzki. Zazwyczaj obojętny wyraz twarzy.
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Yuji Saga » 4 cze 2018, o 19:58

Ten facet na serio się zdenerwował. Co jak co, ale to było widać, a najbardziej słychać. Rzucił dość głośno, że mam się pokazać, jeżeli mam resztki charakteru. Ja tylko miałem takie słowa w głowie. No chyba Cie pojebało. Nie jestem skończonym idiotom, by się na to nabrać. Jako Wyższa istota wybieram sobie moment kiedy chce wyjść na widok, a kiedy nie chcę. Mogą gadać co chcą, te nędzne robaki. No chociaż ten człowiek nie był nim, on był bliżej by stać się o poziom więcej niż Shinobim. Dlatego szanuje go za siłę jaką dysponuję. Lecz chyba dużo nie zrobił, po prostu walczył, a mógł dużo zdziałać na początku tych wydarzeń. Szkoda, no ale co zrobimy, jego decyzją by uciec w środek miasta, kiedy to wszystko się rozkręcało.
Uciekałem dalej. Nie zamierzałem się z tym gościem dalej bawić, o nie! Musze wytrwać do końca tego całego wydarzenia, więc nie dam się już tutaj pokonać, by ktoś mnie okradł albo zlitował się nade mną i uratował. Oj nie! Tak się nie dam. Przeżyje wszystko oraz zrobię jeszcze większy chaos!
-Pokaże wam co mogę zrobić. Pokaże wam moja boskość.- rzuciłem to do siebie pod nosem, jakbym się motywował do dalszych działań pod ziemią oraz tym mieście śmierci.
Dotarłem do piwnicy. Dokładnie tak. Kopałem tak i kopałem, aż zrobiłem dziurę w piwnicy jakiegoś domu. Niespodziewane. Myślałem, że będę tak szedł niczym krecik pod ziemia przez długi okres czasu, aż dojdę do obrzeży miasta i tam zrobię sobie przerwę. No widać, ze uda mi się zrobić przerwę dużo szybciej niż przewidywałem.
Rozejrzałem się zadowolony po całym pomieszczeniu. No zwykła piwnica, tylko wysprzątana z wszystkich wartościowych rzeczy, a te które na nic się nie nadawały to zostały tutaj rzucone. Ciekawsze rzeczy działy się na górze. Dramat po prostu. Trzy osoby, które są katowane przez jakich oprychów. Nic dziwnego. Wielu przy takich wydarzeniach próbuje się wzbogacić, zdobyc coś, zabawić i takie tam. Tez tak robię. Pochwalam takie ich działanie. Nic mnie nie ruszyło, że tam jakiś niewinnych torturują. Niedawno doprowadziłem do śmierci innych cywili, którzy ukrywali się możliwe, że w podobnym budynku.
Westchnąłem cicho. Nie zamierzałem nic z tym robić, jak na ten moment. Teraz trzeba było zająć się ręką, bo to ona jest w najgorszym stanie, gorszym niż to całe miasto! Moje ręką została nie natrualnie wykrzywiona przez piaskowego wojownika. Spróbowałem ją zbadać. Po prostu wiedzieć w jakim dokładnie jest stanie. Czy kości pękły, czy mam jakąś otwartą ranę, cokolwiek. Chce wiedzieć o moim stanie drogi Doktorze! Powiedz mi czy dam radę to przeżyć! Mam kredyt do spłacenia u NESa! No nic, zdjąłem plecak. Tak, mam plecak, a w nim przybory szkolne. Nie no, żartuje, mam parę moich prywatnych rzeczy. Wyjmuje z niego po cichu bandaż, urywam gdzieś koło dwa metry i zaczynam zabawę. Po oszacowaniu stanu mojej ręki. Jeżeli po prostu wykrzywiona w nienaturalny sposób i boli, jak próbuje się ją choć minimalnie nastawić, to musze ja jakoś unieruchomić. Dlatego próbuje przywiązać bandażem rękę do piersi, tak przez szyje i takie tam. Chyba wiadomo oco mi chodzi. Próbuję prowizorycznie zrobić to tak, jak czasami robia z złamanymi rękami. Robię takie nosidełko bandażem, które jest obwieszczone przez szyje i w nim leży ręką przytulona do piersi. By nie latałą na boki, nie przeszkadzała, albo bym przez przypadek nie zrobił sobie większej krzywdy.
Po takim procesie, to zostaje mi nic innego, jak usiąść przy dziurze którą zrobiłem. Nie zamierzałem ingerować w przyjęcie na górze. Z paru powodów. Nie obchodzi mnie czy umrą tamci czy kolejni. Musze oszczędzać siłę, a do tego zregenerować się. Trochę się nabiegałem, pomęczyłem się i takie tam. Chwila odpoczynku może mi w czymś pomoże. Ostatnim ale najważniejszym argumentem, by nic wielkiego nie robić, to jest to, że daleko nie odszedłem od miejsca gdzie powinien znajdować się wyginać rąk, wiec jeżeli będzie słuchać tutaj jakąś walkę może się od razu tutaj skierować i może być przez to nieciekawie.
Dlatego po cichu siadam przy dziurze w piwnicy. Próbuję zregenerować siły oraz chakre, chociaż minimalnie. No i gotuję się do ucieczki. Jakby mnie odnaleźli to uciekam znowu w ziemię, przez ten tunel co zrobiłem. Albo jeżeli by ktoś wyszedł z MOJEGO TUNELU! To ja wychodzę z piwnicy przez wejście na górę, jak najszybciej.



Wybacz, ze tak krótko i słabo. Ale jestem zmęczony, caly dzien uczelnia i sprawy zwiazane z nią.
Techniki!
Spoiler: pokaż
Tutaj nie ma! HA!


Staty:
Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:

SIŁA 41
WYTRZYMAŁOŚĆ 50
SZYBKOŚĆ 81
PERCEPCJA 49
PSYCHIKA 1
KONSEKWENCJA 1

SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 222
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 105%
Chakra: 50% - 5% = 45%


Ekwipunek: (Tylko bez zmian w pojemności, bo aktualizacja wbiła kiedy już event był
Spoiler: pokaż
Torba [68/70] :
  • 8x Kunaie
  • 2x Granat Dymny
  • Pigułka ze skrzepniętą krwią

Plecak [25/210]:

  • Bandaże 4 metry
  • Rękawiczki zwykłe

  • Ołówek

  • Czerwony Notes

  • Lusterko
Yuji Saga
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Shigemi » 4 cze 2018, o 20:36

Działo się tutaj całkiem sporo przez tę chwilę. Przyjąłem od Nikusui pigułkę oraz kawałek bandaża. Zawsze przyda się trochę czystej dzianiny, kiedy zacznie robić się gorąco. Skinąłem głową w podziękowaniu, a następnie rozejrzałem się. Powoli zbierałem siły i coraz lepiej mi szło poruszanie rannymi częściami ciała. Westchnąłem cicho, zbieraliśmy się tutaj, było nas na prawdę niewielu w porównaniu do ilości osób czekających na ogłoszenie waznej informacji przez radę. To było tak odległe i tak nieistotne, że aż niemożliwe, że w ogóle się wydarzyło. Westchnąłem po raz kolejny i wsłuchałem sie w kolejne słowa to jednych to drugich, jednak nie było w nich nic aż takiego super nowego, oprócz informacji o technice zmiany ciała oraz tym, że sam Antykreator chodzi sobie po tym mieście. Zmroziło mi to krew w żyłach, przełknąłem ślinę, jednak to był dopiero początek rewelacji. Chłopak, który poszedł w stronę strażników zaczałopowiadać dziwne rzeczy o zlokalizowanych niedaleko ludziach czekających na ratunek. Skąd Ty do cholery o nich wiesz? zastanowiłem się i w tym momencie chłopak odwrócił się, świecąc na czerwono oczami spod kaptura no nieźle, kolejny z ciekawymi patrzałkami - westchnąłem cicho po czym zwóricłem się w stronę Nikusui.
- No to mamy dylemat, pozostawienie go samemu sobie oznacza najpewniej jego śmierć, pójście tam zapewne oznacza trochę więcej trupów, co sugerujesz Nikusui-chan? - zadałem pytanie i poprawiłem swój ubiór, który się trochę podziurawił od lodu, dając sugestię niewerbalną, że chyba bym się przeszedł chociaż go zobaczyć, ot taka wycieczka, być może ostatnia.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
5x kunai, 5x shuriken, przypięte do pasa wakizashi
Obrazek
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):

kabura 2x jedno i drugie udo w każdej 2x kunai, 2x shuriken
torba 1x biodro:
1x kunai, 1xshuriken
bandaż 5m
bojowa pigułka x1
pigułka z krwią x1
płaszcz
żyłka 5m
2x wybuchowa notka
2x dymna bombka

Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: Ranton
NATURA CHAKRY: Raiton
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
Wrodzona -
Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
SIŁA 18
WYTRZYMAŁOŚĆ 25
SZYBKOŚĆ 50
PERCEPCJA 14
PSYCHIKA 5
KONSEKWENCJA10
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 107
KONTROLA CHAKRY D
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 102%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
NINJUTSU
GENJUTSU
STYLE WALKI 0 (dziedzina E)
---
---
---
ELEMENTARNE
SUITON D
RAITON D
RANTON B
JUTSU:
[E]Henge no Jutsu
[E]Kai
[E]Kawarimi no Jutsu
[E]Kinobori no Waza
[E]Suimen Hoko no Waza
[E]Nawanuke no Jutsu
[D]]Raiton: Dendō Hando
[D]Raiton: Hiraishin
[D]Suiton: Kirigakure no Jutsu
[D]Suiton: Mizu Kawarimi
[D]Suiton: Mizutetsu no Jutsu
[D]Ranton no Jutsu: Reberu Di
[C]Ranton no Jutsu: Reberu Shi
[B|Ranton no Jutsu: Reberu Bi
[B|Ranton: Raiunkōha
Chakra 92%

Spoiler: pokaż

Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>
Shigemi
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Chise » 4 cze 2018, o 21:24

Wyjaśnienia były dość mętne.. Nje. Raczej po prostu skąpe. Nie mówiły o niczym konkretnym. To, że oberwała, mogła wywnioskować po bólu. To, że była w czymś rodzaju szpitala także zdążyła się domyślić, jednak informacja o tym, że nie powinna używać czakry, nieco ją zaskoczyła. Jaka rana powodowała, że używanie czakry ją pogarszało? Nie zdążyła jej też zużyć na tyle, że jej dalsza utrata by ją osłabiała fizycznie, w końcu użyła tylko jednej techniki katonu. Dziwaczne, ale zamierzała się zastosować do zalecenia kogoś, kto miał większą wiedzę od niej.
Dalej rozmowa tyczyła się raczej Shigi. Chise nigdy nie czuła nawet najmniejszego pociągu i nie przejawiała szczególnych prodyspozycji do nauki iryojutsu, skąd te uwagi mało ją interesowały, chociaż były dość ciekawe. Te o wiedzy i kontroli. Faktycznie, kto może mieć większą wiedzę niż osoba, która może sobie otworzyć brzuch i na własne oczy obejrzeć swoje wnętrzności? Coś w tym było.
Później zadała proste pytanie Jashiniście. Nie było w tym nic obraźliwego, przynajmniej jej zdaniem. To ona była na niego zła, więc jego wybuch tym bardziej ją zaskoczył. Odchyliła się nieco do tyłu, zaciskając usta.
- O czym ty do cholery mówisz? - wysyczała z siebie, kiedy on nabierał powietrza. Chyba chłopak nieco się zapomniał. Nawet nie wiedziała, o czym mówił, w końcu dosłownie przed chwilą się obudziła. Nie zdążyła nawet nic przemyśleć ani poukładać sobie wszystkiego, a on od razu unosił się jakąś urażoną dumą. I to nawet w większości jego rozgoryczenie nie było przez nią i to było najgorsze.
- Świetnie. Przynieś te miecze, żebym mogła je wbić w twój egocentryczny, nieśmiertelny tyłek - warknęła ze złością w plecy odchodzącego Shigi, po czym zaklęła brzydko. Nie mogła powiedzieć, że go nie zrozumiała, ale nadal nie powinien swoich żali wylewać na niej. Skoro ktoś ją wkurzył, to niech na nim się wyładowuje, do cholery.
- A niech go ciemność pochłonie - mruknęła, po czym przekręciła się powoli i spuściła swoje nogi z kozetki. Nie dotykała stopami ziemi, a więc będzie musiała zeskoczyć lub się zsunąć. Problematyczne w momencie, gdy nie będzie miała siły ustać na nogach. Musiała dobrze wywarzyć tą chwilę.
- Swoją drogą ten, kto nie podaje ręki sojusznikowi w takiej sytuacji, musi być skończonym idiotą, większym niż nią jego koledzy, bezmózgie zombie mordujące niewinnych. Ale czego się spodziewać po członkach organizacji, która dała się okpić jak dziecko, a jego resztki rozbiegły się jak banda szczurów? - skrzywiła się. To, co usłyszała nie pomogło jej nabrać żadnego szacunku do Shiro Ryu. Jak do tej pory zawiedli na każdej możliwej linii. No, prawie.
- Medyku-dono, dziękuje za ratunek. Tak samo dziękuję wszystkim, którzy mi pomogli - zacisnęła dłoń na kawałku maski, którą zostawił tu Jashinista i westchnęła głośno. Schowała do kabury pigułkę i bandaż, zostawiony przez kogoś roznoszącego i coś zauważyła. A właściwie, to zauważyła brak czegoś.
- Shiga.. - wymruczała sama do siebie - Słowo daje, że w końcu odetnę ci ten łeb i zawieszę nad kominkiem - któż inny miałby wyciągnąć jej wybuchowe notki z kabury? To nie były tanie zabawne i mogły być przydatne dla kogoś, kto, no nie wiem, może nie może używać czakry, a jest osłabiony? Postanowiła wstać na nogi i wtedy zobaczyć jak się będzie czuć. Jeśli dobrze, to zacznie chodzić. Musiała jak najszybciej odzyskać formę, a to nie było jeszcze przemęczanie się. A skoro nieprzemęczanie się, to prawie jak odpoczynek, prawda?
Obrazek
Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Chise
Najlepszy Damski Charakter
 
Posty: 1301
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4372
GG: 46966371
Multikonta: Obi

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Nikusui » 4 cze 2018, o 21:46

Rozmowy trwały dalej, informacji przybywało i na pewno była to chwila, która pozwoliła im na odpoczynek. W sumie i tak dłuższy, niż by sama białowłosa przypuszczała. Sama w tym czasie próbowała korzystać z okazji i analizować dalsze ruchy, możliwości postępowania i słuszność wyborów. I to następowała w jej umyśle walka. Pasowałoby zająć się tymi, którzy nie potrafią o siebie zadbać, odeskortować ich, chronić do czasu, aż będą mogli opuścić do miejsce. A była szansa, by tak się stało. Jednak, z drugiej strony, wręcz rozrywała ją chęć działania i rzucenia się w ten wir. Nie była jednak na tyle szalona, by wyruszyć samej i zgotować sobie pewną śmierć. Może i zrobiłaby to po swojemu, pewnie zginęłaby po swojemu, w ferworze walki, ale czy jednocześnie nie osłabiłaby tym obecnej grupy? W końcu każda pomoc się tutaj liczyła.
Wychodziło na to, że Suzumura Hanji od zawsze był Hanem. Przybrał jedynie inny wygląd, by powoli wdrażać swój plan w życie. Umarł już raz, czas więc nie grał dla niego roli, a zapewne jak nikt inni wiedział, że cierpliwość popłaca. I to na tyle, by rzeczywiście samemu nie brudząc sobie rąk, a przynajmniej nie tak do końca. Wykorzystywał spory i ludzką naiwność, która istniała od zawsze i istnieć będzie dalej. Potwierdziły to słowa Sou. Dwa źródła chakry, nie należące do Jeźdźców, tyle, że zostało jedno. Musiły to być potężne jednostki, może liderzy? Jak mówią, okazja czyni złodzieja. Mimo niemego pokoju, nadal znajdowały się takie rody, które żądne były władzy nad mniejszymi szczepami. I takie szczepy, które chciały się spod wpływów innych uwolnić. Sama Nikusui pochodziła z klanu, który nie miał takich rozterek, nawet jeśli emocjonalnie nie była z nimi związana. Nie wiedziała jednak, kim by była, gdyby sytuacja wyglądała inaczej. Może też byłaby żądna zemsty na tych, którzy uważali się za lepszych? W sumie... czy nie taka właśnie była?
Skinęła głową w geście zrozumienia, po czym dowiedziała się, że zwiad Muraia raczej nie poszedł po jego myśli. Chłopak, który wcześniej pomagał jej przenieść Reiko, powiedział, że Kakuzu spotkał Hana. Oczy białowłosej otworzyły się nieco szerzej, by zaraz po tym się zmrużyły. Zmarszczyła brwi, przenosząc ciężar ciała na lewą nogę. Tuż po tym dotarły do niej słowa Shigemiego, który zapewne tak jak i ona, pomyślał o wsparciu dla mężczyzny. I tak jak ona wiedział, że to i tak może się skończyć źle. Cóż, tak czy siak, nikt z obecnych nie sądził, że zostanie tutaj dłużej to dobry pomysł. Tyle, że większość zapewne udałaby się przeciwnym kierunku, w związku z zaistniałą sytuacją.
- Szlag. - syknęła pod nosem, patrząc w stronę, którą wskazywał Numa. Ucieczka naprawdę nie leżała w jej naturze, nawet jeśli oznaczałoby to śmierć. Trudno, ma walczyć też za siebie, a wiedziała, że jak dalej będą sobie gawędzić, to nic z tego nie wyjdzie, a chować się będą przez resztę życia. Czy to nie był ten moment, żeby pokazać, że klany i szczepy naprawdę ponownie mogą się zjednoczyć? - Tak czy siak, jak będzie chciał, to zapewne dotrze tu szybciej, niż się zorientujemy. A lepiej byłoby nie prowokować go do odwiedzin w tym rejonie, jak jest tu tyle rannych. Poza tym... - urwała, patrząc na oddalającego się Shigę, by potem przerzucić wzrok na Chise. - ...mimo wszystko, dalej wysługuje się innymi, nie jest aż tak skory do zabijania, jak sądziłam. Może to głupie, może i naiwne, ale wydaje mi się, że chce pokazać swoją wyższość, a jakby tak wszystkich pozbawiał życia, to nad kim by górował? - zapytała w eter, raczej cicho, zwracając się jedynie do Shigemiego. Czy ktoś to słyszał, czy nie, to szczerze miała gdzieś. - Nie wymagam tego od ciebie, możesz pomóc w opuszczeniu tego miejsca. Jakiś Kaminari powinien przeżyć, no nie? - zapytała półżartem, zdobywając się na dziwny, może nieco sztuczny uśmiech. Nie chciała by czuł powinność za nią iść, bo nie tylko ona tu przecież była. Nie każdy był gotowy na śmierć. I to nie tak, że ruszyła natychmiast z tego miejsca, wiedząc, że już oddaje swoją duszę. Nie wiedziała, jak się to potoczy. Może tam dotrze i Hana już nie będzie? Może spotka się w pół drogi z Muraiem? Może napotka inną przeszkodę, która nie pozwoli jej się tam znaleźć. Kto wie.
Jeśli jednak udałoby jej się odnaleźć Muraia, to oczywiście chciała stanąć gdzieś niedaleko niego, jakby zaznaczając swoją obecność, aczkolwiek dość nienachalnie. Nie zamierzała atakować, jeśli ta dwójka dalej stała w takim rozmieszczeniu i przeprowadzała rozmowę. Była jednak zdeterminowana i pewnie siebie. I zapewne według wielu głupia, skoro kazali im uciekać przed Jeźdźcami, a teraz sama pobiegła na spotkanie z Hanem. Po drodze oczywiście była czujna, by nie wpakować się pod jakąś technikę i z własnej głupoty nie narobić sobie szkód. Jednak stawiła się, we własnej świadomości myśląc, że jest to forma pokazania jakiegoś zjednoczenia się. Że ten świat nie jest do końca przepełniony nienawiścią, i że ludzie, szczególnie w takich sytuacjach, naprawdę potrafią połączyć siły. I że, chociaż tego nie słyszała, Kakuzu nie jest nijaki. Gdyby tak było, nie obchodziłby kogokolwiek, czyż nie? A białowłosa tam była. O ile oczywiście uda jej do Muraia dotrzeć.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 977
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Akarui » 5 cze 2018, o 06:36

Skromność czy skrywanie tajemnic?
Świeżo poznany mnich raczej nie planował przyjmować nikogo na staż, czy szkolić kolejnych czeladników. Wykręcił się jedynie możliwością pokazania jakichś wskazówek, sztuczek. Jednak i to mogło być przydatne! Słuchał więc uważnie wszystkiego, co Hanzo ma do powiedzenia, razem z jego szeptaniem do samego siebie. Zbieranie wiedzy od takich ludzi to sama przyjemność dla Akarui'ego.

Chise otworzyła oczy. Wtedy dopiero do Tozawy dotarło, z czym na co dzień zmaga się ta młoda dziewczyna. Czy to może być jeden z powodów, dla których Shiga czuje się za nią tak bardzo odpowiedzialny? Wyznawca Jashina jeszcze chwilę temu otwierał się przed nami, karał się za swoje decyzje, na całą sytuację od wybuchu tego "buntu". Zabił tylko około dwudziestu Shiro-Ryu, tak? To, co dla niego bło potwarzą, dla Akarui'ego zdawało się niemożliwe. Choć z tego, co zdołał zauważyć, piekielne ognie Shigi mogły wyrządzić sporo szkód. Mógł zadać wiele ran, z którymi nasz medyk by sobie nie poradził. Teraz jednak, gdy widać było, że mężczyzna szczerze cieszy się z ozdrowienia przyjaciółki, jedno jej krótkie pytanie przelało czarę goryczy. Zamiast wdzięczności, zamiast podania ręki i podziękowań, dostał parę innych nieprzyjemnych rzeczy. Wyznawca Jashina dał się poznać z tak bardzo ludzkiej strony, że nie chciało się w to wierzyć. Tozawę zamurowało. Gdy jego nowy kompan ze złością i gniewem wymalowanymi na twarzy ruszył po zagubione miecze, medyk już miał wstać i biec razem z nim. Powstrzymało go jedno, krótkie zdanie: "Jak ktoś za mną pójdzie to dostaje z kuszy w ryj." - a Akarui mu wierzył. Może uda się z nim pogadać jak wróci? Bo wróci, na pewno...

Teraz trzeba się było zająć innymi rzeczami. Pierwszą, była krótka rozmowa z niewidomą: - Chise-sama, jestem Tozawa Akarui. Shiga przyniósł Cię ledwo żywą z placu, od śmierci dzieliły Cię na prawdę sekundy. On... On musiał się bardzo namęczyć ratując Twoje życie, wiesz? Zrobił bardzo dużo dobrego, a chyba jeszcze nie usłyszał nawet krótkiego "dziękuję"... Znam go dopiero godzinę czy dwie, ale już widzę, że pod płaszczykiem pana zniszczenia i chaosu kryje się normalny, wrażliwy człowiek, któremu na Tobie zależy... Widząc, że dziewczyna chce się podnieść, podtrzymał ją pod ramię i powiedział: - Jakieś dziesięć centymetrów do ziemi, ale radziłbym jeszcze posiedzieć, możesz być osłabiona.

Hanzo zajął się siedzącym obok liderem klanu Hyuuga, którego ostatnio Akarui troszkę zawiódł. Mimo to, starszy medyk zawołał młodszego do pomocy w zszywaniu ran. Tozawa schował do torby biodrowej podarowny wcześniej bandaż i pigułkę, po czym szybko ogarnął dla siebie nić i ostrą, zakrzywioną igłę i próbował załatać wszelkie dziury na ciele Shirei-kana. Będąc tak we trójkę i skupiając się na obrażeniach Reiko, Brunet postanowił zebrać jeszcze trochę informacji: - Rozumiem, że teraz ta pieczęć na ramieniu Chise nie jest aktywna, jednak punkty tenketsu niedługo powinny już normalnie zadziałać, prawda? Wtedy tez nawróci ból, bo ta cała chakra natury znów będzie w niej krążyć i siać zamęt. Czy obecne leczenie nie było jedynie doraźne? Można się pozbyć tej pieczęci permanentnie? No i co z tym używaniem chakry? Przecież ona jest kunoichi, czyżby musiała odwiesić te swoje siedem mieczy na kołek? Tyle pytań, a tak mało czasu! W tej chwili z ust Akarui'ego wypłynęła ich tylko część, pierwsza fala. Cała tematyka Akuma no Kigo do tej pory dla niego nie istniała, nigdy o niej nie słyszał. A tu nagle ma z tym do czynienia praktycznie "oko w pieczęć". Jest też jednak w obecności osób, które mogą mu przekazać sporo informacji. Z jednej strony zaszywany najważniejsza osoba w klanie, którego członkowie widzą nawet punkty tenketsu i potrafią je blokować za dotknięciem palca. Z drugiej niewidomy, starszy medyk, który przez ostatnie kilka minut przekazał Akarui'emu więcej informacji niż ten zdobył na własną rękę przez ubiegły rok. Trzeba tylko zadać właściwe pytania i nadstawić uszu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
MOWA

Moderator WT i Kuźni
Nie wiesz od czego zacząć swoją twórczość w tych działach? Napisz mi co planujesz, spróbuję pomóc przed pokazaniem Twego dzieła innym moderatorom ;)
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1289
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 00:03
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569
GG: 0
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość