[Event] Komplikacje

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Yuji Saga » 28 maja 2018, o 23:35

Jedynie czego nie spodziewałem się z tej konfrontacji z ta dwójka? To, że mnie zignorują totalnie i pójdą w swoja stronę. Z jednej stronu moje ego poczuło się zranione, a z drugiej strony kamień spadł mi z serca. Nie potrzebowałem walczyć o życie, nie musiałem wykorzystywać chakry na byle gówno i tym podobne. Dzięki temu udało mi się zachować najważniejsze rezerwy energii na rzeczy w pierwszeństwie od wszystkiego. No ale dobra, jedynie laska się mną zainteresowała. Była zszokowana po tym co powiedziałem, wypowiedziała „antykreator” zszokowana oraz zadała mi pytanie kim jestem. Aż chciałem się zawrócić i zacząć jej wykład o mojej boskości, oraz o tym, jaki to zaszczyt ma by rozmawiać ze mną osobiście. Ale nie mogłem zajmować się byle kim, miałem do zrobienia ważniejsze sprawy, które musiały być wykonane w pierwszej kolejności.
Zeskoczyłem z klifu. No dokładniej to zszedłem, ale powiedzenie „zeskoczyłem”, brzmi jakbym był jakimś mocarzem, który może upaść na swoje nogi z paru kilometrow nad ziemią. Czasami trzeba niektóre rzeczy pod kolorować, by nadać epickości, jakieś chore ideały czy inne parszywe rzeczy, które w większości są bzdurami, ale cieszą gawiedź.
Zatrzymałem się. Zobaczyłem pomiędzy budynkami tych Shiro Ryu, którzy najwyraźniej poszukiwali dalej jakiś ocalałych, by móc ich powybijać. No cóż, czyli wybijanie cywili trzeba im zostawiać. No i o wilku mowa. Ktos w budynku obok się ukrywał. Najwyraźniej jakaś rodzina postanowiła ukryć się w budowli, przeczekać całą tą masakrę, a potem wyjść zwycięsko, zabierając naj cenniejsze rzeczy z zgliszczy pozostałych budynków, w których żyli ich sąsiedzi. Dość dobre posuniecie, jeżeli chce się wzbogacić, ale jak chce się przetrwać? To lepiej spierdolić od razu, jak najszybciej, albo po prostu zamknąć się w swojej kryjówce, a nie płakać, czy bóg (czyli ja) wie co. Podszedłem bliżej budynku. Miałem ochotę tam wbieć, rozpocząć masakrę i takie tam. Ale miałem na uwadze te nasze zombie. Mają zabijać pewnie każdego kogo napotkają. Zostałem niby kolegą NESa, ale raczej nie wprowadził im nowych informacji, że jak znajdziecie taka boską istote, to nie atakujcie, a po prostu jej pomóżcie. To by było za wspaniale. Pewnie, jak odkryje swoje położenie to też zostanę im celem. Ciężkie życie w tym przeklętym mieście śmierci. Chociaż dalej można było coś zobaczyć, a nawet usłyszeć oznaki walki. Korciło to wszystko, aż za bardzo.
Nagle wpadłem na pewien pomysł! Trzeba było go wprowadzić w życie, może uda mi się upiec dzięki temu dwie pieczenie na jednym ogniu! Dlatego jazda!
Przy tym budynku, gdzie słyszałem ukrywających się ludzi, postanawiam stworzyć dziurę w ziemi za pomocą techniki ziemi. Uwielbiam być krecikiem, albo raczej nawet najprzystojniejszym krasnoludem naszych czasów. Bez brody, bo one są niemodne. Kiedy zrobiłem dziurkę, wskakuje do niej. Wystawiam głowę i krzyczę w stronę w której byli Shiro Ryu.
-Tutaj, w tym budynku się schowali!- i od razu po tym zasypuje to tak, by nikt nie mógł znaleźć mojej dziury, wejść w nią i za mną podążać. Dzięki temu powinienem być ukryty przed laleczkami śmierci, pośrednio zabić niewinnych oraz przejść do miejsca do którego najbardziej chce dojść. A gdzie chce ruszyć? No tam gdzie słyszę te ciekawe odgłosy walki! Oczywiście aktywuje technikę dzięki której poruszam się pod ziemią z moją normalna szybkością, dzięki temu przejde ten kawał w ukryciu, tak samo, jakbym biegł na widoku. Ruszam tam, jak tylko mogę wynurzam głowę za pomocą tej sprawnej techniki, by sprawdzić co się dzieje, a potem znowu ją chowam. Jak już mi się uda zobaczyć co się dzieje, kto walczy, co tam widze, to może uda mi się ogarnąć fajny plan ataku z zaskoczenia, który z moimi umiejętnościami zakończy się dla mojej ofiary śmiercią.

Jeżeli chcesz oraz to będzie już teren innych mg, możesz mnie tam do nich rzucić. Ale to zalezy od Ciebie, czy nadal będę w strefie wpływów twoich magicznych mocy eventowych.
Techniki!
Spoiler: pokaż

Nazwa
Doton: Moguragakure no Jutsu

Pieczęci
Brak

Zasięg
Dowolny

Koszt E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (1/2 co turę w trakcie przemieszczania)

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Kolejna z przydatnych technik Dotonu, która umożliwia wyjście nawet z najtrudniejszych sytuacji. Użytkownik wysyła chakrę do ziemi, aby ta stała się miękka. Następnie może się ukryć, a także przemieszczać. Technika bardziej nadaje się do tego pierwszego, ale i opcja druga jest możliwa. Warto dodać, że dziura w ziemi, która początkowo jest tworzona, jest bardzo prosta do zasypania w tym stanie, przez co nie da się nas wykryć.



Nazwa
Doton: Dochū Senkō

Pieczęci
Brak

Zasięg
Dowolny

Koszt
E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (1/2 co turę)

Dodatkowe
Użytkownik musi być pod ziemią

Opis Jedna z najbardziej przydatnych technik na tym poziomie. Użytkownik musi jednak znajdować się pod ziemią, aby wykonać to Jutsu. Umożliwia mu ono bowiem, zwiększenie swojej prędkości poruszania pod ziemią. Jest ona podobna do szybkości naszej postaci. Dodatkowo można wyciągnąć broń, albo część ciała, aby zadać niespodziewany cios. Pod ziemią poruszamy się z naszą normalną szybkością.


Staty:
Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:

SIŁA 41
WYTRZYMAŁOŚĆ 50
SZYBKOŚĆ 81
PERCEPCJA 49
PSYCHIKA 1
KONSEKWENCJA 1

SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 222
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 105%
Chakra: 40% + 40% (pigułka bojowa) = 80%


Ekwipunek: (Tylko bez zmian w pojemności, bo aktualizacja wbiła kiedy już event był
Spoiler: pokaż
Torba [68/70]
  • 8x Kunaie
  • 2x Granat Dymny
  • Pigułka ze skrzepniętą krwią
Yuji Saga
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Murai » 28 maja 2018, o 23:54

Chyba go zgubili, bądź też stracił zainteresowanie Muraiem. Teoretycznie jako jeden z najsilniejszych tutaj, powinien z nim walczyć. Zwłaszcza, że ogień Kakuzu wydawał się odpowiednią odpowiedzią na generowany przez niego lód. Miał pewne doświadczenie z tym żywiołem, na własnym brzuchu mógł poczuć lodowy kolec. Nie dawało to co prawda żadnych kwalifikacji do uznawania siebie za eksperta w dziedzinie walki z tym elementem, ale to był fakt - miał doświadczenie. Ale nie znaczyło to, że powinien jako pierwszy rzucać się do walki z nieznanym. Strategia opierająca się na uprzednim zebraniu informacji, szczególnie mając za przeciwnika jednego z Jeźdźców, była bezpieczną opcją, nawet jeśli okupioną kilkoma mniej wartościowymi dla Muraia życiami. Liczył się on i tylko on. Dla jego osoby to jego życie było najważniejsze. Nie mieszkańców Kami no Hikage, nie jakiegokolwiek z jego tymczasowych sojuszników. Jego i tylko jego istnienie. Stawiał siebie na pierwszym miejscu, zawsze. I dlatego nie mógł pozwolić, by najmniejszy błąd z jego strony zakończył się jego śmiercią. Ochrona swojego życia to wszak podstawowy odruch, także posiadany przez Muraia. Jedna z niewielu rzeczy, która łączyła go z pomniejszymi bytami stworzonymi z mięsa, krwi i uczuć.
Biegł obok dowódcy. Ten dał wyraźnie do zrozumienia, że to co robili było po prostu głupie. Idiotyczne wręcz. Kakuzu nie mógł się nie zgodzić, całkowicie z tym zdaniem się zgadzał. Leczenie rannych i walka z przeciwnikiem w tym samym miejscu to naprawdę głupia decyzja, tym bardziej że wokoło znajdowało się mnóstwo dachów bądź uliczek, samych domów, w których medyk mógł się skryć z rannymi. Ludzkie spojrzenie na sytuację i podejmowane decyzje nigdy nie przestaną utwierdzać go w przekonaniu, że jego rozumowanie jest jak najbardziej słuszne, a podejmowane decyzje są najlepsze do danej sytuacji. Nie skomentował tego jednak, zamilkł i po prostu biegł. Chciał udać się na miejsce. Mieć z głowy ten rozkaz. Ewakuacja rannych mogła zostać powierzona komukolwiek z reszty oddziału, gdyby tutaj byli. Na pewno będą też ci, którzy nie mogą sami się poruszać. Problematyczne jednostki, którym trzeba będzie pomóc w poruszaniu się. Może i Murai był potężnym Shinobi, ale jednoczesna pomoc ludziom i odpieranie potencjalnych zagrożeń? To mogło go mocno dekoncentrować i wpłynąć negatywnie na całą operację. Ale tajemniczy osobnik wyrwał go z jego myśli. Przeleciał szybko i nagle, obwieszczając obecność Antykreatora na placu. I uciekł. Kakuzu nawet nie starał się go gonić czy powstrzymywać. Nie było sensu, jego misja nadal była aktualna. Informacja była faktycznie cenna, ale oni nie zmierzali na plac, więc powinni raczej być bezpieczni. Na ten moment, o ile jakkolwiek o tej sytuacji można powiedzieć, że jest bezpieczna. Przy klifie spotkali rannych, których zostawili. Nie znał nawet ich imion, poza Reiko, Nikusui i Shigemim. I nie żałował tego.
- Zapamiętam. W razie czego po prostu się go unieszkodliwi. - powiedział, kiwając głową i pilnując żeby nikt inny tego nie słyszał. Pamiętał jeszcze dziewczę które rozpoznało Wojnę podczas konfrontacji w kryjówce Bestii. Jej reakcję, deklarację że nie będzie walczyć przeciwko niej i w razie czego ja uleczy. Nie uleczyła, została zabita przez Kakuzu. Tutaj mógł postąpić podobnie, wystarczyło żeby ten osobnik wykazał się czymś co mogło zagrozić im wszystkim. Shiga, jak się nazywał. Postanowił faktycznie na niego uważać, idąc za ostrzeżeniem towarzyszki.
- Wydajesz się bardzo obeznany w kukłach. Jesteś może świadom jakiś słabych punktów stylu walki kuglarzy? - zagadał do medyka Kakuzu, w biegu chcąc uzyskać jakieś potrzebne informacje w przypadku potencjalnej konfrontacji. Faktycznie miał rację, wewnątrz lalki był kuglarz. Ale on też był lalką. Na pewno strumień ognia z dłoni był jedną z możliwości owej marionetki. Ale udało im się zniszczyć pierwszą część przeciwnika, pierwszą powłokę. Pytanie, dlaczego siedział wewnątrz niej. Być może dla bezpieczeństwa. Być może każda kukła była inaczej zbudowana i miała inne możliwości. Ale powinien z wnioskami poczekać na odpowiedź mężczyzny. Tymczasem biegli ku celowi. Szpital był priorytetem, podobnie jak zachowanie wzmożonej ostrożności w przypadku czyjegoś ataku. Dużą grupę łatwiej wypatrzyć.


Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI


KEKKEI GENKAI: Jiongu
NATURA CHAKRY: Doton
STYLE WALKI: Gōken
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 30 (1 poziom)
    WYTRZYMAŁOŚĆ 65 (2 poziom)
    SZYBKOŚĆ 170 (5 poziom)
    PERCEPCJA 155 (4 poziom)
    PSYCHIKA 1 (1 poziom)
    KONSEKWENCJA 95 (3 poziom)
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 410
KONTROLA CHAKRY A
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY:251% [100% bazowe + 6% Wytrzymałości + 55% (Serce Katon B) + 45% (Serce Fuuton C) + 45% (Serce Suiton C)]
MNOŻNIKI:

POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:

    NINJUTSU E
    STYLE WALKI: (2 - dziedzina B)
    • Goken - S
    • Seido - A
    KLANOWE A
    DOTON C
    FUUIN D
    KATON B (Klik)
    FUUTON C (Klik)
    SUITON E (Klik)



Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Dwie kabury na broń (lewe i prawe udo)
- 2 tonfy obwinięte bandażami (przy pasie)
- Wachlarz na plecach (zwinięty)


PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
  • Przy pasie:
  • Kabura na broń |Zapełnienie: 19,5/20 obj.| (prawe udo):
    • 2 kunai z notką wybuchową (13)
    • 1 kunai z notką oślepiającą (6,5)
  • Torba (60/70) (lewy bok):

    • Zwój Mały 1 (10/70) (Wypełnienie: 136,75/150):
      • Sztylet x2 (20/150)
      • Zaostrzony Kastet x2 (16/150)
      • Katana (30/150)
      • Parasolka z senbonami x125 (51,25/150)
      • 1 kunai z notką wybuchową (6,5)
      • 3 kunai z notką oślepiającą (13)
      • 11 shuriken (21)
    • Zwój Mały 2 (10/70) (Wypełnienie: 94/150):
      • 1 Fūma Shuriken (90)
      • 2 strzykawki (4)

    • Zwój Mały 3 (10/70) (Wypełnienie: 135/150):
      • Notka wybuchowa x19 (8/150)
      • Notka Świetlna x3 (1,5/150)
      • 4 porcje Makibishi (40 sztuk) (10/150)
      • Dzwoneczki x15 (3,5/150)
      • Żyłka 40m (40/150)
      • Bomba dymna x1 (2/400)
      • 10m żyłki (10/400)
      • Kunai x10 (60/400)
    • Zwój Średni 1 (30/70) (Wypełnienie: 270/400):
      • Gruda z ziemią z doczepioną notką wybuchową na zewnątrz (270)
    • Ukryte w ciele:
      • 4 notki wybuchowe (1 w każdej kończynie)
      • 4 notki oślepiające (1 w każdej kończynie)
      • Metalowe kolce - 6 w każdej ręce, 1 w nadgarstku, 3 w każdej nodze
      W Domu:
    • Mały Zwój z tajemnicami Kakuzu


Spoiler: pokaż

Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>


Nazwa
Jiongu: Reberu Bi

Trzeci z poziomów tego Hijutsu. Następują kolejne modyfikacje ciała. Przede wszystkim, pozostają tylko trzy narządy: serce, mózg i płuca. Dodatkowo wzmacniają się możliwości nici. Są one o wiele dłuższe niż wcześniej, a także można nimi wykonywać lepsze manewry. Daje to pole do popisu wszystkim użytkownikom Jiongu. Warto dodać, że od tego momentu zostają wzmocnione czynności życiowe Kakuzu. Do czego to potrzebne? Dowiemy się tego na następnej randze.

Wytrzymałość
Przeciętny/Mierny

Szybkość
Przeciętny/Mierny

Zasięg
20 metrów

Koszt Chakry
E: 27% | D: 21% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (na turę)


Chakra:
Serce główne 79%/106%-9% (potencjalne reberu na zagrożenia)
Serce Katon 43/55%
Serce Fuuton 36/45%
Serce Suiton (nie do użycia) 45%
Murai
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Hitsukejin Shiga » 29 maja 2018, o 01:51

Soundtrack do posta


Ogień jest sztuką, ja jestem artystą.
Tyle słowem wstępu. Wszystko co na placu tutaj, działo się w ułamkach sekund. Naprawdę, skinienie oka, mrugnięcie i człowiek mógł przegapić kilka spektakularnych momentów. Wszyscy poruszal się szybko, nerwowo... chaotycznie. Mnich próbował doszukać się jakiegoś porządku w chaosie, ale nic się takiego zdawało istnieć. Po prostu panika i chęć działania, wymieszane w naprawdę zabawnych proporcjach, czyniących tą sytuację strasznie napiętą i zupełnie niemożliwą do przewidzenia i rozplanowania. Shiga kochał analizować, ale całkowitego chaosu nie da się objąć żadną, nawet najbardziej błyskotliwą analizą. Ten się odsuwa, ta zmienia pozycje, ten wysadza, ten atakuje prądem czy innym raitonem, a tu z kolei lód... A właśnie. To chyba meritum tej analizy jest. Ten cholerny lód to bardzo niedobra wiadomość była, szkoda, że nikt Shigi nie raczył poinformować.

Reiko-sama przykuśtykał do Shigi i Akaruia, chowając się nieco za nimi, nieco w ten sposób zwiększając swoje szanse na przeżycie. W sumie nawet mądry ruch. Do Reiko nie miał Shiga nic, bo, co prawda to prawda, też był on liderem, jednak został ranny i nie podpadał pod całą grupę tych liderów tchórzy byli tchórzami i którzy z czystego tchórzostwa dokonali tych niechlubnych aktów całkowicie nietaktycznego odwrotu z prędkością jednostajnie spierdalającą. Nimi Shiga gardził w opór i jakby ich życie zależalo od tego, czy Shiga wyciągnie do nich ręke, to pewnie poszedłby zrobić sobie kanapkę z indykiem. Tak bardzo nimi gardził, Reiko, z kolei, był ranny i był mimo tego w centrum akcji więc niejako można go częściowo zrehabilitować, co właśnie poniekąd miało w oczach Shigi stanowić jakieś tam usprawiedliwienie dla tego, że Reiko nie pozostał sam sobie na placu i nie walczył. Ranny byłby większym ciężarem w spotkaniu z Shiro Ryu i jeźdzcami, niż jakąkolwiek pomocą. Co on potrafi tak w ogóle? Wszyscy coś go pytają... Czyżby sensor tego czy innego rodzaju. Reiko, reiko, reiko.. O kuhwa, czy to nie Hyuuga? Innymi słowy, ten sam klan co ten śmieszny facecik co Shigę pociął jakąś migoczącą siateczką, jak mu było? Yarido. Tak. To on pociął go prawie na plasterki, a koniec koniec jego oczy stanowiły wykup za życie Arashiego. Cóż, mówi się trudno, czasem trzeba zabić by ktoś mógł żyć...

-To samo mówiłem Ruiemu-Sanowi, Kuso!, ale jego plan to unieszkodliwić potwora tu i teraz i dopiero coś robić. A ja nie kłócę się ze starszymi. - Wybuchnął nieco wrednym śmiechem, wiedząc, że mógłby być dziadkiem Tozawy Akaruiego, ale niech to na razie pozostanie ich słodką tajemnicą. Ten cały sensor pewnie mógł popatrzeć na spustoszenie czakrowe jakie działo się w ciele Chise. Mógł im pomóc wyeliminować opcję trucizny, no ale przecież nikt go nie zmusi.
-Ja wiem to, ale niech będzie, że ten jeden raz się posłucham... - Po czym nastąpiła cała ta magiczna akcja, którą Shiga zapamięta na długo. Złożył pieczęcie by nawrzucać Kabuto zabójcą Bogów, ale coś się zepsuło. Po pierwsze jakiś bicz, dwa pioruny i wszystko wycelowane w kabuto. Uderzenie w twarz zamiarem uszkodzenia oczu. Nic z tego, Kabuto pozostał niewzruszony. Tutaj konieczny był największy kaliber jakim właśnie Shiga dysponował. I tylko on mógł tutaj poskładać Kabuto. A tutaj nagle wielka ściana lodu i nici z poskładania - kulka jednak już poleciała, anihilując znaczną część lodowej ściany, a pozostałą część w postaci ostrych jak szkło szpikulców rozsypała na wszystkich wokół, raniąc niemalże każdego. I tak białowłosa laseczka oberwała w nóżkę i w łapkę, obie lewe - to oznacza, że teraz będzie wreszcie prawa, buahaha! Chłopiec który ekscytował się jego maską z rogami... O kuźwa, co ty tu robisz! A no nieźle, jaki ten świat jest wbrew pozorom malutki, co? Gdzie nie spluniesz tam jakiś znajomek, to ci dopiero zwierzyniec znanych twarzy. Tak czy siak, ten chłopiec oberwał w plery i w nóżkę. Mówi się trudno. Nawet Shigiemu spory odłamek sterczał z klatki piersiowej, jeden mało nie odrąbał mu głowy, inne poraniły ręce, ale to go nie zatrzymało. Dwa kolejne pociski zniszczyły całkowicie ciało jeżdzca, uświadamiając im, że to była marionetka-pancerz, której już nie ma. Wyskoczyła z niej jakaś kobietka na którą Shiga zagwizdał, a potem przygotował się do kolejnej walki, jednak kobieta wezwała anioła i zwiała. Cóż, chociaż jedna powłoka z arsenału pokonana NIEMALŻE BEZSTRATNIE. Wszystko przecież prawie wykalkulowane.

Nie, naprawdę. Wszystko co tutaj się stało zostało przezemnie wykalkulowane.
Ale choooolera, nigdy nie byłem prymasem z matmy...


Zbroja zniszczona, jeździec wygnany, flara ściągnęła jego uwagę. Dobrze, anioł ze stali wyglądał na dużo mniej twardego niż ten pieprzony stalowy kolos wyglądający jak sama śmierć we własnej osobie okuta w stal. Pewnie jego silnymi aspektami będą inne rzeczy niż tępa wytrzymałość... Shiga zauważył kątem oka, jak chłopak którego spotkał wcześniej, imieniem Shigemi, idzie przeszukiwać zbroję.
-Weź mi kawałek czegoś ładnego na pamiątke, dzięki, nawet kawałek blachy blachy będzie fajną pamiątką, dzięki! - A wtedy białowłosa niunia postanowiła prawić Shigiemu morały. Shiga uśmiechnął się od ucha do ucha, naprawdę od ucha do ucha bo przecież jego usta ciągnęły się od ucha do ucha odsłaniając rzędy stalowych kłów, ale z taką piekielną, potworną przyjazną nutką w uśmiechu, a sam uśmiech skierowany oczywiście od Nikusui.
-Gdybyście zamiast machać pejczykami poinformowali mnie o jego lodzie, użyłbym innego ataku. A tak nie udało się to ani tobie, ani Shigemiemu, ani Muraiowi ani Akaruiowi. Dostałem polecenie od medyka by zniszczyć cel to to zrobiłem. - Wskazał wzrokiem zniszczone doszczętnie ciało marionetki. - Jestem bronią, nie wszystkowiedząca wróżką zębuszką. Możecie winić tylko Siebie za te rany. Co, miałem zawrócić ciepłymi myślami lecący już pocisk? - Odpowiedział i skwitował Shiga wszystko, nieco opryskliwie, nieco zaczepnie, ale niestety lub stety taka była prawda. Nie mogli go winić. On o lodzie nie wiedział, nie widział go. Co, miał siłą woli zawrócić lecący już pocisk?! To było naprawdę głupie i niewykonalne, jak zmienianie nurtu rzeki badylem. Ale wiadomo, ci, co spieprzą, zawsze będą obwiniali innych... Shiga na jej oczach wydobył ze swojej klatki piersiowej kawał lodu i wyrzucił go na ziemię, nie przejmując sie niczym. Idiotka. Zwykła kobieta. Czyli idiotka.

Shiga wrócił do Akaruiego, patrząc na niego z lekkim niezadowoleniem...
-Mogłeś ostrzec przed lodem. Tak teraz wyszedłem na psychopatę mordującego swoich, a wy jesteście ranni. - Westchnął przeciągle, podchodząc do biednej Chise. - A plan zostania tutaj był dnem. Mówiłem by się oddalić. Obyśmy teraz nie popełnili więcej błędów, bo dziewczyna nie ma za wiele czasu. Nawet ja to widzę. Gołym okiem. - Kolejne westchnięcie, zaczął się wpatrywać w Chise, jakoby to miało jej jakkolwiek pomóc. Klęknął przy niej i opróżnił jej ekwipunek z notek wszelkiej maści. Jemu teraz się przydadzą dużo bardziej, więc wpakował wszystko do kieszeni. Kiedy dostał propozycję od medyka, bez zawahania ściągnął ze swojego ciała kimono, pozostając w samych spodniach i sandałach. Odsłonił ciało pełne blizn. Naprawdę wielu, wielu blizn dało się doszukiwać na tej skórze pociętej niczym pergamin piórem, stanowiący o naprawdę smutnej, strasznej i ciężkiej historii. Wziął Chise na plecy, przytwierdzając ją niczym niemowlaka sobie do pleców kimonem, biorąc jej ręce sobie pod brodę i związując je pasem do kimona mocno, by dziewczyna była do niego przytwierdzona w kilku punktach i by to pozwoliło mu na poruszanie się z nią bez zajętych rąk.
Pigułka prowiantowa odnowiła jego siły, więc nie miał zamiaru zmarnować ani odrobiny swoich możliwości.
Shiga skierował spojrzenie na pozostałych.
-Możecie liczyć na moją pomoc. Moim celem jest największy skarb na tej wyspie. Mam go właśnie na plecach. - Kolejne smutne westchnięcie. Przeładował kuszę, przytwierdzając do bełtu żyłkę z notką. Jego dwie notki i cztery notki Chise, daje sześć naprawdę morderczych strzałów. Poruszając się w stronę, w którą zmierzała cała grupa - na mur, z klifu i do szpitala, przygotował tak wszystkie notki - przywiązując je żyłką do bełtów. A beły wbił w luźny kawał pasa z kimona, by móc szybko dobywać kolejnych bełtów... Będzie musiał na razie poskramiać wrogów taką bronią. Jeśli to tylko jest możliwe, to Shiga stara się jakoś zbierać czakrę, koncentrując się na swoim czakroobiegu, jeśli oczywiście panuje spokój i nie ma wrogów, może jakieś kropelki drogocennej energii uda się zregenerować. W dużym więc skrócie, Shiga wie, że Chise trzeba zabrać do szpitala, więc porusza się z grupą, tak jak planowali. Czyli na mur, klif, szpital... I tak dalej i tak dalej. Jeśli wyniknie jakieś zagrożenie, to Shiga oceni, czy jest sens w nie strzelać z notki - jeśli byłaby to większa grupa przeciwników... Nah, to się jeszcze zadecyduje. Na razie najważniejsze jest najszybsze przetransportowanie Chise do szpitala. Tylko ona jest tutaj ważna...
Jeśli Shiga będzie w zasięgu słyszalności wszystkich, a taki jest plan, ma zamiar ich o czymś poinformować.
-Przybywamy, jak widzieliście, z placu. Był tam Antykreator Han oraz dwóch jego jeźdzców. I kilkudziesięciu Shiro Ryu. Pokonaliśmy Shiro, a wtedy Han zrobił Chise-Hime to co teraz się z nią dzieje. Potem Han poszedł gdzieś dalej. W rękach miał coś, co wyglądało jak Khakkara, mówił, że to kolejny element jego układanki. I najważniejsze, co mają robić jeżdzcy i Shiro, to nie zabijać tylko zasiać chaos. Powiedział, że to co go zgubiło gdy umarł po raz pierwszy, to sprzymierzenie się szczepów i rodów przeciw niemu. Teraz kazał swoim ludziom zasiać niezgodę między liderami. - Shiga oczywiście nie przystaje ani na chwile, tylko rzuca w nich tymi rewelacjami, cały czas poruszając się z odpowiednią prędkością z Chisiakiem na plecach.



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Chise » 29 maja 2018, o 02:53

Gdyby Chise wiedziała jakiego zamieszania była powodem.. No, może nie ubolewałaby nad tym aż tak bardzo, ale z pewnością byłaby na siebie zła. Nie lubiła być bezużyteczna, a już zupełnie nie cierpiała trwać w nieświadomości jakiegoś zagrożenia. Tutaj zagrożeń nie brakowało, ale Chise mimo treningu fizycznego, ilości czakry i technik które znała była zwyczajnie bezbronna. Wystarczyło jedno dotknięcie tego skurwysyna Hana by zabrać jej wszystko o co tak ciężko pracowała. Całą niezależność, z trudem wyszarpaną, pewność siebie zdobytą podczas turnieju, a nawet świadomość otoczenia. Nie wiedziała gdzie jest, dokąd zmierzają, po co.. I nawet możliwość przejęcia się tym została jen odebrana, bo bardziej od otoczenia przekonujące były halucynacje i majaki.
Jeśli o nie chodzi, stawały się coraz dziwniejsze i dziwniejsze. Zaczęło się jej zdawać, że ktoś ją delikatnie gładzi po policzku, a potem ujmuje dłoń. Znała ten dotyk, więc się nie przestraszyła, ale nieco zaskoczyła. Uniósł jej rękę, nie patrząc na dygotanie i drżenie, niczym do pocałunku w rękę. Jak prawdziwej księżniczce. Jednak koniec końców, zamiast poczuć delikatny dotyk ust, palce przeszył ból. Zęby zacisnęły się na nich mocno, solidnie.
- Nie.. Nie nie nie nie! Zaczęła krzyczeć i zamachnęła się drugą ręką. Poruszała się jednak powoli - jak w gęstym miodzie lub smole, której zresztą jej pańska rączka nigdy nie dotknęła. Nim zdążyła dotrzeć do celu, ten zdążył roześmiać się i puścić ją, znikając bez większego śladu.
- Niebezpieczna z ciebie kobieta - mruknął rozbawiony Shinji, tym razem z drugiej strony - Ale tym razem nie masz jak pokazać ząbków, co? - dodał nieco innym tonem. Ostrzejszym. Bardziej oschłym. Z daleka zaczęła słyszeć jakiś dźwięk, delikatny i rytmiczny. Zbliżał się szybko i nagle urwał, by usłyszeć go tuż przy uchu. Szarpnęła głową w drugą stronę, a Uchiha znów się zaśmiał, bawiąc się dzwoneczkiem, którego niby cichy odgłos dekoncentrował ją i wprowadzał w dziwny stan zamętu.
- Nie wiem co cię tak dziwi.. Mówiłem, że osiągam cele nawet po trupach. Nawet po twoim. Byłaś tylko kolejną przeszkodą do celu, który był cały czas jeden - mówił drwiąco, a dzwoneczków pojawiało się coraz więcej i więcej, w dysharmonii tworząc nie melodię, a hałas. Narastał do kulminacyjnego momentu, aż umilkł z kłapnięciem zębami.
Stalowymi zębami.
Mogła sobie wyobrazić tylko jak przerażający musiał być uśmiech, który wydawał taki odgłos. Dla niej nie robiło to dużej różnicy - przyzwyczaiła się do tego, że zęby szczękały głośniej niż normalne i do zmiany głosu przez nie, ale nadal była ciekawa jak do tego doszło. Nie zapytała jednak. Czekała, aż sam to zrobi.
Wiedziała, że to nastąpi.
Teraz jednak nie myślała o tym. Byli znów w ogniu, w tym pachnącym żywicą i igłami jesiennym lesie, który teraz jednak wypełniał się zapachem dymu i ognia. Ogień także miał swój specyficzny zapach, zwłaszcza ten stworzony z czakry często był tak gorący, jakby palił powietrze dookoła siebie i zmieniał go. Było gorąco i to na wielu stopniach - ręce Jashinisty ją okalały, przyciskając do siebie mocno, choć dłonie pozostały złączone, a jego usta błądziły gdzieś po jej karku i szyi w delikatnych pocałunkach. Nie potrzebowali wielu słów, a już na pewno żadnego, które się mogło lub powinno przedostać przez ogniste tornado, które właśnie jej pokazywał. Zatrzymał się przy jej uchu, ciepły oddech owiał jej policzek. Zbliżał się, jakby chciał powiedzieć coś ważnego.. Usłyszała dziwny chichot. Nerwowy. Denerwujący.
- Może to twój stary strzela z druta, ty ślepa szmaciuro co kuca na butlę od sake - powiedział w końcu, przez śmiech. Sytuacja z romantycznej zrobiła się straszna w kilka sekund i kilkanaście słów. To nie był Shiga. A równocześnie, to był Shiga. Racjonalnie to nie miało sensu, za to teraz jak najbardziej.
- Obiecałem przyjacielowi, że ta dziewczyna przeżyje - dodał szeptem - ale nie obiecywałem, że w dobrym stanie - kolejny chropowaty śmiech. Szarpnęła się, chcąc się uwolnić.. i chłopak puścił. W ich stronę pomknął ogień, był wszędzie. Palił, ale nie tak jak jej ciało, które płonęło od środka. Nie tak jak krew w żyłach, która niemal wrzała. Przez moment chyba nawet była przytomna. Usłyszała jakiś strzępek rozmowy, tak wyrwany z kontekstu, że bez sensu. Potem znów się zapadła.
To nie jest tak, że bycie niewidomą ma dużo dobrych stron. Nie, dużo więcej jednak jest w tym negatywnych elementów, niż tych które można by nazwać jakkolwiek pozytywnymi. I o ile oczywiste są tutaj takie myki jak to, że ciężej się żyje i wykonuje się także ciężej czynności które przychodzą innym z łatwością, to jest druga strona tej codzienności niewidomego człowieka - inni ludzie. Dlaczego Chise postanowiła nosić maskę, którą sprezentował jej Shiga? Swoją drogą, maska to chyba jeden z gorszych prezentów jaki można dać kobiecie którą podobno uważa się za piękną - maka, która zakrywa całą jej twarz, hah, to nawet smutne. Może to była jakaś ukryta wiadomość od Shigi "Chise, uważam cię za piękną! Ale zakryj już te ślepe gały". I tutaj pojawia się sedno problemu. Niemalże nikt nie mówił Chise w twarz tego, co zapewne myślał. Dziewczyna nie pamiętała, by ktoś do niej kiedykolwiek podszedł i powiedział, że jej martwe, białe oczy go przerażają, obrzydzają, albo sprawiają, że więdnie mu korzeń i rdzewieje katana, ryż w piwnicy pleśnieje. No właśnie, nikt nigdy jej jeszcze tak nie powiedział, a na pewno byli tacy, którzy tak cholera myśleli. Ale może nie chcieli jej urazić. Może nie chcieli kopać leżącego. Dla nich Chise na pewno była leżącą, dla wielu ludzi ślepota oznaczała coś ostatecznego i koszmarnego i niemalże myśleli, że jeśli Chise jest ślepa to prosi się o to by ją dotknąć, kopnąć, zgwałcić, zabić. Jak w Hanamurze, gdy dobierali się do niej tamci mężczyźni. Wykorzystali jej słabość, wykorzystali to, że jest niewidoma i spróbowali ją zdominować. To, że było to wielkim błędem, stało się dla nich jasne później. Ale wyryło to w głowie Chise głęboką ranę - ilu ludzi napotkanych na ulicy mogło mieć do niej takie same podejście?
Jakiś śmiech w oddali. Ale nikt się nie śmieje. Widać tylko czerń, a dźwięki się mieszają. Nie śmieje się nikt jej w twarz, a jednak śmiech jest wyraźny.
Cóż za porażka. Kaleka. Żenujący błąd, godne pożałowania stworzenie. Ktoś powinien zakończyć jej cierpienia. I to bez opieki lata... Te słowa wybijały się z tłumu, z legionu głosów najmocniej. Co to mogło być? Wszystko. To pierwsze określenie, to o porażce, mogło pochodzić od handlarza który był przy okazji rzemieślnikiem wykonującym piękne gliniane ptaki i zwierzątka. Źle wypalona glina mogła zdeformować się podczas malowania i teraz gliniany hipopotam miał wklęsły brzuch co całkowicie odbierało mu wartość dla nabywcy. A mogło to dotyczyć Chise i tego, że jest porażką świata, porażką wszystkich, niewidoma, niepotrzebna nikomu inwalidka. A to drugie? Mogło być do przechodnia bez nogi, utykającego o dwóch kulach... a znów mogło się odnosić do Chise i do tego, że dziewczyna porusza się po omacku i nasłuchuje, niczym jakiś cholerny nietoperz, a nie normalna ludzka istota. Dalej? Żenujący błąd mógł tak samo odnosić się do samokrytyki kogoś, kto wiedział, że coś poszło nie tak, a mógł mówić o Chise. Godne pożałowania stworzenie? Z jednej strony mógł to być chory, biedny piesek, z przetrąconymi łapkami. Ale czy takim stworzonkiem skrzywdzonym nie mogła być Chise? Mogła. I pewnie dla wielu była. Cierpienia mogły się odnosić do kogoś, komu można pomóc... - bo Chise nie można było nijak pomóc, nie, ona się taka urodziła i taka pozostanie na wieczność. Każdy nieprzychylny głos, komentarz, chichot, to mogło być cokolwiek. Ludzie których słyszała, legion nieprzychylnych, mógł odnosić się do niej, a mógł odnosić się do czegokolwiek innego. A jednak teraz czuła tysiące spojrzeń na sobie, czuła jak jej mięśni nie przeszywa ból, tylko głosy, piekące, palące i rażące głosy ludzi dla których powinna już umrzeć albo przykuć się do łóżka w domu i tylko rodzić zdrowe dzieci, bo nawet przecież nic nie ugotuje bo spali całe mieszkanie! Czuła się zdegradowana, czuła się lepka od pogardy, bo widziała, że ci ludzie chcieliby ją opluć i wyśmiać. Może się bali jej, może słyszeli o jej występie, a może po prostu nie chcieli sobie nią brudzić rąk?
Ich słowa teraz przepalały, raniąc ciało, raniąc umysł, który widział ich powykręcane w obrzydliwym rozbawieniu, mieszance jakiejś chorej satysfakcji, że mają się lepiej i zdrowiej niż ta bezużyteczna kaleka i dziwnego współczucia który chyba wynikał z instynktu - widzieli coś żałosnego więc chcieli temu współczuć. Demoniczne twarze ludzi których widziała dotykiem, których słyszała... No tak. Przecież nie mogła widzieć tych mówiących. Tylko tych, których wygląd został jej opisany albo których sama dotknęła. I wszyscy ci teraz, którzy utworzyli wokół niej krąg nienawiści poniżający ją i próbujący wgnieść w ziemię mieli powykręcane, karykaturalne, demoniczne mordy tych, których znała... Co bolało jeszcze bardziej.
Sama się o to prosiłaś.
Świat nagle wybuch w eksplozji szkła, raniąc wszystko swoimi odłamkami. Od huku dzwoniło jej w uszach, nie mogła się na niczym skoncentrować. Przed moment była po prostu wirującą kulą urwanych myśli i stłuczonych, wykrzywionych obrazów, niedopowiedzianych zdań. Wszystko i nic się w tym ukrywało, była po prostu chaosem. Nie mogła nawet powiedzieć jak się nazywa, bo każde poznane imię wydawało się jej równie realne i bliskie.
Cichy, melodyjny głos był po tym ukojeniem, niczym kotwica przywiązując ją do jednego miejsca.
- Co to za zwycięstwo bez pokonania wroga, które istnieje tylko w jegotwoim umyśle? - wypowiedziane słowa były dezorientujące, bo w pewnym momencie rozdwoiły się na dwa, równoległe, które powiedziały coś zupełnie innego. Tylko o kim teraz mówił? Czy nadal o Shinjim, jak wtedy? Czy może o kimś innym? Delikatne dotkniecie twarzy nic nie wyjawiło - jak i za pierwszym razem gdy tak zrobiła, twarz Shijimy nie wyrażała nic, poza spokojem, choć ten był ostatnim czego po nim oczekiwała.
- Mam nadzieje, że na koniec także nie wypadnę na aż takiego tchórza w twoich oczach - dodał miękko i w pewien sposób zagadkowo. Poczuła jego dłoń w swojej dłoni, kolejny dziwny gest. W czasie ich spotkania nie garnął się do żadnego kontaktu. Wręcz chyba.. Chyba go unikał.
- Możesz iść ze mną. Wystarczy odpuścić.. I ból zniknie. Obiecuje.
Chise
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Koala » 29 maja 2018, o 14:50

MAPA MIASTA.
Mapa z podziałem na dzielnice

Mapkę wrzucę wieczorem.


Komplikacje
Ścieżka główna eventu


Chociaż trochę czasu to zajęło, ale grupa która pozostała z tyłu w końcu dotarła do Muraia i Yuriko. Prawie wszyscy poranieni (niektórzy chociaż trochę się opatrzyli, tak jak na przykład Shigemi), większość zmęczona albo zużyciem chakry, albo fizycznym zmęczeniem, ale przynajmniej byli już na miejscu. Dziewczyna z Shiro Ryu spojrzała uważnie na wszystkich nadchodzących, zauważając że w grupie było więcej osób niż wcześniej, gdy zbierali się przy głównej drodze. Ostatecznie jednak ograniczyła się do ciężkiego westchnięcia i poczekała, aż reszta grupy do nich dołączy. Spojrzała przez chwilę na Shigemiego, który wcześniej zajął się przeszukiwaniem uszkodzonej lalki, i niósł przy sobie fragment rurki z której wcześniej marionetka strzelała strumieniami ognia. Na metalu wygrawerowany był tajemniczy symbol.
-No dobra, nie mamy za dużo czasu. Ta flara, niezależnie kto ją wystrzelił i co miała oznaczyć, odwróciła uwagę Jeźdźców na tyle, by dać nam chociaż trochę spokoju. Musimy jak najszybciej dostać się do szpitala, zwłaszcza patrząc na to w jakim stanie jesteście.
Reiko, przy pomocy Numy i Nikusui, podszedł do krawędzi klifu i spojrzał w dół.
-To będzie ciekawe - mruknął tylko pod nosem.
Yuriko jednak zignorowała tę kąśliwą uwagę, jako że skupiła się na raportach ze strony Akaruia i Shigemiego. Wysłuchała dokładnie wszystkiego, co powiedzieli, po czym pokiwała głową ze skupieniem na twarzy. Wyglądało na to, że części z tego co powiedzieli się domyślała, ale nie była tego w stu procentach pewna. Skoro teraz jednak ktoś jeszcze zauważył te szczegóły, to jej przypuszczenia się potwierdziły.
I wtedy do rozmowy włączył się Shiga. Gdy tylko zaczął mówić o Antykreatorze, białowłosa Hyuuga aż zesztywniała, skupiając spojrzenie swoich białych oczu na twarzy mnicha.
-... Han!? Khakkara? Części układanki? - szeptała do siebie, coraz bardziej zaskoczona. - To by się zgadzało, że Rody niegdyś się sprzymierzyły, żeby go pokonać. Yamanaka Aya, Hyūga Akiko, Kōseki Yoshimaru, Dōhito Shiba oraz Syn Jashina, Sazura Nobou. Piątka geniuszy, która ruszyła do walki z Antykreatorem i poświęciła życie by go zatrzymać. Ale jakim cudem miałby powrócić, skoro został zabity na oczach wszystkich przez skumulowane siły Bijuu? Jego ciało było przechowywane w zakonie...
Na jej twarzy nagle pojawiło się zrozumienie. I przerażenie.
-Hanji...
Wtedy obok wylądowała Muiri Kurohiko, liderka Kami, która obserwowała sytuację z nieba i wcześniej pomogła w wyeliminowaniu pomocników Kabuto. Spojrzała najpierw na Reiko, później na resztę, a w końcu zwróciła wzrok na Yuriko.
-Nie jestem wybitnie silna fizycznie, ale może dam radę jakoś znieść na dół co bardziej rannych. Reszta może zejść normalnie, w okolicy nie było już widać żadnych oponentów.
Yuriko kiwnęła głową, wciąż wstrząśnięta, a Muiri podeszła do Numy i Nikusui.
-Przejmę go. Następna w kolejce będzie dziewczyna...
Gdy jednak spojrzała na Shigę i Chise, tych już nie było. Ruszyli w dół zbocza, spiesząc w kierunku widocznego już budynku szpitala. Yuriko spojrzała z lekkim zmęczeniem na odbiegających, i pokazała wszystkim by ruszyli za nimi. Muiri przejęła Reiko z rąk Nikusui i Numy, pozwalając im na spokojnie zejść po klifie bez dodatkowego obciążenia w postaci rannego lidera Hyuuga.
Gdy już wszyscy byli na dole - wspinaczka na szczęście dzięki lekkiej pomocy sztuk ninja trwała może kilka minut - grupa ruszyła w kierunku szpitala. Jak się okazało, przed budynkiem znajdowało się już całkiem sporo zgromadzonych cywili, osłanianych między innymi przez zwykłych strażników miejskich, odzianych w lekkie pancerze i uzbrojonych w podstawowy oręż. Obok nich dało się też zobaczyć dwójkę wojowników w pancerzach Kręgu Shiro Ryu - Sau i Reiyę, którzy pomagali w koordynowaniu ewakuacji i przenoszeniu ludzi. Jedna z rąk Sau i pół jego klatki piersiowej były pokryte bandażami przez ranę zadaną przez Hanjiego, lecz wyglądało na to że był już doprowadzony do stanu używalności.
Wśród strażników pilnujących drogi do głównego placu dało się też zauważyć specyficzną postać odzianą w lekki strój codzienny, dopasowany i powiązany tak, by nie przeszkadzać mu w poruszaniu się, do lewego boku zaś miał przytroczoną katanę. Murai rozpoznał go od razu. Był to Zjawa, wędrujący Ronin który już wielokrotnie miał okazję wziąć udział w różnych wydarzeniach związanych z Jeźdźcami - w końcu poszukiwał on swojej zemsty na Wojnie. W Kami no Hikage zaś kurował się po ich ostatniej walce, w której samuraj otrzymał ciężkie obrażenia.
Jeden ze strażników, odziany w nieco pełniejszy i zdobniejszy napierśnik, widząc nadbiegającą grupę, zatrzymał ich gestem dłoni.
-Stać! Kim wy...?
-Och, sklej pizdę, Hirashi - warknęła Yuriko, pokazując mu żeby się odsunął. - W razie gdybyś nie zauważył, mamy przy sobie rannych, w tym jedną konającą. Musimy ich nieco podleczyć, zanim ruszymy w kierunku portu!
Hirashi natychmiast zasalutował, po czym spojrzał na stojącego obok Sau. Ten zaś, widząc Yuriko, podszedł szybko i objął ją ramieniem.
-Yuriko! Nic ci nie jest! Dzięki bogu, Hanjiemu nie udało się położyć swoich łap na Kręgu. Prowadzisz ze sobą grupę?
-Tak jest - powiedziała nieco weselszym tonem Yuriko. - Tylko musimy najpierw zająć się swoimi ranami. Reiko dość mocno oberwał na placu, a dziewczyna... chyba została w jakiś sposób zakażona przez Hanjiego. Potrzebuje natychmiastowej pomocy medycznej, zaczyna gasnąć.
Sau kiwnął głową.
-Niestety, nie będę w stanie pomóc osobiście - powiedział ze smutkiem. Po chwili jednak wskazał na grupę medyków, krzątającą się wśród cywili. - Na szczęście wśród medyków jest jeden, który może pomóc. Ślepy mnich z Kyuzo, ten koleś jest pierdolonym cudotwórcą. Zanieście ich do niego.
Reiko nagle otworzył szerzej oczy, a na jego twarzy pojawiła się nutka nadziei.
-Ślepy mnich z Kyuzo? Hanzo tu jest?... - Zachichotał, uśmiechając się z ulgą. - W takim razie mamy większe szanse na przeżycie, niż się spodziewałem...
Nie marnując czasu, przeniesiono Chise i Reiko w kierunku noszy. Wśród odzianych w kitle medyków dało się zobaczyć jednego, nieco się wyróżniającego - zakapturzony mężczyzna w lekkiej mnisiej szacie, aktualnie zajmujący się bandażowaniem kikuta po urwanej dłoni jednego z cywili. Cały czas coś szeptał, jak gdyby pragnął uspokoić pacjenta.
-Hanzo-san!
Mnich obrócił głowę, zwracając ją w kierunku dźwięku. Uśmiechnął się delikatnie. Z jego twarzy wręcz biła aura spokoju.
Pozostali niezajęci medycy podeszli do grupy, widząc ich obrażenia, i zaczęli je powoli zaleczać, pytając przy tym czy nie mają jeszcze dodatkowych, niewidocznych ran. Numie zaś pokazano niewielkie legowisko, na którym mógłby chwilę odsapnąć.
-... Reiko-sama? No proszę, nie spodziewałem się spotkać Cię w tym miejscu. Czy mogę Ci... Wam... pomóc? - poprawił się, najwidoczniej słysząc dodatkowe kroki wokół.
W tym samym czasie Yuriko spojrzała na Muraia, który jako jedyny nie potrzebował faktycznej pomocy medycznej.
-Kukyo-san. Mógłbyś ruszyć bliżej rynku i sprawdzić, jak wygląda sytuacja? Czy będziemy w stanie jakoś się przedostać do portu? Zapewne będziemy musieli upewnić się, czy nie będziemy wystawieni na żadne pułapki... A tylko ty aktualnie jesteś dostępny. Możesz sprawdzić drogę do rynku i sytuację na samym placu, a później zaraportować do Sau?

W tym samym czasie Yuji postanowił zająć się sytuacją, w której się znalazł, na swój własny - pokręcony sposób. Za pomocą jednej ze swoich technik Dotonu, mężczyzna ukrył się pod ziemią, uprzednio ostrzegłszy Shiro Ryu o ukrywających się w budynku cywilach, a następnie ruszył w kierunku miejsca, gdzie toczyła się jakaś walka. Usłyszał, że strażnicy faktycznie podbiegli do miejsca, w którym usłyszeli jego głos, i zaczęli się rozglądać. Następnie zaś spróbowali dostać się do środka budynku jubilera. Później było już słychać tylko krzyki.
W tym czasie zaś Saga zdołał się przybliżyć do pola walki. I jak się okazało, na niewielkim placyku swoją walkę toczyły aż trzy strony - jedną z nich byli wojownicy Shiro Ryu w liczbie pięciu, którzy za pomocą oręża wszelakiego, zaczynając od sasumat i kończąc na naginatach, próbowali odpierać ataki przeciwników. Drugą stroną byli wojownicy, którzy na pierwszy rzut oka przypominali przybocznych Naohiro Haretsu - mężczyźni odziani w lżejsze, skórzane pancerze, próbujący jednocześnie walczyć z Shiro Ryu, oraz zamordować trzecią, dominującą stronę w walce - lidera Rodu Sabaku, Jou, który za pomocą włóczni z piasku i piaskowych fal praktycznie rozsmarowywał przeciwników po podłodze. Na jego twarzy dało się zobaczyć oznaki niczym nieblokowanego gniewu. Chyba po raz pierwszy dało się zobaczyć, jak wyglądała furia czerwonowłosego wojownika pustyni...


// Sory za wygląd Sau, tylko to zdjęcie mi do niego pasowało XD
Czas odpisu do: 2:50, czwartek 31 maja.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 867
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 14:07
Wiek postaci: 0
Multikonta: Shikarui

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Nikusui » 29 maja 2018, o 23:09

Lada moment, a zapewne i w grupie rozpętałaby się bijatyka. Cóż, Nikusui nie ukrywała, że nie przepadała za bezmyślnym atakowaniem na oślep, skoro nie było potrzeby robić tego akurat w tej sekundzie. Owszem, sama często działała spontaniczne, ale przy tym myślała, a nie robiła cokolwiek, co jej przyszło do głowy, nie zważając na otoczenie.
- To zauważyłeś, ale pusta główka już nie przyswoiła informacji, że w trakcie tego wszystkiego kierowaliśmy się w WASZĄ stronę. No tak, ciężko spostrzec, że ludzie do was biegną. Zwłaszcza, gdy rzeczywiście biegną! Zabójcza dedukcja. - rzuciła jeszcze do Shigi, który najwidoczniej uznał, że sami tam stali i czekali na atak. I najlepiej, żeby krzyknęli jeszcze, by przypadkiem nie atakował dopóki nie wyjdą z zasięgu ewentualnego ataku. Toż to shinobi jak znalazł, żółtodziób.
Dalej nic od siebie już nie dodała, bo szkoda było na to czasu, a i tak to nie on był ich celem. Nie zamierzała marnować na niego swojej energii, która może jej się jeszcze przydać. I zapewne vice versa, w końcu i dziwny mnich miał swoje problemu na głowie. Konającą ukochaną, siostrę, czy kogokolwiek. Wystrzelił normalnie jak z procy, a sama Nikusui starała się wraz z Numą znaleźć jak najbliżej Muraia, oczywiście przy asyście Shigemiego. Przy okazji, jej pobratymiec z klanu wziął małą pamiątkę, która zawierała na sobie jakiś nieznany dla białowłosej symbol. Może ktoś inny będzie wiedział, o co chodzi. W ogóle zaczęło się roić od dość ważnych informacji. Zwłaszcza, całkiem niezłe ciekawski miał Shiga. No i od razu wyjaśniało to jego wcześniejszą nieobecność. Osobiste spotkanie z Hanem? Brzmiało to dość niewiarygodnie, ale z drugiej strony... czy miałaby temu nie uwierzyć? Po co miałby kłamać? Jego wyjaśnienia nawet trzymały się kupy, zwłaszcza po słowach Yuriko. Ta zaś, w pewnym momencie jakby doznała olśnienia. Jej mina po prostu wyrażała wszystko. Nikusui szybko to podłapała i postawiła krok do przodu, oczywiście zważając dalej na rannego Reiko. Sama przecież też nie była w stanie idealnym, ale te rany były do przeżycia. Wolałaby jednak je obandażować w wolnej chwili. Kiedykolwiek ona nadejdzie.
- Han... Hanji... - zaczęła, spoglądajac uważnie na członkinię Hyuuga. - To ta sama osoba? - zapytała, dość ryzykownie, bo to stwierdzenie było na pewno odważne. Ktoś, kto żył tak dawno temu i nagle miał normalnie chodzić po świecie? Być Liderem takiej organizacji, która to niby miała utrzymywać porządek w tym świecie? Czy to może Hanji stał za pojawieniem się Hana, chociaż nie potrafiłaby tego wyjaśnić. Sama Yuriko powiedziała przecież, że widziano jego śmierć. Jego ciało było przechowywanie w zakonie. I nagle, co? Wskrzeszenie?
Ryukata skinęła głową, puszczając z uścisku Reiko, który został przejęty przez Muiri. Na pewno ją to w jakiś sposób odciążyło, więc odetchnęła cicho i odruchowo spojrzała w stronę, gdzie jeszcze niedawno stał mnich i Hime. Tych jednak nie było. Najwidoczniej młodziakowi się śpieszyło do szpitala, co akurat nie powinno nikogo dziwić. Okazana niedawno medyczna pomoc raczej nie przyniosła dobrych efektów.
Po skupieniu chakry w stopach, zaczęli schodzić w klifu, co potrwało kilka minut i udali się wprost w kierunku szpitala. Tam akcja już się rozgrywała. Widać było, że strażnicy, oczywiście ci ze sprawną głową, koordynowali i ewakuowali cywili. Oprócz pobocznych strażników, w oczy rzucała się dwójka, w tym jeden osobnik Shiro Ryu, który wcześniej został przez Hanjiego zaatakowany. Najwidoczniej miał się już nieco lepiej. Dalej wszystko potoczyło się już dosyć szybko. Okazało się, że wśród zgromadzonych znajduje się jakiś super medyk, który może się zająć tą dwójką, która wyglądała najgorzej. Postanowiona również zająć się pozostałymi, w tym również Nikusui, którzy odnieśli mniejsze rany, ale wciąż były dokuczliwe. I tu białowłosa poczuła nieprzyjemny pstryczek w nos. Nie chciała tak siedzieć i czekać na rozwinięcie sytuacji. Zwłaszcza, gdy tylko jeden był wysłany na zwiad. Czy to był na pewno dobry pomysł? Owszem, jeden nie rzucał się w oczy tak bardzo, nie ujmowała też Muraiowi siły, bo na pewno prezentował wyższy poziom niż białowłosa. Nie tak to jednak sobie wyobrażała. Ranna jednak też może nie pomóc na tyle, na ile by chciała. Zrezygnowana więc, z nieco kwaśną miną, odwróciła głowę w drugą stronę i czekała na koniec "zabiegu".
- Jest coś, co mogę tu zrobić? - zapytała Yuriko i Sou, kiedy tylko jej leczenie dobiegło końca. Nie mogła tak po prostu siedzieć czy stać, czekając na raport Muraia. A skoro już tutaj była, to przecież na pewno mogła w czymś pomóc. Cokolwiek, przenoszenie rannych, ochrona, rozejrzenie się po najbliższym terenie. Oczywiście dalej będąc ostrożną i zważając na zagrożenie.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Akarui » 29 maja 2018, o 23:26

Maszerują chłopcy, maszerują...
A podczas tego marszu odbyło się jeszcze parę rozmów. Shiga miał trochę za złe, że nie został poinformowany o lodowej ścianie. Akarui musiał więc przeprosić: - Gomene, Shiga-san. Wcześniej użył tej zdolności, ale liczyłem, że będzie jeszcze nieprzytomny, bądź że to była jednorazowa obrona. Ale dzięki Tobie upewniliśmy się, z jakim przeciwnikiem mamy do czynienia, prawda? Mnich poprosił jednego ze sprzymierzeńców o zabranie kawałka pokonanej zbroi. Kątem oka dało się dostrzec na niej jakiś symbol, więc mając chwilę, czy to podczas samej podróży czy też pod samym szpitalem, medyk postanowił się mu przyjrzeć. Każdy szanujący się marionetkarz ma symbol, którym się podpisuje. Swój własny podpis. Jeśli Tozawa to przeżyje, może uda mu się wyśledzić tą sygnaturę? Akarui zauważył jeszcze jedną rzecz. Całe ciało Shigi było poharatane i ponacinane jak kiełbasa na grilla... Skąd te wszystkie rany? Nic, w tej chwili są ważniejsze rzeczy.

Cała ekipa podzieliła się swoją wiedzą. Na wyspie jest sam Antykreator, choć jego martwe ciało powinno spoczywać gdzieś ukryte przez Zakon. Problem w tym, że to własnie Zakon zdradził i siał ten cały zamęt. Nie było czasu na dalsze dywagacje. Szpital był już blisko, wystarczyło zejść po zboczu. Nasz anioł stróż zniósł na dół Reiko, a Shiga poradził sobie ze swoim Skarbem. Po drodze odbyła się jeszcze jedna wymiana zdań. Murai-sama był bardzo ciekawy, skąd medyk wie tyle o klanie Ayatsuri, z grzeczności należało odpowiedzieć, czym umilimy sobie zejście po skałkach w kierunku szpitala: - Jestem Tozawa Akarui i pochodzę z Samotnych Wysp. Marionetki otaczały mnie zewsząd, więc tak bardzo jak ich nienawidzę, tak je znam. Na przykład, czułymi miejscami zawsze są stawy. Choć i to można obejść i złożyć lalkę ponownie. Broń może być ukryta w każdym miejscu, ale zawsze ogranicza je magazynek. Cóż... jak to mawiał mój ojciec, w walce z członkiem klanu Ayatsuri spodziewaj się niespodziewanego.

Pod szpitalem kręciło się wielu ludzi. Mnóstwo cywili, dużo rannych, była też ochrona złożona ze straży miejskiej, ale tez parę postaci widzianych wcześniej. Między innymi stary członek Shiro Ryu, który na samym początku przeciwstawił się buntowi zakonu. To on właśnie rozmawiał z Yuriko, która przewodziła grupie do tej pory. Po krótkiej rozmowie ranni zostali skierowani do medyków, szczególnie do jednego, zwanego "ślepym mnichem z Kyuzo". Ten zwrot natychmiast został rozpoznany przez Reiko. Skoro Shirei-kan klanu Hyuuga tak się uradował na te wieści, to musiał być ktoś ważny! Akarui podążył razem z rannymi, by poznać niejakiego Hanzo. Cały czas starał się jednak być blisko Reiko i Chise, w końcu to jeszcze jego pacjenci. Pierwszym powinien się zająć sławetny Hanzo, a obrażenia drugiej już zostały przedstawione na forum publicznym. Medyk jednak dalej chciał brać udział w opiece nad nimi. Sam więc też zdał raport o tej dwójce innym medykom jak i Hanzo, przed którym lekko się kłania i mówi: - Hanzo-sama, jestem Tozawa Akarui. Do tej pory próbowałem zajmować się ranami tej dwójki, jednak Reiko-sama został przez mój błąd jeszcze bardziej poturbowany, a dziewczyna... Sam do końca nie wiem co z nią jest. Coś, co zostało jej wstrzyknięte nie jest do końca wykrywalne, ale powoduje gorączkę, zapaść, omamy. Dziewczyna jest na granicy. Do tego na jej ramieniu pojawił się dziwny symbol.

Musiał też zająć się sobą. Do tej pory nie miał czasu nawet wyciągnąć odłamków lodu z ciała. Większość już sama wypadła a rany nie były zbyt głębokie, ale i tak zwrócił się o pomoc do innych Iryoninów, w końcu z plecami sam sobie nie poradzi! Potem jednak sam przechodzi do pomocy poszkodowanym.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
MOWA
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1546
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 01:03
Wiek postaci: 0
Krótki wygląd: Jak na avku brązowy płaszcz z kożuszkiem - mamy zimę! ;)
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Shigemi » 30 maja 2018, o 00:11

Przeszukanie zwłok, a raczej zniszczonego mechanizmu przyniosło jakieś skutki, jednak nie za wiele mi to dało oprócz dosyć dziwnego symbolu na jednej z rurek. Ułamałem ją, owinąłem w kawałek bandaża, a następnie schowałem do pustej kabury. Słysząc słowa chłopaka o pamiątce rozejrzałem się po tym złomowisku i wziąłem podniszczoną maskę tejże marionetki. Westchnąłem cicho, dziwny był ten mnich, nie dosyć, że specyficznego wyznania i zachowania to jeszcze zbierał "skalpy". Uśmiechnąłem się pod nosem, jednak momentalnie to zostało zamienione w grymas bólu. Schylenie się po maskę przypomniało mi o jednej z ran, dokładniej mówiąc tej na plecach, a wyprostowanie się, przypomniało mi o ranie w nodze. Znowu pot oblał moje ciało, ale nie mogłem już pozostać przy tym pobojowisku ani sekundy dłużej. Wziąłem maskę/hełm w rękę i podreptałem do reszty. Słysząc opowiadane przez niego rewelacje poczułem jak osuwa mi się grunt pod nogami. Schodzenie z klifu i przyjmowanie informacji, które wypowiadał. No trzeba przyznać, że Shiga24News dawał radę. Maska trzymana w ręce myślę, że powinna mu pasować jako trofeum, zwłaszcza, że słysząc to co mówił wiele rzeczy się wyjaśniało z wyjątkiem Antykreatora. Przecież on miał być martwy kupę czasu temu...

Jednak nie mogłem sobie pozwolić na zwątpienie w tym momencie, więc postanowiłem skorzystać z pomocy medycznej, jeśli w tym czasie Shiga znajdował się w moim otoczeniu to mówię do niego:
-Myślę, że to chyba najfajniejsze co znalazłem na tym złomowisku, trzymaj zasłużyłeś, tylko obiecaj że nie będziesz miał jej na oczach używając obszarówek w moim towarzystwie. - szyderczy uśmieszek zamienił się w przyjazny i puściłem mu "oczko", miało to być małe nawiązanie do sprzeczki, czy też wymiany zdań przez Niku-chan oraz Ognistego Mnicha. Czułem jak medycy powoli doprowadzali mnie do stanu używalności. Jeśli rany zostały zasklepione to zwijam bandaże, których użyłem, jeśli jednak zasklepienie rany nie było wystarczające to bandaże zostawiam, aby zabezpieczyć ranę. Kiedy proces leczenia został zakończony powiedziałem krótkie:
-Dziękuję... - następnie wykonuję skinienie głową w stronę medyka, który się mną zajmował i podchodzę do wesołej gromadki, gdzie pojawiło się kilka nowych twarzy, a słysząc słowa Hyuugi jeden z nich - ten zakapturzony właśnie wzbudzał największe emocje, gdy tylko trochę ucichło rozejrzałem się w okół patrząc, czy cisza i spokój jest zachowana i nie widać nic podejrzanego, a następnie spojrzałem w stronę naszej dowódcy i rzekłem:
-Jestem gotowy do działania...- żniwo śmierci jak i okaleczeń było paskudnie wielkie trzeba było zastopować tę karuzelę cierpienia ludzkiego, jednak słysząc dźwięki dochodzące z innych partii miasta musiałem wywnioskować, że koniec walk był daleko. Do zgromadzenia jeszcze postanowiłem zagaić, być może wiedzieli coś więcej o flarze:
-Kaminari no Shigemi - skłoniłem się grzecznościowo w stronę tych, którym się przedstawiałem - Zapewne widzieliście tę czerwoną flarę, wiecie może z jakiej części miasta to wystrzeliło? Czy jest tam coś co może przedstawiać jakąś wartość historyczną, czy strategiczną? - prędkość z jaką jeździec nawiał widząc tę flarę nie napawała optymizmem, najpewniej osiągnęli kolejny cel swojej podróży tutaj, a może ktoś z nich oberwał i wzywał pomocy?


Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
5x kunai, 5x shuriken, przypięte do pasa wakizashi
Obrazek
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):

kabura 2x jedno i drugie udo w każdej 2x kunai, 2x shuriken
torba 1x biodro:
1x kunai, 1xshuriken
bandaż 5m
bojowa pigułka x1
pigułka z krwią x1
płaszcz
żyłka 5m
2x wybuchowa notka
2x dymna bombka

Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: Ranton
NATURA CHAKRY: Raiton
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
Wrodzona -
Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
SIŁA 18
WYTRZYMAŁOŚĆ 25
SZYBKOŚĆ 50
PERCEPCJA 14
PSYCHIKA 5
KONSEKWENCJA10
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 107
KONTROLA CHAKRY D
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 102%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
NINJUTSU
GENJUTSU
STYLE WALKI 0 (dziedzina E)
---
---
---
ELEMENTARNE
SUITON D
RAITON D
RANTON B
JUTSU:
[E]Henge no Jutsu
[E]Kai
[E]Kawarimi no Jutsu
[E]Kinobori no Waza
[E]Suimen Hoko no Waza
[E]Nawanuke no Jutsu
[D]]Raiton: Dendō Hando
[D]Raiton: Hiraishin
[D]Suiton: Kirigakure no Jutsu
[D]Suiton: Mizu Kawarimi
[D]Suiton: Mizutetsu no Jutsu
[D]Ranton no Jutsu: Reberu Di
[C]Ranton no Jutsu: Reberu Shi
[B|Ranton no Jutsu: Reberu Bi
[B|Ranton: Raiunkōha
Chakra 92%

Spoiler: pokaż

Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>
Shigemi
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Yuji Saga » 30 maja 2018, o 21:26

To uwielbiam! Dokładnie to kocham! Tak powinno być zawsze! Musi być zawsze! Ludzie, bierzcie z tego przykład, musicie tak postępować i nie ma, że boli. Jak ja coś powiem, rozkaże, nawet dam aluzje, to macie zrobić, dobrze? No to dobrze, że się zgadzamy. Shiro Ryu, po moim pięknym ogłoszeniu pobiegli w tamto miejsce. No to były dosłownie zombie, wiec szukały tego co spowodowało ten hałas. Głupie to! Ale przydatne, jak kiedyś spotkam tego kolesia od tych laleczek-przygłupich wojowników niegdysiejszej rady, to zapytam się go o przepis na nich. Jeżeli receptura jest jak na babeczki, to aż bym otworzył cukiernię. Ale zamiast paczków bym sprzedawał zombi wojowników. Idealny pomysł! Tylko nie podkradajcie go. Wracając do tego co się zadziało, bo odchodzę od wątku i to za często. Po chwili znaleźli te ukrywające się szczury i zaczęli je mordować. No tak przypuszczałem po odgłosach, ale tak na bank się stało. To było piękne. Dzięki mnie umarli tchórze, którzy chcieli przeczekać całą masakrę, no i dzięki temu mogłem przebyć drogę do nowego miejsca wydarzeń, w którym najpewniej działo się coś ciekawego. Stwierdziłem to po odgłosach walki.
Dotarłem na niewielki placyk, chyba nie był tak wielki jak tamten ze sceną, gdzie rozpoczęło się całe to przedstawienie. W tym miejscu odbywała się walka i to nie byle jaka. Trzy strony walki! I każda z nich walczyła na dwa fronty! Żadnych sojuszy przed wspólnym wrogiem. Wszyscy byli tymi złymi oraz dobrymi w swoich słusznych sprawach. Wspaniale się to oglądało. Tak powinien wyglądać świat. Każdy przeciw każdemu. Klan przeciw klanu. Miasto przeciw mieście. Ojciec przeciw innem ojcu i tak dalej, rozumiecie oco mi chodzi, czyż nie? Po jednej stronie były nasze zombie Shiro Ryu. Nic ciekawego. Nudneeeeeee. Kolejna stroną była ciekawsze od pierwszej, ale aż tak bardzo? No nie. To byli przyboczni Haretsu, jak mnie pamięć nie myli. To byli ludzie którzy używają podobnej mocy do mnie, najwyraźniej. Byli blisko Naohiro Haretsu, którego chce zabić, albo nie, chce by cierpiał. Nienawidze go całym sercem. Jeżeli ludzie na świecie nienawidzą najbardziej ze wszystkiego antykreatora, to ja nienawidzę tego pierdziela tak samo, jak oni. Za to trzecie strona była najciekawsza. Jedna osoba. Czerwonowłosy człowiek w furii, po prostu rozwalał wszystkich. Był dominującą stroną. Ale najważniejszą rzeczą która wpadła mi w oko. Walczył piaskiem! To niespodziewane! Nigdy czegoś takiego nie widziałem! Walczyć piaskiem i taki pogrom siać! Jeżeli da się tego nauczyć, to proszę mnie wziąć na ucznia, zapłacę nawet wpisowe do szkoły. Dobra, mniejsza oto. Chętnie bym zamordował tych przybocznych, tak swoją drogą, ale oni nie byli dominującymi na polu bitwy. Chyba rozumiecie oco mi chodzi. Kończyć walkę tak słabo. Osłabić tego kto wygrywa, by szala zwycięstwa znowu się wyrównała, by chaos trwał dalej i może ktoś niespodziewany by wygrał. To jest to czego pragnę. No i uda mi się bardziej skłócić klany, albo świat do rodu mojego ojczulka, to by było wspaniale, ale po tym co widać, to bez mojej pomocy świetnie im idzie rujnowanie swojej reputacji. Wbiłem na chwilę i już moja robota skończona! Wychodzi, że to kolejna moja zasługa! Polecam się na przyszłość!
Wziąłem sobie za cel tego czerwonowłosego. Był najsilniejszy, to było widać, do tego używał czegoś co dopiero poznałem, wiec był niebezpieczny, jakbym został z nim sam na sam, kiedy by wszystkich pokonał. Oj nie, podziękuje za tą wizję, wolę już teraz coś zrobić. A do tego mam małą przewagę, bo nie wie, że tutaj jestem, ba! Nikt nie wie! Człowiek niespodziewajka! Boska niespodziewajka atakuje! No i był w furii, jak widać, to go robi za łatwiejszy cel do zaskoczenia. Wręcz idealna ofiara na ten moment dla mnie. Tylko nie mogłem od razu podejść pod niego, bo używał tego piasku, wiec może coś robić z ziemią kiedy tak robi fale, więc może mnie uszkodzić, jak pojde tak pod ziemia przed nim, kiedy to będzie atakował, albo przez przypadek mnie tak odkryje przed reszta, wtedy nici atakowania z ukrycia. Dlatego musiałem to na spokojnie ogarnąć. Bez pośpiechu. No z takim małym, bo lada moment może pozabijać wszystkie strony i nici z planu. Okrążam go pod ziemią, tak by nie był zwrócony w moją stronę. Tak bym mógł podejść dołem na jego tyły. Wszystko w bezpieczniej odległości na początek. Kiedy się ustawie za nim w ziemi, to wyczekuje odpowiedniego momentu. Kiedy będzie można się zbliżyć szybciutko do niego, gdy nie będzie aż tak bardzo się ruszał. No i uważam też na innych co walczą, bo mogą przez przypadek pokrzyżować me plany. Dlatego wszystko próbuje zrobić z pomyślunkiem, uważając na resztę, by mój plan się powiódł. Jak już uda mi się i uznam to za odpowiedni moment, przez co się przybliżę pod niego, to wyłaniam moją rękę z ziemi za pomocą techniki, która mi pozwala na takie wariację, łapie go za stopę, albo za kostkę, zależy co będzie bliżej. Nie czekam na nic, od razu wykonuje wybuch moją ręką którą złapię moją ofiarę. Tak by go uszkodzić, albo przy odrobinie szczęścia oddzielić stopę od reszty tego wojownika piasku. Po tym działaniu chowam rączkę do ziemi i uciekam niczym krecik jak najdalej, by nie dostać jakaś techniką czy czymś, bo taką akcją zdradzam, że ktoś jest pod ziemią oraz moje położenie na kilka chwil. Dlatego lepiej szybko zmienić pozycję po tym niespodziewanym ataku, oddalić się i to bardzo na bezpieczna odległość. No i zobaczymy co będzie dalej. Jak będzie trzeba to uciekam dalej. Nie chce zostać poturbowany. Nikt nie chce oczywiście, no chyba, że jesteście masochistami, to wtedy już wasza wola.


Techniki!
Spoiler: pokaż

Nazwa
Doton: Dochū Senkō

Pieczęci
Brak

Zasięg
Dowolny

Koszt
E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (1/2 co turę)

Dodatkowe
Użytkownik musi być pod ziemią

Opis Jedna z najbardziej przydatnych technik na tym poziomie. Użytkownik musi jednak znajdować się pod ziemią, aby wykonać to Jutsu. Umożliwia mu ono bowiem, zwiększenie swojej prędkości poruszania pod ziemią. Jest ona podobna do szybkości naszej postaci. Dodatkowo można wyciągnąć broń, albo część ciała, aby zadać niespodziewany cios. Pod ziemią poruszamy się z naszą normalną szybkością.


Nazwa
Bakuton no Jutsu: Reberu Shi

Użytkownik na tym poziomie zwiększa swoje możliwości generowania wybuchów. Znacząco rośnie ich siła, która dorównuje sklepowym notkom wybuchowym. Zadawane obrażenia wzrastają do poziomu, w którym interwencja medyka jest więcej niż wskazana - mocne poparzenia i niszczenie tkanek. Zasięg wybuchu również ulega poprawie, mimo że nadal nie jest zbyt imponujący. Shinobi całkowicie pozbywa się bólu związanego z tworzeniem wybuchów i zyskuje na nie odporność. Haretsu potrafi stworzyć eksplozję na całej kończynie - ręka, noga.

Zasięg Wybuchu
50cm

Siła Wybuchu
Porównywalna z notką wybuchową.

Koszt Chakry E: 9% | D: 7% | C: 5% | B: 4% | A: 3% | S: 2% | S+: 1% (na turę)


Staty:
Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:

SIŁA 41
WYTRZYMAŁOŚĆ 50
SZYBKOŚĆ 81
PERCEPCJA 49
PSYCHIKA 1
KONSEKWENCJA 1

SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 222
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 105%
Chakra: 80% - 10% - 10% = 60%


Ekwipunek: (Tylko bez zmian w pojemności, bo aktualizacja wbiła kiedy już event był
Spoiler: pokaż
Torba [68/70]
  • 8x Kunaie
  • 2x Granat Dymny
  • Pigułka ze skrzepniętą krwią
Yuji Saga
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Hitsukejin Shiga » 30 maja 2018, o 21:37

Soundtrack do posta


Szczęśliwie, w miarę oczywiście, zrównali z grupą Pustego i jakiejś laski, którzy wybili na przód. Pusty jak zwykle odkąd widział go na Kami no Hikage stronił od walki, odsuwając się najdalej od zagrożenia jak to tylko było wykonalne. Shiga spodziewał się chyba czegoś innego, jeśli ktoś ma przydomek Pusty i pochodzi z krwawego pokolenia, to powinien być albo rycerzem który ratuje dzień albo chociaż potworem którego nieokiełznana potęga przyćmiewa niebiosa. A tutaj jest taki sobie o facecik, co się kitra jak tylko może i nie dołącza do żadnej śmiesznej zabawy w jaką się bawili. Żongluj jeźdzcem, przypnij ogonek Kabuto czy gra w dwa ognie, to wszystko to były zabawy które mieli w zanadrzu, a mimo tego Murai nie uznał, że warto wziąć udział w rozrywce. Szkoda, mogliby się razem bardzo fajnie zabawić. Kiedy dziewczę z Shiro Ryu westchnęło ciężko i przeciągle, Shiga zagryzł zęby i próbował się powstrzymać od komentarza.
-Tak, mieliśmy zostawić stalowego potwora za sobą, by wlazł za nami na mur i stamtąd skasował swoim lodem lub ogniem cały szpital za jednym zamachem? Czy dziś jest jakiś dzień bezmyślności? Wszystkie grupy które uformowaliście byłyby teraz osaczone przez jeźdzców i Shiro Ryu od tyłu, gdyby nie to, że ja i Chise zostaliśmy wtedy na placu. - Shiga zmarszczył brwi, spuszczając nieco głowę w dół, nos na kwintę. Naprawdę w Shiro Ryu jest jakieś zrzeszenie niepełnosprawnych umysłowo czy tylko mieli takiego farta, że Han nie odmóżdzył jedynie tych najbardziej niedopierdolonych przez czasoprzestrzeń? To nie tak, że krąg Shiro Ryu się uchował przed złym i niedobrym Hanem. Tam po prostu trafiły tak wybrakowane jednostki, że Han nawet nie chciał ich po swojej stronie bo by więcej zła niż dobra sprawiły tym, że cokolwiek planują w ogóle zrobić.

Najpierw zaczął załatwianie porachunków od tego, co najprędzej. Od Nikusi.
-Powiem ci tak, kochana, że gdybyś była niema to byś zyskała dużo. Bo buzię masz śliczną, ale charakterek paskudny. Wy się wolicie chować i uciekać, ja wolałem dobić tą kukłę. Kolejną potraktowałbym tym samym gdyby nie flara. Nic ci nie poradzę, że byliście w zasięgu, a ja nie wiedziałem o lodzie bo NORMALNE KUKŁY NIE ATAKUJĄ LODEM. - Prychnął w jej kierunku, nie podnosząc wzroku na Pustego Tchórza ani na sekundę. Ostatni Kakuzu z którym Shiga miał do czynienia był paskudnym fetyszystą. A ten jest tchórzem. Mnich sobie powoli wyrabiał bardzo pozytywną opinię o kakuzoidach. Wniosek był prosty. Najpierw potwór imieniem Rem i jej Kakuzoid muszą zginąć, a potem przyjdzie czas na Pustego Tchórza.
Shiga gardził nim z całych sił. Murai mógł pomóc. Mógł uratować wiele istnień i załagodzić wiele sytuacji kryzysowych. Ale był zwykłym tchórzem. Podobno kakuzu są prawie nieśmiertelni i nie czują bólu, tyle powiedziała Rem.
Na szczęście dwie, trzy kutabary zmiotły jeźdzcowi zabawkę, to zmiotą i jakiegoś uciekającego przed zagrożeniem Kakuzoida.

Wzrok wrócił spowrotem na dziewczynkę z Shiro Ryu, co to koordynowała. Yuriko? Muiri? Muri? Któraś miała skrzydła, a któraś pierdoliła od rzeczy. Taki znak rozpoznawczy, tylko która jest która.
-Więcej o antykreatorze nie będę teraz strzępił ryja. Na dole, w szpitalu, powiem wam wszystko co wiemy. Potem mogę ginąć, ważne, że kluczowe informację będą miały dalszych powierników. Jeśli ktokolwiek planuje przeżyć oczywiście, choć jak patrzę na taktyczną stronę tej zabawy, to się zastanawiam, czy planujemy coś takiego. - Wzruszył ramionami i stanął ze swoim pakunkiem-Chisunkiem na krawędzi muru, patrząc się w dół. W sumie to nie jest tak stromo. I przeciwników w zasięgu wzroku nie ma. Shiga złapał rękami nogi Chise co mu po bokach dyndoliły i ugiął lekko kręgosłup, pochylając się w przykucu, niemalże Sogeńskim przykucu prawilnym.
Wtedy ta suczka zaczęła coś tam dalej bełkotać. Coś o tym, że najpierw Reiko, a potem "Następna w kolejce będzie dziewczyna". Kolejek się wam kurwa zachciewa, mistrzowie taktyki. Shiga spojrzał na nią z pogardą w oczach.
-K. Baiiiii. - Po czym ruszył pędem na dół, nie zastanawiając się nad ich planem ani chwili dłużej. Jeśli cokolwiek, to było mu conajmniej bardzo nie po drodze z polityką ciągłego ustawiania wszystkiego w jakieś chore plany, chore hierarchie które miały gówniane przełożenie na rzeczywistość i zewsząd wycofka nie myśląc w ogóle o konsekwencjach swojej decyzji.
I w ten sposób gdy oni dalej mieli jakieś rozkminy czy ruszać czy nie, to Shiga był pierwszy na dole i biegł w stronę szpitala, tyle ile tylko sił w mnisich nóżkach było i ile tych sił mu zostało.
Spoiler: pokaż
Obrazek


Gdy tylko zeszli na dół, do Shigi dobiegł Akarui, który zaczął go przepraszać, że mógł go ostrzec o lodowej barierze. Ostra tempera Shigi pokazywana namiętnie Nikusui całkowicie zelżała w kierunku Tozawy. Uśmiechnął się, ukazując ząbki z litej stali, niemal szczerząc się jak głodny wilk na ranną łanię, która będzie - czy tego chce czy nie - jego obiadem.
-Nie przepraszaj. Pomogłeś mojej Chise jesteś więc moim przyjacielem, Tozawo Akarui. Możesz liczyć na to, że gdy następnym razem będzie nadchodził cios w twoją stronę przyjmę go na własną pierś. - Poklepał chłopaka po ramieniu wolną ręką, bo puścił nogi Chise, bo gdy już nie zbiegali to nie potrzebował jej dodatkowo asekurować. Spokojnie dotarli grupą do szpitala, widząc tłumy ludzi.
-Maraton biegaczy, kurwa. - Odpowiedział Shiga na stwierdzenie jakiegoś plebsa "Stać!" i coś tam dalej. Minął go nie zwalniając kroku, jakby był niematerialną kupą gówna. W sumie tym był w tej chwili, mówi się trudno i ignoruje się władzę dalej. Kiedy Shiga kątem ucha usłyszał o ślepym mnichu nie dał rady powstrzymać rechotu. Ślepą będzie ratował ślepy. Kurwa komedia bez happy endu.
Ale działać trzeba, więc mnich doprowadził Chise do mężczyzny który okazał się być "ślepym mnichem z Kyuzo imieniem Hanzou.
-Hanzou-dono. - Wyplątał Chise ze swojego pakunku na plecach, kładąc dziewczynę na noszach obok mnicha. - To jest Chise. Chise jest niewidoma jak ty, Hanzou-dono. Walczyliśmy z antykreatorem i jego ludźmi na placu. Dziewczyna mu nawkładała, więc powiedział, że ukaże ją za to i "wynagrodzi jej nienawiść wiążąc jej los ze swoim". Powiedział, że daje jej część swojej potęgi której ona nie ma bo jest słaba i bla bla bla. Wbił jej palce które wyglądały jak szpile w ramie, a potem zaczęła mieć omamy i zaczeliśmy ją tracić. Bylibyśmy szybciej, ale po drodzę musiałem unieszkodliwić marionetkę jeźdzca antykreatora... - Szepnął Shiga, nie przedstawiając się. Zostawił swój skarb z jedynym człowiekiem który podobno jest w stanie jej pomóc. Niech się dzieje wola Jashina...

Shiga odszedł od nich, wracając w tłum. Zaczepił go Shigemi. Miły chłopiec.
Przyniósł Shigiemu zdartą ze zniszczonej marionetki maskę. Mnich bez zawahania i bez słowa objął chłopaka i przytulił go do swojego nagiego pełnego blizn torsu, jak matka przytula dziecko.
-Dzięki. - Wziął od niego maskę i zaczepił ją na haczyku na spodniach, gdzie zazwyczaj podczepiał kunai. Ale nie ma sensu czekać, trzeba pchnąć tutaj wiedzę, intel, dalej. Shiga, jeśli tylko znajdzie jakieś podwyższenie na które może wskoczyć, to robi to od razu, górując nad wszystkimi.
-Wiedząc, że w każdej chwili może nadejść śmierć, chciałbym podzielić się informacjami z kimkolwiek, kto jest u władzy. Czy to Shiro Ryu kręgu czy liderzy. Byłbym wdzięczny jeśli ci nadstawiliby ucha. - Zaczął Shiga bardzo ładnie, takim pierdolonym prologiem i wstępem. - Jestem Shiga, Syn Jashina. Kiedy liderzy uciekli z placu działać w mieście lub pojedynkować się w mieście, ja i tamta dziewczyna oraz tamten chłopak - wskazał na Numę. - Zostaliśmy na placu. Było tam około trzydziestu Shiro Ryu, których większość zabiłem moim żarem, by nie osaczyli grup ewakuacyjnych od tyłu. Potem przetrzymaliśmy dwóch jeźdzców tak długo jak to tylko było możliwe, NESa i Akuryo. Jeździec Akuryo groził dziewczynie śmiercią więc wydałem mu rozkaz by celował palcem we mnie. Strzelił kością. Powiedział, że nie boje się śmierci i zamiast walczyć rozmawiał ze mną, długo. Drugi jeździec, NES, upatrzył sobie chłopaka, dwumetrowy muskularny, o blond włosach i czerwonych oczach. Nosi zielone buty, żółte spodnie oraz czarną przylegającą koszulkę bez ramiączek. Jest zdrajcą, prosił o to by Jeźdzcy pozwolili mu dołaczyć do Siebie by mógł zabijać, zaatakował mnie i dziewczynę skrytobójczo. Wtedy pojawił się Suzumura Hanji i na naszych oczach zerwał twarz jakby zrywał maskę. Po zmianie miał rudę włosy, żółte oczy o czarnych jak noc białkach. Przyznał się do bycia antykreatorem Hanem, co zresztą potwierdzili jeźdzcy. Przyznał się mi w rozmowie, że to co mówił podczas mordu na radzie dwudziestu to ostateczne bzdury. Przyznał, że potrzebuje tylko dalekosięznego odwracacza uwagi. Mówił o tym, że klany się zjednoczyły by go dopasć i teraz chce je skłócić by nie było jedności w walce z nim. Gdy dowiedział się, że mam osiemdziesiąt lat, przyznał mi, że miał prawie tyle samo GDY UMIERAŁ PIĘĆDZIESIĄT LAT WSTECZ. Potem powiedział, że liderzy to głupcy i zamiast łączyć siły to uciekają i załatwiają swoje interesy. Powiedział, że Naohiro Haretsu, Kouseki Kazuo i Yougan Joichiro wykorzystają te wydarzenia by walczyć ze sobą i z innymi liderami by mieć korzyści dla Siebie. Powiedział, że będą działać w ten sposób na jego korzyść. Co do samych Shiro Ryu, przemienił ich jeździec śmierć, Akuryo. Powiedział, że Shiro Ryu nie wiedzą, że służą. Że przy pomocy specyfików dosłownie zaplombował dusze w ich ciałach i są jego ślepo wykonującymi rozkazy marionetkami. - Shiga nie mówił, Shiga się wydzierał na cały głos, by wszyscy ważni i wszyscy co potem mogą te wiedzę jakoś pozytywnie wykorzystać tą wiedzę zdobyli. Potem Shiga złazi z podwyżśzenia i podchodzi do medyków.
-Jestem synem Jashina. Moje ciało się regeneruje. Możecie pobrać odemnie tyle krwi dla potrzebujących jej ile tylko potrzebujecie. - Powiedział, wystawiając do medyków gołe dłonie i ręce. - Chcę pomóc jak tylko mogę.

Fuck you, Jashin. Fuck you, daddy.



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Numa » 30 maja 2018, o 23:00

Wyglądało na to że obyło się bez pomocy bezdomnego Numy. Jednak jeśli znoszenie oznaczało znoszenie z przyczepnością do skał wówczas Numa mimo wszystko pomaga. Inna sprawa jeśli ona lata. Wtedy raczej nie pomorze. W między czasie działo się coraz więcej. Wszyscy rozmawiali dalej tworząc istny zgiełk jak na jakimś bazarze lub targu. Wyrzutek słuchał większości mimowolnie, w sumie nie było w ich słowach niczego bardzo interesującego. Większość już słyszał albo niezbyt go obchodziła. Mimo tego ciężko było tego nie słyszeć. Ewidentnie kłócono się o to że ktoś postanowił walczyć. Można się domyślić jak odczuwał to młodzieniec z drugiej stony Wyszczekanie 80 latka, sprawiało że brakło mu słów. Czuł się stary zdecydowanie starszy niż czternaście lat. W końcu taka dyskusja nie miała sensu. Nie rozumiał w czym tkwił problem, może to on zachowywał się nie poprawie miał jakieś inne standardy ? Nie rozumiał więc milczał uczył się. Szczeniackie dyskusje jednak poruszały dość ważny tematy. Choć do osób których konkretnie nie rozumiał dołączały nowe osobistości. Takie jak ten który chciał unieszkodliwiać Shige w razie zagrożenia. jak by to miało jakikolwiek sens. Wtedy Numa zdał sobie sprawę jak bardzo bujają w obłokach. Podczas gdy są kurewsko bezsilni. Nawet taką grupą. Jak silni musieli być najeźdźcy że osoba która miała swoiste dowodzenie myślała jedynie o uciecze do szpitala... Było źle. A przynajmniej tak rozumiał to Numa. Kolejne słowa padały a w Numie już niezłe się gotowało. Shiga wskazał na niego a on z dość złowrogą miną popatrzył na Shigę który grał mu na nerwach. Rozumiał dlaczego nie przyznawał się do tego że lizał zadek wszystkim jeźdźcom. Jednak tak bardzo to wybielił że można było poczuć się niedobrze. Wtedy Numa odkrył co sprawiało że Shiga jest jaki jest i czemu tak bardzo instynktownie mu nie ufa. Był on bardzo zakłamany i obłudny, zbyt obłudny nawet jak na standardy bezdomnego. Numa w sumie zastanawiał się jak nazywać konkretne osoby po ich atrybutach. Shigę nazwał by "Obłuda". Chise zaiste "Brawura". Ten medyk który zajmował się chise to zdecydowanie "Uprzejmość". Ten zdrajca Dio w sumie "Zdrajca" wystarczy. Był jeszcze pan "Wyrachowanie" który chciał zabić swojego i pani "Profesjonalistka" Do inni których teraz się namnożyło jak w jakimś sezonie aż Numa zaprzestał wymyślania ksywek. No może jeszcze "Turysta" zbierający pamiątki. Numa złapał się aż za głowę. Jakby 14 latka właśnie rozbolała, pewnie od braku chakry jak i słuchania głupot. I tak w końcu w bezdomnym coś trzasnęło. Nie czuł się bezpieczniejszy w tej grupie. Nawet wymyślanie ksywek niezbyt pomogło. A nie miał sił na walkę czy też na myślenie. I przemówił w sumie bardzo późno już gdy ich grupa maratończyków docierała do większej grupy ludzi. I jakiś zretardzony biurokrata chciał kogoś kurwa zatrzymywać ręką podniesioną w górę i słowami stać. Gdyby byli jego wrogiem już by wąchał kwiatki od spodu. I tak ponownie wybuchł w stylu gdy wyzywał jednego jeźdźca od Hipoktyty.
- Ma ktoś pieprzoną Bojową pigułkę żywnościową ?! Kupię za 500 Y ! Bo w tym momencie nie mam już sił słuchać tego wszystkiego a trochę się zmęczyłem kiedy resztkami sił pierdolnąłem w tego golema z placu... Ktoś ktokolwiek ? - Numa rozglądał się z poirytowaną miną po wszystkich którzy tam byli. Po praktycznie każdym kto był w otoczeniu. Nadal wyglądał jak dziecko z buszu wiadomo błoto połączone z ziemią i potem. Sam też był dość skołowany. Wyglądał nieco jak by wrócił z jakichś okopów, co w sumie nie mijało się z prawdą. Do tego na jego młodej twarzy była spora frustracja sytuacją. Były jednak pewne plusy takiej sytuacji powoli znów zaczynał wracać do normalności.
- Jashinie jeśli naprawdę istniejesz to kurwa za jakie grzechy ja tu wylądowałem... A pierdolić trzeba zdobyć trochę sił zaraz ktoś zaatakuje tak beztroską bandę decydentów wojennych... To będę w ciemnej dupie tak ciemnej jak tunel tego Dio gdy Ness go wyciągał. - W końcu Numa to widział. A humor mu nie dopisywał.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
- Myśli Numy -
- Słowa Numy -
Kod: Zaznacz cały
[color=#BF8040][b] —  — [/b][/color]

Obrazek


Nie odpowiadam przed żadną władzą.
Oraz mogę mówić i robić co mi się żywnie podoba.
Bez ponoszenia żadnych konsekwencji !
Nie posiadam siły, wpływów czy pieniędzy.
Mało, nie mam nawet pracy.
Jestem Bezdomnym !


Spoiler: pokaż
Avatar użytkownika

Numa
Martwa postać
 
Posty: 619
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 12:12
Wiek postaci: 16
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Brązowooki chłopak, rasy białej. Posiada ciemnobrązowe włosy.
Widoczny ekwipunek: -Hełm zakrywający twarz pozostawiający jedynie małą szczelinę na jego oczy.
-Czarny płaszcz z kapturem.
Link do KP: viewtopic.php?p=79250#p79250
Multikonta: Ni ma

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Murai » 31 maja 2018, o 01:05

Uzyskanie informacji. To był priorytet dla Kakuzu i powinien być dla innych, w szczególności dowództwa. Zorientowanie się w sytuacji, poznanie umiejętności przeciwników. Wszystko, co mogło zwiększyć ich szanse na powodzenie. Cokolwiek co mogło im się przydać. Podejmowanie kolejnych akcji powinno być bezpośrednią konsekwencją poszukiwania owych informacji, a kolejne decyzje powinny być logiczne i podejmowane na podstawie kilku najważniejszych założeń. W tym przypadku celem nadrzędnym, ustalonym przez dowódcę, była ewakuacja szpitala. I to na tym powinno się skupić. Rozłożyć jednostki wzdłuż drogi ewakuacji, żeby chronili rannych w drodze do portu. Najlepiej też wysłać kogoś przed faktem, żeby zaraportował i potencjalnych walkach, ustawionych barykadach... Kwestia Jeźdźców była na razie drugorzędna, i całe szczęście. Wyglądało na to, że został przywołany flarą. Przez kogo? Innego Jeźdźca? Antykreatora? Ta zagadka była bez rozwiązania i na pewno na długo taką pozostanie. Kakuzu, chcąc zdobyć wiedzę na temat kukiełek i ich słabych punktów, otrzymał odpowiedź od Akaruia. Przy okazji dowiedział się czegoś o nim. Wiedza teoretycznie bezużyteczna, jego pochodzenie niespecjalnie interesowało Muraia, liczyły się suche fakty. I takie tez otrzymał. Stawy. I rada odnośnie "spodziewania się niespodziewanego".
- Hmh. Spodziewać się niespodziewanego. Dziękuję, Akarui-san. - odpowiedział, analizując jego słowa i porównując je do swojej sytuacji. Nieprzewidywalność. Sam do tego dążył, sam tego się wystrzegał. Tylko w przypadku Jeźdźca, nieprzewidywalność wynikała z ogromnych możliwości. Kto wie, co może skrywać jego ciało? Kolejne miotacze? Skrzydła? Dodatkowe kończyny? Nie był w stanie powiedzieć. Dlatego bez dokładnych informacji był przynajmniej półtorej raza bardziej niebezpieczny, niż byłby gdyby Murai posiadał szczegółowe dane.

I wtedy zaczął się temat samego Antykreatora. Kakuzu nie mówił nic, jedynie słuchał. To Shigi, to pozostałych osób dyskutujących. Fakt, szanse na pojawienie się tutaj Hana we własnej osobie były dość spore, pytanie tylko dlaczego Jeźdźcy współpracowali z Hanjim z Shiro Ryu. Brak informacji nie pozwolił Muraiowi na wyciągnięcie bardziej szczegółowych wniosków, do których nawet sami wysokiej rangi nie byli w stanie dojść. Ale chłonął każde słowo, zapamiętywał jego sens. Po to, żeby po powrocie do Mitsuchiego zdać mu możliwie jak najbardziej szczegółowy raport. Za coś takiego może nawet otrzyma jakiś awans? Nie żeby mu na nim zależało, aczkolwiek wynagrodzenie za odniesiony trud powinno być. Myślenie o korzyściach trwało jedynie chwilę, bowiem drużyna już dotarła do Szpitala. Spośród wszystkich ludzi którzy tam byli, gotowych do ewakuacji cywili stojących przed wejściem, Kakuzu wypatrzył jednego. Charakterystycznego, o znajomej twarzy. Zjawa. Poznał go jako silnego szermierza, wplatającego techniki do swoich ponadprzeciętnych umiejętności walki mieczem. Fakt że był w stanie walczyć z Wojną tylko tego dowodził, aczkolwiek ona sama nie wydawała się nawet być poważna. Tak czy siak, jego umiejętności były faktem. To, czy Zjawa go zauważył czy nie, rozpoznał czy też zapomniał, nie były ważne. Po prostu kolejna znajoma twarz w morzu innych. Wszelkie rozmówki pomiędzy dowództwem oczywiście wyłapał. Zapamiętał Ślepego Mnicha, mimo że nigdy wcześniej o nim nie słyszał. Ten moment spokoju Kakuzu powinien przeznaczyć na zbieranie informacji od kogo się da i jakie się da. Im ważniejsze tym lepiej. Wszystko mogło się przydać, nawet drobna pierdoła. Dostał jednak polecenie. Wyjść jako pierwszy, zbadać teren. Dokładnie tak, jak przewidywał. Zadanie przydzielone dokładnie temu, kto mógł to zrobić najsprawniej i najszybciej. Logiczny wybór, całkowicie uzasadniony. Murai nie mógł kłócić się z czymś, z czym sam się zgadzał.
- Przyjąłem. - powiedział. Jedno słowo na całe rozkazy. Sprawdzenie. Pułapki. Droga do portu. Raport. Sau. Zapamiętane. Kakuzu wyszedł z budynku najszybciej, jak był w stanie. Możliwe, że zginie. Zawsze była taka możliwość. Astronomicznie mała, ale była. Zawsze był sam, tym razem nie było inaczej. To zadanie nie różniło się specjalnie od tego, co zazwyczaj robił. Wychodząc z budynku wyłapał też całą kakofonię Shigi. Nie było to ciężkie, był bardzo głośno. Poufne informacje o jednym z Jeźdźców? Własne umiejętności? Nieśmiertelność. Pierwsze, najważniejsze - ten osobnik już udowodnił swoją niską inteligencję. Dokładnie w tym momencie, robiąc to co zrobił otwarcie i publicznie. Dwa, regeneracja. Czy było to możliwe? Teoretycznie. Chciał to sprawdzić samodzielnie. Wbić mu w ciało nici i patrzeć, jak się regeneruje na jego oczach. Swoją drogą, gdyby wyrwać takiemu serce, to czy ono by odrosło? A może żyłby bez niego? Każda opcja byłaby niefortunna, bo Shiga doskonale by wiedział o sprawcy i najpewniej zaplanował zemstę. Aczkolwiek możliwość nieustannej produkcji dodatkowych serc była na tyle kusząca, że Kakuzu poświęcił tej wizji więcej uwagi niż innym swoim rozważaniom. Zakładając, że regeneracja jest aż taka zaawansowana, a pewnie nie była. Trzy, treść. Zapamiętana w najważniejszych fragmentach. Na później, dla siebie i być może dla Mitsuchiego. Będzie musiał dokładnie zapisać wszystko i z tego wybrać odpowiednią ilość informacji. Ale nie mógł czekać dłużej z ruszeniem na zwiad. Zaczął skakać po dachach, zerkając pomiędzy domami. Z błyskawiczną prędkością, ze wszystkim co miał, sprawdzając bezpieczeństwo drogi i kierując się do portu. Jego celem było sprawdzenie bezpieczeństwa trasy, musiał więc to zrobić sumiennie. I, przede wszystkim, nie chciał zostać zauważonym. Fakt, jego akcje nie były dyskretne, ale ogromna prędkość sprawi że mało kto go zauważy. Kontrolując swoje otoczenie i zbierając informacje nie zapomniał jednak o bezpieczeństwie i podstawowych środkach ostrożności. Jak jego nici na przykład.


Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI


KEKKEI GENKAI: Jiongu
NATURA CHAKRY: Doton
STYLE WALKI: Gōken
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 30 (1 poziom)
    WYTRZYMAŁOŚĆ 65 (2 poziom)
    SZYBKOŚĆ 170 (5 poziom)
    PERCEPCJA 155 (4 poziom)
    PSYCHIKA 1 (1 poziom)
    KONSEKWENCJA 95 (3 poziom)
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 410
KONTROLA CHAKRY A
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY:251% [100% bazowe + 6% Wytrzymałości + 55% (Serce Katon B) + 45% (Serce Fuuton C) + 45% (Serce Suiton C)]
MNOŻNIKI:

POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:

    NINJUTSU E
    STYLE WALKI: (2 - dziedzina B)
    • Goken - S
    • Seido - A
    KLANOWE A
    DOTON C
    FUUIN D
    KATON B (Klik)
    FUUTON C (Klik)
    SUITON E (Klik)



Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Dwie kabury na broń (lewe i prawe udo)
- 2 tonfy obwinięte bandażami (przy pasie)
- Wachlarz na plecach (zwinięty)


PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
  • Przy pasie:
  • Kabura na broń |Zapełnienie: 19,5/20 obj.| (prawe udo):
    • 2 kunai z notką wybuchową (13)
    • 1 kunai z notką oślepiającą (6,5)
  • Torba (60/70) (lewy bok):

    • Zwój Mały 1 (10/70) (Wypełnienie: 136,75/150):
      • Sztylet x2 (20/150)
      • Zaostrzony Kastet x2 (16/150)
      • Katana (30/150)
      • Parasolka z senbonami x125 (51,25/150)
      • 1 kunai z notką wybuchową (6,5)
      • 3 kunai z notką oślepiającą (13)
      • 11 shuriken (21)
    • Zwój Mały 2 (10/70) (Wypełnienie: 94/150):
      • 1 Fūma Shuriken (90)
      • 2 strzykawki (4)

    • Zwój Mały 3 (10/70) (Wypełnienie: 135/150):
      • Notka wybuchowa x19 (8/150)
      • Notka Świetlna x3 (1,5/150)
      • 4 porcje Makibishi (40 sztuk) (10/150)
      • Dzwoneczki x15 (3,5/150)
      • Żyłka 40m (40/150)
      • Bomba dymna x1 (2/400)
      • 10m żyłki (10/400)
      • Kunai x10 (60/400)
    • Zwój Średni 1 (30/70) (Wypełnienie: 270/400):
      • Gruda z ziemią z doczepioną notką wybuchową na zewnątrz (270)
    • Ukryte w ciele:
      • 4 notki wybuchowe (1 w każdej kończynie)
      • 4 notki oślepiające (1 w każdej kończynie)
      • Metalowe kolce - 6 w każdej ręce, 1 w nadgarstku, 3 w każdej nodze
      W Domu:
    • Mały Zwój z tajemnicami Kakuzu


Spoiler: pokaż

Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>


Nazwa
Jiongu: Reberu Bi

Trzeci z poziomów tego Hijutsu. Następują kolejne modyfikacje ciała. Przede wszystkim, pozostają tylko trzy narządy: serce, mózg i płuca. Dodatkowo wzmacniają się możliwości nici. Są one o wiele dłuższe niż wcześniej, a także można nimi wykonywać lepsze manewry. Daje to pole do popisu wszystkim użytkownikom Jiongu. Warto dodać, że od tego momentu zostają wzmocnione czynności życiowe Kakuzu. Do czego to potrzebne? Dowiemy się tego na następnej randze.

Wytrzymałość
Przeciętny/Mierny

Szybkość
Przeciętny/Mierny

Zasięg
20 metrów

Koszt Chakry
E: 27% | D: 21% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (na turę)


Chakra:
Serce główne 79%/106%-9% (potencjalne reberu na zagrożenia)
Serce Katon 43/55%
Serce Fuuton 36/45%
Serce Suiton (nie do użycia) 45%
Murai
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Chise » 31 maja 2018, o 01:29

Realna Chise była bułeczką-pakuneczkiem na plecach szalonego mnicha, a mentalnie przeżywała największy odlot swojego życia. Choć może lepiej byłoby to nazwać, bad tripem. Kolejna wizja zastępowała poprzednią, twarze rozmywały się i wirowały, tak sam jak urywki słów. Szczególnie te ostatnie były w chaosie. Rzeczywistość mieszała się z wyobrażeniami w niesamowity sposób, ale coraz lepiej mogła odróżniać jedno od drugiego. Miało to i swoje minusy - im dalej odlatywała tym mniej odczuwalny stawał się ból. Nie znikał i nie malał - a wręcz wydawał się w każdej chwili gorszy do zniesienia, choć równocześnie mogłaby przysięgać, że już nie może być gorzej. Każda kolejna sekunda udowadniała jej, ze się myli. Niewyobrażalne, a jednak. Nagle zorientowała się gdzie jest. Ktoś ją niósł.. Na plecach? Ostatni raz gdy ktoś tak zrobił był kiedy miała z.. 5 lat? Może nawet mniej. Nic jednak dziwnego, nadal nie dała rady się ruszyć. Dookoła toczyły się rozmowy, które były dla niej abstrakcyjne. Uszy wyłapywały pojedyncze słowa, które, co nieco zabawne, a nieco przerażające, nawet w pełnych zdaniach pewnie nie miałyby dla niej teraz ani pół ciuta sensu. Jedyne, co tak naprawdę dominowało jej zmysły, prócz bólu, ale ten chyba był dla niej już oczywistością jak powietrze - czymś, bez czego nie mogłaby istnieć teraz, był dotyk ciepłej, miękkiej materii pod jej ciałem, pod jej dłońmi i pod jej twarzą. Miękka pokarbowana w paru miejscach wielka poduszka ją niosła, nie ma ku temu wątpliwości. Chise bułeczkę-pakuneczkę definitywnie niosła wielka karbowana poduszka. Chise jednak było więcej. Bo teraz, gdy nie było wystarczających bodźców z zewnątrz i dziewczyna zamknięta była w klatce własnej jaźni... umysł musiał czymś wypełnić puste miejsca do tej pory zajmowane przez otoczenie i ludzi w nim. Przyzwyczaiła się do tego, że musi przetwarzać znacznie więcej elementów niż inni. Bo widzicie, normalny człowiek patrzy przed Siebie i ma pełny i klarowny obraz tego co jest wokół niego, na co patrzy i tak dalej. To logiczne, że patrząc na drzewa wyobraźnia podpowiada nam jak pachnie drzewo, jakie jest w dotyku. U Chise, z racji na ślepotę, było odwrotnie - najpierw musiała dotknąć, powąchać, posmakować, by mieć niepodważalną pewność z czym ma do czynienia. Tam gdzie zwykły człowiek rejestrował jedną rzecz, a mózg uzupełniał bazę danych o powiązane z tą rzeczą elementy składowe, tak u ślepej najpierw konieczne było zbudowanie bazy elementów składowych by z nich, jak z klocków, by cokolwiek z tego w ogóle ulepić. To więc logiczne także, że przyzwyczajona była do odbierania wielu bodźców jednocześnie, funkcjonowała i żyła nieco szybciej i w bardziej złożony sposób niż normalni śmiertelnicy bo jej głowa musiała do funkcjonowania takiego jak zdrowi - w pewnym stopniu - funkcjonować znacznie mocniej i prężniej od nich. A teraz? Impulsy i elementy wpływające na bodźce były naprawdę szczątkowe, pustka tu, pustka tam, tu i tam biel, a tam znów czerń. Mózg musiał jakoś sobie poradzić z nagłym natłokiem wolnego miejsca i brakiem obowiązków, więc pod pachę z jaźnią począł tworzyć niestworzone fantasmagorie które... no wątpliwe były w samym swoim założeniu. I tu przechodzimy do sedna stwierdzenia, że Chise jest więcej. Jedna Chise, ubrana w różowe kwiatki, różowe kimono, z różem z utartych różanych pączków na policzkach rumianych, z włoskami upiętymi w różyczkę i pachnąca jak różyczka właśnie stała jak niemowlak śliniąc się do Shigi. No, nie do prawdziwego. Przed nią stał posąg Jashinisty, z jednokolorowej, jednolitej masy, dokładnie szczegółowy tam, gdzie Shige Chise miała okazję wymacać i całkowicie gładki tam, gdzie nie miała. W ten sposób na ten przykład krocze Mnicha było płaskie jak u drewnianej zabawki. Tam Chise nie zapuściła swoich pazurków więc Różana Chise nie umiała sobie nic wyrzeźbić - okazuje się, że jednak nie musiała. Obchodziła posąg-model dookoła, śliniąc się jak wygłodniałe zwierze. Tykała po bliznach, wodziła palcami po jego ciele, a im bardziej się do tego przykładała tym bardziej różane elementy jej persony przybierały na intensywności, bardziej pachniała, była bardziej różowa i bardziej słodka. Stawała się różyczką, kwiatuszkiem. Hana-hime. CIAM. Zniknął posąg. Zniknęła Różana Chise. Pojawiła się na jej miejsce malutka, niziutka Chise, zmieniona zupełnie. Ta była z kolegi krępa i trollowata, krótkie nóżki, krótkie rączki, wszystko krótkie. Tylko usta długie i wielkie, od ucha do ucha. Znikąd pojawiło się dużo jedzenia, które Głodomór Chise zaczęła pochłaniać z imponującą prędkością i werwą. Ta Chise uosabiała głód, który to nieco Sogenijce doskwierał. Przekąsiła tylko Dango po podróży, to, którym nakarmił ją mnich, niemalże wtedy w nią je wmuszając. Nie spodziewała się, że będzie musiała walczyć, nie wiedziała, że stanie się to co się stanie. Miała cośz zjeść, a teraz zupełnie nie było jak. Mała Głodomór Chise postanowiła nadrobić to karygodne zaniedbanie, pochłaniając wszystko co tylko znalazło się w jej zasięgu, włącznie z czernią... Którą zastąpiła biel, bo Głodomór Chise pochłonęła sama Siebie. I wtedy wchodzi Ona, cała na biało. Bialutka Chise o alabastrowej cerze, w białym i czystym jak śnieg kimonie które pachniało praniem Nany, zawsze wyperfumowane kwiatowymi wodami dla panienki Chise, zawsze nieskazitelnie czyste i cudowne, jak jej troska o dziewczynę, jak jej sympatia do niesfornej uczennicy senseia, który nie powinien jej uczyć, a jednak robił to i w ten sposób wytrenował lepszego wojownika niż niejedno dojo na kontynencie czy wyspach. Biała Chise uśmiechnęła się szeroko i pokazując nieskazitelnie równe ząbki stwierdziła, z tonem który zdradzał radość i ekscytację - Wszyscy tutaj zginiemy, już czuję Shinigami-samę jak wydziera naszą duszę! Niech twoja karbowana poduszka się pośpieszy, albo będzie w tobie tyle życia... - bialutkie dziewczę przygryzło zadziornie paluszek, uśmiechając się zawadiacko. - Co w poduszce i to takiej na której już ktoś śpi od lat! Czyli niewiele, nie licząc jakiś robaczków i roztoczy... - I poczęła się śmiać konwulsyjnie, powodując trzęsienie się wszystkiego dookoła... Czy jej poduszka właśnie zajęła się wspinaczką wysokogórską? O nie, kolejne głosy, więcej ludzi, ktoś krzyczy, ale to jakiś bełkot...
Chise
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Koala » 1 cze 2018, o 12:19

MAPA MIASTA.
Mapa z podziałem na dzielnice

Spoiler: pokaż
Obrazek
  • Czerwona - Murai
  • Fioletowa - Yuji
  • Czarna - pozostali



Komplikacje
Ścieżka główna eventu


Wędrówka do szpitala chwilę potrwała, zważając na to że każdy... no dobra, prawie każdy... chciał dorzucić coś od siebie. Albo faktyczny komentarz o sile przeciwnika i o tym, czego można się po nim spodziewać, albo potwierdzenie sytuacji i gotowości do wyruszenia, albo po prostu obrzucali się obelgami jeden przez drugiego. Yuriko jednak zdawała się tego nie słyszeć, albo po prostu dokładała starań żeby zignorować większość z tego co dochodziło do jej uszu - nie licząc tego, co mogło faktycznie im się przydać do późniejszej wędrówki.
-Nie wydaje mi się - powiedziała w końcu na pytanie Nikusui, patrząc na nią pustym wzrokiem. - A przynajmniej mam nadzieję, że tak nie jest. Przecież Hanji i Han wyglądali zupełnie inaczej, mieli inne zachowania, poczucie obowiązku... Hanji nigdy nie wyglądał na takiego, kto dopuściłby się czegoś podobnego. - Pokręciła głową. - Nie wiem już, co o tym myśleć. Będziemy myśleć, jak już będący w szpitalu będą bezpieczni.
Gdy już dostali się do szpitala i porozmawiali z Sau, Shiga i Muiri ostrożnie podprowadzili swoich rannych do stojącego przy jednej z kozetek Hanzo i położyli Chise tak, by mnich mógł przeprowadzić dokładne badanie. Reiko posadzono obok, żeby nie oddalał się nigdzie i mógł poczekać na swoją kolej.
Hanzo obrócił głowę w kierunku siedzącego na będącym nieopodal prowizorycznym legowisku. Na jego twarz wychynął delikatny, na swój sposób przyjazny uśmiech, a sam mężczyzna sięgnął do jednej z sakw wiszących przy jego pasku i wyciągnął z niej zapakowaną w niewielki skrawek materiału pigułkę żywnościową.
-Proszę bardzo, weź ją. Słychać po Twoim tonie i oddechu, że trochę przeszedłeś przez ostatnią godzinę. Wiem że to może być trudne, ale postaraj się mimo wszystko trochę odpocząć, zanim ruszymy w kierunku portu. Przyda Ci się każdy skrawek siły.
Następnie zwrócił się do przybyszy i kiwnął lekko głową na powitanie.
-Ach, wybaczcie, gdzie moje maniery. Nazywam się Hyuuga Hanzo, wędrowny medyk i skromny mnich ideologii Źrenicy. Mam nadzieję, że będę w stanie wam pomóc.
Nie czekając ani sekundy dłużej, podszedł do kozetki z leżącą na niej Chise i zaczął ostrożnie przesuwać swoje dłonie nad ciałem nieprzytomnej dziewczyny. Wokół jego skóry pojawiła się silna zielona aura, która stopniowo wnikała pod powłoki skórne ślepej wojowniczki, by po chwili ponownie znów się wydostać na zewnątrz. Przypuszczalnie miało to działać na zasadzie czegoś w rodzaju skanera, żeby niewidomy medyk był w stanie odpowiednio precyzyjnie badać pacjentów. Przy okazji też wysłuchał relacji Shigi i Akaruia. W pewnym momencie lekko uniósł brwi (dało się to zobaczyć nawet mimo kaptura i opaski ukrywającej jego oczy), ale też pokiwał głową ze zrozumieniem. I ponurą miną.
-Palce jak igły, coś wstrzyknięte, omamy, gorączka, zapaść... brzmi zaskakująco znajomo... - mruknął pod nosem. Skierował dłoń w kierunku barku dziewczyny - tam gdzie wcześniej wbiły się palce Hana, i tam gdzie dało się zauważyć dziwaczny symbol. - Nie sądziłem, że kiedyś to zobaczę na własne ręce.
Skierował głowę w kierunku Shigi i Akaruia.
-To nie jest choroba. Została jej nałożona pieczęć, znana jako Akuma no Kigo, lub Pieczęć Diabła. Poprzez wprowadzenie do jej ciała swojej esencji, agresor zaburzył działanie źródła chakry u dziewczyny za pomocą swoich genów. Teraz jej ciało walczy z chakrą surową, lub chakrą natury, i stara się ustabilizować jej funkcje życiowe. Chakra natury to jednak paskudny oponent, a jej organizm po prostu nie był na takie obciążenie gotowy.
Napiął mięśnie, a zielona chakra wokół jego dłoni buchnęła jeszcze mocniej. Jeżeli Naosute dawało Chise ulgę, to wyglądało na to że ta technika faktycznie zaczynała poprawiać jej stan - płytki oddech nieznacznie się wyrównał, a jej skóra przestała być aż tak upiornie blada.
-Przynieście mi jakąś szmatkę z zimną wodą i supresant! - krzyknął o medyków, po czym powiedział spokojnie w kierunku Reiko: - Potrzebuję pomocy Twojego Jyukena. Musisz zablokować przepływ chakry w jej barku. W ten sposób może zdołamy zablokować przeklętą pieczęć i zmusić ją do ustąpienia.
Dwóch medyków szybko podbiegło do mnicha i podało mu żądane przedmioty. Reiko powoli podniósł się do pozycji stojącej, wspierając się na ramieniu jednego z dwójki, i aktywując Byakugana podszedł do nieprzytomnej dziewczyny. Hanzo położył niewielki kawałek materiału nasiąknięty chłodną wodą na czoło Chise, następnie ostrożnie otworzył jej usta i wsunął do nich coś przypominającego mały wafel ryżowy z proszkiem w środku. Następnie skupił Shousen no Jutsu na wysokości jej klatki piersiowej.
-Teraz.
Hyuuga nagle machnął ręką i lekko pacnął Chise w dwa punkty jednocześnie - tam, gdzie pojawiła się pieczęć, i na wysokości jej źródła chakry.
Dziewczyna stęknęła głośno, jak gdyby cios był bolesny, ale w zamian dało się zauważyć, że jej drgawki ustały, a skóra przyjęła nieco normalniejszy ton. Otworzyła też oczy. Była obolała i zmęczona, ale wyglądało na to że najgorsze już minęło.
-Zuch dziewczyna - powiedział spokojnie Hanzo, gładząc ją delikatnie po czole. - Odpocznij chwilę, Twoje siły zostały dość mocno nadszarpnięte.
Następnie skierował głowę tam, gdzie przypuszczał że stoi Shiga.
-To rozwiązanie jest tylko tymczasowe. Dziewczyna musi popracować nad swoją wytrzymałością fizyczną, bo w przeciwnym przypadku symptomy znów powrócą. I do tego czasu powinna ograniczyć używanie chakry.
Sau i Yuriko w tym czasie zdążyli przybliżyć się do części medycznej, gdzie przebywała reszta grupy, wraz z Hanzo i leczonymi. Gdy Nikusui spytała, czy może w jakiś sposób pomóc, łysy mężczyzna pokręcił lekko głową i poklepał dziewczynę po ramieniu.
-Wiem co czujesz. Na razie jednak skupcie się na regeneracji sił. Najgorsze dopiero przed nami. Co najwyżej pomóż dostarczać bandaże i pigułki ze skrzepniętą krwią. I tak nie zdołamy zabrać większości ekwipunku ze szpitala, to przynajmniej niech każdy weźmie ze sobą z metr opatrunków i dwie piguły.
Następnie odwrócił się w kierunku Shigemiego, który zadał pytanie o flarę. Wzruszył ramionami.
-Flara została wystrzelona z centrum miasta, więc cholera wie. Wygląda jednak na to, że była ona jakimś symbolem dla Jeźdźców - może rozkazem przegrupowania, nie wiem. Na samym rynku wątpię żeby było coś o jakiejkolwiek wartości.
-Na wszelki wypadek spojrzałam Byakuganem w miejsce wystrzelenia flary - powiedziała spokojnie Yuriko. - Nie wystrzelił jej ani Hanji, ani żaden z Jeźdźców. Był to jakiś mężczyzna, zakryty poszarpanymi ubraniami od góry do dołu. Nie dało się zobaczyć kto to, ale wyglądało na to że wiedział jak Jeźdźcy na nią zareagują.
Sau spojrzał na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem.
-Używał jakichś technik?
Yuriko pokiwała głową.
-Najpierw zabarykadował się technikami Hyotonu.
Sau uniósł brwi, lecz po chwili pokręcił głową.
Wtedy wszyscy spojrzeli na Shigę, który rozpoczął swoją mowę. I z każdym słowem, jakie tylko wydobyło się z jego ust, zaskoczenie i zaniepokojenie obecnych tylko wzrastało. Sau aż cofnął się o krok, jeszcze bardziej zadziwiony nowymi rewelacjami o jego byłym mentorze, który jakoby miał nigdy nie istnieć, a być tylko przykrywką dla Antykreatora. Yuriko dopiero w ostatniej chwili się zorientowała, że ma szeroko otwarte oczy i usta. Zjawa, stojący trochę dalej, przyglądał się Shidze ze zmrużonymi oczami, jak gdyby chciał się dopatrzeć fałszu. W sumie jedyną osobą, która nie zareagowała w jakikolwiek sposób i była w pełni spokojna, był Hanzo. Z twarzy mnicha dalej bił spokój. Widać było jednak, że uważnie nasłuchiwał.
-... to... to niemożliwe - powiedział niepewnie Sau. - Gdyby to był Han... jakim sposobem on mógł wrócić do życia? I zabił Radę tylko po to, żeby odwrócić naszą uwagę i zachęcić Rody do rzucenia sobie do gardeł?...
-... Jak to zaplombował ich dusze?... - wykrztusiła Yuriko.
-Istnieje wiele medycznych technik, które mogą wpływać na umysły i ciała ludzi - powiedział spokojnie leczący rany na boku Reiko Hanzo; na jego twarzy widać było ponurą powagę. - Jeżeli Akuryo jest tak sprawnym medykiem, to nie dziwię się że Suzumura nawiązał z nim współpracę. Przeszczepy, eksperymenty, nie wiadomo co jeszcze - wszystko jest w jego rękach...
W końcu Sau pokręcił głową z rezygnacją.
-... na razie i tak nie będziemy mieli ani czasu, ani możliwości przeanalizować tego wszystkiego. Musimy się skupić na wyprowadzeniu cywili z miasta. Odpocznijcie trochę, poczekamy aż Murai powróci ze zwiadu i wyruszamy w kierunku portu.

A propos Muraia. Po otrzymaniu poleceń mężczyzna bardzo szybko opuścił obóz przed szpitalem, zmierzając w kierunku centrum miasta. Przemieszczał się po dachach, starając się zapamiętać wszelkie punkty zagrożenia. Na szczęście wyglądało na to, że póki co większość Shiro Ryu skupiła się albo na dzielnicy rzemieślniczej, albo na dzielnicy mieszkalnej - po drodze nie było tak wiele zagrożeń, co najwyżej grupy szabrowników próbujących wyłamać drzwi do opuszczonych budynków w celu ich obrabowania. W niektórych miejscach dało się też zobaczyć ukrywających się cywili, starających znaleźć drogę ucieczki. Było to na trasie ewakuacji, więc możliwe że nie trzeba będzie tak wiele. Nieopodal usłyszał również jakieś dźwięki walki, które jednak zaczynały przygasać. No, i nie licząc tego że na jednej z ulic dało się zobaczyć mężczyznę unoszącego się na obłoku z piasku. Pewnie to tam znajdował się aktualnie Sabaku no Jou.
W końcu Murai dostał się na dach nieopodal głównego placu. Było na nim kilkudziesięciu cywili, chronionych przez resztki straży miejskiej. Poruszali się powoli, zmierzając w kierunku ulic prowadzących do jednego z portów. W pobliżu nie było widać zbyt wielu Shiro Ryu, wyglądało na to że droga jest w miarę bezpieczna...
I wtedy to poczuł.
Ktoś stał za nim.
Mężczyzna lekko popchnął Kakuzu do przodu, lecz nawet w tym lekkim pchnięciu miał na tyle siły, by zrzucić humanoida z budynku. Gdy Murai spojrzał później na osobę na dachu, zobaczył bardzo niepokojący obraz.
Mężczyznę o szarej, popękanej skórze, złotych, błyszczących oczach z czarnymi białkami i rudymi włosami do ramion. Dodatkowo, jedno z jego ramion było zniekształcone, przyjmując kształt czegoś w rodzaju obucha.
-Kukyo. Pusty z Krwawego Pokolenia. W końcu mamy okazję się spotkać. - Westchnął lekko. - Nie powiem, jestem trochę zawiedziony.

A co do placu, na którym toczyły się pojedynki...
Rudowłosy kontynuował swoje niezwykłe dzieło zniszczenia, stopniowo i bez ograniczania wyrzynając kolejne cele. Jeden z Haretsu spróbował go uderzyć i wykonać detonację w taki sposób, by chociaż ogłuszyć przywódcę Rodu Sabaku. Ten jednak w ułamek sekundy zszedł z linii uderzenia i zacisnął swoją prawą rękę - jak się okazało, mechaniczną, marionetkową. Z nadgarstka protezy wysunęło się nagle szerokie ostrze, które sekundę później wbiło się w brzuch agresora i zazgrzytało na kręgosłupie. Nie czekając na okazję, wysunął oręż z ciała strażnika i zaatakował następny raz, tym razem piaskową włócznią. Atakował jednego z Shiro Ryu, co w efekcie skończyło się dziurą wielkości talerza w miejscu, gdzie przed chwilą była jego twarz.
Wtedy do akcji spróbował się włączyć Yuji, wnikając pod powłokami ziemi i wyciągając tylko swoją rękę, by stworzyć jedną ze swoich eksplozji tuż za plecami Sabaku. Ten jednak, gdy wykonywał pchnięcie włócznią, zauważył kątem oka wystającą spod ziemi kończynę, i skorzystał z okazji by przetoczyć się po plecach ostatniego Haretsu i popchnąć go na wystającą dłoń.
Wybuch!
Strażnik Haretsu, który wylądował na ręce Yujiego, skończył z wysadzoną głową, obryzgując palce Sagi krwią i fragmentami mózgu. Dodatkowo od impetu uderzenia ciałem oponenta Saga poczuł, że jego ręka wykrzywiła się nienaturalnie, i coś strzeliło mu w nadgarstku. Sabaku zaś wzniósł się nagle nad powierzchnię ziemi, stojąc na niewielkiej chmurce z piasku.
-Pierdoleni Haretsu! Zero jaj, zero honoru! Już tak bardzo boicie się walki, że boicie się pokazać wasze zakłamane, szpetne mordy temu, kogo atakujecie!?
Uniósł rękę, a z piasku (który w chwili obecnej leżał już wszędzie na polu walki) nagle uniósł się duży obłok kwarcowego pyłu. Ten uniósł się nad walczących Haretsu i Shiro Ryu. Jou machnął ręką, i z obłoku na głowy przeciwników runął istny deszcz piaskowych pocisków. Każdemu trafieniu towarzyszyły dźwięki pękających kości i kolejne rozbryzgi krwi.
Teraz na polu walki pozostał już tylko Jou. Rozglądający się w furii i wypatrujący najmniejszego śladu ruchu.
A Yuji? Był już w pobliżu, w jednej z uliczek. Był w stanie zobaczyć, że i tak wszędzie wokół znajdował się piach. Impet techniki był zaskakująco duży, i pył wychynął dosłownie wszędzie w okolicy...


Czas do odpisu: 0:20, 3 czerwca.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 867
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 14:07
Wiek postaci: 0
Multikonta: Shikarui

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Yuji Saga » 1 cze 2018, o 19:53

Ten rudowłosy człowiek był niczym berserk! Nigdy czegoś takiego nie widziałem! A mało widziałem,tak powiedzmy sobie szczerze. Dopiero teraz wyszedłem z mojej rodzimej wioski i trafiłem na takie rzeczy. W większości trenowałem, miałem jakieś walki na śmierć i życie, mało ich było, ale doświadczenie dawało, lecz nie takie by móc się równać z czymś pokroju tego tutaj. To co on robił, wyprawiał, zabijał, to była poezja o której kiedyś wam opowiem, albo napisze, ale to jak przeżyje. Bo wiele się zadziało. Kupa w gaciach i poza nimi, że tak to ujmę. Po prostu pewność siebie na na przeżycie z jego umiejętnościami spadała. Miał do tego wysuwane ostrze z ręki! Jeszcze straszniej dla mnie, ale Niezłe! Jeżeli będę miał możliwość to też sobie coś takiego zrobię, ale może z ramienia czy coś takiego. Wybuchy z ostrzami nie wchodzę w parzę, a szkoda, miecze są fajne.
Gość zabijał jak leci, ale to ja spróbowałem jak głupi albo nawet geniusz, nie wiem które jest bliżej do mnie, wybierzcie, spróbowałem zaatakować go ukrycia. Plan był dobry, obliczyłem wszystko, ale ten piaskowy wojownik nie wiedział, ze musi działać zgodnie z moim planem. Amatorzy, który nie lubia współpracować, co ja z nimi mam. Moja rącza wyszła, już miałem złapać, aż nagle ten zrobił akrobację i w mojej ręcę znalazł się nie kto inny, jak jeden z przybocznych Haretsu. Byłem przygotowany na złapanie nogi. Wykonałem wybuch, bo nie zareagowałem dość szybko, by wycofać swój plan "wybuch i ucieczka".
BOOM! Mózg wybuchł! Fajerwerki! No to nie był mój pierwotny cel do zabicia, ale liczy się, że zabiłem! Dziesięć punktów dla mnie. To była dobra wiadomość, a ta jedna z tych złych wiadomości? Przez to, że tak upadał i pewnie przez inne czynniki, których nie widziałem. Moja dłoń na powierzchni wykrzywiła się w nie tą stronę co trzeba, a nawet coś w nadgarstku poszło. Nieprzyjemny odgłos oraz odczucie. Aua! Schowałem od razu moja rękę w ziemię, złapałem się za nią. Bolało jak cholera, nawet jedna czy dwie łzy mi poszły po policzku pod ziemią. Nigdy do dzieciństwa nie byłem aż tak zraniony, gdybym wiedział, że to co zrobie może się tak skończyć to bym dołączył do niego w tej walce. Do tego, że mnie nawalało to nie wiedziałem jak to się stało. Impet powinien odrzucać od mojej dłoni, wszelkie odłamki i takie tam. No chyba, ze to sprawka tego wojownika w czerwieni. Dlatego z jednej strony uznanie, ale z kolejnej, nienawidziłem gnoja. Skrzywdził mnie. To pierwsza osoba w tym wydarzeniu która mi zrobiła krzywdę i to jeszcze taka! Nie robi się kuku swojemu bogowi robaku!
Nie wiedziałem co zrobić z tą ręka, wykrzywić ją w dobrym kierunku? Raczej nie, bo mogę sobie zrobić większą krzywdę, nie jestem medykiem, a władca tego świata, od tego powinienem mieć ludzi,a nie sam się tym zajmować czy przejmować. Przez to wszystko co się tutaj wydarzyło, to jedynie została mi ucieczka. Czyli plan szedł dalej w życie. Zaatakować i spierdalać gdzie pieprz rośnie, z bolącą ręką, która raczej nie będzie nadawała się do walki, ale jest jeszcze na miejscu, całe szczęście. Złapałem dłoń, przytuliłem delikatnie do swoje piersi, by nie latała na boki taka niemrawa, by coś gorszego się z nią nie stało. No i zacząłem uciekać.
Usłyszałem po chwili, jak ten wojowniczy jegomość zaczął rzucać wiązanke Haretsu. Kibicowałem mu przez to. Dobrze im nagadał. Banda frajerów, bez honoru, nie umiejąca się bić na otwartej przestrze…. A, on mówił o mnie. No cóż. Pomylił się. Nie jestem Haretsu, ale dobrze, niech tak myśli. Dzięki temu nienawiść do tego klanu się pogłębi. No i kiedy tak uciekałem z tego miejsca. Naszła mnie jedna myśl. Jest taki silny, to dlaczego nie został na placu? Jakby paru takich jak On zostało, to by może udało im się pokonać jednego z tej czwórki? Albo nawet przy odrobiny szczęściu powstrzymać to wszystko na początku? Najwyraźniej to co kiedyś się zdarzyło było czymś niemożliwym na ten moment. By wszyscy się zebrali i pokonali Antykreatora. Wszyscy myślą o sobie. Dobrze, dzięki temu uda mu się zmienić ten świat na taki jaki powinien być. Chce zobaczyć ten świat. Dlatego muszę przeżyć, zaprzyjaźnić się z NESem i bawic się dalej w tym chaosie.
Dlatego spierdzielam gdzie pieprz rośnie. Ten piaskowy się wkurzył i rozwalił wszystkich piaskiem, który był prawie wszędzie w tej chwili. To był straszne, dal mnie oczywiście, bo jestem sam z nim. Przed chwilą były tutaj trzy strony, które przeważały liczebnością nad nim, a teraz? On został i ja. Widząc, ze nie mam szans, postanowiłem jak najszybciej, pełną szybkością uciekać pod ziemią, jak najdalej od niego. Raczej nie powinien wyczuwać, jak ktoś się porusza pod ziemią. No chyba, że dzięki temu piaskowi, to wtedy jestem w dupie. Dlatego warto po prostu spieprzać, jak najdalej oraz jak najszybciej. Nie wiem dokładnie w jakim kierunku, ale jak najdalej od niego i tyle.
Gdzie dotrę jako krasnolud z wygiętą łapką? Nie wiem, ale oby jak najdalej od tego gościa.


Techniki!
Spoiler: pokaż

Nazwa
Doton: Dochū Senkō

Pieczęci
Brak

Zasięg
Dowolny

Koszt
E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2% (1/2 co turę)

Dodatkowe
Użytkownik musi być pod ziemią

Opis Jedna z najbardziej przydatnych technik na tym poziomie. Użytkownik musi jednak znajdować się pod ziemią, aby wykonać to Jutsu. Umożliwia mu ono bowiem, zwiększenie swojej prędkości poruszania pod ziemią. Jest ona podobna do szybkości naszej postaci. Dodatkowo można wyciągnąć broń, albo część ciała, aby zadać niespodziewany cios. Pod ziemią poruszamy się z naszą normalną szybkością.


Staty:
Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:

SIŁA 41
WYTRZYMAŁOŚĆ 50
SZYBKOŚĆ 81
PERCEPCJA 49
PSYCHIKA 1
KONSEKWENCJA 1

SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 222
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 105%
Chakra: 60% - 5% (Bo co turę 1/2 kosztu) - 5% = 50%


Ekwipunek: (Tylko bez zmian w pojemności, bo aktualizacja wbiła kiedy już event był
Spoiler: pokaż
Torba [68/70]
  • 8x Kunaie
  • 2x Granat Dymny
  • Pigułka ze skrzepniętą krwią
Ostatnio edytowano 2 cze 2018, o 07:21 przez Yuji Saga, łącznie edytowano 1 raz
Yuji Saga
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość