[Event] Komplikacje

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Shigemi » 24 maja 2018, o 23:25

Walka nabrała rozpędu, jednak widząc tego kolesia wiedziałem, że nie mam większych szans, zastanawiałem się czy podejmiemy wyzwanie, czy zaczniemy się wycofywać. Na samym początku wydawało mi się, że atak na jednego z Jeźdźców będzie błędem, jednak było tutaj za dużo osób z większym doświadczeniem, więc postanowiłem się zdać na nich. Nasz przeciwnik wpadł w małą zasadzkę, jednak użył techniki, której nigdy w życiu nie widziałem. Dreszcz przeszedł moją skórę, zneutralizował w mgnieniu oka. Wiedziałem jak mocna jest technika, której użyła Niku-chan, to tylko mnie utwierdziło w przekonaniu, że nie mam większych szans zagrozić blaszakowi, który własnie wyskoczył z otworu i zaczął celować w Muraia oraz Nikusui. Moja pozycja była tak jakby po przekątnej prostokąta, który tworzyli Nikusui, Murai i celujący blaszak. W mojej głowie zatlił się pomysł, widząc jak celował do tej dwójki istniała szansa, że wystawia się na atak, jednak musiałem zrezygnować z tego pomysłu, gdyż poszła komenda "spierdalamy". Mi tego nie trzeba było powtarzać, jednak miałem jeden problem, droga do szpitala była po przeciwnej stronie ulicy, próbując kierować się w tamtą stronę najpewniej oberwę rykoszetem od ewentualnej defensywy Muraia lub techniki najprawdopodobniej ognistej wykonywanej przez uzbrojonego kolesia. Budynek mógł ulec zniszczeniu, więc musiałem wziąć to pod uwagę, przekraczanie szosy byłoby istnym samobójstwem, więc postanowiłem wycofać się na krawędź budynku i zeskoczyć z niego, po czym podbiec do tego mniejszego budynku i schować się dotykając plecami jego lewej ściany, miałem nadzieję, że ta zasłona uchroni mnie przed odłamkami z wybuchów przeciwko Nikusui-chan lub ogniem wycelowanym w Muraia-sama. Podczas mojego przemieszczania się szukałem obiektu, z którym mógłbym wykonać technikę podmiany, która oddaliłaby mnie jeszcze bardziej od źródła zagrożenia, jeśli taki znajdę to wykonuję sekwencję pieczęci i przygotowuję sobie tę technikę. Wiedziałem, że w tych miejscach mogłem natknąć się na Shiro Ryu lub innych gości, którzy mogliby mi zagrozić, więc byłem ostrożny i wyczulałem swoje zmysły jak tylko mogłem. Zbieranie informacji szło mi całkiem nieźle, ale potrzebowałem teraz przeżyć, aby móc tę misję wykonać. Odłączenie się od grupy nie było mądre, ale musiałem zobaczyć co się stanie i wtedy spróbować do nich dołączyć przy okazji nie narażając ich ani siebie na zbyt duże niebezpieczeństwo.



Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
5x kunai, 5x shuriken, przypięte do pasa wakizashi
Obrazek
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):

kabura 2x jedno i drugie udo w każdej 2x kunai, 2x shuriken
torba 1x biodro:
1x kunai, 1xshuriken
bandaż 5m
bojowa pigułka x1
pigułka z krwią x1
płaszcz
żyłka 5m
2x wybuchowa notka
2x dymna bombka

Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: Ranton
NATURA CHAKRY: Raiton
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
Wrodzona -
Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
SIŁA 18
WYTRZYMAŁOŚĆ 25
SZYBKOŚĆ 50
PERCEPCJA 14
PSYCHIKA 5
KONSEKWENCJA10
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 107
KONTROLA CHAKRY D
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 102%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
NINJUTSU
GENJUTSU
STYLE WALKI 0 (dziedzina E)
---
---
---
ELEMENTARNE
SUITON D
RAITON D
RANTON B
JUTSU:
[E]Henge no Jutsu
[E]Kai
[E]Kawarimi no Jutsu
[E]Kinobori no Waza
[E]Suimen Hoko no Waza
[E]Nawanuke no Jutsu
[D]]Raiton: Dendō Hando
[D]Raiton: Hiraishin
[D]Suiton: Kirigakure no Jutsu
[D]Suiton: Mizu Kawarimi
[D]Suiton: Mizutetsu no Jutsu
[D]Ranton no Jutsu: Reberu Di
[C]Ranton no Jutsu: Reberu Shi
[B|Ranton no Jutsu: Reberu Bi
[B|Ranton: Raiunkōha
chakra 98% -3% =95%

Spoiler: pokaż
NazwaKawarimi no Jutsu
PieczęciTygrys › Świnia › Wół › Pies › Wąż
Zasięg Max.30 metrów
KosztE: 7% | D: 5% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: Niezauważalny
DodatkoweW pobliżu musi się znajdować przedmiot możliwy do podmienienia
Opis
Kolejna pomocna technika, która niejednokrotnie może uratować życie. Otóż jest to technika podmiany która pozwala w momencie ataku podmienić nasze ciało z zawczasu przygotowaną podmianą z beczką, kłodą bądź innym przedmiotem który znajduje się luźno na powierzchni oraz rozmiarami jak i wagą nie przekracza 1 naszego ciała. Kolejnym ograniczeniem techniki jest świadomość nadchodzącego ciosu. Użytkownik może podmienić się tylko w momencie gdy widzi nadchodzący atak. Wtedy tuż przed zadaniem ciosu następuje podmiana i nasze ciało zajmuje przedmiot wcześniej przez nas wybrany do podmiany.
Shigemi
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Koala » 25 maja 2018, o 11:48

MAPA MIASTA.
Mapa z podziałem na dzielnice
Spoiler: pokaż
Obrazek
  • Czerwona - Murai
  • Niebieska - Shigemi
  • Cyjan - Nikusui
  • Szara - Shiga
  • Pomarańczowa - Chise
  • Fioletowa - Yuji
  • Czarna - Numa
  • Żółta - Akarui



Komplikacje
Ścieżka główna eventu


Niespodziewane pojawienie się nowego, potężnego zagrożenia, solidnie wstrząsnęło prawie wszystkimi obecnymi. Chodząca zbroja - lub marionetka, jak to stwierdził Akarui - zupełnie zignorowała fakt, że nadlatujący z nieba papierowy chakram ściął wszystkich jej towarzyszy, i sama skupiła się na obronie przed atakiem z obu stron na jej... osobę? Formę? Istotę? Cholera wie, jak to w ogóle podsumować. Kabuto poradził sobie jednak z zagrożeniem bardzo sprawnie - pozwolił przeciwnikom złapać go w podziemną pułapkę, żeby zmniejszyć powierzchnię którą musiał następnie zamrozić techniką klanową Rodu Yuki żeby zasłonić całe swoje ciało. Błyskawice Nikusui rozbiły lód na kawałki, lecz sam Jeździec nie był nawet naruszony. Wyskoczył na bruk i zaczął mierzyć jednocześnie w obu sprawców ataku. Nie wyglądało to kolorowo...
Nikusui i Murai, widząc ruchy przeciwnika, zareagowali prawie natychmiastowo. Członkini Rodu Kaminari natychmiast skoczyła na następny dach, starając się zejść z linii strzału Kabuto, po czym zeskoczyła między budynki uliczki. Chwilę później usłyszała głuche dźwięki jakiegoś materiału przejeżdżającego po metalowej rurce... i kilka wybuchów, dokładnie w tym miejscu w którym stała jeszcze chwilę temu. Odłamki gruzu i dachówki zaczęły spadać w jej kierunku, zmuszając ją do wycofania się. W taki sposób, że aktualnie stanęła na rozdrożu uliczek i widziała, że Yuriko i Muiri zmierzają na północny wschód, w stronę klifu dzielącego dzielnicę pałacową z miastem. A po drugiej stronie, obok niewielkiej szopy przy budynku? Okazało się, że Shigemi, pragnąc uniknąć oberwania jakimkolwiek atakiem ze strony Kabuto, zeskoczył z dachu i ukrył się za składzikiem - dzięki temu żadna dachówka, ogień czy wybuch go nie dotknęły, a sam mógł teraz obserwować co dzieje się na drodze. I ku jego zaskoczeniu, zza winkla pojawiła się też Nikusui.
Murai zaś, widząc ładującą się... rzecz, nagle zapadł się pod ziemię, schodząc z linii ataku. W idealnym momencie, by zobaczyć jak nad jego głową dmuchnął strumień ognia, przypominający nieco Katon: Goukakyuu no Jutsu, lecz bardziej skoncentrowany w faktyczny strumień płomieni. Atak trwał przez jakieś dwie sekundy, po czym ogień zaniknął. I chwilę później Murai ponownie stał na bruku, patrząc na powoli kroczącego Kabuto. Nie spieszyło mu się. Dlaczego mu się nie spieszyło? Pusty zignorował następujące okrzyki o pomoc ze strony Shigi, i ruszył pełną prędkością za Yuriko, biegnąc w kierunku klifu.
Do grupy uciekających mieli również dołączyć Akarui wraz z liderem Hyuuga, lecz... coś mu przeszkodziło. Dokładniej okrzyki z prośbą o pomoc, dochodzące ze strony placu. Gdy obydwaj się odwrócili (przed chwilą stali przy ścianie, dzięki czemu nie oberwali niczym ze strony Kabuto), zauważyli że od strony ruin pałacu w ich stronę idzie odziany na biało mnich, Shiga, niosący na rękach nieprzytomną i widocznie cierpiącą Chise. Dziewczyna była blada jak ściana, po jej skórze toczyły się krople potu, całe jej ciało drżało. Trzymające ją dłonie Shigi pokryte były zieloną chakrą medyczną, lecz najwidoczniej jedna taka technika nie była wystarczająca, żeby jej pomóc. Akarui obrócił się w kierunku Hyuugi, a ten tylko westchnął.
-Tak, bo chodzenie to dla mnie aktualnie kaszka z mleczkiem... - mruknął pod nosem, po czym zwrócił się do medyka, już normalnym tonem. - Mamy na głowie Jeźdźca, czy tam jego marionetkę, jak twierdzisz. Musimy się pospieszyć, bo w aktualnym stanie nie wiadomo, czy zdołamy się utrzymać. Pospiesz się.
W tym samym momencie, gdy Akarui zbliżył się do Shigi i rozkazał mu schować się razem z Chise do zaułku, ciało mnicha szarpnęło się w niespodziewanym ukłuciu. Ktoś ze strony placu rzucił w jego kierunku shurikeny. Jeden w bark, jeden w lewe udo, jeden drasnął jego szyję. A pozostałe dwa wbiły się w deski ścian budynku obok. Jashinista jednak wytrzymał to bez żadnego problemu, i zdołał razem z Akaruiem ukryć się w zaułku. Medyk zaczął oględziny nieprzytomnej, zamaskowanej wojowniczki, i zauważył na jej barku coś bardzo dziwnego. W miejscu, gdzie przed chwilą nastąpiły jakieś trzy ukłucia, uformowały się trzy czarne łezki. Wyglądało to jak jakaś forma pieczęci... tylko jaka pieczęć byłaby w stanie zrobić coś takiego?
I nagle obaj usłyszeli głuche łupnięcie. Na ziemi, przy wejściu, leżał Hyuuga Reiko. Z jego ust ciekła krew, a on sam ledwo dał radę wgramolić się do pozycji siedzącej. Nad nim zaś, jakieś dwa metry od leżącego, stał Kabuto, mierząc w niego ręką z wyrzutnią pocisków - zmieniła się jednak w coś w rodzaju kuszy. Wyglądało na to, że ranny Reiko nie dał rady podążyć za Akaruiem i Shigą na tyle szybko, by zdołać uniknąć zainteresowania Kabuto.
Wyciągnął dłoń, mierząc w głowę Reiko. Ręka z miotaczem płomieni zaś skierowała się w stronę medyka, mnicha i nieprzytomnej dziewczyny...
-Żałosne. - powiedział głosem tak szorstkim, chrypliwym, mechanicznym, że wręcz nienaturalnym. W dłoni marionetki pojawiły się pierwsze języki ognia...
I wtedy na Kabuto skoczyły dwa duże basiory z błota, wbijając się prosto na klatkę piersiową marionetki. Impet uderzenia widocznie nim zachwiał, sprawiając że cofnął się o krok do tyłu. Jednak to, co najbardziej zaskoczyło pozostałych, to to co nastąpiło po ataku. Wilki rozbiły się na błoto, kleista, ziemista ciecz spadła na grunt. Pozostawiając ukryte w nich dwie notki wybuchowe na samym pancerzu marionetki.
Od strony placu ktoś nadbiegał. Młody chłopak, który wcześniej ukrywał się pod ziemią, a aktualnie biegł po dachach - i przystanął na dachu nad pozostałą trójką. Był to Numa. Widać było po jego twarzy, że był skrajnie wyczerpany od wykorzystania chakry. Ale i tak wyglądało na to, że jego plan się powiódł.
Wybuch!
Coś mocno chrupnęło, a marionetka poleciała dwa metry do tyłu, lądując na podłożu. Eksplozja uszkodziła trochę pancerz istoty, odsłaniając jego ramię - które okazało się być faktycznym marionetkowym stawem - oraz twarz spod hełmu, która bardziej przypominała wykonaną mechanicznie czaszkę niż faktyczną twarz. Aczkolwiek widać było na niej skrawki ludzkiego wyglądu, jak na przykład czarne włosy zwinięte w kitę, czy niebieskie, zmodyfikowane technologicznie oczy...
Jeździec najwidoczniej stracił łączność z marionetką, gdyż ta widocznie miała problem z poruszeniem się. Pozostali mieli więc chwilę, by spróbować uciec. Tylko cholera wie, czy Reiko zdoła uciec dostatecznie szybko...
W tym samym czasie, inną ze ścieżek, z placu uciekł Yuji. Mężczyzna jednak nie opuścił placu w tym samym miejscu, co Shiga i Chise (w których zresztą to on miotnął shurikenami) - postanowił wyruszyć bokiem, omijając jednak zablokowane przejście obok muru, i zaszarżował wzdłuż klifu. Wyglądało na to, że na ścieżce głównej działo się coś dużego - dało się zobaczyć jakąś łunę, wytworzoną za pomocą ognia, oraz chwilę później usłyszeć dwa wybuchy. Nie przeszkadzało mu to jednak - to nie jego walka. Chwilę później zauważył przed sobą jedną ze ścieżek głównych, prowadzących na klif. I biegnących nią Yuriko i Muraia.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Czas do 23:50, sobota 26 maja.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 867
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 14:07
Wiek postaci: 0
Multikonta: Shikarui

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Yuji Saga » 25 maja 2018, o 12:54

Na całe szczęście, szczeniak postanowił pomóc tamtym i nie patrzył co miałem zamiar zrobić. Ma szczęście, że coś takiego zrobił. Nie przeszkadzał mi, nie zdenerwował, wiec przeżyje raczej. Postanowił pomoc tamtej dwójce, jego wybór, ale nie powinien tego robić, ponieważ widział jak potraktowali swego nowego boga. Mniejsza, jeszcze przejdą na moją wiarę, wcześniej czy później. Teraz trzeba skomentować moje trafienie. No rzuciłem moimi gwiazdkami w tego nieśmiertelnego karalucha, ale trafiłem tylko w trzy miejsca, chociaż tyle! Bieg dość szybko, a ja jakoś się nie starałem, więc takiego efektów każdy mógł się spodziewać. Oddałem mu za te wyzwiska w jakimś stopniu, ale i tak za takie coś powinna spaść mu głowa z karku. Ale jak teraz rozmyślam. Powiedział, że jest nieśmiertelny. To pytania, czy on czuje ból? Jak to wszystko działa? Nic nie wiedziałem. Może nawet to co zrobiłem było nie potrzebne, bo nie przynosiło żadnych efektów. No cóż. Nie wiem tego, ale miałem małą nadzieje, że to, że w niego rzuciłem przyniosło jakiś efekt.
Pobiegłem w inną stronę. Oczywiste było, że nie tam gdzie reszta. Rzucić metalowa bronia, a potem pobiec z nimi? Głupota. To jakby gej wszedł do klubu gdzie są same dresy. Pobiegłem kawałek i skręciłem. Bieganie wzdłuż muru nie pomoże mi w odnalezieniu łatwych ofiar. Gdzieś w środku miasta powinny tez być łatwe kaski, które będą samotne albo w małych grupach.
Biegłem tak, aż zobaczyłem pomiędzy domkami ogień, a potem wybuch. Ah! Ktoś postanowił zrobić to! Wysadzać! Muzyka dla moich uszu! Kiedy to słyszę, czuje, że zyje. Biegłem dalej zmotywowany, aż nagle zauważyłem jakąś parę zakochanych? Kiedy to się zbliżałem to poczułem, że to mogą być moje ofiary. Ale kiedy zacząłem widzieć ich dokładniej to pomyślałem, że znajdę kogoś innego do zabawy. Dlaczego? No proszę was. Widzicie faceta o czarnych rozpuszczonych włosach, ma jakieś szwy na twarzy, a jego białka są czarne. Nie wygląda na typa, który by się dał łatwo zabić, a by był dla mnie ciężkim orzechem do zgryzienia. Wygląda strasznie, w sensie, że silny ale też no nie jakiś piękny, wiec trzeba mu dać namiar do kosmetyczki, czy coś. Drugą osobą była kobieta. Dużo lepiej wyglądała, ale uzbrojona jakby była gotowa na wojnę, chyba ma ekwipunek tych Shiro Ryu, albo coś w podobnie. A najlepsze na koniec. Ma Byakugana oraz te charakterystyczne żyły. Tak, Yuji zna jakiś klan poza swoim, więc proszę się nie dziwić. No czyli ta dwójka wypadała mi z obiegu łatwych ofiar. Może z kobietą bym dał sobie radę, znam jej moc ale jeszcze to kobieta, a one w większości są słabe od mężczyzn, ale jeszcze ten facet jest, więc lepiej nie ryzykować. Jak przeżyłem spotkanie z Antykreatorem oraz dwójka jego oficerów, to lepiej dożyć do końca i dołączyć do nich, niż zaatakować pierwszych lepszych, nie oceniając ich siły i umrzeć w chwalebnej ale głupiej śmierci. Mam tyle rzeczy do zrobienia, więc wole pożyć dłużej.
-Heeeej.- rzuciłem do nich, machając łapką na boki.
Nie chcąc się z nimi zderzać, czy zostać zatrzymanym. Wskakuje na ścianę budynku na moje prawo. By po nim przebiec i omijając tak nowych przybyszy na drodze. Mając nadzieje, że to nie są tacy popaprańcy jak Ja, którzy szukają ofiary. Wtedy będę musiał unikać, spróbować się obronić technikami, albo po prostu wejść na dach i zeskoczyć z niego z drugiej strony, a potem biec w głąb miasta wcześniej niż chciałem.
-Nie ciekawie, czyż nie?- i tutaj co chciałem powiedzieć? No mógłbym powiedzieć prawdę, ale to mi może zablokować parę możliwości w nowej karierze u NESa. Dlatego można coś zagadać, ale nie powiedzieć wszystkiego. Prawdę, ale nie całą, bo szczegółów nie potrzebują.
-Proponuje wam się nie zbliżać do sceny na placu. Antykreator tam był. Lepiej znikać z tego miasta jak najszybciej i nigdy tutaj nie wracać.- jeżeli budynek mi się skończył zeskakuje z niego na drogę, bo może udało mi się ich wyminąć i biegnę dalej prosto.
-Papa! Powodzenia! A i ładne oczy macie, chociaż ten facet ma straszne! No i powinieneś chłopie o włosy zadbać.- pomachałem ręką w ich stronę w geście pożegnania.
Biegłem dalej. Mając nadzieje, że za mną nie biegną. Jeżeli tak, albo nie. To po biegu prosto postanawiam skręcić w głąb całego miasta. Schodząc z klifu, który jest moją przeszkodzą, a następnie ruszam na plac który powinien być na środku całej mieściny. Jak tutaj przybyłem to trochę sobie pochodziłem przed dotarciem na scenę na której wszystko się spierdoliło.
Po co tam biegne na środek miasta, gdzie niby jest główny plac? Tam znajdę może ofiary które wpisują się w moje kryteria. Do tego tamta dwójka może powiedzieć w którą stronę zmierzałem temu nieśmiertelnemu. I tak zmieniając mój cel podróży może mnie nie znajdzie. Nie chce się z nim bić, na pewno nie na otwartej przestrzeni. Wolałbym go złapać z zaskoczenia za szyje i wybuchnąć. No dobra, jak tak biegnę próbuję mieć szeroko oczy otwarte, szukając ludzi przy okazji. Mieszkańców, czy też wojowników, próbując przy tym ocenić ich siłę.



Techniki!
Spoiler: pokaż

Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>



Nazwa
Doton: Doroku Gaeshi

Pieczęci
Brak

Zasięg Max.
5 metrów

Koszt
E: 24% | D: 18% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Bardzo proste do pojęcia Jutsu. Użytkownik przykłada ręce do ziemi i wytwarza ścianę(wymiary: 2 metry szerokości x 3 metry wysokości x 30 centymetrów grubości), która potrafi obronić go przed częściowymi atakami. Plusem tej techniki jest to, że ściana zasłania nie tylko użytkownika, ale i np. jego sojuszników, którzy mogą stać obok. Bardzo przydatne Jutsu, jeśli chodzi o obronę kilku osób. Wystarczy uderzenie o sile 75 lub technika rangi C do zniszczenia tworu.


Staty:
Spoiler: pokaż
ATRYBUTY PODSTAWOWE:

SIŁA 41
WYTRZYMAŁOŚĆ 50
SZYBKOŚĆ 81
PERCEPCJA 49
PSYCHIKA 1
KONSEKWENCJA 1

SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 222
KONTROLA CHAKRY C
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 105%
Chakra: 80%


Ekwipunek: (Tylko bez zmian w pojemności, bo aktualizacja wbiła kiedy już event był
Spoiler: pokaż
Torba [68/70]
  • 8x Kunaie
  • 2x Granat Dymny
  • Pigułka ze skrzepniętą krwią
Yuji Saga
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Nikusui » 26 maja 2018, o 14:09

Wiedziała, że nie będzie to łatwa zabawa. Jednak, tak czy siak, była to jakaś forma rozrywki dla ludzi, którzy lubowali się w walce. Nawet jeśli nie czuli się na wygranej pozycji. Ba! Szczególnie dlatego. Wiadomo w końcu, że im większe wyzwanie, tym końcowa satysfakcja jest większa. A zginąć z ręki silniejszego, to też nie była hańba. Nikusui jednak nie zamierzała tu umierać. Miała jeszcze zbyt wiele planów na siebie, dlatego zrobiła wszystko, by zniknąć z pola rażenia tego czegoś. Nie mogła wiedzieć, że ta kupa złomu może być sterowana przez kogoś i że jest swego rodzaju marionetką. Nigdy nie miała styczności z kimś takim. Ba... w sumie to w ogóle nie miała styczności z nikim z Jeźdźców. I szczęście dla niej, że tym razem udało jej się w miarę bezpiecznie wycofać i niczym nie oberwała. Siła tego ataku była naprawdę spora, więc mogłoby być z nią kiepsko. A tak to... znalazła się ponownie obok Shigemiego. Najwidoczniej oboje wybrali podobną drogę ucieczki. Całkowicie inną, niż cała reszta, która udało się bliżej centrum całego miasta. Miasta, które niedługo będzie wyglądać jedynie jako zbiorowisko gruzu.
- Pasowałoby wrócić do reszty. Jednak na drodze mamy tego blaszaka. Nie oddalaj się z... - urwała, bo usłyszała kolejny wybuch. Jej spojrzenie zwróciło się w kierunku, z którego dochodził ten dźwięk, ale z tego miejsca niewiele widziała. Skinęła więc głową na Shigemiego, by ten, jeśli tylko chciał, podążał za nią i przy okazji ją ubezpieczał, a sama przemieściła się alejką wzdłuż budynków, prowadzącą do głównej drogi, gdzie jeszcze niedawno znajdował się Kabuto. Była czujna, bo nie chciała znowu zbyt szybko znaleźć się na celowniku. Mało tego, porozwalane części budynków i dachówki nie ułatwiały sprawy, ale skupiona z nogach chakra była tu pomocna.
Jeśli tylko udało jej się dotrzeć na upatrzone miejsce i zobaczyć leżącą, nieco naruszoną zbroję, szybko złapała za swój bicz, rozwijając go. Powolnym krokiem, z zachowaniem wszelakiej ostrożności, chciała zbliżyć się na bezpieczną odległość, by mu się przyjrzeć, a jednocześnie dać sobie czas na reakcję, gdyby coś jej zagrażało. To było dziwne. To rzeczywiście nie był człowiek, chociaż miał jakieś ludzkie elementy. Coś jak czaszka, włosy... Większą uwagę skupiły niebieskie oczy. Nieludzkie, jakby mechaniczne. W tym momencie białowłosa pomyślała, że jeśli to nie było takk naprawdę istotą żywą, organiczną od stóp do głów, to ktoś powinien za to odpowiadać. Ktoś, kto dzięki tym dziwnym oczom widział, co się dzieje. I mimo, iż blaszak nie wyglądał na taki, który zaraz zaatakuje, wolała spowolnić jego dalsze użycie. Jednym zamachnięciem się bicza zamierzała uderzyć najpierw w jedno, następnie w drugie oko, by je zniszczyć. Niestety, ale sądziła, że nie jest na tyle silna, by móc oderwać te mechaniczne ramiona od reszty "ciała". Chyba, że zauważyłaby jakiś słaby punkt. Oczywiście nie wchodziła w paradę, jeśli ktoś przed nią postanowił się tym czymś zająć. Jednak swoje chciała zrobić - o ile była taka możliwość. Jeśli nie, to zgodnie z wcześniejszymi zaleceniami, zamierzała podążać w stronę szpitala. Jeśli widziała leżącego Reiko i brak zagrożenia, by się tam dostać, to zamierzała pomóc w przemieszczeniu się z nim do miejsca, gdzie się nim zajmą. Widocznie rozdzielenie się było zgubne w skutkach, bo lider Hyuuga dość szybko znalazł się na celowniku i nie wyglądał zbyt dobrze. Tak jak i dziewczyna, którą już wcześniej widziała. Niejaka Hime z turnieju w Hanamurze. I ten mnich, który uwielbiał się palić. Dziewczyna jednak też nie prezentowała się zbyt dobrze, widocznie również oberwała, ale Ryukata nie wiedziała, co też takiego się stało. Zresztą, wśród tego wszechobecnego chaosu, trzeba było zachować czujność, bo się kończyło właśnie tak, jak tamci. A tego scenariusza Nikusui dla siebie pisać nie chciała, dlatego w każdej chwili była gotowa, by zablokować ewentualnego przeciwnika, o ile po prostu na nią biegnie. Użycie wobec niej jakiegokolwiek jutsu zmusi ją po prostu do wycofania się/uniku. Chyba, że będzie miała czas, by zareagować w inny sposób, niż ucieczka.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Akarui » 26 maja 2018, o 15:09

Żałosne...?
Tak. Kolejna zła decyzja Akarui'ego mogła doprowadzić do śmierci jego podopiecznych. Medyk dobiegł do alejki, gdzie mógł zając się dziewczyną, ale musiał zostawić w tyle Reiko. Ściągnął zamaskowanej maskę, musiał widzieć jej twarz, choć spodziewał się na niej grymasów bólu. Zauważył również dziwny stygmat, który pojawił się na jej ramieniu. I w tym momencie usłyszał głuche łupnięcie w wejściu do alejki. Lider klanu Hyuuga wyglądał jeszcze gorzej niż przed chwilą, a nad jego ciałem pojawiła się ta wielka marionetka prosto z koszmaru. I jak tu Tozawa miał polubić tą sztukę?! Odwrócił się na klęczkach w kierunku wyjścia i wystawił przed siebie dłoń w celu użycia swojej obronnej techniki, jednak w tym momencie zdarzyło się coś nieoczekiwanego. Nadeszło wsparcie.

Na zbroję skoczyły dwa wielkie wilki, które rozbryzgły się na niej, zostawiając po sobie notki. Akarui już kiedyś widział podobny manewr, pod Murem. Tam jednak ładunki wybuchowe były schowane w atramentowych zwierzętach. Nie było ważne gdzie i jak, ważne, że zadziałało! Medyk zasłonił twarz i nachylił się nad ciałem dziewczyny, by zapobiec uderzeniu przez odłamki a po wybuchu od razu zerknął w kierunku wejścia do alejki. Zbroja padła! Widocznie lalkarz stracił nad nią swoją kontrolę. Poza tym w końcu coś rozbiło jej główną warstwę! Marionetka leżała, a Akarui po lekkim wychyleniu się mógł do niej zajrzeć. No jasne! Piękny, metalowy staw ramienny! Ale oprócz tego również włosy! I oko! Teraz albo nigdy! Polecenie w kierunku dziwnego mnicha było jasne i szybkie: - Widziałem Cię na turnieju w Cesarstwie, spal to od środka póki leży! Tam jest kupa żelastwa ale widać też materię organiczną!

Po tych słowach Medyk chciał wrócić do rannych. Nie mógł opuścić leżącej dziewczyny, ale też musiał coś zrobić z Reiko. Zauważył kątem oka chłopaka stojącego na dachu nad nimi. Nie miał na sobie zbroi Shiro Ryu, nie wyglądał też na jednego z tych potworów, które pojawiły się na scenie na początku tego piekła. Krzyknął więc w jego kierunku: - Jeśli te wilki to Twoja robota, to spisałeś się na medal! Ale przydałaby się pomoc. Mógłbyś pomóc z tym rannym? Gdy złapie kontakt wzrokowy z tym młodym shinobi'm, kiwnie głową w kierunku leżącego Reiko. Miał nadzieję, że chłopak pomoże. Grupa pracująca wokół medyka to zawsze więcej uratowanych! Teraz jednak musiał skupić się na dziewczynie.

Jeśli medyk mógł już się poczuć bezpiecznie, mógł zająć się dziewczyną na poważnie. Po złożeniu paru pieczęci jego dłonie rozświetlił szlachetny, seledynowy blask. Jedna ręka wylądowała na czole. Widać było pulsującą żyłę, więc oprócz wysokiej temperatury mógł też wyczuć tętno. Druga spoczęła na ramieniu, gdzie pojawił się ten dziwny stygmat. Teraz zostało do określenia, czy zły stan pacjentki zrodził się z jakiejś substancji, która dostała się do jej ciała? Czy z techniki i obcej chakry? Odpowiedzi na większość pytań powinien się dowiedzieć również z rozmowy z mnichem sprzed pojawienia się zbroi. I wtedy też się okazało, że obrażenia mogą pochodzić z obu rzeczy...

Dobra, potrzebny jest plan działania. Mnich wcześniej zaprezentował technikę Iryojutsu, więc znał co najmniej podstawy. Może wiec pomóc z leczeniem. Wtedy też Medyk może wypróbować swoją hipotezę. Mianowicie, jeśli dziewczynie wstrzyknięto truciznę, może spróbować ją wydobyć tak, jak robił to z jadem pod murem. Jeśli więc mnich jest wolny, trzeba zaplanować kolejność działań: - Dobra, robimy tak: widziałem u Ciebie technikę Iryoujutsu. Skup się na zbijaniu temperatury i próbach uspokojenia pracy serca, bo bije jak oszalałe i zaraz może stanąć. Wtedy ja spróbuję innej techniki. Jeśli jej coś wstrzyknięto, spróbuję to wyciągnąć. Może wtedy ból zacznie maleć. No, do roboty, bo muszę jeszcze pomóc Reiko-samie... Przy ostatnich słowach odpiął od paska bukłak, przechylił go wylewając na dłoń wodę i jednocześnie przelewał w nią swoją chakrę medyczną. Tak powstały bąbel przyłożył w miejsce iniekcji tej trucizny. Bardzo możliwe, że w tym momencie medyk wyczuł enzymy, które nie do końca pasują do ciała młodej dziewczyny. Może to one powodują taki burdel w jej organizmie? Trzeba spróbować się tego pozbyć.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
MOWA
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1546
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 01:03
Wiek postaci: 0
Krótki wygląd: Jak na avku brązowy płaszcz z kożuszkiem - mamy zimę! ;)
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Murai » 26 maja 2018, o 20:24

Nie wiedział czy byłby w stanie tego uniknąć zwykłymi metodami. Nie był pewien czy zablokowałby to swoim niezbyt imponującym Dotonem. Albo też zablokował Katon odpowiednio silnym. Oczywiście niczego nie można było być pewnym, wszystko co mogło się wydarzyć Kakuzu brał na czyste prawdopodobieństwo i logikę. Oczywiście istniała szansa żeby tego uniknąć bądź zablokować, ale wybrał opcję która dawała mu najwięcej szans przy najmniejszym uszczupleniu swoich rezerw chakry. Dół w ziemi, prosty i szybki unik przed obszarowym atakiem. W ostatnim momencie uciekł w dół, unikając potężnego strumienia ognia. Siedząc w dole miał czas na przeanalizowanie sytuacji. Te kilka chwil podczas których mógł dojść do konkretnych wniosków. Ktoś z ich grupy, medyk zdaje się. Każda zbroja musi mieć słabe punkty. Niemożliwe? W ich przypadku śmiało można było ustawić poprzeczkę niewiary naprawdę wysoko. Mogli być wszystkim, nawet zbroją z małym układem chakry. Marionetką klanu Ayatsuri. Zaraz, marionetką? Z małym układem chakry wewnątrz? Teoretycznie znaczyłoby to, że jakieś niewielkie stworzenie siedzi w środku i tym steruje. Sterowanie marionetką od wewnątrz, czy to możliwe? Kakuzu nie miał żadnego doświadczenia z kukłami, najbardziej obeznanym w temacie wydawał się właśnie tamten medyk. Pozostawało pytanie, co zrobić w tym momencie? Najlogiczniejszym byłoby wycofanie się, ucieczka od tego potwora do czasu wybadania jego możliwości i słabości. Wszystko musi mieć jakieś granice, prawda? Nie ma istoty wszechmogącej, nie ma jutsu które mogłoby zrobić wszystko. Na wszystko była metoda, jeśli nie w samym działaniu techniki, to w ułomności i słabości osoby która ją wykonuje. I to mogła być nadzieja.
Kakuzu wyskoczył z ziemi jak tylko zagrożenie minęło. Zagrożenie wynikające techniką, nie zagrożenie z obecności jednego z Jeźdźców. Natychmiast po wyjściu uskoczył na bok i schował się pomiędzy budynkami. Nie powinno go tutaj być. Jakie były szanse że pójdzie akurat za nim? Nie on to zaatakował, on jedynie stworzył dół. Ale skupił jedną ze swoich technik właśnie na nim. Było to możliwe. Powinien przede wszystkim biec. W kierunku klifu, a tuż po tym - szpitala. Teoretycznie było to miejsce w którym miał się znaleźć od samego początku. Jego cel. Przed sobą zauważył swojego "dowódcę" Yuriko. Czy ona faktycznie jako jedyna skierowała się do miejsca docelowego? Nie widział reszty, ale mogli wybrać inne drogi. Albo chcieć uporać się z przeciwnikiem. Jeśli ich śmierć go zmęczy i pozwoli kupić im nieco czasu na przygotowanie strategii, to Kakuzu z chęcią przystanie na takie rozwiązanie. Nie obchodził go los nikogo tutaj obecnego. Chociaż niektóre osoby z reszty grupy wydawały się na tyle interesujące, że z chęcią przeprowadziłby z nimi kilka rozmów więcej, bądź też zaczął znajomość. Jego plan poznawania ludzi i nawiązywania znajomości musiał się od czegoś zaczynać i nie mógł być oparty na całkowicie nieciekawych personach.
- Jak rozumiem zostawiamy ich i idziemy ku celowi docelowemu. - zapytał Yuriko, używając maksimum swojej prędkości żeby się z nią zrównać w biegu. Zostawanie z tyłu w takiej sytuacji nie było dobrym pomysłem. Chciał też mieć szybszy wgląd w nowo widziany teren miasta. Nie, żeby chciał widzieć śmierć i chaos jaki ogarniał miasto, jedynie w razie gdyby czekało na nich zagrożenie. A na jakiekolwiek zagrożenie miał zresztą doskonałą odpowiedź w postaci swoich nici rzecz jasna.


Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI


KEKKEI GENKAI: Jiongu
NATURA CHAKRY: Doton
STYLE WALKI: Gōken
UMIEJĘTNOŚCI:
  • Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
    SIŁA 30 (1 poziom)
    WYTRZYMAŁOŚĆ 65 (2 poziom)
    SZYBKOŚĆ 170 (5 poziom)
    PERCEPCJA 155 (4 poziom)
    PSYCHIKA 1 (1 poziom)
    KONSEKWENCJA 95 (3 poziom)
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 410
KONTROLA CHAKRY A
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY:251% [100% bazowe + 6% Wytrzymałości + 55% (Serce Katon B) + 45% (Serce Fuuton C) + 45% (Serce Suiton C)]
MNOŻNIKI:

POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:

    NINJUTSU E
    STYLE WALKI: (2 - dziedzina B)
    • Goken - S
    • Seido - A
    KLANOWE A
    DOTON C
    FUUIN D
    KATON B (Klik)
    FUUTON C (Klik)
    SUITON E (Klik)



Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Dwie kabury na broń (lewe i prawe udo)
- 2 tonfy obwinięte bandażami (przy pasie)
- Wachlarz na plecach (zwinięty)


PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):
  • Przy pasie:
  • Kabura na broń |Zapełnienie: 19,5/20 obj.| (prawe udo):
    • 2 kunai z notką wybuchową (13)
    • 1 kunai z notką oślepiającą (6,5)
  • Torba (60/70) (lewy bok):

    • Zwój Mały 1 (10/70) (Wypełnienie: 136,75/150):
      • Sztylet x2 (20/150)
      • Zaostrzony Kastet x2 (16/150)
      • Katana (30/150)
      • Parasolka z senbonami x125 (51,25/150)
      • 1 kunai z notką wybuchową (6,5)
      • 3 kunai z notką oślepiającą (13)
      • 11 shuriken (21)
    • Zwój Mały 2 (10/70) (Wypełnienie: 94/150):
      • 1 Fūma Shuriken (90)
      • 2 strzykawki (4)

    • Zwój Mały 3 (10/70) (Wypełnienie: 135/150):
      • Notka wybuchowa x19 (8/150)
      • Notka Świetlna x3 (1,5/150)
      • 4 porcje Makibishi (40 sztuk) (10/150)
      • Dzwoneczki x15 (3,5/150)
      • Żyłka 40m (40/150)
      • Bomba dymna x1 (2/400)
      • 10m żyłki (10/400)
      • Kunai x10 (60/400)
    • Zwój Średni 1 (30/70) (Wypełnienie: 270/400):
      • Gruda z ziemią z doczepioną notką wybuchową na zewnątrz (270)
    • Ukryte w ciele:
      • 4 notki wybuchowe (1 w każdej kończynie)
      • 4 notki oślepiające (1 w każdej kończynie)
      • Metalowe kolce - 6 w każdej ręce, 1 w nadgarstku, 3 w każdej nodze
      W Domu:
    • Mały Zwój z tajemnicami Kakuzu


Spoiler: pokaż
Nazwa
Jiongu: Reberu Bi

Trzeci z poziomów tego Hijutsu. Następują kolejne modyfikacje ciała. Przede wszystkim, pozostają tylko trzy narządy: serce, mózg i płuca. Dodatkowo wzmacniają się możliwości nici. Są one o wiele dłuższe niż wcześniej, a także można nimi wykonywać lepsze manewry. Daje to pole do popisu wszystkim użytkownikom Jiongu. Warto dodać, że od tego momentu zostają wzmocnione czynności życiowe Kakuzu. Do czego to potrzebne? Dowiemy się tego na następnej randze.

Wytrzymałość
Przeciętny/Mierny

Szybkość
Przeciętny/Mierny

Zasięg
20 metrów

Koszt Chakry
E: 27% | D: 21% | C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (na turę)


Chakra:
Serce główne 79%/106%-9% (potencjalne reberu na zagrożenia)
Serce Katon 43/55%
Serce Fuuton 36/45%
Serce Suiton (nie do użycia) 45%
Murai
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Shigemi » 26 maja 2018, o 21:57

Można całkowicie szczerze powiedzieć, że solidnie walnęło, odłamki były w każdym możliwym miejscu, ale na szczęście moja pozycja była całkiem niezła i uniknąłem dzięki temu ewentualnych obrażeń. Zrobiłem szybki wydech i wdech, aby trochę się unormować jeśli chodzi o psychikę i fizyczność. Mimo wyczuelnia na jakiekolwiek zagrożenie, mało nie dostałem zawału, gdy zobaczyłem Nikusui, i mocno westchnąłem, a później z uśmiechem powiedziałem:
Ja pierdole, o krok od zawału. Ubezpieczam Cię, tylko od czasu do czasu spójrz w tył czy nie dostałem w potylicę... - puściłem oczko, miało to być żartobliwe, ale w sumie było prawdziwe, wiedziałem że mogłem tutaj oberwać, ale też wiedziałem, że muszę pomóc Nikusui, szedłem za nią, starałem się robić to cicho i ostrożnie tak aby nie wpaść na blaszaka, ale też żeby dotrzymać tempa Nikusui, trzymałem się jakieś dwa metry za nią, aby zostawić sobie oraz jej pole manewru. Moim oczom ukazały się włosy i oczy tego człowieka? Nie to nie był człowiek to było cos paskudnego, Nikusui postanowiła zaatakować, ja też postanowiłem nie zostać dłużny, ale ja nie celowałem w oczy tak jak Nikusui, mój cel to były ręce, w których znajdowały się materiały wybuchowe, być moze trafienie Rantonem w otwór, gdzie wychodził ogień oraz w jeden z otworów przypominajacych wyrzutnie fajerwerków zniszczy mu te mechanizmy albo chociażby utrudni regenerację. Szybka sekwencja pieczęci, rzoejrzenie się czy nie stoję na środku drogi, a pomiędzy budynkami i nikt nie próbuje nas zaatakować to używam techniki Rantonu, i wysyłam dwie wiązki jednak skierowana w lewą rękę i wyrzutnie rakiet, druga wyclowana w otwór, gdzie widziałem ogień wycelowany w Muraia. Wiązki prowadziłem w taki sposób, aby nie zranić nikogo od nas, kto byłby w zasięgu wiązek. Chciałem także dać czas na ogarnięcie Hime oraz Reiko, jednak teraz ważniejsze było dla niego własne bezpieczeństwo więc jeśli widziałem, że grozi mi niebezpieczeństwo to wycofuję się kilka metrów w tył, aby mieć bardziej dogodną pozycję.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
5x kunai, 5x shuriken, przypięte do pasa wakizashi
Obrazek
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):

kabura 2x jedno i drugie udo w każdej 2x kunai, 2x shuriken
torba 1x biodro:
1x kunai, 1xshuriken
bandaż 5m
bojowa pigułka x1
pigułka z krwią x1
płaszcz
żyłka 5m
2x wybuchowa notka
2x dymna bombka

Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: Ranton
NATURA CHAKRY: Raiton
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
Wrodzona -
Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
SIŁA 18
WYTRZYMAŁOŚĆ 25
SZYBKOŚĆ 50
PERCEPCJA 14
PSYCHIKA 5
KONSEKWENCJA10
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 107
KONTROLA CHAKRY D
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 102%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
NINJUTSU
GENJUTSU
STYLE WALKI 0 (dziedzina E)
---
---
---
ELEMENTARNE
SUITON D
RAITON D
RANTON B
JUTSU:
[E]Henge no Jutsu
[E]Kai
[E]Kawarimi no Jutsu
[E]Kinobori no Waza
[E]Suimen Hoko no Waza
[E]Nawanuke no Jutsu
[D]]Raiton: Dendō Hando
[D]Raiton: Hiraishin
[D]Suiton: Kirigakure no Jutsu
[D]Suiton: Mizu Kawarimi
[D]Suiton: Mizutetsu no Jutsu
[D]Ranton no Jutsu: Reberu Di
[C]Ranton no Jutsu: Reberu Shi
[B|Ranton no Jutsu: Reberu Bi
[B|Ranton: Raiunkōha
chakra 98% - 6% =92%

Spoiler: pokaż
Nazwa
Ranton: Reizā Sākasu - Reberu Bi

Bardzo ważny poziom w kontroli Rantonu dla każdego użytkownika. Przede wszystkim, daje on możliwość wystrzelenia wiązek z dowolnego fragmentu ciała (ich ilość zmniejsza się jednak wtedy o połowę). Oprócz tego wiązki mogą skręcać do 120 stopni co utrudnia unik jak i stwarzała duże pole do popisu. Ryzyko porażenia przy ataku jest wręcz oczywiste, a wiązki mogą poważnie ranić ludzkie ciało, w zależności od tego gdzie trafią. Tak jak w poprzednich poziomach Reberu zasada wytwarzania nowych wiązek przy utrzymaniu pieczęci smoka została zachowana.

Pieczęci
Tygrys → Pies → Wąż → Smok

Szybkośći
Przeciętna

Zasięg
20 metrów

Ilość wiązek
9

Koszt Chakry
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4% (1/2 na turę)

Uwaga Istnieje możliwość "anulowania techniki" i natychmiastowego przejścia do ponownego wykonywania tworząc nowe wiązki jeśli tylko utrzymaliśmy złożony znak smoka zastępując w ten sposób stare wiązki nowymi.
Zabieg taki wymaga od nas ponownego poniesienia kosztu.
Shigemi
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Hitsukejin Shiga » 26 maja 2018, o 22:13

Soundtrack do posta


Nie jest dobrze. Cholera, kurwa, kuso, nie jest dobrze, nie jest tak dobrze, że zaczyna brakować przekleństw. Kogo tu wyklinać, co?! W kogo uderzać?! Ach, nie, uderzanie jest na miejscu. Bo celów jest aż nadto. Gdzie się kurwa nie obrócisz, to jakiś kurwa demon z piekła rodem próbuje zrobić z twojego życia tatara bez sosiku. Shiga wybiegł z placu, biegnąc ile tylko sił w nogach. Potrenował koordynację stopa czoło... nie, stopa oko i dzięki temu nadążał za ogarnianiem swojego otoczenia przy swojej prędkości, która może nie była zbyt imponująca dla samurajów, dla elementalistów i medyków, a takowym szczycił się być mnich, była całkiem niezła. Zostawił za sobą wszystkich, ale dwa błotne psy go wyprzedziły, klucząc dookoła niego. Dobrze, że nie chciały go zaatakować. To sprawka chłopaczka od błota, na milion procent... Shiga dobiegł do zaułku, do medyka, prawdopodobnie, bo tylko on się do Shigi na prośbę, na wezwanie, skierował musiało się coś zjebać. I to tak, że tak się wyrażę niesympatycznie, zjebało się dokumentnie. Ale nie uprzedzając faktów...

Mnich patrzył pod nogi, przyciskając Chise do piersi. Czuł jak medyczna czakra opuszcza jego ciało i przepływa do jej ciała, nieco stabilizując jej stan. Ale i osłabiając jego. To była paskudna rzecz, bo nie dość, że biegł, to musiał uważać dookoła siebie na świat, mając oczy dosłownie w dupie i dookoła głowy jednocześnie, a także leczyć ją ile tylko sił w sercu i w układzie czakry pozostało. Jeśli Chise by zginęła, to najlepiej zostanie pójść do Hana i powiedzieć mu: Ty, dziwko, zabiłeś kurwo moją kobietę. I rzucić mu w ryj wszystkim co się ma. I zginąć. Ale chociaż z dumą z tego, że nazwało się dziwkę dziwką. Ale nie, nie mówmy o śmierci Chise bo ta nie wchodzi w grę. Dziewczyna nie może zginąć.
Shiga dobiegł do Akaruiego, do medyka i nim zniknął z nią w zaułku - poczuł ukłucie w barku, w udzie, a jeden rozciął skórę na szyi, chlusnęła krew. Shiga syknął jedynie w reakcji na ten zastrzyk przyjemności i bólu jednocześnie, ale nie przejął się tym wcale. Akarui mógł zobaczyć, jak rana na szyi goi się prawie tak szybko, jak powstała. No, szczerze mówiąc, to nawet szybciej. Regeneracja wywołana łaską została nakarmiona bardzo świeżo przed wyjazdem do Kami no Hikage, więc funkcjonowała na najwyższych obrotach, robiąc to, do czego została stworzona - upewniała się, że mnich przeżyje wszystko. Bo to był właśnie jego cel. Przeżyć. On musiał przeżyć, by Chise nie została sama. To, że on przezyje, pozwalało być pewnym, że i szanse Chise na przeżycie są... wielkie. Tak. On jest klifem o który rozbiją się fale, mogące ją zmyć i zabić.

Twardy jak klif, twardy jak klif... Achhh. Shiga ułożył w myślach w mgnieniu sekundy, krótszej od jednego uderzenia serca, to co chce powiedzieć, to co musi odpowiedzieć na pytanie medyka. Ale odpowie w skrócie telegraficznym. Jednocześnie z odpowiedzią dobył dwóch bełtów do swojej kuszy z kieszeni kimona i wsadził Chise w usta, blokując pod nimi język i upewniając się, że dzięki temu ani nie połknie języka, ani go sobie nie odgryzie. Mógł o tym pomyśleć wczesniej, ale instykt krzyczał - BIEGNIJ, SZUKAJ POMOCY!
-Na placu. Jeźdzcy, potem antykreator. Wbił jej palce-igły w ramię. Powiedział, że ma siłę, a teraz ona ją dostaje. I że wiąże ją z Sobą. Fuuinjutsu, czakra. Nie trucizna. Na bank. Bo palce, nie strzykawki. Pojawiła sie pieczęć. Shiga. - Powiedział na końcu, przedstawiając się, gdy medyk się przedstawił, trzeba być kulturalnym. Nawet w takiej chwili. I też uśmiechnął się prezentując stalowe kły i usta od ucha do ucha...

A potem nagle wszystko się zjebało astronomicznie. I o tym właśnie była mowa, nim temat został ucięty by nie uprzedzać faktów. Głuchy łoskot, łupnięcie. I nagle Hyuuga Reiko, lider o którym Shiga mówił wcześniej, bodajże lider, nie wiem, to nieważne, leży i krwawi i podnosi się na dupę, ale słabo i krwawi. A nad nim ucieleśnienie koszmarów w mechanicznej wersji, kilkumetrowy skurwysyn ze stali imieniem Kabuto, którego to imienia Shiga nie znał, ale widział go wcześniej przy Hanie i wiedział, że to skurwiel z piekła rodem wzięty. A każdą kurwę co przyszła z piekła prawo stanowione... PRZEZ SHIGĘ, wymaga by do piekła wysłać. Marionetka z ich mokrych snów wycelowała w nich rurą. Pojawiły się języki ognia. Mnich wiedział, że to będzie katon. Że to będzie coś, co poruszy świat ogniem piekielnym... Shiga już chciał się zerwać i przyjąć atak na własne ciało, licząc, że zrobi za żywą tarczę - i przeżyje bo w przeżywaniu podróży do piekieł był akurat pieprzonym specjalistą, gdy nadjechała jebana psia kawaleria z błota i notek. I jak nie uderzą w Kabuto. I jak go nie oblepią błotem i jak nie pojawią się notki...

I JAK NIE JEBNIE.

Imponujący pokaz przemocy na biednym jeźdzcu, który wyrwał mu w niebiosa wystrzeliwując go, pancerz z ramienia i pancerz z ryja, odsłaniając naprawdę kawałek brzydkiego mechanicznego matkojebcy. Najpierw psy odsunęły marionetkę, potem odsunęły ją wybuchy, tak pięknie potężne, że przejechała dwa metry w tył i wylądowała na mechanicznej dupie. Numa uratował im dupę. Ten chłopaczek od błota, którego Shiga dostał zadanie od Akuryo przetestować.
Hej, testem miało być, czy chłopak da radę kogoś zamordować z zimną krwią. Chłopak aktualnie rzucił się mano-a-mano na jeźdzca i to najbardziej skurwysyńskiego ze wszystkich. Jak dla mnie, to przeszedł test doskonale. Dlatego teraz będzie pod protekcją ognistego mnicha, Hitsukejina, Shigi z imienia i ksywy. Shiga wiedząc, że to dopiero początek zabawy, dobył kulkę bojową żywnościową z kieszeni i łyknął ją, odnawiając swoje siły i czakrę.

A potem medyk zrobił Shigiemu dzień. Powiedział " Widziałem Cię na turnieju w Cesarstwie, spal to od środka póki leży! Tam jest kupa żelastwa ale widać też materię organiczną!". To znaczy, Tozawa Rui powiedział dokładnie te słowa, lecz Shiga usłyszał tylko jedno, krótkie zdanie, ba, równoważnik zdania - MNICHU NAPIERDALAJ. Shiga odsunął się od Chise z wielkim pośpiechem i ekscytacją, normalną dla dziecka które szykuje się do otworzenia świątecznego prezentu. Oj tak, Shiga szykował się do otworzenia najlepszego świątecznego prezentu w swoim życiu. Z całym pędem jaki mógł wykrzesać ze swoich nóg, zbliżył się na tyle do Kabuto, by móc zaatakować, bliżej, niż wymaga użyta technika - po drodze, oczywiście by nie marnować czasu, złożył cztery pieczęci. Cudowna ognista czakra która swoim blaskiem przyćmiewała blask niebios spowiła dłonie mnicha. Atak który jest zabójcą Bogów. Technika człowieka, nieśmiertelnego mnicha, która swoją potęgą ma wzbudzać strach nawet w Bogach. A jeśli nawet Bogowie mają się jej bać, to jakim żałosnym celem dla niej jest BYLE JŹDZIEC?! Teraz nadejdzie kilkumnacyjny moment. Po czterech pieczeciach zaciśnięte dłonie, krzyżowo ułożone ręce na piersi... I los przypieczętowany, niebiosa pękają, piekła bramy się otwierają, ogień z najgłębszych czeluści stworzenia, ten sam który dał życie światu, który dał życie czemukolwiek co znamy, co istnieje - Pierwotny ogień, czakra, ściśnięte w pociski które są zabójcami bóstw.
Podwójny mocny wymach i dwie potężne żaropiekielne kometty mkną z siłą i prędkością Ryouka Hyoin na Kabuto, wycelowane w głowę, w miejsce bez pancerza. Jedna kula idzie prosto w tamto miejsce, druga nieco niżej, bardziej jak góra tułowia. A od razu potem kolejne cztery pieczęci i jeszcze jedna kula uderza w tułów Kabuto, który powinien już teraz być zmasakrowany przez poprzednie dwie techniki i ta powinna tylko dobić. Oczywiście, jeśli marionetka nie przetrwała dwóch poprzednich kulek to Shiga trzeciej nie składa i nie rzuca, tak samo, jeśli odsłonił się po pierwszej kuli jakiś mega słaby punkt, lub po drugiej, to logiczne, że pierwsza kolejna kula wycelowana jest w słaby punkt...
A co krzyczy Shiga podczas wykonywania techniki?
-WON DO PIEKŁA, KURWO WŚCIEKŁA! - Oczywiście, że tak. To trademarkowy tekścik stworzony tylko na potrzeby tej techniki w słowniku Shigi. No cóż, mówi się trudno i żyje się dalej, tego wymaga sztuka. Osiem pieczęci, łącznie, to niewiele na powalony cel, który oberwał właśnie trzykrotnie czymś, czemu notka może czyścić kometę. Kula ognia wygląda imponująco, ma imponującą prędkość i siłą przewyższa znacznie techniki A Katonu. Dosłowna KUTABARA, czyli... GO TO HELL, KABUTO! Po tych trzech pociskach wymierzonych w jeźdzca, Shiga wraca do medyka.

I próbuje go nakłonić, by przesunąć się z Chise i z Reiko - bo pewnie Numa im pomoże, oby, za budynek, by, jeśli jakimś cholernym cudem Kabuto wstanie, to żeby nie być dla niego łatwym celem. Shiga gdy tylko ustali z medykiem, że dobrze byłoby się odsunąć z widoku, wykonuje jego polecenia. Znów składa dłonie w pieczęci do Naosute no jutsu, by za pomocą leczącej techniki zniwelować stan zapalny dziewczyny i obniżyć temperaturę jej ciała oraz uspokoić serce właśnie tym zastrzykiem dobroczynnej energii leczącej o pięknym lazurowym kolorze...

To chyba jest lazur, nie?



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Numa » 26 maja 2018, o 23:35

Numa obserwował do ostatniego momentu obserwował Golema. Wilki wbiły się zgodnie z jego zamiarem. Numa wówczas wysadził Kabuto który został powalony. Numa miał jednak wrażenie że zniósł to dzielnie mimo tego ze oberwał tak mocno. Tylko twór z naprawdę porządnego metalu mógł przetrwać taki wybuch w takim stanie. Numa dostrzegł wnętrze tej opancerzonej istoty. To był golem sztuczna istota, bezwolna zamknięta w swoim wnętrzu niezdolna do normalnych uczuć. W ten sposób widział to Numa. Nawet jeśli część tego Golema żyła to go nie obchodziło. Przerwał jego rozpęd mordu który przynosił obecnym na tym placu. Przynajmniej zatrzymując na chwilę. Umysł Numy już przygotowywał się na najgorsze na to w jaki sposób dobić tą puszkę, uziemić na dobre posyłając w odmenty. Zamierzał ją rozerwać na strzępy, nie był ponownie pewien czy to zadziała. Wyciągnął coś co ściskał z całych sił w ręce. Nadal jednak do niego szarżował po pobliskim budynku. Z dalekiego dystansu przy takich pokładach chakry niewiele mógł zrobić.

Wtedy jednak ktoś do niego krzyczał chwaląc go. Numa dosłownie zignorował początek który wnosił tyle co śnieg sprzed czterech lat. Kiedy to Numie naprawdę poważnie zmarzł tyłek. Ale co to dawało teraz ? Niewiele. Następnie wychwycił że temat bardzo grzecznościowy przerodził się w jakąś prośbę o zgarnięcie rannego. Numa potrzebował bardziej terapii szokowej niż próśb w takim stanie. Widział jednak że niedaleko Kabuto jest jakiś ranny. Bezdomny wówczas odwrócił się w kierunku tego który prosił go o pomoc, prawdopodobnie z nadzieją że nie chodzi o tego gościa który był dosłownie bardzo blisko tej ogromnej marionetki leżącej chwilowo. Odwrócił głowę aby upewnić... I tak chodziło o niego... Numa zdał sobie wówczas sprawę że jest to ponownie jedna z pojebańszych rzeczy którą ma dziś zrobić. W końcu ranny był zapewne w odległości może dwóch do czterech metrów od golema. Sprawiało to że można było dostać bez problemu od kogoś kogo można było uznawać za towarzysza niedoli. Dodatkowo golem może nagle coś zrobić. Choćby wysadzić się aby nikt nie dobrał się do jego sekretów. Sprawiło to że Numa Tym razem skupił się na jednym a konkretnie na biegu. Dalej po dachu starając się jak najszybciej znaleźć się chociaż dość niedaleko. Wówczas zamierzał zobaczyć czy czasem ktoś dobijając golema nie będzie strzelał w jego kierunku. Numa starał się po prostu nie wbiec w żadną technikę.

Nadal jednak biegł po budynku przybliżając się do golema. Kiedy był już bliżej rozejrzał się na szybko po tym kto zamierza napierdalać w tego golema aby do końca wysłać go na tamten świat. I zwyczajnie nie wpierdolić się w ogień pomiędzy tymi który dobiją golema a niego samego. Była by to zapewne szybka śmierć. Widział gdzie znajdują się tamci i wydawało mu się że Shiga wkurwił się i będzie coś atakował. Dlatego uważał właśnie na niego gdyż był jakby za plecami Numy, a tak najłatwiej nadziać się na technikę. Jeśli udało mu się zobaczyć jakąś możliwość aby dostać się do rannego bez wystawiania się na samobójstwo wówczas bierze ją. Jak pieprzony bilet na loterii i biegnie z całych pozostałych sił. Następnie stara się złapać tego rannego i łapie go pod ramie, a jeśli nie współpracuje to nawet i za szmaty, czy ciągnąc za nogi i stara się go odciągnąć od Kabuto, albo też wciągnąć do jakiegoś budynku, czy też za jakąś zasłonę choćby róg budynku, nawet gówniany stragan z przekąskami był by dla Numy odpowiedni, ukrywając go w ten sposób. Nie było mowy o wygodzie. Nawet gdyby tam miała zostać jakaś cenna rzecz tego rannego jak, noga, córka i żona to bezdomny miał to gdzieś. Choćby ranny miał szorować całą drogę kolanami czy dupą zamierzał go odciągnąć. Zamierzał wyrwać tego rannego jak buraka podczas bycia ściganym, którego zamierzał zjeść zaraz za tym jak zgubi pościg który go już ścigał, tak dokładnie jak wtedy gdy nie jadł od tygodnia. Numa nic nawet nie mówił to nie miało sensu. Jeśli ten którego starał się wytargać zaczyna stawiać opór, czy też nie współpracować to zamierza go tam po prostu zostawić. Numa nie znał tego typa co sprawiało że nie zamierzał ryzykować jeszcze bardziej przez jakiegoś pierwszego losowego człowieka. A na słowa jestem liderem klanu zapewne Numa nie zmienił by postępowania na lepsze. Ba można by wręcz powiedzieć że Numa obarczał tym syfem właśnie liderów i resztę szych tego świata. Więc nastawienie Numy było oczywiste jednak nie znał go. Choć szanse aby starał się nawet cokolwiek słuchać gdy za chwilę może coś go zabić były minimalne.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
- Myśli Numy -
- Słowa Numy -
Kod: Zaznacz cały
[color=#BF8040][b] —  — [/b][/color]

Obrazek


Nie odpowiadam przed żadną władzą.
Oraz mogę mówić i robić co mi się żywnie podoba.
Bez ponoszenia żadnych konsekwencji !
Nie posiadam siły, wpływów czy pieniędzy.
Mało, nie mam nawet pracy.
Jestem Bezdomnym !


Spoiler: pokaż
Avatar użytkownika

Numa
Martwa postać
 
Posty: 619
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 12:12
Wiek postaci: 16
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Brązowooki chłopak, rasy białej. Posiada ciemnobrązowe włosy.
Widoczny ekwipunek: -Hełm zakrywający twarz pozostawiający jedynie małą szczelinę na jego oczy.
-Czarny płaszcz z kapturem.
Link do KP: viewtopic.php?p=79250#p79250
Multikonta: Ni ma

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Chise » 27 maja 2018, o 11:58

Nagle poczuła się lekka, jakby uniosła się w powietrze. Właściwie, to uniosła się w powietrze całkiem dosłownie, bo Shiga niósł ją na rękach, biegnąc jak wariat, ale niewiele docierało do zmroczonego umysłu.
Była jak chmurka, unosząca się na łagodnym wietrze... Tyle że wiatr nie był łagodny, chmurka była pewna bólu i piorunów uderzających w jej ciało, przez które dygotała w spazmach i nie mogła wykonać ani jednego skoordynowanego ruchu, nawet gdyby chciała i mogła się na nim skupić. A nie mogła. Jej, niekoniecznie przyjemny lot zakończył się znów na ziemi. Jednak to uderzenie ledwo odczuła fizycznie, jako jedną z kolejnych odczuć. Poczuła zsunięcie maski, przez moment mogła swobodniej oddychać.
Potem jednak coś dostało się między jej zęby, znów blokując ruch. Chciała się wyrwać, wypluć, cokolwiek, ale nie dała rady. Była pozbawiona wszystkiego. Była słaba, dokładnie jak mówił Han.
Obok ucha usłyszała czyjś śmiech. Znany jej, przyjemny męski baryton, od którego teraz stawała jej gęsia skórka ze strachu.
A może z ogarniającego ją zimna?
- Taaa, jesteś słaba.. - mruknął rozbawiony, nieprzejęty jak przez cały czas ich krótkiego spotkania. Poczuła dotyk na policzku, czegoś ostrego, miękko zakończonego. Od razu się domyśliła co to jest -palec zakończony pazurem podobnym do igły. Nie naciskał mocno, a i tak czuła spływającą krew po nieładnej szramie.
- Ale z czasem zrozumiesz gdzie jest prawdziwa siła.. Zdaje się, że twój kompan już to zrozumiał - palec zjechał niżej i oparł całą dłoń na szyi, okalając ją długimi palcami niemal w całości- Próbowałaś płynąć pod prąd w zbyt bystrej rzece. Teraz zostały ci tylko dwie opcje. Dostosujesz się i popłyniesz zgodnie z prądem.. - palec po palcu, naciskał coraz mocniej - Albo po prostu zginiesz. Mnie to tam jedno - dodał jeszcze, ściskając tak mocno, że nie mogła oddychać. Miało to przełożenie na rzeczywistość, gdzie oprócz wszystkich drgawek spowodowanych wcześniej, zaczęła próbować zerwać dłonie których nie było ze swojej szyi. Wbiła mocniej paznokcie w nie i znikły.
W powietrzu rozległo się coś niespotykanego. Zazwyczaj po takim wstępie następuje stwierdzenie co do jakiegoś dziwnego zapachu, prawda? Nic bardziej mylnego, nie był to zapach z innego świata o bukiecie aromatów zapomnianym przez magiczne eony. Nie. Nie, nie nie. Tym razem to coś niespotykanego to był dźwięk, takie jakby... głośne PLOP, jakby ktoś wyciął starannie dziurę w przerębli po czym z radością malującą się na ustach upuścił do środka piłę, tylko po to by lodowata woda ochlapała mu ten głupi ryj który powinien sobie wziąć i rozwalić. To było takie właśnie śmieszne, mokre, wilgotne PLOP. Głowa znajomego, głowa przeciwnika, głowa Osamu, to ona była źródłem PLOPnięcia. W momencie w którym rozległ się ten dźwięk, głowa odłączyła się od reszty ciała idealnie na wysokości podbródka, a rana po szyi zdawała się od razu rozmyć i zniknąć. Teraz nad ciałem Osamu unosiła się głowa Osamu, która zaczęła coraz to bardziej i coraz to szybciej puchnąć i rosnąć, jakoby miała podłączony jakiś przewód wypełniający ją gazem. Głowa rosła jak pompowany balon na gorące powietrze, albo lampion podnoszony do lotu siłą świeczki i gorącego powietrza. Im szybciej rosła tym bardziej się podnosiła, jak leniwy balonik.
-Ty zła ty niedobra ty ty ty! - Wydobyło się z również pęczniejących ust Osamu, przypominając tembrem i tonacją nieco głos małego dziecka, które nie lubi ciotki bo teraz bolą polisie po szczypu szczypu. Głowa już teraz wielkością przypominała naprawdę dwa dorodne arbuzy połączone w jeden, wielki owoc. Ale nie, na tym się nie skończyło. Ona rosła dalej! Balon był pompowany i się rozciągał!
-Ty brzydka ty niedobra tyyyy.. - I znów, lecz już nieco głośniej, nieco pewniej. Głowa wielkością dorównała małemu koniu i przyśpieszyła swą ekspansję na wszystkie strony jednocześnie. Bardzo przyśpieszyła. Po kilku uderzeniach serca głowa Osamu była wielkości pomieszczenia, wypełniając je prawie całe, od ściany od ściany, jak żywa tafla mięsa. Wybałuszone oczy jak na łbie karpia gotowanego na święta. Takie wielkie, bez źrenic, szkliste, idealnie patrzył dosłownie na nikogo. Były tępe, jak tępawy był nieco Osamu. Usta przypominały gigantyczne parówy z psa zmielonego z budą, w nosie dziurki były tak wielkie, że widoczne w środku kozy mogłyby stanowić świetnego przeciwnika dla początkującej postaci w jakimś RPG, wiadomka, w końcu glut to świetny przeciwnik. A uszy, nie dość, że wielkości namiotów, to pełne czegoś przypominającego wosk pszczeli - i rzeczywiście wokół uszy wielkiego Osamu unosiły się całe chmary pszczółek, os i szerszeni, żyjących w dziwnej, nienaturalnej zgodzie.
-Ty nie znasz drogi którą podążasz. NIE ZNASZ DROGI. Bo jesteś brzydka, bo jesteś zła, Hime honor, Hime pamiętaj zło, honor, ziemia, powietrze, konfabulacja, taka sytuacja. - Wydukała wielka głowa, a każde słowo tej sepleniącej mordy której zabrakło zębów, bo co zabawne te się nie zwiększyły, było niczym przyjęcie ataku suitonu na twarz. Nawet pojedynczy włos takiego giga Osamu był tak gruby jak wakizashi Chise... Ale swoją drogą piękny kawaler, prawda? Oczy proszące się o przebicie, bo takie wielkie, mętne tafle bez wyrazu, uszy z pszczołami i nos stanowiący wyzwanie dla przechodzących podróżników. Głowa zawisła w powietrzu z wielką złością wpatrując się w Sogenijkę. Te puste rybie oczy pewnie gdyby nie był puste i rybie, to by zdradzały jakieś emocje, być może. A teraz to jedynie były elementem większej całości na twarzy.
-TY NIEDOBRA TY NIE HONOR TY! TY NIE! TAK, NIE HONOR, HIME ZŁA! - Gdy głowa się zwiększała, rosną też mózg, choć zdaje się, że umiejętności lingwistyczne i porozumiewawcze zupełnie się nie poprawiły... Co tu począć z wielką plującą śmierdzącą i wyklinającą głową Yamanaki?!
Dziwny, syczący dźwięk zaczął wydobywać się gdzieś z okolicy jego ucha. Pssssss.... Coraz głośniej i głośniej, a równocześnie z tym słyszała krzyk Osamu. Był cieńszy i słabszy, ale coraz wyższy, aż brzmiał jak dźwięk drewnianej piszczałki, na której grywają dzieci i w końcu znikł, tak samo jak wszelki ślad po dziwnym zjawisku. Nieco odetchnęła głębiej. Razem z nią westchnął ktoś chrapliwie z dachu.
Znała ten chropowaty głos. Akuryo co prawda więcej rozmawiał z Shigą niż z nią, bo to z nim miał wiele wspólnego, ale jego głos nie był łatwy do zapomnienia. Mogła z łatwością sobie wyobrazić jak patrzy za Jashinistą tęsknie, oblizując suche usta jak jakiś stary lubieżnik.
- On i ja.. - powiedział cicho, ale słyszalnie dla niej - Jesteśmy jak dwie połówki jabłka. Tyle, że ja jestem jeszcze z poprzedniego sezonu - jego głos był.. Rozmarzony? Można było tak nazwać. Jego wizualizacja była całkiem przemawiająca do wyobraźni. Połowa jabłka zdrowa, może tylko lekko poobijana, ale wciąż smaczna i zdatna do jedzenia, druga zaś.. Skurczona, pomarszczona, z włoskowatymi wypustkami pleśni, śmierdzące i ohydne, że brzydziłaby się nawet to kopnąć, by nie rozleciało się jej po bucie.
- Myślisz, że mnie polubił? Pójdzie za mną? Zabije mnie? Shiga-senpai mnie zauważył? - z każdym pytaniem wydawał się coraz bardziej podekscytowany. Przesuwał się w stronę Jashinisty mały kroczek po kroczku, zacierając dłonie z których opadały płaty suchej jak pieprz skóry.
Zachichotał w swój charakterystyczny sposób..
A nie. To po prostu była źle działająca osełka.
Znów byli w kolorowym porcie w Hanamurze, pełnej różnych dziwactw. Wśród nich był również marynarz, namiętnie ostrzący swój nóż. Zwrócili na niego uwagę, podobnie jak inni ludzie którzy go otaczali, bo na ramieniu miał bajecznie kolorowego ptaka, który skrzekliwym tonem wrzeszczał różne słowa, jak człowiek niemal. Marynarz nie odpowiadał na zaczepki tłumu, za to papuga z lubością obrzucała ich obelgami i losowymi słowami.
- Kurrrrwaaa, kuuurwaaaaaa - wrzeszczała z radością - Ster burta, kraaa, ster burtaa - nagle nastąpił przeskok. Chise nawet do końca nie wiedziała na czym polega, ale wyczuła to podskórnie. Coś się zmieniło.
- DIO, DIO, DIO! - wrzeszczała nagle - URRYYYYYEH! DENDO HANDO! - dziwaczne okrzyki wydawały się jej dziwnie znajome. Gdzieś już to słyszała.. Tylko gdzie?
- He. Dygłaś - i papuga eksplodowała w chmurze piór, krwi i skóry.
Chise
 

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Koala » 27 maja 2018, o 17:03

MAPA MIASTA.
Mapa z podziałem na dzielnice
Spoiler: pokaż
Obrazek
  • Czerwona - Murai
  • Jasnoniebieska - Chise, Shiga, Nikusui, Numa, Shigemi, Akarui
  • Fioletowa - Yuji



Komplikacje
Ścieżka główna eventu


Sytuacja na drodze zdawała się zmierzać do klimaksu. Dzięki brawurowej akcji Numy, opancerzona istota Kabuto została powalona i chwilowo unieruchomiona. Opancerzony wojownik próbował podnieść się chociaż do pozycji siedzącej, lecz widać było że eksplozje dość mocno nim wstrząsnęły. Ten czas wykorzystał Reiko, który za pomocą ściany podniósł się do pozycji stojącej i przykuśtykał bliżej Shigi i Akaruia.
-Nie możemy tutaj zostać, do cholery! Albo bierzcie dziewczynę i biegnijcie do szpitala, albo pozwólcie jej umrzeć! Jeżeli będziecie dalej próbowali ją leczyć tutaj, to zginiemy wszyscy!
Było w tym trochę racji. Zwłaszcza, że techniki leczące używane przez Shigę i Akaruia (który nie użył techniki wyciągania trucizny wodą, bo sam wyczuł, że to nie trucizna - Shiga zresztą to potwierdził) nie dawały zbyt dużego efektu - twarz dziewczyny robiła się coraz bardziej biała, jak gdyby jej stan widocznie się pogarszał. Cały czas poruszała wargami, jak gdyby coś mówiła, nawet mimo tego że nie wydawała z siebie żadnego dźwięku. Co jednak ciekawe, wyglądało na to, że zaczęła się ocucać... wciąż jednak odczuwała potworny ból, a jej ciało nie odpowiadało na jej polecenia.
Marionetka była już bliska podniesienia się, gdy nagle nastąpiły dwa ataki od boku. Ze strony przeciwnej strony ulicy nagle uderzyły wiązki elektryczności, rażące przedramiona Kabuto. Dodatkowo stojący obok mogli zobaczyć smagnięcie bicza, które nadeszło ze strony stojącej na środku drogi Nikusui. Dwa uderzenia w twarz marionetki miały najwidoczniej na celu uszkodzenie lub wyrwanie jej oczu, ale niestety - te wytwory były twardsze, niż na to wyglądało. Nikusui ruszyła w kierunku grupy, pragnąc dostać się do rannych i pomóc w ich eskorcie. Niewiele za nią biegł Shigemi, odpowiedzialny za wcześniejszy atak elektrycznością.
W tym samym momencie przed szereg wyszedł Shiga, który najpierw zażył wojskową pigułkę prowiantową, a następnie zaczął własny szturm za pomocą niezwykłej techniki Katonu. W jego dłoniach zaczęły się formować kule ognia, które następnie wyrzucał z dużą siłą w kierunku podnoszącej się marionetki. Pierwszy pocisk już prawie dosięgnął...
Gdy na jego drodze nagle pojawiła się kolejna ściana lodu. Przy zderzeniu z kulą, formacja praktycznie eksplodowała, rozrzucając na wszystkie strony liczne lodowe odłamki. Numa, jako że stał najdalej, nie oberwał - pozostali ujrzeli chmurę kawałków lodu, które pomknęły w ich kierunku. Akarui zdążył zasłonić swoim ciałem Chise, co jednak okupił licznymi ranami kłutymi na plecach. Nie były to rany zagrażające życiu, ale i tak znacząco osłabiły i zabolały. Podobne obrażenia otrzymali też Nikusui, Shigemi i Shiga - ta pierwsza zobaczyła duży odłamek przebijający jej lewy biceps i lewą łydkę, Shigemi oberwał w łopatkę i prawe udo, Shiga zaś oberwał w klatkę piersiową, ręce i kolejne, symetryczne z raną od Yujiego cięcie w drugą stronę szyi. Ten ostatni jednak to zignorował, i kontynuował atak.
Gdy zakończył, ściany już nie było. Dwa pociski dosięgnęły ciała marionetki, rozwalając jej klatkę piersiową. Z pancerza zaczęły się unosić opary z gotującej się krwi, gdy tajemniczy rdzeń ukryty na klatce piersiowej zbroi zaczął parować.
Tyle że na plecach marionetki było widać otwór. Coś, co było w środku, wystrzeliło na zewnątrz, i aktualnie stało na dachu po drugiej stronie drogi.
... była to kolejna marionetka, lecz tym razem widocznie bardziej przystosowana do ludzkiego wyglądu. Jak gdyby było to "główne ciało" Kabuto. Co jednak dziwne... była to kobieta. Na jej twarzy pojawiła się oznaka zirytowania, gdy spojrzała na to, co pozostało z jej poprzedniej marionetki-pancerza.
-Do diabła... skoro padł rdzeń, to znaczy że serce zostało rozwalone. Moje dzieło poszło w piach... - warknęła, co dziwne, normalnym ludzkim altem. - Ktoś musi więc go zastąpić...
Otworzyła dłoń, a z jej nadgarstka wysunął się jakiś zwój. Rozwinęła go, pufnął dym, i przed oczami wszystkich nagle pojawiła się kolejna marionetka, przypominająca z wyglądu stalowego anioła. Wytwór stanął za plecami Kabuto i otoczył jej ciało skrzydłami, składającymi się z licznych ostrzy podobnych do mieczy.
Kabuto jednak spojrzała gdzieś indziej.
Dokładniej, na wielką czerwoną flarę, która nagle wybuchła na niebie nad miastem.
Jeździec westchnęła cicho, po czym bez słowa odwróciła się i ruszyła z niezwykłą prędkością na północ, w kierunku przejścia do miasta. Zupełnie ignorując resztę.
Korzystając z tej okazji, Numa również zeskoczył do poranionej reszty i złapał wraz z Nikusui stojącego Reiko. Ten nie oponował i pozwolił dwójce prowadzić się w kierunku przejścia. Shiga i Akarui zaś podnieśli Chise. Shigemi zaś szedł tuż za nimi.
Yuriko i Murai (plus lecąca nad nimi Muiri) póki co byli jedynymi, którzy biegli w kierunku szpitala. Murai był w stanie zauważyć, że dziewczyna o platynowych blond włosach nie była za bardzo z tego faktu zadowolona, ale nawet mimo swego niezadowolenia wciąż biegła do przodu, nie zatrzymując się nawet na chwilę. Obróciła się tylko, gdy Pusty rzucił w jej kierunku stwierdzenie o tym, co zamierzają zrobić w kwestii pozostawionych z tyłu. Na jej twarzy było widać rozdrażnienie wymieszane z rezygnacją. W końcu pokręciła głową.
-Dałam wyraźne polecenie, żeby uciekali. Mają przed sobą silnego oponenta, a zamiast próbować wyciągnąć stamtąd rannych i zaprowadzić ich do szpitala, gdzie i tak przecież idziemy, uznali że to dobry pomysł atakować Jeźdźca i leczyć obrażenia na miejscu. Jeśli coś im się stanie, to tylko i wyłącznie z ich własnej winy.
Dotarli w końcu na zbocze klifu, gdzie spotkali nadbiegającego z bocznej ścieżki Yujiego. Tajemniczy blondyn wskoczył na dach jednego z budynków stojących na samym zboczu kamiennej ściany, i korzystając z niej ominął nadchodzących Yuriko i Muraia. Po drodze jednak rzucił komentarzem o tym, że na placu pojawił się sam Antykreator, oraz że trzeba jak najszybciej opuścić miasto. Członkini Shiro Ryu uniosła brwi, kompletnie skołowana, po czym podniosła rękę, jak gdyby chcąc zatrzymać przebiegającego Sagę. Ten chyba nawet tego nie zauważył.
-Czekaj, co!? Jak to Antykreator? Kim ty do cholery...?
Zanim jednak zdążyła zatrzymać przechodzącego lub zacząć go gonić, ten nagle ruszył w dół po krawędzi klifu, znikając obojgu z oczu. Yuriko skrzywiła się, niezadowolona.
Obróciła się, patrząc na drogę z której nadszedł Yuji. Na ścieżce w końcu pojawiła się reszta grupy. Wszyscy byli mniej lub bardziej ranni, nieśli też ze sobą krwawiącego Reiko i będącą w malignie Chise.
-... no dobra, to teraz trzeba zejść po klifie i biec w kierunku szpitala. Może po drodze nie będziemy mieć już niespodzianek...
A co z Yujim? Mężczyzna, który jako pierwszy zszedł z klifu, w końcu stanął na ścieżce i ruszył przed siebie. Między budynkami zauważył kolejne grupki Shiro Ryu, przechadzające się uliczkami i wypatrujące mieszkańców miasta. W końcu usłyszał też jakiś dźwięk, mogący się kojarzyć z czymś między tłumionym, uciszanym płaczem, a nerwowymi szeptami. A może i były to oba? Cholera wie. Na pewno jednak dochodziły z samego domu obok. Budynek nie wyglądał na żadną zaawansowaną strukturę, ot, zwykły mały domek jednorodzinny na bocznej uliczce. Sądząc z tabliczki przy wejściu, należał on do miejscowego handlarza biżuterią. Czyżby ktoś pozostał w środku, licząc na to że ominie ich walka i zdołają się w końcu wydostać, gdy wszystko ucichnie?
Dalej dało się zobaczyć jakieś oznaki walki. A przynajmniej je usłyszeć. Dało się usłyszeć chlupot, krzyki i jakieś trzeszczenie, połączone z dźwiękami pękających kości. Nie było jednak słychać żadnych oznak oręża...


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
This is a fantasy based on reality
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 867
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 14:07
Wiek postaci: 0
Multikonta: Shikarui

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Nikusui » 27 maja 2018, o 18:07

Miała wrażenie, że idzie coraz gorzej. Z minuty na minutę, chociaż sytuacja niby się polepszała, to i tak zaraz miało stać się coś, co to wszystko zjebie! Dosłownie. Kłopoty sobie normalnie wokół nich biegały, jeszcze się z nich nabijając. Jednak białowłosa, nie chcąc samej wystawić się do odstrzału, postanowiła zadziałać z pewnej odległości. No, bardziej sprawdzić swoje przypuszczenia. Jej działania były jednak nieskuteczne, więc równie szybko je sobie odpuściła, by nie marnować czasu ani energii, która na pewno jeszcze jej się przyda. I kiedy miała już, wraz z Shigemim, dołączyć do reszty, by w końcu dotrzeć do celu, jeden gościu postanowił wyjść przed szereg i zaatakować. Ciul z tym, że inni właśnie próbowali do nich dołączyć, co tam jakieś poboczne pionki, trzeba była jebnąć taką techniką, że ta po zetknięciu się z lodową ścianą praktycznie eksplodowała, radując ich lodowymi odłamkami, które niemalże przerodziły się w pociski. Nie dała rady usunąć się z pola rażenia tego czegoś. Jedyne, na co było ją stać, to odruchowe zasłonienie się, co i tak ją nie uchroniło. Lewy biceps i łydka oberwały, wbijając się w jej ciało. Ryukata syknęła coś niewyraźne pod nosem, pozbywając się ewentualnie tkwiących kawałków. Mimowolnie również zamierzała zmienić swoją pozycję, odsuwając się od zagrożenia.
Kiedy mnich przerwał swój atak, mogli ujrzeć, jak klatka piersiowa marionetki została zniszczona. Zaczęły unosić się opary, więc naturalnym odruchem było zachowanie ostrożności, by przypadkiem się tego nie nawdychać. Cholera wie, co to mogło być, ostrożności nigdy za wiele. Nie uszło również uwadze Nikusui dziura na plecach tej zbroi.
Dwa źródła chakry. Przemknęło przez myśli białowłosej, kiedy spojrzenie jej żółto-zielonych oczu spoczęło na kobiecej sylwetce. Dość drobnej, zresztą. Więc to ona była w środku tego czegoś? Taki wniosek sam się nasuwał, szczególnie po jej słowach. To był również dobry moment, by zaatakować nieznajomą, gdy nie była chroniona przez nic blaszanego, lub inne ustrojstwo. Nic więc dziwnego, że Nikusui widząc, jak ta rozkłada jakiś zwój, już niemalże zaczęła składać pieczęci, kiedy pojawił się kolejny złom. Tym razem przypominający anioła. Z jebanymi skrzydłami, które przysłoniły kobietę. Spodziewać się można było dalszej walki, ale... po prostu odeszła. Totalnie ich zignorowała i początkowo Nikusui nie wiedziała, cóż też takiego się stało. Chyba, że zauważyła wybuchają flarę - wtedy mogła przypuszczać, że jest to jakiś znak, skoro udała się właśnie w tamtym kierunku.
Dobra, tak czy siak, trzeba było wykorzystać chwilę spokoju, by w końcu dotrzeć do celu. Dlatego złapała Reiko, w czym pomógł jej nieznajomy chłopak. Nie był ranny, jako jedyny, nie licząc osłonioną, chyba umierając już, dziewczynę, więc powinno im to gładko pójść. Swoje rany będzie musiała opatrzyć później, kiedy dotrą do Muraia i Yuriko.
- Shigemi, osłaniaj nas w drodze. - mówiąc to, miała na myśli siebie, Numę i Reiko, którego eskortowali. Szczerze powiedziawszy, niezbyt interesowała ją tamta trójka. No, może oprócz niejakiego Akaruia, który był z nimi od początku. Jak widać jednak, najwidoczniej zboczył z początkowych założeń, a z tego co kojarzyła, to chyba on miał mieć oko na Reiko. No niezbyt wywiązał się z tego zadania. Zresztą, jakiekolwiek większe próby leczenia, gdzie tuż obok jest Jeździec, na pewno nie było najmądrzejszym pomysłem.
- Dołączamy do reszty. A wy... - urwała, nie zamierzając prawić im tu jakiś morałów. - ...może jakimś cudem ich nie pozabijasz. - rzuciła do Shigi, marszcząc brwi. Cóż, jak dalej będzie walczył takim sposobem, że nie będzie zwracał uwagi na otoczenie, to zostanie sam. Albo sojusznicy go pozabijają, żeby role się trochę odwróciły. Tak czy siak, każde zagrożenie trzeba było eliminować, czyż nie?
Białowłosa skinęła głową na Numę, by mu przekazać, że mogą już ruszać. Nie mieli zbyt daleko do Muraia i Yuriko, więc wystarczyło za nimi podążać, oczywiście jak najszybciej. Starała się nie myśleć o bólu, który jej towarzyszył. Miała jednak trochę bandaży, więc w wolnej chwili spróbuje sobie to opatrzyć. Nawet, jeśli wolna chwili brzmi tu irracjonalnie. Zapobiegawczo, trzymała w wolnej dłoni bicz, by zaatakować. Miała coś w zanadrzu, co było szybkie w użyciu i nie wymagało od niej pieczęci, dlatego zamierzała tego użyć na czymkolwiek żywym, co próbowałoby ich zaatakować i byłoby w jej zasięgu. Oczywiście liczyła również na Shigemiego, ale nie zawsze można było się rozdwoić, dlatego musiała mieć zabezpieczenie.
- Na tamtego fanatyka ognia trzeba uważać. Strzela na oślep i nie patrzy na otoczenie. Wyrządził większe szkody niż tamto babsko, idiota. - powiedziała do Muraia, jeśli tylko zbliżyli się do nich na wystarczającą odległość. Nie zamierzała krzyczeć, bo w tym hałasie i tak niewiele by ją usłyszał. Dlatego musiała znaleźć się w miarę blisko.



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1029
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 12:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Akarui » 28 maja 2018, o 02:14

Nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
Sytuacja w tym ciasnym zaułku nie była zbyt wesoła. Kabuto próbował wstać. Reiko próbował się do nas doczołgać krzycząc, że to nie jest najlepsze miejsce na udzielanie pierwszej pomocy. Może i miał rację? Jednak Akarui miał te trzy sekundy, tak mu potrzebne, by jeszcze przez chwilę próbować ustabilizować temperaturę i bicie serca dziewczyny, która ledwo oddychała. Krótka wymiana zdań z świeżo poznanym Shigą owocnie wpłynęła na obu. Medyk rozumiał, że coś wstrzyknięto dziewczynie i czuł, że to nie była tylko technika i chakra, że coś materialnego dostało się do jej organizmu. Jednak tego już nie było. Za to pojawiła się ta dziwna pieczęć. Medyk zakodował sobie te informacje, jednak zanim wyciągnął jakieś wnioski, trzeba było pozbyć się problemu.

Shidze nie trzeba było dwa razy powtarzać. Widać było, jak kochał swoje płomienie. Nie można go winić za to, że naciął się na defensywę marionetki. Tozawa sam zapomniał o lodowej ścianie, jaka wcześniej zasłoniła to cielsko. Jeden z pocisków ognia rozbiły lodowy mur, następne trafiły cel, ale odłamki tego muru wystrzeliły we wszystkie strony. Reakcja Akarui'ego była całkowicie podświadoma. Nachylił się nad ciałem dziewczyny, chroniąc ją przed kolejnymi obrażeniami, ale jednocześnie narażając siebie. Z ust mężczyzny wydobył się syk bólu. Masz, co chciałeś. To Twoje decyzje tak Cie teraz bolą...

Nie było czasu na żal. Teraz wyszło na jaw, co oznaczały dwa nieregularne skupiska chakry. Z wielkiej zbroi wyskoczyła mała mechaniczna dziewczynka, która rozwinęła zwój i nagle wokół niej stała kolejna, misternie zdobiona lalka w formie skrzydlatego anioła. Przez głowę medyka przeszła jedna myśl, odbijająca się echem: "Jak ja nienawidzę marionetek..." Gdy przeciwnik szykował się do ataku, nagłe pojawienie się czerwonej flary przeszkodziło w jego kontynuowaniu. Laleczka Jeźdźca zniknęła dosłownie w mgnieniu oka. Akarui wypuścił z ulgą powietrze z płuc. Wokół niego zbierała się cała ekipa. Tozawa rozejrzał się. Wiedział, jak mało brakowało do całkowitej eksterminacji tego oddziału. Zbroja, którą udało się rozwalić, na pewno nie stanowiła głównej siły bojowej przeciwnika. Kolejne niespodzianki zgodnie z zasadą powinny być coraz większe. Jak mogliby się przeciwstawić, skoro już teraz praktycznie każdy był ranny?

Wszyscy się zebrali. Stan dziewczyny był niepokojący, ale na ten moment medyk nie mógł więcej poradzić. Nie mogli tu zostać, zgodnie z tym, co każdy mówił. Zostało m utylko zaproponować pewne rozwiązanie Mnichowi: - Shiga-san, jeśli możesz wziąć dziewczynę na plecy, po drodze będę mógł się jeszcze nią zająć. Gdy tylko się zebrali, a białowłosa Kunoichi z ich grupy skarała medyka wzrokiem a mnicha słowami, ruszyli w kierunku szpitala. Akarui nie potrafił być jednak cicho: - Gomennasai, Reiko-sama. Nie wiedziałem, że może Cię wziąć na cel... Liczyłem, że Murai-sama i... Białowłosa Kunoichi się tym zajmą. Swoją drogą, czy jeden z tych obiegów chakry zniknął, gdy Shiga-san spalił zbroję? Mimo, że zagrożenie na chwilę minęło, należało podsumować wszystkie zdobyte informacje.

A informacje na pewno się przydadzą. Po paru chwilach w końcu spotkali Yuriko i Murai'a. Kobieta wydawała się lekko wstrząśnięta, ale Akarui i tak postanowił zdać krótki raport, nie zdejmując jednak rąk, wokół których świeciła się zielonkawa chakra Iryoujutsu, z czoła i ramienia nieprzytomnej dziewczyny: - Jesteśmy. Ranni, ale żywi. Zbroja padła. Okazała się marionetką, jak mówiłem. Jednak to nie wszystko. Drugi obieg chakry w środku to był kuglarz, który zdołał uciec. Sam też jest przynajmniej w części lalką... Wygląda jak mała dziewczynka, a wokół niej lata kolejna zabawka, przypominająca anioła... Miała nas jak na tacy, ale nagle zauważyła czerwoną flarę i poleciała w tamtym kierunku... To gdzie ten szpital? Przyda nam się trochę medykamentów i bandaża. I nosze dla dziewczyny...


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
MOWA
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1546
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 01:03
Wiek postaci: 0
Krótki wygląd: Jak na avku brązowy płaszcz z kożuszkiem - mamy zimę! ;)
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Numa » 28 maja 2018, o 17:04

Numa nadal dobiegał w przypływie emocji i zmęczenia do grupy. Wówczas stało się coś nietypowego na drodze kuli ognia powstała lodowa ściana która zablokowała kulę przeobrażając się w deszcz odłamków który siał większy pogrom niż odłamki budynku na scenie. Niczym fala pocisków rozszarpywała obecnych nieco bliżej epicentrum. Jednak nie było aż tak strasznie i obyło się bez masakry. Bezdomny dalej biegł zmęczony wkurwiony i w swoistym obłędzie bitewnym. Wtedy z golema który oberwał kilkoma kulami zaczęło coś wyparowywać. I wyskoczyło coś z Golema tym razem była to lalka, Kobieta lalka. Prawdopodobnie była to kolejna wersja golema którego udało się już zbić do końca. Słyszał że coś mówi, w końcu nie było aż tak daleko, nie pocieszało to zbytnio wyglądało jednak na to że przeciwnik ma inne zadanie. Ruszył w kierunku flary, sprawiło to że Numa schował przedmiot który trzymał w ręce. W końcu kto wie kiedy przyjdzie mu go użyć. Lekko ochłonął z racji braku przeciwników z zasięgu wzroku. Chyba że Shigę nadal liczyć jako takiego. Zeskoczył następnie do grupy poharatanych ludzi. I nadal zdyszany brakiem chakry jak i upaćkany na skutek walki obserwował co planują albo co się dzieje. Z tego co rozumiał idą do szpitala. Miało to sens, znaczy jakiś sens. Rozwalać szpital mogli by chcieć tylko jacyś ostatni psychole liczący na łatwe zabójstwa jak by liczyła się liczba dusz posłanych na tamten świat. Choć i takich tu nie brakuje.

Dlatego popatrzył na zebranych dość pobieżnie starając się zobaczyć kto jak się trzyma. Wyglądało jednak na to że najgorzej jest z nim pod względem tego co może teraz zrobić w razie walki. Sprawiało to że dołączenie do grupy było jak najbardziej sensowne. Miał zając się rannym dlatego podszedł do niego uśmiechając się dziwnie do niego. A następnie dostrzegł znak od dziewczyny która skinęła, zamierzała mu pomóc razem z tym człowiekiem. Numa przyjął pomoc z wdzięcznością również skinął. Sam prawdopodobnie nie dał by rady. Tak więc złapał rannego mocniej i pomagał transportować go w kierunku szpitala, po skałach. Nadal na jego czole było dość sporo potu jak i widać było po nim zmęczenie. Był to również spory trening dla niego. Nie był silny fizycznie z racji wieku jak i dość częstego niedożywienia. Jednak teraz najważniejsze to nie wypierdzielić się razem z rannym. Numa wykorzystywał przy tym oczywiście sztukę przylepiania się do otoczenia aby jakoś nie spaść z skał. Niewiele mówił, a właściwie to nic, chwilowo starał się skupić na tym co się dzieje. A przez to bardziej słuchał. Zachowywał czujność. Jedna zła skała mogła sprawić że schodzenie będzie o wiele ciekawsze. Na całe szczęście miał tą pomoc.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
- Myśli Numy -
- Słowa Numy -
Kod: Zaznacz cały
[color=#BF8040][b] —  — [/b][/color]

Obrazek


Nie odpowiadam przed żadną władzą.
Oraz mogę mówić i robić co mi się żywnie podoba.
Bez ponoszenia żadnych konsekwencji !
Nie posiadam siły, wpływów czy pieniędzy.
Mało, nie mam nawet pracy.
Jestem Bezdomnym !


Spoiler: pokaż
Avatar użytkownika

Numa
Martwa postać
 
Posty: 619
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 12:12
Wiek postaci: 16
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Brązowooki chłopak, rasy białej. Posiada ciemnobrązowe włosy.
Widoczny ekwipunek: -Hełm zakrywający twarz pozostawiający jedynie małą szczelinę na jego oczy.
-Czarny płaszcz z kapturem.
Link do KP: viewtopic.php?p=79250#p79250
Multikonta: Ni ma

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Shigemi » 28 maja 2018, o 18:49

Atak Rantonem doszedł do celu, co ucieszyło moją osobę,dzięki temu na moim obliczu pojawił się drwiący uśmieszek satysfakcji, jednak to nie był koniec wiadomości na dzisiaj. Ten cały mnich z koronacji przytargał koleżankę, która wyglądała delikatnie mówiąc okropnie. Stan był bardzo poważny mimo, że nie było krwi nigdzie naokoło, Hime - księżniczka z Turnieju Koronacyjnego, ledwo oddychała, wyglądała jakby dostała truciznę, której obecni medycy nie potrafili zidentyfikować ani zneutralizować. Dużo uwagi poświęcali trzem kropkom na, jej barku, jednak nie mogłem więcej zajmować się tym tematem, gdyż na naszego napastnika właśnie zaszarżował ognisty mnich, w pamięci miałem lodową barierę, którą był w stanie wykonać owy Kabuto, więc widząc jak leci potężna technika Katonu, przeczuwałem, że będzie niezbyt dobrze, ale nie spodziewałem się takiej tragedii.
Co jest kurw... - tylko zdążyłem powiedzieć i próbowałem zasłonić swoje najważniejsze organy przed uszkodzeniami, które byłyby krytyczne. Poczułem jednak gorąc w dwóch miejscach i przeszywające uderzenie połączone z bólem. Syknąłem, zacisnąłem zęby oraz ręce, nie mogłem pokazać słabości, jeśli ktoś by nas obserwował mógłby zrozumieć jak łatwym celem mogę być. W głowie aż kłębiło mi się od wrzasku, który tłumiłem siłą woli zaciskając zęby i przygryzając wargi, na których poczułem krew. Rozejrzałem się wokół i zobaczyłem, że każdy kto stał za mnichem oberwał w podobny sposób, Nikusui, ja chłopaki. Każdy z nas przeżywał teraz ciężkie chwile i całe moje starania, aby nie oberwać szlag trafił i to jak zwykle bywa w najmniej oczekiwanym momencie. Jednak zapach parującej krwi unosił się w powietrzu, wstrzymałem oddech, widząc że zwłoki, które tam leżały to był zwykły mechaniczny pancerz, no może z tym zwykłym to trochę przesadziłem, gdy wiatr trochę rozwiał tę krew wziąłem głębszy oddech i spojrzałem w górę, tam stała i z wyraźną dezaprobatą mamrotała coś pod nosem mechaniczna kobieta,
Kurwa poważnie? Druga marionetka? pomyślałem to w najgorszym chyba możliwym momencie, gdyż właśnie przyzwała trzecią marionetkę w postaci anioła, ze skrzydłami złożonymi z mieczy - Finezyjne zabaweczki... - westchnąłem sam do siebie, ale widząc jak zachowuje się ta druga marionetka sprawiło, że mój uśmieszek znacznie poprawił się w prawą stronę. Anioł ją chronił, przeciwieństwie do poprzedniej, gdzie sama pchała się pod ostrzał nie bacząc na nic, tutaj pierwsze co zrobił to zaczął ją chronić, czyli ta marionetka nie może zginąć tak jak poprzednia. Była to bardzo dobra informacja, ale w tym stanie byliśmy łatwymi celami. Niestety dla niej pojawiła się flara, której jak widać nie mogła zignorować obróciła się na pięcie i zwiała. Po tempie jej ucieczki zrozumiałem jak bardzo byliśmy głupi, że ją atakowaliśmy. Korzystając z chwili przerwy wyciągnąłem metr bandaża i obwiązałem sobie nogę w miejscu rany, aby zastopować krwawienie. Jeśli byłem w stanie dosięgnąć to to samo zrobiłem z moją łopatką. Wiedząc, że marionetka była wypchana różnym sprzętem postanowiłem podejść do niej i zobaczyć, czy jest coś co można by z niej odzyskać. Kunaiem odgarniałem śmieci, które aby się nie skaleczyć, uważnie też stawiałem kroki podchodząc, aby na coś nie wdepnąć. Moją misją było zbieranie informacji, więc musiałem się dowiedzieć jak to działa, jeśli znajdowało się coś co było godne zabrania i użytku jakieś kunaie/notki, miecz tej chodzącej zbroi to chcę to zabrać. Jeśli był też ciekawy fragment zbroi lub mechanizmu, z jakimś charakterystycznym symbolem lub jego fragmentem to owijam go 20cm bandaża i wkładam do pustej kabury na zdrowym udzie, wcześniej przekładając wszystko do kabury na udzie zdrowym.
Trochę mi zeszło, więc Nikusui ponagliła mnie swoimi słowami, z fantami lub bez ruszyłem w stronę klifu przeklinając mistrza ognia za każdym razem jak poczułem ukłucie w moim ciele spowodowane obrażeniami. Obserwowałem otoczenie zgodnie z zaleceniami kuzynki, musiałem zapewnić jej bezpieczeństwo, gdyż mogła oberwać niosąc rannego. W oddali pojawiła się sylwetka Muraia. Starałem się trzymać wigor, ale czułem jak bardzo doskwierają mi rany.
Na szczęście pozbyliśmy się jednego ciała, którego straty nie bała się zaryzykować, jednak teraz jest w formie dwóch marionetek, z czego jedna chroni drugą, co sugeruje, że na stratę tego ciała nie może sobie pozwolić. Gdyby tylko nie ten cholerny... lód. dodałem na końcu z dezaprobatą, rany były zasługą tamtego kolesia, ale także i jego zasługą było to, że byliśmy w stanie ujrzeć inną formę naszego przeciwnika. Schodząc po klifie starałem się ubezpieczać Nikusui-chan oraz resztę, aby jednak nie zsunąć się ze skarpy postanowiłem użyć prostej techniki. Obserwowałem bacznie otoczenie, przy okazji szukając flary, z klifu chciałem oszacować w której części miasta teraz mogą znajdować się jeźdźcy teraz im dalej tym lepiej...
Szukałem też ewentualnych niespodzianek przygotowanych przez zombie-żołnierzy.
Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
5x kunai, 5x shuriken, przypięte do pasa wakizashi
Obrazek
PRZEDMIOTY SCHOWANE (NIEWIDOCZNE):

kabura 2x jedno i drugie udo w każdej 2x kunai, 2x shuriken
torba 1x biodro:
1x kunai, 1xshuriken
bandaż 5m
bojowa pigułka x1
pigułka z krwią x1
płaszcz
żyłka 5m
2x wybuchowa notka
2x dymna bombka

Spoiler: pokaż
KEKKEI GENKAI: Ranton
NATURA CHAKRY: Raiton
STYLE WALKI: Chanbara
UMIEJĘTNOŚCI:
Wrodzona -
Nabyta -
PAKT:
ATRYBUTY PODSTAWOWE:
SIŁA 18
WYTRZYMAŁOŚĆ 25
SZYBKOŚĆ 50
PERCEPCJA 14
PSYCHIKA 5
KONSEKWENCJA10
SUMA ATRYBUTÓW FIZYCZNYCH: 107
KONTROLA CHAKRY D
MAKSYMALNE POKŁADY CHAKRY: 102%
MNOŻNIKI:
POZIOM ROZWOJU DZIEDZIN NINPŌ:
NINJUTSU
GENJUTSU
STYLE WALKI 0 (dziedzina E)
---
---
---
ELEMENTARNE
SUITON D
RAITON D
RANTON B
JUTSU:
[E]Henge no Jutsu
[E]Kai
[E]Kawarimi no Jutsu
[E]Kinobori no Waza
[E]Suimen Hoko no Waza
[E]Nawanuke no Jutsu
[D]]Raiton: Dendō Hando
[D]Raiton: Hiraishin
[D]Suiton: Kirigakure no Jutsu
[D]Suiton: Mizu Kawarimi
[D]Suiton: Mizutetsu no Jutsu
[D]Ranton no Jutsu: Reberu Di
[C]Ranton no Jutsu: Reberu Shi
[B|Ranton no Jutsu: Reberu Bi
[B|Ranton: Raiunkōha
Chakra 92%

Spoiler: pokaż

Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>
Shigemi
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość