[Event] Komplikacje

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Nikusui » 10 cze 2018, o 11:35

Trwała burza. Pioruny waliły dosłownie wszędzie, nie dało się usłyszeć ani słowa. Co chwilę jedynie rozświetlały widok. Widok, który nie zawierał niczego. Jakby był pustą kartką. Jednak przy każdym kolejnym uderzeniu błyskawicy, która rzucała trochę światła, było widać niewyraźną sylwetką. Dość małą, leżącą. To było dziecko. Dziewczynka. Im bliżej się znajdowała, tym można było dostrzec więcej szczegółów. Jej białe, długie włosy, brudne były od błota i krwi. Buzia nie wyglądała dużo lepiej. Cała prezentowała się dość niekorzystnie, jakby walczyła z całym oddziałem, bez najmniejszych szans na obronę. Kolejny piorun uderzył tuż obok niej, pokazując kolejną osobę. Niewiele młodszego chłopca. Stał nad ciałem białowłosej dziewczynki, z wypisaną wyższością na twarzy. Nie żałował jej. Wręcz przeciwnie. Chciał jeszcze przeciągnąć tę lekcję. Nie było mu to jednak dane. Silna, męska dłoń złapała go w nadgarstku i nagle zniknął, zostawiając nieprzytomną dziewczynkę samą.
Burza ustała.
(...)
Nie dawała za wygraną. Wtedy, kiedy pierwszy raz ojciec dojrzał, że potrafi wykrzesać z siebie umiejętności klanowe, chciała trenować jeszcze więcej. Nie przyznałaby się do tego, ale czuła się dumna i napawała ją radość. Tylko dlatego, że ją dostrzegł. Jednak jednoczesna miłość i nienawiść jaką go darzyła, nie pozwalały na okazanie takich uczuć. Oprócz momentu, kiedy powiedział jej o spotkaniu za cztery dnia. Wtedy sobie pozwoliła na mały uśmiech. Była przecież jeszcze dzieckiem. A jego już wtedy tam nie było.
Te cztery dni minęły bardzo szybko, ale kiedy już termin się zbliżył, wstawiła się w dany miejscu. Nie spodziewała się zobaczyć tam swojego przyrodniego brata. Tego, który to był dumą jej ojca. Wewnątrz poczuła, jak się w niej gotuje. Nie doszukiwała się tutaj jakiś specjalnych motywów. A nawet gdyby mogła, to pewnie by nie chciała. Chłopak już biegł w jej stronę i składał pieczęci. Od pierwszych sekund chciał pokazać jej, że nie jest w stanie go doścignąć. Był szybki, a sztuka dziedziny klanowej była przez niego opanowana w niesamowity sposób. Przynajmniej jak na ten wiek. Ona wypadała bardzo marnie. Na dobrą sprawę... nie potrafiła wykrzesać z siebie chociaż jednego, porządnego rantonu. Nie umiała nad nim tak panować. Dostawała bęcki raz za razem, jej jedyną szansą było dostanie się bliżej niego. A i to zdawało się być niewykonalne. To ona była tutaj zdobyczą i nie mogła odwrócić tej roli. Nie mogła stać się łowcą. Jedynie starała się unikać ataków, od czasu do czasu próbować wyrzucić w stronę przyrodniego brata jakiś kunai czy shuriken. Gdzieś tam zadrasnęła mu ramię, ale nie było to nic, co mogłoby mu przeszkodzić w dalszym działaniu. Za to przez jej ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Momentalnie zesztywniała, wypuszczając z dłoni kunai, który dopiero co dosięgnęła. Głucho opadł na ziemię, tuż przed tym, jak jej ciało zrobiło to samo. Oddychała ciężko i płytko. To było męczące spotkanie, a chłopak widocznie uznał, że jeszcze się nie skończyło. Ponowny ładunek trafił w jej ciało, nie był śmiercionośny, ale na pewno nie powodował jedynie łaskotek. Nim jednak otrzymała jeszcze jeden cios, jej zamglone spojrzenie dojrzało ojca. Ojca, który złapał chłopca za nadgarstek, powstrzymując go przed kolejnymi działaniami. Gdyby nie to, że wszystko miała rozmazane, dostrzegłaby zawód, który wyraźnie malował się na jego twarzy. Przez chwilę uwierzył. Uwierzył, że może coś w niej być.
(...)
Znowu to samo. Czarna przestrzeń, ale nie przeszywał jej już żaden piorun. I bez tego dało się dojrzeć znowu tę drobną, białowłosą, leżącą dziewczynkę. Poobijaną, ciężko oddychającą, pokonaną. Tym razem jednak znajdował się tu ktoś jeszcze. I nie był to przyrodni brat. To była ta sama dziewczynka, tylko starsza. Z większym doświadczeniem, wiedzą i umiejętnościami. Przynajmniej tak myślała. Właśnie patrzyła na siebie sprzed parunastu lat. Czy czegokolwiek ją to nauczyło? Czy wciąż nie potrafiła wyczuć tej bezpiecznej granicy? Nie wiedziała, kiedy należy pchać się przed siebie, a kiedy wycofać? Nie. Nie wiedziała. A może nie chciała wiedzieć. Nienawidziła uciekać, a każda porażka mogła ją jedynie uczulać na to, że musi stać się lepsza. Nie inna, po prostu lepsza pod względem umiejętności. Nie zamierzała się zmieniać, już i tak parę znaczących zmian zaszło w jej życiu. Gdyby nie one, pewnie nie pojawiła się tuż obok Muraia. Jednak, czy to nie było w pewnym sensie ich zadanie? Ginąć. Ginąć na polu bitwy. Może nie chciała robić tego tak szybko, ale wiedziała, że prędzej czy później to się stanie. W sumie, od pewnego czasu i tak gdzieś w głębi czuła się zagubiona, nie znała swojego celu, swojej drogi. A samodoskonalenie się nie uważała za najważniejszą rzecz w życiu. Wciąż szukała, ale nie potrafiła się gdzieś na dłużej zaczepić. Może więc śmierć by ją uwolniła.
Nikusui upadła na kolana, tuż przy nieprzytomnej, młodszej wersji siebie. Zastanawiała się, jak mogło do tego dojść. Czy to ta niechęć, ta niewiara w nią, zaprowadziły ją właśnie tutaj? Czy to właśnie ją ukształtowało? To doprowadziło ją do tego miejsca? Czy to naprawdę był jej czas?
Zgrabna, damska dłoń wysunęła się dalej, chcąc odrzucić kosmyk zabrudzonych włosów dziewczynki na bok. Nim jednak zdążyła to zrobić, prosto w jej klatkę piersiową uderzył piorun. Był inni niż te, które widziała do tej pory. Czarny, znacznie silniejszy. Białowłosa zamarła w bezruchu, patrząc ślepo w punkt przed siebie. Jej oczy otworzyły się szerzej, ale zaraz widok przesłonił dym. Piorun nie odebrał jej jedynie możliwości ruchu, ale również pozbawił przytomności. Sprawił, że jej ciało padło tuż obok tego, które leżało tu do tej pory.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
Miss Forum
 
Posty: 888
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Chise » 10 cze 2018, o 12:47

Musieli ruszać. Chise jednak nie ruszała się ze zbytnim entuzjazmem, a wręcz nieco się ociągała. Przyczyna była prosta - Shigi wciąż nie było. Nie tak, ze się o niego martwiła, w końcu był nieśmiertelny.. Ale nawet nieśmiertelnym zdarzały się wypadki. Uwięzienie gdzieś pod ziemią nie było zabawną myślą, nawet jeśli często czymś takim się odgrażała, to nie chciała by go spotkał taki los. Niestety, nie była w stanie zrobić tego, co chciała, ruszyć za przyjacielem. Wciąż chwiała się na nogach, musiała od czasu do czasu wesprzeć na medykach, a nie mogła od żadnego z nich wymagać, by z nią poszli, zwłaszcza po deklaracji Shigi.
Hanzo opowiadał dalej o tej dziwnej pieczęci. Wychodziło na to, że mogła mieć swoje plusy, choć sama Chise nie wiedziała czy używanie jej to dobry pomysł. W końcu pochodziła od człowieka, którym głęboko gardziła.. Ale z drugiej strony, miała się obrażać na siłę, bo pochodziła ze złego źródła? Za dużo tego było na raz i ona sama potrząsnęła głową.
- To wszystko nie na moją głowę - mruknęła. Skąd niby miała wiedzieć kiedy może zacząć używać czakry albo gdzie są te jej granice? Miała po prostu losowo próbować, licząc, ze nie upadnie wijąc się w konwulsjach? I że w pobliżu będzie ktoś, kto może jej pomóc?
Tyle dobrego, ze nie Han nie mówił dosłownie o związaniu losów. To była część jego wypowiedzi, która najmniej się jej podobała. Ale skoro nie mówił dosłownie, to mocno się przeliczył sądząc, że będzie jakoś za nim podążać bo zrobił jej obrazek na ramieniu. Na razie miała dość spotkań z Hanem.
Po chwili wybuchło zamieszanie. Murai-san wrócił ze zwiadu, a razem z nim.. Ranni? Chise nie skupiała się na otoczeniu na tyle, by usłyszeć wołanie Numy, więc tym bardziej była zdezorientowana. Hanzo zaczął leczyć dziewczynę.. Ale nawet się do niej nie zbliżając. Sogenijka w życiu nie słyszała o czymś takim, jednak musiało być czymś zaawansowanym i pożerającym czakrę, wnioskując po słowach medyków.
- Hanzo-dono, poradzę sobie idąc przy wozie. Nie musisz się tak wysilać - powiedziała niespokojnie, czując, że to przez nią medyk nie poszedł do bardziej rannej, tak jak Akarui. Mogła iść przy wozie, przytrzymując się go w razie potrzeby, w czasie gdy medycy się nią zajmą. We dwójkę razem zapewne pójdzie im szybciej, a nie chciała być dla nich obciążeniem, w każdym razie bardziej niż musiała. Chciała już być samodzielna i jak najszybciej odzywać pełną sprawność, a z pewnością brak asekuracji jej w tym pomoże. Skok prosto w głęboką wodę.
Obrazek
Avatar użytkownika

Chise
Najlepszy Kobiecy Charakterek
 
Posty: 568
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4372
GG: 46966371
Multikonta: Obi

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Shigemi » 10 cze 2018, o 16:26

Mój gniew, był cały czas obecny, ale chociaż nie narastał, rozmowa z Numą, przyniosła efekt i trochę zelżałem w osądzie wobec niego, czy się pomyliłem? Czy mu teraz zaufałem? Nie byłem sam w stanie odpowiedzieć na to pytanie, jednak wiedziałem jedno - muszę wrócić w okolice szpitala i razem przedzierać, wziąłem głębszy oddech, chłopak wydawał się szczery i przekonany co do słuszności swoich poglądów. Westchnąłem, a następnie powiedziałem:
- Obyś nie kłamał, ale będzie lepiej jeśli już nie będzie podobnych zbiegów okoliczności... - po chwili przypomniałem sobie, że ekipa miała ewakuować szpital i wyruszyć, skoro był sensorem, to powinien wiedzieć, czy wyruszyli już czy nie i co najważniejsze, czy ona żyje...
- Skoro jesteś sensorem, a nie wróżbitą to powiedz mi, czy oni wyruszyli już do portu? Czy ona żyje? - potrzebowałem tej informacji jak tlenu, śmierć Shiro Ryu nie robiła na mnie żadnego wrażenia, jednak rany osoby, której jako jedynej ufałem, bolały i to bardzo, nie wiedząc czemu czułem się za to współodpowiedzialny, ale czułem ogrom żalu i złości. Westchnąłem cicho i czekałem na odpowiedź, jeśli chłopak nie wykonywał podejrzanych ruchów i odpowiedział na pytanie zadane przeze mnie to wyruszam w stronę wskazaną mi przez niego do Nikusui, Muraia i innych.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
5x kunai, 5x shuriken, przypięte do pasa wakizashi
Obrazek
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>[tab=kg]
Nazwa
Ranton: Reizā Sākasu - Reberu Bi

Bardzo ważny poziom w kontroli Rantonu dla każdego użytkownika. Przede wszystkim, daje on możliwość wystrzelenia wiązek z dowolnego fragmentu ciała (ich ilość zmniejsza się jednak wtedy o połowę). Oprócz tego wiązki mogą skręcać do 120 stopni co utrudnia unik jak i stwarzała duże pole do popisu. Ryzyko porażenia przy ataku jest wręcz oczywiste, a wiązki mogą poważnie ranić ludzkie ciało, w zależności od tego gdzie trafią. Tak jak w poprzednich poziomach Reberu zasada wytwarzania nowych wiązek przy utrzymaniu pieczęci smoka została zachowana.

Pieczęci
Tygrys → Pies → Wąż → Smok

Szybkośći
Przeciętna

Zasięg
20 metrów

Ilość wiązek
9

Koszt Chakry
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4% (1/2 na turę)

[topis=Uwaga]Istnieje możliwość "anulowania techniki" i natychmiastowego przejścia do ponownego wykonywania tworząc nowe wiązki jeśli tylko utrzymaliśmy złożony znak smoka zastępując w ten sposób stare wiązki nowymi.
Zabieg taki wymaga od nas ponownego poniesienia kosztu.
[/topis][/tab]
Avatar użytkownika

Shigemi
 
Posty: 108
Dołączył(a): 21 paź 2017, o 17:29
Wiek postaci: 19
Krótki wygląd: Białe kimono, czarne haori ze złotą klamrą i złotymi wstawkami, czarno-bordowe obi ze złotymi wyszyciami
Widoczny ekwipunek: katana przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4289
GG: 10004280
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Natsu » 11 cze 2018, o 12:55

MAPA MIASTA.
Mapa z podziałem na dzielnice

Spoiler: pokaż
Obrazek
  • Czerwona - Murai, Nikusui, Akarui, Chise
  • Szara - Numa, Shigemi
  • Fioletowa - Yuji
  • Czarna - Shiga



Komplikacje
Ścieżka główna eventu


Wędrówka w kierunku portu trwała. Ba, nawet pozwolili sobie na lekkie przyspieszenie, ze względu na to że w oddali byli w stanie usłyszeć więcej krzyków, dźwięki przypominające eksplozje, pojawiało się coraz więcej dymu. Kami no Hikage wyniszczało się coraz mocniej. Nie wiadomo, czy z miasta zostanie cokolwiek wartego odratowywania, jeśli ta sytuacja będzie się dalej utrzymywać. Tak właśnie upada Serce Świata. Z hukiem, pośród ognia, zdrady i śmierci. Niedługo na całym świecie będzie się opisywać to jako największą tragedię w historii znanego świata...
Murai bez marudzenia oddał nieprzytomną Nikusui w ręce Yuriko, która nie czekając, zaniosła ją na wózek z innymi niemobilnymi rannymi. Tam otrzymała kilka leków przeciwbólowych, a przebywający tam medyk zaczął zaleczać ranę na jej klatce piersiowej za pomocą techniki Naosute no Jutsu. Częściowo krwawienie ustało, a krawędzie rany stopniowo rozpoczęły proces zasklepiania się, ale do ideału brakowało jeszcze bardzo dużo. Nie mówiąc już o tym, że szerokie oparzenie prawdopodobnie pozostanie jej już do końca życia.
Do pomocy medykowi bardzo szybko przyszedł Akarui. Zauważył, że technika Hanzo skupiła się na regenerowaniu skóry pod zwęglonymi częściami, oraz stopniowo rozszerzała ją na tyle, by krawędzi rany były jak najbliżej siebie. Chwilę później jednak Hanzo zaprzestał leczenia, dysząc miarowo. Wszystkie te procesy medyczne widocznie odcisnęły na nim piętno. Po zapewnieniu ze strony Chise, że nie będzie to żaden problem, mężczyzna pomógł jej znaleźć dłonią krawędź wózka, i samemu usiadł na opuszczonej klapie. Sięgnął do paska i odpiął od niego niewielki bukłak, z którego pociągnął zdrowy łyk. Następnie zakaszlał i otarł usta. Czyli w środku pewnie była jakaś gorzałka.
-Chyba robię się na to za stary - mruknął z krzywym uśmiechem, drapiąc się po zarośniętym podbródku.
Na pytanie Akaruia, medyk podniósł na chwilę głowę i podał mu pustą fiolkę po jakimś zielonkawym płynie.
-Zwykły przeciwbólowy napar z ziół z Prastarego Lasu. I poczekaj moment, przed chwilą nakładałem już schłodzoną szmatkę - tu pokazał, że na czole Nikusui, faktycznie, leżał już jakiś kompres. - Pomóż mi zasklepiać oparzenie, później zobaczymy co dalej.
Nikusui zaś powoli się ocknęła. Czuła promieniejący z całego jej ciała ból, zwłaszcza z okolic klatki piersiowej, ale oprócz tego chyba nie było jej nic więcej. Póki co jednak nie była w stanie się poruszyć. Siła ataku czarnym Gianem była większa, niż uprzednio się spodziewała. Cud, że w ogóle czuła swoje kończyny. Aktualnie jak przez mgłę była w stanie zauważyć, że leży na jakimś wózku. A nad nią znajduje się dwóch mężczyzn, z czego jednym z nich był już jej znany Akarui.
W tym samym czasie Murai zdał swój raport na ręce (rękę?) Sau, który widocznie skrzywił się z niezadowoleniem. Dopiero teraz dowiedzieli się, że Hanji, Han, Antykreator czy jak tam jeszcze inaczej można go było nazwać, jeszcze przed chwilą był w pobliżu szpitala i zwyczajnie czatował. Zaatakował, lecz nie w celu zabicia, a tylko porozmawiania... po czym zaatakował kogoś, kto zainterweniował i pojawił się w pobliżu. Czyli Suzumura miał jakiś biznes związany z Pustym? Było to zastanawiające. I po części niepokojące.
-Juugo, złote oczy... cóż, faktycznie, Hanji pochodził z klanu Juugo. Więc możliwe, że to faktycznie był on. Dziwne jednak, że przebył taki kawał tylko po to, żeby z Tobą porozmawiać. Może po prostu chciał ci namieszać w głowie? Sprawić, że będziesz bardziej podatny na manipulacje? Skoro wziął Cię na celownik, musisz być ostrożny. Skurwiel nie cofnie się przed niczym.
Westchnął ciężko, lecz więcej już nie komentował.
Grupa była już praktycznie pod bramą do portu.
Wrota były otwarte, więc część grupy mogła już wejść na tereny doku. Lecz widok tam panujący zdecydowanie nie był zachęcający - grupa shinobich, wśród nich Kenshi z Shiro Ryu, nadal walczyła z oponentami. Lecz najgorsze było to, że w porcie praktycznie nie było żadnych statków. Większość albo właśnie płonęła, albo zdążyła odpłynąć wcześniej, albo już częściowo utonęła i pokazywały swój smutny koniec przez wystające nad powierzchnię wody żagle.
-Kurwa mać - warknął Sau, po czym położył rękę na ramieniu Yuriko. - Znajdź w okolicy jakieś okręty. Musimy się z nimi skontaktować, i to jak najszybciej.
Yuriko kiwnęła głową i aktywowała swojego Byakugana. Zaczęła nerwowo patrzeć na okolicę, wyszukując czy gdzieś w oddali znajdą się jakieś okręty które będą skłonne przypłynąć i zebrać ze sobą znalezionych cywili. W tym samym czasie Sau spojrzał na pozostałych zdolnych do walki shinobi, szybko przemyślał sytuację i wydał polecenia:
-Zjawa, Reiko-san! Pomóżcie w eliminowaniu zagrożeń na terenie samego portu! Reiya, udaj się do dzielnicy mieszkalnej i sprowadź tu grupę Kenty i Hakuseia, na jednej nodze! Muiri-san! Proszę polecieć dalej na morze i pomóc nam w znalezieniu okrętów! To sprawa życia i śmierci!
Na wozie obok Hanzo usiadł jakiś duet. Wyglądało na to, że pochodzili oni z klanu Yamanaka. Byli ranni, ale mogli chodzić - wcześniej po prostu siedzieli cicho pośród innych uszkodzonych. Hanzo z lekkim uśmiechem podał im bukłak ze swoim napitkiem, a ci go przyjęli. Widać po nich było że byli śmiertelnie przerażeni i czymś zestresowani, więc nawet tak mały gest był w stanie trochę poprawić ich sytuację.

Numa i Shigemi zaś pozostali w pobliżu głównego placu, wystawieni na dość dziwną, dwustronną sytuację, gdzie członek klanu Kaminari był gotowy zaatakować bezdomnego młodzieńca tylko za to, że ten przyszedł zobaczyć jak strażnicy poradzą sobie z aresztowaniem szabrowników. Żołnierze usłyszeli wcześniejszy okrzyk ze strony Numy i spojrzeli w jego kierunku, lecz od razu go rozpoznali - w końcu to on ich tu sprowadził. Kiwnęli lekko głowami i zebrali ze sobą ukrywających się w zaułku cywili, by zacząć ich prowadzić w kierunku południa - do portu.
Numa i Shigemi wymienili się zdaniami, w których jeden wyjaśnił swój punkt widzenia drugiemu, a ten - dał mu polecenie sprawdzić, czy grupa spod szpitala ruszyła już w kierunku portu, oraz czy Nikusui żyje. Wyglądało na to, że nie zamierzał ustąpić pod tym względem.
Wtedy jednak nastąpiło coś, czego się nie spodziewali. Gdy strażnicy wyprowadzili cywili na skrzyżowanie, by iść w stronę południa, nagle coś pojawiło się między nimi. Tym czymś zaś była znana im Kabuto, ze stalową marionetką-aniołem unoszącym się za jej plecami. Ułamek sekundy później usłyszeli tylko krzyk i dźwięk stali.
Skrzydła anioła uniosły się i uderzyły we wszystkich stojących. Krew bryzgnęła na wszystkie strony, trzej strażnicy, kobieta, dwóch mężczyzn i mała dziewczynka - wszyscy padli na ziemię, zdekapitowani, pocięci, generalnie - martwi. Kabuto wyprostowała się z beznamiętną miną i ruszyła dalej, biegnąc na południe.
Do portu.
A za nią? Numa i Shigemi byli w stanie zauważyć jakąś sylwetkę, skradającą się między budynkami po drugiej stronie drogi. Numa nawet był w stanie go rozpoznać. Był to Yuji...

Gareki wzruszył ramionami, dając znać że oddanie mieczy nie było niczym niezwykłym i godnym podziękowania. Ot, znalazł kilka walających się oręży na placu walki, więc zaczął go zbierać - i wtedy pojawił się Shiga, mówiąc że te narzędzia bojowe należą do kogoś z jego otoczenia. No to je zwrócił, jemu i tak raczej się nie przydadzą.
-Z tego co zdążyłem się zorientować, Akuryo nie ma żadnego szacunku wobec życia. Dlatego taki stan jego obiektów eksperymentów nie jest zadziwiający. Faktycznie, lepiej ich zabić jak najszybciej - im mniejszą armią dowodzą Jeźdźcy, tym lepiej dla wszystkich.
Młody shinobi podniósł się spokojnie i z gracją zeskoczył na kostki bruku pod nim. Wyprostował się i podszedł powoli do Shigi, wciąż trzymając dłonie na wysokości swojego pasa, z kciukami zaczepionymi o sam pasek. Jego błękitne oczy dalej wwiercały się w przybysza, jak gdyby próbował w nim wypatrzeć czegoś co mogłoby zasygnalizować zagrożenie - lecz skoro takich sygnałów nie zauważył, wciąż zachowywał się spokojnie. Ot, najzwyklejsza w świecie ostrożność przy kontakcie z nieznajomym na polu walki.
-Cóż. Jedni są przerażeni, inni są egoistami, a inni po prostu nie nadążają za otoczeniem. Niektórych rzeczy nie ma co rozpamiętywać - powiedział, wzruszając lekko ramionami. - Cóż, mało kto jest w stanie spodziewać się ludzkich marionetek. Tak, ten pancerz był zrobiony z żywego shinobi - przerobiony tak, by był marionetką Ayatsuri, ale mógł dalej używać technik klanowych które posiadał za życia. Brutalne, nie? Pomyślałby kto, że nasi przemili naukowcy dopuszczają się takiego burdelu.
Gareki się przedstawił, spoglądając z melancholią w kierunku płonących ruin pałacu. Kiedy zaś Shiga wybuchnął śmiechem, skupił na nim swoje spojrzenie i uniósł lekko brwi w zapytaniu. Ostatecznie zaś westchnął ciężko i podrapał się po potylicy, dalej nie zmieniając wyrazu swojej twarzy.
-Prawda zależy od punktu widzenia, więc moje słowa nie będą obiektywne - powiedział w końcu. - Z naszej perspektywy wyglądało to tak, że gdy Novum Ordo zabiło liderów Hoozuki i Hoshigaki, zajęli całe Kantai siłą i zniewolili wszystkie szczepy... no, poza Ranmaru, bo ci zdołali uciec... to Rada nie kiwnęła nawet palcem. Ot, patrzyła co się będzie działo, jak na bijące się zwierzątka w zoo. Widzieli, że Yuki będą niedługo zaatakowani, i nie zrobili nic by temu zapobiec. Ot, zabijajcie się. A kiedy doszło do ataku, w którym zginęła Yumi Yuki oraz przywódcy Novum Ordo, kończąc wojnę na wyspach, Rada przyszła jak na swoje, ogłaszając że "wszystko wraca do normy, teraz zajmą się tą sprawą". Starszyzna Yukich też tego chciała, by respektować stare prawo mówiące "pokój za wszelką cenę". Chcieli oddać nasze jestestwo Radzie, tylko po to żeby liczyć na pokój. Nie mogłem na to pozwolić. A gdy Rada się o tym dowiedziała, wysłali mi posłańca który zaczął rzucać na mnie obelgami, zapowiadać wojnę, opluwać mój klan i nasz honor. To co miałem zrobić, pozwolić na to?
Zamilknął na moment.
-Przejąłem władzę siłą, więc nie byłoby to zbyt dobrze widziane. Dlatego oddałem władzę Natsumemu, bo znałem go jakiś czas i przeczuwałem, że postawi sprawę wysp ponad samego siebie. No i się nie zawiodłem. Teraz pół świata nienawidzi i jego, i mnie, ale przynajmniej na Wyspach mamy zalążek pokoju. A sam siebie wygnałem i nałożyłem na siebie karę śmierci. Wyspy nie będą mnie już witać - oddałem swoje życie, by skupić się na poszukiwaniu Hana i Jeźdźców - tych, których Rada i prawie cały świat zignorował. Z efektem widocznym tutaj - powiedział spokojnie, pokazując zrujnowane Kami no Hikage.
Spojrzał na monetę, którą pokazał mu Shiga.
-Mamy więc wspólnego wroga. Co do monety, zanieś ją do Kruków - może oni będą wiedzieć, kto zacz. Skoro Han był w pałacu, to pewnie niczego tam już nie znajdziemy. Co innego z siedzibą Shiro Ryu.
Westchnął.
-Skorzystam z rozgardiaszu i zinfiltruję siedzibę, szukając czegoś więcej. W takim razie, skoro mówisz że nie jesteś mile widziany, to znajdź mnie później w północnym porcie - jak skończę, odpłynę po kryjomu.
W końcu na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
-Kabuto ma słaby punkt. Całe jej ciało to marionetka, więc coś musi nią kierować. Wystarczy że znajdziecie jej rdzeń, i przebijecie go czymkolwiek. Wtedy powinna sczeznąć, a jej ciało pozostanie zwykłą marionetką, której będzie mógł użyć dowolny Ayatsuri. W trakcie walki może będziecie w stanie przeciąć linki którymi steruje Metatronem, tym aniołem - wtedy będziecie mieli ułamek sekundy, by go przejąć.
Spojrzał z ukosa na podaną mu rękę. Po sekundzie jednak kiwnął głową i uścisnął dłoń Shigi.
-Na wyspach preferujemy tradycyjny ukłon. Uścisk dłoni jest zbyt... bezpośredni. Ale skoro kontynent tak robi, cóż... Nie będziemy się unosić honorem, nie?
Odwrócił się i wskoczył na dach. Gdy Shiga wspomniał jeszcze o jakimś chłopcu, spojrzał na niego zza pleców i powiedział:
-Spróbować możesz. Ale nie miej wielkich nadziei.
Z tymi słowami skoczył na następny dach. I następny. Aż w końcu zniknął na klifie.


Czas do 2:00, środa 13 czerwca.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
To Long Life, In Our "Limbo Union" Another year, another room, where you hang a few things on the walls.
It's just where you call home for now,
Until it's time to take them down and move on.

Great company, has no where else they need to be,
No place else they'd rather go, and no one waiting for them at home.

Hope is the room, you make in your heart,
To find a new home for all your misguided love.
Look at the room I've made. I am nearly empty again,
But I want to give to you, and I like it when you take from me.


Support Fabularny. Główną robotą jest prowadzenie eventów, jeśli chodzi o faktyczne sprawy administracyjne, piszcie do Exodii.

Everybody dance now! Obrazek
Avatar użytkownika

Natsu
Support
 
Posty: 533
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 6078035
Multikonta: Natsume

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Numa » 11 cze 2018, o 14:43

Wyglądało na to że jest spokojnie. Strażnicy poradzili sobie z bandytami jak tylko potrafili. Oznaczało to nic przyjemnego.
Jednak takie było życie, w końcu jego końcem była śmierć. Można było się tylko z tym pogodzić. Jedynym pocieszeniem jakie wychodziło z takiej sytuacji byli ocalani ludzie. W tym mała dziewczynka. Tak dzięki temu co zrobił Numa udało się ich uratować. Sprawiało to że mimo tragiczności sytuacji robiło się trochę lżej na sercu. Jedynym negatywem tej sytuacji był ten koleś który był niczym owad. Przyleciał i mimo tego że Numa w miarę możliwości uspokoił go to on nadal żądał dowodów. Grożąc Numie. -Popierdoliło tego gościa ? Czy on kurwa oczekuje spowiadania się z zdolności bo on mnie szantażuje. Co on sobie myśli ? Nie ma takiej opcji doskonale przecież wiem że lokalni wypowiedzieli wojnę wyspiarzom więc ujawnienie tego Kg było by co najmniej głupie. - O tyle o ile Numa mógł zrozumieć gniew który nie miał kierunku ujścia to nie powinno to trwać wiecznie. Przez to obecnie coraz bardziej miał chęć mu wpierdolić. - On jest chyba ułomny. Przecież powiedziałem że Han tam jest i mówi z tamtym zwiadowcą co okazało się prawdą. Był tam sam Han, nie jakaś pierdolona zasadzka i do tego kurwa żąda jebanych kurwa dowodów ? Mam mu kurwa skanować bo Mu się tak zachciało ? - Numa ewidentnie zaczynał się denerwować. Na "sojusznika" który go nadal szantażował. Dlatego też Numa odpowiedział mu. -Jesteś niepoważny, myślisz że mam czas i chakrę na to żeby ciebie słuchać bo TY masz pieprz... - Wtedy, stało się. Jebana Kabuto wpierdoliła się jak jebany grom z jasnego nieba. Numa momentalnie miał w dupie niedowartościowaną osobistość klanową, którą okazał się "sojusznik". I skupił się na Aniele śmierci który zawitał by zebrać swoje żniwo. Numa podświadomie zdawał sobie sprawę co zaraz się stanie. Mimo tego moment w którym porządni ludzie, zostali rozszarpani na kawałki był dla niego jak pieprzony szok. Widok odpadających głów z których właśnie wylewała się krew. Numa nie potrafił by tego nawet opisać. Stan złości który miał do shinobi który stał obok szybko ustąpił czemuś innemu co było nie do porównania. Bezdomny widząc tą masakrę niemal od razu wykrzyczał proste słowa które oddawały w tym momencie jego emocje.
- TY KURWO !!! - Nie był to cichy krzyk. Z tego co widział ta przeklęta maszyna ruszyła błyskawicznie w kierunku portu jak by były to pierdolone zawody w zgarnianiu jak największej ilości dusz. W końcu nawet mała dziewczynka została zmasakrowana na jego oczach rozsypując się w swoistą krwawą masę. Znów coś stało się Numie. Gdzieś zdrowa logika wyłączyła się na rzecz pieprzonego obłędu, w którym musiał wyładować nadmiar emocji które przytłumiły go do tego stopnia że ciężko było to opisać. Sprawiło to że Numa momentalnie ruszył za Kabuto biegnąc i obserwując tylko ją. W dupie miał zdrajcę Dio, czy gościa który żądał tłumaczenia od byle czego bo może, mogli go prawdopodobnie zabić. W tym momencie jednak nie miało to znaczenia Numa miał jeden, cel rozszarpać tą jebaną mechaniczną maskaradę tak jak ona rozszarpała tych cywili.
Jaki miał plan ? Złapać, rozszarpać, zniszczyć, rozbić na pył.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
- Myśli Numy -
- Słowa Numy -
Kod: Zaznacz cały
[color=#BF8040][b] -   - [/b][/color]
Avatar użytkownika

Numa
 
Posty: 185
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 11:12
Wiek postaci: 15
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: Brązowooki chłopak, rasy białej. Posiada ciemnobrązowe włosy.
Widoczny ekwipunek: -Czarny płaszcz z kapturem.
Link do KP: viewtopic.php?p=79250#p79250
GG: 37827204
Multikonta: Ni ma

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Yuji Saga » 11 cze 2018, o 20:17

Byłem niczym cień starego domostwa w najdalszych zakątkach tego miasta. Ninja naszego wieku, który schował swój blask do kieszenie, i zaczął być perfekcyjnym skrytobójcą, który chował się przed oczami zwykłych śmiertelników. Jako taka chodząca perfekcja w swoim fachu miałem jeden cel. Śledzić piękność, która napatoczyła mi się przypadkiem, przez co mogę stwierdzić, że to było przeznaczenie przez moich braci oraz sióstr bogów. Dziękuje wam. Wracając do moich super umiejętności. Nikt mnie nie widział, a najbardziej ta, którą śledziłem. Była bardzo szybka, nie powiem, ale ja jakos dawałem rade. No i ciągle rozglądałem się uważnie, w obawie, że jak kogoś śledzę to ktoś też może mnie zacząć śledzić. Najgorszy scenariusz, kiedy ty masz komuś wbic nóż w plecy to ktoś inny ci go wbija, nie polecam.
Przeszliśmy tak kawałek, ja schowałem się za jednym budynkiem, aż nagle zobaczyłem dość przeraźliwa scenę, nawet jak dla mnie. Strażnicy oraz paru mieszkańców było sobie na ulicy, widać że trochę przeszli oraz kierowali się do portu, czyli byli jedną z grup ewakuacyjnych z tego miasta chaosu. Wszyscy byli szczęśliwi, mieli ulgi na twarzach, że za niedługo skończy się ich koszmar. Żałosne, moim zdaniem powinni walczyć o swoje, o swoje miasto, które tak kochają, lecz jeżeli wola uciekać i nic z tym nie robić to ich sprawa. Zasługują na śmierć. I tak to się stało o dziwo. W mgnieniu oka w środku tej zbieraniny pojawiła się mój „ofiara” z jej aniołem stróżem. I pyk! Wszyscy padli przez jeden ruch tego stalowego michała anioła. Widząc to stanąłem jak wryty. Byłem zszokowany tym co zobaczyłem. Wbicie, jeden ruch i śmierć tylu ludzi. Nie mieli szans, wielu w tym mieście nie miałoby możliwości przeżycia tak morderczego ataku. Nawet ten piaskowy wojownik, był jakby przyjemniejszy. On się bił z innymi normalnie, dopiero jak ja wpadłem to poszedł na całość przez co musiało to go trochę zmęczyć. Tutaj było na odwrót. Wyglądało to jakby uderzyła z liścia tych ludzi. Jakby to było nic, a oni dostali po głowie za głupie zachowanie. Różnica sił była tutaj ogromna, niczym dziecko a dorosły, który góruje nad mniejszym we wszystkich aspektach. Jedynie co mogli to poddać się jego woli. Dobra, ale co ze mną. Jak tak gadam o tym, to znaczy że się boje? … Chyba kpisz! Tak! Nie, nie boje się! Przeżyłem tego piaskowego gnojka, NESa, spotkałem Antykreatora i tym podobne. Ta ostatnia dwójka była jeszcze bardziej silniejsza od tego laski, wiec nie mam się czego bać, przeżyłem pstryczek w nos od jezdzca. Nic mi nie jest niestraszne! Do tego jestem bogiem! Pamiętajcie o tym! Nikt się ze mną nie równa, jedynie wybitne jednostki o których już wcześniej wspomniałem mogą być dla mnie zagrożeniem, a ktoś taki? Co wy! Nic! To kobieta, przecież jest słabsza ode mnie. Ale za to ponętna i ciekawa przez to co pokazała. I koniec tematu! Nie boje się i już! Jak będziecie dalej ten temat drążyć to dostaniecie po twarzy jakimś gnojkiem, którego złapie na ulicy i uderzę niczym kijem.
Ruszyła dalej. Ja nadal stałem. Chciałem chwilę odczekać aż tamta trochę odejdzie, będę w bezpiecznej odległości i będę mógł ruszyć za nią dalej. To nie dlatego, że się wystraszyłem! Co wy! Wspominałem, by o tym nie wspominać! Sio! Zapomnijcie o tym, Wracajmy! Plan się nie zmienił. Nawet jak zobaczyłem to coś. Nie będę się z nią wdawał w bójkę, bo mogą mnie czekać jeszcze inne bitwy, a trzeba oszczędzać wszystko.
Nagle krzyk. Niespodziewany o ciekawej treści, który była chyba skierowany do osoby płci przeciwnej. Na początku nie myślałem, że to do tej co przed chwilą zabiła cywili. Spojrzałem w stronę z której wydobył się okrzyk. Zobaczyłem na dachu dwie osoby. Jedna nie znałem, ale był przystojny, nawet mraśny, wiec ma plusa u mnie. Drugą osoba była mi znana osobistość, młodziak, który był na placu wraz z tym co na mnie nie ładnie mówili, potem zniknął dość sprawnie i to pewnie za sprawą technik ziemi, których ja bardzo często używam. Tylko dlaczego tak krzyknął? Widząc w jaką stronę jest skierowany oraz to, że jest na widoku. Wywnioskowałem, że w stronę tej dziewczyny z aniołkiem. Jaki był jego cel? Łatwo można było się domyśleć, ale to raczej nie był cel a tylko wybuch emocji. Dzieciak zobaczy to co przed chwilą się stało, jak niewinni cywili padli pod silniejszym i ryknął w furii, nie myśląc o konsekwencjach. Widać było że dzieciakowi zależy na życiu słabszych. Nie pochwalam tego, ale silni mogą robić co chcą, nawet chronić nędzne robaki, tylko moim zdaniem marnują tak swój potencjał. Dlatego naszło jedno pytanie w głowie mojej wspaniałej osoby. Czy on jest silny? Nie wygląda na takiego, ale nie został zabity na placu. Może przez to, że jezdzcy nie chcieli zabijać? Może jeszcze nie teraz? Albo po prostu chodziło im o chaos oraz skłócenie rodów. To też jest powód dla którego nie zabili nas wszystkich na początku. Warto będzie się dowiedzieć z możliwej konfrontacji dziewczyny z tym dzieciakiem, które z nich jest najsilniejsze. Spoiler. To może być powtórka walki Pudziana i Najmana. Otóż dlatego stawiam na laskę, bo zobaczyłem jej możliwości, ale miło będzie być zaskoczony przez czarnowłosego, który pokaże swoje pazurki.
Zostałem w ukryciu. Postanowiłem zobaczyć co się dalej stanie. Jeżeli laska przyjmie to „wyzwanie” od chłopca, to będzie musiała się wrócić, więc warto być ukrytym w swojej tymczasowej kryjówce, bo jak ruszę możemy się spotkać i ja będę musiał unikać ataku. Chociaż jak nie przyjmie tego, to ruszam dalej ukryty za dziewuszką, ale tym raczej próbuje zejść z oczu nowym osobnikom, którzy ukazali swoje położenie. Nie wiem czy mnie widzieli czy nie. Ja ich nie widziałem, a rozglądałem się jak pojebany, wiec lepiej dmuchać na zimno. Jak już na początku wspominałem. Nie chce być śledzony, kiedy ja kogoś śledzę.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Yuji Saga
 
Posty: 141
Dołączył(a): 2 gru 2017, o 10:33
Wiek postaci: 20
Krótki wygląd: Dwumetrowy muskularny mężczyzna o blond włosach i czerwonych oczach. Nosi zielone buty, żółte spodnie oraz czarną przylegającą koszulkę bez ramiączek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&p=69493#p69493
GG: 0
Multikonta: Chiaki Manano

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Shiga » 11 cze 2018, o 22:28

Soundtrack do posta


Całkiem zabawne jak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, czy tam punktu stania, jak to miało miejsce w przypadku Garekiego, wszystko zmienia. Dla Yukiego fakt oddania Shigiemu broni był całkowicie normalny i nie obarczony niczym, za co wymagane i na miejscu byłyby podziękowania. Shiga dziękował jednak, co widocznie Yukiego nieco skonfundowało. Nie dostrzegał, że Shiga dziękuje za to, że obyło się bez walki, przekomarzań i tym podobnych, denerwujących rzeczy. Bo przecież Gareki nie był w żaden sposób zobowiązany oddać Shigiemu broń. Mógł je zjeść, wyrzucić, wsadzić sobie w rzyć. Shiga je porzucił, bo miał zajętę ręce. Numa nie jest po ich stronie do końca więc też nie pomógł. W praktyce broń należała do znalazcy, a takowym właśnie był Gareki.

Dla kogoś popękanego w środku jak porcelanowa figurka, takie coś działało jak taśma lnu nasączona woskiem.
Na jakiś czas spajało do kupy. Trzymało spękania w całości.

-On chce umrzeć. Ktoś kto pragnie śmierci nie może szanować życia. - Jęknął cicho mnich, przypominając sobie kim jest.
Jashinistą, który jeszcze do niedawna myślał, że już nic na niego nie czeka, że zostało mu tylko żywienie się i rozkosz bez większego celu.
Egzystencja chomika w złotej klatce, któremu ktoś dorzuca ciągle jedzenia, ale nie zabiera odchodów. Bo tak właśnie czuł się mnich.
Jakby całe gówno się nagromadziło tak mocno, że w końcu dosięgło wiatraka.
I zajebało na wszystkich gównianym deszczem.

Koseki, Haretsu i inni. Animozje które sprawiły, że zamiast sobie pomagać zaczną ze sobą walczyć zbierały się od lat, dziesiątek lat.
Wielcy, którzy muszą za koszt swoich małych problemów odebrać wiele żyć. Bo jeśli Koseki zabije Haretsu, albo Haretsu kogoś innego...
On rozwiąże swoje problemy, ale ucierpi cały ród czy szczep. Tak jakby teraz ktoś odebrał nie-życie arcykapłanowi. Jashiniści...
Rozpierzchliby się jak karaluchy, którymi koniec końców są. Zaplute robaki których nikt nie chce, nikt nie potrzebuje.

Zbędni.
Odsunięci.
Zasługujący na to.


Shiga chłonął każde słowo Garekiego jak gąbka, bo każde słowo było strzępkiem cennych informacji które będzie można potem w ten czy inny sposób wykorzystać. Informacja to nowa waluta, cenniejsza od złota, bo mając dużo złota opłacisz armię by pokonała wrogów. Mając informację sprawisz, że ci wrogowie będą się bali w ogóle pójść z Tobą na wojnę.
Kiedy zobaczył podniesione w zapytaniu brwi Garekiego uśmiechnął się ciut krzywo.
-Wybacz. Śmiechem maskuje stres. Gdy ostatni raz tu byłem był tutaj Antykreator i dwóch jego jeźdzców, a ja miałem ranną na rękach i zdrajcę chcącego mnie zabić za plecami. Takie wspomnienie stresu i masz, śmiech. - Wytłumaczył się swoim zdaniem całkiem zgrabnie. Gareki nie wiadomo jak to odebrał, ale Shiga czuł jedno. Nie jest dla niego w żaden sposób interesujący i wartościowy. Luzackie podejście chłopaka zdradzało, że Shiga nie przedstawia sobą nic, ani zagrożenia ani wartości i Gareki podchodził do niego jak do gołębia na ulicach Hyou. Bez większego entuzjamu.

-Szanuje cię, Yuki Gareki. - Wypowiedział jasno i klarownie Shiga gdy chłopak skończył opowiadać historię ze swojego punktu widzenia. I były to słowa szczere. Historia którą mu opowiedział, była opowieścią o kimś wielkim, kto umiał przedstawić honor, godność i ród ponad swoje własne dobro i szczęście. Shiga żałował, że nigdy nie pójdzie w jego ślady. Zakon Jashina nie był niczym wartościowym, co warto by bronić. Wiara, spoko. Oczyszczanie zła i szarości przez krwawy tron Jashina jak najbardziej na miejscu. Ale sam zakon to byli odszczepieńcy opętani nienawiścią z oczami zaślepionymi mrokiem. Ślepe dzieci w szale którym ktoś dał bardzo ostre zabawki.

I jak, kurwa, ma nie polać się krew?!

-Rada była pewna, że Han nie żyje. Gdy powiedziałem im o tym, że ich lider Suzumura Hanji to Han, połowa nie była w stanie uwierzyć, a druga połowa nasrała w gacie. Byli pewni, że lider Shiro Ryu opiekuje się truchłem Hana, a tutaj nagle lider ściąga maskę i jest Hanem. Jak w bardzo skomplikowanym lecz koniec konców obrzydliwym pokazie magika iluzjonisty... - Shiga westchnął, gdy Gareki użył kolejnego nieznanego mnichowi hasła. Kruki. Nie znał tej organizacji, a żył już swoje. Musieli się bardzo doskonale ukrywać... Daleko od oczu zaślepionego krwią mnicha. Pokiwał więc jedynie głową, dwa skinięcia, na znak, że załapał i że będzie musiał tak zrobić. Odnaleźć Kruki.
Shiga poczuł... Ciepło. I radość. Z czegoś tak bezsensownie prostego jak uściśnięta dłoń. Były Shireikan, Gareki-denka, uścisnął mu dłoń, okazując bezpośrednio bliskość znajomych lub koleżków. A na pewno dwóch ludzi, prawie sobie równych. Zadziało to bardzo budująco na mnicha który jeszcze przed chwilą widział Siebie jako ostatniego niechcianego przez nikogo karalucha. Mocno uścisnął dłoń, napawając się tą chwilą w ułamkach sekund, mignieniach gwiazd.
A potem przyszła kolejna porcja wiedzy. Bardzo rozbudowana, szczegółowa i niezwykle cenna porcja wiedzy o Kabuto.
-Dzięki, przyda się. To mamy ustalone. Ty infiltrujesz siedzibę Shiro Ryu, a ja idę dokonać mordu na słudze Hana. Brzmi jak bardzo dobry plan i powiem Ci, Gareki-denka, że mi się podoba. Nie daj się tam zaskoczyć i zabić, a ja obiecuję, że będziesz mógł rzucić okiem na stygnące truchło jeźdzca i ostatnie wyciekające z niego płyny życiowe, jeśli marionetki coś takiego mają. - Po tych słowach pozwolił Garekiemu spokojnie się oddalić. Po raz kolejny przerzucił związane miecze przez ramie, pochylił się lekko... I ile bozia w nogach dała rzucił się pędem na dach, a z dachu najprostszą drogą prosto w stronę portu, bo tam przecież właśnie miała zmierzać drużyna pierścienia bez pierścienia.

Zakładając, że Shiga dotrze bez większych komplikacji do nich...

Zeskoczy z dachu dwa-trzy metry za konwojem, a potem rzuci miecze na wóz obok ręki Chise. Sam zgarnie jadący na wozie strój - swoje białe kimono i zarzuci je na ramiona, bez zawiązywania, odsłaniając tors.
-Proszę, twoje miecze. - Mruknął dość beznamiętnie. Chise mogła znać ten ton. Shiga nie żartował. Wyłączył się ze świata najbardziej jak umiał. By nie cierpieć.
Się ciutek zgrzał i dobrze by było ochłonąć. Zakwasy, zerwane mięśnie? Nie, to się Jashiniście szybko zregeneruje. Ale każda sekunda może być na wagę życia sojuszników.

A tych tutaj nie było. Chise. Może. Reszta? Pewnie przy pierwszej okazji postanowią odebrać mu życie. Ale co to za życie, Panie. Shiga z napiętym znów - napiętym w drodze - sprzętem na ręku, kuszą z notką, gotów jest walić do zagrożenia, jeśli takowe zagrozi ich konwojowi. Dokładnie wypatruje czy nie widzi kogoś złego i znajomego, jak jeźdzcy, Han czy Yuji. Wzrokiem pilnuje w sumie tylko Chise, jednak równa się nieco bliżej, jeśli zdoła, z ludźmi u władzy... Nie, żartuje. Nie idzie do Sau, bo to buc i przyjeb. Jeśli tylko się uda, to Shiga złapie na słówko na bok Yuriko oraz Zjawę, tego kto będzie bliżej.
-Spotkałem właściciela flary która odwróciła uwagę jeźdzców. Zrobił to by dać wytchnienie grupom w mieście. Ale to nieważne. Sedno. Kabuto da się zabić. Jej celem jest mord, a strzelający flarą zdradził mi jak ją zabić po tym jak powiedziałem mu, że zmierzamy do portu. Może to była sugestia, że ją spotkamy. To marionetkarka w ciele lalki zamknięta. Jeśli przerwać połączenie nici czakry jakie ma ze swoim aniołem, Metatronem, będzie można przejąć nad nim kontrolę. Tutaj mówie do każdego, kto jest w stanie używać nici czakry. - Spojrzał na Ruiego. Chłopak wydawał się mieć dużą wiedzę co do lalek. Wiedział gdzie uderzyć, by zabolało, przy pierwszym ciele. Może zdążył już wypytać ludzi i wie kto jest marionetkarzem? Prócz Chise był chyba... najmilszym i najprzyjemniejszym osobnikiem ze wszystkich. - Ona sama ma tylko jeden słaby punkt. Rdzeń gdzieś na ciele, wyraźnie widoczny. Przebicie go jakkolwiek odbierze jej życie i uczyni z niej martwą kukłę którą będzie mógł użyć każdy marionetkarz. Tyle się dowiedziałem. Mogłem nie mówic. Liczę, że wykorzystacie tą wiedzę by dziś anioł upadł razem ze swą Panią. - Po pustych, beznamiętnych słowach skierował się bliżej Chise, by ją ubezpieczać. Miecze dostarczone, informacje przekazane, wszystko na miejscu... Prawdopodobnie. Podczas przemowy nie utrzymywał kontaktu wzrokowego. Unikał go. Czuł się... niepotrzebny tutaj, niechciany. Ale mimo to wiedział, że musi im pomóc jak może. Bo od tego także zależy przeżycie Chise.

JEGO CHISE.

Jeśli Shiga jest na czas to pewnie zobaczy walkę, ale nie miesza się pierwszy do działania, jeśli ktoś nie wyda mu jasnych poleceń. Najważniejsze jest by zapewnić przeżycie Chise, nawet jeśli ta jest średnio wdzięczną jednostką.


//Jakbym coś pokręcił Natsu to uderzaj na GG, zedytuje. Choć mam nadzieje, że jest dobrze, bo to by wyszło całkiem epicko i pchająco fabułę do przodu.//


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Spoiler: pokaż

Nazwa
Sumairu + Kiba

Typ
Unikat/Broń

Opis Sumairu oraz Kiba to dwa oddzielne przedmioty, a raczej zestawy przedmiotów łączące się w jedną upiorną całość. Po rozcięciu swoich policzków i ust, poszerzając uśmiech niczym przy "uśmiechu kota Cheshire", użytkownik Sumaire zakłada sobie dwie trójkątne nakładki z nierdzewiejącego metalu w które wchodzi rozdarta skóra - taki separator w postaci ruchomych metalowych łuków nie pozwala skórze się zregenerować i policzkom zrosnąć, zostawiając użytkownikowi niesamowicie wielki i szeroki uśmiech (który jednak nie odsłania zębów, jeśli mamy zamknięte usta - uśmiech jest po prostu znacznie dłuższy wtedy niż u normalnych śmiertelników), co przy okazji pozwala znacznie szerzej otwierać usta. Kiba to para szczęk, dolna i górna, składające się z takich samych pod względem ilości zębów co normalne ludzkie, jednak te zęby są wykonane z nierdzewiejącego metalu i mają bardzo ostre, spiczaste kształty niczym kły zwierzęcia lub potwora, co pozwala z łatwością szarpać oraz rwać mięso i cieńsze materiały. Zęby niestety muszą być wyrywane jeden po jednym, a potem kły wkręcane na śrubach w mięso jedno po drugim. Na dziąsłach na stałe zostają zamontowane metalowe okowy w formie gwintowanego otworu na wkręcenie kła, ale także pełniące role stopera powstrzymującego odrost zwykłego zęba.

Właściwości Sumairu zwiększa możliwości rozwarcia ust, co pozwala na większe i głębsze ugryzienia, Kiba pozwala wyrywać i rwać gryziony materiał ze względu na ostrość kłów i ich twardość.

Dodatkowe Aby poprawnie wykorzystać Sumairu oraz Kibę użytkownik musi posiadać iryojutsu lub regenerację pozwalającą na bardzo sprawne zregenerowanie tkanek do wsadzonych łuków Sumairu oraz do zregenerowania dziąseł by Kiba były w stu-procentach użyteczne.

Wytrzymałość
100 punktów

Zdobycie
500 ryou + misja C na "zamontowanie".

Link do tematu postaci
KLIK!


Nazwa
Suiseki - Krzesiwo

Typ
Dodatek

Opis Suiseki to nic innego jak specjalny kieł/ząbek który montuje się zamiast zwykłego stalowego kła do istniejącej już, zamontowanej w szczęce szyny z otworami - do gotowego produktu Kiba. Suiseki jest stworzony z magnezu który uderzając o zwykły metal - pocierając, uderzając i tak dalej, wystarczy kłapnięcie zębami - krzesi dużą ilość iskier co pozwala podpalać łatwopalne płyny/gazy jeśli te są w zasięgu do 25 cm od ust użytkownika krzeszącego iskry.

Zdobycie
300 za sztukę.

Link do tematu postaci
KLIK!

Obrazek
Głos Shigi | Ból i Smutek Shigi
Kolorek - AF936B
Czy wiara zostanie nagrodzona gdy mój czas dobiegnie końca?
Czy przegapię ostatnie ostrzeżenie przez kłamstwo, którym żyję?
Czy jest tam ktokolwiek? Przecież wiem, że dusza istnieje.
I nie jestem godzien, nie jestem godzien abyś przyszedł.

Jeśli mimo wszystko jesteś przy mnie, dlaczego milczysz Panie?
Jeśli trwasz przy mnie w każdej chwili, dlaczego nie czuję Twej obecności?
Bądź przy mnie, nie pozwól mi odejść, inaczej pozostanie jedynie nicość.

Czy ogarnie mnie ciemność, gdy zacznie brakować tchu?
Czy może pociągnie mnie światłość, ku swej wiecznej chwale?
Nawiedzają mnie głosy, mówiące, że nie ma czego się lękać.
I wciąż Cię wołam, wciąż Cię wołam Panie!

Dlaczego milczysz Panie? Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Inaczej pozostanie jedynie nicość. Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Nim Raj obróci się w pył, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona.
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu
Avatar użytkownika

Shiga
Najbardziej specyficzna postać
 
Posty: 1758
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Strój składa się z czarnego montsuki i juban, skórzanego ciemnego haorihomo, bordowego date-eri i o śnieżnym haori. Sam Shiga jest niepokojący, wygląda na kogoś nawiedzonego, mnicha lub kultystę, ze względu na elegancki i bojowy ubiór i bijąca aurę.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach. Kij od włóczni w ręku. Na ręku rękawica z kuszą.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 63835158
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Shigemi » 12 cze 2018, o 14:37

Mimo że czasami zachowuje się irracjonalnie instynkt sam pcha mnie w sidła tych zachowań, jednak podświadomość zawsze działała trafnie, odczuwałem wewnętrzną potrzebę, aby on użył swojej umiejętności, świadomość wywnioskowała, że chodziło o Nikusui, ale czy instynkt tak samo myślał? Jeśli tak to cały ten zbieg okoliczności pokazał, że musi się go słuchać, Numa postanowił głośno wyrazić swój sprzeciw, otworzyłem jedynie buzię i krzyknąłem:
-Po prostu zrób to! - tak w połowie zdania, jego monologu, który wnosił niewiele oprócz kolejnych wymówek i krzyku ludzi? Anioł śmierci przybył, gdyby ten leszcz się mnie posłuchał na pewno by ją wyczuł i mógłby uratować chociaż część tych niewinnych, których tak bardzo chciał chronić. Nie miał czasu, ani chakry, aby użyć swoich umiejetności, aby ocalić tych, którzy potrzebowali ocalenia może nie wszystkich, ale chociaż dzieciaków... Przygryzłem wargę z poirytowania, następnie zauważyłem kolejny ruch z jego strony, chciałem użyć na nim techniki, jednak zauważyłem jak zrobił zwrot w tył i ruszył pędem w stronę Kabuto. Bliskość śmierci i zagrożenia ostudziła mój gniew, jednak zimny dreszcz cały czas falował po moim ciele widząc rozbryzgane zwłoki. Zachowanie sensora jednak wskazywało na szczerość intencji, jednak skoro był sensorem to musiał znać różnicę poziomów, która dzieliła nas wszystkich od tamtej bestii, a rzucanie się tam było kompletnym samobójstwem. Musiałem wykorzystać złożoną pieczęć, aby wybić go z tego cholernego amoku. Jako sensor powinien móc wyczuć słabe punkty tych lalek, jeśli go stracimy, a Hyuudzy również będą martwi zaprzepaścimy szansę na to, aby ją pokonać.
-STÓJ KURWA! - wrzasnąłem i ruszyłem biegiem za nim wykorzystując chakrę, aby go dogonić jeśli byłem w stanie to zrobić to staram się go złapać za kaptur i zatrzymać. Jeśli to niemożliwe to wypuszczam wiązkę Rantonu przed jego nogi, aby go spowolnić, złapać za kaptur, a następnie krzyczę, aby go ocucić:
- CZEKAJ, SZARŻA NIC NIE DA! JEŚLI POBIEGNIESZ BEZ SENSU TO ZGINIESZ I ICH NIE POMŚCISZ! - - potrząsnąłem nim stanowczo - ZNAJDŹ JEJ SŁABE PUNKTY, JAK ONA TYM STERUJE? - musieliśmy to wiedzieć albo mieć chociaż hipotezy.
-Musimy zajść ją od tyłu, w porcie powinno być już wielu silnych shinobi, którym się przyda wsparcie z przeciwnej strony. - miałem nadzieję, że chłopak posłucha, inaczej zaprzepaścimy tę mizerną szansę na pokonanie jej. Rozglądałem się czy przypadkiem ona nie zawróciła, jeśli tak to staram się uciec z jej pola widzenia, nie chciałem podzielić losu tamtych ludzi, czy chociażby Nikusui, to była zupełnie inna liga. A każde nasze niepowodzenie przybliżało Hana i jego zwolenników do zwycięstwa. Zastanawiał mnie też chłopak skradający się i obserwujący poczynania, jednak chyba nie miał zamiaru podejmować walki ani z nami, ani z Kabuto, być może chciał po prostu przeżyć albo był szabrownikiem? Jeśli tak to całkiem dopakowany z niego szabrownik, pewnie kuferek złota w jednej ręce by uniósł...
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
5x kunai, 5x shuriken, przypięte do pasa wakizashi
Obrazek
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.

Spoiler: pokaż

Nazwa
Kinobori no Waza

Pieczęci
Brak

Zasięg
Na ciało

Koszt
Minimalny, nieodczuwalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis <span style="display: block; margin: 0; padding: 0; text-align: justify;">Kolejna z podstawowych jutsu, które potrafią wykorzystać nawet największe świeżaki spomiędzy ninja. Technika ta pozwala na odpowiednią kontrolę i kumulację chakry w z góry określonym miejscu - tu są to stopy. Dzięki temu shinobi jest w stanie poruszać się po powierzchniach pionowych, a nawet poziomych (tylko w sprzeczności z grawitacją), czyli prościej - po ścianach i sufitach, drzewach, gałęziach, i po czym tylko nam przyjdzie ochota - nie wliczając wody.
Uwaga: Odpowiednio skumulowana chakra w stopach nie wyklucza korzystania z innych technik w trakcie jej używania.</span>[tab=kg]
Nazwa
Ranton: Reizā Sākasu - Reberu Bi

Bardzo ważny poziom w kontroli Rantonu dla każdego użytkownika. Przede wszystkim, daje on możliwość wystrzelenia wiązek z dowolnego fragmentu ciała (ich ilość zmniejsza się jednak wtedy o połowę). Oprócz tego wiązki mogą skręcać do 120 stopni co utrudnia unik jak i stwarzała duże pole do popisu. Ryzyko porażenia przy ataku jest wręcz oczywiste, a wiązki mogą poważnie ranić ludzkie ciało, w zależności od tego gdzie trafią. Tak jak w poprzednich poziomach Reberu zasada wytwarzania nowych wiązek przy utrzymaniu pieczęci smoka została zachowana.

Pieczęci
Tygrys → Pies → Wąż → Smok

Szybkośći
Przeciętna

Zasięg
20 metrów

Ilość wiązek
9

Koszt Chakry
E: 36% | D: 28% | C: 20% | B: 16% | A: 12% | S: 8% | S+: 4% (1/2 na turę)

[topis=Uwaga]Istnieje możliwość "anulowania techniki" i natychmiastowego przejścia do ponownego wykonywania tworząc nowe wiązki jeśli tylko utrzymaliśmy złożony znak smoka zastępując w ten sposób stare wiązki nowymi.
Zabieg taki wymaga od nas ponownego poniesienia kosztu.
[/topis][/tab]
Avatar użytkownika

Shigemi
 
Posty: 108
Dołączył(a): 21 paź 2017, o 17:29
Wiek postaci: 19
Krótki wygląd: Białe kimono, czarne haori ze złotą klamrą i złotymi wstawkami, czarno-bordowe obi ze złotymi wyszyciami
Widoczny ekwipunek: katana przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4289
GG: 10004280
Multikonta:

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Nikusui » 12 cze 2018, o 21:13

Dalej panowała ciemność. A w tej otchłani bezradności, wciąż widniały dwie sylwetki. Tak bardzo do siebie podobne. Różnił ich jedynie wiek. Jednak sytuacje, w jakich się znalazły, były bardzo podobne. Drugi raz w życiu tej dziewczyny stało się coś takiego. Nie mogła zrobić nic, zareagować, obronić się, cokolwiek. Nie miała na to najmniejszych szans. I poległa. Z kretesem wręcz. Czyżby to miał być cały wkład z jej strony w to całe zamieszanie? Bycie ciężarem nigdy nie było jej na rękę. A teraz musieli się nią zajmować, uśmierzyć jej ból, patrzeć, by nic więcej jej się nie stało. Gorzej już być nie mogło.
Wśród tej ciemności zaczęła słyszeć jakiś szmer czy stłumione głosy, odbijające się zniekształcone echem. Może jedno i drugie. Na ten moment nie wiedziała jednak, co się dzieje, bodźce zewnętrzne do niej nie dochodziły. Za to w głowie utkwił obraz przedstawiający ją teraz i z przeszłości. Widok ten jednak zaczął się rozmazywać, był coraz mniej wyraźny i zaczął się oddalać. Ciemność za to zaczęła ustępować jasności, a głosy zaczęły być coraz głośniejsze. Jednak nic a nic nie zyskały na wyrazistości. Wciąż była otumaniona, chociaż jej oczy powoli się otwierały. Był to jednak proces naprawdę mozolny. Spojrzenie jej żółto-zielonych oczu pozbawione były motywacji i determinacji. Jakby zupełnie nie wiedziała, co się dzieje. Bo nie wiedziała. Nie dotarły do niej wydarzenia, które stały się przed tym, jak straciła przytomność. Była to na pewno jednak tylko kwestia czasu, aż uderzą w nią z całą swoją siłą. Teraz jej oczy nieobecnie błądziły po dwóch twarzach. Jedną z nich kojarzyła. Chociaż widok był rozmazany, poznała Akaruia. Nie miała jednak jeszcze siły nic powiedzieć czy chociażby się ruszyć. Skojarzyła jedynie tyle, że chyba leży na jakimś wozie i się przemieszczając.
Przymknęła oczy i wtedy to zobaczyła. Jak leci w jej strony dziwny, czarny, niespotykany piorun. W momencie, kiedy w nią uderzył, spięła mięśnie, podświadomie sprawdzając czucie w kończynach. Czuła je. To był dobry znak. Jednak ten manewr miał pewien mankament. Poczuła rozdzierający ból w klatce piersiowej. To tu było epicentrum obrażeń. Jednak oddychała, żyła i była duża szansa, by doszła do siebie. Pytanie tylko - ile czasu to zajmie?
Nie powstrzymała grymasu na swojej twarzy, gdy tylko zaczęła odczuwać skutki obrażeń. Przez to jej klatka piersiowa unosiła się szybciej, aczkolwiek oddech był bardzo płytki. Nie była jednak w stanie się odezwać na ten moment. Nawet gdyby mogła się zobaczyć, zapewne nie przeszkadzałby jej fakt, jaką pamiątkę odziedziczyła. Problemem był fakt, że nie mogła działać i tylko tym się przejmowała. Nie była jak wiele innych kobiet, które przywiązywały wielką wagę do wyglądu. Dla niej blizny czy inne bojowe rany były normalnością. Niektórzy potrafili działać, mimo tego, że byli pozbawieni ręki. Czym więc jest coś tak błahego, czym została ona oznaczona? Niczym.
- Ani słowa. - wychrypiała, nie chcąc słuchać żadnych słów wsparcia, tego, że będzie dobrze czy czego ma nie robić. Ani tym bardziej pouczeń. Ostatnie, czego teraz chciała, to denerwowanie się. A takie rzeczy na pewno tylko podniosłyby jej ciśnienie. Oczywiście pewnie słyszała ja dwójka, która nad nią teraz "czuwała", ale tylko jej wystarczyło. Dopóki była uwięziona w tym miejscu i w tej pozycji. - Gdzie jesteśmy? - zapytała, bo nie miała jak rozejrzeć się dookoła. Nie miała pojęcia, gdzie się udali, jak długo była nieprzytomna i czy wydarzyło się coś znaczącego. Mogła jedynie patrzeć raz na Akaruia, raz na nieznajomego, by potem spojrzeć w niebo. Na całe szczęście szmery i stłumione odgłosy zaczęły ustępować. Dochodzące do niej dźwięki były coraz wyraźniejsze. Doszła do niej informacja, że tak jak przypuszczała, statki zostały zniszczone i ciężko będzie o ewakuacje. Ktoś wydawał rozkazy, zapewne był do Sau. Gorączkowo chciał znaleźć cokolwiek, by uratować jak najwięcej cywili. Cóż... oby jej nie wpakowali w żaden statek.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
Miss Forum
 
Posty: 888
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Murai » 12 cze 2018, o 21:43

Czy powinien mówić o rozmowie z Antykreatorem? Ten jedyny element pozostawiał odrobinę ryzyka. Bo najpotężniejszy człek nie mógł po prostu pojawić się bez powodu. Inni mogli to interpretować jako kłamstwo. Mogli myśleć, że Antykreator chciał go przekabacić na swoją stronę i być może że mu się udało. Z jego twarzy nie dało się wyczytać, żadnego kłamstwa. Bo nawet gdyby kłamał, to i tak nie dałoby się tego zobaczyć jedynie po ekspresji twarzy. W tym momencie dokładnie nadal nie miał stuprocentowej pewności odnośnie tożsamości spotkanego, ale był prawie pewny. Po słowach potwierdzających, jakoby Han miał być z Rodu Jugo, Kakuzu uzyskał tą pewność. Spotkał Hana i uszedł z życiem, na pewno byłoby to niemożliwe gdyby w jakikolwiek sposób starał się go zabić. Większym osiągnięciem byłoby to, co zrobiła Nikusui. Weszła bezpośrednio przed Antykreatora. Co prawda szans na jej przeżycie jeszcze nie znał, a samo takie zachowanie było najgłupszym co można było uczynić w tej sytuacji, ale było to osiągnięcie na pewno większe niż to Kakuzu. Namieszać w głowie? To faktycznie było możliwe. To mogło być jego celem. Zniszczyć jego postrzeganie świata. Z jakiego powodu? W tym samym stopniu mogło być to dla zabawy, jak i dla czegokolwiek innego. Wątpliwości i gdybania nad tymi tematami musiał zostawić na później. Kiedy wydostanie się z tej wyspy i będzie całkowicie bezpieczny, kiedy zda raport. Dopiero wtedy wróci do swojego domu, zasiądzie przy zielonej herbacie i w ciszy i spokoju opanuje ogromną ilość informacji które zebrał tego dnia. Nie zrobi tego ginąc po drodze, dlatego teraz musiał skupić się na sytuacji obecnej. Był bezpieczny, wokoło nie było widać żadnego przeciwnika. Do czasu. Nikusui, z tego co Kakuzu zdążył się zorientować, była już poddana opiece medycznej.
Dalsza część podróży, poza całkowitą ciszą ze strony Muraia, przebiegła spokojnie. Dotarli do portu nie wchodząc w konfrontację z pojedynczym wrogiem. Najpewniej wszyscy byli albo wybici, albo uznali że atak na tak chroniony towar, w postaci rannych ludzi, nie był możliwy. Mało prawdopodobne biorąc pod uwagę bezmyślność przeciwników. W takim razie musieli nie żyć. Murai powinien oszczędzać tyle chakry, ile był w stanie, a konfrontacja z przeciwnikami których może pokonać ktoś inny nie leżała w jego interesie. Kiedy dotarli do portu, Kakuzu zobaczył że nie ma w nim ani jednego statku, który utrzymałby się całe. Opcje opuszczenia wyspy gwałtownie się skurczyły. Z drugiej strony bardzo prawdopodobnym było, że wszelkie drogi komunikacji zostaną odcięte. To naturalny krok jeśli chce się stworzyć chaos na zamkniętym obszarze. Cała reszta zaczęła prowadzić działania mające na celu znalezienia jakiegoś statku. Rozkazy leciały do różnych osób, ale nie do Muraia. Dlatego też ten podjął decyzję odnośnie zajęcia stosunkowo wysokiego punktu i obserwowania okolicy z niego. Najlepszy byłby duży budynek blisko grupy. Szczyt Murów też byłby dobrym pomysłem. Mimo nieposiadania umiejętności sensorycznych albo specjalnych oczu, to jego wzrok nadal był doskonałym narzędziem. Gdyby jakieś zagrożenie się pojawiło, to Kakuzu na pewno by o tym wiedział. Kątem oka zauważył, że oczy Nikusui się otworzyły.

Spoiler: pokaż

ZDOLNOŚCI


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż

EKWIPUNEK


PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
- Dwie kabury na broń (lewe i prawe udo)
- 2 tonfy obwinięte bandażami (przy pasie)
- Wachlarz na plecach (zwinięty)


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1638
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Chise » 12 cze 2018, o 23:33



Let's watch this city burn
From the sky lines on top of the world
Till there's nothing left in her
Let's watch this city burn the world





Droga mijała im spokojnie. Nie zostali zaatakowani w żaden sposób, patrol wrócił.. No, może nie w idealnym stanie, ale przynajmniej żywi.. Właściwie to Chise brakowało tylko Aidena i Shigi, by mogła poczuć się spokojna, po raz pierwszy od kiedy wybuchło to całe szaleństwo. Sogenijka mniej martwiła się o ognistego mnicha, który przecież był zaradny i trudny do ubicia, jednakże troska o młodego podopiecznego wzrastała z każdą chwilą. Zaczęła sobie wyrzucać własne postępowanie, bo gdyby zrobiła inaczej.. Nie walczyła na placu.. Nie sprowokowała Hana.. To być może miałaby więcej czasu na odnalezienie chłopca. Teraz pozostało tylko liczyć na pozostałe grupy poszukujące.
Oni sami mieli jednak inny problem. Dotarli do portu.. Lecz nie mieli statków. Nie mieli czym uciec. Czyli co? Po co to wszystko? Ewakuacja, walka? Po to, by z lepszego miejsca móc obserwować jak miasto nazwane Sercem Świata płonie? Śmiech pusty mógł człowieka ogarnąć, jednakże grupa miała plan jak zmienić ten stan rzeczy. Nie był on idealny.. Ale lepszy taki niż żaden. Ona nie miała w niej swojej roli, została więc przy medykach.
Chise usłyszała jak ktoś wsiada na wóz i przyspieszając kroku wyrównała z nimi. Pochyliła grzecznie głowę, jednak nie miała ani czasu ani okoliczności nie sprzyjały dalszym grzecznościom.
- Przepraszam bardzo, nie widzieliście może w grupie młodego, siedmioletniego chłopca? Sięga mi gdzieś łokcia, ma dłuższe włosy, lekko polokowane.. Jasne - zapytała ich grzecznie. Każda szansa była dobra, myślała sobie, Shiga także na pewno się za nim rozglądał.. W międzyczasie obudziła się zraniona dziewczyna. Jej pierwsze słowa brzmiały dość.. Specyficznie. Na tyle, że mimo stresu i okoliczności, kącik ust się jej uniósł w nieznacznym uśmiechu, który ukryła przed nią, odwracając twarz.
Chwilę już stali, kiedy nagle ktoś za nimi zeskoczył. Uchiha z łatwością rozpoznała te szybkie, energiczne, lekko gniewne kroki i odetchnęła z ulgą. Odwróciła lekko głowę w jego stronę i już miała zacząć coś mówić, kiedy obok brzdękła kupa żelastwa. Zamknęła buzię
- Shiga.. - zaczęła, ale chłopak wyraźnie ją ignorował. Rzucił beznamiętnym, obojętnym tekstem, jakby go do tego wynajęła. Dziewczyna zacisnęła usta, bo nie podobało się jej to zachowanie, było niegrzeczne. Ale i ona się wcześniej nie popisała, więc puściła to płazem. Chłopak szybko zarzucił na siebie kimono, które wcześniej zdjął. Nieco zmarszczyła brwi na myśl o tym, że biegał bez niego, ale nie była w stanie nic na to poradzić. Jashinista niszczył kimona regularnie, zazwyczaj gdzieś w płomieniach.
- Shiga.. - powiedziała ponownie, ale nie odpowiadając jej, chłopak poszedł do dowództwa. Powoli i chwiejnie, Chise ruszyła za nim, uparcie. Nie była z gatunku tych, co łatwo odpuszczają, choć walczyła z chęcią by dać się ponieść dumie, unieść hardo głowę i także ignorować jego istnienie. Jednak coś mu zawdzięczała.. Ha, coś. Całe życie. Tylko dlatego miała jeszcze cierpliwość do jego zachowania. W spokoju wysłuchała wszystkiego, co miał do powiedzenia, marszcząc nieco brwi. Jego głos brzmiał.. Specyficznie. Znała ten ton aż za dobrze, choć pewnie oni tego nie zauważyli.
Shiga coś przed nimi ukrywał. Nie mówił wszystkiego. Podobnie brzmiał jak wciskał jej bajeczki o byciu mnichem Kamisamy, a równocześnie opowiadał o Jashinistach. Była w tym jakaś półprawda.
Kiedy Shiga chciał się odwrócić, ona już stała tuż za nim, prawie na nią wpadł. Przytrzymała się jego przedramienia, by nie upaść.
- SHIGA - warknęła, by w końcu zwrócił się w jej stronę, a nie odwracał się i gdzieś gnał i uciekał. Wtedy gładkim ruchem złapała go za kark i przyciągnęła do siebie. To było spontaniczne działanie, wcześniej planowała jedynie przeprosić i podziękować.. Jednak strach, niedawno przebyty koszmar i cała ta sytuacja.. Chciała poczuć bliskość drugiego człowieka, TEGO człowieka i upewnić się, że chociaż tutaj nic się nie zmieniło. Że choć jeden filar życia stał nienaruszony.
Pocałunek być krótki, ale nie mieli zbyt wiele czasu na czułości. Uchiha oderwała się od niego i ujęła za dłoń.
- Dziękuje. Za wszystko. Za ratunek i za miecze. I przepraszam. Nie pomyślałam o tym jak się poczujesz i wciąż byłam.. Oszołomiona po.. Tym - powiedziała cicho. Nienawidziła tego jak głos sam się jej łamał na wspomnienie o koszmarnym stanie trwania w półjawie z ogromnym bólem, ale.. Nigdy wcześniej nie przeżyła nic tak strasznego, a potem musiała z tym zostać sama, kiedy wyjaśniała wszystko z Hanzo. Nikt jej nie trzymał za rękę.. Ale czy nie tego właśnie chciała?
- Nie widziałeś po drodze Aidena, prawda? - zapytała jeszcze przygnębiona, znając odpowiedz na to pytanie. Gdyby go zobaczył, na pewno by go nie zostawił, tylko zabrał ze sobą. A skoro go tu nie było..
Sogenijka westchnęła żałośnie, wracając do wozu, gdzie leżały felerne miecze. Wkładała po kolei ostrza w swoje miejsce, czując się z nimi.. Minimalnie pewniej.



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Spoiler: pokaż
PRZEDMIOTY PRZY SOBIE (WIDOCZNE):
Przy pasie 7 wakizashi, maska, kabura na udzie i torba
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.


Spoiler: pokaż

Nazwa
Nanaken no Mai

Zasięg
Zależy od długości ostrzy

Specjalizacja
Użytkowanie wielu broni siecznych jednocześnie

Opis Odmiana Chanbary będąca bardzo dziwnym sposobem na posługiwanie się bronią białą. Użytkownik włada bowiem aż siedmioma mieczami jednocześnie. Są to ostrza krótsze od katany znajdujące się w podanych miejscach: w ustach, między łokciami i przedramionami, pod lewą pachą, przyciśnięty ramieniem do szyi, pod kolanem i przyciśnięty udem do brzucha. Chwyty broni są na tyle solidne, że można spokojnie władać bez obawy o wypadnięcie broni w trakcie walki. Korzystając z tej metody walki liczy się głównie szybkość i percepcja.

Właściwości Użytkownik tego stylu jest w stanie używać większej ilości broni siecznych jednocześnie, co przekłada się na jego zdolności bojowe - staje się bardziej nieprzewidywalny, a przez to niebezpieczniejszy.

Bonusy Poziom Nanaken no Mai a ilość mieczy:
D: 2 ostrza
C: 3 ostrza
B: 4 ostrza
A: 5 ostrzy
S: 7 ostrzy

Dodatkowo podczas walki wieloma ostrzami użytkownik otrzymuje bonusy do atrybutów (zależne od zaawansowania w stylu):
D: Szybkość +10, Percepcja +10
C: Szybkość +20, Percepcja +20
B: Szybkość +30, Percepcja +30
A: Szybkość +40, Percepcja +40
S: Szybkość +50, Percepcja +50
Bonusy na każdej randze nie sumują się.

Opis Uwaga! Ten styl walki mogą opanować jedynie wybrane osoby, posiadające zgodę Administracji.
Obrazek
Avatar użytkownika

Chise
Najlepszy Kobiecy Charakterek
 
Posty: 568
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4372
GG: 46966371
Multikonta: Obi

Re: [Event] Komplikacje

Postprzez Akarui » 13 cze 2018, o 00:49

Więc jak stąd uciekniemy?
Zanim jednak wszyscy opuszczą Kami no Hikage, trzeba dotrzeć do portu. Po drodze Akarui nie mógł narzekać na brak zajęcia. Rozległa rana na klatce piersiowej białowłosej potrzebowała wyspecjalizowanej opieki. Cała jednym wielkim obrzękiem, a pośrodku jeszcze do końca niezasklepiona dziura... I to był moment, w którym Tozawa nie zrozumiał się z drugim medykiem, na co odpowiedział: - Nie o głowę mi chodzi. Ranę też powinniśmy obłożyć chłodnym opatrunkiem. Czujesz ten bijący gorąc od przypalenia? I obrzęk, trzeba to zwalczyć. Mając nadzieję, że tym razem się dogadają, nie będzie musiał przerywać działania swojej techniki, by samemu wykonać ten krótki zabieg. W końcu ciało było już zabezpieczone, teraz trzeba zadbać o jej wygodę i zbicie bólu. Szczególnie, że dziewczyna zaczynała się rozbudzać. Gdy nagle spięła ciało, medyk już zaczynał mówić: - Witamy wśród żywych! Gdybyś jednak mogła się nie... I nie skończył zdania, gdyż pacjentka zażyczyła sobie ciszy. Jak to mówi mamusia w sklepie zielarskim: "Nasz klient - nasz pan!"

W tym też czasie w końcu wrócił Shiga. Jak tylko Akarui go zauważył, już zamierzał go gorąco przywitać: - Shiga-san! Zaczynałem się martwić! Dobrze Cię widzieć... Cóż, Shiga nie słuchał. Rzucił miecze na wóz przy idącej obok Chise i poszedł parę kroków dalej, by złożyć raport tym ważniejszym osobom. Akarui mimowolnie większość usłyszał i przyswoił kolejną dawkę wiedzy. W jednym momencie jednak jego włosy się zjeżyły, oczy zaczęły przypominać pięciozłotówki i wgapiły się w postać płomiennego mnicha. Ten bowiem w ciekawy sposób połączył umiejętność tworzenia nici chakry z osobą Tozawy. Czyżby coś podejrzewał? Cholera, za dużo tych informacji o klanie Ayatsuri na forum publicznym... Minęła całkiem solidna sekunda, zanim medyk skumał, że gapi się już w tył głowy Shigi. Potrząsnął głową i skupił się ponownie na ranie białowłosej. Ta spytała gdzie jesteśmy. Widocznie zakaz mówienia został zniesiony: - Zaraz będziemy w porcie. Nie ruszaj się jeszcze chwilę, niedługo skończę i będziesz mogła wstać.

Wjechali w końcu do portu. A tam kolejna batalia. Co gorsze, Akarui mógł dostrzec, że nie bardzo mają czym uciec... Na szczęście stary zakonnik z Shiro Ryu szybko skonstruował plan. Żaden rozkaz nie dotyczył wprost medyka, więc ten postanowił skupić się na swoich obecnych obowiązkach. W tych warunkach mimo, że serce Tozawy się krajało, bo wiedział, że po otrzymaniu takich obrażeń to trzeba trochę poleżeć, musiał podnieść dziewczynę z wozu. Sumimasen, to jest wojna. Tu nie ma czasu na wypoczywanie. Jak tylko medycy uznają, że wystarczy tej chakry leczącej, Nikusui musi usiąść, by móc spokojnie obwiązać jej cały tors bandażem i dać jej się ubrać. Wszyscy na wozie muszą jednocześnie wzmożyć swoją czujność. Tu już nie jest tak bezpiecznie jak przy szpitalu...


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
MOWA

Moderator WT i Kuźni
Nie wiesz od czego zacząć swoją twórczość w tych działach? Napisz mi co planujesz, spróbuję pomóc przed pokazaniem Twego dzieła innym moderatorom ;)
Avatar użytkownika

Akarui
Bohater
 
Posty: 692
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 00:03
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569
GG: 0
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość