Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Aka » 3 maja 2018, o 14:20

Gdyby Aka potrafił czytać w myślach, to zapewne wyśmiałby poglądy młodej blondynki. Najpierw sama tak zachwalała Kami no Hikage, a potem stwierdzała, że jednak wyjazd tutaj jest karą i wolałaby zostać w Soso. Kobieta zmienną jest. Widziała zmianę zdania o dango Akiego, a sama nie była lepsza. Różnica było tylko taka, że gusta kulinarne mogą się zmieniać i nie jest to nic niezwykłego, natomiast zachowanie Inoshi podchodziło pod znamiona hipokryzji. Zaskakujący był też fakt, że swe szorstkie słowa kierowały tylko od Uchihy, Sanadę zostawiając zaś w spokoju, choć popisał się równie wysokim poziomem kultury, co jego niebieskooki koleżka. Wybiórczość? Atak na słabszy cel? Być może tak.
Ale w sumie Aka miał to wszystko w głębokim poważaniu. Jego duma została urażona, a on sam nie zamierzał koncentrować się kolejnej gierce. Cóż, jego towarzysz wiedział, co rodzice by mieli do powiedzenia na ten temat. Nie było więc głębokich spojrzeń w niezwykłe oczy Yamanaki, nie było kąśliwych uwag na temat jej płci, czy koloru włosów. Wiedział, że nic z tego nie zyska, a może wręcz stracić. Choć bardzo chciał jej odpowiedzieć coś na temat celów i powodów, to ugryzł się w język. Dosłownie. Gdyby tego nie zrobił, to zapewne nie udałoby mu się spuścić zasłony milczenia. Inoshi zauważyła to, co Aka widział od pewnego czasu - Shikarui raczej niezbyt przejmuje się innymi ludźmi i nie miał zamiaru tworzyć z nimi jakichś... zobowiązań. Uchiha wyszedł więc z założenia, że skoro jedna go obraża, a drugi ma go w dupie, to siedzenie w takim towarzystwie prędzej przysporzy go o ból głowy, niżeli zyska coś wartego uwagi. Bo odkrycie smaku dango było raczej mało wartościowym przeżyciem. Machnął więc ręką na ten syf, oczywiście mówiąc w przenośni, bo po prostu nie odwrócił wzroku, gdy nieco zaskoczona blondynka zmieniła ton wypowiedzi. Trochę za późno. Sama zwróciła na nich uwagę i sama podniosła głos pierwsza. Owszem, Aka stwierdził, że jest dzieckiem. Ale co z tego? Gdzie tu kłamstwo?
Może powinien wziąć przykład ze swojego towarzysza i nauczyć się mieć po prostu wyjebane na to, co mówią ludzie? Tylko, że to było dla niego... trudne. Tak. Zbyt sobie brał do serca momenty, kiedy ktoś próbował się wypowiadać o jego stylu życia. Mógł sobie wyśmiewać jego chłopięcy wygląd, jego charakter, jego słabe umiejętności w walce. Spływało to po nim, ale jakoś... nie potrafił.
Zajął się więc świeczką. Nie zdmuchnął jej jednak, lecz stłamsił ogień palcami, tłamsząc myśli bólem. Ciekawy sposób, trzeba przyznać. Lepsze to, niż wykrzykiwanie całemu światu na głos pretensji. Bo gdyby Aka miał tak robić za każdym razem, to morda by mu się zamykała jeszcze rzadziej niż teraz, co już zresztą blondynka zdążyła słusznie spostrzec. Jednak to nie wstyd, droga Przyjaciółko, spowodował takie zachowanie Akiego. Gdyby miał powód, mógłby rozebrać się do naga i przejść całe Kami no Hikage, nie odrywając wzroku od drogi ani na moment. To był zawód. Tylko zawód i aż zawód. Uchiha miał bardzo ściśle zdefiniowane granice swoich dziwactw. Coś, co dla niektórych mogło wydawać się wyjątkowo ekscentryczne, dla niego nie było w najmniejszym stopniu. I na odwrót. Wszystko zależało tylko od tego, jak mu zależało. I jak zależało komuś.
Rozgryzł go. Nie od razu, ale jak pies, który rozgryzając kości powoli dobiera się do najlepszej części - szpiku. Sanada jednak zdawał się nie zabierać za najlepsze. Wręcz przeciwnie, pozwlał żeby zwietrzało, straciło swój smak i zapach. I wtedy wkraczał do akcji.
Odezwał się do blondynki, wypominając jej parę rzeczy i zadając pytania. - Sprytne. - stwierdził w myślach Aka, który wiedział, że pytania zadane w stronę Inoshi pozostaną bez odpowiedzi. To były jedne z tych pytań, które zawierały w sobie tezę i w żaden sposób nie można było jej obalić. Można było jedynie zadać kontrpytanie, również nierozwiązywalne. Dokładnie tak samo Aka postępywał z Shikaruiem zeszłej nocy. - Bardzo sprytne. - pokiwał głową. I może ktoś by uwierzył w to, że właśnie od nich odszedł i ma ich w dupie, gdyby nie to, że stanął zaraz obok, przy stoisku z markowymi... cepów do młócenia zboża. W sumie to on sam na to nie zwrócił uwagi, udawał zainteresowanie, jednak bardziej chciał się dowiedzieć, co odpowie na to wszystko blondynka. Była taka cwana, taka wyszczekana, żeby zwracać uwagę zupełnie obcym osobom, które nic jej nie zrobiły. No może trochę poprzeklinały, ale nie była kwiatkiem, żeby jej uszy zwiędły od paru kurw.
- Kontrola umysłów?! - cep, który właśnie trzymał w dłoni, głucho upadł na stoisko. Zrobił zdecydowanie więcej hałasu niż powinien, przez co kolejny sklepikarz zaczął brzdęczeć coś pod nosem. Tym razem jednak chłopak nie prowadził żadnej dyplomacji i nie oferował ekscytującej podróży na drugi koniec rynku. Tym razem Aka się po prostu cofnął, nie wierząc w to co słyszy. - Jej oczy! To Dojutsu?! - nie były tak ładne i niezwykłe, jak lawenda u Shikaruia, lecz były zdecydowanie bardziej... nienormalne. Tak. To dobre słowo. Nigdy czegoś takiego nie widział, ale nie spodziewał się, że...
- Czytałaś mi w myślach?! - nie wiedział nic o klanie Yamanaka, nie mógł więc wiedzieć o tym, jak działa ich Limit Krwi. Dopiero słowa czarnowłosego chłopaka z którym tu przybył, podsunęły mu do głowy co nieco. Samo pomyślenie o tym, co mogła tam ujrzeć wprawiało go w ogromny dyskomfort. Przecież ona mogła... - Szpiegujesz ludzi?! - gestem nakazał Shikaruiowi pozostanie na miejscu. Oho, znowu zmiana zdania. Tym razem jednak ton Akiego nie wskazywał, jakby miał zacząć zabawę. No chyba, że wojna dla kogoś była rozrywką. Hm. Dla całego szczepu Jugo zapewne była. Jeżeli wcześniej podkulił ogon, to teraz zjerzył sierść. Czekał na wyjaśnienia, tym razem jednak nie patrzył się w jej oczy, mylnie będąc przekonanym, że sposób działania jest podobny jak w przypadku Sharingana.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 165
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Yamanaka Inoshi » 3 maja 2018, o 14:55

- Rok 384 - Zima -


" Zwycięstwo? Ochota która zniknęła "
Obrazek

Yamanaka nie wiedziała co ma w tej chwili począć, może poczuła się zbyt pewnie? To niemal nie leżało w jej naturze wtrącać się w aż tak nie swoje sprawy, chociaż... Trudno obecną sytuacje nazwać " nie swoją " przecież została wciągnięta w to wszystko z woli przypadku. Przypadek ten był na tyle niespodziewany, że budził w niej dwojakie emocje, szczególnie teraz gdy okazało się, że tak naprawdę lawanedo oki bawi się nie tylko swoim towarzyszem podróży ale i nią samą. Zdała sobie z tego jasno sprawę nawet i wcześniej, teraz była natomiast już tego po prostu pewna. - On jest inny od jego kolegi, dalej nie wiem kto to, ale są swoimi przeciwieństwami, głośny i wylewny podczas gdy ten tutaj jest raczej cichy... Czy jednak faktycznie jest domniemanym zabójcą? - Gdy te myśli nawiedzały dziewczynkę Sanada zdecydował się zareagować, przeszedł do ofensywy co ją najzwyczajniej w świecie zaskoczyło. Ten który był cichy nie chcąc zdradzać o sobie nic zabrał głos, niczym grom z jasnego nieba zaczął ciskać piorunami w jej stronę, czy jednak trafiał? A i owszem trafiał, wcześniejsze szepty tej dwójki, późniejsza niepokojąca cisza sprawiła, że przybrał on maskę tajemniczości, osoby dzikiej karty, karty którą Inoshi, być może nieświadomie wyciągnęła z talii kart przypadku.

Mimo swojego zastanowienia nie zamierzała tego sprawdzać. Drażnienie Aki to jak drażenienie kotka w porównaniu do tego co mogłoby dojść w chwili gdyby wziąć pod uwagę nieprzewidywalny charakter Sanady. Mimo to miała już i na niego kilka analiz, jak słusznie zauważył, analizuje z tym, że jego dzika karta posiada więcej niż jedną stronę. - Biedny, nie stać go nawet na dango... Cichy... Groźny... Bawi się ludźmi, tym chłopakiem też. Bije od niego chłód... Straszny chłód - Zastanawiała się blondynka poprawiając swoją grzywkę. Wtedy też jej zamówienie, na które czekała z niecierpliwością, zostało zrealizowane, sprzedawca podał jej całe zawiniątko onigiri na które tak skrzętnie oczekiwała. Odebrała je kładąc całe, przygotowane wprost do zawinięcia na blacie. Zawiązała powoli supełek wykonując co trudniejsze elementy węzła lewą ręką co wydawało się jej wręcz naturalne.


Wcześniej wspomniana ofensywa Sanady rozpoczęła się. Dotarcie do tego " Odcinka " tego anime zabrało aż cały akapit nim doszło do faktycznego konfliktu. Głos którego używał niepokoił ją, a nieco bardziej już spokojne, zielone oczy nastolatki szybko powróciły do stanu pomniejszonych tęczówek, nogi miała ściśnięte nie wiedząc jak zareagować. To był ten czas w którym ludzie się buntują i działają nieprzewidywalnie, gdzie potrafią z jednej sytuacji zmienić swój charakter diametralnie w drugiej. Czy właśnie to się jej teraz stało? Otóż nie, Sanada przerażał ją, im był spokojniejszy tym bardziej na nią wpływał. Na początku wydawałoby się, że faktycznie kierowane do niego słowa kończą lepiej niż w otchłani Aki. Teraz jednak, czy pomyliła się początkowo dając mu swoisty kredyt zaufania? Chyba tak, bo teraz jej analizy zmierzają w innym kierunku, faktycznie i całkiem poważnie pisząc przeróżne scenariusze życiowe godne zabójcy które mógł wieść Sanada. Dalej nie znany jej z imienia ani nazwiska, człowiek. Pierwsze jego słowa wprawiły ją w swoisty wir podczas którego zaczęła się zastanawiać czy faktycznie wszystko potoczyło się jak zapamiętała, czy rzeczywiście to ona sprawiła, że jego kolega stracił grunt pod nogami. Samotność? To słowo uderzyło w nią, z jakiegoś powodu utkwiło gdzieś niedaleko głębszych myśli jak i samego serca, nie czuła się tak, z drugiej strony czuła, że czegoś jej brakuje, czy to było właśnie to? Bycie posądzonym o coś takiego? W tej chwili już spuściła głowę z nieco wycofanym wyrazem twarzy, jakby zdawała sobie sprawę, że sama sobie ten bicz nakręciła. Czy jednak uważała, że na to zasłużyła? Nie, jasne, że nie. Nieuchronnym faktem z jakiego zdawała sobie jednak sprawę było to, że przyjaciół poznaje się w biedzie a ta w swojej ich nie poznała. Ludzi trawiły ambicje, zawsze i wszędzie a jak to się odnosiło do niej? Zawsze tylko wielkimi oczekiwaniami których nie była w stanie spełnić, nawet teraz, w tej chwili podświadomie słyszała jak bardzo duży wstyd przynosi właśnie w tej chwili. Kolejne argumenty dotyczące analizy - Jak śmie?! Dlaczego? Nie może... Nie może tak... - Słowa dobierane przez Shikaruia były jakże trafne, potrafiły przeszyć serce niczym włócznia która miała przy swoim ostrzu proporzec z wiadomością. Wiadomością która mogła przenosić tylko jedną informację - Wstydź się, jesteś zakałą, jak śmiesz taka być - Tak przynajmniej to odbierała. Czuła się źle zrównana do tych których nienawidziła. Nienawidziła ich za to, że jest sobą i nie potrafi sprostać ich ogromnym oczekiwaniom, winiła i siebie i ich, zarazem... Kochała ich bo to zarówno jej rodzina jak i miasto którego jako kunoichi powinna bronić, czy jednak czuła się zdolna do spełnienia takiego czynu? Nigdy nie odpowiadała sobie na to pytanie. Była jednak skora bronić młodszą kuzynkę wiedząc, że jej bezużyteczny los jest wart mniej albo nawet i tyle samo co życie małej, bezbronnej, może i jeszcze mniej niewinnej Yamanaki którą była mała Seri. Mimo ich podobieństwa nigdy nie powiedziała małej, że ją polubiła, bała się tego co zawsze, że spojrzy na nią z perspektywy innej niż dotychczas a wtedy stanie się to co zawsze. Dostrzeże, że Inoshi jest po prostu nic nie warta. Skrzętnie ukrywana jeszcze wtedy postawa pod przykryciem podstępu i oszustwa. Tylko to dawało jej równość i przewagę teraz nie miała nic z tych rzeczy.

Odrobinę drżała, w chwili gdy chłopak jej to wypomniał ścisnęła jedną rękę w pięść, tą której nie mógł dostrzec od tak, tą która była schowana za resztą jej ciała, myślała, że wtedy przestanie się trząść, nic bardziej mylnego, zaczęła tylko bardziej ku swojemu niezadowoleniu - Dlaczego? Dlaczego tak się dzieje? - Maleńka, słowo które tylko wzmogło niepewność, a na sam jego wydźwięk tęczówki zmniejszyły się chyba maksymalnie, o tak, to było przerażenie. Niepokój jaki potrafiło wykonać jedno słowo, tylko jedno wypowiedziane spokojnym głosem Jugo było niemal niemożliwe do opisania. - Ja... Nie jestem taka jak oni, nie... - Myślała o swoich pobratymcach którzy potrafili również być okrutni, czuła, że poprzednie zdanie, związane z jej obecną niepewnością świadczą o niej tylko negatywnie... Stawiają ją jako osobę którą nigdy nie chciała być, ucieleśnieniem tego z czym zawsze... Nie, nie walczyć, czego nie chciała doświadczać. Czy właśnie to robiła z nią chwila spuszczenia ze smyczy i wolności? Czyżby zachłyśnięcie się nią miało ją w takie coś przekształcić? Wracając do tyrady chłopaka. Burza w jej umyśle panowała i to spora, biła się tam z samą sobą, co zrobić, co powiedzieć, jak zareagować a nawet co pomyśleć. - Ja... Ja... - W jej oczach można było dostrzec coś jeszcze, jakby zaczęła się tam gromadzić woda, łzy, może nie tyle, że się rozpłakała jednak coś trafiło ją na tyle mocno, że nie potrafiła ich powstrzymać, same napłynęły jej do oczu. Gdy tylko się pojawiły stęknęła pociągając nosem, biorąc tym samym kilka płytkich oddechów. Podniosła nieco głowę starając się przybrać poważniejszy, może nawet i nazwać go zdeterminowanym, wyraz twarzy.

Ukradkiem zerkała w to co wyczyniał Uhicha, zabawa świecą niby nic wielkiego, wiedziała jednak, że próbuje on w ten sposób skryć swój ból lub zdenerwowanie. Czy jego zdenerwowanie było aż tak wielkie by koić je bólem? Aka musiał skrywać w sobie coś więcej. Prawdą było to, że przeklinanie nie wyprowadziło jej z równowagi. Teraz sama już nie wiedziała co do tego doprowadziło i było jej wstyd za to. Wstyd, strach... Znowu stała się ofiarą, jak na początku. Przynajmniej w ten sposób widziała cały ten ich trójkąt. Słysząc jego oburzenie na słowa kolegi. Brzdęk upadającej broni, wzdrygnęła się by zaraz podnieść. Stała z rękami nieco przed sobą, jakby gotowała je do tego by się przed czymś zasłonić, nie uniosła ich jednak, lekko się trzęsły, w tej chwili bała się ich obydwojga, teraz obydwaj byli hienami. W tej chwili wszyscy w okolicy powinni zwrócić uwagę na tę niesforną trójkę, nie było by nic dziwnego w tym gdyby przez chwilę ich obserwowali. Blondynka rozglądała się niespokojnie po ludziach zgromadzonych i ich twarzach nie omijając beznamiętnej twarzy Sanady i pełnej zdenerwowania Aki. - Dojutsu? Co? Moje oczy? Przecież... - Kolejne oskarżenia które na nią spadły były czymś nowym, aczkolwiek wpasowującym się dobrze w całą linie ataku skrzętnie przygotowanego przez Jugo w jej stronę. - Ja bym nigdy... Przecież... T-to nie tak... - przełknęła ślinę cały czas starając się utrzymać swoją niespokojną pozycję odrobinę zmrużonymi oczami, oczekiwała jakiegoś ruchu... Nie byłą pewna jakiego. Gest zwrócony w stronę kolegi potraktowała jak wyzwanie, pozostawienie tej dwójki samym sobie co pozostawiało ją odkrytą na wszelkie, być może nawet i ataki chłopaka. Wszystko to razem połączone to było zbyt dużo, strach już przepełnił ją całą. Nie wiedziała czego się spodziewać, na pewno była pewna jednego. Nie szpiegowała ludzi, jej oczy to nie dojutsu jednak nie była w stanie wykrztusić z siebie tego, czy jednak uwierzył by w jej słowa? Myślała, że nie a nie chciała czekać aż zostanie zaskoczona przez coś czego wcześniej nie widziała, tym bardziej, że nie wierzyła w to, że Sanada pozostanie bierny na czyny kolegi, w końcu nawet i pan musi czasem wspomóc swojego zwierzaka. - Co robić... Co robić... - Wzięła kilkadziesiąt płytkich, szybkich oddechów lekko unosząc ręce, w gest na kształt serca - Shintenshin no jutsu - szepnęła do siebie podczas gdy gest wycelowany był w Akę. Bez znaczenia czy trafiła czy nie, zaczęła swobodnie opadać na ziemie w taki sposób w jaki robi to pusta powłoka... Dla osób niezwiązanych mogło to wyglądać tak jakby najzwyczajniej w świecie straciła przytomność. Czy rozważnym było wykonywanie czegoś takiego na rynku? Pewnie, że nie, jednak czy można za to winić nieźle przestraszoną i niedoświadczoną blondynkę?

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.




Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- D - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
- C - Kara - Kami Noriko, Senju Oshi
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2106
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Shikarui » 3 maja 2018, o 18:02

Nie machnął ręką. Chociaż wymagało to od niego leniwego podniesienia się ze swojego legowiska i zareagowania, wytężenia się, minimalnie bo minimalnie, to nie pozostał całkowicie bierny. Skoro Aka zaczął tą zabawę i poddał się, zanim dobrze się zaczęła, to musiał nauczyć małego szczeniaczka, że ten Jego szczeniaczek jest jego. I jeśli ktokolwiek miał sprawiać, by pochylał głowę, to tylko on. Robił to, co robił niemal ze wszystkimi. Niemal - bo były pewne osoby, które sprawiały, że nie sięgał po brzytwy słów. Nie ciął warg chłodem zdań, tylko pozwalał im być bardziej płynnymi. Pewnie była wobec tego jakaś reguła. Jakaś zasada wobec tego, kogo Shikarui wybierał sobie na przeciwników... Och, pewnie, że była. W końcu to już zostało powiedziane - Sanada żywił się strachem. Im mocniej ofiara reagowała na niego, tym głębiej brnął. Wyciągał więc ku noshi ręce tak jak potwory wysuwają się spod łóżek. Możesz krzyczeć - matka nie usłyszy. Ojciec nie przybiegnie zza dalekiego morza i nie odgoni potworów, które przebudziłaś. Sojusznik? Shikarui nie był niczyim sojusznikiem. Był sobie sam Panem i sobie samym sojusznikiem, bo nie tworzył więzi, które by go do czegokolwiek zobowiązywały. W takim wypadku powinien rzeczywiście się nie wtrącać i pozostać zupełnie biernym. Zatonąć w ciszy, w której tonąć kochał, małomówny i raczej trzymający się z tyłu. Obserwator. Obserwator o ślepych oczach - taki obraz wyłaniał się spośród tych czarnych, wyciąganych po Yamanake ramion. Coraz dłuższe, znajdujące się coraz bliżej, coraz silniejsze. Możesz machać ręką - nie rozpłyną się w powietrzu. Choć nie widać było twarzy, do której należały, nie były utkane z wszechogarniającej czerni. Nieprawda. Nie były tylko wytworem wyobraźni. Tak? wydumane zagrożenie, którego nie było w rzeczywistości. Słowa były tylko słowami - więc czemu cięły o wiele lepiej niż jakiekolwiek ostrze? Trafił na podatny grunt. Nóż z lodu ciął plastry skóry jak miękkie kawałki masła. Przechodził przez tkanki i siatkował na części, odsłaniając mu coraz głębsze powierzchnie Yamanaki. Głębiej. Shikarui był o wiele bardziej cierpliwy od Akiego. I miał tą przewagę, że ludzkie słowa nie robiły na nim wrażenia. Nie przejmował się porażkami a uczył na nich. Nie odczuwał zawodu, więc nie miał czego żałować. Nie unosił w triumfie, więc zawsze zachowywał uwagę. Nie potrzebował wygranych wojen, żeby wygrać bitwę. Oby do tej ostatniej bitwy między nim a czarnowłosym Uchihom nie doszło.
Każda bitwa kończyła się śmiercią jednej ze stron.
Fakt stanięcia za plecami Akiego, ten metaforyczny gest, bo Shikarui nie zbliżył się do znajomego, ledwo uniósł się z krzesła, mógł zostać potraktowany jako akt lojalności. Wycofanie się Aka było naturalnym odstępstwem od silniejszego przeciwnika - nie uważał tego ani za godne pożałowania, z pewnością był to jednak przejaw słabości. I to takiej, której się po nim nie spodziewał. Spodziewał się tu huczącego ognia i dobrej zabawy chłopaczka, tymczasem mała Yamanaka wylała mu na głowę kubeł zimnej wody, a ten nawet się przed tym nie bronił. Nie wpadł na to, że powodem nawet nie były jej słowa, tylko brak jego reakcji. Ach, nawet gdyby na to wpadł, to nic by to nie zmieniło. Jeśli potrafisz liczyć - licz na siebie. Być może wtedy nawet uśmiechnąłby się w ten swój nieco arogancki, nieco rozbawiony, enigmatyczny sposób. Pewnie nawet lekko drwiący. Być może nie powiedziałby wtedy nic. Być może. Zamiast tego jednak zamknął furtkę, którą Aka pozostawił otwartą. Zgrzytnęła. Zgrzyt zamka i zawiasów przewędrował spięciem po ciele dziewczyny - tam już osiadła. Nie wiedział, czy punkty witalne blondynki, w które celował, będą tymi naprawdę celnymi. Jad sączył się wolno i bez pośpiechu. Rozprowadzał po całym organizmie, uderzał do głowy i opanowywał serce. Jad, który spowodował zgoła nieoczekiwany efekt. Nie spodziewał się, że dziewczyna zareaguje tak gwałtownie. Że aż tak spanikuje - choć powinien. Zawsze uważał na shinobich czy kunoichi, więc czemu tutaj miałoby być inaczej? Ech, chyba to przez to dango. Stał do dziewczyny plecami, kiedy ta wykonywała symbol jutsu - inaczej pewnie by zareagował.
Zareagował dopiero, kiedy jednym ruchem chciał już zarzucać łuk na ramię, a zamiast tego zobaczył, jak Aka zamiera w zupełnym bezruchu, wcześniej krzycząc o dojutsu i czytaniu w myślach, a ciało Yamanaki leci w dół. Przez moment przyglądał się tej sytuacji - bardzo drobny, lichy moment liczony w dwóch sekundach. Kołczan i łuk już były na jego plecach.
Skierował wzrok, ciągle tak samo spokojny, na sklepikarza, który zszokowany spoglądał na całe widowisko. Zresztą nie tylko on to widział - parę osób w kolejce, siedzących przy stolikach, parę osóbna ulicy, które zatrzymały się, żeby przyjrzeć sytuacji. Nie wiedzieli, o co chodzi. Co się dzieje.
- Co jej jest? Zemdlała? - Zapytał ktoś z tłumu. Nie tylko jeden ktoś. Szepty szybko się rozchodziły.
Nie czekał na reakcje. Złapał pałeczkę z dango i pochylił się po Yamanake, łapiąc ja za włosy i podciągając w górę, by objąć ją ramieniem niczym czułą kochankę. Pałeczkę z dango wsunął do rękawa. Stanął tyłem do kramiku, przytulając do siebie plecami nieprzytomne ciało, by Aka miał na te ciało pełen wgląd. Shikarui nie był dokładnie pewien, co Yamanaka zrobiła, ale cokolwiek to było i cokolwiek zrobiła Akiemu - raczej własnego ciała stracić nie chciała. Nie znał dokładnie ich technik. Improwizował.
Przyłożył pałeczkę do gardła nieprzytomnej dziewczyny i nacisnął lekko. Najpierw jednak złożył palce w Kai, próbując użyć tej techniki na Akim, ale na próżno - nie przyniosło żadnych efektów. Żaden z jego ruchów nie był paniczny. Nawet ręka mu nie drgnęła, ba! Nawet nie mrugnął, nie wahał się ani przez sekundę. Nawet niczego nie powiedział. Tylko naciskał bardziej i bardziej ostrym krańcem patyka na miękką skórę, upuszczając z niej kropelkę krwi. Dziewczyna mogła pałeczkę bez problemu zobaczyć - już on o to zadbał.
- Żadnych bójek, bo zawołam straż! - Zawołał sklepikarz.
- Ależ oczywiście. Przepraszam za zamieszanie. Już zabieram stąd znajomych. - Nie spuszczał oczu z Akiego. Wcześniej szybko omiótł spojrzeniem tłum, bby się upewnić, czy kogoś jeszcze nie omamiła. Nie mógł mieć tej pewności. Może przejęła nad wszystkimi kontrolę? Nie znał jej możliwości. Wziął jej ciało w ramiona tak, że w każdym momencie mógł przebić jej szyję. Wystarczyło wygiąć nadgarstek z pałeczką. Wciąż spokojny. Opanowany.
Chłodny.
I tak po prostu skierował się w stronę ulicy. Z jej ciałem w ramionach.
Obrazek
Mój Nieznajomy
Czy widzisz to co ja?
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 832
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Aka » 3 maja 2018, o 19:55

Wszystko działo się tak szybko, że nie zdążył nawet zareagować. Po wypowiedzeniu swoich słów nie spodziewał się, że zaatakuje go... dziecko. Był na siebie zły, ale jeszcze bardziej na Inoshi. Co ona miała w tym swoim pustym blond łbie, żeby zaatakować kogoś w środku miasta?! Żeby wejść do jego umysłu i liczyć na to, że nic się nie stanie?! Nie wiedział. Nie mógł wiedzieć. Nie był nią. Za to ona... cóż. Ona była nim. Blondynka chyba spanikowała, a przynajmniej takie było pierwsze spostrzeżenie Akiego. Zrobiła bardzo głupią, porywczą rzecz. Weszła do umysłu Uchihy, swoje ciało porzucając na ławce przy stoisku z dango.
- Dlaczego? - zapytał. Jego głos był smutny, choć nie do końca zdawał sobie nawet sprawę, czy dziewczyna to słyszy. Nie wiedział nic o tym klanie, był zdany totalnie na łaskę Shikaruia. Mógł z nimi teraz zrobić co tylko chciał. Zabić, zgwałcić, okraść. A jednak tego nie zrobił. Wstał I zareagował. Szybko. Błyskawicznie. - Kim jesteś? Nic Ci nie zrobiłem. Dlaczego?- nie mógł się kontrolować. Widział swoimi oczami, słyszał swoimi uszami, ale one nie należały do niego. Trudno to bylo wytłumaczyć komuś, kto nigdy nie przeżył spotkania pierwszego stopnia z tymi pozbawionymi źrenic osobnikami. Czuł się... dziwnie. Strasznie dziwnie. Był więźniem w swoim ciele. Nie mógł jednak spanikować, nie mógł zrobić tego samego co Yamanaka. Musiał zachować trzeźwość umysłu, spróbować zrobić cokolwiek, albo chociaż zyskać jak najwięcej informacji na temat tego dziwacznego Limitu Krwi. Wbrew pozorom ten bezsensowny atak dał mu pogląd na sytuację. Oczy nie miały nic wspólnego z techniką, której użyła. Unikał jej spojrzenia, a i tak wpadł w pułapkę. Co więc było przyczyną ataku na chłopaka? Dlaczego nie zdołał się przed tym obronić? To musiało być Ninjutsu. Przed zastosowaniem swojego Kekkei Genkai złożyła jakąś dziwną pieczęć, a potem zemdlała.
Shikarui miał rację - kontrolowała jego umysł, choć bardziej trafnym słowem byłby mózg. Cóż, Aka przynajmniej to miał - w przeciwieństwie do narwanej nastolatki, której ego było równie wielkie, co jej strach przed skrzywdzeniem. - Zabawne. - stwierdził, choć jego ton wypowiedzi zupełnie temu przeczył. - Chyba wolę być chamem, niż atakować niewinnych za pomocą jutsu. Każdego kto na Ciebie spojrzy krzywo tak traktujesz? - pytał, nie wiedząc czy doczeka odpowiedzi. I mogłoby być pod nim. Co stało na przeszkodzie, żeby właśnie poderżnęła mu gardło? Cóż, zapewne ograniczenia dotyczące techniki, ale o nich niebieskooki nie miał pojęcia.
Zamiast tego był On. Shikarui. Błyskawicznie doskoczył, lecz nie do Akiego, a do Yamanaki. Wiedział co się stało. Rzeczywiście miał do czynienia z Yamanaka już wcześniej. Aka mógł dziękować bogom, że poznał tego chłopaka.
Pobiegł do niej i dotknął, lecz to nie zadziałało. Kai również nie wpłynęło w jakikolwiek sposób na zaatakowanego chłopaka. W końcu... wbił jej wykałaczkę w szyję. I Aka chyba pierwszy raz żałował, że czarnowłosy nie pociągnął po szyi mocniej. Krew trysnęłaby, a ona zapewne wykitowała w spazmach. Ale co wtedy? Zostałaby w umyśle Uchihy? Może więc dobrze zrobił, że wstrzymał się od zabójstwa. Aka za to zyskał kolejną informację - to nie było Genjutsu. Jego towarzysz wykluczył wszystkie możliwości, iluzja była absolutnie niedopuszczalna. Tylko cóż z tego? Po co mu ta informacja, skoro mógł nie dożyć do jutrzejszego dnia? Zabawne. Komiczne. Gdyby mógł kontrolować swoje usta, to zapewne roześmiałby się gromko widząc, w jak beznadziejnej sytuacji się znalazł. Sanada jednak zdawał się wiedzieć, co robić. No a przynajmniej jego improwizacja sprawiała wrażenie takiej. A on? Cóż. Mógł tylko czekać, dokąd skieruje "swoje" nogi. Wątpliwym jednak było, aby to co siedziało w jego umyśle było skłonne zostawić swoje ciało na pastwę zabójcy, którego tak bardzo się bała.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 165
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Yamanaka Inoshi » 3 maja 2018, o 20:39

- Rok 384 - Zima -


" Blondynka Uchiha "
Obrazek

Inoshi, a właściwie w tej chwili Aka, pokręciła zaskoczona głową, nie swoją. Inna, niebieskooką o czarnej czuprynie. Wysunęła lekko przed siebie dłonie zdając sobie sprawę z tego, że jutsu się powiodło, przełknęła ślinę, nie swoim przełykiem. Pierwszy raz stanęła w sytuacji przejęcia kogoś kto się opiera, na początku jednak go nie słyszała. W jej głowie teraz panował huragan - Jestem nim... Ugh... NIM?! Co ja najlepszego zrobiłam - Rozejrzała się uważnie łapiąc za cep który wcześniej młodzieniec upuścił. Będąc w jego postaci nie trzęsła się, mimo to była teraz osiemnasto letnim chłopakiem, to było dla niej nowe doświadczenie, dziwne... Ona, była teraz nim. Jego ciało a jej ciało, to była kolosalna różnica pod wieloma względami. Po pierwsze on był chłopakiem i miał to czego nie miała ona i odwrotnie. Po drugie ich sprawność była różna. Po trzecie kontrola kogoś innego, wyższego, kogoś kto się opiera... Usłyszała go. - Dlaczego? Dlaczego? Chciałeś na mnie ruszyć... Ja... Po prostu - Zaczęła się przyglądać poczynaniom drugiego z chłopaków. Wzdrygnęła się z przerażenia w chwili w której spostrzegła jak ją podnosi i niemal rani ją groźbą wykałaczkowej śmierci, nie mogła się ruszyć. Stała jak wryta w miejscu w którym przejęła chłopaka. Nie mogła powiedzieć nawet słowa słysząc to co właśnie on, Shikarui mówi oraz inni okoliczni ludzie. Dotarło do niej to co powiedzieli i była w totalnym szoku widząc jak nikt się nie zainteresował tym do czego doszło - Żadnych bójek - jedyne co powiedzieli. Była pełna paniki w tej chwili a natłok myśli skrzętnie zagłuszał słowa prawowitego właściciela tego chłopięcego ciała. - Co teraz, co teraz, co teraz!? Co zrobić? Co tutaj zrobić? Jak uciec? jak uciec!? JAK!? - Rzucała do siebie w myślach, był one pełne niemalże rozpaczy w myślowym głosie.

Uchiha wykonał najpierw jeden krok by zmierzyć to co zrobi Sanada, kontrolująca go Yamanaka zdecydowała się ruszyć za nim, za sobą, wcześniej jednak zwijając ze stolika swoje wcześniejsze zamówienie. To nie tak, że myślała bardziej o żołądku niż o sobie, lecz po prostu jakoś tak wyszło, że odruchowo je zabrała dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że to nie jej ręka, nie jej dłoń chwyciła paczkę onigiri. - Ja? JA!? To ty mi chciałeś coś zrobić, ty... Ty też się nie przedstawiłeś a o mnie już coś wiedzieliście! Dlaczego... Dlaczego... Nie wiem... Ja nic nie wiem, tak... No tak wyszło. - Jak miała w zwyczaju idąc przetarła oczy lewą ręką nieco je mrużąc, dostrzegła, że w tej postaci widzi... Wyraźnie dalej, mrugnęła kilkukrotnie by się upewnić czy faktycznie tak jest i faktycznie tak było. Nie była przyzwyczajona, innym było dla niej móc spojrzeć tak daleko i nie widzieć rozmytego obrazu. To było coś nowego i pięknego, nawet jeśli w mieście, czy jednak miała czas by podziwiać dalekie miejskie obrazy? Nie, wciąż walczyła, wciąż chciała wrócić do siebie lecz bała się. - Zabawne? To nie jest zabawne... Jeśli mi coś się stanie to tobie też! - Słysząc kolejną jego wypowiedź spuściła głowę w dół - Co on mi chce zrobić? Ja... To przypadek spanikowałam... Przestraszyłam się, to nie znaczy wcale, że ja... Że ja - Zacisnęła oczy, zrobiło jej się przykro, naprawdę. - To jak zwykle moja wina... To ja jestem tą złą okropną... Wszyscy... Zawsze... Dlaczego? Dlaczego!? - Ostatnie dwa słowa były niczym mentalny krzyk. Ktoś kto jej nie znał, nie wiedział kim jest... Nie znał po prostu jej nie był w stanie jej zrozumieć jeśli nie próbował, myśli krążyły, było ich sporo można nawet rzec, że rozbijały się jedna o drugą. Teraz, przepełniona najróżniejszymi czarnymi myślami nie wiedziała co robić, kompletnie. Odkąd Aka rzucił swoją myśl oczy im łzawiły, wszystkie te słowa bolały, bardzo bolały bo czyniły z niej kogoś nie tylko nieodpowiedzialnego, ale wręcz złego i nie wartego niczego co dobre, nie wartego ani współczucia ani pomocy a wartego kary i to srogiej.

Jeśli tylko Sanada na to pozwolił to ruszyła za nim - Matte, matte - Krzyknęła głosem chłopca w stronę chłopca niosącego nastoletnią blondyneczkę na rękach która wyglądała w tej pozie niczym jego siostrzyczka która po prostu zasnęła. Czy ktoś by się tym zainteresował jak starszy, dobry brat niesie siostrę do domu? Wątpliwe, wyglądali nazbyt spokojnie, ona, nieprzytomna, śpiąca, a on? Ze swoim beznamiętnym, opanowanym wyrazem twarzy, niemal pełnym wyrachowania. W przeciwieństwie do Aki, który w tej chwili wyglądał całkowicie inaczej niżeli jego zwykła mimika, teraz po policzkach spływały mu łzy i był przerażony, Inoshi która nim kierowała była. Liczyła, że dorwie go jak najszybciej... Jeśli przyśpieszył to ruszyła za nim starając się go dogonić.




- Kogane no umi -


z/t dla Shikaruia, Inoshi, Aki
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- D - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
- C - Kara - Kami Noriko, Senju Oshi
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2106
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Shikarui » 4 maja 2018, o 13:11

Nie było triumfu. Nie było czego triumfować. Shikarui poczuł się jedynie odrobinę zmęczony i jego myśli nie chciały się odgonić od dango, które zostały na blacie przy stoisku, dwa pudełeczka, z czego zdążył zjeść tylko dwa łakocie. Był głodny. Człowiek głodny to zazwyczaj człowiek zły, ale jak wszystko w przypadku tego konkretnego chłopaka - jego te emocje nie obejmowały. Być może nawet czułby się rozdrażniony, gdyby nie dał już upustu emocjom na bogom winnej dziewczynie. Powinieneś podać jej dłoń, wiesz? Zapytać, czy wszystko dobrze (nic nie było dobrze, więc po co pytać..?), przykucnąć, żeby nie czuła, że wisisz nad nią jak kat nad duszą grzeszną, która zasłużyła na swoją karę. Nie zasłużyła. Nie zrobiła zupełnie niczego złego. Jedyną winą jej było to, że ktoś zły zawiesił na niej swoje oko o dwie sekundy zbyt długo. Że widząc górę lodową nie postanowiła od razu odpłynąć łódką w bok i popłynęła na jej spotkanie. Tylko jak mogła ją widzieć? Choć góry, sunące po oceanach bezwolnie, bez refleksji, były tak duże to chyba oślepił ją blask słońca. Promienie, które rozbijały się na tysiące barw, upodabniając lód do diamentów. Najpierw spojrzała prosto w słońce, wyzywając je na bój, a kiedy te się schowało - było już za późno. Zwykły psikus losu, wiesz? I dlatego tak ciężko było pozostać optymistą, kiedy ta dobra, stara znajoma ciągle pchała cię w kierunku przepaści. Zauroczeni życiem - tak łatwo było wtedy zapomnieć o drugiej stronie medalu, która nie ociekała złotem, a wyryte na niej płaskorzeźby były brzydkie, starte i poopalane. Zapomniałaś, że potwory spod łóżka istnieją? Nie. Sama stałaś się jednym z nich. I gdyby tylko słowa o bohaterze wymknęły się spomiędzy tych warg, teraz drżących, gorących od równie gorących łez zalewających policzki, gdyby opowiedziały o tym, że to Shikarui był tym starszym bratem, który przychodzi do młodszego i odgania potwory, rozświetla ciemności, to chyba to uczucie znużenia minęłoby jak ręką odjął. Roześmiałby się w głos i tylko on by wiedział, czy to wyśmianie, czy tylko wybuch rozbawienia.
Czarnowłosy zatrzymał się dwa kroki dalej po wyminięciu Yamanaki, może nawet ze trzy. Stąpał gładko i miękko na równie miękkiej trawie. Tak jak stąpają tygrysy swoimi opuszkami, których futro, płomienne, niknie pomiędzy listowiem. Rozchylił lekko powieki, spoglądając na panicznie łapiącego powietrze chłopaka, który wynurzał się z szoku bycia owładniętym przez kogoś innego. Nie wyglądał na szczególnie zadziwionego tym, że tutaj są. Więc zachował swoją osobowość? Ciekawe. Dwie dusze w jednym ciele to przynajmniej... o dwie dusze za dużo. Jego zapłakana twarz, przekrwione oczy, utytłane ubranie brudem - to nie tak powinien wyglądać Uchiha, czy tylko mu się tak wydawało? Inoshi nie musiała się nawet szczególnie wysilać. Jeden szept, który ciągle krążył po umyśle czarnowłosego, jeden symbol wykonany dłońmi, którego nawet nie miał okazji zauważyć i bang..! Czyjś świat runął w dół. Sypały się ściany i łamały palisady. Niestety (dla Inoshi), jak się okazało, to nie ściany świata Akiego rujnowały się i tworzyły ten zgiełk i trzask. Nie on przysłaniał własną rzeczywistość z kurzu tego, co spadało w dół. Mimo to był przegranym. Przegrał najpierw na słowa, potem na siłę. Żałosne. Aka wyglądał tego po prostu żałośnie. Tak, Inoshi miała pełną rację. To było naprawdę żałosne. Szczekający tak głośno i gwałtownie, oburzony tym, co się stało - tak to leciało? Inoshi wyglądała przy tym jeszcze gorzej, ale mogła przynajmniej powiedeć jedno -walczyła do końca. Czyli była głupsza, skoro nie wiedziała, kiedy się wycofać. Każdy miał swoje żałosne chwile. Dla czarnowłosego to słowo było tyle samo warte co miłość czy nienawiść. Mizernie to wyglądało - tyle. A przecież oboje niedługo wstaną, otrzepią się z kurzu - i każdy pójdzie w swoją stronę. Shikarui przymknął znów oczy, kiedy Aka zaczął wylewać z siebie potok słów. Nie słuchał? Och słuchał. Słuchał każdego jego słowa i było to naprawdę miłe. W końcu. Niespodziewany huragan, który przetoczył się przez ich duet został zażegnany i wszystko wróciło na swoje miejsce. To jest - Aka wrócił na swoje miejsce. Lubił tego chłopaczka. Jego towarzystwo i klekotanie o wszystkim na prawo i lewo. Jego wulgarność i nawet te dziwaczne, niezrozumiałe gry, w które czasami się wdawał.
- Niczego nie grałem. - Odparł spokojnie. Gra aktorska? Nie potrafił grać. Czasami imitował uśmiechy, nauczył się tego od ludzi, czasem starał się wyginać zmarszczki mimiczne, ale nie potrafił wiernie odgrywać narzuconej roli. Zresztą - jakiej roli? Nie przyjmował tutaj żadnej. Ach tak - cudowny przyjaciel ratujący dziewczynkę? To nie była przecież żadna gra - jedynie parę słodkich kłamstw, które przychodziły równie łatwo co wbicie strzały w czyjeś plecy.
- Uważaj, czego sobie życzysz. - Niektóre pragnienia mogą zostać spełnione. I co wtedy? Shikarui nie planował szybko pozbywać się Akiego, ba! - w ogóle nie planował się go pozbywać! I co niby dałoby mu rozwalenie jego głowy? Tym razem wiedział, że chłopak nie mówi poważnie, chociaż nie - nie wiedział. Inaczej by nie wypowiedział tych słów. Dla własnej wygody uznał, że chłopaczyna tylko tak o sobie palnął. Jak sporą część rzeczy. Uchylił powieki po raz kolejny dopiero kiedy Aka zamilkł. Zerknął na niego i uniósł nieco brew, jakby niemo mówiąc: "no co jest?". Co jest, że tak urywa w pół słowa i dalej nie kontynuuje. Nie dziwiło go to za bardzo. Już parę razy tak było, że Aka zmienił swój tor myśli, albo zrezygnował z poprzedniej sądząc, że Sanada go nie słucha. Sanada, który przeniósł wzrok na tonącą we łzach dziewczynę. Łzy płynęły, ich potok nie miał użyźnić tutejszych ziem. Mogła przelać hektolitry swojej krwi - i nic by to dla świata nie zmieniło. Bolała ta świadomość? I ta samotność, wiedząc, że cokolwiek teraz zrobisz - na nikogo nie możesz liczyć. Po to były słowa, które teraz ją biczowały. Nie było takiej potrzeby, Aka przekraczał jakiś próg, który nie powinien być przekroczony. Zresztą Sanada już go przekroczył - to było tylko dobijanie gwoździ do trumny. Sanade bawiło bardziej to, jaki teraz Aka był odważny, ale było to na swój sposób urocze. Przynajmniej... w mniemaniu tego chorego człowieka.
- Nie potrzebuję herolda. - Nie potrzebował, żeby ktoś mówił w jego imieniu, czego mu potrzeba i OD KOGO mu potrzeba. Całkowicie stępiona, przygnieciona do ziemi dusza nie miała żadnej wartości. Jeśli przygnieciesz ją za mocno - może już nie wstać. Może zostać wbita w tę ziemię i już nigdy się nie pozbiera. Rzecz jasna Shikaruiemu nie robiło to najmniejszej różnicy. Nie chodziło o emocje dziewczyny tylko o konsekwencje, jakie można było z tego wyciągnąć. Nie sądził, żeby w tym stanie dziewczę do kogokolwiek leciało na skargę. Zresztą Sanada nie był głupi - to ona pierwsza zaatakowała. Uchihe. Nie jakiegoś przypadkowego gówniarza - przedstawiciela Uchihy. Więc co mogłaby powiedzieć? Zaatakowała bez powodu i odpowiedziano jej agresją. Tyle. Jednak głębsze przyciskanie mogło ją złamać i sprawić, że wszystko stanie się jej obojętne - włącznie z tym, czy umrze czy nie. I jeśli dojdzie do takiego punktu - wtedy dopiero pojawi się prawdziwe zagrożenie. Blondynka była słaba. Być może miała za pazuchą cały wachlarz wyuczonych jutsu, ale była słaba psychicznie - pękła od razu. Dlatego cała ta operacja była jeszcze bardziej subtelna - przynajmniej dla niego. Aka nie robił sobie z tego nic. Ha! Nawet założył jej obrożę na szyję. I to obrożę ze smyczą. Mógł robić co chciał, Shikarui nie zamierzał mu mówić, jak ma żyć. Był dużym chłopcem, przecież wiedział, co robi, prawda? No właśnie nie. Aka był dużym chłopcem, ale najwyraźniej czasami nie potrafił sobie poukładać konsekwencji swoich czynów. Tak z pyskowaniem do dziewczyny jak i teraz z jej atakiem na niego. Skrzywił się tylko lekko. Nie lubił obciążających balastów, a takim teraz była właśnie Inoshi. Śmieciem, który był jak czerwony punkt ściągający zagrożenie.
Odszedł parę kroków za Akim.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.

Ruszyli w kierunku miasta. Inoshi rzeczywiście przed nimi, drżąca, jakby było jej wyjątkowo zimno, choć ten zimowy dzień, JUŻ zimowy, wcale nie był taki mroźny. Słońce przyjemnie rozpieszczało swoim dotykiem - i tylko słońce. Bo wokół nie było żadnej pomocnej dłoni dla samotnej Yamanaki.
Prócz dłoni Hadesa.
Inoshi spojrzała w magiczne zwierciadło. Węże, wilki, tygrysy i psy - tym razem nie miał żadnej z tych postaci. Tym razem była ona boska, och, Tsukuyomi byłaby dumna ze swego synka. I ten sam jej kat pokonał dzielącą ich odległość, kiedy dziewczyna opadała na kolana, po tym, jak skończyły ją zwijać spazmy, kiedy nie miała już czym wymiotować. Zatrzymał się nad nią i wyciągnął do niej pomocną dłoń, by pomóc jej się podnieść. Miała rację - była o wiele niżej od Akiego w tej hierarchii, lecz jeśli uważała, że ta składa się z trzech schodków - bardzo się myliła. Czarnowłosy nie był żadnym bożkiem. Był młodym chłopakiem, który niewiele umiał w porównaniu z shinobimi z prawdziwego zdarzenia. Dlatego byli nisko. Ale hej, każde dno ma swój kraniec, prawda? Więc od każdego da się odbić.
Poza tą jedną pomocną dłonią Shikarui nie skierował do niej żadnego słowa i nie pomógł jej w żaden inny sposób.
- Zrób coś z nią. Trzęsie się, jakby miała zaraz wypluć płuca. - "Twój pies - twoje zabawki - twój interes." Odezwał się w końcu, kiedy wrócili do stołu. Albo raczej - kiedy już usiedli. Bo Shikarui najpierw rozglądał się za tamtymi pudełeczkami - niestety zgodnie z przewidywaniami - nie było ich już. To go wprawiło w jeszcze bardziej parszywy nastrój. Jugo wyciągnął zakupiony w sklepiku słoiczek i zaczął nakładać niewielką ściereczka wosk na cięciwę swojego łuku, przygryzając pałeczkę dango w zębach. Przynajmniej dobre żarcie znowu było na stole.
Obrazek
Mój Nieznajomy
Czy widzisz to co ja?
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 832
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Aka » 4 maja 2018, o 14:08

Cudy w tym świecie to rzecz powszechna. Problem polega jednak na tym, że nie odróżniamy co jest cudem, a co zwykłym szczęściem. Inoshi może nie wyrzucała najlepszych kości, ale zawsze mogła trafić jedynkę. A wtedy, cóż. Marne szanse na wygraną.
I może Aka poczułby jakiś żal do blondynki, gdy ta kuliła się pod butem Shikaruia, jak zbity kundel karany przez swego pana. I może poczułby współczucie do niej, jednak w tamtym momencie nie czuł nic. Zasłużyła na to. Znalazła się na ziemi z powodu własnej pychy i zdawała się nie wiedzieć w niczym swojej winy. Dla Uchihy jednak nie była nic nie warta. Była wręcz stratami. Czasu przede wszystkim. I dlatego nie przejmował się nią ani trochę. No... może troszeczkę. W końcu, w przeciwieństwie do Shikaruia, był człowiekiem.
Marność, żałość, chłopakowi robiło się coraz bardziej szkoda młodej Inoshi. Coraz mocniej i coraz bardziej. Lecz gniew niebieskokiego był wielki, nawet jeżeli niewidoczny. Miał zupełnie inny pogląd na sprawę, niżeli Shikarui. Uważał, że była winna, ze to co zrobiła było karygodne i powinna ponieść tego konsekwencje. Mógł ją oddać do straży, mógł jej obciąć włosy, mógł jej zrobić o wiele więcej krzywd. I zapewne zrobiłby, gdyby nie fakt, że była jeszcze dzieckiem. Tylko wiek wpłynął na jego powstrzymanie się przed czymś znacznie gorszym, niż zmuszenie do odkupienia jedzenia z nawiązką. Wiek. Wszystko zaczęło się od tego, że czarnowłosy nazwał Yamanakę dzieckiem. Dlatego wpadła w szał, dlatego go pojmała.
Nie zareagował, gdy upadła. Nie zareagował, gdy zrzygała się. Nie zareagował, gdy spazmy ogarniały jej ciało. Miał to gdzieś. Była dla niego nikim i była to tylko i wyłącznie jej wina. Dobrze, że zdawała sobie z tego sprawę. Przyznanie się do błędu jest pierwszym krokiem na drodze do zwycięstwa. Ona go zrobiła. Pytanie tylko, czy nie wywróci się na schodach prowadzących w górę.
Tymczasem znaleźli się w mieście. Znowu wrócili do tego przeklętego przez bogów miejsca, w którym pieniądz znaczył więcej niż ludzkie życie. Tym razem jednak coś się zmieniło, ludzi było znacznie więcej niż przed tym, gdy opuścili mury Kami no Hikage.
- Strażnicy... - mruknął, bardziej do siebie niż do Yamanaki i Sanady. - Jest ich tu pełno... - choć trzymali się głównie dachów miasta, to wręcz roiło się od nich wszędzie. Jeszcze chwilę wcześniej ich nie było. - Dziwne to wszystko... - pokręcił głową, nie zatrzymując sie ani na moment. Doszli w końcu tam, gdzie wcześniej spotkała się cała trójka. Sprzedawca zdawał się już zapomnieć ich twarze - cóż się dziwić, w trakcie festynu pewnie setki, jeśli nie tysiące ludzi przechodziło obok jego stoiska, a co najmniej garść z nich wdawała się w bójki. Dzień jak codzień, chciałoby się rzec, tylko klientela nieco inna.
Usiedli na ławce, a właściwie posadzili Inoshi. Aka nie miał zamiaru siadać ani obok Sanady, ani tym bardziej obok Yamanaki. Poszedł gdzieś w kąt, zając się sobą. Poza tym nie wypadało strzepywać piachu z ubrań przy jedzeniu, a on musiał jakoś się ogarnąć. Nie chciał, aby Yamanka kolejny raz się porzygała. Nie na niego. Niech sobie jedzą więc dango, Akiego już mało to obchodziło. W sumie, to cokolwiek mało go teraz obchodziło.
I wtedy Shikarui nakazał mu zrobić coś z nią.
- Chyba słońce Ci zaszkodziło, złotko. - odrzekł spokojnym, wręcz nienaturalnym jak na siebie tonem w stronę Shikaruia. - Mam ciekawsze rzeczy do roboty. - dodał, wyciągając brud spod paznokci.
Zastanawiał się, co miał niby zrobić z blondynką. Zgłosić atak na straż? - Nie chce mi się pieprzyć o takie pierdoły. - stwierdził w myślach. Rzeczywiście, jeżeli ktokolwiek w tym mieście przejąłby się losem biednego Aki, to kobieta mogła mieć spore problemy. Atak podczas festynu? Poważne przestępstwo. Uchiha jednak miał inne cele, ważniejsze, niż szkodzenie narwanej nastolatce. - Jak tak bardzo chcesz, to zrób jej usta-usta. Mi moja dusza jeszcze miła. - dodał, wzdychając ciężko. Nie wiedział, do czego ta Wiedźma jest zdolna. Pominął już tekst o nieprzyjemnym zapachu bijącym z ust nastolatki. Teraz zajmował się sobą. Przyjrzał się swojemu odbiciu w naczyniu pozostawionym przez jednego z wcześniejszych gości. Wyglądał już w miarę przyzwoicie, mógł wyjść na miasto. - Już i tak miała o wiele więcej kontaktu ze mną, niż powinna. - szepnął pod nosem. Nie powinna była tego robić. - Napij się czegoś. Wypompowałaś swój organizm z wody. Musisz uzupełnić płyny, albo zaraz znowu padniesz. - mimo wszystko udzielił jej jakiejś rady. Nie chciał wyjść na aż takie chamidło, za jakie go miała.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 165
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Yamanaka Inoshi » 4 maja 2018, o 14:29

- Rok 384 - Zima -


" Straszliwe dango, łagodne onigiri "
Obrazek

Każda akcja budzi reakcje prawda? Czy dziwnym było to, że nawet w najniższym punkcie, odmówiła pomocy? Nie zareagowała, przez chwilę wahała się co zrobić... Wszystko to dalej kumulowało się w niej, czy powinna ją wręcz odtrącić? Odrzucić jak pusty, niepotrzebny gest który w chwili dotknięcia zmroził by jej serce na tyle, że nie byłaby w stanie zrobić nic... Nic więcej? Była słaba, to prawda, co jest jednak większą słabością? Tłumienie tego wszystkiego w sobie czy może gadanie na lewo i prawo zapewniając cały czas każdego o swoich odczuciach? Wykrzykiwanie, wstukiwanie jak młotkiem do ich głów tego co się odczuwa by skupili się na tobie, tylko i wyłącznie, bo tego przecież chcesz, jeśli to robisz. Inoshi nie była samolubna, nie robiła tego.
- A gdyby... Nie, to by się źle skończyło... Po prostu źle i źle! - Przeszło jej przez myśl by ukarać ich obydwu, w końcu czy teraz spodziewali by się odwetu? Nieee... To tylko przelotna myśl, zbyt się bała by tak ryzykować, zresztą... Teraz nic nie powstrzymało by żadnego z nich przed zwyczajnym zatopieniu ostrza w jej ciele i duchu, gdyby tylko spudłowała lub się uwolnili. Nie potrafiła zabić... A tylko to uwolniłoby ją od tego co mogłoby nastąpić po takim ruchu, tylko i aż to. Gdyby któryś z nich był w stanie dostrzec wszystko to co się tutaj dzieje, wszystko to czego nie są w stanie dojrzeć, to co im umyka, jak by się zachowali? Pewnie nawet nie zdają sobie z niczego sprawy. Czy jednak byłaby w stanie wszystko, wszystko co krążyło po jej głowie powiedzieć? Od tak wyznać wszystkie te myśli i skrywane strachy bez narażania się na śmieszność i drwinę? W końcu jest kunoichi... jest, to zbyt duże słowo. Chciałaby? jeżeli tak ma wyglądać żywot ninja to pewnie nie, wieczne próby, oczekiwania i wyzwania których nie jest w stanie spełnić... Czy miała jednak w tej sytuacji coś do powiedzenia? Nie w końcu posiadała możliwości klanu a w tym wypadku nie było możliwości innej niż zostać i spełnić oczekiwania, tak bardzo wygórowane.


Zasiąść ponownie przy stole z tą dwójką tym razem, w nieco innej dynamice, bardziej cichej, podległej i posłusznej to było coś przedziwnego, na pewno nie to co sobie wyobrażała, jeszcze nim stąd wyruszyli. Siedziała przez chwilę zapatrzona w pustkę. - Nie mogę na to nawet patrzeć... - Widząc, zachwalane przez siebie, jeszcze nie dawno dango które postawiła na miejscu dla Shikaruia, robiło się jej nie dobrze. Wyciągnęła z między nóg zawiniątko które przytargała tutaj ze sobą. Położyła je powoli na stole pozwalając by się rozwinęło, kawałek materiału rozłożył się w swoisty kwadrat prezentując skrywane w środku onigiri. Było ich kilka a dokładnie trzy nadziewane morelą zawinięte w nori. Wiedziała co dobre jednak nawet w tej chwili, pomimo widoku lubianej przekąski nie ruszyła jej. - Całkiem o nich zapomniałam, tylko co teraz? - Wróciła ręką pod stół splatając palce obu dłoni razem, mocno je ściskając. Nie wiedziała co w tej chwili jej wolno a czego nie, nie odezwała się nawet. W tej chwili była tak zniżona, że nie śmiała nawet pytać. Nie żeby była w stanie je zjeść niedługi czas po zwróceniu wszystkiego co pochłonęła tego dnia.

Nie przysłuchiwała się ich rozmowie a przynajmniej sprawiała takie wrażenie, w rzeczywistości słuchała. Nie brała nawet pod uwagę możliwości zostania zaprowadzoną na straż, gdyby nagle usłyszała coś takiego wszystko wywróciłoby się do góry nogami ponownie, wszystko to kim była i co uczyniła. Znowu przeżywałaby to samo i nie jeden raz a prawdopodobnie wiele. Raz na posterunku, dwa podczas przesłuchania, trzy od ojca bądź matki. No i do tego dochodzi jeszcze fakt kary która mogłaby być po prostu okrutna. Co byłoby gorsze, obcięcie włosów czy loch? W jej przypadku nawet nie przeszło by jej to przez myśl ani jedno ani drugie. Jej włosy, wyraźnie krócej obcięte niż u innych Yamanaka i tak świadczyły o pewnego rodzaju odrębności, chęci decydowania o swoim losie, byciu sobą a nie kolejnym który powiela tradycje i schematy. Zabranie jej tego byłoby założeniem metalowej obroży losu na jej szyi, takiej której nie można zdjąć jedną lub nawet i wieloma decyzjami stanowiącymi o sobie. Po tym jak Uchiha zdecydował się rzucić w jej stronę radę, ta tylko kiwnęła głową mówiąc po chwili spokojnym, aczkolwiek lekko łamiącym się głosem, takim jakby emocje zostawiła gdzieś daleko na polanie z której wrócili. - N-naruhodo - Wiedziała gdzie jej miejsce, nie chciała się stawiać, wiedząc, że skończy się to tylko gorzej. Ze spuszczoną głową poszła do właściciela tutejszego stoiska zamówić jakiś napój, zwykły owocowy. Stojąc w kolejce, która tym razem nie była długa mimo wcześniejszej masy ludzi na ulicach, nie odwracała się nawet w kierunku żadnego z siedzących przy stoliku mężczyzn, stałą tak ze spuszczoną głową jakby ktoś trzymał nad nią zwyczajowy bat, gdy nadeszła jej kolej zamówiła to po co przyszła. Wróciła z trzema kubkami napoju cytrynowego które postawiła na środku stołu, wracając do swojej poprzedniej pozycji, patrząc tępo w blat stołu na którym znajdowały się teraz zarówno kubki jak i rozwinięte przez nią z opakowania onigiri.




Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- D - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
- C - Kara - Kami Noriko, Senju Oshi
Rezerwacje:
Hikari, Numa

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2106
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Shikarui » 4 maja 2018, o 16:58

Niewielka, mała ściereczka przejeżdżała równomiernie po cięciwie, której Shikarui poświęcał swoją pełną uwagę. Niemal tak samo jak Aka, który załatwił im jedzenie za darmochę (jak dają to bierz, co nie?) i który teraz... robił swoje rzeczy w swoich miejscach. Czarnowłosy wolał zerkać na Yamanake i upewniać się, że niczego nie kombinuje. Skoro już ją tutaj zatargali (tak, tak, bo teraz jesteśmy MY) to wypada jej pilnować. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że coraz więcej ludzi kręciło się wokół, raz z nimi wzrosła liczba strażników i dziwnych żołnierzy w czerwonych płaszczach z symbolem smoka. Shikarui nie wiedział, ki są i co to za organizacja, ale nie zamierzał w to wnikać. Nadmierne zainteresowanie było jak dobre chęci - nadawały się tylko do brukowania nimi podłoża w Piekle. Yamanaka przynajmniej nadawała się do stawiania obiadu, chociaż to dango nie miało już takiego smaku. Nadal było cudownie słodkie, nadal cieszyło podniebienie, ale nie tak, jak tamte dwa pudełeczka. To dango miało irytujący smak słonych łez,które rozbiły się na miękkich kuleczkach. Kto niby polubiłby słone dango?
- Słowo "partner" tak ci przeszkadza, a teraz nagle mówisz do mnie "złotko"? - Zaczepił go, ot tak sobie, korzystając z tego powiewu chłodu, po którym sunął z gracją łyżwiarza figurowego. Dobrze, że ten chłód był skierowany do niego, a nie do dziewczyny, bo ta by już kompletnie na zawał zeszła. Albo nie? Zdążyłaby zamarznąć, zanim jej serce pojęłoby, że znów powinna się bać. Na drugie słowa, ze Aka ma ciekawsze rzeczy do roboty, nie zareagował. To nie było polecenie jako takie, nie wydawał tutaj rozkazów, bo nie czuł takiej potrzeby, zresztą i tak wątpił, żeby Aka posłuchał kogokolwiek. Może swojego lidera. Może rodziców, którzy już nie żyli, a według których poczynił tak mało dobrych gestów jak to się zwierzał na dachu poprzedniej nocy. Zresztą mało to miało znaczenia - i tak poczynił jakieś kroki, żeby dziewczynę ogarnąć. Przynajmniej słowny, ale to zawsze coś. Ta, w przeciwieństwie do pana-dobrej-rady przynajmniej była posłuszna i podreptała gdzie jej przykazano.
To, co powiedział Aka, nie dawało mu spokoju. jego zmysły się wyczuliły, teraz dostrzegał już strażników wszędzie. Teraz już nie było kąta, gdzie by ich nie było. Powinien się przez to czuć lepiej, prawda? Bezpieczniej, bo i obecność strażników była gwarantem bezpieczeństwa. Zamiast tego czuł niepokój. Teraz to już nie było wrażenie, że coś tutaj nie gra - teraz to była oczywistość. Wyjechanie stąd pierwszą lepszą łodzią - och tak... tylko nie mógł. Nie miał na to pieniędzy. Przyglądając się otoczeniu nawet zaprzestał prac nad swoim łukiem, na moment zamierając w bezruchu - jak kot, który wypatrzył coś, czego człowiek nie dojrzy. Dlatego zachowywał pełną czujność. Dlatego zaraz po tym zaczynał się skradać, choć tam przecież niczego nie było - tylko czyste pole zieleni. Nic więcej. Gnijącej zimą, bo o tej porze roku kwiaty słabo kwitły nawet w Ryuzaku no Taki. Wyrwał się z tego zastoju i dokończył konserwację łuku.
- Może to powinien być mój cel? Założę budkę z dango. - Rzucił tym tekstem tak o sobie, jako żarcik. Bo w sumie... czemu nie? Nie żeby chciał. Chyba. Nie potrafił nawet gotować, więc chyba problem rozwiązywał się sam. Poza tym za bardzo nie lubił gadania z ludźmi, zwłaszcza tymi przypadkowymi, żeby sprzedawać cokolwiek gdziekolwiek. Pewnie tylko odstraszałby klientów. Zjadł ostatniego dango - a zjadł tyle, że chyba normalnie starczyłoby za czterech. I w co to wszystko szło? Bo baleronik nie rósł nic a nic. Jak to mówią - najpierw masa, potem siła. Coś nie działało.
- Zamierzasz ciągnąć z nami tę Yamanake? - Podniósł się od stołu i spojrzał na Akiego, który zdążył się przez ten czas ogarnąć. W miarę. - Z rumianymi policzkami było ci do twarzy. - No, wrócił mu lepszy humor. Jak się najadł.
Obrazek
Mój Nieznajomy
Czy widzisz to co ja?
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 832
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Aka » 4 maja 2018, o 18:22

Przed chwilą grozili sobie podcinaniem gardła, a teraz każdy z nich zajmował się czym innym. Shikarui smarował cięciwę łuku, Aka czyścił buty, a Inoshi, cóż... przeżywała coś, o czym pierwsza dwójka zdążyła już właściwie zapomnieć. Jeżeli Aka i Shikarui się od siebie tak znacząco różnili w poglądach na temat świata, to co można by rzec o czarnowłosym i blondynce? Przecież to musiały być dwa inne - nawet nie światy - wymiary. Ona, zapłakana, bezradna, przepełniona emocjami od stóp do ostatniego kosmyka włosów. Każdy jej atom zdawał się cierpieć niewyobrażalne katusze. Uchiha totalnie jej nie rozumiał. Dlaczego panikowała, jakby ktoś od tygodni poddawał ją wymyślnym torturom? Na bogów, przecież nic jej się nie stało! Jedynym śladem, którym pozostał na jej ciele było lekkie zadrapanie, przypominające ugryzienie komara, a ona totalnie nie potrafiła się pozbierać. Strach pomyśleć, co by się z nią stało, gdyby rodzice jej umarli, nie wiem, na wojnie. Albo w jakimś oblężeniu miasta. Doprawdy zastanawiające.
Usłyszał głos Shikaruia, który najwyraźniej trochę się nudził i postanowił pozaczepiać niebieskookiego, który w pocie czoła próbował usunąć plamy błota z butów i płaszcza za pomocą mokrej ścierki.
- Złoto głupców, słyszałeś kiedyś? - wytknął język w jego stronę, zadowolony z siebie, że znowu go przechytrzył. Jeju, jaki ten Sanada był chłodny. Może i Aka przejąłby się tym wszystkim, ale przez te dwa dni zdążył już go trochę poznać. Przekomarzanie się było nieodłączną częścią jego zwierzęcej natury. Trochę zabawne było to, że Shikarui nie widział, że Aka tak naprawdę ciągle robił to, co mu kazał czarnowłosy. Owszem - popieprzył sobie, pomarudził, rzucił jakimś mądrym tekstem o niewoli i nadchodzącej zagładzie, ale i tak ostatecznie wychodziło na jego. Akiemu oczywiście to schlebiało i nie miał zamiaru wyprowadzać swojego towarzysza z błędnego mniemania.
Pies, trzymający psa trzymającego sukę. Z taką ekipą można by założyć co najwyżej zwierzyniec, a nie drużynę. Tylko kto był z przodu tego zaprzęgu...? Z pewnością nie Inoshi, która najwyraźniej totalnie zaniemówiła i nie miała pojęcia w jaki sposób postępować. Uciekać? Walczyć? Czy może udawać, że jej tu nie ma? Chyba postawiła na tą ostatnią opcję, krzątając się od stołu do stołu i podając chłopakom najpierw dango, a potem napój cytrynowy. Oczywiście niebieskooki zrezygnował z jedzenia, pozwalając nażreć się przyszłemu kucharzowi.
- Ja to chyba zainwestuję w skład rzeczy pięknych i wspaniałych. Skromny, rzecz jasna. - odpowiedział, poprawiając fryzurę. Z pewnością zrobiłby furorę jako model! Niestety, był zbyt zajęty wyplenianiem zła z tego świata. Niestety, z jego przemyśleń wyrwał go Jugo, który najwyraźniej miał jakąś magiczną moc robienia wody z mózgu Akiemu.
- Ciągnąć Yamanakę...? - powtórzył, wyraźnie akcentując ostatnią głoskę. - Nieeee, chyba wolałbym co innego. - i może udałoby mu się ukryć lekki wstyd, który powoli malował się na jego twarzy, gdyby nie kolejne słowa najemnika. Cóż mógł poradzić, że nie robiły na nim wrażenia wyzwiska, przekleństwa, groźby i prośby, a wystarczyło powiedzieć coś na temat jego uczuć i od razu miękł. Rumieńce wyszły na twarz, a on sam miał ochotę zapaść się pod ziemię. Taki już był. Żeby wszyscy ludzie nie spojrzeli się na niego jak na debila, zrobił jedyną rzecz jaka mu przyszła do głowy. Sięgnął po szklankę z napojem cytrynowym i wypił. Cały. Na jeden raz. Nie trzeba chyba mówić wiele - skręciło go to jak mocna siwucha. Podniósł się od stołu i - niby przypadkiem - lekko klepnął czarnowłosego w brzuch. To za zawstydzanie go!
- He? Co tam się dzieje? - za ramieniem Shikaruia zauważył dziwny ruch. Coraz więcej osób zmierzało w kierunku głównego placu. - O tam. - wskazał dłonią na tłum ludzi maszerujący wzdłuż ulicy nieopodal bulwaru. Wśród nich byli żołnierze w dziwnych, smoczych zbrojach, Shinobi, samuraje, zwykli cywile. Wręcz chmara mniej lub bardziej przeciętnych ludzi. Wszyscy byli podekscytowani. - Zaczyna się. - spojrzał się po dwójce swoich kompanów, o ile tak mógł nazwać niemal wycieńczoną dziewczynę i mordercę na zlecenie. Z nich wszystkich, to chyba ten fanatyk był najnormalniejszy. Szarpnął Shikaruia za ubrania, jakby zachęcając go do pójścia z nim.
- Wyjazd, bo zamykamy na czas wystąpienia Radnych! - można powiedzieć, że właściciel stoiska i ławeczek rozwiązał problem następnego kroku. Teraz musieli już wyjść na zewnątrz, wbić się w ten tłum mrówek, maszerujących do celu. Innej drogi nie było, a Akiemu... cóż. Odpowiadało to. Chcąc nie chcąc, Shikarui, Aka i Inoshi musieli trzymać się blisko siebie. Przynajmniej, dopóki uliczki się nie odblokują i każdy nie będzie mógł ruszyć swoją drogą.


[z/t Aka, Inoshi, Shikurai]
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 165
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość