Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

W osadzie można odnaleźć wszystkie jednostki organizacyjne konieczne do normalnego trybu życia. Można tu odnaleźć szpital, restauracje, sklepy z różnymi towarami, a także gorące źródła bądź arenę.

Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez BeeBee-Hachi » 28 kwi 2018, o 22:17

Obrazek
Kin ōdōri 金大通り
Złoty Bulwar


Wyłożona kamieniem, szeroka ulica rozciąga się na całe kilometry. Dwa wozy spokojnie się na niej mijają, ale rzadko pojawiają się w tych okolicach. Głównie jest to trakt spacerowy - towary zazwyczaj podjeżdżają z drugiej strony. Witaj przybyszu w Złotym Bulwarze, gdzie znajdziesz wszystko, czego twoja dusza pragnie. Oki-ya przeplatają się tutaj ze sklepami przeróżnej maści i ryokanami. Na stoiskach kupcy przekrzykują się wzajem, zachwalając swoje towary, a ich krzyk niesie w dal tłum, którego gwar tętni ponad spadzistymi budynkami. Jeśli już ktoś tu mieszka to raczej tylko właściciele pojedynczych przybytków. Przybytków, które cieszą oko, bo każdy z nich jest regularnie konserwowany i odnawiany. Żywe barwy, świeżość i obietnica zobaczenia towarów z całego świata ściąga tu ludzi z całego świata.
Obrazek
Avatar użytkownika

BeeBee-Hachi
Moderator
 
Posty: 2107
Dołączył(a): 17 lut 2015, o 17:36
Wiek postaci: 0
GG: 9261903
Multikonta: Arashi

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Yamanaka Inoshi » 1 maja 2018, o 19:52

- Rok 384 - Jesień -


" Bazar wspaniałości"
Obrazek

Dolne piętro przepełnione było ludźmi którzy akurat teraz zdecydowali się przyjść, zjeść oraz porozmawiać. Inoshi nie zamierzała tutaj dłużej zostawać dlatego czym prędzej przepchnęła się do wyjścia i opuściła, może i sławny, lecz zatłoczony lokal. Zaraz po wyjściu znalazła się na jednej z głównych ulic której nazwy tak naprawdę nie znała. W tej chwili była jak mały odkrywca który znajduje nowe lądy na niezbadanej ziemi. Nie lubiła jako takich podróży jednak skoro już jest na miejscu to dlaczego miała by go chociaż odrobinę nie poznać. Główna ulica również była pełna ludzi jednak łatwiej było tam złapać oddech ponieważ przestrzeń była dużo większa niżeli zatłoczone pomieszczenie. By dostać się na bulwar który minęli w drodze tutaj musiała zawrócić, tak też zrobiła, szła po swoich śladach niczym podrzędny tropiciel. A przynajmniej tak o sobie w tej chwili myślała. Po wykonaniu kilkunastu kroków zdała sobie sprawę, że miasto jest większe niż się jej w pierwszej chwili wydawało a z okolicy tak naprawdę mało co pamięta. Szła tak nieco przytłoczona wielkością osady oraz architekturą tutejszych mistrzów budownictwa. Trudno to ukryć ale ogrom tego miejsca robił na niej wrażenie. Idąc tak dobre kilkanaście minut spuściła ręce swobodnie, lekko już znużona poszukiwaniem miejsca w które chciała się udać - Tropiciel tak? Nie będzie problemem tam wrócić, tak? - Powiedziała sama do siebie dosyć cicho. Nie trudno byłoby jednoznacznie określić jej minę, w tej chwili jej twarz przepełniało swoiste zakłopotanie i skrępowanie w nieznanym sobie miejscu.

W końcu udało się jej wrócić do miejsca które mniej więcej pamiętała, faktycznie tutaj rozpoczynały się wszelkie kupieckie stragany których było zatrzęsienie, wzdłuż szerokich ulic znajdowały się też różnego rodzaju lokale począwszy od mniejszych ryokanów a na wszelakich, z prawdziwego zdarzenia sklepach kończąc. Rozpoczęła przeglądanie od straganów z jednej strony, teraz nawet i trochę zgłodniała. Poprawiła grzywkę i przetarła lewą dłonią oczy poszukując więc wzrokiem jakiegoś stoiska ze słodkościami, gdy tylko takowe dostrzegła zaczęła się do niego zbliżać. - Co by tutaj wziąć... - Zaczęła się zastanawiać nim jeszcze do takowego doszła. Nie miała jeszcze na języku tej potrawy którą by chciał wszamać. Szybko jednak zdecydowała się na przekąskę, słodkie dango. Nie było to coś drogiego i wyszukanego, miała na to ochotę, po prostu, chociaż częściowo z tego powodu, że nie chciała też wydawać zaporowej sumy pieniędzy wiedząc, że ma ich ograniczoną ilość a każdą kolejną prośbę o więcej okraszy walką z ojcem, czy jest to tego warte? Ostatecznie usiadła na krzesełku przy jakimś większym stoisku, bardziej barku, gdzie mogła swoją wymarzoną słodkość dostać. Tam po szybkiej wymianie zamówienia ze sprzedawcą siadła zajadając się nim. W tym samym czasie zaczęła obserwować okolicę przyglądając się zarówno przechodzącym ludziom jak i innym stoiskom będąc ciekawą co mogą jej zaoferować oraz co może tutaj, pośród stoisk złotego bulwaru znaleźć. Może jakąś fajną pamiątkę? Może jakiś szczególny ekwipunek? A może zwyczajnie część garderoby która spodoba się jej na tyle by zatracić się w niej całkowicie i wydać większość posiadanych ryo na zwyczajne ubranie... Wszystko to przeszło jej przez myśl i każda z tych opcji tak naprawdę do pewnego stopnia jej odpowiadała.




Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
- ? - - Zwodniczy Karmazyn - Cała grupa
- C - - Maść na wszystko - Igarashi Nao
- D - - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:

Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 1782
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Kenshi » 2 maja 2018, o 11:54

Czarnowłosy pewnie przemierzał miasto, z twardym postanowieniem jakie sobie obrał pod koniec rozmowy z Reiyą. O tym co się dowiedział, zamierzał powiadomić Kirino Hibiki, oczywiście poprzez drogę nieoficjalną, nie ryzykując niezadowolenia Rady Możnowładców, jak i ich popleczników w szeregach Shiro Ryu. Do swojego planu potrzebował jednak jeszcze odpowiedniej osoby, a o tą w takim miejscu jak Kami no Hikage, nie musiało być wcale trudno. Należało tylko wiedzieć w jakim miejscu należy szukać. Z tego też powodu, Kenshi udał się do słynnej dzielnicy Kin ōdōri, nazywanymi również Złotymi Bulwarami.
Maji nie musiał się bawić w długie poszukiwania. Kierując się w to miejsce, założył, że szczególną uwagą obejmie te krany, których produkty pochodzić mogły z jego rodzimych stron. A biorąc pod uwagę to, że Kenshi całe swoje dotychczasowe życie spędził w tamtych rejonach, zlokalizowanie takiego straganu, nie zajęło mu długo. Zauważył, niewysokiego, starszego mężczyznę, który z uśmiechem tłumaczył zastosowanie poszczególnych ziół, nasypując na dłoń ich delikatną ilość, a następnie rozsmarowując na palcach by finalnie podsunąć do powąchania. Przy kilku z nich, usłyszał upragnione "Atsui", a także lokalne nazwy obszarów, które ludziom trudniącym się jego fachem, służyły za punkty lokalizacyjne, a zielarzom za miejsca do zbierania swoich produktów. Sprzedawca nie działał sam, z tyłu za nim krzątała się kobieta, przesypujac do miseczek kolejne porcje przypraw, a obok niej kucał mały chłopiec, wyciągający z paczek, małe zawiniątka. Dopełnieniem obrazka całej rodziny, był kolejny mężczyzna - na oko Kenshiego - przed dwudziestką, niosący kolejną paczkę. Zapewne był to najstarszy syn. Zastany widok, był dokładnie tym czego Kenshi wypatrywał. Handlarz z rodziną, nie chcący dostać zakazu sprzedaży w takim miejscu jak Kin ōdōri, mógłby zrobić wiele...
Czarnowłosy czekał na uboczu, pozwalając aby kolejne godziny mijały, co jakiś czas spoglądał na sprzedawcę, upewniając się że dalej jest tam gdzie był. Kenshi idealnie wtopił się w przepych miejsca, zapewne postronnym obserwatorom robiąc za strażnika. Jego ubiór - zarówno szkarłatny płaszcz, biała zbroja jak i wyposażenie czyli katana, kabury oraz torba shinobiego, nie mogły sugerować innego zawodu niż ten którym się parał. Gdy zaczęło powoli zbliżać się do zmierzchu, ludzi okupujących sprzedawców ubyło, Maji postanowił wykorzystać ten moment.
- Przyprawy z zachodu cieszą się chyba jeszcze większym zainteresowaniem, niż rok wcześniej, prawda?- czarnowłosy zagaił sprzedawcę w chwili gdy znalazł się przy jego kramie. Ten z początku zaskoczony obecnością przedstawiciela Zakonu, dość szybko jednak się uspokoił, słysząc zarówno spokojny ton w jego głosie, jak i brak sygnałów mających zwiastować jakieś kłopoty. - Sam pochodzę z Samotnych Wysp i rozpoznaję niektóre z tych przypraw... Powój... Senes ostrolistny... a nawet dostrzegam i Poganek rutowaty... Czyżby nie był zakazany w obrocie handlu przez jego silne, halucynogenne właściwości? - zawiesił w pewnym momencie głos, spoglądając na handlarza, który w tym momencie, wyraźnie zaskoczony znajomością ziół przez strażnika, zapomniał języka w gębie.
Kenshi pozwolił tym słowom, na kilka sekund zawisnąć w powietrzu, między nimi, na tyle że zwróciło to uwagę jego małżonki, która z niepokojem, spoglądała to na męza, to na Kenshiego. Ten jednak, widząc że handlarzu już szykuje się na jakieś kłamstwo, machnął lekceważąco ręką.
- Szkoda by było przez tą drobną nieuwagę zepsuć tak dobrze prosperujący interes... Być może... Jest jednak pewne rozwiązanie i moglibyśmy dojść do porozumienia. Mam pewną propozycję, legalną za wykonanie której otrzymasz jeszcze honorarium. Przejdźmy porozmawiać w bardziej ustronne miejsce - zakomunikował, dając swoją wypowiedzią wiele do myślenia handlarzowi, który z niepokojem omiótł rodzinę spojrzeniem, następnie Kenshiemu skinął i poprowadził go za kram, do wozu do którego najstarszy syn zaczął znosić pakunki.

Czarnowłosy nie musiał specjalnie przekonywać mężczyzny do wypełnienia drobnego zadania, jakie mu Maji zaproponował. Ojciec rodziny kupieckiej, wiedział czym się może skończyć odmowa Strażnikowi z Shiro Ryu, a ten przecież chciał od niego, jedynie przekazania przesyłki. Zapieczętowanego pergaminu, który miał oddać do rąk własnych, Liderce Szczepu Maji z Atsui. Mężczyzna i tak musiał udać się ponownie do macierzystej prowincji, aby uzupełnić braki, które w przypadku niektórych ziół miały miejsce - szczególnie że lada dzień miał się zacząć festyn, a ludzi wciąż do Kami no Hikage przybywało.
- Wiedz jednak, że jeżeli przerwiesz plombę, bądź przesyłka nie dotrze do Shirei-kana... To sie o tym dowiem, a Ty, ten biznes i Twoja rodzina, będziecie skończeni - Kenshi zakończył, nie siląc się w tym momencie nawet na cień serdeczności, po czym wręczył kupcowi mieszek, który w zetknięciu z dłońmi mężczyzny zabrzęczał swoją zawartością. - Tak Panie, oczywiście. Osobiście przekaże wiadomość, tylko proszę... Nie mówcie nikomu... O tym co widzieliście - powiedział, z niepokojem oglądając się na boki. Maji zawiesił na kilka sekund swoje spojrzenie, po czym spokojnie skinął głową, na znak przypieczętowania umowy, po czym odszedł, pozostawiając kupca z zaplombowanym pergaminem, a także całą zgrają myśli, które krążyły wokół spotkania i zlecenia, które otrzymał...

    - 200 ryo

    [z/t]
Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 318
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi białą zbroje, szkarłatny płaszcz z wysokim kołnierzem, a u boku ma przepasaną pochwę z kataną.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, zbroja, rękawiczki, pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Aka » 2 maja 2018, o 12:30

Noc zdecydowanie nie należała do tych długich. Dostatecznie dużo czasu zmarnowali na świeżym powietrzu, siedząc na dachach Serca Świata. Mimo wszystko czuli się wypoczęci, a przynajmniej Aka. Zastanawiało go, czy ktoś o tak spaczonym podejściu do świata, z tyloma grzechami ciążącymi na duszy może spać spokojnie. Jego wątpliwości jednak już po chwili zostały rozwiane, gdy sam znalazł odpowiedź na swoje pytania. Spał jak zabity i zapewne miał w nosie wszystko, co się wczoraj wydarzyło. Taki typ człowieka, któremu spluniesz w twarz to powie, że padało. A mimo to, z jakiegoś powodu cieszyła go jego obecność, że nie poszedł mordować, zabijać. Pod osłoną nocy, w dzielnicy, do której straż raczej rzadko zaglądała, z pewnością znalazłby jakieś zlecenie na czyjąś głowę. Aka zapewne nazajutrz usłyszałby o jakimś brutalnym morderstwie, dziwce zabitej w slumsach albo jakimś bandziorze, który zadarł z niewłaściwymi ludźmi. I wtedy musiałby toczyć kłótnie z własnym sumieniem, że nie powstrzymał zupełnie niepotrzebnego rozlewu krwi. Na szczęście udało mu się. Shikarui spędził noc w karczmie, pod jego czujnym okiem. Uchiha naprawdę nie chciał, żeby jego czarnowłosy, nieokrzesany towarzysz zrobił coś głupiego. Przybył do Kami no Hikage w jasnym i konkretnym celu. Miał misję, którą musiał wykonać i to ona była priorytetem, nie powinien się zatem mieszać w żadne konflikty, a tym bardziej spoufalać się z obcymi. A mimo to, z jakiegoś powodu ciągnęło go do wyrzutka. Jakaś niewytłumaczalna siła, której nawet mędrzec nie potrafił nazwać. Choć znając siebie, to zapewne była zwykła ciekawość, a on przypisywał temu jakieś nadprzyrodzone znaczenia.
Wyszli z karczmy razem, choć właściwie od wczoraj nie odzywali się do siebie. Z jakiegoś powodu Shikarui poczekał na niebieskookiego, nie odszedł bez słowa. Może jednak wyniósł coś z dzisiejszej lekcji i nie były to tylko czyste prześcieradła z karczmy.
Udali się wpierw do sklepu. Jugo wszedł do środka i kupił to, co mu było potrzebne. Uchiha nie pytał, to nie była jego sprawa. Został na zewnątrz. Słońce świeciło coraz mocniej, jednak wcale nie robiło się cieplej - wręcz przeciwnie. Wiatr zmagał się z każdą chwilą, powodując nieprzyjemne uczucie na ciele Sługi Ognia. Westchnął ciężko. Nie podobało mu się, że musiał czekać na zewnątrz, nawet jeżeli to było tylko kilka minut. Tak naprawdę mógł przecież odejść i zająć się swoimi sprawami. Wolał jednak zacisnąć zęby i poczekać na tego lenia. - Że też nie mógł tego zrobić wczoraj... - pokręcił głową. Spojrzał w górę. Po wczorajszych gwiazdach nie było ani śladu. Zaczął się nowy dzień. Mały, wielki, tego jeszcze nie wiedział.
Chłopiec o lawendowych oczach podróżował wreszcie wraz z nim. Aka był jakiś taki inny, nieswój. Coś mu się nie podobało, ale nie zwykł żalić się na swój los. Przynajmniej nie w takich miejscach jak to. Zatłoczone, pełne dziwactw miejsce, które przerażało go ogromem przedstawionych opcji.
- Pewnie mnóstwo tu złodziei. - oj tak. Zatłoczony rynek był idealnym miejscem na zuchwałą kradzież. Wśród tłumu nie odróżnisz przypadkowego popchnięcia, od wsadzenia ręki w twoją sakiewkę. Uchiha założył kaptur na głowę i mocno opatulił się swoim płaszczem, ręce skrzętnie ukrywając pod materiałem.
- Co masz zamiar dzisiaj robić? - zapytał swojego przy... padkowego towarzysza podróży. Póki co błąkali się po rynku, bez żadnego konkretnego punktu zaczepienia. Jakby nie patrzeć, festyn jeszcze się nie zaczął, więc i Aka nie miał za bardzo nic do roboty. Podeszli w końcu do jakiegoś stanowiska ze słodkościami.
- Dango? - zapytał bardziej sam siebie, niżeli swojego towarzysza. - Co za syf, kto to kupuje... - całe szczęście, że sprzedawca był właśnie zajęty rozmienianiem pieniędzy. Aka, wychowany wśród elity tego świata gustował w nieco bardziej... wykwintnych rzeczach. - Byłeś kiedyś w Sogen? Mają tam świetną wołowinę. Ciekawe, czy przybyli jacyś kupcy z Kōtei... - podrapał się po brodzie. - Co jadają tam, skąd pochodzisz?
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 163
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Yamanaka Inoshi » 2 maja 2018, o 17:20

- Rok 384 - Zima -


" Jak można nie lubić Dango?! "
Obrazek

Blondynka zamówiła nieco więcej niż początkowe kilka kuleczek, właściwie mówi się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i tak też było w tym przypadku, kto dziewczynie zabroni? Słodkie bo słodkie, ale jakie smaczne. Siedziała tak przy stoisku mając przed sobą swój talerz z kuleczkami które tylko czekały na to żeby je zjeść. Sama wizyta w obcym, gigantycznym mieście, mimo udawania, że się nie przejmuje wywierały na nią swoisty wpływ, w pewien sposób była tym wszystkim przytłoczona i nieco się denerwowała a nie był to jedyny powód do takich myśli, kto w takiej chwili nie chciałby zjeść czegoś słodkiego? Blondynka mimo podjadania łakomych kuleczek dango dalej zwykła obserwować przechodzących obok stoiska ludzi oraz innych przybyłych którzy szli drugą stroną ulicy a mogła ich dalej dostrzec. Nie była to jednak ciekawość a chęć przeniesienia wzroku na coś lub też próba zachowania czujności. Siedząc tak dopiero zdała sobie sprawę, że nie zapamiętała nawet nazw ulic którymi się do tej pory poruszała, szła kierując się zapamiętanymi podczas wycieczki z portu punktami, jak dla niej orientacyjnymi. Czyli w skrócie szła niemal na ślepo a w takim tłoku czasami ciężko dopatrzeć się podobieństw w ulicach, szczególnie tych które widzi się po raz pierwszy czy drugi, w tak dużym mieście.


Podczas swoich niezbyt dyskretnych obserwacji dostrzegła wielu ludzi, poczynając od sklepikarzy i innych ludzi którzy normalnie nie rzuciliby się jej w oczy jednak z tytułu miejsca w którym jest, zwróciła na nich uwagę, może nie szczególną jednak kawałek od jej barku przy którym nieskrępowanie zjadała powoli kuleczkę za kuleczką słodkiego przysmaku, znajdowało się stoisko z przyprawami których nie znała za dobrze, jeden z powodów sprawiających, że się przy nich nie zatrzymywała przecież nie potrzeba jej przypraw a jej brak wiedzy naraża ją tylko na zostanie oszukaną, no i poza tym trzeba oszczędzać kieszonkowe. To w końcu nie tak, że trzeba się obawiać wydatku na dango bo to dobry i jakże potrzebny wydatek. Przy stoisku z przyprawami nie byłoby nic dziwnego gdyby nie mężczyzna o szkarłatnym płaszczu i białej zbroi, prawdopodobnie jakiś tutejszy który z jakiegoś powodu zdecydował się upatrzyć sobie ten konkretny kramik. Inoshi przez chwilę go obserwowała, nie miała jednak we wzroku wizji jakiegoś wielkiego planu, nawet jej poza nie sugerowała jakiegoś szczególnego zaciekawienia czy poszukiwania spisku. Ot strażnik, może nawet i miejski, stojący sobie przy pewnym stoisku. Tylko dlaczego cały czas tam stoi i obserwuje? Może wypatrzył jakiś podejrzany handel który zwrócił jego uwagę? Może stoi tam tylko po to by zaaresztować niegodziwców, jednak wpierw upewnia się co do swoich początkowych założeń? Kto wie. Yamanaka nie zamierzała pytać bo prawdopodobnie skończyłoby się to zaprowadzeniem do Ryokanu i pogadanką z rodzicami na temat " Dlaczego nie wolno zaczepiać strażników miejskich ", albo coś w tym guście. - Ojciec na pewno by zaraz zaczął krzyczeć " yyy dlaczego w ogóle go zaczepiasz, po co szukasz kłopotów bla bla bla " Ugh, całe szczęście, że go tutaj nie ma bo i o moje słodycze też by się doczepił - Rzuciła do siebie w myślach odwracając się na chwilę w stronę sklepikarza. Przez chwilę przeszło jej przez myśl zapytać o tego mężczyznę. Nachylając się odrobinę do sprzedawcy rzuciła dosyć cicho - Em... Ten mężczyzna w tym kolorowym płaszczu i zbroi, wie pan o co z tym chodzi? - Rozciągnęła się lekko prostując nieznacznie plecy a zaraz potem ręce za plecami wsłuchując się w odpowiedź na swoje pytanie. - On? Nie wiem kto to jest, ale należy do Shiro Ryu, to ich kolory i insygnia. To szychy w mieście i lepiej z nimi nie zadzierać. Co taka dziewczyna jak ty mogłaby od niego chcieć? - Rzucił sklepikarz przemywając szmatką blat swojego stoiska. - Ja? Nooo tak właściwie to nic, pytam z ciekawości bo się wyróżnia... To wszystko - Wzięła w dłoń kolejną wykałaczkę nadziewając jedną z kolejnych kuleczek. Nie zdążyła jej przełknąć gdy mężczyzna odezwał się ponownie - Nie szukaj kłopotów z takimi jak oni. - Po tych słowach blondynka przełknęła kuleczkę wzdychając przy tym nieznacznie - Dużo się nie dowiedziałam, ale może to i lepiej, czy naprawdę chcę wiedzieć? - Odwróciła się na chwilę by zerknąć w kierunku mężczyzny kręcącego się obok kramiku nieopodal.


Trzeba powiedzieć jedno, dango są wspaniałe ale po pewnej ich ilości każdy się przesyci i właśnie do takiego stanu powoli dochodziła Inoshi. Nie było to może coś co obrzydziło by jej dango na pewien okres czasu jednak na chwilę obecną musiała to czymś popić, toteż zamówiła wodę, w końcu nikt jej jeszcze nie sprzeda sake. Chociaż nie zaszkodziłoby spróbować, w końcu jak do tej pory wszyscy odmawiali i karcili ją za wszelkie tego typu próby aż w pewnym momencie sama zdecydowała się odpuścić, czy jednak chęć zmalała? Niekoniecznie. Mimo to wolałaby nie wracać w stanie wskazującym do pokoju dzielonego z rodzicami. Oj popamiętała by to na długo - Pewnie codziennie musiałabym znosić jego shinranshina... Oj co to to nie, pfu. - Pomyślała krzywiąc się przy tym nieznacznie. Wtedy też do stoiska podeszło dwóch mężczyzn, albo i chłopców, jak kto wolał, dla niej mężczyzn wyraźnie starszych od niej obydwaj byli podobnego wzrostu, wyraźnie więksi od niej, nie było nawet porównania. Nie zwróciłaby na nich wcale uwagi gdyby nie arogancja jednego z nich i pośrednie obrazy rzucane w stosunku do wszystkich wielbicieli dango. Czy uważała się za wielbicielkę dango? Nie, ale to i tak nie było w porządku by obrażać tych wszystkich ludzi, przynajmniej tak odebrała jego słowa, początkowo. - Co za gość, przychodzi do stoiska ze słodyczami obraża tradycyjne kuleczki. Jakiś totalny cham... - Pomyślała obracając głowę nieznacznie w kierunku obydwojga z nich, spojrzała na mądrzącego się Akę, jednak nie przypatrywała mu się szczególnie, ot, spojrzała by dostrzec i wiedzieć który to z tej dwójki jest taki mądraliński. W tej chwili miała w ustach wykałaczkę której używała do nadziewania kuleczek i jedzenia ich. Przesunęła ją za pomocą języka z jednej strony ust na drugą podczas gdy rzucała im swoje chwilowe spojrzenie. W jej oczach nie było widać nienawiści czy jakiejś złości, aczkolwiek pewnego rodzaju irytację można było wyczuć. Zaraz po tym podparła się łokciami o blat poprawiając grzywkę a następnie podparła brodę wpatrując się przez chwilę w swój talerz na którym wciąż pozostało kilka kulek. - Mam już dość... - Rzuciła sama do siebie w myślach. Zjadła ich już sporo i była pełna cukru. Jedną z rąk złapała z kubek z wodą i popiła wszystko dalej zerkając to w stronę sprzedawcy, to listę produktów które oferuje on w swojej karcie.




Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
- ? - - Zwodniczy Karmazyn - Cała grupa
- C - - Maść na wszystko - Igarashi Nao
- D - - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:

Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 1782
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Shikarui » 2 maja 2018, o 18:12

By posiadać grzechy, Przyjacielu, należy mieć sumienie. By mieć sumienie należy mieć duszę. By mieć ducha należy się urodzić człowiekiem. Ostatni warunek został spełniony, skoro Shikarui miał wszystko na swoim miejscu (chyba, bo w majtki mu nikt nie zaglądał), tylko coś z tymi pozostałymi nie pykło. Może jego matka chrzestna była jak ta zła wiedźma z bajki o Śpiącej Królewnie, która przeklina pocałunkiem już u kołyski i składa do wiecznego snu? Ta Matka jeździła na trubiobladym koniu, z którego nozdrzy wypełzały larwy, deptane podeszwami tych, którzy nie zdawali sobie sprawy z jej obecności. Taką właśnie rodzinkę miał Shikarui - nic dziwnego, że mógł ją zabić za pieniądze. Pyszny dzieciak, do którego mógł należeć cały świat. Bo zabić Śmierć? To już szczyt kretynizmu. Grzechy spisywał na tej liście sumienia. Skoro był człowiekiem - posiadał ducha. Skoro posiadał ducha - musiał mieć sumienie. Porwał je na odpowiednio długie pergaminy i wyliczał na nich kolejne imiona i nazwiska kreskami, które więźniowie stawiali w swoich celach, wyliczając dni odsiadki. Aparycja nie miała tu znaczenia. Liczyła się ilość, nie liczyło się już kto i dlaczego. Przy takiej ilości już nawet liczenie nie powinno mieć żadnego znaczenia. Dziewiąty Krąg Piekła był jak dom, którego bramy były otworzone na oścież i czekały tylko, aż czarnowłosy zapadnie w sen o wiele głębszy niż ten, w który zapadł w najtańszym pokoju. Nie było wesz i pcheł - można spać, chociaż mam wrażenie, że już tamte dachówki byłyby bardziej wygodne od tego legowiska. Nie bał się spać przy Akim. Obaj upadli na głowę, skoro się siebie wzajem nie bali. Powinni być z natury zaprzysiężonymi wrogami, stojącymi po dwóch różnych stronach barykady. Tak to było - kot i pies nie mogli się przecież lubić. Na szczęście ani Shikarui nie był kotem, ani Aka nie był psem. Najwyraźniej to wystarczyło, żeby nie rzucili się sobie do gardeł i żeby spędzili ze sobą kolejne godziny więcej, choć... wcale nie warto było zatapiać tego czasu i tej energii. Paradoks! Żywy i chodzący na dwóch nogach! Właściwie na dwóch parach nóg.
Shikarui zatrzymał się przy sklepie. Ranny był z niego ptaszek, to i od razu kiedy wstało słońce wyciągnął Uchihe na zewnątrz. Na otwartych przestrzeniach czuł się zdecydowanie lepiej niż w małych pokojach ryokanów. Wszedł sam i kupił to, czego potrzebował. Czemu nie kupił tego wcześniej? Dobre pytanie. Chyba po prostu wcześniej nie było takie potrzeby. Chyba. Wcześniej po prostu nie było pieniędzy, a kiedy zlecenie zostało zakończone statek już czekał w porcie i kusił, żeby na niego wsiąść i pojechać... donikąd. Wsiąść na statek, byle jaki, kupić bilet w jedną stronę i nie oglądać się za siebie. Działało. W przeciwieństwie do Uchihy nie przypłynął tutaj z żadną misją. Nie było go paru minut, choć to i tak za dużo powiedziane. Uwinął się od razu, bo doskonale wiedział, czego chciał. Wyszedł z paroma strzałami w zębach, paroma wciśniętymi za pas, chowając jakiś słoiczek do kieszeni i ledwo się ogarniając z tym wszystkim. Zatrzymał przy sklepie, odsuwając na bok, by nie blokować nikomu drogi (tss, żeby nikt JEMU nie przeszkadzał) i położył wszystkie strzały na ziemi, rozwijając zwój na ziemi. Złożył dłoń w pieczęć tygrysa i skumulował chakrę w przedmiocie - siup! I już strzały zostały zapieczętowane w zwoju, a zwój przypięty do jego pasa. Najwyraźniej pan Sanada, mimo radości Akiego, przygotowywał się do jakiejś grubszej akcji.
- Cierpliwość cnotą Cesarzy. - Skomentował, widząc minę czarnowłosego towarzysza. Poprawił wysoki kołnierz, który zasłaniał mu szyję i ruszyli główną ulicą... gdzieś tam. Gdzieś przed siebie, oglądając przygotowania do festiwalu - i sam festiwal, który zaczynał żyć własnym życiem. - Podobny do tego, co działo się w Hanamurze. - Gdyby nie fakt, że Shikarui był mrukiem, to można byłoby uznać, że mówi do siebie. Ale nie, to było spostrzeżenie, którym podzielił się z niebieskookim. Dopiero jego tekst o złodziejach zwrócił uwagę Jugo na Uchiha.
- Strach cię obleciał, Irysku? - Uniósł jeden kącik warg ku górze w aroganckim uśmieszku, przynajmniej wydawał się arogancki, bo uśmiechy Sanady zawsze były w jakiś sposób enigmatyczne. Wszystko przez te oczy. Wszystko przez te lodowate, pozbawione duszy oczy.
- Muszę zarobić na kolejny posiłek. - I już wszystko jasne, czemu się tak dozbrajał. Alehej, przecież Shikarui nie był taki zły! -Poszukam potem zleceń dla shinobi. - Ale najpierw - może dango? Shikarui spojrzał na stoisko, przy którym siedziała jakaś blondynka. Ta JAKAŚ blondynka szybko zmieniła się w "BLONDYNKA YAMANAKA", kiedy tylko się odwróciła. Shikaruiego bardziej od dango zainteresoała ona sama. Jak pies obronny, strażniczy. Ten gończy, którego trzyma się blisko przy swojej nodze, nie spinając jego smyczy i nie zakładając kagańca, bo dobrze się wiedziało - nie zaatakuje bez komendy. Nie zaaakuje bez powodu. A jeśli zaatakuje to cóż - mała strata! Słowa, których Aka nigdy by nie powiedział. Skonfrontował swoje spojrzenie z urażonym spojrzeniem dziewczyny. Czy też - zirytowanym. Jak zwał tak zwał, Shikarui i tak był empatyczny jak słonie były delikatne.
- W Sogen? - Powtórzył automatycznie, bez koniecznej potrzeby, wyłapując pytanie, które wyrwało go ze skupienia na dziewczęciu. Pytanie, które przywołało go jakoby do porządku. - Nie byłem. - Tam akurat nie miał okazji zawędrować - stety czy niestety. A kojarzył z tamtych regionów przynajmniej jedną osobę! - Dziewczyna od Yamanaka raczej więcej ci opowie o kulturze z Karmazynowych Szczytów. - Spokojny i wiecznie mrukliwy głos Shikaruiego nie był jakoś głośny, ale ciężko mówić, żeby ludzie się o nich obijali i że trzeba było krzyczeć, żeby siebie wzajem słyszeć. Nawet nie czuję, że rymuję, yoł. Skierował spojrzenie na dango. Pachniało smakowicie... Pół roku temu jeden chłopak poczęstował go tym łakociem. Było takie dobre... zwłaszcza, że był wtedy taki głodny... Dobrze mu się kojarzyło. I gdyby nie to, że był bez kasy, to chyba właśnie by się na nie połasił. I tak dla odmiany teraz był bardziej zainteresowany dango niż towarzystwem.
Ignorant.
Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 603
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Aka » 2 maja 2018, o 19:03

By posiadać grzechy, Przyjaciółko, należy mieć duszę. I Shikarui na pewno ją miał. Cóż. Może by zdjąć z niej klątwe rzuconą przez złą wiedźmę, potrzeba było pięknego księcia, który złoży pocałunek i zdejmie urok. Pozostało tylko mieć nadzieję, że książę nie trafi na złą czarodziejkę, która co chwila będzie w niego sypała zaklęciami, lub nie zamieni się w żabę, przez brak szczęścia. Ale w sumie... Srał pies te wiedźmę, jej uroki. Ogień zapłonie, a wraz z nim stosy. Do piekła, do piekła, wiedźmo wściekła!
Nie obyło się bez dogryzania. Od samego rana Shikarui nie potrafił poskromić swojej natury. Ale niebieskookiemu wcale to nie przeszkadzało.
- Z cesarzami mam tyle wspólnego, co koń z koniecznością. - wzruszył ramionami, puszczając mimo uszu docinkę czarnowłosego. - Jak w ogóle wygląda tamtejszy dystrykt? Warto odwiedzić? - zapytał. - Mam pewien dylemat, będę musiał się zastanowić, co zrobić po opuszczeniu tego miasta rozpusty. Chociaż pewnie Hanamura niewiele się różni od Kami no Hikage. Czy może się mylę? - nigdy nie był w tamtych rejonach, toteż pytanie było jak najbardziej serio. - Strach? Pff... - prychnął pod nosem, ostentacyjnie poprawiając kaptur. Podszedł do chłopca o lawendowych oczach i spojrzał prosto w zwierciadło jego duszy. Był blisko. Zdecydowanie za blisko, jak na bezpieczną odległość. Nachylił się do jego ucha i zaczął coś szeptać.
- Mam przy boku zabójcę, a miałbym się bać złodzieja? - uśmiechnął się. Powiedział to cicho, tak aby nikt nieproszony nie mógł usłyszeć jego słów. - Mogę Ci postawić obiad. - wrócił na bezpieczną odległość, oddalając się od chłopaka. - Tylko musisz mi obiecać, że nie wysadzisz karczmy. - zazwyczaj ktoś, kto niszczył gospodę nie miał potem zbyt udanego życia. - Mój ojciec mówił, że kiedyś wesele bez trupa było nieudane. Nie rozumiem, dlaczego Kaminari tak bardzo wściekali się o Pannę Młodą. - wzruszył ramionami. To oczywiście był sarkazm.
Spojrzał na blondynkę. To wystarczyło.
- W Srogen, puszczalski psie. - warknął do niego. Jeżeli było coś, czego bardziej nienawidził od żarcia dla plebsu, to moment w którym ktoś go ignorował. Cóż - dla blondynki, która bardzo niedyskretnie przysłuchiwała się rozmowie dwóch zakapturzonych postaci, rozmowa mogła wydawać się bardzo... specyficzna. Prawda była jednak taka, że nazywanie się kundlami, psami i innymi rzeczownikami pochodzenia zwierzęcego nie było niczym nadzwyczajnym w ich nietypowej znajomości, opartej o wzajemne docinki i plucie sobie w ryj. Cóż, kobiety raczej tego nie mogły zrozumieć. Mężczyźni mieli typowe dla swojej płci zachowania, byli trochę... nieokrzesani. A zwłaszcza ta dwójka, skacząca sobie do gardzieli właściwie od pierwszych chwil znajomości. Taki ich urok.
Swój wzrok skierował na słodką blondynkę, zajadającą się jeszcze jeszcze słodszymi dango.
- Z naszej dwójki to Ty zaczepiasz dzieci. - to nie była obraza. Młoda Yamanaka wyglądała na maksymalnie czternaście, no może piętnaście lat. Aka raczej preferował towarzystwo swoich rówieśników, albo starszych od siebie.
Widział wzrok Shikaruia, jak patrzy się na jedzenie, które przed chwilą skrytykował. Skierował swój wzrok na lawendowe oczy, to na stoisko i znów w górę. Nic nie powiedział. Nie czuł potrzeby, wiedział co ma zrobić.
Kolejka była długa, jednak Aka należał do szlachetnego, znakomitego rodu Uchiha i wiedział, jak z kulturą odpowiednią dla jego klanu załatwiać takie sprawy.
Wpieprzył się na sam początek, przy okazji wbijając łokieć w żebra jednej czy dwóch osób, a gościowi, który próbował coś marudzić, kazał wypierdalać.
Rzucił wyznaczoną kwotę i zabrał dwie porcje przysmaków, oddalając się na ławkę, przy której siedziała blondynka. Spojrzał na twarz Sanady. Wzruszył ramionami i wręczył mu całość.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 163
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Yamanaka Inoshi » 2 maja 2018, o 20:38

- Rok 384 - Zima -


" Milusińskie gbury "
Obrazek

Zachowanie dwójki starszych kapturników było poniżej krytyki od samego znalezienia się w pobliżu stoiska, fakt faktem przysłuchiwała się dalej nieznacznie rozmowie obydwu dziwaków trudno było jej ukryć fakt, że wolałaby zostać zostawiona w spokoju, a przynajmniej nie zaczepiona przez dwójkę wątpliwej kultury ludzi. Może i niektórzy są nieokrzesani przyjacielu lecz to cecha charakteru a nie płci. Dalsza część ich wywodów odnośnie Sogen oraz ich osobistych podbojów, lub ich braku nie była zbyt interesująca, wyglądała jak zwykłe indycze zawody o to który ma więcej skóry pod brodą, lub jakoś tak. Zimne oczy Shiki'ego w spotkaniu z chłodnym, aczkolwiek zirytowanym spojrzeniem mogłyby wywołać ciekawe spięcie. Nic jednak takiego się nie stało. Faktycznie, to był jeden z tych momentów w których Yamanaka starała się zachowywać zimną krew i zrobić ze wszystkiego chłodną kalkulację. - Czyli jeden z nich jest biedakiem i żyje na koszt drugiego. Faktycznie, dziwna z nich para - Pomyślała przewracając oczami. W chwili gdy jeden z nich przeszedł do ofensywy i wspomniał o karmazynowych szczytach blondynka strasznie się spięła, to była ta chwila w której ktoś kieruje pytanie bezpośrednio do niej, niemal wskazuje ją palcem jak jakiś drogowskaz lub obiekt do wyszydzenia, wszystko lepsze niż to ostatnie chociaż... Wolałaby uniknąć wszystkich tych sytuacji bo każda z nich jest wyjątkowo kłopotliwa. - Chodzi mu o mnie? Czego on chce? Nie jestem żadnym drogowskazem... Nie znam ich nawet - Chciała w tej sytuacji powiedzieć coś więcej, zareagować jakoś jednak nie widziała innej możliwości niżeli próba zignorowania dwójki nastroszonych jak pawie buców. Nie umknęło jej uwadze to, że Shikarui miał chrapkę na dango a w tej chwili jedyne w okolicy należało do niej. Złapała szybko za jedną z kuleczek swoją wykałaczką ponownie nadziewając kulkę i pakując ją szybko do ust, nie to, że bała się, że jej zjedzą, ot nie chciała czekać aż ten zimny biedak poprosi by się z nim podzieliła. To też nie tak, że nie podzieliłaby się z potrzebujący, aczkolwiek może właśnie i tak w tej sytuacji było? W innych okolicznościach może i by nawet postawiła obiad, ale przecież 500 ryo jakie otrzymała od ojca musiało jej wystarczyć do końca festiwalu a w jej głowie jątrzyła się idea wielu innych pomysłów na zainwestowanie tej kwoty, czy jednak wszyscy muszą wiedzieć co planuje zrobić z tymi pieniędzmi? Otóż nie, może i to w tej chwili był jeden z powodów dla którego póki co się nie odezwała ani do jednego ani do drugiego z nich.

Wszystkie odpowiedzi Aki'ego i dyskusja z Sanadą wprowadziły drobny niepokój do serca blondynki, może i była małą shinobi, może i potrafiła już to i tamto to w dalszym ciągu pewne słowa napawały ją strachem - Zabójca? - Rzuciła sobie w myślach przewracając wzrokiem na Shikaruia, wydawałoby się, że niepozorny biedny, a jednak zabójca. - No to chyba musi być kiepski skoro nawet nie stać go na obiad - Westchnęła ciężko - Gdybym tylko mogła mu tak powiedzieć - No i faktycznie, było wiele poszlak sugerujących, że ta dwójka to tak naprawdę lokalne błazny lub przeceniają siebie uważając się za lepszych niż są faktycznie, mimo to Inoshi prowadziła sama ze sobą starcie, z jednej strony zachowanie tej dwójki było denerwujące, oj bardzo denerwujące, aż miała ochotę wstać i iść, lecz szkoda kupionego dango i przygotowywanych onigiri... Inną opcją było im nawrzucać, w końcu co jej zrobią? Na środku pełnego ludzi placu, w dodatku w okolicy jest ten koleś z Shiro ryu, pewnie by zareagował. - Jeżeli myślisz, że towarzystwo w twoim wieku chciałoby się zadawać z takim przemądrzałym głupkiem... - Pomyślała sobie... Niestety na głos. Zaraz po wypowiedzeniu tych słów, niezbyt głośno skrzywiła się nieco nie odrywając spojrzenia zielonych oczu od Aki, wiedziała, że w tej chwili mogła przegiąć. Poprawiła grzywkę wpierw dmuchając na nią by ta pod wpływem powietrza nieco się przesunęła, nic to jednak nie dało, takie drobnostki w sytuacji podwyższonego napięcia potrafią wyprowadzić z równowagi i właśnie to robiły, sprawiały, że denerwowała się coraz bardziej i traciła swój " cool " jeśli jeszcze można to tak nazwać. Oglądając poczynania Aki przełknęła ślinę zastanawiając się czy ją potraktuje tak samo, w końcu jest tylko gburem który jest po prostu cały poziom kultury niżej niż ona. - Co ty zrobiłaś głupia, teraz oberwiesz. Po co ci to było? - Powtarzała sobie na poziomie myśli to spoglądając na swój talerz to na jedną z trzech najbliższych osób, to właściciela to dwójki nowych nieokrzesanych osobników. Podparła się łokciami o blat stołu, znowu wplatając palce lekko w swoje jasne włosy w geście niepokoju. Obróciła głowę niepewnie w chwili w której się przysiadł niewiedząc czego oczekiwać ani na co się gotować. To była nowa sytuacja, rysowała jednak pogląd na światową społeczność która się tutaj zebrała, jasnym było, że przynajmniej połowa z nich to raczej hołota, a w jej przypadku teraz... Dużo więcej, przecież tylko ona potrafiła zachować jako taką ogładę, w swoim mniemaniu oczywiście, podczas gdy pozostali dwaj przekraczali granicę za granicą. Ostatnią z nich było, niby bezinteresowne sprezentowanie jedzenia Sanadzie. Sam gest mógłby wywołać uśmiech na twarzy czternastolatki jednak w tej chwili nie było jej do śmiechu, bo w końcu jeśli to prawda i faktycznie ma do czynienia z zimnym zabójcą, to jej wykałaczka od dango może stać się w każdej chwili niebezpieczną bronią dzierżoną przez niego. Czego jednak spodziewać się po drugim starszym urwisie prócz tego, że wyraźnie nie wie co robi? Dalej pozostawał tajemnicą, a póki co jedynie częściowa tożsamość dziewczyny została zdradzona przez jakże wnikliwą analizę jej aparycji przez Shikarui'a.




Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
- ? - - Zwodniczy Karmazyn - Cała grupa
- C - - Maść na wszystko - Igarashi Nao
- D - - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:

Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 1782
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Shikarui » 2 maja 2018, o 21:18

Koń z koniecznością? O NIE! Jakieś tajemnicze powiedzonko, które przyciągnęło więcej uwagi Jugo niż większość wielkich prawd życiowych, które między nimi padły. No bo... koń... i konieczność... to konie nie pracowały z konieczności? Cholera. Koń i konie... aa, że koń... że taka gra słów? Połączenie tych wątków zajęło mu drobną chwilę, widać było po nim zresztą delikatne zdziwienie, kiedy Uchiha palnął tym tekstem. Świetnie się przy tym bawił, choć raczej takie mizerne łapanie nie świadczyło o nim zbyt dobrze. Cóż... not a single fuck was given that day.
- Hanamura jest o wiele ładniejsza od Kami no Hikage. Nie tworzą jej zupełnie ściśnięte ze sobą domy. Pełna jest drzew, przestrzeni i czystego, morskiego powietrza. To miasto śmierdzi. - Nigdy nie lubił wysokich wież pnących się ku niebu i dachów, które przysłaniały dzień. Nie lubił złota, którymi kuto ściany i które mamiło spojrzenie, rażąc swoim blaskiem. Nie lubił ludzi, którzy tak wysoko unosili podbródki i... oh, przecież on z góry nikogo nie lubił. Nie powinno mu to więc sprawiać wielkiej różnicy - i nie sprawiało. WIELKIEJ nie. A... małą? Tak samo małą jak to, że w bajce musiała być przecież królewna, żeby pocałunek zadziałał i trucizna tłocząca żyły przestała działać. Ach tak, w bajce też nie traktowali złej Matki Chrzestnej ogniem i stosem. Więc może się uda? Najpierw trzeba by się było upewnić, że ten fanatyczny ogień nie pochłonie ich żywcem! Aka mógł się tego ognia nie bać (i nie bał na pewno, jeśli miałabym wybrać jedyny pewnik świata to byłby ten brak strachu wobec zmian młodego Uchiha), ale Shikarui był pewien, że gdyby ułożył się do snu i miałyby go zacząć spopielać płomienie, to raczej wolałby o tym wiedzieć. I wolałby, żeby jednak go nie spopielały. Chociaż skoro feniksy odradzały się z popiołów...
- Nie są do siebie podobne w żadnym stopniu. - Zapewnił chłopaka. Kompletnie dwa różne światy w mniemaniu Sanady, bo przy wczorajszym hulaniu po dachach też zdążyli zobaczyć kawałek tego wielkiego miasta kupców i możnowładców. - Może wielkością. Nie przyprawia o takie duszności. - Nie to, żeby Shikarui jakiekolwiek odczuwał. Nie odczuwał. Mury go nie dusiły, bo nie mogły tego zrobić - wystarczyło wybić się w górę i napełnić pierś powietrzem, które nie mieszało się z miejską uryną. Nie posiadały takiej mocy sprawczej, która przykułaby go do ulic, którymi w tym momencie chadzali. Ot - były to tylko jego przemyślenia, nie jakieś wyewoluowane odczucia, którymi mogliby się poszczycić wszyscy ci mocno czujący. Shikaruiemu trzeba było dać siekierę w łapy i kazać rąbać drzewo, a nie wypowiadać się na temat estetyki, poezji i pięknych miast, które ściągały w swe progi artystów z całego świata. Swoją drogą - Hanamura piszczała biedą pod względem malarzy. Mała ciekawostka.
Shikarui stanął w zupełnym bezruchu i chociaż jego mięśnie nie napięły się ponad normę, to był gotowy w tym momencie do różnych odruchów obronnych. Nie robił nic. Pewnie gdyby był psem, właśnie postawiłby uważne uszy w pion, by wyłapywać każdy szelest - i takowy otrzymał. Muśnięcie oddechu na karku, nos, który niemal wsunął się w kosmyki jego czarnych włosów, szept, który przeznaczony był tylko dla jego uszu. Ale któż to Yamanaki zrozumie? Może miały niesamowity słuch. A może dziewczyna nadstawiała ucha o wiele bardziej, niż Aka podejrzewał, że ucha można w prywatnych rozmowach nadstawiać. Niebezpiecznie. Dwa słowa za dużo i już cała wioska wiedziała o twojej tożsamości, masz ci los. Przewrotny, och przewrotny los!
Niczego na te słowa nie odpowiedział. Wydawały się zbyt intymne w jakiś dziwny sposób. Z pewnością - pobudzające. Jakby dostał zastrzyk energii niezbędny do tego, by wyciągnąć łuk i wycelować... a oko miał dobre. Oj bardzo dobre.
- Oszalałeś? Co bym zyskał wysadzając karczmę? - Też mi coś! W wysadzaniu karczmy nie było niczego subtelnego... w sumie w wyrzucaniu ludzi przez okno też nie - a jednak swojego zleceniodawce wyrzucił. Biedaczek upadł na twarz i skręcił kark. Przynajmniej jego ciało przydało się potem jako tarcza. - Kaminari? Kto to "Kaminari"? - Nie słyszał nigdy tego imienia. Tego nazwiska. Tego... czegoś. I o ile tamto palnięcie o koniu zajęło mu moment na rozkminianie, tak tu skrzywił się lekko, spoglądając na towarzysz. - Jaki znowu trup na ślubie? Zabijacie na ślubach gości? - To był sarkazm, a Shikarui jak zwykle tego sarkazmu nie wyłapał. I weź tu panie z takim rozmawiaj! Nic tylko nieporozumienia się tworzą! No bo jeśli w Sogen mordują gości na ślubach... to fajne miejsce! Powinien tam wpaść, rozerwać się. Odprężyć trochę na jakimś... ślubie. Albo samemu jakiś zorganizować, czemu nie? O ile pannę młodą też można było zaszlachtować, rzecz jasna.
Śmieszki heheszki.
Shikarui zdawał sobie sprawę z tego, że Yamanaka spogląda na nich spod byka. Elektryzujące napięcie nie wprawiało w dyskomfort. Zresztą w przeciwieństwie do Akiego - Shikarui czuł się świetnie. I przez swój brak wyczucia emocji innych nawet nie zauważył po czarnowłosym, że coś mu dziś nie leży. Może towarzystwo mu, koniec końców, nie leżało - ale gdyby tak było to raczej nie staliby tutaj razem, przed budką z dango, prześwietlani na wskroś przez oczy pozbawione źrenic. Napięcie nie niepokoiło, bo ciężko popadać w paranoję, że każdy jest twoim wrogiem... prawda? Ano... prawda. Tylko że dziewczynce ewidentnie coś nie pasowało - i cholera wie, co. Typowa kobieta. Pogada do siebie w myślach, ale wykrztusić z niej coś? Nie ma mowy! Serdeczne DOMYŚL SIĘ samo odpalało się w uszach nawet Shikaruiego - a był przecież takim społecznym niedorozwojem! Przez tą szkołę przechodził przecież każdy mężczyzna. Być może inaczej podszedłby do jej obecności, gdyby wiedział, że słyszała szept Uchihy. Być może całkiem przypadkiem poszedłby za nią w ciemną alejkę i znalazł miejsce, w którym śpi i to miejsce, w którym chował tych pięćset ryo. Być może nie byłoby wtedy nikogo wokół, nawet strażników, bo przecież czystym przypadkiem sprawdziłby ich tutejsze trasy. I być może nie byłoby już nikogo, kto słyszał szept czarnowłosego młodzieńca, który bardzo lubił testować innych ludzi. Wtedy mógłby powiedzieć - tak, to był kolejny test. I Aka pewnie powiedziałby: ha! Znów wygrałem!
Choć w tym wypadku poniósłby sromotną porażkę, starając się odciągnąć uwagę Shikaruiego od tego, czym normalnie się w życiu zajmował.
- Znów ujadasz, kundlu? Potrzebujesz nowej tresury warowaniu? - Zabrzmiało to chłodniej - tak samo chłodno jak jego komenda "leżeć", ale wcale nie znaczyło, że Shikarui poczuł się urażony - wręcz przeciwnie! Na jego pokraczny sposób uważał to za całkiem zabawne. Pewnie dlatego uśmiechnął się krzywo. W jego przypadku "krzywo" uważało się za całkiem normalny, minimalny uśmiech kącikiem warg. W końcu, jak zostało to zauważony - byli tylko nastolatkami. I to facetami! Niby racja, że wszystko było kwestą charakteru... ale pewne kwestie się nie zmieniały. Nadmiar testosteronu, zwłaszcza u dojrzewających chłopaczków, robił czasami swoje. I jak tu biedna blondyneczka miała niby wytrzymać? Za dużo samcowatości na jednym metrze kwadratowym. I to tuż przy niej!
Dango. Och dango, gdybyś ty było prawdziwe..! Oda do dago, czyli dango pokochanie. Czy jakby to tam nazwać ten utwór literacki. Oczy małego szczeniaczka chyba najlepiej obrazywały spojrzenie, jakim Shikarui obdarzył Akiego. Choć idąc po kolei najpierw nie zauważył nawet, że Aka się ruszył. Mógł go tu zostawić, zaklętego w miejscu i pójść gdzieś w pizdu. Zupełnie tak samo, jak porzuca się psy przy drodze, które się już oswoiło, ale znudziły się, bo za bardzo wyrosły. Bo jednak za bardzo agresywne. Zaraz jego oczy go namierzyły, kiedy przepchnął przez kolejkę - typowy Aka. Kiedy już coś sobie ubzdurał w tej głowie - to nie ważne, jak, ważne, żeby dotrzeć do celu. Dodając do tego fakt, że nie wydawał się zbyt cierpliwy, to... cóż - oto wynik. Nie załapał nawet, kiedy już wziął dango i wrócił. Nawet kiedy wyciągnął je w jego kierunku. Cho nie - moment wyciągnięcia był tym, w którym Shikarui spojrzał na podarek zdziwiony... i upewnił się przez moment, że to nie jest jakiś wykręt. Po czym złapał pudełko tak, jakby Aka miał jednak się rozmyślić i zrobić mu jakiegoś psikusa, zabierając nagle sprzed nosa. Nawet je lekko cofnął, by na pewno nie zabrał! Prz tym sparklił wokół siebie jak pieprzona latarnia. Sparkle sparkle. Brak uśmiechu, kamienna twarz - ale sparkle latały wszędzie. Początek, rzecz jasna, miały w roziskrzonych, rozanielonych ślepiach. Brak jakichkolwiek nagłych ruchów od Akiego uznał za znak, że to NA PEWNO JUŻ NA STO PROCENT I NA MILION IWOGÓLEŻADNAŚCIEMATO NIEFIOSRghgdtohjh. Tak, to nie kawał.
- Dziękuję. - Powiedział grzecznie i potulnie, spoglądając na pudełeczko tak, jakby było największym skarbem świata w historii narodów. Bo było. Przynajmniej dla niego. Nawet jeśli inni mieliby go mieć a świra, żebraka, czy biedaka. Wszak Sanada nie przejmował się tym, co myśleli o nim inni. A teraz zabrał się za jedzenie ze świętością cudownej przekąski, która dla niego była kosmicznym, przecudownym, nowo odkrytym smakiem - bo dopiero w tym roku je spróbował! Stanął normalnie i nawet wyciągnął pudełko znów do Akiego. Nawet się podzieli, ha! Taki z niego miły gość był.
Zanim zdążył odpowiedzieć na następne słowa, a byłoby to pytanie "jakie dzieci?", to właśnie to dziecko, o którym Aka mówił, zabrało głos. A konkretniej: zabrałA głos. Chyba nie nadążył za tą konwersacją. Przemknęła niby z jego udziałem, aj jednocześnie kompletnie obok. Ściągnął lekko brwi i spojrzał na Inoshi, unosząc znów kącik ust ku górze. Rozbawiło go to całkiem. Ta pyskówka. Wykorzystanie jego osoby do tego, żeby zjechać Akiego. Nie odzywał się - bo i po co? Aka w końcu uwielbiał mówić! I Shikarui wiedział też, że jeszcze bardziej lubił wdawać się w... dyskusje. Żeby nie powiedzieć: kłótnie. Chyba potrzeba było więcej niż jedna dziewczynka, żeby go wytrącić z równagi, co? Aż chętnie ten cały balet poobserwuje.
Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 603
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Aka » 2 maja 2018, o 23:05

Śmierdziało. Lecz to nie smród taniego żarcia i fałszywego metalu uderzał w nozdrza Akiego. To co najbardziej mu doskwierało, nie było wyczuwalne nosem, lecz duszą. Wszechobecna korupcja i pseudolbieralna iluzja wolności. Ci wszyscy kupcy, ludzie - byli zniewoleni bardziej, niżeli Shikarui, Aka i ich obroże. Naprawdę ktoś myślał, że Możnowładcy, którzy wszak kontrolują wielkie nacje Shinobi nie maczają swoich brudnych, oślizgłych, tłustych paluchów w handlu? Ten dziad sprzedający dango zapewne jedną połowę swojego zysku musiał oddawać tym biurokratycznym ścierwom bezpośrednio, a drugą w podatkach. W tym jednym więc się zgadzali, że pieprzyć całe Hikage no Kami.
- Katsune wiedziała, co mówi, gdy kazała mi zostać tutaj jak najkrócej. - teraz dopiero zauważył, że liderka Uchiha miała rację. Te miasto było wypaczone, zżerane od wewnątrz przez robactwo. Organizm, którego nie dało się już uratować. Można było jedynie spalić jego resztki, żeby zaraza nie rozprzestrzeniała się dalej.
- Nie lubię, gdy cos nie pozwala mi oddychać. - niewidzialne obroże, tak modne w Sercu Świata. Czy był jedynym, który dostrzegał ułudę tego miasta? Z pewnością nie, wszak już osoba, która wysłała go tutaj z misją wiedziała, że coś jest nie w porządku. Ten festyn był jedynie przykrywką, maską dla czegoś większego.
Dawno nie czuł tego zapachu. Zapachu włosów.
- Co byś zyskał? Z pewnością moje wkurwienie. Może klapsa za bycie niegrzecznym. - a przecież Shikarui wprost uwielbiał znęcać się nad sumieniem Uchihy. Sanada czerpał radość z tych swoich gierek i prób zmiecenia Akiego z pola bitwy. - Kaminari to ród, z którym Uchiha chciał, umm... Zawiązać sojusz? - sam nie był. Kiedy to się działo, był czymś zajęty. Jeździł konno, jadł dobre mięso, albo zajmował się innymi rzeczami, które wtedy jeszcze go nie zainteresował. - Jacyś Shinobi. Plebs bez znaczenia, jeśli spytasz mnie. Ale wtedy Uchiha chwytali się brzytwy, potrzebowali sojuszy. No i jakoś tak się stało, że Panna Młoda zmarła na swoim weselu. - wzruszył ramionami, a ton jego głosu był taki, jakby mówił o wczorajszym obiedzie. - Moim zdaniem dobrze się stało. Ten ślub tylko by nas osłabił. Doskonale wiesz, że Uchiha nie cieszy się poważaniem na świecie. Ten mezalians tylko by pogorszył sytuację. - jakkolwiek szorstko mogła brzmieć jego opinia, to była nie dość że powszechna wśród Uchiha, to jeszcze wyjątkowo celna. Wielki i wspaniały ród, wiążący się krwią z kimś, kogo nawet tak wielki podróżnik jak Shikimaru nie zna? No właśnie. Nie trzeba było nic dodawać. - Nie, ale czasem zdarza nam się zalać w trupa. - zarzucił żarcikiem.
- Hau-hau, kurwo. - pokazał mu język. Oj tak, lubili się przedrzeźniać. Jeżeli Yamanaka nie widziała w tym typowej, młodzieńczej zabawy, to pewnie była tak samo ślepa jak Shikarui. - Dlaczego wszyscy traktują świat tak poważnie? Przecież to tylko gra... - gra, w której psy umierają skulone, porzucone na pastwę losu, a ludzie mają to w dupie. Przyglądają się im i cieszą, cieszą z ich bólu. Aka łamał zaś zasady. Wolałby ujrzeć jak jego Królestwo upada, niż przejść obojętnie.
- Proszę. - powiedział grzecznie i potulnie. Dokładnie tak samo jak Shikarui podziekował mu za jego dobroć. Nie rozumiał jednak, dlaczego taki prosty gest znaczył dla Sanagi cokolwiek więcej niż to, że Aka chciał go po prostu nakarmić. Przecież był głodny, a brunet nie przechodził obojętnie obok potrzebujących. Tak, to nic nie znaczyło.
Wyciągnął w jego stronę ręce, podając mu jedno z dwóch pudełeczek. Oba były dla Shikaruia, a on się z nim... podzielił. Najemnik, ten który zabiłby swoich rodziców dla pieniędzy.
- Ja d... - zaciął się. - Dziękuję. - to mogło brzmieć idiotycznie. Przyjął coś, co wcześniej nazwał syfem. Jednak z rąk zabójcy stało się najlepszym daniem, jakie miał okazję jeść od lat. Zaczął się przyglądać daniu, jakby nie wiedział jak się za to zabrać. Powinien zjeść całe naraz, czy powoli delektować się smakiem? To zabawne, ale ten pan na włościach nie wiedział, jak je się tak proste dania. W końcu jednak odważył się spróbować.
- Nawet dobre. - uśmiechnął się. Taki komplement z ust takiego gbura jak Aka? Cóż. W jego stronach oznaczało to tyle, co w Karmazynowych Szczytach "wykwintne". Uchiha jednak nie marnowali takich słów na określenie smaku jedzenia. Gdyby używać ich do takich prymitywnych rzeczy, straciłyby swoją moc wtedy, gdy naprawdę trzeba było je wykorzystać.
Uśmiech jednak znikł, gdy blondynka otworzyła swe usta. Położył dłonie na stole, spoglądając w lawendowe oczy zabójcy. Jego wzrok mówił mniej więcej "szykuj się". No co? Przecież powinien go bronić. Byli w końcu... znajomymi.
Obrócił się w stronę dziewczyny jednym, sprawnym ruchem. Lecz nie krzyczał, nie rzucił się jej do gardła, nie przeklinał i nie groził jej spaleniem na stosie.
- Ojejkuś. - powiedział słodkim, chłopięcym głosikiem. Spojrzał się na blondynkę swoimi wielkimi, niebieskimi oczkami. - To w końcu przemądrzały czy głupi? - założył nogę na nogę, podparł się łokciami o blat stołu i wplótł palce we włosy, kręcąc z nich loczki. Parodiował Yamanakę. Gdyby miał gumę, to pewnie zacząłby strzelać balonami. Był kurewsko bezczelny, to mu trzeba było przyznać. Ale przecież nie zrobił nic złego. Chyba miał nową zabawkę. Miał tylko nadzieję, że Shikarui nie będzie miał mu tego za złe. W końcu teraz mogli znaleźć uciechę w śmianiu się z kogoś innego.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 163
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Yamanaka Inoshi » 3 maja 2018, o 00:10

- Rok 384 - Zima -


" Wyzwanie. "
Obrazek

Im dłużej rozmawiali tym mniej interesowały ją te ich mało znaczące pseudo filozoficzne wywody. - mhm mhm hmm tak mu się ta stolica nie podoba a jednak tutaj przyjechał. Co za przegrywy... - To nie jest tak, że młoda znała Hanamurę o której rozprawiali, tak właściwie to mało co naprawdę znała. To była jej pierwsza tak daleka wycieczka i póki co chwaliła sobie to miasto, może i tłumy jej przeszkadzały... To w obecnej sytuacji wolała towarzystwo tłumnego gwaru niżeli być zaczepioną przez dwóch podrostków niewiadomego pochodzenia i intencji. - To miasto jest wspaniałe. Jest ogromne, jest... No jest tutaj pełno różnych skarbów z całego kontynentu! Masz cały kontynent tutaj, w kieszeni! - Powiedziała biorąc jedną z ostatnich kuleczek słodkiego dango, dla niej to miasto było właśnie jak to Dango, słodkie aż do przesady, byle nie przesadzić. Do tej pory znała jedynie Soso i okolice a tak wielka metropolia była dla niej wyraźnie przytłaczająca. Wysokie budynki, wielkie wierze, nowoczesna architektura. Bezpiecznym byłoby stwierdzić, że część tego miasta jest niczym wyjęta z pejzaży namalowanych przez fantastycznych rysowników, sztuką i to taką która powinna być wieczna, czy jednak wszelkie porównania Yamanaki będą cokolwiek znaczyć? Jej, osoby która widziała mało, wie mało, jest mała i tak właściwie kim jest?

Nie interesowały ją rozmowy o ślubach, bogaczach i plebsie, były to sprawy o których ona jako mały doko, dodatkowo bagaż, tutaj w Kami no hikage, bo inaczej jej obecności nie można tutaj określić z czego sama zdawała sobie sprawę. Nie mogła natomiast zrozumieć jednego. Jak ta dwójka może zmieniać tematy tak szybko i tak swobodnie przechodząc z rozmowy o ślubie do zwykłej szczeniackiej obelgi jeden na drugiego i to nie takiej zwykłej, a najzwyczajniej w świecie prostackiej, takiej której używają ludzie prości, o prostym umyśle który nie radzi sobie z przetwarzaniem bardziej skomplikowanych i wyrafinowanych obelg, to samo tyczy się poczucia humoru, to ma być śmieszne? To jest kiepskie i denne. - To jest wręcz żałosne, dlaczego muszę tego słuchać? No i jeszcze się przysiedli... Ależ oni są kłopotliwi - Złapała się za głowę kręcąc ją przez chwilę, oczywiście nie obyło się bez przyklepania sobie w ten sposób grzywki którą teraz trzeba było poprawić, ponownie by odsłonić prawe oko które zostało przez blond czuprynę zasłonięte. Kolejne ich wzajemne gesty skupiające się na przekazaniu sobie słodkiego Dango można było odebrać dwojako. Inoshi tylko wpatrywała się w ich poczynania z lekko otwartymi ustami, jej twarz była pełna krępującej niezręczności. Gdyby była bohaterką anime to właśnie w tej chwili część jej twarzy przybrałaby niebieski kolor a na jej czole zaczęły rysować niebieskie linie. Gdzieś tam w okolicy pojawiłaby się również wodna kropelka symbolizująca zakłopotanie. Jest wiele sposobów na przedstawienie tego co właśnie czuła.

Początkowe przekomarzanie się tej dwójki zaczynało jej dosyć poważnie grać na nerwach, w jednej chwili jeden ruga drugiego od najgorszych a w następnej chwili jeden robi do drugiego maślane oczka i potulnie dziękuje za posiłek. Do czego to podobne? Czyżby obydwaj byli aż tak fałszywi? - To wychodzi bardzo ponad " kto się czubi ten się lubi " - Czy mogła coś na to poradzić? Chyba nie, mogła jedynie się im dalej przyglądać lub zajadać swoje dango co też tak naprawdę robiła gdy odrywała od nich wzrok, nie chciała się na nich patrzeć ale im częściej mówili tym bardziej miała ochotę się odwijać. Skrzywiła się na widok serwowanego przez Sanadę uśmiechu. Nie podobał się jej ten uśmiech, było w nim coś złowieszczego. Brak konsekwencji w swoich słowach cechował nie tylko zielonooką, ale i również Akiego ponieważ w pierwszej chwili miał wielkie awersje do dango a minutę później nagle mu smakuje. - Już spokojnie, raz i dwa... - Chcąc się nieco odciąć i uspokoić przyjęła pozycję z dłońmi wplecionymi we włosy, wtedy też spostrzegła kolejne poczynania i gesty Aki, miała wrażenie, że przesadziła bądź wyprowadziła z równowagi. Może i nieco się zatrzęsła, nieznacznie, w końcu nie stało się nic strasznego. Co jednak nastąpiło dalej? Niepokojąca zmiana mimiki, dłonie na stole, czyżby dawał znaki swojemu lawendowo okiemu koledze? Chociaż trzeba mu to przyznać, oczy miał niecodzienne. Zaraz po tym gdy obrócił się w jej stronę ta wzdrygnęła się cofając lekko na siedzisku w tył. Gdy zauważyła jego małpujące jej poprzednią pozycję gesty zmrużyła nieznacznie oczy wyraźnie zażenowana jego postawą. Czy była zawiedziona? Chyba. - eeee czy on... Co on wyprawia? - Nie wiedziała jak to skomentować, jej wyraz twarzy dodał do swojego arsenału lekko ściśnięte usta które dołączyły po chwili po tym jak zamknęła koparkę która w chwili gdy zaczął przyjmować tę pozę, jej opadła. Musiała aż przetrzeć oczy z niedowierzania. - Ja przynajmniej wiem co mówię jak się odezwę a nie paplam bez sensu byle paplać, jak o tym dango. Najpierw z niego szydzisz a potem je uwielbiasz bo twojemu partnerowi smakują, czy smakuje ci wszystko co jemu? Co z ciebie za chłopak, gość bez własnego zdania - Powiedziała to zdanie z zebraną przez cały ten czas pewnością siebie, przedtem wzięła jednak głęboki oddech by wyrazić to wszystko niemal jednym tchem, może ciut przyśpieszonym, ale jednym tchem. Zaraz po tym jak skończyła skrzyżowała ręce na piersiach obracając głowę w bok zadzierając przy tym lekko nosa, przymknęła na sekundę oczy. Nawet wydała przy tym takie typowe " hmhm ". Nie pozostała jednak w tej pozycji długo gdyż całkiem szybko otworzyła oczy zerkając na obydwu chłopaków. Tradycyjnie zaczęła ją irytować grzywka którą musiała nieco poprawić by odsłonić sobie wizje. Co i wprawni mogliby dostrzec, że cały ten czas siedziała jak na szpilkach z ściśniętymi nogami.




Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Myśli - Mowa
Ostatnio edytowano 3 maja 2018, o 11:23 przez Yamanaka Inoshi, łącznie edytowano 1 raz


Prowadzone misje:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
- ? - - Zwodniczy Karmazyn - Cała grupa
- C - - Maść na wszystko - Igarashi Nao
- D - - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:

Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 1782
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Shikarui » 3 maja 2018, o 00:47

Shikarui nie był pewien, co to za smród - ale z pewnością każde miasto śmierdziało. Ludźmi, których nie lubił. Dla niego możnowładcy nie różnili się wiele od tych biedniejszych - tych typu tego sprzedawczyka dango. Interesowali go tylko wtedy, kiedy mieli jakieś zadanie do wykonania. Aka miał jednak dobry nos, bo ci zepsuci, których spaczyły pieniądze, rzeczywiście śmierdzieli najbardziej. Nawet bardziej od tych obdartusów i pijaków, których tu i teraz nie można było dojrzeć. Znam jednak jedna osobę, która by z tym "pieprzeniem Kami no Hikage" się nie zgadzała. I ta osoba sobie przemknęła w majestatycznym płaszczu i tyle ją widziano. Wzrok Shikaruiego nawet nie wychwycił sylwetki Kenshina - przyszli tutaj, kiedy już rozmył się w tłumie, pozostawiając tylko w pamięci Inoshi zakotwiczone wspomnienie i zainteresowanie, które zrodziło na jej wargach pytanie. Jedno, drugie, trzecie. Młode dziewczę i ciekawe świata - tylko pamiętaj, dziewczyno, żeby nie zadzierać z takimi, jak On. Ciekawość świata była bardzo pozytywną rzeczą. Stanowiła przedrostek miłości, który można było przekazywać dalej. Uczyć wszystkich wokół siebie. Rosnąć, pielęgnować te emocje w sercu i przekazywać je młodszym pokoleniom - tak to powinno działać w idealnie nakręconym świecie. W zegarku, którego zębatki idealnie na siebie nachodziły, nie pozostawiając miejsca na błędy. Jeśli coś zaczynało się krzaczyć - wystarczy naoliwić. Jeśli coś zaczynało się zacinać - należy wyszlifować. Jeśli zbyt przyśpieszają i oczka przeskakują za mocno - wymienić zębatkę. Z tej trójki chyba tylko Shikarui miał do tego tak logiczne podejście. Jasne, bo jak nie on, to niby kto? Poddawanie się emocjom burzyło te piękne światopoglądy! Burzyło miłość, burzyło ciekawość! Cały umysł zalewała wtedy fala płomieni i nie ważne, z czego byłeś utkany - i tak cię pochłaniała, jeśli pozwalałeś się tej fal rozprzestrzenić. Inoshi karmiła swojego własnego wilka. Zabierała z rąk dwóch chłopaków ochłapy mięsa i rzucała psu z pełnym skupieniem. Coś w sobie budowała - i nie chciała temu pozwolić się wydostać. Nikt jej nie powiedział, że jeśli wilka rozbestwisz, to będzie ciągle dopominał się o swój kawałek befsztyka. Ugryzie tą rękę, która jeść daje, żeby przypomnieć, że jest głodny. Że chce więcej. Widzisz, Inoshi, bo chyba zapomnieli ci powiedzieć - jeśli karmisz jakieś zwierze, wybierz domowego psa. On przynajmniej nie będzie miał dzikich instynktów, które będą mu nakazywały walczyć i gryźć. Może wtedy uda się utrzymać i swoje myśli? Kiedy opanujesz emocje - opanujesz słowa. Nie zdradzi gardziel, która wyciągnie z głębin piersi litery, jakie powinny pozostać zakopane głęboko w tobie. Jak komentarze czytelnika, obserwatora spektaklu, który nie ma żadnego wpływu na to, co dzieje się na kartach książki, czy też na scenie. Niestety - albo stety - Inoshi ten wpływ miała. Bardzo realny, bo każdy mógł ją tutaj usłyszeć, kiedy coś powie i każdy mógł zobaczyć jej gest, jeśli coś zrobi. Pewnie dlatego też starała się zachować swój wewnętrzny spokój. A może po prostu była dzieciakiem, dlatego zdarzało się jej palnąć głupotę. Na błędach człowiek się uczy!
- Ach tak? - Zainteresował się, niby to uprzejmie. W rzeczywistości łacha darł. - Więc z tą obrożą musiałem się przesłyszeć. - Aka, zdaje się, jednoznacznie nie powiedział, że chce coś, co by mu ograniczyło przestrzeń. Ba! Shikarui już wiedział, że ten chłopak, nawet jeśli nie cierpi na klaustrofobię, to nie jest fanem zaciskających się wokół niego ścian - tych mentalnych. Nikt chyba tego nie lubił, więc nie było to żadne odkrycie, ale nie wszyscy byli na tym punkcie przewrażliwieni do aż takiego stopnia. Raczej takich fanatyków zgorzałych jak ten Uchiha było niewielu.
Plebs. Przy Uchiha bardzo wielu było plebsem. Taki mały, nic nie znaczący szczep jak Jugo, który był śmieszną pozostałością wojen. Shikarui chyba nawet nie był ciekaw, co teraz dzieje się u jego krewniaków. Ten wujek, ciotka, babka, czy kto to tam mógł jeszcze być, spacerując sobie uliczkami. O ile ze szczepu cokolwiek zostało, rzecz jasna. Miał wrażenie, że byli już tak nic nie znaczącą garstką, że zebranie się w jedną hałastrę było niemożliwością. Minęła chwila czasu od tej, w której był w rodzinnym mieście. I od tamtej pory cichosza - żadnych wieści. Równie dobrze mógł być ostatnim Jugo na świecie. Sanada wyciągnął w kierunku Akiego rękę i popatał go lekko po głowie, tak jak patało się każdego grzecznego psiaka, który wykonał twoje polecenie, albo po prostu był grzeczny. Faktycznie, wyzwisko było prostackie, rany - cała ta przekomarzanka była prostacka. Nie pasowała do dumnego Uchiha! Wstyd, hańba! Przynosi dyshonor na swoje nazwisko! Nikt tak nie krzyczał i nie zapowiadało się, żeby krzyczeć miał ktokolwiek zacząć. Posiadanie czarnych włosów nie czyniło Akiego jeszcze wzorem wystawnym cech swego klanu.
- To prawda, oferuje wiele możliwości. - Podszedł do tematu treściwie, odpowiadając na... zachwyt? W sumie ciężko było nawet powiedzieć, co przesiąkało przez słowa dziewczyny. Brzmiała tak, jakby usilnie chciała im pokazać w tych dwóch zdaniach (a nawet czterech) oczywistą prawdę świata dotyczącą tego jednego, konkretnego miejsca. Kami no Hikage - perła w koronie kontynentu. Miejsce, gdzie spełniają się sny! Ciekawe, ilu desperatów tu ściągnęło w poszukiwaniu pracy? Shiki tu był, to dawało już jednego... teraz wyliczyć tylko tysiące następnych. Tych niepoprawnych marzycieli, którzy sądzili, że mrzonki o nowym życiu są prawdziwe i dadzą im i ich rodzinom domy, zapewnią pracę, a potem? Wszystko się ułoży! Poza tym, że nic się nie układało. Desperaci tonęli w biedzie i na dno ciągnęli najbliższych. Więc tak - to miasto było faktycznie jak dango. Słodkie aż do przesady. I kiedy przesadzisz to nagle okazuje się, że nie zdążysz dobiec za najbliższe krzaki, bo wszystkim bełtniesz prosto na fartuch kucharza.
Kiwnął głową z namaszczeniem, kiedy Aka stwierdził, że nawet dobre. NAWET DOBRE?! Były najlepsze. Najcudowniejsze. Ale przyjął "nawet dobre" właśnie jak określenie "alekurwaniebowgębie".
Czy Shikarui był jednak zainteresowany obroną Akiego? Tak średnio. Po pierwsze - nie sądził, żeby tamten miał sobie nie poradzić. Po drugie - Aka lubił gadać, niech się wygada. Po trzecie - to przecież tylko mała Yamanaka! Po czwarte - miał dango. Trzymał pudełeczko i wcinał, przyglądając się. Wsłuchując. Oczy rodu Yamanaka zawsze były przedziwne. I kto tu niby miał wyjątkowe oczy? Kto normalny nie posiadał źrenic? Gdyby nie znał tego klanu i nie miał z nimi do czynienia, pewnie te dziwaczne oczy wzbudziłyby w nim czujność. Wiedział jednak, czego się po tym klanie spodziewać. Jak o jednak Aka już ujął - w kupie siła! I kiedy cała grupa myśliwych poluje na wilka to nawet on nie da rady. Tutaj mieli dwa wilki i jedną dziewczynkę.
Gdzie się zgubiłaś, Czerwony Kapturku?
Do kogo niesiesz koszyk?
Mieć za złe? Bez przesady! Shikarui musiałby się jeszcze uważać za zabawkę, a pod tym względem oboje siebie wzajem za zabawki mieli. Teraz więc jego zabawka bawiła się inną zabawką - i to było bardzo ciekawe! Oparł się leniwie o blat, jak stary tygrys, który układa się na swoim legowisku, ale to wcale nie sprawia, że czyni go to mniej niebezpiecznym, niż był w rzeczywistości. Odłożył pierwszy patyczek do pudełka, kiedy już zjadł i ściągnął z pleców kołczan i strzały, kładąc sobie między nogami, opierając o kontuar. Wyglądało na to, że zabawią tutaj chwilę dłużej. Aka mógł mieć pewność, że Shiki przypilnuje dango, o! Właśnie. Jak mogła mówić, że peplanie o dango było bez sensu?! Ach tak... no tak. Przecież Aka skrytykował dango. A jednak wziął jedno, zjadł - i stwierdził, że dobre. Wyglądało na to, że mała blondyneczka przysłuchiwała się im od jakiegoś czasu - tylko od jakiego? To o dango było, kiedy już tutaj przyszli, więc co poza tym słyszała? Zainteresowało to czarnowłosego, ale nie włączał się do dyskusji. Po małej było widać, że nie czuje się zbyt pewnie.
Strach. Drapieżniki wyczuwają strach.
Im więcej było wzdrygnięć i spięć tym bardziej tą uwagę przykuwała. Sycił się tym strachem. Choć to nawet nie był jeszcze strach! To dopiero niepewność! I widział niemal te trybiki w jej głowie, które coś kalkulowały - jak u młodego kotka, który coś próbuje wykombinować, kiedy spotkał przed sobą silniejszych, większych osobników! Szkoda tylko, że w świecie shinobi wielkość i wiek nie oznaczały jeszcze możliwości. Albo to i dobrze? To sprawiało, że życie było bardziej ciekawe. Shikarui darował też sobie ostrzeganie Akiego, że powinien brać pod uwagę, że jest wysłańcem Uchiha, a ona jest Yamanaka. Dwa duże rody w zwadzie? Ha, przez dwóch gówniarzy żaden ród żadnej zwady nie zrobi. Przynajmniej dopóki nie dojdzie do oczywistego przelewu krwi.
Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 603
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Aka » 3 maja 2018, o 01:44

Diamenty zamieniały się w pył, złota korona pokrywała się rdzą. Nic tu nie błyszczało tak, jak powinno. Obydwoje to widzieli i wiedzieli. Blondynka o dziwnych oczach była jednak ślepa i broniła Kami no Hikage, Serca Świata, jakby to był jej dom. To było dla Akiego zaskakujące. Przecież Yamanaka był pełnoprawnym rodem. Dziewczynie nie wypadało tak mówić. Jedno jednak się nie zgadzało. Ciekawość świata, miłość, nauka wszystkich wokół siebie. Przecież to nie były myśli Shikaruia. Do cholery jakie emocje?! Jakie burzenie, czego?! Przecież zabójca nie widział nic, poza czubkiem swojego nosa. Prawda...?
Były jednak pewne obroże, które dawały przyjemność, gdy zaciskały się na szyi chłopaka. Były takie ściany, które zaciskając się sprawiały, że czuł się bezpieczny. To miłość i dom. Dwie rzeczy, których czarnowłosy nigdy nie zaznał. Nie mógł wiedzieć więc o ich istnieniu. Zupełnie jak młoda Yamanaka, która swoim pyskowaniem udowadniała, że wie o świecie tyle, co Aka o hodowli alapak.
Yamanaka się jednak myliła. Żaden z nich nie był fałszywy. Obydwoje byli do bólu szczerzy. Inoshi nie potrafiła odróżnić obelgi od żartu i z nich wszystkich, to ona jako jedyna miała problem. Aka i Shikarui doskonale sobie zdawali sprawę, że docinki są częścią ich charakteru i nie ma co się wstrzymywać, bo tak nie wypada. Aka była jedną z tych osób, które w dupie miały co wypada, a co nie wypada. O ile po Shikaruiu takie komentarze spływały, tak Uchiha był zdecydowanie bardziej pyskatym gnojkiem i nienawidził, gdy ktoś mu próbował układać życie. Mu! Ogniowi! Spróbuj powiedzieć ogniowi, żeby przestał się palić. Zobaczymy co się stanie, Yamanako.
Jednak patanie Akiego po głowie zepsuło zabawkę. Shikarui nie powinien był tego robić, bo ubogi program nie przewidział takiej możliwości.
- Co Ty robisz? - brzmiało znajomo, jednak reakcja zupełnia nie była podobna do tego, co stało się w Dzielnicy Latarni. Zarumienił się, na całe szczęście tylko Shikarui zdołał to ujrzeć, bowiem już po chwili chłopak ukrył poliki, gdy opierał się o blat. stołu. Nie przyszło mu jednak tak łatwo pozbyć się krępującego go tematu.
- Mojemu... komu?! - skierował oczy na Shikaruia. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że tak to może wyglądać. Chłopiec o lawendowych oczach nie wyglądał nawet na zaskoczonego. Co więcej, nawet nie zdawał się nawet tym przejmować. - Olał to. - nie dało się ukryć. Olał jego spojrzenie. Aka zacisnął pięści, starając się przelać niepotrzebne emocji do dłoni, a nie na twarz. Kobieta tego nie ułatwiała i przeginała strunę. Chłopak opuścił łokcie z blatu. Usiadł normalnie - nieco niezdarnie, ale po swojemu. Gdzieś z boku płonęła zapachowa świeczka o miłym zapachu cytrusów. Chłopak przysunął ją do siebie, chwytając między obie dłonie. Wyciągnął palec i zaczął bawić się ogniem, smyrając go opuszkami palca wskazującego. Ogień zdawał się go nie ranić, choć była to oczywiście iluzja. Jeżeli odpowiednio szybko przejechać nad płomieniem, to strumień powietrza lekko zmieniał jego kierunek, tym samym sprawiając, że nie czuć oparzeń. Z boku mogło to wyglądać jak przypalanie własnej skóry.
- To nie jest mój partner, a ja nie jestem jego chłopakiem. - poruszyła bardzo wrażliwy temat, zaczęła się wtrącać w nieswoje sprawy. Mógł jej wytłumaczyć, jak bardzo się myli w swoich słowach. Mógł wdać się z nią w dyskusję ale wiedział, że to pozbawione sensu.
- Już, skończyłaś? - zapytał cicho, suchym i chłodnym głosem. I mógł ją zgasić, jak ten płomień przed nimi. Nie zrobił tego jednak. Nie dał satysfakcji Shikaruiowi. Tym razem był na niego naprawdę zły. Nie pomógł mu. Usiadł i zrobił sobie z tego widowisko. - Pierdol się. - powiedział do niego w myślach. - Ogarnij się, nie po to tu przybyłeś. Nie rób głupstw, Aka. Masz misję, jakieś dwie tepe kurwy nie wyprowadzą Cię z równowagi. Oddychaj. Nie rób scen, nie rób... Przyłożył palec do świeczki, tym razem naprawdę. Docisnął ją z całej siły, nieprzyjemny dźwięk przypalanej skóry dobiegał do uszu. I przez chwilę widział w ogniu przyszłość. Płomień jednak zgasł. - Bo ja tak. - wstał od stołu. Nie będzie siedział przy jednym stole z kimś, kto obraża go w obecności jego...
Jednak zrobił scenę. Choć i tak mniejszą, niż przez chwilę przyszło mu do głowy. Nawet nie spojrzał na Shikaruia, w sumie to nie chciał go oglądać. Nie było krzyków. Nie był jakąś tam zabawką, która szczekała na zawołanie. Otarł twarz rękawem, by się uspokoić oczywiście. Równie dobrze mógł sobie poradzić bez niego. Niepotrzebnie tu przyszedł. Otwarcie festynu było gdzie indziej. Tam był jego cel.
Avatar użytkownika

Aka
 
Posty: 163
Dołączył(a): 9 kwi 2018, o 09:33
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Czarne, średniej długości włosy
- Przeciętny wzrost
- Ciemny płaszcz
Link do KP: viewtopic.php?t=5319
GG: 11501437
Multikonta:

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Yamanaka Inoshi » 3 maja 2018, o 11:21

- Rok 384 - Zima -


" Garść odwagi "
Obrazek

Relacja dwójki wyrostków dalej pozostawała dla blondynki zagadką. Wychwalanie stolicy było zwyczajnym zachwytem nad wielkością tego miasta i jego różnorodnością w stosunku do miejsca z którego przybywa, swojego domu w Soso. Stolica świata na pewno różniła się pod każdym względem, czy można ją jednak winić, że czuje się w tej chwili jak zmuszony do odkrywania nowych lądów odkrywca który uwolnił się z okowów własnej patriotycznej niewoli. Przecież wszyscy uwielbiają swoje rodowe domy, wszędzie dobrze ale w domu najlepiej, tak właśnie tam. Jaki by on nie był, dom zawsze jest miejscem ucieczki. Czy Inoshi uważała tak samo? Nie miała zdania, na pewno nie chciałaby go opuszczać a sam wyjazd do Kami no Hikage był na początku karą, dalej jest. Z drugiej strony wyjazd całą rodziną na festiwal miał pozwolić jej odpocząć od trudów i emocji związanych z treningiem zaserwowanym przez Shotaro oraz przerażającej trwogi jakiej doświadczyła w lecie podczas ich nieobecności gdy otrzymała niemalże rozkaz wspomóc inną Yamanakę, Hajime w polowaniu na dwóch niebezpiecznych morderców. Nie było to wtedy coś co by chciała robić, nie zmieniło się to do tej pory a wszystko co wtedy się stało było efektem przypadku. Każdy odniósłby jednak wrażenie, że to były dwie inne dziewczyny. Dzika, nieokiełznana tutaj, w stolicy. Może i nieco przestraszona jednak... Zagoniona w kozi róg przez swoje własne niedoświadczenie, sama się w nim znalazła, a nawet i kot bez wyjścia zacznie się bronić. No ale przed czym?

W przypadku zielonookiej nie była to zwyczajna ciekawość, mówienie w samych zachwytach o mieście ciągnęło za sobą jeszcze jedną rzecz, mianowicie odcięcie się na chwilę od zwyczajnego świata z którego przybywa. Mimo to jej zagrywki, może nie do końca przemyślane zaczęły przybierać interesujący obrót, od początku można rzecz dziewczynka pośród wilków, kapturek z koszyczkiem, jednak bajki lubią szybko zamieniać się w koszmary a w nich nawet wilk wilkowi wilkiem, tak właśnie było w przypadku obu chłopaczków. W walce o męską dominacje i dzięki swojej sile obojętności uraził on Akę odmawiając mu pomocy, traktując jak swojego psa, kogoś na uwięzi, sługę. W tym przypadku kapturek miał w koszyczku nie jedzenie dla babci a garść raniących słów które czyniły z niego również pewnego rodzaju oponenta który otrzymał niepowtarzalną okazję by wyrwać się z tej rozmowy.

Kolejne dango, całkiem powoli skończyło w ustach blondyneczki podczas gdy zerkała na obydwu " Kolegów " którzy nie przestawali się przekomarzać, tym razem jednak pośród tej nieokrzesanej hołoty była i ona, równie prosta i nieokrzesana w swoich własnych docinkach, czy była z siebie dumna? Nie, nie robiła tego z uśmiechem i uciechą, źle jej z tym było - Co by ojciec powiedział gdyby mnie słyszał... - Niby nic wielkiego, a jednak się go obawiała. Może i prawda, że wiek w świecie shinobi nie świadczy o sile a nawet i takie drobne niesnaski mogą wywołać konflikt na szeroką skalę albo i mniejszą jeśli pamiętać o zgrzytach pomiędzy Hyuga a Yamanaka w ostatnich latach. Czy można jednak uznać czternastolatkę za wysłannika klanu? Kto powierzyłby tak odpowiedzialne zadanie zwykłemu dziecku które nie potrafi a może i powinno utrzymać powagę i służyć za przykład dla innych świadczący o wielkości tego rodu nad innymi. Yamanakowe oczy, może i niebywałe powinny służyć tutaj rozwagą i mądrością, szczególnie teraz gdzie każdemu z obecnych jej do pewnego stopnia brakuje. Od początku rozmowy zielone oczy blondynki zachowywały się... Jak przystało na te specjalne oczy, gdzie u każdego innego źrenice rozszerzają się i zwężają tak tutaj... Robią to całe tęczówki. Teraz były zwężone, wyraźnie pomniejszone.

Całe to miejsce pełne tylu ludzi, szczęśliwych rozpoczynającym się festiwalem, pełnym atrakcji a dziewczyna musiała natrafić, albo to raczej oni musieli trafić na nią, dwaj... No właśnie, dwaj kto albo co? Dalej żadne z nich się nie przedstawiło a wciąż rzucają w siebie obelgami. No właśnie, jeśli mowa o szczerości kto tutaj był ślepy. Niby przyjacielska walka o dominujący testosteron a jednak Aka został pozostawiony na pastwę blond włosów. Taki był z Shikaruia lawendowy chłopak, tak pozbawiony zainteresowania swoim, doczesnym przyjacielem. Zrobił to umyślnie? Ze znudzenia czy może wręcz zaplanował to niecnie? - yadi-yadi-ya, chyba przesadziłam... Dlaczego ten gość to taki duży kłopot? - Rzuciła sama do siebie, miała raczej nadzieję, że odwróci kartę ostatnim zdaniem, sugestia o chłopaku musiała go zaboleć... A ona powiedziała to mimowolnie, od tak bo brakowało jej słowa, czy chciała się jednak do tego przyznać? Niekoniecznie, bolało ją natomiast jedno to, że biedny Aka wciąż nie dostrzegł jak Shikarui go wręcz wykorzystuje a jej druga uwaga została niemalże całkowicie zignorowana, która toteż podług planu była główną atrakcją w jej zdaniu. - Urusai! Wciąż tak tylko gadasz i gadasz bez celu i powodu! - Krzyknęła, uniosła się, czy powinna gdy to już był koniec? Może to właśnie dlatego jej pewność siebie podskoczyła o poziom wyżej, z trzech na cztery. Czy jednak to było tylko to? Może po prostu zdecydowała się wykorzystać okazję swojej " wyższości " nie miała do tego często okazji, myślała, że będzie się jej to uczucie podobało, zawiodła się na tym jednak znacząco. - Watashi... - Zaczęła spokojniej, zaraz jednak przerwał jej swoim wstaniem od stołu, nie oderwała od niego wzroku. Przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć - Anata... Dokończ chociaż swoje zamówienie - Zwróciła się do niego, w końcu szkoda je marnować i zostawiać. Czy chciała mu od początku dopiec? Nie, czy ją do tego sprowokował? Czuła, że tak, tym razem jednak wiedziała, że nie chciałaby zostawić swojego dango, dlaczego więc on miałby chcieć zostawić swoje skoro tak mu posmakowało?




Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Myśli - Mowa


Prowadzone misje:
- CW - - Kontakt utracony. Próba nawiązania dialogu!. - Kaminari Shigemi
- ? - - Zwodniczy Karmazyn - Cała grupa
- C - - Maść na wszystko - Igarashi Nao
- D - - Pielgrzym - Sabaku Kuroko
Rezerwacje:
Hikari, Numa, Ren

Spoiler: pokaż
Zamrożone:

Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 1782
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 15
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Blond włosy do przed ramion, grzywka na prawą stronę twarzy
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 155
- Ubranko->
https://i.imgur.com/nUEyczI.png
Widoczny ekwipunek: Podwieszona kusarigama
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta:

Re: Kin ōdōri 金大通り(Złoty Bulwar)

Postprzez Shikarui » 3 maja 2018, o 11:55

Ze wszystkich tych twierdzeń, myśli, z tej ślepoty, która była mu wykrzykiwana w twarz - na ile był ślepy naprawdę? I na ile był szczery, o którą to nieszczerość Inoshi oskarżała Akiego? Śmieszne. W tym, że Shikarui miał gdzieś to, co ludzie o nim myślą, był pewien komfort - ten jego komfort, w którym wręcz było mu tym wygodniej, im gorzej o nim myśleli. Ignorancja przeciwnika była jak darmowy bilet na wygraną. Trasa nie prowadziła do końca, po drodze był parę przesiadek, ale ten jeden prowadził trasą najkrótszą i najprostszą. Shikarui nie starał się więc rehabilitować i dobrze wypadać. Po co? Po to, żeby ludzie go polubili? Nie zależało mu na czymś tak trywialnym jak "sympatia". Oznaczało to tyle, że nie był fałszywy. Nawet jeśli pewnych rzeczy nie wyprostowywał i pozwalał im wisieć - to nie fałsz, co nie? Chyba jednak fałsz. Nie tkał go celowo, ta sieć plotła się sama! Dlatego tak łatwo było przeobrazić się z wilka w węża i ze żmii z powrotem w tygrysa.
Shikarui nie zwrócił najmniejszej uwagi na słowo "partner". Słowo jak słowo - równie dobrze mogła powiedzieć "przyjaciel", twój booooy", czy "towarzysz" - wszystko brzmiało dla niego tak samo. "Partner" nie oznaczało przecież jeszcze twojej połówki, prawda? Zresztą nawet gdyby powiedziała to w takim kontekście - też by mu to nie przeszkadzało. Stawać w obronie, ha! Dobre sobie... Shikarui był tarczą, która mogła przyjąć ciosy. Był mieczem, który dopasowywał się do dłoni i ciął w kierunku, w którym mu nakazano ciąć. Nie był jednak rycerzem w lśniącej zbroi, który wypinał dumnie pierś, prostował plecy i stawał w obronie swoich bliskich, rodziny i przyjaciół. Narzędzia nie mają wszak własnej woli, dumy i honoru - więc trzeba im go nadać tak, by dobrze się sprawowały, kiedy już jeden cel im nadano. Tylko że Shikarui tej woli miał aż za dużo. Popsuta zabawka! Kto to widział, żeby lalka sama decydowała, w którą stronę unieść swoją rączkę i w którą skierować spojrzenie? Teraz to spojrzenie skierowane zostało na Akiego, kiedy i ten spojrzał na niego. Chyba lekko zdziwiony? Tylko czym? Słowami Yamanaki? Chodziło o to jedno, konkretne słowo. Można było zobaczyć literki tego słówka rysujące się w błękicie jego oczu. Drżały tam, jakby zrobiły na nim o wiele większe wrażenie, niż sam to przyznawał na głos. Jugo uniósł jedną brew, lekko, w pytającym geście, by dowiedzieć się, co jest nie tak. Co się stało, że coś poszło ewidentnie nie po myśli Uchihy. Ten jednak zajął się świeczką. Gdyby miała silniejszą temperaturę płomienia to pewnie topiłaby właśnie koronę tego świata i spływała na jego palce czystym złotem. Gdyby ogień nie przygasł, stłamszony wstydem (i zawodem, Przyjacielu? Czy to był zawód?), pożarłby świat wokół siebie. Przepełznął po dłoniach i rozniósł na stoisko. Agresywny zabójca o czerwonym blasku, który nie podniósł się ze swojego tronu nie uniósł berła. On się w te siedzenie wcisnął i odwrócił wzrok udając, że go nie ma. Milczenie i słuchanie w przypadku Akiego nie było normalne. Było niedopuszczalne. Tym bardziej dziwne było jego następne zdanie. To nie jest mój partner(..). W idealnie działającym zegarku pojawił się zgrzyt. To nie pojedyncza zębatka się zepsuła, to cały mechanizm na raz zerdzewiał. Na takie wypadki nie istniała instrukcja obsługi. Ktoś zapomniał dodać punkt "w wypadkach awaryjnych..!", albo nikt nie kłopotał się z dodawaniem takowej, ponieważ jedynym wyjściem i tak było zainwestowanie w całkowicie nowy sprzęt. Tych części nie opłaca się wymieniać! Naprawa wyniesie drożej niż za kupno nowego!
Kto tu był ślepy? Maszynka, w której nastąpił zgrzyt czy wilk, którego nie ruszało to, że z drugiego wilka Kapturek drwi? Och, on tego nawet nie odbierał jako drwiny! Słowa! Puste słowa, które znaczyły tyle, co powietrze. Żyjesz z nich, ale są wszędzie, są cały czas, więc tak jak nie zwracasz uwagi na tlen - tak nie zwracasz uwagi na słowa. Z drugiej strony, gdy tlenu robiło się tylko trochę więcej, człowiek zaczynał się dusić. Czyli odczuwać to uczucie, którego Aka tak bardzo nienawidził. A rozmowa dopiero zaczynała się rozkręcać! Nie miała nawet swojego dobrego startu, a Aka już podwinął ogon, jak skulony kundel, który oberwał właśnie od kapturka kijem po karku i to na tyle mocno, że wilk nie miał o co walczyć. Fizycznych gestów jednak nie było - na te Shikarui by zareagował. A tak? Tak był zimnym, kamiennym posągiem, który stał gdzieś obok tego wszystkiego. I tak jak został wykorzystany, by wciągnąć Akiego w dyskusję, tak teraz posłużono się nim, by Akiego mocno do jakichkolwiek gadek zniechęcić. Tak to jest. Tak to musiało być, kiedy ufało się żmii. Fałszywej, podstępnej istocie, która za nic miała ludzkie tragedie i radości. Samotnym wilkom, które nigdy nie zamierzały zakładać własnego stada. Tygrysom, które nie tolerowały ludzi na swoim skrawku terenu. Możesz podejść, nawet oprzeć dłoń na tygrysim łbie, ale spadaj stąd jak najszybciej - dopóki kot nie machnie ogonem i nie klapnie paszczą. Czy nie tak to było?
- Bez celu? Bez powodu? Musisz mieć naprawdę niezwykle bogate myśli, jeśli wyrażanie własnego zdania uważasz za bezcelowość. Czy to może jednak samotność kąsa cię po kostkach? - Odezwał się w końcu. Tak jak zawsze - spokojnie. Cicho, a jednak jego głos był bardzo dobrze słyszalny. Zakręcił pałeczką w pudełeczku. Aka zmieniał swoje nastroje w bardzo szybkim tempie. Nadążenie za nim było niemalże niemożliwe - albo i możliwe, tylko dla mniej flegmatycznej osoby niż Shikarui. Pierdolony nenufar na stoickiej tafli jeziora. Uniósł wzrok na dziewczynę. - Więc, gdzie Twój powód? - Gdzie twój powód unoszenia się? - Bardzo ładnie wychodzi kierowanie palca na przypadkową osobę i ocenianie jej przez kilka słów, prawda? To przecież takie oczywiste dla mistrzów kontroli umysłów. Rodzina byłaby dumna widząc, jak dobrze radzisz sobie w analizie. - Czemu drżysz? Boisz się czegoś, maleńka? - Jesteś pewna, że wiesz, co mówisz? Przecież w twoim umyśle panuje burza. Błyskawice bywają bardzo zdradliwe. Rozpalają ogień. - Z jakiegoś powodu zabrzmiało to jak groźba. Może to dlatego, że miał taki niewzruszony ton, może dlatego, że Shikarui miał tak zimne i bezduszne oczy, a może dlatego, że zdawał się minimalnie zejść z intonacji na cichsze tory, jakby zdradzał jej sekret. Ale może to ułuda. Ułuda ułożona na tafli jeziora, której echo rozbija się o kamienne ściany jaskini. Ktoś mógłby je stępić, te jej gardełko, żeby nie unosił się do takich wysokich tonów. Uderzenie paru gramów pewności siebie było równie interesujące i słodkie. Było tym słodsze, kiedy porównywało się je do podkulenia ogona Akiego, za którym Shikarui uniósł wzrok, kiedy ten się uniósł. Chciał już stąd iść? Tak teraz? Najwyraźniej małej Yamanace zrobiło się aż głupio, sądząc po jej następnych słowach. No cóż, najwyraźniej czas iść, skoro Aka nie miał tu już ochoty siedzieć. Również zsunął się z krzesła, gotów zbierać swój ekwipunek z ziemi. Nie żeby uważał zabawę z Yamanaką za skończoną, ale jeśli Aka nie miał ochoty się dalej bawić, to Shikarui też mógł sobie odpuścić. Za dobrze bawił się z Uchihą, żeby wymienić go na przypadkowo spotkaną kunoichi.
Obrazek
And you will never know
And i will never show.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Lata
 
Posty: 603
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 0
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Średni łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Następna strona

Powrót do Miasto Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość