Port

Znana jako Serce Świata wyspa upadła. Opalone, kamienne mury, zniszczone bramy, wystające z linii brzegu maszty statków, które pochłonęło morze, to jedyne, co teraz można zobaczyć na wyspie. Mieszkańcy opuścili te tereny po ataku Antykreatora. Rada Dwudziestu upadła, a siedziba Shiro Ryu nie była już nawet wspomnieniem swojej świetlności. Nie oznacza to, że na wyspie nie można natrafić na żywego ducha. Piraci, zbiegli więźniowie, nukenini, wygnańcy - wielu z nich znalazło schronienie w tym miejscu. Fortyfikacje, które miały przed nimi chronić, nie chroniły teraz nikogo.

Re: Port

Postprzez Shikarui » 29 kwi 2018, o 17:33

- Nie słucham rad, które nie pasują do mojego egzystowania. - Poprawił chłopaczka. Jeśli jakakolwiek rada, która miałaby zmienić coś na bardziej pozytywnego, się pojawiła - przeoczył ją. Zresztą Shikarui nie starał się zmienić swojego życia tak jak Aka. Nie walczył o lepsze jutro i nie miał celów - jego cel wyznaczał kierunek wyciągniętego mieszka z brzęczącymi monetami. Tak jak to zostało już ujęte - on ewoluował i walczył o przetrwanie tak, jak robiły to zwierzęta. Kierując się bardziej instynktem niż czymkolwiek prawdziwie ludzkim. Tym gorzej dla niego, bo przecież człowiekiem był - nawet jeśli bardzo pogiętym. Lecz Aka? Choć nie uważał się za takiego ważnego, to czy nie był ważny? Wprowadzał coś nowego do swojego klanu. Trzymał bagnet słów w swoich dłoniach, poszukując wyzwań, rozglądając się za czymś, czy za kimś, kto będzie stanowił ciekawą zagadkę do rozwikłania. Równie dobrze mógł po prostu porozwiązywać krzyżówki, ale nie. Zabawa z papierem nie była tak samo ekscytująca jak zabawa z ludźmi, którzy zawsze potrafili obrócić sytuację o sto osiemdziesiąt stopni. Dlatego Shikarui go słuchał. W jego oczach nie różnił się niczym od wszystkich innych Uchiha, ale to dlatego, że nie znał Uchiha. Och, znał jedną, dumną panienkę, ale ona była podobna do niego - na swój sposób odtrącona. I zupełnie tak jak on nie dawała sobie wejść na głowę i gryzła, kiedy czyjaś dłoń zaczynała zaciskać się na jej gardzieli. Shikarui słuchał Akiego - i to słuchał coraz uważniej. Skupiał na nim coraz więcej swoich myśli, pozwalał mu porwać swoją codzienność i zaprowadzić się w zupełnie inne miejsce, którego wcześniej nie widział. Zdaje się, że było zbyt emocjonalne - i chwilami chłód, lodowe spojrzenie zamarzniętych tafli jego oczu, przygaszał to, do czego się zbliżył, by się temu przyjrzeć. Lecz może to tylko powierzchowne wrażenie - Aka dawał bardzo wiele takich, a Shikarui ciągle nie potrafił zrozumieć, odnaleźć się tutaj i poznać jakiegokolwiek schematu. Nie lubił chaosu. Układał swoje równania, tworzył obrazy drugiej osoby i zawsze te schematy musiały odpowiadać temu, co rzeczywiście działo się w rozmowach. Tutaj to tak nie działało, dlatego tak trudno było się odnaleźć. Aka nie działał schematycznie, albo po prostu Shikarui nie potrafił załapać tego schematu. Czuł, że rozjeżdżają się na polu zrozumienia i wzajemnej komunikacji, ale nie było mu z tym źle, nie czuł się z tym nieswojo. Nie był aż tak obyty z ludźmi, żeby takie niuanse go peszyły. Zresztą Aka również wydawał się być jednostką trudną do speszenia. Cała zaś ta rozmowa o ogniu sprawiała prawdziwą frajdę i była bardzo zabawna - może dlatego, że sam Sanada skuty był i zrodzony z lodu, dlatego nie potrafił spojrzeć na ogień jak na żywioł, który jest niczym więcej jak podmuchem, który prędzej czy później wymrze - i pozostawi po sobie tylko ciebie. Szanował ten żywioł tak samo jak wszystkie inne - o ile był w stanie odczuwać jakikolwiek szacunek, rzecz jasna - ale wszystkie pozostałe żywioły wzbudzały w nim większą ostrożność od tego niszczycielskiego, stworzonego do tego, by spopielać i pozostawiać za sobą tylko zgliszcza. Cóż, był też po to, by prowadzić ludzi przez ciemność i ogrzewać zziębniętą skórę.
- Brzmi interesująco. - Skomentował jedynie Poskramiaczy Ognia. - Chętnie bym to zobaczył. - Choć przecież shinobi plują ogniem - co to więc niby za niesamowitość? Plują ogniem i tworzą z nich niespotykane kształty... tak jak ten Uchiha obok niego, na przykład. O tym jednak czarnowłosy nie miał pojęcia. Aka sprawiał naprawdę bardzo bezbronne wrażenie. Wrażenie osóbki, która snuje się od kąta do kąta i dużo gada, ale niewiele potrafi zrobić. Ciężko było się przy nim nie odprężać, choć Shikarui ciągle zachowywał czujność. Taki już był - nie ufał nikomu. To wymagało jednak walki z własną pychą. Z niepoddawaniem się przeświadczeniu o własnej sile. Zdawał sobie sprawę, że jest zaledwie larwą, przed którą jeszcze długa droga, nim stanie się motylem.
Kąciki warg czarnowłosego powoli rozciągały się w coraz szerszym uśmiechu, aż w końcu skierował na rozmówcę spojrzenie. To nie był miły uśmiech, ale chyba żaden z jego uśmiechu taki nie był - wszystko przez to, że uśmiechały się wargi. Oczy ciągle pozostawały tymi samymi, lodowymi ostrzami. Z całą pewnością można było jednak stwierdzić, że pytanie i groźba chłopaka mocno go rozbawiły.
- Wtedy zrzucę zleceniodawce z okna. Wypłata będzie większa. - Więc... on tak poważnie? Łuk, wypolerowany, zadbany, odbijał na swoim drewnie promienie słońca, które tonęły w oczach dwóch rozmawiających i odbijały się na ich kruczych kosmykach włosów. Broń, która niosła śmierć, ale nie była niczym szczególnym. Shinobi przecież sami w sobie byli bronią. Byli narzędziami... pozostał podziwiać Aka, że chciał z tym walczyć i próbował się temu przeznaczeniu przeciwstawić. - Próbuję? Niczego nie próbuję. Szkoda mi energii na udawanie czegokolwiek. - O, to też go rozbawiło. Stwierdzenie Akiego, że Sanada wcale nie był taki głupi! Tak poza tym, że udawał głupiego - czego nie robił. Ach, słyszał to już nie raz. Głupi, głupi... Określenia te i jeszcze gorsze wżarły się w jego głowę. Słyszane tyle razy, że, tak jak wszystko inne - nie robiło już na nim wrażenia. Choć... teraz wrażenie zrobiły - tylko bardziej pozytywne, skoro Sanada był coraz bardziej uhahany. Trochę nie dowierzał temu, gdzie ta cała konwersacja ich zaprowadziła. A on sądził, że zabawka mu się popsuła, a tu proszę! Jakie miłe zaskoczenie! Teraz działała nawet lepiej, tylko zupełnie... inaczej. Ludzie chyba powiedzieliby, że "normalnie".
- Zostałem odpowiednio wytresowany. - Sanada nie robił ze swojego życia wielkiej tajemnicy. Mimo tego, że potrafił mówić niemalże wierszem, potrafił być bardzo dosłowny w odpowiedziach na pytania. Zwłaszcza tych treściwych. Nie rozwijał się ponad to, o co został zapytany, nie dlatego, że chciał być taki super mhroczny i w ogóle - po prostu zazwyczaj nie pomyślał nawet o tym, że mógłby wypowiedź rozwinąć. Bo był leniwy. Szczytem jego łaski było tak aktywne uczestniczenie w konwersacji, doprawdy.
Następne pytanie było przyciskiem-pułapką.
Gdyby Shikarui był tygrysem, to właśnie jego futro zjeżyłoby się w całości. Mięśnie napięły. Wydawałby się o wiele większy, niż był w rzeczywistości. Ale nie był tygrysem. Był zwykłym chłopakiem (tylko trochę pokręconym) w ciekawym towarzystwie. Te reakcje, co dziwniejsze, nie były objawem nerwów. Były objawem ekscytacji. Zimne oczy płonęły, kiedy spoglądał na Ake z minimalnym uśmieszkiem.
- Tak. - Odpowiedział wprost, bez żadnego wahania, bez zastanowienia. - To nic osobistego.
Ostatnio edytowano 29 kwi 2018, o 22:28 przez Shikarui, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1466
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Port

Postprzez Aka » 29 kwi 2018, o 22:27

- A powinieneś. - odpowiedział krótko w stronę Shikiego, który najwyraźniej nie miał zamiaru słuchać jakiegoś szczeniaka, na dodatek z klanu Uchiha - rodu, który swe największe osiągnięcia zdobywał przez głośne szczekanie mordą. Sam Aka nie do końca wierzył w tą obojętność, w tą dziwaczną próbę jedynie przetrwania.
Brunet pokiwał głową i uśmiechnął się zadziornie. Poprawił włosy i spojrzał wysoko w niebo.
- Oh, Shikarui. - westchnął. - Cel jest na końcu każdej drogi. Każdy go ma. Nawet ty, chociaż wydaje Ci się, że jesteś taki inny. - nie. Wcale nie był inny. Był tak samo uparty jak niebieskooki. Choć mieli inne poglądy, to obydwu nie było tak łatwo złamać. Pozostało dziękować bogom, że nie są po przeciwnych stronach barykady. Obydwoje byli - Oh, biedny Ty mój. - powiedział z wielkim sarkazmem w głosie. Ale przecież Jugo nie był w stanie tego wyczuć. Był zbyt obojętny, nieprawdaż? Jak więc potraktował słowa Uchihy?
Chaos? Tak. To słowo bardzo dobrze opisywało to, co Aka robił z emocjami. Wszak taki przecież był ogień - dziki, nieposkromiony, nieokiełznany. Nie sposób było przewidzieć, co zrobi zaraz. Czy przygaśnie, czy wręcz przeciwnie - wybuchnie żarem, jakiego nikt jeszcze na oczy nie widział. Sanaga nie lubił takiego miszmaszu, pomieszania wszystkiego, braku pewności. Wiesz co, Shikarui? Ty wróć do tych swoich szachów. Tam król będzie królem, pionek pionkiem. Skoro tak bardzo lubił równania, to może powinien zająć się zagadnieniami matematycznymi. I mógłby tak tkwić w swoim świecie. Złudnie perfekcyjnym, tworzącym iluzję idealnej harmonii. Ale im dalej w las, tym ciemniej. Napotkał by problemy, które trudno rozwiązać, albo jest to wręcz niemożliwe. Niektórzy mówią, że nie wolno dzielić przez zero, bo wtedy świat wybuchnie. A co wtedy?
Chaos.
Brak schematu to coś co kręciło Akiego. On preferował improwizację, poprzedzoną wnikliwą analizą. Dotarcie do celu było najważniejsze, środki... mniej. I jak ten ogień był gotów palić za sobą mosty, jeżeli tego wymagała sytuacja. - Wiesz dobrze o tym, że walkę kończy tylko śmierć. Wszystko inne tylko przerywa walkę. - i właśnie dlatego ogień nigdy nie mógł zgasnąć. Bo znowu ktoś go rozpali na nowo. Ogień zabierał życie i ogień dawał życie. Widzisz koło, Shikarui? Przyjrzyj się uważniej. Nieskończony cykl, wszystko miało swoje miejsce w przyrodzie. To nie był chaos. To była harmonia, lecz najwyraźniej tak trudno było ją dostrzec komuś, kto pozwolił na wdarcie się mroku do jego serca.
Aka był niepozorny. To prawda, nie wyglądał na dobrego Shinobi. Nie miał na plecach żadnego łuku, a i z postury był raczej mizerny. Ale taki właśnie był idealny zabójca. Kto by pomyślał, że słodki chłopczyk o dużych, niebieskich oczach, jest gotów wypalić ci twarz za bluźnierstwo? Że jest gotów podpalić stosy, by Ogień oczyścił twe grzechy?
Uśmiechał się. Dobrze, dobrze! Te upiorne, lodowate spojrzenie, mówiące tak wiele i jednocześnie tak niewiele. - Lubisz być tajemniczy, co? - zaśmiał się. - Ciekawe, czy mnie też byś zrzucił z dachu. - podrapał się po brodzie, spoglądając na budynki górujące nad Sercem Świata. Tak. Spadając stamtąd miało się raczej nikłe szanse na przeżycie.
W pewnym momencie jednak wydawało mu się, że się przesłyszał. Nie potrafił do końca uwierzyć, że chłopak odpowiedział twierdząco na jego pytanie.
- Przecież to jest nudne. Zbieranie pieniędzy, żeby mieć pieniądze. I jeszcze się z nikim nimi nie dzielić. Oh, bogowie, jak ludzie mogą być nudni? Kolejny, który biegnie za monetami, nie bacząc na innych. Nie różnisz się dużo od tych polityków, tam o, na górze. Tylko, że oni decydują o losach świata, a ty co najwyżej o tym, co zjesz na kolację. - rzekł rozczarowany. - No ale tak to jest, jak mówią Ci, że nie powinno się być z kimś, bo jest innej krwi, jednocześnie wciskając Ci sztylet w rękę i każą zabijać. Kolejna ofiara tego podłego systemu. - splunął przed siebie, jakby pluł na miasto przed nimi. Pogarda dla Możnowładców? Zdecydowanie tak. - Tworzą maszyny do zabijania. Straszą ich potworami za Murem, a nie widzą, że największe monstra hodują w swoich wioskach, w swoich domach. Wciskają ludziom bajki, że tak trzeba, że tylko to nas ocali, że taka prawda. Gówno prawda. - przyspieszył kroku. Teraz zdawał się mówić nie tyle co do Shikaruia, co do siebie. - Plugastwo, które zalęgło się w Pałacu. Szczury, które wytresowały koty. Podporządkowały sobie cały świat, tworząc go na swoją wizję. - zacisnął pięści. - Kolosy na glinianych nogach. Wystarczy lekki podmuch wiatru, a wszystko to co widzę runie, niczym domek z kart. A po nich przyjdą następni, następni i jeszcze następni. I będzie to tak trwać, bo ktoś zawiązał nam oczy i mówi, gdzie możemy iść, a gdzie nie. Niewidoczna opaska, iluzoryczny świat. Taki prosty... ta. Drugie, trzecie, czwarte dno. Wszystkim rządzi ta sama świta, oślizłe robactwo, które trzeba spalić, oczyścić ziemię i dać ludziom nowy cel. Shinobi nie potrzebują już ewolucji. Potrzebą rewolucji. - w jego oczach zdawał się płonąć ogień. Patrząc się w kierunku miasta trzymał zaciśnięte pięści, zdawał się być nieobecny, prowadził monolog sam ze sobą. - Gdy ludzie poczują smażące się mięso, wtedy, dopiero wtedy poczują się wolni. Gdy Ogień pochłonie dusze winnych i ucząc się na błędach przeszłości, stanie się jeszcze większy. Gdy rzeki spłyną krwią ciemiężycieli. Gdy przestaniemy żyć przeszłością, gdy wypalimy bolesne rany. Gdy poczujemy ból, którego nie zada nam obcy, a my sami. Gdy ludzie poczują, że są ludźmi, a nie maszynami do zabijania. Wtedy dopiero nastanie pokój. - zakończył, zaciskając pięści tak mocno, że aż stawy w palcach strzeliły. - Na czym skończyliśmy? - odwrócił się do niego, z radosnym uśmiechem na twarzy. Zupełnie tak, jakby przed chwilą nic się nie stało.
Aka
 

Re: Port

Postprzez Shikarui » 29 kwi 2018, o 23:16

Tak, powinien. Zdecydowanie powinien słuchać rad - i słuchał. Były jednak te, które brał do siebie i te, które po nim spływały. Być może ta od Aka spłynęła po nim, ponieważ nie spoglądał wystarczająco głęboko? Nie widział pełni głębi, którą ten chłopak oferował, chociaż teraz, klnę się na bogów!, naprawdę próbował. Nie jakoś usilnie, nie starał się wyrastać ponad swoje możliwości i formę. Wszystko tu było zblazowane - w tym szarym świecie, w którym nie było miejsca na czerń i biel. Była tylko nijakość. Aka najwyraźniej w tym nijakim człowieku znalazł coś jakiegoś. Nie on pierwszy, być może nie ostatni. Żadna z tych poprzednich, przelotnych rozmów, nie trwała dłużej niż jedno spotkanie i to teraz, to tutaj, czarnowłosy również za takowe uważał. We wzajemnych obrożach byłoby im nie do twarzy! Nie pasowały do nich, bo chyba żaden z nich nie lubił zniewolenia. Wszak kot z obrożą? Tak się nie dało! I dumny pies swego rodu, którego wzywała Matka Woda do podróży po lądzie i po spienionych falach? Nie. Niech próbują - błękit oczu rzucał wyzwanie. Niech przyjdą, z łańcuchami i kijami, starając się zapanować nad dzikim charakterem. Złamać. Poskromić. Shikarui mógłby to obserwować - bo niby po co miałby interweniować? Już to ustalili - to, że nic dla siebie nie znaczyli. Z ich dwójki to tylko Aka nie był na tyle wyprany z emocji, żeby bez wzruszeń przechodzić obok czyjejś poważnej krzywdy. Tak obojętnie i po cichu, jak przychodziła sama Śmierć - Królowa naszego życia i król. Tylko że kiedy spoglądało się na tego chłopaka to ciężko było u jego boku dojrzeć Kostuchnę czy chociażby jej cień. Był zbyt jasny? Zbyt żywy? Jego przeznaczenie biegło długimi drogami, które przemierzał z pełną piersią, gorącą wiarą w swoje młodzieńcze marzenia. Chciał więcej, niż egzystencji, więc po nią sięgał. Ciekawe, kiedy ten świat go złamie i przestanie wierzyć w nieskończoność? Skończy się zagadywanie do wszystkich wokół, bo zacznie się bać, że kolejna osoba go zdradzi? Shikarui był teraz tego naprawdę ciekaw. Rzecz jasna niektórzy wywijali się wyrokom Losu, inni łamali się, ale wielu twardniało potem w złamanych miejscach. Z upadków wychodzili jeszcze silniejsi. Miał wrażenie, że Aka zalicza się właśnie do tego typu ludzi - do tych, których porażki kształtowały, uczyły, ale nie poddawali się i nie upadali twarzą w błoto pod ciężarem, który nagle na nich spadał.
- To nie mi się coś wydaje. - Odparł spokojnie. Nie musiał naprawiać pewnych błędnych wniosków chłopaka, ale nie było też powodu, żeby tego nie robić, skoro już i tak rozmawiali. Rzecz jasna i w tym przypadku nie raczył się rozwinąć. Pomimo tego, że nie miał zbyt wiele do ukrycia to głupotą byłoby odkrywanie wszystkich kart przed kimś zupełnie obcym. Tyle, co wiedział o Aka, bliskim go nie czyniło, czyż nie? Zresztą dla niego wszyscy zawsze pozostawali obcy - i to się raczej nie zmieni. Choć... kto wie? Nie potrzebował i nie chciał czyjegoś współczucia. Nazywanie go biednym mijało się kompletnie z jego pojęciem o życiu - bo w jego mniemaniu nie było czego współczuć. Nie powinno być. Nie rozzłościło go to ani nie rozdrażniło - dlatego po prostu pozwolił tym słowom być i się nie wdawał z nim w dyskusję na ten temat. Pozwolił zdaniu przepłynąć dalej, tak jak płynęła konwersacja. Proszę bardzo, kto by pomyślał, że rozmowa tak sprawnie i dobrze im pójdzie?
Racja, walkę kończyła jedynie śmierć. Nie było niczego pomiędzy. Darowanie życia przeciwnikowi oznaczało, że może on wrócić, żeby szukać zemsty, a na swoim własnym przykładzie wiedział, że wtedy ten przeciwnik czeka, aż będziesz najmniej gotowy na atak. W końcu... on sam zawsze czekał. Jego nieskończone pokłady cierpliwości pozwalały mu tkwić w jednym punkcie długimi tygodniami, tylko po to, żeby w końcu wycelować jedną, celną strzałę - więcej nie potrzebował. Aka bardzo trafnie to ujął. Ten sam człowiek, który zastanawiał się, czy Shikarui byłby w stanie go zrzucić z dachu. Byłby? Kolejna pokusa. Podobno jedynym sposobem na pokonanie pokusy to jej ulec, ale Shikarui nie dał się po raz kolejny zbaitowć. Nie pozwolił sobie na wejście w tą rozgrywkę, z której w żaden sposób nie wyszedłby wygranym z jednego powodu - Aka przyjechał tutaj z polecenia swojego rodu. Zginąłby - szukaliby go. Była jakaś szansa, że porzuciliby towarzysza, ale na tyle mała, że Shiki ją ignorował. Nie stawiał na nią. Za dużo wokół było świadków, a on nie lubił zostawiać po sobie jakichkolwiek wspomnień... tego typu. W ogóle - nie lubił pozostawiać po sobie wspomnień. Ponad to ciągle miał w kąciku głowy, że nie zna możliwości siły bojowej towarzysza. Mógł go zaskoczyć tym niepozornym wyglądem, zresztą Shikarui wcale nie był lepszy - obaj byli raczej mało pokazowi przy shinobich z prawdziwego zdarzenia. Dwa chłystki z dupy. Zgoda, zgoda, był drugi powód! Shikarui go lubił i nie chciał go zrzucać z dachu, więc nie sam akt kusił, ale kolejna zabawa. Gra. Po to, żeby przekonać się, czy Aka zapłaci mu za to, żeby skoczył z dachu tylko po to, by sprawdzić, czy Shikarui będzie próbował go zrzucić.
Zbieranie pieniędzy dla pieniędzy? Ach, no tak... minęło już trochę czasu, odkąd w poszarpanych szatach i znoszonych butach opuścił Karmazynowe Szczyty i Daishi. Teraz w końcu faktycznie wyglądał jak człowiek, prezentował się i nie mylili go z żebrakiem. A co najważniejsze - nie było tak zimno. Wszystko to dzięki pieniądzom! Tej mamonie, za którą tak gonił. Mimo tej pogoni jego sakiewki regularnie były puste. Poruszanie się między ludźmi nie było łatwe - zwłaszcza dla Wyrzutka. Rzecz jasna Aka nie mógł wiedzieć o tym, że Shikarui tym wyrzutkiem faktycznie jest, ale tak czy siak życie nie usypywało drogi z róż.
Słowotok Aka zadziwił Sanade.
I te same słowa sprawiły, że Aka zdobył od Shikaruiego coś zgoła niespodziewanego nawet dla samego Sanady. W jego emocjach, w płomieniu oczu, takich złych na świat i na ludzi, którzy z ludzi tworzyli maszyny do zabijania, na zepsucie, które kazało walczyć o władzę, wpływy i te pieprzone pieniądze, które wszystko napędzały.
- Zdaje się, że na tym, że mam cię zabrać na dziwki. - Jakoś tak to było, tak..? Chłopak chyba chciał skoczyć się zabawić, więc... Shikarui mógł go zaprowadzić, czemu w sumie nie?
Miał przecież jeszcze naprawdę długi dzień do spożytkowania.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1466
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Port

Postprzez Aka » 30 kwi 2018, o 11:19

To spotkanie coraz bardziej mu się podobało. Widać było po jego rozmówcy, że jest takim małym, zagubionym chłopcem, któremu trzeba wskazać odpowiednią drogę, bo sam sobie nie poradzi. Uważał, że kocha być wolny, że może robić co chce. A prawda była taka, że mu nikt nie założył obroży. On sam ją przywdział sądząc, że jeśli pokryta złotem to nie ściśnie jego gardzieli, nie zabierze mu oddechu. Nie potrzebne były zatem kije, łańcuchy, jeśli pies był grzeczny. Ale bycie grzecznym, nie oznacza bycia wolnym.
Zaskakujące, jak Shikarui potrafił być wybiórczy. Słuchał tylko tego, czego chciał słuchać i robił tylko to, na co miał ochotę. Doprawdy, zastanawiające jest jakim cudem jeszcze żyje. To było poniekąd fascynujące - w świecie Shinobi ktoś, kto próbuje żyć swoim życiem, prędzej czy później kończy jako poszukiwany bandyta. A może młody Sanady był mordercą, zabójcą, a Aka o tym nie wiedział?
Jeśli Śmierć To królowa, to znaczy, że ktoś musi być królem. Jeśli zaś mamy monarchię, to możemy ją obalić. Nie ma armii, której nie da się rozbić, nie ma wroga, którego nie da się pokonać. To jego wewnętrzny Ogień nadawał mu kształt, hartował go. Nikt nigdy nie powiedział, że Aka się nie boi. On bał się wielu rzeczy - samotności, śmierci, ludzi przebranych w głupie stroje. Ale miał narzędzie, żeby z tym walczyć. Przestanie wierzyć w nieskończoność, gdy nieskończoność przestanie istnieć. A gdy ona przestanie istnieć... biada temu światu. Gdy zgaśnie Ogień, pochłoną nas ciemności. I dlatego Aka musiał go rozpalać na nowo, dbać o niego, pielęgnować. By gdy on odejdzie z tego świata - wszak był śmiertelnikiem jak reszta ludzkości - kolejni ludzie potrafili uwierzyć w innych. Wiedział, że gdy każdy zacznie dbać o siebie, to w końcu przestaniemy być cywilizacją. Staniemy się tym samym, co kryje się za Murem.
Na szczęście Shikarui powoli zaczynał rozumieć, że tej walki nie wygra. Że Aka ma w sobie zbyt dużo fanatyzmu, zbyt wiele wiary w siebie, aby go złamać. To trochę tak, jakbyś Jashinistę próbował odwieść od swojego boga. Niby próbować można, ale dlaczego ktoś miałby samemu pozbawiać się potężnej broni? I tak jak z wyznawcami Jashina, tak i z Aką był ten problem, że jedynie śmierć może zakończyć walkę. Ale skoro byli tacy podobni, to czy byli też nieśmiertelni? W swojej idei... zapewne tak.
- Daleko nie musimy iść. - uśmiechnął się rozbrajająco, spoglądając na Shikarui, który wspomniał o pójściu na dziwki. Gdyby miał w sobie choć trochę empatii, zrozumiałby przytyk. Ale jako, że był niemal pozbawiony emocji, mógł jedynie myśleć, że chodzi o zbliżanie się do Dzielnicy Latarnii. Oj tak, to smutne, ale Aka miał go za niewiele więcej niż dziwkę, choć i nad tym się chwilę musiał zastanowić. Wszak nawet panie lekkich obyczajów mają pewien kodeks i rzeczy, których nie zrobią nawet za największe pieniądze. A ten tutaj? Brunet miał poważne wątpliwości. A mimo to, z jakiegoś powodu się z nim trzymał. Może chciał go nawrócić?
- Prowadź zatem, przystojniaku. - zaśmiał się pod nosem. - Ja raczej nie skorzystam, ale chętnie popatrzę. - cokolwiek to miało znaczyć. Ruszyli więc obydwoje, a Aka pozwolił młodemu Sanadzie prowadzić ich wgłąb miasta. Co z tego wyniknie? To się dopiero miało okazać.


[z/t x2] -> tutaj
Aka
 

Re: Port

Postprzez Yamanaka Inoshi » 1 maja 2018, o 12:06

- Rok 384 - Jesień -


" Serce świata. Ogromne miasto pełne cudów. "
Obrazek

Długa podróż z drugiego końca kontynentu wreszcie dobiegła końca i wszyscy mogli zejść z łodzi na ląd w porcie z którego było już dosyć niedaleko do samego miasta w którym nastroje festiwalowe zdawały się rosnąć. Faktycznie do samego wydarzenia zostało jeszcze trochę czasu jednak jasnym było to, że część chcących wziąć w nim udział ludzi różnej maści już zaczyna do miasta przybywać. Nie inaczej było z Yamanakami. Inoshi tym razem nie odstępowała rodziców i innych członków klanu którzy zostali tutaj wysłani. Nie znała tego miejsca więc nie chciała się jeszcze wychylać. Z jednej strony nie nęciła ją ciekawość tego miejsca na tyle by ruszyć swobodnie w ''Wielkie świat" miejskich ulic, samotnie. Zdecydowała się pomóc z bagażami i po prostu iść, póki co, tam gdzie wszyscy licząc, że znajdzie jakieś ciekawe dla siebie miejsce po drodze w którym chciałaby się zatrzymać na dłużej.

Po zejściu ze statku nadeszła pora udać się w głąb miasta, tak też zrobiła wraz z pozostałymi. Pozostało im dostać się do któregoś z tutejszych przybytków i zakwaterować się. Cała delegacja nie poruszała się jakoś szczególnie szybko dając sobie czas na podziwianie miasta, blondynka była tutaj pierwszy raz średnio zainteresowana atrakcjami tego miejsca, ale jak wcześniej stwierdzono, liczyła, że wypatrzy coś dla siebie. W pewnej chwili dotarli na złoty bulwar i jego szeroką ścieżkę. Tak ogromny rynek wprawił ją w osłupienie, nigdy wcześniej nie widziała tak wielkiej przestrzeni zajętej przez kupców i sklepy. - Zaczynam żałować, że nie zabrałam ze sobą mojej świnki... Ugh, jak zwykle, mając 500 ryo pewnie nic ciekawego tutaj nie dostanę... - Pomyślała sobie nieco zirytowana swoim brakiem przemyślenia wcześniej sytuacji jaka może tutaj wystąpić. Szła jednak dalej nie zatrzymując się za bardzo przy straganach wiedząc, że jeszcze tutaj wróci pooglądać.




- Ryokan Yoake 夜明け -



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Myśli - Mowa
Ostatnio edytowano 4 maja 2018, o 22:47 przez Yamanaka Inoshi, łącznie edytowano 1 raz


Prowadzone misje:

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2976
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Port

Postprzez Akarui » 1 maja 2018, o 20:09

Kolejna morska podróż nie minęła już tak spokojnie jak ta sprzed paru tygodni, kiedy to wracał na kontynent razem z Sagisą, jej malutkim synkiem, Ryujinem i zmarłą siostrą, Tensą. Wspomnienia tamtych dni były świeże, a medyk co jakiś czas podświadomie analizował sytuację szukając czegoś, co mógł zrobić lepiej. Żadna śmierć na placu boju nie uderza tak, jak śmierć w czasie pokoju. Tam ginie się w dziesiątkach i setkach. W Ryokanie, gdzie człowiek powinien odpoczywać w gronie rodziny i przyjaciół nikt nie powinien tracić życia.

Co do samej podróży, tym razem jeden wieczór obfitował w akcję. Nagły sztorm nie uszkodził łodzi, ale zdołał wystraszyć niektórych pasażerów. W tym momencie też po raz pierwszy w życiu Akarui'ego złapała choroba morska. Żeby tak wynaleźć lek, który by pomagał w takich sytuacjach... Na szczęście szybko przeszło i z samego rana na horyzoncie pojawiła się wyspa. Niesamowity widok białych klifów tworzących coś na kształt ogromnych ścian aż przytłaczał, zapierał dech w piersiach. Pierwszy raz w stolicy świata. W prawdopodobnie najbogatszym i najbezpieczniejszym miejscu na świecie. Czas pozwiedzać!


z/t
MOWA
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1331
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 00:03
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569
GG: 0
Multikonta:

Re: Port

Postprzez Murai » 1 maja 2018, o 23:55

Podróże w przypadku Muraia nie były różnorodne, nie wzmagały u niego wielkich emocji, albo też jakichkolwiek emocji. Podróż była nieodzownym elementem jego procesji najemnika, koniecznością w jego trybie życia. Ale także okazją dla potencjalnego oponenta do przeprowadzenia zasadzki na jego życie. Fakt, że jego sława go wyprzedzała i tym samym odstraszała ewentualnych napastników, był mu bardzo na rękę jeśli chodziło o trzymanie się z dala od kłopotów. Walka często po prostu nie leżała w jego interesie. Na przykład atak jakiś przypadkowych rzezimieszków podczas podróży. Jedynie by to go lekko spowolniło i zmusiło do wykorzystania chakry, czyli zasobu który mógł się przydać w każdym momencie i jego oszczędzanie było priorytetem podczas prawdziwej konfrontacji. Dlatego reputacja zimnego i potężnego Shinobiego bardzo mu odpowiadała. Nawet nie utrudniała kontaktów z innymi, jak mogłoby się wydawać. Ba, inni chętnie do niego lgnęli. Tymczasem mijane krajobrazy Ryuzaku nie zmieniły się wcale od czasu przeprowadzki do Sakai. Ogromne połacie pól, lasy i różnorodność terenu obejmująca bardzo wiele rodzajów gruntu. Śnieg faktycznie ukrywał dużo z tej różnorodności, swoim oślepiająco białym wręcz kolorem, ale poza warunkami pogodowymi nie było czym się zachwycać. Zupełnie jak gdyby było od początku. Mimo tego na podziwianiu krajobrazów zeszła większa część wędrówki. Płaszcz zapewniał solidną ochronę przed mrozem, dodatkowo znikoma ilość nerwów pomagała przetrwać bardziej chłodne epizody podróży. W Ryuzaku było to szczególnie przydatne z uwagi na potężny wiatr znad morza. W porcie o tej porze roku kursowało na pewno mniej okrętów niż podczas bardziej ciepłych pór roku, ale wody były pewnie równie niebezpieczne. Ciężko było stwierdzić, Murai nie posiadał zaawansowanej wiedzy o żeglarstwie. Jedynym co się liczyło, to znalezienie odpowiedniego statku i wręczenie określonej kwoty pieniężnej za dostarczenie go do Kami no Hikage.
Po znalezieniu owego statku i utracie pieniędzy, Murai popłynął w kierunku wyspy. Druga z kolei wyprawa za ocean z polecenia Mitsuchiego. Ktoś mógłby poczuć się jakby spełniał obowiązek dla swojej prowincji, albo też jak całkowite popychadło i narzędzie do zdawania relacji. Kakuzu patrzył na to jedynie pod względem potencjalnej korzyści. Poświęcenie swojego czasu zwyczajnie mu się opłaci. Po podróży, która była zbyt nieciekawa by opisać ją z większymi szczegółami i detalami, mężczyzna zszedł ze statku na bruk. Od razu zobaczył rozgardiasz i poczuł aromaty typowe dla portu. Oczywiście z racji niskiej temperatury było to pewnie mniej intensywne niż zazwyczaj, ale nawet takie coś dawało jasny obraz. Z rozmów usłyszanych w rozgardiaszu Kakuzu był w stanie wysunąć wniosek, że cały festiwal jeszcze się nie zaczął. Pozostawało więc znaleźć sposób na zagospodarowanie czasu który mu pozostał. Na razie wybór padł na kręcenie się po porcie, obserwację otoczenia i nasłuchiwanie rozmów.
Murai
 

Re: Port

Postprzez Nikusui » 2 maja 2018, o 09:47

Nie mogła zagrzać na dłużej tyłka w jednym miejscu. Mimo, iż po ostatnim festiwalu spędziła trochę czasu w Raigeki, to i tak cały dzień była praktycznie poza osadą, dom traktując raczej jak okazyjną noclegownie i restaurację. Cóż, do tego trybu życia zdążyła się już przyzwyczaić. Była przecież kunoichi, to jasne, że nie jej zadaniem było przesiadywanie w czterech ścianach. Poza tym, nawet jeśli, to jakoś nie leżało w jej naturze. Raz myślała o tym, że zagrzeje się gdzieś na dłużej i jakoś, chociaż trochę, ustabilizuje swoje życie. Los jednak jej pokazał, że to nie jest możliwe. I nie walczyła z nim jakoś szczególnie. Co też nie znaczyło, że mu się całkowicie poddawała. Robiła przecież to, co chciała i to, co lubiła. A to już było wiele.
Podróż z Ryuzaku minęła jej spokojnie. Wody nie były wzburzone, na statku co trochę coś się działo, aczkolwiek obyło się bez jakiś awantur. Pewnie ze względu na krótki czas podróży. No i oczywiście większość ludzi podekscytowana była wizytą w Kami no Hikagi. Prowincja słynęła z tego, że biedą to raczej nie śmierdzieli, a i zdążyła wyrobić sobie opinie najbezpieczniejszego miejsca na tym świecie. Aż uśmiechnęła się krzywo. Ta, Rada Możnowładców i Shiro Ryu na pewno sprawiały, że tutejsi mieszkańcy byli spokojniejsi niż zamieszkujący inne prowincje. Ile jest w tym prawdy? Białowłosa przekona się już na miejscu.
Żółto-zielone oczy wypatrywały wyspy, na której miała pobyć przez jakiś czas. Kami no Hikage otoczona była wysokimi klifami, co nieco przypomniało jej tereny Antai. Ale tylko nieco, bo jednak różnice i tak były diametralne. Gdy tylko dopłynęli do portu, odczekała spokojnie, aż zachwycony tłum wyjdzie, by na spokojnie zejść ze statku, a nie przedzierać się przez burze hormonów, która górowała nad tymi, co podnieceni byli faktem, że tu są. W sumie Nikusui ciekawiło, jakie toż atrakcje zapewnią, bo nie mógł być to zwykły festiwal. Tuż po wydarzeniach na Wyspach było to niemożliwe. Nie wiedziała czy to miał być jakiś tandetny zabieg, by odwrócić zachwyt nad Cesarstwem. I szczerze? Gówno ją to obchodziło. Nigdy nie interesowała się ani Radą, a ni tym bardziej Shiro Ryu. Nie miała z nimi styczności, a przynajmniej nie takiej oficjalnej i koło tyłka jej to wszystko latało. Pewnie nawet by się tu nie zjawiła, gdyby nie rozkazy z góry. Dobra, może była to kolejna okazja do zdobycia informacji, ale teraz miała nieco inne plany, które przez ten festiwal musiała odłożyć w czasie.
Przez chwilę z niezbyt zadowoloną miną, która mówiła "za jakie grzechy muszę tu być", próbowała obrać jakiś kierunek prowadzący do wyjścia z portu. Zaabsorbowana swoimi przemyśleniami, nie zwracała uwagi na obiekty martwe w otoczeniu i nie porównywała tego z Hanamurą. Za to szybko spostrzegła znajomą sylwetkę. Kakuzu. Kakuzu Murai. I to tym razem sam. No chyba, że z Haną ponownie się rozdzielili.
- Chyba los pcha nas w te same miejsca. - powiedziała dosyć głośno, bo jeszcze nie była zbyt blisko mężczyzny, a chciała tym sposobem zaznaczyć swoją obecność. - Witaj, Murai-san. - dodała, kiedy znalazła się już jakieś dwa metry od niej. Lekko skinęła głową w geście powitania i rozejrzała się dookoła. Rada poszła za ciosem i najwidoczniej Liderzy są ciekawi ich zagrań. Przypuszczała, że tak jak i ona, taki i Kakuzu został tu oddelegowany.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 996
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Port

Postprzez Murai » 2 maja 2018, o 10:43

Obecność Muraia w tym miejscu może i była z czystego przymusu i kaprysu jego lidera, ale on się na to dobrowolnie zgodził. Brał pod uwagę taki scenariusz oddając się jako poddany Mitsuchiego, w końcu posiadanie członka Krwawego Pokolenia pod swoimi rozkazami musiało wiązać się z przydzielaniem mu poleceń których nie dałby mniej kompetentnym Kakuzu. Kami no Hikage było jednak miejscem dość interesującym dla Muraia, na tyle że bez sprzeciwu zgodził się na przysłanie tutaj. Głównie z uwagi na to, że w tym miejscu stacjonowała Rada. Wiele się o niej nasłuchał, szczególnie w Cesarstwie. I o tym że odłączenie się Morskich Klifów od niej nie zostało pozytywnie przyjęte. Możliwe nawet że zechcą wypowiedzieć im wojnę, aczkolwiek to tylko domysły bez jakiegokolwiek potwierdzenia. Kakuzu nie posiadał rozeznania w światowej polityce by móc precyzyjnie przewidzieć ruchy Rady, a nawet tego nie planował. Pchanie się w coś, co go przerasta, zawsze było ważnym aspektem jego wpojonej mentalności. Jego aktualna pozycja mu pasowała.
Przechadzając się po rynku, Murai starał się nasłuchiwać. Plotek, rozmów między ludźmi o aktualnych wydarzeniach. Mimo ogromnego gwaru był w stanie odizolować niektóre głosy od siebie i tym samym dokładnie wsłuchać się w jeden konkretny dialog. Oczywiście potrzebował do tego skupienia, które było nieodłącznym elementem jego osoby i samego faktu przebywania w otoczeniu ludzi. Czego się dowiedział? Praktycznie niczego konkretnego, same ogólniki i rozmowy nie na temat którego poszukiwał. Brakowało mu metodologii Hany, polegającej na spontaniczne włączanie się do rozmów. Był bardziej niebezpośredni i raczej nic nie mógł z tym zrobić. Nawet pomimo ogromnej elastyczności zachowań względem sytuacji, takie coś wyglądałoby po prostu sztucznie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jego nieprzyjemną aparycję, nawet jak na standardy Kakuzu. Nasłuchując i szukając jakiś interesujących informacji, Muraiowi wpadł w ucho znajomy kobiecy głos. Odwrócił się praktycznie natychmiast w stronę, z której dobiegał. Białowłosa kobieta o zielonych oczach szła w jego kierunku. Ponownie trafił na Nikusui. Wydawało się to rzecz jasna całkowitym przypadkiem, chociaż nie można było wykluczyć opcji według której był przez nią śledzony na czyjeś zlecenie. Możliwe i nie do wykluczenia.
- Przyznaj się, zapłacili ci żebyś mnie śledziła. Ciężko uwierzyć w takie zrządzenie losu, Nikusui-san. - powiedział i z uśmiechem na ustach odkłonił się jej lekko, oczywiście nie mając zamiaru w ten sposób jej obrazić czy insynuując niczego. Ciekaw był jej reakcji na ten oczywisty żart, który jednak dla Muraia był faktycznie jedną z wielu opcji wyjaśniającą ich spotkanie. Chociaż gdyby chciała go śledzić, to nie lepiej byłoby pozostać niezauważoną? Narażałoby to ją co prawda na bycie wykrytą przez Kakuzu, przez co musiałaby ratować się kolejnymi wyjaśnieniami. Więc może podejście i interakcja były bezpieczniejszą opcją?
- Musisz bardzo lubić festiwale. To już drugi na którym mamy przyjemność się spotkać.
Murai
 

Re: Port

Postprzez Saburō Hokusai » 2 maja 2018, o 23:39

Płynąc przez morze chłopak zastanawiał się co tak naprawdę sprowadza go w te strony. Czyżby naprawdę był to instynkt? Może chłopak źle rozumie to pojęcie. Jeśli tak naprawdę to Jashin? Wtedy by się okazało jak mało wie o swoim Panu. Mimo wszystko jednak wiedział, że jeśli to uczucie towarzyszy mu w podróży, to na pewno coś się będzie działo na tych terenach. Jeszcze nigdy go nie oszukało. Dlaczego miało by to tym razem zrobić? Fale obijały się o łódź. W sumie był tu nawet całkiem przyjemny widoczek na otaczające go glebie oceanu. Dopłynął do brzegu szybciej niż się spodziewał, więc postanowił, że nie musi się nigdzie spieszyć. Postanowił zbadać różne miejsca, aby mieć pewność co do różnych wydarzeń, które mogą się tu odgrywać. Miał nadzieję na dobrą zabawę, a przede wszystkim, na chęć zdobycia siły.

Z/t
Avatar użytkownika

Saburō Hokusai
 
Posty: 290
Dołączył(a): 26 gru 2017, o 14:44
Wiek postaci: 18
Ranga: Wędrowiec
Widoczny ekwipunek: Metalowa kosa na plecach
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4596
GG: 52075192
Multikonta:

Re: Port

Postprzez Nikusui » 3 maja 2018, o 22:21

Trudno byłoby pomylić Muraia z kimkolwiek innym. Zwłaszcza, że zdążyła spędzić z nim trochę czasu. I wszelakie moce tego świata chciały, by ich drogi zetknęły się ponownie. Szczerze powiedziawszy, nie miała nic przeciwko temu. Owszem, Kakuzu był powściągliwy, ale w żaden sposób jej to nie przeszkadzało. Jego zdystansowanie nie odrzucało białowłosej, a z czasem i ono stawało się jakby trochę mniejsze.
Roześmiała się cicho, słysząc insynuacje co do śledzenia jego osoby. Rzeczywiście, mogło to tak wyglądać, aczkolwiek całkowicie mijało się z prawdą. No i chyba pierwszy raz w jej obecności pokusił się o żart.
- Nieprawdaż? - zapytała uśmiechając się do niego, nawiązując do tego, iż ciężko uwierzyć w takie zrządzenie losu. Nie negowała jego spostrzeżenia i nie musiała się w sumie na to silić, gdyż oboje zdawali sobie sprawę z tego, że to żart. A przynajmniej tak myślała Ryukata. Poza tym, czy próby tłumaczenia nie wydałyby się bardziej podejrzane?
Szybko jednak spoważniała, przypominając sobie dlaczego tu jest. Nie do końca przecież było tak, jak to Murai myślał. Nie była tu jedynie dla przyjemności. No i w sumie aż tak nie lubiła festiwali, żeby ciągle za nimi biegać.
- Huh, no tamten to rzeczywiście bardziej z własnych chęci i inicjatywy. - zaczęła, poprawiając płaszcz, który nieco osunął się z jej prawego barku. - Do Kami no Hikage już z polecenia. W końcu Rada Możnowładców i bla, bla, bla. Takie tam. Niby pasuje być. - wyjaśniła, marszcz na moment swoje brwi. Nie uważała, by musieć taką informację zachować w tajemnicy. Zapewne nie tylko ona została przydzielona do takiego zadania. Jakaś grupa reprezentacyjna musiała być. No i informacje z pierwszej ręki zawsze są najlepsze, to jasne. - A ciebie co przywiało? - zapytała wprost, oczekując dwóch możliwych odpowiedzi. Albo była ona taka, jak jej, albo przybył tu z własnej ciekawości.
Nie stojąc też tak niepotrzebnie w okolicach portu, wraz z Muraiem zaczęli opuszczać te tereny, by udać się bezpośrednio do miasteczka. W sumie białowłosa spodziewała się tam przepychu, zgodnych z opowieściami, z jakiego bogactwa słyną te tereny. No i presje Rada Możnowładców na pewno czuła niemałą, chcąc przyćmić niedawne wydarzenia na Cesarstwie. Jakiś idiotyczny wyścig, w którym niestety musiała uczestniczyć. Miała jednak nadzieje, że po kwiecistych wystąpieniach kogoś z Rady i po rozejrzeniu się po okolicy, będzie mogła opuścić tę wyspę. Próbowała jednak też inaczej na to spojrzeć. Pozna chociaż tutejsze tereny. Tyle z tego wszystkiego. Nie spodziewała się, by szybko miała okazję tu wrócić. Uważała te tereny za coś, nad czym całkowicie czuwa Shiro Ryu, więc co ona, jako kunoichi, miałaby tu robić? Nigdy nie zachwycała się bogactwami ani nie rozczulała nad widokami natury, więc cele turystyczne też nie wchodziły w grę. Zawsze lubiła mieć jakiś obrany cel, jeśli już gdzieś wyruszała. Nawet taki, który nie do końca jej pasował, zupełnie jak teraz. W końcu potem będzie musiała zaraportować swój pobyt u Ukyo, a za spotkaniami z nim też niespecjalnie przepadała.


z/t z Muraiem
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 996
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Port

Postprzez Izanagi » 4 maja 2018, o 16:32

Przybyłem do portu w kraju Kami no Hikage, miałem wziąć udział w festiwalu i takie tam, no nic mi innego nie pozostało jak wejść tam sobie i brać w tym udział. Nigdy nie byłem w tym kraju przez co już jak przybyłem rozglądałem się uważnie przyglądając wszystkiemu dookoła. Póki co to był tylko port, a mi w głowie dalej szumiało od podróży, może nie miałem choroby lokomocyjnej czy morskiej, ale jak na pierwszy raz wrażenia były. Jeszcze gdy wysiadałem nogi nieco mi drżały ale szybciutko mi przeszło i mogłem spokojnie iść z tłumem ludzi dalej przed siebie podziwiając dostępne widoki. Na sam widok tego wszystkiego nieco się podnieciłem, może to z wrażenia, może zadowolenia. Sam nie wiem co to było ale na pewno czułem że czeka mnie przygoda. Ciągle przemieszczałem się wraz z tłumem, na początku nie bardzo wiedząc gdzie idę...
z/t
Avatar użytkownika

Izanagi
 
Posty: 144
Dołączył(a): 3 kwi 2018, o 13:34
Wiek postaci: 17
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Tak jak na avatarze.
Widoczny ekwipunek: Katana
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=5250&p=79530#p79530
GG: 12493699
Multikonta:

Re: Port

Postprzez Megumi Ishida » 4 maja 2018, o 22:30

Megumi idąc z mężczyzną zawahała się. Stanęła jak wryta. Poczuła coś. Nie wiedziała co. Przestałą słuchać starca, potrząsnęła kilak razy głową aż w końcu zrozumiała co się dzieje. Głos do niej przemawiał. Głos twardy jak stali, głos który dobiegał ..... z jej miecza. No cóż jako że już wcześniej gadała ze swoim mieczem to powoli zaczynała się do tego przyzwyczajać. Przetarła czoło, mrużąc oczy. Przepraszam staruszku, nie mogę z tobą płynąć stało się coś strasznego, muszę biec do miasta! Krzyknęła i pobiegła w stronę miasta. Czuła że wątroba jej się skręca, metaliczny głos mówił coś niezrozumiałego. Biegła i biegła tam gdzie poniosą ją nogi ...
z/t
Megumi Ishida
 

Re: Port

Postprzez Hitsukejin Shiga » 4 maja 2018, o 22:58

Shigutki wraz z Chise dotarli do portu Kami no Hikage i dopiero tam na miejscu zdali sobię sprawę z tego jak gigantyczny problem mają. No ten gigantyczny problem całą morską drogę rzygał jak kot, srał pod siebie, a do tego dostał plam we wszystkie kolory tęczy. Na to szczęście okazało się, że w porcie swoją siedzibę ma zielarka - Shiga i Chise dostarczyli do niej chłopca, po czym zostali bezlitośnie wypędzeni z zastrzeżeniem, że mają się zjawić kiedy indziej, bo to mocno zaraźliwe. Co zabawne, chłopak wiedział, że w razie co ma dom w Ryuzaku albo na upartego gdzieś w Sogen może ich szukać. Nie, nie porzucają go przecież. Tylko... ich czeka przygoda. Shiga po drodze mniej więcej opowiedział Chise co ma miejsce. I dlaczego to takie ważne...

2 Z/T
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Antybohater
 
Posty: 2754
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Poprzednia strona

Powrót do Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość