Port

Znana jako Serce Świata wyspa upadła. Opalone, kamienne mury, zniszczone bramy, wystające z linii brzegu maszty statków, które pochłonęło morze, to jedyne, co teraz można zobaczyć na wyspie. Mieszkańcy opuścili te tereny po ataku Antykreatora. Rada Dwudziestu upadła, a siedziba Shiro Ryu nie była już nawet wspomnieniem swojej świetlności. Nie oznacza to, że na wyspie nie można natrafić na żywego ducha. Piraci, zbiegli węźniowie, nukenini, wygnańcy - wielu z nich znalazło schronienie w tym miejscu. Fortyfikacje, które miały przed nimi chronić, nie chroniły teraz nikogo.

Port

Postprzez Koala » 20 mar 2017, o 20:22

Obrazek
Szlak transportowy


Główny szlak transportowy prowadzący do osady. Chętnie wykorzystywany przez handlarzy, wszelkich podróżników jak i zwykłych wieśniaków, którzy chcą sprzedać swoje towary w osadzie. Także mieszkańcy osady wykorzystują trakt do podróży między regionami. Trakt liczy sobie szerokość dwóch przejeżdżających obok siebie wozów, a dodatkowo stała obecność patroli, czyni szlak przejezdny i przede wszystkim bezpieczny.

Podróż między osadami: Możliwa tylko przy wykorzystaniu szlaków morskich
Podróż między dalszymi osadami: Podróż na kontynent możliwa jedynie przy wykorzystaniu szlaku morskiego.
Podróże morskie: Z prowincji Kami no Hikage możliwy jest transport szlakiem morskim do Ryuzaku no Taki (15 minut), (15 minut), Kaigan (30 minut) oraz do Hyuo (45 minut). Podróże szlakiem morskim odbywamy w tym temacie, przy wykorzystaniu łodzi (należy uiścić opłatę w wysokości 100 Ryō)
Ważne: Przed każdą podróżą do innej prowincji zobowiązaniu jesteśmy napisać w tym temacie postu fabularnego. Post powinien liczyć zgodnie z regulaminem co najmniej 5 linijek tekstu. Pod postem powinien znaleźć się poniższy formularz

Kod: Zaznacz cały
[color=#808000]Skąd:[/color]
[color=#808000]Dokąd: [/color]
[color=#808000]Czas podróży:[/color]
[color=#808000]Czas przybycia:[/color]
[color=#808000]Środek transportu:[/color]

>> Link do mapy regionów <<

Do środków transportu zaliczamy:
  • Łódka - 100 Ryō (krótszy czas podróży przy wykorzystaniu tego środka, uwzględniony został w punkcie Podróże morskie
>> Okręty bojowe <<
Avatar użytkownika

Koala
Support
 
Posty: 547
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 13:07
Wiek postaci: 0
GG: 0
Multikonta: Shikarui

Re: Port

Postprzez Venus » 18 wrz 2017, o 20:45

Do Portu nie było aż tak daleko, zwłaszcza, kiedy komuś się śpieszyło. Zresztą wszystko już było przygotowane. Łódź na nich czekała, nie musieli więc tracić dodatkowo czasu. Trzeba było przyznać, że Shiro Ryu działa błyskawicznie i umie zadbać o wszystko. No, może o prawie wszystko, bo przeżycia nie mógł zapewnić nikt. Niepisane były losy każdego, kto stąpa po tej ziemi.
- Wolałabym nie interweniować, ale będę zawsze w pobliżu, w razie gdybyś czegoś potrzebował. Rozdzielimy się jednak przed dotarciem na miejsce, nie chce być zbyt szybko zauważona. - zakomunikowała, wsiadając do łódki i nawet nie kwapiąc się o to, by zapłacić. Kami no Hikage było na tyle bogate, że Shiro Ryu nie przejmowało się takimi opłatami. Owszem, to Zakon zapewnił im transport, ale byli od tego odpowiedni ludzie, by Reiya i Kenshi nie musieli rozpić niepotrzebnego, dodatkowego przestoju. Zwłaszcza, że nie wiadome było, czy jakaś przykra niespodzianka nie czeka ich po drodze. Musieli być jednak przygotowani na wszystko, nawet jeśli na ten moment mieli już swoje priorytety. I chociaż Reiya lubiła niespodziewane zagrywki czy zdarzenia, tak teraz nie byłoby jej to w ogóle na rękę.


z/t z Kenshim



Skąd: Kami no Hikage
Dokąd: Sogen
Czas podróży: 45 minut
Czas przybycia: 22:30
Środek transportu: łódka
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
 
Posty: 1475
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui

Re: Port

Postprzez Kenshi » 20 lis 2017, o 21:16

Po załatwieniu formalności polegających na odbiorze wynagrodzenia za położenie swojego życia na szali w bitwie, Kenshi ruszył z Reiyą w drogę powrotną do Kami no Hikage. Podróż, która ich czekała można było podzielić na dwa etapy. Pierwsza wymagała od nich dotarcia do Ryuzaku no Taki, ogromnego miasta kupieckiego, skąd dwójka bohaterów mogła wynająć łódź ze sternikiem. Następnie wypływając z portu, drogą morską mogli dotrzeć do siedziby Zakonu Shiro Ryu. Kenshi zdobywszy taką wiedzę już wcześniej, wiedział czego się spodziewać.
Idąc głównym traktem, nie raz mieli okazję minąć jakieś gospodarstwo, wioski, karczmę. W jednym z takich miejsc, zatrzymali się na dłuższą chwilę, by Maji mógł się przywrócić do ładu i porządku. Umyty, nie śmierdzący potem i nie wysmarowany krwią, ukazał się swojej mentorce i nie czekając na aprobatę, wyciągnął zza pazuchy coś o czym zdążyli już rozmawiać. Wino.
- Zgodnie z umową. Właściciele gospody byli tacy uprzejmi, że wręczyli bukłak... Na widok katany, nie trzeba było ich specjalnie namawiać - zaśmiał się Kenshi, opuszczając podwórko gospodarstwa i po odkorowaniu, pociągając solidny łyk trunku. Po wypłukaniu pyłu z gardła, przekazał wino swojej mentorce. - Ruszajmy, przed nami jeszcze daleka droga, a to choć na chwilę nam uprzyjemni podróż - zauważył stosunkowo trzeźwo Maji, żwawo ruszajac do Ryuzaku.
Tak jak to zostało powiedziane wcześniej, wino faktycznie umiliło podróż, niestety na krótko. Ani Reiya, ani Kenshi nie byli dziećmi, a ich gardła po rozsmakowaniu się w trunku, łaknęło co raz więcej. Żadne jednak nie zaproponowało postoju aby uzupełnić zapasy, bo żadne z nich nie było na tyle nierozsądne, aby spić się w podróży. Po dotarcia do miasta, nie czekając, ruszyli od razu w stronę portu, a stamtąd za pewną opłatą wynajęli to czego oczekiwali. Łódź z przewoźnikiem. - Bierzemy - sternik był już w podeszłym wieku, ale sprawiał wrażenie zaufanego człowieka. Takie przynajmniej wrażenie wywarł na Reiyce, która od razu do niego pokierowała i to na niego wskazała. Maji nie oponował bo i tak nie miał kontrargumentów, a wpław morza nie przepłynęliby, stąd kiwnięciem głowy zakomunikował, że zrozumiał. Wypłynęli.
To nie była pierwsza podróż morska Kenshiego, ale tą odczuł. Nieprzyjemne bujanie, dość szybko doprowadziło do nudności, które ostatkiem woli Maji odsuwał od siebie. I tutaj z ratunkiem przyszła właśnie Reiya, nie wiadomo skąd, kombinując kolejny bukłak. Kilka łyków słodkiego wina, pozwoliło odgonić to na czego eskalację, zbierało sie od dłuższego czasu.
- Ech... dzięki. Nie sądzę, abym się do tego prędko przyzwyczaił - szczerze czarnowłosy zakomunikował, oddając trunek kobiecie. Był człowiekiem pustyni do tej pory, stawał na rozgrzanym piasku i to w takich warunkach czuł się najlepiej. Bitwa poza Murem, poza cywilizacją, otworzyły oczy Kenshiemu na to jak się ten świat różni, ale to podróż łajbą była dla niego prawdziwym wyzwaniem. Nie wiedział jak się przed tak nieprzyjemnym uczuciem bronić.

Na szczęście podróż została wystarczająco umilona, a spokojne rozmowy z Reiyą, na różne tematy, niekoniecznie związane z zakonem - pozwoliły wystarczająco odsunąć nieprzyjemne myśli od bujania łajbą i jakoś przetrwać ten czas. Opuszczenie łodzi i postawienie nóg na lądzie, było jedną z najprzyjemniejszych czynności, jakie ostatnie Kenshi uczynił. Nie czekając dłużej na zaproszenie, wyruszyli z portu, kierując się wprost do siedziby zakonu. Czekało teraz przed nimi, kilka ważnych spraw...


//Czas dotarcia: 21:30
- 100 ryo Kenshi
Wiem, że niektórzy mają ser­ca jak dzwon

Silne, głośne, pra­wie niez­niszczal­ne

Lecz zim­ne jak żela­zo, z które­go je odlano


Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 336
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi lekki, przewiewy strój w którego skład wchodzą spodnie, tunika, okrycie głowy i szyi - wszystko w odcieniach bieli.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, tunika, okrycie głowy i szyji, rękawiczki, blaszane plakietki na nadgarstkach oraz pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: Port

Postprzez Venus » 20 lis 2017, o 22:27

Obrazek

NPC Reiya


Droga z towarzystwem wina? Dlaczego nie! Co prawda Reiya bardziej nastawiała się na kosztowanie trunku w zaciszu Zakonu, ale skoro gospodarze jednej z karczm dali to Kenshiemu, to bardzo niegrzecznie byłoby odmówić. Zwłaszcza z kataną u boku. Kobieta uśmiechnęła się lekko na słowa swojego towarzysza, po czym idąc jego śladem, zaczerpnęła nieco procentów, czując jak chwilowe ciepło przebiega przez jej gardło. Jednakże to, co dobre, szybko się kończy. I tak oto bukłak była pusta, a żadne z nich nie zamierzało zatrzymywać się po kolejną. Musieli jakoś się pokazać przy murach Zakonu. A przynajmniej taki był plan. Widząc Kenshiego, już na łódce, najwidoczniej słabo radzącego sobie z podróżami morskimi, postanowiła go poratować kolejną dawką trunku. Całe szczęście, że poczciwy staruszek był zaopatrzony w przeróżne rzeczy. Może inni podróżni często tak sobie umilali chwile na wodzie? Któż to wie.
- Będziesz musiał. Albo wymyślisz inny sposób, by się tu pojawiać, bez konfrontacji z wodą i łódką. - odparła czarnowłosa, kiedy już dotarli na miejscu i opuszczali swój środek transportu. W bukłaku zostało jeszcze trochę wina, ale postanowiła schować je do torby, żeby nie kusić losu, zanim dotrą do Siedziby.
- Nie wiem czy ktoś cię mógł rozpoznać na Murze, ale zdolności masz wyjątkowe, więc możliwe, że szybko dotrze informacja do władz Maji, że ktoś się od nich pojawił. Dlatego będziesz musiał co nieco powiedzieć. Oczywiście tyle, ile jest to konieczne. - powiedziała, czując swoje lekko piekące policzki. Na pewno były teraz nieco zaróżowione, ale nie przejmowała się tym. Kenshi wiedział, że to prawdopodobnie wpływ rozgrzewającego trunku, zaś inni mogli myśleć, że to zima tak wpływa na te rumieńce. Nie miało to naprawdę najmniejszego znaczenia, bo kobieta, zdawać by się mogło, nie przejmowała się osobami, które je mijały. Teraz trzeba było dojść do Zakonu. Ona sama, w ciszy, marzyła o kąpieli. Na pewno nieco dłuższej, niż ta, którą miał Kenshi. Była kobietą, i mimo swojego zdecydowania i brutalności w życiu i w walce, to lubiła się czasami porozpieszczać. Nie było w tym nic złego.
- Jak się w ogóle czujesz? - zapytała nieco ciszej, zerkając na mężczyznę z boku. Na pewno wyglądał zdecydowanie lepiej, kiedy doprowadził się do porządku, ale absolutnie nie odrzucało ją na widok, jaki reprezentuje shinobi po ciężkich walkach. Sama wiele razy tak wyglądała. Dla niektórych mogło to być nawet pociągające, ale czy dla czarnowłosej? To już jej osobista sprawa.


z/t razem z Kenshim.
Proponuję napisać już gdzieś w pobliżu lub w zakonie/kwaterze. ;)
Obrazek

Jeśli czegoś potrzebujesz lub nie wiesz, śmiało zwróć się do mnie. Wystarczy napisać prywatną wiadomość czy też odezwać się na gg, zawsze odpowiem.
Have fun!
Avatar użytkownika

Venus
 
Posty: 1475
Dołączył(a): 9 cze 2015, o 23:41
Wiek postaci: 0
Ranga: Bogini
Krótki wygląd: -
Widoczny ekwipunek: -
Link do KP: -
GG: 4208281
Multikonta: Nikusui

Re: Port

Postprzez Kenshi » 26 lis 2017, o 12:03

Kenshi po opuszczeniu siedziby zakonu Shiro Ryu, udał się do portu, skąd też wypłynął łajbą kierującą się na kontynent. Sternik był człowiekiem nierozmownym, co też czarnowłosemu wyjątkowo odpowiadało. Tym bardziej, że wcześniejsze, dolegliwości morskie, ponownie się odezwały. Tym jednak razem, odczuł różnice - wydawało mu się, że objawy były łagodniejsze. A przynajmniej w to usilnie wierzył, nie chcąc sądzić, że za każdym razem będzie w ten sposób cierpiał. Zaskakujące było to, że w pewnym momencie odczuł tęsknotę za morzem, ale tym piaskowym. Dziwne, że w takim momencie przychodziły człowieku do głowy takie myśli. Z pierwszym dniem pobytu w Kami no Hikage, czuł przeszywającą złość na nierówności w tym świecie, ale teraz tęsknił do swoich korzeni...
Po szczęśliwej podróży szlakiem morskim i opuszczeniu łodzi w Kaigen, mężczyzna zjadł coś w pobliskiej gospodzie, uzupełniając płyny, a także pokarmem chcąc uspokoić wzburzony żołądek. Po krótkim odpoczynku, Kensi ruszył w dalszą drogę, udając się głównym traktem lądowym, wyczekując dalszych zdarzeń, które pokierują jego życiem.


Skąd: Kami no Hikage
Dokąd: Atsui
Czas podróży: 2h 15 minut
Czas przybycia: 13:55
Środek transportu: Łódź
Wiem, że niektórzy mają ser­ca jak dzwon

Silne, głośne, pra­wie niez­niszczal­ne

Lecz zim­ne jak żela­zo, z które­go je odlano


Obrazek
Avatar użytkownika

Kenshi
 
Posty: 336
Dołączył(a): 3 sty 2017, o 12:21
Lokalizacja: Atsui
Wiek postaci: 22
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Wysoki, szczupły brunet o jasnych, żółtych tęczówkach. Cechą charakterystyczną jest głęboka blizna przecinająca twarz. Mężczyzna nosi lekki, przewiewy strój w którego skład wchodzą spodnie, tunika, okrycie głowy i szyi - wszystko w odcieniach bieli.
Widoczny ekwipunek: Płaszcz, tunika, okrycie głowy i szyji, rękawiczki, blaszane plakietki na nadgarstkach oraz pochwa z kataną przypasana u boku.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3384&p=47577#p47577
GG: 9501531
Multikonta: brak

Re: Port

Postprzez Sessai » 3 kwi 2018, o 00:26

Podróżowanie z ojcem nie było takie złe, jakby mogło się wydawać. Pewnie, że był gburem, chamem, pijakiem i idiotą, ale za to Sessai nie mógł narzekać na głód. Zawsze jakoś znaleźli trochę grosza i kupili za niego jedzenie. Tego właśnie najbardziej brakowało mu podczas rocznego życia na ulicy. No, i jeszcze dachu nad głową, a z tym akurat bywało teraz różnie. Wielokrotnie spali na zewnątrz, czasem włamywali się do jakiejś stodoły, żeby tam przespać noc na sianie, a rzadkością była już noc w jakiejś karczmie. Wszystko to miało jednak swój urok, a że sam Sessai zbyt wybredny nie był, to też nie narzekał. No chyba, że ojciec znowu zachlał się w trzy dupy i chuchał mu przez połowę nocy swoim oddechem przeterminowanego żula. Tym razem jednak obyło się bez tego, a droga na Kami no Hikage była dość przyjemna. Rzadko zdarzało się, żeby chłopak miał okazję płynąć łodzią, więc takie przeżycie zawsze było dla niego orzeźwiające. Czego nie można za to powiedzieć o zapachu, jaki panował w tutejszym porcie. Brunet potrafił zrozumieć, że Ci ludzie żyją dzięki owocom morza, ale nie wiedział, że owoce moża wsiąkną w każdy zakamarek ich życia. Wszystko cuchnęło rybą, co najwyraźniej przeszkadzało tylko jemu. Ojciec jakoś szczególnie nosem nie kręcił. A skoro mowa o nim, to Sessai na chwilę postanowił się od niego odłączyć. Doskonale znał uprzedzenie staruszka do chakry, a w głowie miał pomysł na trening, więc wolał udać się na brzeg portu, gdzie nie było już rybaków, a i przechodnie nikomu nie przeszkadzali.

Po oddaleniu się, Sessai przystąpił do nauki. Musiał znaleźć miejsce, w którym był nie tylko piasek, ale także kawałek skały lub ziemi, co też dość szybko mu się udało. Do tej pory potrafił łączyć fuuton i doton, aby otrzymać kryształ, umiał jedną technikę fuutonu, ale nie potrafił żadnej z dotonu. Czas to nadrobić. Podczas swojej podróży Sessai dowiedział się, że istnieje jutsu zwane Doton: Doryūsō. Polegało ono na niczym innym, jak stworzeniu kolców, które można było wykorzystać do ofensywy. Być może jak ojczulek dostanie takim kolcem w tyłek, to zmądrzeje. Dziesięciolatek natychmiast wział się do nauki. Z początku starał się skupić swoją chakrę, a następnie przelać ją na ziemię, żeby wytworzyć z niej kolec. Przez pierwsze kilkadziesiąt minut nic takiego jednak nie miało miejsca. Dopiero po pierwszych dwóch godzinach widać było jakikolwiek postęp. Z ziemi wyrosły pierwsze kolce, ale swoim wyglądem nie przypominały one niczego strasznego. jeśli Sessai chciałby nimi przeciąć komuś podeszwę buta, to na pewno by mu się udało, ale raczej nie o to chodziło. Kolejne chwile zostały spędzone na doskonaleniu techniki tak, żeby była jak najszybsza, najmocniejsza, najtwardsza. Sessai musiał mieć pewność, że jego jutsu nie zawiedzie w ferworze walki i dlatego szlifował je do granic możliwości, aż w końcu mu się udało.

Nauczono: Doton: Doryūsō
Sessai
 

Re: Port

Postprzez Hanshin » 6 kwi 2018, o 18:17

Ciężka to była decyzja do podjęcia, ale Hanshin zdecydował, że napije się trochę później, a teraz warto zarobić trochę Ryo, by mieć za co zjeść i, może nawet, wynająć pokój w którejś z karczm. Dopiero po kilkunastu minutach spaceru ulicami stolicy przypomniał sobie, że przecież bez Sessaia nie robi, więc musiał go odnaleźć. Po chwili zastanowienia przypomniał sobie, że ostatni raz widział go w porcie, więc należało tam wrócić. Może dalej tam jest? Brzmiało to trochę tak, jakby szukał nie własnego syna, a zgubionego przedmiotu, ale... no co to za różnica. Ważne, że szuka. Tak więc wrócił na miejsce i rozglądnął się. Sessaia nigdzie nie było w zasięgu wzroku, a wołanie czy wypytywanie o niego, to już zbyt wiele jak na Hanshina. Dzieciak musiał wrócić, a jak nie wróci... no to trudno się mówi. Pewnie i tak nic mu się nie stało, a brak powrotu oznaczałby ucieczkę. Nie trzymał go przy sobie na siłę przecież.
Hanshin usiadł na jednej ze skrzynek z jakimś towarem wyładowanym ze statku, pociągnął solidnego łyka ze swojej butelki, która zaraz wróciła na swoje miejsce, a później zdjął z pleców nowo zakupiony miecz, by przyjrzeć mu się dokładniej. Kciukiem sprawdził czy jest naostrzony i rzeczywiście był dobrze naostrzony, ale broń nigdy nie mogła być zbyt ostra. Zatem wyciągnął z kieszeni osełkę i płynnym ruchem ostrzył swoją broń w oczekiwaniu na syna. Może się pojawi, może nie.
Hanshin
 

Re: Port

Postprzez Sessai » 6 kwi 2018, o 20:05

Nauka technik shinobi była czymś, co Sessai nawet lubił. Najbardziej cieszyło go to, że jego ojciec nie ma o tym zielonego pojęcia. Nie umiał nawet najprostszych technik, co wprawiało Sessaia w idealny nastrój. Jego ojczulek alkoholik był nieporadny jak dziecko, a przy tym nadal śmiał twierdzić, że wszystko przezwycięży siłą fizyczną. Pewnie, że daje mu ona znaczną przewagę, ale zobaczymy co powie, jak dzieciak zacznie władać jeszcze potężniejszymi technikami. Na razie ograniczył się jednak do całkowitych podstaw i właśnie po ćwiczeniu jednej z podstawowych technik dotonu wracał do portu. Podejrzewał, że gdyby nawet powiedział Hanshinowi czego się nauczył, to ten i tak nie dostrzegłby w tym żadnego potencjału, więc postanowił, że nie będzie nawet wspominał o tym słowem. Zamiast tego chciał mu zrobić niespodziankę, chociaż nigdy się do tego nie przyzna. Swego czasu Sessai słyszał, jak jego zgred mówił coś o posiadaniu tarczy. Jeśli taką chciał, to mógł o to po prostu poprosić syna, ale niee. On jest zbyt dumny, żeby w ogóle się do niego zgłosić po przysługę. Dla dzieciaka tymczasem nie było to nic trudnego. Z kryształu potrafił robić wiele rzeczy, więc i stworzenie takiego czegoś nie zajęło mu dużo czasu. Po niezbyt długiej chwili w rękach Sessaia spoczywala już tarcza mierząca sobie 55cm szerokości i 95cm długości. Dla wyrzutka z klanu Kouseki taka rzecz byłaby za ciężka, ale przecież to nie on będzie jej używał, a mężczyzna, który właśnie ostrzył swój miecz. Zaraz... Miecz? To Hanshin żydził na spanie w karczmie czy podstawowe posiłki, a tymczasem kupił sobie kawał żelastwa?
- Jiji-! Zgiń! - krzyknął w jego kierunku, jednocześnie zbierając całą siłę jaką zgromadził w swoim wątłym ciałku i cisnął tarczą w ojczulka tak, żeby jak najbardziej go zabolało. Jedynie od jego poziomu skupienia i szybkości reakcji zależy czy zdązy zareagować w czasie. Jeśli nie, to najwyżej uderzy go twarda jak skała tarcza z kryształu. Kilka siniaków mu sie jednak należy za te wszystkie momenty, w których gnębił Sessaia. Niech ma za swoje, a co!
Sessai
 

Re: Port

Postprzez Hanshin » 6 kwi 2018, o 20:25

Jak to mówili? Jak kocha to wróci? No i Hanshin się nie mylił, bo Sessai wrócił, chociaż wątpił, aby podyktowane to było akurat miłością. Nie uczył go takich bzdurnych rzeczy, aby kierować się tego typu uczuciami. Liczyły się korzyści i tyle. Co prawda szanował też jakieś wewnętrzne zasady, które pozwalały na spokój ducha. On, dla przykładu, wrócił po syna, bo się źle z tym czuł, że ten zdycha gdzieś samotnie. I o to chodziło, aby czuć się dobrze i zyskiwać.
Sprytny plan synka może i wypaliłby, gdyby nie kilka czynników. Pierwszym był okrzyk, który zdradził, że wrócił i coś szykuje. Drugim była różnica w sile i szybkości, która działała na niekorzyść dzieciaka, zaś trzecim... sama wytrzymałość Hanshina. Ten mimo dojrzenia, że chłopak coś szykuje, to nie zrobił sobie z tego wiele. Przyglądał się jak ten rzuca wielkim kawałkiem kryształu w niego, który później uderzył w jego bok i upadł. Zabolało? Troszeńkę, ale nie na tyle, by nawet się skrzywić.
- I co Ty, kurwa, chcesz osiągnąć z taką siłą? - burknął, chowając do kieszeni osełkę i zakładając miecz na plecy. - Tyle razy powtarzałem Ci, smarku, że chłop bez krzepy, to jak bez kutasa. - dodał po chwili i spojrzał na kryształ, który leżał na ziemi i, co ciekawe, nie pokruszył się. Pamiętał, jak Sessai dopiero zaczynał i mógł jego kryształ miażdżyć w dłoniach, ale teraz zdawało się, że przybrał trochę na wytrzymałości. Okazało się, że to, czym dzieciak rzucił wyglądało na tarczę i to bardzo sprytnie zaprojektowaną. Może krzepy nie miał, ale oleju w głowie mogło mu nie brakować. Tylko tarcza jak to tarcza - musi być wytrzymała, więc Hanshin uderzył stopą z całej siły w kryształowy twór, który oparł się jego sile.
- No, no, nie myślałem, że zrobisz mi prezent. Ja też zrobiłem sobie prezent. - powiedział podnosząc tarczę i przyglądając się jej bliżej. W tym samym czasie wskazał kciukiem na miecz, który znajdował się na plecach.
- Jak będą tanie pokoje, to dziś śpimy w karczmie, ale chuj ich wie jak to jest w stolicy. - dodał, wciąż przyglądając się kryształowej tarczy. Była wystarczająco duża, aby zasłonić jego tors i połowę ud lub głowę i cały tors, a więc idealna. Wcięcia po bokach... może jakby miał włócznie, ale jakoś znajdzie dla nich wykorzystanie. Twarda, ciężka, idealna dla niego.
Hanshin
 

Re: Port

Postprzez Sessai » 6 kwi 2018, o 21:18

Plan był na tyle sprytny, na ile mądry był Hanshin. Sessai chciał mieć pewność, że w razie czego jego ojciec zdąży zareagować, bo inaczej miałby na głowie straż miejską. Tymczasem siedzenie w więzieniu za przypadkowe zabicie starucha kryształową tarczą raczej nie napawało chłopaka zbytnim optymizmem. Oczywiście taka była oficjalna wersja, której zamierzał się trzymać, żeby jego staruszek nie obrósł za bardzo w piórka. W rzeczywistości Sessai mógł mówić takie, a nie inne rzeczy, chociaż tak naprawde nie miał ich na myśli. Nadal czuł się jakoś nieswojo z tym, że ojciec porzucił jego i matkę na parę dobrych lat.
- Tobie tylko ta krzepa pozostała, baka jiji-! - odpowiedział niemal natychmiast, wystawiając w jego stronę język. Nie lubił tych jego porównań, które były aż zbyt proste. Hanshin znacznie różnił się od jego matki, która zawsze starała się do niego zwracać w sposób łagodny i uprzejmy. Najwyraźniej wychowywanie dziecka przez ojca było kompletnie inne, niż matczyna miłość. Wiara ojca w umiejętności syna też stała na kompletnie innym poziomie, bo oczywiście musiał sprawdzić czy tarcza jest wytrzymała. Pewnie, że jest! W końcu to Sessai ją zrobił, a co jak co, ale w umiejętności odziedziczone po matce inwestował całkiem dużo czasu.
- Gdybyś nie wydawał tyle pieniędzy na jakiś kawałek żelastwa i alkohol, to moglibyśmy spać w karczmach codziennie. Dziwię się, że jeszcze mnie nie sprzedałeś. - odburknął do ojca, doskonale wiedząc, że większą część swojego dobytku wydaje na rzeczy, które kompletnie im się do niegczo nie przydają i nie przydadzą nigdy. No, może ten miecz będzie miał jakieś zastosowanie, ale to by było na tyle. Z alkoholu nic dobrego nie będzie tym bardziej, że sam Sessai nie mógł go jeszcze pić. Gdyby było inaczej, to być może zmieniłby nawet zdanie, ale teraz wolał po prostu ochrzaniać staruszka.
Sessai
 

Re: Port

Postprzez Nikusui » 10 kwi 2018, o 20:21

Obrazek
Misja dla Hanshina i Sessaia
Ranga C
1/45


To mógł być spokojny dzień, siedzenia w porcie, łapania słońca, trenowania czy obijania się. Czy chociażby wzajemnego przekomarzania się. Cokolwiek. Pogoda naprawdę zaczynała dopisywać, więc jednemu mogło dodawać to energii, drugiemu zaś kłaść ciężary na powieki. W porcie jednak był spory ruch. Rybacy korzystali z okazji i ruszali na łowy. Tak czy siak, Kami no Hikage było bogatym miejscem, ale z czegoś musiano się tu utrzymywać.
Jeden z okrętów niedawno zacumował. Nie znajdowali się na nim jednak rybacy, a zwykli turyści, którzy postanowili zwiedzić te rejony. Większość z nich wyglądała na cywili, rzadko kiedy przewinął się ktokolwiek, kto wyglądałby chociażby na początkującego ninję. No, ale wrażenie zewnętrzne to nie wszystko, czyż nie? Wsród tego tłumu, jako ostatnio, wypałętał się nieco przygarbiony mężczyzna. Nie był stary, jego twarz i postura dawałyby mu nie więcej niż trzydzieści pięć lat. Ubrany dość elegancko, więc możliwe, że był tubylcem. czarne, krótkie włosy i twarz, która raczej nie wyróżniała go z tłumu. Jego prawa dłoń spoczywała na brzuchu, a sam wyglądał, jakby zaraz miał co najmniej zwymiotować. Jego krok był nierówny, na twarzy widniały krople potu.
- Przeklęte wycieczki. - burknął pod nosem, krzywiąc się boleśnie. W pewnym momencie przystanął, zerkając na najbliższe osoby, które znajdowały się w jego otoczeniu. Trafiło na mężczyznę, dość tężnie zbudowanego i chyba nieco młodszego od samego tubylca, no i dzieciaka. Możliwe, że syna.
Nieznajomy oddychał ciężko, zupełnie jakby stoczył przed chwilą jakiś bój. W sumie to walczył, ale z własnymi słabościami, ze swoją niedyspozycją i złym samopoczuciem. Brakowało już mu sił i to było widać.
- Mógłbyś... - urwał, dysząc ciężko, bo mimo wszystko, takie przejście nieco go zmęczyło w tym stanie. Cały czas patrzył na Hanshina. - ...czy mógłbyś pomóc mi dotrzeć do szpitala? - zapytał, krzywiąc się nagle jeszcze bardziej. Zacisnął zęby, opuszczając głowę w dół. Czuł się, jakby łamano mu kości, jeszcze nigdy tak nie cierpiał. - Zapłacę. - dodał ciszej, ale na pewno było to słyszalne dla Hanshina, jak i Sessaia. Cóż, bogaty, to i za taką przysługę mógł wybulić. Chłopina myślał, że jakoś uda mu się dotrzeć, ale nim się spostrzegł, siły zaczęły go opuszczać szybciej, niż to zauważał. Tymczasowo dzieciak był ignorowany. Facet swoje ważył i nie sądził, by taki maluch był dla niego należytym wsparciem.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 926
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Port

Postprzez Hanshin » 10 kwi 2018, o 22:02

Pyskowanie młodego było już całkowitą normą. Hanshin niewiele się tym przejmował, bo w takich przekomarzankach słownych też był w końcu jakiś trening. W końcu mężczyzna lubował się nie tylko w zwyczajnej walce, ale także w tej na wyzwiska. A do tego trzeba było mieć spryt i cięty język. Tego pierwszego Sessaiowi nie brakowało, a na drugie był teoretycznie za młody i za dobrze wychowany, co akurat było dziełem matki. Hanshin potrafił przekazać niewiele dobrych wartości.
- Taa, tylko krzepa i smark u nogi. - rzucił, jakby od niechcenia i dalej przyglądał się tarczy. Czemu, by z niej nie skorzystać na dłużej? Może akurat młody się wykazał. Wytrzymała uderzenie piętą, a więc powinna i uderzenia broni, bo nie każdy był tak silny, jak Hanshin. Założył ją w końcu na plecy tak, aby przykrywała niemalże cały miecz, a raczej jego ostrze, by w każdej chwili jednak móc chwycić za rękojeść i być gotowym do starcia.
- Jakbyś nie gadał tyle, to byś częściej spał w karczmie. - odparł mu na przekór, by zaznaczyć, że to narzekanie jest, delikatnie ujmując, denerwujące. Przecież potrzebował broni, bo czym miał walczyć? Kryształowe zamienniki to nie to samo co niezawodny kawał stali, a w szczególności tak surowo obrobionej jak Yumegoroshi. A co do alkoholu, to jego potrzebował znów do normalnego funkcjonowania. Nie tyle nałóg, co pewne przyzwyczajenie. Mógł nie pić, ale po co nie pić, jak można pić i sobie ulżyć na tym nieszczęsnym grajdołku? No właśnie.
Skoro mowa o trunku, to akurat Hanshin znów chwycił swoją butelkę i pociągnął z niej solidnego łyka, jednocześnie wpatrując się w wychodzących ludzi z okrętu, który niedawno zacumował. Alkohol rozgrzał przełyk, a mężczyzna skwitował to westchnięciem, które brzmiało jak "ahhh" i przetarł usta przedramieniem. Odłożył butelkę na bok i nieco spod byka patrzył na przechodniów.
- Patrz kto mieszek ma na wierzchu. - odezwał się półgębkiem do Sessaia, aby pomógł mu w dzisiejszym zarobku. Kradzież to też sposób na życie. Jak się było frajerem, to kradzież była karą za to i zwyczajnym następstwem. Nie można było okazywać słabości.
Ciemne oczy niby nieprzytomnie, a jednak ze skupieniem wypatrywały sakiewki, która wesoło podskakiwałaby przy pasie lub kieszeni, lecz nagle obraz został zasłonięty przez mężczyznę, który najpewniej źle znosił podróż statkiem. Byli i tacy. Nie wyglądał zbyt dobrze i może ktoś zostałby przez to obrzydzony, ale nie Hanshin. Ronin nie odezwał się, gdy facet spojrzał na niego. Nie była to jego sprawa i nie jego problem. Kiedy padło pytanie, to Kutanagi jedynie wykrzywił usta w parszywym uśmiechu i już na słowa cisnęło mu się soczyste "spierdalaj", gdy usłyszał o wynagrodzeniu. Spojrzał na Sessaia i kiwnął mu głową, że na tę chwilę za odpłatność zostaną dobrymi ludźmi.
- Podwójna zapłata, bo pomagam ja i mój syn. - powiedział stanowczo i kiwnął głową na dzieciaka. - Krzepy nie ma, a chłop żeś duży, ale za to zna miasto, a ja nie. - dodał po chwili, oczywiście kłamiąc, bo Sessai był jeszcze bardziej nieobeznany w Kami no Hikage, niż Hanshin. Ale nie o to chodziło, bo ta wiedza do trudnych do zdobycia nie należała. Wystarczyło zapytać jak dotrzeć do szpitala i tyle. Ronin przywiązał znów butelkę z alkoholem do pasa i zszedł ze skrzynki, by podejść pod mężczyznę.
- Daj ramię, wesprzyj się pan. - mówił prostym językiem, bo z Hanshina był prosty człowiek. Często zaciągał gwarą, chociaż potrafił mówić bez niej, gdy się pilnował. Tylko teraz nie miał po co się pilnować, bo układ był prosty, a on na wielkiego znawcę kultury osobistej nie musiał wychodzić, ani pretendować. W takim razie czekał tylko, aż grubas da mu rękę, aby założyć ją sobie za kark i wziąć go pod ramię, by jego ciężar spoczywał na Hanshinie. Nawet z taką wagą nie powinien być problemem.

Siła Hanshina:
SIŁA 73 | 88
Hanshin
 

Re: Port

Postprzez Sessai » 11 kwi 2018, o 17:35

- I na co Ci ta krzepa, skoro nawet smarka się dzięki niej nie pozbędziesz? - gdyby chciał, to by się pewnie pozbył, ale najwyraźniej widział w maluchu chodzącą skarbonkę, więc tolerował jego towarzystwo. I z wzajemnością! W razie czego Sessai będzie mógł użyć staruszka jako tarczy, żeby nie marnować swojej chakry. Żywa ściana zawsze się przyda, a niektórzy potrafią za takie bulić grube pieniądze. Tak, mowa tutaj o biznesmenach zatrudniających najemników.
- Gdyby za gadanie były miejsca w karczmach, to i tak byśmy nigdzie nie spali. Kataną machasz z sensem, ale ozorem już niezbyt. - odpowiedział ojczulkowi, wzruszając przy tym ramionami. Tak wyglądała znaczna część ich rozmów, ale jeszcze jakoś nigdy nie zakończyły się one rękoczynami. Albo Hanshin zwyczajnie nie dbał o wychowanie syna i miał gdzieś to, jak się do niego odzywa, albo sam lubił te ich słowne przekomarzanki, które na swój sposób pewnie byłyby nawet i urocze, gdyby Sessai często nie mówił prawdy. Wystarczyło bowiem trochę inaczej gospodarować pieniędzmi, a nie musieliby spać w niekorzystnych warunkach. Miecz równie dobrze mógł być wykonany z kryształu i twardością, ostrością oraz wytrzymałością wcale nie odstawałby od swoich sklepowych odpowiedników. Chyba jednak tylko Sessai w tej rodzinie był oszczędny. Miał ze sobą parę przedmiotów, ale resztę wykona sobie za pomocą swoich klanowych zdolności, żeby za nie nie przepłacać.
Teraz dzieciak przewrócił oczami, bo ojcu znowu zachciało się nieuczciwo zarobionych pieniędzy. Sessai nie miał jednak zamiaru brać w tym czynnego udziału. Wypatrywać sakiewki mógł, ale jego ręce już w jej kierunku nie polecą. Pewnie, że to najprostszy zarobek, ale maluch nie kradł nawet wtedy, gdy znalazł się na ulicy, więc dlaczego miałby to robić teraz? Matka zstąpiłaby jeszcze z nieba i wpuściła mu srogi wpierdziel za uleganie presji ojca. A skoro mowa o presji, to jego ojciec również jej ulegał, ale w jego przypadku miała ona trochę inną postać - pieniądze. Sessai podejrzewał, że gdyby Hanshinowi ktoś zapłacił za stawnie na głowie i udawanie foki, to mężczyzna zapewne by to zrobił. Teraz jednak przypadło mu zadanie o wiele mniej uwłaczające, które też nawet odpowiadało dzieciakowi. Nie będą się musieli zbytnio przemęczać, a pieniądze same wpadną i to jeszcze w miarę uczciwie.
- Haai, hai. - rzucił tylko do ojca dając mu do zrozumienia, że się na to zgadza i zaczął rozglądać się po zgromadzonych w porcie ludziach. Na pewno byli tutaj jacyś rybacy czy też zwyczajni mieszkańcy, który mogliby mu wskazać drogę do najbliższego szpitala. Dzieciak nie miał bladego pojęcia gdzie może się tutaj taka budowla znajdować, ale co innego tubylcy. Właśnie z tego powodu Sessai krążył teraz po tłumie i zaskakująco uprzejmie pytał o drogę. Kiedy otrzymał satysfakcjonującą odpowiedź, mógł się nią podzielić z ojcem i zleceniodawcą, co też zrobi, jeśli cały plan się powiedzie.
Sessai
 

Re: Port

Postprzez Nikusui » 11 kwi 2018, o 21:53

Obrazek
Misja dla Hanshina i Sessaia
Ranga C
4/45


Schorowany facet, na całe szczęście, nie musiał długo czekać na odpowiedź. Cóż, może wiedział doskonale, jak ten świat działa? Nie wyglądał na głupiego, na czymś też się musiał dorobić, a mało było takich, którzy oferowali bezinteresowną pomoc. Chyba, że była podszyta nieczystymi intencjami, jak na przykład kradzież. Ta zdecydowanie biegała w myślach Hanshina, czego znowuż nie preferował jego syn. Dwie osoby, współpracujące ze sobą, bliska rodzina, a tak odmienne priorytety i poglądy. Ciekawe.
- Biznes to biznes, ke? - zapytał z krzywym uśmiechem, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że Hanshin wykorzystuje jego stan fizyczny. To było oczywiste, ale tak po prawdzie nieznajomy nawet nie wiedział, ile dać chorowitek ma do zaproponowania. Cóż, on sam nie zamierzał się targować, bo z góry zapłata nie została ustalona. - Niech będzie. - dodał po krótkiej chwili, zgadzając się na warunki, jakie samuraj zaproponował. Skorzystał oczywiście ze wsparcia, jakim go usłużył, a mianowicie własną siłą, by mogli dojść do szpitala. Swoją drogą, tym zajął się młodszy bohater tej historii, który wbrew zapewnieniom swojego ojca, wcale nie znał tego miasta tak dobrze. Za to poszkodowany je znał, ale dał działać młodemu, by samemu nie tracić więcej sił. Mimo wszystko, gadanie też sprawiało mu trudności, więc ograniczał się do zbędnego minimum. Zwłaszcza, że Sessaiowi nie zajęło długo zdobywanie informacji. Ludzi dookoła jeszcze sporo, a jedna z pierwszych napotkanych pań użyczyła młodzieńcowi informacji, dokładnie opisując drogę, jaką musi przebyć. Czekała na nich niemalże samo centrum Kami no Hikage, budynek miał być na tyle charakterystyczny, dwukondygnacyjny, że na pewno będą wiedzieli, iż to szpital.
Nie pozostało nic innego, jak ruszyć w kierunku szpitala. Nie było to najłatwiejsze zadanie, ale facet starał się współpracować na tyle, na ile mógł. Był moment, gdzie po krótkiej wędrówce jedno z jego kolan ugięło się niespodziewania, że aż pociągnął nieco w dół Hanshina, ale żaden z nich nie wylądował na ziemi. Oj nie, to nie była zdecydowanie choroba morska. Zresztą, podróżował już wiele razy statkami morskimi i doskonale wiedział, że to nie o to chodziło. Nie wiedział jednak, co z tym fantem zrobić. Nie mógł tak tego jednak zostawić, nigdy nie odpuszczał.
- Więc chyba jednak nie stąd? - zapytał ochryple, kiedy ponownie wróciła mu równowaga i wznowili krok. Może szukał jakiegoś punktu zaczepienia, może chciał się dowiedzieć, kim są. Może... może powinien ich wynająć? - Jak nie boicie się wyzwań... - urwał, łapiąc oddech, jakby ten miał mu zaraz uciec. - ...to mogę wam coś zlecić. Za lepszą kasę. O ile cokolwiek więcej potraficie. - dopowiedział, zerkając z boku na Hanshina. Wiadomo, to on osadzał się tutaj na tego przewodniczącego grupy. To w końcu ojciec i syn, więc facet nie sądził, by to młody rozdawał tu karty i decydował.


Jeszcze śmiało piszcie tutaj. ;)
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 926
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Port

Postprzez Hanshin » 12 kwi 2018, o 20:39

Czy mógł pozbyć się Sessaia? Jak najbardziej mógł. Co to za problem pozbyć się dziesięciolatka. Czy chciał to zrobić? Otóż nie, gdyż w tym przypadku nie było idealnego rozwiązania i trzeba było wybrać mniej szkodliwe. Dzieciak był problemem, ale przynosił też trochę dochodu, utrzymanie było niewielkie, zawsze dało się z kimś zamienić kilka słów, a i jakaś pomoc z niego też była. Najważniejsze jednak, że Hanshin czuł się dobrze, że nie zostawił syna. Jakby było inaczej, to może i Sessai nie byłby kulą u nogi, ale za to myśl, że umiera gdzieś z głodu bez rodziców sprawiała, iż Ronin nie czuł się komfortowo. Czyżby jakieś ludzkie odczucia? Może trochę, chociaż spowodowane było to samą przeszłością mężczyzny, która w jakiś sposób była podobna. Przemilczał to, bo dzieciak musiał wiedzieć, że jakby jego ojczulek chciał, to już by go nie było albo tutaj, albo na tym świecie. Drugą sprawę też przemilczał, bo były sprawy ważniejsze, niż tłumaczenie dzieciakowi, że nie przez samo gadanie nie śpią w karczmach, a przez jego narzekanie, które denerwuje Hanshina, a ten pije i nie ma zamiaru wynagradzać syna komfortem.
Plan ruszył. Mężczyzna zgodził się, bo w sumie nie miał innego wyjścia. Mógł odmówić i czekać, aż ktoś mu pomoże z czystej dobroci, ale w tym świecie było jej niezmiernie mało i należało nauczyć się z tym żyć. Zahartowane ciało i charakter to podstawa, którą Ronin chciał przekazać pierworodnemu, ale ten zdawał się wciąż być omamiony przez nauczania matki, która wcisnęła mu do głowy, że bycie miłym, uprzejmym i względnie dobrym popłaca. Jakby tak było, to Shigashi no Kibu nie rządziłaby Yakuza, a na świecie nie panowałby chaos, w którym umierali najczęściej ci dobrzy.
Ruszyli, a Sessai popytał o drogę i poprowadził ich. Grubawy mężczyzna cierpiał bardziej, niż gdyby była to jedynie choroba morska. Hanshina niewiele obchodziło czy to choroba morska, czy cokolwiek innego, ale zależało mu, aby facet nie zdechł zanim dokona zapłaty. Obrabowanie zwłok nie było trudne, ale teraz, gdy wchodzili do centrum Kami no Hikage, stawało się to ryzykowne. Rzekomy turysta zaczął znów mówić, gdy zebrał w sobie trochę sił. Pierwsze pytanie zdawało się być tylko wstępem, aby jakoś ugryźć temat, który chciał poruszyć dalej, a który był znacznie istotniejszy.
- I tak, i nie. Świat jest naszym domem, chociaż nie znamy wszystkich jego kątów. - pozwolił sobie na tekst, który w jego ustach zabrzmiał, aż nazbyt inteligentnie i z pewnością zaskakująco. Hanshin głupi nie był, ale zwyczajnie nieokrzesany. Gdyby życie było dla niego łaskawsze, to może byłby wspaniałym samurajem, który kierowałby się kodeksem, moralnością i filozofią, ale było inaczej. Ronin kierował się zyskiem i rozsądkiem, bardzo surowym rozsądkiem, który zahaczał o zwierzęce instynkty przetrwania momentami.
- Wyzwań się nie boimy, ale nie znaczy to, że jesteśmy od razu chętni podjęcia się zadania. - powiedział na wstęp i odchrząknął, by splunąć na bok. - Zależy jakie zlecenie i za jakie pieniądze. A ile potrafimy, to mogę ci nagadać, ale i tak głupiś, jak mi uwierzysz. - dodał na koniec i sprawa była chyba jasna. Bez konkretniejszych informacji żadna decyzja nie zostanie podjęta. I co z tego że potrafili trochę, że nie bali się wyzwań, skoro możliwe, że byłoby to niekorzystne dla nich? A przecież chodziło o to, aby zyskiwać, a nie tracić.
Hanshin
 

Następna strona

Powrót do Kami no Hikage

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron