Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓

Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓

Postprzez Exodia » 13 wrz 2016, o 18:58

Obrazek
Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓 (Serce Wiary) - Główna świątynia Wyznawców Jashina


W północnej części Ryuzaku no Taki, w pobliżu granicy z Sogen oraz morzem, pośród setek drobnych wzniesień i niewielkich jaskiń jest jedna szczególna. Niepozorna grota wyglądająca jak każda inna. Niedługa, w kształcie półksiężyca. Nie byłoby w niej nic szczególnego, gdyby nie to, że jest wejściem do podziemnego kompleksu Wyznawców Jashina.
Na prawej ścianie jaskini, gdzieś na samym końcu da się zauważyć znak, który mało komu coś mówi - odwrócony trójkąt wpisany w okrąg. Symbol Jashinistów jest wyryty w kamieniu w bardzo delikatny sposób, więc łatwo go przeoczyć. Jest on tak naprawdę elementem skomplikowanego fuuinjutsu stworzonego za czasów Antykreatora. Gdy przyłoży się do niego dłoń na dłużej niż pięć sekund, to w umyśle usłyszymy pewne pytanie, na które odpowiedź znają jedynie wyznawcy. Męski, niski głos wyszepcze "Co jest największym darem dla człowieka?", a gdy odpowiesz mu "Wieczność, bracie", to potwierdzi Twoje słowa, krótkim przywitaniem "Witaj w domu". W razie udzielenia błędnej odpowiedzi - nie usłyszysz już nigdy jego głosu. Poprawna jednak otwiera przejście. Na skalnej ścianie pojawiają się obrysowania wejścia, które po chwili lekko zagłębia się do środka, wpuszczając wiernego. Zaraz za jego plecami od razu zostają zamknięte. Po przekroczeniu progu do Serca Wiary mamy jeszcze spory kawałek do przejścia, aby znaleźć się we właściwym miejscu. Przed nami sześćset długich, dosyć wysokich schodków, które prowadzą niezbyt szerokim korytarzem w dół. Panuje w nim półmrok rozświetlany co jakiś czas płomieniem w misy.
Po tym etapie znajdziemy się we właściwym kompleksie wyznawców. Jest to całkowicie podziemne coś na wzór wioski wydrążonej w skale. Przed nami roztacza się okrągły balkon, na którym właśnie staniemy po zejściu ze schodów. Całe Shinkō no Shinzō jest na bazie koła. Środek jest pusty - można spojrzeć w dół i zobaczyć balkony od poziomów dwa oraz trzy. Na samym środku, na samym dnie jest trójkąt wyznaczony przez filary, do którego wrócimy później.
Poziom pierwszy to sekcja, w której znajdują się pokoje dla wyznawców. Są one niewielkimi, prostokątnymi pomieszczeniami wydrążonymi w skale. Meble jednak już nie zostały tak prymitywnie wykonane, chociaż czas na nie zadziałał. W wyposażeniu można znaleźć drewniane łóżko z wyjątkowo twardego drzewa, stół oraz krzesło. Nad łożem jest wydrążona w skale półka. Wejścia nie są zamykane w żaden sposób - jedynie czarna tkanina je zakrywa. Takie pokoje zajmują cały pierwszy poziom oprócz miejsca naprzeciwko samych schodów do góry, gdyż tam znajdują się te, które prowadzą w dół. Zakręcona w spiralę, wąska klatka schodowa.
Poziom drugi jest już znacznie bardziej zróżnicowany. Najważniejszym i największym pomieszczeniem jest obszerna biblioteka połączona z archiwami. Niektóre regały są wydrążone w skale, a niektóre są w pełni drewniane - tym pod ciężarem lektur uginają się półki. Nie znajdziemy tutaj żadnej wyjątkowej wiedzy, chociaż są tutaj spisane historie z setek lat wstecz. Znacznie ciężej o współczesne zapiski. Do archiwów dostęp mają jedynie najwięksi wierni. Są tam podobno spisani wszyscy wyznawcy i historia wiary w Jashina, począwszy od drugiego (i panującego do dziś) Najwyższego Kapłana, aż do teraz. Nie znajdziemy nic jednak o założeniu tego kultu. Taką wiedzę posiada tylko Arcykapłan.
Na środkowym poziomie da się znaleźć też inne pomieszczenia. Niektóre przeznaczone czysto do spotkań i rozmów, inne do składania ofiar, a jeszcze inne to proste sale do ćwiczeń wypełnione tępym, metalowym orężem oraz wzmacnianymi blachą manekinami. Co wejście, to pomieszczenie przeznaczone do czego innego,
Trzeci poziom jest praktycznie najniżej. To tutaj znajdują się magazyny, w których składowana jest niekiedy żywność, niekiedy wyposażenie. To tutaj też jest miejsce do poboru wody - Serce Wiary jest na tyle nisko, że udało im się dotrzeć do podziemnego jeziora, które musi być połączone z czymś większym, gdyż woda samoistnie się oczyszcza. To sprawia, że zaraz obok punktu poboru wody są łaźnie, aby zmyć z siebie brud, kurz i krew. Na tym poziomie da się znaleźć również specjalne miejsce przypominające szpital. Różni się ono tym, że w szpitalu leczy się ludzi, a tutaj jedynie składa do kupy, gdyż większość z nich jest niemalże nieśmiertelna dzięki swojej nadzwyczajnej regeneracji.
Obok siebie znajdują się dwa ważne pomieszczenia i oba podzielone na kilka mniejszych. Jedno to więzienie dla ofiar, a drugie to specjalne więzienie dla wyznawców, gdzie Najwyższy Kapłan karze ich za przewinienia. Niektórzy z wiernych poddanych karze pokutują już prawie setkę lat.
I dochodzimy do dna, czyli części, która nie jest już jakimś poziomem, a właściwą świątynią. Wyznaczają ją filary ułożone w trójkąt. Gdyby spojrzeć z góry na Shinkō no Shinzō, to ujrzelibyśmy symbol Jashina. Część dla zwykłych wiernych znajduje się niżej o sześć schodków i jest to płaska, wyłożona gładkim kamieniem podłoga. Podwyższenie to miejsce dla Najwyższego Kapłana oraz wyjątkowo oddanych wyznawców. Po bokach znajdują się dwa małe ołtarze ofiarne z miejscem na przywiązanie, zaś na skrajach stoją wykonane z drewna i pomalowane na czarno okręgi z wpisanym w nich odwróconym trójkątem. To nie jest zwykła ozdoba, a miejsce do przywiązania ofiar, aby reszta wiernych doskonale mogła widzieć składane ofiary. Na samym środku jest główny ołtarz ofiarny - kamienny, z wyrytymi symbolami Jashina oraz rowkami, po których może ściekać krew. Tutaj zazwyczaj może oddawać ofiarę Jashinowi jedynie Arcykapłan. Zaraz za tym miejscem znajduję się coś najważniejszego. Na piedestale i króciutkim filarze jest kamienna misa. Zgodnie z tradycją zapoczątkowaną przez założyciela wiary - tam każdy Najwyższy Kapłan ma złożyć swoje serce. Od tego właśnie wzięła się nazwa "Serce Wiary". Serce aktualnego Przywódcy Wyznania jest zanurzone w krwi i bije nieprzerwanie od setek lat - jeżeli wierzyć legendom.
Wewnątrz panuje naturalny chłód. Im bardziej schodzi się w dół tym bardziej odczuwa się wilgoć tam panującą. Najbardziej zwraca uwagę jednak woń, która wwierca się w nozdrza. Jest to zapach krwi. Całość oświetlana jest poprzez metalowe misy, w których płonie ogień. I to jest właśnie Shinkō no Shinzō.
Administrator Fabularny
W razie jakichkolwiek pytań czy spraw, pisać na gg/PW. Chętnie pomogę : )
Avatar użytkownika

Exodia
Administrator
 
Posty: 2593
Dołączył(a): 8 gru 2015, o 16:36
Wiek postaci: 0
Ranga: Admin Fabularny
GG/Discord: Wolfig#2761
Multikonta: Mujin

Re: Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓

Postprzez Isei » 4 paź 2016, o 17:44

Misja rangi D - Kazumi [00/15]

Opuścili piwnicę, wyszli na zaplecze, a później sklep. Ujrzenie naturalnego, chociaż i tak stłumionego zasłonami, światła wydawało się być zbawieniem, ale czy dla Kazumi? Jej psychika z dnia na dzień była coraz bardziej wykręcana, coraz bardziej wypaczona. Świat zdawał się kręcić wokół niej. Tyle wydarzeń, a teraz miałby się nią zainteresować sam Bóg? Wydawało się nieprawdopodobne, ale małżeństwo krawców czy poprawniej - wyznawców, było przekonane o swojej nieomylności. Może Shou nieco mniej, ale Koharu albo rzeczywiście doskonale się znała na kwestii wiary w Jashina, albo była pochłonięta fanatyzmem. Zapewne obie opcje jednocześnie to poprawna odpowiedź.
Mężczyzna zamknął za sobą sklep. Para wydawała się zupełnie nieporuszona tym, że właśnie przemierzają ulice najbardziej zatłoczonej osady świata, a są wyznawcami mrocznego kultu i jednocześnie seryjnymi mordercami. Nie przeszkadzało im też to, że właśnie idą ze swoją niedoszłą ofiarą do kolebki ich wiary. Kilka razy nawet zostali zaczepieni przez osoby, które wyglądały na wyjątkowo bogate. A to szczupły, wysoki młodzieniec w eleganckim odzieniu, a to starsze małżeństwo w bogatych i jednocześnie prostych szatach i tak dalej. Zwykłe uprzejmości. "Dzień dobry", "Miłego dnia", "Miło państwo zobaczyć", "Cóż to za piękna dama u waszego boku?", "Do zobaczenia". Shou i Koharu wydawali się zupełnie naturalni w relacjach, chociaż zapewne dla Kazumi mogli wyglądać jak aktorzy, którzy jedynie grają swoją rolę wspaniałych, utalentowanych, przemiłych krawców. W końcu całej trójce udało się przekroczyć bramę. Co warto było zauważyć - wyznawczyni wciąż miała na stopach te sandały z pojedynczym zębem. Umiejętność chodzenia w nich po sklepie była niesamowita, lecz kobieta ta mogła pochwalić się zdolnością podróżowania w nich z taką samą wprawą, z jaką poruszałaby się w normalnym obuwiu.
Zatłoczona brama, a później chwila podróży nie mniej ruchliwym traktem w stronę Sogen. Następnie odbili w bok, szli jakimiś gęstwinami, chwilę dziwną ścieżką, kawałek wzdłuż jakiegoś strumyka, przekroczyli go, później starym, sosnowym lasem, aż dotarli do jakichś wzniesień. Wtedy dopiero Koharu zdjęła swoje buty i ruszyła dalej boso - zupełnie nie zwracając uwagi na ostre kamienie i inne nieprzyjemne rzeczy, które mogły ją kaleczyć. Powoli robił się zmrok, a małżeństwo od przekroczenia bramy nie wypowiedziało ani słowa. Nawet jeżeli Kazumi próbowała nawiązać rozmowę, to odpowiadali jej ciszą. Wędrowali gdzieś między mnogością różnych wzniesień, między skałami, aż po tym całym labiryncie wkroczyli do jaskini. Wyglądała zupełnie zwyczajnie. Minęli dziesiątki podobnych. Nie było tutaj żadnego specjalnego śladu. Weszli jednak głębiej. Grota była w kształcie półksiężyca i dotarli prawie na sam jej koniec, co nie było wcale daleko. Raptem kilkadziesiąt metrów. Stanęli w niemalże całkowitym mroku. Kobieta pochyliła się w stronę młodej kunoichi, odgarnęła jej włosy, aby odsłonić ucho i przystawiła do niego swoje usta.
- Jesteśmy na miejscu. Nie ma odwrotu. Odwrotu nie było odkąd weszłaś do naszego sklepu. Jeżeli Najwyższy Kapłan uzna Cię za niegodną, to umrzesz. Pragnę Cię jednak podnieść na duchu - Arcykapłan jest jeszcze bardziej czuły na wolę Jashina niż ja. Znacznie czulszy. Skoro ja czuję, iż jesteś wybrana, to Guru z pewnością poczuje to samo, a nawet więcej. - po tych słowach wypowiedzianych szeptem, wskazała dłonią naprzeciwko. Było tak ciemno, że ciężko było zauważyć co takiego chciała pokazać. - Podejdź do tej ściany. Przyłóż dłoń. Pod palcami wyczujesz wyryty symbol. Przytrzymaj na samym środku rękę przez chwilę. Usłyszysz w umyśle pytanie, na które masz odpowiedzieć "Wieczność, bracie". Błędna odpowiedź jest równoznaczna ze śmiercią. Dalej, nie wstydź się, nie bój się. Tutaj zaczynie bić Twoje serce wyłącznie dla Jashina. - na koniec delikatnie popchnęła dłonią dziewczynę. Na tyle tylko, aby ta zrobiła pierwszy krok do przodu. Co miało się wydarzyć?
- Jeżeli masz jakieś pytania, to zrób to teraz. Później będziesz rozmawiać z Najwyższym Kapłanem. - dodał Shou półgłosem, aby wyjaśnić wszelkie sprawy zanim wejdą do środka. Przy Arcykapłanie należało być ostrożnym w słowach, a przynajmniej według małżeństwa. Jaki był naprawdę? Czy był gnijącym starcem? Czy szkieletem? Wszystko miało się dopiero okazać.

//Post 0, bo wprowadzam Cię do tematu, a nie ma Cię w nim jeszcze.
Isei
 

Re: Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓

Postprzez Sarutobi Kazumi » 5 paź 2016, o 15:06

Dwójka fanatyków i potencjalna wyznawczyni Jashina wyruszyli, opuszczając piwnicę, sklep, aż w końcu zostawili Ryuzaku no Taki za swoimi plecami. Kazumi zdawała sobie sprawę z faktu, że w tym czasie zaczepiali ich inni ludzie, ale nie zaprzątała sobie nimi głowy. Zbyt wiele się działo, by przejmować się niewiedzą tych wszystkich ludzi wokół niej. Ilu nie bojących się śmierci wariatów mieszkało w mieście kupieckim? Tylka ta dwójka? Wątpliwe. Wszyscy którzy zaczepili ich po drodze? Wątpliwe, członkowie sekt kryją się bardziej poza miejscami spotkań. Ale tak naprawdę szarooka zajmowała się pytaniem które nie dającym jej spokoju przez ostatnie dni. Dlaczego ona? Czym sobie zasłużyła, by robić za metafizyczną kuwetę dla kota. Co takiego zrobiła, że straciła rodzinę? Czy to kara za bycie złym człowiekiem? Tylko dlaczego karę poniosła cała osada? Los zaczął stosować odpowiedzialność zbiorową? A może to wszystko tylko zły sen z którego zaraz się wybudzi? Część dziewczyny chciała tego, spokojnego życia, gdzie największym zmartwieniem był wybór między jednym bogatym młodzieńcem a drugim. Ale inny fragment kunoichi cieszył się, że w końcu może decydować o swoim życiu, nawet jeśli póki co są to same problemy. Trzeci odłamek skupiał myśli wokół Jashina, ledwo poznanych zasad wiary i tej całej gadki o nieśmiertelności. Czy to miało być jej nowe życie? Ciągle otwierały się nowe drzwi, ale w żadnym z nich nie stał sensei zdolny przygotować ją na przyszłość.
W końcu dotarli do jaskini, nie różniącej się niczym od innych. Ciemna, nieco wilgotna i niezbadana grota. Iskry szaleństwa w oczach krawców sugerowały raczej płonące trójnogi, bijące bębny i kłęby dymu. Instrukcja Koharu wydawała się prosta - ściana, hasło i to wszystko. Wzmianka o prawdopodobnej śmierci zniknęła w szufladzie umysłu. Śmierć przyjdzie w końcu po każdego, ne? Chyba, że Jashin był prawdziwy. - N-nie mam pytań. Dziękuję wam za pomoc. - powiedziała cicho i ruszyła niepewnie do przodu. Co prawda chciała wykrzyczeć coś zupełnie innego, zedrzeć im te dziecięce uśmiechy z twarzy, spalić sklep i wrzucić ich ciała do piwnicy... Ale nie mogła tego zrobić. Jeszcze nie. Najwyższemu kapłanowi też może zadać pytanie, ne?
Dłońmi wymacała ścianę, mając jednocześnie nadzieje, że nie oberwie ponownie igłą w szyję. Przytrzymała dłoń w miejscu, gdzie wyczuwała symbol. Na efekt nie musiała długo czekać, pytanie pojawiło się w jej głowie pomijając uszy. Tylko jak ma na nie odpowiedzieć? W myślach? Głośno i wyraźnie, bo za złe akcenty traci się palce? - Wieczność, bracie. - wyszeptała. Co dalej?
Sarutobi Kazumi
 

Re: Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓

Postprzez Isei » 5 paź 2016, o 17:51

Misja rangi D - Kazumi [02/15]

Brak pytań, więc należało działać. Małżeństwo przyglądało się z drobnym uśmiechem jak ich zbłąkana owieczka robi pierwszy krok w stronę prawdziwiej wiary w Jashina. Koharu wydawała się być nawet podekscytowana, a może wzruszona tą chwilą. Chwyciła Shou za dłoń i mocno ściskała. Obserwowali Kazumi jakby była ich dzieckiem, które właśnie dokonuje czegoś niesamowitego. Czuli dumę? Możliwe. Jednak nie oni byli ważni w tym momencie, a kunoichi. Wyczuła pod palcami wyryty symbol, a po kilku sekundach usłyszała głos, który brzmiał głęboko w jej umyśle. Zdawał się rezonować. Dziewczyna postanowiła wyszeptać odpowiedź. Czy to była poprawna forma? Chwila ciszy.
- Witaj w domu. - ponownie w jej głowie pojawił się głos. Nagle po jaskini rozległ się dźwięk przypominający przesuwanie kamiennej płyty po innej skale. Krawcowie stanęli tuż za nową wyznawczynią i obserwowali jak ściana z wyrytym symbolem zagłębia się. Był to powolny proces, jednak wbrew pozorom - nie tak głośny jak mogłoby się wydawać. W końcu przejście zostało otwarte. Koharu ujęła kunoichi w talii i wprowadziła do środka.
- Trzeba szybko wchodzić, gdyż przejście nie czeka zbyt długo. Przed nami długa droga w dół. - mówiła wchodząc wraz z dziewczyną. Za nią oczywiście podążał Shou, który ledwo zdążył wejść, a przejście już zaciskało się, by zamknąć drogę dla niepożądanych osób.
Kazumi znalazła się w niezbyt szerokim korytarzu. Obok siebie mogły iść maksymalnie dwie osoby, chociaż to i tak byłoby dosyć niewygodne. Panował tutaj półmrok, który rozświetlały misy z płomieniami. Dało się też wyczuć, że jest tutaj nieco chłodniej niż na zewnątrz. Nie było jednak powodu, aby stać w miejscu, więc cała trójka zaczęła schodzić w dół. Schodki były długie oraz wysokie, a na dodatek wydawały się nie mieć końca. To wskazywało jak głęboko i daleko musi być ukryte najważniejsze miejsce kultu Jashina. Równe sześćset stopni w dół zajęło dotarcie do właściwego miejsca. Dziewczyna stanęła na czymś, co przypominało okrągły balkon. Gdyby wychyliła się za balustradę, to mogłaby ujrzeć kolejne poziomy niżej, a także samą "świątynię" na samym dnie. Jednak kunoichi musiała zwrócić uwagę na coś innego. Z każdym krokiem dalej nasilała się pewna woń, która już na miejscu była potężna. Zapach krwi, który potęgowany był przez wilgoć jaka naturalnie panowała w tym podziemnym kompleksie.
- Oto Shinkō no Shinzō - Serce Wiary. Witaj w domu, siostro. Udamy się teraz na rozmowę z Najwyższym Kapłanem. - po tych słowach Koharu wyszła na przód, lecz Shou na wszelki wypadek pozostał za Kazumi. Wewnątrz tej kolebki kultu Jashina przechadzało się trochę osób. Minęli mężczyznę, który wyglądał jak zwyczajny kupiec i wpatrywał się gdzieś przy samej balustradzie. Później jakiegoś roześmianego młodzieńca, który z serdecznym uśmiechem powitał Koharu, wykrzykując "Cześć!". Zaraz później minęli dojrzałą kobietę, która ubrana była w nieco obdarte, bordowe szaty z kapturem. Coś do siebie szeptała i nawet nie zwróciła uwagi, że omal nie wpadła na Kazumi. Na klatce schodowej spotkali może trzydziestoletniego mężczyzny ubranego w błękitne kimono, czarne włosy związane miał w wysoką kitkę, ukłonił się na widok Koharu, która wraz z Shou postąpiła podobnie. Zatrzymali się na chwilkę.
- To do Ciebie niepodobne. Pierwszy raz próbujesz nawracać, a nie składasz w ofierze. Złagodniałaś? - zapytał normalnym, całkiem przyjaznym głosem.
- Zesłał nam ją sam Jashin. Ma dar, chociaż o nim nie wiedziała. Nie słyszała też o Jashinie. Została zapewne wybrana. Nie mogłabym uśmiercić osoby, którą obdarował sam Wieczny. - na te słowa błękitne oczy nieznajomego powędrowały na kunoichi. Chwilę ją lustrował z niekrytym zaskoczeniem, po czym uśmiechnął się serdecznie i położył dłoń na głowie dziewczyny.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Staniesz się częścią kochającej rodziny, która jest sobie w pełni oddana. Głowa do góry i uśmiechnij się. Jesteś wyjątkowa. - na koniec pogłaskał jeszcze po głowie Kazumi i mrugnął jej. - Arcykapłan jest w bibliotece. - dodał do Koharu i wycofał się o krok, ponownie się skłonił i ruszył gdzieś w swoim kierunku. Trójka postąpiła podobnie.
Zeszli o jeden poziom niżej i ruszyli gdzieś dalej. W końcu weszli do ogromnego pomieszczenia wypełnionego starymi regałami wypełnionymi po brzegi zwojami oraz księgami. Ściany niemalże całe były wydrążone, aby zrobić półki na kolejne zapiski. Naprzeciwko wejścia, lecz po drugiej stronie tej dziwacznej biblioteki stał wysoki mężczyzna skierowany do wszystkich plecami. Miał na sobie szkarłatną szatę z białym symbolem Jashina na plecach, jaki Kazumi mogła już widzieć wielokrotnie w Sercu Wiary. Przed sobą miał rozwinięty na całą długość zwój, który zapewne czytał. Miał nietypowe, granatowe włosy. Cała trójka podeszła do niego.
- Najwyższy Kapłanie, przyprowadziliśmy wybrankę Jashina. - odezwała się krawczyni, a osoba nazwana "Najwyższym Kapłanem" powoli zwinęła zwój, odłożyła go na półkę i odwróciła się. Teraz dziewczyna mogła dokładnie przyjrzeć się tak ważnej osobie. Złote oczy, czarna skóra, a na niej białe ślady tworzące wzór szkieletu. Małżeństwo ukłoniło się w stronę mężczyzny, a ten przeniósł swój zimny wzrok na nieznaną mu kunoichi.
- Już tłumaczę, Arcykapłanie. Wybraliśmy jak zawsze najpiękniejszą osobę i chcieliśmy ją złożyć w ofierze, lecz okazało się, że ma dar. Upew- - nie zdołała dokończyć, gdyż głowa kultu wskazał jej ręką, aby przestała mówić.
- Rozumiem. Zostawcie nas samych. Zaczekajcie gdzieś, później z wami porozmawiam. - powiedział głosem, który pasował do jego młodego, aczkolwiek męskiego wyglądu. Małżeństwo kiwnęło głową i opuściło pomieszczenie. Gdy dwójka wyszła, Guru wskazał dłonią krzesła, które stały na boku biblioteki. Na jego twarzy pojawił się drobny uśmiech, jednak wyglądał on wyjątkowo chłodno. Widać było, iż jest on jedynie uprzejmością lub wyuczoną reakcją, która jednak nie ma nigdzie połączenia z radością towarzyszącą uśmiechom.
- Proszę, siadaj. Usiądziemy i przedstawisz mi się, powiesz mi co się wydarzyło i jak tutaj trafiłaś. Możesz też zadawać pytania. Zapewne masz ich wiele. - mówiąc te słowa, kierował się w stronę krzeseł. Usiadł na jednym z nich i czekał na dalszy rozwój sytuacji. Nastała chwila prawdy. Teraz słowa Kazumi decydowały czy zachowa życie, czy nie.

//Dżebłem większego posta, bo przecież nie będę Ci kazał pisać posta, w którym opisujesz jak schodzisz 600 schodków w dół. Przyśpieszymy nieco akcję. Chociaż i tak ta misja, to zapewne będzie jedynie rozmowa.
>TUTAJ WYGLĄD ARCYKAPŁANA DLA PRZYPOMNIENIA<
Isei
 

Re: Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓

Postprzez Sarutobi Kazumi » 7 paź 2016, o 00:54

Podróż do wnętrza ziemi rozpoczęta! Odpowiedź Kazumi musiała spodobać się strażnikowi, inaczej ściana jaskini nie rozstąpiłaby się przed nią, ne? Czyżby potwierdzało to przeczucia Koharu co do wyjątkowej roli dziewczyny? Całkiem możliwe. Ewentualnie wejść do świątyni może każdy znający hasło, dopiero wewnątrz bycie niewiernym prowadziło do bycia martwym. Czy szarooka kiedykolwiek wpadłaby na to, że niedaleko jednego z największych miast świata kryje się coś takiego? Może w snach, których zwykle i tak nie pamiętała. Ale wracając do rzeczywistości, jinchuuriki ruszyła w dalszą drogę, asekurowana przez dwójkę wyznawców. Wcześniej nie chciała, by nadal jej towarzyszyli, ale wizja potknięcia się i skręcenia karku była niezłym argumentem by zmienić zdanie. Mijali innych jashinistów - co ciekawe żaden z nich nie wyglądał na szaleńca. No może poza mamroczącą do siebie (albo samego boga, któż może wiedzieć na pewno) kobietą, tej przydałaby się pomoc specjalisty.
Jednak to nie tajemnicze wejście, długie schody ani nasilający się zapach krwi zajmowały Kazumi. Strach przed śmiercią również nie robił na niej wrażenia. Bała się, że arcykapłan uzna ją za oszustkę. Że los po raz kolejny pokaże jej, jak głęboko w ziemię może ją wbić. I wtedy napatoczył się ten mężczyzna. Srebrne oczy rozglądały się po świątyni, starając się zapisać wszystko w pamięci za pierwszym razem. Może i była to kolebka świrów, morderców... Ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to panienka Sarutobi zostanie tu na dłużej. Zamyślona, pochłaniająca bodźce szybciej niż żul sake, nie zdążyła uskoczyć w porę, a ręka znajomego krawców wylądowała na jej głowie. Pięści zacisnęły się bez jej woli, nogi ugięły się lekko, gotowe odskoczyć. NIE. Żadnego dotykania bez zgody. Żadnego wbijania igieł, obejmowania ani szeptania na ucho. Czy w ten sposób rodzi się nienawiść do zakłócenia przestrzeni prywatnej? Kunoichi wiedziała tylko, że była gotów rzucić się na mężczyznę. Jednocześnie pragnęła odskoczyć jak najdalej, zaszyć się gdzieś z dala od wszystkich. Zrobiła krok wstecz, przerywając połączenie z nieznajomym. Zrozumie czy nie, miała to gdzieś. Nienawidziła siebie za łzy zbierające się pod zaciśniętymi powiekami.
Jeśli jego słowa okażą się prawdą i wszyscy tutaj naprawdę są rodziną to nie będzie zły za jej reakcję. W tej chwili nie myślała o przeprosinach, może później. O ile w ogóle. Na szczęście dla wszystkich, przypadkowe spotkanie zakończyło się, a trio ruszyło dalej. Biblioteka okazała się miejscem równie imponującym (a zarazem ciemnym, zamkniętym i ponurym) co cała reszta świątyni. Jej tymczasowa przewodniczka po nieznanej religii pośpieszyła z wyjaśnieniami dla Arcykapłana - w końcu nie wypada zawracać głowy papieżowi kolejnym dzieckiem do pierwszej komunii, ne? Przywódca sekty nie ma czasu zajmować najniższymi w hierarchii. Ten miał jednak tyle czasu ile Jashin zapragnie, skupił więc swą uwagę na nowicjuszce. Ba, nawet odwrócił się do niej twarzą...
Szkielet. Krok w tył. Białe kości, mrok tworzący resztę ciała. Kolejny krok w tył. Dłonie złożone do złożenia pieczęci. I co niby zrobisz dziewczynko? Kolejny głos w jej głowie zadrwił z niej cicho. Katon był ratunkiem. Ogień oczyszczał, prochy były czyste. Brudziły innych. Nie potrafiła skupić się na jutsu, skumulowaniu chakry. Po raz kolejny trafiła w ręce demonów. Tyle, że teraz sama weszła do piekła, cieszyła się nawet z tego! Jak mogła być tak głupia! Uciekać? Dokąd? To nie twój oprawca... W tym głosie nie zabrzmiała nawet nuta kpiny, spokój równy tafli zamrożonego jeziora. Opuściła dłonie, zdając się na ich łaskę. Skupiła wzrok na żywym trupie. Kości były tylko rysunkiem. Nie rozkładał się jak tamci w jaskini. Cała ta szopka nie trwała dłużej niż kilka sekund. Bardzo długich sekund. Małżeństwo opuściło pomieszczenie, a Kazumi zrobiła kilka kroków w kierunku krzeseł. Arcykapłan usiadł nie oglądając się na nią. Pewnie nie uznał jej za zagrożenie. I nie dziwiła mu się. Zatrzymała się przed nim, decydując się stać. A co jeśli z krzesła wystrzelą kajdany? Miała dość sztuczek, tajemnic i pogrywania jej życiem. Nawet jeśli w tej chwili nic jej nie groziło to roztrzęsiony umysł wiedział lepiej.
- J-jestem Sarutobi Kazumi. - zakaszlała, starając się przywrócić mocy pełne brzmienie. - A moja historia? To nawet ciekawa sprawa. Nawet zabawna, hehe... Najpierw porywają mnie jakieś szkielety, trafiam do laboratorium wewnątrz góry, trup podobny do ciebie mówi, że potrzebuje mojej pomocy. Potem wciska we mnie gigantycznego kota, widzę boga śmierci i shinobiego władającego czarnym lodem. Ten kot płonął! Ale ogień był częścią jego, nie sprawiał mu bólu - bramy tori owszem. Akuryo musiał uznać to za świetne rozwiązanie, bo po cholerę pytać mnie o zdanie?! Lepiej było porwać, zabić rodzinę, spalić dom a po wszystkim zniknąć bez śladu! Żadnych odpowiedzi! ŻADNEJ DROGI! Ale pozbierałam się, głos pokierował mnie do Ryuzaku. Chciałam zemsty, a do tego potrzebowałam odpowiedzi. I mocy. Nadal ich potrzebuję. Chciałam tylko pomóc Koharu bo była miła... - zamilkła na moment, zapominając o tym, gdzie jest. I z kim rozmawia. Czuła, że musi to zrobić. Wyrzucić wszystko z siebie, być szczerą. Ale nie mogła tego zrobić bez wszystkich emocji zgromadzonej w niej. - Wbili mi igłę, sparaliżowali! Zabiliby mnie w tym lochu! I NIKOGO BY TO NIE OBESZŁO! Kolejna ofiara dla Jashina, tyle. Kim on w ogóle jest? Zaleczenie rozciętego palca! I TYLKO DZIEKI TEMU DOTARŁAM TUTAJ. Dlaczego nikt nie odnalazł mnie wcześniej?! Dlaczego musiałam pływać w tym gównianym życiu?! NIE PROSIŁAM SIĘ O TAKI LOS! - oddychała z trudem, wpatrując się w złote oczy Arcykapłana. Nie miała już siły by krzyczeć dalej. I kiedy podeszła tak blisko, zaledwie na wyciągnięcie ręki? A i tak nie widziała wyraźnie szkieletu, łzy leciały po jej twarzy. - Dlaczego nie dano mi wyboru? - załkała i umilkła, chwiejąc się na nogach. Miała dość. Opadnięcie na kolana wydawało się bardzo kuszącą opcją. A podłoga sama wybiegła na spotkanie. Wspaniała uczta. Koci kształt poruszył się wewnątrz niej, rozpierając się wygodnie w klatce.
Sarutobi Kazumi
 

Re: Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓

Postprzez Isei » 8 paź 2016, o 17:39

Misja rangi D - Kazumi [04/15]

Rzeczywiście Najwyższy Kapłan nie uznał Kazumi za zagrożenie. Nie drgnął, nie mrugnął nawet, nic w nim się nie zmieniło kiedy ta złożyła dłonie w pieczęć. Z tym samym spokojem obserwował ją, powiedział co chciał i usiadł na krześle, by wysłuchać opowieści nowej duszyczki, która możliwe, że stanie się częścią kultu. Wszystko zależało od rozmowy. Nie wiadomo czy Arcykapłan spodziewał się takich emocji ze strony kunoichi, czy nie, chociaż zapewne każdy mógł się domyślić, iż przeżycia dziewiętnastolatki musiały odcisnąć na niej pewne piętno. Kiedyś musiała pęknąć, wyrzucić wszystko z siebie. Teraz należało się zastanowić czy to odpowiedni moment na taką nieposkromioną wylewność? Twarz Guru nie zmieniła swojego wyrazu nieważne co mówiła dziewczyna. Zdawała się być wykonana z marmuru, jednak oczy były żywsze - podążały za srebrnymi tęczówkami, aby cały czas utrzymywać kontakt wzrokowy. Krzyki Kazumi sprowadziły na nią dodatkowe spojrzenia wyznawców zebranych w bibliotece, którzy stali gdzieś między regałami. Niektórzy nawet przybiegli do biblioteki, aby sprawdzić co się dzieje. Gdy tylko kunoichi skończyła mówić i upadła na kolana, to Arcykapłan, nie spuszczając jej ze wzroku, wskazał wszystkim dłonią, aby wrócili do swoich zajęć.
- Trup podobny do mnie? Mylisz się, Sarutobi Kazumi. Jestem ponad życiem i ponad śmiercią. - zaczął od wyjaśnienia pewnego błędu. - Jesteś ślepa, Sarutobi Kazumi. Zaślepiona własną arogancją i chciwością. Nie umiesz dostrzec tego, co zostało Ci podarowane. Mówisz o braku odpowiedzi, braku drogi, a widziałaś Boga Śmierci, słyszysz Jego głos, a nawet zostałaś poprowadzona przez Niego. Otrzymałaś od Jashina dar, który miał Cię upewnić, a mimo to wciąż wątpiłaś. W Ryuzaku no Taki trafiłaś akurat na Jego wiernych, którzy próbowali na siłę otworzyć Ci oczy na wszystko to, co otrzymałaś, a mimo to wciąż wątpisz. Zostałaś zaprowadzona do Serca Wiary - kolebki Jego kultu i stanęłaś przede mną - Najwyższym Kapłanem i wciąż nie rozumiesz. Stoisz przed możliwością otrzymania upragnionych odpowiedzi i upragnionej mocy od samego początku, ale nie widzisz tego. Twoje życie musiało być dotychczas obrzydliwie wygodne. Odpowiedzi i moc. Nie dostaniesz ich podanych na tacy, nie będą na Twoje życzenie. Musisz sama zapracować na nie. Jak myślisz - istnieje coś potężniejszego niż wieczność? Jashin oferuje Ci od samego początku możliwość opanowania wszelkich technik ninja, przeczytania każdej księgi świata, nauczenia się każdego zawodu, osiągnięcia wszystko co chcesz. Ty, Sarutobi Kazumi, jesteś ślepa. - po tych słowach, które mówił z nieprzeniknionym spokojem, wstał z krzesła. - Zrób pierwszy krok i podnieś się z ziemi. Wstań. Koharu i Shou zabiliby Cię, ale nie zabili dzięki Jashinowi. Dzięki niemu też dotarłaś tutaj. Jashin odnalazł Cię pierwszy, ale Ty wątpiłaś. Życie to nie jest pasmo sukcesów podstawianych pod nos. Wszystko to było niezbędne, abyś teraz mogła znaleźć się w Sercu Wiary. Zaznałaś cierpienia fizycznego, umysłowego i duchowego. Teraz masz szansę wyzbyć się wszelkiego bólu i żyć wiecznie wraz z wieczną rodziną w świecie gdzie nie istnieje ból, a jedynie przyjemność. Nie prosiłaś się o taki los, ale gdyby nie on, wciąż żyłabyś w nieświadomości. Z dala od Jashina, a więc byłabyś zaledwie ziarenkiem na pustyni świata. Ile byś znaczyła? Parę wspomnień, które zaginęłyby po stuleciu. Gdyby nie ten los, to byłabyś nikim. Zastanów się - czym jest życie owadów dla ludzi? Tyle samo znaczą zwykli śmiertelnicy wobec daru Jashina. Chciałabyś wyboru, ale nie znałabyś możliwości. I tak decydowałby los. Nie umiesz niczego docenić, Sarutobi Kazumi. - kolejna wypowiedź o jednakowym tonie. Spokojnym, ale nie monotonnym. Arcykapłan skierował się do wyjścia, lecz stanął w nim - nie opuścił biblioteki.
- Chcesz wiedzieć kim jest Jashin i ile On znaczy. Chodź, pokażę Ci. Jeżeli chcesz coś jeszcze powiedzieć, to mów. Mam całą wieczność, ale czy Ty ją masz? - dodał i powolnym krokiem skierował się w jakąś stronę, zaczepiając jednego z wyznawców, którzy przechodzili. Coś mu wskazał i znikł z widoku Kazumi, gdyż zwyczajnie skierował się w stronę schodów.
Isei
 

Re: Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓

Postprzez Sarutobi Kazumi » 19 paź 2016, o 00:23

Płakała? Tkwiła bez ruchu na kolanach, tego była pewna. A ten wcale nie przejął się jej losem. Nie próbował jej pocieszyć, przytulić i kłamać, że wszystko będzie dobrze. Nie żeby oczekiwała tego po kimś takim. Ale atak na nią? W chwili gdy była najsłabsza? Najpierw chciała potrząsnąć głową, krzyknąć raz jeszcze, że wszystko to gówno prawda, że jej życie stało się koszmarem przez zło panoszące się po świecie... Ale nie zrobiła tego. Primo, nie miała siły. Secundo, jego spokojny ton, pozbawiony gniewu czy choćby śladu irytacji. Jak skała, na której można oprzeć cały kult boga śmierci.
Ile było racji w jego słowach? Przeżyła, bo o to walczyła, Jashin był tylko... Głosem. Doprowadził ją tutaj, pozwolił wyrwać się z rąk Koharu. Czyżby arcykapłan mówił prawdę i tajemnicze bóstwo czuwało nad nią? Czyżby jej rodzice zginęli specjalnie, by sama nie musiała tego robić? Niewierni. By nie mieć dokąd uciec ze świątyni? A może obserwował ją od dawna, ale dopiero teraz wyczuł drzemiący w Kazumi potencjał? Część dziewczyny chciała w to wierzyć, znaleźć sens ostatnich wydarzeń. Jednak prawie równa jej część nie potrafiła tego pojąć. Wziąć wszystko na wiarę to wyłączenie myślenia, możliwość usprawiedliwienia wszystkiego... Ale czy chciała nadal czuć ból? Słabość? Jashin oferował przecież tak wielką moc. Odłamek Sarutobi śmiał się szaleńczo gdzieś w głębi duszy z żartu zwanego życiem.
Podniosła się niepewnie z kolan i oparła o ścianę. Musiała zaczerpnąć tchu. Dopiero potem ruszyła za arcykapłanem, starając się nie stracić go z oczu. Nie znała tu nikogo, zgubienie się w podziemiach było proste, a nadzianie się na niestabilnego psychicznie jashinistę było bardzo dosłowne. I ostre. Czy wiedzą, że jest jedną z nich? Co ważniejsze, czy sama to wie?
Sarutobi Kazumi
 

Re: Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓

Postprzez Isei » 22 paź 2016, o 05:04

Misja rangi D - Kazumi [06/15]

Nie czekał na nią, ani nie próbował zrównać z nią kroku. Jej decyzją było czy podąży za nim. On na nic nie nalegał. Spokojnie skierował się w stronę schodów i zszedł na sam dół. Po drodze znów Kazumi minęła wiele różnych osób. Gdyby nie świadomość, że wszyscy są wyznawcami Jashina, to nie dałoby się stwierdzić, że mają cokolwiek ze sobą wspólnego. Każdy inaczej wyglądał, inaczej się zachowywał, był zupełnie innym człowiekiem. Niektórzy z pewnością byli zwykłymi rolnikami czy rybakami - na takie rzeczy wskazywała ich karnacja, ślady na skórze, zapach i ubiór. Inni zaś wyglądali na kupców lub osoby trudniące się innym zawodem nie wymagającym tak wielkiego wysiłku fizycznego. Zresztą sama Koharu i Shou byli krawcami. Zdawali się być najzwyczajniejszą na świecie kochającą się parą, a jednak skrywali mroczny sekret. Zdarzali się również i fanatycy, tacy typowi, którzy przychodzą każdemu na myśl, gdy mówi się o czczeniu mrocznych bóstw. Biła od nich szaleńcza aura, ale stanowili oni wyjątki pośród normalnych ludzi. Kto by pomyślał, że potrafią się tak doskonale wpasować w społeczeństwo.
Arcykapłan kierował się gdzieś między filarami w stronę ołtarza na podwyższeniu. Miejsce to wyglądało na samo centrum ich kryjówki. Za Kazumi szła Koharu i pewna dziewczynka mająca maksymalnie dwanaście lub trzynaście lat. Ubrana była jak zwyczajne dziecko - czarne przylegające do ciała spodenki kończące się w połowie łydki i bladoróżowa sukieneczka z krótkim rękawkiem, podtrzymana białym paskiem w połowie talii. Włosy miała brązowe, związane w dosyć wysoki kucyk, a oczy bursztynowe. Z miną nie wyrażającą nic szczególnego szła równym krokiem z krawczynią i razem z nią zatrzymała się przed podwyższonym ołtarzem. Najwyższy Kapłan wszedł wyżej i odwrócił się za siebie, aby wskazać kunoichi dłonią, by dalej podążała za nim. Po tym geście minął główny ołtarz ofiarny, na którym były wyryte znaki i skierował się pod piedestał. Tam na krótkim filarze stała jakaś misa. Twardy wzrok głowy kultu na chwilę spoczął na jej zawartości, a później przeniósł się na Kazumi.
- Podejdź i spójrz do misy. - powiedział spokojnym tonem i czekał, aż dziewczyna to uczyni. A na co chciał, by spojrzała? Na zanurzone w krwi serce. Najzwyczajniejsze ludzkie serce, ale z tą różnicą, że to mimo braku połączenia z resztą ciała wciąż biło. Rytmicznie raz za razem, tworząc drobne fale szkarłatnej posoki. Gdy tylko ujrzała ten widok, to Arcykapłan rozsunął zsunął z lewego ramienia swoją szatę, aby ta odsłoniła jego pierś. Wskazał dłonią na klatkę piersiową. - Dotknij, a zrozumiesz. - domyślał się, że kunoichi połączy kropki i bez dotknięcia, więc nie oczekiwał szczególnie, że rzeczywiście przyłoży dłoń. Jednak gdyby tak zrobiła to poczułaby... nic. Gładka skóra, nieco chłodna, ale w tych warunkach to dosyć normalne i brak tego znanego uczucia bicia serca. Nie było go albo nie biło. Jakby dotknęła posągu lub rzeczywiście trupa, ale przecież jego serce biło, chociaż poza ciałem. Niezależnie czy Kazumi dotknęła czy nie, to Najwyższy Kapłan przeszedł do kolejnej rzeczy, którą chciał zaprezentować niedowierzającej. Wskazał dłonią Koharu i dziewczynce, aby podeszły. Te ukłoniły się, a następnie nieco niepewnym krokiem ruszyły na podwyższenie. Stanęły kilka kroków od Arcykapłana, który wyciągnął dłoń w stronę najmniejszej z nich. Ta sięgnęła za plecy, by po chwili podać mu tanto. Chwycił je i opuścił dłoń, spoglądając znów na kunoichi.
- Ludzie są bardzo prości - tak jak zwierzęta. Nie uwierzą, póki nie zobaczą. Zatem patrz. - po tych słowach uniósł ostrze, aby przystawić sobie je do gardła. Wpatrywał się swoimi złotymi oczami z zupełnym brakiem emocji na Kazumi. Jego ręka nagle ruszyła, lecz bardzo powoli. Słychać było jak skóra i mięśnie są rozcinane, a spod stali zaczęła wyciekać ciepła krew. I wtedy dało się dostrzec, że kamienna twarz Najwyższego Kapłana zmieniła wyraz - uśmiechał się zadowolony, a jego oczy zdawały się być znacznie żywsze. Nie był to wyraz szaleńca, nie był wcale niepokojący - wyglądał jak człowiek, który oddaje się swojej ulubionej czynności. Był zwyczajnie szczęśliwy, tak prosto i ludzko. W końcu dotarł do końca swojej szyi. Szkarłatna ciecz spływała po jego ciele. Opuścił rękę. Krew skapywała z ostrza, lecz nie to przykuwało uwagę. Głęboka rana rozrywająca jego gardło goiła się od lewej do prawej. W chwilę nie było nawet po niej śladu. Arcykapłan obrócił w dłoni tanto i podał je rękojeścią w stronę kunoichi.
- Żywisz urazę do Koharu. Do wiernej, która wyznaje Jashina i sprowadziła Cię do właściwego miejsca. Pomogła Ci trafić tu, gdzie od samego początku trafić miałaś. Zabij ją. Zabij Koharu. Nie będzie stawiać oporu. - mówił żywszym tonem, lecz z każdym słowem wracał on do poprzedniego spokoju. Sama krawczyni stała spokojnie, nie widać było po niej żadnego przerażenia czy stresu. Uśmiechała się życzliwie do Kazumi - tak jak na samym początku. Wskazała palcem prawej ręki na swoją lewą pierś.
- Wbij tutaj. W samo serce. A później przeszyj mój brzuch ile razy zechcesz. Rozerwij moje ciało. Zniszcz je. - i po tych słowach nastała zupełna cisza. Dziewczynka przyglądała się z zainteresowaniem całej sytuacji, ale była całkowicie opanowana. Kolejny ruch należał do kunoichi.
Isei
 

Re: Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓

Postprzez Sarutobi Kazumi » 8 lis 2016, o 18:09

Kazumi podążała za arcykapłanem, z każdym krokiem zbliżając się do centrum świątyni i rubieży obłędu. W co ma wierzyć? Że bóstwo da jej nieśmiertelność w zamian za szerzenie wiary, czyli zabijanie i znajdowanie kolejnych naznaczonych? Jashin zaplanował dla niej całe to cierpienie, zniszczył jej osadę by mogła trafić do prawdziwego domu? W to miała uwierzyć. Żądza zemsty, fanatyczna wiara i gigantyczny kot siedzący wewnątrz niej. A wokół ludzie tacy jak ona, jedynie nieliczni wyglądali na psychopatów mordujących wszystkich stojących w pobliżu. Jednak sam podziemny kompleks był spokojnym miejscem, jedynie unoszące się w powietrzu zapachy przypominały o tym, gdzie naprawdę była kunoichi.
Do wędrującego trio dołączyła jeszcze jakaś młoda dziewczynka na którą srebrnooka nie zwróciła większej uwagi. Wyglądała przeciętnie, nie zachowywała się dziwnie - nie stanowiła zagrożenia. Przynajmniej na razie. Tymczasem grupka dotarła do ołtarza, naprawdę czuć było, że jest się w strefie sacrum. Dekady, jeśli nie stulecia modlitw i ofiar wyryło się na zawsze w tym miejscu. Metaliczny zapach krwi nie obrzydzał Kazumi, przywykła do niego w ostatnich tygodniach. Usłuchała się przywódcy sekty i podeszła bliżej, kierując wzrok na zawartość misy. Koharu i dziewczynka zostały z tyłu więc całkiem możliwe że panienka Sarutobi w tej chwili dostąpiła zaszczytu. Serce. Jeden z najważniejszych fragmentów układanki tworzącej człowieka. Leżało tam sobie jakby nigdy nic i biło rytmicznie, powoli. Krew tworzyła kręgi wokół narządu, marszcząc się delikatnie. Kolejna tajemnica kultu stanęła przed nią otworem. Arcykapłan uznał, że w tej chwili może mieć problemy z myśleniem i wskazał na swoją klatkę piersiową. Jakby to nie było oczywiste, ne? On jest tu panem i władcą, zaraz po Jashinie rzecz jasna. Do kogo innego mogłoby należeć te serce? Jeszcze gdyby nie wyglądał jak szkielet to zagadka byłaby trudniejsza. Ale i tak pozostało wiele aspektów tego ołtarza okrytych dla Kazumi tajemnicą. Przesunęła dłonią po jego klatce, zatrzymując rękę w miejscu, gdzie powinno być serce. Nie czuła go. Ale dotknęła arcykapłana, nie był żadnym kościstym demonem, a człowiekiem z krwi i kości. Nieśmiertelnym ale nadal człowiekiem, nawet jeśli niezbyt ludzkim. Cofnęła dłoń, notując wszystko w pamięci.
- Kiedy to zrobiłeś? Jesteś z nim nadal związany? Możesz wyjść ze świątyni? - zapytała z ciekawością. Bardzo mądra dziewczyna, rozbita psychicznie, emocjonalnie, ciało zmęczone ostatnimi wydarzeniami powinna zawinąć się w kłębek i wstać po miesiącu. Zamiast tego, widząc bijące serce w misie zaczyna zadawać mu pytania. Ba, nawet się przy tym uśmiecha! Nie było w tym żadnego fałszu, szeroki uśmiech zdobi jej twarz, w oczach skrzyła się chęć poznania tajemnicy... Choć było w niej też coś na krawędzi, coś zdolnego wywołać dreszcze... Czy jej odpowie? Cóż, w tej chwili wolał chwycić tanto i podciąć sobie gardło. Więcej krwi w miejscu i tak nią przesiąkniętą, super! Lecz o dziwo ciecz nie trysnęła jak z fontanny, spływała powoli po jego ciele, a rana goiła się na oczach zebranych. Po chwili nie było nawet śladu. Czyli taka jest różnica między poziomem srebrnookiej a arcykapłana. Ile czasu zajmie jej osiągnięcie tej mocy?
Nie było czasu na dalsze dywagacje, do dłoni kunoichi trafiło tanto, palce zacisnęły się na rękojeści... Miała zabić Koharu?! Tak po prostu? Nie, nie miała. Mogła ją zabić. Tak samo, jak krawcowa i jej mąż mogli zostawić ją jako ofiarę dla ich wspólnego bóstwa. Nawet jeśli nie istniał naprawdę to jego dary były jak najbardziej widoczne. Zabić siostrę w wierze? Wof, utożsamienie się z fanatykami mordu przebiegło szybko i sprawnie. Stała na podeście jak gwiazda sztuki w teatrze i wpatrywała się w ostrze. Co powinna zrobić? Zabić ją? Czy to w ogóle możliwe? Oczywiście, Koharu to nie arcykapłan i jej regeneracja... Właśnie, te nadludzko opanowane mroczne widmo. Kazumi uśmiechnęła się odrobinę szerzej. Przesunęła ostrzem po wolnej dłoni, patrząc na krew płynącą z rany. Bolało. Życie to ból. A jednocześnie było w nim tyle radosnych momentów. Dlaczego więc nie czerpać radości z bólu? Uniosła do góry ostrze i opuściła je błyskawicznie w sam środek misy. Przebić serce tego demona, tu i teraz. Tego pragnęła Kazumi. A jednocześnie chciała zrobić coś kompletnie odwrotnego... Tanto zatrzymało się tuż nad sercem. Nie, delikatnie nacięło serce. A potem weszło głębiej, powoli. Krwawiąca dłoń powędrowała nad misę, krople wpadły do środka z cichym pluskiem. Słaba dziewczyna z osady w głębi lasu odchodziła wraz z nimi. Ofiara została spełniona, a rana już zaczynała się goić.
- Przepraszam i dziękuję, rodzino. - oddała ostrze arcykapłanowi. No chyba, że komuś nie spodobają się jej zamiary i nagle je przerwie. Tylko czy nieśmiertelny może się obawiać zagubionej duszy?
Sarutobi Kazumi
 

Re: Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓

Postprzez Isei » 13 lis 2016, o 03:50

Misja rangi D - Kazumi [08/15]

Wszystkie te ostatnie wydarzenia, które przeżyła Kazumi nie wpłynęły znacząco na jej inteligencję. Może na psychikę, może na osobowość, ale nie na zwykłą zdolność pojmowania. I bez dotyku piersi Arcykapłana zrozumiała, że serce w misie należało właśnie do niego i nikogo innego. Mimo wszystko i tak postanowiła sprawdzić. Ciekawość? Możliwe. Zadane pytania spotkały się z przeciągłą ciszą. Najwyższy Kapłan patrzył z niezmiennym wyrazem twarzy na szarooką. Czuć było, że zatopił się na chwilę w myślach. Nie odpowiedział ostatecznie, a zajął się pokazem mocy Jashina na własnym przypadku. Jego regeneracja była na tyle błyskawiczna, że nawet krew nie wypływała z dużym ciśnieniem z ran, gdyż była naturalnie tamowana, zaś tkanka zasklepiała szramę. Po tym wszystkim nastał czas na popis kunoichi.
Słowa Arcykapłana były proste "Zabij Koharu" - brzmiało to jak rozkaz, a jednak Kazumi odebrała je jako jedynie możliwość, jedną z kilku opcji. Czy lider kultu był osobą nieuznającą sprzeciwów? Wszystko miało się wyjaśnić za chwilę. Dziewczynka przyglądała się wszystkiemu z zaciekawioną, aczkolwiek spokojną miną, zaś Koharu dalej stała z uśmiechem, oczekując na cios, który miałby pozbawić ją życia. Tylko czy pozbawiłby ją? Poziom wtajemniczenia krawczyni nie był znany, chociaż można było się domyślić, że jest on wyższy niż jej męża, gdyż według poprzednich wypowiedzi, to ona wprowadziła go w wyznawanie Jashina. Kunoichi nie zamierzała testować tego. Nie chciała jej zabijać, nie uważała jej do końca za winną, a nawet poczuła z nią pewną więź. Siostra w wierze. Nie była winna. Najwyższy Kapłan jasno tłumaczył, że wszystko jest wolą samego Wiecznego, a więc uraza szarookiej powinna być skierowana wyłącznie w tym kierunku. A kto był bliżej samego Jashina jak nie Arcykapłan? Lider kultu nie zamierzał zatrzymywać Kazumi przed przebiciem jego serca. Wydawał się nawet czuć, że to się wydarzy. Inaczej zareagowała jednak dziewczynka, która jak tylko ujrzała, że jej potencjalna siostra w wierze kieruje się, by naruszyć serce Najwyższego Kapłana, to postanowiła przerwać cały ten incydent.
- Ty szmato! - krzyknęła podczas błyskawicznego, ledwo dostrzegalnego przez zwykłego człowieka zawiązywania pieczęci. W mgnieniu oka złożyła pięć różnych i jej prawa dłoń zaświeciła błękitną powłoką z chakry. Sama jednak poruszała się nie tak szybko, jak można było się spodziewać, chociaż Kazumi mogłaby prosto stwierdzić, że mała mimo wszystko jest wielokrotnie szybsza niż ona. Proste cięcie było skierowane gdzieś pod pachę kunoichi i zapewne spotkałoby się z jej ciałem, gdyby nie Arcykapłan, który z dziecinną łatwością chwycił dziewczynkę za nadgarstek. Spojrzała na niego zupełnie przerażona, a ten bez słowa wykonał drobny, aczkolwiek gwałtowny ruch ręką, który sprawił, że coś nieprzyjemnie chrupnęło. Tym czymś były kości nadgarstka, który został wyłamany. Powłoka z chakry natychmiast znikła, zaś Najwyższy Kapłan puścił małą, która błyskawicznie upadła z czołem do ziemi. Sama Kazumi nie do końca mogła cokolwiek zrobić, gdyż wydarzenia te były zbyt szybkie, a sama stała plecami, więc jak się odwróciła, to dziewczynka już leżała. Na twarzy Arcykapłana widniał drobny uśmiech - taki sam jak wtedy, kiedy podcinał sobie gardło. Odebrał ostrze od szarookiej i trzymał je swobodnie w opuszczonej ręce.
- Od teraz jesteś częścią nas. Bracia i siostry są zobowiązani pomóc Ci kiedy będziesz tego potrzebowała, a Ty im. Tak samo żaden wyznawca nie ma prawa podnieść na Ciebie ręki. Ból i rany nie są nam straszne, ale złe intencje potrafią zniszczyć wszystko co piękne, więc również naszą rodzinę. Fumiko nie rozumiała ani Ciebie, ani sytuacji i chciała Cię skrzywdzić. Podniosła dłoń na swoją siostrę, chociaż nie jej oceniać czy przewiniłaś. Jaka kara powinna ją spotkać? - mówił takim samym tonem jak zawsze. Dla zrozumienia kim jest Fumiko postanowił spojrzeć na leżącą na ziemi dziewczynkę. Czy Kazumi takiej reakcji się spodziewała po przebiciu serca Arcykapłana? W końcu przebiła je, a to podobnie jak ciało - zregenerowało się niemalże natychmiastowo. Biło dalej, nieprzerwanie nawet, gdy ostrze w nim tkwiło. Widocznie Najwyższy Kapłan rozumiał dlaczego kunoichi postąpiła w ten sposób, gdyż nie pytał, nie zastanawiał się, nie karcił, nie miał obiekcji, ani nie tłumaczył. Teraz Kazumi stała jednak nad kolejną sprawą, która nie była wcale prostsza. Musiała zadecydować o karze dla własnej siostry w wierze. Nie znały się i nic je nie łączyło oprócz jednego Boga. Koharu przyglądała się z drobnym uśmieszkiem na twarzy jaką decyzję podejmie szarooka.
Isei
 

Re: Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓

Postprzez Sarutobi Kazumi » 21 lis 2016, o 14:07

Uh... Jej wejście do wielkiej i pokręconej społeczności jashinistów można uznać za zakończone. Oczywiście, nadal musi wdrożyć się w tutejszy system, poznać tajniki wiary i naprawdę zaakceptować nową siebie. I boga któremu miała służyć. Niemniej jednak sama inicjacja, o ile tak można nazwać ostatnie chwile, została zakończona. Nawet jeśli nie obyło się bez drobnych zgrzytów to czy nie potwierdzają one tylko, że mechanizm działa? No właśnie. Kazumi nie straciła głowy za przebicie serca, więc... Wszystko poszło idealnie. Poza tą trzynastolatką pragnącą jej śmierci. Albo ciężkiego okaleczenia. Tylko co dokładnie się stało? Był krzyk, potem chrupnięcie, a kiedy kunoichi w końcu się odwróciła, nikt jej nie groził. Wręcz przeciwnie, dziewczynka klęczała przed nią. Dobra, przed kapłanem, ale że szarooka stała obok to w sumie na jedno wychodzi, ne? Na szczęście dla jinchuriki głowa zakonu wyjaśniła jej sytuację, nie musiała więc głowić się nad tym, co ją ominęło. Kolejna osoba chciała ją zabić? Naprawdę? Tyle dobrego, że młoda jashinistka nie stanowiła realnego zagrożenia tak długo, jak kapłan był w pobliżu. Ale czy niechęć do Kazumi nie przerodzi się później w nienawiść? I dlaczego to panna Sarutobi ma wydać wyrok? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.
- Nie znam jeszcze wszystkich zasad panujących tutaj, jak więc mogłabym ją osądzać? Nie mi oceniać karę, nawet jeśli to mnie zaatakowała w gniewie, zrobiła to by obronić ciebie, mistrzu. Czy powstrzymanie jej nie było wystarczającą ceną? - powiedziała spokojnym tonem, patrząc kolejno w oczy dla każdego z zebranych. Naprawdę nie chciała karać dziewczynki, nawet jeśli podniosła na nią rękę. Co z tego? Arcykapłan zatrzymał jej zapędy w jednej chwili, Kazumi ominęła prawie cała akcja. Zawracanie sobie głowy trzynastolatką z morderczymi zapędami względem szarookiej czy poznawanie tajemnic sekty nieśmiertelnych? Co jest bardziej warte uwagi? To chyba oczywiste, ne. Nawet jeśli słowa kapłana były testem, który musiała przejść to jej odpowiedź była szczera. Nie chciała kombinować, zgrywać psychopatki zabijającej wszystkich którzy ośmielili się na nią choćby źle spojrzeć. Nie będzie jak tamci fanatycy, co to to nie! Miała tak wiele pytań, a nie
Sarutobi Kazumi
 

Re: Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓

Postprzez Isei » 24 lis 2016, o 03:27

Misja rangi D - Kazumi [10/15]

//Uwaga, będzie całkiem brutalny opis. Nie na tyle, bym ukrywał wszystko w spoilerze. Macie oznaczenie na start - więc jesteście świadomi co może być dalej. +18

Arcykapłan pokiwał głową, gdy usłyszał słowa Kazumi. Nie wiadomo było dokładnie czy chodzi mu o to, że rozumie jej tok myślenia, czy się z nią zgadza. Nie odezwał się w żaden sposób. Dziewczynka za to uniosła głowę i dosyć nieśmiało spoglądnęła na szarooką. Następnie powoli podniosła się, wyprostowała, chociaż miała delikatnie spuszczoną głowę. Złapała się za własny nadgarstek i z głośnym chrupnięciem nastawiła go na odpowiednie miejsce. Resztę zapewne zrobi jej regeneracja, która to była zdolnością członków kultu Jashina.
- Wybacz. Niesamowitą zuchwałością jest podniesienie ostrza na święte ciało Arcykapłana. Zareagowałam zbyt gwałtownie. To się nie powtórzy. - odezwała się spokojnie, chociaż brzmiała jak skarcone dziecko. Czyli tak jak powinna, gdyż była wyjątkowo młoda. Jej wiek nie przeszkadzał jednak w wyznawaniu mrocznego bóstwa.
- Moje ciało nie jest święte. Jest takie samo jak wasze. Mięso, krew i kości. - odezwał się Najwyższy Kapłan po czym skierował swój wzrok na Koharu, która natychmiast spoważniała. Znikł jej drobny uśmieszek, który trwał, gdy przyglądała się jak Kazumi zostaje jedną z nich i poniekąd jest poddawana testowi. - Przyprowadź razem z Fumiko dwie ofiary. Nasza nowa siostra musi się zapoznać z najważniejszą częścią wiary w Jashina, a więc składaniem mu ofiar. - odparł spokojnym tonem, a krawczyni kiwnęła głową i odwróciła się, by ruszyć wykonać zadanie. Zaraz za nią podążyła dziewczynka. Guru kultu przeniósł spojrzenie na Pannę Sarutobi. Nadchodził moment prawdziwego testu czy rzeczywiście dziewczyna stanie się częścią ich. Może i umysłem była w rodzinie, ale czy jej sumienie i dotychczasowe nauki życia pozwolą na mordowanie rzekomo niewinnych ludzi w imię Jashina? Miało się okazać.
- Najwspanialszym możliwym sposobem, by okazać swoją wiarę w Jashina jest ofiara z niewiernego. Nie jest istotne w jaki sposób dobierasz ofiarę, ani w jaki sposób ją pozbawiasz życia. Ważny jest jedynie fakt, że robisz to w imię Wiecznego. Niektórzy z braci i sióstr mają swe modlitwy, które wypowiadają przed złożeniem ofiary. Nawet bez ofiar modlą się do Jashina. Nie zabraniam, ani nie nakazuję tak robić. Wszystko co robisz w imię Jashina jest właściwe, więc o ile wierzysz, że modlitwa jest ku jego chwale, to módl się. Nie można jednak zapominać o ofiarach. To dzięki nim z czasem zyskujemy kolejne dary od Wiecznego. Można powiedzieć, że ilu wiernych, tyle sposobów na wyznawanie Jashina i składanie ofiar. - gdy kończył mówić, to dało się usłyszeć w oddali odgłosy łańcuchów. W końcu pojawiła się Koharu w towarzystwie dwóch innych wyznawców, którzy prowadzili dwie postacie zakute w kajdany. Mężczyźni ukłonili się, zaprowadzili ofiary obok czarnych, drewnianych kół z trójkątem wpisanym w środek i do nich właśnie przykuli dwójkę. Po lewej stronie znajdowała się kobieta. Miała może nieco powyżej trzydziestu lat. Brązowe włosy sięgały jej równo do ramion, a prosta grzywka odgarnięta była na bok. Włosy ogólnie były w lekkim nieładzie. Jasną skórę miała zwyczajnie brudną. Zapewne warunki w miejscu gdzie była przetrzymywana nie należały do najwspanialszych. Twarz miała całkiem ładną. Drobne usta, niewielki nos i całkiem przeciętnych rozmiarów oczy o ciemnej barwie, która w tym oświetleniu wydawała się czarna. Ubrana była w białą koszulę na guziki, na którą zarzucona była ciemnozielona jakby kamizelka. Nogi okrywały jej brązowe, zwyczajne spodnie. Stopy miała bose. Po drugiej stronie przykuty był mężczyzna, a raczej chłopak. Wyglądał na dziewiętnastolatka. Miał kruczoczarne, niezbyt długie włosy, które potargane były we wszystkie strony. Nie brakowało mu urody, gdyż nawet w tym stanie wyglądał na przystojnego. Miał mocne, ostre męskie rysy. Jego twarz nie była pokryta zarostem. Usta miał spore, mięsiste, a nos zgrabny. Pod gęstymi brwiami kryły się błękitne, bystre oczy. Był całkiem umięśniony. Ubrany był w czarną koszulkę z krótkim rękawem. Kołnierz miała "w serek". Nogi okrywały mu grafitowe, luźne spodnie z wieloma kieszeniami. Stopy miał tak samo bose jak kobieta. Kobieta szlochała, a chłopak starał się wyrwać ostatkami sił. Zupełnie bezskutecznie. Klął pod nosem za każdym szarpnięciem.
- Podejdź za mną. - powiedział do szarookiej i skierował się do ofiary po prawej, czyli młodzieńca. Stanął naprzeciw niego i przyglądnął mu się przez chwilkę. Wyglądało to tak, jakby nie był nim zainteresowany.
- Wypuść mnie! Wypuść mnie chory pojebie! Zajebię was wszystkich! Wszystkich wybiję co do, kurwa, nogi! Obiecuję! - zaczął krzyczeć chłopak, a Arcykapłan jakby go nie słyszał - nawet nie spojrzał. Znów patrzył na Kazumi.
- Symbolem naszej wiary jest trójkąt wpisany w okrąg. - powiedział, po czym ostrzem, które posłużyło wcześniej do poderżnięcia gardła, a także przebicia jego serca - nim właśnie przeciął koszulkę młodzieńca, odsłaniając jego tors. - Mam w zwyczaju wycinać ten symbol na ciałach ofiar. Robi tak wielu wyznawców tylko po to, aby było widać, że wciąż istniejemy i oddajemy chwałę Jashinowi. - w tym momencie przyłożył ostrze do środka klatki piersiowej chłopaka i zaczął wycinać symbol. Młodzieniec zaczął krzyczeć i starał się rzucać na boki, lecz łańcuchy trzymały go odpowiednio - z rękami rozłożonymi do góry i nogami na bok. Nic nie mógł zrobić. Arcykapłan wyciął symbol, który ociekał krwią. Trzeba było przyznać - robił to z niesamowitą precyzją, gdyż okrąg był równy. Przy procesie tworzenia tego wzoru, na twarzy Najwyższego Kapłana widniał drobny uśmiech. - A teraz najważniejsze. Czas pozbawić go życia. - powiedział, nie odwracając wzroku od swojej ofiary. Istniało wiele finezyjnych sposobów na zamordowanie człowieka, ale Guru postanowił wybrać jeden z brutalniejszych. Dosyć płytko wbił ostrze po prawej stronie brzucha, niewiele poniżej pępka chłopaka. Następnie zgrabnym ruchem pociągnął do przeciwnego końca, obrócił ostrze i jeszcze ciął w górę. Wykroił w jego ciele literę "L". Chłopak krzyczał z całych sił. Brzmiał tak, jak mógł brzmieć człowiek, który właśnie jest patroszony na żywca. Część jego jelit wypadła sama zaraz po tym, jak Arcykapłan otworzył brzuch. W tym momencie Najwyższy Kapłan był już całkowicie uśmiechnięty. Wyglądał zwyczajnie na radosnego, chociaż jego czarno-biała twarz dodawała upiornego wyrazu. Krew lała się na podłogę, a on w niej stał. W końcu uniósł ostrze i wbił je błyskawicznie prosto w krtań ofiary. To zakończyło krzyk. Młodzieniec jeszcze trochę rzucał się, aż po chwili przestał się ruszać. Jego klatka piersiowa nie unosiła się już - nie oddychał.
- Ból jest piękny. Niewierni boją się go, nienawidzą, a wierni delektują się nim. Dlatego lubię go zadawać swoim ofiarom. Jest to kontrast między wiernymi, a ofiarami. - powiedział znacznie żywszym, radośniejszym tonem. Widać było, że składanie ofiar sprawia mu przyjemność i jest to zwyczajnie coś, co lubi robić. Nie jak seryjny morderca, ale zwykły pasjonat. Przypominało to radość kucharza, który gotuje dla ukochanych osób.
- Weź ostrze i złóż ofiarę z tamtej kobiety. - powiedział i spokojnym krokiem skierował się w stronę przyszłej ofiary. Broń dalej tkwiła w gardle młodzieńca. Nastąpiła chwila dla Kazumi. Zadeklarowanie wiary to jedno, a prawdziwe działanie w jej celu? To już inna, znacznie trudniejsza sprawa. Arcykapłan od razu rzucił szarooką na głęboką wodę. Ledwo wtajemniczona została w całą sytuację, a już miała złożyć swoją pierwszą ofiarę bóstwu, o którym praktycznie nic nie wiedziała.
Isei
 

Re: Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓

Postprzez Sarutobi Kazumi » 27 lis 2016, o 15:17

Potencjalne 18+, czujcie się ostrzeżeni ;v

Sąd nad dziewczyną wykonany, kary brak, sprawa umorzona, nikt nie stracił głowy ani życia. Póki co, bo przyszłość miała zmienić bilans żywych i martwych. Tylko czy wyznawców mrocznego bóstwa można w ogóle uznać za żywych? Żywe trupy? Nieśmiertelni? Ot, kolejna zagwozdka dołączyła do wielu innych, ale problem klasyfikacji jashinistów do konkretnej grupy społecznej rozwiąże się później. Ewentualnie Kazumi uzna ich za rodzaj nadludzi, choć każdy shinobi był na swój sposób wyjątkowy... Ech, nieważne, na szarooką czekała kolejna wiedza o zakonie! A to było znacznie ważniejsze niż jakieś tam dywagacje, ne? Przy okazji poznała imię dziecka - brzmiało ono Fumiko - które usiłowało ją zabić. Kunoichi dobrze wiedziała, o jakim typie ofiary mówił arcykapłan i nie była z tego powodu szczęśliwa. Jasne, życie wieczne, regeneracja, potężna rodzina dbająca o swoich... A kosztem jest tylko życie niewiernych. Zabójstwo, morderstwo, złożenie ofiary - nieważne jak by tego nie nazwać - odebranie komuś życia to odebranie życia. Nawet jeśli to życie przyniosło więcej zła innym? Zapytało coś w jej głowie. Część Kazumi? Bóstwo? A może dowód na to, że pannie Sarutobi odbiło? Nie można jednak odmówić mu racji - polowanie na najgorsze mendy społeczeństwa było przecież dobre, ne? A że przy okazji zostawałyby ofiarami... Czy Jashin potrzebuje aktu zabójstwa, oddania mu duszy (a te podzieli na smaczne i przeżarte mrokiem?). Warto byłoby zapytać...
Ale przywódca kultu uprzedził ją i sam zaczął wprowadzać szarooką w kolejne tajniki wiary. I o dziwo, religia ta była bardzo liberalna, modlitwy, symbole, stosunek do niewiernych - wszystko było kwestią indywidualną. Jedynie ofiara była stałą, choć dość enigmatyczną. Czyli Kazumi mogła pozostać mścicielem, a jednocześnie niczego nie tracić w oczach bóstwa? O ile w ogóle istni... Nie. Nie mogła myśleć w ten sposób, szerzyć herezji. Kiedyś nie wiedziała o jego istnieniu ale ten czuwał nad nią. Dopilnował by sprawy ostatecznie doprowadziły ją tutaj, taką a nie inną. I właśnie ta osóbka z ciekawością wymalowaną na twarzy przyglądała się ofiarom. I spotkało ją rozczarowanie. Nie wyglądali jak recydywiści... Prawdę mówiąc, poczuła żal. Młodzi, atrakcyjni, całe życie przed nimi rysowało się w różnych barwach, ale mogli je spędzić razem. Przynajmniej tak długo, jak się kochali. A wyszło na to, że będą razem aż do śmierci. Jashiniści łączą ludzi, hue. Zaśmiała się w myślach, czy na głos?
Mężczyzna pokrzyczał jeszcze trochę, pokazując jakim to on nie jest bohaterem. Głupota. Złapany, unieruchomiony a grozi kapłanowi. Mógłby go zabić jednym ruchem, ale nie zrobił tego. Zamiast tego udzielił czarnowłosej kolejnej lekcji, jednocześnie traktując ciało mężczyzny jak płótno. Dziewczę musiało przysunąć się bliżej mentora bo głupi niewierny nadal wrzeszczał - tylko że teraz z innych powodów. Ale udało się jej usłyszeć większość słów. Precyzyjnych ruchy ostrzem i przed dwójką wykwitł krwisty obraz. A potem cała kompozycja się popsuła - wnętrzności mężczyzny opuściły ciepły brzuch i wisiały smętnie. Krew, gorąc i zapach podobny do tego w pracowniach rzeźników. Odskoczyła do tyłu, zaskoczona wszystkimi bodźcami. Było jednak za późno, jej ubranie zdobiły mokre plamy. I tak powinna je zmienić. Nie była tą samą Kazumi co wcześniej, ne? No i ciężko odmyć plamy krwi, eh.
Aż w końcu, po krótkim acz intensywnym przedstawieniu kunsztu mistrza przyszła kolej na inicjację kunoichi. Wyjęła ostrze z szyi mężczyzny i zważyła je w dłoni. Siła nie była jej atrybutem więc widowiskowa dekapitacja odpadała. Próba zrobienia show godnego arcykapłana? Ośmieszyłaby się tylko. Przynajmniej towarzyszka denata miała tyle klasy, by nie przerywać ciszy. Szloch w takiej sytuacji i tak był ciszą straty miłości życia. I życia. A nowicjuszka nadal stała w miejscu, wpatrując się w kobietę. Daj mi się prowadzić. - Dobrze, ten jeden raz... wyszeptała. I ruszyła krokiem lekkim, tanecznym wręcz, a podłoga była śliska. Zatrzymała się przed ofiarą, sięgając dłonią ku jej twarzy. Była starsza od niej, bez wątpienia. A ile zdążyła doświadczyć w życiu? Czy choćby odrobinę tego co przeżyła Kazumi? Dziewczę szczerze w to wątpiło. Nadal wyglądała kobieco, w ten dojrzały, pociągający mężczyzn sposób. Nawet przez brud i strach... Ostrze ociekające krwią jej... Bliskiego przejechało po jej policzku. Płazem, ciągnąc krwawą smugę. Wolna dłoń sięgnęła do guzików koszuli, rozpinając je kolejno. Nagie ciało. Ciepłe i miękkie. Obfite i jędrne. Ścisnęła lekko, czując coś wzbierającego wewnątrz siebie. Palce same zainteresowały się wypustką... Nie. Wycofała się. Odchyliła jej ubrania, pokazując innym to, co zazwyczaj jest chowane. Czy ofiara w ogóle zarejestrowała ten fakt? Ostrze podążało niżej, zdobiąc resztkami krwi szyję, zahaczając o obojczyk... Aż w końcu dotknęło drugiej piersi, wsunęło się pod nią i uniosło lekko. Dłoń sunęła jeszcze niżej, licząc żebra pod skórą, zatrzymując się pod klatką piersiową. Broń podążyła za nią.
Twarz Kazumi znalazła się obok ucha kobiety. Poczuła wyraźniej jej zapach, pot i pobyt w tej podziemnej świątyni. - Znajdź go. - szepnęła i wbiła ostrze po skosie. Celowała w serce, a wcześniej zbadała, gdzie nie trafi w kość. Dwie ręce powinny dać wystarczającą siłę, by przebić się do centrum ciała. Po wszystkim odsunęła się od ciała, zostawiając w nim miecz. Wyciągnięcie mogło być bardziej problematyczne od włożenia, hm. Tylko czy Jashinowi wystarczy taka ofiara? A co chyba równie ważne, czy wystarczy ona kapłanowi?
Sarutobi Kazumi
 

Re: Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓

Postprzez Isei » 29 lis 2016, o 20:46

Misja rangi D - Kazumi [12/15]

Kazumi przyjęła cenną lekcję od Arcykapłana. Zapewne najważniejszą w całej tajemnicy tego kultu. Sztuka składania ofiar nie ograniczała, a wręcz przeciwnie - dawała wiele możliwości. Wystarczyło zabijać tych, którzy nie wyznają Jashina i tyle. Para krawców składała same najpiękniejsze kobiety i to był ich sposób wyboru oraz selekcji ofiar. Widocznie wierzyli, że najpiękniejsze ciała ubrane w najpiękniejsze stroje skrywają najpiękniejsze dusze. Tylko czy Wieczny dbał o takie rzeczy? Liczyła się ilość czy jakość? Ot kolejna tajemnica, którą może zna Najwyższy Kapłan, a może nie.
Guru kultu w spokoju przyglądał się co robi jego tymczasowa uczennica. Kobieta nie przestawała szlochać. Miała mocno zaciśnięte powieki i zapewne robiła wszystko co w jej mocy, aby nie otworzyć ich. Nie chciała widzieć tego, co się wydarzyło zaraz obok. Może też nie chciała obserwować tego, co stanie się z nią. W tym momencie mogła jedynie zaakceptować śmierć. Zapewne tak postąpiła, bo nawet nie próbowała się odsuwać lub wyrywać, gdy jeszcze ciepłe od wnętrzności mężczyzny ostrze zaczęło wędrować po jej ciele. Nawet nagość nie przeszkadzała jej. Dlaczego miałaby? W końcu i tak straci życie. Nie zareagowała też na szept Kazumi. Szlochała, aż nagle stal powędrowała prosto do jej serca. Wydała z siebie jedynie głuchy jęk, a później jeszcze jakby w konwulsjach próbowała nabrać kilka oddechów, lecz jej ciało odmawiało wszelakiej współpracy. Na koniec drgnęła i jej głowa opadła. Szarooka złożyła swoją pierwszą ofiarę. Ostrze nie napotkało żadnego oporu - błyskawicznie i bez najmniejszego problemu przebiło jeden z najważniejszych organów wewnętrznych. Było to zaskakująco łatwe.
Nagle kunoichi poczuła dotyk na prawym ramieniu. Po jej lewej stronie pojawił się Arcykapłan, który poniekąd obejmował ją. Na jego twarzy malował się uśmiech przypominający ten, który pojawia się na ustach ojca patrzącego z dumą na swoje dziecko, gdy to zrobi coś godnego pochwały. Przez chwilę patrzył na ofiarę, a później przeniósł wzrok na Kazumi, jednocześnie puszczając ją.
- Doskonale się spisałaś. - po tych słowach chwycił za rękojeść ostrza i wyciągnął je. Z rany zaczęła powoli wypływać krew. Koharu stała z tyłu i zwróciła na siebie uwagę krótkim oklaskiem. Wyglądała na niesamowicie podekscytowaną tym wydarzeniem. Jej ręce drżały, nogi podobnie. Czy to zamiłowanie do mordowania, czy radość z faktu, że zrozumiała wolę Jashina i doprowadziła jego wybrankę do Serca Wiary gdzie stała się jedną z nich? Była możliwość, że obie opcje jednocześnie.
- Sprzątnijcie ciała. - powiedział Arcykapłan, spoglądając na mężczyzn, którzy przyprowadzili ofiary. Ci natychmiast wzięli się do roboty. Zaczęli rozkuwać zwłoki i kłaść je na ziemi. Jeden z nich gdzieś się udał, a drugi stał i czekał.
- Czy masz jeszcze jakieś pytania? Nie zamierzam Ci mówić jak masz postępować. Dostałaś wiedzę na temat podstaw, a teraz powinnaś sama zbudować własną wiarę w Jashina. Wystarczy, że będziesz mu służyć, a nagrodzi Cię odpowiednio. - po tych słowach wrócił jeden z tych, którzy mieli sprzątnąć martwych. Przyniósł dwa duże worki z grubej tkaniny. Było widać, że są nieco wysłużone, gdyż wciąż były na nich stare plamy krwi. Najpierw włożyli młodzieńca, a później za nim jego wnętrzności. Zawiązali worek, który zaczynał już nasiąkać krwią. To samo zrobili z kobietą. Na końcu każdy z nich zarzucił sobie zapakowane zwłoki przez ramię i ruszyli w jakimś kierunku.
Isei
 

Re: Shinkō no Shinzō - 信仰の心臓

Postprzez Sarutobi Kazumi » 3 gru 2016, o 02:43

Wprawisz się... zaszeptało coś wewnątrz niej. A może nad nią? Ofiara została dokonana, a Jashin (gdziekolwiek by nie był) z pewnością przyjął ją z radością. W końcu to pierwsze, już całkiem nieźle złożone życie dla jego czci. Czy nie powinien być szczególnie rad?
Puf. Wystarczyła odrobina chęci i sił, by zakończyć ludzki żywot. Zawsze można czekać, czas dopadnie każdego. Choć do poczęcia nie było trzeba wiele więcej, ne? Albo siła, albo czas. A Kazumi nie musiała się już obawiać kolejnych dni, tego, że w końcu jej mięśnie osłabną, oczy pokryją się bielmem, a wspomnienia wyblakną. Wystarczyło wierzyć. I składać ofiary. Następną będzie mogła wybrać sobie sama, kąciki ust mimowolnie uniosły się ku górze. Nie patrzyła już na zwłoki, odwróciła głowę w kierunku swego mistrza. Koharu ją tu zaprowadziła i powiedziała kilka słów o tym, jak wygląda wiara. Ale to on pozwolił jej doświadczyć, poczuć na własnej skórze jak wielkim darem została obdarzona. Tak niewiele czasu minęło od przekroczenia przez kunoichi wrót sanktuarium, a była już nową osobą. Jedynie gdzieś tam daleko we wspomnieniach istniała rozpieszczona panna Sarutobi. Nauczyła się tak wiele jednego dnia, przyjęła nauki do serca. Tylko arcykapłan chyba nie załapał, że lista pytań czarnowłosej ciągnie się w nieskończoności. Wiedziała jednak, że nie może go ponownie nimi zasypać. Milczała więc przez chwilę, ale nawet wtedy dało się słyszeć czystą radość w jej głosie. Pochwalił ją! Czyż to nie piękne?
- Dziękuję. Dlaczego różnisz się od nas tak bardzo, mistrzu? Od jak dawna istnieje to miejsce i jak długo przewodzisz wszystkim wiernym? - w międzyczasie inni wyznawcy sprzątali ciała, lecz Kazumi wolała się im nie przyglądać. Wystarczy testowania swojej odporności, ne? I skoro zapytała o błahostki to czas chyba wytoczyć ciężkie działa, ne? - Kiedyś... Trafiłam do wnętrza góry. I był tam żywy trup. Widziałam jego kości, mięśnie, był jakby... Złym odbiciem mistrza? Ale był potężny. Nazywał się Akuryo. Słyszałeś o nim? - zapytała z nadzieją w głosie. Westchnęła ciężko, przygotowując się na najgorsze. - N-no i był tam też kot. Olbrzymi, z dwoma ogonami. I płonął błękitnym ogniem. A potem widziałam boga śmierci, wyglądał tak samo, jak na zwojach... A teraz ten potwór jest ze mną. Widziałam go... w środku. - zakończyła cicho, prawie niedosłyszalnie. Wiedział, że brzmi to głupio i nierealnie. Ale po wszystkim, czego tu doświadczyła wierzyła, że arcykapłan zdoła ukoić jej umysł, choćby na chwilę.



Bez problemu zrozumiem ogólniki jako zbycie mnie teraz, w końcu słowa miszcza się nie podważa xD
Sarutobi Kazumi
 

Następna strona

Powrót do Shinkō no Shinzō (Świątynia Wyznawców Jashina)

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości