Ryokan "Królik Inaby"

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Sagisa » 19 lut 2018, o 22:06

Przemierzała uliczki Hanamury, nie tak tłoczne jak poprzedniego dnia z powodu pogody, acz nadal znalazło się kilka większych czy mniejszych grup przechodniów. Starała się iść tak, by nikomu nie wchodzić pod nogi, choć stawianie kolejnych kroków sprawiało jej coraz więcej trudności. Ryujin na szczęście się uspokoił i przysnął, całą więc uwagę przeznaczyła na chód. Do ryokanu dotarła przesiąknięta wilgocią, ale w miarę sucha. Od razu podeszła do recepcji, odbierając klucz do pokoju, i już miała się tam udać, kiedy zatrzymała ją kobieta za kontuarem.
- Bardzo przepraszam, wczoraj pewna kobieta zostawiła wiadomość dla państwa - tłumaczyła się, szukając czegoś w stercie papierów. Ostatecznie wyciągnęła w stronę Sagisy złożoną kartkę papieru oznaczoną numerem pokoju, kłaniając się nisko. - Powinna trafić do państwa już wczoraj, zapomniałam jednak wspomnieć o niej zmienniczce. Najmocniej panią przepraszam.
- Nic się nie stało, dziękuję - odpowiedziała dziewczyna nieco zbita z tropu i odebrała świstek z rąk recepcjonistki, która w dalszym ciągu przepraszała. - To naprawdę nic wielkiego, niech się pani nie przejmuje - dodała z lekkim uśmiechem, co chyba przekonało kobietę, więc i płomiennowłosa mogła na spokojnie już wrócić do pokoju.
Wchodząc do środka, odłożyła wiadomość na stolik, ułożyła małego brunecika w koszu, a następnie sama zdjęła płaszcz, odwieszając go przy wejściu. Sięgnęła do torby po dokumenty, które przekazał dla niej lekarz ze szpitala i przysiadła pod ścianą, znajdując też jakiś ołówek. Od razu zauważyła, że to dane dotyczące jej wizyty, porodu, a także samego noworodka. Przeglądała poszczególne rubryczki, odhaczając wszystko to, z czym się zgadzała. Wpisała dokładnie swoje dane, włącznie z datą urodzenia, podpisała wypis i przeszła dalej. Dotarłszy do arkusza poświęconego stricte Ryujinowi, musiała nanieść kilka poprawek. Zaledwie przez moment wahała się przy rubryce ojca, ostatecznie przekreślając nazwisko Hayamiego i wpisując na jego miejscu "Uchiha Kazuo".
On należy już do przeszłości, nie ma sensu go wymazywać. Jest biologicznym ojcem, ale nikim więcej.
Dopisała wszelkie dane, jakie były jej wiadome, przechodząc do kolejnych rubryczek. Powoli odczuwała zmęczenie, ale nie chciała zostawiać tego na później. Została jej w końcu ostatnia strona. Poklepała się zatem po policzkach, chcąc w ten sposób nieco otrzeźwieć, i wróciła do weryfikacji danych. Kolejne haczyki, kilka przyswojonych naprędce informacji, aż wreszcie zatrzymała się przy nazwisku przypisanym dziecku.
- No chyba nie... - mruknęła pod nosem, zamaszystym ruchem przekreślając "Akodo" i wpisując w zamian swoje rodowe miano. Sprawdziła pozostałe wpisy, odnotowując w pamięci, by dopytać jeszcze lekarza o to całe obywatelstwo Cesarstwa, i już właściwie miała podpisać ostatnią stronę... Ręka jej się jednak omsknęła, opadając swobodnie, ołówek zaś wypadł z jej palców, zderzając się cicho z podłożem. Nie wiedziała, kiedy właściwie jej powieki opadły. Po prostu przysnęła oparta plecami o ścianę.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 508
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Tensa » 19 lut 2018, o 22:07

Kiedy Shin ruszył w swoją stronę pozwoliła sobie na słabość. Przestała silić się na prosty krok, chwiała się z trudem przeciskając między ludźmi co chwila wpadając na kogoś. Ludzie patrzyli na nią z pogardą, nie tylko z powodu wyczynu na arenie, czuć było od niej pot, wyglądała jakby dopiero co wyciągnęli ją z łóżka i szła chwiejąc się na nogach... wiedziała co ludzie o niej myślą, ale nie miała zamiaru tego sprostować... sama nie wiedziała czy nie mają racji. Droga do ryokanu nie dłużyła jej się jeszcze tak bardzo, w końcu jednak dotarła na miejsce. Z trudem wspięła się po schodach, weszła do pokoju i padła na matę jak długa wyczerpana całym tym dniem. Zamknęła oczy, ale szalejące myśli nie pozwalały jej zasnąć. Tego było za wiele, próbowała zrozumieć dlaczego w tamtym momencie pomyślała o niej? Dlaczego miała wrażenie, że jest z nią? Nie chciała tego... nawet jeśli okłamywała siebie to... przecież dla dobra, nie tylko Sagi, ale i własnego. Jeśli Saga wciąż kryła się w jej sercu, to co czuła do Shina? Dlaczego miała tyle cholernych pytań i żadnej cholernej odpowiedzi? Nawet teraz zadawała sobie kolejne...
-Kurwa! - rzuciła w eter pchnięta konwulsjami bólu i przemyśleniami, desperacją i bezsilnością... nie panowała nad niczym, nawet sobą, nawet nad własnymi myślami, które zdawały się żyć własnym życiem. Znowu czuła tę cholerną pustkę. Saga była daleko, poza zasięgiem, a z każdą myślą czuła, że potrzebuje jej coraz bardziej, coraz bardziej opadała w mrok, wiedząc że odsuwa ją to od Shina. Nie wiedziała co robić, nie chciała tego. Miała ułożyć sobie życie od nowa, w nowym miejscu, z "nowym uczuciem", z "nowym człowiekiem"... ale przeszłość. Mówił, że ona nas nie definiuje, więc czemu tak cholernie bolało? Żebra, były niczym w porównaniu do serca, nie chciała tego, chciała przestać myśleć, przestać czuć to rozrywające uczucie. Przestać... po prostu przestać ranić wszystkich wokół i siebie, nie czuć tego wszystkiego... Nie bez trudu podniosła się z futonu. Oparła się o ścianę chwiejąc, była osłabiana, zmęczona... ruszyła do swojej torby tylko w jednym celu. Przestać myśleć... znała tylko jeden sposób, dzięki któremu mogła tego dokonać... Ból, na tyle duży, by zagłuszył myśli, by czuła tylko jego, zamiast tej cholernej ziejącej pustki. Z torby wyjęła kunai, obserwowała jego ostrze, z taką pieczołowitością, jakby starała się uchwycić każdą rysę na ostrzu... zawahała się...
-Nie chcę... - wyszeptała do pustego pokoju, chwytając za ostrze. Ryk bólu wyrwał się z jej ust, gdy ostrze wbijało się w ciało rozrywając mięśnie, po samą rękojeść wchodząc w jej ramie... wyła, klęcząc pogrążona w bólu, który zadała sobie sama... jeden, by pozbyć się innego, ból ramienia zagłuszający ból serca...
Tensa
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Sagisa » 19 lut 2018, o 23:11

Sen był czymś, czego potrzebowała. Mogło się to wydawać śmieszne, w końcu niby była shinobi i powinna radzić sobie w trudnych sytuacjach. Mimo wszystko jej organizm domagał się odpoczynku. Wczoraj urodziła syna, co bardzo ją wyczerpało. Sam lekarz ostrzegł ją, że w najbliższym czasie może czuć osłabienie i powinna na siebie bardziej uważać, a jednak zignorowała to. To był błąd. Może i była shinobi, lecz nadal pozostawała człowiekiem, młodą dziewczyną, która właśnie została matką. Jeśli chciała zadbać o Ryujina, powinna najpierw zadbać o siebie, teraz to wiedziała. Dlatego też opuściła trybuny i wróciła tu - by odpocząć. I choć w dalszym ciągu starała się trzymać, nie wygrała z potrzebą. Sen okazał się dla niej ukojeniem, w końcu mogła odetchnąć, zregenerować siły. Tylko w pewnym stopniu, ale jednak.
Krzyk. Przeciągły okrzyk bólu wdarł się do jej zamglonego umysłu, gwałtownie wybudzając. Sen, tak potrzebny i upragniony, został nagle przerwany. Dlaczego jednak? Przetarła powieki, próbując odpędzić od siebie senną marę, przywrócić sobie myślenie. Co się właściwie działo? Kto niby..?
Jej źrenice rozwarły się szeroko, gdy nadeszło zrozumienie a wraz z nim - poznanie. Bo znała ten głos, słyszała go nieraz przez tyle lat, choć może nie w tej formie i okolicznościach. Tensa - jedno imię odbijające się echem w jej głowie. Jej siostra krzyczała z bólu, cierpiała. I była blisko. Szybkie uderzenie serca, po nim kolejne, gdy zdała sobie sprawę z sytuacji. Ona tu była! Właśnie teraz! Właśnie tu! Potrzebowała pomocy! Wszelkie dotychczasowe wątpliwości, wahanie - to wszystko zniknęło w jednej chwili, dosłownie w ułamku sekundy. Przestało mieć jakiekolwiek znaczenie, że jasnowłosa uważała się za demona, prowodyra jej własnych koszmarów. Nieistotny był fakt, że sama przyznała się do zdrady, ani że wynikało to z zapisków w jej notatniku. Nic już się nie liczyło. Nic poza wizją krzywdzonej siostry.
Zerwała się z miejsca, z hukiem otwierając drzwi. Wypadła chwiejnie na korytarz, biegnąc za głosem. Sięgając dłonią do kabury, starała się namierzyć źródło krzyku. Nieważne było dla niej, że może nie być w stanie przeciwstawić się komuś, kto krzywdzi Tensę, to nie miało najmniejszego znaczenia. Musiała, po prostu musiała jej pomóc. Stanąć w jej obronie. W jej prawym oku błysnęła czerwień, gdy zaciskała palce na kunai'u, odnajdując właściwe drzwi. Wpadła z hukiem do środka.
- Łapy precz od...! - jej okrzyk urwał się w połowie, gdy wzrok nie zarejestrował w pomieszczeniu nikogo poza jasnowłosą. Jasnowłosą, która klęczała pod ścianą z palcami zaciśniętymi na rękojeści ostrza. Ostrza wbitego w jej ramię. Ramię będące źródłem bólu i wyzwalające z ust ciągły krzyk.
Zastygła w bezruchu, starając się pojąć zaistniałą sytuację. Wlepiała stalowe tęczówki w ściekającą strugę krwi, a jej warga drżała lekko. Dlaczego..? Dlaczego Tensa..? Trzymany w ręce kunai wrócił na swoje prawowite miejsce, gdy zbliżyła się szybko do siostry, wyjmując przy tym bandaż. Przyłożyła materiał tuż pod raną, drugą ręką przygarniając srebrnowłosą do siebie.
- Już dobrze, nee-san... - szepnęła nieco drżącym głosem, starając się jakoś zatamować krwawienie. Nie była pewna, czy wyciąganie ostrza jest dobrym pomysłem, zostawiła je więc nienaruszone. - Wszystko będzie dobrze...
Do oczu podchodziły jej łzy. Miała w głowie tyle pytań, nie chciały one jednak przecisnąć się przez jej gardło. I tak mogły zaczekać. Teraz ważniejszy był stan jej siostry, na zadawanie pytań zawsze przyjdzie pora.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 508
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Tensa » 20 lut 2018, o 00:26

Ból przeszywający ramie, pulsujące nim rozdarte mięśnie ramienia. Nie potrzebowała wiele sił, nie tyle ile wykorzystała, dbała o sprzęt, kunai ostry niczym brzytwa wykwalifikowanego golibrody płynnie przerwała ciągłość tkanek. Ostrze weszło głęboko niczym kochanek, raniąc tak jak ona raniła innych. Gęsta, szkarłatna krew wydobywała się barwiąc na czerwono materiał sukienki, spływając po dłoni na nieruchome, zdrętwiałe palce, a kolejne krople z dźwiękiem cichego kapania spadły na podłogę. Jucha sączyła się, niczym z rannej zwierzyny, powoli, acz systematycznie tworząc niewielką kałużę. Rana mimo swej głębokości nie zagrażała życiu, uszkodziła ramie, prawdopodobnie unieruchamiając je na dłuższy czas, ale nic ponad to. Ręka była niczym, rana chociaż wywołała u niej krzyk, wykrzywiła twarz w koszmarnym grymasie... ale była dobra, pozwoliła zapomnieć. Zepchnąć zaszczuty niepewnością umysł na skraj. Ten w którym nie liczą się uczucia, w którym dominuje jedynie ból... ale tylko fizyczny, będący niczym w porównaniu do rozdartej duszy, do serca w którym znalazła się lodowata szpila, wbita przez nią samą... przez to cholerne poczucie winy... chciała tylko żyć, być normalną dziewczyną... taką jaką odnalazł w niej Shin. Powinna być narzędziem, ale nie potrafiła... nie potrafiła niczego... nie mogła się oddać nikomu, ani niczemu w pełni bo w jej sercu... Dłoń zaciśnięta na rękojeści przekręciła broń. Z jej ust wyrwał się kolejny krzyk, gdy ostrze rozrywało mięśnie.
-Nie myśl... Nie czuj... - wyszeptała, do otaczających ją papierowych ścian, ale ani leżąca w kącie zbroja, ani torba z rzeczami Shina nie odpowiedziały. Była sama, tak jak chciała. Mogła zrobić wszystko, ale nie potrafiła niczego... bez drugiej osoby... bez motywacji... po co zostawać tym cholernym Sentokim? Po co trenować, skoro nie ma nikogo... skoro nie ma czego bronić... Przekręcała ostrze dalej, chciała przestać, ból który to wywoływało wstrząsnął jej ciałem... ale chociaż na chwili uciszał myśli... chwila tak niewiele... Miała zacząć z Shinem... ale Saga... Pojedyncza, perlista wypłynęła z fiołkowego oka... Sharingan, limit krwi, jedna z najpotężniejszych broni świata... nawet ona była bezsilna, nie mogła zmienić niczego, cała ta moc, którą dzierżyła, nie była w stanie dokonać niczego... Była bezsilna i nienawidziła tego.
-Po co? - zapytała, samą siebie. Pozwoliła spłynąć łzie, pozostawiającej ślad na jej policzku. Ścieżkę słabości, prawdziwej, samotnej, nie szukającej już wsparcia... kolejny krzyk wyrwał się z jej ust, gdy szarpnęła ostrzem. Chciała przeorać całe ramie, ale nie potrafiła, broń pozostawiła głęboką ranę, na długość jakichś dwóch sztychów, pozwoliła wypływać krwi... czuła, że z każdą chwilą słabnie coraz bardziej, kałuża krwi rosła zbyt szybko... Słabła, ale w końcu była słaba, ostrze tańczyło na zgliszczach jej duszy... Usłyszała krzyk, wyrywający ją z tego dziwnego letargu. Znała ten głos, wiedziała do kogo należy.
-Nie powinnaś... - wyszeptała, gdy kolejne łzy spływały po jej twarzy... przecież to nie tak miało być, Saga nie mogła... Widziała ją, podłożył materiał pod jej ranę... tamowała krwawienie...
-Nie... Saga... nie chce... - mówiła cicho, przestraszona jak ranne zwierze zapędzone przez myśliwego w kozi róg, czekające tylko na ostateczny cios. Przygarnęła ją, była blisko... spełniła to cholerne marzenie...
-Ja... jestem... nie możesz... - urywki słów, urywki myśli wyrywały się z jej ust... sama nie wiedziała co chce powiedzieć... była naga, nie potrafiła niczego ukryć. -Nie... nie będzie... jestem potworem... nie wybaczaj... proszę... - wtuliła się w materiał siostry, czuła własną krew, mieszającą się ze spływającymi po siostrze łzami... łzami Anioła, który upadł by stać się demonem.
Tensa
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Sagisa » 20 lut 2018, o 15:51

Mogła się zawahać, dojść do głosu myślom, pozwolić, by to rozsądek kierował jej poczynaniami. Wtedy zapewne nie ruszyłaby się z miejsca, zignorowałaby krzyk, pozwoliłaby obsłudze sprawdzić sytuację i wezwać odpowiednie służby w razie konieczności. Saga jednak nie była jak Motoko, którą poznała zeszłego lata. Nie potrafiła oddzielić serca i rozumu. Od zawsze to sercem się kierowało, a ono wciąż lgnęło do tej samej osoby, mimo że ta zarzekała się, iż nic z tego nie będzie. Że najlepiej dla wszystkich będzie po prostu zamknąć ten rozdział, spalić przeszłość i ruszyć gdzieś daleko, zaczynając nowe życie.
Ona nie potrafiła. Z jakiegoś powodu sięgnęła po notatnik pozostawiony przez siostrę i z mocno bijącym sercem wczytywała się w kolejne fragmenty, odkrywając niebezpieczeństwa, jakim przeciwstawić musiała się jasnowłosa. Mimo że zrodziło to w niej kolejne pytania i wątpliwości, nie umiała wymazać tłumionego w sercu uczucia. Dlatego też słysząc krzyk siostry, nie zastanawiała się nad konsekwencjami, nad ryzykiem. Po prostu pobiegła, będąc gotową stawić czoła wszelkiemu złu, jakie napotka na swojej drodze.
Zrządzeniem losu czy też nie, owym złem nie okazał się napastnik, a kunai wbity w ramię. Przez moment Saga trwała w bezruchu, nie mogąc pojąć, dlaczego siostra miałaby się okaleczać. Czy aż tak dobiła ją wieść, że zabroniono jej dalszego udziału w turnieju mimo zwycięstwa w pojedynku? Pamiętała przecież jej cichą obietnicę złożoną jeszcze w Sogen. Tę samą obietnicę, którą składał Hayami. "Wygram dla ciebie ten turniej". Dla płomiennowłosej to nie miało żadnego znaczenia. W tamtej chwili, gdy jej siostra padała pod ciosami wściekłego sędziego, czuła rozdzierający jej serce ból. Z jednej strony chciała krzyczeć, by przestał, z drugiej zaś nie była w stanie nic zrobić. Bo co mogła zrobić dziewczyna z dzieckiem w ramionach z tym wszystkim? Nawet Hayami popierał czyn sędziego, krytykując bezkompromisowość Tensy. On i ten jego honor, który stawiał ponad wszystkim innym, na piedestale. Jak mogła myśleć, że może podążać jego ścieżką? Shinobi nigdy nie stanie się samurajem, samuraj zaś nie będzie shinobi. Taka była rzeczywistość.
Padła przed jasnowłosą na kolana, bandażem próbując choć w pewnym stopniu zatamować krwotok. Rana była głęboka, materiał zaś szybko nasiąkał. Słyszała ciche protesty rannej, jakby ta już się poddała, jakby przestała widzieć sens we własnym życiu i w ten sposób chciała je zakończyć. Wykrwawiając się. Saga przyciągnęła ją ku sobie, nie napotykając właściwie żadnego oporu. Starała się ją uspokoić, zapewnić, że przecież wszystko będzie dobrze. W końcu były tu razem, a razem zawsze dawały radę. Zawsze tak było, nawet Kazuo nie mógł się temu przeciwstawić. Teraz jednak pojawiał się dodatkowy problem, z którym nie chciała się pogodzić.
- Nic nie mów... będzie dobrze... nie pozwolę ci umrzeć... - szeptała drżącym głosem wprost do ucha siostry, starając się poluzować jej uścisk na rękojeści. Gdy wreszcie jej się to udało, wzięła głębszy oddech. Teraz na ranę nie był wywierany dodatkowy nacisk, więc może... może uda się jakoś...
Krew ściekała po palcach, gdyż bandaż okazał się niewystarczający do zatamowania krwotoku. Krwi było coraz więcej, a ona nie znała sposobu na przeciwdziałanie temu. Gdyby poza ogólną wiedzą znała jakieś medyczne ninjutsu, sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej. W końcu medycy są przeszkoleni na tyle, by takie rany nie stanowiły dla nich problemu. Obejrzała się na wejście do pokoju, w którym stała recepcjonistka. Kobieta była blada jak ściana, a niewidzący wzrok miała utkwiony w rosnącej plamie czerwieni.
- Niech pani pośle po medyka - zawołała w jej kierunku, spotkało się to jedynie z przeniesieniem na jej twarz tego bezmyślnego spojrzenia. W takich chwilach cieszyła się, że wybrała ścieżkę shinobi jak ojciec. Nie była tak ogłupiona i spanikowana widokiem krwi, umiała zachować trzeźwość umysłu. Czy tym właśnie różnili się shinobi od cywili? Im więcej doświadczenia zdobywali, tym bardziej przyzwyczajali się do takich obrazków?
- Medyk! - powtórzyła twardo, starając się w swym spojrzeniu zawrzeć tylko chłodnego opanowania, ile tylko była w stanie. - Wezwij medyka, kobieto!
Dopiero to wyrwało przerażoną recepcjonistkę z marazmu. Krótkie wyjąkane "tak, oczywiście, już biegnę" było tym, co poprzedziło jej pospieszne kroki po deskach korytarza. Teraz Sagisa mogła się skupić na sposobie zatrzymania krwi. Ostrze tkwiło głęboko, mogło uszkodzić nie tylko mięśnie i ścięgna, ale też tętnicę.
Owinęła resztkę bandaża wokół rany, starając się nie naruszyć noża. Oblepioną posoką dłonią sięgnęła do własnej koszuli i szarpnęła mocno, zrywając guziki. Nadal podtrzymując jedną ręką słabnącą siostrę, ułożyła ją w pozycji leżącej, w dwóch szybkich ruchach zdejmując koszulę. Materiał zwinęła i przełożyła pod ranionym ramieniem jasnowłosej, związując go dość ciasno ponad raną. W ten sposób ograniczy dopływ krwi do kończyny, a tym samym opóźni jej ubytek z ciała. W tej chwili mało istotny był fakt, że będąc na samym bezrękawniku, odsłaniała siateczkę blizn ciągnących się na całej długości ramion. To, co kryła nawet przed własnym spojrzeniem, nie miało teraz znaczenia. Upewniwszy się, że wszystko jest stabilne, znów przygarnęła do siebie siostrę, układając jej głowę na własnych kolanach.
- Nie dam ci umrzeć, nee-san - powiedziała tylko, wpatrując się w zasnute łzawą mgłą fiołkowe oczy. - Wcale nie jesteś potworem. Nic już nie mów, proszę...
Walczyła ze sobą, by się nie rozpłakać. Tak mało mogła, by jej pomóc. Była zdana na innych. Zrobiła wszystko, by ustabilizować jej stan, ostatecznie pozostawało jej tylko czekać na przybycie medyków, którzy zajmą się resztą. Ta bezsilność była naprawdę dobijająca. Naprawdę nie mogła zrobić nic więcej? Przymknęła powieki, pochylając się do przodu. Dlaczego to wszystko musiało tak długo trwać?
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 508
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Tensa » 20 lut 2018, o 18:55

Krew szybko zaczęła przesiąkać przez materiał bandaża, którym jej siostra starała się ją ratować... dlaczego przyszła? Po co? Przecież nie powinna... nie powinna nawet wiedzieć. Hayami miał jej pilnować, wiedziała że nie odpuściłby walki na turnieju, na pewno był na trybunach, więc dlaczego Saga była w ryokanie? Idiota znowu zawiódł, miał jej tylko pilnować, lekarz powiedział, że stan dziewczyny o oczach ze stali poprawił się po jej wizycie... ale na ile? Nie powinna przychodzić, patrzeć jak białowłosa po zadanym sobie ciosie klęczy w kałuży krwi... nie powinna widzieć jak zadanym sobie bólem stara się zagłuszyć myśli. Pozbyć się tego, odetchnąć na chwilę od uczuć, od niepewności, zapanować nad sobą, w brutalny i niezbyt skuteczny sposób. Nawet raniąc siebie, raniła swoją siostrę, narażała na obrazy jakich nie powinni obserwować ludzie... Przyciągnęła ją, białowłosa nie stawiała oporu. W końcu chciała być z nią, ale przecież nie było takiej możliwości, porzuciła ją, a ona nie powinna wracać, próbować. Jej oczy zachodziły mgłą, a siły opuszczały ją wypływając z ciała wraz z krwią. Nie chciała umierać, nie brała takiej możliwości pod uwagę... sądziła, że zapanuje nad tym, zdoła zatamować krwawienie... ale... ale Saga. Przytulała ją, próbowała się zająć, jej prawa ręka drżała, obejmując siostrę, za to lewa... nie potrafiła nią poruszyć. To było dziwne, czuła że nią rusza, miała wrażenie, że kończyna się przemieszcza, a ta po prostu wisiała, a z palców skapywały coraz to kolejne krople krwi... jej własnej krwi. Drżący szept... miała nic nie mówić, miało być dobrze, Saga nie pozwoli jej umrzeć... tak powiedziała.
-Nie chcę... nie chcę umrzeć... - szeptała, słabnącym głosem wprost do jej ucha. -Zostaw, powinnam... zasłużyłam... nie powinnaś tu przychodzić. - zasłużyła... w końcu to wszystko było jej winą. Ona sprowokowała Kazuo, ona się spóźniła, była jak on, ale nie potrafiła przewidzieć tego co zrobi. Przez te cholerne misje nie pilnowała Sagi... a teraz zarzucała to Hayamiemu... dla niej ważne były zadania, dla niego turniej... nie miała prawa go obwiniać. Była hipokrytką i nawet jeśli każdy, przynajmniej w drobnym stopniu nim jest, nie zwracała na to uwagi. Jej własna hipokryzja, głupota, nieodpowiedzialność, sprawiły że ludzie cierpieli i będą cierpieć. Pytanie tylko kto... nie była w stanie zranić siostry kochała ją, ale Shin... zauroczyła się, może mogło być to coś więcej, ale jeśli ktoś miał cierpieć to nie jej mały skarb. Nie ta drobna, płomiennowłosa istotka, która trzymała ją w swoich objęciach zapewniając, że wszystko będzie dobrze.
-Nie będzie... nie zmyje winy... tylko krew ją zmywa. - mówiła, jakby w transie coraz bardziej zagłębiając się w swoje własne myśli. Saga się odwróciła, krzyczała do kogoś stojącego w drzwiach, ale Tensa nie rozróżniała pojedynczych słów. Czuła się jakby zalewały ją tony wody, nie topiąc jedynie odcinając od wszystkiego dookoła. "Wezwać medyka.", kogoś kto jej pomoże, znowu zabierze do szpitala...
-Nie chcę... nie chce szpitala. - z trudem przełykała gorzkie łzy, które nie znalazły ujścia w fiołkowych oczach... tych które nie mogły przebić się przez mgłę. Nienawidziła szpitali, nic dobrego się w nich nie działo, nie chciała znów trafić do pustej sali, leżąc i nie mogąc nic zrobić, osuwać się bez sił po ścianie, nie potrafiąc nawet samej dotrzeć do toalety. Krew, życiodajny płyn, wciąż spływał po jej ciele, a razem z jego ubytkiem przychodziło zrozumienie... i tak musiała zginąć, przecież miała ukarać każdego winnego... włącznie ze sobą. Poczucie winy, w kolorze szkarłatu brudziło podłogę. Saga bandażowała jej rany. Jednym ruchem zerwała koszulę, mimo rozmywającego się obrazu widziała drobne blizny pokrywające jej ciało...
-Piękna... - tylko tyle była w stanie powiedzieć, gdy płomiennowłosa własną koszulą ciasno krępowała jej ramię odcinając dopływ krwi. Położyła Tense na własnych kolanach, jej głos był kojący, a białowłosa zmęczona, chciała zamknąć oczy tylko na chwilę... przecież nic się nie stanie... Wyciągnęła dłoń, chciała dotknąć jej policzka.
-Potwór... one są lepsze... nie kłamią... robią co muszą... ja... ja jestem gorsza... - wyszeptała ostatkami sił... jej powieki były ciężkie, zamknęła oczy tylko na chwilę...
Tensa
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Sagisa » 20 lut 2018, o 23:43

Przeznaczenie. Właściwie nigdy w nie nie wierzyła. Szła przez życie z tym swoim dziecięcym, nieco naiwnym podejściem, ale nigdy nie przypisywała kolejnych zdarzeń jakiemuś "wielkiemu planowi istnienia". Rzeczy po prostu się działy. Czasem miały między sobą jakieś powiązania, ale to jeszcze nie znaczyło, że kierowała tym wszystkim jakaś większa siła. To były po prostu przypadki. Przypadki przecież się zdarzają, prawda?
A jednak teraz, trzymając w ramionach ranną siostrę, mogłaby się zastanawiać nad przyczyną. Dlaczego znalazła się w ryokanie akurat teraz, gdy w pobliżu była potrzebująca jej wsparcia jasnowłosa? Czy gdyby została na trybunach, Tensa wykrwawiałaby się właśnie na oczach sparaliżowanej strachem recepcjonistki? Z jakiego powodu mimo decyzji o rozstaniu ich ścieżki znów zostały ze sobą splecione? Czy tym mogło być przeznaczenie? Wyruszyły w tę podróż razem, każda z własnych pobudek, z własnymi zamierzeniami. Fiołkowooka chciała wygrać turniej, udowodnić samej sobie, że jest godna tytułu akolity, Saga zaś chciała wyrwać się z duszącej ją klatki, w której wszystko i wszyscy przypominali jej o wydarzeniach z zeszłego lata, o powracającym koszmarze. Jak się to wszystko potoczyło? W planach miały trzymać się razem, a rozdzieliły się jeszcze przed dopłynięciem na wyspy. Miały wraz z Hayamim korzystać z uroków festiwalu, cieszyć się wspólnie spędzanym czasem, w zamian za to ów czas przynosił tylko kolejne rozterki i skłócał przyjaciół. Płomiennowłosa przedwcześnie urodziła, zdawałoby się ostatni raz widziała siostrę, która ogłosiła swe odejście, a teraz z jakiego powodu była właśnie w tym miejscu, ratując ukochaną przed śmiercią. Pokonała swój największy lęk, pogodziła się z wydarzeniami, które powracały w koszmarach, a teraz to właśnie ona miała chronić jasnowłosą, nie odwrotnie. Jeśli przeznaczenie jednak istniało... dlaczego tak bardzo mieszało w ich życiu?
W tej chwili najważniejsze dla niej było zatamować upływ krwi w ramieniu siostry. Słyszała jej majaczenia, że zasłużyła, że tylko krew zmyje winy, że Sagi nie powinno tu być. A mimo wszystko nie chciała umierać, więc po do to wszystko? Dlaczego okaleczyła się tak dotkliwie? Czyżby nie zwróciła uwagi na ryzyko swoich działań? Tensa, ta rozważna, zawsze myśląca kilka kroków do przodu Tensa miałaby nie liczyć się z ryzykiem? Płomiennowłosa nie umiała tego pojąć. Zarówno postępowanie, jak i słowa jasnowłosej były dla niej niepojęte w swym sensie.
- Nie ma żadnej winy... - szepnęła tylko, by w następnej chwili wymusić na sparaliżowanej strachem recepcjonistce, by ta wezwała medyka. Fiołkowooka protestowała przeciw zabraniu jej do szpitala, nie miało to jednak w tej chwili znaczenia. To nie ona będzie o tym decydowała tylko lekarz, który zajmie się jej ramieniem, kiedy w końcu tu dotrze. O ile dotrze...
Teraz musiała zrobić wszystko, co mogła, by jak najdłużej utrzymać siostrę przy życiu. Ułożyła Tensę ostrożnie na podłodze, zerwała z siebie koszulę i zrobiła z niej prowizoryczny zacisk nad raną. Dosłyszała szeptane słowo, jeden epitet wyrażający myśli... "Piękna". Czy rzeczywiście była piękna z tymi wszystkimi bliznami na całym ciele? Ostatnia pamiątka po Kazuo - ślady po jego wyrafinowanych torturach. Przez ten cały czas skrywała je nawet przed własnym wzrokiem, nie chciała czuć ich pod palcami, ilekroć dotykała własnej skóry. Cienkie pajęczynki pozostawione przez uderzające w nią raz po raz wiązki elektryczne nawet teraz przyprawiały ją o nieprzyjemne dreszcze. Przyłapała się na tym, jak bardzo drży jej warga, gdy skupia wzrok na tych cieniutkich liniach. Zacisnęła na moment powieki, potrząsnęła głową. To nie był odpowiedni czas na słabość. Musiała być silna, dla Tensy.
Przygarnęła znów siostrę, układając jej głowę na własnych kolanach. Zapewniała ją, że nie da jej umrzeć, choć wcale nie była pewna, że jej się to uda. Jasnowłosa uważała się za potwora, więc musiała temu zaprzeczyć. Prosiła ją, by nic więcej nie mówiła, ujmując w zakrwawione palce z trudem wyciągniętą ku niej dłoń. A jednak Tensa lubiła być na przekór wszystkiemu i znów się oczerniała.
- Przestań bredzić, tylko sobie wmawiasz, że jesteś przyczyną wszelkiego zła - rzuciła pospiesznie łamiącym się głosem, a gdy powieki zaczęły przesłaniać fiołki, była bliska paniki. - Nie zamykaj oczu! Masz być przytomna, słyszysz?! Gdzie ten cholerny medyk?!
Ostatnie zdanie wykrzyczała w stronę korytarza, choć zapewne nie miało to większego wpływu na szybkość przybycia wsparcia medycznego. Próbowała ocucić siostrę, wymusić na niej przytomność. Pochyliła się nad nią, składając na jej ustach desperacki pocałunek. Czy tak miał wyglądać koniec tego wszystkiego? Do tego sprowadzało się to cholerne przeznaczenie? Miała patrzeć, jak w jej ramionach ulatuje życie najdroższej osoby? To nie mogła być prawda! Musiał istnieć jakiś sposób, by temu przeciwdziałać! Przecież ograniczyła upływ krwi! Zatamowała ranę! Gdyby tylko mogła jakoś uzupełnić te braki...
Błysk olśnienia. Przecież istniał na to sposób. Jeden z podstawowych wyrobów dla shinobi były specjalistyczne pigułki. Jeden typ potrafił zastąpić pożywienie, drugi... zregenerować ubytki krwi! W swoim ekwipunku na pewno nie miała tego, co było potrzebne, bo przecież dotychczas nie narażała życia na misjach. Co innego jasnowłosa. Z zapisków z jej notesu jasno wynikało, że już nieraz znajdowała się w trudnej sytuacji, więc może... Rozejrzała się szybko po pokoju, szukając ekwipunku należącego do siostry. Szybko odnalazła wzrokiem zbroję, więc upewniwszy się, że może na moment zostawić na wpół przytomną dziewczynę samą sobie, zaczęła przeszukiwać jej rzeczy. To była jej ostatnia nadzieja, ostatnia szansa na ratunek... Kunaie, shurikeny, notki... przekopywała się przez standardowy złom shinobi, aż wreszcie...
- Jest! - zawołała, wyciągając małą, ciemną kuleczkę. Zamknęła ją we własnym uścisku i zaraz wróciła do Tensy, podkładając jej pigułkę do ust. - Nee-san, błagam, połknij to! Nie możesz tu umrzeć! Nie możesz!
Ostatnia szansa, desperacki krok ku ratowaniu ukochanej. Czy jednak nie było już za późno na pomoc? Słone krople spływały z jej stalowych oczu, pełne żalu i oczekiwania. Zaraz wszystko miało się wyjaśnić...


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 508
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Tensa » 21 lut 2018, o 02:24

Kara... wymierzona nieświadomie, sprawiedliwa i bolesna, kara którą wymierzyła sobie sama, w końcu kto inny mógłby to zrobić. To ona podjęła się krucjaty przeciw winowajcą, szczytem hipokryzji było pozostawienie motoru napędowego samemu sobie. Narzędzie zemsty w końcu stało się jej narzędziem, kierując ostrze w swoim własnym kierunku... Ale nie zrobiła tego tylko po to by się ukarać. Właściwie nie przeszło jej to nawet przez myśl, zadała sobie ból by przestać myśleć, jeden ból zagłuszający inny. "Kiedy gasisz ogień ogniem, wiedz że powstanie większy ogień", stare przysłowie sprawdzało się i w tym wypadku. Tensa umierała, nie chciała tego, ale nie mogła zaprzeczyć, chociaż nie tak to sobie wyobrażała. Ludzie mawiali, że w takich chwilach całe życie przelatuje przed oczami, a ona widziała jedynie płomiennowłosą... Aż płomiennowłosą. Było tak jak zawsze, wtedy gdy uczucia brały górę nad chłodną kalkulacją. W chwilach, w których nie mogła znać konsekwencji, czy w tych gdy o nich nie myślała, te zawsze ją przerastały...
Porywacze, Kazuo, człowiek który odarł ją z godności... Wydarzenia, do których nie doszłoby, gdyby myślała, gdyby miała wystarczającą siłę, by walczyć, przestraszyć, zabić. Gdyby tak jak zawsze była trzy kroki przed przeciwnikiem, analizowała, myślała... Na wyrost nazywano ją geniuszem. Nawet jeśli pomimo młodego wieku znała kilkadziesiąt technik, pomimo że wiedziała jak działają, znała ich silne i słabe strony, wiedziała jak wykorzystać, nawet jeśli fizycznie była w stanie mierzyć się z większością ludzi, których zwano Akoraito nie potrafiła zdziałać niczego. Siła, wiedza, umiejętności, myślenie analityczne, potrafiła to wszystko i co z tego? Leżała na podłodze wynajętego pokoju, skąpana w morzu własnej krwi, a łzy spływały po jej twarzy. Kunai dumnie sterczał z jej ramienia, niczym chorągiew wbita w pole bitwy... tylko że nie tam znalazł swoje miejsce. Nie uderzył w targane niepewnością i słabościami serce, ani w rozerwaną przez sprzeczne uczucia dusze, a w ramie... w cholerne lewe ramie... które nigdy nie wzniosło miecza... Przyzwyczajenia, było ich wiele, chociaż w tym przypadku bliżej temu było do wrodzonej cechy, dominującej prawej ręki, tej która pisała listy, tej która częściej zadawała ciosy... Silniejsza... Nawet w takim wypadku "siła" miała znaczenie, bo to ta słabsza oberwała... to ona była unieruchomiona... to nad nią straciła władanie.
Wykrwawiała się o wiele szybciej niż ostatnio... kostucha czuwała nad nią, śledziła każdy ruch, czekając aż białowłosa sama odda się w jej objęcia... Nawet jeśli nie tego chciała, nawet jeśli nie to było jej celem, to jakie to miało znaczenie? Musiała zmierzyć się z konsekwencjami, w końcu od dawna miała świadomość, że to w końcu będzie musiało się skończyć. Jak wiele razy była już na skraju śmierci? Jak wiele razy, dzięki szczęściu udawało jej się przeżyć? Jak wielki dług miała już u cichej pani, której na imię Śmierć? Kiedyś musiała go spłacić, dzięki temu samemu co doprowadzało ją wcześniej do tej cienkiej granicy. Dzięki głupocie, lekkomyślności. Nie mogła się z tym pogodzić, dopuścić do tego, ale jakie miała szanse? Nie dała rady walczyć... Płomiennowłosa, stalowooka, ta którą kochała, w niej leżała cała nadzieja, w tej jednej chwili już nie tylko przeszłość, ale i przyszłość Tensy leżała w jej drobnych dłoniach... Siła znajdująca się w poznaczonym drobnymi bliznami ciele, bliznami będącymi pamiątką po tropicielu, po największej porażce białowłosej,
po tym do czego miała nie dopuścić...
Nie potrafiła się z tym pogodzić, blizny na ciele nie miały znaczenia, dla Tensy były tylko kolejnymi pamiątkami, dowodem na to, że udało jej się przeżyć, ale te na sercu nie potrafiły się zabliźnić. Nawet pomimo tego, że starała się o tym zapomnieć, pomimo to, że Shin był niczym plaster... plaster przyklejony na pieprzone rozbite okno... Miłostka, przelotne uczucie, mające zabić w niej to czego pragnęła tak naprawdę. Uczucie, w które chciała wierzyć, w które wierzyła... a mimo to zniknęło jak bańka papierowa róża potraktowana pociskiem z trebusza, płonącym od wtartego weń pierdolonego napalmu. Nawet barwiona krwią róża, pierwszy kwiat który otrzymała nie mógł równać się uczuciu, które łączyło dwie siostry, połączone ze sobą nicią przeznaczenia... Bo jak inaczej wytłumaczyć, że Sagisa była akurat teraz w ryokanie? W chwili, gdy powinna na trybunach dopingować człowieka, który miał stać się jej przyszłością, szczęściem...
tym który miał się nią zająć.
Jej powieki były ciężkie, zmęczenie dopadało ją już dawno i narastało, z każdą kolejną sekundą, z każdą kroplą wylewającej się krwi. Zamknęła je, tylko na chwilę, na krótki moment. Musiała odpocząć, nie miała sił walczyć, przecież to tylko moment, chwila mogąca pozwolić jej później walczyć... gdyby tylko tego zechciała. Oddać się w objęcia Morfeusza,
zasnąć, odpocząć... tylko tyle.
-Wmawiam... ja to zaczęłam... ja się spóźniłam... ja przegrałam. - wyszeptała, zamykając oczy,
Sen... tylko tyle i aż tyle. Słyszała krzyki siostry, nie musiała rozumieć słów, wiedziała co ta chce powiedzieć, sama wykrzyczała to samo wynosząc ją z pola treningowego... niosąc do domu, po tym jak chciała zabić siebie i Ryujina. Nie zamykać oczu, nie zasypiać, ale jak? Jak nie poddać się słabości? Jak walczyć, gdy brak sił? Poczuła jej miękkie wargi,
pocałunek, który złożyła na jej ustach płomiennowłosa... Saga... Tak długo o nią walczyła, dla niej była gotowa zmierzyć się ze światem. Niemrawo, resztkami sił podniosła ciężkie powieki... Dla Sagi, jeszcze jeden raz, jeszcze jedna bitwa, nawet jeśli desperacka, przegrana, musiała, nie mogła się poddać...
-Dla Ciebie spale ten cholerny świat. - powiedziała, resztkami sił. Jeszcze jedna walka... kostucha nie mogła cieszyć się z kolejnej śmierci. "Bo wojownik nie umiera lekko. Śmierć, by go dopaść, musi stoczyć z nim walkę. A wojownik łatwo śmierci nie ulega." A ona była shinobi, wojownikiem, a dla ukochanej mogła walczyć nawet z samą śmiercią, nawet z całą pieprzoną armią zjednoczonych wysp i kontynentu... Koniec prawie zawsze jest początkiem. Saga pobiegła do jej rzeczy szukała czegoś w pośpiechu... wróciła szybko z okrzykiem. Pigułka z krwią... ta sama, którą kupiła przed wyruszeniem w podróż... skąd wiedziała? No tak... znała ją jak własna kieszeń, jej maleńka zawsze wiedziała, znała ją lepiej niż Sogeńskie lasy... Wiedziała, że białowłosa zawsze jest przygotowana. Krew na nowo wypełniła jej żyły, przywróciła część sił... odzyskała jasność myślenia.
-Saga, posłuchaj. - mówiła, starając się skupić, w jej głowie huczało, nie znała się na Iryoujutsu, ale felczerskie sposoby, które znał niemalże każdy musiały wystarczyć. -Tak nie zatamujesz krwawienia, rana jest za duża. - spróbowała się podnieść, z jej ust wyrwał się jednak tylko jęk bólu, ucięty zagryzieniem zębów. -Musisz ją zaszyć, w torbie mam senbony i stalową żyłkę... odkaź je, to stal wystarczy temperatura... znasz housenke, dasz radę. - powiedziała, krzywiąc się nie tylko z bólu, ale i na samą myśl.
-Pieprzyć to... zaczep żyłkę o senbon, wyciągnij kunai i zaszyj.. nawet jeśli będę wyć z bólu...-
tylko tyle mogła zrobić, powiedzieć Sadze jak ją ratować... -Przepraszam... musimy to zrobić póki się nie wykrwawiłam, tętnica powinna być cała inaczej byś nie zdążyła. - starała się oddychać głęboko, uspokoić, w nerwach ciśnienie podnosiło się, wykrwawiła by się jeszcze szybciej... przynajmniej tak myślała.
Tensa
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Akarui » 21 lut 2018, o 17:40

Królik Inaby zdawał się młodemu medykowi wystarczająco zachęcającą nazwą, by napełnić swój spragniony pokarmu brzuch. Pierwszy głód został zaspokojony za pomocą pieczonej rybki i ziołowej naleweczki, by móc przejść do słodkich ryżowych kulek jako deser. Przyjemna, dość gwarna sala jadalna, w niej ludzie rozmawiający o zmianach politycznych na Wyspach, o przebiegu turnieju, o nadziejach związanych z przyszłością całej krainy... By spokój. A co najważniejsze, pokój. Piękne czasy, w któych rola medyka zmieni się z łatania ran, do leczenia kataru! Wszystko, o czym marzył Tozawa, spokojne prowadzenie swojej przychodni w Shigashi no Kibu, prowadzenie ogródka z matką, może założenie szklarni...?

Z przemyśleń młodego medyka wyrwał krzyk kobiety. Cała sala ucichła. Głos wydobywał się z piętra, z pokoi sypialnianych. Akarui rozejrzał się szybko po sali i widząc, że nikt się nie podnosi, jak to on, postanowił działać. Biegiem ruszył w kierunku schodów, na których mijał się z recepcjonistką, która miała już na końcu języka, że potrzebny medyk. Zanim ta dopowiedziała to ostatnie słowo, na ramieniu poczuła dłoń czarnowłosego i usłyszała jego na szybko rzucone słowa: - Spokojnie, już jestem.

Przeskakując kolejne stopnie i suzkając otwartych drzwi, skąd by usłyszał głos potrzebujących pomocy, zaczął się zastanawiać, czy czasem nie okłamał tej recepcjonistki? Czy tymi trzema słowami nie złożył właśnie obietnicy bez pokrycia? Sam nie szanował ludzi, którzy nie dotrzymują swoich przyrzeczeń. Musiał więc dopilnować, by jego gwarancje stały się prawdą. Usłyszał głos, dwie dziewczyny. To na pewno te drzwi. Ostrożnie wszedł do środka i zobaczył kunai wystający z ramienia białowłosej i drugą, rudą, która próbowała zatamować krwawienie. Uklęknął obok i natychmiast wokół jego dłoni pojawiła się seledynowa poświata, otaczająca ranę dziewczyny. Wyglądała paskudnie, ale jeszcze nic nie stracone. Opanował oddech i odezwał się do zdrowej dziewczyny: - Twoja koleżanka potrzebuje powietrza i spokoju, zapewnisz to nam? Powiesz co się stało? Białowłosa nie była w najlepszym stanie. To nie była tylko rana fizyczna. Dziewczyna cierpiała nie tylko z widocznych powodów. Do tego ta rana... To, w jaki sposób wbito kunai i co zrobiono potem... Na pewno będzie chciała coś mówić, ale teraz nic z tego nie wyjdzie. Gdyby więc sama zaczęła się tłumaczyć, usłyszy tylko od Akarui'ego krótkie: - Ćśśśśśś... Teraz tylko ruda powinna przekazywać informacje. Ważne było, by ranna się nie ruszała. Jedna ręka medyka podtrzymywała jej ramię, druga nakładała technikę medyczną. Niedługo trzeba będzie wyciągnąć kunai....


Spoiler: pokaż
Używam techniki:

Nazwa
Naosute no Jutsu

Pieczęci
Wół → Tygrys

Zasięg
Bezpośredni

Koszt
C: 15% | B: 12% | A: 9% | S: 6% | S+: 3% (1/2 na turę)

Dodatkowe
Znajomość Chiyute no Jutsu

Opis Technika podobna do Chiyute no Jutsu, jednak zdecydowanie silniejsza niż poprzedniczka. Pierwszym plusem jest to, że nie trzeba utrzymywać dłoni w pobliżu zranienia, ani nie trzeba dotykać rannego - co często jest dla niego bolesne. Następnym jest rozszerzony wachlarz leczonych obrażeń - możemy uleczyć głębokie rany, zasklepić rany tętnicze, złączyć ze sobą złamane kości, a nawet pozbyć się krwawień i drobnych uszkodzeń organów wewnętrznych. Technika wymaga jednak trochę doświadczenia. Wyleczona kość będzie osłabiona i ponowne jej uszkodzenie w krótkim czasie może skończyć się nie złamaniem, a pokruszeniem.
MOWA

Moderator WT i Kuźni
Nie wiesz od czego zacząć swoją twórczość w tych działach? Napisz mi co planujesz, spróbuję pomóc przed pokazaniem Twego dzieła innym moderatorom ;)
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1289
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 00:03
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569
GG: 0
Multikonta:

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Sagisa » 21 lut 2018, o 22:01

Jak bardzo można zbłądzić myślami, próbując oderwać się od przeszłości? Czy można postradać rozum, nie mogąc pogodzić się z losem? Sagisa była na granicy, niemal ją przekroczyła. Obłęd pukał do drzwi jej umysłu, wyciągał swe ramiona, wołając nęcącym głosem ku sobie, zapraszając w swe objęcia. Niemal temu uległa, niemal przekroczyła linię, zza której nie byłoby powrotu. A jednak ktoś odciągnął ją od tego mroku. Ktoś wprowadził w tę ciemność iskierkę światła, pozwalając jej rosnąć i ostatecznie przezwyciężyć koszmary będące przyczyną tego wszystkiego. Tą osobą była jej własna siostra, Tensa. Ta sama, która z nieznanych jej przyczyn postanowiła się okaleczyć, zapominając o możliwych tego konsekwencjach.
Patrząc na rosnącą plamę krwi i coraz mniejszą ilość opcji samodzielnego przeciwdziałania krwotokowi, powoli dopuszczała do siebie myśl, że światło, którym emanowała jasnowłosa, może tak po prostu zgasnąć. Nie chciała tego, robiła wszystko, byle tylko do tego nie dopuścić, a jednak gdzieś z tyłu głowy majaczyła ta jedna, krótka myśl: "nie uratujesz jej". Nie mogła się z tym pogodzić, ale upływające powoli sekundy, krople skapujące leniwie z rany i uderzające o podłoże, dawały jej jasno do zrozumienia, że taka opcja istnieje, a ona nic nie może na to poradzić. Tym bardziej, gdy fiołkowe oczy coraz bardziej się zamykały.
- Nic nie zaczęłaś! Gdyby... gdybym sama tam nie poszła, nic by się nie stało! - załkała żałośnie, bo chyba tylko to jej zostało. Jasnowłosa cały czas brała na siebie winę za tamte zdarzenia, nawet teraz. A przecież Saga sama była sobie winna. Sama naiwnie zaufała dopiero co poznanej dziewczynie. Sama poszła z nią do tej przeklętej tawerny, gdzie zjawił się tropiciel. Dlaczego Tensa nie mogła tego zrozumieć?
Odpowiedź była nadzwyczaj prosta. Nigdy szczerze nie porozmawiały na temat tamtych wydarzeń. Żadna nie poruszała tej kwestii. Siostra nie robiła tego ze względu na nią, ona sama zaś dlatego, że nie chciała pamiętać. Może gdyby w którymś momencie odważyła się stanąć naprzeciw zrodzonym tamtego dnia lękom, nie musiałaby patrzeć, jak te cudne fiołki gasną coraz bardziej. Nie oczekiwała, że dla niej świat zostanie obleczony w płomienie, nawet tego nie chciała. To nie świat był przyczyną zła a ludzie.
- Nigdy nie prosiłam, żebyś zawsze była moją tarczą - spróbowała jeszcze. - Dlaczego zawsze musisz to robić? Dlaczego ciągle tak bezmyślnie się narażasz? Jestem shinobi, nie możesz chronić mnie całe życie... bo sama...
Traciła już resztki nadziei. Było coraz gorzej. W tym tempie na nic zdadzą się jej starania, a życie siostry po prostu uleci. Wtedy jednak przypomniała sobie o jeszcze jednej możliwości - pigułce z krwią. Tensa była przezorna, musiała taką mieć we własnym ekwipunku. I miała, co Saga przyjęła z niejaką ulgą. Podała ją pobladłej ukochanej, błagając, by nie umierała. Dopóki nie przybędzie pomoc medyczna, to była ostatnia rzecz, jaką mogła ją ratować. Na szczęście lek tymczasowo zadziałał, co było widać po reakcji jasnowłosej.
- Nie wstawaj, głupia! - zganiła ją, przyciskając delikatnie acz stanowczo do podłogi. Gdy jednak zaczęła bredzić o zaszyciu ramienia przed przybyciem wsparcia, Saga wręcz wytrzeszczyła w szoku oczy. Czy jej siostrze wraz z krwią uleciały resztki zdrowego rozsądku?! Przecież w ten sposób można tylko pogorszyć sytuację! Mało tego! Takim działaniem mogła sprawić, że kończyna dozna jeszcze większych uszkodzeń i będzie nie do odratowania!
- Powiedziałam: przestań bredzić - rzuciła stanowczo, czując, że inaczej nie przemówi jej do rozumu. - Chcesz stracić rękę? Zaraz zjawią się medycy i cię poskładają. Nie wymyślaj głupot, tylko zachowaj choć trochę cierpliwości! Nie chcę robić z ciebie kaleki. To będzie ostateczność, słyszysz?!
Starała się. Naprawdę się starała zachować spokój w tej sytuacji, a to nie było łatwe. Tensa potrafiła być utrapieniem, czasem nawet doprowadzała ją do szału. Mimo wszystko kochała ją, bardzo kochała. Nie była dla niej tylko siostrą a kimś znacznie ważniejszym. Przez cały ten czas tlił się w niej płomyczek tej zakazanej miłości i niczym nie była w stanie ugasić go całkowicie. Miałaby to zrobić teraz?
Zastanawiała się. Cały czas rozważała tę opcję, mimo wszystko wolała najpierw zaczekać na pomoc. Czas płynął, a ona powoli traciła nadzieję, że ktokolwiek przybędzie. I wtedy właśnie ktoś wszedł do pokoju. Uniosła spojrzenie na młodego chłopaka, który właśnie przyklęknął obok. Ciemne włosy, krwiste oczy... Mignęło jej nikłe wspomnienie Motoko z tamtego lata. On miał być wybawieniem? Patrzyła, jak jego dłonie pokrywają się specyficzną czakrą, jak przystawia je do rany i zaczyna leczyć. Bez słów, bez pytań. Wpierw to, co najważniejsze, czyli udzielenie pomocy.
- Jesteś medykiem? - spytała cicho, jakby sama jego obecność i działanie tego nie potwierdzały. Słyszała jego prośbę, pytanie. Odsunęła się, robiąc mu miejsce, pozostawała jednak blisko, trzymając siostrę unieruchomioną. Jej próby podniesienia się raczej nie pomogłyby chłopakowi w działaniu. Sama stalowooka wzięła głębszy oddech, starając się zapanować nad myślami, poskładać je jakoś. W końcu powinna wyjaśnić, do czego tu doszło i w jaki sposób starała się pomóc.
- Ona... wbiła sobie kunai w ramię - zaczęła nieco drżącym głosem, zaczerpując kolejny hałst powietrza i wypuszczając go powoli. - Ostrze tkwi głęboko, nie chciałam pogarszać sytuacji, więc go nie ruszałam. Próbowałam zatamować krwawienie, zrobiłam prowizoryczny zacisk, żeby... żeby nie traciła tyle krwi... - głos znów jej się załamywał, zapanowała jednak nad sobą. Musiała zachować spokój. Medyk był obok, teraz mogło być już tylko lepiej. - Zabezpieczyłam ranę i posłałam recepcjonistkę po medyka... znaczy pana... Przed chwilą dostała pigułkę ze skrzepniętą krwią. Nie wiedziałam, kiedy ktokolwiek przybędzie, więc... zrobiłam wszystko, co byłam w stanie...
Starała się w swojej wypowiedzi zawrzeć najważniejsze informacje. Nie mogła zrobić więcej, przecież nie szkoliła się w medycznych jutsu. A może powinna? Może właśnie po to Los sprowadził ją w to miejsce właśnie teraz? Może miała sobie uświadomić, że właśnie tego powinna się uczyć? Przecież nie musiała być specem od katonu, ninjutsu i genjutsu. Mogła wybrać zupełnie inną ścieżkę. Jej siostra była silna, wielokrotnie się narażała, więc może dobrym pomysłem byłoby w tych krytycznych sytuacjach udzielić jej wsparcia? Tak, to zdecydowanie był dobry pomysł. Pomysł na przyszłość, teraz musiała skupić się na chwili obecnej. Tak więc siedziała, przyglądając się poczynaniom młodego medyka i czekając na efekt końcowy.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 508
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Tensa » 21 lut 2018, o 23:58

~~
Każda historia ma swój początek i koniec. Nie wszystko zaczyna się w dniu narodzin, tak też było w tym przypadku... chociaż może od dnia narodzin los połączył siostry w ten dziwaczny sposób? Białowłosa nie wiedziała tego, dla niej zaczęło się od zeszłorocznej zimy, od ciastek z dodatkiem narkotyku, od wyznania tłumionego przez nią uczucia. Wystarczył ten jeden dzień, pierwszy dzień zimy, "pierwszy dzień miłości, aby zmienić wszystko. Sprawić, że weszły na drogę, z której nawet mimo usilnych prób nie mogły zawrócić. Lata wcześniej zdecydowały się na zostanie shinobi, kroczenie ścieżką ojca, dwie Uchiha o wyjątkowym charakterze, zdolnościach i o wyglądzie, które wyróżniał je na tle czarnowłosych i ciemnookich kompanów. Droga Shinobich nie była łatwa, może na poziomie pomagania staruszką w zakupach, czy szukania błąkających się po mieście dzieci nie sprawiała takiego wrażenia, ale wraz z czasem i rosnącymi umiejętnościami, rosło też niebezpieczeństwo. Droga, która fascynowała ją jako dziecko, tak naprawdę prowadziła tylko w jedno miejsce do piekła... I właśnie stała u jego bram, zamglonymi oczami widziała jego bramy. Czerwone włosy siostry, niczym piekielne płomienie liżące jej dusze, spadały na nią luźno puszczone. Ta sama czerwień odbiła się w jej oczach, czerwień piekła, duszy buntującej się przed odejściem, próbującej spalić przedwieczny całun kostuchy, której zimne dłonie oplatały jej ciało. Dwie czarne łzy, jak dwie siostry zastąpiły te perliste... nie wiedziała czemu to robi, zużywanie sił nie było dobrym pomysłem... ale nie potrafiła obronić się w inny sposób. Od dnia kiedy przebudziła Sharingana polegała na nim, wykorzystywała w walce, wokół niego skupiał się jej sposób walki, wzorowany na "twardej pięści", z domieszką technik... Jej własny, unikalny sposób... Mimo, że zdołała go stworzyć, w walce z kostuchą była bezsilna. Doujutsu, na którym polegała, na które tak liczyła, nie mogło przeciwstawić się woli samej Śmierci...
Nie odpowiedziała na wcześniejsze łkania siostry, nie miała sił żeby odpowiedzieć, z resztą nie miała czego powiedzieć... ona wciąż nie rozumiała. Obarczała się winą za jej błędy... za lekkomyślność białowłosej Uchihy. Wszystko co było przed nie miało znaczenia w kontekście tamtych zdarzeń. Odrzucenie Kazuo, pierwszy alkohol w karczmie zamiast powrotu do domu... fakt, że uwierzyła w cholerne plotki, kilka rzeczy, pozornie niepowiązanych ze sobą, napędziły to co było potem... były kolejnymi ciosami, które wymierzyła w łączące je uczucie. Nawet jeśli odbiła Sagę z tamtej piwnicy, anwet jeśli była przy niej, to nie znaczyło niczego, nie pomogło w żaden sposób.
-Zawsze będziesz moim maleństwem. - wyszeptała cicho. Musiała być tarczą, taką nadała sobie rolę i "dla dobra stalowookiej" musiała się jej trzymać... ale czy to była prawda? Czy w czasie festiwalu, albo nawet tego jednego momentu, jej siostra nie udowodniła swojej siły? Nie była już tą samą osobą, żadna z nich nią nie była, historia odcisnęła swoje piętno z którym musiały sobie radzić.
Pigułka z krwią, błogosławieństwo przemysłu pozwalające odzyskać siły. Wzrok Tensy uzbrojony w Sharingana wbił się w stalowe oczy, jakby starając się przewiercić do samej duszy, gdy ta zabroniła jej się ruszyć.
-Nie jestem słaba! Już nie będę! - wykrzyczała, jakby wykorzystując ostatki sił w tym jednym zrywie miała zakląć rzeczywistość. Jakby miało przekonać płomiennowłosą do zostawienia jej samej sobie... Nie chciała być słaba, nie po to trenowała, nie po to poświęciła tak wiele, by odnaleźć nowe siły. Nie po to pozwoliła obić się staruszkowi, zmusić do wykrzesania sił mogących druzgotać jej organizm. Nie po to wracała ledwo żywa z misji i treningów. Nie po to prawie przybyła na tą cholerną wyspę, nie po to prawie zabiła Kenjiego, nie dlatego przyjmowała kolejne razy wściekłego sędziego.
-Nigdy już nie będę! - krzyknęła, jakby cokolwiek to znaczyło. Jakby oznaka buntu miała być wyznacznikiem siły. Wiedziała, że tak nie jest, że mimo starań wciąż jest za słaba... zawsze była, maska pewnej siebie wojowniczki, mogła oszukać niemalże każdego... ale w chwilach takich jak ta nie liczyły się maski i kłamstwa, przed śmiercią wszyscy stawali nadzy, uzbrojeni jedynie w to co tak naprawdę potrafili... a ona nie potrafiła niczego. Niby była człowiekiem,
niby powinna żyć, wszystko to nie miało teraz znaczenia. Była tylko kolejną osobą, stojącą u wrót królestwa, gdzie umarli otrzymywali to na co zasługiwali. Dobrzy szczęście, a Tensa... Anioł stał u wrót piekła gotowy przyjąć karę... ale nie chciała tego.
Dzięki "nowej krwi" miała siły, dzięki niej mogła utrzymać otwarte oczy, walczyła wiedząc jak blisko jest porażki, tak samo jak baletnica stojąca na cienkiej żyłce rozwieszonej nad bezdenną przepaścią... z tym, że baletnica wiedziała co robić. Stanowczy głos siostry dotarł do niej...
-Czemu... dlaczego to robisz? - zadała to cholernie głupie pytanie. Znała odpowiedź, ale... może po prostu chciała to usłyszeć, ten jeden, może ostatni raz... A może jej nie znała? W końcu jak często zdarza się, że ofiara pomaga katu? Pokrzywdzony winowajcy? Jaki był w tym sens? Zdrady, ból, wciąganie w jej własne koszmary... dlaczego mimo tego wszystkiego, Saga to robiła? Nie powinna... ale jeśli... jeśli chodziło o uczucie to...
-Nee-chan, nie powinnaś tego robić. - powiedziała poważniejąc. Co biorąc pod uwagę jej stan sprawiało, że wygląda na godną politowania. -To wszystko co zrobiłam... nie powinnaś mi wybaczać... ale ja nie potrafię. - przełknęła ślinę, która w takich jak ta chwilach nie wiadomo czemu staje się trudną do przełknięcia gulą... może właśnie przełykała swój własny żal?
Miłość, nie jakakolwiek, nie ta będąca substytutem uczucia, które łączyło dwie siostry... jej naprawdę pragnęła, tylko jej. Wiedziała, że nie zasługuje na nią, że nawet jeśli Sagisa myśli inaczej, to nie powinna być prawda.
Bo Tensa nadawała się tylko jednego, sprawdzała się jedynie w roli narzędzia. Tarczy chroniącej ciało i miecza, którego ostrze skierować można było w dowolną stronę... Chciała nim być...
-Nie zasługuje na miłość... ale proszę pozwól mi być twoim narzędziem, niczego więcej nie chcę.-cholerna pewność... nie udawana. Jedyna rzecz, o której marzyła, to stać się narzędziem w jej drobnych dłoniach, gotowym wykonać każdy rozkaz. Chwile spędzone razem, tylko we dwoje, nawet jeśli w niezbyt sprzyjających warunkach, były błogosławieństwem, przerwanym przez cud jakim było przybycie medyka. Chłopak wyglądał na starszego od nich obu,
może i wiek o niczym nie świadczył, ale białowłosa liczyła, że w tym przypadku za nim szło doświadczenie, nie to żeby był stary, po prostu nastolatkiem na jakieś dziewięćdziesiąt procent już nie był. Powietrze i spokój... niby nie wiele, ale prędzej pomogłoby jej porządne, ciężkie ostrze spadające na szyję, krótkim, "gilotynowym" ruchem dokonując prześlicznej dekapitacji. Została uciszona i... nie buntowała się, medyk wiedział co robi, z resztą powiedziała już wszystko co mogła. Skoro taka była decyzja Sagisy, od tej chwili nie miała już prawa się jej sprzeciwić...
-Tu umiera Tensa, jestem już tylko shinobi. - jej własne słowa echem odbiły się pod jej czaszką.
Shinobi, narzędzie... teraz miało kogoś kto mógł je dzierżyć, bo miecz bez szermierza nie znaczy niczego. Zielona chakra spływała na jej ramie, częściowo uśmierzając ból, postrzępiona rana zaczęła się zrastać, a krwawienie malało. W tle Saga opowiadała co się stało... Gdyby nie ona, gdyby nie szybka reakcja i wiedza, gdyby nie siła którą wtłoczyła w nią pocałunkiem, w tej chwili pod rękę z kościstą panią, przekraczałaby bramy piekła...
Tensa
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Akarui » 22 lut 2018, o 03:21

W całej swojej karierze Tozawa nie spotkał się jeszcze z takimi obrażeniami. Nie chodzi o sam rodzaj rany, o utratę krwi, o kunai sterczący z rozszarpanej przez dodatkowe przekręcenie ostrza rany. Chodziło o to, że ta młoda kobieta raną ciała chciała zdusić ból duszy. A z tego co widział, nie udało się jej to zbyt dobrze. Nagle zrozumiał, że nawet jeśli uda mu się naprawić tkanki, nie poprawi to stanu psychicznego dziewczyny. Hanamura zdawała się takim spokojnym i wesołym miejscem...

Pierwszy impuls medycznej chakry miał przeciwdziałać krwawieniu i dać medykowi czas, tak potrzebny by rozeznać się w sytuacji i zaplanować kolejne ruchy. W tym też czasie dowiedział się mniej-więcej wszystkiego, co było mu potrzebne do pracy. Ruda dziewczyna zachowała zimną krew. Próbowała zatamować krwotok, zabezpieczyła kunai przed poruszaniem i nawet podała rannej pigułkę ze skrzepniętą krwią! To wszystko zasługiwało na pochwałę i szczery uśmiech: - No, gratuluję trzeźwego myślenia! Twoja koleżanka ma mnóstwo szczęścia, że pierwsza się tu pojawiłaś. Dzięki Tobie i ja mam łatwiej, a jej nic nie będzie.

Teraz najważniejsza jest pacjentka. Krwotok został powstrzymany na tyle, by przestał zagrażać życiu białowłosej. Nie przerywając techniki mężczyzna kombinował, jak by tu teraz pozbyć się ostrza... Ramię dziewczyny było wystarczająco stabilne, trzymane przez tą drugą. Skoro jej stan był już stabilny, może pora teraz z nią porozmawiać? Na szczęście- Jeśli się nie mylę, panienka pochodzi z klanu Uchiha, tak? Mógłbym prosić o zgaszenie tych pięknych ocząt? Wiem, że to niesamowity Limit Krwi, ale wolałbym, by mnie nie rozpraszał... Medyk dał chwilę srebrnowłosej na przyswojenie tej prośby, jednak niezależnie czy zgasi te czerwienie, czy też nie, przemówi do niej znów: - Na imię mi Akarui, z rodziny Tozawa. Pochodzę z Samotnych Wydm, więc poszukuję towarzystwa, jeśli rozumiecie? Taki żarcik, hehe... A Wy? Z jednej strony Akarui chciał znać imiona dziewczyn, z drugiej jednak nie taki był jego cel. Gdy złapie kontakt wzrokowy z rudą, ledwo ruszając ustami, bezgłośnie powie - Trzymaj mocno... Następnie, gdy srebrnowłosa zacznie mówić, gdy jej uwaga odwróci się od rany, a oczy (miejmy nadzieję) przywdzieją swoją naturalną barwę, a nie czerwono-czarny symbol klanu Uchiha... TRACH! Akarui sięgnie jedną dłonią do rękojeści kunai'a i jednym szybkim ruchem wyciągnie go, natychmiast przelewając na ranę kolejną dawkę leczącej chakry.

- Wybaczcie, taki mały podstęp... Zaraz skończę wiązać tkanki, jeszcze chwilka... Przepraszam, przerwałem Ci, możesz dokończyć? Żarty miały na celu zmianę nastroju. Jak dziewczyny na nie zareagują? Czy na uśmiech, jaki pojawił się na twarzy medyka jeszcze gdy chwalił rudą, odpowiedzą uśmiechem? Czy ten dowcip jednak je wkurzy, zamiast choć troszkę rozluźnić atmosferę? Nieważne. Wszystko będzie lepsze niż obecny smutek i depresja. Po cichu jednak Akarui liczył na jakiś uśmiech...
MOWA

Moderator WT i Kuźni
Nie wiesz od czego zacząć swoją twórczość w tych działach? Napisz mi co planujesz, spróbuję pomóc przed pokazaniem Twego dzieła innym moderatorom ;)
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1289
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 00:03
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569
GG: 0
Multikonta:

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Sagisa » 22 lut 2018, o 23:04

Początek tej historii? Kiedy indziej miałby się rozpocząć, jak nie tamtego pierwszego dnia zimy, na tej polance zasypanej świeżym śniegiem, pod tym starym drzewem? Tamto odurzenie, wyznanie, pierwsze uniesienie... Wszystko było właściwie pierwsze. Włącznie z odrzuceniem. A nic nie boli bardziej niż szpilka lodu wciśnięta prosto w odsłonięte, gorejące serce. Czy to wszystko było warte tych łez, utraconych chwil, zbłąkanych myśli? Przecież mogło być inaczej. Tamtego dnia mogły przekroczyć granicę, zasmakować zakazanego owocu, a jednak wypowiedziane przez starszą z sióstr dwa słowa przekreśliły wszystko, stawiając między nimi mur. Wystarczyły tylko te dwa słowa, "nie możemy". Czy tego właśnie chciało przeznaczenie? Rozdzielało dwie połączone ze sobą dusze, skazując je na wzajemne cierpienie? A może był ku temu większy powód. Może wszystkie przeciwności losu, każda postawiona na ich drodze przeszkoda miała je wzmocnić. Sprawić, by zarówno one jak i ich uczucia dojrzały. By w końcu po kryzysie pchnąć je właśnie w to miejsce i czas, właśnie teraz, i znów je połączyć. Dwie splecione ze sobą dusze w tym miejscu miały stać się jednym, bądź rozstać na wieki.
W tej chwili obie stały na granicy, walcząc o życie. Różnica polegała na tym, że w ostatecznym rozrachunku ważyło się jedno istnienie, choć drugie było od niego zależne. Jedna z sióstr obejmowana ramionami śmierci, druga - próbująca wszelkimi sposobami zachować ją przy sobie. Jasnowłosa uważała to za zasłużoną karę, zadośćuczynienie win, bo przecież to wszystko było jej winą, prawda? To jej poczynania krzywdziły ukochaną, więc musiała za to zapłacić. A zapłatą była jej własna krew. Sęk w tym, że prawda była inna, że Sagisa poniekąd sama bezmyślnie oddała się swemu największemu oprawcy. O tym jednak starsza Uchiha nie miała pojęcia, dlatego wciąż brała winę na siebie. Chcąc chronić ją przed wszelkim możliwym niebezpieczeństwem, sama co i rusz się narażała. Dlaczego? Odpowiedzią było szeptane: "Zawsze będziesz moim maleństwem". Płomiennowłosa mogłaby pogrążyć się w rozpaczy. Mogłaby pozwolić łzom spływać strugami po policzkach, nie robiąc już nic, bo przecież nic nie zostało. Nie mogła przecież nic na to poradzić, w końcu była dzieckiem.
Błąd. Przestała nim być. Teraz była matką, sama miała pod swoją opieką dziecko, więc jak mogłaby się za nie uważać? Jak Tensa mogła ją za takie uważać? Nie mogła stać bezczynnie, dlatego też sięgnęła po ostatnią deskę ratunku w postaci medykamentu. Srebrnowłosa odzyskała nieco sił, jednak rozsądek nadal jej nie wrócił, skoro od razu próbowała się podnosić. Saga szybko przycisnęła ją do podłoża, karcąc za tak lekkomyślne działanie, ta jednak zaczęła krzyczeć, zaprzeczając własnej słabości. Dlaczego? Przecież to nie było nic złego. Nie w pojęciu stalowookiej.
- Nee-san, nikt nie może być wiecznie silny - odpowiedziała, uspokajając ją dotykiem na policzku. - Każdy potrzebuje odpoczynku, nie ma w tym niczego złego. Nie wymagam od ciebie, byś dokonywała rzeczy niemożliwych. Nie musisz tego robić.
Kolejne pytanie padło z ust siostry. Tak proste, wręcz banalne, a kluczowe. Dlaczego to wszystko robiła? Dlaczego wybaczała całe to zło, wszelką krzywdę? Przypomniał jej się tamten dzień w lesie. Słowa tłumaczące, czemu fiołkowooka zawsze stawała po jej stronie. "Ktoś musi cię bronić". Zawsze tak mówiła, w końcu była jej starszą siostrą, poczuwała się w obowiązku trzymać nad nią pieczę. Nawet podczas ich ostatniego spotkania, poprzedniego dnia w szpitalu.
- "Będę przy tobie, gdy tylko będziesz mnie potrzebować" - zacytowała jej słowa z delikatnym uśmiechem na ustach. - Teraz chyba moja kolej... Mówisz, że nie powinnam wybaczać, ale czy mam ci cokolwiek do wybaczenia? Znasz mnie tyle lat i nie wiesz, że nawet mimo złości nie potrafię chować urazy? Nie względem ciebie, nee-san. Wszystko, za co się obwiniasz... Kazuo, moje porwanie, koszmary... to wszystko przeszłość. Nie wymażemy jej, możemy się tylko z nią pogodzić i żyć dalej, razem.
Zdawała sobie sprawę, że Tensa nie była tylko jej. Sama przyznała się przecież do zdrady, w jej zapiskach również istniała notka o podobnym choć niedokonanym czynie. A mimo tego, mimo bólu, który z początku rozrywał jej serce, wbijał w nie kolejne ostrza, pogodziła się z tym. Żadna z nich nie była przecież zamkniętym w klatce ptakiem, obie były wolne i dawały sobie wolność, by zawsze do siebie wrócić. Każdy popełniał błędy, nawet one. Były w końcu tylko ludźmi. Dlaczego więc miałaby winić siostrę za każde potknięcie?
"Nie zasługuję na miłość..." Czy rzeczywiście tak było? Chciała być narzędziem w jej dłoniach, prosiła o pozwolenie. No tak, przecież shinobi byli narzędziem w rękach swych rodów. Walczyli na rozkaz liderów, umierali za większą sprawę. Tensa sama powiedziała na statku, że tym właśnie się staje. Przestaje być człowiekiem, kochającą siostrą, kochanką, zmieniając się w ostrze mogące zabić wielu. A każde ostrze potrzebuje ręki, która je dzierży.
- Każdy zasługuje na miłość, nawet narzędzia zwane shinobi - wyszeptała wpatrzona w zabarwione sharinganem tęczówki. - Będę dzierżyć to ostrze, jeśli taka jest twoja wola. Proszę tylko, byś nie zamykała przede mną swojego serca.
Krótka deklaracja, zgoda i cicha prośba. To były ostatnie chwile, jakie dano im spędzić w odosobnieniu, moment później bowiem pojawił się medyk, który od razu przystąpił do leczenia zranionego ramienia jej siostry. Prosił on o streszczenie zajścia, co Saga starała się zawrzeć w swojej kolejnej wypowiedzi. Przedstawiła chłopakowi wykonywane przez nią czynności mające na celu ustabilizowanie stanu jasnowłosej, nie spodziewała się jednak tak żywej reakcji ze strony bruneta. Pochwalił ją, pogratulował trzeźwości umysłu, uśmiechając się przy tym.
- T-To nic takiego... - wydukała, uciekając na moment spojrzeniem. - Nie mogłam po prostu stać i patrzeć, jak się wykrwawia. Nie tego uczą shinobi...
Poniekąd przyznała, że sama również zajmuje się tą profesją. Nic konkretnego, w końcu wojowniczych rodów było wiele na kontynencie i teraz na wyspach. Spojrzała na Tensę, zaraz potem na zagadującego ją mężczyznę. Akarui Tozawa z Samotnych Wydm. Spróbował nawet zażartować, co trochę zbiło ją z tropu, ale może właśnie tego było im teraz trzeba - rozładowania napięcia. Szybko zorientowała się, że medyk miał jej do przekazania krótkie polecenie, które łatwo odczytała z ruchu warg. Trzymać mocno. Odruchowo jej wzrok padł na rękojeść kunaia, do której sięgał brunet. To był ten moment. Przytrzymała siostrę, gdy wyjmował ostrze z rany, nie przerywając leczenia. To musiało boleć.
- Już w porządku! Po wszystkim! Spokojnie! - zapewniała jasnowłosą pospiesznie, nie pozwalając jej się wyrwać. I według niej akcja z samodzielnym zszywaniem ramienia miała jakiekolwiek szanse powodzenia? Widać, która z nich zachowała jeszcze rozsądek. Gdy w końcu ranna się uspokoiła, Saga mogła zwolnić uścisk i dać jej więcej przestrzeni. Samemu leczącemu posłała delikatny, pełen wdzięczności uśmiech. Napięcie powoli mijało, a jej szybko bijące serce wracało do normalnego rytmu.
- Czy... czy sztuki medyczne są trudne do nauczenia? - spytała jeszcze z ciekawości, wcześniej jednak pozwoliła siostrze dokończyć wypowiedź. Chciała po prostu wiedzieć, czego może się spodziewać, jaki wysiłek musiałaby włożyć w szkolenie, by móc tak swobodnie operować czakrą podczas składania zerwanych tkanek. - Ja... chciałabym się tego nauczyć...
Deklaracja? Pobożne życzenie? Chciała tylko mieć sposobność zdziałania więcej niż dziś, by nie musiała biernie czekać na pomoc, a sama mogła jej udzielić. Tylko tyle. A może aż tyle?
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 508
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Tensa » 23 lut 2018, o 13:30

Cholerne dylematy, czego można, czego nie. Ludzkie prawa, kodeksy, zasady, nie raz wspierające, a czasem sprzeczne z tymi naturalnymi. Tak naprawdę nie są niczym innym jak zbiorem słów, mającym utrzymać w ryzach niepokornych, chronić słabszych, czy zapewniać ludziom równe szanse... przynajmniej w teorii. Praktyka była inna, nadużycia, obchodzenie czy wykorzystywanie prawa dla własnego zysku, ludzie i tak je łamali, a Ci którzy chcieli pozostać wierni prawu nie mieli szans na obronę. Porwania, tortury, morderstwa, rzeczy stojące na porządku dziennym, może nie w tym miejscu, na pewno nie w czasie, gdy tak wiele sił porządkowych zebranych było w jednym miejscu. Jednak co będzie, gdy to wszystko się skończy? Wróci do normy? Nawet jeśli bogate dzielnice, wciąż będą dobrze chronione, ludzie których stać na prywatną ochronę bezpieczni... Ale co z resztą? Z tymi niezdolnymi, by bronić się samemu? By wynająć ochronę? Mieszkającymi w ciemniejszych dzielnicach, takich jak ta do której zabrał ją Kazuo? Strażnicy zjawiali się, ale zwykle po czasie, w chwili kiedy większość gangu była martwa, w momencie gdy tropiciel dopuszczający się tortur, wykrwawiał się na podłodze czy gdy białowłosa wykrwawiała się po walce z niedoszłym gwałcicielem. Byli nieskuteczni, niezdolni do poprawnego działania. Mówiono, że "kijem rzeki nie przebijesz", ale jeśli jesteś pieprzonym shinobi, to nie kij dzierżysz w rękach, bo sam jesteś tamą, a to już wystarczające, aby móc próbować coś zmienić. Zwykły wojownik jednak nie jest tym co najważniejsze, siła uderzeniowa była ważna, kiedy już dochodziło do walki, do reakcji, ale musiało do niej dojść... Chłodny umysł i zdolności śledcze... w tej chwili wątpiła, że posiada chociaż jedną z tych dwóch rzeczy. Jednak może je uzyskać, wrócić do dawnego stanu, a jedyna ku temu droga... osoba, będąca teraz przy niej. Płomienne włosy, stal w oczach, istota która mogła dać jej spokój, zanieść do nieba, lub ściągnąć do piekła. Bo los Tensy, zależał tylko od niej, od ukochanej.
To prawda, że nikt nie może być wiecznie silnym, każdy potrzebuje chwili wytchnienia, nawet białowłosa. Chociaż nie chciała tego do siebie dopuścić. Nawet jeśli doszła do tego w Hanamurze, nawet jeśli odpoczęła, ukazała swoją słabość, to wciąż nie potrafiła w pełni tym się cieszyć. Dwie dusze, połączone nicią przeznaczenia i świadomość, że ich ponowne połączenie nie może skończyć się dobrze... Ale, kurwa, nawet jeśli ma zginąć na następnej uliczce, nie chce umrzeć sama... nie chce umrzeć otoczona zakłamaną miłością, zaklętą rzeczywistością. Zauroczenie... miłość, tak podobne uczucia, tak łatwo je ze sobą pomylić, a mimo wszystko nawet nie rozumiejąc różnicy, wiedziała czego pragnie tak naprawdę. "Jeśli zakochasz się ponownie, wybierz tą drugą osobę, bo tej pierwszej nigdy naprawdę nie kochałaś", słowa trafne, prawdziwe... ale co jeśli, tak naprawdę ta druga miała być jedynie substytutem pierwszej? Wykorzystała go jak pieprzoną trampolinę, chcąc odbić się od dna, a właśnie brodziła we własnej krwi, starając się jakoś przeżyć.
Jak mogła być tak głupia?! Nie wiedzieć, że tak ogromna rana, sprawi, że zacznie się wykrwawiać. Jak mogła myśleć, że wystarczy jej kilka sztuczek? Zabić ból, innym bólem... Co prawda ten sposób działał, ale na ile? Kilka, może kilkanaście sekund, potem potrzebowała "kolejnej dawki", jak ćpun narkotyku... w tym samym celu. Nie myśleć, nie czuć, szczytny cel, który osiągnąć mogła tylko w jeden sposób, będący nieprzewidzianym skutkiem ubocznym. Śmierć... jedyna droga do wiecznego spokoju Przez chwilę była nawet gotowa oddać się w jej chłodne objęcia, gotowa przyjąć wszystko to co niesie ze sobą... "Czasem pocałunek w piekle może stworzyć niezły raj", jeden pocałunek, usta połączone w desperackiej próbie utrzymania jej świadomości. Miłość, wzniosłe uczucie, jedyne dla którego była gotowa walczyć mimo braku sił. Dla płomiennowłosej, jak zawsze. To jedno nie mogło się zmienić, bo tak naprawdę, nawet jeśli była słaba, musiała zmusić się do walki dla ukochanej. Zawsze wracała do domu, nigdy nie dawała za wygraną, wylizywała się z najgorszych ran, pokonywała najsilniejszych, nawet jeśli uciekała się do podstępu... Tym różniła się od samuraja, nie tylko z racji fachu. Gdyby zapytać tych mistrzów fechtunku co jest najważniejsze, każdy z nich odpowiedziałby w ten sam sposób. Honor... słowo wyzute z emocji, najważniejsze to dotrzymać słowo, walczyć otwarcie, bo gorzej stracić honor niż życie, gorzej być pohańbionym niż narażać ukochaną... To ich różniło, bo dla Tensy to nie miało znaczenia. Kiedy przyjmowała zadanie gotowa była wykorzystać nawet najpodlejsze sztuczki żeby je wykonać, żeby przeżyć... żeby wrócić i objąć ukochaną. Honor i miłość, o obu mówiono, że są piękne, ważne, ale tak naprawdę trzeba było podjąć decyzję co jest ważniejsze... Honor czy miłość, zasady czy szczęście. Dla samuraja była to prosta decyzja, honor był ponad wszystko, Białowłosa kunoichi stała po drugiej stronie barykady, gotowa poświęcić wszystko, by tylko chronić ukochaną... Zostawić ją pod opieką samuraja... czy był to błąd?
Wybaczenie... rzecz której pragnęła... Była bliżej niż na wyciągnięcie ręki, właściwie dane jej bez wysiłku... a ona nie wierzyła. Bała się, bo z zaufaniem było jak z jej żebrami, można było je złamać, odbudować, ale nie było tak silne jak wcześniej, niczym przekuty miecz. Tylko ile razy można było to powtarzać? Ile prób wytrzyma? Płomiennowłosa, powtórzyła jej własne słowa, zapewniając, że zawsze jej pomoże... bo od tego były, wspierały się od zawsze, a przez te wydarzenia, przez "wycieczkę" do Hanamury, Tensa po raz kolejny dopuściła do sytuacji, w której ich miłość była wystawiona na próbę, po raz kolejny zawiodła zaufanie... znów nie dała rady. Ile to już razy zawiodła? "(...)To wszystko przeszłość", tak brzmiały słowa Sagisy, słowa których wagę znały obie. Mówiła o tym co obie wiedziały, musiały się pogodzić, zapomnieć, ale Saga była w tym lepsza. Poradziła sobie z tym wszystkim, kiedy fiołkowooka nie była w stanie poradzić sobie nawet z konsekwencjami własnych decyzji i czynów. "Żyć dalej", tak proste, wręcz naiwne, w swej prostocie, ale z ust białowłosej brzmiało to jak przepowiednia. Bo jeśli miała żyć, to tylko przy jej boku, znów świadoma i odpowiedzialna, wiedząca kiedy może dać ponieść się emocjom. Chociaż w nich dopatrywała się całego zła, chociaż to przez uczucie dochodziło do tego wszystkiego, chociaż cena była wysoka, może nawet za wysoka gotowa była ją zapłacić. Taką samą determinacje widziała w oczach siostry, chociaż może przejrzała przez nie, widziała to co kryło się za tymi lustrami w stalowym okuciu? Przez te wszystkie lata poznały się na wylot i chociaż wiedziały o sobie niemal wszystko, to wciąż potrafiły się zaskoczyć. Nie zawsze pozytywnie...
Każdy zasługuje na miłość, ale ona nie była "każdym". Z resztą obu im daleko było do przeciętnych ludzi. Do życia zwykłych nastolatek, tej słodkiej niewinności, przyjemności, których zaznała, gdy stała się kobietą. Pierwszy raz w życiu mogąc zaznać tego spokoju... I zrozumiała, że to nie dla niej. Potrzebowała emocji, walki, adrenaliny. Tych chwil, kiedy jej umysł, duch i ciało wystawiane były na próbę, przeciwstawiając się atrybutom innego wojownika. Silniejszego, słabszego czy równego sobie, nie miało to znaczenia, liczyła się walka. Próba charakteru, w sytuacji kiedy na szali, stawiano dwa życia. Nie jak na arenie, gdzie istniały zakazy i ograniczenia, ale w sytuacji gdzie wszystkie chwyty były dozwolone, a wiedza o przeciwniku bardziej niż szczątkowa. Bez tego całego woalu, sprawdzania nazwiska, wypytywania o poprzednie walki... Nie tego szukała. Chciała być najlepsza w tym co robi, a to co robi nie było przyjemne. Zawód, a może raczej ścieżka jaką obrała, sprawiały że mogła... nie, musiała się ciągle rozwijać, by nie pozostać w tyle za innymi wojownikami. Dawała jej możliwość wyżycia się, sprawdzenia swoich możliwości, co chwila stawiając ją naprzeciw nowym wyzwaniom czy zagrożeniom... Czas który przeżyła wystarczył by zrozumiała, jak ważna była tamta porażka. Pojęła, że nawet jeśli przegrała jedno starcie, to wcale nie znaczyło, że nie nadaje się na kunoichi, że nie zasłużyła na awans. Wygrała z silniejszym od siebie, tak jak robią to shinobi, sprytem i podstępem. Nawet jeśli musiała udawać, pozwolić odebrać sobie godność, to wygrała. Spryt... najpotężniejsza broń w jej arsenale i wykorzystała tę przewagę, jedyną jaką posiadała. Tak naprawdę, mimo upadku, powinna się cieszyć, bo dowód którego szukała, mający zaprzeczyć temu wydarzeniu krył się w nim. Udowodniła swoją wartość, nie przez udział w turnieju, nie przez nieposzlakowane ranami zwycięstwa, a w chwili kiedy stała naprzeciw silniejszego przeciwnika, kiedy nie posiadając żadnego atrybutu, którym mogła przewyższyć przeciwnika, zabiła go... Była ślepa, ale ta jedna chwila, kiedy stała na skraju śmierci otworzyła jej oczy.
Zgoda... chwila w której stała się narzędziem, takim jakim chciała być, w rękach w które chciała się oddać. Tensa, miecz w dłoniach Sagisy. Akolita, tarcza dzierżona przez Doko, przytwierdzona na stałe do jej ramienia niczym puklerz, chociaż chroniąca jak porządny pawęż. Narzędzie... gotowe podjąć się każdego zadania, pod jednym warunkiem. Pozwolenie na pełne oddanie, jeśli tylko spełni ten jeden niewielki wymóg... nieistniejący wymóg. "Nie zamykać serca", tak niewiele wymagała od niej siostra, kochać... Kochała i chciała być kochana, nawet jeśli nie zasługiwała, ale nie teraz. Nie dopóki nie odkupi win, w sposób lepszy niż śmierć. Wykona każdy rozkaz, przynajmniej do tego jednego momentu, kiedy sama uzna, że zasłużyła na więcej. I nawet jeśli to nie zmieni jej życia, będzie mieć świadomość...
Pochwały w stronę Sagi, wywołały uśmiech na ich twarzy. To była jej kolej, ona była rozsądna, ona wiedziała co robić. To ona była teraz Aniołem... Nie Aniołem zagłady, tańczącym wśród zgliszczy, a tym który przynosi ratunek ciału i ukojenie zmęczonej duszy. Na prośbę medyka dezaktywowała sharingana, którego moc wykorzystała w desperackiej próbie... w chwili, w której liczyła, że sama Śmierć, przestraszy się jej mocy... głupim buncie. Chłopak zażartował, chociaż Tensie nie było do śmiechu, ale musiała przyznać, że przynajmniej nieco rozładował tą pompatyczność tak rozdmuchaną słowami będącej już jedną nogą po tamtej stronie Tensy... o ile bełkot umierającej można nazwać pompatycznym. Saga zapewniła ją, że wszystko będzie dobrze, że od tej chwili będzie tylko lepiej... uwierzyła jej słowom, wypowiadanych tym słodkim głosem.
-Kurrrrrw! - ucięte przekleństwo wyrwało się z jej ust, gdy medyk wyszarpał kunai, na nowo rozpalając ból, który przeszył jej ciało. Zerwała się, ale Saga zdołała przytrzymać ją ograniczając jej ruch jedynie do szarpnięcia ciałem. Oddychała ciężko, zaskoczona, próbując się uspokoić... nie spodziewała się tego.
-Łatwiej to wbić, niż wyrwać. - wydyszała ciężko, zdecydowanie wolała znajdować się po drugiej stronie ostrza. -W porządku i tak nie wiem jak będę mogła się odwdzięczyć. - powiedziała, powoli odzyskując panowanie nad sobą... I wtedy padło pytanie Sagi...
Zostanie medykiem? Zadała sobie pytanie, gdy zielonkawa czakra łączyła rozerwane tkanki. Sagisa Uchiha, medyk. Brzmiało dumnie. Uśmiechnęła się pod nosem, to była bezpieczniejsza ścieżka, a gdyby została w szpitalu, zamiast udawać się na pola bitew byłaby bezpieczna... Ale znała Sage, wiedziała, że nie odpuści. Jeśli chciała zostać medykiem to nawet ze swoją niewielką wiedzą Tensa będzie ją wspierać. W końcu od tego jest ta druga połówka...
Tensa
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Akarui » 25 lut 2018, o 01:19

Rana zaczęła się spajać, a kunai już nie naruszał rany, choć jego wyciągnięcie przysporzyło trochę bólu pacjentce.
Jedno wyrwane przekleństwo wystarczyło. Akarui był do takich rzeczy przyzwyczajony, zarzały się cięższe przypadki niż lekka i niedokończona "kurwa". Wolał to, niż "a niech mnie krasnal w dupę kopnie a stara babka do cyca przytuli" bądź inne dziwne,
nie do końca składne ale jednocześnie dziwnie śmieszne teksty.

Leczenie było bliskie końca. Na pewno zostanie blizna, choć medyk postara się, by była jak najmniejsza. Wtedy też padło pytanie o pracę Iryonina. I jak tu odpowiedzieć? Wziął głęboki oddech. Musiał zastanowić się nad odpowiedzią i dopiero gdy zanalizował każą myśl, jaka mu przeszła przez głowę, mógł się wypowiedzieć: - Są ogromnie trudne, wymagające. Trzeba im się poświęcić w całości. To nie jest trening byle ninjutsu, to coś więcej. Kontrola, umiarkowanie, wiedza i mnóstwo doświadczenia. Wyrzeczenie za wyrzeczeniem, ciężka praca i nieprzespane noce. Trenujesz kontrolę chakry tak długo, że a czujesz ból w każdej komórce ciała, mimo, że nawet jednym mięśniem nie ruszyłaś... Akarui zerknął na młodą dziewczynę. Przestraszona? Zawiedziona? Więc czas wyciągnąć największe działa: - Ale wiesz co? Opłaca się. Spójrz na nią. Przeżyje. Dano jej drugą szansę. Szansę na przemyślenie swoich działań i na poprawę. By nigdy nie popełniła już podobnych błędów. Dla takiej chwili uważam, że warto przeżyć te wszystkie męczarnie. By dawać ludziom nadzieję na lepszy dzień i naprawienie błędów.

Trzymał ramię szarowłosej i starał się jak najlepiej naprawić powstały ubytek w organizmie. Zastanawiał się nad tym,
co sam przed chwilą powiedział. Wierzył w każde słowo, jakie wyszło z jego ust. Nie powiedział jednak wszystkiego: - By być medykiem nie wystarczy chcieć. Nie wystarczy zobaczyć jak jeden z Iryoninów ratuję bliską Ci osobę i zapragnąć tego samego. To za mało. Nawet jeśli jesteś uparta i myślisz, że zrobisz dla drugiej osoby wszystko. Taki medyk szybko ginie. Stracił swój czas na nauki, stracił czyjś czas na próby przekazywania wiedzy, stracił życie osób, którym próbował pomóc i stracił swoje życie próbując udzielić pomocy. Zbyt wiele razy to widziałem... Udzielenie pierwszej pomocy, bez korzystania z technik Iryoujutsu jest równie ważne, a czasem nawet ważniejsze. W tym też czasie rana powoli zniknęła. Ból został i na pewno będzie jeszcze towarzyszył młodej dziewczynie. Akarui przerwał działanie techniki i zaczął oglądać swoje "dzieło". Było dobrze, kryzys zażegnany. Przynajmniej jeśli chodzi o rany fizyczne. Co jednak ze zranionymi duszami? Tak, duszami. Nie tylko białowłosa cierpiała. Medyk widział, jak ruda patrzyła się na drugą dziewczynę. To wszystko było na pewno bardziej zagmatwane, niż na początku mu się zdawało. - To powiecie w końcu kim jesteście i co tu się tak naprawdę działo i dzieje? Jeśli oczywiście można wiedzieć...?
MOWA

Moderator WT i Kuźni
Nie wiesz od czego zacząć swoją twórczość w tych działach? Napisz mi co planujesz, spróbuję pomóc przed pokazaniem Twego dzieła innym moderatorom ;)
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1289
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 00:03
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569
GG: 0
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość