Ryokan "Królik Inaby"

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Shin » 9 lut 2018, o 20:59

Spoiler: pokaż
Chłopak zesztywniał, zestresowany czując pocałunek Tensy na karku. Nie wiedział, że to łaźnia koedukacyjna, a dziewczyna nigdy go o tym nie informowała, toteż doznał szoku uświadamiając sobie, że właśnie stoi za nim piękna naga niewiasta która najwidoczniej nie miała nic przeciwko złamaniu bariery dotyku, o której tak wiele czytał chłopak.
Jego policzki stały się czerwone, a na ustach pojawił się łobuzerski uśmiech. Odwrócenie się i zobaczenie było jednak zbyt śmiałym podejściem jak dla chłopaka, więc rzucił jedynie krótkie "jeśli byś mogła..." i podał jej gąbkę, gapiąc się przed siebie i ręką zakrywając sobie przyrodzenie. A to z biegiem upływającego czasu stawało się, jak można się domyślić, coraz to trudniejsze...
- Jesteś odważna, że tak wchodzisz nie bojąc się, że się na Ciebie rzucę - powiedział wyraźnie, zakrywając swoje krocze i pozwalając jej umyć sobie plecy - Naprawdę wyglądam aż tak grzecznie? - spytał niedowierzającym tonem. Co prawda nie miał zamiaru zamieniać się w bestię, szczególnie w stosunku do dziewczyny która niemalże została zgwałcona, ale jak każdy chłopak wolał być postrzegany jako symbol męskości. Właściwie to jak powinien traktować Tensę? Miał swoje marzenia, do tej pory nigdy nie spełnione i miał swoje pragnienia, ale blokowały go wewnętrzne bariery, nie pozwalając powiedzieć prostego "chcę", ani przymusić jej, by wykonywała jego polecenia. Chłopak spojrzał prawdzie w oczy: nie miał żadnego doświadczenia z kobietami. Wszystkie jego podrywy kończyły się zazwyczaj fiaskiem, a jedyny związek który mu wyszedł zakończył się rozstaniem bo "to nie twoja wina, tylko moja". Szlag, to było bardzo frustrujące uczucie, ale wyobrażając sobie ciało Tensy za swoimi plecami chłopak stwierdził jednoznacznie, że było warto się nacierpieć.
- Chcesz, żebym ja też Ci pomógł? - spytał dość pewnie, ale jednak wiadomym było, że nie był to ryk lwa, a raczej ciche, wykalkulowane działanie, dzięki któremu miał się oswoić z bliskością kobiecego ciała, które nęciło jego wzrok i powodowało wielką chęć dotykania każdego jego zakamarka. Serce waliło mu jak młotem, ale ciekawość w końcu wzięła górę i chłopak również wykonał swój ruch gładząc delikatnie jej skórę...
Shin
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Tensa » 9 lut 2018, o 23:14

No i znów po dobranocce
Nagość niby naturalna, a jednak wiązała się ze wstydem. W końcu ludzie zazwyczaj nie chodzili nago, byłoby to co najmniej dziwne, nosiło się ubrania i tak było. Białowłosa delikatnie nachylała się nad chłopakiem, a jej usta musnęły kark Shina. Widziała jak się czerwieni, no cóż, ona miała podobne odczucia, wcześniej nie miała takiego problemu, inna sytuacja, inna osoba, obecność uczuć, to wszystko potrafiło zmienić ją w momencie. Z bezwstydnicy stała się zwykłą dziewczyną. No cóż, skoro w tak krótkim czasie stała się kobietą, chłopak któremu udało się dokonać tej przemiany, siedział przed nią. Nie odwrócił się, mówiąc tylko krótkie kilka słów. Tensa uczynnie spełniła prośbę, starając się nie zaśmiać tak panicznie, jak chłopak starał się ukryć swoje krocze. -Jesteś raczej uroczy motylku. -powiedziała śmiejąc się cicho. -Przy tobie nie mam się czego bać. - dodała delikatnie całując jego szyje. To była dziwna sytuacja, białowłosa nie wyczuła w jego głosie groźby, z resztą nie sądziła, że chłopak byłby w stanie ją skrzywdzić. W końcu ufała mu, a po za tym miała wrażenie, że jej towarzysz nie ma zbytniego doświadczenia w walce. Bez broni, czy nawet ubrań mimo wszystko czuła się pewniej, niż w sukience, teraz przynajmniej nic nie krępowało jej ruchów, no i nie musiała martwić się jej podarciem. W takim miejscu i warunkach mogła spokojnie założyć, że poradziłaby sobie z obezwładnieniem Shina... chociaż i zabić go byłaby w stanie, ale nie miała w tym celu. Z chłopakiem było jej dobrze, to nie była ta sama przyjemność, pochodziła z innego źródła, z płonącego serca, a nie rozpalonej kobiecości... nie chciała "po prostu się zabawić jak wtedy, chodziło o coś "głębszego". Uczucie łączące dwójkę ludzi. Jedna chwila, zwykła decyzja o zjedzeniu jeszcze jednej porcji lodów, sprawiła że poznała kogoś kto w pozytywnym sensie zawrócił jej w głowie. -Chętnie.- odpowiedziała wchodząc pod natrysk... niestety do tej pory nikt nie raczył jej poinformować, że istnieje jakaś część łaźni przeznaczona specjalnie dla kobiet... chociaż z drugiej strony może to i lepiej? Ciepła woda przyjemnie pieściła jej jasną skórę, kiedy gąbka poruszała się łaskocząc jej ciało...
Tensa
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Shin » 10 lut 2018, o 04:06

- Uroczy? - spytał Shin z niedowierzaniem siląc się na zabawny ton głosu. Nie chciał być uroczy, to było jasne, przecież każdy mężczyzna chce być męski do granic możliwości. Spodobała mu się za to nowa ksywka,którą nadała mu dziewczyna. "Motylek", zaśmiał sów w myślach i od razu zapamiętał, żeby upomnieć Tensę,by zwracała sów do niego w ten sposób tylko, gdy będą sami.Przecież jeśli cię być w przyszłości poważnym politykiem, to takie przezwisko, mimo, że słodkie i szczere, mogło wiele namieszać w życiorysie.
Sam nie wiedział, czy podobała mi się pewność siebie Tensy, ale ulegał jej z nieukrywaną rozkoszą, dając się ponieść wyobrażeniom o idealnym związku.Chłopak wziął gąbkę i namydlił ją, po czym stanął za plecami Tensy. Myjąc ją co chwila zerkał na jej ciało podziwiając to wcięcie w talii, to odkrytą część tyłka, a to patrząc na jej nagie piersi i modląc się, żeby nie poczuła na sobie jego napalonego wzroku. Spoglądał na jej małe blizny nie jak na rany czy skazy,ale jak część tego, co wyróżniało ją spośród tysięcy innych kobiet.
Chłopak w końcu chwycił ją w talii i przywarł do niej całym swoim ciałem, lekko obejmując ją od tyłu. Starał się nie przejmować swoim małym sobą, nabrzmiałym od widoku pięknej kobiety i lekko unosząc się na palcach tym razem on pocałował ją w szyję, ale na tym nie skończył. Jednemu pocałunkowi towarzyszył drugi, i trzeci, i piąty, powoli muskając jej ramię i wracając na odsłonięty kark. W końcu chłopak użył zębów, lekko podgryzając jej ucho, licząc, że wywoła u niej dreszcz podniecenia.
- Chyba tak łatwo się nie wydostaniesz - mruknął, powoli przesuwając ręce wyżej, aż delikatnie uchwycił jej krągłe piersi, zaciskając na nich swoje dłonie... nie chciał się spieszyć, czerpiąc z tego wiele przyjemności, ale w końcu pożądanie wzięło górę nad wsty mdem i instynkt samozachowawczy usunął się w cień, ustępując miejsca żądzy.
Shin
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Tensa » 10 lut 2018, o 12:04

No i znów po dobranocce Obrazek
Spoiler: pokaż

Pytanie z udawanym rozbawieniem, Tensa nie miała zamiaru go okłamywać. Shin, nie był człowiekiem o aparycji typowego łajdaka, niedźwiedzia też nie przypominał, ale delikatnego motyla, jednego z tych, które zapewne latały jeszcze po ich pokoju jak najbardziej. Rozumiała, że chłopak tak jak i każdy mężczyzna chce być, tak męski, jak to tylko możliwe, niestety, albo i stety bycie kimś kim nie jest, nie wychodziło mu, nawet w najmniejszym stopniu, przynajmniej tak zakładała, w końcu nie wiedziała o nim wszystkiego, chociaż uchylił już rąbka tajemnicy, na tyle, że wydawało jej się, jakby znała go od małego. -To mnie urzekło. - odpowiedziała mu, bez chociażby nutki sarkazmu w głosie. Nie szukała drugiego Akashiego, który zaniesie ją do hotelu, weźmie to, czego chce i w połowie ją zostawi. Shin wydawał jej się inny, spokojniejszy, dawał jej bezpieczeństwo. Do tej spory białowłosa nie zdawała sobie sprawy, z tego czego tak naprawdę szuka, czego chce, jak bardzo zależy jej na kimś, kto się nią zajmie... w gruncie rzeczy nie wiedziała nawet, ile ten chłopak ma lat, wyglądał na młodszego od niej, ale po słowach, które wypowiedział, gdy pili sake wychodziło na to, że były to jedynie pozory, a ona nie miała powodu, aby w to nie wierzyć, w końcu nie miał powodów, żeby ją okłamywać, albo to ona była zbyt ufna. Po tym wszystkim wciąż zdawało jej się, że może wierzyć ludziom. Uczucie, chociaż ulotne, zwodnicze zdawało się przeszywać jej umysł, oczyszczać serce z tego, co do tej pory traktowała jako swoje święte zadanie, którego pomimo prób i najszczerszych chęci nie była w stanie porzucić. Młody Kami stał się jej ostoją, osobą, która jako pierwsza poznała jej słabości, tym który rozbił zbroję wokół jej serca, zniszczył tarczę, za którą do tej pory się uważała. Jedno przypadkowe spotkanie zrodziło w niej nowe uczucie, sprawiło, że stała się kimś, kim nie miała okazji być... zwykłą kobietą. Chłopak nie tylko w przenośni,
ale i dosłownie zmył z niej trudy tego dnia, wszystko to, co się stało, wydawało się odległe, przysłonięte mgłą. Czuła na sobie pożądliwy wzrok Shina dokładnie badający jej ciało. Z każdym kolejnym pocałunkiem pieszczącym jej szyję pozostawało w niej coraz mniej wstydu. Przyjemne mrowienie rozchodziło się po całym jej sercu, gdy serce uderzało coraz mocniej, mruczała cicho, gdy zęby Kami'ego zaciskały się na jej uchu. Dłonie przesuwały się powoli po jej talii, nerwowo oczekiwała, na falę przyjemności zalewającą jej ciało. Niewielkie dłonie zacisnęły się na jej piersiach, masując je. "Zdradzaj mnie, jeśli musisz... bierz z życia to, czego nie mogę ci dać... Proszę tylko, byś zawsze wracała... byś ostatecznie była... moja..." - słowa siostry odbiły się w jej głowie echem. Płomiennowłosa wciąż nie zdawała sobie sprawy z tego, że Tensa była źródłem jej krzywd. Złapała dłonie Shina, zatrzymała go. Nie wiedziała, czy może... przecież, znowu ją raniła... przecież... -Nie jestem już twoja. - myśl szeptem wyrwała się z jej ust. Sama nie wiedziała, czy w to wierzy, ale musiała, to była historia, jej dawne życie, nie była już tamtą Tensą. Saga nie była dla niej. Odwróciła się, spojrzała mu w oczy, tak głęboko, jak tylko potrafiła, przez chwilę w fiołkach odbiła się niepewność. Pchnęła go na ścianę, przyparła do niej, w jej oczach było tylko czyste pożądanie. Złączyła ich usta w namiętnym pocałunku, oparła dłoń o jego podbrzusze, powoli zsuwając ją coraz niżej. -I kto to mówi? - zapytała, na chwilę odrywając usta, na których widniał szelmowski uśmiech.
Tensa
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Shin » 10 lut 2018, o 14:07

Tensa przygwoździła go do ściany, co zbiła chłopca z pantałyku. Po raz kolejny został zdominowany przez dziewczynę, która najwidoczniej świetnie się czuła w swojej roli, najpierw pozwalając mu z przyjemnością dotykać swojego ciała, by po chwili przejąć inicjatywę, zaskakując go po raz kolejny. Jej ręka, ku uciesze chłopca powoli wędrowała na dół, zbliżając się najbardziej strategicznego miejsca, które Shin cenił prawie tak bardzo, jak każde państwo ceni swojego króla.
- Ach... - wyrwało się z jego ust, gdy ręka Tensy dopadła celu. Nie pamiętał, by kiedykolwiek był tak twardy. W jej oczach tlił się ogień, którego nie zdołałby przytłumić żaden człowiek; chłopakowi wydawało się, że mógłby wpatrywać się w jej owładnięte czerwienią policzki i przysłuchiwać przyspieszonemu oddechowi bez końca...
W końcu zaatakował, a dokładniej nachylił się chwytając jedną pierś wolną ręką, a ustami ssąc sutek drugiej z nich. Zarówno palcem, jak i językiem robił duże kółka, starając się co chwila drażnić jej sutki. - Jesteś piękna - powiedział w przerwie na oddech, wpatrując się w jej fiołkowe oczy. Nie wiedział, że Tensa potrafi mieć tak rozkoszny wyraz twarzy, nie chciał oddawać jej całej inicjatywy i obrócił ich, przypierając ją do ściany i obiema rękami chwytając za tyłek.
- To chyba będzie mnie wiele kosztować, zapanowanie nad taką bestyjką jak Ty - powiedział, chcąc uniknąć słowa "aniołek" na który poprzednio dziewczyna się skrzywiła, co nie umknęło jego uwadze.
Shin
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Tensa » 10 lut 2018, o 15:41

No i znów po dobranocce Obrazek
Przyparcie chłopaka do ściany nie było niczym trudnym, Shin nie stawiał oporu, nie miałby zresztą szans jej się postawić. Przejęła inicjatywę, tak jak wtedy, gry jeszcze w Sogen po raz pierwszy próbowała oddać się rozkoszy z ukochaną. Może to była ta różnica? Zbliżenie dla samej przyjemności, oddanie się bezuczuciowej żądzy wiązało się z brakiem "zapału", pozwoleniem na to, by ta druga osoba robiła co chcę, byleby jej było przyjemnie. Teraz czuła coś innego, chciała sprawić przyjemność partnerowi, to było coś innego. Każdy dotyk, bliskość sprawiały jej przyjemność. Ciche westchnienie wyrwało się z ust chłopaka, gdy jej dłoń odnalazła w końcu jego twardą męskość i pieściła ją powolnymi ruchami. Przyspieszony oddech, uśmiech wyrażający nie tylko przyjemność, ale i satysfakcję. Nie dlatego, że dopuściła do tej sytuacji, sprawienie przyjemności komuś do kogo pałało się miłością, tak ulotną i zwodniczą, ale wciąż piękną, było o wiele lepszym doznaniem. Nie tylko ciała, ale i serca biorąc przykład z języków ,oddawały się miłosnemu tańcu. Jej ogień, przyduszony całym tym dniem płonął na nowo, gorliwiej niż kiedykolwiek, napędzając jej ciało, rozgrzewając tak mocno, jak tylko miłość potrafi. Cichy, nietłumiony niczym jęk, niczym cichy szept uleciał w powietrze, gdy usta jej kochanka zamknęły się wokół jej piersi. Raz po raz miękki język chłopaka w rytm przyspieszonych oddechów pieścił jej sutek. Jej twarz rozpływała się w rozkoszy, gdy dłoń miarowo poruszał się na męskości. -Kocham Cię.- odpowiedziała w uniesieniu, gdy chłopak na chwilę oderwał się od jej piersi. Jego dłonie powędrowały na jej pośladki, delikatnie je ściskając, uderzyła plecami o ścianę, pozwalając odwrócić się chłopakowi. -Jeśli chcesz panować... - urwała, z lubieżnym uśmiechem, chwytając jedną z jego dłoni. Skierowała ją na własną głowę, jej twarz jeszcze nigdy nie płonęła tak intensywnym rumieńcem. Całowała jego ciało, schodząc coraz niżej... Nic jednak nawet przyjemność, zwłaszcza w miejscu publicznym nie może trwać wiecznie. Odgłos kroków i męskich głosów, cichy pisk przerażonej Tensy... Jej dłonie splotły kilka pieczęci. -Wybacz - powiedziała w momencie, gdy para wodna zmieszała się z dymem wywłoanym przez technikę. Próbowała się odsunąć, ale z nieprzystosowanej do tego pozycji, na mokrej posadzce nie było to łatwe.
Wylądowała na tyłku. Grupa mężczyzn, która przerwała namiętne spotkanie, widząc "gotowego do działania" Shina stojącego nad nagim, szatynem o oczach koloru złota...


Ratując resztki swojej godności, zmieniła się w Hayamiego, skoro mieli walczyć to uderzenie w jego opinie, czy jakby on to ujął zhańbienie go, było dobrym przygotowaniem. W końcu plotki szybko się rozchodzą, a takie o samuraju lubującego się w schadzach z chłopcami w publicznych łazienkach, zapewne okrążą Hanamure jeszcze tego samego wieczora. Podniosła się, by zbliżyć do zapewne skonfundowanego Shina.
-Nie mogą mnie tu przyłapać. - wyszeptała mu do ucha ,zbliżając się aż nazbyt, składając pojedynczą pieczęć tak, aby nikt po za Kamim nie mógł tego zauważyć, objęła ich bańka ciepła, w ciągu kilku sekund sprawiając, że oboje byli już suszy. Tak, też ku szokowi tłumu parka rozeszła się, Shin do szatni męskiej, a "Hayami" do damskiej, mężczyźni nie powiedzieli nic, może nie chcąc zostać ofiarą napalonego samuraja? Białowłosa dopiero, znikając za drzwiami szatni, dezaktywowała sprytną technikę, niby podstawa, a pozwoliła wyjść z "trudnej" sytuacji bez szwanku, dodatkowo dając przewagę psychiczną w zbliżającym się pojedynku. Otuliła się szczelnie podróżnym płaszczem. Założyła bieliznę oraz buty i ruszyłaby przed wejściem spotkać się z Shinem. Razem ruszyli do pokoju, chociaż Tensa musiała na chwilę go opuścić, by zapłacić za wypranie ubrań. Porozmawiali chwilę przed snem, jednak po tym wszystkim fiołkowooka zasnęła dość szybko wtulona w chłopaka. Rano po śniadaniu, ruszyła z nim pod rękę i zaprowadziłą na trybuny.
-Trzymaj za mnie kciuki. - powiedziała, składając krótki pocałunek na jego policzku.



Spoiler: pokaż
Kc C: 107% - 4% = 103%

Nazwa
Henge no Jutsu

Pieczęci
Pies › Świnia › Baran

Zasięg
Na ciało

Koszt
E: 7% | D: 5% | C: 4% | B: 3% | A: 2% | S: 1% | S+: Niezauważalny

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Pomocna technika przy pomocy której użytkownik może przybrać wygląd innej osoby bądź obiektu. Co za tym idzie jeśli zmieniamy się w personę, to wygląd, a także ubranie zostaje zmienione. Również i głos pozostanie zmutowany do pewnego stopnia przypominający ten osoby w którą to się zamieniliśmy. Jednak jest to tylko zmiana aparycji, tak więc nie przejmujemy zdolności fizycznych czy też innych. Możemy zmienić się w każdą osobę, a także w przedmiot. Jednak nie może on być zbyt mały. Więc nie możemy zmienić się w Kunai czy zwykłego Shurikena. Dodatkowo nasza chakra pozostaje bez zmian. Tak więc, jeśli ktoś wykryje naszą niebieską energię, może bez problemu odkryć oszustwo, również i wszystkie Doujutsu bezproblemowo sobie z tym radzą.


Nazwa
Hītā

Dziedzina
Katon

Ranga
E

Pieczęci
Tygrys (rozpoczęcie)

Zasięg
Bezpośredni

Koszt
Niezauważalny

Dodatkowe
Katon min. C

Opis Jedna z technik nie mających najmniejszego znaczenia na polu walki. Technika polega na stałym emitowaniu chakry katonu tworząc w okół nas coś w rodzaju aury, czy koca. Efektem tego jest izolowanie nas od zewnętrznej temperatury i ogrzanie ciała, co pozwala nawet w trakcie zimy poruszać się w skąpym stroju. Ma to jednak swoją wadę, w czasie zimy powietrze wokół nas paruje, na kształt tego wypuszczanego z ust co znacznie utrudnia ukrywanie się. Mimo znikomego kosztu kilkunastogodzinne wykorzystywanie techniki może skutkować zmęczeniem.

Link do tematu postaci
KLIK!



[Z/T]
Tensa
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Shin » 10 lut 2018, o 17:21

Jej sprawne ręce pieściły jego intymne okolice, okazując im aż zanadto zarówno zaufania, jak i czułości. Chłopak dyszał ciężko, starając się nie dojść za wcześnie, ale nie zbił Tensy z tropu nagłym ruchem, jakim było chwycenie jej wytrenowanych, jędrnych pośladków. Dziewczyna za to wypowiedziała słowa, które odbiły się w głowie Shina głośnym echem.
- Ja też Cię kocham - powiedział, a Tensa zaczęła się zniżać. Z każdym centymetrem jego ciała, który pokonywała targały nim dreszcze namiętności, a gdy wreszcie dotarła na wysokość penisa... usłyszał kroki. Tensa również musiała je usłyszeć, bo pisnęła i natychmiast zaniechała czynności, przy okazji skłądając pieczęcie i w przypływie "dobrych" pomysłów zmieniając się w złotookiego młodzieńca w jego wieku, o długich, brązowych włosach i wielkim przyrodzeniu.
Mężczyźni, którzy wyszli z szatni zobaczyli gotowego do działania Shina, a przed nim siedzącego na tyłku zarumienionego faceta. Tensa szybko się zmyła, a faceci stali przez moment jak wryci, na czele z Shinem, który sam nie wiedział jak ma się zachować.
- Panowie - rzekł cały czerwony - Mnie jest równie głupio, jak Wam - powiedział i wyszedł się przebrać z twarzą przybraną kolorem ketchupu. Ubrał się szybko i poszedł przed wejście. Gdy zjawiła się Tensa nie powiedział nic, po części z powodu zażenowania, a po części dlatego, bo był nadal głodny wrażeń, a bał się poprosić o wiecej.

Tego wieczoru rozmawiał mało, raczej słuchał co Tensa miała do powiedzenia. Gdy się położyli, przytulił ją lekko i gładził po głowie i plecach, opowiadając już wtedy nieco o swoich rodzinnych stronach, przynajmniej dopóki nie zauważył, że zasnęła. Shin przysiągłby, że nigdy nie widział bardziej bezbronnej istotki. Śpiąca Tensa, pozbawiona zmartwień, z lekko otwartymi rozkosznie ustami, wtulona w jego tors, opleciona jego ramionami. Chłopak pocałował ją w czoło i zasnął, nie oddalając się ani na centymetr.
Ranek przywitał ich mgliście, ale chłopcu to nie przeszkadzało. Chwycił rękę Tensy i z uśmiechem odprowadził ją na Arenę Zmierzchu, gdzie miała stoczyć swój pojedynek. Chłopak nie słyszał o jej przeciwniku, ale chciał za wszelką cenę zobaczyć jej styl walki i poziom, jaki reprezentują wysłani z różnych zakątków świata ninja w jego wieku. Gdy ta pocałował go w policzek, Shin wcielił swój plan w życie i przyciągnął ją nagle do siebie, całując w usta, a jedną dłonią kark i policzek.
- Nie waż się przegrać - powiedział z uśmiechem, po czym pozwolił jej wejść na arenę. Nadal był zły za zostawienie go w łaźni, ale był pewny, że ten rewanż może wykonać kiedy indziej, pozwalając, by w tym dniu skupiła się na tym, co najważniejsze.

z/t
Shin
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Kitashi » 10 lut 2018, o 17:39

Kitashi mimo iż nie brał czynnego udziału w rozmowie to wysłuchiwał słów osób mówiących wokoło. Gdy zaś ponownie usłyszał komentarz o tym iż Misae jest zajęta nawet nie zdążył nic powiedzieć ponieważ dziewczyna zerwała się na równe nogi wzburzona, niemal że zrzucając talerze z kolan Kitashiego. Ten wstał chwytając talerze w dłonie i spojrzał na dziewczynę. Gdy ta się z nim zgodziła i zamieniła ostatnie słowa do dwójki czarnowłosych ledwo chwilę pociągnęła Kitashiego za rękaw, więc ten jedynie skłonił się do rozmówców i ruszył za nią. Prowadzeni sensorycznymi zdolnościami yamanaki wrócili do hotelu, gdzie to okazało się iż Minoru z tego wszystkiego co się działo dostał problemów z żołądkiem i większość walk przesiedział w łazience, podczas gdy Sokiro został z nim w razie gdyby ten poczuł się gorzej. Kitashi zostawił w pokoju jedzenie i patrząc na podrażniony żołądek Minoru Kitashi przyniósł ze stołówki trochę ryżu, który to nie powinien mu zaszkodzić, po tym gdy chłopak zjadł i uznał iż czuję się już dobrze Kitashi postanowił rzucić pewną propozycję.
-Po drodze widziałem znak gorących źródeł, myślę że można by się tam wybrać, w końcu porządna kąpiel pomoże szybciej zasnąć, pozwoli się dobrze umyć przed snem, a ciepła woda powinna uspokoić Twój żołądek Minoru, co wy na to? Na miejscu będzie można opowiedzieć co się działo na arenie, niestety z Misae nie zobaczyliśmy zbyt wiele, ale zawsze coś, warto jutro wstać wcześnie by trafić na początek zmagań.
Po czym jeśli nikt nie oponował chłopak zabrał część pieniędzy aby zapłacić za wstęp do środka i ruszył ku wyjściu z hotelu z przyjaciółmi u boku i skierował ich w stronę budynku gorących źródeł, który to widział w drodze z Białego Dystryktu na arenę.

zt x4
Kitashi
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Hitsukejin Shiga » 11 lut 2018, o 14:17

Kleiła to dobre słowo. Każde zdanie było lepkie i gęste, jak gdyby kryła się za nim kolejna pułapka w której oboje ugrzęzną bezpowrotnie, usidleni jak w cholernym betonie który zastygł dookoła nóg. Ogólnie bardzo ciężko byłoby ruszyć na przód i nawet technika ninja by tu nie pomogła. Nawet ta do chodzenia po płynach, bo warstwa czakry. Niestety nie da się w prawdziwej rozmowie, z prawdziwym człowiekiem, rozdzielić od dobrych i złych tematów całej dyskusji bańką czakry. Inaczej Szyga definitywnie by się taką bańką opatulił i uciekał od wszystkiego co złe. Miał mózg, był inteligentny, jak na wiekowego łowcę przystało. Wiedział doskonale, że raczej przekreślił swoje szansę z Chise. Teraz będzie miała w nim albo przyjaciela - z litośći - albo będzie chciała go wykorzystać. Ale to dobrze, będąc przy niej będzie miał okazję ciągle i znów i znów pokazywać swoją lepszą stronę, a nie stronę mordercy - którym niewątpliwie był, tego nie da się tak łatwo ukryć... A jednak dla niej był naprawdę miły, do kurwy nędzy. Ale ona sobie nie odpuści, będzię wydrążać każde jego kłamstwo do pestki niczym przegniłe jabłuszko... Szukając, no właśnie, czego? Powodów do nienawidzenia go? Powodów do pokochania go? Wytłumaczenia sobie jego osoby? Problem był taki, że on nie jest po prostu wytłumaczalny ot tak. Niemożliwym jest zdefiniować Szygę w Szydze i go zaklasyfikować. On sam nie rozumaił tego co robi. Przy niej był inny, niż na codzień. Okej, to normalne, przy kobietach mężczyzźni się zmieniają. Ale on przy niej zaczynał dostrzegać plusy i powody by cały czas był taki, jak jest przy niej. Lepszy. Dobry. Bohaterski i ofiarny. Cholera, ale to się nie kalkuluje, nie dodaje dwa do dwóch. Kłóci się z wiarą. Wcześniej czy później ktoś wpadnie na pomysł by go zamordować za to. A raczej spróbować. Szyga już sobie wyobraził psy gończe zakonu, które będa śledzić dobrego Jashiniste. Świetnie to brzmi, dobry Jashinista.
-Trochę bajka, ale też nie do końca. Wielokrotnie pomagałem słabszym. Dzieciom, rannym, potrzebującym. Nie znoszę atakowania bezbronnych, albo mając wielką przewagę. Tępię za niehonorową walkę. - Uśmiechnął się, przypominając sobie... W sumie dziesiątki takich sytuacji, dziesiątki takich Kosuke, którzy żyli tylko dlatego, że Shiga uznawał, że lepszą, bardziej soczystą ofiara będzie dusza osoby splugawionej i złej, bo będzie cudownie filtrować krew, ze względu ile sama tej krwi przelała... A zostawiał ofiarę, tego kogoś, kto miał paść z silniejszej ręki, a kto padł z ręki Szygi. Śmieszny powtarzający się cykl, niejednokrotnie. Niejednokrotnie tak było. Był ktoś jak Kosuke, był ktoś jak jego oprawcy i był Shiga. Szary, nie biel, nie czerń. Po prostu obejmująca swą barwą wszystko szarość. Dla uratowanego pewnie był bohaterem, dla zabitego najgorszym koszmarem, przez ostatnie tchnienia życia które z siebie wydawał, zamordowany przez Jashiniste i złożony w ofierze.
-Chcesz wiedzieć? Takich przypadków jak Kosuke były dziesiątki.Mam kilka aktywnych lat na karku, a coś takiego jest wszędzie. Zawsze ten sam schemat. Jest napastnik lub napastnicy i ofiara, która ma zostać zabita lub zgwałcona. Lub mocno okaleczona. Jak to widzę, wkraczam, nawracam napastników, ratuje ofiarę. Zawsze powtarzałem sobie, że robie to dlatego, by Jashin dostał duszę plugawą i złą, tak jak lubi, ale ja chyba... - Zająknął się. Chciał powiedzieć, że on chyba po prostu chciał czasem być dobry. Chciał być wielbiony, kochany. Chciał być dla kogoś niczym postać z samego światła, zesłana przez Boga by odmienić jej los. Chciał robić dobrze, by ratować komuś życie i widzieć szcżęście. By ten ktoś mógł stać się silny, wyjątkowy, a nie został zmarnowany, ciśnięty w ciemność.
-Gdy ktoś umiera traci szansę. A ja podziwiam... wyjątkowych. Nieidealnych, ale walczących o swój los i Siebie. Dlatego tak podziwiam Ciebie, Chise. Jesteś tym, czego zawsze broniłem, ale... w finalnym etapie. Kimś, kto mimo przeszkód jest silny. Ale widzę w twoim spojrzeniu ... - Znów chrząknął, a potem zaśmiał się cicho, nie mogąc się powstrzymać. - W twojej twarzyczce, że mi nie odpuścisz. Musisz wiedzieć, prawda? Powiem ci. Nie okłamie cię już nigdy więcej. Kłamstwo ma nogi krótkie jak karzeł po amputacji. - I znów się zaśmiał. Wracał mu jego humor. Taki dobry humorek, który wcześniej całkowicie uleciał. - Zasłoniłem Kosuke przed ciosem własnym ciałem. Kunai jednego z nich wbił się w moje ciało. Przestraszony się wycofał, zaatakował jego kolega. Przeszył mój brzuch. Trzeci poderżnął gardło krzycząc DEMON DEMON! Dalej chcieli zabić chłopca. Gdyby uciekli, nie goniłbym. Ale chcieli zabić i jego i mnie. Zgasiłem więc ich życie. Chłopiec z tego co sam widziałem i powiedział, zabrał broń, kosztowności, wykupił długi i w ten sposób już go więcej nie chciano upolować, za grzechy jego rodziców. - Uśmiechnął się ciepło. Czy Szyga był "dobrym potworem"? Jak pogoda. Zjawisko niepowstrzymanej destrukcji, bezlitosne, które czasem robi coś dobrego? Zabawna myśl. Dokończyli jedzenie. Wyszli z Izakayi i skierowali się do Ryokanu. Gdy zaczęło kropić trochę zbyt mocno, zasłonił Chise częścią swojego Haori. Dopiero gdy znów deszcz zmalał do mżawki to ją odkrył. Wydawała się cieszyć z chłodnych kropelek. Odprowadził ją do jej pokoju, trzymając za dłoń nawet na schodach. Gdy dziewczyna stanęła w drzwiach swojego pokoju, który był obok jego, Shiga uśmiechnął się.
-Mam coś dla Ciebie. Taka pamiątka. - Po czym zdjął ze swojego karku naszyjnik z metalowym prostokątem, wypolerowanym na błysk. Założył go jej na szyję, razem z łańcuszkiem.
-Uważaj, dość ostre. Możesz nim przeciąć jakąś linę, sznur, czy coś, jakbyś potrzebowała. A tak, to w sumie noszę go już parę lat. Będziesz miała coś mojego, bo niewiele więcej ci mogę dać. A chcę. - Przygryzł dolną wargę, przesuwając prawą stopę do tyłu. Trzeba próbować swojego szczęścia zawsze i wszżędzie, prawda? Kto nie gra na loterii to nie wygrywa. Kto dużo gra na loterii ten ma dużo szans na wygraną, to chyba jasne!
-Jutro walki. Może mały całus na powodzenie i na dobranoc jednocześnie? Pewnie wyjdę z samego rana, muszę jeszcze odwiedzić sklep.. - Uśmiechnął się ciepło, kucając, prawie klękając przed nią.
Niezależnie od tego co zrobi Chise, Shiga pójdzie spać, oddając najpierw swoje ciuchy do uprania i zaszycia. Z samego rana wstanie dość wcześnie, obudzony przez obsługę jak prosił, delikatnym pukaniem w drzwi. Wtedy ubierze się w czysty strój, zabierze swoje bronie, swoje oszczędnośći, wszystko co ma... I opuści ryokan, gotów na spotkanie z całym światem.
To był kurewsko dziwny dzień... Ciekawe czy ten utrzyma poziom.

Z/T
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 0
Multikonta:

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Tsukune » 11 lut 2018, o 15:32

I tak właśnie trochę tanecznym krokiem z trybun udałem się w stronę jakiegoś zajazdu. Dla kogoś z daleka pewnie wyglądało jakbym był pijany. W sumie mało mnie to obchodziło. Tak kołysząc się na boki dotarłem do jakiegoś miejsca gdzie mogłem się kimnąć i jednocześnie coś przekąsić. Stanąłem przed drzwiami i przyjrzałem się spokojnie budynkowi jak to zwykle miałem w zwyczaju. Tak po krótkiej kontemplacji nad wyglądem budynku przekroczyłem jego progi. Pierwsze co zrobiłem to wynająłem sobie pokój. Kolejne kroki już z kluczykiem no i do połowy pełną butelką wina było skierowanie się coś przegryźć tutaj. Usiadłem sobie przy jednym ze stolików i zerknąłem na to co jest tu możliwe do zakupienia aby zjeść. Zamówiłem sobie smażony filet rybny, z ryżem, warzywami i ostrym sosem. No i do tego kieliszek by móc wypić swoje wino. Moje zamówienie przyszło dość szybko. Podziękowałem za nie i zająłem się konsumpcją co jakiś czas popijając sobie winko. Po skończeniu posiłku odniosłem naczynia by następnie udać się do pokoju gdzie po zamknięciu drzwi umyłem się i poszedłem spać. Zaś po obudzeniu ubrałem się, przemyłem twarz, zgarnąłem wszystkie swoje rzeczy, po drodze zjadłem jakieś szybkie śniadanko. Odniosłem klucz do recepcji po czym swoje kroki skierowałem w sumie zpowrotem na arenę. Bo gdzie mógłbym się wybrać indziej? No właśnie nie było aktualnie żadnego ciekawszego miejsca.

[z/t]
Avatar użytkownika

Tsukune
 
Posty: 2062
Dołączył(a): 24 maja 2015, o 22:14
Wiek postaci: 27
Krótki wygląd: Czarne lub szarawe włosy, brudnoczerwony kolor oczu. "Szeroki" uśmiech. Wystające dwa kiełki. Na szyi materiałowa opaska z krzyżem . Zabandażowane lewe przedramię, pod którym znajduje się tatuaż 2 głowego węża
Widoczny ekwipunek: Futerał na plecach, wachlarz w pokrowcu przyczepiony do paska, rękawica łańcuchowa na lewej ręce, dziwna rękawica na prawej ręce, katana przy pasie [z 5cm ostrza], pasek z biczem, laska
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic ... 4864#p4864
GG: 8518406
Multikonta:

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Chise » 11 lut 2018, o 22:25

W czasie powrotu do Ryokanu padło ciekawe zdanie. Shiga rzucił je tak lekko, a ona tego nie skomentowała, chociaż utkwiło jej w głowie, obijało się echem. "Nie okłamie cię już nigdy więcej". Ha, czy nie zabrzmiało śmiesznie po tym jak wymyślił... Praktycznie całego nowego siebie? Od samego początku, kłamstwo za kłamstwem, a ty ma już nigdy jej nie powiedzieć nieprawdziwego słowa? Nieco ją to rozbawiło, ale nie chciała psuć lepszej atmosfery między nimi kolejnym wypominaniem. Jednak nie było łatwo się z tym pogodzić i przejść do codzienności.
Przeszli do środka, dziewczyna miała całe mokre włosy od mżawki padającej powoli, lecz regularnie, ale wydawała się spokojna i zrelaksowana. Chciała już tylko przejść do siebie i w końcu odpocząć w zaciszu własnych (no, wypożyczonych) czterech kątów, ale Jashinista zatrzymał ją jeszcze w drzwiach. Zwróciła się w jego stronę, już nieco zmęczona i pochyliła głowę czując jego dotyk. Coś wylądowało na jej szyi i na dekolcie. Podniosła ręce, dotykając łańcuszka i zjeżdżając wzdłuż niego aż do przedmiotu zawieszonego na końcu. Ujęła go delikatnie, ostrzeżona przez chłopaka, wyczuwając zaostrzone krawędzie i kwadratowy kształt. Dziwny przedmiot, ale pochyliła głowę uprzejmie.
- Dziękuje - proste słowa, prosty gest. Jednak na jego kolejne słowa roześmiała się i nachyliła do przodu. Włosy, które wymknęły się z koka załaskotały chłopaka po twarzy, kiedy pocałowała go w czoło. Wyprostowała się z uśmiechem.
- Dobranoc, Shiga - powiedziała, chowając się za drzwiami i zamykając je. Oparła się o nie plecami i odetchnęła głęboko, ocierając twarz z kropel wody. Podniosła głowę, splatając dłonie przed sobą i osunęła się po drzwiach, siadając i po prostu ciesząc się ciszą. Nikt nie gadał, nie zawracał jej głowy.. Była sama.
Po chwili siedzenia wstała i zrobiła rekonesans po pokoju, by się zorientować i przypomnieć co gdzie stało. Znalazła swoje skrzynie, z których wyciągnęła yukatę i dodatkowy ręcznik do okrycia, po czym tak wyekwipowana ruszyła w stronę recepcji, zapytać się gdzie można się oczyścić w tym przybytku. Szczęśliwie okazało się, że Ryokan ma własną łaźnię, z której dziewczyna skwapliwie skorzystała przed snem.
Myślała, że będzie miała trudności z zaśnięciem, że będzie myślała o tym wszystkim, ale ledwo położyła się na futonie, zaraz zasnęła. Obudziła się.. Sama nie wiedziała jaka jest pora dnia, ale ptaki za oknem już były zagłuszane przez zamieszanie dnia i gadanie tłumu. Dziewczyna ubrała się szybko w ubranie podobne do z poprzedniego dnia - spodnie i koszula, pod którą miała prostą koszulkę, przypięte do pasa miecze i narzucony na wierzch płaszcz. Włosy pospiesznie związała w wysoki kucyk, nie bawiąc się w ładniejsze upięcia.
Po szybciutkim śniadaniu podeszła do kelnera, prosząc o zapisanie krótkiej wiadomości do Shinjego i była gotowa podbijać miasto!


Shinji, wyszłam już z Ryokanu, nie chciałam cię budzić. Zobaczymy się zapewne na trybunach, ale wcześniej chciałam pozwiedzać trochę Hanamurę na własną rękę. Shiga wyszedł zapewne wcześnie rano.
Powodzenia na walkach!
Twoja najdroższa kuzynka



/ ZT
Chise
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Sagisa » 12 lut 2018, o 12:45

Wróciwszy z gabinetu lekarza z wypisem, Hayami nie wydawał się już być w tak dobrym humorze jak wcześniej. Nie wiedziała dokładnie, o czym rozmawiali, ale domyślała się przynajmniej części tematu. W końcu dzisiejsze wydarzenia miały swoją przyczynę w jej osobie. Jej i Tensy, która tknięta przeczuciem ruszyła jej na pomoc. Chłopak wspomniał tylko o dokumentach, jakie zostawił dla niej doktor i właściwie tyle. Spojrzała jeszcze na nieco ospałego Yosuke i skinęła głową. Mogli wracać do ryokanu.
W drodze ze szpitala rozglądała się dookoła. Nie pamiętała trasy między areną a szpitalem dlatego, że Shijima przetransportował ją tam nieprzytomną, teraz jednak zwracała większą uwagę na szczegóły otoczenia. Nigdy nie lubiła błądzić, dlatego też wyrobiła sobie nawyk zapamiętywania konkretnych punktów, dzięki którym wiedziała, którędy dojdzie do wyznaczonego celu. Widziała światła nad areną, tłumy bawiących się na festiwalu ludzi, trzymała się jednak blisko swych towarzyszy, uspokajając co jakiś czas Ryujina, którego ze snu wybudził jakiś nagły hałas z okolicy.
Wreszcie dotarli do celu swej małej wędrówki. Od razu skierowała się do recepcji, pytając o dodatkowy futon dla Yosuke a także coś, co posłużyłoby tymczasowo za dziecięce łóżeczko. Z tym pierwszym nie było żadnych problemów, z drugim... cóż, ostatecznie użyczono jej obszernego kosza używanego do składowania pościeli, nie narzekała jednak. Wróciwszy do pokoju, od razu ułożyła małego do snu, samej również czując zmęczenie, wszak było już naprawdę późno. Życzyła zatem chłopakom dobrej nocy i ułożyła się do spania, trzymając się blisko synka. Już po chwili odpłynęła, zasypiając twardym, choć czujnym snem.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 545
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Hayami Akodo » 12 lut 2018, o 12:57

Can’t survive, can’t sing, this city is not letting me sleep
In this bleached night their faces, footsteps – like enemies
In this bleached night your silver eyes – a sharp blade



Szli dość szybkim krokiem przez senne, puste ulice Hanamury, wśród nocy, w której nie było gwiazd. Milczeli; bo i co tu było jeszcze do powiedzenia? Zawalił, sporo rzeczy - by nie powiedzieć wszystko - poszło nie tak, jak powinno. Idąc do tego cholernego ryokanu z jej rzeczami, obserwując uważnie ulicę, Hayami intensywnie rozważał ostatnie wydarzenia. Wspominał, zastanawiał się, pozwalał, by wszystko się ułożyło w jego umyśle. Z jednej strony cieszył się mimo wszystko, że Tensa zajęła się siostrą, wróciła do niej na chwilę, ale z drugiej strony...po co do nich wróciła? Typowa zakłamana kobieta: najpierw dramatycznie porzuca bliskich, ścinając włosy jak jakaś onna-bugeisha, krzycząc falom "tu umiera Tensa, jestem już tylko shinobi", a teraz wraca, bo jej się jednak odwidziało bycie shinobi. Zacisnął wargi. Chyba łatwiej było oskarżyć kogoś niż siebie, zwalić winę na nieobecną kobietę, która nie mogła się bronić niż przyjąć na siebie to, jak wiele się zawiniło wobec ukochanej dziewczyny, prawda...?

Czyżbym ci nie mówił, że z win najbardziej lubię winowajców?

Głos w jego głowie był zjadliwy, przesiąknięty sarkazmem, pobudzał do poczucia winy. Ramiona Hayamiego zadrżały. To nie był odpowiedni czas na słabość. Spojrzał przelotnie na Sagisę, idącą spokojnie ze śpiącym dzieckiem na ręku - wciąż nie wiedział, jak go nazwała, będzie musiał o to zapytać rano - a następnie jego wzrok, złoty, pełen delikatnego zmęczenia, przeniósł się na ziewającego niemiłosiernie Yosuke, który szedł z nimi, licząc na nocleg (oczywiście tego też z nią nie uzgodnił i cudem będzie, jeśli po powrocie nie zostany co najmniej wygnany na kanapę)...

Cóż, na razie on, Yosuke i Sagisa - bo trudno mu było uwierzyć, że nawet mimo urodzenia synka krwistowłosa porzuci karierę shinobi, stanie się przykładną kobietą-gospodynią rodem z marzeń samurajów konserwatystów - mogli tylko stać się silnymi. I dalej prowadzić to życie, które może i nie było zbyt barwne, ale przynajmniej było...dość uczciwe i bez hańby.
Na wspomnienie o hańbie uśmiechnął się gorzko; przynajmniej nigdy nie uciekł z pola bitwy, nie zostawił towarzysza w potrzebie, no, ten jeden raz potrzeba zyskania chwały wygrała z miłością do kobiety.

To nie czas, by o tym myśleć, Hayami.

Weszli pospiesznie do ryokanu i tam Sagisa przedstawiła swoje życzenie na temat dodatkowego futonu dla kuzyna i łóżeczka dla dziecka. Obsługa zareagowała natychmiast: oczywiście, dostarczymy tam dodatkowy futon z wygodną pościelą, mamy nadzieję, że państwa krewny będzie mógł dobrze wypocząć, czy mamy przygotować dla niego śniadanie? Tak? Dobrze, śniadanie będzie o godzinie dziesiątej z rana, takie, jak pan sobie życzy...Dla dziecka, niestety, mamy tylko koszyk, ale postaramy się go wyścielić pościelą, a jeśli życzy sobie pani jakąś pokojówkę albo opiekunkę do dziecka, to proszę tylko wspomnieć...

Kiedy wszedł do pokoju jako ostatni (musiał jeszcze coś załatwić w recepcji), zasunął za sobą panele. Poszli po kolei z Yosuke do łazienki - oczywiście nie rozmawiali za sobą za bardzo; może woleli nie zaklinać rzeczywistości słowami, może nie chcieli męczyć głośnymi rozmowami Sagisy i dziecka, w każdym razie załatwili sprawy łazienkowe, zdjęli z siebie ubrania. W tym czasie personel dostarczył trzeci futon i postawił go na podłodze. Yosuke, korzystając z okazji, rzucił swoje rzeczy i walnął się na futon, po czym zasnął niczym kamień. Hayami uśmiechnął się delikatnie, widząc, że Sagisa również się położyła; obok jej futonu znalazło się też niewielkie łóżeczko dla dziecka, o które poprosił osobno. Mały, owinięty w niebieski kocyk, spał sobie smacznie i wyglądał na zadowolonego z życia.

-Dobranoc-wyszeptał w eter, po czym zajął miejsce na futonie i zamknął oczy. Jego sen był bez snów; nie pojawiały się tam twarze, nie słyszał już prześladujących go niczym widma kroków, głos przeczucia umilkł na dłuższą chwilę.

Rano ubrali się, zjedli śniadanie. O ile Hayami wczoraj był gadatliwy, o tyle dziś milczał, nie mówił zbyt wiele, wydawał się zamyślony i czymś przejęty - tak, jakby prowadził osobisty rozrachunek...z czym? Z Królową Śmiercią? Z losem przewracającym niedbale pionki na biało-czarnej szachownicy wśród uwiędłych nagle kwiatów czarnego bzu? Z ciszą? Przeczuciem? Może z wszystkim na raz.

-Ja dotrzymam mojej obietnicy. Ale kiedy wygram ten turniej-zatrzymał spojrzenie na Yosuke, ziewającym, rozczochranym, niedbałym, jakby samo to życie było dla niego zbyt proste-Wrócę do ciebie. Razem ruszymy dalej. Przy okazji, jak nazwałaś małego?

Tak czy inaczej, jeśli otrzymał jakąś odpowiedź i Sagisa była skłonna mu jej udzielić, to Hayami jeszcze chwilę z nią porozmawiał, wypytał ją o jej stan, a następnie spojrzał przeciągle na Yosuke. Ich złote, lwie ślepia się spotkały - na krótką chwilę, ale nie czuć było w powietrzu napięcia.

-Strzeż ich, Yosuke. Strzeż ich bardziej, niż własnej głowy-polecił stanowczo, po czym zwrócił się jeszcze raz do Sagisy:-Miałem list od matki. Chłopcy już są w drodze. Będą tu...całkiem niedługo.

Po zjedzonym śniadaniu wyszli z ryoukanu. Szedł przodem, skupiony nie tylko na swoim celu głównym, ale i na innych celach, które nie wiadomo kiedy stały się...poboczne.
Tak po prostu.



____________________________________________________________
ZT dla Hayamiego ---- > Arena
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Złoty Leniwiec
 
Posty: 1111
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Sagisa » 12 lut 2018, o 23:56

W środku nocy obudził ją cichy płacz dziecka. Krótka chwila wystarczyła, by rozbudziła się zupełnie, biorąc maleństwo w swe ramiona. Yosuke spał jak zabity, w sumie nawet nie drgnął, Hayami zaś mruknął coś przez sen, ale się nie obudził. To dobrze, musiał się wyspać przed kolejnymi walkami na turnieju. Postanowiła tym razem je oglądać i kibicować zarówno jemu, jak i Tensie.
Nakarmiła głodnego Ryujina, układając go następnie z powrotem w koszu. Patrzyła, jak powoli zasypia, ona jednak czuła, że tak szybko nie zaśnie. Postanowiła więc zająć się czymś pożytecznym, jak na przykład poskładanie własnych ubrań, które wieczorem po prostu zwinęła i rzuciła gdzieś w kąt, nie mając na nic więcej siły. W trakcie tej czynności usłyszała, jak coś wypada z kieszeni spodni, uderzając głucho o podłogę. Podniosła notes, który otworzył się na przypadkowej stronie. No tak, notatnik Tensy...
Złożyła starannie rzeczy, po czym usiadła na futonie, wpatrując się w zeszycik we własnych dłoniach. Przeszłość jej siostry spisana na kartkach papieru. Wahała się, czy otwierać te zapiski. Bała się prawdy? Lękała się poznać prawdziwe oblicze jasnowłosej? Sama nie była pewna. Kiedyś postawiła sobie za cel zdobycie tego notatnika i odkrycie jego zawartości, a teraz? Westchnęła przeciągle. Po coś chyba dostała go do ręki, prawda? Głównym powodem było zapewne zerwanie z przeszłością, w końcu Tensa sama mówiła, że chciała go spalić, ale ostatecznie przekazała go jej. Jakby między wierszami mówiła "oddaję ci wszystko to, co ukształtowało obecną mnie". Jak mogłaby odrzucić tak cenny dar? No właśnie...
Mimo wahania wstała i wyszła z pokoju, upewniwszy się, że mały się nie obudzi. Z recepcji wzięła lampę oliwną i wyszła na taras od północnej strony, gdzie usadowiła się wygodnie na panelach tatami gdzieś na uboczu. Było cicho i nieco chłodno, ale nie przeszkadzało jej to. Otworzyła notes na którejś z pierwszych stron i zaczęła czytać.

Od czasu tej nieszczęsnej wyprawy, która i tak nie doszła do skutku, Saga mnie unika. A może obie unikamy się nawzajem, mijając na każdym kroku? Wtedy w lesie, gdy nasze uczucia wyszły na wierzch, bałam się. Przestraszyłam się tego, co mogą pomyśleć o nas ludzie. Miłość sióstr to nie jest coś, o czym mówi się spokojnie. To nie temat z pokroju pogawędek przy herbatce. Ale... chcąc chronić Sagę, chronić nas obie... bezmyślnie zrobiłam coś, co ją zraniło. Odrzuciłam ją. Teraz nawet nie mamy okazji ze sobą porozmawiać, więc nie wiem... Czy Saga nadal mnie kocha tak, jak ja ją? Czy tamtymi słowami zaprzepaściłam wszystko? Cokolwiek robię, robię dla niej... Tak bardzo chcę wykrzyczeć światu, co czuję, a jednak... nadal się boję...


Pamiętała to. Wyprawa do Shinrin, tak bezmyślna i wręcz idiotyczna w swych założeniach. Tensa chciała szukać dla nich schronienia wśród Senji, wśród ludzi, z którymi Uchiha przez wiele lat przelewali krew w coraz to nowych konfliktach. Co z tego, że trwał pokój. Był on równie kruchy co szkło upadające na ziemię. W jednej chwili mógł po prostu przestać istnieć, a one z gości stałyby się zakładnikami. Dobrze więc się stało, że zawróciły z tej ścieżki i nikt oprócz nich nie miał o tej podróży pojęcia. Tak było lepiej.
Choć tamtej zimy nie rozumiała podejścia siostry do łączących je uczuć, tej obawy przed wykrzyczeniem światu prawdy, te chwile rozłąki, wzajemnego mijania się dały jej do myślenia. Zrozumiała, że to nie jest coś, co można powiedzieć każdemu. Jej z początku dziecinne myślenie uległo zmianie i choć nadal czuła się wtedy odrzucona, kochała Tensę równie mocno.
Przerzuciła kilka kolejnych kartek.

Miałam tylko uciszyć hałasującego sąsiada... Oczywiście nic nie mogło iść tak, jak powinno... Dlaczego dałam się uprosić? Może nie mogłam patrzeć na łzy jego żony? Musiałam pomóc... Znalazłam go, z resztą adres był na kartce... Nie wiem, czemu... ten cholerny strach, chciałam mieć pewność... ale oni... oni nie żyją, nic tego nie zmieni. A ten cholerny sąsiad... sprzedał mnie... Nie warto ufać...
Związali mnie, ale jakoś się wyrwałam... [treść zamazana] Gdybym wiedziała wtedy, jakie będą konsekwencje... Powinnam pozbyć się wszystkich. Nie wiem, jak wróciłam, okno rozharatało mi całą rękę... Saga nie zauważyła, to dobrze, przynajmniej nie będzie się martwić... przynajmniej tyle mogę zrobić... trzymać ją z dala od tego... z dala od niebezpieczeństwa...


Jej warga zadrżała, gdy po raz kolejny czytała ten fragment. Ratowała sąsiada, a on ją sprzedał? Ale... Nie umiała tego pojąć. Przerzuciła wzrok na kolejną stronę, odnajdując fragment mówiący o jakimś gangu i długach mężczyzny. Jak można być takim potworem i odwdzięczać się w taki sposób za ofiarowaną pomoc?! Czuła wzbierający w niej gniew, zacisnęła palce na notatniku. To było w zeszłym roku, na przełomie wiosny i lata. Nawet jeśli chciałaby coś z tym zrobić, jakoś zareagować, było już po prostu za późno. Przez rok mogło wydarzyć się bardzo wiele. Wzięła głębszy oddech, uspokajając się z wolna. To były zapiski sprzed roku, przeszłość. Musiała pogodzić się z faktami, by przejść dalej. Przełożyła kolejną kartkę, wczytując się w treść.

Jestem idiotką... głupio wierzyłam, że mi wybaczy... Mogłam tam zostać, niepotrzebnie uciekałam, te cholerne rany... wolałbym mieć ich setki, żeby tylko wybaczyła... Zawsze muszę wszystko spieprzyć, teraz to bez znaczenia... Kazuo, nie znam go... matka chce ślubu, może przynajmniej tak zrobię coś dobrego... oddam się dla jej spokoju...
Saga... jej reakcja... ucieczka... Może... może ona dalej... Nie, to głupie, nie powinnam robić sobie nadziei... W końcu powiedziała "nie". A jednak gdzieś w głębi czuję, że... że może... gdybym tylko spróbowała raz jeszcze...
Ojciec znalazł mnie przed drzwiami. Zabawne, ale reakcja Sagi nasunęła matce myśl, że jestem w ciąży. Cóż... współczuję tacie, kiedy jej powie, że ja... Ech... może byłoby inaczej, gdybym powiedziała "on" a nie "ona"? Przynajmniej starał się to zaakceptować. Nie mogłam mu powiedzieć, że wybranką mojego serca jest Saga... To by było zbyt wiele... Obiecał mnie wspierać, chociaż wiem, że gdzieś tam w środku jest mu wstyd... Tensa - hańba wielkiego rodu Uchiha... jak zwykle zawiodłam...


- Nee-san... - łza zakręciła się w jej oku. Naprawdę aż tak ją raniła? Te wszystkie miesiące wzajemnego unikania się miały zaowocować TYM? Właśnie przez nią, Tensa się tak zmieniała. Ze względu na nią robiła to, co robiła. A ona jak jej się odwdzięczyła? Wiedziała, że niedługo po tym zdarzeniu ich relacje znów się polepszyły, ale... Przypomniało jej się, jak ojciec wszedł do pokoju. Jego słowa, wtedy niezrozumiałe, teraz nabierały sensu. Siostra zdradziła mu, że zakochała się w dziewczynie, skąd jednak mógł wiedzieć, że to ona nią była? Że dwie siostry jeszcze parę chwil wcześniej oddawały się sobie z namiętnością? Nie miał pojęcia...
Przetarła oczy wierzchem dłoni, przechodząc do kolejnego wpisu. To nadal była przeszłość, z którą musiała się pogodzić...

Kazuo był... pociągający, zwłaszcza na początku. Czerwone oczy wydawały się takie ciepłe, on taki... przyjazny? Może zakochany, a jego bliskość... Był jak jakiś cholerny magnes. Na samą myśl... gdyby nie Saga... gdyby nie myśli o niej, gdyby nie nasza miłość... dałabym mu, co chciał, za jedno spojrzenie tych czerwonych oczu. Cholerne pozory. Kiedy spróbowałam go odrzucić on... Nie bez powodu mówią że jest najlepszy, nawet nie widziałam, kiedy mnie przytrzymał... Nie mogłam odmówić... bałam się. Dobrze, że nie chciał wiele... Zabrał mnie do jakiejś podejrzanej knajpy... ludzie patrzyli na mnie tak, że do teraz mam ciarki, a on... samym spojrzeniem wyrzucał ich z karczmy... Coś jest z nim nie tak... Ale zrozumiał, może da mi spokój...
Odprowadził mnie, w końcu spokój... ale Saga... Musiałam jej opowiedzieć o spotkaniu... Zobaczyła moje rany, myślała że to on... Moja mała chciała mnie "pomścić"... Musiałam powiedzieć o porwaniu, była wściekła... Niepotrzebnie ją okłamałam, powinnam się przyznać... Teraz jest za późno, znowu ją zawiodłam... Ja tylko nie chciałam jej martwić, w końcu... przecież nic się nie stało. Chciałam tylko, żeby była spokojna... Przynajmniej będzie miała wakizashi, nauczę ją jak się bronić...
Z Kazuo jest coś nie tak...


Zacisnęła szczękę, czytając opis tropiciela po ich pierwszym spotkaniu. Pamiętała, co wtedy powiedziała Tensa. "Był... miły", jakby nie umiała opisać tego tak, by jej nie zranić. I tak właśnie było. Saga wtedy tego nie rozumiała, dopiero spotkanie w tawernie uświadomiło jej, że brunet był typem człowieka, który zawsze dostaje to, czego chce. A w tym przypadku chciał jej siostry...
Kolejne fragmenty były urywkami. Część ledwo dało się odczytać, inne były zamazane, mimo wszystko przysunęła notes bliżej lampy i spróbowała poznać treść tych zapisków.

Cholerny los, ledwo powiedziałam Sadze o porwaniu, a oni znowu przyszli. Dorwali mnie, nie dałam rady... znowu dałam się porwać, pieprzona zakała rodu... Nie wiem, jak się wyrwałam... Jeden ze strażników przeżył moją ucieczkę... powiedział mi wszystko... Nie kłamał, nikt nie kłamie z kunaiem tnącym ciało... Ale ten zamaskowany... zabił go jednym rzutem... Z takiej odległości to nie powinno być możliwe... Muszę uderzyć, zanim się zorientują...

Zginęli... Ich atak uaktywnił mojego sharingana... Cholerni shinobi... chyba mam wstrząśnienie mózgu... ale żyję, odpocznę trochę... zanim uderzę na ich główną bazę...

Znalazłam ją... Strażnicy nie byli problemem, burza zagłuszała moje kroki... ale było tam pusto... Pułapka, za późno się zorientowałam, zdmuchnęli dym... jedna technika posłała mnie na ścianę... Moja głowa, chyba... chyba żyję... Błagałam... po raz pierwszy błagałam o pieprzone życie... nie mogłam zostawić Sagi... W klatkach były dzieci... te cholerne potwory... Straż, zjawili się... Eksplozje trzęsły budynkiem, nie mogłam zostawić dzieci... Zdążyłam... ja ledwo zdążyłam... dzieci żyją... ja... szpital...

Wracam do domu... los znowu postanowił posłać mnie do grobu... To, co się stało... sama nie wierzę... umarli nie powinni chodzić... [dalej nieczytelne pomazane notatki] Nikt nie może wiedzieć... nikt mi nie uwierzy...


Serce łomotało jej w piersi. Tensa, jej własna siostra, ukochana... na skraju śmierci... Nie wiedziała, co ma myśleć. Dlaczego..? Dlaczego zdecydowała się iść tam sama? Mogła zginąć! Czy to dlatego, że chciała trzymać ją z dala od niebezpieczeństwa? Cały czas narażała się po to, by ją chronić? To była czysta głupota! Przecież prosiła ją, by powiedziała o wszystkim ojcu, on by pomógł...
Kolejna kartka była luźna, za nią zaś był wyraźny ślad po wydarciu innej, a może kilku? Mgliście pamiętała, że jasnowłosa przed odłożeniem notesu na stolik w szpitalu wydarła z niego fragment. Było tam coś, z czym mimo wszystko nie chciała się rozstawać? Coś, co chciała ukryć? Z drżącym sercem czytała dalej...

Poszłam do karczmy... Nie było mnie tyle dni, jak ja to wytłumaczę..? Na szczęście spotkałam Matsu, ale nie powinnam pić... Dlaczego to zrobiłam? Ja... chciałam Sagi, a on... on był blisko... Wtedy weszła ona, Mo [więcej info - ostatnia strona]. Jej cios był silny... wytrzeźwiałam w momencie... ale on... Ja powinnam być przy niej... ten skurwiel ją porwał... on... on... Znowu zawiodłam... przez te cholerne zadania... Chciałam dobrze... chciałam, żeby się nie martwiła... żeby nie dorwali jej... a on... Nie zdążyłam... mogłam tylko biec... Jestem za wolna... za wolna... to... Skrzywdziłam ją... gdyby nie ja... gdybym nie była taką idiotką....


Notatnik z trzaskiem uderzył w drewno. Nie mogła... tego było zbyt wiele... Łzy ciekły jej po policzkach, ale nie miała sił ich hamować. Dotarło do niej, że przez ostatnie miesiące Tensa żyła z tym cholernym poczuciem winy. Że usilnie wmawiała sobie, że powinna chronić młodszą siostrę, zamiast uganiać się za bandytami. Saga nie miała pojęcia, kim jest wspomniany Matsu i do czego tak właściwie dążyła jej siostra przy tamtym spotkaniu w karczmie. A może po prostu nie chciała tego wiedzieć, bo to by znaczyło, że już wtedy została zdradzona. A raczej prawie zdradzona. Kiedy ona siedziała w tej cholernej tawernie, starając się przetrwać kolejne tortury tropiciela, fiołkowooka postanowiła zabawić się z jakimś swoim znajomym i tylko wtargnięcie brunetki, tej samej brunetki, której zaufała tamtego dnia, przerwało całe zajście.
Łzy skapywały ze stalowych oczu gęstymi kroplami, rozbijając się na kartach notatnika. Po co Tensa dała jej te cholerne zapiski?! Co chciała tym osiągnąć?! Pokazać, że nie jest taka idealna, że omal jej nie zdradziła, samej myśląc, że to Saga zdradziła ją pierwsza? Zdrada w odwecie? Czy taka naprawdę była jej siostra? Zazdrosna na każdym kroku, pozornie chroniąca ją przed złem, w rzeczywistości zamykająca ją jednak w złotej klatce, do której jedyny klucz miał być w jej rękach? Czy anioł rzeczywiście mógł być demonem? Nie wiedziała, nie chciała... nie mogła...
Tak wiele myśli kołatało się w jej głowie. Głowie, która wręcz kipiała z bólu. Miała dość, nie chciała więcej. Miała ochotę cisnąć notatnikiem gdzieś daleko, nie zrobiła tego jednak. Otarła łzy, powoli się uspokoiła. Wróciła do pokoju, oddając w recepcji lampę. Notes wcisnęła na samo dno kabury, jakby chciała ukryć go przed samą sobą. Ryujin poruszył się niespokojnie w koszu, zajrzała więc do niego. Upewniwszy się, że będzie dalej spał, sama również się położyła. Żałowała, że przeczytała te zapiski. Wolałaby nie wiedzieć... po prostu. Wymęczona płaczem i wątpliwościami wreszcie zasnęła ciężkim snem.

________

Poranek był ciężki. Gdyby mogła, nie wyściubiałaby nosa spod koca. Prawda była jednak taka, że nie mogła. Musiała zająć się synem, to przede wszystkim. No i obiecała sobie poprzedniego dnia, że będzie kibicować walczącym. Hayami na szczęście nie zauważył śladów łez na jej policzkach, a może po prostu jej wymęczone oblicze mówiło samo za siebie. Małe dziecko potrafi przecież budzić się kilka razy w ciągu nocy, domagając się pożywienia, zmiany pieluchy i innych tego typu rzeczy. Może uznał po prostu, że maluch nie dał jej spokojnie spać. Nie wnikała.
Ogarnięcie siebie i dziecka nie zajęło jej długo. Ryujin wymagał atencji w pierwszej kolejności, więc skupiła się na nim, zapominając na jakiś czas o czytanych w nocy notatkach. Nie odzywała się właściwie wcale, z ulgą przyjęła też fakt wyciszenia u samuraja. Co do Yosuke... jedna noc snu to chyba dla niego za mało, zważywszy, że ciągle ziewał. Śniadanie więc zjedli we względnej ciszy, którą przerwał dopiero szatyn. Obietnica wygranej? Czy właściwie chciała, by ktokolwiek wygrywał dla niej ten cały turniej? Sama już nie wiedziała. Tensa też mówiła, że wygra dla niej...
- Nazwałam go Ryujin, Uchiha Ryujin - odpowiedziała powoli na pytanie chłopaka. W sumie to normalne, że chciał poznać imię dziecka, któremu miał robić za ojca. Na pytania o własne samopoczucie odpowiadała ogólnikowo, nie chcąc wyprowadzać go z błędu, martwić. Nie chciała już nikogo martwić. Bo przecież nic złego się z nią nie dzieje, prawda? Zajmuje się synem, jakoś daje radę, żyje. Wewnętrzne rozterki nie były sprawą, którą chciała poruszać.
Twarde, stanowcze polecenie wydane kuzynowi. Tak, teraz to on miał robić za obrońcę matki i dziecka. Przynajmniej na czas walk, kiedy dumna głowa rodu Akodo będzie ścierać się na arenie ku uciesze gawiedzi... Na wieść, że jego bracia już są w drodze, tylko przytaknęła. Zastanawiała się w ogóle, po co jej ta wiedza. Hayami uwzględniał ją w swoich planach, mówił, gdzie się udadzą, co będą robić, ale... czy ktokolwiek pytał, czego ona chce? Przyjeżdżając tu, chciała najzwyczajniej w świecie wyrwać się z domu, który był dla niej niczym klatka. Do czego to doprowadziło? Nawet nie chciała o tym myśleć. Nie teraz. Teraz mieli ruszyć ku arenie, by zdążyć na pierwsze walki i... po prostu tam być. Było jej właściwie już wszystko jedno, dlaczego...


[z/t] z Yośkiem -> trybuny
Ostatnio edytowano 9 mar 2019, o 20:07 przez Sagisa, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 545
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Minoru » 17 lut 2018, o 13:40

To był… długi i męczący dzień dla Minoru. Rewolucje jakie rozpoczęły się w jego żołądku, niemalże zaraz po tym jak zjawił się w toalecie, unieruchomiły go na niemalże cały dzień. Walka byłą to nierówna i wyczerpująca. Ostatecznie jednak Minoru wtoczył się do swego pokoju, cały blady i odwodniony. Padł na swe posłanie, a w głowie wyliczał wszystkie dania jakie zjadł w przeciągu ostatnich kilku dni, segregując je na te podejrzane, które mogły być sprawcami jego stanu, a także na te które nie wzbudzały w nim żadnych podejrzliwości.
Kolejny atak nadszedł kilka godzin później, dużo słabszy i mniej gwałtowny, a także o wiele, wiele krótszy. Po nim nastąpił błogi sen, który potrwał zaledwie dwie godziny, a który wydawał się być zbawienny w skutkach. Gdy Minoru otworzył swe oczy, czuł się… no może nie jak nowo narodzony, ale spokojniejszy, nawet miał wrażenie, że odczuwał coś na kształt głodu. Podniósł górną część swego ciała, przyjmując pozycję na wpół siedzącą, wspartą na jego łokciach. Za oknem było już ciemniej, tak samo jak w pokoju. Nigdzie nie mógł dostrzec swego brata, ani towarzyszy. Przez chwile nie był pewien który jest dzień. Zasłonił za pomocą swej ręki twarz, starając się zebrać wszystkie myśli. Pamiętał swoich przyjaciół wychodzących z pokoju by udać się na koronację. Pamiętał swego brata, który miał na niego poczekać by oboje dołączyli się do swych znajomych. Teraz jednak go nie było, czy zrezygnował z czekania i dołączył się do pozostałych sam? To było dla Minoru tajemnicą.
Podniósł się z łóżka, rozcierając skronie i starając się zebrać myśli do końca. Zaburczało mu w brzuchu, co pomogło mu skrystalizować jakiś plan. Wpierw pójdzie poszukać jedzenia, potem znajdzie przyjaciół. Złapał swoje podręczne wyposażenie i ruszył w kierunku drzwi.
[z/t]
Minoru
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości