Ryokan "Królik Inaby"

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Sagisa » 10 kwi 2018, o 00:25

Po powrocie Akarui'ego i scenie, jaką odstawił Hayami, ratując być może resztki własnej godności, Sagisa poczuła niepewność. Wraz z wyjściem samuraja poniekąd zostawała sama, tak zupełnie sama. Nie mogła już liczyć na wsparcie siostry z wiadomego powodu, samej zaś zatrzasnęła furtkę pomocy z innego źródła. Nie mogła się jednak dziwić decyzji chłopaka. Znała go na tyle, by wiedzieć, że właśnie tak postąpi. Mimo urazy, nawet złości, na spokojnie uszanuje jej decyzję i pójdzie swoją drogą. Sęk w tym, że wylewając na niego swoje żale, tę całą gorycz, nie do końca przemyślała wynikające z tego konsekwencje.
Te wątpliwości wyraźnie odbijały się w jej głosie, gdy wreszcie odważyła się przerwać pozostawioną w pomieszczeniu ciszę. Niepewne pytania o to, czy dobrze uczyniła i co tak właściwie powinna teraz zrobić. Mimo że Tozawa był jej właściwie obcy, widziała jego starania i wewnętrznie czuła, że może na niego liczyć. Nie wiedziała, czy ma na to wpływ zobowiązanie zawodowe, czy mężczyzna ma po prostu takie usposobienie, w głębi ducha cieszyła się jednak, że ma jakiekolwiek oparcie w drugim człowieku. ostatnie dwadzieścia parę godzin było dla niej kluczowe. Urodziła synka, poradziła sobie z koszmarem przeszłości, w pewnym stopniu nawet dojrzała. Zapewne gdyby spotkała medyka wcześniej, reagowałaby na jego obecność znacznie gwałtowniej ze względu na kolor jego oczu i własne z nim skojarzenia. Skoro do tej pory nawet czerwień rodowego doujutsu przywodziła jej na myśl traumatyczne przeżycia niemal sprzed roku, to podobnie rzecz by się miała z krwistymi tęczówkami Tozawy. Teraz jednak mężczyzna był dla niej jedynym w miarę pewnym sprzymierzeńcem w tym właściwie obcym jej miejscu.
Już miała dostać odpowiedź na zadane pytania, gdy drzwi do pokoju znów się otworzyły. Bez pukania mogły tu wejść tylko dwie osoby, z czego jedna nie miałaby właściwie po co wracać. Intruzem okazał się kuzyn Hayamiego, który wydawał się jeszcze bardziej ospały niż z rana, gdy wybierali się na arenę. Skinęła mu głową na przywitanie, nie dziwiła jej ta jego niemrawość.
- Nic nie szkodzi, Yosuke-kun - odpowiedziała na jego przeprosiny. - Pewnych rzeczy nie da się przewidzieć. Również mam nadzieję, że jeszcze będzie nam dane się spotkać. Bezpiecznej podróży.
I właściwie na tym kończyła się wymiana zdań. Yosuke spakował swoje rzeczy, pozostawił po sobie porządek, pożegnał się i wyszedł. Domyślała się, że uda się teraz wraz z Hayamim na spotkanie z młodszymi przedstawicielami rodu Akodo, by wyruszyć z nimi do Kaigan do szkoły samurajskiej na szkolenie. Szatyn w ostatnim czasie tyle gadał o tej podróży, że nie sposób było nie skojarzyć faktów. Tak czy inaczej - znów została sam na sam z medykiem.
- To był Yosuke, kuzyn Hayamiego - wyjaśniła krótko, czując się w obowiązku ku temu. Teraz właściwie mogli na spokojnie wrócić do przerwanego wtargnięciem czerwonowłosego tematu.
Patrzyła uważnie, jak Akarui siada naprzeciwko niej i ujmuje jej dłoń. Wtedy też mężczyzna przyznał, że słyszał fragment jej monologu, nie określił jednak, co dokładnie. Mimo wszystko nie oceniał jej źle, wręcz przeciwnie. Według niego była w tej chwili jedyną osobą, która mogła słowami ranić innych. Poradził jej jednak przeprosić samuraja, gdy już poukłada sobie wszystkie sprawy i jej życie wróci na swój naturalny bieg. I miał rację.
- Nie powinnam była mówić tego w taki sposób - przyznała, spuszczając wzrok niczym skarcone dziecko. - Nie powinnam wspominać śmierci jego ojca. Tym bardziej porównywać jej z...
Zacięła się chwilowo. Jak właściwie miała określić to, co stało się z jej siostrą? Poza następstwem głupoty oczywiście. Nawet jeśli Tensa nie broniła się przed samym faktem śmierci, nie można tego było nazwać samobójstwem. Analizując całą sytuację, Saga dochodziła do wniosku, że jasnowłosa zbyt późno zorientowała się, iż rana została otwarta a ona sama - wykrwawia się. Mogła po prostu nie być na siłach samej temu przeciwdziałać i dlatego też się poddała. Czy więc tę śmierć można określić mianem nieszczęśliwego wypadku? Nie miała pewności.
Ze smętnych myśli po raz kolejny wyrwał ją medyk, a właściwie jego słowa. Ten mężczyzna był jedyną osobą, która nie wmawiała jej, że wszystko się ułoży, że będzie dobrze. On jej nie pocieszał, w zamian za to starał przekierować jej myśli na inne tory. I to było w nim fascynujące, bo nawet wcześniej odwracał uwagę Tensy od czynności leczenia jej ramienia i z pewnością bolesnego wyjmowania z uszkodzonej ręki kunai'a. Rozmawiał, żartował, starał się skupić uwagę pacjentki na czymś zupełnie innym. A teraz to ona była jego pacjentką, a on starał się zapewnić jej jak najlepszy powrót do normalnego stanu. Musiała jednak najpierw coś zjeść. Na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech, gdy zasugerował, że sam ją nakarmi w razie protestów. Kiedy zaś niemal przystawił jej pod nos łyżkę z nałożoną porcją potrawki, nie mogła powstrzymać parsknięcia.
- Nie będę oponować i sama zjem - rzuciła z lekkim rozbawieniem, odbierając od niego zarówno talerz jak i sztuciec. Pierwszy kęs potrawy odbił się echem smaków na jej podniebieniu, co wywołało cichy pomruk zadowolenia. Dopiero w tej chwili poczuła, jak bardzo była głodna. W ciągu pięciu minut opróżniła cały talerz, niemal go wylizując, a całość popiła nieco przestygniętą herbatą. Nie umiała jednak zahamować rosnącego ziewnięcia.
- Chyba spróbuję się zdrzemnąć, zanim Ryujin znów się obudzi - stwierdziła cicho, przesłaniając usta dłonią przy kolejnym ziewnięciu. - Będziesz tu cały czas, prawda?
Pytanie zadała właściwie odruchowo, jakby samą siebie próbowała zapewnić, że ktoś będzie nad nią czuwał. Mimo wszystko była na tyle wymęczona, że wręcz czuła magnetyzm poduszki. Z trudem już utrzymywała powieki w górze, ułożyła się zatem wygodnie, okrywając delikatnie pościelą, i znów ziewnęła.
- Obudź mnie, proszę, kiedy Ryujin... - i nie dokończyła. Z jej ust wyrwało się tylko ciche westchnienie, a ona sama odpłynęła do krainy snów.
Ostatnio edytowano 17 kwi 2018, o 09:08 przez Sagisa, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 649
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 20:26
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie czerwone włosy, stalowoszare oczy
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- cienkie pajęczynki blizn po raitonie pod ubraniem
- sygnet na łańcuszku schowany pod koszulą
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
- manierka z wodą przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Akarui » 11 kwi 2018, o 01:11

Cel został osiągnięty! Może to nie był główny cel tej "misji", ale poboczny, który niósł za sobą jakieś profity, na pewno. Sagisa w końcu się uśmiechnęła. Nareszcie całe ciśnienie zaczynało z niej schodzić. Wyrzuciła z siebie to, co miała wyrzucić. Wypłakała i wykrzyczała. Była zagubiona, oczywiście, ale to przecież normalne, prawda? Jednak pierwszy śmiech i jakiekolwiek zadowolenie, chociażby ze zjedzonego posiłku, to był krok w dobrą stronę. Akarui'emu uśmiech sam pojawił się na twarzy, gdy patrzył, jak rudowłosa wcina obiadek.

Po jedzeniu przyszła pora na sen. Nic dziwnego, przeszła bardzo dużo, jej organizm domagał się odpoczynku, praktycznie krzyczał o możliwość zresetowania się. Tozawa nie oponował, nakrył tylko mocniej Sagisę kocykiem i odpowiedział: - Będę tu, obiecuję. Nic więcej nie było trzeba. Sagisa próbowała jeszcze prosić medyka o obudzenie, gdyby Ryujin zaczał płakać, ale w połowie zdania słodko odpłynęła. Nie trzeba. Jego płacz na pewno Cię obudzi. Jesteś przecież jego matką! Akarui spojrzał tylko jeszcze raz na malca i gdy upewnił się, że wszystko jest w porządku, przesunął jedną już nieużywany futon na środek pokoju i usiadł na nim po turecku. Nie miał za dużo do roboty, postanowił więc pomedytować.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
MOWA
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1531
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 01:03
Wiek postaci: 0
Krótki wygląd: Jak na avku brązowy płaszcz z kożuszkiem - mamy zimę! ;)
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Kitashi » 13 kwi 2018, o 00:41

Podczas gdy Misae szykowała się w łazience, co zajmowało jej zdecydowanie masę czasu , chłopak też musiał się czymś zająć. Korzystając z tego iż dziewczynie nieco zajmie, wyciągnął z podróżnego plecaka zapasową hakamę, którą wyprostował , by następnie zdjąć tą wyjściowa, w której to położył się spać ze względu na wydarzenia poprzedniego dnia i szybkim ruchem założyć na siebie czyste, klasyczne spodnie, które dobrze pasowały do jego białego kimona, które to na moment zdjął by dobrze obwiązać taśmy trzymające odzienie w miejscu. Po tym założył na siebie wcześniej wyjęte i na moment założone kimono, które to wyprostował i dokładnie spiął skórzanym pasem, obwiązał ori, zaś na przedramiona założył swoje karwasze. Mimo iż nie miał możliwości solidnego przygotowania się w łazience, która to okupowała Misae, to postarał się wyglądać schludnie. Włosy związał rzemieniem , by nie przeszkadzały, a brodę lekko wygładził ręka. Gdy wszystko co mógł zrobić bez konieczności wchodzenia do łazienki zrobił, pozostało czekać, tak wiec chłopak schował chwilowo do plecaka nieświeże odzienie, zwinął fuutony, uprzątnął swój kąt i podczas porządków zwrócił uwagę na kryształowy bukiet który zrobił dla Misae, który leżał na ziemi. Chłopak wziął go w dłoń zastanawiając się nad tym jak wyglądała reakcja Misae , oraz nad tym, jak po tej całej sprawie z nią o tym porozmawiać. Chłopak lekko się uśmiechnął i wpadł na pewien pomysł. Skupił chakrę obok futonu Misae, który również wcześniej posłał i zwinął, tworząc kryształowy wazon, do którego wstawił różnokolorowe, kryształowe kwiaty, tak by nie stały na ziemi. Gdy wszystko było uprzątnięte chłopak przysiadł w typowym siadzie - seiza, na złożonym futonie i czekał. Trochę czasu minęło, aż w końcu drzwi łazienki otworzyły się, a z nich wyszła Misae, która od razu ruszyła na drzwiach. Mimo to wzrok chłopaka przez dłuższą chwilę skupił się na niej, lecz mimo wszystko chłopak musiał się otrząsnąć z uczuć i myśli które szalały mu po głowie i wrócić do swojego spokojnego, poważnego wyglądu. Wstał i podszedł do drzwi stajać nieco za Yamanaka. Ta otworzyła drzwi i powitała przybysza, który wyglądał na bardzo młodego jak na swoją rangę. Mimo to, gdy tylko Misae ich przedstawiła chłopak ukłonił się głęboko z dłońmi opartymi o uda.
-To dla nas zaszczyt Pana gościć.
W takim momencie chłopak bardziej przypominał swego ojca niż siebie, spokojny, opanowany, z szacunkiem i pełną godnością. Gdy Misae zaprosiła cesarza do środka, chłopak odsunął się lekko by Yuki mógł spokojnie wejść. Jedynym miejsca do spokojnego siedzenia był prosty niski stolik na środku pokoju koło którego znajdowały się poduszki do siedzenia, więc nie było zbyt wiele innych miejsc w których można by było wspólnie usiąść
Spoiler: pokaż
Chakra:103%-6%=97%
Nazwa
Shōton no Jutsu: Reberu Di

Najniższa ranga kontroli Uwolnienia Kryształu. Daje ona umiejętności podstawowe, dostępne większości shinobi z rodu Kōseki. Poprzez przesłanie chakry do otoczenia, shinobi może z Shōtonu wytworzyć podstawowe przedmioty, jak chociażby sztylety, miecze lub inne tego typu narzędzia mordu, ale też np. miski i talerze. Poziom ten jest dość łatwy do opanowania, lecz ma dwie duże wady - mały zasięg i ślamazarne tempo powstawania kryształu. Niewątpliwym plusem jest za to wytrzymałość, która już tutaj jest imponująca.

Wytrzymałość
Mierna

Szybkość
Bardzo słaba

Zasięg
Brak Skupienia
5 metrów

Pełne Skupienie
10 metrów

Wielkość Max.
Szerokość
3 metrów

Wysokość
3 metrów

Długość
3 metrów

Dodatkowe
Przy Braku Skupienia Wielkości wynoszą 1/3 pierwotnej wartości

Koszt Chakry E: 7% | D: 6% | C: 5% | B: 4% | A: 3% | S: 2% | S+: 1 (na turę)
Kitashi
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Minoru » 14 kwi 2018, o 22:49

Zbliżał się do swego tymczasowego domu pośpiesznym, sprężystym krokiem. Ile czasu go tutaj nie było? Nie potrafił dokładnie stwierdzić. Co śmieszniejsze, nie planował zabalować w pokoju dłużej jak kilka godzin nim wyruszy ponownie w miasto. Pamiętał, że to on był jedynym przeciwnym tej wyprawie, a teraz patrzcie państwo, był umówiony z piękną blondynką na oglądanie gwiazd, a kto wie co mógł zobaczyć jeszcze oprócz nich.
Zadowolenie i duma ze swych wyczynów, szybko jednak poszła w zapomnienie. Stanął jak wryty w miejscu, czując jak palce u jego rąk stają się sztywniejsze i zimniejsze. Poczuł zimny oddech kostuchy na swoim karku, a nieprzyjemne uczucie że coś jest bardzo nie tak zaatakowało go ze zdwojoną siłą.
- W co żeście się wpakowali - przygryzł dolną wargę, a jego prawa dłoń wylądowała na tyle głowy. Starał się skupić, by określić precyzyjniej, czy to co wyczuwał nie było pomyłką. Niestety nie było. Ruszył ponownie przed siebie, tym razem jeszcze szybciej, prawie że biegnąć, a serce łupało mu z każdym krokiem coraz głośniej. Zatrzymał się przed drzwiami do Ryokanu, z dłonią zastygłą nad klamką. Przez kilka chwil bił się z własnymi myślami, zastanawiając się czy jego pojawienie się będzie bardziej zbawieniem, czy może pogorszy sprawę. Odetchnął głęboko i pchnął drzwi. W środku panowała typowa dla tego miejsca atmosfera. Było to niemalże uspokajające, niemalże gdyby nie ciągle buzujące w głowie Minoru, przytłaczające uczucie dużego źródła chakry, zaledwie kilka kroków od obojga jego przyjaciół. Ruszył w kierunku wynajętego przez Kitashiego pokoju. W głowie układał plan co powinien powiedzieć, jaki powinien być każdy jego krok.
Dostrzegł ich niemalże natychmiast. Dwóch jegomości, stojących przy otwartych drzwiach prowadzących do jego własnego pokoju. Przełknął głośniej ślinę i podszedł bliżej obojga.
- Przepraszam… chciałbym dostać się do swego pokoju - Wypalił jak gdyby nigdy nic, zupełnie jakby nie zdawał sobie sprawy że stojący przed nim mężczyźni również chcieli by się tam dostać. No cóż, mistrzem smalltalk to on nie był.
Minoru
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Natsume » 14 kwi 2018, o 23:16

Na szczęście nie musiał czekać jakoś specjalnie długo. Nie minęła nawet minuta, a usłyszał że ktoś po drugiej stronie podchodzi do drzwi i sięga do klamki. Westchnął lekko, lecz dość szybko na jego twarzy pojawił się spokojny, standardowy dla niego uśmiech. Sprawa w której przychodził może i była poważna, ale nie był to powód by od razu łazić wszędzie z marsową miną i patrzeć na zwykłą rozmowę przez pryzmat dialogu na temat jakiejś zbrodni, czy co to tam w ogóle było. Yuki liczył przy okazji na normalną, spokojną rozmowę, która mogła być na swój sposób odświeżająca po tych wszystkich wydarzeniach ostatnich dni.
Gdzie jest jego pagoda, kiedy jest potrzebna.
Drzwi się otworzyły, a Yukiego zamurowało. Po drugiej stronie progu stała jedna z najpiękniejszych przedstawicielek płci pięknej, jakie widział w życiu. Dziewczyna wyróżniała się niezwykłą, dość egzotyczną jak na wyspach urodą - wąska twarz z bijącymi z niej oczami o dwóch kolorach, otoczona woalem białych włosów. Przez sekundę, może dwie, Natsume po prostu stał i się jej przyglądał, nie bardzo wiedząc jak ma zareagować lub co zrobić - całe życie spędzone w boju sprawiło, że w takich sytuacjach po prostu czuł się wyjątkowo niezręcznie. Jak pustelnik, który nagle trafił na salony. Dość szybko jednak się pozbierał i odchrząknął cicho, przypominając sobie na czym polega oddychanie. Następnie jego złote tęczówki spoczęły na niej, a na twarzy młodzieńca ponownie pojawił się spokojny, przyjazny uśmiech.
Raczej tego nie zauważyła. Chyba. Oby.
Zanim wszedł do środka, podszedł do niego jakiś młodzieniec, mówiąc że chciałby dostać się do swojego pokoju. Natsume uniósł lekko brwi, zaskoczony, po czym posłał krótkie spojrzenie w kierunku Hideo. Ten zaś pokręcił głową. Czyli ten tutaj pewnie nie miał nic wspólnego ze sprawą, bo obydwoje świadków znajdowało się już w środku. Zwrócił się więc w kierunku Misae i Kitashiego, pytając ich spojrzeniem czy znają tego chłopaka, a gdy potwierdzili - cofnął się i pozwolił mu przejść, uśmiechając się uprzejmie w jego kierunku.
Na zaproszenie wkroczył do pokoju, wykonując lekkie skinięcie głowy w ramach podziękowania. Spojrzał też na drugą obecną w pomieszczeniu osobę - znacząco wyższego od niego młodzieńca o bladej skórze, który związał swoje brązowe włosy w kucyk. Wyglądał on bardzo schludnie, a i budowa jego ciała pokazywała, że nie próżnował ze swoim szkoleniem shinobi. Broda zaś dodawała mu tej specyficznej powagi i dostojności.
Ech. Jak to się działo, że ludzie z kontynentu mieli w sobie taką aurę uroku? Jedyne, co mu przychodziło do głowy, to to że ich kultura nie skupiała się na wojskowości i sile, tak jak u wyspiarzy - dlatego mogli się skupić na czymś innym.
-Misae-san, Kitashi-san, bardzo mi miło was poznać - powiedział spokojnie, ponownie lekko skłaniając głowę w geście powitania. - Mam nadzieję, że nie powoduję swoją obecnością zbytnich niedogodności. Nie lubię tak włazić ludziom na głowy.
Znów odchrząknął.
-I proszę, nie musicie być wobec mnie przesadnie oficjalni. W aurze przesadnej powagi ciężko jest porozmawiać o czymś na spokojnie. Poza tym - wolę, gdy mogę porozmawiać z kimś na spokojnie, bez napięcia. Samo "Natsume" wystarczy.
Ekstrawaganckie? Może. Ale co z tego? Wychowywał się w lesie, kurde, nie obchodziły go konwenanse i etykieta. Wolał porozmawiać z kimś jak człowiek z człowiekiem, a nie odgrywać jakiegoś cholernego pana na dworze.
Na zaproszenie Kitashiego i Misae, Natsume podszedł do stolika i przymierzył się do usiądnięcia, lecz uprzednio odpiął od pasa swoje tachi, Hakuhyo, podobnie jak długi drewniany kij, który miał zaczepiony przy pasku za plecami. Ostatecznie odpiął też pas z pochwą trzymającą dwuręczny claymore, Shinsei, wiszący na jego plecach. Po pozbyciu się tej zbrojowni i odłożeniu jej obok siebie, w końcu usiadł i położył dłonie na stół, czekając aż Misae i Kitashi do niego dołączą.
-Mam nadzieję, że nie przeszkodziłem. Chciałem po prostu na spokojnie porozmawiać o tych... pewnych nieprzyjemnych wydarzeniach, których niestety byliście świadkami. Przepraszam, że musieliście tego uświadczyć akurat tutaj.
Tu skłonił się w pas w geście przeprosin. Faktycznie, było mu cholernie głupio, że ktoś kto przybył z tak daleka musiał się spotkać z czymś tak paskudnym akurat w Hanamurze. Smutne. I bolesne.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1594
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 00:22
Wiek postaci: 29
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG/Discord: 6078035 / Exevanis#4988
Multikonta: Natsu, Chōjiro

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Misae » 15 kwi 2018, o 16:45

Misałce umknął moment zawieszenia cesarza bo sama zszokowana jego wiekiem na chwilę straciła rachubę, że stoi i na niego patrzy. Coś za coś...
Czuła zbliżającą się chakrę Minoru. Aż poczuła ciepło na sercu. Chociaż jednego brata udało jej się namierzyć. Zawsze jakiś mały sukces. Śledziła jak jego energia z chwili na chwię jesto coraz bliżej, by w końcu znalazł się w ich pokoju... przepychając przez cesarza? Jak ona mogłaby mu przekazać z kim właściwie mają do czynienia. W sumie zabawnie to wyszło. Odprowadziła go wzrokiem a potem przyjrzała się cesarzowi. Jak oddaje swoją broń i siada we wskazanym miejscu.
Ich pokoik był skromny i nie miał wielu udogodnień, ale tak naprawdę żadne z nich nie potrzebowało nadmiaru luksusu. Było im razem dobrze. Czujnemy wzrokowi dziewczyny nie umknął stojący w kryształowy wazonie kryształowy bukiet. Już z łazienki czuła zabawne mrowienie które zawsze towarzyszyło temu gdy Kitashi korzystał ze swojej chakry. Kunoichi usiadła na wolnym miejscu i poczekała aż dołączy do niej reszta przyjaciół. Jeszcze gdyby tylko Sokiro się znalazł! Otworzyła nieco szerzej oczy na słowa Natsume. Nie dość że był znacznie młodszy niż zakładała to jeszcze wbrew jej oczekiwaniom wykazywał dużo swobody w kontaktach z ludźmi znacznie niższymi pozycją. Nie spodziewała się tego. Czy uznała to za ekstrawaganckie? Jej wrodzone pozytywne podejście do życia (mimo że teraz dość nadszarpnięte) sprawiło, że widziała w tym gest pełen sympatii i otwartości... Nie to najbardziej w tej krótkiej chwili martwiła się tym, że już za moment Minoru usłyszy mało przyjemną relację z zajścia sprzed kilku godzin. Wiedziała że będzie conajmniej zaniepokojony... Jego przyjaciele w pewnym sensie otarli się o śmierć...
-To nie twoja wina Natsume-san... tak naprawdę to cieszymy się, że dołączyłeś do nas...
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
. W czasie historii dawała z siebie wszystko by mówić jak najbardziej silnym głosem, ale co mogła poradzić na to, że kilkukrotnie się zaciela, a ciało zadrżało na wspomnienie bruneta. Nie chciała tego, ale to okropne wspomnienia były po prostu zbyt świeże. O wiele zbyt świeże. Nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś podobnego. Była pewna, że była gotowa... Nic bardziej mylnego.

-To wszystko Natsume-san... - odparła odchrząkując lekko. Nawet nie wiedziała kiedy tak zaschło jej w gardle. Chyba to powietrze było takie suche... Dziewczyna na razie nie mówiła nic więcej. Nie odrywała też oczu od cesarza. Nie chciała tym bardziej widzieć miny Minoru. Była pewna, że będzie mocno zmartwiony po tym co usłyszał i wolała teraz skupić się na tym, który mógł przerwać ten krąg śmierci.
Obrazek~Kompan Tomoe
Obrazek
“It's amazing how a little tomorrow can make up for a whole lot of yesterday.”

Misje:
- Yuto i Sae - misja D
- Han Gug - Misja C
- Maji Bu - misja C - zawieszona, gracz nieobecny
Avatar użytkownika

Misae
 
Posty: 701
Dołączył(a): 17 gru 2017, o 11:38
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, wysoka, o dwukolorowych tęczówkach - prawa srebrzysto-biała, a lewa fiołkowa, ubrana w płaszcz, na dłoniach rękawiczki ze stalowym ochraniaczem. Na szyi kwiatowa kolia; różowe kanzashi we włosach
Widoczny ekwipunek: Torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4534
GG/Discord: Misae#1695

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Kitashi » 15 kwi 2018, o 23:59

Faktem było iż młody wiek cesarza było sporym zaskoczeniem dla dwójki z karmazynowych szczytów, lecz nie mniejszym zdziwieniem i zaskoczeniem był Minoru który chciał przejść obok Natsume do pokoju. Kitashi musiał powstrzymać się przed uderzeniem w twarz. Rozumiał ze Minoru tak jak i oni nie widział cesarza na oczy, wiec trudno było go winić, ale mimo wszystko trochę więcej uprzejmości i szacunku do spotkanych osób by mu nie zaszkodziła. Widząc zdziwienie cesarza chłopak powiedział spokojnym tonem.
-Przepraszam za niego Shimakage-sama, to Rakurai Minoru z którym przybyliśmy na festiwal.
Tym oficjalnym zwrotem chciał jednocześnie przeprosić cesarza, ale i uświadomić Minoru obok kogo własnie próbował się przecisnąć. Gdy ta sprawa byłą rozwiązana pozostało zając się sprawą z Onsenu, albowiem w końcu to po to Natsume pofatygował się do ich małego , skromnego pokoju. na pierwsze słowa cesarza odpowiedziała Misae, na co Kitashi pokiwał głową na znak iż zgadza się ze słowami dziewczyny. Jak się okazało cesarz mimo swojej pozycji wolał zachowywać się dosyć luźno w kontaktach ze zwykłymi ludźmi i wolał aby zwracano się do niego po imieniu, co sprawiało iż Yuki wydawał się w oczach Kosekiego dobrym wzorcem na monarchę. Gdy to mieli z głowy cesarz podszedł do stolika i po uprzednim odłożeniu całego arsenału jaki miał przy sobie na bok zasiadł przy stoliku. Kitashi po chwili również zajął miejsce i dał Misae mówić.
W końcu to ona czuła co tamten chłopak zrobił i jak bez zawachania pozbawił zycia dwójkę młodych ludzi. Chłopak zagryzł lekko język, mimo iż to Misae z ich dwójki wiedziała i czuła najwięcej to i na nim odbiły się wydarzenia poprzedniego wieczora. W końcu oboje po raz pierwszy zobaczyli czyjąś śmierć, wiec trudno było się temu dziwić. Gdy dziewczyna skończyła mówić Kitashi postanowił wtrącić swoje trzy Ryo
-Na miejscu nie wiedziałem co miało miejsce, jedyne co widziałam to reakcję Misae, oraz słyszałam późniejsze wołanie o pomoc.gdy przeszliśmy do strefy męskiego basenu owy chłopak który spowodował śmierć tych dwóch ludzi udawał jak gdyby nagle znalazł ciała, wydawało się jak gdyby niezdarnie próbował im pomóc, a gdy straż nas przesłuchiwała powiedział że zauważył jak ta dwójka się bije i jeden tracąc przytomność opadł na drugiego utrzymując go pod wodą i że niestety zareagował za późno , dopiero w Ryokanie dowiedziałem się jak to wyglądało naprawdę.
Gdy dopowiedział to co miał zamilkł składając ręce na stole i czekając na reakcje zarówno Natsume, jak i Minoru. W końcu starszy z braci Rakurai nie mógł mieć pojęcia że ledwo kilka, może kilkanaście godzin wcześniej jego przyjaciele byli w śmiertelnym niebezpieczeństwie
Kitashi
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Minoru » 16 kwi 2018, o 18:16

Przekradł się chyłkiem, pomiędzy oboma nieproszonymi gośćmi, obrzucając obu krótkimi spojrzeniami. Nie podobało mu się że ktoś odwiedzał ich pokój i to jeszcze ktoś kto wyglądał na bardzo ważnego. Wystarczyło mu tylko jedno spojrzenie na swych przyjaciół by jego obawy potwierdziły się. Kitashi wyglądał na spokojnego, być może jego oczy i nozdrza były trochę bardziej rozszerzone niż zwykle, lecz mogło to być złudzenie spowodowane jego własnym, szybko bijącym sercem. Lecz co do Misae nie było wątpliwości. Pod fasadą jej spokoju dostrzegał coś nietypowego dla niej. Wyglądała jakby była czymś potwornie skrępowana. Na jego twarzy pojawiło się nieme pytanie, które skierował w kierunku swych przyjaciół.
Wszystko dobrze? - Zadał pytanie w myślach, mając nadzieję, że dziewczyna właśnie przeszukuje mu głowę.

Odwrócił się na pięcie, obrzucając nowo przybyłych podejrzliwym spojrzeniem. Czuł się niczym dziecko we mgle. Serce kazało mu działać, bronić przyjaciół, lecz umysł podpowiadał roztropnie że przecież nie wiedział nawet jak miałby to zrobić. Wtedy też z ust jego kompana padły słowa, które były niczym latarnia w ciemności. Stojący przed nim człowiek okazał się być powodem, dla którego przebyli taki szmat drogi, by ujrzeć jak ktoś inny wsuwa mu na głowę koronę i oddaje władzę w jego ręce. Mężczyzna wyglądał dla Minoru poważnie i całkiem dostojnie, lecz jego młody wiek całkowicie kontrastował z tym jak powinien wyglądać, w wyobrażeniach Minoru, cesarz. Sytuacja była jednak poważna, jego przyjaciele musieli wpakować się w coś niesamowicie poważnego, skoro pojawiła się tutaj taka ważna osobistość. Nagle, doszło do niego co zrobił jeszcze nie tak dawno i oblał się rumieńcem.
- Najmocniej przepraszam za mój brak manier - wybełkotał prawie szorując swoim czołem po podłodze. Usunął się pośpiesznie z drogi tych, którzy mieli właśnie rozpocząć swoją rozmowę, usadawiając się z boku pokoju, wspartym o ścianę. Ręce złożył na klatce piersiowej, chcąc ochłonąć trochę z zażenowania jakie właśnie poczuł. Jeden z jego palców wskazujących nieustannie stukał w jego ramię, na znak że nie do końca mu się to udawało. Przez chwilę zdawał się zapomnieć o tym że działo się tutaj coś większego niż zwykłe spotkanie przyjaciół. Wtedy też padły wyjaśnienia z ust obojga przyjaciół. Palec zatrzymał się w połowie ruchu, a twarz zbielała momentalnie. Wszystko nagle stało się jasne i klarowne. On się bawił, a jego przyjaciele znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Jednak miał rację, nie chcąc przybywać do tego miasta. Był to błąd, który mógł się ciągnąć za nimi być może nawet do końca ich dni. Jego wzrok skierował się na twarz Misae. Dziewczyna unikała jego wzroku, raniąc go tym, leczy nie mógł jej przecież za to winić. Kitashi natomiast… Kitashi był po prostu sobą, opanowanym i świetnie wychowanym szlachcicem.
Czuł, że chce coś powiedzieć, jego usta otworzyły się, lecz nie wyszło z nich żadne słowo. Zwiesił więc głowę w dół zagłębiając się we własnych myślach.
Minoru
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Sagisa » 16 kwi 2018, o 23:07

~~
- Sagisa...
Głos przebijał się do niej z daleka, powoli zbliżając.
- Sagisa.
Z każdą chwilą stawał się wyraźniejszy, głośniejszy, bardziej rozpoznawalny. Znała ten głos.
- Uchiha Sagisa!
Coś huknęło jej koło głowy, a ona odruchowo poderwała się z miejsca, zaraz z powrotem lądując tyłkiem na twardym krześle. Słyszała cichy chichot. Zamrugała zdezorientowana i uniosła nadal nieco mętne spojrzenie na wyraźnie niezadowoloną kobietę nad nią stojącą. I wszystko stało się jasne - zasnęła na lekcji.
- Śpi się w nocy, moja panno, nie w szkole w środku dnia - upomniała sensei, marszcząc przy tym brwi.
- Przepraszam... - bąknęła dziewczyna, spuszczając pokornie głowę. Musiała teraz wysłuchać karcącego wykładu wychowawczyni. Mimo wszystko wyraźniej słyszała co innego - szeptane komentarze i chichot pozostałych dzieciaków z klasy.
- Patrzcie na nią, wielka Uchiha. Nawet lekcja ją nudzi.
- Jasne, krew shinobi ciągnie ją do walki, nie do ślęczenia nad książkami.
- Rodowa duma, co? Może by się chociaż przykładała do nauki, ale nie...
- Sagisa, zakała rodu Uchiha.
Zacisnęła szczękę, wbijając wzrok we własne pięści skryte teraz przed spojrzeniem innych. Co oni w ogóle o niej wiedzą? Nie mają pojęcia, jak to jest urodzić się w rodzinie shinobi. Żadne z ich rodziców nie naraża swojego życia, by innym żyło się lepiej. Jej tata właśnie to robił. Niemal codziennie wysyłali go na jakieś misje, by cywile byli bezpieczni. Nawet Tensa chciała iść jego śladem, trenując do upadłego. A Saga chciała tylko spędzać z nią nieco więcej czasu. Czy to źle?
- ...i chyba będę musiała poważnie porozmawiać z twoimi rodzicami - zakończyła wywód sensei, czemu towarzyszyły kolejne prześmiewki i szeptane "zakała Uchiha", które już chyba wszyscy podłapali. Płomiennowłosa miała tego dość. Wstała gwałtownie, czemu towarzyszyło upadające krzesło, wskoczyła na ławkę, odbiła się od niej, wspomagając się czakrą, i w jednym susie znalazła się przy drzwiach.
Wybiegła z sali, słysząc za sobą zdenerwowany krzyk wychowawcy nawołujący ją do powrotu. Nie chciała wracać, nie zamierzała nawet. Nie, żeby znów słyszeć, jaką zakałą własnego rodu jest. I tak nikt nie mógł jej zatrzymać. W zwykłej szkole nie było shinobi, nauczali w niej cywile. Żadne z nich nie byłoby w stanie jej zatrzymać, biegła zatem tam, gdzie niosły ją nogi - do pobliskiego lasku. Tam zawsze znajdowała schronienie i spokój.


Biegła ścieżką jakieś dwa metry przed nią. Jasny warkocz kołysał się za jej plecami podczas każdego kroku. Starała się dogonić siostrę, w końcu na tym cały pic polegał. Tensa była od niej szybsza i stopniowo zwiększała odległość, śmiejąc się przy tym pod nosem, podczas gdy Saga już ledwo zipała.
- Co jest, nee-chan? Miałaś mnie złapać!
Te słowa i śmiech miały ją sprowokować, zmusić do wysiłku. Lubiła dźwięk tego głosu, przywykła do niego na tyle, że nie wyobrażała sobie, by kiedyś miało go zabraknąć, tak jak obecności jasnowłosej. Uśmiechnęła się pod nosem, przypomniawszy sobie złożoną za młodu obietnicę. Zawsze będziemy razem, Saga-neechan! Zawsze! Nie mogło być inaczej, prawda?
Ścieżka powoli zaczynała skręcać, to jednak w żaden sposób nie zmniejszało wciąż rosnącego między nimi dystansu. Chociaż... Płomiennowłosa rozejrzała się wśród otaczających je drzew. W jej głowie rozbłysła mała iskierka pomysłu na przechytrzenie starszej Uchiha. Skręciła między drzewa, w dwóch susach znajdując się na jednym z nich, i zaczęła przemierzać trasę na przełaj, obserwując między konarami wciąż biegnącą ścieżką Tensę. Odległość z każdym krokiem się zmniejszała, a przecież o to chodziło. Jeszcze troszkę i się zrównają, wystarczy tylko wybrać odpowiedni moment i...
- Mam cię! - zawołała, skacząc z drzewa wprost na ramiona siostry i przewracając ją tym samym. Padła na nią całym ciężarem ciała, lądując z twarzą tuż przed jej własną. Szeroki i chytry uśmiech zastygł na jej ustach, gdy zagłębiła się spojrzeniem w te fiołkowe oczy. Czuła przyspieszone bicie własnego serca, nie była jednak pewna, czy spowodowane to było wysiłkiem czy czymś innym. Dziwnym trafem nie potrafiła oderwać wzroku od tych jasnych fiołków.
- Masz mnie, nee-chan. Gratuluję.
Dopiero te wypowiedziane nad wyraz spokojnym głosem słowa przywróciły ją do rzeczywistości. Zamrugała kilka razy, unosząc się na wyprostowanych rękach i przyglądała się jasnowłosej z delikatnym uśmiechem.
- To teraz ty gonisz mnie, tak? - rzuciła wesoło i cmoknęła Tensę w sam czubek nosa. - Jesteś szybsza, więc ja ci forów nie daję!
Odepchnęła się gwałtownie od podłoża, momentalnie stając na nogach, obróciła się na pięcie i pognała dalej ścieżką. Tylko raz się obróciła, by zobaczyć, że siostra właśnie wstaje z ziemi i rusza za nią. Skręciła między drzewa i puściła się sprintem przed siebie, skrzętnie omijając stojące jej na drodze pnie. Na otwartej przestrzeni łatwiej byłoby ją złapać, dlatego przezornie utrudniła jasnowłosej zadanie. Nie znaczyło to jednak, że miała jakąkolwiek przewagę. W niedługim czasie poczuła klepnięcie na ramieniu, co gwałtownie ostudziło jej zapał, a dosłownie moment później Tensa minęła ją w biegu. Saga zatrzymała się, dysząc ciężko, podparła się dłońmi na kolanach, nie mając już siły na dalszą rywalizację. W przeciwieństwie do niej siostra wciąż była pełna wigoru i starała się zachęcić ją do kolejnego wyścigu. Płomiennowłosa ledwo zdążyła się wyprostować, chcąc zrobić choć krok do przodu, kiedy pociemniało jej w oczach, a ona sama poleciała na plecy. Słyszała przestraszony krzyk starczej Uchiha, jednak na jej ustach odmalowywał się uśmiech, gdy ta znalazła się tuż obok, z troską sprawdzając, czy młoda nie zrobiła sobie krzywdy.
Patrząc w te fiołkowe oczy, Sagisa czuła przyjemne choć niezrozumiałe ciepło wewnątrz siebie. Coś się w niej zmieniło i choć nie umiała tego nazwać ani ukierunkować - cieszyła się tym. Cieszyła bliskością siostry, dotykiem jej jasnej skóry, troskliwymi słowami. To był pierwszy raz, gdy patrzyła na Tensę nieco inaczej niż dotychczas. A z czasem to odczucie w niej narastało, splatając obie pełną wzlotów i upadków więzią. Więzią, która w założeniu miała być nierozerwalna, ale nawet ona musiała ulec Kostusze.


~~
Mówi się, że organizm najlepiej regeneruje się podczas snu. I taka też była prawda. Człowiek potrafił wytrzymać długo bez jedzenia, sen jednak był niezbędnym elementem gwarantującym przetrwanie. Nawet krótkie drzemki wystarczały do regeneracji, dlatego też Sagisa wkrótce zaczęła się przebudzać. Nie była pewna właściwie, jak długo spała, czuła się jednak wypoczęta. Podniosła się powoli do pozycji siedzącej i rozejrzała dookoła. Widziała bruneta siedzącego skrzyżnie na jednym z futonów, miał zamknięte oczy i właściwie się nie ruszał, choć oddychał miarowo. W koszu na pościel, który dostała od obsługi, nadal spał jej potomek, pomrukując cicho od czasu do czasu. Zauważyła też leżący obok kosza miecz, który jej siostra nazwała rapierem, ustawioną pod ścianą kuszę, torbę z ekwipunkiem jasnowłosej, a także własną torbę ułożoną przy reszcie skromnego bagażu. Przy jej futonie wciąż leżało pozostawione przez Hayamiego wakizashi. Westchnęła cicho, wodząc opuszkami palców po sayi. To ostrze nasączyło się krwią tej, która ją sprzedała. Tym ostrzem broniła się przed Kazuo choć nieudolnie. To właśnie ten miecz podarowała jej Tensa.
- I już nic nie będzie takie samo - szepnęła pod nosem, choć w panującej w pomieszczeniu ciszy szept ten był nad wyraz słyszalny. Uniosła spojrzenie na medyka. - Akarui-san? Co właściwie teraz zamierzasz? - spytała krótko.
Sama najchętniej znalazłaby się już w domu, wśród znajomych czterech ścian pokoju, który do tej pory dzieliła z siostrą. Teraz jej miejsce zajmie Ryujin, a ona będzie musiała wyjaśnić rodzicom, co tak właściwie stało się w Hanamurze. W końcu wyjechała z domu u boku jasnowłosej i szatyna, a wróci z małym brunecikiem na rękach i martwą córką. Czekało ją ciężkie zadanie i nie była do końca pewna, czy sama sobie z nim poradzi. Czy jednak miała prawo prosić Tozawę o cokolwiek? Opiekował się nią i jej synkiem od zaledwie kilku godzin, mimo to zrobił już więcej nawet niż Hayami, choć nie trzymała go przy niej żadna przysięga czy obietnica. Mężczyzna nie miał względem niej żadnych zobowiązań, a jednak wciąż dawał jej oparcie. Czy zgodziłby się odeskortować ją do domu? Nie miała bladego pojęcia.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 649
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 20:26
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie czerwone włosy, stalowoszare oczy
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- cienkie pajęczynki blizn po raitonie pod ubraniem
- sygnet na łańcuszku schowany pod koszulą
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
- manierka z wodą przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Natsume » 16 kwi 2018, o 23:30

Natsume po przepuszczeniu tajemniczego młodzieńca spokojnie wszedł do środka, zaproszony przez dwójkę rezydentów. Jak się okazało, przybysz imieniem Rakurai Minoru był jednym z ich kompanów w podróży, i najwidoczniej wcześniej się po prostu zgubił w mieście i dopiero teraz przybył z powrotem. Yuki kiwnął głową ze spokojnym uśmiechem na twarzy. Wcześniejsza wypowiedź ich kompana zupełnie mu nie przeszkadzała, a nawet wręcz przeciwnie - była bardzo miłą odmianą od ciągle płaszczących się dworzan i miejscowych. Dlatego kiedy dwudziestolatek padł na kolana i przyłożył czoło do podłogi w geście przeprosin, Natsume tylko machnął ręką, szczerząc zęby w uśmiechu.
-Nie ma sprawy, nie ma sprawy. W końcu stałem w przejściu.
Przeciągnął się lekko, i odruchowo podrapał się po potylicy. Następnie poczekał, aż pozostali zasiądą do stołu, i skupił się na zeznaniach ze strony Misae i Kitashiego. Położył łokcie na blacie stolika, splótł palce i zasłonił nimi usta, podpierając przy tym podbródek na złączonych kciukach. Zawsze przyjmował tę pozę, kiedy się nastawiał na słuchanie i analizowanie wypowiedzi innych.
Gdy skończyli, Natsume na moment przymknął oczy i przetrawił informacje. A więc cała ta akcja z topielcami w onsenie nie była zwykłym wypadkiem, tak jak wszyscy myśleli, a najzwyklejszym w świecie morderstwem. I to na dodatek zadanym samą ilością chakry, więc sposobem który był dla nie-sensorów praktycznie niemożliwy do wykrycia. A żeby tego było mało, opis wyglądu idealnie pasował mu do pewnej osoby... Osoby, którą widział jeszcze tego samego dnia, tuż po koronacji.
Zasłonił dłonią czoło i większość twarzy, lecz tak że między palcami dało się zauważyć jedno z jego złotych oczu. Po twarzy młodzieńca dało się zobaczyć zmęczenie.
-Na litość, kuźwa, boską, Ichirou... serio?...
Następnie wyprostował się lekko i odchylił ciało do tyłu, opierając dłonie o podłogę. Na moment spojrzał na sufit, zastanawiając się nad odpowiedzią.
-Jeśli to prawda, to obawiam się że ukaranie go będzie trudniejsze, niż się spodziewałem.
Znów się nachylił, tak by móc spojrzeć na Misae i Kitashiego.
-Czy słyszeliście może kiedyś o Krwawym Pokoleniu?
Poczekał na reakcje, a jeśli te były negatywne, odchrząknął lekko i zaczął tłumaczyć:
-Kilka lat temu Rada Dwudziestu zorganizowała wielki turniej w mieście Sachu no Senjo, na terenach pustynnej prowincji Sabishi. Turniej został przyjęty pozytywnie i wielu nie mogło się doczekać, by wziąć w nim udział - w efekcie, na trybunach można było znaleźć setki, jeśli nie tysiące ludzi. Cywili, shinobi, wszystkiego po trochu. Niewiele później, może godzinę po zakończeniu finału, zaczęły się wielkie zamieszki, które były początkiem kolejnej serii wojen: zginęło wielu ludzi, klany rzuciły się sobie do gardeł. Ostatecznie zaś skończyło się na tym, że w osadzie wypuszczono Jednoogoniastego Demona, który obrócił wszystko w perzynę. Wydarzenie to możecie znać jako Pustynny Pogrom.
Zaczekał moment, po czym kontynuował.
-W turnieju, który był tuż przed Pogromem, brało udział ośmioro shinobi. Ośmioro młodych ninja, którzy pomimo młodego wieku, wykazywali się nieludzkim wręcz talentem w porównaniu z pozostałymi. Niektórzy, nadal będąc Doko, przekraczali poziomem niejednego Sentokiego. Większość zapamiętało ich pseudonimy - szczególnie piątkę z nich, którzy wykazali się siłą albo na turnieju, albo na zamieszkach tuż po.
Spojrzał najpierw na Misae, później na Kitashiego.
-Koibito. Ōkami. Saimin. Kūkyo. Kenshi. Piątka, która później została mianowana Krwawym Pokoleniem. Znani z olbrzymiej siły, nieograniczonego potencjału. Część z nich osiągnęła coś wielkiego, o innych słuch zaginął.
Uśmiechnął się lekko.
-Pozostała trójka również jest pamiętana, lecz nie w tym samym stopniu. Kushizashi, czyli Kaguya Yukiko. Kemono, czyli Juugo Inoue. Akai-me, czyli stojący aktualnie za waszymi drzwiami Ranmaru Hideo. A co do reszty? Ōkami, czyli Inuzuka Yoichi, i Saimin, tudzież Uchiha Yoshimitsu, zaginęli. Finalista, Kūkyo, czyli Murai, wędruje po świecie i podejmuje się różnych prac w trakcie bitew. Kenshi... cóż, Kenshi to ja.
Podrapał się po potylicy, uśmiechając się lekko. Turniej był już tak dawno temu, że sam zaczynał zapominać o niektórych szczegółach z tego wydarzenia. A o jeszcze innych sam wolałby zapomnieć, lecz nie potrafił tego wyprzeć z umysłu. W sumie to właśnie wtedy Natsume zaczął zyskiwać sławę, która aktualnie była jego przekleństwem - dopiero teraz potrafił docenić, jak bardzo anonimowość bywała przydatna. I przyjemna.
Spoważniał.
-I tu dochodzimy do meritum, dlaczego wam to wszystko tłumaczyłem. Ostatnim ze członków Krwawego Pokolenia jest Koibito, czyli Asahi Ichirou. Członek Rodu Sabaku, i z tego co słyszałem - jeden z najwyższych oficerów ich armii. Sądząc z waszego opisu i z tego, że sam z nim wcześniej rozmawiałem, to prawdopodobnie on jest sprawcą tych wydarzeń. A jeśli to prawda, to sytuacja jest utrudniona - kogokolwiek bym nie wysłał, nie wiem czy poradziłby sobie w walce z Ichirou, bo założę się że ten nie pozwoliłby się zakuć po dobroci. Istnieje prawdopodobieństwo, że musiałbym go przesłuchać sam, a nie wiadomo czy w ogóle nadal jest w okolicy, czy już nie opuścił terenów Cesarstwa. Poza tym, nie wiadomo jak na tę wiadomość zareagowałby jego Ród.
Westchnął ciężko, milknąc. Przez chwilę panowała brutalna cisza, zdająca się ciągnąć nie wiadomo jak długo, lecz niewiele później Natsume uśmiechnął się, oparł głowę na pięści lewej ręki, a palce prawej wyciągnął w kierunku kryształowego dzbanka stojącego nieopodal jednego z futonów. Włosy młodzieńca na dosłownie sekundę zmieniły barwę z czarnej na białą, a w naczyniu prawie natychmiast pojawiły się dodatkowe dwa wytwory: kwiat kamelii, stworzony z czarnego lodu, oraz gałązka wiśni wraz z kwiatami, wykonana ze zwykłego, błękitnawego lodu.
-Obiecuję, że zrobię co w mojej mocy, aby ukarać Ichirou za swój czyn. Powiadomię też Ród Sabaku, oczekując wyjaśnień. Może niedługo uda się doprowadzić go przed oblicze sprawiedliwości.
Następnie skłonił lekko głowę, w ramach przeprosin.
-Ponownie, w imieniu Cesarstwa, z całego serca przepraszam za to, że musieliście doświadczyć czegoś takiego akurat u nas. Musiało wam to zepsuć całą wyprawę, i pewnie kosztowało was wiele nerwów. Czy istnieje jakikolwiek sposób, aby móc wam to wynagrodzić?

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1594
Dołączył(a): 12 lut 2015, o 00:22
Wiek postaci: 29
Ranga: Nukenin S
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG/Discord: 6078035 / Exevanis#4988
Multikonta: Natsu, Chōjiro

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Akarui » 17 kwi 2018, o 13:52

Akarui'emu zdawało się, jakby czas stanął w miejscu. Zapomniał, jak dobrze medytacja może wpłynąć na ciało i umysł. Istniały legendy o ludziach, którzy jedynie miarowo oddychając i skupiając się na swoim duchu mogą leczyć ciało swoje jak i znajdujących się w pobliżu nawet z najgorszych, śmiertelnych ran. Z jednej strony kusząca wizja. Posiadanie takiej umiejętności stanowiłoby znakomite wzmocnienie na każdym polu walki. Z drugiej jednak ta myśl kłóciła się z marzeniami Tozawy o świecie bez wojen, gdzie nie ma medyków, a jedynie lekarze, korzystający ze swych zdolności przy normalnych chorobach społeczeństwa.

Trzeba jednak wrócić do rzeczywistości. Widocznie Sagisa już się wyspała. Medyk wiedział o tym, czuł ruch w pomieszczeniu, jednak nadal nie otworzył oczu. Chciał dać rudowłosej swój spokój. Wiedział, że jest to niemożliwe, ale i tak próbował. Może namówi ją do medytacji na łodzi? Tak, na łodzi. Podczas swojej kontemplacji doszedł do wniosku, że nie może zostawić dziewczyny samej. Więc jak padło skierowane do niego pytanie, wziął jeden głębszy wdech nosem, uniósł dłonie na wysokość klatki piersiowej, złożył je jak do modlitwy i powoli wypuścił powietrze ustami. Wtedy otworzył oczy i się podniósł. Próbując rozprostować wszystkie partie mięśni spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się, mówiąc: - To zależy, wiesz? Jak potrzebujesz jeszcze trochę odpoczynku, to idę coś zjeść. Jeśli u Ciebie i Ryujina wszystko w porządku, to zbieramy manatki i idziemy szukać jakiejś łódki do Ryuzaku no Taki, a potem wozu do Sogen. A zjemy po drodze.

Gdy skończył swoje rozciągania i przysiady podszedł do maluszka, dwa palce jednej dłoni położył na jego czółku, a dwa palce drugiej na szyi. Nie odkrył niczego niepokojącego, więc tylko poprawił kocyk, po czym znowu przysiadł się do Sagisy, praktycznie wchodząc w jej "dystans intymny", czyli przestrzeń bardzo blisko jej osoby. Tak jak wcześniej, jedna dłoń chwyciła za jej rękę w celu zbadania pulsu, druga na czole, by sprawdzić temperaturę. Zamknął oczy, by skupić się na jej ciele. Rudowłosa zdawała się już silniejsza niż wcześniej, choć na pewno minie jeszcze trochę czasu, aż odzyska siły. Otworzy oczy, zdjął dłoń z jej czoła i położył na jej ręku, dając jej swoje ciepło, oparcie. Patrząc głęboko w jej stalowoszare włosy, powiedział: - Jeśli chcesz, jeśli czujesz się na siłach, to nie widzę żadnych przeciwwskazań, by opuścić tą wyspę. Odprowadzę Ciebie, Ryujina i Tensę do domu. Ale to Ty musisz być gotowa do tej podróży. Wiedział, że wspomnienie martwej siostry może znów coś przełamać w młodej matce, ale musiał to zrobić. Muszą zabrać jej ciało, oddać rodzinie. Rodzic nie powinien grzebać swoich dzieci, ale w takich czasach, gdzie wojna może zabrać młodych shinobi i kunoichi ze świata nżywych w każdej chwili, oddanie ciała córki zdaje się nie lada przywilejem.
MOWA
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 1531
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 01:03
Wiek postaci: 0
Krótki wygląd: Jak na avku brązowy płaszcz z kożuszkiem - mamy zimę! ;)
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Misae » 17 kwi 2018, o 18:37

Sytuacja była napięta, a jedynym światełkiem rozświetlającym mroki tej amtosfery był Minoru. Jego mały ambaras po przyjściu cesarza sprawił, że choć na chwię poczuła mignięcie pozytywności. Taki właśnie był ich przyjaciel. Z jednej strony dużo bardziej poważny i stonowany niż jego młodszy brat, ale potrafił samą swoją obecnością sprawić, że rozbawiał ( w pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście) on pozostałych. To chyba po prostu ten styl bycia tak działał na pozostałych. No ale nie o tym rozmawiali teraz. Problem niestety był dużo poważniejszy niż dyspuna na temat tego czy Minoru potrafił rozluźnić atmosferę pomiędzy przyjaciółmi czy nie.
Kiedy Misae skończyła swoje zeznania Koseki zabrał się za uzupełnianie informacji o których ta zapomniała. Białowłosa nie nadawała się do takich sytaucji, ale starała się ze wszystkich sił zachować rezon. Dopiero w momencie gdy szatyn nadrobił to, co jej umknęła zrozumiała jak dobrze uzupełniają się wraz z przyjaciółmi. Gdy jedno ma problem lub sobie z czymś nie radzi zawsze może liczyć na to, że któreś z pozostałych stanie za nim murem i pomoże tak jak powinno się to robić.
Najważniejsza jednak była reakcja cesarza. Białowłosa z bijącym sercem oczekiwała na to co teraz powie Natsume. Widziała jak z powagą przetwarza wszystkie informacje jakimi się z nim podzielili. Naprawdę mogło być tego trochę i tym większe mogło być zdziwienie Yuki'ego skoro cała sytuacja wcześniej została przedstawiona w nieco innym świetle. Nikt jednak nie powinien im się dziwić, że nie przedstawili przy Ichirou całej sytuacji. Kunoichi dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że nikt nie powstrzymałby mężczyzny gdyby ten chciał zrobić im krzywdę.
Na pytanie o Krwawym Pokoleniu jedynie pokręciła głową. Po samej nazwie już wiedziała, że zaraz usłyszy bardzo długą historię. A przede wszystkim, historię o tym, któy sprawiał, że serce stawało w jej piersi, a ręce zaczynały się pocić... i to wcale nie ze względu na to jak bardzo o urodziwą twarzyczkę ma.
I co? I się nie pomyliła. Od początku już po tylko tym co przeżyli w onsenie wiedziała, że chłopak nie należy do osób słabych... i to lekko mówiąc. Jednak w życiu nie spodziewała się usłyszeć takiej opowieści. Pięciu potężnych wojowników. Pięciu wielkich ninja, a wśród nich ON. On i jego złote tęczówki. To wszystko tylko potęgowało poczucie w jak bardzo beznadziejnej sytuacji zajęli się trochę wcześniej. Dopiero jednak kiedy zaczął wchodzić w szczegóły na temat Ichirou aż otworzyła szerzej swoje dwukolorowe oczy. Powstrzymanie mężczyzny mogło być faktycznie dużo trudniejsze niż zakładała.
W sumie to zastanawiała się dlaczego zdecydowała się wyznać prawdę. No dobra. Wiedziała. Chciała znów móc patrzeć w lustro. Chciała odzyskać choć odrobinę starej Misae, która zginęła tego samego dnia kiedy jej stopa stanęła u progów Hanamury. Zawsze była uczciwa, zawsze była dobra. Jeśli kiedyś znowu będzie chciała odzyskać to kim była musiała wziąć się w garść. Bardzo chciała aby jej przyjaciele byli z niej dumni... czy była na to szasna?
Gdy powiodła wzrokiem na punkt który wskazywał chłopak powiodła tam swoim spojrzeniem. Poczuła nagle wielką siłę, a tak dobrze kontrolowaną przez cesarza. Kiedy tylko błysnęła jego chakra dziewczyna drgnęła, a na skórę wyskoczyła jej gęsia skóra. Na usta kunoichi wypłynął delikatny spokojny uśmiech... uśmiech, który szybko zniknął gdy tylko wrócili do tematu zajść w onsenie.
-Natsume-san... Kitashi się ze mną zgodzi, że jedyne czego chcemy to spokój... wiemy, że dla ciebie teraz to nie był najlepszy moment na taką sytuacje... teraz powinieneś Natsume-san świętować po ceremoni, a nie zajmować się takimi sprawami - odparła zupełnie szczerze i dopiero kiedy te słowa wypłynęły z jej ust zdawać się mogło, że zaczynają one do niej docierać. Wchodzili mu na głowę, ale z drugiej strony powinna również wymagać od kogoś jego rangi by zapewniał osobom odwiedzającym tereny znajdujące się pod jego pieczą poczucie bezpieczeństwa. To wszystko było dużo bardziej skomplikowane i nie potrafiła się nawet spróbować postawić w sytuacji w jakiej teraz znalazł się młody Yuki. Może to właśnie dlatego ona była na końcu łańcucha "pokarmowego" ninja, a on był na jej szczycie?
Obrazek~Kompan Tomoe
Obrazek
“It's amazing how a little tomorrow can make up for a whole lot of yesterday.”

Misje:
- Yuto i Sae - misja D
- Han Gug - Misja C
- Maji Bu - misja C - zawieszona, gracz nieobecny
Avatar użytkownika

Misae
 
Posty: 701
Dołączył(a): 17 gru 2017, o 11:38
Wiek postaci: 23
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, wysoka, o dwukolorowych tęczówkach - prawa srebrzysto-biała, a lewa fiołkowa, ubrana w płaszcz, na dłoniach rękawiczki ze stalowym ochraniaczem. Na szyi kwiatowa kolia; różowe kanzashi we włosach
Widoczny ekwipunek: Torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4534
GG/Discord: Misae#1695

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Hitsukejin Shiga » 17 kwi 2018, o 20:50

Czy Shiga w sytuacjach nerwowych miał czas przemyśleć swoje zachowanie? Nie, nie miał. A czy Shiga się teraz denerwował? Tak, denerwował się w chuj. A kiedy ja przeklinam, to uwierzcie mi, że nie jest to nic niezwykłego! Nie no, dobra, nie zawsze. Teraz to akurat jest coś niezwykłego. Przeklinam, bo cholera ona mogła zginąć. Wszystko by chuj strzelił bombki świąt nie będzie i w łeb, gdyby Chise umarła. Ona dozowała światło i mrok. Ona była gaolerem, a Shiga jej więźniem, to ona mówiła mu, ile zostało wyroku do końca, dozowała pożywienie... Tak. Ale to był piękny symbiotyczny związek.
Bo wiecie drogie dzieci co się dzieje, gdy zabraknie strażnika więzienia i nikt go nie może zastąpić? Kiedy zrozumiecie, że więzień uciekł, będzie już za późno nawet na pomodlenie się do tego, w co wierzycie.
Mrok swymi mackami oblepiał Hanamurę i prosiło się to wszystko, cały ten cyrk, o zakończenie poprzez oczyszczenie, a Jashin mi świadkiem, że jestem gotów wypalić każdy nowotwór który toczy to miasto, każdego robaka wypalić, każdego pasożyta spopielić. Ogień oczyszcza, a ja niczym Bóg Ognia przyniosę zbawienie przez płomienie. W sumie to nawet słodko brzmi, prawda? Zbawienie przez płomienie.
Dlatego gdy Shiga przygotowywał się do ataku na dotonowca, wiedział, że się nie zawaha i zada śmierć i zniszczenie. Był na to gotów. Ten ktoś zagrażał jego strażniczce. Zabijając jedną osobę, ten dotonowiec mógł mieć na rękach krew tysięcy. Dlatego dobrze, że na widok Shigi odpuścił, hah. Dobrze dla niego, dobrze dla Hanamury, dobrze dla wszystkich. Ale Chise była ranna, to było conajmniej niedopuszczalne, kurwa mać. Shiga ucieszył się w duchu, gdy powiedziała, że to nie jej krew. Zaraz, w większości nie jej? Obejrzał ją pobieżnie i dostrzegł paskudną, głęboką ranę na plecach. Choleeeera!
Shiga skinął tylko głową gdy dziewczyna zgodziła się, że trzeba się zbierać. Wziął ją pod rękę, pozwalając się oprzeć o kimono, nieważne, że je wybrudzi. Czerwień i biel, cóż za zabawne połączenie, Tak cudownie się ze sobą gryzie...
Doszli do Ryokanu niedługo później. Planem Shigi jest od razu zaprowadzić dziewczynę do pokoju, a raczej na piętro, tam gdzie są ich pokoje. Wtedy zarządzi autorytarnie, że Aiden powinien na chwilę trafić do jego pokoju, a Shiga sam zamontuje Chise w jej pokoju i skoczy do obsługi Ryokanu po miskę z wodą i ręczniki. I nie ma nawet opcji, nie ma dyskusji. Przecież nie każe Aidenowi na stałe spadać. Owszem, nie. To jest sprawa Chise, co zrobi z chłopakiem. Ale jednak wolał do opatrywania jej nie mieć krzątającego się chłopaka pod nogami. Determinacja i lekkie przejęcie malowało się na twarzy Shigi, ale Chise tego nie mogła widzieć - he he he - a głos pozostawał jednakże spokojny i opanowany, nie drżął, nie podnosił go i tak dalej. Jeśli nic po drodze nie wypadnie, Chise nie uprze się na chłopaka (jak się uprze to trudno), to Shiga zostanie w pokoju Chise z misą z wodą i ręcznikami.
-Dobra, zanim będę znów cię pytał o cokolwiek... Rozbieraj się ile uważasz. Obmyję rany i uleczę je. I błagam, nie śmiej się z tego, że mnich Jashina jest medykiem, bo wyjdę z Siebie. - Warknął na sam koniec, z lekkim przekąsem, zawadiacką prowokacją może nawet... Ciekawe, prawda, co tam się w nim kryło. Czekając na przygotowanie się Chise do zabiegu klęknął tyłem do niej przy misie, odlał troche wody do mniejszej i umył w niej dokładnie ręce. Zaczął też nasączać materiał ręcznika...
Obrazek

Aktualny wygląd fortecy-sana.
Spoiler: pokaż
Uśmiech normalny, nie od ucha do ucha, ale jednak kły zwierzęce, kły bestii ze stali - ostatnie zęby jaśniejsze. Całe ciało owinięte bandażami. Mocne buty, rękawice z płytami na dłoniach. Na lewym ręku widoczna kusza z systemem szpulowym. Na prawym ręku pazurzasta, przerażająca rękawica. Na plecach u boku wypełniony kołczan, na biodrze duża torba, a na niej zwinięty namiot. Ogólnie całe ciało opancerzone pancerzem Shinobi, a na głowie, prócz bandaży wszystko ukrywających (Chyba, że jasno zaznaczone, że jest inaczej), znajduje się maska jeżdzca głodu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Martwa postać
 
Posty: 2746
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 20:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Forteca-san. Po lepszy pogląd kierować się do podpisu.
Widoczny ekwipunek: Na plecach wypełniony kołczan i torba, z namiotem na torbie. Do tego na jednej ręce kusza, na drugiej pazurzasta rękawica. No i oczywiście zbroja, maska, bandaże i pełen fortecowy ekwipunek.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Sagisa » 18 kwi 2018, o 00:23

Mogła się nad sobą użalać, a jakże! Mogła mówić, jak jej ciężko i jak bardzo krwawi jej serce. Czy to jednak cokolwiek by zmieniło? Lamentem nie przywróci siostrze życia, może tylko zachować ją w sercu i pamięci. Musiała też pamiętać, że ktoś potrzebuje jej teraz bardziej, a tym kimś jest Ryujin. Mimo że Kostucha odebrała jej ukochaną, wciąż miała dla kogo żyć. Gdyby nie ten mały brunecik, z pewnością nie zniosłaby tej straty i w niedługim czasie poszła w ślady jasnowłosej, ona jednak musiała żyć. Dla Ryujina.
Wypoczęła na tyle, by kontynuować to, co zaplanowała z siostrą kilka godzin wcześniej - powrót do domu. O ile jednak tamta wizja ze wsparciem Tensy była naturalną rzeczą, o tyle stosunkowo samotny powrót z małym dzieckiem i trupem już nie napawały jej takim entuzjazmem. W duchu liczyła, że Tozawa nie zostawi jej z tym samej, nie chciała go jednak do niczego zmuszać, dlatego więc zapytała go o plany na najbliższy czas. Gdy się odezwała, mężczyzna płynnie wybudził się z transu medytacyjnego, by po chwili zacząć się gimnastykować. Odpowiedział jej z uśmiechem, a z tych słów wynikało, że własne plany uzależniał od niej i jej samopoczucia.
- Chyba wystarczająco odpoczęłam, ale jeśli jesteś naprawdę głodny, to się nie krępuj - oznajmiła tylko. Z całą pewnością nie chciała głodzić swojego opiekuna. - Z transportem na kontynent nie powinno być problemu. Festiwal się skończył i większość przyjezdnych pewnie właśnie wraca do domów.
Oczywiście porty będą zapewne pełne ludzi, ale wątpiła, by miało to utrudnić znalezienie jakiegoś statku płynącego do Ryuzaki. W tej chwili bardziej przejmowała się transportem ciała siostry niż własnym. Obserwowała, jak medyk sprawdza stan małego, zaraz zbliżając się do niej. Nie protestowała, gdy badał jej puls i temperaturę. Właściwie czuła swego rodzaju ulgę, chłonąc ciepło pochodzące z jego dłoni. Brunet był dla niej oparciem, w tej chwili właściwie jedyną osobą, na którą mogła liczyć. W tym właśnie momencie Akarui zobowiązał się dostarczyć całą ich trójkę do domu, włącznie z jej martwą siostrą. W jej oczach zamigotał smutek, a ona spuściła głowę. Nie płakała, łzy tak jak i rozpacz nie miały już większego znaczenia.
- Nee-san miała mnie zabrać do domu - odezwała się w końcu, na powrót unosząc spojrzenie. - Ten ostatni raz to ja zabiorę ją. Nasza ostatnia podróż.
W spokojnym głosie zabrzmiała nutka zdecydowania. Sagisa właściwie nie zwróciła uwagi, że w ostatniej frazie zacytowała jasnowłosą. Bo to właśnie ona tuż przed samym wyjazdem do Hanamury określiła tę podróż mianem ostatniej, obiecując również wygrać dla ukochanej turniej. I choć Tensa wypowiadała te słowa z inną intencją, żadna z nich nie mogła wiedzieć, że przeistoczą się one w coś ostatecznego, nieuniknionego i tragicznego. "Nasza ostatnia podróż".
Wstała powoli, sprawdzając jeszcze, czy przypadkiem Ryujin się nie obudził, po czym zaczęła zbierać swoje rzeczy. ekwipunek siostry wpakowała do torby z ciuchami, postanawiając przejrzeć go już w trasie. Rozplątała bandaż, którym Tensa zabezpieczyła rapier, a następnie wsunęła oba miecze za pas tak, by trzymały się z tyłu.
- Nie chcę zostawiać tu żadnych rzeczy należących do siostry - oznajmiła, spoglądając na Akarui'ego już niemal gotowa do wyjścia. - Jej zbroja... trochę waży...
Co im właściwie jeszcze zostało? Spakowani byli, nastawieni na podróż również. Wystarczyło się stąd zabrać, uprzednio załatwiwszy jeszcze formalności związane z transportem ciała. Nigdy nie miała okazji przewozić martwych, tym bardziej trasą morską, w tej kwestii zatem zdawała się na medyka, który miał zapewne większe doświadczenie. Może nie dokładnie z trupami, ale z całym ceremoniałem zabezpieczania zwłok. Jej pozostawało już tylko ubrać płaszcz, zarzucić na plecy torbę i zająć się synkiem.
Ostatnia podróż Tensy miała być tą pierwszą Ryujina. W tym właśnie miejscu i czasie coś się kończyło. W tym samym miejscu też inna rzecz się zaczynała. Każdy miał swoją ścieżkę do przebycia, a droga, którą miała przed sobą płomiennowłosa, była kręta i wyboista. Była jednak jej własna...
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 649
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 20:26
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie czerwone włosy, stalowoszare oczy
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- cienkie pajęczynki blizn po raitonie pod ubraniem
- sygnet na łańcuszku schowany pod koszulą
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
- manierka z wodą przy pasie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Chise » 19 kwi 2018, o 00:42

Droga nie była długa, ale i tak się dziewczynie dłużyła. Czuła się niezręcznie i nieswojo. Im dalej od Czarnego Dystryktu tym większą przyciągali uwagę. Chise czuła na sobie ciekawskie spojrzenia i słyszała szepty - urywki słów, zaciekawiony ton. Czy to nie oni..? Tak, to ci z turnieju.. Czy to krew na jej ubraniach? Co to za dzieciak?
Po wejściu do Białego Dystryktu, uwaga jaką przykuwali stawała się coraz bardziej negatywna, a przynajmniej tak to odczuła. Zaciekawienie nieraz umykało przed negatywnymi komentarzami dotyczącymi ich stanu. Całe szczęście, że Shiga nie miał tak wyczulonego słuchu co ona - a wszyscy dbali o to, by ten nie usłyszał nawet jednego słowa. Sama była ciekawa co musiał zrobić na arenie, że wzbudzał aż taki respekt. Przed walką z Shinjim chyba jeszcze tego nie było albo nie było tak nasilone.
Ich wejście do Ryokanu wzbudziło niewielkie zamieszanie. Zaoferowano im pomoc, zawołanie medyka, który podobno nawet akurat się w ryokanie znajdował, a nawet sprowadzenie straży, ale nie chcieli pomocy. Wszyscy wydawali się lekko zdenerwowani, przesadnie nawet jeśli chodziło tylko o zakrwawione ubranie, ale nie chciało się jej dopytywać o co chodzi.
Przed pójściem do pokoju odbyła jeszcze krótką, cichą dyskusję z Shigą. Nie zgadzali się w sprawie Aideina i cicho spierali dokąd ma się teraz udać, ale w końcu upór Sogeńskiej dziewczyny zwyciężył - i mały poszedł z nią do jej pokoju. Po drodze minęła człowieka, który stał przed drzwiami, jak strażnik. Chise zdawało się, że jego zapach był znajomy, ale ciężko było jej określić skąd. Musieli stanowić dla niego ciekawy widok - Uchiha cała we krwi, Jashinista w ubrudzonym kimonie i do tego dzieciak w wieku lat siedmiu, umorusany i w łachach. Aż dziwne, że ich po drodze gdzieś nie zatrzymali.
W czasie kiedy Shiga skoczył po ręczniki i wodę, usadowiła chłopaka na futonie. Aiden cały czas milczał, co ją bardzo niepokoiło, ale nie chciała z niego nic wyciągać siłą. Odpięła od pasa wszystkie miecze, zdjęła z siebie wszystkie torby i kabury oraz koszulę i powoli rozwiązywała bandaże owijające jej klatkę piersiową. Właściwie nawet ich nie rozwiązywała - rozluźniła i zsunęła na brzuch, sama przykrywając się ręcznikiem. Uklękła, a później usiadła na swoich stopach, przytrzymując ręcznik dłońmi i w takiej pozycji zastał ją chłopak. Pokiwała głową na jego słowa i zsunęła ręcznik tak, by odsłonić plecy i ranę na niej. Uśmiechnęła się przy tym lekko.
- Wstydliwy temat? - zażartowała słabo, czekając na to, co medyk zamierzał zrobić. Była przygotowana na ból przy obmywaniu, choć była nieco przestraszona, bo pierwszy raz miała rany cięte i nie wiedziała w sumie czego się spodziewać, a rana zaczęła się już zestalać. Jednak nie zamierzała panikować. Ufała temu szalonemu mnichowi.
Chise
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości