Ryokan "Królik Inaby"

Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Natsume » 7 sty 2018, o 16:46

Obrazek
Ryokan "Królik Inaby" 因幡の白兎の旅館


Spory ryokan umiejscowiony w centrum Białego Dystryktu, którego właściciele przekazywali sobie tradycje prowadzenia zajazdu z pokolenia na pokolenie - przy czym poprzedni taki przybytek prowadzili w Nami-shin, przenosząc się dopiero kilka lat temu do Hanamury. W budynku znajduje się wszystko, czego potrzebowaliby przyjezdni i wędrowcy - dziesiątki pustych pokoi do wynajęcia, urządzonych w tradycyjny sposób (ściany z papieru ryżowego, podłoga z tatami, futony w szafach, notki odpędzające złe duchy na bierzmach), do tego duża sala jadalna w której można było zamówić różne posiłki - zwłaszcza dania rybne miały bardzo dobrą renomę. Dużym plusem było też położenie ryokanu, które dawało urokliwy widok zarówno na morze, jak i góry głębiej na Kantai. A to, że znajdowało się w sercu Hanamury, w najbardziej renomowanej dzielnicy miasta, było tylko na lepsze.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1137
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 25
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Hayami Akodo » 7 sty 2018, o 18:39

Idąc ulicami Kantai z nieprzytomną dziewczyną w ciąży na rękach, torbą i bronią, Hayami nie zastanawiał się nad tym, co zdarzyło się na statku i nad ucieczką Tensy. Nie miał na to czasu - najważniejsi byli matka i dziecko, którzy mogli zziębnąć, zmęczyć się podróżą i potrzebowali odpoczynku. Rozglądał się uważnie, szukając gdzieś jakiegoś miejsca noclegowego. Zeszło mu na tym dużo czasu, bo Hanamura miała swoje ograniczenia i mnóstwo ludzi szukało dla siebie noclegu; zaczynał już myśleć nawet o wynajęciu pokoju od jakichś rybaków albo o czymś takim - sam był gotów spać pod gołym niebem, nie robiło mu to różnicy, ale musiał myśleć o Sagisie i jej potomku lub potomkini, za których odpowiadał.
Zacisnął wargi. Pokręcił głową. Naprawdę się nieźle porobiło. Został sam z dziewczyną i jej dzieckiem, odpowiedzialny za nią w pełni, tak jak przysięgał. Cholera...Co teraz robić? Zostać przy niej? Ale przecież...Nie, to nie miało sensu. Nie mógł jej ze sobą ciągnąć na ceremonię, która mogła potrwać Bóg jeden wie ile, zresztą po jej dzisiejszym zachowaniu naprawdę wątpił, by była w stanie psychicznie to znieść. Co, jeśli znów zauważyłaby w kimś Kazuo? Nie, nie powinien jej tam zabierać. Zostawić ją samą z tym wszystkim? Też nie wyobrażał sobie tego. Kurwa, powinien był to przemyśleć dokładniej, ale teraz...Było już za późno, by się wycofać. Po prostu.

Itsuka kanarazu waratte hanaseru toki wa kuru.
Dakara, sore made, sagasu koto wo yamenaide hoshii.


Wniósł ją jakoś do ryokanu, rozglądając się uważnie za jakąś kanapą lub czymś, na czym mógłby ułożyć dziewczynę. Kiedy znalazł pod jedną ze ścian jakieś poduszki, złożył ostrożnie na nich Sagisę i okrył ją lepiej swoim płaszczem, po czym podszedł szybkim krokiem do obsługującej akurat recepcjonistki. Zmarszczył brwi.

-Dwuosobowy, na razie na dwa tygodnie, płacę od razu. Na nazwiska Akodo Hayami...i Uchiha Sagisa. W razie czego przedłużę pobyt i dopłacę-mruknął szorstko.

Recepcjonistka nie była zbyt wylewna, jak zresztą wielu mieszkańców Północy. Uniosła wysoko brwi, widząc samuraja i ciężarną, śpiącą głębokim snem dziewczynę, jednak nie skomentowała tego w żaden sposób. Może wolała nie wiedzieć. Zapisała ich w księdze meldunkowej, przyjęła pieniądze, po czym wydała mu klucz.

-Pokój 135. Życzymy miłego pobytu-uśmiechnęła się delikatnie. Hayami nie był do końca pewien, czy ten pobyt rzeczywiście będzie tak miły, jak życzyła mu tego owa kobieta zza lady, odziana w jasne kimono, ale również się uśmiechnął.

-Dziękuję-powiedział cicho. Podniósł z ziemi torbę i Sagisę (niekoniecznie w tej kolejności), po czym ruszył do pokoju.

Pomieszczenie miało, tak jak się spodziewał, tradycyjny wystrój, taki sam jak w jego domu: podłoga z tatami, dwa futony w szafach, na ścianach malowidła przedstawiające morze i przyrodę, jakaś smętna waza tokonoma z jednym kwiatem, na bierzmach notki odpędzająca demony, ściany z papieru ryżowego. Widząc to, Hayami poczuł się lepiej, odprężył się. Prawie jak w Watarimono.
"Prawie" robiło tu jednak wielką różnicę. Ułożył ostrożnie dziewczynę na futonie i przykrył ją starannie, dbając o to, by koc nie zsunął się z jej brzuszka, zamówił jedzenie do pokoju, po czym siadł na poduszkach, zamyślony. Znów wróciły do niego wspomnienia.

For whom do you hurt?
Whom you're crying for?


Twój krzyk nadal brzęczy ci w uszach, kiedy siedzisz u boku matki, ubrany w białe kimono, i obejmujesz płaczącego Hajime, który się w ciebie wtulił - jakby potrzebował oparcia, opoki. Siedzący po lewej stronie zapłakanej i roztrzęsionej matki Takashi drży na całym ciele, nie kryjąc niemęskiej rozpaczy. Ktoś z was musi się podnieść. Właśnie trwa owakare-shiki, obrzęd pożegnalny. Zaproszeni na pogrzeb goście rozmywają ci się w oczach, stają się niewyraźnymi konturami za każdym razem; wyraźniej rozpoznajesz dopiero Sagisę i Tensę wraz z rodzicami. Matka, drżąc na całym ciele, podnosi chusteczkę z głowy ojca złożonej w trumnie (oddano jej tylko głowę męża, resztę ciała pożarła wojna). Czworo Uchihów, będących ostatnimi na dziś gośćmi, oddaje kolejno niski pokłon trupowi, po czym kłania się wdowie i wychodzi z pokoju.
Zostajesz sam z płaczącymi braćmi i zupełnie załamaną, bezsilną matką, która chyba nie może pojąć ogromu swojej straty.
To wszystko twoja wina.
Nieco później rozpoczyna się otsuuya - czuwasz przy zwłokach ojca, modląc się i składając ofiary, odczytujesz cicho listy kondolencyjne. Potem kremacja głowy...i ostatnie pożegnanie. Nowe imię dla Isamiego Akodo, szybkie przebranie się...
-Z głębi serca składamy kondolencje, jeśli możemy w czymś pomóc, to proszę, powiedz nam-szepcze wuj Yoshi, obejmując ostrożnie matkę, której już zabrakło łez. Jej długie, brązowe włosy, tak jak twoje, zdążyły już posiwieć, ma wyraźne zmarszczki, a drobne dłonie drżą. Mimo wieku trzydziestu sześciu lat Risa Reigen zdążyła się już postarzeć - i nic dziwnego, skoro straciła ukochanego męża i została sama z trzema synami i domem, który trzeba było jakoś utrzymać,..Niby banalna, wyklepana formułka, ale słowa Yoshiego mają dla niej wielkie znaczenie. Dziękuje więc Yoshiemu i trzymającej się za nim Rin bladym uśmiechem.
Nie mogąc tego wszystkiego znieść, wychodzisz na zewnątrz po skończonej ceremonii, kiedy urna z prochami twojego ojca znajduje się już tam, gdzie powinna, w grobie.
I wtedy dopiero pozwalasz sobie na gorzkie, rozpaczliwe łzy. Siadasz na ziemi i wybuchasz przeraźliwym, rozdzierającym płaczem, krzyczysz z całego serca, wzywając ojca, który już nigdy nie wróci. Obok ciebie płaczą Hajime, który przez cały pogrzeb siedział obok ciebie i ciągle się trzyma twojej hakamy, i Takashi; jest też Saga, słyszysz wyraźnie jej szloch. Nic dziwnego, bliżej jej było do ojca niż do mojej mamy...
Odwracasz twarz, by na nie nie patrzeć. Chciałbyś być sam - z ciałem ojca, żrącą jak kwas winą, samotnością, poczuciem, że odeszło coś ważnego, czego już nigdy nie zastąpisz. Połykasz łzy, obejmując najmłodszego brata. Drżysz na całym ciele, ale wiesz, że nie masz wyjścia.
Zostałeś głową rodu.
Następcą swojego ojca.
-Nie zastąpię wam ojca, ale postaram się wami dobrze zająć. Słyszysz, Hajime?-pytasz cicho, łagodnie. Ocierasz niecierpliwie najpierw swoje łzy, a potem brata. Kładziesz dłonie na jego ramionach. Chłopiec pociąga nosem.
-Onii-chan, co z nami będzie?-pyta płaczliwie.-Co będzie z nami bez taty?
-Musimy...iść dalej. Jestem teraz głową rodziny, więc macie mnie obaj słuchać, Hajime. Mnie i mamy-odpowiadasz, czochrając jego włosy. Wzdychasz ciężko. Dobrze, że odbyłeś już gempukku. Przynajmniej uchodzisz teraz w społeczeństwie za mężczyznę, dorosłego, nie za głupie dziecko. No właśnie...dorosłego? Przecież nie wiesz nic o świecie, nie przydałeś się do niczego pod Atsui. Jesteś nic niewart.
Pieniądze i drobne upominki, które otrzymała twoja rodzina od gości, starczają na utrzymanie się przez jakiś czas. Później zaczynasz pracować. Bierzesz każde możliwe zlecenie, pomagasz sąsiadom, rąbiesz drewno, dostarczasz wiadomości za drobną opłatą, wskazujesz drogę przyjezdnym. Robisz wszystko, byle tylko pomóc umęczonej, wiecznie smutnej matce, która po śmierci ojca jakoś utrzymuje dom, ale...Trzymasz młodszych braci twardą ręką, wbijasz im do głowy zasady, przekazujesz im na szybko to, co pamiętasz z waszych wspólnych treningów.
Nie jest łatwo. Ale sam powiedziałeś, że musicie iść dalej.
Choćby dlatego, że ojciec nie chciałby, by jego synowie ciągle płakali jak beksy i użalali się nad sobą. Poza tym zostaje jeszcze matka, którą ktoś musi utrzymać.


Zamrugał powiekami. Zrobiło się już bardzo późno, świece płonące w lampach właśnie dogasały. Było cicho i bardzo spokojnie, Sagisa chyba nadal spała. A nawet jeśli, to co to zmieniało?
Dotknął swoich policzków i z niejakim zdziwieniem odkrył na nich łzy.
Więc strata boli nadal.
Otarł je powoli kciukiem, po czym wstał. Wyjął z kieszeni notes i ołówek, wydarł z niego kartkę, a następnie zaczął pisać staranniej, niż przed wojną, chociaż nadal szorstko, po samurajsku:

Kochana Sagiso,
Muszę iść na koronację. Zostawię Cię tutaj, żebyś mogła odpocząć po podróży, ale każę komuś z obsługi ryokanu od czasu do czasu do Ciebie zajrzeć, byś miała wszystko, czego potrzebujesz. Wrócę zaraz po zakończeniu całej tej imprezy koronacyjnej. Bądź silna i dbaj o siebie i o dziecko, a przede wszystkim - NA BOGÓW! - NIE WYCHODŹ z pokoju SAMA. Jeszcze coś Ci się stanie, a wtedy Twój ojciec dupę mi urwie, nie mówiąc o łbie. Przyniosę Ci z miasta miejscowe słodycze i jeśli będziesz miała siły, to Cię gdzieś zabiorę.
Co do Tensy...Nie mam pojęcia, co jej strzeliło do głowy, ale na razie nie będziemy jej szukać. Dajmy jej czas. Zarezerwowałem na razie pokój na dwa tygodnie.
Bądź silna, kochanie. Dla dobra swojego i dziecka. Wrócę najszybciej, jak tylko będę mógł.
Kocham Cię.
Hayami


Zostawiwszy jej tą wiadomość w zasięgu ręki, położył się na swój futon, wzdychając ciężko. Świece dopaliły się melancholijnie, tak jak kadzidła, które płonęły wówczas przy martwym Isamim.

Kiedy nadszedł poranek, samuraj ubrał się starannie. Wszak należało być gotowym na śmierć, niezależnie od tego, co się działo, prawda...?
Narzucił na siebie płaszcz, wyjął z torby Sagisy wakizashi, przypasał sobie katanę, po czym złożył na czole dziewczyny pełen czułości pocałunek i wyszedł cicho, bezszelestnie z pomieszczenia.

Jak shinobi.

Po drodze zajrzał do recepcji i zaczepił pracownicę. Ustaliwszy z nią, że zajrzy co kilka godzin do Sagisy, tak na wszelki wypadek, żeby nic jej nie było, wyszedł z hotelu i ruszył przed siebie.
Na spotkanie tego całego turnieju.
Ostatnio edytowano 9 sty 2018, o 03:17 przez Hayami Akodo, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 632
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Sagisa » 8 sty 2018, o 23:40

Czerwone ślepia zbliżały się, błyszcząc złowrogo. Nie miała dokąd uciec, gdzie się skryć. Dłoń obleczona wyładowaniami sięgała ku niej, zwiastując ból i odrętwienie ciała. Powietrze rozdarł krzyk. Dopadł ją...

Zarwała się z posłania, dysząc ciężko. Błędnym wzrokiem rozglądała się dookoła, szukając zaczepienia, czegokolwiek. Nie znała tego miejsca, było obce, mimo wszystko nie była skrępowana, a leżała do tej pory okryta kocem. Poczuła skurcz, odruchowo sięgając dłonią do brzucha. Nie tylko ona wybudziła się z koszmaru, maleństwo przeżywało go wraz z nią.
Usłyszała szybkie kroki na drewnianych panelach podłogi, a moment później pukanie.
- Panienko? Wszystko w porządku? - pytała jakaś kobieta, po chwili delikatnie uchylając osłonięte papierem ryżowym panele. - Nic sobie panienka nie zrobiła?
Sagisa patrzyła na pobladłe oblicze pokojówki, która również się jej przyglądała, zastanawiając zapewne, czy gość nie uzna jej działania za wtargnięcie. Przetarła powoli twarz, starając się skupić na zadanych pytaniach, na odpowiedzi.
- Tak... znaczy nie... Ja... - wzięła głęboki oddech, uspokajając się zwolna. - Przepraszam, chyba miałam zły sen. Nie chciałam nikogo niepokoić.
Kobieta odetchnęła z wyraźną ulgą. Zaraz też wsunęła się do wnętrza pomieszczenia i skłoniła nisko głowę.
- Proszę zatem wybaczyć mi to wtargnięcie. Potrzebuje panienka czegoś?
- Może mi pani powiedzieć, gdzie... - zaczęła pytająco, w tej jednak chwili zauważyła leżącą na stoliku nieopodal kartkę. Sięgnęła po nią, poznała pismo, zresztą podpis również. Odetchnęła. - Prosiłabym tylko o szklankę wody - zwróciła się znów do kobiety.
- Oczywiście, zaraz przyniosę.
Kolejny niski ukłon, po którym nastąpiło ciche zasunięcie paneli shoji, i Saga została sama. Odetchnęła głębiej i wczytała się w wiadomość pozostawioną przez przyjaciela. Koronacja... Chciała wziąć w niej udział, zobaczyć to wszystko na własne oczy, teraz już chyba raczej nie zdąży. Spojrzała na okno, słyszała za nim wiwaty, gwar gdzieś w dali. Za późno.
Wstała niespiesznie, wyplątując się ze zwałów materiału, odszukała wzrokiem torbę podróżną, do której siostra spakowała jej rzeczy. Westchnęła ciężko. Pamiętała jej słowa na statku, ostatnie słowa przed zniknięciem. Tutaj umiera Tensa... Czy zatem miała jeszcze siostrę? Czy była ona kimś zupełnie innym? Potrząsnęła tylko głową, odganiając niechciane myśli. Hayami miał rację, muszą dać jej czas. A to nie było odpowiednie miejsce i chwila na takie rozmyślania.
Przejrzała na szybko zawartość torby, zabierając ją ze sobą do sąsiedniego pomieszczenia - łazienki urządzonej w starym stylu. Musiała się odświeżyć, przebrać... po prostu jakoś ogarnąć. Nie mogła przecież wiecznie rozpamiętywać, użalać nad sobą, nad tym, co się stało. Nie mogła już tego zmienić, tak jak nie zmieni wydarzeń z lata, nie cofnie wyznania z poprzedniej zimy, nie zagłuszy własnych myśli. Doznała wielkiej krzywdy, racja, ale musi to przetrwać, przebrnąć przez koszmar przeszłości i iść naprzód. Tak jak kiedyś Hayami tłumaczył braciom na pogrzebie ojca, tak i ona teraz... musiała iść dalej. Dla dobra własnego i dziecka, którego ojcem chciał być samuraj.
Głos pokojówki z głównego pomieszczenia informował o przyniesieniu szklanki wody, o którą dziewczyna prosiła. Drobna chwila zaburzająca osamotnienie. Czy miała za złe szatynowi, że wybrał się na koronację bez niej? Może w pewnym stopniu tak, w końcu przyjechali tu razem właśnie z tego powodu, prawda? No, był niby jeszcze ten cały turniej, w którym udział wziąć mają zarówno on, jak i Tensa, ale... Saga nigdy jeszcze nie miała okazji brać udziału w podobnym wydarzeniu, a to najzwyczajniej w świecie mignęło jej przed oczami i zniknęło. Ot tak, po prostu.
Poprawiła na sobie jedną z luźniejszych koszul, które zaczęła nosić wraz z rozwojem ciąży, by nie uciskały brzucha. Zaczesała włosy do tyłu, związując je czarną wstęgą w wysokiego kitka, którego dodatkowo zawinęła przy ostatnim wiązaniu, skracając tym włosy do jednej trzeciej ich długości. Fryzura była o tyle praktyczna, że odsłaniała ramiona, układając większość włosów w okolicach karku i dziewczyna nie majtała nimi na wszystkie strony przy każdym ruchu głowy. Przypomniała sobie odcięty warkocz siostry, dumnie zapuszczany i nigdy nie przycinany. Ona również była dumna z długości swych krwistych kosmyków, choć były one bardziej wystrzępione niż te siostrzane. Czy miało to jednak jakiekolwiek znaczenie?
Wyszła z łazienki już przebrana i odświeżona, od razu chwyciła za pozostawioną na stoliku szklankę z wodą i wypiła jej zawartość, odstawiając ją następnie. Przytroczyła do paska kaburę, którą Tensa zawinęła w jej bieliznę, umieszczając w torbie z innymi rzeczami. Nie chciała siedzieć cały czas w pokoju, poza tym musiała przecież zjeść jakieś śniadanie, prawda? Przesłoniła kaburę materiałem koszuli, chwyciła już pustą szklankę i wyszła z pokoju. Rozejrzawszy się po korytarzu, skierowała swe kroki w stronę głównej sali, gdzie wpierw oddała obsłudze puste naczynie, dziękując grzecznie, zaraz potem zajęła miejsce przy jednym ze stolików, zamawiając na śniadanie coś lekkiego acz sycącego. Dopóki Hayami nie wróci, zdąży chyba zjeść i, być może, zrobić sobie mały spacer po okolicy, prawda? Z ręką ułożoną na wydatnym już brzuchu spojrzała za okno, podziwiając rozpościerający się za nim krajobraz.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
 
Posty: 423
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na udzie pod płaszczem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Hayami Akodo » 9 sty 2018, o 04:11

Wracał śpiesznym, szybkim krokiem do ryoukanu "Królik Inaby", spiesząc się i to bardzo, niemalże biegł, roztrącając po drodze ludzi. Yari drżała mu na plecach, biało-szara hachimaki falowała lekko na wietrze, katana podskakiwała wraz z każdym jego żwawym krokiem. Pędził w kierunku ryoukanu, mając nadzieję, że uda mu się wyrobić; w końcu skoro umówił się już z Keiem, nie może zawieść przyjaciela. Samuraj miał na niego oczekiwać na północnych trybunach - a przynajmniej taką błogą nadzieję w nim pokładał kasztanowowłosy młodzieniec z Yinzin. Ludzie z tamtych stron (bo przecież Seinaru pochodził z Teiz, tam zamieszkiwał, tam pozostawił swoją farmę, psa i nie mówiącą dziewczynę, którą się zaopiekował) potrafili być słowni, przestrzegali honorowych praw i prędzej by zjedli własny język, niż pozwoliliby, by ktokolwiek - czy to krewny, czy przyjaciel, czy obcy samuraj, daimyo, czy nawet shinobi - zarzucił im gorszącą ludzi i bogów niesłowność. Dlatego Hayami chciał skoczyć do hotelu, aby zakupić tam na szybko jakieś napoje w butelkach i pośpieszyć za przyjacielem na trybuny. Najpierw jednak musi sprawdzić, czy Sagisa zastosowała się do jego prośby i nie opuściła przypadkiem samowolnie "Królika". Więzić dziewczynę w ciąży w pokoju to jedna sprawa, ale dopuścić do jej wybuchu ponownie, do obłędu akurat teraz, kiedy czujność straży jest wzmożona i ludzie mogą zwrócić na to uwagę...

W jego głowie również snuło się wiele rozważań co do tej całej sytuacji i słów Tensy. Białowłosa ścięła swoje długie, zapuszczane od dzieciństwa, śliczne, jasne włosy, skróciła je ot tak sobie i oznajmiła dramatycznie:

Tu umiera Tensa, jestem już tylko shinobi.

Czy te rozpaczliwe słowa miały znaczyć, że młoda Uchiha wyrzeka się swojej rodziny? Że porzuca na zawsze ukochany, rodzinny dom w Sogen, gdzie wszyscy troje spędzili tyle szczęśliwych chwil? Że zrezygnowała ze swojej miłości do siostry, dosłownie oddała ją Hayamiemu na własność? Nie, nie chciał tak myśleć...Sagisa nie była przedmiotem. Nie była rzeczą, którą można było nabyć, sprzedać, rzucać jak piłką. O nie, Sagisa była człowiekiem - i to bardzo wartościowym, skrzywdzonym człowiekiem; i może przez Hayamiego przemawiała teraz zaślepiona miłość, ale był przekonany, że jej się to należy. Nie miał sumienia ani serca budzić jej dziś rano po tym wszystkim, powinna była odpocząć, ale...Zacisnął wargi, a potem westchnął. Dręczyło go jakieś niejasne przeczucie, że sytuacja jeszcze bardziej się skomplikuje. Popełniłeś gdzieś błąd. Albo ci się tylko tak wydaje.

W kilka minut po tym, jak krwistowłosa zjadła posiłek i wróciła z łazienki, pojawił się w sali jadalnej. Wyglądał na zaniepokojonego i nieco zmęczonego, chociaż iskierki radości po spotkaniu z Keiem wciąż migotały w jego oczach. Podszedł szybkim, by nie powiedzieć: błyskawicznym krokiem do stolika dziewczyny, a właściwie to do niego podbiegł.
-Daj mi chwilę-rzucił krótko, po czym pobiegł zamówić u obsługi dwie...nie, trzy kamionkowe butelki pełne ciepłego soku (poprosił specjalnie, by dolano ciepłej wody do butelki Sagi, bo sam sok nie był najcieplejszy, a wolał na zapas zadbać o jej gardło). Wróciwszy z zamówieniem w dłoniach, Hayami siadł naprzeciwko swojej..,ukochanej. Wciąż ciężko było mu ją tak nazywać, zwłaszcza, że pamiętał o Tensie i o jej uczuciach, zranionych cierniem, ale...mimo wszystko był szczęśliwy, że białowłosa zrozumiała, że nie może dać siostrze przyszłości.

Gdyby tylko skończyła to inaczej, byłoby...łatwiej.


-Przespałaś część koronacji, a ja nie chciałem cię budzić. Ale dużo nie straciłaś, dziwne ryboludy i liderzy gadali umoralniające wzniosłości o zjednoczeniu wyspiarzy i takich tam sprawach-rzucił niedbale. Mówił szybko, zjadając momentami końcówki, jakby gdzieś się spieszył. Spojrzał na nią z troską w oczach, uśmiechając się blado. -Słuchaj, jeśli czujesz się na tyle dobrze, że dasz radę wyjść z hotelu, to od razu pójdziemy na turniej, by zobaczyć pierwsze walki i samego Shimakage, który pewnie wygłosi jakąś mowę albo coś w tym rodzaju. Ty popatrzysz sobie z trybun na mnie, ja zaś Umówiłem się tam z Seinaru, którego spotkałem...Kei wie, że ze mną jesteś, ale to jest cała jego wielka wiedza.
Zniżył trochę głos.
-Powiedziałem, że towarzyszy mi ciężarna dziewczyna, ale to wszystko. Kei nie wie, co się...wydarzyło. Dotrzymałem obietnicy. To jak? Idziesz ze mną tam razem czy wolisz pójść sama? A może wolisz tu zostać?

Jeżeli Sagisa zgodziła się pójść z nim razem, to zapłacił za nią na szybko rachunek, podał ramię czerwonowłosej Uciapie i wyszli razem ostrożnie z pomieszczenia, kierując się w stronę placu. Jeżeli jednak Sagisa nie wyraziła zgody, wówczas Hayami obdarzył ją czułym pocałunkiem.
W obu przypadkach zauważył kaburę, ale nie skomentował tego. Dopiero, wstając od stołu, zapytał, posyłając jej porozumiewawcze spojrzenie:
-Rozumiem, że...czujesz się na tyle dobrze, by z tego korzystać, kochana? Raz jeszcze przepraszam, że cię nie obudziłem, ale tak słodko spałaś, że nie miałem co do tego sumienia. A nie powinnaś sama wychodzić: w Hanamurze jest mnóstwo przyjezdnych. Wśród nich mogą być osoby pozbawione dobrych intencji, odpukać, i do tego silniejsze od ciebie. Lepiej, byś trzymała się mnie, choćby po to, bym mógł cię chronić. A wakizashi...musiałem ci je zabrać. Oddam ci je, gdy będę miał pewność, że...że nie zrobisz nim nic głupiego. Przykro mi, ale po tym, czego byłem świadkiem...wolę po prostu być pewny, kochanie. W końcu za was odpowiadam przed twoim ojcem.


________________________________________________________________
Jeśli Saga się zgodzi, to daj zt x2 na trybuny północne. Seinaru napisze pierwszy, ja po nim i Ty ostatnia.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 632
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Sagisa » 9 sty 2018, o 11:23

Właśnie kończyła posiłek, popijając go ziołową herbatą, którą poleciła jej wcześniej poznana pokojówka. Mówiła, że te zioła pomogą jej oczyścić umysł z niechcianych myśli, oczyszczą go, a ją samą uspokoją. Nie miała co do tego pewności, ale nie sposób było odmówić tak urokliwej kobiecie, która zdawała się martwić jej nagłą pobudką. Saga nie wiedziała, czy miało na to wpływ "polecenie" Hayamiego, by obsługa ryoukanu miała na nią oko, i niespecjalnie chciała się nad tym głowić.
Samuraj zjawił się w pośpiechu, prosząc wpierw o krótką chwilę, w ciągu której udał się w stronę kontuaru, gdzie zamówił coś do picia. Zaraz potem przysiadł naprzeciw niej, by po chwili zacząć mówić. Mówić równie szybko, jak tu przybył, ale już taki był, a ona zdążyła się do tego przyzwyczaić. Wyglądało na to, że ominęło ją całkiem ciekawe przedstawienie. Nutka zaciekawienia w jej oczach znikła równie szybko, jak się pojawiła.
- Nie chciałeś mnie budzić, a jednak przyjechaliśmy na tę koronację razem - wtrąciła luźno, korzystając z momentu ciszy. - I najpewniej z naszej trójki tylko ja nie brałam w tym udziału...
Półuśmiech, delikatne uniesienie kącika ust właściwie. Nigdy się przy nim nie uśmiechała w ten sposób, zazwyczaj przecież ich spotkania miały ścisłą otoczkę radosnej beztroski. Wręcz dziecinnej beztroski, do której ona nie miała już praw. Jako przyszła matka musiała dorosnąć, taka była rzeczywistość.
Usadowiła się wygodniej na siedzeniu, spojrzenie kierując za okno, gdzie akurat miała idealny wręcz widok na góry. W dalszym ciągu słuchała słów chłopaka, popijając powoli herbatę. Teraz bardziej niż kiedykolwiek widać było dwoistość natur między nimi, On zdawał się spieszyć, mówił szybko, zwięźle, ona zaś siedziała spokojnie, raz po raz umaczając usta w naparze, właściwie nie przejmując się jego niecierpliwością. Choć tylko do czasu, aż jej czujne uszy nie wyłapały jednego, a raczej dwóch zdań. Kei nie wie, co się... wydarzyło. Dotrzymałem obietnicy.
Słysząc te frazy, zastygła w bezruchu ze szklanką przy ustach. Przez jej oczy przemknął dziwny cień, jakby lęk, który zaraz został przesłonięty powiekami. Szybko dopiła herbatę, odstawiając następnie szklankę na blat.
- Rozumiem - stwierdziła tylko, w dalszym ciągu nie otwierając oczu. Zaczęła powoli wstawać. - Wezmę tylko płaszcz z pokoju i możemy ruszać.
Gdy chłopak wspomniał o korzystaniu z czegoś, otworzyła nagle powieki, patrząc wprost na niego. Mógł zauważyć moment, w którym w jej oczach zgasła czerwień, a może było to tylko złudzenie? Może po prostu nazbyt się o nią martwił? Nie była wszak małą dziewczynką, za którą trzeba chodzić krok w krok, a stan brzemienny tym bardziej nie czynił z niej kaleki, która potknąć się może o własne nogi.
Dziewczyna dopiero po chwili zrozumiała, że szatyn mówił o kaburze przytroczonej do paska. Tłumaczył jej, że w związku z festiwalem po okolicy kręci się mnóstwo przyjezdnych, którzy mogą stanowić zagrożenie dla niej i dziecka. Uśmiechnęła się nieznacznie.
- Właśnie z tego powodu powinnam mieć jak się bronić, nie sądzisz? - rzuciła luźno, zgrabnie unikając odpowiedzi na jego pytanie. Gdy zaś wspomniał o wakizashi, tylko położyła mu dłoń na ramieniu. - Doskonale to rozumiem, nie mam ci za złe. Pamiętaj tylko, że to moja własność i masz o nią dbać.
Puściła mu oczko i ruszyła do pokoju po płaszcz. Nim jednak wyszła, zajrzała jeszcze do łazienki, przepłukując twarz wodą. Spojrzała we własne oblicze i uśmiechnęła się krzywo. Uśmiech ten po chwili przybrał formę bardziej naturalnego i lekkiego, nieco wesołego. Odetchnęła głębiej.
- Właśnie tak - szepnęła do siebie. - Masz spędzać miło czas, oderwać się od tego wszystkiego. Uśmiech to podstawa, Sagisa. Masz go cały arsenał, pamiętaj.
Wyprostowała się, biorąc kolejny głęboki oddech. Z wymalowanym na ustach lekkim uśmiechem założyła płaszcz, poprawiając odruchowo kołnierz. Zapięła się dokładnie, szyję owinęła luźno zwiewną chustą i wyszła na spotkanie z czekającym na nią samurajem.
- No, możemy ruszać, mój drogi - oznajmiła z nutką wesołości w głosie, ujmując go pod ramię. Czas zmierzyć się z rzeczywistością.


[z/t] x2; Hayami, Sagisa ->Trybuny północne
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
 
Posty: 423
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na udzie pod płaszczem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Chise » 9 sty 2018, o 16:51

Pokiwała z entuzjazmem głową i aż klasnęła w dłonie na propozycje Shinjego. Tańce! Tak dawno nie miała okazji pokazać czego ją nauczono w domu i czego nauczyła się sama. Nudne tańce oficjalne to jedno, ale były jeszcze takie rozrywkowe, niemal wiejskie i dużo bardziej ciekawsze i była ciekawa jak będą tańczyć..
- Oczywiście, że chce! - wybuchnęła energicznie, z szerokim uśmiechem - To wspaniały pomysł! Aż dziwne że sama na niego nie wpadłam - roześmiała się wesoło, zachwycona. Ale była to oczywiście znakomita okazja do prowokacji.
- Shiga, nie będą niemiły! Shinji by czegoś takiego nie zrobił - oburzyła się nieco, biorąc Uchihę w obronę - Obiecał moim rodzicom, że się mną zajmie, tylko dlatego tu jestem. Dzięki jego uprzejmości, więc się zachowuj - wypaliła, marszcząc brwi, po czym uśmiechnęła się kącikiem ust -...więc mówisz, że jest przystojny? Dobrze wiedzieć! - wybuchła śmiechem, rzucając małą prowokacją.
Unosiła powoli brew coraz wyżej i wyżej, słysząc opowieść.. Nie, bełkotanie chłopaka, które powoli zaczęło trafić jakikolwiek sens. Połozyła dłoń na ramieniu chłopaka, patrząc się już na niego poważniej, w miarę jak docierało do niej w jak wielu innych sprawach mógł tak swobodnie kręcić dziwaczne historię.
- Chyba będziesz musiał mi tą historię opowiedzieć dokładniej. Później - stwierdziła swobodnie, ale na twarzy miała wyraz, który świadczył o tym, że nie chodziło bynajmniej tylko o opowiadanie. Prędzej.. Wezwanie na dywanik? Wytłumaczenie się? Coś w tym stylu, ale kiedy nie będzie przy nich Shinjego, skłonnego komentować każde słowo.
Chise strzelała oczami od jednego chłopaka do drugiego, zastanawiając się..
Co tu się do cholery dzieje?
Przerzucali się komentarzami podszytymi nieprzyjemnościami, oboje zahaczając akurat o sprawy wrażliwe dla drugiego. Kwestia sławy i siły Shinjego, wiary Shigi i jego stroju.. A ona miała wrażenie, że zaraz z uszu zacznie jej buchać parą.
- DOŚĆ - stwierdziła głośno, zatrzymując się. Chciałoby się powiedzieć, że piorunowała ich wzrokiem lub patrzyła się groźnie.. Ale nie. Wyglądała jedynie na poważnie zdenerwowaną.
- Zachowujecie się oboje niedopuszczalnie. Jesteście dorosłymi ludźmi czy doko dopiero co wypuszczonymi z akademii? Bo słuchając was mam wrażenie, że jednak to drugie! To nie przystoi - zwróciła się w stronę kuzyna - Jakie świadectwo dajesz o Sogen i Uchiha, okazując takie ograniczone myślenie i brak tolerancji? Wstyd mi za ciebie, Shinji! - gwałtownie odwróciła się w stronę Jashinisty - Tak reprezentujesz i zachęcasz do swojej wiary? Wchodząc w pyskówki? Grożąc wybijaniem kijem zębów? Obrażając mojego towarzysza? Jakiego boga tym przedstawiasz, Jashina? - wysyczała z furią. Fuknęła ze złością, odwracając się od nich obojga, trzymając dłonie we włosach. Oddychała głęboko, klatka piersiowa unosiła się w szybkich wdechach.
- Słowo daje, jeszcze jedno zdanie, a zostanę w karczmie - powiedziała po chwili uspokojenie się, już mniej nerwowo. Wtedy też odpowiedziała na propozycję obu znajomych. Zaskakująco zgodna tym razem.
- Tak, to dobry pomysł. Chodźmy. Nie wiem czy zdążymy gdzieś pójść, niedługo zaczyna się turniej - zmartwiła się na koniec, ruszając dalszą drogę, trzymając się nadal Shinjego, aczkolwiek rękę trzymając sztywno obrażoną.
Właściwie to byli już niedaleko. Nie musieli nawet dopytywać się o drogę, tłum ich pokierował w kierunku Białego Dystryktu, reprezentatywnej części miasta. Czy była możliwość, że dwójka Uchiha wybierze coś innego, niż najlepsze miejsce? Jashinista zapewne mógłby spać gdziekolwiek, jako skromny mnich zapewne przywykł do skromnych warunków, jednak im towarzyszył, a więc musiał się tak jak oni taplać w luksusach.
- Spójrzcie! Tam jest! - stwierdziła radośnie, wskazując na całkowicie losowy punkt gdzieś z boku, po czym zaśmiała się w nich, słysząc jak automatycznie spojrzeli. Głupi żart, ale chciała jakoś rozładować trochę napiętą atmosferę. Zaraz po tym bystre oczy zobaczyły znak oznaczający Ryokan. Wtedy poczuła jak coś się o nią ociera, między nią a Shigą.. Nie byłoby w tym nic dziwnego, dookoła biegało mnóstwo dzieci, gdyby nie towarzyszyły temu ciekawskie łapki pod pasem, szukające zapewne sakiewki. Wykorzystując całą swoją szybkość, złapała go za nadgarstek i szarpnęła, z dala od jej pieniędzy, stawiając przed sobą.
- Nieładnie tak okradać gości z kontynentu - stwierdziła łagodnie - szczególnie w tak wyjątkowym dniu - ukucnęła pod nim, by być na jego poziomie - Jak ci na imię, mały?
- A-a-aidan, pani - wydusił z siebie. Sądząc po głosie, mógł mieć z 7, może 8 lat, lecz był jakoś mały jak na ten wiek. Domyślała się (a dobry węch w tym pomógł) że dzieciak musiał pochodzić z biedoty, był małym żebrakiem który spróbował szczęścia widząc niewidomą lub kieszonkowcem. Sięgnęła pod płaszcz, wyjmując sakiewkę, wysypując z niej kilka monet, które włożyła w małą dłoń.
- Posłuchaj mnie uważnie, Aidan. Niedaleko stąd jest port, a w nim statek Ryokozan. Podejdź do kapitana i przekaż, że Chise-san i Shinji-san prosząc o przesłanie bagaży do Ryokan.. - spojrzała w górę, czekając aż któryś z panów poda nazwę, po czym dołożyła jeszcze kilka monet - Shiga-san także ma do ciebie prośbę, podobną. Pójdź tam gdzie ci powie - kolejne kilka błyszczących krążków - kup sobie coś słodkiego, to przecież wielki dzień dla Wysp - zaśmiała się lekko - i jak wrócisz, dostaniesz jeszcze więcej. I radzę ci posłuchać, bo Shinji-san i tak cię znajdzie. Ma magiczne oczy, które widzą niemal wszystko. Rozumiemy się? No to zmykaj - puściła jego rękę, z której ryo niemal się wysypywało.
- Tak jest, Chise-san! - pisnął, po czym po przekazaniu polecenia od Shigi zaczął biec. Czy w dobrą stronę? Tego nawet nie wiedziała. Wzruszyła lekko ramionami.
- Tak będzie szybciej.. O ile nie zwieje z pieniędzmi - zachichotała, wierząc jednak że perspektywa zarobku oraz strasznie oczami zadziała.
Weszli do środka, szybko załatwiając formalności. Trzy pokoje miały na nich czekać, aż dziw że były miejsca, ale przestała się dziwić gdy usłyszała cenę. Na szczęście na biednych nie trafiło, jeden nocleg mogli mieć luksusowy.
Zdążyli jeszcze nawet coś przekąsić, gdy usłyszeli jakiś hałas na zewnątrz. Chise nie mogła przez okno zauważyć marynarzy z bagażami, ale mogli panowie i to im zostawiła tą kwestią. Do niej podleciał tylko dzieciak, któremu położyła rękę na głowie.
- Dobrze się spisałeś - powiedziała czule, wręczając mu mały mieszek - Oby tak dalej. Jesteś sprytny i zaradny, Aidan. Nie myślałeś, by nauczyć się fachu shinobiego? Masz teraz trochę pieniędzy, poszukaj jakiegoś senseia. Jest wielu ludzi skłonnych dzielić się wiedzą - pogroziła mu żartobliwie palcem - tylko nie próbuj dziś drugi raz szczęścia, kolejni goście mogą nie być dla ciebie tacy mili. No, uciekaj - pogoniła go łagodnie, popychając delikatnie w stronę wyjścia.
- Dziękuje, Chise-san. Do widzenia! Znaczy się, do usłyszenia - ukłonił się grzecznie wszystkim, po czym czmychnął. Dziewczyna westchnęła.
- Pewnie przepuści to na słodycze - mruknęła, dopijając herbatę. Nadchodził czas się powoli zbierać. Po zaniesieniu bagaży Chise oświadczyła obu panom, że musi się przebrać. Poszła do swojego pokoju i rzeczywiście, przebrała się. Zdjęła swój płaszcz i kimono, zamieniając je na koszulę i spodnie, do paska przyczepiła miecze oraz maskę. Włosy zebrała w długi warkocz, w kieszenie pochowała wstążki i spinki, które pomogą jej go upiąć. Na koniec narzuciła na to wszystko inny płaszcz. Grubszy, czarny, z drobnym futerkiem przy szyi i na rękawach, miał przede wszystkim ta zaletę, że zapinał się od góry do dołu i sięgał do samej ziemi. Nie widać było spod niego niezwykłego dla niej stroju.
Była gotowa. Bardziej niż gotowa, była pewna tego, że chce zrobić, że pokonałaby każdą przeszkodę.
- No, Chise - szepnęła do siebie - pora pokazać, że jesteś prawdziwa Uchiha.
Zeszła do towarzyszy, wypełniona nową determinacją i radosna jak nigdy.
To musiał być dla niej szczęśliwy dzień, musiał!
Obrazek
Avatar użytkownika

Chise
Najlepszy Kobiecy Charakterek
 
Posty: 503
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4372
GG: 46966371
Multikonta: Obi

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Shinji » 9 sty 2018, o 19:43

Porównanie ich do walczących ze sobą kogucików było niesłychanie trafne bo puszyli się i mierzyli wzrokiem obok Chise niczym dwójka napalonych nastolatków, którzy poczuli swoją zdobycz. Niestety... okazało się, że rybka nadziała się na dwa haczyki i zaczęli przeciągać ją w swoje strony pieprząc jaki to drugi wędkarz jest beznadziejny i ryba nie zasługuje na to by powędrować do nich. Porównanie nieco nad wyraz choć jak najbardziej trafne. Zresztą w tym co mówił Shiga było nieco prawdy. Co jak co, ale Shinji nie był chyba wymarzonym kandydatem na męża co prawda nie traktował kobiet niczym przedmiot do rozładowania swojego napięcia seksualnego. Nie... On traktował je niczym klejnoty, które trzeba było wyłowić z rzeki, albo piasku i odpowiednio oszlifować swoim towarzystwem. Wtedy to się otwierały ukazując swoje wnętrze, które mogło kryć najróżniejsze rzeczy. Były i zwykłe kamienie ukryte pod tym piaskiem i dopóki ich z niego nie oczyściłeś nie wiedziałeś. Shinji był wyjątkowo wybiórczy w tym co robił. Etap poznawania można by przyrównać do szlifowania podczas którego oczyszczamy drogocenny kamień z zanieczyszczeń i wtedy to możemy zobaczyć jak pięknie zalśni. Najcenniejsze z nich stawały się biżuterią, którą człowiek nosił z ochotą tak by zdobiła jego ciało. Czy inaczej było z kobietami? Oczywiście że nie. Nie bez powodu mawia się, że niewiasta jest niczym ozdoba dla mężczyzny. W końcu uważane są za tą piękniejszą płeć i nie bez powodu tak jest. To były czyste fakty... Szczęśliwie nie przyszło mu tego tłumaczyć bo oto ku jego zaskoczeniu Chise stanęła w obronie tylko czy była ona słuszna? To już kwestia dyskusyjna. Jak już wcześniej wspomniałem Shinji nie stanowił dobrego materiału na męża. Jeszcze wiele wody w rzekach musiało upłynąć by chociaż myślał o stałym wiązaniu się choć nie wykluczone, że kiedy młodzieńcza werwa z niego zejdzie będzie chciał się ustatkować. Zresztą pewnie taka konieczność wiązałaby się w przypadku osiągnięcia swojego marzenia, celu - jak zwał tak zwał. Wtedy to już na pewno musiałby się starać o potomka bo cóż to za lider bez takowego - oczywiście męskiego, w takich czasach w końcu żyli. Powróćmy jednak na ziemię, do meritum tego wszystkiego. Wspominałem, że walczyli z sobą niczym para kogucików i on z pewnością nie miał zamiaru odpuszczać gasząc jegomościa jeśli tylko wyczuł taką okazję zwłaszcza, że pieprzył jak potłuczony i emanował słabością względem Chise. Nie żeby i Shinji nie czuł względem niej sympatii ani nie zdążył zauważyć już dawno subtelnych walorów estetycznych jej wyglądu, które można określić w znacznie krótszy sposób jako urodziwą niewiastę. Po prostu najwidoczniej miał znacznie większe doświadczenie i w czymś takim należało mieć znacznie większe jaja bez wychodzenia z pozycji needy, która aż kipiała ze strony "mnicha" - Kurwa koleś, a co właśnie robisz? Opowiadasz o darach, które daje twoje bóstwo. Co to jak nie chwalenie się. - i miał rację. Shiga najwyraźniej zamotał się lekko w swoich słowach, na tyle by nie zauważać, że sam sobie przeczy. Czyżby udało się Shinji'emu go sprowokować? Bo on nawet tego nie odczuł. Spływało to po nim jak gdyby nigdy nic. Oczywiście zaliczał się do ludzi, którzy nie dawali sobie pluć w twarz. Wystarczy wspomnieć chociażby prostego chłopaka, który nie chciał udzielić mu informacji mimo że zapłacił. Zamiast tego rzucił jakimś pustym frazesem, który nie wiele pomagał w obecnej sytuacji mężczyzny i zażądał większej kwoty pieniężnej. Nie skończyło się to dla niego zbyt dobrze - przybicie kunai'em do blatu stołu w końcu chyba takowe nie jest. Prawda? W tym przypadku nie czuł ze strony Shigi jakiejś większej siły, był dla niego niczym zwykły wypierdek, który sobie za dużo wyobrażał - niewykluczone że się mylił, ale ten nie pokazał niczego co mogłoby świadczyć o jego sile. Zamiast tego niepotrzebnie skupiał na sobie uwagę jakimś durnym strojem i kto tu się atencjował? No właśnie musiał mu to wytknąć - Ty tak serio? Atencjujesz się niczym kurtyzana wśród bogatych gości. Tyle można powiedzieć o twoim stroju. To ty podwyższasz sztucznie swoją wartość strosząc pióra przy Chise. Szukasz jakiegoś potwierdzenia swojej wartości próbując desperacko przyciągnąć do siebie bogu winną dziewczynę by chełpić się swoją zdobyczą. Coś w stylu - tutaj podwyższył nieco głos ironizując Shigę - O patrze, ale kurwa jestem zajebisty. - nie to było w tym wszystkim najbardziej zabawne. Oj nie... Potem nastąpił ten cały cyrk z błogosławieństwem. Pierwszych odruchem było przywalenie Shidze w mordę, ale nie! Pozwolił mu robić co chciał. Było to niezwykle zabawne doznanie, którego nie pojmował w aspekcie religijnym. Ot dostał jakieś dziwne błogosławieństwo po zakończeniu którego wybuchł salwą śmiechu. Nie komentował już dalej po prostu się śmiał do rosołu wybijając wszystkich nieco z rytmu - Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać. - nadal był rozbawiony, ale oto na arenę walki wkroczyła nowa postać. Głos rozsądku po raz wtóry co? Tym razem nie obyło się na prostej wzmiance, warknęła na ich dwójkę, wręcz krzyknęła stawiając do pionu. Było to na tyle niespodziewane ze strony zwykle spokojnej i stosowanej panienki z szanowanego rodu, że zadziałało... Wyłupił w nią ślepia zaskoczony. Nie było mu już do śmiechu. Po prostu patrzył i zastanawiał się co zrobi. Ugryzła wcześniej w dłoń. Teraz co? Odgryzie palec? Zagadkowa Chise stawała się coraz barwniejszą osobistością w jego oczach podsycając zainteresowanie, które z początku nie występowało ale wraz z rozwojem sytuacji w końcu zagościło w jego... no właśnie czym? Sercu? Czy może po prostu mózg mu płatał figle i stanowiła jedynie kolejną postać na jego drodze, której poczynania chciał śledzić? Tego jeszcze nie wiedział... To co natomiast było wiadome to to, że dostali opieprz za swoje zachowanie. Faktycznie dał się wciągnąć z ożywioną dyskusję o tym kto jest większą spierdoliną. On czy Shiga. Dziewczyna postanowiła zacząć od niego, aczkolwiek tutaj nie trafiła. W sumie w dupie miał co sobie inni o nim myśleli. Jest takie jedno porzekadło. Nie ważne jak, ważne by mówili. Doskonale je rozumiał i wcielał w swoje życie. Zależało mu na rozpoznawalności w sumie sam był takim lekkim atencjuszem, który najlepiej jeśli ludzie składaliby się z nici chwyciłby za każdą z nitek i okręcił ją wokół swojego palca tak by życie kręciło się wokół jego osoby. Byłby to scenariusz co prawda nie realny, ale jak najbardziej pożądany. Nie dowartościowywał się w ten sposób, po prostu lubił od czasu do czasu przebywać w centrum uwagi. Ruszyli w końcu... Ten wybuch gniewu ze strony Chise nie był chyba na pokaz. Dało się wyczuć po jej ręce że coś było nie tak, była wyraźnie na niego obrażona... Cóż bywa - nie pierwszy i nie ostatni raz. Zbyt często ten temat przerabiał by nie wiedzieć jak to w życiu bywa. Pytanie tylko brzmiało jak długo się ten stan utrzyma... I tu ciekawostka niby obrażona a humor nadal jej dopisywał. Nie minęło wiele czasu, a już rzuciła niewinnym żarcikiem nabijając się z ich obojga - Mogłem się tego spodziewać - odrzekł sam nieco rozbawiony tą sytuacją. Kątem oka uważnie śledził Shigę. Po prostu nie ufał mu jak psu. Najchętniej odbiłby gdzieś w bok i się go pozbył. Przyczepił się do nich jak rzep do psiego ogona i nie chciał puścić usilnie się ich trzymając. Podczas ich "zwiedzania" miała miejsce także sytuacja dosyć nietypowa. Reakcja Chise stanowiła jeszcze większe zaskoczenia, przynajmniej na Shinji'ego, który mógł się "dowiedzieć" czegoś całkiem ciekawego o życiu czego nie dostrzegał. No proszę kto by pomyślał co? Zacznijmy jednak od początku. Był pewien chłopak, dziecko co jeszcze nie tak dawno uczyło się jak chodzić po nogach, a już umiało kraść. Tak się składało, że przez obserwowanie kątem oka Shigi Shinji zdołał to wychwycić, gdyż ten znajdował się po drugiej stronie Chise. Na jego twarzy wymalowało się zdziwienie, nie dość że dziewczyna wykazała się niespotykaną szybkością - większą i to o wiele od tej którą dysponował on sam to i niezłą reakcją. Że też wychwyciła tak drobne rączki szperające jej pod paskiem. Niewiarygodne. Jedyne czego się dowiedział w tym momencie, że słusznie postawił tezę która głosiła o samodzielności Chise. Nie potrzebowała ona żadnego pieprzonego opiekuna. To co się tu odstawiało to jeden cholerny teatrzyk. Nie wiedział jeszcze tylko czemu się nie ujawniła. Czy chciała trzymać to przed nim w sekrecie? Bardzo możliwe. Postanowił udawać, że tego nie zauważył robiąc jedynie zdziwioną minę, której rzecz jasna Chise nie mogła zobaczyć, ale Shiga już jak najbardziej i rzecz jasna dziecko. Co teraz zrobi Chise? Utnie mu łapę jak robi się ze złodziejami? Było to co prawda jeszcze dziecko, ale Shinji'emu chyba by to nie przeszkadzało. No dobra darowałby chyba ucinanie ręki, ale przyłożyć tak by się czegoś nauczyło to już zupełnie inna sprawa. On jednak stanowił jedynie obserwatora i z tego prostego powodu przyglądał się co zrobi dziewczyna. Jakież to było jego zdziwienie, że nie dość że nie ukarała dzieciaka to jeszcze dała mu parę marnych groszy to jeszcze zaproponowała fuchę obiecując więcej pieniędzy. Nazwy lokalu nie podawał po uprzedził go Shiga. Pojawiło się jeszcze magiczne hasło - wspomnienie o jego oczach. Wybudziło go tak jakby z transu wymuszając reakcję. Stał się częścią gry aktywując Sharingana - Dziewczyna nie kłamie. Lepiej uważaj. - szturchnął go palcem w czoło lekko odtrącając głowę do tyłu. Nie było to jednak żadne uderzenie - nic z tych rzeczy. Ot pieszczotliwe szturchnięcie dostosowujące się do tego co odgrywała Chise, jej cudnego teatrzyku. Wraz ze zniknięciem Aidana, bo tak miał na imię wypalił w jej kierunku - I co myślisz, że wróci? Nie wiem czy postąpiłbym w ten sposób. - dobra mina do złej gry. W życiu by nie pomyślał, że można się zachować w taki sposób. Czas pokaże czy miała rację czy dała się naciąć na hajs naiwna... Weszli do środka, lokal prezentował się naprawdę zacnie choć po usłyszeniu ceny zrobił duże oczy - Drogo sobie liczycie, ale niech będzie. Macie może jakąś ciekawą ofertę? Głodny jestem chyba wszyscy są dajcie jakiegoś jadła. Może jakiś lokalny specjał? Tak by poznać tutejszą kulturę przed turniejem. - spojrzał na Chise i Shigę - Rzecz jasna dla każdego będą osobne. - teraz zwrócił się czysto w kierunku Chise - Słuchaj wiem, że twoim rodzicom grosza przy duszy nie brakuje, ale chyba wypadałoby żeby mężczyzna zapłacił. Shigę też pokryję skoro tak ci na nim zależy. Sporo dorobiłem się na wojnach to mnie stać, a i na biedny dom narzekać nie mogę. - spojrzał teraz na Shigę wzrokiem pod tytułem "znaj łaskę biedaku" - Jak się dowiem, że coś kombinujesz albo gorzej przyjdzie ci do głowy pomysł zakradnięcia do pokoju panienki skrócę o głowę i w dupie mam czy będę za to siedział resztę życia w pierdlu. - tyle było z "tkliwych" gadek. Ledwo zdążyli przekąsić przygotowany dla nich specjał rozkładając się w jednym z lepszych miejsc, a oto magicznie pojawiły się ich bagaże. No proszę, a jednak sposób Chise zadziałał! Choć może to widok jego oczu tak naprawdę za to odpowiadał, a nie jakieś danie szansy do zarobku? Wszystko jedno, ważne że bagaże dotarły na miejsce w całości. Sypnął nieco groszem kapitanowi klepiąc go po ramieniu i szepcąc do ucha - Dobra robota stary. - do dziecka także podbił choć nigdy nie wykazywał się jakąś empatią czy zrozumieniem. Zrobił to bardziej pod publiczkę wyrabiając sobie dobry pijar - Zuch chłopak - położył rękę na głowie i wytarmosił włosy także rzucając kilka drobnych, bo kto bogatemu zabroni? Ha! Był niczym król życia! Każdy otrzymał o swoim kluczyki, a Chise oznajmiła że musi się przebrać. Nie było to chyba zbyt dobre rozwiązanie bo zostawiła ich samych. Dwa koguciki mierzące się wzrokiem. Kto wie co mogło nastąpić pod jej nieobecność - Powiedz mi czego tak naprawdę kurwa od niej chcesz? Jak myślisz, że coś z tego będzie to się mylisz. Pochodzi z dobrego domu i rodzice nie oddadzą jej byle komu, a jeśli będziesz próbował tutaj to upierdolę łeb. - mówił zgodnie z prawdą. Co by nie mówić o rodzinie panienki była... jakby to ująć... lekko specyficzna. Pieprzone świry, przy nich był niczym zupełnie niewinny osobnik który w życiu nikogo nie skrzywdził. Nie chodzi tutaj o fakt, że byli jakimiś mordercami. Nie... Po prostu mieli świra na punkcie sławnych osób w klanie, wręcz mu ją wcisnęli siłą jakby się cieszyli, że o ktoś w ogóle zainteresował się ich córką, a on po prostu... spotkał ją przypadkiem. Po krótkiej wymianie słów oto pojawiła się ich "zguba" i to w jakiej formie! Nie chodzi tu o jakieś seksowne sukienki czy coś takiego. Wręcz przeciwnie wyglądała o wiele poważniej z tymi wszystkimi mieczami - Oho, a mówiłem że niebezpieczna z ciebie kobieta. Teraz to potrafisz ukąsić emm... - chwilkę się zawahał licząc to całe żelastwo które targała przy sobie - 7 ostrzami. - rozszerzył nieco usta w grymasie zadowolenia - Ta twoja przygoda to turniej? - zapytał znając odpowiedź. Chyba nie zakładała tego wszystkiego jedynie na pokaz by wyglądać groźnie. Choć kto ją tam wie?
Avatar użytkownika

Shinji
Złoty Leniwiec
 
Posty: 843
Dołączył(a): 21 maja 2016, o 17:07
Lokalizacja: Gdańsk
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2400
GG: 49502673
Multikonta: Avarice

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Shiga » 9 sty 2018, o 21:22

Walki kogucików część następna, kolejna. Wyglądało na to, że Shinji nie ma najmniejszego zamiaru odpuścić wymachiwania swoją impotencją na prawo i lewo, w ciężkich próbach zdyskredytowania i obrażenia Shigi. Jaki mógł być jego cel, inny niż próba poniżenia go także w oczach Chise, po to by zminimalizować jego szanse u niej? Co on w ogóle sobie wyobrażał, co on od niej chciał? Nie podobało mu się to traktowanie z wyższością, ale widocznie chłopczyk z klanu z przerostem ego nie mógł się zachowywać ani ciutek inaczej. Po prostu przestrzegał zasad gry, a te były jasne - Jesteś chłopcem z Uciap, to pokazuj jakim jesteś zadufanym chujem, który myśli, że jest lepszy od wszystkich. Zaiste, niezwykle wartościowy towarzysz podróży z tego Shinjego. Zapewniał Strzydze niesamowitą ilość rozrywki i rozbawienia. Shiga mógł wydawać się tym przejmować, ale nic bardziej mylnego. W głębi serca strasznie bawił go fakt, że gdyby chłopak nawet postanowił go w złości dźgnąć czymś w brzuch, to spotka się z niesamowitym zawodem.
Kiedy Shinji zaczął przeklinać i wypominać Szygiemu jego mamrotanie, wtórując do oskarżeń Chise, westchnął jedynie i rozłożył ręce. O nie, do przekleństw nie da się sprowokować. Nie teraz. To byłoby stanowczo poniżej godności jego i Chise, by klnąć jak szewc bo komuś uderza zjebosteron do głowy i musi się wyżyć.
-No cóż, piękny ptak w złotej klatce. Nie skomentuje tego, co Shinji by zrobił. Uznaj moje słowa po prostu za przestrogę, skoro sądzisz, że to, że nazwałem go pseudoprzystojnym i udaje miłego jest wystarczające by go miłym nazywać. A za umożliwienie ci pojawienia się tutaj... - Spojrzał na Shinjego z cieeeeplutkim uśmiechem. - Jestem Shinjemu niewiarygodnie wdzięczny. Widoku twojej buzi nigdy za wiele, nawet mimo, że nie minęło wiele czasu od naszego rozstania po spotkaniu w łaźniach. Każda chwila była pusta, bez Ciebie. - Westchnął smutno, ocierając wyimaginowane łzy z oczu. - A śpiew i taniec z tobą księżniczko to wspaniały pomysł, naprawdę. Nic nie będzie od tego przyjemniejsze, co znaleźć można w Hanamurze. - Dodał pośpiesznie.
-I jasne. Jak zostaniemy całkowicie sami, w cztery oczy, opowiem ci wszystko ze szczegółami, niczego nie pomijając, możesz być pewna co do mojej szczerości wtedy. Nie mam powodów okłamywać Ciebie, Hana-hime. Po prostu ze względu na dodatkowe towarzystwo muszę... pomijać niektóre elementy i cała historia koniec końców wychodzi dziurawa i niespójna. Takie ryzyko. Przepraszam. - Przyjął rolę grzecznego, potulnego i przepraszającego. Miał szczerą nadzieje, że skontrastuje z marną agresją parującą z Shinjego dość mocno, by Chise dostrzegła, że jej pobratymiec przesadza i to znacząco. I może dla odmiany skarci jego, za nadmierną pajacerkę. Byłoby miło i na pewno rozbawiłoby to Strzygę jeszcze bardziej.
-Ahm, co do twoich słów, Shinji... To nie chwalenie się. Ja teoretyzuje. Chwaliłbym się pokazując ci je w praktyce, albo będąc dokładniejszym w opisie. Tak gwoli ścisłości, nerwowa główko. - Miał ochotę go pogłaskać po głowie jak psiaka, żeby uspokoić jego zszargane psie nerwy. Oj oj oj, szczeniaczek strasznie się rzucał. Szkoda, że poderżnięcie mu gardła zostałoby raczej negatywnie odebrane przez Chise i nici z wzbudzenia miłości tak pięknej istoty, nie pokochałaby mordercy swojego rodu i przyjaciół.
Ale prosił się, o kurwa, ale się prosił o zrobienie mu jakiejś krzywdy. Zignorował jego słowa o atencjonowaniu się, uśmiechając się tylko calutki czas ciepło i wybaczając negatywne słowa. Zamiast tego w tym czasie studiował jego każdy ruch, słowa, tiki i tym podobne rzeczy ucząc się. Dobrze, przeciwnik który się zezłości, to przeciwnik który odrzuca grę. Teraz mógł mieć szczery i prawdziwy pogląd na osobę Shinjego. Dopiero wyprowadzony z równowagi był pewnym obiektem obserwacji, którego można było się z łatwością nauczyć, by w razie starcia wiedzieć wszystko, nawet takie pierdoły, jak często mruga, którą nogę stawia pierwszą i tak dalej i tak dalej. Wszystko było na wagę złota dla drapieżnika. Dosłownie wszystko.
A kiedy Shinji wyśmiał jego błogosławieństwo - Strzyga wybuchnął śmiechem razem z nim, bardzo ciepłym, radosnym i na pewno wkurwiającym dla najeżonego uciapki.
-Widzisz! Spełniło się bardzo szybko! Kamisama od razu zesłał na Ciebie szczęście. Jak się cieszę! - Rzucił między salwami wtórującego śmiechu do śmiechu swojego konkurenta, który robił wszystko, by wyprowadzić go z równowagi i sprowokować. Nie tędy droga.
A potem nadeszła wielka bura od Chise. Przyjął ją z godnością, gdyż dziewczyna nawet dając opierdol ze wściekłością była... niesamowicie miłym widokiem dla jego oczu. Czuł jakąś dziwną satysfakcję, że ta potężna charakterem istotka ustawia go do pionu. Było to coś... satysfakcjonującego. Nie zaskoczyła go ani troche. Wyczuł już wcześniej, że drzemie w niej wielka siła, ale być teraz jej świadkiem i celem... Było to przeżycie niesamowite. Jego serce zabiło szybciej. Wiedział, że gdyby Shinji chciał położyć na niej ręke w sposób romantyczny czy seksualny, odgryzłby mu tą rękę bez zawahania. Chise musiała być jego i miał zamiar zrobić wszystko, by dziewczyna pokochała go bez opamiętania. Zaczął od ustosunkowania się do jej słów w sposób taki, że z pokorą przyjął ojeb.
-Przepraszam, Chise. - Powiedział krótko, zawierajac w swoich słowach tak dużo szczerej skruchy, jak to tylko było możliwe. Skręcało go jednak, że trzymała się Shinjego. Miał ochotę niczym dzikie zwierze rzucić się w jego kierunku i przegryźć mu gardło bez litości.
Boże, Jashinie, Kurwo w dupie, cóż bym uczynił, by móc jak to zwierze przegryźć gardło temu psu?! Wydrapać oczy, wyrwać tchawicę, zobaczyć jak umiera, jak z ciała uchodzi ostatnie tchnienie. Chciałbym, Jashinie, kurwo w dupie, jakbym chciał chwycić Chise na ręce, uciec z nią daleko od niego. Zabrać ją gdzieś, w miejsca które będą chociaż w małej części tak piękne jak Ona. Jak bym chciał tam adorować ją, napawać się jej pięknem, cieszyć nią?! Nie byłoby centrymetra jej ciała, którego bym nie kochał, nie pragnął i nie czcił, nie byłoby cechy w jej charakterze, która nie byłaby mi miłą i pożądaną w kobiecie, którą kochać chcę! A żeby tylko uraczyła mnie słowem, choćby najkrótszą komendą, rozkazem, Boże, każde jej piśnięcie czy jęknięcie dla mnie niczym rozkaz, wyryty żelazem rozpalonym w żarze, ryjącym po skórze, palący żar zmuszający do posłuszeństwa?! Gdyby tylko rzekła słowo, gdyby kazała dla Siebie umrzeć, moje ciało przeszyłyby ostrza tysięcznych armii, gdyby tylko, gdyby tylko wzamian chciała złożyć pocałunek swoich pięknych malinowych ust na moich, gdyby swoim oddechem chciała dotknąć mojej skóry, oddać mi trochę brakującej duszy! Spijałbym jej słowa, Boże, Jashinie, wyście mi świadkiem, jakby były życiodajnym płynem bez którego obróciłbym się tylko w proch i popiół. Jest taka dobra, taka silna, moje serce pragnie bić w rytmie jej serca, a gdyby, nie, to się nie wydarzy, ale gdyby jednak, najgorszy scenariusz, jej serce przestało bić, mimo łaski Jashina, mimo nieśmiertelności, wyrwałbym własne bijące serce i złożył w jej martwym uścisku, bo nie chciałbym żyć, gdyby jej zabrakło. Gdyby zostawiła mnie, oddała serce innemu lub zniknęła, wszystko by straciło kolor, smak, sens. Po co życ w szarym świecie, który toczą czarne niczym obsydian myśli i słowa? Po co żyć, gdy nie ma światełka, Chise, by rozwiać mrok?! Bez niej, nie będzie mnie.
Skierowali swoje kroki do Białego dystryktu, nie musieli nawet szukać informatora, czy mapy, wystarczyło iść z nurtem, falą ludzi, którzy napływali do bogatej dzielnicy chcący poczuć się jak bogacze. Niczym bogacze.
Kiedy Chise zwróciła na coś uwagę, spojrzał w tamtą stronę natychmiast, gotów do reakcji. Kiedy zobaczył, że nic tam nie ma i był to tylko żarcik, wybuchnął śmiechem. Żartownisia mała. Całą drogę szedł obok Chise i mimo, że szła przy pomocy Shinjiego, tak dotykał jej dłoni opuszkami swoich palcy co i rusz, co chwilę, jakby mówiąc, że jest tuż obok i że może na niego w każdej chwili, nieważne co by potrzebowała, liczyć.
Nastąpiła próba kradzieży, na którą zareagowała najszybciej i najlepiej Chise. Shiga spostrzegł zdziwioną minę Uciapy, ale nie chciał komentować, dość miał na tą chwile walki. Przeprosił za swoje zachowanie i nie miał zamiaru znów się ośmieszać przed Chise swoją arogancją i walką kogutów. Obdarował go jedynie pełnym zrozumienia uśmiechem, sugerującym, że też jest zdziwiony, więc rozumie reakcje Shinjiegoo, ale i że jest to raczej zupełnie normalne dla Chise. Zaskakiwać. Wspaniała istota.
Przez całą sytuację z dzieckiem stał w milczeniu, nie chcąc się za przeproszeniem wpierdalać między wódkę, a zakąske. Gdy przyszła jego kolej poinformowania dzieciaka, przekazał mu informację co do swoich przedmiotów i by chłopaczek także je przyniósł. Podał mu też maskę, by ją odniósł wzamian na miejsce przynoszonych przedmiotów. Kątem oka tylko obserwował pokaz oczu, który dał Shinji i miał ochotę mu je wydrapać bardziej niż kiedykolwiek. Piękne oczy, byłaby ich taka szkoda!
Potem powiedział nazwe miejsca, w którym będą przebywać, chłopiec pognał, i znów zostali we trójkę. Teraz w pomieszczeniu. Po chwili też zmieniła się ta sytuacja i zostali we dwóch, bo Shiga znów zignorował marną prowokację Shinjego, a mianowicie rzuconą mu minę coś tam z biedakiem. Wzruszył ramionami. Jak chciał za niego płacić, to droga wolna, zbytek łaski, ale darownemu uciapie nie zagląda się w łezki. Czy jakoś tak to szło.
-Skrócenie mnie o głowę to zaskakująco zabawny pomysł. - Skwitował groźbę, zachowując całkowity spokój ducha i aparycji, gdy Shinji ruszył do ofensywy na jego osobę. - I nie martw się. Nie zakradnę się do pokoju księżniczki Chise. Nie pragnę jej posiąść, pragnę tylko jej miłości. Nie patrze na nią jak na obiekt seksualny, a jak na wyjątkową osobę, którą mógłbym uszczęśliwić, czyniąc z niej dla Siebie bóstwo, ważniejsze nawet niż bóstwo mojej wiary. - Odpowiedział na kolejną groźbę całkowicie zgodnie z prawdą. Zastanawiała go jaka będzie reakcja Shinijego. Czyżby ten pierdolony idiota myślał, że Shiga nie ma nic lepszego do roboty niż zakradać się do jej pokoju? Za samą sugestię powinien odjąć mu te jego paskudne szkarłatne gały. Wszystko działo się już po tym, jak pojawiły się bagaże, a Shinji odwalił scenkę zwyczajową z dzieckiem. Pieprzony aktor, przy Chise milutki, a do samego Shigi paskudny i arogancki i... a szkoda strzępić ryja. Żałosny typek. Ale nie, Shiga nie da się wciągnąć w jego gre. Wtedy Shinji podjął ofensywę ostateczną. Przesłuchiwanko co do zamiarów. Jakie to było sztuczne i żałosne.
-Powiedziałem. Chce jej szczęścia, gdyż jest dla mnie wyjątkowa. Niczego więcej. I nie jestem byle kim, wypraszam Sobie. Powiem ci tak, chłopcze... Odnośnie twoich... sceptycznych herezji... - W miejscu gdzie siedzieli, nie było nikogo. Nie było nowych gości, więc obsługa zniknęła gdzieś dalej. Powolutku wyciągnął zza kołnierzyka żyletkę która wisiała na łańcuszku. Nowa, uzupełniona razem z zakupami przed wyruszeniem w podróż. Wskazał palcem Shinjemu, by był cichutko. Sprawnym ruchem wykonał głębokie, lecz wąskie cięcie. Krople krwi pociekły pod kołnierz. Gardło Strzygi świeciło teraz dziurą. Shiga wsunął ostrze na wylot, pokazując chłopakowi, że dziura jest prawdziwa. A potem, sekundy później, otarł krew z szyi chusteczką, którą miał przy stroju i pośpiesznie cisnął ją do kosza. Po ranie nie było nawet śladu, jego skóra była całkowicie gładka, doskonała, bez nawet śladu zadania sobie krzywdy. Shiga był podczas całego procesu skrajnie beznamiętny, znudzony. Miał nadzieję, że to chociaż na chwilę zamknie mordę Shinjiemu i skończy on pierdolić.
A po kolejnej chwili wróciła Chise, która ich opuściła, by się przebrać. Wyglądała pięknie i bojowo ze swoimi mieczami oraz maską, która aż ociekała bogactwem i zajebistością. Shiga wiedział, co kupuje, przewalając gruby hajs w sklepie.
-Widzę, że się nie pomyliłem. Maska dobrze leży. A według słów rzemieślnika, to arcydzieło wytrzyma cios niejednego miecza i niejednej techniki. Dobrze, wszystko by ochronić twoją piękną buzie... - Zaczął też liczyć ostrza i doliczył się aż siedmiu. - Och, widzę też, że będziesz używać wakizashi które ci kupiłem. Pasują do reszty. Wyglądasz naprawdę bojowo, Chise. I ciesze się, że posłuchalaś się moich słów i sprawdzisz się w turnieju. Na pewno bierzesz udział, prawda? I na pewno wygrasz. Wierzę w Ciebie. - Wyminął Shinjego i ujął jej dłonie w swoje, zachwycony jej wyglądem, jej zachowaniem, jej radością i energią. Była czarująca jak podczas ich pierwszego spotkania.
-Pamiętaj, że jesteś najlepsza Chise. - Jego palce zacisnęły się leciutko na jej. Serce znów zaczęło bić. Jashin, ty jebana kurwo w dupie. Jeśli masz jakąkolwiek moc sprawcza, większą niż sprawianie, że ciężko jest kogoś zajebać, to rusz dupsko i spraw, by dziewczyna teraz mnie pocałowała. Jakie to by było wspaniałe. Jakie to by było cudowne. Spełnij moje marzenia, ty kurwa bożku za dychę dla którego morduje jak najęty!
A i jeśli dziewczyna nie przemilczy faktu iż ostrza i mistrzowską maskę rzeczywiście otrzymała od Strzygi, powinno się rozwiać także podłoże do pierdolenia Shinjiego o biedzie i o tym, ze jashinista jest byle kim.
Obrazek
Głos Shigi | Ból i Smutek Shigi
Kolorek - AF936B
Czy wiara zostanie nagrodzona gdy mój czas dobiegnie końca?
Czy przegapię ostatnie ostrzeżenie przez kłamstwo, którym żyję?
Czy jest tam ktokolwiek? Przecież wiem, że dusza istnieje.
I nie jestem godzien, nie jestem godzien abyś przyszedł.

Jeśli mimo wszystko jesteś przy mnie, dlaczego milczysz Panie?
Jeśli trwasz przy mnie w każdej chwili, dlaczego nie czuję Twej obecności?
Bądź przy mnie, nie pozwól mi odejść, inaczej pozostanie jedynie nicość.

Czy ogarnie mnie ciemność, gdy zacznie brakować tchu?
Czy może pociągnie mnie światłość, ku swej wiecznej chwale?
Nawiedzają mnie głosy, mówiące, że nie ma czego się lękać.
I wciąż Cię wołam, wciąż Cię wołam Panie!

Dlaczego milczysz Panie? Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Inaczej pozostanie jedynie nicość. Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Nim Raj obróci się w pył, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona.
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu
Avatar użytkownika

Shiga
Najbardziej specyficzna postać
 
Posty: 1676
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Strój składa się z czarnego montsuki i juban, skórzanego ciemnego haorihomo, bordowego date-eri i o śnieżnym haori. Sam Shiga jest niepokojący, wygląda na kogoś nawiedzonego, mnicha lub kultystę, ze względu na elegancki i bojowy ubiór i bijąca aurę.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach. Kij od włóczni w ręku. Na ręku rękawica z kuszą.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 63835158
Multikonta:

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Chise » 9 sty 2018, o 23:10

Nieświadoma atmosfery która ponownie zapanowała na dole (a może nigdy ich nie opuściła, jedynie została odrobinę przykryta?) Chise zeszła powolutku po schodach, mając jednak delikatną tremę. Do tej pory chyba żadnemu Uchiha nie pokazała się w pełnym rynsztunku, nie wiedziała jak na to zareaguje Shinji. Czy ją wyśmieje? Obecność Shigi była tutaj otuchą, bo wiedziała, że chłopak ją wspiera. Dwa z siedmiu ostrzy nawet on sam jej ofiarował, dzięki temu mogła walczyć w pełni sił. On i Hayami, dwaj głowni prowodyrzy jej pojawienia się tutaj.
Na szczęście, nie padły żadne nieprzyjemne komentarze. Ba, były nawet dość przyjazne z obu stron, dziewczyna cała promieniała. Zwłaszcza aprobata Shinjego ją cieszyła, bo nie była czymś oczywistym w przypadku dumnego Uchihy.
- Cóż, można powiedzieć, że cię ostrzegłam - stwierdziła wesoło do Shinjego, obracając się by mogli zobaczyć wszystkie ostrza - Turniej to raczej część przygody, mam nadzieję - zaśmiała się, zwracając się zaraz do Jashinisty - Ostrza i maska pasują doskonale, jak widać - powiedziała zadowolona, przymierzając maskę na moment, by zaraz ją zdjąć i znów zawiesić na pasku - Wątpię czy wygram, mogę przecież trafić na was jako przeciwników.. Co byłoby niefortunne, prawda? - zapytała nieco poważniej. Jakoś ta wizja nie napawała optymizmem, choć z dwojga złego, bardziej bałaby się spotkania z Shinjim. Wygrana z nim byłaby niesamowicie satysfakcjonująca.. Jak i nieco przerażająca, kto wie co by mu mogło strzelić do głowy? Ale i tak da z siebie wszystko! Umiejetności Shigi po prostu nie znała, więc ciężko jej było oceniać. Jednak miała swoje podejrzenia, które pewnie się zdążą potwierdzić lub zaprzeczyć.
Uśmiechnęła się śmiało do białowłosego, przymykając lekko oczy.
- No oczywiście, że jestem. Mam najlepszy wzrok z nas wszystkich - zażartowała z komentarza o byciu najlepszą, nie wiedzieć jak wybrnąć z tego z wdziękiem. Doświadczenie zdobyte z matką jednak na coś się przydało, większość takich sytuacji potrafiła obrócić w dowcip. Była tym niesamowicie podekscytowana. Nachyliła się do Jashinisty i lekko musnęła ustami jego policzek.
- Dziękuje jeszcze raz - mruknęła przyjaźnie, odsuwając się o krok. Sięgnęła do kieszeni płaszcza, wyjmując wstążki i podała chłopakowi.
- Potrzymaj, tylko tym razem nie zniszcz - rzuciła z uśmiechem, po czym zwinęła warkocz w niski kok na karku, związała na szybko jedną wstążką i doplotła resztę w niego. Na koniec wcisnęła w niego dwie spinki, skrzyżowane pod prostym katem.
Podniosła dumnie głowę i odetchnęła głęboko.
"Jestem Chise Uchiha. Dziś pokaże na co mnie stać".
- Pora ruszać.


/zt x3
Obrazek
Avatar użytkownika

Chise
Najlepszy Kobiecy Charakterek
 
Posty: 503
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4372
GG: 46966371
Multikonta: Obi

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Shinji » 10 sty 2018, o 13:54

Tak... Zdecydowanie ich sam na sam z Shiga nie było najrozsądniejszym z dostępnych opcji. On i Shinji już wcześniej niemal skakali sobie do gardeł i kwestią czasu było aż któryś pójdzie o krok dalej i przystąpi od słów do czynów. To wszystko było nieco bardziej skomplikowane niż mogłoby się zdawać. Przyczyny chyba nie trzeba definiować bo był to zbiór przeróżnych zmiennych w tym i Chise, której obecność chyba to wszystko jedynie podsycała. Robiła to całkiem nieświadomie, ale nie można jej za nic winić. Udała się jednak na górę zostawiając parę wilków łaknących krwi całkowicie samiusieńkich i nie trzeba było długo czekać na rezultaty. Zaczął rzecz jasna Shinji - Shiga jedynie dokończył - Jesteś nieco przerażający w tej swojej wizji. - krótko skwitował. Owszem był w stanie pojąć te uczucia, nie był z nich całkowicie wyprany mimo specyficznych cech, które przejawiał. Problem w tym, że wręcz go to przerażało rozumiał miłość - bo chyba tak to można było określić - w nieco inny sposób. A może to była jedynie obsesja chłopaka? Cholera wie i niezbyt go interesowały na ten moment pobudki, którymi się kierował. Znacznie ciekawsze było to jakie miał wobec niej zamiary co powinno go obchodzić jako kogoś kto miał się nią opiekować podczas całego wydarzenia na wyspach. Równie dobrze mężczyzna mógł ściemniać i pierdolić farmazony na temat tego jak to Chise nie jest dla niego ważna i usypiać jego uwagę. Tego wiedzieć nie mógł, a Shinji doszukiwał się drugiego dna z natury. Taki już był ludzie często mówili jedno, myśleli zupełnie co innego i doskonale zdawał sobie z tego sprawę stanowiąc reprezentację jednego z takowych osobników. Nie to jednak było w tym wszystkim najciekawsze, otóż wyznawca kultu bóstwa śmierci postanowił zaprezentować swoje możliwości chwytając za żyletkę po czym rozciął sobie szyję. Oczywistą reakcją na sam jej widok była wzmożona czujność. Nikt nie wie co mu do łba strzeli, a Shinji z pewnością nie był jedną osobą dla której zabicie drugiej istoty nie stanowiło większego problemu o ile miał do tego jakieś podstawy, które często rodziły się w jego głowie. Obserwował to całe "wydarzenie" z wielką ciekawością w oczach. Oj teraz to chłopak zdołał go zainteresować. Używał jakiegoś ciekawego Iryojutsu? Nawet mimo tego musiało to kurewsko boleć, a ten na twarzy nie posiadał nawet widocznego grymasu bólu - Ciekawa umiejętność. - skwitował krótko. Nie będzie mu teraz słodził choć pobudził szare komórki do działania. Shinji próbował znaleźć w głowie jakieś logiczne wyjaśnienie i póki co przychodziło mu do głowy jedynie to Iryojutsu. Tyle jednak było z ich "krótkiej" konwersacji bo oto na dole zjawiła się Chise w całej swojej okazałości - Zdajesz sobie mam nadzieję z czym to się wiąże co? Nie mam zamiaru ci niczego zabraniać, ale wróć w jednym kawałku bo twoi rodzice mnie zamordują. - zabrzmiał dość poważnie choć w głowie miał zupełnie co innego. Czuł głębokie podekscytowanie małym sekretem Chise, który wyszedł na światło dziennie. Ciekaw był to co tak naprawdę potrafi bo 7 ostrzy było naprawdę dziwnie. Nigdy wcześniej czegoś takiego na oczy nie widział i chciałby mieć okazję. Zresztą ciągnęło go do silnych jednostek, jeśli takową by się okazała jego relacja względem niej mogłaby ulec drastycznej zmianie. Póki co jedynie się bawił ciesząc pięknym towarzystwem, ale jeśli zaczęłaby go pociągać tak głęboko skrywaną siłą to kto wie co by mu do łba strzeliło... Zanim wyruszyli na arenę postanowił jeszcze obwieścić jedną rzecz - Zanim ruszymy skoczę jeszcze na sekundkę na górę i wezmę potrzebne graty, a raczej zostawię to co jest mi niepotrzebne - rzecz jasna na myśli miał kuszę oraz kozią nogę. Nie zakładał, że będą mu potrzebne podczas walk 1 na 1, a jedynie będą ciążyły. Zostawił je w skrzyni co nie zajęło mu więcej niż 30 sekund po czym zjawił się ponownie na dole - No tu ruszamy ku przygodzie - rzucił żartobliwie.
[z/t]
Avatar użytkownika

Shinji
Złoty Leniwiec
 
Posty: 843
Dołączył(a): 21 maja 2016, o 17:07
Lokalizacja: Gdańsk
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2400
GG: 49502673
Multikonta: Avarice

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Akashi » 12 sty 2018, o 21:38

Akashi niestety zbytnio nie wiedział, nie wiedział tego czego sam chce i potrzebuje w danym momencie przez co wszystko mogło się wydać, otwartę i przejrzeste dla innych osób, takich jak Tensa. Jednak nawet sam młodzieniec nie wiedział do czego pije i co chce z tym zrobić. W tym momencie białowłosa była praktycznie jego zabawką, niewiele znaczącą przeszkodą na jego drodze, przy której postanowił zatrzymać się nieco dłużej. Jednak ona nie zdoła zatrzymać go tutaj, ani w żadnym miejscu, będzie non stop w drodze, szukając swojej młodszej siostry. Teraz jednak nastał czas na odrobionę przerwy, zapomnienia. Nawet nie z powodu samego alkoholu, tylko zwykłej chęci i potrzeby zagłuszenia myśli. Młodzieniec nie mógł zrobić nic w tym mieście, musiał uważać na każdy swój krok. Było to nieco męczące, pilnowanie się na każdym kroku tylko o to, że jest wyznawcą jashina i obiecał, że nie odwali żadnych krzywych akcji.
Teraz jedynie skupić się na rozmowie i niczym więcej, zapomnieć o krwi i ofiarach. Tym można zająć się później, chociaż mało czasu zostało na takie zabiegi. Trzeba szybko coś wymyślić, jednak najpierw zakończyć to co jest teraz. - Wampir z baśni... Otóż to. - odparł, wyraźnie się uśmiechając, nie pozostawiając żadnego złudzenia swojej rozmówczyni. - Nie wszystko co uznawane za fikcje jest kłamstwem, nieraz można doświadczyć bardzo dziwnych zjawisk. - dodał, chcąc nieco sprostować i podbudować jakoś fakt istnienia stworzeń, którymi straszyło się niegrzeczne dzieci. teraz przyszedł czas na żalenie, co by było gdyby została w wiosce? Zapewne nic, wszystko byłoby prawie jak teraz. Tylko zamiast być na trybunach siedziałaby w domu. - Trzymanie się jednego miejsca, gdy jest się ściganym nie jest dobrym planem. Gdybyś tam została, nic by się nie zmieniło, poza tym, że byśmy się nie poznali. - powiedział, dość oschle, a przede wszystkim szczerze. Może nie był osobą ściągana, ale na pewno niezbyt mile widzianą w wielu miejscach przez jego religie . - Wątpię, że w hotelu dowiesz się czegoś więcej, o mnie zapewne wiedzą tylko tyle jak się nazywam. Chociaż i to zapewne już zapomnieli, a właścicielka, która była niby zainteresowana sama mnie uziemiła, gdy chciałem nieco zabawić się w jej gabinecie. - powiedział, chcąc wytrącić jakąś nadzieje z rąk Tensy, wiedział, że ten trop jest bardziej ślepy niż poprawny, a tym bardziej nie dający nadziei. Jednak to co stało się dalej nieco go zdziwiło, nie spodziewał się takiej reakcji dziewczyny i zachowania. Z początku z trudem ją utrzymał, nie był przygotowany na coś takiego, ale jednak to się stało. Przez co młodzieniec jedynie westchnął i lekko się zaczerwienił po pocałunku w policzek. - Chociaż raz mógłbym ugryźć się w język. - wypowiedział, przewracając nieco okiem i wracając do normalniejszej pozycji, razem z białowłosą na rękach. Teraz jedynie pozostało opuścić arenę i gdzieś się udać, tylko gdzie? Chociaż tyle w tym dobrego, że nie przykuwali zbytniej uwagi, dziwnych sytuacji i ludzi w tym momencie nie brakowało, ale chłopak żałował utraconych butelkach sake, które upuścił przez dziewczynę. - Jeżeli będziesz się wiercić, obiecuje wyrzucę Cię do wody. - powiedział, niosąc dziewczynę przez miasto i kierując się w stronę białego dystryktu, raczej tam najszybciej znajdzie się jakiś hotel, a przecież tego potrzebowali. Raczej właśnie to obiecał dziewczynie. Oj biedny Akashi, nie dość, że skończył w roli juńczego muła to jeszcze musiał szukać drogi błądząc w poszukiwaniu celu. Może trochę to trwało, ale po parunastu minutach dotarli na odpowiednie miejsce. - To chyba odpowiednie miejsce, jak myślisz? - zapytał się, swojego przenośnego bagażu jak na ten moment. Dziewczyna nie przydawała się do wielu rzeczy. Powoli przekroczył z nią próg budynku, który wyglądał zjawiskowo i pięknie. - Poproszę jeden pokój dla dwojga, jeden z najlepszych jaki macie. - powiedział, a po chwili otrzymał to co chciał, a miły pan zapewne tutaj pracujący wskazał mu drogę do ich pokoju, zasuwając za nimi drzwi, a Akashi odstawił Tensę na ziemię. - Jak mówiłem tak zrobiłem i co teraz? - zapytał się dość niepewnie, samemu nie wiedząc po co ją tutaj przyniósł, a po nim nie było widać nawet grama zmęczenia, ani najmniejszej kropli potu, mimo że niósł dziewczynę w zbroi, która jednak sporo warzy.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 877
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Zwyczajny nieśmiertelny chłopak o jednym oku, który odziany jest w fioletowe kimono ozdobione złotymi motylami
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta: Kamui

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Tensa » 12 sty 2018, o 22:38

Jak się okazało chłopak, był słowny. Już po chwili przemierzali Hanamure... no dobra, to Akashi ją przemierzał, niosąc białowłosą na rękach. Było to hmm... przyjemne, do tej pory częściej nosiła, niż była noszona. Po części dlatego, że nawet słaniając się na nogach po ucieczce porywaczom, nie pozwalała sobie pomóc... tylko przy jednej osobie miękła... cholerna myśl, czemu co chwilę o niej myśli? Przecież odeszła, miała zapomnieć, to miało dać szczęście im obu... więc czemu tak cholernie bolało? Skąd u niej wahania nastroju? To jej młodsza siostra była w ciąży... poczuła dziwne ukłucie w sercu, dziwne przeczucie. Nie była tam, gdzie powinna, "Saga" ten dziwny niepokój, który czuła zawsze, gdy coś się działo. Jej intuicja nie zawiodła jej ani razu, a teraz wręcz krzyczała.
-Nee-chan - cichy szept wyrwał się z jej ust, coś było nie tak... Hayami jej nie upilnował, ona i dziecko, coś musiało się stać.
-Cholerny Akodo, jeśli dowiem się, że coś jej się stało, już nigdy nie zobaczy Yinzin - pomyślała... ale dlaczego? Czemu teraz? Kiedy zaczynała się bawić? Co mogło się stać? Nie... nie mogła, nie powinna, zostawiła ją z Hayamim, to tylko wyobraźnia, to tylko serce chciało wracać, mamiło ją, tak jak mąciło umysł jej siostry. To nie była jej sprawa, jeśli coś się stało to i tak się dowie. W jej oczach przez chwilę widać było przerażenie, lecz po chwili zginął gdzieś w odmętach udawanej radości. Wiosna... czy... przecież to stało się w lecie... co jeśli? Przecież dziecko mogło przyjść na świat... ten cholerny samuraj, wierzył, że sami dadzą sobie radę. Czy ten pieprzony idiota bawił się w lekarza? Powinna ich pilnować, zostawiła dwójkę cholernych dzieciaków z trzecim w drodze... oddychała głęboko, musiała się uspokoić... musiała do cholery.
-To nie moja sprawa, jest bezpieczna, musi być... dla samuraja najważniejszy jest honor. Przysiągł, kocha ją, będzie bezpieczna... są tutaj tłumy, ktoś zauważy... cholera. - myśli buzowały jej pod czaszką. Od zawsze była z siostrą, miała tą pieprzoną intuicje, która teraz wariowała. Milczała przez dłuższą chwilę, musiała dojść do siebie...
-Czyli wampir właśnie niesie mnie do hotelu? Liczę, że nie mam być twoją kolacją. - odpowiedziała, starając się zażartować, chociaż w jej obecnym stanie zabrzmiało to dość niezręcznie. Jego odpowiedź na jej niepewność niestety nie zadowalała jej, chociaż pewnie, gdyby znał sytuacje, jego opinia byłaby zgoła odmienna.
-Akashi, nikt mnie nie ściga, to właśnie podczas podróży... ehh... po prostu cieszmy się dniem. - urwała tę myśl, odsunęła płomiennowłosą na dalszy plan. Nie ważne co czuła, emocje przynosiły tylko nieszczęście. Ostrzegawczy krzyk zmienił się w cichy szept gdzieś w odmętach nieświadomości.
-Czyli to martwy trop, będę musiała szukać dalej. - odpowiedziała, krótko nie mogła zebrać się na więcej. Kiedy chłopak zaczerwienił się, na jej twarzy znów wykwitł miły uśmiech, zabawa, którą dawał jej chłopak, wystarczyła. Wolała skupić się na nim.
-Nie sądziłam, że jestem, aż tak ciężka. - powiedziała pod nosem, brzmiała, jakby właśnie wygłaszała w teatrze, jakiś dramatyczny monolog. Nie specjalnie się tym przejęła, nie warzyła zbyt dużo, no może miała więcej mięśni, niż mogło się wydawać, ale to nie powód do wstydu, wręcz przeciwnie, była dumna ze swoich dotychczasowych osiągnięć w tej dziedzinie.
-Skoro mnie niesiesz, to znaczy, że jesteś słowny. - powiedziała, tak przesłodzonym głosem, jak tylko było to możliwe. Poprawiła się w jego ramionach, przyciągając nieco bliżej i wtulając w ciepłą pierś. Słyszała jego bijące serce... skoro biło, to znaczy, że żył. Wampiry były martwe, no, cóż ludzie mają różne zboczenia. Szli tak w ciszy przez kilkanaście minut, aż nie dotarli przed drzwi hotelu
-Właściwie to twoja decyzja, mi się podoba, chociaż zwykle nocowałam raczej w bardziej szemranych miejscach. - wyznała szczerze, bądź co bądź ostatnią noc spędziła w karczmie gdzie łatwiej zarobić nożem pod żebra niż dostać porządny napitek... Chociaż jedzenie mieli dobre. Przynajmniej tyle nauczyła się od tropiciela, ośmiorniczki z Kantai są smaczne. Chłopak zgodnie z obietnicą wynajął jeden z najlepszych pokoi... oczy jej się rozszerzyły, nie sądziła, że kiedykolwiek wyląduje w hotelu z poznanym dopiero co facetem podającym się za wampira... tak to był dziwny dzień... tydzień, a może to wszystko było dziwne. Po chwili wylądowali razem w pokoju, chłopak odstawił ją na ziemię i zadał to jedno pytanie, po którym na jej policzkach wykwitły rumieńce... Co mieli robić? Nie wiedziała, była trzeźwa nie tak jak z Matsem... to... ehh... właściwie to nigdy tego nie robiła, z Sagą ehh... to było, "tak jakby". Dopadła do niego, objęła go ramionami na wysokości szyi i pocałowała, delikatnie, by zaraz potem wbić się w jego usta z całą namiętnością. Nie był tą, której pragnęła, ale mógł dać jej bliskość, to uczucie, którego pożądała od tak dawna. Nie liczyło się teraz, kim jest...
Tensa
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Akashi » 13 sty 2018, o 15:26

Wszystko było gotowe, miejsce także niby dobre. Tylko co niby w tym miejscu miało się wydarzyć. Jedno jest pewne, nikt tutaj nic nie planował, a przynajmniej chłopak nie miał żadnych planów względem białowłosej. Za nią niestety nie mógł poręczyć. Sam diabel wiedział co jej po głowie chodzi, ale niestety Akashiemu wiele do szatana brakowało, przynajmniej tak można stwierdzić. Teraz jednak warto skupić się na tym co dzieje się tu i teraz. Chociaż sama dziewczyna sprawia wrażenie jakby odleciała. Cichy szept, który przypadkiem doszedł do uszu chłopaka, mimo okolicznego gwaru, ale nie zamierzał się o to pytać. Nie była to jego sprawa, przynajmniej teraz nie była to jego sprawa, ale to dość szybko mogło zmienić się za sprawą dziewczyny. Teraz tylko dostarczyć przytuloną białowłosą do samego przybytku, chociaż nadawała się na ogrzewacz. Ciepło od niej bijące było podobne do tego od Motoko, tylko z pewną dużą różnicą. Tylko jaka ona była... Niestety chłopak nie jest pewien. - Na kolację nieco za wcześnie, teraz bardziej pora na słodki deser. - powiedział, lekko się śmiejąc i uśmiechając. Co tutaj poradzić, młodzieniec miał jakiś dziwny czar, którego samemu nie rozumiał. Może w końcu coś się uda mu więcej, poza utratą paru butelek sake, których miejsce właśnie zajęła dziewczyna. Wszystko to odbiło się na wyrazie chłopaka, posmutniał nieco. Tracąc swój napój bogów. - Nie jesteś ciężka.. tylko no...moje sake... - powiedział, patrząc na ziemię i rozbite butelki, a ich zawartości powoli rozlewała się po ziemi. Jednak teraz zamiast alkoholu ma dziewczynę, która próbowała zgrywać w miarę słodką, aż do bólu. Co nieco wydawało się sztuczne. - Nie za bardzo przesłodzony głos? I tak jestem słowny, a ty jesteś coś mi winna za te sake. - odparł, przemierzając powoli ulice miasta. Zmierzając do celu podróży, który był już niedaleko, całkiem blisko i na wyciągnięcie ręki. Piękny i wspaniały hotel, czego chcieć więcej od losu. Można odpocząć i się zrelaksować, także porodzić coś więcej o ile najdzie ochota, nikt nie powinien przeszkadzać w takim miejscu. - Chociaż raz można spać w luksusie, ja nawet nie posiadam własnego domu, ani wyglądu łóżka. Spanie zimą na ziemi ma swoje wady i to spore. - powiedział, chcąc coś zaproponować, ale niestety nie miał na to zbyt dużo czasu, bowiem dziewczyna rzuciła się na jego szyję i go pocałowała. Jednooki był zaskoczony, ale samemu nie wiedzieć dlaczego, nie chciał przerywać. Jedną swoją dłoń położył na karku dziewczyny, a drugą w okolicach jej bioder. Biło od niej dobre ciepło, mimo tego, że była odziana w zbroje, która całkiem dobrze izolowała. Jednak teraz to raczej nie było ważne. Jednak sama w sobie nieco przeszkadzała w zbliżeniu się. Po zakończonym dość namiętnym pocałunku, chłopak, opuścił dłoń z jej szyi na wysokości tej drugiej, na biodra i lekko odchylił głowę. - Muszę przyznać, ciekawe uczucie. Tylko czy to na pewno dobre? - zapytał się dość nie pewnie nie wiedząc tego czego samemu chce. - Jednak jakbyś mogła, ta zbroja...nieco przeszkadza. - dodał, uśmiechając się i rumieniąc.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 877
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Zwyczajny nieśmiertelny chłopak o jednym oku, który odziany jest w fioletowe kimono ozdobione złotymi motylami
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta: Kamui

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Tensa » 13 sty 2018, o 16:30

Byli razem w hotelu, ona i chłopak, którego poznała tak niedawno. Uśmiechała się, bawiło ją to jak ta "idealna córka" teraz się zachowuje. Jak niewiele wystarczyłoby z grzecznej dziewczynki stać się lekkomyślną morderczynią. Ehh, jeden impuls potrafił wywołać falę zmian, niczym śnieżka tocząca się z góry, sama w sobie nie była niebezpieczna, jednak rozpędzając się, rosnąc, przyjmując wszystko, co jest po drodze, stawała się niszczącą siłą, lawiną zdolną zmiażdżyć całe miasto. Tak samo było z uczuciami, pożądaniem, narastały tłumione wewnątrz serca, lecz nie mogły tak w nieskończoność. W końcu trzeba było je uwolnić, nie dało się ich wytrzymać, niszczyły od środka. Tak jak to cholerne przeczucie, które ugodziło ją jeszcze nie dawno, ta mistyczna kobieca intuicja, siostrzana więź... martwiła się, chociaż to i niepokój skrzętnie zepchnęła do mroku podświadomości. Może i to było ważne, ale zostawiła płomiennowłosą, aby ta była szczęśliwa, miała przecież dobrego opiekuna... ukochanego. Pokój był pełen przepychu, ogromne wygodne łózko, kanapy, regały z książkami, fotele, wszystko pasowało do siebie, ten kto zajmował się wystrojem pokoi, wiedział jak to robić. To miejsce w niczym nie przypominało zatęchłej drewnianej klitki, w której spędziła poprzednią noc. Nie przeszkadzało jej to, nie musiała silić się na oszczędności, na to, aby przypadkiem nie wpaść na przyjaciół, w końcu trwał turniej, oni najpewniej właśnie oglądali go z trybun. Ten odosobniony pokój był o wiele lepszym miejscem na spędzenie czasu. Chłopak chciał coś powiedzieć, jednak przerwała mu, emocje tak jak niegdyś energia eksplodowały, tym razem nie by niszczyć, lecz tworzyć... no może nie do końca, raczej, by poczuć przyjemność, jaka płynęła z bliskości. Nie łączyły ich żadne uczucia, nie było to miłosne uniesienie, zwykłe emocje, które kiedyś będą musiały opaść. Teraz liczyła się chwila, buzująca krew i pożądanie. Akashi trzymał ją przy sobie, no cóż, skoro zaniósł ją do hotelu to nie dziwne, że szukał tego, co ona, wrażeń, bliskości, zapomnienia. Jego ręce zjechały na jej biodra, zbroja tłumiła dotyk, ale samoa świadmość sytuacji wystarczała, by czuła to ciepło, takie same jak wtedy, gdy po raz pierwszy i jedyny mogła zbliżyć się do siostry. On nie był Sagą, nie miał płomiennych włosów, nie miał stalowych oczu.
-Nie mam pojęcia, wystarczy, że jest przyjemne. - odpowiedziała dość krótko. Czy przyjemność mogła być zła? Nie krzywdzili przecież nikogo, jedyne co mogli to sprawić sobie przyjemność, a to nie było złe. Nie czuła się jak zdrajca, w końcu odeszła, gdyby została na statku nie dopuściła by się czegoś takiego, jednak teraz mogła żyć. W odpowiedzi na słowa o zbroi białowłosa złożyła jeszcze jeden krótki pocałunek na jego ustach. Odsunęła się nieco, zsuwając jego dłonie. Zsunęła płaszcz, który wylądował na podłodze. Musiała odwrócić się tyłem, w końcu tam znajdowały się zapięcia. Sięgnęła do tych podtrzymujących napierśnik, próbując je wymacać. O ile potrafiła poruszać się w zbroi, o tyle samotnie zakładanie jej czy zdejmowanie, wciąż było problematyczne.
-Pomożesz mi się jej pozbyć? - zapytała zarumienionego Akashiego, w międzyczasie odpinając pierwszy ze skórzanych pasów. No cóż, jeśli chciał ją rozebrać, musieli pozbyć się zbroi.
Tensa
 

Re: Ryokan "Królik Inaby"

Postprzez Akashi » 13 sty 2018, o 18:44

Wszystko zaczęło się na dobre, tych dwoje samym w hotelowym pokoju, a wszystko nieumyślnie zainicjowane przez młodego chłopaka, który samemu nie wiedział czego chciał i potrzebował w danym momencie. Dziewczyna zapewne uważała, że to wina ilości sake jakie wypił na trybunach. Szkoda, że ani gram alkoholu nie pozostał już w jego żyłach, jego regeneracja działała znakomicie, nawet pozbawiając go przyjemności z upicia i zapomnienia głupich rzeczy, do których może się dopuścić i zwyczajnie później o nich zapomnieć. Jednak bycie żywym miało swoje zalety, zwłaszcza w trudnych chwilach, które nie pozwalały żyć normalnie. Teraz pogrążony w zamyśleniu, tracił powoli kontakt z rzeczywistością, pozostawiając swoje ciało same, razem z białowłosą oddając je całe dla jej dyspozycji. Mogła zrobić wszystko co tylko chciała, bez żadnego protestu z jego strony. Kolejne słowa dziewczyny przenikały jego umysł, pozostawiając swój odcisk. - Przyjemnie...dawno nie słyszałem tego słowa. Przyjemność czerpana zżycia, z ran zadanych przez ludzi. Ciepła krew wydobywająca się z ran. Gdy ból zostaje zastąpiony przez błogie uczucie zastępujące wszystko co nieprzyjemne. - powiedział, nieco nieobecny, samemu nie wiedział co się z nim dzieje, zatracił się w myślach i wspomnieniach. W ogniu swej duszy nie pozostawiała żadnych złudzeń. Chłopak stał tuż przed nią, chociaż jego nawet tutaj nie było, ciągle leżał w kałuży własnej krwi, na brudnej podłodze własnego domu. Los płatał nieraz figle, tak jak w tym momencie, niby dorosły, a tak na prawdę dalej przerażone dziecko topiące się we własnej krwi, bojące się śmierci i walczące o życie z całych sił. Zapominające ze zostało aniołem śmierci, tym co wymierza ostateczny osąd i decyduje o tym kto ma żyć, a kto umrzeć. Kto jest warty tego by przetrwać. Na kolejne pytanie dziewczyny, chłopak lekko kiwnął głową, robiąc ponownie krok w jej stronę, by rozpiąć pasy trzymające zbroje. - Dlatego ja nie noszę zbroi, zbyt wiele problemów. - powiedział, mimo że nie wiedział po co, a na jego twarzy ciągle widniał uśmiech, mimo że w jego oczach widniała pustka, a jeżeli ktoś dobrze się wpatrzył mógł dostrzec krew i śmierć, która ciągnie się za chłopakiem aż do tego momentu. Powoli rozpinał pasy, przybliżając swoje usta do jej karku, czując jej włosy na swoim policzku, złożył delikatny pocałunek na jej szyi. Na początku ledwo muskając skórę wargami, by później złożyć normalny pocałunek. Jej skóra była delikatna niczym kwiat róży, który mógł ulec zniszczeniu, przez jeden fałszywy ruch. Błądził ciągle ustami po jej szyi, czując jakby dotykał nimi aksamitu. Jego oko było zamknięte, nie widział nic, lecz czuł wszystko. przyjemny zapach i ciepło bijące od niej. Delikatność jej włosów. - Chyba już wszystkie. - powiedział, cicho i spokojnie, trzymając swe usta tuż przy jej skórze. Swoimi rękami nie był w stanie odnaleźć już żadnego paska trzymającego jej zbroje. Przez co spokojnie wsunął dłonie pod nią, by móc delikatnie masować jej brzuch. Ciągle składając delikatne pocałunki na jej ciele.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
 
Posty: 877
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 21:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Zwyczajny nieśmiertelny chłopak o jednym oku, który odziany jest w fioletowe kimono ozdobione złotymi motylami
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899
GG: 41875401
Multikonta: Kamui

Następna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość