Czarny Dystrykt

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Tensa » 2 mar 2018, o 15:58

13/15
Misja D dla Shina


Atmosfera gęstniała z każdą chwilą, miła rozmowa, która w każdej chwili mogła zmienić się w typowe dla bezpieki przesłuchanie trwała. Shin wciąż starał się nie odkryć wszystkich kart, ba postanowił w dość sprytny sposób pozbyć się ochroniarzy. Jego rozmówca wykonał zaledwie krótki gest, a ten który wprowadził cię do pomieszczenia wyszedł z pokoju. Reszta jednak wciąż trwała bezruchu.
-Mądre słowa. - odpowiedział z chłodnym spokojem mężczyzna. -Na nasze szczęście cała reszta ma obcięte języki, a i pisać nie potrafią. Trzeba odpowiednio dobierać ochronę. - dodał po chwili, a ty słyszałeś w jego głosie dumę, szaloną dumę, jakby to właśnie twój rozmówca osobiście obcinał te jakże ważne organy. Twój rozmówca zabębnił palcami o stół, czyżby się denerwował? Nie, raczej nie, przecież wciąż trzech z czterech ochroniarzy trwało w okół was, teraz w o wiele prostszym do zrozumienia, niemym zadaniu. Chciał sprawdzić ciebie, reakcje na nagły niespodziewany bodziec. Czy zadrżysz? A może nie zareagujesz w żaden, przynajmniej widoczny sposób. -Posłuchaj, jestem dość zajętym człowiekiem, a ty wyglądasz mi na zwykłego dzieciaka, przejdźmy więc do sedna.- powiedział, nie poruszając się z miejsca. -Sygnet, wyglądający jak srebro, z czerwonym kamieniem, nie powiem, że był przeznaczony dla kogoś innego, chociaż mój człowiek najwyraźniej w roztargnieniu, albo bezmyślnej wierze, że to ty sprzedał ci go. Pytanie brzmi, gdzie jest on teraz? - mówił z tym chłodem, temperatura w pomieszczeniu nagle spadła, a może to tylko wrażenie? -Powiesz prawdę, a cię wypuszczę, ale jeśli spróbujesz mnie okłamać... no cóż, powiedzmy że tak jak i sprzedawca nie skończysz najlepiej. - groźba, rzucona w przypływie przewagi... prawda może cię ocalić, tak jak i zręczne kłamstwo, ale czy podejmiesz ryzyko?
Tensa
 

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Shin » 2 mar 2018, o 20:16

14/15
Misja ranga D

Mężczyzna wreszcie zaczął gadać, wykładając kawę na ławę. Nie był na tyle naiwny, by wierzyć, że Shin jest jakimś groźnym przestępcą ani na tyle głupi, by puścić go wolno. Okazało się, że facet miał głowę na karku i chciał po prostu odzyskać towar, który przez przypadek sprzedano Shinowi. Chłopak przełknął głośno ślinę. Chodziło o srebrny pierścionek, który chłopak dał Tensie. Jeden głęboki wdech uspokoił go, chociaż pewnie zdradził, że pierścień rzeczywiście wpadł w jego posiadanie. Nie było sensu ukrywać faktu, że chłopak kupił srebrny przedmiot z kamieniem, ani że go komuś dał.
- Dałem go ważnej dla mnie osobie. - powiedział z pewnym zawahaniem. Nie zamierzał go okłamywać, ale wiedział, że powiedzenie całej prawdy wystawi ją na niebezpieczeństwo - Jesteś pewien, że poradzisz sobie z Sentoki? - spytał, właściwie nie kłamiąc na ten temat. Wiedział, że Tensa jest silna i miał nadzieję, że sobie poradzi.
- Nie wiem do końca gdzie jest. Prawdopodobnie przenieśli ją do szpitala. Miała operację, niedawno wyszła, ale zaczęła słaniać się z bólu - sprostował, patrząc prosto w oczy człowiekowi. Szczerze mówiąc nie było chyba możliwości, żeby ludzie z hotelu widząc ją w tym stanie nie zaprowadzili do niej medyka, albo nie zanieśli jej do szpitala. Nie było w tym grama kłamstwa i chłopak był pewny każdego słowa, więc serce nie drgnęło mu ani na chwilę. Chciał już się wydostać z tej sali, więc nie miał żadnego zamiaru przesiadywać u ani chwili dłużej.
- Nie skłamałem. Teraz muszę iść kupić coś mocnego jako lek i jej zanieść, żeby mogła wyjść ze mną ze szpitala. Mogę już iść? - spytał, unosząc brwi.
Shin
 

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Tensa » 3 mar 2018, o 11:28

15/15
Misja D dla Shina


Głośne przełknięcie śliny, moment w którym stres bierze górę. Powody mogły być różne, tak jak interpretacje faceta w czerni, który uważnie słuchał tego co masz do powiedzenia. Właściwie nie przerwał ci, patrzył przenikliwie, chociaż nie mogłeś dostrzec ukrytych gdzieś tam w cieniu przebiegłych oczu. Prawda, kłamstwo... skąd mógł wiedzieć? No właśnie, co najwyżej mógł przypuszczać, domyślać się, a od tego w tej chwili zależało wszystko.
-Sentoki? - zaczął z zaciekawieniem, lecz po chwili jakby coś sobie uświadomił, może ilu już takich pewnych siebie wraz ze swoimi ludźmi posłali w bezkresną krainę śmierci?-Nie wydaje mi się, że będzie to problem. - mówił z tym swoim jadem, czy był taki zawsze? Nie wiedziałeś, ale w tej chwili ten podobny do czarnego węża mężczyzna wydawał się nad wyraz chłodny, czułeś jak temperatura w pomieszczeniu dalej spada.-Prezent dla ważnej osoby, dziewczyny która ledwo wyszła ze szpitala? Pewnie nie chciałbyś żeby coś jej się stało? - ciągnął spokojnie. -Możesz wyjść, ale liczę że sprowadzisz ją do mnie w hmm... najbliższym czasie, na przykład do zmierzchu, inaczej będę musiał załatwić to sam, a to nie będzie zbyt przyjemne przynajmniej dla niej, a jeśli jej nie znajdę to dla ciebie... domyślasz się, że będę cię obserwował? - zapytał, ale nie czekał na odpowiedź. Gestem nakazał ci opuścić pokój, a jeden z drabów otworzył drzwi. Byłeś wolny, a miny strażników mówiły, że jeśli nie skorzystasz z tej łaski chętnie ci pomogą. Tak czy siak opuścisz to pomieszczenie z nową misją, pytanie tylko jak?



--------------------------------------------
Koniec misji... chyba że postanowisz się stawiać o/
Tensa
 

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Shin » 3 mar 2018, o 23:02

16/15
Misja rangi D

Mężczyzna wydawał się być bez emocji, a po chwili chłopak zauważył, że wraz z rozmową na jego rękach pojawia się gęsia skórka. Był pewien, że jakimś cudem pomieszczenie wychładza się, a wraz z ciepłem ucieka z chłopcem pewność siebie. Mężczyzna spokojnymi słowami powiedział, że da sobie radę z Tensą. Jego chłodny ton i martwe oczy pozwalały myśleć chłopakowi, że nie były to czcze słowa. Chłopak nie chciał narażać się na ryzyko, więc milczał, gdy lider bandytów wypowiadał swój monolog. Wreszcie zadał on pytanie, a chłopak jedynie przytaknął. Nie chciał, by stała jej się krzywda. Tylko co miał zrobić? Zdjąć jej go z palca? Nie chciał, by pozbywała się jego pierwszego prezentu...
- Pójdę po nią - powiedział niemal natychmiast po zadanym przez mężczyznę pytaniu. Nie miał zbyt wiele możliwości. Gdyby od razu poszedł do Ryoukanu wzbudziłby podejrzenia, tak byłoby również, gdyby próbował przedostać się z nią do portu...
Jedynym słusznym wyjściem było pójść do szpitala, pokręcić się tam, a potem lecieć do ryoukanu. Kto wie, może jeszcze dostanie tam leki przeciwbólowe?

Goryle zaczęły łypać za to na chłopaka, by ten jak najszybciej opuścił pomieszczenie. I tak zamierzał zrobić, więc wyszedł od razu i bez gadania tą samą drogą, którą wszedł do tajemniczego budynku. Minął mężczyznę który go wcześniej wpuścił i wyszedł na ulicę Czarnego dystryktu, szybko kierując się ku lepszym miejscom...


z/t
Shin
 

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Akashi » 5 mar 2018, o 11:58

Wszystko szło w miarę dobrze, rozmowa o pracę jak każda inna. Zwyczajne pytania, o wiek, doświadczenie i tego typu sprawy, chociaż w tej braży ubezpieczenie zdrowotne raczej niezbyt dobrze działało. Zajeb, bądź zostań zajebany, chyba tak to w skrócie działało, ale kto by się tym przejmował? Wystarczy wyciąć każdego kto stanie na drodze, a najlepiej w dość efektywny sposób, jakiś szlaczek ułożyć w jego flaków, czy zatopić dłoń w jego przełyku, by powoli i boleśnie go udusić. Istnieje tyle wspaniałych sposobów by zabić. Jednak w tym przypadku zabijanie nie było podstawową cechą zlecenia, tym razem to był drobny dodatek, który mógł się przytrafić, ale nie musiał, życie sobie kpiło. - Tak, jestem shinobim. - odparł, z uśmiechem na ustach, potwierdzając swój zawód wyuczony, oraz umiejętności. Niestety żadnego pokwitowania na to nie miał, więc musieli uwierzyć mu na słowo. Teraz musiał jedynie skupić się na swoim celu, a raczej ich celu, w którym mógł im pomóc, a dzięki temu trochę by zarobił. - Eskorta dóbr.. Ciekawe. - powiedział dość cicho, wspierając dłoń na swoim podbródku. Jednak czym więcej mówił mężczyzna, tym bardziej wyraźny uśmiech pojawiał się na twarzy chłopaka. - Mam nadzieje, że to będą ludzie. Przydadzą mi się jakieś ofiary, a wy raczej nie będziecie martwić się tym, że ktoś zginie w agonii. - powiedział, po czym zaczął się śmiać. Jego podejście do tej sprawy było dość jasne, zwłaszcza patrząc na jego zachowanie, zależało mu najbardziej na tym zagrożeniu na drodze i możliwości zabicia. Chyba ktoś taki im się przyda, w końcu przed walką wariat nie ucieknie, a oni zawszę będą mogli dać dyla, kiedy jednooki zacznie taniec śmierci. - Droga mi nie przeszkadza, liczy się zabawa i dobra zapłata. - dodał na zakończenie, rozluźniając swoje ramiona i ponownie przyglądając się mężczyzna, którzy już powoli podawali propozycję zapłaty dla chłopaka, sama wizja pieniędzy była dość kusząca, jednak przydałoby się coś jeszcze. Jakaś drobna zabawka, która młodzieniec miałby na dłużej. - 500 ryo i mały dodatek. Przydałoby mi się, coś specjalnego do palenia i jakaś fajka, a wam raczej nie ubędzie tego, a nawet jak nie macie takich rzeczy, to informacje gdzie mógłbym to zdobyć będą dobrym zastępstwem. - powiedział, kładąc dłoń na ramieniu, tego który zaproponował mu zapłatę, samemu wpatrując się w jego oczy. W tym momencie trwała zażarta negocjacja wynagrodzenia, które dla młodzieńca było bardzo ważne. - Mam nadzieje, że się dogadamy i będziemy mogli wyruszyć już w drogę. Tak poza tym, jestem Akashi. - dodał, z uśmiechem na ustach, ciesząc się każda chwilą. Sama wizja możliwości dokonania mordu przepełniała go radością. Teraz pozostało jedynie zaczekać na decyzję tej dwójki i wyruszenie w drogę.
Obrazek
Avatar użytkownika

Akashi
Postać porzucona
 
Posty: 1240
Dołączył(a): 25 lip 2017, o 22:58
Wiek postaci: 20
Ranga: Wędrowiec
Krótki wygląd: Jednooki młodzieniec o fioletowych włosach. Odziany w skórzany płaszcz ze znakiem jashina na plecach
Widoczny ekwipunek: Skórzany płaszcz, kazeshini
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3899

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Shikarui » 5 mar 2018, o 17:01

Mówili o nim "King" w mieście Świętej Wieży.
Obrazek
23/30


Polecieliście wgłąb Czarnego Dystryktu, oddalając od Areny, która była tu punktem orientacyjnym. Gdyby nie warunki pogodowe pewnie całe miasto byłoby widoczne z tej wysokości, no przynajmniej jego większa część. Widoki musiały być oszałamiające. A tak? Widać było tylko tonące w kurtynie szarugi budynki. Smutni ludzie, smutne bloki, bardziej było tu szaro niż rzeczywiście czarno - szaro, nijako i ponuro. Czy to rzeczywiście tylko i wyłącznie wina pogody? Raczej nie. Nastrój tego miasta nie wprawiał w pozytywne wibracje.
- Ale ty jesteś upierdliwy! - Człowiek wiele mógł, tylko nie zawsze można było sobie na to "wiele" pozwolić. Ograniczeni czasem i możliwościami. - A skąd niby miałam wiedzieć, że nie jesteś jakąś wtyką, hę? - Przynajmniej na chwilę ożyła, kiedy uniosła się tym oburzeniem, że co ty jej niby sugerowałeś, że głupia? Że nie pomyślała! No nie pomyślała, fakt. - Zejdź ze mnie... wystarczy mi już dziura w plecach, okej? - Nie mogła być za szczęśliwa, no bo kto by był szczęśliwy w takiej sytuacji? W sumie mimo wszystko przeżyła i wracała tam, gdzie chciała dotrzeć od samego początku, więc... - Zwłaszcza, że zacząłeś za mną biec po wrzasku mojej matki... myślałam, że mnie wydasz. - Burknęła na samym końcu dość... nieśmiało? Chyba nie nieśmiało, po prostu z oporami.
Budynek, do którego się kierowaliście, nie wyróżniał się niczym specjalnym na tle wszystkich innych - może oprócz tego placyku, tego dziedzińca, który miał wbudowany w dość wysokie mury z jedną wieżyczką. Niewysoką, bo niewysoką - ale jednak była to jakaś wieża, nawet jeśli mizerna i bardziej przypominająca jej imitację w porównaniu do tych strażniczych pałacu czy przy bramach. Wąski pas przy samych murach okryty został daszkiem. Do wnętrza prowadziły drzwi po prawej i lewej stronie - przynajmniej z dziedzińca. Stało tutaj sporo drewnianych skrzyń poustawianych jedna na drugiej. Ziemia pod nogami, udeptana, była na tyle twarda, że nie zamieniała się od razu w błoto, ale i tak mlaskała przy każdym kroku i w zagłębieniach zdążyło zebrać się na tyle dużo wody, żeby stworzyły kałuże. Kamień na kamieniu, tworzący szare mury,
nie było na czym oka zawiesić. Nie było tu czysto, nie było tu pięknie, a przy wizji, że ktoś ot tak mógł sobie przelecieć nad murami tego miejsca przestawało być nawet bezpiecznie. A jednak to właśnie tutaj chciała dziewczyna przylecieć. Jeden z chłopaków od razu wyszedł wam na spotkanie i złapał dziewczynę, która dość ufnie oparła się o jego ramiona, przymykając oczy i wydając z siebie głębokie westchnienie. Pozostała dwójka wyglądała tak, jakby już byli gotowi sięgnąć po broń i spróbować ci odrąbać łeb.
- Pomógł mi! Uratował mi życie... - Pośpieszyła z wyjaśnieniami dziewczyna. - Zróbcie lepiej herbatki, bo staruszek chciał się napić. - Dziewczyna mimo swoich niepozoronych rozmiarów najwyraźniej miała tutaj posłuch, bo dwóch nastroszonych jak koguciki chłopaczków rozluźniło nieco mięśnie.
- Herbatki. Serio?
- Mam jakieś problemy z wymową, przepraszam bardzo? Tak, HERBATKI. - Prychnęła szatynka.
- Ten, na bogów, jesteś cała we krwi! - Zauważył bystrze ten, który ją trzymał, czując wilgoć na swoich dłoniach,
która nie była związana z deszczem.
- Dobra, przestań... przestańciee..! - To tyle chyba było z posłuchu. - Herbata, ale już! Przynajmniej dla mnie. - Zerknęła na ciebie pytająco, czy też się napijesz. - I zorganizujcie mu fajkę. Taką do palenia zielska.
Chłopaki przez chwilę nie ruszali się, wpatrując nieco bez inteligencji w twarz szatynki, jakby chcieli się upewnić, czy z nią wszystko w porządku i czy czasem nie uderzyła się w łeb przy okazji rozwalenia ramienia. Dopiero kiedy popędziła ich niecierpliwym gestem w końcu się ruszyli.
- Chodź, nie będziemy przecież tak tu moknąć... - Zaprosiła cię i skierowała się do drzwi, którymi weszła pozostała ferajna - prócz jednego, tego, który ciągle podtrzymywał dziewczynę.
- Coś ty w ogóle za jeden? I... co to jest, to na twoich plecach? - Zapytał chłopak.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1884
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Kaito » 6 mar 2018, o 14:24

Obrazek

Misja rangi C dla Akashiego
5/30



Rozmowa o pracę rzeczywiście szła bardzo dobrze i w miarę sprawnie. Na szczęście mężczyźni nie oczekiwali od Akashiego żadnego CV ani też wypisanych na pergaminie oświadczeń, a od razu przeszli do rzeczy. Ba, dla nich lepiej, by cały ten biznes był „na słowo”, jako że uwiecznienie czegokolwiek na papierze mogłoby ich tylko zdradzić przed czujnym okiem strażników. Już i tak przez wzgląd na wzmożone straże na czas festiwalu w Hanamurze musieli obrać nieco dłuższy szlak prowadzących przez kantański las, co nie do końca im się uśmiechało. Tam także nie było bezpiecznie, ale chyba i tak mniej obawiali się plotek o rzekomych rabusiach niż naszpikowanej strażami osady. Nic więc dziwnego, że swój obóz także rozbili poza granicami Hanamury.
- O ile nie ściągniesz na nas jakiegoś niebezpieczeństwa i doprowadzisz nas na miejsce, to wszystko nam jedno w jaki sposób to zrobisz. – Mruknął mężczyzna, który zdawał się być mózgiem operacji. W każdym razie ten spokojniejszy, ten który nie obawiał się zdjęcia kaptura i ukazania swej twarzy przed obliczem młodego Jashinisty. Niektórzy mogliby rzec, że był mniej ostrożny, ale nie, to nie był przypadek. Zrobił to celowo, bo wiedział, że skoro mają współpracować, to także musi pokazać jakąś kartę. Jego kolega tylko skinął głową na potwierdzenie tych słów, chociaż jego mina zdawała się nie podzielać podobnego entuzjazmu. On najprawdopodobniej wolałby, w przeciwieństwie do Akashiego, uniknąć wszelkich walk i niebezpieczeństw. Cóż… to i tak chyba nie było jednak zależne od niego.
- Mamy swojego dostawcę, skąd bierze to palenie, pewnie nie powie. Ale mamy jeszcze trochę zapasów, więc po wykonanej robocie możesz liczyć na to, że coś odpalimy. – Mruknął gość, który wcześniej zaproponował wypłatę, a któremu aktualnie Jashinista położył dłoń na ramieniu. Facetowi ewidentnie się to nie spodobało, odwrócił głowę i spojrzał na rękę Akashiego, ale jednak nie podjął żadnego kroku, by wyjść z tej niekomfortowej sytuacji. Najwyraźniej stwierdzić, że przełknie ten moment goryczy dla dobra całej sprawy, a więc bezpiecznego transportu.
- Jasne, jasne. Nie ma czasu do stracenia. – Westchnął ciężko po tym, jak rekrut zaproponował, by już ruszali. – Mów mi Kiba. On to Yori. – Przedstawił ich jeszcze, choć coś podpowiadało Akashiemu, że to nie są ich prawdziwe imiona. Czy miało to jednak jakiekolwiek znaczenie? Właściwie byłoby to nawet całkiem logiczne, gdyby ci dwaj, zajmując się nielegalnym transportem, nie korzystali jednak ze swoich personaliów. Przezorności nigdy za wiele.
- Niestety do obozowiska musimy iść pieszo. – Dodał Yori, po czym gestem dłoni pokazał, by iść za nim. Jego kumpel o znacznie bardziej rozwiniętych zdolnościach przywódczych nie oponował jednak, dając mu także odegrać pewną rolę w tym zajściu. Widać było, że dogadują się nieźle, nawet mimo różnic w charakterze.

Mimo że musieli o własnych nogach opuścić hanamurską osadę, a krótką (ale jednak) część drogi musieli przepłynąć drewnianą, chyboczącą się na boki łodzią, to jednak okazało się, że do ich obozowiska w Kantai nie było wcale tak daleko. Wreszcie dotarli na sam skraj Mglistego Lasu. Kiedy tylko weszli w jego głąb, Jashinista mógł zrozumieć skąd wzięła się jego nazwa. Promienie słońca ledwie przebijały przez korony drzew, a wszędzie panował ponury półmrok. W ciągu dnia widoczność nie była taka zła, ale w nocy raczej trzeba by było iść tędy na oślep. Tak czy inaczej o to będą się martwili później. Póki co Yori doprowadził całą ich trójkę do obozowiska. Trzeba było przyznać, że było spore. Znalazł się tutaj dość duży powóz, konie, a także mnóstwo skrzyń o nieznanej Akashiemu zawartości. Powitał ich także ubrany w kurtkę ze zwierzęcej skóry mężczyzna.
- No ile można na was czekać? Towar jest już gotowy do załadunku. Pakujcie to na tył, ja się już narobiłem. – Prychnął, spoglądając na przybyłą grupą spod byka. Wyglądało na to, że jego koledzy mocno się spóźnili, czym zdołali już nadszarpnąć jego cierpliwość.

zt. -> Mglisty Las
Avatar użytkownika

Kaito
Gracz nieobecny
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 22:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Kuroi Kuma » 7 mar 2018, o 14:03

Wtyką? Kuroi się nieco zdziwił, bo szczerze powiedziawszy nie nazwałby się tak nawet po zażyciu dosyć sporej dawki bagiennego ziela. Był wręcz całkowitym przeciwieństwem tego wyrażenia, nawet pokusiłby się o coś jeszcze odważniejszego, ale nie na to był czas. Wzruszył więc tylko ramionami i nie roztrząsał dalej tematu. Rozmawiał z kobietą, a ta b y go jeszcze pewnie przegadała, wmówiła swoją rację i stwierdziła, że to jego wina. Co w sumie obecnie próbowała już zrobić. A tak zaoszczędził sobie trochę czasu i nerwów.
-A skąd miałem wiedzieć, że to Twoja matka? - próbował skopiować ten sam ton głosu, który dziewczyna miała przed chwilą. Widział piękno i prostotę tego pytania i to jak człowiek widzi świat zależnie od tego gdzie siedział. Jego można było pomylić, ale on już nie mógł, piękne, prawdziwe, czyste stwierdzenie. Zawsze lepiej jest zwalić winę na kogoś, sam też tak oczywiście robił i się do tego nie przyznawał, bo jakże. Przecież gdyby wiedział, że zostawili tam Ahmeda samego, nigdy by tak łatwo nie odpuścił i walczył do końca. Ewentualnie zrzucił całą winę na dziewczynę, bo to przecież jej sprawka. To całe zamieszanie, ten cały chaos i starcie w alejce były konsekwencją jej postępowania. Ni mniej, ni więcej. Sam też dorzucił swoją cegiełkę, ale hej - lepiej zrzucić winę na kogoś, a samemu błyszczeć czystością niczym kropla wody.
Znaleźli się w końcu w innym miejscu, dosyć nietypowym, bo przypominającym nieco taką miniaturową fortecę. Wieżyczka, mury, dziedziniec. Zupełnie jakby ta wesoła zgraja młodziaków przygotowywała się do czegoś grubszego. Może tylko chcieli mieć własny azyl w tym całym brudnym, niegodziwym miejscu? Raczej to pierwsze. Ciekaw był kto stworzył to miejsce - czy młodziaki, czy może jednak zaadaptowali opuszczony budynek do swoich celów. Nie wiedział i raczej się nie dowie. W każdym razie pasowało do tego brudnego, miejsca. Brak ozdób, czyli byli tu w większości faceci, albo nie mieszkali tutaj na stałe. Przywitanie nie było zbyt miłe, ale nie zabili ich na samym początku. Znali ją, chociaż tyle dobrego w tym całym gównie. Szczerze powiedziawszy to zastanawiał się jak tu się znalazł. Co takiego podkusiło go, żeby przylecieć to jakiejś dziwnej fortecy, o której to mało co wie, z nieznaną sobie do końca dziewczyną. Nie znał nawet jej imienia, a co dopiero powodu czemu się tutaj kierowali. Słyszał rozmowę o herbacie, a raczej zaciekłą słowną walkę pomiędzy nią, a chłopaczkami. Pokiwał głową z przejęciem.
-W sumie to bym się napił herbatki - rzucił w momencie, gdy chłopaczki zauważyli krew na ubraniach dziewczyny. Napiłby się czegoś, a skoro nie ma nic lepszego, to już niech będzie ta herbata. Gdy jednak usłyszał o fajce tylko uśmiechnął się do niej z aprobatą. Na chwilę, bo wywiązała się z obietnicy. Teraz może będzie trochę spokoju... Poszedł za nią do wnętrza, do ciepła. Miał już powoli po dziurki w nosie tego deszczu. Nim jednak znalazł się w środku odwrócił się do zainteresowanego i spojrzał na gurdę.
-Piasek... - i wszedł do środka.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1073
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Shikarui » 8 mar 2018, o 18:53

Mówili o nim "King" w mieście Świętej Wieży.
Obrazek
25/30


- A skąd miałam wiedzieć, że ty nie wiesz, że to moja matka? - Odskrzeknęła równie inteligentnie i równie mocnym i sumiennym argumentem. Racja, z kobietami ciężko było wchodzić w szranki, tak człowieka zamotają, że na końcu zawsze wyjdzie na ich, a ty jeszcze zostaniesz bez pieniędzy i ze złamanym kokoro. Chociaż to chyba nie ta opowieść.
Mimo braku ciepłego przyjęcia - właśnie, przynajmniej nie chcieli cię zabić, a podobno trzeba się cieszyć z małych rzeczy. Zaprosili cię do środka. Miejsce do mieszkania było bardzo skromne, bardzo zagracone, ale dało się spokojnie środkiem korytarza przejść. Mijane drzwi, niektóre rozchylone, prowadziły do pokoi dwuosobowych, w niektórych nawet ktoś siedział, ktoś rozmawiał, wyjrzeli tylko zaciekawieni na zewnątrz, kiedy ich minęliście. Kuchnia była spora - wielki stół otoczony przez sporą ilość krzeseł, większość z innej parafii i nie pasujące do siebie, ale już dało się zauważyć, że nie postawiono tutaj na piękny wystrój wnętrz. Jeden chłopak siedzący w kuchni został wygoniony na zewnątrz, jakoby teraz to on miał pełnić wartę na podwórzu. Więc jak to było? Miłe gniazdko czy raczej na coś się przygotowywali? Szafki były równie różne co krzesła, tak samo zastawa. Znalazła się nawet jakaś porcelana, ha! Pewnie wszystko, co zwędzili, albo udało im się sprowadzić z... skądś. w piecyku płonął ogień, więc nastawili zgodnie z życzeniem panienki herbatkę, a jeden z nich poleciał szukać wspomnianej fajki. Ze sklepu, jak to dziewczyna powiedziała. Ta bezimienna, z którą nigdy się już więcej razy raczej nie zobaczysz, bo od Hanamury do piasków Pustyni daleka była droga. Czy gdziekolwiek dalej cię poniosą nogi. Szatynka naprawdę tutaj nie pasowała. W swoich eleganckich, szytych na miarę ciuchach. Teraz lepiej tonęła w klimacie, bo przecież - krew. Parę osób przyszło do kuchni i dosiadło się do wielkiego stołu. Dzieciaki, starsze i młodsze, dobra ekipa, która wyglądała jak jedna wielka rodzina z drobnymi sprzeczkami i rozmowami, które przy tym stole były prowadzone. Gurda wzbudziła niemałe zainteresowanie - tak jak zresztą chmurka piasku, na którym przylecieliście. Wypytywali cię o ten piasek, latające chmury i o to, skąd jesteś. Nienachalnie, tutaj szanowało się cudze tajemnice - zwykła ciekawość, którą chcieli zaspokoić. Tylko ta dwójka, która was powitała, siedziała blisko szatynki nie odzywając się i ciągle nieufnie ci się przyglądając. Szatynka, która, jak się okazało, miała na imię Tenshi, udawała chyba tylko z sympatii do nich, że tego nie zauważa. Jej rana została zgrabnie opatrzona, jeden z chłopaków się tym zajął. Tenshi była tutaj najwyraźniej jedyną kobietą. Podano nawet placuszki, zachęcono cię do poczęstowania się - ot, maleńki zalążek poczucia, że zostało się tutaj przyjętym, mimo to - co cię to obchodziło? To pierwszy i ostatni raz, kiedy ich wszystkich oglądasz.
Drzwi do kuchni otworzyły się z hukiem.
Mężczyzna, który się w nich pojawił, był naprawdę wysoki - pewnie sięgał spokojnie metra dziewięćdziesięciu. Krótko przycięta bródka, poskręcane włosy zwinięte w kuc, wysłużone szaty, które okrywały jego ciało i chroniły przed chłodem. Wydawał się o wiele starszy niż oni wszyscy razem wzięci, ale nie z twarzy. Twarz miał nadal młodą. W jego przenikliwych, uważnych, miodowych oczach było coś, co czyniło z niego na wstępie osobę charyzmatyczną. Taką, która widziała o parę rzeczy za dużo, a przy tym świat jej nie złamał.
- Tenshi, do domu. - Rzucił od razu chłodnym głosem i przeszedł przez kuchnię, żeby postawić jakąś skrzynię na blacie.
- Co... Jak to do domu... - Wszyscy zamarli w ciszy, dziewczyna wydawała się kompletnie zdekoncentrowana. Zaraz za mężczyzną wszedł do środka chłopak, który wcześniej cię "powitał" - rzucił w twoim kierunku drewniane pudełeczko, w którym znajdowała się drewniana fajka do palenia.
- Zabieraj się stąd w swojej bańce.
- Ale... Nie możesz..! - Chciała się podnieść z krzesła i zacząć protestować, ale mężczyzna był szybszy. Uderzył ją kantem dłoni w kark i złapał, by ta nie osunęła się na ziemię zemdlona.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1884
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Kuroi Kuma » 8 mar 2018, o 19:20

Mijali ludzi, przypadkowo spotkanych, twarze których pewnie nie zapamięta dłużej niż do końca tej pory roku. Bo po co, skoro w sumie nie będzie mu to do niczego potrzebne? Ludzie przemijali, człowiek nie mógł zapamiętać wszystkich, jego pamięć nie była do tego zdolna. To całe miejsce pasowało do tych ludzi. Każdy z innej parafii - piękne określenie. Zbiorowisko ludzi o jednym celu, z czego każdy z nich był inny. Była tutaj jednak hierarchia, a przynajmniej jej namiastka, bo chłopaczek został wygoniony po ich wejściu. Ciekaw był tylko po cholerę im była tutaj zastawa, bo chyba nie zamierzali zostać tutaj na dłużej, prawda? Zgraja młodych, którzy mieli wspólny cel, ale przynieśli sobie talerze, bo przecież kulturka, nie będą chapać wszyscy razem z gara. Gdy ktoś pytał o gurdę odpowiadał tak samo i zgodnie z prawdą.
-To tylko piasek - po czym najczęściej wzruszał ramionami. Nie było to dla niego nic nowego. Ba, ludzie w jego wiosce uznaliby za dziwne to, że Sabaku porusza się bez gurdy. Sam takim nazwiskiem się nie mógł pochwalić, więc każdy inny mógł uznać to za zwykłą fanaberię i upodabnianie się do tych "wyżej postawionych", którzy umieli posługiwać się chakrą. Zebrana tutaj młodzież była w trochę innej sytuacji. Widziała to na własne oczy, że nie jest to zwykły piach, a coś więcej. Nie zdawała sobie zapewne sprawy, że to był tylko cóż... pojemnik. Nic więcej. Kawałek materiału, który gromadził skompresowany piasek w nieco większej ilości. Pewnie wiedzieli czym jest chakra, nawet jeżeli nie potrafili się nią posługiwać. Nie było to nic nadzwyczajnego, przecież władcy tych ziem władali chakrą. Tak ci poprzedni, jak i nowo wybrany cesarz.
Podziękował za herbatę i poczęstował się jednym paluszkiem przygryzając go co jakiś czas. Z napojem jednak poczekał, wolał aż trochę ostygnie. Ot kwestia przyzwyczajenia, nie lubił pić wrzątku, bo paliło go potem gardło. Co przy alkoholu raczej się nie działo, no ale przecież alkohol był zimny! Wracając - właśnie robił kolejnego gryza paluszka, gdy w drzwiach pojawił się wielkolud. Jak poznać kto tutaj rządzi? Jest wielki niczym dąb, nie mieści się pewnie w drzwiach, a także starszy. Już wiedział z kogo brali przykład, no może poza wpieprzaniem codziennej dawki hormonu wzrostu... chociaż Kuroi nie był od niego niewiele niższy. Tylko jakoś jego ciało i postura tego nie pokazywały. Głównie z tego powodu, że często się garbił. W końcu ktoś poustawiał dziewczę do pionu i bardzo dobrze, bo za bardzo się rządziła. Kuroi złapał drewniane pudełeczko w dłonie i zaraz zajrzał do środka. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, czyż nie? Piekło jednak działo się tuż obok niego, bo starszy facet chyba nie wiedział, że dzień kobiet i te sprawy i po prostu strzelił jej raz, a dobrze.
-Uważaj na jej plecy, bo rana po ostrzu się jeszcze nie zagoiła i może zacząć babrać - wskazał palcem na owe miejsce, a później schował fajkę do kieszeni spodni. W sumie to nie wiedział co dalej zrobić, więc robił dobrą minę do złej gry i po prostu sprawdził, czy herbata jest już dobra do picia. Podniósł kubeczek pod nos, zaciągnął się aromatem i zanurzył w płynie wargi. Jeszcze nie, za ciepła. Tylko na co on tutaj czekał, skoro jego główna rozmówczyni po prostu dostała z liścia? Aż się obudzi? Bo nieprzytomna raczej za dużo mu nie powie.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1073
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Shikarui » 10 mar 2018, o 04:50

Mówili o nim "King" w mieście Świętej Wieży.
Obrazek
27/30


Chłopak nie był wielki jak tur i silny jak dąb. No, może silny jak dąb to i był, skoro potrafił całą tą ferajnę trzymać za gębę. Nie był szeroki w barach ani nie miał M O C A R N Y C H ud. Nie to co biedna spinka leżąca właśnie na ulicy, albo spoczywająca w czyjejś kieszeni, bo ktoś dał się zauroczyć jej pięknu. Tym nie mniej był rzeczywiście wysoki - i się przy tym nie grabił. Szedł prosto, nie bojąc się unosić swojej głowy, chociaż teraz miał ją nisko - skupioną na rzeczach naziemnych, nie sięgając zbyt wysokich progów, które leżały poza granicami jego rąk. Realista? Być może. Pierwsze wrażenie w końcu potrafiło być naprawdę złudne i sprowadzać na manowce.
Herbatka była bardziej niż idealna do picia. nie był to towar najwyższych lotów, nie można się więc było zbytnio zachwycić, ale była jaka była - wybiedzona, bo nikt tutaj nie dysponował takimi pieniędzmi, żeby inwestować w najlepsze liście do parzenia. W dobrym towarzystwie zresztą można ponoć pić wszystko, tak?
- Rana? - Kiedy tylko otworzyłeś usta chłopak uniósł na ciebie spojrzenie, a potem spojrzał na plecy dziewczyny. Nic nie było widać. Została nakryta kocem i dopiero, kiedy mężczyzna ten koc zsunął, zobaczyć nieco zakrwawiony bandaż - minimalnie, bo minimalnie, ale jednak. Mokre ciuchy niezbyt sprzyjały dobremu zasklepianiu się rany. Uniósł gwałtownie spojrzenie, tnące jak żyletka, na jednego z chłopaków, którzy ją pilnowali - ten aż podskoczył na krześle i odsunął się na nim nieco od stołu, kuląc się wręcz w samym sobie - i tak jak w strategii postępowania z wściekłym psem - wolał opuścić spojrzenie i nie prowokować bardziej. - Ty. - Spojrzał znów na ciebie. - Możesz ją stąd zabrać do domu? - Do JEJ domu. Tego prawdziwego, nie tego, który znajdował się tutaj. - Za jej przyprowadzenie jest nagroda, 500 ryo. Powinno być wystarczającą rekompensatą za trud. - Nadal trzymał ją w swoich ramionach, teraz ostrożniej, poprawił uchwyt, żeby nie naruszyć rany.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1884
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Kuroi Kuma » 10 mar 2018, o 19:27

Więc pił sobie spokojnie. Łyk - dla sprawdzenia tego czy jest już dobra. Za gorąca to przecież fujka, a nawet jeżeli nie była najwyższych lotów, to kto by się tym przejmował? Raczej nie spodziewał się niczego więcej w tej okolicy, ba, nawet dziwił się że dostał herbatę, a nie w ryj na samym wejściu. Z dwojga złego lepiej w tę stronę. Przyglądał się całej tej sytuacji i cieszył się, że go to nie dotyczy. Zachowywał dystans, był trochę z dala od tego całego nieszczęścia. Gdy tylko wielkolud nieposiadający MOCARNYCH ud spytał się o ranę to mężczyzna pokiwał głową zgodnie z prawdą i wskazał na nią paluchem. Gdyby był medykiem, to może by to jakoś zaleczył, ale nie mając ani czasu, ani umiejętności, to pierdzielną przecież zwykły bandaż. Aż dziwne, że jeszcze się trzymał i nie puścił więcej niż tylko trochę. Gdy tylko zobaczył minę lidera wiedział, że ktoś tu będzie miał cieplutko. Tak cieplutko, jak może mieć trup cztery metry pod poziomem ziemi. Mieli ją chronić i najwidoczniej spieprzyli sprawę na całej linii. Na twarzy Kuroia malował się wstrzymywany uśmiech, gdy zerkał na skarconego chłopaka. Niby to nic, ale zawsze lepiej wiedzieć, że ktoś ma gorzej. Usłyszał nową propozycję i przekrzywił głowę na bok. Przecież po to ją tutaj targał, żeby nie wracać do punktu wyjścia. Pomieszał łyżeczką w kubku z herbatą i odpowiedział dopiero po chwili. Niby się namyślał, ale odpowiedź miał już ułożoną od samego początku.
-Ja. Mógłbym. Tylko jest jeden problem. Za przyprowadzenie jej tutaj miałem obiecaną fajkę i coś do niej ewentualnie. Pierwsze mam przy sobie, drugie zaś... - zrobił chwilę przerwy i spojrzał na napój, by zaraz podnieść kubek ku górze - Chyba że chodzi o to, bo w dość pokrętny sposób można to jakoś połączyć - i jeżeli to było zielsko, tylko zaparzone w kubku, a nie w fajce, to czuł, że zbiera mu się na płacz jak wielkie marnotrawstwo go spotkało. To było nawet większe niż zostawienie Ahmeda w tej alejce! Po niego można było wrócić, tutaj zaś czas nie pozwolił na odwrócenie całego procesu. Westchnął więc głęboko i kontynuował.
-Dobrze byłoby więc, gdybyś coś dorzucił. No i będę musiał wiedzieć, gdzie ona mieszka, bo niby słyszałem coś o jej matce, ale nie wiem gdzie mieszka. Przydatne by było nie ma co. Tak samo jak kawałek bandaża, bo pewnie jej się przyda nowy jak się eee... obudzi - potaknął głową i to chyba było wszystko, co miał do powiedzenia. Nie liczył na zbyt wiele, co by tu dużo mówić za przeniesienie jej do domu nawet nie liczył na zapłatę, a co dopiero na jakieś benefity. Nie wiem, multisporta może? Obecnie to by mu się przydały sole trzeźwiące dla dziewczyny, bo dużo łatwiej byłoby ją przetransportować i nie wyglądałoby to dziwnie. Jej matka pewnie by zawołała straż widząc swoją córkę w takim stanie i starucha, który ją przyprowadził na latającej chmurce. A może jednak nie?
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1073
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Shikarui » 11 mar 2018, o 02:54

Mówili o nim "King" w mieście Świętej Wieży.
Obrazek
29/30


W twoim wypadku można było powiedzieć, że masz rewelacyjnie! herbatka, akurat do picia, fajka w pudełku, tylko bez obiecanego dodatku... w ogóle to był obiecany czy ewentualna premia? Nie ważne - dodatku nie było. Fajka była. Doniesiona przez jednego z chłopaków leżała tuż przed tobą na blacie i czekała na wielki unboxing-opening kejsa z Lig... z fajki. Więc w sumie... tobie to dobrze było. Nie groził ci opierdziel, że się nią źle zająłeś, bo przecież to ty i tylko wyciągnąłeś ją z opresji koniec końców, wręcz powinni cię tutaj obsypywać złotem, traktować jak bohatyra! Nie było złota i nie było też trąbki herolda oznajmiającej przybycie wielkiego rycerza. Była herbatka. I przyjemne towarzystwo młodszego pokolenia, które było bardzo zainteresowane twoją osobą - i bardzo gadatliwe. Przynajmniej do momentu przybycia wielkiego Pana i Władcy. Nie lubili go? Wyglądali na dość wystraszonych - każdy po kolei. Nie było to przerażenie. Tylko w sumie znów - co cię to niby obchodziło? To jakie mieli stosunki z szefem, czy się go bali czy nie bali?
Ten szef właśnie mierzył cię spojrzeniem. Wyprostował się i ułożył delikatnie dziewczynę na stole z krótkim poleceniem "pilnuj" - prawie jak do psa! Ale chłopak, który wcześniej został zamordowany spojrzeniem, ani myślał narzekać! Rzucił się wręcz do szatynki i objął ją ramionami delikatnie, żeby nie zsunęła się ze stołu, kiedy długowłosy podszedł do wolnego miejsca obok ciebie i odsunął talerze na bok. Pełna kulturka, naprawdę! Brakowało tylko sztućców i cukru do tego wszystkiego.
- Coś nie tak z tą fajką? - Zapytał lekko rozdrażnionym głosem. Czy spiętym? Wyciągnął zza pazuchy mały woreczek - maleńki - i rzucił go przed ciebie. Z równie małą, zieloną zawartością. Oryginalnie była zasuszona, teraz groziło jej trochę wilgoci, bo ani płaszcz tego, co ją nosił, nie był uchy, ani woreczek. - Dzielnica mieszkalna Hanamury. Duża willa otoczona różanymi krzewami. Rozpoznasz ją do razu. [Tutaj wstaw nazwę ulicy] - Rozejrzał się szybko po zebranych. Jego wzrok zatrzymał się na jednym dziecku. - Hei wie, gdzie dziewczyna mieszka. Poprowadzi cię. - Dzieciak pokazał na siebie zaskoczony palcem, ale tutejeszy dowódca już na niego nie spoglądał. - Podrzuć ją pod bramę jej domu i powiedz, że ją taką znalazłeś w Czarnej Dzielnicy, jeśli chcesz nagrodę. Albo wymyśl coś. Cokolwiek. - Zaczął otwierać szuflady w kuchni, najwyraźniej czegoś szukając. Szybko szukając. - Ren, bierz dzieciaki i zaprowadź je na dół... Gdzie są kurwa bandaże?! - Ryknął, uderzając dłońmi o blat. Na chwilę wszystko zamarło, nim mężczyzna znów obrócił się w twoim kierunku. - Idźcie już. JUŻ.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1884
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Kuroi Kuma » 11 mar 2018, o 17:47

Kuroi zapakował fajkę do plecaczka... czy nie robił tego już wcześniej? Wydawało mu się, że ktoś mu ją wręczał i już ją miał, a może go tylko pamięć myliła. W tym wieku takie rzeczy po prostu się już działy i trzeba było do tego przywyknąć. Staruszek miał więc wszystko zapakowane, na swoim miejscu i w sumie... nic go tu już nie trzymało, prawda? Obiecana fajka leży sobie wygodnie czekając na unboxing, jego środek transportu tylko czeka na wezwanie, żyć nie umierać, prawda? No nie do końca. Staruszek popijając sobie herbatkę miał przed sobą jeszcze człowieka-tyrana. Bo jakby na to nie spojrzeć był tutaj dyktatorem, prędzej niż liderem, którego poddani oddają szacunek przed snem, a nawet może jeszcze i w kiblu przed szybką dwójką. Ja, Ty sami i herbatka między nami. Spoglądał na napój, wiedział że El Dictatore się na niego patrzy, ale nie miał zamiaru utrzymywać kontaktu wzrokowego. Był jak pies, jak buldog, który szuka zaczepki i pretekstu do ataku. A wymiana spojrzenia właśnie tym była - wyzwaniem. Wyzwaniem, którego to Kuma nie miał najmniejszego zamiaru podjąć, bo jeszcze by to się skończyło dla niego tragicznie. A i dziołcha pewnie by wyzionęła ducha, nim ktoś ją porządnie opatrzy. Wydał mu polecenie, miał pilnować Tenshi, chociaż ta raczej nie miała zamiaru nigdzie się wybierać. Nieprzytomna mogła sobie tylko pomarzyć o jakimś nowym kominku, albo wyśmienitym w smaku serze. Ewentualnie o nowym Ahmedzie, lub odnalezieniu starego, tylko z jego straty akurat nie zdawała sobie sprawy. Pewnie po powrocie do swojego domu zleci jakiemuś plebs-shinobiemu zadanie, w którym to będzie musiał znaleźć pamiętną spinkę, z pamiętnej alejki.
-Na bogato... może byście się tam przenieśli? - pokiwał głową, lecz ta uwaga mogła być trochę nie na miejscu. Willa w dzielnicy mieszkalnej to już coś. Ciekawe co matka tej biedaczki robiła w Czarnym Dystrykcie? Szukała jej? Przecież mogła kogoś wynająć, zamiast samemu się tym zajmować i jeszcze pewnie zostać napadniętą czy coś takiego. Ludzie coraz mniej myślą... - skomentował w myślach Kuroi, by zaraz dodać jeszcze i tym mniej, im więcej pieniędzy mają - szybko ją ocenił mimo tego, że wiedział tylko o willi. A także o zachowaniu dziewczyny, o jej dziwnych przyjaciołach. Takie tam drobnostki. Zaraz jednak skierował wzrok na wspomnianego wcześniej Heia i kiwnął mu głową.
-Liczę na Ciebie. Pokaż mi tylko kierunek, skoro to willa, to raczej ją poznam - ot tak, co by dzieciak wiedział, że ma tego nie spieprzyć. Zadanie było proste i w sumie cieszył się z tego. Przetransportować z punktu A do punktu B. Łatwa i szybka robota. Jedno mu nie dawało spokoju. Dzieciaki? Ren? Czy ten gościu wszystkich tych młodocianych spłodził? A może był jeszcze ojcem tej dziewczyny? Niee, najpewniej był za młody na takie miłosne podboje. Chociaż kto wie. Kuma poczekał aż reszta sobie pójdzie, by ściągnąć z dziewczyny płaszcz i opatrzyć ją podobnie jak wcześniej. Jeżeli ów typek znalazł bandaż to go użył, jeżeli nie to znowu odciął kawałek swojego. Miał go trochę, stać go, bogactwa pochowane w skarpetkach przynosiły swój procent. Zajął się tym jak tylko najlepiej potrafił, czyli ucisnąć ranę i nie pozwolić się dalej temu babrać.
-Zapłata tutaj czy na miejscu? - spytał się jeszcze, bo w sumie nie wiedział czy owa matka dziewczyny wyznaczyła nagrodę, czy to on ma mu wynagrodzić te wszystkie starania jakie podejmuje, żeby to dziewczę nie zginęło. Cóż... teraz wystarczyło tylko skierować się w kierunku wyznaczonym przez Heia, wjazd na chmurkę i do boju! Tak też zamierzał zrobić, oby wszystko poszło już spokojniej.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1073
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Shikarui » 12 mar 2018, o 01:46

Mówili o nim "King" w mieście Świętej Wieży.
Obrazek
31/30


I tak to właśnie jest! Starość nie wieczność, młodość nie radość! Raz ci się wydaje, że fajkę masz, potem zenie masz, raz pijesz herbatę, a za chwilę zamienia się to w herbatkę z marihuaninen. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie ma tam za grosz twojej winy! Tyś niewinny! A kto winny niech pierwszy rzuci kamieniem. Ewentualnie talerzem, bo tylko talerze były tutaj pod ręką, nikt normalny przecież nie wychodziłby na deszcz szukać kamyków. Ahmeda! To już tak, każdy by poleciał za nim (i na niego), ale nie po kamieeeniee... chyba że przekupisz bachory za cukierka. Tyko skąd wziąć cukierka? A wina nie była twoja, tylko tego przewrotnego Losu, któremu czasem płyta główna się zacinała i działo się co się działo - czyli incepcja. To zawsze musiała być incepcja. Ewentualnie de ja vu, jak w Matrixie. Błąd w kodzie, źle wybrana tabletka - i tak lądowałeś w śmierdzącym, zapyziałym miejscu, w którym było za dużo dzieciaków i każdy dzieciak mógł zostać zrobiony przez tego dowódcę. Tyrana!
Wspomniany tyran nie raczył odpowiedziećsłownie na twoje genialne stwierdzenie - zresztą nijak nie odpowiedział. Przeciągłe spojrzenie się nie liczy, bo cały czas wbijał w ciebie wzrok, dopóki nie zaczął szukać bandaża. Jeden z dzieciaków dołączył do niego i otworzył jedną z szafek, które on już otwierał, wyciągając mu rolkę i podając. Nie ze strachem, nie kuląc się - po prostu podał mu to, o co prosił. W zamian chłopak wyciągnął do dziecka dłoń i zmierzwił jego włosy czułym gestem ciężkiej dłoni.
- Dziękuję. - Powiedział na wydechu, odbierając z małej dłoni to, czego szukał. - Zmykaj. - Pokazał mu głową zbieraną przy drzwiach własnie grupkę. Wszyscy się zaczęli zresztą zwijać, tylko chłopak, który pilnował Tenshi nadal asekurował ją rękoma, tak jak Tyran nakazał, żeby czasem nie spadła i nie zsunęła się na podłogę. Na szczęście nie wykazywała takich skłonności. Smacznie sobie spała. Przynajmniej jej wargi nie wykrzywiały się w bólu. I tak całkiem nieźle to wszystko znosiła jak na osobę, która niby pochodziła z tego "dobrego domu", była dziewczyną - i była tak malutka i drobniutka, że w męskich ramionach mogłaby się chyba złamać. I oczywiście Hei siedział ciągle na krzesełku, przyglądając się lekko zaciekawiony, cichy jak trusia, gotów w każdym momencie spełnić swoje arcysuper ważne zadanie bycia przewodnikiem po Hanamurze. Nie każdego kopał taki zaszczyt! Zwłaszcza, jak w powietrzu drzemała obietnica przejażdżki na piaskowej chmurce.
- Tak jest! - Zameldował Hei i przyłożył wyprostowaną dłoń do czoła, siadając na baczność z wesołym błyskiem w oku, nieco niepewnie uśmiechnięty. Taki odważny na 90%, bo na 100 to trochę się cykam - to był właśnie taki uśmiech.
- Na miejscu. - Mężczyzna podszedł do ciebie i wyciągnął w twoim kierunku pięć metrów bandaża, którym spokojnie można było owinąć ranę, gdyby opatrunek, który został założony teraz, delikatnie mówiąc, spłynął sobie i skinął na swego pomagiera, który pilnował dziewczyny jak pies pasterski. - Dzięki. Że ją uratowałeś. - Szatyn zaplótł ręce na klatce piersiowej, czekając, aż weźmiesz dziewczynę - zamierzał najwyraźniej zamknąć cały pochód. Hei tuptał przy tobie, kiedy wyszliście z kuchni. Pogaszono w środku i na korytarzach świece, zrobiło się dziwne pusto, cicho i... ciemno. Jakby nagle wywiało stąd wszystkich. Hei opisał ci w jakim kierunku masz lecieć i mniej więcej na jakie budowle się kierować na tyle dokładnie, że o ile nie miałeś pamięci złotej rybki to nie było szans się zgubić. Stworzyłeś chmurkę z piasku - i poleciałeś.
Droga chwilę trwała. Przeleciałeś przez niemal całą Czarną Dzielnicę, dopiero teraz widząc, jak głęboko w niej byliście i jak głęboko sama dziewczyna się zapuszczała. Cały czas spała. Spokojna, odprężona - śniła snem sprawiedliwych, w których najwyraźniej nie było żadnych koszmarów. Nie było też jednak snów słodkich.
Willa rzeczywiście była ładna. Duża i bardzo ładna. Przed bramą stali strażnicy, przynajmniej dwóch zobaczyłeś błąkających się po ogrodach, ale nawet dla nich najwyraźniej wymykająca się pannica w mydlanej bańce to było trochę za dużo. Tych przy bramie zauważyło cię w końcu i nastawili swoje yari, celując niby w ciebie, ale... jakby się trochę rozmyślili. Albo raczej - jakby nie byli pewni, co właściwie zrobić z latającą chmurą piasku.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1884
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość