Czarny Dystrykt

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Kuroi Kuma » 17 lut 2018, o 22:47

Ścieżki w śluzie... zapewne od jakiegoś łazęgi, który nie umiał przenieść ryb z jednego miejsca w drugie i teraz każdy musiał uważać pod nogi, co by się nie poślizgnąć na nich. Smród rozkładającej się ryby, daleki był od przyjemnego, jeszcze dalej mu było do jakiegokolwiek porównania z rajem. Bliżej mu było di piekła, to miejsca zsyłki potępionych dusz, gdzie każda nich zostawiona była sama sobie jak dzieciaki z takich dzielnic. Jeżeli ktoś latał, to pewnie od jakiegoś zażytego specyfiku, albo zbyt dużej ilości alkoholu w krwi. Ni mniej, ni więcej, piekło na ziemi. Takich miejsc było jednak więcej, Kuroi widział je na własne oczy i zdążył się już przyzwyczaić. To właśnie stąd pochodziło najwięcej shinobich, którzy nie mając wyboru nauczyli się jakoś żyć w trudnych warunkach i przeżywać kolejne starcia. Młodzi gniewni, chcący coś zmienić w swoim życiu, a w rzeczywistości stali się tylko bronią w rękach jakiegoś szajbusa... to znaczy cesarza oczywiście. Nie pasował do tego miejsca, tfu... to miejsce nie pasowało do niego, do tego kraju, było niczym wrzód na tyłku, którego ciężko się pozbyć.
Kuroi dziwnie się czuł na rajskiej, lub też śledziowej jak kto woli wyspie. Sama obecność ryboludzi była dla niego bardzo specyficzna, ale w tym pozytywnym aspekcie. To było coś nowego, coś czego wcześniej nie widział. Takie sytuacje przyprawiały go o dreszcze, sprawiały że chciał więcej, że musiał poznawać. Największy narkotyk, największa jego używka - wiedza. Ciągnęła go przez życie wodząc za nos, czasami posyłając w kłopoty, czasami wręcz przeciwnie. W sumie to jedynym takim wątkiem, który Kuroi'owi by się przydał była wiedza właśnie o koronacji i nowym cesarzu. Przybył na miejsce jakiś czas po wydarzeniach, jakie miały miejsce, więc nie do końca ze wszystkiego zdawał sobie sprawę. Kroczył obecnie ścieżkami po czarnym dystrykcie - Czarny w czarnym dystrykcie, przypadek? Nie sondze. Przyglądał się ludziom, ich prostym sprawom i ciężkim życiu, które nie było usłane różami, ale bywało piękne mimo wszystkich przeszkód. Zwracał uwagę na wszystko, chłonął bodźce niczym gąbka, nie dając przy tym po sobie znać. Postać w kapturze? Pełno tu było takich, co wzbudzają podejrzenia samym swoim ryjem, a co dopiero resztą wyżyłowanego cielska. Za nim kolejna, trochę mniejsza, dziewczyna, czy pasowała do tego miejsca? Ależ owszem, bo niejako dołączyła do tego podziemnego świata podając chłopakowi woreczek. Pieniądze? Może jednak jakieś ziele podobne do tego, które palił razem z Ocirkiem? W sumie przydałoby mu się, może by zapytał co takiego sprzedaje ów jegomość? Zaraz potem brzdęk pieniędzy, który w sumie nawet trochę utwierdził go w tym przekonaniu. Błędnym? Może i tak, tylko czemu dziewczyna z dobrego domu przychodziłaby do takiej dziury? Może zaszaleć? Staruszek wiedziony chęcią zapalenia czegoś może by i podszedł do niej i zapytał co takiego kupiła. Może i dostałby po twarzyczce, a może nie? Problem był jednak taki, że ciągle nie miał cholernej fajki, a nie było tu też drzew, by ją sobie wydziergać. Zdarzyło się jednak coś innego, zaczęła biec. Oznaczało to tylko jedno - ma coś przy sobie, nie chce dać sie złapać.
Cholera, człowiek nie dość że może zarobi, to jeszcze coś przy tym skapnie... idealnie! - pomyślał Kuma, odwrócił się na pięcie i popędził prosto w jej stronę.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1073
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Shikarui » 18 lut 2018, o 16:05

Mówili o nim "King" w mieście Świętej Wieży.
Obrazek
3/30


Interes. W życiu zawsze trzeba było mieć jakiś interes, żeby poddawać się chęci robienia czegokolwiek. Chyba?
Bo przecież robienie czegoś ot tak... nie ma sensu, prawda? Małe chęci, pokusy, impulsy - wszystko to zasiadało nam na głowie i zbierało się w jedno - w napęd do działania. I tak na przykład rację miałeś, że ci, którzy chcieli latać, sięgali po używki. Było ich tu tyle, ile rodzai zbóż sadzonych na polach Sogeńskich, ile oliw kwitnących w sadach Ryuzaku - miejsc o wiele bardziej malowniczych, niż to. Ich wspomnienie rozkładało się tutaj tak szybko, jak szybko rozmiękłby puszczony na wiatr świstek pergaminu. Zabroniono tu wstępu słońcu, zakazano zaglądać ciepłym powiewom wiatru. Był tylko dojmujący chłód, który bez najmniejszego problemu przeciskał się przez namoknięte ubranie i wpełzał pod skórę dreszczami. Łatwo było domyślić się, drogą dedukcji, że to dlatego ci sprytni mieszkańcy tego padołu nosili płaszcze z kapturami, bo o ile ryboludziom jakoś nie bardzo przeszkadzała woda wokół, woda wszędzie, o tyle nie tylko ryboludzie stąpali po twardej ziemi wysp. Wysp, do których ponoć wcale nie pasowałeś. I rzeczywiście byłeś tutaj jak egzotyczne zwierze puszczone na wybiegu, któremu ktoś przypadkowo otworzył klatkę i dlatego teraz powinni objąć cię ochroną gatunku zagrożonego. W sercu miasta nie był to tak odczuwalne, nie teraz, kiedy trwał festiwal i wszyscy świętowali wspomnianą przez ciebie koronację, która przygnała ludzi ze wszystkich zakątków świata, od tych o naprawdę ciemnej karnacji, po tych kompletnie bladych. Tam mieszanina barw mogłaby zostać zastąpiona tęczą na niebie. Czy to tęcza na niebie mogłaby zostać zastąpiona nimi? Ubrania różnego kroju,
różne dialekty, przeróżne kultury - o dziwo jak dotąd nikt nikogo nie pokroił za jego wiarę i nikt nikogo nie pobił za jego maniery. Chyba. W sumie wierzyć w to, że nie było żadnych bójek, to jak wierzyć w cywilizowanych Dzikich. Więc czy ty pasowałeś akurat tutaj? Punkt widzenia przecież zawsze zależał od punktu siedzenia.
Z perspektywy widzenia chmur byłeś całkowicie niepasującą perłą osiadłą na brzuchu ryby.
Wyrwałeś dobiegu.
Lekkie poślizgnięcie się buta nie spowodowało utraty równowagi - minimalnie wybiło pierwszy impet, który i tak został odzyskany w tej samej sekundzie. Nie robiło to żadnej różnicy. Twoje długie nogi niosły przez nierówny, śliski bruk jak burza,
nie pozostawiając miejsca na najmniejszy błąd. Nie mogło być błędów. Przecież zapłata migała ci koło nosa. Kobieta, która wypadła z karczmy, krzyknęła i odskoczyła na bok, kiedy śmignąłeś jej koło nosa. Niepotrzebnie, nie wpadłbyś na nią, ale była wystarczająco zaskoczona, żeby nie poddać się trzeźwej ocenie sytuacji. Nie krzyczała za tobą, nie krzyczała już nawet za dziewczyną - cokolwiek robiła, nie wiedziałeś tego. Przed oczami miałeś jedynie uciekający cel. Pogoń, która nawet nie była emocjonująca, przynajmniej przypuszczam, że nie dla ciebie, a dla gonionej..? Dla dobrej dziewczyny z dobrego domu?
Albo bardzo, bardzo złej dziewczyny. Tylko dom pozostawał ten sam. Przecież budynki się nie zmieniają. Dziewczyna w końcu obejrzała się przez ramię, kiedy dosłyszała za swoimi plecami szybko zbliżające się kroki, przyśpieszyła. Kaptur spadł z jej głowy i peleryna uniosła się za jej plecami na wzór kruczych skrzydeł. Każde kolejne metry zmniejszały odległość między wami... i wtedy dziewczyna sięgnęła po coś pod płaszcz i wokół niej pojawiły się bańki, kiedy była już niemal na wyciągnięcie ręki, które rozwinęły się wokół niej i pofrunęły w twoją stronę. Dziesiątki mydlanych baniek, które nie lśniły tęczą, a szarością.
Bańki wybuchnęły i szary dym zalał całą ulicę, w który wpadłeś.
Ostatnio edytowano 19 lut 2018, o 17:21 przez Shikarui, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1884
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Kuroi Kuma » 18 lut 2018, o 18:22

Dwie strefy, dwa miejsca, dwa tak różne kawałki miasta, podobne do siebie w rozmieszczeniu czy to ulic, czy to tego, że żyją tu ludzie. Tak podobne, a jednak odosobnione od siebie przez jedno. Biedę. Tak samo jak całe miasto mogło zostać określone jako białe, czyste, piękne, tak to miejsce było czarną skazą, do której większość mieszkańców zapewne nie przyznałaby się, gdyby ich otwarcie spytać. W ten sam właśnie sposób był on tutaj, inny, jako wyrzutek. A może jako swój? Jak bowiem mógł czuć się odmieniec w odmiennej dzielnicy? Gdyby jeszcze jego twarz była tak opalona jak reszty mieszkańców pustyni, wtedy byłby niczym wybryk natury, coś nowego i egzotycznego, niespotykanego w tym miejscu.
To miejsce było chyba jednak najmniej odmienione przez turniej, mało kto z innego kraju chciałby się tutaj zapuścić - prócz takiego jednego, który to lubił się ubrudzić i nie miał z tym najmniejszego problemu. Wystarczyło później tylko po sobie posprzątać, co nie było niczym trudnym. Zacieranie śladów po swojej obecności wymagało tylko jednego - uwagi. A tej Kuroiowi nie można było odmówić. Mimo tego jednak jego noga lekko się omsknęła na gruncie, czy to wilgoć, czy to ktoś uprzednio zlał się na środku ulicy? Ciężko powiedzieć, kto by się przejmował czymś, co już się stało? Nie dało się tego odkręcić, trzeba było iść dalej, w gonitwie za dziewczyną. Dalej było już prościej, przemierzał uliczki, widział jej łopoczący płaszcz, na który ciężko było nie zwrócić uwagi. Czemu był w tym pościgu? Czemu nie odpuścił sobie i nie poszedł na arenę, gdzie walczą znamienici shinobi? Bo są nudni - albo wręcz przeciwnie i stanowią wręcz wybryk natury jak pewien jegomość określający się jako wampir. Zbliżał się jednak do niej, sam nie był znamienitej kondycji, ot bardziej pasował na typowego średniaka pod względem fizycznym. Odwróciła głowę, ich oczy na chwilę się spotkały w tym dziwnym pościgu - on nie znał jej, ona nie znała jego, a jednak obydwoje biegli w tym samym kierunku w mieście, którego przynajmniej jedno z nich jeszcze nie znało. Dokąd zmierzali? Ponoć nie ważny jest cel, tylko droga do niego wyznaczona, bo cel zawsze jest ten sam. Dla każdego czy to człowieka czy zwierzęcia, przeznaczeniem było zakończenie tej gonitwy i najczęściej wąchanie kwiatków od spodu.
Był coraz bliżej, z każdą chwilą był gotów chwycić ten płaszcz i ściągnąć go szybkim ruchem w dół, ku ziemi. Mało to majestatyczne, mało to piękne, ale skuteczne z całą pewnością. Coś mu jednak przeszkodziło, a konkretniej bańki. Czy to jej sprawka? Zapewne tak, nikt inny przecież nie miał powodu do wysłania ich na tą uliczkę. Przestał oddychać, zatrzymał w płucach to, co tam było i postanowił jak najszybciej się wydostać z tego cholerstwa. Wykorzystał więc piasek, swojego najlepszego przyjaciela, który był zawsze pod ręką i uformował z niego mała platformę, by zaraz unieść się w górę. Oczywiście jeżeli tuż nad nim nie była wcześniej jakaś przeszkoda, co by nie łupnąć prosto w nią. A co dalej? Wiele w tym aspekcie się nie zmieniło, gdyż nadal ma zamiar pędzić za dzieweczką, tym razem bez męczenia się na nogach. Będąc wyżej łatwiej będzie mu ją sledzić, a może i go nie zauważy? Mało w okolicy chyba latających shinobich, chociaż kto to wie?


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1073
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Shikarui » 19 lut 2018, o 13:57

Mówili o nim "King" w mieście Świętej Wieży.
Obrazek
5/30


Włosy dziewczyny rozsypały się po jej plecach, kiedy kolejny raz obejrzała się za plecy, zanim mydlane bańki wybuchły, rozlewając wokół dym. Pasma wypłynęły w powietrze, uderzyły o nie falą zgodnie z taktem jej kroków, a spinka,
które je spinała, poleciała na ziemię, gdzieś obok twoich nóg. Najmniej istotna część tego spektaklu.
Zareagowałeś natychmiast, wstrzymując powietrze. Kolor dymu nie odbierał od żadnych norm, ale nigdy nie wiadomo, co zostało dodane do tej pięknej mieszanki, która bardzo szybko przejęła w swoje posiadanie całą szerokość ulicy, burzliwie pnąc się do góry, ku oknom. Deszcz szybko zaczął sprowadzać ten dym na dół. W szarudze nie byłeś w stanie dojrzeć nawet czubka własnego nosa. Oczy zapiekły od spotkania z dymem, lecz nie wydarzyło się nic ponad normę - nic, co mogłoby sprawić, że spadłbyś w dół i już nie mógł wstać. Piasek wysunął się z twojej gurdy, posłuszny i potulny - jak zawsze! - formując w platformę, która uniosła cię w górę, uwalniając od ciężkiej, duszącej chmury, która tłumiła zmysły. Ktoś kaszlał w tej chmurze, ktoś zaczął wyklinać, jakaś starsza kobieta wychyliła się ze swojego okienka z "co tu się..!" zamarłym na ustach, który ledwo pomrukiem wypłynął po wargach, ale po dziewczynie nie było nawet śladu. Tej znajomo-nieznajomej. Skoro już kogoś gonisz, to staje ci się on jakoś bliższy, nie uważasz? Kiedy dzielicie podobne emocje, całkowicie szczere, bo ich nie dało się oszukać - strach był bardzo wyraźny w jej piwnych oczach, kiedy odwróciła się do ciebie po raz drugi. Mogłeś... ot tak sobie biec, prawda? Bez jakiegoś większego powodu, albo z powodem, ale swoim własnym - nie koniecznie ją gonić. Tylko że musiałaby być ostatecznie głupia, żeby chociaż nie próbować ci przeszkodzić, kiedy byłeś już tak blisko..! Pewnie za późno się na ten krok zdecydowała. Mogła zrobić to wcześniej, kiedy dzieliła was większa odległość - było tutaj tyle uliczek i zakamarków miasta, że bardzo łatwo byłoby zgubić wszelaki pościg. Nie zrobiła tego jednak, gdybać to sobie można. Przez moment Czarny Dystrykt zamarł w oczekiwaniu na dalszą akcję, kiedy platforma uniosła cię kawałek dalej, kawałek wyżej.
Zapewniam, uspokoję twoją duszę - o nic nie łupnąłeś! Akurat trzeźwości myślenia ci jeszcze nie brakowało, żeby rąbnąć prosto w tamten metalowy pręt, na którym zawieszono jeden z szyldów, obsrany gołębimi i mewimi odchodami. W większości chyba jednak mewimi.
Z dymu wyłoniła się bańka - tym razem nie mała, ta była na tyle duża, że dziewczyna, którą goniłeś, z długimi, lekko falowanymi, myszowatymi włosami rozlanymi po plecach, spokojnie w niej siedziała i miała sporo przestrzeni - spokojnie sam byś się tam razem z nią zmieścił. Siedziała do ciebie plecami, więc w pierwszym momencie cię nie zauważyła, skoro miała oczy skierowane w dół. Najwyraźniej szukała ciebie tak jak i ty szukałeś jej.
AAA! - Wrzasnęła i podskoczyła w bańce, kiedy uniosła głowę i zobaczyła ciebie, siedzącego sobie ot tak, na podeściku z piasku. Wycelowała w ciebie paluchem. W drugiej dłoni coś ściskała - coś drobnego, co ginęło w fałdach jej płaszcza. -
CO TY TU ROBISZ?! - Zawołała niemal z oburzeniem, jakbyś popełnił właśnie największy grzech, jaki można było popełnić na tym świecie. - Kurwa... weź się odwal, co?! - Jakoś takie ostre słowa nijak nie pasowały do tej uroczej twarzyczki o wypukłych policzkach, a chmurność burzyła piękny, miodowy błysk jej oczu.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1884
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Kuroi Kuma » 19 lut 2018, o 14:47

Ta spinka, ta jedyna, gdyby wiedział o jej istnieniu, poświęciłby się jej zupełnie! Oddałby całe swoje serce, nie wspominając już o zaskórnikach, a mimo to, niektórzy woleli uznać to za mało istotą cześć. Prawdziwa tragedia, o której Kuroi się nie dowie, nie pozna prawdziwego celu w swoim życiu, jakim była ochrona i noszenie wspaniałej spinki do włosów, która idealnie pomogłaby mu uporać się z problemem lekko przydługich już włosów. Odmieniłaby jego życie o całe sto osiemdziesiąt stopni, stałby się nowym człowiekiem, porządnym , ułożonym, z nową pracą i kredytem na hipotekę. Jego los jednak nie miał szansy nawet na poprawę, nie wiedział, nie zdawał sobie sprawy...
Będzie musiał z tym żyć, bez wiedzy o tak wspaniałym i majestatycznym wydarzeniu ze spinką. Wzniósł się ku górze, oczy go trochę piekły, ale w sumie wszystko było okej. Wolał nie ryzykować, już nie raz spotkał się z jakimś cholerstwem w dymie (w końcu zawodowy palacz powinien mieć z tym trochę do czynienia) i wolał dmuchać na zimne. Deszcz był pomocny, ale nie załatwiał jednego - cel był coraz dalej, czas uciekał, a on coraz starszy. Szukał jej wzrokiem, wodził oczyma za jej sylwetką, za płaszczem, za stukiem butów uderzających o drogę. Żadnego znaku? Dobrze żarło i zdechło - podsumował w myślach, gdy jego oczom w końcu ukazała się bańka, tym razem z inną zawartością... trochę bardziej kobiecą. Mrugnął raz, drugi, bo ten środek transportu był dosyć niecodzienny. On sam także nie należał do "normalnych" w tym towarzystwie, bo śmigał na piaskowej chmurze, którą zrobił sam bez niczyjej pomocy. On na chmurze, ona w bańce, spotkanie zapowiadało się na dosyć ciekawe. Gdy tylko wycelowała w niego paluchem uniósł dłoń w geście powitania, zupełnie jakby witał się z przyjacielem... będąc przy tym strasznie introwertycznym i zamkniętym na świat go otaczający.
-Latam... - jej pytanie było głupie toteż głupia była odpowiedź, przecież widać, prawda? Ciężko coś robić na tej wysokości innego, niż latać. W przeciwnym razie właśnie lecieliby na spotkanie ziemi, które nie skończyło by się przyjemniej niż z dresami w ciemnej uliczce nie wiedząc jaki klub sportowy jest w niej wychwalany.
-W sumie to zastanawiam się czemu uciekasz... a wtedy już poszło szybko, nogi same ruszyły do biegu i sam też ruszyłem biegiem! Pytanie tylko czemu... też się zastanawiasz? - przekręcił głowę na bok i naszła go jakaś nieopisana ochota wyjęcia kunaia (wyjąłby senbona, ale nie było takiego pod ręką) i przebicia tej bańki. To była krótka, głupia, dziecięca myśl, która przemknęła mu gdzieś tam w odmętach świadomości i zostawiła po sobie ślad. Jak długo by spadała, czy uniknęłaby upadku? Co by się stało gdyby? Uśmiechnął się do tej myśli, ale na tą chwilę wolał nie sprawdzać, bo przecież nie dowie się czemu biegnie!
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1073
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Shikarui » 19 lut 2018, o 21:34

Mówili o nim "King" w mieście Świętej Wieży.
Obrazek
7/30


Oh nie. Tylko nie to. Tylko nie porzucenie tej cholernej spinki, która leżała teraz, opuszczona, samotna, jeszcze ciepła, ale z wolna oddająca cały żar życia zimnemu kameniu, na bruku jak jakiś śmieć. A ona przecież też miała swoje uczucia! Miała swoją historię! Może nazywała się Ahmed i miała swoją rodzinkę w Atsui? Spadła tutaj z nieba, zamierzając się wysadzić, ku chwale swoich pobratymców, ku chwale swojej rodziny, bo obecali jej siedemdziesiąt dwie dziewice i dostatek dla osieroconej ósemki dzieci i żony Matyldy... a teraz co? Leży tam. No spójrz tylko! Spójrz..! Oh wait. Nie możesz, bo przecież wybuchy, dymy i pościgi polegające na siedzeniu sobie na platformie, którą nie było czego ścigać, bo nie było niczego widać. Ale skoro był wybuch... to znaczy, że dziewice będą, czy jednak nie będzie, bo nie wysadził samego siebie? Biedny Ahmed tak czy siak... Na pewno byli dobrymi przyjaciółmi z tą dziewczyną, która stwierdziła - a ucieknę sobie! No a skoro ona stwierdziła "a ucieknę sobie!", to ty stwierdziłeś "a pobiegnę sobie!" Bo bez rozwoju jesteś nikim, a jak się rozwijać, to tylko na porrządnych treningach rozpoczynanych porannym... popołudniowym... no rozpoczynanych w każdym razie treningiem wydolnościowym. Nie, wait. Coś się tu pochrzaniło. Miało być - joggingiem. Oh, nie ważne! Ważny to był tutaj Ahmed. Ten magiczny artefakt, który sprawiłby, że twoje życie w końcu powędrowałoby w jedynym właściwym i prawilnym kierunku. Teraz wszytko już przepadło. Koniec!
Misja zakończona niepowodzeniem.
Dziewczyna była lekko zdekoncentrowana. Jeszcze nie utratą Ahmeda, bo tego chyba aktualnie nie wiedziała (jeszcze, jeszcze!), ale tym, co tutaj się właściwie działo. Dlatego nie odmachała. Ściągnęła brwi, przez co u nasady jej nosa wytworzyło się pole marsowe i wydawała się być w każdym momencie gotowa do skoku. Dzieliło was z pięć metrów od siebie i ze cztery metry od ziemi, na której dym szybko opadał coraz niżej. Niedługo wyłoni się z niej Ahmed! Wszystkie dziewczynki - szykujcie zeszyciki! Bieg po autografy za trzy, dwa, jeden...
- No... tak sobie... uciekam? - Wstrzymała powietrze w płucach, zbita nieco z tropu twoim pytaniem. Bo co to w oóle było za pytanie? Kunoichi oderwała od ciebie spojrzenie i skierowała je na ziemię, z której już wyłaniały się ludzkie sylwetki, pochylone, kaszlące, niektórzy podpierali się o mur budynków - skutki uboczne, za które niewiast nie zamierzała brać żadnej odpowiedzialności. Zresztą jej oczy szukały w skupieniu czegoś innego - albo KOGOŚ innego. I nie, nadal nie chodziło mi o Ahmeda. - To ja sobie teraz polatam w swoją stronę, a ty w swoją i wszyscy będą zadowoleni, okej? - Zwróciła na ciebie znów spojrzenie. Poruszyła się niespokojnie i jej bańka zaczęła powoli lecieć w stronę jednej z uliczek. - Grzeczny miś, zostań misiuuuu...
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1884
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Kuroi Kuma » 20 lut 2018, o 15:23

Biedny Ahmed... na zawsze w naszych sercach, pozostanie na piedestale jako dzielny do samego końca. Wróci na tarczy, ale z uśmiechem na ustach i krwią swoich wrogów na rękach. Dzielny spinkowy wojownik. Dziewczyna była chyba tak samo zdziwiona tą sytuacją (i nie, nie chodziło tutaj o Ahmeda, wręcz przeciwnie), jak i sam Kuroi. Przyglądał się jej nieco zmącony odpowiedzią. Jak można uciekać bez powodu? Ucieka się przed kimś, albo czymś, ale nigdy tak po prostu. Można i przed życiem, a raczej skutkami decyzji, które się podjęło i dalej ciążyły nad losem człowieka. Nie było tu ani lwa ani żadnego tygrysa - chociaż w tych stronach chyba prędzej do takich niebezpiecznych zwierząt zaliczał się wilk, albo nieświeży śledź z morza - więc to także zostało wykluczone drogą ewidentnie za szeroko pojętej dedukcji. Obydwoje więc byli przez chwilę w tym stanie, gdy jedno nie wiedziało drugiemu o co chodzi i trwali tak przez chwilę nie mając zamiaru z niego wychodzić. Może poczuł z nią jakąś więź? Sam często uciekał, bo tak było łatwiej, bo nie trzeba było mierzyć się z problemami. Ucieczka, albo pozbycie się ich były szybkimi, skutecznymi metodami i to właśnie te Niedźwiadek lubił najbardziej.
Zaraz później wyszła z propozycją - ona w swoją, on w swoją. Tylko gdzie akurat on miał się teraz udać? Był jak zbłąkany stary psiak, którego nie ma kto przygarnąć pod swoje skrzydła, więc jego strona była... dosłownie wszędzie i nigdzie.
-Nooo dobrze - westchnął głęboko i widząc oddalającą się bańkę... ruszył tuż za nią. Jego chmurka także zaczęła lecieć tym powolnym, wolnym tempem, jakby niósł ją poranny wietrzyk. W końcu go zawołała! I to nawet po nazwisku, co było dosyć dziwne, więc błędem byłoby nie ruszyć, prawda? Siedział więc sobie wygodnie i leciał kawałek za nią przymykając oczy i czując na sobie morską bryzę. Do morza był dosłownie rzut beretem, powietrze tu było całkowicie inne niż na pustyni. Dobrze mu zrobił ten świeży zastrzyk tlenu, bo w tej dzielnicy było aż gęsto od zapachów je wypełniających. Zapachu brudu i kurzu, zmieszanego z alkoholem i zapewne seksem. Wszystko to tworzyło ciężką mieszankę, która mogła przy zbyt dużej ilości zemdlić. Byłby nawet skłonny położyć się tutaj, w tym miejscu, na tej pięknej chmurce, mając jeszcze piękniejszy widok na okoliczne budynki. Brakowało tylko podusi, bo piasek nie był najwygodniejszą pościelą, jaką mógłby sobie leniwiec wymarzyć.
-A gdzie jest Twoja strona? Może to też jest moja? - rzucił po jakiejś chwili będąc coraz bliżej i bliżej tej alejki. Czy dziewczę było czymś zdenerwowane? Przecież już nie uciekała, mogła odetchnąć, nikt jej nie gonił. Nikt i nic. A może w tej bańce nie czuła tego wszystkiego, tej wolności, otaczającej natury i spokoju? Wizja puffnięcia bańki była jeszcze bardziej kusząca, ale tutaj na pewno sobie łebek rozwali...
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1073
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Shikarui » 20 lut 2018, o 20:21

Mówili o nim "King" w mieście Świętej Wieży.
Obrazek
9/30


Ludzie nie byli bezrozumnymi spinkami do włosów (sorka Ahmed, ty jesteś wyjątkiem), żeby robić rzeczy bez powodu. Czasami powód leżał głęboko w podśwadomości, bo dziecko, które przybiegało do matki w środku nocy, też nie wiedziało, przed czym dokładnie ucieka, prawda? Nie uciekłotak sobie, chociaż w wyobrażeniu dorosłych tak właśnie było. Co z tego, że pierworodny powie i, że to przed potworami..? Będzie zapłakany, będzie przerażony - nie miał dokąd uciekać, więc uciekł tam, gdzie czul się najbardziej bezpieczny - do matki. Dziewczyna z piegami być może też wystraszyła się jakichś cieni, jakichś demonów i biegła tam, gdzie czekał na nią ciepły, rodzinny kąt? Była wystraszona, albo trochę bardziej skupiona..? Coś było nie tak. Cała jej sylwetka wyglądała, jakby miała zaraz zerwać się na równe nogi i..! Coś zrobić. Nie wiem, może zgubić kolejną spinkę? No na pewno bardziej niż wystraszona była teraz... skołowana.
Siup, siup... bańka powoli się oddalała - nie wiadomo, czy dlatego, że po prostu była tak cholernie powolna, czy akurat kunoichi tak wolno ją prowadziła. W każdym razie - żółw by was na piechotę wyprzedził w tym tempie. Dziewczyna skupiała na tobie sto dziesięć procent swoich myśli, niemal żyłki jej wychodziły na skroniach, prześmiesznie przymrużyła te oczęta, chociaż dla niej ta sytuacja do żartów nie przystrajała... czy może jednak? Bo czym tu się niby denerwować? Skoro sobie biegła tak po prostu... a ty tak po prostu za nią... no to... wszystko git gut? Lecieliście sobie... i dziewczyna zatrzymała nagle swoją bańkę. Chrząknęła i odwróciła się do ciebie plecami, że niby wszystko pod kontrolą i nie robisz na niej najmniejszego wrażenia. Poprawiła swój płaszcz i sięgnęła do włosów, gdzie zamarła na moment z dłońmi, które chciały ewidentnie te włosy czymś złapać i spiąć. Znicz dla Ahmeda i minutka ciszy. Dopiero wtedy bańka ruszyła znowu, nieco szybciej. Zleciała nią w dół, do jednej z bocznych uliczek tak, by dachy budynków skryły ją w swoich ramionach razem z zimnymi murami miasta. Jakoś... im dłużej trwała ta podróż, tym spokojniejsza się stawała.
- Takie stalkerstwo jest trochę creepy, okej?? - Burknęła niby obruszona, ale... koniec końców nie zrobiła nic, żeby cię odpędzić. Dziewczyna na początku cały czas oglądała się przez ramię, czasami zatrzymywała swoją bańkę, jakby zastanawiała się, jaki kierunek wybrać, bo przez moment kluczyła. Ot tak, bez celu zrobiła okrążenie wokół jednego ze zlepek domostw. W końcu jej bańka pękła, kiedy zniżył tor lotu i gładko opadła na ziemię, obracając się w twoim kierunku, lustrując cię spojrzeniem od stóp do głów z lekką podkówką na ustach. Nadąsana królewna. - Wynajęła cię moja mama, tak? Żebyś mnie śledził i pilnował, żebym nie zadawała się ze złym towarzystwem? - Zerkała nieco zaintrygowana na piasek, który unosił cię w powietrzu pomimo deszczu - mimo wszystko coś takiego widziała pierwszy raz w życiu.
Lot nie trwał, koniec końców, tak długo. Nie trwał jednak też wystarczająco krótko, żeby żywić przekonanie, że jesteście nadal tuż przy głównej ulicy. Dziewczyna bardzo mocno pokluczyła między uliczkami i w efekcie tego wylądowaliście gdzieś na zadupiu dolnym, w ciasnej przestrzeni niemal zsuwających się ze sobą ścian, gdzie smród naprawdę nieprzyjemnie gryzł w nozdrza. Smród brudu i biedoty. Mimo to brunetka nie wyglądała, jakby się bała tego miejsca, gdzie nawet diabeł mówił dobranoc, ale z jej pojęciem niebezpieczeństwa musiało być od początku coś nie tak. Wyciągnęła trzymany ciągle w dłoniach przedmiot przed siebie i teraz zobaczyłeś, że była to dmuchawka. Przyłożyła ją do ust i wokół niej pojawiło się parę baniek,
nie poruszyły się one jednak i nie posiadały w sobie szarego dymu, którym znowu mogłaby cię zaatakować.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1884
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Kuroi Kuma » 21 lut 2018, o 00:11

Kto by nie był skołowany, przecież spinkowy Ahmed mógł dla niej znaczyć wszystko, więcej nawet niż tamta podłożona paczka, czy cokolwiek co przekazywała dalej. Może dostała ją (albo jego, bo szanujemy przecież Ahmeda i jego rodzinę) w spadku od matki, a ta mogła ją dostać od swojej. Pamiątka rodzinna przekazywana już od wielu pokoleń mogła teraz zostać zapomniana w odmętach szarych ulic w tej brudnej, nieczystej dzielnicy... A wszystko to, przez nieuwagę, przez ucieczkę, przez unikanie własnego przeznaczenia. Ktoś tu wolał splunąć na całą tradycję i dziedzictwo, a także Matyldę z dziećmi... Nie ładnie.
Kuroi także zatrzymał swoją chmurkę, gdyby wpadli na siebie mogło by być dosyć dziwnie. Albo on by wpadł do środka, albo bańka by się przebiła i Ahmed zostałby pomszczony. Niby dobrze, ale jednak nie do końca, bo Kuma jeszcze o nim nie wiedział. Gdyby tak było, pewnie szykowałby piasek i teraz z wyciągniętą ku niej ręką powiedziałby coś w stylu "Pomściłem Cię, przyjacielu". Ręka się zamyka, flaki latają, głowa lekko opuszczona, że niby smutno i scena się końcu. Gasną światła, kurtyna się zamyka. W końcu jednak ruszyła w dół, w stronę zapomnianego Dzielnego Małego Spinka, a tuż za nią jak cień podążał władca piasku. Wydarła się także, jakby robił coś złego, ale przecież trzymał się jej wytycznych? Miał iść w swoją stronę, a że nic ciekawszego nie znalazł, to łaził obecnie za nią. Lepsze to z cała pewnością niż wysłuchiwanie o wampirach i takie tam. Jej bańka zniknęła, Kuma położył się na brzuchu na swojej chmurce i położył na niej wygodnie głowę żałując, że nie ma ze sobą żadnej poduchy.
-Bardzo prawdopodobne. W sumie dobrze by było, zwłaszcza jeżeli płaci w drewienkach na faj... Ech wy młodzi tego nie zrozumiecie - ciągle gdzieś w jego głowie siedziało to, że nie może sobie zapalić, a w mieście raczej nie znajdzie odpowiedniego kawałka drewna. Zdziwiło go jednak trochę czemu matka takiej gówniary miałaby kogoś wynająć. Do ochrony? To by znaczyło że mają pieniądze i to sporo, bo mało kogo na taką usługę stać. Prędzej był to ktoś z rodziny, niż specjalnie wynajęty strażnik.
-A zadajesz się ze złym towarzystwem? No... młoda damo, bo pogadamy inaczej - zabrzmiał tu jak typowy staruch, tylko to ona zaczęła się włóczyć po alejkach, które nie wyglądały na zbyt przyjemne. Było mu tu przyjemnie, chociaż wyglądał trochę dziwnie, bo można to porównać do rozłożonej brzuchem na ziemi pandy, która ani nie wygląda na pracowitą, ani na zbytnio inteligentną. W końcu zobaczył to w jej dłoniach. Był dla niego niczym święty Graal, niczym zatopione miasto, żyła złota w kopalni. Podniósł się natychmiast na równe nogi i wycelował palcami w to, co trzymała w dłoniach. Otaczały ją bańki - czyli to jej sprawka, tylko czemu fajka miałaby tworzyć jakieś bańki? Może to jakaś inna zdolność, będzie musiał ją przepytać jak tylko przygotuje bitą śmietanę.
-Skąd to masz?! Gdzie jeszcze są takie?! - ożył w końcu, a zmiana ta była na tyle gwałtowna, że dziewczę mogło go po prostu nie poznać.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1073
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Shikarui » 21 lut 2018, o 12:38

Mówili o nim "King" w mieście Świętej Wieży.
Obrazek
11/30


Gdyby jeszcze nie padał deszcz to siedzenie na tej piaskowej platformie byłoby naprawdę idealne. Lecz padał. Nic nie wskazywało na to, żeby miał się zaraz skończyć, wręcz przeciwnie - ciapał sobie i ciapał, tak jak pewnie teraz w domu owsiankę ciapały sobie dzieci Ahmeda, myśląc o tym, kiedy ich dzielny tata wróci z podróży i przywiezie im jakieś upominki. Nie wiem, na przykład rękę jakiegoś poległego w boju żołnierza. Albo nogę. Noga lepsza, można by z niej zrobić kij do golfa. I tak właśnie powstała nowa dyscyplina sportu! Deszczyk był na tyle delikatny, jak to było już wspominane, że nie rozbijał delikatnych, mydlanych baniek, które grzeczniutko unosiły się wokół dziewczyny. najwyraźniej działały tak jak piasek? Sterowane chakrą? Bo czym niby innym miałyby być sterowane, wolą boską?
- W drewienkach na faj..? Faj co? - Nie dokończyła sobie słowa w myślach, bo nie miała pomysłu, jak je dokończyć. Fajka? Tak, oczywiście, że chodziło o fajkę, ale jakoś ciężko było jej drewienka i opłatę z nich skojarzyć z fajkami. - Oho! - Wyciągnęła dłoń z dmuchawką i wycelowała ją w twoim kierunku, unosząc lekko podbródek, jakże wyzywająco! - Odezwał się staruch! W kręgosłupie ci strzyka, dlatego tak się wyciągasz? - Dziwne to było. Kompletnie dziwne, bo takie rzeczy zdarzały się tylko w teatrze, w książkach, co nie? W jakichś komediach, gdzie creepy stalker zamienia się w twojego przyjaciela, albo romansach, gdzie okazuje się miłością na całe życie. - A może... ty się po prostu zakochałeś, hę? - Kłamałeś? Nie kłamałeś? Ciągle przesuwała spojrzeniem po twojej twarzy, albo po rękach, nie potrafiła go na stałe zakotwiczyć w twoich oczach. Nie było to całkowicie niespokojne bieganie oczyma wszędzie, ale mimo wszystko - zaufać? Komuś, kto ją gonił? Z drugiej strony - zaufać komuś, kto uciekał?
- Yyygh! - Zapowietrzyła się. - A co ci do tego, z kim się zadaje? Pfff! - Ściągnęła chmurnie brwi. I pewnie już chciała ci więcej dogadywać i ta bzdurna dyskusja ciągnęłaby się w nieskończoność... gdyby nie twój nagły wybuch, który całkowicie wytrącił dziewczynę z równowagi. - C... co? Eee... no sporo takich sprzedają... w sklepach... nie? - Wtf? Ale że co się tutaj odjaniepawla? W sumie jakby tak na ciebie jeszcze raz popatrzeć... to rzeczywiście nie wydawałeś się być stąd. Jakoś dziewczyna wcześniej nie przemieliła tej informacji. W swoim niepasowaniu rzeczywiście całkiem dobrze tutaj pasowałeś. Człowiek o czarnej duszy w czarnej dzielnicy, ha! - Nie jesteś stąd, co? - Pokusiła się o zadanie tego mało inteligentnego pytania. O tym, czy będzie brana za idiotkę, pomartwi się potem, albo how about: nigdy. - Serio... szukasz fajki? Do palenia zielska? - Opuściła nieco swoją dmuchawkę, dopiero teraz łącząc wątki i uniosła wysoko brwi.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1884
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Kuroi Kuma » 21 lut 2018, o 16:22

Jakby nie patrzeć to był od niej starszy... i to zapewne całkiem sporo, może z dziesięć lat? Pewnie coś takiego by wychodziło. Normalnie nie stanowiło to ogromnej różnicy, ale w czasach, gdy walczy tyle shinobi mało kto w ogóle dożywał trzydziestki, a co dopiero później. Wszędzie czekały zagrożenia, nawet tuż przed nami. Nie można było zakładać, że zrobi się coś za tydzień, za dwa, czy już w ogóle za miesiąc. Zawsze bowiem pojawiał się ogromny pająk, albo jakiś gość, który nas zfriendzonuje i doprowadzi do prawdziwej tragedii. Śmierć była wszechobecna, tak samo jak ten deszcz. Zapewne gdzieś tam, niedaleko Kuroia był człowiek, którego żywot powoli się wygasał, którego płomień życia tlił się już coraz gorzej i gorzej, by w końcu zgasnąć już na zawsze. Ludzie przemijali naprawdę za szybko, dlatego też trzeba było chwytać się każdego przyjemnego wydarzenia, nie myśleć o tym co kiedyś, myśleć o tym co teraz.
-No... - tak samo jak teraz właśnie potakiwał głową w kierunku do dziewczyny, bez chociażby odrobiny drwiny. Odezwał się staruch, szukał fajki, wszystko się zgadzało, ach ta detektywistyczna żyłka! Co do kręgosłupa to może się trochę myliła, ale co miał ją wyprowadzić z błędu? Jeżeli on był stalkerem, to w takim razie dziewczyna chyba powoli wpadała w syndrom sztokholmski. Miłość do było duże słowo, nawet za duże w przypadku tego człowieka, bo nie do końca je pojmował. Szukał jakiegoś sedna w tym całym uczuciu, lecz ludzie zrobili z niego pustą wydmuszkę, która takowego nie posiada. Usiadł spokojnie na swojej chmurce i kontynuował, bo tak emocjonującym wstępie, którego nie powstydziłby się Churchill w swojej przemowie.
-Jeżeli byłbym tym całym strażnikiem, czy innym pilnującym, wtedy coś by mi do tego było. Jakby nie patrzeć ja też wyglądam dosyć podejrzanie, nie sądzisz? Rozmawiasz z gościem, który siedzi sobie na chmurze z piachu, która lata. No i serio można to w sklepie tutaj dorwać? Przeszukałem chyba z pół miasta i nie znalazłem - jego mina była coś w stylu ":v", bo faktycznie jego poszukiwania nie były zbyt owocne i jedyne co udało mu się odnaleźć to małe źródło ognia.
-Punkt dla Ciebie. A Ty niby jesteś stąd? No i co jest złego w szukaniu fajki? - wystawił rękę wskazując na nią w geście "uznania" czy też jak kto woli "pistoletu", że się domyśliła. Ciężko było poznać, że gość posługujący się piaskiem nie jest stąd, prawda? Uśmiechnął się ku niej, chyba po raz pierwszy od rozpoczęcia tej rozmowy, lecz tylko na krótką chwilę, by zaraz wrócić do standardowej, lekko znudzonej miny. Była zdziwiona? Tylko czemu? Może też myślała co robią te wszystkie bańki w powietrzu. Kuroi wystawił rękę ku jednej z nich, wystawił palucha i przebił ją o ile tylko jakaś była na tyle blisko.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1073
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Shikarui » 21 lut 2018, o 17:50

Mówili o nim "King" w mieście Świętej Wieży.
Obrazek
13/30


Jak to dobrze, że ani pająki, ani friendzony, nie były mimo wszystko najczęstszą przyczyną śmierci.
Okej. Brzmiałeś przekonująco. Na tyle, że napięcie przestawało być napięciem i powoli zaczynało rozpełzać się po kącikach tej nieśmiałej, ciemiutkiej uliczki, nad którą dachy budynków prawie stykały się ze sobą, zamykając kopułą nad waszymi głowami i wpuszczając jeszcze mniej światła, niż prawilnie powinno być wpuszczane. No, tutaj zdecydowanie chodziło się z nożem za pasem i jednym przy serduszku, tak dla pewności, że stal zawsze będzie przy nas, w spokoju i niepokoju. W cieple i zimnie. W biedzie i w biedzie! A nie, chwila... W każdym razie w miejsca takie jak to człowiek przychodził albo z ogromnej konieczności, niezrozumiałej zupełnie, no bo kto chciałby się spotykać z największymi odpadkami miasta? Albo sam był tym odpadkiem miasta, które nie przychodziło po wpierdol, a samemu wpierdol czyniło. No... ale co z wami w takim razie? Ani ona, ani ty, nie pasowaliście opisowo do żadnego z powyższych opisów.
- No... - To "no" zaczynało być mantrą. Dziewczyna powtarzała je już właściwie na przekór, zamontowała je w pamięci na dany sposób komunikacji z tą pandą, która była brana za najgłupsze stworzenie świata, bo nie dość, że zjadała własne odchody to jeszcze trzeba było chronić je przed samymi sobą, stanowiły dla siebie samych zagrożenie większe, niż jakikolwiek inny drapieżnik mógł stanowić. Chociaż w sumie ten dziadek faktycznie na pandę pasował. Gdyby tylko dziewczyna jeszcze wiedziała, czym jest panda, byłoby o niebo łatwiej. - No dobra, dobra, nie jesteś tym strażnikiem, okej. - Przyznała w końcu, ale chyba tylko po to, żebyś się odczepił. Tak jakbyś to ty się jej czepiał, a nie ona ciebie. Ech, te kobiety. - I zgoda, nie w każdym sklepie można kupi fajkę. Ale to nie jest fajka, tylko dmuchawka. No patrz. - Wyciągnęła ją w w twoim kierunku, stając lekko na palcach tak, żebyś mógł się jej przyjrzeć. Zaraz cofnęła ją znów do siebie, jak ślimak, który chowa swoje rogi. - Ale jest moja i się nie podzielę, o. - Całe to spotkanie, cała ta sytuacja, zaczynała przekraczać wszelakie normy normalności, chociaż teoretycznie nic takiego się tutaj.
- Ja jestem tutejsza. Nie no, nie ma nic złego... słuchaj... Nie, nie dotykaj..! - Nie zdążyła dokończyć, bo wsadziłeś palucha w jedną z baniek. Nie stało się niby nic wielkiego, ale kiedy bańka wybuchła poczułeś, jakby ktoś właśnie potrącił dość mocno twojego palca. Żadna krzywda fizyczna ci się nie stała, ale nie było to przyjemne. - Wszędzie tak wsadzasz paluchy, co? - Odetchnęła. - Słuchaj, jaaak nie masz nic lepszego do robotyy... i jesteś shinobim, któryy sobie lata na... chmurkach... to może byś mi pomógł? Jak mi pomożesz, to załatwię ci fajkę. I dorzucę do niej... ten, no... tytoń? - Badała sytuację? Od początku badała. A nie, na początku uciekała. Ale teraz... przecież lepiej było spróbować rozwiązać to pokojowo, tak? Zwłaszcza, że wzbudzałeś zaufanie z tą swoją mało inteligentną facjatą. Dość przyjemną facjatą swoją drogą.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1884
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Kuroi Kuma » 21 lut 2018, o 18:35

No - czyli słówko na dziś i sposób porozumiewania się z leniwcami! Cóż, to był całkiem niezły sposób na przełamanie lodów z Kuroiem. Ponoć z kim przystajesz, takim się stajesz - problem był tylko w tym, czy to właśnie Niedźwiadek zbierał nawyki od dziewojki, czy to ona od niego. Może obydwoje przejmowali od siebie część nawyków tylko po to, by zaraz je zapomnieć, bo przecież nie będą się błąkać po tej alei wiecznie trzymając się za rączki i idąc w stronę zachodzącego słońca - czyli prosto do oceanu, gdzie żyły rekiny, meduzy i inne niebezpieczne stworzonka. Nasza bohaterka tej historii zauważyła jednak, że nie jest on ochroniarzem! A przecież mógłby, był ninją i te sprawy. W sumie to gdyby nim był to właśnie teraz by się dobrze krył. Problem był taki, że nie miał nikogo chronić, ani nikomu pomagać, więc nie miał też jak się z tym kryć i trochę smutno. Mężczyzna zaś wzruszył ramionami jakby średnio go to obchodziło czy jest ochroniarzem, czy jest misiem pandą, czy może jednak trzydziestoletnim shinobim na magicznej chmurce unosząc się niczym Son Goku na swoim odpowiedniku. Zaraz potem zauważył demonstrację fajki do wydmuchiwania baniek, co było dosyć ciekawym doświadczeniem. Szczerze powiedziawszy to wyglądała dosłownie jak fajka, tylko nie było miejsca na "zawartość" jaką zwykle drewienko się wypełniało.
-No dobra, wygląda trochę inaczej. Tylko po co coś takiego? Bańki to nawet d... ustami można wypuszczać, po co do tego jakaś dmuchawka? - początkowo chciał wymienić inną część ciała, ale przecież to było dziecko, które nie za bardzo pasowało do tej dzielnicy, więc i słownictwo wypadałoby dostosować do "wyższych lotów". Lekko się zawiódł, ale co poradzisz Bożenka, jak nic nie poradzisz i trzeba z tym żyć. Gdy ta jednak wspomniała, że jest tutejsza tylko uniósł brew, bo całkowicie jej nie wierzył. Może i żyła na wyspach, może nawet na Hanamurze, ale z pewnością nie żyła w tej dzielnicy. Rozpuszczony dzieciak, z dmuchawką do baniek? A właśnie, co do baniek to gdy tylko bańka wybuchnęła od razu zabrał rękę i popatrzył na nią dziwnie, jakby nie za bardzo wierzył w to co się stało. Jak woda zmieszana z jakimś mydłem mogła zrobić coś takiego?
-Co to było? No i jakim shinobim, jestem tylko staruszkiem na latającej chmurze, przecież to nic podejrzanego... no przynajmniej oficjalnie. Nieoficjalnie powiedzmy że mogę Ci pomóc tylko w czym niby? W dmuchaniu baniek? I skąd Ty dziecko weźmiesz fajkę - zszedł z chmurki i pozwolił, by piasek ponownie wrócił do gurdy. Skrzyżował ręce przed sobą nie za bardzo być pewnym czego miał się spodziewać. Skoro miał wysłuchać oferty od tej dziewczyny, to wolał być na tym samym poziomie gruntu co ona. Ot takie przyzwyczajenie, nic nadzwyczajnego. To że potrzebowała pomocy było dla niego jasne, tylko w jaki sposób niby potrzebna była jej pomoc shinobiego, skoro sama nią była? Bo raczej to nie było coś normalnego. Wolał najpierw dowiedzieć się czego ktoś od niego chce, bo w przeciwnym razie szkoda było jego czasu. Może to była misja ratowania Ahmeda przez złymi ludźmi, którzy czatowali na Matyldę i jej dzeci?
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 1073
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 21:52
Wiek postaci: 38
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Wielki wachlarz
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG/Discord: Michu#5925

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Shikarui » 21 lut 2018, o 22:02

Mówili o nim "King" w mieście Świętej Wieży.
Obrazek
15/30


Oboje sobie lataliście, tylko na innych chmurkach, oboje tutaj pasowaliście i nie pasowaliście jednocześnie, oboje byliście najzwyczajniej w świecie dziwni. Dzielnica była dziwna, to i ludzie dziwni, wszystko do siebie pasowało! Prócz tego, że nic nie pasowało do niczego. Pomimo niezgodności wspólny język był zadziwiająco łatwo i szybko odnajdywany. Jak to "no". Ahmed też by was połączył, gdyby nie to, że ty nic o nim nie wiedziałeś, a dziewczyna (o zgrozo!) wcale za nim nie płakała.
-Jak jesteś taki mądry, to sam sobie spróbuj wydmuchać bańki ustami. - Trafiła kosa na kamień, o! Jej się nigdy to nie udało, a on... a może on też potrafił tworzyć bańki? Nie, raczej nie. Gdyby potrafił to nie pytałby się głupio... no ale może jednak? A może jednak nie. Cholera! Nie był stąd, tak?! Potwierdził, ok? OK! Tak sam jak potwierdził to, że nie jest żadnym nasłanym ochroniarzem, ale... no w sumie to nie powiedział, kim jest. Nawet się sobie nie przedstawili, ale to była kolejna rzecz, która dziewczynie umykała. Chyba umykała. Nie wydawała się dostatecznie lotna i uważna, albo raczej tak okrzesana, żeby od razu nie krzyczeć o rzeczy, których była ciekawa, albo których była niepewna.
- Sam jesteś dziecko. - Mruknęła nieco zirytowana. I nie ważne było to, że jeszcze przed chwilą wypominała mu jego starość. Nie,d oprawdy, nie było to zupełnie nic podejrzanego - ta piaskowa chmurka. Wróg? Przyjaciel? Raczej neutralny. Tak przynajmniej chciała cię odbierać dziewczyna. Nie jako kogoś, kto chciał jej zaszkodzić i przymierzał się do tego, ani jakiegoś wielkiego szpiega, no bo... bez jaj, już mieli tutaj komedię, nikt normalni nie połączyłby tego z kryminałem, co nie? Takie rzeczy się nie zdarzały. Wielkie człowieki-szpiegi nie były nasyłane na córki-uciekinierki... prawda? - No to... tak nieoficjalnie... - Opuściła spojrzenie, znów mocno zacisnęła drobną dłoń na dmuchawce i całe jej ciało stało się napięte - nie żeby w pełni się rozluźniła, ale wasza rozmowa przecież zaczęła się już lepić. To nie tak, że teraz nie mogła pokonać blokady, że tak się jąkała, że nie potrafiła wyrazić swojego interesu, zaproponować ci układu.
parę baniek wokół niej pękło i z ust dziewczyny wydarł się krzyk, kiedy kunai świsnął w powietrzu i wbił się... ni byłeś pewien, gdzie - miałeś większe zmartwienia niż dziewczyna, która poleciała na kolana. Chyba większe. Wyłapałeś, że jeden następny leciał w twoim kierunku. Trzy ciemne sylwetki zamajaczyły na końcu uliczki, przybrane w kaptury - ohoho! Bardzo mroczno, bardzo groźnie i bardzo niebezpiecznie! Dzieliło cię od nich z 20 metrów - odległość, która się pomniejszała, bo dwójka z nich biegła - w dłoniach trzymali kunai, a trzeci, stojący u wylotu uliczki w jej jeszcze ciemniejsze części zaczął składać pieczęci. Za tobą było parę metrów do skrzyżowania uliczek, gdzie przebłysk słońca przez chmury zalał ugniecioną ziemię pojedynczymi promieniami. Aż dziw, że nie powstała tęcz z pojedynczych kropel zsuwających się z dachów.
Obrazek

Czytałem, że tygrys jest niegroźny, że sam nie napada, nie.
Jednego tylko nie wiem, czy tygrys też o tym wie.
Avatar użytkownika

Shikarui
 
Posty: 1884
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 18:25
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki | Lotka
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG/Discord: Angel Sanada#9776
Multikonta: Koala

Re: Czarny Dystrykt

Postprzez Kaito » 21 lut 2018, o 23:12

Obrazek

Misja rangi C dla Akashiego
1/30



Kto normalny z własnej woli przechadzał się po Czarnym Dystrykcie? Mroczna, przeklęcie brudna dzielnica odstraszała praktycznie każdego, kto tylko zajrzał w jej głąb. Smród był nie do wytrzymania, jako że ludzie wylewali nieczystości praktycznie na środek ulicy, do tego mnóstwo spasłych szczurów przebiegało co chwila od jednego budynku do drugiego, a gdyby doliczyć do tego wszechobecne robactwo… mówiąc krótko: coś przerażającego. Zdawało się jednak, że nie to było najgorsze. W Czarnym Dystrykcie było bowiem ponadto wyjątkowo niebezpiecznie. Ba, był to praktycznie przybytek grzechu i rozpusty, swoista Sodoma i Gomora. Grupki młodocianych kryminalistów, którzy chcieli uprzykrzyć życie przechodniom na każdym kroku, kieszonkowcy, przestępcy szukający ofiar na tle seksualnym… a także i złoczyńcy znacznie wyższej rangi, którzy być może knuli już spisek pod tytułem „w jaki sposób przejąć władzę w całej Hanamurze?”. Można by powiedzieć – plejada z kartotek prowadzonych przez strażników. Chociaż nawet strażnicy chyba bali się tutaj zapuszczać na dłużej, skoro szemrane interesy nadal prosperowały pełną parą. Cóż, Akashi najwyraźniej mocno się zamyślił albo najzwyczajniej w świecie zabłądził, bo zupełnym przypadkiem znalazł się właśnie w jednej z ciemnych alejek tegoż dystryktu. Spacerował wolnym krokiem, kiedy niedaleko ujrzał dwóch zakapturzonych mężczyzn. Opierali się o ścianę, paląc jakieś dziwnie wyglądające skręty, ale najprawdopodobniej nie dostrzegli jeszcze tego, że nie są tutaj sami.
- Wolisz stracić wszystko? Hotaru mówił, żeby uważać. Ja tam wolałbym nie ryzykować. Za duże koszta. – Mruknął jeden z nich do drugiego konspiracyjnym wręcz tonem. Akashi znalazł się już jednak na tyle blisko, że mógł wychwycić fragmenty rozmowy nieznajomych mu osób. Jeden z gości nagle zerknął w jego kierunku, ale wydawało się, że w ogóle nie przejął się jego obecnością.
- No to spójrz na tamtego. Nada się. – Odpowiedział zrezygnowanym tonem, wzdychając przy tym ciężko. Wyglądał na takiego, którego męczyła już taka bezsensowna dyskusja. Mimo wszystko jedynie po jej urywkach Akashiemu trudno było pojąć o czym tak dokładnie była mowa. Nie musiał jednak zbyt długo czekać na rozwój sytuacji. Niższy z mężczyzn odepchnął się od muru i zaczął iść w jego kierunku. Wtem w jego ślady podszedł także kolega, który dodatkowo zdjął kaptur, ukazując wyznawcy Jashina swe oblicze. Miał kruczoczarne włosy związane w kitkę i krwiście czerwone oczy.
- Kij u boku. Pewnie samuraj. – Skwitował ten, który nadal skrywał się za kapturem, ale jego towarzysz był znacznie szybszy i zdołał nawet okrążyć Akashiego. Ich zachowanie mogło się wydawać dziwne – jak gdyby chcieli otoczyć swą ofiarę, mimo że nie było to żadne polowanie.
- Chcesz zarobić trochę szmalu? – Zapytał od razu, nie owijając w bawełnę tak jak robił to jego kumpel. Potrzebowali silnej osoby, która będzie w stanie ochronić im tyłki, ale najpierw musieli się w ogóle zorientować czy mają do czynienia z kimś, kto będzie chętny im pomóc. A przede wszystkim czy jest to ktoś, komu w ogóle można w delikatnych kwestiach zaufać. Taka ocena mogła być już o wiele trudniejsza, a w zasadzie pewnie i niemożliwa, ale nie mieli wyjścia… musieli podjąć to ryzyko.
Avatar użytkownika

Kaito
Gracz nieobecny
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 22:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości