Szary Dystrykt

Re: Szary Dystrykt

Postprzez Tensa » 7 lut 2018, o 00:30

"Zawołam jak skończę", te słowa wyryją się na długo w jej pamięci, a raczej to co nastąpiło zaraz po nich. Shin został wyproszony, a ona została sama, nie wiedząc jaki koszmar będzie musiała przeżyć. Rozbierając się, nie wiedziała jaką torturą są tak naprawdę przymiarki. Gdy materiał ścisnął jej talię wyduszając oddech zrozumiała, jak przyjemne było oberwanie fuutonem, odrzucające ją na kilka metrów, jak wygodnie leżało jej się błagając o życie pod ścianą, z którą spotkanie wywołało u niej wstrząśnienie mózgu. Kiedy stała nieruchomo, gdy pomocnica mierzyła każdy aspekt jej ciała, marzyła o kolejnym spotkaniu z Hachim, gdy jej ramie eksplodowało bólem po ciosie pijanego Inuzuki. Kolejne szpilki wbijane w ubiór, będące tak blisko jej skóry na myśl przywodziły armie błotnych wilków, którą stworzył jeden z przeciwników, kiedy po raz pierwszy aktywowała sharingana. Nie wiedziała jak długo zajęły te męczarnie, ale z każdą chwilą coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że kobiety czerpały przyjemność z jej cierpień. Kiedy nastąpił koniec szycia przyjęła to z ulgą, co pokazała biorąc głębszy wdech. Wcześniej nie mogła tego zrobić, aby nie zepsuć całej pracy włożonej w tą pracę. Kiedy założyła sukienkę poczuła się dziwnie. Zwiewny materiał nie dawał jej żadnej ochrony, był tak delikatny i idealnie dopasowany, że bała się wykonać jakiś gwałtowny ruch, aby jej nie zniszczyć. W lustrze zwróciła uwagę na swoje nogi, podkute skórzane buty, wydawały się nie pasować do reszty. Jak to typowa kobieta zmuszona była ruszyć na dalsze zakupy, kupić jakieś obuwie nie wyglądające jak ubłocony element munduru. Uśmiechnęła się widząc, że siniaki po ostatnim treningu zdążyły już zniknąć, na dłoniach nie było widać śladu ich niedawnego wybicia. Nie poznawała kobiety stojącej przed nią w lustrze, nie wyglądała jak ona, przynajmniej nie jak dziewczyna, która dzień wcześniej próbowała ogarnąć się w niewielkim lusterku, w zatęchłym pokoju zatęchłej karczmy. Wyszła zza parawanu, chciała pokazać się Shinowi, samej nie potrafiąc w żaden sposób ocenić, czy skomentować swojego "nowego wcielenia".
-Dzię...dziękuję. - odpowiedziała. W żaden sposób nie chciała urazić tym Kami'ego, co wyraził rumieniec, który tak często tego dnia pokrywał jej twarz. Ciepły głos, którym wydał rozkaz, w żaden sposób nie przypominał tego, którym Akashi raczył ją w hotelu, w pełni świadomie chciała go posłuchać. Słomkowy kapelusz zdobiony jakimiś niebieskimi kwiatami, przewiązanymi apaszką, po prostu jej się podobał. Nie znała się co prawda na kwiatach, ale potrafiła odróżnić te ładne od tych brzydkich, o ile je widziała. Wyjęła papierowy kwiat z pochwy i włożyła go pomiędzy niezapominajki. -Chcę, żeby ze mną został.. Założyła kapelusz na siebie... no cóż, chyba zaczynała być kobietą, kiedyś musiała. -Liczę, że ty nie dasz mi o tym zapomnieć. - powiedziała, z delikatnym uśmiechem starając się zapanować nad rumieńcami. To... nie było do niej podobne. Kiedy chłopak chwycił ją w talii i chciał poprowadzić z powrotem do centrum, skierowała go w inną stronę, musiała radzić sobie drobnymi gestami. Trzymając w dłoniach cały swój dobytek, zrozumiała ile tak naprawdę waży jej uzbrojenie, gdy nie jest odpowiednio rozłożone.
-Musimy zahaczyć o jeszcze jedno miejsce. - powiedziała, rozumiejąc, że żadne z nich nie chciałoby tam iść. -Chcę być twoja dłużej niż jedną noc. - powiedziała, wchodząc mu w zdanie. Patrzyła w jasnobrązowe oczy zbliżyła swoje usta do jego, chcąc wprawiając ich języki w taniec. Nie trwało to długo, a dało jej wiele przyjemności, przypominając, że poddanie się uczuciu jest o wiele przyjemniejsze niż słuchanie się żądz. Zaprowadziła go do szewca. Na szczęście kupienie niebieskich balerin zajęło jej zaledwie chwile, dłużej trwało zdjęcie glanów. Tak w swej nowej postaci ruszyła wraz z Shinem do ryokanu.

[z/t] x2
Tensa
 

Re: Szary Dystrykt

Postprzez Kaito » 14 lut 2018, o 03:04

Trening

Opuścił swojego brata, bo przecież nie było sensu, żeby pilnował go jak śpi. Z drugiej strony może powinien, zważywszy na to, że wczorajszego wieczoru sam prawie został okradziony. No nic, znalazł się już zbyt blisko osady, żeby wracać na ten cholerny krater. Miał więc tylko nadzieję, że Ame nie zrobi niczego głupiego i że nikt nie postanowi go napaść, ani że nie stanie się nic innego, co mogłoby doprowadzić do katastrofy. Kaito miał pozwiedzać okolice, ale prawdę mówiąc, poza dzielnicą portową i ukrytym wybrzeżem nie znalazł nic ciekawszego. Te wędrówki rozbudziły go jednak przy tym na tyle, że chłopak zdecydował się przeprowadzić trening. Tylko gdzie mógłby poćwiczyć? Parku nazwanego prawie że jego imieniem miał już dosyć… ostatecznie podczas rozmyślania dotarł na skraj Szarego Dystryktu, jakiś pusty placyk, który w gruncie rzeczy nadawał się do zamierzonego przez niego treningu.

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Kiedy zakończył swój trening, poczuł że burczy mu w brzuchu. Cóż, dawno nic nie jadł, więc wyglądało na to, że nastała najwyższa pora na jakiś smaczny obiadek. Kaito skierował się więc w stronę centrum z ambitnym planem wypróbowania każdego rodzaju smakołyku, jaki tylko znajdzie przy położonych w całej Hanamurze kramach. W końcu to ostatni dzień w osadzie, trzeba było trochę poużywać życia!

zt.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Szary Dystrykt

Postprzez Seinaru » 17 lut 2018, o 06:00

Wybrał coś pomiędzy. Stonowaną szarość klasy średniej przedkładał ponad turystyczną pokazówkę białej dzielnicy oraz wysypisko ludzkich śmierci czarnego dystryktu. Chciał wtopić się w tłum, odpocząć niezaczepiany i zjeść w końcu coś porządnego, aby zregenerować siły po półfinale i wyciszyć przed finałem. Z kim przyjdzie mu się zmierzyć? Po drugiej stronie drabinki widział wszystkie walki z pierwszego szczebla. Myślał o Shinjim, tym prześladowcy Shijimy. Dziwne, że od rozstania w Onsen nie zobaczył przyjaciela ani razu w pobliżu areny, ani na trybunach. Heh, widocznie miał dużo pracy. Ale czy jego słowa o zwycięstwie Seinaru w turnieju mogły okazać się prorocze?
Zagłębił się w uliczki przemysłowej dzielnicy Hanamury, szukając jakiejkolwiek stołówki, niezbyt rzucającej się w oczy restauracji albo baru. Nie szukał wcale długo. W porze obiadowej z racji koronacji nie było tutaj tak dużo ludzi jak w dzień powszedni, jednak z niektórych miejsc dało wyczuć się wyraźny, przyjemny zapaszek dobrego jedzonka, który nos Seinaru wychwycił w oka mgnieniu i przesłał odpowiedni sygnał do wygłodniałego mózgu.
Trafił do nieco zaniedbanej, lecz chyba całkiem popularnej karczmooberży, gdzie siadł przy stoliku, a następnie zamówił wielką michę ryżu, wielki kawał mięcha, wielką porcję warzyw i coca-colę zero bo dieta (herbatę). Czekając na dostarczenie zamówienia siedział przy stoliku przy ścianie, z kijem opartym o swój stolik z nieco poluzowanymi wiązaniami zbroi. Damn, musi coś wymyślić, aby nie musieć w niej paradować non stop...
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1510
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Szary Dystrykt

Postprzez Shikarui » 17 lut 2018, o 15:05

Śniłam o zbieraniu piór zgubionych przez niebieskie ptaki
Patrząc na opuszczające mnie wspomnienia z jutra.

Obrazek
1/30


Pogoda dziś nie sprzyjała. Był wiwatujący tłum za plecami, była śmierdząca potem i spalenizną arena, było zmęczenie i pot zebrany na twoim własnym karku i wizja zbliżającego się finału. Prorocza wizja zbliżającego się finału, bo przecież był kiedyś ktoś, kto bezgranicznie w ciebie wierzył. W tym momencie jednak przede wszystkim był głód i świadomość dobrze wykonanej roboty, bo przecież, jakby na to nie spojrzeć, ten turniej był jak... praca? Bardzo dobra praca, bo nie dość,
że płacili to jeszcze zapewniałeś samemu sobie odpowiedni rozwój. Żyć nie umierać, co? Żyć nie umierać...
A jednak padało.
Mżawka pozostawiła na twoim ubraniu, twoje zbroi, mokre ślady, które nawet nie rozbijały się kroplami na dachach i rynnach - one dopiero się w te krople zbijały, kiedy opadły w wystarczającej ilości na śliską nawierzchnię. Wilgoć przesiąknęła do ubrania i nieprzyjemnie lepiła się do ciała, tak jak zbite w stronki kosmyki włosów przylepiał się do twojego karku w ten kuszący sposób. Sęk w tym, że chyba nikogo te kosmyki nie kusiły. Nie kusiły, kiedy przechadzałeś się ulicami miasta po kostce brukowej śliskiej i lśniącej jak łuski ryby, ani wtedy, gdy oparłeś dłoń na drzwiach karczmy i przekroczyłeś jej próg,
dając się owinąć przyjemnemu ciepłu. Uderzyło w ciebie wraz z zapachem palonego tytoniu, gotowanego mięsa i grzańca.
Odgłosy rozmów, podobne do gwaru na arenie, uderzyły w bębenki i były jak wyrwanie z czaru szarugi miasta, które pierwszego dnia unosiło się szczęście, a dziś? Dziś topiło się w swych smutkach. I to było nawet w porządku, wiesz?
- Naprawdę lubiłam smutne dni. - Westchnęła dziewczyna, która siedziała stolik dalej obok ciebie. Tylko do kogo to mówiła? Wyciągnęła się na blacie, lekko uśmiechnięta, ze wzrokiem skierowanym na ścianę naprzeciwko, albo na jakiegoś człowieka..? Gdybyś powędrował za nią spojrzeniem widziałbyś, że spogląda na obraz. Obraz przedstawiający zielone pola, nieskończone może słodkiej zieleni, które wcale nie były ci obce. W końcu identyczny widok rozciągał się z twojego małego domku, ale pola jak pola, prawda? Wszystkie takie same - nie zmieniały się nawet, gdy ktoś w ich ziemi zagrzebywał swoje serce.
Sądząc po ubraniu dziewczyny musiała być tutejszą kelnereczką. No wiesz - ta specyficzna sukienka, ten fartuszek, czysty i bielutki, którym była przepasana, tylko brakowało jej czegoś, na czym by notowała zamówienia no i... jakoś nie wyglądało na to, żeby śpieszyło jej się do odebrania i przekazania czegokolwiek. Marzycielka. Rozmarzona, jakby odbywała daleką podróż w świecie, który nie był ograniczony kamieniem i drewnem tych ścian. Latanie? O skrzydła nie powinni prosić ci, którzy nigdy nie byli w stanie wzlecieć, ale ona... ona chyba już latała. Z jakiegoś powodu nie można było tylko dopatrzeć się w tym wszystkim pełni szczęścia. Może to przez tą mżawkę..? Melancholię, która brała w swoje posiadanie pojedyncze dusze i niczym zazdrosna kochanka - nie była skłonna ich wypuścić.
Przybytek nie był bogato umeblowany. Stół przy stole, wokół drewniane krzesła, każdy z innej parafii, chociaż kiedyś pewnie były z jednego kompletu. Parę obrazków na ścianach, jakieś wiosło, które cholera jedna wie, co tutaj robiło, półcienie, co pożerały każdego, kto tylko chciał się w nich zatopić i ludzie - dalecy, choć przecież bardzo bliscy. Biorąc pod uwagę pogodę siedział tu niemal człowiek na człowieku. Kobieta, starsza, o wypłowiałych, rudych włosach przepasanych już szlachetną bielą, o pomarszczonej twarzy, spoglądała obojętnie na każdego klienta - obojętnie, chociaż czujnie. Wyglądała na taką osobę, której nic nie umyka uwadze, nawet najdrobniejszy gest czy mrugnięcie. Właściwie nic nie zachęcało tutaj do tego, by zostać - no, może prócz tej woni jadła.
Spojrzenie dziewczyny, naprawdę ładnej - o drobnej twarzy i lekko wijących się, jasno-brązowych włosach, spłynęło z obrazu na ciebie. Uniosła się, uśmiechając (naprawdę ładnie) i dygnęła zgrabnie.
- Można się przysiąść?
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1424
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szary Dystrykt

Postprzez Kaito » 18 lut 2018, o 00:59

Dopiero gdy biegli w kierunku rzekomej mamy dziewczynki, pomyślał o tym, że może to być jakieś nieporozumienie. Co jeżeli zrobił Natsumi nadzieję, a tak naprawdę to nie byli wcale jej rodzice? Mogło się tutaj w pobliżu zgubić jeszcze jedno dziecko. Ale nie, to było przecież niemożliwe. To byłby przesadzony wręcz zbieg okoliczności, gdyby i drugie miało na imię Natsumi. Poza tym jego mała towarzyszka od razu rozpoznała głos mamy. Może nie potrafiła zbyt dobrze jej opisać, ani przekazać mu jej imienia, ale no taką więź po prostu dzieci wraz ze swymi rodzicami czuły, więc to na pewno musiało być to. Bardziej pewny siebie ruszył jeszcze szybciej przed siebie, słysząc także nawoływania ojca Natsu. Sam zrezygnował już ze zbędnych krzyków, ponieważ dostrzegł naprawdę piękną kobietę. A zatem jej córka wcale nie kłamała co do urody swej mamusi.
Oczywiście mała, kiedy tylko ujrzała swą rodzicielkę, zaczęła się wyrywać. Kaito uspokoił ją słowami „już, już”, ale szybciutko przykucnął, by dziecko mogło zejść z barana i pobiec wprost w matczyne ramiona. Pojawiły się łzy, ogromne emocje… to był naprawdę prześliczny obrazek, a młody Hozuki cieszył się, że mógł pomóc w tak trudnej sytuacji. Wcale się nie dziwił temu, że mama Natsu zaczęła płakać. On sam poczuł się nad wyraz wzruszony i z trudem powstrzymał wilgotnienie ślepiów. Po chwili przybiegł także i ojciec, który przytulił dwie najważniejsze w jego życiu kobiety. Spojrzał na niego jakoś dziwnie, przez co czarnowłosy Kantańczyk sam zaczął myśleć o tym, czy nie powinien już się ulotnić. Zanim jednak odwrócił się na pięcie zaczepiła go mama Natsumi.
- Nie szkodzi, cieszę się, że udało nam się wzajemnie odnaleźć. – Mruknął, uśmiechając się przy tym szeroko. Starał się jednak nie otwierać za bardzo ust, by nie pokazywać rekinich zębów. Niby w Hanamurze nie powinien to być niecodzienny widok, ale stwierdził, że w takich okolicznościach nie będzie ryzykował tym, że kogoś postraszy.
- Kaito. – Dodał jeszcze krótko, przedstawiając się małżeństwu. Nie miał Danowi za złe tego wzroku spode łba. Pewnie gość pomyślał, że chciał zrobić jego córce krzywdę czy wymodził jakąś inną bzdurę. W rzeczywistości było jednak zgoła inaczej i Kaito wiedział, że w razie czego uda mu się wszystko wytłumaczyć.
- Nie no, naprawdę nie trzeba. – Zaczął się wzbraniać przed ewentualną nagrodą za opieką nad Natsumi, ale Saori była naprawdę przekonująca. Prawdę mówiąc, nie dała mu wyboru, a szesnastoletni shinobi musiał po prostu ruszyć za nimi. Cieszył się jednak z tego, że może jeszcze chwilę poobserwować szczęśliwą rodzinę w komplecie. Sam cholernie tęsknił za swoją mamą i po dzisiejszych wydarzeniach naprawdę był zdeterminowany, by ją odwiedzić, niezależnie od tego, co ostatecznie powie Ame.
Wreszcie dotarli do celu, którym okazał się Szary Dystrykt. Nie było tutaj zbyt wiele budynków mieszkalnych, ale najwyraźniej temu małżeństwu przypadł jakiś domek w dzielniczy rzemieślniczej. Kaito szedł za nimi, nie odzywając się zbyt wiele, bo nie chciał przeszkadzać w tej rodzinnej atmosferze przepełnionej ulgą i radością.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Szary Dystrykt

Postprzez Dōhito Mitsuko » 18 lut 2018, o 01:06

Misja rangi D - "Pomoc bliźniemu"
15/15


Czy chciał, czy też nie, Kaito szedł za szczęśliwa rodzinką do Szarego Dystryktu. Przez chwilę przemierzali uliczki, aż w końcu zatrzymali się przed jakimś budynkiem. Z czasem chłopak zorientował się że był to warsztat na co wskazywały różne przyrządy na terenie działki. Sądząc po kominie, w środku musiał znajdować się spory piec, więc może nawet któreś z dorosłych było kowalem, chociaż nie wyglądali na takich. Saori otworzyła drzwi i wpuściła małą do środka, a za nią wszedł Dan. Nie zapraszała chłopaka do środka, ale kazała mu chwilę zaczekać i znikła za drzwiami. Pięć minut później była już z powrotem, a w dłoni trzymała kilka banknotów.
-Jeszcze raz dziękuję. - Odrzekła, po czym wręczyła mu pieniądze. Widać było że ledwo powstrzymuje się od ponownego rozpłakania się, ale nie dała się pocieszać, czy uspokajać, ponieważ odwróciła się na piętach i wróciła do swojego domu. Ostatecznie wszystko skończyło się szczęśliwie i już Kaito miał odchodzić, kiedy drzwi ponownie się otworzyły i wychyliła się zza nich twarz dziewczynki.
-Dziękuję! - Krzyknęła i zarumieniona uciekła.
Dōhito Mitsuko
 

Re: Szary Dystrykt

Postprzez Seinaru » 18 lut 2018, o 02:49

Oczywiście, że przykuła jego spojrzenie. Delikatna, wrażliwa panienka siedziała niedaleko, Seinaru musiały bardziej się wysilić żeby nie podsłuchiwać, niż żeby wyraźnie słyszeć co mówi. Powędrował oczami za jej zachwytem i uśmiechnął się szczerze. Widocznie tutaj w Hanamurze również żyli koneserzy przyrody i przepięknych widoków... Powędrował na chwilę w swoje rodzinne już teraz strony. Jak teraz to wszystko mogło tam wyglądać? Czy Yuri wciąż była bezpieczna w jego domu? To na szczęście był już drugi, ostatni dzień tego festiwalu i igrzysk. Niedługo będzie mógł wrócić do domu. Wiedział już jednak, że bez względu na wynik finału postawi stopę na Teiz z tarczą, ponieważ sam zdawał sobie sprawę z tego, że zdążył już godnie zaprezentować nie tylko siebie i samurajów, ale również swoje ukochane krajobrazy, które wisiały zamknięte w ramie na ścianie. Gdy podeszła do niego zawahał się przez chwilę. Zapałał jednak do niej taką szczerą sympatią po jej zachowaniu, że nie mógł odmówić. To nie było nic podobnego do Samidare. Tamta pewnie by opluła to przepiękne płótno!
- Oczywiście, zapraszam. - Odpowiedział na pytanie i poprawił się na krześle, tak jak nakazywały podstawowe maniery.
- Hmmm...? - Mruknął do niej pytająco. Musiała mieć jakiś powód, zazwyczaj to ten dosiadający się powinien zacząć mówić.
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1510
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Szary Dystrykt

Postprzez Kaito » 18 lut 2018, o 16:13

W sumie to nawet cieszył się, że może jeszcze trochę czasu spędzić z Natsu i jej rodziną, choć dość kłopotliwa wydawała mu się sprawa tej nagrody za zaopiekowanie się dziewczynką. Przecież nie robił tego dla jakichś materialnych korzyści, ale z drugiej strony, trudno było jej mamie odmówić, no a fakt faktem, że jemu jakiś dodatkowy grosz też zawsze by się przydał. W końcu Kaito przestał więc oponować i postanowił dać tej sprawie potoczyć się samej.
Wreszcie dotarli do jakiegoś warsztatu, gdzie po środku znajdował się duży piec, a wokoło leżało mnóstwo narzędzi. Pomyślał, że może ojciec małej jest kowalem, ale nie śmiał o to zapytać, bo przeszkodziłby rodzince w rozmowach po jakże długim i bolesnym rozstaniu. Sprawa go jednak zaciekawiła, bo kto wie, może następnym razem, jeśli Ame będzie chciał kupić jakiś miecz, to dostałby tutaj jakąś zniżkę? A może lepiej było nie myśleć w ten sposób, naprawdę przy swoim starszym bracie zaczynał się robić zbyt wielkim materialistą. Już i tak nadużywał gościnności małżeństwa.
Chociaż, gdy mowa o gościnności, to w sumie do środka domu wpuszczony nie został, a Saori kazała mu poczekać. Ktoś mógłby powiedzieć, że było to mało eleganckie ze strony rodziny, ale młody Hozuki w sumie nie przejął się tym za bardzo. Wiedział, że po wydarzeniach, które miały miejsce w pobliżu kaplicy Watatsumi, rodzina chce spędzić trochę czasu ze sobą. Stanął więc przy drzwiach, rozglądając się przy okazji po okolicy. Szary Dystrykt, dzielnica rzemieślnicza… ciekawe miejsce.
- Naprawdę nie ma za co. – Odparł, kiedy Saori wyszła z powrotem na zewnątrz i wręczyła mu pieniądze. Uśmiechnął się do niej przy tym szeroko i sam podziękował za takie wynagrodzenie, mimo że ponownie wspomniał, iż naprawdę nie było ono konieczne. Znalazł się skromniś, prawda? Ale trzeba było przyznać, że dodatkowy zastrzyk gotówki przyjął ze sporą dawką entuzjazmu. Chciał powiedzieć coś jeszcze, bo widział, że mama dziewczynka o mało co nie zaniosła się znowu płaczem, ale kobieta chyba wolała przeżywać swe emocje w domu. Odwróciła się tylko na pięcie i nie pozwoliła Kaito na jakąkolwiek reakcję, może wstydziła się przed nim swoich łez. Chłopak zaczął oddalać się w kierunku centralnej części osady, kiedy usłyszał, że drzwi znów się otwierają. Nagle zza framugi wychyliła się mała Natsumi, która jeszcze raz mu podziękowała.
- Luz! Do zobaczenia, Natsu! – Odpowiedział jej, choć nie był pewien czy usłyszała jego słowa. Zarumieniła się tylko i uciekła, na co młody Hozuki roześmiał się cicho. No nic, przygoda zakończyła się happy endem, a on miał teraz trochę wolnego czasu zanim Ame się nie wyśpi. Cóż, Kaito nie miał pojęcia, że jego starszy brat już dawno zwlókł się z krateru i sam odgrywał rolę bohatera… Postanowił jednak skorzystać jeszcze z tej ich małej rozłąki i powłóczyć się po Białym Dystrykcie. Wiedział przecież, że gdy pójdzie tam z Ame, to ten znowu będzie narzekał, że czarnowłosy Kantańczyk wydaje mnóstwo pieniędzy na jedzenie, a nie oszukujmy się, po tak intensywnych poszukiwaniach chłopak znów nabrał ochoty na jakąś przekąskę.


zt.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Szary Dystrykt

Postprzez Shikarui » 18 lut 2018, o 17:21

Śniłam o zbieraniu piór zgubionych przez niebieskie ptaki
Patrząc na opuszczające mnie wspomnienia z jutra.

Obrazek
3/30


Przez te krótkie chwile wędrowaliście ramię przy ramieniu, chociaż wasze drogi zupełnie się od siebie różniły.
Ty przemierzałeś pola Teiz, a ona... Może ona również po nich stąpała? Pod błękitnym niebem, nie szarym, z którego ciągle spadały niedorobione krople, których nie można było nawet nazwać deszczem. I nie po nierównym bruku, nie po udeptanej ziemi, która zmieniła się w błoto, a po zielonej trawie, którą po równo kosiły owce. Wtedy nie wyglądała już tak pięknie. Każda okolica miała swoje plusy i minusy, ale ta twoja, hoo..! Przecież Teiz było idealne. Nie miało żadnego znaczenia, po jakich lądach stąpała delikatna dziewczyna, ba! Kobieta powinnam napisać, choć ciężko było określić jej wiek. Drobna budowa, chociaż nie pozbawiona krągłości, okrągła buźka, ale nie gruba - w żadnym wypadku! Kiedy się uśmiechała, w jej policzkach tworzyły się charakterystyczne, słodkie dołeczki. Tylko jej uśmiech był jakoś tak... mało słodki. Nie było w nim niczego uroczego, tak samo jak w jej spojrzeniu czarnych oczu - czerń nosiła zbyt dużo skupienia, cięła jak żyletka i zapraszała do tego, by się w niej zatopić. Krystalicznie czysta, jak szkiełka włożone do porcelanowej laleczki, której nikt nie oskarżył o słabość. Jeszcze nikt. Pierwsze wrażenia były przecież nadmierne istotne. I nadal - nie miało znaczenia, po jakich ziemiach wędrowała. Po swoich - tak jak i ty - tylko po swoich, swoich, swoich... Dlatego nie ważne, jak blisko szłaby ciebie - i tak byś jej nie zauważył, tak jak i ona nie widziała z początku ciebie. Tylko jej pomruk,
jej podszept dnia o jeszcze smutniejszym dniu był cienką liną, która połączyła dwa światy. Krótkie spojrzenie czerni, krótkie zainteresowanie, któremu pozwolono się zatrzymać, skoro już tutaj przybył i zagościć miedzy wami czymś wspólnym.
Tak cienka lina ostatniego ratunku stawała się grubą plecionką. Jeśli ludzie zostali stworzeni na podobieństwo bogów to nic nie stało na przeszkodzie, by opanowali sztuki, które i bogowie dzierżyli. O, na przykład by splatać linie tak, jak splatały je Mojry.
Poszerzyła swój uśmiech, ta siostra Lachesis i Atropos, i opuściła skromnie spojrzenie, kiedy poprawiłeś się grzecznie na krześle, czekając, aż usiądzie. To było jak rytuał. Tutaj, w tej karczmie nie mającej sensu, gdzie na ścianach wieszano dziwnie jasne obrazy pól na tle brudnego brązu desek i pojedyncze, wyrwane z kontekstu wiosła, ta wrażliwa kobieta,
jak sam ją określiłeś, prowadziła swój rytuał. Oparła dłonie na jednym z krzeseł, odsunęła je tak, że nie słyszałeś żadnego szurania, równie cicho je opuściła z powrotem na drewnianą podłogę, obeszła i cicho przysunęła się do stołu, poprawiając sukienkę - czystą i zadbaną. Nie było widać na niej żadnych plam. Dopiero wtedy znów na ciebie spojrzała.
- Siedzimy tu, w tej karczmie, razem, a jednak osobno. Całkiem samotnie. Dlatego pomyślałam, że jak usiądziemy razem,
to nie będzie już aż tak samotnie.
- Każdy początek rozmowy był ponoć dobry - ona zaczęła go głosem stricte grzecznym. Takim, który sugerował, że nie chciała się narzucać. Nie unosiła go, nie krzyczała, cała była idealnie wyważona. Nawet gdyby na przeciwnej stronie wagi położono piórko - waga by nie drgnęła. - Kroto. - Wyciągnęła dłoń w twoim kierunku w geście powitania. - Dama do towarzystwa. Z wyboru. - Dopiero teraz jej uśmiech był naprawdę...
naprawdę miły.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1424
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szary Dystrykt

Postprzez Seinaru » 19 lut 2018, o 11:26

// Te Twoje posty to mistrzostwo świata, serio.

Może była tam, a może tutaj. Dwie dusze splecione na jednej łące wyobrażeń cienkich jak pajęcza nić, czy może raczej ten cienki jedwab wspomnień, z którego utkano tkaninę teraźniejszości? Wut wut wut. Czy wszystko co widział teraz w zwierciadłach jej duszy miało jakikolwiek wydźwięk w tej orkiestrze, którą skomponował dla niej świat? Ona nie była tutaj dyrygentem, ta rola była zbyt wystawna, zbyt afiszowana dla przezroczystej, źródlanej aury dziewczyny. Była raczej skrzypkiem, który lekkim pociągnięciem smyczka kreował w głowie słuchacza nowe, ulotne. Wprowadzała go w świat inny, niespodziewany, a zarazem kojący jak ramiona matki.
Nie dam już rady dłużej.
- Zasadniczo to w samotności nie było mi aż tak źle. - Przyznał otwarcie. Niemniej jednak nie zamierzał jej od siebie odganiać. Prawdę mówiąc, była na tyle oryginalna, a jej zachowanie tak nieszablonowe, że był ciekawy co jeszcze za chwilę powie. Nie był żadnym analitykiem osobowości ani psychologiem, jednak nie potrzeba było specjalnych zdolności aby od razu zorientować się, że panienka tutaj nie pasuje. Uścisnął jej dłoń.
- Seinaru. Pasterz z powołania. - Odpowiedział tym samym schematem i oduśmiechnął się do niej. Trapiła go jednak jeszcze tylko rzecz. Skoro była damą do towarzystwa...
- Dama do towarzystwa? To znaczy że będę musiał Ci zapłacić za tą pogawędkę? - Wskazał palcem ich oboje. You&Me?
- Nie wiem czy mnie stać na takie rozrywki, szczerze mówiąc. Ostatnio krucho z pieniędzmi, wiesz... - No rzeczywiście, po wydaniu prawie dwóch tysięcy przed turniejem teraz nie miał za wiele. Smutek.
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1510
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Szary Dystrykt

Postprzez Shikarui » 19 lut 2018, o 20:05

Śniłam o zbieraniu piór zgubionych przez niebieskie ptaki
Patrząc na opuszczające mnie wspomnienia z jutra.

Obrazek
5/30


Zderzenie światów nie zostało zakończone rozblaskiem supernowy, nie zatrzęsła się ziemia i nie spadły komety. Daleko było do wyłonienia się Bestii z tego aksamitnego świata. Wszystko plotło się tuta do muzyki tworzonej dłonią Kleto. Podejrzewam, że do muzyki skrzypiec. Nigdzie nie było zakazów wjazdu, nie postawiono tu wielkiego Muru, który odgradzałby ją od dzikości świata i nie skrzypiały zawiasy ciężkich bram, przez które wpuszczani by byli prawi i mądrzy. Te zielone pola, uszyte z jedwabiu, bo przecież Mojra nie postawiłaby swego wrzeciona na byle bawełnie, były polami, na które wstęp mieli wszyscy i nikt jednocześnie. Z tym światem mogłeś się zderzyć - nigdy jednak nie mogłeś doprowadzić do implozji. Ciebie zresztą i tak nigdy pewne zasady nie obowiązywały, mój ty niemądry, noszący różowe okulary samuraju. Przynajmniej nie byłeś jednym, które je nosił. Opierały się na nosach wszystkich - te metalowe oprawki z różowymi szkiełkami i tylko dziewczyna o źródlanej aurze założyła na nos te niebieskie. Nie potrzebowała fałszywego szczęścia w swoim świecie. Nikt tutaj nie kupował tanich, płytkich nalepek, które błyszczały na opakowaniach, dlatego przyciągały wzrok, nie kupowano jednak i smutku na kilogramy. Pan w eleganckim cylindrze, przybrany w czarny garnitur imieniem Kłamstwo nie miał wstępu na zielone pola, gdzie szemrał strumyk, nad którym pociągano za płaczące struny skrzypiec - tylko dla niego istniał Mur niewidzialny gołym okiem. Opierał się za to o twoje ramiona, poprawiał twoje ciemne włosy, naciągał różowe okularki z powrotem na nos i wiesz - bawił się całkiem świetnie.
Próbowałam go powstrzymać - naprawdę!
Potem Asuka skoczyła.
- Na szczęście mi w złu też nie było aż tak samotnie. - Jej głos był jak nikotynowy dym. Osnuwał powietrze nad wami, zamieniał świat zrozumiały i widziany rzeczywiście w enigmatyczną bajkę, do której wskakiwało się przez króliczą norę. Ponoć króliki, które je wykopały były bardzo niewinne - dlatego ludzie nauczyli się je bardzo surowo karać. Ocierała się o nozdrza, krańce warg, osiadała na włoskach, które unosiły się od gęsiej skórki i osiadały na niej, chociaż już dawno przesiąknęła do środka - ona cała. Cały ten dym, który rozmywał się w ulotności doznań i próbie złapania tutaj czegoś oczywistego. Czegoś realnego. Zupełnie jak tamte motyle, które machały swoimi skrzydłami, chociaż żaden z nich nie zamierzał ulecieć z okaleczonego drzewa. Nie gryzła jednak w puca tak, jak nikotyna zwykła to robić, zatruwając myśli, karmiąc rakiem organizm. Ten dym był naprawdę czysty - jak czysty był ten strumień, nad którym grała. Czy może grała jednak na kamiennych dachu budynku w szarym mieście zalewanym równie szarym deszczem..?
- Gdzie zgubiłeś swoją trzódkę, Pasterzu? Wyszedłeś z obrazu snującego opowieści o zielonych łąkach? - Zapytała z lekko zadziornym uśmiechem na wargach muśniętych delikatnie pomadką. Jasny róż pasował do jej karnacji. Bo i jak mogła poważnie odpowiedzieć na słowa kogoś w pełnej zbroi, ze stalowym kijem u boku, który przedstawiał się jako pasterz? Na żart odpowiadano żartem - choć kto jak to, ale ty akurat na żartownisia nie wyglądałeś. Nie szkodzi. Pierwsze wrażenie, pierwsze wrażenie...
- Co gdybym to ja - oparła rękę zgiętą w łokciu na blacie i w odpowiedzi na twój gest wskazała dłonią na siebie - powiedziała, że zapłacę tobie - jej dłoń przechyliła się w twoim kierunku - za towarzystwo? - Nie wyglądałeś na osobę, która nie miała jak i czym zapłacić, ale tego już Kroto nie skomentowała w żaden sposób. Być może nie było po prostu czego komentować - na pewno nie wypadało z grzecznościowego punktu widzenia. - Stałbyś twardo na ziemi, a ja bym trochę polatała. Nie chciałabym, żeby rozdeptało mnie stado owiec.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1424
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szary Dystrykt

Postprzez Seinaru » 20 lut 2018, o 09:57

Przez chwilę go zaintrygowała, lecz teraz jednak nabrał podejrzeń, że to umyślna maniera w jej wypowiedziach, każe jej mówić w sposób niezrozumiały, pozornie pozbawiony sensu. Niemniej jednak, po walce na arenie i wysiłku, jaki tam wykonał, niezbyt miał ochotę na zagadki. Nie silił się więc na dopasowanie swojego stylu do jej niepotrzebnie kwiecistych zdań, lecz sprowadzał wszystko do powierzchni równej ziemi. Tego chyba właśnie chciała, prawda? Przynajmniej to w sposób dosłowny wyczytał z jej słów.
- Właściwie to jest nie mam swojego stada. Ale planuję je założyć po powrocie na Teiz. Tam jest mnóstwo takich obrazków. - Wskazał spojrzeniem obraz wiszący na ścianie.
- Zamiast wpatrywać się w malowidło, powinnaś się tam wybrać, skoro tak Ci się podoba. Dotychczas nie słyszałem, żeby ktoś się zawiódł na tamtejszych widokach. - Dodał jeszcze. Czego konkretnie jednak od niego chciała?
Jakkolwiek bez sensu było to, co do niego mówiła, w pewnym sensie Kei czuł w sobie lekkość, gdy przestał próbować na siłą ją odczytywać. Po prostu poddał się w końcu, mówił odpowiedzi na to, co mu się wydaje, że ona ma na myśli, bez zbędnego kalkulowania. A może nawet doda trochę kokieterii? Oparł łokcie na blacie tak samo jak ona, choć w wykonaniu samuraja na pewno nie było to tak zwiewne i kuszące. Chciał ją po prostu naśladować, zmienił więc również ton swojego głosu na delikatniejszy, taki delikatny jak miała ona.
- A czy ja... droga Kroto... przedstawiłem się jak pasterz do towarzystwa? - Nawiązał do jej introdukcji.
- Owce nie są takie krwiożercze, jak mogłoby się wydawać. Wystarczy nie wchodzić im w drogę. - Wiedział jednak, że nie o zwykłe latanie tutaj chodzi? A może jednak. Panienka była chyba taką osobą, po której można spodziewać się wszystkiego.
- Oczekujesz ode mnie ochrony? - Zapytał wprost. To najlogiczniejsze co przychodziło mu w tej chwili do głowy.
- Mam tylko jeszcze dzisiaj jedną walkę na arenie, ale potem powinienem być już wolny. Chyba że wyrobimy się przed popołudniem. - Nie mówił nawet o zapłacie, bo jej nie oczekiwał. Teraz, na początek, chciał tylko dowiedzieć się, co takie dwa światy jak on i ona mogą mieć ze sobą wspólnego i co może je połączyć.
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1510
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Szary Dystrykt

Postprzez Shikarui » 20 lut 2018, o 12:39

Śniłam o zbieraniu piór zgubionych przez niebieskie ptaki
Patrząc na opuszczające mnie wspomnienia z jutra.

Obrazek
7/30


Nigdy nie miała się narzucać, bo nigdy tego nie chciała. Słowa nie miały być przymusem do wyciągnięcia spod stołu kart o zawoalowanych metaforach i przesadnie wielkich słowach użytych w przesadnie pompatycznych zdaniach. Ta konwersacja nigdy nie miała być pompatyczna. To nie miało być spotkanie okupione wysiłkiem - to miało być spotkanie, które rozluźnia mięśnie i sprawia, że umysł sam sunął do przodu. Dlatego jedna z Mojr siedziała - i badała. Nie dotykała palcem wrzeciona, które mogło być zatrute i na którym mogła się skaleczyć tylko po to, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście jest ostre. Jeśli na tym wrzecionie miała być stawiana chwila obecna to lepiej, by pozostało ono czyste od krwi. Jedyne, co mogło na nie opadać to deszcz - krystalicznie czysty i orzeźwiający, a nie ten, który chłodem przeszywał ciało i przylepiał do skóry ciuchy. Więc tak, właśnie tego chciała - prostoty. Szczerości drugiego człowieka, który nie wysilał się i nie przekraczał swoich możliwości tylko po to, by na siłę zadowolić swojego rozmówcę. Zadowalanie drugiej strony było jej pracą, czy nie tak? I ta badająca Mojra potrafiła by naprawdę delikatna swoich badaniach. Śmiała, owszem, nie grzeszyła przesadną bojaźliwością i skromnością, świadoma swoich zalet starała się z nich korzystać tak, jak potrafiła - łagodnie. Łagodnie wyciągała dłonie i dotykała warg, policzków, wędrowała opuszkami palców po skórze szyi - w dół, niżej, przez silne barki i do wyraźnie zarysowanego obojczyka. Nie szukała granicy tego, na co samuraj jej pozwoli - szukała odpowiedniego ułożenia dłoni, żeby rozluźnił swoje ramiona. Odpoczął.
W końcu byli razem na naprawdę długiej podróży po zielonych łąkach.
- Będzie stadem z białych owiec i jedną czarną w środku? - Zagaiła z zainteresowaniem, znów przywdziewając na usta ten lekko psotliwy uśmieszek, który dodawał błysków do jej czarnych, lustrzanych ocząt. - Powinieneś przygarnąć całe stadko czarnych. One zawsze były najbardziej smutne. Wszystko dlatego, że nikt ich nie chciał. - Chciała stworzyć atmosferę, w której uniosłaby się kurtyna tajemnicy - ale właśnie ta podobna do dymu, który nie piekł w oczy, nie drażnił gardła i nie doprowadzał do kaszlu - czysty, siwy dym, który rozpuszczał się w powietrzu dookoła nich, a nie ta, którą oglądali widzowie w teatrze. Ciężka kotara, która zasłaniała wszystko i mogłeś albo widzieć tylko ten fragment, który scenarzysta chciał pokazać, odsłaniając ją, albo wcale. Dym był inny. Nie mogłeś przewidzieć toru jego lotu, nigdy nie wiedziałeś, co odsłoni, a co zakryje. - Nie mogę. Jeśli dom jest tam, gdzie twoje serce, to muszę zostać tutaj. - Jej uśmiech niby nie był smutny, jej ton tylko obniżył się o parę decybeli, jakby miała zaraz przejść do szeptu. Nachylała się lekko w twoją stronę, oparła podbródek zgrabnie na wypielęgnowanej dłoni, kiedy i ty zmieniłeś swoją pozycję, naśladując ją na swój sposób. I to nie tak, że rzeczywiście smutek tutaj zagościł - coś zakrzywionego odbiciem niebieskich okularów zabrzmiało w tym jednym zdaniu. Coś nijak nie pasującego do różowego świata, chociaż znając ciebie - dopasuje się do niego idealnie.
Wystarczy być ślepym i o wiele łatwiej się żyje, co, Kei?
Nie widzieć wilczych dołów w lustrzanej czerni.
Zaśmiała się wdzięcznie i oderwała ręce od blatu, przysłaniając usta - w pierwszym momencie się zapomniała i tego nie zrobiła. Wszystko do poprawy.
- Przepraszam... - Lekko machnęła ręką na boi przed swoją twarzą, jakby odganiała się od niezbyt natrętnej muchy - odganiała się od śmiechu i tego odważnego stwierdzenia, że nie byłeś panem do towarzystwa. Śmiech był radosny - nie wyśmiewający. - Słodycz zapewnienia, że owce nie są takie straszne, rozlewa się po moich żyłach. - Ułożyła przedramiona na stole, znów się pochylając w kierunku rozmówcy, wyciągając wdzięcznie swoją szyję - z ciągle prostymi plecami. Przypominała łabędzia. Czy człowiek w ogóle może go przypominać? - Powinnam się była w takim razie przedstawić jako zabłąkana owieczka, żebyś ochronił mnie ode złego i samotnego, a na końcu tej opowieści zabrał na zielone pola, które oglądam tylko na tym obrazku. - I nie było w tym zupełnie niczego śmiesznego. Ta rozmowa koiła także i ją - nie tylko jego. Seinaru wydawał się z nią przedrzeźniać - ona to tak przynajmniej odbierała - a to przedrzeźnianie, w idealnym smaku, doskonale uderzało w jej upodobania co do rozmówców. Sprawiało, że nie musiała się szczególnie starać - wszystko przychodziło naturalniej, chociaż nadal żonglowała słowami w dłoniach. Skinęła głową w odpowiedzi na pytanie o ochronę.
- Czemu walczysz, pasterzu? Nie szkoda ci dłoni, które mogłyby z włosem czesać owcze grzbiety?
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1424
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szary Dystrykt

Postprzez Seinaru » 20 lut 2018, o 13:28

Kei wzruszył ramionami na jej pierwszy pytanie. Tak po prostu, beztrosko.
- Nie wiem, jak się trafi. - No bo w sumie co za różnica, ten kolor? Seinaru nigdy jeszcze nie słyszał, aby jakiś pasterz porzucił lub zaniedbał czarną owcę. Stereotyp wzięty z przysłowia jego zdaniem kompletnie mijał się z prawdą. Nie widział potrzeby żadnej selekcji, to byłoby zbyt... problematyczne i czasochłonne. Nie miał żadnych specjalnych preferencji ani upodobań.
Na jej dotyk nieco się wzdrygnął i oddalił. Te ruchy miały w sobie coś z uwodzenia, do którego samuraj nie był przyzwyczajony. Nie był fanem obłapywania przez nieznajome, nieważne jak tajemnicze i intrygujące by one nie były. Nie podobało mu się to, gdy ktoś bez pytania spoufalał się z nim i myślał, że może sobie pozwolić na dotyk. On nie chciał być dotykany.
- To normalne, każdy ma swoje miejsce na ziemi. Ja też, a jednak rozmawiamy z dala od mojego domu. - Odpowiedział bez cienia zawodu w głosie. Nie czuł żalu, że Kroto nigdzie się nie wybierze, on był zadowolony z tego, że jemu samemu udało się dotrzeć na ten turniej. Tak jak wcześniej, na samym początku był nieco sceptyczny, to musiał przyznać, że rada Tadatoshiego zaowocowała w bardzo dużą dawkę doświadczenia.
- Myślę, że ta rozmowa sprawia ci zbyt dużo frajdy, abyś z czystym sumieniem przedstawiła się jako zabłąkana, hmmm...? - Ostatnia przynęta rzucona w jego stronę była nieco zbyt oczywista. Nie zamierzał brać jej pod żadne skrzydła, o wiele lepiej było mu samemu, a żadne miła słowa, zwłaszcza kobiety, nie zmotywowały go do działania z własnej woli. Póki co wciąż nie miał tego najważniejszego - powodu. Powodu, dla którego miałby się jej poddać, nie zaś powodu do walki.
- Walczę booo... - Zawahał się i zaciął.
- ...walczę booo... - No właśnie, w sumie to dlaczego? Bo tatko kazali?
- bo nie godzę się na niesprawiedliwość i zło tego świata? - Zapytał jej błagalnym tonem, czy to dobra odpowiedź. Nigdy nie był dobry w filozowaniu.
Avatar użytkownika

Seinaru
Złoty Pracuś
 
Posty: 1510
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 26
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Naginata w ręku lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: TwoFace

Re: Szary Dystrykt

Postprzez Kaito » 20 lut 2018, o 13:58

Rozstał się już z Shikaruiem, choć był pewien, że chłopak pozostanie w jego pamięci na dłużej. Nie był w końcu typowym przypadkowym przechodniem, z którym rozmawiało się o pogodzie albo najbliższym otoczeniu. W mniemaniu Kaito może był nieco dziwny, a Kantańczyk nawet do końca nie potrafił określić jaki ma do niego stosunek, ale z tego powodu tkwiło w nim też coś nad wyraz intrygującego. Czy był Tygrysem, który zdoła wywalczyć sobie wszystko to, czego tak bardzo potrzebował? Młody Hozuki nie mógł mu za bardzo pomóc, ale trzymał za niego kciuki, a to już coś.
Po opuszczeniu Białego Dystryktu szesnastolatek musiał się skoncentrować na czymś innym, a mianowicie – na poszukiwaniach swojego brata. Przemierzył już chyba całą Hanamurę, a jednak nigdzie nie dostrzegł niebieskiej czupryny Ame. Gdzie ten Rekin się szlajał? Teraz żałował, że nie umówił się z nim w jakimś konkretnym miejscu z zegarkiem w ręku. A może starszy postanowił opuścić osadę bez niego, skoro nie podzielał jego chęci do powrotu jutrzejszego dnia do Kantai? Nie, nie zrobiłby mu tego dopóki nie przedyskutowaliby tego w swoim gronie po raz kolejny.
Nieco zmarnowany i zniechęconymi dalszymi poszukiwaniami, dotarł na sam skraj Szarego Dystryktu. Liczył, że może to właśnie tutaj wywiało starszego brata, chociaż z drugiej strony trochę się już poddał. Wiedział, że w końcu i tak na siebie trafią, dlatego zamiast koncentrować się głównie na nim, szedł dalej przez rzemieślniczą dzielnicą, rozglądając się na boki. Przyglądał się przeróżnym zakładom, zastanawiając się jakie to wyroby wychodzą spod palców największych mistrzów. Czy to właśnie tutaj wykuto miecz, który jeszcze parę godzin temu Ame zakupił w sklepie z wyposażeniem? Bardzo prawdopodobne, bo aż roiło się tutaj od kowali. Nie brakowało jednak też garncarzy czy rymarzy, czy innych mistrzów swojego fachu. Wiele budynków przeznaczonych było także na magazyny. Chłopak miał nawet nadzieję, że do któregoś z nich uda mu się zajrzeć, ale okazało się, że wszystkie pozamykane były na cztery spusty. No trudno, może innym razem.
Panował tutaj wszechobecny hałas, w dodatku po uliczce co chwila przebiegał jakiś spasiony szczur, a jednak to miejsce jakoś przyciągało. Może i nie była to pokazowa ulica w Białym Dystrykcie, ale szara dzielnica miała także swój niepowtarzalny urok. Nie wszystko, co piękne i bogate musiało być ciekawe. Tak jak i nie wszystko, co było nieco brzydsze i odbiegało od norm estetycznych należało omijać szerokim łukiem. Być może dlatego Kaito postanowił spędzić w dystrykcie rzemieślniczym trochę więcej czasu. Kto wie, może będzie miał okazję poznać któregoś z mistrzów i zobaczyć jak wygląda praca w którymś z zakładów. Zawsze byłoby to nowe i cenne doświadczenie.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość