Plac przed pałacem

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Seinaru » 9 sty 2018, o 09:15

- To dobrze, to bardzo dobrze... - Kei nieco uspokoił się nieco, gdy dowiedział się, że Akami jest tym typem człowieka, za którego go miał. Niemniej jednak cała ta historia bardzo go zdziwiła. Seinaru był tym, który bał się jakiejkolwiek odpowiedzialności, dlatego gdy usłyszał, że chłopak chce się zaopiekować cudzym dzieckiem, to jego oczy naprawdę bardzo się powiększyły.
- Czyli już w takim młodym wieku zamierzasz się uziemić? Twój wybór, ojczulku... - Nie żeby Seinaru uważał że to dobra decyzja. Niemniej jednak nie zamierzał komentować tego w żaden sposób. Jego życie to jego sprawa, ale o jednym mógł go zapewnić.
- W razie czego zawsze możecie na mnie liczyć. Mam trochę oszczędności... - No ta, trzeba kupić wózek i śpioszki... wyprawka dla młodych rodziców to duże obciążenie, zwłaszcza w świecie bez 500+.
Zerknął w kierunku koronacji. Wyglądało na to, że wszystko jeszcze trwa, choć pomiędzy mnichami i zakapturzoną postacią panował jakiś ruch i słychać było strzępki dialogu. Hayami mówił jednak dalej i nie pozwalał się skupić na spektaklu, co całkowicie odpowiadało Keiowi.
- Przy Shinjim? - Zainteresował się spostrzeżeniem Akodo, kierując wzrok w tym samym kierunku. Nie interesowało go teraz to co powiedział o jakiejś niewidomej, lecz szukał wzrokiem tamtego Uchihy, który podobno miał grozić Shijimie. Ten bufoniasty typek, którego można było się spodziewać. Będzie miał kolejne wielkie wydarzenie do kolekcji, którym będzie mógł się chwalić. Będzie się pewnie od teraz przedstawiał jako "bohater koronacji". Damn.
- On też jest z Uchiha? Niewidoma? - To naprawdę niecodzienne połączenie. Niemniej jednak w tym tłumie na pewno wiele było dużo bardziej nietypowych osobistości, dlatego Kei szybko stracił zainteresowanie. Nie zabiegał zbytnio o nowe znajomości, nie po to tu przybył. Niemniej jednak słuchał co do powiedzenia ma Akami, który chyba całkiem dobrze odnajdywał się w tutejszych realiach. Wysłuchali oboje nieco pompatycznej przemowy Cesarza i jego obietnic, choć z tej perspektywy Seinaru ponownie niewiele mógł dosłyszeć. W końcu jednak wszystko się chyba skończyło, a rozmowa między nimi wciąż się toczyła.
- Krwawego pokolenia? - Chłopak uniósł brew? - Kim oni są? - Nie było mu nic wiadomo o żadnym krwawym pokoleniu. Szczerze mówiąc nazwa ta obiła mu się kilka razy o uszy, jednak nigdy nie zagłebiał się w temat na tyle, aby móc nazywać siebie wielkim fanem. Czy chciał ich poznać?
- Raczej niekoniecznie... - Odparł Hayamiemiu, skoro takie to sławy, to zapewne mają dookoła siebie wianuszek ludzi, którzy chcą ich poznać. Nonstop.
Najlepsze jednak jego nowy najlepszy przyjaciel zostawił na koniec.
- Żelki dla mnie? - Drapnął paczkę z chęcią i zaczął zajadać. Ciekawe czy jak znowu się spotkają to jeszcze coś z tego zostanie.
- Też bierzesz udział w turnieju? To będzie ciekawe... - Sądząc po tamtym ich ostatnim sparingu to Hayami nie miał szans na zwycięstwo, ale Seinaru nie stawiał na nim krzyżyka definitywnie. Poza tym będzie wstyd jak zajdzie dalej od niego. Nagle Kei poczuł na sobie dziwną presję. Tą rywalizację, po którą tutaj przyjechał. Nie spodziewał się jednak, że bedzie ona związana właśnie z Akamim.
- Okej, leć. Będę czekał na trybunach. - Pożegnał go na chwilę napychając swoją buzię żelkami.

z.t.
Avatar użytkownika

Seinaru
 
Posty: 1077
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 23
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie pełna, ciemnozielona zbroja
Widoczny ekwipunek: Kij w lewej ręce lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: Dwuryj

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Shinji » 9 sty 2018, o 13:04

Postanowił być całkowicie szczery względem Chise - czy mu się to opłacało ciężko powiedzieć... Nie było chyba jego celem czegoś zyskanie, bo cóż mógł zyskać? Był to chyba jeden z momentów w których mówił coś bo tak wyszło. Postanowił zaufać dziewczynie powierzając swoje sekrety ot tak gdyż po prostu poczuł, że może być względem niej szczery co do prawdziwego celu podróży tutaj. Miał nadzieję spotkać Shijimę i dowiedzieć się co dokładnie oznaczał list, który do niego wysłał choć jak okazało się na miejscu była jeszcze masa innych rzeczy, które wzbudzały jego zainteresowanie. W końcu nie bez powodu udał się na koronację - stanowiła nieco pompatyczne, ale mimo wszystko ciekawe widowisko. Oprócz tego był jeszcze turniej stanowiący świetną okazję na sprawdzenie swoich umiejętności podczas starcia ze znacznie silniejszymi przeciwnikami niż ci których zazwyczaj spotykał na polach bitew - ci zwykli być prostymi żołdakami, którzy często machali mieczem jak cepem bez większego polotu włączając w to strach w oczach, który zdążył opuścić jego ciało już dawno temu. Owszem zaczynał właśnie od takiego poziomu, ale wraz z doświadczeniem wszelkie emocje schodzą na margines i człowiek zamienia się w krwawą bestię robiącą to co powinna. Dla niego ucieczką stanowiły interakcje między ludzkie, które wychodził naprawdę różnice. Co prawda potrafił być naprawdę miły i czarujący - taka była jego natura, niekoniecznie wiązało się to z aktorstwem - ale niestety wychodziły podczas nich często "negatywne" cechy, takie jak zwykła ciekawość przeradzająca się w coś chorego w niektórych przypadkach. Poczuł na sobie dotyk Chise zjeżdżający po jego ręce w dół. Cóż mogła planować? Nie mógł jej odmówić, że było to miłe co prawda zdążył już do dotyku przywyknąć w końcu była niewidoma i musiała sobie jakoś radzić. W jej przypadku było to coś znacznie bardziej naturalnego niż przy relacjach między kobietą i mężczyzną. Coś czym musiała posługiwać się na co dzień by być w stanie po prostu sobie poradzić w świecie nieprzystosowanym do osób z tego typu ograniczeniami - Co planujesz? - mruknął podczas gdy ona chwyciła go za dłoń i zaczęła podnosić w kierunku swoich ust. Nie opierał się jednak, całkowicie poddał się temu co robi uznając to wszystko za element jakiejś głębszej gry i faktycznie można go za takowy uznać. Czuł jak bada jego dłoń powolutku przejeżdżając po jej powierzchni, a potem tekst o tym, że szkoda by było tak ładnych rąk. Co mogło to oznaczać? Nie miał bladego pojęcia, ale zabrzmiało niczym groźba i wtedy... stało się... Został ugryziony! Co ona sobie kurwa wyobrażała! Naturalną reakcją było szarpnięcie dłoni w swoim kierunku co jedynie spotęgowało ból, ale i nie było przyjemne dla osoby zaciskającej na niej swoje "kły". Nie wydobył z siebie dźwięku, ale gdyby Chise widziała jego twarz z pewnością dostrzegłaby grymas bólu wyrażony poprzez zwyczajne skrzywienie ust jak i zaciśnięcie zębów - Niebezpieczna z ciebie kobieta - chciał powiedzieć coś jeszcze, ale uznał że zrobi to po ceremonii bo zaczynało się coś dziać i miał okazję odciągnąć ją na bok relacjonując następnie cały jej przebieg. Zupełnie tak jakby zajścia nie było choć z tyłu głowy miał to co mu powiedziała i nakręciło to na jej osobę. Wzbudziła w nim zainteresowanie bo o to niewidoma dziewczyna potrafiła pokazać pazur choć w tym wypadku znacznie odpowiedniejszym określeniem byłyby ząbki. Reprezentowało to coś co sobie cenił - siłę. Imponowała mu ona, a skoro spotkał się z taka prawdą to chyba niedaleko padło jabłko od jabłoni w odniesieniu do jego "złotego" strzału względem prawdziwego celu dziewczyny. Nie wiedział jeszcze co chciała przeżyć. Do łba by mu nawet nie strzeliło, że mogło chodzić turniej. Częściowo wynikało to z faktu, że osobiście o nim nie wiedział aż do przybycia tutaj to też nie zauważył jak koronacja włącznie z kolejnym widowiskiem była hucznie rozgłaszanym wydarzeniem - nie tylko i na wyspach, ale i na całym świecie. W końcu z jakiegoś powodu przedstawiciele kontynentu dziwnym trafem wiedzieli kiedy się tutaj zjawić. Był jednym z tych nielicznych, którzy zrobili to całkiem przypadkiem w odpowiednim czasie - Wspomniałaś o tej przygodzie co? To może gdzieś cię zabiorę skoro stanęliśmy na czymś takim? - aż zmodulował głos obniżając jego barwę do czegoś co można by było uznać za "sexy", a przynajmniej tak głosi masa kobiet. Nie mogły przecież kłamać co? - Co lubisz? Może taniec. Myślę, że moglibyśmy poszukać jakiegoś dogodnego miejsca choć nie wiem czy twój znajomy pozwoli ci poczuć pełnię przygody - chciała się tak bawić proszę bardzo. Tego typu relacje to było jego podwórko już od pewnego czasu. Go nie trzeba było zachęcać zwłaszcza, że zdążył polubić Chise, a ugryzienie ząbkami w dłoń zamiast go odstraszyć nadało jedynie pikanterii. Oprócz tego zdołało wzbudzić zainteresowanie dziewczyną choć zadanie miał utrudnione, zazwyczaj wystarczyło na niego spojrzeć i sam jego wygląd przykuwał uwagę sprawiając, że niektórzy poddawali się bez walki. Ona akurat nie miała tego okazji doświadczyć - mogła wybadać jego twarz, ale i tak w pełni nie oddawało to tego jak wyglądał w rzeczywistości. Oprócz tego ludzie niewidomi mogli mieć zupełnie inne poczucie estetyki, tego wiedzieć nie mógł zwłaszcza, że Chise była pierwszą z którą miał styczność. Był to jeden z powodów dla których zachowywał zwłaszcza na początku znajomości ostrożność tak by jej nie urazić. Trzeba było wybadać grunt obserwują jej dystans do własnych ułomności, a stał na dosyć wysokim poziomie. Niestety nie było aż tak cudnie. Wspomniany przez Shinji'ego Shiga jednak nadal tam był. Czy uważał go za jakąś konkurencje? Dobre pytanie. Jak mógł obserwować znał Chise i chyba czuła się przy nim w miarę swobodnie to też można było snuć pewne domysły choć była to osoba dziwna. Nie znał dziewczyny na tyle by wiedzieć w czym gustuje, ale nie zamartwiał się zbytnio Shigą. Jego oschłość nie wynikała z niezdrowej męskiej rywalizacji - po prostu wyglądał jak pajac w tej masce i jeszcze pieprzył o jakimś Jashinie. Jeśli kogoś tutaj można było określić mianem psychopaty to chyba właśnie jego. Kimże są wyznawcy jakichś sekt ubierający się w ten sposób? Do tego pieprzył coś o odporności na rany i zabijaniu na odległość. Ciężko mu było w to uwierzyć choć przypomniał sobie widok Murai'a podczas walka w Atsui i nieco ostudziło to jego sceptycyzm. Co prawda to nie tak, że mu uwierzył ot był w stanie kupić, że nawet takie dziwy na świecie istnieją skoro są także inne - Zaprawdę ciekawe to co mówisz... Może jeszcze są nieśmiertelni co? Tylko tego brakuje do dopełnienia bajeczki o jakimś bóstwie, które daje namacalny dowód swojej obecności. Bogowie jeśli istnieją nie ingerują w życie ludzkie. Są niczym duchy obserwując to wszystko i chełpiąc się modłami wznoszonymi przez wiernych oraz ich cierpieniem. - teraz spojrzał w kierunku Chise - Poważnie pociągają cię takie świry? Czy może raczej chciałaś mu pomóc bo wzbudził w tobie jakiś instynkt macierzyński? - zwrócił twarz w kierunku Shigi po raz kolejny - Ja rozumiem, że trzeba pozyskiwać wyznawców, ale nie wiem czy paradowanie w takim stroju ci ich przysporzy. Raczej przydałby się lepszy pijar bo ludzie tego nie kupią. - ot powiedział co uważał. Wcześniejsza wzmianka nie miała stanowić przytyku względem Chise nie... wręcz przeciwnie w kierunku Shigi by pokazać, że wzbudza politowanie w miejsce innych uczuć chyba wyobrażając sobie dosyć dużo. Nie wiedział co prawda co zaszło między tą dwójką, ale jakiś scenariusz przygody łóżkowej wykluczył. Nie mógł być tego pewien, ale kurwa serio? Dziewczyna pochodziła z porządnego domu. Miała swoją dumę i nie wylądowałaby w łóżku z jakimś nawiedzonym mnichem, który ubierał się niczym choinka na święta. Był to tak wielki poziom abstrakcji, że przewyższał nawet opowiadania o rzekomych umiejętnościach wyznawców tego całego bóstwa - Masz rację. Moje walki nie będą raczej zbyt interesujące bo zakładam, że jedynie garstka osób będzie w ogóle stała na moim poziomie. Nie jest to jakieś przechwalanie ot jestem realistą. Może się spotkamy i będę miał okazję zweryfikować ile prawdy w tym co mówisz, a ile bajek dopisanych by tylko skłonić ludzi do wyznawania jakiejś religii. - głos rozsądku dobiegł z nieoczekiwanego kierunku. Bo jak inaczej określić Chise, która jeszcze chwilę temu wbijała zęby w jego dłoń? A mimo to miała nieco racji... Mogli się tu obrzucać mięsem bez końca nie dochodząc tak naprawdę do niczego oprócz właśnie... obrzucania się mięsem. Rzecz jasna nie było to ot takie rzucanie kurwami. Oboje byli chyba zbyt inteligentni na to choć ciężko było to przyznać wyznawcy jakiegoś zmyślonego bóstwa ubierającego się jak ubierał. Oj nie... Ich ataki były wysublimowane, ukryte nawet pod cienką warstwą uprzejmości co sprawiało, że konwersacja wkraczała na "interesujące tory". Oprócz tego dało się zauważyć, że nie doceniał Chise. Nie on jedyny się tutaj świetnie bawił bo i ona zdaje się zaczynała sobie owijać facetów wokół palca. Nie żeby mu to specjalnie przeszkadzało tak było znacznie ciekawiej tym bardziej, że jakoś specjalnie nie zainwestował w znajomość. Owszem znała niewygodne fakty, ale to tyle. Niczemu to nie przeszkadza bo raczej nie miała w interesie rozpowiadać tego na prawo i lewo zwłaszcza, że został jej przydzielony przez rodziców i gdyby okazała się nieposłuszna ją także mogły spotkać nieciekawe konsekwencje w przypadku powrotu do Sogen. Ot ironia losu. Oboje byli przynajmniej na ten moment skazani na siebie. Chrząknął lekko sygnalizując, że ma coś do powiedzenia - Koronacja dobiegła końca. Chcesz odebrać bagaże z portu? Zdaje się, że je zostawiłaś. Trzeba załatwić zakwaterowanie i wtedy możemy się gdzieś zabawić chyba że masz inne plany. - tu spojrzał w kierunku Shigi. Aż robiło się przykro, że dziewczyna tego wszystkiego nie widzi. Byłaby w stanie wychwytywać te drobne przekazy niewerbalne, które sygnalizowały jasno "czy nie ma zamiaru pójść ze swoim dziwnym koleżką od przebrania". Ogólnie jakaś samowolka możliwe, że spotkałaby się z jego oporem, ale był ciekaw co tak naprawdę siedzi jej w głowie. Chcąc nie chcąc jak już wcześniej było wspomniane był jej opiekunem na wyspach i musiała się go trzymać no chyba, że była znacznie większym rebelem niż początkowo mu się zdawało. Może to nie była chęć przeżycia przygody, a próba ucieczki z domu? To nie przyszło mu do głowy, a świetnie by wyjaśniało skąd nagle wziął się tu Shiga. Nie budziło jednak dobrych rokowań bo w takim wypadku mogła czekać go walka, a teren festiwalu rojący się od strażników zdecydowanie oznaczał problemy jeśli do takowej miałoby dojść.
[z/t]
Avatar użytkownika

Shinji
Złoty Leniwiec
 
Posty: 799
Dołączył(a): 21 maja 2016, o 17:07
Lokalizacja: Gdańsk
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2400
GG: 49502673
Multikonta: Avarice

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Shiga » 9 sty 2018, o 14:16

Czy Shiga wiedział po co tak naprawdę udaje się na koronację i turniej? Powody były, w sumie, jakieś, gdzieś tam. Tak, to dobre podsumowanie wszystkiego, co mógł teraz powiedzieć. Miał swoją wewnętrzną misję szukania mesjasza, kogoś czystego, kto będzie jego światlem i będzie rozjaśniał mrok śmierci i bólu. Szukał kogoś nieidealnie idealnego, kto mimo jakiejś cechy będzie doskonały pod każdym względem, taką osobę chciał posiąść dla Siebie i ochronić ją przed całym światem, spełnić jej każde marzenie. Uczynić światło mocnym i niemożliwym do zgaszenia. Jeśli ktoś był doskonały w gaszeniu światła czyjegoś życia bez najmniejszego powodu i prowokacji to byli to wyznawcy krwawego Boga Jashina. Więc, analogicznie posługując się naprawdę jakąś popierdzieloną logiką, najlepszym obrońcą, tarczą przed śmiercią bez powodu będzie także Jashinista!
Ma sens? NI CHUJA. Ale no ma, wiesz, że jak oni zabijają doskonale to i oni doskonale mogą ratować! TY, CZUJ OPCJE. Hmmm? IRYONIN JASHINISTA. ZABIJA I RATUJE. Ej to w sumie ma sens, sadzisz, że powinniśmy rozważyć naukę iryojutsu? BYŁOBY ŚMIESZNIE, WIESZ, NIBY TUTAJ CHORY SKURWIEL CO ZABIJA NA WIELKIE ODLEGŁOŚCI, A Z DRUGIEJ STRONY KTOŚ, KTO MOŻE URATOWAĆ ŻYCIE. Rozważe ten pomysł. Wydaje się nienajgłupszy.
W sumie ciekawa interesująca wizja podsunięta przez kogoś całkowicie szalonego. Wtedy mógłby naprawdę być dla Chise tarczą, gotową oddać dla niej życie, za nią życie i oddać jej życie! Tak, to jest dobry pomysł, definitywnie do zapisania gdzieś z tyłu głowy, a nuż się tak napatoczy, że będzie możliwość poznania tajników iryojutsu... Tylko ciekawe, czy lepiej gdzieś zapoznać się ze zwojami, czy znaleźć nauczyciela. Katon był prosty, bo wystarczyło do niego podejście Shigi - Wizualizacja, emocje, panowanie nad czakrą i jakoś nowe rzeczy robiły się od tak, wychodziły ze środka razem z żarem emocji. Niewątpliwie Chise zawdzięczał swoją nową potęge w używaniu ognia. Ona powodowała w nim powstawanie naprawdę rozpalonych myśli i uczuć, które łatwo było Jashiniście przekuć na prawdziwy ogień gotowy do spalenia wszystkiego w zasięgu, poza swoją księżniczką oczywiście.
Księżniczka wyraźnie miała wątpliwości co do umiejętności nawracania Strzygi. Ej, ale czemu? Czy to jego aparycja zdradzała, że nie do końca wszystko jest takie jakie się wydaje? Wielka wiedza? Słowa, które do niej wypowiadał? Bo widział, że jednak ona chyba przestaje kupować tego całego potulnego, grzecznego mnicha Kamisamy co to nawraca dobrym słowem i miłością Bozi.
-Yyy... Tak. Jak OBAJ byliśmy młodzi. - Odchrząknął. Ona musiała coś wiedzieć. Właśnie wytknęła mu błąd, zwróciła uwagę, ze się zaplątał w zeznaniach. Skoro sam ma niewiele lat, aparycją dorównuje Kosuke, to nie mógł go uratować jak tamten był dzieckiem bo i Shiga musiałby wtedy być dzieckiem. Cóż za głupie przejęzyczenie! Ono mogło wszystko zepsuć! - Niezwykły chłopiec z niego. Mało kto w wieku lat kilku, bo nawet nie kilkunastu, jest celem ataku siedmiu uzbrojonych mężczyzn chcących go nie okraść czy pobić, tylko zwyczajnie zamordować. Ale z tego co mi opowiedział, ma za sobą bardzo burzliwą przeszłość... Pełną kradzieży i małych przestępstw. Ale każdy ma szanse się nawrócić, w oczach Pana. - Wzniósł ręce w góre próbując do kupy łatać całą bajeczkę, chociaż wiedział, ze to wszystko i tak już bardzo chujem trąci. Za przeproszeniem, oczywiście. W sumie to nawet chujowo w praktyce brzmiało. Wielkie nawróćenie, odnalezienie swojego... wybawcy i obrońcy po latach? Najgorsze, ze tym było w praktyce, tylko się lata i wiek obu panów mocno rozjeżdzał w praktyce. Chyba, że Chise łyknie to, że Shiga był bardzo zdolnym dzieciakiem i wybawcą innych... Który nawracał... Może przemocą... Nie, nie łyknie tego. Właśnie się troche wkopał i cała historia zaczęła trącić spoconymi, śmierdzącymi jajami strażnika po całym dniu w osranej zbroi. Innymi słowy, nie trzeba było być najmądrzejszym, by połączyć powoli fakty i wiedzieć, że Shiga jednak coś kręci.
-Ma przykuwać uwagę, by ludzie się interesowali i pytali po co, dlaczego. A wtedy mam obowiązek poinformować ich o pięknych meandrach naszej wiary i miłości Boga. Taki przykaz zakonu, od najwyższych kapłanów przekazany. Jesteśmy mocno wierzący i sądzimy, że Bogom podoba się otwieranie oczu niewiernym, którzy są ślepi duchem. - Rzucił piorunujące spojrzenie na Shinjiego, któremu aktualnie najchętniej by oczy wydłubał. I nie zostawił po nich nawet spalonej skwarki, tylko pożarł, jak potwór, który dalej w Jashiniście jest, pod skórą, toczący jad i ślinę z pyska, niczym potworny wilk gotów rozszarpać swoją ofiarę tylko dlatego, że ta jeszcze ma czelność dychać. Dychać w jego kierunku, ta zniewaga krwii wymaga. Ale Chise nie odebrałaby zapewne zbyt dobrze rozlewu krwi i przemocy. Nie wyglądała na osobę, która dobrze znosi bezsensowną przemoc i walkę kogutów, chlapiącą wszędzie krew i skondensowany zjebosteron. A własnie o wilku mowa, skoro już tutaj kolega się zaaktywizował i pluje zjebosteronem w stronę Strzygi...
-Przepraszam, księżniczko. Nie chciałem cię zdenerwować, tylko wytłumaczyć twojemu odrobinę aroganckiemu towarzyszowi pewne rzeczy. Postaram się zawierać w wypowiedzi mniej testosteronu. Bo jeszcze się udzieli i ktoś tutaj wyrośnie ponad przepychanki słowne. A one są takie zabawne! - Kolejne piorunujące spojrzenie na Shinjiego. Nie spodobał mu się. Na początku chciał być miły, próbował, liczył, że może dać mu szansę. Jednak chłopak był bezczelnym, aroganckim dzieciakiem, który próbował usilnie zdenerwować Jashinistę swoim zachowaniem. A on nienawidził takiego zachowania, uznawał to za marnowanie czasu, siły, marną prowokację, na którą nie sposób odpowiedzieć milczeniem... Ale jak się odpowie to staje się częścią tej spirali spierdolenia i przerzucania odchodami lingwistyczno werbalnymi jak jakieś cholerne dzieciaki z ulic Ryuzaku no Taki, a nie poważni Shinobi którzy przybyli na koronację. To mijało się z celem pojawienia się Shigi, który chciał poznać liderów świata! Powinien poznać cesarza, a nie jakiegoś chłopca, który chyba próbował być jego wrogiem lub konkurentem, usilnie próbując go sprowokować do złości. To już to lepiej wyszło Unagi, która go poniżyła. A ten tylko gadał, co nie było ponizające i prowokujące tylko zwyczajnie nużące. Dlatego też Shiga ziewnął króciutko, zasłaniając usta.
Shinji zniżył swój głos, przez co brzmiał, jakby chciało mu się postawić naprawdę wielką, smierdzącą kupę. Naprawdę ktoś mógł myśleć, że modulując swój głos do sztucznie głębszego osiągnie jakikolwiek pozytywny efekt? Głos Strzygi naturalnie był dobry, bo kiedyś dużo śpiewał, umilając czas ludziom, wkupiając się w ich kręgi najbliższych... a potem mordując. A ten chłystek tutaj bardzo próbował by jego głos brzmiał seksownie. Spowodował tylko śmiech udawanego-mnicha, jashinisty z krwii i kości.
-Bardzo subtelnie, chłopcze. - Zaczął z ociąganiem się, wyraźnie okazując Shinjiemu, że nie zrobił na nim najmniejszego wrażenia swoją dalszą prowokacją. - Znam takich jak Ty. Pewni Siebie, pewni swojej pseudoprzystojności. Najdalej gdzie zapewne zabierzesz Chise to do tawerny na alkohol, a potem do łóżka. Jako mnich poznałem dość mężczyzn, by wiedzieć, że wielu z naszego gatunku tylko do tego dąży i widzi w kobiecie jedyną wartośc w łózku. Smutne, bardzo smutne. - Spojrzał w kierunku Chise i miał nadzieje, że dziewczyna poczuje, że jest w centrum uwagi. Musnął palcami jej dłoń, zbliżając rękę. - Pamiętasz jak opowiadałem ci o swoich podróżach dookoła świata? Niewątpliwie mógłbym ci opowiedzieć to i owo, a nawet upewnić się, że przezyjesz prawdziwą przygodę, a nie zawód. A co do oferty tańca, którą ci tu złożono, też chętnie bym potańczył z tobą, księżniczko. A nawet bym mógł z Tobą lub dla Ciebie zaśpiewać, choć i opcja posłuchania twojego głosu będącego jak aksamit dla uszu jest cudowna. - Okej, może troche przesadził, jednak nie mógł pozwolić sobie odebrać Chise. Wyraźnie dostrzegał w Shinjim zagrożenie dla swojego celu. Dla swojej księżniczki. Wypiął pierś, prezentując się dumniej i okazalej. Shiga kiedyś może i miałby kompleksy przy Shinjim, ze względu na blizny. Odkąd jednak dla Chise dosłownie ściął je ze swojego ciała, był naprawdę normalnie i przystojnie wyglądającym, wysokim mezćzyzną. Jakby to w ogóle miało dla niewidomej większe znaczenie.
-Błogosławieni ci, co nie widzieli, a uwierzyli. Czyżby był dar od Boga, gdyby jego wyznawca i posiadacz chwalił się nim przed pierwszym lepszym na ulicy? Przed dziesiątkami postronnych? Jeśli chcesz wiedzieć więcej, musisz się postarać. Ale jestem otwarty. - Och, Shinji, poczuwasz się do bycia pierwszym lepszym dlatego, że mnich właśnie opowiedział ci "bajeczkę" o nieśmiertelności, ale ma kompletnie w dupie udowadnianie ci prawdziwości swoich słów i zwyczajnie nie zaprezentuje ci tego co potrafi, chociażby mógł? Dla kogoś ciekawskiego to musi być katorga. Ale Shinji nie odpuszczał swoich śmiesznych prób obrażenia, znieważenia... popisania się przed samym sobą małym rozmiarem swojego siurka? Bo teraz chyba właśnie próbował dodac sobie centymetrów, popisując się słowami.
-Jeśli ktokolwiek kupił twoje zniżanie głosu by brzmieć lepiej niż brzmisz, chłopcze, to sądze, że i dla mojego rytualnego stroju jest nadzieja. - Rzucił mu z lekkim uśmiechem na twarzy, zadziornie, przekornie, dobrze się bawiąc w tej małej pyskówce, miło tego, że Shinji tryhardował i próbował Shigę rozeźlić - I obrażaj dowoli, sugeruj instynkt macierzyński. Normalny człowiek pewnie wybiłby ci kijem zęby... - spojrzał na trzymany w ręku przedmiot, z lubością, zawahał się czy może nie byłoby dobrze roztrzaskać Shinjiemu szczęki/czaszki... -... Ja odczuwam tylko politowanie, że musisz się dowartościowywać kosztem innych, a przecież jako przedstawiciel tak szlachetnego rodu z piękną historią wojowników dumnych i potężnych powinieneś mieć dość silnie ugruntowane zdanie o samym Sobie. Ale jestem pełen wiary w Ciebie. - Jeśli Shinji nic nie odwali, to Shiga dotknie jego ramion obiema rękami. - Błogosławie ci chłopcze, w imieniu Kamisamy, aby jego światło i szczęście od niego zesłane towarzyszyło ci w drodzę do zwycięstwa. Uchiha zasługuje na conajmniej wysokie miejsce. - Uśmiechnął się przesadnie ciepło, wręcz lubieżnie. Jak bardzo perwersyjny mnich.
-Przejdę się z wami, muszę także odebrać swój ekwipunek. W końcu nie bedę brał udziału w walce o gołych dłoniach. Dobrze mieć broń, na wypadek gdyby... - Podrapał się po brodzie, udając niepamięć i zastanawianie się. -...wyimaginowane duchy nie okazały się wystarczające. - Puścił oczko chlopakowi i poszedł u boku Chise, proponując jej rękę, by go pod nią ujęła. To byłoby śmiesznym zagraniem na nosie Shinjego, ale zakładał, że dziewczyna nie posunie się do tego... Chociaż byłoby słodko.

2/zt
Obrazek
Głos Shigi | Ból i Smutek Shigi
Kolorek - FF654A
I don't give a fuck what you think about it,
I'd just as well kill you today.
I'm cursed with the pain of knowing
That I can't break the habit, I can't break the habit
A savior not a slave
To a world that I know will never get it, I know will never get it.
Narcissistic, Anti-Social
All these things say "Make me loco".
Masochistic, Suicidal,
All these things make me homocidal.
Avatar użytkownika

Shiga
 
Posty: 1012
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Strój składa się z czarnego montsuki i juban, skórzanego ciemnego haorihomo, bordowego date-eri i o śnieżnym haori. Sam Shiga jest niepokojący, wygląda na kogoś nawiedzonego, mnicha lub kultystę, ze względu na elegancki i bojowy ubiór i bijąca aurę.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach. Kij od włóczni w ręku. Na ręku rękawica z kuszą.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 63835158
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Toshio » 9 sty 2018, o 15:44

Morino Shonen - uczestnik turnieju
Przemówienie Cesarza było wielce pouczające. Dla Toshio sam wydźwięk spraw o jakich mówił była powodem do zadowolenia. Zamierzał być równie silnym i niezależnym przywódcą. Ambitne słowa, lecz nie poparte niczym szczególny. Nawet na turnieju zamierzał skryć się przed oczami gapiów. Jego działania były podyktowane dobrej zabawie. Jeśli będą na niego źli mimo to, zawsze to jakaś łagodniejsza wersja niezadowolenia, aniżeli pełne oburzenie jego pochopną decyzją. Starał się, jak mógł i tak dalej. Mimo wszystko inspiracji musiał szukać u innych. Być może samo spoglądanie na przywództwo wuja Kazuo nie wystarczy. Nie mógł żądać od niego niczego tak niestosownego. To tak, jakby czyhał na zbyt wysokie stanowisko, z nadzieją iż wreszcie będzie jego kolej na przejęcie. Ot, jak widok rozwijających się Wysp potrafił namącić w głowie. Władza niemniej daleko była, by kusić tak beztroską osobę, jakim był nastoletni Senju. Wyrósł z pieluch, aby wreszcie móc uczestniczyć w turnieju, jak niegdyś sławne Krwawe Pokolenie. Bardzo chciałby, żeby Shigeru go teraz zobaczył i był z niego naprawdę dumny. Robił to po części dla starszego kuzyna, który nie zechciał zmierzyć się z rówieśnikami. Wolał towarzyszyć rodzinie i narzeczonej, co później było bardzo pomocne. Toshio pamiętał, że prawie w ogóle nie odklejał się od niego, jak wybuchły zamieszki. Chciał to wszystko zrekompensować. To, że nie zginął wtedy i ponownie podczas wojny. Tutaj chodziło już tylko u udowodnienie swoich zdolności. Niekoniecznie wszystkich, lecz czas pokaże, do czego będzie zmuszony.
Ruszył zatem z wdzięcznym zeskokiem ze swojego miejsca na wysokości. Ukryty pod ciemnym materiałem uśmiech był powodem do zadowolenia. Jakoś zawsze miał ku temu powód, ale dzisiaj musiał poczynić pewne przygotowania. Odmówić sobie sympatii innych i nastawić na bycie wojowniczym ‘Mori no Shonen’, chłopcem z lasu. Ksywka, jak każda inna. Wymyślona na szybko, lecz chwytliwa niczym ‘Wiewiór’. Nie był jednak skłonny być wyzywany od małego, futrzanego zwierzaka. Tak, jak to sobie obmyślił. W dwóch postaciach mógł zgłębić większą część osady, póki nie zostanie zatrzymany na Arenie Zmierzchu.

Mokubunshin - Senju Toshio
Kopia dobrze odwzorowująca młodego chłopaka również wzruszyła się przemową Cesarza. Być może lepiej wszystko odbierała z powodu bliższej odległości. Widział przeistoczenie z pozoru wyglądające, jak zwykła sztuczka. Każdy gest, który uczynił w tym Rytuale niósł za sobą symbolikę godną kultury Wysp. Niewątpliwie takich szczegółów oczekiwał do zapamiętania. Dla siebie, jak i innych pokoleń, czy własnego przywódcy. Tutaj bowiem tworzyła się dalsza historia, nowy początek czegoś wspaniałego. Mogło to być kolidujące z interesem wielu organizacji, tym bardziej Rady. Jednakże dla wszystkich tych ludzi w Kantai, to istny płomyk nadziei. Zdecydowanie opłacało się przelać po i krew dla takiego widoku. Zamierzał stać się równie silny, co Natsume Yuki. Niech tylko patrzą, a nie zawiodą się. Po kolei będzie piął się wyżej i nie odpuści. To nie był kres jego skali i mógł podskoczyć o wiele wyżej. Na szczęście przy takim wzroście wystarczyło mu podskakiwanie ponad głowy wyższych jegomościów.
Ponownie zawrócił w drogę powrotną, skąd przybył. Przeciskanie się nie trwało długo. Zafascynował go widok tańczących i radosnych tłumów. Zabawa się rozkręcała, przez co Toshio zapragnął być częścią tego wszystkiego. Po to został stworzony. Mógł robić to, czego nie byłby w stanie pierwowzór. A tak stworzył furtkę, która pozwoli mu na zagłębianie się w atrakcjach i bycie uczestnikiem turnieju. Zapewne już zmierzał na arenę, by ostatecznie zapisać się pod wymyślonym przez siebie przydomkiem.

On zaś miał być dywersją dla znajomych mu osób, gdyby komuś przyszło pojawić się na Festiwalu, o którym Cesarstwo poinformowało każdego z kontynentu. Na pewno jednak mieli bardziej ciekawe zadania i misje do wykonania. Nie tutaj, gdzie koronowany był pierwszy władca, nad władcami. Ośmieszając pozycje Shirei-kan każdego z rodów. Nie wspominając już o Możnowładcach.

Ruszył własną drogą. Oglądał dalej wspaniałości kulturalne tego miejsca. Zamierzał się dobrze najeść i wreszcie zrobić coś szalonego. Chyba właśnie to robił i zdecydowanie czuł się niemal, jak buntownik.


zt. w dwa różne miejsca.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 9 sty 2018, o 23:00 przez Toshio, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Toshio
Najlepszy Męski Charakterek
 
Posty: 445
Dołączył(a): 11 paź 2015, o 12:25
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Strój maskujący wygląd (✘)
W jego strojach góruje szarość barw, zaś na głowie czuprynę przepasa brązowa opaska oraz sporadycznie noszony ochraniacz na czole. Średniego wzrostu wyrostek z niemal ciągłym uśmiechem na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Plecak (✘), Torba (przy prawym pośladku)(✔); 2x kabura (na prawym udzie)(✔); 3 bumerangi (przymocowane z tyłu przy pasie)(✔), ochraniacz na czoło (✘), kieszeń spodni(✔), Tanto (przy lewym boku)(✔).
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1472&p=15868#p15868
GG: 11529895
Multikonta: Saeko

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Ichirou » 9 sty 2018, o 18:43

No świetnie, wesele bez dziewcząt! Może jeszcze cała zabawa miała odbyć się bez alkoholu? No jak nic chciała rozdrażnić Iczira odpowiedzią. A może po prostu chroniła młode panienki z rodu Senju, które mogłyby zostać łatwo zwiedzione na pokuszenie przez Diabła z pustyń? Cóż, władca piasku już nie drążył tematu. Jeszcze by go ominęło zaproszenie na wesele.
- I mi to mówisz? - odparł, spoglądając na nią wymownie. Przecież Pustynny Pogrom dotyczył go po wielokroć bardziej niż ją, bo ta była jedynie gościem Turnieju Czterech Filarów. - Daj spokój, Rei-chan, nie psuj atmosfery - skomentował chłodno, nie chcąc niepotrzebnie marnować nerwów na tak dotkliwą sprawę. Te ładnych parę lat temu stracił w Sachū niemalże wszystko, co można było stracić. Niech więc blondyna daruje sobie te śmiertelne spojrzenia, bo sam zapewne więcej wycierpiał. Westchnął cicho i już się nie odnosił do tamtych burzliwych czasów. Jego dosyć cyniczne podejście najwyraźniej nie za dobrze współgrało ze znacznie wrażliwszą postawą dziewczyny.
- Mhm, mam nadzieję, że się postarali i honorowi goście z Krwawego Pokolenia mają jakieś specjalne miejsca. - No tak, w końcu był nie pierwszym lepszym przybyszem, tylko reprezentantem poprzedniego turnieju. Może i na obczyźnie nie cieszył się taką popularnością jak na pustyni, ale i tak jego imię powinno być znane, a przynajmniej kojarzone.
Właściwie to opuściłby już plac tak jak i praktycznie cały rozchodzący się teraz tłum, ale miał jeszcze jedną rzecz do omówienia. Huh, nie było co liczyć, że obejdzie się bez wyjaśnieni. Zresztą, na ten moment jego prośba brzmiała dość niejasno i mogła sugerować, że Ichiemu chodzi o poderwanie jakiejś dziewoi ze swoich okolic. To jasne, że takie coś jak najbardziej pasowałoby do niego, ale tym razem sprawa miała bardziej oficjalny charakter.
- Powiedzmy, że nie upilnowałem dobrze przyszywanej córeczki mojej zleceniodawczyni. Z racji, że ta jest dość wysoko postawiona, wolałbym poprawić nasze relacje. Przywrócenie jej buźki do ślicznego stanu byłoby najlepszym do tego sposobem. - Ot, krótko i na temat, nawet bez żadnych przekłamań. W szczegóły nie zamierzał się wdawać, gdyż te dotyczyły już spraw wewnętrznych klanu.
- No, także czekam na żądania i umowa stoi. - Z Reiką akurat nie zamierzał się targować. Poza tym, wiedział, że ta nie przesadzi ze swoimi wymogami i nie poprosi o złote góry lub wypowiedzenie wojny Uchihom.
A potem przeniósł swoją uwagę kruczowłosego mężczyznę. Ten bowiem zadał niby zwykłe pytanie, które jednak dość mocno ubodło Asahiego. Ba, nawet trochę Ichim zagotowało, bo ten zmarszczył czoło i zmierzył niedawno poznanego bardzo niemiłym spojrzeniem.
- Szczepu? - powtórzył na głos tę niewątpliwą ujmę. - Własnymi rękami wywalczyliśmy status rodu i jesteśmy nim nie od wczoraj - oznajmił krótko, acz dosadnie. Nie po to wylewał siódme poty na wojnie, nie po to wielu przypłaciło wygraną swym życiem, by teraz władcy piasku byli lekceważeni.
I tak zachował się całkiem spokojnie. Mishima urwał się z palmy, to fakt, ale mimo wszystko był partnerem Reiki i własnie z tego powodu Ichi zamierzał mu darować.
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 1949
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Tsukune » 9 sty 2018, o 19:13

No i cała ceremonia się skończyła. Była ciekawa i zapewne dla tutejszych mieszkańców miała jakieś ogromne i ważne znaczenie. Jakiś głęboki przekaz, coś co zaczepi się w ich głowach na wieczność jak jakieś zasrane alter ego które będzie im przypominało ten dzień bez przerwy i w kółko i w kółko aż będzie im się chciało z tego powodu rzygać. Zapewne tak będzie ale kto to może wiedzieć? Zapewne nie jestem tą osobą ja. Po zakończeniu i zniknięciu Natsu gdzieś w swoich ciemnościach ludzie jeszcze chwilkę stali po czym się rozleźli zapewne większość na trybuny. W sumie byłem tego pewny bo wyczuwałem spore skupisko owych person które tu były właśnie w jednym miejscu. Zapewne na arenie. Zaciekawiło mnie jednak to iż znajdowały się tu dwa takie same źródła chakry. Jednego nie dane mi było zobaczyć bo było blisko głównej sceny spektaklu lecz to drugie znajdowało się dość niedaleko mnie. Więc zerknąłem sobie w tamtą stronę od tak zobaczyć co to za istota. Po zaspokojeniu swojej lekkiej ciekawości rozejrzałem się jeszcze po coraz bardziej pustym placu by również skierować swoje kroki w stronę areny
-Może po drodze skoczę do jakiegoś sklepu? pomyślałem kierując się w sumie tylko w sobie znanym kierunku chociaż zapewne każdy prędzej czy później uda się tak czy siak w to samo miejsce.
-Tłumy są przereklamowane. Chyba że chcesz kogoś masowo pozabijać usłyszałem w głowie. Cóż i w tym kontekście moje alter ego miało trochę racji ale nie miałem zamiaru się z tym zgadzać. Poprawiając sobie futerał na ramieniu skierowałem się tam gdzie chciałem

[z/t]
Avatar użytkownika

Tsukune
 
Posty: 1312
Dołączył(a): 24 maja 2015, o 22:14
Wiek postaci: 23
Krótki wygląd: Czarne lub szarawe włosy, brudnoczerwony kolor oczu. "Szeroki" uśmiech. Wystające dwa kiełki. Na szyi materiałowa opaska z krzyżem . Zabandażowane lewe przedramię, pod którym znajduje się tatuaż 2 głowego węża
Widoczny ekwipunek: Futerał na plecach, wachlarz w pokrowcu przyczepiony do paska
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic ... 4864#p4864
GG: 8518406
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Reika » 9 sty 2018, o 23:22

Widać było, że Panowie nie mieli tej wrażliwości i umiejętności postrzegania głębszego sensu takiego ''teatrzyka'', dlatego też Reika westchnęła z rezygnacją i dała sobie spokój. Na niej przysięga zrobiła naprawdę niesamowite wrażenie i była oczarowana tym, jak wszystko ładnie zostało przygotowane. Najważniejsze były słowa, które trafiały głęboko w serce i dodawały sił.
- Może i masz rację. - Zwróciła się do Mishimy. - Chociaż nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zrobili to specjalnie. Eri jeszcze tak perfidnie się wtedy uśmiechała.
Może rzeczywiście nie mogli powiedzieć, ale zapewne mieli z jej niewiedzy przednią zabawę. Kto wie, czy Hideo nie obserwował jej w tym momencie i nie zda Eri relacji, że o mało nie dostała zawału, kiedy zobaczyła Natsume jako Cesarza. No cóż, kiedyś będzie się z tego śmiać.
Zmroziła natomiast ukochanego wzrokiem, gdy ten stwierdził, że mógł się zapisać na turniej, gdyby wiedział i że to dobra zabawa. W tym momencie miała ogromną ochotę dać mu w łeb, ale ograniczyła się do gniewnego spojrzenia niebieskich oczu, które pociemniały, niczym chmury burzowe, zwiastujące burzę z piorunami i gradobiciem.
- Na ostatnim turnieju tak dobrze się bawili, że Ichirou o mało nie stracił nóg. - Powiedziała, wyraźnie zdenerwowana. - Jeśli takie okaleczanie uważasz za dobrą zabawę, to ja nie mam więcej pytań.
Do tej pory pamiętała, jak Ichirou oberwał grubymi kolcami, które prawie rozpłatały go na pół i musiał być w trybie natychmiastowym przeniesiony do szpitala. To musiało być cholernie bolesne i Reika nigdy nie będzie w stanie uznać, że takie turnieje to dobra zabawa. A jak już byli przy temacie Sabishi i Pustynnego Pogromu, to najwyraźniej Ichirou rozgniewał się nieco, słysząc jej odpowiedź na ten temat. Oczywiście wiedziała, że on jako Sabaku mógł stracić wszystko, bo to była jego wioska, jednak ona również miała bolesne wspomnienia z tego dnia i nie chciała do tego wracać, a niestety, Ichirou sam poruszył ten temat. Postanowiła dalej nie komentować tego, żeby nie psuć atmosfery, tak jak to zasugerował Sabaku.
Przewróciła natomiast oczami, gdy Ichi wrócił do swojego wyjątkowego traktowania, swojej własnej osoby, zastawiając się nad tym, czy dostanie specjalne miejsce w loży, jako członek Krwawego Pokolenia. Reika już chciała mu dociąć, że przecież odpadł w pierwszej rundzie, no ale ostatecznie powstrzymała się przed taką złośliwą uwagę. Zamiast tego uważnie wysłuchała informacji na temat przysługi. A więc Ichirou nie dopilnował sprawy, wskutek czego, wysoko postawiona Sabaku została oszpecona.
- W najbliższym czasie nie będę się wybierać na pustynię. - Oznajmiła, spoglądając na Mishimę. - Ale zaraz po wydarzeniach tutaj, możesz przywieźć tą kobietę do Shinrin, gdzie będę mogła naprawić jej twarz. Jeśli pasuje Ci taki układ, to ta przysługa będzie Cię kosztować tysiąc ryō.
Tym samym przedstawiła swoje warunki i żądania. Gdy wrócą do Shinrin, jeszcze chwilę tam zostaną, zanim pozałatwiają wszystko i spakują się, dlatego też Reika mogła w tym czasie przeprowadzić ten zabieg. Co do sumy, jakiej zażądała, to cóż. Będzie na rozpoczęcie nowego życia w nowym miejscu. Zawsze to łatwiejszy start.
Słysząc pytanie Mishimy, skierowane bezpośrednio do Ichirou, Reika już wiedziała, że Brunet strzelił lekką gafę, więc szybko spojrzała na przyjaciela, mając nadzieję, że ten się zbytnio nie obrazi. Na szczęście nie było tak źle, choć czuło się w głosie Sabaku, że była to dla niego obraza. Westchnęła, zastanawiając się, czy powinna się w to wtrącać. Ostatecznie postanowiła dać Mishimie kilka informacji na ten temat, bo może nie interesował się do tej pory polityką zagraniczną, tym bardziej, że zanim ją poznał, praktycznie był cieniem samego siebie.
- Prawie trzy lata temu Sabaku obalili Kaguya i przejęli ich prowincję, tym samym stając się klanem. - Wyjaśniła spokojnie Mishime. - Była to zemsta za Pustynny Pogrom. Teraz władają Atsui.
Tyle powinno wystarczyć, żeby Brunet doszedł do wniosku, jaką strzelił gafę i że w sumie wypadałoby przeprosić Ichirou za ten nietakt, ale to już zależało od samego Mishimy.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1513
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 24
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Mishima » 10 sty 2018, o 09:07

Tematyka dwójki zaraz obok Mishimy, znalazła kierunek pustynnego pogromu. Widocznie Reika jak i Ichirou mieli bolesne wspomnienia z tego okresu, więc brunet nie zamierzał się udzielać. Z drugiej strony jak mógłby skoro wtedy zapewne siedział gdzieś obalając kolejną butelkę sake. Najwidoczniej dużo sytuacji, które się wydarzyły zostały przez niego lekko mówiąc, przespane. Nie mniej jednak żadne z nich nie czuło do siebie obrazy, zatem prosta analiza. Wrogiem był ktoś zupełnie inny. To potwierdziło tylko teze, a fakt chętniej pomocy przy kolejnym leczeniu utwierdził mężczyznę w przekonaniu, że Reika pomogła w życiu nie jednej osobie. Zabawny jest los patrząc, że akurat przez to się poznali. Teraz miała zaś kolejną klientele i słysząc jej warunki Mishima lekko się uśmiechnął.
Niestety bądź stety zaraz przy kolejnych wypowiedzianych słowach został skarcony wzrokiem. Spodziewał się takiej reakcji ze strony blondynki na temat udziału w turnieju. Droczył się z nią, więc jego wymowna mina, mówiła sama za siebie. Co ciekawe, dowiedział się od razu w jaki sposób Ichirou zapoznał się z Reiką i jednocześnie co dokładnie była zmuszona leczyć.

- Ryzyko jest dość fajnym bodźcem.

Odpowiedział krótko w jej stronę, ale dalej perfidnie się uśmiechając. Czyżby ją podpuszczał? Oh, jak on to lubił jej robić.
W między czasie doszły do niego słowa kolegi obok, który najwyraźniej o coś się oburzył. Bądź co bądź reakcja i jego mimika tym świadczyły. Tylko czego? A na to właśnie, po chwili uzyskał odpowiedź z ust ukochanej. Brunet spojrzał na Ichiego kiwając mu lekko głową.

- Wybacz jeżeli to Cie uraziło. Nie miałem pojęcia, że Sabaku sie wyswobodziło. Dłuższy czas byłem.. Cóż powiedzmy, że nie jestem na czasie.

Ugryzł się w język, nie chcąc zdradzać co się z nim działo. Część ludzki doskonale wiedziała jak wyglądał jego ostatni okres w życiu. Spojrzał na Reike spodziewając się raz jeszcze jej oczu skierowanych wprost na niego. No co? Sake nie jest takie złe.

- To co? Idziemy na te trybuny? Przegapimy najlepszą część dnia.

Jego oczy dalej wyłapując spojrzenie Reiki, spoczywały na nich. Dopiero po chwili spojrzał również na mężczyznę. Mogli rozmawiać przeciez także na trybunach.
Obrazek
Wygląd ~Ubiór

Kontakt jedynie na PW
Avatar użytkownika

Mishima
 
Posty: 288
Dołączył(a): 14 cze 2017, o 13:07
Wiek postaci: 28
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3723
GG: 0
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Ayako » 10 sty 2018, o 17:27

Podróż Ayako przebiegła całkiem szybko i w miłym nastroju. No może prawie, ponieważ musiała wrócić do domu, gdzie czeka na nią wujek. A właściwie to pewnie myśli, że jest martwa. Tylko jak ma się teraz mu wytłumaczyć. Przecież nie może powiedzieć, że nie chciało jej się wracać. Musi coś wykombinować i to szybko bo niewiele zostało jej czasu. W trakcie drogi do domu, dziewczyna zauważyła tłumy ludzi na jakiejś wyspie. Z tego co pamiętała, to bodajże nosiła nazwę Hanamura, czy coś takiego. Jednak nigdy tam nie była, ponieważ nie miała żadnego powodu, żeby tam przybyć. Jednak zdała sobie sprawę, że musi tam się coś dziać skoro wyspa była cała wypełniona ludźmi. Postanowiła, że tam zajrzy, a dom i wujek Osamu mogą zaczekać. Kiedy znalazła się na wyspie, ujrzała uzbrojonych łuczników. Musieli tu zapewne pilnować, żeby tłum nagle nie oszalał. Tylko w zasadzie czego, czy kogo musieli chronić. Ayako nadal nie wiedziała co tu się dzieje. Czy jakaś impreza, uczta, czy co? Zapytała o to przechodniów i dowiedziała się o jakiejś koronacji, o jakimś zjednoczeniu wysp i o jakimś tam turnieju. Tylko… zjednoczeniu wysp! O co w tym chodziło. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że musiało się tutaj dużo rzeczy zmienić od wybuchu wojny. Ale przecież tak mało czasu minęło, a tak dużo się wydarzyło. Ayako zaczęła dalej dopytywać przypadkowych ludzi o tę całą koronację i związane z nią sprawy. Dowiedziała się, że Natsume , jakiś gostek od klanu Yukii został tam monarchą czy kimś tam i że zjednoczył wszystkie wyspy na zasadzie sojuszu. Czyli wychodziło na to, że skończył się okres wojen, oby na długo. Była to dla dziewczyny świetna informacja, może teraz wreszcie wszyscy się pogodzą i będą życ jak jedna rodzina – pomyślała. Szczerze to nie nawidziła kłótni między poszczególnymi prowincjami. Kim kolwiek był ten Natsume to musiał być wspaniałym człowiekiem. Jednak kiedy rozmawiała z przechodniami, Ci wspominali o jakimś turnieju. Mówili też, że muszą się na niego spieszyć, ponieważ zaraz się zacznie. Ayako zastanawiała się czy nie wziąć w nim udziału. W ten sposób mogła zobaczyć jak bardzo jest silna, oraz jak inni są silni. Dodatkowo dowiedziała się, że będą również walczyć ludzie z kontynentu. Czyli dzięki udziale w turnieju, dziewczyna może poznać również innych shinobi o nieznanych do tej pory dla niej umiejętnościach. Wychodziło więc na to, że turniej ten miał pełno zalet. Ayako postanowiła, że się zapisze na ten turniej. Zresztą wiele razy już walczyła, więc nie powinno być tak strasznie źle. Podeszła do człowieka, który miał listę zapisów na turniej.
- Przepraszam, chciałabym się zapisać na turniej, proszę mnie wpisać jako Ayako Daishi.
Zapisy przebiegły bezproblemowo. Zresztą czego innego mogła się spodziewać. Zaczekała, aż ją wpisali i zobaczyła jakiego dostała przeciwnika.
- Shiga, Shiga… nic mi to nie mówi – stwierdziła – może stąd, albo nie stąd, tylko z kontynentu?
Dziewczyna nie wiedziała kim jest jej rywal, więc postanowiła, że sama go poszuka. Chciałaby się lepiej zapoznać ze swoim przeciwnikiem zanim wejdzie na arenę.

z/t
Avatar użytkownika

Ayako
 
Posty: 216
Dołączył(a): 1 wrz 2016, o 18:54
Wiek postaci: 16
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Jasna cera, granatowe włosy, niebieskie oczy, biała spódniczka i kamizelka
Widoczny ekwipunek: Narazie brak -_-
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2951
GG: 61067259
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Masaki » 10 sty 2018, o 18:18

Ponieważ na co dzień nie lubię przepychu i na każdym kroku ukazywania światu swojego bogactwa, więc logicznym było to że początkowo nie podobało mi się na "wielkich wyspach" lub jak kto wolał po prostu w mroźnej krainie. Potem gdy już się do tego przyzwyczaiłem przestało mi to przeszkadzać. W mieście nie było choć jednego zakątka pomiędzy uliczkami w którym nie byłoby ozdoby lub ludzi zmierzających do pałacu. No, ale przecież cesarza nie wybiera się codziennie więc raz na jakiś czas można było sobie na to pozwolić. Podczas gdy tłumy ludzi czekały na ten wielki moment, ja grzecznie sobie siedziałem przy potencjalnym źródle ciepła jakim było ognisko. Rozpalone było one kilkanaście metrów od miejsca w którym tłum się kończył, a między ludźmi zaczęła się pojawiać wolna przestrzeń. W pewnym momencie momencie ni stąd, ni zowąd na placu pojawiła się grupka osób. Oczywiście nie takich zwykłych osób, wtedy nikt nawet by nie zauważył ich przybycia. Oczom zebranych ukazało się dziesięć postaci. Czterech jakiś kapłanów i tyle samo shinobi. Przed nimi kroczyła zakapturzona postać która była obwiązana czymś w rodzaju szali. była tam też jakaś dziewczyna która pomagała utrzymać się na nogach jednemu kapłanowi. Po chwili wszyscy już wiedzieliśmy kto został wybrany na nowego cesarza wysp. Nazywał się on Natsume Yuki. Gdy tylko się przedstawił wszyscy zaczęli klaskać. Po dość długiej ceremonii która polegała głównie na powtarzaniu tych samych zdań w kółko i tylko zmienianie dwóch słów, jeszcze ubrali mu diadem na głowę który oznaczał jego potęgę i pozycję w państwie. Potem wygłosił swą oczywiście również długą mowę. Mówiąc skupił się najbardziej na tym, że nie jest zagrożeniem dla rady i kontynentu i że nie spodziewał się tylu ludzi na jego koronacji. Ogólnie próbował tylko uspokoić i zadowolić tłum. Ot taka po prostu forma manipulacji plebsu. Jedna rzecz w jego przemówieniu zaintrygowała mnie najbardziej. Mianowicie wspomniał coś o turnieju. Uznałem, że może wart tym się zainteresować, więc udałem się pośpiesznie w stronę areny na której ten turniej miał się odbyć. No no, może być ciekawie. Mruknąłem pod nosem i udałem się w swoją stronę.
z/t
Ostatnio edytowano 10 sty 2018, o 22:35 przez Masaki, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika

Masaki
 
Posty: 58
Dołączył(a): 26 lis 2017, o 15:13
Wiek postaci: 22
Ranga: Doko
Widoczny ekwipunek: Gurda z piaskiem na plecach, 5 kunai przy pasku
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4389
GG: 64306571
Multikonta: Brak

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Ichirou » 10 sty 2018, o 18:40

Nawet się nie zastanawiał nad wysuniętymi żądaniami Reiki. Natychmiast na nie przystał.
- Zgoda - odparł krótko, umawiając się tym samym na zabieg dla jego znajomej. Ze względu na znajomość nie zamierzał się targować. Zresztą, cena dla niego nie była jakoś niesamowicie wygórowana. Na brak pieniędzy nie narzekał, a i jakoś do nich nie przykładał aż tak dużej wagi w ostatnim czasie. Pewnie zacznie się dopiero martwić, kiedy ujawni się do sakiewki, ale póki co na to się nie zanosiło. Wynagrodzenie Sachiko swojego niedociągnięcia uznał za warte swej ceny.
Błyskawiczna zmiana nastawienia była jak najbardziej uzasadniona, przynajmniej w jego przekonaniu. Rozgadany dotąd Asahi zamilknął, z jego twarzy zniknął figlarny uśmieszek, a spojrzenie nabrało zupełnie innego, mało przyjaznego charakteru. Mishima miał rację, jego słowa były swego rodzaju ujmą. Tłumaczył się brakiem rozeznania w wydarzeniach na świecie. Co on, obudził się dopiero wczoraj? Przespał wszystkie ostatnie lata? Skąd go w ogóle Reika wytrzasnęła? Miał szczęście, że był z nią. To w dużej mierze go ratowało. Tematu rażącej pomyłki już dalej nie podjął.
Padło hasło wybrania się na trybuny. Był to jakiś pomysł.
- No to chodźmy. Może uda się zamienić kilka słów z Tygryskiem - oznajmił oschle, a potem ruszył za tłumem. No tak, w końcu jako specjalny gość z Krwawego Pokolenia i znany reprezentant rodu Sabaku liczył na jakieś lepsze miejsce i poznanie wyspiarskiej gościnności z dobrej strony.


[zt razem z Reiką i Mishimą]
Avatar użytkownika

Ichirou
Mister Lata
 
Posty: 1949
Dołączył(a): 18 kwi 2015, o 17:25
Wiek postaci: 25
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Chodzące piękno.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=320
GG: 401110
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Akarui » 10 sty 2018, o 21:33

Reszta przedstawienia była równie interesująca co początek. Mnisi mieli swój cel, jakim było rytualne wyciągnięcie od nowego przywódcy Wysp obietnic. Wyszło całkiem zgrabnie, tak samo jako kolejne przemówienia i to jedno, najważniejsze. Jak to Yuki Natsume obiecał, że Cesarstwo będzie się jedynie broniło i pragnie pokoju... Akarui nie jest zbyt ufny z natury, szczególnie do mężczyzn. Bo kobietom potrafi jeść z ręki. Jednak Shimakage budził w nim zaufanie. Czy to dobrze? Nie wiadomo. To już ocenią inni, medyk był tylko szarym shinobim.

Z własnych rozmyślań wyrwał go znajomy głos. Zasłyszany chyba raz w życiu, ale jednak od razu można było go skojarzyć z miejscem i czasem. Odwrócił się, by zobaczyć ciemnowłosego chłopaka z blond pasemkami i szczerym uśmiechem na mordce. Na jego słowa mogła być tylko jedna odpowiedź: - Medyków nigdy za dużo! Po tych słowach uniósł ręce, by jedną uścisnąć prawicę Kisho, a drugą położyć mu na ramieniu. Po tym znów zaczął mówić: - Jak miło zobaczyć znajomą gębę z kontynentu! Kisho-kun, zniknąłeś mi z oczu jeszcze przed walkami, potem Cię nie widziałem w obronie muru. Czyżbyś miał tego farta trafić do ekspedycji na północ?
MOWA

Moderator WT
na okresie próbnym ;)
Avatar użytkownika

Akarui
 
Posty: 240
Dołączył(a): 8 cze 2017, o 00:03
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?p=54569#p54569
GG: 0
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Kisho » 10 sty 2018, o 23:25

Kisho rozszerzył uśmiech jeszcze bardziej, słysząc odpowiedź znajomego. Nie spodziewał się po nim niczego innego, a i zapewne on sam odpowiedziałby tymi samymi słowami. Najwidoczniej wszyscy medycy myślą podobnie. Przywitali się jak znajomi i kontynuowali pogawędkę. Kisho co prawda co chwilkę zerkał na bok, w stronę ceremonii, by też niczego nie przegapić.
- No cóż... - W momencie jego usta wykrzywiły się nieco. Mógłby mu nie przypominać tamtych zdarzeń i tej całej ekspedycji. - Fartem bym tego nie nazwał. - Mimo dobrego początku i stosunkowo dobrej walki, cała wyprawa za mur nie skończyła się dobrze. Niby wygrali i zdobyli, co chcieli, ale Kisho pod koniec solidnie oberwał i większość tych najważniejszych rzeczy po prostu go ominęło. Pamiętał jednak to, co działo się wcześniej - atak krwiożerczych kwiatów, to co siedziało uśpione pod ziemią, atak dzikich, bratobójczy atak i śmierć jednego dzieciaka, który był tam z nimi. Wygrali, przynajmniej tak twierdzili wszyscy prócz Kisho. Chłopak jakoś nie potrafił się cieszyć i wcale nie odczuwał zwycięstwa.
- Swoją drogą - spróbował nieco zmienić temat, a przynajmniej skierować go na inne, acz podobne „tory". Nie kontynuował jednak. Nie mógł, bo w tym samym czasie nastał kulminacyjny moment ceremonii, który pochłonął go do reszty. Wpatrywał się w cesarza jak w obrazek i z jakimś takim ciepełkiem na sercu wysłuchał jego słów. Czuł się, jakby były kierowane także do niego. Był z kontynentu, tam się urodził i żył przez cały ten czas, ale to z wysp pochodziła jego kochana matka, po której odziedziczył czerwone oczka Ranmaru. Dlatego też niejako przynależał do cesarstwa, nie na papierku czy innych dokumentach, a w sercu. - Wy też nie mieliście łatwo, z tego, co słyszałem - dokończył poprzednią myśl, gdy ceremonia dobiegała końca. - Co ty jednak na to, by udać się na arenę i tam pogadać i przy okazji obejrzeć walki? - zaproponował od razu. Wszyscy się rozchodzili, plac zaczął pustoszeć to, czemu i oni mieli tam zostać, skoro wszędzie indziej toczyło się tak wiele? Rozpoczął się festiwal, ale ten nieprędko się skończy, a turniej jednak cały czas trwać nie będzie, a i na nikogo nie zaczeka, nie? - Dawaj! - krzyknął, zaczynając kierować swe kroki w kierunku areny. Nie śpieszył się jednak. - Może będą tam potrzebować medyków. - zażartował i roześmiał się wesoło, choć nie wątpił, że nawet na turniejach zdarzają się wypadki, w których ktoś ucierpi i będzie potrzebował specjalistycznej opieki.

/zt z Akaruim
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 254
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Kuroi Kuma » 1 lut 2018, o 13:35

Wyszedł z areny, zaczerpnął trochę świeżego powietrza, o które ciężko było na terenie areny. Zaduch tam panujący trochę szkodził staruszkowi, chociaż też nie do końca, bo na pustyni to była codzienność. Szukał w sumie całego zestawu małego palacza, a dokładniej rzecz biorąc fajki. Brakowało mu jakiegoś dymka, ale że nie miał gdzie go "skosztować", to szukał małego, drewnianego ustrojstwa. Tylko że nie spodziewał się, że przed terenem areny będzie ktoś coś takiego sprzedawał. Kątem oka szukał gdzieś tam po straganach, ale prędzej widział tam jedzenie i alkohol, niżeli takie cuś. Stąd też odszedł kawałek nie wiedząc za bardzo gdzie się kieruje i przypadkowo trafiając na tereny będące okolicą pałacu. Gwizdnął dosyć głośno widząc przepych tutaj panujący i pokiwał głową od razu przy tym. Może tutaj, gdzie bogatsi chadzają na przechadzki znajdzie jeszcze jakieś zielsko, co by nabić to drewienko? Czemu nie! Poszukiwania czas zacząć drogi Kuroiu!
Avatar użytkownika

Kuroi Kuma
 
Posty: 177
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:52
Wiek postaci: 32
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Średniego wzrostu mężczyzna z kilkudniowym zarostem na twarzy. Widać że jest trochę starszy, jednak nie aż tak znacznie. Głos niski, lekko chrypiący od palenia. Trochę dłuższe, czarne włosy, przy szyi luźno obwiązany bandaż trochę jak szalik
Widoczny ekwipunek: Gurda
Plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4367
GG: 5488733
Multikonta: Sznycel

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Tensa » 1 lut 2018, o 14:03

1/30
Misja C dla Kumy


Staruszek kręcił się przez jakiś czas po hanamurze w poszukiwaniu jakże upragnionego dla palacza dymu. Błądząc między straganami z jedzeniem, alkoholem i innymi dobrodziejstwami starał się odnaleźć ten jeden, gdzie sprzedawać będą cały osprzęt potrzebny do niszczenia sobie płuc. Niby prościej i szybciej jest wbić sobie w nie kunai, ale to niezbyt eleganckie, no i zabrudziłby juchą całą okolicę... tak, to nie za przyjemna wizja. Przechodząc do konkretów, nasz bohater przypadkiem dotarł na plac, gdzie jak można się domyślić odbyła się koronacja, na którą to się spóźnił. No, ale nic, przepych jak podkreślił jego gwizd był ogromny, leczy czy przybył tutaj oglądać widoki? Nie, raczej nie. Chociaż to dzięki podziwowi udało mu się zarejestrować coś co mogło pomóc mu w poszukiwaniach, a dokładniej kogoś. Siwy staruszek, stał gdzieś tam na obrzeżach placu z drewnianą fajką w ustach puszczając sobie kółka z dymu. Ograbienie go wydawało się proste... no, ale przy oczach Ranmaru przeczesujących teren nie był to dobry pomysł. Zawsze można po prostu zapytać, no nie?
Obrazek
Avatar użytkownika

Tensa
 
Posty: 1163
Dołączył(a): 2 kwi 2017, o 08:15
Wiek postaci: 18
Ranga: Akoraito
Krótki wygląd: Krótkie sięgające końca karku białe, lecz wyglądające na srebrne włosy, oczy w kolorze fiołków, przeciętna aparycja...
Widoczny ekwipunek: [*]Dwie kabury na broń
[*]Torba na prawym pośladku
[*]Zbroja
[*]Bandaż na rękach [na zbroi]
[*]Czarne, sznurowane, skórzane buty, wysokie do połowy łydki [Glany]
[*]Rapier w skórzanej pochwie przy lewym boku, z wplecioną papierową różą, o płatkach zabarwionych krwią
[*]Mała kusza, oraz kołczan z pięcioma bełtami. (przy boku)
[*]Srebrny pierścień z czerwonym kryształkiem, na serdecznym palcu prawej dłoni
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3499
GG: 46974707
Multikonta: Nomi

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron