Plac przed pałacem

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Shijima » 8 sty 2018, o 02:23

Stał ciągle wyprostowany, spokojny. Błyski życia wszystkich wokół przestały go przytłaczać i już nie denerwowały.
Nic nie mogło się równać wojennej wrzawie i doświadczeniom z niej wyciągniętym, dlatego to, co było tutaj, było niemalże miłe. Miłe, bo każdy tętnił życiem i nie wydawało się, żeby ktoś nagle zamierzał je odebrać. Spoglądał na Cesarza,
na Natsume i na liderów wygłaszających swoje kwestie, niezła pompatyczność, to trzeba przyznać. Tylko czy potrzebna?
Z pewnością. Chyba? Ludzie uwielbiali przedstawienia... tylko że miał wrażenie, że ta wzniosłość nie docierała do wszystkich.
Jasne, bo co niby przybyszy zza morza ma obchodzić to, że ta koronacja była udekorowaniem zwycięstwa nad Novum Ordo?
Pieczęcią pokoju, który był tak pożądany, chciany i mile widziany, obietnicą, że głód nie pożre większości wysp i gospodarka nie posypie się znów na łeb na szyję. Albo właśnie zostanie koronowany człowiek, który właśnie pokój pogrzebie w płomieniach wojny z Radą. Nie sposób przewidzieć. Dopiero kiedy usłyszał pytanie Seinaru odwrócił w jego kierunku wzrok, ukazując rubinowe, płonące oczy, które idealnie odcinały się swym blaskiem na tle jego bladej skóry i ciemnych włosów, które tylko dzięki refleksom słońca ujawniały swoją kasztanową barwę. Uznał to za wystarczającą odpowiedź jak na ten moment, bo jego wzrok wychwycił pewną osóbkę w tłumie, która zaraz potem zabrała głos. Zapomniał się. Całkowicie się zapomniał, po raz kolejny, że to, że on na kogoś spogląda, nie oznacza, że ta osoba wie, że tak jest i skinął głową... ot tak, w przestrzeń, jak jakiś skończony idiota, który dywaguje z samym sobą w myślach. Nieco rozpraszały go szmery wokół, pojedyncze, niepoważne zachowania... tylko czy drażniło rzeczywiście? Shijima naprawdę szanował Natsume. I szanował ten spokój,
który ofiarował jemu samemu i wszystkim innym Ranmaru - w sumie nie on, a poprzedni shirei-kan rodu Yukich, tym nie mniej on podtrzymał dobrą wolę, ba! Rozciągnął skrzydła tej dobrej woli nad głowami wszystkich szczepów i klanów, pozwalając im wczepić w nie parę lotek od siebie. Czy to czasem nie wyglądało zbyt pięknie? Nie było utopią? Nikt nie potrafił szanować pięknych darów, bo taka nasza natura - śpieszymy się kochać, a doceniamy po stracie.
Och zdecydowanie Shijima po stracie przeklinał, a doceniał, kiedy posiadał. Może dlatego, że zbyt długo jego dłonie wypełnione były liczonym grochem.
Obrócił głowę w kierunku Hayami i posłał w jego kierunku ulotny uśmiech. Nie do końca szczery, ale na tyle dla niego typowy,
że jego szczerość dla postronnych osób raczej nie była podważalna.
- Przepraszam was, ale ta koronacja jest dla mnie ważna. - Przymknął na moment oczy i obrócił gładko, by przejść nieco dalej. Nie chciał im mimo wszystko przeszkadzać w rozmowie, potrafił uszanować to, że mają gdzieś całe to wydarzenie, które ich nie dotyczyło. Tym nie mniej wydawało mu się, że zwykły szacunek względem kogoś, kto tyle osiągnął, nakazywałby uhonorować chociaż chwilę ciszy. Nie, to też nie tak, że oceniał. To były myśli, których nigdy nie położył na wagę, bo jak zostało powiedziane - doskonale rozumiał. W końcu sam nie wiedział, że istotność tego wydarzenia tak w niego uderzy, dopóki się nie zaczęło.
Shijima
 

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Hayami Akodo » 8 sty 2018, o 03:31

Wszyscy potrzebujemy spokoju. Pragniemy celebrować wielkie chwile, podziwiać je, milcząc i przyglądając się z uwagą temu, co się tak właściwie dzieje ze światem. Na wyspach zachodzą istotne zmiany, dochodzi do przetasowania się władzy, reorganizacji życia publiczno-politycznego...
Tylko co tak naprawdę ciebie to obchodzi? Z jednej strony przybyłeś tu tylko dlatego, że Sagisa cię o to prosiła, że potrzebowała ucieczki od siebie i od ciężkich spraw, a ty spełniłeś jej prośbę; och, tak, chciałeś szczerze wykonać tę prośbę, choćby po to, by uciec przy okazji od swoich demonów, twarzy nieznanego ci z imienia Kaguyi, która pojawia się regularnie w twoich snach, przypominając o bolesnej przeszłości i o pewnym znienawidzonym dniu, rozmywającym się niczym mgła w twoich synapsach. Zaciskasz na chwilę powieki, jakbyś odczuł silny, fizyczny ból - bo tak jest. Przeszłość boli.
Na chwilę splatasz ręce jak do modlitwy, jakbyś chciał ofiarować milczącej Konohanasakuyi i innym bogom tu zgromadzonym swoje myśli, swoje cierpienie sypkie jak piasek przesypać przez ich kamienne, posągowe dłonie - a potem wracasz do rzeczywistości. Przecież nie ma to już znaczenia.

-Przepraszam, Shijima-san, odsuniemy się trochę, by nie przeszkadzać-odpowiedział z szacunkiem w głosie i z uśmiechem. To wcale nie tak, że mundur mimo wszystko wymuszał na nim respekt, i w ogóle nie tak, że Shijima w mundurze był teraz tak poważny, jak ktoś, z kim się należy liczyć, że zionął aurą rispektu na trzysta ri wokół; nie, Hayami po prostu szanował Shijimę i to, że tak traktował całą tą sprawę. Jeśli pragnął być, zatopić się w swoich myślach, w samotności i w uroczystym rytuale, celebrować każdą z chwil odzyskanych na nowo po przerażającej wojnie, a szczególnie każdą z tego magicznego wręcz wydarzenia, to młody samuraj miał zamiar mu

Uśmiechnął się łagodnie raz jeszcze, po czym zwrócił się do samuraja:
-Chodź, Kei-kun. Staniemy gdzieś z boku.
Cofnął się trochę, tak, by widzieć nadal bruneta w pięknym, czarnym ubraniu, dodającym mu godności i wdzięku, ale by on ich nie słuchł; wyglądał w nim - musiał to przyznać - wyjątkowo ładnie, prezentował się z godnością. Godność miała tu znaczenie? Chyba tak.

-Więc co to za problemy masz u siebie w domu?-spytał, już znacznie ciszej, ale wciąż spokojnie, a jego wargi rozchyliły się w delikatnym uśmiechu. Nigdy nie czuł się tu bardziej wolny, swobodny, szczęśliwy. Chyba teraz w pełni rozumiał powołanie samuraja: służyć nie tylko rodzinnej ziemi, ale i sprawiedliwości, szeroko rozumianym ideałom, obecnym i w ciepłym klimacie Sogen, i w zimnie Yinzin, i w śniegach Teiz skąpanego w monochromie, i w chaosie krzykliwego Ryuzaku no Taki. Na chwilę przymknął oczy, przypominając sobie szum morza, twardą fakturę desek łódek, którymi przepływał przez spokojne lub wzburzone wody, łzy swojej matki i uniesione dłonie braci, Delikatna muzyka wciąż sączyła się w jego serce, płynąc przez zrelaksowany umysł jak woda, którą czerpało się dłońmi w ciepły dzień, pragnąc się czegoś napić na szlaku. Patrzył przy tym to na Seinaru, to na scenę, na której rozgrywały się wszystkie te wydarzenia. Jeśli wyspiarze się jednoczyli, to należało to uczcić, ale...
Czy jemu się wydawało, czy Kei na jego widok odetchnął z ulgą? Niby czemu? Hayami nie był przecież potworem. Nie zjadał ludzi żywcem...
Ale szybko osądzałeś, młody głupcze. Zapomniałeś już, jak lekkomyślnie wyrzuciłeś z siebie bezbożne słowa, krzycząc "jak mogłeś go zostawić"? Jak osądziłeś sprawę Mikoto zdecydowanie zbyt łatwo, zbyt szybko, nie znając faktów? Skąd miałeś wtedy wiedzieć, że Kei...
Uśmiechasz się delikatnie. Jest ciepławo, słoneczne promienie padają ci na twarz. Związujesz mocniej włosy za pomocą hachimaki, czując, że opaska zaraz ci się rozluźni.

-Ja za to nie mam problemu, ale sprawę. A ta sprawa czeka na mnie w ryokan i jest rudą Uciapą w zaawansowanej ciąży-zaśmiał się cicho, zniżając głos do maksimum tak, by słyszał go jedynie Seinaru (i ewentualnie Shijima, jeśli dzięki Tsujiteganowi miał na tyle wyczulone zmysły). Nie chciał się afiszować za bardzo z towarzystwem Sagisy - i nawet nie to, by się jej wstydził czy chciał ukrywać stan błogosławiony swojej towarzyszki, po prostu chciał ją chronić. A najlepiej chroni się to, o czym ludzie nie wiedzą.
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Dobry Duszek Forum
 
Posty: 666
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 18
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Murai » 8 sty 2018, o 03:39

Obecność dużej ilości osób wokoło wiązała się z delikatnymi problemami, przede wszystkim koniecznością trzymania w ryzach swojego głosu, zbytni kontakt spowodowany regularnymi zmianami ułożenia osób na placu i koniecznością uważania na swoje otoczenie. Jeśli Murai po wejściu na pokład uwzględniał możliwość nadgnicia każdej deski podczas poruszania się po pokładzie, to tym bardziej powinien uwzględniać że ktoś wokoło mógł targnąć się na jego życie w tym tłumie. Dlatego też podzielił swoją uwagę by jednocześnie obserwować i koronację i ludzi wokoło siebie. Wymagało to rzecz jasna odpowiedniej koncentracji, która mimo wszystko była codziennością w życiu Kakuzu. Obrany przez niego styl rozwiązywania problemów, walki i podejmowania każdej akcji opierał się właśnie na całej czujności, skupieniu i rzecz jasna na dokładnej analizie otoczenia. Dlatego też, kiedy tylko osoba stojąca obok niego zwróciła się bezpośrednio do niego, rozpoczął dokładne lustrowanie jej wzrokiem. Dyskretnie, ale skrupulatne. Na pierwszy rzut oka widać było że jest Kunoichi. Doskonale widoczne kabury i nietypowy ubiór tylko to potwierdzały. Na pewno nie była tutejsza, nic na to nie wskazywało. Także wspomnienia Kakuzu, który kojarzył ją z jednej z wcześniejszych operacji w których brał udział. Najprawdopodobniej była to wojna Senju przeciwko Uchihom, w której ci drudzy użyli ogromnego działa w formie wieży. Musiała stać po stronie drewniaków... Wydawało mu się, że zaczyna przypominać sobie poszczególne sceny, włącznie z wypluwanym przez nim strumieniem wody, stojąc na jednym z łbów drewnianego smoka... Chyba. Nie był w stanie zapamiętać dokładnie i w szczegółach każdej osoby którą napotkał, musiał szufladkować wiele informacji, zapamiętywać te ważniejsze i zapominać mniej istotne pierdoły. Zrządzeniem losu ta kobieta, o której zdołał praktycznie zapomnieć, pojawiła się obok niego i wymusiła przypomnienie sobie wszystkiego z jej udziałem. Był przez nią rozpoznany, to było oczywiste. Ciężko było oczekiwać czego innego.
- Na pewno jeden z jego członków. I nie wiem czy można mnie już uznać za starego, w tym roku wyjdzie ledwie dwadzieścia trzy lata. - powiedział w kierunku kobiety, zanim na nią spojrzał. Czy to był moment w którym narodzi się Nowe Krwawe Pokolenie? Z tego co Murai pamiętał, to zbiorcza nazwa uczestników turnieju została nadana z uwagi na krwawe walki które miały miejsce tuż po turnieju, a także przez to że jedynie kilku uczestników zdołało przeżyć. A czy ci będą mieć przed sobą jakieś wyjątkowe zagrożenia? Wątpliwe. Jego twarz pozostawała niewzruszona, nie mógł w tym momencie wymusić u siebie ludzkich odruchów. Zresztą nadmierna emocjonalność przy zwykłym pytaniu także była nienaturalna. Dlatego wolał zachować się tak, jak zawsze przy nowych kontaktach. Umiarkowanie ostrożnie. Chyba pamiętał nawet jej imię, ledwo obiło mu się o uszy. Ni...Nikusui? Chyba tak. Była, z tego co udało mu się spamiętać, powiązana z Rodem Senju i jednym z jego członków. Gdyby miał więcej czasu na zastanowienie się i jego imię mógłby sobie przypomnieć.
- Głupia jak diabli, ale najwidoczniej nic innego do mnie nie pasowało. Chyba byłem zbyt mało charakterystyczny by przypisać do mnie cokolwiek. W sumie biorąc to pod uwagę, to pseudonim pasuje. Taki nijaki, pusty wręcz, że to jego jedyna cecha. - powiedział umiarkowanie cicho, siląc się na niewielki uśmiech. Taki wymuszony, że wydający się całkowicie naturalny. Lekki uśmiech wywołany przytoczoną konkluzją. Kakuzu doskonale widział, dlaczego taki właściwie tytuł był mu przypisany. Był pusty na wiele sposobów. Jego ciało miało w większości nici, było puste. Nie posiadał uczuć, nie okazywał ich. Niczym pusta skorupa. Kiedy inni wkładali w walki swoje uczucia, gniew czy miłość, on o prostu wchodził i walczył. Albo też faktycznie nie wyróżnił się jakkolwiek, poza swoją brutalnością. Wprowadzenie nici do organizmu jednego z przeciwników ciężko było nazwać jakkolwiek inaczej niż brutalnością właśnie. Po drugiej stronie z kolei usłyszał cichy kobiecy głosik. Zerknąwszy w tamtą stronę zobaczył ubraną w kimono dziewczynę. Było to kimono typowo męskie, ale spostrzegawczy Murai natychmiast zidentyfikował istotę jako płci żeńskiej. Głosik jej wypowiedział pseudonim Muraia, co zwróciło jego uwagę. Dodatkowo był to człek który podszedł całkiem blisko niego, trzeba było zwrócić na to uwagę. Wydawała się bardzo podekscytowana. Czyżby Kakuzu dorobił się własnej, jak to się określa, miłośniczki? Czy jest ich tutaj więcej? Możliwość oczywiście taka istniała, ale nie miał zamiaru chodzić z jego Kółeczkiem Adoracji.
- Przepraszam na chwilę. - mruknął do Nikusui, zwracając się następnie do nieznanej mu dziewczyny - Tak, to ja. Z kim mam przyjemność? Prosiłbym jednak o względną ciszę, nie chciałbym przeszkadzać w ceremonii - odpowiedział i było po nim widać lekkie skrępowanie. Udawane rzecz jasna, ale jakaś część jego jestestwa faktycznie nie wiedziała co dokładnie zrobić. Czy spławić, czy zignorować, czy pogonić? Muzyka była na tyle głośno, że inni wokoło nie będą zdecydowanie tego słyszeć, ale osoby w najbliższym otoczeniu powinny móc. W tym Nikusui i nieznana dziewczyna.
ObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika

Murai
 
Posty: 1663
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 21:47
Wiek postaci: 23
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Szwy na ciele, zielone tęczówki i czarne białka, czarne włosy do ramion
Widoczny ekwipunek: Czarny płaszcz, czarna koszulka bez rękawów i długie, luźne spodnie. Za pas wetknięte dwie tonfy zawiązane bandażami, przy lewym boku torba.
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?p=389#p389
GG: 45935453
Multikonta: Exodia

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Seinaru » 8 sty 2018, o 04:14

Spojrzał na Shi ze zdziwieniem, gdy ten po prostu prychnął na nich aby się uciszyli. Dobra, dobra... Jego włączone oczy jasno określały, że właśnie jest na służbie i nie w głowie mu żarty i ploteczki. Jego wybór...
Zdecydowanie bardziej interesował go Akami, więc nie oponował przed tym, aby odejść dosłownie parę kroków w bok i uciąć sobie miłą pogawędkę. Czy jednak taką miłą? Widać było po Hayami, że on niemal emanował swoim dobrym humorem. Widocznie czuł się tutaj bardzo dobrze, choć Seinaru nie wiedział jeszcze dlaczego.
- Zasadniczo to na opowiadając na szybko... przygarnąłem pod swój dach psa i niemą dziewczynę. To te dwa mniejsze problemy... - Zaczął szybko, nie chciał tutaj, na stojaka, wdawać się w szczegóły jego ostatniej, burzliwej przygody. Sedno leżało tutaj zupełnie gdzieś indziej, gdzieś gdzie ciężko było dotrzeć męskiej dumie wojownika. Jego największym problemem było to, że odniósł sromotną porażkę i dał się pokonać, przez co sprzed oczu zabrano mu niewinną dziewczynę, która teraz przeżywa zapewne prawdziwy koszmar.
- Większym problemem jest to, że nie umiałem ochronić porywanej dziewczyny, która wcześniej mi zaufała. Pokładała we mnie swoje nadzieje, a ja znowu zawiodłem... - Jego ciało i duma wtedy ucierpiały, choć najbardziej dokuczał mu dzwoniący w uszach krzyk Cany, który był reakcją na jego przegraną. To był krzyk, który będzie mu towarzyszył dopóki jej nie odnajdzie.
- W skrócie, dopisałem do życiorysu kolejną porażkę... - Zakończył tą krótką spowiedź i wysłuchał chłopaka.
- Uuuu... ale Tobie się za to poszczęściło, co? Szczęśliwy tatuś, taki młody! Kto by pomyślał! Szczerze mówiąc... - Nachyli się nieco do niego.
- ...szczerze mówiąc to myślałem, że to on pierwszy kogoś sobie znajdzie. Chyba jest z nas najbardziej dojrzały, co? - Wskazał dyskretnie palcem na Shijimę. Kij tam, że on i tak wszystko widział.
- A tutaj jesteś booooo...? - No właśnie? Nie powinien fatygować narzeczonej taką długą podróżą? Chyba że...
- Chcecie usunąć? - Kei przeraził się nie na żarty. Był zdecydowanym zwolennikiem ochrony życia poczętego.
Avatar użytkownika

Seinaru
Śmieszek
 
Posty: 1251
Dołączył(a): 5 lip 2017, o 12:55
Wiek postaci: 23
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: Czarny bezrękawnik ze stójką i białymi obszyciami; ciemne, materiałowe spodnie; zakryte, lekkie buty, torba przy lewym boku; na sobie Zbroja Modliszki, wszystko przykryte ciemnozielonym płaszczem
Widoczny ekwipunek: Kij w lewej ręce lub na plecach, tanto przy prawym boku, torba przy lewym boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3828
GG: 0
Multikonta: Dwuryj

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Shijima » 8 sty 2018, o 04:43

Zdaje się, ze tutaj wkraczała kwestia priorytetów. Czy ważniejsza dla niego była koronacja, czy może jednak osoby,
które nazwał wielkimi słowy "przyjaciele" - a przynajmniej Seinaru takim mianem określał. Kiedyś. Więc? Nie widzieli się parę miesięcy, było zbyt wiele słów do przekazania, tak, oczywiście, że ta koronacja była dla niego istotna i zależało mu na niej,
jeśli to było możliwe wolał przesunąć rozmowę na... za parę chwil. Za chwileczkę... Czy to może jednak to paskudne poczucie, że jednak koniec końców był dla niego obciążeniem w porównaniu do ciepłego, promieniującego wieczną energią Hayamiego? Nie był dla niego żadną konkurencją, ale przecież nigdy nie chodziło o żadne konkurowanie. Oczywiście, że nie. Musiał w dalszym ciągu prostować swoje myśli, bo te wyginały się w naprawdę odrażający sposób - a skoro był odrażający dla niego samego, to jak miałby nie być dla innych? Dobrze, że Hayami był cały i zdrowy. Uśmiechał się tak samo na zielonych polach Teiz, gdy odnalazł się umazany krwią i teraz, bogatszy w kolejne przygody, w które uzbroiło go życie.
Prychnął? Skądże znowu. Powiedział to całkowicie spokojnym i łagodnym tonem, bo to nie miało być żadne upomnienie w ich kierunku tylko stwierdzenie faktu, że chciałby się... skupić.
I koniec końców skupiał się chyba jeszcze mniej, kiedy już zatrzymał się o dwa kroki dalej, wytężając uważnie słuch. I może jednak źle zrobił? Może powinien z nimi zostać, skoro chcieli porozmawiać? Nie chciał niczego przegapić, nie chciał, żeby ominęły go historię tej dwójki, chyba chciał posłuchać, co mają do powiedzenia w dalszej części. Nie targała nim niepewność i nie miotał się we własnych zeznaniach, które spisywał sumiennie przed Wysokim Sądem - tym niepoznanym, tym niewidzialnym dla każdego człowieka, w którego nawet nie wierzył, ale czasem dobrze było wdać się z nim w dialog. Skoro bogowie nie istnieją, a ty i tak do nich przemawiasz to tak, jakbyś przemawiał do samego siebie. Takie kłótnie, z samym sobą,
zawsze były najlepsze, bo nie ważne, jakie wystosujesz argumenty. Zawsze wygrasz. Bo wygrywa przecież właśnie ten wilk,
którego nakarmisz.
Dwójka samurajów chyba karmiła tego prawidłowego. Rozwijali się, ich wola sunęła do przodu, nawet jeśli czasem gubili się na tej ścieżce najwyraźniej mieli zawsze przy sobie coś, co rozpali długą drogę i pozwolić chociaż ogrzać dłonie. Właśnie za to ich tak pokochał, no tak... rzeczywiście. Kiedyś tacy byli - światłem, przy którym można iść bez obaw i lęków, ogniskiem,
przy którym można się ogrzać i położyć się spać, bo przecież rozwieje wszystkie koszmary czające się w ciemnościach,
pokraczne kreatury wypełzające z najgłębszych otchłani tylko gdy bladł nawet blask Luny. Jeden z nich był po prostu bardziej żywiołowy, a drugi... a drugi zakopał się w ziemi i nie chciał z niej ruszyć. Wszystko wskazywało, że ten bardziej żywiołowy również zatrzyma się - oboje zaczną żyć dla...
No właśnie - dla kogo, Shi?
Albo: dla czego.
Nie słyszał wszystkich słów, a już na pewno nie słyszał żadnych wypowiedzianych szeptem przez Hayamiego. To nic. Może potem zechcą mu powtórzyć. Powtórzyć...
Shijima
 

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Atari Sanada » 8 sty 2018, o 04:44

Przez całe swoje dotychczasowe życie zwykłej córki rybaka Atari napawała swą głowę historiami i legendami o innych. Żyła marzeniami i istnieniami nieznanych sobie osób. Ścigała to czego nie mogła nawet dostrzec. Żyła życiem w którym tchnienia, w którym serce z trudem zdobywało się na uderzenie. Jej oczy oślepione były przez szary, niemrawy los zwykłej osoby. Do czasu, w którym wstała i postanowiła wyszarpnąć światu cząstkę, która zamieni w energię. Pozwoli sobie na trochę więcej życia w życiu, na więcej uśmiechu, więcej przygód przeżywanych przez ją samą, nie zaś przez legendarne postacie których historia zapętlała się w kolko i kółko pośród nieszczęśliwego umysłu niemogącego zasnąć każdej nocy. Wstała, krzyknęła światu - od tego momentu, tu i teraz zaczyna się jej życie. Zaczyna się jej przygoda i przeżyje je w pełni niezależnie od tego co przyniesie jej los. Nieważne czy uda się jej poznać królów i królowe, czy wysławią ją szlachetne bohaterskie czyny, czy stanie się ikoną, bohaterką o których za małego urwisa sama nieustannie myślała. Od tego momentu. Od teraz.
Jaśniejąca chakra uderzała swym potężnym blaskiem wyróżniając z tłumu Muraia. Pozostałe płomyki zdawały się ledwo migotać, gdy jego jaśniała pewnie i niewzruszenie. A obok niej dygotała jej własna, bujana przez najmniejsze podmuchy. w bezkresnej czarnej pustce w której widoczne były tylko ogniki dusz - chakra. Na twarz Atari wkradł się uśmiech, głęboki i szczery. Oczy wpatrywały się w bambusowy kapelusz i mimo wstydu jaki czuła przedzierało się spełnienie. W dniu w którym złapała swój los w ręce wszystko okazało się mieć sens. Narodziła się niedawno tak jak to cesarstwo, które dumnie wybrzmiewało swą melodię. Mimo to, stawiając swoje pierwsze kroki napotkała na swojej ścieżce tych o których tylko śniła. Wplotła swój żywot pośród nici przygody szyjący całun dla kart historii. Była szczęśliwa, prawdziwie szczęśliwa. Pojedyncza łza zakręciła się w oku gubiąc drogę i uszła po policzku skapując na ziemię.
Cichy, niski głos legendy krwawego wpadł do ucha młodej rybaczki, która niemalże natychmiast uniosła twarz. Dłoń powiodła do kapelusza podnosząc jego rondel wyżej, pozwalając aby światło słoneczne zalało jej kobiecą twarz. Malowało się tam nic innego jak zaskoczenie. Szeroko otwartę oczy i rozwarte usta przez chwile pozostawały w bezruchu. Zamrugała, po chwili jeszcze raz znacznie energiczniej. Nie mogła do końca uwierzyć, że ktoś pokroju Muraia chce znać jej imię. W duchu żewnie podziękowała samej sobie za podjętą nie tak dawno decyzję ucieczki przed swym rodowodowym losem. - Atari. Atari Sanada. - Przedstawiła się pośpiesznie ciągle mając wymalowane niedowierzanie na twarzy. Na następne słowa pouczenia znów lekko zarumieniła się i pokiwała energicznie głową w geście zrozumienia. Nader enerigcznie, bo kapelusz zsunął się jej na plecy odsłaniając całkowicie oblicze dziewczęcia. Gdyby nie sznurek wylądowałby na ziemi, a tak pozwolił ciemnym spiętym w końsksi ogon włosą na ujrzenie światła dziennego. Smukła dłoń znów powiodła do kapelusza, lecz tym razem poniechała zakładania go na głowę mając myśli zaprzątnięte czymś zupełnie innym. Wielki lśniący płomień chakry legendarnego Muraia przysłaniał bowiem inny, mniejszy. Sanada wychyliła się do przodu dopiero teraz widząc stojącą obok białowłosą kobietę. Na jej twarzy znów wkroczyło zaskoczenie i zmieniło się prędko w ciepły uśmiech. - Ooooh, żadna opowieść nie wspominała, że Murai-sama ma miłość życia. - Powiedziała przeciągle i cicho tak, aby nader nie przeszkadzać innym po czym schowała się z powrotem za Muraiem wpatrując w jego oblicze dość uważnie. Właściwie można było się spodziewać, że bohaterowie mają też swoje drugie połówki. Właściwie to dziedzin krwawego pokolenia nie wyglądał tak szkaradnie i potwornie jak opisywały historię. Można było się nawet pokusić, że ten jego specyficzny wygląd ma coś w sobie. Białowłosa piękność u boku była więc czymś całkowicie naturalnym i szkoda, że nie rozpowszechnionym. Z pewnością wiele dziewczynek chciałoby posłuchać historii o mężnym Kūkyo walczącym z przeciwnościami losu, aby ocalić swą ukochaną. Iskierka zalśniła w ciemnych ślepiach Atari, które przeleciały po tłumie wynajdując kolejne duże skupisko chakry. Iście wspaniały dzień widząc takie zbiorowisko, być może któregoś dnia i ona będzie w stanie zgromadzić tak różne i odmienne osoby, łącząc je tworząc przy tym grupę. Rodzinę.
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
 
Posty: 177
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 15:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
GG: 60754875
Multikonta: Yama-uba

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Hitsukejin Shiga » 8 sty 2018, o 05:38

Shiga jak na typowego drapieżnika na łowach przystało, czujnie obserwował wszystkich. Widział, jeszcze w drodzę do pary Uchiha, bardzo ciekawych osobników, których prawdopodobnie warto będzie zaczepić, poznać... Oczywiście, jeśli jakimś cudem by się okazało, że bardzo charakterystyczny wygląd Strzygi nie przyciągnie ich do niego pierwszych. Jest taka możliwość, jest ona jednak niewiarygodnie mała, gdyż już jestem złowiony... Ale nie uprzedzając faktów.
Zabawne, że Shinobi z krwi i kości odrózniali się bardzo mocno od zwykłych, przeciętnych ludzi i na podstawie samej obserwacji można było dostrzec kto jest wartościową, godną poznania jednostką, a kto jest prawdziwym tłem, mięsem armatnim wypełniającym tylko zaułki i ulice, bez żadnej wartości poznawczej. Dostrzegł kilka osób wokół jednego kolosa, który wydał mu się równie ciekawy, co towarzysz Hana-hime. Był jednak już w czyimś centrum zainteresowań, więc podchodzenie teraz do niego mogło sprawić, że Strzyga zmarnowałby tylko czas. Dostrzegł tez ciemnoskórego chłopaka - odznaczył go w głowię, jako kogoś, kogo chce poznać, a także kilku wojowników od których aż biło siłą i tężyzną fizyczną. Czy jest tu ktoś jeszcze naprawdę interesujący? Z punktu wizualnego, patrząc tylko na okładkę i po niej oceniając calość książki... Niezbyt.
Ale to dopiero początek tej historii i przecież wiele się jeszcze może wydarzyć. Ludzie się do nich schodzili, tworząc coraz to większą grupę. I dobrze i źle. Dużo informacji, duży efekt. Duży rozgłos. Strzyga wystawał ponad wszystkich więc chcąc nie chcąc stanowił serce grupy. Pierwsza podeszła kobieta, która zignorowała Strzygę zagadując, tak jak on, Uchihów.
Potem podszedł ktoś już bezpośrednio pytając o jego rogi. Shiga, nim jeszcze otrzymał odpowiedź od towarzysza swojej najpiękniejszej na całym kontynencie i ogólnie świecie niewidomej Chise, beznamiętnym tonem, nie poruszając czaszką, odpowiedział zwięźle.
-To symbolika. Jestem mnichem, kapłanem, nawet. Śmierć i przemijanie, cykl reinkarnacji życia i śmierci, podróży i użytkowości tego, co pozostawione po nas i po naszych braciach. - Odpowiedział dość kryptycznie i tajemniczo, ale miał szczerą nadzieje, że w dość zrozumiały jednak dla Shigemiego sposób. Który mu coś rozjaśni. I może będzie stanowiło wstęp dla Shinjiego by się zapoznać z Strzygą? Chciał wiedzieć, czy jest jego konkurentem o Chise, czy jej opiekunem, a w tym układzie jego przyjacielem. Zabawne, ale czy te role muszą się wykluczać? W zerojedynkowym myśleniu Jashinisty raczej tak.
Zresztą, kurwa, jak on nie lubił, jak ludzie najpierw zadawali pytania, a potem się przedstawiali. Bezczelne.
Jeśli już o bezczelności mowa, Shiga przypominał sobie właśnie, jak tak pomyślał o bezczelności o tym, jak sam bezczelny był i jak wykorzystywał dobre serce kapitana statku. Ten pozwolił mu trenować swoją czakrę i swoje techniki, pod warunkiem, że nic nie przydarzy się łodzi. Gdyby było inaczej, Shigę czekała lodowata kąpiel lub coś gorszego. Znalazł się w ten sposób z Kosuke na tyle statku, gdzie trenował technikę katonu, po raz kolejny. Głęboki wdech, tym razem bez pieczęci i wydmuch. Sporych rozmiarow fala ognia rozświetlała niebo, dostarczała swego rodzaju rozrywki i uciechy dla obserwatorów, ale nie zagrażała statkowi - ogień szybko przestawał istnieć, w zetknięciu z wodą morską. To dla Jashinisty było nawet przydatne, gdyż mógł raz po raz używać katonu, umacniając swój czakroobieg, a przy okazji szlifując swoje ogniste umiejętności. Teraz także przydała się Chise. Najlepszy efekt jego Dai Endan osiągnął, gdy wyobrażił sobie Uchihę przy swoim boku, a za nimi oprawcy którzy chcą ją skrzywdzić. Wydatek czakry był spory, ale fala ognia bardzo imponująca. Gdyby użył techniki w korytarzu zapewne usmażyłby wszystkich, jak podsmażane jest mięsko do ramenu. Ognista czakra krążyła jego płucami. Ciężko było opanować pierwszą technikę bez pieczęci, ale na tym poziomie zaawansowania - było to zwyczajnie niezbędne i konieczne. Po prostu to już był ten poziom, gdy nie liczyła się pieczęć, a umiejętność skumulowania czakry i manipulacja jej obiegiem. A to wychodziło Jashiniśćie akurat nadzwyczajnie dobrze, jak na jego dotychczasowe umiejętności. Można rzec, ze skok był znaczący, między spotkaniem Unagi w lesie, gdzie jego katon dwukrotnie okazał się za słaby i niewystarczający - a przecież nie robił nić źle. Kumulował czakrę, czuł cieplo i jej obieg, pieczęcie i efekt. Ale nie, był słabe. A teraz te techniki, z których korzystał głównie dzięki temu, że miał dodatkowy powód do życia i walki, były duzo silniejsze. To był przeskok umiejętności jakiego było mu potrzeba.
-Ostatni na szczęście i powodzenie! - Uniósł ręce razem z Kosuke po czym wydmuchał falę ognia w chmury, sprawiająć, że miały przez chwilę szkarłatne tło, złowieszcze i złowrogie. Ale umiał już, umiał dobrze wykorzystywac i posługiwać się ta bezpieczęciowa techniką.
Ostatnio edytowano 8 sty 2018, o 13:49 przez Hitsukejin Shiga, łącznie edytowano 1 raz
Spoiler: pokaż

Nazwa
Sumairu + Kiba

Typ
Unikat/Broń

Opis Sumairu oraz Kiba to dwa oddzielne przedmioty, a raczej zestawy przedmiotów łączące się w jedną upiorną całość. Po rozcięciu swoich policzków i ust, poszerzając uśmiech niczym przy "uśmiechu kota Cheshire", użytkownik Sumaire zakłada sobie dwie trójkątne nakładki z nierdzewiejącego metalu w które wchodzi rozdarta skóra - taki separator w postaci ruchomych metalowych łuków nie pozwala skórze się zregenerować i policzkom zrosnąć, zostawiając użytkownikowi niesamowicie wielki i szeroki uśmiech (który jednak nie odsłania zębów, jeśli mamy zamknięte usta - uśmiech jest po prostu znacznie dłuższy wtedy niż u normalnych śmiertelników), co przy okazji pozwala znacznie szerzej otwierać usta. Kiba to para szczęk, dolna i górna, składające się z takich samych pod względem ilości zębów co normalne ludzkie, jednak te zęby są wykonane z nierdzewiejącego metalu i mają bardzo ostre, spiczaste kształty niczym kły zwierzęcia lub potwora, co pozwala z łatwością szarpać oraz rwać mięso i cieńsze materiały. Zęby niestety muszą być wyrywane jeden po jednym, a potem kły wkręcane na śrubach w mięso jedno po drugim. Na dziąsłach na stałe zostają zamontowane metalowe okowy w formie gwintowanego otworu na wkręcenie kła, ale także pełniące role stopera powstrzymującego odrost zwykłego zęba.

Właściwości Sumairu zwiększa możliwości rozwarcia ust, co pozwala na większe i głębsze ugryzienia, Kiba pozwala wyrywać i rwać gryziony materiał ze względu na ostrość kłów i ich twardość.

Dodatkowe Aby poprawnie wykorzystać Sumairu oraz Kibę użytkownik musi posiadać iryojutsu lub regenerację pozwalającą na bardzo sprawne zregenerowanie tkanek do wsadzonych łuków Sumairu oraz do zregenerowania dziąseł by Kiba były w stu-procentach użyteczne.

Wytrzymałość
100 punktów

Zdobycie
500 ryou + misja C na "zamontowanie".

Link do tematu postaci
KLIK!


Nazwa
Suiseki - Krzesiwo

Typ
Dodatek

Opis Suiseki to nic innego jak specjalny kieł/ząbek który montuje się zamiast zwykłego stalowego kła do istniejącej już, zamontowanej w szczęce szyny z otworami - do gotowego produktu Kiba. Suiseki jest stworzony z magnezu który uderzając o zwykły metal - pocierając, uderzając i tak dalej, wystarczy kłapnięcie zębami - krzesi dużą ilość iskier co pozwala podpalać łatwopalne płyny/gazy jeśli te są w zasięgu do 25 cm od ust użytkownika krzeszącego iskry.

Zdobycie
300 za sztukę.

Link do tematu postaci
KLIK!

Obrazek
Głos Shigi | Ból i Smutek Shigi
Kolorek - AF936B
Czy wiara zostanie nagrodzona gdy mój czas dobiegnie końca?
Czy przegapię ostatnie ostrzeżenie przez kłamstwo, którym żyję?
Czy jest tam ktokolwiek? Przecież wiem, że dusza istnieje.
I nie jestem godzien, nie jestem godzien abyś przyszedł.

Jeśli mimo wszystko jesteś przy mnie, dlaczego milczysz Panie?
Jeśli trwasz przy mnie w każdej chwili, dlaczego nie czuję Twej obecności?
Bądź przy mnie, nie pozwól mi odejść, inaczej pozostanie jedynie nicość.

Czy ogarnie mnie ciemność, gdy zacznie brakować tchu?
Czy może pociągnie mnie światłość, ku swej wiecznej chwale?
Nawiedzają mnie głosy, mówiące, że nie ma czego się lękać.
I wciąż Cię wołam, wciąż Cię wołam Panie!

Dlaczego milczysz Panie? Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Inaczej pozostanie jedynie nicość. Zostań ze mną, nie pozwól mi odejść.
Nim Raj obróci się w pył, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona.
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu, niebosa nade mną, wyciągnijcie ku mnie ramiona
Jaśniej aż tylko Ty będziesz w moim sercu
Avatar użytkownika

Hitsukejin Shiga
Najbardziej specyficzna postać
 
Posty: 1808
Dołączył(a): 26 wrz 2017, o 19:12
Wiek postaci: 20
Ranga: Doko
Krótki wygląd: Strój składa się z czarnego montsuki i juban, skórzanego ciemnego haorihomo, bordowego date-eri i o śnieżnym haori. Sam Shiga jest niepokojący, wygląda na kogoś nawiedzonego, mnicha lub kultystę, ze względu na elegancki i bojowy ubiór i bijąca aurę.
Widoczny ekwipunek: Dwa wielkie kunai na plecach. Kij od włóczni w ręku. Na ręku rękawica z kuszą.
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4164
GG: 63835158
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Mishima » 8 sty 2018, o 08:56

Spacer na błoniach trwał zaledwie paręnaście minut, ale to zdecydowanie wystarczyło. Odżyli w swoim towarzystwie, więc kiedy nadszedł czas bez wyrzutów opuścili drewnianą altane i ruszyli w stronę gdzie odbędzie się oficjalna koronacja. Osób było zdumiewająco dużo, choć to nie powinno nikogo dziwić. Przecież pierwszy raz w historii takie zdarzenie będzie miało miejsce. Teraz dopiero doszło do Mishimy jak Cesarstwo musi być potężne i aktualnie wśród tych tłumów musi być sporo szpiegów i wrogów. Mężczyzna tym bardziej wyczulił swoje zmysły i widząc, że blondynka nie zmienia postaci, kiwnął tylko głowa w jej stronę.

- Zgadzam się. Jeżeli mają możliwość dostrzegania charky, szybko stałabyś się celem. Nie wychylaj się za bardzo, będę sam obserwował okolice.

Mimo, że nie posiadał umiejętności szpiegowskich, to przez lata doświadczenia i zdarzeń umiał logicznie wywnioskować najbardziej możliwe miejsca na zasadzkę bądź atak. Szli trzymając się za dłonie, bocznymi liniami, nie rzucając się w oczy. Dopiero w pewnym momencie Reika dojrzała kogoś, kogo uznała za przyjaciela. Mishima bez słowa skierował się wraz z nią w stronę mężczyzny w białym futrze. Krótka wymiana zdań, przedstawienie ich sobie przyk którym mężczyzna kiwnął głową na powitanie Ichirou i wtem oficjalne wprowadzenie się rozpoczęło. Nie mniej jednak brunet dojrzał pewną ciekawą rzecz. Naszyjnik mężczyzny, którzy rzekomo również był z pustyni. W tamtych okolicach, dużo klanów znało swoje znaki więc naszyjnik, który dzierżył Ichirou był znany Mishimie. Członek piaskowego szczepu Sabaku? No proszę, dość ciekawe. Oczy mężczyzny spoczęły z powrotem na midjscu, które zwróciło uwagę pozostałej reszty. Czuwał nad tym co sie dzieje dookoła nich, jednocześnie obserwując. Wprowadzenie Cesarza w kapturze, liderzy klanów tych Krain. Ciekawy był, który z nich to Natsume lecz gdy Reika swego przyjaciela nie dojrzała, również zastanowił się nad tym. Kto mógł wiedzieć czemu go nie było na czele własnego klanu? Może coś się wydarzyło? Może ma to związek z listem do blondynki.

- Bądz uważna, jeżeli go tutaj nie ma, Nasza wizyta może być podstępem.

Powiedział dużo ciszej w stronę Reiki, by tylko ona to słyszała. Czuł, że jest zestresowana. Odczuł to akurat na dłoni, którą ściskała. Cóż, teraz nic nie mogą. Trzeba być cierpliwym i zobaczyć co nastąpi teraz.
Obrazek
Wygląd ~Ubiór

Kontakt jedynie na PW
Avatar użytkownika

Mishima
 
Posty: 355
Dołączył(a): 14 cze 2017, o 13:07
Wiek postaci: 29
Ranga: Dōkō
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=3723
GG: 0
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Kisho » 8 sty 2018, o 12:46

Atmosfera narastała i za moment będzie to wielkie ogłoszenie nowego cesarza wysp. Kisho czekał na te chwilę, kiedy zamaskowana postać zrzuci kaptur i pokaże swoją twarz. Wiedział, że będzie to Natsume, no chyba, że nagle coś zdążyło się pozmieniać i w role cesarza wcieli się ktoś inny. Mało prawdopodobne, ale możliwe. Całą tę magiczną chwilę niszczył jednak tłum ludzi, który zamiast czekać w ciszy, to zaczął gaworzyć między sobą. Zero poszanowania, no naprawdę! Najważniejsza osoba na wyspach ma zostać przedstawiona ludowi, a ci wolą sobie pogadać... Nie mogą poczekać? Uciszyć się choćby na chwilę albo co lepsze pójść już na ten festiwal, który ma się zacząć i tam rozprawiać o pierdołach? Skoro nie interesuje ich ceremonia, to po grzybka jasnego tu przyszli, by przeszkadzać?
Kisho pokręcił głową w lekkiej złości i spojrzał na kilku taki gagatków, którym nie zawierały się usta. Trochę ich było. Co jednak najciekawsze utkwił wzrokiem w jednej personie, którą wyłapał z tłumu, a która zdawała się właśnie przybyć. Znał go, tego spóźnialskiego człeka. Nie jakoś dobrze, przelotnie wręcz. Akari... Akaru... Jakoś tak miał chyba na imię. Nie pamiętał dokładnie, choć przedstawiali się sobie przed wojną z dzikimi o mur, czyli nie tak znowu dawno. Swoją drogą była to dość głupia sytuacja, w którą wplątana byłą jeszcze jedna osóbka. Nie byli razem w grupie, więc to pewnie dlatego nie potrafił skojarzyć imienia w stu procentach.
Wypadałoby się przywitać, nieprawdaż? Rozglądnął się na boki i zaczął przebierać nóżkami, robiąc małe kroczki miedzy tłumem, by też o nikogo nie zahaczyć.
- Nie za dużo tych medyków tutaj? - szepnął półżartem na przywitanie, gdy tylko się do niego zbliżył. Była to jedyna osoba, którą jakkolwiek tutaj znał, nie licząc cesarza, ale z nim to akurat trudno było teraz pogadać. Uśmiechnął się wesoło, bo jak tu się nie cieszyć widząc mordkę znajomego medyka i podał mu dłoń. Akurai pochodził z kontynentu, przynajmniej prawdopodobnie więc Kisho darował sobie te całe ukłony, jakie stosują wyspiarze i jakiego nauczył się od cesarza. Prosty gest uściśnięcia sobie dłoni powinien wystarczyć, ne?
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 337
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Reika » 8 sty 2018, o 13:20

Mishima podzielił jej zdanie odnośnie użycia Henge, dlatego też Reika skinęła mu głową na znak, że nie będzie się wychylać. Łatwiejsze to będzie właśnie w normalnej postaci, kiedy jej chakra była nieaktywna i nie ściągała uwagi sensorów Ranmaru. Ot, była jedną z tysięcy tutaj, która przybyła zobaczyć koronację Cesarza. Tak więc trzymając się blisko siebie, para ruszyła nieco do przodu, żeby znaleźć nieco lepsze miejsce do podziwiania tego niesamowitego wydarzenia. Tak Reika natrafiła na Ichirou, do którego postanowiła podejść i przywitać się. Poznała też panów, którzy skinęli sobie głowami na powitanie i można było przejść do dalszej rozmowy.
- Oj Ichi, Ichi. Pomyliłeś wyspy. - Zaśmiała się cicho. - To Hyuo, wyspa Yukich, jest skuta lodem. Tutaj jest całkiem przyjemnie, ale dla mnie nadal lekko chłodno.
Czyli to ona nadal była najgorszym zmarzluchem. No cóż, przynajmniej miała swoją pelerynę, no i w razie czego, może się też przytulić do Mishimy. Fajnie było znowu spotkać Ichirou. Z nim zawsze było zabawnie i można było się pośmiać, o oprócz swojego narcystycznego podejścia do swojej osoby, miał też specyficzne poczucie humoru. Dlatego też parsknęła śmiechem, gdy zapytał o powód ich wizyty i zasugerował podróż poślubną. Spojrzała na Mishimę z uśmiechem, po czym znowu wróciła wzrokiem do Ichirou.
- I miałabym Cię nie zaprosić na własny ślub? - Zapytała z rozbawieniem. - Co ze mnie za przyjaciółka by była. Sprowadza nas zapewne to samo co Ciebie. Ciekawość. Chcieliśmy zobaczyć to całe Cesarstwo i może złapać Natsume, żeby z nim porozmawiać. Całe wieki się nie widzieliśmy.
Oczywiście powiedziała Ichirou tylko część prawdy, bo więcej nie mogła. To była sprawa polityczna jej klanu, którą musiała zachować dla siebie, bez względu na to, czy ma do czynienia z przyjacielem, czy wrogiem. Tym bardziej, że Ichioru miał bezpośredni dostęp do swojego Lidera, bo kiedyś sama przekazała mu cenne informacje, które potem trafiły do samej góry.
Na jej uwagę o nieobecność Natsume, Sabaku wzruszył tylko bezradnie ramionami, nie mając zielonego pojęcia co i jak, natomiast Mishima nachylił się do niej i szepnął coś, co sprawiło, że Blondynkę zmroziło. Spojrzała na niego z niepokojem i mocniej ścisnęła jego dłoń na znak, że zrozumiała. Nie chciała jednak dopuścić do siebie tej myśli, że swoim listem zaszkodziła Natsume, a ich rzekome wezwanie tutaj było jednym, wielkim podstępem.
- To nie teatrzyk, Ichirou. - Powiedziała, szturchając go łokciem. - Cesarz raczej nie brałby udziału w przedstawieniu. Sadząc po obecności kapłanów, to będzie jakiś rytuał. Zaraz się przekonamy.
Pozostało tylko czekać na dalszy ciąg tego wydarzenia i uważnie obserwować. Reika czuła jednak wyraźny niepokój, wywołany słowami Mishimy, więc naciągnęła głębiej kaptur na twarz i zwróciła wzrok w kierunku podium, na którym wszystko się rozgrywało.
Avatar użytkownika

Reika
 
Posty: 1722
Dołączył(a): 15 kwi 2015, o 18:21
Wiek postaci: 25
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Popatrz na Avatar, a po szczegóły zapraszam do mojej KP <3
Widoczny ekwipunek: Na razie brak takowego, ale może coś się wkrótce znajdzie
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=32&t=245
GG: 0
Multikonta: Ayame

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Natsume » 8 sty 2018, o 13:36

Spoiler: pokaż


Obrazek
"Korona Tygrysa: Cień, Sługa i Wola"
Wydarzenie fabularne


Reakcje na początek rytuału były dość... różne. O ile wyspiarze nie wyglądali na zbytnio zaskoczonych przebiegiem koronacji, to ludzie z kontynentu mieli przeróżne interpretacje. Wielu kojarzyło się to raczej z egzekucją niż z przedstawieniem nowego Shirei-kana Shirei-kanów. Niektórzy nawet nabijali się, że takie rozwiązanie byłoby zabawniejsze niż normalne nałożenie korony na głowę żywego Cesarza. Inni starali się za bardzo nie myśleć o możliwym podłożu takiego procesu, i zwyczajnie słuchali i obserwowali. Z mniejszym lub większym zainteresowaniem. A jeszcze inni uznawali to tylko za zbędną szopkę, którą równie dobrze można było pominąć, bo było to marnowanie czasu.
Cóż, każdy miał prawo mieć własne opinie, prawda?
Łucznicy obserwowali cały czas rosnący tłum, trzymając swój oręż w pogotowiu. W niektórych przypadkach zastanawiali się na głos, jak mają zareagować - na przykład jak w momencie, gdy na plac wszedł mężczyzna odziany w dziwaczny strój i maskę. Po uzgodnieniach jednak uznali, że na razie mogą przymknąć oko na tę... ekscentryczność. Co nie zmieniało faktu, że w razie czego byli przygotowani natychmiast naciągnąć cięciwy i posłać kilka grotów prosto w serce kogokolwiek, kto spróbowałby rozpętać jakieś zamieszki. Niezależnie kto by to był.
Do pięcioosobowej grupy, składającej się z czarnowłosego młodzieńca, ślepej kobiety, białowłosej ukrytej pod płaszczem i kapturem oraz dziwnie odzianego... człowieka wraz z jego pomocnikiem, zbliżyła się jakaś kobieta odziana w pełny, ciężki pancerz o białej barwie. Nie miała na sobie hełmu, więc dało się zauważyć że była ona kunoichi klanu Hoshigaki, z zasłoniętym jednym okiem i długimi rudymi włosami związanymi w długi kucyk. Była to Hoshigaki Eri, kapitan głównodowodząca Dywizji Duchów, weteranka wojny na Hyuo.
-Ciszej trochę, z łaski swojej – fuknęła, opierając guan dao na ramieniu. – Chyba, że wolicie opuścić to miejsce, to proszę bardzo, wyjścia są tam.
Mężczyzna w czarnym, ozdobnym mundurze, spętany i z przysłoniętą twarzą, przyklęknął przed drewnianym podestem w pozycji medytacyjnej. Pozostali Shirei-kanowie ustawili się w parach po obu jego stronach, zaś za jego plecami przystanęli trzymający końce szarf mnisi. Czterej ogoleni mężczyźni, ubrani w klasztorne szaty, aktualnie wyglądali tak, jakby się modlili - mieli zamknięte oczy i delikatnie poruszali ustami. Przy okazji czekali, aż nastąpi cisza. Obok ostatniego, podstarzałego mnicha, stała jedna młoda miko w czerwono-białej szacie, pomagając mu stać.
Gdy ta nadeszła, przed rząd wyszedł jeden z nich - brodacz odziany w błękitną szatę z białym pasem, co symbolizowało jego najwyższą rangę w świątyni - i wyciągnął przed siebie otwartą dłoń. W drugiej ręce zaś trzymał powróz, który pętał prawy biceps klęczącego.
Otworzył usta i rzekł donośnym głosem:
-W imię Kuraokamiego, pana śniegu, opiekuna Hyuo - kim jesteś?
Klęczący młodzieniec, który jeszcze chwilę wcześniej miał nieznacznie opuszczoną głowę, lekko ją podniósł. Spod kaptura dało się zobaczyć połowę jego twarzy. I lekki uśmiech.
-Jestem Koroną, wyniesioną przez lud dla ich dobrobytu.
Głos młodzieńca, ciepły baryton, przemknął nad placem niczym gwałtowny wiatr, nawet mimo tego że nie mówił specjalnie głośno. Mnich zaś skinął głową, kłaniając się lekko, i szarpnął za szarfę. Ta w efektowny sposób odwiązała się od ręki Cesarza, uwalniając jego prawe ramię z więzów. Brodacz cofnął się z powrotem do rzędu, ustępując miejsca innemu mnichowi - ten z twarzy wyglądał na zaskakująco młodo, może na dwadzieścia-dwadzieścia pięć lat. Odziany był w strój o głęboko niebieskiej barwie. Wykonał identyczny gest jak poprzednik i przemówił podobnie tubalnie:
-W imię Watatsumiego, smoczego boga wód, mądrości, opiekuna Kantai - kim jesteś?
-Jestem Cieniem, chroniącym światłość Wysp.
Mnich uczynił to samo, co jego poprzednik. Ukłonił się lekko i szarpnął za szarfę, uwalniając lewą rękę elekta z więzów. Następnie, wciąż z opuszczoną głową, cofnął się o krok by wyrównać się z pozostałymi. Wyszedł trzeci mnich, po którym było widać naleciałości krwi klanu Hoshigaki - jego skóra była lekko niebieskiej barwy, a zęby przypominały kły rekinów. Mężczyzna wykonał modlitewny gest wyciągnięcia ręki przed siebie i ścisnął dłoń mocniej na szarfie.
-W imię Konohanasakuyi, matki natury, miłującej pokój - kim jesteś?
-Jestem Sługą, którego świętością jest chwała dzieci Izanagiego i Izanami.
Rybolud skłonił się i pociągnął za szarfę, rozwiązując tym samym pętlę zawiązaną na prawej nodze Cesarza-elekta. Cofnął się, ustępując miejsca ostatniemu, mającemu koło osiemdziesięciu lat mnichowi, po którym widać już było nadszarpnięcie zębem czasu. Ale nawet mimo tego jego ciało wyglądało tak, jakby przez większość życia prezentowało pokaźną siłę i końskie zdrowie. Miko kroczyła tuż obok niego, na wypadek gdyby potrzebował pomocy w ustaniu.
-W imię Hachimana, pana wojny, obrońcy ludzkości - kim jesteś?
Klęczący mężczyzna uśmiechnął się nieco szerzej.
-Jestem Mieczem, gotowym ściąć tych, którzy ostrzą zęby na te ziemie i ich mieszkańców.
Mnich skłonił się i szarpnął za ostatnią wstęgę. Szarfa rozwiązała się i uwolniła lewą nogę klęczącego.
Wszyscy mnisi cofnęli się, składając ręce do modlitwy.
Wtedy odezwali się Shirei-kanowie:
-W imię nas wszystkich, mieszkańców wysp, którzy przybyli tu by ujrzeć swego nowego przewodnika - kim jesteś?
Młodzieniec, oswobodzony z więzów, powoli wstał i przeszedł przed drewniany podest. Wciąż się uśmiechając, podniósł ręce i zdjął kaptur.
Oczom tłumu ukazała się cała twarz nowego Cesarza. Okazało się, że był on zaskakująco młody i niski – na pierwszy rzut oka nie osiągnął nawet dwudziestu pięciu lat, a wzrostem sięgał Yusemiemu może po brodę. Z pociągłej twarzy o delikatnych, ale męskich rysach, na obecnych spoglądały wnikliwe oczy barwy płynnego złota. Młodzieniec się uśmiechał ze stonowanym, spokojnym uradowaniem. Chyba był pozytywnie zdziwiony, że aż tylu ludzi przybyło. Odgarnął swoje niesforne włosy o czarno-brązowej barwie na bok, tak by nie utrudniały mu widzenia.
Wielu go rozpoznało.
-Jestem Yuki Natsume, Shimakage Cesarstwa Morskich Klifów, pierwszy z dynastii Kenshi.
Mieszkańcy Hyuo i Kantai, wcześniej przyglądający się z fascynacją i oczekujący jak na szpilkach, w końcu ujrzeli kim jest Cesarz. I wybuchł wielki gwar. Zwykli mieszkańcy krzyczeli, klaskali, okazywali ogólną radość. Wojskowi zasalutowali, wydając okrzyki bojowe w rytm bębnów taiko. Niektórzy młodsi przedstawiciele wysp zaczęli wręcz śpiewać i tańczyć.
Było to widowisko, trzeba było przyznać.
Miko, która wcześniej pomagała jednemu z mnichów, podeszła do liderów i podała im na niewielkiej poduszeczce jakiś okrągły przedmiot. Był to wykonany ze stali i srebra diadem, na którym osadzono pięć kamieni akwamaryny - po jednym na każdy z klanów członkowskich Cesarstwa. Yusemi wziął diadem do obu dłoni i podszedł do Yukiego, który przyklęknął na jedno kolano.
-Odrodziłeś się więc, Byakko. Witaj, Tygrysie ze Wschodu.
Z tymi słowami włożył diadem na głowę Natsumego. W tym samym czasie z ciała Yukiego buchnęła odrobinka chakry (którą sensorzy i ci, którzy sami posiadali duże pokłady chakry, wyczuli bez problemu), a jego włosy zmieniły barwę z czerni na biel.
Jak Byakko.
W tym samym czasie podeszła Mayumi, sięgając po przedmiot który leżał na podeście. Był to spory, rzeźbiony miecz dwuręczny, który podała Yukiemu, gdy ten stanął na wprost przed ludźmi. Natsume przyjął miecz z uśmiechem i oparł czubek głowni o podest, samemu trzymając obie dłonie na rękojeści.
Poczekał aż gwar ucichnie.


-By być szczerym, nie spodziewałem się że ujrzę dziś tak wielu ludzi w jednym miejscu - powiedział wesołym tonem, odgarniając kosmyk włosów z twarzy. Trochę żałował, że nie wypada żeby się kręcił wte i wewte. Kiedy to robił, czuł się znacznie spokojniejszy, zwłaszcza podczas przemawiania. Nawet niektórzy już mu to zdążyli wypomnieć. Satoshi... właściwie cała reszta liderów... Hyohiro... Hyoso... Shijima... Hm. Chyba faktycznie miał problemy z ustaniem w jednym miejscu. - A w szczególności tak wielu gości zza granic Cesarstwa, zważając na... no, powiedzmy że dość napiętą sytuację między Radą i Wyspami. Nie zmienia to faktu, że jestem dogłębnie wdzięczny za obecność każdego z was. Jestem zaszczycony.
... Ehe, pewnie i tak większość przybyła tylko na turniej. No cóż. Przynajmniej tyle, że zabrzmiało to jak najbardziej szczerze. Akurat przemawiać i kłamać potrafił całkiem nieźle. Nie po to przyjmował lekcje od Akihiro, żeby teraz nie znać sposobów na przypodobanie się ludziom.
Ale wciąż czuł się cholernie dziwnie, stojąc i przemawiając do takiego nagromadzenia ludzi. Przecież do niedawna był zwykłym, szarym shinobi, mieszkającym w starej leśnej pagodzie, kurde.
-Przypuszczam, że i tak nie ma potrzeby żeby powtarzać wszystkie te słowa, którymi uraczyli was pozostali Shirei-kanowie. Dlatego pozwolę sobie streścić. Od dość dawna ziemie Morskich Klifów były w ciężkiej sytuacji, którą wszyscy ignorowali. Doprowadziło to do przewrotu, który nie tylko bardzo mocno zachwiał pokojem i rozwojem wysp, ale i mógł doprowadzić do katastrofalnego rozwoju zdarzeń na kontynencie. Wybuchłaby kolejna wojna, tak bardzo wszystkim zbędna, a przy tym tak kosztowna. Na szczęście rebelia została powstrzymana, ale i wtedy zrozumieliśmy jedną rzecz. Musimy nauczyć się polegać na sobie, bo innych nasz los nie obchodzi. I musimy połączyć siły, jeśli chcemy zwiększyć naszą szansę na przetrwanie.
W końcu nie wytrzymał. Umieścił dwuręcznego Shinsei w specjalnej pochwie na plecach i zaczął powoli chodzić to w jedną, to w drugą. Rozłożył szeroko ręce, jak gdyby chciał nimi objąć wszystkich stojących na placu pod nim. Bił od niego swego rodzaju spokój. Taka... serdeczność, dla innych może naiwna, dla innych - pełna nadziei.
-I właśnie to zrobiliśmy. Duch wszystkich mieszkańców Morskich Klifów, ten sam, który przez pokolenia pozwalał im przetrwać i rosnąć w siłę na przekór światu, w końcu połączył się w jedną duszę, jedną chakrę. Jeden olbrzymi wytwór ze stali, którego nie da się zniszczyć, uszkodzić ani wzruszyć. Wy wszyscy - dumni wojownicy, utalentowani mistrzowie rzemiosła, myśliwi czy shinobi - utworzyliście tę jednolitą, wspólną siłę, która pozwoli nam nieugięcie dążyć ku chwale i dobrobytowi, nie zważając na ból, przeciwności i panujący wokół mrok.
Zatrzymał się.
-Możecie myśleć, że Cesarstwo to wytwór wymyślony i stworzony przez shinobi, zwłaszcza Shirei-kanów. Nic bardziej mylnego. My stworzyliśmy zaledwie projekt, podwaliny, którymi chcieliśmy przedstawić nasze intencje. Ale to wy zdecydowaliście się to zastosować i przyjęliście Cesarstwo pod wasze dachy. Jak wędrowca, którego nie znaliście, ale zadecydowaliście mu zaufać i wpuściliście go, by go wspomóc. To Wasza siła i Wasza wiara w lepsze jutro są główną podporą Cesarstwa. I tak długo, jak w Waszych sercach będzie istnieć ten upór, ta duma ze swego pochodzenia i z własnych sił - tak długo będziemy w stanie razem iść przed siebie z wysoko uniesionym czołem, wzbudzając zazdrość i respekt wśród innych frakcji.
Ludzie ryknęli z aprobatą i rozochoceniem. Te słowa, choć proste, potrafiły rozpalić iskrę nadziei. Iskrę, która mogła przekształcić się w pożar. A dokładnie o to chodziło. O obudzenie w wyspiarzach nadziei. Wiary w lepsze jutro. Pewność i dumę z własnych możliwości. Po tych wszystkich latach biedy i ucisku, walki o przetrwanie i siłowaniu się ze sobą nawzajem i matką Naturą, teraz potrzebowali właśnie tych emocji. Emocji pozytywnych, podnoszących na duchu. Dających powód by się starać. Dających cel w życiu.
Tego im z całego serca życzył. W głębi duszy pragnął, by wszyscy znaleźli w sobie tę potęgę, która przecież istniała. Była tylko uśpiona.
Zasalutował, uderzając się pięścią w pierś. Postanowił powtórzyć to, co powiedział ludziom na festiwalu Zimy na Hyuo.
-Na chwałę Cesarstwa, swój honor i własne życie przysięgam wam. Jeśli upadniecie, podniosę was. Jeśli stracicie wiarę, pokrzepię was. Jeśli ktoś was zrani, w waszym imieniu odpowiem całym swym gniewem. Jeśli ktoś uniesie na was miecz, przyjmę kolejne blizny, by was zasłonić. Choćbym miał postradać życie w waszym imieniu, zrobię to z uśmiechem na ustach. W zamian proszę tylko o jedną rzecz.
Ukłonił się lekko w kierunku tłumu.
-Nieście tę pochodnię nadziei, którą wspólnie zapaliliśmy dzisiejszego dnia.
Ludzie ponownie dali się ponieść euforii, wysłuchując słów Yukiego, a zwłaszcza tych ostatnich. Yuki odetchnął cicho, wypuszczając powietrze z płuc. Poszło całkiem sprawnie.
-Chciałbym też zwrócić się do naszych szanownych gości z kontynentu.
Poczekał aż gwar ustanie, i wypatrzył wzrokiem ludzi z kontynentu, a przynajmniej tych których mógł kojarzyć.
-Wiem, że wśród was jest wielu, którzy nie wierzą w moje słowa. Niektórzy może nawet myślą o mnie jako o tym, który grozi balansowi świata. W końcu wiecie, że Rada Dwudziestu plwa na wyspy na każdym kroku. Za to, że śmieliśmy się od nich uniezależnić. Zbrodnia, której ludzie żądni władzy nie potrafią wybaczyć. I teoretycznie chcieliby, żeby wszyscy z was stali się naszymi wrogami.
Oparł nadgarstek lewej ręki o rękojeść Hakuhyo, a kciukiem prawej ręki zahaczył o opinający go pas.
-Ale my nie widzimy w was naszych wrogów. Może i jesteśmy z różnych Rodów, różnych krain, ale wciąż wszyscy jesteśmy ludźmi. A ludzie, zwłaszcza cywile, nie powinni cierpieć za pychę ich przywódców. Dlatego proszę, wysłuchajcie mojej obietnicy.
Wyprostował się, a jego twarz spoważniała. Złote oczy zdawały się teraz przewiercać wszystkich obecnych na wylot.
-Tak długo, jak wy nie wykonacie aktów agresji wobec nas, tak długo i my nie wykonamy ich wobec was. Ale jeśli przez waszą politykę czy ataki zagrozicie bezpieczeństwu Cesarstwa i wszystkich jego mieszkańców - bądźcie gotowi na konsekwencje. Niech to będzie nasza dżentelmeńska umowa.
Po tych słowach znowu się uśmiechnął. I w końcu wybuchnął śmiechem, drapiąc się po potylicy.
-Cóż. Jak zwykle troszkę się rozgadałem. W takim razie, nie przeciągając: witajcie w Hanamurze! Zapraszam do zwiedzania miasta, a za niedługo rozpoczniemy turniej - tu spojrzał z ukosa na liderów - ... zaproponowany przez Senatorów. Do zobaczenia, i dobrej zabawy!
I z tymi słowami przy wtórze euforycznych okrzyków i oklasków ruszył z powrotem do pałacu. Wypuścił powietrze z płuc, czując jak drżą mu dłonie. Psia mać, chyba nigdy się nie przyzwyczai do czegoś takiego...

z/t

Teraz wszyscy mogą się rozejść. Pary turniejowe zostaną ogłoszone później, a walki zaczną się zapewne jutro po południu.
Avatar użytkownika

Natsume
Mocarz
 
Posty: 1169
Dołączył(a): 11 lut 2015, o 23:22
Wiek postaci: 25
Ranga: Kogō, Shimakage
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=199
GG: 6078035
Multikonta: Natsu

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Tsukune » 8 sty 2018, o 13:57

No i dotarłem do miejsca w którym wyczuwałem skupisko największej ilości ludzi. W sumie nie trudno było się domyślić gdzie ta zgraja może być. W końcu słysząc plotki w porcie to w tym miejscu miała odbyć się jakieś ciekawe widowisko. Jakie? Cóż a kogo to obchodziło. Wyczuwałem spośród tej zgrai kilka a może kilkanaście osób które znałem. Akurat chyba dotarłem na rozpoczęcie całej hecy więc stanąłem sobie gdzieś z boku gdzie mogłem sobie wszystko spokojnie obserwować i nikomu nie przeszkadzać zbytnio. Chyba dotarłem w momencie gdy wszystko się zaczynało. Ja to miałem cholerne szczęście.
-Początek widowisko co? Jakby skazaniec miał zostać uwolniony i oczyszczony z zarzutów. Nieźle pomyślałem widząc jak każda inna osoba odwija wstęgę z ciała osobnika
-Ta normalnie jakby odpuszczali mu jego winy bo temu zabił rodzinkę, temu zgwałcił panięnkę i bla bla bla a za swoje dobrodziejstwo postanowili jednak darować mu winy usłyszałem w głowie swoje alter ego. Chcąc nie chcąc troszkę się z nim zgodziłem. Po przedstawieniu nastała długa i wzniosła przemowa nowego władcy. Zakryłem rękawicą usta by lekko ziewnąć. Nie z powodu że przemowa była nudna...no może troszkę też ale głównie bo byłem zmęczony bądź co bądź kilka godzin wciągania rybiego smrodu w jakiejś zadupiałej wsiosce może osłabić.
-Po tym wszystkim będzie trzeba go odnaleźć...ale to później teraz pewnie każdy się na niego rzuci by mu pogratulować i pomiziać po główce jakie to wspaniałe i piękne było wystąpienie pomyślałem i westchnąłem bezgłośnie. Poprawiłem lekko futerał na plecach, zasłoniłem bardziej kapeluszem głowę i uniosłem lekko kołnierzyk swojego płaszcza. No cóż troszkę chłodno było. To teraz nie pozostało nic innego jak obserwować sobie ludzi.
-Czy ja dobrze usłyszałem turniej? Może sobie go poobserwujemy i poznamy parę ciekawych technik które będziemy mogli przerobić by nam pasowały? oznajmiło moje alter ego. Musiałem przyznać że czasem potrafi powiedzieć coś interesujacego..głownie jednak tylko mnie wkurwia i irytuje.
Avatar użytkownika

Tsukune
 
Posty: 1541
Dołączył(a): 24 maja 2015, o 22:14
Wiek postaci: 24
Krótki wygląd: Czarne lub szarawe włosy, brudnoczerwony kolor oczu. "Szeroki" uśmiech. Wystające dwa kiełki. Na szyi materiałowa opaska z krzyżem . Zabandażowane lewe przedramię, pod którym znajduje się tatuaż 2 głowego węża
Widoczny ekwipunek: Futerał na plecach, wachlarz w pokrowcu przyczepiony do paska
Link do KP: http://www.shinobi-war.xaa.pl/viewtopic ... 4864#p4864
GG: 8518406
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Chise » 8 sty 2018, o 13:57

Lekki uśmiech błąkał się na jej ustach, kiedy Shinji tłumaczył jej zawiłości jego relacji z liderką. No proszę, a myślała, że po zasłużeniu się w bitwie przy murze okaże się być jej pupilkiem czy czymś w tym stylu, tymczasem było wręcz odwrotnie. Młody Uchiha był wręcz na cenzurowanym.
- Czyli w rzeczywistości jesteś łobuzem? - przechyliła głowę w bok, rozbawiona tą myślą - Dobrze, że moi rodzice o tym nie wiedzą - dodała nieco ciszej, ale nadal w formie żartu. Oh, gdyby wiedzieli, że z chłopaka jest ziółko, to by jej z nim nie puścili, to na pewno. A to był dopiero początek jego rewelacji! Na szczęście był on znany z wojny, nie innych jego wyczynów, zresztą to były jego prywatne relację, wątpliwe czy Katsumi-sama je dalej gdzieś rozgłaszana. Opowiedzenie o tym był raczej aktem dobrej woli.
Dalej Shinji się zaczął rozgadywać. Wspomniał o swoim hobby, o ile można to tak nazwać.. Sama Chise nie do końca rozumiała o co mu chodzi. Od kiedy bycie ciekawskim to hobby? Ale to był tylko wstęp do właściwego wytłumaczenia. Dała mu znać ruchem dłoni, by kontynuował, chcąc zrozumieć o co mu tak dokładnie chodzi z tm kamieniem i kosą.
Ale dalsza przemowa i tak ją zaskoczyła. I z każdym zdaniem coraz bardziej. Na początku nie było po niej widać reakcji, była spokojna i zaciekawiona, nawet lekko rozbawiona. Uśmiech znikł, kiedy wspomniał o tym, że groził całej trójce śmiercią. Czekaj, co? Groził im, bo chciał z niego coś wydusić? To było dziwne i trochę niepokojące, ale pozostawały tylko w sferze słów. Zmarszczyła brwi na wspomnieniu o pozostawieniu wraku człowieka i jego dobrych intencjach.
Prosto rzecz ujmując, rozumiała o co mu chodziło, jaki był w tym cel. Duszenie w sobie wszystkiego, zwłaszcza złego, nigdy nie prowadziło do czegoś dobrego. Nagromadzony żal, smutek, złość, nie wyrzucone na zewnątrz, w środku ropiały, psuły się i zatruwały człowieka od środka jak trucizna. Problemem był sam sposób w jaki to zrobił. W głowie dziewczyny pojawiło się odpowiednie porównanie, jednak dalsze słowa Uchihy już niemal mroziły krew w żyłach.
Zabijanie dla własnego widzę mi się? Lekko uchyliła usta, chcąc rzucić jakieś natychmiastowe zaprzeczenie, ale się zatrzymała.
Czy nie o czymś takim rozmawiała niedawno z Shigą? O bestiach i psychopatach? Powiedział jej wtedy, że lepiej trzymać się z dala od Jashinistów i Jugo, a ona stwierdziła, że w każdym klanie, szczepie i wierze są odszczepieńcy, okrutnicy i psychopaci. Czy Shinji był psychopatą? Sam się do tego przecież przyznawał! Zmieszanie musiało być widoczne na jej twarzy, zamknęła uchyloną buzię i zdezorientowana przesunęła dłonią po włosach, zastanawiając się gorączkowo co ma powiedzieć i przesunęła dłonią po karku.
- Cóż.. - przełknęła ślinę. Co miała powiedzieć? Jak to komentować? Spróbować mu uświadomić jak chore i pokręcone to jest? Czy może lepiej najpierw powiedzieć o tym, że postępowanie w ten sposób to jak zbicie cennej, porcelanowej skarbonki tylko po to, by wydostać ze środka 1 ryo? Czy może zacząć od oczywistej prawdy, że nie można zabijać wedle własnej ochoty?
- ...mam szczerą nadzieję, że ja nie jestem tak interesująca jak Shijima - serio Chise? Wszystko co ci przyszło do głowy w takiej sytuacji to głupi żart i pośpieszny, niemal neurotyczny śmiech? To nie tak, że miała pustkę w głowie i nie widziała przez to co powiedzieć. Prędzej był to fakt, że miała za wiele myśli i to nieco przegrzało jej styki, zostawiając tylko najgłupszą opcję dialogową.
- Tego.. No nie wiesz - zauważyła w końcu, wyciągając w końcu z siebie coś więcej - W sensie, tego czy tylko my to wiemy. I on. Bo on w sumie też mógł komuś o tym powiedzieć, prawda? Rodzinie, przyjaciołom? Kto wie, może nawet i swojemu liderowi? - wykręciła ręce nerwowo. Czy to była.. Troska o niego? Jakby nie patrzeć, był jej kuzynem, dalszym, ale zawsze. Było źle gdyby jakiś klan właśnie wpisywał go na listę poszukiwanych. Czy strach o to, że i ją kiedyś postanowi tak sprawdzić i wydobyć co ma w środeczku, niszcząc wszystko po drodze? A parę rzeczy przed nim ukrywała.. Jak pewne siedem ostrzy w bagażu. I fakt, że nie potrzebowała ochrony i umiała walczyć. A także swoje przeszkolenie jako kunoichi.
Oj, zdaje się, że była w tarapatach.
Shijima po tym wszystkim napisał do niego.. List? Cała ta sytuacja stawała się coraz bardziej zagmatwana i dziwaczna. Ale skoro do niego pisał to nie chował do niego aż takiej urazy? Po co pisać do swojego wroga?
Uchiha miała wrażenie, że zaraz wybuchnie jej głowa.
- Taa.. Zdaje się, że mało kto by je pochwalał - wystrzeliła prosto z mostu. Jak ona się do tego odnosiła? To jeszcze miała się do tego odnieść? Przedstawić.. Swoje stanowisko czy jak? Opinię? Podać konstruktywny komentarz, który coś wniesie do tego tematu?
Haha, nie.
- Niebezpieczny z ciebie człowiek, Shinji - stwierdziła cicho raczej oczywistą rzecz - I chyba niebepiecznie mieć cię za przyjaciela -I o ile wcześniejsze komentarze dotyczące jego siły czy reputacji mogły być brane pół żartem pół serio, to tutaj była całkowicie szczera.
I może to napięcie uwolniło się w postaci głupawki, która ją napadła, właściwie to ich dwójkę. Stali jak dwójka wariatów, chichocząc do siebie i próbując powstrzymać śmiech, który i tak z nich uciekł jak powietrze z przebitego balonu. Powodowali zamieszanie, ale w obecnym stanie nie mogła się po prostu uspokoić. Nawet gdy Shinji zasłonił im usta to trzęsła się pod ta jego dłonią, by wyglądali jeszcze bardziej komicznie. Niemal się dusiła od tego, hiperwentylując przez nos.
I w sumie pewnie by w końcu wybuchli śmiechem, burząc całą tą powagę, ale ktoś się do nich zbliżył. A Chise znała tylko jedną osobę nazywającą ją per Hana-hime. Gdyby nie to, zapewne nie poznałaby go po głosie, bo był inny.
- Shiga? - dopytała niepewnie, ale chłopak sam rozjaśnił jej wątpliwości, przedstawiając się Shinjemu. Słyszała też jeszcze jeden oddech, jakby ktoś stał obok niego.
- Jesteś z towarzystwem? - dodała jeszcze bardziej chwiejnie, bo przez tłum nie miała pewności czy nie jest to zupełnie obcy człowiek który po prostu stanął obok nich. I to chyba jego postać przyciągnęła do nich kolejną osobę. Chise poczuła się odrobinę zirytowana tym zbiegowiskiem, odwróciła się w stronę nieznajomej z impetem, wskazując na ślepe oczy.
- Czy ja ci wyglądam jak ktoś z sharinganem? - syknęła do niej, dać jej od razu znak, że mówi ciut za głośno. Wszyscy byli za głośno, kiedy dookoła panowała cisza.
- Nikogo nie wyganiamy, ale właśnie trwa koronacja - zwróciła uwagę, jakby nie biorąc pod uwagę tego, że sama przed chwilą zakłócała ciszę i nadal to robi, gadając. I zaraz dołączyła kolejna osoba, która zwracała się do Shigi, zdaje się. Rogi? Jakie rogi? Dodaj do tego dziwny, zmieniony głos.. I jego dziwaczne wytłumaczenie..
- Shiga, coś ty na siebie założył, co? - jęknęła zwiedzona, wyciągając w jego stronę ręce, by wymacać maskę i rogi - O nie, nie zgadzam się... - mruknęła buntowniczo, marszcząc brwi - ...nie po to z tobą chodziłam tyle czasu.... - mruczała sama do siebie, szukając zapięcia maski, by zdjąć ją niecierpliwym ruchem i szybkim ruchem poprawić mu włosy, roztrzepując na wszystkie strony - No i od razu lepiej - stwierdziła, wręczając mu jego maskę do rąk, nie przejmując się jak to mogło wyglądać.
Straciła już i tak nadzieję na ciszę, której po nich oczekiwano. Położyła rękę na przedramieniu Shinjemu i uścisnęła lekko, znacząco, dając mu znak.
- Jestem Chise, a to jest Shinji, miło poznać - przedstawiła ich oboje, nie wspominając nic o turnieju. Puściła oczko do Shigi, pozwalając mu się domyśleć, czy to jej imię czy kolejny pseudonim. I w sumie rozmowa mogłaby się toczyć dalej, ale zbliżyła się do nich strażniczka, prosząc o ciszę. Chise pokiwała głową, nie mówiąc już nic.


/dalszą część skomentuje późnej bo Shinji musi mi ją opisać/
Obrazek
Avatar użytkownika

Chise
Najlepszy Kobiecy Charakterek
 
Posty: 597
Dołączył(a): 23 lis 2017, o 20:18
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4372
GG: 46966371
Multikonta: Obi

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Senju Toshio » 8 sty 2018, o 15:00

Z niemałym trudem przyszło Toshio dotrzeć przed Pałac, na jego dziedziniec. Po drodze każdy zakamarek miasta skrywał różności, które miał ochotę zgłębić. Potrawy i inne cuda, jakich na kontynencie nie uświadczysz. Mogła to być równie dobrze pozorna otoczka wspaniałości. Tuż po wojnie tak szybko się podnieśli, to zadziwiające. Nie umniejszał niczemu, co zobaczył. Nie mógł znajdować się w wielkiej bańce genjutsu. Nic na to nie wskazywało. Poza tym organizatorom musiało zależeć na pokazaniu dobrej woli w stronę całego zgromadzenia. Ceremoniały z pewnością będą dobrym rozwiązaniem na zaskarbienie sobie przychylności mieszkańców. Czekały ich zmiany, które nie każdemu mogły iść w parze z zachwytem. Nie odczuł żadnej obawy ani presji ze strony osady. Bardziej widać było w tym wszystkim majestat. Nie wiadomo na czym najpierw się skupić.
Naprzód chłopak wypuścił swój mahoniowy pierwowzór. Bunshin ukazywał jego prawdziwy wygląd, taki, który znali wszyscy jego znajomi. Pokazywał również innym, potencjalnym sprzymierzeńcom postać Toshiego. Uczynił to, żeby nie pozostawać w ukryciu, a zarazem móc cieszyć się z zabawy. Nim tu nie dotarł, nie miał pewności do czego przyda mu się nowy strój. Teraz już miał dobre rozwiązanie. Drobny w swej posturze nastolatek był tym, który zaczął zagłębiać się w tłum. Jego zamiary przedostania się bliżej głównej części przedstawienia raczej nie wzbudzały niczego nadzwyczajnego. Był jednym z tych obcokrajowców, którzy nie mogli powstrzymać się przed zobaczeniem atrakcji z bliska. Z tyłu niewiele było widać, a nie chciał za dużo stracić. Przybył na miejsce, kiedy balkon nad wejściem do Pałacu był już obsadzony - zapewne Shirei-kanami poszczególnych rodów. Powstrzymał palącą go niezręczność wynikającą z niezadowolenia niektórych osób z tłumu. Postanowił jednak znaleźć się niemal w pierwszej linii i wysłuchać obrzędu koronacji, a potem przemowy Cesarza. Ku jego zdziwieniu mógł minąć kilka wyróżniających się postaci, lecz ciekawość pchała go w bardziej pożyteczne miejsce. Nikt nigdy nie podejrzewałby, że Mokubunshin zajął miejsce Toshio w takiej uroczystości.
Sympatyczny z natury młodzian z rodu Senju pozostał na końcu placu. Musiał przeciwstawić się wrażeniu, że jest obserwowany, co nie mijało się tak bardzo z prawdą. Jego ciemnozielony strój wyróżniał się pośród kolorowego wystroju tutejszych mieszkańców. Ważne, że nie zostanie rozpoznany przez znajomych - przynajmniej nie tak łatwo. Klon dodatkowo rozwiewał te wątpliwości. Zatem dołożył wszelkich starań, by stać się zwykłym uczestnikiem wydarzenia, odzianym w wygodny ubiór shinobi. Wypatrzył podwyższenia lub innej balustrady, aby móc usiąść i cieszyć się sytuacją. Z zakrytą przed zimnem częścią twarzy, machał z zadowoleniem nogami. Wzrok skupiony miał na scenie i reagował na wybuchy radości tłumu, wodząc po tłuszczy wzrokiem. Dźwięk ceremonii niósł się zadziwiająco przyjemnie po przestrzeni dziedzińca. Tyle mógł sta zaobserwować, drobne zmiany.
Chwila napięcia wynikająca z ukazania się wszystkim oczom dziedzica tronu udzieliła się Mokubunshinowi. Jako nieliczny z grona - a zwłaszcza mieszkańców Wysp - był świadkiem jego imponujących umiejętności. Przez moment stał przy jego obliczu, a miało to miejsce pięć lat temu. Szmat czasu, który dane mu było dotrwać. Jeśli sięgnąć pamięcią, to Reika wspominała, że Natsume był rówieśnikiem Shigeru. To z nim konkurował, niczym z rywalem. Kto wie, czy starszy kuzyn nie byłby również mianowany na Shirei-kana w klanie Senju. Wychodziło na to, że rola Cesarza była wyższa niż przywództwo nad klanem. Nie zagłębiał się w temat. Chwytał atmosferę wszystkimi zmysłami, żeby dobrze ją zapamiętać. Wkrótce na powrót złączy się z oryginałem, będą stanowić jedność myśli i doświadczeń. Taki właśnie był cel drewnianego klona. Łagodny rekonesans dla dobra zabawy. Chcąc nie chcąc dowiedział się wiele o sytuacji politycznej. Tyle wystarczyło do uświadczenia refleksji nad losem, który przyszło im nieść. Konflikty odegrały tu znaczącą rolę i były podobne do waśni rodów Senju i Uchiha. Na obecną chwilę Toshio nie mógł zdawać sobie pełnej sprawy z powagi całej sprawy. Nie musiał być skazany na podejmowanie żadnej decyzji, do jakiej zobligowani są liderzy. Ukryte ambicje kiedyś go do tego przekonają. Drobny applause z jego strony pomógł mu w zachowaniu dobrego wrażenia. Nie spodziewał się, że Cesarz będzie wyglądał tak skromnie. Wydawało się, że nie mierzy więcej niż sam Toshio. Wyobraźnia młodzika wskazywała na kogoś o muskulaturze atlety i wzroście przyćmiewającym wszystkich innych. Dobrze wiedzieć, że nie zawsze liczy się aparycja. Yuki Natsume pasował w tym przedstawieniu bardzo dobrze. I gdyby nie jego pozycja, chętnie uścisnął by mu dłoń. Dostanie się teraz do jego osoby graniczyło z cudem. Obawa o życie była tutaj bardziej pewna niż zazwyczaj. Pozostaje towarzystwo przyjezdnych indywiduów i atrakcji festiwalu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.
Ostatnio edytowano 9 sty 2018, o 23:02 przez Senju Toshio, łącznie edytowano 2 razy
Avatar użytkownika

Senju Toshio
 
Posty: 504
Dołączył(a): 11 paź 2015, o 12:25
Lokalizacja: Wrocław
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Strój maskujący wygląd (✘)
W jego strojach góruje szarość barw, zaś na głowie czuprynę przepasa brązowa opaska oraz sporadycznie noszony ochraniacz na czole. Średniego wzrostu wyrostek z niemal ciągłym uśmiechem na twarzy.
Widoczny ekwipunek: Plecak (✘), Torba (przy prawym pośladku)(✔); 2x kabura (na prawym udzie)(✔); 3 bumerangi (przymocowane z tyłu przy pasie)(✔), ochraniacz na czoło (✘), kieszeń spodni(✔), Tanto (przy lewym boku)(✔).
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=1472&p=15868#p15868
GG: 11529895
Multikonta: Saeko

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Tensa » 8 sty 2018, o 15:26

Kobieta odziana w kimono i płaszcz jako pierwsza zareagowała na jej przybycie, no cóż, delikatnie mówiąc w niezbyt miły sposób. W pierwszej chwili białowłosa nieco opacznie zrozumiała przytyk. No cóż, ciężko było tak nie interpretować wybuchu i słów o sharinganie. Dopiero gdy ujrzała jej oczy, pojęła o co tak naprawdę chodziło, dziewczyna przedstawiająca się jako Chise... jej oczy... była ślepa. Tensa jednak nie wzdrygnęła się, bo cóż mogłoby wywołać w niej zdziwienie? Wielu kalekich poruszało się po tym świecie. Pierwszy raz widziała Hoshigakiego, ślepą, była na wyspach dopiero pierwszy dzień, a już mogła uznać, że poszerzyła swoją wiedzę. Dziewczyna, dość urocza z resztą zwróciła jej uwagę. No tak, przecież większość ludzi zebrała się tutaj właśnie z okazji koronacji, która zdążyła się już na dobre rozpocząć. Do jej uszu dotarło jednak pytanie drugiego z przedstawicieli klanu wachlarza... turniej, no cóż, nie do końca wiedziała, czy powinna odpowiedzieć na nie szczerze, z drugiej strony i tak dowiedzą się prawdy, widząc ją na arenie.
-Czyli i ty masz zamiar wziąć udział? Widzę, że może być ciężko. - powiedziała już nieco ciszej, lustrując skrytymi w cieniu kaptura oczyskami. Nie chciała przeszkadzać Chise, w końcu jej postrzeganie tego wydarzenie, co oczywiste nie mogło opierać się na wzroku. Chociaż zaciekawiło ją, w jaki sposób odnajduje się ona w takim tłumie, w końcu sama fiołkowooka posiadająca o ten jeden cenny zmysł więcej miewała z tym problemy. Uśmiechnęła się, gdy czarnowłosa przedstawiła ich sobie. Domniemana dwójka Uchih zgodnie milczała w sprawie starć, do których dojść miało ku uciesze zebranym.
-Jestem Tensa, miło was poznać - powiedziała, miłym tonem, by zaraz dodać -Liczę, że Uchiha również pojawią się wśród walczących - oczywiście jej głos stał się pełen nadziei. Im więcej członków klanu brało udział, tym więcej mogła się nauczyć. Może i w starciu z innymi klanami nabrała, by nieco ważniejszego rodzaju doświadczenia, jednak obserwując ludzi należących do tego samego rodu, mogła o wiele lepiej zrozumieć potęgę sharingana, poznać wymyślne sposoby na jego wykorzystanie znane tylko jego właścicielom. Zakładała, że Ci wysłani z jej klanu powinni móc korzystać z tej przeklętej mocy, w końcu liderka nie wysłałaby na koronację słabiaków. Turniej, który miał się odbyć, był idealnym momentem na zaprezentowanie siły klanu. Chcąc nie chcąc, mimo że przybyła tu z własnej woli, nie pytając o zgodę, również niosła to brzemię. No cóż, polityka wpływała na wiele aspektów życia, zwłaszcza w takim miejscu i o takim czasie. Spokojne rozmowy przerwać postanowiła uzbrojona kobieta, sądząc po ubiorze, należąca do jednej z dwóch... właściwie to trzech formacji, które udało jej się wyróżnić. Należała do tych białych, a biorąc pod uwagę sposób, w jaki ustawieni byli ci pod podestem, mogła założyć, że właśnie upominała ich członkini swego rodzaju służby specjalnej. W końcu najbliżej trzyma się tych najlepszych i najwierniejszych, chociaż wiedziała, że w nadinterpretacji prostych rzeczy jest specjalistką, w końcu mogła to być po prostu swego rodzaju zachcianka estetyczna organizatorów. To też, nie pozostało jej zrobić nic innego niż zamilknąć. Lepiej nie zadzierać z siłami porządkowymi obcego państwa, zwłaszcza kiedy przebywa się na ich terenie bez zgody, czy nawet wiedzy własnego lidera, to mogłoby skończyć się niepotrzebnymi kłopotami. Swoich już miała wystarczająco, niepotrzebne były jej nowe... chociaż pewnie i tak za jakiś czas jakieś się napatoczą. Do tej pory lubiły ją, była tym przypadkiem, który dzięki szczęściu unika śmierci z rąk losu, który na wszelkie sposoby chce ją załatwić... Właściwie to z zaciekawieniem czekała na jego kolejne próby, w końcu niszczenie armii nieumarłych miała już za sobą, co jeszcze mogło się na nią czaić? Armia gadających rekinów? Jej wzrok skupił się na liderze klanu Hoshigaki.
-W sumie to nie jest niemożliwe. - pomyślała, obserwując przerośniętą sardynkę. Ceremonia trwała, Cesarz odpowiadał na kolejne zadawane w imieniu Bogów pytania, przyjmując coraz to kolejne miana. Nawet nie próbowała ich zapamiętać, w końcu tekst wygłoszonej przez niego przysięgi nie był czymś, co mogło jej się przydać... no, chybachyba że sam Shirei-kan Shirei-kanów, zamierzałby zapytać ją o opinie, co było niemożliwe. Mężczyzna o dziwo dość młody i niebrzydki w końcu uwolnił się z szarf. Diadem który, ukryć nie mogła, wzbudzał jej pożądanie, wylądował na jego czole. Pięć kamieni szlachetnych symbolizujące pięć klanów i on jako stal, która trzyma je w kupie.
-Tak więc Tygrys zaczyna władać wyspami... nie sądziłam, że tygrysy żyją w takich warunkach... mają pomysły na metafory... - pomyślała, gdy władca "odrodził się". Czas nadszedł jednak na najmniej efektowną, lecz najbardziej treściwą część. Mężczyzna okazał się dobrym mówcą, jednak wiedziała, żeby z przymrużeniem oka traktować jego słowa. Musiał panować nad ludem, dawać im nadzieje...
-Czyli twierdzi, że nie chce wojny, że będzie jedynie się bronił? Brzmi dobrze, przynajmniej na jakiś czas. Jednak skoro tak otwarcie mówi o konflikcie z radą, można spodziewać się jakiejś odpowiedzi. Piękne słowa, są ważne, jednak co stoi za nimi? - zadawała sobie pytania. Wysłuchawszy przemowy, postanowiła opuścić to miejsce, zdążyła już wpaść w oko straży, a i tłum zdawał się być męczący.
-Będzie ciekawie. - powiedziała pod nosem, po czym przeniosła wzrok na nieznanego jej z imienia Shinjiego. -Liczę, że spotkamy się na arenie. - rzuciła wesoło. -Pewnie jeszcze się spotkamy, więc nie żegnam. - dodała i ruszyła przez tłum, szukając dla siebie jakiegoś spokojniejszego miejsca. Nie miała ochoty na taniec, ale nieco Sake jak najbardziej mogło poprawić jej humor...

[z/t]
Tensa
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości