Plac przed pałacem

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Kisho » 8 lut 2018, o 02:17

Pod kilkoma względami ta dwójka, już może nie tak obcych sobie ludzi, rzeczywiście była do siebie bardzo podobna. Nie wiedzieli o tym, no bo jakby mogli po zaledwie 10-minutowej znajomości, ale tak było. O dziwo, jak jednemu, tak drugiemu (drugiej?) wcale to nie przeszkadzało. Co więcej, ta otoczka niewiedzy każdą ze stron w jakiś sposób intrygowała, na różnym stopniu, ale jednak. Niby nie chcieli na siłę wyciągać informacji i poznać tego drugiego człowieka kroczącego obok, ale ciekawość nakłaniała ich do kolejnych pytań. Pytań, jak i małych podstępów i podpuszczeń. Czyżby ciągnął swój do swego? A mówią, że to przeciwieństwa się przyciągają.
Raczej nie kierował się rozsądkiem, przynajmniej nie w kwestii narażania się na łomot od białowłosej. Jej groźby wciąż uważał i będzie uważał za żartobliwe i bez pokrycia w rzeczywistości. Gdyby poznał jej siłę albo – co gorsza – na własnej skórze odczuł uderzenie tej jej wcale nie tak małej piąstki, pewnie zmieniłby zdanie. Oj tak. Nie wątpię również w to, że po czymś takim zacząłby się także delikatnie bać i rzeczywiście obawiać o swoje kości. Tymczasem jednak sytuacja, z jego punktu wyglądała niezmiennie, jak żart. Dlatego też, w tym kierunku ciągnął ten temat dalej:
- A bo ja wiem - udzielił nieśpiesznej odpowiedzi. - Chyba przy każdej - dopowiedział z nutą pytania. Pewnie nie takiej odpowiedzi się spodziewała, ale cóż, nie siedział w jej główce, nie wiedział, do czego zmierza i o co może jej chodzić.
Po chwili wymienili się imionami. Nikusui Ryukata nic a nic mu nie mówiło. Może to i lepiej. Jeszcze okazałoby się, że to jakaś ważna osoba albo coś. Tego by mu tylko brakowało, kolejnej persony, pokroju cesarza, przy której nie wiadomo jak się stosownie zachować.

- Miło poznać - rzucił, nim ruszył w dalszy spacerek. Zdołał dobrać się do kolejnej kluseczki i aż oblizał wargi, gdy tylko zauważył, jak zlewa się z niej ciemny sos. Dlaczego nikt wcześniej nie powiedział mu, że robią tu tak dobre dango! I to w tak różnych formach i smakach. To, że akurat trzymał w ręce szaszłyka z kocimi pysznościami, nie oznaczało, że w ofercie sprzedawczynie nie było innych. Były! I to jeszcze jak wiele. Aż nabrał ochoty na szybki zwrot na pięcie i dokupienie tych smakołyków w większej liczbie. No wiecie, na wszelki wypadek albo na czarną godzinę. Dobra, po prostu były przepyszne i chciał więcej! Więcej!
Spojrzał przez ramię z lekkim zdziwieniem na twarzy. Przynajmniej początkowo w lekkim, bo na wspomnienie o wstydliwości aż wytrzeszczył gały i o mały włos zakrztusił się kawałkiem cista. Czyli jednak mówiła na serio? Czy nadal sobie żartowali? Sam już nie wiedział.
- Ano wstydzę - wyznał, choć zrobił to w niebywale prosty sposób, całkiem jakby mówił o pogodzie, czymś zwykłym i normalnym. Nie trudno było się przyznać do czegoś, co każdy w życiu przerabia, a że Kisho myślał, iż dziewczyna pyta ogółem o czynności damsko-męskie, to odpowiedz przyszła mu jeszcze łatwiej. Gdy spytała wprost, dlaczego właśnie to jej nie pocałował, skoro sam z tym wyskoczył, z całą pewnością dopięłaby swego i zobaczyła, w jak szybkim tempie robi się czerwony i zaczyna gubić słówka na języku. Tego jednak nie zrobiła. Jej strata, a nasz zysk, znaczy zysk Kisiaka - gdyby tylko wiedział, o co chodzi. - Jakoś nie orientuję się w TYCH sprawach - kontynuował, cały czas zachowując się naturalnie. Zmarszczył jednak brwi, gdy Nikusui zaczęła na niego napierać, przyrównując go jeszcze do kobiet. Tak chciała grać? Dobra! Zaraz sama tego pożałuje. Już jej Kisho pogra na ostro i pokaże, kto tu jest mistrzem w żartowaniu sobie z innych!
- Niech ci będzie - zaczął, z niezmiennym tonem w gardle i mimowolnym chytrym uśmieszku. Zwolnił, przełożył igiełkę d dango do lewej ręki, a prawą wskazał na policzek. Postukał dwa razy wskazującym palcem w sam środek lica i nachylił się delikatnie. - No dawaj - No tak, niby to on miał całować, ale kto mu zabroni obracać kota ogonem, co? Nikt! Ha! To było w tym wszystkim najzabawniejsze. Tylko się zgrywał, myśląc, że towarzyszka robi to samo a ta, tak naprawdę próbowała się odegrać i... Chyba nie poszło jej za dobrze. Jej reakcja będzie teraz bezcenna! W każdym bądź razie niezapomniana i prześmieszna.
Nie liczył, że dostanie buziaka, w końcu dla niego były to przez cały czas niewinne żarciki i docinki. Co zrobi, gdy sprawa się skomplikuje i poczuje, jak dziewczyna zacznie się zbliżać, by jednak to zrobić? Oj najpierw na sto procent spanikuje i pomyśli, że zwariowała. Co potem? No to zależy. Najpewniej jednak lekko się odsunie, oderwie od niej i szybko wciśnie między jej usta a swój policzek dango, trzymane w lewej ręce rzucając tekst typu „smacznego". Takie wyjście z sytuacji byłoby najlepsze. Atmosfera zapewne nie spadnie, nikt się nie obrazi, a i wszystko wyjdzie w miarę komicznie. No, a przynajmniej tak by było, ale nie będzie. Bo przecież go nie pocałuje, nie? Nie?!?
- Za muzyką! - krzyknął, w odpowiedzi na pytanie odnośnie ich celu. Dodatkowo podniósł dłoń i wymachując patyczkiem, wskazał stronę, z której jak przypuszczał, wydobywają się dzwięki melodii. W pierwszej chwili nawet nie dotarło do niego, że Nikusui naprawdę chce iść z nim. We dwójkę! No ale co ważniejsze, z NIM. Sądził, że za chwilę i tak się rozejdą i każdy pójdzie w swoją stronę. Jakby nie patrzeć, zielonooka wyglądała, jakby się gdzieś wybierała, a przynajmniej miała już jakiś cel. Przynajmniej tak prezentowała się na placu, bo teraz, to naprawdę trudno było cokolwiek stwierdzić. Czy miał coś przeciwko jej towarzystwu? Zdecydowanie nie. Dobrze mu się z nią rozmawiało, nawet jeśli dotychczas rozprawiali jedynie o głupotach. Ale kto by się tym przejmował. Niku była, jak oderwanie od szarego życia, jakie wiódł od dłuższego czasu. Nie, żeby narzekał na brak zajęć. Chodziło raczej o poczucie zadowolenia, radości i miłe spędzenie z kimś chwili, nie musząc zamartwiać się o jutrzejszy dzień. Aż szkoda byłoby żegnać się z tą dziewczyną, skoro ma taki dobry wpływ na Kisho. Co nie?
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 452
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Nikusui » 8 lut 2018, o 13:13

Tak, w niektórym kwestiach mogli być do siebie podobni, ale były też rzeczy, które ich różniły. Chociażby fakt, że Nikusui nie podbiegłaby od tak do kogoś, kto został przypadkowo skaleczony, oferując mu pomoc. Za to słowa o porachowaniu kości były jak najbardziej poważne i na miejscu! Nie należała do bardzo ufnych osób, więc wolała od razu przedstawić konsekwencje niepochlebnych dla niej działań. Za to Kisho wciąż brał je w żartobliwej formie, co aktualnie aż tak bardzo jej nie przeszkadzało. Może dlatego, że zapewne niezamierzenie jakimś cudem był krok przed nią. No, może pół. A ona, podążając za swoją wojownicza i buntowniczą naturą, nie mogła tego zaakceptować, więc brnęła w to dalej, gdzieś podświadomie stwierdzając, że to jej nawet odpowiada.
To była jednak pora, by temat ewentualnych połamanych kości zakończyć. Lepiej dla Kisho, by zostały to jedynie słowa. Chociaż, tak naprawdę białowłosa nie wiedziała, jakimi umiejętnościami posługuje się jeszcze mężczyzna, więc równie dobrze mogła się w tym momencie przeceniać. Jednak, tu pojawiała się kolejne kwestia jej charakteru. Nie przyznawała się do słabości. To mogło z kolei przełożyć się na przerysowanie własnych możliwości, chociaż tego umyślnie nie robiła. Może tak działała jej pewność siebie, kto wie. Nie można było jednak zapomnieć też o tym, że ktoś, patrząc na nią, mógł właśnie wypuścić drugim uchem jej słowa. Co było dla niej dość naturalne w tym świecie, gdzie większość mężczyzn uważała się za lepszych i silniejszych. Bzdura.
O, właśnie to było te pół kroku przed nią! To stwierdzenie, rzucone od tak, jakby stwierdził, że właśnie zaszło słońce. Chociaż próbowała go zawstydzić, to albo z początku nie zdawał sobie z tego sprawy, odpowiadając odruchowo, albo chciał być sprytniejszy niż białowłosa. Skoro ona mu to wypomniała, postanowił przejść do działania. Ale nie tak, jakby ona się tego ewentualnie spodziewała. Ryukata poddająca się woli mężczyzny? Oj, nie teraz. Nawet, jeśli były to niewinne zagrywki, w które chcieli się bawić. Wtedy już byłby krok przed nią. Duch wojowniczki się budził! Dobry znak. Bez czekania, dodatkowo się do niego zbliżyła, jeszcze bardziej zmniejszając odległość między ich twarzami. Jej żółto-zielone oczy patrzyły w błękitne tęczówki Kisho, jakby chciała go upewnić, że jego prowokacja przynosi skutek. Nic bardziej mylnego. Zamiast jej ust, poczuł jak nadstawiany policzek jest ściskany przez jej kciuk i palec wskazujący. Pociągnęła go trochę, żeby poczuł, ale nie, żeby zwinął się z bólu i uśmiechnęła się do niego szeroko.
- Ładnie to tak na skróty? Nie ma tak łatwo. - powiedziała, na końcu pokazując mu język. Tak po prostu. Jak dzieciak. Co świadczyło o tym, że czuła się swobodnie i zacierała jakieś formalne granice między nimi. - Najlepiej, pokazać i oczekiwać. - dodała, odsuwając się od niego i puszczając jego policzek, który po tym małym zabiegu, musiał mieć przez chwilę niewielki, zaczerwieniony ślad. Co jak co, ale część z tego była prawdą. Bo takie postrzeganie mężczyzn gdzieś jej się z tyłu głowy trzymało. Bardziej jednak do Kisho pasowało jej stwierdzenie, że rzeczywiście tak się wstydził, że trudno byłoby mu się na takie coś zebrać. Co dla niej było oczywiście lepszą opcją. Jednak prowokacja, która płynęła w jej żyłach, nie chciała się od tak ukryć.
- Dobra, ale potem woda. Duuuużo ciepłej wody. Na pewno mają tu jakieś gorące źródła, nie? - zapytała, patrząc na mężczyznę z zaciekawieniem. Owszem, marzyła jej się jakaś relaksująca kąpiel. W Raigeki nie spotkała się z gorącymi źródłami, a kąpiel w jeziorze czy morzu nie była na tę porę roku takim dobrym pomysłem. Pozostało więc jedno, a że ona się nie wstydziła, a Kisho prawdopodobnie się wstydził... czyż to się świetnie nie układa?! - Oby koedukacyjne. - dodała mimochodem, zaraz zapychając się przedostatnią, słodką przekąską. Jej szeroki uśmiech ewidentnie świadczył o tym, że to plan, który zamierza doprowadzić do skutku. Coś za coś. Ona z nim w kierunku muzyki, on z nią do źródeł. A żeby przypieczętować ten wymyślony przez nią "układ", trzeba było nieco zacieśnić więzi.
- W takim razie, skoro nie pochodzisz stąd, to skąd? I czy od dawna zajmujesz się bezinteresownym pomaganiem ludziom, którzy padli ofiarą napadu? - zapytała, patrząc na ostatnią porcję dango. Najwyższa pora ją zjeść. Ciemny, aromatyczny sos już zaczął powoli spływać po patyczku i pewnie za chwilę ubrudzi jej palce. Stąd też zjadła ostatnie dango, ale w pobliżu nie widziała żadnego kosza, więc przytrzymała patyczek w opuszczonej dłoni i podążała przy Kisho, za muzyką, rzecz jasna.


z/t z Kisho
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Av: 1, 2
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 979
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 28
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Ame » 17 lut 2018, o 16:03

Gnębiony przez dziwny sen zszedł z klifu, aby poszukać fioletowego kota, zawsze można zakładać, że nie spał tylko mu odwaliło, zaś znalezienie sierściucha byłoby tego głównym dowodem. Nie bawił się w odwalanie treningu fizycznego jak przy wchodzeniu. Zszedł z góry najszybciej jak się dało i zaczął przeszukiwać okoliczne zarośla. Wśród karłowatych krzewów na pewno było sporo różnych żyjątek, głównie owadów, które rozpierzchły się na wszystkie strony w trakcie jego nieudolnej eksploracji. Wtem w tych najbardziej od niego oddalonych pojawił się szmer, a zaraz za dźwiękiem, Ame zauważył ruch zarośli. Jeżeli znajdę tego Kota to idę się leczyć - pomyślał. Powoli podszedł do roślinki i odsłonił liście, tylko po to, aby spojrzeć w przerażone oczy zająca, który wypruł przed siebie z astronomiczną prędkością. Trzeba przyznać, że chłopakowi ulżyło, gdyż był gotowy na najgorsze. Kiedy już udało mu się rozwiać wszelki wątpliwości dotyczące snu, uznał, że czas wracać do miasta. Nie może spędzić ostatniego dnia na gapieniu się na statki i chmury. Fioletowe futrzaki to już w ogóle nie wchodziły w grę. Udał się w kierunku pałacu.

Jeżeli chodzi o samo miasto, to udało mu się już odwiedzić wszystkie miejsca, które chciał zobaczyć - niezależnie od tego czy było to dzieło przypadku czy celowe działanie. Nie zdążył pojawić się na koronacji cesarza, specjalnie nad tym nie ubolewał. To tylko nudna formalność dla prawdziwie zainteresowanych i rozrywka dla gawiedzi. Co nie zmienia faktu, że coś podkusiło go, aby zobaczyć to miejsce. W końcu tu jeszcze nie był, najwyżej jacyś kulturalni strażnicy grzecznie poproszą go o opuszczenie terenu, zaś on sam grzecznie go wtedy opuści, bo co mu pozostanie? Jeżeli ta struktura polityczna przetrwa, to być może jest w tej chwili świadkiem tworzącej się historii. Głupio byłoby nie móc opowiedzieć wnukom, że nie było go nawet nigdy na tym placu. Kiedy dotarł na miejsce, był zaskoczony obszernością tej lokacji w porównaniu do raczej ciasnych uliczek Hanamury. Rozglądał się wkoło z głupkowatą miną niczym Jables w Tenacious D wychodząc z autobusu w mieście upadłych aniołów.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 436
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Kaito » 17 lut 2018, o 16:26

Obrazek

Misja rangi D dla Ame
1/15



Gdyby ktoś z zewnątrz obserwował zachowanie Ame po zejściu z krateru najpewniej stwierdziłby, że osiemnastoletni Hozuki postradał zmysły. W końcu kto by pomyślał, że przyśnił mu się jakiś kot, którego na dodatek chłopak zaczął szukać po zaroślach? Sen musiał być naprawdę realistyczny, skoro Rekin nagle zaczął wierzyć w istnienie fioletowych futrzaków. Ostatecznie znalazł jedno zwierzę w trawiastym gąszczu, ale to chyba było jasne, że nie był to żaden fioletowy kot, a raczej Ame spojrzał w oczy wystraszonego zająca. No cóż, życie układało różne scenariusze. Nastoletni shinobi podjął jednak chyba dobrą decyzję, rezygnując z dalszych poszukiwań sennej mary i ostatecznie skierował się w stronę pałacu.
Mimo że uroczystości na placu defiladowym dobiegły już końca, tak nadal można było się tutaj natknąć na tłumy zainteresowanych wspaniałą architekturą turystów. Do uszu Hozukiego dobiegały donośne rozmowy na przeróżne tematy, od smaku festiwalowych przysmaków, przez oszukaną zawartość alkoholu w sake sprzedawanych w okolicznych kramach, aż na wynikach poszczególnych pojedynków turnieju kończąc. Wydawało się, że ludzie kompletnie zapomnieli o samej koronacji cesarza, a zamiast tego skoncentrowali się na płynących z tego wydarzenia rozrywkach. Czy należało im się jednak dziwić? Nie każdy orientował się w tematach politycznych, a jednak krytykowanie wszechobecnego jedzenia i napitków, czy też walk przeprowadzanych na arenie, nie wymagał aż tak dużej wiedzy i kompetencji.
Ame nie mógł zbyt długo cieszyć się widokiem obszernego placu, jak i samego pałacu, bo po dosłownie paru minutach został zaczepiony przez jakiegoś mężczyznę. Miał on podobne do Hozukiego niebieskie włosy, jednak jego oczy mieniły się już inną barwą – zieloną, która zdawała się kompletnie nie pasować do fryzury. Nadto facet miał ogromny nochal, przez co wyglądał wyjątkowo komicznie. Ciągnął za sobą za rękę jakiegoś szkraba, który miał w porywach może do 140 centymetrów zrostu. Oczy miał praktycznie identyczne, co nasuwało podejrzenie, iż był synem nieznajomego. W oczy rzucała się jednak przede wszystkim jego krwistoczerwona czupryna, no i na szczęście chłopak nos odziedziczył pewnie po matce, bo wcale nie wyglądał jak jakiś kulfon.
- Shinobi? Samuraj? – Mężczyzna mruknął, po czym praktycznie zaczął obchodzić Ame dokoła, przyglądając mu się bacznie. Najprawdopodobniej ocenił chłopaka po tym jak udało mu się dostrzec miecz ukryty w pochwie u jego boku. Nie mógł być jednak pewien czy niebieskowłosy rzeczywiście jest ninja, czy może samurajem, ponieważ zarówno ci pierwsi, jak i drudzy używali w walce mieczy.
- Chcesz zarobić trochę kasy? Mam tu w Hanamurze parę rzeczy do załatwienia i muszę z kimś zostawić młodego. – Zapytał, przystając wreszcie w jednym miejscu. Najwyraźniej te jakże szczegółowe oględziny z jego strony dobiegły końca. Facet zdał sobie jednak sprawę z tego, że zbyt wiele informacji nie przekazał, dlatego uśmiechnął się przy tym zakłopotany i ponownie otworzył usta.
- Musiałbyś się nim zająć przez kilka godzin. Nie wiem dokładnie, może dwie, a może cztery… Nie sądzę, żeby dłużej, ale jeśli coś się przeciągnie, to oczywiście zapłacę więcej. – Zapewnił, pokazując tym samym wyciągniętą z kieszeni sakiewkę, jak gdyby chciał w ten sposób pokazać, że jest wypłacalny i o ewentualne wynagrodzenie z jego strony nie ma co się obawiać. Na opasce na jego ramieniu Ame zdołał zauważyć także symbol, który wydawał mu się nad wyraz znajomy. Czy aby nie widział takiego kiedyś przy wejściu do osady Shabondama? Jeżeli dobrze kojarzył, to można było przypuszczać, że mężczyzna pochodził z kantańskiego regionu.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 461
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Ame » 17 lut 2018, o 17:02

Ame po dotarciu na plac nie za bardzo wiedział co ma ze sobą zrobić. Kręciło się tu sporo ludzi, jednak żadna z tych twarzy nie była na tyle swojska, żeby zacząć jakąkolwiek rozmowę. Po prostu przechadzał się w tą i z powrotem, przypatrywał się samemu pałacowi. Z tego co wiedział był on dziełem jego klanu, więc w zasadzie mógł być z niego po części dumny. Gdyby był do tego wszystkiego jakoś specjalnie przywiązany, to po jego policzku pewnie spłynęłaby łza - to już kilka lat jak nie było go w ojczyźnie. Obserwował architekturę, gdyż po ostatnich doświadczeniach, nie miał ochoty na Hanamurską herbatkę. Bo to na pewno przez nią. Po prostu stał sobie jak te widły w gnoju, jednak jakoś nikt nie podszedł żeby zapytać go czy zatańczy. Zresztą on przecież z byle kim nie tańczył. W oczy rzucił mu się jakiś facet, który prowadził dzieciaka za rękę. Ciężko stwierdzić czy chłopiec był jego synem, gdyż nie licząc oczu to nie byli do siebie zbyt podobni. Mężczyzna miał włosy w kolorze niebieskim, w sumie częsta cecha u mieszkańców Kantai, więc pewnie jest miejscowy, albo przynajmniej z niedalekiej okolicy. Uwagę przyciągał jego dziwny nos, który można by pomalować na czerwono i facet dzięki temu dorabiały jako clown na kinderbalach. Jeżeli to jest jego syn, to miał na tyle szczęścia, że go nie dostał w naturalnym spadku. Miał też czerwone włosy, więc nie odziedziczył zbyt wielu jego cech. Szczególnie w przypadku nosa, im ten jest brzydszy, tym większa jest szansa, że potomstwo go dostanie. Natura bywa przewrotna. Jak to w życiu bywa, przypatrując się im, zamiast budynkowi, ściągnął na siebie ich uwagę i ci uznali, że mogą przez to wejść z nim w jakąś interakcje. Zaczęli go obchodzić niczym pies przed odlaniem się na hydrant. Ame zastanawiał się czy dostanie propozycję zostania modelem lub zostania aktorem w jakimś amatorskim teatrze. Nos tego faceta dawał mu w sumie duży potencjał do odgrywania zmęczonych emerytów lub karykaturalnie brzydkich, czarnych charakterów. W końcu wyjaśniło się czego od niego chcą, kiedy padło lakoniczne pytanie.
- Nie, kupiec korzenny. - Niebieskowłosy połasił się na sarkazm. Ciekawe dlaczego w ogóle pomyślał, że Hozuki może być samurajem. Który szanujący się samuraj używałby takiej igiełki jako broni? Nie była to zła broń, lecz w rękach samuraja wyglądałaby karykaturalnie.
-Pieniądze? Pewnie, kupcy korzenni zawsze potrzebują trochę grosza. Całe życie zajmuje się takim jednym dzieciakiem, więc to nie problem. - Nie chodziło mu tylko o Kaito, ale także o jego ostatnie doświadczenie z Aoi. Jeżeli tak dalej pójdzie to zamiast zostania potężnym shinobi to zostanie super nianią.
- Konkretna propozycja, nie mam nic lepszego do roboty. Niech będzie. - przystał na propozycje wielkonosego. - Jak się nazywasz? - zwrócił się do dzieciaka.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 436
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Kaito » 17 lut 2018, o 17:26

Obrazek

Misja rangi D dla Ame
3/15



Być może nieznajomy mężczyzna nie miał pojęcia o samurajach, a może jednak znał takich, co posługiwali się lżejszymi i wąskimi jak igła mieczami? Kto wie, nie było to chyba aż takie istotne. Zresztą i sam Ame nie wydawał się szczególnie zainteresowany osobami, które zdecydowały się zaburzyć jego spokój. W końcu na pytania gościa o zdecydowanie za dużym nosem odpowiedział z nieskrywanym sarkazmem, i nawet jeżeli ostatecznie zgodził się przyjąć od niego propozycją pracy, tak najpewniej nie pozostawił po sobie zbyt dobrego pierwszego wrażenia. Można było tak przynajmniej przypuszczać, jeżeli spojrzało się na pomarszczoną i zaczerwienioną twarz ojczulka, który właśnie w ten sposób okazał niezadowolenie z tego jak został przez niebieskowłosego młodzieńca potraktowany. Ba, nawet zaczął się rozglądać po okolicy, jakby chciał znaleźć innego kandydata do roli niańki, ale że żaden z innych tutaj zebranych nie ukazał na zewnątrz swego ekwipunku, facet najpewniej zrezygnował z szukania igły w stogu siana. Zależało mu na tym, by jego synalkiem zajął się ktoś kompetentny, ktoś kto będzie w stanie zapewnić mu bezpieczeństwo. W jego mniemaniu musiał to być jakiś shinobi albo samuraj, a nie przypadkowy koleś z roześmianego tłumu.
- Widzę, że Ci do śmiechu… – Wreszcie mruknął niechętnie, spoglądając przy tym na małego brzdąca, który wyglądał na podobnie znudzonego, co osiemnastoletni Hozuki. Jego ojciec westchnął ciężko, bo miał szczerze po dziurki w nosie tej całej sytuacji. Nie mógł znaleźć nikogo, kto byłby do tej roboty odpowiedni, a jak się już jakiś knypek z mieczem pokazał, to był przeklęcie wkurzający. Ale z drugiej strony… co mu tam, niech tylko zajmie się chłopcem przez jakiś czas, weźmie tę kasę i nigdy więcej się nie zobaczą.
Ame postanowił zapytać szkraba o imię i mógł się przekonać o tym, że gówniarza nikt nie nauczył dobrych manier. Chłopak z włosami niczym zapałka, po prostu pokazał mu język i głośno prychnął.
- Nie Twój interes. – Dodał jeszcze po tym, gdyby jego reakcja została niezrozumiana, choć zdawało się, że nie miał się czego obawiać. W swym braku sympatii dla Ame był wystarczająco wymowny nawet i bez tego rodzaju komentarza. Cóż, to wszystko nie wyglądało wcale tak prosto jak można by było przewidywać. Może i Hozuki miał doświadczenie w zajmowaniu się młodszymi osobami, i mowa tutaj zarówno o jego bracie, jak i ostatniej misji w szpitalu, ale chyba z tak niewdzięcznym przypadkiem nie miał jeszcze do czynienia. Co gorsza, nie tylko ten bachor, ale i jego ojciec wyglądał na typ upierdliwca.
- Ale chwila, chwila… skoro już ustaliliśmy szczegóły, to teraz pokaż, co w ogóle potrafisz. Nie zostawię Rena z jakimś słabeuszem. – I tym razem to niebieskowłosy facet prychnął, a trzeba przyznać, że jak prychnął tym swoim wielkim nochalem, to o mało co nie usmarkał całej okolicy. Na szczęście Ame jakimś cudem nie oberwał, ale naprawdę mógł zacząć się zastanawiać, czy użeranie się z tą dwójką warte było jakichkolwiek pieniędzy. No, ale przynajmniej poznał wreszcie imię tego małego smyka. Czy dało się jakoś zapanować nad jego ciężkim charakterem? Ta decyzja należała już do młodego Hozukiego, który w razie chęci podjęcia się zadania, musiał jeszcze udowodnić swemu zleceniodawcy, że posiada odpowiednie umiejętności. W jaki sposób? Wydawało się, że to już jego wola.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 461
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Ame » 17 lut 2018, o 20:32

Nie miał pojęcia dlaczego z takiego tłumu akurat na siebie musieli zwrócić uwagę. Gwiazda co w rzece wciąż się przegląda też tego nie wie. Chyba zrobił złe pierwsze wrażenie, ale nie za bardzo się tym przejmował, kogo obchodzi opinia jakiegoś Janusza-Shinobi? Nawet nos się zgadza. Zrobił się czerwony jak burak, więc można powiedzieć, że wrócił do środowiska naturalnego. Zaczął się rozglądać na boki, jakby w poszukiwaniu kogoś lepszego. No powodzenia. Nie uśmiecha mu się praca dla Janusza, który już pewnie ma ludzi zza muru na jego miejsce. Tylko mur był daleko, zaś do dyspozycji był wyłącznie Ame. To będzie ciekawe!
- Ano. - potwierdził słowa nosacza. Przynajmniej mógł się zabawić czyimś kosztem. Ojciec chyba zaczynał się poddawać, gdyż nie było nikogo innego, kto miałby szansę spełnić jego wymagania. Może zależało mu na shinobi lub samuraju i stąd to debilne pytanie na samym początku? To by znaczyło, że Hozuki nie zachował się zbyt uprzejmie, ale z gruntu rzeczy nie zaczyna się rozmowy od oglądania go jak towaru i zadawania krótkich pytań. Jego dzieciak nie był dużo lepszy, już go nie lubił, może żeby upilnować takiego pyskatego stwora faktycznie potrzeba ninja? Niebieskowłosy sądził do tej pory, że jego zdolności pedagogiczne się rozwijają, jednak ten przypadek brutalnie udowodnił mu, że nie ma do tego ani krzty talentu, więc postanowił na razie w ogóle na szczeniaka nie zwracać uwagi. Taki sam pomiot listonosza jak pewien znany mu, czarnowłosy jegomość. Można powiedzieć, że miał doświadczenie w pracy z tego rodzaju młodzieżą i nie przerażała go wizja zostania z szczylem przez kilka godzin. I jeszcze dzieciak nazywa się Ren. Czeka go Warta nad Renem, jakże poetycko. Teraz liczą się tylko pieniążki - dzięki nim będzie mógł chociaż opuścić Kantai, co w tym momencie go satysfakcjonowało. Niestety Janusz miał wymagania, jakby jego dzieciak był przynajmniej synem Daimyo, a nie zwykłego listonosza. To nie możliwe, że nie odziedziczył tego paskudnego nosa. No chyba, że natura w swej złośliwości przekazała go jego córce. Ciekawe jak ma udowodnić swoją wartość, pójdą do jubilera, który oszacuje ile ma karatów w sobie?
- Chcesz się tutaj bić? Spacyfikują nas strażnicy, geniuszu. - musiał mu uświadomić co może się stać. Wątpił w zdolności do przewidywania zdarzeń u człowieka, którego zakatarzony nos prawdopodobnie jest tak duży, że zaczął uciskać mu mózg. Nie mniej jednak Ame jako ambitna jednostka nie mógł tak po prostu zignorować wyzwania. Przesunął rękę w kierunku miecza, żeby dobyć go w razie potrzeby. Był co raz bardziej ciekawy tego co Nochal zaraz odwali.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 436
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Kaito » 17 lut 2018, o 20:56

Obrazek

Misja rangi D dla Ame
5/15



Ktoś mógłby powiedzieć, że Ame pozwala sobie na zbyt wiele, ale z drugiej strony… jeśli tak naprawdę nie zależało mu specjalnie na zlecenie, to mógł robić, co tylko mu się żywnie podobało. Różnych misji czy pracy nigdy nie brakowało i równie dobrze mógł wybrać inną ofertę. Za to czerwononosy mężczyzna zdawał się już mocno zmęczony poszukiwaniem odpowiedniej osoby do roli niańki dla swojego syna, skoro po takich bezczelnych żarcikach rekiniego chłopaka, nie odszedł jeszcze wielce urażony. Zdawało się, że czegokolwiek Hozuki nie powie, to i tak nie zdoła się narazić nieznajomemu do tego stopnia, by ten zdecydował się wycofać swoją propozycję. Czy jednak wykorzystywanie takiego desperackiego podejścia przez Ame było godne prawdziwego ninja? Kto to wie, nie doczekali się jeszcze żadnego konkretnego kodeksu.
Osiemnastoletni Hozuki rzeczywiście mógł się jednak wybronić tym, że sam nie został potraktowany z szacunkiem. Ojciec chłopaka faktycznie jeszcze chwilę temu oglądał go jak jakiś towar na wystawie, a rozmowę zaczął od pytania, które bez odpowiedniego kontekstu nie miało najmniejszego sensu, i także grzeczne chyba nie było. Ponadto facet nadal się nie przedstawił, więc widać było po kim stojący obok niego bachor odziedziczył te wszystkie maniery. Tych dwóch panów ewidentnie było siebie wartych.
Nieznajomy mężczyzna rzeczywiście miał spore wymagania, choć nie wyglądał na Daimyo. Mimo wszystko Ame nie wiedział, kim jest, a to że był bucem nie oznaczało wcale, że nie pełnił w Morskich Klifach jakiejś ważnej funkcji. W końcu ludzie na stanowiskach nie zawsze odznaczali się nienaganną kulturą osobistą. Tylko czy troska o własnego wynikała z rodzicielskiej troski, czy może raczej z chęci uniknięcia jakiegoś wielkiego skandalu? Przecież wyglądało na to, że gość wcale zbyt dużo uwagi swojej pociesze nie poświęcał. Gdyby tak było, młodziak potrafiłby pewnie zachować się choć odrobinę lepiej.
- Może i racja. – Facet westchnął ciężko, bo najpewniej miał ochotę zobaczyć jak Hozuki wywija swym mieczykiem. Zleceniodawcy wystarczyło jednak zobaczyć, że osiemnastoletni shinobi gotowy był go dobyć. Najprawdopodobniej postanowił zrezygnować ze spektakularnego widowiska przez wzgląd na słowa Ame. Jeszcze tego mu brakowało, żeby zatrzymali go jacyś strażnicy. Już i tak był wystarczająco spóźniony. Stwierdził więc po prostu, że ten młodzieniec i tak nadaje się lepiej niż wszyscy inni, których napotkał wcześniej na swojej drodze.
- Dobra, tak za dwie godziny czekajcie już w tym miejscu. Wrócę, kiedy wrócę. – Pożegnał się z Hozukim, pozostawiając mu pod opieką pomiot szatana, po czym odwrócił się na pięcie i czmychnął w kierunku pałacu. Tylko co taki człowiek mógł w ogóle robić na tego rodzaju salonach? Cóż, być może faktycznie pełnił jakąś istotną rolę w polityce. No nic, to i tak chyba nie miał większego znaczenia. Kiedy tylko ojciec zniknął z horyzontu, dzieciak się mocno rozbestwił, a na Ame patrzył spode łba, jak gdyby został z nim za karę. Właściwie może trochę tak było, bo wcale nie miał na to żadnej ochoty.
- Chcę iść do Białego Dystryktu. – Wręcz rozkazał swojemu opiekunowi, krzyżując przy tym ręce jak jakieś panisko. Oj, przed osiemnastoletnim Kantańczykiem stało naprawdę trudne zadanie.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 461
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Ame » 17 lut 2018, o 21:30

Czekał w gotowości na reakcje Janusza. Nie był pewny czy ten jest na tyle głupi żeby sprawdzić jego wartość bojową osobiście, jeszcze w takim miejscu jak to. Tym bardziej nie mógł być pewny czy strażnicy ewentualnie rozumieją pojęcie samoobrony. Cokolwiek by się nie stało nie można powiedzieć, że ci dwaj już zdążyli mu dostarczyć trochę rozrywki, a kto wie - może jeszcze trochę pieniędzy. Ame nie miał pojęcia z kim w tym momencie zadzierał, jednak niezbyt go to interesowało. Chociażby faktycznie to był Daimyo to i tak by mu odpyskował. Minimum szacunku do samego siebie trzeba mieć. I w mniemaniu Kantańczyka nie trzeba go mieć do wyszczekanych, roszczeniowych dzieciaków. Nochal już chyba zdecydował się na wynajęcie młodego shinobi... czy tam samuraja, bo kto wie? Nie okazał się też kompletnym warzywem i zdecydował się nie testować siły chłopaka. Przynajmniej trafiają do niego logiczne argumenty, więc może jeżeli dojdzie do płacenia to uda się im uniknąć konfliktów.
- To miło z pańskiej strony, że unikniemy scen. - powiedział z lekko kwaśnym grymasem na twarzy. Dlaczego to zawsze on musiał trafiać na największych popaprańców. Ciekawe jakie to interesy może mieć do załatwienia ktoś taki, nie licząc oczywiście operacji plastycznej? Pewnie po prostu widły mu się złamały i nie ma czym przerzucić obornika.
- Da się zrobić. - miał dosyć obecności Janusza i nie mógł doczekać się aż ten sobie wreszcie pójdzie w cholerę. "Jak wrócę to wrócę". Phi, znalazła się elita spod gołębnika. Miał ochotę krzyknąć za nim jakąś obelgę, lecz to tylko przedłużyłoby jego wieśniacką obecność, oraz dalszy, nadmierny pobór tlenu przez tego osobnika. Teraz został sam na sam z synem Janusza. Pewnie nie jest dużo sprytniejszy od ojca, ale co tam. Nie skreślajmy go od razu, w końcu nie ma tego nosa, może listonosz był odrobinę mądrzejszy. Jakże wielkie rozczarowanie go czekało.
- Ta, a ja chce Kubikiribōchō. To nie koncert życzeń. - odpowiedział dzieciakowi. Trzeba mu pokazać kto tutaj rządzi i na pewno to nie jest jakiś szczaw.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 436
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Kaito » 17 lut 2018, o 22:07

Obrazek

Misja rangi D dla Ame
7/15



A może Ame tak naprawdę nie doceniał ojczulka o wielkim nosie? Skoro koleś wiedział coś o świecie ninja i samurajach, to może jednak sam potrafił walczyć, nawet jeśli na wielkiego wojownika nie wyglądał? Tak czy siak nie było okazji, by to sprawdzić, bo mężczyzna wycofał się ze swojej propozycji. Może faktycznie dlatego, że nie chciał być przyłapanym przez strażników na jakichś ulicznych walkach, a może tak jak młody Hozuki przypuszczał, bał się tego, że jakiś młodzieniaszek spierze mu tyłek. W końcu oberwać przed swoim własnym synem byłoby z pewnością ogromną ujmą na honorze. Facet uwierzył więc niebieskowłosemu chłopakowi na słowo i zostawił swoją pociechę w jego opiece.
- I tak jestem już spóźniony. – Mimo wszystko próbował się jeszcze jakoś tłumaczyć z powodu wycofanego wyzwania, prawdopodobnie niezbyt skutecznie. Kolejne słowa Ame zostały jednak zignorowane, bo mężczyzna tak szybko jak zapomniał o sprawdzeniu umiejętności władającego mieczem ninja, tak zręcznie ulotnił się z miejsca zdarzenia. No, ciekawe co miał do roboty w tym pałacu. Prawdopodobnie przekazywał tylko jakąś przesyłkę, ale to pozostawało już dla rekiniego nastolatka tajemnicą.
Ame został za to sam na sam z szatańskim pomiotem i nawet jeżeli nie chciał go od razu skreślać, to młody bardzo skutecznie zmarnował daną mu szansę. Od razu patrzył na swojego opiekuna wrogo, a w dodatku zaczął marudzić i urządzać sobie, jak to Hozuki stwierdził, koncert życzeń. Oczywiście sam komentarz niebieskowłosego Kantańczyka wskazywał już na to, że ten nie zamierza ulegać rozkazom jakiegoś knypka. To z kolei mogło doprowadzić tylko do jednego wniosku – relacje między nimi nie mogły ułożyć się poprawnie.
- Kubikiro… co? – Mruknął Ren, dając chwilową nadzieję na to, że zaciekawiony tematem jakoś się uspokoi i zapomni o planach podbijania Białego Dystryktu, a co za tym idzie, targania Ame po całej Hanamurze. Niestety była to nadzieja złudna.
- A zresztą, walić to. Nie obchodzi mnie ten cały Kubik. – Rzucił bowiem po chwili wściekły jak osa i zaczął rozglądać się po placu. Z jego ust wydobywały się kolejno takie słowa jak: „nuda”, „debil”, „nie chcę tutaj być”, „chcę już wracać do domu”, „nikt ci nie każe mnie pilnować”, „spadaj na drzewo” i tak dalej. Naprawdę trudno było z nim wytrzymać, ale Ame nie zdawał sobie jeszcze sprawy z tego, że najgorsze dopiero nastąpi. Dzieciak jednak poza tym, że był upierdliwy, miał w sobie jednak trochę sprytu. Skorzystał z odpowiedniego momentu i wbiegł pomiędzy tłum ludzi, uciekając tym samym młodemu Hozukiemu.
- Nie będę tu z tobą siedział, frajerze! – Krzyknął tylko na pożegnanie niebieskowłosemu chłopakowi i pędził dalej, ile sił w nogach. Szybszy od Ame może i nie był, ale na pewno charakteryzował się o wiele mniejszą posturą, która pozwoliła mu naprawdę zniknąć w tym ścisku. Hozuki, jeżeli chciał liczyć na jakiekolwiek wynagrodzenie, najpewniej zmuszony był ruszyć za małym szatanem, ale on w przeciwieństwie do dzieciaka, musiał się rozpychać ramionami w tłumie, co zdecydowanie spowolniło jego pościg. A niestety gówniarz, jakby zapadł się pod ziemię… po prostu w którymś momencie zniknął mu z pola widzenia.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 461
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Ame » 17 lut 2018, o 23:03

Na szczęście U.S.S Nochal odpłynął na nieznane wody i jak wróci to wróci. Nie było żadnego powodu żeby zostawał tutaj chociaż przez chwilę dłużej. Nie ważne gdzie idzie, grunt, że nie będzie zabierał mu już tlenu. Coś tam próbował się usprawiedliwiać, jednak wyszedł na typowego frajera. Ame miał nadzieje, że zauważy to jego synalek i wyciągnie wnioski... albo się chociaż z nosacza pośmieje. Wszedł do pałacu, ciekawe czy jest tylko podrzędnym urzędasem czy może kimś więcej? Ewentualnie poszedł prosić cesarza o audiencje w sprawie upraw tak bliskiej Januszowi roślinie - burakowi. Cokolwiek by to nie było - grunt, że już go tutaj nie ma. Został tylko jego dzieciak. Szybko okazało się, że jest jeszcze gorszy niż jego rodzic. Ciężko stwierdzić czy jest to kwestia wieku czy to, że jest rozpuszczony do granic. Niebieskowłosy nie uległ jego ojczulkowi, więc jemu tym bardziej nie da się szantażować. Może sobie chcieć iść do białego dystryktu, jednak w umowie nie było nic o tym, że ma chodzić tam gdzie dzieciak każe. W końcu to on opiekuje się nim, a nie na odwrót. Ame zgodnie ze swoim przekonaniem uznał, że najprościej będzie się stąd po prostu nie ruszać. Żałował tylko, że nie ma smyczy i obroży, tak byłoby dużo łatwiej. Szczawia i tak już nie lubił, zupełnie jak Janusza. Nie był na tyle bystry żeby zrozumieć, że w ostatnim zdaniu tylko zakomunikował mu swoje zamiary, tak kompletnie różne od zamiarów pomiotu szatana. Co nie zmienia faktu, że dawało to nadzieje, że udało mu się dzieciaka czymś zainteresować i ten spokojnie posiedzi na placu przez te dwie godzinki, a Hozuki niewielkim nakładem pracy coś tam zarobi.
- To taki fajny miecz, można nim przeciąć w zasadzie wszystko. - próbował cokolwiek o nim opowiedzieć, mimo posiadania znikomej wiedzy na jego temat. Po chwili szczaw jasno dał do zrozumienia, że nic z tego nie będzie i obchodzi go to tyle co los zeszłorocznego śniegu. W dzisiejszych czasach pewnie orzekliby mu ADHD i dali zajęcia indywidualne i nikt z własnej woli nie musiałby się z nim użerać.
- Pewnie, tak fajne rzeczy są tylko dla prawdziwych shinobi, co może o tym wiedzieć taki szczyl. - otwarcie skrytykował chłopca. Co za różnica, i tak wiadomo, że nie mają żadnej szansy się dogadać. Teraz wystarczyło nie spuszczać go z oczu i ignorować jego marudzenie. Kompletnie nie ruszały go obelgi i narzekania dzieciaka. Przydałby się tylko jakiś karny jeżyk. Rozmyślania nad tym jak usadzić gnojka definitywnie przerwało mu zerwanie się wyżej wspomnianego gnojka z miejsca. Nazwał go "frajerem" i poszedł w długą znikając w tłumie. Frajer to cię robił - pomyślał Niebieskowłosy, nie ubliżając jednak listonoszowi jakby coś. Hozuki ruszył w pogoń za dzieciakiem, który zdążył zniknąć w tłumie. Nigdzie go nie widział, nie zdążył zauważyć także kierunku, w którym dokładnie ten mógł pobiec. Coś tam marudził o białym dystrykcie - pomyślał i pobiegł w jego kierunku.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 436
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Kaito » 17 lut 2018, o 23:21

Obrazek

Misja rangi D dla Ame
9/15



Ame zdawał się nieugięty, chociaż miał rację, że w umowie nie było żadnego ustalenia, wedle którego miałby spełniać wszystkie zachcianki rozpuszczonego bachora. W teorii mógł siedzieć z chłopakiem na placu i czekać na powrót jego ojca, ale wówczas najpewniej faktycznie potrzebowałby jakiejś smyczy i obroży. Młody Hozuki zapomniał bowiem w swoich założeniach o tym, że dzieciaki bywały różne, a wiele z nich nie potrafiło zbyt długo usiedzieć w jednym miejscu. Duża ich część nie słuchała się także poleceń, szczególnie jeżeli nie czuła do kogoś respektu, a Ren najwyraźniej w ogóle nie szanował swojego nowego opiekuna. Bardzo możliwe, że miał po prostu swojemu ojcu za złe, że zostawia go z jakimś obcym gościem, i z tego względu zamierzał się zemścić na całym świecie.
Osiemnastoletni Kantańczyk chyba naprawdę optymistycznie podszedł do tematu, skoro zaczął nawet bachorowi tłumaczyć czym jest to dziwne słowo, którego dzieciak nigdy w życiu nie słyszał. Może i Ame nie miał zbyt dużej wiedzy na ten temat, ale co z tego, skoro i tak okazała się ona zbędna? Wydawało się, że ani jedno słowo wypływające z ust Ame nie dobiegło do uszu uciekającego urwisa, nie mówiąc już o tym, że kompletnie go to wszystko nie interesowało. Ot, postanowił sobie, że wybierze się do Białego Dystryktu, to się wybrał, a jakiemuś rekiniemu kolesiowi nic do tego!
Niebieskowłosy shinobi mógł sobie i nazywać Rena szczylem, ale prawda była taka, że po prostu go zgubił i musiał jakoś uporać się z przeciwnościami losu. Ame nie widział, w którym kierunku pobiegł chłopak, ale chyba słusznie stwierdził, że skoro przebąkiwał coś wcześniej o Białym Dystrykcie, to najpewniej tam się właśnie udał. Tylko czy faktycznie taki szkrab był w stanie zapamiętać drogę do tej dzielnicy? No cóż, Kantańczyk lepszego punktu zaczepienia nie miał. Mógł co prawda powypytywać ludzi o czerwonowłosego smyka, ale ostatecznie zdał się na własną intuicję. Po prawdzie do Białego Dystryktu i tak nie dotarł, bo kiedy znalazł się już bliżej centralnej części osady, usłyszał krzyk dochodzący z jednej z bocznych alejek. Kiedy tylko zapuścił poza kawałek mura żurawia, zobaczył Rena, któremu jakiś bandzior zaciskał rękę wokół szyi, o mało co go nie podduszając.
- Zostaw mnie! No zostaw! – Pomiot szatana krzyczał rozpaczliwie, a w jego oczach nagromadziły się łzy. Okazało się, że w obliczu prawdziwego zagrożenia nie jest już taki hardy jak wcześniej. Szkoda tylko, że nie pomyślał o tym wcześniej. Wyfrunął do Białego Dystryktu jak głupi, zapominając o tym, że może mu się stać coś złego. Teraz starał się wyrwać z silnego uścisku zakapturzonego mężczyzny, kopał go po brzuchu, ale to zdawało się dosłownie na nic. W końcu facet zakrył mu usta, więc nawet nie mógł krzyczeć. Miał wrażenie, że już nikt nie zajrzy do tej bocznej uliczki, kiedy nagle zobaczył Ame. Próbował coś wymruczeć przez dłoń złoczyńcy, ale żadne słowo nie było zrozumiałe. Patrzył jednak na swego opiekuna błagającym spojrzeniem.
- A Tobie czego? Wynocha stąd, bo zaraz Was obu zetnę o głowę! – Zakapturzony mężczyzna krzyknął do Hozukiego, a niebieskowłosy dopiero teraz, kiedy meżczyzna się odwrócił, zauważył przy jego pasie krótki sztylet. Był ninja? A może tylko zwykłym bandytą, który potrafił jakoś posługiwać się tego rodzaju ostrzem?
- Albo czekaj, czekaj… inaczej. Zapłacisz mi 1000 ryo, to puszczę tego gnojka wolno. A tylko spróbuj wezwać jakąś pomoc albo w inny sposób mi się sprzeciwić, to przysięgam: zamorduję. I mam gdzieś ten Twój cały mieczyk. – Porywacz wpadł na lepszy pomysł i postanowił wziąć za Rena okup. Może i niezbyt duży, ale prawdę mówiąc nie taki był jego początkowy cel i po prostu chciał się zabawić. Nie sądził też, by ten szczeniak z mieczem mógł nosić przy sobie większą gotówkę, stąd rzucił cenę, którą realnie mógł uzyskać, a dopiero później zamierzał zastanowić się co dalej.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 461
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Ame » 18 lut 2018, o 00:20

Niesforny dzieciak wbiegł w tłum i szukaj wiatru w polu. Tak na prawdę mógł być wszędzie. Już lepiej było słuchać jego inwektyw niż go szukać. Pytanie przechodniów o rozwrzeszczanego, czerwonowłosego bachora nie miała żadnego sensu, wszyscy mieli swoje zajęcia i nikt nie zwracał uwagi na obcych, chyba że bali się, że ktoś ukradnie im portfel, ale głośne szczawie przeważnie nie zaliczają się do tej kategorii. Jedynym tropem jaki Ame posiadał był fakt, że Ren cały czas naciskał na wycieczkę po białym dystrykcie. Tonący brzytwy się chwyta. Bez dalszej zwłoki pobiegł w kierunku dzielnicy, do której mógł zmierzać jego podopieczny.
Zaczynał mieć dość wszelkich dzieci. Poprzednia misja chociaż sprawiła, że poczuł się trochę lepszym człowiekiem, zaś ta prawdopodobnie sprawi, że Hozuki pogrąży się w mroku niczym afroamerykańscy goci. Wstyd przyznać, że zgubił tego gnojka. Miał tylko nadzieje, że znajdzie go zanim wróci Janusz. W najgorszym wypadku po prostu szybciej wyjedzie z Kantai, przynajmniej będzie miał racjonalną wymówkę dla Kaito. Kiedy zmierzał do białego dystryktu, z jednej z bocznych alejek usłyszał krzyk, taki trochę znajomy. Przez głowę Ame przeleciało ostatnie zdanie jakie w jego obecności wypowiedział dzieciak. Wtedy zdał sobie sprawę z tego, iż głos Rena jest podobny do tego, który usłyszał z bocznej alejki. Niby nie chciał tracić czasu, ale intuicja podpowiedziała mu, że warto to sprawdzić. Szukanie go po innej dzielnicy i tak będzie ciężkie i minuta w tę czy w tę nie zrobi żadnej różnicy. Zaglądał tylko ukradkiem zza ściany. Jeżeli się pomylił to nie miał czasu na bycie bohaterem, cokolwiek innego nie było w tym momencie istotnie, liczyło się tylko odzyskanie zguby. W zaułku dostrzegł pomiot szatana, którego dusił jakiś bandzior w kapturze. Nadpobudliwy dzieciak z całych sił próbował się wyrwać swojemu oprawcy, jednak na nim nie robiło to wrażenia. Przynajmniej szczaw ma za swoje. Najgorsze było to, że swym błagalnym spojrzeniem w kierunku wyjścia z alejki, zwrócił uwagę bandyty i tym samym ujawnił obecność Niebieskowłosego. Nie mając już za bardzo wyboru, nie licząc oczywiście ucieczki z Kantai, co dalej pozostawało opcją otwartą, musiał wyjść zza ściany i stanąć twarzą w twarz z przestępcą.
- Nie tak szybko, kapturku! - powiedział nonszalanckim tonem do bandziora. Przy pasie miał coś w rodzaju noża, ciężko stwierdzić czy był ninja, jednak shinobi przeważnie nie napadają na takie dzieciaki, nie miało to żadnego sensu. Prawdopodobnie był zwykłym łotrem, który szukał najłatwiejszej zdobyczy. W tym samym czasie Ame schował swoją lewą rękę za plecami i stanął w wyprostowanej pozycji.
- Wyglądam na kogoś kto nosi przy sobie 1000 Ryo? - mówiąc to udawał, że powoli sięga prawą ręką do miecza, podczas gdy lewą ręką próbował dosięgnąć z torby jakąkolwiek broń dystansową: shuriken, kunai - nie było żadnej różnicy. Nie zamierzał tak łatwo sprzedać skóry. Ani swojej, ani swojego podopiecznego.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 436
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Kaito » 18 lut 2018, o 00:48

Obrazek

Misja rangi D dla Ame
11/15



Po ostatniej misji w szpitalu Ame rzeczywiście mógł się poczuć lepszym człowiekiem i można było przypuszczać, że znacznie większą sympatią darzył spokojną i uroczą Aoi niż piekielnego Rena, ale co poradzić… zlecenia bywały różne, a Ryo same się nie zarabiały. Młody Hozuki mógł sobie teraz wyrzucać, że może gdyby przyjął inną taktykę, może gdyby zagadał do dzieciaka w inny sposób, to nie doszłoby do tego rodzaju sytuacji. Niestety, mleko się już rozlało, a co najgorsze Ren swym błagalnym spojrzeniem ujawnił obecność rekiniowego ninja, tym samym uniemożliwiając ewentualny atak bandyty z zaskoczenia. Ame musiał szybko dostosować się do nowych okoliczności, aby jakoś sobie z nimi poradzić i wyswobodzić chłopca. Co prawda miał rację, nadal pozostawało mu jeszcze inne rozwiązanie, którym była ucieczka z kantańskiego regionu, ale czy w głębi duszy brał taką opcję pod uwagę? To na pewno była swego rodzaju ujma na honorze, a takich porażek każdy shinobi z pewnością wolał unikać, nawet jeśli nie zawsze było to możliwe.
Kiedy typ spod ciemnej gwiazdy usłyszał, że Ame nazwał go „kapturkiem”, prychnął pod nosem, po czym roześmiał się w niebogłosy. Zdecydowanie nie brakowało mu pewności siebie, choć na razie nie wiadomo było jeszcze na jakim poziomie rzeczywiście plasowały się jego umiejętności. Po kolejnych słowach Hozukiego mężczyzna zrozumiał jednak, że nie ma co liczyć na forsę, a niebieskowłosy stwarzał mu tylko niepotrzebne problemy. Dlatego też w tym samym niemal momencie, w którym Kantańczyk sięgnął do swojej torby w poszukiwaniu, czy to shurikena, czy kunaia, porywacz chwycił za swój sztylet i rzucił nim w kierunku Ame. Trzeba było przyznać, że cel miał dobry, a osiemnastoletni shinobi miał niewiele czasu na reakcję. Najwyraźniej sztylet nadawał się nie tylko do walki w zwarciu, choć mogło zatem dziwić to, dlaczego bandzior nie korzysta z poręczniejszych kunai. Może jednak nie był ninja? Tak czy siak młody Hozuki musiał podjąć jakieś kroki, bo nie dość, że w jego kierunku leciała zaostrzona, stalowa zabaweczka, to jeszcze facet nagle odrzucił Rena, uderzając nim dość mocno o mur i zaczął się niebezpiecznie zbliżać w kierunku Ame.
- Uważaj! – Czerwonowłosy chłopak wykrzyknął szybko nim uderzył o ścianę, po czym osunął się po niej bezwładnie. Zdawało się jednak, że nic mu się nie stało, bo tylko otrzepał się z brudu i wstał na równe nogi. Starał się nie pakować w ferwor boju, bo bał się czymkolwiek oberwać, ale naprawdę trzymał kciuki za swojego opiekuna i żałował, że postanowił samotnie wybrać się na wycieczkę.
- Nie daj się temu frajerowi! – Dopingował dalej Hozukiego, co najpewniej nie było wcale rozsądnym posunięciem. Bardziej racjonalna byłaby ucieczka, skoro był już wyswobodzony z uścisku, choć najwyraźniej tym razem zamierzał zachować się honorowo i nadrobić pewne początkowe trudności i nieprzyjemności w relacjach łączących go z niebieskowłosym młodzieńcem. Zabawne, że teraz swojego oprawcę nazwał dokładnie tak samo jak wcześniej Ame. Najwyraźniej było to jedno z ulubionych słów w jego słowniku.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 461
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Plac przed pałacem

Postprzez Ame » 18 lut 2018, o 01:58

Przez bachora jak zawsze musiał wpakować się w bagno. To nie jest warte pieniędzy, które Nochal będzie mu w stanie zapłacić. Definitywnie będzie się trzeba upomnieć o swoje jak przyjdzie co do czego. Kapturek nie wyglądał na zbytnio zadowolonego. Był w lepszej sytuacji, gdyż cały czas trzymał dzieciaka, który był przepustką Ame do nie zmarnowania czasu i uzyskania wypłaty. Mógł śmiało założyć, iż ten nie zdaję sobie z tego sprawy i może go brać za losowego przechodnia, który usłyszał krzyk. Szkoda, że zdradziło go posiadanie miecza. W przypadku, gdyby bandzior sądził, że Hozuki nie jest uzbrojony, mógłby go zlekceważyć i znacząco ułatwić zadanie. Niebieskowłosy ciągle grzebał w torbie żeby w przypadku, gdy bandyta będzie próbował coś zrobić dzieciakowi, być w stanie zareagować za pomocą broni dystansowej. Powoli zbliżał się w ich kierunku, jednocześnie będąc gotowym do rzutu. Nie było to konieczne, gdyż przestępca zrozumiał, że nie dostanie ani grosza z prozaicznego powodu. Nie można dać mu czegoś, czego się nie ma. Z pustego i Salomon nie naleje. Na pierwszy rzut oka widać było, że Kapturek nie grzeszy mądrością, ale z jakiegoś powodu wybrał najgorszą dla siebie możliwość, i oczywiście jednocześnie najlepszą dla Ame. Chłopak szybko zapiął torbę i starał się uskoczyć w bok przed nadlatującym sztyletem. Rekin dostrzegł, że niesfornemu szczylowi nic się nie stało i wręcz zaczął go dopingować. Gdyby tylko zdecydował się grać z nim do jednej bramki piętnaście minut temu, to nie znaleźliby się w tej sytuacji. Na szczęście oponent okazał się być kompletnym debilem, który nie dość, że pozbył się zakładnika to jeszcze broni. Hozuki dobył miecza. Zabaweczki shinobi nie będą już potrzebne skoro ma dojść do walki w zwarciu, przede wszystkim szkoda mu ich marnować i wydawać pieniędzy na kolejne. Pomiot Janusza był bezpieczny, zaś sam oprawca stracił zainteresowanie nim. Oznacza to, że Hozuki może iść na całość i nie musi obawiać się o losy swojej gotówki. Bo sam dzieciak był irytujący i mimo dopingu jaki mu teraz urządzał, mściwy ninja dalej go nie lubił. W zasadzie lepiej byłoby gdyby szczaw raz wykazał się intelektem większym od swojego ojca i się zamknął. Po tym wszystkim Ame nie zamierzał go przeceniać na tyle, żeby wierzyć, że ten wykaże tyle rozsądku, aby uciec. Z drugiej strony przynajmniej nie ucieknie do białego dystryktu. Chociaż tyle. Z uniesionym ostrzem ruszył wprost na bandziora. Zamierzał się do wykonania cięcia, celując w okolice klatki piersiowej. Jeżeli nie poświęci ręki, aby się osłonić to jego problem. Sam ruszył bez broni na szermierza.
Obrazek
Spoiler: pokaż
A' propos szczania do zlewu. Kiedyś jeszcze w gimbazie był taki Michał co zawsze był przygotowany na lekcje, zawsze miał zadania domowe, dobrze się uczył itp. Pewnego dnia pojechałem na rower i koło Biedronki jak chciałem przejechać na drugą stronę ulicy(jechałem po ścieżce rowerowej przy chodniku) patrzę na prawo- nic nie jedzie, na lewo też no to jadę, a że światło miałem zielone to niczego się nie bałem i później jeszcze przez park jechałem i w końcu do domu.
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 436
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość