Park Kaito 回答公園

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Ame » 8 lut 2018, o 16:00

Obrazek

Misja rangi D dla Kaito
15/15



Shinobi o wiele szybciej wrócił do rzeczywistości niż dwaj rabusie, oni cały czas wyglądali na pogrążonych w genjutsu. Bez żadnego ociągania wykonali polecenia Kaito, byli w szoku. Nie tylko nie stracił swojej sakiewki, ale też zyskał sakiewkę przestępców. Pieniądze nie były teraz ich priorytetem, nie zauważyli nawet tego, że wrócili do prawdziwego świata, a co dopiero tego, że w kieszeni jednego z nich nie ma przyjemnego ciężaru prawdopodobnie zrabowanych monet. Młody ninja zmienił zdanie co do losu bandytów i postanowił oddać obu w ręce sprawiedliwości. Czarnowłosy również zgubił poczucie czasu. Jedyne czego był pewny to fakt, że zgłodniał od tego wszystkiego. Gdy tak dziwnie wyglądające trio przechadza się po parku, wywołuje nie lada zainteresowanie. Ci dwaj ciągle bełkotali coś o wielkim oceanie, wirze, wodzie, braku oddechu. Klasyczni wariaci, którzy rzucają każdemu przechodniowi szalone spojrzenie. Było już dosyć późno, wcześniejszy świt był najwidoczniej efektem iluzji Noego. Nastolatek prowadzący dwóch mężczyzn uwięzionych za pomocą żyłki wydawał się jednak na tyle niepokojącym obrazem, że lokalni stróże porządku prędzej niż później zareagowali. Po serii krótkich pytań i obszernych wyjaśnień Hozuki wytłumaczył jak do tego doszło, kompletnie przemilczając fakt udziału tajemniczego dziwaka oraz kwestie posiadanej przez nich wcześniej sakiewki. Okazało się, że ci dwaj są znanymi recydywistami, którzy nigdy nie powinni byli wejść na teren festiwalu. Oni z kolei nie byli w stanie zaprzeczyć słowom młodzieńca, gdyż cały czas krzyczeli coś o niezatapiającym oceanie. W oczach funkcjonariuszy wszystko stało się jasne, gdy chłopak przedstawił się jako Kaito. Niezatapiający ocean Kaito. To brzmi dumnie. I trochę dziwnie. Strażnicy przejęli pieczę nad bandziorami, zaś sam Kantańczyk wytrzeźwiał już na tyle, że nie było po nim widać, że cokolwiek pił. Może był mu potrzebny taki zimny prysznic. Pospiesznie oddalił się na wypadek gdyby ktokolwiek zapytał o pieniądze, jednak nikt o tym nawet nie myślał. Stróże porządku przysłuchując się w majaczącym przestępcom, z wyrazem niepokoju na twarzy odprowadzali shinobi wzrokiem.
- Cholera, kim jest ten dzieciak i co on im zrobił? - powiedział pierwszy. - Nie wiem i nawet nie chce wiedzieć - odpowiedział drugi.

Kaito + 1D, 250 Ryo, 20 PH
Obrazek
Avatar użytkownika

Ame
 
Posty: 545
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:22
Wiek postaci: 19
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: jak na av
Widoczny ekwipunek: *Zanbato na plecach
*Miecz obosieczny przy pasie
*Torba na zadzie
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4737&p=70902#p70902
GG: 65041008
Multikonta:

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Kisho » 9 lut 2018, o 10:27

Coś stanęło mu w gardle, gdy tylko zauważył, do czego przymierza się Nikusui. Zbliżała się powoli, ale raczej nietrudno było się domyśleć, co zamierza. Rzeczywiście chce go pocałować! Co to za kobieta ja się pytam! Żeby z niewinnych żarcików przejść do czegoś takiego i to z nieznajomym? Wiadomo, całus to nic wielkiego w porównaniu do... Sami wiecie czego, nie? No, ale... No tak nie można! Nie można i już!
Jak wielkie było dziwienie Kisho, gdy nagle zamiast ust, na jego policzku znalazły się dwa paluszki, które nieco rozciągły jego twarz w bok. Nie było to nic bolesnego, a przynajmniej zawstydzającego. I całe szczęście! Wygłupy pozostały wygłupami, więc mógł odetchnąć.
Położył dłoń na policzki i zaczął rozmasowywać narażone na atak miejsce - nie z bólu, a tak sobie, z nudów - , jednocześnie wysłuchując kolejnych docinek towarzyszki. Aż korciło go, żeby chwycić ten jej wystawiony jęzorek i potraktować go podobnie, jak ona jego twarz. Miałaby za swoje. Nim jednak zdecydował się to zrobić, ta zdążyła schować go za szeregiem białych ząbków. No co za pech!
- Ha! - zaśmiał się krótko, słysząc co ma do powiedzenia. Czy to nie ona sama chciała tego pocałunku, a teraz zmieniła zdanie? Chyba przyszła pora na przypomnienie jej wcześniejszych słów odnośnie do kobiet. - I to ja niby jestem ten zmienny, co? - Wreszcie mógł się odegrać i odbić piłeczkę w jej stronę. To kobiety były i zawsze będą zmienne jak pogoda, nie mężczyźni. Niech sobie to dokładnie zapamięta!
Kąpiel? Propozycja zgoła nie najgorsza, zwłaszcza jeśli w grę wchodził czysty odpoczynek i relaks. Oj, coś takiego marzyło się błękitnookiemu już od dawna. Nigdy nie miał okazji wejść do gorących źródeł, bo wiadomo, zawsze miał co robić, więc koniec końców finiszował z szybkim prysznicem, najczęściej z wykorzystaniem zimnej wody w byle karczmie. Teraz miał okazję nadrobić zaległości i nieco zaszaleć! - A no chyba mają - odpowiedział niepewnie. Hanamura nie wyglądała na biedny kraj, wręcz przeciwnie, a po tej całej cesarskiej rewolucji to już w ogóle nie ma o czym mówić. Rozkwit pełną parą. Ale czy rzeczywiście gdzieś na wyspie istniało miejsce z ciepłą wodą i basenami? Najpewniej będą musieli wypytać o to tutejszych, bo jak na razie jak jedno tak i drugie nic na ten temat nie wiedziało.
- Zaraz zaraz, Panienko - zainterweniował, bo wyraźnie musiał. Nie żeby przeszkadzało mu wspólne taplanie się w wodzie. Po prostu wypatrzył w tym wszystkim okazję do zadania kolejnego pstryczka w nos. Tym razem nieco mocniejszego. - Przystopuj! Jakie koedukacyjne, co? Jak sama wspomniałaś - zaczął cytować, siląc się na idealne odwzorowanie mimiki, jak i tonu dziewczyny - „Nie ma tak łatwo" - I parsknął śmiechem. - Odmawiasz buziaka, a później wyskakujesz ze wspólną kąpielą? - dodał naumyślnie, by udowodnić, które z nich rzeczywiście ma zmienne nastawienie. Ha! Ma za swoje.
Nie wiadomo dlaczego, pewnie przez to że mimo wszystko jest facetem, spojrzał nieco poniżej głowy Nikusui, wprost na jej ciało i khm.. Kobiece walory.
Całkiem pociągające...
Okrągłe...
Kobiece...
Walory...

Ej wróć! - zawtórował alarm w jego głowie. Jeszcze trochę a zapędziłby się myślami w rzeczy, o które nikt w życiu by go nie przypuszczał. Mimo wszystko lekko się zaczerwienił, a przecież nie wybiegł myślami nie wiadomo jak daleko. Nie odpalił także swoich czerwonych oczków, by prześwietlić jej ubranko i... WRÓĆ! Kolejny raz się zapędza. Oj niedobry chłopaczek, niedobry.
Kisho odwrócił wzrok w przeciwnym kierunku, udając, że ot tak coś tam sobie obserwuje. W rzeczywistości jedynie krył swoją przyrumienioną twarz i czekał, aż kolor skóry wróci do normalności. Nie miał nić przeciw zacieśnianiu więzów, ale do diaska, nie w taki sposób!

- Shigashi no Kibu - odpowiedział na pytanie kobiety, która całe szczęście tym razem wybrała normalny temat do rozmowy. - No, a przynajmniej częściowo. Tam się urodziłem i wychowałem, ale dorastałem, że tak to powiem, w świecie, włócząc się to tu to tam - brzmiało to trochę jak zwierzania się, ale cóż. Chciała wiedzieć, to ma. Pominął powód nagłego opuszczenia kupieckiego miasta, bo nie tego tyczyło się pytanie, no i wiadomo, jest to temat nieco bolesny. - Ale mam pochodzi stąd - wypalił nagle, jakby miało to być coś interesującego i wielce ważnego. I chyba było, nie? W końcu Nikusui szukała jakiegoś powiązania Kisho z wyspą. - To znaczy nie z Kantai, tylko Hyuo - poprawił się, nie chcąc, wprowadzać rozmówczynię w błąd. - I tak, dokładnie staram się pomagać, komu tylko można - dodał by uzupełnić jej drugie pytanie. - A ty? Skąd ciebie przywiało? - zapytał, by się zreflektować i samemu dowiedzieć się czegoś więcej o towarzyszce.
Przeszli już spory kawałek i w oddali oboje mogli zauważyć rozpościerającą się zieleń. Drzewa, krzewy, jakieś jeziorka. Czyżby zapowiadało się na biesiadowanie w wtórach muzyki i to pod gołym niebem z milionem gwiazd nad głową? Na to właśnie wyglądało, chyba że nagle wszyscy zwiną się do domów, bo wiadomo, dzień dobiegał końca.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 455
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Nikusui » 10 lut 2018, o 01:01

Nie kolejne słowa Kisho odpowiadała jedynie tajemniczym uśmiechem. Miała przyznać, że jest zmienna? Oczywiście, że nie, bo wcale tak nie było. Białowłosa po prostu nie dopuszczała do tego, by to ostatecznie ona wykonywała krok, do którego sama prowokuje. To przecież byłoby nie na miejscu i w ogóle nie w jej stylu. Tak absolutnie nie można. Stąd też puściła drugim uchem to, co młody mężczyzna mówił, nie wykłócając się z nim dalej. Nawet, jeśli to wszystko było utrzymane w żartobliwym tonie. Przyjdzie odpowiedni moment, kiedy to ona będzie miała okazję zrobić to, o czym mowa i dopiero wtedy Kisho spali się ze wstydu! A teraz nie było nad czym gdybać. Czas pozwalał zdziałać wiele. Zwłaszcza, że zapowiadało się, iż spędzą ze sobą jeszcze trochę czasu.
Zmarszczyła jednak brwi, kiedy jej towarzysz postanowił w jakiś sposób zanegować koedukacyjną kąpiel. Spojrzała na niego z zaciekawieniem, z miną, jakby totalnie nie rozumiała, w czym leży problem.
- A co do buzi ma kąpiel w miejscu, do którego może wejść każdy? - zapytała niby to od niechcenia i machnęła ręką w bok. - Możesz być w ręczniku, jeśli aż tak się wstydzisz. - dodała i wzruszyła ramiona, jakby nie robił jej ten fakt żaden różnicy. Do końca to prawdą nie było. I nie było też tak, że pożądała tego oto mężczyznę i próbowała wszelakich sposobów, by ujrzeć go w takiej sytuacji. To przyszło jej dość naturalnie. I naturalne byłoby też to, że jej oczy cieszyłyby się widokiem męskiego ciała, jeśli byłaby ku temu sposobność. Jednak nic więcej. - Para i tak robi swoje. - dopowiedziała, zerkając niby to ukradkiem na Kisho i wyczekując jego reakcji. Uspokoi się? Jeśli tak, to byłaby ewidentna oznaka co do tego, że boi się swojej nagości. Może to był dobry czas by go uświadomić, że białowłosa w ogóle nie krępuje się brakiem odzienia? Że to, co prezentuje ona, prezentuje ona, ma też wielu innych ludzi na świecie? Nie... to by zepsuło całą zabawę.
- Nie martw się, przecież nie wyjdę nago, głuptasie! - powiedziała i zaśmiała się cicho, klepiąc mężczyznę lekko w ramię w momencie, kiedy odwrócił wzrok gdzieś indziej. Oj, kłamała. Ale jak z nut. Była pewna, że im bardziej upewni go w tym, że nie ujrzy niczego, czego mógłby się powstydzić, tym większe jego zaskoczenie będzie, jeśli jednak tak się stanie. No jak można było nie wykorzystać takiej okazji?!
Przy okazji dowiadywała się odpowiedzi na swoje pytania. Okazało się, że Kisho pochodzi z Shigashi no Kibu, w którym była raz, więc niewiele z tamtych terenów kojarzyła. Nie było to jednak stabilne życie, gdyż podróżował i to bardziej włóczęga na niego wpływała. Jednakże, jak sam Kisho później przyznał, wywodził się z Wysp. To było ciekawe. Wrócił gdzieś, gdzie się nie urodził, nie wychował, tylko jego przodkowie czy rodzice stąd pochodzili. Odnalazł coś, co było jego dawno zaginioną częścią. Może też szwendanie się po świecie sprawiło, że miał silną potrzebę pomagania. Brak własnego miejsca, chęć zaaklimatyzowania się, znalezienia namiastki rodziny, którą miał szansę odnaleźć tutaj
- A skąd to wiesz? - zapytała zaciekawiona, poruszając kwestię pochodzenia Kisho. Jego nazwisko nic jej nie mówiło, ale to nie oznaczało, że nie mógł przynależeć do jakiegoś wyspiarskiego Rodu czy Szczepu. W końcu ona też nie nosiła rodowego nazwiska. Poza tym, z racji tego, iż mężczyzna nie urodził się tutaj, mógł nosić inne nazwisko, by przykryć swoją przynależność. Mogła to wyjść od jego rodziców, opiekunów, kogokolwiek.
- Antai, dokładnie Raigeki. Osada Kaminari. - odpowiedziała, przestając patrzeć na Kisho, a zerkając na widok, jakby był przed nimi. Dużo zieleni, dobry humor, żywiołowa muzyka i parę osób, które postanowiły z tego skorzystać. Nic dziwnego, zmrok już niedługo przed nimi, więc wielu zapewne poszło już spać. Na przykład po sporej ilości sake. Oni jednak do takich nie należeli. Poza tym, jeszcze mieli przed sobą do zaliczenia gorące źródła! A to nie byle co. - Także już wiesz, gdzie na powitanie mogą łamać kości. - dodała z rozbawieniem i uśmiechnęła się szeroko do swojego towarzysza. Chciał, to ma. Powiedziała i tak nieco więcej, zdradzając Ród, w którym mieszka. Owszem, nie musiała do nich przynależeć, nie musiała mieć ich umiejętności, ale to już coś mogło mówić. No i Kisho wcale nie musiał też w ogóle o nich słyszeć. Może tak by było lepiej.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1019
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Kaito » 10 lut 2018, o 19:47

Los potrafił być przewrotny. Rabusie chcieli okraść Kaito, a wyszło na to, że czarnowłosy chłopak jeszcze na tym zarobił. Zrobił jeszcze nadto dobry uczynek, przekazując przestępców w ręce wymiaru sprawiedliwości. Nie pomyślał o tym, że kiedy przyprowadzi tak spanikowanych mężczyzn do strażników, to wprawi ich w osłupienie, ale tak naprawdę… to nawet ucieszyło go to, że wzbudził taką sensację i wszyscy się go chyba trochę obawiali. Przynajmniej przez moment mógł poczuć się jak potężny shinobi, nawet jeśli cała ta farsa z genjutsu nie została wywołana przez niego. Może warto było się w tym świecie iluzji trochę pomęczyć, bo nieznajomy chudzielec naprawdę zrobił mu przyjemny prezent na koniec dnia.
Właśnie… młody Hozuki nie miał zielonego pojęcia jak długo tkwił w genjutsu, ale teraz, gdy wrócił do normalności, zrozumiał, że festyn w parku dobiegł końca. Gdzieniegdzie można było dostrzec jeszcze jakichś niedobitków, którzy nadal tańcowali mimo braku muzyki i popijali sake, ale większość udała się już do domów. Nic dziwnego, skoro na dworze nagle pociemniało. W gruncie rzeczy Kaito także czuł się już zmęczony. Nie mógł jednak narzekać, bo miał dzień pełen wrażeń. Najadł się smakołyków po wsze czasy, potrenował, popracował jako kelner, a także poznał siłę genjutsu i wtrącił jakichś złodziejaszków do więzienia. To, że oczy mu się same zamykały było więc jak najbardziej normalnym zjawiskiem.
Chłopak zrobił więc sobie jeszcze krótki spacer po parku, by jakoś odetchnąć i uspokoić rozszalałe od nadmiaru adrenaliny serducho, a następnie udał się na zasłużony wypoczynek. Oj tak, marzył tylko o ciepłej kołderce!

zt.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Kisho » 11 lut 2018, o 14:50

Ucieszył się w duchu, gdy ze strony Nikusui nie padła żadna odpowiedź związana ze zmiennością kobiet. Ta jedynie co uśmiechnęła się, ale prócz tego w żaden inny sposób nie zareagowała. Wyglądało więc na to, że brakło jej argumentów, albo dotarła do niej bolesna prawda, z którą musiała się pogodzić. Innej opcji nie było, przynajmniej według Kisho, który odczuł lekką satysfakcję z wygranej.
Zadowolenie nie trwało jednak zbyt długo. Cały misterny plan z kolejnym „pstryczkiem w nos" rozwiał się i to nadzwyczajnie szybko. A zapowiadało się tak cudownie. Ah... Mógł nieco bardziej przemyśleć sytuację, zanim otworzył usta.
- A no... - nie miał bladego pojęcia co odpowiedzieć. Nie miał argumentów, no bo co miałby rzec? Niku zagięła go już na początku i wydawało się, że tę rundę musi oddać na jej korzyść. Całe szczęście jej ostatnia kwestia dała mu nieco szans - Może ty nie - rzucił jakby od niechcenia, spoglądając gdzieś w bok. Chciał sprawić wrażenie wyluzowanego, spokojnego, całkiem tak jak poprzednim razem. Tak jakby mówił o pogodzie. Jasne, że kłamał, a raczej próbował nabrać towarzyszkę. Nie było opcji, by wchodził do jakiejkolwiek łaźni bez porządnego, szerokiego ręcznika. Nudyzm nie leżał w jego naturze ani obok, ani nawet w pobliżu. Inną rzeczą był fakt, że rzeczywiście się wstydził, ale czy to akurat była jakaś rewelacja? Jest przecież młodym mężczyzna, włóczącym się samotnie, niemającym nikogo, więc wszelkie bliskości naturalnie go onieśmielają. - Ale mniejsza o to - dodał szybko, chcąc całkowicie zamknąć temat przed ewentualnymi, kolejnymi pytaniami.
Spojrzał na kobietę z podniesioną brwią, gdy ta ponownie spytała o pochodzenie. - Od mamy - odpowiedział, zajadając kolejne, czyli ostatnie smakowite dango z patyczka. Kurcze, mógł się rzeczywiście wrócić i nieco ich dokupić. Były takie pyszne! - Pochodziła z wysp, ale po poznaniu taty postanowili osiedlić się z dala od jakichkolwiek konfliktów. Wtedy osada handlowa wydawała się najlepszą opcją - kontynuował. Z punktu widzenia swoich rodziców, faktycznie mógł przyznać im rację. Shigashi no Kibu była odpowiednim wyborem. Szkoda tylko, że, tak czy owak, nawet tam można spotkać się ze sporą dawką agresji, która na nieszczęście musiała ukierunkować się na jego rodziców.
Nie wspomniał nic konkretnego o korzeniach i z którego szczepu pochodziła jego matka. Rzecz jasna, nie zrobił tego celowo. Pominął te informacje ze względu na to, że nie były jakoś specjalnie istotne, a poza tym, nie tego tyczyło się pytanie.
Uśmiechnął się wraz z białowłosą. Teraz będzie pamiętał gdzie się nie zapuszczać, no chyba, że napadną go myśli samobójcze albo zostanie miłośnikiem masochizmu. Znał położenie Antai i nawet kilka razy przebywał blisko granicy, ale nigdy nie zapuścił się do tamtejszych miast. Jakoś tak nigdy nie miał po drodze. Dlatego też ni w ząb nie wiedział jakie klany i szczepy zamieszkują tamtejsze rejony. No, a przynajmniej do dziś. - Dobrze wiedzieć. Choć jeśli wszyscy tam są tacy jak ty, to nie wiem, czy jest się czego obawiać - przyznał szczerze. - Mili, może nieco za ciekawscy, ale na pewno radośnie nastawieni do życia - opisał pokrótce, jak wyobraża sobie ród Kaminari, który przyrównał do samej Niku. Może lepiej, że nie wiedział, jak bardzo mógł się mylić.

W pewnej chwili chwycił towarzyszkę za dłoń - dość odruchowo swoją drogą - pociągnął ją i krzyknął - Szybko bo chyba kończą! - Nie był pewny, ale na jego oko wyglądało na to, że grajkowie powoli zaczynali zbierać swoje instrumenty. Niby jeszcze grali, ale część z nich ewidentnie już się stamtąd zabierała. Była późna pora, ludzi coraz mniej więc nie było w tym nic dziwnego. Mieli przecież jeszcze cały jutrzejszy dzień, a odpocząć kiedyś trzeba.
Kisho chciał, chociażby posłuchać kilku melodii. Usiąść gdzieś pod drzewem, zrelaksować się i odpłynąć niesionym nutami. Liczył na nieco więcej, ale w obecnej sytuacji zaspokoiłby się nawet tym.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 455
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Chise » 11 lut 2018, o 23:26

Szybkim krokiem szła bez miasto, kierując się w stronę trybun. Droga była już jej znana, szła nią przecież już co najmniej dwa razy, więc teoretycznie powinna się w niej orientować całkiem dobrze.. No właśnie, w teorii.
W praktyce było tak, że tłum na ulicach uniemożliwiał jakiekolwiek logicznie kierowanie się i szła tak naprawdę na oślep, skupiając się bardziej na tym by nie wpadać na zbyt dużą ilość osób niż na tym by dojść do celu. Poruszała się zgodnie z nim, starając się jakoś kontrolować gdzie idzie ale po pewnym czasie się poddała, starając się po prostu wyjść z największego ścisku w stronę mniejszego zagęszczenia ludzi. Krok po kroku, metr za metrem.. W końcu sie wyrwała i odetchnęła powietrzem, które.. Pachniało lasem?
Pociągnęła ostrożnie nosem jeszcze raz, upewniając się, ale nie było to złudzenie. Pod zapachem ludzkich ciał, smażonego jedzenia kryła typowo roślinna woń, która kojarzyła się jej nieco z parkiem z Kotei, do którego lubiła chadzać jak była młodsza. Przywoływał pozytywne skojarzenia, aż na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech, ale problemem pozostawał fakt, że po drodze z Ryokanu na trybuny nie mijali wcześniej żadnego parku. Podrapała się po głowie, zastanawiając się co zrobić, ale nie bardzo nawet coś przychodziło jej na myśl. Mogłaby kogoś zapytać o drogę, ale najpierw musiałaby kogoś znaleźć.
Postanowiła iść za dźwiękiem muzyki, kierując się prostym ciągiem logicznym - skoro jest muzyka, to muszą być ludzie którzy ją tworzą, a zapewne także ci, który do niej tańczą. A pewnie i sporo gapiów, którzy tylko obserwują, nie bawiąc się, odpoczywają lub piją, czyli ktoś, kto powie jak trafić na trybuny także powinien się znaleźć. Szła trawnikiem, na przełaj między drzewami, uznając, że tak będzie szybciej niż kierując się nieco krętymi ścieżkami, które wcale nie musiały prowadzić do celu.. Zresztą, tak było zwyczajnie szybciej. Wilgotna trawa moczyła lekkie buty i spodnie, ale Uchiha była ponad tym, nie było co się przejmować takimi drobiazgami!
Usłyszała głośny wybuch męskiego śmiechu przed sobą i przyspieszyła kroku. W końcu mężczyźni podobno lepiej orientują się w przestrzeni, prawda? To zawsze powtarzał ojciec, śmiejąc się, że jej matka potrafiłaby się zgubić nawet w Kotei, choć żyła tu od urodzenia. Zbliżyła się do grupki swobodnie, z uśmiechem.. To ułatwia kontakty, prawda?
- Ohayo, panowie - zaczęła wesoło, zakładając ręce za plecy - Mogę zając chwilę? - zapytała przyjaźnie, przechylając głowę w bok. W odpowiedzi usłyszała śmiech, kilku panów widocznie się nią zainteresowało, bo zwrócili się w jej stronę. Wzięła to za dobrą monetę.
- Nawet więcej niż chwilę. Z nami tak szybko nie idzie, hehehe - nie bardzo rozumiała o co chodzi, ale nie podobał się jej ten ton, zakończenie przypominające bardziej szyderczy rechot niż wesołość.. Zrobiła krok w tył, rozplątując ręce.
- Ehmeym.. No tak. Więc chciałam zapytać o drogę na trybuny. Jestem z kontynentu, nie bardzo znam okolicę.. - tłumaczyła powoli, robiąc krok za krokiem, wycofując się w miarę jak oni podchodzili. Unosiła powoli ręce, w pokojowym geście.
- Niewidoma ślicznotka, do tego spacerująca sama po parku? - odpowiedział inny głos, trochę starszy. W końcu cofając się poczuła coś za plecami, kującego i drapiącego. Wyciągnęła dłoń, czując obok pień drzewa, a dookoła niego krzaki.. Kolczaste i gęste. Próba przedarcia się przez nie zapewne by oznaczała sporo bólu. Zacisnęła usta.
- Znacie drogę czy nie? - warknęła w końcu, tracąc cierpliwość. Czuła od nich zapach alkoholu i sama od niego poczuła się niedobrze. Żołądek zacisnął się w supeł, jakby zaraz miała zwymiotować przez te nerwy, kręciło się jej w głowie. Nigdy w życiu nie była w takiej sytuacji, gdy nie mogła zdać się na kogoś obok.
- A co nam za to dasz? - głos zbliżył niepokojąco blisko, wielkie łapy złapały ja za ramiona i przecisnęły do drzewa, jedną ręką trzymając, kiedy druga zaczęła zjeżdżać w dół. Chise była chyba zbyt zaszokowana tym, by zareagować w pierwszym momencie.
Chise
 

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Shikarui » 12 lut 2018, o 00:09

Otoczenie było czujne. Śmieszne, nic bardziej mylnego - nic tutaj nie było czujne. Nie było skupionych spojrzeń, nie było wyostrzonych zmysłów - było lawirowanie n granicy poznania, czerpanie z otoczenia głębokością odczuć, ale nie tak, jakby tragedia miała zaraz wkroczyć tutaj w królewskich szatach. Wiesz, takich, na których wyszywany smok miał dziewięć pazurów, a kto odważy się ubrać cesarskie szaty, zostanie skreślony. Stracony. Ona zawsze w takich chodziła. Potrafiła idealnie dobrać kolor i krój materiału do danej pory roku, do danego wydarzenia - o, tu na przykład wybrała bladą czerń, by nie kusić głębią barwy i by nie strzelać kolorami we wszystkie strony. Miała przecież pozostać niezauważona tak, by tylko ci wyczuleni potrafili dojrzeć jej obecność. Shikarui widział ją wszędzie. Być może wędrowała za nim krok w krok, a może to on był po prostu tym czarnym kotem, który zwiastuje jej przybycie i wabi ją tak, jak ciepło wabiło komary z moczar? Tych osnutych wieczną mgła i odorem zgnilizny, gdzie nawet najodważniejsi się nie zapuszczają. Nikt nie chciał, by ruchoma ziemia stała się ich wiecznym grobowcem. Zbyt wielu już takich Matka Ziemia pochowała. Jak ci, którzy tutaj tańczyli, śpiewali, uśmiechali się, mogliby wyczuć tą Panią? Lecz skoro On był czujny, to czy wszystko wokół też nie powinno..? W migających mirażach sylwetek przeplatających się ze sobą wzajem, mijających bez większej refleksji, zbitych w grupy i rozsuniętych po wszystkich uliczkach i zielonych trawach, ciężko było wychwycić indywidua i nie powiedzieć, że te twarze, jedna podobna do drugiej, nie stanowiły tła, który wypełniał rzeczywistość, nadając jej pozorów, że rzeczywiście jest... pełna. Jak ten słoik stojący na najwyższej szafce, do którego mama zawsze wrzucała świeżo wypieczone, kruche ciasteczka i zostawiała go tylko po to, by był zachętą dla nas do działania. Ci ludzie, w tym jednym, konkretny parku, chyba też po to tutaj byli, prawda? By przekonać, że bez względu na płeć, ród, pochodzenie i zdolności można się po prostu dobrze bawić, czerpiąc z życia jak najwięcej. Problem był tylko taki, że od ciastek zawsze dzieliła cię przejrzysta szybka zakręconego słoika, która wygłuszała i tłumiła wszystkie doznania. Więc skoro Ty, Chise, nie potrafiłaś nawet tych obiecanych ciastek dojrzeć... co napędzało cię do działania? Ten ród pozostawiony za plecami? Ta nadzieja, że będziesz jeszcze chlubą rodziny? czy ten chłopak o białych włosach, od którego koniec końców nie uciekłaś? Aach, tyle słodkich niepewności, tyle niewiadomych - a wszystko to przez to, że zwykły człowiek chyba nigdy nie będzie w stanie zrozumieć tego, któremu bogowie odmówili jednego ze zmysłów. Uchiha bez swoich przeklętych oczu. Koniec końców... Może ci bogowie po prostu ulitowali się nad tobą? Pochyliła swoje czoło Amaterasu, wyciągnęła dłoń, przesunęła palcami po twoim licu i szkoda jej było dobrego dziecka, którego serce tak ciepło i mocno uderzało. Pewnie nawet bogowie nie wiedzieli, dokąd prowadzą przędzone przez Mojry nicie przeznaczenia.
W tym tle zawsze trafiał się ktoś, kto przyciągał oczy. Spojrzenie. Ktoś, kto sprawia, że jego obecność staje się nad wyrost... albo to właśnie te znudzone Mojry stwierdzały, że pora coś zamieszać. Tylko drobinkę brzdąknąć w struny i nadać światu odpowiedniego tempa. Bo przecież skłamałabym mówiąc, że czarne pasma włosów, prosta koszula, drobna sylwetka, nie topiła się w świecie, który wcale do niej nie pasował. A jednak lawenda prześlizgnęła się po tym kruczym kunszcie jedwabiu. To była tylko jedna chwila, zainteresowanie się ni pojawiło i nigdy nie miało pojawić w chłodzie lawendowej tafli oczu. Nic nie było wystarczająco dobre, żeby to spojrzenie złapać i wystarczająco złe, żeby je odtrącać. Świat po prosu nie smakował tak samo. Nie smakował wcale. Tylko... może jednak..! Może wystarczy tylko poczekać, aż Tragedia uśmiechnie się łagodnie i skinie swoją dłonią z przyzwoleniem, żeby rozbić słoik oddzielający dłoń dziecka od ciastka.
Potem pozostaje już tylko jeden wybór - mieć ciastko, czy zjeść ciastko?
Shikarui skierował spojrzenie na scenkę, która dotarła do jego uszu. Działa się właściwie tuż obok. Dziewczyna minęła go jak duch, zupełny cień, przechodząc kawałek za jego plecami. Nie nastąpiła kolidacja światów, bo i jak? Duchy to miały do siebie,
że nie były skore do kontaktowania się z ludźmi. Pytanie tylko, kto tu był mniej ludzki - On, czy... Ona? Stworzenie o mlecznym spojrzeniu, naiwne i tak... kruche. Jak? Powiedzcie jak, skoro była tak doskonale wyszkolona? Przesunęła się ja płatek wiśni, ulotny i wdzięczny - i jestem święcie przekonany, że porwałaby dusze poetów, gdyby tylko dała im taką sposobność. Człowiek, koniec końców, nic nie mógł poradzić na to, tylko wieść spojrzeniem za tym płatkiem wiśni, chociażby z ciekawości, by sprawdzić, gdzie tym razem zawieje go wiatr, choć, o zgrozo, czy tym razem to nie sam płatek miał nad tym wiatrem władzę? Najwyraźniej nie, skoro pchnął to stworzenie pod buty bluźnierców, gotowych podeptać boskie arcydzieło.
Czarnowłosy młodzieniec nie reagował. Patrzył, jak słowo po słowie, rwą brzegi delikatnego płatka, jak każdy ich krok jest skażeniem ziemi i... i co z tego? Przecież to nie była jego historia. To nie była jego opowieść, on nie był bohaterem, który pojawiałby się znikąd i pomagał. Żaden z bogów nie miał takie mocy, by pociągnąć za strunę emocji zimnego Ducha,
obserwującego ludzkie losy z boku, całkowicie biernie. Tak normalnie, jak normalnie swoje miejsce mają zachody i wschody słońca. I nie zareagowałby zapewne nawet, gdyby zaczęli ją tutaj obdzierać z szat.
Bogowi nie mieli mocy pociągania za struny emocji, lecz Mojry miały moc, by reakcje budzić.
Jeden z mężczyzn potrącił go, zepchnął na bok. Shikarui postąpił jeden krok w bok - cicho i gładko, kierując wzrok na plecy tego, co go mijał. Otaczali dziewczynę jak wygłodniałe zwierzęta, które wreszcie zwietrzyły swoją ofiarę. Nic dziwnego.
Przecież ten Płatek tak zachęcająco pachniał. Dziwiło tylko to, jakim cudem czuli cokolwiek przez ten smród alkoholu,
który ich okalał. Shikarui wyprostował dłoń i uderzył jej kantem w dłoń tego który go potrącił. [i]Obskurne stworzenia[/i.
Otarcie się takiego mogło grozić, że jego ubrania przesiąkną tym nieprzyjemnym odorem.
Mężczyzna krzyknął krótko, niezbyt głośno i opadł na jedno kolano, łapiąc się za kark. Zwracając uwagę reszty towarzystwa.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1538
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Chise » 12 lut 2018, o 01:47

Nie potrafiła ich dostrzec - ale to nie znaczyło, że nie znała ich słodkiego zapachu, świeżo po upieczeniu i uczucia oczekiwania. Wyobrażania sobie ich smaku. Co ją napędzało? To dopiero było dobre pytanie. A odpowiedz zapewne była jeszcze lepsza, jak tylko ktoś ją poza, to powinien dać Chise znać, bo ona sama nie wiedziała. Chyba najbardziej jej własne oczekiwania. Ha, to chyba może zrozumieć każdy. Patrzeć (haha) na ludzi żyjących tak swobodnie, osiągających to, co my tak łatwo.. Czy to nie powodowało wzrosu ambicji? Chęci, by wejść wyżej, wybić się nad nich.. Pokazać, że nie jest się gorszym?
Co jest gorsze? Mieć przeklęte oczy czy nie mieć ich wcale? Co było błogosławieństwem bogów? To, że mogła iść przez świat, nie widząc jego brzydoty i zepsucia? Mogła być ślepa, ale zło i tak wyciągało po nią brudne, lepkie ręce, zostawiające ślady gdziekolwiek nie dotknie, ślady, których nie dało się zmyć gorącą wodą onsenu.
Teraz właśnie łapska zostały wyciągnięte w jej stronę, powinna więc podnieść miecz i je uciąć, nim zdążą do końca ja zabrudzić.. A mimo to stała jak sparaliżowana, wciskając głowę w ramiona, czując obok kolce róży.. Zapewne latem to miejsce było świadkiem wielu romantycznych schadzek, par które przeżywały tu swoje pierwsze i kolejne piękne chwile, pień drzewa nasłuchał się zarówno gorączkowych deklaracji, jak i pełnych uniesień westchnień, kwiaty róży były pięknym widokiem, przywołującym uśmiech. Ale teraz, wczesną wiosną, kiedy dopiero się zaczęły pojawiać pąki liści, a gałęzie były niemal nagie, tylko straszyły kolcami, pokazywały swoją brzydką stronę.
Dreszcz obrzydzenia zatrząsł jej całym ciałem, nagła gula w gardle niemal uniemożliwiała oddychanie. Jak miała nabrać oddechu kiedy dookoła siebie czuła tylko odór potu i alkoholu, tego najtańszego za kilka ryo? Wstrzymała oddech, odchyliła głowę, zdjęta wstrętem i przerażeniem.
Jak kobieta przed myszą.
Przecież mogła z łatwością przegnać mysz, zaatakować, zabić.. A mimo to automatycznym odruchem był skulenie się gdzieś z dala, jakby mogła zrobić jej krzywdę, jakby nie górowała nad nią pod każdym możliwym względem.
I gdyby nie krótki okrzyk bólu, gdyby nagle rozproszona uwaga, gdyby ręce nie znikły z jej ciała.. Gdyby gdyby gdyby...
Jej dłoń nie sięgnęłaby po płaszcz, by złapać za wakizashi, nie zacisnęłaby się na rękojeści, a świat nie wróciłby do równowagi? A może to i tak by się stało?
Jak już maszyna ruszyła, nie było odwrotu. Była od nich o tyle szybsza, że pierwszy nie zdążył się nawet do niej odwrócić, kiedy został wyprowadzony pierwszy cios w tył głowy. Upadł jak rażony piorunem i wtedy reszta grupy musiała się szybko orientować na kogo powinni bardziej zwracać uwagę - na nieznajomego czy na niedoszłą ofiarę. Nim zdążyli się zastanowić, została wyprowadzony kolejny cios głowicą, tym razem w skroń, by przejść płynnie do kolejnego przeciwnika i uderzyć prostym ciosem z pięści w żołądek, by kiedy się zaczął zginać, podbić go uderzeniem w szczękę z dołu. Został jeden, chyba najbardziej przytomny z nich wszystkich - kiedy zwróciła się w jego stronę, już oddalał się bardzo pośpiesznym truchtem w bliżej nieokreśloną stronę.
Chise oddychała szybko, serce biło jej tak szybko, że miała wrażenie, że zaraz samo postanowi odlecieć jak ten płatek wiśni, a ona padnie na ziemię bez przytomności. Na szczęście na razie czuła się całkiem przytomna, poza tą cholerną wilgocią w oczach, której nie powinno być. Czy to nie było tak, że łzy były oznaką słabości? Braku silnej woli, upadku ducha, kruchości? Ona nie była przecież delikatna, zawsze tak o sobie myślała. Uważała, że rodzina się nad nią trzęsie, kiedy ona przecież wcale nie była wątła i bezsilna, denerwowało ją to. A teraz? Chyba się jednak okazywało, że nie była tak twarda jak sama o sobie sądziła. Nie opuściła jednak wakizashi, bo przed nią było coś jeszcze. A raczej, ktoś jeszcze. Odwróciła się w jego stronę, z rozmachu kopiąc ostatniego przytomnego, uderzonego na początku przez nowego. Coś chrupnęło, mężczyzna zawył żałośnie... A może już na ten moment były mężczyzna? Sama nie wiedziała w co dokładnie trafiła, ale raczej nie było to za przyjemne, skoro z jego ust wciąż wydobywały się wrzaski i przekleństwa.
Ostrze drgało delikatnie, skierowane luźno w stronę nieznajomego.
Przyjaciel? Wróg?
Uniosła broń nieco wyżej, celując bardziej w niego.
Chise
 

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Shikarui » 12 lut 2018, o 02:34

Śmieszne rozumowanie. Tak powszechne, tak... obce. Obce rozumowanie ludzi, którzy nigdy nie mieli i nigdy nie będą mieć tej jednej, jedynej rzeczy. Bez niej wystartowali i bez niej też zakończą, czy więc mogą kiedykolwiek liczyć na chociaż odrobinę "szczęścia"? Było obce, bo sprawiało, że ludzie niby je akceptowali, potrafili przyklasną, wydobyć ze swoich płuc przeciągłe "oooh", a jednocześnie chyba nigdy tak do końca go nie rozumieli. Ja chyba nie rozumiałem, a oni? Wszystkie anonimowe twarze w jeszcze bardziej anonimowym tłumi, które nigdy nie zyskają imion i które będą mieć tylko anonimowe rodziny w domach o ulicach bez nazw? To już przecież zależało tylko od wyobraźni, ale pozwól, że dokończę za ciebie, za siebie - za nas. Jeśli ja nie zrozumiałem - oni nie zrozumieją tym bardziej. Jeśli ty nie mogłaś dojrzeć ciastka, ale czułaś go wszystkimi innymi zmysłami, bo przecież zapach po wypiekach ogarniał cały dom, wsiąkając w każdy jego kąt przytulnym uczuciem, że ktoś się o nas troszczy, bo przecież te ciastka są robione właśnie z myślą o tobie - nie o tych anonimowych, których nigdy nawet nie zaprosisz do domu i nie poczęstujesz herbatą. Obce myślenie o tym, że ty, Księżniczko, możesz wznieść się wyżej od nich. Jeśli oni (i nie mówię o demonach, Słodka) nie potrafili docenić piękna słoika, w których chowano skrawki uśmiechów, dobrej wiary i napędu na to, by się starać, aby potem zbierać szczęście w jeszcze słodszej postaci, a ty, bez jednego ze zmysłów, potrafiłaś, to czy naprawdę musiałaś udowadniać cokolwiek - komukolwiek? Jasne - oni i tak widzieli w tobie "gorszą". Nadużywanie cennych ocząt, ha! Skoro pierwsi schylili się po kamień i pierwsi nim rzucili to i jako pierwsi powinni ten kamień stracić - za drugim razem niech stracą całą rękę. Wtedy nie będzie żadnego trzeciego razu i głupiego powiedzonka, że do trzech razy sztuka. Dlatego rzeczywiście warto było wspiąć się na wyżyny i przetestować własne możliwości tylko po to, by potem splunąć z góry ludziom w twarz - dokładnie takich, jak ci tutaj. Może widzieli, że jesteś ślepa, a może tego nie widzieli - nikt o to nie pytał, ani oni, ani czarnowłosy chłopak, który przez par chwil był tylko biernym obserwatorem tego, jak zgrabną łanię zagania do zagajnika róż zgraja cuchnących kundli. Przecież nikt nigdy by tych wyleniałych oblechów nie ozwał dumnym słowem "wilk"! I nikt też nie powiedziałby, że prawdziwym wilkiem jest ten, który owczą skórę przywlekał, z tym, że ta od owczej była o wiele piękniejsza. Zając polarny? Jeden z tych, które gnały przez Hyuo i unosiły do tańca płatki śniegu, pozwalając im błyszczeć w słońcu jak diamentowy pył rozrzucony w powietrze, odebrany od piersi chciwca, który chciał zagarnąć wszystkie te diamenty świata dla siebie. Pewnie właśnie jednego z takich chciwców, jak jeden z tej gromadki. Przecież Ty, Chise, wydawałaś się z daleka tak samo chłodna, jak diament. Tak samo czysta jak śnieg twojej gładkiej skóry. Piękna. To piękno, w zblazowanej, niemal pustej wersji, zostało zarejestrowane dopiero, kiedy te blade oczy zaczęły się lśnić, niby kałuże pośród pól, odbijające pochmurne niebo. Takie zaniepokojone. Taka zaniepokojona. Skulona. Bezbronna. Jednak nie pusta w odbiorze, bo przecież tak jak ten płatek wiśni, w które zamieniło się twoje serce, a który muskał policzek - nie dało się go zignorować. Dlatego przecież Shikarui stał ciągle w miejscu jak zaklęty i wodził za każdym twoim ruchem spojrzeniem - nie tak, by niczego nie przegapić i nie tak, by przegapić wszystko. Chłonął całokształt jak prawdę objawioną, która nie wymagała zadawania jakichkolwiek pytań. Napalone samce i drobna samica kusząca swoim zapachem. Przyszłość była naprawdę banalna do przewidzenia w ludzkim umyśle, ale on nie układał jej wcale. Po co? Stanie się, co ma się stać.
Niech się stanie.
Ze wszystkich opcji jedyną, która nie była brana pod uwagę, była ta, w której Shikarui włączał się do tańca, w którym nie powinno być dla niego zapisanych skryptów.
Jedno uderzenie wywołało efekt domina. I to jedno uderzenie nie było dominem dla samego sprawcy, oj nie... Miecze nie były widoczne - wszystko przez ten cholerny płaszcz, ale nawet gdyby były - nic nie potoczyłoby się inaczej. Nie było brawurowego ratowania damy z opresji - było jedynie ukaranie śmiecia, który przez przypadek zapałętał się pod jego nogi. Z takim samym spokojem, z jakim przyglądał się zdarzeniu, z takim samym uderzył - i z takim samym wycofał się parę kroków w tył, widząc, ja kolejne białe klocki zaczynają upadać, poruszone dłonią Tragedii. Ach... albo to była dłoń Chise, w której szaty przybrała się dzisiaj ta Nieszczęsna Panienka? Cofnął się jeszcze o krok. Stał na lekko ugiętych nogach, nie były to paniczne kroki, raczej uważne, czujne tak, jak świat wokół nich czujnym być nie mógł. Te ochłapy człowieczeństwa nie zdążyli nawet dobrze krzyknąć, jego oczy nie nadążały za tym, co się działo - nadążały ledwo, bardzo ledwo, kiedy migała do następnych przeciwników, pozbawiając ich sił jednym, sprawnym uderzeniem, jakby ćwiczyła to od lat. Jakby jej dłoń do niczego innego nie mogła się nadawać - tylko do tego jednego. By zabić. A jednak nie zabijała. Pozwoliła, by odczuli siłę jej ramion, stracili przytomność, ale nie na to, by usnęli snem wiecznym, płacąc po drugiej stronie za krzywdy wyrządzone jej tu i teraz. Milczał, tak jak i ona milczała. Czy w takich chwilach wypadało coś w ogóle powiedzieć? Cokolwiek? "Ej, bo oni cię katowali, chciałem pomóc!" To nie ta bajka. Upadł ostatni klocek domina, ten niepotrzebny, ten pierwszy, został odtrącony na bok i Wilk skupił się na tym, który wciąż stał. Na Tygrysie. Oh, Shikarui naprawdę po takim pokazie potrafił ocenić, że ta kobieta nie była przeciwnikiem dla niego. Gdyby nie przekleństwa tego cierpiącego obok, odgłosy bawiących się w oddali ludzi byłby niesamowity. Chłopak mógłby przysiąść, że serce kobiety waliło teraz tak, jakby miało wybić jej żebra - intensywnie, od adrenaliny i... i od czego właściwie? Wszystkiego tego, co sprawiło, że jej oczy stały się jego oknem na świat. Tak słodko smutne. Teraz zaś tak uważne i pilne, jak oczy jastrzębia, który wodzi spojrzeniem po ziemskim padole - zupełnie nieosiągalny. I taka właśnie była w tym momencie Chise - kompletnie poza zasięgiem dłoni Shikarui'ego. Mimo to jego dłoń zawędrowała powoli w pobliże kunaia. Nie odrywał od niej wzroku - przecież mogła w każdym momencie zaatakować i jego... nie oznaczało to też jednak, że zamierzał tak po prostu zacząć się przed nią płaszczyć.
Cisza.
To śmieszne, że mimo tylu dźwięków i hałasów, w człowieku może gościć taka cisza. Serce czarnowłosego nie uderzało mocno, jego uszu nie przecinał pisk. Wszystko trwało wciąż w takim samym zastoju, bo w końcu, powiedz - jak niby poruszyć kryształ lodu? Lodową górę, która dryfowała po krystalicznym oceanie?
Shikarui zgiął lekko palce, które trzymał blisko pasa, by sięgnąć po kunai, ale suma zysków i strat była banalnie prosta - kobieta nie zaatakuje, dopóki nie da jej dostatecznego powodu. W innym wypadku już pewnie leżałby jak jeden z nich na tej miękkiej, jasno zielonej trawie. Wykonał jeszcze jeden wyważony krok w tył, chcąc sprawdzić, jak Wilczyca się zachowa... albo raczej chciał go wykonać. Doprawdy, było coś przyciągającego w tym uroczo drżącym mieczu. Pewnie to, że ona sama wydawała się drżeć.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1538
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Chise » 12 lut 2018, o 20:01

Śmieszne? Jak dla kogo. Ludzie nie pozbawieni niczego także miewają takie rozumowanie - u nich określa się to prostym określeniem "ambicja". Bo to tego sprowadzała się przecież chęć bycia lepszym od reszty, prawda? Chęci zdobycia tych ciastek, bycia nagrodzonym, docenionym. Błędem było myślenie, że wzrok czyni z niej istotę niezrozumiałą, jakby stanowiła inny gatunek człowieka. Była taka sama - może jedynie startowała z nieco trudniejszej pozycji, musiała przeskoczyć kilka przeszkód więcej, ale poza tym nie była obca. Widzieli w niej gorszą? Ciężko by było inaczej, skoro sami tak bardzo opierali się na tym ułomnym, tak łatwym do oszukania zmyśle, jakim był wzrok. Doprawdy, gdyby zasłonić im oczy.. Co by zostało? Obijające się o siebie kuleczki, nie wiedzące nawet gdzie są i jak iść. Kto był tu więc gorszy, ona czy oni? Ona czy świat?
Shikarui chłonął te obrazy, podążał za nią swoimi pięknymi oczami koloru cudnej lawendy, obserwował jak wycofywała się krok za krokiem, aż poczuła za plecami kolce.. Ale nie zareagował. Spokój tej pachnącej tafli jeziora nie był zakłócony nawet przez moment, jedynie lekko zainteresowany podążał za nią, bo.. Nie miał nic ciekawszego? Bo przypadkowo byli obok? Czy było w tym coś głębszego?
A gdyby nie była wilkiem w postaci łani, gdyby nic nie kryło pod jasną skórą? Gdyby te obrzydłe dłonie zaczęły szarpać jej ubranie, ciało, jak na stado kundli przystało? Gdyby jeden z nich przypadkowo go nie potrącił..
Patrzyłby z równym spokojem? Oczy odwróciłby oczy, odszedł, pozwalając by stało się co ma się stać?
To naprawdę była chwila kiedy już przeszła do ataku - kilka ciosów, wykorzystujących zaskoczenie i jej wyszkolenie. I tak było dziwne, że wyciągnęła na nich miecz, zapewne dałaby radę nawet uderzając swoją dłonią, a nie głownią ostrza, ale to wszystko przyspieszyło. Nie była tu ofiarą.. Ha, jeszcze tego by tu brakowało! Ona, dumna Uchiha! Ćwierćfinalistka turnieju!
Wczoraj pochwalił ją nawet cesarz, dziś drżała, a koniec miecza razem z nią.
Stali w milczeniu, bo co mieli powiedzieć? Każde zdanie jakie mogło przyjść na myśl było takie.. Płytkie. Miała mu podziękować? Nawet nie wiedziała czy naprawdę chciał jej pomóc. Nic nie wiedziała. Równie dobrze mógł przecież przyjść tu z nimi, prawda? Mogła to być ich wewnętrzna sprzeczka, on mógł być jednym z tych kundli, leżących u jej stóp, jedynie nieco rozsądniejszym, bo szybko się wycofującym. Ramiona jej zaczęły dygotać, zamrugała szybko, chcąc.. Nie, potrzebując jeszcze pozostać twardą przed moment.
Ale nic się nie działo.
Oboje zamarli w bezruchu.. Nie, oboje się poruszali, ale bardzo ostrożnie, jakby każdy ruch mógł być ich ostatnim. Chise nawet nie słyszała jego powolnego ruchu dłonią, zagłuszał go huk w uszach, krew która tętniła ogłuszająco w jej ciele, bicie serce jak bębny.. Ile czasu tak stali? A kto wie?
Szczęśliwi czasu nie liczą, tak? Ona była daleka od szczęśliwości, ale i tak nie liczyła pospiesznych oddechów rozrywających ciszę.. Ciszę i tak przerywaną muzyką i wrzaskami rannego. Jednak w końcu się poruszyła, cofnęła o pół kroku, twarz przeszył grymas, wykręcający śliczną buźkę w coś.. Skurczonego i zimnego. Opuściła gwałtownie rękę w dół, wypuszczając rękojmie, ale nie wypuszczając ostrza, które osuwało się wzdłuż palców, jak w zwolnionym tempie, żłobiąc rysy w dłoni, by zostać złapane za koniec ostrza. Bolało. Ale bardziej zabolał faceta cios, zadany rękojeścią jak kijem w głowę. Ostrze ostatecznie zostało splamione tylko jej krwią.
Przycisnęła do siebie zranioną dłoń, po której powolnymi, leniwymi strumykami spływała czerwona ciecz, wypuszczając z niej miecz, który upadł pod nogi. Wrzaski umilkły, teraz już naprawdę było tylko słychać muzykę.
Chise pociągnęła nosem, ocierając twarz rękawem płaszcza, czując jak wstrzymywane łzy opuściły oczy. Zamknęła oczy, zatrzymując się w tej pozycji, pozwalając sobie na chwilę słabości, ignorując milczącego nieznajomego. Cichy odgłos, jak stłumione łkanie, wymknął się z jej ust, ale nie wydostało się z niech nic więcej. Odwróciła się wściekle, kopiąc czyjąś leżącą za blisko część ciała, po czym zaklęła.
- Yoku kike - yinzińskie przekleństwo zabrzmiało dziwnie nawet w jej uszach, przejechała dłonią po włosach, sama nie wiedząc co ma teraz zrobić. Powinna to teraz gdzieś zgłosić? Wątpliwe, by ta nauczka ich czegoś nauczyła. Jak teraz odpuści, to kiedy mogą trafić na dziewczynę która się nie obroni. Którą skrzywdzą do końca życia. Schyliła się po miecz, łapiąc go niezranioną.
Lepiej by było, gdyby tacy śmiecie nie chodziły po świecie. Shiga pewnie nie zawahałby się pół sekundy przed zadaniem ciosu.. Ba, u niego pewnie nie byłoby ciosu. Urządziłby im stos pogrzebowy za życia, każąc za to co mogli zrobić i być może już zrobili. Bo przecież jaką miała pewność, że była pierwsza?
Aż poczuła jak jej podniosły się włoski na karku na samą myśl. Wakizashi uniosło się do ciosu.
Zgrzyt stali.
Westchnęła głośno, opuszczając puste dłonie.
- Zamierzasz wlepiać we mnie oczyska wiecznie? - warknęła.. A raczej chciała warknąć. Pewnie zabrzmiałoby to znacznie lepiej, gdyby głos się jej nie łamał i nie drżał, zdradzając jej roztrzęsienie nawet jeśli była odwrócona plecami. Poruszyła palcami, syknęła cicho. Rozcięcia nie były głębokie, ale piekły. Nie tak jak urażona duma, wstyd i złość, ale zaczynało to do niej docierać.
Chise
 

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Shikarui » 12 lut 2018, o 20:49

Yoku... kike? Niezrozumiałe słowa przecięły cisze, bo zostały w tej ciszy powtórzone. W pustych czterech ścianach umysłu, z których nie szukało się ucieczki, bo nie było dokąd uciekać. Bo było się zbyt mocno przyzwyczajonym do własnych kajdan, żeby nie zacząć ich kochać, rozumieć i żyć razem z nimi. Czasami dzwoniły echem, te zespojone ze sobą ogniwa, ciągnąc się po podłodze za nogami i znacząc na ziemi krok ich właściciela - ślady, które przypominały ślady żmii. Masz też takie kajdany? Chyba wiele osób je ma - nie każdy po prostu nazywał je od razu więzieniem. Shikarui nie wiedział, co zostało powiedziane i co dokładnie miało tutaj miejsce. Sławetne ludzkie uczucia, które uderzały ze swoją pełną mocą i brały człowieka w posiadanie, udowadniając mu, że jest wiele sił na tym świecie, które mogą go pokonać, nie istotne, jak potężny się stanie. W końcu to nie tak, że on sam niczego nie odczuwał. Nie było w nim po prostu empatii dla całego tego przedstawienia. Nie wzruszało drżenie dłoni kobiety ani kiedy wycelowała w niego miecz (och, wtedy była tylko czujność, by wiedzieć, kiedy się wycofać) ani kiedy tą rękę opuszczała, odwracając swój wzrok, jakby nie była w stanie zdzierżyć skupionych na niej, jasnych, jakże obojętnych tęczówek wobec tego, co się tutaj działo. Lepsza obojętność od fałszywego współczucia? Czy ja wiem... Człowiek potrzebował czasem dobrego ducha, który go wesprze, dobrego słowa, które wspomoże i dobrego gestu, który pozwoli stanąć o własnych siłach, tylko da początkową podporę, żeby mieć chociaż jakiś solidny start. Nie zawsze potrzebne było zrozumienie - zazwyczaj wystarczało samo wysłuchanie i chociaż krótki uśmiech, a to, czy szczery? Przecież nie jesteśmy bogami analizy, którzy byliby w stanie odróżnić każdą prawdę od fałszu.
Kobieta przerwała bezruch. Obróciła ostrze w swojej dłoni - wydawała się przy tym taka dumna, taka... wyniosła. Czy to naprawdę była kobieta z krwi i kości, czy może już boginka, która chciała oddać hołd Matce Śmierci, zraszając Wiosnę odrobiną swojej krwi? Ta jeszcze się nie przelała, a Shikarui już czuł jej zapach. Nie woń kwitnących wiśni, nie woń liści, nie wszystkie mieszające się zapachy miasta i festiwalu, a właśnie tej krwi, co powinna zrosić gładką skórę. Piękny podarek dla niemych widzów tego zdrożnego spektaklu, którzy nie podnieśli skandu, wołając o więcej, nie zaczęli klaskać w podziwie dla zdolności szermierczych czarnowłosej dziewczyny. Jej własne serce chyba po prostu wystarczająco głośno już klaskało samo z siebie, nie chcieli zagłuszać tej cudnej melodii. Rany, rany... i po co to wszystko? Dla popisu? Ze słabości? Dała się po prostu zaskoczyć, czy była tak naiwna, że wierzyła w ludzką dobroć? Mężczyzna rozluźnił mięśnie i wyprostował się. Nie ruszył się ani o krok, aż zbyt łatwo można było zapomnieć o jego obecności, ale Chise nie zapominała. Brak wzroku nie przeszkadzał jej w ciągłym czuwaniu. Imponujące.
- To zależy. - Jego głos był dość chłodny, jeśli już mnie pytacie - nieprzyjemny. Jak płatek śniegu, który wsuwał się za kołnierz w zimową noc i wywoływał nieprzyjemny dreszcz z przekonaniem, że nigdy nie chcieliśmy tego płatka za kołnierz wpuścić i jednocześnie tak, jakby jego gardło odwykło od wydawania z siebie odgłosów. Kiedy zamilknął ostatni przytomny, który wzywał litanią wszystkich bogów potępionych, nie było problemu z jego dosłyszeniem. Intonacja nie nadawała jednak temu wszystkiemu negatywnej barwy, była... całkowicie neutralna. On był całkowicie neutralny. Idylliczny duch. - Zależy od tego, gdzie dalej zajdziesz w swoim żałosnym stanie. - Neutralność. Bo to nie było coś osobistego. Nie życzył jej źle, ale nie życzył też jej dobrze. Przecież on tylko obserwował.
Jego noga oderwała się od ziemi i postawił lekki krok w kierunku przeciwnym do tego ostatniego. Skierował się do Chise. Do dziecka, które, słowo daje, było przecież żartem (jak dla kogo!) zupełnie tak, jak tamto myślenie (czyżby?) i myślenie wszystkich ludzi wokoło. Jego oczy prześlizgnęły się po ciałach. Po tych śmieciach, które dziewczyna potraktowała jak śmieci. Nie zabiła ich. Czemu, czemu, czemu? By nie mieć kłopotów ze strażą? To było jedyne logiczne wyjaśnienie. Shikiemu przeszło przez myśl, żeby własnoręcznie ich dobić, bo naprawdę nie lubił zostawiać za plecami kogoś, kto żywił do niego jakąś urazę, ale szybko myśl ta uciekła z jego umysłu, bo przecież - straż..! Byli w samym sercu parku, nawet jeśli bezpiecznie oddzieleni, ktoś mógł to widzieć, może już straż była nawet w drodze..? Tak czy siak - prawo było przecież po ich stronie. Co za tragikomedia. Żałosna kropka na zakończenie tego dzieła miast czernią tuszu, przypieczętowana została krwią osoby, która przecież nie miała być przelana. Tego chyba scenarzysta też nie przewidział.
Co za ciekawe wydarzenie.
Kucnął przy tym, który leżał najbliżej jego i odciął z jego szaty kawałek materiału kunaiem, który od razu schował (kunai, nie materiał), po czym wstał i wyciągnął dłoń z materiałem w kierunku nieznajomej niewiasty. Tak, tej samej, którą nazwał żałosną. Tej samej, obok której mógł przejść obojętnie, a przy której się zatrzymał, booo... bo nic ciekawszego nie było obok. I tak ludzie, którzy widzieli w niej gorszą, leżeli u jej stóp, a ona... ona nie triumfowała. Czemu? Chyba właśnie przez to, że sama się za lepszą nie uważała. Brak w niej było instynktu dzikiego Wilka, albo to on sam był na tyle ślepy, by go nie dostrzegać - dostrzegał coś zupełnie innego. Zwykłą dziewczynę, której przydarzyło się parę niezwykłych rzeczy. Ich dłonie sięgnęły odważnie po te ciastka i... i co?
Żadnych ciastek nie było.
Byli przecież tak daleko od domu.
Spoglądał na nią wyczekująco, z lekkim znudzeniem, z wyciągniętą ręką, ale, oh... nie wiedział, że panienka jest ślepa. Nawet gdyby wiedział to doprawdy - niczego by to nie zmieniło.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1538
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Chise » 13 lut 2018, o 01:38

Zabawne, bo Chise też nie znała dokładnego znaczenia tego, co sama powiedziała. Jak mała papużka, powtórzyła wypowiedziane jakiś czas temu słowa, w nerwach wyrzucone przez bushi-san, zrozumiała tyle, że jest to przekleństwo.. I tyle.
Mogłaby w sumie teraz mówić coś w stylu "co, ty jajo!" a potem go dźgnąć albo inną, równie śmieszną rzecz, a brzmieć przy tym tak całkowicie poważnie i wściekle.. Na szczęście w okolicy nie było nikogo, kto znał się na dialekcie z samurajskich wysp, więc nawet jeśli tak było, to nie sprostował jej ani nie wybuchł śmiechem.
W sumie od jedynego obecnego widza była tylko obojętność. Cudowna, chłodna, taka... Łatwa. Bo to było proste. By patrzeć, nie trzeba było niczego wnosić od siebie, nie trzeba było myśleć ani czuć. By zareagować, trzeba było być jakiś. Dobry, zły, sympatyczny, złowieszczy, zbulwersowany, zaniepokojony, rozzłoszczony... A on był.. Po prostu był. Nie był jakiś. Jakby postawić na jego miejscu statuę, która przypadkiem się przewróciła, to zapewne wniosłaby więcej emocji niż on. Przy nim czuć było jedynie dystans i światło w oczach, wyższość..
Czy obserwowanie nie było zajęciem bogów? Tylko raz na jakiś czas wyciągali dłonie by dotknąć kogoś i szepnąć kilka cichych słów, które mogły zmienić świat, czyjeś życie lub zupełnie nic.
Shikarui chyba bawił się w boga.
Popisywała się? Dla kogo?
Dla tej lawendy, której nawet nie widziała? Dla zbira, który wrzeszczał, jakby mu ktoś połapał kilka kości? Dla samej siebie? Dla kogo były te sztuczki? One chyba były bardziej wbite jej w krew niż instynkt, który jej mówił by uciekała. Pobiegła przed siebie, z daleka od krzewów róż, zapominając o tym co się tu stało, wycinając do z pamięci.. Ale nawet ona nie była na tyle naiwna, by uznać, że to by naprawdę pomogło. Jak świat światem, uciekanie od problemu jeszcze nigdy go nie rozwiązało, chyba że twoim problemem jest psychopatyczny przeciwnik z mieczem tasakiem.
Jego stwierdzenie zakuło jak szpilka. Drgnęła, zaskoczona tym nieprzyjemnym tonem, ale wbrew pozorom... Było to bardziej motywujące niż jakiekolwiek gładkie słówka. Zadziałały jak policzek, po którym zaczęła się szybko zbierać.
- A co to ciebie do cholery obchodzi? - rzuciła ostro, nie odwracając się w jego stronę, podkreślając to jedno słowo. W jej głosie zabrzmiało oprócz złości jeszcze jedno uczucie - pogarda. A może żałość? Co za żenada.. Tak, to było dobre słowo. Uczucie, które zaczęło się pojawiać to było zażenowanie i wstyd. Przez chwilę przesłonione przez złość, aż poczuła to pieczenie za mostkiem. On nazywał ją żałosną? Ją? Dopiero wtedy przyszła refleksja. Nie, nie nazwał. Nazwał jej stał żałosnym.
I miał racje, co było jeszcze gorsze. Otarła twarz wnętrzem dłoni, przechodząc aż na wewnętrzną stronę przedramienia, nabrała mocno powietrza nosem, wyprostowując się, starając przywrócić równowagę, ale raz puszczona tama nie chciała się tak łatwo zamknąć. Nerwowo poprawiła płaszcz, zapinając guziki, choć zajęło jej to śmiesznie wiele czasu. W tym czasie chłopak zdążył podejść do nieprzytomnego. Słysząc kroki odsunęła się dalej, aż znów poczuła ukucie i natychmiast zrobiła krok w przód.
Zwróciła się przodem w jego stronę, jakby wpatrywała się w niego tymi martwymi oczami.
Nie wiedziała co robi i szczerze mówiąc, nie obchodziło ją to. Teraz, to on mógł nawet ich ćwiartować, z tego pewnie nawet by się ucieszyła, ale nie był to jej interes, tak samo jak nie było jego interesem zastanawianie się jak daleko zajdzie.
Uniosła dłoń do piersi, obejmując ostrożnie zawieszony na łańcuszku kawałek metalu.
- Mój żałosny stan nie jest twoim zasranym interesem - stwierdziła ze wzgardą.. Dla niego, ale przede wszystkim może nawet bardziej dla siebie. Zacisnęła dłoń nieco mocniej, czując ostre krawędzie i pokręciła głową. Stanie tu nie przynosiło nic dobrego. Miała tu zostać i rozmawiać z nim? O czym, po co? Nie łączyło ich nic, poza spojrzeniem. Równie dobrze mogła odejść. W która stronę? Sama nie wiedziała. Nie zyskała żadnych informacji, a przecież teraz nie zapyta nieznajomego "a tak przy okazji, gdzie są trybuny?".
Poruszyła nieco dłonią i skrzywiła się. Powinna się tym zająć przed pojedynkiem, bo inaczej mogła mieć problemy z utrzymaniem ostrza. Co prawda rzadko kiedy używała dłoni do atakowania, miecze powinny być ułożone w innych pozycjach, ale nie było to dość mądre.
A jedyny logiczny kierunek to ten z dala od róż, lawendy i krwi, czyli obok chłopaka i dalej, mijając go. I to właśnie postanowiła zrobić. Ominąć jego wyciągniętą rękę (o której nie wiedziała) i ruszyć dalej, jakby świat się nie zmienił.
Chise
 

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Nikusui » 13 lut 2018, o 01:57

Ona wiedziała, on nie musiał. Wręcz było to wskazane. Bo skądże miał wiedzieć, że białowłosa nagości w ogóle się nie wstydziła? Że dla niej było to tak normalne, szczególnie podczas zażywania kąpieli, że nie jej to nie przeszkadzało. Owszem, to też nie było tak, że lubiła paradować nago przy jakimś zgromadzeniu ludzi. Ograniczała się do samotnych kąpieli w jeziorze, a na gorące źródła patrzyła nieco inaczej. Nie kłamała przecież, że było tam dość sporo pary, która ograniczała widoczność. Jakieś zarysy jednak było widać, a im bliżej, tym lepiej. Nikusui nie mogła sobie darować, by nie zobaczyć reakcji jej towarzysza, gdy ośmieli się wtedy na nią spojrzeć. Stąd też go nie uświadamiała.
Kolejne spedzone chwile z Kisho, pozwalały go poznać. Jego osobę, jego historię. Do tej pory wiedziała, że dorastał bez rodziców, ale jakąś część życia z nimi przeżył. Najwidoczniej matka chciała uchronić go przed światem, gdzie rozlew krwi, ból i śmierć były niemal na porządku dziennym. Może to też miało wpływ na jego pomocną naturę? Całkiem możliwe. Cóż, jej rodzicielka pewnie też wolałaby spokojniejsze życie dla swojej córki, ale Ryukata nie pozwoliłaby sobie na aż taką stabilizację, bo nie leżała ona w jej naturze. Zupełnie inaczej przedstawiało się to u Kisho, ale to było jedynie jej spostrzeżenie, które mogło być mylne. Mogłaby zadawać kolejne pytania, chociażby odkąd podróżuje, bo też o tym wspominał. Mogłoby to być jednocześnie informacją o tym, kiedy stracił rodziców, bo przypuszczalnie to wtedy zaczęła się jego tułaczka w poszukiwaniu swojego miejsca. Nie chciała jednak pytać. Jakoś nie teraz.
- Ha! - parsknęła, dość ostentacyjnie skręcając głową w drugą stronę i krzyżując ręce na wysokości swojej klatki piersiowej. - Na to nie masz co liczyć. No chyba, że spotkałbyś moją matkę. Ona z radości potrafiłaby wyściskać każdego. - dodała z rozbawawieniem, odwracając znowu swoje spojrzenie w stronę mężczyzny o błękitnych oczach. - I nie jestem ciekawska. Ani jakoś radośnie nastawiona do życia. Biorę, co jest. A nastawiona to mogę być do ciebie, o! - zaprotestowała, przy ostatnim zdaniu ponownie pozwalając sobie na szturchnięcie go łokciem. Jej Kaminari nie kojarzyli się z wylewami miłości i nadmiernej ciekawości. Byli powściągliwi, zasadniczy, zadaniowi. Ona w sumie też taka była, ale nie wtedy, kiedy odczuwała przyjemność podczas przebywania z drugą osobą. Wtedy sytuacja się zmieniała, ale to było dla niej dość normalne od pewnego czasu.
W pewnym momencie Kisho chwycił za jej dłoń i pociągnął, jakby przyśpieszając. Nie protestowała, bo nie miało to dla niej żadnego podtekstu, a zapewne miało jakiś oczywisty cel. No i tak rzeczywiście było. Mężczyzna śpieszył się, bo festiwal w parku dobiegał już końca tego dnia. Nic dziwnego, chyba najwyższa pora. Swoją drogą, dość szybko zleciał ten dzień, a przecież wieczór czy też noc, była jeszcze młoda. Przybliżyła się więc z nim na tyle, że spokojnie mogli posłuchać ostatnich utworów. Co prawda ludzi też już nie było wiele, ale cóż to był za problem? Żaden! Mogli już przystanąć, więc po chwili stania tak, podczas gdy Kisho wciąż trzymał jej dłoń, zadarła głowę do góry i spojrzała na niego czujnie.
- Bo zaraz poczuje się jak na randce. - powiedziała, uśmiechając się przebiegle i czekając na to, czy Kisho połączy wątki i jak szybko. W końcu praktycznie noc, księżyc na niebie, muzyka i takie tam.
- W sumie to mój pierwszy festiwal. Nawet na tej pseudo imprezie z okazji ślubu córki Lidera nie byłam. - wypaliła nagle, spoglądając na dogrywających muzyków i jakąś nie do końca trzeźwą parkę, która korzystała z ostatnich nut i podrygiwała wesoło. Niestety, straganiku żadnego z sake nie widziała, a szkoda, bo miło byłoby zakończyć ten dzień czarką rozgrzewającego napoju.
Obrazek
"W życiu licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze."
Avatar użytkownika

Nikusui
 
Posty: 1019
Dołączył(a): 17 kwi 2015, o 11:58
Wiek postaci: 29
Ranga: Sentoki
Krótki wygląd: Białe, długie włosy, część z nich zapleciona w cztery warkocze - https://i.imgur.com/W0LDdj1.jpg; żółto-zielone oczy; jasna cera
Widoczny ekwipunek: Bicz przymocowany przy prawym biodrze; torba nad lewym pośladkiem; kabura na broń na prawym udzie
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=283
GG: 4208281
Multikonta: Venus, Sayuri

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Shikarui » 13 lut 2018, o 02:25

Ha! To prawda. Nie nazwał jej żałosną. Jak nazwać żałosną osobę, która z taką precyzją potrafiła sprać gęby paru oprychom, którzy planowali się dobrać do jej ciała? Zakazane Owoce smakują najlepiej - to trzeba było przyznać, mieli dobry gust... albo byli wystarczająco pijani, by każda potwora znalazła w nich swojego amatora. I nie chodziło tu o umniejszanie piękna marmurowej dziewczyny, filigranowej jak mgła o poranku, która przepuszcza przez siebie pierwsze promienie słońca, dlatego widać jej enigmatyczne, płynne ruchy, które mamią jak wahadełko w dłoniach mistrza. Buja się na boki... Nie ważne, jaki ruch wykona i tak pozostanie podobna do dymu, zaś kim Shikarui był, by sięgać po to, co tak ulotne i próbować to ujarzmić..? Wiatru nie możesz złapać. Nie możesz też złapać płatka wiśni, bo jeśli go dotkniesz, wiedziały to nawet dzieci, straci na swoim powabie. Wiesz, orzeł jest piękny właśnie dlatego, że jest wolny. Najwyraźniej wolność i nieuchwytność miała w sobie coś takiego, co kompletnie zbijało ludzkie umysły z pantałyku i nakazywała za sobą gonić, szukać. Polować. Tak, Chise wydawała się właśnie tą kobietą, na którą szczególnie chciało się urządzić polowanie. Spuścić ze smyczy gończe psy, no dalej - niech ją tropią, niech czuje na swoim karku ich oddech, słyszy ich ujadanie, kiedy będzie uciekać przez gęsty las, błądząc po bezdrożach. Przecież już się zgubiła. Przecież już pierwsza rana znaczyła jej dłoń - każda kolejna to tylko dopełnienie niepisanych układów, czyż nie? Zawarte dawno temu między ludźmi i bogami, że w świecie ludzi na zawsze rządzić będzie harmonia między tymi, którzy mają być ofiarami i tymi, którym odgórnie przysądzono stać się drapieżcami. Chise zaburzała ten porządek swoją osobą. Zaburzała wszystko po kolei, zaczynając od tego, że była przecież tylko drobnym płatkiem wini, który przeciął codzienność czarnowłosego młodzieńca i nakazał na siebie zwrócić uwagę. Z tej perspektywy, z tego punktu, w którym trzymał w dłoni pas materiału, wydawało się to właśnie nakazem, który wpełznął do podświadomości i niby był czynem dobrowolnym - w rzeczywistości był tylko podrygiem lalki, której bóstwa kontrolowały każdy z ruchów. Z przeznaczeniem nie dało się walczyć. W tym "tu i teraz" nie nazwał jej żałosną, ale przecież to właśnie miał na myśli. Nie jej całą osobę, skądże znowu, nie był sędzią, który wydawałby wyroki. Objawił jej fakt niezaprzeczalny, że tu i teraz, w tych paru chwilach, które zapisały się w jej historii, w której był tylko tymczasowym gościem, przypadkowym przechodniem, to, jak się prezentowała, nie było godne podziwu. Było godne potępienia. Nawet jeśli taniec jej ostrza, tak płynny, precyzyjny, prezentujący pewność w każdym kroku i uderzeniu, stanowił dzieło sztuki, a ona była wszystkimi barwami dla tego dzieła, płynącym przed oczyma, kuszącym obserwatora, by wyciągnął doń dłoń i spróbował ją pochwycić, to nie było niczego pięknego w jej drżeniu, w jej niepewności i tym, jak dała się zagonić. Przynajmniej nikt o zdrowych zmysłach czegoś takiego za piękne by nie uznał.
Nie popisywała się - a jednak popis był udany.
Dobre pytanie - co go obchodził jej żałosny stan? Ludzie często o takie rzeczy pytali, kiedy wypowiadało się prawdę, której nie chcieli zaakceptować i która sprawiała, że cofali się w głąb siebie. Nie to, żeby Shikarui był jakimś wielkim znawcą. Tym bardziej nie to, że prowadził bardzo skomplikowane próby naprawiania kogokolwiek. Tak samo, jak nic nie obchodził go jej żałosny stan, tak samo nie interesowało go babranie się w ludzkich, jakże przyziemnych problemach, kłopotach i kłopocikach. Może więc było coś w tym, że bawił się w Boga..? Tego, któremu wolno wszystko, bo przecież koniec końców - czyni tyle, co nic. Tego, któremu nie dane jest już spoglądać z błękitu nieba i bieli puchatych chmur na ziemski padół, bo dawno strącono go w dół. Spoglądał więc z dołu - i takim sposobem istnienia takie jak Chise stawały się istnieniami podobnymi do Księżyca. Skoro nie mógł sięgnąć nawet człowieczeństwa, to jak miałby wyciągać dłoń po piękną Lunę? Kłopocik. To byłby pewnie jego mały kłopocik, gdyby tylko mu n tym zależało. Gdyby była chociaż jedna rzecz, która potrafiłaby zamienić tego Ducha w emocje. Nie odpowiedział na jej pytanie. Mocny nacisk na to jedno słowo, które sprawiło, że poczuł... że poczuł. Nie było to nic konkretnego - ledwo poczucie, że leciutko musnął stopami ziemię pod swoimi nogami. Chise cała emanowała emocjami, które mogłyby każdego przygwoździć do dołu. Obojętność była łatwa - Chise łatwa nie była, ha! Jej życie nigdy nie było proste, więc jak to, co przeżywała, mogło być?
Spoglądał na każdą emocję, która przez nią przepływała. Poznawał. Jak czysta kartka zapisywał to, co się z nią działo... niby nie był sędzią, a jednak już ocenił. Pozwolił Chise usiąść na ławie oskarżonych o słabość... chociaż nie, ona sama tam usiadła. On jedynie wypowiedział ten fakt na głos. Miała całkowitą rację, rację, rację. Nic z tego nie było JEGO zasranym interesem, bo nic JEGO to nie interesowało. Tak dokładnie leciało w tym skrypcie, aach..! Maleńkie źdźbło jakiejś tragedii, której Shikarui nie pojmował do końca.
- Więc czyim? - I znów - nie było żadnych pretensji w jego głosie. Właśnie, czyim interesem więc był jej stan..? Jej własnym? Pewnie tak. Najbardziej logiczna i sensowna odpowiedź. - Bo przez dłuższą chwilę była interesem tych Śmieci. - Wytknięcie, szpilka podkuta po raz drugi - jawne podkreślenie, że pozwoliła sobą pomiatać jak szmatą, najzwyklejszą w świecie dziwką do zabawy, dopóki... dopóki co właściwie? I znowu - pyta dlatego, że go to interesowało? Ach, oczywiście, że w ten zblazowany sposób dał się zaciekawić! Nie zastanawiał się nad tym, co to takiego, skąd, po co... ale Chise pulsowała coraz bardziej żywymi emocjami, a on lgnął do nich jak ćma do płomienia. Całkiem fajna zabawa.
Dziewczyna minęła go i jego wyciągniętą rękę oferującą tymczasowy opatrunek, ale nadal nie wycenił tego jako jej ślepotę. Wycenił to zachowanie jako coś zupełnie innego.
- Duma? Przecież sama ją wyrzuciłaś. - Zaledwie parę słów, parę zdań, a już czuł się zmęczony w dziwny sposób. - Czemu? Po co ta tragikomedia? - Czemu ludzie zamiast zapobiegać woleli naprawiać? Shikarui pokłonił się kobiecie na odchodne, kiedy ta wyminęła go i ukazała swoje plecy.
Świat się nie zmienił?
Ależ zmienił.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1538
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 22
Ranga: Wyrzutek
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Park Kaito 回答公園

Postprzez Kisho » 13 lut 2018, o 14:25

Wsłuchiwał się w piosenki, jednocześnie co chwilkę zerkając na Niku. Naszły go dość dziwne myśli i pytania. No bo sami wiecie. Oboje spotkali się przypadkiem, nigdy wcześniej się nie widzieli, a od kilkunastu minut albo godzin - Czas w jej towarzystwie naprawdę szybko i przyjemnie zlatywał. - włóczą się razem jak starzy dobrzy znajomi. Niby nic dziwnego, ale jak często zdarzają się takie rzeczy? Raczej rzadziej niż rzadko. Nikusui była... Trudno było to określić słowami. Niby podobna do niego, a zarazem zupełnie inna. Odrobinę tajemnicza, przynajmniej z początku, ale nie skryta w sobie. Po bliższym kontakcie i nawiązaniu rozmowy stawała się wylewniejsza, milsza i zdecydowanie zabawniejsza. Była otwarta na świat, chociaż jak już zdążył zauważyć, nie w pierwszych chwilach zapoznania. Mimo wszystko było w jej charakterku coś... Coś takiego co pociągało Kisho, choć sam nie zdawał sobie z tego sprawy i nie byłby w stanie dokładnie określić co to takiego.
Słowa kobiety aż nim wstrząsnęły. Stali sobie, słuchali ostatnich pieśni, a ta wypaliła z randką? Wlepił w nią gały z wyraźnym zapytaniem wymalowanym na twarzy i zrozumiał. Dość późno, ale jednak. Szybko, jak oparzony wycofał dłoń i uciekł wzrokiem w bok.
- Wybacz - powiedział cicho. Był ewidentnie lekko przyrumieniony, czego pokazać nie zamierzał. Nie wiedział nawet, dlaczego oblał się czerwienią. Przecież była to najzwyczajniejsza pomyłka, nic więce. Bynajmniej nie była to randka, ale... Jak o tym pomyślał, to zrobiło mu się ciepło. Czuł się nieprzyjemnie, dziwnie, tak bardzo nieswojo, ale ciepło - trudno w tym przypadku opisać to innym słowem.

- Mój także - dodał chwilkę po Nikusui. Nie licząc małych, że tak to ujmę, wiejskich zabaw w osadzie handlowej za jego młodu, nie był nigdy na festiwalu. Przynajmniej tak wielkim, jak w Hanamurze albo podobnym. Co do wspomnianego ślubu córki liderki, to nawet nie wiedział, o co chodzi. Nie kojarzył, by kiedykolwiek obiło mu się coś o uszy. Możliwe, że był wtedy w zupełnie innym miejscu, gdzieś gdzie nikogo nie interesowało zamążpójście córeczki któregoś z głowy klanu. - Ale mam nadzieję, że będzie ich więcej. I że też się na nich pojawisz - Festiwale były jedną z tych chwil, gdzie wszędzie panowała beztroska zabawa, ludzie mogli oderwać się od rzeczywistości i spędzić miło czas z bliskimi bądź znajomymi. Był to także czas, w którym nikt nie myślał o wojnach, bitwach i śmierci - trójce rzeczy, które niestety były niepożądana częścią tego świata.
Kisho wiedział, że po wszystkim, jak już festiwal dobiegnie końca, on, jak i białowłosa pójdą w swoją stronę. Nie wiedząc dlaczego, myśląc o tym, robiło się mu smutno. Nie przepadał za pożegnaniami, ale w tym wypadku chodziło o coś, czego nie do konca był świadomy i czego nie potrafił zrozumieć. Polubił tę małą, uszczypliwą zołzę, no dobra, zołzą to może i ona nie była, ale do aniołków też trudno było ją zaliczyć. Przynajmniej jeśli chodziło o charakterek, bo cała reszta rzeczywiście mogła pasować do ogólnego wizerunku skrzydlatej piękności. Mimo krótkiej znajomości poczuł z nią pewną więź, więź, którą trudno było ot, tak porzucić. Stąd też zapewne wypalił z nijakim zaproszeniem, a przynajmniej nadzieję na kolejne spotkanie, w podobnym nastroju co obecny. Chociaż, tak po prawdzie, niemiałby nic przeciwko, gdyby ich losy splotły się szybciej, niźli w przypadku zaistnienia kolejnego festiwalu.
Spoglądając przed siebie na tańczącą parkę, uśmiechnął się wesoło. Ci to się dobrze bawili.
- Chodź, weźmy z nich przykład - kiwnął na podrygującą dwójkę, wyciągając równocześnie dłoń przed siebie. Proponował taniec. Nigdy nie miał okazji z nikim zatańczyć, bo po pierwsze nie potrafił, a po drugie nie było ku temu okazji. - Oczywiście, jeśli chcesz - dodał, spuszczając wzrok w lekkim onieśmieleniu. Nie chciał jej do niczego przymuszać, chociaż sam miał nadzieję, że się zgodzi. No przynajmniej żywił nadzieję do momentu, gdy słyszał muzykę, bo dosłownie sekundy później dźwięki ucichły i zamiast nich pojawił się głos jednego z grajków, który dziękował za wspólną zabawę i zapraszał na kolejną tuż z samego rana.
Nie chcąc wyjść na zawiedzionego tym faktem Kisho uśmiechnął się - dość nieudolnie zresztą - i spuścił zrezygnowany podniesioną wcześniej dłoń. No i tyle było z jego pierwszego tańca... A zapowiadało się idealnie - nastrojowo, brak ludzi, którzy mogliby się wyśmiewać z jego kroków no i miał idealną partnerkę, w której pokładał również nadzieję na szybką lekcję tańca. A nawet jeśli oboje nie posiadali doświadczenia na parkiecie, to nic nie szkodziło. W takim przypadku wyglądaliby dość nieudolnie, ale z całą pewnością oboje mieliby z tego sporo zabawy.
Obrazek
Avatar użytkownika

Kisho
 
Posty: 455
Dołączył(a): 19 paź 2016, o 18:49
Wiek postaci: 20
Ranga: Wyrzutek D
Krótki wygląd: Długie brązowo-blond włosy, błękitne oczy, jasna karnacja, czarne spodnie, czerwono-czarna bluza i jasnobrązowy bezrękawnik z kominem
Widoczny ekwipunek: kabura na broń (na prawym udzie) i torba (na lewym pośladku)
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=2910&p=38523#p38523
GG: 0
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron