Kaplica Watatsumi 海神の神社

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Kaito » 17 lut 2018, o 22:19

Musiał przyznać, że choć nie miał podejścia do dzieci, to te były doprawdy zabawne. Aż się zaśmiał, kiedy mała się zarumieniła, słysząc jego niezbyt wyszukany komplement. A może to nie kwestia wieku, a po prostu płci pięknej? W końcu dojrzalsze panie też często reagowały w ten sposób na podobnie miłe słowa. Cóż, Kaito do podrywania młodych kunoichi był zawsze pierwszy, ale niestety niezbyt dobrze ogarniał tę skomplikowaną naturę panien, dlatego jakakolwiek próba flirtu z jego strony zwykle źle się dla niego kończyła. W lepszych przypadkach był po prostu ignorowany, w gorszych zdarzyło mu się dostać po tym głupim łbie i zostać obdarowanym jakimś niesympatycznym epitetem.
- A zatem Natsu… – Mruknął z pozoru bez sensu, choć prawdę mówiąc wolał sobie powtórzyć imię dziewczynki na głos, jako że wiedział, iż do imion zbyt dobrej pamięci nie ma. Nie chciał z kolei, żeby ta mała się na niego obraziła, jeśli miałby się potem o nie dopytywać. W końcu nie był pewien jak wiele czasu ze sobą spędzą, prawda? Szczęście w nieszczęściu, że Natsumi była za młoda, by próbował ją podchodzić, bo wtedy to dopiero mógłby strzelić jakąś gafę.
Kiedy dziewczynka wspomniała o swoich rodzicach, Kaito zdezorientowany spojrzał we wskazanym przez nią kierunku. Wcześniej nie rzucił mu się nikt w oczy, ale zważywszy na to, że nie potrafił nawet ocenić głębokości wody, to pomyślał, że mógł także przeoczyć i dwóch dorosłych osobników. Tym razem jednak intuicja go nie zmyliło i rzeczywiście na wzgórzu nikogo nie było… no chyba że rodzicami Natsu były duchy, ale to by było przecież takie przykre i w ogóle… wolał o czymś takim nawet nie myśleć.
Jeżeli jednak chciał zgrywać wcześniej bohatera, to teraz miał ku temu idealną okazję, bo mała panienka nagle zaczęła się trząść i powtarzać w kółko słowa „nie ma”. Analizując jeszcze raz kontekst ich rozmowy, młody Hozuki zdał sobie sprawę z tego, z czego wynika ta cała panika dziewczęcia. Mała zgubiła swoich rodziców, a dla ośmiolatki to musiało być okropnie przerażające przeżycie.
Kaito złapał ją za ramiona, bo słyszał kiedyś, że to dobry sposób na ukojenie czyichś nerwów i pokazanie, że ma się dobre intencje. Inna sprawa, że rozwiązanie to nie zawsze działało, i i tak zdarzało mu się z tego tytułu dostać po pysku. Mimo wszystko teraz nie miał lepszego pomysłu.
- Spokojnie. Znajdziemy Twoich rodziców. Wiesz co, dzisiaj byłem nawet w podobnej sytuacji. Dziewczynka jeszcze mniejsza niż Ty rozdzieliła się w osadzie z mamą. Ale była przy tym bardzo dzielna i udało nam się odnaleźć jej mamusię! – Starał się jeszcze przekonać Natsu na własnych doświadczeniach, że wszystko będzie dobrze, a potem złapał ją za rękę i pokazał, żeby poszła razem z nim w kierunku wzgórza.
- Jak nazywają się Twoi rodzice? I jak wyglądają? Będzie nam łatwiej ich poszukać. – Podpytał jeszcze, licząc na to, że ośmioletnie dziecko powie mu nieco więcej niż spotkana dzisiejszego dnia w Białym Dystrykcie czterolatka. W końcu Natsu była już o wiele starsza, znaczne więcej rozumiała, a także potrafiła się wysłowić pełnymi zdaniami, co już było ogromną pomocą.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Dōhito Mitsuko » 17 lut 2018, o 22:38

Misja rangi D - "Pomoc bliźniemu"
7/15


Chłopak powtórzył sobie imię dziewczynki na głos, aby być pewnym że dobrze je zapamiętam, po czym zaczął myśleć nad tym że gdyby nie była taka młoda to mógłby próbować przez przypadek ją poderwać. W końcu jednak jego myśli musiały zostać przerwane przez histerię dziewczynki, na co młody Doko zareagował natychmiastowo. Ukucnął przy dziewczynie i położył dłonie na jej ramionach, po czym słodkimi słówkami próbował ją uspokoić. Ta powoli dochodziła do siebie, ale nadal nie do końca kontaktowała z światem zewnętrznym. Minęło jakieś pięć minut i duże, niebieskie oczy spojrzały smutno na chłopaka.
-Pomożesz? - Po potwierdzeniu, lekko się uśmiechnęła i wyszła na suchy ląd. W końcu jak będą tak stać w wodzie to w końcu się przeziębią. Widocznie historia z inną dziewczynką podniosła ją na duchu, czy była prawdziwa, czy też nie. Jednak jeśli to tylko nie była fikcja literacka to znaczy że Kaito ma pecha do zagubionych dziewczynek. Dobrze że nie jest jednym tych co hodują kotki w piwnicy.
-Nazywają? - Kręciła głową, jakby chciała sobie coś przypomnieć. W końcu uśmiechnęła się szeroko.
-Mama i tata! - Odrzekła jakby to było coś oczywistego. W końcu każdy rodzic nazywa się albo mama, albo tata. W rzadkich sytuacjach mama jeden i mama dwa.
-Mama jest piękna. I ma blond włosy. - Odpowiadała dalej na zadane pytania. -A tata ma wąsa. I ma brązowe włosy. No i chodzi w sukience. - Co widziała to powiedziała, a teraz Kaito musi szukać. Powodzenia!
Dōhito Mitsuko
 

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Kaito » 17 lut 2018, o 22:53

Trochę się bał, że nie uda mu się ogarnąć tej paniki. Z dzieciakami było przecież różnie. Jak się takie nieraz rozpłakało, to nie było możliwości opanowania sytuacji. Jedynym lekarstwem wówczas była mama, a tej niestety w pobliżu nie było. Kaito miał jednak trochę szczęścia, bo nawet jeśli nie do końca udało mu się Natsumi pocieszyć, tak przynajmniej jakimś cudem przerwał tę histerię. Miał trochę tej empatii i nawet potrafił ją zrozumieć, ale płaczem i tak nie dało się niczego naprawić, więc miał nadzieję, że te niebieskie, smutne oczka pójdą także w parze i z jakąś formą współpracy.
Jeżeli chodziło o sytuację z dziewczynką w Białym Dystrykcie, to niestety nie była to literacka fikcja. Młody Hozuki naprawdę pomagał dzisiaj małej… yh, jak ona miała? No właśnie, słaba pamięć do imion właśnie się odezwała. Ah, Sakura! Co prawda tam nie miał zbyt wiele roboty, bo jej mama odnalazła się sama, ale powiedzmy, że miał już chociaż za sobą jakieś doświadczenie w tym zakresie.
- Oczywiście, że pomogę. – Potwierdził jeszcze słowa dziewczynki, aby bardziej ją uspokoić. Miał jednak nadzieję, że naprawdę uda mu się spełnić tę bohaterską obietnicę, bo w innym wypadku nie wiedziałby nawet, co ma jej powiedzieć. Tak czy siak jej delikatny uśmiech dodał mu trochę motywacji, a także i wiary we własne możliwości.
No tak… wydawało mu się jednak wcześniej, że od ośmioletniego dziecka dowie się na temat jego rodziców nieco więcej nić od czteroletniej Sakury, a w gruncie rzeczy wypowiedź była bardzo podobna. Mama i tata to przecież w ogóle bezimienni ludzie, a dla każdego dziecka mamusia jest najpiękniejsza na świecie. Powinien przewidzieć, że te cztery lata różnicy wcale zbyt wiele nie pomogą. Przynajmniej Natsu wspomniała coś o blond włosach mamy, a także o wąsie i brązowej czuprynie ojca, choć i tak Kaito wiedział, że łatwo nie będzie. Zdziwiło go za to, że w mniemaniu dziewczynki tata chodził w sukience. Kantańczyk pomyślał, że może chodzi jej o kimono, ale z drugiej strony ludzie mieli różne upodobania.
Kiedy złapał dziewczynkę za rękę, od razu poprawił ją na wzgórze. Pomyślał, że jeśli widziała tutaj swoich rodziców po raz ostatni, to powinni oni nadal być gdzieś w pobliżu i jej szukać. Nie był jednak nawet pewien, w którą stronę mogli się udać, więc było to trochę szukanie igły w stogu siana. Kaito zerknął jeszcze raz na blondwłosą panienkę i postanowił próbować do skutku. No trudno, w końcu muszą ich znaleźć.
- Hop! Hop! Natsumi jest ze mną! Natsu jest ze mną! – Krzyczał, kierując głos to w jedną, to w drugą stronę. Nie puszczając ręki dziewczynki szedł z nią dalej, ale starał się zachować w miarę bliski dystans od kaplicy. Pomyślał bowiem, że jest to jedyny budynek w okolicy i rodzice mogą tam swojego dziecka szukać. Obrał więc drogą okrążającą wzgórze i kaplicę boga morza, mając nadzieję na trochę szczęścia. W końcu ostatnim razem nawet mu dopisało.
- Na pewno nie pamiętasz jak mamusia i tatuś mają na imię? Jak się do siebie zwracają? – Pomiędzy kolejnymi krzykami starał się dopytać o Natsu o taki szczegół, który ułatwiłby nawoływanie. Musiał być jednak przygotowany na to, że dziewczynka może go opacznie zrozumieć albo znów wpaść w jakiś popłoch. Dlatego nie zatrzymywał się ani na chwilę, i krzyczał ile sił w płucach, licząc na rychłe spotkanie z panem z wąsem i najpiękniejszą kobietą świata.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Dōhito Mitsuko » 17 lut 2018, o 23:18

Misja rangi D - "Pomoc bliźniemu"
9/15


Kaito niewiele dowiedział się od dziewczyny, ale zawsze lepsze to niż nic. Na dodatek znalezienie rodziców dziewczynki nie powinno być wcale takie trudne, bo zapewne jej szukają i prędzej czy później przyjdą w okolice świątyni. Niewykluczone jednak że już tutaj byli i poszli dalej, a wtedy odnalezienie ich będzie graniczyć z cudem. Kaito niewiele myśląc zaczął chodzić z dziewczynka po okolicy i wykrzykiwać że Natsu jest z nim. Plan dobry, wykonanie dobre, ale efektów brak. W międzyczasie próbował wypytywać dalej dziewczynkę o jej rodziców, na przykład jak się do siebie zwracają. Ta zaczęła myśleć i myśleć i myśleć, aż dziw że jeszcze się nie zmęczyła, ale w końcu spojrzała na chłopaka.
-Kochanie i kotku. - Odpowiedziała mu ponownie tonem jakby to było coś oczywiste. W końcu każde normalne małżeństwo nie mówi do siebie imionami. Był to bardzo ciężki przypadek, ale jakoś sobie trzeba radzić. W pewnym momencie gdzieś kątem oka zauważyłeś jak w oddali idzie jakaś para za rękę. Jednak z daleka nie mogłeś dostrzec żadnych szczegółów ich wyglądu. Pewnym za to było że jedna osoba ma na sobie kimono, a druga spodnie.
Dōhito Mitsuko
 

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Kaito » 17 lut 2018, o 23:34

Oczywiście – jakakolwiek informacja była lepsza niż całkowity brak informacji, chociaż na pewno liczył na nieco lepszą współpracę. O ile jednak trudno było wymagać od Natsumi jakiejś bardziej rzeczowej wypowiedzi, tak Kaito musiał przyznać, że chociaż ich duet był niezwykle barwny. Niestety kolejna próba wypytania o imiona rodziców zakończyła się totalnym fiaskiem, a młody Hozuki aż złapał się za głowę. Naprawdę nie miał podejścia do dzieci i nie miał już nawet pomysłu w jaki inny sposób wyciągnąć z małej Natsu potrzebne mu dane. Mimo wszystko ten jej oczywisty ton, z powodu którego miał wrażenie, że dziewczynka patrzy na niego jak na głupka, a także ten jej wcześniejszy delikatny uśmiech sprawił, że naprawdę wierzył, że znajdą jej rodziców; i nawet jeżeli miało to być zadanie trudne do wykonania, to Kantańczyk nie zamierzał się poddawać.
- Rozumiem, Twoi rodzice bardzo się kochają. I na pewno mocno kochają też Ciebie. Pamiętaj, że nie możesz się tak od nich oddalać. Oni też muszą się o Ciebie strasznie martwić. – Na chwilę przerwał nawoływania, żeby jakoś odpowiedzieć na słowa młodej damy. Chciał nie tylko dodać jej otuchy, ale też uświadomić, że postąpiła nie do końca odpowiedzialnie i że musi bardziej na siebie uważać.
- Natsu jest tutaj! – Krzyczał dalej, odwracając się w różnych kierunkach. Ktoś mu bowiem kiedyś powiedział, że człowiek słyszy o wiele lepiej na prawe ucho, więc stwierdził, że jest w tym jakaś metoda. Poza tym, im więcej razy krzyczał, tym większa była szansa na to, że w końcu odgłosy będą dla rodziców Natsumi słyszalne. No… chyba że jej wcale nie szukali, ale Kaito nie chciał do siebie dopuścić takiej myśli.
Szli dalej, nawołując osoby nieznane mu z imienia, ani nazwiska. Powoli zaczynał czuć się jak bezsilny idiota, kiedy nagle jego oczom ukazała się w oddali para trzymająca się za ręce. Z tej odległości czarnowłosy szesnastolatek nie mógł dostrzec zbyt wielu szczegółów, ale widział, że jedna z postaci ma na sobie spodnie, a druga kimono. Ojciec w sukience… czy to możliwe, że to byli właśnie rodzice Natsumi?
- Patrz, Natsu! Czy to nie Twoi rodzice? – Zapytał małą, wskazując gestem dłoni na idącą parkę. Nie był pewien czy dziewczynka rozpozna ich z tak daleka, dlatego delikatnie pociągnął ją za rękę, by razem pobiegli w tym kierunku. I tak nie mieli nic lepszego do roboty. A nawet jeżeli ta parka miała okazać się zupełnie obcymi ludźmi, to mogliby chociaż wypytywać czy nie widziała dwojga zatroskanych ludzi, najprawdopodobniej poszukujących swojej córki.
- Chodź, sprawdzimy! – Zachęcił Natsumi do szybszego biegu, jednak starał się dostosować tempo do niej. Wiedział przecież, że jest o wiele lepiej wyćwiczony. Po pierwsze, był starszy, po drugie, był ninja. Nie chciał jej zamęczyć, ale jednocześnie nie zamierzał pozwolić na to, by trzymająca się za rączki para gołąbeczków zniknęła im z pola widzenia.
- Natsu jest tutaj! - Krzyknął jeszcze parę razy, mając nadzieję, że jeżeli nie pomylił się w swoich przypuszczeniach i rzeczywiście mają do czynienia z mamą i tatą zagubionej, to para także zacznie brnąć ich w kierunku, a chociaż odwróci się, by zorientować się w zaistniałej sytuacji.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Dōhito Mitsuko » 17 lut 2018, o 23:45

Misja rangi D - "Pomoc bliźniemu"
11/15


Po raz kolejny próba wyciągnięcia informacji z dziewczynki zakończyła się fiaskiem. Jednak chłopak nie załamywał się z tego powodu i dalej krzyczał w każdym kierunku o obecności Natsu. Widać było że dziewczynka była co raz bardziej przerażona. Zapewne w jej dziecięcym móżdżku pojawiają się co raz to straszniejsze pomysły i wizje, chociażby jak zostawienie jej przez rodziców na zawsze, albo śmierć rodziny. Nagle jednak pojawiło się światełko w tunelu pod postacią dwójki spacerujących osób. Jednak już w połowie drogi coś nie pasowało chłopaki, a wraz z zbliżaniem się do nich był co raz pewniejszy tego że to nie są rodzice dziewczynki. Z tej dwójki to mężczyzna nosił spodnie, a kobieta kimono. Na dodatek ona miała czarne włosy, a on był całkiem łysy. Jednakże Kaito liczył na to że chociaż wypyta ich o tę dziewczynkę, ale słysząc jego krzyk spojrzeli na niego i przyśpieszyli. Widać było że się przestraszyli i nie mają zamiaru z nim rozmawiać. Jak szybko nadzieja się pojawiła, tak samo szybko zgasła. Dziewczynka ze smutkiem patrzyła na uciekająca parę i prawie się popłakała, ale naglę odwróciła głowę w kierunku świątyni, nawet jeśli jej nie widzicie bo jest za pagórkiem.
-Słyszałam mamę. - Początkowo Kaito nie rozumiał o co chodzi, ale z czasem do jego uszu dobiegł żeński głos krzyczący Natsu.
Dōhito Mitsuko
 

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Kaito » 18 lut 2018, o 00:07

Mimo braku informacji cały czas próbowali odnaleźć rodziców Natsu, a Kaito starał się bacznie obserwować także i zachowanie dziewczynki. Domyślał się, co musi się dziać w jej główce i zdawał sobie sprawę z tego, że każda chwila poszukiwań powoli niszczy jej z początku optymistyczne podejście. On też chciał jak najprędzej znaleźć jej mamę i tatę, ale niestety niektórych spraw nie dało się przyśpieszyć. Miał tylko nadzieję, że młoda dama nie rozpłacze się ponownie, bo serce mu już pękało na samą myśl o tym, że może faktycznie coś się z jej rodzicami stało? Albo że postanowili ją zostawić? Nie, znów odrzucił od siebie tego rodzaju możliwości. Przecież ludzie nie mogli być aż tacy podli!
Kiedy dwójka dzieciaków zbliżyła się do trzymającej się za ręce pary, Kaito zrozumiał, że to z pewnością nie rodzice Natsumi. To facet miał na sobie spodnie, w dodatku był łysy, zaś kobieta ubrana była w kimono, ale włosy miała czarne. Żaden element układanki tutaj do siebie nie pasował, ale chłopak mimo wszystko krzyknął w ich kierunku, bo liczył na to, że chociaż uda mu się wypytać o poszukiwane osoby. Niestety ludzie bywali nieraz naprawdę obojętni na krzywdę innych, i tak było w przypadku naszych gołąbeczków. Para po prosty przyśpieszyła kroku, zostawiając Hozukiego i jego towarzyszkę samych sobie. Kantańczyk nawet i spróbowałby ich dogonić, gdyby nie to, że widział, iż Natsu prawie się popłakała. Chciał jej jakoś pomóc, a wtedy dziewczynka stwierdziła, że słyszała mamę. Przez moment Kaito myślał, że mała jest już tak zrozpaczona, że pomyliła czarnowłosą kobietę ze swoją rodzicielką, ale zaraz po tym sam usłyszał jak jakaś niewiasta nawołuje po imieniu Natsumi. Mimo że dziewczynka od razu skierowała głowę w stronę świątyni, czarnowłosy shinobi jeszcze przez chwilę nasłuchiwał głosy nieznajomej kobiety. Chciał dokładnie zlokalizować źródło dźwięku, aby ponownie nie poprowadził małej w złym kierunku. Po namyśle stwierdził jednak, że jego nowa przyjaciółka ma rację – głos nadciągać ze strony świątyni.
- No to chodźmy! Zobaczymy czy to na pewno Twoi rodzice. – Zachęcił Natsumi i tym razem nawet nie łapał jej za rękę, a po prostu wziął na barana. Tak było o wiele szybciej, a dziecko na pewno stęskniło się za swoimi rodzicami. Oczywiście cały czas mocno trzymał młodą panienkę, aby czasem nie spadła z jego pleców. To by było dopiero głupie, gdyby tuż przed spotkaniem z mamą i tatą zrobiła sobie krzywdę, uderzając z impetem o podłoże. Nie zamierzał na taką sytuację pozwolić, dlatego nie puszczał jej chudziutkich nóżek.
- Natsumi jest ze mną! – Krzyknął jeszcze, aby pomóc także i rodzicom dziewczynki w odnalezieniu ich dwójki. Biegł ile sił w nogach, mając nadzieję, że nie będą krążyć za jakimiś pagórkami, a wreszcie wpadną sobie w ramiona.
- Widzisz, na pewno zaraz wszystko wróci do normy. – Mruknął jeszcze do swej towarzyszki, uśmiechając się przy tym szeroko. Tym razem poszukiwania rodziców stanowiły o wiele większe wyzwanie niż w przypadku dzieciaka z Białego Dystryktu, ale cóż… w życiu nie było przecież rzeczy niemożliwych!
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Dōhito Mitsuko » 18 lut 2018, o 00:44

Misja rangi D - "Pomoc bliźniemu"
13/15


Kaito początkowo nie wierzył w to że dziewczynka usłyszała swoją mamę, ale jego uszy szybko wyprowadziły go z błędu. Gdy tylko upewnił się że nawoływanie dochodzi od strony świątyni, wziął dziewczynkę na barana i pilnując by nie spadła, ruszył ku jej rodzicom. Sam także próbował przekazać że dziewczynka jest z nim, więc jeśli tylko usłyszeli to powinni biec już w ich stronę. Na szczęście nie odeszli za daleko od miejsca poznania chłopaka z dziewczynką, więc raz dwa i już widzieli świątynie. Kilka metrów przed kamieniami do niej stał mężczyzna w kimonie, który nawoływał w druga stronę. Natomiast bliżej Kaito była kobieta, która biegła w ich stronę.
-Mama! - Usłyszałeś jak krzyczy dziewczynka i próbuje się wyrwać, aby samej pobiec do mamy. Nie miałeś wyboru jak pozwolić na to. Sekundy później matka złapała córkę w ręce i mocno ją uściskała. Zauważyłeś jak łzy spływają jej po policzkach, nawet jeśli próbowała je jakoś ukryć. W międzyczasie mężczyzna także dobiegł i przytulił obie kobiety swojego życia, a ty stałeś obok i czekałeś. Minutę. Dwie. Trzy. Naglę facet spojrzał na ciebie z spojrzeniem typu "Jeszcze tu jesteś?", jednak nim zdążył się odezwać zrobiło to jego żona.
-Wybacz nam nasze maniery. Jestem Saori, a to mój mąż Dan. Dziękujemy że zaopiekowałeś się nasza córką. - Pokłoniła się głęboko w kierunku chłopaka, po czym zmusiła męża do zrobienia tego samego.
-Dałabym ci jakąś nagrodę, ale nie mam nic przy sobie. Może chodźmy do nas do domu na chwilę. Nie mogę cię puścić z niczym. - Po czym trójka ludzi ruszyła w kierunku Szarego Dystryktu trzymając się za dłonie, a Kaito zmuszony został aby pójść za nimi.

-->Szary Dystrykt
Dōhito Mitsuko
 

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Omushi » 5 mar 2018, o 18:33

Omushi nie chciała zbytnio przybywać na Hanamurę, ale koniec końców pojawiła się tutaj za namowami matki, która uznała, że to fantastyczna okazja do tego, by dziewczyna poznała trochę lepiej szeroki świat i być może znalazła sobie nawet kogoś, kogo będzie rozpatrywała w kategoriach przyszłego męża. Pomimo tego, że młodej Aburame daleko było do takich poszukiwań, to i tak się zgodziła. Stwierdziła, że nie zaszkodzi jej spróbować, skoro przy okazji zwiedzi trochę kontynentu. Być może dzięki takiej wycieczce stanie się także bogatsza w jakieś niecodzienne doświadczenia, a to samo w sobie jest bezcenne. Swoich kroków nie skierowała jednak tam, gdzie zgiełk i tłum były największe. Nie lubiła przesadniego hałasu, więc ustronne miejsce wydawało się jej najlepszym wyborem na spędzenie pierwszych chwil na Hanamurze. Właśnie dlatego pojawiła się też przed kaplicą Watatsumi. Pomyślała, że skoro to miejsce kultu religijnego, to na pewno odnajdzie tutaj chwilę spokoju. Przechadzała się więc teraz po okolicy z rozłożonym parasolem, którego rękojeść spoczywała swobodnie na jej ramieniu i przyglądała się płaskorzeźbom przedstawiającym scenki obcowania z bóstwem. Sama Omushi nie wierzyła w jakieś niematerialne byty, ale była pełna podziwu dla tego z jaką starannością i uczuciem zostały wykonane wszystkie dzieła. Ktoś musiał się do tego naprawdę przyłożyć i włożyć w swoją pracę wszystkie swoje uczucia. Taka bezgraniczna wiara w nieistniejący byt była dla niej jednocześnie fascynująca i irytująca. Nie mogła pogodzić się z tym, że istnieją jeszcze ludzie wierzący w takie głupoty, a z drugiej strony była o nich trochę zazdrosna. Zdawali się czerpać z życia znacznie więcej niż ona i podchodzili do niego o wiele radośniej. Być może to ona popełniła błąd? Z tych rozmyślań nawet nie zauważyła kiedy zaczęła wodzić po płaskorzeźbach opuszkami palców schowanymi w rękawiczkach...
Omushi
 

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Yamanaka Inoshi » 5 mar 2018, o 21:35




Misja Rangi - C - 51/...

- Rok 384 - Lato - Kei Kuroshi
- Hanamura -
- Kantai - - Elegant i dziewczę -
Obrazek



" Kei Kuroshi, można o nim powiedzieć wiele, ale na pewno nie można mu zarzucić, że nie dotrzymuje on słowa "



Sama droga do miasta zajęła ci dobre kilka godzin, byłeś wyraźnie wyczerpany, zużyłeś też sporo chakry, dodatkowo twoje rany wymagały profesjonalnej opieki, nie miałeś jednak dużo czasu a chciałeś wpierw dokończyć swoje zlecenie nim zajmiesz się sprawami najważniejszymi, czyli sobą, oraz swoim zdrowiem.

Powrót bohatera to to jednak nie był, właściwie to czego się spodziewałeś? Oklasków czy eskorty cesarskiej przed oblicze swojego zleceniodawcy? Nic takiego się nie stało, aczkolwiek dobrze jest mieć marzenia. Gdy znalazłeś się w bramie Hanamury nikt się nawet tobą nie zainteresował, kuśtykający łachmyta wszyscy pomyśleli. Patrząc na twój wypełniony po brzegi plecak zdołałeś zasłyszeć, że i o kradzież już cię posądzają.

Nogi poniosły cię ponownie w miejsce w którym spotkałeś mężczyznę który zlecał ci twoje zadanie, czułeś, że spotkasz go właśnie tam. Na twoje szczęście był na miejscu, nie znajdował się tam natomiast sam. Miałeś przed sobą dwójkę ludzi, oboje już znałeś. Ojciec i córka, jeszcze tego ci brakowało, rodzinnej kłótni po której środku znajdujesz się ty. Gdy zbliżałeś się do nich dziewczyna odwróciła się w twoją stronę z wyraźnym wyrzutem we wzroku, spojrzenie ojca z kolei emanowało gniewem, niekoniecznie przeznaczonym jedynie dla ciebie, w końcu nie puścił by córki samej do lasu.

- Dlaczego nie odprowadziłeś jej od razu? Tę sprawę mogliśmy załatwić później. Do tego zostawiłeś ją samą w obozie tych szubrawców? Na mózg upadłeś?! - Powiedział rozgniewany gestykulując energicznie rękami, wyraźnie nie wiedział co ma z nimi zrobić, a te dosyć niekontrolowane ruchy pozwoliły mu na, jakże potrzebny upust emocji. - A ty młoda damo? Co ci odbiło by iść do lasu gdy już kogoś tam posłaliśmy? - Spuścił z tonu biorąc kilka głębszych oddechów. - Wyglądasz okropnie, co tam się stało? Udało ci się? - Przyjrzał się tobie uważnie, lustrując cały twój widoczny ekwipunek, oraz rany.

Miło z jego strony, że przynajmniej on zwrócił na to uwagę gdyż dziewczyny widocznie to nie ruszało, stała naburmuszona jak zwykle, teraz to już miałeś pewność, że ona po prostu nie potrafi być miła bądź dobra. Trzeba to zapamiętać.
- Zajmijmy się najpierw tobą, w drodze do szpitala mi wszystko opowiesz, masz wszystko, zgadza się? - Skinął na swoją córkę i sam zbliżył się do ciebie biorąc cię pod ramie, chciał pomóc ci iść. Był to miły gest z jego strony, ostatecznie też potrzebny, ty byłeś wycieńczony i z każdą chwilą opadałeś z sił coraz bardziej.




Prowadzone misje:

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
 
Posty: 2980
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Kei » 5 mar 2018, o 22:51

Tak właściwie doga powrotna nie należała do najłatwiejszych, a po prawdzie mówiąc była koszmarnie ciężka. Po drodze noga co jakoś czas dawała porządnie o sobie znać co nie ułatwiało podróży. Z kolei pod miastem już ciężko sapał, był ciężko spocony, a ranna kończyna nie chciała już się zamknąć (przestać boleć ani na moment). Jedynym w wsparciem, które przy nim pozostało i szczerze doceniał był "kijaszek", który wręcz wspaniale spełniał się w swej roli. Cóż szczerze mówiąc brunet miał wręcz pewność, iż bez niego nie byłby w stanie wrócić, no przynajmniej tak obładowany. W mieście podejrzliwe i pogardliwe spojrzenia olał, dobrze zdawał sobie sprawę jak wyglądał, i jak przez to mógł być odbierany. Dlatego też póki nikt go nie zaczepiał było dobrze, więc nie widział powodu by się tym przejmować. Gdy dotarł na umówione miejsce szybko zrozumiał, że nie będzie dobrze. Poza przewidywaną i pożądaną osobą znajdowała się tam inna mniej mile widziana. Z tego właśnie powodu Kei spodziewał się nie lada ochrzanu. Ku jego pozytywnemu rozczarowaniu ten okazał się znacznie mniej wybuchowy niż przewidywał.
- Cóż właściwie, to nie wchodziła do środka, a cała uwaga bandytów była skupiona i tak na mojej osobie. - Odparł spokojnym tonem.
Co do gestykulacji obserwował ją nawet z lekkim zainteresowaniem tak, jak i ochrzan skierowany w stronę dziewczyny. Co do tego drugiego nawet dało mu pewną satysfakcję, jednak nie ukazał tego na twarzy.
- Cóż z powodu pewnych komplikacji, doszło do małej eksterminacji w bandyckim obozie. Przez jakiś czas powinien być spokój w tej okolicy. - Odrzekł spokojnym tonem, po czym skinął głową w odpowiedzi na pytanie w kwestii powodzenia.
Co do drugiej sprawy nie był do końca przekonany, lecz nie pokazał tego po sobie. Wolał powiedzieć zleceniodawcy, że jest dobrze i mieć nadzieję, że ten ostatecznie uzna, iż tak jest.
Z wdzięcznością przyjął pomoc i troskę zleceniodawcy. Nawet ucieszyło bruneta, że ktoś naprawdę przejął się jego stanem, a przynajmniej miał nadzieję, iż tak jest.
- Dziękuję. - Rzucił uprzejmym tonem z lekkim uśmiechem. - Zostało parę worków i beczek, gdyż nie byłem w stanie ich wszystkich wziąć. Jednakże skoro obóz został oczyszczony to można bezpiecznie się po nie udać. Córka zna drogę, więc wyjaśni jak tam trafić. - Dodał po chwili dając się podpierać i prowadzić do szpitala.
Po drodze przedstawił ogólny przebieg wydarzeń unikając szczegółów i obrazowych opisów oraz zmieniając co nieco. Chciał to jako tako złagodzić i przedstawić bardziej aktywną walkę bandytów by towarzyszący mu ludzie nie pomyśleli sobie o nim najgorszych rzeczy. Ostanie spotkanie z "pasożytem" pominął. Cóż jeszcze oberwałby za puszczenie go z paroma rzeczami. Brunet miał tylko nadzieję, że ten drań nie zabrał niczego na czym zależałoby zleceniodawcy. Gdy trafili pod szpital wypakował wszystkie rzeczy z plecaka przed zleceniodawcą poza bronią oraz pieniędzmi. Położył tam też dany mu wcześniej kamyk. Niby fajna błyskotka ale też może interesować tą dwójkę. Następnie z zwoju odpieczętował worki i je też umieścił przed zleceniodawcą, z kolei narzędzie do pieczętowania wsadził z powrotem do swojej torby. Uznał, że taki przedmiot jeszcze nie raz przyda się w jego pracy.
Kei
 

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Yamanaka Inoshi » 5 mar 2018, o 23:24




Misja Rangi - C - 52/52

- Rok 384 - Lato - Kei Kuroshi
- Hanamura -
- Kantai - - Elegant i dziewczę -
Obrazek



" Kei Kuroshi, niby prawy, a jednak i kłamca. "
Wydawało by się, że nie żywisz głębszych uczuć do Hitarashiego, ciekawostką jednak jest to, że sam poszedłeś w jego kroki i przemilczałeś pewne sprawy chcąc poprawić swoją sytuację. Czy on nie zrobił tego samego z tobą? W samym szpitalu, odpieczętowanie zwoju trwało dosłowną chwilę, ku zaskoczeniu wszystkich pojawił się tam worek ryżu. Mężczyzna spoglądając na niego wzruszył ramionami - No dobra, chyba wiem komu to oddać. - Przetarł oczy by po chwili zwrócić je ku swojej córce - Sprowadź do bramy wszystkich okradzionych, zaprowadzimy ich na miejsce, wezmą sobie co do nich należy. Pozostałe rzeczy rozdamy im później - Odparł przeglądając towary które wyłożyłeś na stół, sprawiał wrażenie jakby czegoś wyraźnie szukał, lecz nie potrafił tego znaleźć. - Mogłem się spodziewać, że nie będą mieli wszystkiego, trudno, ale jest większość. -

Zatrzymał wzrok na kamieniu szlachetnym któremu przez chwilę się przyglądał - Wiesz co to jest? - Uśmiechnął się szeroko w twoją stronę - Topaz chłopcze, Topaz, sporo wart. Słyszałem, że amulety z topazem ułatwiają koncentracje, skupienie, a przede wszystkim ułatwiają rozwiązywanie skomplikowanych spraw, ale to pewnie tylko bajki, jak sądzisz? - Zwrócił się do ciebie siedząc na krześle obok łóżka do którego zaraz zamierzali cię położyć tutejsi pracownicy. Wpierw jednak musieli pozbyć się strzały z twojej nogi. Nie jest to jednak częścią tej opowieści.

- Co chcesz z nim zrobić? - Powiedział dosyć pewnie, ojciec dziewczyny, drapał się po brodzie zerkając ukradkiem na stół przyozdobiony pozostałymi przedmiotami które ze sobą przytargałeś z obozu. - Pomyśl co z nim zrobisz. Ja muszę się teraz zająć tymi wszystkimi ludźmi którzy chcą odzyskać swój dobytek. - Mówiąc te słowa wstał i opuścił salę kierując się zarazem w stronę w którą pokierował wcześniej córkę, czyli do samej bramy.

Kei'owi zostało jedynie pogrążyć się w myślach dotyczących kamienia, ostatniego spotkania z eleganckim łotrem, oraz tym czego dokonałeś. Czy byłeś z siebie dumny? Czy właśnie tak chciałeś by wszystko się skończyło? Pewnie odpowiedź jest negatywna na oba te pytania, mimo to, przeżyłeś osiągając swój cel. Dotrzymałeś słowa.




- Szpital -

Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.



Prowadzone misje:

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
 
Posty: 2980
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Kaito » 6 mar 2018, o 12:40

Obrazek

Misja rangi D dla Omushi
1/15



Czy Omushi rzeczywiście popełniała błąd, nie wierząc w te wszystkie niematerialne byty, mistyczne rytuały i pomoc od przeróżnych bożków? Być może ludziom wyznającym jakąś religię żyło się łatwiej, ale trudno powiedzieć, czy przynależność do tego rodzaju grupy była w ogóle od młodej Aburame zależna. Jak można było bowiem uwierzyć w coś takiego, jeśli umysł sam z siebie podchodził do tematu racjonalnie? Musiałoby to być bardzo trudne, o ile nie niemożliwe. Trudno się jednak dziwić Omushi, że zazdrościła ludziom wierzącym. Takim z pewnością łatwiej było zrozumieć sens istnienia, odnaleźć w życiu cel, a także pogodzić się z nieoczekiwanymi przeciwnościami losu. Wierzyli w końcu, że wszystko jest częścią planu ich boga czy bożków i po prostu się temu poddawali, prawdopodobnie licząc na to, że jeśli wypełnią swą rolę jak na nich przystało, to ostatecznie będzie na nich czekała nagroda – niekoniecznie w świecie doczesnym.
Nawet jeżeli dziewczyna zbyt wiele z religią wspólnego nie miała, to jednak swego rodzaju fascynacja poprowadziła ją do kaplicy Watatsumi – Pana wód, do którego ludzie modlili się o pomyślne podróże i bogate połowy. Nikt nie chciał przy tym boga rozgniewać, bo ponoć ten potrafił wywołać długotrwałe sztormy. Każdy zaś wiedział, że odcięcie krain w Morskich Klifach od podstawowego wyżywienia, jakim były ryby, nie było niczym korzystnym ani przyjemnym. Co prawda handel i zapasy Cesarstwa pozwalały najpewniej wyżyć jeszcze przez jakiś czas i były przemyślane właśnie na takie sytuacje, ale nikt jednak nie marzył o bezrybiu. Większość mieszkańców, czy to Hanamury, czy innych okolicznych regionów, utrzymywała się przecież właśnie z połowów. Nic dziwnego, że największym szacunkiem w tej osadzie cieszył się więc Watatsumi.
Kiedy dziewczyna z rodu Aburame przyglądała się płaskorzeźbom i wodziła po nimi palcami, jakby szukając jakiejś inspiracji, do jej uszu dobiegł niezidentyfikowany hałas. Cóż, wydawało się, że jeżeli szuka spokoju, to kaplica będzie najlepszym wyborem, a jednak… los potrafił nieraz płatać figle. Kiedy Omushi przysłuchała się tajemniczym odgłosom, zrozumiała, że były to głosy męskie. Nieznajome postaci przekrzykiwały się, ale szesnastolatka nie mogła dokładnie usłyszeć o co chodziło. Instynktownie zbliżyła się jednak do źródła dźwięku na tyle, by dostrzec, że awanturnikami okazali się… mnisi. Wymachiwali do siebie rękami, a ich błękitne szaty powiewały bezwładnie na delikatnym wietrze.
- Zaginęło! Zaginęło nasze święte drewno! – Młoda kunoichi wreszcie mogła usłyszeć słowa dyskusji. W tonie jednego z mnichów dało się słyszeć nutę wściekłości, ale przede wszystkim jednak strachu i wstydu. Prawdopodobnie obwiniał samego siebie o to, że nie dopilnował dobytku kaplicy.
- Co my teraz poczniemy… – Dodał zresztą już ciszej, spoglądając na swojego kapłańskiego brata. Ten przestał już agresywnie gestykulować i usiadł na jednym z wyciętych pni, zastanawiając się co powinni teraz zrobić. Zgłosić tę sprawę strażnikom? Bez sensu, ci mieli tyle roboty w samym centrum Hanamury podczas trwającego festiwalu, że sprawa jakiegoś drewna nie bardzo by ich pewnie obeszła. W tutejszej straży niewielu było wierzących i mnisi niestety zdawali sobie z tego sprawę. Ich problem z pewnością nie należałby w ich grafiku do zadań o najwyższym priorytecie.
- To nasza jedyna relikwia. Bez niej dotrzymamy wieczornego rytuału. – W końcu odezwał się podobnie żałosnym głosem, bo nie obmyślił jednak żadnego planu, który mógłby uratować ich beznadziejną sytuację. Czy należało się im dziwić? Mnisi nie przywykli do tego rodzaju kłopotów, ich zadaniem faktycznie była ochrona świątyni Watatsumi, ale do tej pory nie musieli borykać się z kradzieżami. Większość czasu spędzali na uprzątnięciu kaplicy, modłach do swojego boga, jak i przyjmowaniu wiernych. Niekiedy organizowali jakieś zabawy czy festyny na cześć Pana wód. Zetknięcie się z rabusiami nie należało raczej do ich codzienności.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Omushi » 6 mar 2018, o 21:23

Problemy Cesarstwa wydawały się młodej Omushi bardzo odległe. Sama nigdy nie musiała się martwić o to, że zła pogoda pokrzyżuje jej życie do tego stopnia, że będzie chodziła głodna. mieszkała w inym rejonie tego świata i tam takie przeszkody nie istniały. pewnie, że zdarzały się gorsze plony lub susze, ale sąsiedztwo innych, dobrze rozwiniętych prowincji sprawiało, że w razie problemów można było zwyczajnie i bezpiecznie importować wszystkie potrzebne rzeczy. W przypadku bycia wyspą oddzieloną od świata niezliczoną ilością litrów wody, to było o wiele, wiele trudniejsze. A mimo tych wszystkich przeciwności człowiek po raz kolejny udowadniał, że da sobie radę. Potrafił stworzyć silne, niezależne państwo w takich warunkach, a na dodatek mógł je samodzielnie utrzymać. Czy to zasługa obecnego cesarza czy też zasługa osób, które były na tym świecie przed nim - nieważne. Omushi i tak nie znajdzie pewnie nikogo, komu będzie mogła podziękować za sposobność podziwiania tego całego piękna.
I właśnie wtedy, gdy zdawało jej się, że w świątyni zdązy wypocząć, do jej uszu dotarły męskie głosy. Nie była to modlitwa, nie były to żadne psalmy, a zwykłe słowa pełne paniki. Święte drewno? To ta wiara ma nawet jakieś relikwie? Co prawda nazwa nie brzmiała jakoś szczególnie wybitnie, ale być może jest zwyczajnie myląca. Dziewczyna przyglądała się przez moment mnichom, nie chcąc im za bardzo przeszkadzać i jednoczesnie biła się z myślami. Czy powinna się mieszać? Czy powinna odejść? Być może wtrącenie się pozwoli jej dowiedzieć się trochę więcej o tym miejscu i nietypowej wierze, a być może zostanie uznane za zwykłe przeszkadzanie. Mimo wszystko postanowiła jednak spróbować.
- Przepraszam, że się wtrącam, ale usłyszałam Waszą rozmowę. - zaczęła nieco niepewnie, ale zaraz ukłoniła się delikatnie i złożyła swoją parasolkę - Nie jestem stąd, więc moglibyście mi wyjaśnić do czego jest potrzebne Wam to drewno? Być może będę mogła jakoś pomóc. - rzekła, oczekując odpowiedzi.
Omushi
 

Re: Kaplica Watatsumi 海神の神社

Postprzez Kaito » 6 mar 2018, o 21:54

Obrazek

Misja rangi D dla Omushi
3/15



Po prawdzie Cesarstwo także nie borykało się póki co z podobnymi problemami; rosło w siłę, a handel zdawał się wręcz kwitnąć, a nie podupadać. Mimo wszystko rybołówstwo było, można by rzec, głównym motorem i zajęciem tutejszej ludności, więc należało o niego dbać pieczołowicie. W końcu stosunki z innymi regionami zawsze mogły ulec pogorszeniu, a wówczas trzeba było korzystać z własnych zasobów. Poza tym troska o miejsca pracy dla ludności morskich krain zawsze winna być sprawą priorytetową, nawet jeśli inne produkty można było spokojnie transportować z innych części świata. Położenie Morskich Klifów rzeczywiście nie było najdogodniejsze, choć miało także i swoje zalety, a jak słusznie zauważyła Omushi, człowiek, który obecnie został Cesarzem, najwyraźniej dostrzegał je i potrafił odpowiednio wykorzystać. Dawał nadzieję na lepsze jutro, na względny pokój, który po licznych konfliktach, po hektolitrach przelanej krwi wydawał się czymś niemalże nieosiągalnym. Czymś, czego mieszkańcy okolicznych krain, jak i najpewniej mnisi w tej kaplicy, pragnęli od dawien dawna. W gruncie rzeczy, czy to właśnie nie dzięki nowemu władcy problemy stały się nieco bardziej prozaiczne i można było się skoncentrować na rozwoju kultury, religii i innych kwestiach? Te mogły zaistnieć dopiero wówczas, gdy było co włożyć do garnka, gdy wrogie oddziały nie polowały na mieszkańców jak na bezbronną, leśną zwierzynę.
Wracając jednak do wydarzeń z kaplicy, dyskusja może nie była już tak żywa i hałaśliwa jak wcześniej, ale wbrew pozorom, nie wróżyło to niczego dobrego. Zamiast krzyków pojawiły się bowiem zasmucone miny, westchnięcia będące wyrazem zwątpienia i słowa przepełnione gorzkością i rozpaczą. Młoda członkini rodu Aburame szukała spokoju i pewnie dlatego dość długo zastanawiała się nad tym, czy w ogóle powinna się mieszać do kłopotów kapłanów o charakterystycznych, błękitnych szatach. Ostatecznie wygrała ta iskra, być może chęci niesienia pomocy innym, być może wyłącznie typowej dla ludzkiego gatunku ciekawości… jednakże Omushi zdecydowała się wtrącić do rozmowy.
- A niech się pani wtrąca… – Westchnął jeden z mnichów, pokazując gestem dłoni, by usiadła z nimi. Wysłannicy boga Watatsumi nie zawsze byli tacy otwarci i towarzyscy. Podczas swych rytuałów nie dopuszczali do siebie nikogo obcego, ale widać było, że obecna sytuacja ich przerosła i potrzebują, jeżeli nie pomocy, to chociaż kogoś, komu mogliby się najzwyczajniej w świecie wygadać.
- To nie zwykłe drewno. Pochodzi z łodzi, którą wedle naszych wierzeń Watatsumi przepłynął cały ocean, zatrzymując fale i sztormy. – Drugi z mnichów, który siedział na pieńku, dorzucił swoje trzy grosze i pomachał rękoma w geście zrezygnowania. Poszukał czegoś po kieszeniach, ale najwyraźniej nie znalazł tego, czego pragnął, bo po chwili położył swoje dłonie z powrotem na błękitnej szacie.
- I tak nic pani nie pomoże. Zostały skradzione, a my szukamy wojownika, który popędzi za nimi i je odbierze, ratując naszą kaplicę. Strażnicy nam nie pomogą. Wydawać by się mogło, że teraz, kiedy nastał pokój, ludzie przypomną sobie o swoich bogach, ale nie… Bogowie umierają, a my, stare klechy, musimy sobie radzić sami. – Kontynuował swoją opowieść, która dla niewierzących, nie oszukujmy się, mogła wydawać się mało realna. Bóg, który płynął łodzią i zatrzymywał sztormy? Ktoś w ogóle kradł tego rodzaju relikwie? Kogoś w ogóle to obchodziło? I czy rzeczywiście były one cokolwiek warte? Cóż… dla niedowiarków była to pewnie abstrakcja, ale jednak wyznawców także nie brakowało, a takie „zabaweczki” miały swoją wartość. Tak czy inaczej, po reakcji mnicha można było spostrzec, iż w ogóle nie uważał Omushi za kunoichi. Najwidoczniej charakterystyczna torba z uzbrojeniem czy rękawiczki z blaszkami nie były dla niego codziennym widokiem. Być może gdyby dziewczyna miała przy sobie miecz, szybciej skojarzyłby fakty. Tak po prostu uznał ją za ładną paniusię z parasolką, która jako jedna z niewielu ostatnimi czasy przejmowała się losem kapłańskiej braci. A niby tak wielu przychodziło się tutaj modlić… a gdy naprawdę powstawał jakiś problem, okazywało się, że mnisi zostawali sami.
Avatar użytkownika

Kaito
 
Posty: 463
Dołączył(a): 11 sty 2018, o 21:08
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: ♠ kruczoczarne włosy
♠ błękitne oczy
♠ rekinie kły
♠ 178 cm wzrostu, szczupły
♠ ubiór: szara koszulka, niebieska zbroja z białym futerkiem wokół kołnierza, bojówki z wieloma kieszeniami, czarne trapery
Widoczny ekwipunek: ♠ czarne rękawiczki z blaszką, bez palców
♠ torba umieszczona tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę
♠ kabura umieszczona na prawym udzie
♠ sztylet u boku
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4734
GG: 0
Multikonta:

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości