Szpital

Re: Szpital

Postprzez Yamanaka Inoshi » 13 sie 2018, o 20:38

Misja Rangi - C - 32/...

- Rok 384 - Zima -
- Yamanaka Misae, Rakurai Minoru -
- Szpital -

- Ekspedycja! Wyprawa do wioski płatków śniegu. -

Obrazek



" Komu w drogę temu czas! "

- Tamta dwójka? Widziałem ich kiedyś, to zwykłe chłopaki, mają miecz w ręku może drugi raz... - Westchnął Momoru poprawiając nieco hełm na swojej głowie, skinął głową do Matsuia podczas gdy powóz zaczął powoli ruszać, wskoczył na tył siadając gdzieś w rogu, niezbyt dużo miejsca zostało. Matsui usiadł na przodzie wraz ze swoimi stażystkami, ostatni raz spojrzał po wszystkich tak jakby oczekując po ich twarzach gotowości. Wziął głęboki oddech i gdy wszyscy byli już na miejscu rzucił tylko jedno słowo.
- Wyruszamy! - Po tym ruszyli, sam przejazd przez miasto wydawała się początkowo dosyć mozolny, przez śnieg który był nieco rozbity wóz jechał dosyć wolno, dodatkowo nie mogli przyśpieszyć gdyż zwróciliby na siebie zbyt dużo uwagi strażników, nie mieli powodu się ich bać lecz nikt nie chce popełniać wykroczeń, tym bardziej nie Matsui chcący jak najszybciej dotrzeć do ludzi którzy będą tego potrzebować.
- Wszyscy otrzymają zapłatę po powrocie, możecie być tego pewni. - Mówił nie odwracając się do nikogo z siedzących na tyle. Po przejechaniu przez bramę osady przed wszystkimi stanęła niemal pusta biała przestrzeń, trudno było obrać jakąś trasę jednak prowadzący szybko obrał odpowiedni szlak którym miała się karawana udać.
- A ty, jak sobie radzisz w walce? - Zwrócił się do Minoru siedzący nieopodal wojownik.
Odgłosy drewnianych kół wbijających się w śnieg oraz końskich kopyt powoli stukających o śnieg z piachem wydawały się nie cichnąć podczas jazdy. Ten dźwięk po dłuższej chwili wydawał się być tylko echem, tłem, niemal ciszą. Z ciszy tej natomiast wybić odrobinę mogły trzy kobiety siedzące na przodzie powozu wraz z Matsuiem, on wydawał się zamyślony i zajęty podczas prowadzenia podczas gdy cała trójka cały czas, przez niemal całą drogę rozmawiała między sobą. Każda z nich, mimo stroju jaki nosiła miała na sobie elementy kolorystyczne, takie same jak te z Ryokanu. Zielony, żółty i różowy.

- ... A pamiętasz jak zajmowałyśmy się tym zwierzaczkiem? Co to było? Lis, wiewiórka? Nie pamiętam już... - Westchnęła Hoshino podczas gdy zaraz odpowiedziała jej siedząca obok koleżanka Maiko.
- Tak, wtedy gdy próbowałaś go zabić wstrzykując nie to co trzeba? No tak, mało wtedy wiedziałaś, teraz właściwie nie wiesz wiecej - Wzruszyła ramionami z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
- Zapomniałaś już chyba o tym, że to ja się nim zajmowałam razem z Matsui-san'em podczas gdy ty tylko wy wyśmiewałyście się nawzajem... Od razu wiadomo która z nas jest najzdolniejsza - Zapewniała Mokichi. Kłótnie takie jak ta trwały niemal cały czas, trudno było rzeczywiście uzyskać chwilę prawdziwego spokoju, jedna przekrzykiwała drugą. Siedzący obok lekarz pozostawał niewzruszony. Przez większość czasu był wpatrzony w drogę aż w końcu po parunastu godzinach drogi zdecydował się zatrzymać powóz. Zjechaliście z drogi na bok. Wtedy zeskoczył z powodu zwracając się do wszystkich.
- Rozbijemy tutaj obóz. Zacznijcie się przygotowywać. Misae-chan, mogłabyś pomóc przy rozkładaniu namiotów? Minoru-san. Nazbierasz nieco drewna i chrustu, nie wiem... Czegoś co się dobrze pali w taki mróz brr? Wiem, że jest zima i ciężko o to ale... Wierzę, że sobie poradzisz. - Wojownik spojrzał w kierunku Minoru i chcąc nie chcąc zdecydował się z nim iść jeśli się zdecyduje.




- Szlak Transportowy -



Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.



Prowadzone misje:

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
Forumowy No-Life
 
Posty: 2939
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szpital

Postprzez Shinji » 17 sie 2018, o 20:47

Nadal nie do końca do niego docierało co tak naprawdę się tutaj wydarzyło. Otrzymał jakiś dziwny pakunek, kurier który znalazł go ot tak i nie był w stanie racjonalnie wyjaśnić w jaki sposób w ogóle na niego trafił. Potem wybuch na który nie zdążył dobrze zareagować i znalazł się tutaj. Czy skurwysyn był w to zamieszany? Bo dokładnie tak to wyglądało. Jeszcze jako cegiełka do tego wszystkiego paląca jego zmysły niczym rozżarzony węgiel dziwna kobieta, którą przez chwilę był w stanie ujrzeć, ale gdy tylko na chwilę zamknął oczy zniknęła. Byłby w stanie przysiąc, że coś do niego powiedziała braku jakiegokolwiek ruchu ust z jej strony. Czyżby zmysły mu płatały figle i tak naprawdę nic nie mówiła? A może w ogóle jej tu nie było i miał jakieś omamy? Niezależnie od odpowiedzi należało się stąd jak najszybciej zabrać. Szczęśliwie wszelkie rzeczy znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie, więc czysto teoretycznie niczego mu nie ukradli chociaż kto ich tam wie. Pewnie policzą mu jakąś grubą mamone za pobyt. A skoro już o pobycie mowa to ciekawe jak długo tutaj leżał. Kilka dni? A może rozciągnęło się to na tygodnie? O aż tak długim przedziale czasowy raczej nie powinno być mowy. Nogi dawały o sobie znać, a i bandaż szczelnie je opatulał. Chociaż to ostatnie stanowiło wyznacznik, który mówił tak naprawdę jedno wielkie nic. Opatrunek co najwyżej byłby zmieniany i nawet jakby mieli go wypuścić "do domu" to o kulach z nogami w opatrunku.
- Kurwa - wyszeptał pod nosem. Urządzili go jak talala, daleko od rodzinnej prowincji w teoretycznie nieprzyjaznym kraju. Jeszcze jacyś dziwni ludzie chcą go zabić bo notka dostarczona bezpośrednio do rąk własnych w miejscu gdzie nikt nie miał prawa go teoretycznie znaleźć i jeszcze zdetonowana nie mogła być po prostu przypadkiem. Nagle go oświeciło. Przecież jeśli go nie zabili to dokończą dzieła. To że ktoś przyjdzie dokończyć robotę jest nawet bardziej niż prawdopodobne. Był tego pewien. A jeśli ich celem nie było zabicie go to zapewne już jest obiektem obserwacji. Pytanie brzmi: Czego tak naprawdę chcą? Odpowiedzi jest kilka. Liderka się mogła na niego wkurzyć i wysłała zabójcę, która spartolił robotę. To akurat mało prawdopodobnie bo zazwyczaj wystawiali jakieś listy gończe czy coś w tym rodzaju. Coś powiązanego z Krukami też było nie głupie. Ktoś mógł sobie doskonale zdawać sprawę kim tak naprawdę Uchiha jest i postanowić wyciągnąć informacje. A czy były warte poświęcenia za nie swojego życia? To już sprawa dyskusyjna. Coś tam wiedział, ale chyba gdyby naprawdę mocno przycisnęli to w końcu zacząłby mówić. Bo w sumie co miał do stracenia? I tak już był w czarnej dupie, owszem sytuacja mogła sie pogorszyć, ale w najgorszym wypadku zostanie wyrzutkiem społecznym, który opuści Sogen olewając klan. Wiekszy problem stanowiłaby sławetna organizacja posiadający oczy i uszy absolutnie wszędzie. Zaczynając śpiewać na temat tego i owego z pewnością nastąpiłby na odcisk kilku grubym rybom, a odnajdywanie go jak pokazała sytuacja z kurierem wcale nie zaliczało się do rzeczy trudnych. Jednym słowem był w ciemnej dupie...
Shinji
 

Re: Szpital

Postprzez Shikarui » 21 sie 2018, o 19:49

Misja rangi B

This ain't no place for no better man.
Obrazek
9


Nie zniknęło całe światło, to dawne ciemności narzędzie - wciąż za oknem migotały gwiazdy i mogłeś wsłuchać się w cichy śpiew owadów, który wypełniał twoje zmysły wraz z każdą kolejną chwilą prowadzącą do wybudzenia się. Wybudzenie się wiodło zaś do zastanowienia. Ku chwale głębokich myśli zahuczała sowa, strażniczka inteligentnych. Na zewnątrz paliły się pochodnie. Pojedyncze, większość została zapewne pogaszona, by je oszczędzać, ale pod małą przerwą między drzwiami a podłogą do środka wlewał się słaby poblask pomarańczy. Świadectwo tego, że ktoś tam jeszcze funkcjonował, że ten świat nie był pojedynczą orbitą, której daleko do jakiejkolwiek z planet. To chyba nawet gorzej. Jak to ująłeś - sam, na zupełnie obcych ziemiach. Wrogich ziemiach. Kruki nie sięgały tutaj swoimi palcami, ich szpony zostały brutalnie odcięte i nie można było spotkać znajomych chociaż minimalnie twarzy, które pomogłyby ci w twojej przeprawie. Mimo wrogów - byłeś w cywilizowanym kraju, cywilizowanym mieście, gdzie pilne oczy tutejszych strażników miały sporo rzeczy pod kontrolą. Jednak nawet oni nie mogli obserwować miasta 24 na dobę. Nawet lepiej. Inaczej byłoby tu gorzej niż w mieście Yamanaka czy Hyuga, gdzie trudno było cokolwiek ukryć przed kimkolwiek. Po pielęgniarkach ani lekarzach ani śladu. Wnioskując po wysokości księżyca na niebie było koło godziny pierwszej, może drugiej - mniej więcej, w końcu żaden z ciebie astrolog żeby wyliczać co do minuty czas, w jakim przyszło ci się znaleźć. Tym gorzej, że przez moment nawet ciężko ci było określić miejsce. W zupełnej ciszy - tylko ty i twoje myśli, a księżyc twoim świadkiem zaprzysiężonym w tych kotłujących się myślach i pytaniach na temat tego, kto był na tyle śmiały, na tyle bezczelny, żeby wręczyć ci ten wybuchowy prezent.
Koki, które usłyszałeś, były bardzo ciche. Dotarły do twoich uszu dopiero, kiedy nieznajomy gość zatrzymał się przed drzwiami twojego (szpitalnego) pokoju. Zaraz po odgłosie kroków pod twoimi drzwiami pojawił się cień. Czyjaś sylwetka zatrzymała się tuż za cienką linią drewna, która oddzielała cie od nieznajomego. Pielęgniarki? Lekarza? Kto to, kto to..! Ten ktoś wyciągnął dłoń do gałki na drzwiach i przekręcił ją - cichutko, by nie zbudzić tych najlżej śpiących. Uderzyło serduszko ociupinę mocniej? Byłeś teraz niemal bezbronny. Okaleczony i na obcym terenie. W szpitalu, gdzie za ścianami twojego pokoju drzemali chorzy i potrzebujący. Choć podobno - cel uświęca środki.
Obrazek

Sheep eat the grass, wolves eat the deer
and dragons eat everything that doesn’t run away fast enough.
Avatar użytkownika

Shikarui
Pisarz Zimy
 
Posty: 1411
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szpital

Postprzez Misae » 6 wrz 2018, o 20:40

Droga byłą bardzo ciężka... Dziewczyna siedziała daleko od wszystkich pochłonięta swoimi myślami. Nie odzywała się do ikogo i miała nadzieję, że nitk więcej już jej nie zagada. Mogła zostać sama ze swoimi myślami i wspomnieniami, które dalej były zbyt świeże. Misae nie potrafiły pozbyć się tylu obrazów - tego jak Hiromi został... wysadzony żywcem w powietrze, jak każe poderżnąć sobie gardło jednemu z napastników, które ze strachem patrzył jej głęboko w oczy i to jak Minoru niemal nie został pociachany na kawałki wielkim tasakiem... gdyby spóźniła się kilka setnych sekudny. Gdyby Matsui nie pomógł jej, to czy byłaby w stanie poradzić sobie z ranami przyjaciela? Słowa Oni'ego i powrót ze zwłokami wcale jej nie pomagał. Czuła się jak śmieć. Wiedziała, że była odpowiedzialną za śmierć młodego wojownika, z którym dopiero co rozmawiała. Którego wspierała słowem i mówiła jak bardzo taka siła charakteru jest ważna. Była nic nie wartym śmieciem i nic nie mogło tego zmienić. Nie zrobiła zupełnie nic by temu zaradzić.
Kiedy wysiadała z powozu widziała jak młody szkarłatnooki odchodzi bez słowa. Potem przeniosła spojrzenie na wynoszonego Minoru do szpitala i zabierane z powozu zwłoki. Sama stała nie mogąc znaleźć sobie ani miejsca, ani zajęcia. Chyba jeszcze nigdy nie czuła się tak bardzo bezwartościowa. Spuściła wzork kiedy podszedł do niej kierownik całej tej wyprawy/tragedii - niepotrzene skreślić. Nie była w stanie spojrzeć mu w oczy. Nie zasługiwała na to. Nawet tragedia w onsenie tak bardzo ją nie dotknęła... wtedy chociaż coś zrobiła - bez efektu, ale przynajmniej nikogo sama nie zabiła.
-Pieniędzmi się nie przejmuj Matsui-san... najważniejsze aby otoczyć Minoru jak najlepszą opieką - mówiła bez emocji, patrząc w jakiś punkt pod nogami. Nawet nie czuła się jak uczennica na pogadance. Przez krótką chwilę miała wrażenie, że rozmawia z kimś zupełnie obcym i jej nieznanym.
-Wierzę, że następnym razem uda się wam dokończyć zadanie... potrzebujecie tylko kogoś bardziej godnego zaufania... - mówiła coraz cisze, by koniec końców ostatnie zdanie dodać tak, że nawet sama nie słyszała własnego głosu- ... ja muszę znaleźć sobie nowe powołanie nie zasługuję na bycie medykiem - mówiła, po czym pożegnała się, oddelegowała i ruszyła przed siebie. Na recepcji zapytała o salę, na której wylądował jej przyjaciel. Bez słowa przeszła wzdłuż korytarza, otworzyła drzwi od pokoju i weszła do środka siadając przy łóżku Minoru. Chciała mieć pewność, że stanie na nogi, ale nie miała siły z nimi rozmawiać. Nigdy nie czuła się tak źle. Czuć było od niej po prostu pustkę, a mimo to starała się wyglądać normalnie uśmiechając się bez emocji, bez radości czy czegokolwiek coświadczyłoby o tym, że dziewczyna żyje...
Avatar użytkownika

Misae
 
Posty: 515
Dołączył(a): 17 gru 2017, o 10:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, wysoka, o dwukolorowych tęczówkach - prawa srebrzysto-biała, a lewa fiołkowa, ubrana w płaszcz, na dłoniach rękawiczki ze stalowym ochraniaczem. Na szyi kwiatowa kolia; różowe kanzashi we włosach
Widoczny ekwipunek: Torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4534
GG: 61700552
Multikonta: Kyane

Re: Szpital

Postprzez Minoru » 6 wrz 2018, o 21:25

Minoru zerwał się jak oparzony ze swego łóżka, wyrwany z przedłużającego się snu. Prawą rękę miał wyciągniętą przed siebie, jak gdyby chciał złapać coś przed sobą, a usta otwarte jakby chciał coś wykrzyczeć. Szybko jednak zgiął rękę, łapiąc się jednocześnie drugą za bok, w którym wciąż goiła się rana. Usta zacisnęły się w grymasie bólu, a towarzyszący jemu syk, tylko podkreślał jak czuł się teraz chłopak. Nie pamiętał co mu się śniło, ani co też tak usilnie starał się złapać. Szybko również zapomniał o tym, że cokolwiek mu się śniło, gdy dostrzegł, że jest w zupełnie innym miejscu niż pamiętał. Rozejrzał się dookoła, nie rozumiejąc co się dzieje, a jego wzrok zatrzymał się na jego przyjaciółce.

- Gdzie jesteśmy? - zadał jej pytanie niepewnym głosem. Wtedy też do jego pamięci powróciły ostatnie obrazy jakie wyłapał. Strach wywołany bólem, gdy został trafiony dwukrotnie. Jego paniczna reakcja, która zaowocowała śmiercią jego przeciwnika. Był jeszcze drugi z napastników, trafiony wcześniej przez Minoru. Co z nim? Czy jego też zabił, czy Minoru stał się właśnie mordercą, którym nigdy nie chciał zostać? Po jego ciele przeszedł dreszcz niepokoju, a jego ręce mimowolnie objęły go w torsie. Wyglądał teraz jakby starał się sam przytulić, zupełnie, jak gdyby jego własne ciało starało się ukoić jego skołowany umysł. Przypomniał sobie jak Momoru został ranny, jak przeciwnik zaszarżował na niego, jak ostatkiem sił starał się uratować swoje życie. A potem... potem była ciemność. Spojrzał na pościel, chcąc pozostać sam ze sobą. Mimo to nie mógł zapomnieć, że obok niego siedziała jego przyjaciółka. Sądząc po wyrazie jej twarzy ich pierwsze poważne zadanie nie poszło po ich myśli.

- Co się stało?- zapytał krótko i beznamiętnie. W pytaniu tym ukryte były jednak wszystkie koszmary Minoru. Koszmary, w których wszyscy poginęli, w których zabrano im konie, w których wszyscy się od nich odwrócili. Bał się, że Misae ukryje coś przed nim, lecz jeszcze mocniej bał się prawdy, której nie potrafiłby przełknąć.
Minoru
 

Re: Szpital

Postprzez Misae » 7 wrz 2018, o 17:41

Misae ze spokojem obserowowała przyjaciela. Każdy jego ruch... wyglądał jak zaginione dziecko błądzące we mgle. Dla Yamanaki było jasne, że wszystko w tym momencie może być dla niego przytłaczające, dlatego nie zamierzała za szybko mówić zbyt wiele. Odetchnęła spokojnie. Zabrała się za odpowiadanie na kolejne pytania... byle by w sensownej i zrozumianej dla rannego chłopaka kolejności.
- Jesteśmy w szpitalu w Hanamurze - odpowiedziała spokojnie, dalej uśmiechając się w ten sam okrutnie bezemocjonalny sposób. Tylko mechanicznie uniesionymi kącikami ust, kiedy natosiat i jej oczay i wszystko dookoła, aż krzyczało, że dzieje się coś złego. Ale wiecie co? Było jej teraz wszystko zupełnie jedno. Czuła tylko morderczą pustkę, przytłaczający mrok. Przez kilka sekund Minoru dla niej umarł. W jej wyobraźni jego serce zatrzymało się tak samo jak tamtego Hyugi w Onsenie. Kunoichi myślała, że już dawno temu się z tym pogodziła.
Nie mogła się zbyt mocno zastanawiać nad wszystkim. Chłopak widać było, że powoli zaczynał pojmować co go minęło. Powoli zaczęły zapewne wracać również wspomnienia. Zasadniczym pytaniem było to ile był w stanie sobie przypomnieć. Już pod koniec walki był niemal wykończony. Zdążył widzieć śmierć Momoru czy przejęty walką zupełnie nie zwrócił na to uwagi? To było jego pierwsze przebudzenie po walce. Jeszcze sporo wody upłynie nim wszystko się pojawi. Najważniejsze jest to by teraz odpowiedzieć na kolejne pytanie. Yamanaka nie wiedziała co powinna zrobić. Jednak język sam przejął za nią kotrolę.
- Matsui-san podjął decyzję, że nie damy radę zakończyć misji. Spróbują za jakiś czas kiedy odrobinę odbudują zespół - odpuściła krwawe szczegóły, odpuściła słowa Oni'ego oraz to co stało sięi z nim. Mimo, że wspomienia tak bardzo żywe krążyły po jej głowie nie była w stanie wypuścić ich na światło dzienne. Wzamian za to sama zadała pytanie by odciągnąć chłopaka od tematu wyprawy. Najlepiej by zapomniał o tym tak szybko jak to tylko jest możliwe... o ile było to jeszcze możliwe.
-Jak się czujesz? Napędziłeś nam niezłego stracha... - uniosła kąciki ust mocniej, lecz pierwszy raz w jej oczach można było zobaczyć coś więcej - troskę o kogoś tak bardzo bliskiego jej sercu.
Avatar użytkownika

Misae
 
Posty: 515
Dołączył(a): 17 gru 2017, o 10:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, wysoka, o dwukolorowych tęczówkach - prawa srebrzysto-biała, a lewa fiołkowa, ubrana w płaszcz, na dłoniach rękawiczki ze stalowym ochraniaczem. Na szyi kwiatowa kolia; różowe kanzashi we włosach
Widoczny ekwipunek: Torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4534
GG: 61700552
Multikonta: Kyane

Re: Szpital

Postprzez Minoru » 7 wrz 2018, o 21:41

Minoru milczał, choć oczy miał szeroko otwarte. Układał sobie wszystko w głowie, uzupełniając brakujące klocki o skrawki informacji, które zdobył od Misae. Szło mu jednak źle, skupienie myśli i próba rozumowania sprawiały mu ból. Dotarło do niego jednak to, że misja nie została wykonana. Przegrali, jego pierwsza poważna misja i polegli na całej linii. Co też powie ojcu, czy powinien zataić przed nim prawdę? Jego pięści zacisnęły się na pościeli, miętosząc ją. Czuł, jak wzbiera w nim energia, przez chwilę był gotów wstać, pobiec do Matsuia i rozpocząć wyprawę na nowo. Chciał zmazać tą ujmę na swym honorze, chciał zmazać to poczucie przegranej ze swej duszy. Naprawdę chciał pomóc tym wszystkim ludziom, którzy potrzebowali tych zapasów. Jednak nie zerwał się, nie pobiegł. Zamiast tego ponownie chwycił się za ranny bok, gdy przeszył go ból. Bólowi towarzyszył również głos Misae.

- Czuje się... Misae... - Uniósł swoją głowę i wbił w dziewczynę przerażone spojrzenie.

- Zabiłem człowieka, być może nawet dwóch - Głos mu się złamał, zupełnie jakby znów przechodził mutację. Daleko mu było teraz do obrazu opanowanego, prawdziwego mężczyzny.

- Boję się zamknąć oczy, bo gdy tylko to zrobię, widzę jego wykrzywioną w zdziwieniu twarz... - Opuścił ponownie swój wzrok, podciągając kolana pod brodę i objął je swoimi rękoma. Bok znowu przeszył ból, gdy tylko mięśnie na brzuchu poruszyły się, lecz starał się nie zwracać na to uwagi. Zastanawiał się czego tak właściwie chciał w tym momencie. Z jednej strony chciał zostać samemu, zagłębić się w swojej głowie i postarać się ułożyć to wszystko samemu, doprowadzić się do stanu używalności. Lecz prawe mówiąc, bał się zostawać samemu, obawiał się, że nie da sobie rady sam z tym ciężarem.

- Wiem, że było to nieuniknione. Ojciec zawsze mi powtarzał, że jestem teraz shinobi i nasza droga usłana jest ciałami tych, którzy chcieli zranić bliskich naszemu sercu i że nieda się tego uniknąć. Tylko nigdy nie myślałem, że będzie taka duża różnica między tym do czego mnie przygotowywano, a rzeczywistością.- kontynuował, nie wiedząc samemu czy mu to bardziej pomaga, czy tylko pogarsza jego stan. Tylko, jeśli nie wygada się przed nią, to przed kim?

- Jak ty sobie z tym radzisz? - Chciał by zdradziła mu swój sekret, wszak ona już wcześniej widziała śmierć innych osób, na które nie miała wpływu.
Minoru
 

Re: Szpital

Postprzez Misae » 8 wrz 2018, o 09:08

Obserwując twarz chłopaka Misae doskonale wiedziała jak wielki konflikt w jego wnętrzu teraz panuje. Nie musiała zaglądać do jego myśli by się w tym wszystkim utwierdzić - znała go całe życie. Na wylot potrafiła prześwietlić każda krzywą minę, czy niemrawy grymas. Kiedy było się z kimś tak blisko, wszelkie gry pozorów nie były potrzebne, nie miały po prostu sensu. Dlaczego więc ona pozwalała sobie na nie? Dlaczego nie mogła spiąć się w sobie i znaleźć siłę, która już kiedyś została w niej rozbudza? Trudno powiedzieć... W tym momencie miała wrażenie, że nawet najmniejsza iskra która próbowała rozpalić jej serce na nowo gasła niczym rozpalony do czerwoności kawałek metalu wrzucony do wody aby stężał.
- Chodź tu... - powiedziała kiedy tylko ten nie mógł odpowiedzieć na jej pytanie co do samopoczucia. Wstała, usiadła ja brzegu jego łóżka i zagarniając go do siebie zamknęła mężczyznę w szczelnym uścisku. Palce jej dłoni delikatnie przeczesywały jego włosy,
a oddech był równy i miarowy. Chciała mu dać coś co w tej chwili jest mu najpotrzebniejsze - ciepło, wsparcie i tu kłujące w sercu pragnienie by nie być samym w tym tak trudnym momencie.

Misae przytuliła go tak aby ani on, ani ona nie wiedziała jego twarzy. Wystarczyło jej słuchanie tego co mówił. Chłopak nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo wiedziała co czuje... A może nawet czuła się gorzej? Kunoichi miała wrażenie, że wielka gula urosła w jej gardle, a w ustach zaschło od braku wody. Musiała mu odpowiedzieć. Musiała mu pomóc - od tego była w tej grupie - niczym matka chciała dawać ukojenie tym, którzy tego potrzebują. Odetchnęła głęboko przełykając gule.
- Zrobiłeś to by nas chronić... Twój przeciwnik przegrał w uczciwej walce... Czego dowód masz tu, gdzie jesteś... Stając z kimś do pojedynku twoje jak i jego życie jest zagrożone... Dałeś mu możliwość śmierci w równej walce ramię w ramię, co dla wielu jest wyznacznikiem honorowej śmierci. Żył walcząc i zginął walcząc przy boku swoich towarzyszy. - zupełnie inaczej było w hi przypadku. Przeciwnik Yamanaki został pozbawiony honoru i dobrego imienia... I choć całe serce Misae krzyczało by to powiedzieć, usta nie dały rady. W tym momencie to Minoru potrzebował wsparcia. W tym momencie to on był najważniejszy. Białowłosa wiedziała, że sama sobie poradzi.
Tym bardziej, że trawiące ją od środka uczucie beznadziei skutecznie hamowało ją przed otwarciem siebie dla niego.

-Ten obraz w końcu zacznie blaknąć w twojej głowie... Choć nigdy nie wymarzesz do końca twarzy pierwszej martwej osoby. Nie zrobiłeś tego dla przyjemności ale dlatego, że sytuacja kazała. On na twoim miejscu nie miałby wątpliwości. - mówiła dalej, tuląc go do siebie nieco mocniej. Nim tamten Hyuga któremu bee pomogła zniknął z jej snów minęło Kika miesięcy. Leczenie ran po czymś takim było dużo dłuższe. Jednak kto jak nie Rakurai miał sobie z tym poradzić. Wtedy też w umyśle dziewczyny pojawiły się słowa, które mogły zmienić wszystko. Które mogły zdjąć z niego choć część ciężaru sprawiając, że na jego miejsce pojawi się odrobina spokoju.
-Jest jedno co pomaga. O czym nie możesz zapomnieć - to że nie jesteś sam. Masz przyjaciół którzy zawsze będą przy twoim boku.
Avatar użytkownika

Misae
 
Posty: 515
Dołączył(a): 17 gru 2017, o 10:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, wysoka, o dwukolorowych tęczówkach - prawa srebrzysto-biała, a lewa fiołkowa, ubrana w płaszcz, na dłoniach rękawiczki ze stalowym ochraniaczem. Na szyi kwiatowa kolia; różowe kanzashi we włosach
Widoczny ekwipunek: Torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4534
GG: 61700552
Multikonta: Kyane

Re: Szpital

Postprzez Minoru » 8 wrz 2018, o 16:50

Jego ciało zadrżało czując ciepły dotyk dziewczyny na swojej skórze. Nie zbliżył się, do niej, sam z siebie, lecz gdy ta przyciągnęła go, nie stawiał oporu. Myślał, że rozpłacze się chwilę po tym, jak dłoń Misae przeczesała jego włosy, lecz zamiast tego odczuł ulgę. I co śmieszniejsze, był na siebie o to zły. Czuł, że powinien płakać, że powinien krzyczeć i wyrzucić z siebie wszystkie te złe emocje, a jednak nie potrafił. Czuł się jak za dawnych lat, gdy przytulała go matka, gdy działo się coś złego. Tak jak wtedy, gdy spadł z drzewa, albo gdy jego brat rozchorował się i Minoru był pewien, że nie przeżyje. Poddał się jej całkowicie, wspierając jedynie czołem o jej ciało i oddając ciepłu, które z niej biło. Słuchał słów płynących z jej ust i zastanawiał się nad tym całym syfem, którego był uczestnikiem. Mówiła wiele mądrych słów. Niektóre trafiały do niego, inne brzmiały natomiast jak wyuczone frazesy, które należy mówić, komuś cierpiącemu. Zabił go w obronie innych? Walka była uczciwa? Stek bzdur. Walczył z nim, bo chciał bronić innych, a zabił go, bo nie był dość silny by powstrzymać go zachowując jednocześnie przy życiu. A walka nie była uczciwa, nie walczyli na miecze, tamten nie znał śmiertelnych technik, które mogą posłać innych na drugą stronę lustra jednym trafieniem. Zdał sobie również sprawę z jeszcze jednej rzeczy. Misae też tam była, też walczyła, a teraz pocieszała jego. Nie odpowiedziała na jego pytanie dotyczące jak ona sobie radzi z tym wszystkim, co chłopak odczytał jako znak, że sama była w kiepskim stanie. Dlatego też, wyciągnął ręce przed siebie i objął dziewczynę w połowie, odwzajemniając uścisk. Oddała mu tak wiele, chciał więc, odwdzięczyć się tym samym.

- Opowiedz mi wszystko, teraz, gdy jestem gotowy - wyszeptał jej do ucha, szykując się na najgorsze.
Minoru
 

Re: Szpital

Postprzez Misae » 9 wrz 2018, o 11:50

Widziała, że chłopak tego potrzebował. Tej bliskości, ciepła i pewności, że nie jest sam na świecie. To była dobra decyzja. Być przy nim i pomóc mu w tych ciężkich chwilach. Misae nie wiedziała ile z ran które zdobył zniknął w pełni, a które od tego ferelnego dnia zdobić będą jego ciało blizną. Sama kiedyś jedną zdobyła i dobrze wiedziała, że wiele czasu zajmuje przyzwyczajenie się do własnego odbicia w lustrze. Choć inni mogą nie widzieć śladów dawnych ran, oczy osoby ją posiadającej zawsze uparcie wracają w tym samym kierunku jakby nie mogąc skupić wzroku na niczym innym. Sporym problemem był fakt, że jedna z nich mogła do końca dni Rakuraia zdobić jego twarz. Yamanaka miała nadzieję, że tak nie będzie... choć teraz było to tylko jej pobożne życzenie.
Kunoichi poczuła jak chłopak ją obejmuje, a jego ciepły oddech podrażnił jej skórę na karku wywołując niewielkie dreszcze.
- Jak chcesz Minoru-kun... - odpowiedziała nieco zrezygnowana. Wzięła głęboki oddech. Nie wiedziała co mu powiedzieć, a czego nie. Wszystko działo się tak szybko, że sama nieraz pogubiła się w biegu tych wszystich wydarzeń. Oby chociaż on sobie lepiej poradził z tym wszystkim, bo inaczej będą mieli spory problem.
- Nie wiem ile widziałeś ale misja nie poszła po naszej misji tak jak zakładaliśmy... Oni i Hiromi nie byli gotowi... ja nie byłam gotowa... Momoru i Hiromi zginęli w czasie walki. Matsui-san i sanitariuszki niestety nie byli w stanie ich uratować. Oni'emu udało się pokonać część wrogów... tak naprawdę całe niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Do teraz nie wiem jak mogłeś doprowadzić się do takiego stanu... w twoim ciele niemal nie została nawet odrobina chakry. Na całe szczęście szybka reakcja medyczna pomogła nam ustabilizować twój stan - odpowiedziała. Cały czas machinalnie gładziła jego włosy. Obrazy były zbyt świeże. Zbyt przytłaczające jak na tamten moment. Powoli wstała na równe nogi. Uśmiechnęła się krzywo. Czuła, że ucieka... ale zamiast pytać siebie dlaczego? Wolała zadać pytanie - ile jeszcze? Na razie nie zanowiło się na odpoczynek.
-Odpocznij, potrzebujesz snu by wrócić do pełni sił... tym bardziej, że chcieliśmy wrócić, a droga do domu jest długa. Sprawdzę też dzisiaj jak sobie radzi Kitashi-kun, więc niczym się nie przejmuj - pochyliła się i złożyła na jego czole delikatny pocałunek, który na myśl mógł przypominać gest troskliwej matki, wobec dziecka, któremu przyśnił się koszmar. Ale Misae nie była jego matką, a tragedia, która ich spotkała nie była tylko złym snem, który rano rozpędzony przez pierwsze promienie słońca zniknie w niepamięć. Białowłosa ukłoniła lekko głowę w geście pożegnania i opuściła salę. Miała nadzieję, że przyjaciel zazna chociaż jeszcze odrobinę snu.

ZT
Avatar użytkownika

Misae
 
Posty: 515
Dołączył(a): 17 gru 2017, o 10:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, wysoka, o dwukolorowych tęczówkach - prawa srebrzysto-biała, a lewa fiołkowa, ubrana w płaszcz, na dłoniach rękawiczki ze stalowym ochraniaczem. Na szyi kwiatowa kolia; różowe kanzashi we włosach
Widoczny ekwipunek: Torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4534
GG: 61700552
Multikonta: Kyane

Re: Szpital

Postprzez Minoru » 9 wrz 2018, o 19:26

Prawda uderzyła w Minoru jak ogromny młot kowalski. Niemalże wszystkie mięśnie na jego ciele napięły się, zupełnie jak u dzikiego zwierza, gotowego do skoku. Jak to nie żyją? Kiedy to się stało, jak? Dlaczego oni zginęli, a on żył?! Wtedy też dziewczyna odsunęła się od niego, kończąc swoje wyjaśnienia. Chciał zadać dziewczynie jeszcze wiele pytań, chciał od niej odpowiedzi, lecz nie pozwoliła mu zadać żadnego pytania więcej, gdy tylko otworzył usta, wstała ze swego miejsca i żegnając go ruszyła w kierunku drzwi. Minoru zatrzymał się w tej groteskowej pozie, z w połowie otwartymi ustami. Wyciągnął nawet dłoń, jak gdyby chciał ją pochwycić, lecz drzwi już się za nią zamykały. Został sam, sam ze swoimi myślami, z całą tą wiedzą którą posiadł przed chwilą i na nowo powracającym poczuciem pustki i rozpaczy. Wrócił do wygodniejszej pozycji, z oczami wlepionymi w sufit pokoju. Czuł się złamany. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie czuł się tak okropnie. A jednak było małe światełko w tunelu. Słodki całus pozostawiony na jego czole przez piękną Misae. Potrząsnął głową, jak gdyby chciał wybudzić się z głębokiego snu, a jego twarz zalała się rumieńcem. Skarcił się za takie myśli. Oboje byli przyjaciółmi, bardzo bliskimi przyjaciółmi, znającymi się od momentu, gdy na dywan musieli wchodzić po drabinie, a na jedzenie wołali kaka. I nigdy, ale to nigdy przez cały ten czas nie myśleli o sobie jako niczym więcej. Dlaczego więc jego myśli wciąż wracały do tego pocałunku? Mimowolnie dotknął miejsca, gdzie usta dziewczyny spotkały się z jego czołem. Było ciepłe, mokre od potu. Skarcił się ponownie, zakopując jednocześnie, z zawstydzenia, pod kołdrę.

- Stary dureń - zakpił z samego siebie i swojej wyobraźni. Postanowił, zrzucić wszystko na kark swojego załamania. Tak to musiało być to... musiało.
Minoru
 

Re: Szpital

Postprzez Misae » 10 wrz 2018, o 21:06

Misja D
Rakurai Minoru
1/...



Są rany, które leczy się szybciej... są też takie, które nawet wyleczone zostawiają po sobie brzydką bliznę. Ale jak było teraz z Minoru? Jego sytuacja była nieco trudniejsza. Choć te na brzuchu, nodze i twarzy szybko ulegały potędze technik medycznych doskonale wyszkolonych Iryoninów, były jeszcze te najgorsze. Te o które należało martwić się najmocniej nie były widoczne gołym okiem. Rany psychiczne, po pierwszym morderstwie na pierwszej poważnej misji. Było to o tyle gorsze, że blizny, chociaż niewidoczne, potrafiły kuć zażarcie w najmniej spodziewanym momencie. Lekarstwem na nie podobno był czas, wsparcie... ale nie ukrywajmy. To co najlepiej odrywało skołątany umysł od mrocznych wspomnień było przekierowanie go na inny, dużo bardziej produktywny tor.
W tym momencie, zarówno w sercu jak i umyśle chłopaka panował mętlik. Zbyt wiele stało się w tak krótkim czasie. Zbyt wielu okrutnych scen był świadkiem, ale również tych, które nie pozostawały tętna stabilnym. Minoru wiedział, że będzie musiało minąć jeszcze dużo czasu nim uda mu się wrócić do normalnego życia. Najlepsza na to była spokojna kontemplacja by pogodzić się ze stratą wojowników, z którymi (przynajmniej dla Rakurai'a) dopiero co stało się ramie w ramię. Kiedyś ukojenie przyjdzie. Nie teo dnia, nie kolejnego i kolejnego po kolejnym... ale trzeba trwać tak długo, nim znowu nie poczuje się, że się żyje...
W odpowiedzi w opozycji na spokojne rozważania na temat życia, do sali wtoczyła się starsza kobieta z koszykiem białej, czystej pościeli. Była ubrana w jasny mundurek i fartuszek. Widać, że czas bardzo dotknął jej ciało, które suche i pełne zmarszczek dalej było przygotowane do pełnienia ciężkich obowiązków salowej.
-Wstanie to pościel zmienie - odezwała się do chłopaka. Pochyliła się odkładając koszyk na ziemi, zgięła się ciężko i zawyła swoim zachrypniętym, zmęczonym życiem głosem - Moje biedne lumbago! - zawyła łapiąc się za plecy





Obrazek
Avatar użytkownika

Misae
 
Posty: 515
Dołączył(a): 17 gru 2017, o 10:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, wysoka, o dwukolorowych tęczówkach - prawa srebrzysto-biała, a lewa fiołkowa, ubrana w płaszcz, na dłoniach rękawiczki ze stalowym ochraniaczem. Na szyi kwiatowa kolia; różowe kanzashi we włosach
Widoczny ekwipunek: Torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4534
GG: 61700552
Multikonta: Kyane

Re: Szpital

Postprzez Minoru » 11 wrz 2018, o 19:16

Dochodził do siebie, ale czy na pewno? Były momenty, gdy czuł się, normalnie. Po tych momentach poprawy nadchodziły jednak kolejne załamania i tak w kółko, zupełnie jak sinusoida. Lecz chyba naprawdę mu się poprawiało. Wcześniej był tylko w dolnej części wykresu, teraz, przebijał się również na dodatnią połowę. Najgorzej było, gdy zostawał sam. Gdy nie było ani lekarza, ani pielęgniarki przy nim. Wtedy budziły się wewnętrzne demony. Słyszał krzyki, których nie mógł słyszeć. Widział rzeczy, których nie był pewny czy wydarzyły się naprawdę, a może były jedynie wymysłem jego własnej wyobraźni. Doskwierało mu również to, że musiał wciąż leżeć w łóżku. Czuł, jak tyłek przyrasta mu do materaca, jak nogi stają się sztywne i ciężkie. Lecz gdy tylko starał się wstać, natychmiast odzywał się ranny bok i znikąd zjawiał się personel medyczny i zmuszano go do powrotu. Rany goiły się jednak na nim, jak na jakimś super bohaterze, choć było to zapewne zasługą iryojinów, którzy po kilka razy dziennie odwiedzali go i za pomocą swych technik wspierali jego naturalną regenerację.

Właśnie zażywał swojej ulubionej rozrywki. Patrzył się w sufit i zliczał każdą rysę jaką mógł dostrzec. Aż dziwne co potrafi przykuć uwagę człowieka, gdy nie mógł ruszyć się z miejsca. Przerwano mu jednak brutalnie. Do pomieszczenia wkroczyła starsza kobieta. Chociaż starsza to bardzo delikatne stwierdzenie. Było w jej obliczu dużo energii i werwy, aczkolwiek nawet największy ślepiec stwierdziłby, że lata świetności, już dawno zostawiły ją z tyłu. I wtedy uderzyły w niego, z całą siłą, jej słowa. W pierwszym odruchu nie wiedział co się stało. Dopiero z kolejnym oddechem dotarły do niego znaczenie tych słów. Były tak proste, a jednocześnie wyjaśniały wszystko. Z miejsca ruszył się jednak dopiero, gdy starowinka złapała się za plecy i prawie zgięła w pół. W naturalnym odruchu, chęci niesienia pomocy, podniósł swój tyłek ze swego leża. Zrobił to jednak tak gwałtownie, że gdy tylko dotknął swoimi stopami, zimnej podłogi, natychmiast poczuł przeszywający jego bok ból. Aż parsknął pod nosem, pierwszy raz od dłuższego już czasu. Czym bowiem różnił się teraz od tej starowinki, ją bolały plecy, on też prawie, że się zwijał z bólu. A jednak zbliżył się do kobiety, z wyciągniętymi rękoma.

- Proszę, niech pani pozwoli mi pomóc. - wskazał podbródkiem na zwitek pościeli, które chciał od niej odebrać, by zabrać się do zmiany starej, mocno już przepoconej poszewki, która leżała na jego łóżku.
Minoru
 

Re: Szpital

Postprzez Misae » 12 wrz 2018, o 13:07

Misja D
Rakurai Minoru
3/...



To co spotkało Minoru nie można było nazwać przyjemnym ani prostym. Obrazy i przeżycia, które spotkały go kilka dni wcześniej odbiłyby się na psychice wielu. Może kiedyś, kiedy będzie już doświadczonym na drodze ninja łatwiej mu będzie radzić sobie z utratą życia przez innych - i tych bliskich i przeciwników... ale czy to pozwoli mu zostać tym kim był teraz? Czy udałoby mu się zostać dalej tym samym Rakurai'em, którego kochali przyjaciele? To chyba tylko już czas pokaże... nie zostało mu nic więcej.
Szatyn będzie musiał się tym zająć, jednak nie teraz. Wszak działo się coś, czego nie spodziewał się zupełnie. Najpierw przerwano chłopakowi jego dumne zajęcie podziwiania koloru sufitu, by okazało się, że była to starsza, doświadczona przez życie kobieta. Trudno powiedzieć czy było bardziej rzucało się w oczy - jej stare oblicze, czy może pełen bólu okrzyk kiedy zaczęło łamać ją w plecach.
-Widzę jego też los nie oszczęda - odparła ze śmiechem dalej podtrzymując się za plecy, kiedy to zobaczyła, że i młodzieńca zgięło w pół. Ta sytuacja była na tyle zabawna, że jakoś pogodny uśmiech wypłynął na jej usta. Kiedo młdozieniec zaproponował jej pomoc przyzwoliła na wszystko skinieniem głowy, samej dalej starając się rozmasować bolące miejsce - Dziękuję... miałam zostać w domu, ale mój stary chory i nie ma komu zapłacić za jego leczenie





Obrazek
Avatar użytkownika

Misae
 
Posty: 515
Dołączył(a): 17 gru 2017, o 10:38
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Białowłosa, wysoka, o dwukolorowych tęczówkach - prawa srebrzysto-biała, a lewa fiołkowa, ubrana w płaszcz, na dłoniach rękawiczki ze stalowym ochraniaczem. Na szyi kwiatowa kolia; różowe kanzashi we włosach
Widoczny ekwipunek: Torba na biodrze
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4534
GG: 61700552
Multikonta: Kyane

Re: Szpital

Postprzez Minoru » 13 wrz 2018, o 18:28

Odwzajemnił uśmiech, który posłała mu staruszka. Nie dlatego, że tak wypadało, ale ponieważ czuł, że chce to zrobić. Nawet jej uwaga, dotycząca ran Minoru zdawała się zabawna, choć tutaj chłopak spodziewał się co było tego powodem, sposób mówienia. Był tak prosty i to ciągłe zwracanie się do kogoś w trzeciej osobie. Było to tak dziwne, że aż śmieszne i trochę słodkie, ale tylko troszeczkę. Odebraną pościel ułożył na krześle znajdującym się przy jego łóżku i zabrał się za zmienianie pościeli.

- Leczenie tutaj jest aż tak drogie? - ściągnął wpierw starą pościel, każdy element zrzucając na ziemię, nie zwracając uwagi na to, czy wybrudzi się od tego bardziej czy nie. Wszak i tak miała zostać wyprana.

- A na co choruje ten staruszek, mam nadzieję, że nic poważnego? - kontynuował rozmowę, w między czasie przebierając kolejny element pościeli, dokładnie w ten sam sposób, ściągając starą pościel, rzucając ją na ziemię, a następnie zakładając nową. Żadna filozofia, w domu robił to bardzo często, a nawet jakby nie robił, to nie był amebą, żeby nie dać sobie rady. Gdy skończył, sięgnął po to co leżało na ziemi i podnosząc pojedynczo każdy z elementów, składał je w kostkę.

- No, skończone... może pomogę z innymi zadaniami? - stanął przed kobietą, ze zwitkiem przyciśniętym do klatki piersiowej.

- Nie chciałbym, żeby się pani przemęczyła, a mi się przyda trochę ruchu. - dodał szybko, by uargumentować swoje poczynanie.
Minoru
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron