Szpital

Re: Szpital

Postprzez Rindou Arashi » 2 mar 2018, o 16:33

3 / 15
Zaczerwienione od płaczu oczy kobiety ciągle wpatrywały się w mężczyznę, którego zatrzymała. Po jej policzkach ciągle spływały kolejne, nowo-powstałe łzy, zatrzymywały się na brodzie, gdzie zbierały się większą kroplę aż w końcu przegrywały z grawitacją i rozbijały się o jej ubranie. Kiedy chłopak próbował się wyrwać, ta objęła jego dłoń, chcąc choćby przez jeszcze jedną chwilę mieć pewność, że nie ucieknie. Po usłyszeniu odpowiedzi zaniemówiła na kilka sekund, zdawało się, że nad czymś myśli. Cisza panowała niezbyt długo, był to czas dla kobiety aby tylko mogła zebrać swoje myśli. Pociągnęła nosem, chcąc powstrzymać się od płaczu, po czym wyprostowała się i puściła dłoń. - Na.. Naprrrawdę? Ależ, oczywiście, zapłacę! - przemówiła szybko, nie chcąc spłoszyć swojego wybawiciela. Przetarła oczodoły rękawem, wycierając rozmazany makijaż i po raz kolejny pociągnęła nosem. - Chodzi o mojego syna... Czy... czy mógłbyś go odnaleźć?? - spojrzała błagalnym wzrokiem na stojącego nad nią chłopaka. - On... On uciekł... - kobieta mówiąc zaciskała zęby oraz oczy, nie chcąc po raz kolejny się rozpłakać, w końcu to nie pomoże w jej obecnej sytuacji. - Ja... Ja... ja... - nie mogła wydusić z siebie słowa, ewidentnie wstydząc się tego co chce powiedzieć. - Ja... Moja rodzina ma ciężko... Mąż zmarł na morzu... syn za młody aby pójść do pracy... Więc pracuję w nocy jako kurtyzana. I... i on dowiedział się o tym dziś rano... Powiedział, że nie chce mnie znać... Ratuj... Odnajdź go, Proszę!!! - rzuciła mu się na szyję, wtulając się w niego i płacząc, przy okazji zalewając jego ubrania potokiem łez...
Rindou Arashi
 

Re: Szpital

Postprzez Shinji » 3 mar 2018, o 14:21

Do szpitala żwawym krokiem wkroczył Shinji Uchiha, zwycięzca walki turniej potrzebujący lekkiego "załatania" jego pleców, które miały tą nieprzyjemność by doznać spotkania z Katonem jego przeciwniczki. Rana nie była poważna, prawdę powiedziawszy wcale mu nie przeszkadzała poza sprawianiem lekkiego dyskomfortu czy to podczas siadania czy poruszania się. Jakiekolwiek dotknięcie tego miejsce sprawiało że nieprzyjemnie piekło, a jak wiadomo nawet tak drobny detal mógł przesądzić o zwycięstwie bądź porażce podczas sparingu na arenie. Uchiha był tego w pełni świadom choć był to raczej głos zdrowego rozsądku, który jakimś cudem gdzieś tam z tyłu głowy się pojawiał pomimo całej tej otoczki, że przecież nie może przegrać. Prawda? Nie potrafił do siebie dopuścić takowej myśli, a mimo to podświadomie dążył do tego by zmaksymalizować swoje szanse. Podczas walki z Chise uświadomił sobie, że jednak zwycięstwo jest dla niego czymś ważnym i mimo wszystko chciałby zatryumfować, chciałby żeby jego imię znalazło się na ustach tych wszystkich ludzi na trybunach. Marzył o tym by stać się kimś ważnym, zostać docenionym. Pomimo wyjątkowych umiejętności dziwnym trafem nie miało to miejsca, a jakieś szczyle, które gówno na oczy widziały i w sumie równie wielkie gówno osiągnęły zbierały całe laury. Tak to był właśnie powód dla którego przyszedł na ten turniej by pokazać, że są w porównaniu z nim malutkim ziarenkiem piasku, które jeśli będzie trzeba jest w stanie zdmuchnąć - Dzień dobry. Chciałbym poprosić o opatrzenie pleców. Zostały lekko poparzone. - wskazał palcem dokładnie gdzie bolało choć nie zaliczało się do najprostszych zadań. Mimo wszystko na ręce czy klatce piersiowej posiadałby znacznie większe pole do manewru. Medyk ślepy jednak nie był. Widział to i owo, a skóra tam gdzie została "podrażniona" posiadała jakieś oznaki, chociażby zwykłe zaczerwienienie wskazujące miejsce wymagające potraktowania uzdrawiającą chakrą. Zabieg nie trwał niezwykle krótko. Prawdę powiedziawszy słowo zabieg to bardzo złe określenie gdyż żadnych poważnych obrażeń nie odniósł. Po wyleczeniu udał się na miasto by uzupełnić braki w ekwipunku...

Czas leczenia: Kilka minut
Link do zdarzenia: viewtopic.php?f=194&t=4999&start=15#p75833

[z/t]
Shinji
 

Re: Szpital

Postprzez Shikarui » 5 mar 2018, o 16:55

Kap, kap, kap... Sunęły jedna po drugie, takie wzruszające, takie druzgocące. Takie nie robiące na nim najmniejszego wrażenia. Były całkowicie szczere. Te emocje, którymi przesiąknęła wewnętrznie i teraz sprawiała, że przesiąkał nimi cały świat - świat zbudowany ze słonych, gorących kropel osiadający na krystalicznym morzu przecinanych czerwienią pękniętych naczynek krwionośnych w jej lustrach świata - zupełnie innych od lawendowego jeziora, w którym zamiast współczucia zaiskrzyła irytacja. Dlatego chciał, żeby puściła jego dłoń. Jej świat nie był jego światem i nie istniała przyczyna, dla której miałby mieszać jedno z drugim. Do kolidacji doszło bez jego chęci i ominęło gdzieś jego wiedzę - najlepszy dowód na to, że Los zazwyczaj miał w dupie plany, które ułożyliśmy w swojej głowie. Ten jeden był prosty - wyjść stąd. Do drzwi było bardzo blisko, ale krok zawsze zwalniał na piaszczystej plaży, gdzie stopy zapadały się w piasku podmywanym przez fale. Za często umykał grunt. Wymagało to zatrzymania się, skierowania wzroku na wody, które próbowały porwać w swoje odmęty - co innego niby robiła ta kobieta, jeśli nie to? Nie chciał jej pomagać. Nie podobało mu się jej morze.
Nie podobał mu się jej świat.
Mimo to nie pojawiła się ucieczka ani żaden ostrzejszy ruch - było tylko skupienie przeplatane z niechęcią, którą ciężko było pominąć, nie zauważyć jej, chyba że było się wystarczająco ślepym. Takie istnienia jak ona napawały go niechęcią. Albo to tylko teraz..? Z jakiegoś powodu przypominała mu, ta kobieta, tamtą dziewczynkę, przez którą nabawił się naprawdę nieprzyjemnego ciosu patelnią prosto w twarz. Jakież to było godne bycia shinobim..! Shikarui po prostu nie mógł zdzierżyć tych żałosnych płaczów kompletnej bezsilności. Pociągnął mocniej swoją dłoń, na tyle stanowczo i gwałtownie, żeby wyrwać ją z dłoni kobiety, kiedy ta zgodziła się na zapłatę i obrócił się do niej przodem, dając znać, że nigdzie się nie wybiera i wysłucha tego, co ma do powiedzenia. Niechętnie bo niechętnie - ale wysłucha. Teraz w sumie nawet chętnie, skoro miała za to zapłacić. Wydawała się minimalnie uspokojona... przynajmniej do momentu, w którym rzuciła się na niego. Odsunął się o krok, wzdragnął, wykrzywiając usta, ale niewiasta zacisnęła na materiale jego ubrania palce i nie wyglądało na to, żeby chciała puścić. Uniósł wyżej ręce, naprawdę nie chcąc jej dotykać. Kurtyzana tak poobijana, w takim stanie? A fee. Nie skorzystałby z jej usług nawet gdyby dopłacała. Zwłaszcza, kiedy tak ryczała jak głupia, bo mąż i syn. Fuj, fuj, fuj! Lekko niepewnie opuścił w końcu te ręce i siłą odciągnął od siebie płaczkę, żeby przestała się do niego tak lepić. To naprawdę było obrzydliwe.
- Przestań. - Warknął, chcąc, żeby ogarnęła się przynajmniej do stopnia, w którym jego osobista przestrzeń przestanie być zagrożona. - Podaj mi wygląd twojego syna i pójdę go znaleźć. - Byle szybciej się od niej zwinąć. - Mam go przyprowadzić tutaj? Do szpitala? - Ugh, szybciej, byle oddalić się od tej wariatki. Nie wiadomo, co jej strzelić może zaraz do łba.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1484
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szpital

Postprzez Rindou Arashi » 5 mar 2018, o 23:25

5 / 15
Coraz więcej ludzi zaczynało spoglądać na kobietę, która wisiała na ciemnych ubraniach chłopaka, zalewając je gorzkimi łzami. Dopiero kiedy stanowczo odepchnął ją od siebie, ta usiadła z powrotem na ławce cichnąc na moment. Po raz kolejny mocniej pociągnęła nosem i przetarła rękawem swoje czerwone oczy.
- Mój syn... Hizashi, nazywa się Hizashi. Jest wysoki, ma ciemne włosy zaplecione w warkocz... Nosi przy sobie Wakizashi, które zostało mu po ojcu. Rano był w jasnoniebieskim kimono.. - na chwilę zamilkła a jej oczy błysły, jakby przypomniała sobie coś bardzo ważnego. - O boże!! - On wspominał coś o tym, że odnajdzie tych wszystkich ludzi... znaczy moich... klientów.. odnajdzie i zrobi z nimi porządek. - oparła ręce na swoich udach, całkowicie zapominając o siniakach, chwilę później sycząc z bólu. - Oni go skrzywdzą... Odnajdź go proszę... - po raz kolejny spojrzała mu w oczy, starając się odnaleźć w nich choć nutkę zrozumienia. Niestety chłodna twarz rozmówcy stanowiła dla niej ścianę nie do przebicia. Pod jej powieką zakręciła się kolejna łza, która spłynęła po policzku na brodę. Szybko jednak ją starła, nie chcąc okazywać więcej słabości. - Przyprowadź go tutaj, muszę z nim pomówić. Mieszkamy w Dzielnicy Portowej. Pewnie tam będzie ich szukał... - westchnęła, głośno wciągając powietrze, po czy, wyszeptała pod nosem. - Wdał się w ojca... - dopadła ją bezradność. Zaniemówiła, wpatrując się w podłogę.

Nie minęła chwila a do kobiety podeszła właśnie przechodząca przy ławce pielęgniarka. Przyjrzała się jej obrażeniom, po czym wezwała do siebie dwie inne koleżanki, które od razy zaczęły pomagać jej stanąć na nogi i zaprowadziły ją w głąb korytarza, z którego nasz heros wyszedł niedawno. - Pan jest z rodziny, zna ją Pan?? Wie Pan jak ona się nazywa, ewentualnie co takiego się stało?? - zapytała, jednak zapewne otrzymała przeczącą informację. Poczekała jeszcze chwilę, po czym odeszła w stronę kolejnego pacjenta, pozostawiając chłopaka samego przy ławce. Był on już wolny, tak więc, co zamierzał??
Rindou Arashi
 

Re: Szpital

Postprzez Kei » 6 mar 2018, o 01:12

Jak się okazało, jednak niektórych szukanych przez zleceniodawcę rzeczy nie było. Na szczęście umiał to zaakceptować i sobie wyjaśnić. Dlatego też ku swej uldze chłopak nie musiał słuchać skarg i wymyślać wymówek. Brunet podziwiał też przedsiębiorczość mężczyzny. Ledwie usłyszał co było, no dobra w nieco poprawionej wersji, a już był gotów przygotować wyprawę po kilka worków i beczek, które zostały. Doprawdy potrafił działać natychmiast. Co do kamyka, który okazał się być topazem, to Kei wysłuchał na jego temat, krótkiego wykładu. Mężczyzna chyba lubił tego typu rzeczy, gdyż z dużym zainteresowaniem opowiadał o ciekawostkach i mitach dotyczących tego przedmiotu. Sam kamyk jako rzecz chyba jednak nie był wart jego uwagi, gdyż zwrócił do Keiowi. Shinobi nie protestował, cóż wartościowe rzeczy zawsze się przydadzą, a może być też z tego fajna pamiątka, pytanie tylko na którą opcję ostatecznie się zdecyduje. Gdy mężczyzna polecił dobrze zastanowić się nad tym jak wykorzystać kamyk Kei pokiwał głową z lekkim uśmiechem. Cóż będzie mieć dużo czasu na rozważania, więc może podumać i o tym.
- Dobrze w takim razie do zobaczenia. - Odparł uprzejmym tonem.
Następnie przyszedł lekarz i po zdjęciu opatrunku oraz rozdarciu spodni, by dostać się do rany rozpoczął usuwanie drzewca z nogi. Całe szczęście dali mu wcześniej jakiś środek na wzmocnienie i znieczulenie, gdyż mogłoby być źle. Nawet z substancjami przeciw bólowymi zabieg ten nie należał do najprzyjemniejszych, więc pytanie jak źle by było gdyby ich nie dostał. Tak zdecydowanie wyciąganie strzału musiało być gorszym doświadczeniem niż samo obrywanie nią. Gdy zakończono ten etap lekarz i pielęgniarki wydobyli z siebie energię, pod wpływem, której rana kończyny zaczęła się zasklepiać. Po uleczeniu jej w znacznym stopniu zajęli się też obrażeniami na boku. Następnie kazali brunetowi przebrać się w piżamę oraz oraz zdrzemnąć. Późnym popołudniem po sprawdzeniu jego staniu, przypisaniu środków na wzmocnienie i maści na nogę pozwolili odejść.

Czas leczenia: 5h
Link do zdarzenia: viewtopic.php?f=170&t=4294&p=76182#p76182

[zt]
Kei
 

Re: Szpital

Postprzez Shikarui » 6 mar 2018, o 01:26

Nie musiał widzieć tych spojrzeń, żeby je na sobie wyczuwać. Na swoich plecach, barkach, w czarnych włosach, pokudłanych, zmierzwionych, bo prócz czesania palcami nie uświadczyły żadnego innego. Tka jak i jego szaty ie uświadczyły żadnego innego mycia prócz tego deszczowego, dlatego nie były przyjemnie miękkie, tylko giętkie w ten specyficzny sposób, kiedy materiał potrzebuje porządnego prania. Tutaj już i tak nie było czego prać - należało te szmaciska wymienić, a żeby to zrobić potrzeba było czego? Pieniędzy. To jednak nie skromny wygląd (bo był to skromny wygląd, mimo wszystko ciężko było go przyrównać do włóczęgi czy bezdomnego, aż tak tragicznie nie wyglądał) przyciągał spojrzenia, to nie on powodował wokół siebie zamieszanie - to ta cholerna kobieta, która nie mogła trzymać rąk przy sobie, tylko musiała się na niego rzucać! Na szczęście nie wisiała na nim na tyle długo, żeby cały szpital zrobił sobie z nich pośmiewisko i cyrk, inaczej chyba by nawet nie wysłuchał do końca jej słów, tylko o prostu wyszedł - i miałby szczerze w poważaniu, czy kobieta nadal się go by trzymała, czy wisiała na nim i powiewała za nim jak chorągiewka od statku piratów. Te jej żałosne próby pozbierania się, pociągania nosem, chwile ciszy - to wszystko go drażniło. Ona go drażniła. Racja, nie mogła znaleźć nawet grama współczucia czy zrozumienia. W lawendowych oczach był tylko mróz, ostrość diamentowego ostrza - spojrzenie, które przecinało codzienność i bardzo boleśnie uderzała w dzwon rzeczywistości, bo wszystkie marzenia zostały w nich zamrożone. Te piękne zabytki ludzkich snów nie piękniły się na wystawach, nie zrobiono z nich rzeźb - zatonęły i próżno ich było szukać.
Informacje w końcu wypłynęły z kobiety, która spoglądała na niego tak, jak te wszystkie słodkie pieski, które merdają na ogon każdego, kto się zbliża, bo myślą, że czekają je piechoty. Debilizm. Pies powinien bronić terenu, na którym przebywał. Bronić swojego właściciela. Psy nie były maskotkami do tulenia - były maszynami strażniczymi. Maszynami do zabijania - to leżało w ich naturze. Człowiek potrafił jednak wszystko zeszpecić w swoich rękach - i tak właśnie prezentowała się ta kobieta, z jakichś względów: zepsuta. Tak naprawdę jedynym zepsutym był tutaj on, ale skąd niby miał o tym wiedzieć..? Shikarui odsunął się, robiąc pielęgniarkom przejście do kobiety i już miał iść, juz wychodzić..! Jeszcze nie ruszył. Tylko dlatego, żeby spojrzeć na pielęgniarkę, która zadała to durne pytanie. Nie odpowiedział nawet. Nie sądził, żeby musiał. Krótkie spojrzenie i odwrócił się do drzwi kierując do wspomnianej Dzielnicy Portowej. Już tam był więc wiedział, jak tam trafić - dobrze się składało i tak zamierzał tam zajrzeć do jednego karczmarza. Poruszał się po dachach, biegiem, długimi skokami - zwolnił dopiero w samej dzielnicy portowej, rozglądając się za kimś, kto by chociaż przypominał wspomnianego mężczyznę.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla wybranych osób.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1484
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szpital

Postprzez Rindou Arashi » 7 mar 2018, o 03:02

Rindou Arashi
 

Re: Szpital

Postprzez Chise » 8 mar 2018, o 18:48

Prosto z areny, pod opieką medyka, młoda Uchiha trafiła tutaj. Nigdy do tej pory nie miała okazji znaleźć się w szpitali z powodu zranienia - mogłaby powiedzieć, że miała niewiarygodne wręcz szczęście, że jej dotychczasowy trening nie zakończył się czymś, czego nie mógł wyleczyć syn mistrza, początkujący medyk. Można by powiedzieć, że był to ślepy traf, ale tak Chise wolała myśleć, że opaczność nad nią czuwa, pilnując by nie straciła swojego życia zanim czegoś nie osiągnie. Los, który bywał przecież tak okrutny, osłaniał ją opiekuńczymi skrzydłami. Nawet w czasie ten walki, mogła się przecież zakończyć o wiele gorzej niż kilkoma oparzeniami.
Medyk przeprowadził ją prosto do odpowiedniego gabinetu, nie musiała więc czekać z innymi pacjentami ani nawet się przedstawiać. Widocznie mieli zaplanowaną opiekę nad uczestnikami turnieju i byli na nią przygotowani - to mogło być przydatne jeśli ludzie trafiali tu w poważnym stanie, jak przeciwnik Tensy Uchiha, który podobno ledwo co przeżył. Jednak ona nie była w tak złym stanie. Usiadła na kozetce i zaczekała cierpliwie na lekarza, a kiedy się zjawił, spokojnie odpowiadała na jego pytania. Imie i nazwisko, wiek, obrażenia.. Zapytał nawet miło jak poszły walki, na co dziewczyna powiedziała szczerze, że lepiej niż się spodziewała i gorzej niż miała nadzieje.
Po tym krótkim wywiadzie przeszedł do najważniejszego, do leczenia. Nie miała możliwości zobaczenia magicznego, leczniczego światła, dla niej to była tylko odrobina ciepła, która powoli koiła jej ból. Proces nie trwał bardzo długo, paręnaście minut później mogła się już cieszyć gładką jak zawsze skórą. Jednakże nie mogła wyjść ze szpitala natychmiast. Ze względu na odbytą walkę, miała zostać i nieco odpocząć, a także coś zjeść. Było wcześnie, więc mogła się wymigać śniadaniem, a nie pełnym obiadem. Wynudziła się nieco, po czym ponownie zjawił się lekarz, którą ją jeszcze raz obejrzał, z zadowoleniem poklepał ją po ramieniu i wypuścił ze szpitala, życząc powodzenia na odchodne.



Czas leczenia: 2h
Link do zdarzenia: viewtopic.php?f=194&t=4999&p=75923#p75833


/zt
Chise
 

Re: Szpital

Postprzez Megumi Ishida » 28 mar 2018, o 20:53

Megumi przybyła do szpitala z drugim miejscem w turnieju. Całkiem nieźle prawda? Nie była jednak szczęśliwa że przegrała przez swoje niechlujstwo. Tak moi drodzy, dziewczyna dała dupy po całości głównie ze względu na fakt że przez swoje rozkojarzenie jej atak został zatrzymany a ona rzucona na kolana przed szybkim przeciwnikiem. Ale jego prędkość nie była największą jego zaletą. Ten człowiek był strasznie, ale to strasznie silny. Nie ma wyjścia, chyba pora troszkę przypakować żeby następnym razem mieć szansę na jakąkolwiek obronę przed takimi zdarzeniami. No i wypadałoby może nauczyć się pieczętować?
Czas leczenia: 5h
Link do zdarzenia:http://shinobi-war.xaa.pl/viewtopic.php?f=194&p=78257#p78257
Megumi Ishida
 

Re: Szpital

Postprzez Shinji » 16 cze 2018, o 14:45

Cóż... sytuacja potoczyła się nieco niespodziewanie. Pozornie zwykła płonąca koperta którą wystarczyło wyrzucić niczym niedopałek papierosa zamieniła się w coś na wzór mogiły. Jedyne co zdążył zrobić to instynktownie spróbować zakryć jakoś twarz rękoma - ot naturalna reakcja? Czy zdążył? Ch*j wie. Serio. Co za chory po**b wsadził notkę do pieprzonej koperty i jeszcze zdetonował w ich otoczeniu? Shiga? A może liderka w końcu nie wytrzymała. Zresztą o czym my mówimy w tej sytuacji. Walnęło tak jak chyba jeszcze nigdy, głuchy dźwięk odbijający się dookoła szarpnięcie do tyłu połączone z falą gorąca spowijającą jego ciała. Ogromny ból, który przerodził się w coś nieco mniej negatywnego. W oddali dało się posłyszeć krzyki, jakieś głosy które zbliżały się w ich kierunku. Z trudem wyłapywał jakiekolwiek słowa i nie była to bynajmniej wina odmiennego, nieprzyjemnego akcentu mieszkańców wysp. Napieprzał go łeb jak i przypalone ręce - może chociaż twarzyczka zachowała swój wdzięk. Z trudem łapał jakikolwiek oddech kiedy ktoś go wsadzał na nosze, z raz albo dwa nawet zakasłał zapewne wypluwając strumyk krwi. Jednak żył, a ręka mu chyba nie odpadła więc jakoś się wyliże. Rzecz jasna to tylko takie gdybanie jako, że myśli krążyły wokół jednej rzeczy no może pomijając pieprzony ból o którym myśleć się nie dało. Była to chęć zapierdolenia człowieka który mu to zrobił, a może i większej rzeszy. To nie jest istotne. Właśnie wydali na siebie wyrok śmierci, a on go zrealizuje z całą bezwzględnością. Nie istotne kto to jest. Wyliże rany i gościu znika niczym w jakimś melodramacie. I oto gdzieś tutaj urwał się mu film.
Obudził się w miejscu w którym tak bardzo nie chciałby się znaleźć ale hej! W takich okolicznościach chyba jednak chciał. Zamiast dać się zjeść szczurom czy robactwu jeszcze trochę pożyje na tym świecie. Jakoś nie dopuszczał myśli, że mógłby stracić życie już teraz. Był żywy... chyba. Nie no musiał być. Ból był jak najbardziej realny, a w zaświatach stanowiłby jedynie niepotrzebny dodatek - balast którego z pewnością by się pozbyli. Pierwsze co zrobił to spróbował się jakoś poruszyć, może nawet spróbować podnieść wywołując przeszywającą całe ciało niczym rozżarzone ostrze falę bólu. Nie... Zdecydowanie za wcześnie było na takie zabiegi. Jeśli ktoś znajdował się razem z nim w pomieszczeniu to najprawdopodobniej mu przeszkodził albo chociaż ogarnął, że oto pacjent się obudził. Zwykle w takim momencie ludzie pytają o coś w stylu "Gdzie ja jestem". Głupie co? No przecież, że w cholernym szpitalu. W jego przypadku był to ledwo zrozumiały burkot w stylu - Zapierdole skuhwysyna - niewykluczone że połączony z kaszlem czy czymś w tym rodzaju. Czerpał z tego bólu wzmacniając wewnętrzną nienawiść. O ile na turnieju jakoś bardzo mu nie zależało to teraz sytuacja nieco się odwróciła. Była to sprawa honoru, który tak często chował do kieszeni a jednak jakieś poczucie dumy wewnątrz tego potraktowanego wybuchem ciało jednak zostało. I z pewnością przekonają co znaczy wkurwiony Uchiha tylko wpierw musi się jakoś wylizać z tego wszystkiego. Cóż zwiedzanie miejscowej służby zdrowia przynajmniej można uznać za odhaczone hehe
Shinji
 

Re: Szpital

Postprzez Shikarui » 16 cze 2018, o 16:46

Misja rangi B

This ain't no place for no better man.
Obrazek
7


Słowa nie niosły się w dal. Zatrzymywały na głuchych ścianach i tonęły w ciemności przecinanej blaskiem księżyca. Stalowe światło wpadało do niewielkiego pokoju przez okno kamiennego budynku, pozwalając dojrzeć ci zarysy przedmiotów i mebli, kiedy rozchyliłeś oczy. Dopiero, gdy twoje zmysły się uspokoiły i przestały rozjeżdżać na boki. Leżałeś na łóżku, któremu do twojego własnego brakowało przynajmniej bycia łóżkiem. Choć w tym momencie było ci to chyba i tak wszystko jedno. Nakryty jedynie cienkim, lekkim materiałem, obłożony opatrunkami. Bolało nadal. Jak ostatni skurwysyn bolało, ale... przynajmniej wiedziałeś, że żyjesz. Diabli złego nie biorą, co? I przynajmniej nie bolało tak, jak bolało w momencie, kiedy cię tutaj nieśli. Mogłeś wsłuchać się w powolne uderzenia swojego serca. Słyszałeś tylko to i swój oddech, bo w szpitalu panowała kompletna cisza. Rzeczywistość czy sen? We śnie by tak chyba nie bolało. Firanki w oknach poruszyło tchnienie powietrza. Nieprzyjemnie mroźnego, przecinającego ciało falą dreszczy na twojej i tak chłodnej skórze. Poczułeś zapach ziołowych maści, którymi zostałeś posmarowany i owinięty bandażami. Leżałeś tu nagi jak Bozia przykazała.
Okno, okno, firanka... parapet.
Na parapecie siedziała drobna, niewielka dziewczyna. Choć może już kobieta? Jej pastelowo niebieskie włosy wydawały się tkane na przędzach Mojr. Jedną nogę trzymała ugiętą w kolanie, opierała nogę o krawędź parapetu, na którym zasiadała, całkiem swobodnie, idealnie wpasowana w mdłą poświatę Luny i tonący w mrokach świat. Poświatę, która układała się aureolą na jej głowie. Drugą nogę miała zwieszoną w dole. Wpatrywała się w ciebie pastelowymi oczami. Jasny, całkowicie wyblakły błękit jej włosów, które wpadały niemal w biel - i tego samego koloru, przenikliwe tęczówki, które wyglądały jak szkiełka osadzone w ludzkiej czaszce. Beznamiętne i pozbawione współczucia. Nie trudno było odkryć, że się obudziłeś, kiedy twoje pierwsze słowa były jak malowane. Idealny pretekst do tego, by podjąć rozmowę!
- Już tu idzie. - Poruszyła ustami? Twój umysł płatał ci figle. Dałbyś sobie głowę uciąć, że jej wąskie, blade wargi się nie poruszyły. Że to tylko chłód, wszechogarniający chłód księżyca, jej oczu i tego wiatru, który przeczesywał krucze kosmyki twoich włosów rozłożonych na poduszce. Może tak.
W następnym mrugnięciu oka już jej nie było.
Może nikogo tutaj nigdy nie było.
Może dopiero się obudziłeś.
Wszystkie twoje rzeczy leżały na szafeczce, a co się nie zmieściło to obok jej. Wraz z twoimi złożonymi szatami, które do niczego się już nie nadawały. Teraz były szmatami - nie szatami. Buty ustawione na nich również były już tylko ochłapami. Ktoś jednak zostawił lekką koszulę szpitalną, żebyś mógł się odziać, kiedy się obudzisz. Ciężko jednak mówić o wybieraniu się na zimowy mróz Hanamury w czymś takim. Twoje ręce były tylko lekko poparzone. Najbardziej bolały cię nogi, ale hej - przynajmniej je masz! Całe owinięte bandażem po czubki palców. Masz je - i nawet miałeś w nich czucie. I jakiekolwiek dotknięcie nimi czegokolwiek nie rozpalało fajerwerków bólu pod kopułą twojego umysłu, zapierając dech w piersi. Jeśli jakikolwiek iryoninja się za ciebie wziął - zrobił to całkiem nieźle. Tak ci się wydawało. W końcu przez bandaże niczego nie było widać.
Obrazek

But the dragon...
The dragon only need enough luck to find you once.
Avatar użytkownika

Shikarui
Czarny Charakter Lata
 
Posty: 1484
Dołączył(a): 6 lut 2018, o 17:25
Wiek postaci: 21
Ranga: Doko
Krótki wygląd: -Czarne, dłuższe włosy
-Lawendowe, jasne oczy
-Średniego wzrostu
Widoczny ekwipunek: Łuk, kołczan ze strzałami, płaszcz, torba na tyłku, kabura na prawym udzie, wakizashi przy lewym boku i za plecami na poziomie pasa, średni zwój, mały zwój przy kaburze,
Link do KP: viewtopic.php?p=73144#p73144
GG: 12504223
Multikonta: Koala

Re: Szpital

Postprzez Chise » 24 lip 2018, o 12:29

Misja D
7/15

Mała skuliła się, kiedy Inoshi na nią krzyknęła i pociągnęła nosem. Zdaje się, że w tym momencie krzyk był ostatnią kroplą przelewającą czarę goryczy młodej, być może dopiero zaczynającej szkolenie kunoichi. Pochylona głowa ukrywała szklące się oczy, jednak kiedy podniosła głowę tak czy siak było widać czające się z nich łzy.
- P-p-przepraszam - wyjąkała, patrząc na nią jakby oczekiwała jeszcze większej kary i bury za stan, w jakim podała jej list. Już miała się zbierać, kiedy Inoshi kazała jej zaczekać. Zamarła, jakby oczekiwała najgorszego. Jednak kiedy Yamanaka chciała jej podać pieniążek, podrzuciła dumnie głowę, choć małe kropelki zaczęły jej spływać po policzkach.
- Nie chce żadnych pieniędzy! - rzuciła ze złością, tupiąc nogą - A na pewno nie od ciebie, ty jesteś niedobra! - dodała, po czym zwinęła się na pięcie i pobiegła w dół schodów, pakując wszystkie tak staranie osuszane papieru byle jak do kabury. Jeszcze z daleka Inoshi mogła usłyszeć coś, co przypominało szloch, ale nie była w stanie dać sobie za to uciąć głowy, równie dobrze mogło się jej wydawać.
Po przeczytaniu wiadomości nie zostało nic innego, jak tylko udać się do szpitala. Ubrała się szybko i ruszyła w drogę, która nie była bardzo daleka. Szpital nie był wielkim budynkiem, ale zauważalnym ze względu na ruch dookoła niego, teraz jeszcze większy przez uchodźców z Kami no Hikage i ich rodziny. Mnóstwo osób kręciło się po korytarzach, a medycy i pielęgniarki byli wszędzie, ale wszyscy bez wyjątku zabiegani. Jedynie kobieta siedząca przy wejściu, za niewielkim biurkiem, uzupełniająca jakieś papiery zdawała się być mniej zajęcia, choć zapał z jakim skrobała po zwojach nie świadczył o tym, że była całkiem wolna. Inoshi mogła kogoś łapać z obsługi, mogła też podejść do kobiety za biurkiem, tak czy siak jej samej tutaj raczej nie zauważy nikt i nie zaczepi pytając co tu robi. Za duże zamieszanie na to panowało.
Chise
 

Re: Szpital

Postprzez Yamanaka Inoshi » 24 lip 2018, o 12:48

- Rok 384 - Zima -


" Mała nieporadna doręczycielka "
Obrazek

Gdy dziewczyna uciekła Inoshi stanęła chwilę zszokowana przed drzwiami, widziała łzy na twarzy dziewczyny i ostatecznie gdy tamta wyszła sama czuła się źle bo to kolejna sprawa którą zawaliła, kolejna porażka gdzie zwyczajnie zawiodła a mogło to się skończyć inaczej.
- W tej chwili myślę, że zasługuję na to jak jest i jak traktują mnie inni... - Chwyciła się niezręcznie za rękę na wysokości łokcia i z lekkim niepokojem kontynuowała to co miała zrobić uprzednio kładąc ryo z powrotem na miejsce.

~~****~~
Droga do szpitala nie była długa, widziała go niemalże od kiedy wyszła z budynku. Początkowo musiała się przedrzeć przez pełne ulice miasta by znaleźć się na miejscu, nie mogło to jednak trwać jakoś strasznie długo ponieważ nie było na niej aż tylu ludzi by zwyczajnie przez nią nie przejść.
- Powinnam była zjeść śniadanie przed wyjściem, chociaż... Może to mi przypomni by... By na nikogo nie naskoczyć. Może powinnam ją przeprosić? Co z tego, że pewnie nigdy więcej jej nie spotkam... - Zastanawiała się w czasie drogi, zdawała sobie sprawę z jednego i irytowało ją to niemiłosiernie, że jak była dobra to była traktowana źle przez innych, gdy jednak zaczynała pokazywać charakterek to nie dość, że wciąż była a przynajmniej czuła się źle traktowana to i dodatkowo źle się z tym czuła.
Po wejściu do budynku szpitala od razu dostrzegła zamieszanie jakie tam miało miejsce, widok kobiety w swoistej recepcji podpowiadał jej, że to właśnie do niej powinna się zgłosić. Mimo wszystko czuła, że coś się święci gdyż nawet i ona wyglądała na nieco zajętą. Skierowała się do niej stając przy biurku, jeśli musiała to stanęła tak by wyglądać na wyższą, nawet jeśli musiałaby stanąć nieco na palcach. W końcu większego lepiej się poważa i na większego więcej się zwraca uwagi, prawda?
- Etto... Um... Przepraszam, podobno... em... Przyda się tutaj ktoś do pomocy a ja... A ja zawsze chciałam... - Tutaj właściwie się zatrzymała bo nie wiedziała czy powinna była kontynuować. Chciała podjąć nauki jednak nie chciała też tutaj zostawać ponad to ile powinna.
- Mój ojciec, Inoshima powiedział, że poszukujecie... No, po-po... - Ciężko te słowa przechodziły jej przez gardło, może i nie zgadzała się z tym, że trzeba się dla klanu poświęcać jednak odziedziczyła częściowo klanową dumę. Nawet i wstydziła się prosić o cokolwiek Hikariego.
- ... pomocy... a ja pieniędzy... - Wymamrotała ciszej, nie chciała mówić tego głośno, to nie tak, że ktoś by ją o coś posądził, najzwyczajniej w świecie miałaby wrażenie, że inni się na nią patrzą bądź słuchają wszystkiego co mówi, zwłąszcza teraz w chwili gdy nie chciała tego, zwyczajnie.



Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
 
Posty: 2982
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Re: Szpital

Postprzez Chise » 24 lip 2018, o 13:04

Misja D
9/15


Zazwyczaj gdy shinobi idzie gdzieś ze sprawą, do miejsca urzędowego, na przykład do budynku władz, to prócz strażników czeka na niego taka właśnie osoba. Siedząca za biurkiem, przeglądająca papiery i wydająca się zajęta nawet jak nic nie robi. Tak samo było w szpitalu. Kobieta podniosła wzrok kiedy Inoshi się do niej odezwała, ale nie od razu - najpierw skończyła zapisywać zdanie na zwoju i odłożyła pióro którym pisała do kałamarza, by niczego przypadkiem nie zaplamić. Nie była ubrana w fartuch lekarski, nie była więc raczej częścią personelu medycznego, no ale przecież nie tylko oni pracują w szpitalu, prawda?
- Tak? - rzuciła krótko, jakby trochę dziewczynę ponaglając, kiedy tak się zacięła. I tak w połowie jej wypowiedzi zaczęła czegoś szukać w papierach, przez co wyglądała trochę, jakby młodą Yamanakę ignorowała. Niezbyt grzeczne i mogło zbijać z tropu, zwłaszcza, że Inoshi i tak nie była zbyt pewna w swojej wypowiedzi. Jednak jak się szybko okazało, tak nie było. Przeczytała zawartość kartki, po czym podniosła na dziewczynę wzrok i uśmiechnęła się. Zaskakująco sympatycznie.
- Jeśli chcesz pomagać w szpitalu, to są co najmniej dwa miejsca, które potrzebują pomocy najbardziej. Jednym z nich jest pralnia na dole, to polecam jeśli masz słaby żołądek, nie lubisz kontaktu z rannymi i tak dalej - machnęła ręką, przechodząc dalej - Jeśli ci to nie przeszkadza, albo jeśli chciałabyś się zacząć szkolić w zakresie pomocy innych... To możesz iść na drugie piętro, do sali 15. Tam przyjmujemy pacjentów z niewielkimi obrażeniami, ale zawsze jest tam straszne obłożenie, więc każda para rąk się przyda. Pielęgniarki na miejscu już by się pokierowały. To jak? - przechyliła lekko głowę, oczekując na jej odpowiedź i zgodnie z nią tłumacząc jej drogę i zaznaczając jej wybór i obecność na kartce.
- Jak skończysz, przyjdź znów do mnie po zapłatę - dodała jeszcze na koniec.
Chise
 

Re: Szpital

Postprzez Yamanaka Inoshi » 24 lip 2018, o 13:17

- Rok 384 - Zima -


" Szpital przepełniony! Potrzebna drobna pomoc."
Obrazek

Początkowo Inoshi przewracała lekko oczami gdy czuła się ignorowana, wszystko to jednak okazało się całkiem niepotrzebnie bo obyło się bez dziwnych gestów rękami jakby czekając na to aż rozmówczyni sama dojdzie co do czego.
Tak czy inaczej zaczęła słuchać tego co miała jej do powiedzenia kobieta siedząca za biurkiem, odetchnęła trochę gdy okazało się, że treść listu nie wymagała przez nią dodatkowych próśb i tłumaczenia. Na uśmiech odpowiedziała tym samym jednak nieznacznie.

- No więc... Pójdę na drugie piętro... - Skrzyżowała ręce jednak w taki sposób jakby się trochę obejmowała. Nie lubiła ran jednak wiedziała, że będzie musiała się z nimi oswajać jeśli taka ma być jej droga ninja w przyszłości.
Wysłuchała ścieżki jaką dalej kierowała ją kobieta i gdy skończyła zwyczajnie powiedziała.

- Arigatou... - Lekko schylając przy tym głowę.
Zaczęła kierować się do wskazanego przez recepcjonistkę pokoju ściskając się to za palec to za dwa by upuścić z siebie nieco lekkiego zdenerwowania. Idąc po zapełnionych korytarzach nie czuła się pewnie, tym bardziej nie wiedziała co ją ostatecznie czeka.
- Może nie będzie tak strasznie... - Myślała podczas gdy szukała pokoju oznaczonego cyferką piętnaście. Starała się dalej nie przypatrywać szczególnie ludziom którzy to chodzili, to znajdywali się tutaj w oczekiwaniu na przyjęcie, na pewno było ich dużo a to zwyczajnie zbyt wielki smutek by brać go na siebie i się nimi w tej chwili przejmować.




Spoiler: pokaż
Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.


Ukryty tekst. Treść widoczna tylko dla autora wpisu.




Myśli - Mowa


Prowadzone misje:

Rezerwacje:

Kategorycznie nie przejmuję żadnych misji.

Spoiler: pokaż
Zamrożone:
Avatar użytkownika

Yamanaka Inoshi
 
Posty: 2982
Dołączył(a): 12 lut 2018, o 22:35
Lokalizacja: Soso
Wiek postaci: 17
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - Akcent Karmazynowych szczytów - Francuski
- Blond włosy długością do brody
- Zielone oczy - w stylu Yamanaka
- Wzrost 157
- Ubranko -> https://imgur.com/btjthaA.png
- Widoczne bandaże na dłoniach.
Widoczny ekwipunek: Duży miecz na plecach
Duża Torba
Kabura z prawej strony na udzie.
[na misjach]
Link do KP: viewtopic.php?f=32&t=4957
GG: 64789656
Multikonta: Hoshigaki Maname

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość