Szpital

Re: Szpital

Postprzez Hayami Akodo » 16 sty 2018, o 18:55

Wszystko stało się w jednej chwili bardzo...jasne. Wyraźne. Ostre. Dziecko przestało płakać, chyba zmęczył je jego własny krzyk; dwukolorowość w jego oczkach była chyba czymś, co najbardziej urzekło w nim Hayamiego. Westchnął ciężko, przypatrując się nieprzytomnej matce, którą zajmował się w pełni skupiony anestezjolog. Drugi lekarz, ten, który odbierał poród, popatrzył jeszcze raz na chłopca, potem na asystę, wreszcie na wybladłego z emocji młodzieńca, który tak energicznie klął i naprawdę silnie emocjonalnie reagował na to wszystko. Kochał tą dziewczynę, to było widać, ale...Skąd mieli wiedzieć, że rzeczywiście był ojcem dziecka, mimo tej pewności, z jaką podał siebie na to stanowisko? Matka wołała niejakiego Yamiego i takim też pseudonimem go określiła, ale...Cóż, istniały pewne procedury. I dlatego doktor Shiroyuki musiał im stawić czoła. Zmarszczył brwi, taksując uważnym spojrzeniem podnieconego, drżącego z emocji samuraja. Jego broń wzbudzała w nim pewien niepokój, acz wyjaśnienia, których udzielił, można było od biedy uznać za zadowalające.

-Proszę przenieść matkę i dziecko na oddział-polecił uważnym pielęgniarkom. Jedna z nich natychmiast umieściła malca w łóżeczku i wywiozła go na zewnątrz, kierując się w stronę oddziału; w kilka minut później salę opuściła także Sagisa pod eskortą reszty lekarzy. W pomieszczeniu został tylko doktor Shiroyuki i Hayami. Starszy mężczyzna przez chwilę przyglądał się jeszcze chłopakowi, a następnie stwierdził:
-Pan pójdzie ze mną. Skoro jest pan...hm, ojcem dziecka...musi pan wypełnić dokumenty i odpowiedzieć na parę pytań.
-Zrozumiałem-rzucił krótko brązowowłosy, po czym podążył szybkim krokiem za medykiem.

Wyszli z sali i przez gęstą sieć korytarzy o jasnych ścianach, w tej chwili pustych, dotarli do jakiegoś niewielkiego gabinetu. Treści plakatów reklamujących leki i informujących pacjentów mówiły jasno, że Hayami trafił do gabinetu położnika - cóż, zawsze mógł trafić do kręgów piekielnych. Siadł szybko na krześle, a doktor Shiroyuki zajął miejsce za biurkiem. Zaczął coś pisać na czystej karcie papieru, marszcząc brwi.
-Pana nazwisko i imię?-spytał.
-Akodo Hayami-odparł szybko chłopak, prostując się i nie spuszczając z medyka złotych, płonących oczu. W tych oczach trwał żar, i tego Shiroyuki nie mógł zaprzeczyć - miłość dodała temu chłopakowi sił i cierpliwości, by być przy ukochanej w najważniejszej chwili jej krótkiego życia. Więc tacy byli samurajowie: silni, dzielni, wytrwali, zawsze do końca z ukochanymi...Cóż, szlachetnie z jego strony.
-Pański wiek?
-Siedemnaście lat.
Twarz lekarza zasępiła się. Zapisał dokładnie te dane swoim równym, ale nieczytelnym pismem w karcie.
-Nazwisko i imię pańskiej...eee...
No właśnie, kim dla niego była Sagisa? Uśmiechnął się nikle, przypominając sobie wszystkie, wszystkie chwile z nią spędzone. Przemknęły mu one przed oczami jak spłoszone ćmy, jak motyle zrywające się do odlotu - a każde miało inny kolor.
-Ukochanej. Moja ukochana nazywa się Uchiha Sagisa-powiedział po długim, długim namyśle. Czy powinien zdradzać jej personalia? Ale przecież...A, pieprzyć to. W najgorszym razie coś się wymyśli.
-Wiek?
-Szesnaście lat.
Lekarz westchnął, zadał jeszcze kilka pytań, wreszcie przeszedł do najistotniejszych w tej chwili kwestii.
-Czy pani...panienka Uchiha ma jakąś rodzinę, którą należałoby powiadomić?
Rodzina. Hayami przygryzł wargę. W tym wszystkim zapomniał nie tylko o rzeczach dla dziecka, ale też o tym, że należałoby jednak poinformować rodzinę Sagisy o całej awanturze. Czy jednak to, co jej zostało, można by nazwać rodziną?
-Są jej rodzice w Sogen, ale powiadomię ich osobiście-oświadczył.-Zaraz po wyjściu od pana i dostarczeniu jej rzeczy dla dziecka napiszę do nich list.
Z rozmysłem nie wspomniał o Tensie - wolał o tym nie mówić. Po co poruszać ten temat? Z drugiej strony białowłosa miała prawo wiedzieć, że jej siostra urodziła syna.
-Czy chce pan wybrać imię dla syna?-spytał medyk, zapisując ostatnie frazy na kartce. Postukał ołówkiem w blat, patrząc na Hayamiego uważnie. Ten uśmiechnął się delikatnie i potrząsnął głową.
-To chcę pozostawić już samej matce. Nie chcę, by potem Saga była na mnie wściekła, bo dobrałem jej synowi lamerskie imię-zaśmiał się cicho.
-Dobrze...Jak pan wie, państwa synowi przysługuje z urodzenia obywatelstwo Kantai. Pan jest z Yinzin, pani z Sogen, syn z Kantai...Cóż, zapisałem. To wszystko, może pan odejść-stwierdził lekarz.
Hayami westchnął. Z tyłu jego głowy łkała żałośnie jakaś dawna piosenka, wspomnienie dwukolorowych ocząt i rudych włosów kobiety, opadającej bezwładnie, krzyku, przerażenie...Wszystko to było zarazem nieostre, delikatne, ale i przerażająco wyraźne.
-Wyjdzie z tego, prawda?-spytał, wstając. Mężczyzna pokiwał głową. Musiał być bardzo zmęczony, ale odpowiedział:
-Tak. Jest jednak wyczerpana, a pańskie burzliwe zachowanie jej nie pomaga. Na dziś zrobił pan już swoje.
-Tak...-chłopak przeczesał niecierpliwie włosy, próbując się skupić. Wypuścił powietrze z ust. Naprawdę było po wszystkim? Wiem, że trudno w to uwierzyć.
-Dziękuję-powiedział, po czym wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

Szedł, jak we śnie, kolejnymi korytarzami, w jego uszach wciąż płakał syn Sagisy, ona sama wyzywała go od kretynów, w oczach widział czerwień i czerń. Zamrugał powiekami. Skup się.
Zrobił na szybko jakieś zakupy, skombinował skądś ubranka dla niemowlaka i przyniósł matce rzeczy z ryokanu - zajęło mu to wszystko wprawdzie dużo czasu, ale pielęgniarka była tak miła, że zabrała torbę do Sagisy.
Westchnął. Znalazł na szybko wolny parapet na korytarzu i rzuciwszy krótkie, przelotne spojrzenie za okno, zaczął pisać...

TREŚĆ LISTU 1:

Drogi wujku,
Sytuacja znacznie się zmieniła. Nie spodziewałem się, że tak szybko się wszystko potoczy, ale...to chyba wyjdzie nam wszystkim na dobre, zresztą nie wiem.
Sagisa i ja zostaliśmy rodzicami. Urodziła zdrowego, ślicznego synka.
Mały chyba bardzo...przypomina Kazuo, ma jedno oko jego, jedno jej i jest ciemnowłosy.
Saga urodziła w szpitalu, jest pod stałą opieką lekarzy. Kupiłem jej trochę rzeczy dla dziecka, jej własne też jej przyniosłem do szpitala, a w momencie, kiedy piszę ten list, kazano mi ją zostawić, aby odpoczęła. Zamierzam stanąć do walki na turnieju i zostać z nią przez jakiś czas w Hanamurze, aby doszła do siebie. Kiedy już będą z dzieckiem gotowi do podróży, ruszy ze mną do Kaigan, a potem odstawię ją do Kotei i wyruszam w dalsze wędrówki. Chcę zyskać moc, zdolności, by móc ją chronić najlepiej, jak potrafię. To jej się ode mnie należy - jej i małemu.
W chwili, kiedy piszę ten list, Saga jest...Saga śpi, więc nie nadaliśmy jeszcze imienia dziecku. Wolałem z tym zaczekać, aż dojdzie do siebie.
Co do Tensy, opuściła nas na statku - Saga miała napad furii, a ona wyskoczyła za burtę, uprzednio ściąwszy sobie włosy i krzycząc "tu umiera Tensa, jestem tylko shinobi". Nie zamierzam jej szukać, nie po tym, jak opuściła Sagisę i dziecko w potrzebie.
Najważniejsze, by oni byli zdrowi i silni. Tensa podobno jest shinobi, więc sobie poradzi.
Wszystko mam pod kontrolą, wujku. Nie złamałem przysięgi.
Hayami Akodo


Napisawszy list do wuja Yoshiego, wydarł kartkę z notesu i schował ją do kieszeni. Po krótkiej chwili namysłu napisał też drugi, znacznie krótszy list, tym razem adresowany do jego braci w Yinzin.

TREŚĆ LISTU 2:

Chłopaki,
Razem z tym listem wysyłam trochę pieniędzy dla mamy. Bierzcie swoje oszczędności i broń. Daję wam dwa tygodnie, by ściągnąć do Yinzin kogoś z rodziny, kto zaopiekuje się mamą, albo umieścić ją w bezpiecznym miejscu, a po dwóch tygodniach chcę was widzieć w Kantai, w Hanamurze. Udajcie się do ryoukanu "Królik Inaby" i pytajcie o Hayamiego Akodo.
Musimy wyruszyć w wasze musha shugyo. To już czas.
JEŚLI MAMIE COŚ SIĘ STANIE, NIE RĘCZĘ ZA SIEBIE. DLATEGO MAM NADZIEJĘ, ŻE O NIĄ ZADBACIE PRZED WYJAZDEM. Nie zabierajcie broni ojca - nie będzie wam potrzebna.
Hayami



Po dłuższej chwili zamyślenia schował i ten list, po czym wyszedł ze szpitala i udał się na ulice Kantai. Traf chciał, że po drodze spotkał dwóch samurajów wracających w rodzinne strony, którzy dali mu słowo, że przekażą oba listy adresatom w Sogen i w Yinzin...
Uspokojony tym Hayami postanowił wrócić na trybuny.

Zrobiłeś wszystko, co mogłeś. Reszta nie zależy już od ciebie.


zt --- > trybuny
Obrazek

“Though my body may decay on the isle of Ezo
My spirit guards my lord in the east.”



głos Hayamiego | PH i bank


MISJE:

[C]Isei - You never really knew my mind
Avatar użytkownika

Hayami Akodo
Złoty Leniwiec
 
Posty: 1111
Dołączył(a): 20 sie 2017, o 14:45
Wiek postaci: 20
Ranga: Samuraj
Krótki wygląd: https://imgur.com/a/9wDbR - po lewej stronie aktualne ubranie Hayamiego,
plus kremowy płaszcz i czarne rękawiczki bez palców
- długa blizna na piersi po pojedynku z Megumi Ishidą
- blizna na prawej nodze po walce pod Murem
Widoczny ekwipunek: - włócznia yari
- katana
- plecak
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4011
GG: 0
Multikonta: Terumi Arisa

Re: Szpital

Postprzez Sagisa » 18 sty 2018, o 00:06

Płacz nowo narodzonego dziecka. "To chłopiec" - dwa słowa wypowiedziane przez lekarza, niknące gdzieś w dali. Jej nikły uśmiech i jedna myśl pojawiająca się w głowie: Ryujin. A potem... potem już tylko...
Ciemność. Mrok. Cisza. Spokój. Pustka.
Unosiła się w przestrzeni, a może w niej zagłębiała? To nie było istotne. Po prostu opadała w nicość, nie czując zupełnie nic. Zero bólu, zero strachu, zero prześladujących ją głosów i obrazów. Zdawała się być czysta jak łza, czy jednak to, co ją otaczało mogło być rzeczywiste.
Kim jesteś?
Jestem... Sagisa. Uchiha Sagisa, Saga. Córka Tsuyoshiego i Rin. Młodsza siostra... Tensy...
Skąd ten smutek w twym głosie, dziewczyno? Przecież z twoich słów wynika, że masz rodzinę, masz dla kogo żyć. Ale czy oni chcą żyć dla ciebie?
Pamiętała... zawsze twarde oblicze matki, która mimo wszystko kochała swoje córki. Głupkowaty uśmiech ojca i jego nieporadność w kuchni. Czas spędzony wspólnie z siostrą i przyjaciółmi, wspólne treningi, zabawy, fiołkowe oczy tak bardzo zapadające w pamięć, zawsze delikatny uśmiech, gdy mówiła do niej "nee-chan". A gdzieś pośród tego złote ślepia chłopaka, jego dwaj bracia i letnie dni pełne śmiechu i przygód. Ale to była przeszłość, wiedziała o tym. Co było, nie miało prawa wrócić, już nie. Zbyt wiele uległo zmianie.

Nagła jasność ogarnęła jej umysł, a moment później zaczęła otwierać oczy. Czuła zmęczenie, spierzchnięte usta, dziwną pustkę, jakby coś jej zabrano. A może to było tylko złudzenie? Widziała białe ściany wokoło, jakąś kobietę w pobliżu, która wpatrywała się w nią i coś mówiła, choć zaraz wyszła. Saga jeszcze przez dłuższą chwilę nie potrafiła rozróżnić dźwięków, wszystkie zlewały się ze sobą w jeden przeciągły szum. Wreszcie dosłyszała kroki i przytłumione głosy, a moment później do sali wszedł podsiwiały mężczyzna w asyście tamtej kobiety. Zbliżył się do niej i zaczął coś mówić, jednak słowa zdawały się być zbyt odległe, przytłumione. Staruszek zdawał się jednak zwracać do niej po imieniu.
- ...słyszy, rozumie, co mówię? - słowa zdawały się wynurzyć z głębin, gdy poświecił jej czymś jasnym po oczach, aż się skrzywiła. - Panienko Sagiso, jeśli cokolwiek panience dolega...
- Razi... - mruknęła pod nosem, co uciszyło lekarza. - Powoli... wracam do normy... Gdzie jestem..?
- W szpitalu, odbierałem panienki poród - wyjaśnił zwięźle, czekając na nić zrozumienia w jej spojrzeniu. - Urodziła panienka chłopca i...
- Ryujin... - szepnęła, próbując się podnieść, co niekoniecznie jej wychodziło. - Mały Ryujin... gdzie jest? I gdzie Hayami?
Mężczyzna uśmiechnął się nieznacznie. Pamiętał jeszcze niedawną rozmowę z młodzieńcem, który zastrzegał, że to matka nada imię synowi. Kto by przypuszczał, że imię malca padnie już przy pierwszych pytaniach o jego stan i miejsce pobytu.
- Proszę się nie martwić, podobnie jak panienka chłopczyk jest pod naszą stałą obserwacją - uspokoił ją. - To, zdaje się, wcześniak, więc tym bardziej musimy zrobić badania i upewnić się, że nic poważnego mu nie dolega. Te dotychczasowe przyniosły same pozytywne wyniki. Jeśli zaś chodzi o młodego ojca... - Moment zawahania, zastanowienia. Czy ta dziewczyna w ogóle wie, młodzian kazał mu wpisać własne nazwisko w rubrykę, mimo że ewidentnie nie jest ojcem dziecka? - Pan samuraj nie powinien w tej chwili zakłócać spokoju panienki, o czym go poinformowałem. Powinna panienka teraz dużo wypoczywać, by wrócić do pełni sił. Czy pielęgniarka ma przyprowadzić małego Ryujina?
- Tak, proszę - odpowiedziała szybko, choć na wieść, że nie wpuszczą do niej Hayamiego, wyraźnie posmutniała. Ale przecież, jeśli cokolwiek się stanie, przybiegnie do niej mimo wszystko, prawda? W końcu obiecał strzec ją i dziecko, musiał być gdzieś w pobliżu.
Lekarz zrobił z nią ogólny wywiad, pytając o samopoczucie i inne mało istotne dla niej rzeczy, a gdy skończył, pozostało jej czekać na pojawienie się pielęgniarki z...
- Oto i jest, mały Akodo Ryujin - odezwała się kobieta niosąca na rękach opatulonego i gaworzącego malca. Widziała jego małe rączki, piąstki, a gdy położna podeszła bliżej, dostrzegła jego włosy.
Czerń. Oddech zastygł w jej płucach, gdy wpatrywała się ciemne kosmyki, jasną twarzyczkę i jeszcze przymknięte oczęta. Mroki duszy właśnie wyciągały po nią swe szpony, lecz pozostawała jej jeszcze nikła, gasnąca już nadzieja w postaci oczu chłopca. Wtedy maluch uchylił zaspane powieki, a ona ujrzała... czerwień.
Wróciłem, Sagiso. Nie cieszysz się?
Trwoga. W jednej krótkiej chwili przestała być matką małego chłopca, by znów stać się bezbronną dziewczyną w lecie. Zdradzoną, torturowaną, odartą ze wszystkiego. Pielęgniarka zdawała się tego nie dostrzec i najzwyczajniej w świecie podeszła bliżej. Nie spodziewała się takiej reakcji.
- Nie! Zabierz go ode mnie! - wrzasnęła przerażona dziewczyna, odsuwając się na przeciwległy skraj łóżka. - On nie żyje! Zabiła go! Nie może wrócić! Zabierz go ode mnie!
Szamotała się, odruchowo rzuciła poduszką, wpadła plecami na szafkę przy łóżku. Próbowała uciekać, ale nie miała dokąd. Jej oczy były puste, przepełnione lękiem. Już nie była w szpitalu tylko w tamtej tawernie, a tropiciel wyciągał po nią swoje łapska. Krzyk trwogi rozdarł powietrze, a wśród ogólnego wrzasku dało się wyróżnić powtarzane jak mantrę: "Nee-san, ratuj", odbijające się echem po ścianach. Ale przecież siostra ją opuściła. Wyrzekła się jej. Czy więc ktokolwiek przybędzie, by wyrwać ją z matni letniego koszmaru?
Ostatnio edytowano 20 sty 2018, o 19:31 przez Sagisa, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 545
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Tensa » 18 sty 2018, o 00:18

Biegła tak szybko, jak nigdy, nawet wydarzenia w hotelu nie przeraziły jej do tego stopnia co sprawdzające się przeczucie. Jej siostra została w szpitalu sama z dzieckiem, z cholernym synem tropiciela, a jego przybrany ojciec po prostu wrócił na trybuny. Cholerny idiota, nie pomyślał, jak to może się skończyć? Na statku bez żadnego powodu, wzięła białowłosą za Kazuo, a teraz mając przy sobie jego potomka, miała uradowana leżeć w szpitalu czekając, aż Hayami skończy bawić się na arenie? Nie byli już dziećmi, nie ustawiała ich wszystkich do pionu, ale coraz bardziej tego żałowała. Dyszała ciężko, wyciskając ze swoich mięśni maksimum, przepychając się przez tłum. Gdyby nie Ci cholerni strzelcy, ruszałaby po dachach, ale przy obecnych okolicznościach uznaliby ją zapewne za zamachowca, a śmierć w drodze, by zapobiec innej była ostatnim, czego potrzebowała. Po drodze musiała zmarnować czas, na wypytanie strażnika dokąd tak właściwie ma biec, co oczywiste, nie wiedziała, gdzie znajduje się szpital w Hanamurze. W myślach odmawiała modły do wszystkich Bogów, jakich znała, nie była wierząca, nie interesowało jej, jak tak naprawdę układają się te wszystkie niebiańskie sprawy, nie ukrywała, że w tej materii była niewyedukowana, cóż mogła poradzić, do tej pory zawsze znajdowało się coś ważniejszego. Słysząc samuraja, miała ochotę się odwrócić, załatwić ten pojedynek z miejsca... ale było coś ważniejszego, jak zawsze. Mimo że nazwał ją "zadufaną w sobie suką" to nie zatrzymała się. Jego zdanie znaczyło nie wiele więcej niż zeszłoroczny śnieg, jego zdanie nie miało znaczenia, nie w chwili, gdy Sadze groziło niebezpieczeństwo, gdy zostawił ją samą...
Znów postawiła płomiennowłosą na pierwszym miejscu, chociaż obiecywała sobie już tego nie robić, chociaż mówiła sobie, że porzuciła to wszystko. Chciała stać się narzędziem, nie czuć, nie myśleć, ale nie mogła... nie mogła pozwolić, aby tej jednej dziewczynie o stalowych oczach stała się krzywda, aby zrobiła ją sobie sama. Niezależnie czy zrobiłaby coś sobie, czy dziecku, to odbiłoby się na niej. Może przesadzała, może nic się nie stanie, ale nie mogła mieć pewności, musiała biec. Wpadła do szpitala, drzwi nie powstrzymały jej na dłużej niż ułamek sekundy. Rozejrzała się, musiała ją znaleźć, dopadła jakiegoś przechodzącego lekarza, złapała go za kitel i przyciągnęła do siebie.
-Gdzie jest Sagisa Uchiha?! - wykrzyczała pytanie, nie panowała nad sobą, nie była w stanie, nie dopóki jej nie znajdzie. Trzymała go, wierząc, że strachem uzyska to wiedzę.
Krzyk, pełen strachu, błagania. Słyszała ją, płomiennowłosa krzyczała, wołała... ją. Nie Hayamiego, nie samuraja, pod którego miała być opieką, tego, z którym miała być szczęśliwa. Pełen przerażenia głos nawoływał jej... ostatni raz, ostatnie spotkanie, ostatni raz ją uspokoi, pocieszy, zapewni bezpieczeństwo. Puszczony lekarz upadł na ziemię, ona już biegła, dyszała ze zmęczenia, nasłuchując, skąd dochodzi wołanie... w końcu je znalazła, drzwi, zza których słyszała wołanie. Chwila wahania... jedno pytanie "powinnam?" odpowiedź nie miała znaczenia, weszła do środka.
-Nee-chan! - krzyknęła, ze słyszalną w głosie paniką. Odepchnęła lekarzy, mówili coś, nie obchodziło jej to. Dopadła do Sagi, do jej cholernego maleństwa, które kuliło się w strachu. Spojrzała w stalowe, zasnute łzami oczy. Wzięła ją w ramiona, przytuliła, tak mocno, jak potrafiła.
-Jestem tu, nikt Cię nie skrzywdzi. On nie żyje, uspokój się, proszę. To nie on, on nie wróci, nikt do cholery Cię nie skrzywdzi. - powtarzała, próbując ją uspokoić, z jej oczu leciały łzy... Tensa nie umarła, wciąż desperacko chwytała się resztek życia, przeszłości, miłość, którą chciała w sobie zabić, nie dawała spokoju. Nie teraz, nie kiedy była z nią, nie ten ostatni raz.
-Już dobrze, nee-chan, spokojnie, jestem tu. - próbowała ją uspokoić, to Hayami powinien być na jej miejscu, ona powinna odejść... ale ten cholerny idiota nie potrafił się niczego domyślić.
-Jesteś bezpieczna.
Tensa
 

Re: Szpital

Postprzez Sagisa » 20 sty 2018, o 19:40

Mówi się, że strach obnaża duszę człowieka. Że gdy ktoś naprawdę się boi, na wierzch wychodzą emocje skrywane głęboko we wnętrzu. I tak oto Sagisa, widząc czerwień przynajmniej w jednym oku dziecka, które miało być jej, doznała bardzo gwałtownego szoku psychicznego, przez co jej umysł jakoby poddał się temu, co gnębiło ją od ostatniego lata - koszmarowi tamtego dnia.
W bezdennym mroku, jaki ją otoczył, widziała tylko ciemną postać wynurzającą się niczym władca ciemności z otchłani. Ów postać przybrała oblicze oprawcy, którego krwiste ślepia przenikały ją na wskroś. Miał szatański wręcz uśmiech i właśnie wyciągał po nią swe osnute błyskawicami szpony.
Nee-chan!
Krzyk. Wołanie. Znajomy głos, który odbijał się głośnym echem w przestrzeni. Mrok się rozwiał, a ona widziała już tylko ogarniającą ją jasność i tak utęsknione fiołkowe oczy. Światło otoczyło ją, zamykając w uścisku, dając poczucie bezpieczeństwa. Z siostrą u boku była w stanie przetrwać wszystko...

Wtargnięcie jasnowłosej do sali było nie lada zaskoczeniem dla lekarzy, jednak nie aż takim jak samo zachowanie młodej matki. Nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw, nikt nie znał dręczących dziewczynę myśli, jej lęków. Nikt poza fiołkowooką, która spędziła przy niej niemal całe życie. Poza ogólnym szumem głosów medyków, płaczem noworodka i powtarzanymi wciąż zapewnieniami o bezpieczeństwie, słychać było cichnące już jęki i załamujący się głos pielęgniarki.
- Ja tylko chciałam jej podać synka, a ona zaczęła krzyczeć... - próbowała się tłumaczyć, kołysząc uspokajająco płaczącego i zlęknionego malca we własnych ramionach. Lekarz mimo wszystko skupił wzrok na nieznanej mu osobie zdającej się być w jakiś sposób spokrewnioną z pacjentką. A może jednak nie?
Stalowe oczy, mimo że szeroko otwarte i pełne łez, zdawały się być ślepe, puste. Ich właścicielka kuliła się w ramionach siostry, rękoma po omacku szukając materiału, za który mogłaby chwycić i przyciągnąć do siebie. Jej serce dudniło w piersi, oddech miała przyspieszony, płytki, urywany. Podświadomie szukała ciepła.
- Nee-san... nie pozwól mu... - mamrotała pod nosem, wpatrując się tępym wzrokiem gdzieś w eter. - Nee-san... proszę... Ja już nie chcę... Nee-san...
- Jest pani siostrą panienki Sagisy? - spytał wreszcie medyk dość niepewnie, wpatrując się w jasnowłosą. - Pan Akodo nie wspominał, że... ktokolwiek z rodziny jest w Hanamurze...
Sam nie wiedział, co właściwie powinien zrobić. Nie było żadnych dowodów na powiązanie tej kobiety z płomiennowłosą, a jednak w jej pobliżu dziewczyna zdawała się uspokajać, reagowała na jej głos. Dlaczego jednak samuraj nie wspomniał o niej ani słowem, gdy rozmawiali? Spojrzał na samą pacjentkę i moment później zamarł. W nadal pustych stalowych tęczówkach raz po raz błyskała czerwień. Pojawiała się i zaraz znikała, by po chwili znów rozbłysnąć.
- Jej oczy... - szepnął zlękniony, robiąc krok w tył. Może i nie miał zbyt obfitego doświadczenia bitewnego, ale wielokrotnie już słyszał o wojnach shinobi kontynentu. Krwiste oczy dające potęgę, ród władający mocą pradawnego doujutsu. Uchiha. Przecież właśnie to nazwisko przypisał dziewczynie tamten samuraj. Odruchowo spojrzał na płaczące maleństwo w ramionach pielęgniarki. U niego też widział czerwień w jednym z oczu. Przeniósł wzrok na kobietę w zbroi. Czy jej spojrzenie również było okupione krwią?
Ostatnio edytowano 21 sty 2018, o 15:10 przez Sagisa, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 545
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Tensa » 20 sty 2018, o 20:13

Wolność... mówi się, że najpiękniejsza rzecz, jednak czym ona jest, gdy przyrównać do niej opętane miłością serce? Tensa tak naprawdę nie chciała wolności, nie bez siostry, wiedziała jednak, z czym to się wiąże... Będąc przy niej, może ją wspierać, jednocześnie nie pozwalając w pełni wrócić do sił, powinna odejść, nie być przy niej. Nie powinna przychodzić, nie mogła, takie były jej słowa, myśli... odejść i pozwolić Sagisie żyć... ale tak naprawdę nie tego chciała, wolność bez miłości była nic nieznaczącym pyłkiem. Swoje życie w zamian za jej to samo chciała zrobić w lecie, była gotowa odejść z tropicielem tylko po to, aby jej siostrze nie stała się krzywda. Zostając, sama ją raniła... gdyby nie lekkomyślność tego cholernego Akodo, to on powinien teraz przy niej być, był gwarantem jej przyszłości, szczęścia, spokoju... a mimo to, to zalana łzami białowłosa tuliła ją teraz w ramionach. Tylko ona znała ją na tyle dobrze, aby wiedzieć, co się stanie, chociaż czy ta indolencja umysłowa o intelekcie rozwielitki po tym, co stało się na statku, nie mogła się tego domyślić?! Same wspomnienia o ich miłości, o tamtych wydarzeniach, sprawiły, że wzięła ją za Kazuo? Poczuła ukłucie w sercu, niewypowiedziany smutek, żal o tamto jedno słowo... imię. Była taka jak on, ponosiła równą winę co on, ale tamto porównanie zabolało. Kochała stalowooką, dawała z siebie wszystko, porzuciła życie, swoją szansę na zostanie kimś, tylko po to, aby chociaż trochę jej pomóc... "Tylko krew zmyje winę.". Krew brunetki, którą przeleje, krew, którą upuści z niej Hayami podczas pojedynku, zemsta była jej pokutą, drogą, którą obrała. Mimo świadomości jednak przyszła, trwała przy siostrze uspokajając ją, decyzja w emocjach była o wiele łatwiejsza do podjęcia, wtedy wystarczył impuls, ale teraz? Kiedy jej młodsza siostra znów przed oczami miała wizję tamtej nocy? Kiedy sharingan w jej oczach na zmianę aktywował się i znikał? Kiedy jej syn wywoływał w niej takie same wspomnienia jak on? Nie mogła, nie chciała, ale wiedziała, że musi. Uspokoi ją, zostanie na jakiś czas, wyjaśni wszystko... może w końcu, ten pierwszy raz otwarcie porozmawia o tamtych wydarzeniach. Pielęgniarka zaczęła się tłumaczyć, mogła wyjaśnić, o co chodzi, ale nie chciała.
-Nee-chan nie bój się, on nie żyje, spokojnie, to twój syn, nie on. - próbowała uspokoić siostrę. Trzymała ją mocno w ramionach, starała się spojrzeć w oczy. Fiołkowy kolor nie miał nic wspólnego ze szkarłatem Kazuo.
-Jestem jej siostrą, nie miał pojęcia, że się tu zjawie. - jej zimny głos w niczym nie przypominał tego ciepłego i delikatnego, którym obdarzała siostrę. Saga chciała się czegoś chwycić, jedną ręką zwolniła uchwyt, podając ją siostrze.
-Już dobrze nee-chan, to ja, nikt Cię nie skrzywdzi. - mówiła łagodnie.
Tensa
 

Re: Szpital

Postprzez Sagisa » 21 sty 2018, o 17:20

Koszmary były nieodłączną częścią jaźni człowieka. Tak jak dobre sny dawały ukojenie i motywację, tak te złe bywały przestrogą, przypomnieniem czyhającego w świecie niebezpieczeństwa. W normalnych warunkach nie stanowiły problemu, wręcz przeciwnie - pozwalały ludziom unikać zagrożeń, bronić się przed nimi. Jednak w skrajnych przypadkach koszmary zaczynały gnębić, popychać ciągle nękany strachem umysł na skraj przepaści. A stamtąd nietrudno było zrobić krok dalej - ku obłędowi, szaleństwu, które całkowicie odbierały rozum, poczytalność. Jaźń zamknięta w mrokach sprawiała, że człowiek sam stawał się zagrożeniem nie tylko dla siebie, ale i innych. A jednak dla każdego istniał ratunek, każdy mógł znaleźć choćby małą iskierkę, która zawróci go z tej matni i pomoże przetrwać, wyjść na prostą. Otworzy zasnute ciemnością oczy.
Mrok powoli ustępował, a ją okalało ciepłe światło, przyjazna jasność. Znała ją bardzo dobrze. Ciepło siostrzanych ramion, które zawsze ją wspierały, chroniły. Tak samo teraz to ciepło odganiało wszystko, co złe. Trwała tak zatem w objęciach Tensy i słuchała jej głosu, jej słów. On nie żyje. To twój syn, nie on. Nikt cię nie skrzywdzi.

Lekarz popatrywał to na jasnowłosą, to na dziewczynę w jej ramionach. Relacje między nimi były bardzo wiążące, co dało się wyczuć już od samego początku. Łagodne i pełne ciepła słowa kierowane do młodej matki żywo kontrastowały z kwestią, którą lodowatym wręcz tonem rzuciła w jego stronę. Czuł, że zachowanie młodej dziewczyny ma głębsze dno, że wiąże się z jakąś tragedią, nie wypadało mu jednak wnikać w sprawy prywatne pacjentów. Ruchem ręki i kilkoma cichymi słowami odesłał towarzyszących mu do tej pory medyków, zaraz potem odebrał nadal pochlipujące maleństwo z rąk pielęgniarki, ją również odsyłając do obowiązków. Im mniejsze zamieszanie, tym lepiej.
- Widzę, że przy pani panienka Sagisa się uspokaja - zauważył, gdy po kolejnych łagodnych słowach płomiennowłosa odetchnęła głębiej, wtulając się w siostrzaną dłoń. Jej powieki przesłoniły gasnącą już czerwień, a ciało zdawało się z wolna rozluźniać. Mężczyzna zerknął na malca w swych ramionach. - Chłopiec potrzebuje pierwszego kontaktu z matką. Panienka Sagisa nadała mu imię Ryujin. Nie będę wnikał w przyczyny jej obecnego stanu i zachowania. Mogę się tylko domyślić, że dziecko... nie zostało poczęte za jej zgodą - dodał już ciszej. Ułożył łkającego brunecika w przenośnym kojcu i okrył delikatnie kocykiem. Wiedział, że nie może się wtrącać. Przysięgał bronić życia swych pacjentów, nie rozwiązywać ich prywatne sprawy. Musiał dać dziewczynie czas na oswojenie się z potomkiem, który najwyraźniej aż nadto przypominał wyglądem biologicznego ojca. Ojca, który w matce wywoływał paniczny wręcz lęk.
- Gdy panienka Sagisa będzie gotowa, proszę podać jej syna - poprosił jeszcze jasnowłosą. - Od porodu nic nie jadł, więc na pewno będzie głodny. Nie wiem też, jakie nazwisko mu przypisać, tymczasowo wpisałem Akodo. Jeśli matka będzie miała jakiekolwiek uwagi względem tego, proszę pytać o doktora Shiroyuki Hitoriego. Będę najprawdopodobniej w gabinecie, bądź na obchodzie. Tymczasem panie opuszczę.
Skłonił się delikatnie, gdy już wszystko wyjaśnił, by zaraz potem wyjść z sali, zostawiając siostry same. Teraz Tensa mogła się bliżej przyjrzeć maluchowi. Czarne włoski, delikatne rysy na dziecięcej twarzyczce i czerwień w prawym oku, gdyż lewego nie dostrzegała pod tym kątem. Czy więc dziwić mogła reakcja Sagi, gdy jej syn tak bardzo odzwierciedla wyglądem ojca-oprawcę? Mimo wszystko należało ją przekonać, iż ze strony tego maleństwa nie grozi jej właściwie nic, że to jej potomek a nie tropiciel. Jak jednak tego dokonać?
- Nee-san, przepraszam... - szept płomiennowłosej brzmiał wyraźnie w ciszy, jaka zapanowała po wyjściu wszystkich zbędnych osób. Dziewczyna spojrzała we fiołkowe oczy zmęczonym wzrokiem. - On ciągle siedzi mi w głowie... Chce moich krzyków... lęku... Nie daję już rady, nee-san...
Znów wtuliła się w siostrę, starając unormować oddech. Przymknęła powieki, w stronę dziecka nawet nie spojrzała. Bała się tego, co jej własny umysł może jej pokazać.
Ostatnio edytowano 21 sty 2018, o 18:35 przez Sagisa, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 545
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Tensa » 21 sty 2018, o 17:57

Umysł, wizje, piękne i straszne, rzeczy mogące budować i niszczyć, motywować i odbierać chęci do czegokolwiek... niestety w tym wypadku cały czas mowa była o tych drugich... no może z wyjątkiem tej chwili, gdy sharingan ojca, pozwolił Sadze zapaść w spokojny sen. W świecie, gdzie rzeczywistość miesza się z fikcją, nic nie jest pewne, ale tylko stalowooka w nim tkwiła, wszyscy inni znali prawdę. Tylko jak przekonać Sagę, że on nie żyje, kiedy widzi go nie tylko w snach, ale i na jawie? Czy to było w ogóle możliwe? Nie wiedziała, nikt nie wiedział. Jeśli się dało, to sposób wciąż pozostawał nieznany... chociaż Tensa miała swoją teorię... sprawić, że wszystko, co przypominać mogło jej o tym dniu, zniknie z jej życia. O ile dotychczas wystarczyłoby, że odejdzie, teraz pozostawała jeszcze kwestia jej syna... jeśli ktoś związany z tym wszystkim mógł przy niej zostać, to był on, właśnie to niemowlę było kluczem do powrotu do normalności... chyba. Przecież to wszystko była tylko jej teoria i jeśli była prawdziwa, to odejście białowłosej miało o wiele większą wagę.
-Niech pan teraz o tym nie wspomina. - rzuciła ostro do lekarza, który napomknął o tym, jak Ryujin został poczęty. Właściwie miał rację, ale... teraz kiedy Saga wciąż się nie uspokoiła, to nie było dobre wyjście. Dziecko zostało zamknięte w kojcu... smutny los, nowo narodzony nie miał nawet szans na spotkanie swojej matki... przynajmniej dopóki ta widziała w nim potwora, nie mógł liczyć na jej ciepło.
-Tak zrobię, proszę nas nie niepokoić. - odpowiedziała wychodzącemu lekarzowi. Nie miała zamiaru ani ochoty angażować się w jakąś dłuższą wymianę zdań, nie z nim. Przyciągnęła siostrę bliżej, pozwalając jej się wtulić, łzy siostry moczyły jej koszulkę, a te białowłosej spadły na ogniste włosy, które głaskała.
-Nie przepraszaj nee-chan, to nie twoja wina. - mówiła ciepło, nie do końca wiedziała, co może powiedzieć, ale... musiała próbować.
-Saga, musisz być silna. Nawet nie wyobrażam sobie, co przeżywasz, jak bardzo starasz się sobie radzić. - jej głos, był cichszy, lecz wciąż pełen ciepła.
-Nee-chan, to wszystko nas przerosło, to zbyt wiele, ale nie możesz się poddawać. Jesteś zmęczona, ale Ryujin, on Cię potrzebuje. Musi mieć kogoś, kto się nim zajmie, to małe dziecko, bezbronne. Ja wiem, że go przypomina, ale nie musisz się go bać. To właśnie ty możesz sprawić, że będzie kimś innym niż jego ojciec, a on może sprawić, że przestaniesz się bać. - zamilkła na chwilę. Przełknęła łzy, musiała być silna, ten jeden ostatni raz, kiedy otwierała swoje serce.
-Saga, my... nigdy tak naprawdę nie porozmawiałyśmy szczerze, o tamtym wieczorze, o tym, co między nami, wybacz, że w takim momencie, wiem, że nie powinnam, ale... nie chcę zostawić tego wszystkiego ot, tak. Ja... jeśli się zgodzisz, to chciałabym, żebyśmy... ehh... Kocham Cię. - mówiła nieskładnie, uczucia przerastały ją.
-Kocham i właśnie dlatego chce, żebyś została z Hayamim. - dokończyła, jej serce pękło po raz kolejny...
Tensa
 

Re: Szpital

Postprzez Sagisa » 21 sty 2018, o 21:14

Dziecko będące owocem gwałtu. Ostatni puzzel mogący uświadomić o zbrodni, do jakiej doszło tamtego letniego dnia. A mimo wszystko było to tylko niewinne maleństwo. Nawet jeśli Saga nie była w stanie znieść myśli, że to potomek tropiciela, jej oprawcy, nie potrafiła jednym ruchem ostrza skrócić swojego cierpienia, odebrać sobie życia. Zbyt wiele cierpienia przyniosłoby to jej najbliższym, zwłaszcza siostrze. W tamtym czasie myślała też zgoła egoistycznie, skupiając się na własnym cierpieniu, na swojej osobie. Dopiero ta wyprawa uświadomiła jej, że przecież nie jest sama, że od dłuższego czasu niesie na swych barkach nie tylko własne życie, ale i to nienarodzonego jeszcze dziecka. Dziecka, które mimo wszystko nie zawiniło, a którego ona nie potrafiła ot tak znienawidzić. Wręcz przeciwnie, pokochała je mimo tej świadomości, cieszyła się, słysząc pierwszy płacz niemowlęcia, martwiła się o niego, gdy nie miała go przy sobie po przebudzeniu. A jednak jego podobieństwo do tropiciela przerażało.
Lekarz ściszył głos, wspominając o sposobie poczęcia chłopca, i choć nie nazwał tego czynu po imieniu, zdawał sobie sprawę z obecnej sytuacji. Zgwałcona dziewczyna, która pogodziła się z losem wychowania potomka własnego oprawcy, teraz w tym potomku dostrzegła gwałciciela. Dziwił się jednak samurajowi, który upierając się przy wpisaniu go w rubrykę ojca, nie pomyślał o reakcji ukochanej. Czyżby nie zdawał sobie sprawy z ogromu traumy, jaka odcisnęła swe piętno na umyśle młodej matki? Kimże on jednak był, by kogokolwiek oceniać, zaledwie marnym, choć wiekowym medykiem. Zostawił zatem siostry same, obiecując, że nikt nieproszony nie będzie im przeszkadzał.
Saga potrzebowała jeszcze drobnej chwili, by się uspokoić. Przynajmniej na tyle, by w pierwszym odruchu nie reagować lękiem na drobne szmery, by pozostać na miejscu mimo wszystko. Chciała przeprosić, czuła, że powinna. Jasnowłosa jednak upierała się, że nie musi, że to nie jej wina, że powinna być silna. Wiedziała o tym, choć realizacja w ostatnim czasie jej nie wychodziła.
- Ryujin... - szepnęła, gdy siostra wspomniała o dziecku. Ostrożnie zerknęła w stronę malucha. - Ja... kiedy go zobaczyłam... on odezwał się w mojej głowie. Ogłosił swój powrót, a ja spanikowałam... Wiem, że mały nie jest niczemu winien, ale... ta jedna chwila...
Przymknęła powieki, kuląc się w ramionach fiołkowookiej. Gdzieś z tyłu głowy nadal słyszała szepty, choć obecność siostry działała jak zagłuszanie, spychając mroki gdzieś daleko. Tensa poruszyła temat nigdy nieodbytej rozmowy, która wyjaśniłaby wszystko, co działo się tamtego nieszczęsnego dnia i potem. Widać było, że ciężko jej odpowiednio dobrać słowa, zresztą nie pierwszy raz. Nieskładny wywód zakończyła wyznaniem i krótkim stwierdzeniem. Czy jednak właśnie tego naprawdę chciała?
- Z Hayamim... - powtórzyła, rozglądając się po opustoszałym pomieszczeniu. - Obiecywał być przy mnie, chronić mnie i dziecko... a jednak nie ma go tu.
Przeniosła spojrzenie na jasną twarz siostry, wpatrując się dłuższą chwilę w jej fiołkowe oczy. Wyciągnęła ku nim drżącą dłoń, przesuwając delikatnie palcami po skroni, dotykając rozwichrzonych srebrnych, niemal białych włosów. Na jej ustach pojawił się nikły półuśmiech, gdy opuszkami przejeżdżała przy uchu i wzdłuż linii żuchwy, zatrzymując się przy podbródku.
- Za to jesteś ty, nee-san - jej głos przeszedł w szept. - Mój własny anioł, który nie zważa na nic i zawsze biegnie mi z pomocą. Kocham cię, nee-san...
Wyciągnęła lekko szyję i delikatnie, bardzo krótko musnęła jej usta własnymi. Nie był to jakiś wygórowany gest, niby zwykłe zetknięcie warg, a jednak niosło ze sobą pewne przesłanie. W tle pobrzmiewało pojękiwanie małego brunecika, które moment później przerodziło się w łkanie i rosnący płacz. Saga spojrzała w jego stronę z troską w oczach.
- Ryujin... mój mały... - szepnęła tylko, prostując się nieco. - Podasz mi go, nee-san..?
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 545
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Tensa » 22 sty 2018, o 14:20

Długa noc, długi dzień... jeden cholerny dzień, tak wiele dla białowłosej, tak mało dla świata. Emocje, wydarzenia tak intensywne, niepewność szturmem wbijająca się w umysł. Jedna doba, tak nie wiele wystarcza, by tak wiele pojąć, paradoks? Nie raczej nie. Aniele o oczach skąpanych w szkarłacie, czy nie tego Ci było trzeba? Czy nie chciałeś poczuć wolności? Upadłeś, połamałeś skrzydła, zatracając się w tym, co było twoim mrokiem... czy zdołasz się podnieść? Czy tego właśnie chcesz? Czy ty uzurpująca sobie prawa do bycia najmądrzejszą z mądrych mogłaś pomylić się w osądzie? Odejść, poczuć, by poczuć wolność? Nie, nie tego szukałaś. Dałaś oszukać się własnym emocją, strach sprawił, że pozwoliłaś, by zbędny gniew zasnuł twój umysł. Jak mogłaś być tak głupia w swej mądrości? Tak lekkomyślna w kalkulacjach? Ale ty wciąż w to wierzysz... wierzysz w swoje słowa, czyny, decyzje. Odejście, zranienie siebie, by ona nie cierpiała? Chciałaś być Winkelriedem, przyjąć na siebie ciosy sądząc, że to ty nim jesteś? Ale czy cios naprawdę nadszedł? Zraniono Cię, ale wybaczasz, wiesz, że to nie była jej wina, tylko... czy zawsze ktoś musi być winny? "Bez winy, nie ma kary". Wiesz o tym, sama do tego doszłaś, świat dążył do równowagi, szczęście przeplatane ze smutkiem, nigdy nie mogło być za wiele jednego, to drugie zawsze musiało się odezwać... smutek, rozpacz... tak, bilans mógł być zerowy lub ujemny... bo w życiu nie można było wyjść na plus. To jak gra w karty z losem, nie możesz wygrać, nawet jeśli odejdziesz od stołu, mając wszystko, czego chciałeś, on i tak odbierze Ci to wedle kaprysu. Nie ma zasad, to on je ustala... Nie wierzyłaś w żadne bezimienne siły, lecz teraz ty, którą nazwali Aniołem, ty, która nie powinnaś się narodzić i tak wiele razy zdołałaś już oszukać śmierć... wahałaś się. Czy jest coś, co o nas decyduje? Czy los albo inna nieznana siła dąży tylko do zniszczenia? Jak feniks... obracasz się w popiół, by powstać na nowo... czysta, bez skazy... ale tak nie jest... bo to ty jesteś odpowiedzialna. Nie jesteś nim, ale jesteś jak on, jak daleko już się posunęłaś? Czy dla własnej wygody szkarłat nie splamił tych jasnych dłoni? Mogłaś powiedzieć straży, ale nie chciałaś, aby ta, która w swoje panowanie posiadła twoje serce martwiła się... żeby wiedziała, jak narażasz siebie... dlaczego? Dla dobra innych? Dla pieniędzy? Dla sławy? Czy może sama nie wiesz? "Płacz" jego żony, tyle wystarczyło, bo chciałaś dobrze? Uratowałaś jej męża, ale co z tego... na samo wspomnienie twój żołądek zaczyna wariować, ale to nie to samo, wtedy kiedy zbrukałaś największą świętość, gdy po raz pierwszy zaznałaś szkarłatu... gdy poczułaś, jak to jest, patrzeć na kogoś, z kogo uchodzi życie... nie zatrzymałaś się, zginął też drugi, a kiedy emocje opadły... gdy uwolniłaś tamtego człowieka, zrozumiałaś, co zrobiłaś, padłaś na ziemie, szloch wstrząsał twoim ciałem, potem była ciemność. Ten, którego uratowałaś, sprzedał Cię, by tylko odzyskać swoje długi... uciekając, nie zabiłaś nikogo, bo... bałaś się? Nie chciałaś zrobić tego po raz kolejny. Wróciłaś do domu, poradziłaś sobie, a potem? Zabijałaś, przesłuchiwałaś, wysadzałaś, nawet nie mrugnęłaś okiem, gdy kolejny tracili życie z twojej ręki... tylko ona, tylko ta o stalowych oczach to dzięki niej, albo i przez nią wciąż miałaś w sobie to coś, co odróżniało Cię od niego... Przy niej poznałaś co to miłość, możesz oddać jej wszystko, odejść wyrywając sobie serce, tylko po to, by była szczęśliwa... on dopuścił się najgorszych zbrodni, by Ci je odebrać. Jedno uczucie to które ludzie nazwą chorym, to, za które będą na ciebie pluli, ale czy to nie ono sprawiło, że nie przelewasz krwi? Gdyby nie ona... Czy wtedy byłabyś z nim? Stała się nim? Tak... to dzięki niej, nawet chcąc odejść, nawet gdy to zrobisz to... nie potrafisz w tym wytrwać...
Ryujin, syn płomiennowłosej, ten, który wywołał wizję...
-Spokojnie, nie wrócił i nigdy nie wróci, to tylko słowa zadufanej w sobie suki, ale niestety czasem mającej racje. Gdyby tylko znała sposób, uchroniłabym Cię przed tym wszystkim, ale ehh... nie jestem w stanie. Ja nie dałam rady być twoją tarczą, ale Ryujin może wyleczyć twoje rany. - szczerość, tak nie wiele, lecz tak jej brakowało. Coś więcej niż puste zapewnienia, że jest bezpieczna... czy ten, kto raz zawiódł, miał prawo zapewniać o tym, że nie zawiedzie po raz kolejny? "Nesshin", zhańbiona odejściem, gniewem skierowanym w ukochaną, niegodna jej miłości... niegodna życia... pojedynek, wspomniał o nim, a ty go wyzwałaś... Śmierć i życie, zapewniał, że Cię nie zabije... Nie wierzysz. Chociaż wiesz, że nie kłamał, ty nie zamierzasz odpuścić. Kiedy się spotkacie, samuraj żyjący dla honoru, ten, który by dotrzymać jednej przysięgi, złamał inną, i ta, która nie wytrzymując emocji, porzuciła potrzebującą... Oboje nimi jesteście, chociaż on nieświadomy. Przysiągł ją chronić, być przy niej... Przysiągł wygrać dla niej turniej... Dwie przysięgi, które nawzajem się wykluczyły, jedna, którą można wybaczyć i druga, której przebaczyć nie zdoła... Nie, po prostu nie chce. Nie mógł wiedzieć, ale to się nie liczyło, ważnym było tylko to, że nie zapewnił jej bezpieczeństwa i za to... właściwie co? Czy zginie? "Nie... nie wiem" odpowiedź zjawiła się sama... musiała to przemyśleć? Nie. Będzie walczyć, tak by zabić, a co się stanie to... to pozostaje w rękach losu, jeśli istnieje, to on zadecyduje. Miał być ratunkiem, szczęściem i przyszłością, ale jeśli nie da z siebie wszystkiego w walce z tą, która do tego doprowadziła, jego przyszłość stanie pod znakiem zapytania.
-Nie mógł tu być, nie wiedział... nie podejrzewał, co się stanie, gdy ujrzysz Ryujina. Saga, kiedy ty... ehh, miałam przeczucie, że coś się dzieje, ja... Saga, on powinien tu być nie ja, z nim miałaś mieć przyszłość, przy mnie musiałabyś całe życie to ukrywać... albo opuścić Sogen. Odeszłam, chciałam... ja nie wiem... chciałam, żebyś wybrała jego kiedy... kiedy widziałaś jego list, kiedy przyszedł ja... w końcu byłaś szczęśliwa... ja byłam cholernie zazdrosna, wystarczyło, że się pojawił i wszystko odeszło... ja, Saga to... wybacz. Starałam się, jak mogła, ale to cholernie bolało, ale... już wtedy wiedziałam, że zawsze będę ci przypominać tamtą noc. - dłoń siostry gładziła jej skroń, gdy w końcu zdecydowała się o tym powiedzieć. -Jestem cholerną egoistką... mówiłam Ci, że egoizm to nic złego, że... że może być dobra, ale ja... cholera, chcę Cię tylko dla siebie, a ty jesteś wolna. Wybacz mi. - mimo smutku łzy nie leciały już z jej oczu. Kiedy tu wbiegła, gdy ją uspakajała, wypłakała wszystkie, jakie miała. Czy rzeczywiście była aniołem? Krótkie wyznanie, delikatne muśnięcie warg, nieagresywne jak z Akashim. Ten niewielki gest niósł za sobą więcej uczuć, niż to, co stało się w hotelu. Poszła po Ryujiego, chwyciła go delikatnie i przyniosła siostrze... ona będzie wiedziała co zrobić.
-Nee-chan, ja nie jestem aniołem, zabijałam, torturowałam, robiłam wszystko, żebyś tylko nie dowiedziała się, żebyś nie dokładać ci zmartwień. Zawsze będę biec, bo Cię kocham, twoje bezpieczeństwo, szczęście, to one są najważniejsze. Będę przy tobie, gdy tylko będziesz mnie potrzebować, ale nie nazywaj mnie aniołem... ja... Wtedy na statku, kiedy... - wzięła głębszy wdech. -Kiedy biegłaś z kataną ja... widziałaś we mnie jego i miałaś rację, bo jestem jak on, dla ciebie jestem aniołem, ale dla innych jestem koszmarem. On był lepszy, nie ukrywał się za pięknymi słowami o większym dobrze, on zostawił świadków... pozwolił żyć tym których skrzywdził... ja nie miałam takiej litości. - uśmiechnęła się, sama nie wiedziała czemu.
-Nee-chan... Nie, Saga ja, odejdę po to, żeby Hayami zajął moje miejsce. On zostanie twoim aniołem, już mówiłam... ja nie mogę zapewnić Ci przyszłości. Kocham Cię i mogę chronić, ale nie potrafię zapewnić Ci szczęścia... kiedy ty rodziłaś... ja zdradziłam Cię... ja to chyba nie pora... - sięgnęła do torby. Wyjęła notatnik, przekartkowała go szybko w poszukiwaniu jednej karteczki, ta wylądowała w jednej kieszeni, a całość położyła na szafce obok.
-Nie chcę żyć przeszłością i całym tym złem, chociaż dalej będę potworem, chciałam go spalić, ale moje serce... tak jak i życie należy do ciebie, więc to ty powinnaś go dostać...
Tensa
 

Re: Szpital

Postprzez Sagisa » 23 sty 2018, o 23:33

Natłok myśli. Ciemność przeplatająca się ze światłem. Bo przecież jedno nie może istnieć bez drugiego. Dwie przeciwstawne siły współgrające, rywalizujące między sobą o dominację. Która z nich zwycięży ostatecznie? Czy życie przetrwa w tej niekończącej się spirali śmierci? Bo właśnie tym jest świat shinobi, nieskończoną karuzelą krwi i cierpienia. Ludzie zabijają się z różnych powodów. Pragną władzy, uznania, a czasem po prostu sami chcą przeżyć. Dla jednych śmierć jest karą, dla innych wybawieniem. Jednym zadawana jest szybko, precyzyjnie, inni umierają w cierpieniu. I jaki w tym wszystkim jest sens? Ludzka zawiść zamyka krąg i choćby znaleźli się tacy, którzy wyłamują się z tego schematu, dążąc do pokoju, i tak w którymś momencie zostaną zmiażdżeni, starci na proch. Bo śmierć dopada każdego niezależnie, jak kurczowo trzyma się życia.
Samo życie nie jest usłane różami, a nawet jeśli, to więcej w nich kolców niż czerwonych, wonnych płatków. Na każdym kroku człowiek staje przed wyborem, który kształtuje ścieżkę, po której stąpa. Żadna ścieżka nie jest prosta, każda zdaje się wić niczym wąż, skręcać w najmniej odpowiednich chwilach, a jednak uparcie przesz naprzód, bo co innego ci zostaje? Szukasz celu, dążysz do niego, nieustannie walcząc z przeciwnościami. Albo przetrwasz i dotrzesz do mety, albo poddasz się gdzieś w trakcie i wszystko się skończy. A może właśnie o to chodzi? Przecież koniec oznacza kres wszystkiego. Kres cierpienia, wiecznego strachu, niedoli. Czy nie tego pragnie twa umęczona dusza?
A jednak uparcie trzymasz się życia. Brniesz w błocie, przesuwając się powoli naprzód, choć czujesz otaczające cię macki ciemności, tak zimne i przerażające. Czujesz, jak ciągną cię w dół, zawracają, nie pozwalają zrobić kolejnego kroku. A mimo wszystko nadal próbujesz, nadal się stawiasz. Dlaczego? Bo masz dla kogo żyć. A może tylko tak ci się zdaje? Może to wszystko jest tylko jednym, wielkim snem, koszmarem, z którego tak usilnie nie chcesz się wybudzić? Gdzie leży rzeczywistość a gdzie ułuda?
Dziecko, niemowlę będące przypomnieniem złego. Ale czy to jego wina? Takie się urodziło. Od swych pierwszych chwil pozostaje nieskalane złem, gdyż zła się nie dziedziczy. Zło przesiąka człowieka dopiero później. Siostra zapewnia cię, że źródło twych koszmarów odeszło na dobre i już nie wróci, przeprasza, że nie mogła być twoją tarczą w potrzebie, a jednocześnie zapewnia, że twój potomek będzie lekarstwem na zadane w tym czasie rany. Szczere słowa, których nie było między wami od tak dawna. Dlaczego? Czyż nie łączy was coś więcej niż zwykła siostrzana więź? Nie powinnyście być ze sobą szczere na każdym kroku? Ach, no tak... Przecież od tamtego dnia ze sobą nie rozmawiacie, unikacie tematu, by nie pogarszać sytuacji. Czy to jednak dobre rozwiązanie?
Tensa plącze się we własnych słowach, w kolejnych wyznaniach, ale mówi. Cały czas mówi, widocznie tego potrzebuje - wygadać się. A ty? Czy kiedykolwiek zdradzisz komuś to, co zdarzyło się tamtego dnia? Opowiesz historię, która zapoczątkowała nawracające koszmary? Wypadałoby odpowiedzieć szczerością na szczerość, twe serce nie jest jednak gotowe na ten krok. A mimo to wypowiadasz kolejne słowa, substytut szczerej rozmowy, twoje własne myśli. Musiałaś sprawić, by ujrzały światło dzienne, bo później może już nie być okazji.
- Nee-san, już ci to kiedyś mówiłam - cichy głos wypływa z nagle wysuszonych ust. - Nie obchodzi mnie, co o nas pomyślą, czy będą wytykać palcami. Kocham cię i zawsze będę. Hayami wyznał mi swoje uczucia, chce mojego szczęścia tak jak ty, a ja... ja nie wiem, co do niego czuję. Jest mi bliski, odkąd pamiętam, był mi przyjacielem, ale to co innego. Próbowałam... chciałam obdarzyć go taką miłością, jaką darzę ciebie, ale... Nie wiem... naprawdę nie wiem... Przy nim mogę wydawać się szczęśliwa, ale bez ciebie w pobliżu czuję się... niepełna... Nie zadręczaj się, każdy jest w pewnym sensie egoistą. Mówiła mi, że to dlatego, że ludziom jest łatwiej, ale to nieprawda. Ludzie chcą po prostu zaznać szczęścia, choć czasem swoimi czynami ranią najbliższych. Jakbyś nad tym dłużej pomyślała, też doszłabyś do tego wniosku.
Łkanie dziecka przerywa wywód. Ono również pragnie odrobiny uwagi, szczypty bliskości, której jeszcze nie miało okazji zaznać. Jasnowłosa wstaje powoli, podchodzi do kojca, biorąc malca w ramiona. Płacz wzmaga się, nie te ręce miały go otoczyć. Chłopiec zostaje przekazany matce, która układa go delikatnie w ramionach, kołysze, gładzi delikatną twarzyczkę. Słychać już ciche łkanie, ale i ono ustępuje, gdy wreszcie maleńkie usteczka natrafiają na to, co upragnione, a maleńka buźka wypełniona zostaje po raz pierwszy pokarmem. Saga układa się wygodnie, palcem delikatnie muskając maleńkie rączki układające się na jej piersi, i słucha kolejnych słów siostry, słów pełnych szczerości i wyznań. Przymknęła powieki.
- Cokolwiek robiłaś, jakichkolwiek czynów się dopuściłaś, dla mnie zawsze będziesz aniołem. Mogą nazywać cię siewcą śmierci, nie obchodzi mnie to - stwierdziła tylko, a gdy Tensa wspomniała zdarzenie na statku, przygryzła wargę. Czuła łzy wzbierające pod powiekami. - Nee-san, ja... przepraszam za tamto... Nie chodziło o ciebie, nie jesteś nim, nie jesteś jak on. Ja po prostu... ostatnio... tracę kontakt z rzeczywistością... W domu też to się zdarzało... zaatakowałam tatę... - kilka słonych kropel skapuje na główkę maleństwa w jej ramionach, to porusza się niespokojnie. - Nie chcę, żeby to była prawda, ale... chyba tracę już zmysły... oszukuje mnie mój własny umysł...
Uniosła spojrzenie pełne bólu, goryczy. Po jej policzkach płynęły łzy, nie umiała ich zahamować. Czy właśnie nadszedł ten moment szczerości? Czy była gotowa ulżyć własnemu sercu i powiedzieć choć część z tego, co dusiła w sobie od tylu miesięcy?
- Nee-san, moje szczęście nie jest jedynym, czego pragniesz - szepnęła z boleścią. - Przez te wszystkie miesiące trwałaś przy mnie, tłumiłaś własne emocje, buzujący w tobie ogień. Przy mnie musisz się hamować, bo nie mogę ci dać więcej. Nie w obecnym stanie, więc... jeśli masz taką potrzebę... Zdradzaj mnie, jeśli musisz... bierz z życia to, czego nie mogę ci dać... Proszę tylko, byś zawsze wracała... byś ostatecznie była... moja...
Odwróciła spojrzenie, zaciskając powieki. To wszystko było takie trudne, tak bolesne. Wiedziała jednak, że taka jest prawda. Tensa potrzebowała bliskości, ciepła... zbliżenia... a ona nie mogła jej tego dać. Więc da jej wolność, pozwoli szukać tego gdzie indziej, mimo że to tak boli. Zdradziłam cię - dwa słowa niczym ostrza przebijające serce. Dwa słowa, za którymi podążały myśli. Wizja ukochanej w ramionach obcego, czerpiącej przyjemność z pieszczot dawanych rękoma innymi niż jej własne. Tylko dlaczego obrazy zawsze wracały do tej samej sceny? Do fiołkowookiej zamkniętej w ramionach bruneta? Do jego krwistych oczu i chorych imaginacji?
Jej oddech znów przyspieszał, ciało zaczynało drżeć, ona sama zaś kulić się w sobie. Maluch w jej ramionach zapłakał, ale nie reagowała, jakby nawet nie słyszała jego łkania, choć on sam podświadomie wyczuwał jej stan. W uszach nieprzyjemnie jej dudniło, w gardle zaschło. Miała wrażenie, że się zapada, że mrok znów wyciąga po nią swe macki. I wystarczyła jedna chwila, by to wszystko ją pochłonęło, by tropiciel znów triumfował, by znów odarł ją ze wszystkiego...
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 545
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Tensa » 24 sty 2018, o 20:10

Słowa, nie raz rzucane na wiatr. Czy to świadomie z wyrachowania, czy rzucone pod wpływem emocji... chociaż to zbyt proste, muszą być inne, takie, które mimo szczerości są niemożliwe do spełnienia... takie, które zaprzeczają same sobie. Szczere, czy nie były najczęstszym sposobem na to, by wyrazić swoje uczucia, myśli, chociaż nie zawsze były w stanie, nie zawsze człowiek potrafił ubrać to wszystko w słowa. Nie ważne ile ksiąg przeczytał, jak wiele wiedział, czy pojmował, było niczym, gdy trzeba było przekuć myśl w słowo niebędące zwykłym bełkotem. Ludzie w naturze mieli mówić, zbyt wiele lub zbyt mało, mało kto wiedział, kiedy powinien się zamknąć. Ale o czym mówili tak wiele, tam, gdzie słowa nie były potrzebne? O innych, ich życia zbyt nudne, by ich zajęły. Nie wystarczały. Mówili, plotkowali, nie zawsze z sensem, jednak potrafili obrócić ludzkie życie w koszmar, skazując na osamotnienie, hańbę, doprowadzając na skraj, niszcząc to, co sprawiało, że byłeś sobą, że potrafiłeś trzymać głowę wysoko. Co prawda byli tacy, którzy mimo oszczerczego szeptu za plecami, wciąż wierzyli w swoją wartość, sami przeciw światu, nie zgięli karku, dumnie patrzyli innym w oczy, jakby mówiąc: "słowa nie są w stanie mnie zranić." Ale jak długo mogła być to prawda, w końcu z jakiegoś powodu mówi się, że "słowa są groźniejsze niż miecz" i to było prawdą. Lecz co mieli ci, którzy wytrzymywali? Czym wyróżniali się Ci wielcy, odporni na słowa tłumu? Osobą, rzeczą, wydarzeniem, czymś, co było dla nich ważniejsze, niż opinia innych, ale czy Tensa miała coś takiego? Tak... jej siostra, ukochana, nie martwiła się o siebie, wiedziała, że jest w stanie to znieść... ale Saga... ona była silna, ale czy dałaby radę? Czy nie rzucała właśnie słów na wiatr, wierząc w to, że ma wystarczającą siłę? Białowłosa znała ją całe życie i wiedziała jedno, spróbuje, da z siebie wszystko, może nawet nie powie o tym, jak się czuje, ale będzie ją bolało. Już teraz jej umysł nie dawał sobie rady z tym wszystkim, co przeżyła, ze złem, które spadło na nią, nie z jej winy. Gdyby to, co je łączyło, dalej łączy wyszło na jaw, tego, z czym musiałaby się mierzyć, byłoby o wiele więcej. Nie chciała na to jej skazywać, nie dla swojej przyjemności, ale... ona sama tego chciała. Krótkie "Kocham Cię", delikatny pocałunek, kolejne wyjaśnienie tego, co już wiedziała, tego, czego się spodziewała.
-Saga... to... myślałam o tym wiele razy, chcę twojego szczęścia, nawet bardziej niż swojego. Ty... ehh, już teraz jest Ci ciężko. Kocham Cię i nie chcę, żebyś cierpiała. Ja... wierzyłam, że odejdę, zapomnisz o mnie, a on wypełni pustkę. Nee-chan, chce być z tobą i nie ukrywać się z tym, chce zapewnić Ci przyszłość. Ludzie to egoiści, a ja jestem jedną z najgorszych... ale wiesz co? Dopóki, mogę być przy tobie, nieważne jak wiele będę musiała zrobić. - szczere wyznanie... ale czy na pewno? Czy nie odeszłaś? Czy nie raniłaś? Mówisz, że chcesz jej szczęścia... mówisz to szczerze, ale czy potrafisz je zapewnić? "Nie wiem" odpowiedź prosta, lecz nie dająca nic. Czy w życiu byłaś czegokolwiek pewna? Jedynie tego uczucia, a potem wyrzuciłaś je i zdeptałaś... teraz wracasz i znów masz szansę... ale się boisz, samuraj miał rację, jesteś tchórzem, boisz się zaznać szczęścia, boisz się, że nie będziesz dla niej dość dobra... Strach ma wielkie oczy. Wstajesz z tą myślą, podajesz jej dziecko, które zasłużyło na swój pierwszy posiłek.
-Saga, razem poradzimy sobie ze wszystkim. - mówisz z pewnością, jaka zadziwia nawet Ciebie. Czujesz, że już kiedyś to mówiłaś, że byłaś wtedy równie pewna, ale... ale wspomnienia zatarły się. Mimo wszystko jesteś pewna tych słów. -Nawet jeśli twój umysł Cię oszukuje, jeśli zaatakowałaś mnie, ojca, wiedząc w nas jego, nie mamy Ci za złe. To, po prostu była chwila, ja... było tego za dużo. Dalej chce być twoim Aniołem i przez to wszystko zrozumiałam, jak bardzo Cię potrzebuje. Bez Ciebie nie jestem sobą, ja przestaje myśleć, uważać. Dałam się rozbroić i związać... - wróciła wspomnieniami do hotelu. Na jej twarzy malował się rumieniec, sama nie wiedziała, czy bardziej wstydziła się tego, czego się dopuściła, czy tego jak wiele pozwoliła.
-Ja nie chcę tego, przez cały ten czas, zanim on... ehh... nie wiem, właściwie co zrobił, wbił sobie palec w cholerne oko, powinien zginąć. - jej ciało przeszedł dreszcz... Akashi, chodzący trup, wyznawca jashina, jeden z tych, którzy ludzkie życia składali w ofierze swojemu Bogu... ten, któremu dała się rozbroić.
-Nee-chan, cały czas myślałam o tobie, o tym, że nie jest tobą to... było przyjemne, ale nie było w tym uczuć, ja... zachowałam się jak pospolita dziwka. Ja, nie... nie powinnam nawet prosić o wybaczenie. Krótkie muśnięcie twoich ust, było w nim więcej uczucia niż w tym wszystkim. - zdrada, kolejna szpilka wbita w serce ukochanej. Słyszała jej przyspieszony oddech. Objęła ją ramionami, przyciągnęła bliżej, tak by, nie zrobić krzywdy dziecku.
-Nee-chan, nie bój się, jestem tu. - szeptała do jej ucha. -Saga, będę przy tobie już zawsze, tego chcę... - przełknęła ślinę, wiedziała, czego chce, nie zamierzała po raz kolejny jej tracić. -Nee-chan, wyjdź za mnie. - mówiła, tuląc ją do siebie, na tyle, na ile mogła...
Tensa
 

Re: Szpital

Postprzez Sagisa » 26 sty 2018, o 23:23

Słowa. Wszystko to, co towarzyszy człowiekowi od pierwszych chwil życia. W końcu nawet imiona składają się ze słów, określają to, kim jesteśmy, byliśmy i będziemy. Nazywają rzeczy, czynności, ubarwiają świat. A może wręcz przeciwnie? Może właśnie odbierają mu kolorów? Ludzie określają otaczający ich świat słowami i w pewnym sensie odbierają rzeczywistości duszę. Mówi się przecież, że wypowiadane słowa nabierają kształtu, stają się rzeczywiste. Ale same słowa są wymysłem ludzkiego umysłu, odzwierciedleniem jego myśli, nie zaś tym, czym świat jest naprawdę.
Ludzie potrafią lawirować słowami, mamić innych, mieszać im w głowach, wykorzystywać dla własnych korzyści. Umiejętny mówca jest w stanie powiedzieć coś, co zostanie zrozumiane w zupełnie inny sposób niż w zamyśle autora, przez co staje się on nieraz niebezpieczniejszy od ostrza. I czasem wystarczy dobrać odpowiednie słowo, by odnieść zwycięstwo w pojedynku, by pokonać wroga.
Tensa nigdy nie była dobrym mówcą. Jej młodsza siostra zawsze potrafiła w jej słowach odczytać drugie dno, przejrzeć próby kłamstwa. Może dlatego, że sama zawsze zasłaniała słowami wszystko to, co kryła w sobie, za wyuczonym uśmiechem skrywała każdą mentalną ranę. Jednak każdy ma swoje granice, a ostatnie miesiące sprawiły, że twarda skorupa chroniąca ją przed krzywdą zaczynała się kruszyć, rozpadać wręcz. Czy więc zapewnienie, że wszystko będzie dobrze, nie było tylko złudną nadzieją? Tym małym marzeniem, w które wiary nie chciała tracić?
Siostra chciała jej szczęścia, chciała uchronić ją przed cierpieniem. Właśnie to było jej celem, choć sposób jej działania mógł temu przeczyć. Ale czyż ludzkie życie nie jest przepełnione próbami, błędami, dążeniem do upragnionego celu? Czy mogła winić jasnowłosą za błędne myślenie i popełniane z tego powodu błędy? Nie miała takiego prawa.
- Nee-san, nigdy bym o tobie nie zapomniała - szepnęła tylko, otulając swe maleństwo ramionami. Chwilę później zdradziła siostrze obawy względem własnej poczytalności, że nie tylko ją zaatakowała. Ta zapewniała ją, że oboje z ojcem nie mają jej za złe tego wszystkiego, że sobie poradzą. Ale czy rzeczywiście mogło tak być? Mimo że była to tylko chwila, ona nie potrafiła przewidzieć własnych reakcji. Bała się, że przypadkiem skrzywdzi kogoś innego, że będzie musiała ponieść konsekwencje, mimo że nie wie właściwie co rzeczywiście robi. Czy to kolejny sen, czy jednak rzeczywistość. Nie umiała już tego odróżnić.
Tensa drążyła temat własnej zdrady, nieświadomie wbijając kolejne ostrza w jej poranione serce. Sama świadomość, że ukochana siostra zaznawała przyjemności w ramionach kogoś obcego, bolała naprawdę, ale jej umysł nie potrafił się już skupić na niczym innym. Krótkie "zanim on" pociągnęło za sobą całą masę myśli, uruchamiając lawinę wspomnień i imaginacji.
Znów wisiała przykuta łańcuchami do ściany, patrząc na bruneta obejmującego fiołkowooką, całującego ją. Chciała krzyczeć jak wtedy, przerwać to, jednak nie potrafiła wydusić z siebie choćby jęku. Dłonie tropiciela przyciągały jej siostrę coraz bardziej, stopniowo zrywając z jej ciała fragmenty kolorowego materiału, zagłębiając się w nią. Widziała na twarzy srebrnowłosej ten sam wyraz błogiego uniesienia, co podczas ich wspólnych prób. Uległość, gdy mężczyzna wręcz przygniatał ją sobą do blatu, już niemal nagą, rozpaloną z pożądania. Chciała odwrócić wzrok, ale nie mogła. To... było przyjemne... Słowa odbijały się echem w jej głowie, gdy próbowała zerwać się z uwięzi, choć bezowocnie.
Sagisa chyba czuje się zazdrosna, nie sądzisz, droga Tenso? Może pozwolimy jej dołączyć?
Dreszcz przebiegł jej po plecach, gdy utkwił spojrzenie swych krwistych oczu w jej postaci. Widziała jego złowróżbny uśmiech, błagalny wzrok siostry łaknącej przyjemności, jej wyciągniętą dłoń...
Tego chcę... Nee-chan, wyjdź za mnie - dwie frazy i czerwone ślepia tuż przed nią. Dłoń tropiciela zaciskająca się na jej gardle, druga sięgająca niżej, znacznie niżej...
W załzawionych i pustych stalowych tęczówkach błyska sharingan. Płacz dziecka wzmaga się znacznie, lecz matka zdaje się go nie słyszeć. Na jej obliczu odmalowuje się czysta trwoga, gdy kuli się w sobie coraz bardziej, nieświadomie zacieśniając ramiona wokół maleństwa. Serce dudni jej w piersi, oddech szaleje, a umysł tkwi w mroku własnych lęków. Przez krótką chwilę dziewczyna zdaje się dusić pospiesznie nabieranym powietrzem, jego małymi porcjami, moment później z jej gardła wydobywa się głos.
- Nie... nie... nie... - powtarza jak mantrę, jak mające uchronić ją przed złem zaklęcie. Lecz magia przecież nie istnieje, nic jej nie obroni. - Nie, przestań... nie chcę... nie... NIE!
Nagły krzyk rozdziera powietrze. Całe ciało dziewczyny wygina się w jednym zrywie z łuk, wypuszczając z wciąż napiętych ramion chłopczyka, który zsuwa się z płaczem na śnieżnobiałą, szpitalną pościel. Dłonie sięgają głowy, palce zaciskają się na krwistych kosmykach włosów, z rozwartych ust wydobywają się tylko głuche jęki. Czy już zatraciła się w swym obłędzie? Czy istnieje dla niej choćby nikła szansa na ratunek? Czy cokolwiek może jej pomóc? Napięte mięśnie znów się kurczą, gdy pogrążone we własnych koszmarach dziewczę przekręca się na bok, podkulając pod siebie nogi. Ciało wciąż drży, jakby każdy dotyk sprawiał niemiłosierny ból. I odczuwa ten ból, dawno zapomniany gdzieś w pamięci komórek... Ból gwałtu na niewinnej duszy...
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 545
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Tensa » 27 sty 2018, o 13:53

Co tak naprawdę sprawiało, że dobro było dobrem? Co odróżniało je od zła? Czy uzyskany efekt, zrobienie czegoś dobrego, nawet okupionego ogromnym złem było dobre? A może chodziło o sam zamysł, o chęć zrobienia czegoś dobrego? Jednak co jeśli, nawet mimo szczerych chęci, sprawialiśmy ludziom jeszcze więcej bólu? Co było dobrem, a co złem? Czy w ogóle można było je od siebie odróżnić? "Nie", odpowiedź była prosta, świat nie dzielił się na te dwie rzeczy, nie był czarny, albo biały, składał się jedynie z odcieni pieprzonej szarości. Słowa potrafiły ranić bardziej, niż miecz, chociaż Tensa o tym wiedziała to nie potrafiła nad tym panować. Nie była już tą samą osobą która znała się jedynie na treningach, która pozjadała wszystkie rozumy i wierzyła, że za pomocą siły i sprytu poradzi sobie z każdym. Do tej pory, nauczyła się rozmawiać, jak być człowiekiem... przynajmniej tak myślała. Wciąż była słaba w kontaktach międzyludzkich, nie wiedziała kiedy tylko o czymś wspomnieć, a kiedy opowiedzieć... przy niej mimo, że myślała, chciała być szczera, jednak nie w taki sposób w jaki była na trybunach. Chciała powiedzieć dosłownie o wszystkim, chciała w końcu zakończyć tamtą sprawę która zaczęła się przez nią pewnej letniej nocy. Pamięć... chociaż mówi, że nigdy, by nie zapomniała wiesz, że jesteś jedynie pyłkiem na wietrze, robisz jej to samo co Kazuo, może nie fizycznie, jednak psychicznie ją ranisz. Niszczysz wpędzając w kolejne wizje, sama sprawiasz, że wpada w to przed tym, przed czym chcesz ją obronić. Mimo, że chcesz dobrze, pieprzysz wszystko, jak odwrotność alchemika zamieniasz złoto w ołów. Po co wróciłaś? Chciałaś ją uratować? Udało się, a potem znowu wpędziłaś ją w koszmar. Po co? Jej cierpienie nie daje Ci szczęścia, może chęć bycia bohaterką? Przecież, każdy wie jaki jest na to najlepszy sposób. "Wyciągnij kogoś z rzeki do której wcześniej go wepchnąłeś", czy to jest tym czego chcesz? Nazwała Cię aniołem, ale nim nie jesteś, jesteś demonem który rani ją, nawet, gdy chce zrobić coś dobrego. Łapiesz upadające dziecko, odkładasz je, ona się cofa, podkurcza nogi, boi się, krzyczy, chociaż patrzy na Ciebie znów widzie jego, ale czy to rzeczywiście tylko jej imaginacja? Jesteś jak on, jesteś nim. Co możesz zrobić? Odejść, nie powinnaś wracać, chciałaś ją ratować, ale i to spieprzyłaś. Mimo krzyku nie zostawisz jej tak, nim odejdziesz chcesz, ten ostatni raz dać jej spokój.
Tym razem jednak nie zrobisz tego, tak jak zawsze. Skoro tropiciel powraca w jej wizjach, niech i w nich zginie. Nie masz takiej mocy jak ojciec, nie dasz jej spokojnego snu, ale masz wiedzę, pamiętasz jego śmierć, bo byłaś tam... Jak zwykle za późno, jak zwykle swoją głupotą sprawiłaś, że cierpiała jeszcze bardziej. Białowłosa złożyła dwie pieczęci, nie potrzebowała więcej, w końcu to zwykła podstawa. Saga... nie otaczały jej mury, nie była przykuta, tropiciel stał na środku pomieszczenia,
nie uśmiechał się, na jego twarzy widać było przerażenie, bał się, nie tylko Tensy, ale i tej małej płomiennowłosej skulonej w łóżku, będzie się bać, jeszcze bardziej, ale to chwilowe. Zaraz do sali wchodzi Tensa i Saga, dwie siostry, nie dochodzi do walki, razem przebijają go mieczem, on pada martwy, pokonany raz na zawsze. Iluzja się kończy, a ty wychodzisz.
-Potrafię tylko Cię ranić. - tylko tyle mówisz na odchodne, starasz się zachować spokój. Przy recepcji idziesz do lekarza, pamiętasz nazwisko, mówisz, że muszą jej pilnować, jej i dziecka, bo... tak naprawdę nie masz pojęcia co się stanie. Chciałaś na odchodne zakończyć jej koszmar, ale czy leży to w twojej mocy? Wychodzisz ze szpitala i biegniesz...


Spoiler: pokaż
KC C: 107%-10%=97%


Nazwa
Magen: Narakumi no Jutsu

Pieczęci
Wąż → Szczur

Zasięg
Dowolny

Koszt
E: 14% | D: 12% | C: 10% | B: 8% | A: 6% | S: 4% | S+: 2%

Dodatkowe
Brak dodatkowych wymagań

Opis Jedna z podstawowych technik genjutsu. Technika wpływa na zmysł wzroku celu, zmieniając widziane przez niego obrazy, co w ostateczności skutkuje pokazaniem mu jego własnych, najbardziej skrytych lęków. Wizja jest bardzo realistyczna i łatwo się pomylić, lecz technikę można bez problemu rozproszyć za pomocą Kai. Dodatkowo, przedstawiona wizja zależy od użytkownika, więc trzeba dobrze znać cel ataku - im lepiej znamy oponenta, tym skuteczniejsze jest jutsu, a jeśli go nie znamy, wtedy niestety technika po prostu nie zadziała.


[z/t]
Tensa
 

Re: Szpital

Postprzez Sagisa » 1 lut 2018, o 19:14

Mówi się, że rodziny się nie wybiera. Że rodzisz się i idziesz w świat, bo masz do spełnienia jakąś misję, zadanie. Podobno też ci, którzy cię kochają, chcą dla ciebie jak najlepiej, podobnie jak ty dla nich. Nie zawsze jednak udaje się dać komuś szczęście w czystej postaci. Nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Takie już koleje losu, który co i rusz rzuca ludziom kłody pod nogi i patrzy, jak pięknie upadają.
Ty, która chciałaś zawsze bronić siostrę, ukochaną, po raz kolejny patrzysz na jej cierpienie. O ile kiedyś wszystko dało się łatwo naprawić, po prostu porozmawiać, wyjaśnić, o tyle po tej letniej nocy, która wryła wam się w pamięć, nic już nie jest łatwe. Nie wiesz dokładnie, co ona przeżyła, co jej robił twój niedoszły narzeczony, nim sama przybyłaś z odsieczą. Spóźniłaś się, ale jak bardzo? Czy byłaś w stanie to określić po tych wszystkich miesiącach spędzonych u jej boku? Pomagając jej się pozbierać, odpychając od niej koszmary nękające ją niemal każdej nocy? Patrzyłaś, jak stara się żyć, zapomnieć, choć się nie dało. Robiłaś dla niej wszystko, lecz ostatecznie co to właściwie dało?
Umysł zamknięty w iluzji własnych koszmarów, krzyk wydobywający się z gardła ukochanej siostry. Chcesz jej pomóc, ale sama spychasz ją w głąb tego wszystkiego. Co ci więc pozostaje? Bierzesz w swe ramiona jej zapłakanego syna, odkładasz go bezpiecznie do kojca. Dochodzisz do własnych wniosków - znów nieumyślnie ranisz obiekt swych westchnień, bo nie jesteś jej aniołem a cieniem demona, który ją skrzywdził. Klamka zapadła, niepotrzebnie wracałaś, prawda? Może i ją uspokoiłaś, ten ostatni raz dałaś jej oparcie, ale nadszedł czas, by to zakończyć. Raz na zawsze, raz a porządnie. Nie masz zdolności ojca, to prawda. Nie umiesz zesłać na jej skołatany umysł spokojnego snu, ale swoją wiedzą i doświadczeniem możesz ten ostatni raz pomóc. Zabić źródło, sprawić, by uwierzyła w jego śmierć, w śmierć oprawcy. Składasz pieczęci niezbędne do techniki, wtłaczasz w umysł siostry nowy obraz rzeczywistości, to musi wystarczyć.
Mroczne macki tropiciela znikają, ból ustępuje, a ona stoi przed wejściem do tamtej piwnicy. Powinna się bać, w końcu to wszystko sprowadzało się do tego miejsca, a jednak lęk ją opuścił. U swego boku miała przecież siostrę, pewną siebie, zdeterminowaną, ona sama zaś dzierżyła w ręku ostrze. Obie schodzą na dół, zastając Kazuo w całej swej okazałości. Ale nie było w nim tej mocy, tej pewności siebie, sadystycznego spojrzenia i uśmiechu, który wywoływał na jej ciele ciarki. On się bał. On, nie ona. Bał się Tensy, bał się jej samej. Szukał ucieczki, ale jedyne wyjście było za ich plecami. Płomiennowłosa zerka na siostrę, jej długie, splecione w warkocz jasne włosy, delikatny uśmiech zadowolenia, fiołkowe oczy, w których widzi jednoznaczne przesłanie. Zróbmy to. Zakończmy ten koszmar. Razem. Skupia więc wzrok na spłoszonym niczym zapędzone w kozi róg zwierzę tropicielu i zaciska dłonie na rękojeści wakizashi. Ruszają jednocześnie, ramię w ramię. Kazuo nie ma szans, ostrze wbija się w niego gładko, a blask w krwistych oczach zanika. Brunet umiera raz na zawsze. Czerwień zanika też w stalowych już tęczówkach, gdy dziewczyna odstępuje na krok, wpatrując się w martwe ciało usłane szkarłatem. Czy to już koniec?
Powieki opadają, oddech się unormowuje, łzy na policzkach młodej matki powoli zaczynają schnąć, ty jednak wychodzisz. Już postanowiłaś, odejdziesz tak jak on, raz na zawsze. W końcu potrafisz tylko ją ranić, jak sama powiedziałaś. Łapiesz jeszcze przed opuszczeniem szpitala lekarza, tłumacząc mu pokrętnie, że musi na nią uważać, pilnować. Dlaczego? Bo nie jesteś w stanie przewidzieć jej zachowania? Bo sama nie wiesz, czy twoje działania cokolwiek dały? Nie. Bo mimo wszystko chcesz, by ktoś jej strzegł, kiedy ciebie nie będzie, a samuraj, pod opieką którego ją zostawiłaś, okazał się... no właśnie, czym? W pewnym stopniu zdrajcą? W końcu zostawił ją z dzieckiem samą, nie pomyślał, nie domyślił się konsekwencji. Ale czy to była jego wina? To ty spędziłaś z nią ostatnie miesiące, obserwując i wspierając, gdy miałaś ku temu okazję, nie on.
Medyk przytakuje, zapewnia, że Sagisie niczego nie zabraknie, to ci jednak wystarcza. Krótkie zapewnienie lekarza, w końcu zobowiązuje go praca. Opuszczasz zatem szpital i dalej gnasz przed siebie, bo przecież po raz kolejny zawiodłaś. Kipisz wręcz z emocji, chcąc je gdzieś rozładować, wiesz jednak, gdzie to nastąpi. Na arenie, podczas walki z "leśnym chłopcem". Tam dasz upust wszystkiemu i, być może, zapomnisz...

Doktor Shiroyuki wszedł do sali, od razu zauważając skuloną na łóżku płomiennowłosą. Podszedł doń od razu, sprawdzając, czy czegoś sobie nie zrobiła, odkrywa jednak tylko zmęczenie wyraźnie odciśnięte na jej obliczu. Dziewczyna znajduje się na granicy jawy i snu, powoli jednak odpływa w objęcia Morfeusza.
- Nee-san... - szept niczym tchnienie w panującej dookoła ciszy, którą przerywa tylko ciche łkanie dziecka, był nad wyraz słyszalny.
Mężczyzna nie miał pojęcia, jakie relacje łączą pacjentkę z jasnowłosą kobietą, która tu wtargnęła, podając się za jej siostrę, lecz nie wnikał. To nie była jego sprawa, on miał zadbać, by dziewczyna doszła do siebie po porodzie. Okrył ją zatem pościelą, sprawdził stan dziecka, a upewniwszy się, że ani jemu, ani matce nic nie dolega, opuścił salę. Postanowił jednak zaglądać tu od czasu do czasu i sprawdzać, czy ten stan nie ulega zmianie. Nie bez przyczyny jasnowłosa prosiła go o opiekę nad młodą Uchiha.
Obrazek
Avatar użytkownika

Sagisa
Młoda Matka
 
Posty: 545
Dołączył(a): 30 kwi 2017, o 19:26
Wiek postaci: 18
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: - długie, spięte z tyłu czerwone włosy,
- stalowoszare oczy
- jasna cera
- koszula z długim rękawem, długie ciemne spodnie, wygodne buty
- skryte pod ubraniem cienkie pajęczynki blizn po raitonie
- płaszcz podróżny z kapturem
Widoczny ekwipunek: - torba na biodrze, po prawej
- kabury na udach
- wakizashi za pasem
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=3511&p=49998#p49998
GG: 9256888
Multikonta:

Re: Szpital

Postprzez Atari Sanada » 2 lut 2018, o 19:22

Szare oczy wpatrywały się bez wyrazu przez okno na drzewo. Kolorowy ptak przysiadł na jednej gałęzi obracając swój ciekawski mały łebek w różne strony. Długi ogon podskakiwał raz to w górę raz w dół starając się utrzymać drobne, lekkie ciało na wietrze. Pełne usta młodej kobiety wygięły się w słabym, acz przyjemnym uśmiechu. W pustej sali panowała cisza, od czasu do czasu przerywana cichym płytkim oddechem Atari. Opatrzona rana dalej piekła będąc całkiem nowym i mało przyjemnym doświadczeniem. Palce odnalazły pokaźną dziurę w rozciętym kimono i dotknęły świeżego bandażu na piersiach chcąc się upewnić, nie do końca wiedząc w czym. Przegrała walkę i zapewne będzie nosić znamię tego turnieju do końca swojego życia. Była to cenna lekcja i uświadomienie, że świat którego jest tak ciekawa nie zawsze będzie dla niej przyjemny. Nie każda przygoda może skończyć się dobrze i nie każda walka pójdzie pomyślnie. Białowłosa kunoichi, która Atari poznała na trybunach miała na to dobrą radę. Nie siła lecz wytrzymałość się liczyło. To ile razy będziemy w stanie podnieść się po upadku i jak długo pozostaniemy niewzruszeni w swoich postanowieniach. Młoda Sanada nie zamierzała zatracić samej siebie, nie chciała stać się pustą powłoką dawnej siebie. Szare oczy nabrały blasku, a na twarzy pojawił się szerszy uśmiech. Walczyła z samurajem i była w stanie trafić go kilkukrotnie, kto z jej rybackiej wioski mógłby pochwalić się takim dokonaniem? Stawała się silniejsza i coraz bardziej przygotowana do swojej nieskończonej podroży.
Stopy dotknęły chłodnej posadzki szukając obuwia. Atari wstała z twardego łóżka podchodząc powoli do okna. Spod rozciętego za dużego stroju na klatce piersiowej i łydce buchała biel bandaży, co owocowało w stosunkowo dziwacznym, niechlujnym obrazie. Jedna dłoń oparła się leniwie na rękojeści katany, druga zaś odnalazła bambusowy kapelusz leżący przy łóżku. Twarz skąpał cień ukazując jedynie przyjazny uśmiech. Barwny ptak siedzący na gałęzi zanurzył drobny dziob w piórze po czym wzbił się z trzepotem w powietrze. Ukryte oczy młodej rybaczki odprowadziły podbiegną istotę, aż do momentu w którym zlała się z pięknie mieniącym się słońcem. Bambusowy kapelusz poruszył się, gdy Atari odwróciła głowę. Jej dłoń ponownie dotknęła delikatnie samymi opuszkami palców rany. Bolało, lecz nie tak, aby pozostawać w tym miejscu i nadużywać dobroci obeznanych w sztukach medycznych obywateli cesarstwa. Jej przygoda dopiero co zaczęła się, nie może przecież siedzieć w jednym miejscu i tracić tak wiele możliwości na budowanie fantastycznych wspomnień.


[z/t]

Czas leczenia: 4h
Godzina wyjścia: 23:22
Link do zdarzenia: Klik
Obrazek
Theme | Głos | Wygląd | #5f9ea0
Avatar użytkownika

Atari Sanada
 
Posty: 232
Dołączył(a): 4 gru 2017, o 15:55
Wiek postaci: 0
Link do KP: viewtopic.php?f=33&t=4424
GG: 60754875
Multikonta: Yama-uba

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Hanamura

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość